Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Cztery ściany, puste lokum - skąd to znam?,
świat spisuje protokół wszak każdemu z nas,
przebacz mi za samotność, pustkę w cenie złota,
to, że nikogo w mieszkaniu nie rozpoznasz po krokach.
Podpowiedz ilu w klubie zabija swe żale,
boimy się zestarzeć, chlanie więc rytuałem.
Tyramy Panie stale samotnie jak palec,
chyba nic nie pozostanie nam już oprócz tego piwa.
Zabierz mnie stąd, jeśli każde moje słowo,
ciężkie jak kamień sercom, to bywa dla nas męką,
nasze tętno w treści prawdę powiem ziomom,
wiem, że sam zginę przez to jak i moja przeszłość.
Nie patrz się na mnie, jeśli oczy masz puste,
nie zobaczę w nich uczuć, ale przejrzę, jak w lustrze,
ten świat mnie nie rozumie, czy ja nie rozumiem świata,
a może nie rozumiemy się tu obydwaj na raz?
By nie płakać się staram chociaż w czasach tych dla nas,
o swoich problemach nie ma z kim porozmawiać,
widzę na ulicach pustkę, choć ludzi multum,
każdy biegnie po sukces obłudy bez szacunku.

To nasz rytm, życie, świat cały wokół,
Wystarczy tylko wyjść, by na skórze to poczuć,
Dla jednej pary oczu dość cecha wydarzeń,
Tak, jak każdy się boję tu samemu zestarzeć.

Życie, świat cały wokół,
Wystarczy tylko wyjść, by na skórze to poczuć,
Dla jednej pary oczu dość cecha wydarzeń,
Tak, jak każdy się boję tu samemu zestarzeć.

Przelewam na papier myśli topografię,
pusta kartka, skraplam atramentu szaty,
moja prawda - te cztery ściany,
nie wiem co zabił we mnie ten azyl,
i co mam zażyć by nie być zdanym na los.
Na myśli nalot, gdy każdy zmysł,
tu łączy się z centralą, jak z Leslie Hammond.
Nie boję się śmierci, boję się umrzeć sam,
choć nie chcę umrzeć pierwszy i tak zwiedzę piach,
pieprzysz, jak mówisz, że hajs daje szczęście,
zostawia Tobie plan na pętlę i pręgierz.
Każdy z nas, ma w sobie oszusta,
dowiesz się o nim ziom pijąc sam do lustra, czy to złość?
Mam swoją broń wobec rzeczywistości,
to lolki, plus low-kick i flow rozmaitości,
mózgu broń, jak chcesz to mnie zabij,
choć ludzi miliardy, to mowa jak do ściany, każdy gardzi nami.
Masz karabin - proszę odpal,
boję się tylko Boga, bo trzyma ze mną kontakt,
widzę na ulicach pustkę, choć ludzi multum,
każdy biegnie po sukces obłudy bez szacunku.

To nasz rytm, życie, świat cały wokół,
Wystarczy tylko wyjść, by na skórze to poczuć,
Dla jednej pary oczu dość cecha wydarzeń,
Tak, jak każdy się boję tu samemu zestarzeć.

Życie, świat cały wokół,
Wystarczy tylko wyjść, by na skórze to poczuć,
Dla jednej pary oczu dość cecha wydarzeń,
Tak, jak każdy się boję tu samemu zestarzeć.
coś mówiłeś?
- a nic, nic nie mówiłem, siedzę po prostu i myślę...
- ale coś ci jest, nie...?

O, czuję się źle, wiem,
że od Was dziś nie chciałem nic,
jestem gdzieś
lecz nie szukaj mnie bo nie chcę dalej żyć.
Tu jest gdzieś kres, wstyd
mnie stale gryzł i talent prysł.
Jak mam egzystować? Od małego już się
bałem żyć, jak się przystosować,
iść do pracy, zapomnieć o innych sposobach.
Polska przypomni Ci o biurokracji,
o tych bliskich osobach,
które wiesz, że możesz stracić.
Jeśli w tych wszystkich słowach nie ma nic
bo gorzej płacisz to nie chcę żyć,
nie chcę być tu, ukryty w mieście
krzyk, w mieście blichtru coraz większe nic,
więcej syfu, wiesz, już nie
rozumiem nic, jużnic nie kumam,
już nie umiem żyć, nie umiem być,
już nie umiem czuwać, już nie umiem nic,
wiesz, czuję się jak idiota.
Już nie umiem gnić w tym społeczeństwie,
w którym żyje Europa, chcę to co umiesz
Ty, wiesz, Ty umiesz kochać,
ja umiem unieść się na szczyt i uśmiech kryć
i już nie cofać ich, wiem, widziałem wiele,
zbyt wiele może i nie chcę
widzieć więcej a mam widzieć więcej, Boże,
musze mieć serce w głowie, mówią,
lecz czy mówią prawdę?
Nie wiem co to rozsądek,
tylko emocje mówią prawdę dla mnie,
wczoraj byłem szczęśliwy, odpukać, dziś nie
chcę kolejny raz sam siebie oszukać,
dziś tylko ten list i nic więcej dla
Was, tylko ten bit,
pomóżcie mi się znaleźć, błagam...
Tak zaczynam mowę tą,dobre chłoapki tu są
Wszyscy dobrze to wiedzą,każdy pies jest fają
W każdy dzień oraz nocą,jebać barwę niebieską
Grą jest naszą uliczną,każdy pies jest fają

Niech się inni przyznają,leszcze się sprzedają
Firmowcy powtarzają każdy pies jest fają
Niech się inni przyznają,leszcze się sprzedają
Firmowcy powtarzają każdy pies jest fają

Daj marichuane,daj skuna topa spalimy lolka
Jaraj to sensi nie koka
Nie ma to jak Bonio man,uskuteczniam aż nie mam oka
W płuca mnie uderza chmura głęboka (więc)
Rozrabiaj skuna,rozrabiaj haszysz byle by nie trwało to sto lat
Przytkaj dyfer pal poluma małolat
Skuna top,skuna moc pali lola Bolek i Tola
(O kurwa policyjna radiola Ty weź to schowaj)

Z przepisów drogowych robimy se jaja
I ciągle powtarzamy że każy pies to faja
Z przepisów drogowych robimy se jaja
I ciągle powtarzamy że każy pies to faja,bo

Z przepisów drogowych robimy se jaja
I ciągle powtarzamy że każy pies to faja
Z przepisów drogowych robimy se jaja
I ciągle powtarzamy że każy pies to faja

Bardzo lubie kiedy słychać dancehollowy wokal
Kiedy ludzi masa i pęka w szwach lokal
Mocny bas cały czas i bombowa stopa
Porywa ciało,dusze jak wystrzał z glocka

Bardzo lubie kiedy słychać dancehollowy wokal
Kiedy ludzi amsa i pęka w szwach lokal
Kiedy niebieska faja nie stawia tu swego oka
Kazdy pies to faja to rozkminka głęboka

Zajebiste świnie to na co teraz patrze
Pytasz mnie czy jaram bongo bucha stargam zawsze
Lecz gdy kolejny gruby lolek w rece Twej się kręci
Uważaj bo w oknach podstarzali konfidenci
Więc wsiadamy w auto kierowca grubo szpeja kręci
Uwaga społeczniacy jada ganji konsumenci
Bo z przepisów drogowych robimy se jaja
I ciagle powtarzamy ze każdy pies to faja

Od stóp do głów, nienawidzę psów
Te śmiecie by chciały znać każdy nasz ruch
Teraz stoję i nawijam z płuc ulatnia się buch
Pluję na szefów wszystkich policyjnych grup

Bo każdy tutaj pierdoli psiarnię
Ciśniemy z nimi w tekstach ordynarnie
I niech nawet stara społeczniara fakt ten ogarnie
Tym kurwom za dużo uchodzi bezkarnie
I pozdrowienia dla każdej eleganckiej ekipy
Dla dobrych chłopaków co słuchają tej płyty
Rozumiem, że nie odmówicie nam racji
Pierdolicie psiarnie, nie lubicie mezokracji

I bardzo cieszę się jak ludzie nasze teksty znają
Ciągle powtarzają, że każdy pies jest fają
Bardzo cieszę się, że w kryminałach teksty znają
I ciągle powtarzają, że każdy gad jest fają

Jestem tam, Boski Roman gdzie tańczy ładna dziewczyna

Piękne piersi, dobry skun - to dziś moja maksyma
Tak się zaczyna kobiecina się wypina
Wygina, a mi już cieknie ślina
Punaani, punaani poka, poka mi malutka
Mam nadzieję, że dostępu nie blokuje kłódka
Jest Johny Walker, Martini jest Wódka
Zielony skun i brunatna grudka

Z przepisów drogowych robimy se jaja
Ciągle powtarzamy, że każdy pies to faja
Z przepisów drogowych robimy se jaja
I ciągle powtarzamy, że każdy pies to faja, bo

Z przepisów drogowych robimy se jaja
Ciągle powtarzamy, że każdy pies to faja
Z przepisów drogowych robimy se jaja
I ciągle powtarzamy, że każdy pies to faja

Bardzo lubię kiedy słychać dancehallowy wokal
Kiedy ludzi masa i pęka w szwach lokal
Kiedy niebieska faja nie stawia tu swego oka
Każdy pies to faja to rozkminka głęboka
Gdyby Seldon nie przegrał, w 40 sekund z Tysonem,
Tupac nie byłby jak indyk, nadziewany ołowiem.
Afeni legendy, nie rozmieniała by na drobne,
pośmiertne płyty nastawione na kabone.
Melanże awantury w Herkach, to już są dzieje,
a dziś mam nadzieję, że nie będzie, tak jak wtedy.
Legendy Nowego Jorku, zdradziły street credit,
u nas rządził Liroy, pamiętam szkolne dyskoteki,
to było 95, ze złotą erą kojarz.
011 w chińskim kalendarzu, rokiem Hukosa,
kurwy co sprzedały Hip-hop, Ostry ich nie odnajdzie.
W bagażniku, w drodze do lasu, przeżyją traumę,
wiem że kochasz mieć wrogów, temu jestem ci potrzebny.
Jutro też jest dzień, jutro też tutaj będę.
Moja ślina jest słona, pluje nią w otwarte rany,
to jest mój czas, legendy będą krwawić.

Podnieś swoją zapalniczkę w górę, za tamte czasy,
tamte czasy nie wrócą, możesz pomarzyć.
Więc podnieś ręce w górę, na każdym moim koncercie,
jestem tutaj dzisiaj, jutro też tutaj będę. x2

Daje Ci smak tamtych chwil, szum w magnetofonie kaset,
MP3 nie powie Ci, jak to jest, gdy wkręca taśmę.
Pamiętam płyty Rawkus Records w Rolling Stone'sie
zanim doszedłem do domu, zawsze zrywałem folie.
To było zanim, Camey Honeys wolał od rapu,
a usta dziewczyn nie miały, gorzkiego smaku.
Dziś legendy tamtych czasów, pracują na budowach
Londonistan to ojczyzna, możecie razem pracować.
Fani nie kupuja płyt, wkurwili DJ Buhh'a,
w rapie walka o byt, zarabianie na ciuchach.
Kiedyś miałeś na półce pierwszą taśmę Grammatik'ów,
dzisiaj masz Hukosa, co morduje polityków.
Zetrzyj z ust ten żal, tamte czasy mineły,
teraz Hukos to synonim nowej złotej ery.

Podnieś swoją zapalniczkę w górę, za tamte czasy,
tamte czasy nie wrócą, możesz pomarzyć.
Więc podnieś ręce w górę, na każdym moim koncercie,
jestem tutaj dzisiaj, jutro też tutaj będę. x2
Jesteś taki luzak a ten beef cię pochłonął
Nagrałeś album? Zrób trasę koncertową
Ciekawe gdzie zagrasz? Jest skończony w kilku miastach
Lista wciąż rośnie koniec kariery nastał
Wielkopolska - nie zagra
Kielce - nie zagra
Kraków - nie zagra
Chcesz to dopisz coś wariat
O fanów swych zadbaj czy w ten sposób ich nagradzasz?
Otrzymując kolejny wilczy bilet nieprawdaż?
Czekałem by móc odpowiedzieć tobie wers po wersie
Znów nadarza się okazja a więc powiem jesteś leszczem
Czujesz jebnięcie wiem przechodzą cie dreszcze
Ja cię gadką swą zadręczę bo za siebie nie ręczę
Pojebało ci się we łbie chociaż łbem byłeś od zawsze
Wdepnąłeś w niezły pasztet skończę twą karierę właśnie
Mówię poważnie bo to ciebie dziś się tyczy
Bo możesz całe życie walczyć i zostać z niczym

Ref:
Twój ruch moja kolej teraz ty czekałeś pojeb
Uwierz warto było zwlekać z odpowiedzią masz dziś dołek
Zanuć bananowy song tej ty podrabiany ziomuś
Przynosisz wstyd dzieciakom z tak zwanych dobrych domów
Takim jak ty hejterom dziś ode mnie w dupę kop
Bo hejterów napierdalam jak Jay i Cichy Bob
Ma bekę każdy chłop przesłuchując moje kontry
Atak najlepszą obroną już nie jesteś taki mądry, co?

Nie myśl sobie, że między nami będzie zgoda
Charyzmą miażdży cię doda, beef'u będziesz żałował
Tracisz twarz mi ciebie szkoda dosłownie i w przenośni
Bo zmiażdży ten twój pysk moja pięść i ten nośnik
Nigdy nic złego nie widziałem w pieniądzach
Zawsze mówiłem, że z muzyki wyżyć można
Chałturę odstaw wciąż się parasz tym prostak
Tylko w kiepskich przedsięwzięciach bierze udział twoja postać
Dla ciebie potwarz lubisz ten obciach w gównie po łokcie sprawę te zostaw
Mówią mi ludzie gówna nie ruszaj tyś prowokator ciąg dalszy wymuszasz
Nic nie rozumiesz masz mózgu zator bo nawet prokurator zrozumiał co się stało
Za to ty dupku przy swoim obstawiasz szczerze podziwiam ten twój niby zapał
W ryja wyłapał i szuka winnych dać się zbić na koncercie za incydent wypijmy

Ref:

Ten beef mógł być wcześniej spytaj kiedy? no wtedy
Gdy przyjebał się w 'Klanie' o reprezentantów biedy
Wujek dał cię do słuchawki wypierałeś się niestety
Tak jak po Zielonej Górze wtedy też ściemniałeś leżysz
"Robię lans" "Nie kocham hip-hop" W tych numerach Ryszard cisnął
I się nie doczekał ripost bo siedziałeś cicho pizdo
Nie szukam sprzymierzeńców tak jak ty pomyleńcu
Choć w branży sukcesu a słuchaczy znaczna większość
Masz ze mnie niezłą bekę a nagrywasz cały mixtape
A to ja niby na spince i kolejny raz cię niszczę
O jedno cię proszę durna pało nie prowokuj
Myślisz, że wygrałeś beef? Twoja racja mój spokój
Te moje al'a filmiki bardziej śmieszą niż 'Bezele'
A ty jesteś zwykłym cwelem jak kumpel Vienia Pele
Franc Maurer bez wątpienia jest postacią fikcyjną
Za to Franc Lucas to konfident na 100% pipo
A ty American Mylffon za kartelem podążyłeś
Więc kto się okrył hańbą ja czy ty? Już nie żyjesz
Teraz ci przypierdoliłem jak Jay'owi z Prodigy
Zanim powiesz coś dwa razy się zastanów Polska szydzi

Ref:
Hej!
E-hej!
ej!

Staram się oszczędzać czas, ale później nie wiem co z tym fantem zrobić. Więc zabijam czas, próbuję dobić go jak trupa. Gdy się rusza, wykrusza spomiędzy palców jak piach. Wykorzystać czas jak tenisista serw. Choć dokucza pulsuje jak otwarty nerw. A w krtani gorzka ślina. Mina kwaśna. Być czy mieć, mieć czy być. Trzymać w garści, nie puszczać,
trzymać minuty jak zdjęcia w ramce. Zasznurować na dwie pętelki jak w trampkach.
To jest ta minuta...
Co ucieka jak z widelca makaron? Kiedy instynkt masz nagi jak z tą Sharon. Ale nie ariel. Minuta, pstryk i nie ma.
Poniedziałek, wtorek, środa. Wyślizguje się z wilgotnych dłoni jak z dziurawych ust woda.Bum Bum Bum. Choć człowiek z biegiem rozumny to bliżej trumny nie wrzuca papierków do urny tylko modli się, bo wie, że nie wie nic. I zabija czas choć nie wie co z nim później zrobić. I coraz dłuższe seriale. Miłość jak M, na dobre i na złe ta miłość. A szybko się żyło. Pstryk i nie ma. Jeśli w niebie emitują seriale (to ja do nieba nie chce wcale), ja tu zostaję, ej.

Ref.
Ja do nieba nie chce wcale, ja niebo mam tu. Choć więcej gabarytów mam i rośnie mi brzuch. Ja do nieba nie chce wcale ja niebo mam tu, choć świecą mi zakola i słabnie mi słuch. Ja do nieba nie chce wcale, ja niebo mam tu. Choć więcej gabarytów mam i rośnie mi brzuch. Ja do nieba nie chce wcale ja niebo mam tu, choć świecą mi zakola i słabnie mi słuch.

Niebo...
(To wille a nie paranoje Villas)

Sekundnik ściga się po cyfeblacie. Lata non stop jak szmira na polsacie. Ja ścigam się, chowam łeb pod parasol. Pod parasol nurkuję głową. Zerkasz na świat przez małą dziurkę, ale nie ozonową, tylko przez swoje widzimisie, jak byle ciul. Ja zerkam szeroko bo niebo mam tu. W tych budynkach co kolor ich róż. I trwam jak telewizja. Pozostawiam ślad jak po ranie pozostaje blizna. A śmierć puka raz, a nie trzy razy jak listonosz. Tu nie potrzebne urzędowe pismo albo donos. Nie ominie nikogo. Nie opadnie zgrabnie jak biustonosz. I wtedy tylko ciao ciało. Zalega na żołądku strach jak kakao. I nie pal bo umrzesz na choroby serca i na raka. Jeśli boli to znaczy że żyjesz, więc proszę przestań też krakać, a wiem że boli. To jest wyścig z czasem ale nie wyścig idoli. A jeśli w niebie szemrane jury sądzi kto ma talent to ja do nieba nie chce wcale, ja tu zostaję!

Ref.
Ja do nieba nie chce wcale, ja niebo mam tu. Choć więcej gabarytów mam i rośnie mi brzuch. Ja do nieba nie chce wcale ja niebo mam tu, choć świecą mi zakola i słabnie mi słuch.
Ja do nieba nie chce wcale, ja niebo mam tu. Choć więcej gabarytów mam i rośnie mi brzuch. Ja do nieba nie chce wcale ja niebo mam tu, choć świecą mi zakola i słabnie mi słuch.
Witamy państwa na pokładzie naszych linii lotniczych
Lot będzie trwał 2 godziny 45 minut
Mamy nadzieję, że dolecicie spokojnie
zapiąć pasy w miejsce przeznaczenia
Nie skromny syf tak, wykupione macie wczasy właśnie na tej wyspie

Nie skromny syf, dzisiaj All Inclusive
I nie będzie mi wstyd jak chcę zrobię hit
Przelot, już lecę, na pokładzie są hece
X.O. Hennesy, wiecie kto rozkręca imprezę
Biba pod palmą, wypijmy za tamto
Rum z Colą, Fantą plus Smirnoff z wkładką
Zbyt często nie rzadko, to jest niezłą gratką
Nie skurwiel z posadką tylko ze slumsów szczeniak
Twe szanse oceniam, czy zdobędę tę panią
Tak patrzę sobie na nią no i wołam - siamano
Sympatyków mało [?] czas wygrzać
Póki młody korzystać, wiem, że nie każdego stać
Ja nie będę się śmiać i wypiję wasze zdrowie
Też kiedyś nie mogłem, nic nie miałem - pokój człowiek
Tak całe życie sobie nic nie robić tylko leżeć
Nażreć się do syta, mieć co palić, w to nie wierzę
Trzeba zapierdalać, by to wszystko móc opłacić
Mówi o mnie kilku - jak ten skurwiel się bogaci
Za swoje mam to wszystko teraz możesz się wkurzyć
Ale życie chcę brać tylko w systemie All Inclusive
Za swoje mam to wszystko teraz możesz się wkurzyć
Ale życie chcę brać tylko w systemie All Inclusive

Tak, tak, właśnie tak
All Inclusive...

Przyjmij to do wiadomości nigdy już nie będę pościł
Dla nędzy brak litości syf eliminuje sprawnie
Swe sprawy ogarnę i gdy czas jest to się bawię
Usypane mam na ławie czasem nastrój se poprawie
Przy wzmocnionej kawie w towarzystwie pięknych kobiet
To nie jest fajne życie lecz niestety bardzo drogie
Nie będę się tobie tłumaczył, żem rozrzutny
Że wydaję euro, funty, nawyki? jesteś smutny
Bo ja nie jestem butny? Rycha pycha nie pożarła
Nadal brak tu lansu chociaż lubię rozgardiasz
Jay M.D. Remy Martin, pół serio pół żartem
Z koleżką nie palantem na kwadracie trwa impreza
A osiedle plotkuje, a policja mnie namierza
A zazdrośni się wkurwiają, a ta suka nie dowierza
Że ze mnie kawał zwierza, nie odmawiam pacierza
Tylko All Inclusive mówię ci - to wam polecam

All Inclusive...

Full opcja radosna tak prosta, że aż czasem
Myślę, że to wszystko się nie dzieje sie naprawdę
Wtedy szczypię się w ryja i dziękuję za to sobie
Bo prawić standard życia możesz prawie zawsze, gnojek
Często tak mówią, lecz za moje imprezują
Nie stawiam byle sukom, byle szujom
Pejowce częstują, tak już było lata wcześniej
Kiedy mój starszy brat rozpierdalał swoje czesne
Kieszonkowe te kwestie nikt z nas nigdy nie był skąpy
Że po szkodzie człowiek mądry to normalne ale szalej
Zdarza się przejebać kwoty, których nie wymienię
Talent mam do wydawania, mam do zarabiania
Wiem w co się uwikłałem, a, że chciałem to wydałem
Najbardziej zarobiony raper w III RP
I w IV też tak będzie, a jak nie to będzie pech

All Inclusive...

Jak wylądujemy to już będzie pełna pizda
All Inclusive, właśnie tak
INTRO
Ta,ta,ta
Walka trwa nadal, nadal
Podpalam dynamit, podpalam, podpalam
Oto matrix, otoczenie
Podpalam
Wyboru nie ma, nie, wyboru nie ma, Huragan
Wyboru nie ma, nie, wyboru nie ma, Huragan
Wyboru nie ma, nie, wyboru nie ma, Huragan
Wyboru nie ma, nie, wyboru nie ma, Huragan
Wyboru nie ma

Widzę zło i ulice przesiąknięte monotonią
Czy to moje życie tylko czy to ludzka podłość?
Mam dość, nic nie widzę, ślepnę, błądzę i tracę ostrość
Złość we mnie rośnie, bezradności Harbor
Noc i odbicie jest zwierciadłem moich wspomnień
Mój głos wciąż zanika, spływa na dno nieuchronnie
Ma moc gdzieś umyka, nie chcę gonić jej na oślep
Mój portret wciąż blaknie i żółknie jak papier

Zgubiłem sens już tak dawno i wciąż tylko błąkam się
Choćbym nie wiem jak pragnął wydostać się
Ciebie nie ma, jest alkohol, są marzenia bez znaczeń
A walką mą metropolie, a uciekasz z odrazą
Zło przed oczami, słaby organizm
I ciągle ci sami, wokół czarna noc
I puste slogany "Boże daj mi moc"
Oddalić te stany, kiedy już mam dość
Kiedy czas bliźni rany, to już czas na zmiany
Mój portret znów szary, wyblakły, bez ramy
Namaluj na nowo mnie na skrawku ściany
Tak na kolorowo bym w szczęściu pijany
Odszedł nie wiadomo gdzie, światu wyrwany
Powiedz tylko słowo a zniszczę pergamin
I zniknę na zawsze, na straty spisany

Pastelowe niebo, plastelinowa ciemność
Czas w pełni, odpowiedni czas by uciec stąd
Plastikowe drzewa, niema nieba niepojętość
Namalowany kreską świat stanął przede mną. x2

Wszystko ma swoją drugą stronę, swoje odbicie
Lustro odbija twe oblicze, a oblicze życie
To życie ma granice i cel odbyć jej analizę
To życie ma sens, (?) widzicie różnice
Gdy lustro pęknie, a wraz z księżycem przechodzę przez nie
Bo odkryłem to miejsce gdzie więcej widzę, więcej
Czuję poezję jak przelatuję wokół
Cytuje, sensem mnie pojmuje, lecz czuję tu spokój
Miejsce niedostępne dla twych oczu, musisz poczuć
To miejsce niepojęte, ukryte gdzieś na uboczu
To miejsce niepodległe jednak pełne pokus
Może cię uraczyć, zatracić lub zabić w ogniu

Rozpierdala mnie energia, rozpierdala hajs pętla
Po wypierdalana rana serca na piedestał
Bestia, ludożerca. Patrz! Patrz! To Poezja
Beszta na parametrach metra. Paranormalna sekcja
W sekundę niech wpadnę w ten burdel, wygarnę tej i tej kurwie
Że rozkurwię w kurwę. Prę jak kurwa bulterier
Albo nie i tak rozkurwię cię
Witam nie pytam, cel-płyta, nie pytaj
Otruję cię! Czujesz? Nie! Podróże me to nie schiza
To wizja! Topi zabitych! Brama vis-a-vis i bydła
Bram pentagram ikra ma! Przykra dla pcheł
Nie skorzystasz z niej, przyznaj się
Wgryzam się w przestrzeń, w rdzeń kręgosłupa
Jak bestię siekam poezję po trupach
Nareszcie jak Wu-Tang wypierdolę rzeźnie jak 2Pac
Jak kurwa mać Kung Fu bez kurwa starć, kurwa mać z buta
Rozjebunda fruwa. Trwa znów ta gra słów, uważasz?

Łatwo pogubić się, stoczyć w chaosie
Gdzieś po szlaku błąkać się, zgubić swą drogę
I obrócić w ogień najskrytsze pragnienia
I spalić na stosie, zniszczyć marzenia
Bo nikt nie pomoże i nikną sumienia
I nicość jest bogiem, a człowiek umiera
I szarość zalewa sen, światło wygasa
I całość zakrywa cień, wartość wypacza
Lecz warto biec dalej, granice przekraczać
Wartością twą talent, odbicie w zwierciadłach
Gdzie życie to pasja, sens przebicie światła
Wiem, obite w kłamstwa jest życie obficie
Tak odbite w fałszach, że sam się w tym paprasz
I wijesz się w kłamstwach i gnijesz a prawda
Zanika. Życie to wyprawa widzę tu dzisiaj
Na koniec świata chcę nadal tu (?)

Kolejne EP, to wbite we mnie jak we mgle bęben
Dźwięk tnie sen doszczętnie, aż pęknę
Aż rozkurwię świat permanentnie
Nie wart tego fałsz, nie wart bezsens
Mój kształt, moje miejsce
Mój czas, moje serce szkarłatne splamione krwią
Wyżarte od środka, sparzone
Płoń kurwa, płoń kurwa, doznaj tego potomstwa, złego potomstwa

Z bronią kroczę, blizna znaczy drogę
Broczę zboczem upragnionych pojęć
Ideały, ich nie ma
Toczę kamień, walka z wiatrakiem
Nadzieja-granica bez odbicia na mapie życia
Bez pokrycia tylko cierni czerń i cisza
Czerni cień i pisak, a ja znów oddycham
Ta buława sensem życia, w którym prawa znaczą i tak
Więcej niż ja i tak więcej niż to wszystko co próbuję spisać
Wizja oddalona, kona, lecz mnie nie pokona
Pierdolona, zasiedlona w głowach choroba ludzkości
Nullo:
Zasiałem Myśl, chciałem tam być jak Jadakiss,
Słuchałem płyt nie kumając zdania z nich,
Choć wiara w nich dała mi zapas sił,
Bym podróżował po Queens, jakby nie było w Stanach wiz, wiesz?
Zasiałem rym, chciałem być jak Talib Kweli,
Dać styl na kartki bieli czarniejszy niż Halle Berry.
Bazgrałem, gdy inni woleli na litry walić cherry,
Bo dostałem pasji geny od naszej matki ziemi.
Teraz Ty masz te sny na słuchawkach,
Idziesz pośród nich, wokół tylko szum miasta
Wysłuchaj słów, które znasz brat, dziś czas Twój nastał.
Nie czekaj, idź, wybierz jedną z dróg jak ja.

It's starts with one thought!
It's starts with one, one...
It's starts with one thought!
It's starts with one, one...
It's starts with one.

Od jednej myśli wszystko się zaczyna.
Potem oprzyj ją na czynach, życie to nie lampa Alladyna.
To krwawa, cienka linia, to walka w klatkach.
To Ty masz płomień, marzenia są jak naftalina.

One thought really it come from
The world better place not silly and bum, bum!
It's brewing in up chuck filling your tum, tum!
It's criminal news to refuse to become one
It's starts with one thought!
It's starts with one, one...
It's starts with one thought!
It's starts with one, one...
It's starts with one.

AZitiZ:
Hey, when I get that feeling I'm ok,
The brightness of better day.
Peeps of one it began this way,
If you feel me... Say HEY!
We are one introduce you to one
We come from brighten up the dumb!
Is the rule of thumb...
Play that clay drum, making illusion into red rum
My roots are implanted on planet they called that green thumb
Endless bounty, so we fighting over cover crumbs
Definition of slums, my premonition is one
One Thought, one Soul, one heart, one goal
One spark, one flow, one flow... ya know!

Szad:
Wszystko zaczęło się od zwykłej myśli... Miałem WOW!
I choć w gałęziach tyle wiśni – ja rwałem tą!
I tuszem, który się nie czyści – pisałem krwią!
Pierwiastek siebie dałem bliźnim – i dałem Flow!
Nadałem temu imię, styl i – dałem kształt.
Ich było wielu... mi wierzyli – grałem RAP!
Te wersy wrogów już przeżyły – kamień spadł!
Sam nie wiem czemu idę żywy – miałem fart!
Pierwszy październik... Ściany domu – spałem źle...
Wersy pod bębny, jutro znowu – wstanie dzień.
Pustelnik srebrzy akty zgonów – chwalę grę!
najlepszy plemnik wśród milionów – znałem cel!
Myśli podane na talerz, nie napisane dla baniek,
Pozamieniane na dane i nawijanie nad ranem.
Chuj w ich litanie o chwale! Kładę na tacę ich żale.
Chuj w sejmy sianem wypchane! My chcemy pracę i szamę!

One thought really it come from
The world better place not silly and bum, bum!
It's brewing in up chuck filling your tum, tum!
It's criminal news to refuse to become one
It's starts with one thought!
It's starts with one, one...
It's starts with one thought!
It's starts with one, one...
It's starts with one.

Pork:
Siedziałem w samym jego centrum, w sercu miasta.
Raptem czas w miejscu stanął, a każda lampa zgasła.
Twarz jak żelazna maska zastygła w bezruchu,
Przyszła znienacka, zaskakując mnie jak YouTube.
To była Myśl- choć nie pierwsza i nie ostatnia,
Jedyna z nich przeżyła do dziś i trwa, brat.
Mówiła- pisz! Mówiła- idź, idź i Rap graj,
Byś w życiu był tym kim chciałeś być od dawna!
Po czym znikła, jak zwykła to robi mara.
Jak zwykła dziwka skończyła, a więc: NARA!
Czas znów ruszył po tym, gdy Myśl odeszła,
Został smak słów w Duszy i wciąż jest tam.
Choć to była bajka tylko, być może nie warta bajta i flow,
Jak ta kartka, pismo, wieziesz swą na barkach przyszłość.

Fokus:
Od jednej Myśli wszystko się zaczyna,
Słowa, czyny, synonimy – gdy jest tak – tak trzymać!
Jak lawina idee i ich nominał.
Wieje wiatr zmian, znam nadzieję na wielki finał!
Sam je mam! Rozpoczynam walkę...
W walce zaciskam palce, nikt mnie nie powstrzyma!
Od początku do samego końca wierzę, mam cel!
Wierzę w to, że plan może się zmieniać i naginać!
Myśli błysk! Robię sobie plan na kartce, dysk
Może tego nie wytrzymać! Czar prysł
Uderzony jednym palcem, nic mnie nie zatrzyma,
Zamyślony idę po mój zysk – to jak magia kina!
Biją dzwony – słyszysz i w ciszy rusza maszyna...
Przyczyna to pomysł, a reszta przemieszcza się po szynach!
Cel jest namierzony, a w ręce nadzieję trzymasz Johny!
Iskrzą się neurony... Kszy! Kszy! Teraz rozpoczynasz!

One thought really it come from
The world better place not silly and bum, bum!
It's brewing in up chuck filling your tum, tum!
It's criminal news to refuse to become one
It's starts with one thought!
It's starts with one, one...
It's starts with one thought!
It's starts with one, one...
It's starts with one.
Proszę o zwolnienie, o usprawiedliwienie mojego nie mogę
Leżę drugi dzień otulając się w puchową kołdrę,
A on znowu wpadł na mnie prosto uderzając ramieniem
Padłam ryjem prosto na ziemię,
Szepnął coś niecenzuralnego do ucha,
Mam teraz wielkie kuku, na które muszę sobie dmuchać,

A Ty, a Ty
Jesteś lepsza niż bułka z masłem,
Niż czekolady, gwiazdy z telewizji
A Ty, a Ty
Niż samochodzik zdalnie sterowny,
Niż pieniążki i słodyczy.

Kocham... jak nigdy dotąd
Kocham... jak nigdy dotąd.

Nie umiem pływać, śniło mi się znowu,
Że się topię, nic nie mogę poradzić.
Podobno mam na twarzy wypisane "frajer"
Jutro przyrzekam muszę to sprawdzić.
Jestem duże dziecko, chłopczyk, co się krepuje
Powiedzieć tak prosto w oczy, co naprawdę czuje.

A Ty, a Ty
Jesteś lepsza niż bułka z masłem,
Niż czekolady, gwiazdy z telewizji,
Niż samochodzik zdalnie sterowany.
A Ty, a Ty...

Kocham... jak nigdy dotąd
Kocham... jak nigdy dotąd
Kocham... jak nigdy dotąd
Kocham...

Czuję dziwnie, że Ty coś nie bardzo,
Ale kocha mnie Elle pismo światowe.
Jestem tak naprawdę chłopczyk,
Co ze wstydem opuszcza swą głowę.
Jestem duże dziecko, co się krępuje
Powiedzieć tak prosto w oczy, co naprawdę czuje.

A Ty, a Ty
Jesteś lepsza niż bułka z masłem,
Niż czekolady, gwiazdy z telewizji,
A Ty, a Ty

Kocham... jak nigdy dotąd
Kocham... jak nigdy dotąd
Kocham... jak nigdy dotąd

Jak nigdy dotąd
Jak nigdy dotąd
Jak nigdy dotąd
Jak nigdy dotąd
Jak nigdy dotąd
Jak nigdy dotąd

Kocham... jak nigdy dotąd
Kocham... jak nigdy dotąd
Jak nigdy dotąd
Jak nigdy dotąd
Jak nigdy dotąd
Jak nigdy dotąd

Kocham... jak nigdy dotąd
Kocham... jak nigdy dotąd.
REF.
Chciałbym wejść do studia i powiedzieć co myślę
I rzygnąć takie gówno, tylko mi tu bez ciśnień
O tym że droga brudna jest, a w tym przemyśle
Myślę że dowiesz się o tym dziś x2

Moja muza to jest hardcor rap
To hardcor skład, "P H" to gra bierz to brat
12 lat w tej dziedzinie, już mówili mi że minie mi to
Jak śnieg po zimie, a ja żyję tym bo
Słyszę różnice między "big L" a "big Punem"
Hip-Hop, ma tą technikę którą kładzie na tej prawdzie dziwko
Uczył mnie "Sensei" samary, a "Snoop" pokazał "boogie"
"Dr.Dree" z towaru kręcił "Jointy", i palił jak szlugi
Przeszliśmy drogę, ale gdzie zawiodła nas ziomek?
Zawiodła "MP3", polifonii dzwonek ziomek
Zawiodła droga która stała się zbyt trudna
Już upadła duma w nas
Chciałbym wejść do studia, i nagrać ten kawałek bez ciśnień
Dostajesz ten "Mixtape", za karę i liczbę
Ściągniętych masę płyt, ja w rytm muzyki
Robie ten hit, bo mi wstyd po prostu

REF.
Chciałbym wejść do studia i powiedzieć co myślę
I rzygnąć takie gówno, tylko mi tu bez ciśnień
O tym że droga brudna jest, a w tym przemyśle
Myślę że dowiesz się o tym dziś x2

Chcesz dotknąć prawdy? Nieodbiegam w temacie daleko
Takie prawdy złe jazdy, co mówi co jest co
Ja mam pewność że z rap gry wyjdziesz, góra za miesiąc
Ja zostaje bo wiesz co? Mam na wszystkich daleko
Miałem pęd do muzyki tej, gdy "hei" był modny
Dzisiaj na "Top Trendy", wygrywa dupa "Dody"
I "18L" co zagrał "Magika"
Wszyscy plują mu w ryj, mówią że pada deszcz i znika
Nie wież tym palantom, nie wież im bo niewarto
Każdy z nich wziął zato szmal i gra niby hardcor rap
Lecz przyjdą dni kiedy ich świat, zrobi koło
bo spalą wszystkie mosty, i będzie niewesoło
No co mam powiedzieć dziś, gdy nie mam wpływu?
Nawet "Diss" nie zabije ich, ja daję wybór
No bo kim oni są, żeby ci prawić wywód?
To psy, na ten szmal i te karty "chipu"

REF.
Chciałbym wejść do studia i powiedzieć co myślę
I rzygnąć takie gówno, tylko mi tu bez ciśnień
O tym że droga brudna jest, a w tym przemyśle
Myślę że dowiesz się o tym dziś x2
Ref.
Za oknem na parapecie czarny kruk
Nie może odlecieć, czy tego chce Bóg?
Zaglądasz mu w oczy jak w śmierci oblicza
Złapany w zamkniętym rozdziale życia.(Musisz Żyć) x1

Modlitwa samotnej tułaczki ucieka ustami,
paciorki znikają między sinymi palcami.
Ściskasz kurczowo różaniec wyprawy,
procesja nieszczęść ciągnie się za plecami.
Podróż po stacjach drogi krzyżowej,
okaż pokorę głowę posyp popiołem.
Wewnętrzna walka monolog nie dyskurs,
życie chce Cię zabić, zepchnąć do Styksu.
Twój telefon w święta, też tak na to patrzę
coraz mniej osób do przełamania się opłatkiem.
Idąc przez deszcz przyciskasz do ust pięść,
Przeszłość nie da się na trzeźwo znieść.
Chwila wahania, los bez litości,
światło z zewnątrz nie obejmie wewnętrznych ciemności.
Zginiesz, spacer po linie w mroku,
potrzebny jest most nad rzeką kłopotów.

Ref.
Za oknem na parapecie czarny kruk
Nie może odlecieć, czy tego chce Bóg?
Zaglądasz mu w oczy jak w śmierci oblicza
Złapany w zamkniętym rozdziale życia. x2

2. Nasze życie wypełnione na przemian grzechami i wyrzutami sumienia.
Widok łez dziś potrafi znieść obok głosu bliskich osób przejść.
Gdy twarz jej wykrzywia grymas udręki,,
a łzy torują drogę przez przymknięte powieki.
Jesteś obok, ale odchodzisz jutro
Archanioł konający, porażkę studzi wódką.
Dać czas czasowi, nic się nie zmienia,
prawdą staje się wykrakana przepowiednia.
Powoli się żegnasz, to się nie zdarzy,
za młodo (za młodo), z trumną Ci nie do twarzy.
Widzisz to na jawie, widzisz to we śnie,
demony, bestie pod stopy patrzysz.
Od śmierci do śmierci, krok od przepaści,
nad Tobą sępy najgorszej maści.

Ref.
Za oknem na parapecie czarny kruk
Nie Może Odlecieć, czy tego chce Bóg?
Zaglądasz mu w oczy ja w śmierci oblicza
Złapany w zamkniętym rozdziale życia. x2

3. Życie jest krótkie, a śmierć długa,
błękit nieba tonie w wypłakanych strugach.
Nieprzespane noce, noce zerwane,
ja tak jak ty odłożę ten kamień.
Stąd pochodzimy, nie ma ideałów,
tu nawet święci spadają z piedestałów.
Świat nas wypaczył, ciężko być sobą,
jak kropla atramentu w szklance z wodą.
Szukamy po omacku definicji męstwa,
klęski uważamy za zwycięstwa.
Los nas traktuje jak obcych, wrogo,
a każdy błąd kosztuje jak orzeźwiająco drogo.
I to co widzisz w tych oczach to strach,
bo czas ucieka jak w klepsydrze piach.
Brat, nie wiem co jutro przyjdzie,
lecz wierzę, że ty się z tego wyrwiesz.

Ref.
Za oknem na parapecie czarny kruk
Nie Może Odlecieć, czy tego chce Bóg?
Zaglądasz mu w oczy ja w śmierci oblicza
Złapany w zamkniętym rozdziale życia. x2

Złapany w zamkniętym rozdziale życia
Złapany w zamkniętym rozdziale życia (życia,życia,życia).
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo