Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Fakt faktem, nie taktem było by mówić iż
Generalnie zwątpiłem już w ogół ludzi choć
Czas czasem coraz bardziej chce mnie obudzić
Krzyczę : weź Miłosz, przestań się wreszcie łudzić!
Leż twardo na tym, ty żryj te dylematy, to schematy
Że pozyskać z reguły przychodzą straty
Skręć wady w dół, weź to wyleduj
Albo w nerwach i złości napierdalaj i graj tu
Oni będą cię nazywać
Oni będą cię wyzywać
Oni będą tak robić no bo muszą się powyżwać
To nie koniec, bo jeśli wokół wszystko w gównie tonie
To przymusem że trzeba nauczyć się w tym gównie pływać
Tak bywa świat zbiera żniwa krok po kroku
Masz więcej wrogów wokół niż przyjaciół u boku
Masz więcej słów natłoku, natłoku tych problemów
Niż chwil spędzanych w jakże zapomnianych w zapomnieniu
Nie-e mów nic, nie próbuj nawet,
Znam sprawę, znam dobrze twych zwątpieńdawe
Nie-e waż się nawet stanąć na moment.
Maan, to jeszcze nie koniec
Niespecjalnie mam ochotę rozkminiać twoje zarzuty
Kierowane w moją stronę i stronę mojej grupy
Ja na*****lam pod loopy, które gniecie DJ Story
Mamy swoją lutę i styl dawno określony
Mógłbym się *****ić i robić miliony w moment
Puszczali by mnie w Esce zaraz po Miliony monet
Skumaj to ziomek, to nie jest moim celem
Wolę być szanowanym niż latać z ciężkim portfelem
Ja zawsze obok mody, raczej mało hip-hopowy
A welurowa wiocha to towar straganowy

Ty robisz ***** lans w za dużym oczojebnym dresie
W przekonaniu, że twój strój twoją wartość podniesie
Z resztą w *****u mam, to tylko tak na marginesie
Swoje podejście podałem w dziewiątym wersie
Ja robię to jak lubię i robię to jak chcę
Więc nigdy nie narzucaj mi jak ma to brzmieć

[x4]
Mógłbym się *****ić i robić miliony w moment
To praca kusi, ja idę swoim torem

Jestem nauczony, by w życiu trzymać fason
Dlatego prezentuję postawę człowieka z klasą
Nie identyfikuję się z masą co gustują w tych pedałach
Co śpiewają sialalala i grają na gitarach
Ma muza ludzi rozpala nie na salonach
A w piwnicach i na salach robimy hałas
Dlatego nasza muzyka nie lata na kanałach
Ja mam to w dupie, Ulice mają ponad milion na YouTube'ie
Umysły ludzi są chore, dlatego idę swym torem
Dlatego sprawy swe biorę w łapy swoje
Nie jestem ***** aktorem, co od*****la swą rolę
Co stoi dziś na cokole, później spada zeń
Idę swym torem, bo widzę, że robię to
Najlepiej jak potrafię, nie pcham się tam gdzie mnie nie chcą
Gdzie moi ludzie są, tam właśnie jest mój dom
Życie i praca z nimi jest dla mnie najlepszą lekcją

[x4]
Mógłbym się *****ić i robić miliony w moment
To praca kusi, ja idę swoim torem

Wróciłem z podróży, masz kolejny nielegal
Po drodze ktoś zarobił na tym, że Pewniak się sprzedał
Znowu na w*****ieniu, studio Druga Strefa
Z udziałem całej Polski montujemy materiał
Jeśli nie lubiłeś mnie to zmiany się nie spodziewaj
Teraz nie lubisz mnie bardziej, wzrasta poziom w*****ienia
Mój rap to nie trueschool, jadę na innym wózku
I żeby to ogarnąć idź na pobudzanie mózgu
To młoda krew płynie jak fala powodziowa
Razem z Zelo dajemy najlepszy towar
Nie salutuj przed nami tylko bij ***** pionę
Nie jesteśmy gwiazdami i nie chcemy być jak one
Mamy otwarty umysł i dajemy świeży klimat
Mówił mocno newschoolowy wychowanek Illmatica
Po-Po-Po-Poznań

[x4]
Mógłbym się *****ić i robić miliony w moment
To praca kusi, ja idę swoim torem
[PIH]
1. Jak król w królestwie cieni, ja i mój pokój -
tkwię w ćwierć śnie, skąpany w półmroku,
czuję więź z kartką - to jest to miejsce i czas;
cicha nitka atramentu pulsuje jak tętnica;
wędrówka bez granic, w podróż w zaświaty -
ja sam na sam ze sobą i mój chory imperatyw,
rytm przypływu i odpływu, ciszy i nie-ciszy,
między nami rytm słów, odstępów między słowami,
słyszysz ten szum? Kartki lecą w nieznane,
wyrzucam wersy jak przypływ na plaży fale,
oddycham tym powietrzem - dawało mi siłę jak dotąd,
na karku czuje lekką bryzę, chłód pod stopą,
bez stresu, złych intencji, spięć,
bliscy wyrywają się śmierci, wychodzą ze zdjęć,
bez łez na policzkach, ich oczy się nie smucą,
nie mają silnych twarzy ludzi, którzy już nie wrócą,
dzięki niemu żyję, to cały świat mój,
bez niego jak miłość bez czułości -
litość bez ramion, które koją ból,
jak litość bez ramion, które koją ból!

Ref.
Przemyślenia..
Prawdziwość emocji..
Niekończąca się historia..
Kolejne wersy.. piszę nocą..
Te rzeczy pokazują mi sens życia..

[PIH]
2. Paranoja trzyma w szponach, nigdy nie puszczała,
gdy nawijam na ulicach widzę martwe ciała,
zawieszone w próżni, poza czasem,
stany świadomości pozbawione sennych marzeń,
rozdziera nas cisza, bez werbla na raz,
nade mną ciąży milczenie miliona gwiazd,
dziecko miasta lewą nogą wstaje, stawia krok,
dziecko miasta - to mój wewnętrzny mrok,
widzę lśnienie oczu, zanim popłyną łzy,
czuję przeklęty wir poprzednich dni,
palcem po zaparowanej szybie piszę o tym, w co wierzę,
jadem się zatruwam - litera po literze,
oprowadzam Cię po pustej łupinie marzenia,
widzę dźwięki - słyszę kształty - dotykam wspomnienia,
historie przemilczane, zmięte, skreślone,
krwiste cumulusy, myśli przez szept rozrzucone.

Ref.
Przemyślenia..
Prawdziwość emocji..
Niekończąca się historia..
Kolejne wersy.. piszę nocą..
Te rzeczy pokazują mi sens życia..

[PIH]
3. Kiedy się śmieję, kiedy płaczę i jest mi wszystko jedno,
słowa dla mnie wtedy są tym, czym dla złodzieja ciemność,
od serca daję siebie, płynę ku bratnim sercom,
mimo że życie karmiło mnie zatrutą piersią,
ja i moi przyjaciele - dziś możemy wszystko!
na chwile staram się przestać być defetystą,
marzenia przeszły, zgorzknienia, lecz dziś na serio:
zostawiam dom pełen lęków, cała noc przede mną,
płoszę senność, obserwuję miasto z lotu ptaka -
zapisana strona to myśli żeglugi mapa,
osiedle śpi, mrok nad każdym blokiem,
mgła pociera twarz o szyby okien,
zamykam oczy, w ciemności widzę zarys planu,
od razu powieki kaleczy światło tamtych dni,
spisaną historie bezpowrotnych chwil,
wsuwam niczym list pod Twoje drzwi..

Ref.
Przemyślenia..
Prawdziwość emocji..
Niekończąca się historia..
Kolejne wersy.. piszę nocą...
Te rzeczy pokazują mi sens życia..
Ref.
Słów na usta nie ciśnie się zbyt wiele
Co mam powiedzieć na prawdę nie wiem
Poza tym, że byłeś moim przyjacielem
Byłeś moim przyjacielem

Słów na usta nie ciśnie się zbyt wiele
Co mam powiedzieć na prawdę nie wiem
Poza tym, że byłeś moim przyjacielem
Lojalność, lojalność

1.
Spójrz na świat, tysiące zalet i wad
Jak niedopałek pod butem ginie każda chwila
Kiedy los deptał po piętach, tak byłem jak brat
Dziś rodzinę tą przeklinasz
Wspomnienia jak oblazłe z farby drzwi
A tamte dni jak światło starej żarówki
Rdzawe zacieki i obdrapany tynk
To przyjaźń? Może lepiej o tym nie mówmy
Te słowa chrzęszczą jak szkło pod podeszwą
Trzeszczą? Chuj z tym, jebać to zresztą
Mam swój zamknięty świat, z własnym olimpem
Ty zakłamaną twarz w stylu:
'Z deszczu pod rynnę'
Płaczesz, narzekasz ale nie chodzisz głodny
Zawsze wiesz, z której strony posmarować chleb czymś dobrym
Ja chociaż spłukany, to przyłóż do rany
Z ziomkiem przyjaźń?
Widziałem oka kątem za horyzontem

Ref.
Słów na usta nie ciśnie się zbyt wiele
Co mam powiedzieć na prawdę nie wiem
Poza tym, że byłeś moim przyjacielem
Byłeś moim przyjacielem

Słów na usta nie ciśnie się zbyt wiele
Co mam powiedzieć na prawdę nie wiem
Poza tym, że byłeś moim przyjacielem
Sprzedałeś przyjaźń, rozumiesz ?

2.
Co by się stało, gdyby się nie stało, to co się stało?
Nie ważne, już zawsze będziesz - jest nie halo
Idź stąd, pokój, nie dotrzymasz kroku
Chcę zatopić cię w smutnym bursztynie wzroku
Już, niech osiądzie kurz, nie za twoje zdrowie
Zabiłem cię w sercu, ale olałem żałobę
Nie będę słów żałował, jak ci coś się przydarzy
Nie poznasz prawdy nawet gdy usiądzie ci na twarzy
Zdeformowane drzewo podlewane kłamstwami
Czytaj między słowami i nie licz na litość
Dziś podam ci rękę, ale policzę palce
W walce gałęzie wykręciły fałsz i chciwość
Przeszły cię ciarki? Spędził sen z powiek omen?
Uczucie kiedy ktoś chodzi po twoim grobie
Zerwij się o świcie na ustach z niemym krzykiem
Człowiek zrodzony tylko w twojej głowie

3.
Ref.
Słów na usta nie ciśnie się zbyt wiele
Co mam powiedzieć na prawdę nie wiem
Poza tym, że byłeś moim przyjacielem
Byłeś moim przyjacielem

Słów na usta nie ciśnie się zbyt wiele
Co mam powiedzieć na prawdę nie wiem
Poza tym, że byłeś moim przyjacielem
Pieprzyć melanże

3.
Przed nami morze wódki do przepłynięcia
Było legion suk, które chciały miłość
Niejeden melanż
To przeszłość, nigdy przyszłość, powodów milion
Jak kropli deszczu na szybie, gdy siąpi znów
Każda jest jak dopływ, tworzą goryczy nurt
Na pięciolinii czoła gra lód i chłód nut
Nigdy więcej już, twój wróg, to mój wróg

Nigdy więcej już, nigdy więcej już
Nigdy więcej już, nigdy więcej już
Nigdy więcej już, nigdy więcej już
Twój wróg to mój wróg

Nigdy więcej już, nigdy więcej już
Nigdy więcej już, nigdy więcej już
Nigdy więcej już,
twój wróg to mój wróg.

Nigdy więcej już, twój wróg to mój wróg
1. Nocami myślę, ciemność porusza wyobraźnie, zasypia cały świat, ze snu budzą się fantazje, reset systemu, cztery zera na zegarze, topię rzeczywistość w morzu niespełnionych marzeń. Przyszłość - znów tatuuje cień na ścianie, kształty jutra, przepowiednie rozsypane, zbieram w całość części tego co nieznane, zbieram w całość i nazywam swoim planem. (ej) Wyroki Boga, wiem, są niezbadane, a ja widzę wyraźnie dom, który tutaj stanie, wiesz, może nie jutro, za kilka lat na pewno, dom plus ogród, upatrzone miejsce jedno, a w nim ona i ja, zewsząd otoczeni ciszą razem, ona i ja, inne sprawy się nie liczą, z czasem, zdobędę to, nie zostanę z samym planem, własną przyszłość zobaczyłem na tej ścianie.

2. Nocami myślę, bo mrok zupełnie wszystko zmienia, sprawy za dnia nieważne, nabierają w nim znaczenia, cisza - zastygam w niej, świata nie ma, tylko ja, cztery ściany - otoczony przez marzenia. Znowu patrzę, na rzeczy, których jeszcze nie ma, dobrze wiem, wiele trzeba, żeby w prawdę je pozmieniać, tak mija, kolejna chwila bez imienia, gdy po śladach przyszłości biegnę w stronę przeznaczenia. Tam - dom, rodzina plus gdzieś obok miasta, działka nad jeziorem, moja własna, grill rozpalam, wokół grono bliskich osób, każda z nich zarobiona, każda ma na życie sposób, a ja gadam o koncertach, wciąż bukuje nowe, piszę hit za hitem, słowa wypełniają głowę, złote wypełniają portfel, zobacz jak tu pięknie, uśmiech ziom, smutek nas tutaj nie dosięgnie.

Ref. Wiem, niewiele z tego może stać się prawdą, lecz nadzieję mam, że marzę nie na darmo. Noc, dla mojej duszy na tym świecie - karmą, sny o jutrze, których nigdy nie ukradną. /2x

3. Nocami myślę, a może myśli za mnie ciemność, dostrojony do niej razem stanowimy jedność. Ona - daje mi pewność, napełnia serce wiarą, ona - daje nadzieję, kiedy plany znów się walą, każe wierzyć, że czas mam, mogę od nowa, zaplanować jutro, jego części skomponować, mówi: życie to diament, który masz oszlifować, mówi: los w twoich rękach, tylko nie daj się zwariować. (Ci) Po kolei wszystko - nic od zaraz, kiedyś kurs na Bałtyk za sterami Jaguara, ale po kolei wszystko, masz się starać przyjdzie czas na dom, wyśniony stumetrowy taras, (ej) po kolei wszystko, wiem, że kiedyś będę żył tu dobrze, skończę wreszcie żyć na kredyt, ale po kolei wszystko, noc się kończy, siódma pięć - budzik - sen o jutrze nagle skończył.

Ref. Wiem, niewiele z tego może stać się prawdą, lecz nadzieję mam, że marzę nie na darmo. Noc, dla mojej duszy na tym świecie - karmą, sny o jutrze, których nigdy nie ukradną. /2x
Wspomnienia feat. Mikut (OSWP)

Samotna róża na półce czeka,
przywołuje me wspomnienia z bardzo daleka,
z tamtych dni co przepłynęły jak rzeka,
dalej czeka, a czas nie zwleka, ciągle ucieka.
Przywołuje te chwile, wspólne spacery, wędrówki, rowery,
dlaczego to nie wraca do jasnej cholery?
Frustracja tutaj niczego nie zmieni,
wszystkie uczucia w kolorze czerwieni.

Czas mija szybko, traci to wszystko,
tęsknię za chwilą, za tą myślą.
Wierzę w wspomnienia, wiatr wieje teraz,
pusto mam w głowie pełno na przemian.

Czas zmienia wszystko, wcześniej wiele planów,
teraz grać muszę sam, życie jak boisko,
a miało być tak pięknie jak w San Francisco.
Jak w San Francisco DKA DKA.
Wiesz dobrze, czas leci, jak łańcuch swoje ogniwa
tu pleci, swej sieci, patrzysz małe dzieci.
Za 70 lat nie będzie na tym świecie,
minie wszystko, jak dobre wino,
zapomnisz o nas naszym życiu razem z chwilą,
czasy miną, odłożysz to na strych,
zapomnisz, nie będziesz znał na wylot,
nie będzie tego, co kiedyś było, co miało urok,
miało swój sty,l mialo swoje 5 minut.

Choć trzymam w sercu, to te wspomnienia jakoś,
pusto mi w życiu, na ścianie nie ma mego cienia.
Nie ma życia bez tworzenia, nie ma histy bez marzenia,
wiesz, dobrze nie ma duszy bez zbawienia, sprawdź to.

Samotna róża na półce czeka,
przywołuje me wspomnienia z bardzo daleka,
z tamtych dni co przepłynęły jak rzeka,
dalej czeka, a czas nie zwleka, ciągle ucieka.

Choć trzymam w sercu, to te wspomnienia, jakoś
pusto w życiu, na ścianie nie ma mego cienia.
Nie ma życia bez tworzenia, nie ma histy bez marzenia,
wiesz, że nie ma duszy bez zbawienia, sprawdź to.
2003 DKA i debiut Tymczasem
tymczasem 2003 DKA i debiut
2003 DKA i debiut 2003

Przywołuje te chwile, wspólne spacery,
wędrówki, rowery, dlaczego to nie wraca do jasnej cholery?
Frustracja tutaj niczego nie zmieni,
wszystkie uczucia w kolorze czerwieni.

Czas mija szybko, traci to wszystko,
tęsknię za chwilą za (pomyślną),
wierzę w wspomnienia, wiatr wieje teraz,
pusto mam w głowie, pełno na przemian.

Mały spontan.
Dopóki jestem w grze...
Do końca od początku

Dopóki jestem w grze dopóty dobrze jest
Nawet jeśli tekst i bit potępi leszcz
Dopóki zapał mam to w rap gram, to wam dam
Nawet jeśli chłam wypełnia media, znam
Kilka patentów na zburzenie fundamentu
Na strącenie z firmamentu tych kilku śmiesznych pionków
To mój rap dla ziomków, jeszcze żyję, w porządku
Bo hip-hop będzie żył do końca od początku

Wieczór, pracownia, jak co dnia hip-hop żywy
Rap tak prawdziwy, że aż boli, to cię dziwi?
Że nie ma nic na niby, rap muzyka żywa, widzisz?
Każdy róg na osiedlu w klubie, każdy dźwięk słyszysz
Siłę mam, wytrzymam, konsekwencją to nazywam
Ponownie się odzywam, dobrze wiesz nie bez powodu

Nie sprawię ci zawodu, gadka warta zachodu
Bas pierdzi z samochodu gdy przejeżdżam blisko ciebie
Świeży towar klepie, ja opuszczam wolno szyby
Bo ten syf nie jest na niby, robiłbym to nawet gdyby
Nie było z tego grosza, gdyby znieśli mnie na noszach
Gdyby dziś dała mi kosza, odeszła, robiłbym to
Będzie przykro jeśli tego nie docenisz lub przecenisz
Gdy zajrzysz do kieszeni raperowi, cóż to zmieni?
My z rapem znieczuleni na obłudę, pomówienia
W życiu se pozmieniał tak jak chciał więc do widzenia
Chcą mnie oceniać, chcą winić, chcą mnie zmieniać
Wkręcają się w temat lecz nie czują go, ściema
Mówić, że jest dobrze jeśli tego dobra nie ma
Robić w to nie wierząc i pogrążać się w tych bredniach
Na ile mnie wyceniasz mój wydawco? mój fanie?
To prze*****ny temat jak życie prze*****ne
A ja widzę i słyszę więcej niż bym tego pragnął
Gdybym wiedział, że warto oddałbym ten rap za darmo
Wyjeżdżam z petardą z gruntu zły to nieprawdą
Nie bez powodu powtarzam - jestem, gram to
Z SLU gangu świr masz to jak w banku
Że wyjdę z tej opresji praktycznie bez szwanku
I jak Kris o poranku natchniony będę nawijał
W ciężkich czasach dla hip-hop'u to ja przepita szyja

Dopóki jestem w grze dopóty dobrze jest
Nawet jeśli tekst i bit potępi leszcz
Dopóki zapał mam to w rap gram, to wam dam
Nawet jeśli chłam wypełnia media, znam
Kilka patentów na zburzenie fundamentu
Na strącenie z firmamentu tych kilku śmiesznych pionków
To mój rap dla ziomków, jeszcze żyję, w porządku
Bo hip-hop będzie żył do końca od początku

Czym dzisiaj jest ten hip-hop, który rządził
W czasach gdy byliśmy młodzi? kogo dziś to obchodzi?
Mnie oczywiście, dajcie mówić artyście
Wiele widzieliście na scenie, to na liście
Ludzie, wy tam byliście, pamiętacie? oczywiście
Świadkowie ceremonii nazywali mnie mistrzem
Zmieniliśmy stan rzeczy na lepsze jak należy
Byliśmy szczerzy, każdy po dzień dziś nam wierzy
Pora to uleczyć, przestań śmieciu kaleczyć
Nastały ciężkie czasy więc przechodzę do rzeczy
Z kim mam się zmierzyć? *****ony nieudacznik
Ilu takich znasz ty, ilu ja znam? sprawdź ich
Pękają fake ogniwa gdy na bicie wesz prawdziwa
Kilka rund ich przetrzyma wtedy puchną te *****i
*****, rap, używki i w ***** schłodzone drinki
Wyjdź stąd, zostaw, zrezygnuj, jesteś nikim
Masz *****owe wyniki, brak talentu, techniki
I do tego złe nawyki, dziś napluję ci w mordę
A z wartymi tego rapu ludźmi wychlam goudę

Dopóki jestem w grze...
Do końca od początku

Dopóki jestem w grze dopóty dobrze jest
Nawet jeśli tekst i bit potępi leszcz
Dopóki zapał mam to w rap gram, to wam dam
Nawet jeśli chłam wypełnia media, znam
Kilka patentów na zburzenie fundamentu
Na strącenie z firmamentu tych kilku śmiesznych pionków
To mój rap dla ziomków, jeszcze żyję, w porządku
Bo hip-hop będzie żył do końca od początku

Umarł bym za rap jak nawijał Fredro Starr
Znów osuszyłem bar i pizgałem całą noc
Mój rap nie koks, rap jest moją kokainą
Zostanę blisko z rapem tak jak z moją dziewczyną
Bliski memu sercu mój rap
Nasze mordy krzywe nie dla każdego miłe
Mój rap jest dla *****k, ale tylko tych w pończochach
A ty komercyjna *****o wy*****laj stąd, wynocha
Stań se w kącie, szlochaj, dla mnie to radocha
Jak o*****ę tokaj, nagram to po stokroć lepiej
Wraz z wdechem i wydechem możesz se za*****ć ściechę
Zawyjesz jak wyjec niczym [?]
Nowy track jak News Daily usłyszą to w New Delhi
To nie na twoje nerwy, w drzwiach załóż ze dwie Gerdy
Wy*****laj z tego rapu, nie rób obciachu
Nie wyrabiasz się w tym fachu, masz zwykłej *****i status

Dopóki jestem w grze dopóty dobrze jest
Nawet jeśli tekst i bit potępi leszcz
Dopóki zapał mam to w rap gram, to wam dam
Nawet jeśli chłam wypełnia media, znam
Kilka patentów na zburzenie fundamentu
Na strącenie z firmamentu tych kilku śmiesznych pionków
To mój rap dla ziomków, jeszcze żyję, w porządku
Bo hip-hop będzie żył do końca od początku
Ten bit jest jak strzał,
Czuć tu dym lecz nie z glocka,
Ten rytm jak gandzie rozprowadzamy na blokach,
Ten hit na lokal wlewam jak browar w pokal,
Uderzenie tych, którzy nie polegli popatrz,
Patrzę po oknach, blokach,
W powietrzu czuję hip-hop,
Tagi grafy breake'i,
W przejściach widziałem to wszystko,
Żyłem tą myślą, że kiedyś gdy tu stanę
Usłyszę jak nasz rap katuje twą membranę,
Co jest kurwa zgrane, pootwierać okna,
Na środku boiska brat weź blete odpal,
Żyję w środowiskach gdzie droga do celu,
To wyznacznik sukcesu,
Choć fart sprzyja nie wielu,
W myśl tego procesu cisnę system na masę,
Jednocząc masę klatek jednym rapem,
Tematem muzycznym wspieramy familie,
W ten sposób w SZN słowo staje się hymnem.

Ref. x2
Co dzień budzą się by grać
Dla nich nie ma innych prawd...

Pełną parą na salon,(?), wódy galon,
Między stolikiem slalom,
Wjazd na scenę i halo,
To w SZN nagrano PMM weź orientuj,
MPC'et na bicie, to nie bal dla studentów,
Pochodzę z projektów,
Tu dzień zaczynam joijem,
Tu psy cierpią na bezsenność,
Baby na paranoję,
Kurwy po grubych numerach,
Mylą kibel z pokojem,
Rap daje odetchnąć ziomuś wciąż tu stoję,
Jakbym odrodził się na nowo,
Tłusty bas, dobre słowo plus moi ludzie wkoło,
Daj mi żyć w ten rytm, spełni się stuprocentowo,
Na okrągło żyję tym, wiodę prym nie strój min krzywych,
Na streecie styl dobry dill będzie wciąż żywy,
Tu każdy gra trzepie chajs by być wciąż syty,
Tu walka trwa, jaraj się albo stój wryty,
Wciąż żyję tym wiodę prym nie strój min krzywych,
Na streecie styl dobry dill będzie wciąż żywy,
Tu każdy gra trzepie chajs by być wciąż syty,
Tu walka trwa, jaraj się albo stój wryty.
Ile tak naprawde miałeś szans w swoim zyciu,
Ile prob, ile bledow ile prob by tu
Poukładać swoje drogi, myslisz ze masz ich dowoli
Ale tak naprawde nie ma czasu na ten start nowy
Wolisz spieprzyc swe zycie, przeciez tak wolisz
Jakos się ułoży,wybacza ty ich robisz
Hmmm tak jakos jest myslisz ze los zwodzisz
Wroci do Ciebie, jak bumerang cie uderzy
Bo tak naprawde jeden strzal na to by przezyc
tylko jedna szansa, jedyna by zaplewic
Swoje ziarno by wyrosło w co da się wierzyc
To nie jest tak ze dobro może mieć swoje przerwy
Jedna szansa na to by szczesliwie się ozenic,
Jedna szansa na to by nie skończyć jak kretyn
Jeśli myslisz ze się myle, to zobaczysz w tym
Zyciu zabraknie Ci szans nie będzie juz fety

Będziesz plakal jak ja bo popełniłem bledy
Tylko jedna szansa by sprawy nie spieprzyc
Jedna szansa na to by dobrze zycie przezyc
Raz się rodzisz i umierasz i zostanie tak do smierci

Jedna szansa na milość która będzie trwac wiecznie
Jedna szansa by ludziom wybaczyc ich brednie
Jedna szansa na to by być kims w swoim zyciu
Jedna szansa na to by przezyc Zycie swietnie

Ja nosze ciezar, sam go nałożyłem,
Ten krzy mi się wbija w moje plecy ale chwila
Ty nie musisz, wystarczy pomyśleć dwa razy
Nawet 3 ale szanse masz jedna to wystarczy
Potem nie ma ze boli, sam po niej chodzisz
Po drodze która wznosisz, jestes panem swojej woli
Oni będą Ci mowic ze możesz bawic się do woli,
beda jak polip, co w nosie drapie i boli,
Oni nic nie wiedza, gadaja tyle co Wall-E NIC
maja wartości, co witamin w Coca Coli NIC
Bylem tez taki chojrak, zjadalelem te rozumy,
Dostalem mdłości i skończyły się bzdury,
Masz jedna szanse by wybrac właściwie,
Weź cos z pokora nie zawsze będziesz vipem
Nie zawsze będzie typem, co kroluje w dobrobycie
Skonczy się Zycie nie będzie repeatu… Typie
A cóż to za rok
wszyscy wokół mnie się żenią
A cóż to za rok
śnieg nie chciał stopnieć,za to topniał mój pieniądz
A cóż to za rok
zdobywa serca i iphony
kontury zwłok
miałyby na teksty lepszy pomysł

zegar tyka, wódka paruje, zarost rośnie, włosy robią się lepkie,
trochę czytam, myślę chujem,
wspominam radośnie, jak byłem małym łebkiem

a cóż to za kwartał
kolejny szczyl na legalnym haju,
a cóż to za kwartał
głupi wątek zęby zgubi nazajutrz,
a cóż to za kwartał
biją się o miejsce, o symbol
dajcie mi pić w parkach
cala reszta,
cała reszta mi dyndo

zegar tyka, wódka paruje, zarost rośnie, włosy robią się lepkie,
trochę czytam, myślę chujem,
wspominam radośnie jak byłem małym łebkiem,
obok łóżka to mój drink, mój drink, mój(?) popielniczka
kochanie dym dokoła tutaj wszędzie syf,
ale z mojej szklanki nie korzystaj, nie korzystaj
ty nie korzystaj

a cóż to za dzień
nie działa internet w całym mieście - nie wierzę
a cóż to za dzień
ktoś szarpnął obrusem, tłuką się talerze
a cóż to za dzień
ludzie biegną, house i płacz
Panie Boże wniknij weń, Panie Boże żartowałem
wniknie w nas już tylko gaz
tylko gaz
Taki skurwysyn...kocham Cię
Weź mocno mnie obejmij, jakby świat miał dziś się skończyć,
Ja chwycę cie mocniej i przytulę, weź mnie dotknij.
Wierzchem swojej dłoni przejedź po moim policzku,
Poczuj twardy zarost, spójrz mi w oczy, jestem - przyjdź tu,
Na serio tysiąc słów, tysiąc gestów i pomysłów,
Jestem przy Tobie, bliskość, pomieszanie zmysłów,
Piękna kobieto już na starcie się zachłysnąłem
Twoją urodą, kocham Cię, więc cały płonę,
Chcę Cię za żonę, nigdy już nie zechcę innej,
Potrzebuje tylko Ciebie, więc pytam czy za mnie wyjdziesz,
Zrobić Ci krzywdę? Uwierz nie ma takiej opcji,
To najważniejszy track z moich historii miłosnych,
Kocham Cię, bądź mym oparciem, inspiracją,
Uosobieniem marzeń, piękną, zmysłową kochanką,
Ten track nie hardcore, ja Ci go nie zafunduje,
Po prostu ze mną bądź nie zawiodę, obiecuję!

Kocham Cię, chciałbym powiedzieć Tobie, że
bardzo kocham Cię i mam nadzieje, że Ty o tym wiesz!

Jesteś taka słodka, taka piękna, uśmiechnięta,
Jak po wypaleniu skręta, pełen relaks - ja wymiękam,
Przed Tobą klękam, bo Ty jesteś tego warta,
Wiem, że miałem farta, czysta miłość, niepoddarta,
Zapewnić bezpieczeństwo Tobie piękna dla mnie standard,
Gdy zasypiasz na mej piersi, a ja czuwam wartę - wariat
Bez Ciebie starta bania, bym już przepadł,
Czysty przykład na to, że można liczyć na człowieka,
To nowy etap, ja przeżywam dziś renesans,
Ona z książką przy herbacie, nie myśli o mercedesach,
Nie mają pojęcia Ci co plotkami się karmią,
Że on i ona na to szczęście patent mają,
"Przeciwieństwa przyciągają" coś w tym jest i te dwa Pe
Od dziś stanowią jedność o tym ten kawałek jest,
A ja kocham Cię wiesz, jeszcze nieraz to powtórzę,
Jesteś mą drugą połówką, czekałaś na mnie najdłużej.

Kocham Cię, chciałbym powiedzieć Tobie, że
bardzo kocham Cię i mam nadzieje, że Ty o tym wiesz!

Ty beze mnie marzniesz, ja bez Ciebie nie istnieję,
Dam Ci moje ciepło, którym z miejsca Cię ogrzeję,
Chcę być Twoim cieniem, robić z Tobą mnóstwo rzeczy,
Życie z Tobą przeżyć, możesz ufać mi i wierzyć,
Możesz mnie wyleczyć z tych defektów, które mam ja,
Jestem spoko typkiem, mówisz fajny facet wariat,
Pragnie Cię kanalia, który w domu jest kimś innym,
Twardziel o łagodnym sercu, często pozytywny,
Poruszam Cię do łez, przeprawiam Cię o dreszcze,
Potęguje Twe emocje, Ty wariujesz, pragniesz jeszcze,
Wystarczy nam na potem, mam ochotę trwać przy Tobie,
Jeszcze nie raz Cię zaskoczę, bo chcę - wiem, że tak zrobię,
Kocham Cię nie plotę, mój plan realizuje,
Jesteś moim tlenem, który wciągam gdy Cię czuję
I proponuje wspólne życie, Rych nie bredzi,
Jesteś tą odpowiednią, proszę bądź matką mych dzieci!

Kocham Cię, chciałbym powiedzieć Tobie, że
bardzo kocham Cię i mam nadzieje, że Ty o tym wiesz!( x2)
Tak zaczynam mowę tą,dobre chłoapki tu są
Wszyscy dobrze to wiedzą,każdy pies jest fają
W każdy dzień oraz nocą,jebać barwę niebieską
Grą jest naszą uliczną,każdy pies jest fają

Niech się inni przyznają,leszcze się sprzedają
Firmowcy powtarzają każdy pies jest fają
Niech się inni przyznają,leszcze się sprzedają
Firmowcy powtarzają każdy pies jest fają

Daj marichuane,daj skuna topa spalimy lolka
Jaraj to sensi nie koka
Nie ma to jak Bonio man,uskuteczniam aż nie mam oka
W płuca mnie uderza chmura głęboka (więc)
Rozrabiaj skuna,rozrabiaj haszysz byle by nie trwało to sto lat
Przytkaj dyfer pal poluma małolat
Skuna top,skuna moc pali lola Bolek i Tola
(O kurwa policyjna radiola Ty weź to schowaj)

Z przepisów drogowych robimy se jaja
I ciągle powtarzamy że każy pies to faja
Z przepisów drogowych robimy se jaja
I ciągle powtarzamy że każy pies to faja,bo

Z przepisów drogowych robimy se jaja
I ciągle powtarzamy że każy pies to faja
Z przepisów drogowych robimy se jaja
I ciągle powtarzamy że każy pies to faja

Bardzo lubie kiedy słychać dancehollowy wokal
Kiedy ludzi masa i pęka w szwach lokal
Mocny bas cały czas i bombowa stopa
Porywa ciało,dusze jak wystrzał z glocka

Bardzo lubie kiedy słychać dancehollowy wokal
Kiedy ludzi amsa i pęka w szwach lokal
Kiedy niebieska faja nie stawia tu swego oka
Kazdy pies to faja to rozkminka głęboka

Zajebiste świnie to na co teraz patrze
Pytasz mnie czy jaram bongo bucha stargam zawsze
Lecz gdy kolejny gruby lolek w rece Twej się kręci
Uważaj bo w oknach podstarzali konfidenci
Więc wsiadamy w auto kierowca grubo szpeja kręci
Uwaga społeczniacy jada ganji konsumenci
Bo z przepisów drogowych robimy se jaja
I ciagle powtarzamy ze każdy pies to faja

Od stóp do głów, nienawidzę psów
Te śmiecie by chciały znać każdy nasz ruch
Teraz stoję i nawijam z płuc ulatnia się buch
Pluję na szefów wszystkich policyjnych grup

Bo każdy tutaj pierdoli psiarnię
Ciśniemy z nimi w tekstach ordynarnie
I niech nawet stara społeczniara fakt ten ogarnie
Tym kurwom za dużo uchodzi bezkarnie
I pozdrowienia dla każdej eleganckiej ekipy
Dla dobrych chłopaków co słuchają tej płyty
Rozumiem, że nie odmówicie nam racji
Pierdolicie psiarnie, nie lubicie mezokracji

I bardzo cieszę się jak ludzie nasze teksty znają
Ciągle powtarzają, że każdy pies jest fają
Bardzo cieszę się, że w kryminałach teksty znają
I ciągle powtarzają, że każdy gad jest fają

Jestem tam, Boski Roman gdzie tańczy ładna dziewczyna

Piękne piersi, dobry skun - to dziś moja maksyma
Tak się zaczyna kobiecina się wypina
Wygina, a mi już cieknie ślina
Punaani, punaani poka, poka mi malutka
Mam nadzieję, że dostępu nie blokuje kłódka
Jest Johny Walker, Martini jest Wódka
Zielony skun i brunatna grudka

Z przepisów drogowych robimy se jaja
Ciągle powtarzamy, że każdy pies to faja
Z przepisów drogowych robimy se jaja
I ciągle powtarzamy, że każdy pies to faja, bo

Z przepisów drogowych robimy se jaja
Ciągle powtarzamy, że każdy pies to faja
Z przepisów drogowych robimy se jaja
I ciągle powtarzamy, że każdy pies to faja

Bardzo lubię kiedy słychać dancehallowy wokal
Kiedy ludzi masa i pęka w szwach lokal
Kiedy niebieska faja nie stawia tu swego oka
Każdy pies to faja to rozkminka głęboka
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo