Popularne piosenki. Polski Hip Hop

REF.
Chciałbym wejść do studia i powiedzieć co myślę
I rzygnąć takie gówno, tylko mi tu bez ciśnień
O tym że droga brudna jest, a w tym przemyśle
Myślę że dowiesz się o tym dziś x2

Moja muza to jest hardcor rap
To hardcor skład, "P H" to gra bierz to brat
12 lat w tej dziedzinie, już mówili mi że minie mi to
Jak śnieg po zimie, a ja żyję tym bo
Słyszę różnice między "big L" a "big Punem"
Hip-Hop, ma tą technikę którą kładzie na tej prawdzie dziwko
Uczył mnie "Sensei" samary, a "Snoop" pokazał "boogie"
"Dr.Dree" z towaru kręcił "Jointy", i palił jak szlugi
Przeszliśmy drogę, ale gdzie zawiodła nas ziomek?
Zawiodła "MP3", polifonii dzwonek ziomek
Zawiodła droga która stała się zbyt trudna
Już upadła duma w nas
Chciałbym wejść do studia, i nagrać ten kawałek bez ciśnień
Dostajesz ten "Mixtape", za karę i liczbę
Ściągniętych masę płyt, ja w rytm muzyki
Robie ten hit, bo mi wstyd po prostu

REF.
Chciałbym wejść do studia i powiedzieć co myślę
I rzygnąć takie gówno, tylko mi tu bez ciśnień
O tym że droga brudna jest, a w tym przemyśle
Myślę że dowiesz się o tym dziś x2

Chcesz dotknąć prawdy? Nieodbiegam w temacie daleko
Takie prawdy złe jazdy, co mówi co jest co
Ja mam pewność że z rap gry wyjdziesz, góra za miesiąc
Ja zostaje bo wiesz co? Mam na wszystkich daleko
Miałem pęd do muzyki tej, gdy "hei" był modny
Dzisiaj na "Top Trendy", wygrywa dupa "Dody"
I "18L" co zagrał "Magika"
Wszyscy plują mu w ryj, mówią że pada deszcz i znika
Nie wież tym palantom, nie wież im bo niewarto
Każdy z nich wziął zato szmal i gra niby hardcor rap
Lecz przyjdą dni kiedy ich świat, zrobi koło
bo spalą wszystkie mosty, i będzie niewesoło
No co mam powiedzieć dziś, gdy nie mam wpływu?
Nawet "Diss" nie zabije ich, ja daję wybór
No bo kim oni są, żeby ci prawić wywód?
To psy, na ten szmal i te karty "chipu"

REF.
Chciałbym wejść do studia i powiedzieć co myślę
I rzygnąć takie gówno, tylko mi tu bez ciśnień
O tym że droga brudna jest, a w tym przemyśle
Myślę że dowiesz się o tym dziś x2
[Miodu]
Zostało tylko echo(echo,echo)
Ciebie już tu nie ma, nie zmienimy już nic
Zostało tylko echo(echo,echo)
Stoję i zaciskam swe pięści do krwi
Zostało tylko echo(echo,echo)
W sercu mam ogień, ogień żłobi mi łzy
Zostało tylko echo(echo,echo)
Tylko powiedz mi dlaczego, powiedz mi

[PiH]
Obraz stoi przed oczami
Nie potrafię oddychać ustami, wiesz mnie zatyka
Tracę głos jak dławiący gardło but
Los wspomnień mroczna moc
Gdzie dziś marzenia nasze są?
Blizny po szczęściu, oko zaszło mgłą
Mamy bezwietrzny wieczór
Cisza krzyczy szeptem, którego nikt nie umie słyszeć
Uciec od tego i nie wrócić
Kłopoty, zamknąć oczy, zniknąć w nocy
Uśmiech przez łzy- to nic nie zmieni
Niczego nie da się naprawić, wyjaśnić, wymienić
Naszych problemów nie rozwiąże już telefon
Kolejny raz w ścianę uderzam pięścią
Chociaż nie jestem winny, tępy ból, zapijmy...
Tak bardzo czuję się bezsilny...

[Miodu]
Zostało tylko echo(echo,echo)
Ciebie już tu nie ma, nie zmienimy już nic
Zostało tylko echo(echo,echo)
Stoję i zaciskam swe pięści do krwi
Zostało tylko echo(echo,echo)
W sercu mam ogień, ogień żłobi mi łzy
Zostało tylko echo(echo,echo)
Tylko powiedz mi dlaczego, powiedz mi

[PiH]
Kropla wody drąży kamień, kropla krwi - rany
Wiesz skąd pochodzimy, to wiesz gdzie zmierzamy
Do końca tańczysz, chociaż to smutny bal
Dla niektórych karnawał, dla Ciebie nawał kar
Życie to marny żart, krzyczałeś "cheese",
Śmiałeś się, chociaż pętla na szyi spijała łzy
Ziemia bez serca skazuje na żałobę
Jeszcze wczoraj w Twoich dłoniach słyszałem brzęk monet
Nikt nie wiedział, że życie Ci ciąży
Dziś zerkasz z gwiazdozbioru, wczoraj w klubie z loży
Zamykam oczy, wybija godzina niefartu
Tak jakbym puszczał w ruch sekwencję wypadków
Nikt Ciebie nie zwróci, nikt tego nie zmieni
Leżysz czarną mgłą osnuty, oddech pełen ziemi
Zapadnięty w gardło martwy język, cisza
Obraz stoi przed oczami, nie oddychasz

[Miodu]
Zostało tylko echo(echo,echo)
Ciebie już tu nie ma, nie zmienimy już nic
Zostało tylko echo(echo,echo)
Stoję i zaciskam swe pięści do krwi
Zostało tylko echo(echo,echo)
W sercu mam ogień, ogień żłobi mi łzy
Zostało tylko echo(echo,echo)
Tylko powiedz mi dlaczego, powiedz mi

[PiH]
Jakbyś nie chciał być już stąd
Stał na ostatnim piętrze,
Ogień trawi Twój dom
Nie walczysz o powietrze
Powiew wiatru, gdy Twój los się tli
Gotowy do upadku, w oczach błyszczą łzy
Niespełnione marzenia, snu ostatni akt
Każą się uśmiechnąć, zwiędły życia kwiat
Ręce masz z tyłu, stoisz na krawędzi
Ręce masz z tyłu, skrzydła anioła śmierci

[Miodu]
Powiedz mi, ilu takich samych jak my
Powiedz mi, nienawidzi takich jak my
Powiedz mi, czemu zabijamy by żyć
Powiedz mi, czemu tylko echo / x2

[Miodu]
Zostało tylko echo(echo,echo)
Ciebie już tu nie ma, nie zmienimy już nic
Zostało tylko echo(echo,echo)
Stoję i zaciskam swe pięści do krwi
Zostało tylko echo(echo,echo)
W sercu mam ogień, ogień żłobi mi łzy
Zostało tylko echo(echo,echo)
Tylko powiedz mi dlaczego, powiedz mi
Płonie Nowy York, Pentagon płonie,
To nie fikcja, do Boga składam dłonie,
Nie do tego, co Bin Laden i Husain, Tak, nie do tego.
Walą się wieżowce, giną ludzie - ludzie niewinni, przerażeni i bezsilni.
2 1 wiek, nowy Pearl Harbor,
To co żyło, umarło.
W imię innej religii - To bez sensu!
Kochać Boga z karabinem w ręku? Nie rozumiem, nie respektuję, święty nie jestem, ale to mi nie pasuje.
Broń atomowa, nuklearna zagłada,
Nowy York a może potem Warszawa?
III wojna światowa - Ja tego nie chcę!

Ref.
Miasta kłamstw,
Przepełnione nienawiścią, fałszem i zdradą,
Miasta kłamstw,
Szczęśliwi ci którzy są nieświadom,
Miasta kłamstw,
Bin Laden zabija, tak, w imię chorej sprawy,
Miasta kłamstw,
Ratuj nas panie od zagłady.

Afganistan, Pakistan, Jordania,
Allah morderca, zabija i omamia,
Fundamentalizm, fasizm i rasizm - to zagłada naszej cywilizacji!
To nie żarty, miliony ofiar,
Giną ludzie - ci, których kocham,
III wojna światowa - Ja tego nie chcę!

(część angielska)

Ref.
Miasta kłamstw,
Przepełnione nienawiścią, fałszem i zdradą,
Miasta kłamstw,
Szczęśliwi ci którzy są nieświadom,
Miasta kłamstw,
Bin Laden zabija, tak, w imię chorej sprawy,
Miasta kłamstw,
Ratuj nas panie od zagłady.

Ojcze nasz któryś jest w niebie,
Święć się imię twoje,
Przyjdź królestwo twoje,
Bądź wola twoja jako w niebie tak i na ziemi,
Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj,
I odpuść nam nasze winy,
Jako i my odpuszczamy naszym winowajcom,
I nie wódź nas na pokuszenie,
Ale nas zbaw odezłego,
Amen.

Panie Boże nie opuszczaj nas
Kiedy ktoś próbuje zniszczyć świat,
Kiedy w naszych sercach rośnie strach,
Kiedy giną ludzie w miastach kłamstw.
Panie Boże błagam, pomóż nam,
Nie zamykaj nam nadzieji bram,
Panie Boże nie opuszczaj nas.
Błagam, Panie Boże, ratuj świat.

Ref.
Miasta kłamstw,
Przepełnione nienawiścią, fałszem i zdradą,
Miasta kłamstw,
Szczęśliwi ci którzy są nieświadom,
Miasta kłamstw,
Bin Laden zabija, tak, w imię chorej sprawy,
Miasta kłamstw,
Ratuj nas panie od zagłady.

Miasta kłamstw (miasta kłamstw) (x4)

Our Father,
Who art in Heaven,
Hallowed be Thy name,
Thy kingdom come,
Thy will be done on earth as it is in Heaven.
Give us this day our daily bread,
And forgive us our trespasses as we forgive those who trespass against us,
And lead us not into temptation,
but deliver us from all evil,
Thy is the kingdom,
the power and glory,
Forever and ever.

Amen.
Teraz wjeżdża życie ciekawsze, projekt na twój rejon
Piątka dla mych ludzi, za was przechylam kielon
Fakty mówią za siebie same
A pieniądze są dodatkiem, środkiem
Zakopane w ziemi wartości, jak te trupy
Sztuki co za lepszy hajs zamieniają się w słupy
Takie są fakty, ludzie opierają się o kontakty
Masz pieniądze kiedy masz kontrakty
Możesz mieć fakty, ludzi i pieniądze jak Walter
Ale i tak usłyszysz na sześć tysięcy gardeł
Ja mam swoją gwardię, to nie kartel
To horda wariatów, sporo kantów na koncie, trzymaj bombę

To nie Diddy J ani Stevie Diddy flet
Kipi łeb, my Keep it Thoro jak Prodigy
Sens jeden jest jak jeden jest cel
I nie chodzi tu o becel czy fame, ale to już wiesz
Znam fakty i ludzi, pieniądze nie grają roli
Choć jak każdy błądzę, w głowie się nie *****i
Człowiek, jak masz bej zainwestuj, jak masz chęć możesz w nas
Hi-Fi - cztery asy wśród pozostałych kart
Mamy fart, w żaglach wiatr
Wciąż trwa dobra passa odkąd wziąłem mic'a w garść
Patrz, nie przeliczam tego czasu choć odlicza to czas
Robimy swoje, to słychać, robimy swoje

Ej, fakty są takie, że jak wjeżdżam do studia
To nie słyszę od braci, że zwrota jest nierówna
Ty w sekundę łapiesz, że to Bułgar
I nic w tym dziwnego, że leszczy roz*****iam
Takie są fakty więc zbędna dyskusja
My od dekady zdzieramy tu płuca i gardła
Życie ciekawsze, plus Hi-Fi Banda, alarma
Wjeżdżamy na twój kwadrat
Dla lamusów szach mat, dla nas to zajawka
Styl, *****, flow, *****, opór, satysfakcja
I choć hajsu z tego nie mam to mam ludzi i jest gracja
To się właśnie liczy, nie jest tak wariat?
Fakty, ludzie, pieniądze - czasami nie ogarniam
Wiem co jest ważne, priorytetów hierarchia
I galanto - proste i nie ma to tamto
Same dobre mordy razem z Hi-Fi Bandą...

Dwudziesty trzeci listopada, 23:55
Prosto z Warszawy Cebs, witam serdecznie
Zaczynamy obrady najwyższej rangi
Przy jednym stole paru gości, gospodarzem Hi-Fi
Faktem jest, w rap biznesie w ***** już czasu
Ale co to za biznes skoro nie ma z niego hajsu
Dalej naprzód idziemy po swoje
To szacunek do ludzi, nie banknotów czy monet
Ziomek, szukamy prawdy jak świętego Graala niegdyś
Nawijamy tylko o tym czego bank jesteśmy pewni

Analizując fakty jestem bliżej ludzi bliskich prawdy
Pieniądz nie zburzy tego co trzymam w garści
Dlatego wiesz synu, że nie ma co się martwić
Start inwazji w stylu staro warszawskim
100% gwarancji na te kartki, bo
Nie mogę gardzić pieniędzmi, one gardzą mną
Nie chcę jeść czym mnie karmić chcą
Nie daje gówna lecz treść choć we mnie gówniarz wciąż
Tak zostanie pewnie, zostaje tam gdzie moje miejsce
Hajs mam w kieszeni nie w kopercie
Dla swoich ludzi mam respekt, dostaje go od nich
Całe szczęście, że to stale działa w dwie strony
Weź pomyśl, jak masz pomysł to już sukces
My spod znaku korony nie za gotówkę
Dziś wiemy gdzie iść, idziemy tam gdzie kiedyś
Fakty, ludzie, pieniądze - tego nic nie zmieni

Wiesz co jest faktem? bez pieniędzy daleko nie zajdziesz
Ale dziękówa chłopaki za tyle lat razem, tak
To zachodzi w pamięć jak tamte melanże
Bez moich ludzi czuję, że dużo mniej znaczę
Elo słuchacze, bez was nic by nie było
Jedni szczerze mnie kochają, inni szczerze nienawidzą
Ale to nie wyrok, Wyrok miałeś na Kodexie
Recenzje nie najlepsze, ale ***** wbijam w recenzje
Te pierwsze, dzieciaku nie bierz ich dosłownie
Zawsze dla moich ludzi, za których piję zdrowie
Gdzie moje pieniądze, ***** gdzie mój pełny portfel?
Tej Bandzie za ten flow należą się krocie
Nawet nie próbuj tego olać, trafisz do nas, mówią o nas
To Warszawska Szkoła razem na mikrofonach
Przyjdź, zobacz, jak tonąłeś w farmazonach wcześniej
To jestem da ciebie błogosławieństwem

To nie Olek klik, bo nie o to loto nam
Nie mam monet ziom choć w lotto gram
Nie rzucam lotką do tarcz, nie gram o dychy
Robię stopro co mam
A mam wy*****ne na tych co chcą z mordą się srać
To fakt tak niezbity, że aż trzeszczy
Posadzka, nasi ludzie plus my, tłusty bit, Hi-Fi Banda
Nie o hajs idzie gra, ***** fa to nie kasyno
Zoba, pa, mamy, znasz, fakty w parze z nami idą nie od wczoraj
Bo to dycha na karku, przejść
To regularnie oddychaj jak w zegarku
Pięć dla moich ludzi w ich teren
Pięć na pięć - mam jeden mic i nadzieję

Nie dla braw, nie dla fortun
Robię to tak od lat dla sportu
Towar najlepszego sortu
Co to za statek co nie opuszcza portu
To nie my, my nie toniemy, bo ludzie z Hi-Fi są tu
Moich wersów chcą tu
Reprezentuję chory styl no, bo czasami brak mi rozsądku
Prezentuję tylko fakty, pieniądze nie grają roli
Takie są fakty? nie sądzę
Chcę mieć forsę
Ale w tym kraju trzeba być czyimś znajomym lub nagrywać hity miłosne
Mieć klipy, mieć przy tym fart, fakt - mieć wtyki
Aby grały cię rozgłośnie w Polsce
Ja robię swoje po swojemu, ze swoimi
Tyle lat mi przecież zeszło z nimi
Uczę się jak dziecko przy nich, EP, ToSięWytnie
Hi-Fi, jeszcze nie raz to zrobimy
Pewien gruby pan raz powiedzial mi-nie podoba Ci sie to wypierdalaj za drzwi
splunołem mu w twarz,spakowalem się,opuscilem klase-zagotowala mi krew
Tenże jego mość,kiedyś i gdzieś znów-mojego kumpla poinformował że jest chuj...
Kumpel wkurwił się,zawrzała mu krew,oplul skurwysyna potem z klasy wybił się...
Tenże gruby pan w chuj oblesny byl-baba go olała bo z zulami wina pił
Kasia-szkolna miss,maszyna ze HEJ,kiedy była w mini-skusił by się nawet gejj
Ten oblesny typ tak powiedział jej : "Dasz mi dupy to do drugiej klasy puszcze Cię"
Kasia się wkurwiła,zgadnij co zrobila ?-napluła mu na morde i klase puściła.

Nazbierało się-minął jakiś czas
przy wielkim ognisku odbył się klasowy ball
Impra była git-ogien duzy byll
Bo fotel grubasa bardzo dobrze się paliłł

PROSTĄ RADĘ DAMM,NAUCZYCIELOOM :
Trzeba być człowiekiem a nie pierdolonom świniąą

Powtarzam to znów NAUCZYCIELOOM :
Trzeba być człowiekiem a nie pierdolonom świniąą
[PIH]
1. Jak król w królestwie cieni, ja i mój pokój -
tkwię w ćwierć śnie, skąpany w półmroku,
czuję więź z kartką - to jest to miejsce i czas;
cicha nitka atramentu pulsuje jak tętnica;
wędrówka bez granic, w podróż w zaświaty -
ja sam na sam ze sobą i mój chory imperatyw,
rytm przypływu i odpływu, ciszy i nie-ciszy,
między nami rytm słów, odstępów między słowami,
słyszysz ten szum? Kartki lecą w nieznane,
wyrzucam wersy jak przypływ na plaży fale,
oddycham tym powietrzem - dawało mi siłę jak dotąd,
na karku czuje lekką bryzę, chłód pod stopą,
bez stresu, złych intencji, spięć,
bliscy wyrywają się śmierci, wychodzą ze zdjęć,
bez łez na policzkach, ich oczy się nie smucą,
nie mają silnych twarzy ludzi, którzy już nie wrócą,
dzięki niemu żyję, to cały świat mój,
bez niego jak miłość bez czułości -
litość bez ramion, które koją ból,
jak litość bez ramion, które koją ból!

Ref.
Przemyślenia..
Prawdziwość emocji..
Niekończąca się historia..
Kolejne wersy.. piszę nocą..
Te rzeczy pokazują mi sens życia..

[PIH]
2. Paranoja trzyma w szponach, nigdy nie puszczała,
gdy nawijam na ulicach widzę martwe ciała,
zawieszone w próżni, poza czasem,
stany świadomości pozbawione sennych marzeń,
rozdziera nas cisza, bez werbla na raz,
nade mną ciąży milczenie miliona gwiazd,
dziecko miasta lewą nogą wstaje, stawia krok,
dziecko miasta - to mój wewnętrzny mrok,
widzę lśnienie oczu, zanim popłyną łzy,
czuję przeklęty wir poprzednich dni,
palcem po zaparowanej szybie piszę o tym, w co wierzę,
jadem się zatruwam - litera po literze,
oprowadzam Cię po pustej łupinie marzenia,
widzę dźwięki - słyszę kształty - dotykam wspomnienia,
historie przemilczane, zmięte, skreślone,
krwiste cumulusy, myśli przez szept rozrzucone.

Ref.
Przemyślenia..
Prawdziwość emocji..
Niekończąca się historia..
Kolejne wersy.. piszę nocą..
Te rzeczy pokazują mi sens życia..

[PIH]
3. Kiedy się śmieję, kiedy płaczę i jest mi wszystko jedno,
słowa dla mnie wtedy są tym, czym dla złodzieja ciemność,
od serca daję siebie, płynę ku bratnim sercom,
mimo że życie karmiło mnie zatrutą piersią,
ja i moi przyjaciele - dziś możemy wszystko!
na chwile staram się przestać być defetystą,
marzenia przeszły, zgorzknienia, lecz dziś na serio:
zostawiam dom pełen lęków, cała noc przede mną,
płoszę senność, obserwuję miasto z lotu ptaka -
zapisana strona to myśli żeglugi mapa,
osiedle śpi, mrok nad każdym blokiem,
mgła pociera twarz o szyby okien,
zamykam oczy, w ciemności widzę zarys planu,
od razu powieki kaleczy światło tamtych dni,
spisaną historie bezpowrotnych chwil,
wsuwam niczym list pod Twoje drzwi..

Ref.
Przemyślenia..
Prawdziwość emocji..
Niekończąca się historia..
Kolejne wersy.. piszę nocą...
Te rzeczy pokazują mi sens życia..
1. I co zapytowywuje się was - gówno rozliczenia nadszedł czas, a więc wale, uderzam moim rymem prosto w ryj. Kij bejzbolowy, kij, mój kij jest gotowy pierdolony skurwysynu obsrany pismaku słuchaj mego rymu, bo do ciebie teraz mówię, a wiec wytęż swój słuch , kopnąłeś mnie w kostkę czyli teraz mój ruch. Karramba to narkoman z dzielnicy podgrodzie tak napisałeś uległeś głupiej modzie, modzie na kity, na pierdolone bzdury wystawiłeś świadectwo, że brak ci kultury i że tak naprawdę to gówno o mnie wiesz jop mather fucker zginiesz .

Ref. Gównooo ty o mnie wiesz moje imię opluć chcesz honor splamiłeś mój ja zabije umysł twój .

2. Pchasz się do gipsu niszcząc moje dobre imię Karramba, Karramba zgrzeszyłeś więc zginiesz , naraziłeś się też ziomkom Podgórze Kraków to nie Podgrodzie to Podgórze wieśniaku, a więc stań, teraz stań ze mną twarzą w twarz jop skurwysynu co do powiedzenia masz , gdy zamieszczasz moja fotografię podpisem Kłentin Narantino poczuj się padlina gdy poczujesz na swym ciele mój pierdolony wzrok krok no zgadnij jaki będzie mój następny chętny jestem by połamać twoją twarz grasz zemną w chuja więc przegrasz, bo tak naprawdę to gówno o mnie wiesz jop mather fucker zginiesz .

Ref. Gównooo ty o mnie wiesz moje imię opluć chcesz honor splamiłeś mój ja zabije umysł twój

3. Karramba to narkoman hee śmieszą mnie te słowa , moja głowa no właśnie bardzo schorowana, moja psychika od dawna pojebana , rozdwojenie jaźni na to cierpię według ciebie wypowiadam się przeciwko, a sam w kanał jebie według ciebie jak już wcześniej powiedziałem, obiecałem haaa samemu sobie jop skurwysynu, że wiesz co zrobię z twoją nędzną dupą gdy staniemy twarzą w twarz wtedy mnie poznasz o tak poznasz jestem dumny, że ten nauk jest mi obcy. Naukowcy potwierdzają moje słowa, że tak naprawdę ty gówno o mnie wiesz jop skurwysynu zginiesz !!! jop skurwysynu zginiesz!!! jop skurwysynu, jop skurwysynu .

Ref. Gównooo ty o mnie wiesz moje imię opluć chcesz honor splamiłeś mój ja zabije umysł twój .
To LWC ludzie, więc podajcie lód, wódę lub rum
dolej rudej, dupę rusz, podnieś w górę swoje łapska
bo zaczynamy trzaskać
czeka cię dawka wysublimowanego chamstwa
to nieprawda, że możemy tym pozarażać
bo pozarażam tym jak zaraża tym zaraza
ej stop wyłącz Mareczku...
to chyba jakiś bezsens, pieprzę takie bzdury
zawsze gdy się śpieszę z tekstem
jestem śmieszny jak Halama
zawsze, kiedy zajaram dobry stuff u Adama
to nie bounce mama, dość tego cyganie
otumania młodzież gorzej niż bania u cygana
to jest dramat a może być tylko coraz gorzej
tylko położę się spać mam film, kilka książek
chcę pole ganji, żyć z UE dotacji
może posadzić drzewo, czasem polować na kaczki
nie martwić sie tym, że wyjadę i nie wrócę
Łódź Teofilów to na zawsze LWC

[x2]
Jeśli nie wiesz, co robić a możesz zbakać się to LWC
Jeśli nie wiesz, co robić a możesz napić się to LWC

dwadzieścia siedem lat w burdelu, które nazywamy państwem
młody, piękny, bogaty, wyluzowany zawsze
ja chcę taki być, ty daj mnie taki myk
by Hawana Panama Bahama tu na bananach drin
paranoje mam większe niż Ich Troje
choć nie posiadam kolorowych włosów na głowie
powiedz mi w mig nie chcę, zastrój się myk
tylko zig (zig) zag (zag) i liście tlić
myśl pif (pif) paf (paf) dym ziomek daj to
lubię, kiedy dym porusza wodę zdatnio
mógłbym tylko żyć, pić, podróżować z fajką
ty masz tlen ja skręt tego nie wymieni kantor
więc pal, bo ci zgaśnie bla-bla
żyć tak na co dzień to zbyt łatwe wariat
a jednak się lenię, zielenie tyle nie na węzła
siły mnie nie myl mnie nie ominie mnie ta perła
miele i nie płacz, że wolisz włosy na żel
tu masz smak alkoholi i maskoty na parze
więcej nie zdradzę, sprawdź to przyczyna
LWC, czyli ziom - Lód, Wódka, Cytryna

[x2]
Jeśli nie wiesz, co robić a możesz zbakać się to LWC
Jeśli nie wiesz, co robić a możesz napić się to LWC
mój znak zodiaku to baran
jadowity jak z komodo waran
robię rap ze swobodą nawet, gdy sie nie staram
a nakręca mnie ganda
niejeden żandarm chciałby mi chociaż wkleić mandat
liryczny wandal, co woła - jebać system
muszę podołać w zgoła, winnym systemie zaistnieć
odpalam samoistnie w pysku z gwizdkiem
zapłon świrus, co zarazi ci mózg jak wirus laptop
kaszlę z przepalonym płucem
znasz mnie, pomysł na życie zawarłem w skrócie
LWC, bo lubię wygolone cipki
już rodzice zwykli mawiać, że mam w głowie tylko zbytki
ale nic mi nie zanosi się na poprawę
tylko lLolki, wolne style i ciągle się bawię
z dnia na dzień bowiem wyduszam z siebie wersy
surowe jak półtusza w mięsnym, nie wzruszam się tym
jestem lirycznie wysublimowanym chamem
wyrzuć łapska w górę, jeśli masz podobną banię

[x2]
Jeśli nie wiesz, co robić a możesz zbakać się to LWC
Jeśli nie wiesz, co robić a możesz napić się to LWC
Chyba odpuszcze sobie dzisiaj lacoste,
Wrzucam na noge czarne pumy nad koctke.
Chce odo tiuke i nówki sztuki,
Chcesz je zobaczyc? Zrób mi buki.
W strefie zostane bo już raczej blisko
Chyba nie wpuszczą mnie na zamek Wintsor.
Ale poza tym wpuszczą wszędzie.
Tutaj też jestem już pełnoletnia.
Wbijam i kurs na bar po pierwsze.
Za browar płace dobrą dyszkę na rękę.
Będzie bolało jak sprawdzę kurs.
Bo zarabiam w zetach, a przepije funty.
Proszę barmana żeby dolał bakardi,
Bo nie chę o fundusz jak Polak sie martwić.
Przepuszczam w kantorze miesięczna pensję,
mam ciężki portwel i lekką rękę.

Ref.
To będzie długa noc,
To będzie długa nooc.
Od zmieżchu do świtu.
Ood zmierzchy do świtu. X3

To będzie długa noc,
To będzie długa nooc.
Noc basów i bitó, jeea.

Klimat jest jaki jak skąd to masz.
A ja robie oczy jak london eye.
I najpierw piję a potem tańczę,
Albo odwrotnie, zanim zacznę.
Zmieniamy miejscówke (lilu łap sie).
Nie łapię co mówi ten hindus w taksie.
A jeśli mówisz że masz już dość,
To sie nie unoś jak londyński most.
ŁAilie, i Kainow i Dasy Rascal,
Stare dobre czasy czyli Rap Sound.
Nie mów że sież bo nie widzisz stąd.
Wszystko zasłania ci British Fog.
Żałuj człowieku że cie tu nie ma.
Impreza grubsza niż Heid Menrena.
Czuję się jak królowa prawie,
A William mnie jeszcze nie poznał nawet.

Ref.
To będzie długa noc,
To będzie długa nooc.
Od zmieżchu do świtu.
Ood zmierzchy do świtu. X3

To będzie długa noc,
To będzie długa nooc.
Noc basów i bitó, jeea.

Nie ma lebszego miejsca na clubbing,
Bo tu sie po prostu nie da nie bawić
O szustej skumam, jestem gdzieś na wyspach,
Bo tytaj sie nie da wyspać.
Ref.
Za oknem na parapecie czarny kruk
Nie może odlecieć, czy tego chce Bóg?
Zaglądasz mu w oczy jak w śmierci oblicza
Złapany w zamkniętym rozdziale życia.(Musisz Żyć) x1

Modlitwa samotnej tułaczki ucieka ustami,
paciorki znikają między sinymi palcami.
Ściskasz kurczowo różaniec wyprawy,
procesja nieszczęść ciągnie się za plecami.
Podróż po stacjach drogi krzyżowej,
okaż pokorę głowę posyp popiołem.
Wewnętrzna walka monolog nie dyskurs,
życie chce Cię zabić, zepchnąć do Styksu.
Twój telefon w święta, też tak na to patrzę
coraz mniej osób do przełamania się opłatkiem.
Idąc przez deszcz przyciskasz do ust pięść,
Przeszłość nie da się na trzeźwo znieść.
Chwila wahania, los bez litości,
światło z zewnątrz nie obejmie wewnętrznych ciemności.
Zginiesz, spacer po linie w mroku,
potrzebny jest most nad rzeką kłopotów.

Ref.
Za oknem na parapecie czarny kruk
Nie może odlecieć, czy tego chce Bóg?
Zaglądasz mu w oczy jak w śmierci oblicza
Złapany w zamkniętym rozdziale życia. x2

2. Nasze życie wypełnione na przemian grzechami i wyrzutami sumienia.
Widok łez dziś potrafi znieść obok głosu bliskich osób przejść.
Gdy twarz jej wykrzywia grymas udręki,,
a łzy torują drogę przez przymknięte powieki.
Jesteś obok, ale odchodzisz jutro
Archanioł konający, porażkę studzi wódką.
Dać czas czasowi, nic się nie zmienia,
prawdą staje się wykrakana przepowiednia.
Powoli się żegnasz, to się nie zdarzy,
za młodo (za młodo), z trumną Ci nie do twarzy.
Widzisz to na jawie, widzisz to we śnie,
demony, bestie pod stopy patrzysz.
Od śmierci do śmierci, krok od przepaści,
nad Tobą sępy najgorszej maści.

Ref.
Za oknem na parapecie czarny kruk
Nie Może Odlecieć, czy tego chce Bóg?
Zaglądasz mu w oczy ja w śmierci oblicza
Złapany w zamkniętym rozdziale życia. x2

3. Życie jest krótkie, a śmierć długa,
błękit nieba tonie w wypłakanych strugach.
Nieprzespane noce, noce zerwane,
ja tak jak ty odłożę ten kamień.
Stąd pochodzimy, nie ma ideałów,
tu nawet święci spadają z piedestałów.
Świat nas wypaczył, ciężko być sobą,
jak kropla atramentu w szklance z wodą.
Szukamy po omacku definicji męstwa,
klęski uważamy za zwycięstwa.
Los nas traktuje jak obcych, wrogo,
a każdy błąd kosztuje jak orzeźwiająco drogo.
I to co widzisz w tych oczach to strach,
bo czas ucieka jak w klepsydrze piach.
Brat, nie wiem co jutro przyjdzie,
lecz wierzę, że ty się z tego wyrwiesz.

Ref.
Za oknem na parapecie czarny kruk
Nie Może Odlecieć, czy tego chce Bóg?
Zaglądasz mu w oczy ja w śmierci oblicza
Złapany w zamkniętym rozdziale życia. x2

Złapany w zamkniętym rozdziale życia
Złapany w zamkniętym rozdziale życia (życia,życia,życia).
Urodziliśmy się w szpitalach, na białych salach
Z dala od świata gdzie ojcem marazm a matką wiara
Nikt nas nie pytał, nikt nic nie ustalał
Choć każdy dobrze wiedział, że ten świat dawno oszalał

Idę ciężkim krokiem niszczony miejskim smogiem
Wokół mnie setki okien, mijam blok za blokiem
Tutaj ludzie patrzą błędnym wzrokiem
przez tyle wylewanych łez na co dzień
spróbuj wejść im w drogę
pode mną asfalt, przede mną wyrasta krajobraz ruin miasta
tu życie dusi, jak dusi astma
tu musisz być jak hustla
bo w świecie kłamstwa poradzi sobie tylko garstka
Już jedenasta, na uszach Gangstarr
idę, wtulony w blask lamp
widzę zniszczony nasz kraj totalnie
zdewastowane, pozamykane kopalnie
ten kto tu ma najlepiej, skumaj, to ten co najwięcej kradnie
delikatnie świecą latarnie, wciąż idę
mija kolejny rok, tydzień, kolejna noc i dzień
nienawidzę monotonii, która za mną jak cień idzie
dlatego piszę - to miasto samych gangsterów
na bank wielu z nich odczuwa brak celu
szukając szczęścia w portfelu
tu pieniądz jest bogiem, człowiek zaś wrogiem
skręcam tuż za rogiem, wszędzie czarny kurz na drodze

[x2]
Urodziliśmy się w szpitalach, na białych salach
Z dala od świata gdzie ojcem marazm a matką wiara
Nikt nas nie pytał, nikt nic nie ustalał
Choć każdy dobrze wiedział, że ten świat dawno oszalał

Miasto, które kiedyś było barwnym niebem
dziś jest dla wielu martwym stepem, pokrytym czarnym śniegiem
tu wielu chce być tylko zwyczajnym człowiekiem
zwyczajnie witać dzień białym mlekiem i czarnym chlebem
Pomyśl, żyję w mieście, w którym szczęście
Przeliczane jest na tony, całe domy tutaj żyją z węgla
Pomyśl, w prywatnych przeręblach plony
Piętra stromych dziupli kryją węgla tony
Ej, kto zna tę dziuplę posłodzi dziś herbatę cukrem
Posłodzi żona, dzieci, dzieci kumpli, kumple
Ziemia jest źródłem, strach przed niepewnym jutrem
Dla jednych grobem, dla innych domem, smutne
Ludzie, którzy umarli jako ludzie
A jednak są tu minuta po minucie
A jednak żyją z tym uczuciem, że ich pociąg uciekł
Peron pokryty czarnym śniegiem, mam złe przeczucie
To szara niepokolorowana ta kolorowanka mikropoli
Ta szara niepokolorowana kolorowanka z tej historii
To moje miasto, a w nim ludzie moi
Miasto w letargu o poranku a w nim ja i oni

[x2]
Urodziliśmy się w szpitalach, na białych salach
Z dala od świata gdzie ojcem marazm a matką wiara
Nikt nas nie pytał, nikt nic nie ustalał
Choć każdy dobrze wiedział, że ten świat dawno oszalał

Kiedyś to miasto kibiców, skinów i punków
dziś bieda szybów i pustych kont w banku
kiedyś to miasto blasku czynów i faktów
Tu dziś nadzieja szuka głupców, bieda swych skalpów
Tu po 23 zasypia nawet bruk na streecie
Umiera każda z dróg, każdy klub
A życie jak lód topi się jak loop na bicie
Co dzień to samo, wciąż te same sample to samo rano
Tutejsze wampy straszą na planszy jak Banshee
A w rynku knajpy to plajty za bójki i kanty
Tutejsze lampy jak zmory świecą nie dając światła
Samotne tory zjada rdza i ciszy aplauz
A w tle uśpione szyby, kominy z nimi na linii
Puste magazyny, stare kopalnie
Jak zabawki z plasteliny w rękach Boga
Który już dorósł więc je zostawił
Zostawił także zawiść, nienawiść i zdrady

[x2]
Być może to miasto to twoje miasto
Ono nas budzi i nie daje zasnąć, nie daje zgasnąć
Może to miasto to twoja własność
Wciąż walczymy, jest wiele szans, yo, trzymamy bastion
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo