Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Nie wiedziałem w jaki sposób to zrobie
ale wiedziałem że nie dam się wiesz
nie przegram mojego życia...

nie jednego z moich kumpli bez pardonu nazwiesz żulem
każdy z nich tu stosuje od zawsze opcje bullet
a ja się dobrze czuje w swoim środowisku wierny
ulice z krwi i kości chcesz to czuj się od nich lepszy
ja nie dałem tutaj odczuć żadnemu z moich ziomków
bo demonstrować siłę moge takim jak ty gnojkom
od lat funkcjonuje w tych dwóch światach naprzemiennie
dziś melina jutro salon bo prawdziwość siedzi we mnie
bo nie musze nic udawać kurtynka czy też sława
wciągają zaraźliwie tych bez charakteru zasad
nawet gdy byłem chudzielcem na dzielnicy byłem wielki
nie ma miejsca jak dom ziomek nie ma stąd ucieczki
pozostaje w dobrej formie chociaż standard życia lepszy
to w głowie się nie pieprzy nie chce czuć się najważniejszy
bo nie umniejszy twoich zasług dobry człowiek
z którym co dzień zbijam piątki i na rogu z nim stoje


(ref. x2)
chcesz przyjrzeć mi się z bliska to klasyka jeżycka
znam tu każdego pyska dla nich od lat w tych rytmach
z życia korzystam portretuje rzeczywistość
ulic na których przeżyłem i nie dałem się zamulić

mam szacunek na dzielnicy i wszystko mi to styka
wystarczy że Jeżyce powiedzą że mają rycha
dbam o tradycje podtrzymuje ten pierdzielnik
cały czas kombinuje żeby nie opuszczać dzielni
nie każdy ma tu bejmy jaki wzrost gospodarczy
to co widze na ulicach w zupełność mi wystarczy
tu salonów ciążowych tyle co monopolowych
tu nieznane są najnowsze trendy mody kanony
dzieciaki palą wąsy wciąż kurwy ślą donosy
a złodzieje piją wódke po nieprzespanej nocy
wzmacniają się przez nosy to rzeczywistość posyp
stosują uliczną przemoc której na co dzień masz dosyć
co brama to melina to Jeżyce -znasz klimat
smak drin taniego wina co rusz rozbita rodzina
której synonimem jest zacne słowo konkubinat
złapany w sidła życia jeżycka siła

(ref. x2)
chcesz przyjrzeć mi się z bliska to klasyka jeżycka
znam tu każdego pyska dla nich od lat w tych rytmach
z życia korzystam portretuje rzeczywistość
ulic na których przeżyłem i nie dałem się zamulić

masz tu moją własną interpretacje losu biedoty
prezentuje nurt muzyczny który pakuje w kłopoty
chcesz rynkowo zdyskontować mode którą zwiastuje
prezentując nowe tracki niecny plan ci pokrzyżuje
ekspresja chamstwa chuligaństwa na koncertach
rynsztokowy język z tego chcesz mnie zapamiętać
SLU exa co na ciężkim rapie zna się
nie przypadne do gustu poniedziałkowej prasie
próbowali mnie skazać na ostracyzm łajdacy
pieprze ich wydaje płyty wciąż jeżdże w trasy
oto kamień milowy w dziejach polskiej muzyki
mam dziś czelność tak twierdzić zgodny z prawdą przytyk
ten co nie stroni od zadym ziomek na to nie ma rady
bo nie wchodze w układy z dziwkami jak tanie szmaty
co bardziej przystępne tracki chcą grać w radiostacjach martwych
zapomnieli o muzyce z zawartością serum prawdy

(ref. x2)
chcesz przyjrzeć mi się z bliska to klasyka jeżycka
znam tu każdego pyska dla nich od lat w tych rytmach
z życia korzystam portretuje rzeczywistość
ulic na których przeżyłem i nie dałem się zamulić

myśmy walczyli pazurami się chwytali tego co,
co mogliśmy mieć tutaj, to było kiedyś dla nas wszystkim
te kurwa mury ten wiesz odpadające tynki w środku ,
te zagrzybiałe kurwa mieszkania w których ludzie gotują jedzą śpią i
próbują się kochać...
W trzyletniej historii włączyli mi Prosze Państwa
Na Dwa miesiące telewizję... co sie stało?
Wojna, Panie Wojna... Tak jest..."

W telewizorni walka, w ręku warka
Już nie ma sensu wariat, nie jeden w polu zasłabł
Obok mnie salsa lecz nie ta przez wzmacniacz
Tylko ziom mój, co znów płuco dymem zniekształca
Myśle, sobie to łaska patrzeć na wojne
Ten film stworzyło życie, a nie Warner
Choć zamieszane w to nie jeden koncern, pomyśl
Co jest dziś, końcem jak dla mnie początkiem jest koncert ziomy
Tu nie ważne są pieniądze, tzn się domyśl
dosyć mydlanych oper, sprzedanych za rope
Ej, znam tą filozofie, zna ją każdy w Europie
Bo ile upadło potęg, a a a a a po co mi to?!
Zła gra, gra w sam raz zgubiła litość
Jestem polakiem, nie pierdol o kwachu
Autorytet to papież, bez zbędnych postulatów
Chodzi o pokój, łapiesz?! Jeden kilka sekund
I nie ma nas na mapie, nie licz na return
Na nas sabat mate, wieców magia zniknie
Ludzkość dostanie po papie, tyle co do istnień...

Ref.
Dawno nie sprawdzałem jak to działa
Po prostu siedze sobie i skacze po programach...
Wiesz...
Dawno nie sprawdzałem jak to działa
Po prostu siedze sobie i skacze po programach...

Zmień program, może się któryś do nastroju dogra
TVN, urywki, Michał daje autograf
Powrót pilot, ilość nie jakość,
Za to teraz tu giną, i za to teraz płacą
Na wszystko gotowym dziś fartom
Nie podkowy a start pod zasłony piasku
Ilość spalonych masztów, łączy się w pierwiastku zła
Czyli Wu O Jot eN A, co dotknie nas, eee zobaczysz
Zrobią z tego reality ale tylko dla bogatych
Bo biedni będą przy tym , za co,
Bogaty zapłaci, rozłóż na raty
zioooom, obyś nie chybił
To wojna o większy hajs niż daje Rywin
Obraz prawdziwy bez zniekształceń
Na pewno wiedziałbyś, smakując walke
Ej, salsa wiesz co, olać, wyłączam
Od dziś za pokój pale każdego lolka

To nasza planeta, zwana matką
I my ludzie, co się nigdy nie zmieniamy łatwo
Ulicy bogactwo, cztery elementy
Północ, południe, wschód, zachód, sztuk współczesnych
Nie mam kamieni szlachetnych, mam na karku czaszkę
Z pod czapki z daszkiem, płynie myśli, tok następstw
Wyślij to miastem, w tempie servisco
Muzyka to hip hop, hip hop jest rozgrywką
To nasza planeta, brudna, zaniedbana
Smutków kanonada, ciągnie się tak jak gama
Przez sześć oktaw, kto temu sprosta
Jak nie potrafisz, no to zostaw...
Tylko bogaci mogą mówić mi, że pieniądz nie daje szczęścia
Tylko bogaci mogą mówić mi, że są tylko bogaci!
Pragnienie kasy zmienia Twój tok myślenia
Sny, marzenia, sposób ich spełnienia i już i wiesz jak
Przyspieszona akcja serca to szach i mat
To po prostu życie, w którym pieniądz jest górą, to fakt
3, 2, 1, 0 start i akcja!
Chwila strachu jest tego warta
A klatka stop - Twój los zna tylko tarota karta
Pierd.... to bo to Twoja życiowa szansa
Na sukces, którym jest
Więcej szmalu, więcej czadu, więcej dup zabija Twój stres przez

Ref.

Więcej szmalu, ni ma szmalu!
Skąd go brać? Skąd mam brać? Nie mam jak!

Ref. (3x)

Spójrz na mnie, jestem tutaj na scenie
Mam pragnienie, zupełnie tak jak Ty
Moje życie to dążenie
Powiedz mi, jak bardzo tego chcesz
Delikatny dreszcz gładzi Twoje podniebienie
I już wiesz i ja i pogoda dla bogaczy
W Tej krainie pada deszcz, wiosenny też
Bo nie tylko jesienny i listopadowy
Powoli pomysły wskakują do głowy
Co to znaczy?
Sytuacja Twe życie potoczy i wyznaczy
Po-po-po-popchnie w grono innych graczy
Pytanie,a jaka będzie stawka?
Pytanie zostanie, nie ma odpowiedzi na nie
Stop klatka, marzenie, zapomnij. Akcja! Akcja!
To pragnienie zmienia Twe widzenie
Niemy film, milczenie, kolory czarny - biały
Popraw kolory, coś nie tak z kolorami
Za siedmioma górami, za siedmioma rzekami
Mitshubishi, jackoozie, silikony i palenie!

Ref. (4x)

I co to jest ten błysk w Twym oku widzę znów
Pragnienie posiadanie większej kasy, żebyś mógł
Całymi dniami leżeć i pierd.... dziwki
I ha! I ha! Ten cel jest już bliski
Jak wyciągniecie ręki po zakazany owoc
Ziemia obiecana! Trzeba umieć sobie pomóc!
Wyjaskrawię Twój styl
Jesteś pod presją - chcesz to? Bierz to! Niech to
Ch.. ile czasu strącił ojciec Twój
By pokazać Ci jak masz żyć tu jest klif:
Bierz co chcesz i nie patrz czy to źle czy nie
Swoją głowę rzucasz dziś na szale
Zwycięstwa poczuj smak, życie daje Ci znak
Jak masz spełnić swe sny by być inny, lepszy
Los, tutaj tylko Ty stawkę ustalasz:
Va banque - wszystko na wszystko, jak nie to spierdalasz!

Ref. (4x)

Tylko bogaci mogą mówić mi, że pieniądz nie daje szczęścia
Tylko bogaci mogą mówić mi, że są tylko bogaci!
Pewien gruby pan raz powiedzial mi-nie podoba Ci sie to wypierdalaj za drzwi
splunołem mu w twarz,spakowalem się,opuscilem klase-zagotowala mi krew
Tenże jego mość,kiedyś i gdzieś znów-mojego kumpla poinformował że jest chuj...
Kumpel wkurwił się,zawrzała mu krew,oplul skurwysyna potem z klasy wybił się...
Tenże gruby pan w chuj oblesny byl-baba go olała bo z zulami wina pił
Kasia-szkolna miss,maszyna ze HEJ,kiedy była w mini-skusił by się nawet gejj
Ten oblesny typ tak powiedział jej : "Dasz mi dupy to do drugiej klasy puszcze Cię"
Kasia się wkurwiła,zgadnij co zrobila ?-napluła mu na morde i klase puściła.

Nazbierało się-minął jakiś czas
przy wielkim ognisku odbył się klasowy ball
Impra była git-ogien duzy byll
Bo fotel grubasa bardzo dobrze się paliłł

PROSTĄ RADĘ DAMM,NAUCZYCIELOOM :
Trzeba być człowiekiem a nie pierdolonom świniąą

Powtarzam to znów NAUCZYCIELOOM :
Trzeba być człowiekiem a nie pierdolonom świniąą
Dwa zero, jeden jeden, jeden jeden zero sześć
czerwiec, a nie listopad i deszcz,
odwiedził na konsolę ziomek mnię,
odpalamy fife jak byśmy nie mieli ocb,
gorąco, trochę pocę się
ale mam wentylator na pilota home boy
jak eis i pezet robię klik klik włącz na auto
z ziomkiem robimy dżej di i gibona combo
dziura w bani jakiej doktor załatać nie zdoła plombą aha,
czekaj, to będzię dopiero za trzy godziny,
teraz daje na bit voskovego te wypociny
w sumie nie wypociny
bo takie flow jak by ktoś próbował zrobić na japie byłby jak limo siny
sory za dygresje, wracam do muzyki,
dwie godziny temu pojechałem do blue city
bo stary perfum wyparował już mi i nie byłbym gotowy na jedną z tych niuń meeting, jest dobrze

Wczoraj był piątek i wpakował się do mnie ziom,
był w stanach i kupił mi koszulkę Nek'a z napisem venomenon
dzięki ziomek to jest pięknę
nie mogę już się doczekać kiedy wyjebie w tym na koncercie aha,
przedtem w robocie sunął mi dzień w chwiłę
w czwartek byłem z ulubioną ex w kinie
ciąglę jest piękna, ja ciąglę nie kminie
dlaczego wolę być sam, mimo to może to minie
byliśmy na kac vegas sequel ujdzie ?
jak lubiłeś jedynke, koniecznie idź na dwójkę,
najebani w azji robią te podchody i beka jak Chow wali Alanowi koks z brody,
sory za spojler, wracam do muzyki,
dwie godziny po tym co tu piszę już będę napity, ta,
mówiła o tym pierwsza zwrotka
ziomek jeszcze nie przyszedł,
kończę idę jębnąć bronksa, jest dobrze
Proszę o zwolnienie, o usprawiedliwienie mojego nie mogę
Leżę drugi dzień otulając się w puchową kołdrę,
A on znowu wpadł na mnie prosto uderzając ramieniem
Padłam ryjem prosto na ziemię,
Szepnął coś niecenzuralnego do ucha,
Mam teraz wielkie kuku, na które muszę sobie dmuchać,

A Ty, a Ty
Jesteś lepsza niż bułka z masłem,
Niż czekolady, gwiazdy z telewizji
A Ty, a Ty
Niż samochodzik zdalnie sterowny,
Niż pieniążki i słodyczy.

Kocham... jak nigdy dotąd
Kocham... jak nigdy dotąd.

Nie umiem pływać, śniło mi się znowu,
Że się topię, nic nie mogę poradzić.
Podobno mam na twarzy wypisane "frajer"
Jutro przyrzekam muszę to sprawdzić.
Jestem duże dziecko, chłopczyk, co się krepuje
Powiedzieć tak prosto w oczy, co naprawdę czuje.

A Ty, a Ty
Jesteś lepsza niż bułka z masłem,
Niż czekolady, gwiazdy z telewizji,
Niż samochodzik zdalnie sterowany.
A Ty, a Ty...

Kocham... jak nigdy dotąd
Kocham... jak nigdy dotąd
Kocham... jak nigdy dotąd
Kocham...

Czuję dziwnie, że Ty coś nie bardzo,
Ale kocha mnie Elle pismo światowe.
Jestem tak naprawdę chłopczyk,
Co ze wstydem opuszcza swą głowę.
Jestem duże dziecko, co się krępuje
Powiedzieć tak prosto w oczy, co naprawdę czuje.

A Ty, a Ty
Jesteś lepsza niż bułka z masłem,
Niż czekolady, gwiazdy z telewizji,
A Ty, a Ty

Kocham... jak nigdy dotąd
Kocham... jak nigdy dotąd
Kocham... jak nigdy dotąd

Jak nigdy dotąd
Jak nigdy dotąd
Jak nigdy dotąd
Jak nigdy dotąd
Jak nigdy dotąd
Jak nigdy dotąd

Kocham... jak nigdy dotąd
Kocham... jak nigdy dotąd
Jak nigdy dotąd
Jak nigdy dotąd
Jak nigdy dotąd
Jak nigdy dotąd

Kocham... jak nigdy dotąd
Kocham... jak nigdy dotąd.
Kto sieje wiatr, ten zbiera burze
Piętnaście lat, gram w rap chórze
Falują wciąż ręce w górze
Rzadko chodze w garniturze, raczej nie muszę
Hoduję w sobie ciszę, tak leczę duszę
Przesiąknięty betonowym buszem
Pozdro dla władców mat, faderów i syczących puszek
Siedze stuff krusze, licze fundusze
Rap Mesjasz powrócil, choć nie witał go nawet pastuszek
Tysiąc nauczek, wiedza jest kluczem, hasłem do sezamu
Nie pisany hymn sam sobie panów
Dzisiaj postanów, a jutro zrób
Unikaj wnyków, odpada coraz więcej łebskich zawodników
Idę po chodniku, myśli wirów bez liku krąży
Nie wiedzą mądrzy, szybcy mogą nie zdążyć
Ile razy już patrzałem mu w twarz
W mieście betonowych baszt, gdzie liczy sie tylko to co masz
A nie kim jesteś, i skąd pochodzisz
Najpierw jesteśmy młodzi, potem pora odchodzić
A może pora by narodzić się znów?
Widze wielką grzywę, widzę błysk lwich kłów
A może pora by narodzić się znów
Widzę wielką grzywę, widzę błysk lwich kłów..

Ref.
Kto sieje wiatr? x2
[Cut/Scratch]
Kto sieje wiatr?
Wiatr śpiewa swoje!
A ja ide dalej..

Kto sieje RAP, ten zbiera propsy,
Te faraony Cheopsy
Na zewnątrz, to w środku mali chłopcy
A te panny co żrą dropsy, to małe dziewczynki wewnątrz
Dziś widzę to na pewno!
Już się nie boję cały jestem na zewnątrz
Chodź oczu mam troje, to widzi świat tylko jedno
Nocą nie marznę, choć nie pali się drewno
Ja grzeję się w blasku rapu, który niosę miastu
Ile jest nas tu? Przy tysiąca gardeł wrzasku
Ruszy słońca szturm o brzasku, szlakiem dawnych smutków wesel
Płynę prawym halsem, rejsem Hermanna Hesse
A pod stopami chłód, pokładu z desek
I nieba bezkres, definiuje wszechświata deseń
Tak płyne se, nie wiedząc sam ile zdołam
Czeka na mnie Gauguin na Noa Noa
Tak płyne se, nie wiedząc sam ile zdołam
Czeka na mnie Gauguin na Noa Noa

[REFREN]

Ten zbiera burze, kto sieje wiatr
Niesie garb swój, staruszek świat
Od Morza aż do Tatr, z głębin oceanu aż do gwiazd - Królowych nocy
Noszę medalion o bardzo wielkiej mocy,
Ten zbiera plony kto jest szalony, by siać na ugór
Kto jest skończony, obala trony, by pić na umór
To jeden z ludu, powiernik trudu
Noszę medalion co dotyka sedna bez trudu,
Co dotyka sedna bez trudu..
Noszę medalion co dotyka sedna bez trudu...

[REFREN] x3
Jedna miłość, moi ludzie ze mną
Jedna miłość, są tu na pewno
Jedna miłość, moi ludzi ze mną
(To dla moich ludzi)

Nie wiem czy wiesz, ale ja wiem doskonale,
Że moi ludzie są ze mną nie tylko przy barze,
Nie tylko gdy błyszczę, nie tylko gdy gram,
Nawet gdy stracę nogi wiem, że nie zostanę sam,
Moja kobieta, moje błędy, mój problem,
Moja kobieta idzie na czele grupy z godłem,
Moja kobieta wierzy we mnie, to prawda,
I jest gotowa do poświęceń jak własna matka.
Przyjaciele, ty powiedz ilu masz przyjaciół,
I który z nich będzie przy tobie w ostatnim starciu,
Ja mam tak mało, że mieszczę ich w jednym palcu,
Ale w walce o ich szczęście mogę zostać sam na placu,
Jedna jest miłość, jedna jest prawda,
Bezwzględnie od imion i wskazówek zegarka
Bezwzględnie od czasu zaglądając za horyzont
Ponad tych co dziś kochają, jutro nienawidzą.

Jedna miłość, moi ludzi ze mną
Jedna miłość, są tu na pewno
Jedna miłość, moi ludzi ze mną
(To dla moich ludzi)

Wierzę, że też masz takich ludzi obok,
I dbaj o nich jak najlepszy skarb i dane słowo,
Ty musisz dbać, tak samo jak ja dbam,
Inaczej ta gra stanie się chuja warta,
Nie pomoże viagra, nie pomoże ci cyganka,
W duszy wiatr, pada grad na dworze, ciężka jazda,
I jeśli brak wam chęci by to zmienić,
Zgasną ostatnie światła, usną iskry nadziei,
Zapalcie światła, wciśnijcie gaz do dechy,
i zapomnijcie błędy i zamierzchłe problemy,
Szanujcie się nawzajem jak to, co daje wam los,
nawet jeśli się wydaje, że ktoś, gdzieś, coś,
Nie wszystko ma obraz rzeczywisty w sumie,
A listy naszych grzechów bardzo ciężko jest unieść,
To burza sumień w tłumie leci po blokach,
Każdy z nas kogoś kocha, widać to po oczach.

Jedna miłość, moi ludzi ze mną
Jedna miłość, są tu na pewno
Jedna miłość, moi ludzi ze mną
(To dla moich ludzi)
akby nie patrzeć, razem jesteście od liceum
nie wiem czy wtedy w planie to miałeś przyjacielu
czy miałeś to mieszkanie, kredyt na całe lata
na pewno nie myślałeś o tym za dzieciaka
a dzisiaj macie sami świat wypchany planami
aż co do dnia i nocy i godzin z minutami
wciąż takie same płatki tu jesz po przebudzeniu
widzisz te same japy w drodze do pracy w Dell'u
co dzień mówią ci jaki masz fart
że to zahacza o sen, że wymarzony masz start
że już nie musisz się bać o to co będzie jutro
masz ułożony tu raj, czy to oszustwo?
tu nie ma opcji rzuć to, bo to nie tylko twoje
i planujecie już to, że będzie was tu troje
i niby wszystko teraz wam się układa tu
a mimo wszystko jednak coś cię ciągnie w dół

[x4]
z dziesięciu pięter w dół, w dół, w dół

sukces, pasuje to do ciebie
kolejny awans wkrótce, znów jesteś dumna z siebie
znowu dostałaś premię, czas umeblować ten loved
masz prawie rezydencję jak Lara Croft
już zapominasz swój dom, tylko wysyłasz kasę
i gubisz wagę, bo wciąż na głowie masz tą pracę
żyjesz tym wielkim miastem jakbyś rodziła się tu
i tylko czujesz czasem, że ci mało snu
facet? ty jeszcze masz na to czas
mówię o przyszłym czasie, narazie czasu ci brak
narazie tylko ten raz byłaś z kolegą z pracy
lecz nie udało się wam, bo miał już inną na tacy
tacy nie mają u ciebie szans
kiedy idziesz do zary wydajesz tam własny hajs
i chyba ten pierwszy raz nie żal ci skończonych szkół
a mimo wszystko jednak coś cię ciągnie w dół

[x4]
z dziesięciu pięter w dół, w dół, w dół

dzisiaj nareszcie masz to czego latami chciałeś
zarabiasz dziś na ten sos, masz na dom, na balet
na miłe panie co noc, jak ci się zachce czegoś
i tak masz branie co noc nawet bez tego
ludzie kupują to coś, co im nagrywasz w studiu
analizują to coś, odróżnisz to od kultu?
nie ma już w tobie buntu, jesteś po drugiej stronie
gnojki chcą wizerunku więc ciągle mówią o tobie
ale to już jest wyższy pułap
zrobili z ciebie gwiazdę, wsiąkła twoja natura
zabiłeś ją w tych klubach, wciągnąłeś ją ze stołów
a twoja mała córka czeka tam z mamą w domu
no cóż, taka jest cena sławy
z czasem nie męczą cię już myśli, że jesteś słaby
i bierzesz to garściami i zapominasz ból
a mimo wszystko jednak coś cię ciągnie w dół

[x4]
z dziesięciu pięter w dół, w dół, w dół
1. Suko, wjeżdżam ci do studia przecinam mózgową korę
Jesteś zakałą południa, Katowic nowotworem
Dissów amatorem, nie nazywaj mnie ziomem
Beef z celebrytą, kurwa, pierwszy w hip hopie
Nie jeździłem na kolonie, dla ciebie zrobię obóz
Rap-Oświęcim, skup się, czaisz Fokus
Charyzma twej ekipy dawno wyskoczyła z bloku
Teraz Doda/Fokus, hokus pokus, siedem pokus, tej
Przejąłeś fanów po koledze, twój rap to lipa
Nie ma Magika, traci czar Paktofonika
Kto do kogo suko fika masz tu same fakty
Prawda na głośnikach, scena dopinguje, patrzy
Nawet twoi fani leją z "Afterparty"
Jesteś zerem a nie bogiem, daje tobie z tlenu zastrzyk
Nie jesteś legendą, sam pogrzebałeś siebie
Jedyny mówię głośno, że dla sceny jesteś śmieciem

Ref.
Kto do kogo suko fika?
Beef z celebrytą, kurwa, pierwszy w hip hopie
Twój rap to lipa, twój rap to lipa
Skup się, czaisz Fokus.

2. Mówisz, że cię nie znam a rozmawialiśmy przecież
Poznań, "Piwnica" i po koncercie backstage
2008 stary Fokus już się wozi
Starłem ciebie, u mnie w mieście byłem numer jeden młodzik
Mówiłem, że cię szanuje i że polski rap kuleje
Że wychodzi dużo gówna, że lepszy czas nadejdzie
Ty nie patrząc na mnie z pogardy uśmiechem
Mówisz: "po co to robisz?" i wychodzisz na scenę
Gdybym był takim patusem zrobiłbym ci z dupy przecier
Już wtedy wiedziałem, że jesteś zwykłym plebsem
Czekałem parę lat na odpowiedni moment
Aż będę miał pozycję w rapie i zrównam cię z betonem
I słuchaj jak to robię, argumenty moja oręż
Nie muszę przeklinać żebyś nazwał to hardcorem
Co ty mi powiesz? Że rapuję pod techno?
Twoja marna bragga, flow upośledzony lektor
Wersy na ciebie piszę słabszą lewą ręką
Prawą zostawiam dla lepszych, oni przeze mnie polegną
Biuro Ochrony Rapu - to nie jest puste hasło
Biorę twój sześcian i przecinam go jak masło

Ref.
Kto do kogo suko fika?
Beef z celebrytą, kurwa, pierwszy w hip hopie
Twój rap to lipa, twój rap to lipa
Skup się, czaisz Fokus.

3. Wersy B.O.R pisałem wczesną wiosną
Na jesień pasują do ciebie są dla twego ego chłostą
Tak artysto, ja przewiduje przyszłość
Wiedziałem co zrobisz, że jesteś komercyjną dziwką
Jak ci nie wstyd ty turbo hipokryto
Kiedyś jechałeś po nim, dziś macie wspólne koryto
Moje słowa jak kopyto witają się z twoją mordą
Nie chodzi o hajs, ma się dobrze moje konto
Chyba mógłbym cię kupić bo nie wziąłeś za to hajsu
Dobra wymówka, nikt nie wyceni tego lansu
Twoje 5 minut wydłużone do kwadransu
Białe adiki do koszuli pod fanów z gimnazjum
Twój napis na koszulce był sygnałem S.O.S.
Tylko na nim był rap, reszta to chujowy wers
Nie pierdol o rozwoju, że to promuje hip hop
"Fuck it" to słaby numer z plastikową dziwką
To ja promuje rozwój i poszerzam horyzonty
A twoi odbiorcy nie znają mojej twórczości
Ty też jej nie znasz, ty pusty ignorancie
Ja znam swojego wroga i tracisz gruby pancerz
Wiem, wielu sezonowców będzie dzisiaj przy tobie
Liczysz na ich pomoc, po roku puszczasz odpowiedź
Zaczną forumową wojnę po lepszą promocję
Armia z multikina na internetowym froncie
Tutaj nie ma braggi, pancze oparte na fakcie
Jeden diss, kończy beef, rozjebałem cię na starcie

Ref.
Kto do kogo suko fika?
Beef z celebrytą, kurwa, pierwszy w hip hopie
Twój rap to lipa, twój rap to lipa
Skup się, czaisz Fokus.
Niespecjalnie mam ochotę rozkminiać twoje zarzuty
Kierowane w moją stronę i stronę mojej grupy
Ja na*****lam pod loopy, które gniecie DJ Story
Mamy swoją lutę i styl dawno określony
Mógłbym się *****ić i robić miliony w moment
Puszczali by mnie w Esce zaraz po Miliony monet
Skumaj to ziomek, to nie jest moim celem
Wolę być szanowanym niż latać z ciężkim portfelem
Ja zawsze obok mody, raczej mało hip-hopowy
A welurowa wiocha to towar straganowy

Ty robisz ***** lans w za dużym oczojebnym dresie
W przekonaniu, że twój strój twoją wartość podniesie
Z resztą w *****u mam, to tylko tak na marginesie
Swoje podejście podałem w dziewiątym wersie
Ja robię to jak lubię i robię to jak chcę
Więc nigdy nie narzucaj mi jak ma to brzmieć

[x4]
Mógłbym się *****ić i robić miliony w moment
To praca kusi, ja idę swoim torem

Jestem nauczony, by w życiu trzymać fason
Dlatego prezentuję postawę człowieka z klasą
Nie identyfikuję się z masą co gustują w tych pedałach
Co śpiewają sialalala i grają na gitarach
Ma muza ludzi rozpala nie na salonach
A w piwnicach i na salach robimy hałas
Dlatego nasza muzyka nie lata na kanałach
Ja mam to w dupie, Ulice mają ponad milion na YouTube'ie
Umysły ludzi są chore, dlatego idę swym torem
Dlatego sprawy swe biorę w łapy swoje
Nie jestem ***** aktorem, co od*****la swą rolę
Co stoi dziś na cokole, później spada zeń
Idę swym torem, bo widzę, że robię to
Najlepiej jak potrafię, nie pcham się tam gdzie mnie nie chcą
Gdzie moi ludzie są, tam właśnie jest mój dom
Życie i praca z nimi jest dla mnie najlepszą lekcją

[x4]
Mógłbym się *****ić i robić miliony w moment
To praca kusi, ja idę swoim torem

Wróciłem z podróży, masz kolejny nielegal
Po drodze ktoś zarobił na tym, że Pewniak się sprzedał
Znowu na w*****ieniu, studio Druga Strefa
Z udziałem całej Polski montujemy materiał
Jeśli nie lubiłeś mnie to zmiany się nie spodziewaj
Teraz nie lubisz mnie bardziej, wzrasta poziom w*****ienia
Mój rap to nie trueschool, jadę na innym wózku
I żeby to ogarnąć idź na pobudzanie mózgu
To młoda krew płynie jak fala powodziowa
Razem z Zelo dajemy najlepszy towar
Nie salutuj przed nami tylko bij ***** pionę
Nie jesteśmy gwiazdami i nie chcemy być jak one
Mamy otwarty umysł i dajemy świeży klimat
Mówił mocno newschoolowy wychowanek Illmatica
Po-Po-Po-Poznań

[x4]
Mógłbym się *****ić i robić miliony w moment
To praca kusi, ja idę swoim torem
Aha, dokładnie tak, yoo
2011, B.R.O, no i ona w roli głównej
Sprawdź to, posłuchaj, ej.

Ja znam ją parę lat, jest mi bliska
ona też mnie zna i nie tylko z imienia i nazwiska
moja ksywka to dla niej moje imię
bo sama chciała, żebym grał pod takim pseudonimem
przełykam ślinę, opowiem Wam o niej
zawsze najlepiej czuła się na betonie
nie jedne dłonie zapisały na stronie,
że wróżą jej koniec, ale ona wciąż płonie
Żyła wśród bloków, tam też dorosła
Ludzie pokochali ją, więc musiała zostać
Woli air-maxy niż obcas medium
Jest obca, ma klasę, choć dla wielu to obciach
Z małego chłopca zrobiła mężczyznę,
jestem jej wdzięczny, choć dzisiaj mam bliznę
Wielu robi na niej biznes, idąc na łatwiznę
sobowtór na jej podobiznę

She plays the street life
Because there's no place she can go
Street life
It's the only life she knows
Street life
And there's a thousand cards to play
Street life
Until you play your life away

Wielu chciało zrobić z niej plastikową lalkę
wymalować usta, ubrać w znaną markę
ale ona woli kartkę, mikrofon i marker
to jest dla niej nierozłączny item
Przypuszczali, że sprzeda się już całkiem
bo hajs rządzi światem, ona by rządziła hajsem
swoją szansę olała, to pewne
nie rządzi show biznesem, ale rządzi osiedlem
ja nie odszedłem, tak samo jak ona
mam cel i nadzieję, że resztę pokonam
chcesz prawdy na dłoniach? Ja prawdę mam w skroniach
bo z głowy piszę pancze i konasz
show biznes chciał nową marionetkę,
bo trzeba kosić sos, a pop powoli więdnie
po śmierci króla, jak dla mnie zamula
więc teraz tanio nakręca się koniunktura.

She plays the street life
Because there's no place she can go
Street life
It's the only life she knows
Street life
And there's a thousand cards to play
Street life
Until you play your life away

Ktoś ją niszczy, ktoś ją potępia
ale ona zawsze trafia do serca
jest szczera, słychać to w wersach
ja jej zaufałem, choć raczej marna z niej pensja
Gdzie jej sukienka? Zostawiła w domu
bo woli szary dres, kiedy wychodzi do ziomów
nie ma adresu, ani telefonu
żyje na ulicach i nie oczekuje tronu
bez farmazonów, ma klasę i styl
czasem zgarnia kasę, czasem nie zgarnia nic
ale najwidoczniej już tak musi być
bo ma honor, który jest ważniejszy niż kwit
gdzie jest hit na vivie? Polski rap hit w mediach
to już chyba nie jest możliwe
ona ma to gdzieś, bo to co prawdziwe to
liczba wejść na portalach, sam wybierz.
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo