Popularne piosenki. Polski Hip Hop

[PIH]
1. Jak król w królestwie cieni, ja i mój pokój -
tkwię w ćwierć śnie, skąpany w półmroku,
czuję więź z kartką - to jest to miejsce i czas;
cicha nitka atramentu pulsuje jak tętnica;
wędrówka bez granic, w podróż w zaświaty -
ja sam na sam ze sobą i mój chory imperatyw,
rytm przypływu i odpływu, ciszy i nie-ciszy,
między nami rytm słów, odstępów między słowami,
słyszysz ten szum? Kartki lecą w nieznane,
wyrzucam wersy jak przypływ na plaży fale,
oddycham tym powietrzem - dawało mi siłę jak dotąd,
na karku czuje lekką bryzę, chłód pod stopą,
bez stresu, złych intencji, spięć,
bliscy wyrywają się śmierci, wychodzą ze zdjęć,
bez łez na policzkach, ich oczy się nie smucą,
nie mają silnych twarzy ludzi, którzy już nie wrócą,
dzięki niemu żyję, to cały świat mój,
bez niego jak miłość bez czułości -
litość bez ramion, które koją ból,
jak litość bez ramion, które koją ból!

Ref.
Przemyślenia..
Prawdziwość emocji..
Niekończąca się historia..
Kolejne wersy.. piszę nocą..
Te rzeczy pokazują mi sens życia..

[PIH]
2. Paranoja trzyma w szponach, nigdy nie puszczała,
gdy nawijam na ulicach widzę martwe ciała,
zawieszone w próżni, poza czasem,
stany świadomości pozbawione sennych marzeń,
rozdziera nas cisza, bez werbla na raz,
nade mną ciąży milczenie miliona gwiazd,
dziecko miasta lewą nogą wstaje, stawia krok,
dziecko miasta - to mój wewnętrzny mrok,
widzę lśnienie oczu, zanim popłyną łzy,
czuję przeklęty wir poprzednich dni,
palcem po zaparowanej szybie piszę o tym, w co wierzę,
jadem się zatruwam - litera po literze,
oprowadzam Cię po pustej łupinie marzenia,
widzę dźwięki - słyszę kształty - dotykam wspomnienia,
historie przemilczane, zmięte, skreślone,
krwiste cumulusy, myśli przez szept rozrzucone.

Ref.
Przemyślenia..
Prawdziwość emocji..
Niekończąca się historia..
Kolejne wersy.. piszę nocą..
Te rzeczy pokazują mi sens życia..

[PIH]
3. Kiedy się śmieję, kiedy płaczę i jest mi wszystko jedno,
słowa dla mnie wtedy są tym, czym dla złodzieja ciemność,
od serca daję siebie, płynę ku bratnim sercom,
mimo że życie karmiło mnie zatrutą piersią,
ja i moi przyjaciele - dziś możemy wszystko!
na chwile staram się przestać być defetystą,
marzenia przeszły, zgorzknienia, lecz dziś na serio:
zostawiam dom pełen lęków, cała noc przede mną,
płoszę senność, obserwuję miasto z lotu ptaka -
zapisana strona to myśli żeglugi mapa,
osiedle śpi, mrok nad każdym blokiem,
mgła pociera twarz o szyby okien,
zamykam oczy, w ciemności widzę zarys planu,
od razu powieki kaleczy światło tamtych dni,
spisaną historie bezpowrotnych chwil,
wsuwam niczym list pod Twoje drzwi..

Ref.
Przemyślenia..
Prawdziwość emocji..
Niekończąca się historia..
Kolejne wersy.. piszę nocą...
Te rzeczy pokazują mi sens życia..
Fakt faktem, nie taktem było by mówić iż
Generalnie zwątpiłem już w ogół ludzi choć
Czas czasem coraz bardziej chce mnie obudzić
Krzyczę : weź Miłosz, przestań się wreszcie łudzić!
Leż twardo na tym, ty żryj te dylematy, to schematy
Że pozyskać z reguły przychodzą straty
Skręć wady w dół, weź to wyleduj
Albo w nerwach i złości napierdalaj i graj tu
Oni będą cię nazywać
Oni będą cię wyzywać
Oni będą tak robić no bo muszą się powyżwać
To nie koniec, bo jeśli wokół wszystko w gównie tonie
To przymusem że trzeba nauczyć się w tym gównie pływać
Tak bywa świat zbiera żniwa krok po kroku
Masz więcej wrogów wokół niż przyjaciół u boku
Masz więcej słów natłoku, natłoku tych problemów
Niż chwil spędzanych w jakże zapomnianych w zapomnieniu
Nie-e mów nic, nie próbuj nawet,
Znam sprawę, znam dobrze twych zwątpieńdawe
Nie-e waż się nawet stanąć na moment.
Maan, to jeszcze nie koniec
TA ta ta ta ta ta pojazd na tedego trwa
Ra ta ta ta ta ta stara kurwa straci hajs
Ta ta ta ta ta ta Riczi Stara kurwę gna
Ra ta ta ta ta ta skończyłem z tą kurwa, ha

Jak już wiesz Tede wszystkie Ryśki na dobre chłopaki
A Jacki w polskim rapie raczej same słabiaki
Czym różnisz się od Mezo? niczym, tak mi przykro
Każdy jeden taki Jacek jest skończoną pizda
I żebyś mi nie wytknął, Że to ja z nim nagrałem
Powiem, to był taki czas, Gdy mu rękę podawałeś
Rożnica jest taka, tedunio zaznaczam
Że ty z Mezo nagrasz na bank w dzisiejszych czasach
Co Dwóch Jacków, to nie jeden, Jacek i Placek pojebie
Nie pomoze samplowany Marek
Wacek, nawet Niemen
Nie pomoze Sośnicka, Zresztą takiej kobiety
Jak piękna Zdzisława nigdy nie znajdzie kretyn
Ja nie pierwszy, lepszy Leszek, z dissem się nie spieszę
Dziś na konkrecie diss za dissem sie pojedzie
Ziom za ziomem, nucę refren Dziesięć swój jak
Bo mam za sobą Ziomków A ty sam w deszczu stój
Tak zwany chuj, dziś napluję ci w Kasze
I w twarz przy okazji a ty na głos zapłaczesz

Ta ta ta ta ta ta pojazd na tedego trwa
Ra ta ta ta ta ta stara kurwa straci hajs
Ta ta ta ta ta ta Riczi Stara kurwę gna
Ra ta ta ta ta ta skończyłem z tą kurwa, ha

Tak, Łącznie z tobą wszyscy czekali na to kiedy i jak odpowiem
Zajelo ci tydzień, żeby odpowiedzieć na Tych parę słów prawdy z mojej strony
JeĹĽeli Więc Musiałem czekać aż tydzień na Twój zbiór piosenek
Ty chujowy śpiewaku, ja też sobie Dalem tydzień na odpowiedź
Niezła strategia wrzucić diss w weekend
Gdzie ludzie mojego pokroju pracują koncerty grając
Bo w odróżnieniu od ciebie ja nie muszę ich odwoływać
Twój pech jednak polega na tym
Że to był akurat Jedyny wolny od pracy weekend jaki w roku Miałem Tym
Więc wszedłem na komin elektrociepłowni i strzeliłem w ci łeb
Zamiast zajmować się Bardziej pożytecznymi rzeczami
Zmuszony Zostałem odpowiedzieć takiemu jak ty pajacowi
Więc Tede gleba i ani słowa więcej
Oko Przemykałem na twoje komercyjne słabostki, wilczy apetyt na Pieniążki
Lecz teraz koniec z pobłażaniem, Nie będzie taryfy
ulgowej
Zaszłym W roku rzuciłem się raczej na słabiaka
Za to w opierdoliłem Tym roku jak bura suke samozwańczego króla
Który teraz nagi stoi, bo narobił za lachy duże, ha
Za twojego Pecha zajrzę do flachy
I rozpoczynam impre gruba, o ktorej możesz tylko pomarzyć
Musiałeś się kawałkiem zainspirować moim
Żeby w ogóle zaistnieć beef'ie w Tym
Lecz to nie czasy RRX, wtedy gruba miales impre z Krzysiem
Z Rysiem możesz tylko ze złości kwiczeć
Co do skitu z filmu odwołałem się do tego samego klasyka
Bo niestety, ktoś taki jak ty
Może nie mieć alter-ego w Polskiej Kinematografii
I tu kolejny Peszek, nie wiedziałeś, Że kij ma dwa końce?
Więc sam skecz już niszczy cię, posłuchaj jak śpiewasz do szafy Prezesa
Czy Oświadczenie napisał mi mój papuga
Który stwierdził Że puszczasz zwykłe dziennikarskie kaszki
Ja sam mogłem się wrzucić w sieć
o wiele szybciej
Ale jak to się mówi - moja płyta, moje urodziny
Nasza EP-ka - na urodziny Decks'a
Wszystkiego najlepszego Więc
Decks

(Chada)
... Los Takich jak ty z REGUŁY bywa krótki...
... Powinieneś wziąć pod uwage karierę prostytutki ...
... Obrażę cię nie raz, bo na to zasługujesz ...
... Ty kurwo, farmazonie robiony miękkim chujem ...
Dopóki jestem w grze...
Do końca od początku

Dopóki jestem w grze dopóty dobrze jest
Nawet jeśli tekst i bit potępi leszcz
Dopóki zapał mam to w rap gram, to wam dam
Nawet jeśli chłam wypełnia media, znam
Kilka patentów na zburzenie fundamentu
Na strącenie z firmamentu tych kilku śmiesznych pionków
To mój rap dla ziomków, jeszcze żyję, w porządku
Bo hip-hop będzie żył do końca od początku

Wieczór, pracownia, jak co dnia hip-hop żywy
Rap tak prawdziwy, że aż boli, to cię dziwi?
Że nie ma nic na niby, rap muzyka żywa, widzisz?
Każdy róg na osiedlu w klubie, każdy dźwięk słyszysz
Siłę mam, wytrzymam, konsekwencją to nazywam
Ponownie się odzywam, dobrze wiesz nie bez powodu

Nie sprawię ci zawodu, gadka warta zachodu
Bas pierdzi z samochodu gdy przejeżdżam blisko ciebie
Świeży towar klepie, ja opuszczam wolno szyby
Bo ten syf nie jest na niby, robiłbym to nawet gdyby
Nie było z tego grosza, gdyby znieśli mnie na noszach
Gdyby dziś dała mi kosza, odeszła, robiłbym to
Będzie przykro jeśli tego nie docenisz lub przecenisz
Gdy zajrzysz do kieszeni raperowi, cóż to zmieni?
My z rapem znieczuleni na obłudę, pomówienia
W życiu se pozmieniał tak jak chciał więc do widzenia
Chcą mnie oceniać, chcą winić, chcą mnie zmieniać
Wkręcają się w temat lecz nie czują go, ściema
Mówić, że jest dobrze jeśli tego dobra nie ma
Robić w to nie wierząc i pogrążać się w tych bredniach
Na ile mnie wyceniasz mój wydawco? mój fanie?
To prze*****ny temat jak życie prze*****ne
A ja widzę i słyszę więcej niż bym tego pragnął
Gdybym wiedział, że warto oddałbym ten rap za darmo
Wyjeżdżam z petardą z gruntu zły to nieprawdą
Nie bez powodu powtarzam - jestem, gram to
Z SLU gangu świr masz to jak w banku
Że wyjdę z tej opresji praktycznie bez szwanku
I jak Kris o poranku natchniony będę nawijał
W ciężkich czasach dla hip-hop'u to ja przepita szyja

Dopóki jestem w grze dopóty dobrze jest
Nawet jeśli tekst i bit potępi leszcz
Dopóki zapał mam to w rap gram, to wam dam
Nawet jeśli chłam wypełnia media, znam
Kilka patentów na zburzenie fundamentu
Na strącenie z firmamentu tych kilku śmiesznych pionków
To mój rap dla ziomków, jeszcze żyję, w porządku
Bo hip-hop będzie żył do końca od początku

Czym dzisiaj jest ten hip-hop, który rządził
W czasach gdy byliśmy młodzi? kogo dziś to obchodzi?
Mnie oczywiście, dajcie mówić artyście
Wiele widzieliście na scenie, to na liście
Ludzie, wy tam byliście, pamiętacie? oczywiście
Świadkowie ceremonii nazywali mnie mistrzem
Zmieniliśmy stan rzeczy na lepsze jak należy
Byliśmy szczerzy, każdy po dzień dziś nam wierzy
Pora to uleczyć, przestań śmieciu kaleczyć
Nastały ciężkie czasy więc przechodzę do rzeczy
Z kim mam się zmierzyć? *****ony nieudacznik
Ilu takich znasz ty, ilu ja znam? sprawdź ich
Pękają fake ogniwa gdy na bicie wesz prawdziwa
Kilka rund ich przetrzyma wtedy puchną te *****i
*****, rap, używki i w ***** schłodzone drinki
Wyjdź stąd, zostaw, zrezygnuj, jesteś nikim
Masz *****owe wyniki, brak talentu, techniki
I do tego złe nawyki, dziś napluję ci w mordę
A z wartymi tego rapu ludźmi wychlam goudę

Dopóki jestem w grze...
Do końca od początku

Dopóki jestem w grze dopóty dobrze jest
Nawet jeśli tekst i bit potępi leszcz
Dopóki zapał mam to w rap gram, to wam dam
Nawet jeśli chłam wypełnia media, znam
Kilka patentów na zburzenie fundamentu
Na strącenie z firmamentu tych kilku śmiesznych pionków
To mój rap dla ziomków, jeszcze żyję, w porządku
Bo hip-hop będzie żył do końca od początku

Umarł bym za rap jak nawijał Fredro Starr
Znów osuszyłem bar i pizgałem całą noc
Mój rap nie koks, rap jest moją kokainą
Zostanę blisko z rapem tak jak z moją dziewczyną
Bliski memu sercu mój rap
Nasze mordy krzywe nie dla każdego miłe
Mój rap jest dla *****k, ale tylko tych w pończochach
A ty komercyjna *****o wy*****laj stąd, wynocha
Stań se w kącie, szlochaj, dla mnie to radocha
Jak o*****ę tokaj, nagram to po stokroć lepiej
Wraz z wdechem i wydechem możesz se za*****ć ściechę
Zawyjesz jak wyjec niczym [?]
Nowy track jak News Daily usłyszą to w New Delhi
To nie na twoje nerwy, w drzwiach załóż ze dwie Gerdy
Wy*****laj z tego rapu, nie rób obciachu
Nie wyrabiasz się w tym fachu, masz zwykłej *****i status

Dopóki jestem w grze dopóty dobrze jest
Nawet jeśli tekst i bit potępi leszcz
Dopóki zapał mam to w rap gram, to wam dam
Nawet jeśli chłam wypełnia media, znam
Kilka patentów na zburzenie fundamentu
Na strącenie z firmamentu tych kilku śmiesznych pionków
To mój rap dla ziomków, jeszcze żyję, w porządku
Bo hip-hop będzie żył do końca od początku
Dobrze Wiesz...

Dbasz o formę, więc i mi przyszło podrzeć treść
Z miasta przy Odrze gdzieś, czysta forma od Dobrze Wiesz
I problem jest ponad to
Nasz rap każe ci usiąść i szeptać - o rzesz, jak to?
Nie jest zagadką, dla tych którzy myślą szybciej
Że mam wciąż więcej stylu niż jest wody w tej rzecze w Egipcie
Kiedy scena się odwadnia, że aż smutno
My mamy go nadmiar, więc stać nas na rozrzutność
To jest rap z polotem, który wraca sens słowu
Rap z powrotem, dziś to rzadkość toteż
Jeśli szukasz go jesteś pod dobrym adresem
Ten styl
sprawi, że zapomnisz jak brzmi twój PESEL
To ten rap stąd sprawia
Że choć czasem zdarzy się mocno przysadzić
A naszych wątrób nie dotyka marskość
To lekarstwo na ten bełkot teraz
My mamy esperanto większość perspektywy ma esperal
Ostatnio nie bawi mnie nic tak jak pieśni elokwentne
Jak minister rolnictwa, ba
Widzę byle ranking i nie wierzę
Bo poprzeczka osunęła się jak klamki w Belwederze
Możesz
bez kompleksów wpadać na koncerty
Bo matury nie załatwił nam Giertych
I nie idziemy do celu po trupach
Szukasz stylu? my mamy styl, którego szukasz

[x2]
Mamy ten styl, mamy ten funk
Mamy ten szczyt, mamy ten dar
Mamy też chwyt w tym refrenie zaczerpnięty od najlepszych
Jestem Łonson, ja nazywam się Łebsztyk

(Ojcze)
Do wszystkich ojców prowadzących dwa słowa
Tym razem, bo życzę wam dobrze
Ale życzę dobrze mówiąc - Mazel Tov
Nie widzisz - załóż pingle
Bo mamy styl, który chłam wypędzi jak bimber
Szukasz opcji, stylu w stylu king-size bardziej
My w Dobrze Wiesz mamy ten styl w standardzie
By, kiedy ty upijasz się tym co nie jest nawet niezłe
Ten styl pomógł ci wytrzeźwieć
Przemiana wetrze w glebę tych co im chłamu wena tak szepcze
Ten styl zmienia na lepsze
Żyjesz bez kultury, bez sztuki, bez smaku
Zapomnij, ten rap zapędzi cię do filharmonii
Zapewniam, że wiele się przez to pozmienia
Bo będziesz śmigał nucąc dajmy na to f-moll Chopina
I, że nawiążę nieskromnie do Leszka słuszniej teorii
Ten styl odpakuje cię z folii
Policz, liczysz palce, które ci grożą
Licząc na nas możesz liczyć na styl oraz poziom
Bo mamy coś co trzyma by nie zlecieć gdzieś hen
Otóż, słuchasz obywateli III RP

[x2]
Mamy ten styl, mamy ten funk
Mamy ten szczyt, mamy ten dar
Mamy też chwyt w tym refrenie zaczerpnięty od najlepszych
Jestem Łonson, ja nazywam się Łebsztyk
Otwierasz oczy resztki snu topisz w umywalce
Ostatnie dni uciekły ci jak przez palce
Życie to wojna wojna to walka
A w walce dekoncentracja choćby nawet chwilowa
To wróg tak jak strach
Rozumiesz te słowa
I dla ciebie jeden mach jeszcze jeden mach
By od nowa znów odżyła wewnętrzna siła
Automotywacja życiowy napęd
Bezpośrednio związany z rapem
Zatem cała naprzód do ataku do boju
Z tobą twoi ludzie twojego pokroju
Dobrze wiesz że wszystko co cię nie zabije da ci moc i siłę
Więc nie czujesz niepokoju kiedy drwią
I wtedy kiedy słodko śpią
Ty słyszysz w sercu weź długopis i pisz
I wolisz to niż w pierdolonej bezczynności się pogrążać
Hasło roku zawsze robić swoje i do tyłu nigdy się nie oglądać
Czekaj wiem prawdziwe słowa muszą mieć pokrycie
Więc zapełniasz tuszem białe pola w skoroszycie
By o świecie ponownie wejść w podziemie
Udoskonalić jeszcze bardziej styl i brzmienie
Oni jutro będę mieli to na walkmanie
A po jutrze zobacz znów cię na scenie
Wiesz czemu
Bo automotywacja cię nakręca
Sen z oczu spędza zdrowia nie oszczędza
Więc chwytaj za mikrofon i zabijaj ciszę
I usłysz to brat bo ja już to słyszę

REF. x2
Elo Pelson (elo Pelson)
Weź w miejscu nie stój (weź w miejscu nie stój)
Zejdź do podziemia (zejdź do podziemia)
Myśli zarejestruj (myśli zarejestruj)
Ciężko pracuj (ciężko pracuj)
Aby styl mieć swój (aby styl mieć swój)
Wkrótce powiesz (wkrótce powiesz)
Elo brat weź to stestuj (elo brat weź to stestuj)

Masz styl odwagę i ambicje
Więc zaprezentuj tak żeby cała Polska to słyszała
Pokaż wszystkim że twoja automotywacja działa
Za prawdziwość pokój ci i chwała
Przecież w głębi duszy czujesz że rapu esencją
Jest przekaz podparty zawsze szczerą intencją
I dążenie do celu z żelazną konsekwencją
Zaciskasz pięści bo wierzysz w te zasady
Dlatego regularnie napierdalasz w pady
Lub słowami w sonarze karmisz wolne ślady
Jesteś Pelson z małej chmury wielki grad
Rap twój świat rap twój tlen tak od lat dzień za dniem
Wszystko wokół płynie w tempie 9 5 BPM
Produkcja jak spełniony sen
Nie poddawaj się łatwo jesteś w żywiole
Kiedy chcą cię zdradzić mów ja to pierdole
Mów gdy upadnę wstanę jak to się stało przemyślę i w eter to wyśle
Z miasta gdzie rap płynie z prądem w Wiśle
Z miasta co na co dzień daje ci natchnienie
Byś mógł prezentować swoje czyste tchnienie
Cały czas powtórzmy jeszcze raz automotywacja
Dwa to ciężka praca
Trzy satysfakcja
Racja jak to że środowisko też cię motywuje
Zobacz ilu dzieciaków zamiast (ciii) rapuje
Jak bardzo rap scena w Polsce jest rozwinięta
Teraz puenta: piękne serce i twoja dusza będzie tym pochłonięta
Lecz nigdy nie oddana bez reszty
Jak to zrobić
Sam najlepiej wiesz ty
Ja kończę rozgrywkę
Aha jeszcze post scriptum
W refrenie zamiast mojej
Wstaw swoją ksywkę
Elo

REF. x2
Elo elo (elo elo)
Weź w miejscu nie stój (weź w miejscu nie stój)
Zejdź do podziemia (zejdź do podziemia)
Myśli zarejestruj (myśli zarejestruj)
Ciężko pracuj (ciężko pracuj)
Aby styl mieć swój (aby styl mieć swój)
Wkrótce powiesz (wkrótce powiesz)
Elo brat weź to stestuj (elo brat weź to stestuj)
VNM
Oni chcą religii, dam ją tym zimnym sercom
Nie wierzysz we mnie? Kurwa jesteś innowiercą
Kto wielki się wozi, ubóstwiaj tego
Skurwysynu wiesz, że mam wielki wóz jak niebo.
Masz wolną chatę, panna z tobą tam siedzi
Wpadam tam ona mówi mi zwrotę weź przewiń
Nawijam i wychodzę i ziomek mnie nie wiń
Że kurwa zostałeś sam w domu jak Kevin.
Nie umiesz ściemniać tu po wódce, bez kitu
Ja mam Blefa, jak bym miał połówkę Flexxipu
Na dzielni u mnie stoją codziennie głowy
U ciebie na dzielni stoi tylko dzielnicowy.
Robisz zdjęcia na swój album, baunsuj więc
Ja termometrom w studio daje na mic'u rtęć
Twój album nie wyszedł, a masz slajdów z pięć
Ja mam album, ty masz tylko album zdjęć.
A śmiejesz się twórco wielki, śmiej się dalej
Te flow zrobi ci kurwa uśmiech Chelsea
Robisz solo? Może sprawdzę to, nie wiem
Ale weź ziomków, nie chce mi się śmiać tylko z ciebie.

W.E.N.A
Nigdy kurwa, nigdy nigdy kurwa
Nigdy kurwa, nigdy nigdy kurwa
Nigdy kurwa, nigdy nigdy kurwa
Nigdy nigdy kurwa, nigdy nigdy

Wpierdalam się do studia, znów muszę coś nawinąć
Chcesz mieć ze mną beef? Kurwa przyjedź do mnie na Marymont
Ty nigdy się nie ruszysz, jestem tego pewny
Bo fałszywi gracze nie opuszczają swoich osiedli.
Stój na swoim miejscu, bez szaleństw
Rapowałem kiedy Islam robił panele z Al Kaiem
Bez zarzutu jak usłyszysz mnie salutuj
Jestem jak nowa kolekcja Diil - nie dla lamusów.
(Napierdalam) na klasykach i na ciężkich mainstreamach
Masz problem? Na siłę wpierdolę ci swój klimat
Nie karzę ci mnie lubić, bierz swoich ludzi
Sam nie dasz mi rady, choć nie jestem kurwa duży.
Twój rap się kurwa zużył, na chuj bity brudzisz?
Kreujesz wizerunek mój jeden wers go zburzy
Skończ pierdolić ten flow cie przeszkoli
I stań przede mną napierdolę cie jak rum bez coli.
Skurwysynu

Ref.
Nie chcesz ze mną beefu
Schyl głowę kiedy wchodzę na mic, ta
Nie chcesz ze mną beefu
Spytaj ziomka on ci powie na bank, że ty
Nie chcesz ze mną beefu
Kto punchem gra? Kto power tu ma?
Nie chcesz ze mną beefu
V N M! W.E.N.A!

VNM
Czekasz przed beefem i sapiesz pot, w japę ci wsiąka
Biegnij chuju, ja i tak cie złapie jak kolka
Chcesz przyjść na mój pogrzeb? Durniu dobra
Przyjdź na niego, ja wyskoczę z trumny jak Jordan.
Chce ze mną wojny na trackach sukinsyn
Będzie ją miał, powie PiS (peace) jak bracia Kaczyńscy
Kurz oblazł już twoich kartek arkusz
Ja mam fanów, twój fan to antykwariusz.
Twój album jest świeży? chyba tylko cena
Na twój świeży album czeka tylko hiena
Mój album (aaahh) i za niską cenę,
Za to jest fresh jak Prince of Bel-Air
Te flow zabije twoją niunie, wyczaj ceny
I zamiast róż idź do kwiaciarni po chryzantemy
Robię Wietnam, nie mówię slangiem ściem
Polska to Pl, rozwiń sobie VNM.

W.E.N.A
Twoją sztuczność wyczuwam na odległość
Nie robisz niczego o czym mówisz (Ty) co da ci konflikt ze mną
Kładę równo, nie chcesz żebym się na ciebie naprawdę uwziął
Daj mnie na rewir to ci spalę studio.
Twoi ludzie o mnie stale mówią
Zostaniesz sam, oni z moim głosem dalej pójdą
Chyba o mnie nie zapomniałeś kurwo
Ale nie pamiętasz, że rap sprawiał ci trudność.
Ze mną sobie nie poradzisz
Eksplodujesz jak tylko eksponuje twoje wady
Wu do E wredny skurwiel, słów pełnych kurwek
Chcesz mieć ze mną beef? jesteś pewny? Chuj wiesz!

Ref.
Nie chcesz ze mną beefu
Schyl głowę kiedy wchodzę na mic
Nie chcesz ze mną beefu
Spytaj ziomka on ci powie na bank, że ty
Nie chcesz ze mną beefu
Kto punchem gra? Kto power tu ma?
Nie chcesz ze mną beefu
V N M! W.E.N.A!

Wu do E człowieku, VNM forteca studio
Nie chcesz skurwysynu kurwa nie chcesz beefu ze mną
nawet nie podchodź do nas
I z VNM tez nie chcesz beefu

Nigdy kurwa, nigdy nigdy kurwa
Nigdy kurwa, nigdy nigdy kurwa
Nigdy kurwa, nigdy nigdy kurwa(skurwysynu)
Nigdy nigdy kurwa, nigdy nigdy
Nigdy kurwa, nigdy nigdy kurwa(skurwysynu)
Nie rób sobie jazdy, my nie jesteśmy gwiazdy
Jestem zwykły jak każdy, korzystając z wyobraźni
Pokazuję Ci obrazy, które namaluje życie
Ksiązki które pisze, Ty je czytasz, chłoniesz, słyszysz
Zachwyt coś tam jeszcze bo to Peja idzie z Deckiem
Zaszczycamy obecnością grając koncert w Twoim mieście
Człowiek skończ z tą jazdą, jesteśmy tu bo chcemy
Misja do spełnienia, swoje zagrać, zarobić
Jak mnie widzą tak mnie piszą, z kim się stałem tym się stałem
Robię nadal to co chciałem, wiele w życiu żałowałem
Pamiętam Pe jak dzisiaj, słodycz w drugim obiegu
Biedy to szczegół, projekt w drodze człowieku
Bez względu na pozycję, położenie kotó
Nie bez kłopotów, rap nie rozmowy w topu
Rap mnie uzależnił, skurwysyny są w szoku
Pojechałem po elitach a pies piszę protokół
Jak najdalej od wyroku, najdalej od kłopotów
Jak najdalej od sprzeczności i nie przypadkowych lotów
A zawistne chujki przyszli szumieć pod sceną
Rychu plus brygada wszystkich Fejków wylenią
Te suki co seplenią, nie chcę takich suportów
Unikam zarazy, koneser wytrawnego sportu
Nie judo jak się udo tylko judo mistrzów dziwko
Chcę takiego podkładu jaki Daiszkit mieli z Windią
Nie wiesz ocb no to jesteś zwykła pindą
Która chciała by się dostać na moje piętro windą
Konsternacja ej zobacz gdy w hotelu mija doba
Czas do dalszej drogi, na koncercik się gotować
Wstać się ogarnąć, wszystkie graty zapakować
Zjeść śniadanie, zatankować, dobry kurs na trasie obrać
Drżyjcie nadchodzimy radze w chatach się pochować
Znienawidź jeszcze bardziej albo zacznij nas szanować

Oni boją się nas bo wrzeszczcie nadszedł nas czas
Oni boją się nas bo wrzeszczcie nadszedł nas czas
Oni boją się nas bo wrzeszczcie nadszedł nas czas
Oni boją się nas, oni boją się nas
Oni boją się nas bo wrzeszczcie nadszedł nas czas
Oni boją się nas bo wrzeszczcie nadszedł nas czas
Oni boją się nas bo wrzeszczcie nadszedł nas czas

Ja wiedziałem, że tak będzie oni znienawidzą nas
Dały się we znaki hip hopowe media
Komentarze, recenzje, ploteczki tragedia
Wkurwiała nagroda jedna, nasza płyta pominięta
Bo wydana rok wcześniej, za to brak nominacji
Ślizgasz się po gównie dobrze wiesz, że nie masz racji
Rok wcześniej 01 też nie było nominacji
Bez prowokacji, to kiedy wyszedł nasz legal
Nie pomaga nam w zwycięstwie redakcjyjny kolega
Nie przeszło wam przez gardło, że to była dobra płyta
Która w opinii ludzi na szacunek zasłużyła
Pierdolony jeden z drugim prawdziwy hip hop kryta
Zrobisz wiele żeby prawda pozostała ukryta
Lecz w temacie nic nie zdziałasz, zdychaj to mój hałas
Z platynowym magazynkiem dla SLU pochwała
I nie mała jak liczba ludzi na naszych koncertach
Nie liczymy na fart, wiesz gdzie Achillesa pięta
Chciałbyś to wiedzieć teraz Rychu cię jedzie
Nie mam słabych punktów, za to mam zdrowe podejście
Skup się na tym tekście jak obrona zrób mi przejście
I przestań udawać głupku kogoś kim nie jesteś

Oni boją się nas bo wrzeszczcie nadszedł nas czas
Oni boją się nas bo wrzeszczcie nadszedł nas czas
Oni boją się nas bo wrzeszczcie nadszedł nas czas
Oni boją się nas, oni boją się nas
Oni boją się nas bo wrzeszczcie nadszedł nas czas
Oni boją się nas bo wrzeszczcie nadszedł nas czas
Oni boją się nas bo wrzeszczcie nadszedł nas czas

Ja wiedziałem, że tak będzie oni znienawidzą nas
Mówię o tym jaki jestem a nie jakim chciałbym być
Pod chuj dzieciaków nie biorę, na uliczny pic
Wody nie leję w tekstach, nie znam wiele przypowieści
Może opowiesz mi życiową bajeczkę lub wierszyk
Znowu to samo, o tym samym w ten sam sposób
Jarą się tym syfem mniej niż 10 osób
Poważne tematy, które stały się banałem
Raper ciężkie życie ma, raper musi mieć przesrane
Jeśli w tym się wychowałeś coś przeżyłeś to porządku
Ja jestem jednym z takich od reguły wyjątków
Afera za aferą, hołd zgrzanym komputerom
Wielbionym modemom, mówcie, piszczcie, krzyczcie hello!
Strefa Poznań nie Afryka jak kontakty Albana
Czy udzielisz mi dziś radę na temat przetrwania
Może dam se sam rade kiedy liznę ciut hardcoru
Polska fabryka małp, tu hardcoru do oporu
Szanuję tylko tych co nie mieli wyboru
Tylko tych kurwa co nie mieli wyboru
A śmieję się z mentorów i ulicznych filozofów
Którzy sami nie potrafią pozbyć się własnych kłopotów
Sami nie potrafią pozbyć się własnych kłopotów…
Skurwysyni jestem gotów

Oni boją się nas bo wrzeszczcie nadszedł nas czas
Oni boją się nas bo wrzeszczcie nadszedł nas czas
Oni boją się nas bo wrzeszczcie nadszedł nas czas
Oni boją się nas, oni boją się nas
Oni boją się nas bo wrzeszczcie nadszedł nas czas
Oni boją się nas bo wrzeszczcie nadszedł nas czas
Oni boją się nas bo wrzeszczcie nadszedł nas czas
Był zwykły szary dzień zwykłych szarych podwórek
diler mieszał kokainę z pyłem z jarzeniówek
a on punkt 12 obudziły go kościelne dzwony w centrum miasta
lekko przymulony wstał, założył zegarek na lewą rękę
ciętak, bo dzisiaj wszystko jest cięte
Rulex za stówę niby Rolex za 4600
poszedł do kuchni, włączył elektryczny czajnik
kawa, prysznic, parówki, rogalik
usiadł na kanapie odpalając pilota
FashionTV piękne dupy, idealne na brzydkie dni na 100 mieszkańców
tak jak on 80 na kablówkę ze ściemy
na lewo, więc to nie jest ściemą
żeby zadzwonić on musiał nabić popa
dobrze że taniej wydruki z bankomatu sprzedał mu chłopak
umówił się na wieczór że pójdą na koncert
dobrze, łyknął kultury, dobrze
pa, wstał ubrał jeansy Bossa
te co mu pogonił typ w żelowanych włosach
nie wiem co to za Boss, z pewnością nie Hugo
o jego polo też by można mówić długo
wziął kluczyki od Golfa i spryskał się na wyjście
Armani z allegro, podrabiane oczywiście
podjechał na stację coś tam zatankował
wodę, rzepak, mocz, a może opał
co, tego nie wie nawet komisja śledcza
potem podjechał po mąkę do dilerka
zero trójka mieniła się w świetle
pachniała tynkiem i z grubsza była na receptę
jak by było mało to bez ogródek
w dwójaka chłopak wydał mu lipną stówę
za którą później kupił robioną wódę
pięknie, kurwa, pięknie PKP wszystko cięte
zwykły dzień szarych podwórek
warto dodać że stuningował sobie furę
opolskie klocki i nakładkę na rurę
w sprzęcie WWO zgrane z mp3-ójek
chłopak chciałby dobrze ale się nie odnajduje
odwiedził koleżkę na PlayStacje przy blantach i wódeczce
dobre gierki na piratach
co więcej ciut podjechał pod klub
a biletów w kasie już zero
więc kupił na zewnątrz od typa dobre ksero
Wszedł, poszedł do baru głośno jak skurwysyn
zadzwonił do niej ale nic nie słyszy
są w środku oboje, lecz nie mogą się znaleźć
zamówił w tym czasie rozcieńczany browarek
z którym nie chcieli wpuścić go na główną salę
i tak stoi i niby wszystko jest ok,
ale nie jest wcale, ta cięta rzeczywistość nie jest realem
to pseudo świat pełen niby zalet

Dookoła wszystko podrabiane
namiastka prawdy, imitacje same
spójrz teraz na nas na koncercie
nas nigdy nie podrobią, WWO będzie sobą
nie starczy hologramów by stwierdzić autentyczność
certyfikat nam wystawia publiczność
to nie jebany show sobowtórów
prawdziwi, orginalni, my do bólu

Zwykły szary dzień, zwykłych szarych podwórek
jeden z drugim na ubezpieczenie zdzwonowali furę

dobra, dobra, dobra, dobra, nie chce mi się już tego więcej słuchać
gdzie moje freedom of speech gdy psy pukają do drzwi
wolność słowa to mit, ten kraj schodzi na psy
gdy władza jest słaba obywateli się obawia
antykomor.pl - ABW wpada szósta z rana
wkurwienie rzeźbi twarze, marsowe miny Słowian
władza rąk nie brudzi w dyskontach typu Biedronka
budynek sejmu, wygląda jak cyrkowy namiot
to by się zgadzało, ul. Wiejska dobrą nazwą
po upadku Lehman Brothers, szalejącym franku
już lepiej nie mów że coś pewne jak w banku
jedyne prawo jakie znam - prawo Murphy'ego
marsz konopi nie zwróci wolności ludziom pod celą
Palikot farbowany lis, nie piję jego wódki
pali jointy na pokaz, tym sobie młodych kupi
stara nomenklatura tnie w chuja w poselskich biurach
pałami bili mi dziadka, jaka z nich lewica kurwa

chciałbym ruszyć w Bieszczady - śladami KSU
zostawić autostrady i rzucić wszystko w pizdu
radio, telewizja, gazety i Internet
zostawić to - bo to tylko same brednie x2

tu podobno nie ma tabu, a rap to wolność
raperzy ciągle patrzą, co wolno, co nie wolno
od niedawna, Nowak i debil to synonimy
dwie prokuratury słuchały mojej muzyki
Internet straszy ACTA fakt plaga piractwa
decydują ci których komputer czarna magia
ich głupawe mordy - oprószone siwizną
znając życie to coś w tej ustawie zjebią
czemu nie ma nas w radiach? (czemu?) Mes to wyjaśnił
możemy wypłacić najwyżej liścia szefom stacji
nie chcę słuchać już że Wyborcza jest żydowska
"jebać ITI" krzyczy cała Łazienkowska
Radio ZET to kpina z polskiego rocka
Świat Według Kiepskich dobrze opisuje Polsat
do domu wrócimy w piecu napalimy nakarmimy psa
tyle warte są te media

chciałbym ruszyć w Bieszczady - śladami KSU
zostawić autostrady i rzucić wszystko w pizdu
radio, telewizja, gazety i Internet
zostawić to, bo to tylko same brednie x2
Kim jesteśmy? Jest nas kilku,
Mudżahedini dźwięku, masz przed sobą fanatyków.
Wielu z nas myśli w chwilach, gdy majka trzymamy,
O tym, że wygraliśmy, że mamy raj pod stopami,
Że to kres marzeń, spełnienie snów, że to
W walce o plan na życie zwycięstwo.
Jak nieśmiertelni wieszcze oślepia nas śłonce,
Kochamy swoje wiersze, zapominając czym jest progres.
Mówimy sobie, że jesteśmy królami życia,
Bo mamy więcej niż inni i trochę częściej nas słychać.
Przed zwykłym krokiem z dni wcześniejszych
Ucieczka do tych magicznych paru chwil ze sceny.
Za kulisami jednak stajemy twarzą w twarz z problemami,
Z setką tych, co mają nas za nic.
Nie licząc się z kosztami, chcą ukraść nasz talent
Wilki z zębami, co chcą mieć nad poezją władzę.
Rap daje nam spełnienie, często jest dla nas wszystkim,
Daje nam szczęście, ale też często nas niszczy.

Tak dawno temu chciałem się zająć tylko słowem,
Teraz z rekinami biznesu muszę walczyć o swoje.
To jest bez zasad bagno, uwikłany w nie w życiu,
A ja przecież piszę tylko teksty do beatu.

Raz... nie było mnie tu dwa lata, spytasz, jak to,
Proste, bo pierdolę ten biznes jak Big i Bagshot,
Lecz kocham tą muzykę, bo tak naprawdę
Niewiele rzeczy jest piękniejszych niż te pięć minut z majkiem,
Słysząc na słuchawkach równo bijące werble,
Oddając serce, gdy zamieniam tusz na poezję.
Łapię powietrze, myśl, ilu tu jeszcze zostało,
Czy wszystko przepadło i pop towarem się stało.
Mówiłem chwilę temu, rap to wyzwolenie,
Muzyka daje mi spokój, biznes wkurwienie,
Bo zobacz, my chcemy w życiu grać muzykę tylko,
A oni chcą zrobić to plastikiem pod przykrywką dobrych intencji,
Kultury dla mas, a przecież dla nas to całe życie,
A dla was szczeniacki hałas.
Wracam odnaleźć te uczucia, które zniknęły,
Muzykę, którą przysłoniły ciemne interesy.
Szybki hajs na boku, to wciąga mnie jak opium.
Stanę tu na scenie jak sportowiec na podium
Z zapalonym zniczem, a biznes spłonie w tym ogniu.
Nagram swój rap, odejdę żyć w spokoju
Do mojego świata dźwięków, S33 Laboratorium.

Tak dawno temu chciałem się zająć tylko słowem,
Teraz z rekinami biznesu muszę walczyć o swoje.
To jest bez zasad bagno, uwikłany w nie w życiu,
A ja piszę przecież tylko teksty do beatu.
Imprezowa, lubi jazz, zgrabna dama, domatorka,
Zwariowana nimfomanka, uczuciowa, miła w lokach,
Górska podróżniczka, przyjaciółka, humanistka,
Subtelna, poliglotka, ładna, ruda, dziwna w szpilkach,
Punktualna, lubi zjeść, mądra i zadbana fanka,
Fajna blondi, niepaląca, porządna, elegancka,
Odważna, błyskotliwa, ciemnooka, romantyczka,
Kobieca, pewna siebie, lekkomyślna, artystka,
Normalna, dumna kotka, fanka kina, bez pruderia,
Pełne usta, przebojowa, atrakcyjna, niezbyt święta,
Waleczna, nazbyt spięta, rozsądna, hostessa,
Wrażliwa, uzdolniona, sympatyczna, biega w dresach,
Zachłanna, próżna, bystra, hetera, trzyma dystans,
Z tytułem naukowym, opalona, egzotyczna,
Egocentryczna, zazdrosna, piękna, bliska...
Mojego ideału, który znaleźć pora przyszła.

Ile masz cech, ile imion masz,
Tego nie wiem...
Mam nadzieję, że znajdę Cię
Niedaleko tam i uwierzę
I uwierzę bezgranicznie w nas,
Że już Ciebie mam
Bezgranicznie tak...

Duże oczy, wygadana, ciepła bardzo, pierwsza klasa,
Naturalna, bez nałogów, grzeczne dziewczę do szampana,
Nienaganna rówieśniczka, histeryczka, lubi freestyle,
Nie anorektyczka, Słodka, śliska, optymistka,
Wysoka, wierna, czysta, zmysłowa, sportsmenka,
Seksowna tenisistka, smukła, śliczna, tańczy breaka,
Po studiach, z przeszłością, amatorka mocnych wrażeń,
Bardzo skromna, spontaniczna, lubi znać kolejność zdarzeń,
Koniecznie napalona, desperatka, ale letnia,
Bezdzietna, intrygantka i to niekoniecznie biedna,
Lalka barbie, z telefonem, po rozwodzie, sekretarka,
Miłośniczka sztuki, amatorka picia w parkach,
Niegrzeczna, po trzydziestce, striptizerka w klubie gogo,
Lolitka, sama z dzieckiem, uśmiechnięta, z miną błogą,
Bizneswoman, lady fitness, fanka hardcorowych imprez,
Poszukując ideału ja przebrnąłem przez nie wszystkie...

Ile masz cech, ile imion masz,
Tego nie wiem...
Mam nadzieję, że znajdę Cię
Niedaleko tam i uwierzę
I uwierzę bezgranicznie w nas,
Że już Ciebie mam
Bezgranicznie tak...
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo