Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Aha, dokładnie tak, yoo
2011, B.R.O, no i ona w roli głównej
Sprawdź to, posłuchaj, ej.

Ja znam ją parę lat, jest mi bliska
ona też mnie zna i nie tylko z imienia i nazwiska
moja ksywka to dla niej moje imię
bo sama chciała, żebym grał pod takim pseudonimem
przełykam ślinę, opowiem Wam o niej
zawsze najlepiej czuła się na betonie
nie jedne dłonie zapisały na stronie,
że wróżą jej koniec, ale ona wciąż płonie
Żyła wśród bloków, tam też dorosła
Ludzie pokochali ją, więc musiała zostać
Woli air-maxy niż obcas medium
Jest obca, ma klasę, choć dla wielu to obciach
Z małego chłopca zrobiła mężczyznę,
jestem jej wdzięczny, choć dzisiaj mam bliznę
Wielu robi na niej biznes, idąc na łatwiznę
sobowtór na jej podobiznę

She plays the street life
Because there's no place she can go
Street life
It's the only life she knows
Street life
And there's a thousand cards to play
Street life
Until you play your life away

Wielu chciało zrobić z niej plastikową lalkę
wymalować usta, ubrać w znaną markę
ale ona woli kartkę, mikrofon i marker
to jest dla niej nierozłączny item
Przypuszczali, że sprzeda się już całkiem
bo hajs rządzi światem, ona by rządziła hajsem
swoją szansę olała, to pewne
nie rządzi show biznesem, ale rządzi osiedlem
ja nie odszedłem, tak samo jak ona
mam cel i nadzieję, że resztę pokonam
chcesz prawdy na dłoniach? Ja prawdę mam w skroniach
bo z głowy piszę pancze i konasz
show biznes chciał nową marionetkę,
bo trzeba kosić sos, a pop powoli więdnie
po śmierci króla, jak dla mnie zamula
więc teraz tanio nakręca się koniunktura.

She plays the street life
Because there's no place she can go
Street life
It's the only life she knows
Street life
And there's a thousand cards to play
Street life
Until you play your life away

Ktoś ją niszczy, ktoś ją potępia
ale ona zawsze trafia do serca
jest szczera, słychać to w wersach
ja jej zaufałem, choć raczej marna z niej pensja
Gdzie jej sukienka? Zostawiła w domu
bo woli szary dres, kiedy wychodzi do ziomów
nie ma adresu, ani telefonu
żyje na ulicach i nie oczekuje tronu
bez farmazonów, ma klasę i styl
czasem zgarnia kasę, czasem nie zgarnia nic
ale najwidoczniej już tak musi być
bo ma honor, który jest ważniejszy niż kwit
gdzie jest hit na vivie? Polski rap hit w mediach
to już chyba nie jest możliwe
ona ma to gdzieś, bo to co prawdziwe to
liczba wejść na portalach, sam wybierz.
Ref.
Chcesz ze mnie kpić?
Nie poczułem nic, daj bis
Nie powiedziałeś tego w ryj
To nie powiedziałeś nic (x4)

Mam dość patrzenia
Jak zazdrość cię zżera
Unikasz spojrzenia twarz w twarz
Masz aż za dużo do powiedzenia (uważaj)
Nie obrażaj więcej
Nie obrzucaj mięsem
Jak skoczy napięcie
Gdy spotkamy się w mieście
Albo na koncercie
Patrz mi na ręce
Bo za siebie nie ręczę
Nie jestem żadnym emcem, Niemcem
Mów mi Hans Franc Frencel
Odłóż mikrofon i nie mów nic więcej
Zaciśnij pięści
To pride Dębicki
A w konsekwencji
Wyniesiesz z lekcji
Jak nie splamić honoru
Jak nie sprawić zawodu
Jak coś zrobić dla zasady
Jak poświęcić się dla sprawy
U mnie zawsze dumnie
Choćby w trumnie – DĘBIEC!
Siła w żyłach pływa
Wygrywam i przegrywam
To proste
Gorzki posmak troski z Polski
Zmień we wnioski
I nagraj to potem
Raporty rap o tym
Muzyka co dzień i przed snem
Niezbędna jak tlen
Nie palę aż zgasnę, jasne?
Słucham aż zasnę
Na słowa nie walczę właśnie
Znasz mnie
Patrz się w inną mańkę
Pchasz się? Skończ tą bujankę
Masz mnie błaźnie
Za kozaka na taśmie
Sprawdź mnie, gdy klasnę
Ty zgaśniesz, właśnie tak!
Przemyśl to
Masz czas by dojrzeć
Wróć by spojrzeć
Stań twarzą w twarz
I pokaż co masz!
Pokaż co masz...

Ref.
Chcesz ze mnie kpić?
Nie poczułem nic, daj bis
Nie powiedziałeś tego w ryj
To nie powiedziałeś nic (x4)

Słowa co was sprowadzą na ziemię
Mowa co wam zmieni spojrzenie
Co masz to mów
Ja nie cofam słów
Wierzę w to co mówię
Uwierz, mówię z przekonaniem
Zaangażowanie daję w to nagranie
Mocny tekst to lek na otrzeźwianie
Młodych Polaków
Na życiowym kacu
Pracuj lepiej nad sobą
Ratuj by się nie staczać
Bo tu praca nie popłaca
Jak sam nie wymacasz
To wracasz z niczym
Leżysz i kwiczysz
W tej dziczy na dzielnicy
Farciarz, bo mam
Dość wsparcia, dość żarcia
Innym na starcie
Nie starcza na starcia
Z kolejami życia
Na torach tych czasów
By bez nowych adidasów dać radę
Nadążyć za biegiem wydarzeń
Ja mam perspektywy
Ich się trzymam kurczowo
Też je masz, więc rusz głową
I zrób coś z sobą
Myśl przyszłościowo
By się śmiać w twarz wrogom
By stać twardo na ziemi
Jedną i drugą nogą
By móc pomóc
Wszystkim bliskim co nie mogą
Na państwowym garnuszku
Nie jest kolorowo (nie jest kolorowo)
Trzy i pół stówy zasiłku
Osiem stów pensja
Recesja jest jak presja
Stres bo nie stać cię by przetrwać
Płacz, trudności, przejścia
Z miejsca rodzi się agresja
Nie jest tak?
Trudno przestać o tym gadać
Sprawa jest jak zaraza
W konfrontacji trzeba się narażać
Nie uciekniesz, nie unikniesz
Możesz to odwlec na swą niekorzyść
By potem polec i dać się dobić
Nie wygram nie podejmując rękawic
Co nie może zabić to wzmocni
Baczność! Przemyśl! Spocznij!

Ref.
Chcesz ze mnie kpić?
Nie poczułem nic, daj bis
Nie powiedziałeś tego w ryj
To nie powiedziałeś nic (x4)
Wznieś ręce i powiedz, że już nie chcesz
wojen, kłamstwa, polityki wrednej
codzienności, która nas znieczula
Zmieńmy to, biorąc świat w nasze ręce

Wznieś ręce i powiedz, że już nie chcesz
wojen, kłamstwa, polityki wrednej
codzienności, która nas znieczula
Zmieńmy to, biorąc świat w nasze ręce

Nie widziałeś, nie chciałeś widzieć
tych przypadków, losów, tych ludzi wszystkich
tych, co szukają szczęścia
co widzą niebo w pojedynczej kromce chleba
tych, którzy patrzą, bo ktoś im dał coś
i tych, którzy płaczą, bo świat im zabrał coś
Niby, te same łzy, ale powód inny
Ignorujesz te powody, mówisz - jestem inny
Widzę rzeszę ludzi, którzy mogliby zabić
za zwykłe płótno, radiową falę
Ten ich świat wypełniony niby miłością
a między nami granice rosną
Nie zmieni się to dopóki nie otworzysz
horyzontów serca - po prostu twoich oczu
Wbrew pozorom, władze mamy nad wszystkim
tylko musimy zmienić się przede wszystkim

Wznieś ręce i powiedz, że już nie chcesz
wojen, kłamstwa, polityki wrednej
codzienności, która nas znieczula
Zmieńmy to, biorąc świat w nasze ręce

Wznieś ręce i powiedz, że już nie chcesz
wojen, kłamstwa, polityki wrednej
codzienności, która nas znieczula
Zmieńmy to, biorąc świat w nasze ręce

To co w TV i to co w radiu
wydarzenia szare, światu brakuje ładu
brakuje paru ludzi, którzy pokażą drogę
brakuje nam wszystkim taktu, by nie ranić innych
a dodać sobie odwagi, rozwagi i trochę więcej magii
by czarować dobrem, tych, którzy mają nas za nic
tych, którzy dobro chcą w nas zabić
Receptory w mózgu odbierają sygnał
że wystarczy podać rękę i dobro wyrwać
z twoich oczu, serca i duszy
To co zbudujemy nie pozwolę zburzyć

Wznieś ręce i powiedz, że już nie chcesz
wojen, kłamstwa, polityki wrednej
codzienności, która nas znieczula
Zmieńmy to, biorąc świat w nasze ręce [x4]
Żyjemy tą jedną prawdą w ciąż
Każde miasto, dzielnica i każdy blok
To ten przekaz co rozświetla mrok
Żyjemy tą jedną prawdą w ciąż

[Tadek]
Powiedz mi ziomeczku co u ciebie słychać
Powiedz mi czemu stare kurwy nie chcą zdychać
Na głowie problemy, ciężko aż oddychać
Do każdej szansy w tłumie trzeba się przepychać
Bo wszyscy tutaj być bogaci pragną
Wszyscy tutaj grubo hajsu łakną
Pilnuj się bo cię wnet okradną
Pilnuj się człowieku bo cię zaraz szybko znajdą
JP propaganda przeciwko kurwom
Przeciwko pełnym zjebanym głosów urnom
Przeciw pseudo wolności, pseudo demokracji
Przeciw podróbom rzeczy o które walczyli Polacy
Patrze jak na farmazonie pchną się frajery
Patrze jak z małolatów robią się gangstery
Jeden drugiemu na trzeciego opowiada
Nieraz jeden niepotrzebny z interesu wypada
Przychodzą i odchodzą przyjaciele ich zawodzą
Najczęściej jednak widzę jak sami sobie szkodzą
Patrze jak zasady przestają być tu ważne
Szmal pobudza frajerstwu wyobraźnie
Narkotyki i wóda rozwalają ludziom jaźnie
Jak nie dajesz zarobić kończą się przyjaźnie
Więc bądź elegancki ale nie za bardzo ufny
Za tych co nie mogą rap modlitwę złóżmy

[Refren]
Żyjemy tą jedną prawdą w ciąż
Każde miasto, dzielnica i każdy blok
To ten przekaz co rozświetla mrok
Żyjemy tą jedną prawdą w ciąż

[Bosski Roman]
Szacunek za szacunek a śmierć za kurewstwo
Gdyby było tak naprawdę to trup by tu padał gęsto
Wielu daje wiarę mitom bez weryfikacje prawdy
Takich osób, śmiesznych osób dla mnie poziom zabawny
Jedna prawda życie jedno więc pozyskaj z niego sedno
Fałszywe mordy pode mną tuszowały swe kurewstwo
Lecz prawda jest tylko jedna i prawda jest właśnie taka
JP jestem porządny styl to dobrego chłopaka
Mało kurw jedna prawda i do bólu gadka szczera
My wierzymy w te wartości które Obi Wan nieraz
Ten szacunek i lojalność honor oraz klasa
Wielu się pod to podpina lecz fałszywych ról tu masa
Mało kurw jedna prawda i do bólu gadka szczera
My wierzymy w te wartości które Obi Wan nieraz
Ten szacunek i lojalność honor oraz klasa
Wielu się pod to podpina lecz fałszywych ról tu masa

[Refren]
Żyjemy tą jedną prawdą w ciąż
Każde miasto, dzielnica i każdy blok
To ten przekaz co rozświetla mrok
Żyjemy tą jedną prawdą w ciąż

[Kali]
Żyję według zasad zdobytych na ulicy
A ty łamiesz te zasady i pierdolisz o niczym
Stos przyczyn aby za marny wyczyn
Dobór do alei zła i płonących zniczy
Jedna miłość jeden Bóg jedno życie jeden buch
Jedna prawda w wersach zapisana
Jedna pięść jeden ból jeden chłam jeden gruch
Dla wersów tłustych od zakłamania
Ci co nie rozumieją sieją ferment
Rycerze forum pasowani berłem
Tutaj doszedłem, nie na farmazonie
Niezmienny styl nie z myślą o żetonie
Byłem wierny puki ogień płonie
Przekaz płynie na mikrofonie od nas prawdziwe słowa
Puki Polska nie zginęła
Tu dla was naprawdę Firma z Krakowa

[Refren]
Żyjemy tą jedną prawdą w ciąż
Każde miasto, dzielnica i każdy blok
To ten przekaz co rozświetla mrok
Żyjemy tą jedną prawdą w ciąż
Żyjemy tą jedną prawdą w ciąż
Każde miasto, dzielnica i każdy blok
To ten przekaz co rozświetla mrok
Żyjemy tą jedną prawdą w ciąż
Chyba odpuszcze sobie dzisiaj lacoste,
Wrzucam na noge czarne pumy nad koctke.
Chce odo tiuke i nówki sztuki,
Chcesz je zobaczyc? Zrób mi buki.
W strefie zostane bo już raczej blisko
Chyba nie wpuszczą mnie na zamek Wintsor.
Ale poza tym wpuszczą wszędzie.
Tutaj też jestem już pełnoletnia.
Wbijam i kurs na bar po pierwsze.
Za browar płace dobrą dyszkę na rękę.
Będzie bolało jak sprawdzę kurs.
Bo zarabiam w zetach, a przepije funty.
Proszę barmana żeby dolał bakardi,
Bo nie chę o fundusz jak Polak sie martwić.
Przepuszczam w kantorze miesięczna pensję,
mam ciężki portwel i lekką rękę.

Ref.
To będzie długa noc,
To będzie długa nooc.
Od zmieżchu do świtu.
Ood zmierzchy do świtu. X3

To będzie długa noc,
To będzie długa nooc.
Noc basów i bitó, jeea.

Klimat jest jaki jak skąd to masz.
A ja robie oczy jak london eye.
I najpierw piję a potem tańczę,
Albo odwrotnie, zanim zacznę.
Zmieniamy miejscówke (lilu łap sie).
Nie łapię co mówi ten hindus w taksie.
A jeśli mówisz że masz już dość,
To sie nie unoś jak londyński most.
ŁAilie, i Kainow i Dasy Rascal,
Stare dobre czasy czyli Rap Sound.
Nie mów że sież bo nie widzisz stąd.
Wszystko zasłania ci British Fog.
Żałuj człowieku że cie tu nie ma.
Impreza grubsza niż Heid Menrena.
Czuję się jak królowa prawie,
A William mnie jeszcze nie poznał nawet.

Ref.
To będzie długa noc,
To będzie długa nooc.
Od zmieżchu do świtu.
Ood zmierzchy do świtu. X3

To będzie długa noc,
To będzie długa nooc.
Noc basów i bitó, jeea.

Nie ma lebszego miejsca na clubbing,
Bo tu sie po prostu nie da nie bawić
O szustej skumam, jestem gdzieś na wyspach,
Bo tytaj sie nie da wyspać.
akby nie patrzeć, razem jesteście od liceum
nie wiem czy wtedy w planie to miałeś przyjacielu
czy miałeś to mieszkanie, kredyt na całe lata
na pewno nie myślałeś o tym za dzieciaka
a dzisiaj macie sami świat wypchany planami
aż co do dnia i nocy i godzin z minutami
wciąż takie same płatki tu jesz po przebudzeniu
widzisz te same japy w drodze do pracy w Dell'u
co dzień mówią ci jaki masz fart
że to zahacza o sen, że wymarzony masz start
że już nie musisz się bać o to co będzie jutro
masz ułożony tu raj, czy to oszustwo?
tu nie ma opcji rzuć to, bo to nie tylko twoje
i planujecie już to, że będzie was tu troje
i niby wszystko teraz wam się układa tu
a mimo wszystko jednak coś cię ciągnie w dół

[x4]
z dziesięciu pięter w dół, w dół, w dół

sukces, pasuje to do ciebie
kolejny awans wkrótce, znów jesteś dumna z siebie
znowu dostałaś premię, czas umeblować ten loved
masz prawie rezydencję jak Lara Croft
już zapominasz swój dom, tylko wysyłasz kasę
i gubisz wagę, bo wciąż na głowie masz tą pracę
żyjesz tym wielkim miastem jakbyś rodziła się tu
i tylko czujesz czasem, że ci mało snu
facet? ty jeszcze masz na to czas
mówię o przyszłym czasie, narazie czasu ci brak
narazie tylko ten raz byłaś z kolegą z pracy
lecz nie udało się wam, bo miał już inną na tacy
tacy nie mają u ciebie szans
kiedy idziesz do zary wydajesz tam własny hajs
i chyba ten pierwszy raz nie żal ci skończonych szkół
a mimo wszystko jednak coś cię ciągnie w dół

[x4]
z dziesięciu pięter w dół, w dół, w dół

dzisiaj nareszcie masz to czego latami chciałeś
zarabiasz dziś na ten sos, masz na dom, na balet
na miłe panie co noc, jak ci się zachce czegoś
i tak masz branie co noc nawet bez tego
ludzie kupują to coś, co im nagrywasz w studiu
analizują to coś, odróżnisz to od kultu?
nie ma już w tobie buntu, jesteś po drugiej stronie
gnojki chcą wizerunku więc ciągle mówią o tobie
ale to już jest wyższy pułap
zrobili z ciebie gwiazdę, wsiąkła twoja natura
zabiłeś ją w tych klubach, wciągnąłeś ją ze stołów
a twoja mała córka czeka tam z mamą w domu
no cóż, taka jest cena sławy
z czasem nie męczą cię już myśli, że jesteś słaby
i bierzesz to garściami i zapominasz ból
a mimo wszystko jednak coś cię ciągnie w dół

[x4]
z dziesięciu pięter w dół, w dół, w dół
SLU, SLU, SLU, SLU, SLU, SLU!

Ref.: Jest jedna rzecz dla której warto żyć
(hip hop) i nie zmienia się nic, wszyscy
Jest jedna rzecz dla której warto żyć
(hip hop) i nie zmienia się nic, dalej
Jest jedna rzecz dla której warto żyć
(hip hop) i nie zmienia się nic

[Peja]
Bezustannie patrzyłem na tych którzy się wybili
Bez przerwy śledziłem jak zyskują nowe siły
Underground to dla mnie ekonomiczne przyczyny
Nieporadność promotorów, wydawców wole czyny
Materiał zrobiony z własnej bez inicjatywy
Nielegal, my najdłużej, SLU z czyjej winy?
Od dawna swoje robię, a wydawca oszukuje
Miłość do muzyki twórczość tę wykorzystuje
Obiecuję, wypromuję lecz na tym się kończy
Źle się rozpoczęło, lecz tak źle się nie zakończy
Jesteśmy od gadek, od podkładów, od koncertów
Od studyjnych zmagań, słownych tych eksperymentów
Kiedyś niemożliwym było robić bez ekspertów
Deta, wideoklip, akustyk, głośnia, kontrakt
Z własnej inicjatywy, tak potrzebna nam promocja
Żeby słowa na tych bitach dotarły dzisiaj do was
Szkiełko, radio na koncertach z czarnej płyty
Wschodnie czy zachodnie, nowe rzeczy dziś tworzymy
Trudności przeskoczymy i do reszty dołączymy
Nikt z nowością nie przeskoczy, z konsekwencją kroczymy
Starą wydeptaną ścieżką z bagażem doświadczeń
Nieuczciwy skurwysyn nie pozbawił nas marzeń
I obyś się przeliczył, żebyś plecy zaliczył
Jak pies ogrodnika szczerze będę ci dziś życzył
Pseudo biznesmeni z bazaru nie wydawcy
Dajcie se z tym spokój, szkoda waszej marnej kasy
Nie będziecie zarobasy, brak tu profesjonalizmu
Tym stwierdzeniem was pozbawiam resztek optymizmu
I zawijam się do chaty potrenować nowe katy
Napisać parę słów no i wypić zdrowie za tych
Którzy dzisiaj nie mogą, bo nie wyszli na swoje
Bo jak się okazało skrzywdził ich wydawca gnojek
A ty się nie wkurwiaj tylko przemyśl co tu mówię
Kochasz hip hop no to popraw swą wytwórnię

Ref.

[Peja]
Nie jeden mnie zapyta po co ta kolejna płyta
Dla kasy, chcesz się sprawdzić, z pierwszych stron gazet nie znikać
To co było marzeniami stało się rzeczywistością
Nagrywam, wydaję to dzięki umiejętnościom
Pytasz czym się w tym kieruje, do hip hopu miłością
I straszny sentyment, szalony dziewięćdziesiąty trzeci
Czas leci, a my jak małe dzieci
Czy pamiętasz te czasy gdy Bill Baschweek stracił oko
Czasy beat rocka, kolejne lekcje
Jego reminiscencję, czy pamiętasz to jeszcze?
Rap się zmienia, zmienia brzmienia
Sposób łączenia, mówienia, flow technika, skojarzenia
Zobacz bunt i do szkół
Koniec lat dziewięćdziesiątych dla dzieciaków old school
To czas najlepszy i nie wie o tym każdy
Że rap klasyczny się wywodzi z czasów tamtych
A dziś zastój się zrobił, chociaż nie jest tak najgorzej
Wielki powrót DJ, nowy pozytywny wzorzec
I walka z pieniądzem, walka z komercjalizacją
Skazana na przegraną, ja przyglądam się tym akcjom
Finansowym motywacjom, reklamą, prezentacją
Rap opuszcza podwórko, teraz skóra i biurko
Spowiany przemysłu chmurką z całą przyjemną forą
Rap globalny, sprzedajny, rap masowo uprawiany
Dwudziesty pierwszy wiek przynosi wielkie zmiany
Ty po której staniesz stronie, po hajs wyciągniesz dłonie
Zanim skurwysynu położysz je na mikrofonie
Pasuje ci ten wybór i klipy chałturników
Zawsze lepiej ubranych, niż utalentowanych
Ta, ja stanę po drugiej stronie barykady
Nie zaakceptuję zmiany, na to nie przygotowany
W stylu brzmieniu dobrze znany, reprezentuję biedę
Od Jot do E, zwróćcie rapowi korzenie
Karton na ta lata, b-boy leci i wymiata
DJ drapię, MC gada i toasty swoje składa
Zależy mi na tym, ja nie wstawiam tobie kitu
Całe życie w rytm bregnitów i cytatów z klasyków
To druga część oblicza bardzo dobrych wyników
To zaangażowanie tych kilku zawodników
Nawijamy z gracją jak figury Kosmo City
Teraz bijcie brawa, ja się najem będę syty
Przesłuchane taśmy, płyty tu (hip hop)
Szacunek dla tradycji, kultowanie tu (hip hop)
Obalanie mitów, koneksje tu (hip hop)
Przyjaźnie z artystami, wolne style tu (hip hop)
Setki godzin w sklepach z płytami tu (hip hop)
Wojaże zagraniczne, sceniczne tu (hip hop)
Sztama z undergroundem i szacunek tu (hip hop)
Sprawdzanie się z MC, bitwy tu (hip hop)
Kumate środowisko i wspólnota tu (hip hop)
Tony zapisanych kartek, bohomazy tu (hip hop)
Improwizacja godna MC tu (hip hop, hip hop)
Płonie Nowy York, Pentagon płonie,
To nie fikcja, do Boga składam dłonie,
Nie do tego, co Bin Laden i Husain, Tak, nie do tego.
Walą się wieżowce, giną ludzie - ludzie niewinni, przerażeni i bezsilni.
2 1 wiek, nowy Pearl Harbor,
To co żyło, umarło.
W imię innej religii - To bez sensu!
Kochać Boga z karabinem w ręku? Nie rozumiem, nie respektuję, święty nie jestem, ale to mi nie pasuje.
Broń atomowa, nuklearna zagłada,
Nowy York a może potem Warszawa?
III wojna światowa - Ja tego nie chcę!

Ref.
Miasta kłamstw,
Przepełnione nienawiścią, fałszem i zdradą,
Miasta kłamstw,
Szczęśliwi ci którzy są nieświadom,
Miasta kłamstw,
Bin Laden zabija, tak, w imię chorej sprawy,
Miasta kłamstw,
Ratuj nas panie od zagłady.

Afganistan, Pakistan, Jordania,
Allah morderca, zabija i omamia,
Fundamentalizm, fasizm i rasizm - to zagłada naszej cywilizacji!
To nie żarty, miliony ofiar,
Giną ludzie - ci, których kocham,
III wojna światowa - Ja tego nie chcę!

(część angielska)

Ref.
Miasta kłamstw,
Przepełnione nienawiścią, fałszem i zdradą,
Miasta kłamstw,
Szczęśliwi ci którzy są nieświadom,
Miasta kłamstw,
Bin Laden zabija, tak, w imię chorej sprawy,
Miasta kłamstw,
Ratuj nas panie od zagłady.

Ojcze nasz któryś jest w niebie,
Święć się imię twoje,
Przyjdź królestwo twoje,
Bądź wola twoja jako w niebie tak i na ziemi,
Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj,
I odpuść nam nasze winy,
Jako i my odpuszczamy naszym winowajcom,
I nie wódź nas na pokuszenie,
Ale nas zbaw odezłego,
Amen.

Panie Boże nie opuszczaj nas
Kiedy ktoś próbuje zniszczyć świat,
Kiedy w naszych sercach rośnie strach,
Kiedy giną ludzie w miastach kłamstw.
Panie Boże błagam, pomóż nam,
Nie zamykaj nam nadzieji bram,
Panie Boże nie opuszczaj nas.
Błagam, Panie Boże, ratuj świat.

Ref.
Miasta kłamstw,
Przepełnione nienawiścią, fałszem i zdradą,
Miasta kłamstw,
Szczęśliwi ci którzy są nieświadom,
Miasta kłamstw,
Bin Laden zabija, tak, w imię chorej sprawy,
Miasta kłamstw,
Ratuj nas panie od zagłady.

Miasta kłamstw (miasta kłamstw) (x4)

Our Father,
Who art in Heaven,
Hallowed be Thy name,
Thy kingdom come,
Thy will be done on earth as it is in Heaven.
Give us this day our daily bread,
And forgive us our trespasses as we forgive those who trespass against us,
And lead us not into temptation,
but deliver us from all evil,
Thy is the kingdom,
the power and glory,
Forever and ever.

Amen.
Pewien gruby pan raz powiedzial mi-nie podoba Ci sie to wypierdalaj za drzwi
splunołem mu w twarz,spakowalem się,opuscilem klase-zagotowala mi krew
Tenże jego mość,kiedyś i gdzieś znów-mojego kumpla poinformował że jest chuj...
Kumpel wkurwił się,zawrzała mu krew,oplul skurwysyna potem z klasy wybił się...
Tenże gruby pan w chuj oblesny byl-baba go olała bo z zulami wina pił
Kasia-szkolna miss,maszyna ze HEJ,kiedy była w mini-skusił by się nawet gejj
Ten oblesny typ tak powiedział jej : "Dasz mi dupy to do drugiej klasy puszcze Cię"
Kasia się wkurwiła,zgadnij co zrobila ?-napluła mu na morde i klase puściła.

Nazbierało się-minął jakiś czas
przy wielkim ognisku odbył się klasowy ball
Impra była git-ogien duzy byll
Bo fotel grubasa bardzo dobrze się paliłł

PROSTĄ RADĘ DAMM,NAUCZYCIELOOM :
Trzeba być człowiekiem a nie pierdolonom świniąą

Powtarzam to znów NAUCZYCIELOOM :
Trzeba być człowiekiem a nie pierdolonom świniąą
Włącz CD, wduś repeat i ten track katuj
To ten brat gra tu, który ma mandatów
Niezapłaconych cały plik, tak jak Joka
Robię bling-bling tu na blokach
Jak brokat, pukam jak koka
Chropowaty wokal kaleczy MC's jak zbity pokal
Do bitu dobitny pokaz
To moje stilo, wjeżdżam jak kany kilo
W paradę debilom wjeżdżam jak w skałę kilof
Stawiam na jakość, nie ilość
A ty jakoś tak budzisz litość
Zżera cię zazdrość, i po chuj ci to? (cipo)

Będę sceną trząsł jak dupą duże murzynki
Bo mam ten flow, który burzy budynki
Jak burza w dożynki mogę być problemem
Piąty element, flow ewenement

Będę sceną trząsł jak dupą duże murzynki
Bo mam ten flow, który burzy budynki
Jak burza w dożynki mogę być problemem
To jest flow ewenement

A kiedy Mixer zagra w midi
Bit błyśnie jak P.Diddy w twoim pierdolonym CD
Jak sam widzisz jadę dźwięcznie jak język Jidisz
A nie drętwo jak Krzysztof Ibisz
Po chuj się dziwisz?
Nic nie poradzisz, ja mam to we krwi
Mnie nie omamisz, ze mnie nie drwij
Będę jak chłop w cerkwi, będę jak Derwisz, będę jak Amisz
Jak mnie wnerwisz wywabię cię jak Vanish
Po chuj się dziwisz? nie kleisz?
Jadę z wyczuciem jak DJ Feel-X
Gural z PDG filii mili
Pierdol kult pieniądza, to harakiri
Życie to nie biling, doceń ulotność chwili
Ile takich chwil żeśmy razem przeżyli?
Ile promili? ile Tequili żeśmy wyhylylili?
Ilu szczyli co myślą, że się wycwanili?
I ilu debili co szydzili z naszych planów?
Sam powiedz, sam powiedz
Jedno tempo, drugie tempo, trzecie tempo
Nie dasz rady tępa łempo tym patentom

Będę sceną trząsł jak dupą duże murzynki
Bo mam ten flow, który burzy budynki
Jak burza w dożynki mogę być problemem
Piąty element, flow ewenement

Będę sceną trząsł jak dupą duże murzynki
Bo mam ten flow, który burzy budynki
Jak burza w dożynki mogę być problemem
To jest flow ewenement

Będę sceną trząsł jak dupą duże murzynki
Bo mam ten flow, który burzy budynki
Jak burza w dożynki mogę być problemem
Piąty element, flow ewenement
Płaczę
Każdego ranka gdy otwieram swoje oczy
Smutek szczera radość łza moje ręce moczy
Płaczę za ludzi którzy odeszli
Płaczę za ludzi którzy już doszli
Płaczę za każdy pojedynczy dzień
Za każdą godzinę której potrzebuję jak tlen
Płaczę po to by inni poczuli
By się w końcu nauczyli,
że życie to jest dar o którym nawet nie marzyli
Dlaczego wytłumaczyć jest tak ciężko
Że nie tylko pieniądz dobra chata nowa fura
Świadczy o tym co masz w sercu co masz w głowie
Co ci w ucho Bóg podpowie
Kolejny raz płaczę czy zrozumie to ktokolwiek

Ref. Płaczę bo świat jest warty łez Płacze i płaczą inni też

A ja wciąż taki sam już tyle rzeczy mam
Ciągle ponad ludzi stąpam na nich spoglądam
Inni wciąż walczą o pokój o władzę o kilka banknotów
O wiarę co poradzę
Więc płaczę bo co innego pozostaje
Każdy już wie że co w sobie mam innym daję
A ty stale tak niedbale nawracasz innych
Samemu potrzebując wiary
Bawiąc się niewinnym
Ja wybaczam jak wybacza wam Bóg
Tylko nie mów nie rób rzeczy które ścinają z nóg
Pokomplikowany dawką przemocy nafaszerowany
Każdy kolor świata jest na szaro zamalowywany
Spuszczasz z tonu na twoje miejsce przyjdą inni
A mi tylko płakać pozostaje I czekać by być zrozumianym
Zrozumianym

Ref. Płaczę bo świat jest warty łez Płacze i płaczą inni też
Urodziliśmy się w szpitalach, na białych salach
Z dala od świata gdzie ojcem marazm a matką wiara
Nikt nas nie pytał, nikt nic nie ustalał
Choć każdy dobrze wiedział, że ten świat dawno oszalał

Idę ciężkim krokiem niszczony miejskim smogiem
Wokół mnie setki okien, mijam blok za blokiem
Tutaj ludzie patrzą błędnym wzrokiem
przez tyle wylewanych łez na co dzień
spróbuj wejść im w drogę
pode mną asfalt, przede mną wyrasta krajobraz ruin miasta
tu życie dusi, jak dusi astma
tu musisz być jak hustla
bo w świecie kłamstwa poradzi sobie tylko garstka
Już jedenasta, na uszach Gangstarr
idę, wtulony w blask lamp
widzę zniszczony nasz kraj totalnie
zdewastowane, pozamykane kopalnie
ten kto tu ma najlepiej, skumaj, to ten co najwięcej kradnie
delikatnie świecą latarnie, wciąż idę
mija kolejny rok, tydzień, kolejna noc i dzień
nienawidzę monotonii, która za mną jak cień idzie
dlatego piszę - to miasto samych gangsterów
na bank wielu z nich odczuwa brak celu
szukając szczęścia w portfelu
tu pieniądz jest bogiem, człowiek zaś wrogiem
skręcam tuż za rogiem, wszędzie czarny kurz na drodze

[x2]
Urodziliśmy się w szpitalach, na białych salach
Z dala od świata gdzie ojcem marazm a matką wiara
Nikt nas nie pytał, nikt nic nie ustalał
Choć każdy dobrze wiedział, że ten świat dawno oszalał

Miasto, które kiedyś było barwnym niebem
dziś jest dla wielu martwym stepem, pokrytym czarnym śniegiem
tu wielu chce być tylko zwyczajnym człowiekiem
zwyczajnie witać dzień białym mlekiem i czarnym chlebem
Pomyśl, żyję w mieście, w którym szczęście
Przeliczane jest na tony, całe domy tutaj żyją z węgla
Pomyśl, w prywatnych przeręblach plony
Piętra stromych dziupli kryją węgla tony
Ej, kto zna tę dziuplę posłodzi dziś herbatę cukrem
Posłodzi żona, dzieci, dzieci kumpli, kumple
Ziemia jest źródłem, strach przed niepewnym jutrem
Dla jednych grobem, dla innych domem, smutne
Ludzie, którzy umarli jako ludzie
A jednak są tu minuta po minucie
A jednak żyją z tym uczuciem, że ich pociąg uciekł
Peron pokryty czarnym śniegiem, mam złe przeczucie
To szara niepokolorowana ta kolorowanka mikropoli
Ta szara niepokolorowana kolorowanka z tej historii
To moje miasto, a w nim ludzie moi
Miasto w letargu o poranku a w nim ja i oni

[x2]
Urodziliśmy się w szpitalach, na białych salach
Z dala od świata gdzie ojcem marazm a matką wiara
Nikt nas nie pytał, nikt nic nie ustalał
Choć każdy dobrze wiedział, że ten świat dawno oszalał

Kiedyś to miasto kibiców, skinów i punków
dziś bieda szybów i pustych kont w banku
kiedyś to miasto blasku czynów i faktów
Tu dziś nadzieja szuka głupców, bieda swych skalpów
Tu po 23 zasypia nawet bruk na streecie
Umiera każda z dróg, każdy klub
A życie jak lód topi się jak loop na bicie
Co dzień to samo, wciąż te same sample to samo rano
Tutejsze wampy straszą na planszy jak Banshee
A w rynku knajpy to plajty za bójki i kanty
Tutejsze lampy jak zmory świecą nie dając światła
Samotne tory zjada rdza i ciszy aplauz
A w tle uśpione szyby, kominy z nimi na linii
Puste magazyny, stare kopalnie
Jak zabawki z plasteliny w rękach Boga
Który już dorósł więc je zostawił
Zostawił także zawiść, nienawiść i zdrady

[x2]
Być może to miasto to twoje miasto
Ono nas budzi i nie daje zasnąć, nie daje zgasnąć
Może to miasto to twoja własność
Wciąż walczymy, jest wiele szans, yo, trzymamy bastion
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo