Popularne piosenki. Polski Hip Hop

[PIH]
1. Jak król w królestwie cieni, ja i mój pokój -
tkwię w ćwierć śnie, skąpany w półmroku,
czuję więź z kartką - to jest to miejsce i czas;
cicha nitka atramentu pulsuje jak tętnica;
wędrówka bez granic, w podróż w zaświaty -
ja sam na sam ze sobą i mój chory imperatyw,
rytm przypływu i odpływu, ciszy i nie-ciszy,
między nami rytm słów, odstępów między słowami,
słyszysz ten szum? Kartki lecą w nieznane,
wyrzucam wersy jak przypływ na plaży fale,
oddycham tym powietrzem - dawało mi siłę jak dotąd,
na karku czuje lekką bryzę, chłód pod stopą,
bez stresu, złych intencji, spięć,
bliscy wyrywają się śmierci, wychodzą ze zdjęć,
bez łez na policzkach, ich oczy się nie smucą,
nie mają silnych twarzy ludzi, którzy już nie wrócą,
dzięki niemu żyję, to cały świat mój,
bez niego jak miłość bez czułości -
litość bez ramion, które koją ból,
jak litość bez ramion, które koją ból!

Ref.
Przemyślenia..
Prawdziwość emocji..
Niekończąca się historia..
Kolejne wersy.. piszę nocą..
Te rzeczy pokazują mi sens życia..

[PIH]
2. Paranoja trzyma w szponach, nigdy nie puszczała,
gdy nawijam na ulicach widzę martwe ciała,
zawieszone w próżni, poza czasem,
stany świadomości pozbawione sennych marzeń,
rozdziera nas cisza, bez werbla na raz,
nade mną ciąży milczenie miliona gwiazd,
dziecko miasta lewą nogą wstaje, stawia krok,
dziecko miasta - to mój wewnętrzny mrok,
widzę lśnienie oczu, zanim popłyną łzy,
czuję przeklęty wir poprzednich dni,
palcem po zaparowanej szybie piszę o tym, w co wierzę,
jadem się zatruwam - litera po literze,
oprowadzam Cię po pustej łupinie marzenia,
widzę dźwięki - słyszę kształty - dotykam wspomnienia,
historie przemilczane, zmięte, skreślone,
krwiste cumulusy, myśli przez szept rozrzucone.

Ref.
Przemyślenia..
Prawdziwość emocji..
Niekończąca się historia..
Kolejne wersy.. piszę nocą..
Te rzeczy pokazują mi sens życia..

[PIH]
3. Kiedy się śmieję, kiedy płaczę i jest mi wszystko jedno,
słowa dla mnie wtedy są tym, czym dla złodzieja ciemność,
od serca daję siebie, płynę ku bratnim sercom,
mimo że życie karmiło mnie zatrutą piersią,
ja i moi przyjaciele - dziś możemy wszystko!
na chwile staram się przestać być defetystą,
marzenia przeszły, zgorzknienia, lecz dziś na serio:
zostawiam dom pełen lęków, cała noc przede mną,
płoszę senność, obserwuję miasto z lotu ptaka -
zapisana strona to myśli żeglugi mapa,
osiedle śpi, mrok nad każdym blokiem,
mgła pociera twarz o szyby okien,
zamykam oczy, w ciemności widzę zarys planu,
od razu powieki kaleczy światło tamtych dni,
spisaną historie bezpowrotnych chwil,
wsuwam niczym list pod Twoje drzwi..

Ref.
Przemyślenia..
Prawdziwość emocji..
Niekończąca się historia..
Kolejne wersy.. piszę nocą...
Te rzeczy pokazują mi sens życia..
akby nie patrzeć, razem jesteście od liceum
nie wiem czy wtedy w planie to miałeś przyjacielu
czy miałeś to mieszkanie, kredyt na całe lata
na pewno nie myślałeś o tym za dzieciaka
a dzisiaj macie sami świat wypchany planami
aż co do dnia i nocy i godzin z minutami
wciąż takie same płatki tu jesz po przebudzeniu
widzisz te same japy w drodze do pracy w Dell'u
co dzień mówią ci jaki masz fart
że to zahacza o sen, że wymarzony masz start
że już nie musisz się bać o to co będzie jutro
masz ułożony tu raj, czy to oszustwo?
tu nie ma opcji rzuć to, bo to nie tylko twoje
i planujecie już to, że będzie was tu troje
i niby wszystko teraz wam się układa tu
a mimo wszystko jednak coś cię ciągnie w dół

[x4]
z dziesięciu pięter w dół, w dół, w dół

sukces, pasuje to do ciebie
kolejny awans wkrótce, znów jesteś dumna z siebie
znowu dostałaś premię, czas umeblować ten loved
masz prawie rezydencję jak Lara Croft
już zapominasz swój dom, tylko wysyłasz kasę
i gubisz wagę, bo wciąż na głowie masz tą pracę
żyjesz tym wielkim miastem jakbyś rodziła się tu
i tylko czujesz czasem, że ci mało snu
facet? ty jeszcze masz na to czas
mówię o przyszłym czasie, narazie czasu ci brak
narazie tylko ten raz byłaś z kolegą z pracy
lecz nie udało się wam, bo miał już inną na tacy
tacy nie mają u ciebie szans
kiedy idziesz do zary wydajesz tam własny hajs
i chyba ten pierwszy raz nie żal ci skończonych szkół
a mimo wszystko jednak coś cię ciągnie w dół

[x4]
z dziesięciu pięter w dół, w dół, w dół

dzisiaj nareszcie masz to czego latami chciałeś
zarabiasz dziś na ten sos, masz na dom, na balet
na miłe panie co noc, jak ci się zachce czegoś
i tak masz branie co noc nawet bez tego
ludzie kupują to coś, co im nagrywasz w studiu
analizują to coś, odróżnisz to od kultu?
nie ma już w tobie buntu, jesteś po drugiej stronie
gnojki chcą wizerunku więc ciągle mówią o tobie
ale to już jest wyższy pułap
zrobili z ciebie gwiazdę, wsiąkła twoja natura
zabiłeś ją w tych klubach, wciągnąłeś ją ze stołów
a twoja mała córka czeka tam z mamą w domu
no cóż, taka jest cena sławy
z czasem nie męczą cię już myśli, że jesteś słaby
i bierzesz to garściami i zapominasz ból
a mimo wszystko jednak coś cię ciągnie w dół

[x4]
z dziesięciu pięter w dół, w dół, w dół
Dopóki jestem w grze...
Do końca od początku

Dopóki jestem w grze dopóty dobrze jest
Nawet jeśli tekst i bit potępi leszcz
Dopóki zapał mam to w rap gram, to wam dam
Nawet jeśli chłam wypełnia media, znam
Kilka patentów na zburzenie fundamentu
Na strącenie z firmamentu tych kilku śmiesznych pionków
To mój rap dla ziomków, jeszcze żyję, w porządku
Bo hip-hop będzie żył do końca od początku

Wieczór, pracownia, jak co dnia hip-hop żywy
Rap tak prawdziwy, że aż boli, to cię dziwi?
Że nie ma nic na niby, rap muzyka żywa, widzisz?
Każdy róg na osiedlu w klubie, każdy dźwięk słyszysz
Siłę mam, wytrzymam, konsekwencją to nazywam
Ponownie się odzywam, dobrze wiesz nie bez powodu

Nie sprawię ci zawodu, gadka warta zachodu
Bas pierdzi z samochodu gdy przejeżdżam blisko ciebie
Świeży towar klepie, ja opuszczam wolno szyby
Bo ten syf nie jest na niby, robiłbym to nawet gdyby
Nie było z tego grosza, gdyby znieśli mnie na noszach
Gdyby dziś dała mi kosza, odeszła, robiłbym to
Będzie przykro jeśli tego nie docenisz lub przecenisz
Gdy zajrzysz do kieszeni raperowi, cóż to zmieni?
My z rapem znieczuleni na obłudę, pomówienia
W życiu se pozmieniał tak jak chciał więc do widzenia
Chcą mnie oceniać, chcą winić, chcą mnie zmieniać
Wkręcają się w temat lecz nie czują go, ściema
Mówić, że jest dobrze jeśli tego dobra nie ma
Robić w to nie wierząc i pogrążać się w tych bredniach
Na ile mnie wyceniasz mój wydawco? mój fanie?
To prze*****ny temat jak życie prze*****ne
A ja widzę i słyszę więcej niż bym tego pragnął
Gdybym wiedział, że warto oddałbym ten rap za darmo
Wyjeżdżam z petardą z gruntu zły to nieprawdą
Nie bez powodu powtarzam - jestem, gram to
Z SLU gangu świr masz to jak w banku
Że wyjdę z tej opresji praktycznie bez szwanku
I jak Kris o poranku natchniony będę nawijał
W ciężkich czasach dla hip-hop'u to ja przepita szyja

Dopóki jestem w grze dopóty dobrze jest
Nawet jeśli tekst i bit potępi leszcz
Dopóki zapał mam to w rap gram, to wam dam
Nawet jeśli chłam wypełnia media, znam
Kilka patentów na zburzenie fundamentu
Na strącenie z firmamentu tych kilku śmiesznych pionków
To mój rap dla ziomków, jeszcze żyję, w porządku
Bo hip-hop będzie żył do końca od początku

Czym dzisiaj jest ten hip-hop, który rządził
W czasach gdy byliśmy młodzi? kogo dziś to obchodzi?
Mnie oczywiście, dajcie mówić artyście
Wiele widzieliście na scenie, to na liście
Ludzie, wy tam byliście, pamiętacie? oczywiście
Świadkowie ceremonii nazywali mnie mistrzem
Zmieniliśmy stan rzeczy na lepsze jak należy
Byliśmy szczerzy, każdy po dzień dziś nam wierzy
Pora to uleczyć, przestań śmieciu kaleczyć
Nastały ciężkie czasy więc przechodzę do rzeczy
Z kim mam się zmierzyć? *****ony nieudacznik
Ilu takich znasz ty, ilu ja znam? sprawdź ich
Pękają fake ogniwa gdy na bicie wesz prawdziwa
Kilka rund ich przetrzyma wtedy puchną te *****i
*****, rap, używki i w ***** schłodzone drinki
Wyjdź stąd, zostaw, zrezygnuj, jesteś nikim
Masz *****owe wyniki, brak talentu, techniki
I do tego złe nawyki, dziś napluję ci w mordę
A z wartymi tego rapu ludźmi wychlam goudę

Dopóki jestem w grze...
Do końca od początku

Dopóki jestem w grze dopóty dobrze jest
Nawet jeśli tekst i bit potępi leszcz
Dopóki zapał mam to w rap gram, to wam dam
Nawet jeśli chłam wypełnia media, znam
Kilka patentów na zburzenie fundamentu
Na strącenie z firmamentu tych kilku śmiesznych pionków
To mój rap dla ziomków, jeszcze żyję, w porządku
Bo hip-hop będzie żył do końca od początku

Umarł bym za rap jak nawijał Fredro Starr
Znów osuszyłem bar i pizgałem całą noc
Mój rap nie koks, rap jest moją kokainą
Zostanę blisko z rapem tak jak z moją dziewczyną
Bliski memu sercu mój rap
Nasze mordy krzywe nie dla każdego miłe
Mój rap jest dla *****k, ale tylko tych w pończochach
A ty komercyjna *****o wy*****laj stąd, wynocha
Stań se w kącie, szlochaj, dla mnie to radocha
Jak o*****ę tokaj, nagram to po stokroć lepiej
Wraz z wdechem i wydechem możesz se za*****ć ściechę
Zawyjesz jak wyjec niczym [?]
Nowy track jak News Daily usłyszą to w New Delhi
To nie na twoje nerwy, w drzwiach załóż ze dwie Gerdy
Wy*****laj z tego rapu, nie rób obciachu
Nie wyrabiasz się w tym fachu, masz zwykłej *****i status

Dopóki jestem w grze dopóty dobrze jest
Nawet jeśli tekst i bit potępi leszcz
Dopóki zapał mam to w rap gram, to wam dam
Nawet jeśli chłam wypełnia media, znam
Kilka patentów na zburzenie fundamentu
Na strącenie z firmamentu tych kilku śmiesznych pionków
To mój rap dla ziomków, jeszcze żyję, w porządku
Bo hip-hop będzie żył do końca od początku
Jedna miłość, moi ludzie ze mną
Jedna miłość, są tu na pewno
Jedna miłość, moi ludzi ze mną
(To dla moich ludzi)

Nie wiem czy wiesz, ale ja wiem doskonale,
Że moi ludzie są ze mną nie tylko przy barze,
Nie tylko gdy błyszczę, nie tylko gdy gram,
Nawet gdy stracę nogi wiem, że nie zostanę sam,
Moja kobieta, moje błędy, mój problem,
Moja kobieta idzie na czele grupy z godłem,
Moja kobieta wierzy we mnie, to prawda,
I jest gotowa do poświęceń jak własna matka.
Przyjaciele, ty powiedz ilu masz przyjaciół,
I który z nich będzie przy tobie w ostatnim starciu,
Ja mam tak mało, że mieszczę ich w jednym palcu,
Ale w walce o ich szczęście mogę zostać sam na placu,
Jedna jest miłość, jedna jest prawda,
Bezwzględnie od imion i wskazówek zegarka
Bezwzględnie od czasu zaglądając za horyzont
Ponad tych co dziś kochają, jutro nienawidzą.

Jedna miłość, moi ludzi ze mną
Jedna miłość, są tu na pewno
Jedna miłość, moi ludzi ze mną
(To dla moich ludzi)

Wierzę, że też masz takich ludzi obok,
I dbaj o nich jak najlepszy skarb i dane słowo,
Ty musisz dbać, tak samo jak ja dbam,
Inaczej ta gra stanie się chuja warta,
Nie pomoże viagra, nie pomoże ci cyganka,
W duszy wiatr, pada grad na dworze, ciężka jazda,
I jeśli brak wam chęci by to zmienić,
Zgasną ostatnie światła, usną iskry nadziei,
Zapalcie światła, wciśnijcie gaz do dechy,
i zapomnijcie błędy i zamierzchłe problemy,
Szanujcie się nawzajem jak to, co daje wam los,
nawet jeśli się wydaje, że ktoś, gdzieś, coś,
Nie wszystko ma obraz rzeczywisty w sumie,
A listy naszych grzechów bardzo ciężko jest unieść,
To burza sumień w tłumie leci po blokach,
Każdy z nas kogoś kocha, widać to po oczach.

Jedna miłość, moi ludzi ze mną
Jedna miłość, są tu na pewno
Jedna miłość, moi ludzi ze mną
(To dla moich ludzi)
oni mówią mi Be do Ka, mam pięć na blokach
daję dobry stuff jak te faje Davidoffa
oni mówią mi Be do Ka, mam pięć za wokal
daję dobry rap, nie podoba się, wynocha
oni mówią mi Be do Ka, mam pięć na blokach
daję dobry stuff jak te faje Davidoffa
oni mówią mi Be do Ka, mam pięć za wokal
daję dobry rap, nie podoba się, wynocha

[Buka]
chcesz to się obraź na mnie, jak na swoją pannę
kiedy Ci nie daje, bojąc się, że nie styka na viagrę
albo nie odzywaj, skoro Cię biorą na wytrzeźwiałkę
po sporo najbie, z piccolo w finale solo na umywalkę
ach te melanże, nie? nie ma, że dowalam się
niemalże rozwala mnie ta naja, kiedy odpalam Cię
pokaż że to żenada, jak składasz,
nawalam, spawam byle gdzie, byleby z dala,
od tego wara, no kiedy odpalam tu PC
oni mówią mi 'przesada', moje drugie imię to napalm atak
kiedy dopłynę to jak Sinatra na track latam jak ptak
kiedy nawinę tu na faktach jak ta walka
z Rzymian napadam na rap, na Kartaginę
na paktach, jak Italia ginie
oni mówią 'total compact', man, weź tu comeback
na podkład, wypowiadam wojnę jak Deutschland
oni mówią 'obczaj', kiedy wbija tu Be do Ka
skumam propsa, klimat i pięć na blokach


oni mówią mi Be do Ka, mam pięć na blokach
daję dobry stuff jak te faje Davidoffa
oni mówią mi Be do Ka, mam pięć za wokal
daję dobry rap, nie podoba się, wynocha
oni mówią mi Be do Ka, mam pięć na blokach
daję dobry stuff jak te faje Davidoffa
oni mówią mi Be do Ka, mam pięć za wokal
daję dobry rap, nie podoba się, wynocha

[Mati]
Oni mówią mi 'eM do A do Te do I'
powalam ich, gdy z podziemi daję flow na bit
dawaj mi canna-cannabis, ja tu i moja misja
Buks i koalicja, nie pic, kurwa przyznaj
to nie wystrasz się chłopcze, bo zesrasz się w pościel
ci goście donośni jak brzeszczota ostrze tną
muszę Cię ostrzec, tak będzie najprościej
że prędzej czy później masz headshota w skroń
no i taki z Ciebie cowboy, taki z Ciebie hustla
powracam i milionami słów uderza w miasta
bo nastał czas, by na stałe zapomnieć o maskach
o maskaradach, paradach, ma rada to rap grać
więc bazgram tu bas grad, nie wiesz co się stanie?
napierdalam karabinami, jak mój stary w Afganistanie
panowie, panie to moje zamiłowanie
nie waż mi się na drodze stanąć
nie ma takiego bicia synek
dziękuję, dobranoc


oni mówią mi Be do Ka, mam pięć na blokach
daję dobry stuff jak te faje Davidoffa
oni mówią mi Be do Ka, mam pięć za wokal
daję dobry rap, nie podoba się, wynocha
oni mówią mi Be do Ka, mam pięć na blokach
daję dobry stuff jak te faje Davidoffa
oni mówią mi Be do Ka, mam pięć za wokal

[K2]
czekaj... czekaj... czekaj... czekaj...
mic check out, miast mega
jak z gwiazd pegaz,
patrz się mam ja jak CKM,
tak się, na fakcie mam te akty, stan
to potnie chłopak Cię, jak katana
sprawdź mnie
wjeżdżam, synu, na betonowy sześcian
i mieszczam, to flow nie daję spać
wciąż, nadal jest audio, fale, fest track
sound fale, wiesz tam, ziom dalej jest tak
czekaj, daj mi time i mic mi daj
chłopak trzymaj i graj, play muthafuckin' high
mówią 'masz synu flow, techniki fest, tej liki jest dany cziki nest'
i the best player, mam fire i ten bajer mam
idę, daję tej tajemnej magii czar
Ty patrz pan, masz z buta kick na twarz
Buka feat. K2, Jukasz bit aplauz
aplauz
Mam wrażenie, że ludzie mają ciągle chore jazdy.
Choć nazwij to jak chcesz, ja dążę do prawdy.
Chcesz mnie sądzić, bo boisz się nazwy.
Spójrz w lustro, jak widzisz nie ma petardy.
Od dawien dawna, sam ten ciężar dźwigam,
bo one chcą ze mnie życie wyssać.
Weź głęboki oddech, przestań się spinać.
Masz dwa płuca, to zacznij ich używać.
Nie pojmuję skąd tyle jadu w ludziach.
Jak mówisz prawdę, mówią: "przestań mnie wkurwiać".
A wartości, wiatr dawno je rozdmuchał.
Gdzie jest mój anioł ?
Anioł dawno już umarł.
Jak to zatrzymać, przecież tak być nie może,
że dobro jak szmata, wala się po podłodze.
Jestem w drodze do świata, przynajmniej tak sądzę.
Gdzie nic nie znaczą Twoje życie i pieniądze.

Nie chcę zwariować.
Już zamykam głowę.
Na cudze życie, na świata ich modę.
Ludziom odbija, tracą kontrole.
Ten świat już pęka, od ciągłych urojeń.

Może, może nie pomożesz, w tym co ja tworzę.
Bo to, że słucha garstka wiem już dobrze.
Oświeć im umysł, bo jest tylko gorzej.
Wczoraj, dziś, te teksty nie są im po drodze.
Modlę się za nich, modne to nie jest,
ciągle drążę temat, z nim dorośleję.
Młodzi gniewni, są tak pewni swego,
że zamiast Bóg, to Bogach chcą brać w opiekę.
Słyszysz ten tekst,weź się tak nie ciesz.
Historia jak pył, szybko Cię stąd zmiecie.
Trochę pokory, trochę szacunku,
to nic nie boli, więc po co tyle buntu.
Chyba ze mną nie jest inaczej, ja już mogę,
bo ze mną Bóg zrobił tak jak z Hiobem.
Ja tylko daje, takie proste rady.
Wydrukuj, powieś, drukowanymi literami.

Nie chcę zwariować.
Już zamykam głowę.
Na cudze życie, na świata ich modę.
Ludziom odbija, tracą kontrole.
Ten świat już pęka, od ciągłych urojeń. [x2]
Fakt faktem, nie taktem było by mówić iż
Generalnie zwątpiłem już w ogół ludzi choć
Czas czasem coraz bardziej chce mnie obudzić
Krzyczę : weź Miłosz, przestań się wreszcie łudzić!
Leż twardo na tym, ty żryj te dylematy, to schematy
Że pozyskać z reguły przychodzą straty
Skręć wady w dół, weź to wyleduj
Albo w nerwach i złości napierdalaj i graj tu
Oni będą cię nazywać
Oni będą cię wyzywać
Oni będą tak robić no bo muszą się powyżwać
To nie koniec, bo jeśli wokół wszystko w gównie tonie
To przymusem że trzeba nauczyć się w tym gównie pływać
Tak bywa świat zbiera żniwa krok po kroku
Masz więcej wrogów wokół niż przyjaciół u boku
Masz więcej słów natłoku, natłoku tych problemów
Niż chwil spędzanych w jakże zapomnianych w zapomnieniu
Nie-e mów nic, nie próbuj nawet,
Znam sprawę, znam dobrze twych zwątpieńdawe
Nie-e waż się nawet stanąć na moment.
Maan, to jeszcze nie koniec
Dobrze Wiesz...

Dbasz o formę, więc i mi przyszło podrzeć treść
Z miasta przy Odrze gdzieś, czysta forma od Dobrze Wiesz
I problem jest ponad to
Nasz rap każe ci usiąść i szeptać - o rzesz, jak to?
Nie jest zagadką, dla tych którzy myślą szybciej
Że mam wciąż więcej stylu niż jest wody w tej rzecze w Egipcie
Kiedy scena się odwadnia, że aż smutno
My mamy go nadmiar, więc stać nas na rozrzutność
To jest rap z polotem, który wraca sens słowu
Rap z powrotem, dziś to rzadkość toteż
Jeśli szukasz go jesteś pod dobrym adresem
Ten styl
sprawi, że zapomnisz jak brzmi twój PESEL
To ten rap stąd sprawia
Że choć czasem zdarzy się mocno przysadzić
A naszych wątrób nie dotyka marskość
To lekarstwo na ten bełkot teraz
My mamy esperanto większość perspektywy ma esperal
Ostatnio nie bawi mnie nic tak jak pieśni elokwentne
Jak minister rolnictwa, ba
Widzę byle ranking i nie wierzę
Bo poprzeczka osunęła się jak klamki w Belwederze
Możesz
bez kompleksów wpadać na koncerty
Bo matury nie załatwił nam Giertych
I nie idziemy do celu po trupach
Szukasz stylu? my mamy styl, którego szukasz

[x2]
Mamy ten styl, mamy ten funk
Mamy ten szczyt, mamy ten dar
Mamy też chwyt w tym refrenie zaczerpnięty od najlepszych
Jestem Łonson, ja nazywam się Łebsztyk

(Ojcze)
Do wszystkich ojców prowadzących dwa słowa
Tym razem, bo życzę wam dobrze
Ale życzę dobrze mówiąc - Mazel Tov
Nie widzisz - załóż pingle
Bo mamy styl, który chłam wypędzi jak bimber
Szukasz opcji, stylu w stylu king-size bardziej
My w Dobrze Wiesz mamy ten styl w standardzie
By, kiedy ty upijasz się tym co nie jest nawet niezłe
Ten styl pomógł ci wytrzeźwieć
Przemiana wetrze w glebę tych co im chłamu wena tak szepcze
Ten styl zmienia na lepsze
Żyjesz bez kultury, bez sztuki, bez smaku
Zapomnij, ten rap zapędzi cię do filharmonii
Zapewniam, że wiele się przez to pozmienia
Bo będziesz śmigał nucąc dajmy na to f-moll Chopina
I, że nawiążę nieskromnie do Leszka słuszniej teorii
Ten styl odpakuje cię z folii
Policz, liczysz palce, które ci grożą
Licząc na nas możesz liczyć na styl oraz poziom
Bo mamy coś co trzyma by nie zlecieć gdzieś hen
Otóż, słuchasz obywateli III RP

[x2]
Mamy ten styl, mamy ten funk
Mamy ten szczyt, mamy ten dar
Mamy też chwyt w tym refrenie zaczerpnięty od najlepszych
Jestem Łonson, ja nazywam się Łebsztyk
Nie wiedziałem w jaki sposób to zrobie
ale wiedziałem że nie dam się wiesz
nie przegram mojego życia...

nie jednego z moich kumpli bez pardonu nazwiesz żulem
każdy z nich tu stosuje od zawsze opcje bullet
a ja się dobrze czuje w swoim środowisku wierny
ulice z krwi i kości chcesz to czuj się od nich lepszy
ja nie dałem tutaj odczuć żadnemu z moich ziomków
bo demonstrować siłę moge takim jak ty gnojkom
od lat funkcjonuje w tych dwóch światach naprzemiennie
dziś melina jutro salon bo prawdziwość siedzi we mnie
bo nie musze nic udawać kurtynka czy też sława
wciągają zaraźliwie tych bez charakteru zasad
nawet gdy byłem chudzielcem na dzielnicy byłem wielki
nie ma miejsca jak dom ziomek nie ma stąd ucieczki
pozostaje w dobrej formie chociaż standard życia lepszy
to w głowie się nie pieprzy nie chce czuć się najważniejszy
bo nie umniejszy twoich zasług dobry człowiek
z którym co dzień zbijam piątki i na rogu z nim stoje


(ref. x2)
chcesz przyjrzeć mi się z bliska to klasyka jeżycka
znam tu każdego pyska dla nich od lat w tych rytmach
z życia korzystam portretuje rzeczywistość
ulic na których przeżyłem i nie dałem się zamulić

mam szacunek na dzielnicy i wszystko mi to styka
wystarczy że Jeżyce powiedzą że mają rycha
dbam o tradycje podtrzymuje ten pierdzielnik
cały czas kombinuje żeby nie opuszczać dzielni
nie każdy ma tu bejmy jaki wzrost gospodarczy
to co widze na ulicach w zupełność mi wystarczy
tu salonów ciążowych tyle co monopolowych
tu nieznane są najnowsze trendy mody kanony
dzieciaki palą wąsy wciąż kurwy ślą donosy
a złodzieje piją wódke po nieprzespanej nocy
wzmacniają się przez nosy to rzeczywistość posyp
stosują uliczną przemoc której na co dzień masz dosyć
co brama to melina to Jeżyce -znasz klimat
smak drin taniego wina co rusz rozbita rodzina
której synonimem jest zacne słowo konkubinat
złapany w sidła życia jeżycka siła

(ref. x2)
chcesz przyjrzeć mi się z bliska to klasyka jeżycka
znam tu każdego pyska dla nich od lat w tych rytmach
z życia korzystam portretuje rzeczywistość
ulic na których przeżyłem i nie dałem się zamulić

masz tu moją własną interpretacje losu biedoty
prezentuje nurt muzyczny który pakuje w kłopoty
chcesz rynkowo zdyskontować mode którą zwiastuje
prezentując nowe tracki niecny plan ci pokrzyżuje
ekspresja chamstwa chuligaństwa na koncertach
rynsztokowy język z tego chcesz mnie zapamiętać
SLU exa co na ciężkim rapie zna się
nie przypadne do gustu poniedziałkowej prasie
próbowali mnie skazać na ostracyzm łajdacy
pieprze ich wydaje płyty wciąż jeżdże w trasy
oto kamień milowy w dziejach polskiej muzyki
mam dziś czelność tak twierdzić zgodny z prawdą przytyk
ten co nie stroni od zadym ziomek na to nie ma rady
bo nie wchodze w układy z dziwkami jak tanie szmaty
co bardziej przystępne tracki chcą grać w radiostacjach martwych
zapomnieli o muzyce z zawartością serum prawdy

(ref. x2)
chcesz przyjrzeć mi się z bliska to klasyka jeżycka
znam tu każdego pyska dla nich od lat w tych rytmach
z życia korzystam portretuje rzeczywistość
ulic na których przeżyłem i nie dałem się zamulić

myśmy walczyli pazurami się chwytali tego co,
co mogliśmy mieć tutaj, to było kiedyś dla nas wszystkim
te kurwa mury ten wiesz odpadające tynki w środku ,
te zagrzybiałe kurwa mieszkania w których ludzie gotują jedzą śpią i
próbują się kochać...
Otwierasz oczy resztki snu topisz w umywalce
Ostatnie dni uciekły ci jak przez palce
Życie to wojna wojna to walka
A w walce dekoncentracja choćby nawet chwilowa
To wróg tak jak strach
Rozumiesz te słowa
I dla ciebie jeden mach jeszcze jeden mach
By od nowa znów odżyła wewnętrzna siła
Automotywacja życiowy napęd
Bezpośrednio związany z rapem
Zatem cała naprzód do ataku do boju
Z tobą twoi ludzie twojego pokroju
Dobrze wiesz że wszystko co cię nie zabije da ci moc i siłę
Więc nie czujesz niepokoju kiedy drwią
I wtedy kiedy słodko śpią
Ty słyszysz w sercu weź długopis i pisz
I wolisz to niż w pierdolonej bezczynności się pogrążać
Hasło roku zawsze robić swoje i do tyłu nigdy się nie oglądać
Czekaj wiem prawdziwe słowa muszą mieć pokrycie
Więc zapełniasz tuszem białe pola w skoroszycie
By o świecie ponownie wejść w podziemie
Udoskonalić jeszcze bardziej styl i brzmienie
Oni jutro będę mieli to na walkmanie
A po jutrze zobacz znów cię na scenie
Wiesz czemu
Bo automotywacja cię nakręca
Sen z oczu spędza zdrowia nie oszczędza
Więc chwytaj za mikrofon i zabijaj ciszę
I usłysz to brat bo ja już to słyszę

REF. x2
Elo Pelson (elo Pelson)
Weź w miejscu nie stój (weź w miejscu nie stój)
Zejdź do podziemia (zejdź do podziemia)
Myśli zarejestruj (myśli zarejestruj)
Ciężko pracuj (ciężko pracuj)
Aby styl mieć swój (aby styl mieć swój)
Wkrótce powiesz (wkrótce powiesz)
Elo brat weź to stestuj (elo brat weź to stestuj)

Masz styl odwagę i ambicje
Więc zaprezentuj tak żeby cała Polska to słyszała
Pokaż wszystkim że twoja automotywacja działa
Za prawdziwość pokój ci i chwała
Przecież w głębi duszy czujesz że rapu esencją
Jest przekaz podparty zawsze szczerą intencją
I dążenie do celu z żelazną konsekwencją
Zaciskasz pięści bo wierzysz w te zasady
Dlatego regularnie napierdalasz w pady
Lub słowami w sonarze karmisz wolne ślady
Jesteś Pelson z małej chmury wielki grad
Rap twój świat rap twój tlen tak od lat dzień za dniem
Wszystko wokół płynie w tempie 9 5 BPM
Produkcja jak spełniony sen
Nie poddawaj się łatwo jesteś w żywiole
Kiedy chcą cię zdradzić mów ja to pierdole
Mów gdy upadnę wstanę jak to się stało przemyślę i w eter to wyśle
Z miasta gdzie rap płynie z prądem w Wiśle
Z miasta co na co dzień daje ci natchnienie
Byś mógł prezentować swoje czyste tchnienie
Cały czas powtórzmy jeszcze raz automotywacja
Dwa to ciężka praca
Trzy satysfakcja
Racja jak to że środowisko też cię motywuje
Zobacz ilu dzieciaków zamiast (ciii) rapuje
Jak bardzo rap scena w Polsce jest rozwinięta
Teraz puenta: piękne serce i twoja dusza będzie tym pochłonięta
Lecz nigdy nie oddana bez reszty
Jak to zrobić
Sam najlepiej wiesz ty
Ja kończę rozgrywkę
Aha jeszcze post scriptum
W refrenie zamiast mojej
Wstaw swoją ksywkę
Elo

REF. x2
Elo elo (elo elo)
Weź w miejscu nie stój (weź w miejscu nie stój)
Zejdź do podziemia (zejdź do podziemia)
Myśli zarejestruj (myśli zarejestruj)
Ciężko pracuj (ciężko pracuj)
Aby styl mieć swój (aby styl mieć swój)
Wkrótce powiesz (wkrótce powiesz)
Elo brat weź to stestuj (elo brat weź to stestuj)
Był zwykły szary dzień zwykłych szarych podwórek
diler mieszał kokainę z pyłem z jarzeniówek
a on punkt 12 obudziły go kościelne dzwony w centrum miasta
lekko przymulony wstał, założył zegarek na lewą rękę
ciętak, bo dzisiaj wszystko jest cięte
Rulex za stówę niby Rolex za 4600
poszedł do kuchni, włączył elektryczny czajnik
kawa, prysznic, parówki, rogalik
usiadł na kanapie odpalając pilota
FashionTV piękne dupy, idealne na brzydkie dni na 100 mieszkańców
tak jak on 80 na kablówkę ze ściemy
na lewo, więc to nie jest ściemą
żeby zadzwonić on musiał nabić popa
dobrze że taniej wydruki z bankomatu sprzedał mu chłopak
umówił się na wieczór że pójdą na koncert
dobrze, łyknął kultury, dobrze
pa, wstał ubrał jeansy Bossa
te co mu pogonił typ w żelowanych włosach
nie wiem co to za Boss, z pewnością nie Hugo
o jego polo też by można mówić długo
wziął kluczyki od Golfa i spryskał się na wyjście
Armani z allegro, podrabiane oczywiście
podjechał na stację coś tam zatankował
wodę, rzepak, mocz, a może opał
co, tego nie wie nawet komisja śledcza
potem podjechał po mąkę do dilerka
zero trójka mieniła się w świetle
pachniała tynkiem i z grubsza była na receptę
jak by było mało to bez ogródek
w dwójaka chłopak wydał mu lipną stówę
za którą później kupił robioną wódę
pięknie, kurwa, pięknie PKP wszystko cięte
zwykły dzień szarych podwórek
warto dodać że stuningował sobie furę
opolskie klocki i nakładkę na rurę
w sprzęcie WWO zgrane z mp3-ójek
chłopak chciałby dobrze ale się nie odnajduje
odwiedził koleżkę na PlayStacje przy blantach i wódeczce
dobre gierki na piratach
co więcej ciut podjechał pod klub
a biletów w kasie już zero
więc kupił na zewnątrz od typa dobre ksero
Wszedł, poszedł do baru głośno jak skurwysyn
zadzwonił do niej ale nic nie słyszy
są w środku oboje, lecz nie mogą się znaleźć
zamówił w tym czasie rozcieńczany browarek
z którym nie chcieli wpuścić go na główną salę
i tak stoi i niby wszystko jest ok,
ale nie jest wcale, ta cięta rzeczywistość nie jest realem
to pseudo świat pełen niby zalet

Dookoła wszystko podrabiane
namiastka prawdy, imitacje same
spójrz teraz na nas na koncercie
nas nigdy nie podrobią, WWO będzie sobą
nie starczy hologramów by stwierdzić autentyczność
certyfikat nam wystawia publiczność
to nie jebany show sobowtórów
prawdziwi, orginalni, my do bólu

Zwykły szary dzień, zwykłych szarych podwórek
jeden z drugim na ubezpieczenie zdzwonowali furę

dobra, dobra, dobra, dobra, nie chce mi się już tego więcej słuchać
TA ta ta ta ta ta pojazd na tedego trwa
Ra ta ta ta ta ta stara kurwa straci hajs
Ta ta ta ta ta ta Riczi Stara kurwę gna
Ra ta ta ta ta ta skończyłem z tą kurwa, ha

Jak już wiesz Tede wszystkie Ryśki na dobre chłopaki
A Jacki w polskim rapie raczej same słabiaki
Czym różnisz się od Mezo? niczym, tak mi przykro
Każdy jeden taki Jacek jest skończoną pizda
I żebyś mi nie wytknął, Że to ja z nim nagrałem
Powiem, to był taki czas, Gdy mu rękę podawałeś
Rożnica jest taka, tedunio zaznaczam
Że ty z Mezo nagrasz na bank w dzisiejszych czasach
Co Dwóch Jacków, to nie jeden, Jacek i Placek pojebie
Nie pomoze samplowany Marek
Wacek, nawet Niemen
Nie pomoze Sośnicka, Zresztą takiej kobiety
Jak piękna Zdzisława nigdy nie znajdzie kretyn
Ja nie pierwszy, lepszy Leszek, z dissem się nie spieszę
Dziś na konkrecie diss za dissem sie pojedzie
Ziom za ziomem, nucę refren Dziesięć swój jak
Bo mam za sobą Ziomków A ty sam w deszczu stój
Tak zwany chuj, dziś napluję ci w Kasze
I w twarz przy okazji a ty na głos zapłaczesz

Ta ta ta ta ta ta pojazd na tedego trwa
Ra ta ta ta ta ta stara kurwa straci hajs
Ta ta ta ta ta ta Riczi Stara kurwę gna
Ra ta ta ta ta ta skończyłem z tą kurwa, ha

Tak, Łącznie z tobą wszyscy czekali na to kiedy i jak odpowiem
Zajelo ci tydzień, żeby odpowiedzieć na Tych parę słów prawdy z mojej strony
JeĹĽeli Więc Musiałem czekać aż tydzień na Twój zbiór piosenek
Ty chujowy śpiewaku, ja też sobie Dalem tydzień na odpowiedź
Niezła strategia wrzucić diss w weekend
Gdzie ludzie mojego pokroju pracują koncerty grając
Bo w odróżnieniu od ciebie ja nie muszę ich odwoływać
Twój pech jednak polega na tym
Że to był akurat Jedyny wolny od pracy weekend jaki w roku Miałem Tym
Więc wszedłem na komin elektrociepłowni i strzeliłem w ci łeb
Zamiast zajmować się Bardziej pożytecznymi rzeczami
Zmuszony Zostałem odpowiedzieć takiemu jak ty pajacowi
Więc Tede gleba i ani słowa więcej
Oko Przemykałem na twoje komercyjne słabostki, wilczy apetyt na Pieniążki
Lecz teraz koniec z pobłażaniem, Nie będzie taryfy
ulgowej
Zaszłym W roku rzuciłem się raczej na słabiaka
Za to w opierdoliłem Tym roku jak bura suke samozwańczego króla
Który teraz nagi stoi, bo narobił za lachy duże, ha
Za twojego Pecha zajrzę do flachy
I rozpoczynam impre gruba, o ktorej możesz tylko pomarzyć
Musiałeś się kawałkiem zainspirować moim
Żeby w ogóle zaistnieć beef'ie w Tym
Lecz to nie czasy RRX, wtedy gruba miales impre z Krzysiem
Z Rysiem możesz tylko ze złości kwiczeć
Co do skitu z filmu odwołałem się do tego samego klasyka
Bo niestety, ktoś taki jak ty
Może nie mieć alter-ego w Polskiej Kinematografii
I tu kolejny Peszek, nie wiedziałeś, Że kij ma dwa końce?
Więc sam skecz już niszczy cię, posłuchaj jak śpiewasz do szafy Prezesa
Czy Oświadczenie napisał mi mój papuga
Który stwierdził Że puszczasz zwykłe dziennikarskie kaszki
Ja sam mogłem się wrzucić w sieć
o wiele szybciej
Ale jak to się mówi - moja płyta, moje urodziny
Nasza EP-ka - na urodziny Decks'a
Wszystkiego najlepszego Więc
Decks

(Chada)
... Los Takich jak ty z REGUŁY bywa krótki...
... Powinieneś wziąć pod uwage karierę prostytutki ...
... Obrażę cię nie raz, bo na to zasługujesz ...
... Ty kurwo, farmazonie robiony miękkim chujem ...
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo