Popularne piosenki. Polski Hip Hop

[Miodu]
Zostało tylko echo(echo,echo)
Ciebie już tu nie ma, nie zmienimy już nic
Zostało tylko echo(echo,echo)
Stoję i zaciskam swe pięści do krwi
Zostało tylko echo(echo,echo)
W sercu mam ogień, ogień żłobi mi łzy
Zostało tylko echo(echo,echo)
Tylko powiedz mi dlaczego, powiedz mi

[PiH]
Obraz stoi przed oczami
Nie potrafię oddychać ustami, wiesz mnie zatyka
Tracę głos jak dławiący gardło but
Los wspomnień mroczna moc
Gdzie dziś marzenia nasze są?
Blizny po szczęściu, oko zaszło mgłą
Mamy bezwietrzny wieczór
Cisza krzyczy szeptem, którego nikt nie umie słyszeć
Uciec od tego i nie wrócić
Kłopoty, zamknąć oczy, zniknąć w nocy
Uśmiech przez łzy- to nic nie zmieni
Niczego nie da się naprawić, wyjaśnić, wymienić
Naszych problemów nie rozwiąże już telefon
Kolejny raz w ścianę uderzam pięścią
Chociaż nie jestem winny, tępy ból, zapijmy...
Tak bardzo czuję się bezsilny...

[Miodu]
Zostało tylko echo(echo,echo)
Ciebie już tu nie ma, nie zmienimy już nic
Zostało tylko echo(echo,echo)
Stoję i zaciskam swe pięści do krwi
Zostało tylko echo(echo,echo)
W sercu mam ogień, ogień żłobi mi łzy
Zostało tylko echo(echo,echo)
Tylko powiedz mi dlaczego, powiedz mi

[PiH]
Kropla wody drąży kamień, kropla krwi - rany
Wiesz skąd pochodzimy, to wiesz gdzie zmierzamy
Do końca tańczysz, chociaż to smutny bal
Dla niektórych karnawał, dla Ciebie nawał kar
Życie to marny żart, krzyczałeś "cheese",
Śmiałeś się, chociaż pętla na szyi spijała łzy
Ziemia bez serca skazuje na żałobę
Jeszcze wczoraj w Twoich dłoniach słyszałem brzęk monet
Nikt nie wiedział, że życie Ci ciąży
Dziś zerkasz z gwiazdozbioru, wczoraj w klubie z loży
Zamykam oczy, wybija godzina niefartu
Tak jakbym puszczał w ruch sekwencję wypadków
Nikt Ciebie nie zwróci, nikt tego nie zmieni
Leżysz czarną mgłą osnuty, oddech pełen ziemi
Zapadnięty w gardło martwy język, cisza
Obraz stoi przed oczami, nie oddychasz

[Miodu]
Zostało tylko echo(echo,echo)
Ciebie już tu nie ma, nie zmienimy już nic
Zostało tylko echo(echo,echo)
Stoję i zaciskam swe pięści do krwi
Zostało tylko echo(echo,echo)
W sercu mam ogień, ogień żłobi mi łzy
Zostało tylko echo(echo,echo)
Tylko powiedz mi dlaczego, powiedz mi

[PiH]
Jakbyś nie chciał być już stąd
Stał na ostatnim piętrze,
Ogień trawi Twój dom
Nie walczysz o powietrze
Powiew wiatru, gdy Twój los się tli
Gotowy do upadku, w oczach błyszczą łzy
Niespełnione marzenia, snu ostatni akt
Każą się uśmiechnąć, zwiędły życia kwiat
Ręce masz z tyłu, stoisz na krawędzi
Ręce masz z tyłu, skrzydła anioła śmierci

[Miodu]
Powiedz mi, ilu takich samych jak my
Powiedz mi, nienawidzi takich jak my
Powiedz mi, czemu zabijamy by żyć
Powiedz mi, czemu tylko echo / x2

[Miodu]
Zostało tylko echo(echo,echo)
Ciebie już tu nie ma, nie zmienimy już nic
Zostało tylko echo(echo,echo)
Stoję i zaciskam swe pięści do krwi
Zostało tylko echo(echo,echo)
W sercu mam ogień, ogień żłobi mi łzy
Zostało tylko echo(echo,echo)
Tylko powiedz mi dlaczego, powiedz mi
W ciemności słucham kaset na słuchawkach.
Miasto śpi, czerwone diody zapalają się w rytm.
Mam mniej lat niż dzieli nas dziś, od tych chwil, dziesięć…
Rodziców nie ma ze trzy dni.
Papieros ma smak życia i nie smakuje mi.
Zabieram walkmana i nie zamykam drzwi.

Gdybym wiedział wtedy, że istniałaś…
Przyszedłbym.
Gdybym wiedział wtedy, że istniałaś…
Przyszedłbym.

Kilka lat później jadę nocą bez pomysłu.
Zero atrakcji jest tu dla takich turystów.
Papieros wciąż miałby zły smak, ale go brak…
Żółte światła pulsują, dając znak.
Wciąż słuchałem tych kilku ulubionych płyt.

Gdybym wiedział, że istniałaś - przyjechałbym.
Gdybym wiedział, że istniałaś - przyjechałbym.
Gdybym wiedział, że istniałaś - przyjechałbym.

Znów ten stan, że nie wiem, co mam robić.
Niby wszystko gra i niby o to chodzi,
Ale leżę sam, po ciemku na podłodze.
I muzyka gra, a ja wstaje i wychodzę.
Mam ochotę iść, chociaż nie mam wcale celu.
Mam ochotę pić i wchodzę do hotelu.
Nie chcę spać tu dziś, tylko biorę zapalniczkę.
Zapalam papierosa i wynoszę popielniczkę.
Ja jestem tragiczny? Czy życie jest tragiczne?
W barze na rogu zostawiam zaliczkę.
Marzę o bogu, co ześle mi kogoś,
Kto pomoże mi zrozumieć, że życie jest śliczne.
Jestem trzeźwy, jakbym wcale nic nie pił.
Jestem wcięty, ale ludzie są ślepi.
Jestem niezły, czemu nie mam kobiety?
Kobiety mam niezłe, ale nie moje niestety.
Mam więcej, inni mają po jednej.
Mam mniej, bo żadnej konkretnej.
Nie mam nic, nie mam nawet pomysłu.
Jestem sam, ale walczę, jak trzystu.
Wszedłbym teraz przez ścianę do Ciebie,

Gdybym wiedział, że w ogóle istniejesz.
Gdybym wiedział, że w ogóle istniejesz.
Gdybym wiedział, że w ogóle istniejesz.
Ale tego nie wiem…

Za kilka lat pewnie będę nadal sam,
Budząc się z nową nią,
ten sam utwór będzie robił tło.
Nocą będę czekał,
Bo całe życie jakoś tak czekałem…
Na Ciebie, choć nie wiem, czy istniejesz.
Czekam dalej.
Papieros ma smak życia i nie ma smaku wcale.
Mój stary ipod idzie ze mną grać mi ten kawałek.

Jeśli dowiem się, że istniejesz.
Przyjadę.
Jeśli dowiem się, że istniejesz.
Przyjadę.
Jeśli dowiem się, że istniejesz.
Przyjadę.
Ref. a kiedy mowie super to znaczy mam to w dupie
i nikt mi nie tlumaczy nic gdy leci bit na loopie
a kiedy mowie spoko mam w dupie to gleboko
i nikt mi tu nie raczy pic i bujac sie szeroko / x2

1. A kiedy mowie sijo nara nie podoba mi sie ten styl
to znaczy Twoja stara sklada lepsze teksty niz Ty
i robi halas wiekszy niz Twe koncerty
gdy napierdala z wala w przeterminowany befsztyk
a kiedy mowie hejting to juz Ci sie odpala
ze po odrobieniu lekcji pędzisz jebac na portalach
a jak nie robisz zadania mama nie wygania z chaty
to przechodzisz do dzialania www stare szmaty (pl)
kiedy mowie znam sie na tym to wiedz ze to nie sciema
bo ten styl to unikaty nie jak polowa podziemia
i odjebie wam tu katyn mam tu rapy skojarzenia
dla kumatych spora żenia twoje sporażenia pola rażenia
kiedy mowie Tobie siema to znaczy ze sie witam
i masz cos do powiedzenia nie ubierasz sie jak przypal
a jak nie witam sie z Toba to robie to celowo
i nikt mi nie tlumaczy nic i kazdy buja glowa

Ref. a kiedy mowie super to znaczy mam to w dupie
i nikt mi nie tlumaczy nic gdy leci bit na loopie
a kiedy mowie spoko mam w dupie to gleboko
i nikt mi tu nie raczy pic i bujac sie szeroko / x2

2. A kiedy wpierdalam sie na bit jak Mijagi daję sztukę,
a Ty gapisz sie jakby wjebali Ci dynamit w dupe
nie no mnie to bawi super nie to nie te braggi z UK
wez to zgraj wyjaraj i wpierdol na komputer
a kiedy mowie zrobie tu borute jednym ruchem
to masz w minute po dupie i zostajesz zywym trupem
a jak skupie sie i wkurwie to na serio Cie pograze
tak ze leb Ci urwie i nie zdazysz dotrzec na swoj pogrzeb
a kiedy mowie skadze to znaczy ze sie zgadzam
ze robie to dobrze nadal to nie zenada
kiedy to gadam i robie to madrze nadal
wylacz mnie jak Ci nie odpowiada
bo robie wylacznie odskocznie ktora
nie dotrze tu do stada
a kiedy to skladam dalej Twoi ziomale czuja tu zazdrosc taka
ze na przypale za ten talent oddali by posiadlosc
i robie to dalej w szale, jak wkurwiony dziki komando
dziwki na bank to znajda i sie odnajda wiem to na bank ziom czaj to.

Ref. a kiedy mowie super to znaczy mam to w dupie
i nikt mi nie tlumaczy nic gdy leci bit na loopie
a kiedy mowie spoko mam w dupie to gleboko
i nikt mi tu nie raczy pic i bujac sie szeroko / x2
1. Suko, wjeżdżam ci do studia przecinam mózgową korę
Jesteś zakałą południa, Katowic nowotworem
Dissów amatorem, nie nazywaj mnie ziomem
Beef z celebrytą, kurwa, pierwszy w hip hopie
Nie jeździłem na kolonie, dla ciebie zrobię obóz
Rap-Oświęcim, skup się, czaisz Fokus
Charyzma twej ekipy dawno wyskoczyła z bloku
Teraz Doda/Fokus, hokus pokus, siedem pokus, tej
Przejąłeś fanów po koledze, twój rap to lipa
Nie ma Magika, traci czar Paktofonika
Kto do kogo suko fika masz tu same fakty
Prawda na głośnikach, scena dopinguje, patrzy
Nawet twoi fani leją z "Afterparty"
Jesteś zerem a nie bogiem, daje tobie z tlenu zastrzyk
Nie jesteś legendą, sam pogrzebałeś siebie
Jedyny mówię głośno, że dla sceny jesteś śmieciem

Ref.
Kto do kogo suko fika?
Beef z celebrytą, kurwa, pierwszy w hip hopie
Twój rap to lipa, twój rap to lipa
Skup się, czaisz Fokus.

2. Mówisz, że cię nie znam a rozmawialiśmy przecież
Poznań, "Piwnica" i po koncercie backstage
2008 stary Fokus już się wozi
Starłem ciebie, u mnie w mieście byłem numer jeden młodzik
Mówiłem, że cię szanuje i że polski rap kuleje
Że wychodzi dużo gówna, że lepszy czas nadejdzie
Ty nie patrząc na mnie z pogardy uśmiechem
Mówisz: "po co to robisz?" i wychodzisz na scenę
Gdybym był takim patusem zrobiłbym ci z dupy przecier
Już wtedy wiedziałem, że jesteś zwykłym plebsem
Czekałem parę lat na odpowiedni moment
Aż będę miał pozycję w rapie i zrównam cię z betonem
I słuchaj jak to robię, argumenty moja oręż
Nie muszę przeklinać żebyś nazwał to hardcorem
Co ty mi powiesz? Że rapuję pod techno?
Twoja marna bragga, flow upośledzony lektor
Wersy na ciebie piszę słabszą lewą ręką
Prawą zostawiam dla lepszych, oni przeze mnie polegną
Biuro Ochrony Rapu - to nie jest puste hasło
Biorę twój sześcian i przecinam go jak masło

Ref.
Kto do kogo suko fika?
Beef z celebrytą, kurwa, pierwszy w hip hopie
Twój rap to lipa, twój rap to lipa
Skup się, czaisz Fokus.

3. Wersy B.O.R pisałem wczesną wiosną
Na jesień pasują do ciebie są dla twego ego chłostą
Tak artysto, ja przewiduje przyszłość
Wiedziałem co zrobisz, że jesteś komercyjną dziwką
Jak ci nie wstyd ty turbo hipokryto
Kiedyś jechałeś po nim, dziś macie wspólne koryto
Moje słowa jak kopyto witają się z twoją mordą
Nie chodzi o hajs, ma się dobrze moje konto
Chyba mógłbym cię kupić bo nie wziąłeś za to hajsu
Dobra wymówka, nikt nie wyceni tego lansu
Twoje 5 minut wydłużone do kwadransu
Białe adiki do koszuli pod fanów z gimnazjum
Twój napis na koszulce był sygnałem S.O.S.
Tylko na nim był rap, reszta to chujowy wers
Nie pierdol o rozwoju, że to promuje hip hop
"Fuck it" to słaby numer z plastikową dziwką
To ja promuje rozwój i poszerzam horyzonty
A twoi odbiorcy nie znają mojej twórczości
Ty też jej nie znasz, ty pusty ignorancie
Ja znam swojego wroga i tracisz gruby pancerz
Wiem, wielu sezonowców będzie dzisiaj przy tobie
Liczysz na ich pomoc, po roku puszczasz odpowiedź
Zaczną forumową wojnę po lepszą promocję
Armia z multikina na internetowym froncie
Tutaj nie ma braggi, pancze oparte na fakcie
Jeden diss, kończy beef, rozjebałem cię na starcie

Ref.
Kto do kogo suko fika?
Beef z celebrytą, kurwa, pierwszy w hip hopie
Twój rap to lipa, twój rap to lipa
Skup się, czaisz Fokus.
akby nie patrzeć, razem jesteście od liceum
nie wiem czy wtedy w planie to miałeś przyjacielu
czy miałeś to mieszkanie, kredyt na całe lata
na pewno nie myślałeś o tym za dzieciaka
a dzisiaj macie sami świat wypchany planami
aż co do dnia i nocy i godzin z minutami
wciąż takie same płatki tu jesz po przebudzeniu
widzisz te same japy w drodze do pracy w Dell'u
co dzień mówią ci jaki masz fart
że to zahacza o sen, że wymarzony masz start
że już nie musisz się bać o to co będzie jutro
masz ułożony tu raj, czy to oszustwo?
tu nie ma opcji rzuć to, bo to nie tylko twoje
i planujecie już to, że będzie was tu troje
i niby wszystko teraz wam się układa tu
a mimo wszystko jednak coś cię ciągnie w dół

[x4]
z dziesięciu pięter w dół, w dół, w dół

sukces, pasuje to do ciebie
kolejny awans wkrótce, znów jesteś dumna z siebie
znowu dostałaś premię, czas umeblować ten loved
masz prawie rezydencję jak Lara Croft
już zapominasz swój dom, tylko wysyłasz kasę
i gubisz wagę, bo wciąż na głowie masz tą pracę
żyjesz tym wielkim miastem jakbyś rodziła się tu
i tylko czujesz czasem, że ci mało snu
facet? ty jeszcze masz na to czas
mówię o przyszłym czasie, narazie czasu ci brak
narazie tylko ten raz byłaś z kolegą z pracy
lecz nie udało się wam, bo miał już inną na tacy
tacy nie mają u ciebie szans
kiedy idziesz do zary wydajesz tam własny hajs
i chyba ten pierwszy raz nie żal ci skończonych szkół
a mimo wszystko jednak coś cię ciągnie w dół

[x4]
z dziesięciu pięter w dół, w dół, w dół

dzisiaj nareszcie masz to czego latami chciałeś
zarabiasz dziś na ten sos, masz na dom, na balet
na miłe panie co noc, jak ci się zachce czegoś
i tak masz branie co noc nawet bez tego
ludzie kupują to coś, co im nagrywasz w studiu
analizują to coś, odróżnisz to od kultu?
nie ma już w tobie buntu, jesteś po drugiej stronie
gnojki chcą wizerunku więc ciągle mówią o tobie
ale to już jest wyższy pułap
zrobili z ciebie gwiazdę, wsiąkła twoja natura
zabiłeś ją w tych klubach, wciągnąłeś ją ze stołów
a twoja mała córka czeka tam z mamą w domu
no cóż, taka jest cena sławy
z czasem nie męczą cię już myśli, że jesteś słaby
i bierzesz to garściami i zapominasz ból
a mimo wszystko jednak coś cię ciągnie w dół

[x4]
z dziesięciu pięter w dół, w dół, w dół
Czemu wyjebało ten kiosk?
przecież jeszcze wczoraj stało tu to
kurwa jakby mi było mało tych trosk
kazało mi coś iść tędy, bo tędy szybciej
a mój kiosk zniknął jak rozum po pół litrze
albo kilku
widzę tubylców więc podchodzę i pytam wprost
gdzie jest ten kiosk co był tu kiosk
com lubił nie raz go za klasę
skąd szlugi teraz wziąć, skąd prasę
to cios w nerkę wezwijcie eRkę
bo stoję tu i cierpię jak młody Werter
mam [?] bo w te pieprzone tarabany bijąc
czwarta RP zawinęła mój ki-osk
a ludzie stoją i mniej więcej połowa
narzeka ten kiosk nam się i tak nie podobał
bo wie pan porządek ma być bynajmniej u nas
a nie gołe baby czy żydokomuna
to pewniak
że będzie spokój skoro szlag trafił ten chlewniak
i te lumpenliberalne media
zresztą nie martw się pan nie machaj głową jak przygłup
nasz Dziennik można dostać obok w Lidlu
słucham i czuję, że trochę trzęsie mną nie mniej
zachowuję spokój, bo oni kpią ze mnie
idź gdzie indziej mówię sobie nerwy ostudź
bo nie da się wysadzić wszystkich kiosków
choć ostatnio był strach przed batem
skoro tak się bali że Gretkowską wycinali nożem do tapet
i tylko papież i Gala i Pani Domu widnieli zza szybek
więc może jednak? nie to niemożliwe
idę i czuję niesmak bo
nie wierzę w to co widzę tutaj też stał kiosk
a teraz po nim tylko gołe fundamenty
zresztą to samo stało się z następnym i z następnym...
czuję się bliski zawału
lecz nim padnę budzę się nagle z tego koszmaru
i niech zgadnę widok z okna piękny jak Paryż
owszem kioski stoją jak stały
czuję ulgę choć nie mogę pozbyć się myśli
że jeszcze trochę i sen się urzeczywistni
wtedy jednojajowy szeryfie bądź pewien
niech zniknie jeden kiosk i ruszam na Belweder
Otwierasz oczy resztki snu topisz w umywalce
Ostatnie dni uciekły ci jak przez palce
Życie to wojna wojna to walka
A w walce dekoncentracja choćby nawet chwilowa
To wróg tak jak strach
Rozumiesz te słowa
I dla ciebie jeden mach jeszcze jeden mach
By od nowa znów odżyła wewnętrzna siła
Automotywacja życiowy napęd
Bezpośrednio związany z rapem
Zatem cała naprzód do ataku do boju
Z tobą twoi ludzie twojego pokroju
Dobrze wiesz że wszystko co cię nie zabije da ci moc i siłę
Więc nie czujesz niepokoju kiedy drwią
I wtedy kiedy słodko śpią
Ty słyszysz w sercu weź długopis i pisz
I wolisz to niż w pierdolonej bezczynności się pogrążać
Hasło roku zawsze robić swoje i do tyłu nigdy się nie oglądać
Czekaj wiem prawdziwe słowa muszą mieć pokrycie
Więc zapełniasz tuszem białe pola w skoroszycie
By o świecie ponownie wejść w podziemie
Udoskonalić jeszcze bardziej styl i brzmienie
Oni jutro będę mieli to na walkmanie
A po jutrze zobacz znów cię na scenie
Wiesz czemu
Bo automotywacja cię nakręca
Sen z oczu spędza zdrowia nie oszczędza
Więc chwytaj za mikrofon i zabijaj ciszę
I usłysz to brat bo ja już to słyszę

REF. x2
Elo Pelson (elo Pelson)
Weź w miejscu nie stój (weź w miejscu nie stój)
Zejdź do podziemia (zejdź do podziemia)
Myśli zarejestruj (myśli zarejestruj)
Ciężko pracuj (ciężko pracuj)
Aby styl mieć swój (aby styl mieć swój)
Wkrótce powiesz (wkrótce powiesz)
Elo brat weź to stestuj (elo brat weź to stestuj)

Masz styl odwagę i ambicje
Więc zaprezentuj tak żeby cała Polska to słyszała
Pokaż wszystkim że twoja automotywacja działa
Za prawdziwość pokój ci i chwała
Przecież w głębi duszy czujesz że rapu esencją
Jest przekaz podparty zawsze szczerą intencją
I dążenie do celu z żelazną konsekwencją
Zaciskasz pięści bo wierzysz w te zasady
Dlatego regularnie napierdalasz w pady
Lub słowami w sonarze karmisz wolne ślady
Jesteś Pelson z małej chmury wielki grad
Rap twój świat rap twój tlen tak od lat dzień za dniem
Wszystko wokół płynie w tempie 9 5 BPM
Produkcja jak spełniony sen
Nie poddawaj się łatwo jesteś w żywiole
Kiedy chcą cię zdradzić mów ja to pierdole
Mów gdy upadnę wstanę jak to się stało przemyślę i w eter to wyśle
Z miasta gdzie rap płynie z prądem w Wiśle
Z miasta co na co dzień daje ci natchnienie
Byś mógł prezentować swoje czyste tchnienie
Cały czas powtórzmy jeszcze raz automotywacja
Dwa to ciężka praca
Trzy satysfakcja
Racja jak to że środowisko też cię motywuje
Zobacz ilu dzieciaków zamiast (ciii) rapuje
Jak bardzo rap scena w Polsce jest rozwinięta
Teraz puenta: piękne serce i twoja dusza będzie tym pochłonięta
Lecz nigdy nie oddana bez reszty
Jak to zrobić
Sam najlepiej wiesz ty
Ja kończę rozgrywkę
Aha jeszcze post scriptum
W refrenie zamiast mojej
Wstaw swoją ksywkę
Elo

REF. x2
Elo elo (elo elo)
Weź w miejscu nie stój (weź w miejscu nie stój)
Zejdź do podziemia (zejdź do podziemia)
Myśli zarejestruj (myśli zarejestruj)
Ciężko pracuj (ciężko pracuj)
Aby styl mieć swój (aby styl mieć swój)
Wkrótce powiesz (wkrótce powiesz)
Elo brat weź to stestuj (elo brat weź to stestuj)
Urodziliśmy się w szpitalach, na białych salach
Z dala od świata gdzie ojcem marazm a matką wiara
Nikt nas nie pytał, nikt nic nie ustalał
Choć każdy dobrze wiedział, że ten świat dawno oszalał

Idę ciężkim krokiem niszczony miejskim smogiem
Wokół mnie setki okien, mijam blok za blokiem
Tutaj ludzie patrzą błędnym wzrokiem
przez tyle wylewanych łez na co dzień
spróbuj wejść im w drogę
pode mną asfalt, przede mną wyrasta krajobraz ruin miasta
tu życie dusi, jak dusi astma
tu musisz być jak hustla
bo w świecie kłamstwa poradzi sobie tylko garstka
Już jedenasta, na uszach Gangstarr
idę, wtulony w blask lamp
widzę zniszczony nasz kraj totalnie
zdewastowane, pozamykane kopalnie
ten kto tu ma najlepiej, skumaj, to ten co najwięcej kradnie
delikatnie świecą latarnie, wciąż idę
mija kolejny rok, tydzień, kolejna noc i dzień
nienawidzę monotonii, która za mną jak cień idzie
dlatego piszę - to miasto samych gangsterów
na bank wielu z nich odczuwa brak celu
szukając szczęścia w portfelu
tu pieniądz jest bogiem, człowiek zaś wrogiem
skręcam tuż za rogiem, wszędzie czarny kurz na drodze

[x2]
Urodziliśmy się w szpitalach, na białych salach
Z dala od świata gdzie ojcem marazm a matką wiara
Nikt nas nie pytał, nikt nic nie ustalał
Choć każdy dobrze wiedział, że ten świat dawno oszalał

Miasto, które kiedyś było barwnym niebem
dziś jest dla wielu martwym stepem, pokrytym czarnym śniegiem
tu wielu chce być tylko zwyczajnym człowiekiem
zwyczajnie witać dzień białym mlekiem i czarnym chlebem
Pomyśl, żyję w mieście, w którym szczęście
Przeliczane jest na tony, całe domy tutaj żyją z węgla
Pomyśl, w prywatnych przeręblach plony
Piętra stromych dziupli kryją węgla tony
Ej, kto zna tę dziuplę posłodzi dziś herbatę cukrem
Posłodzi żona, dzieci, dzieci kumpli, kumple
Ziemia jest źródłem, strach przed niepewnym jutrem
Dla jednych grobem, dla innych domem, smutne
Ludzie, którzy umarli jako ludzie
A jednak są tu minuta po minucie
A jednak żyją z tym uczuciem, że ich pociąg uciekł
Peron pokryty czarnym śniegiem, mam złe przeczucie
To szara niepokolorowana ta kolorowanka mikropoli
Ta szara niepokolorowana kolorowanka z tej historii
To moje miasto, a w nim ludzie moi
Miasto w letargu o poranku a w nim ja i oni

[x2]
Urodziliśmy się w szpitalach, na białych salach
Z dala od świata gdzie ojcem marazm a matką wiara
Nikt nas nie pytał, nikt nic nie ustalał
Choć każdy dobrze wiedział, że ten świat dawno oszalał

Kiedyś to miasto kibiców, skinów i punków
dziś bieda szybów i pustych kont w banku
kiedyś to miasto blasku czynów i faktów
Tu dziś nadzieja szuka głupców, bieda swych skalpów
Tu po 23 zasypia nawet bruk na streecie
Umiera każda z dróg, każdy klub
A życie jak lód topi się jak loop na bicie
Co dzień to samo, wciąż te same sample to samo rano
Tutejsze wampy straszą na planszy jak Banshee
A w rynku knajpy to plajty za bójki i kanty
Tutejsze lampy jak zmory świecą nie dając światła
Samotne tory zjada rdza i ciszy aplauz
A w tle uśpione szyby, kominy z nimi na linii
Puste magazyny, stare kopalnie
Jak zabawki z plasteliny w rękach Boga
Który już dorósł więc je zostawił
Zostawił także zawiść, nienawiść i zdrady

[x2]
Być może to miasto to twoje miasto
Ono nas budzi i nie daje zasnąć, nie daje zgasnąć
Może to miasto to twoja własność
Wciąż walczymy, jest wiele szans, yo, trzymamy bastion
Nie słyszysz? wcale nie znaczy, że tego nie ma
W sercach dzieciaków nadzieja - album dojrzewa
Niespokojny charakter jak ocean przy sztormie
Tymi daje z siebie więcej niż kiedykolwiek
Ulica obserwuje wokół asfaltu wstęgi
Tu nikt nie wygrał losu na loterii
Produkcje jak gorący ołów przeszywają ciało
Co słychać? trochę się piło, trochę...
PiH'u powtórz raz jeszcze - niech wiedzą co się działo
Trochę się piło, trochę...
Znowu cyfry, odbezpieczone pióro trafi w gusta
Jak Moro - moce ubrania - polska produkcja
Serce przyspieszyło od truchtu do sprintu
To nadal ten sam Tymi i ten sam PiH'u
Głos pełen emocji, słowa kontrowersji
Nie było nas długo, czekałeś? już jesteśmy

Czekałeś długo? nowe JedenSiedem, wreszcie
Odbezpieczone pióro, nareszcie
P.I.H. i Tymi znów na mieście
Osiemnaście miesięcy później nadal jesteście

Czekałeś długo? nowe JedenSiedem, wreszcie
Odbezpieczone pióro, nareszcie
P.I.H. i Tymi znów na mieście
Osiemnaście miesięcy później nadal jesteście

Znowu te wersy, pierwszy raz je słyszysz
To moje pismo, poczuj je nosem
Prawie po dwóch latach, znów będziemy w cut'ach
Do kurwy nędzy jesteśmy z powrotem
Brak pieniędzy? grosz by się przydał
miastu, któremu nikt nic nie miał, a PiH to wydarł
Nie chcę ochłapów, posunięcia trudne
Powoli z górę status - się nie skundlę
nie ugnę, nie będę na palcach stąpał
Coś się nie podoba? to jak Borixon - rekontra
Kontra - złap to jak dym z jointa
Mam nadzieję, że wkrótce załapiemy kontakt
Czekałaś długo? i co tu teraz masz?
Dla wszystkich cukiereczków jak miłość jeden spazm
Czekałeś długo? zobaczysz na koncertach
Poczekaj, nie pękaj, zapij to wódą
Odbezpieczone pióro, masz to co najlepsze
Na razie nawijaj ze mną refren

Czekałeś długo? nowe JedenSiedem, wreszcie
Odbezpieczone pióro, nareszcie
P.I.H. i Tymi znów na mieście
Osiemnaście miesięcy później nadal jesteście

Czekałeś długo? nowe JedenSiedem, wreszcie
Odbezpieczone pióro, nareszcie
P.I.H. i Tymi znów na mieście
Osiemnaście miesięcy później nadal jesteście

Droga mnie kręta, kto ma potencjał?
2RX - płyta za płytą, chłopaki piszą
Rap nie zginie, po koncertach tyle przyjęć
Nie wierzysz? przyjedź, zobacz jak wóda płynie
Niedługo przedsmak wersów na płytę drugą
Zapowiadam z dumą nowy krążek, na nim
nowy bity, nowe rymy, nowe historie
Nowe JedenSiedem ponad rok po "Niewiadomej"
Dużo się zmieniło, że ja pierdolę

Czekałeś długo? nowe JedenSiedem, wreszcie
Odbezpieczone pióro, nareszcie
P.I.H. i Tymi znów na mieście
Osiemnaście miesięcy później nadal jesteście

Czekałeś długo? nowe JedenSiedem, wreszcie
Odbezpieczone pióro, nareszcie
P.I.H. i Tymi znów na mieście
Osiemnaście miesięcy później nadal jesteście
Czasem chcemy żyć normalnie, nic więcej
Czasem ktoś lub coś nam wiąże ręce
Czasem niezależnie czego byś chciał, plany tracą znaczenie
Gdy pada strzał, cziki pał /x2

Byłaś niewinna i czysta jak śnieg
Piątkowa uczennica, dojrzała ponad wiek
Umiałaś spędzać całe dnie w bibliotece
Chłonęłaś sen o całkiem innym świecie
Chciałaś, by tak jak bohaterce z tych książek
Przydarzył ci się piękny książe
Pojawił się tu ktoś, kto coś w sobie miał
Mimo wątpliwości, wymieniłaś z nim obrączki
I padł strzał
Świat przyspieszył w moment
Książe się zmienił, tęskniłaś za domem
Nie poszło chyba nic po twojej myśli
Twój mąż pił, chciał cię bić, spakowałaś walizki
Zostawiłaś w tyle przeszłość
Wróciłaś do rodziny, gdzie cię nie mógł dosięgnąć
Spotkaliście się ponownie na jednej z sal
Sąd pozwolił wam się rozejść
Padł strzał

Czasem chcemy żyć normalnie, nic więcej
Czasem ktoś lub coś nam wiąże ręce
Czasem niezależnie czego byś chciał, plany tracą znaczenie
Gdy pada strzał, cziki pał /x2

Byłaś piękna i smutna
Znów się pojawił ktoś, ale byłaś nieufna
Trwało to, mogło nie mieć przyszłości
Ale ten ktoś czekał, aż nabierzesz pewności
Wymieniłaś znów obrączki z nim
Marzył wam się dom i syn
Chcieliście dobrze żyć, mieliście dobry plan
Lekarz powiedział, że nigdy nie będziesz w ciąży
Padł strzał
Posypały się plany
Wątpiłaś w siebie, może nawet i w was chwilami
I żeby nie bić się z myślami
Zajęłaś się książkami, zaczęłaś nową szkołę
Mijały dni i tygodnie wam
Czasem gdy czegoś bardzo chcemy, wieje w oczy wiatr
Któregoś dnia już nie poszłaś tam
I nie wróciłaś do szkoły, bo byłaś w ciąży
Padł strzał

Czasem chcemy żyć normalnie, nic więcej
Czasem ktoś lub coś nam wiąże ręce
Czasem niezależnie czego byś chciał, plany tracą znaczenie
Gdy pada strzał, cziki pał /x2

Wychowaliście jedynaka jak w bajce
Tak długo czekaliście, aż się przy was znajdzie
Otworzyliście jego serce na ludzi
Za dużo brał do siebie, w końcu się zaczął gubić
Rzucił was, traciliście kontakt
A on tak wiele głupich myśli chował w głowie po kątach
Pewnego wieczora, kiedy się mocno schlał
Widział broń w domu ziomka
I prawie padł strzał
"Nie martw się o mnie, mamo
Nie mógłbym tego zrobić wam, nic mi się nie stało
Nie zawsze bywa tak łatwo, jak chcemy
Nie zawsze można gładko zejść ze sceny
I czasem mamy kiepskie momenty, kiepskie dni
Czasem ja, czasem ty
Lecz myślę o tym, co pokazaliście mi
I czego bym chciał, chcę być taki jak wy
I chcę iść, nawet, gdy pada strzał

Czasem chcemy żyć normalnie, nic więcej
Czasem ktoś lub coś nam wiąże ręce
Czasem niezależnie czego byś chciał, plany tracą znaczenie
Gdy pada strzał, cziki pał /x2
Proszę o zwolnienie, o usprawiedliwienie mojego nie mogę
Leżę drugi dzień otulając się w puchową kołdrę,
A on znowu wpadł na mnie prosto uderzając ramieniem
Padłam ryjem prosto na ziemię,
Szepnął coś niecenzuralnego do ucha,
Mam teraz wielkie kuku, na które muszę sobie dmuchać,

A Ty, a Ty
Jesteś lepsza niż bułka z masłem,
Niż czekolady, gwiazdy z telewizji
A Ty, a Ty
Niż samochodzik zdalnie sterowny,
Niż pieniążki i słodyczy.

Kocham... jak nigdy dotąd
Kocham... jak nigdy dotąd.

Nie umiem pływać, śniło mi się znowu,
Że się topię, nic nie mogę poradzić.
Podobno mam na twarzy wypisane "frajer"
Jutro przyrzekam muszę to sprawdzić.
Jestem duże dziecko, chłopczyk, co się krepuje
Powiedzieć tak prosto w oczy, co naprawdę czuje.

A Ty, a Ty
Jesteś lepsza niż bułka z masłem,
Niż czekolady, gwiazdy z telewizji,
Niż samochodzik zdalnie sterowany.
A Ty, a Ty...

Kocham... jak nigdy dotąd
Kocham... jak nigdy dotąd
Kocham... jak nigdy dotąd
Kocham...

Czuję dziwnie, że Ty coś nie bardzo,
Ale kocha mnie Elle pismo światowe.
Jestem tak naprawdę chłopczyk,
Co ze wstydem opuszcza swą głowę.
Jestem duże dziecko, co się krępuje
Powiedzieć tak prosto w oczy, co naprawdę czuje.

A Ty, a Ty
Jesteś lepsza niż bułka z masłem,
Niż czekolady, gwiazdy z telewizji,
A Ty, a Ty

Kocham... jak nigdy dotąd
Kocham... jak nigdy dotąd
Kocham... jak nigdy dotąd

Jak nigdy dotąd
Jak nigdy dotąd
Jak nigdy dotąd
Jak nigdy dotąd
Jak nigdy dotąd
Jak nigdy dotąd

Kocham... jak nigdy dotąd
Kocham... jak nigdy dotąd
Jak nigdy dotąd
Jak nigdy dotąd
Jak nigdy dotąd
Jak nigdy dotąd

Kocham... jak nigdy dotąd
Kocham... jak nigdy dotąd.
Aha, dokładnie tak, yoo
2011, B.R.O, no i ona w roli głównej
Sprawdź to, posłuchaj, ej.

Ja znam ją parę lat, jest mi bliska
ona też mnie zna i nie tylko z imienia i nazwiska
moja ksywka to dla niej moje imię
bo sama chciała, żebym grał pod takim pseudonimem
przełykam ślinę, opowiem Wam o niej
zawsze najlepiej czuła się na betonie
nie jedne dłonie zapisały na stronie,
że wróżą jej koniec, ale ona wciąż płonie
Żyła wśród bloków, tam też dorosła
Ludzie pokochali ją, więc musiała zostać
Woli air-maxy niż obcas medium
Jest obca, ma klasę, choć dla wielu to obciach
Z małego chłopca zrobiła mężczyznę,
jestem jej wdzięczny, choć dzisiaj mam bliznę
Wielu robi na niej biznes, idąc na łatwiznę
sobowtór na jej podobiznę

She plays the street life
Because there's no place she can go
Street life
It's the only life she knows
Street life
And there's a thousand cards to play
Street life
Until you play your life away

Wielu chciało zrobić z niej plastikową lalkę
wymalować usta, ubrać w znaną markę
ale ona woli kartkę, mikrofon i marker
to jest dla niej nierozłączny item
Przypuszczali, że sprzeda się już całkiem
bo hajs rządzi światem, ona by rządziła hajsem
swoją szansę olała, to pewne
nie rządzi show biznesem, ale rządzi osiedlem
ja nie odszedłem, tak samo jak ona
mam cel i nadzieję, że resztę pokonam
chcesz prawdy na dłoniach? Ja prawdę mam w skroniach
bo z głowy piszę pancze i konasz
show biznes chciał nową marionetkę,
bo trzeba kosić sos, a pop powoli więdnie
po śmierci króla, jak dla mnie zamula
więc teraz tanio nakręca się koniunktura.

She plays the street life
Because there's no place she can go
Street life
It's the only life she knows
Street life
And there's a thousand cards to play
Street life
Until you play your life away

Ktoś ją niszczy, ktoś ją potępia
ale ona zawsze trafia do serca
jest szczera, słychać to w wersach
ja jej zaufałem, choć raczej marna z niej pensja
Gdzie jej sukienka? Zostawiła w domu
bo woli szary dres, kiedy wychodzi do ziomów
nie ma adresu, ani telefonu
żyje na ulicach i nie oczekuje tronu
bez farmazonów, ma klasę i styl
czasem zgarnia kasę, czasem nie zgarnia nic
ale najwidoczniej już tak musi być
bo ma honor, który jest ważniejszy niż kwit
gdzie jest hit na vivie? Polski rap hit w mediach
to już chyba nie jest możliwe
ona ma to gdzieś, bo to co prawdziwe to
liczba wejść na portalach, sam wybierz.
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo