Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Imprezowa, lubi jazz, zgrabna dama, domatorka,
Zwariowana nimfomanka, uczuciowa, miła w lokach,
Górska podróżniczka, przyjaciółka, humanistka,
Subtelna, poliglotka, ładna, ruda, dziwna w szpilkach,
Punktualna, lubi zjeść, mądra i zadbana fanka,
Fajna blondi, niepaląca, porządna, elegancka,
Odważna, błyskotliwa, ciemnooka, romantyczka,
Kobieca, pewna siebie, lekkomyślna, artystka,
Normalna, dumna kotka, fanka kina, bez pruderia,
Pełne usta, przebojowa, atrakcyjna, niezbyt święta,
Waleczna, nazbyt spięta, rozsądna, hostessa,
Wrażliwa, uzdolniona, sympatyczna, biega w dresach,
Zachłanna, próżna, bystra, hetera, trzyma dystans,
Z tytułem naukowym, opalona, egzotyczna,
Egocentryczna, zazdrosna, piękna, bliska...
Mojego ideału, który znaleźć pora przyszła.

Ile masz cech, ile imion masz,
Tego nie wiem...
Mam nadzieję, że znajdę Cię
Niedaleko tam i uwierzę
I uwierzę bezgranicznie w nas,
Że już Ciebie mam
Bezgranicznie tak...

Duże oczy, wygadana, ciepła bardzo, pierwsza klasa,
Naturalna, bez nałogów, grzeczne dziewczę do szampana,
Nienaganna rówieśniczka, histeryczka, lubi freestyle,
Nie anorektyczka, Słodka, śliska, optymistka,
Wysoka, wierna, czysta, zmysłowa, sportsmenka,
Seksowna tenisistka, smukła, śliczna, tańczy breaka,
Po studiach, z przeszłością, amatorka mocnych wrażeń,
Bardzo skromna, spontaniczna, lubi znać kolejność zdarzeń,
Koniecznie napalona, desperatka, ale letnia,
Bezdzietna, intrygantka i to niekoniecznie biedna,
Lalka barbie, z telefonem, po rozwodzie, sekretarka,
Miłośniczka sztuki, amatorka picia w parkach,
Niegrzeczna, po trzydziestce, striptizerka w klubie gogo,
Lolitka, sama z dzieckiem, uśmiechnięta, z miną błogą,
Bizneswoman, lady fitness, fanka hardcorowych imprez,
Poszukując ideału ja przebrnąłem przez nie wszystkie...

Ile masz cech, ile imion masz,
Tego nie wiem...
Mam nadzieję, że znajdę Cię
Niedaleko tam i uwierzę
I uwierzę bezgranicznie w nas,
Że już Ciebie mam
Bezgranicznie tak...
[ Chada ]
Jest nas dwóch, jeden uprzejmy i ułożony
Drugi nieprzystosowany, nieco wykolejony
Pierwszy dotrzymuje słowa i spójnie skleja zdania
Drugi często sie umawia, i nie oddzwania
Pierwszy omija melanże i trzyma od nich z dala
Drugi dzwoni do dilera, znowu odpala
Pierwszy wstaje już o świcie i idzie na siłownię
Drugi budzi gdy sie ściemnia, czuje sie podle
Pierwszy uda sie do studia i poodkurza kwadrat
Drugi poodkurza z lustra, znów nic nie nagra
Pierwszy kłania sie sąsiadom i stołuje jak ludzie
Drugi ciśnie z typem w windzie, jada w fast foodzie
Pierwszy odkłada pieniądze i wyświadcza przysługi
Drugi trwoni cały szelest, popada w długi
Pierwszy wieczorami z książką, pyta czy jesteś wolna
Drugi hamski i wulgarny, znów odpala yourporna

Jest nas dwóch, chyba wystarczy
Pierwszy odnosi sukcesy, drugi wraca na tarczy
Któryś budzi się na kacu, nerwowo pali szlugi
Zdaje się, że to ten pierwszy, a może to ten drugi
Jest nas dwóch, chyba wystarczy
Pierwszy odnosi sukcesy, drugi wraca na tarczy
Któryś prawi uprzejmośći i żyje pośród wierszy
Zdaje się, że to ten drugi, a może to ten pierwszy

[ Chada ]
Jest nas dwóch, jeden ma wsparcie i wierzy w Boga
Drugi znowu w pojedynkę odwiedza psychologa
Pierwszy pracuje nad płytą i bardzo stara
Drugi pójdzie się napiję, znów poużala
Pierwszy zadzwoni do matki i odwiedzi ją w święta
Drugi pójdzie w melanż z ziomkiem, nic nie pamięta
Pierwszy zagra dobry koncert i pozdrowi ekipę
Drugi znowu sie najebie, odstawi lipę
Pierwszy złoży Ci życzenia, jak trzeba przyzna rację
Drugi złoży, ale puste deklaracje
Pierwszy umie wyhamować i powiedzieć nie wolno
Drugi miewa z tym problemy, pierdoli skromność
Pierwszy weźmie Cię pocieszy i nie używa wyzwisk
Drugi jeszcze Cię pogrąży, utonie w hipokryzji
Pierwszy kiedy sie wywrócisz to powie, że współczuje
Drugi kurwa bez wahania podejdzie i sfauluje

Jest nas dwóch, chyba wystarczy
Pierwszy odnosi sukcesy, drugi wraca na tarczy
Któryś budzi się na kacu, nerwowo pali szlugi
Zdaje się, że to ten pierwszy, a może to ten drugi
Jest nas dwóch, chyba wystarczy
Pierwszy odnosi sukcesy, drugi wraca na tarczy
Któryś prawi uprzejmośći i żyje pośród wierszy
Zdaje się, że to ten drugi, a może to ten pierwszy

[ Pezet ]
Pierwszy życie ma uczciwe i zasady ma prawdziwe
Drugi idzie na łatwiznę, woli jakiś szybki biznes
Pierwszy pieprzy narkotyki, odstawił też alkohol
Drugi lubi złe nawyki, znowu włóczy się gdzieś nocą
Pierwszy jest dobrze ubrany, oczytany
Drugi trzeci dzień nachlany, no i przez to kurwa sam jest
Pierwszy jeszcze wierzy i wysoko mierzy
Drugi myśli, że mu się należy, co chce to bierze
Pierwszy niby lepszy, ale chyba jakiś mniej ciekawy
Drugi pisze lepsze wersy, ale robi to rzadziej
Pierwszy zapłacił rachunki, pozałatwiał wszystkie sprawy
Drugi znów popadł w długi, w klubie dłużej zabawił
Pierwszy kocha tą jedyną, do kina chodzą często
Drugi z drugą wali klina, albo odwiedzają sex shop
Niestety pierwszy jest tym drugim, a ten drugi pierwszym
I nawzajem się nie lubią, choć mieszkają w jednym

Jest nas dwóch, chyba wystarczy
Pierwszy odnosi sukcesy, drugi wraca na tarczy
Któryś budzi się na kacu, nerwowo pali szlugi
Zdaje się, że to ten pierwszy, a może to ten drugi
Jest nas dwóch, chyba wystarczy
Pierwszy odnosi sukcesy, drugi wraca na tarczy
Któryś prawi uprzejmośći i żyje pośród wierszy
Zdaje się, że to ten drugi, a może to ten pierwszy
- Spójrz na to z tej strony
Ta historia opowiada o nas, wiesz?
Nie zniknęły szklane domy
nie ma tu nikogo, a w tłumie też jesteśmy sami-

Znakomicie, widzę znowu twarz znajomą
której właściciel wybudował nieruchomość.
Szczelnie ogrodzoną płotem i bez okien niemal
by przypadkiem światło nie raziło go gdy będzie drzemał.
Ta samotność mu pasuje widocznie, ta
i choć na furtce wisi skrzynka na pocztę
nie zagląda do niej, bo jaki w tym cel jest,
skoro ostatniego listonosza zeżarł jego własny pittbullterier?
Krzywy ten dom i wciąż odlatuje mu coś
lecz on wierzy że fundamenty same pion przywrócą.
Ja bym w te fundamenty nie wierzył tak ładnie,
wiedząc że nieruchomość stoi na bagnie
i cóż z tego że chałupa runie na pewno
skoro ten mankament widać w sumie dopiero z zwenątrz.
A właściciel- typ z natury raczej nie ruchliwy
bez powodu nieruchomości opuszczać nie przywykł.
Nie nękany niczym żyje bezpiecznie
otoczony setką identycznych fortec w sąsiedztwie.
Na osiedlu gdzie każdy mieszkaniec obok
Strzeże samego siebie przed samym sobą!
Ta dzielnica wiecznego szczęścia rozrasta się nadal
z każdym dniem bogatsza o nowego sąsiada,
co świadomie, choć za namową chorych urbanistów
wybudował sobie nieruchomość umysłu.

Ref.
-Spójż na to z tej strony
Ta historia opowiada o nas, wiesz?
Nie zniknęły szklane domy
nie ma tu nikogo, a w tłumie też jesteśmy sami-

Spójżmy tak na to: czemu by mu nie zazdrościć?
Jednyny lokaor własnej nieruchomości
ma spokój, żadnych wątpliwości i ciszę
drzwi w prawdzie nie ma, ale nikt nie widział żęby kiedyś wyszedł.
Z resztą kto miał widzieć jeżeli ilekroć na osiedle
ktoś z zewnątrz próbuje się wedrzeć
wówczas niedoszłych gości zaopatruje w kwitek
rosły strażnik, z resztą główny architekt
i tkwi ten nasz mieszkaniec nieruchomo
wpatrując się w okno zaciągnięte zasłoną.
A gdyby chciał otworzyć to okno,
ujży tylko własny, piękny, trzymetrowy żywopłot.
Widok sąsiada z żoną- jak też oni sami są mu niepotrzebni
odkąd własną nieruchomość zasiedlił
i nikt się nie widzi i wszyscy są radzi
i za nic nie chcieliby się z tąd wyprowadzić.
W sumie po co się przejmować i siać postrach
w końcu to osiedle nieruchomości to zaledwie wioska.
Ale jak nie walić z armat, kiedy ta wioska staje się coraz bardziej globalna?

Ref.
-Spójrz na to z tej strony
Ta historia opowiada o nas, wiesz?
Nie zniknęły szklane domy
nie ma tu nikogo, a w tłumie też jesteśmy sami-

x2
To już najwyższy czas coś zmienić!
Nigdy nie modlę się, nie klęczę, nie klepię testamentu
czasem chcę porozmawiać, ale bez oddźwięku
czasem wylewam myśli z siebie tak jak dziś na kartkę
szkoda, nie widzę znaków, kiedy w niebo patrzę
nie wierzę w Kościół i powątpiewam w Ciebie często
jednak mimo wszystko kocham Cię za przeszłość
może życie bez przeszkód byłoby zupełnie nudne
chciałbym ułożyć wszystko sam jednak nie umiem
nie rozumiem czemu mogę mieć tylko nadzieję
chcę godnie żyć, dobrze żyć, to aż tak wiele
chcę zdrowia, szczęścia, hajsu, miłości, rodziny
i przyjemności, a w przyjemności grzeszymy, tak?
to bez sensu, bo wiem, że jestem dobry
i wiem, że w mej rodzinie powinien być dziś dobrobyt
zasługują na to, na coś więcej, niż mają
na to, żeby wiedzieć, że marzenia się spełniają

Ref. x2
Mam jedną sprawę całkiem osobistą
czasem już nie potrafię żyć z tą myślą
to, czego pragnę od lat to dla mnie wszystko
Boże, myślę że mogę nazwać to modlitwą

Słowa proste jak drut, piję, kładę flotę na stół
nie będę Cię przepraszał, pewnie zrobię to znów
nie powiem Ci, że teraz modlę się tu
prawda nie może być nieszczera wątpię już
wiesz to, jeśli jesteś, wiesz to, a zresztą
nie chodzi mi już o jestestwo, bo wiesz co?
wystarczy że doczesność wkurwia mnie tak
plus to że nowicjusze nadal robią gówno nie rap
wiesz, czas by każdy z nas swoje szczęście podniósł
po to, by znowu zająć miejsce na podium
po to, by znowu zagrać pierwsze skrzypce
nie po to, by odbierać listy z puszki w skrzynce
nie po to, żeby mieć problemy z czynszem, z flotą
i znowu myśleć, szukać szczęścia nocą
Boże, ludzie starzeją się marzenia nikną
ja chcę tylko swoim bliskim zapewnić wszystko

Ref .x2.
Mam jedną sprawę całkiem osobistą
czasem już nie potrafię żyć z tą myślą
to czego pragnę od lat to dla mnie wszystko
Boże myślę że mogę nazwać to modlitwą
[Ostry]
Niby ten sam człowiek, lecz inny wyraz twarzy,
na tym samym szlaku, a los się ciągle warzy,
pełen zdumienia przez wszystkie te lata
jak czas z obcej osoby robi brata
a przyjaźń tak krucha jak ten stary chleb
tysiące potknięć i miliony gleb
a tamte wpadki teraz bez znaczenia
teraz nowe cele, teraz nowe pragnienia
a w lustrze już inna, inna osoba
tą postać zmieniła nie jedna przeszkoda
i aby pokrywały się, czyny ze słowami,
22 lata z tymi zasadami
bo poza honorem nie mam nic innego
to kolejny krok w przód rapu śląskiego
i choć Ostry zawsze będą na mnie mówić
nie ma co się okłamywać, nie ma co się łudzić
to już nie to samo co podstawowa szkoła
czy technikum, średnia, czasu cofnąć się nie zdoła
inne zachowanie po zdobytym doświadczeniu
tak jak każdy inny tekst w tym samym pomieszczeniu
tak szybko to minęło, że nie zdążyłem się obrócić
i czasami chciałbym do tych czasów wrócić
(do tych czasów wrócić)

Ref. [Magda Głuch]
Na przestrzeni lat, całkiem inny ty,
nie powrócą już te wypłakane łzy,
Z każdym rokiem lepiej znasz samego siebie
a lustro nie oszczędza, 100% w nim ciebie
To co nie zabija wciąż wzmacnia nas
A to co nas czeka pokaże czas...

[Mara]
Zapierdalają dni i mijają lata
Wśród swoich ksywa Mara
nie jeden ma za brata
Z mojej mańki vice versa
postawą to potwierdzam
daje nam pod serca
swoich nie przekręcam
Gdy z czystym sumieniem
przed lustrem staje i pamięcią sięgam
przed oczami zdarzeń księga
lepsze, gorsze chwile się pamięta
Jaka będzie puenta kiedyś czas pokaże
na czym wyjdę konkret, a na czym się sparzę
z życia faktów nie wymaże
tak jak kiedyś dzisiaj nadal marzę
mam marzenia trochę inne,
lecz jakoś mniej dziecinne
do wielu spraw przywykłem choć lekko nie poszło
gdy codzienne sprawy skutecznie marzenia koszą
bo trzeba brać ten kocioł, z bratem polać gorzoł
i pamięcią sięgnąć, niby tacy sami a zmian pełno
kilka przyjaźni zwiędło,
chuj trafił, kilka numerów telefonów,
kilka adresów domów tez poszło w niepamięć,
to człowiek, a nie życie tworzy zamęt
BEZIMIENNI AMEN

Ref.
Na przestrzeni lat, całkiem inny ty,
nie powrócą już te wypłakane łzy,
Z każdym rokiem lepiej znasz samego siebie
a lustro nie oszczędza, 100% w nim ciebie
To co nie zabija wciąż wzmacnia nas
A to co nas czeka pokaże czas...

[Ryjek]
W głębokiej puszczy ja sam jeden
Zaczajony chłopak musiał być za siebie pewien
Robił to co los dał, choć nie było można
i tak twarz groźna wciąż obserwowała
jak w lustrze odbicia szybko się zmieniała
to jest moment jak człowiek się zmienia
Zarobiony przez lata teraz patrzy po kieszeniach
to kolejny temat na następnej stronie
kiedyś było ciężko teraz sam się już obronie
widzę-patrzę, patrzę-widzę, nie kłamie,
swoje odbicie w lustrze zmienia wygląd w niepamięć
rozwijam się z wiekiem, jestem tym samym człowiekiem
tylko więcej problemów i więcej przekleństw
na to co jest, na to co było
coś szczególnego w moim życiu się zmieniło
zacieram ślady, choć ich zatrzeć nie umiem
że jestem teraz mądrzejszy tego nigdy nie zrozumiem
tego pojąć się nie da, teraz mogę mieć wiele,
a spotkała mnie bieda, na potomka potrzeba,
jak najwięcej żeby zawsze mój synek miał wolne ręce,
miał wolne ręce...

Ref. x2
Na przestrzeni lat, całkiem inny ty,
nie powrócą już te wypłakane łzy,
Z każdym rokiem lepiej znasz samego siebie
a lustro nie oszczędza, 100% w nim ciebie
To co nie zabija wciąż wzmacnia nas
A to co nas czeka pokaże czas...
czuje się jakbym był pod wodą
i nie mogę się ruszyć choćbym bił w mur głową
nie rozumiesz mnie bo między nami ten mur
mówię znów sto słów słyszysz bul bul bul
- Doktor Skacz, słucham?

- Witam Panie Skacz, mam wielki problem. Dzwonię do pana, gdyż jest pan moją ostatnią nadzieją. Słyszałem, że jest pan najlepszy w swojej dziedzinie rzeczy proszę pana.

- Do rzeczy..

- Otóż mój problem zaczął nabierać niebezpiecznych rozmiarów i boję się, że niedługo eksploduję. Ja nie mogę tak dalej żyć, doktorze Skacz. Moje życie to jeden wielki pozytyw. Dosłownie wszystko, ale to wszystko mi sie udaje. Jestem z piękną kobietą, którą kocham. Realizuje swoje pasje, które przynoszą mi dochody. Niczego mi nie brakuje. Kocham świat, kocham ludzi, kocham życie, poznałem, co to miłość, doznałem spełnienia. Po prostu wszystko jest w jak największym porządku. Prószę mi pomóc doktorze Skacz. Ja już nie mogę, boje sie, że jak tak dalej pójdzie to będę zmuszony przejść życie w harmonii. Doczekać spokojnej starości..

- Przede wszystkim nie może pan tak myśleć. Świat nie składa się z samych pozytywów, tak jak sie panu wydaje. Jeżeli będzie pan ciągle myślał pozytywnie o tym świecie i samym sobie, to niestety, ale grozi panu bycie szczęśliwym, a tego chyba nikt z nas by nie chciał, prawda? Na świecie naprawdę jest wiele zła i cierpienia, trzeba tylko je dostrzec. Życie naprawdę może być monotonne, przepełnione bólem i cierpieniem, trzeba tylko znaleźć te wartości głęboko w samym sobie. Musi pan pamiętać - życie jest tylko jedno, to wielki dar i nie można zaprzepaścić go będąc szczęśliwym człowiekiem.

- Ach, ma pan wielką racje. Tylko jak to zrobić doktorze. Cóż ja mam począć w takiej sytuacji doktorze Skacz?

- Proszę pana, musi pan popełnić samobójstwo. To naprawdę jedyne wyjście z tej beznadziejnej sytuacji. Proszę pana, musi pan się zabić. Od tak! I gwarantuję panu, że pańskie problemy rozwiążą się od razu.

- Ach, dziękuję doktorze. To naprawdę wspaniała rada. Zrobię to jeszcze dzisiaj, koniec ze szczęśliwym życiem. Naprawdę bardzo, bardzo, bardzo panu dziękuję.

- Zawsze do usług. Proszę polecić mnie znajomym i niech pan pamięta. Każdy problem da się rozwiązać. Głowa w dół, życie nie jest takie piękne. Pozdrawiam.

- Dziękuje jeszcze raz, dziękuje.
[x2]
Nie wiem jak bym był daleko stąd
I wszerz i wzdłuż i w świata głąb
Nie wiem jak ty, ja wiem jedno ziom
Nie ma drugiego miejsca tak jak dom, tak

Moja dzielnia, mój dom, moje ziomy, mój schron
Zawsze gdy daleko stąd, marzę tylko o
Tym by znowu tu powrócić prosto do moich ludzi
A obok niej się budzić co rano
To nie to samo gdzieś daleko w innym mieście
Zawsze pod powieką marząc pokonuję przestrzeń
Przenoszę się tam gdzie zostawiłem serce
Bo to właśnie tam jest moje miejsce

Życie którym żyję jest zwariowane na max
Knajpy, kluby i hotele nie potrafię w miejscu stać
Los wiecznie zrzuca mnie na mapie
Bo robię rap, przelewam te słowa na papier
Potem gruby melanż po koncercie w twoim mieście
Co ma być to będzie byle nie w areszcie
I tak to życie płynie z dnia na dzień
Gdziekolwiek bym nie był jedno wiem

[x2]
Nie wiem jak bym był daleko stąd
I wszerz i wzdłuż i w świata głąb
Nie wiem jak ty, ja wiem jedno ziom
Nie ma drugiego miejsca tak jak dom, tak

Pozdro dla ziomali z dzielnic
Nie dla frajerów tylko dla tych dzielnych
Znających smak, ryzyk akcji codziennych
Swym zasadom wiernym, to dla nich ten rym
Zaadaptowani do możliwości granic
W kraju polityków mających wszystko za nic
Się żyję ziomek z dnia na dzień proste
Trzeba radzić sobie, inwestować w postęp
Gdy załatwię wszystkie sprawy i zjadę na blok
Co wieczór w oparach trawy i tak przez cały rok
Lubimy ten sport, ćwiczymy go najczęściej
Szyby w dół, muza na full, bujamy się po mieście
Objazdówa po klubach, tak, powroty o świcie
To jest nasza natura, wciąż żyjemy nocnym życiem
Powiedz kogo słyszysz nocą na
Rozświetlonych chudymi latarniami ulicach

[x2]
Nie wiem jak bym był daleko stąd
I wszerz i wzdłuż i w świata głąb
Nie wiem jak ty, ja wiem jedno ziom
Nie ma drugiego miejsca tak jak dom, tak
[Wstęp]
Aha, właśnie tak z tej strony B.R.O
Nie odejdę stąd człowieku wiesz wiesz wiesz wiesz?
Bądź pewny wielu było by szczęśliwych,
wręcz wniebowziętych nawet.
Ale ja mam się dobrze,
nagrywam dalej człowieku.
Nie odejdę stąd pod byle pretekstem.

[Zwrotka 1]
Tak wielu chciało żebym upadł ale jestem tutaj,
niech ciągną fiuta, ja jak Sobota wjeźdzam z buta.
Pierwsza liga, od dzisiaj kurwa mieszkam tutaj,
choć i tak zaraz napiszesz że to kiepska nuta.
Na moich butach są ślady walki, to białe Nike,
ty blady zamknij tą jape ja pale majki.
I stale kartki zamieniam w ogień bo piszę,
krzyczysz że jesteś teraz moim wrogiem, nie słyszę.
Przerywam ciszę no i tor Ci się pali,
mówi przewodni temat wszystkich for i portali.
Oni chcą bym się żalił, ale dzis mnie to wali.
Bo mam flow do wokali od pierwszych nielegali.
Znam ziomali jest wiele tych cip,
co mnie jechali a teraz kurwa proszą o feat.
Pseudoraperzy chcą bit, potem biorą za majki,
po czym wszystkich znajomych znowu proszą o lajki.
Ja się odwracam bo stoje na pięcie,
ich jedyne marzenie to przeciez moje potknięcie.
Mają gula, do niego jeszcze chore podejście.
Chcesz zaczepek? To siedź sobie ziomek na fejsie.

[Ref x4]
Nie odejdę stąd
Nie odejdę stąd
Nie odejdę stąd pod byle pretekstem!

[Zwrotka 2]
W sieci znów krążą plotki, ktoś szuka skandalu.
Ja wole wbijać zwrotki byś słuchał wokalu.
Jeśli szukasz portalu i ufasz mu jak cipy,
mój rap nie discovery ale obalimy mity.
Po pierwsze moje klipy to tania znów opcja,
budżet wynosił tyle co baterie bumboxa.
I już zostaw ten temat to chłosta,
wyświetleń jest w chuj, a ich boli ten sztos tak?
Mój głos zna już każdy w tym kraju, a mój debiut
przewidział nawet kalendarz majów.
Mam zasięg do raju,
gram basem na haju,
znam mase pedałów,
sram czasem bez żalu.
Więc nie słuchaj tekstów że robie dla pieniędzy,
bo miałem pare ofert za 30 tysięcy.
Jedna reklama wyższa od rocznej pensji,
lecz mam swoje zasady więc ugryź się w język.

[Ref x4]
Nie odejdę stąd
Nie odejdę stąd
Nie odejdę stąd pod byle pretekstem!

[Zwrotka 3]
Słucham numerów opozycji i zaczynam ziewać,
wiem boli ich to brzemienie, więc zacznyam śpiewać.
Było się tego spodziewać brat, ja robie rap tu od lat
i dokładnie tak.
Wróćmy do rapu, znów słyszę niechciane plotki,
bo tak wiele osób bolą moje śpiewane zwrotki.
Więc lepiej odbij to mój rap i mój świat,
i znów tak nawinę więc po co się wkurwiać.
Mówisz to chujnia a dla mnie to klasa.
Za fanów, za studia, za rap - nie przepraszam.
Ludzie mnie chcą no bo gram według zasad
i nawet bez zaczepek wyświetleń jest masa.
Jestem Mac Miller? Co oni pierdolą.
Jestem BeeR, we wrześniu wydaje swoje solo.
Fani za mną stoją, podciągam poprzeczke.
Dlatego nie odejdę stąd pod byle pretekstem.

[Ref x4]
Nie odejdę stąd
Nie odejdę stąd
Nie odejdę stąd pod byle pretekstem!
O.S.T.R. solo niech babki ruszą pośladki,
Bzdury spod czaszki,
Bo to początek jatki.
Już szaleją nastolatki,
Odrzuć troski,
Bo Ostry się sprzedał za 2 zł.
Jak Korzeniowski.
Ostrowski wytyka wszystkim
Brak kompetencji,
Korzystając ze słownika bluzgów i inteligencji,
Nawet szczyt skrajnej perwersji
Nie zamknie mi ust,
Bo wprawiam głowy w ruch
Jak Lolo Ferrari biust.
Tylko ja zostawiam smród,
A ona mokrą kołdrę.
Tak jak na widok kasy
Każdy no limit soldier
OeSTeR na folder
Zasłaniając ciało gibkie
Targaj kapucyna,
Jak liczysz na tanią rozrywkę,
Bo ja nawet gdy mam chrypkę
Wykrztuszam co mam w płucach,
Zakazany jak XIII księga �Pana Tadeusza�.
Na to wzruszam ramionami
Drąc mordę jak fanka,
Grając dokuczliwie jak Rumun w tramwaju na organkach,
Co na przystankach daje show z akordeonem
Niczym Reni Jusis,
Gdy bawi się mikrofonem,
Przytykając go do buzi,
Kręcąc nim odważnie salta,
A to OSTeR dzieciom zakazany jak pyta spod palta.

Kto tak wrzeszczy?
W głowie jak winyl trzeszczy.
Wkurwia cię to?
Mikrofon szybko zabierz mi.
Ostry bywa niebezpieczny ale tylko w warunkach,
Gdy mic, którego trzymam znów zwycięża w porachunkach
Bo dokuczam jak biegunka,
Rozwalam słuch jak jelita,
Czyli definicja stylu, który zamieszczam na bitach.
A jeśli ktoś wytyka, że plotę kłamstwa,
Odpowiadam: Ostry to synteza kultury i chamstwa,
Z domieszką pogaństwa
Czcząc obóz TA na maksa,
Napędzając rytmem miasta,
Jak cygankę kanasta,
Dając znak według hasła
W czteroliterowym skrócie:
O.S.T.R. czyli mc i producent
Świat na kwaśne jabłko stłucze
Jak Korwin-Mikke,
bo wybrałem siłę głosu jak Bill Clinton cipkę.
Pokazuję to co brzydkie,
Dając komentarze szybkie.
Jedni chwytają za nitkę chcąc dojść do kłębka,
Ostry chwyta za skrzypce, by zejść z nieba po dźwiękach,
Nieoklepana szczęka,
Starcia runda pierwsza,
Skupiając uwagę jak brak cenzury na piersiach
Ostrowskiego bierz w całości i nigdy w częściach.
Ostrowskiego bierz w całości i nigdy w częściach.
Ostrowskiego bierz w całości i nigdy w częściach...
[Verse 1]
Idę podwórkiem, nie jak król, betonowy budda
Piję szary wiatr, wyklarowany na popołudniach
Podziwiam bloki szeptem, ich pobrudzoną magię
Ich domy naznaczone męką, ich świętą prawdę
Idę z nadzieją, odnajdę to co bliskie
Gzie stado gołębi kołuje nad boiskiem
Pustym boiskiem, listowie żółtych kartek
I jesień niesie nieobecnych i nie zatarte
Blade tagi, na wysłużonym murku
Wołają do mnie echem tamtych lat 'ratunku'
Krople smutku na skremowane lata
Przyjaciół, którzy hucznie i sztucznie pragnęli latać
Mijam brata, od dragów postradał zmysły
Chemiczny ambasador nieistniejącej wyspy
I choć, osiedla płaczą, wiary nie tracę
Ambula canus, mój szary spacer

[Refren]
Przechadzam się po blokach
Po terenach, które kocham
B jak ból, b jak biel - BSTOKa
Wokal niesiony szeptem
Chwila zatraceń
Jesień i osiedle - szary spacer

Idę po blokach
Po terenach, które kocham
B jak ból, b jak biel - BSTOKa
Wokal niesiony szeptem
Chwila zatraceń
Jesień i osiedle - szary spacer

[Verse 2]
Idę podwórkiem nie jak król, to wędrówka mnicha
Kroki ubrane muzyką, którą ledwo słychać
Parkowe alejki zerkają tu na piechura
Na nogi na poszyciu liści, głowę w chmurach
Matka natura kołyszę chorę dziecko
Chrome od biczy, wichru bite, było za często
Czuję, że wlokę się sam
Wrzuć powłokę, wróć spowrotem, tylko na to cię stać
Nadzieję zgaś, nie chcę słuchać tych podszeptów
Bo widzę, że toną rzekomo urodzenie w czepku
Idę, widzę gzymsy oblebia wilgoć
Chaosu mrowie, głosy w głowie powoli milkną
Pora powracać na draft
Nogi wiodą tą drogą, a jednak kogoś mi brak
Dochodzi strach, że nigdy Ciebie nie zobaczę
Ostatnie kroki, mój szary spacer

[Refren]
Przechadzam się po blokach
Po terenach, które kocham
B jak ból, b jak biel - BSTOKa
Wokal niesiony szeptem
Chwila zatraceń
Jesień i osiedle - szary spacer

Idę po blokach
Po terenach, które kocham
B jak ból, b jak biel - BSTOKa
Wokal niesiony szeptem
Chwila zatraceń
Jesień i osiedle - szary spacer
Cztery ściany, pusty pokój wewnątrz serca samotność
Szum telewizora kreujący na życie horoskop
Ślepa wiedza pośród szczeniackich zachowań
Z ręki do ręki godność sprzedana jak towar
Odgłos rozmów z samym sobą
Nikt nie słyszy
To brak prostych przyczyn,
w które by można naliczyć
Przy tym wzrok ten wbity nieustannie w kineskop
W nienawiści do tych, dla których hajs jest receptą
Smugi światła na twarzy
Kreślą zniekształcony obraz
Miny, której grymas rzeczywistości nie chce oddać
To on jest mordercą wziętym na raty z tesco
Rozumiałbyś protekcjał przed życiowym memento
Skutecznym jak emerson
Orient
To dokucza jak torbiel
Cisza, w której słychać własny oddech
Tak nas nauczono kochać miłością do złota
Ponad sprawiedliwością fortun
Epoka kurortu to marzenie w blokach
Do snu, bo nic nie dzieje się tak po prostu
Na nic wiedza naukowców
Na to nie ma leków
Dla samotnych jak palec zostaje odliczanie sekund

Znów zło, znów zło
Wykręca mi syf, wykręca mi syf
Samotność, samotność
Znów stan przywraca mi rytm, mi rytm
Przywraca smutna samotność, samotność, samotność

Ludzkie tragedie zapamiętane w punktach
Niczym siedem grzechów upadłych jak resursa
Słodkość doradców przymula wnioski
Samotność kontaktów wyklucza rozkwit
W oparach mąki ucieczka od twarzy wątłych
Gdzieś tam to jak lunetka niby ma pomóc przetrwać
Agresja niszczy w czterech ścianach,
Z których każda milczy
Ukryty świata banał i ta podróż po kanałach
Bez końca przed oczami Polska
I własna postać na tle zgliszczy
I codziennych odpraw z uporem Kriszny
Powtarzana zwrotka o miejscu czystym
Od bólu zmartwień by poznać, czym szczęście pachnie
Tego nie znajdziesz na taśmie
Tego rapem nie ułatwię
Kultywując powszechną anarchię
Potrzebną bardziej tym, co
Sami o sobie myślą, że są pomyłką jak Stiven Kalington
Widzę wszystko to, co pcha się do źrenic
Polski rap spis problemów prosto z Bałuckich podziemi

Niby wszyscy razem, a każdy osobno
Gubi swoją wolność skazany na samotność
Niby wszyscy razem a każdy oddzielnie
Dorabia gdzieniegdzie by nie wpaść w herezję x2

Znów zło, znów
Wykręca mi syf
Samotność, samotność
Znów stan przywraca mi rytm, ...wraca mi rytm
Samotność, samotność, samotność, samotność
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo