Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Yo Płomień 81, Onar, Pezet, Scoop na bicie wiesz
SprawdŹ to
Jednego z najlepszych raperów teraz przy nas nie ma
Mojego brata przy nas nie ma wiesz
A wiesz dlaczego? bo jakiś kurwa chuj go wystrzelał
Skurwysyn
SprawdŹ to, sprawdŹ ten numer
Aha, yo, posłuchaj tego

Pan władza jest uprzejmy, pan władza ma pistolet
Może strzeli mi w plecy za to, że tu z piwem stoję
Pan władza jest uprzejmy, pan władza ma pistolet
Może strzeli im w plecy za to stoją z gibbonem

Skurwysynu przewróć mnie na glebę, zakuj w kajdanki
Zabierz wszystkie dzieci od płaczącej matki
Zamknij mi brata za blanty, daj mu duży wyrok
Bo te blanty na pewno dziś kogoś zabiją, wiesz
Wystrzel do mnie z klamki, jestem przestępcą
Uniewinnij śmiecia za to, że zgwałcił nieletnią
Uniewinnij peca, on tylko gwałcił dzieci
Zamknij dobrych ziomów za to ze palili skręty
Zamknij, zamknij mnie, zamknij zaraz
Kurwo zakłamana przecież sam to jarasz
Nie wiem, powiedz mu, że jesteś kurwą z powołania
Chyba nie na tych, co trzeba urządzasz polowania
Nie ma cienkiej linii między ganją, a crackiem, wiesz
Jeśli jest to między piwem, a denaturatem też
Lecz to raczej wiesz ty i twoja banda
Gdyby został mi tydzień życia zdjąłbym komendanta
Zdjąłbym Kaczyńskiego i jego czystki
Rzućcie nas na glebę i zamknijcie nasz wszystkich
Załóżcie nam knebel i zamknijcie nas wszystkich
Zabijcie całe pokolenie za używki, wiesz
Sam nie palę, ale jestem za tym żeby to było legalne
Skoro psy w pracy ciągną amfę
Ej, oddajcie nam obywatelskie prawa ciule
Pieprzę policję, władzę i prokuraturę

Pan władza jest uprzejmy, pan władza ma pistolet
Może strzeli mi w plecy za to, że tu z piwem stoję
Pan władza jest uprzejmy, pan władza ma pistolet
Może strzeli im w plecy za to stoją z gibbonem

Pan władza jest uprzejmy, pan władza ma pistolet
Może strzeli mi w plecy za to, że tu z piwem stoję
Pan władza jest uprzejmy, pan władza ma pistolet
Może strzeli im w plecy za to stoją z gibbonem

Słyszę - ręce w górę, co masz w kieszeniach?
Wypierdol rzeczy na ziemię, później se pozbierasz
A ty spisz mnie z dowodu, sprawdź telefonu IMEI
Sprawdź czy nie zasilę przestępczości krzywej
Sprawdź jak tu żyję, jak tu każdy żyje
A w tych blokach jest zło, którego ty nie zabijesz
Nie stłumisz buntu, nie stłamsisz krzyku
Co może mówić grupa polityków w sprawie narkotyków?
Gdyby pan poseł ruszył na melanż z własnym synem
By zobaczył jak się pali jointy, wciąga kokainę
I co to jest prawdziwe, w Polsce o prawdzie zapomnij
Spiritus jest fajny, najgorsze są jointy
Przeludnienia w więzieniach, w budżecie luki
Głos młodego wy chcecie zagłuszyć
Niech się każdy sam uczy, ma własny instynkt
Na chuj są akcje? nie biorę, jestem czysty
Zażywasz - przegrywasz, ministra powód do dumy
Pomóżcie tym, co napierdalają herę w struny
Pomóżcie dzieciakom realizować swoje pasje
Bo sprzedają tu towar żeby mieć na wakacje
Żeby mieć, w co się ubrać, za co zjeść i pożyć
I nie mówić do zioma, weź mi znowu pożycz
Niektórym zabrakło farta, czekają do poranka
Na tych złotych kajdanach i na rękach w kajdankach

Pan władza jest uprzejmy, pan władza ma pistolet
Może strzeli mi w plecy za to, że tu z piwem stoję
Pan władza jest uprzejmy, pan władza ma pistolet
Może strzeli im w plecy za to stoją z gibbonem

Pan władza jest uprzejmy, pan władza ma pistolet
Może strzeli mi w plecy za to, że tu z piwem stoję
Pan władza jest uprzejmy, pan władza ma pistolet
Może strzeli im w plecy za to stoją z gibbonem
Nad ulicami w polskich miastach – swąd
Zatacza na nich swojski gandzia krąg
To ludzi tu dziś łączy rasta joint
Za kulisami czeka legalizacja wciąż
Nad ulicami w polskich miastach – swąd
Zatacza na nich swojski gandzia krąg
To ludzi tu dziś łączy rasta joint
Za kulisami czeka legalizacja wciąż

[Szad]
Odkąd zacząłem palić, wszystko mi ziołem wali
Byłem już wszędzie jak Tony Halik czy jak Gagarin
Byłem w Somalii, w Gwatemali, czy na safari
Skurwielu, to jakby mnie wylosowali
A ty życzysz mi kraty za to
Przykłady na to
Widzisz, spalę trzy baty za to
Klimatyzator włączę
(Ta, ta, ta, ta...)
Ja chcę te pięć na taką noc
Chcesz to mnie karaj
Ja tips w ręce, mix kręcę
I czym prędzej odpalam
Dym w szczęce i się oddalam
Życie to dar a
Najlepszy owoc rośnie najwyżej w konarach
Życie to fala
Alarm!
Trzeba kręcić to na nowo
Nieba, ziemi, słońca owoc
Moi ludzie są na pomoc
Tu, gdzie beat i słowa co noc
Tu nie widać końca ponoć
Białasie nie nam zatonąć
Masz wiadomość
Chcesz czy nie bat będzie płonąć
(Ta)

Nad ulicami w polskich miastach – swąd
Zatacza na nich swojski gandzia krąg
To ludzi tu dziś łączy rasta joint
Za kulisami czeka legalizacja wciąż
Nad ulicami w polskich miastach – swąd
Zatacza na nich swojski gandzia krąg
To ludzi tu dziś łączy rasta joint
Za kulisami czeka legalizacja wciąż

[Prok]
Akwaria, butle, długopisy, bletki, jabłka i jeszcze
Puszki, wanny, lufki i z wiadra sesje
Do tego typu kuchni respekt
To ma nawet Magda Gessler
Z tego typu kaskaderstwem
Na łeb odpada nawet Alka-Seltzer
I jeżeli to nie będzie White Widow, Shiva czy Jack Herer
Łap piwo, znajdź sito, pij- pij, samosieje
Nic na krzywy ryj, dziś trybi film
Dymi dym z Filipin, siwy jak B.B. King
Gdyby ten typ do dzisiaj żył
Jestem niczym czarna tłusta leniwa mucha szósta
Leniwa minuta mija tutaj, ciężko tu ustać
Me oczy to Steadicam, wiec się przywitam
A wiec zdrawstwujtje, konichiwa, witaj
Przydałaby się kontrola jakości, marki i wagi
Lecz w tym kraju to jakbyś czekał by podatki zmalały
Nikt jeszcze z klatki po pały nie dzwonił
Kwestia szmatki pod drzwiami
Czy kwestia jak dobrze jest żyć z sąsiadami

Nad ulicami w polskich miastach – swąd
Zatacza na nich swojski gandzia krąg
To ludzi tu dziś łączy rasta joint
Za kulisami czeka legalizacja wciąż
Nad ulicami w polskich miastach – swąd
Zatacza na nich swojski gandzia krąg
To ludzi tu dziś łączy rasta joint
Za kulisami czeka legalizacja wciąż

[Nullo]
Jestem kryminalistą, ale tylko w obliczu prawa
W kieszeni zieleni się nadal, pierdoli mnie ustawa
To już ponad dekada jak cannabis w płucach się odkłada
Bracia peace, to dla was dziś liść w bletkę wkładam
Podwójne L to legalizacja, n-u-el-el-o orientacja
3W formacja znów na wakacjach
Palimy gibony jakby tu była plantacja
Stop klatka, joint zachwiał wzrok z nagła
Nie wypuściłem z rąk blanta, puściłem go w krąg stąd akcja
Podawaj holendra od serca w lewą stronę w stylu rastafari
Wiem to od Cypress Hillów, teraz ty tym diluj w miasta bramach
Kiedy blanta jaram mam przygody Baltazara
Wtedy kartka cała naraz wam na gramach zapisana
Większość ludzi pali trawkę a nie zna smaku cygara
Tu wszędzie kupisz grama jarania jak na placu Pigalle'a
Dlatego padają pytania, gdzie odpowiedź narzuca się sama
Ziomuś, komuś to na rękę by marihuana była wciąż zakazana

[Pork]
Swoboda świata to kwestia miejsca, danego prawa, religii i pióra
Kwestia podejścia więc kim jest sędzia, subiektywny jak w Biblii, akurat
Tkwisz w kazamatach jak marynata, słój ten nakręca nomenklatura
Po co ta debata o dylematach, kratach za to, co dała natura?
Po co ta debata o dylematach, kratach za to, co dała natura?
Tkwisz w kazamatach jak marynata, słój ten nakręca nomenklatura
Kwestia podejścia, więc kim jest sędzia, subiektywny jak w Biblii, akurat
Swoboda świata to kwestia miejsca, danego prawa, religii i pióra
[CIRA]
Plastikowy kosmos, bracie i siostro, ustawiam ostrość,
ster na styl, pseudosfer zwanych wioską.
Gwiazdo rap zbiory upchane w swoim pudełku,
prastare astralne ciała lewitują po piekiełku.
Bransolety, sygnety, balety huczne,
ich fanki i kobiety, niestety wszystko jest sztuczne.
Łowcy nocy lecą i coś na stałe,
wysysając gwiezdny pył przez rulonik z nominałem.
Tu zespoleni w konstelacjach,
ktoś nowy, ktoś świeży #konsternacja.
Stacja kosmodromu to czarna dziura,
buch dla naiwnych w radioaktywnych chmurach.
Zaplątani w czasoprzestrzeń, lecą do dzisiaj,
I ain't touching this shit, yo, it's artifical
Nie chcę być taką gwiazdą, ludzi fantazją,
2011, sprawdź to!

Ref:
Pozdrawiam wszystkie gwiazdy, za ksero i za playback,
za jedno słabe demo i niemoc na ich koncercie.
Za imitację flow plecy w stronę publiki,
to dla Was gwiazdeczki z plastikowej galaktyki.
Pozdro! Wszystkie gwiazdy za ksero i za playback,
za jedno słabe demo i niemoc na ich koncercie.
Za imitację flow plecy w stronę publiki,
to dla Was gwiazdeczki z plastikowej galaktyki.

[Bisz]
To życie, w którym żyją oni, to science fiction,
z naciskiem na drugi człon, fałsz.
Nikt mi nie powie, że oni nie widzą swych kłamstw,
zwykli zakrywać nimi prosty fakt , że są tak zwykli.
Wiesz co stanowi dzisiaj opium dla mas?
Cały show biznes pierdoloną opcją kopiuj, banał.
Nie jeden Don Kichot tu o tą kopię łamał,
ale wracał na tarczy albo kopią się stawał.
To gówno wchłania, jak czarna dziura, nie ma odwrotu,
sztuka jest warta chuja, gdy nie ma obrotu.
I słuchasz w radiach eunuchów zamiast hip hopu,
który wciąż ma jaja, by pokazać dramat tych bloków.
Niech żyją, tam gdzie żyją, na pieprzonym księżycu,
my ratujemy morze ludzi od ich zgubnych wpływów.
Rośniemy w dół, w podziemiach jak stalaktyty,
wbijając chuj w ich plastikowe galaktyki.

Ref:
Pozdrawiam wszystkie gwiazdy, za ksero i za playback,
za jedno słabe demo i niemoc na ich koncercie.
Za imitację flow plecy w stronę publiki,
to dla Was gwiazdeczki z plastikowej galaktyki.
Pozdro! Wszystkie gwiazdy za ksero i za playback,
za jedno słabe demo i niemoc na ich koncercie.
Za imitację flow plecy w stronę publiki,
to dla Was gwiazdeczki z plastikowej galaktyki.

[Te-Tris]
Dla niektórych w galaktyce, jestem tylko trylobitem,
choć czasami zastanawiam się, czy oni widzą życie? ja,
Mój mikrokosmos żywi splifem z kryptonitem,
i co noc ze sklepienia, przywołuje milion liter.
Ich logikę, pierdolę,
mózgi sztuczne jak Sputnik, Łajki w Nike'ach.
Ich dupy, jak martwe suki w próżni,
grawitacja ich ściągnie, nawet bez Hubbla.
Widzę jak okłamują nas te szklane planetaria,
znajdę jasny światła ton, to mój statek, matka.
Przebrnę dead space, odetchnę i zasnę w światłach.
W białych karłach, został tylko obcy blask,
wojna światów, gatunków, dominacja obcych ras.
Jesteśmy stąd, a nie z Marsa, czy z Wenus,
może to czasem, dlatego nie wystarcza nam tlenu.
Lawina problemów, jakby Atlas zaniemógł,
ale plastikowy kosmos nie wyznacza nam celów.
Pewnego razu z ziomkiem wyszedłem napić się wódki,
wiesz, kluby, wóda, prostytutki, koka, kebab z budki,
feralny wieczór nie zapowiadał się krótki,
mieszasz wódkę z Redbull'em, ziom uważaj na skutki.
Lekko zawiani jechaliśmy zlotówą na miasto,
i na bank byliśmy tymi typami, co dzisiaj na stówę nie zasną,
w pierwszym klubie bramka nie chciała znów nas wpuścić,
a my tylko chcieliśmy tam wejść i parę stów tam puścić,
mój styl ubioru pewnie im nie odpowiadał,
ale chuj z tym (w kurwę) bo nie o tym miałem opowiadać,
godzinę później, w drugim klubie drugie pół litra pęka,
dupy z pudelka, w panterkach, wciągają puder z lusterka,
na świnie zerkam niezła kelnerka, ziom mówi: oblujkaj,
patrzę za siebie widzę – lubi to suka,
lubi ludzi oszukać, clubbing, lubi się stukać,
dlatego każdego następnego dnia gdzie indziej się budzi,
bo szuka takiego który, by jej się nie znudził - kutas,
mówię ci – nie warto się łudzić,
może zgubi cię muka,
mówię ci uwierz mi Łukasz,
wiem podziw budzi ta sztuka,
prawdziwym sztuką takim sukom nie dać się oszukać,
ona zmysłowo przy barze sączy sok,
mam obu coraz trudniej oderwać od niej kończyn wzrok,
wiec chodźmy stad, mówię ci tak będzie najlepiej dla wszystkich,
i mówiąc to znów zaglądam do szklanki z whisky,
głębokie gardło – bo tak się utarło,
po dwóch minutach rozmowy gotowa opierdalać tarło,
z dupy lubi sobie zrobić smoczą jamę,
najpierw kup i potem upij, znowu upij, możesz spocząć na niej,
i nagle znikąd pojawia się kurwa druga
i kurwa mógłbym przysiąc, że ta pierwsza do nas mruga, ty!
teraz odwiesi gapy odkrywają uda,
podbiega jakiś zakapior, ale mu się nie uda.

Przyjaciółki z jednej półki,
jedna za plecami drugiej sypie się z jej facetem do spółki,
moje gratulacje, owacje na stojąco,
zabiorę na kolacje, akrobacie nas połączą,
nie, myślę - nie ze mną te numery szmulu,
ja to emeryt na gulu, szczery do bólu, w chuju cie mam!
Bije się z myślami, czasami mocno mnie kusi,
jesteśmy facetami zrozumcie, że nas kusić musi,
ziomek zajebany tak, że ledwie stoi na nogach,
i ja mam tyle w czubie, że mi się już dwoi podłoga,
próbuję wstać i iść do baru, padam powoli na Boga,
o mało się nie wyjebałem i boli mnie głowa,
one patrzą, wstają, idą do nas na lożę,
co robić? Odbulić czy dorobić hejterowi poroże?
o boże, w chuj dobrze, chyba już gorzej być nie może,
odbulam szmula jutro czułbym się z tym najgorzej.

Jeśli jakaś dupa chce się pukać z tobą za hajs,
lepiej ty, ziomek olej to!
I do dupy dłuta szuka, że by było jej najs,
lepiej ty, ziomek olej to!
Nawet jeśli jest gotowa zrobić wszystko za twój hajs,
ziomek olej to!
Nawet jeśli tobie się wydaje, że wiesz czego chcesz, ty
ziomek olej to!
[x2]
Nie wiem jak bym był daleko stąd
I wszerz i wzdłuż i w świata głąb
Nie wiem jak ty, ja wiem jedno ziom
Nie ma drugiego miejsca tak jak dom, tak

Moja dzielnia, mój dom, moje ziomy, mój schron
Zawsze gdy daleko stąd, marzę tylko o
Tym by znowu tu powrócić prosto do moich ludzi
A obok niej się budzić co rano
To nie to samo gdzieś daleko w innym mieście
Zawsze pod powieką marząc pokonuję przestrzeń
Przenoszę się tam gdzie zostawiłem serce
Bo to właśnie tam jest moje miejsce

Życie którym żyję jest zwariowane na max
Knajpy, kluby i hotele nie potrafię w miejscu stać
Los wiecznie zrzuca mnie na mapie
Bo robię rap, przelewam te słowa na papier
Potem gruby melanż po koncercie w twoim mieście
Co ma być to będzie byle nie w areszcie
I tak to życie płynie z dnia na dzień
Gdziekolwiek bym nie był jedno wiem

[x2]
Nie wiem jak bym był daleko stąd
I wszerz i wzdłuż i w świata głąb
Nie wiem jak ty, ja wiem jedno ziom
Nie ma drugiego miejsca tak jak dom, tak

Pozdro dla ziomali z dzielnic
Nie dla frajerów tylko dla tych dzielnych
Znających smak, ryzyk akcji codziennych
Swym zasadom wiernym, to dla nich ten rym
Zaadaptowani do możliwości granic
W kraju polityków mających wszystko za nic
Się żyję ziomek z dnia na dzień proste
Trzeba radzić sobie, inwestować w postęp
Gdy załatwię wszystkie sprawy i zjadę na blok
Co wieczór w oparach trawy i tak przez cały rok
Lubimy ten sport, ćwiczymy go najczęściej
Szyby w dół, muza na full, bujamy się po mieście
Objazdówa po klubach, tak, powroty o świcie
To jest nasza natura, wciąż żyjemy nocnym życiem
Powiedz kogo słyszysz nocą na
Rozświetlonych chudymi latarniami ulicach

[x2]
Nie wiem jak bym był daleko stąd
I wszerz i wzdłuż i w świata głąb
Nie wiem jak ty, ja wiem jedno ziom
Nie ma drugiego miejsca tak jak dom, tak
Dzień w dzień tracę sens w rapie tu przez papier
Bo pies w rapie, za wieś łakomy cash łapie
Jeb *****ę, ten tekst, cały tu jest katem
Na wers kładę ten tekst, VNM the next raper
EX, TRA, VNM ma
To na co czekała ty cała ta gra, na pewno
Nie dla ciebie ten flash jest, nie dla ciebie
Jesteś gwiazdą? nie widzę ciebie na niebie nie
Ktoś musi robić rap, nie dla TV
Nie dla radia, nie gotowe na moje CD media

Dupy się drą, mój sukces pachnie jak Louis Vuitton
Dlatego twoja dupa lubi to flow
Talent z bloku na szlaku po czek chłopaku
Rozlało tu kilku krew na tracku
Nie jestem rasistą, ale jaka równość?
Nigdy nie miałem sobie równych ty *****o

Kładź się spać, na ciebie nastał czas
VNM ma na co czekała cała ta gra (gra)
Każda z was, skąpana w blasku gwiazd
Myślała, że już nie położę nogi na gaz (gaz)
Raz na max, w iPodzie nastaw rap
Przypomnisz sobie jak usłyszałeś go pierwszy raz (raz)
Każda z was, popowo rapowych *****
Słodkich snów *****ysynu to jest rap, rap, rap

Prędzej zobaczę znów atak na Manhatan
Niż u nas na rotacji będzie naprawdę rap latał
A V na trackach, jak as lata
Gdzie disco rap *****a nogi ma jak wata
Chcą być jak Pac czy B.I.G.
MVP, VIP, a co drugi z nich brzmi
Jakby tata na gwiazdkę kupił mic mu
I buty, gdyby tak dać mógł prócz najków IQ
Whisky pij z lodem a pisz ogień
Albo pij wodę i pisz blogi ty idź z bogiem
Boso od lat, zapominają co to jest rap
Fani nie błądzą sądząc, że ja mogę to dać
Lecę tu git, to, że źle lecę to kit
VNM flow henesi bit
Tu co który krzyczy, że jest królem, weź przestań
Biorę nóż i udowadnia im, że ich krew nie jest niebieska

Kładź się spać, na ciebie nastał czas
VNM ma na co czekała cała ta gra (gra)
Każda z was, skąpana w blasku gwiazd
Myślała, że już nie położę nogi na gaz (gaz)
Raz na max, w iPodzie nastaw rap
Przypomnisz sobie jak usłyszałeś go pierwszy raz (raz)
Każda z was, popowo rapowych *****
Słodkich snów *****ysynu to jest rap, rap, rap

Pop bez beki, ścierwo to tnę w sęki
I to tak strasznie, że sam cierpię na flashbacki
***** w pop nawet za pieprzone maybacki
Każdy z nas sra na to jak ***** tlen peki
Krew w sieci V weny na kleks leci
Matki raperów już dziś przestaną mieć dzieci
MP3 king, ja jadę nim na ich
Po koncercie niech pęknie telebim
Twój koleś jak Jay kładzie tu tekst płatnie
I wiesz fajnie, ale dla mnie to West Kanye
VNM flow jak rex, jak czerniak
Peb, Henson, bit, supreme jak primo

Kładź się spać, na ciebie nastał czas
VNM ma na co czekała cała ta gra (gra)
Każda z was, skąpana w blasku gwiazd
Myślała, że już nie położę nogi na gaz (gaz)
Raz na max, w iPodzie nastaw rap
Przypomnisz sobie jak usłyszałeś go pierwszy raz (raz)
Każda z was, popowo rapowych *****
Słodkich snów *****ysynu to jest rap, rap, rap
czuje się jakbym był pod wodą
i nie mogę się ruszyć choćbym bił w mur głową
nie rozumiesz mnie bo między nami ten mur
mówię znów sto słów słyszysz bul bul bul
Ta Vnm
siema Donatan
jestem słowianinem z krwi i z kości i z flow
oni o tym nie wiedza?
sluchaj

Jestem słowianinem
zwlaszcza kiedy tu wyjde w miasto
nawet kiedy ide tam sam ciagle tu przy mnie ciasno
kumasz? idą do mnie bo mam album kumasz?
mój album to taka suma to ja plus duma
słowianie niepokorni niełatwo tu mama miała
Słowianie mocni rośli cera nie nader biała
jak te rapy ziom wyskrobał ?
sprawdź pochodzenie słowa Słowianie
Słowianie to ludzie, znajacy słowa
to z etymologii ale to mi starczy homie
z tracku nie wróce na tarczy homie
bo na początku naszej ery
słowian zwali Wenedami
wiec na pewno moich przodków Vnmami
poczucie humoru mam
cofnij mnie do tronu bram
zabiore królowi bez oporu troche z dworu dam
ta, bo jestem pewny siebie
pije z nami kto nie stąd to polegnie w zlewie

W google translatorze zły chłopiec po polsku to bad boy
po słowacku i po czesku też, kogoś jebło
chyba w łeb albo Diddy w tym maczał palce też
Vnm to zły chłopiec ,špatný mládenec
ty w ręke biało czerwoną synu tu flage weź
dowód że słowianie znają tu sie na rapie też
nie wiesz skąd jestem prędko tu mapę bierz
Polska, Elbląg tutaj wychowałem się, ta
i bardzo dobrze tu niunie są piękne
na powitanie dają buzi nie całuje ich w reke
nie miekne kiedy widzisz w nas wroga
synu znasz słowian? dwa słowa
gniew i duma w nas oba
to moje serce, to nie głowa
słowiańskim krajom daje tu respekt
to nie moda
spójrz na moje plecy i przed oczami te miej flagi
mam je na koszulce
the flavour straight slavic
Ej! Tu każdy dzień wygląda tak samo,
próbujemy podbudować swoją tożsamość,
"dzień dobry." - "dobranoc." nic z tego,
kiedy dziś rano jest gorsze od wczorajszego,
na ulicach pierdolnik, w domach przemoc,
niby wszyscy wolni, ale co z tego,
wtopieni w beton patrzymy w niebo,
dzień kończy się szybciej niż baterie w stereo,
prawo na lewo obok reszta na odwrót,
jaram drzewo przymykam oko żeby widzieć kontur,
powiesz mi weź się odmul, powiem Ci weź se odpuść,
od lat robię to po prostu dla sportu,
w mieście drapaczy i projektów z cementu,
dzieci widzą centrum stojąc na dachu z azbestu,
się nie przejmuj, jeden z dziesięciu to wygra,
ale któryś będzie miał to zapłonie iskra.

Ref: Bądź dumny
mówię to do siebie codziennie
wierze,że Ty też
raz jest lepiej raz gorzej
trzeba stać przy swoim słowie
my mamy tą pewność
że zostawiamy coś po sobie.

Zawsze żyłem po swojemu,
co nigdy nie było łatwe,
twardy charakter w końcu urodzony na żelaznej fartem,
mam po matce bunt po ojcu, pasję
na resztę brak słów pierdolony ból doświadczeń,
w miejskim bagnie nie pachnie różami,
śmierdzi brudnym asfaltem i złymi wspomnieniami,
nic nie poradzisz, widać Bóg tak chciał,
zło konieczne które mnie nakarmił,
po to bym wstał,
sam doszedłem tu jak VNM,
miałem dziewięciu kumpli, trzech zaćpało się helem,
dwóch ma dziś pracę i beemę,
pozostałych czterech czasami widzę ich pod sklepem,
tak to jest gdy na nogach masz cement,
i ktoś chce żebyś z nim popływał w basenie,
weź to do siebie ale najpierw skumaj,
przecież nie wyjdziesz stąd jak Thruman - Duma!

Ref: Bądź dumny
mówie to do siebie codziennie
wierze, że Ty też
raz jest lepiej raz gorzej
trzeba stać przy swoim słowie
my mamy tą pewność, że zostawiamy coś po sobie.
Jaram takie ilości, że już widzę na zielono,
Padam na pysk i znów zapalam, głupoty gadam,
Wciągam, że proch mi już wypada z nosa,
Mam z mózgu pompkę wiesz: "Kali być prostak" -
Ten typ, myślę, że jestem emce mam zeszyt, kartkę,
Zapalniczkę i zamiast mikrofonu szklaną fifkę
Mnóstwo pomysłów, dzisiaj ukradnę w dwa style,
Jutro kogoś pokonam nie swoim rymem,
Będę najlepszy, po prostu król posiedzę na ławce,
Wezmę farbę w spreju i CHWDP nabazgrze,
Będę rymował o życiu na ulicy bo tak żyje
Coś nie widać przecież kradnę i pije,
Ok ok spoko, a ja jestem lamusem mam zeszyt jak ty,
Ale nie wiem jak smakują blanty,
Alko, koks, siedzę w domu, żyję normalnie
Paniom daje szacunek, potrzebującym służę radą
Jestem normalny, nie kradnę, nie krzyczę
Gdy widzę policje jak patroluje ulice,
Mam rodzinę, normalnych znajomych, mam przyjaciół,
Nie mówię na nich ziomy tylko normalnie - jasne
Każdy z nich przecież imię ma własne
Często czytam, myślę,
Nie przejawiam agresji,
Chyba że na mikrofonie w postaci rymów sekwencji

Ref.: [...mówię o Ściemniaczach przekonanych o swoich racjach, inny niż wy
cieszy mnie słowo, z chłopakami akcje na wolno
inny niż wy bo mam prawdziwego ducha...]

Znów się nastukałem - wieczorem melanż będzie
Spoko tu maniury, alko i śnieżny puch
Nowy buch wydzwonię wariatów - impreza
Nie ważne kto, nie czytam plakatów
Idę się napić, kogoś nabić, jakieś świnie zczaić
Pieprzyć - tak lubię się bawić
Hardcore kurwa nie czaisz ?
Jestem twardy, bije prosto w pysk
Nie spuszczam gardy, usztywniam barki
Ja i kumple mamy stalowe karki
Będzie dobra impra potem nocnym
Jakimś wbić frajerów, dziś szukam wrażeń mocnych
Ej fajny dzień super pogoda, pora ruszyć dupę
Ja, Obrońcy ustawka przed klubem
Szukam kasy, portfela, dziś old-school, szyk, jakość
Błogosławie firmę "Lacoste" będzie mistrz
Bitboksy wolne style didżeje męczą czarna płytę
Ja i moi ludzie walczą z bitem
Bitewne wersy, to zachwyca jak piękne kobiety
Jak ich uśmiechy orzeźwia

Ref.

Nawinęły nas kurwy - 48, matka dzwoni,
Tata będzie gonił bo syn zbroił,
W klubie byłem twardy,
Obiliśmy leszczom papę,
Choć sam też dostałem w japę,
Nie pucuje na kłódkę trzymam chałapę,
Ma mendowni psy nawinęły nas za sztuki,
CHWDP - jebane suki, tata was nauczy,
Kurwy on nas wykupi, przyjedzie w swoim Jaguarze
Ma dwa sklepy i szczękę na bazarze,
I wam pokaże, jestem twardy, tato da hajs,
Jutro będę wolny, z willi wyjdę na schody klatki,
Inni będą się gapić, moja będzie dumna głowa,
Zapale jointa, jebnę browar
Wybitka, bo kilka ofiar lirycznych,
Razem z rodziną nastrój fantastyczny,
Wieczór jest śliczny,
Obrońcy - ta banda niszczy więc uwaga,
Królowie starej szkoły łak emsis,
Proszę się kłaniać,
Nocnym do domu, na spoko disco i wódki,
Na Centralu czekając na 605
Pieprzyć strażników teksasu,
Pozdrówki, jutro może młoda banda
HaTePowcy rusza by rozwalić pomarańcza,
Pozdrówki i mówię szczerze: wielki szacunek
Dla tych co rozwalają panele
Respekt dla was też DJ'je
1200 klingi to wymyśliliście wy - dzięki
Freestyle'owcy, bitbokserzy
Publika więc dwa palce w górę
Każdy, kto kocha tę kulturę.

Ref.
[Verse 1]
Idę podwórkiem, nie jak król, betonowy budda
Piję szary wiatr, wyklarowany na popołudniach
Podziwiam bloki szeptem, ich pobrudzoną magię
Ich domy naznaczone męką, ich świętą prawdę
Idę z nadzieją, odnajdę to co bliskie
Gzie stado gołębi kołuje nad boiskiem
Pustym boiskiem, listowie żółtych kartek
I jesień niesie nieobecnych i nie zatarte
Blade tagi, na wysłużonym murku
Wołają do mnie echem tamtych lat 'ratunku'
Krople smutku na skremowane lata
Przyjaciół, którzy hucznie i sztucznie pragnęli latać
Mijam brata, od dragów postradał zmysły
Chemiczny ambasador nieistniejącej wyspy
I choć, osiedla płaczą, wiary nie tracę
Ambula canus, mój szary spacer

[Refren]
Przechadzam się po blokach
Po terenach, które kocham
B jak ból, b jak biel - BSTOKa
Wokal niesiony szeptem
Chwila zatraceń
Jesień i osiedle - szary spacer

Idę po blokach
Po terenach, które kocham
B jak ból, b jak biel - BSTOKa
Wokal niesiony szeptem
Chwila zatraceń
Jesień i osiedle - szary spacer

[Verse 2]
Idę podwórkiem nie jak król, to wędrówka mnicha
Kroki ubrane muzyką, którą ledwo słychać
Parkowe alejki zerkają tu na piechura
Na nogi na poszyciu liści, głowę w chmurach
Matka natura kołyszę chorę dziecko
Chrome od biczy, wichru bite, było za często
Czuję, że wlokę się sam
Wrzuć powłokę, wróć spowrotem, tylko na to cię stać
Nadzieję zgaś, nie chcę słuchać tych podszeptów
Bo widzę, że toną rzekomo urodzenie w czepku
Idę, widzę gzymsy oblebia wilgoć
Chaosu mrowie, głosy w głowie powoli milkną
Pora powracać na draft
Nogi wiodą tą drogą, a jednak kogoś mi brak
Dochodzi strach, że nigdy Ciebie nie zobaczę
Ostatnie kroki, mój szary spacer

[Refren]
Przechadzam się po blokach
Po terenach, które kocham
B jak ból, b jak biel - BSTOKa
Wokal niesiony szeptem
Chwila zatraceń
Jesień i osiedle - szary spacer

Idę po blokach
Po terenach, które kocham
B jak ból, b jak biel - BSTOKa
Wokal niesiony szeptem
Chwila zatraceń
Jesień i osiedle - szary spacer
Mam w głowie tykającą bombę, która niebawem porwie tłum
Zapalnik rymów w kopalni jak pierdolone bum
Spłonie ból który trawi mi mózgoczaszkę
Uwolnię się od ciała, moje myśli są nieważkie
Nie mam pracy, nie mam prawka, nie mam prawa żyć
Co?! Takiego chuja cepie, Ce do Pe liryczny mistrz (Hukos)
Pod 30-tke, jestem dzieckiem i starcem na pół
Nieogarnięty neurotyk, narkotykowy Bóg
Rozdaje dope dla słuchaczy na odwyku
Heroiczne grudy prawdy więc masz, nie panikuj
Strzał, córy Koryntu, to ten kocur rym tu dał
A wy dziwki się dziwcie jak tak można, chicky pow!
Łaaaa dzisiaj rozwiązuje supły
A kiedy mnie zabraknie Ty złam się i nie bądź smutny
Nie bądź smutna, udało Ci się mnie pozbyć
Jest mi lżej i wreszcie jestem wolny

Ref. x2
Supeł! Zostaje rozcięty na twoją zgubę
Supeł! Nie ma przyczyny i znika skutek
Supeł! Adios stary żal i smutek
Supeł! Supeł! Supeł!

Hukos:
Ilu z was myśli, że jestem nieudacznikiem
Mam takie marzenia jakie wy miewacie życie
Chciałem spalić świat, w twarz napluć światu
Za nieudane życie nie winię iluminatów
Największymi wrogami jesteśmy my sami
Życie, pasmo udręk przerywanych orgazmami
Nieszczęścia chodzą parami? Tylko w przysłowiach (Cira)
Na co dzień to raczej jak reakcja łańcuchowa
Jesteśmy ofiarami tej pieprzonej praktyczności
Używamy naszych ciał jako kart przetargowych
Jestem ekstrawertykiem
Szczególnie w weekend (Cira)
Na palcach liczę z kim łączy więcej niż kieliszek
Żeby Babcia nie karmiła, chodziłbym głodny
Żeby Matka wygoniła, byłbym bezdomny
Ojciec dał w mordę za bycie synem wyrodnym
Gdybym teraz nie miał marzeń leciałbym w chodnik

Ref. x2
Supeł! Zostaje rozcięty na twoją zgubę
Supeł! Nie ma przyczyny i znika skutek
Supeł! Adios stary żal i smutek
Supeł! Supeł! Supeł!
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo