Popularne piosenki. Polski Hip Hop

O.S.T.R. solo niech babki ruszą pośladki,
Bzdury spod czaszki,
Bo to początek jatki.
Już szaleją nastolatki,
Odrzuć troski,
Bo Ostry się sprzedał za 2 zł.
Jak Korzeniowski.
Ostrowski wytyka wszystkim
Brak kompetencji,
Korzystając ze słownika bluzgów i inteligencji,
Nawet szczyt skrajnej perwersji
Nie zamknie mi ust,
Bo wprawiam głowy w ruch
Jak Lolo Ferrari biust.
Tylko ja zostawiam smród,
A ona mokrą kołdrę.
Tak jak na widok kasy
Każdy no limit soldier
OeSTeR na folder
Zasłaniając ciało gibkie
Targaj kapucyna,
Jak liczysz na tanią rozrywkę,
Bo ja nawet gdy mam chrypkę
Wykrztuszam co mam w płucach,
Zakazany jak XIII księga �Pana Tadeusza�.
Na to wzruszam ramionami
Drąc mordę jak fanka,
Grając dokuczliwie jak Rumun w tramwaju na organkach,
Co na przystankach daje show z akordeonem
Niczym Reni Jusis,
Gdy bawi się mikrofonem,
Przytykając go do buzi,
Kręcąc nim odważnie salta,
A to OSTeR dzieciom zakazany jak pyta spod palta.

Kto tak wrzeszczy?
W głowie jak winyl trzeszczy.
Wkurwia cię to?
Mikrofon szybko zabierz mi.
Ostry bywa niebezpieczny ale tylko w warunkach,
Gdy mic, którego trzymam znów zwycięża w porachunkach
Bo dokuczam jak biegunka,
Rozwalam słuch jak jelita,
Czyli definicja stylu, który zamieszczam na bitach.
A jeśli ktoś wytyka, że plotę kłamstwa,
Odpowiadam: Ostry to synteza kultury i chamstwa,
Z domieszką pogaństwa
Czcząc obóz TA na maksa,
Napędzając rytmem miasta,
Jak cygankę kanasta,
Dając znak według hasła
W czteroliterowym skrócie:
O.S.T.R. czyli mc i producent
Świat na kwaśne jabłko stłucze
Jak Korwin-Mikke,
bo wybrałem siłę głosu jak Bill Clinton cipkę.
Pokazuję to co brzydkie,
Dając komentarze szybkie.
Jedni chwytają za nitkę chcąc dojść do kłębka,
Ostry chwyta za skrzypce, by zejść z nieba po dźwiękach,
Nieoklepana szczęka,
Starcia runda pierwsza,
Skupiając uwagę jak brak cenzury na piersiach
Ostrowskiego bierz w całości i nigdy w częściach.
Ostrowskiego bierz w całości i nigdy w częściach.
Ostrowskiego bierz w całości i nigdy w częściach...
Tysiąc myśli na minutę, one w kajdanach skute
Słyszysz ich prawdę, radość , jazdę i smutek.
Słyszysz twarde życie, wiara odnosi skutek.
Pokrótce zawrócę nutę do dziecięcych lat.
Dziękuję dziś rodzicom. Krew spija ich brat
Kolejny takt tak od lat Ty myślisz me łap.
Życie jak kat, chce wykonać na nas wyrok.
Lecz publika przerwie egzekucję - aby tak było.
Mamy produkcję dla was o jakiej się nie śniło.
Wiem co to miłość, wierzę w nią jak by nie było.
Choć życie zaskoczyło i robi to stale
Na szeroką skalę rozprzestrzeniam swą wiarę dalej.
Wężów skazaniec. Jeniec skazany na rap
Podnosi mnie na duchu, to że jest właśnie tak
Słuchaj i patrz, jak życie toczy się w takt.
Kolejny trakt daje znać o tym co daje mi pakt
To przebudzenie gdy płacz daje o sobie znać w snach
I zrozumienie gdy gra mówi, że nadal mam grać
Nadaję trans, to fakt o tym co w duchu jest mocne
Spotkać się z każdym ważnym, najpierw produkcje skończę.

TPND To podnosi na duchu
USD i pije tę gwarancję ludzkich odruchów
Wiara jak tlen napędza kolejnym ruch
Projekt mamer materiał warty odsłuchu. 2x

To mnie ratuje gdy kryzys, to mnie uwalnia od schizmy
To życie znów biorę w bryzy by zadbać o perspektywy.
Nie pochodzę z nizin, a z domu gdzie była miłość
To, że ulica jest we mnie, to znak, że coś się przeżyło.
To lata kiedy z meldunku dokonywania wyboru
W lojalności do ziomów, oddania dla bliskich osób.
Lata posuchy, przepychu, nawijania do bitów
Lata gdzie hajs gdzieś na boku dawał jedyny wybór.
To mnie podnosi na duchu, uwalnia od błędnych ruchów
Od ognistego podmuchu by wolnym być bez przymusu.
Serce mi bije spokojnie, Panie pełno mam wspomnień
Ludzi co w zły charakter wtłoczyli wartości mądre.
Respekt, szacunek, honor, lojalność, duma i pomoc
To grono paru przyjaciół, rodzina i pracy owoc.
To zmienia szarzyzny kolor, wiesz się odrodzisz na nowo.
Jeszcze nie wierzę w wartości , ziomuś daję Ci słowo.

TPND to podnosi na duchu
USD i pije tę gwarancję ludzkich odruchów
Wiara jak tlen napędza kolejnym ruch
Projekt mamer materiał warty odsłuchu. 4x
[Verse 1]
Idę podwórkiem, nie jak król, betonowy budda
Piję szary wiatr, wyklarowany na popołudniach
Podziwiam bloki szeptem, ich pobrudzoną magię
Ich domy naznaczone męką, ich świętą prawdę
Idę z nadzieją, odnajdę to co bliskie
Gzie stado gołębi kołuje nad boiskiem
Pustym boiskiem, listowie żółtych kartek
I jesień niesie nieobecnych i nie zatarte
Blade tagi, na wysłużonym murku
Wołają do mnie echem tamtych lat 'ratunku'
Krople smutku na skremowane lata
Przyjaciół, którzy hucznie i sztucznie pragnęli latać
Mijam brata, od dragów postradał zmysły
Chemiczny ambasador nieistniejącej wyspy
I choć, osiedla płaczą, wiary nie tracę
Ambula canus, mój szary spacer

[Refren]
Przechadzam się po blokach
Po terenach, które kocham
B jak ból, b jak biel - BSTOKa
Wokal niesiony szeptem
Chwila zatraceń
Jesień i osiedle - szary spacer

Idę po blokach
Po terenach, które kocham
B jak ból, b jak biel - BSTOKa
Wokal niesiony szeptem
Chwila zatraceń
Jesień i osiedle - szary spacer

[Verse 2]
Idę podwórkiem nie jak król, to wędrówka mnicha
Kroki ubrane muzyką, którą ledwo słychać
Parkowe alejki zerkają tu na piechura
Na nogi na poszyciu liści, głowę w chmurach
Matka natura kołyszę chorę dziecko
Chrome od biczy, wichru bite, było za często
Czuję, że wlokę się sam
Wrzuć powłokę, wróć spowrotem, tylko na to cię stać
Nadzieję zgaś, nie chcę słuchać tych podszeptów
Bo widzę, że toną rzekomo urodzenie w czepku
Idę, widzę gzymsy oblebia wilgoć
Chaosu mrowie, głosy w głowie powoli milkną
Pora powracać na draft
Nogi wiodą tą drogą, a jednak kogoś mi brak
Dochodzi strach, że nigdy Ciebie nie zobaczę
Ostatnie kroki, mój szary spacer

[Refren]
Przechadzam się po blokach
Po terenach, które kocham
B jak ból, b jak biel - BSTOKa
Wokal niesiony szeptem
Chwila zatraceń
Jesień i osiedle - szary spacer

Idę po blokach
Po terenach, które kocham
B jak ból, b jak biel - BSTOKa
Wokal niesiony szeptem
Chwila zatraceń
Jesień i osiedle - szary spacer
Nad ulicami w polskich miastach – swąd
Zatacza na nich swojski gandzia krąg
To ludzi tu dziś łączy rasta joint
Za kulisami czeka legalizacja wciąż
Nad ulicami w polskich miastach – swąd
Zatacza na nich swojski gandzia krąg
To ludzi tu dziś łączy rasta joint
Za kulisami czeka legalizacja wciąż

[Szad]
Odkąd zacząłem palić, wszystko mi ziołem wali
Byłem już wszędzie jak Tony Halik czy jak Gagarin
Byłem w Somalii, w Gwatemali, czy na safari
Skurwielu, to jakby mnie wylosowali
A ty życzysz mi kraty za to
Przykłady na to
Widzisz, spalę trzy baty za to
Klimatyzator włączę
(Ta, ta, ta, ta...)
Ja chcę te pięć na taką noc
Chcesz to mnie karaj
Ja tips w ręce, mix kręcę
I czym prędzej odpalam
Dym w szczęce i się oddalam
Życie to dar a
Najlepszy owoc rośnie najwyżej w konarach
Życie to fala
Alarm!
Trzeba kręcić to na nowo
Nieba, ziemi, słońca owoc
Moi ludzie są na pomoc
Tu, gdzie beat i słowa co noc
Tu nie widać końca ponoć
Białasie nie nam zatonąć
Masz wiadomość
Chcesz czy nie bat będzie płonąć
(Ta)

Nad ulicami w polskich miastach – swąd
Zatacza na nich swojski gandzia krąg
To ludzi tu dziś łączy rasta joint
Za kulisami czeka legalizacja wciąż
Nad ulicami w polskich miastach – swąd
Zatacza na nich swojski gandzia krąg
To ludzi tu dziś łączy rasta joint
Za kulisami czeka legalizacja wciąż

[Prok]
Akwaria, butle, długopisy, bletki, jabłka i jeszcze
Puszki, wanny, lufki i z wiadra sesje
Do tego typu kuchni respekt
To ma nawet Magda Gessler
Z tego typu kaskaderstwem
Na łeb odpada nawet Alka-Seltzer
I jeżeli to nie będzie White Widow, Shiva czy Jack Herer
Łap piwo, znajdź sito, pij- pij, samosieje
Nic na krzywy ryj, dziś trybi film
Dymi dym z Filipin, siwy jak B.B. King
Gdyby ten typ do dzisiaj żył
Jestem niczym czarna tłusta leniwa mucha szósta
Leniwa minuta mija tutaj, ciężko tu ustać
Me oczy to Steadicam, wiec się przywitam
A wiec zdrawstwujtje, konichiwa, witaj
Przydałaby się kontrola jakości, marki i wagi
Lecz w tym kraju to jakbyś czekał by podatki zmalały
Nikt jeszcze z klatki po pały nie dzwonił
Kwestia szmatki pod drzwiami
Czy kwestia jak dobrze jest żyć z sąsiadami

Nad ulicami w polskich miastach – swąd
Zatacza na nich swojski gandzia krąg
To ludzi tu dziś łączy rasta joint
Za kulisami czeka legalizacja wciąż
Nad ulicami w polskich miastach – swąd
Zatacza na nich swojski gandzia krąg
To ludzi tu dziś łączy rasta joint
Za kulisami czeka legalizacja wciąż

[Nullo]
Jestem kryminalistą, ale tylko w obliczu prawa
W kieszeni zieleni się nadal, pierdoli mnie ustawa
To już ponad dekada jak cannabis w płucach się odkłada
Bracia peace, to dla was dziś liść w bletkę wkładam
Podwójne L to legalizacja, n-u-el-el-o orientacja
3W formacja znów na wakacjach
Palimy gibony jakby tu była plantacja
Stop klatka, joint zachwiał wzrok z nagła
Nie wypuściłem z rąk blanta, puściłem go w krąg stąd akcja
Podawaj holendra od serca w lewą stronę w stylu rastafari
Wiem to od Cypress Hillów, teraz ty tym diluj w miasta bramach
Kiedy blanta jaram mam przygody Baltazara
Wtedy kartka cała naraz wam na gramach zapisana
Większość ludzi pali trawkę a nie zna smaku cygara
Tu wszędzie kupisz grama jarania jak na placu Pigalle'a
Dlatego padają pytania, gdzie odpowiedź narzuca się sama
Ziomuś, komuś to na rękę by marihuana była wciąż zakazana

[Pork]
Swoboda świata to kwestia miejsca, danego prawa, religii i pióra
Kwestia podejścia więc kim jest sędzia, subiektywny jak w Biblii, akurat
Tkwisz w kazamatach jak marynata, słój ten nakręca nomenklatura
Po co ta debata o dylematach, kratach za to, co dała natura?
Po co ta debata o dylematach, kratach za to, co dała natura?
Tkwisz w kazamatach jak marynata, słój ten nakręca nomenklatura
Kwestia podejścia, więc kim jest sędzia, subiektywny jak w Biblii, akurat
Swoboda świata to kwestia miejsca, danego prawa, religii i pióra
Włącz CD, wduś repeat i ten track katuj
To ten brat gra tu, który ma mandatów
Niezapłaconych cały plik, tak jak Joka
Robię bling-bling tu na blokach
Jak brokat, pukam jak koka
Chropowaty wokal kaleczy MC's jak zbity pokal
Do bitu dobitny pokaz
To moje stilo, wjeżdżam jak kany kilo
W paradę debilom wjeżdżam jak w skałę kilof
Stawiam na jakość, nie ilość
A ty jakoś tak budzisz litość
Zżera cię zazdrość, i po chuj ci to? (cipo)

Będę sceną trząsł jak dupą duże murzynki
Bo mam ten flow, który burzy budynki
Jak burza w dożynki mogę być problemem
Piąty element, flow ewenement

Będę sceną trząsł jak dupą duże murzynki
Bo mam ten flow, który burzy budynki
Jak burza w dożynki mogę być problemem
To jest flow ewenement

A kiedy Mixer zagra w midi
Bit błyśnie jak P.Diddy w twoim pierdolonym CD
Jak sam widzisz jadę dźwięcznie jak język Jidisz
A nie drętwo jak Krzysztof Ibisz
Po chuj się dziwisz?
Nic nie poradzisz, ja mam to we krwi
Mnie nie omamisz, ze mnie nie drwij
Będę jak chłop w cerkwi, będę jak Derwisz, będę jak Amisz
Jak mnie wnerwisz wywabię cię jak Vanish
Po chuj się dziwisz? nie kleisz?
Jadę z wyczuciem jak DJ Feel-X
Gural z PDG filii mili
Pierdol kult pieniądza, to harakiri
Życie to nie biling, doceń ulotność chwili
Ile takich chwil żeśmy razem przeżyli?
Ile promili? ile Tequili żeśmy wyhylylili?
Ilu szczyli co myślą, że się wycwanili?
I ilu debili co szydzili z naszych planów?
Sam powiedz, sam powiedz
Jedno tempo, drugie tempo, trzecie tempo
Nie dasz rady tępa łempo tym patentom

Będę sceną trząsł jak dupą duże murzynki
Bo mam ten flow, który burzy budynki
Jak burza w dożynki mogę być problemem
Piąty element, flow ewenement

Będę sceną trząsł jak dupą duże murzynki
Bo mam ten flow, który burzy budynki
Jak burza w dożynki mogę być problemem
To jest flow ewenement

Będę sceną trząsł jak dupą duże murzynki
Bo mam ten flow, który burzy budynki
Jak burza w dożynki mogę być problemem
Piąty element, flow ewenement
Rychu Peja SoLUfka
Na Serio
Epilog

Sprawdź to

Na pohybel debilom

Spokojnie patrzę w przyszłość mój los jest w moich rękach.
Często w to wątpiłem, kminiłem, dziś już nie pękam.
Wierzę, że można, poukładać każdy temat.
Życie jest sztuką, sztuka życiem,to nie schemat.
Dylemat za dylematem, spokojnie przyjmę na klatę,
sprecyzuję cel, by osiągnąć to czego pragnę.
Grunt to zachować rozwagę, mieć w sobie tę odwagę.
Stawić czoła okropieństwom, nie bić się ze światem.
By nie bić się z myślami, jeśli będziesz w porządku,
To nie oberwiesz za nic, oto kolejny z wątków
Wszystkich rozumów nie zjadłem, lecz mam dzisiaj te pewność,
że zbuduję fundament, pod lepsze życie, wiem to.
Z czasem okrzepłem i nabrałem przekonania,
że bycie duchowo mocnym, to coś więcej niż banał.
Ten co głupoty gadał, dziś nawrócił się na dobre,
Wskoczył na właściwy tor, a zwrotnica mnie nie dotknie.

To mój epilog, a więc czas wykonać bilans,
do złych zachować dystans, nie ma co złego zaczynać.
Prolog był taki, że dziś mógłbym już nie żyć,
Nekrologi w gazetach, kilka zdjęć, recenzji, wierzysz? x3
Minęło 27 lat, od kiedy przyszedłem na świat, 71 rocznik - Kielce
Moje miasto, moja mała ojczyzna. Zajebista to jest oczywista sprawa
Mój dom to Pocieszki, a Pocieszki to zabawa
Stary, taka właśnie klima, czy lato czy zima, deszcz czy słońce
Zawsze tam było na max i bez końca
Od małego musiałem stawiać życiu czoła, podwórko, kumple - to była dla mnie szkoła.
Stary - imprezy, kanciapy, godziny policyjne, wojny osiedlowe
Niewinne dzieicństwo? - Stary zapomnij!
Niejedna osoba jeszcze raz to wspomni, jak było, kiedy osiedle się bawiło
Wspomnimy nieraz, jak to wtedy, stary, było
Od dzieciństwa miałem tylko same problemy, ciągle kłopoty ze szkołą, ojcem
Bez ściemy, stary, kumple i muza to była zajawka
Pierwsze ucieczki, kradzieże - bez Jacka i reszty nie byłoby to samo, pamiętam jak dziś
Nasze ucieczki, Częstochowa, Warszawa, Zakopane, Kraków, Limanowa
Małpa i ja - jeden wielki gigant, szukają nas starzy
Milicja nas ściga, a my kupujemy "domek-zabawkę"
Żółty z kwiatami, z firankami na dokładkę
Niełatwe czasy, stary, ale była jedna rzecz, o niej myślałem stale
Wydać kiedyś własną płytę, pojechać w trasę, zgarnąć kasę i kobiety
Mieć własne sklepy, dom i rodzinę, swoje własne studio i nie martwić się o jutro

Ref: Drugiego takiego nie ma na ziemi...Kielce
Drugiego takiego nie ma na ziemi...Kielce
Drugiego takiego nie ma na ziemi...Kielce

W końcu rok 91, nowe kilmaty, znowu uderzam przed siebie
Francja, półroczna hip-hopu szkoła
Kumple, budowla i muza dookoła mnie
Rok 92, tu się zaczyna muzyczna lawina, tworzy się klima
I powstaje PM COOL LEE pierwsza płyta
I Polska usłyszała - "LIROY wszystkich wita was". Tak to było
Potem koncerty ze "Wzgórzem" i "LIROY" uderza ponownie
Rok 95 i jak każdy wie -
"Scyzoryk, tak na mnie wołają", "Skubidu" i inne klimaty
Trasa koncertowa, flesze, nagrody, wywiady i test
- gdzie przyjaciel, a gdzie wróg się czai
Rok 95 to jak czary albo mary -
Lordz of Brooklyn - moi przyjaciele, czy jawa, czy sny?
Rok 96 - "Bafangoo" potem "L" - 97 "Skaczcie do góry"
Mamy rok 99 - moja nowa płyta, całkiem nowe nadzieje
"Bafangoo" część druga
Stary co się dzieje? SZAKA-L nadchodzi
Rok 99 - nikt mi nie przeszkodzi, nawet ty!
Yo Płomień 81, Onar, Pezet, Scoop na bicie wiesz
SprawdŹ to
Jednego z najlepszych raperów teraz przy nas nie ma
Mojego brata przy nas nie ma wiesz
A wiesz dlaczego? bo jakiś kurwa chuj go wystrzelał
Skurwysyn
SprawdŹ to, sprawdŹ ten numer
Aha, yo, posłuchaj tego

Pan władza jest uprzejmy, pan władza ma pistolet
Może strzeli mi w plecy za to, że tu z piwem stoję
Pan władza jest uprzejmy, pan władza ma pistolet
Może strzeli im w plecy za to stoją z gibbonem

Skurwysynu przewróć mnie na glebę, zakuj w kajdanki
Zabierz wszystkie dzieci od płaczącej matki
Zamknij mi brata za blanty, daj mu duży wyrok
Bo te blanty na pewno dziś kogoś zabiją, wiesz
Wystrzel do mnie z klamki, jestem przestępcą
Uniewinnij śmiecia za to, że zgwałcił nieletnią
Uniewinnij peca, on tylko gwałcił dzieci
Zamknij dobrych ziomów za to ze palili skręty
Zamknij, zamknij mnie, zamknij zaraz
Kurwo zakłamana przecież sam to jarasz
Nie wiem, powiedz mu, że jesteś kurwą z powołania
Chyba nie na tych, co trzeba urządzasz polowania
Nie ma cienkiej linii między ganją, a crackiem, wiesz
Jeśli jest to między piwem, a denaturatem też
Lecz to raczej wiesz ty i twoja banda
Gdyby został mi tydzień życia zdjąłbym komendanta
Zdjąłbym Kaczyńskiego i jego czystki
Rzućcie nas na glebę i zamknijcie nasz wszystkich
Załóżcie nam knebel i zamknijcie nas wszystkich
Zabijcie całe pokolenie za używki, wiesz
Sam nie palę, ale jestem za tym żeby to było legalne
Skoro psy w pracy ciągną amfę
Ej, oddajcie nam obywatelskie prawa ciule
Pieprzę policję, władzę i prokuraturę

Pan władza jest uprzejmy, pan władza ma pistolet
Może strzeli mi w plecy za to, że tu z piwem stoję
Pan władza jest uprzejmy, pan władza ma pistolet
Może strzeli im w plecy za to stoją z gibbonem

Pan władza jest uprzejmy, pan władza ma pistolet
Może strzeli mi w plecy za to, że tu z piwem stoję
Pan władza jest uprzejmy, pan władza ma pistolet
Może strzeli im w plecy za to stoją z gibbonem

Słyszę - ręce w górę, co masz w kieszeniach?
Wypierdol rzeczy na ziemię, później se pozbierasz
A ty spisz mnie z dowodu, sprawdź telefonu IMEI
Sprawdź czy nie zasilę przestępczości krzywej
Sprawdź jak tu żyję, jak tu każdy żyje
A w tych blokach jest zło, którego ty nie zabijesz
Nie stłumisz buntu, nie stłamsisz krzyku
Co może mówić grupa polityków w sprawie narkotyków?
Gdyby pan poseł ruszył na melanż z własnym synem
By zobaczył jak się pali jointy, wciąga kokainę
I co to jest prawdziwe, w Polsce o prawdzie zapomnij
Spiritus jest fajny, najgorsze są jointy
Przeludnienia w więzieniach, w budżecie luki
Głos młodego wy chcecie zagłuszyć
Niech się każdy sam uczy, ma własny instynkt
Na chuj są akcje? nie biorę, jestem czysty
Zażywasz - przegrywasz, ministra powód do dumy
Pomóżcie tym, co napierdalają herę w struny
Pomóżcie dzieciakom realizować swoje pasje
Bo sprzedają tu towar żeby mieć na wakacje
Żeby mieć, w co się ubrać, za co zjeść i pożyć
I nie mówić do zioma, weź mi znowu pożycz
Niektórym zabrakło farta, czekają do poranka
Na tych złotych kajdanach i na rękach w kajdankach

Pan władza jest uprzejmy, pan władza ma pistolet
Może strzeli mi w plecy za to, że tu z piwem stoję
Pan władza jest uprzejmy, pan władza ma pistolet
Może strzeli im w plecy za to stoją z gibbonem

Pan władza jest uprzejmy, pan władza ma pistolet
Może strzeli mi w plecy za to, że tu z piwem stoję
Pan władza jest uprzejmy, pan władza ma pistolet
Może strzeli im w plecy za to stoją z gibbonem
Ref.
Chcesz ze mnie kpić?
Nie poczułem nic, daj bis
Nie powiedziałeś tego w ryj
To nie powiedziałeś nic (x4)

Mam dość patrzenia
Jak zazdrość cię zżera
Unikasz spojrzenia twarz w twarz
Masz aż za dużo do powiedzenia (uważaj)
Nie obrażaj więcej
Nie obrzucaj mięsem
Jak skoczy napięcie
Gdy spotkamy się w mieście
Albo na koncercie
Patrz mi na ręce
Bo za siebie nie ręczę
Nie jestem żadnym emcem, Niemcem
Mów mi Hans Franc Frencel
Odłóż mikrofon i nie mów nic więcej
Zaciśnij pięści
To pride Dębicki
A w konsekwencji
Wyniesiesz z lekcji
Jak nie splamić honoru
Jak nie sprawić zawodu
Jak coś zrobić dla zasady
Jak poświęcić się dla sprawy
U mnie zawsze dumnie
Choćby w trumnie – DĘBIEC!
Siła w żyłach pływa
Wygrywam i przegrywam
To proste
Gorzki posmak troski z Polski
Zmień we wnioski
I nagraj to potem
Raporty rap o tym
Muzyka co dzień i przed snem
Niezbędna jak tlen
Nie palę aż zgasnę, jasne?
Słucham aż zasnę
Na słowa nie walczę właśnie
Znasz mnie
Patrz się w inną mańkę
Pchasz się? Skończ tą bujankę
Masz mnie błaźnie
Za kozaka na taśmie
Sprawdź mnie, gdy klasnę
Ty zgaśniesz, właśnie tak!
Przemyśl to
Masz czas by dojrzeć
Wróć by spojrzeć
Stań twarzą w twarz
I pokaż co masz!
Pokaż co masz...

Ref.
Chcesz ze mnie kpić?
Nie poczułem nic, daj bis
Nie powiedziałeś tego w ryj
To nie powiedziałeś nic (x4)

Słowa co was sprowadzą na ziemię
Mowa co wam zmieni spojrzenie
Co masz to mów
Ja nie cofam słów
Wierzę w to co mówię
Uwierz, mówię z przekonaniem
Zaangażowanie daję w to nagranie
Mocny tekst to lek na otrzeźwianie
Młodych Polaków
Na życiowym kacu
Pracuj lepiej nad sobą
Ratuj by się nie staczać
Bo tu praca nie popłaca
Jak sam nie wymacasz
To wracasz z niczym
Leżysz i kwiczysz
W tej dziczy na dzielnicy
Farciarz, bo mam
Dość wsparcia, dość żarcia
Innym na starcie
Nie starcza na starcia
Z kolejami życia
Na torach tych czasów
By bez nowych adidasów dać radę
Nadążyć za biegiem wydarzeń
Ja mam perspektywy
Ich się trzymam kurczowo
Też je masz, więc rusz głową
I zrób coś z sobą
Myśl przyszłościowo
By się śmiać w twarz wrogom
By stać twardo na ziemi
Jedną i drugą nogą
By móc pomóc
Wszystkim bliskim co nie mogą
Na państwowym garnuszku
Nie jest kolorowo (nie jest kolorowo)
Trzy i pół stówy zasiłku
Osiem stów pensja
Recesja jest jak presja
Stres bo nie stać cię by przetrwać
Płacz, trudności, przejścia
Z miejsca rodzi się agresja
Nie jest tak?
Trudno przestać o tym gadać
Sprawa jest jak zaraza
W konfrontacji trzeba się narażać
Nie uciekniesz, nie unikniesz
Możesz to odwlec na swą niekorzyść
By potem polec i dać się dobić
Nie wygram nie podejmując rękawic
Co nie może zabić to wzmocni
Baczność! Przemyśl! Spocznij!

Ref.
Chcesz ze mnie kpić?
Nie poczułem nic, daj bis
Nie powiedziałeś tego w ryj
To nie powiedziałeś nic (x4)
Ciepła wiosenna noc mijam filary
górą jeżdżą pociągi mur oznaczył Keramik
przy szpitalu, w którym leżał kiedyś Piotrek
śpiące powiśle rozwidlenie Solca i Dobrej
lubię włóczyć się po mieście, wiesz o tym doskonale
przy świetle latarń myśleć o moim mieście
i mam nadzieję, że nie boisz się deszczu
wyjdź z domu, spokój znajdź w powietrzu
w deszczu miasta oddech, na twarzy krople
w 'noce pełne inspiracji' zmieniam swe 'bezsenne noce'
gdzieś na mieście brat w swoim taxi
światłami kroi mgłę,ktoś może nad literami
próbuje przegnać sen, gapi się w sufit
próbuje znaleźć sens lub chce do snu się zmusić,
ktoś kogoś rzucił, ktoś płacze, ktoś się kocha, ktoś bije,
ktoś odgania stres tańcem
ty daj mi rękę, chodźmy na spacer
warszawską, wiosenną, ciepłą nocą, która dla nas płacze

Spacer przez ulice, aleje, place
wiosenną nocą, która płacze
chodź ze mną, razem przywitamy dzień nad wisłą
jutro zagadką, za to tej nocy może zdarzyć się wszystko

Żyję dla takich chwil kiedy bierzesz haust powietrza
i krzyczysz chwilo proszę bądź wieczna
jestem zuchwały, bezczelny, zachłanny i co?
od kiedy pamiętam chciałem zobaczyć wszystko
karmię wiecznie głodny brzuch namiętności
razem z Erato słowa na drodze ku nieśmiertelności
może to dziwne ale lubię noce
lubię ten mrok który narasta jak już zniknie słońce
ty odwiedzasz we śnie świat jak z bajki
ja wydeptuję ulice zapisuję tuszem puste kartki
trzecią pokazują już zegarki,
krople kapią, łzy płyną, ktoś komuś w oczy patrzy
powietrze elektryczne, pełne emocji w twoim pokoju
kiedy słuchasz efektów tej nocy
słyszę kroki, ktoś wyrósł jak z podziemi, słyszę
'dobry wieczór, dokumenty, ręce wyjmij z kieszeni'

Spacer przez ulice, aleje, place
wiosenną nocą która płacze
chodź ze mną, razem przywitamy dzień nad wisłą
jutro zagadką, za to tej nocy może zdarzyć się wszystko
Uruchamiam mikrofon, ponownie wracam tu
Jestem tu znów, bo tutaj moje miejsce
Nie moge przestać robić tego co jest oczywiste
Bacznie mi się przyglądasz - nie wiem z pode łba spoglądasz
Moja twarz jest dla Ciebie ani swojska ani obca
Nie jestem glupim draniem, żadna zemnie czarna owca
Chcesz dobrego przestawienia to posłuchaj mnie fachowca
Te - [kilka krótkich zdań] to nie żadna riposta
Kilka - [miłych słów] poukładanych znów
Żeby nie było nudno puszczamy wszystko w ruch
Zakręcony, zachęcony, przede wszystkim wyzwylony
Jak bym zgubił gdzieś balast, który tak mi kiedyś ciążył
Czy zrzuciłem swoją skórę? Nie, bez żadnych przebarwień
Koloryt odpowiedni, nikt nie opowiada bredni
Przecież jestem tu liderem, a nie jakimś tam zerem
Ciągła walka o miejsce w tabeli wszyscy punkty by mieć chcieli
Jestem przed nim, przed Tobą może, przed samym sobą
Nie wychwalam swego ponad wszystko
To nie dla mnie jest zjawisko
Gdybym był takim idiotą dawno by to wszystko prysło
I gdzie bym się podział, gdzie byłby dla nas rozdział
Ja nie robie za zakładkę, w dupie mam już jakiś,
Podział, przedział, ktoś komuś coś powiedział
Jedna, idea, para to znów rodzi się inna
Moja stylistyka jest prawdziwa czy dziecinna
Jak chciałbyś nazwać uliczne przeżycia
Czy miałeś do czynienia ze słabością Twego życia
Co możesz wiedzieć o twardym, trudnym losie
Jeśli tego nie czujesz wcale nie mam Cię w nosie
Czy w dupie, wiem że ktoś mnie z was zrozumie
Bo to - [kilka krótkich zdań] które płyną prosto z wnętrza
Mądry przekaz czyli message powinieneś to wiedzieć
Dobre brzmienie coś dla Ciebie to uliczne wynurzenie
To dla Ciebie i dla mnie coś do ucha więc posłuchaj

Uruchamiamy to gówno, puszczamy wszystko w ruch
[Kilka krótkich zdań, kilka miłych słów]
Uruchamiamy to gówno, puszczamy wszystko w ruch
[Kilka krótkich zdań, kilka miłych słów]

Żadna chała nie mała, byłaby nie do słuchania
Dlatego dbam o wszystko, żeby było całkiem czysto
Bardzo blisko, spontanicznie, lirycznie to chyba wszystko
Według moich, Twoich, wszystkich lub każdego upodobań
Robie tak jak czuje, dobrze że sie tak kotłuje
Nie ma złych zachowań, nie stosuję przerywników
Tylko kilka złych nawyków i wspomnienia z odwyku
Po co tyle krzyku? Opisuję co poznałem
Grupa AA co tydzień w każdy poniedziałek
Nie złe zamieszanie, to nie próżne gadanie
Teraz już z innej beczki Slums Attack to nie owieczki
Baranek boży na ziemie Cię położy
Nie lubie padać krzyżem, chyba że mam wlane gorzej
Niż zwykle, chyba nigdy nie odwykne
Bo przeginam często pałe, przez co nie źle świruję
Gdy wypije i zapale, tak sie właśnie w tedy czuje
Nałogi jak rzecz święta, zówn popalasz swego skręta
Jak za mało wypijesz, chodzisz też jak ryba śnięta
Mam racje, czy nie? Wcale tego nie dochodze
Po prostu opowiadam tym nikomu nie zaszkodze
A po drodze moge Tobie przecież sprawić niespodzianke
Sprawdź to gówno, rymowaną układankę
I nie myśl o mnie źlę, przecież w ogóle mnie nie znasz
To nie wezwanie do walki, ani polityczny komentarz
Bo to kilka krótkich zdań, kilka miłych słów
Ty mówisz [o znów kurwa to samo] - tak ja to samo znów

Uruchamiamy to gówno, puszczamy wszystko w ruch
[Kilka krótkich zdań, kilka miłych słów]
Uruchamiamy to gówno, puszczamy wszystko w ruch
[Kilka krótkich zdań, kilka miłych słów]
Sprawdź - OsTr, Pezet - Łdz, WWa
Echo miasta, sprawdź nas

[OSTR]
Godzina 11:50 rano, po jednym, drugim browarze
to co świat pokaże

a no bo tak x12

Od 22 lat tu, w sferze legend i faktów
w miejscu, gdzie Bóg psuje nastrój
widmem codziennych obrazków
ciągnę świat swój, licząc na szczęśliwą gwiazdę
może jestem głupi myśląc, że się kiedyś w tym odnajdę
wciąż wierze w prawdę, wiesz, wciąż mam swój honor
zamiast łapać się brzytwy, wolę utonąć i mieć twarz
wśród tych, co z wyciągniętą dłonią proszą o pomoc
chcę poznać extrakt smaku, co daje wolność, pamiętam
to echo miasta, w najniższych warstwach bloków bogactwa
precyzyjnie spisane na kartach, bez cienia kłamstwa
w tym moja szansa, by siebie poznać
i świat spod znaku orła, co ciągle chce czegoś od nas
tak było od lat, myślę, że znasz to z wiedzy mistrzów
i magii przysłów powtarzając tępo słowa niewarte
nic dziś już, jak wersy starych listów
to przecież mój byt, ja mam do niego swój szyfr.
nie chcę być próżny, poszukując dróg krótszych
cel chcę uczcić, wśród zdarzeń pustych
wzbić się na szczyt, choć tak niewiele od przepaści
wierzę, że szansę dasz mi, energii zastrzyk
by zły los skarcić

To echo miasta, hip hop to szansa
mówię o faktach, dla popeliny zwykłego prostactwa
w tanich sensacjach, bloków bogactwa,
szczeniaków frustracja wypisana na klatkach
to nasz czas nastał, to echo miasta,
hip hop to szansa, mówię o faktach

[Pezet]
Co jest możliwe, za sobą już zburzony most widzę
niech za każdy ból w duszy dziś życie wstrzyknie mi morfinę
żyć nauczy, dalej kroki stawiać, szare bloki nadal
chcę iść na skróty, pierdolić garniak i krawat
przyszłość to lepszy wariant, to nie plagiat, to magia
marzę o pannach i saunach w naszych prywatnych enklawach
to kraj nasz, kolonia karna jak i polonia darma
korona spadła, jeszcze bardziej topią nas w bagnach
Po co ? Czy to już całe życie, czy to już przyszłość ?
Kilka browarków, imprez - to gówno warte wszystko
Gówno, czy łzy i smutek w naszym życiu są szczęściem
e-e, na pewno gdzieś musi być coś więcej
widzisz metę na starcie, liczysz przecież na wsparcie
miastem nasz meczet, rap chcę znać lepiej szansę
Mym miasta echem, bajzel, wyssany z matki mlekiem
znasz nas przecież, my chcemy, żeby było lepiej

To echo miasta, hip hop to szansa
mówię o faktach, dla popeliny zwykłego prostactwa
w tanich sensacjach, bloków bogactwa,
szczeniaków lustracja, wypisana na klatkach
to nasz czas nastał, to echo miasta,
hip hop to szansa, mówię o faktach

To echo miasta, hip hop to szansa
mówię o faktach, dla popeliny zwykłego prostactwa
w tanich sensacjach, bloków bogactwa,
szczeniaków lustracja, wypisana na klatkach
to nasz czas nastał, to echo miasta,
hip hop to szansa, mówię o faktach
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo