Popularne piosenki. Polski Hip Hop

[CIRA]
Plastikowy kosmos, bracie i siostro, ustawiam ostrość,
ster na styl, pseudosfer zwanych wioską.
Gwiazdo rap zbiory upchane w swoim pudełku,
prastare astralne ciała lewitują po piekiełku.
Bransolety, sygnety, balety huczne,
ich fanki i kobiety, niestety wszystko jest sztuczne.
Łowcy nocy lecą i coś na stałe,
wysysając gwiezdny pył przez rulonik z nominałem.
Tu zespoleni w konstelacjach,
ktoś nowy, ktoś świeży #konsternacja.
Stacja kosmodromu to czarna dziura,
buch dla naiwnych w radioaktywnych chmurach.
Zaplątani w czasoprzestrzeń, lecą do dzisiaj,
I ain't touching this shit, yo, it's artifical
Nie chcę być taką gwiazdą, ludzi fantazją,
2011, sprawdź to!

Ref:
Pozdrawiam wszystkie gwiazdy, za ksero i za playback,
za jedno słabe demo i niemoc na ich koncercie.
Za imitację flow plecy w stronę publiki,
to dla Was gwiazdeczki z plastikowej galaktyki.
Pozdro! Wszystkie gwiazdy za ksero i za playback,
za jedno słabe demo i niemoc na ich koncercie.
Za imitację flow plecy w stronę publiki,
to dla Was gwiazdeczki z plastikowej galaktyki.

[Bisz]
To życie, w którym żyją oni, to science fiction,
z naciskiem na drugi człon, fałsz.
Nikt mi nie powie, że oni nie widzą swych kłamstw,
zwykli zakrywać nimi prosty fakt , że są tak zwykli.
Wiesz co stanowi dzisiaj opium dla mas?
Cały show biznes pierdoloną opcją kopiuj, banał.
Nie jeden Don Kichot tu o tą kopię łamał,
ale wracał na tarczy albo kopią się stawał.
To gówno wchłania, jak czarna dziura, nie ma odwrotu,
sztuka jest warta chuja, gdy nie ma obrotu.
I słuchasz w radiach eunuchów zamiast hip hopu,
który wciąż ma jaja, by pokazać dramat tych bloków.
Niech żyją, tam gdzie żyją, na pieprzonym księżycu,
my ratujemy morze ludzi od ich zgubnych wpływów.
Rośniemy w dół, w podziemiach jak stalaktyty,
wbijając chuj w ich plastikowe galaktyki.

Ref:
Pozdrawiam wszystkie gwiazdy, za ksero i za playback,
za jedno słabe demo i niemoc na ich koncercie.
Za imitację flow plecy w stronę publiki,
to dla Was gwiazdeczki z plastikowej galaktyki.
Pozdro! Wszystkie gwiazdy za ksero i za playback,
za jedno słabe demo i niemoc na ich koncercie.
Za imitację flow plecy w stronę publiki,
to dla Was gwiazdeczki z plastikowej galaktyki.

[Te-Tris]
Dla niektórych w galaktyce, jestem tylko trylobitem,
choć czasami zastanawiam się, czy oni widzą życie? ja,
Mój mikrokosmos żywi splifem z kryptonitem,
i co noc ze sklepienia, przywołuje milion liter.
Ich logikę, pierdolę,
mózgi sztuczne jak Sputnik, Łajki w Nike'ach.
Ich dupy, jak martwe suki w próżni,
grawitacja ich ściągnie, nawet bez Hubbla.
Widzę jak okłamują nas te szklane planetaria,
znajdę jasny światła ton, to mój statek, matka.
Przebrnę dead space, odetchnę i zasnę w światłach.
W białych karłach, został tylko obcy blask,
wojna światów, gatunków, dominacja obcych ras.
Jesteśmy stąd, a nie z Marsa, czy z Wenus,
może to czasem, dlatego nie wystarcza nam tlenu.
Lawina problemów, jakby Atlas zaniemógł,
ale plastikowy kosmos nie wyznacza nam celów.
Nie przepraszam za to, że metafor używam
W beznadziei pływam, prawdę płaszczem zakrywam
Mówicie po co się odzywam ,no po co
A ja włosy wyrywam, sam siebie wyzywam
Bo widuję częściej wiejskie żniwa niż uliczne, krwawe
Zahaczam prawie o prowincjonalną sławę
Kładę kawę na ławę, co dzień widzę trawę
Nawet ją koszę raz po raz, chciałeś sprawdzić twój iloraz
Rod Liberatora, to nie technika scyzoryka
Morał nie znika jak grawitacja w próżni
No cóż, bywają ludzie różni, skaleczony na umyśle będzie bluźnił
Chociaż jest ślepy i głuchy, klei się do nowych trendów
Tak jak muchy lecą po żarcie, okruchy prosto do kostuchy
Ja gdzie indziej zmierzam, cios wymierzam, w schemat hip-hopowca uderzam
Poszerzam wąskie poglądy, z jednej gałęzi wschodzą różne prądy
Anakondy po swojemu wyskakują na lądy
W różne kąty, nie w te same kąty

Chciałbym...chciałbym...chciałbym...powiedzieć bardzo ważną rzecz
Chciałbym...chciałbym...chciałbym...powiedzieć bardzo ważną rzecz

Komercyjne podziemia, dla ciebie wyraźny i foremny
Tylko jasny, tylko ciemny, tylko ujemny, tylko dodatni
Nie pasujemy do szufladki, wypłyniemy po oceanie lud jak statki
Więc w ocenie możesz się pomylić, poznam ciebie na odległość jednej linii
Przyjdzie moment powiesz Asceci cię nakryli, kurtynę odsłonili
Jak tajemnicę odsłonią [?] prawda jest słona, liryka nieograniczona
Chwytają jak orla szpona, jak mnich faraona, być ponad normie
Niezmącony spokój po wielkim sztormie
Niech to brzmienie ciebie porwie, niech prawda cię dorwie
Ja jak snajper wybornie trafię w dziesięć, każdy obraz przekaz niesie
Parabola w procesie wszystko znajdzie się w Libera notesie
Jesień, zima, wiosna, lato, jestem pewien
Że robić to warto (nie olewam, nie olewam)
Wszystko słowem oblegam, wątpliwości rozwiewam
Co jest ważne zaraz rymem opiewam, tak jak wy różne stany miewam
W jedną całość wszystko zlewam, strona prawa, środkowa i lewa
Liberator po to tam biega, drugi dom Dillegal

Chciałbym...chciałbym...chciałbym...powiedzieć bardzo ważną rzecz
Chciałbym...chciałbym...chciałbym...powiedzieć bardzo ważną rzecz

Ascetyczny wyjątek krytyczny powiesz komiczny
Ja powiem na to styczny z realistycznym światem
Bo dostał nową datę dostał nowożytną szatę
A zatem dodam nowy prąd rozjebał prawdę
Nie jesteśmy skrępowani celibatem
Pontyfikacja przyszła z nowym bilansem
Sedno sprawy jest dystansem to podłoże
Dystansem schematu o każdej porze w sobie noszę
Nie znoszę odchodów małomiasteczkowych
Telenoweli, spraw za bardzo zaściankowych
Ludzi otyłych od plotek wciąż nowych
Bez standardów hip-hopowych między wschodem, zachodem
Między górą, a spodem, między ciepłem, a chłodem
Z Ascetycznym wywodem jesteśmy tu
Między wami tak jak równi z równymi
Przekaz ukryty w lirycznym chwycie
Nasze życie w stu procentach złożone na tej płycie
Co myślicie?
SLU, SLU, SLU, SLU, SLU, SLU!

Ref.: Jest jedna rzecz dla której warto żyć
(hip hop) i nie zmienia się nic, wszyscy
Jest jedna rzecz dla której warto żyć
(hip hop) i nie zmienia się nic, dalej
Jest jedna rzecz dla której warto żyć
(hip hop) i nie zmienia się nic

[Peja]
Bezustannie patrzyłem na tych którzy się wybili
Bez przerwy śledziłem jak zyskują nowe siły
Underground to dla mnie ekonomiczne przyczyny
Nieporadność promotorów, wydawców wole czyny
Materiał zrobiony z własnej bez inicjatywy
Nielegal, my najdłużej, SLU z czyjej winy?
Od dawna swoje robię, a wydawca oszukuje
Miłość do muzyki twórczość tę wykorzystuje
Obiecuję, wypromuję lecz na tym się kończy
Źle się rozpoczęło, lecz tak źle się nie zakończy
Jesteśmy od gadek, od podkładów, od koncertów
Od studyjnych zmagań, słownych tych eksperymentów
Kiedyś niemożliwym było robić bez ekspertów
Deta, wideoklip, akustyk, głośnia, kontrakt
Z własnej inicjatywy, tak potrzebna nam promocja
Żeby słowa na tych bitach dotarły dzisiaj do was
Szkiełko, radio na koncertach z czarnej płyty
Wschodnie czy zachodnie, nowe rzeczy dziś tworzymy
Trudności przeskoczymy i do reszty dołączymy
Nikt z nowością nie przeskoczy, z konsekwencją kroczymy
Starą wydeptaną ścieżką z bagażem doświadczeń
Nieuczciwy skurwysyn nie pozbawił nas marzeń
I obyś się przeliczył, żebyś plecy zaliczył
Jak pies ogrodnika szczerze będę ci dziś życzył
Pseudo biznesmeni z bazaru nie wydawcy
Dajcie se z tym spokój, szkoda waszej marnej kasy
Nie będziecie zarobasy, brak tu profesjonalizmu
Tym stwierdzeniem was pozbawiam resztek optymizmu
I zawijam się do chaty potrenować nowe katy
Napisać parę słów no i wypić zdrowie za tych
Którzy dzisiaj nie mogą, bo nie wyszli na swoje
Bo jak się okazało skrzywdził ich wydawca gnojek
A ty się nie wkurwiaj tylko przemyśl co tu mówię
Kochasz hip hop no to popraw swą wytwórnię

Ref.

[Peja]
Nie jeden mnie zapyta po co ta kolejna płyta
Dla kasy, chcesz się sprawdzić, z pierwszych stron gazet nie znikać
To co było marzeniami stało się rzeczywistością
Nagrywam, wydaję to dzięki umiejętnościom
Pytasz czym się w tym kieruje, do hip hopu miłością
I straszny sentyment, szalony dziewięćdziesiąty trzeci
Czas leci, a my jak małe dzieci
Czy pamiętasz te czasy gdy Bill Baschweek stracił oko
Czasy beat rocka, kolejne lekcje
Jego reminiscencję, czy pamiętasz to jeszcze?
Rap się zmienia, zmienia brzmienia
Sposób łączenia, mówienia, flow technika, skojarzenia
Zobacz bunt i do szkół
Koniec lat dziewięćdziesiątych dla dzieciaków old school
To czas najlepszy i nie wie o tym każdy
Że rap klasyczny się wywodzi z czasów tamtych
A dziś zastój się zrobił, chociaż nie jest tak najgorzej
Wielki powrót DJ, nowy pozytywny wzorzec
I walka z pieniądzem, walka z komercjalizacją
Skazana na przegraną, ja przyglądam się tym akcjom
Finansowym motywacjom, reklamą, prezentacją
Rap opuszcza podwórko, teraz skóra i biurko
Spowiany przemysłu chmurką z całą przyjemną forą
Rap globalny, sprzedajny, rap masowo uprawiany
Dwudziesty pierwszy wiek przynosi wielkie zmiany
Ty po której staniesz stronie, po hajs wyciągniesz dłonie
Zanim skurwysynu położysz je na mikrofonie
Pasuje ci ten wybór i klipy chałturników
Zawsze lepiej ubranych, niż utalentowanych
Ta, ja stanę po drugiej stronie barykady
Nie zaakceptuję zmiany, na to nie przygotowany
W stylu brzmieniu dobrze znany, reprezentuję biedę
Od Jot do E, zwróćcie rapowi korzenie
Karton na ta lata, b-boy leci i wymiata
DJ drapię, MC gada i toasty swoje składa
Zależy mi na tym, ja nie wstawiam tobie kitu
Całe życie w rytm bregnitów i cytatów z klasyków
To druga część oblicza bardzo dobrych wyników
To zaangażowanie tych kilku zawodników
Nawijamy z gracją jak figury Kosmo City
Teraz bijcie brawa, ja się najem będę syty
Przesłuchane taśmy, płyty tu (hip hop)
Szacunek dla tradycji, kultowanie tu (hip hop)
Obalanie mitów, koneksje tu (hip hop)
Przyjaźnie z artystami, wolne style tu (hip hop)
Setki godzin w sklepach z płytami tu (hip hop)
Wojaże zagraniczne, sceniczne tu (hip hop)
Sztama z undergroundem i szacunek tu (hip hop)
Sprawdzanie się z MC, bitwy tu (hip hop)
Kumate środowisko i wspólnota tu (hip hop)
Tony zapisanych kartek, bohomazy tu (hip hop)
Improwizacja godna MC tu (hip hop, hip hop)
Jaram takie ilości, że już widzę na zielono,
Padam na pysk i znów zapalam, głupoty gadam,
Wciągam, że proch mi już wypada z nosa,
Mam z mózgu pompkę wiesz: "Kali być prostak" -
Ten typ, myślę, że jestem emce mam zeszyt, kartkę,
Zapalniczkę i zamiast mikrofonu szklaną fifkę
Mnóstwo pomysłów, dzisiaj ukradnę w dwa style,
Jutro kogoś pokonam nie swoim rymem,
Będę najlepszy, po prostu król posiedzę na ławce,
Wezmę farbę w spreju i CHWDP nabazgrze,
Będę rymował o życiu na ulicy bo tak żyje
Coś nie widać przecież kradnę i pije,
Ok ok spoko, a ja jestem lamusem mam zeszyt jak ty,
Ale nie wiem jak smakują blanty,
Alko, koks, siedzę w domu, żyję normalnie
Paniom daje szacunek, potrzebującym służę radą
Jestem normalny, nie kradnę, nie krzyczę
Gdy widzę policje jak patroluje ulice,
Mam rodzinę, normalnych znajomych, mam przyjaciół,
Nie mówię na nich ziomy tylko normalnie - jasne
Każdy z nich przecież imię ma własne
Często czytam, myślę,
Nie przejawiam agresji,
Chyba że na mikrofonie w postaci rymów sekwencji

Ref.: [...mówię o Ściemniaczach przekonanych o swoich racjach, inny niż wy
cieszy mnie słowo, z chłopakami akcje na wolno
inny niż wy bo mam prawdziwego ducha...]

Znów się nastukałem - wieczorem melanż będzie
Spoko tu maniury, alko i śnieżny puch
Nowy buch wydzwonię wariatów - impreza
Nie ważne kto, nie czytam plakatów
Idę się napić, kogoś nabić, jakieś świnie zczaić
Pieprzyć - tak lubię się bawić
Hardcore kurwa nie czaisz ?
Jestem twardy, bije prosto w pysk
Nie spuszczam gardy, usztywniam barki
Ja i kumple mamy stalowe karki
Będzie dobra impra potem nocnym
Jakimś wbić frajerów, dziś szukam wrażeń mocnych
Ej fajny dzień super pogoda, pora ruszyć dupę
Ja, Obrońcy ustawka przed klubem
Szukam kasy, portfela, dziś old-school, szyk, jakość
Błogosławie firmę "Lacoste" będzie mistrz
Bitboksy wolne style didżeje męczą czarna płytę
Ja i moi ludzie walczą z bitem
Bitewne wersy, to zachwyca jak piękne kobiety
Jak ich uśmiechy orzeźwia

Ref.

Nawinęły nas kurwy - 48, matka dzwoni,
Tata będzie gonił bo syn zbroił,
W klubie byłem twardy,
Obiliśmy leszczom papę,
Choć sam też dostałem w japę,
Nie pucuje na kłódkę trzymam chałapę,
Ma mendowni psy nawinęły nas za sztuki,
CHWDP - jebane suki, tata was nauczy,
Kurwy on nas wykupi, przyjedzie w swoim Jaguarze
Ma dwa sklepy i szczękę na bazarze,
I wam pokaże, jestem twardy, tato da hajs,
Jutro będę wolny, z willi wyjdę na schody klatki,
Inni będą się gapić, moja będzie dumna głowa,
Zapale jointa, jebnę browar
Wybitka, bo kilka ofiar lirycznych,
Razem z rodziną nastrój fantastyczny,
Wieczór jest śliczny,
Obrońcy - ta banda niszczy więc uwaga,
Królowie starej szkoły łak emsis,
Proszę się kłaniać,
Nocnym do domu, na spoko disco i wódki,
Na Centralu czekając na 605
Pieprzyć strażników teksasu,
Pozdrówki, jutro może młoda banda
HaTePowcy rusza by rozwalić pomarańcza,
Pozdrówki i mówię szczerze: wielki szacunek
Dla tych co rozwalają panele
Respekt dla was też DJ'je
1200 klingi to wymyśliliście wy - dzięki
Freestyle'owcy, bitbokserzy
Publika więc dwa palce w górę
Każdy, kto kocha tę kulturę.

Ref.
To dopiero początek, przygotowany do startu
wersy co parzą jak wrzątek, panowie, panie bez żartów
na tyle punchy na dysku ziomek nie starczy Ci bajtów
te punche na starcie dają po pysku, te punche to starcie gigantów
postulaty dla kumatych rapy A. D. H. D.
pizgam po swojemu, na schematy kładę lachę
obłudy nie znoszę, Wam przynoszę z bitem treść
na lewym przedramieniu z dumą noszę liter sześć
F. do A. do B. do U. do Ł. do A.
Bezczelini aka dumny reprezentant B. S. T. O. K.
to ten styl co innowierców ponawraca szybko
jego podwójne rymy tu mają jebnięcie jak w ringu bracia Kliczko
to ciężka waga, progressive bragga, bragga agresji
krwawa trwa saga, bragga huragan na sagan leci
tornada zakłada powaga, uwaga nie dla dzieci
gdy wpadam do majka dopadam ogarniam bałagan i gadam do rzeczy

ref. 2x
Czujesz tą moc, ten vibe, pierdolnięcie?
F. do A. do B. do U. do Ł. do A., Solo Bezczel !
przez całą noc ten majk pod napięciem
wznieście ręce w powietrze ( Solo Bezczel ! )

Jeśli rap to sporty walki to uprawiam braggę kravmagę
nie klęczę, nie jęczę jak suka do pałki co pełza i błaga o radę
a na koncercie na pełnej kurwie jadę ze składem
a na Hip-Hop Kemp Giżycko nie chcą nas tu brać pod uwagę
wykładam kawę na ławę ziomek i to nie ściema
że boją się, że damy taki ogień, że spłonie im scena
jak widziałeś mnie na koncertowych maratonach
wiesz, że wbijam na scenę jak w pole karne Maradona
odkąd rzuciłem chlanie progres murowany, przybite
że za tym flow kolejki walą drzwiami, oknami, sufitem
jak jesteś wporzo siadaj do stołu z nami, polane
jak jesteś fałszywą kurwą to się nie znamy na amen
między nami panie, jestem rapu asem w rękawie
z hipokrytami się w odpowiednim czasie rozprawię
oto nadzieja polskiego rapu do licha co bądź
a ponoć nadzieja umiera ostatnia to znaczy, że hip-hop oddycha wciąż

ref. 2x
Czujesz tą moc, ten vibe, pierdolnięcie?
F. do A. do B. do U. do Ł. do A., Solo Bezczel !
przez całą noc ten majk pod napięciem
wznieście ręce w powietrze ( Solo Bezczel ! )

Stopa, werbel, bas plus te wersy masz
Bezczel w jeszcze lepszej tłustej wersji, sprawdź
zrób napad na sklep, idź weź to wreszcie zrób
czy kup to sprawdź i weź to w mieście puść
nie jestem tym chujem co konfabuluje rapem
hejter się pruje, onanizuje się z chujem w łapie
na scenie mam staż nie długi za robię ziom hajs
serce w podziemiu jak Red Light, Buggy i Shaun Price
kiedy wbijam się na bit, możesz być pewny to benger
Ty możesz tego nie trawić, bo ten rap to pełen perwers
nie chcą moich zwrotek szuje, ja rozkminię to w mig
bo kiedy ja rapuje po mnie nie powinien już nikt
hejtów siostry brandzlują się przy tym ogórkiem na kuca
oni walą konia potem przez dziurkę od klucza
jestem jak słońce po burzy, nadziei iskra
a Ty zobacz ziomek co się tu kurwa dzieje, gdy uczeń przerasta mistrza

ref. 2x
Czujesz tą moc, ten vibe, pierdolnięcie?
F. do A. do B. do U. do Ł. do A., Solo Bezczel !
przez całą noc ten majk pod napięciem
wznieście ręce w powietrze ( Solo Bezczel ! )
Ref x2 Tylko jedno życie mam i na zawsze będę miał
Choć wiem ze kiedyś mnie nie będzie to będę w głowach grał

Ide sobie po łące szczęścia , ludzi masa, ale wiem
Że jest tak tu, widze brud słysze kilka słów z twioch ust
Żyjesz tak no to looz , no cóż zdaża się
Liście spadną z drzew czy chcesz tego czy nie
Szept znajdzie twoje uszy , znajdzie tez je- E
Czy na prawde chcesz zmarnowac wszystko?
Czy potrafisz oprzeć się wyśmiewającym gwizdom?
Tak już bywa w zyciu choc to tylko chwila
Czasami ludzka linia w brew się nam wykrzywia
Nie płacz już daj odpocząć łzom
Niech teztwoje płuca troche tutaj odetchną
Warto pomyślec nad sensem istnienia,
Od czasu do czasu odleciec do nieba

Ref Tylko jedno życie mam i na zawsze będę miał
Choć wiem ze kiedyś mnie nie będzie to będę w głowach grał

Chodze po ścieżkach , a ściezki są wąskie
Tyle ludzi oddałoby zycie za pieniądze ,
Smutne to jak ten stan rzeczy odtrące
Parłem do przodu dzieki temu odniosłem sukces
Puste zycie było by bez tego , smutne
Wypełniam lukę na mecie będę pierwszy
Rzucę się jak lew, czy zwierz
Zrozumiesz w końcu , że chodzi mi o to
By wypełnić swoje zycie po brzeg
Sam czasem nie wiem skad biore na to siłe
By stąpać po rozzazonym żwirze
Dziwie się sobie jak to możliwe
Lecz teraz już wiem , że żyje właściwie

Ref x2 Tylko jedno życie mam i na zawsze będę miał
Choć wiem ze kiedyś mnie nie będzie to będę w głowach grał
Babilon to iluzja, więc odrzuć ją mówię ci odrzuć ją
Bo Babilon to wtedy, gdy myślisz, że wiesz, co widzisz
A jest zupełnie inaczej
Pacz na wszystko i wiedz, że jest tylko takie, jakie jest

Są dni, kiedy widać to jak na dłoni
Jedyne, czego dziś od ciebie chcą oni
Chcą abyś zgubił sam siebie w pogoni
Goniąc fikcyjne szczęście czas swój trwonił

Są dni, kiedy widać to jak na dłoni
Jedyne, czego dziś od ciebie chcą oni
Chcą abyś zgubił sam siebie w pogoni
Goniąc iluzoryczne szczęście czas swój trwonił

Poczuj to idealny dzień, pogoda dla bogaczy
Tak jak ten dzień jest bez zmartwień
Więc nie martwię się, bo nie ma czym
Wszyscy naraz to dla wypoczywaczy
Na dwa zapalam na trzy
Każdy niech zobaczy na tyle głęboka na ile patrzy
No, bo to tam jest haczyk
Głębiej, głębiej jestem tam gdzie ciemniej
Widzę jasno miasto niemniej niż w ciszy słyszysz ode mnie
Potajemne powiem wam, dlaczego nam ciężko, a im lekko
Zainfekowani z tym zanim skończą z kolebką swą
Są stąd swąd pieniędzy władzy
Stoimy przed nimi nadzy
Oni my skąd wziąć azyl
Muzyka mą Mekką
To tak jak smak ekstazy nie pluj w gołe fazy
Totalna mafia nazywana też Selektą

Poczuj to to ze słabości siła
Bo skąd byłaby złość gdyby nie było miłości
Lub byłaby ona niemiła
Poczuj to to ze słabości płynie i nie minie
I nie winię tych, co mi nie pozwalają mych krainie
Odrzuci ich to daleko to to po łapie
Na każdym pułapie będzie wiedział, że to
Za papier jest to wszystko
Uważaj spadniesz nisko
Uważaj z tym to blisko Ciebie, oddajesz się błyskom

Są dni, kiedy widać to jak na dłoni
Jedyne, czego dziś od ciebie chcą oni
Chcą abyś zgubił sam siebie w pogoni
Goniąc fikcyjne szczęście czas swój trwonił

Są dni, kiedy widać to jak na dłoni
Jedyne, czego dziś od ciebie chcą oni
Chcą abyś zgubił sam siebie w pogoni
Goniąc iluzoryczne szczęście czas swój trwonił

Hear me guy, zawsze stać Cię na więcej
Hear me girl, ważny efekt nie intencje
Kontroluj czyny, bo za ich konsekwencje
Jeśli są złe sam miej do siebie pretensje
Pamiętaj o tym, bo w Babilonie
Tak bardzo, bardzo łatwo jest ubrudzić swoje dłonie
Pamiętaj o tym, bo w Babilonie
Tak bardzo łatwo jest ubrudzić swoje dłonie
Dumny ten, kto czysty jak Lew Luby w koronie
Czysty ten, w którego sercu żywy ogień płonie
Trawi to, co złe, aby wyrosło nowe
Więc rozpal go w sobie i wszystko gotowe, bo:

Są dni, kiedy widać to jak na dłoni
Jedyne, czego dziś od ciebie chcą oni
Chcą abyś zgubił sam siebie w pogoni
Goniąc fikcyjne szczęście czas swój trwonił

Są dni, kiedy widać to jak na dłoni
Jedyne, czego dziś od ciebie chcą oni
Chcą abyś zgubił sam siebie w pogoni
Goniąc fikcyjne szczęście czas swój trwonił

Są dni, kiedy widać to jak na dłoni
Jedyne, czego dziś od ciebie chcą oni
Chcą abyś zgubił sam siebie w pogoni
Goniąc iluzoryczne szczęście czas swój trwonił

Polska kraj, w którym żyję, twu, gniję
W telewizji wciąż te same zakazane ryje
I tak sobie myślę, że w tym kraju szykuje się rewolucja
Nie na ulicach - w głowach, w sposobie myślenia
W sposobie postrzegania rzeczywistości, w świadomości
To oni nas tego nauczyli
To oni chcąc nie chcąc nas do tego przygotowali
A przygotowywali długo
Tak, więc, pewnego dnia
Dzieci rewolucji podniosą dumnie głowy
Nastąpi przewrót
Ci, którzy będą w pierwszych szeregach pogryzą się o władzę z tymi
Którzy byli w cieniu, z tymi, którzy czekali
Rewolucja zje swój ogon, historia się powtórzy
Wszystko i nic ulegnie zmianie
Zmieni się wszystko i nic
Równowaga zostanie utrzymana
To stanie się na twoich oczach, tuz obok ciebie
To od ciebie zależy czy będziesz wiedział, kiedy to się stanie
Bo wiesz, to dzieje się codziennie
Dzień w dzień w każdym mieście w tym pojebanym kraju
To się nazywa walka o przetrwanie
Będę chodził jak champion, i mówił jak champion
Jak Buju Banton będę odpierdalał Sajgon
Rymów dyktator, jak generał Franco
Liryczny fantom, skradam się po bicie jak komandos
Bit to mój tam-tam, rym to moja mantra
Słów wandal szybki, jak Opel Manta
Jak Żandarm i kosmici, kiedy bit bici
To stajemy się niesamowici
Szukam przyczyn, jak Da Vinci
Przy czym rozpuszczam wici
Przy tym pizgam głośniej niż Nakamichi
Supergwiazdy odsyłam na rentę
Wbijam wokal na pętle, na wypasie ja Bentley
Mam cytrynę i Teklę, po tym nawijam wściekle
Skurwysynu, nie chcesz kleić? to nie klej

To my - hip-hopowe hominidy
To my - tłuste biby, to my - nabite dzidy
To my - K. do G., P.D.G. super ziomy
K.A.S.T.A. nie ty, K.A.S.T.A. to my

No bo to my - hip-hopowe hominidy
To my - tłuste biby, to my - nabite dzidy
To my - K. do G., P.D.G. super ziomy
K.A.S.T.A. nie ty, K.A.S.T.A. to my

A ja nie będę nikogo do niczego przekonywał
Będę siedział w cieniu, nazywał rzeczy po imieniu
W jednym tchnieniu, w jednym oka mgnieniu
A wokół mnie gwar jak na widzeniu
Ja będę pizgał pędem, własnym trendem
Bił jak w bęben, będę stylu dysponentem
Mody oponentem, orientem przed Ventem
I będę pizgał rymy niepojęte
Będą patrzeć ze wstrętem ich oczy mętne
Ale runą, upadną - to ewidentne
Że pójdą na dno wraz z okrętem
Runą, upadną, pójdą na dno
Skurwysyny, oni runą, upadną, pójdą na dno
Aha skurwysyny, oni runą

No bo to my - hip-hopowe hominidy
To my - tłuste biby, to my - nabite dzidy
To my - K. do G., P.D.G. super ziomy
K.A.S.T.A. nie ty, K.A.S.T.A. to my

No bo to my - hip-hopowe hominidy
To my - tłuste biby, to my - nabite dzidy
To my - K. do G., P.D.G. super
Yo super, pocałuj mnie w dupę

To my - hip-hopowe hominidy
To my - tłuste biby, to my - nabite dzidy
To my - K. do G., P.D.G. super ziomy
K.A.S.T.A. nie ty, K.A.S.T.A. to my

No bo to my - hip-hopowe hominidy
To my - tłuste biby, to my - nabite dzidy
To my - K. do G., P.D.G. super ziomy
K.A.S.T.A. nie ty, K.A.S.T.A. to my

To my - hip-hopowe hominidy
To my - tłuste biby, to my - nabite dzidy
To my - K. do G., P.D.G. super ziomy
K.A.S.T.A. nie ty, K.A.S.T.A. to my

No bo to my - hip-hopowe hominidy
To my - tłuste biby, to my - nabite dzidy
To my - K. do G., P.D.G. super ziomy
K.A.S.T.A. nie ty, K.A.S.T.A. to my

No bo to my - hip-hopowe hominidy
To my - tłuste biby, to my - nabite dzidy
To my - K. do G., P.D.G. super ziomy
K.A.S.T.A. nie ty, K.A.S.T.A. to my
Na dobre chyba już minęły dobre dni
bo mam bumboxa w kuchni i mam spory problem z nim
jest stary, ale miał warunki, żeby wytrwać
bo primo, zwykle tam leciał Preemo, a secundo Pete Rock
lub na przykład taki tercet w nim grał
Ibrahim Ferrer, Grzegorz Turnau i Sticky Fingaz song grał
a ja z nim wraz byłem dbając głównie o to
by miał staranne wykształcenie i w tym dzisiaj drzemie cały mój kłopot
a, i bolączki moje stąd są
że mimo wszystko wciąż pragnę być na bieżąco
więc znoszę do domu nowe płyty
ale co mi po płytach?
gdy on nie chce ich widzieć i nie chce ich czytać
i chuj, kiedyś był zdrowszy, działał
świetnie
dziś nie czyta płyt młodszych niż pięcioletnie
ty, możesz mi wierzyć, chociaż nawet nie musisz
ten bumbox na ich temat nic z siebie nie wydusi
to nie jest tak, że próbowałem zbyt rzadko
na nic groźby, na nic przecieranie płyt szmatką
dałbym mu spokój, ale ten bandyta
nie chce czytać nowych płyt, ale w ogóle coś by poczytał

[x2]
jak chcesz to się przypatrz i krzycz, że lipa i wstyd
tym niemniej ten bumbox już nie czyta tych płyt
to wypadł mu tryb, czy nawet trybik
dość, że gdy mu daję nową płytę, on udaje, że jej nie widzi
i ciśnienie skacze mi teraz w górę
bo mój bumbox uciekł od muzyki w literaturę
i zamiast wyświetlać numer tracku i czas jego trwania
formułuje wyświetlaczem literackie żądania
pisze mi na przykład- niech będzie Marquez
więc kładę koło niego "Generała w labiryncie"
jest czwartek a już w piątek inny most wanted Dickens
daję mu "Klub Pickwicka" i mam względny spokój na weekend
widzę jak on się w to wgryza
tak gdy koło niego napoczęty Singer, oczywiście Issac
"Cienie nad rzeką Hudson" i to spore
bo rzuca je "Trans-Atlantyk" "Pod specjalnym nadzorem"
a na nim "Śniadanie mistrzów" je "Trzech muszkieterów"
czwarty nie je, od tygodnia tańczy "Na cudzym weselu"
co do celu to chyba się składa tak
że trasą "Moskwa-Pietuszki" łajba płynie do Babadag
i biada na tych co przeoczą tę scenę
gdy buszujący w "Gronach gniewu" napierdala w blaszany bębenek
a na zachodzie zmian wiatr sunie, więc
Katarzyna Blum traci cześć z całą "Rzeźnią numer pięć"
jest li w istocie szlachetniejszą rzeczą
że ten bumbox morzu nędzy stawił czoło choć nieco
i nie wiem czy to już olśnienie
ale odkąd przestał czytać nowe płyty zaczął czytać ze zrozumieniem

[x2]
jak chcesz to się przypatrz i krzycz, że lipa i wstyd
tym niemniej ten bumbox już nie czyta tych płyt
to wypadł mu tryb, czy nawet trybik
dość, że gdy mu daję nową płytę, on udaje, że jej nie widzi
Dzień w dzień tracę sens w rapie tu przez papier
Bo pies w rapie, za wieś łakomy cash łapie
Jeb *****ę, ten tekst, cały tu jest katem
Na wers kładę ten tekst, VNM the next raper
EX, TRA, VNM ma
To na co czekała ty cała ta gra, na pewno
Nie dla ciebie ten flash jest, nie dla ciebie
Jesteś gwiazdą? nie widzę ciebie na niebie nie
Ktoś musi robić rap, nie dla TV
Nie dla radia, nie gotowe na moje CD media

Dupy się drą, mój sukces pachnie jak Louis Vuitton
Dlatego twoja dupa lubi to flow
Talent z bloku na szlaku po czek chłopaku
Rozlało tu kilku krew na tracku
Nie jestem rasistą, ale jaka równość?
Nigdy nie miałem sobie równych ty *****o

Kładź się spać, na ciebie nastał czas
VNM ma na co czekała cała ta gra (gra)
Każda z was, skąpana w blasku gwiazd
Myślała, że już nie położę nogi na gaz (gaz)
Raz na max, w iPodzie nastaw rap
Przypomnisz sobie jak usłyszałeś go pierwszy raz (raz)
Każda z was, popowo rapowych *****
Słodkich snów *****ysynu to jest rap, rap, rap

Prędzej zobaczę znów atak na Manhatan
Niż u nas na rotacji będzie naprawdę rap latał
A V na trackach, jak as lata
Gdzie disco rap *****a nogi ma jak wata
Chcą być jak Pac czy B.I.G.
MVP, VIP, a co drugi z nich brzmi
Jakby tata na gwiazdkę kupił mic mu
I buty, gdyby tak dać mógł prócz najków IQ
Whisky pij z lodem a pisz ogień
Albo pij wodę i pisz blogi ty idź z bogiem
Boso od lat, zapominają co to jest rap
Fani nie błądzą sądząc, że ja mogę to dać
Lecę tu git, to, że źle lecę to kit
VNM flow henesi bit
Tu co który krzyczy, że jest królem, weź przestań
Biorę nóż i udowadnia im, że ich krew nie jest niebieska

Kładź się spać, na ciebie nastał czas
VNM ma na co czekała cała ta gra (gra)
Każda z was, skąpana w blasku gwiazd
Myślała, że już nie położę nogi na gaz (gaz)
Raz na max, w iPodzie nastaw rap
Przypomnisz sobie jak usłyszałeś go pierwszy raz (raz)
Każda z was, popowo rapowych *****
Słodkich snów *****ysynu to jest rap, rap, rap

Pop bez beki, ścierwo to tnę w sęki
I to tak strasznie, że sam cierpię na flashbacki
***** w pop nawet za pieprzone maybacki
Każdy z nas sra na to jak ***** tlen peki
Krew w sieci V weny na kleks leci
Matki raperów już dziś przestaną mieć dzieci
MP3 king, ja jadę nim na ich
Po koncercie niech pęknie telebim
Twój koleś jak Jay kładzie tu tekst płatnie
I wiesz fajnie, ale dla mnie to West Kanye
VNM flow jak rex, jak czerniak
Peb, Henson, bit, supreme jak primo

Kładź się spać, na ciebie nastał czas
VNM ma na co czekała cała ta gra (gra)
Każda z was, skąpana w blasku gwiazd
Myślała, że już nie położę nogi na gaz (gaz)
Raz na max, w iPodzie nastaw rap
Przypomnisz sobie jak usłyszałeś go pierwszy raz (raz)
Każda z was, popowo rapowych *****
Słodkich snów *****ysynu to jest rap, rap, rap
Ten bit jest jak strzał,
Czuć tu dym lecz nie z glocka,
Ten rytm jak gandzie rozprowadzamy na blokach,
Ten hit na lokal wlewam jak browar w pokal,
Uderzenie tych, którzy nie polegli popatrz,
Patrzę po oknach, blokach,
W powietrzu czuję hip-hop,
Tagi grafy breake'i,
W przejściach widziałem to wszystko,
Żyłem tą myślą, że kiedyś gdy tu stanę
Usłyszę jak nasz rap katuje twą membranę,
Co jest kurwa zgrane, pootwierać okna,
Na środku boiska brat weź blete odpal,
Żyję w środowiskach gdzie droga do celu,
To wyznacznik sukcesu,
Choć fart sprzyja nie wielu,
W myśl tego procesu cisnę system na masę,
Jednocząc masę klatek jednym rapem,
Tematem muzycznym wspieramy familie,
W ten sposób w SZN słowo staje się hymnem.

Ref. x2
Co dzień budzą się by grać
Dla nich nie ma innych prawd...

Pełną parą na salon,(?), wódy galon,
Między stolikiem slalom,
Wjazd na scenę i halo,
To w SZN nagrano PMM weź orientuj,
MPC'et na bicie, to nie bal dla studentów,
Pochodzę z projektów,
Tu dzień zaczynam joijem,
Tu psy cierpią na bezsenność,
Baby na paranoję,
Kurwy po grubych numerach,
Mylą kibel z pokojem,
Rap daje odetchnąć ziomuś wciąż tu stoję,
Jakbym odrodził się na nowo,
Tłusty bas, dobre słowo plus moi ludzie wkoło,
Daj mi żyć w ten rytm, spełni się stuprocentowo,
Na okrągło żyję tym, wiodę prym nie strój min krzywych,
Na streecie styl dobry dill będzie wciąż żywy,
Tu każdy gra trzepie chajs by być wciąż syty,
Tu walka trwa, jaraj się albo stój wryty,
Wciąż żyję tym wiodę prym nie strój min krzywych,
Na streecie styl dobry dill będzie wciąż żywy,
Tu każdy gra trzepie chajs by być wciąż syty,
Tu walka trwa, jaraj się albo stój wryty.
Nigdy nie bałem się klamek, tak jak nigdy nie myślałem, że mnie dorwą i dostanę.
Polowanie na mnie
I gdy oberwałem w ramię pomyślałem co po mnie zostanie- lista i te trzysta baniek.
Moja krew wsiąka w ubranie.
Czuję, że spływam po ścianie.
Jest źle, ale nie fatalnie.
Jeszcze mam zadanie.
Wreszcie znam odpowiedź na pytanie: kim jest tamten człowiek.
Czuję dreszcze.
Czas na spowiedź.
Powietrze łapię jak w kleszcze fachowiec.
Najlepsze, że przestrzelili mi "to", więc nikt się już z "tego" niczego nie dowie.

Pełna lista, znam nazwiska, mam w zapiskach szmal za strzał z bliska.
Jedna iskra, pół kanistra- hasta la vista.x2

Ja to miałem na to wyjebane, ale oni zbierali o nich dane
wszystko skatalogowane mieli, wszędzie swoje uszy i oczy.
Wiedzieli kto, co, gdzie, z kim i jak nawijał i o czym.
Newsy z branży, setki melanży, kontakty.
inny język, więzy i pakty.
Pewnej nocy moi mocodawcy przedstawili przedstawienie mi :
w roli oprawcy wystąpisz na scenie ty.
Myślę- pierdolenie, sam wie jak załatwić to.
Olśnienie- znam fach, myślę tak: na ułatwienie wyślę dwóch...
za kilka stów zlecenie.

Pełna lista, znam nazwiska, mam w zapiskach szmal za strzał z bliska.
Jedna iskra, pół kanistra- hasta la vista.x2

To był błąd mniemam stąd, że nie da się nie brudzić rąk.
Ludzi ostudzi mój sąd.
Wziąłem broń myśląc "giń" i "płoń".
Nawet nie wyszedłem przed dom, to był on.
Padł strzał, potem biegłem jak koń, cwał,
drugi strzał prawie ku...wa urwał mi dłoń,
trzeci ledwo ominął skroń.
Polała się krew, czułem gniew, jak dżungli zew lew-
tak się skundli to wbrew...
i gdy oberwałem w ramię, pomyślałem co po mnie zostanie- lista i te trzysta baniek...

Pełna lista, znam nazwiska, mam w zapiskach szmal za strzał z bliska.
Jedna iskra, pół kanistra- hasta la vista. x2
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo