Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Po tym kawałku rodzice powiedzą mi - synu!
Rodzice dziewczyn wyzwą od skurwysynów
Bać się swych czynów, wiem to skądinąd
Wiem, co to post w łóżku, wiem, co to postinor
Mimo to wiem, będę naprawdę dobrym tatą
Gdy one to mówią, biorę poprawkę na to
Że będą chciały złapać mnie na wychów
Więc zanim z nimi skończę, kończę im w przełyku
Proszki, latex, napędzamy kapitalizm
Tu mamę i tatę dzieci później poznały
Z resztą mam dla nich niespodziankę taką
Kilka mam jest na oku, wybierzcie nią z tatą
Zanim zaczną myśleć o ciągłości gatunku
Dorobi się ich kilku, kilku rachunków, wiesz
One wszystkie myślą tak samo
Spytaj córkę, co robi, by nie zostać mamą

Mamoo! zapytasz, kim był tata
Tatoo! powiesz, czemu w tych latach
Nie myślałeś, że bycie głową rodziny
Bo nie chciałem mieć dzieci z poczuciem winy

Mamoo! czy na ciebie ktoś tak woła?
Tatoo! czy na ciebie ktoś tak woła?
A ja nie chcę teraz odrabiać tej lekcji
Konceptualny numer o antykoncepcji

Pokazywała koleżankom z dumą brzuch
Dwóch chłopców i ślub już! powtórz!
Jak to? przestań, męczą mnie głupie żarty
Powiedział - jakie dziecko? jakie bądź otwarty? (co?)
Dziewczyno! co ty masz w głowie? (nic!)
To jak ja w portfelu, powiedz - dokąd chcesz iść?
Ze mną możesz, jak to mówią, załatwić to
Naprawić błąd, wybrać mniejsze zło
Bo jakie jest wyjście? darł japę
A ona tam stała płakała, bo znała datę
To już osiem tygodni, może dziewięć
Proszę przypomnij sobie - mówił
Ja nie wiem, jadłaś pigułki, to ja olałem gumkę
Zbladła, celowo odstawiła je na półkę
Łajza, jak mogła? - myślał tak często
Lubił ją, ale dać złapać się na dziecko?
Ona tak naiwna, on tak przebiegły
On już w Stanach, ona mieszka u krewnych
Dziecko w drodze, co robić? orient!
Nie pytaj mnie, skąd znam takie historie
Jest tyle sposobów, by założyć rodzinę
Znam szczęśliwców i znam matkę z synem
Znam matkę z trojgiem, wierz mi
Konceptualny numer o antykoncepcji

Mamoo! zapytasz, kim był tata
Tatoo! powiesz, czemu w tych latach
Nie myślałeś, że bycie głową rodziny
Bo nie chciałem mieć dzieci z poczuciem winy

Mamoo! czy na ciebie ktoś tak woła?
Tatoo! czy na ciebie ktoś tak woła?
A ja nie chcę teraz odrabiać tej lekcji
Konceptualny numer o antykoncepcji

Dla każdego z nas taki czas przyjdzie
Przyjdzie czas na poważne decyzje
Czy wyjdziesz za mnie? patrz jak czas leci
Kochanie, czy zostaniesz matką moich dzieci?
Z tą bajką pożegnałem się już dawno
Już dawno zdążyłem oswoić się z prawdą
Dziecko to skarb, bo nie pochodzi od bociana
Dziecko to miłość, to tata plus mama
I chcę, by tak było - to trudne w tych czasach
Chcę, by z miłości był mały Stasiak
Żeby nie patrzył jak ta miłość wygasa
Żeby nie płakał, tak jak płakał tata
Mijają lata i chciałbym, by mi wyszło
Powoli snując z tobą plany na przyszłość
Porażeni tą iskrą nie z dnia na dzień
Podejmiemy tą decyzję razem
Nikt nie mówił że będzie łatwo
nikt nie mówił że będziesz miał to
musisz stale dalej iść
bo bez walki nie ma nic...

Czas upływa jak zawsze
ja mógłbym stanąć obok i patrzeć
jak moje życie się babrze
patrzeć jak przestaje mieścić się w kadrze
nigdy bym sobie tego nie wybaczył
wiem że świat inne cele mi wyznaczył
dlatego biorę się do pracy
już teraz - i choć miałem tego dosyć już nieraz
cera przyozdobiona niejedną blizną
ale ja mam pewność - to wszystko nieważne
przyszłość jest tajemnicą i nim wszyscy obrócimy się w nicość
i niech Ci co maja na zycie zamysł beda spokojni - wygramy
wytrwamy bo to jest nasze przeznaczenie
porażka wywołuje zniesmaczenie a potrzebuję jej tylko by się wzmocnić
by od nowa poskładać klocki
i choć smak przegranej bywa gorzki
zmieniam go w smak wygranej który bywa boski

Nikt nie mówił że będzie łatwo
nikt nie mówił że będziesz miał to
musisz stale dalej iść
bo bez walki nie ma nic...

Ej przekaż ten przekaz - nie czekaj
przed tobą przepaść to - nie patrz tam
nie karz nam zwatpić w ciebie
a wielka siła wstąpi w ciebie
ile przed tobą przeszkód - nie wiem
tylko chwile na przestój - i jedziesz
masz za soba doświadczeń bagaż
lepiej cios zadać niż potem los błagać
o łaskę - dla mnie to jasne jak słońce
chociaż nie jestem żadnym wzorcem
ludzie kochają się smucić w Polsce
ja wolę zrzucić ten gorset
i zawierać treść w wresach
przesłasniem które zapiera dech w piersiach
przez słowo tak pokojowo daje bodziec
byśmy nie dali się apatycznej narkozie
i zanim spytasz czy to ma sens
pomyśl ile rzeczy odmienił wers
ku pokrzepieniu serc dla wszystkich naszych
wczorajszy sen spełnisz - to zobaczysz

Nikt nie mówił że będzie łatwo
nikt nie mówił że będziesz miał to
musisz stale dalej iść
bo bez walki nie ma nic...
Sprawdź - OsTr, Pezet - Łdz, WWa
Echo miasta, sprawdź nas

[OSTR]
Godzina 11:50 rano, po jednym, drugim browarze
to co świat pokaże

a no bo tak x12

Od 22 lat tu, w sferze legend i faktów
w miejscu, gdzie Bóg psuje nastrój
widmem codziennych obrazków
ciągnę świat swój, licząc na szczęśliwą gwiazdę
może jestem głupi myśląc, że się kiedyś w tym odnajdę
wciąż wierze w prawdę, wiesz, wciąż mam swój honor
zamiast łapać się brzytwy, wolę utonąć i mieć twarz
wśród tych, co z wyciągniętą dłonią proszą o pomoc
chcę poznać extrakt smaku, co daje wolność, pamiętam
to echo miasta, w najniższych warstwach bloków bogactwa
precyzyjnie spisane na kartach, bez cienia kłamstwa
w tym moja szansa, by siebie poznać
i świat spod znaku orła, co ciągle chce czegoś od nas
tak było od lat, myślę, że znasz to z wiedzy mistrzów
i magii przysłów powtarzając tępo słowa niewarte
nic dziś już, jak wersy starych listów
to przecież mój byt, ja mam do niego swój szyfr.
nie chcę być próżny, poszukując dróg krótszych
cel chcę uczcić, wśród zdarzeń pustych
wzbić się na szczyt, choć tak niewiele od przepaści
wierzę, że szansę dasz mi, energii zastrzyk
by zły los skarcić

To echo miasta, hip hop to szansa
mówię o faktach, dla popeliny zwykłego prostactwa
w tanich sensacjach, bloków bogactwa,
szczeniaków frustracja wypisana na klatkach
to nasz czas nastał, to echo miasta,
hip hop to szansa, mówię o faktach

[Pezet]
Co jest możliwe, za sobą już zburzony most widzę
niech za każdy ból w duszy dziś życie wstrzyknie mi morfinę
żyć nauczy, dalej kroki stawiać, szare bloki nadal
chcę iść na skróty, pierdolić garniak i krawat
przyszłość to lepszy wariant, to nie plagiat, to magia
marzę o pannach i saunach w naszych prywatnych enklawach
to kraj nasz, kolonia karna jak i polonia darma
korona spadła, jeszcze bardziej topią nas w bagnach
Po co ? Czy to już całe życie, czy to już przyszłość ?
Kilka browarków, imprez - to gówno warte wszystko
Gówno, czy łzy i smutek w naszym życiu są szczęściem
e-e, na pewno gdzieś musi być coś więcej
widzisz metę na starcie, liczysz przecież na wsparcie
miastem nasz meczet, rap chcę znać lepiej szansę
Mym miasta echem, bajzel, wyssany z matki mlekiem
znasz nas przecież, my chcemy, żeby było lepiej

To echo miasta, hip hop to szansa
mówię o faktach, dla popeliny zwykłego prostactwa
w tanich sensacjach, bloków bogactwa,
szczeniaków lustracja, wypisana na klatkach
to nasz czas nastał, to echo miasta,
hip hop to szansa, mówię o faktach

To echo miasta, hip hop to szansa
mówię o faktach, dla popeliny zwykłego prostactwa
w tanich sensacjach, bloków bogactwa,
szczeniaków lustracja, wypisana na klatkach
to nasz czas nastał, to echo miasta,
hip hop to szansa, mówię o faktach
Ej, całe życie, rozumiesz?
Seria niefortunnych wypadków nieprzewidywalna jest, rozumiesz? Ej..

PIH
Wydawała się być śliczna, miss szkoły, księżniczka,
dziś choć jej stary nie jest Włochem gębę ma jak pizza
uroda prysła elektryzowała jak proch (teraz co?)
bez dwóch przednich zębów jak Nowy York
jej mąż arcymistrz, matematyk książę z bajki
bajer wepchnął jej pod fryz czyli w majtki
po latach pusta glaca puk puk w tępe deko
kazać mu myśleć to jak mańkutowi, walić konia prawa ręką
uwielbiała chemię miała fory chciała mieć cukiernię
fakt kręciła lody, ma dozór psiarni
zgadnij nie wychodzi z domu od taniego solarium
w plamach jakiś tytoniu,
miał podane do stołu, chciał być dentystą jak mama
ale już od średniej robił za aptekarza
mówią podobno poleciał daleko do pracy
ale fakt taki, że psychiatryk wiesz, zarzucił kwasy
ubłazur nie znał większej monety
dziś po tapetach tłuc jak kapciami insekty
woziła się karkami mierzyła ponad rozporek
lecz miała długi język, nos jej chrupną jak faworek
[Ref.]
proszę weź nie zrozum mnie źle,
równie dobrze synek mógłbyś dziś potępić i mnie
wiesz, ale spójrz wielu z nich sprzedało swoje skrzydła
tanio jak Lucyfer, jak upadły Anioł .. jak upadły Anioł,
jak Lucyfer, jak upadły Anioł
bo to życie, łzy na ich twarzach nie kłamią
jak Lucyfer, jak upadły Anioł

PYSKATY
Pamiętam to był prymus, zwykły zdolny nygus
żaden cwany gapa, który szuka przygód
żaden lizus choć z wypracowań same szóstki
a dziś też lubi dużo pisać listów z puszki
inny gościu całkiem sra na kościół,
co dzień śmiga w jakiś kieckach i obskakuje kumpli chyba z ośmiu
kiedyś nosił jakąś białą suknię z haftem
ale dziś to tranzystor a kiedyś był ministrantem
kolejny wozi się ze szlaufem
ogólnie perła, choć mama mówiła „synku weź nie tykaj ścierwa”
w nerwach teraz co, ty per wczówka.
kiedyś czysty jak łza dzisiaj czysty jak tirówka
inny radio nówka ma non stop
wiesz, szczęściarz, choć nie wygrał w totka ma kapitał
synek w lepkich rękach pamiętam go jak klepał dyńkala w kościele
po siódme umie liczyć tylko do czterech, ej
popatrz na nią nie anioł a zwykły obsraniec
a kiedyś wpisywała w złotych myślach hobby i taniec
mówiła mamie chcę tańczyć balet, owszem
dziś co balet wskakuje na palec za grosze, ej

[Ref.]
proszę weź nie zrozum mnie źle,
równie dobrze synek mógłbyś dziś potępić i mnie
wiesz, ale spójrz wielu z nich sprzedało swoje skrzydła
tanio jak Lucyfer, jak upadły Anioł,
jak Lucyfer, jak upadły Anioł, jak Lucyfer, jak upadły Anioł
bo to życie, łzy na ich twarzach nie kłamią
jak Lucyfer, jak upadły Anioł
Pierwsze spojrzenie na nią myślisz
jeden numerek, może dwa a potem jakoś zleci
tyle w końcu towarów na świecie
tyle się dzieje sami dobrze wiecie ile
potem jednak sytuacja nie ta sama
nie chcesz już wracać do domu tak szybko
skomplikowana robi się trochę sytuacja
czy to śniadanie? czy to może znów kolacja?
gubisz się i myślisz ciągle o tym samym haha
wpadasz w bardzo dziwne stany haha
zamotany robisz się jak cholera
myślisz ciągle o niej stary
afera zaczyna się dopiero gdy zdajesz sobie sprawę
o co tu chodzi myślisz sobie no to mam przejebane

I to się właśnie tak zaczyna
jeden gest jedno słowo i jedna mina
i to się właśnie tak zaczyna
jeden gest jedno słowo stary i jedna mina
Kłopot był już nie jeden, jeszcze będzie pewnie
Ta świadomość jest we mnie
Bo dobrze o tym wiem, że
Konflikt sam nie przejdzie
Problem od tak nie zniknie
Jak strona w zeszycie, którą się wyrwie
Jak klatka filmowa, którą się wytnie
Nie ma takiej opcji, to nie serial tylko życie
Tu problem nie jest taki prosty
Koniec taki słodki
Nie ma przerw na reklame, żeby się zastanowić
Tracąc czas życiowy, nad nimi trzeba się głowić
Jasne wybór jest prosty, co robić?
Jak ciebie osobiście nie dotyczy
Leżysz na wyrze, decydujesz za kogoś i się byczysz
Szacunek na blokach, dla niektórych to jest wyczyn
Bo masz tysiąc różnych dróg na jednej ulicy
Codziennie jeden temat co z pieniędzmi co z robotą
Wszystkiego czasem dosyć, w życiu trudno o złoto
Spytaj o to, słuchaj, oto słowa już ci dobrze znane
Oto życie szarych ludzi zawikłane, poskręcane
Powikłane nasze drogi w naszym życiu
Jedno wyjście, trzeba się nauczyć sprytu
Nowych chwytów, kombinować by poprawić stan swego bytu
Ja tu, ty tu, my tu, Yelonky grają wszyscy w jednym godle
Trzeba piąć się do szczytu
Wszyscy z nas podobni, wszyscy potrzebują uchwytu
Tak jak chlebem się dziele, tak problemami się podziele
Z przyjacielem, dobra rada dla duszy, niepokój kruszy
Może coś się ruszy, nie będę w miejscu stał
Przekazałem wam siłe, teraz Fenomen mi ją dał
Ref.:
Kłopot był już nie jeden, jeszcze będzie pewnie
Ta świadomość jest we mnie, ta świadomość jest we mnie
Kłopot był już nie jeden, jeszcze będzie pewnie
Widzisz swych chłopaków, zapadają się pod ziemie
Zobacz, każdy ma problemy, gdzieś szukamy rozwiązania
Czasem znaleźć nie możemy, same znaki zapytania
Na kłopoty, które lubią często w życiu się pojawiać
Podawać wielu próbom, w trudnych sytuacjach stawiać
Lecz nie można się poddawać i pamiętać o tym trzeba
Problemy wprowadzają zamęt, ale lament nic tu nie da Bo trzeba wtedy wsparcia, zwykła przyjacielska rada
Gdy problem dąży do natarcia i przeszywa cię jak szpad
a Twoje nadaremne próby w tej nierównej walce z nimi
Doprowadzą cię do zguby i wyciągnął wszystkie siły z ciebie
Jeśli będziesz zdany tylko sam na siebie tylko
Wtedy to na pewno okaże się pomyłką
Życiową zmyłką, których przed nami jeszcze wiele
Jeszcze wiele do przejścia by osiągnąć swoje cele
Mam nadzieje, każdy z nas jest zwykłym człowiekiem
A skala problemów przecież rośnie razem z wiekiem
Nie chce być jednym z tych, którzy się poddali
Załamali i w paszcze swego losu się oddali
Żywcem pochowani, dobrej roli nie zagrali
Z problemami się zetkneli, ale nie wygrali
Widzisz swych chłopaków, zapadają się pod ziemie
Aby uciec od problemów uciekają w czystą chemie
Tak jak plemie, wszyscy razem, nie osobno ściemie
Mym marzeniem wykorzystać wszystkie szanse co są we mnie
Z doświadczeniem wszystkie cele w moim celu se wytycze
Zdaje sobie sprawę czego oczekuje, na co licze
Wiem czego chce od życia, co chce ode mnie życie
Jestem jednym z wielu gości wychowanych przez ulice
Ref.
Chciałbyś być spokojny, życie taki własny rajski motyw
Ale co ty, są kłopoty, choćby to, że nie masz floty
Nie raz siódme poty z czoła bezustannie się leją
Ty masz już dosyć jak każdy, lecz musimy żyć nadzieją
Lepsze jutro może zmieni wszystko, może tak się stanie
Może zalicze glebę, a potem z gleby nie wstane
Naprawde nie wiem, życie to nie ogród zwany Eden
Tutaj musisz być pewnien każdego kroku, wiesz o tym?
Nieraz masz same problemy, zawirowania i kłopoty
Los jest ślepy, ty masz oczy zrób coś, wykorzystaj moment
Żeby żyć po królewsku nie zawsze musisz mieć korone
Nie tak łatwo jest to zrobić, łatwiej męczyć gadką
Proste, a defacto nie każdy to rozumie
Jak to można wytłumaczyć, kłopot sprawia, że nie umiesz nic już
Jesteś wtedy jak amator, jak nowicjusz, znowu problem
Myślisz to ja sam siebie zawiodłem
Wpadasz w kłopotów studnie
Dzień po dniu jest coraz trudniej
Ty grasz rap, ty grać możesz w M jak Miłość
Ja go gram jak jedna tysięczna kilo
Metafory żrą ci komórki mózgu pionku
Bo nie wiesz OCB jak te bibułki do jointów
Dziś sam mówisz do innych - frajer, lama
ChodŹ wokół ciebie krąży dawna lamy fama
Co widzisz jak w lustro patrzysz z rana
Widzisz nygusa w brylach, bo jesteś Dalai Lama
Włączaj to po stokroć ziomie
Aż twoje gały będą podkrążone
Moje flow płynie twoje jest odwodnione
Moje metafory są jak twoje ciuchy w szafie
Wyprane przez mamę, są złożone
Czuj jak lecę jak beton w luton
I przestań być raperem jak planetą pluton
Twoje jointy? nie zaskoczysz mnie niczym w jointach
Bo wiem na co cię stać jak bym miał twój wyciąg z konta

FAŁ EN EM, nie masz rymów jak ja
FAŁ EN EM, nie masz tylu co ja
FAŁ EN EM, nie masz stylu jak ja
FAŁ EN EM, nie grasz tak jak ja
FAŁ EN EM, nie dasz większego show
FAŁ EN EM, nie masz lepszego flow
Bystrzejszego flow, głębszego flow
Świeższego flow - obojętnie skąd żeś się wziął

Mówią co cię nie zabiję to cię wzmocni
Aby to zaraz będziesz mocniejszy, bo teraz próbuję cię zabić
Jestem królem w rapie, nie trawią mnie gwiazdy
Jestem królem tylko, że nie bawią mnie błazny
Ty masz plecy w rapie, ten gang to ogień
W każdym beefie plecy pomogą w walce z wrogiem
W beefie ze mną zostajesz sam, bo jak wchodzę
Twoje plecy krzywią się jakbyś miał skoliozę
Nie robię cyfrówkami zdjęć z ziomkami
Nie jaram się pozowankami
Ale jak kiedyś będziesz grał sobie pięknie koncert
Wpadnę z ziomem na scenę, zdejmę cię z niej
To nazywam zdjęciem z ziomkiem
Twój rap jest kwadratowy, to prawda
Ludzie wołają jak Einstein - ej to MC2
Na kartkach jak Fight Club walczę
Mów mi Lennox Lewis, zniszczę majka panczem

FAŁ EN EM, nie masz rymów jak ja
FAŁ EN EM, nie masz tylu co ja
FAŁ EN EM, nie masz stylu jak ja
FAŁ EN EM, nie grasz tak jak ja
FAŁ EN EM, nie dasz większego show
FAŁ EN EM, nie masz lepszego flow
Bystrzejszego flow, głębszego flow
Świeższego flow - obojętnie skąd żeś się wziął

Słuchaj ta płyta jest mocna, won dzieciaku
Ósma płyta, ty nie masz mocnych ośmiu tracków
Miliona decybeli co gnie tych cweli
Jak by życiowy bagaż Cugiego ze śmierci celi na plecy wzięli
Niech te internetowe gimbery nie przypominają mi nawet o 834
Bo to mój projekt jest na szlaku po czek
Chłopaku twój jest na szlaku w kaszlaku na flaku do Czech
Sokół dał mi propsy - respekt
Bo to ktoś kogo słuchałem jeszcze na Moleście
Więc daj mi respekt też flexxstyle w tekście bierz
Pieprzę resztę i wiesz pędzę po cash jak flash
Znasz alfabet jesteś all right pi
Bo już kończysz X Y Z mój fame to jeszcze A B C
VNM VIP na CD MP3 MVP CD MTV

FAŁ EN EM, nie masz rymów jak ja
FAŁ EN EM, nie masz tylu co ja
FAŁ EN EM, nie masz stylu jak ja
FAŁ EN EM, nie grasz tak jak ja
FAŁ EN EM, nie dasz większego show
FAŁ EN EM, nie masz lepszego flow
Bystrzejszego flow, głębszego flow
Świeższego flow - obojętnie skąd żeś się wziął
Będę chodził jak champion, i mówił jak champion
Jak Buju Banton będę odpierdalał Sajgon
Rymów dyktator, jak generał Franco
Liryczny fantom, skradam się po bicie jak komandos
Bit to mój tam-tam, rym to moja mantra
Słów wandal szybki, jak Opel Manta
Jak Żandarm i kosmici, kiedy bit bici
To stajemy się niesamowici
Szukam przyczyn, jak Da Vinci
Przy czym rozpuszczam wici
Przy tym pizgam głośniej niż Nakamichi
Supergwiazdy odsyłam na rentę
Wbijam wokal na pętle, na wypasie ja Bentley
Mam cytrynę i Teklę, po tym nawijam wściekle
Skurwysynu, nie chcesz kleić? to nie klej

To my - hip-hopowe hominidy
To my - tłuste biby, to my - nabite dzidy
To my - K. do G., P.D.G. super ziomy
K.A.S.T.A. nie ty, K.A.S.T.A. to my

No bo to my - hip-hopowe hominidy
To my - tłuste biby, to my - nabite dzidy
To my - K. do G., P.D.G. super ziomy
K.A.S.T.A. nie ty, K.A.S.T.A. to my

A ja nie będę nikogo do niczego przekonywał
Będę siedział w cieniu, nazywał rzeczy po imieniu
W jednym tchnieniu, w jednym oka mgnieniu
A wokół mnie gwar jak na widzeniu
Ja będę pizgał pędem, własnym trendem
Bił jak w bęben, będę stylu dysponentem
Mody oponentem, orientem przed Ventem
I będę pizgał rymy niepojęte
Będą patrzeć ze wstrętem ich oczy mętne
Ale runą, upadną - to ewidentne
Że pójdą na dno wraz z okrętem
Runą, upadną, pójdą na dno
Skurwysyny, oni runą, upadną, pójdą na dno
Aha skurwysyny, oni runą

No bo to my - hip-hopowe hominidy
To my - tłuste biby, to my - nabite dzidy
To my - K. do G., P.D.G. super ziomy
K.A.S.T.A. nie ty, K.A.S.T.A. to my

No bo to my - hip-hopowe hominidy
To my - tłuste biby, to my - nabite dzidy
To my - K. do G., P.D.G. super
Yo super, pocałuj mnie w dupę

To my - hip-hopowe hominidy
To my - tłuste biby, to my - nabite dzidy
To my - K. do G., P.D.G. super ziomy
K.A.S.T.A. nie ty, K.A.S.T.A. to my

No bo to my - hip-hopowe hominidy
To my - tłuste biby, to my - nabite dzidy
To my - K. do G., P.D.G. super ziomy
K.A.S.T.A. nie ty, K.A.S.T.A. to my

To my - hip-hopowe hominidy
To my - tłuste biby, to my - nabite dzidy
To my - K. do G., P.D.G. super ziomy
K.A.S.T.A. nie ty, K.A.S.T.A. to my

No bo to my - hip-hopowe hominidy
To my - tłuste biby, to my - nabite dzidy
To my - K. do G., P.D.G. super ziomy
K.A.S.T.A. nie ty, K.A.S.T.A. to my

No bo to my - hip-hopowe hominidy
To my - tłuste biby, to my - nabite dzidy
To my - K. do G., P.D.G. super ziomy
K.A.S.T.A. nie ty, K.A.S.T.A. to my
Włącz CD, wduś repeat i ten track katuj
To ten brat gra tu, który ma mandatów
Niezapłaconych cały plik, tak jak Joka
Robię bling-bling tu na blokach
Jak brokat, pukam jak koka
Chropowaty wokal kaleczy MC's jak zbity pokal
Do bitu dobitny pokaz
To moje stilo, wjeżdżam jak kany kilo
W paradę debilom wjeżdżam jak w skałę kilof
Stawiam na jakość, nie ilość
A ty jakoś tak budzisz litość
Zżera cię zazdrość, i po chuj ci to? (cipo)

Będę sceną trząsł jak dupą duże murzynki
Bo mam ten flow, który burzy budynki
Jak burza w dożynki mogę być problemem
Piąty element, flow ewenement

Będę sceną trząsł jak dupą duże murzynki
Bo mam ten flow, który burzy budynki
Jak burza w dożynki mogę być problemem
To jest flow ewenement

A kiedy Mixer zagra w midi
Bit błyśnie jak P.Diddy w twoim pierdolonym CD
Jak sam widzisz jadę dźwięcznie jak język Jidisz
A nie drętwo jak Krzysztof Ibisz
Po chuj się dziwisz?
Nic nie poradzisz, ja mam to we krwi
Mnie nie omamisz, ze mnie nie drwij
Będę jak chłop w cerkwi, będę jak Derwisz, będę jak Amisz
Jak mnie wnerwisz wywabię cię jak Vanish
Po chuj się dziwisz? nie kleisz?
Jadę z wyczuciem jak DJ Feel-X
Gural z PDG filii mili
Pierdol kult pieniądza, to harakiri
Życie to nie biling, doceń ulotność chwili
Ile takich chwil żeśmy razem przeżyli?
Ile promili? ile Tequili żeśmy wyhylylili?
Ilu szczyli co myślą, że się wycwanili?
I ilu debili co szydzili z naszych planów?
Sam powiedz, sam powiedz
Jedno tempo, drugie tempo, trzecie tempo
Nie dasz rady tępa łempo tym patentom

Będę sceną trząsł jak dupą duże murzynki
Bo mam ten flow, który burzy budynki
Jak burza w dożynki mogę być problemem
Piąty element, flow ewenement

Będę sceną trząsł jak dupą duże murzynki
Bo mam ten flow, który burzy budynki
Jak burza w dożynki mogę być problemem
To jest flow ewenement

Będę sceną trząsł jak dupą duże murzynki
Bo mam ten flow, który burzy budynki
Jak burza w dożynki mogę być problemem
Piąty element, flow ewenement
Tysiąc myśli na minutę, one w kajdanach skute
Słyszysz ich prawdę, radość , jazdę i smutek.
Słyszysz twarde życie, wiara odnosi skutek.
Pokrótce zawrócę nutę do dziecięcych lat.
Dziękuję dziś rodzicom. Krew spija ich brat
Kolejny takt tak od lat Ty myślisz me łap.
Życie jak kat, chce wykonać na nas wyrok.
Lecz publika przerwie egzekucję - aby tak było.
Mamy produkcję dla was o jakiej się nie śniło.
Wiem co to miłość, wierzę w nią jak by nie było.
Choć życie zaskoczyło i robi to stale
Na szeroką skalę rozprzestrzeniam swą wiarę dalej.
Wężów skazaniec. Jeniec skazany na rap
Podnosi mnie na duchu, to że jest właśnie tak
Słuchaj i patrz, jak życie toczy się w takt.
Kolejny trakt daje znać o tym co daje mi pakt
To przebudzenie gdy płacz daje o sobie znać w snach
I zrozumienie gdy gra mówi, że nadal mam grać
Nadaję trans, to fakt o tym co w duchu jest mocne
Spotkać się z każdym ważnym, najpierw produkcje skończę.

TPND To podnosi na duchu
USD i pije tę gwarancję ludzkich odruchów
Wiara jak tlen napędza kolejnym ruch
Projekt mamer materiał warty odsłuchu. 2x

To mnie ratuje gdy kryzys, to mnie uwalnia od schizmy
To życie znów biorę w bryzy by zadbać o perspektywy.
Nie pochodzę z nizin, a z domu gdzie była miłość
To, że ulica jest we mnie, to znak, że coś się przeżyło.
To lata kiedy z meldunku dokonywania wyboru
W lojalności do ziomów, oddania dla bliskich osób.
Lata posuchy, przepychu, nawijania do bitów
Lata gdzie hajs gdzieś na boku dawał jedyny wybór.
To mnie podnosi na duchu, uwalnia od błędnych ruchów
Od ognistego podmuchu by wolnym być bez przymusu.
Serce mi bije spokojnie, Panie pełno mam wspomnień
Ludzi co w zły charakter wtłoczyli wartości mądre.
Respekt, szacunek, honor, lojalność, duma i pomoc
To grono paru przyjaciół, rodzina i pracy owoc.
To zmienia szarzyzny kolor, wiesz się odrodzisz na nowo.
Jeszcze nie wierzę w wartości , ziomuś daję Ci słowo.

TPND to podnosi na duchu
USD i pije tę gwarancję ludzkich odruchów
Wiara jak tlen napędza kolejnym ruch
Projekt mamer materiał warty odsłuchu. 4x
Ref...
Możesz szczekać, a i tak mnie nie ugryziesz,
jestem dziś wyżej i stamtąd już Cie nie słyszę,
możesz piszczeć, możesz jęczeć i skomleć,
nawet słowem o Tobie nie wspomnę

Możesz szczekać, a i tak mnie nie ugryziesz,
jestem dziś wyżej i stamtąd już Cie nie słyszę,
możesz piszczeć, możesz jęczeć i skomleć,
nawet słowem o Tobie nie wspomnę

Bo nie ważne ile byś pierdolił, mnie to nie boli już,
na te słowa i ściemę opada zbyt gęsty kurz,
znowu mnie nużysz, chcąc pomnik mój burzyć,
myśląc, że wre-wrzenie mogłoby Ci nie służyć,
synku, dostawco paranoi drinków,
zazdrosna kurwo, nad na życia vinklu,
rozumiem że o płycie, o tune'ie, o klipie,
chcesz na mnie wieszać chuje? Schowaj je sobie w cipę
Ja mam tu miejsce, pełne takich szeptów i westchnień,
bez twoich paranoi jest tu całkiem śmiesznie,
to boli, to pewnie boli kurewnie,
ty nie jesteś nam potrzebny, i radzimy sobie bez niej
chodź na wyprostowanie dziś szans już nie ma raczej,
osiedlowy pedałku, chcący być graczem,
ja wytłumaczę Ci o co chodzi w tym rapie dziś
albo popatrzę jak płaczesz, szmato

Ref...
Możesz szczekać, a i tak mnie nie ugryziesz,
jestem dziś wyżej i stamtąd już Cie nie słyszę,
możesz piszczeć, możesz jęczeć i skomleć,
nawet słowem o Tobie nie wspomnę

Możesz szczekać, a i tak mnie nie ugryziesz,
jestem dziś wyżej i stamtąd już Cie nie słyszę,
możesz piszczeć, możesz jęczeć i skomleć,
nawet słowem o Tobie nie wspomnę

Kurwy chcą się dziarać, kurwy chcą się starać
kajdan na szyje, pluję w ryje, mówię nara
ja się oddalam dzień za dniem, metr za metrem
i jestem coraz wyżej, a ty coraz bardziej bledniesz dziwko
to dzieje się dla ciebie zbyt szybko,
bo jak sra się pod siebie to z czasem robi się ślisko
weź swoje zabawki, resztki ściemnionej trawki,
tone kompleksów, kumpli geksów i kurwa idź stąd
pizga znowu M, ja wiem to musi boleć,
co Ty kurwa man chciałeś wiedzieć jak to polec,
wciągam znowu dym, łapię mic, wokal stroje stroje
i wypuszczam w słabych MCs wersy jak naboje,
bo co mi kurwa taki gnojek może tu nasrać,
ze swoim cipskiem jesteś pośmiewiskiem miasta,
to wraca flow, wraca ziom, wraca miazga, a co?
Lepiej uważaj bo znowu trzaskam!

Ref...
Możesz szczekać, a i tak mnie nie ugryziesz,
jestem dziś wyżej i stamtąd już Cie nie słyszę,
możesz piszczeć, możesz jęczeć i skomleć,
nawet słowem o Tobie nie wspomnę

Możesz szczekać, a i tak mnie nie ugryziesz,
jestem dziś wyżej i stamtąd już Cie nie słyszę,
możesz piszczeć, możesz jęczeć i skomleć,
nawet słowem o Tobie nie wspomnę
Tracę tlen, czasem wiem że może go odzyskam.
Czasem nie, w pogoni ubezwłasnowolnionych.
Odnaleźć sens, moja przystań, ten wers to łatwizna.
Stąd zbiec najtrudniejsza część...

Pierwsze nagrywki na dyktafon, strasznie słaba jakość,
Jakiś bit z głośnika, a liryka i tak nic prócz żałość.
Straszny chaos, lecz to miało klimat, minął jakiś czas,
odnalazłem siłę w rymach, by móc teraz to opisać.
Kartka, pisak, gdzieś skitrany zaczynałem pisać,
speniany, że ktoś to przeczyta, żal w zeszytach.
Wyrzucany z każdym dniem, potem cecha THC
mnie dopadła monotonii cień i kacze wiadra.
Dzień za dniem, w końcu tlen mi odebrała,
pięć lat wyjebane STV, a teraz się ogarniam.
Wracam do rzeczywistości powoli, choć już rzucone kości,
to nie koniec trzeba przestać trolić.
Czasem stoję na balkonie i palę papierosy.
I mam dosyć, patrzę na nich z góry karykatury i głąby.
Myślę wtedy co tu zrobić, by do nich nie dołączyć.
Stać z boku być autorem nie aktorem swego losu.

Teraz już sam nic nie wiem,
nie wiem, nie wiem co jest moim celem.
Nie wiem, czy istnieje ten element, nie jestem pewien.
Jakoś tak wspomnienia się mieszają, nie wiem zanikają,
całą chmarą nawarstwiają,
gdzieś unoszą się jak balon w chmurach.
Chciałbym znaleźć się na nim i umieć fruwać.
Chciałbym wyrzucić z bani te latami trzymane gówna.
Co jak pluskwa, od środka przez płuca, mnie niszczą.
To prosta symbioza przeciwko tym zgliszczom.
Chciałbym poczuć się wolny,
wreszcie przejść się gdzieś po lesie.
Sam bez ludzi i bez strachu, pomału dogonić czas.
Lecz on dalej tyka.
Chciał bym być szczęśliwy jeden wyścig wygrać.
Nie ma miejsca dla wrażliwych w świecie bydlactw.

Ref. x2:Tracę tlen, czasem wiem że może go odzyskam.
Czasem nie, w pogoni ubezwłasnowolnionych.
Odnaleźć sens, moja przystań, ten wers to łatwizna.
Stąd zbiec najtrudniejsza część, by dalej biec.

Tracę tlen, sens, ale dalej żyję.
Zobacz, chodzę po planecie przecież wśród linijek.
Tak zdobywam nieśmiertelność,
bo zawsze przetrwa piękno,
nawet kiedy ta planeta zamieni się w piekło.
Czuję to tętno, a świat się trzęsie dążąc po berło.
Drąży się wiertło.
W bezsensie, zaporą człowieczeństwo.
Zakazany owoc ponoć stracił moc w społeczeństwie.
To złość i mną trzęsie stop, znowu spięcie to.
Czemu tak jest, czemu tak jest nie wiem.
Dobro i zło wszystko to jest jak jeden dom.
I rodzina, gdzie ojciec pijak, a matka anioł.
Plus i minus myśli się uzupełniają.
Cały świat kumulacją, to taki koktajl.
Trochę zła i troszeczkę dobra.
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo