Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Nikt nie mówił że będzie łatwo
nikt nie mówił że będziesz miał to
musisz stale dalej iść
bo bez walki nie ma nic...

Czas upływa jak zawsze
ja mógłbym stanąć obok i patrzeć
jak moje życie się babrze
patrzeć jak przestaje mieścić się w kadrze
nigdy bym sobie tego nie wybaczył
wiem że świat inne cele mi wyznaczył
dlatego biorę się do pracy
już teraz - i choć miałem tego dosyć już nieraz
cera przyozdobiona niejedną blizną
ale ja mam pewność - to wszystko nieważne
przyszłość jest tajemnicą i nim wszyscy obrócimy się w nicość
i niech Ci co maja na zycie zamysł beda spokojni - wygramy
wytrwamy bo to jest nasze przeznaczenie
porażka wywołuje zniesmaczenie a potrzebuję jej tylko by się wzmocnić
by od nowa poskładać klocki
i choć smak przegranej bywa gorzki
zmieniam go w smak wygranej który bywa boski

Nikt nie mówił że będzie łatwo
nikt nie mówił że będziesz miał to
musisz stale dalej iść
bo bez walki nie ma nic...

Ej przekaż ten przekaz - nie czekaj
przed tobą przepaść to - nie patrz tam
nie karz nam zwatpić w ciebie
a wielka siła wstąpi w ciebie
ile przed tobą przeszkód - nie wiem
tylko chwile na przestój - i jedziesz
masz za soba doświadczeń bagaż
lepiej cios zadać niż potem los błagać
o łaskę - dla mnie to jasne jak słońce
chociaż nie jestem żadnym wzorcem
ludzie kochają się smucić w Polsce
ja wolę zrzucić ten gorset
i zawierać treść w wresach
przesłasniem które zapiera dech w piersiach
przez słowo tak pokojowo daje bodziec
byśmy nie dali się apatycznej narkozie
i zanim spytasz czy to ma sens
pomyśl ile rzeczy odmienił wers
ku pokrzepieniu serc dla wszystkich naszych
wczorajszy sen spełnisz - to zobaczysz

Nikt nie mówił że będzie łatwo
nikt nie mówił że będziesz miał to
musisz stale dalej iść
bo bez walki nie ma nic...
Kto sieje wiatr, ten zbiera burze
Piętnaście lat, gram w rap chórze
Falują wciąż ręce w górze
Rzadko chodze w garniturze, raczej nie muszę
Hoduję w sobie ciszę, tak leczę duszę
Przesiąknięty betonowym buszem
Pozdro dla władców mat, faderów i syczących puszek
Siedze stuff krusze, licze fundusze
Rap Mesjasz powrócil, choć nie witał go nawet pastuszek
Tysiąc nauczek, wiedza jest kluczem, hasłem do sezamu
Nie pisany hymn sam sobie panów
Dzisiaj postanów, a jutro zrób
Unikaj wnyków, odpada coraz więcej łebskich zawodników
Idę po chodniku, myśli wirów bez liku krąży
Nie wiedzą mądrzy, szybcy mogą nie zdążyć
Ile razy już patrzałem mu w twarz
W mieście betonowych baszt, gdzie liczy sie tylko to co masz
A nie kim jesteś, i skąd pochodzisz
Najpierw jesteśmy młodzi, potem pora odchodzić
A może pora by narodzić się znów?
Widze wielką grzywę, widzę błysk lwich kłów
A może pora by narodzić się znów
Widzę wielką grzywę, widzę błysk lwich kłów..

Ref.
Kto sieje wiatr? x2
[Cut/Scratch]
Kto sieje wiatr?
Wiatr śpiewa swoje!
A ja ide dalej..

Kto sieje RAP, ten zbiera propsy,
Te faraony Cheopsy
Na zewnątrz, to w środku mali chłopcy
A te panny co żrą dropsy, to małe dziewczynki wewnątrz
Dziś widzę to na pewno!
Już się nie boję cały jestem na zewnątrz
Chodź oczu mam troje, to widzi świat tylko jedno
Nocą nie marznę, choć nie pali się drewno
Ja grzeję się w blasku rapu, który niosę miastu
Ile jest nas tu? Przy tysiąca gardeł wrzasku
Ruszy słońca szturm o brzasku, szlakiem dawnych smutków wesel
Płynę prawym halsem, rejsem Hermanna Hesse
A pod stopami chłód, pokładu z desek
I nieba bezkres, definiuje wszechświata deseń
Tak płyne se, nie wiedząc sam ile zdołam
Czeka na mnie Gauguin na Noa Noa
Tak płyne se, nie wiedząc sam ile zdołam
Czeka na mnie Gauguin na Noa Noa

[REFREN]

Ten zbiera burze, kto sieje wiatr
Niesie garb swój, staruszek świat
Od Morza aż do Tatr, z głębin oceanu aż do gwiazd - Królowych nocy
Noszę medalion o bardzo wielkiej mocy,
Ten zbiera plony kto jest szalony, by siać na ugór
Kto jest skończony, obala trony, by pić na umór
To jeden z ludu, powiernik trudu
Noszę medalion co dotyka sedna bez trudu,
Co dotyka sedna bez trudu..
Noszę medalion co dotyka sedna bez trudu...

[REFREN] x3
Ty choć raz okaż serce, swojej sparing partnerce
W czasie, gdy Ona krwawi, Ty polewasz wódeczkę
Traktowana jak kundel, czy przetrzyma kolejną rundę?
Z rozprutym brzuchem, jak naćpana Nancy Spungen
Co to za burdel, iście penerskie Love Story
Pieprzyć ten klimat chory, który beret Ci porył
Jesteś twardy jak gnida, chcesz cierpieć w życiu jak Frida?
Zajechana madam, niczym Heidi Fleiss, chwila
Po co tak z losem igrać, już nie zdołasz się pozbierać
Jak po Rockafella i to, z drugiej płyty Redmana
Złowrogie miasto nocą ludzi z godności odziera
Z niejednej zrobił kurwę, z naiwnego frajera
Aż dech w piersi zapiera, gorszący widok przemian
Jak złe życie niszczy ludzi, złe życie zmienia
Nie zamierzam oceniać, tej, Broń Boże, przebacz
Wszystkim tym, co stąpają po swojej ścieżce cierpienia
Ty wciąż pokrzywdzony, jak w swoich rolach Tim Robbins
Nie rób z siebie ofiary, nadal pieprzyć kompromis
Bo w życiu codziennym, niejeden chłopak się stara
Mimo, iż pół tego życia przesiedzieli w kryminałach
Powiesz, taki obyczaj, weź się przyzwyczaj
Do obojętnej obserwacji brutalności życia
Tu, gdzie nocny świat rządzi się swymi prawami
Wita Cię dzielnica cudów, wnet Cię omami

Życie jest hajem, więc po co się odurzać
Po prostu żyj, zamiast wiecznie się wkurzać
Być człowiekiem to wyczyn. Być złym? To żadna sztuka
Bo życie jest hajem, a więc żyj, weź się nastukaj (x2)

Ty przyglądasz się rozdarciom, między żoną a kochanką
Przy kopercie, ze szklanką, nie wiesz czym jest dzienne światło
Tak wielu już padło, wciąż przeżywasz to piekło
Gdy koleżka w środku nocy znów podjeżdża z kolejną
I ciągniesz białe ścieżki, nie warto, wierz mi
Tak żyć i się przekręcić, jak biedaczek Lou Ashby
Nadal trwa, bez przystanku Twoja samobójcza misja
Bo Ty z całej palety dragów, nadal korzystasz
Ile tak wytrwasz, się w końcu zastanów
Zamiast próbować lizać okruchy koki z dywanu
Dla Ciebie Dr. Dre, a dla mnie Dr. Dru
Chcesz, to tak rób, a ja wolę być zdrów
Gdy Ci egzystencja zbrzydnie, pewnie prawda się wyda
Wtedy palniesz sobie w łeb, niczym Barbara Blida (†)

Życie jest hajem, więc po co się odurzać
Po prostu żyj, zamiast wiecznie się wkurzać
Być człowiekiem to wyczyn. Być złym? To żadna sztuka
Bo życie jest hajem, a więc żyj, weź się nastukaj (x2)

Życie może być hajem, kojącym jak śpiew Salmy Hayek
Choć często złudnym rajem, to życie, Ci się wydaje
Nic nie dostajesz? Może zbyt wiele żądasz
Nie chcąc wypełniać przy tym własnych zobowiązań
Chcesz, by nawiązka była standardem w życiu
A zbyt często krwawy horror, jak w "Od zmierzchu do świtu"
Koniec żartów bez kitu, Ty na czas nie wciskasz stop
Znam takie reakcje, które sieją gorsze zło
Powiem osiągając dno, niszczysz bliskich, paląc mosty
Zachowujesz się jak dzieciak, siejąc gniew w świecie dorosłych
Zbyt dużo bólu, nadal dźwigam swój krzyż
Niebezpieczne zachowania, plus niejedna złota myśl
W czasie, gdy przychodzi niż, myśli precz, wołam "A kyż!"
Słyszysz te zgubne podszepty? Ten diabelski volume scisz

Życie jest hajem, więc po co się odurzać
Po prostu żyj, zamiast wiecznie się wkurzać
Być człowiekiem to wyczyn. Być złym? To żadna sztuka
Bo życie jest hajem, a więc żyj, weź się nastukaj (x2)
Ref.
Jak miło kiedy przy mnie, znajdujesz się
Bo przecież ty najlepiej, wiesz czego chcę
Podaruj mi swe ciało, tak proszę Cię
W dziką krainę sexu, znów zbierz mnie

1.
O tak, tak, tak, duża rewelacja
Znowu pukasz do drzwi, znowu kolacja
Zimny drink, gorące spojrzenie
Jak dobrze, dobrze, dobrze, Że nic się nie zmienia
Schemat ten sam, każdego wieczora
Jak to dobrze, że na punkcie sexu, jesteś chora
Tak bardzo, bardzo, bardzo, mi twe ciało smakuje
Ach... Znowu odlatuję

Ref.
Jak miło kiedy przy mnie, znajdujesz się
Bo przecież ty najlepiej, wiesz czego chcę
Podaruj mi swe ciało, tak proszę Cię
W dziką krainę sexu, znów zbierz mnie

2.
O bum tyki je, jak ja to lubię
Nie mógłbym bez tego żyć, poważnie wam mówię
O nie, nie, nie, nie wyobrażam sobie
Co ja biedny zrobię, gdy będę już w grobie
I w ogóle co bym zrobił bez mojej koleżanki
Bo tylko, tylko, z nią, są tak cudowne sanki
O tak, tak, tak, wciąż mi się śni
Że znowu, znowu, znowu pukasz do moich drzwi

Ref.
Jak miło kiedy przy mnie, znajdujesz się
Bo przecież ty najlepiej, wiesz czego chcę
Podaruj mi swe ciało, tak proszę Cię
W dziką krainę sexu, znów zbierz mnie

3.
O tak, tak, tak, duża rewelacja
Znowu pukasz do drzwi, znowu kolacja
Znowu zimny drink i gorące spojrzenia
Znowu jestem happy że nic się nie zmienia
Tysiące pozycji, znowu nas czeka
Szybciej, szybciej i mocniej, ten tekst mnie urzeka
Kiedy jesteś ze mną nic mi nie brakuje
Znowu eksplozja, znowu odlatuję

Ref.
Jak miło kiedy przy mnie, znajdujesz się
Bo przecież ty najlepiej, wiesz czego chcę
Podaruj mi swe ciało, tak proszę Cię
W dziką krainę sexu, znów zbierz mnie
wiesz o co chodzi, jak Ci nie wychodzi, nie wymodzisz nic tu,
powodzi się, to robisz albo idź z tym w pizdu
to robi fiskus, też, niewiele wiesz o zysku
i błysku, jak flash, terefere po nazwisku
pachniesz benjaminie jak wanilije, robimy je
to mili, nie? jak w jednej chwili, zarobimy je na linii
nie pod kreską, nie w bulimii z anoreksją
skurwysyny, aż im gęsto od pesos z resztą
gdzie jest sos? S.O.S. flotą powietrzną
po to, żeby mieć i po to, żeby mieć go często
Ty weź to przejeb, jak nie masz, to nie jęcz tak
siemasz wspomnienie, z podziemia na scenę, brat
niefart ocenię tak, jebać portfele fuck,
'gdzie te kurwa bentleye?!', nie mam nawet na bilet
ale i tak się chwieję, jak pochleję albo z dymem płynę
jebane promile wpierdalają ten hajs,
device tu na rozkminę, żeby było najs i milej
czas ucieka jak motyle i choć czasem go złapię na chwilę
to nie mam go tyle, żeby kasę mieć na rapie, klient
tyle

jak chodzi o mamonę, to mam przepierdolone
i nie ważne co zrobię, to tracę tą kabonę
jak chodzi o dziewczyny, to mam grube rozkminy
i nie ważne co powiem, bo jebię tępe zdziry
jak chodzi o mamonę, to mam przepierdolone
i nie ważne co zrobię, to tracę tą kabonę
jak chodzi o dziewczyny, to mam grube rozkminy
i nie ważne co powiem, bo jebię tępe zdziry

wiesz o co chodzi, jak dochodzi
albo jak tu chodzi o nic, to przechodzi w story
i nie wiesz co robić do dziś
mam wyjebane na te głupie panie, zdecydowanie
to w chuja granie, w klubach dupami machanie
ubaw udami dawanie, ulalalanie kochanie
to uhahanie zostanie na ululuanie cię na nie
i to plan jak grzybobranie, wymiotka, małe jaranie
a potem poranek kojota i totalne skacowanie
na pierwszym planie dupa, cycki, pizda zbita
a potem sobie myślisz: 'okulista by się przydał'
i przede wszystkim, weź te pyski na przypał
obrzygaj przy wszystkich i na razie bywaj
witam Cię panie, w krainie łatwych panien
gdzie łatwiej jest znaleźć HIVa, niż ćpanie
gdzie laski są tanie i w ogóle jest super
i kończy się hukiem, jak laska kończy z brzuchem

jak chodzi o mamonę, to mam przepierdolone
i nie ważne co zrobię, to tracę tą kabonę
jak chodzi o dziewczyny, to mam grube rozkminy
i nie ważne co powiem, bo jebię tępe zdziry
jak chodzi o mamonę, to mam przepierdolone
i nie ważne co zrobię, to tracę tą kabonę
jak chodzi o dziewczyny, to mam grube rozkminy
i nie ważne co powiem, bo jebię tępe zdziry

jak chodzi o mamonę, to mam przepierdolone
i nie ważne co zrobię, to tracę tą kabonę
jak chodzi o dziewczyny, to mam grube rozkminy
i nie ważne co powiem, bo jebię tępe zdziry
jak chodzi o mamonę, to mam przepierdolone
i nie ważne co zrobię, to tracę tą kabonę
jak chodzi o dziewczyny, to mam grube rozkminy
i nie ważne co powiem,
wiesz o co chodzi, wiesz o co chodzi
[x2]
Nie wiem jak bym był daleko stąd
I wszerz i wzdłuż i w świata głąb
Nie wiem jak ty, ja wiem jedno ziom
Nie ma drugiego miejsca tak jak dom, tak

Moja dzielnia, mój dom, moje ziomy, mój schron
Zawsze gdy daleko stąd, marzę tylko o
Tym by znowu tu powrócić prosto do moich ludzi
A obok niej się budzić co rano
To nie to samo gdzieś daleko w innym mieście
Zawsze pod powieką marząc pokonuję przestrzeń
Przenoszę się tam gdzie zostawiłem serce
Bo to właśnie tam jest moje miejsce

Życie którym żyję jest zwariowane na max
Knajpy, kluby i hotele nie potrafię w miejscu stać
Los wiecznie zrzuca mnie na mapie
Bo robię rap, przelewam te słowa na papier
Potem gruby melanż po koncercie w twoim mieście
Co ma być to będzie byle nie w areszcie
I tak to życie płynie z dnia na dzień
Gdziekolwiek bym nie był jedno wiem

[x2]
Nie wiem jak bym był daleko stąd
I wszerz i wzdłuż i w świata głąb
Nie wiem jak ty, ja wiem jedno ziom
Nie ma drugiego miejsca tak jak dom, tak

Pozdro dla ziomali z dzielnic
Nie dla frajerów tylko dla tych dzielnych
Znających smak, ryzyk akcji codziennych
Swym zasadom wiernym, to dla nich ten rym
Zaadaptowani do możliwości granic
W kraju polityków mających wszystko za nic
Się żyję ziomek z dnia na dzień proste
Trzeba radzić sobie, inwestować w postęp
Gdy załatwię wszystkie sprawy i zjadę na blok
Co wieczór w oparach trawy i tak przez cały rok
Lubimy ten sport, ćwiczymy go najczęściej
Szyby w dół, muza na full, bujamy się po mieście
Objazdówa po klubach, tak, powroty o świcie
To jest nasza natura, wciąż żyjemy nocnym życiem
Powiedz kogo słyszysz nocą na
Rozświetlonych chudymi latarniami ulicach

[x2]
Nie wiem jak bym był daleko stąd
I wszerz i wzdłuż i w świata głąb
Nie wiem jak ty, ja wiem jedno ziom
Nie ma drugiego miejsca tak jak dom, tak
O.S.T.R. solo niech babki ruszą pośladki,
Bzdury spod czaszki,
Bo to początek jatki.
Już szaleją nastolatki,
Odrzuć troski,
Bo Ostry się sprzedał za 2 zł.
Jak Korzeniowski.
Ostrowski wytyka wszystkim
Brak kompetencji,
Korzystając ze słownika bluzgów i inteligencji,
Nawet szczyt skrajnej perwersji
Nie zamknie mi ust,
Bo wprawiam głowy w ruch
Jak Lolo Ferrari biust.
Tylko ja zostawiam smród,
A ona mokrą kołdrę.
Tak jak na widok kasy
Każdy no limit soldier
OeSTeR na folder
Zasłaniając ciało gibkie
Targaj kapucyna,
Jak liczysz na tanią rozrywkę,
Bo ja nawet gdy mam chrypkę
Wykrztuszam co mam w płucach,
Zakazany jak XIII księga �Pana Tadeusza�.
Na to wzruszam ramionami
Drąc mordę jak fanka,
Grając dokuczliwie jak Rumun w tramwaju na organkach,
Co na przystankach daje show z akordeonem
Niczym Reni Jusis,
Gdy bawi się mikrofonem,
Przytykając go do buzi,
Kręcąc nim odważnie salta,
A to OSTeR dzieciom zakazany jak pyta spod palta.

Kto tak wrzeszczy?
W głowie jak winyl trzeszczy.
Wkurwia cię to?
Mikrofon szybko zabierz mi.
Ostry bywa niebezpieczny ale tylko w warunkach,
Gdy mic, którego trzymam znów zwycięża w porachunkach
Bo dokuczam jak biegunka,
Rozwalam słuch jak jelita,
Czyli definicja stylu, który zamieszczam na bitach.
A jeśli ktoś wytyka, że plotę kłamstwa,
Odpowiadam: Ostry to synteza kultury i chamstwa,
Z domieszką pogaństwa
Czcząc obóz TA na maksa,
Napędzając rytmem miasta,
Jak cygankę kanasta,
Dając znak według hasła
W czteroliterowym skrócie:
O.S.T.R. czyli mc i producent
Świat na kwaśne jabłko stłucze
Jak Korwin-Mikke,
bo wybrałem siłę głosu jak Bill Clinton cipkę.
Pokazuję to co brzydkie,
Dając komentarze szybkie.
Jedni chwytają za nitkę chcąc dojść do kłębka,
Ostry chwyta za skrzypce, by zejść z nieba po dźwiękach,
Nieoklepana szczęka,
Starcia runda pierwsza,
Skupiając uwagę jak brak cenzury na piersiach
Ostrowskiego bierz w całości i nigdy w częściach.
Ostrowskiego bierz w całości i nigdy w częściach.
Ostrowskiego bierz w całości i nigdy w częściach...
Tracę tlen, czasem wiem że może go odzyskam.
Czasem nie, w pogoni ubezwłasnowolnionych.
Odnaleźć sens, moja przystań, ten wers to łatwizna.
Stąd zbiec najtrudniejsza część...

Pierwsze nagrywki na dyktafon, strasznie słaba jakość,
Jakiś bit z głośnika, a liryka i tak nic prócz żałość.
Straszny chaos, lecz to miało klimat, minął jakiś czas,
odnalazłem siłę w rymach, by móc teraz to opisać.
Kartka, pisak, gdzieś skitrany zaczynałem pisać,
speniany, że ktoś to przeczyta, żal w zeszytach.
Wyrzucany z każdym dniem, potem cecha THC
mnie dopadła monotonii cień i kacze wiadra.
Dzień za dniem, w końcu tlen mi odebrała,
pięć lat wyjebane STV, a teraz się ogarniam.
Wracam do rzeczywistości powoli, choć już rzucone kości,
to nie koniec trzeba przestać trolić.
Czasem stoję na balkonie i palę papierosy.
I mam dosyć, patrzę na nich z góry karykatury i głąby.
Myślę wtedy co tu zrobić, by do nich nie dołączyć.
Stać z boku być autorem nie aktorem swego losu.

Teraz już sam nic nie wiem,
nie wiem, nie wiem co jest moim celem.
Nie wiem, czy istnieje ten element, nie jestem pewien.
Jakoś tak wspomnienia się mieszają, nie wiem zanikają,
całą chmarą nawarstwiają,
gdzieś unoszą się jak balon w chmurach.
Chciałbym znaleźć się na nim i umieć fruwać.
Chciałbym wyrzucić z bani te latami trzymane gówna.
Co jak pluskwa, od środka przez płuca, mnie niszczą.
To prosta symbioza przeciwko tym zgliszczom.
Chciałbym poczuć się wolny,
wreszcie przejść się gdzieś po lesie.
Sam bez ludzi i bez strachu, pomału dogonić czas.
Lecz on dalej tyka.
Chciał bym być szczęśliwy jeden wyścig wygrać.
Nie ma miejsca dla wrażliwych w świecie bydlactw.

Ref. x2:Tracę tlen, czasem wiem że może go odzyskam.
Czasem nie, w pogoni ubezwłasnowolnionych.
Odnaleźć sens, moja przystań, ten wers to łatwizna.
Stąd zbiec najtrudniejsza część, by dalej biec.

Tracę tlen, sens, ale dalej żyję.
Zobacz, chodzę po planecie przecież wśród linijek.
Tak zdobywam nieśmiertelność,
bo zawsze przetrwa piękno,
nawet kiedy ta planeta zamieni się w piekło.
Czuję to tętno, a świat się trzęsie dążąc po berło.
Drąży się wiertło.
W bezsensie, zaporą człowieczeństwo.
Zakazany owoc ponoć stracił moc w społeczeństwie.
To złość i mną trzęsie stop, znowu spięcie to.
Czemu tak jest, czemu tak jest nie wiem.
Dobro i zło wszystko to jest jak jeden dom.
I rodzina, gdzie ojciec pijak, a matka anioł.
Plus i minus myśli się uzupełniają.
Cały świat kumulacją, to taki koktajl.
Trochę zła i troszeczkę dobra.
Po pierwsze robię taki wjazd, że wszyscy robią hałas
Po drugie jak się komuś nie podoba niech spierdala
Po trzecie to ten track jest po to by z nóg zwalał
A po czwarte fake nie żyje, regulamin zabijania

Witam na dzielnicy, Rychu P pcha solo towar
czym chata bogata tym rada cię częstować
kolejna anegdota, J do E, P do Ń, chłopak
to zwykłe szare życie nie bujaj mi w obłokach
mam kopa jak nokaut, daj topa, brak focha
to uliczny rap, nie podoba się - wynocha
rap doping nie na prochach jeśli chcesz to zajeb w nocha
styl czwórki total, frajerom pogonię kota
regulamin zabijania, na tę wojnę jest ochota
weŹ się nie wpierdalaj jeśli to nie twoja brocha
Bit mocny, styl nośny, rym głośny, chill nocny
w czterech podpunktach podkreślam jaki nośnik
wszystkim knebel włóż w mordę jeśli mają jakieś halo
to naszej ekipy chwila, łączę się z centralą
dziś CD i analog częściej ulica niż salon
ze skurwielami dialog możesz na mnie mówić baron
skojarz mnie z towarem, który dziś w śmiertelnej dawce
wstrzyknę ci jak Ice Cube, dam ci buzi zanim zaśniesz
a ten pocałunek śmierci wiem, że kręci wiele lasek
pozabijam je, zgadnij czym? ej mam kasę
zgarnę całą kasę, która dzisiaj jest do wzięcia
rymy podziemnego księcia rodem z poznańskiego księstwa
i niczego mi do szczęścia nie brakuje prócz uczucia
pierdolonej satysfakcji, która spokój twój zakłóca
dużo tlenu w płucach by przeciwnik nie dał rady
jestem nie do przegadania i pierdolę twe układy
pozabijał, nie dasz rady, tak jak mówi regulamin
mam w kurwę amunicji, to ja stary karabin (Czwórka, Czwórka)

[x2]
Po pierwsze robię taki wjazd, że wszyscy robią hałas
Po drugie jak się komuś nie podoba niech spierdala
Po trzecie to ten track jest po to by z nóg zwalał
A po czwarte fake nie żyje, regulamin zabijania

To jest ten regulamin, który przeciwników miażdży
z numerem pierwszym PDG Kartel Czwórka szwadron prawdy
z powódka i ulic, które będą zawsze bliskie
znów startuję, ruszam z piskiem gram w to, scena boiskiem
swym nazwiskiem firmuję ten styl, ten rap, tą pasję
I nie żartuję, wita w swych progach księstwo poznańskie
może wreszcie to pojmiesz, że jesteśmy na wojnie
ze sobą mam arsenał, dziś już nie będzie spokojnie
oj nie jesteśmy z tych co sprzedają tanio skórę
oj nie jesteśmy tacy, staniemy za sobą murem
i niech każdy wścibski dureń nadal rozkminia ten fakt
czemu Kaczor teraz z Rychem i co to Ninjownia skład
to ten podziemny świat w którym ty masz tylko shizę
ja czuję się w nim świetnie jak w trzech X'ach Vin Diesel
jak piramidy w Gizie przetrwamy każdy zamach
nie wchodzi w rachubę blamaż, nie dla mas to dla nas
sztuka przetrwania czytaj regulamin zabijania
sztuka przetrwania czytaj regulamin zabijania, synu

[x2]
Po pierwsze robię taki wjazd, że wszyscy robią hałas
Po drugie jak się komuś nie podoba niech spierdala
Po trzecie to ten track jest po to by z nóg zwalał
A po czwarte fake nie żyje, regulamin zabijania

to jest Czwórka, kawał drania, regulamin zabijania
nie słyszałeś jeszcze o tym, bo to nowy jest motyw
większość zbrodni w afekcie, rap w poznańskim dialekcie
nie wykryjesz tego wcześniej, bo to zbrodnia doskonała
na raz robimy hałas nie pasuje - wypierdalać
dalej będziemy działać, robić, a fałszywych karać
dla prawdziwych się starać na koncertach, na bitach
świeża ekipa wita, już mówiłem, że elita
więc za gałkę volume chwytaj i dawaj to na full
niech zawistnym skacze gul, a my tu robimy gnój
regulamin zabijania bez zbędnego gadania
bez gadania jak komando, bezczelnie całą bandą
nie zdążysz się schować, nawet nie masz co próbować
będziemy penetrować okolice czwórką zobacz
chciałeś zaprotestować, lepiej zacznij się pakować
jutro będziesz panikować i za póŹno się zrobi
chyba nie wiesz co ci grozi? Czwórka nie zawodzi
nadchodzi znienacka pierdolona zasadzka
nadepnąłeś na minę, twój czas niedługo minie
chyba, że braknie odwagi żeby cofnąć tą girę
mogę postrzelić cię w szyję i ukrócić twe męki
albo zostawić na miejscu wtedy będziesz kaleki
regulamin zabijania Czwórka extra na wieki

[x2]
Po pierwsze robię taki wjazd, że wszyscy robią hałas
Po drugie jak się komuś nie podoba niech spierdala
Po trzecie to ten track jest po to by z nóg zwalał
A po czwarte fake nie żyje, regulamin zabijania
- Spójrz na to z tej strony
Ta historia opowiada o nas, wiesz?
Nie zniknęły szklane domy
nie ma tu nikogo, a w tłumie też jesteśmy sami-

Znakomicie, widzę znowu twarz znajomą
której właściciel wybudował nieruchomość.
Szczelnie ogrodzoną płotem i bez okien niemal
by przypadkiem światło nie raziło go gdy będzie drzemał.
Ta samotność mu pasuje widocznie, ta
i choć na furtce wisi skrzynka na pocztę
nie zagląda do niej, bo jaki w tym cel jest,
skoro ostatniego listonosza zeżarł jego własny pittbullterier?
Krzywy ten dom i wciąż odlatuje mu coś
lecz on wierzy że fundamenty same pion przywrócą.
Ja bym w te fundamenty nie wierzył tak ładnie,
wiedząc że nieruchomość stoi na bagnie
i cóż z tego że chałupa runie na pewno
skoro ten mankament widać w sumie dopiero z zwenątrz.
A właściciel- typ z natury raczej nie ruchliwy
bez powodu nieruchomości opuszczać nie przywykł.
Nie nękany niczym żyje bezpiecznie
otoczony setką identycznych fortec w sąsiedztwie.
Na osiedlu gdzie każdy mieszkaniec obok
Strzeże samego siebie przed samym sobą!
Ta dzielnica wiecznego szczęścia rozrasta się nadal
z każdym dniem bogatsza o nowego sąsiada,
co świadomie, choć za namową chorych urbanistów
wybudował sobie nieruchomość umysłu.

Ref.
-Spójż na to z tej strony
Ta historia opowiada o nas, wiesz?
Nie zniknęły szklane domy
nie ma tu nikogo, a w tłumie też jesteśmy sami-

Spójżmy tak na to: czemu by mu nie zazdrościć?
Jednyny lokaor własnej nieruchomości
ma spokój, żadnych wątpliwości i ciszę
drzwi w prawdzie nie ma, ale nikt nie widział żęby kiedyś wyszedł.
Z resztą kto miał widzieć jeżeli ilekroć na osiedle
ktoś z zewnątrz próbuje się wedrzeć
wówczas niedoszłych gości zaopatruje w kwitek
rosły strażnik, z resztą główny architekt
i tkwi ten nasz mieszkaniec nieruchomo
wpatrując się w okno zaciągnięte zasłoną.
A gdyby chciał otworzyć to okno,
ujży tylko własny, piękny, trzymetrowy żywopłot.
Widok sąsiada z żoną- jak też oni sami są mu niepotrzebni
odkąd własną nieruchomość zasiedlił
i nikt się nie widzi i wszyscy są radzi
i za nic nie chcieliby się z tąd wyprowadzić.
W sumie po co się przejmować i siać postrach
w końcu to osiedle nieruchomości to zaledwie wioska.
Ale jak nie walić z armat, kiedy ta wioska staje się coraz bardziej globalna?

Ref.
-Spójrz na to z tej strony
Ta historia opowiada o nas, wiesz?
Nie zniknęły szklane domy
nie ma tu nikogo, a w tłumie też jesteśmy sami-

x2
To już najwyższy czas coś zmienić!
1. Byli dwaj bracia Erni i Berni. Erni zazwyczaj gustował w czerni, nosił długie włosy, palił papierosy, wyrywał laski za pomocą kosy, zbierał czaszki i trzymał je na szafie, kochał morbidendżer i pornografię, nad pentagramem odprawiał czary - mary, cmentarz był miejscem gdzie spędzał wagary. Erni, Erni.

2. Berni przeciwieństwo swojego brata, proboszczem chciał zostać tak jak tata, pił dużo mleka, nie jadał kóz z nosa, nie dał się namówić na papierosa, gardził kobietami i alkoholem, wzorowy uczeń najlepszy w szkole, nikomu by nie zeszył drugiego śniadania. Berni - wzór do naśladowania. Berni, Berni. Erni i Berni dwie różne jazdy. Berni należał do kościelnej oazy, Erni też należał ale do innego klubu gorące bmki odpalał bez trudu .Minęło parę lat rodzeństwo dorosło, nastał obrać swe życiowe rzemiosło. Erni całe życie gustował w czerni, niebieski ja niebo był zawsze Berni. Erni , Berni, Erni, Berni.

3. Erni i Berni kolorom swoim wierni, księdzem został Erni, policjantem Berni. Erni bez łapówki nie udzielił ślubu, Berni choć był dobry został wrogiem ludu. Przed Ernim klękały miliony wyznawców, Berni zginał z rąk psich oprawców. Morał jest jeden niepodważalny - lud ślepo kocha kolor czarny. Erni, Berni, Erni, Berni.
Halo, bardzo proszę, szczęść Boże, szczęść Boże, trzy słowa do ojca prowadzącego: "chuj ci w dupę". O widzę że pan się ładnie przedstawił nam tutaj w tej chwili słuchaczom przed milionami słuchaczy.
SLU, SLU, SLU, SLU, SLU, SLU!

Ref.: Jest jedna rzecz dla której warto żyć
(hip hop) i nie zmienia się nic, wszyscy
Jest jedna rzecz dla której warto żyć
(hip hop) i nie zmienia się nic, dalej
Jest jedna rzecz dla której warto żyć
(hip hop) i nie zmienia się nic

[Peja]
Bezustannie patrzyłem na tych którzy się wybili
Bez przerwy śledziłem jak zyskują nowe siły
Underground to dla mnie ekonomiczne przyczyny
Nieporadność promotorów, wydawców wole czyny
Materiał zrobiony z własnej bez inicjatywy
Nielegal, my najdłużej, SLU z czyjej winy?
Od dawna swoje robię, a wydawca oszukuje
Miłość do muzyki twórczość tę wykorzystuje
Obiecuję, wypromuję lecz na tym się kończy
Źle się rozpoczęło, lecz tak źle się nie zakończy
Jesteśmy od gadek, od podkładów, od koncertów
Od studyjnych zmagań, słownych tych eksperymentów
Kiedyś niemożliwym było robić bez ekspertów
Deta, wideoklip, akustyk, głośnia, kontrakt
Z własnej inicjatywy, tak potrzebna nam promocja
Żeby słowa na tych bitach dotarły dzisiaj do was
Szkiełko, radio na koncertach z czarnej płyty
Wschodnie czy zachodnie, nowe rzeczy dziś tworzymy
Trudności przeskoczymy i do reszty dołączymy
Nikt z nowością nie przeskoczy, z konsekwencją kroczymy
Starą wydeptaną ścieżką z bagażem doświadczeń
Nieuczciwy skurwysyn nie pozbawił nas marzeń
I obyś się przeliczył, żebyś plecy zaliczył
Jak pies ogrodnika szczerze będę ci dziś życzył
Pseudo biznesmeni z bazaru nie wydawcy
Dajcie se z tym spokój, szkoda waszej marnej kasy
Nie będziecie zarobasy, brak tu profesjonalizmu
Tym stwierdzeniem was pozbawiam resztek optymizmu
I zawijam się do chaty potrenować nowe katy
Napisać parę słów no i wypić zdrowie za tych
Którzy dzisiaj nie mogą, bo nie wyszli na swoje
Bo jak się okazało skrzywdził ich wydawca gnojek
A ty się nie wkurwiaj tylko przemyśl co tu mówię
Kochasz hip hop no to popraw swą wytwórnię

Ref.

[Peja]
Nie jeden mnie zapyta po co ta kolejna płyta
Dla kasy, chcesz się sprawdzić, z pierwszych stron gazet nie znikać
To co było marzeniami stało się rzeczywistością
Nagrywam, wydaję to dzięki umiejętnościom
Pytasz czym się w tym kieruje, do hip hopu miłością
I straszny sentyment, szalony dziewięćdziesiąty trzeci
Czas leci, a my jak małe dzieci
Czy pamiętasz te czasy gdy Bill Baschweek stracił oko
Czasy beat rocka, kolejne lekcje
Jego reminiscencję, czy pamiętasz to jeszcze?
Rap się zmienia, zmienia brzmienia
Sposób łączenia, mówienia, flow technika, skojarzenia
Zobacz bunt i do szkół
Koniec lat dziewięćdziesiątych dla dzieciaków old school
To czas najlepszy i nie wie o tym każdy
Że rap klasyczny się wywodzi z czasów tamtych
A dziś zastój się zrobił, chociaż nie jest tak najgorzej
Wielki powrót DJ, nowy pozytywny wzorzec
I walka z pieniądzem, walka z komercjalizacją
Skazana na przegraną, ja przyglądam się tym akcjom
Finansowym motywacjom, reklamą, prezentacją
Rap opuszcza podwórko, teraz skóra i biurko
Spowiany przemysłu chmurką z całą przyjemną forą
Rap globalny, sprzedajny, rap masowo uprawiany
Dwudziesty pierwszy wiek przynosi wielkie zmiany
Ty po której staniesz stronie, po hajs wyciągniesz dłonie
Zanim skurwysynu położysz je na mikrofonie
Pasuje ci ten wybór i klipy chałturników
Zawsze lepiej ubranych, niż utalentowanych
Ta, ja stanę po drugiej stronie barykady
Nie zaakceptuję zmiany, na to nie przygotowany
W stylu brzmieniu dobrze znany, reprezentuję biedę
Od Jot do E, zwróćcie rapowi korzenie
Karton na ta lata, b-boy leci i wymiata
DJ drapię, MC gada i toasty swoje składa
Zależy mi na tym, ja nie wstawiam tobie kitu
Całe życie w rytm bregnitów i cytatów z klasyków
To druga część oblicza bardzo dobrych wyników
To zaangażowanie tych kilku zawodników
Nawijamy z gracją jak figury Kosmo City
Teraz bijcie brawa, ja się najem będę syty
Przesłuchane taśmy, płyty tu (hip hop)
Szacunek dla tradycji, kultowanie tu (hip hop)
Obalanie mitów, koneksje tu (hip hop)
Przyjaźnie z artystami, wolne style tu (hip hop)
Setki godzin w sklepach z płytami tu (hip hop)
Wojaże zagraniczne, sceniczne tu (hip hop)
Sztama z undergroundem i szacunek tu (hip hop)
Sprawdzanie się z MC, bitwy tu (hip hop)
Kumate środowisko i wspólnota tu (hip hop)
Tony zapisanych kartek, bohomazy tu (hip hop)
Improwizacja godna MC tu (hip hop, hip hop)
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo