Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Ref.
Jak miło kiedy przy mnie, znajdujesz się
Bo przecież ty najlepiej, wiesz czego chcę
Podaruj mi swe ciało, tak proszę Cię
W dziką krainę sexu, znów zbierz mnie

1.
O tak, tak, tak, duża rewelacja
Znowu pukasz do drzwi, znowu kolacja
Zimny drink, gorące spojrzenie
Jak dobrze, dobrze, dobrze, Że nic się nie zmienia
Schemat ten sam, każdego wieczora
Jak to dobrze, że na punkcie sexu, jesteś chora
Tak bardzo, bardzo, bardzo, mi twe ciało smakuje
Ach... Znowu odlatuję

Ref.
Jak miło kiedy przy mnie, znajdujesz się
Bo przecież ty najlepiej, wiesz czego chcę
Podaruj mi swe ciało, tak proszę Cię
W dziką krainę sexu, znów zbierz mnie

2.
O bum tyki je, jak ja to lubię
Nie mógłbym bez tego żyć, poważnie wam mówię
O nie, nie, nie, nie wyobrażam sobie
Co ja biedny zrobię, gdy będę już w grobie
I w ogóle co bym zrobił bez mojej koleżanki
Bo tylko, tylko, z nią, są tak cudowne sanki
O tak, tak, tak, wciąż mi się śni
Że znowu, znowu, znowu pukasz do moich drzwi

Ref.
Jak miło kiedy przy mnie, znajdujesz się
Bo przecież ty najlepiej, wiesz czego chcę
Podaruj mi swe ciało, tak proszę Cię
W dziką krainę sexu, znów zbierz mnie

3.
O tak, tak, tak, duża rewelacja
Znowu pukasz do drzwi, znowu kolacja
Znowu zimny drink i gorące spojrzenia
Znowu jestem happy że nic się nie zmienia
Tysiące pozycji, znowu nas czeka
Szybciej, szybciej i mocniej, ten tekst mnie urzeka
Kiedy jesteś ze mną nic mi nie brakuje
Znowu eksplozja, znowu odlatuję

Ref.
Jak miło kiedy przy mnie, znajdujesz się
Bo przecież ty najlepiej, wiesz czego chcę
Podaruj mi swe ciało, tak proszę Cię
W dziką krainę sexu, znów zbierz mnie
Mam plan
Jak zachować w duszy ten stan
Mam plan
Jak załoga skruszy ten gram
Mam plan
Tylko zobacz wszystko co mam
Dziś to słowa i wyluzowany rap [x2]

Dom ten sam co we snach
W promilu ziom mieszkam
Gdzie niesmak to wirus
Rejestru a winylu
Bloków widzianych z profilu
Nie mam naftowych szybów
Schemat rozmowy - przymus
Etat załogi świrów
Ziom zrzuć lepiej garba
Jebać poselski mandat
To Teofilów nocą przy zgasłych latarniach
Leczy w metylu mózg
Co niczego nie ogarnia
Bo mam mam gdzie edukacja?
Gdzie to poczucie wsparcia?
Od diet i żarcia
Po prawdę na tych kartkach
Gdzie matematyk te bogactwa?
Auta chat na każdych peryferiach miasta Maybach
No daj nam coś chociaż na kształt
Nie ważna flota a łaska
Nie pokocham diabła bo świat to jego farma
Gdzie nasz zawód to karma
�Mienia zawód� Adam mam plan swój jak każdy lojalny
Dla prawdy z zasady patrz mi
Jak mówię w źrenice
ŁDZ - Londyn myśli na przemycie
Eeee czy to widzicie?

Mam plan
Jak zachować w duszy ten stan
Mam plan
Jak załoga skruszy ten gram
Mam plan
Tylko zobacz wszystko co mam
Dziś to słowa i wyluzowany rap [x2]

Nie chcę się martwić kurwo daj mi spokój
Jutro zacznę znowu za robotą pochód
Na razie mi się nie chce
Na bazie gniję dzień w dzień a wiem że
Ręce wtedy zaczynają swędzieć
Nie biegnę nie idę
Raczej jest to spacer
Niepewnie co widzę?
Na tej grze to patern
Luz blues na sercu pogoda jak w Capri
Sto procent autentyk jak na owocach Cappy
Energii zastrzyk od Pomorza po Tatry
Skoro rap to nasz styl
Doradź mi co wybrać
Hajs złotą płytę czy prosty freestyle?
Zysk koszty nic tak
Nie kręci łba ziom
Masz przedstawienie jak klienci se nie radzą
Hiphopolo? Przydałby się wam ginekolog
Albo dwóch
By okiełznali moloch waszych słów
Skoro płaci tłum łojąc ptasi gnój
Pomoc naszych słów zbroją na tych tu
I do końca
Idź w pizdu z Croppem
Globalizm to wróg zbój jak Pinotchet
Od drobnych wykroczeń poprzeczkę podnoszę
Dla tych
Co ni chuja wiedzą co istotne
Różnice widzisz? odwiedź ulice a zatrybisz
Co to rap jest żaden ze mnie gangster
Losu jak chce nie tłamszę
Walczę z kurestwem bo stać mnie na to
Sam wiesz
właśnie tak,
siedem siedem,
Hemp Gru!

władza, terror, pieniądze, agresja
to języki świata
kultura przestępstwa
płacz, narkotyki, ciężkie porno, broń
niezauważalny cierpienia hardcore

mówię ci ziomek, choć ważny jest dziś szmal
cenniejsza twarz, nawet i taj ma hal
ja pieprzę ten szajs, którym chce karmić mnie świat
iluzji czar, ten robaczywy chłam
alternatywę wybieram sobie sam
to właśnie moje ja, mojego losu gra
huragan DIIL GANG!
ulicznej sztuki smak
dzieciaki przeznaczenia, talenty z ciemnych bram

to w twojej głowie, w twoim sercu, w twojej duszy
sam, sam.. wybór masz
twe oczy odbiciem, a wyrazem twarz [x2]

każdy z nas mógłby być daleko stąd
gdyby choćby raz wybrał inną z dróg
inaczej chciał bóg
zachowałem twarz stojąc tu
uważnie przemyslany każdy krok, każdy ruch
tak samo jak nienawiść, miłość, mą siłą
czcigodni ludzie honoru moją familią
poznałem biedę, luksus - nic się nie zmieniło
kilku takich, pragnęli sławy, słuch o nich zaginął
w mej rodzinie nikt nie był glina ani ubekiem
tu z ojca na syna każdy jest dobrym człowiekiem
styl dla niego kota to nie zmienia sie z wiekiem
by znać swoje miejsce, wyssałem z matki mlekiem

zachowaj twarz na ulicy
zachowaj twarz na koncercie
zachowaj twarz na komendzie
zachowaj twarz wobec innych przede wszystkim wobec siebie
zachowaj twarz, bądź siebie pewien

to w twojej głowie, w twoim sercu, w twojej duszy
sam, sam.. wybór masz
twe oczy odbiciem, a wyrazem twarz [x2]

nie umiesz się zachować?
nie zagrzejesz miejsca
nie potrafisz się odzywać?
wyłapiesz klemensa
gadka czerstwa nie trać chwili na plebsa
co przez telefon ściemnia a za plecami szepta
o co ten hałas, kto tym gównem jara sie znów
kolejny buch, kolejny hemp gru
zadany trud przynosi efekt taki
reprezentujemy hardcore, nie dajemy padaki
wciąż tacy sami, w doświadczenie bogatsi
pyta mnie brat: "ziom, w lustro czasem patrzysz?"
tak, mam świadomość popełnionych błędów
dobra wiadomość - ciągle nie tracę pędu
teraz bez nerwów staram się rozwiązać problem
mów co leży na sercu, nie rozbijaj na drobne
pomiędzy złem a dobrem jest obojętność, pustka
zachowaj twarz nim na zawsze zamkniesz usta

to w twojej głowie, w twoim sercu, w twojej duszy
sam, sam.. wybór masz
twe oczy odbiciem, a wyrazem twarz [x2]
Tak powstaje historia...
to gra Koneksja N.O.N
Chada Lukasyno Pih
Im mniej wiesz tym lepiej śpisz
Białystok

[Chada]
Dobrze że nie wiesz co u mnie bo pękło by Ci serce
Mam ziomek wszystko a nawet jeszcze więcej
Do góry ręce, ten styl zabija
Lepiej śpisz kiedy nie wiesz z kim się na ulicy mijasz
Ja nawijam ty daj sobie spokój,
kiedy śpisz my robimy albumy roku
Jak jesteś wrogiem tak czy siak to nasz rap wyciera Tobą podłogę
Wydzierasz kartki z horoskopu
masz tą świadomość że mamy Cię na oku
Zamów nekrolog, pożegnaj się z przyszłością
Dajemy rap zgodny z rzeczywistością
Ten zegar tyka, w trosce o zdrowie weź odejdź od głośnika
Chada, Luka, Pih bez wyjaśnień na tą chwilę
to tyle, człowieku bo nie zaśniesz

Nie chcą widzieć tego oczy, słyszeć uszy
idź w swoją stronę na drogę krzyż
Kradnie twoje życie w nocy czujesz ucisk
Im mniej wiesz tym lepiej śpisz

[Lukasyno]
Czytaj z oczu, tyle lat patrzę na tą dzielnice
moi ludzie całe życie hardcore
na ich skroniach pot, w naszych żyłach stres
Nieraz w imię zasad przelana krew
Dziś miasto jest w szoku dwóch odwiecznych wrogów
zakopuje topór to hołd dla tych bloków
Jestem z tych co tajemnice biorą do grobu
Życie przemieniło moje serce w sopel lodu
nie szukaj smrodu tam gdzie go niema
Luka Chada Pih 101 beat street poemat
By być kimś nie muszę nikim się podpierać
Bądź człowiekiem a ludzię będą cie szanować
Szczere słowa gadka prosta
to co w życiu mną kieruje to mych bliskich troska
Pamiętaj, szukasz kłopotów? One same cię znajdą
Mniej wiesz lepiej śpisz
Kwiaty zła podlane prawdą

REFREN

[PIH]
Im mniej wiesz lepiej śpisz,
sezamie otwórz się - wołasz, chcesz już wyjść
Ktoś taki jak ja takie zero jak ty
CBŚ przesłuchanie w oczach nie stały mi łzy
ale ciii słone morze przelała moja rodzina
za marnotrawnego syna, nie imponuje mi kryminał
gdy lecą nerwy, gra bywa brudna
możesz nie dorosnąć jej do pięt nawet na szczudłach
Dużo wiesz skoro mówisz: życie jest suką
jeszcze twoi starzy mogą dostać twoje ucho
bo kiedy pada to ludzie mokną
czasami lepiej jest po prostu zamknąć okno
nóż leci w twoich bliskich, mierzy miarę na całun
gdybyś o tym wiedział serce by ci pękło z żalu
może od jutra będę żył bez pieniędzy?
może codziennie ściele swoje łoże śmierci
życie jest życiem, nie każdy się wyliże
niejeden chciałby być dziś głuchym krótkowidzem
Bóg daje Bóg bierze, zło jest dziełem Boga
Nie wiesz? W każdym motylu tkwi jakiś robak
W naszych sercach nie raz był pożar
nie jedna sytuacja na ostrzu noża
i chociaż zawiść ma ludzką twarz
góra z górą się nie zejdzie człowiek z człowiekiem tak

REFREN
(yo rahuene)
..gdzie wzrok nie sięga
ideałów potęga
..wylęgarnia pomysłów w mych kręgach
(pokahontaz)
ideałów potęga

(yo mea)
..gdzie wzrok nie sięga
ideałów potęga
..wylęgarnia pomysłów w mych kręgach
(pfk kompany)
ideałów potęga

usłyszałem taką hipotezę / "ideałów nie ma" / odebrałem to jako przezent / więc wlezę poszperać / w świecie wierzeń teraz / nie zatrzyma mnie żadna bariera
wizja wizjonera / świat tonie w zerach / świat wpadł chcąc nie chcąc w kierat /
hipokryzja wpięła w myśli niełąd / interpersonalne arcydzieła
widzę różnicę / pomiędzy tym w czym kotwiczę / a obliczem setek obliczeń
pogranicze prawdy z mitem / ponad sufitem / ponad błękitem / ponad zenitem
oczy wbite w biel pełną liter / poczym oczy wryte patrzą z zachwytem
wtem chwytem łączę się z bitem / 600V - PFK - hip hop bez cyfer
x2

sięgam
..gdzie wzrok nie sięga
ideałów potęga
..wylęgarnia pomysłów w mych kręgach
"sweet dream" niczym Shaolin dla Wu-Tang'a


usłyszałem kiedyś taki motyw / "ideały się sprzedały" / poczym rzekłem "no co Ty!" / głupoty pleciesz / przecież wiesz że zaprzeczę / zgrzeszę jeśli język z gęby wywleczesz / pieczę nad spekulantami wziąć spieszę / czytaj. nad źródłami zaprzeczeń
jak kac padł na mnie nawał prac / wskrzeszę jednak ideałów zaplecze
Rap Biznes wyłowił cieniznę / ściął na flow plony kabony żyzne
kataklizmem zwanym debilizmem / tworząc na potędze ideałów bliznę
x2
Ref. [Emilia]
Chciałabym móc cofnąć czas (czas) i przeżyć te kilka chwil jeszcze raz
nie zmieniać nic (nic) i znowu nie wiedzieć co może z tego być
Chciałabym móc cofnąć czas (czas) i przeżyć te kilka chwil jeszcze raz
nie zmieniać nic (nic) i znowu nie wiedzieć...

[Rahim]
Słyszę szum odległych wspomnień, gdy me ślępczą nieprzytomnie
po mnie tak depczą niezłomnie, nim się zakleszczą nic tu po mnie spadam
czyny ogromne śniadam, te skromne pod spód wkładam
mimo iż to karkołomne wiekopomne dzieło składam
z czasem opór napotykam, magia magika, flashback i łykam
wtedy zanikam i nos wtykam tam gdzie zegar przestał tykać
upadł Ikar, nastała cisza, zerwany film, pęknięta klisza,
wciąż dotyka, serce pika, naście lat wstecz Paktofonika
kret poznał skale Richtera - tąpnęła litosfera,
siedliśmy przy sterach komputera i mixera, kariera
od zera do bohatera możesz mi nie dowierzać
nie raz mówię co chcę i niczego mi nie żal
nauka nie poszła w las, ta sztuka wchłonęła nas
a czas zmienił brzegi naszych faz na kolejki do kas
do gry słowami doszedł bas, chętnie przeżyłbym to jeszcze raz
ale kompas nie wytycza już wspólnych tras

[Lilu]
Chciałabym móc wrócić tam, spróbować wykorzystać jedną z wielu szans
zrobić kilka kroków w tył i złapać najlepszą z wszystkich chwil
Chciałabym móc wrócić tam, spróbować wykorzystać jedną z wielu szans
zrobić kilka kroków w tył i złapać najlepszą z wszystkich chwil

[Fokus]
Nie wiem czemu ale wtedy kiedy wieki temu Cię poznałem,
zakochałem się w oka mgnieniu, brałem Cię jak chciałem,
miałem Cię, nie bałem się, że opuścisz mnie - to Twój geniusz
Twoje słodkie usta szeptały głupstwa, krzyczałem do lustra
wiem już głupstwa, galopowaliśmy po betonowym więzieniu,
mustang
poznawaliśmy się, pokazywałaś mi jak żyć w dzikim otoczeniu,
nauczyłaś, twój slang nauczył mnie, nauczyłem się nazywać bez problemu rzeczy po imieniu,
Na fejsie status, jak to jest - drum and bass
Na wejście - Hip hop back in the days
na szczęście to tylko ty jesteś znana w kilku odmianach i z kilku miejsc,
tyle lat, tyle miejsc i migają mi twarze w przebiegu wydarzeń, wyruszamy w rejs,
tyle lat, tyle miejsc, tyle przejść, tyle wrażeń razem z kalendarzem,
w parze z bagażem doświadczeń, co noc melanże przy barze,
tonąc razem przy spełnianiu marzeń, pomoc
życie staje się ciekawsze, ponoć będę z tobą na zawsze, ty i ja,
wszystko co najlepsze, ty i ja, gdy gram role w teatrze ty, to gram na każdym centymetrze,
powodujesz dreszcze, jesteś deszczu szelestem, jeszcze
dzięki tobie jestem jeszcze, i wiem czym jest szczęście
i wiem czym jest respekt.

[Lilu, Emilia]
Niczego nie żałuję kiedy patrzę wstecz, nic bym nie zmieniła,
Gdybym wiedziała wtedy to co teraz wiem, nic bym nie zmieniła
Niczego nie żałuję kiedy patrzę wstecz, nic bym nie zmieniła,
Gdybym wiedziała wtedy to co teraz wiem, nic bym nie zmieniła

Ref. [Emilia]
Chciałabym móc cofnąć czas (czas) by przeżyć te kilka chwil jeszcze raz
nie zmieniać nic (nic) i znowu nie wiedzieć co może z tego być
Chciałabym móc cofnąć czas (czas) by przeżyć te kilka chwil jeszcze raz
nie zmieniać nic i znowu nie wiedzieć...

[Lilu]
Chciałabym móc wrócić tam, spróbować wykorzystać jedną z wielu szans
zrobić kilka kroków w tył, i złapać najlepszą z wszystkich chwil
Chciałabym móc wrócić tam, spróbować wykorzystać jedną z wielu szans
zrobić kilka kroków w tył, i złapać najlepszą z wszystkich chwil
Sądzą nas gorsi od nas
Skazali by na krzesło gdyby można
My mamy przeszłość ty ją poznaj
Nie daj się wydymać, a Drużyna trzyma klimat
A Drużyna trzyma klimat

Sądzą nas gorsi od nas
Skazali by na krzesło gdyby można
My mamy przeszłość ty ją poznaj
Nie daj się wydymać, a Drużyna trzyma klimat
A Drużyna trzyma klimat

Ascetoholix brzmi zawsze przytomnie
Sumienie mnie nie boli, żyję skromnie
Gdy ranę ktoś posoli i pierdolnie coś o wojnie
Będę gotów, stanę z bronią wśród łez i potu
Krew płynie spokojnie, prawie bezboleśnie
Ja krwawię gdy ty mówisz coś o sławie
Ona przychodzi za wcześnie
Brzmi śmiesznie z moich ust może
To zalega mi jak śluz, pociągam za spust
To jak mróz ścinam te domysły, to kpina
Bo wszyscy jak wszyscy, szary tłum się upodabnia
Kto bystry z tym się nie ujawnia
Bo czekają go gwizdy przegranych
Bądź jak mistyk na trzy rodzone stany
Tam gdzie plany i myśli są jak puch wrażliwe jak słuch
Twój duch i mój duch jeszcze nie wystygł
A czy nasz ruch jest czysty?
Wie tylko Wszechmocny niewidoczny wśród gwiazd
Żadna z tych ziemskich nie może dać ci łask
Może dać tani lans tanich kłamstw
Tyle rap-debile słuchaj armii Poznań

Sądzą nas gorsi od nas
Skazali by na krzesło gdyby można
My mamy przeszłość ty ją poznaj
Nie daj się wydymać, a Drużyna trzyma klimat
A Drużyna trzyma klimat

Sądzą nas gorsi od nas
Skazali by na krzesło gdyby można
My mamy przeszłość ty ją poznaj
Nie daj się wydymać, a Drużyna trzyma klimat
A Drużyna trzyma klimat
To była prosta gadka ja i ta pani
po kilku drinkach jeszcze przed kawami
jakiś klub przed nami, kilka osób i taras
nie znam jej dobrze, ale wziąłbym od zaraz
kiwa wypity balans, ale staram się słuchać
ona mówi, że w końcu sam się oszukam
ale co, jak, proszę cię powtórz
ona, że ma chłopaka i nie szuka innych chłopców
ja na odwrót, nie ma stałych kobiet
jak taką spotkam to chętnie ją pozdrowię
tymczasem sobie stojąc, pijąc tu z tobą
mógłbym nagle pójść i wziąć te dwie obok
jestem swołocz? co za słowo
mówią Pjus na baby, ta gadka to nowość
skoro masz tyle lat, mówi mi dalej
mógłbyś przestać pić, przestać szaleć
przegrasz talent, przegrasz ze wszystkim
jeśli nadal będziesz brał te dziwki
tu nie chodzi o cipki, czy stan twego krocza
spotkałeś złe kobiety, widzę to po oczach
spotkasz tą jedyną, będzie mhm urocza
będziesz szczęśliwy, na pewno ją pokochasz
ja niezbyt trzeźwy, widać to po ruchach
kochanie pogadamy jak przyśni ci się kutas, wiesz

Nie traktuj mnie jak te szmatę
Do wycierania podłóg
nie traktuj mnie jak te dziwki
jakie znowu dziwki, ha
ten jeden raz butelki sobie odmów
ja będę dla ciebie wszystkim
mówiły mi, mówiły mi tak x2

Jay nie ma problemów, w sumie to już emeryt
Nas mówi fuck pimpin', ale w łóżku ma Kellys
ja nie chcę dzielić tych lat w jednym związku
nie chcę kwiatów już zwiędłych po prostu
na pierwszym krążku mówiłem miałem ich parę
jedne są simple inne past inne ssą dalej
i stale choć one i ten mój korzeń
czasem jestem chamem, o mój Boże
najebane SMS'y, wiesz, zero wyczucia
królowo jesteś piękna, ja chcę się z tobą ruchać
trudno, jak adresatka akurat nie ma chcicy
gorzej jak ma akurat operację macicy
czasem nie znam granicy, nie wiem gdzie przestać
momentami je wszystkie ogarnia przestrach
że coś chcą ciągle od takiego prostaka
chciały fruwać, mogły tylko poskakać

Nie traktuj mnie jak te szmatę
Do wycierania podłóg
nie traktuj mnie jak te dziwki
jakie znowu dziwki, ha
ten jeden raz butelki sobie odmów
ja będę dla ciebie wszystkim
mówiły mi, mówiły mi tak

To jest co, chamstwo, trochę jak Szybki Szmal
jestem chamem, trudno, ale czy być kimś mam
to moje tempo, nie jakiś przód peletonu
to nie spóźnienie czy brak telefonów
to brak symptomów, mówienia im kocham
to różne akcje, które kończą się na szlochach
czasem płaczą, że nie były na zakupach
na ogół płaczą nad ranem, że boli je dupa
kazia szczuka powie, że jestem public enemy
i trudno to robić każdy wpadnie i idziemy gdzieś
kobiety lubią by bić je po twarzach
same o to proszą, nie ma co się obrażać
i mówiąc, że moje akcje kończą się udręką
dobra, przynajmniej nie robię tego ręką
pół żartem, pół serio, więc się zastanów
fruźki wolą optymistów, melanże wolą chamów

Nie traktuj mnie jak te szmaty
Do wycierania Podłóg
nie traktuj mnie jak te dziwki
jakie znowu dziwki, ha
ten jeden raz butelki sobie odmów
ja będę dla ciebie wszystkim
mówiły mi, mówiły mi tak
[Diox - refren]
powiedz o co grasz, powiedz dokąd zmierzasz
powiedz co to strach i czy boisz się umierać
powiedz jaki plan, co zrobisz gdy nie wypali
powiedz gdzie twoje dzieci, gdzie twoje Ferrari

[Diox]
gram o zwycięstwo jak każdy prawdziwy facet
celebrując każdy wdech, inwestując czas w pracę
zmierzam za horyzont do złączenia ziemi z niebem
upadam, wstaję, niezmiennie idę przed siebie
nie boję się porażek, strach to stan równowagi
wsiadam, świat zapierdala jak Ferrari
jeszcze będzie czas - cannabis, whisky, ananasy
na razie żyję by grać, co tu gadać, takie czasy
ułożyłem plan A, plan B nie istnieje
cokolwiek ma się wydarzyć, że nie wypali, nie wierzę
zbyt wiele poświęciłem, od lat grałem szczerze
dwa pięć mam na karku, jeden zero na papierze
dzieci brak, na razie czekam na monetę
fortuna toczy się kołem, dlatego stoję w cypherze
nie zjeżdżam do pit stopu, depczę gaz w dechę
lepszy niż samochód roku, bezpiecznie wjeżdżam na metę

[Diox - refren]
powiedz o co grasz, powiedz dokąd zmierzasz
powiedz co to strach i czy boisz się umierać
powiedz jaki plan, co zrobisz gdy nie wypali
powiedz gdzie twoje dzieci, gdzie twoje Ferrari

[W.E.N.A.]
powiem ci o co gram, powiem ci dokąd zmierzam
ten pan, który przedarł się z podziemia na legal
to ja, strach to iluzja, nie mam na nią czasu
będzie dzień, w którym zostawię przyjaciół
plan na to życie mam na bank skuteczny
jak nie wypali wyciągnę z zawleczki bezpiecznik
ty przewijasz moje dzieci, tato wersy
chodź, pokażę ci jak w 4,8 dojść do setki
przekroczyć limit, grać o radość dalej
być zawsze krok przed nimi, bo czas nigdy nie staje
nie mówię bracie, że nigdy się nie bałem
kiedy umrę, nawet nie zatrzymuj się nad moim ciałem
plan to upajać się każdą obecną chwilą
wypala częściej niż ja papierosów kilo
znasz moje dzieci, napiszę ich milion
i wsiądę do Ferrari, aby przywitać Marymont

[Diox - refren]
powiedz o co grasz, powiedz dokąd zmierzasz
powiedz co to strach i czy boisz się umierać
powiedz jaki plan, co zrobisz gdy nie wypali
powiedz gdzie twoje dzieci, gdzie twoje Ferrari

[Hades]
zawsze grałem żeby być numer jeden, a nie dwa
kształtowałem swój styl pierdolone dziesięć lat
dalej w tą stronę idę, pod prąd płynę odkąd
wysiłek okazał się tą jedyną możliwością
podobno strach ma wielkie oczy, nie wiem wiele o strachu
gdy przechodzi obok mnie, patrzy w ziemię jak lamus
nie mam zamiaru umierać, nie przestaję oddychać
nie boję się śmierci, bo nie boję się życia
nie przeliczam go na hajs, to nie w moim stylu
przyjdzie sam, bo mój plan to świadomy wybór
jednym słowem mam przy sobie plecak trotylu
Had terrorysta z WWA bez szans na niewybuch
bo dobry ojciec musi bronić potomstwo
płodzę szesnastu synów z każdą kolejną zwrotką
nowe Ferrari, wolę stare dobre Volvo
lepsze to niż się żalić i być czyjąś własnością

[Diox - refren]
powiedz o co grasz, powiedz dokąd zmierzasz
powiedz co to strach i czy boisz się umierać
powiedz jaki plan, co zrobisz gdy nie wypali
powiedz gdzie twoje dzieci, gdzie twoje Ferrari

[Małpa]
jak H do I do F do I gram dla sportu
wiesz dokąd zmierzam? znów zostawiam ci ślad na krążku
wciąż żyje w związku z rapem - to konkubinat
bo choć nie łączy nas papier co dzień chce mnie wydymać
wiem czym jest strach, ale będę trzymał gębę na kłódkę
przez jakiś czas, a z wątpliwości obetrę was wkrótce
żyje się raz, wiem lepiej niż kto inny
że gdy przychodzi śmierć człowiek jest bezsilny
jestem naiwny, bystry, szczery nad wyraz
zamknę pyski wszystkim, pizdy w pień powycinam
to mój plan, to mój instynkt każe zabijać
pytasz co gdy nie wypali, przecież słyszysz jak nawijam
nie mam Ferrari, za to zbierałem na Zondę
lecz Clio tyle mi pali, że ostatnio mam z tym problem
dzieci? wiesz jak jest, wciąż nie mam pewności
ty też pewnie nie pamiętasz kilku imprez z młodości

[Diox - refren]
powiedz o co grasz, powiedz dokąd zmierzasz
powiedz co to strach i czy boisz się umierać
powiedz jaki plan, co zrobisz gdy nie wypali
powiedz gdzie twoje dzieci, gdzie twoje Ferrari
Rychu Peja SoLUfka
Na Serio
Epilog

Sprawdź to

Na pohybel debilom

Spokojnie patrzę w przyszłość mój los jest w moich rękach.
Często w to wątpiłem, kminiłem, dziś już nie pękam.
Wierzę, że można, poukładać każdy temat.
Życie jest sztuką, sztuka życiem,to nie schemat.
Dylemat za dylematem, spokojnie przyjmę na klatę,
sprecyzuję cel, by osiągnąć to czego pragnę.
Grunt to zachować rozwagę, mieć w sobie tę odwagę.
Stawić czoła okropieństwom, nie bić się ze światem.
By nie bić się z myślami, jeśli będziesz w porządku,
To nie oberwiesz za nic, oto kolejny z wątków
Wszystkich rozumów nie zjadłem, lecz mam dzisiaj te pewność,
że zbuduję fundament, pod lepsze życie, wiem to.
Z czasem okrzepłem i nabrałem przekonania,
że bycie duchowo mocnym, to coś więcej niż banał.
Ten co głupoty gadał, dziś nawrócił się na dobre,
Wskoczył na właściwy tor, a zwrotnica mnie nie dotknie.

To mój epilog, a więc czas wykonać bilans,
do złych zachować dystans, nie ma co złego zaczynać.
Prolog był taki, że dziś mógłbym już nie żyć,
Nekrologi w gazetach, kilka zdjęć, recenzji, wierzysz? x3
mam pięć flach wypijam je
masz pięć gram zwiń je w bletkę
jeśli chcesz to zrelaksuj się
ja nie wiem jak ty ale czuję zmęczenie

Piętnaście dni po dwanaście godzin
chcesz coś mieć to chodzisz do roboty
grafik na etat działamy jak roboty
czas dla siebie często mamy tylko w nocy
to trochę mało zostaje niedosyt
zmęczenie i stres już mi wypadają włosy
ty pewnie myślisz, że z rapu mam kokosy
a tu zarobki często mniejsze niż koszty
żyjemy w Polsce mamy podobne losy
jak masz dużo czasu to masz mało forsy
ja czasu nie mam a hajs się nie zgadza
jak deszczówka na wiosnę przepływa po palcach
studia, chuj mi dała edukacja
nie mam lepszej pracy i taka sama płaca
masz jakiś talent to obierz ten kierunek
żeby twoim szefem nie był zakompleksiony dureń
Europy centrum, centrum dupy
a dupą rządzą hajsu rządne fiuty
jak wszyscy wiemy fiuty pasują do dupy
a świat rucha nas jak przydrożne kurwy
u mnie gra gitara uderzam w życia struny
leci muzyka z krainy kwitnącej bulwy
czuję zmęczenie nie kładę się do trumny
regeneracja nie łapię zamuły

mam pięć flach wypijam je
masz pięć gram zwiń je w bletkę
jeśli chcesz to zrelaksuj się
ja nie wiem jak ty ale czuję zmęczenie

dziś czuję się jakbym z życiem grał w rugby
na pełnym dystansie przegrywam na punkty
pół całego ciała każdy mięsień wyrzuty
po pierwszym łyku odliczam sekundy
często piję piwo rzadziej tykam vódy
zmęczenie upada po wypiciu trzeciej puchy
nie muszę pić bez alko nie gonią mnie duchy
dwa lub trzy czasem pięć do poduchy
czuję zmęczenie relaks daje pisanie
i nie często a zawsze piszę w upojonym stanie
koledzy mnie znają jaram dużo fajek
i dużo za dużo na to gówno wydaję
lubię jarać palę camele
gdyby była możliwość to jarałbym w kościele
kończę pisać lecha w gardło leję
na luzie zasypiam (tej) upojony chmielem

mam pięć flach wypijam je
masz pięć gram zwiń je w bletkę
jeśli chcesz to zrelaksuj się
ja nie wiem jak ty ale czuję zmęczenie
Babilon to iluzja, więc odrzuć ją mówię ci odrzuć ją
Bo Babilon to wtedy, gdy myślisz, że wiesz, co widzisz
A jest zupełnie inaczej
Pacz na wszystko i wiedz, że jest tylko takie, jakie jest

Są dni, kiedy widać to jak na dłoni
Jedyne, czego dziś od ciebie chcą oni
Chcą abyś zgubił sam siebie w pogoni
Goniąc fikcyjne szczęście czas swój trwonił

Są dni, kiedy widać to jak na dłoni
Jedyne, czego dziś od ciebie chcą oni
Chcą abyś zgubił sam siebie w pogoni
Goniąc iluzoryczne szczęście czas swój trwonił

Poczuj to idealny dzień, pogoda dla bogaczy
Tak jak ten dzień jest bez zmartwień
Więc nie martwię się, bo nie ma czym
Wszyscy naraz to dla wypoczywaczy
Na dwa zapalam na trzy
Każdy niech zobaczy na tyle głęboka na ile patrzy
No, bo to tam jest haczyk
Głębiej, głębiej jestem tam gdzie ciemniej
Widzę jasno miasto niemniej niż w ciszy słyszysz ode mnie
Potajemne powiem wam, dlaczego nam ciężko, a im lekko
Zainfekowani z tym zanim skończą z kolebką swą
Są stąd swąd pieniędzy władzy
Stoimy przed nimi nadzy
Oni my skąd wziąć azyl
Muzyka mą Mekką
To tak jak smak ekstazy nie pluj w gołe fazy
Totalna mafia nazywana też Selektą

Poczuj to to ze słabości siła
Bo skąd byłaby złość gdyby nie było miłości
Lub byłaby ona niemiła
Poczuj to to ze słabości płynie i nie minie
I nie winię tych, co mi nie pozwalają mych krainie
Odrzuci ich to daleko to to po łapie
Na każdym pułapie będzie wiedział, że to
Za papier jest to wszystko
Uważaj spadniesz nisko
Uważaj z tym to blisko Ciebie, oddajesz się błyskom

Są dni, kiedy widać to jak na dłoni
Jedyne, czego dziś od ciebie chcą oni
Chcą abyś zgubił sam siebie w pogoni
Goniąc fikcyjne szczęście czas swój trwonił

Są dni, kiedy widać to jak na dłoni
Jedyne, czego dziś od ciebie chcą oni
Chcą abyś zgubił sam siebie w pogoni
Goniąc iluzoryczne szczęście czas swój trwonił

Hear me guy, zawsze stać Cię na więcej
Hear me girl, ważny efekt nie intencje
Kontroluj czyny, bo za ich konsekwencje
Jeśli są złe sam miej do siebie pretensje
Pamiętaj o tym, bo w Babilonie
Tak bardzo, bardzo łatwo jest ubrudzić swoje dłonie
Pamiętaj o tym, bo w Babilonie
Tak bardzo łatwo jest ubrudzić swoje dłonie
Dumny ten, kto czysty jak Lew Luby w koronie
Czysty ten, w którego sercu żywy ogień płonie
Trawi to, co złe, aby wyrosło nowe
Więc rozpal go w sobie i wszystko gotowe, bo:

Są dni, kiedy widać to jak na dłoni
Jedyne, czego dziś od ciebie chcą oni
Chcą abyś zgubił sam siebie w pogoni
Goniąc fikcyjne szczęście czas swój trwonił

Są dni, kiedy widać to jak na dłoni
Jedyne, czego dziś od ciebie chcą oni
Chcą abyś zgubił sam siebie w pogoni
Goniąc fikcyjne szczęście czas swój trwonił

Są dni, kiedy widać to jak na dłoni
Jedyne, czego dziś od ciebie chcą oni
Chcą abyś zgubił sam siebie w pogoni
Goniąc iluzoryczne szczęście czas swój trwonił

Polska kraj, w którym żyję, twu, gniję
W telewizji wciąż te same zakazane ryje
I tak sobie myślę, że w tym kraju szykuje się rewolucja
Nie na ulicach - w głowach, w sposobie myślenia
W sposobie postrzegania rzeczywistości, w świadomości
To oni nas tego nauczyli
To oni chcąc nie chcąc nas do tego przygotowali
A przygotowywali długo
Tak, więc, pewnego dnia
Dzieci rewolucji podniosą dumnie głowy
Nastąpi przewrót
Ci, którzy będą w pierwszych szeregach pogryzą się o władzę z tymi
Którzy byli w cieniu, z tymi, którzy czekali
Rewolucja zje swój ogon, historia się powtórzy
Wszystko i nic ulegnie zmianie
Zmieni się wszystko i nic
Równowaga zostanie utrzymana
To stanie się na twoich oczach, tuz obok ciebie
To od ciebie zależy czy będziesz wiedział, kiedy to się stanie
Bo wiesz, to dzieje się codziennie
Dzień w dzień w każdym mieście w tym pojebanym kraju
To się nazywa walka o przetrwanie
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo