Popularne piosenki. Polski Hip Hop

wiesz o co chodzi, jak Ci nie wychodzi, nie wymodzisz nic tu,
powodzi się, to robisz albo idź z tym w pizdu
to robi fiskus, też, niewiele wiesz o zysku
i błysku, jak flash, terefere po nazwisku
pachniesz benjaminie jak wanilije, robimy je
to mili, nie? jak w jednej chwili, zarobimy je na linii
nie pod kreską, nie w bulimii z anoreksją
skurwysyny, aż im gęsto od pesos z resztą
gdzie jest sos? S.O.S. flotą powietrzną
po to, żeby mieć i po to, żeby mieć go często
Ty weź to przejeb, jak nie masz, to nie jęcz tak
siemasz wspomnienie, z podziemia na scenę, brat
niefart ocenię tak, jebać portfele fuck,
'gdzie te kurwa bentleye?!', nie mam nawet na bilet
ale i tak się chwieję, jak pochleję albo z dymem płynę
jebane promile wpierdalają ten hajs,
device tu na rozkminę, żeby było najs i milej
czas ucieka jak motyle i choć czasem go złapię na chwilę
to nie mam go tyle, żeby kasę mieć na rapie, klient
tyle

jak chodzi o mamonę, to mam przepierdolone
i nie ważne co zrobię, to tracę tą kabonę
jak chodzi o dziewczyny, to mam grube rozkminy
i nie ważne co powiem, bo jebię tępe zdziry
jak chodzi o mamonę, to mam przepierdolone
i nie ważne co zrobię, to tracę tą kabonę
jak chodzi o dziewczyny, to mam grube rozkminy
i nie ważne co powiem, bo jebię tępe zdziry

wiesz o co chodzi, jak dochodzi
albo jak tu chodzi o nic, to przechodzi w story
i nie wiesz co robić do dziś
mam wyjebane na te głupie panie, zdecydowanie
to w chuja granie, w klubach dupami machanie
ubaw udami dawanie, ulalalanie kochanie
to uhahanie zostanie na ululuanie cię na nie
i to plan jak grzybobranie, wymiotka, małe jaranie
a potem poranek kojota i totalne skacowanie
na pierwszym planie dupa, cycki, pizda zbita
a potem sobie myślisz: 'okulista by się przydał'
i przede wszystkim, weź te pyski na przypał
obrzygaj przy wszystkich i na razie bywaj
witam Cię panie, w krainie łatwych panien
gdzie łatwiej jest znaleźć HIVa, niż ćpanie
gdzie laski są tanie i w ogóle jest super
i kończy się hukiem, jak laska kończy z brzuchem

jak chodzi o mamonę, to mam przepierdolone
i nie ważne co zrobię, to tracę tą kabonę
jak chodzi o dziewczyny, to mam grube rozkminy
i nie ważne co powiem, bo jebię tępe zdziry
jak chodzi o mamonę, to mam przepierdolone
i nie ważne co zrobię, to tracę tą kabonę
jak chodzi o dziewczyny, to mam grube rozkminy
i nie ważne co powiem, bo jebię tępe zdziry

jak chodzi o mamonę, to mam przepierdolone
i nie ważne co zrobię, to tracę tą kabonę
jak chodzi o dziewczyny, to mam grube rozkminy
i nie ważne co powiem, bo jebię tępe zdziry
jak chodzi o mamonę, to mam przepierdolone
i nie ważne co zrobię, to tracę tą kabonę
jak chodzi o dziewczyny, to mam grube rozkminy
i nie ważne co powiem,
wiesz o co chodzi, wiesz o co chodzi
Kręć mi dupą, kręć mi dupą
Kręć mi dupą, kręć
Żeby wszystko się kręciło
Dookoła dupy twej, ej

Chcę żeby twój tyłek bujał się jak huśtawka
Żeby jeden pośladek o drugi klaskał
I to jeszcze w rytm bez pół-pauzy
Po prostu kręć dupą, ej, *****ć baunsy
*****ć typów spiętych, którzy mają ze wszystkim problem
I każą swoim niuniom nosić golfy do kostek
Ty nie bądź tak zazdrosny i przestań sapać
Daj swojej dziewczynie dupskiem pozamiatać

Przyczep jej froterkę to będzie błyszczał parkiet
Kręcisz dupą jak się kręci pranie w pralce
Nie włączaj odwirowania, bo będzie dramat
Ciśnienie ci rozpuści w zębach amalgamat
Ty mi kręć, kręć, kręć, kręć
Ja na to mam chęć, chęć, chęć
Dupa wypycha jeansy jak hajs portfel
Dupa mojej niuni to milion, a ty masz drobne

[x2]
Kręć mi dupą, kręć mi dupą
Kręć mi dupą, kręć
Żeby wszystko się kręciło
Dookoła dupy twej, ej

Zanim zrobię twojej dupy poklask
Musisz kręcić nią w mojej fury oknach
Mówię morda suchym szprychom
Naszym laskom z jeansów dupy kipią
Kręć dupą aż poleci ogień
Z moich jaj zrób kogel-mogel
Od dziś ja to twój menago
Nie kręć w stringach zakręć nagą
Zrób skrew dupą wolno
Dzwoń do Liroy'a niech kręci porno
Kręć dupą, niech się leje hardcore
Leje się, się leje, sprawdź go
Co się dzieje z moją sąsiadką?
Kręci dupą jak betoniarką
Kręci dupą na mur beton
Robi to, że ma to dobrze wie to

[x2]
Kręć mi dupą, kręć mi dupą
Kręć mi dupą, kręć
Żeby wszystko się kręciło
Dookoła dupy twej, ej

Sztuki ruszą dupą dziś
Ich shake'i śnią się jutro mi
Na samopoczucie ma wpływ
Ten budyń co wybija rytm
Mnie to kręci jak u Prydz'a na klipie fitnesski
Kolo mi mama ale nie nawala heskey
Nawet Tyra Banks o tym nie śni
Żeby robić sheak'i takie jak Zelmer robot kuchenny
To nie botoks, natural cenny
I pora na zęby, bo przyjechały dziewuchy ze wsi
One dopiero to mają dupska, wierz mi
Trzęsą się jak główka, figurki na zagłówkach
Nie ma być tłusta ma być na budyniu
Czasem nawet chuda dupka to tir sukinsynu
To tir sukinsynu robi show
Bang, bang, bugi, bugi yo sprawdź ją ziom
To szesnastki, dziewiętnastki
Dwudziestki piątki, czterdziestki wariatki
Wszystkie matki, polki, ich pośladki
Kręcą zadki, weź przykład z nich

[x4]
Kręć mi dupą, kręć mi dupą
Kręć mi dupą, kręć
Żeby wszystko się kręciło
Dookoła dupy twej, ej
Tracę tlen, czasem wiem że może go odzyskam.
Czasem nie, w pogoni ubezwłasnowolnionych.
Odnaleźć sens, moja przystań, ten wers to łatwizna.
Stąd zbiec najtrudniejsza część...

Pierwsze nagrywki na dyktafon, strasznie słaba jakość,
Jakiś bit z głośnika, a liryka i tak nic prócz żałość.
Straszny chaos, lecz to miało klimat, minął jakiś czas,
odnalazłem siłę w rymach, by móc teraz to opisać.
Kartka, pisak, gdzieś skitrany zaczynałem pisać,
speniany, że ktoś to przeczyta, żal w zeszytach.
Wyrzucany z każdym dniem, potem cecha THC
mnie dopadła monotonii cień i kacze wiadra.
Dzień za dniem, w końcu tlen mi odebrała,
pięć lat wyjebane STV, a teraz się ogarniam.
Wracam do rzeczywistości powoli, choć już rzucone kości,
to nie koniec trzeba przestać trolić.
Czasem stoję na balkonie i palę papierosy.
I mam dosyć, patrzę na nich z góry karykatury i głąby.
Myślę wtedy co tu zrobić, by do nich nie dołączyć.
Stać z boku być autorem nie aktorem swego losu.

Teraz już sam nic nie wiem,
nie wiem, nie wiem co jest moim celem.
Nie wiem, czy istnieje ten element, nie jestem pewien.
Jakoś tak wspomnienia się mieszają, nie wiem zanikają,
całą chmarą nawarstwiają,
gdzieś unoszą się jak balon w chmurach.
Chciałbym znaleźć się na nim i umieć fruwać.
Chciałbym wyrzucić z bani te latami trzymane gówna.
Co jak pluskwa, od środka przez płuca, mnie niszczą.
To prosta symbioza przeciwko tym zgliszczom.
Chciałbym poczuć się wolny,
wreszcie przejść się gdzieś po lesie.
Sam bez ludzi i bez strachu, pomału dogonić czas.
Lecz on dalej tyka.
Chciał bym być szczęśliwy jeden wyścig wygrać.
Nie ma miejsca dla wrażliwych w świecie bydlactw.

Ref. x2:Tracę tlen, czasem wiem że może go odzyskam.
Czasem nie, w pogoni ubezwłasnowolnionych.
Odnaleźć sens, moja przystań, ten wers to łatwizna.
Stąd zbiec najtrudniejsza część, by dalej biec.

Tracę tlen, sens, ale dalej żyję.
Zobacz, chodzę po planecie przecież wśród linijek.
Tak zdobywam nieśmiertelność,
bo zawsze przetrwa piękno,
nawet kiedy ta planeta zamieni się w piekło.
Czuję to tętno, a świat się trzęsie dążąc po berło.
Drąży się wiertło.
W bezsensie, zaporą człowieczeństwo.
Zakazany owoc ponoć stracił moc w społeczeństwie.
To złość i mną trzęsie stop, znowu spięcie to.
Czemu tak jest, czemu tak jest nie wiem.
Dobro i zło wszystko to jest jak jeden dom.
I rodzina, gdzie ojciec pijak, a matka anioł.
Plus i minus myśli się uzupełniają.
Cały świat kumulacją, to taki koktajl.
Trochę zła i troszeczkę dobra.
Dawno to siedzialo we mnie, teraz wypływa,
wkurwienie moje zawsze psuło czyjś klimat
poważne sprawy spychamy na boczne tory,
dużo przypałów tak jak uliczne horrory.
zrozum, [zrozum] nauczyłem się pokory.
nigdy więcej, zawsze do przeprosin skory,
tak to czuję, ten stan trwa u mnie wiecznie.
dwulicowi ludzie. kurwa, ilu was jeszcze?
nowe milenium, a z nim nowi wieszcze,
święci przez chwile od nas was dzieli tyle
puste słowa, schizy, nowe trendy
wolę grzeszyć i napotykać na zakręty.
normalna rzecz jak dla aptekowiczów skręty,
może zajdę gdzieś kiedyś swoją drogą,
życie płata figle, patrzę na to z trwogą.
mam jednak ludzi, którzy zawsze mi pomogą.
tylko żyć i umierać z tą załogą.
rodzą się dla nas z każdym dniem inaczej,
dziś ślepcem być, jutro królem w S-klasie
nie martwić się o nic, wydawać szmal na blacie.
dwóch skurwysynów, lecących na [?]
czekający na pożarcie

w nas to siedzi już długo,
całe życie jestem prawdy sługą.
blizny są w środku i kształtują teraźniejsze czyny,
rymy moimi łzami, więc płaczę nimi
w nas siedzi to od dawna,
wspomnienia, życie było lekkie za małolata,
teraz ciężki czas, własne ścieżki i praca.
i kolejne starania by następnego dnia dożyć,
by smutki zniszczyć, a szczęśliwe chwile mnożyć.
szacunek zdobyć, coś zrobić,
nigdy się nie poddać.
z podniesionym czołem życia kłopotom sprostać.
i dlatego sobą jestem i wciąż sobą pozostaję,
mnie i moich ludzi pobłogosław Panie.
proszę. robię od dawna to samo, cały czas,
nikt nigdy nie zmieni nas, nawet czas.
rzeczy zawsze zostają, choć wypowiedziane raz,
ciągle. jadąc do przodu nigdy nie zapomnę
we wsteczne lusterko mego życia spojrzeć,
życia obrazy pomogą mi dojrzeć, dzięki nim dorosłem.
jestem sobą, od dawna robię swoje, proste.
bez kłopotów żyję i mam się świetnie.
wkurwienie na świat ciągle siedzi głęboko we mnie.
chcę w pełni żyć i w pełni korzystać z czasu,
za nic nigdy nie oddać moich przyjaciół.
dali jazda, ta przyjaźń jest we mnie od dawna.
Kocham i nienawidzę być sam,
Kocham, bo nienawidzę tych dam,
Zabierają mi wolność którą mam,
Którą tak cenię, o którą tak dbam,
Nienawidzę bo nie udało się nam,
Choć mieliśmy tak pięknie skrojony plan,
Nie otworzymy już zamkniętych bram,
Po raz kolejny praktyka teorii zadała kłam,
A w teorii mieliśmy być wolni,
Razem i osobno chyba jesteśmy niezdolni żyć,
Niezdolni by, jakoś to ogarnąć,
Wiem w życiu nie ma nic za darmo,
Za każdą decyzją ukryte są koszty,
Z dnia na dzień staliśmy się sobie obcy,
Wiem, jestem swego losu panem,
Ale to wyzwanie jest jak podróż w nieznane,
I widzę same znaki zapytania,
Czy potrafimy żyć bez zaufania,
Ja odpowiem Ci bez zawahania,
Ale najpierw odpowiedz sobie sama.

Ref.
Każde Twoje zdanie
Jest, jest podejrzane
Tracę zaufanie
Do Ciebie Kochanie
To zdjęcie na ścianie
To tylko pozostanie
To po nas pozostanie
Tracę zaufanie X5

Jestem facetem, czasem wzrok ucieka w bok na inną kobietę.
Ale przy Tobie czuję się najlepiej..
Jesteś jedyną wśród setek, tysięcy.
Coś niezwykłego jest między nami,
Znaliśmy się na wylot, dzieliliśmy niemal każdą chwilą,
Chyba dobrze nam ze sobą było,
Czy to miłość, czy tylko zażyłość,
Nie wiem -- ważne że to się zdarzyło,
I chyba nam odbiło, to się na nas odbiło,
To prawie nas zabiło, serce mocniej zabiło,
Była adrenalina, było ostro,
I chyba nas poniosło to chyba nas przerosło,
Dziś chcę zaufać Ci -- jak kiedyś,
Wspólne chwile razem znów przeżyć,
W każde Twoje zdanie znów wierzyć,
Robić razem znów to co należy.
Ref.
Każde Twoje zdanie
Jest , jest podejrzane
Tracę zaufanie
Do Ciebie Kochanie
To zdjęcie na ścianie
To tylko pozostanie
to po nas pozostanie x2

Tracę zaufanie x6
Pewnego razu z ziomkiem wyszedłem napić się wódki,
wiesz, kluby, wóda, prostytutki, koka, kebab z budki,
feralny wieczór nie zapowiadał się krótki,
mieszasz wódkę z Redbull'em, ziom uważaj na skutki.
Lekko zawiani jechaliśmy zlotówą na miasto,
i na bank byliśmy tymi typami, co dzisiaj na stówę nie zasną,
w pierwszym klubie bramka nie chciała znów nas wpuścić,
a my tylko chcieliśmy tam wejść i parę stów tam puścić,
mój styl ubioru pewnie im nie odpowiadał,
ale chuj z tym (w kurwę) bo nie o tym miałem opowiadać,
godzinę później, w drugim klubie drugie pół litra pęka,
dupy z pudelka, w panterkach, wciągają puder z lusterka,
na świnie zerkam niezła kelnerka, ziom mówi: oblujkaj,
patrzę za siebie widzę – lubi to suka,
lubi ludzi oszukać, clubbing, lubi się stukać,
dlatego każdego następnego dnia gdzie indziej się budzi,
bo szuka takiego który, by jej się nie znudził - kutas,
mówię ci – nie warto się łudzić,
może zgubi cię muka,
mówię ci uwierz mi Łukasz,
wiem podziw budzi ta sztuka,
prawdziwym sztuką takim sukom nie dać się oszukać,
ona zmysłowo przy barze sączy sok,
mam obu coraz trudniej oderwać od niej kończyn wzrok,
wiec chodźmy stad, mówię ci tak będzie najlepiej dla wszystkich,
i mówiąc to znów zaglądam do szklanki z whisky,
głębokie gardło – bo tak się utarło,
po dwóch minutach rozmowy gotowa opierdalać tarło,
z dupy lubi sobie zrobić smoczą jamę,
najpierw kup i potem upij, znowu upij, możesz spocząć na niej,
i nagle znikąd pojawia się kurwa druga
i kurwa mógłbym przysiąc, że ta pierwsza do nas mruga, ty!
teraz odwiesi gapy odkrywają uda,
podbiega jakiś zakapior, ale mu się nie uda.

Przyjaciółki z jednej półki,
jedna za plecami drugiej sypie się z jej facetem do spółki,
moje gratulacje, owacje na stojąco,
zabiorę na kolacje, akrobacie nas połączą,
nie, myślę - nie ze mną te numery szmulu,
ja to emeryt na gulu, szczery do bólu, w chuju cie mam!
Bije się z myślami, czasami mocno mnie kusi,
jesteśmy facetami zrozumcie, że nas kusić musi,
ziomek zajebany tak, że ledwie stoi na nogach,
i ja mam tyle w czubie, że mi się już dwoi podłoga,
próbuję wstać i iść do baru, padam powoli na Boga,
o mało się nie wyjebałem i boli mnie głowa,
one patrzą, wstają, idą do nas na lożę,
co robić? Odbulić czy dorobić hejterowi poroże?
o boże, w chuj dobrze, chyba już gorzej być nie może,
odbulam szmula jutro czułbym się z tym najgorzej.

Jeśli jakaś dupa chce się pukać z tobą za hajs,
lepiej ty, ziomek olej to!
I do dupy dłuta szuka, że by było jej najs,
lepiej ty, ziomek olej to!
Nawet jeśli jest gotowa zrobić wszystko za twój hajs,
ziomek olej to!
Nawet jeśli tobie się wydaje, że wiesz czego chcesz, ty
ziomek olej to!
Dokładnie tak ziom z tej strony B.R.O
Wiesz, panie i panowie to jest High School
Ok wiesz, wiesz

Wchodzę na bit z mocą megaton wiesz o co biega ziom
Rap to nie sega choć gram tu na legal z nią
Patrzę na zegar to mój czas, scena zmieniam ją
Prosto z podziemia przez marzenia do brzmienia
Flow. Rap to droga nie moda na chwilkę
Bo dostałem głos od Boga nie po to by milczeć
Piszę scenariusz bo życie jest filmem
I ty też pisz je tak by zajarał się Spielberg
Wchodzę dalej nie zdążyłem tu mierzyć
Chociaż dwa lata temu nikt by mi nie uwierzył
Gram dla setek ludzi na tym dziś mi zależy
Bo wypiętrzam się jak góry podczas orogenezy
Jestem w wytwórni ci wtórni wymiękli
Prezes postawił na mnie bym wkurwił tych cienkich
Wielki błękit na niebie wielkie dzięki
Gram rap, to mój świat prawd nawet bez wielkiej pęgi

Kiedy słyszysz ten bit podnieś ręce w górę
Wtedy zaczyna bić moje serce czujesz
Niech to leci na głośnikach albo z mp3
To jest High School coś czego potrzebujesz
I kiedy słyszysz ten bit podnieś ręce w górę
Wtedy zaczyna bić moje serce czujesz
Niech to leci na głośnikach albo z mp3
To jest High School coś czego potrzebujesz

Wiesz znów wchodzę w bit pełen gustu i smaku
Lubisz true school to weź użyj mózgu i rapuj
Czuję luz tu mimo paru bluzgów na traku
To nie blues school, zdmuchnę ze słów tu jak z blatu
Dobrze wiem czego słucha młodzież
Kiedyś było „M jak Miłość” teraz „M” jak Robert
Wiesz ja wdycham tlen to mój zen na modę
Przez parę godzin bo tyle trwa mój sen na dobę
Wiesz wybrałem drogę jak niewielu tak myślę
Lecz robię swoje ziom, od liceum tak cisnę
Od pierwszych nagrywek do celu mam wizję
By zrealizować misję, nie idąc na łatwiznę
Węszą biznes bez miary czy bredni
A ty brat rób swoje nie trać wiary i biegnij
Determinacja burzy skały do reszty
Więc idź nawet jeśli masz zdarte podeszwy

I kiedy słyszysz ten bit podnieś ręce w górę
Wtedy zaczyna bić moje serce czujesz
Niech to leci na głośnikach albo z mp3
To jest High School coś czego potrzebujesz
I kiedy słyszysz ten bit podnieś ręce w górę
Wtedy zaczyna bić moje serce czujesz
Niech to leci na głośnikach albo z mp3
To jest High School coś czego potrzebujesz

Pytasz o High School ziom nie mam nic do ukrycia
To mój styl bycia, to mój styl życia
Wiesz moja ekipa, mój skład, ta muzyka
Mój rap, moja płyta, mój świat na głośnikach
Wielu pyta wciąż o mnie namolnie
Więc cała ta płyta to historie ze wspomnień
Wracam tu słychać że jestem w formie
No bo High School to coś czego się nie da zapomnieć

I kiedy słyszysz ten bit podnieś ręce w górę
Wtedy zaczyna bić moje serce czujesz
Niech to leci na głośnikach albo z mp3
To jest High School coś czego potrzebujesz
I kiedy słyszysz ten bit podnieś ręce w górę
Wtedy zaczyna bić moje serce czujesz
Niech to leci na głośnikach albo z mp3
To jest High School coś czego potrzebujesz
Młoda krew daje tlen i zarazem go odbiera
Od teraz w systemie, który poznaje nas po numerach
Jestem kolejnym numerem, musze być numerem jeden
To co robię jest szczere, to nie do końca, nie wiem,
Powitam się z porankiem, nie witam się z lamusami
Co sami proszą o porażkę, tak, proszą sami
Kilku splamiło się wałkiem, my dobrze pamiętamy
To, ja i bracia, naszą walkę o to co mamy
Ta sama historia, prawie ten sam dzień
O tempie zmiany widzę prawie ten sam dzień
Czas weryfikuje każdego z osobna stąd
Nagle nikt tak samo nie wygląda, nie
Drugi odgania pokolenia, z dala od tych co doświadczenia
Noszą w plecakach czy neseserach
Wiara i nadzieja nie umiera nigdy
Młoda krew wszystko zmienia

To co robię z góry mam zaplanowane na metr
Twoje działanie, jak z wykresu, coś nie wydaje
Młoda krew niesie zmiany
Młoda krew niesie zmiany
Młoda krew niesie zmiany
Młoda krew niesie zmiany
To co z góry mam zaplanowane na metr
Twoje działanie, jak z wykresu, coś nie wydaje
Młoda krew niesie zmiany
Młoda krew niesie zmiany
Młoda krew niesie zmiany
Młoda krew niesie zmiany

Skur***le portale chcą z nas zrobić ot tak celebrytów
Chcą nas wrzucić do jednego worka z tymi co numerów mają z siedem w życiu
Chcą prawdy nie zeszytów, to może przejdź się i spójrz
Na moją krew na dłoniach, ławkach, najkach czy chodniku
Przejdź się, słuchaj po ścianach co buja sąsiada i wkurw* od rana, zapewne
Ktoś tu nas okłamał, popularna prawda, chu* to rap gra
Bit buja to prawda, krew się gotuje i hula po kablach
Ty, weź skumaj po jaźwach , i źle się poczujesz
I chu* pozdrawiam!
Lubię...
Też, jak chcesz coś mojego na zwrotkach.
Moje wersy to jakbyś chciał mi przewinąć epitafium z mojego nagrobka,
Bo moje to moje wersy, twoje wersy to nie wersy,
Moje wersy są moje, we krwi, gdy twoje wersy to nie wersy.
I kiedy znowu ścieram krew z Air Max'ów
Zastanawiam się czy tędy droga, czy jest sens się pchać tu z buta,
Ale kiedy ktoś mi mówi "Weź się w garść !" znów daję zwrotkę,
Także dotkniesz moich ran tu.
Więc słuchaj !

To co robię z góry mam zaplanowane na metr
Twoje działanie, jak z wykresu, coś nie wydaje
Młoda krew niesie zmiany
Młoda krew niesie zmiany
Młoda krew niesie zmiany
Młoda krew niesie zmiany
To co z góry mam zaplanowane na metr
Twoje działanie, jak z wykresu, coś nie wydaje
Młoda krew niesie zmiany
Młoda krew niesie zmiany
Młoda krew niesie zmiany
Młoda krew niesie zmiany

Młoda krew płynęła we mnie.
Było nas trzech jak w tamtej piosence.
Czuliśmy zew, ja czułem energię, choć z rapem koneksje były coraz luźniejsze.
Drugie solo napierało na...
A ty, wybrałeś jakąś z dupy rurę, bo miała plecaczek od sponsora,
bluzę z kapturkiem, rurki i złotą cebulę.
Chujozo razem z bumy(?) masz również mode na hip hopolo
Już raz, Doniu wziął twój hajs, miałeś zmądrzeć, a znowu to robią.
To twoje, skoro to lubisz to lub, ja znowu się wkurwiam na cały nurt,
Ale tu jestem od zawsze, na zawsze, na dobre, na złe, na stówę po grób.
... połamią się łopaty o grób, na które rzucono rapowe ziarno,
Jest czarną ziemią na której tylko prawdziwe talenty wychodzą na światło.
Nie było łatwo, ale już jest.
Nowe CD-ki wypalam jak jazz.
Dondi na płycie dawajcie mu krew,
Młody ty bierz, bo dobrze wiesz,
Jeśli nie weźmiesz to weźmie to pies - inny, chciwy, słabszy, głupszy
I nie będziesz mieć, i nie pożyjesz, i nie popijesz, i nie podupczysz,
Ja to rozumiem, więc nie ma podjazdu,
jestem szybszy, silniejszy, mądrzejszy,
dlatego wersy o moich słabościach nagle w czasie przeszły.
Wjeżdżasz do firmy, tu wbitka, drzwi otwarte
szybka decyzja, czego ryzyko będzie warte
na fikole jest samara a w niej dziesięć koła marat
co by było gdyby takie strzały dało się powtarzać
lekko willa, plaża na to szła by cała gaża
emulator klei bity, nowy płyt w aucie odtwarzacz
słuchasz nowość i powtarzasz ( nic dwa razy się nie zdarza )
ale co byś zrobił, gdyby było jakbyś sobie życzył
bez konsekwencji, każdy wyczyn, samowolka
już nie zważasz, że kontrola i bezkarnie kopcisz lolka
nie martwisz się o czynsz to kwestia wyciągu z kąta
w chacie pełna jest lodówka a nie stara chleba kromka
i telefon nówka sztuka, drożyzna nie promocja
i balety opcja nocna, w tym gotówka jest pomocna
trzy pizdy, kabriolet na rano studyjna sesja
przy najdroższych odsłuchach gra ci hip hop orkiestra
starą dynamiczna petę zmieniasz na pojemnościowkę
nie przejmujesz się co palisz i jaką pijesz wódkę
śmigasz po dzielnicy, ludzią rozdajesz gotówkę
odjebany w ciuch firmówkę, przecież jutro też coś wpadnie
jesteś na szczycie jakbyś chciał być a nie na dnie
nic cię nie wkurwia, gdyby było tak ładnie
jakbyś sobie tego życzył i całej swej ferajnie
pomyśl, gdyby było tak fajnie

Co byś zrobił gdyby było jakbyś sobie tego życzył
no co by było eee no co by było gdyby,
Co byś zrobił gdyby było jakbyś sobie tego życzył
no co by było eee no co by było gdyby.

Gdyby wszystko było tak jak sobie tego życzę
o sto procent łatwiejsze i piękniejsze dużo życie
słońce w zenicie budzą mnie kościoła dzwony
patrzę na zegar kurwa znów jestem spóźniony
ale wszystko powoli przecież mnie na to stać
halo o pierwszej limuzyna czekać ma
wbitka na tylnie, w środku szampan na mnie czeka
jadę do studia, słowa płynąć chcą jak rzeka
jeszcze wstąpię do króla, żeby każda dobra rura
mogła ze mną zabrać się, przecież tego tylko chcę
gdyby wszystko tak nagle zmieniło swoje barwy
zamiast do roboty co dzień koncert grany warty
więcej niż rok roboty, co dzień zbijał bym kokosy
na ulicy rozpoznały by mnie młokosy
chłopaki ( co ) na co dzisiaj wam brakuje
teraz wszyscy ze mną, Wiśnia wieczór sponsoruje
i niczego nie żałuje przecież jutro znów zarobię
( a rodzina twoja cała ? ) jak w dynastii by mieszkała
tam na wzgórzu w Baranowie ta hawira wielka cała
do mnie tylko należała
i baseny i dżakuzi i do kosza boisko
wyobraź to sobie, gdyby się zmieniło wszystko..

Co byś zrobił jakby było jakbyś sobie tego życzył
no co by było eee no co by było gdyby,
Co byś zrobił jakby było jakbyś sobie tego życzył
no co by było eee no co by było gdyby.

Nie ma co gdybać, od tego chce się rzygać
chcesz spełniać marzenia ten tekst może ci się przydać
po trupach nie warto u swoich spotkasz się z pogardą
przez życie iść twardo z konsekwencją to warto
sobie wyznaczone cele, osiągaj jest ich wiele
wiadomo to od dawna kłody kłaść będą skurwiele ( mmm )
Skurwiele kłody będą kłaść
lecz nie pozwól na niej paść
jak się potkniesz możesz wstać
potem z takiego motywu się nieraz będziesz śmiać
ważne żeby brudy prać, żeby cenę swoją znać
chcesz zarobić to płać
ściemniasz kurwa twoja mać nie chcę kurwo już cię znać
jak najdalej od gnoja
chcesz by było jak najlepiej tu pomoże silna wola
dbaj o swoje sprawy i nie pozwól się zdołować
bo każdy z nas do życia się musiał przygotować
odpowiednio zahartować, wtedy możesz się mocować
dzień noc i znowu powrót, siedmiodniowy kołowrót
ty godliwy bojów nie zabijesz życia smrodu
na razie po staremu raz jest lepiej a raz gorzej
sam dobrze wiesz ten kawałek pomóc może
przeżyć ci w hardcorze który nazywamy życiem
pozytyw, myślenie ci pozwoli na przeżycie
a co by było gdyby ? utonął byś w zachwycie
i potrzeby coraz większe, życia ozdoby piękniejsze
wszystkiego więcej, lepiej ale czy to najważniejsze
pomyśl czy na pewno było by życie piękniejsze?

Co byś zrobił gdyby było jakbyś sobie tego życzył
no co by było eee no co by było gdyby,
Co byś zrobił gdyby było jakbyś sobie tego życzył
no co by było eee no co by było gdyby
Co byś zrobił gdyby było jakbyś sobie tego życzył
no co by było eee no co by było gdyby,
Co byś zrobił gdyby było jakbyś sobie tego życzył
no co by było eee no co by było gdyby...
1. Gdy na mnie patrzysz wiem o kim myślisz,
Chcesz ze mnie czerpać słodkie korzyści
Wyluzuj koleś
Weź zimny prysznic
Nic nie kombinuj
Bo nic nie wymyślisz
Jestem gorąca lecz nie dla Ciebie
Nigdy nie będziesz numerem jeden
Nigdy nie poznasz mojego ciała , nigdy nie dotkniesz

Blondi drapieżna i słodka
Jak biały tygrys nie czarna kotka
Blondi klan Vatos locos
Blondi

Blondi drapieżna i słodka
Jak biały tygrys nie czarna kotka
Jestem gorąca nie dla każdego
Blondi
Nie pytaj dlaczego

Stan Twojej kasy nie ma znaczenia
Twoja siódemka nie zrobi wrażenia
Jestem kobietą nie do kupienia
Nie dla frajerów
Zakumaj temat
Klan vatos locos to moja klima
Spoko drużyna moja rodzina
Jazda na maxa gorący klimat
Chłopaki z miasta z nimi się trzymam

Blondi drapieżna i słodka
Jak biały tygrys nie czarna kotka
Blondi klan vatos locos
Blondi

Blondi drapieżna słodka
Jak biały tygrys nie czarna kotka
Jestem gorąca nie dla każdego
Blondi
Nie pytaj dlaczego

Blondi drapieżna i słodka
Jak biały tygrys nie czarna kotka
Blondi klan vatos locos
Blondi

Blondi drapieżna i słodka
Jak biały tygrys nie czarna kotka
Jestem gorąca nie dla każdego
Blondi

Tak tak tak
Tak moja siostra blondi przy mikrofonie
Odbij frajerze nie startuj do niej
Bo nie dla ciebie jej młode ciało
Klan vatos locos
Będzie bolało
Kiedy w kolano dostaniesz kulę
Porażka to warszawa prażka
Tak to my
Krwiożercze psy
Tacy jak ty to dla nas wszy
Klan vatos locos
Nasza maskotka
Jak biały tygrys nie czarna kotka
Blondi
Nie dla was leszcze
Blondi

Klan vatos locos
Nasza maskotka
Jak biały tygrys nie czarna kotka
Blondi
Nie dla was leszcze
Blondi
To była prosta gadka ja i ta pani
po kilku drinkach jeszcze przed kawami
jakiś klub przed nami, kilka osób i taras
nie znam jej dobrze, ale wziąłbym od zaraz
kiwa wypity balans, ale staram się słuchać
ona mówi, że w końcu sam się oszukam
ale co, jak, proszę cię powtórz
ona, że ma chłopaka i nie szuka innych chłopców
ja na odwrót, nie ma stałych kobiet
jak taką spotkam to chętnie ją pozdrowię
tymczasem sobie stojąc, pijąc tu z tobą
mógłbym nagle pójść i wziąć te dwie obok
jestem swołocz? co za słowo
mówią Pjus na baby, ta gadka to nowość
skoro masz tyle lat, mówi mi dalej
mógłbyś przestać pić, przestać szaleć
przegrasz talent, przegrasz ze wszystkim
jeśli nadal będziesz brał te dziwki
tu nie chodzi o cipki, czy stan twego krocza
spotkałeś złe kobiety, widzę to po oczach
spotkasz tą jedyną, będzie mhm urocza
będziesz szczęśliwy, na pewno ją pokochasz
ja niezbyt trzeźwy, widać to po ruchach
kochanie pogadamy jak przyśni ci się kutas, wiesz

Nie traktuj mnie jak te szmatę
Do wycierania podłóg
nie traktuj mnie jak te dziwki
jakie znowu dziwki, ha
ten jeden raz butelki sobie odmów
ja będę dla ciebie wszystkim
mówiły mi, mówiły mi tak x2

Jay nie ma problemów, w sumie to już emeryt
Nas mówi fuck pimpin', ale w łóżku ma Kellys
ja nie chcę dzielić tych lat w jednym związku
nie chcę kwiatów już zwiędłych po prostu
na pierwszym krążku mówiłem miałem ich parę
jedne są simple inne past inne ssą dalej
i stale choć one i ten mój korzeń
czasem jestem chamem, o mój Boże
najebane SMS'y, wiesz, zero wyczucia
królowo jesteś piękna, ja chcę się z tobą ruchać
trudno, jak adresatka akurat nie ma chcicy
gorzej jak ma akurat operację macicy
czasem nie znam granicy, nie wiem gdzie przestać
momentami je wszystkie ogarnia przestrach
że coś chcą ciągle od takiego prostaka
chciały fruwać, mogły tylko poskakać

Nie traktuj mnie jak te szmatę
Do wycierania podłóg
nie traktuj mnie jak te dziwki
jakie znowu dziwki, ha
ten jeden raz butelki sobie odmów
ja będę dla ciebie wszystkim
mówiły mi, mówiły mi tak

To jest co, chamstwo, trochę jak Szybki Szmal
jestem chamem, trudno, ale czy być kimś mam
to moje tempo, nie jakiś przód peletonu
to nie spóźnienie czy brak telefonów
to brak symptomów, mówienia im kocham
to różne akcje, które kończą się na szlochach
czasem płaczą, że nie były na zakupach
na ogół płaczą nad ranem, że boli je dupa
kazia szczuka powie, że jestem public enemy
i trudno to robić każdy wpadnie i idziemy gdzieś
kobiety lubią by bić je po twarzach
same o to proszą, nie ma co się obrażać
i mówiąc, że moje akcje kończą się udręką
dobra, przynajmniej nie robię tego ręką
pół żartem, pół serio, więc się zastanów
fruźki wolą optymistów, melanże wolą chamów

Nie traktuj mnie jak te szmaty
Do wycierania Podłóg
nie traktuj mnie jak te dziwki
jakie znowu dziwki, ha
ten jeden raz butelki sobie odmów
ja będę dla ciebie wszystkim
mówiły mi, mówiły mi tak
Betonowe lasy mokną,
wiatr wieje w okno.
Siedzę w oknie i wdycham samotność.
Jak to jest? Gubimy się jak startujemy?
I całe życie się odnajdujemy?
Wracając do wyjścia punktu – źródła dźwięku,
łamiąc falę lęku, biegnąc, macamy po ciemku.
Szukając momentów, fragmentów harmonii,
fundamentów chociaż niewiadome goni.
Pot na skroni się perli, zasypia sternik,
Zatańczą umarli, gdy uwierzą niewierni.
Praw powiernik na życia trajektorii.
Mozolny marsz do Victorii.
Mówią: Ci postronni, Ci Bogu ducha winni. (Ci)
Czy naprawdę są inni niż ty? (ha?)
Czy naprawdę mniej winni niż ty? (ha?)
Czy to diabeł jest zły? Czy my?

Ref.
O wiośnie bąka nieśmiały pąk,
kikuty ryszą niebo
Chmur melancholia chyba nie jest stąd,
pytanie brzmi dlaczego?
Żegluje mewa i zakasza klucz,
syrena wyje w dali
A ci piewcy słońca i ci władcy wzgórz,
gdzieś jakby się schowali.

Chodziłem gdzieś i wąchałem świat.
Do drzwi pukałem, szukałem sensu.
Śmiałem się, płakałem, padałem, wstawałem brat!
Czasem, odnajdywałem consensus.
Zmarli przodkowie patrzą, gniewnie brwi marszczą.
To co widzą, ciekawe czy się wstydzą?
Ci, co nienawidzą nie zajadą zbyt daleko.
We mgle gęstej jak mleko.
Gołym okiem widać, same złudzenia.
Planeta Ziemia się zmienia,
nadchodzi czas przebudzenia.
Wielka zmiana od wieków przepowiadana,
dostrzeżesz ją w błysku jak pod drzewem Gaugama.
W mgnieniu oka, pnąc się po stokach Syjonu.
Tkwiąc na blokach – termitierach Babilonu.
Tu gdzie dom tych milionów, niewolników bilonu.
Pseudo-świat, pseudo-klonów. Pssss… nie mów nikomu brat.

Ref.
O wiośnie bąka nieśmiały pąk,
kikuty ryszą niebo
Chmur melancholia chyba nie jest stąd,
pytanie brzmi dlaczego?
Żegluje mewa i zakasza klucz,
syrena wyje w dali
A ci piewcy słońca i ci władcy wzgórz,
gdzieś jakby się schowali. x2
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo