Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Ta hip hip hop hop rap pompa polska produkcja
szanowni słuchacze polska produkcja polska produkcja
Zwykłe sprawy zwykłe rzeczy toczy się życie
Lapowa na płycie
Nikt nie mędzi, nie truje nawet ten, co golas
Jesteś wporzo biegasz no to przyłącz się do nas
Najważniejsze czujne oczy sprawnie zawiązane buty
Jak stal zahartowani przedstawiciele luty
Proste proste nic mnie już nie zdziwi
Wszyscy na krzywy, ale zawsze szczęśliwy
Na przekór losowi twardzi hardcorowi
Szalej z ulicy nas zdobi a nie rodzaj utopi
Zgrabiałe łapy parujące oddechy
Zmuszeni do roboty by przepychem się pocieszyć
Chociaż na jeden wieczór w dolinie kurewskiej na przekór
Powtarzam, bo to ważne z frajerem się nie drażnię
Wole przypierdolić w paszcze niż na słowa się siłować
Chodziarz silna jest mowa to tamtego wieczora
Była palma twardogłowa nikt powstrzymać nas nie zdołał
Zawsze te same odbicia do pewnego momentu
Sporo było elementów destrukcyjnych patentów
Przy wdechu i w lewie zachowywać się jak w chlewie
Proste z kurwą jedziesz psu się wsadzisz wciąż łysiejesz
Zaskoczenia element wspólnie i w porozumieniu
Nawija większość jeleniów nie mów mi o przebaczeniu
Przyjrzyj się mojemu wkurwieniu potem pomyśl o sumieniu
W końcu się doigrasz sprzedawczyku tak nie wygrasz
Biedy sobie napytasz i tak wiem jak się nazywasz.

Bez komentarza tak po prostu bywa
Bez komentarza tak po prostu bywa
Bez komentarza tak po prostu bywa
Bez komentarza tak po prostu bywa

Wiem lepszy świat się marzy chciałbym dużo go zobaczyć
Byłem w paru miejscach nie pomne, co to znaczy
I zawsze ucieknę chodziarz na parę chwil
Zniknę jak szybki Bill pokonam wiele mil
Potem powrót na ulice, czyli czar pryska
Ha Jeżycka znowu się wciska
Pozdrawiam blokowiska zbuntowane ludziska
A klimatyzacja zbędna ten sam syf, co zawsze
Świat, w którym posiadam troski i radości własne
I dalej odważnie z podniesioną głową
Z życiem się nie szarpać tylko przeżyć jest załogą
Odtwarzać płyty w klubie, bo to kurwa lubię
Przy bitach podłubie jakiś cel mieć w życiu uwierz
Charakterystyczny krok w ulubionej bluzie
W odróżnieniu od innych wyróżniam się w tłumie
W najlepszych ciuchach nie w gównianej podróbie
Nie żebym się śmiał bo wiem, że wielu niema
Bo szatę zdobi człowiek a nie szata człowieka
Przecież nikt tu nie narzeka tak twierdzi ekak
Kto zarobi to biega ciuk na ludzie nie do bani
Większość pele w pele kani w fubu poubierani
Na imprezie rozpoznani przez dupy rozchwytywani
Za wredziznę postrzegani bo w pół świadku zabiegani
Każdy chce mieć lepiej znaczy coś być na fali
Kto zaradny ten się chwali zawsze będą szanowani
Mieć pozycje 10 skali nie nawalić to się chwali

Bez komentarza tak po prostu bywa
Bez komentarza tak po prostu bywa
Bez komentarza tak po prostu bywa
Bez komentarza tak po prostu bywa

Luźne zwrotki tak jak luźne tematy luźne gatki dla kumatych
Wypije teraz za tych i za tych co nie mogą zawsze odlewam
Old schoolowa ceremonia nikt nie powie że nie trzeba
Kto poszedł do nieba a kto smaży się w piekle
Za dużo myślących zagrzały się dekle
1000 słów na minutę odprawiłem swą pokutę
Pozdrawiam Krites Borute i fikcyjną masz lutę
Dla niewtajemniczonych będzie niezła paranoja
Siki wie, więc make dodał aż tak przyładował
Z lękami się nie chował tylko z problemem sparował
No dusza wojownicza szacunek dla oblicza
Poznaj premierę odliczał cudzysłów tu zalicza
Dalej będę krzyczał nikt tu nigdy nie przeliczał
Lecki sparzył się i ryczał hahah
A syku rył się ze śmiechu prosto przed siebie
Bez zbędnego pośpiechu
Pozdrawiam entuzjastów przyśpieszonego oddechu
Kolekcjoner emocji w tej kwestii niema spocznij
Zwykłe życie bezradności daj spokój weź coś ty
Może jesteśmy prości ale dalej po całości
Żyjemy wszyscy razem w mocnej zażyłości
Z muzyką z ulicą klimat smutku i radości
Z biedy i ciemnością nocy ze smrodem codzienności
Niema lekko dla skarnacji bez litości
Egzekwuje barwy życia wkurwia kolory szarości.

Bez komentarza tak po prostu bywa
Bez komentarza tak po prostu bywa
Bez komentarza tak po prostu bywa
Bez komentarza tak po prostu bywa.
Młoda krew daje tlen i zarazem go odbiera
Od teraz w systemie, który poznaje nas po numerach
Jestem kolejnym numerem, musze być numerem jeden
To co robię jest szczere, to nie do końca, nie wiem,
Powitam się z porankiem, nie witam się z lamusami
Co sami proszą o porażkę, tak, proszą sami
Kilku splamiło się wałkiem, my dobrze pamiętamy
To, ja i bracia, naszą walkę o to co mamy
Ta sama historia, prawie ten sam dzień
O tempie zmiany widzę prawie ten sam dzień
Czas weryfikuje każdego z osobna stąd
Nagle nikt tak samo nie wygląda, nie
Drugi odgania pokolenia, z dala od tych co doświadczenia
Noszą w plecakach czy neseserach
Wiara i nadzieja nie umiera nigdy
Młoda krew wszystko zmienia

To co robię z góry mam zaplanowane na metr
Twoje działanie, jak z wykresu, coś nie wydaje
Młoda krew niesie zmiany
Młoda krew niesie zmiany
Młoda krew niesie zmiany
Młoda krew niesie zmiany
To co z góry mam zaplanowane na metr
Twoje działanie, jak z wykresu, coś nie wydaje
Młoda krew niesie zmiany
Młoda krew niesie zmiany
Młoda krew niesie zmiany
Młoda krew niesie zmiany

Skur***le portale chcą z nas zrobić ot tak celebrytów
Chcą nas wrzucić do jednego worka z tymi co numerów mają z siedem w życiu
Chcą prawdy nie zeszytów, to może przejdź się i spójrz
Na moją krew na dłoniach, ławkach, najkach czy chodniku
Przejdź się, słuchaj po ścianach co buja sąsiada i wkurw* od rana, zapewne
Ktoś tu nas okłamał, popularna prawda, chu* to rap gra
Bit buja to prawda, krew się gotuje i hula po kablach
Ty, weź skumaj po jaźwach , i źle się poczujesz
I chu* pozdrawiam!
Lubię...
Też, jak chcesz coś mojego na zwrotkach.
Moje wersy to jakbyś chciał mi przewinąć epitafium z mojego nagrobka,
Bo moje to moje wersy, twoje wersy to nie wersy,
Moje wersy są moje, we krwi, gdy twoje wersy to nie wersy.
I kiedy znowu ścieram krew z Air Max'ów
Zastanawiam się czy tędy droga, czy jest sens się pchać tu z buta,
Ale kiedy ktoś mi mówi "Weź się w garść !" znów daję zwrotkę,
Także dotkniesz moich ran tu.
Więc słuchaj !

To co robię z góry mam zaplanowane na metr
Twoje działanie, jak z wykresu, coś nie wydaje
Młoda krew niesie zmiany
Młoda krew niesie zmiany
Młoda krew niesie zmiany
Młoda krew niesie zmiany
To co z góry mam zaplanowane na metr
Twoje działanie, jak z wykresu, coś nie wydaje
Młoda krew niesie zmiany
Młoda krew niesie zmiany
Młoda krew niesie zmiany
Młoda krew niesie zmiany

Młoda krew płynęła we mnie.
Było nas trzech jak w tamtej piosence.
Czuliśmy zew, ja czułem energię, choć z rapem koneksje były coraz luźniejsze.
Drugie solo napierało na...
A ty, wybrałeś jakąś z dupy rurę, bo miała plecaczek od sponsora,
bluzę z kapturkiem, rurki i złotą cebulę.
Chujozo razem z bumy(?) masz również mode na hip hopolo
Już raz, Doniu wziął twój hajs, miałeś zmądrzeć, a znowu to robią.
To twoje, skoro to lubisz to lub, ja znowu się wkurwiam na cały nurt,
Ale tu jestem od zawsze, na zawsze, na dobre, na złe, na stówę po grób.
... połamią się łopaty o grób, na które rzucono rapowe ziarno,
Jest czarną ziemią na której tylko prawdziwe talenty wychodzą na światło.
Nie było łatwo, ale już jest.
Nowe CD-ki wypalam jak jazz.
Dondi na płycie dawajcie mu krew,
Młody ty bierz, bo dobrze wiesz,
Jeśli nie weźmiesz to weźmie to pies - inny, chciwy, słabszy, głupszy
I nie będziesz mieć, i nie pożyjesz, i nie popijesz, i nie podupczysz,
Ja to rozumiem, więc nie ma podjazdu,
jestem szybszy, silniejszy, mądrzejszy,
dlatego wersy o moich słabościach nagle w czasie przeszły.
1. Na raz robię podjazd, na dwa mówię pas,
Słowa idą w las, c.z.k. jest wśród nas,
I słyszę pomruki, że strzela jak z bazooki,
Spojrzeniem, gdy wita się z jeleniem,
Westchnieniem obdarzam, kumpli on ma sto,
A każda jedna płotka, co chuda jest i wiotka,
Patrzy weń jak w ołtarz, taka
Oto ma zapotwarz i krzycząc,
Do stóp mu pada ósmy cud świata,
Nie ma bata trudna rada, rusza eskapada, a cóż to zagłada?
Toż to wielka armada,
Była, bajka się skończyła,
Czego to dowodzi, stary sprawdź o co chodzi!

Żegnaj Gienia świat się zmienia, nie do ocalenia
Jest ten frajer z kamienia (właśnie tak!)
Żegnaj Gienia świat się zmienia, nie do nie do ocalenia
Jest ten frajer z kamienia (jeszcze raz!)
Żegnaj Gienia świat się zmienia, nie do nie do ocalenia
Jest ten frajer z kamienia (właśnie tak!)
Żegnaj Gienia świat się zmienia, nie do nie do ocalenia
Jest ten frajer z kamienia (jeszcze raz!)

Hej stary to jeszcze nie koniec!

Na raz robię podjazd, na dwa mówię pas,
Słyszę jak ciszę, już kołyszę dobry bas,
A jest i c.z.k, ją już każdy zna,
To ta co się nosi i unosi, mamałyga,
Śliska jak ostryga,
Wzrokiem Cię przenika, plum i znika,
Lustereczko powiedz przecie,
Która ma najwięcej fagasów na świecie?
Jednym długim wzrokiem, omiata teraz salę,
Pułk kawalerii pada przy pierwszym strzale,
I czeka na odpowiedź, późną spowiedź, adoratora, lekarza
Pustej kartki terminarza,
A potem staje rano i w piżamie mamie kłamie,
Że to co teraz widzi to się stało w ciemnej bramie, na..
(Czy tak było dziewczynko, no jak?)

Żegnaj Gienia świat się zmienia, nie do ocalenia
Jest ta kurwa z kamienia (właśnie tak!)
Żegnaj Gienia świat się zmienia, nie do nie do ocalenia
Jest ta kurwa z kamienia (jeszcze raz!)
Żegnaj Gienia świat się zmienia, nie do nie do ocalenia
Jest ta kurwa z kamienia (właśnie tak!)
Żegnaj Gienia świat się zmienia, nie do nie do ocalenia
Jest ta kurwa z kamienia (właśnie tak!)

Właśnie tak c.z.k, jest nie do ocalenia, nie do nie do ocalenia (jeszcze raz!)

Żegnaj Gienia świat się zmienia, czy do ocalenia
Jest ten człowiek z kamienia, powiedz mi! x4
Czy do czy do ocalenia jest ten człowiek z kamienia, powiedz mi!
Lecę ostrym łukiem dziś i jadę po bandzie
Komu JD na lodzie, a ktoś może woli gandzię
Może też być mix, to nie będzie w pogardzie
Wykaż inicjatywę, pokaż jaki z ciebie twardziel
Masa alkoholu wlewana przez gardziel
Rano rozstrój żołądka jak po McDonaldzie
Debet rośnie, minusy na saldzie
Ale my takie loty to lubimy najbardziej
Ja lecę i jestem już w chmurach
To jest ostry kocioł, tu zgubi cię brawura
Jest awantura, jest druga tura
Słowiańska balanga nigdy nie ponura
Słowianów melanżu porywista wichura
Tu trunki szlachetne, tu nikt nie zamula
Jeśli lecisz na Anecie twarz będziesz mieć w szczurach
Chemiczne specyfiki to nie dla nas akurat
Kolejna łycha, nie wiem już która
Tacę ktoś wyjebał, no cóż, ale burak
Przy okrągłym stole jak u króla Artura
Niepotrzebna już chmura tylko twoja maniura
Jak się znowu zobaczymy polecimy też na fulla
Bo taka już nasz słowiańska natura

To jest łuk, łuk, ostry łuk
Jeśli nie masz tu praktyki to powali cię z nóg
To jest łuk, łuk, ostry łuk
Jak nie będziesz kontrolował to opuści cię Bóg
To jest łuk, łuk, ostry łuk
To słowiańskie natarcie na króla Kraka gród
To jest łuk, łuk, to jest ostra banda
To słowiański ród oraz ostra balanga

[zwrotka Orion (Czechy)]
Je tu párty a na párty závod,
kdo z koho tak jedem,
zařadím největší rychlost všichni řvou tebe upijem!
Berentzen, pravý je rus, a jeho tym je vodka.
A co Firma co pijete wy, aha, vodka, ty Polska!
Kde se fláká čech, kdepak je šmejd Orion,
je poslední a valí si sud piva, k tomu si píská,
není vždy potřeba být první, stačit se zúčastnit že?
Než já vypiju sud piva vy už budete dávno nejblíže.!

Szacunek do ludzi, jestem tego warty
Frajer płacze, robię sobie party
Nikt mnie nie zatrzyma
Na tą płytę czekał dobry chłopaczyna
Bandą, łukiem z wielkim hukiem
Dla innego to jest głupie
Ja zostaję przy swojej grupie
Z hardcore'owym słowem, z hardcore'owym ruchem
Nie raz na wariata, jak coś pada to wspomagam brata
Melanż był grupy, spłacam go w ratach
Pamiętaj, pieniądz to największa szmata, Firma

To jest łuk, łuk, ostry łuk
Jeśli nie masz tu praktyki to powali cię z nóg
To jest łuk, łuk, ostry łuk
Jak nie będziesz kontrolował to opuści cię Bóg
To jest łuk, łuk, ostry łuk
To słowiańskie natarcie na króla Kraka gród
To jest łuk, łuk, to jest ostra banda
To słowiański ród oraz ostra balanga

[zwrotka Berezin]

To jest łuk, łuk, ostry łuk
Niejednemu nagle wessało gruby łup
Niejednego wkurwi na długie lata w cug
Niejednego poniosło i wygląda jak trup
Bo dalej biorą w beret twarde narkotyki
Wokół coraz częściej widzę frajerskie myki
Macie tu od Firmy dawkę przekazu klasyki
Ja idę lekkim łukiem, ale trzymam się logiki
Często mnie trafisz, a jak mam zajęte dłonie
Bo kręcę grube lolki w eleganckim gronie
Nienawiść do kurewstwa jak skun w sercach płonie
Nawet jak idziesz łukiem trzymaj się zasad ziomek
Alkohol, dragi, najebane dupy
Zaszczepiony bez kontroli, robi na krechę zakupy
Ostry luk zbiera żniwa, długi, saksy, rany, trupy
Niech twardziel trzyma ludzi z każdej dobrej grupy

To jest łuk, łuk, ostry łuk
Jeśli nie masz tu praktyki to powali cię z nóg
To jest łuk, łuk, ostry łuk
Jak nie będziesz kontrolował to opuści cię Bóg
To jest łuk, łuk, ostry łuk
To słowiańskie natarcie na króla Kraka gród
To jest łuk, łuk, to jest ostra banda
To słowiański ród oraz ostra balanga

Lecisz łukiem, gdy opuszczony kukiel
Balety z hukiem, gdy substancji bukiet
Ponosi cię faza do nuty z przytupem
Zaniedbujesz kurę, ona z nudów kręci pukiel
Bania za banią, nie zwalniasz na minutę
Potrójnie widzisz na luster pół siupem
Lecisz za ostro i masz chama tupet
Ogarnij fazę, bo skończy się trupem
To jest łuk, to jest łuk, to jest łuk
Tam gdzie domówka, tam gdzie pełen klub
To jest łuk, to jest łuk, to jest ostry łuk
Leci z nami pierwszą klasą imprezowy czub
To jest łuk, to jest łuk, to jest łuk
Ziomek nie połam nóg o fazy próg
To jest łuk, to jest łuk i melanżu wyższa ranga
Nie poleć za wysoko, bo strąci cię atanda

[zwrotka Komplex]

To jest łuk, łuk, ostry łuk
Jeśli nie masz tu praktyki to powali cię z nóg
To jest łuk, łuk, ostry łuk
Jak nie będziesz kontrolował to opuści cię Bóg
To jest łuk, łuk, ostry łuk
To słowiańskie natarcie na króla Kraka gród
To jest łuk, łuk, to jest ostra banda
To słowiański ród oraz ostra balanga
1. Siedzę w knajpie przyjemna atmosfera nagle czuję, że ktoś powoli mnie rozbiera kropelki potu płyną po moich policzkach. Bardziej ciasno i sztywno w moich ogrodniczkach. Przyjemny oddech poczułem na moim karku i lekki dotyk dłoni tuż przy prawym barku , już nie mam koszuli o jak mi cudownie zostały jeszcze szorty i jeszcze tylko spodnie. Znowu czuje dłonie na brzuchu i na karku mój pępek cały już w czerwonej pomadce tak mi jest wspaniale erotyczne dreszcze totalny odlot chce jeszcze, jeszcze, jeszcze .

Ref. Omamy, omamy ale jestem zalany omamy, omamy digi digi boom ... ... ...

2. Czuje delikatny język tuż za lewym uchem tak bardzo namiętnie okrężnym ruchem się porusza, tak porusza się pomału, a jak mi dobrze i mojemu ciału. Teraz tajemnicze ręce rozpinają mi guziczki miarowo i pomału ściągają mi ogrodniczki, a język równocześnie cały czas pracuje cudowny klimat pomału odlatuje. Ręce zaczynają masować moje uda, a język coraz większe zaczyna robić cuda. Tak mi jest wspaniale erotyczne dreszcze, totalny odlot chce jeszcze, jeszcze, jeszcze .

Ref. Omamy, omamy ale jestem zalany omamy, omamy digi digi boom ... ... ...

3. Ręce nieustannie moje uda masują, a usta i język całe ciało całują. Wreszcie jedna ręka pod szorty mi wjechała, by zacząć pieścić najpiękniejsza część ciała i nagle ktoś szarpie mnie za pety otwieram oczy nie widzę żadnej kobiety. Opróżniona butelka jaki jestem zalany to nawet nie był sen to pijackie omamy .

Ref. Omamy, omamy ale jestem zalany omamy, omamy digi digi boom ... ... ...
Ref. x2
Mieliśmy słodkie chwile, słony pot
Dziś mamy kwaśne miny, gorzkie żale
Szykowaliśmy parę skrzydeł na lot
Czy w międzyczasie to coś z nas uleciało, kochanie?

Pamiętasz naszą pierwszą randkę?
Migdały, grzane wino, moją kiepską gadkę, pamiętasz to?
Nasze pierwsze pocałunki przed przystankiem
Kiedy żal nam było nawet paru minut bez dotyku naszych rąk
Pierwszą noc przegadaną do rana
I pierwszą noc, kiedy nie chcieliśmy mówić nic
Pamiętasz pierwszy poranek, który wstawał tylko dla nas
Jakby tylko jedna para mogła widzieć wtedy świt?
Pierwsze drzwi do pierwszego mieszkania
I twoje łzy, i nasz lęk, że nie damy rady
Mój pierwszy większy kwit, który dostałem za rap
I bonus, gdy cały pękł na opłaty
Pamiętasz nasze żarty, te o pełnych lodówkach?
Obiady z cyklu tani makaron z tanim mięsem i sól
Pamiętasz odbiór mojej pierwszej płyty matki ze studia
Kiedy krzyczałaś razem ze mną w aucie „Jestem tu”

Ref. x2
Mieliśmy słodkie chwile, słony pot
Dziś mamy kwaśne miny, gorzkie żale
Szykowaliśmy parę skrzydeł na lot
Czy w międzyczasie to coś z nas uleciało, kochanie?

Nie jestem pewien, czy już w drugim mieszkaniu
Stworzyliśmy te osobne dwa światy
Zamieniliśmy każdą wspólną kąpiel na drugą kołdrę
A patrzenie sobie w oczy na patrzenie w ekrany
W nawale pracy przestaliśmy się już starać jak dawniej
A słabsze dni się rozrastały do tygodni
I kiedy w studiu, w kabinie ty krzyczałaś „spójrz na mnie”
Ja widziałem w tym wyłącznie fragment mojej zwrotki
Przestaliśmy się i kłócić, i godzić
Za wiele razy strzępiliśmy już na siebie język
W trzecim mieszkaniu, w nocy, słyszałem twój płacz zza ściany
Po raz pierwszy nie poszedłem tam, by cię pocieszyć
Kiedyś umiałem, gdy spałaś, wykleić twój cały pokój
Kartkami z napisanymi zdaniami „jesteś cudem”
Parę lat później stałem z tobą w przedpokoju z rzeczami
Ostatni raz tuląc Cię tak, że mogłem zedrzeć z ciebie skórę

Ref. x2
Mieliśmy słodkie chwile, słony pot
Dziś mamy kwaśne miny, gorzkie żale
Szykowaliśmy parę skrzydeł na lot
Czy w międzyczasie to coś z nas uleciało, kochanie?

Przysięgaliśmy się zestarzeć razem
Kochać na zawsze, nawet, gdy nas w trumnie zjedzą robaki
Myślałem, że bez ciebie umrę, i chyba umarłem
A teraz tylko udaję element scenografii
I sam się szwendam ulicami, tyle tu wspomnień o tobie
Że mógłbym z nich spokojnie stworzyć cały wszechświat
Lecz mogę tylko wyobrażać sobie twój głos w domofonie
Kiedy dzwonię do któregoś z naszych starych mieszkań
Ciebie tam nie ma i nie będziesz się uśmiechać już do mnie
I te myśli sprawiają, że mi się nie chce żyć
Bo myślę ciągle „przebyliśmy tyle serpentyn we dwoje
Wyłącznie po to, żeby ujrzeć koniec na kolejnej z nich?”
Nie mieliśmy kiedyś nic, prócz siebie
Dotyków dłoni, krzyków w gniewie i morza łez
Zrobiliśmy razem setki kilometrów po niebie
Ale na którymś z postojów zostawiliśmy sens

Ref. x2
Mieliśmy słodkie chwile, słony pot
Dziś mamy kwaśne miny, gorzkie żale
Szykowaliśmy parę skrzydeł na lot
Czy w międzyczasie to coś z nas uleciało, kochanie?
[VNM]
Yo (VNM)
Hej, stary, zobacz co tu się dzieje (ta)
Jest ze mną Niger K2F i Boxi 834 (dokładnie). Elbląg bejbi, yo!

[Niger]
Po dwóch tysiach mil dzisiaj chcę znów czuć ten styl bycia,
Cofnąć się 8 lat życia w tył wyczaj,
Zarażać rapem jakbym nosił HIV,
By wszystkie niunie wiedziały kto to ja i V.
Kiedy kilkadziesiąt ludzi na miejscu było normą,
Wiesz raz leciałeś na wolno,
Tekst, raz chlałeś polmos, gdzieś,
Albo z panną sam na sam tu miałeś porno, Bryana Banks(?),
To miało sens, koncert, Jane, browar, TV, duszkiem,
Weed palili w lufce,
Ludzie ręce w gorze jakby byli w podstawówce,
Pener na scenę machnął puszkę,
Ale odrzucają tam z graczem jak Ray Allen,
To zawsze było motywacją jak Jay-Z i Farrel,
Lat parę, sprawdź gdzie jest mój ziom,
Nuda na scenie - nie, kurwa, nie wieje już nią,
Chujowe rapy, kładziemy wreszcie kres tu im
De Nekst Best - patrz, jestem next to him,
pod bunch tekstów deal, elbląski ekstrakt
Rozjebie Ci łeb, jakbyś przedawkował mocny specjał!

Refren
[VNM]
Nie ma wiatru, bo to przeminęło z dźwiekiem,
Te chwile PKP, piękne, kurwa, piekne.
Nawinąć z wami zawsze ziomy fajnie,
Boxi, Niger, VNM, oltajmerz, oltajmerz...
x2

[Boxi]
Upalny bezwietrzny dzień, słońce daje w japę,
My, skuci browcem, idziemy pod klatkę.
Tu pod blokiem spotykam zioma,
Gdzie jak jest na melanżu, zawsze coś leci z okien...
Potem idziemy do kumpla w kilku jak pleja,
Jebnęliśmy teksty do bitu w przesterach.
Pierwsze teksty bez kitu od teraz,
Poczułem to, kurwa, mój głos na nośniku napierał.
To były czasy, gdzie bombili yorki i last,
a ja kręciłem bary jak foki, najs
Kręciłem hajs na piwach z banki
I kiedyś budzę się w pokoju z oknem bez klamki,
Na drugi dzień bekę ma jeden,
Mówi ze najebany szczałem pod sklepem,
Podjeżdża suka, ktoś mnie klepie jak cieć,
Mówię 'spierdalaj', odwracam się, a tam pies.
Do Stegny tez to był kozak wypad,
Jak zajebany chciałem pić browar z chodnika
Beka i tagi na budach, śmietnikach,
Później zjebaliśmy bo był przypał.

Refren x2

[VNM]
Mam roześmiana japę jak Jim Carrey, jak widzę te cyfry, litery,
Mam tu Nigera K2F, Boxiego 834,
I przed oczami te sesje na majku, co tam działo się...
Kto nie zna typów tych, o mnie mało wie,
Majk za 5 tysi? Ta, chyba 6 dysi,
Z Nigerem 3 płyty, które szły po 3 dychy,
Albo dwa pięć - to nieważne,
Ważne, że hajp dawał tam nam ten dynamiczny majk w łapie,
Fristajle na pomniku przy oparach szczytu,
Grupa pijanych zawodników flow da do beatu
Albo na schodach pod VC, każdy z nas jak King Luther miał sen,
Boxi Niger i VN-M, poznał rap nas i dopadła nas ochota straszna,
Żeby ten flow w końcu wydostać z miasta.
I robimy to 2005 834, demo jam,
Boxi, VNM i Denver też, V odpocznij, opłaciło się
Zapierdalanie z nogą w gipsie połowę Polski,
I nie wiem, jak dawałem radę, kiedy Boxi dawał wolny,
Napierdolony jak jebany szpadel, dzisiaj legal wtedy rap z podziemia,
Ale nie zamieniłbym tych chwil nawet na mclarena, siema,
VNM, Niger i Boxi, wiedziałem, że w końcu znowu rap nas złączy, piona ziomki!

Refren x2
Ciepła wiosenna noc mijam filary
górą jeżdżą pociągi mur oznaczył Keramik
przy szpitalu, w którym leżał kiedyś Piotrek
śpiące powiśle rozwidlenie Solca i Dobrej
lubię włóczyć się po mieście, wiesz o tym doskonale
przy świetle latarń myśleć o moim mieście
i mam nadzieję, że nie boisz się deszczu
wyjdź z domu, spokój znajdź w powietrzu
w deszczu miasta oddech, na twarzy krople
w 'noce pełne inspiracji' zmieniam swe 'bezsenne noce'
gdzieś na mieście brat w swoim taxi
światłami kroi mgłę,ktoś może nad literami
próbuje przegnać sen, gapi się w sufit
próbuje znaleźć sens lub chce do snu się zmusić,
ktoś kogoś rzucił, ktoś płacze, ktoś się kocha, ktoś bije,
ktoś odgania stres tańcem
ty daj mi rękę, chodźmy na spacer
warszawską, wiosenną, ciepłą nocą, która dla nas płacze

Spacer przez ulice, aleje, place
wiosenną nocą, która płacze
chodź ze mną, razem przywitamy dzień nad wisłą
jutro zagadką, za to tej nocy może zdarzyć się wszystko

Żyję dla takich chwil kiedy bierzesz haust powietrza
i krzyczysz chwilo proszę bądź wieczna
jestem zuchwały, bezczelny, zachłanny i co?
od kiedy pamiętam chciałem zobaczyć wszystko
karmię wiecznie głodny brzuch namiętności
razem z Erato słowa na drodze ku nieśmiertelności
może to dziwne ale lubię noce
lubię ten mrok który narasta jak już zniknie słońce
ty odwiedzasz we śnie świat jak z bajki
ja wydeptuję ulice zapisuję tuszem puste kartki
trzecią pokazują już zegarki,
krople kapią, łzy płyną, ktoś komuś w oczy patrzy
powietrze elektryczne, pełne emocji w twoim pokoju
kiedy słuchasz efektów tej nocy
słyszę kroki, ktoś wyrósł jak z podziemi, słyszę
'dobry wieczór, dokumenty, ręce wyjmij z kieszeni'

Spacer przez ulice, aleje, place
wiosenną nocą która płacze
chodź ze mną, razem przywitamy dzień nad wisłą
jutro zagadką, za to tej nocy może zdarzyć się wszystko
Tu jest Szpila, tu jest Firma,
Tu jest JP, Fanatcy
Tu jest Szpila, tu jest Firma,
Tu jest JP, Fanatcy

Uliczne serce, szlachetny boks,
Rusza do ringu, Szpila ma moc,
Nie brak treningu, cios oraz blok,
Jeden Twój błąd i zapada noc,

Uliczne serce, szlachetny boks,
Rusza do ringu, Szpila ma moc,
Nie brak treningu, cios oraz blok,
Jeden Twój błąd i zapada noc,

Wchodzi do walki Szpila, dla niego to będzie chwila,
Drugie starcie , nie Idylla, prawy prosty Cię usypia,
Ekipa to fanatycy, jest tu Firma rap ulicy,
Inteligentni, nie dzicy, przeciw wrogom i policji,
Zanim uśpi, Cię sierpowy i doleci do Twej głowy,
Ujrzysz JP i żegnamy, zostałeś znokautowany,

Uliczne serce, szlachetny boks,
Rusza do ringu, Szpila ma moc,
Nie brak treningu, cios oraz blok,
Jeden Twój błąd i zapada noc,

Uliczne serce, szlachetny boks,
Rusza do ringu, Szpila ma moc,
Nie brak treningu, cios oraz blok,
Jeden Twój błąd i zapada noc,
Raz na jakiś czas spokój, raz na 27 lat pokój
Może los zbyt hojny?
Nie wiemy czego chcemy, chcemy wojny!

Kości zostały rzucone, znów płonę ogniem odwetu
Słone łzy, słone wspomnienia, mówią maltretuj nieprzyjaciół
Nawet gdybym wszystkich ich wytracił
To pojawią się następni chcąc ich pomścić
Nie mam już litości ani przebaczenia, chcę widzieć krew
Ich krew wszystko pozmienia wbrew co mówią wierzenia
O zemście chcę przejść więc wyrąbię sobie przejście
Tak robią tysiące w każdym mieście, a miliony na tym grobie
Grób na grobie, trup na trupie
Bo grupa dorównuje innej grupie
Dominacja - tego chcemy
Więc przemy do zderzenia, wojna
Dla podboju lub dla wyzwolenia - wojna
Jej zniszczenia, okrucieństwa
Pokazują ile w nas szaleństwa siedzi
Trzeba z kimś bojować, a najbliżej są sąsiedzi
Nie daj się uprzedzić, walisz w mur
Palisz dwór więc i przyjdę spalić twój, nowy król!

Masz ruch - możesz mącić spokój
Masz ruch - możesz wznosić topór
Masz ruch - możesz temu stawić opór
Chcemy wojny!

Masz ruch - możesz mącić spokój
Masz ruch - możesz wznosić topór
Masz ruch - możesz temu stawić opór
Chcemy wojny!

Gorąca krew na ulicach i osiedlach
Tutaj napięcie rośnie choć Polska niepodległa
Co z tego co? jeśli sami ją ograniczamy
Na ustach piana, dzikie pięści jak dynamit
Ta ostatnia wojna tylko trąca nas oddechem przodków
Nie czuliśmy bólu smrodu, krzyku noworodków
Branych na rzeź piekielnych rytmach obozów
Palonych ciał, ognisk, zabójczych mrozów
A teraz 60 lat mija posępne ryje mijam
Z ambicją ruch co chwila, w każdym na zbyciu szyja
Kto kogo sprzedał, kto mocniej mu dojebał
Kto ma kosę, a kto pedał, tego słucham na rewirach, tak
Nabuzowani koksem do pierwszego bólu
Pewni siebie w chuj, w chuj niebezpieczni dla ogółu
To szwadrony śmierci napizgane tabletami
Nie chcą gadać i zabiją cię, bo nie umieją ranić
Anno domini dwa dwa zera pięć, sześć, siedem (osiem, dziewięć)
Co dalej ja nawet nie chcę wiedzieć, taa
To nie jest proste jeśli w głowie ciągły orient
Żyć tu i nie dać się zabić - po tym poznasz wojnę

Masz ruch - możesz mącić spokój
Masz ruch - możesz wznosić topór
Masz ruch - możesz temu stawić opór
Chcemy wojny!

Masz ruch - możesz mącić spokój
Masz ruch - możesz wznosić topór
Masz ruch - możesz temu stawić opór
Chcemy wojny!

Jest wybór, każdy posiada wybór
Najsłabsza i najmniejsza z figur
Plus granat to zamach - wybuch
A złe myśli czyść, wyślij do archiwum
A złe sny - zapomnij, schowaj pod własny śpiwór
Masz ruch - możesz wznosić topór
Masz ruch - możesz mącić spokój
Masz ruch - możesz stawić opór
Pozbawić strachu i szoku
Miałeś ruch nie powstrzymanej krwotoku trup
Klub od nich zlane deszczem
Student trafia na grupę, same grube wieprze
Szedł, spokojnie szedł nic nie czuł jeszcze
Szedł jak krew z aorty bezszelestnie
Wojna, zjednoczyłaby nas wojna
Czwarty rozbiór i w ogniu flaga, i akcja zbrojna
Jedność, idąc po niepodległość
Dziś ją mamy i strzelamy do siebie, wszystko jedno

Masz ruch - możesz mącić spokój
Masz ruch - możesz wznosić topór
Masz ruch - możesz temu stawić opór
Chcemy wojny!

Masz ruch - możesz mącić spokój
Masz ruch - możesz wznosić topór
Masz ruch - możesz temu stawić opór
Chcemy wojny!
Nie mów mi, że nie pójdziesz,
Nie mów i, że nie zrobisz,
Bez przerwy to powtarzasz,
Mam tego szczerze dosyć.
Nie mów, że nie masz siły
I jesteś już zmęczony,
Bo tak mnie tym zmęczyłeś,
Że ma już dosyć.

Nie to nie,
Sama sobie wszystko zrobię
Sama pójdę, sama powiem,
Sama wezmę, wyjdę, zjem.
Nie to nie,
Sama sobie wszystko zrobię
Sama pójdę, sama powiem,
Sama wezmę, wyjdę, zjem.

I będę sama chodzić,
O Tobie nie pomyślę
I pójdę tam i tutaj,
Ciebie z powrotem wyślę
Już się nie denerwuję,
Bo przecież nie ma o co.
Takie jak ja gdy chcą
To same sobie chodzą.


Nie to nie,
Sama sobie wszystko zrobię
Sama pójdę, sama powiem,
Sama wezmę, wyjdę, zjem.
Nie to nie,
Sama sobie wszystko zrobię
Sama pójdę, sama powiem,
Sama wezmę, wyjdę, zjem.

Chodź, proszę Cię chodź ze mną, chodź ze mną
Janie chcę sama, ja się boję
No, chodź, jest zimno i ciemno
Może byś ze mną poszedł do mnie?

Nie to nie,
Sama sobie wszystko zrobię
Sama pójdę, sama powiem,
Sama wezmę, wyjdę, zjem.
Nie to nie,
Sama sobie wszystko zrobię
Sama pójdę, sama powiem,
Sama wezmę, wyjdę, zjem.

Nie to nie...
Nie to nie...
Nie to nie...
Kolejne dzwonki,może sen dziś mnie uwolni
Może spokojnie zamknę oczy kiedy Słońce zechce się schować
Narazie nic z tego,trzeba nad czymś pracować
Pulsują skronie już, a jeszcze tyle musi zrobić głowa
Dziś umrę,położę sie by uspokoić głowę
Kolejny dzwonek,dla mnie zabójcza broń
Danny Glover (?),ok,wiem nerwy nic nie dadzą
Wiem,ale wkur*** sie bez przerwy
Tak to jest,jak się zrobi błędy i trzeba naprawiać
Już późno,a jutro mam rano wstawać
Jak zresztą codziennie, nie czas się poddawać
Jest dzień zabawy,lecz dzisiaj powaga
Skupiona uwaga,koncetracja
I mimo stresu jutro też będą świecić światła miasta

Ogarnia mnie stres,wiesz jak jest
Schować się gdzies przed niepokojem,który dręczy moją głowę
Stres
Ogarnia mnie stres,wiesz jak jest
Schować się gdzies przed niepokojem,który dręczy moją głowę
Stres

Do stresu dochodzi tęsknota i
I pogłębiasz doła drzwi zamknięte
I tylko ściany towarzyszą w wojnach z własną świadomością
Chcesz być sam,nie ze światem, ze sztuczną litością
Bez ludzi ogarnięty sobą,myśleć o tym co się stanie
Mam tak w Ramadanie, dwa osiem dwa cztery głowy wyciszanie
Uspokajanie,walka z wewnętrznym wrogiem
By jutro się obudzić z pełną świadomością o sobie
Regeneracja,spokój,cisza
W pewnym momencie tylko oddech słychać
Metafizyka
Nie wierzysz? Jak uchodek (?) znikać
Uciekać bez stresu,cały mieć spokój w tym bloku od pierwszego życia roku
Szukając recepty na szczęście mam przyjacięlską rękę
Stres? Już bez obawy porządkuję sprawy
Pozdrowienia, Eldo Ka z Warszawy...

Ogarnia mnie stres,wiesz jak jest
Schować się gdzies przed niepokojem,który dręczy moją głowę
Stres
Ogarnia mnie stres,wiesz jak jest
Schować się gdzies przed niepokojem,który dręczy moją głowę
Stres

Posłuchaj,lekarstw nie mam, play stacja,kino
Cokolwiek i tak do kłopotu wracam każdą myślą
Jest tylko hip-hop afrodyzjak i lek na wszystko x7
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo