Popularne piosenki. Polski Hip Hop

To minorum gentium człowieku
Niszczy rząd prosto ze ścieków
Minorum gentium teraz nasz awans
Prosto od serca to wszystko dla was!

Minorum gentium człowieku
Niszczy rząd prosto ze ścieków
Minorum gentium teraz nasz awans
Prosto od serca to wszystko dla was!

1.To minorum gentium człowieku
Niszczy rząd, artystów, poetów
Ród muzyków i literatów
Ród aktorów, malarzy i klimatów
MG reprezentacja
Niższego rzędu arystokracja
Trzeba odwagi, trzeba talentów
Za mało sprzętu ale nie brak nam patentów
Minorum gentium-życia wyzwanie
Minorum gentium-walka o przetrwanie
Fałsz słyszysz to włącz wspomaganie
Nie ma czasu na zastanawianie
Jestem jak narkotyk, jak antybiotyk
Trafiam do sedna, rozpierdalam bloty
Więc się nie waż bo to minorum gentium
Moja rasa, oto moje centrum

Ref: To minorum gentium człowieku...

2.Pamiętam w TVN-ie, krew na scenie
Wydarzenie na światową skalę
Wcale ale, ale- nokaut
gigant jesteś gangsterem
kup sobie bloka
Nie przy barku, wokół młoda foka
Maestro gra wyśmienita machorka
Czujesz haj, czy to raj? Rano wóda cichopska
Przyszedł maj, jesteś naj
Zimny prysznic jak chłosta
Zanim Miller, żeby nie wpierdolić się na minę
Jestem realistą, jestem libertynem
Oto moje libretto, w domu nikomu nie jest lekko
Nigdy nie było
Minorum gentium z podwójną siłą
Podbijaj śmiało może będzie miło
Nas coraz więcej oby się nie zakończyło
Czujesz bit, serce mocniej zabiło?

Ref:to minorum gentium człowieku...

3.Gentium minorum ostatnie starcie
Minorum życie oparte na farcie
Znasz"Damy radę"? Chój na to kładę
Zdejmij maskę, skończ maskaradę
Minorum gentium na zawsze ponad
Układem domat, reprezentant gromad
Ponad czujesz siłę minorum gentium
Życie mi miłe...hmm...me stypendium
Nie dosięgnie nas juryzdykcja
Nie dotyczy nas prochibicja
Nie dotyczą nas limity logistyka
Niezależne słowa to klasyka
Może kiedyś lepsze jutro
Szampan płynący ku nagim sutkom
Nas ujebanie-likierem, wódką
Nie rozumiesz powiem tobie krótko.

Ref:To minorum gentium człowieku...
Skurwysyny, to jest właśnie to, co nazywam wejściem z buta.
Singiel, którego możesz wreszcie słuchać.
Ktoś powiedział, że rap podupadł, że jak refren to dupa
I czuje się jakby ktoś mu wpychał plastik do ucha.
Naciągam horyzonty, poszerzyć
Ostatni raper, któremu jeszcze zależy.
Ziomy mówią na mnie Mes, ex panny skurwiel
Mama żałuje, że nie zostałem chirurgiem.
Ale ja wole dostarczać hity hurtem,
Choć lepiej zarabiałbym gdybym miał burdel.
Robię włam do Twego radia, mam wytrych,
Po to, byś potem dotarł do całej płyty.
Mój plan jest chytry, bo na niej jest hardcore, wiem,
Nie puszczałoby go radio 66,6 FM.
To nie kompromis, to gwałt na rynku,
Kiedy skończę Mezio będzie bał się wyjść z budynku.

(To jest hip-hop! Taa!)

Kiedy robię ten wjazd, to jest jakbym mówił nie,
Tym, którzy w kłamstwach gubią się,
Lubią mieć brudne ręce, boją się pytań
Dlatego ta gra potrzebuje Typa.
Kiedy robię ten szturm na drodze nie ma przeszkód,
Żaden chór nie powstrzyma manifestu
Puść to głośniej, nie daj im zapomnieć
Przybijasz pionę, przyłącz się do mnie.

Bieda? Słyszałeś o tym. O hajsie też.
Pytasz, kto coś nowego odnajdzie? Mes!
Gdybym mógł być Supermanem jeden dzień
Usunąłbym wtedy to frajerstwo w cień.
Ale nie mogę, niech zastąpi to słów zasób
Chcesz być Kombi czy Republiką naszych czasów
Sram na złoto, hee, mogę dojść do miedzi, rozumiesz?
Chodzę do studia zamiast do spowiedzi
Bzdury!
Ludzie najedli się ich do syta
Nagranych, żeby było, za co grubo posypać
A ja patrzę przez mój '82 rocznik
Daję nadzieję fanom jak strajk w stoczni
Dorośnij.
aha, taa, stałeś na baczność czekając na ten album? Spocznij!

Kiedy robię ten wjazd, to jest jakbym mówił nie,
Tym, którzy w kłamstwach gubią się,
Lubią mieć brudne ręce, boją się pytań
Dlatego ta gra potrzebuje Typa.
Kiedy robię ten szturm na drodze nie ma przeszkód,
Żaden chór nie powstrzyma manifestu
Puść to głośniej, nie daj im zapomnieć
Przybijasz pionę, przyłącz się do mnie.

Nawijam o sobie, ale to Ty czujesz dreszcze
twój brat mówi: "prawda", siostra wierci się na krześle
Trzecia płyta, ale ma siłę debiutu
To jak akupunktura, po prostu wiem gdzie ukłuć.
Dziś młodzież wpada w sieć jak w fetę kiedyś
Myślą, że przez sieć można mieć kobietę, coś przeżyć. To błąd!
Po to też nagrywam, by mogli powiedzieć
Chcę lub nie chcę skończyć tak jak on
Dałem Wam brzmienie, które dał mi Nowy York, potem G-Funk.
W górze więcej nowych rąk, A dzisiaj,
kaszlę fałszem, to solo jest jak syrop
Walczę, prawie dwa razy młodszy niż Liroy, sprawdź mnie
Showbiz jest skostniały, mam dość chały
Błyszczę na tle pozostałych

Aha, 2CZTERY7, Flexxip. Sprawdź!

Kiedy robię ten wjazd, to jest jakbym mówił nie,
Tym, którzy w kłamstwach gubią się,
Lubią mieć brudne ręce, boją się pytań
Dlatego ta gra potrzebuje Typa.
Kiedy robię ten szturm na drodze nie ma przeszkód,
Żaden chór nie powstrzyma manifestu
Puść to głośniej, nie daj im zapomnieć
Przybijasz pionę, przyłącz się do mnie.

Taa,
Dziewczyno, kiwaj głową, do góry ręce.
Po co ręce? To jakbyś sushi jadła widelcem
Teraz nie ruszaj się, wyobraź sobie jesteś topielcem
(Aha) w kamszatach jestem wyborowym strzelcem.

Dziewczyno, kiwaj głową, do góry ręce.
Po co ręce? To jakbyś sushi jadła widelcem
Teraz nie ruszaj się, wyobraź sobie jesteś topielcem
W kamszatach jestem wyborowym... strzelcem.
1. Chada
Jestem taki sam jak ty, nie zarabiam milionów
Mieszkam w wynajętej kawalerce nie we własnym domu
Jesteśmy z tej samej gminy, ziomuś nie wciskam kitu
Też podobnie tak jak ty, nie dostanę kredytu
Też mam przyjaciół, znajomych i kolegów
Też oceniam ten cholerny świat według własnych reguł
Też rozstałem się z kobietą, przez ćpanie i przez spory
Mi tak samo jak i tobie, brakuje czasem pokory
Nie jesteś sam, też nie dostrzegam celu
I przerabiam ciągle w domu nie zgodność tych charakterów
Też mam te myśli, a w nich tysiące wspomnień
Ty mówisz znów o sobie to tak jak byś mówił o mnie
Nie mów mi mistrzu, nie zasługuję na to
Bo co to za zwycięzca, nad którym czuwa kurator
Z tej strony wszystko, ja także piję do dna
W sumie to ja również ciebie poprosiłbym o autograf

Ref. Kay
Jestem jednym z was i będę
Jak nadejdzie mój czas, odejdę
Bariery wokół nas odejmie
Tu ziemia, oddychasz, jestem jednym z was x2

2. Sokół
Płacę rachunki i nienawidzę pitów
Stosunki mam seksualne do urzędników
Pierdolę ich normalnie, bez gry wstępnej, bez kitu
A ty mi tu nie pierdol, że mam chujowych wspólników
Idę do przodu jak każdy zdrowy na umyśle
Szedłem na boki, kiedyś, dziś, myślę czyściej
Mam trzydzieści pięć lat na karku, bratku
I ni chuja mnie nie omija płacenie podatków
Jestem jak ty z grubsza można by powiedzieć
Miałem szybsze łyżwy i nie poszedłem siedzieć
Nie lubię cudzej krzywdy i powinieneś wiedzieć
Że co by nie mówili jestem czysty, bądź pewien
Tak jak i ty nie odżywiam się perfekt
Czasem tracę werwę, wtedy robię przerwę
Te kłótnie afery, te durnie, pozery
Czasami tracę wiarę czy ktoś pozostaje szczery
Możesz mi wierzyć czy nie ale też płacę
Za kablówkę dopiero jak odłączą mi ją, raczej
Tak ja tematów wiele wątpliwości bracie
I bez litości czas przypomina mi o tacie
Może tak samo jak ty może inaczej
Pierdolę materialne dobra, chociaż lubię klasę
Po serpentynach życia mknę i tylko czasem
Zatrzymuje się podelektować się tym co jest ważne

Ja jestem jednym z was
Ja jestem jednym z was
Ja jestem jednym z was
Ja jestem jednym z was


Ref. Kay
Jestem jednym z was i będę
Jak nadejdzie mój czas, odejdę
Bariery wokół nas odejmie
Tu ziemia, oddychasz, jestem jednym z was x2

3. Chada
Jestem taki sam jak ty, nie neguj i posłuchaj
Do mnie też tak samo jak do ciebie wydzwaniają z kruka
Też tak jak ty, straciłem prawo jazdy
Za te myśli powinienem karany być tak jak każdy
Też czasem wątpię, słabo z pogodą ducha
Pieprzę tanie porady i nie chcę nikogo słuchać
Jestem jak ty niech to do ciebie dotrze
Że płynę razem z tobą przez całe to morze potrzeb
Też tak jak ty chce mieszkanie i merca
A muszę rano wstawać i zmagać się z bólem serca
Też często bluźnię, nie pokój we mnie drzemie
Czyste to ja mam buty, na pewno nie te sumienie
Też mam rozterki i też obraz tam w lata
Z kilkoma ludźmi gadam jedynie przez adwokata
To chyba tyle, też wstanę, zmienię program
W sumie to ja również ciebie poprosiłbym o autograf

Ref. Kay
Jestem jednym z was i będę
Jak nadejdzie mój czas, odejdę
Bariery wokół nas odejmie
Tu ziemia, oddychasz, jestem jednym z was x2
Ref:
Ten kawałek nie jest po to żeby się podobać
Nie jest po to żeby ktoś się z niego cieszył
On jest dla tych którzy próbują żerować na niewiedzy
Opisz go zarób dam ci przeżyć /x2

[Sokół]
Ej Elo pierdolnij się w łeb
Czego chcesz zastanów się chłopcze
Ustawić się dobrze? Bardzo mądrze
Tylko czemu krótkowzrocznie tak
Chcesz sprzedać rap
Hop Hip taki z ciebie kurwa typ
Stul ryj ja mówię
Ja cie kurwa nie lubię
Ilu jest takich jak ty dzisiaj
Gdzie byliście kiedy Zip skład pierwsze zwrotki pisał
Zła ulica, przeklęta ulica
Teraz wszyscy docenili opowieści z życia
Mam zwyczaj mówić to co myślę
Ograniczam go tylko kiedy NNWNW spójrz tu
Mówisz dobry Sokół, bardzo dobry sokół
Zobacz moją flegmę która leci z okna bloku
Prosto na twój pysk zanieś ją do domu
Nie zmywaj pokaż komuś
Siądź z notesem do magnetofonu
Notuj przemyśl opisz to w szmatławcu
Świruj z kolegami znawców
Zaproś swoje męskie koleżanki
I sporządzcie nowy ranking
Polskich MC liż liż dupę liż
Przez takich jak ty robię się zły
Bo polski rap spada na psy
Znajomość gramatyki i wymowa to nie wszystko
Dziwko a wyczucie wiocha hip pop
Filozujący student i nie chodzi tu o studia
Można być doktorem i nie robić z siebie durnia
Ja jestem chłopakiem który kocha to co robi
Co od bagna do muzyki odbił
To jest główna część mojego życia będe się o rozwój modlił
Ale i bez modlitw będe się rozwijał
Czas mija a wokół coraz więcej gówna
Mamma Mia

Ref. x2

[Sokół]
WWO Sokół Emade Elo
Ja nie jestem z tych co robią
To dla gwiazdek w periodykach
Przy recenzjach pod publikę
Czy to jasne będe robił to co chcę
Bo tak chcę mam zdanie własne
Jakby to bylo wczoraj pamietam pierwsze zapisane karty,
Ten szlak byl nieprzetarty, to stale byl temat otwarty,
Na zdartym dyktafonie powstal rap w nowej odslonie,
Powstal nowy sklad Zipow - ZIP Pakt Kolednikow,
Do bitow ze zzipialych glosnikow rym kilku typow,
Nie trzymal stereotypu - to byl hardcore bez kitu,
W wyniku wartosci szczerosci, wiezytelnosci w calosci ruszyl jakosci poscig do doskonalosci,

Nasz rap dla nas, za nas, rap nie dla mas,
Dla paru tys i moze tak byc,
Na za malym rynku sie kisi ze ciezko zyc,
Zapomnij kontrakty ala amerykanskie gwiazdy,
Na stare sa to ciezkie miliardy,
Doskonale wiem ile moj rap jest warty,
Kseroboyom narty, dla pieknych kobiet kwiat,
Wierzysz we mnie brat, WWO ZIP SKLAD.

REF:
Roznica jest, we wszystkim gest,
Dla bliskich fest, dla hajsu tez,
Od zycia bierz, wysoko mierz,
Uwazaj! I tak bedziemy robic swoje.

Znasz roznice, wielki muzyczny biznes,
Kilka osob poprawia ubran krzywizne,
Twoja podobizne albo fotki mozna znalezc w dziale High Live albo plotki,
Popularosc przeklada sie na finanse,
Sprzedaz prywatnosci za wielka kase,
A ty w tym wszystkim jak Hasselhoff,
Milo bylo poznac...fajny z ciebie chlop.

Ze niby czego mam zazdroscic?
Ze niby za czym jest ten poscig?
Za slawa z kapucha czy za kolejna dziewucha?
Wielu [wielu] chce byc raperem, z bajerem zrobic kariere,
W tele rozkreca afere bo nie potrafi za wiele,
Niestety w tym wyscigu pogubiono priorytety,
Sa to autoportrety, nie bzdety, licza sie konkrety,
[raczej]nie kobiety z teledyskowej obsady,
Nie budzety, naklady tutaj licza sie zasady.

REF:
Roznica jest, we wszystkim gest,
Dla bliskich fest, dla hajsu tez,
Od zycia bierz, wysoko mierz,
Uwazaj! I tak bedziemy robic swoje.

W radosci i w smutku,w jednosci az do skutku,
Drazono rap, traktowano to jak wyrzutkow,
Dzis w telewizorze, w kolorze kazdy se moze,
[dalej] dalej na hardcorze tworze i sie z tym nie worze,
Rap powstal z czystego entuzjazmu,
Ten co talent dostal wyrwany zostal z marazmu,
Dzis wszyscy odrazu z wynikiem chca byc najlepsi,
Sam zobacz roznice : najgorsi sa najglosniejsi!

Tymczasem w Polsce ktos rzucil pare hitow na wioske,
Zawinal znana loope, dolozyl bebnow troszke,
Cukierkowe bity, tanie hity, czas obalic mity,
To nie rap to kity albo polpop,
Zapusc sobie piora i produkuj softrock,
Moze zmienisz sie w trend prowadzacy na top,
Dla szczerych ludzi zawsze szczery zapis,
Leszczy niszczymy bez wymieniania nazwisk!

REF:
Roznica jest, we wszystkim gest,
Dla bliskich fest, dla hajsu tez,
Od zycia bierz, wysoko mierz,
Uwazaj! I tak bedziemy robic swoje.

Przez komune w tym biznesie Polska zeszla do lochu,
Ciezko odbudowac teraz wszystko po trochu,
Jak kiedy wiecznie czego sie styka,
Szepce na sile "Polska a nie ameryka",
Bez promocji w szkle [szkle] jestes nikim nie [nie]
Znikaj, niezalezne slowa to klasyka,
Mamy szanse hajs hajsem, sztuka sztuka,
A ty jak codzien witasz sie z muka.

A u nas tak nie ma,
Dostales powszedniego chleba,
Potem kolejne porcje podnosily wciaz emocje,
Zaczely sie opcje, promocje, akcje, negocjacje,
pasje co ma jakas racje zmieniona w tania sensacje,
Prowokacje, dissy, zapomniane kompromisy,
W gre nie wchodza remisy, zobacz prawie kazdy jest lysy,
[dzis] podpisy, kontrakty, [dzis] przyklepuja pakty, [dzis] zeby cos osiagnac KURWA MUSISZ MIEC KONTAKTY!

REF:
Roznica jest, we wszystkim gest,
Dla bliskich fest, dla hajsu tez,
Od zycia bierz, wysoko mierz,
Uwazaj! I tak bedziemy robic swoje.
Impreza na domówce wszyscy znają się od dziecka
Wiadomo, że nie wchodzi w rachubę akcja niemiecka
A jednak w towarzystwie była rura
Gospodarz łapie orient, że zginęła mu komóra
Kurwa co to za chora akcja?
Wszyscy szukają zguby po mieszkaniu, konsternacja
Racja przecież nikt z nas nie okradł by kolegi
Dobra niech dalej trwa libacja
Jeden z gości mówi, że za ostro się najebał
Chłopaki poszli odprowadzić go na trzepak
On jednak nalegał, że chce już wracać do domu
Jeden z drugim ziomuś postanowili mu pomóc
Godzina późna, ulica mrokiem zasnuta
Chłopaki odprowadzają pijaka z buta
Okolica piękna to Śródmiejska Galeria
Kiedy już się żegnał to wypadła mu bateria
Oujejja ups to nie serial "Na Wspólnej"
Za zachowanie podłe karą kopy na mordę
Parszywą mordę gamonia z Noakowskiego
Czy to prawda, że okradłeś przyjaciela swego?

I co nasrałeś do miski z której jesz?
W ten sposób sam siebie przerżniesz jak ten leszcz
Co bez sumienia swego przyjaciela opierdolił
Przeszedł cię dreszcz, ja nie będę się tym głowił
Pomimo wyboi okoliczności wyjątkowych
Są rzeczy których się nie robi, nie masz zasad skurwielu?
Ja nie przebywam wśród pojebów bez reguł
To z mojej strony, ty nad tym deliberuj
W położeniu sie ku parteru ścierwo bez charakteru
Komu, a zaczęło się niewinnie najebani w swoim domu
Własnej dupie telefonów
W końcu swych przyjaciół kurwo jeszcze śmiesz powiedzieć ziomuś?
Patrzę w oczy, spluwam, odbijam, złość odczuwam
Brak kompromisu, zejdę ci z odcisku
Tylko wtedy kiedy będziesz grał fair na boisku

Oni okradają dziewczyny, rodziny
Koleżków własnych zaproszeni na ich urodziny
Masz tu jazdy chore przedstawione w rymach
O tym jak chincina chciał znajomych wydymać

Drugi prawą rękę w stringach swej maniurki trzymał
A lewą jej z torebki zawijał hajs na przypał
Co byś se pomyślał na temat tych kondomów?
(Wielcy bandyci - złodzieje telefonów)

Jedyne co potrafisz to wyczyścić klawisz sztuce
Która chciała się zabawić z tobą i po wszystkim śpi
A teraz ty patrzysz na jej opaloną dupkę
Czeszesz jej szuflady popijając jej rodziców wódkę
Ty to masz klasę, młody bóg, nocny klub
Zajebałeś znów dwie samary znajomych sztuk
Masz kasę już z portmonetek ich cóż
I Nokię w różowe kwiatki, chuj
Masz na wódkę i na siatki
Kto załatwi? dzwonisz z jej karty
O ile pre-paid, bo billingi to nie żarty
Jesteś szczurem w tej hierarchii w której chciałbyś być królem
Ja nie chcę cię ośmieszać, bywaj zdrów, szkoda słów
Jak widziałeś, że ktoś z twojej bandy słabnie
Nie podałeś mu dłoni tylko rzucałeś na pożarcie
Odcinasz się bojąc, że i tobie to zaszkodzi
Ja tylko widzę nie jestem kurwa by cię sądzić
Lubię patrzeć ci głęboko w oczy, kiedy wchodzisz gdzieś gdzie jestem
Gdy przechodzisz lubię patrzeć się przez ciebie jak byś był powietrzem
Dobrze jeśli to tylko jest błąd młodości
Wiele szuj i hien - witam was w rzeczywistości
Uśmiechając się wpierdalają cię do kości
Bez pardonu, ta sama rasa szczurki bez honoru
Jak syczące pierdnięcie z nie dziewiczej dupy
Pseudo-bandyci wielcy - żywe trupy

To co, że nawijam do wszystkich brudnych kundli
Którzy na melanżach okradają swoich kumpli
Tylko szczekają jacy to są charakterni
A gdy ziomek nie widzi to szperają mu w kielni
Wierz mi ludzi poznasz po czynach, a nie po słowach
Jak ktoś sra do swego gniazda to bomba atomowa
Prosto w ryj i kij w dupę
Trzeba odcinać od siebie kurwy zatrute
Traktować z butem lamusów bez litości
Jak w tej opowieści wyrwanej z zamętu
I bez happy end'u na faktach opartej
Mówiącej jak zwykle prawdę

Oni okradają dziewczyny, rodziny
Koleżków własnych zaproszeni na ich urodziny
Masz tu jazdy chore przedstawione w rymach
O tym jak chincina chciał znajomych wydymać

Drugi prawą rękę w stringach swej maniurki trzymał
A lewą jej z torebki zawijał hajs na przypał
Co byś se pomyślał na temat tych kondomów?
(Wielcy bandyci - złodzieje telefonów...)

Ref.:
Nie wszystko jest takie łatwe
Pozory traktuj jak pułapkę
Masz zagadkę weź rozpoznaj co jest fałszem, a co faktem
Nie wszystko od razu widać we wszystkim iluzja zdradliwa
Wiem, że życie bardzo lubi oszukiwać

Pozory, które mnóstwo osób stwarza
Na co dzień wredne skurwysyny, a w niedziele do ołtarza
Z trudem PL 81, Feno wszyscy chórem
Pozory, nimi głowy se nie truje
Czujesz jestem typem człowieka
Mam coś powiedzieć wale prosto z mostu
Po co czekać, no po co
Inni ludzie mają się łudzić
Jestem wolny od pozorów, rąk nie muszę brudzić
Zgubić się wśród ideałów i przekonań
Raczej nie plusy i minusy, dużo doznań
Pamiętaj, że pozory nie zawsze kłują w oczy
Pilnuj się, żeby cię nikt nie zaskoczył

Ref.
Nie wszystko jest takie łatwe
Pozory traktuj jak pułapkę
Masz zagadkę weź rozpoznaj co jest fałszem, a co faktem
Nie wszystko od razu widać we wszystkim iluzja zdradliwa
Wiem, że życie bardzo lubi oszukiwać

Wiele rzeczy obok nas
Widzisz je przez cały czas
Myślisz, że je znasz a to atrapa
I naprawdę ciężko jest się w tym połapać
I odnaleźć fałszu ziarno
W rzeczywistości, w której dawno nic za darmo nie ma
Wiele rzeczy zwykła ściema
Ludzie kopią się w problemach
Przez pozory naprawdę często wszystko się pierdoli
Trudno, myślałeś, że trafisz do celu, było pudło
Tak jak w statkach, tak jest w bardzo wielu sytuacjach
Coś wygląda normalnie, w rzeczywistości to pułapka
Omijać je, to tylko jest w teorii proste
W praktyce trening czyni mistrza w każdym rzemiośle
Więc się uczę zbierać do kolejnych drzwi życiowych klucze
Chce się nimi posługiwać tak jak rzeźbiarz swoim dłutem
W końcu nie wiem, jako młody uczeń patrząc na świat chory
Czy uda mi się wygrać czy to może też pozory?
Czy to może też pozory?

Ref.
Nie wszystko jest takie łatwe
Pozory traktuj jak pułapkę
Masz zagadkę weź rozpoznaj co jest fałszem, a co faktem
Nie wszystko od razu widać we wszystkim iluzja zdradliwa
Wiem, że życie bardzo lubi oszukiwać

Pozory, pozornie wielu ludzi wiele rzeczy pierdoli
Ale tylko pozornie, bo gdy zostają sami
Ukrywają swoją twarz za swoimi dłoniami
Zasypując się myślami nad tematami
Które mimo tego, że dokładnie ich się tyczą
Twierdzą twardo, że o nich nie myślą
Z nimi się nie liczą w ogóle, jak myślisz jak mogłeś
Teraz na nich patrz, uliczny zabijaka
W domu w rękaw matki płacz, w szkole kujon
A wieczorem skurwysyny płacz (płacz) płacz (płacz)
Bo cie skrócę o łeb, teraz to pojąłem
Oni się boją pokazywać to co naprawdę czują
Bo nie wiedzą czy dobrze reagują
Odbierają, różne rzeczy odpierają
Pomoc nie zaprzeczysz, taka kolej rzeczy
Powiedź dokąd to prowadzi, sam na pewno nie dasz rady
Nie dasz rady, nie dasz rady

Ref.
Nie wszystko jest takie łatwe
Pozory traktuj jak pułapkę
Masz zagadkę weź rozpoznaj co jest fałszem, a co faktem
Nie wszystko od razu widać we wszystkim iluzja zdradliwa
Wiem, że życie bardzo lubi oszukiwać

Człowiek stwarza pozory, boi się, że życie przegra
Udaje twardego, choć nie jedna chwila wredna w życiu jego była
I jakiś etap zakończyła
Chociaż wewnętrznie kipi cały czas jak gejzer
To na zewnątrz nie da się go przejrzeć na wylot
Pozory mylą i z tą świadomością wszyscy ludzie żyją
Coś kryją w sobie, a na co dzień
Tyle pułapek jest ukrytych w każdej dobie
Że nie można ich zobaczyć za pierwszym spojrzeniem
Niech to będzie ostrzeżeniem, przypomnieniem o nich
Pozory, pamiętaj o nich, to przed nimi się obronisz
To przed nimi się obronisz

Ref.
Nie wszystko jest takie łatwe
Pozory traktuj jak pułapkę
Masz zagadkę weź rozpoznaj co jest fałszem, a co faktem
Nie wszystko od razu widać we wszystkim iluzja zdradliwa
Wiem, że życie bardzo lubi oszukiwać
Kartka, długopis, worek marihuany
Noc, 2:20, z płyt parawany
Odgłos ruchania zza ściany, hmm, dwie minuty
Tyle przeciętny polak robi dla swojej dupy
Z Eudezet do Kalkuty, po drinki, tropiki
Zamiast tego monitor, gin i techniksy
Wstrząs decybeli w stylu drgań sejsmicznych
Sens znów przerywa drań alfabetyczny
Przegląd bluzgów, 2:33 wyrażam, co mam w mózgu
W wolnej poezji jak Rustu,
Bez hamulców, non stop według kursu,
Jazz jak półdup czy tut tut, brak struktur,
2:40, przeszkadza stres mi
Witaj ziom, zapraszam do krainy dygresji
Sztuką tych osiedli co nie mogą zasnąć
jest hip hop, cut, rym, całodobowy hardcore

Ref.
Dajesz rym, bo to w tym jest jazz, break i sample
Adapter z bogactwem, cut'ów mix z miastem
Rapu pierwiastkiem numer jeden i bilion
Cztery elementy z jedną familią...

To krótki kawałek jak krótki film o zabijaniu
Opór prędkości, dziewięć, dziewięć oktanów
Maszyna do kawałków, rapu terminator
Bit, ze trzy sample, między nimi akord
Zielony jak lakos, mam tego cały flakon
to raport z osiedla dedykowany braciom
Recesja tych co myślą, że my tu na bogato
Pomyłką jest to, chcesz bym był pod presją
Won maestro, masz tu zgiety kamerton
Zasady, z których każda stała się legendą
Jeszcze jedno, gibon panie czas umila
ostry i rym jak triki i bilard
Kochan, Tomila plus dj. X Rated
Tabasko, 2:50, kończe przedsięwzięcie
Może zacznę od tego, że się znów nie wyspałem
Całą noc rozmyślałem o chwilach na oddziale
Kilka kartek porwałem, połamałem ołówek
Dobrze wiem, że ten los wystawia nas na próbę
Pieprzę smutek i żal, gorzkie łzy są mi obce
Tylko czasem miotają mną te chore emocje
Ciężko przełknąć tą prawdę i cokolwiek tu udać
Ale wytrwam, bo wiem, że wiara czyni cuda
Wracam do tamtych dni, no i znowu mam ubaw
Ten mój spokój, to przede wszystkim Twoja zasługa
No i spluwam na przeszłość, bo jak wiesz mam swój powód
Nasze życie nigdy nie zamknie się w cudzysłowiu
Ciągle mam przed oczami to, co ci obiecałem
Moje serce, ty z powodzeniem kruszysz tą skałę
Wtedy nie żartowałem, napisałem to serio
Już od dawna uważam, że powinnaś być ze mną

Masz tu prosto ode mnie nuty pokryte prawdą
W cztery oczy te słowa dawno przeszły przez gardło
Karuzela mych pragnień zatrzymała się w miejscu
Dzięki tobie to podłe życie nabiera sensu
Masz tu prosto ode mnie nuty pokryte prawdą
W cztery oczy te słowa dawno przeszły przez gardło
Karuzela mych pragnień zatrzymała się w miejscu
Dziś mam Ciebie, nic więcej nie potrzeba już sercu

Jest jak jest, najważniejsze pozostaje na blokach
Tak czy siak, serce chodzi na najwyższych obrotach
Nie bój się nie postąpię jak ten twój były chłopak
Sama myśl o mych ex, sprawia, że mi się cofa
Gramy fair, widzę w twoich oczach to zrozumienie
Twój intelekt od zawsze robił na mnie wrażenie
Cały czas ramię w ramię, obiecuję, nie kłamię
Też, podobnie jak Ty stawiam na zaufanie
Zapominam jak było, tylko weź mnie nie porzuć
Serce ma swoje racje, których nie widzi rozum
Teraz mam motywację i uśmiecham się częściej
Będę dążył do tego by pomnożyć to szczęście
Ukleimy coś wspólnie, na przekór tym zawistnym
Brak już miejsca, by dopisać ich do czarnej listy
Ty rozświetlasz ten mrok, kiedy zapada ciemność
Już od dawna uważam, że powinnaś być ze mną

Masz tu prosto ode mnie nuty pokryte prawdą
W cztery oczy te słowa dawno przeszły przez gardło
Karuzela mych pragnień zatrzymała się w miejscu
Dzięki tobie to podłe życie nabiera sensu
Masz tu prosto ode mnie nuty pokryte prawdą
W cztery oczy te słowa dawno przeszły przez gardło
Karuzela mych pragnień zatrzymała się w miejscu
Dziś mam Ciebie, nic więcej nie potrzeba już sercu

Zaślepiony od dawna L, twoim urokiem
Ona jedna nie musi kryć się za photoshopem
Dumnym krokiem przez życie, ale tylko przy Tobie
Ty nie pytasz mnie o to, czy się w końcu dorobię
Zostawiamy gdzieś z tyłu tą całą grę pozorów
Tych daremnych artystów i tandetnych aktorów
Mamy siebie, we dwoje, nie straszny żaden problem
Mamy siebie, a kurwa, cała reszta to drobne
Ja pamiętam ten dzień sms’y i słowa
Wtedy w końcu przestałaś być anonimowa
Wspominałem o pudle, o kłopotach rodzinnych
Jestem gotów zaniechać wspinaczkę na margines
Ty na przekór frajerstwu i pomimo swych obaw
Szczęściem dla mnie postanowiłaś zaryzykować
Dziś mam ciebie przy sobie, taką piękną, subtelną
Już od dawna uważam, że powinnaś być ze mną

Masz tu prosto ode mnie nuty pokryte prawdą
W cztery oczy te słowa dawno przeszły przez gardło
Karuzela mych pragnień zatrzymała się w miejscu
Dzięki tobie to podłe życie nabiera sensu
Masz tu prosto ode mnie nuty pokryte prawdą
W cztery oczy te słowa dawno przeszły przez gardło
Karuzela mych pragnień zatrzymała się w miejscu
Dziś mam Ciebie, nic więcej nie potrzeba już sercu
L.U.C:
Z miasta miłości do każdego grodu
zwaśnionych mości obojga narodów
Do pojednania - jeden krok
A tak wiele powodów
Uśmiech jest prosty
Jak wodór
Sami twórzmy tabele dobrej chemii
A nie odór między nami
Pokolenie remontów
Żyję zmianami, wszystko w toku
Moje miasto nagle zabite sami
Ma trzy pasy wokół
Orliki są, zatem do bloków
Znam je, sowieta!
Chore na elewacji świąd
Malowane jak Aneta
Na baletach klątwa
Pleks i tandeta
Musi ulecieć jak z krowiego placka metan
Nawet Żanet Kaleta
Nie ma kremu na
Kolorowy trąd i ropowate runo,
Które opętał
Moje osiedle w młodych talentach
Nadchodzi rewolucji mięta

Ref.:
Cudo, na ulicach miasta
Rewolucja w końcu czyny, a nie hasła
Cudo, na ulicach miasta
Rewolucja w końcu czyny, a nie hasła
Zrób coś od siebie dla ulic.
Porzućmy brzemię biernych znieczulic
Klucz to pospolite ruszenie
Łączenie wkrętów a nie przekrętów plan
Zrób coś od siebie dla ulic.
Porzućmy brzemię flanelowych koszuli
Klucz to, pospolite ruszenie
Batalia z wielką infekcją ścian.

L.U.C:
Piszemy swą bajkę
Jak Brzechwa Pana Kleksa
Wychowani na blokach,
Schabowych, snach o peweksach
Nie płaczmy jak beksa,
Że zostawili nas tak,
Korzystajmy z weksla
Raz dwa,
Patrz jak, razem cywilizujemy
Enestetyki Teksas, jazda!
Upadła pleksa,
Obojętności basta,
Nastał nowy czas
Dla Twego miasta.
Budowę las ulice porasta,
W dłonie wiosła,
Łatwo krytykować w postach,
Trudno oczekiwaniom sprostać,
Niech każda postać,
Przestanie spać i zacznie
Ten bałagan chłostać,
Razem budujmy nowe łady.
To nie jak stadion Mostostal
Co wyciął żarcik
Nam jak z mikrofonem Tadek Drozda
Wrocław, Hans Kloss da radę,
bo ma moc w łączących nas mostach

Ref.:
Cudo, na ulicach miasta
Rewolucja w końcu czyny, a nie hasła
Cudo, na ulicach miasta
Rewolucja w końcu czyny, a nie hasła
Zrób coś od siebie dla ulic.
Porzućmy brzemię biernych znieczulic
Klucz to pospolite ruszenie
Łączenie wkrętów a nie przekrętów plan
Zrób coś od siebie dla ulic.
Porzućmy brzemię flanelowych koszuli
Klucz to pospolite ruszenie
Batalia z wielką infekcją ścian.

Sokół:
Te bloki są jak najgorszy kac,
Kiedy już strach się bać,
Kiedy nie możesz ruszyć głową.
Te bloki są jak najgorsza z faz,
Kiedy twa blada twarz wygląda zbyt kolorowo.
Ten polski design dla ubogich ma,
Małego miasta ślad,
Nieważne, gdzie te bloki stoją.
Kto pierwszy pomalował
Tak nasz świat,
Nie kochał chyba nas,
Zrobił to raczej swoim wrogom.
Chciał zniwelować poziom całych mas,
Obrzydzić wolność tak
To było pewnie jego bronią.
Siedź w domu, w telewizor tępo patrz.
Za oknem brzydko masz.
A w domu ślicznie jest w pokoju.
Chwila.
To nie jest niczyje,
To jest nasze,
To jest częścią mnie
Bo codziennie na to patrzę.
Chcecie przekonać się,
Kto rusza tym miastem,
Posłuchaj na osiedlach tej muzyki z okien,
Jasne?
Nie chcę więcej na ten barwny syf patrzeć,
Na bloki, które mają kolor dozorczyni majtek.
Albo ktoś zajmie się designem na poważnie,
Albo pospolicie my ruszymy się po farbę.
Ja teraz tu odpalam pierwszą zapałkę,
Trzymam w zanadrzu konkretną petardę.
Łączę się w bólu i znów gardzę standardem,
Moja nagrywka z eLUCe nie jest żartem.

L.U.C
Jedynie zwarty ogół
Stworzy rewolucję, kto by nie miał racji.
Niezależnie od reprezentacji.
Tym Euro już wygraliśmy jak pani
Krzywda 20 lat wakacji.
Jakbyś ze smrodem,
Butelkowym taxi.
Wierzę że skończą się pechowe dni, nastepny dzień otworzy nowy rozdział mi, wyjdę na ulice pełne rządzy krwi, tam gdzie prawda leży i cierpienie w blokach tkwi. Wierzę, że są inni. Dla siebie są źli, Sami sobie winni, wierzę, że poprawić się powinni, wyjść z ukrycia. A ten kto potrafi rozgryźć sztukę życia... Ona łapie mnie, zasada wierzę że... To Fusznika świat, na takim nigdy nie spocznie. Póki nie załatwie wszystkich spraw nie odpocznę. Przytnę dobry traf, nie zamulę się jak stary staw. Wierzę, że traf trafi w dziesiątkę. Że potrafię wierzyć, odegrać w życiu swoją rolę i wyznaczyć swoje pole działania, ustatkować się, usamodzielnić jak na jednej bierzni. Odrzucić spustoszenia moralne, rozważyć co jest wykonalne, na moje siły, a co nie. Wierzę, że zacznę, nigdy nie skończę, żyję dalej, nigdy nie zbłądzę, bo szczerze wierzę w siebie jak w brata od małolata. Polegać na doświadczeniu to nie strata, wiec jestem ja i w to wierzę.

Wierzę, że trudności dziś przezwyciężę i odnotuję premię, bo to miłość mym powietrzem, zen natchnienie czerpię. Wierzę, że śmierć końcem jest niekoniecznie. Że duszy życie wieczne, że ZIP to moje przeznaczenie. Powszedni Chleb tej historii zarzewiem jak drzewa korzenie. Wierzę, że kierując się sercem i rozumem przyniosę dumę matce i ojcu i koniec końców zwyciężę, w to wierzę. I taką mam nadzieję, jednakże to wiara mym orężem.

Refren pierwszy
Wierzę, że najważniejsze to że wierzę jest. Wierzę, że Ty w to wierzysz szczerze też. Wierzę, że wiara najważniejsza jest. Wierzę że... Wierzę że... Wierzę że...

Wierzę że ja żyję jak chcę. Ja nic nie muszę, dlatego mam czystą duszę. Nie zawsze było tak kolorowo. Nie zawsze było tak u mnie zdrowo. Wiara...

...Czyni cuda...

...Zawsze ją miałem. Na wiarę...


...Spokój ducha....

...Spokojnie czekałem. Wierzę...

...Że się uda...

...Że nikt mi nie odbierze to co mam to co kocham. Wierzę, że między nami będzie dobrze. Z Tobą i z ZIP, wierzę w moją ekipę. Może jeszcze lepiej być. Kocham życie, nie mam co kryć. Wierzę, że wszystko ułoży się tak jak chcę.

Wierzę w wiarę jaka jest. Wierzę w Ciebie, wierzę w siebie, wierzę, że Bóg tez jest w Niebie. Wierzę, że nie będzie źle, ziomek trzymaj się, pilnuj się. Będzie dobrze, byle kurwa w zgodzie. Nic nie mogę zrobić na tutejsze powodzie, Ty pomożesz, owszem ja pomogę też zawsze i Tobie. Umiesz prawdę mówić? Naucz się jej słuchać. Do niczego nie musisz się zmuszać. (Oby). Nikt nie będzie mówił Ci co masz robić. Wierzysz w co masz wierzyć? Doświadczenie swoje szerzyć chcesz, bo jak tu Żyć sam najlepiej wiesz, lecz pamiętaj, fałszywa skromność była i jest.

Refren drugi
Wierzę w radość, wierzę w miłość, wierzę w szczerość. Wierzę w dobroć, wierzę w przyjaźń a nie w pieniądz.
Refren pierwszy (ZIP Skład)
Wierzę, że najważniejsze to że wierzę jest. Wierzę, że Ty w to wierzysz szczerze też. Wierzę, że wiara najważniejsza jest. Wierzę że... Wierzę że... Wierzę że...

Wierzę, że będzie dobrze, jeśli tylko będziemy postepować mądrze. Wierzę w Ciebie Boże. Dzięki za życie jakie mam, bo mogłem mieć gorsze. Wierzę, że pomoże mnie ta myśl. Jutro i dziś wierzę w to, że wierzysz Ty w Tych ktorzy wierzą w swych. Wiarę dasz, że nie podzieli nas hajs? Ja w to wierze cały czas. Wierzę, że rozczarowanie nie zabierze mnie wiary w dobrych ludzi przez lambadziary. Wierzę w to co mówie, że kilka osób w tłumie to rozumie. Moja grupa czujnie, cierpliwie i rozważnie czeka na swój dzień. Wierzę w to, wierzę w nią.

Wierzę, że coś co trwało tyle lat nie da się zdmuchnąć tak jak domek z kart. Wierzę, że mimo wszystko mamy fart, że ktoś wierzy że ja jestem tego wart. Wierzę, że Ty też. Ty wiesz, że ja wiem, ja wiem, że Ty wiesz czego chcesz, wiec bierz jeśli wierzysz. Też wierzę, że Bóg jest. Wierzę, że Ty wierzysz w to co szerzysz. Wierzę w prawdę, że pośrodku leży. Nie błądzić będąc człowiekiem znaczy nie żyć.

Refren pierwszy

Wierzę, że będzie lepiej.

Wierzę, że...

Wierzę, że Bóg ma nas w opiece. Wierzę, że masz zaletę. Wierzę, że w niej się wyszkolisz. Choć nie świecę przykładem wierzę w ludzi dobrej woli. Wierzę że...

Damy radę razem

Przed złem się ochronić.

Wierzę, że skończy się prohibicja, a może to fikcja? Wierzę że zbierzemy się przy stole całym składem jak kiedyś.

Wierzysz w to?

Wierzę w to, bo chcę to przeżyć. Niezależnie jak wysoko mierzę, wierzę w to.

Wierzę w to, bo za daleko to już zaszło. Wierzę w to (wierzę w to) bo to jest dla mnie wszystko. Uwierzyłem, że potrafię, teraz zjednoczeni w rapie, wierzę że spotkamy się na kolejnym etapie razem.


Wierzę, że ZIP drugi album, pierwszy LP to nie czcze obietnice, nie stoimy w miejscu, wiara da nam siłę. Bez obawy, nic co ludzkie nie jest w stanie skruszyć tej podstawy ZIP.

Refren trzeci x2
Elo, Elo. Nieświadomi sie smieją. Z dnia na dzień ich szanse maleją. Z dnia na dzień, ja powracam na rejon z nadzieją...
[Sokół]
Pewnego dnia spotkałem po latach koleżkę
Co kiedyś miał mistrzowską Czeszkę na wakacjach
Pamiętam go też jeszcze w innych sytuacjach, ale
Pewnego dnia na śródmieściu stałem
Na coś czekałem, spotkałem go, a on mi mówi
Siemanko, bracie, dziwnie się zrobiło raczej
W rzeczywistości naszej, czy to nie miało być inaczej?
Przypomnij sobie tamte dni
Nawet w zimie było jakoś więcej słońca
Każdy problem z założenia dało się rozwiązać
Z dnia na dzień i tak bez końca
A teraz jedenastolatki handlujące honoratą
Ich klienci za to sadzą kosy swoim braciom
Co się stało z Kasią, pamiętasz, zawsze była wspólna
Teraz robi hot dogi u Turka z Hamburga
Nie w gastronomii, przypomnij sobie z podwórka najlepsze nogi
Ta maniurka dziś ma sztuczne cycki i tańczy na rurkach
A Ziomuś, to był dobry wariat, pamiętasz
0-800 bezpłatny numer konfidenta
Wciąż siedzi w puszce, które to już święta
Mama Heńka wniebowzięta, że ten robi w papierniku
Że uczciwą ma pracę, nie na ławce przy śmietniku
Ale on ma w pamięci ile przejebał kwitu
I gdzie by dzisiaj mógł być, bez kitu
Bez liku marzeń, bracie, ha, pamiętasz jak oni mówili
Że pewnego dnia - i wtedy ja zapytałem przerywając
Że tak powiem, lata mijają, ludzie się zmieniają
A co Ty robisz, za bardzo nie wnikając
A on mi na to - bracie, ożeniłem się bogato
Rozumiesz, jej ojciec ma fabrykę pod Poznaniem
Grubsza afera chłopaku, kurwa mówię Ci
I byłem dumny, że ja sam, że WWO, że ZIP Skład
Że z nimi rade dam, że pewnego dnia

(pewnego dnia)

[Jędker]
Spotkałem koleżkę pewnego dnia
Krótka wymiana zdań, pytał czy se radzę
Raczej, mam to na uwadze
A on mówi, że pracuje w firmie o uznanej marce, handel autem
Mówi, że ciężka praca nie jest dla niego garbem, tylko go rozwija
światopogląd jak żmija
Łapie dusi człowieka, czas ucieka, czas mija
On opiekuje się swym skarbem, wiesz wiją swoje gniazdko
Budowana willa - chwila, całe życie harujesz
Umrzesz, nie spróbujesz - pytam go
E tam - dla niego to nie to
Mówię - pieniądzem omamiony nie będziesz wolny
Tak naprawdę pewnego dnia każdy z nas musi odkryć w sobie tą prawdę
Chwila, zawieszenie wzroku na garniaku Jean Paul Gaultier
Pewnie chcesz wiedzieć, co na obiad je, e?
Bo ja nie, ojca miał majora UB, więc jest ustawiony
Gdzie granice pomiędzy umiarem, a przesadą
Niech inni mu zazdroszczą, niech inni mu jadą
My nie, komu się należy, oddaję hołd Zet I Pe
Nie sia-la-la, każdy z nas wierzy że pewnego dnia
Wszystko dobrze się ułoży
Nie w sensie hajsu, vip loży
Nasza siła, talent i dar Boży w lepsze życie się przełoży
Tak, że pewnego dnia możesz to być Ty, mogę to być ja

(pewnego dnia)
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo