Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Pierwsza chmura dymu, robię krok w minione lata
Ten sam Ursynów lecz zupełnie inna data
Wracam do czasów, gdy nie ulica, ale szkoła
Była miejscem przestępstw bez aresztowań
Uczyłem się o wzorach, sam nim nie byłem
Gdyby wszystko wiedzieli dali by mi wilczy bilet
Czerwone paski mi dawali, a ja jedynie chciałem
Czerwone majtki zerwać niejednej dziewczynie
Procenty liczyłem nie tylko w zeszycie
Takie życie dla dzieciaka to czas zwycięstw
Niejeden nauczyciel, niewielki talent w sportach
Koledzy na rowerach, ja latam po jointach
Kontakt z męską częścią równy kłopotom
W sumie na żeńską miałem monopol
Wpadłem w korkociąg, czy to dobrze, powiesz?
Po prostu odrobiłem dwie prace domowe

Godziny teraz miewasz wolne
I tamte szkolne czasy wspomnij dziś
Zmarnowane dni, zyskane szanse
Tygodnie w innym tempie mijają ci
Niż wtedy kiedy siedziałeś w ostatniej ławce
Mam takie flashbacki na przykład pierwszego września
Albo kiedy patrzę jak dorasta mój chrześniak
W kontrastach jego świadectwa na wysoki połysk
I czasy gdy ja chodziłem do szkoły
Świt zawsze był taki sam - ponury i podły
Miałem ochotę świat kropnąć w odbyt i spać
Dopiero w sobotę mogłem dać se luz
Ponagrywać rap w niedzielę, a tu raptem znów
Poniedziałek, przepisywałem prace z kimś
Frekwencja na ósmą taka jak w wyborach do gmin
Chłopaki, blunty w grupkach po kilku, kilka buchów
Reszta szlugi, pary okruchów jednej wspólnoty
W jednym duchu wszyscy mieli to w dupie
Średnia 1,9 wszyscy mieli to w dupie
Jestem pewien, wszyscy chcieli tu upiec
Co najmniej dwie pieczenie
Potem jak najdalej uciec, pamiętasz?

Godziny teraz miewasz wolne
I tamte szkolne czasy wspomnij dziś
Zmarnowane dni, zyskane szanse
Tygodnie w innym tempie mijają ci
Niż wtedy kiedy siedziałeś w ostatniej ławce

Często, często mam tak w lato wychodząc z klatki
Jak powietrze pachnie klimatem szkolnej ławki
Teraz martwiej w sobotę po kolejnej najbie
Wtedy każda sobota była jak wakacje
To dawne czasy, myślę, że chciałbym być tu w szkole
Nie, raczej na szkolnym boisku
I przy ognisku tam gdzie wziąłem ją za rękę
Pamiętam Gosię, Magdę, Karolinę, Elkę
Było ich więcej (tak) szkolna miłość
Wtedy słowo - miłość - tyle nie znaczyło
Było łatwiej, nie znałem słowa bankrut
Rachunek, dług, czy konto w banku
Wariantów było dużo mniej, to pewne
Bo cały świat był jednym osiedlem
Codziennie miałem inny pomysł na jutro
Chciałem mieć coś, ale chciałem zbyt krótko
Jedna rzecz przetrwała, byłem w siódmej klasie
Przedstawiam ten sam Łukasz Stasiak, raper

Godziny teraz miewasz wolne
I tamte szkolne czasy wspomnij dziś
Zmarnowane dni, zyskane szanse
Tygodnie w innym tempie mijają ci
Niż wtedy kiedy siedziałeś w ostatniej ławce

Godziny teraz miewasz wolne
I tamte szkolne czasy wspomnij dziś
Zmarnowane dni, zyskane szanse
Tygodnie w innym tempie mijają ci
Niż wtedy kiedy siedziałeś w ostatniej ławce

Szanowni państwo informujemy
Że pociąg relacji Szczecin - Warszawa
Przyjedzie z około 247 minutowym opóźnieniem
Jednocześnie informujemy, że
Słać chuje na jakość naszych usług
Można w każdy wtorek, czwartek i niedzielę
Od godziny 24 do 7 w kasach numer 2, 4 i 7
Ref. x2
Mogliśmy wszystko, lecz mogliśmy tylko chcieć
Żyjąc szybko, bo chcieliśmy wszystko mieć
Myśląc płytko, choć mogliśmy nisko lec
Byliśmy blisko polskich ulic DISCO-tek

1.
Mogliśmy wszystko, mogliśmy zmienić ten świat
Nie przyszliśmy tutaj tylko żeby dzielić ten hajs
Żeby zmienić coś w nas, żeby zmielić ten stuff
Ten co był winny to jak Jackson już wybielił się sam
Dawno, czuję ten beat jest w nas
To ciągle dzieli coś nas
Ci ludzie z nami polecieli, bo widzieli ten blask
Od niedzieli do niedzieli nie wiedzieli gdzie gram
Łamałem karki, a oni tylko słyszeli ten trzask
Wiedzieli dzwonią, nie wiedzieli, w którym dzwonią kościele
Ja dziś mam złotą literę i nią się z tobą podzielę
Bo jestem Johnnym Carterem, choć mam sporą giwerę
Ten cały show biz bracie porył mi beret
Jedni sporo biorą, inni biorą niewiele
Mają bajoro w portfolio skoro piorą portfele
Ja mam swoją Rivierę i toczę późną porą bajerę
Długą bajerę, jakbym był Hugo Baderem i chuj

Ref. x2
Mogliśmy wszystko, lecz mogliśmy tylko chcieć
Żyjąc szybko, bo chcieliśmy wszystko mieć
Myśląc płytko, choć mogliśmy nisko lec
Byliśmy blisko polskich ulic DISCO-tek

2.
Mogliśmy wszystko, te słowa do was kierować
Dla was i o was rapować, urazów w głowach nie chować
I gorzkie cargo przyjmować, gdy lądował tu towar
Nie jeden chłopak zwariował, jebana woda sodowa
Nikt się w domach nie chował, bo trwała wojna domowa
Przekaz w nas eksplodował, niczym bomba jądrowa
Był czas by bogactw skosztować, a potem się co sił w nogach ratować
Znaczona krwią i potem droga życiowa
Bracia w wierze byli ostoją Hip-Hopu
Dziś własnych cieni się boją, albo stoją gdzieś z boku
Wszyscy zbroją się wokół, ćpają, pierdolą w opór
Słodka, gorzka prawda, wielu solą jest w oku
Inni wolą mieć spokój, wspomnienia bolą ich w środku
Życie biorą na serio, bo się boją półśrodków
Wychowani w ośrodku, eR.A.Pe
Daleko od szosy wczasy
DGE koszą kosy, lasy

Ref. x4
Mogliśmy wszystko, lecz mogliśmy tylko chcieć
Żyjąc szybko, bo chcieliśmy wszystko mieć
Myśląc płytko, choć mogliśmy nisko lec
Byliśmy blisko polskich ulic DISCO-tek
[Doniu]
To śmierć jak rzucony kamień tworzy fale
Na brzegu czekam na swoją kolej słyszę lament
Na dnie przybywa naszych nowa gwardia
Splatam dłonie błękit nieba chmur sztandar
Fale cierpienia odchodzą i słabną
Susza serc wokół mnie pod nimi bagno łez
Smutku grabaż dziś brak go ewidentnie
Czerń płaszczy kwiatów chłodna czerwień
I tylko słońce uśmiecha się do mnie dziwnie
Przez gałąź mrugając poprawia wizjer
Złoty niemy świadek kolejnej traumy
Nieważne gdzie twój dom i o co walczysz
Przyjdzie dziwny dzień moment miejsce
By po raz ostatni stanąć przed wejściem
Stanąć przed światłem swymi uczynkami
I znów porani nas od kolejnej fali ktoś

Refren:
Przychodzą odchodzą palą się i gasną
Pokolei ej budzą się by zasnąć
Mamy ich raz teraz hasło Nasi
Mamy ich raz teraz hasło Nasi
Ból, śmiech, mrok, jasność
Wspomnienia mamy je na właśność
Na zawsze w nas teraz hasło Nasi
Na zawsze w nas teraz hasło Nasi

[Kris]
Uczmy się kochać swoich ludzi bo odchodzą nagle
Nagle pan zwija żagle, nam słowa żadne
Nie zagoją ran, które krwawią, boski plan
Ludzie nic nie przeciwstawią stwórcy
Nasz czas się kurczy mów czy chcesz
Umrzeć jak głupcy czy żyć wiecznie wierząc trójcy
Wzrok zabójcy na nas spoczął
Zaczął się kocioł, trochę nas pociął
Podciął skrzydła, lęk przeszył jak igła
W tym sęk linia życia migła przed oczyma i wtedy
Myśleć zaczynasz co zostawisz a co weźmiesz
Co trzymasz w ręku trzeźwię a co nie warte pęka kłaków
Zostanie starte w jednej chwili
Dla chłopaków i dla sióstr co odeszli już w pamięć
Jest modlitwa wieczny odpoczynek dla każdego
Który wytrwał w niej wyrwał się śmierci
Ty też jej zwiej z sieci
Niech pan nam świeci a Ty, On
Oni wszyscy jesteśmy jego dzieci tak to leci, leci, leci

Ref.

[Liber]
Niewąska gorączka nocy sobotniej
Śląska ziemia jakiś klub nieistotne
U wejścia schody i ludzi pełne stopnie
Na sali stopnie zwielokrotnione wielokrotnie
Niepospolite gorące podszyte ogniem
Dziewczęta w pierwszych rzędach tańczą ochotnie
Występ tych których sądziłeś o zbrodnie
Potniesz się z nienawiści gdy ujrzysz jak to zrobię
Potężny balet jeden z tych mistrzowskich
Gdy po trzech bisach na loży usiądź spocznij
I po całości chłopaki poszlim w gości po płyny
Urodziny parę flaszek w urodziny
Łykam jeszcze raz jeszcze świadom
Z zasadą że wypić zdrowie nie jest presadą
Z brygadą zespół Dj menago Ziętas
Taki obraz zapamiętam na zawsze

Ref. x2
Refren:
Natłok myśli - to mnie niszczy, trzeba walczyć, wygrać, zniszczyć,
to co boli, niepokoi, mieć oparcie w kimś kto koi x2

Sam nie dasz rady, zwiędniesz jak liście
życzę ci byś odnalazł swoje życie
psychika to studnia, źródło wydarzeń
robisz wszystko to, co ona ci karze
widzisz twarze śmiejące się z boku
ja cierpię z powodu myśli natłoku
kto tu zostanie jak nie znajdziesz sposobu
by przeciąć ten sznur, ludzi wokół

Refren:
Natłok myśli - to mnie niszczy, trzeba walczyć, wygrać, zniszczyć,
to co boli, niepokoi, mieć oparcie w kimś kto koi x2

Staram się patrzeć i być otwartym
jakoś się trzymać w szeregu zwartym
mieć wiarę, mieć oparcie, mieć to, co miałem kiedyś na starcie
widzieć notki z nieba, fotki, które Bóg pośle widzom, świat gorzki nie słodki
padam na ziemię i proszę o sygnał
łzy ciekną po oczach, bo niszczy mnie ta wizja
chciałbym to cofnąć, naprawić nie umiem
lecz walczę do końca aż ktoś mnie zrozumie
DKA

Był sobie kiedyś taki anioł bardzo smutny
szukał celu, szukał sensu i szukał pokuty
był zdrowy w sercu, lecz bardzo chory w duszy
co się gdzie nie ruszył, to widział widmo zguby
Bóg go zawołał i powiedział szukaj ludzi
więc się odważył, poszedł szukać swej otuchy
po kilku razach, gdy go ludzie odtrącali
rozwinął swe skrzydła i poczuł smak odwagi
płakał z radości, bo płakać powinien
płakać łzami czystymi przez chwilę
potem więc odszedł z powrotem do nieba
Bóg był z niego dumny już się o niego nie bał
teraz ten anioł jest królem aniołów
silny jak nigdy, bez wewnętrznych sporów
DKA król aniołów

Refren:
Natłok myśli - to mnie niszczy, trzeba walczyć, wygrać, zniszczyć,
to co boli, niepokoi, mieć oparcie w kimś kto koi x2
Było późno, wracałem zmęczony z dobrej najby
i musiałem odstawić jeszcze samochód na parking
z parkingu do domu mijałem kolejne klatki
i ktoś jakby zza rogu wyszedł, krok był wyraźny
bałem się sprawdzić, lekko przyśpieszyłem w nerwach
cisza, ja i on, i do przejścia pół osiedla
szedł tak, ciekawe, co mógłby chcieć - myślałem
Czy chodzi o hajs? ale wszystko oddałem
ostatnio miałem jakieś spięcia, tam pod klubem
ale pamiętam, że już wyjaśniłem ten numer
może chodzi o niunie, może o jakąś szlaufę
ktoś od nas ją wyrwał, a on zemści się na mnie
no ładnie, a może to jest jakaś psychopatka
nie chcę o tym myśleć, widzę - moja klatka
oby za mną nie poszedł, już brakuje mi oddechu
otwieram drzwi i dyszę, jakbym przeczuł
Dobry wieczór - słyszę, odwracam się na piętach
patrzę, a to sąsiad z drugiego piętra

Ref.x2
Ile razy tak jest, że
w błąd wprowadzają cię różne sugestie
myślisz wtedy, że jesteś przegrany
i pół życia miga ci przed oczami

Powiedz, jak to jest
kiedy wmawiasz sobie coś,
co nie jest prawdą żadną

[tylko tekstyhh.pl]

Łeb chyba pękł mi
co tak boli? chyba nerki
wnętrzności wykręcone jakby w stronę mekki
wiek minie zanim wstanę
zanim będę w stanie w ogóle myśleć
jak znalazłem się w tym stanie?
piłem? to tłumaczy ciężkie spanie
piłem dużo, mam na sobie wciąż ubranie
dalej wzrasta tętno, wraca mi sprawność
jestem cały ten no, oblany jakby farbą
jej kolor bardzo przypomina sklep mięsny
a ja nie pamiętam wczoraj żadnych młodych dziewczyn
o rzesz ty, jestem cały, pytanie kto odpadł?
co mogłem zrobić? gdzie mogłem go spotkać?
ktoś tam mówił za dużo
był winny i sam wymierzyłem
może miał inny szalik
teraz razem z psami szuka delikwenta
mogłem go.. nic nie pamiętam
widzę już zakład karny, już parę lat mi szyją
wiesz jestem mc, przybity wyrok
brudne wyro, super, łeb teraz spuchł mi
matka pyta, kto rozlał zupę na kuchni

Ref.x2
Ile razy tak jest, że
w błąd wprowadzają cię różne sugestie
myślisz wtedy, że jesteś przegrany
i pół życia miga ci przed oczami

Powiedz, jak to jest
kiedy wmawiasz sobie coś,
co nie jest prawdą żadną

Powiedz, jak to jest
kiedy pozory mylą tak bardzo
W miasto, porą gdy już światła dnia zgasną
I pora zasnąć, my w podróż, miasto jak ogród
Warszawa, księżyc, noc, spokój, nic się nie dzieje
My, ulice puste, Grammatik i przyjaciele
Wszyscy razem, ach, dnia kres zmaga się ze skwarem
Idąc bulwarem, zachwyty nad wiatrem gdzieś
Odgłosy rzadkie w koronach drzew
Za rogiem belton szepcze ukradkiem
Ypsss, niemal na skrzydłach jak ptaki
Zmieniamy trasę, a tam powstaje chwili zapis
Od wieków, to samo pragnienie w człowieku
Chęć oszukania czasu, zabicia przemijania lęku
Dzisiaj na wolno, zwalniając dam odpocząć nogom
Nie oddam się percepcyjnym zbiorom
Dzisiaj cieszy mnie słowo
Dzisiaj cieszą mnie z chłopakami akcje na wolno
Wiesz, rymy, chwile z nimi cieszą jak śmiech
Cieszą jak śnieg, lub chwila chłodna latem
Delektuję dziś się wiatrem, dzisiaj
Te rzeczy pokazują mi sens życia
Układasz świat w myślach
Wiesz plan nie na przypał
Taki do miasta wypad
Gdy pęd powietrza zachwyca
Czas wiatru, ten dzień to dzisiaj

Zupełna pustka, tylko ten wiatr me skronie muska
Nagle ustał, wieczna cisza, ani słowa w ustach, po co
Delikatna bryza każdą nocą
Orzeźwia tych ludzi, którzy w skwarze miasta chodzą, popatrz
Liście na drzewach lekko się kołyszą
Widzisz sobie znane rytmy, swoje wersy piszą a ja
Zgubiłem siebie znowu na tych rozstajach
I tylko wiatr znaleźć drogę mi pozwala
Czemu wszystko się zmienia i nic nie jest po staremu
Powietrze drga tak jak struna przy grisando
Aspoetika przecież w sobie mam to
Musisz wypełnić los zmarnowaną szansą
Do przodu wiatr przynosi tylko jęk zawodu
Na jego skrzydłach czas powoli staje
Okruchy szczęścia tylko tak się wydaje
Wiatr śpiewa swoje a ja idę dalej

Późna pora to już, gdy my w miasto wyruszamy
Jeżdżąc furą delektuję się wiatru bryzami
Odwiedzamy te miejsca które znamy tylko z mapy
Zachwycając się co krok aglomeracją Warszawy
Jakie mamy plany, tego nikt jeszcze nie wie
Najważniejsze że wciąż słychać, ten wiatr na szybie
I tę cichą muzykę która z głośników płynie
Godzina szybko minie a my ciągle przed siebie
Do momentu aż znikną wszystkie gwiazdy na niebie
Czuję się pewnie, nie mam ochoty wracać wcale
Szofer nie szalej i poczuj ten wiatr gdy jedziesz dalej
Bo on wieje stale, wprowadzając w stan euforii
Wiesz co jest tu dobre dziś sami bez zbędnej widowni
Od problemów wolni, będę marzył o tym znów
Podkręć muzykę bo właśnie leci "Living Proof"

That's Why I'm Here To Be Living Proof
To ja - Twój życiorys, chodź ze mną mam pomysł,
pokaże Ci sedno i przedmiot mych odkryć,
pamietasz te zwrotki "żyj chwilą, zapomnij,
bo miną Ci co płyną z prądem jak płotki"?
Pamiętasz te schodki w stronę monotonii,
w pogoni, bo cel goni by od niej odbić,
pamietasz to, wiem, zobacz gdzie żeśmy doszli,
pare stopni wstecz wszystko mogło się skończyć,
chodź dalej, pamietasz tamto skrzyzowanie tych alej,
Jakie było Twe rozwiązanie i lament,
pamiętasz, czy już zapomniałeś?
Za ramie nie zerkaj, tam krwawi Twój talent,
Parter w kartek strzępach, chłodne mieszkanie,
W nim skulony dzieciak, ze zdartym kolanem,
uśpiony w piosenkach, oparty o ścianę,
nie budźmy go, mimo to chodźmy dalej,
prosto korytarzem, aż do późnych zdarzeń,
gdzie z marzeń, pozostały tylko witraże,
ubazgrane piachem, oddane bez walki,
mimo obiecanek i przetartej kartki,
Pamiętasz tą gorycz przełknięcia porażki,
gdy przyszedł też po Ciebie i śmiał się w twarz Ci,
podałem Ci ręke, wskazując na tarczy
Dwunastą piosenkę, Twej ostatniej szansy...
Na dobrą sprawę nie jesteśmy tu przez przypadek
Jesteśmy z grona tych którzy lubią trudnić się rapem
To jest napęd w momentach kiedy rośnie nasza duma
i to w czasach kiedy HipHop w polsce płonąć dawno umarł
Ty to tu masz, nie ważne czy wiesz to czy chcesz to skumać
bo to trzeba mieć w sobie a nie bezsensu sie wczuwać
mamy moc, mamy flow to jest śląsk weź to zsumuj
kiedy stoisz jak słup my czujemy oddech tłumu
Teraz są moje wszystkie za no i przeciw
bo do przodu krocz nie spuszczaj głowy w dół
masz przed sobą drogę biegnij nią jak leci
tworząc jedną całość nie dziel jej na pół

[ref]
Za każdym razem gdy ty spuszczasz swą głowę w dół
Ja czuję za plecami ten tłum
Za każdym razem gdy ty mówisz, że nie chcesz więcej
Ja czuję pod nogami ich ręce / x2

Ja zaczynałem w czasach kiedy jeszcze mało się robiło bitów
A teksty się pisało z tyłu zeszytu
Nikt tu jeszcze nie kombinował jak stąd dotrzeć do szczytu
A największym problemem był kolejny tytuł
Mieliśmy moc, wene się wtedy brało na wynos
żyliśmy spełnieniem tego co kiedyś nam się przyśniło
był jeden majk, jeden komp, wiele dni, jeden ziom
ziom zajebał majka, zjebał komp i w chuj poszedł stąd
i chuj z rapem, choć teraz każdy ponoć ma patent
zamiast bawić się słowami bardziej bawi się vatem
chuj z klimatem! chuj z historią! chuj ze wszystkim
a ponoć nie chodziło tu o flashe i błyski!

[ref]
Za każdym razem gdy ty spuszczasz swą głowę w dół
Ja czuję za plecami ten tłum
Za każdym razem gdy ty mówisz, że nie chcesz więcej
Ja czuję pod nogami ich ręce / x2

A gdzie masz serce do tego co kiedyś się starali
dziś przejeli to ci którzy kiedyś w pierwszym rzędzie stali
powyrastali z korzeni w których dorastasz
i to nie fallstart to nie jest farsa, to pasja
widzisz nas tu trzech spośród trzystu zesłanych
to noc, miasta gniew który na nas zesłany
bo robie podobno to czego nie wydają
a dziś powinni sobie sami pluć w pysk za to co grają
Ejj widzisz to sam, widzisz co mają
rap to kiedyś była duma dziś dla nich to tylko zajob
Pokażę im sam ile prawdy w tym wszystkim mają
bo hip hop to nie gra, wiedzą ci co go znają

[ref]
Za każdym razem gdy ty spuszczasz swą głowę w dół
Ja czuję za plecami ten tłum
Za każdym razem gdy ty mówisz, że nie chcesz więcej
Ja czuję pod nogami ich ręce / x2
I tak mija kolejna noc na froncie
Kiedy w końcu wstanie słońce?
Chcę by w końcu było dobrze,
Kiedy w końcu to do Ciebie dotrze?

Mamy kryzys, kryzys, kryzys

Kiedy zaczęliśmy się tylko mijać w biegu,
I powiało mrozem jakby to był biegun śniegu,
Pomyślałem nie obędzie się bez rozlewu gniewu,
Nasz egoizm to wszystko dzięki niemu,
Turbulencje, wzajemne pretensje,
Potem coś się stało, miasto huczało od plotek,
Czemu znów robisz mi na złość kotek?
Nie chodzi o detale, chodzi o istotę rzeczy,
Pytam ile razy dzisiaj jeszcze mnie poniżysz?
Pytam ile razy będę musiał Ci ubliżyć?
Stawiam na Tobie krzyżyk,
Mamy kryzys, kryzys, kryzys

Kryzys w nas, mija czas
Na froncie Ty , na froncie ja
Już nie chcę tak!
Zrozum że dobrze chcę
Już nie mam sił tłumaczyć się!
To koniec nas!
Mamy kryzys, kryzys, kryzys.

Miałem obawy gdy pojawiły się pierwsze objawy,sygnały
Potem indeksy miłości zanurkowały
Indeks szaleństwa poszybował ku niebu
Nasz egoizm to wszystko dzięki niemu
Świat jest dziwny
Byłem naiwny ale gdybym wiedział nie szedł bym tą drogą nigdy
Gdybym wiedział jak to wszystko się poplącze
A złość się rozrośnie, otoczy nas ja pnącze
Zrozum chce by w końcu było dobrze
Kiedy w końcu to do Ciebie dotrze?
Kłótnie, czuje się okrutnie zły
Nie wiem sam już kto zaczął ja czy Ty?

Kryzys w nas ,mija czas!
Na froncie Ty na froncie ja!
Już nie chcę tak!
Zrozum że dobrze chcę!
Już nie mam sił tłumaczyć się!
To koniec nas!

I tak mija kolejna noc na froncie
Kiedy w końcu wstanie słońce?
Chcę by w końcu było dobrze
Kiedy w końcu to do Ciebie dotrze?(x2)

Czy to koniec nas?

Kryzys w nas , mija czas!
Na froncie Ty na froncie ja!
Już nie chcę tak!
Zrozum że dobrze chcę!
Już nie mam sił tłumaczyć się!
To koniec nas!!

Kryzys w nas...
Już nie chce tak
Zrozum że...

To koniec nas!
ref.
Tańcuj, podryguj, daj mi to tu.
Ruszaj tą sztywną dupą zza grobu.
Tańcuj, podryguj, nie powtarzaj.
Ruszaj tą sztywną dupą z cmentarza. x2

Daj mi to tu. Nie bądź taki sztywniak.
Pokażemy im chłopaki jak się bawi krypta.
Z nami tańczy hydra, z nami tańczy wampir, każdy bydlak z nami tańczy, nawet nekromanci.
Jest tu gargulec, kościotrup, minotaur.
Po prostu jest super, choć ktoś tu nie dotarł, to martwy Butcher zamulił gdzieś w lochachahaha chuj mu w dupe, tańczmy deadwalk'a.

ref.
Tańcuj, podryguj, daj mi to tu.
Ruszaj tą sztywną dupą zza grobu.
Tańcuj, podryguj, nie powtarzaj.
Ruszaj tą sztywną dupą z cmentarza. x2

Wszystkie demony i zwierzoczłeki, ruszajcie ogony i bujajcie strzeki.
Deadwalk, Deadwalk, Deadwalk na wieki. (Nieśmiertelny dance nieumarłej sztafety)
Człowiek pies też tu jest, są kobiety, martwe co prawda, ale warte uciechy.
Boogeyman też jest i Dracula nawet, zalani w trupa wbijamy na parkiet.

ref.
Tańcuj, podryguj, daj mi to tu.
Ruszaj tą sztywną dupą zza grobu.
Tańcuj, podryguj, nie powtarzaj.
Ruszaj tą sztywną dupą z cmentarza. x2

Całe miasto wbija na disco, bo gramy tu w bilard, popijamy "whiską"x4

ref.
Tańcuj, podryguj, daj mi to tu.
Ruszaj tą sztywną dupą zza grobu.
Tańcuj, podryguj, nie powtarzaj.
Ruszaj tą sztywną dupą z cmentarza. x2
Przepraszam za to, że słucham rapu.
Za dziewczynę, którą kocham,
Ty możesz marzyć, ja dotykać i całować
Przepraszam za to, że nie ćpam,
Za otwarte serce w tekstach,
Za to, że nie mam leksa.
Przepraszam, że wierze w Boga,
Za to, że nagrywam z 52 Owal/Emcedwa,
Za to, że życie to bieżnia.
Przepraszam, że ta muzyka modna.
Jara jak pochodnia, a dziwki chcą autograf.
Przepraszam za pożyczone auto,
Nie Mazda 323 i wydech sparco,
Że nie znam tylu karków.
Przepraszam, że się kształcę,
Że pierdole waszą jazde (echo),
Tańce, narkotykowe transe.
Przepraszam, że zrozumieć trudno.
To rap, a nie gorące gówno,
Że jade z tobą równo.
Przepraszam za to, że jestem.
I że wkurwiam Cie tym tekstem. (echo)

A i choćby wystawili przeciw wielką armadę,
Ty się nie ugniesz, nawet sam, przecież dasz radę.
Zazdrosnych mnóstwo, gdy patrzą w lustro,
Nie mogą znieść obrazu, mają dość, że są bez wyrazu.
Przepraszam, że widzicie we mnie kogoś kim nie jestem,
Że kłuję w oczy denerwuje każdym drobnym gestem.
Z miną hardą, gadacie z pogardą o Hip Hopie,
Chłopie zamilcz zanim cię zakopie.
Przepraszam nie chodzę na solarę, nie palę,
Nie robie disco i że mam dobry wyskok,
Że talent dał mi Bóg, że czasem zwalam z nóg,
Że mimo prób, wróg musiał leżeć u mych stóp.
Przepraszam,że jestem z Poznania,
Że nie obniżam głosu,
Że swe nagrania robię na swój sposób.
Przepraszam, że nie jestem czarny.
Nie wtrącam Yo (echo) by być fajny.
I nie udaję chłopaków z ferajny.
Przepraszam, że mówię wprost wszystkim i w głos.
Nie rzadko paląc most, nieustannie kuszę los.
Przepraszam za wszystkie moje błędy, proszę dalej.
Będę bierny, pójdę dalej.

Sława jest słaba, bez słowa z żelaza można ją złamać.
Chowasz za mało, więc zdejmę twoją twarz z ołtarza.
Obraża mnie ten obraz próżności,
Pokaz mody, a nie możliwości.
Przystrojeni jak lalki, kalekie kalki.
Jak ci z rozkładówki sursa, jak suka z Hustlera.
Rapowy króliczek z pleja.
Teraz robisz się na czarnego chłopaka,
A on kiedy baka, gada se dowcipy o Polakach.
Jesteś jak taki czarnuch, co prostował kłaki,
A czasami, jak japończyk po solarce z dredami.
Jesteś sup o Mc białym murzynem,
A ja zwykłym złym polskim z Urszuli synem.
Siła płynie z krwią, duma razem z nią,
Dębiec, Dębiec jestem właśnie stąd.
I po co to złoto, sygnety cioto?
Zdejmij tą skarpetę z głowy idioto!
Modnie, ładnie aż spadnie szczeka w bagnie.
Na dnie tam cię dopadnę, chcesz to sprawdź mnie.
Mamona mnie nie mamy, jak tych wszystkich tanich drani.
Półmetrowy dla nich i dla tych co nie są z nami.
52 po raz pierwszy, po raz drugi nie sprzedali.
I damy po kant muzykę, którą gramy tak.
Słowami wyciągamy prawdę z otchłani,
Więc słuchaj mądrości od gości pełnych złości,
Nie dość ci to pomyśl o godności.
Kiedy spojrzysz w lustro i sam przeprosisz.
I lepiej proś, bo ktoś ci w przypływie złości,
Połamie kości, by przypomnieć o lojalności.
52 nie pozostawia żadnych wątpliwości.
I w każdego frajera mogę teraz chuja wbijać!
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo