Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Jesteś stąd, to twój dom, to twój kąt - Śląsk
Are you really ready, London?
Bo poleciałeś se niewąsko, co?
Dzięki tym pieniądzom
Ludzie sądzą różne rzeczy, wbrew osądom
Logice, nie mogę przeczyć ostro
Wszyscy - po-zdro Ka-to-wi-ce
Widzę, kiedy zamykam powieki

[zwrotka angielska]

Hey, hey, hey, Poland - UK

Ka-to-wi-ce-Lon-dyn
Trasa znana, załatwiana przez Wizz-Air
Mias-to-kon-tra-mi-ty
Nowy Rubikon, gdy przekraczasz Tamizę
Masz jakieś parę funtów na jakieś parę ruchów
Masz jakąś pracę i odkładasz na powrót
I jakoś się trzymacie, ale chcecie być z nami
A my chcemy wasz hajs, ale nie chcemy ruszać nogami
Proste, bo to Polska mentalność
Czy tu, czy tam, zawsze jest ci czegoś brak, co?

[zwrotka angielska]

Hey, hey, hey, Poland - UK

Ka-to-wi-ce-Lon-dyn
Ka-to-wi-ce-Lon-dyn
Polska, opcje hardcore
UK trzy miliony młodych za pracą
Ty znasz to, życie jest walką
Co drugi stąd zrezygnował już dawno
Bilet, plecak, w nim cały ty
Baks, kilka płyt, fotografii i rap
To głos pokolenia, emigracja to standard
Bo ktoś pozamieniał nam państwa

[zwrotka angielska]

Hey, hey, hey, Poland - UK
Wiem, że mija dzień za dniem
Że to wszystko zmienia się
Choć nie bardzo tego chcę
Już zatrzymać nie da się

Niebo już nie ma tych samych kolorów
Ludzie nie mają tych samych nastrojów
W świecie tyle prawd, ile głów się podnosi
Tyle zmian ile ludzi jest sporów
Nie jestem jeden, nie jesteś jeden
Raz jesteś merem, a raz jesteś striptizerem
To, że jesteś zmienny nie czyni Ciebie zerem
Więc sam we mnie nie rzucaj Twoim kamieniem
Wiesz, dzis witasz się z dziećmi planujesz lepsze jutro
Jutro płacisz za swoje życie, Bóg mówi trudno
Masz wpływ na wszystko, taki że go nie masz
Nie proś o więcej, gdzie Cię nie chcą to nie właź
To wszystko ma swój plan w każdym dniu
Te płaczące oczy, które widzą tyle zmian
Jesteś tym samym człowiekiem, lecz nie taki sam
Z godziny na godzinę zmieniamy się, swój stan

Ref: Wiem, że mija dzień za dniem
Że to wszystko zmienia się
Choć nie bardzo tego chcę
Już zatrzymać nie da się

Sęk w tym byśmy nie wyszli na głupców
Lęk w tym musi być bo głupiec nie myśli
Tylko głupiec się nie zmienia nie czerpiąc korzyści
Tylko głupiec generalnie nie ma nic do powiedzenia
Niech ziemia będzie lekka tym, którzy już nie wrócą
Niech sobie nucą to czego świat im nie nucił
Więc nie módl się o dzisiaj
O status quo nie módl i tym, którzy nie wrócą podaruj sobie
Nie nuć widzisz świat jest prosty, stworzony z kości
Te kości się starzeją tak jak My
Nie jesteśmy młodsi, jestem tu i zmieniam się codziennie
Zmieniam swoje życie, zmieniam mimo wątpliwości
Nie planuję wielkich marzeń,
Bo dziś to dzieci, jutro mogę zamiast tego o zdrowie prosić
Widzisz, taki ja, taki prosty, tak i Ty, taki sam, taki świat
Jeden świat i tyle zmian

Ref: Wiem, że mija dzień za dniem
Że to wszystko zmienia się
Choć nie bardzo tego chcę
Już zatrzymać nie da się (x3)
Listopadowy dzień, szary jesienny klimat
Wieje i siąpi deszcz, depresja się zaczyna
Weselsza już jest zima, tak szaro nie było dawno
Mokre ulice, domy, gdzie jest słoneczne światło
Słucham muzyki, nic innego nie mogę robić
Straciłem siłę, dziś jadę ale już spokojnie kropi
Niech pada, niech leje, niech wieje zimny wiatr
Takiej zjebanej pogody nie było tu od lat
Ten depresyjny rap ma działać na was jak Prozak
Wyzwoli w tobie energie to kokaina do nosa
Wciągnij ten wers jak kreskę jeżeli masz depresje
Więcej energii weźmiesz, biorąc tą poezje
Czytając jak książkę moje myśli i emocje
Ten szary dzień sprawia, że chce czuć życie jeszcze mocniej
Gdy tylko się przejaśni, gdy tylko wyjdzie słońce
Zakładam buty i szybko z domu do ludzi wychodzę

A teraz jest zimno
Dziewczyno ogrzej mnie
Niech smutki odpłyną
Tak zimno, zimno jest
Niech zjawi się ktoś
Kto zabierze mnie stąd
Tam gdzie wszyscy chcą
Spędzić tą noc

Już trochę lepiej mi, dostałem sms-a
Dziewczyna ta najlepsza, zaraz po mnie przyjeżdża
Pojedziemy razem tam, do klubu dziś impreza
Po asfaltowych rzekach do klubu robimy desant
Hip- hopu dawka, chłopaki wiedzą co robią
Jestem tu z nią ona ze mną, czuje się spoko
Jesteśmy razem dwoje, więc nie czuje się sam
Dziewczyno teraz wiem, że to był cudowny plan
Ja pije Żywca, a ona Red Bull powoli sączy
Może wpadniemy na parkiet, patrzymy sobie w oczy
Papieros się kończy, to nie był czysty tytoń
I tak cię kocham misiu jestem twoim kosmitą
To jest nasze życie szczęśliwy jestem właśnie
A ludzie mówią że szczęścia nie ma, to sami sprawdźcie
Bo nawet w naj naj najgorszą polską pogodę
Mogę mieć wszystko czego może potrzebować człowiek

A teraz jest zimno
Dziewczyno ogrzej mnie
Niech smutki odpłyną
Tak zimno, zimno jest
Niech zjawi się ktoś
Kto zabierze mnie stąd
Tam gdzie wszyscy chcą
Spędzić tą noc

Przetańczmy całą noc tu, ta muzyka nas wzniesie
Wyjdziemy stąd najwcześniej jakoś o w pół do trzeciej
Może o czwartej nawet zobaczymy czy przypadkiem
Nie będziemy chcieli zostać sami ze sobą nawzajem
Uwielbiam twoje usta, nie widzę w tym nic złego
Żyjemy w naszym raju, tabu jest naszą dietą
Jesteś boską kobietą, facetom leci ślina
Nie wiedzą czym jest miłość, to ekskluzywna siła
Tylko dla dwojga, reszta to wielka próba
Możesz mi ufać, nie uwiedzie mnie żadna suka
Może próbować jakaś, nigdy się jaj nie uda
Bo to oto twój, na zawsze jestem niesforny Łukasz
A ty zostaniesz ze mną, ludzie mówią sam zobaczysz
Kochasz dziewczynę a dziewczyna ta i tak cię zdradzi
Ja nie chce wierzyć im bo to jest nasz film
Na zawsze razem bo życie to tylko parę chwil

A teraz jest dobrze
Dziewczyno Kocham Cię
Zostańmy tu trochę
Tylko tego chce
Niech ta chwila trwa
I nie odchodzi stąd
Bo jestem szczęśliwy
Gdy jestem z nią
Gdy jestem z nią
Na dobrą sprawę nie jesteśmy tu przez przypadek
Jesteśmy z grona tych którzy lubią trudnić się rapem
To jest napęd w momentach kiedy rośnie nasza duma
i to w czasach kiedy HipHop w polsce płonąć dawno umarł
Ty to tu masz, nie ważne czy wiesz to czy chcesz to skumać
bo to trzeba mieć w sobie a nie bezsensu sie wczuwać
mamy moc, mamy flow to jest śląsk weź to zsumuj
kiedy stoisz jak słup my czujemy oddech tłumu
Teraz są moje wszystkie za no i przeciw
bo do przodu krocz nie spuszczaj głowy w dół
masz przed sobą drogę biegnij nią jak leci
tworząc jedną całość nie dziel jej na pół

[ref]
Za każdym razem gdy ty spuszczasz swą głowę w dół
Ja czuję za plecami ten tłum
Za każdym razem gdy ty mówisz, że nie chcesz więcej
Ja czuję pod nogami ich ręce / x2

Ja zaczynałem w czasach kiedy jeszcze mało się robiło bitów
A teksty się pisało z tyłu zeszytu
Nikt tu jeszcze nie kombinował jak stąd dotrzeć do szczytu
A największym problemem był kolejny tytuł
Mieliśmy moc, wene się wtedy brało na wynos
żyliśmy spełnieniem tego co kiedyś nam się przyśniło
był jeden majk, jeden komp, wiele dni, jeden ziom
ziom zajebał majka, zjebał komp i w chuj poszedł stąd
i chuj z rapem, choć teraz każdy ponoć ma patent
zamiast bawić się słowami bardziej bawi się vatem
chuj z klimatem! chuj z historią! chuj ze wszystkim
a ponoć nie chodziło tu o flashe i błyski!

[ref]
Za każdym razem gdy ty spuszczasz swą głowę w dół
Ja czuję za plecami ten tłum
Za każdym razem gdy ty mówisz, że nie chcesz więcej
Ja czuję pod nogami ich ręce / x2

A gdzie masz serce do tego co kiedyś się starali
dziś przejeli to ci którzy kiedyś w pierwszym rzędzie stali
powyrastali z korzeni w których dorastasz
i to nie fallstart to nie jest farsa, to pasja
widzisz nas tu trzech spośród trzystu zesłanych
to noc, miasta gniew który na nas zesłany
bo robie podobno to czego nie wydają
a dziś powinni sobie sami pluć w pysk za to co grają
Ejj widzisz to sam, widzisz co mają
rap to kiedyś była duma dziś dla nich to tylko zajob
Pokażę im sam ile prawdy w tym wszystkim mają
bo hip hop to nie gra, wiedzą ci co go znają

[ref]
Za każdym razem gdy ty spuszczasz swą głowę w dół
Ja czuję za plecami ten tłum
Za każdym razem gdy ty mówisz, że nie chcesz więcej
Ja czuję pod nogami ich ręce / x2

Ten wie, tamten wie tylko ja nie wiem
Może coś przeoczyłem a może nie znam sam siebie

Oni wiedzą wszystko a ja wkurzam się o nic
Przecież oni mówią i dają mi prawdę na dłoni
Więc to bankowo fakt jest to
To przecież proste oni wiedzą lepiej kim jest Eldo
A Eldo to ten raper co non stop ciągnie koks
I pali trawkę tak ten
Kiedyś kipiałem teraz śmieję się szczerze
Tak mało wiem o sobie a chce coś więcej wiedzieć
Szukam źródeł tej mani jak klepto
By wiedzieć zawsze świeże z kim i gdzie kto
Oni kochają te plotki codziennie żywią się nimi
Mają nudne życie więc chcą podglądać innych
Chcą pstryknąć fotkę życiu jak paparazzi
Szukają wściekle lecz nie znajdują prawdy

Ludzie spoglądają na mnie z boku
Wielu myśli że, wielu mówi, słyszę
Nic się nie zmienia, ludziom w głowach się przewraca
Ale spoko, ja dobrze wiem kim jestem
Ludzie spoglądają na mnie z boku
Wielu myśli że, wielu mówi, słyszę
Nic się nie zmienia, ludziom w głowach się przewraca
Ale spoko, ja dobrze wiem kim jestem

Ten wie, tamten wie tylko ja nie wiem
Może coś przeoczyłem a może nie znam sam siebie

Co mam, ile mam i iloma jeżdżę samochodami
Chcą znać stan mego konta
Słyszałem na koncercie ile wziął ten Grammatik
20 koła, Boże, to jakaś paranoja
Ile oni mają, na pewno śpią na forsie
Na pewno mają pościel haftowaną w dolce
Nie szukam źródeł bo to jest starsze niż węgiel
Ludzie chcą zabrać tym co mają choć złotówkę więcej
Ja biegam za tym i nie słyszę tych leni
Jęczenie jak stara baba nie napełni Ci kieszeni
Ale co tam woli taki grzać stołek
I patrzeć na innych wzrokiem jeść ich pieniądze
Ślinić się wymyślając bajki
Wiem to jest trywialne ale przecież nie ma nic bez pracy
Chcą zrobić fotkę moim kieszenią jak paparazzi
Szukają wściekle nie znajdując prawdy

Ludzie spoglądają na mnie z boku
Wielu myśli że, wielu mówi, słyszę
Nic się nie zmienia, ludziom w głowach się przewraca
Ale spoko, ja dobrze wiem kim jestem
Ludzie spoglądają na mnie z boku
Wielu myśli że, wielu mówi, słyszę
Nic się nie zmienia, ludziom w głowach się przewraca
Ale spoko, ja dobrze wiem kim jestem

To chyba całkiem dobrze tak wiedzieć więcej
A oni mają dla mnie sposób na życie lepsze
Specjaliści, chciałbym poznać ich wszystkich
To chyba fajnie mieć ludzi tak bliskich nie
Przyjaciele szukający dziury w całym
A cudzy świat tylko liczy się dla nich

Ten wie, tamten wie tylko ja nie wiem
Może coś przeoczyłem a może nie znam sam siebie
Płaczę
Każdego ranka gdy otwieram swoje oczy
Smutek szczera radość łza moje ręce moczy
Płaczę za ludzi którzy odeszli
Płaczę za ludzi którzy już doszli
Płaczę za każdy pojedynczy dzień
Za każdą godzinę której potrzebuję jak tlen
Płaczę po to by inni poczuli
By się w końcu nauczyli,
że życie to jest dar o którym nawet nie marzyli
Dlaczego wytłumaczyć jest tak ciężko
Że nie tylko pieniądz dobra chata nowa fura
Świadczy o tym co masz w sercu co masz w głowie
Co ci w ucho Bóg podpowie
Kolejny raz płaczę czy zrozumie to ktokolwiek

Ref. Płaczę bo świat jest warty łez Płacze i płaczą inni też

A ja wciąż taki sam już tyle rzeczy mam
Ciągle ponad ludzi stąpam na nich spoglądam
Inni wciąż walczą o pokój o władzę o kilka banknotów
O wiarę co poradzę
Więc płaczę bo co innego pozostaje
Każdy już wie że co w sobie mam innym daję
A ty stale tak niedbale nawracasz innych
Samemu potrzebując wiary
Bawiąc się niewinnym
Ja wybaczam jak wybacza wam Bóg
Tylko nie mów nie rób rzeczy które ścinają z nóg
Pokomplikowany dawką przemocy nafaszerowany
Każdy kolor świata jest na szaro zamalowywany
Spuszczasz z tonu na twoje miejsce przyjdą inni
A mi tylko płakać pozostaje I czekać by być zrozumianym
Zrozumianym

Ref. Płaczę bo świat jest warty łez Płacze i płaczą inni też
Głęboko w szafie schowałem wszystko co mam, co miałem
W metafory ubrałem wszystko między mną a światem
Wiesz, jest taka droga, idę drogą tą, noga za nogą
Obok inni chodzą. Zobacz ty też idziesz dokądś obok ze swoją legendą
Prosto w słońcu tak samo jest ze mną
Popatrz na rozkład, na skrajne losu miejsca
Pomyśl chociaż dla Ciebie nie mają znaczenia
Łączą dwie części mnie pomostem nad krawędzią
I mam nadzieję, że zostaną ze mną na zawsze połączone
By nie tylko patrzeć móc na nie, ale móc dojść po kładce tego mostu
Czarno biały świat przystanków pełen
Zmienia się skład lecz autobus ciągle gna przed siebie
Dni składają się w nim w podróży lata
Od pętli do pętli autobusem pięć dwa dwa

Czerwono żółty diesel pełen nieznajomych
Te osoby to najwierniejsi towarzysze drogi
Przez życie, na odległe końce miasta
To tourne moim autobusem pięć dwa dwa

Od tej pętli przy torach
Aż do miejsca, w którym jeden król Jan III swój pałac zbudował
Dla was tylko tourne przez korki tego miasta
Dla kierowcy tylko praca
A dla pasażerów tylko trasa
Pełna potów letnich, dnia upał
Pełna zimna i ciemna, gdy tylko pierwszy śnieg upadł na trotuar
Kiedyś wolny, psujący się Ikarus
Teraz nowiutki Neoplan, miasto idzie naprzód
Jak my, jak świat, jak Ty z nową zmianą
I tylko moja miłość i te miejsca trwają
Znam tą trasę na pamięć, każdy zakręt
Lecz wciąż uwielbiam jadąc za okno patrzeć
Słuchać tych rozmów ludzi, gdy ja odbywam podróż,
Z miejsca hołdu muzyce do miejsca hołdu Bogu

Czerwono żółty diesel pełen nieznajomych
Te osoby to najwierniejsi towarzysze drogi
Przez życie, na odległe końce miasta
To tourne moim autobusem pięć dwa dwa
Cztery ściany, pusty pokój wewnątrz serca samotność
Szum telewizora kreujący na życie horoskop
Ślepa wiedza pośród szczeniackich zachowań
Z ręki do ręki godność sprzedana jak towar
Odgłos rozmów z samym sobą
Nikt nie słyszy
To brak prostych przyczyn,
w które by można naliczyć
Przy tym wzrok ten wbity nieustannie w kineskop
W nienawiści do tych, dla których hajs jest receptą
Smugi światła na twarzy
Kreślą zniekształcony obraz
Miny, której grymas rzeczywistości nie chce oddać
To on jest mordercą wziętym na raty z tesco
Rozumiałbyś protekcjał przed życiowym memento
Skutecznym jak emerson
Orient
To dokucza jak torbiel
Cisza, w której słychać własny oddech
Tak nas nauczono kochać miłością do złota
Ponad sprawiedliwością fortun
Epoka kurortu to marzenie w blokach
Do snu, bo nic nie dzieje się tak po prostu
Na nic wiedza naukowców
Na to nie ma leków
Dla samotnych jak palec zostaje odliczanie sekund

Znów zło, znów zło
Wykręca mi syf, wykręca mi syf
Samotność, samotność
Znów stan przywraca mi rytm, mi rytm
Przywraca smutna samotność, samotność, samotność

Ludzkie tragedie zapamiętane w punktach
Niczym siedem grzechów upadłych jak resursa
Słodkość doradców przymula wnioski
Samotność kontaktów wyklucza rozkwit
W oparach mąki ucieczka od twarzy wątłych
Gdzieś tam to jak lunetka niby ma pomóc przetrwać
Agresja niszczy w czterech ścianach,
Z których każda milczy
Ukryty świata banał i ta podróż po kanałach
Bez końca przed oczami Polska
I własna postać na tle zgliszczy
I codziennych odpraw z uporem Kriszny
Powtarzana zwrotka o miejscu czystym
Od bólu zmartwień by poznać, czym szczęście pachnie
Tego nie znajdziesz na taśmie
Tego rapem nie ułatwię
Kultywując powszechną anarchię
Potrzebną bardziej tym, co
Sami o sobie myślą, że są pomyłką jak Stiven Kalington
Widzę wszystko to, co pcha się do źrenic
Polski rap spis problemów prosto z Bałuckich podziemi

Niby wszyscy razem, a każdy osobno
Gubi swoją wolność skazany na samotność
Niby wszyscy razem a każdy oddzielnie
Dorabia gdzieniegdzie by nie wpaść w herezję x2

Znów zło, znów
Wykręca mi syf
Samotność, samotność
Znów stan przywraca mi rytm, ...wraca mi rytm
Samotność, samotność, samotność, samotność
Ej czy może być piękniej? Październikowa noc pełna blasku,
ja spacerkiem do domu wracam po alei Piastów.
Złota jesień! Sprawdzam czy na taxi frut gdzieś mam...
złoty dziesięć... Więc te spacer słuszny jest ze wszech miar.
Helmut został w domu bo ostatnio biadał na sprzęgło.
Zresztą, nie wypada jeździć pod wpływem będąc,
więc idę coraz szybciej żebym tu nie wymarzł,
aż dochodzę do placu Sprzymierzonych (kiedyś Lenina).
I tu do radości powód wspaniały jak tęcza -
nocny autobus mknie po rondzie i skręca.
Więc ja niewiele myśląc, i jeszcze mniej mogąc,
natychmiast rzucam się za nim w beznadziejną pogoń.
Rzecz w tym, że są szanse że go dostane,
lecz gdy dobiegam doń, on już opuszcza przystanek,
więc zrezygnowany, z myślą o dalszym spacerze się oswajam
i tu zaczynają się jaja!
Bo z piskiem opon wywołującym ból zębów
zatrzymuje się przede mną oto lśniące BMW.
Zza przyciemnionej szyby łysy czort spogląda złowrogo.
Myślę: "boże czyżbym długi miał u kogoś?
komu jestem krewien?" tracę nerwy w domysłach
"może Webber? eee Webber by go raczej nie przysłał.
Więc może ktoś, wreszcie poczuł się dotknięty,
wnioskiem wysnutym zręcznie z którejś mojej puenty?
Może to już czas, że znaleźli mnie ci którym nie sprzyjam?
Może to bojówkarz Radia Maryja?"
A skądinąd wiem, że oni nie bez wzajemności mnie nie lubią.
Lecz on rozwiał moje wątpliwości mówiąc:
"sam tak kiedyś biegałem, bezskutecznie na ogół...
wskakuj, dogonimy ten autobus"
O takiej niesławie możesz tylko pomarzyć
Dziś znowu Killazy, miasto Poznań nasz azyl
Ta, ten rap, poznaj i zażyj go
Lecz uważaj, jest ciężki, dużo waży
Co ja do tej potrawy, ciężko strawne przyprawy
Dodaj do smaku synu, to dla chłopaków
Prawdziwych panów, spragnionych PDG rapu
I tego stanu, co powoduje ciarki na karku
Tu bez latarki, w te zakamarki lepiej nie wchodź
Tu ostry bit jest i mocny rym też, choć
Dla niedowiarków może być to zbyt mało
Od prawdziwych dla prawdziwych, to maksymą się stało
Bo dawno temu, na GRU się to zaczęło
Chodź wielu mówiło weto, my prosto do celu
Światełko w tunelu kłamstwa, ten rap nie farsa
Łazarska salsa, jak Torente bez pedalstwa
Odrobina lekarstwa dla chorego umysłu
A pacjentów choć garstka, dla nich dziś dawka tych słów
Dla nich dziś dawka tych słów

Ej, yo, jak jest, yo
Nagrywamy kolejnego singla
Dla wszystkich tłustych typów w złotych pinglach
To dla was, za lat 10 długi przesiew
W ponurym lesie, gdzie poprzeczkę podniesie życie
W stresie, lecz nie jak Fokus i kolesie w dresie
Za 10 lat może będę śmigał Mesiem
Może nie, dla niektórych zbyt trudny test
Wiesz jak jest, dla niektórych los złudny jest
Paskudny gest, trudny chrzest
PDG desperado, czasem życie to paradoks
Dziś zaleta jest wadą, jutro wada zaletą
Pozostaję szczery, moja droga jest vendettą
Ilu z nas pożegna beton
Ilu z nas wita detoks
Ilu z nas ukończy gre tą z uniesioną głową
Z wartą honorową
Czy było warto?
Masz moje słowo

Nadal napierdalam
Przez bit jak po wodzie katamaran tnie
I jeszcze staram się brać odpowiedzialność za słowa
Choć to rzadkie w tej grze
Tą kartkę z PDG rozpoznasz łatwiej niż mnie
Bo to mój znak firmowy, rap ostry, rap bojowy
Oparty na faktach, mocnych traktach
Brudnych produkcjach jak Frankie Katlas
Chyba Bóg chciał, takie rozdał karty
Chciał żebym trwał w tym, póki nie spocznę martwy
Nie spotkam się z rodziną, ten wokal zdarty
Z wredną miną w parze, niezbędną jak pokal w barze
I z Łazarzem za plecami
Choć niektórzy rówieśnicy już przegrani
Tylko dla tego, że kranik ktoś za mocno odkręcił dla nich
Z dragami i gorzołą, przez co jest niewesoło
Miało być kolorowo i obficie finansowo
Jednak życie potraktowało ich hardkorowo
Czy należycie sam nie wiem, poszedłem trochę inną drogą
Trochę bardziej zdrowo podchodzę do tematu
A sekwencje tego rapu ode mnie i od kamratów
Nie tylko dla małolatów
Dla ulicznych wariatów, tych nielicznych kozaków
Którym wiatr w oczy, to PDG synu
Tą drogą trzeba tutaj kroczyć

Za 10 lat, to samo miejsce, ta sama chwila
Leje się tequilla, a my gramy w bilard
Ten sam, a jednak inny człowiek
Ten sam, a jednak inny świat
Jakkolwiek spod moich powiem widok
Pod zachodniego wiatru egidą
Z kliką, z nabitą dzidą, te rymy idą
I pokonują czas, kumasz
Tak to działa, K do G, PDG, bij na alarm
Bij na alarm
[Głowa]
Dam Ci kilka powodów żebyś uwierzył we mnie
Po pierwsze - ta ekipa na scenie zna swoje miejsce
Szczere intencje jak te sprzed dekady - klasyk
Jak pierwsze baggy i z boomboxa podkłady
Złote lata, platynowe chwile
Mam ambicje i siłę, ta historia nie minie
Budzę się by żyć, żyję by grać rap
Popatrz na tą twarz, czy widzisz w niej strach?
To nie dotyka nas, jaki fach taki fan
Nie liczę godzin i lat, to życie mija nie ja
Odbijam od dna, nie ma chwili zwątpienia
Nie boję się zmian, bo wiem jaka jest cena
Od czasów podziemia po płyty na legal
Koncerty, plenery, kluby, ulice i melanż
Miasto moich snów - jestem tu - będę tu
Jak miłość do muzyki od kołyski po grób

[Grubson]
Maskę zdejmij, obcego nie udawaj
Muzykę badaj - nie śpij, dawaj, wstawaj
To ludzi łączy, dopiero zaczyna nie kończy
Życie dobre chwile sączyć, chodź do nas dołączyć

Maskę porzuć, obcego nie udawaj
Spróbuj muzę poczuć, się nie poddawaj, wstawaj
To ludzi łączy, zaczyna nie kończy
Dobre chwile sączyć chodź do nas dołączyć

[O.S.T.R.]
W moim DNA wpisana brzydota
Plus rap, który możesz znienawidzieć lub pokochać
Mój ślad na tej mapie, gdybym miał wybierać znów
Oddałbym wzrok by świat zamienić w słuch
Może... nie mam urody, ale tonę ambicji
I nie muszę patrzeć dziewczynom przy rozmowie na cycki
Choć nie jestem reklamą dla swojego dentysty
To mam serce, tożsamość, niosę szczerość mym bliskim
Jestem chudy, zawsze byłem chudy i będę
Taki chudy, że muszę nawijać na grubym bębnie
Świat zmienia w sekwencje mojej odwagi aranż
Dla ludzi co by życie swoje oddali za nas
Ważne jest losu szczęście, życzę Ci z całej siły
Żebyś nawijał pod pętlę, a nie miał ją na szyi
Byś miał zawsze co jeść, gdzie mieszkać, z kim żyć
W wielkomiejskiej pustyni, skoncentruj się to my, więc wstawaj.

[Grubson]
Maskę zdejmij, obcego nie udawaj
Muzykę badaj - nie śpij, dawaj, wstawaj
To ludzi łączy, dopiero zaczyna nie kończy
Życie dobre chwile sączyć, chodź do nas dołączyć

Maskę porzuć, obcego nie udawaj
Spróbuj muzę poczuć, się nie poddawaj, wstawaj
To ludzi łączy, zaczyna nie kończy
Dobre chwile sączyć chodź do nas dołączyć

[Wężu]
Muzyka jest jak respirator - podtrzymuje sygnał
Ten hip-hop płynie w żyłach, nadal pozwala żyć nam
Siema Polsko, to najlepszy moment by wstać
Bracie, siostro, mamy jedno życie by grać
Przy tym dbać o siebie, robić to wzajemnie
Wspierać się w potrzebie, kiedy czas nadejdzie
Zawsze czuć się pewnie, gdy śliski grunt
Będzie ponownie próbował powalić nas z nóg
Razem jesteśmy siłą, więc chodź człowiek z nami
Włącz "Poza horyzont" - ta muzyka nie ma granic
Odrzućmy zawiść ponad podziałami
Wznieśmy się - zrobimy to wspólnymi siłami
Jedźmy gdzieś, nieśmy treść - kochajmy hip-hop
Jak w '95, '96 - poczuj to wszystko
Jesteśmy blisko, robimy to dla was
Więc pierdol disco, włącz rap i wstawaj!
Buka:
A ja się jaram że nie jaram i mnie wiara mija ta,
Jarana faja to nie lada żmija,
Powiadam-zabija,
Nie nawala już klimat, że wale jak nikotyna,
I pale paczek parę jak lokomotywa do Berlina
Dziury na ubraniach,
Cztery stówy za miecha jarania,
Próby zapobiegania i kluby bez odpalania tej zguby,
Bania się kłania, bez tuby padaj na grania,
Jak wypierdalam te szlugi z szalupy jak kapitan Faja,
A tu nie ma jak w tramwajach i barach, hotelach i chatach,
Cholera, wypłata mi tera dopiero lata,
Nie ma jak jarać teraz, nieraz się użerasz,
Jak nadal pożerasz raka i wspierasz tytoniowego papa
Nie ma jak spoko astma, sound blasta, z płuc jak w spazmach,
Żółć w tym, babrać, pluć tym, kurwa, kasłać!
To gówno jak kasztan, w płuco ktoś Ci nasrał,
Więc rzuć to w chuj, cobyś wykasłał asfalt.

Refren:
A ja się jaram, że nie jaram jak faja Popeye'a,
Nie jestem baran i nie jaram,
Jara twoja stara! x4

Rahim:
Nawet przez myśl mi nie przeszło jak to wciąga,
Chciałem tylko puszczać kółka i nauczać się zaciągać,
Spółka liczona w latach, nie miesiącach,
Nie gadam o rurkach, bibułkach czy bongach,
Jeśli Twa lokomotywa sięgała Berlina, Rahima,
Skład wagonów kończył się w Chinach,
Zadyma przypominająca dym z komina,
A w żyłach płynąca nikotyna,
Nieustanne "yhy, yhy" lub-yhy, yhy! pfu!
Przy tym odór niczym aszynbecher (?),
Koniec walki z kretesem, na to keszem i rwetesem,
Bom swego losy szefem,
Pomarańczowa flara niczym nocna mara powraca w koszmarach,
Biednego mara, ja to ex palacz, wiec ode mnie wara!
Zaś atakuje poczwara, niegdyś dobrana z nas para,
W końcu się budzi ofiara, no i jara, że nie jara!

Refren:
a ja się jaram, że nie jaram jak faja Popeye'a,
nie jestem baran i nie jaram,
Jara twoja stara! x4

Rahim:
Ja się jaram, ze nie jaram 2x

(Palenia na zdrowie, "yhy, yhy" lub "yhy" przy tym odór niczym aszynbecher (?), wybór nalezy do Ciebie 2x)
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo