Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Ty choć raz okaż serce, swojej sparing partnerce
W czasie, gdy Ona krwawi, Ty polewasz wódeczkę
Traktowana jak kundel, czy przetrzyma kolejną rundę?
Z rozprutym brzuchem, jak naćpana Nancy Spungen
Co to za burdel, iście penerskie Love Story
Pieprzyć ten klimat chory, który beret Ci porył
Jesteś twardy jak gnida, chcesz cierpieć w życiu jak Frida?
Zajechana madam, niczym Heidi Fleiss, chwila
Po co tak z losem igrać, już nie zdołasz się pozbierać
Jak po Rockafella i to, z drugiej płyty Redmana
Złowrogie miasto nocą ludzi z godności odziera
Z niejednej zrobił kurwę, z naiwnego frajera
Aż dech w piersi zapiera, gorszący widok przemian
Jak złe życie niszczy ludzi, złe życie zmienia
Nie zamierzam oceniać, tej, Broń Boże, przebacz
Wszystkim tym, co stąpają po swojej ścieżce cierpienia
Ty wciąż pokrzywdzony, jak w swoich rolach Tim Robbins
Nie rób z siebie ofiary, nadal pieprzyć kompromis
Bo w życiu codziennym, niejeden chłopak się stara
Mimo, iż pół tego życia przesiedzieli w kryminałach
Powiesz, taki obyczaj, weź się przyzwyczaj
Do obojętnej obserwacji brutalności życia
Tu, gdzie nocny świat rządzi się swymi prawami
Wita Cię dzielnica cudów, wnet Cię omami

Życie jest hajem, więc po co się odurzać
Po prostu żyj, zamiast wiecznie się wkurzać
Być człowiekiem to wyczyn. Być złym? To żadna sztuka
Bo życie jest hajem, a więc żyj, weź się nastukaj (x2)

Ty przyglądasz się rozdarciom, między żoną a kochanką
Przy kopercie, ze szklanką, nie wiesz czym jest dzienne światło
Tak wielu już padło, wciąż przeżywasz to piekło
Gdy koleżka w środku nocy znów podjeżdża z kolejną
I ciągniesz białe ścieżki, nie warto, wierz mi
Tak żyć i się przekręcić, jak biedaczek Lou Ashby
Nadal trwa, bez przystanku Twoja samobójcza misja
Bo Ty z całej palety dragów, nadal korzystasz
Ile tak wytrwasz, się w końcu zastanów
Zamiast próbować lizać okruchy koki z dywanu
Dla Ciebie Dr. Dre, a dla mnie Dr. Dru
Chcesz, to tak rób, a ja wolę być zdrów
Gdy Ci egzystencja zbrzydnie, pewnie prawda się wyda
Wtedy palniesz sobie w łeb, niczym Barbara Blida (†)

Życie jest hajem, więc po co się odurzać
Po prostu żyj, zamiast wiecznie się wkurzać
Być człowiekiem to wyczyn. Być złym? To żadna sztuka
Bo życie jest hajem, a więc żyj, weź się nastukaj (x2)

Życie może być hajem, kojącym jak śpiew Salmy Hayek
Choć często złudnym rajem, to życie, Ci się wydaje
Nic nie dostajesz? Może zbyt wiele żądasz
Nie chcąc wypełniać przy tym własnych zobowiązań
Chcesz, by nawiązka była standardem w życiu
A zbyt często krwawy horror, jak w "Od zmierzchu do świtu"
Koniec żartów bez kitu, Ty na czas nie wciskasz stop
Znam takie reakcje, które sieją gorsze zło
Powiem osiągając dno, niszczysz bliskich, paląc mosty
Zachowujesz się jak dzieciak, siejąc gniew w świecie dorosłych
Zbyt dużo bólu, nadal dźwigam swój krzyż
Niebezpieczne zachowania, plus niejedna złota myśl
W czasie, gdy przychodzi niż, myśli precz, wołam "A kyż!"
Słyszysz te zgubne podszepty? Ten diabelski volume scisz

Życie jest hajem, więc po co się odurzać
Po prostu żyj, zamiast wiecznie się wkurzać
Być człowiekiem to wyczyn. Być złym? To żadna sztuka
Bo życie jest hajem, a więc żyj, weź się nastukaj (x2)
Jak reagujesz, jak reagujesz jak widzisz...
Jak reagujesz, jak reagujesz jak widzisz...takiego jak ja tu
Jak reagujesz, jak reagujesz jak widzisz...
Jak reagujesz, jak reagujesz jak widzisz...

Wieczór kira, wstaję z wyra, nowy dzionek, nowa tyra
Jazda, dziki wzrok, gadka szeptem
Ciśnienie lufa w gębie, od nałogów nie ucieknę
Dziewięć-sześć, dwa tysiące i przez wszystkie lata następne
Rozumiesz dziwko? konkretnie, nie żadne studenckie brednie
Sztuka dyskretnie, efekt - kolejna rozbita skóra
Profesjonalnie, nikt niczego nie skumał
Ustawka, decyzja szybka, uderzamy z bandą po skuna
Wymianka dryndały, dobra, szkoda czasu rura
Bzdura, spinać, brać dół lub nura
Tera już po fakcie, akcje typu sankcje
Jakie nasze reakcje, zdane szybko relacje
Witam, myślę - szybko stąd pitam
Pucuj się albo wkręcaj im kita
Nieważne czy wierzy niech prawda po środku leży
Jakieś pretensje, ktoś tu stracił pensję
Głupie zdarzenie, zwykle podzielone wersje
Pisz kurwa ten protokół zenami śmierdzi wokół
Pedały nie dotrzymacie kroku
Szukasz farta, twierdzisz ten, co był na bloku
Tymczasowe lokum 48 społeczeństwo płaci
Mogę zostać waszym gościem nie na długo
Czeka na mnie umówione kółko
Podwórko, nie daleko jedziemy po ziółko

Jak reagujesz, jak reagujesz jak widzisz...
Jak reagujesz, jak reagujesz jak widzisz...takiego jak ja tu
Jak reagujesz, jak reagujesz jak widzisz...
Jak reagujesz, jak reagujesz jak widzisz...

Ta Justina niech się wypina
Za górami za lasami moja gmina
Odpoczynak biała lawina
Różowe światło, kabina numer dwa
Czarna rasowa locha
Jestem tu po to, by poczuła White wocha
Ona nigdy cię nie pokocha
I o to chodzi, o to chodzi
Denhaga sytuacja tego wymaga

Świta Świony sztok, ósmy haraszok
Klitka dwa na cztery no krwawa mery
Rum krople wody my bethrum
Zum pento amatorzy gum Dono, Dono
Bum, bum, Dono, Dono, Dono, Dono
Jestem tu kocham raj, raj urodzony pierwszy maj
Moje okolice podziwiaj, o bata dbaj
Nie dyskutuj, wij się wij
Serce bije, ptak bez karmy nie przeżyje
Bakej, bakej, aż po szyję, w ręku trzymam, a ty fer
Wsysaj sper Thom 24 kilka zer
Dobrze wiesz tego chcesz
Chcesz bym cię macał od pięt do góry wracał
Palec jak łyżka w galaretę, z maniolami setę, setę
Tera więcej mogę przerzuć nogę, sekund kilka
Rozpłyń się jak w słońcu Milka, ruszaj zadem, ruszaj, chlap
Jęcz ty suko, jęcz, mnie drap dla chłopaków szuraj łech
Rap szu, pikawa pech, to tyla co robisz
Jak nie widzisz w hot-papu-butiku Sku Dongilla

Jak reagujesz, jak reagujesz jak widzisz...
Jak reagujesz, jak reagujesz jak widzisz...takiego jak ja tu
Jak reagujesz, jak reagujesz jak widzisz...
Jak reagujesz, jak reagujesz jak widzisz...

Jak reagujesz, jak reagujesz jak widzisz...
Jak reagujesz, jak reagujesz jak widzisz...takiego jak ja tu
Jak reagujesz, jak reagujesz jak widzisz...
Jak reagujesz, jak reagujesz jak widzisz...
To ja - Twój życiorys, chodź ze mną mam pomysł,
pokaże Ci sedno i przedmiot mych odkryć,
pamietasz te zwrotki "żyj chwilą, zapomnij,
bo miną Ci co płyną z prądem jak płotki"?
Pamiętasz te schodki w stronę monotonii,
w pogoni, bo cel goni by od niej odbić,
pamietasz to, wiem, zobacz gdzie żeśmy doszli,
pare stopni wstecz wszystko mogło się skończyć,
chodź dalej, pamietasz tamto skrzyzowanie tych alej,
Jakie było Twe rozwiązanie i lament,
pamiętasz, czy już zapomniałeś?
Za ramie nie zerkaj, tam krwawi Twój talent,
Parter w kartek strzępach, chłodne mieszkanie,
W nim skulony dzieciak, ze zdartym kolanem,
uśpiony w piosenkach, oparty o ścianę,
nie budźmy go, mimo to chodźmy dalej,
prosto korytarzem, aż do późnych zdarzeń,
gdzie z marzeń, pozostały tylko witraże,
ubazgrane piachem, oddane bez walki,
mimo obiecanek i przetartej kartki,
Pamiętasz tą gorycz przełknięcia porażki,
gdy przyszedł też po Ciebie i śmiał się w twarz Ci,
podałem Ci ręke, wskazując na tarczy
Dwunastą piosenkę, Twej ostatniej szansy...
[Doniu]
Nie ważne czy pędzisz sto dwadzieścia na godzine
Czy patrzysz ludziom w oczy stojąc przed miejscowym kinem
Czy siedzisz spizgany w fotelu u kobiety
I portrety znajomych przebijają się w twym oku
Zdjęty obraz życia w nikropolii
Serce boli, czas goni twojej woli
Tylko okruchy zapazia czujesz (czujesz)
Chęć wydarcia, ucieczki stąd, jestem pełen poparcia
Tak jak ty chce uciec z tego miasta
Ale dokąd sam wiesz, ciśnienie wzrasta
Szereg lat za tobą i nie wiesz co dalej
Każdy dzień ospale popycha kolejny
A morale trzeba by zakopać w ziemi
Wszyscy wokół znieczuleni
Zamiast ludzi stosy cieni
Młode twarze bez przyszłości (niestety)
Na maksa radości czerpią z niepowodzeń innych
Boguducha winnych, małych, silnych
Dużą pasjął swoje życie napełniajął
Łamiął stereotypy, małomiasteczkowe tanie chwyty
To nie ich Grad Pri
Wybór ciężkiej drogi życia wcale nie jest taki zły
Wcale nie jest taki zły

Co z tego, że będziesz bujał się C klasą
Zdobyć na blondi obciążoną bugami i masą
Deszczowych dni zabijanych skrętami
By powłazy na chacie życie urwanymi filmami
Pstryknięcie palcami, bańka pęka
Autobus co rano, gorycz czy udręka?
Małe przekręty by mieć za co żyć
A raczej mieć za co młodość przeżyć nieco inaczej
Tym samym się raczej nie wyznaczam oceny
Rzucam na CD problemy
Czasem pełen tremy
Czasem pewien siebie
Nie myśle skąpo, marwie się o ciebie człeku
Jak rówieśnik u schyłku wieku
Wiem, trudno jest żyć jak człowiek w zoo
Nikt tu cie nie powie, to jest to rozwiązanie zagadki
Kryje się najczęściej słowa własnej matki (napewno)
Lepiej uczyć się na błędach innych i unikać wpadki
Tylko zdrowy umysł ratuje przed zgonem (ratuje)
Wystarczy pomyśleć, powiedzieć spokój wole
Zająć się żmudnym kuciem własnego losu
Stworzyć wyspę normalności, wciągać na nią coraz więcej osób
Nie mów mi, że nie pójdziesz,
Nie mów i, że nie zrobisz,
Bez przerwy to powtarzasz,
Mam tego szczerze dosyć.
Nie mów, że nie masz siły
I jesteś już zmęczony,
Bo tak mnie tym zmęczyłeś,
Że ma już dosyć.

Nie to nie,
Sama sobie wszystko zrobię
Sama pójdę, sama powiem,
Sama wezmę, wyjdę, zjem.
Nie to nie,
Sama sobie wszystko zrobię
Sama pójdę, sama powiem,
Sama wezmę, wyjdę, zjem.

I będę sama chodzić,
O Tobie nie pomyślę
I pójdę tam i tutaj,
Ciebie z powrotem wyślę
Już się nie denerwuję,
Bo przecież nie ma o co.
Takie jak ja gdy chcą
To same sobie chodzą.


Nie to nie,
Sama sobie wszystko zrobię
Sama pójdę, sama powiem,
Sama wezmę, wyjdę, zjem.
Nie to nie,
Sama sobie wszystko zrobię
Sama pójdę, sama powiem,
Sama wezmę, wyjdę, zjem.

Chodź, proszę Cię chodź ze mną, chodź ze mną
Janie chcę sama, ja się boję
No, chodź, jest zimno i ciemno
Może byś ze mną poszedł do mnie?

Nie to nie,
Sama sobie wszystko zrobię
Sama pójdę, sama powiem,
Sama wezmę, wyjdę, zjem.
Nie to nie,
Sama sobie wszystko zrobię
Sama pójdę, sama powiem,
Sama wezmę, wyjdę, zjem.

Nie to nie...
Nie to nie...
Nie to nie...
[Doniu]
To śmierć jak rzucony kamień tworzy fale
Na brzegu czekam na swoją kolej słyszę lament
Na dnie przybywa naszych nowa gwardia
Splatam dłonie błękit nieba chmur sztandar
Fale cierpienia odchodzą i słabną
Susza serc wokół mnie pod nimi bagno łez
Smutku grabaż dziś brak go ewidentnie
Czerń płaszczy kwiatów chłodna czerwień
I tylko słońce uśmiecha się do mnie dziwnie
Przez gałąź mrugając poprawia wizjer
Złoty niemy świadek kolejnej traumy
Nieważne gdzie twój dom i o co walczysz
Przyjdzie dziwny dzień moment miejsce
By po raz ostatni stanąć przed wejściem
Stanąć przed światłem swymi uczynkami
I znów porani nas od kolejnej fali ktoś

Refren:
Przychodzą odchodzą palą się i gasną
Pokolei ej budzą się by zasnąć
Mamy ich raz teraz hasło Nasi
Mamy ich raz teraz hasło Nasi
Ból, śmiech, mrok, jasność
Wspomnienia mamy je na właśność
Na zawsze w nas teraz hasło Nasi
Na zawsze w nas teraz hasło Nasi

[Kris]
Uczmy się kochać swoich ludzi bo odchodzą nagle
Nagle pan zwija żagle, nam słowa żadne
Nie zagoją ran, które krwawią, boski plan
Ludzie nic nie przeciwstawią stwórcy
Nasz czas się kurczy mów czy chcesz
Umrzeć jak głupcy czy żyć wiecznie wierząc trójcy
Wzrok zabójcy na nas spoczął
Zaczął się kocioł, trochę nas pociął
Podciął skrzydła, lęk przeszył jak igła
W tym sęk linia życia migła przed oczyma i wtedy
Myśleć zaczynasz co zostawisz a co weźmiesz
Co trzymasz w ręku trzeźwię a co nie warte pęka kłaków
Zostanie starte w jednej chwili
Dla chłopaków i dla sióstr co odeszli już w pamięć
Jest modlitwa wieczny odpoczynek dla każdego
Który wytrwał w niej wyrwał się śmierci
Ty też jej zwiej z sieci
Niech pan nam świeci a Ty, On
Oni wszyscy jesteśmy jego dzieci tak to leci, leci, leci

Ref.

[Liber]
Niewąska gorączka nocy sobotniej
Śląska ziemia jakiś klub nieistotne
U wejścia schody i ludzi pełne stopnie
Na sali stopnie zwielokrotnione wielokrotnie
Niepospolite gorące podszyte ogniem
Dziewczęta w pierwszych rzędach tańczą ochotnie
Występ tych których sądziłeś o zbrodnie
Potniesz się z nienawiści gdy ujrzysz jak to zrobię
Potężny balet jeden z tych mistrzowskich
Gdy po trzech bisach na loży usiądź spocznij
I po całości chłopaki poszlim w gości po płyny
Urodziny parę flaszek w urodziny
Łykam jeszcze raz jeszcze świadom
Z zasadą że wypić zdrowie nie jest presadą
Z brygadą zespół Dj menago Ziętas
Taki obraz zapamiętam na zawsze

Ref. x2
Głęboko w szafie schowałem wszystko co mam, co miałem
W metafory ubrałem wszystko między mną a światem
Wiesz, jest taka droga, idę drogą tą, noga za nogą
Obok inni chodzą. Zobacz ty też idziesz dokądś obok ze swoją legendą
Prosto w słońcu tak samo jest ze mną
Popatrz na rozkład, na skrajne losu miejsca
Pomyśl chociaż dla Ciebie nie mają znaczenia
Łączą dwie części mnie pomostem nad krawędzią
I mam nadzieję, że zostaną ze mną na zawsze połączone
By nie tylko patrzeć móc na nie, ale móc dojść po kładce tego mostu
Czarno biały świat przystanków pełen
Zmienia się skład lecz autobus ciągle gna przed siebie
Dni składają się w nim w podróży lata
Od pętli do pętli autobusem pięć dwa dwa

Czerwono żółty diesel pełen nieznajomych
Te osoby to najwierniejsi towarzysze drogi
Przez życie, na odległe końce miasta
To tourne moim autobusem pięć dwa dwa

Od tej pętli przy torach
Aż do miejsca, w którym jeden król Jan III swój pałac zbudował
Dla was tylko tourne przez korki tego miasta
Dla kierowcy tylko praca
A dla pasażerów tylko trasa
Pełna potów letnich, dnia upał
Pełna zimna i ciemna, gdy tylko pierwszy śnieg upadł na trotuar
Kiedyś wolny, psujący się Ikarus
Teraz nowiutki Neoplan, miasto idzie naprzód
Jak my, jak świat, jak Ty z nową zmianą
I tylko moja miłość i te miejsca trwają
Znam tą trasę na pamięć, każdy zakręt
Lecz wciąż uwielbiam jadąc za okno patrzeć
Słuchać tych rozmów ludzi, gdy ja odbywam podróż,
Z miejsca hołdu muzyce do miejsca hołdu Bogu

Czerwono żółty diesel pełen nieznajomych
Te osoby to najwierniejsi towarzysze drogi
Przez życie, na odległe końce miasta
To tourne moim autobusem pięć dwa dwa
Łódź miasto grzechu
Łódź miasto morderstw
Łódź w kilka sekund o sobie nie da zapomnieć
Łódź dzieci w beczkach
pavulon w karetkach
Łódź się nie przestrasz, jak przyjdzie Ci tu mieszkać
Łódź nie pytaj skąd rana na sercu
zobacz psów co ładują tu z ostrej do studentów
Łódź miasto seksu
Łódź miasto dźwięku
Łódź miasto jazzu, bluesa, łódź polski centrum
Łódź tu może wszystko się wydarzyć
nie wierzysz, o Domańskiego spytaj taksówkarzy
Łódź miastem zdrady, jak nie szanujesz życia
Łódź tu intelekt dokształca ulica
Łódź miasto zbrodni, nasz niechlubny tytuł
Łódź - to w tym mieście mordują polityków
Łódź zweryfikuj co mówię, bądź przy tym
Łódź tu się wódę rozlewa na słoiki
Łódź miasto klubów
Łódź miasto dymu
Łódź miasto przygód
łódź miasto stylu
obiecana ziemia, ŁDZ miastem snów
mam w dowodzie Bałuty, jak umrzeć to tu

Umieramy za kraj, za pracę
za Boga, za wiarę, jak i hajs na tace
za słowa, za zdania, umieramy za wersy
za wszystkie spisane w naszych myślach kompleksy
umieramy za fart, marzenia, za raj, za eden, za stan uniesienia
za ziemię, jej owoc, jeśli masz ufać plonom
umieramy za syf nazywany życia prozą
umieramy za bliskich, tak samo jak robimy po alkoholu z miasta oktagon
po wszystkim umieramy za atak, za potłuczone gęby i moralnego kaca
umieramy za wolność myśli, za zdolność do osiągania różnych korzyści
to instynkt, a może zdrowy rozsądek, chcę byśmy umierali dziś za pieniądze

Umieramy za sławę dla legendy
za własne pięć minut, by być w czymś najlepszym
za stress i odwieczny strach przed końcem
umieramy za najlepszy czas dla wspomnień
umieramy za miłość bez granic
ani jednemu dalej do miłości niż zdrady
umieramy za system, za to że hipokryzja bez niego już nie daje nam istnieć
umieramy za biznes, za biblię, za koran, za torę i religię w szkołach
zaprowadź mnie na szczyt, umieramy za chciwość i za to żeby być ponad tym
umieramy za przyjaźń, za szczerość, szacunek i relacji klimat
za dumę, emocję, czy też zdrowy rozsądek,
a chcą byśmy umierali dziś za pieniądze

umieramy za drobne
czy dobrze to nie wiem chyba, że masz promocję to oszczędź dla siebie
umieramy za dziwki, lecz jak umieramy dziwkom zależy na testamentach
umieramy za dzieci, ale własne, umieramy za pierwszy krok, za czytankę
umieramy za prawdę, dla prawdy, przez prawdę, umieramy za satysfakcję
umieramy za ziomków bowiem
jak umierać młodo to tylko z honorem
umieramy na co dzień za lepsze jutro
za każdą drastycznie odczuwalną trudność
umieramy za cyfry, choć nie ufamy liczbom
umieramy za rodziny i hip hop
za wersy, breaki, sample i progress
a chcą byśmy umierali dziś za pieniądze
Rozjadę jak walec, zrób skok stąd na drogę Wiejską
Dla mnie jesteś świeżym asfaltem #poseł Godson
Nie mam nic z rasisty, więc się proszę nie dąsać
Głupi żart, dziwnie on wygląda #Bronek bez wąsa.
Warszawiak, lecz to Polska mnie zdołała ukoić
Chyba tam częściej kisiłem ogóra niż tutaj #słoik.
Nie mam prawka choć to byłby patent
Miałbym relację z ojcem wreszcie, gdym w salonie kupił Tatę.
Czym są hashtagi, spytałem Tomba
Ofertą, teraz by stać się jego szybszą wersją #Alberto
Płynę, zamiast żagla mam grzywkę, co nie
Ty zawijasz do portu, łeee-sb (USB) #płaczki
Zacznij być mniej pokraczny lub płać mi ziomal
Zamurowało cię już? Dobrze. Przerobię cię na bankomat.
Moje słowa ważą, twoje słowa nużą
Gdy ktoś myśli gażą wtedy w sztuce nie znaczy dużo!
Być jak pryszcz? Raczej jak gęsia skórka wzbierasz,
How does it feel? - spytaj swe przedramię teraz.
Polski beef, wołowina znaczy
Jem tylko argentyńską #papież, ta polska ma coś z klaczy
Zbite konie (o nie), bronię przed tym mą kolonię
W jej gronie niejeden pionier od Mokotowa do Moniek, ziomie
Się rozgadałem, sorry, nie śpisz jeszcze?
Bit Snobe, za co poli, alko miaga, Typ Mes Ten

Zwykły kot? Nie. Lepszy żbik.
Ma polski sznyt. I jest dziki.
Wydarzeń splot każe wierzyć mi
Że to mój żbik, zrobię wyniki.

Zwykły kot? Lepszy żbik.
Ma polski sznyt. I jest dziki.
Wydarzeń splot każe wierzyć mi
Że to mój żbik, zrobię wyniki.

Ja wyczuwam pismo nosem i cisnę
Inni SMSują po towar, wyczuwają nosy pismem
Ten świat, każdy się go zrozumieć stara
Wszystko miesza się ze wszystkim, Lil Wayne, Rooney Mara
Moi wrogowie są jak wściekłe panny, to na pewno
Chcą atencji, bo najbardziej przeraża je obojętność
Wakacje? Raz na Helu, pracuję na future
Oni brzmią jakby byli ciągle na helu #Madzia Buczek
Nasze akcje idą w górę, spytaj Kuby Knapa
Skurwiel jest wysoko, lepiej by nie zapadł na zespół Apa*
Z daleka jedziesz metrem, musiałeś się pod ziemię zapaść
Milcz i w myślach zwij mnie Piotruś Pan japa
Berbeć, co za słowo, berbeć, parz mi herbę
Chciałbyś działać z J&B lecz odzywa się tylko Gerber
Mody przemijają, a jebać ten kawałek
Ani jego, ani hashtagów nie będzie na płycie wcale!

Zwykły kot? Lepszy żbik.
Ma polski sznyt. I jest dziki.
Wydarzeń splot każe wierzyć mi
Że to mój żbik, zrobię wyniki.

Zwykły kot? Lepszy żbik.
Ma polski sznyt. I jest dziki.
Wydarzeń splot każe wierzyć mi
Że to mój żbik, zrobię wyniki.
Szad:
Kiedy patrze w ich źrenice widzę własne odbicie, wspomnienia które iskrzą jeszcze dziś oczy szklą , mały pokój i ja modląc się za cisza ,która była mi najbliższa rzeczą. Bliższą niż ona i niż on , bliższa niż dom gdzie wyrosłem, brak pieniędzy i alkohol niszczą, proste. Ktoś powiedział mi opisz to, to opisuje.Nie wierzysz, to spytaj moją siostrę,ona tez wie.
Też pamięta boazerie na niej czerwień, do dziś pewnie czeka aż ktoś kłótnie przerwie, wiele razy uciekałem stamtąd, uwierz znam to, wiem co czuje dziecko,myśli sobie:"biec!", bo jedyna myślą jest uciec stad.Pamiętam późne popołudnie, 4 piętro ,im wyżej tym smutniej schody, zamek , kuchnie, kiedy tak szedłem nieufnie patrząc czy alkohol cuchnie, wiem jak boli i jak puchnie, jeden Bóg wie o co były tamte kłótnie, dziś nie pałam do nich gniewem, lecz jednego jestem pewien, ten dom to nie był Eden, ilu takich jak ja nie wie, nie dociekam lecz jako dziecko nie widziałem w nich człowieka, wiedz to!
REF.
A teraz śpij(teraz śpij) i zapomnij (zapomnij o tym) co widziałeś, co słyszałeś, co przeżyłeś i pomyśl że to sen, ze to wcale nie działo się, tak będzie lepiej ŚPIJ!!
Nullo:
2 piętro w poniemieckiej kamienicy, piękno ciszy zakłócone, ktoś krzyczy, to sąsiedzi z pietra, mimo ze byłem młody to pamiętam numer drzwi 7, taka tam noc niejedna jak ta, ale do sedna, spałem, lulany przez mamę, dopóki nie słyszałem różnych kłótni, próżnych, których nie rozumiałem. Czy to były omamy? Ze snu zerwany, wlepiałem wzrok zaspany w mówiące ściany. Słyszałem głos kobiety, nadęty, facet krzyczał bez przerwy, miał nerwy, płacz dziecięcy, niewyraźny choć tak wazny dla tysięcy rodziców, tutaj był zbędny, nie jak spirytus i goście. Ja owinięty w pościel myślałem, Bogu ducha winny malec ,po co komu łzy wylane, pytanie za pytaniem, przecież mogłem to być ja, u mnie arkadia, tam impra trwa, huk szkła, łamane krzesła, słyszałem jak prosił, lecz nikt nie przestał.Rano widziałem go pod brama, z podrapana twarzą, siedział na piłce, pamiętam.Na raczkach sińce miał, wspominam chłopca mieszkanie po nim, to pustostan.
REF.
A teraz śpij(teraz śpij) i zapomnij (zapomnij o tym) co widziałeś, co słyszałeś, co przeżyłeś i pomyśl że to sen, ze to wcale nie działo się, tak będzie lepiej ŚPIJ!!
Pork:
Czarne opary nad miastem, niczym mroczny zastęp, zwiastowały burze, jeszcze ja wpatrzony dłużej, w taniec lisci na wietrze oderwał mój wzrok, chłopak w prującym się swetrze chciał schować się przed deszczem, a światło latarni świeciło tuz nad nim, zgadnij skśd spadły pierwsze krople. Widziałem sine policzki całe wilgotne, na nich słone sople, a w nich utopione strach i smutek, miałem zapytać po co nocą jak wyrzutek stoi pod drzewem, lecz chyba zabrakło mi odwagi, nie wiem. Cicho jak złodziej dalej siedziałem w samochodzie, i patrzyłem zza szyby na żywy obraz, na bezbronne dziecko i nikogo by strzec go, na jego brudne dłonie i na ubranie na zapłakanie, niewinne powieki, miał wypieki pomimo chłodu, z powodu głodu zapadnięte policzki. Czemu nie wraca do domu, jak myślisz?
REF.
A teraz śpij(teraz śpij) i zapomnij (zapomnij o tym) co widziałeś, co słyszałeś, co przeżyłeś i pomyśl że to sen, ze to wcale nie działo się, tak będzie lepiej ŚPIJ!! (2x)
Refren:
Natłok myśli - to mnie niszczy, trzeba walczyć, wygrać, zniszczyć,
to co boli, niepokoi, mieć oparcie w kimś kto koi x2

Sam nie dasz rady, zwiędniesz jak liście
życzę ci byś odnalazł swoje życie
psychika to studnia, źródło wydarzeń
robisz wszystko to, co ona ci karze
widzisz twarze śmiejące się z boku
ja cierpię z powodu myśli natłoku
kto tu zostanie jak nie znajdziesz sposobu
by przeciąć ten sznur, ludzi wokół

Refren:
Natłok myśli - to mnie niszczy, trzeba walczyć, wygrać, zniszczyć,
to co boli, niepokoi, mieć oparcie w kimś kto koi x2

Staram się patrzeć i być otwartym
jakoś się trzymać w szeregu zwartym
mieć wiarę, mieć oparcie, mieć to, co miałem kiedyś na starcie
widzieć notki z nieba, fotki, które Bóg pośle widzom, świat gorzki nie słodki
padam na ziemię i proszę o sygnał
łzy ciekną po oczach, bo niszczy mnie ta wizja
chciałbym to cofnąć, naprawić nie umiem
lecz walczę do końca aż ktoś mnie zrozumie
DKA

Był sobie kiedyś taki anioł bardzo smutny
szukał celu, szukał sensu i szukał pokuty
był zdrowy w sercu, lecz bardzo chory w duszy
co się gdzie nie ruszył, to widział widmo zguby
Bóg go zawołał i powiedział szukaj ludzi
więc się odważył, poszedł szukać swej otuchy
po kilku razach, gdy go ludzie odtrącali
rozwinął swe skrzydła i poczuł smak odwagi
płakał z radości, bo płakać powinien
płakać łzami czystymi przez chwilę
potem więc odszedł z powrotem do nieba
Bóg był z niego dumny już się o niego nie bał
teraz ten anioł jest królem aniołów
silny jak nigdy, bez wewnętrznych sporów
DKA król aniołów

Refren:
Natłok myśli - to mnie niszczy, trzeba walczyć, wygrać, zniszczyć,
to co boli, niepokoi, mieć oparcie w kimś kto koi x2
Taki to biznes, takie to inne rzeczy już nie leżą
Jaja jak kinder paramagara fina machina to pieniądz
Dziś rozumiejąc co ukrywa puenta
Legal, legal, legal na prezydenta O.S.T.eR.
Takim to fartem nieunikniony postęp
Kiedy to O.S.T.eR sam problemów nie rozwiąże
Kłam jak każą, takim to setka ,takim to bletka
Każe jak setka, przywołuj, sesja
Taki to ekstrat, cykam majestat
Reprezentuj nasz styl co buja jak bingo
Milion gotów, a salwa w powietrze jak ringo
Takie to zacne jak bit do raga, tu głowa do taktu
O.S.T.R.y jak kaktus, nas tu przypada
Bo, to raga raga raga raga raga raga x2
Taki to masta, kapitulacja, zrozum nastał czas płodu
Więc szczegóły omów dla moich ziomów

Ref.: Bujaka jamajka miłość w 100%
Jaraj, jaraj, jaraj, O.S.T.R.y na prezydenta. x4

Mówią, że mam to co Irena Santor
Ja wiem, że to kłamstwo konflikty spal bo
Nie działam pod dyktando, sala pęka w szwach
Nalać, tequila rozpala duży biust na blat
I wokół mus, luz, pijem za wniosek rasta
Zielone lekarstwa THC warstwa
Styl chasanodawca jak terror i Bagdad
Tak error i kabza, mostedon pedofilem na palcach
Gdy słodycz jak mamba, tak coś się robi jako wilczy panda
Mój plan to ganda - jebać snobizm
Rap, reggae, petarda trzeba to dobić
Wyrównać zamiast się wozić po wytwórniach
Dla których umysł to próżnia, myśl to kawał gówna
Nic nie rozróżniać - chujnia, każdy zna się na bujdach
Ja gwarantuje konkret spoko, spoko prezydent O.S.T.eR
Bo to raga raga raga raga raga raga x4

Ref.: Bujaka jamajka miłość w 100%
Jaraj, jaraj, jaraj, O.S.T.R.y na prezydenta x2
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo