Popularne piosenki. Polski Hip Hop


Ten wie, tamten wie tylko ja nie wiem
Może coś przeoczyłem a może nie znam sam siebie

Oni wiedzą wszystko a ja wkurzam się o nic
Przecież oni mówią i dają mi prawdę na dłoni
Więc to bankowo fakt jest to
To przecież proste oni wiedzą lepiej kim jest Eldo
A Eldo to ten raper co non stop ciągnie koks
I pali trawkę tak ten
Kiedyś kipiałem teraz śmieję się szczerze
Tak mało wiem o sobie a chce coś więcej wiedzieć
Szukam źródeł tej mani jak klepto
By wiedzieć zawsze świeże z kim i gdzie kto
Oni kochają te plotki codziennie żywią się nimi
Mają nudne życie więc chcą podglądać innych
Chcą pstryknąć fotkę życiu jak paparazzi
Szukają wściekle lecz nie znajdują prawdy

Ludzie spoglądają na mnie z boku
Wielu myśli że, wielu mówi, słyszę
Nic się nie zmienia, ludziom w głowach się przewraca
Ale spoko, ja dobrze wiem kim jestem
Ludzie spoglądają na mnie z boku
Wielu myśli że, wielu mówi, słyszę
Nic się nie zmienia, ludziom w głowach się przewraca
Ale spoko, ja dobrze wiem kim jestem

Ten wie, tamten wie tylko ja nie wiem
Może coś przeoczyłem a może nie znam sam siebie

Co mam, ile mam i iloma jeżdżę samochodami
Chcą znać stan mego konta
Słyszałem na koncercie ile wziął ten Grammatik
20 koła, Boże, to jakaś paranoja
Ile oni mają, na pewno śpią na forsie
Na pewno mają pościel haftowaną w dolce
Nie szukam źródeł bo to jest starsze niż węgiel
Ludzie chcą zabrać tym co mają choć złotówkę więcej
Ja biegam za tym i nie słyszę tych leni
Jęczenie jak stara baba nie napełni Ci kieszeni
Ale co tam woli taki grzać stołek
I patrzeć na innych wzrokiem jeść ich pieniądze
Ślinić się wymyślając bajki
Wiem to jest trywialne ale przecież nie ma nic bez pracy
Chcą zrobić fotkę moim kieszenią jak paparazzi
Szukają wściekle nie znajdując prawdy

Ludzie spoglądają na mnie z boku
Wielu myśli że, wielu mówi, słyszę
Nic się nie zmienia, ludziom w głowach się przewraca
Ale spoko, ja dobrze wiem kim jestem
Ludzie spoglądają na mnie z boku
Wielu myśli że, wielu mówi, słyszę
Nic się nie zmienia, ludziom w głowach się przewraca
Ale spoko, ja dobrze wiem kim jestem

To chyba całkiem dobrze tak wiedzieć więcej
A oni mają dla mnie sposób na życie lepsze
Specjaliści, chciałbym poznać ich wszystkich
To chyba fajnie mieć ludzi tak bliskich nie
Przyjaciele szukający dziury w całym
A cudzy świat tylko liczy się dla nich

Ten wie, tamten wie tylko ja nie wiem
Może coś przeoczyłem a może nie znam sam siebie
[Ostry]
Niby ten sam człowiek, lecz inny wyraz twarzy,
na tym samym szlaku, a los się ciągle warzy,
pełen zdumienia przez wszystkie te lata
jak czas z obcej osoby robi brata
a przyjaźń tak krucha jak ten stary chleb
tysiące potknięć i miliony gleb
a tamte wpadki teraz bez znaczenia
teraz nowe cele, teraz nowe pragnienia
a w lustrze już inna, inna osoba
tą postać zmieniła nie jedna przeszkoda
i aby pokrywały się, czyny ze słowami,
22 lata z tymi zasadami
bo poza honorem nie mam nic innego
to kolejny krok w przód rapu śląskiego
i choć Ostry zawsze będą na mnie mówić
nie ma co się okłamywać, nie ma co się łudzić
to już nie to samo co podstawowa szkoła
czy technikum, średnia, czasu cofnąć się nie zdoła
inne zachowanie po zdobytym doświadczeniu
tak jak każdy inny tekst w tym samym pomieszczeniu
tak szybko to minęło, że nie zdążyłem się obrócić
i czasami chciałbym do tych czasów wrócić
(do tych czasów wrócić)

Ref. [Magda Głuch]
Na przestrzeni lat, całkiem inny ty,
nie powrócą już te wypłakane łzy,
Z każdym rokiem lepiej znasz samego siebie
a lustro nie oszczędza, 100% w nim ciebie
To co nie zabija wciąż wzmacnia nas
A to co nas czeka pokaże czas...

[Mara]
Zapierdalają dni i mijają lata
Wśród swoich ksywa Mara
nie jeden ma za brata
Z mojej mańki vice versa
postawą to potwierdzam
daje nam pod serca
swoich nie przekręcam
Gdy z czystym sumieniem
przed lustrem staje i pamięcią sięgam
przed oczami zdarzeń księga
lepsze, gorsze chwile się pamięta
Jaka będzie puenta kiedyś czas pokaże
na czym wyjdę konkret, a na czym się sparzę
z życia faktów nie wymaże
tak jak kiedyś dzisiaj nadal marzę
mam marzenia trochę inne,
lecz jakoś mniej dziecinne
do wielu spraw przywykłem choć lekko nie poszło
gdy codzienne sprawy skutecznie marzenia koszą
bo trzeba brać ten kocioł, z bratem polać gorzoł
i pamięcią sięgnąć, niby tacy sami a zmian pełno
kilka przyjaźni zwiędło,
chuj trafił, kilka numerów telefonów,
kilka adresów domów tez poszło w niepamięć,
to człowiek, a nie życie tworzy zamęt
BEZIMIENNI AMEN

Ref.
Na przestrzeni lat, całkiem inny ty,
nie powrócą już te wypłakane łzy,
Z każdym rokiem lepiej znasz samego siebie
a lustro nie oszczędza, 100% w nim ciebie
To co nie zabija wciąż wzmacnia nas
A to co nas czeka pokaże czas...

[Ryjek]
W głębokiej puszczy ja sam jeden
Zaczajony chłopak musiał być za siebie pewien
Robił to co los dał, choć nie było można
i tak twarz groźna wciąż obserwowała
jak w lustrze odbicia szybko się zmieniała
to jest moment jak człowiek się zmienia
Zarobiony przez lata teraz patrzy po kieszeniach
to kolejny temat na następnej stronie
kiedyś było ciężko teraz sam się już obronie
widzę-patrzę, patrzę-widzę, nie kłamie,
swoje odbicie w lustrze zmienia wygląd w niepamięć
rozwijam się z wiekiem, jestem tym samym człowiekiem
tylko więcej problemów i więcej przekleństw
na to co jest, na to co było
coś szczególnego w moim życiu się zmieniło
zacieram ślady, choć ich zatrzeć nie umiem
że jestem teraz mądrzejszy tego nigdy nie zrozumiem
tego pojąć się nie da, teraz mogę mieć wiele,
a spotkała mnie bieda, na potomka potrzeba,
jak najwięcej żeby zawsze mój synek miał wolne ręce,
miał wolne ręce...

Ref. x2
Na przestrzeni lat, całkiem inny ty,
nie powrócą już te wypłakane łzy,
Z każdym rokiem lepiej znasz samego siebie
a lustro nie oszczędza, 100% w nim ciebie
To co nie zabija wciąż wzmacnia nas
A to co nas czeka pokaże czas...
Nie odwracam sie, tak ktos kiedys radzil. mialbys transport do chuja, ty lepiej przemyśl plany. Podejrzanie ubrany, całe miasto do przejścia, kurwa ze też Łódź nie posiada metra. Nie pierdol bo wiesz jak sie dostac do centrum. Może wiem, ale niepewność zrodziła zbrodnia w sercu. Rozpoznasz po miejscu tym me położenie. Szkoda, że jak dym czy Gin sie nie utlenie. Niby to rzut kamieniem na drugi koniec Bałut bardziej zły, niż za komuny z Łodzi ideałow. Ty przeczekaj do nocy, by w księżycowym świetle
oszukać przeznaczenie i dogonić szczęście. Boże dzień i ten tłok bardziej sprzyja od ciemni, ale wiem, że ten pech nas nie omija uwierz mi. Czas upływa, a mędy w końcu złapią ten trop, mimo to może poczeka, żeby zaczął się zmrok.

Bracie nic nie wybiera biegu zdarzeń, a jednak zawsze jest szansa by za drugim razem nie przegrać. Jeśli wiesz co masz robić, jak życ i umierać to bądź świadomy, że to dzieje sie teraz (x2)

Do kogo idziesz ? Ty powiedz w co mam wierzyć ? Gdy myśle "po jutrze" brzmi tu to, jak "kiedyś". Chce tylko przeżyć, przedostać się na ośke. Jak pech Cie nie opuszcza, ta klątwa nie zna rozstrzeń. Miska nie kabanos, czy czekać na nią ? Jeśli się nie spotkamy proszę mi przebacz Mamo. (Mogłoby już być rano) następnego dnia, ale pod warunkiem, że moja tożsamość będzie trwać. Nawet w najgorszych snach bym się nie spodziewał, że to widmo porażki tak ciśnienie podgrzewa. Raczej nie trafie do nieba, więc nie ma co się łudzić, nie chce spłonąć za niewiadomo na stosie jak druid. (Nie ma, że ból czy też strach, jak masz żyć tu) dobra ide spróbuje uciec wolą instynktu. Szybko do [?] gdzieś u szczytu budynku, czy wygra sprytny ? - Nie wiem, biegiem - TERAZ ! no to leci. Kurwa stój, bo strzelam !
słuchaj skarbie, ja nie należę do bogaczy
ale stać mnie zawsze, żeby pójść z tobą na spacer
kilka monet w kieszeni, spacer alejkami
jeśli zechcesz, pójdziemy w najciemniejsze zakamarki
kolejny etap, jak wszystko pójdzie z planem
zabiorę cię na lody do kafejki przy barbakanie
zobaczysz starówkę, tu kupię ci kwiaty
i za chwilę pójdziemy przed siebie za ręce razem
wszystko pięknie się układa, wiem, że nie jesteś niewinna
więc lecimy do kina, nie będziemy gadać o filmach
znowu trafiłem, nawet nie było tak trudno
od dzisiaj możesz czuć się moją drugą połówką
związek się rozwija, nic nie stoi na przeszkodzie
być może w przyszłości zawrzemy ten związek
teraz chodź do mnie, zobacz jak będzie miło
obejrzymy mecz w TV i wypijemy piwo

wiesz, że nic mnie nie obchodzi
mam swoje 50 dróg do ciebie i po nich chcę chodzić
myślę, że problem leży w twojej głowie
wystarczy patrzeć, nie czekać aż w końcu coś powiem
polują ci, którzy boją się odezwać
boją się tego kim są, muszą ściemniać, bądź pewna
przyjaciółka powie ci, że oszalałaś
a tysiąc życzliwych powie ci, że to zabawa
mówię uczciwie, intencje są czyste
pewne sprawy oczywiste, a USC to tylko świstek
wiesz, myślę, że niewiele wymagam
trochę mądrości by rozumieć znaki, które zostawiam
a o miłości powie nam najwięcej codzienność
kiedy pretensje zaczną zabijać namiętność
ale wiesz, że to wszechświat leży obok
50 dróg do ciebie, 50 dróg by być z tobą
[Głowa]
Dam Ci kilka powodów żebyś uwierzył we mnie
Po pierwsze - ta ekipa na scenie zna swoje miejsce
Szczere intencje jak te sprzed dekady - klasyk
Jak pierwsze baggy i z boomboxa podkłady
Złote lata, platynowe chwile
Mam ambicje i siłę, ta historia nie minie
Budzę się by żyć, żyję by grać rap
Popatrz na tą twarz, czy widzisz w niej strach?
To nie dotyka nas, jaki fach taki fan
Nie liczę godzin i lat, to życie mija nie ja
Odbijam od dna, nie ma chwili zwątpienia
Nie boję się zmian, bo wiem jaka jest cena
Od czasów podziemia po płyty na legal
Koncerty, plenery, kluby, ulice i melanż
Miasto moich snów - jestem tu - będę tu
Jak miłość do muzyki od kołyski po grób

[Grubson]
Maskę zdejmij, obcego nie udawaj
Muzykę badaj - nie śpij, dawaj, wstawaj
To ludzi łączy, dopiero zaczyna nie kończy
Życie dobre chwile sączyć, chodź do nas dołączyć

Maskę porzuć, obcego nie udawaj
Spróbuj muzę poczuć, się nie poddawaj, wstawaj
To ludzi łączy, zaczyna nie kończy
Dobre chwile sączyć chodź do nas dołączyć

[O.S.T.R.]
W moim DNA wpisana brzydota
Plus rap, który możesz znienawidzieć lub pokochać
Mój ślad na tej mapie, gdybym miał wybierać znów
Oddałbym wzrok by świat zamienić w słuch
Może... nie mam urody, ale tonę ambicji
I nie muszę patrzeć dziewczynom przy rozmowie na cycki
Choć nie jestem reklamą dla swojego dentysty
To mam serce, tożsamość, niosę szczerość mym bliskim
Jestem chudy, zawsze byłem chudy i będę
Taki chudy, że muszę nawijać na grubym bębnie
Świat zmienia w sekwencje mojej odwagi aranż
Dla ludzi co by życie swoje oddali za nas
Ważne jest losu szczęście, życzę Ci z całej siły
Żebyś nawijał pod pętlę, a nie miał ją na szyi
Byś miał zawsze co jeść, gdzie mieszkać, z kim żyć
W wielkomiejskiej pustyni, skoncentruj się to my, więc wstawaj.

[Grubson]
Maskę zdejmij, obcego nie udawaj
Muzykę badaj - nie śpij, dawaj, wstawaj
To ludzi łączy, dopiero zaczyna nie kończy
Życie dobre chwile sączyć, chodź do nas dołączyć

Maskę porzuć, obcego nie udawaj
Spróbuj muzę poczuć, się nie poddawaj, wstawaj
To ludzi łączy, zaczyna nie kończy
Dobre chwile sączyć chodź do nas dołączyć

[Wężu]
Muzyka jest jak respirator - podtrzymuje sygnał
Ten hip-hop płynie w żyłach, nadal pozwala żyć nam
Siema Polsko, to najlepszy moment by wstać
Bracie, siostro, mamy jedno życie by grać
Przy tym dbać o siebie, robić to wzajemnie
Wspierać się w potrzebie, kiedy czas nadejdzie
Zawsze czuć się pewnie, gdy śliski grunt
Będzie ponownie próbował powalić nas z nóg
Razem jesteśmy siłą, więc chodź człowiek z nami
Włącz "Poza horyzont" - ta muzyka nie ma granic
Odrzućmy zawiść ponad podziałami
Wznieśmy się - zrobimy to wspólnymi siłami
Jedźmy gdzieś, nieśmy treść - kochajmy hip-hop
Jak w '95, '96 - poczuj to wszystko
Jesteśmy blisko, robimy to dla was
Więc pierdol disco, włącz rap i wstawaj!
[Doniu]
To śmierć jak rzucony kamień tworzy fale
Na brzegu czekam na swoją kolej słyszę lament
Na dnie przybywa naszych nowa gwardia
Splatam dłonie błękit nieba chmur sztandar
Fale cierpienia odchodzą i słabną
Susza serc wokół mnie pod nimi bagno łez
Smutku grabaż dziś brak go ewidentnie
Czerń płaszczy kwiatów chłodna czerwień
I tylko słońce uśmiecha się do mnie dziwnie
Przez gałąź mrugając poprawia wizjer
Złoty niemy świadek kolejnej traumy
Nieważne gdzie twój dom i o co walczysz
Przyjdzie dziwny dzień moment miejsce
By po raz ostatni stanąć przed wejściem
Stanąć przed światłem swymi uczynkami
I znów porani nas od kolejnej fali ktoś

Refren:
Przychodzą odchodzą palą się i gasną
Pokolei ej budzą się by zasnąć
Mamy ich raz teraz hasło Nasi
Mamy ich raz teraz hasło Nasi
Ból, śmiech, mrok, jasność
Wspomnienia mamy je na właśność
Na zawsze w nas teraz hasło Nasi
Na zawsze w nas teraz hasło Nasi

[Kris]
Uczmy się kochać swoich ludzi bo odchodzą nagle
Nagle pan zwija żagle, nam słowa żadne
Nie zagoją ran, które krwawią, boski plan
Ludzie nic nie przeciwstawią stwórcy
Nasz czas się kurczy mów czy chcesz
Umrzeć jak głupcy czy żyć wiecznie wierząc trójcy
Wzrok zabójcy na nas spoczął
Zaczął się kocioł, trochę nas pociął
Podciął skrzydła, lęk przeszył jak igła
W tym sęk linia życia migła przed oczyma i wtedy
Myśleć zaczynasz co zostawisz a co weźmiesz
Co trzymasz w ręku trzeźwię a co nie warte pęka kłaków
Zostanie starte w jednej chwili
Dla chłopaków i dla sióstr co odeszli już w pamięć
Jest modlitwa wieczny odpoczynek dla każdego
Który wytrwał w niej wyrwał się śmierci
Ty też jej zwiej z sieci
Niech pan nam świeci a Ty, On
Oni wszyscy jesteśmy jego dzieci tak to leci, leci, leci

Ref.

[Liber]
Niewąska gorączka nocy sobotniej
Śląska ziemia jakiś klub nieistotne
U wejścia schody i ludzi pełne stopnie
Na sali stopnie zwielokrotnione wielokrotnie
Niepospolite gorące podszyte ogniem
Dziewczęta w pierwszych rzędach tańczą ochotnie
Występ tych których sądziłeś o zbrodnie
Potniesz się z nienawiści gdy ujrzysz jak to zrobię
Potężny balet jeden z tych mistrzowskich
Gdy po trzech bisach na loży usiądź spocznij
I po całości chłopaki poszlim w gości po płyny
Urodziny parę flaszek w urodziny
Łykam jeszcze raz jeszcze świadom
Z zasadą że wypić zdrowie nie jest presadą
Z brygadą zespół Dj menago Ziętas
Taki obraz zapamiętam na zawsze

Ref. x2
Pierwsza zasada - typ ponad niunię
Choćby nie wiem jak była dobra, rozumiesz?
Ziom miał ją najpierw, to nie ruszę jej
Choćby stała tu i teraz bez majtek
Jeśli coś czuł do niej kiedyś, to wybacz
Jak miałbym robić ją, potem pytać go co słychać
I w tym przekonaniu zacząłem tamten wieczór
Z sześcioma piwami i bez złych przeczuć
Je-jest imprezka, pa-padło hasło
Najebałem się, bo w nocy nie mogłem zasnąć
Łóżko, lampka nocna, jakiś komputer
Nie myślałem, a właściwie myślałem fiutem
I w tej scenerii między grudniem, a styczniem
Zrobiłem ją raz w japę, raz klasycznie
Ledwo pamiętam imię, nie myślcie, że kojarzę tą chwilę
Miałem ze trzy promile, ile razy wracam myślami do tej najby
Pamiętam ją mówiącą - jestem singlem, zatańczmy
Masz kogoś? jestem sama, zatańczymy?

Skąd mogłem wiedzieć, że ta dupa była wcześniej na moim sąsiedzie
2cztery7, jestem czujny, a on już tu jedzie

To był deszczowy wieczór, oglądałem telewizję
Wybory Miss wiesz, dzwonek, patrzę przez wizjer
To ziom Tomek, myślę dawno nie był u mnie
A on pięścią mnie w zęby, widzi mnie w trumnie
I dość paskudnie mówi, że ziomki mnie spalą
Mówi - Karol zabawiałeś się z moją lalą
Halo, jak ta sprawa trafiła na wokandę
Sama się przyznała, że puściła go kantem
Że kochankiem był podobno raper znajomy
Tak, miałem parę ex, ale nie chrapkę na żony
I chcę być fair tu, miałem te drugiego sortu
Nie dla disrespectu, bardziej dla sportu
Kilka akordów później, zaczął jakoś trybić
Bo z kim innym w łóżku miałem alibi
Trybię, wiem chyba kto dorobił mi rogi
Wybiegł, ale nie wiem czy go dopadł i pobił

Skąd mogłem wiedzieć, że ta dupa była wcześniej na moim sąsiedzie
2cztery7, jestem czujny, a on już tu jedzie
Skąd mogłem wiedzieć, że ta dupa była wcześniej na moim sąsiedzie
Pod moim sąsiadem, to nie przypadek, jak mógłbym złamać zasadę
Dziewczyny nawet kwiatkiem, też tak kiedyś myślałem
Póki jedna nie pojechała mi po matce
Wtedy znaczy Heyah wklejam, hmm niech policzę
Po jednej czerwonej łapce na policzek
Pierdolona suka, jak mogłem dać się oszukać
Jak mogła oszukać mnie tak głupia dupa
Kurwa, właśnie dzwonił Pjus, ziom już był u niego
Zrobił sobie w głowie film, dlaczego?

Już wychodziłem z bloku i wsiadałem w samochód
Ciepły dzień, spokój, jeden telefon i w szoku
Zaraz będzie u ciebie, przed chwilą był u mnie
Uważaj, bo nie wie co robi, wpadł w furię
Kumam, pójdę pod klatkę, może on już jest tam
Już jest, stoi wkurwiony, cały w nerwach
Przestań mówię, nie myśl ziom o pięściach
Hej, ta historia jest trochę niedorzeczna
Sprzeczna z prawdą, tego jestem pewien
Zaproś ją na wieczór i wpadniemy do ciebie
Aha, pukamy do drzwi, Tomek otwiera, a ona już jest
Powiedz komu wierzysz - ziomowi, czy tej kurwie?
To trudne wiem, był blady, ale dobrze
Wie, że zna zasady każdy kto gra w tą grę
Podszedł do Mesa, zbił pionę, miało być tak
A ta dziwka (he) dostała z liścia

A to suczka
Nie, to pierdolona suka
A to suczka
Nie, to jebana dziwka

Jeśli twój ziom wszedł pod pantofel pannie
Powiedz mu - szanuj się, szanuj się
Jeśli widzisz ją w klubie jak wywija z każdym
Powiedz jej - szanuj się, szanuj się
Umówiłeś się z nią na dziewiątą jak Vienio, sza-nuj-się
Sprawdź czy chodzi jej o ciebie, czy o twój pieniądz, sza-nuj-się

Aha, 2cztery7, próba mikrofonu
247 tak, numer autobusu, którym możesz gdzieś pojechać
24 godziny, 7 razy w tygodniu
ja żyję, jestem tu, rapuję nawet jak śpię, rozumiesz?
2cztery7 to jak numer miejsca w rzędzie
w którym widzisz film z prawdziwego życia
2cztery7, sprawdź to
Widzisz, widzisz błąd popierdolony
Widzisz, widzisz błąd popierdolony (dobra)
Widzisz, widzisz błąd popierdolony
Widzisz błąd popierdolony

2001 Polska, serca część mocna więź
Z tym co stanowi treść przewodnią życia
Zaciśnięta pięść, strażnikiem wersów bez pokrycia
Dla tych co mają gdzieś kształt swojego odbicia
Z błędów bomba rozliczaj ujęty slogan w akapit
Mordą terapii trapi mordę swą zapić
Przegapić nie da się smutku, smutek ten gnębi do skutku
A ludziom raczej zwisa świat społecznych wyrzutków
Tłum bezdusznych odludków, w środku taka sama próżnia
I nikt się nie wyróżnia, szczęście na złość się spóźnia
Od stycznia do grudnia, klepiąc bidę z nędzą
Ludzie wierzą w cud za którym bez wytchnienia pędzą
Pytasz: co to cud? to jest właśnie cud
Chwila, moment i świat znowu zwala z nóg
Czuć głód, parę sekund inne życie
To światem kołysze dla naiwnych koncert życzeń
Aj, aj, aj, dla głupich aj, aj, aj
A w sercu żal, żal, ale do kogo?
Gdy tłumy nastawione wrogo gardzą mną i tobą
Chuj w dupę nierobom, świat wybrał zwycięzców
A chwile płyną wolno, dla zwycięscy jeńcu

Wstawaj, wstawaj, wstawaj i zrób coś
Zrób coś, zrób coś, zrób coś ludziom na złość
Nie mów, nie mów, nie mów, że masz dość
Bo skończysz w cudzych oczach jako pała nie gość

Widzisz, widzisz, widzisz błąd

Czy chcesz być taki jak ten błazen?
Nie da się żyć bez najmniejszych obrażeń
Bo strefa marzeń już na dzień dopuszcza błędy
I na nic duże oczy na wykrzywione gęby
Gdy takie są trendy panujące niepodzielnie
Robisz coś, robisz byle na chama i bezczelnie
I bezimiennie używając pseudonimu
By chociaż raz skosztować raj bogatych skurwysynów
6 miliardów ludzi, mali i duzi
12 miliardów rąk które można zabrudzić
Bez podejrzenia, wszak różne te przemowy
Kto i po co, za co zbiera swoje dochody
Tryb życia standardowy pieniądz przy duszy uczy pychy
Nadziane ci-py, dania zbędne
Walka z obłędem, znów ściema masowym trendem
Do-re-mi ciągle w ataku jak Henry
Żyć z ludźmi to raczej obowiązek psi
Masz ze sprawą związek tu akcja czyste ręce
I skok z tonącego statku w ratunkowej kamizelce
I zdziwiony wielce, że nie wyszło
Ale który dorówna tłumom bożyszczom
Tu dzieje się wszystko i może dziać się wszystko
I tak każdy myśli, że znaczony Bożą iskrą

[x4]
Wstawaj, wstawaj, wstawaj i zrób coś
Zrób coś, zrób coś, zrób coś ludziom na złość
Nie mów, nie mów, nie mów, że masz dość
Bo skończysz w cudzych oczach jako pała nie gość

Wstawaj, wstawaj, wstawaj
Wstawaj, wstawaj, wstawaj
PALUCH :
Ostatni rapu obrońca prawdą łamię kości ,
Ide po zachodzie słońca przez życiowe ciemności,
Nie czuje lęku w mroku nie potrzebuje ognia ,
Możesz dotrzymać mi kroku mój rap twoja pochodnia,
To nie ważne czy masz nike czy krawat i garnitur,
W potylice leci high kick jak jesteś tu dla kwitu
Wchodzę w labirynty jaskiń nie masz ich w przewodniku,
To potrafi tylko nasz team weź to na pamieć wykuj,
DIIL GANG B.O.R z nimi na pewno,
Wspólnie przez życie idziemy razem w ciemno,
Bez rywalizacji chuj w ryj biznesmenom,
Tu sukces moich ludzi jest dla mnie kurwa premią,
Jeśli nie kumasz tej jazdy to trzymaj się na dystans,
Brakuje ci nie wiele do wychowawczego liścia ,
Głupie pomysły niech zostaną w twoich myślach ,
Na drodze którą idziemy nigdy nie będziesz błyszczał TEJ !

HUDY HZD:
Wskoczyłbym za nich w ogień ziomal mam takich ludzi,
Nie chce mówić o tych których w ten ogień bym wrzucił,
Idę w ciemno ziom za swoją jazdą ,
Odrzucam przy tym ciemność ciemniakom niosąc światło ,
Inspiracją moc życie w warszawskim syfie,
Liczę i ponad dychę jestem z tym na streecie,
Z trzech liter moje imię ,
Imię HZD nocą czy dniem jedna twarz , wiara , jeden cel.
Podążam w ciemno za tym co koduje w sercu,
Mam bliskich mam tych co rozumiem bez słów ,
Nie psuj mi nerwów ty i ty koleżko ,
Zejdź na ziemie chociaż sram na leszczy obecność ,
Niech jebną się w banie ci co biegną za fałszem ,
Nie żyją , umarli na swym parszywym starcie ,
Weź pancerz do walki ziomal idź z bogiem,
Swój koniec jak i badziew rozpierdol o podłogę.

ONEK 87:
Aha , ja za każdym razem daje z siebie stoprocent,
Pomimo tego że formą zapłaty są często grosze ,
Jebać to w końcu nie chodzi o pieniądze ,
Chociaż mogłyby one rozwiązać nie jeden problem,
Mam swoją drogę idę tą drogą w ciemno ,
Paluch, Jongmen,Hudy i jasiek razem ze mną ,
Na przekór trędom dajemy tobie nutę ,
Bo żaden z nas nie ma zamiaru wchodzić komuś w dupę ,
Mam swoją grupę ludzi którzy to docenią,
To HSE klika od lat tworzymy jedność ,
Każdy z nich to synonim słowa pewność,
Bo na każdego z nich mogę postawić kurwa w ciemno,
Skumaj sedno słów i sens tych wersów,
To tak jakbym podarował tobie kilka stów,
Znów daje tobie prawdziwy RAP prosto z serca,
Onek 87 B.O.R reprezentant.
To miejski styl dziś robimy rozpierdol ,
Bo kiedy mixer nam daje bit my bierzemy go w ciemno,
I jeszcze jedno by podkreślić sedno sprawy,
Nie gramy tego dla zabawy dzieciak.

JASIEK MBH:
To wjazd w ciemno bo dziś tego częścią jest rap,
Wchodzę w ciemno bo to co wnoszę księgą to [blau ?]
Brat bierz to mimo że jakoś cienko działa hip hop,
Księga światła możesz na to w ciemno stawiać milion,
Daj bit ziom za słabych odpalaj znicz ziom
Za słaby skill zgon czekaj ich kara dziś ziom,
Kara beef płoń nie zwlekam odpalam im w skroń ,
Zawleczka granat i pada opada dziś on ,
To nasz czas ta gra należy do nas.
DILL GANG sprawdź to odpalam najświeższy towar ,
On za mnie wciąż a ja za niego ,
Mam ten lot więc jak chcesz to przejawiaj przemoc ,
Bo idę w ciemno za mym bratem w bitwę ,
Ty masz nadzieje że się jakoś wślizgniesz ,
[Co jest widzę kres fakty nawet jadą ściśle ]???
Nawet nie wiedzą że wyłapią w pizdę Ha !

Jognmen :
Ja idę bez skrupułów przez wyrzuty sumienia ,
A nie wypowiedziana prawda jest bez znaczenia ,
Najpierw coś musisz stracić po to byś mógł doceniać ,
A żeby mieć pewność trzeba zacząć od wątpienia.
Skryte marzenia w patologii i biedzie ,
Nienawiść to uczucie na którym się nie zawiedziesz.
I wiedzie się w ciemności psalm 23 pan jest moim pasterzem
nie boi się iść na przeciw.
Jeśli kochasz swe dzieci boże to na mnie popatrz,
I dopomóż moim najbliższym których tak kochasz,
Wśród kłamstwa trwa prawda jak wśród śmierci życie.
DILL GANG propaganda to znaczy więcej widzieć ,
Spośród tysiąca zwycięstw ty wybierz jedno ,
Stań się tym za którym ktoś pójdzie w ciemno ,
Ja daję jedną setną markę na zawszę ,
Jongmen Dill Gang w ciemności jasno patrzę.
Nikt oprócz nas, jedynie ty i ja
Każdy dzień dłuższy o tą godzinę
We dwoje sami, mamy ten czas
Dla jednych tylko tyle, dla nas aż tyle

Zamykam oczy, plan mam bardzo prosty
Wywołam kilka twoich klisz w ciemni samotności
Zbyt optymistycznie nie brzmi ten passus
Takie życie, mamy dla siebie mało czasu
Deszcz bębni o szyby, od rana pada
Ta aura mnie wciąga, jak lej tornada
Pieprzona praca, każde z nas pędzi
I balansuje na tej krawędzi
Taki znak czasów, zamiast depeszy
W dłoni telefon mamy i smsy
Znów obce miasto, hotel, znów peron, pociąg
I nie stać nas na to, by od tego się odciąć
Chociaż daleko jestem, to daję słowo
Myślami, pamiętaj, zawsze gdzieś obok
Czuje to ten, kto ten chleb sam przeżuł
Komu nie było podane wszystko na talerzu
Taka jest prawda, naga, brudna prawda
Tu w pionie trzyma tylko ta magia
Słyszę twój głos, to do mnie powraca
Ust twoich dotyk i ciała zapach
I tylko tyle, chociaż chcę więcej
Znów zerwę się w nocy nie wiedząc gdzie jestem
Taki już los, z tym muszę się liczyć
Mapa podarta, nieraz kompas rozbity
Pijany błądzę na prostej drodze, w ciszy
Próbuję to zapić, ten posmak goryczy
Odliczam godziny, do domu wrócę
Rozplatać naszych zranionych uczuć supeł
To o spełnianiu i snuciu planów
Życie nas skraca do tych rozmiarów
Mimo, że sen na twych powiekach
Wiesz, że dziś będę i na mnie czekasz
Jestem głosem twoich myśli tych wypaczonych, złych
Podążaj krwawym śladem na opustoszały strych
Gdzie niewidomy mnich wróży z ludzkich wnętrzności
Nagie wiedźmy tańczą wokół sterty płonących kości
Opętałem głośnik, wyrzucam z siebie słowa pełne nienawiści, złości
I jeśli masz dość ich to lepiej wyłącz synu
Jestem głosem ludzi dla których normalność to przymus
Beat Squad przyniósł zapach lata, ja przynoszę smród zgnilizny
Morderczy instynkt, po amputacyjne blizny
Nekrofagi, glizdy - produkcje nie dla wszystkich
To jak fetysz na duszenie elementami bielizny
Daje ci mieszankę Tłustych, Traged Mena, Scervino
Sępy zataczają koła nad cuchnącą padliną
Słabi zginą, synu wiesz to, zresztą weź ich pomiń
Bo tnę jak niewidomy fryzjer z sekatorem w dłoni
Przez krematoryjny komin ulatnia się czarny dym
Płoną ciała, poznaj widok zastygniętych w bólu min
Każdy rym, który wypluję to klasyk jak Suspiria
A twój pseudo rap to soundtrack do życiorysu Miriam
Ja chory styl mam, sram na tych pedałów z forum
Dzieci sieci rozkminiają definicje horror core'u
Podkręć volume, witam cię w morderczym karnawale
Niech tryska jucha z żółcią wszystkich zawistnych kalek
Weź tępy kawałek szkła do ręki, zagryź zęby
Samookaleczenie to bolesne eksperymenty
Oto wioska przeklętych, po nocy się nie wałęsaj
Tu wartość ludzkiego życia mierzy się przez wagę mięsa

Oto Krwawy Aperitif, pogrzebowe pieśni
Żaden samozwańczy prorok o tym wydarzeniu nie śnił
Witamy w rzeźni, świat kłamstw i pleśni
To gówno Cię po pierwszej degustacji uzależni
Synu wierz mi, dolewam weny do ognia
Z podciętych żył jak z pięciolinii wypływa melodia

Tata jej nie brał na ręce by nosić,
nie dawał jej o co ta zwykła prosić,
gdy stawał w drzwiach,i zamierał jej głosik,
zbierała wszystko co z pracy przynosił,
nie słuchał jej gdy mówiła, że boli,
nie ważne, że córka, ważne, że stoi,
wmawiała sobie, że tak właśnie woli,
mokra od bluzgów i męskich ustroi,
Rano nie powie nic mamie, bo po co,
mama dobrze wie co dzieje się nocą,
mama nie słyszy,
mama nie powie, nie czuje,
tata tym kieruje - hajsem i przemocą.

Ukrzyżowany ptak powiewa na chorągwi
Sznur zakrwawionych jelit ciągnie za sobą zombi
Holocaust i Wąglik, te rzeczy stworzył człowiek
Sadystyczne porno z udziałem ciężarnych kobiet
Między diabłem a Bogiem żyją ogłupieni ludzie
Strach, przemoc, kłamstwa, wojny i zepsucie
Niektórzy chcą stąd uciec, ale nie mają dokąd
Wymieszanie piekielnego ognia z poświęconą wodą
Modlitwy nie pomogą jeśli Bóg Cię nie słucha
Jedyny pewnik dotyczący życia to kostucha
Zanim wyzioniesz ducha i nadejdzie smutny koniec
Wyprujesz sobie flaki żeby żyć na poziomie
Zimnie dłonie beznadziei w śmiertelnym ucisku
Oplatają grdyki wszystkich sprzedajnych ministrów
Pedofil biskup całuje złoty krzyż
Biały gołąb pikuje w dół zamiast lecieć wzwyż
Jak chcesz to krzycz, ludzka psychika jest krucha
Nie bierz przedmałżeńskich nauk od typa, który nie rucha
Słuchaj zawsze tego co podpowie serce
Nie daj sobą manipulować nigdy więcej
[Ekonom]
Mówisz rap jest zły bo uzależnia, jak narkotyk
Sprzedaje rymy nie sprzedaje koki
To jest nasz świat człowieku, człowieku
Mówią bloki, a ty dalej nuć Edyty Górniak - Dotyk
Bo to nie tu, świat wygląda jak ze snu
Jak 1z2, z rzeczywistością randewu.
Bo tu problemów tłum, szczęśliwych chwil tylko garstka
Pech kopie dół, a każdy dzień to jedna warstwa
Poznałeś swój los? To co znasz się na żartach,
Widzisz!, a my dalej na farta liczymy, niby
No bo jak jest dobrze to tylko dobrze jest na niby
Z nikąd spadają problemy i jest kryzys
Gdybyś mógł tylko odwrócić bieg wydarzeń
Gdybyś mógł tylko być szczęśliwy
Niby to takie proste, powiedzmy sobie otwarcie
Że każdy już na starcie poznaje się na losu żarcie

Ref:
Ten los.. Los to nie żarty los bywa twardy...
Raz jest zielone a raz czerwony światło...
Los jest bezwzględny... Grał odkrytą kartą

[Zółf]
Otwarcie prosto z mostu, tak na starcie
Poznając się na tym losu żarcie
Chłopak uspokoił się, wyciszył - szukasz przyczyn ?
Konflikt z prawem, miał prawie, czas mija
Niewinnego, pies z domu zawija
Rozpoznany, sprawa wyrok, za co ?
Za to, że z brudnych interesów rękę wyjął ?
Los skurwiały, znów ma bombę
Chłopaczyna pierwszy raz
Chciał spróbować torbę
Kontrola, wiskanie w mordę
Za posiadanie, przylądek beznadziei
Licealista-świat złodziei
Nie jedni hajs mieli, pieli z zachwytu
Trzymając się złotych uchwytów
Teraz leżą, bo długobiorca uchwyty też wziął
Razem z wiedzą, hau po fura z żoną
Która kochała, jak wąchała co noc
Więc zaczęli tonąć, to też losu żart jest ponoć
Że jak się topisz, to i tak możesz spłonąć

Ref. x 2
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo