Popularne piosenki. Polski Hip Hop

ref.
Oooooo... Ile jeszcze błędów? Ile dróg i zakrętów?
Oooooo... Ile czasu byś mógł odnaleźć swój ogień?
Oooooo... Ile sentymentów? Ile dobrych momentów?
Oooooo... Proszę, chodź poukładaj mi w głowie

1. MIODU
Pomału kończy się tlen
Saga dobiega do końca, oczy wpatrzone w cień
Gubią każdy dzień, ja wiem, jak łatwo jest nie widzieć
Pomału spełnia się sen
Saga dobiega do końca, tracisz potrzebny tlen
Gubisz każdy dzień, ja wiem, jak łatwo jest nie widzieć
Ta poza rodzi ból, choćbyś miał tysiąc kul
Zostawisz jedną dla siebie, umrze tu nagi król
Nie będziesz więcej czuł, nie będziesz więcej grał złych ról
PIH
Wstajesz z rana, kawą poisz wrzody
Zwiędły kwiaty nie masz ręki do flory
Dzisiaj w nocy zatrzymały cię pały
I to nie ty opowiadałeś kawały
Świat jest szorstki trochę prawdy więcej kantów
Bierzesz go jak dziwkę bez lubrykantów
To jest jak bomba którą rozbrajasz w biegu
Czerwony czy czarny przewód pierwszy lepszy z brzegu
Twoja rodzina patrzysz im w twarz
Kłamiesz jak z nut cały czas grasz
Wóda znieczula, więc pijesz więcej
Przelewasz się jak wór przez czyjeś ręce
Ta twoja sztuka to był lepszy oszust
Poszła w pizdu, co z serca to z oczu
teraz przynajmniej z jednym masz spokój
Surowe mięso, huj wbijasz w tofu

ref.
Oooooo... Ile jeszcze błędów? Ile dróg i zakrętów?
Oooooo... Ile czasu byś mógł odnaleźć swój ogień?
Oooooo... Ile sentymentów? Ile dobrych momentów?
Oooooo... Proszę, chodź poukładaj mi w głowie

2. PIH
Kolejne kilo tu niektórzy tak czas mierzą
Chwała bogu spokój mówią chociaż w boga nie wierzą
Kraj prosperity wielkich możliwości
Gwarancje na niepowodzenie daje Bank Polski
Robisz swoje kombinujesz znosisz trudy
Nie masz mentalności jebanej huby
Bracie tu kredyt łatasz kredytami
Z żalem taksujesz tą marną klitę
Trochę komedii, trochę horroru
Twoje spaczone poczucie humoru
Wychodzisz z domu, kołnierz do góry
Pakujesz dupsko prosto do fury
Gdy twoje ego wdeptane jest w błoto
Wszystkiego masz serdecznie już potąd
Tą gorzką słodycz chcesz zabić kolego
Szukasz fachmanki od drutu miękkiego

ref.
Oooooo... Ile jeszcze błędów? Ile dróg i zakrętów?
Oooooo... Ile czasu byś mógł odnaleźć swój ogień?
Oooooo... Ile sentymentów? Ile dobrych momentów?
Oooooo... Proszę, chodź poukładaj mi w głowie

3. PIH
Zapalniczki w górze, kurwy na rurze
Uliczny brud a nie spluwy i róże
Tutaj w klubie diabeł ci się w oczy śmieje
Znów w jakąś pizdę strzelasz se klejem
Szalone życie bądź tu dzieciak mądry
Wciągasz kokainę wóda wypłukuje plomby
Wszystko wywrócone na lewą stronę
Czujesz się pieprzonym piorunochronem
Już cię nawet to nie śmieszy
Wspólne melanże popychają interesy
Krew to ziemi sól, sól to proza fakty
Awantury czasem rwą się kontakty
Wiesz że nikt i nic cię już nie zmieni
12 kroków zmiętych w kieszeni
Dwie paki na budziku bierzesz zakręty
Żołądek siedzi w gardle a serce idzie w pięty

ref.
Oooooo... Ile jeszcze błędów? Ile dróg i zakrętów?
Oooooo... Ile czasu byś mógł odnaleźć swój ogień?
Oooooo... Ile sentymentów? Ile dobrych momentów?
Oooooo... Proszę, chodź poukładaj mi w głowie x2
O kurna, pana Czaka ta taka noga jurna
To wykop o mocy nunchuk'a z półobrotu wydala na Saturna
Od tego czasu szybszy jestem od Jason'a Bourne'a
O zgrozo w pozornym chaosie osiem dni w tygodniu się turlam przez życie
A życie to dziś pieści mnie, a jutro swędzi jak wysypka skórna
To taka wymieszana urna, zbiór krótkich chwil
Co dzień wyborów mur na try-trylion mil, i te decyzje, wykaż precyzje
Toru wybory pory wy amory, opory wybory, obory, bory wybory
Wybory, wybory-bory, wybory, wybory-bory, wybory-bory, wybory-bory, wybory
Wybory, wybory, wybory, wybory, wybory, wybory, wybory
Wyborów mur na try-trylion mil
I taki deal że albo w tlenie jest amfetaminy pył
Albo tuż po maturze ktoś dla zabawy przyspiesza nam ten film

Przepraszam, że tak pędzę, ale to półobrót Czaka
Zamienił moje serce na głowicę Kasprzaka
Przepraszam, że tak pędzę, ale to półobrót Czaka
Nadał mi ten impet, połamał na bałagan
Przepraszam, że tak pędzę, ale to półobrót Czaka
Zamienił moje serce na głowicę Kasprzaka

Śmigam jak MMS, niedogadany z sensem
Czasem lecę w kulki, nie myl mnie z M&M'sem
Zworki mam czułe tak więc wiele awarii
Mózg jak Ferrari lecz ciało jak Atari
W duchu siła husarii, to na raz postaw
Wybacz mi, moja głowa to niezbyt prosta
Przeplatana siatka stu pasmowych myśli autostrad
I nawet Nostra-kozaczy-damus, nie przewidzieli by jej planów
To może przez ten odłamek uranu - oto echo misji Wietnamu
Yyy po - pomidor?
Czasem zawieszam się jak Windows, lub sieci LAN'u
Jak moherowe babcie podczas emisji Klanu
Kiedy dla fanów składam rymy jak po plażowaniu leżaczki
Twoje słowa do mnie to kaczki
Rozjeżdżane jak żaby przez metafor pełne taczki
Więc kiedy mówisz coś ważnego przyłóż mi do policzków wiatraczki
Albo naklej sobie na czoło stopu znaczki
Może tak uda ci się chwycić mnie
I ściągnąć na ziemię z mej kosmicznej tułaczki

[x2]
Przepraszam, że tak pędzę, ale to półobrót Czaka
Zamienił moje serce na głowicę Kasprzaka
Przepraszam, że tak pędzę, ale to półobrót Czaka
Nadał mi ten impet, połamał na bałagan

Gram trochę z boku, jak flet poprzeczny
Z dala od natłoku kserokopii wstecznych
Należę do bloku anty-żenad niedorzecznych
Zasuwam w amoku jak struś pędziwietrzny
Życie bajka po trochu, czasem kwaśny jabłecznik
Taka sama, a każdy tu targa swego potu ręcznik
Albo jesteśmy fajni albo skuteczni
W życia jadłodajni rywale odwieczni
Dopiero łapię sens a już dwadzieścia sześć przecznic
Uważaj, ta bajka wciąga jak słonecznik
Więc turlam się przez życie
Już wiem, że nikt nie powie mi jak żyć należy by żyć należycie

[x2]
Przepraszam, że tak pędzę, ale to półobrót Czaka
Zamienił moje serce na głowicę Kasprzaka
Przepraszam, że tak pędzę, ale to półobrót Czaka
Nadał mi ten impet, połamał na bałagan

Przepraszam, że tak pędzę
Odbijemy to później i prędzej

korekta: trigger
Czas wy-pier-dalać stąd
My jesteśmy tu by podpalić lont
Ta bomba pokaże tym łajzom, że popełnili błąd
I dla nich już czas - wy-pier-dalać stąd
My jesteśmy tu by podpalić lont
Ta bomba pokaże tym łajzom, że popełnili błąd
I dla nich już czas

Nie jestem agresywny choć minę mam poważną
Mówię łajzom - sprawdźcie sobie paszport
My jak White Sox mamy bazę za bazą
Wy tylko bazary - poza tym nic za bardzo
Jakiś trend by iść tak prostym skrótem
To konkretny przekaz dla rap prostytutek
Ten prosty tu tekst mówi wam otwarcie
O waszym szczęściu - czy mówiąc wprost - farcie
Który kończy się właśnie tu i teraz
Wasza rap-tragedia, ups, rap teatr
Mam nieraz chęć by zapomnieć o manierach
Wiec zapominam - wypierdalajcie zera
Kariera sztuczny patos, wieczna blaza tak
To was obnaża wiesz? to nas obraża też
Co daje sens? to, że wierzę w siebie
Chcesz rapu? ja robię go, 2cztery7, tak

Czas wy-pier-dalać stąd
My jesteśmy tu by podpalić lont
Ta bomba pokaże tym łajzom, że popełnili błąd
I dla nich już czas - wy-pier-dalać stąd
My jesteśmy tu by podpalić lont
Ta bomba pokaże tym łajzom, że popełnili błąd
I dla nich już czas

Niech znikną auto-kopie, duplikaty
Nie przechytrzą nas te kukły, szmaty
Te sztuczne bity wsadzam pod palnik
Nagrałem numer o tym kiedyś, dziś chcę go uaktualnić
Łajzy na 3,4 niech się ulotnią
Czemu ich płyty są dla nas karą skoro ich zbrodnią?
To ten album jest kontrą dissów
To o nas będą mówić - grali bez kompromisów
To o nas będą pisać - światło w tunelu
Jedni z niewielu którzy wyszli z kryzysu
Przyjacielu jeśli pracujesz w EMPiKu
Widzisz półkę - polski hip-hop - podpal ją bez kitu
Po cichu w nocy kilka klasyków wrzuć w koszyk (ocal rap)
Chuj, że wylecisz z roboty
Nie bój sie alarmu (weź PiH'a) pierdol alarm
Max 30 płyt - reszta wypierdalać

Czas wy-pier-dalać stąd
My jesteśmy tu by podpalić lont
Ta bomba pokaże tym łajzom, że popełnili błąd
I dla nich już czas - wy-pier-dalać stąd
My jesteśmy tu by podpalić lont
Ta bomba pokaże tym łajzom, że popełnili błąd
I dla nich już czas
Ja pamiętam na podwórku siebie i chłopaków
Od dziecka na podwórku słuchaliśmy rapu
Z naszych mieszkań słychać było rap wkrótce
Po tym jak NBA przestało hulać w dwójce
Z kumplem robiliśmy wtedy hip-hop w domu
Później - nie chcieliśmy puścić go nikomu
A teraz z gównem wychylają się wszyscy
Tak, oni nawet mają teledyski
Ja pieprzę ich styl - oni są tu bo rap jest w cenie
Odkąd NBA zaczęli puszczać w TVN-ie
Rapowy szelest - kurwy co niszczą rynek
Pseudoraperzy z pism dla młodych blondynek
Ale to zginie, chłopcy wasz czas się kończy
Nie, on się nie kończy on już dawno się skończył
Podpis 2cztery7 mówi nara
Jeszcze raz chłopcy - czas spierdalać

Czas wy-pier-dalać stąd
My jesteśmy tu by podpalić lont
Ta bomba pokaże tym łajzom, że popełnili błąd
I dla nich już czas - wy-pier-dalać stąd
My jesteśmy tu by podpalić lont
Ta bomba pokaże tym łajzom, że popełnili błąd
I dla nich już czas

Wiesz co? to dla wszystkich kurew (ta)
Kurwa dla wszystkich innych z dupy wynalazków kurwa
Posłuchaj

[x2]
Masz płytę? ja wbijam w to
Masz klipy? ja wbijam w to
Masz fanów? ja wbijam w to
Po prostu jadę to, ja wbijam w to

(Wiecie z tą kariera to jest tak, że nagraliśmy z Noonem 2 płyty
koncerty to już gramy chyba od 4 lat
a pamiętam z nich może kurwa z 7, ja nie wiem)
O co chodzi mi o co chodzi ci o co chodzi wam (wam) Wzgórze nie wiem już
sam to potęga zbrodni czyli wymierzenie kary Wzgórze już jest (jest) już
są jakieś ofiary ej stary nie mam ci już nic do powiedzenia (nic)
dziewięć sześć rok dużo tutaj pozmieniał stoję na wzgórzu by powiedzieć
wam o tym ze marchewkowa głowa to same głupoty ej co ty (co ty) nie
widziałem jeszcze takich rzeczy z kilku stopów odlane parę mieczy jedynie
chyba to ze Wzgórze czyli pierwszy pocisk trafia w twoje podniebienie

Wzgórze Ya-Pa 3 Wzgórze na scenie Wzgórze trafia prosto w twoje
podniebienie
Wzgórze Ya-Pa 3 Wzgórze na scenie Wzgórze trafia prosto w twoje
podniebienie
Wzgórze Ya-Pa 3 Wzgórze na scenie Wzgórze trafia prosto w twoje
podniebienie
Wzgórze Ya-Pa 3 Wzgórze na scenie Wzgórze trafia prosto w twoje
podniebienie

Wdech i wydech powtórzone pary razy przedstawi ci wizje i dziwne obrazy
zakazy znaki i inne przeciwieństwa Wzgórze Ya-Pa 3 tak blisko szaleństwa
odwagi (odwagi) i dziwnych wibracji przemyśleń zamętów pawia po kolacji
zastanów się dwa razy przed wybraniem mego stylu hip hop rymy padające do
celu wielu umarło lub dopiero się narodzi Wzgórze Ya-Pa 3 kto mi powie o
co chodzi chyba to (to) ze Wzgórze cały czas jest na scenie czyli drugi
pocisk trafia w twoje podniebienie

Wzgórze Ya-Pa 3 Wzgórze na scenie Wzgórze trafia prosto w twoje
podniebienie
Wzgórze Ya-Pa 3 Wzgórze na scenie Wzgórze trafia prosto w twoje
podniebienie
Wzgórze Ya-Pa 3 Wzgórze na scenie Wzgórze trafia prosto w twoje
podniebienie
Wzgórze Ya-Pa 3 Wzgórze na scenie Wzgórze trafia prosto w twoje
podniebienie

Tak rym przebija się już doskonale słyszysz go ty słyszą ja słyszą małe
dzieci dziadkowie rodzice i starsi wyrzucam go z ust wyrzucam go z garści
ziarna przeradzają się w ogromne drzewa coraz więcej wiernych brakuje już
chleba trzeba się pogodzić z morałem tej piosenki nie wiem co ma sens (
sens) nie wiem co ma dzięki za to ze żyjemy ze rymować umiemy bo przecież
cały czas dobrze wiesz ze Wzgórze Ya-Pa 3 cały czas jest na scenie czyli
trzeci pocisk trafia w twoje podniebienie

Wzgórze Ya-Pa 3 Wzgórze na scenie Wzgórze trafia prosto w twoje
podniebienie
Wzgórze Ya-Pa 3 Wzgórze na scenie Wzgórze trafia prosto w twoje
podniebienie
Wzgórze Ya-Pa 3 Wzgórze na scenie Wzgórze trafia prosto w twoje
podniebienie
Wzgórze Ya-Pa 3 Wzgórze na scenie Wzgórze trafia prosto w twoje
podniebienie
O takiej niesławie możesz tylko pomarzyć
Dziś znowu Killazy, miasto Poznań nasz azyl
Ta, ten rap, poznaj i zażyj go
Lecz uważaj, jest ciężki, dużo waży
Co ja do tej potrawy, ciężko strawne przyprawy
Dodaj do smaku synu, to dla chłopaków
Prawdziwych panów, spragnionych PDG rapu
I tego stanu, co powoduje ciarki na karku
Tu bez latarki, w te zakamarki lepiej nie wchodź
Tu ostry bit jest i mocny rym też, choć
Dla niedowiarków może być to zbyt mało
Od prawdziwych dla prawdziwych, to maksymą się stało
Bo dawno temu, na GRU się to zaczęło
Chodź wielu mówiło weto, my prosto do celu
Światełko w tunelu kłamstwa, ten rap nie farsa
Łazarska salsa, jak Torente bez pedalstwa
Odrobina lekarstwa dla chorego umysłu
A pacjentów choć garstka, dla nich dziś dawka tych słów
Dla nich dziś dawka tych słów

Ej, yo, jak jest, yo
Nagrywamy kolejnego singla
Dla wszystkich tłustych typów w złotych pinglach
To dla was, za lat 10 długi przesiew
W ponurym lesie, gdzie poprzeczkę podniesie życie
W stresie, lecz nie jak Fokus i kolesie w dresie
Za 10 lat może będę śmigał Mesiem
Może nie, dla niektórych zbyt trudny test
Wiesz jak jest, dla niektórych los złudny jest
Paskudny gest, trudny chrzest
PDG desperado, czasem życie to paradoks
Dziś zaleta jest wadą, jutro wada zaletą
Pozostaję szczery, moja droga jest vendettą
Ilu z nas pożegna beton
Ilu z nas wita detoks
Ilu z nas ukończy gre tą z uniesioną głową
Z wartą honorową
Czy było warto?
Masz moje słowo

Nadal napierdalam
Przez bit jak po wodzie katamaran tnie
I jeszcze staram się brać odpowiedzialność za słowa
Choć to rzadkie w tej grze
Tą kartkę z PDG rozpoznasz łatwiej niż mnie
Bo to mój znak firmowy, rap ostry, rap bojowy
Oparty na faktach, mocnych traktach
Brudnych produkcjach jak Frankie Katlas
Chyba Bóg chciał, takie rozdał karty
Chciał żebym trwał w tym, póki nie spocznę martwy
Nie spotkam się z rodziną, ten wokal zdarty
Z wredną miną w parze, niezbędną jak pokal w barze
I z Łazarzem za plecami
Choć niektórzy rówieśnicy już przegrani
Tylko dla tego, że kranik ktoś za mocno odkręcił dla nich
Z dragami i gorzołą, przez co jest niewesoło
Miało być kolorowo i obficie finansowo
Jednak życie potraktowało ich hardkorowo
Czy należycie sam nie wiem, poszedłem trochę inną drogą
Trochę bardziej zdrowo podchodzę do tematu
A sekwencje tego rapu ode mnie i od kamratów
Nie tylko dla małolatów
Dla ulicznych wariatów, tych nielicznych kozaków
Którym wiatr w oczy, to PDG synu
Tą drogą trzeba tutaj kroczyć

Za 10 lat, to samo miejsce, ta sama chwila
Leje się tequilla, a my gramy w bilard
Ten sam, a jednak inny człowiek
Ten sam, a jednak inny świat
Jakkolwiek spod moich powiem widok
Pod zachodniego wiatru egidą
Z kliką, z nabitą dzidą, te rymy idą
I pokonują czas, kumasz
Tak to działa, K do G, PDG, bij na alarm
Bij na alarm
[x2]
PDG, yo, te rzeczy się tutaj dzieją
I każdy dobrze to wie, yo, my ciągle gramy w grę
I z nadzieją, że dobre wiatry przywieją
I zgodnie z rzeczy koleją po nocy nastąpi dzień

My ciągle gramy w tą grę i każdy kuzyn to wie
Że rap PDG jest światłem we mgle
A ta mgła to szara rzeczywistość brachu
Tak tu dobrze, że wiara spierdala stąd na zachód
Ja za chuj tu nie zostanę, jak będzie tak dalej
Mimo to będę z wami stale na rap kanale
Bo prawdziwości dla gry nigdy dosyć

Masz Mery Jane to posyp, Rafi czuje niedosyt
To głosy z kabiny 5 Elementu
Pacjentów głosy co unikają w oknach prętów
Jeżą ci się włosy pod czapką? nie komentuj
Jak po deszczu na liściach rosy mam tu patentów
Zakrętów mam wuchtę non-stop, bywa ostro
Ale z nich raczej przeważnie wychodzę na prostą
Te rzeczy się tutaj dzieją, nie jest nadzieją
Życzę wam dobrych wiatrów i idę na rejon, tak

Ave PDG, mylfoń albo giń synu
Pozdrowienia ślę dla wszystkich moich kuzynów
Dla wszystkich miłośników dymu
Dla wszystkich, którzy są stąd i stamtąd
Dla których bit jest mantrą
Na bibach las rąk, jebie nas to
Gwiazda póki jasno, tak się bawi moje miasto
Żeby zapomnieć, by się wyszumieć, żeby zrozumieć
Chuj z gównem, ja robię to co umiem
Życie płynie, flow sunie nieubłaganie
A my mamy swoje granie w tym bałaganie
Goniąc za chlebem pod wspólnym niebem, idąc przed siebie
Leżąc na glebie będąc w potrzebie
Bit się pętli od początku do końca
Iść, ciągle iść w stronę słońca
My tak jedziemy, gramy, kurs trzymamy
Żeglujemy, póki wiatr w żaglach mamy

[x2]
PDG, yo, te rzeczy się tutaj dzieją
I każdy dobrze to wie, yo, my ciągle gramy w grę
I z nadzieją, że dobre wiatry przywieją
I zgodnie z rzeczy koleją po nocy nastąpi dzień...
Płaczę
Każdego ranka gdy otwieram swoje oczy
Smutek szczera radość łza moje ręce moczy
Płaczę za ludzi którzy odeszli
Płaczę za ludzi którzy już doszli
Płaczę za każdy pojedynczy dzień
Za każdą godzinę której potrzebuję jak tlen
Płaczę po to by inni poczuli
By się w końcu nauczyli,
że życie to jest dar o którym nawet nie marzyli
Dlaczego wytłumaczyć jest tak ciężko
Że nie tylko pieniądz dobra chata nowa fura
Świadczy o tym co masz w sercu co masz w głowie
Co ci w ucho Bóg podpowie
Kolejny raz płaczę czy zrozumie to ktokolwiek

Ref. Płaczę bo świat jest warty łez Płacze i płaczą inni też

A ja wciąż taki sam już tyle rzeczy mam
Ciągle ponad ludzi stąpam na nich spoglądam
Inni wciąż walczą o pokój o władzę o kilka banknotów
O wiarę co poradzę
Więc płaczę bo co innego pozostaje
Każdy już wie że co w sobie mam innym daję
A ty stale tak niedbale nawracasz innych
Samemu potrzebując wiary
Bawiąc się niewinnym
Ja wybaczam jak wybacza wam Bóg
Tylko nie mów nie rób rzeczy które ścinają z nóg
Pokomplikowany dawką przemocy nafaszerowany
Każdy kolor świata jest na szaro zamalowywany
Spuszczasz z tonu na twoje miejsce przyjdą inni
A mi tylko płakać pozostaje I czekać by być zrozumianym
Zrozumianym

Ref. Płaczę bo świat jest warty łez Płacze i płaczą inni też
Ej, ej
Ja gram w to, słuchaj jaka w tym drzemie siła
Agresja przed mic'em we mnie się uwolniła
I mnie to nie interere co ty pomyślisz o mnie
Bo ja gram tylko z tymi, którzy są podobni do mnie
Już wiesz teraz, że z Aifam masz do czynienia
Najsilniejsi w Poznaniu reprezentanci podziemia
A ty nie stój jak pajac tylko na parkiet się wbijaj
I weŹ swoją panienkę, niech się zacznie wyginać
Dobra jest już cała klika więc możemy zaczynać
Rozjebiemy ten klub a ty się będziesz za łeb chwytać
No i przestań się pytać kto tu robi taki hałas
Bo i tak jak to usłyszysz to wykrzykniesz z nami naraz

[x4]
AA II FF AM

Poznań, Poznań Polskę terroryzuje
W jeden punkt celuje, cały czas ma swą dumę
Aifam, Aifam terroryzuje
Wiesz o czym mówię to dzieje się w tym klubie
w którym teraz jesteś, ja jestem obok ciebie
masz problemy nie zostawię cię w biedzie
jedzie, jedzie cały parkiet jedzie
DJ dziś nie jest łaskawy, tą muzyką podjarany
Cześć koteczku, siedzisz w domu?
jest ci smutno i szukasz odmiany?
PrzyjdŹ na koncert gdzie grają Aifamy
tak, właśnie tak
To jest nasza rewolucja, płyta dobrze przyjęta
Ta ekipa nigdy nie wymięka
Wawro się rozkręca, teraz pozdrówki z tego miejsca
dla tych co wciąż szukają szczęścia
Jedna miłość dla mego miasta Poznań
Zachód Polski nowym głosem się odzywa
Aifam, Aifam podziemia klasyka
znów pulsuje skroń, wzrasta tętno
szybkie myślenie, miejskie tempo
miejski styl, miejskie życie, miejski byt
Słowa zapisane to jest Aifam klik

[x4]
AA II FF AM

Poznański rap z ulicy teraz wchodzi do klubów
Duża dawka siły, której starczy dla tłumów
Ja gram w to, słuchaj jaką mam teraz jazdę
Ja gram w to, słuchaj teraz tobie to pokażę
Stoję na scenie a mikrofon płonie w dłoni
Podnoszę poprzeczkę, kurwa, spróbuj mnie dogonić
nowa jakość, dobry gracz ze starego osiedla
To dla ciebie prosto z bloków tutaj ta muzyka mieszka
Ekipa na pięć liter - A I F A M
Wizytówka podziemia a dla rapu świeży tlen
Pozdrawiam park Sołacki i wieżowce na Piątkowie
Czysty rap plus energia, właśnie tak to robię

[x4]
AA II FF AM
[Fokus]
Nie ufam nikomu, kocham tylko tych, co na to zasłużyli
Jeszcze nie szeleszczę kasą tak jak klasą z winyli
Więc nie przepuszczę żadnej chwili, gdyż żyję na kreskę
W każdą chwilkę wbijam szpilkę jak pinezkę w deskę
Życie jem jak Milkę bowiem wiem, że jestem lśnieniem
I oka mgnieniem, że będę wspomnieniem
Za pozwoleniem, sprawdź to
Zanim schowasz dzień pod powiekami
Powiedz co z Twoimi niepozałatwianymi sprawami
Czasami wręcz zasysam otoczenie moimi receptorami
Zachwycam się chwilami jak dobrymi produkcjami
Film na siatkówce zdobywa nagrodę Grammy
Za brak porównania z celuloidami
Momentami pomiędzy oddechami
Życie falami tsunami zalewa doznaniami i bodźcami
Razem z chłopakami chodzimy po mieście
Kilkanaście centymetrów ponad chodnikami
Taktowani przez dwa 1200
Przygniatani problemami ciągle na podeście
Z mikrofonami w ciągłym manifeście
Weźcie sprawdźcie to, bo to widać w każdym geście
Jesteście, więc zauważcie to nareszcie
Odbierzcie dzisiejszy dzień jak podarunek
Cieszcie się i obierzcie na jutro kierunek
Odważcie się, zróbcie ten krok, podnieście wzrok...
Na razie, strzałka, mówił Fokusmok

[Ref - Rahim&Magik]
Łapię chwile ulotne jak ulotka
Ulotne chwile łapię jak fotka x2

[Rahim]
Chwile ulotne chwytam jak sygnał satelita
I ta różnica - nie krążę po orbitach
Lecz twardo stąpam po chodnikach
Chcę żyć aktywnie nim wyciągnę kopyta
Jest pewna dewiza, którą znam: Carpe diem
Uznają ją ludzie, z którymi gram, o tym wiem
Z każdym dniem łapię chwile ulotne jak motyle
Na stałe koduję we fragmentach bądź całe
Zapamiętałem już ich bez liku
Wszystkie mam w sobie, żadnej w pamiętniku
Zaś w notatniku bądź w kalendarzyku
Notuję zadania i termin wykonania
Zgroza...
Gandzia zostawia ślady jak sanek płoza
Ma pamięć zawodna jak prognoza, to skleroza
Poza tym istnieje sprawnych komórek doza
Chwile przychodzą tam jak koza do woza
Raz łapię chwile - te słodziutkie choć krótkie
Innym razem te bezpowrotne i ulotne...
Tak, te bezpowrotne i ulotne. Sprawdź to!

[Ref - Rahim&Magik]
Łapię chwile ulotne jak ulotka
Ulotne chwile łapię jak fotka x2

[Magik]
Życie, życie nasze składa się z krótkich momentów
Cudownych chwil czy przykrych incydentów
Niczego nie przegapię, wszystkie je łapię
Korzystam z talentu, przelewam go na papier
Więc łapię chwile ulotne jak ulotka
Ulotne chwile łapię jak fotka
Dbam, by chwile ulotne jak notka
Nie uleciały jak ulotna plotka
W niepamięć... Każdy gest i każde zdanie
Obrazy przed oczami zawieszone jak na ścianie
Te w ramie - to jedno, co na pewno zostanie
Reszta przeminie jak znoszone ubranie
Dwadzieścia lat minęło jak jeden dzień
Nie masz co wspominać? Lepiej swe życie zmień
Póki czas nie czeka na nas
Więc zaśpiewaj jeszcze raz:
Mamy po dwadzieścia lat
Przed sobą cały świat,
Przed sobą cały życia szmat
Więc jestem rad
Z każdego poranka i wieczoru
Dawno już dokonałem wyboru
I jestem dyspozytorem własnych torów
Spełniam się w muzyce hardcore'u
I wiem, że wspomnienie nigdy nie zginie
Tak jak wspomnienie o pierwszej dziewczynie
Jak czasy podstawówki, zbite butelki
Ubite lufki, starte zelówki w podróży
Polowanie na chwile się nie dłuży, się nie nuży

[Ref - Rahim&Magik]
Łapię chwile ulotne jak ulotka
Ulotne chwile łapię jak fotka x2
nie muszę być geniuszem żeby wiedzieć że
każdy kto kapuje starą kurwą jest
czujesz, ponad 200 metrów jeśli znasz ekipy od przekrętów
i swetrów na odległość centymetrów
słowa są zważone i zmierzone do do joty
ja rewiry podzielone są na wille i sloty
ludzie są grzeczni i są tacy co lubią głupoty
nie muszę być geniuszem żeby wiedzieć że
się nie dyga tego uczy ulica
czy zarabiasz na niej czy się tutaj tylko ślizgasz
zachowujesz trzeźwość myślenia i nie mijasz wyjścia
cudnie, cudem jest moja dziewczyna
grunt nie bać się iść w drugą stronę niż tłum
nie lekceważąc nikogo, iść swoją drogą
nie muszę być geniuszem żeby wiedzieć że
jest dokładnie odwrotnie niż media twierdzą
gazety piszą brednie, a prywatyzacje śmierdzą
zapytaj zwykłych ludzi oni to potwierdzą
może to ich ludzi może czas ich obudzić
nie muszę być geniuszem by mieć respekt dla pierwszych
nie muszę wreście wcale słuchać jak ktoś pieprzy
zwyczajnie sam sobie głoś swą teorię Einsteinie
ja odbijam wiem że dzisiaj będzie najfajniej, zajebiście
tradycyjna wódka warto ją dołożyć, każdy chce się napić, każdy chce se pożyć
nie muszę być geniuszem żeby wiedzieć że
Jak mówili MSP Fiodor dla przyjaciół nigdy nie bądź oszustem
bo prędzej czy później staniesz się wyrzutkiem
albo z chrustem, chcesz polegać daj polegać
przyjaciel to już nie kolega
z którym na wagary zaczynałeś biegać w podstawówce
ziomki, przyjaciele, drugi legal wkrótce
nie muszę być geniuszem geniu- geniu- geniu geniuszem żeby wiedzieć że
nie muszę być geniuszem żeby wiedzieć że
czasy się zmieniają jak w kalejdoskopie
ludzie zapominają co poradzisz chłopie
sami wpierdalają się w kompleksy
czy to jeszcze Polska czy to już jest Meksyk
plaskikowa kolka bez gazu i brudne dresy
mnóstwo czasu, społeczeństwo dziwi festyn
nie muszę być geniuszem żeby wiedzieć że
nie jestem wzorem do naśladowania
jak każdy człowiek mam się z czego wyspowiadać
kto jest bez winy, niech weźmie kamień i pierdolnie się nim w łeb
niestety tacy nieomylni to powszedni chleb
znam swoje wady i staram się ich ustrzedz
nie wszystkie oczywiście moge dostrzedz w lustrze
nie muszę być geniuszem żeby wiedzieć że
życie nie sen to chyba jest jasne
ja na jego przebieg patenty mam własne
nie muszę być geniuszem żeby wiedzieć że
po tym wszystkim co się nazbierało trzeba działań
nie muszę być geniuszem żeby wiedzieć że
każdy kto kapuje starą kurwą jest
czujesz ponad 200 metrów jeśli znasz ekipy od przekrętów
i swetrów na odległość centymetrów
słowa są zważone i zmierzone do do joty
jak rewiry podzielone są na wille i sloty
ludzie są grzeczni i są tacy co lubią głupoty
nie muszę być geniuszem żeby wiedzieć że
się nie dyga tego uczy ulica
czy zarabiasz na niej czy się tutaj tylko ślizgasz
zachowujesz trzeźwość myślenia i nie mijasz wyjścia
cudnie, cudem jest moja dziewczyna
grunt nie bać się iść w drugą stronę niż tłum
nie lekceważąc nikogo, iść swoją...
[Jopel]
To miasto się zmieniło nie jest takie jak przedtem,
kiedyś zakłady w wastach robiły bawełnę,
dziś są zniszczone jak Bagdad i sprzedają tam meble.
na pewno ziomek wiesz gdzie jest teatr lalek.
To za magdalenkę, chodziłem na wagary,
to było dużo wcześniej,
jeszcze zanim powstały te galerie z kinami i kręglami.
Mówię o czasach zanim spisałem pierwszą zwrotkę,
Transakcję kadridżami, graliśmy w złotą piątkę,
mogłem całymi dniami z bratem przechodzić "Contre".
Piłka pod oknem w ogródku sąsiadki,
która wciąż darła mordę, że depczemy jej kwiatki.
Nasze matki znosiły to jakimi jesteśmy,
ojcowie nie pili i nie mieli depresji
i nasze pięści rzadziej wchodziły w ruch
gdy z powodu agresji już brakowało słów.

A dziś - dziś kilka stów potrafi zburzyć przyjaźnie,
których Bóg nawet nie miał prawa ruszyć.
Mieliśmy wyjść na ludzi a już nimi jesteśmy,
odkąd umiemy brudy swoje i świata dzierżyć.
Nie mam pretensji o to jak mnie postrzegasz,
nie jestem lepszy, żeby oceniać.
Czas jest bezwzględny, czas to nadzieja,
na której zjadłem zęby kiedy ten świat mnie zmieniał.

Tu idę przez centrum i chociaż to nie Paryż
to mijam cudzoziemców i ciapatych z wymiany.
Dwa szkolne autokary dzieci z Janowa,
po to tu przyjechały, by zobaczyć MC'Donald.
nieliczni w domach, trzy czwarte w Tyrze,
chciałbym być ponad, a sam w to idę.
Czy się wyliże, już tego nie wiem,
nie dla mnie życie o samym chlebie.
Też mógłbym siedzieć i czekać na jałmużnę
aż ktoś mi wrzuci becel w pudełko po jogurcie.
To bywa trudne, patrząc, będąc świadomym
jak staczają się ludzi, którzy stali na swoim.
Wczoraj znajomi, a dzisiaj hieny
To czas uczy nas mnożyć, naliczać i dzielić,
matematykę ziemi znam, lecz nie znam wzoru
na życie pełne barw i odcieni koloru.

Dziś kilka stów potrafi zburzyć przyjaźnie,
których Bóg nawet nie miał prawa ruszyć.
Mieliśmy wyjść na ludzi a już nimi jesteśmy,
odkąd umiemy brudy swoje i świata dzierżyć.
Nie mam pretensji o to jak mnie postrzegasz,
nie jestem lepszy, żeby oceniać.
Czas jest bezwzględny, czas to nadzieja,
na której zjadłem zęby kiedy ten świat mnie zmieniał.
Wiesz czemu płynie ta muzyka, po co robie to wszystko
Dlaczego kręci się płyta opisująca rzeczywistość
Po co wogóle z chłopakami tyle pracy i serca wkładamy w każdy przekaz
Który jest ukryty w wersach
Reguła pierwsza będę trzymał jej się zawsze
Będę pisał o życiu, bo właśnie na życie patrze
Nie ważne, że ciekawsze jakieś oryginalne pomysły
Patenty, słowa bez puenty są przecież niczym
Nie tędy droga
Pisze o problemach, ludziach i ich nałogach
O tych szczęśliwych chwilach co pozwalają żyć jak woda
Mówisz, że tego nie widzisz, wreszcie zobacz
Mówisz, że tego nie widzisz, wreszcie zobacz
Zobacz

Czy zastanawia cię to dlaczego nawijam
Czym jest dla mnie beton, bo nie chodze po plaży
Lecz szukam metod, żeby przestać marzyć
Nie żyć metą i zacząć tak żyć (i zacząć tak żyć...)
Nie słuchać takich typów jak ty
Hip-hop to życiowe fakty
Nie tylko bóg, dziwki i walka
Wkurwiasz jak płyta zdarta co w jednym miejscu skacze
Patrze na stolice i nic innego nie opisze
Tylko to co zobacze, co usłysze, co odczuje
-na solidnych przyjaciół ciągle uczucia kieruje-
-na solidnych przyjaciół, na solidnych przyjaciół-

Pytasz się mnie czemu pisze o tym samym
To ci powiem nawijam o świecie, w którym dorastamy
Te tematy poruszamy, które nas denerwują
Które cieszą, które smucą, przemyślenia wywołują
Kierują słowa gorzkiej prawdy, którą trzeba przełknąć
Pokazują rzeczywistość, z którą trzeba się zetknąć
Sytuacje, w których diabeł próbuje ci coś szepnąć
Nie daj się zepchnąć, bo puste słowa są niczym
Przekaz, który trafia do ogółu to jest dla mnie wyczyn
To dla młodych ludzi, bo to głównie ich dotyczy
Niech usłyszą, niech zobaczą, niech odczują to samo
Co widziałem i odczuwałem z chwilą opisywaną

Chce żebyś zrozumiał, że nie suma floty tylko duma
Z tego, że znalazłem w życiu umiar
Powoduje, że robie wszystko, żeby rap nie umarł
Żeby grałą płyta, żebyś widział tą prawdę na chodnikach
Bo po co kłamać
Przecież w Polsce będzie za pół roku tak jak w Stanach
To ludzki dramat, ja opisuje to wszystko
Szczęśliwa chwila złapana i właśnie po to jest hip-hop
Byś mógł zobaczyć wszystko, ale oczami różnych osób
Słuchając tej muzyki, odbierając przekaz głosu
To jest mój sposób, na wszystko wciąż nabieram chęci
Żeby słuchać zdartej płyty, która ciągle się kręci
By obserwować świat, który wciąż do przodu pędzi

Nie pouczaj mnie, rozejrzyj się widzisz to co dzień
Szeroki spodzień, bandyta w samochodzie ekskluzywnym
Zwykły przechodzień, a jednak troche dziwny
Inny z deka, w co drugim bloku meta
W co trzecim nosi feta, o czym pisać?
O tym co w gazetach?
Czy może o tym co przed moimi oczyma?
Kto prawilnych się trzyma
Oko cieszy dziewczyna nieprzeciętna
Słowa prawdy sprawa piękna
Chcesz słuchać o miłości, nie ta piosenka
Nie widzisz sensu w rapie, bo przed prawdą pękasz
Przed nim klękasz, kolorowy papier jak ci zapłace
Wtedy z zachwytu stękasz
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo