Popularne piosenki. Polski Hip Hop

PALUCH
Nauczony dbać o swoje, każdy dzień traktuję serio,
dziś Paluch głowa rodziny, a nie pierdolony playboy.
Nie mam czasu na rozkminy, czy ten typ jest szczery ze mną,
i przyznam szkoda mi śliny, byś się poznał z moją flegmą.
Ilu ich było? Ilu czeka wciąż za rogiem,
mają mentalność zgniłą, każdy chętnie źle podpowie.
Dziś niewielu ludziom ufam, rośnie zakłamania stopień,
kopią kiedy człowiek upadł i kiedy chce się podnieść.
Od kiedy pamiętam, wiem to, ciężka praca daje efekt,
nauka i obserwacja jak coś, robić to na perfect.
Zmiany bez pośpiechu, zgodnie z planem, konkretne.
potrafię zaskoczyć życie, biorę z niego co najlepsze.
Choć pomysły miało wredne, jestem niewygodnym graczem,
zawsze do celu biegnę własnym wytyczonym szlakiem.
Pokusom stawiam opór, jestem swego pecha katem,
chuj w ryj fałszywym kumplom - to mój na życie patent.

To nie życie zmienia nas to my wprowadzamy zmianę,
nikt nie da lepszych kart, mamy jedno rozdanie.
Ci, co uczą z dupy prawd, później okupują bramę,
my nie liczymy na fart, my wiemy, co jest grane. / x2

PEJA
W kontaktach międzyludzkich ja mam doświadczenie spore,
nie spróbuję zaprzyjaźnić się z wrogiem, bo to jest chore.
Odpulam pseudo kumpli, opluwam, takie życie,
choć pozostał po nich ślad w formie pozdrowień na płycie.
Niech jeden powie, że chodzę wkurwiony,
zaciskam szczęki jak śmiertelnie postrzelony
jebnięty Barrett Jenkins,
za znajomość dzięki.
Nie pamiętasz to przypomnę, dlaczego mamy tę kosę,
niczym Boston z Nowym Jorkiem.
Uwierz, mi nie żal po stracie, czy dziewczyna, czy przyjaciel,
całe zło zapomnisz z czasem, rozbrat z chujowym tematem.
Skupiam się bracie raczej na dojrzałej kmince,
to żona, dziecko, dom, dobre mordy oczywiście.
Praca, pasja zajebiście,
eliminuję fikcje.
A to jak się prowadzę to z pewnością nie Twój biznes,
chociaż bardzo dobrze wiesz, że na drugie to mam progres.
Życie zmieniłem na lepsze,
życie zmieniam według potrzeb.

To nie życie zmienia nas to my wprowadzamy zmianę,
nikt nie da lepszych kart, mamy jedno rozdanie.
Ci co uczą z dupy prawd, później okupują bramę,
my nie liczymy na fart my wiemy, co jest grane. / x2

BILON
[Bo taka jest prawda, bez zmian nie ma rewolucji, nie ma ewolucji,
dochodzi do destrukcji konstrukcji! ]

Bez zmian nie ma ewolucji, nie ma rewolucji,
dochodzi do destrukcji konstrukcji.
Wstań! Mówią, że sam świata nie zmienisz,
bez zbędnych ceregieli chodzi, byś sam się zmienił.
By na strychu był porządek to zaczynam od piwnicy
działam, by z niczym nie zostać na ulicy.
Znów dusza krzyczy, o lepsze jutro walczę,
dziś trzymam dyscyplinę, modeluję charakter.
Myśli otwarte, ograniczenia niszczą,
sam tworzę, sam zmieniam, sam reguluję przyszłość.
Bez konsekwencji nic to, lecz co tu jest najważniejsze,
pozostać niezmiennie człowiekiem, a nie sępem.
Dogonić wiatry i zmienić świata losy,
być coraz lepszym i duszy słyszeć głosy.
Żyć w zgodzie z prawdą, budować doświadczenia,
nektar zwycięstwa z pucharu poświęcenia.

To nie życie zmienia nas to my wprowadzamy zmianę,
nikt nie da lepszych kart, mamy jedno rozdanie.
Ci co uczą z dupy prawd, później okupują bramę,
my nie liczymy na fart, my wiemy co jest grane.
Baku, baku to jest...
Baku, baku to jest...
Baku, baku to jest...
Baku, baku to jest...
Baku, baku to jest...
Baku, baku to jest...
Baku, baku to jest...
Baku, baku to jest...
Baku, baku to jest...
Baku, baku to jest sqad

Baku, baku to jest sqad, raz, dwa teraz dAb
Czyli mój brat - powie co jest nie tak, czego tu brak Dab?

Baku baku bez wad
Z dAb'em od lat ja wprowadzam nowy ład
Czy jesteśmy nad, czy mówimy szach i mat
Czy klimat, baku baku ciężki jest jak CUT
Od lat tematem K 44 nie był,
Gnat - pif-paf, ratatata
Chce mi się śmiać,
Bo to chyba nie tak
Na głowie stawiam świat, jestem wolny jak ptak
Lubię baku baku, chcesz to ze mną zakurz
Zaproszę dziewczyny, zaproszę chłopaków

Baku baku to jest sqad, jadę na "Cannabis Cup"
W programie, to co najlepsze w Amsterdamie
Nie czas na spanie, Amsterdam wciąga mnie
Ty robisz to co chcesz, i ja robię to co chcę

Baku, baku to jest...
Baku, baku to jest...
Baku, baku to jest...
Baku, baku to jest...
Baku, baku to jest...
Baku, baku to jest...
Baku, baku to jest...
Baku, baku to jest...
Baku, baku to jest...
Baku, baku to jest...
Baku, baku to jest...
Baku, baku to jest...
Baku, baku to jest...
Baku, baku to jest...
Baku, baku to jest...
Baku, baku to jest sqad

Kłęby słów, jak kłęby dymu
Wydobywają mi się z ust - godzina minimum
Gramofonów rozstawienie plus mikrofonów ustawienie
Bus na parkingu - my na scenie
- Impreza pierwsza w rankingu
Baku, baku to jest sqad to jest Joka - mój brat
C.N.E., W.S.Z. D.J. Feel-X i Bart
A propo jest spoko - to dobry czas
Więc uderzam ich głęboko
Koncertowo tworzymy ciągle na nowo
Ja Ci dam bit a Ty mów i ruszaj głową
Baku, baku idzie po zielonym szlaku
Prosty do rozpoznania po słuchu, węchu i smaku
Baku, baku
Baku, baku
Baku, baku
Baku,
Baku, baku

Zobacz... zobacz... zobaczymy co mi z tego wyjdzie

Baku, baku
Ciężki jest jak CUT...
Baku, bak, baku, baku
Ciężki jest jak CUT...
Baku, bak, baku, baku
Ciężki jest jak CUT...
Baku, bak, baku, baku
Ciężki jest jak CUT...
Baku, bak, baku, baku
Ciężki jest jak CUT...
Baku, bak, baku, baku
Ciężki jest jak CUT...
Baku, bak, baku, baku
Ciężki jest jak CUT...
Baku, bak, baku, baku
Ciężki jest jak CUT, CUT, CUT, CUT...

Zobaczymy co mi z tego wyjdzie - ile osób przyjdzie
Na nasze koncerty z baku, baku oferty
Adaptery, mikrofony i czarnych płyt sterty
Nie potrzebne są nam certyfikaty
Sprawdź gdy zobaczysz gdzieś nasze plakaty
Dopilnuj daty, przyjdź i przynieś bakaty, dzięki wam i nam
Hip-Hop staje się bogaty w brzmienia, doświadczenia
I nowe tematy, kolejne etapy
My ciągle w pogoni - nie zaspokojeni i zawsze łakomi
By znaleźć się na fonii, by ładować do sił braku
To jest sqad baku, baku
Sześciu chłopaków zjednoczonych w tym samym pomyśle
K 44, Wujek, D.J. Bart, C.N.E. ściśle
Wersja ciężka jak CUT tak o niej myślę

Baku, baku wersja ciężka jak CUT
Baku, baku - tak to jest ten sqad
Baku, baku sqad wersja ciężka jak CUT
Tak o niej myślę - tak to jest ten sqad
Baku, baku wersja ciężka jak CUT
Baku, baku - tak to jest ten sqad
Wersja ciężka jak CUT
Tak o niej myślę, tak o niej myślę

Hej dziewczyny i chłopaki, bo jeśli macie pełne baki
To zapraszam was do draki w chińskiej dzielnicy
Jak w mojej okolicy
Chłopaki to już maja oczka jak szparki...
A ich zegarki przez cały czas pokazują, że chłopaki rapują
W tym dobrym kierunku i w tym dobrym klubie
A muzyka leci tak jak lubię
I taka jaką lubię jest atmosfera, gdy swoje towarzycho wybiera
I rozbija się na mniejsze - baku, bak to sprawi
Ktoś zagada i zabawi, ktoś się będzie śmiał
A my to wszystko razem wymieszamy
Taka misję baku, baku w sqadzie mamy

Zobacz... zobacz... zobacz... zobaczymy co mi z tego wyjdzie
Buka:
A ja się jaram że nie jaram i mnie wiara mija ta,
Jarana faja to nie lada żmija,
Powiadam-zabija,
Nie nawala już klimat, że wale jak nikotyna,
I pale paczek parę jak lokomotywa do Berlina
Dziury na ubraniach,
Cztery stówy za miecha jarania,
Próby zapobiegania i kluby bez odpalania tej zguby,
Bania się kłania, bez tuby padaj na grania,
Jak wypierdalam te szlugi z szalupy jak kapitan Faja,
A tu nie ma jak w tramwajach i barach, hotelach i chatach,
Cholera, wypłata mi tera dopiero lata,
Nie ma jak jarać teraz, nieraz się użerasz,
Jak nadal pożerasz raka i wspierasz tytoniowego papa
Nie ma jak spoko astma, sound blasta, z płuc jak w spazmach,
Żółć w tym, babrać, pluć tym, kurwa, kasłać!
To gówno jak kasztan, w płuco ktoś Ci nasrał,
Więc rzuć to w chuj, cobyś wykasłał asfalt.

Refren:
A ja się jaram, że nie jaram jak faja Popeye'a,
Nie jestem baran i nie jaram,
Jara twoja stara! x4

Rahim:
Nawet przez myśl mi nie przeszło jak to wciąga,
Chciałem tylko puszczać kółka i nauczać się zaciągać,
Spółka liczona w latach, nie miesiącach,
Nie gadam o rurkach, bibułkach czy bongach,
Jeśli Twa lokomotywa sięgała Berlina, Rahima,
Skład wagonów kończył się w Chinach,
Zadyma przypominająca dym z komina,
A w żyłach płynąca nikotyna,
Nieustanne "yhy, yhy" lub-yhy, yhy! pfu!
Przy tym odór niczym aszynbecher (?),
Koniec walki z kretesem, na to keszem i rwetesem,
Bom swego losy szefem,
Pomarańczowa flara niczym nocna mara powraca w koszmarach,
Biednego mara, ja to ex palacz, wiec ode mnie wara!
Zaś atakuje poczwara, niegdyś dobrana z nas para,
W końcu się budzi ofiara, no i jara, że nie jara!

Refren:
a ja się jaram, że nie jaram jak faja Popeye'a,
nie jestem baran i nie jaram,
Jara twoja stara! x4

Rahim:
Ja się jaram, ze nie jaram 2x

(Palenia na zdrowie, "yhy, yhy" lub "yhy" przy tym odór niczym aszynbecher (?), wybór nalezy do Ciebie 2x)
Nikt ode mnie nie wymaga żebym uprawiał bragga
Nikt nie mówi łamaga, gdy hardcore'u nie uprawiam
Gdy piszę życiówkę to nie kłamię, prawdę gadam
A szajsu nie poskładam nawet gdybyś o to błagał

Nie ma tego złego, co na dobre by nie wyszło
Umiem zjebać wszystko i na zgliszczach od początku
Zbudować nowy dom, to kilka nowych wątków
W muzyce być w porządku, nigdy nie zawiodłem ziomków
Za dobry powiedziałem, dedykowane
Mym ludziom ten balet, ja się wcale nie chwalę
Co miałem oddałem od siebie to ten szmalec
To twórczo się wpisuje na stałe w te kabałę
Oto nowy joyek jak i w Sun Lloret
Na najwyższym poziomie to rapowy gnojek powie
Warsztat unikat, dlaczego? nie wnikaj
Masz syf w głośnikach z parkietu nie znikaj
Nie lubisz mnie, zdychaj, z tej impry się zawiń
Lub naładuj karabin jeśli koniecznie chcesz mnie zabić
Ten co nie dał się zwabić w pułapkę, to mój atut
Narobić hałasu i utrzymać gwiazdy status
Tylu kutasów by chciało mieć to co ja
Być jak ja, grać jak ja, żyć jak ja, ha ha
Rychu będzie grał to nadal, journalista będzie badał
A jak zawistniak gadał tylko ten co mi zazdrościł
Świat bez litości szybko pozbawił mnie złudzeń
Wybrać cierpienie czy nudę? proste, że to pierwsze
Operuję wierszem, tego tracku nie spieprzę
Masz tu człowieku całkiem hardcore'ową wersję

Nikt ode mnie nie wymaga żebym uprawiał bragga
Nikt nie mówi łamaga, gdy hardcore'u nie uprawiam
Gdy piszę życiówkę to nie kłamię, prawdę gadam
A szajsu nie poskładam nawet gdybyś o to błagał

Ten pot, te łzy, ta krew, ta jedna miłość
Oto z mic'em zażyłość co odbiera mi zmysły
Wizerunek artysty, to człowiek z krwi i kości
Przy mic'u nie pości w gronie znakomitości
Jak ten przyblokowy chwast na pełnym oficjalu
Jak ten zadymiarski chlast na toksycznym nielegalu
Prowadzę się powoli, a niektórych bardzo boli
Fakt, że sobie radzę i co na to poradzę?
Środkowy palec raczej, tak czy inaczej
Jestem w grze i zaznaczę - nigdzie się nie wybieram
Przy mic'u, adapterach, to Rycha gadka szczera
Ryja wydzieram aż po zapalenie krtani
Potrafię ranić i sprawić, że się spalisz
Z nami zabawisz, odlecisz, nie dać się zabić
Mistrzowskie życie, jestem jego projektantem
Nie będę palantem, który nie ma planów, marzeń
Jak moje tatuaże, kolejny w życiu przełom
Odnotuję to jak na skórze nowe dzieło
A ty będziesz się przyglądał jak milczący świadek w cieniu
Wyjdź naprzeciw zdarzeniom na światło dzienne tlenu
Tańcz, miej się, kasuj zawczasu, pierdol brednie
Czy bardzo dobry rap ma oznaczać życie biedne?
Gdzie tak napisano, że za rap nie płacą siano?
Ważne by utrzymać wymarzoną posiadłość
Chcesz ogłosić upadłość? proszę bardzo, beze mnie
Jeszcze raz ci powtórzyć? powtarzam - pierdol brednie
Wracaj pod trzepak, tam na ciebie nikt nie czeka
Prócz nieudacznika, zabij w sobie człowieka
A ja tak nie chcę, nie zwlekam żyć na stówę
Apetyt mam wilczy na życie, uwierz

Nikt ode mnie nie wymaga żebym uprawiał bragga
Nikt nie mówi łamaga, gdy hardcore'u nie uprawiam
Gdy piszę życiówkę to nie kłamię, prawdę gadam
A szajsu nie poskładam nawet gdybyś o to błagał
Ważne że potrafisz widzieć dobro
Ważne że dostrzegasz jego ogrom
To kształtuje twój światopogląd
Człowiek tu musi wejść w krwiobieg.

Po raz setny powtarzasz że świat jest szpetny
Taki z ciebie sceptyk na bok sentymenty
Mnie od wygranej dzielą centymetry.
Finisz!, a ty mnie wciąż za to winisz
Masz prawo do własnej opinii ,ok.
Ja mam prawo mieć swoją filozofię
Ten image, optymizm jest ważny
Bez niego świat był by straszny
A wszystko zaczyna się w waszych głowach
Możesz przyjąć co zawarte w naszych słowach
Albo powtarzać hasła że wszyscy kradną, a Polska to jedno wielkie bagno.
To nie poprawi raczej sytuacji,
w naszej demokracji nie wykorzystano okazji,
by jeszcze raz uwierzyć w słowo „człowiek”
uwierzyć tak aby to weszło w krwiobieg.

Ref.
Ważne że potrafisz widzieć dobro
Ważne że doceniasz jego ogrom
To tworzy twój światopogląd.
Musi wyjść, musi./x2

Gdybym nie wierzył w żaden ideał już dawno schowałbym mikrofon w futerał.
Rap teatr dawno by mnie strawił, Goliat rzeczywistości by mnie zabił.
Ktoś sprawił że mam chęć walczyć jak Dawid,
i powstrzymywać bieg pędzących lawin.
To chyba ważne że utrzymuję tą basztę
i po burzy czekam na tęczę nad miastem.
Ważne gdy patrzysz z nadzieją że ta niedziela
nie będzie ostatnią niedzielą.
Że jak sobie pościelą ludzie tak się wyśpią.
Jaką postawę przyjmą taką ujrzą przyszłość.
Dla tych wszystkich pozdrowienia,
Mamy sporo do zrobienia by świat pozmieniać
Przeszłość jest tatuażem – nikt jej nie zmaże.
Ważne że potrafimy żyć tu razem.

Ref.
Ważne że potrafisz widzieć dobro
Ważne że doceniasz jego ogrom
To tworzy twój światopogląd.
Musi wyjść, musi./x2

Ważne że potrafisz widzieć dobro
Ważne że dostrzegasz jego ogrom
To kształtuje twój światopogląd
Człowiek tu musi wejść w krwiobieg. x2
Powiedz, czy ty widzisz to, co się dzieje za twym oknem
Obok ciebie, u sąsiada to jak Polska pada na twarz przed tobą i płacze
Tylko proszę nie mów mi znowu , że jest inaczej niż ja mówię
Że to moja chora wyobraźnia, wymysł rapera i czysta fantazja
Bo ty wiesz co ja mówię, ale mówisz coś zupełnie innego
Dlaczego? Powiedz mi dlaczego tak jest
Że takie same oczy widzą dwie różne rzeczy
Takie same uszy słyszą dwa różne słowa
Język wielu ludzi mówi zupełnie co innego
Niż w tym czasie myśli głowa
Powiedz mi jak długo jeszcze będziesz mówił głośno - NIE
Myśląc - TAK, powiedz jak długo jeszcze będziesz mówił że to fałsz
Wiedząc bardzo dobrze , że to prawda,
Powiedz jak długo jeszcze.

REF.
Daleko zaszło, że do tegoi doszło
Zaiste, daleko zaszło, że do tego doszło
Daleko zaszło, że do tego doszło
Zaiste, daleko zaszło, że do tego doszło

Powiedz, jak długo jeszcze będziesz patrzył w drugą stronę
Kiedy ktoś obok Ciebie depcze ludzką twarz,
Kiedy ktoś wyciąga dłoń byś mu pomógł
A ty w zamian wyciągasz swoją broń
Ile jeszcze czasu musi minąć
Byś powiedział głośno to co myślisz tak naprawdę a nie fałsz
Powiedz, ile dzieci musi zginąć byś zrozumiał
Że to nie od filmów czy muzyki lecz od ciebie zależy
Jakim człowiekiem jest twoje dziecko
Więc poświęcaj mu trochę więcej czasu
Niż swojej pogoni za pieniędzmi

REF.
Daleko zaszło, że do tego doszło
Zaiste, daleko zaszło, że do tego doszło
Daleko zaszło, że do tego doszło
Zaiste, daleko zaszło, że do tego doszło

Zaiste, daleko zaszło że do tego doszło,
Wokół chaos, morderstwa, same przestępstwa i fałsz
Ludzie mordują się nawzajem dla pieniędzy,
To nie przejaw filmów,
To jest przejaw nędzy narodu,
Pogoni za pieniędzmi i chwałą
Miłość do bliźniego gdzieś się zapodziała,
Na białe mówią czarne, na czarne - sam wiesz,
Często z wierzchu anioł kryje w sobie wesz
Też brak tolerancji, brak zrozumienia,
Życie ludzkie w horror zmienia się,
Gdzie spojrzysz widać śmierć
Szerzy się cierpienie, wciąż narasta gniew i przemoc
Powiedz jak długo jeszcze będziesz głuchy, jak długo ślepy
Jak długo jeszcze niemy,
Powiedz co takiego musi stać się jeszcze
Powiedz - jak długo jeszcze
Bit bas dźwięk wokal ciągle tu płynie (płynie)
Bit bas dźwięk wokal ciągle tu płynie
Bit bas dźwięk wokal ciągle tu płynie (płynie)
Bit dźwięk dźwięk dźwięk, wokal wokal

Bit bas dźwięk wokal ciągle tu płynie (płynie)
Płynie przeźroczysta śmierć która wali w dynie (w dynie)
Hajs leci tak, jakbym grał tutaj w kasynie
synek rap ciągle rap ja wypuszczam go na rynek
Dupy wyglądają tak jakby miały coś na myśli
niektóre są tak młode że chyba schowały tornistry
"Sorry mała, ale ja niestety jestem bystry wiem
chodzi ci tylko o to, żebym postawił ci whisky"
Nie wiem po co mówisz mi że jestem zajebisty
skoro widzisz że twój styl i poziom dla mnie jest za niski
kontakt miedzy nami robi się naprawdę bliski
ocieramy się o siebie ze na parkiet lecą iskry
nie wiem czemu znów tu przyciąga mnie twój błyszczyk,
twoje usta mówią "weź to zrób" słysze twoje myśli
ładnie pachniesz mała, jesteś gorąca jak striptiz
a sukienka którą nosisz dziś podkreśla twoje cycki

Ref. x2
Dziś każdy tu wali w szyje
leją się promile co chwile -"Nie przeżyje!"
tracę hajs potem tracę sile
bo nie wiem sam ile wypiłem

Bit bas dźwięk wokal ciągle tu wali
W bani nie wiem co się stanie dziś lecz wyjdę nad ranem i
w głowie mam już zamęt bo zrobiłem się na amen
lecz zamawiam dalej drinka i zbijam piątkę z barmanem
siadam na kanapie obok jakiejś fajnej dupy
ona mówi że się jara bo słyszała moje nuty
mówię "Mała wiesz lepiej teraz spójrz na moje buty,
one rwą mnie na parkiet więc wracam za dwie minuty"
Ej, głupia wymówka lecz po prostu chciałem uciec
nie była w moim typie wiec niestety już nie wrócę
teraz będziesz mnie winić za szowinizm -no i super!
później powiesz ze zamiast mózgiem znowu myślę fiutem
walić to, wiesz? Melanż to nie lekcja manier
wiec nie miej dziś pretensji ze szukam fajnych panien
wszyscy są na bombie i latają w niezłym stanie
tak, że masz wrażenie, że tu wódka leci w kranie

Ref. x2
Dziś każdy tu wali w szyje
leją się promile co chwile -"Nie przeżyje!"
tracę hajs potem tracę sile
bo nie wiem sam ile wypiłem

Cały klub nagle schodzi w dół,
bas wali i łamie i łamie łamie na pół
ktoś znów dziś kładzie tutaj czystą na stół
będziemy walić ją walić ja walić walić na dwóch
Cały klub nagle schodzi w dół,
bas wali i łamie i łamie łamie na pół
ktoś znów dziś kładzie tutaj czystą na stół
będziemy walić ją walić ja walić walić na dwóch

Ref. x2
Dziś każdy tu wali w szyje
leją się promile co chwile -"Nie przeżyje!"
tracę hajs potem tracę sile
bo nie wiem sam ile wypiłem
Nie daj zrobić się w chuj żadnej głupiej dziwce
kiedy mówi, że nie robi nic to robi coś cichcem
albo nie chodzi jej o ciebie tylko o liczbę
więc nie rozumuj naiwnie i

Nie daj zrobić się w chuj żadnej głupiej szmacie
kiedy mówi, że nie to może ma na myśli raczej
czapki z głów przed nieprzekupnymi
ale co z całą resztą uczynisz?

Jeśli twój ziom wszedł pod pantofel pannie
powiedz mu - szanuj się - niech zgadnę
to nie jest tak, że ona ma wpływ na moje decyzje
po prostu ją kocham, ale to szybko wyjdzie
przyjdzie jeszcze czas na to by tłumaczyć
nie pijesz? i nie mów tu o braku kasy
bo hajs na chlańsko zawsze się znajdzie
a wcześniej jeszcze cię tłusto nakarmię
powiedz pannie, że dzisiaj jest chlane
nie padniesz, bo ci właśnie daje szmalec
i doprowadza mnie to do szewskiej pasji
a raczej do szewskiego slangu, zgadnij
doprawdy to szlachetne panie dżentelmen
słowa obcas nie chce używać częściej
niż raz w roku u szewca jak padnie podeszwa
bo pantofel to nie gracz lecz lamus wiesz jak

Nie daj zrobić się w chuj żadnej głupiej dziwce
kiedy mówi, że nie robi nic to robi coś cichcem
albo nie chodzi jej o ciebie tylko o liczbę
więc nie rozumuj naiwnie i

Nie daj zrobić się w chuj żadnej głupiej szmacie
kiedy mówi, że nie to może ma na myśli raczej
czapki z głów przed nieprzekupnymi
ale co z całą resztą uczynisz?

Powiem ci co z całą resztą
Napisz, podbij w klubie, zbij pionę
zrób to póki jesteś teraz poza domem
bo kiedy wrócisz siądziesz do klawiatury
będziesz życie poprawiał pisząc te bzdury
powiedz to w twarz jak będziesz się kłaniał
szczury wiesz jak z nimi się rozprawiam, hah, pytam który
i nagle cisza choć wkoło 'so many people
to znana klisza tacy jak ty są pewnie cipą
gdy są daleko chętnie by (co?) pruli stamtąd
z bliska się strzyżą jak Luis Armstrong
ja robię rap, bo nie sprzedaję proszku obcym
robię rap i znają mnie old-school'owcy
mówią nawiń z nami, prawda jest tylko jedna
nie ważne jak bogata czy tylko biedna
nie dbam o sławę, smak sławy jest dla słabych
ja jestem sobą, ty możesz tylko marzyć
nagrywam z tymi, których ty masz płyty
nagrywam z nimi, a ty chcesz być przy tym
i każdy przytyk kończy się czyimś strupem
po pierwsze nie dla sławy, po drugie chuj wam w dupę, ta

Nie daj zrobić się w chuj żadnej głupiej dziwce
kiedy mówi, że nie robi nic to robi coś cichcem
albo nie chodzi jej o ciebie tylko o liczbę
więc nie rozumuj naiwnie i

Nie daj zrobić się w chuj żadnej głupiej szmacie
kiedy mówi, że nie to może ma na myśli raczej
czapki z głów przed nieprzekupnymi
ale co z całą resztą uczynisz?

Wokół siebie mam cały gang kobiet
których darzę respektem
i marzę by przedtem mógł spotkać je
bo byłem obiektem manipulacji
parę lat temu mój harem
sam nie mógł uwierzyć w te czary
ja z jakąś pseudo Paris
bo działał jej urok a nie mój intelekt
dlatego dziś mam w klipach więcej koleżanek niż modelek
a ty mniejsza czy masz BlackBerry czyli trzy
posłuchaj 2cztery7 omijaj z daleka to bydło
test
streści jakiś swój dobry uczynek
nie wiem może kiedy nie daleko ciebie był przypał
a ty pomogłeś dziewczynie
patrz na rozmówczynię, nawiń - jeżdżę Subaru
porównaj reakcje blachary, skieruj na Ikarus
ustalmy, masz ze mną jeździć, ale raczej konno w sypialni
do ciosów w japę podzielać skłonność
nie pytać o wymianę dóbr czy przysług
dziwka to już nie zawód to bardziej stan umysłu

Nie daj zrobić się w chuj żadnej głupiej dziwce
kiedy mówi, że nie robi nic to robi coś cichcem
albo nie chodzi jej o ciebie tylko o liczbę
więc nie rozumuj naiwnie i nie daj zrobić się w chuj
Kochałeś mnie jakiś czas,
dopóki byłeś jedyny.
Teraz gdy kocha mnie świat,
Ty wolisz mnie nienawidzić.
Kochałeś mnie mocno tak,
dopóki byłam enigmą.
Teraz myślisz, że mnie znasz,
chociaż znasz tylko mój wygląd.
Kochałeś mnie kiedyś, wiem,
dopóki to było modne.
Teraz gdy coś o mnie wiesz,
nienawidzić Ci wygodniej.

W tych czterech wersach
daję Ci siebie,
ale pamiętaj,
nie żyję dla Ciebie.(x2)

Twierdzisz, że znasz mnie od lat,
a już od lat nie dzwoniłeś.
Masz o mnie kilka złych zdań,
a nie wiesz jak mam na imię.
Masz o mnie kilka złych zdań,
inne na każdą okazję.
Choć piłeś za mnie do dna,
jestem już tylko obrazkiem.

Myślisz, że to co dziś mam
spada na ludzi jak z nieba.
To czemu tyle mam ja,
a Ty wciąż nic nie masz?

W tych czterech wersach
daję Ci siebie,
ale pamiętaj,
nie żyję dla Ciebie.(x2)
Ref.
Chcesz ze mnie kpić?
Nie poczułem nic, daj bis
Nie powiedziałeś tego w ryj
To nie powiedziałeś nic (x4)

Mam dość patrzenia
Jak zazdrość cię zżera
Unikasz spojrzenia twarz w twarz
Masz aż za dużo do powiedzenia (uważaj)
Nie obrażaj więcej
Nie obrzucaj mięsem
Jak skoczy napięcie
Gdy spotkamy się w mieście
Albo na koncercie
Patrz mi na ręce
Bo za siebie nie ręczę
Nie jestem żadnym emcem, Niemcem
Mów mi Hans Franc Frencel
Odłóż mikrofon i nie mów nic więcej
Zaciśnij pięści
To pride Dębicki
A w konsekwencji
Wyniesiesz z lekcji
Jak nie splamić honoru
Jak nie sprawić zawodu
Jak coś zrobić dla zasady
Jak poświęcić się dla sprawy
U mnie zawsze dumnie
Choćby w trumnie – DĘBIEC!
Siła w żyłach pływa
Wygrywam i przegrywam
To proste
Gorzki posmak troski z Polski
Zmień we wnioski
I nagraj to potem
Raporty rap o tym
Muzyka co dzień i przed snem
Niezbędna jak tlen
Nie palę aż zgasnę, jasne?
Słucham aż zasnę
Na słowa nie walczę właśnie
Znasz mnie
Patrz się w inną mańkę
Pchasz się? Skończ tą bujankę
Masz mnie błaźnie
Za kozaka na taśmie
Sprawdź mnie, gdy klasnę
Ty zgaśniesz, właśnie tak!
Przemyśl to
Masz czas by dojrzeć
Wróć by spojrzeć
Stań twarzą w twarz
I pokaż co masz!
Pokaż co masz...

Ref.
Chcesz ze mnie kpić?
Nie poczułem nic, daj bis
Nie powiedziałeś tego w ryj
To nie powiedziałeś nic (x4)

Słowa co was sprowadzą na ziemię
Mowa co wam zmieni spojrzenie
Co masz to mów
Ja nie cofam słów
Wierzę w to co mówię
Uwierz, mówię z przekonaniem
Zaangażowanie daję w to nagranie
Mocny tekst to lek na otrzeźwianie
Młodych Polaków
Na życiowym kacu
Pracuj lepiej nad sobą
Ratuj by się nie staczać
Bo tu praca nie popłaca
Jak sam nie wymacasz
To wracasz z niczym
Leżysz i kwiczysz
W tej dziczy na dzielnicy
Farciarz, bo mam
Dość wsparcia, dość żarcia
Innym na starcie
Nie starcza na starcia
Z kolejami życia
Na torach tych czasów
By bez nowych adidasów dać radę
Nadążyć za biegiem wydarzeń
Ja mam perspektywy
Ich się trzymam kurczowo
Też je masz, więc rusz głową
I zrób coś z sobą
Myśl przyszłościowo
By się śmiać w twarz wrogom
By stać twardo na ziemi
Jedną i drugą nogą
By móc pomóc
Wszystkim bliskim co nie mogą
Na państwowym garnuszku
Nie jest kolorowo (nie jest kolorowo)
Trzy i pół stówy zasiłku
Osiem stów pensja
Recesja jest jak presja
Stres bo nie stać cię by przetrwać
Płacz, trudności, przejścia
Z miejsca rodzi się agresja
Nie jest tak?
Trudno przestać o tym gadać
Sprawa jest jak zaraza
W konfrontacji trzeba się narażać
Nie uciekniesz, nie unikniesz
Możesz to odwlec na swą niekorzyść
By potem polec i dać się dobić
Nie wygram nie podejmując rękawic
Co nie może zabić to wzmocni
Baczność! Przemyśl! Spocznij!

Ref.
Chcesz ze mnie kpić?
Nie poczułem nic, daj bis
Nie powiedziałeś tego w ryj
To nie powiedziałeś nic (x4)
-Siemanko, Chada z tej strony
-No siema, co tam, jak tam?
-*****, u mnie to jest elegancko, co u ciebie?
-No dobrze, jem obiad powiem ci spóźniony
-No i?
-No i nic, ***** i siedzę na kwadracie
-Układa się pomyślnie?
-Dobrze, dobrze, dobrze
-Hee, no dobra mordeczko
-No, a u ciebie gites?

Jeszcze jakiś czas temu moje życie było klęską
Wszystko dzieciaku przypominało szaleństwo
rozbite małżeństwo, kłopoty z prawem
Cii, zdaj sobie z tego sprawę

Psy z rana zabierały mnie z domu
Lecz nigdy nie mówiłem dla kogo, co i komu
Taki prze*****ny etap
Wałki, rozboje i kradzieże po sklepach
Wszystko nie tak, coraz większe bagno
Na tych ulicach, które nadzieje kradną
Ja i problemy jak jedno ciało
Czasem bywało, że się żyć odechciewało
Byłem naiwny, wspólnik mnie przewalił
Sam sobie winien, nie to żebym się żalił
Grunt się palił, musiałem się ukrywać
Jeśli cię zawiodłem to proszę wybacz

To nie jeden z tych typów, którzy mówią A, nie mówią B
Jest nieźle, twierdzą, że im źle
To nie jeden z hipokrytów, co niby ma kontrolę
A czwarty dzień z rzędu dzieli kreski na stole
To jeden z nielicznych, dla których rap
To autobiografia, zbiory prawd
I wiem ma historię z hardcorem w tle
Tego właśnie lubię słuchać, więc Chada nawinie

To chwila prawdy, o tym ten kawałek
Przepraszam tych, których zawiodłem i oszukałem
Ciężkie brudy ciężko jest pozmywać
Powiesz - tak bywa, ja nic tu nie ukrywam
Noce na dołku - ***** z takim życiem
Mówię, co myślę teraz tu na tym bicie
Te wszystkie chwile znów powracają do mnie
Bywało ciężko, chciałbym o tym zapomnieć
Alkohol, w ***** narkotyków
Dziesięć miesięcy na *****nym odwyku
PiH'u mi mówił - koleżko, weź się ratuj
Grube pieniądze wydane na adwokatów
W moich oczach nie zobaczyłeś strachu
Z Peją BMW roz*****ne po pijaku
Rodzinny dom - wciąż mnie tam nie ma
Ostatnie słowa, jakie pamiętam to - do widzenia

To nie jeden z tych typów, którzy mówią A, nie mówią B
Jest nieźle, twierdzą, że im źle
To nie jeden z hipokrytów, co niby ma kontrolę
A czwarty dzień z rzędu dzieli kreski na stole
To jeden z nielicznych, dla których rap
To autobiografia, zbiory prawd
I wiem ma historię z hardcorem w tle
Tego właśnie lubię słuchać, więc Chada nawinie

Teraz jest pięknie, spełniam marzenia
Nie idę drogą, która prowadzi do zatracenia
Człowiek się zmienia, trzeba w to wierzyć
Idę po swoje, biorę, co się należy
Wita mnie dom, a nie szpitalna sala
Pamiętam to do dziś, to powraca w koszmarach
Nie wszystko po mnie spływa
Wszystkie skandale zamiatam je pod dywan
Moje życie to moja sprawa
Pamiętam dni, kiedy nie miałem z kim porozmawiać
Dziś te chwile to wspomnienie
Kiedyś trzymałem z ludźmi, z którymi nie powinienem

To nie jeden z tych typów, którzy mówią A, nie mówią B
Jest nieźle, twierdzą, że im źle
To nie jeden z hipokrytów, co niby ma kontrolę
A czwarty dzień z rzędu dzieli kreski na stole
To jeden z nielicznych, dla których rap
To autobiografia, zbiory prawd
I wiem ma historię z hardcorem w tle
Tego właśnie lubię słuchać, więc Chada nawinie
Nie jaram, nie znajduję przyjemności w dragach
Nie jeżdżę Lexusem, nie mam nawet jazdy prawa
Nie ciągnę koksu, nie mam zaczerwienionych nosów
Nie muszę się rozluźniać, mam inny sposób na szczęście
Nie patrz mi na ręce to nie kajdany wielkie
Nadgarstek nie ugina się pod roleksem
Bo złote zabawki pieprzę, nie piję
Szampan, wódka, nigdy nie zobaczysz mnie z piwem
Nie, nigdy nie kochałem się za hajs z dziwką

Nie, nie żyje szybko, nie, nie jestem hedonistą
Nie noszę się w ciuchach z Journali
Nie, może nie jestem na fali żaden Fubu Carl Kanye
Czarne bety, nie, to nie ja
Broń, pistolety, noże, ziomki w więzieniach
Nie, nie wiem jak to jest życia być królem
Wiem jak sprawić by publiczność podniosła łapy w górę

To ja, ciągła dominacja w słowach
Nie musisz mnie kochać
Wystarczy, że szanujesz jak zaczynam rymować
To ja, z tym mikrofonem to ja
Próbujesz mnie kopiować, inni chcą tak jak ja składać słowa
To ja woże się, a może wiem jedno
Że świadomość wartości to istoty mojej sedno
To ja Eldo, jestem twego życia przepowiednią
Wszystko mi jedno ile masz lat, od ilu słuchasz
Jeśli wspierasz nas to piątka, uśmiech szczery
Wiedz, że słuchacza nigdy nie mam za pionka
To wy szacunek dla mnie przekładacie na złotówki
Tym co kupują płyty szczere pozdrówki
To ja i litry potu kiedy jestem w twoim mieście
To ja się męczę w studio i niszczę głos na koncercie
Lecz to lubię gdy inni biją brawa za to co mówię
Eldo rap gra, prawda, finisz w sumie

Może bym chciał jeździć pięknym samochodem
Lecz nie jest to celem ten hajs przychodzi mimochodem
Może ktoś zmienił się gdy słuchał mnie
Może nie, w sumie nie wiem
Wiem, że kocham gadać by potem słuchać siebie
Może to jest egoizm, może po prostu lekka wada
Może tylko myślę, że umiem składać, a ktoś ze śmiechu pada może
Może to lekarstwo na dwudziestego wieku problem
A może mi z tym dobrze, w sumie nigdy nie myślałem po co
Dlaczego składam słowo by inni mogli kiwać głową
Może dla szpanu to zrobiłem, a może to moje życie
Może tą płytę wydałem by hajs wpadł do kieszeni
A może jest tak, że nie potrafię nic w sobie zmienić
Chcę gadać, kolejna płyta już się składa
I może jak światła miasta będzie dobrze

Finisz w sumie
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo