Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Kiedy zobaczę tu to życie jak ze snu
czy zobaczę ten kraj gdzie będę żył i miał
szczęście jak ty i śmiał, czy dojdę kiedyś tam
tam gdzie widoki z bram pokażą lepszy świat

Krzyż Boga na piersi, modlitwy pieśni
nad miastem szum ludzkie nienawiści
los ciągle szydzi, świat szuka zwycięzcy
Ty gdzieś na krawędzi z potem na czole
tracąc kontrolę nad walką o swoje
już brak ci siły, padasz na plecy
czytasz gazety pełne wydarzeń
złodzieje marzeń prowadzą cię na dno
kłamliwe śmiechy i gadka to bagno
i serca bez winy twarde jak kamień
za lata pracy nic nie ma w zamian
jedyne co mamy to odciski na dłoniach
i syf na ścianach, nie stać nas na nic
weźcie nam wszystko , odbierzcie co mamy
resztki bogactwa ciułane latami
umiera w nas życie, tuli nas do snu
My jak w niewoli tu bez prawa głosu
Nikt tu z nas nie chce przecież kokosów
każdy chce tylko godnego losu
Gdzie wolność wyboru zapewni nam to
o czym każdy z nas marzy
o tym by w końcu na naszej twarzy
widniał jak obraz - uśmiech bez skazy...

Kiedy zobaczę tu to życie jak ze snu
czy zobaczę ten kraj gdzie będę żył i miał
szczęście jak ty i śmiał, czy dojdę kiedyś tam
tam gdzie widoki z bram pokażą lepszy świat

Piąta rano, sen przerywa dzwoniący budzik
trzeba wstać prędko by się nie spóźnić
Do miejsca, które nie daje ci tego szczęścia
Co powinno, bo powiedz jeden z drugim
Jak mamy żyć tu, tu za ten pieniądz
weź ty za ten tysiąc przeżyj cały miesiąc
w końcu może zrozumiesz jak nam ciężko
i nie dziw się wcale, że rośnie przestępczość
że na tych osiedlach złodziei pełno
spytaj mnie o to czy wiem kto tu kradnie
i tak ci nie powiem kurwo za skarby żadne
Bo sami ten kraj topicie w bagnie
chcieliście to macie - państwo pijaków
złodziei, żebraków tu granice kraju
opuszcza corocznie tysiące polaków
jadą po chleb, lepsze jutro i życie
Bo tu ten kraj nam nie da nie zapewni tych wrażeń
To obce państwa dają nam szansę na spełnienie marzeń...

[x2]
Kiedy zobaczę tu to życie jak ze snu
czy zobaczę ten kraj gdzie będę żył i miał
szczęście jak ty i śmiał, czy dojdę kiedyś tam
tam gdzie widoki z bram pokażą lepszy świat
Zataczam okrąg, otwieram okno, betonowe lasy ciągle mokną, gdy pada deszcz!
A ja spadam z każdą kroplą, spadam po stokroć, okolicę pozostawiam mokrą wiesz!
Nie daj zrobić się w chuj żadnej głupiej dziwce
kiedy mówi, że nie robi nic to robi coś cichcem
albo nie chodzi jej o ciebie tylko o liczbę
więc nie rozumuj naiwnie i

Nie daj zrobić się w chuj żadnej głupiej szmacie
kiedy mówi, że nie to może ma na myśli raczej
czapki z głów przed nieprzekupnymi
ale co z całą resztą uczynisz?

Jeśli twój ziom wszedł pod pantofel pannie
powiedz mu - szanuj się - niech zgadnę
to nie jest tak, że ona ma wpływ na moje decyzje
po prostu ją kocham, ale to szybko wyjdzie
przyjdzie jeszcze czas na to by tłumaczyć
nie pijesz? i nie mów tu o braku kasy
bo hajs na chlańsko zawsze się znajdzie
a wcześniej jeszcze cię tłusto nakarmię
powiedz pannie, że dzisiaj jest chlane
nie padniesz, bo ci właśnie daje szmalec
i doprowadza mnie to do szewskiej pasji
a raczej do szewskiego slangu, zgadnij
doprawdy to szlachetne panie dżentelmen
słowa obcas nie chce używać częściej
niż raz w roku u szewca jak padnie podeszwa
bo pantofel to nie gracz lecz lamus wiesz jak

Nie daj zrobić się w chuj żadnej głupiej dziwce
kiedy mówi, że nie robi nic to robi coś cichcem
albo nie chodzi jej o ciebie tylko o liczbę
więc nie rozumuj naiwnie i

Nie daj zrobić się w chuj żadnej głupiej szmacie
kiedy mówi, że nie to może ma na myśli raczej
czapki z głów przed nieprzekupnymi
ale co z całą resztą uczynisz?

Powiem ci co z całą resztą
Napisz, podbij w klubie, zbij pionę
zrób to póki jesteś teraz poza domem
bo kiedy wrócisz siądziesz do klawiatury
będziesz życie poprawiał pisząc te bzdury
powiedz to w twarz jak będziesz się kłaniał
szczury wiesz jak z nimi się rozprawiam, hah, pytam który
i nagle cisza choć wkoło 'so many people
to znana klisza tacy jak ty są pewnie cipą
gdy są daleko chętnie by (co?) pruli stamtąd
z bliska się strzyżą jak Luis Armstrong
ja robię rap, bo nie sprzedaję proszku obcym
robię rap i znają mnie old-school'owcy
mówią nawiń z nami, prawda jest tylko jedna
nie ważne jak bogata czy tylko biedna
nie dbam o sławę, smak sławy jest dla słabych
ja jestem sobą, ty możesz tylko marzyć
nagrywam z tymi, których ty masz płyty
nagrywam z nimi, a ty chcesz być przy tym
i każdy przytyk kończy się czyimś strupem
po pierwsze nie dla sławy, po drugie chuj wam w dupę, ta

Nie daj zrobić się w chuj żadnej głupiej dziwce
kiedy mówi, że nie robi nic to robi coś cichcem
albo nie chodzi jej o ciebie tylko o liczbę
więc nie rozumuj naiwnie i

Nie daj zrobić się w chuj żadnej głupiej szmacie
kiedy mówi, że nie to może ma na myśli raczej
czapki z głów przed nieprzekupnymi
ale co z całą resztą uczynisz?

Wokół siebie mam cały gang kobiet
których darzę respektem
i marzę by przedtem mógł spotkać je
bo byłem obiektem manipulacji
parę lat temu mój harem
sam nie mógł uwierzyć w te czary
ja z jakąś pseudo Paris
bo działał jej urok a nie mój intelekt
dlatego dziś mam w klipach więcej koleżanek niż modelek
a ty mniejsza czy masz BlackBerry czyli trzy
posłuchaj 2cztery7 omijaj z daleka to bydło
test
streści jakiś swój dobry uczynek
nie wiem może kiedy nie daleko ciebie był przypał
a ty pomogłeś dziewczynie
patrz na rozmówczynię, nawiń - jeżdżę Subaru
porównaj reakcje blachary, skieruj na Ikarus
ustalmy, masz ze mną jeździć, ale raczej konno w sypialni
do ciosów w japę podzielać skłonność
nie pytać o wymianę dóbr czy przysług
dziwka to już nie zawód to bardziej stan umysłu

Nie daj zrobić się w chuj żadnej głupiej dziwce
kiedy mówi, że nie robi nic to robi coś cichcem
albo nie chodzi jej o ciebie tylko o liczbę
więc nie rozumuj naiwnie i nie daj zrobić się w chuj
[Metrowy]
Sam tez tak kiedyś miałem - nie głosowałem ziom
Dzięki wolnym konopiom zrozumiałem, że mam głos
To nie urząd czy rząd da mi sort czy sos
Muszę sam się w garść wziąć, w górę mój wózek pchnąć
Teraz mnąć chcą mój głos w rządowy sposób
Już na lekcjach WOS-u zaczął się ciąg oszustw
Komu udzielić głosu, na kogo oddać głos
Tutaj poprawę losu obiecywał już ktoś
Naprawimy to, tak, tak, tak
Byśmy nie musieli więcej głosować zza krat
To trwa zbyt wiele lat, szlag w ten system karny
Komu powierzyć mój głos, osobisty, unikalny?
Jak każdy, bo każdy głos w tym dniu jest coś warty
Na kartach historii RP trwa rozdział czwarty
Ja też wykładam karty, a nie podpis dla partii
Ty nie bądź uparty jak osioł, weź się ogarnij!

Idą młodzi, idą tam
Zmieniać swój kraj, premiera, swój start
To jest ten czas, by razem decydować
Sadzić, palić, rodzić się od nowa
Idą młodzi, idą tam
Zmieniać swój kraj, premiera, swój start
To jest ten czas, by razem decydować
Sadzić, palić, zalegalizować

[Skorup]
Złap się za robotę burku, bandę na murku
Zostaw w spokoju, nie rabuj parchów z ekwipunku
Ty się nie bunkruj wujku, wyjrzyj przez okno, zobacz
Tak, to są Polacy, chcą zalegalizować
Czas znowelizować ustrój, ludziom dać wolność
Nie bagatelizować, Tomku w swoim domku wolnoć
Na ryju kondom czorny, w ręku karabin, intruz
Wparował komuś do chaty z komandem osiłków
To dało impuls i w końcu ludzie się zebrali
Swoich wystawili, na nich dęba głosowali
Do parlamentu sali wyboru wolność wniosą
Jak chłop, który do stajni wiezie latem siano szosą
Starań owocom przyjrzeć przyjdzie się wkrótce
Siedząc na relaksie, ćmiąc w grupie lolka w bibułce
Pieron każdy tu chce mieć jak sobie wymarzył
Zamach na naszą wolność wkurwiony tłum zgromadził

Idą młodzi, idą tam
Zmieniać swój kraj, premiera, swój start
To jest ten czas, by razem decydować
Sadzić, palić, rodzić się od nowa
Idą młodzi, idą tam
Zmieniać swój kraj, premiera, swój start
To jest ten czas, by razem decydować
Sadzić, palić, zalegalizować

[Liroy]
Chcesz być wolny?!
Ty chcesz wolności, chcesz żyć, chcesz być dumny, chcesz wierzyć
Kto chce wstrząsu chce ludzi, co zmienią coś, nie jebią
Chciałbyś szansy, chcesz wiązać koniec z drugim końcem
Chcę żyć razem z dziećmi wreszcie w wolnej, niepodległej Polsce
Chcę powietrza, nadziei, chcę miłości, chcę zmian
Chcę obudzić się wolny w wolnym kraju, chcę tak
Nie chcę waszych obietnic, afer, szpiegów i mandatów
Nie chcę waszych gier, mów, PO, PiSów, za to
Mam to mam, tak samo jak ty miasto moje a w nim moich ludzi
Każdy z nas się tu dziś ostudzi
Tu mam tak samo jak ty jeden głos
Ten jeden głos to zmieni to, pierdolę mniejsze zło
Chcę być wolny!
Skurwysyny , taki wjazd nazywam wejściem Huka,
Ostatni debiutant, którego będziesz słuchać.
Mówią rap podupadł, a opinia jak dupa,
Jedyny wosk jaki mieli w życiu – ten w ich uszach.
Okaż matczyną troskę, twoje dziecko mnie słucha.
Obetnij dziecku uszy, deprawuje go ta muza.
Na tle pozostałych błyszczę charyzmą i pasją,
Dymam bezpłciowych MC i liryczne obojniactwo.
Otwieram grę, skoro inni chcą ją zamknąć,
Jak M.O.P. zapytam – (how about some hardcore?).
Przyznaj się, beze mnie ta gra byłaby nudna,
Kochasz czarne charaktery? Po to wchodzę do studia.
Nie zjadam słabych MCs, bo posłuchałem [?],
To zepsute mięso, jestem tym co jem.
Każdy wers chcę nawijać jakby jutra miało nie być,
Moje teksty, wybacz, moim zginąć lub przeżyć.

Ref. x2
Dzisiaj jestem tu, jutro u ciebie w mieście,
Do zobaczenia wkrótce na koncercie.
Moje miasto, twoje miasto, realia te same,
Wszyscy co kochają hip hop wiedzą – (damy radę razem).

Skurwysyny mnie nienawidzą, dla nich słuchanie Hukosa to wstyd,
Choć to ja, a nie oni, mam cztery półki płyt.
Z kasetami kolejne trzy, oni tylko swoją mysz,
I tak słuchają mnie po cichaczu w swoim mp3.
Hukos daje wersy w miasto, z ręki do ręki, pisane z pasją,
Flow, styl, oryginalność, kochasz mnie z każdą szesnastką.
Domem muzyki Jamajka, matematyka jest arabska,
Nie licz mi podwójnych w punch’ach, nie wyciągaj pierwiastka.
[?]na Chmuroka samplach,
Wcale nie musisz mnie kochać, za dobre wersy biorę szacunek.
Wiesz, nie muszę chodzić w purpurze i nie muszę być królem,
Zresztą korona uwiera mnie w głowę gdy noszę bluzę z kapturem.
To jest raport z tych ulic, bo hip hop żyje wśród ludzi,
Media go chciały przytulić, wyssały kasę, wypluły.
Hip hop wraca na ławki, wraca do parków,
Wraca na tarczy, wraca bez hajsu
Bambaataa dawaj sound system, puśćcie mi to w miasto.

Ref. x2
Peja
( Ref. ) 2x
Nie wystarczy się wkurwić palnąć pięścioł w stół,
Nie wystarczy wypowiadać wściekle tysięcy słów,
Nie wystarczy już obrać jednej z miliona dróg,
Co będzie z naszym krajem? Wie tylko jeden Bóg!
Peja:

Beznadzieja, znieczulica, brak prespektyw ,zła ulica,
W desperacji na krawędzi, żyjac w nędzy, o tym teksty,
Wróg odwieczny, niebezpieczny, polityka, jej patenty,
Pierdolnięty! Ten kto myślał, że zgodze się na to jak jest chodz by w myślach!!

O.S.T.R.
Po Po Po POLSKA!
Sy... System samowolka!
Niech każde polityczne kłamstwo zginie!(zginie)

WWO
Wiesz co jest najgorsze?

Pelson
W pierdlolonej bezczynności się pograżać!
Prawdziwe słowa musza mieć pokrycie.

Fenomen
Sam już nie wiem co widze gdy na Was patrze, debile!

Peja
( Ref. ) 2x
Nie wystarczy się wkurwić palnąć pięścioł w stół,
Nie wystarczy wypowiadać wściekle tysięcy słów,
Nie wystarczy już obrać jednej z miliona dróg,
Co będzie z naszym krajem? Wie tylko jeden Bóg!
nie muszę być geniuszem żeby wiedzieć że
każdy kto kapuje starą kurwą jest
czujesz, ponad 200 metrów jeśli znasz ekipy od przekrętów
i swetrów na odległość centymetrów
słowa są zważone i zmierzone do do joty
ja rewiry podzielone są na wille i sloty
ludzie są grzeczni i są tacy co lubią głupoty
nie muszę być geniuszem żeby wiedzieć że
się nie dyga tego uczy ulica
czy zarabiasz na niej czy się tutaj tylko ślizgasz
zachowujesz trzeźwość myślenia i nie mijasz wyjścia
cudnie, cudem jest moja dziewczyna
grunt nie bać się iść w drugą stronę niż tłum
nie lekceważąc nikogo, iść swoją drogą
nie muszę być geniuszem żeby wiedzieć że
jest dokładnie odwrotnie niż media twierdzą
gazety piszą brednie, a prywatyzacje śmierdzą
zapytaj zwykłych ludzi oni to potwierdzą
może to ich ludzi może czas ich obudzić
nie muszę być geniuszem by mieć respekt dla pierwszych
nie muszę wreście wcale słuchać jak ktoś pieprzy
zwyczajnie sam sobie głoś swą teorię Einsteinie
ja odbijam wiem że dzisiaj będzie najfajniej, zajebiście
tradycyjna wódka warto ją dołożyć, każdy chce się napić, każdy chce se pożyć
nie muszę być geniuszem żeby wiedzieć że
Jak mówili MSP Fiodor dla przyjaciół nigdy nie bądź oszustem
bo prędzej czy później staniesz się wyrzutkiem
albo z chrustem, chcesz polegać daj polegać
przyjaciel to już nie kolega
z którym na wagary zaczynałeś biegać w podstawówce
ziomki, przyjaciele, drugi legal wkrótce
nie muszę być geniuszem geniu- geniu- geniu geniuszem żeby wiedzieć że
nie muszę być geniuszem żeby wiedzieć że
czasy się zmieniają jak w kalejdoskopie
ludzie zapominają co poradzisz chłopie
sami wpierdalają się w kompleksy
czy to jeszcze Polska czy to już jest Meksyk
plaskikowa kolka bez gazu i brudne dresy
mnóstwo czasu, społeczeństwo dziwi festyn
nie muszę być geniuszem żeby wiedzieć że
nie jestem wzorem do naśladowania
jak każdy człowiek mam się z czego wyspowiadać
kto jest bez winy, niech weźmie kamień i pierdolnie się nim w łeb
niestety tacy nieomylni to powszedni chleb
znam swoje wady i staram się ich ustrzedz
nie wszystkie oczywiście moge dostrzedz w lustrze
nie muszę być geniuszem żeby wiedzieć że
życie nie sen to chyba jest jasne
ja na jego przebieg patenty mam własne
nie muszę być geniuszem żeby wiedzieć że
po tym wszystkim co się nazbierało trzeba działań
nie muszę być geniuszem żeby wiedzieć że
każdy kto kapuje starą kurwą jest
czujesz ponad 200 metrów jeśli znasz ekipy od przekrętów
i swetrów na odległość centymetrów
słowa są zważone i zmierzone do do joty
jak rewiry podzielone są na wille i sloty
ludzie są grzeczni i są tacy co lubią głupoty
nie muszę być geniuszem żeby wiedzieć że
się nie dyga tego uczy ulica
czy zarabiasz na niej czy się tutaj tylko ślizgasz
zachowujesz trzeźwość myślenia i nie mijasz wyjścia
cudnie, cudem jest moja dziewczyna
grunt nie bać się iść w drugą stronę niż tłum
nie lekceważąc nikogo, iść swoją...
Spełnienie marzeń to pobożne życzenie
Ty skurwysynu nie wchodź na naszą ziemię
Czyste sumienie i przyjaźń którą cenię
To wszystko co widzisz to twoje otoczenie
Jedno spojrzenie i już wszystko wiem
Nie zaprzepaszczę szansy bo kocham nowy dzień
Proszę Cię Boże cierpienie w radość zmień
Ktoś rzuca cień i chce cię zranić
Lecz mimo to ty nie przekraczaj granic
Mają cię za nic spójrz życie przemawia
Sprostaj wyzwaniom które ono stawia
Ciągle namawiam otwórz szerzej oczy
Pod osłoną nocy wciąż życie się toczy
Widzisz tą pięść ona znowu się zaciska
Droga przed nami wciąż jest wyboista
Każdy egoista każdy swoje zbiera
Przyjaźń zamiera wszystkim to doskwiera
Otwarta cela ktoś wchodzi ktoś wychodzi
Ja ciągle słyszę płacz strudzonych rodzin
Nie każdy z nas się z tym zgodzi

Obudź się głupcy śpią nie zasypiaj
Dławi cię panika ? Spokojnie oddychaj
Ruch na ulicach miasta jest obłędny
A sen ? sen, sen jest śmierci krewnym [x2]

Nieraz nie dwa poczujesz to ukłucie w sercu
Później wszystko szybko bez zbędnych wstępów
Akcja nabiera rozpędu utrata tchu
Kilkanaście sekund mija…
Na czasu cięciwie drżysz z czoła szybkiej klęski
Łudzisz się że nikt nie przyłoży do niej ręki
Wokół oczu z których płyną łzy na życzenie
Padasz na los przełam zmęczenie
Nie gorąca krew a chłód w psychice to atut
Masz to przetrwasz w kraju skrajnych temperatur
Dzień po dniu ucieka przed nami
Czujesz się wolny ? a na nogach nosi kajdany
Pęta na rękach marzysz żeby spełnić życzenie
Musiałbyś żyć ze sto razy azyl
Głupcy śpią stać ich na to wierzą w to
Mam rację jest tak co ? no
Przestań szukać w chaosie sensu
Pozbądź się lęku wiem na pułapki życie ma wiele patentów
Nie dajmy się zwariować bo przeżyć da się
Tylko w filmach robią odpowiednie rzeczy w odpowiednim czasie

Obudź się głupcy śpią nie zasypiaj
Dławi cię panika ? Spokojnie oddychaj
Ruch na ulicach miasta jest obłędny
A sen ? sen, sen jest śmierci krewnym [x2]

Podnieś się weź los w swoje dłonie
Takich jak ty ja dobrym słowem chronię
I ciągle gonię czas który ucieka
Dla naszego człowieka zawsze drzwi otwarte
Odwracam kartę te słowa nie są żartem
Biorę się w garść i do przodu idę
Mijając ludzi naznaczonych wstydem
I choć byś chciał nie podetniesz skrzydeł

We śnie czuje że nie śnie od potu mokry
Ty też odpalasz kolejny szlug bezsenności
Mieszkasz vis a vis w naszych oknach światła
Mimo straconych dni nadzieja nie zgasła
Ostatnia deska ratunku naszego gatunku
Ktoś musi odpaść żebyś ty mógł zostać
Czarne słońce na nas wszystkich cień kładzie
Ten kto wypadł za burtę nie może chodzić po pokładzie

Obudź się głupcy śpią nie zasypiaj
Dławi cię panika ? Spokojnie oddychaj
Ruch na ulicach miasta jest obłędny
A sen ? sen, sen jest śmierci krewnym [x2]
[x2]
PDG, yo, te rzeczy się tutaj dzieją
I każdy dobrze to wie, yo, my ciągle gramy w grę
I z nadzieją, że dobre wiatry przywieją
I zgodnie z rzeczy koleją po nocy nastąpi dzień

My ciągle gramy w tą grę i każdy kuzyn to wie
Że rap PDG jest światłem we mgle
A ta mgła to szara rzeczywistość brachu
Tak tu dobrze, że wiara spierdala stąd na zachód
Ja za chuj tu nie zostanę, jak będzie tak dalej
Mimo to będę z wami stale na rap kanale
Bo prawdziwości dla gry nigdy dosyć

Masz Mery Jane to posyp, Rafi czuje niedosyt
To głosy z kabiny 5 Elementu
Pacjentów głosy co unikają w oknach prętów
Jeżą ci się włosy pod czapką? nie komentuj
Jak po deszczu na liściach rosy mam tu patentów
Zakrętów mam wuchtę non-stop, bywa ostro
Ale z nich raczej przeważnie wychodzę na prostą
Te rzeczy się tutaj dzieją, nie jest nadzieją
Życzę wam dobrych wiatrów i idę na rejon, tak

Ave PDG, mylfoń albo giń synu
Pozdrowienia ślę dla wszystkich moich kuzynów
Dla wszystkich miłośników dymu
Dla wszystkich, którzy są stąd i stamtąd
Dla których bit jest mantrą
Na bibach las rąk, jebie nas to
Gwiazda póki jasno, tak się bawi moje miasto
Żeby zapomnieć, by się wyszumieć, żeby zrozumieć
Chuj z gównem, ja robię to co umiem
Życie płynie, flow sunie nieubłaganie
A my mamy swoje granie w tym bałaganie
Goniąc za chlebem pod wspólnym niebem, idąc przed siebie
Leżąc na glebie będąc w potrzebie
Bit się pętli od początku do końca
Iść, ciągle iść w stronę słońca
My tak jedziemy, gramy, kurs trzymamy
Żeglujemy, póki wiatr w żaglach mamy

[x2]
PDG, yo, te rzeczy się tutaj dzieją
I każdy dobrze to wie, yo, my ciągle gramy w grę
I z nadzieją, że dobre wiatry przywieją
I zgodnie z rzeczy koleją po nocy nastąpi dzień...
Ref. x2
Mogliśmy wszystko, lecz mogliśmy tylko chcieć
Żyjąc szybko, bo chcieliśmy wszystko mieć
Myśląc płytko, choć mogliśmy nisko lec
Byliśmy blisko polskich ulic DISCO-tek

1.
Mogliśmy wszystko, mogliśmy zmienić ten świat
Nie przyszliśmy tutaj tylko żeby dzielić ten hajs
Żeby zmienić coś w nas, żeby zmielić ten stuff
Ten co był winny to jak Jackson już wybielił się sam
Dawno, czuję ten beat jest w nas
To ciągle dzieli coś nas
Ci ludzie z nami polecieli, bo widzieli ten blask
Od niedzieli do niedzieli nie wiedzieli gdzie gram
Łamałem karki, a oni tylko słyszeli ten trzask
Wiedzieli dzwonią, nie wiedzieli, w którym dzwonią kościele
Ja dziś mam złotą literę i nią się z tobą podzielę
Bo jestem Johnnym Carterem, choć mam sporą giwerę
Ten cały show biz bracie porył mi beret
Jedni sporo biorą, inni biorą niewiele
Mają bajoro w portfolio skoro piorą portfele
Ja mam swoją Rivierę i toczę późną porą bajerę
Długą bajerę, jakbym był Hugo Baderem i chuj

Ref. x2
Mogliśmy wszystko, lecz mogliśmy tylko chcieć
Żyjąc szybko, bo chcieliśmy wszystko mieć
Myśląc płytko, choć mogliśmy nisko lec
Byliśmy blisko polskich ulic DISCO-tek

2.
Mogliśmy wszystko, te słowa do was kierować
Dla was i o was rapować, urazów w głowach nie chować
I gorzkie cargo przyjmować, gdy lądował tu towar
Nie jeden chłopak zwariował, jebana woda sodowa
Nikt się w domach nie chował, bo trwała wojna domowa
Przekaz w nas eksplodował, niczym bomba jądrowa
Był czas by bogactw skosztować, a potem się co sił w nogach ratować
Znaczona krwią i potem droga życiowa
Bracia w wierze byli ostoją Hip-Hopu
Dziś własnych cieni się boją, albo stoją gdzieś z boku
Wszyscy zbroją się wokół, ćpają, pierdolą w opór
Słodka, gorzka prawda, wielu solą jest w oku
Inni wolą mieć spokój, wspomnienia bolą ich w środku
Życie biorą na serio, bo się boją półśrodków
Wychowani w ośrodku, eR.A.Pe
Daleko od szosy wczasy
DGE koszą kosy, lasy

Ref. x4
Mogliśmy wszystko, lecz mogliśmy tylko chcieć
Żyjąc szybko, bo chcieliśmy wszystko mieć
Myśląc płytko, choć mogliśmy nisko lec
Byliśmy blisko polskich ulic DISCO-tek
Powiedz, czy ty widzisz to, co się dzieje za twym oknem
Obok ciebie, u sąsiada to jak Polska pada na twarz przed tobą i płacze
Tylko proszę nie mów mi znowu , że jest inaczej niż ja mówię
Że to moja chora wyobraźnia, wymysł rapera i czysta fantazja
Bo ty wiesz co ja mówię, ale mówisz coś zupełnie innego
Dlaczego? Powiedz mi dlaczego tak jest
Że takie same oczy widzą dwie różne rzeczy
Takie same uszy słyszą dwa różne słowa
Język wielu ludzi mówi zupełnie co innego
Niż w tym czasie myśli głowa
Powiedz mi jak długo jeszcze będziesz mówił głośno - NIE
Myśląc - TAK, powiedz jak długo jeszcze będziesz mówił że to fałsz
Wiedząc bardzo dobrze , że to prawda,
Powiedz jak długo jeszcze.

REF.
Daleko zaszło, że do tegoi doszło
Zaiste, daleko zaszło, że do tego doszło
Daleko zaszło, że do tego doszło
Zaiste, daleko zaszło, że do tego doszło

Powiedz, jak długo jeszcze będziesz patrzył w drugą stronę
Kiedy ktoś obok Ciebie depcze ludzką twarz,
Kiedy ktoś wyciąga dłoń byś mu pomógł
A ty w zamian wyciągasz swoją broń
Ile jeszcze czasu musi minąć
Byś powiedział głośno to co myślisz tak naprawdę a nie fałsz
Powiedz, ile dzieci musi zginąć byś zrozumiał
Że to nie od filmów czy muzyki lecz od ciebie zależy
Jakim człowiekiem jest twoje dziecko
Więc poświęcaj mu trochę więcej czasu
Niż swojej pogoni za pieniędzmi

REF.
Daleko zaszło, że do tego doszło
Zaiste, daleko zaszło, że do tego doszło
Daleko zaszło, że do tego doszło
Zaiste, daleko zaszło, że do tego doszło

Zaiste, daleko zaszło że do tego doszło,
Wokół chaos, morderstwa, same przestępstwa i fałsz
Ludzie mordują się nawzajem dla pieniędzy,
To nie przejaw filmów,
To jest przejaw nędzy narodu,
Pogoni za pieniędzmi i chwałą
Miłość do bliźniego gdzieś się zapodziała,
Na białe mówią czarne, na czarne - sam wiesz,
Często z wierzchu anioł kryje w sobie wesz
Też brak tolerancji, brak zrozumienia,
Życie ludzkie w horror zmienia się,
Gdzie spojrzysz widać śmierć
Szerzy się cierpienie, wciąż narasta gniew i przemoc
Powiedz jak długo jeszcze będziesz głuchy, jak długo ślepy
Jak długo jeszcze niemy,
Powiedz co takiego musi stać się jeszcze
Powiedz - jak długo jeszcze
Wiesz czemu płynie ta muzyka, po co robie to wszystko
Dlaczego kręci się płyta opisująca rzeczywistość
Po co wogóle z chłopakami tyle pracy i serca wkładamy w każdy przekaz
Który jest ukryty w wersach
Reguła pierwsza będę trzymał jej się zawsze
Będę pisał o życiu, bo właśnie na życie patrze
Nie ważne, że ciekawsze jakieś oryginalne pomysły
Patenty, słowa bez puenty są przecież niczym
Nie tędy droga
Pisze o problemach, ludziach i ich nałogach
O tych szczęśliwych chwilach co pozwalają żyć jak woda
Mówisz, że tego nie widzisz, wreszcie zobacz
Mówisz, że tego nie widzisz, wreszcie zobacz
Zobacz

Czy zastanawia cię to dlaczego nawijam
Czym jest dla mnie beton, bo nie chodze po plaży
Lecz szukam metod, żeby przestać marzyć
Nie żyć metą i zacząć tak żyć (i zacząć tak żyć...)
Nie słuchać takich typów jak ty
Hip-hop to życiowe fakty
Nie tylko bóg, dziwki i walka
Wkurwiasz jak płyta zdarta co w jednym miejscu skacze
Patrze na stolice i nic innego nie opisze
Tylko to co zobacze, co usłysze, co odczuje
-na solidnych przyjaciół ciągle uczucia kieruje-
-na solidnych przyjaciół, na solidnych przyjaciół-

Pytasz się mnie czemu pisze o tym samym
To ci powiem nawijam o świecie, w którym dorastamy
Te tematy poruszamy, które nas denerwują
Które cieszą, które smucą, przemyślenia wywołują
Kierują słowa gorzkiej prawdy, którą trzeba przełknąć
Pokazują rzeczywistość, z którą trzeba się zetknąć
Sytuacje, w których diabeł próbuje ci coś szepnąć
Nie daj się zepchnąć, bo puste słowa są niczym
Przekaz, który trafia do ogółu to jest dla mnie wyczyn
To dla młodych ludzi, bo to głównie ich dotyczy
Niech usłyszą, niech zobaczą, niech odczują to samo
Co widziałem i odczuwałem z chwilą opisywaną

Chce żebyś zrozumiał, że nie suma floty tylko duma
Z tego, że znalazłem w życiu umiar
Powoduje, że robie wszystko, żeby rap nie umarł
Żeby grałą płyta, żebyś widział tą prawdę na chodnikach
Bo po co kłamać
Przecież w Polsce będzie za pół roku tak jak w Stanach
To ludzki dramat, ja opisuje to wszystko
Szczęśliwa chwila złapana i właśnie po to jest hip-hop
Byś mógł zobaczyć wszystko, ale oczami różnych osób
Słuchając tej muzyki, odbierając przekaz głosu
To jest mój sposób, na wszystko wciąż nabieram chęci
Żeby słuchać zdartej płyty, która ciągle się kręci
By obserwować świat, który wciąż do przodu pędzi

Nie pouczaj mnie, rozejrzyj się widzisz to co dzień
Szeroki spodzień, bandyta w samochodzie ekskluzywnym
Zwykły przechodzień, a jednak troche dziwny
Inny z deka, w co drugim bloku meta
W co trzecim nosi feta, o czym pisać?
O tym co w gazetach?
Czy może o tym co przed moimi oczyma?
Kto prawilnych się trzyma
Oko cieszy dziewczyna nieprzeciętna
Słowa prawdy sprawa piękna
Chcesz słuchać o miłości, nie ta piosenka
Nie widzisz sensu w rapie, bo przed prawdą pękasz
Przed nim klękasz, kolorowy papier jak ci zapłace
Wtedy z zachwytu stękasz
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo