Popularne piosenki. Polski Hip Hop

PALUCH :
Ostatni rapu obrońca prawdą łamię kości ,
Ide po zachodzie słońca przez życiowe ciemności,
Nie czuje lęku w mroku nie potrzebuje ognia ,
Możesz dotrzymać mi kroku mój rap twoja pochodnia,
To nie ważne czy masz nike czy krawat i garnitur,
W potylice leci high kick jak jesteś tu dla kwitu
Wchodzę w labirynty jaskiń nie masz ich w przewodniku,
To potrafi tylko nasz team weź to na pamieć wykuj,
DIIL GANG B.O.R z nimi na pewno,
Wspólnie przez życie idziemy razem w ciemno,
Bez rywalizacji chuj w ryj biznesmenom,
Tu sukces moich ludzi jest dla mnie kurwa premią,
Jeśli nie kumasz tej jazdy to trzymaj się na dystans,
Brakuje ci nie wiele do wychowawczego liścia ,
Głupie pomysły niech zostaną w twoich myślach ,
Na drodze którą idziemy nigdy nie będziesz błyszczał TEJ !

HUDY HZD:
Wskoczyłbym za nich w ogień ziomal mam takich ludzi,
Nie chce mówić o tych których w ten ogień bym wrzucił,
Idę w ciemno ziom za swoją jazdą ,
Odrzucam przy tym ciemność ciemniakom niosąc światło ,
Inspiracją moc życie w warszawskim syfie,
Liczę i ponad dychę jestem z tym na streecie,
Z trzech liter moje imię ,
Imię HZD nocą czy dniem jedna twarz , wiara , jeden cel.
Podążam w ciemno za tym co koduje w sercu,
Mam bliskich mam tych co rozumiem bez słów ,
Nie psuj mi nerwów ty i ty koleżko ,
Zejdź na ziemie chociaż sram na leszczy obecność ,
Niech jebną się w banie ci co biegną za fałszem ,
Nie żyją , umarli na swym parszywym starcie ,
Weź pancerz do walki ziomal idź z bogiem,
Swój koniec jak i badziew rozpierdol o podłogę.

ONEK 87:
Aha , ja za każdym razem daje z siebie stoprocent,
Pomimo tego że formą zapłaty są często grosze ,
Jebać to w końcu nie chodzi o pieniądze ,
Chociaż mogłyby one rozwiązać nie jeden problem,
Mam swoją drogę idę tą drogą w ciemno ,
Paluch, Jongmen,Hudy i jasiek razem ze mną ,
Na przekór trędom dajemy tobie nutę ,
Bo żaden z nas nie ma zamiaru wchodzić komuś w dupę ,
Mam swoją grupę ludzi którzy to docenią,
To HSE klika od lat tworzymy jedność ,
Każdy z nich to synonim słowa pewność,
Bo na każdego z nich mogę postawić kurwa w ciemno,
Skumaj sedno słów i sens tych wersów,
To tak jakbym podarował tobie kilka stów,
Znów daje tobie prawdziwy RAP prosto z serca,
Onek 87 B.O.R reprezentant.
To miejski styl dziś robimy rozpierdol ,
Bo kiedy mixer nam daje bit my bierzemy go w ciemno,
I jeszcze jedno by podkreślić sedno sprawy,
Nie gramy tego dla zabawy dzieciak.

JASIEK MBH:
To wjazd w ciemno bo dziś tego częścią jest rap,
Wchodzę w ciemno bo to co wnoszę księgą to [blau ?]
Brat bierz to mimo że jakoś cienko działa hip hop,
Księga światła możesz na to w ciemno stawiać milion,
Daj bit ziom za słabych odpalaj znicz ziom
Za słaby skill zgon czekaj ich kara dziś ziom,
Kara beef płoń nie zwlekam odpalam im w skroń ,
Zawleczka granat i pada opada dziś on ,
To nasz czas ta gra należy do nas.
DILL GANG sprawdź to odpalam najświeższy towar ,
On za mnie wciąż a ja za niego ,
Mam ten lot więc jak chcesz to przejawiaj przemoc ,
Bo idę w ciemno za mym bratem w bitwę ,
Ty masz nadzieje że się jakoś wślizgniesz ,
[Co jest widzę kres fakty nawet jadą ściśle ]???
Nawet nie wiedzą że wyłapią w pizdę Ha !

Jognmen :
Ja idę bez skrupułów przez wyrzuty sumienia ,
A nie wypowiedziana prawda jest bez znaczenia ,
Najpierw coś musisz stracić po to byś mógł doceniać ,
A żeby mieć pewność trzeba zacząć od wątpienia.
Skryte marzenia w patologii i biedzie ,
Nienawiść to uczucie na którym się nie zawiedziesz.
I wiedzie się w ciemności psalm 23 pan jest moim pasterzem
nie boi się iść na przeciw.
Jeśli kochasz swe dzieci boże to na mnie popatrz,
I dopomóż moim najbliższym których tak kochasz,
Wśród kłamstwa trwa prawda jak wśród śmierci życie.
DILL GANG propaganda to znaczy więcej widzieć ,
Spośród tysiąca zwycięstw ty wybierz jedno ,
Stań się tym za którym ktoś pójdzie w ciemno ,
Ja daję jedną setną markę na zawszę ,
Jongmen Dill Gang w ciemności jasno patrzę.
Kiedy idziesz ulicą ty nie możesz ciągle bać się
Nie możesz myśleć, że coś złego może stać się
Z brudnych meneli jedynie możesz śmiać się
Pseudogangsterzy, olej to
To nie jest twoja wina, że staczamy się na dno
Że mózgami małolatów zawładnęło zło
Ten lepszy, kto mocniejszy – zrozum to
I walcz, nie poddawaj się

Ref. (2x)
Aaa, ty nie możesz ciągle bać się
Aaa, ty nie możesz ciągle bać się
Aaa, ty nie możesz ciągle bać się
Aaa, ty nie możesz się bać

Kiedy siedzisz w knajpie to nie możesz ciągle bać się
Ujaranych gnoi nie możesz im dać się
Uwalwuelf wiem, że przecież na to stać cię
Oko za oko, krew za krew
Sam dziwie się sobie, że ci daje takie rady
Ale mamy nowe czasy i nowe zasady
Chora rzeczywistość nakazuje twardym stać się
Ty nie możesz się bać

Ref. (2x)
Aaa, ty nie możesz ciągle bać się
Aaa, ty nie możesz ciągle bać się
Aaa, ty nie możesz ciągle bać się
Aaa, ty nie możesz się bać

Na ulicy czy w knajpie ty nie możesz ciągle bać się
W szkole czy w pracy ty nie możesz ciągle bać się
Na dworcu czy w domu ty nie możesz ciągle bać się
Musisz być twardy, nie możesz się bać

Ref. (3x)
Aaa, ty nie możesz ciągle bać się
Aaa, ty nie możesz ciągle bać się
Aaa, ty nie możesz ciągle bać się
Aaa, ty nie możesz się bać
Ta, i powoli, głowa rytmiczną falą,
głowa jak balon, przebijesz go - myśli się rozpadną,
rozsypią jak perły po podłodze, taki wiesz strumień świadomości,
zanurz się w wodzie,
proszę, podejdź do moich liter jak gwiazdy, pozbieraj je z różnych kratek białej kartki,
liter abstrakty, przytul do siebie moje myśli,
życie jest po to by czuć, by serce biło mocno,
jak Borys Vian maluję sensualistyczny obraz rzeczywistości, której nie jestem w stanie poznać.

ej, raz dwa, raz dwa, test mikrofonu,
w tych wszystkich hercach jest krew z naszego serca,
basach, werblach, w tych z muzyką romansach, znalazłem miłość,
to najwierniejsza kochanka,
szklanka za tych co tak jak my, świat ich - progres, postęp, praca, ciągle tworzący się proces,
to piękna rzecz jak tak patrzę, jak moje słodkie bambino, jest coraz większe z każdą chwilą,
muzyka, blanty i słodycze z głośników,
renesans klasyków, to znowu my w odbiorniku,
jak doktor Faust wiesz powiem - chwilo trwaj,
muzyka, rap dopóki nie skończy się świat, czuwaj, jest tyle chwil, w nich dźwięków słuchaj..

nic nie rozumiem, świat ten nie mówi nic mi,
kolejne projekcje, rzeczywistość jak sny, długie dni, zbyt długie, zbyt męczące,
kolejna chwila, kolejny abstrakt.

podejdź bliżej, chodź, zapraszam Ciebie do mnie,
przyjrzyj się, co widzisz w tych szkiełkach zza powiek?
to ten mały człowiek, który chciał naprawiać świat, dziś wśród zgiełku sam,
inni odeszli z biegiem lat,
jak mag rzuca czar, ja hipnotyzuję słowem, uwalniam myśli swoje, odkrywam nowe rejony,
szukam tych wspomnień, obrazów skreślonych z pamięci,
tych pragnień, chcę żyć wśród wyzwolonych dzieci,
chcę poczuć ten smak wolności na swoich ustach
to tylko sen, marzenie? nie, to pustka..

kiedyś rozłożę skrzydła i uniosę się nad wami, nad milionami, polecę tam, gdzie są wygrani,
do miejsca, w którym oddam hołd starym prawdom,
do Bogów, wśród których będę mógł powoli zgasnąć,
wtedy skończy się coś, zgaśnie światełko w tunelu,
a na ziemi pozostanie testament spisany z wersów,
tam gdzieś w górze cicho schowany pomiędzy chmurami, będę dalej trwał,
nie przejmując się już problemami,
wolny jak ptak przez nikogo nie skrępowany,
w swoim świecie usłanym tylko marzeniami, Bóg z Wami.

nic nie rozumiem, świat ten nie mówi nic mi,
kolejne projekcje, rzeczywistość jak sny, długie dni, zbyt długie, zbyt męczące,
kolejna chwila, kolejny abstrakt.

nic nie rozumiem, świat ten nie mówi nic mi,
kolejne projekcje, rzeczywistość jak sny, długie dni, zbyt długie, zbyt męczące,
kolejna chwila, kolejny abstrakt.
Widzisz, widzisz błąd popierdolony
Widzisz, widzisz błąd popierdolony (dobra)
Widzisz, widzisz błąd popierdolony
Widzisz błąd popierdolony

2001 Polska, serca część mocna więź
Z tym co stanowi treść przewodnią życia
Zaciśnięta pięść, strażnikiem wersów bez pokrycia
Dla tych co mają gdzieś kształt swojego odbicia
Z błędów bomba rozliczaj ujęty slogan w akapit
Mordą terapii trapi mordę swą zapić
Przegapić nie da się smutku, smutek ten gnębi do skutku
A ludziom raczej zwisa świat społecznych wyrzutków
Tłum bezdusznych odludków, w środku taka sama próżnia
I nikt się nie wyróżnia, szczęście na złość się spóźnia
Od stycznia do grudnia, klepiąc bidę z nędzą
Ludzie wierzą w cud za którym bez wytchnienia pędzą
Pytasz: co to cud? to jest właśnie cud
Chwila, moment i świat znowu zwala z nóg
Czuć głód, parę sekund inne życie
To światem kołysze dla naiwnych koncert życzeń
Aj, aj, aj, dla głupich aj, aj, aj
A w sercu żal, żal, ale do kogo?
Gdy tłumy nastawione wrogo gardzą mną i tobą
Chuj w dupę nierobom, świat wybrał zwycięzców
A chwile płyną wolno, dla zwycięscy jeńcu

Wstawaj, wstawaj, wstawaj i zrób coś
Zrób coś, zrób coś, zrób coś ludziom na złość
Nie mów, nie mów, nie mów, że masz dość
Bo skończysz w cudzych oczach jako pała nie gość

Widzisz, widzisz, widzisz błąd

Czy chcesz być taki jak ten błazen?
Nie da się żyć bez najmniejszych obrażeń
Bo strefa marzeń już na dzień dopuszcza błędy
I na nic duże oczy na wykrzywione gęby
Gdy takie są trendy panujące niepodzielnie
Robisz coś, robisz byle na chama i bezczelnie
I bezimiennie używając pseudonimu
By chociaż raz skosztować raj bogatych skurwysynów
6 miliardów ludzi, mali i duzi
12 miliardów rąk które można zabrudzić
Bez podejrzenia, wszak różne te przemowy
Kto i po co, za co zbiera swoje dochody
Tryb życia standardowy pieniądz przy duszy uczy pychy
Nadziane ci-py, dania zbędne
Walka z obłędem, znów ściema masowym trendem
Do-re-mi ciągle w ataku jak Henry
Żyć z ludźmi to raczej obowiązek psi
Masz ze sprawą związek tu akcja czyste ręce
I skok z tonącego statku w ratunkowej kamizelce
I zdziwiony wielce, że nie wyszło
Ale który dorówna tłumom bożyszczom
Tu dzieje się wszystko i może dziać się wszystko
I tak każdy myśli, że znaczony Bożą iskrą

[x4]
Wstawaj, wstawaj, wstawaj i zrób coś
Zrób coś, zrób coś, zrób coś ludziom na złość
Nie mów, nie mów, nie mów, że masz dość
Bo skończysz w cudzych oczach jako pała nie gość

Wstawaj, wstawaj, wstawaj
Wstawaj, wstawaj, wstawaj
Gdyby Bóg rapował pewnie byłby na moim ficie
powiedział by na bank za ciebie się nie wstydzę
Brzmi próżnię? Jestem ponadto tak to widzę
Z dnia na dzień jestem tego nieba coraz bliżej
dobrze wiesz ze tak było będzie ze tak jest
nie znajdziesz mnie w kolejce do której inni muszą biec
idź w stronę światła nawet jak masz światło-wstręt
docieram w wasze serca szybciej niż ups
nie bądź błądzidusza jak masz przetarte szlaki
tysiące lat ludzkości musiało coś zostawić
i pewnie gdyby były nosiłbym w rekach flagi
jestem patriota moja ojczyzną jest wolność nagi,
król nie ma wstępu tam za nic w świecie
i żaden szczur nie pcha się tam z butami przecież
gdybyś dzisiaj chciał się włączyć, to możesz zdążyć
zaczęli to przodkowie, my to możemy skończyć

REF. x2
gdyby dziś Ci przyszło zrobić rachunek sumienia
w jakim jesteś miejscu, jaka w tobie chemia,
co Ci siedzi w środku, co się budzi w myślach?
czy byłbyś w centrum świata, czy siedział w podziemiach?

Gdyby dzisiaj śmierć zamachała kosą
nie pytałbym dlaczego, poprostu zapytałbym dokąd
bo odkąd mam po co żyć, już nie tupie nogą bosą
nerwy poszły na bok, teraz spokój jest spoko
gdybym miał emocje wydrukować dziś na kartkach
pewnie brakło by drzew w amazońskich lasach
ludzie wokół siebie gubią wartości
jeszcze parę lat od podnoszenia ich dostane garba
raz, dwa, albo raz, dwa, trzy
dziś masz szczęście i dziś liczysz ty
a teraz wspak dwa, raz, albo trzy, dwa, raz
dziś masz pecha dziś na ciebie czeka piach
myślisz ze dopóki mogę mówić to się wyciszę
a nie mowie tego bo mam takie widzimisię
warto działać prewencyjnie zanim zło cie ugryzie
zanim o tym zapomnisz, zostaniesz zimnym sukinsynem.
Kiedy zobaczę tu to życie jak ze snu
czy zobaczę ten kraj gdzie będę żył i miał
szczęście jak ty i śmiał, czy dojdę kiedyś tam
tam gdzie widoki z bram pokażą lepszy świat

Krzyż Boga na piersi, modlitwy pieśni
nad miastem szum ludzkie nienawiści
los ciągle szydzi, świat szuka zwycięzcy
Ty gdzieś na krawędzi z potem na czole
tracąc kontrolę nad walką o swoje
już brak ci siły, padasz na plecy
czytasz gazety pełne wydarzeń
złodzieje marzeń prowadzą cię na dno
kłamliwe śmiechy i gadka to bagno
i serca bez winy twarde jak kamień
za lata pracy nic nie ma w zamian
jedyne co mamy to odciski na dłoniach
i syf na ścianach, nie stać nas na nic
weźcie nam wszystko , odbierzcie co mamy
resztki bogactwa ciułane latami
umiera w nas życie, tuli nas do snu
My jak w niewoli tu bez prawa głosu
Nikt tu z nas nie chce przecież kokosów
każdy chce tylko godnego losu
Gdzie wolność wyboru zapewni nam to
o czym każdy z nas marzy
o tym by w końcu na naszej twarzy
widniał jak obraz - uśmiech bez skazy...

Kiedy zobaczę tu to życie jak ze snu
czy zobaczę ten kraj gdzie będę żył i miał
szczęście jak ty i śmiał, czy dojdę kiedyś tam
tam gdzie widoki z bram pokażą lepszy świat

Piąta rano, sen przerywa dzwoniący budzik
trzeba wstać prędko by się nie spóźnić
Do miejsca, które nie daje ci tego szczęścia
Co powinno, bo powiedz jeden z drugim
Jak mamy żyć tu, tu za ten pieniądz
weź ty za ten tysiąc przeżyj cały miesiąc
w końcu może zrozumiesz jak nam ciężko
i nie dziw się wcale, że rośnie przestępczość
że na tych osiedlach złodziei pełno
spytaj mnie o to czy wiem kto tu kradnie
i tak ci nie powiem kurwo za skarby żadne
Bo sami ten kraj topicie w bagnie
chcieliście to macie - państwo pijaków
złodziei, żebraków tu granice kraju
opuszcza corocznie tysiące polaków
jadą po chleb, lepsze jutro i życie
Bo tu ten kraj nam nie da nie zapewni tych wrażeń
To obce państwa dają nam szansę na spełnienie marzeń...

[x2]
Kiedy zobaczę tu to życie jak ze snu
czy zobaczę ten kraj gdzie będę żył i miał
szczęście jak ty i śmiał, czy dojdę kiedyś tam
tam gdzie widoki z bram pokażą lepszy świat
Zakręcony Casper Houser to przestroga dla ludzkości
W świecie plag i podłości, zimnych wojen, znajomości
Bezustanny pościg za kasą, dobrobytem
Dobrą cipą i korytem, przegra typ owiany mitem
Nie wierzymy w ideał, nie przynosi nam to chwały
Człowiek jest niedoskonały, tak naprawdę jest mały
Zwariowany, otępiony jak mózg przez narkotyki
W życiu ciągły brak logiki, znaleźć na przeżycie triki
Bo tu krwawi się naprawdę
Strusia pędziwiatra jazdę tylko kojot przeżyję
A w realnym świecie skręcisz kart, ja się nie mylę
Słucham taśm dłuższą chwilę, dobry dźwięk da mi siłę
Jak Dawid z Goliatem znowu zmierzę się z olbrzymem
Tyle już przeżyłem, że nic mnie już nie zdziwi
To pogląd fałszywy, ciągle przeżywamy szoki
Jesteś twardy, nie wątpię, jak nawąchasz się mąki
Brzydkie kule, bąki, sieć intryg to pająki
Które zawsze złapią w sieci te słabsze życia formy
Olewanie normy, w postępowaniu duma
Każdy chce być najmądrzejszy, najważniejszy choć nie kuma
W postradanych rozumach tylko jeden postulat
Wyssać krew jak Dracula w przyblokowych piaskownicach
Rodzi się dzieciaków chcica, rodzi się kurwica
Nie jestem pierwszy, który powie mnie to nie zachwyca

Coś jest tu nie tak i mnie to nie zachwyca
Nie będę ci powtarzał, że istnieje granica
Gdy próbujesz ją przekroczyć nie igraj z ogniem dziwko
Nadużyłeś zaufania, znikasz z mego Życia szybko

Mnie to nie zachwyca, tak to wygląda
Życie może cię zadusić jak potworna anakonda
I niedaleko ronda padłem też życia ofiarą
Razem z najebaną zgrają siedem dwa zero jeden
O co poszło nie wiem, czuje zaciśniętą pętle
Jeden błąd i mnie nie ma, nie ma studia, znika scena
Taka jest ciśnienia cena, które wariat rozładuje
Z życiem się mocuje na swych własnych warunkach
Ski Skład na rymy spółka chce stworzyć zgrany duet
Ski Skład, Skład Ski na hip-hop trzyma spółe
Bo w życiowych wyborach jeden drugiemu pomagał
I dlatego ta płyta dobry rap, a nie plagiat
Nie będę o tym gadał, umiem ryj na kłódkę trzymać
Wkurwia pajac co zna klimat bo ma Fubu na bluzie
I jest na pełnym luzie, mówi wiem co jest grane
Kiwam głową, idę dalej bo mam na to wyjebane
(A dlaczego tak robisz?) bo mnie śmieszą do rozpuchu
Mało takich ludzi co za hip-hop pierdolną sepuku
I mnie to nie zachwyca, słuchaj sobie czego chcesz
Tylko nie mów mi, że jesteś taki sam jak Peja wesz
Bo gówno o mnie wiesz, tylko tyle ci powiem
Nie zdałem twego testu na bycie w hip-hopie bogiem
Bo zmęczony po koncercie nie chcę dać ci autografu
Dla dziewczyn plakatu, uśmiechu ...........
Szukam wzrokiem kumpli, ratuj, ratuj kurwa
Wyciągają mnie z klimatu zbiorowej histerii
Rozochoconych małolatów, którym zdaje się
Że mogę zrobić dla nich niemal wszystko
Że jestem ich własnością i dlatego chcą być blisko
Szum medialny nazwisko, dla TV widowisko
Mnie to nie zachwyca, oto moje stanowisko

Coś jest tu nie tak i mnie to nie zachwyca
Nie będę ci powtarzał, że istnieje granica
Gdy próbujesz ją przekroczyć nie igraj z ogniem dziwko
Nadużyłeś zaufania, znikasz z mego Życia szybko
Zataczam okrąg, otwieram okno, betonowe lasy ciągle mokną, gdy pada deszcz!
A ja spadam z każdą kroplą, spadam po stokroć, okolicę pozostawiam mokrą wiesz!
(Sokół)
Elo. Nie bój się zmiany na lepsze. Soundkail, WWO!

(Fu)
Człowiek zdominowany jest przez zło, atmosfera wojny pomiędzy systemami, rządami, a diabeł knuje znowu coś między nami, na planecie Ziemia przetwa ten z układami. France ou Pologne taka sama presja taka sama broń, między nami dłoń, prawdomówność. Widzę spójność, czujność, podstawą tej kombinacji ostrożność, dość. Nie bój się zmiany na lepsze…

Refrain x 2 (Davy)
L'homme, domine par le mal, Athmosphere de guerre entre un etat et une jeunesse antisociale Polska Francja les memes pressions de ceux qui tiennent les rennes Et m'enseignent: pour une vie meilleure ne compte que sur toi meme

(Sokół)
Nie skończy się świat, jeśli ty się skończysz, ale będzie coraz gorzej jeśli sam się pogorszysz. Mówię to do siebie codziennie - będzie lepiej jak na lepsze się zmienię. Ilu klnie, że jest źle i dalej brnie, zwinięte banknoty, sto złotych, dziury dwie, Absolut, XTC, 1, 2, 3 czy to świat jest zły czy ty? Rozejrzyj się co człowiek robi, a teraz spójrz w lustro i to powiedz człowiekowi. Dziecko się rodzi i chłonie cały ten syf zbudowany przez ludzkie dłonie. Później w tym utonie jak nie ma dobrego wzoru, z telewizorów emanuje zło kunsztowne, a tandetnie przedstawiane to co dobre, nie wszystko co ci mówi większość jest mądre. Sam błądzę, chociaż mam swój cel, wiem, wiem być lepszy chcę. Wszystkiego najlepszego dla całego ZIP i ty też trzymaj się.

Refrain x2 (Davy)

(Mehdi)
J'maintiens l'idee qu'la plume reste plus forte que l'epee Dans une voie qui n'est pas la mienne j'persiste a dire amour et paix N'aie pas peur de changer en mieux,vieux ne reste pas mauvais Pour les gens que tu connaissait avant d'apprendre le mal en exces Le respect, c'est tout ce qu'il te restait La famille,les amis a present tout ca c'est en aller Par manque d'amour egoiste que tu n'a pas su leur donner, Pour toi plus facile d'etre hostile que de belles paroles a donner, Abandonne,pour tout recommencer du bon cote , Ca te coute rien d'essayer juste une O D de volonte Depuis la nuit des temps par l'mal l'homme est domine A ce dernier de trouver la faille et de l'eliminer

Polska Francja ten sam ból

Refrain x2 (Davy)

(Jędker)
Faktycznie tak jest, nie należy bać się zmian, które powodują ran wyleczenie, kwestia spojrzenia i punkt widzenia, to doświadczenie człowieka zmienia na lepsze czy gorsze, nie rozmień się na grosze. Rozwijaj się z dnia na dzień, Boga o to proszę, dążę od pewnego czasu

Refrain 2x (Davy)

(Sokół)
Nie tak szybko, nie tak szybko Jędker

(Jędker)
Wiem, wiem. Nie od razu, nie kwestia momentu, jak inni nie wystrzegłem się błędów, ale staram się naprawiać, coraz mniej czasu by się zastanawiać. Co na sercu leży, dygać nie należy zmiany, czy jesteś zdrowy, czy schorowany, omiń mieliznę, podejmij decyzję, rzuć truciznę, kochaj Ojczyznę choćby nie wiem jak przegnita biurokratyzmem nazywaj idiotyzmem lub utopią. Co zrobisz? To co wszyscy robią?

Refrain 2x (Davy)

Skrecz.
"Nie bój się zmiany na lepsze.
Weź się zastanów.
Powiem ci zaufaj mi.
Nie bój się zmiany na lepsze.
Być kimś, być sobą.
Nie bój się zmiany na lepsze
Niewielką cene za to zapłacisz.
Weź się zastanów.
Więcej zyszkasz niż stracisz."
Hej! Yhyy, ej, ej, ej ej hej!
Hej tłusty bit!

To jest mój ulubiony stolik, to moje ulubione miejsce
Jestem tak wciśnięty jak lejce w ręce
Gdy koń zasuwa jak klatki filmowe
Które oszukują wzrok, tłok, ruch mig mig na ekranie
A to moje ulubione miejsce, mam tak ciężko,
Że opada na ramiona moja głowa moja urojona
Jeżeli chodzi o miarę wagi: tona
Tonę mam na pewno na bank jak napad
Nie komentuj pozy tej neurozy, bo krok o zatarg
A komentarz spływa tak po mnie jak pod nosem katar
Kilogramy na me ramię, na me ramię ciężka głowa

Ej, ej! Kilogramy na me ramię, na me ramię ciężka głowa
Opada jak salowa kula, jak stalowy kafar
Ugina się stół, uginają się ręce, moje 70 kilogramów ani kilo więcej
A ja gorący jak napar
I te ręce są długie jak metry kilo tam do ciebie, do innego miasta
Surowo je oceniam, bo jestem surowy jak tatar
Jak w kilach herce co bujają mą membranę
Tylko nastaw uszy jak przeciwlotniczy radar
Jak radar odczytasz od tyłu to też jest radar
Kiedy pot leci plecy gną się, opieram o ścianę by ciężar zrównoważyć
Nie pęknąć jak pęknąć bańkę mydlaną
Bo łeb ciężki napuchnięty jak balon
Halo halo! I ktoś krzyczy ‘się nie narzucaj’
Problem ja się nie narzucam, problem nie rzucam głowy z ramion
Przepraszam pana, przepraszam panią
Ślizgam się nie po podłodze, a po bicie
Zdziwienie, lubicie, nie lubicie?
Tak oto wielki chudy człowiek ślizga się po tłustym bicie
Panowie panie!
Ej!
Ej ej!
Panowie panie!

Jak taki długi chudy człowiek może zagadać tak tłusty bit
Tłusty bit, tłusty bit?!
Jak taki długi chudy człowiek może zagadać tak tłusty bit
Tłusty bit, tłusty bit?!

Zmieniam miejsca, ruszam nogą moje nogi na raz prowadzą mnie tam i tu
Halo, halo moje ukochane nogi proszę o stop z wykrzyknikiem
Choć na chwilę całkiem drobną na chwilę stop
Chwile milej robi się przez chwilę
Nogi prowadzą mnie dalej, ja mam w jedną stronę bilet
Jak w jedną stronę ma list od ciebie
Nie przestanę - smutna dla ciebie wiadomość
Choć to nie wiadomości, ani żadne fakty
Nie jestem żubr, kogut, lis i poprawiam raczej takty’,a nie nietakty
Takty na trzy czwarte i jedną drugą
Długa lista jest mych zalet, wiesz
A ty wciąż nie możesz mnie dogonić
Choć pot wystąpił na twej skroni
Z zawiści ja się tymi
Nimi nie przejmuję nie zawracam sobie głowy tymi
Bo to problem mini, tymi co chcą na mej gębie zainstalować wielki plaster
Ten kto nie trafi mlaszcze
Ten co trafi do góry ręka i głośno klaszcze
Nie dla mnie pojednania i klepanie się po pleckach
Jak wojna, to wojna – ja sobie poradzę
Nie bum, tylko szpunt co w twoim uchu siedzi
Klapy na oczach wielkie jak węzeł, ale nie radiowy
Ej ty czy jesteś gotowy by tak długi, chudy człowiek
Zagadał tak tłusty bit?
Nie chodzi tu o trendy, o mruganie oczkiem, zakrapiane spędy
Nikt nie jest napięty jak łuk
Panowie, panie - puk, puk,puk!

Jak taki długi chudy człowiek może zagadać tak tłusty bit
Tłusty bit, tłusty bit?!
Jak taki długi chudy człowiek może zagadać tak tłusty bit
Tłusty bit, tłusty bit?!
Tłusty bit, tłusty bit, tłusty bit...

Jak taki długi, chudy człowiek może zagadać tak tłusty bit
Jak taki blablablablablabla tłusty bit?
Kochanie jestem głodny życia i spragniony wyzwań
Nie mam dość chce oddychać mój rap to nie relikwia
Ponad blok ponad chmury tu nie patrzy się w co dzień
Jak agresja to studzi jak ból trwoga to z bogiem
Kochanie jestem głodny szczęścia z Tobą
pragnienie serca dotyka Twojego piękna żono
dałaś mi wszechświat sobą chociaż nieszczęścia mrożą
życie ma słodko gorzki smak jacka daniels`a z kolą
Kochanie jestem głodny przygód i spragniony podróży
męczy mnie u ludzi to że duży łakomyk na stówy
100 gram, 100 kilo, 100 euro pod klubem
nie sam a z rodziną dam ci flavour na stówę
Kochanie jestem głodny czasu i miejsca
spragniony szczerości na tej ziemi ci żyć ma
Wybacz się nie sprzedam nie ma takiej ceny
Kochanie jestem głodny nieba i spragniony ziemi.

Kochanie jestem głodny życia i spragniony wyzwań
nie da się bez ryzyka niezależności wygrać
nie ma że ktoś Ci da do szczęścia bilet
dla ludzi różnych wyznań religia tworzy thriller
Kochanie jestem głodny myśli o nas
spragniony chwil dla których mógłbym żyć i skonać
jeśli na szczyt to z Tobą musi być ta droga
szczery do krwi bo słowa pali złych jak pożar
Kochanie jestem głodny rapu i spragniony liter
ostatni samuraj w tym fachu ostrym jak shuriken
saga trwa syn dorasta w kulcie hip hopu za ojcem
chociaż dla jego szczęścia każdą decyzję poprę
Kochanie jestem głodny świata
spragniony uczuć gdy większość życia robi jackass
czy mam współczuć i nie wiem bo nic nie chcę ich zmienić
kochanie jestem głodny nieba i spragniony ziemi.
Skurwysyny , taki wjazd nazywam wejściem Huka,
Ostatni debiutant, którego będziesz słuchać.
Mówią rap podupadł, a opinia jak dupa,
Jedyny wosk jaki mieli w życiu – ten w ich uszach.
Okaż matczyną troskę, twoje dziecko mnie słucha.
Obetnij dziecku uszy, deprawuje go ta muza.
Na tle pozostałych błyszczę charyzmą i pasją,
Dymam bezpłciowych MC i liryczne obojniactwo.
Otwieram grę, skoro inni chcą ją zamknąć,
Jak M.O.P. zapytam – (how about some hardcore?).
Przyznaj się, beze mnie ta gra byłaby nudna,
Kochasz czarne charaktery? Po to wchodzę do studia.
Nie zjadam słabych MCs, bo posłuchałem [?],
To zepsute mięso, jestem tym co jem.
Każdy wers chcę nawijać jakby jutra miało nie być,
Moje teksty, wybacz, moim zginąć lub przeżyć.

Ref. x2
Dzisiaj jestem tu, jutro u ciebie w mieście,
Do zobaczenia wkrótce na koncercie.
Moje miasto, twoje miasto, realia te same,
Wszyscy co kochają hip hop wiedzą – (damy radę razem).

Skurwysyny mnie nienawidzą, dla nich słuchanie Hukosa to wstyd,
Choć to ja, a nie oni, mam cztery półki płyt.
Z kasetami kolejne trzy, oni tylko swoją mysz,
I tak słuchają mnie po cichaczu w swoim mp3.
Hukos daje wersy w miasto, z ręki do ręki, pisane z pasją,
Flow, styl, oryginalność, kochasz mnie z każdą szesnastką.
Domem muzyki Jamajka, matematyka jest arabska,
Nie licz mi podwójnych w punch’ach, nie wyciągaj pierwiastka.
[?]na Chmuroka samplach,
Wcale nie musisz mnie kochać, za dobre wersy biorę szacunek.
Wiesz, nie muszę chodzić w purpurze i nie muszę być królem,
Zresztą korona uwiera mnie w głowę gdy noszę bluzę z kapturem.
To jest raport z tych ulic, bo hip hop żyje wśród ludzi,
Media go chciały przytulić, wyssały kasę, wypluły.
Hip hop wraca na ławki, wraca do parków,
Wraca na tarczy, wraca bez hajsu
Bambaataa dawaj sound system, puśćcie mi to w miasto.

Ref. x2
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo