Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Kiedy idziesz ulicą ty nie możesz ciągle bać się
Nie możesz myśleć, że coś złego może stać się
Z brudnych meneli jedynie możesz śmiać się
Pseudogangsterzy, olej to
To nie jest twoja wina, że staczamy się na dno
Że mózgami małolatów zawładnęło zło
Ten lepszy, kto mocniejszy – zrozum to
I walcz, nie poddawaj się

Ref. (2x)
Aaa, ty nie możesz ciągle bać się
Aaa, ty nie możesz ciągle bać się
Aaa, ty nie możesz ciągle bać się
Aaa, ty nie możesz się bać

Kiedy siedzisz w knajpie to nie możesz ciągle bać się
Ujaranych gnoi nie możesz im dać się
Uwalwuelf wiem, że przecież na to stać cię
Oko za oko, krew za krew
Sam dziwie się sobie, że ci daje takie rady
Ale mamy nowe czasy i nowe zasady
Chora rzeczywistość nakazuje twardym stać się
Ty nie możesz się bać

Ref. (2x)
Aaa, ty nie możesz ciągle bać się
Aaa, ty nie możesz ciągle bać się
Aaa, ty nie możesz ciągle bać się
Aaa, ty nie możesz się bać

Na ulicy czy w knajpie ty nie możesz ciągle bać się
W szkole czy w pracy ty nie możesz ciągle bać się
Na dworcu czy w domu ty nie możesz ciągle bać się
Musisz być twardy, nie możesz się bać

Ref. (3x)
Aaa, ty nie możesz ciągle bać się
Aaa, ty nie możesz ciągle bać się
Aaa, ty nie możesz ciągle bać się
Aaa, ty nie możesz się bać
Spróbuj sam, to jak gra żal przerwać
Gratis ta promocja która uzależnia
Mówię o życiu, bierz najnowsza wersja
Masz dużo niewiadomych
Dużo też w swoich rękach
Każdy nie pęka póki się nie wpierdoli
My jesteśmy inni co innego oni
Raz się urodzisz z chęci życia się wyzwolić ciężko
Mimo silnej woli i nie wierząc w piekło
Lecisz po bandzie czy ścinasz łuki bracie
To nie jest gra o przysłowiowe złote gacie
Jadę przez to życie czasem po lewym pasie
Jak się zmęczę zjadę do boksu na trasie
Na razie, biorę na trzeciego zamulonych
Wdaję cynę długim i tknę w korkach pierdolonych
Życie a może nie jest grą a może to choroba
Przekazujemy ją z rąk do rąk
No powiedzmy
Kto będzie ostatni kto był pierwszy
Opcja, odpierdol się od moich wierszy
Życie, życie jest nowelą, która wciąga jak narkotyk
Teraz do tych co wolą siedzieć i patrzeć
Żyć cudzym życiem jak w kinoteatrze
Popcorn wam w ryj raz na zawsze
Ja mam drogi własne pełne różnych przeżyć
Nie błądzić będąc człowiekiem znaczy nie żyć
Czasami po dwóch latach widzę to samo miejsce
Znakiem tego znowu zaliczyłem pętlę
Bywa, kto nie próbuje nie wygrywa
Suto wędlin kłaść na chleb i kląć na potęgę
Czy to jest moja dewiza?
Ja mówię życie jest piękne albo przynajmniej takie bywa
Jedna lipa, że to życie jest śmiertelne
Umieramy na życie aby odnaleźć się pośmiertnie

Kleisz albo pojmiesz jak cię wciągnie
Tak jak wciąga kokaina gdy ją wciągniesz
Kleisz albo nie daj Boże pojmiesz
Daj Boże pojmiesz

Kleisz albo pojmiesz jak cię wciągnie
Tak jak wciąga kokaina gdy ją wciągniesz
Kleisz albo nie daj Boże pojmiesz
A może pojmiesz

Skoro to stacja przejściowa warto zbierać plusy
Świat z którego tak pozostaną gruzy
Wszyscy narzekamy na braki czasu
Wszyscy umieramy ale czy od razu?
Odradzamy się z powrotem, nie wiem
Zastanowię się potem Warszawa nie eden
Tuż za squatem z kłopotem ciągnącym się smogiem
I smrodem nałogiem i Bogiem
Reguły, podboje, młodzież jest wrogiem
Ja stoję za naszymi racjami chłopie
Futbol na plaży, indyjskie konopie
Nie, że marzy tylko głośno myśli sobie
Ambasador życia z jego autostrady
Dopalone nitro, złamane zasady

Kleisz albo pojmiesz jak cię wciągnie
Tak jak wciąga kokaina gdy ją wciągniesz
Kleisz albo nie daj Boże pojmiesz
Daj Boże pojmiesz

Kleisz albo pojmiesz jak cię wciągnie
Tak jak wciąga kokaina gdy ją wciągniesz
Kleisz albo nie daj Boże pojmiesz
A może pojmiesz
Nikt ode mnie nie wymaga żebym uprawiał bragga
Nikt nie mówi łamaga, gdy hardcore'u nie uprawiam
Gdy piszę życiówkę to nie kłamię, prawdę gadam
A szajsu nie poskładam nawet gdybyś o to błagał

Nie ma tego złego, co na dobre by nie wyszło
Umiem zjebać wszystko i na zgliszczach od początku
Zbudować nowy dom, to kilka nowych wątków
W muzyce być w porządku, nigdy nie zawiodłem ziomków
Za dobry powiedziałem, dedykowane
Mym ludziom ten balet, ja się wcale nie chwalę
Co miałem oddałem od siebie to ten szmalec
To twórczo się wpisuje na stałe w te kabałę
Oto nowy joyek jak i w Sun Lloret
Na najwyższym poziomie to rapowy gnojek powie
Warsztat unikat, dlaczego? nie wnikaj
Masz syf w głośnikach z parkietu nie znikaj
Nie lubisz mnie, zdychaj, z tej impry się zawiń
Lub naładuj karabin jeśli koniecznie chcesz mnie zabić
Ten co nie dał się zwabić w pułapkę, to mój atut
Narobić hałasu i utrzymać gwiazdy status
Tylu kutasów by chciało mieć to co ja
Być jak ja, grać jak ja, żyć jak ja, ha ha
Rychu będzie grał to nadal, journalista będzie badał
A jak zawistniak gadał tylko ten co mi zazdrościł
Świat bez litości szybko pozbawił mnie złudzeń
Wybrać cierpienie czy nudę? proste, że to pierwsze
Operuję wierszem, tego tracku nie spieprzę
Masz tu człowieku całkiem hardcore'ową wersję

Nikt ode mnie nie wymaga żebym uprawiał bragga
Nikt nie mówi łamaga, gdy hardcore'u nie uprawiam
Gdy piszę życiówkę to nie kłamię, prawdę gadam
A szajsu nie poskładam nawet gdybyś o to błagał

Ten pot, te łzy, ta krew, ta jedna miłość
Oto z mic'em zażyłość co odbiera mi zmysły
Wizerunek artysty, to człowiek z krwi i kości
Przy mic'u nie pości w gronie znakomitości
Jak ten przyblokowy chwast na pełnym oficjalu
Jak ten zadymiarski chlast na toksycznym nielegalu
Prowadzę się powoli, a niektórych bardzo boli
Fakt, że sobie radzę i co na to poradzę?
Środkowy palec raczej, tak czy inaczej
Jestem w grze i zaznaczę - nigdzie się nie wybieram
Przy mic'u, adapterach, to Rycha gadka szczera
Ryja wydzieram aż po zapalenie krtani
Potrafię ranić i sprawić, że się spalisz
Z nami zabawisz, odlecisz, nie dać się zabić
Mistrzowskie życie, jestem jego projektantem
Nie będę palantem, który nie ma planów, marzeń
Jak moje tatuaże, kolejny w życiu przełom
Odnotuję to jak na skórze nowe dzieło
A ty będziesz się przyglądał jak milczący świadek w cieniu
Wyjdź naprzeciw zdarzeniom na światło dzienne tlenu
Tańcz, miej się, kasuj zawczasu, pierdol brednie
Czy bardzo dobry rap ma oznaczać życie biedne?
Gdzie tak napisano, że za rap nie płacą siano?
Ważne by utrzymać wymarzoną posiadłość
Chcesz ogłosić upadłość? proszę bardzo, beze mnie
Jeszcze raz ci powtórzyć? powtarzam - pierdol brednie
Wracaj pod trzepak, tam na ciebie nikt nie czeka
Prócz nieudacznika, zabij w sobie człowieka
A ja tak nie chcę, nie zwlekam żyć na stówę
Apetyt mam wilczy na życie, uwierz

Nikt ode mnie nie wymaga żebym uprawiał bragga
Nikt nie mówi łamaga, gdy hardcore'u nie uprawiam
Gdy piszę życiówkę to nie kłamię, prawdę gadam
A szajsu nie poskładam nawet gdybyś o to błagał
Ta, i powoli, głowa rytmiczną falą,
głowa jak balon, przebijesz go - myśli się rozpadną,
rozsypią jak perły po podłodze, taki wiesz strumień świadomości,
zanurz się w wodzie,
proszę, podejdź do moich liter jak gwiazdy, pozbieraj je z różnych kratek białej kartki,
liter abstrakty, przytul do siebie moje myśli,
życie jest po to by czuć, by serce biło mocno,
jak Borys Vian maluję sensualistyczny obraz rzeczywistości, której nie jestem w stanie poznać.

ej, raz dwa, raz dwa, test mikrofonu,
w tych wszystkich hercach jest krew z naszego serca,
basach, werblach, w tych z muzyką romansach, znalazłem miłość,
to najwierniejsza kochanka,
szklanka za tych co tak jak my, świat ich - progres, postęp, praca, ciągle tworzący się proces,
to piękna rzecz jak tak patrzę, jak moje słodkie bambino, jest coraz większe z każdą chwilą,
muzyka, blanty i słodycze z głośników,
renesans klasyków, to znowu my w odbiorniku,
jak doktor Faust wiesz powiem - chwilo trwaj,
muzyka, rap dopóki nie skończy się świat, czuwaj, jest tyle chwil, w nich dźwięków słuchaj..

nic nie rozumiem, świat ten nie mówi nic mi,
kolejne projekcje, rzeczywistość jak sny, długie dni, zbyt długie, zbyt męczące,
kolejna chwila, kolejny abstrakt.

podejdź bliżej, chodź, zapraszam Ciebie do mnie,
przyjrzyj się, co widzisz w tych szkiełkach zza powiek?
to ten mały człowiek, który chciał naprawiać świat, dziś wśród zgiełku sam,
inni odeszli z biegiem lat,
jak mag rzuca czar, ja hipnotyzuję słowem, uwalniam myśli swoje, odkrywam nowe rejony,
szukam tych wspomnień, obrazów skreślonych z pamięci,
tych pragnień, chcę żyć wśród wyzwolonych dzieci,
chcę poczuć ten smak wolności na swoich ustach
to tylko sen, marzenie? nie, to pustka..

kiedyś rozłożę skrzydła i uniosę się nad wami, nad milionami, polecę tam, gdzie są wygrani,
do miejsca, w którym oddam hołd starym prawdom,
do Bogów, wśród których będę mógł powoli zgasnąć,
wtedy skończy się coś, zgaśnie światełko w tunelu,
a na ziemi pozostanie testament spisany z wersów,
tam gdzieś w górze cicho schowany pomiędzy chmurami, będę dalej trwał,
nie przejmując się już problemami,
wolny jak ptak przez nikogo nie skrępowany,
w swoim świecie usłanym tylko marzeniami, Bóg z Wami.

nic nie rozumiem, świat ten nie mówi nic mi,
kolejne projekcje, rzeczywistość jak sny, długie dni, zbyt długie, zbyt męczące,
kolejna chwila, kolejny abstrakt.

nic nie rozumiem, świat ten nie mówi nic mi,
kolejne projekcje, rzeczywistość jak sny, długie dni, zbyt długie, zbyt męczące,
kolejna chwila, kolejny abstrakt.
Szad:
Kiedy patrze w ich źrenice widzę własne odbicie, wspomnienia które iskrzą jeszcze dziś oczy szklą , mały pokój i ja modląc się za cisza ,która była mi najbliższa rzeczą. Bliższą niż ona i niż on , bliższa niż dom gdzie wyrosłem, brak pieniędzy i alkohol niszczą, proste. Ktoś powiedział mi opisz to, to opisuje.Nie wierzysz, to spytaj moją siostrę,ona tez wie.
Też pamięta boazerie na niej czerwień, do dziś pewnie czeka aż ktoś kłótnie przerwie, wiele razy uciekałem stamtąd, uwierz znam to, wiem co czuje dziecko,myśli sobie:"biec!", bo jedyna myślą jest uciec stad.Pamiętam późne popołudnie, 4 piętro ,im wyżej tym smutniej schody, zamek , kuchnie, kiedy tak szedłem nieufnie patrząc czy alkohol cuchnie, wiem jak boli i jak puchnie, jeden Bóg wie o co były tamte kłótnie, dziś nie pałam do nich gniewem, lecz jednego jestem pewien, ten dom to nie był Eden, ilu takich jak ja nie wie, nie dociekam lecz jako dziecko nie widziałem w nich człowieka, wiedz to!
REF.
A teraz śpij(teraz śpij) i zapomnij (zapomnij o tym) co widziałeś, co słyszałeś, co przeżyłeś i pomyśl że to sen, ze to wcale nie działo się, tak będzie lepiej ŚPIJ!!
Nullo:
2 piętro w poniemieckiej kamienicy, piękno ciszy zakłócone, ktoś krzyczy, to sąsiedzi z pietra, mimo ze byłem młody to pamiętam numer drzwi 7, taka tam noc niejedna jak ta, ale do sedna, spałem, lulany przez mamę, dopóki nie słyszałem różnych kłótni, próżnych, których nie rozumiałem. Czy to były omamy? Ze snu zerwany, wlepiałem wzrok zaspany w mówiące ściany. Słyszałem głos kobiety, nadęty, facet krzyczał bez przerwy, miał nerwy, płacz dziecięcy, niewyraźny choć tak wazny dla tysięcy rodziców, tutaj był zbędny, nie jak spirytus i goście. Ja owinięty w pościel myślałem, Bogu ducha winny malec ,po co komu łzy wylane, pytanie za pytaniem, przecież mogłem to być ja, u mnie arkadia, tam impra trwa, huk szkła, łamane krzesła, słyszałem jak prosił, lecz nikt nie przestał.Rano widziałem go pod brama, z podrapana twarzą, siedział na piłce, pamiętam.Na raczkach sińce miał, wspominam chłopca mieszkanie po nim, to pustostan.
REF.
A teraz śpij(teraz śpij) i zapomnij (zapomnij o tym) co widziałeś, co słyszałeś, co przeżyłeś i pomyśl że to sen, ze to wcale nie działo się, tak będzie lepiej ŚPIJ!!
Pork:
Czarne opary nad miastem, niczym mroczny zastęp, zwiastowały burze, jeszcze ja wpatrzony dłużej, w taniec lisci na wietrze oderwał mój wzrok, chłopak w prującym się swetrze chciał schować się przed deszczem, a światło latarni świeciło tuz nad nim, zgadnij skśd spadły pierwsze krople. Widziałem sine policzki całe wilgotne, na nich słone sople, a w nich utopione strach i smutek, miałem zapytać po co nocą jak wyrzutek stoi pod drzewem, lecz chyba zabrakło mi odwagi, nie wiem. Cicho jak złodziej dalej siedziałem w samochodzie, i patrzyłem zza szyby na żywy obraz, na bezbronne dziecko i nikogo by strzec go, na jego brudne dłonie i na ubranie na zapłakanie, niewinne powieki, miał wypieki pomimo chłodu, z powodu głodu zapadnięte policzki. Czemu nie wraca do domu, jak myślisz?
REF.
A teraz śpij(teraz śpij) i zapomnij (zapomnij o tym) co widziałeś, co słyszałeś, co przeżyłeś i pomyśl że to sen, ze to wcale nie działo się, tak będzie lepiej ŚPIJ!! (2x)
Ty, posłuchaj, co gadasz na temat rapu
Nic o nim nie wiesz
Po co robisz tą wielką sensację
Wielkie halo, co?
Posłuchaj, usiądź, zastanów się i
Dopiero coś powiedz
Ref.: (2x)
Ty robisz sensacje a ja rap w miasto puszczam,
Bo w tym jest dusza rap, rap w miasto puszczam
Ci, co nie znają się wcale
Najwięcej mówią o tym zawsze
O całej tej muzyce
O tym, że siedzę na ławce
Robią z Mc's narkomanów
Bo ktoś lubi palić trawkę
Sam już nie wiem, co widzę
Gdy na Was patrzę debile
Krytykujesz mą muzykę
Choć słyszałeś ją przez chwile
Nie rozumiesz, co mówię
Bo metafory są zawiłe
Popatrz
Mówisz o Nas margines
Sam jesteś idiota
Każdy zdrowy chłopak
Pisze o tym, co, na co dzień widzi
Flota, bieda, martwi, żywi
Zakłamani i prawdziwi
Ty nas za to nie nawiedzisz
Że mówimy prawdę całą
O tym, że każdy dzisiaj hajsu ma za mało
Może za to, że niektórzy z nas się uczą i pracują
Są naprawdę normalni
Jednak jakoś nie pasują
Bzdury
Nie rób sensacji z hip-hopowej kultury,
Nie jesteś pierwszy, który patrzy z góry i widzi chmury
Niestety
Patrząc pod nogi
Całe życie jest ślepe
A może nie ty dajesz
Pomysły na takie programy
Zobacz Rower Błażeja
Pytali, jak się witamy
Takie barany jak Ty
Mają najwięcej do gadania
My robimy swoje
Ty, chociaż nie rób zamieszania!
Ref. (2x)
Słyszałeś,
To Fenomen
Ale nie wiesz, co cię czeka
Teraz czekasz
Chwile poczekaj
Zamknij pysk
Bo czas ucieka
Następna płyta
Od poprzedniej
Lepsza o deka

Lub o więcej
Tego właśnie chce
W górze ręce
No koncercie
Ludzi coraz więcej
I przy hi-fi
Tą satysfakcje daj mi
Swoje miejsce zajmij
Najpierw głową rusz
Potem, co masz mówić mów
Tysiące głów
Poruszanych w rytm bitów i słów
Bez kitu
Ty tam sam
My tu razem
Powiesz, że tak nie jest
Nie tym razem
Słowa z królestwa
Więcej światów niż z gazety
One dają po uszach
Wiesz, czemu cię to rusza
Posłuchasz Fenomenu tym jest dusza
Rap w miasto puszczam
Rap w miasto puszczam
Ref. (2x)
Słyszysz to Fenomen
Więc na pewno ci to ruszy
Nastaw uszy
I posłuchaj
Co płynie z tych dużych trzech
Weź głęboki wdech
Bo każde słowo kruszy
Każdy rym ogłuszy
Wszystkich tych
Którzy lubią
Komentować, krytykować
Choć w temacie się gubią
O rapie dziwne rzeczy mówią,
Że jest taki a nie inny,
Że jesteśmy winni za to
Każdy mówi to, w co wierzy
O tym, co na sercu leży
Że zajawke swoją szerzy
Tymczasem mówisz,
Że to jest zły przykład dla młodzieży
Więc niech bit uderzy głośniej
I zagłuszy Twoje słowa,
Taaaakkk,
Nie masz pojęcia, czym jest kultura hip-hopowa
Każda głowa w tym samym rytmie się porusza
W tym jest dusza
Rap, warszawski rap w miasto puszczam
Cały sęk w tym
Teraz do wszystkich pań chętnych
Zapraszam na scenę
Zatańczcie z Fenomenem
I powtórzmy razem hasło
Rap, rap puszczam w miasto
Ref. (4x)
Był zupełnie zwyczajny dzieciak miał 14 lat
Uczył się dość dobrze zaczął poznawać świat
Każdy matce mówił jaki chłopak jest wspaniały
Jaki mądry choć dopiero taki mały
Wszystko było piękne takie poukładane
Wszystko było z góry wręcz zaplanowane
Jednak wszystko się skończyło piękne czasy minęły
Kiedy w jego życiu dragi sie zaczęły
Najpierw zaczął palić w szkolnym kiblu marihuane
Nie przypuszczał wtedy że już wszystko przejebane
Gdyż potem jednak sama trawa nie wystarczy
Sięgnął więc tym razem po narkotyk twardszy
W końcu doszło do tego że zaczął dawać w kanał
Jednak nikt z rodziny tego dostrzec się nie starał
Aż pewnego dnia kiedy nieźle był nagrzany
Z 10 piętra wyskoczyły wszystkie plany

Ona lubiła imprezy lubiła dobrze się bawić
Codziennie próbowała zabawą szarość dnia zabić
Lubiła to robić niemal w każdej pozycji
Miała codziennie wiele propozycji
Była lubiana przez miejscowych kolesi
Był nawet taki jeden który dla niej się powiesił
Robiła to często i bez prezerwatywy
W końcu zaszła w ciążę i podcięła sobie żyły
W szpitalu lekarze ledwo ja uratowali
Kiedy doszła do siebie obiecała się poprawić
Chciała urodzić dziecko, skończyć szkołę, mieć rodzinę
Zerwać z libacjami, brudnym seksem, prostym winem
Lecz wszystko to runęło nim powstało
Lekarze powiedzieli jej co się okazało
Miała AIDS i dla niej skończył się świat
A miała zaledwie 16 lat

Umrzeć to nie sztuka natomiast sztuką jest żyć
Prawdziwym arcydziełem - żyć i nie zejść na psy
Więc naucz się częściej siebie kontrolować
Bo bardzo łatwo jest w piachu wylądować
Dragi i sex to bardzo śliska sprawa
To w żadnym wypadku nie jest kurwa zabawa!
Więc zanim co zrobisz zastanów sie długo
Bo później i dla ciebie może też być za późno!!!!!!!!! [x2]

So watch yo'step, you gettin 'high;
'Cause life's a bitch & then you die. [x2]
Nie daj zrobić się w chuj żadnej głupiej dziwce
kiedy mówi, że nie robi nic to robi coś cichcem
albo nie chodzi jej o ciebie tylko o liczbę
więc nie rozumuj naiwnie i

Nie daj zrobić się w chuj żadnej głupiej szmacie
kiedy mówi, że nie to może ma na myśli raczej
czapki z głów przed nieprzekupnymi
ale co z całą resztą uczynisz?

Jeśli twój ziom wszedł pod pantofel pannie
powiedz mu - szanuj się - niech zgadnę
to nie jest tak, że ona ma wpływ na moje decyzje
po prostu ją kocham, ale to szybko wyjdzie
przyjdzie jeszcze czas na to by tłumaczyć
nie pijesz? i nie mów tu o braku kasy
bo hajs na chlańsko zawsze się znajdzie
a wcześniej jeszcze cię tłusto nakarmię
powiedz pannie, że dzisiaj jest chlane
nie padniesz, bo ci właśnie daje szmalec
i doprowadza mnie to do szewskiej pasji
a raczej do szewskiego slangu, zgadnij
doprawdy to szlachetne panie dżentelmen
słowa obcas nie chce używać częściej
niż raz w roku u szewca jak padnie podeszwa
bo pantofel to nie gracz lecz lamus wiesz jak

Nie daj zrobić się w chuj żadnej głupiej dziwce
kiedy mówi, że nie robi nic to robi coś cichcem
albo nie chodzi jej o ciebie tylko o liczbę
więc nie rozumuj naiwnie i

Nie daj zrobić się w chuj żadnej głupiej szmacie
kiedy mówi, że nie to może ma na myśli raczej
czapki z głów przed nieprzekupnymi
ale co z całą resztą uczynisz?

Powiem ci co z całą resztą
Napisz, podbij w klubie, zbij pionę
zrób to póki jesteś teraz poza domem
bo kiedy wrócisz siądziesz do klawiatury
będziesz życie poprawiał pisząc te bzdury
powiedz to w twarz jak będziesz się kłaniał
szczury wiesz jak z nimi się rozprawiam, hah, pytam który
i nagle cisza choć wkoło 'so many people
to znana klisza tacy jak ty są pewnie cipą
gdy są daleko chętnie by (co?) pruli stamtąd
z bliska się strzyżą jak Luis Armstrong
ja robię rap, bo nie sprzedaję proszku obcym
robię rap i znają mnie old-school'owcy
mówią nawiń z nami, prawda jest tylko jedna
nie ważne jak bogata czy tylko biedna
nie dbam o sławę, smak sławy jest dla słabych
ja jestem sobą, ty możesz tylko marzyć
nagrywam z tymi, których ty masz płyty
nagrywam z nimi, a ty chcesz być przy tym
i każdy przytyk kończy się czyimś strupem
po pierwsze nie dla sławy, po drugie chuj wam w dupę, ta

Nie daj zrobić się w chuj żadnej głupiej dziwce
kiedy mówi, że nie robi nic to robi coś cichcem
albo nie chodzi jej o ciebie tylko o liczbę
więc nie rozumuj naiwnie i

Nie daj zrobić się w chuj żadnej głupiej szmacie
kiedy mówi, że nie to może ma na myśli raczej
czapki z głów przed nieprzekupnymi
ale co z całą resztą uczynisz?

Wokół siebie mam cały gang kobiet
których darzę respektem
i marzę by przedtem mógł spotkać je
bo byłem obiektem manipulacji
parę lat temu mój harem
sam nie mógł uwierzyć w te czary
ja z jakąś pseudo Paris
bo działał jej urok a nie mój intelekt
dlatego dziś mam w klipach więcej koleżanek niż modelek
a ty mniejsza czy masz BlackBerry czyli trzy
posłuchaj 2cztery7 omijaj z daleka to bydło
test
streści jakiś swój dobry uczynek
nie wiem może kiedy nie daleko ciebie był przypał
a ty pomogłeś dziewczynie
patrz na rozmówczynię, nawiń - jeżdżę Subaru
porównaj reakcje blachary, skieruj na Ikarus
ustalmy, masz ze mną jeździć, ale raczej konno w sypialni
do ciosów w japę podzielać skłonność
nie pytać o wymianę dóbr czy przysług
dziwka to już nie zawód to bardziej stan umysłu

Nie daj zrobić się w chuj żadnej głupiej dziwce
kiedy mówi, że nie robi nic to robi coś cichcem
albo nie chodzi jej o ciebie tylko o liczbę
więc nie rozumuj naiwnie i nie daj zrobić się w chuj
DJ 600 V feat PWRD
Ale o co chodzi?
Ale o co chodzi?
Ale o co chodzi, o co chodzi, o co chodzi?

Ale o co chodzi?
Ale o co chodzi?
Ale o co chodzi, o co chodzi, o co chodzi?

Co wczoraj robiłem? Nie pamiętam
Gdzie w ogóle byłem? Nie pamiętam
O której wróciłem? Nie pamiętam
Z kim wieczór spędziłem? Nie pamiętam


Co wczoraj robiłem? Nie pamiętam
Gdzie w ogóle byłem? Nie pamiętam
O której wróciłem? Nie pamiętam
Z kim wieczór spędziłem? Nie pamiętam

O o o o nie pamiętam
o o o o nie pamiętam
o o o o nie pamiętam
o o o o o o nie pamiętam

Jak krótka była ta sukienka? Nie pamiętam
Gdzie wędrowała moja ręka? Nie pamiętam
Jak miała na imię ta panienka? Nie pamiętam
Czy była brzydka czy nie? No to pamiętam
Była piękna

Przy Volta dźwiękach wymiękam
tak powiedziała gdy cała sala robiła hałas
A zresztą, może sala nie była pełna
Skąd mogę wiedzieć kiedy nie pamiętam

Piłem zimne browary do białego rana
Nie, nie. chwila, chyba piłem szampana
Cholera, a może wypaliłem skręta?
No nie, ja naprawdę tego nie pamiętam

Wiem jedno, dzisiaj głowa mnie boli
Mogę tylko zapytać "what? what?" jak tori
Bo co się wczoraj działo nie wiem, przysięgam
Ostry może ty mi powiesz? Nie pamiętam

Choć teraz staram się sobie przypomnieć
padam na kolana
kiedy w drzwiach wita mnie moja ukochana
ja naprawdę żałuję i dlatego klękam
uwierz, na serio niczego nie pamiętam

Chyba byłem na imprezie, a co było potem?
Nie wiem, może jak (pies lichy???) odwiedziłem hotel
Fakty są takie, że mi głowa pęka
A czy byłem w tym hotelu tego nie pamiętam

Jeszcze jedno wiem na pewno, to się już skończyło
Zresztą, nie wiem czy w ogóle się zdarzyło
I dlatego żadna nie może być puenta
Kurwa, ja faktycznie niczego nie pamiętam

Co wczoraj robiłem? Nie pamiętam
Gdzie w ogóle byłem? Nie pamiętam
O której wróciłem? Nie pamiętam
Z kim wieczór spędziłem? Nie pamiętam

Co wczoraj robiłem? Nie pamiętam
Gdzie w ogóle byłem? Nie pamiętam
O której wróciłem? Nie pamiętam
Z kim wieczór spędziłem? Nie pamiętam

O o o o nie pamiętam
o o o o nie pamiętam
o o o o nie pamiętam
o o o o o o nie pamiętam

Najpierw były ze trzy piwa przed imprezą
Po nich już byłem podkręcony jak procesor
Działałem bardziej wydajnie, czułem się fajnie
Co było potem to jest tajemnicą dla mnie

Chyba jeszcze z jedno piwo to pamiętam
Co było dalej o dziwo nie pamiętam
No, nie pamiętam
I jak tu się nie wkurwić
Nic nie przypomnę,
Choć miałbym (kogo wkurwić????)

To nie jest bajka, to historia z życia wzięta
Komar, też tam byłeś?
Ostry, nie pamiętam.
Mówią, że człowiek uczy się na błędach
Ale jak mam się nauczyć, skoro nie pamiętam?

Chciałbym do wczoraj wrócić i przysięgam
jakbym wrócił na bank bym zapamiętał
W portfelu nie ma kasy, więc nie piłem na sępa
W głowie dziwne obrazy, ale nie pamiętam
Możliwe, że z jakąś laską bawiłem się
Ale jaką? ile dałbym by przypomnieć cię

Wszystkie chwile te, lub choć z jedną chwilę
Abym wiedział na ile sobie pozwoliłem
Gdzie byłem? Może w tym pubie,
a może w tamtym klubie
Nie mogłem być w tylu miejscach na raz
już się gubię

Może to głupie, ale nic nie pamiętam
Mam już dosyć wszystkiego, głowa mi pęka

Co wczoraj robiłem? Nie pamiętam
Gdzie w ogóle byłem? Nie pamiętam
O której wróciłem? Nie pamiętam
Z kim wieczór spędziłem? Nie pamiętam


Co wczoraj robiłem? Nie pamiętam
Gdzie w ogóle byłem? Nie pamiętam
O której wróciłem? Nie pamiętam
Z kim wieczór spędziłem? Nie pamiętam

O o o o nie pamiętam
o o o o nie pamiętam
o o o o nie pamiętam
o o o o o o nie pamiętam

O o o o nie pamiętam
o o o o nie pamiętam
o o o o nie pamiętam
o o o o o o nie pamiętam

w nawiasach są słowa, których nie jestem pewna.
Kiedy zobaczę tu to życie jak ze snu
czy zobaczę ten kraj gdzie będę żył i miał
szczęście jak ty i śmiał, czy dojdę kiedyś tam
tam gdzie widoki z bram pokażą lepszy świat

Krzyż Boga na piersi, modlitwy pieśni
nad miastem szum ludzkie nienawiści
los ciągle szydzi, świat szuka zwycięzcy
Ty gdzieś na krawędzi z potem na czole
tracąc kontrolę nad walką o swoje
już brak ci siły, padasz na plecy
czytasz gazety pełne wydarzeń
złodzieje marzeń prowadzą cię na dno
kłamliwe śmiechy i gadka to bagno
i serca bez winy twarde jak kamień
za lata pracy nic nie ma w zamian
jedyne co mamy to odciski na dłoniach
i syf na ścianach, nie stać nas na nic
weźcie nam wszystko , odbierzcie co mamy
resztki bogactwa ciułane latami
umiera w nas życie, tuli nas do snu
My jak w niewoli tu bez prawa głosu
Nikt tu z nas nie chce przecież kokosów
każdy chce tylko godnego losu
Gdzie wolność wyboru zapewni nam to
o czym każdy z nas marzy
o tym by w końcu na naszej twarzy
widniał jak obraz - uśmiech bez skazy...

Kiedy zobaczę tu to życie jak ze snu
czy zobaczę ten kraj gdzie będę żył i miał
szczęście jak ty i śmiał, czy dojdę kiedyś tam
tam gdzie widoki z bram pokażą lepszy świat

Piąta rano, sen przerywa dzwoniący budzik
trzeba wstać prędko by się nie spóźnić
Do miejsca, które nie daje ci tego szczęścia
Co powinno, bo powiedz jeden z drugim
Jak mamy żyć tu, tu za ten pieniądz
weź ty za ten tysiąc przeżyj cały miesiąc
w końcu może zrozumiesz jak nam ciężko
i nie dziw się wcale, że rośnie przestępczość
że na tych osiedlach złodziei pełno
spytaj mnie o to czy wiem kto tu kradnie
i tak ci nie powiem kurwo za skarby żadne
Bo sami ten kraj topicie w bagnie
chcieliście to macie - państwo pijaków
złodziei, żebraków tu granice kraju
opuszcza corocznie tysiące polaków
jadą po chleb, lepsze jutro i życie
Bo tu ten kraj nam nie da nie zapewni tych wrażeń
To obce państwa dają nam szansę na spełnienie marzeń...

[x2]
Kiedy zobaczę tu to życie jak ze snu
czy zobaczę ten kraj gdzie będę żył i miał
szczęście jak ty i śmiał, czy dojdę kiedyś tam
tam gdzie widoki z bram pokażą lepszy świat
Widzisz, widzisz błąd popierdolony
Widzisz, widzisz błąd popierdolony (dobra)
Widzisz, widzisz błąd popierdolony
Widzisz błąd popierdolony

2001 Polska, serca część mocna więź
Z tym co stanowi treść przewodnią życia
Zaciśnięta pięść, strażnikiem wersów bez pokrycia
Dla tych co mają gdzieś kształt swojego odbicia
Z błędów bomba rozliczaj ujęty slogan w akapit
Mordą terapii trapi mordę swą zapić
Przegapić nie da się smutku, smutek ten gnębi do skutku
A ludziom raczej zwisa świat społecznych wyrzutków
Tłum bezdusznych odludków, w środku taka sama próżnia
I nikt się nie wyróżnia, szczęście na złość się spóźnia
Od stycznia do grudnia, klepiąc bidę z nędzą
Ludzie wierzą w cud za którym bez wytchnienia pędzą
Pytasz: co to cud? to jest właśnie cud
Chwila, moment i świat znowu zwala z nóg
Czuć głód, parę sekund inne życie
To światem kołysze dla naiwnych koncert życzeń
Aj, aj, aj, dla głupich aj, aj, aj
A w sercu żal, żal, ale do kogo?
Gdy tłumy nastawione wrogo gardzą mną i tobą
Chuj w dupę nierobom, świat wybrał zwycięzców
A chwile płyną wolno, dla zwycięscy jeńcu

Wstawaj, wstawaj, wstawaj i zrób coś
Zrób coś, zrób coś, zrób coś ludziom na złość
Nie mów, nie mów, nie mów, że masz dość
Bo skończysz w cudzych oczach jako pała nie gość

Widzisz, widzisz, widzisz błąd

Czy chcesz być taki jak ten błazen?
Nie da się żyć bez najmniejszych obrażeń
Bo strefa marzeń już na dzień dopuszcza błędy
I na nic duże oczy na wykrzywione gęby
Gdy takie są trendy panujące niepodzielnie
Robisz coś, robisz byle na chama i bezczelnie
I bezimiennie używając pseudonimu
By chociaż raz skosztować raj bogatych skurwysynów
6 miliardów ludzi, mali i duzi
12 miliardów rąk które można zabrudzić
Bez podejrzenia, wszak różne te przemowy
Kto i po co, za co zbiera swoje dochody
Tryb życia standardowy pieniądz przy duszy uczy pychy
Nadziane ci-py, dania zbędne
Walka z obłędem, znów ściema masowym trendem
Do-re-mi ciągle w ataku jak Henry
Żyć z ludźmi to raczej obowiązek psi
Masz ze sprawą związek tu akcja czyste ręce
I skok z tonącego statku w ratunkowej kamizelce
I zdziwiony wielce, że nie wyszło
Ale który dorówna tłumom bożyszczom
Tu dzieje się wszystko i może dziać się wszystko
I tak każdy myśli, że znaczony Bożą iskrą

[x4]
Wstawaj, wstawaj, wstawaj i zrób coś
Zrób coś, zrób coś, zrób coś ludziom na złość
Nie mów, nie mów, nie mów, że masz dość
Bo skończysz w cudzych oczach jako pała nie gość

Wstawaj, wstawaj, wstawaj
Wstawaj, wstawaj, wstawaj
Sprawdź - dla ziomów nawijał Lerku
Pezet, Stasiak, Pjus, Junoumi
Ajron na bicie, to jest życie
Sprawdź to, to jest to
Junoumi, dla ziomów only
Ej, dla tych ziomów najlepszych - sprawdź nas
Ej, szary beton pieprzyć - sprawdź to

Pieprzyć szary beton, a niech neony świecą
Niech świecą, niech świecą

Pieprzyć szary beton, a niech neony świecą
Niech świecą, niech świecą

To miasto niszczy mnie, zatruwa mnie jak strychnina
Szybki sex, plączą myśli się jak wiklina
Za niski serw, rzeczywistość ścina jak Agassi
Mój śliski dres, adidasy, siła w nas jak w Kadafim
Chwila, kryminał ten nadział nas na widelec
Raz - naszą ideę, dwa - świat zaczął by bieleć
Gdyby nie to, że za lekko gram w to
Byłbym dziś stąd daleko już dawno
Wiesz, patrzyłbym gdzieś na Pacyfik lub tańczył na Haiti
Wiem, że patrzysz w moje oczy, widzisz w nich pacyfki?
To ten sam rap, to samo życie i wciąż ten sam sezon
A wolałbym, by płonął joint dziś w San Pedro, yo
To beton szary wiem, że to nie to stary
Patronat portali, płyta - żaden rekord stary
Chce się stąd wyrwać, pieprzyć szary beton
Viva Las Vegas, hey mummy, neony świecą

Pieprzyć szary beton, a niech neony świecą
Niech świecą, niech świecą

Pieprzyć szary beton, a niech neony świecą
Niech świecą, niech świecą

Czarna muzyka ja trzymam srebrny mikrofon
A białą ręką piszę wersy jak nikt dotąd
Chwyć myśl z tych tekstów jak Ariadny nić złotą
A ja szybko jak foton wezmę cię ku wyższym lotom
Tam gdzie blokom koloru nie dodaje tylko siding
Życie to kolor slajdu dobry smak jak sam bit
Wciąż te same dni, Ursynów [?] Saint-Denis
Spełniamy sny kolorem bijąc szary styl
Ruszamy w rytm rapu pieprząc ten beton
Za szare twarze myśli ten tekst jest wendetą
To zimny prysznic atak koloru fergią
Ej yo, palimy szarość lepiej niż inferno

Pieprzyć szary beton, a niech neony świecą
Niech świecą, niech świecą

Pieprzyć szary beton, a niech neony świecą
Niech świecą, niech świecą

Pieprzyć szary beton, bunt kolejne pokolenie
Teraz hip-hop jest receptą, rock'n'roll już nie jest
Czas pokolorować swój świat każdy swoją kredką
Ja z mikrofonem zrobię Sajgon, Meksyk albo Vietkong
Czas zwalczyć nudę, walczyć z szarością i brudem
Wiem to przychodzi z trudem lepiej liczyć się z cudem
Tak jest łatwiej - iść przez życie bez zmartwień
Zimą okupować klatkę, a w lato na ławce
Delektowanie się piwem - Tyskie, Lech albo Żywiec
W życiu gdzie świat rozrywek jest brakującym ogniwem
Mało odwagi, ten świat nas stłumił nie zabił
Musimy sobie poradzić, sami na siebie skazani
Rap jest naszą bronią, to nasza duma i honor
To nadaje kolor codziennym horrorom
To on w naszych sercach zajmuje miejsce pierwsze
To miejskie szczęście, szary beton pieprzę

Pieprzyć szary beton, a niech neony świecą
Niech świecą, niech świecą

Pieprzyć szary beton, a niech neony świecą
Niech świecą, niech świecą

Pieprzyć szary beton, a niech neony świecą
Niech świecą, niech świecą

Pieprzyć szary beton
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo