Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Czuję powietrze...

Czuję powietrze, słyszę muzykę
Układy, koneksje, betonu kumite
Żaden pulicer nie umie chwytem
Żurnalowego kunsztu tych kilku liter
Widzenie w nas produktu jest przewodnikiem
To twoja runda - punktuj
Twój czas na szczycie tego samego gatunku
A różni zawieszeni w próżni
Nieustannej kłótni skutki, jeden mi utkwił
Jeden jak żal (żal) mi (mi) jak (jak) strach (strach)
Miękki wspak odwraca ten sam problem w wielu postaciach
Do rozwiązania dotrę w ręku akukaracha
Czuję powietrze to samo, co wszyscy inni
Tacy sami jak ja, winny - znaczy zabij jak psa
To prawo rządzi niszcząc niewygodnych jak trądzik
Brak podziału na dobrych i złych
Od pracowników izby do łódzkich karetek
Gdzie rządzi skór koneser
Spór w procesie dóbr doleczyć
Tu spojrzeć na okna odpicowana Piotrkowska
Z tym możesz się rozstać, pic jest złudzeniem
Czujesz powietrze to poznaj mój teren
Nie jestem zbawicielem, ale posiadam intelekt
Licząc w IQ to może nie za wiele, ale
Wystarczy by mieć umysł otwarty za tym, co błyszczy
Obdrapane budynki, a w nich ciągłe nowinki
Kto jaki sukinsyn i gdzie, kto, z kim był?
Stoję ostatni w kolejce, której pragnieniem próżność
Wolę powietrze z planem na jutro
Ludzie sami sobie winni
Gdy zamiast szukać klucza kombinują wytrych

Czuję powietrze, słyszę muzykę
Słowo po słowie, rap mym pamiętnikiem
Umysł wytęż - to nie nakaz, lecz prośba
Nie czytam wzorca więc nie wiem, co wzbudza orgazm
Ale znam paru, co by tam chcieli się znaleźć
Sprzedajni jak czajnik full udoskonaleń
Co dziś świętym Grallem w ustach kamel z cudzesów
To moje miasto - miasto smutku i stresu
Brak gestów, wyśmiewców anomalii
Z Polski do Anglii to smak kolejnej szansy (zaśnij)
Zaśnij, pomyśl o ludziach, o ich pragnieniach
Marzeniach, o które zahaczają zera
A teraz pomyśl, kto szuka frajera ziomy?
Dla was jedna miłość (jedna miłość)
Pokaż mi siedem przyczyn, siedem pomyłek
W kolejce na zasiłek, niech w łeb strzeli killer
Za wskazówką idę, nie pytaj mnie gdzie
Idę przed sie-bie bie-do-bije deszczem
Woda spływa do pomieszczeń, nie licz na selekcję
To pranie mózgu za sprawą kruszcu
Złu znów udaje się wyjść stąd
Z prostym jak Hitchcock mocnym
Waszyngton mąci non-stop poglądy
Idę tak i rozmyślam o tym i owym
W sklepach cynamonowych dynamo robi błędny blask
Odciśnięty jak na dziwce klaps
Za na-na-na-na-nas błąd ma-ma-ma-ma-mas
Wychodzę stąd nie pytaj dokąd kapo
Idę z deszczem, protekcję zapewnia mi kapok
To też eliminator, co zabija we śnie
Rozszczepiając atom rozrywa serce
Za to mu płacą, a może to plotka
Nie pytaj mnie o trasy harmonogram
Wejdę w jej trasę, że sam jej nie poznam
Spójrz na budynki, zdrapane tynki, pomyśl
Łodzią rządzi sukinsyn co gromuje znajomych

Czuję powietrze x15
Hej! Yhyy, ej, ej, ej ej hej!
Hej tłusty bit!

To jest mój ulubiony stolik, to moje ulubione miejsce
Jestem tak wciśnięty jak lejce w ręce
Gdy koń zasuwa jak klatki filmowe
Które oszukują wzrok, tłok, ruch mig mig na ekranie
A to moje ulubione miejsce, mam tak ciężko,
Że opada na ramiona moja głowa moja urojona
Jeżeli chodzi o miarę wagi: tona
Tonę mam na pewno na bank jak napad
Nie komentuj pozy tej neurozy, bo krok o zatarg
A komentarz spływa tak po mnie jak pod nosem katar
Kilogramy na me ramię, na me ramię ciężka głowa

Ej, ej! Kilogramy na me ramię, na me ramię ciężka głowa
Opada jak salowa kula, jak stalowy kafar
Ugina się stół, uginają się ręce, moje 70 kilogramów ani kilo więcej
A ja gorący jak napar
I te ręce są długie jak metry kilo tam do ciebie, do innego miasta
Surowo je oceniam, bo jestem surowy jak tatar
Jak w kilach herce co bujają mą membranę
Tylko nastaw uszy jak przeciwlotniczy radar
Jak radar odczytasz od tyłu to też jest radar
Kiedy pot leci plecy gną się, opieram o ścianę by ciężar zrównoważyć
Nie pęknąć jak pęknąć bańkę mydlaną
Bo łeb ciężki napuchnięty jak balon
Halo halo! I ktoś krzyczy ‘się nie narzucaj’
Problem ja się nie narzucam, problem nie rzucam głowy z ramion
Przepraszam pana, przepraszam panią
Ślizgam się nie po podłodze, a po bicie
Zdziwienie, lubicie, nie lubicie?
Tak oto wielki chudy człowiek ślizga się po tłustym bicie
Panowie panie!
Ej!
Ej ej!
Panowie panie!

Jak taki długi chudy człowiek może zagadać tak tłusty bit
Tłusty bit, tłusty bit?!
Jak taki długi chudy człowiek może zagadać tak tłusty bit
Tłusty bit, tłusty bit?!

Zmieniam miejsca, ruszam nogą moje nogi na raz prowadzą mnie tam i tu
Halo, halo moje ukochane nogi proszę o stop z wykrzyknikiem
Choć na chwilę całkiem drobną na chwilę stop
Chwile milej robi się przez chwilę
Nogi prowadzą mnie dalej, ja mam w jedną stronę bilet
Jak w jedną stronę ma list od ciebie
Nie przestanę - smutna dla ciebie wiadomość
Choć to nie wiadomości, ani żadne fakty
Nie jestem żubr, kogut, lis i poprawiam raczej takty’,a nie nietakty
Takty na trzy czwarte i jedną drugą
Długa lista jest mych zalet, wiesz
A ty wciąż nie możesz mnie dogonić
Choć pot wystąpił na twej skroni
Z zawiści ja się tymi
Nimi nie przejmuję nie zawracam sobie głowy tymi
Bo to problem mini, tymi co chcą na mej gębie zainstalować wielki plaster
Ten kto nie trafi mlaszcze
Ten co trafi do góry ręka i głośno klaszcze
Nie dla mnie pojednania i klepanie się po pleckach
Jak wojna, to wojna – ja sobie poradzę
Nie bum, tylko szpunt co w twoim uchu siedzi
Klapy na oczach wielkie jak węzeł, ale nie radiowy
Ej ty czy jesteś gotowy by tak długi, chudy człowiek
Zagadał tak tłusty bit?
Nie chodzi tu o trendy, o mruganie oczkiem, zakrapiane spędy
Nikt nie jest napięty jak łuk
Panowie, panie - puk, puk,puk!

Jak taki długi chudy człowiek może zagadać tak tłusty bit
Tłusty bit, tłusty bit?!
Jak taki długi chudy człowiek może zagadać tak tłusty bit
Tłusty bit, tłusty bit?!
Tłusty bit, tłusty bit, tłusty bit...

Jak taki długi, chudy człowiek może zagadać tak tłusty bit
Jak taki blablablablablabla tłusty bit?
Moje Demony atakują z każdej strony!
Chcą mojej zguby, najwyższej próby kutafony!
Mam ich dość, a jak na złość jest ich mnóstwo,
Rodzą się jak króliki - ziom, niezłe gówno!

No dobra dawaj ten bit !

Ref:
Moje Demony atakują z każdej strony!
Chcą mojej zguby, najwyższej próby kutafony!
Mam ich dość, a jak na złość jest ich mnóstwo,
Rodzą się jak króliki - ziom, niezłe gówno!

dAb:
Mam parę demonów seksu, bo jeden, nie byłby od seksu tylko od najebek
A ten ziom właśnie, on rośnie ciągle w siłę - bo kiedy jestem trzeźwy to zaraz się napiję
Demon prędkości - tego to nawet lubię, wciska mi gaz do dechy kiedy się tylko wkurwię!
A ten od furki ma niezłą polewę, i robi sobie bekę ze mnie z Demonem Zjebek.
Demon komputera, ten to jest przechera cywilizowałem się już z nim nie raz,
Nie dwa, nie trzy, nie sto nawet, on kumpluje się z tym chujem od zabawek!
Wiesz jest też jeden gnojek taki, który sprawia że wciąż się boję o dzieciaki,
A inny to że trzęsą mi się ręce, gdy jestem zazdrosny a tego wcale nie chce!
Nie chcę ich wcale - niech spierdalają! Muszę rozpierdolić ich swoją husarią
Jedni narzekają, inni w chuju mają a ja nie dam się zjebać tym kanaliom!
Mówię nie dam się zjebać tym PizDemonie, bo mikrofonu koniec jest po mojej stronie!
Przekuję was na pieniądze chuje, pół godziny na stojąco - czujesz ?

Ref:
Moje Demony atakują z każdej strony!
Chcą mojej zguby, najwyższej próby kutafony!
Mam ich dość, a jak na złość jest ich mnóstwo,
Rodzą się jak króliki - ziom, niezłe gówno!

Joka:
Tematem tej nawijki, niech będzie książka, którą dostałem dawno temu od ojca,
Dużo humoru, erotycznie mocna, demoniczna powieść o życiu chłopca,
Każda kolejna strona wciąga mnie do środka, każdy kolejny rozdział mógłby nie mieć końca
Coś o zarwanych nockach, spalonych mostach, autor ponoć nieznany - chociaż ja znam gościa
Na każdej kartce papilarna jest pieczątka, tych przeczytanych jakieś dziesięć tysiąca
Co to za książka? Nie wie profesor gąbka, W11, Komenda i Pomorska
Mam ją i czytam, bo w tym tekście każda kropka, zaczyna zdanie z dużej litery jak Śląsk,
Dostęp do morza, albo widok z okna, być albo nie być - dramatyka Sheaksper'owska
Twarda okładka ona nie chce się rozpaść, skóra która zmienia się tylko od słońca
Czarno na białym, drukowana czcionka, nie znajdziesz tego kruka w kolorowych kioskach,
A słowa papugami powtarzają się jak ten ptak, co krzywy dziób ma tak jak na zakrętach
Książka to papier, a orzeł na monetach jest tyle samo warty co jego własna reszka
O kobietach, o tym co będzie jutro, przepis na Siebie jakby życie było kuchnią
Jak za błędy nie zapłacić dupą, i którędy wejść jak mnie wyrzucą
Nie ważny tytuł, nie zaszło jeszcze słońce niebieskie niebo nie wróży że już kończę,
Niezły początek, to tak jak dobry rozbieg, gdy tą melodię grać nadal tak jak człowiek
Na każdej kartce papilarna jest pieczątka, nie ma na "pudlu", kundlu i w brukowcach
Nie możesz dostać! Schyl się, podskocz, pląsaj, zmień nazwisko, wszystko zapuść wąsa
Stop! Nie pytaj nie możesz jej dostać, przeczytam do końca, demonizująca!
Na bitach, uśmiechnięta postać - Joka, demony pełne do worka!

Ref:
Moje Demony atakują z każdej strony!
Chcą mojej zguby, najwyższej próby kutafony!
Mam ich dość, a jak na złość jest ich mnóstwo,
Rodzą się jak króliki - ziom, niezłe gówno!
Nikt oprócz nas, jedynie ty i ja
Każdy dzień dłuższy o tą godzinę
We dwoje sami, mamy ten czas
Dla jednych tylko tyle, dla nas aż tyle

Zamykam oczy, plan mam bardzo prosty
Wywołam kilka twoich klisz w ciemni samotności
Zbyt optymistycznie nie brzmi ten passus
Takie życie, mamy dla siebie mało czasu
Deszcz bębni o szyby, od rana pada
Ta aura mnie wciąga, jak lej tornada
Pieprzona praca, każde z nas pędzi
I balansuje na tej krawędzi
Taki znak czasów, zamiast depeszy
W dłoni telefon mamy i smsy
Znów obce miasto, hotel, znów peron, pociąg
I nie stać nas na to, by od tego się odciąć
Chociaż daleko jestem, to daję słowo
Myślami, pamiętaj, zawsze gdzieś obok
Czuje to ten, kto ten chleb sam przeżuł
Komu nie było podane wszystko na talerzu
Taka jest prawda, naga, brudna prawda
Tu w pionie trzyma tylko ta magia
Słyszę twój głos, to do mnie powraca
Ust twoich dotyk i ciała zapach
I tylko tyle, chociaż chcę więcej
Znów zerwę się w nocy nie wiedząc gdzie jestem
Taki już los, z tym muszę się liczyć
Mapa podarta, nieraz kompas rozbity
Pijany błądzę na prostej drodze, w ciszy
Próbuję to zapić, ten posmak goryczy
Odliczam godziny, do domu wrócę
Rozplatać naszych zranionych uczuć supeł
To o spełnianiu i snuciu planów
Życie nas skraca do tych rozmiarów
Mimo, że sen na twych powiekach
Wiesz, że dziś będę i na mnie czekasz
Nieważne ile mam płyt, rap to abstrakt w tej chwili
Bo bardziej niż bit leczy tu dawka kofeiny
Muzyka lepszym mnie nie czyni, a chciałbym
Nie wychodzić z kabiny tylko nawijać te rapty
Za daleko mam by czuć się tu jak brylant
Nie posiadam armii jak i obcy mi Cadillac
Z miasta Tuwima, białej broni i seksu
Dla gwiazd to ten świat jest tu wrogi w tym miejscu
Myślisz hip-hop to niebo z cyckami na wierzchu
Z tą postawą to zęby znajdziesz pod nogami leszczu
Hajs to dla plebsu główne marzenie
Nieważne ile masz, bo mogą mieć pojutrze ciebie
Tu każdy dba o zieleń, nic nie ma bez ryzyka
Złodziejka ludziom wchodzi jak do chleba paprykarz
Pozwól mi mieć wolną głowę i chill
Jeśli nie mam talentu to mnie powieś tu dziś
Co mi powie mój syn, jak wytłumaczę prawdę
Że bieda nie wstyd, czy go z muzyki wykarmię
Nie wiem nic, wierzę w cel, bitami mury burzę
Chociaż łatwiej jest spaść niż utrzymać na górze

Jeśli nie wiesz co mówić to lepiej pysk stul
Bo co idzie górę to idzie też w dół
Czy jestem mistrzem świata? nie musisz wierzyć, brat
Bo wszystko, co na górze to musi kiedyś spaść

Jeśli nie wiesz co mówić to lepiej pysk stul
Bo co idzie górę to idzie też w dół
Nie chcę tego, brat, odczuć na własnej skórze
Chociaż łatwiej jest spaść niż utrzymać na górze

Wierzę w ten dziwny świat tak jak Niemen
Choć niejeden rzuciłby w nas kamieniem
Za blask na niebie nie wymienię nawet szamba
Bo gdy gwiazdy spadają, ludzie nie przestają klaskać
Jestem taki jak ty, też nienawidzę gwiazd, brat
Nie chcę ich widzieć, media je wciskają nam
Rap dawno przeminął, kiedy moja kolej?
Ile zostało mi płyt, co będzie po nas, ziomek?
Ten chłód gdzieś na dole, wolę być tam niż upaść
Żyć z pasją do bitu niczym szczęka do fiuta
To pomyłka, by tutaj mówić brat ja mam logo
Choć flow moje zabija jak waran z Komodo
Ej, nie chcę udawać kogoś, kim nie jestem
Merdać ogonem, lizać dupę i liczyć czy mnie weźmiesz
To żałosne i śmieszne, wszystko chcieć od razu
Być beztalenciem, ale pchać się do wywiadu
Tu nie ma czarów, jest tandeta po latach
Telewizyjne gówno, co śmierdzi przy kanapach
Czy jestem mistrzem świata? nie musisz wierzyć, brat
Bo wszystko, co na górze to musi kiedyś spaść

Jeśli nie wiesz co mówić to lepiej pysk stul
Bo co idzie górę to idzie też w dół
Czy jestem mistrzem świata? nie musisz wierzyć, brat
Bo wszystko, co na górze to musi kiedyś spaść

Jeśli nie wiesz co mówić to lepiej pysk stul
Bo co idzie górę to idzie też w dół
Nie chcę tego, brat, odczuć na własnej skórze
Chociaż łatwiej jest spaść niż utrzymać na górze
Ref:
Idź przed siebie, nie oglądaj się za siebie
musisz swoje robić i przed siebie gnać
idź przed siebie, nie oglądaj się za siebie
zawsze swoją wartość musisz znać
idź przed siebie, nie oglądaj się za siebie
to, co teraz czujesz, to niepotrzebny strach
idź przed siebie, nie oglądaj się za siebie
i uwierz w siebie bo masz siłę i żesz kurwa mać!

Choć często czuję strach choćbym chciał, choćbym pragnął
jakbym wpadł w ruchomy piach w inne gówno, bagno
wciąga mnie bezruch pierdolona monotonia
pokusa nałogu gra, mówisz kolo- symfonia
pięćdziesiąt gramów, sto gramów, pół litra
to jakby ktoś przybijał Cię do krzyża
nie masz już siły w rękach, ale nogi robią kroki
najważniejsze mózg i serce- reszta ciała to zwłoki
brak ci ochoty, bo mówisz, że droga kręta
też czuję niepokój, nie wiem co będzie po świętach
negatywne myśli o nich nie mogę przestać
czasem czułem się jak niechciany bękart
nie wierzyłem w siebie, bo nie miałem w co wierzyć
nikt nie mówił jesteś kimś, raczej żyj żeby przeżyć
nigdy się nie wychylaj, zawsze bądź skromny
kiedy ktoś ci robi krzywdę- ty dla niego bądź dobry
bo dobro popłaca i podobno wraca
uwierzyłbym w to chyba, gdybym co dzień jarał cracka
teraz wiem jedno muszę iść przed siebie zagryźć zęby
nie oglądać się za siebie jutrzejszy dzień będzie piękny

Ref:
Idź przed siebie, nie oglądaj się za siebie
musisz swoje robić i przed siebie gnać
idź przed siebie, nie oglądaj się za siebie
zawsze swoją wartość musisz znać
idź przed siebie, nie oglądaj się za siebie
to, co teraz czujesz, to niepotrzebny strach
idź przed siebie, nie oglądaj się za siebie
i uwierz w siebie bo masz siłę i żesz kurwa mać!

Budzisz się rano, czujesz strach nie chcesz widzieć tego dnia
liście lecą z drzew coś za oknem śpiewa wiatr
w głowie masz burdel w sercu zamęt
pamiętaj tylko słabi wiążą na szyi kabel
przedawkowują, podcinają żyły, skaczą z bloków
tak robią leniwi którzy chcą mieć nie-święty spokój
ty chcesz dołączyć do tych, którzy gryzą piach
patrz jak liście lecą z drzew i za oknem śpiewa wiatr
nie pierdol, że jest tak zimno i brzydko i ściemnia się szybko
bo jak tak, to jesteś pizdą, leniwą pizdą bez planów i obowiązków
zwykłym egoistą sam w przedziale w pociągu
zaraz ostatnia stacja jeszcze możesz na niej wyjść
stanąć twarzą w twarz i zajebać życiu w ryj
i pierwszy raz poczuć się i być naprawdę kimś
i iść przed siebie i tak do końca życia iść

Ref:
Idź przed siebie, nie oglądaj się za siebie
musisz swoje robić i przed siebie gnać
idź przed siebie, nie oglądaj się za siebie
zawsze swoją wartość musisz znać
idź przed siebie, nie oglądaj się za siebie
to, co teraz czujesz, to niepotrzebny strach
idź przed siebie, nie oglądaj się za siebie
i uwierz w siebie bo masz siłę i żesz kurwa mać!

idź przed siebie nie oglądaj się za siebie ( x8)
ref.
Oooooo... Ile jeszcze błędów? Ile dróg i zakrętów?
Oooooo... Ile czasu byś mógł odnaleźć swój ogień?
Oooooo... Ile sentymentów? Ile dobrych momentów?
Oooooo... Proszę, chodź poukładaj mi w głowie

1. MIODU
Pomału kończy się tlen
Saga dobiega do końca, oczy wpatrzone w cień
Gubią każdy dzień, ja wiem, jak łatwo jest nie widzieć
Pomału spełnia się sen
Saga dobiega do końca, tracisz potrzebny tlen
Gubisz każdy dzień, ja wiem, jak łatwo jest nie widzieć
Ta poza rodzi ból, choćbyś miał tysiąc kul
Zostawisz jedną dla siebie, umrze tu nagi król
Nie będziesz więcej czuł, nie będziesz więcej grał złych ról
PIH
Wstajesz z rana, kawą poisz wrzody
Zwiędły kwiaty nie masz ręki do flory
Dzisiaj w nocy zatrzymały cię pały
I to nie ty opowiadałeś kawały
Świat jest szorstki trochę prawdy więcej kantów
Bierzesz go jak dziwkę bez lubrykantów
To jest jak bomba którą rozbrajasz w biegu
Czerwony czy czarny przewód pierwszy lepszy z brzegu
Twoja rodzina patrzysz im w twarz
Kłamiesz jak z nut cały czas grasz
Wóda znieczula, więc pijesz więcej
Przelewasz się jak wór przez czyjeś ręce
Ta twoja sztuka to był lepszy oszust
Poszła w pizdu, co z serca to z oczu
teraz przynajmniej z jednym masz spokój
Surowe mięso, huj wbijasz w tofu

ref.
Oooooo... Ile jeszcze błędów? Ile dróg i zakrętów?
Oooooo... Ile czasu byś mógł odnaleźć swój ogień?
Oooooo... Ile sentymentów? Ile dobrych momentów?
Oooooo... Proszę, chodź poukładaj mi w głowie

2. PIH
Kolejne kilo tu niektórzy tak czas mierzą
Chwała bogu spokój mówią chociaż w boga nie wierzą
Kraj prosperity wielkich możliwości
Gwarancje na niepowodzenie daje Bank Polski
Robisz swoje kombinujesz znosisz trudy
Nie masz mentalności jebanej huby
Bracie tu kredyt łatasz kredytami
Z żalem taksujesz tą marną klitę
Trochę komedii, trochę horroru
Twoje spaczone poczucie humoru
Wychodzisz z domu, kołnierz do góry
Pakujesz dupsko prosto do fury
Gdy twoje ego wdeptane jest w błoto
Wszystkiego masz serdecznie już potąd
Tą gorzką słodycz chcesz zabić kolego
Szukasz fachmanki od drutu miękkiego

ref.
Oooooo... Ile jeszcze błędów? Ile dróg i zakrętów?
Oooooo... Ile czasu byś mógł odnaleźć swój ogień?
Oooooo... Ile sentymentów? Ile dobrych momentów?
Oooooo... Proszę, chodź poukładaj mi w głowie

3. PIH
Zapalniczki w górze, kurwy na rurze
Uliczny brud a nie spluwy i róże
Tutaj w klubie diabeł ci się w oczy śmieje
Znów w jakąś pizdę strzelasz se klejem
Szalone życie bądź tu dzieciak mądry
Wciągasz kokainę wóda wypłukuje plomby
Wszystko wywrócone na lewą stronę
Czujesz się pieprzonym piorunochronem
Już cię nawet to nie śmieszy
Wspólne melanże popychają interesy
Krew to ziemi sól, sól to proza fakty
Awantury czasem rwą się kontakty
Wiesz że nikt i nic cię już nie zmieni
12 kroków zmiętych w kieszeni
Dwie paki na budziku bierzesz zakręty
Żołądek siedzi w gardle a serce idzie w pięty

ref.
Oooooo... Ile jeszcze błędów? Ile dróg i zakrętów?
Oooooo... Ile czasu byś mógł odnaleźć swój ogień?
Oooooo... Ile sentymentów? Ile dobrych momentów?
Oooooo... Proszę, chodź poukładaj mi w głowie x2
DJ 600 V feat PWRD
Ale o co chodzi?
Ale o co chodzi?
Ale o co chodzi, o co chodzi, o co chodzi?

Ale o co chodzi?
Ale o co chodzi?
Ale o co chodzi, o co chodzi, o co chodzi?

Co wczoraj robiłem? Nie pamiętam
Gdzie w ogóle byłem? Nie pamiętam
O której wróciłem? Nie pamiętam
Z kim wieczór spędziłem? Nie pamiętam


Co wczoraj robiłem? Nie pamiętam
Gdzie w ogóle byłem? Nie pamiętam
O której wróciłem? Nie pamiętam
Z kim wieczór spędziłem? Nie pamiętam

O o o o nie pamiętam
o o o o nie pamiętam
o o o o nie pamiętam
o o o o o o nie pamiętam

Jak krótka była ta sukienka? Nie pamiętam
Gdzie wędrowała moja ręka? Nie pamiętam
Jak miała na imię ta panienka? Nie pamiętam
Czy była brzydka czy nie? No to pamiętam
Była piękna

Przy Volta dźwiękach wymiękam
tak powiedziała gdy cała sala robiła hałas
A zresztą, może sala nie była pełna
Skąd mogę wiedzieć kiedy nie pamiętam

Piłem zimne browary do białego rana
Nie, nie. chwila, chyba piłem szampana
Cholera, a może wypaliłem skręta?
No nie, ja naprawdę tego nie pamiętam

Wiem jedno, dzisiaj głowa mnie boli
Mogę tylko zapytać "what? what?" jak tori
Bo co się wczoraj działo nie wiem, przysięgam
Ostry może ty mi powiesz? Nie pamiętam

Choć teraz staram się sobie przypomnieć
padam na kolana
kiedy w drzwiach wita mnie moja ukochana
ja naprawdę żałuję i dlatego klękam
uwierz, na serio niczego nie pamiętam

Chyba byłem na imprezie, a co było potem?
Nie wiem, może jak (pies lichy???) odwiedziłem hotel
Fakty są takie, że mi głowa pęka
A czy byłem w tym hotelu tego nie pamiętam

Jeszcze jedno wiem na pewno, to się już skończyło
Zresztą, nie wiem czy w ogóle się zdarzyło
I dlatego żadna nie może być puenta
Kurwa, ja faktycznie niczego nie pamiętam

Co wczoraj robiłem? Nie pamiętam
Gdzie w ogóle byłem? Nie pamiętam
O której wróciłem? Nie pamiętam
Z kim wieczór spędziłem? Nie pamiętam

Co wczoraj robiłem? Nie pamiętam
Gdzie w ogóle byłem? Nie pamiętam
O której wróciłem? Nie pamiętam
Z kim wieczór spędziłem? Nie pamiętam

O o o o nie pamiętam
o o o o nie pamiętam
o o o o nie pamiętam
o o o o o o nie pamiętam

Najpierw były ze trzy piwa przed imprezą
Po nich już byłem podkręcony jak procesor
Działałem bardziej wydajnie, czułem się fajnie
Co było potem to jest tajemnicą dla mnie

Chyba jeszcze z jedno piwo to pamiętam
Co było dalej o dziwo nie pamiętam
No, nie pamiętam
I jak tu się nie wkurwić
Nic nie przypomnę,
Choć miałbym (kogo wkurwić????)

To nie jest bajka, to historia z życia wzięta
Komar, też tam byłeś?
Ostry, nie pamiętam.
Mówią, że człowiek uczy się na błędach
Ale jak mam się nauczyć, skoro nie pamiętam?

Chciałbym do wczoraj wrócić i przysięgam
jakbym wrócił na bank bym zapamiętał
W portfelu nie ma kasy, więc nie piłem na sępa
W głowie dziwne obrazy, ale nie pamiętam
Możliwe, że z jakąś laską bawiłem się
Ale jaką? ile dałbym by przypomnieć cię

Wszystkie chwile te, lub choć z jedną chwilę
Abym wiedział na ile sobie pozwoliłem
Gdzie byłem? Może w tym pubie,
a może w tamtym klubie
Nie mogłem być w tylu miejscach na raz
już się gubię

Może to głupie, ale nic nie pamiętam
Mam już dosyć wszystkiego, głowa mi pęka

Co wczoraj robiłem? Nie pamiętam
Gdzie w ogóle byłem? Nie pamiętam
O której wróciłem? Nie pamiętam
Z kim wieczór spędziłem? Nie pamiętam


Co wczoraj robiłem? Nie pamiętam
Gdzie w ogóle byłem? Nie pamiętam
O której wróciłem? Nie pamiętam
Z kim wieczór spędziłem? Nie pamiętam

O o o o nie pamiętam
o o o o nie pamiętam
o o o o nie pamiętam
o o o o o o nie pamiętam

O o o o nie pamiętam
o o o o nie pamiętam
o o o o nie pamiętam
o o o o o o nie pamiętam

w nawiasach są słowa, których nie jestem pewna.
nie muszę być geniuszem żeby wiedzieć że
każdy kto kapuje starą kurwą jest
czujesz, ponad 200 metrów jeśli znasz ekipy od przekrętów
i swetrów na odległość centymetrów
słowa są zważone i zmierzone do do joty
ja rewiry podzielone są na wille i sloty
ludzie są grzeczni i są tacy co lubią głupoty
nie muszę być geniuszem żeby wiedzieć że
się nie dyga tego uczy ulica
czy zarabiasz na niej czy się tutaj tylko ślizgasz
zachowujesz trzeźwość myślenia i nie mijasz wyjścia
cudnie, cudem jest moja dziewczyna
grunt nie bać się iść w drugą stronę niż tłum
nie lekceważąc nikogo, iść swoją drogą
nie muszę być geniuszem żeby wiedzieć że
jest dokładnie odwrotnie niż media twierdzą
gazety piszą brednie, a prywatyzacje śmierdzą
zapytaj zwykłych ludzi oni to potwierdzą
może to ich ludzi może czas ich obudzić
nie muszę być geniuszem by mieć respekt dla pierwszych
nie muszę wreście wcale słuchać jak ktoś pieprzy
zwyczajnie sam sobie głoś swą teorię Einsteinie
ja odbijam wiem że dzisiaj będzie najfajniej, zajebiście
tradycyjna wódka warto ją dołożyć, każdy chce się napić, każdy chce se pożyć
nie muszę być geniuszem żeby wiedzieć że
Jak mówili MSP Fiodor dla przyjaciół nigdy nie bądź oszustem
bo prędzej czy później staniesz się wyrzutkiem
albo z chrustem, chcesz polegać daj polegać
przyjaciel to już nie kolega
z którym na wagary zaczynałeś biegać w podstawówce
ziomki, przyjaciele, drugi legal wkrótce
nie muszę być geniuszem geniu- geniu- geniu geniuszem żeby wiedzieć że
nie muszę być geniuszem żeby wiedzieć że
czasy się zmieniają jak w kalejdoskopie
ludzie zapominają co poradzisz chłopie
sami wpierdalają się w kompleksy
czy to jeszcze Polska czy to już jest Meksyk
plaskikowa kolka bez gazu i brudne dresy
mnóstwo czasu, społeczeństwo dziwi festyn
nie muszę być geniuszem żeby wiedzieć że
nie jestem wzorem do naśladowania
jak każdy człowiek mam się z czego wyspowiadać
kto jest bez winy, niech weźmie kamień i pierdolnie się nim w łeb
niestety tacy nieomylni to powszedni chleb
znam swoje wady i staram się ich ustrzedz
nie wszystkie oczywiście moge dostrzedz w lustrze
nie muszę być geniuszem żeby wiedzieć że
życie nie sen to chyba jest jasne
ja na jego przebieg patenty mam własne
nie muszę być geniuszem żeby wiedzieć że
po tym wszystkim co się nazbierało trzeba działań
nie muszę być geniuszem żeby wiedzieć że
każdy kto kapuje starą kurwą jest
czujesz ponad 200 metrów jeśli znasz ekipy od przekrętów
i swetrów na odległość centymetrów
słowa są zważone i zmierzone do do joty
jak rewiry podzielone są na wille i sloty
ludzie są grzeczni i są tacy co lubią głupoty
nie muszę być geniuszem żeby wiedzieć że
się nie dyga tego uczy ulica
czy zarabiasz na niej czy się tutaj tylko ślizgasz
zachowujesz trzeźwość myślenia i nie mijasz wyjścia
cudnie, cudem jest moja dziewczyna
grunt nie bać się iść w drugą stronę niż tłum
nie lekceważąc nikogo, iść swoją...
Wiesz czemu płynie ta muzyka, po co robie to wszystko
Dlaczego kręci się płyta opisująca rzeczywistość
Po co wogóle z chłopakami tyle pracy i serca wkładamy w każdy przekaz
Który jest ukryty w wersach
Reguła pierwsza będę trzymał jej się zawsze
Będę pisał o życiu, bo właśnie na życie patrze
Nie ważne, że ciekawsze jakieś oryginalne pomysły
Patenty, słowa bez puenty są przecież niczym
Nie tędy droga
Pisze o problemach, ludziach i ich nałogach
O tych szczęśliwych chwilach co pozwalają żyć jak woda
Mówisz, że tego nie widzisz, wreszcie zobacz
Mówisz, że tego nie widzisz, wreszcie zobacz
Zobacz

Czy zastanawia cię to dlaczego nawijam
Czym jest dla mnie beton, bo nie chodze po plaży
Lecz szukam metod, żeby przestać marzyć
Nie żyć metą i zacząć tak żyć (i zacząć tak żyć...)
Nie słuchać takich typów jak ty
Hip-hop to życiowe fakty
Nie tylko bóg, dziwki i walka
Wkurwiasz jak płyta zdarta co w jednym miejscu skacze
Patrze na stolice i nic innego nie opisze
Tylko to co zobacze, co usłysze, co odczuje
-na solidnych przyjaciół ciągle uczucia kieruje-
-na solidnych przyjaciół, na solidnych przyjaciół-

Pytasz się mnie czemu pisze o tym samym
To ci powiem nawijam o świecie, w którym dorastamy
Te tematy poruszamy, które nas denerwują
Które cieszą, które smucą, przemyślenia wywołują
Kierują słowa gorzkiej prawdy, którą trzeba przełknąć
Pokazują rzeczywistość, z którą trzeba się zetknąć
Sytuacje, w których diabeł próbuje ci coś szepnąć
Nie daj się zepchnąć, bo puste słowa są niczym
Przekaz, który trafia do ogółu to jest dla mnie wyczyn
To dla młodych ludzi, bo to głównie ich dotyczy
Niech usłyszą, niech zobaczą, niech odczują to samo
Co widziałem i odczuwałem z chwilą opisywaną

Chce żebyś zrozumiał, że nie suma floty tylko duma
Z tego, że znalazłem w życiu umiar
Powoduje, że robie wszystko, żeby rap nie umarł
Żeby grałą płyta, żebyś widział tą prawdę na chodnikach
Bo po co kłamać
Przecież w Polsce będzie za pół roku tak jak w Stanach
To ludzki dramat, ja opisuje to wszystko
Szczęśliwa chwila złapana i właśnie po to jest hip-hop
Byś mógł zobaczyć wszystko, ale oczami różnych osób
Słuchając tej muzyki, odbierając przekaz głosu
To jest mój sposób, na wszystko wciąż nabieram chęci
Żeby słuchać zdartej płyty, która ciągle się kręci
By obserwować świat, który wciąż do przodu pędzi

Nie pouczaj mnie, rozejrzyj się widzisz to co dzień
Szeroki spodzień, bandyta w samochodzie ekskluzywnym
Zwykły przechodzień, a jednak troche dziwny
Inny z deka, w co drugim bloku meta
W co trzecim nosi feta, o czym pisać?
O tym co w gazetach?
Czy może o tym co przed moimi oczyma?
Kto prawilnych się trzyma
Oko cieszy dziewczyna nieprzeciętna
Słowa prawdy sprawa piękna
Chcesz słuchać o miłości, nie ta piosenka
Nie widzisz sensu w rapie, bo przed prawdą pękasz
Przed nim klękasz, kolorowy papier jak ci zapłace
Wtedy z zachwytu stękasz
[Ekonom]
Mówisz rap jest zły bo uzależnia, jak narkotyk
Sprzedaje rymy nie sprzedaje koki
To jest nasz świat człowieku, człowieku
Mówią bloki, a ty dalej nuć Edyty Górniak - Dotyk
Bo to nie tu, świat wygląda jak ze snu
Jak 1z2, z rzeczywistością randewu.
Bo tu problemów tłum, szczęśliwych chwil tylko garstka
Pech kopie dół, a każdy dzień to jedna warstwa
Poznałeś swój los? To co znasz się na żartach,
Widzisz!, a my dalej na farta liczymy, niby
No bo jak jest dobrze to tylko dobrze jest na niby
Z nikąd spadają problemy i jest kryzys
Gdybyś mógł tylko odwrócić bieg wydarzeń
Gdybyś mógł tylko być szczęśliwy
Niby to takie proste, powiedzmy sobie otwarcie
Że każdy już na starcie poznaje się na losu żarcie

Ref:
Ten los.. Los to nie żarty los bywa twardy...
Raz jest zielone a raz czerwony światło...
Los jest bezwzględny... Grał odkrytą kartą

[Zółf]
Otwarcie prosto z mostu, tak na starcie
Poznając się na tym losu żarcie
Chłopak uspokoił się, wyciszył - szukasz przyczyn ?
Konflikt z prawem, miał prawie, czas mija
Niewinnego, pies z domu zawija
Rozpoznany, sprawa wyrok, za co ?
Za to, że z brudnych interesów rękę wyjął ?
Los skurwiały, znów ma bombę
Chłopaczyna pierwszy raz
Chciał spróbować torbę
Kontrola, wiskanie w mordę
Za posiadanie, przylądek beznadziei
Licealista-świat złodziei
Nie jedni hajs mieli, pieli z zachwytu
Trzymając się złotych uchwytów
Teraz leżą, bo długobiorca uchwyty też wziął
Razem z wiedzą, hau po fura z żoną
Która kochała, jak wąchała co noc
Więc zaczęli tonąć, to też losu żart jest ponoć
Że jak się topisz, to i tak możesz spłonąć

Ref. x 2
Nie bardzo wiem jak świat znów kręci
DKA A nawija i mąci
Wszystko czym żyje wszystko co mam
Zawsze jedynemu Bogu w niebie powierzam
Staram sie żyć najpełniej jak moge
Nie chować w ciemnościach znajdować dobroć w sobie
Dlaczego ludzie tak bardzo kłamią
Dlaczego oni sumienia nie maja
Dlaczego ludzie tak bardzo nienawidzą
Dlaczego w pieniądzu zbawienie oni widzą
Dlaczego niektórzy bracie zbijają
Dlaczego oni wiary nie mają
Po co to wszystko komu i na co
Ludzie za szybko nadzieję w sobie tracą
Ale ja nie dam sie tobie tak łatwo
Wira w mej duszy nie pozwoli ci na to
Zatkam swoje uszy
Zamknę się w duszy
Zobaczysz że już nigdy nikt sie nie wywróci
Przygotuj sie na to bo ja już nie moge
Wyjedz stąd posze znajdz inną drogę

Ref. x2
Dlaczego tak bardzo nienawidzą
Dlaczego tak bardzo się wstydzą
Dlaczego oni wiary nie mają
Dlaczego oni nikogo nie kochają

W życiu swoim wiele przeżyłem
Wiele pokory się przy tym nauczyłem
Szukałem swojej drogi długo i mętnie
Ale za to teraz jak w niebie jest pięknie
Powiedz dlaczego tak często się chowasz
Dlaczego tak kłamiesz i gubisz się w słowach
Nie na tym polega życie kochany
Nic nie osiągniesz będąc ciągle pijany
Ocknij się chłopie otwórz swoje oczy
Zobacz jak twoje marne życie sie toczy
Kołem żałosnym nudnym i prostym
Tak dziwnym jak bardzo relatywnym
Marze o tym by ludzie nie wątpili
Do bólu uwierzyli w to co zawsze wierzyli
By nigdzie nie błądzili
Myśli swe uspokoili
By miejsce znaleźli
hip-hop odnaleźli
By tak było zawsze pięknie i miło
By to wszystko sie już nigdy nie skończyło
Wiara pozostaje bo właśnie wyznaje
Że kiedyś tak będzie i wcale nie udaję

Ref. x4
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo