Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Nie daj zrobić się w chuj żadnej głupiej dziwce
kiedy mówi, że nie robi nic to robi coś cichcem
albo nie chodzi jej o ciebie tylko o liczbę
więc nie rozumuj naiwnie i

Nie daj zrobić się w chuj żadnej głupiej szmacie
kiedy mówi, że nie to może ma na myśli raczej
czapki z głów przed nieprzekupnymi
ale co z całą resztą uczynisz?

Jeśli twój ziom wszedł pod pantofel pannie
powiedz mu - szanuj się - niech zgadnę
to nie jest tak, że ona ma wpływ na moje decyzje
po prostu ją kocham, ale to szybko wyjdzie
przyjdzie jeszcze czas na to by tłumaczyć
nie pijesz? i nie mów tu o braku kasy
bo hajs na chlańsko zawsze się znajdzie
a wcześniej jeszcze cię tłusto nakarmię
powiedz pannie, że dzisiaj jest chlane
nie padniesz, bo ci właśnie daje szmalec
i doprowadza mnie to do szewskiej pasji
a raczej do szewskiego slangu, zgadnij
doprawdy to szlachetne panie dżentelmen
słowa obcas nie chce używać częściej
niż raz w roku u szewca jak padnie podeszwa
bo pantofel to nie gracz lecz lamus wiesz jak

Nie daj zrobić się w chuj żadnej głupiej dziwce
kiedy mówi, że nie robi nic to robi coś cichcem
albo nie chodzi jej o ciebie tylko o liczbę
więc nie rozumuj naiwnie i

Nie daj zrobić się w chuj żadnej głupiej szmacie
kiedy mówi, że nie to może ma na myśli raczej
czapki z głów przed nieprzekupnymi
ale co z całą resztą uczynisz?

Powiem ci co z całą resztą
Napisz, podbij w klubie, zbij pionę
zrób to póki jesteś teraz poza domem
bo kiedy wrócisz siądziesz do klawiatury
będziesz życie poprawiał pisząc te bzdury
powiedz to w twarz jak będziesz się kłaniał
szczury wiesz jak z nimi się rozprawiam, hah, pytam który
i nagle cisza choć wkoło 'so many people
to znana klisza tacy jak ty są pewnie cipą
gdy są daleko chętnie by (co?) pruli stamtąd
z bliska się strzyżą jak Luis Armstrong
ja robię rap, bo nie sprzedaję proszku obcym
robię rap i znają mnie old-school'owcy
mówią nawiń z nami, prawda jest tylko jedna
nie ważne jak bogata czy tylko biedna
nie dbam o sławę, smak sławy jest dla słabych
ja jestem sobą, ty możesz tylko marzyć
nagrywam z tymi, których ty masz płyty
nagrywam z nimi, a ty chcesz być przy tym
i każdy przytyk kończy się czyimś strupem
po pierwsze nie dla sławy, po drugie chuj wam w dupę, ta

Nie daj zrobić się w chuj żadnej głupiej dziwce
kiedy mówi, że nie robi nic to robi coś cichcem
albo nie chodzi jej o ciebie tylko o liczbę
więc nie rozumuj naiwnie i

Nie daj zrobić się w chuj żadnej głupiej szmacie
kiedy mówi, że nie to może ma na myśli raczej
czapki z głów przed nieprzekupnymi
ale co z całą resztą uczynisz?

Wokół siebie mam cały gang kobiet
których darzę respektem
i marzę by przedtem mógł spotkać je
bo byłem obiektem manipulacji
parę lat temu mój harem
sam nie mógł uwierzyć w te czary
ja z jakąś pseudo Paris
bo działał jej urok a nie mój intelekt
dlatego dziś mam w klipach więcej koleżanek niż modelek
a ty mniejsza czy masz BlackBerry czyli trzy
posłuchaj 2cztery7 omijaj z daleka to bydło
test
streści jakiś swój dobry uczynek
nie wiem może kiedy nie daleko ciebie był przypał
a ty pomogłeś dziewczynie
patrz na rozmówczynię, nawiń - jeżdżę Subaru
porównaj reakcje blachary, skieruj na Ikarus
ustalmy, masz ze mną jeździć, ale raczej konno w sypialni
do ciosów w japę podzielać skłonność
nie pytać o wymianę dóbr czy przysług
dziwka to już nie zawód to bardziej stan umysłu

Nie daj zrobić się w chuj żadnej głupiej dziwce
kiedy mówi, że nie robi nic to robi coś cichcem
albo nie chodzi jej o ciebie tylko o liczbę
więc nie rozumuj naiwnie i nie daj zrobić się w chuj
Świat umiera, światła gasną, tylko te ulice opowiadają jak ciasno
Wśród ludzi spóźnił się los, słyszałem to bym uzi raz dwa trzy strzał w tuzin.
Schodzi anioł z nieba, bierze tą ofiarę na ręce.
Zabierze go do Boga, do nieba czym prędzej. A na ulicy dalej strzały.
Armia prezydentów z swoich czynów układa z grzechów wały.
Rosną w siłę te mury, w ciemnościach, w złości na złość zrobić aż się w kościach,
poczujesz że ci wszyscy co mieli zło w nozdrzach, powąchali śmierć jak Cosa Nostra.
Ostra gra tych prezydentów czynów, świrów z garbatymi mózgami.
Strzelają kulami, nie widząc w ludziach ludzi,
nie widząc, w snach pokuty, nie widząc ludzkiej duszy.
Ej lepiej odsuń się, stań se z boku.
Jak dzień po dniu, jak rok po roku, ten gatunek stanie się z dniem gangiem zboków, clangiem botów. Piszą głosy jak krematorium w toku.
hej to jest to co znasz,to
co idzie, kto to jest? Ten co życie swoje liże.
Patrzy się na nas jakby był wyżej.
Aha to jest szatan, on zawsze będzie niżej.
Olej go, nie zwracaj uwagi,
idź do przodu, popchnij to 'avanti'.
Nagi instynkt konsumuje myśli wielkiej wagi.
Pokój za wolny `rip to the can`
Skurwysyny , taki wjazd nazywam wejściem Huka,
Ostatni debiutant, którego będziesz słuchać.
Mówią rap podupadł, a opinia jak dupa,
Jedyny wosk jaki mieli w życiu – ten w ich uszach.
Okaż matczyną troskę, twoje dziecko mnie słucha.
Obetnij dziecku uszy, deprawuje go ta muza.
Na tle pozostałych błyszczę charyzmą i pasją,
Dymam bezpłciowych MC i liryczne obojniactwo.
Otwieram grę, skoro inni chcą ją zamknąć,
Jak M.O.P. zapytam – (how about some hardcore?).
Przyznaj się, beze mnie ta gra byłaby nudna,
Kochasz czarne charaktery? Po to wchodzę do studia.
Nie zjadam słabych MCs, bo posłuchałem [?],
To zepsute mięso, jestem tym co jem.
Każdy wers chcę nawijać jakby jutra miało nie być,
Moje teksty, wybacz, moim zginąć lub przeżyć.

Ref. x2
Dzisiaj jestem tu, jutro u ciebie w mieście,
Do zobaczenia wkrótce na koncercie.
Moje miasto, twoje miasto, realia te same,
Wszyscy co kochają hip hop wiedzą – (damy radę razem).

Skurwysyny mnie nienawidzą, dla nich słuchanie Hukosa to wstyd,
Choć to ja, a nie oni, mam cztery półki płyt.
Z kasetami kolejne trzy, oni tylko swoją mysz,
I tak słuchają mnie po cichaczu w swoim mp3.
Hukos daje wersy w miasto, z ręki do ręki, pisane z pasją,
Flow, styl, oryginalność, kochasz mnie z każdą szesnastką.
Domem muzyki Jamajka, matematyka jest arabska,
Nie licz mi podwójnych w punch’ach, nie wyciągaj pierwiastka.
[?]na Chmuroka samplach,
Wcale nie musisz mnie kochać, za dobre wersy biorę szacunek.
Wiesz, nie muszę chodzić w purpurze i nie muszę być królem,
Zresztą korona uwiera mnie w głowę gdy noszę bluzę z kapturem.
To jest raport z tych ulic, bo hip hop żyje wśród ludzi,
Media go chciały przytulić, wyssały kasę, wypluły.
Hip hop wraca na ławki, wraca do parków,
Wraca na tarczy, wraca bez hajsu
Bambaataa dawaj sound system, puśćcie mi to w miasto.

Ref. x2
ref.
Oooooo... Ile jeszcze błędów? Ile dróg i zakrętów?
Oooooo... Ile czasu byś mógł odnaleźć swój ogień?
Oooooo... Ile sentymentów? Ile dobrych momentów?
Oooooo... Proszę, chodź poukładaj mi w głowie

1. MIODU
Pomału kończy się tlen
Saga dobiega do końca, oczy wpatrzone w cień
Gubią każdy dzień, ja wiem, jak łatwo jest nie widzieć
Pomału spełnia się sen
Saga dobiega do końca, tracisz potrzebny tlen
Gubisz każdy dzień, ja wiem, jak łatwo jest nie widzieć
Ta poza rodzi ból, choćbyś miał tysiąc kul
Zostawisz jedną dla siebie, umrze tu nagi król
Nie będziesz więcej czuł, nie będziesz więcej grał złych ról
PIH
Wstajesz z rana, kawą poisz wrzody
Zwiędły kwiaty nie masz ręki do flory
Dzisiaj w nocy zatrzymały cię pały
I to nie ty opowiadałeś kawały
Świat jest szorstki trochę prawdy więcej kantów
Bierzesz go jak dziwkę bez lubrykantów
To jest jak bomba którą rozbrajasz w biegu
Czerwony czy czarny przewód pierwszy lepszy z brzegu
Twoja rodzina patrzysz im w twarz
Kłamiesz jak z nut cały czas grasz
Wóda znieczula, więc pijesz więcej
Przelewasz się jak wór przez czyjeś ręce
Ta twoja sztuka to był lepszy oszust
Poszła w pizdu, co z serca to z oczu
teraz przynajmniej z jednym masz spokój
Surowe mięso, huj wbijasz w tofu

ref.
Oooooo... Ile jeszcze błędów? Ile dróg i zakrętów?
Oooooo... Ile czasu byś mógł odnaleźć swój ogień?
Oooooo... Ile sentymentów? Ile dobrych momentów?
Oooooo... Proszę, chodź poukładaj mi w głowie

2. PIH
Kolejne kilo tu niektórzy tak czas mierzą
Chwała bogu spokój mówią chociaż w boga nie wierzą
Kraj prosperity wielkich możliwości
Gwarancje na niepowodzenie daje Bank Polski
Robisz swoje kombinujesz znosisz trudy
Nie masz mentalności jebanej huby
Bracie tu kredyt łatasz kredytami
Z żalem taksujesz tą marną klitę
Trochę komedii, trochę horroru
Twoje spaczone poczucie humoru
Wychodzisz z domu, kołnierz do góry
Pakujesz dupsko prosto do fury
Gdy twoje ego wdeptane jest w błoto
Wszystkiego masz serdecznie już potąd
Tą gorzką słodycz chcesz zabić kolego
Szukasz fachmanki od drutu miękkiego

ref.
Oooooo... Ile jeszcze błędów? Ile dróg i zakrętów?
Oooooo... Ile czasu byś mógł odnaleźć swój ogień?
Oooooo... Ile sentymentów? Ile dobrych momentów?
Oooooo... Proszę, chodź poukładaj mi w głowie

3. PIH
Zapalniczki w górze, kurwy na rurze
Uliczny brud a nie spluwy i róże
Tutaj w klubie diabeł ci się w oczy śmieje
Znów w jakąś pizdę strzelasz se klejem
Szalone życie bądź tu dzieciak mądry
Wciągasz kokainę wóda wypłukuje plomby
Wszystko wywrócone na lewą stronę
Czujesz się pieprzonym piorunochronem
Już cię nawet to nie śmieszy
Wspólne melanże popychają interesy
Krew to ziemi sól, sól to proza fakty
Awantury czasem rwą się kontakty
Wiesz że nikt i nic cię już nie zmieni
12 kroków zmiętych w kieszeni
Dwie paki na budziku bierzesz zakręty
Żołądek siedzi w gardle a serce idzie w pięty

ref.
Oooooo... Ile jeszcze błędów? Ile dróg i zakrętów?
Oooooo... Ile czasu byś mógł odnaleźć swój ogień?
Oooooo... Ile sentymentów? Ile dobrych momentów?
Oooooo... Proszę, chodź poukładaj mi w głowie x2
Czuję powietrze...

Czuję powietrze, słyszę muzykę
Układy, koneksje, betonu kumite
Żaden pulicer nie umie chwytem
Żurnalowego kunsztu tych kilku liter
Widzenie w nas produktu jest przewodnikiem
To twoja runda - punktuj
Twój czas na szczycie tego samego gatunku
A różni zawieszeni w próżni
Nieustannej kłótni skutki, jeden mi utkwił
Jeden jak żal (żal) mi (mi) jak (jak) strach (strach)
Miękki wspak odwraca ten sam problem w wielu postaciach
Do rozwiązania dotrę w ręku akukaracha
Czuję powietrze to samo, co wszyscy inni
Tacy sami jak ja, winny - znaczy zabij jak psa
To prawo rządzi niszcząc niewygodnych jak trądzik
Brak podziału na dobrych i złych
Od pracowników izby do łódzkich karetek
Gdzie rządzi skór koneser
Spór w procesie dóbr doleczyć
Tu spojrzeć na okna odpicowana Piotrkowska
Z tym możesz się rozstać, pic jest złudzeniem
Czujesz powietrze to poznaj mój teren
Nie jestem zbawicielem, ale posiadam intelekt
Licząc w IQ to może nie za wiele, ale
Wystarczy by mieć umysł otwarty za tym, co błyszczy
Obdrapane budynki, a w nich ciągłe nowinki
Kto jaki sukinsyn i gdzie, kto, z kim był?
Stoję ostatni w kolejce, której pragnieniem próżność
Wolę powietrze z planem na jutro
Ludzie sami sobie winni
Gdy zamiast szukać klucza kombinują wytrych

Czuję powietrze, słyszę muzykę
Słowo po słowie, rap mym pamiętnikiem
Umysł wytęż - to nie nakaz, lecz prośba
Nie czytam wzorca więc nie wiem, co wzbudza orgazm
Ale znam paru, co by tam chcieli się znaleźć
Sprzedajni jak czajnik full udoskonaleń
Co dziś świętym Grallem w ustach kamel z cudzesów
To moje miasto - miasto smutku i stresu
Brak gestów, wyśmiewców anomalii
Z Polski do Anglii to smak kolejnej szansy (zaśnij)
Zaśnij, pomyśl o ludziach, o ich pragnieniach
Marzeniach, o które zahaczają zera
A teraz pomyśl, kto szuka frajera ziomy?
Dla was jedna miłość (jedna miłość)
Pokaż mi siedem przyczyn, siedem pomyłek
W kolejce na zasiłek, niech w łeb strzeli killer
Za wskazówką idę, nie pytaj mnie gdzie
Idę przed sie-bie bie-do-bije deszczem
Woda spływa do pomieszczeń, nie licz na selekcję
To pranie mózgu za sprawą kruszcu
Złu znów udaje się wyjść stąd
Z prostym jak Hitchcock mocnym
Waszyngton mąci non-stop poglądy
Idę tak i rozmyślam o tym i owym
W sklepach cynamonowych dynamo robi błędny blask
Odciśnięty jak na dziwce klaps
Za na-na-na-na-nas błąd ma-ma-ma-ma-mas
Wychodzę stąd nie pytaj dokąd kapo
Idę z deszczem, protekcję zapewnia mi kapok
To też eliminator, co zabija we śnie
Rozszczepiając atom rozrywa serce
Za to mu płacą, a może to plotka
Nie pytaj mnie o trasy harmonogram
Wejdę w jej trasę, że sam jej nie poznam
Spójrz na budynki, zdrapane tynki, pomyśl
Łodzią rządzi sukinsyn co gromuje znajomych

Czuję powietrze x15
Nikt oprócz nas, jedynie ty i ja
Każdy dzień dłuższy o tą godzinę
We dwoje sami, mamy ten czas
Dla jednych tylko tyle, dla nas aż tyle

Zamykam oczy, plan mam bardzo prosty
Wywołam kilka twoich klisz w ciemni samotności
Zbyt optymistycznie nie brzmi ten passus
Takie życie, mamy dla siebie mało czasu
Deszcz bębni o szyby, od rana pada
Ta aura mnie wciąga, jak lej tornada
Pieprzona praca, każde z nas pędzi
I balansuje na tej krawędzi
Taki znak czasów, zamiast depeszy
W dłoni telefon mamy i smsy
Znów obce miasto, hotel, znów peron, pociąg
I nie stać nas na to, by od tego się odciąć
Chociaż daleko jestem, to daję słowo
Myślami, pamiętaj, zawsze gdzieś obok
Czuje to ten, kto ten chleb sam przeżuł
Komu nie było podane wszystko na talerzu
Taka jest prawda, naga, brudna prawda
Tu w pionie trzyma tylko ta magia
Słyszę twój głos, to do mnie powraca
Ust twoich dotyk i ciała zapach
I tylko tyle, chociaż chcę więcej
Znów zerwę się w nocy nie wiedząc gdzie jestem
Taki już los, z tym muszę się liczyć
Mapa podarta, nieraz kompas rozbity
Pijany błądzę na prostej drodze, w ciszy
Próbuję to zapić, ten posmak goryczy
Odliczam godziny, do domu wrócę
Rozplatać naszych zranionych uczuć supeł
To o spełnianiu i snuciu planów
Życie nas skraca do tych rozmiarów
Mimo, że sen na twych powiekach
Wiesz, że dziś będę i na mnie czekasz
Jestem głosem twoich myśli tych wypaczonych, złych
Podążaj krwawym śladem na opustoszały strych
Gdzie niewidomy mnich wróży z ludzkich wnętrzności
Nagie wiedźmy tańczą wokół sterty płonących kości
Opętałem głośnik, wyrzucam z siebie słowa pełne nienawiści, złości
I jeśli masz dość ich to lepiej wyłącz synu
Jestem głosem ludzi dla których normalność to przymus
Beat Squad przyniósł zapach lata, ja przynoszę smród zgnilizny
Morderczy instynkt, po amputacyjne blizny
Nekrofagi, glizdy - produkcje nie dla wszystkich
To jak fetysz na duszenie elementami bielizny
Daje ci mieszankę Tłustych, Traged Mena, Scervino
Sępy zataczają koła nad cuchnącą padliną
Słabi zginą, synu wiesz to, zresztą weź ich pomiń
Bo tnę jak niewidomy fryzjer z sekatorem w dłoni
Przez krematoryjny komin ulatnia się czarny dym
Płoną ciała, poznaj widok zastygniętych w bólu min
Każdy rym, który wypluję to klasyk jak Suspiria
A twój pseudo rap to soundtrack do życiorysu Miriam
Ja chory styl mam, sram na tych pedałów z forum
Dzieci sieci rozkminiają definicje horror core'u
Podkręć volume, witam cię w morderczym karnawale
Niech tryska jucha z żółcią wszystkich zawistnych kalek
Weź tępy kawałek szkła do ręki, zagryź zęby
Samookaleczenie to bolesne eksperymenty
Oto wioska przeklętych, po nocy się nie wałęsaj
Tu wartość ludzkiego życia mierzy się przez wagę mięsa

Oto Krwawy Aperitif, pogrzebowe pieśni
Żaden samozwańczy prorok o tym wydarzeniu nie śnił
Witamy w rzeźni, świat kłamstw i pleśni
To gówno Cię po pierwszej degustacji uzależni
Synu wierz mi, dolewam weny do ognia
Z podciętych żył jak z pięciolinii wypływa melodia

Tata jej nie brał na ręce by nosić,
nie dawał jej o co ta zwykła prosić,
gdy stawał w drzwiach,i zamierał jej głosik,
zbierała wszystko co z pracy przynosił,
nie słuchał jej gdy mówiła, że boli,
nie ważne, że córka, ważne, że stoi,
wmawiała sobie, że tak właśnie woli,
mokra od bluzgów i męskich ustroi,
Rano nie powie nic mamie, bo po co,
mama dobrze wie co dzieje się nocą,
mama nie słyszy,
mama nie powie, nie czuje,
tata tym kieruje - hajsem i przemocą.

Ukrzyżowany ptak powiewa na chorągwi
Sznur zakrwawionych jelit ciągnie za sobą zombi
Holocaust i Wąglik, te rzeczy stworzył człowiek
Sadystyczne porno z udziałem ciężarnych kobiet
Między diabłem a Bogiem żyją ogłupieni ludzie
Strach, przemoc, kłamstwa, wojny i zepsucie
Niektórzy chcą stąd uciec, ale nie mają dokąd
Wymieszanie piekielnego ognia z poświęconą wodą
Modlitwy nie pomogą jeśli Bóg Cię nie słucha
Jedyny pewnik dotyczący życia to kostucha
Zanim wyzioniesz ducha i nadejdzie smutny koniec
Wyprujesz sobie flaki żeby żyć na poziomie
Zimnie dłonie beznadziei w śmiertelnym ucisku
Oplatają grdyki wszystkich sprzedajnych ministrów
Pedofil biskup całuje złoty krzyż
Biały gołąb pikuje w dół zamiast lecieć wzwyż
Jak chcesz to krzycz, ludzka psychika jest krucha
Nie bierz przedmałżeńskich nauk od typa, który nie rucha
Słuchaj zawsze tego co podpowie serce
Nie daj sobą manipulować nigdy więcej
Nieważne ile mam płyt, rap to abstrakt w tej chwili
Bo bardziej niż bit leczy tu dawka kofeiny
Muzyka lepszym mnie nie czyni, a chciałbym
Nie wychodzić z kabiny tylko nawijać te rapty
Za daleko mam by czuć się tu jak brylant
Nie posiadam armii jak i obcy mi Cadillac
Z miasta Tuwima, białej broni i seksu
Dla gwiazd to ten świat jest tu wrogi w tym miejscu
Myślisz hip-hop to niebo z cyckami na wierzchu
Z tą postawą to zęby znajdziesz pod nogami leszczu
Hajs to dla plebsu główne marzenie
Nieważne ile masz, bo mogą mieć pojutrze ciebie
Tu każdy dba o zieleń, nic nie ma bez ryzyka
Złodziejka ludziom wchodzi jak do chleba paprykarz
Pozwól mi mieć wolną głowę i chill
Jeśli nie mam talentu to mnie powieś tu dziś
Co mi powie mój syn, jak wytłumaczę prawdę
Że bieda nie wstyd, czy go z muzyki wykarmię
Nie wiem nic, wierzę w cel, bitami mury burzę
Chociaż łatwiej jest spaść niż utrzymać na górze

Jeśli nie wiesz co mówić to lepiej pysk stul
Bo co idzie górę to idzie też w dół
Czy jestem mistrzem świata? nie musisz wierzyć, brat
Bo wszystko, co na górze to musi kiedyś spaść

Jeśli nie wiesz co mówić to lepiej pysk stul
Bo co idzie górę to idzie też w dół
Nie chcę tego, brat, odczuć na własnej skórze
Chociaż łatwiej jest spaść niż utrzymać na górze

Wierzę w ten dziwny świat tak jak Niemen
Choć niejeden rzuciłby w nas kamieniem
Za blask na niebie nie wymienię nawet szamba
Bo gdy gwiazdy spadają, ludzie nie przestają klaskać
Jestem taki jak ty, też nienawidzę gwiazd, brat
Nie chcę ich widzieć, media je wciskają nam
Rap dawno przeminął, kiedy moja kolej?
Ile zostało mi płyt, co będzie po nas, ziomek?
Ten chłód gdzieś na dole, wolę być tam niż upaść
Żyć z pasją do bitu niczym szczęka do fiuta
To pomyłka, by tutaj mówić brat ja mam logo
Choć flow moje zabija jak waran z Komodo
Ej, nie chcę udawać kogoś, kim nie jestem
Merdać ogonem, lizać dupę i liczyć czy mnie weźmiesz
To żałosne i śmieszne, wszystko chcieć od razu
Być beztalenciem, ale pchać się do wywiadu
Tu nie ma czarów, jest tandeta po latach
Telewizyjne gówno, co śmierdzi przy kanapach
Czy jestem mistrzem świata? nie musisz wierzyć, brat
Bo wszystko, co na górze to musi kiedyś spaść

Jeśli nie wiesz co mówić to lepiej pysk stul
Bo co idzie górę to idzie też w dół
Czy jestem mistrzem świata? nie musisz wierzyć, brat
Bo wszystko, co na górze to musi kiedyś spaść

Jeśli nie wiesz co mówić to lepiej pysk stul
Bo co idzie górę to idzie też w dół
Nie chcę tego, brat, odczuć na własnej skórze
Chociaż łatwiej jest spaść niż utrzymać na górze
Nie bardzo wiem jak świat znów kręci
DKA A nawija i mąci
Wszystko czym żyje wszystko co mam
Zawsze jedynemu Bogu w niebie powierzam
Staram sie żyć najpełniej jak moge
Nie chować w ciemnościach znajdować dobroć w sobie
Dlaczego ludzie tak bardzo kłamią
Dlaczego oni sumienia nie maja
Dlaczego ludzie tak bardzo nienawidzą
Dlaczego w pieniądzu zbawienie oni widzą
Dlaczego niektórzy bracie zbijają
Dlaczego oni wiary nie mają
Po co to wszystko komu i na co
Ludzie za szybko nadzieję w sobie tracą
Ale ja nie dam sie tobie tak łatwo
Wira w mej duszy nie pozwoli ci na to
Zatkam swoje uszy
Zamknę się w duszy
Zobaczysz że już nigdy nikt sie nie wywróci
Przygotuj sie na to bo ja już nie moge
Wyjedz stąd posze znajdz inną drogę

Ref. x2
Dlaczego tak bardzo nienawidzą
Dlaczego tak bardzo się wstydzą
Dlaczego oni wiary nie mają
Dlaczego oni nikogo nie kochają

W życiu swoim wiele przeżyłem
Wiele pokory się przy tym nauczyłem
Szukałem swojej drogi długo i mętnie
Ale za to teraz jak w niebie jest pięknie
Powiedz dlaczego tak często się chowasz
Dlaczego tak kłamiesz i gubisz się w słowach
Nie na tym polega życie kochany
Nic nie osiągniesz będąc ciągle pijany
Ocknij się chłopie otwórz swoje oczy
Zobacz jak twoje marne życie sie toczy
Kołem żałosnym nudnym i prostym
Tak dziwnym jak bardzo relatywnym
Marze o tym by ludzie nie wątpili
Do bólu uwierzyli w to co zawsze wierzyli
By nigdzie nie błądzili
Myśli swe uspokoili
By miejsce znaleźli
hip-hop odnaleźli
By tak było zawsze pięknie i miło
By to wszystko sie już nigdy nie skończyło
Wiara pozostaje bo właśnie wyznaje
Że kiedyś tak będzie i wcale nie udaję

Ref. x4
Ej Ty tak do Ciebie mówię
Wracam wkraczam i jestem
Dziś się nie mylę bo wybrałem Cię W.Z.G.Ó.R.Z.E
Wciąż te same twarze w skład wchodzę ja
Nic o nas bez nas tak to Agro Klan
Człowieku! Weź się opanuj czego kurwa chcesz od Agro Klanu
Żyję bo żyję ten z góry tak chciał
Jakiś na pewno w tym biznes miał
95, 96, 97 rok po roku każdy jeden w moim oku
Moja własna broń to ten mikrofon
Często wyłącza go też gramofon
A kontakt ze mną to do domofon wiem nie ma już go i znam co to zło

Dobry wieczór...
[Bosski Roman]
Głowa do góry wariacie bo dzis nie zyje sie lekko
Trzeba harować tu ciezko aby nie było ci kiepsko
Stresu maski z depresją niszczą nam życia piękno
Zatem oczyśc swój umysł niech kajdany te pękną
Sukces i szczęscie to umysłu jest stan
Wolność leży w twoim sercu szukaj jej tam
Przywiązany do pragnień i presji społecznej
Nigdy szcześcia tu nie znajdziesz może namiastkę prędzej
Nie jest łatwo teraz ludzie wciąż odpadają
Pamiętaj wygrywają ci którzy sie tu nie poddają
Coraz lepsi sie stają ci którzy tu wytrzymają
W naszych umysłach moce które nas uzdrawiają
Głowa do góry ja mówie głowa do góry
Razem burzymy tu mury nie zatrzymają nas bzdury
Zabij klimat ponury śmiej sie z tego z natury
Niewolniku koniunktury otwórz oczy otwórz umysł

[x2]
Głowa do góry wariacie, głowa do góry wariacie
Bez sensu sie zamulać, wy w tym nastawieniu wciąz trwacie
Szyj za zdrowie znów pacierz i ruszaj na ostro barcie
By życie kosztuj ze smakiem, głowa do góry wariacie

[Tadek]
Musisz widzieć szczyty które chce zdobywać
Z zamartwiania się sukces nie może wypływać
Tak to bywa, ze przykro zaskakuja nas marzenia
Nie bądź słaby psychicznie walcz o swoje marzenia
Nie daj sie zrazić do zycia głowa do góry wariacie
Nawet jak gorzej sie wiedzie, nawet jak lezysz na macie
Za siebie odpowiadacie głowa do góry i ogień
Ku lepszemu ruszajcie, szerokości i z Bogiem
Wieć jeśli jedziesz w doł po równi pochyłej
Zacznij pnąć sie w góre, musisz znaleźć na to siłe
By nie ocknąc sie na starość w rzeczywistości niemiłej
Żeby zamiast wrogich spojrzeń mieć dom, spokój i rodzine
Głowa do góry by widziec więcej i mieć wybór lepszy
Nie daj sie złamać wewnetrznie nawet jak coś sie popieprzy
Weź na celownik sukcesy choć wokół i szczytów chmury
Powtarzaj z nami te słowa a teraz ręce do góry

[x2]
Głowa do góry wariacie, głowa do góry wariacie
Bez sensu sie zamulać, wy w tym nastawieniu wciąz trwacie
Szyj za zdrowie znów pacież i ruszaj na ostro barcie
By życie kosztuj ze smakiem głowa do góry wariacie

[Popek]
Ja mówie głowa do góry dobrze wiem, ze jest ciezko
Ziomek przeszedł przez piekło, tutaj nikt nie ma lekko
Ja mówie głowa do góry, właśnie teraz jest ten moment
Jak sie zaraz nie odmulisz to wszystko skończone
Ja mówie głowa do góry bracia trzeba zapierdalać
Nie marnować swego zycia odłozyć troche siana
Mówie głowa do góry ziomek nigdy nie pekaj
Patrz tym kurwom prosto w oczy zawsze o tym pamietaj
Mówie głowa do góry, ale nie z głową w chmurach
Jesli tak sie zachowujesz to zwykły z ciebie burak
Mówie głowa do góry, nie potrafie sie poddać
Idę do przodu jak zywa pochodnia

[x2]
Głowa do góry wariacie, głowa do góry wariacie
Bez sensu sie zamulać, wy w tym nastawieniu wciąz trwacie
Ślij za zdrowie znów pacież i ruszaj na ostro barcie
By życie kosząc ze smakiem głowa do góry wariacie
Ten erotyk będzie hulał we wszystkich polskich sypialniach
Ze mnie nie jest Perry White tylko z SLU gang wariat
Lecz potrafię cię jak on rozgrzać, potem porzucić
Miłość ala Marvin Gaye, ty nie możesz się dziś smucić
To jak złoty kop co powala na kolana
Gdy już dojdziesz możesz wrócić, ten numer nuć kochana
kilka chwil do rana wykorzystaj swoją szansę
słodkie tabu jak Sade, takie z podwójnym orgazmem

Milczę, chcę krzyczeć
Serce słyszę, oddech, krótka chwila
Nie pozwól jej przemijać, weź mnie, co chcesz
Samotność mnie zabija
Przy mnie będziesz prawdą
Odsłoń swe oblicze
Nagie ciało moje
W lustrze twe odbicie
Bo znam twoją twarz czerwonym paznokciem
Po końce palc, znów poczujesz ten dreszcz
Sprawię, że za chwilę znów
Pomyślisz by mnie mieć

[x2]
Ta chwila, gdy zdzierasz ubranie
Silne ramiona, namiętność
Twój zapach na mej mokrej skórze
Jak tatuaż już na wieczność

Chcę wszystko albo nic, tak jak Sandra chcę tak żyć
Wcielonym diabłem być i tak nim jestem
Ja nie muszę być z kimś, kto ma milion euro w złocie
Pokaż ruchy kocie, a ja ciebie wnet ozłocę
Z wrażenia się spocę i te nieprzespane noce
Zapewniam nie przeoczę tego co jest oczywiste
Jesteś zjawiskowa, ten numer jest na liście
Jest mi zajebiście, gdy tak na mnie patrzysz, milczę

Od dawna patrzyłeś, ja widziałam ten wzrok
Będziemy zakazani, będziemy czynić zło
Ja tylko kiwnę palcem, w twoich myślach już na zawsze
Cię do reszty będę kusić, już do końca tak być musi

To oczywiste, że chciałbym mieć cię teraz
Oczami przebierasz, wiesz, że może być afera
Nie zastanawiam się nawet przez chwilę
Jestem już gotów, żeby chwycić cię za tyłek
Zakazany owoc, który pragnę zerwać
Wiem jak to smakuje, nie zamierzam tego przerwać
Wiem, że tego chcesz dokładnie tak samo jak ja
Pragniesz mnie tak, jak ja ciebie, to fakt

[x2]
Ta chwila, gdy zdzierasz ubranie
Silne ramiona, namiętność
Twój zapach na mej mokrej skórze
Jak tatuaż już na wieczność
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo