Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Hej! Yhyy, ej, ej, ej ej hej!
Hej tłusty bit!

To jest mój ulubiony stolik, to moje ulubione miejsce
Jestem tak wciśnięty jak lejce w ręce
Gdy koń zasuwa jak klatki filmowe
Które oszukują wzrok, tłok, ruch mig mig na ekranie
A to moje ulubione miejsce, mam tak ciężko,
Że opada na ramiona moja głowa moja urojona
Jeżeli chodzi o miarę wagi: tona
Tonę mam na pewno na bank jak napad
Nie komentuj pozy tej neurozy, bo krok o zatarg
A komentarz spływa tak po mnie jak pod nosem katar
Kilogramy na me ramię, na me ramię ciężka głowa

Ej, ej! Kilogramy na me ramię, na me ramię ciężka głowa
Opada jak salowa kula, jak stalowy kafar
Ugina się stół, uginają się ręce, moje 70 kilogramów ani kilo więcej
A ja gorący jak napar
I te ręce są długie jak metry kilo tam do ciebie, do innego miasta
Surowo je oceniam, bo jestem surowy jak tatar
Jak w kilach herce co bujają mą membranę
Tylko nastaw uszy jak przeciwlotniczy radar
Jak radar odczytasz od tyłu to też jest radar
Kiedy pot leci plecy gną się, opieram o ścianę by ciężar zrównoważyć
Nie pęknąć jak pęknąć bańkę mydlaną
Bo łeb ciężki napuchnięty jak balon
Halo halo! I ktoś krzyczy ‘się nie narzucaj’
Problem ja się nie narzucam, problem nie rzucam głowy z ramion
Przepraszam pana, przepraszam panią
Ślizgam się nie po podłodze, a po bicie
Zdziwienie, lubicie, nie lubicie?
Tak oto wielki chudy człowiek ślizga się po tłustym bicie
Panowie panie!
Ej!
Ej ej!
Panowie panie!

Jak taki długi chudy człowiek może zagadać tak tłusty bit
Tłusty bit, tłusty bit?!
Jak taki długi chudy człowiek może zagadać tak tłusty bit
Tłusty bit, tłusty bit?!

Zmieniam miejsca, ruszam nogą moje nogi na raz prowadzą mnie tam i tu
Halo, halo moje ukochane nogi proszę o stop z wykrzyknikiem
Choć na chwilę całkiem drobną na chwilę stop
Chwile milej robi się przez chwilę
Nogi prowadzą mnie dalej, ja mam w jedną stronę bilet
Jak w jedną stronę ma list od ciebie
Nie przestanę - smutna dla ciebie wiadomość
Choć to nie wiadomości, ani żadne fakty
Nie jestem żubr, kogut, lis i poprawiam raczej takty’,a nie nietakty
Takty na trzy czwarte i jedną drugą
Długa lista jest mych zalet, wiesz
A ty wciąż nie możesz mnie dogonić
Choć pot wystąpił na twej skroni
Z zawiści ja się tymi
Nimi nie przejmuję nie zawracam sobie głowy tymi
Bo to problem mini, tymi co chcą na mej gębie zainstalować wielki plaster
Ten kto nie trafi mlaszcze
Ten co trafi do góry ręka i głośno klaszcze
Nie dla mnie pojednania i klepanie się po pleckach
Jak wojna, to wojna – ja sobie poradzę
Nie bum, tylko szpunt co w twoim uchu siedzi
Klapy na oczach wielkie jak węzeł, ale nie radiowy
Ej ty czy jesteś gotowy by tak długi, chudy człowiek
Zagadał tak tłusty bit?
Nie chodzi tu o trendy, o mruganie oczkiem, zakrapiane spędy
Nikt nie jest napięty jak łuk
Panowie, panie - puk, puk,puk!

Jak taki długi chudy człowiek może zagadać tak tłusty bit
Tłusty bit, tłusty bit?!
Jak taki długi chudy człowiek może zagadać tak tłusty bit
Tłusty bit, tłusty bit?!
Tłusty bit, tłusty bit, tłusty bit...

Jak taki długi, chudy człowiek może zagadać tak tłusty bit
Jak taki blablablablablabla tłusty bit?
Kochałeś mnie jakiś czas,
dopóki byłeś jedyny.
Teraz gdy kocha mnie świat,
Ty wolisz mnie nienawidzić.
Kochałeś mnie mocno tak,
dopóki byłam enigmą.
Teraz myślisz, że mnie znasz,
chociaż znasz tylko mój wygląd.
Kochałeś mnie kiedyś, wiem,
dopóki to było modne.
Teraz gdy coś o mnie wiesz,
nienawidzić Ci wygodniej.

W tych czterech wersach
daję Ci siebie,
ale pamiętaj,
nie żyję dla Ciebie.(x2)

Twierdzisz, że znasz mnie od lat,
a już od lat nie dzwoniłeś.
Masz o mnie kilka złych zdań,
a nie wiesz jak mam na imię.
Masz o mnie kilka złych zdań,
inne na każdą okazję.
Choć piłeś za mnie do dna,
jestem już tylko obrazkiem.

Myślisz, że to co dziś mam
spada na ludzi jak z nieba.
To czemu tyle mam ja,
a Ty wciąż nic nie masz?

W tych czterech wersach
daję Ci siebie,
ale pamiętaj,
nie żyję dla Ciebie.(x2)
Wyraźnie widzę co się dzisiaj dzieje z ludźmi
Cały świat wisi w próżni, moda na bycie próżnym
Styl życia luźny jak zwieracze łatwej dziury
Bez zobowiązań, aż do zamknięcia urny
Nigdy nie stanę obok Was, kurwy
Niech wam żyły pozatyka hajs, kurwy
Zbyt wiele myśli różni nas, kurwy
Już nie wiem czy to ja, czy świat jest zepsuty
Co ma dzisiaj wartość i za czym lecą sępy
Handel prawdą i kreowane trendy
Głuchoniemych stado słucha ślepych pasterzy
Do głowy zawsze lepiej trafiają płytkie wersy
Brudne pieniądze, dzieci sprzedają ciało
Drobne lepie od spermy na buty wydają
Ich stali klienci wracają do żony
Niech wiedzą, że ich dzieci robią tak ze znajomym
Naginanie normy, wymuszona tolerancja
Demokracja, mniejszość walczy o prawa
Tomek kocha Grzesia, Czesia Ewelinę
Mamy równe prawa i chcemy mieć rodzinę
Homo nastolatki będą teraz wjeżdżać w ślinę
Widzieli Swoich ojców zabawy intymne
Czy to jest dziwne czy to naturalna sprawa?
Chyba jestem za głupi, by jednoznacznie odpowiadać

Ref.
Jestem zepsuty? Czy to zepsuty jest świat?
On mnie naprawi? Czy ja go naprawić mam?
Nikt nie jest święty, wolny od wad
Wolność zabija, tak samo jak jej brak x2

Przepełniony nienawiścią do promowanych postaw
Zepsucie się pogłębia, czuję syfu osad
Daje mi moralną mapę z telewizora prostak
Ja mam myślenie własne, a nie partyjny program
Wszystko jest łatwe w zasięgi każdej ręki
Leniwe społeczeństwo, leniwe do pierwszej kreski
Rozpieszczone dzieci z rodzicami do trzydziestki
A GTA to jedyne co w życiu przeszli
Ich życie wygląda tak jak porno fabuła
A świeże powietrze dawno zastąpił wirtual
Żyję w tym świecie i nadal znajduję umiar
Choć niejeden na mym miejscu znaleźć by go nie umiał
Wystarczyło skumać podstawowe zasady
Wprowadzić je w życie, tak by to był nawyk
To nic wyszukanego i na pewno zna je każdy
I każdy o nich zapomniał, bo dziś każdy jest zbyt ważny
Szczerość to zaszczyt tu gdzie 6 miliardów bydła
Znajdź jedną bratnią duszę, może się przydać
Jak pokocha twe ubóstwo czułość i dobre serce
To daj znać, może znowu w ludzi uwierzę

Ref.
Jestem zepsuty? Czy to zepsuty jest świat?
On mnie naprawi? Czy ja go naprawić mam?
Nikt nie jest święty, wolny od wad
Wolność zabija, tak samo jak jej brak x2

Setki sytuacji, w których nie podjąłem działań
Wygrała obojętność taka była cecha stada
Widziałem wiele razy jak człowiek upada
I nie dobijałem go i nie chciałem mu pomagać
Długo pamiętałem i do dziś to brudzi pamięć
Zamiast podać mu rękę, podawałem komuś kamień
Wtedy zrozumiałem, że to niewidoczna krawędź
Jeden błąd i nie ma szansy na poprawę
Nie jestem zły, potrafię kochać, pamiętam
Chociaż to przemoc wychowała nas na osiedlach (tu)
Każdy z nas ma odciśnięte pochodzenia piętna
Lecz dziś nie jestem już typem z siódmego piętra
Na własne życzenie podniosłem sobie poprzeczkę
Zmieniłem otoczenie, choć było wiele wyrzeczeń
Zepsuty doszczętnie przez skrajne podejście
Ale innej drogi nie ma na szczyty najwyższych wzniesień
(-No jak? Masz coś?
-Mam!
-No to dawaj. Dużo tego masz?)

Ref : Mam to coś, co pozwala mi wytrwać ja rozwijam skrzydła i...
Mam ten głos, no bo życie to misja trzeba je wykorzystać...
Mam to coś, co pozwala mi wytrwać ja rozwijam skrzydła i...
Mam ten głos, no bo życie to misja trzeba je wykorzystać...

1. Jeśli pytasz mnie o rap dobry bit idzie w parze a Ty swoje
flow chyba kupiłeś na bazarze. Ja mam takt który, rozpierdala
innych MC's. Mam szerokie spodnie a oni noszą sukienki! (hah!)
Ja mam swoją cenę mówisz, że to pozory . Lepiej weź spakuj plecak
i maszeruj do szkoły (ha!) Chyba trafiłeś na złe tory. Ja jestem TGV
no i gram tu już o "Univers Story. Jeśli masz wątpliwości to spójrz
na wyniki bo Mezo przegrał by bit nawet z Myszką Mickey... Ej !
Tutaj chodniki mówią całą prawdę o nas. Po moim rapie, głośniki wciąż
wpadają w rezonans. Mam to coś przy kim nikt nie da rady no a od
mojego flow mikser robi się blady. Nie wiem czy wiesz ale Twój rap
to przypał a mój to większa epidemia niż świńska grypa

Ref : Mam to coś, co pozwala mi wytrwać ja rozwijam skrzydła i...
Mam ten głos, no bo życie to misja trzeba je wykorzystać...
Mam to coś, co pozwala mi wytrwać ja rozwijam skrzydła i...
Mam ten głos, no bo życie to misja trzeba je wykorzystać...

2. Myślę, więc jestem. Siedzę z długopisem i kartką Ty masz głowę
z kamienia chyba kupię Ci Calgon. Nie porównuj głowy z pralką,
rozumu do mózgu... Ale tymi wersami robię Ci pranie mózgu ...
Mam teksty, wrogów mogę utopić w Wiśle. Jestem sobą mogę
Ci to dać na piśmie. Widzisz... Mam w tym ukrytą misję, bo życię
to biznes. Ja nie uginam się pod naciskiem . Ty jesteś raperem
kogo zjadłeś na bicie stwierdzam po masie, że chyba jesteś anorektykiem.
Ty, ja dzisiaj nawet nie myślę o beef'ie, bo po tym diss'ie ze śmiechu to mam
jedynie skręt kiszek. Stawiam na swoje, bo ciąglę gonie marzenia bo jak
wybucham to mam ogromną siłę rażenia. Ty, lepiej daj mi jakiś temat
ja robię coś nowego a większość tylko powiela schemat.

Ref :

3. Jesteś gangsterem . Dobra, poczekaj. Ej ! Chwila . Twój album
mogą dodawać tylko do ,,Happy Meal'a" rap płynie mi w żyłach Tobie na
słuchawkach. Tnę rymy jak piła (Dla mojego miasta). Tętno wzrasta.
To tępo w którym żyję. Jeśli piszesz jak kastrat, mogę podciąć Ci szyję.
Gram ze stylem, no a Tobie go brak. Dlatego nie mów mi kto tu robi gówno nie rap.
Co by nie było Twoje wersy są puste, moje pełne więc mogę Cię zdeptać
jak mrówkę. Odbicie w lustrze co jest tłuste dosyć mój rap Ty masz raczej tylko
tłuste włosy. Patrz , mam swój styl Ty wzorujesz się na kalce, gdybym nie pisał
na kartce to rozjechał bym Cię walcem. Biorę w palce długopis to mój trop, a
mikrofon w moich rękach to bardziej glock.

Ref : Mam to coś, co pozwala mi wytrwać ja rozwijam skrzydła i...
Mam ten głos, no bo życie to misja trzeba je wykorzystać...
Mam to coś, co pozwala mi wytrwać ja rozwijam skrzydła i...
Mam ten głos, no bo życie to misja trzeba je wykorzystać...
[Jopel]
To miasto się zmieniło nie jest takie jak przedtem,
kiedyś zakłady w wastach robiły bawełnę,
dziś są zniszczone jak Bagdad i sprzedają tam meble.
na pewno ziomek wiesz gdzie jest teatr lalek.
To za magdalenkę, chodziłem na wagary,
to było dużo wcześniej,
jeszcze zanim powstały te galerie z kinami i kręglami.
Mówię o czasach zanim spisałem pierwszą zwrotkę,
Transakcję kadridżami, graliśmy w złotą piątkę,
mogłem całymi dniami z bratem przechodzić "Contre".
Piłka pod oknem w ogródku sąsiadki,
która wciąż darła mordę, że depczemy jej kwiatki.
Nasze matki znosiły to jakimi jesteśmy,
ojcowie nie pili i nie mieli depresji
i nasze pięści rzadziej wchodziły w ruch
gdy z powodu agresji już brakowało słów.

A dziś - dziś kilka stów potrafi zburzyć przyjaźnie,
których Bóg nawet nie miał prawa ruszyć.
Mieliśmy wyjść na ludzi a już nimi jesteśmy,
odkąd umiemy brudy swoje i świata dzierżyć.
Nie mam pretensji o to jak mnie postrzegasz,
nie jestem lepszy, żeby oceniać.
Czas jest bezwzględny, czas to nadzieja,
na której zjadłem zęby kiedy ten świat mnie zmieniał.

Tu idę przez centrum i chociaż to nie Paryż
to mijam cudzoziemców i ciapatych z wymiany.
Dwa szkolne autokary dzieci z Janowa,
po to tu przyjechały, by zobaczyć MC'Donald.
nieliczni w domach, trzy czwarte w Tyrze,
chciałbym być ponad, a sam w to idę.
Czy się wyliże, już tego nie wiem,
nie dla mnie życie o samym chlebie.
Też mógłbym siedzieć i czekać na jałmużnę
aż ktoś mi wrzuci becel w pudełko po jogurcie.
To bywa trudne, patrząc, będąc świadomym
jak staczają się ludzi, którzy stali na swoim.
Wczoraj znajomi, a dzisiaj hieny
To czas uczy nas mnożyć, naliczać i dzielić,
matematykę ziemi znam, lecz nie znam wzoru
na życie pełne barw i odcieni koloru.

Dziś kilka stów potrafi zburzyć przyjaźnie,
których Bóg nawet nie miał prawa ruszyć.
Mieliśmy wyjść na ludzi a już nimi jesteśmy,
odkąd umiemy brudy swoje i świata dzierżyć.
Nie mam pretensji o to jak mnie postrzegasz,
nie jestem lepszy, żeby oceniać.
Czas jest bezwzględny, czas to nadzieja,
na której zjadłem zęby kiedy ten świat mnie zmieniał.
[Bosski Roman]
Głowa do góry wariacie bo dzis nie zyje sie lekko
Trzeba harować tu ciezko aby nie było ci kiepsko
Stresu maski z depresją niszczą nam życia piękno
Zatem oczyśc swój umysł niech kajdany te pękną
Sukces i szczęscie to umysłu jest stan
Wolność leży w twoim sercu szukaj jej tam
Przywiązany do pragnień i presji społecznej
Nigdy szcześcia tu nie znajdziesz może namiastkę prędzej
Nie jest łatwo teraz ludzie wciąż odpadają
Pamiętaj wygrywają ci którzy sie tu nie poddają
Coraz lepsi sie stają ci którzy tu wytrzymają
W naszych umysłach moce które nas uzdrawiają
Głowa do góry ja mówie głowa do góry
Razem burzymy tu mury nie zatrzymają nas bzdury
Zabij klimat ponury śmiej sie z tego z natury
Niewolniku koniunktury otwórz oczy otwórz umysł

[x2]
Głowa do góry wariacie, głowa do góry wariacie
Bez sensu sie zamulać, wy w tym nastawieniu wciąz trwacie
Szyj za zdrowie znów pacierz i ruszaj na ostro barcie
By życie kosztuj ze smakiem, głowa do góry wariacie

[Tadek]
Musisz widzieć szczyty które chce zdobywać
Z zamartwiania się sukces nie może wypływać
Tak to bywa, ze przykro zaskakuja nas marzenia
Nie bądź słaby psychicznie walcz o swoje marzenia
Nie daj sie zrazić do zycia głowa do góry wariacie
Nawet jak gorzej sie wiedzie, nawet jak lezysz na macie
Za siebie odpowiadacie głowa do góry i ogień
Ku lepszemu ruszajcie, szerokości i z Bogiem
Wieć jeśli jedziesz w doł po równi pochyłej
Zacznij pnąć sie w góre, musisz znaleźć na to siłe
By nie ocknąc sie na starość w rzeczywistości niemiłej
Żeby zamiast wrogich spojrzeń mieć dom, spokój i rodzine
Głowa do góry by widziec więcej i mieć wybór lepszy
Nie daj sie złamać wewnetrznie nawet jak coś sie popieprzy
Weź na celownik sukcesy choć wokół i szczytów chmury
Powtarzaj z nami te słowa a teraz ręce do góry

[x2]
Głowa do góry wariacie, głowa do góry wariacie
Bez sensu sie zamulać, wy w tym nastawieniu wciąz trwacie
Szyj za zdrowie znów pacież i ruszaj na ostro barcie
By życie kosztuj ze smakiem głowa do góry wariacie

[Popek]
Ja mówie głowa do góry dobrze wiem, ze jest ciezko
Ziomek przeszedł przez piekło, tutaj nikt nie ma lekko
Ja mówie głowa do góry, właśnie teraz jest ten moment
Jak sie zaraz nie odmulisz to wszystko skończone
Ja mówie głowa do góry bracia trzeba zapierdalać
Nie marnować swego zycia odłozyć troche siana
Mówie głowa do góry ziomek nigdy nie pekaj
Patrz tym kurwom prosto w oczy zawsze o tym pamietaj
Mówie głowa do góry, ale nie z głową w chmurach
Jesli tak sie zachowujesz to zwykły z ciebie burak
Mówie głowa do góry, nie potrafie sie poddać
Idę do przodu jak zywa pochodnia

[x2]
Głowa do góry wariacie, głowa do góry wariacie
Bez sensu sie zamulać, wy w tym nastawieniu wciąz trwacie
Ślij za zdrowie znów pacież i ruszaj na ostro barcie
By życie kosząc ze smakiem głowa do góry wariacie
Tato, tato, jak mówił PiH, wybacz mi,
obrodziło drzewo, spadło jabłko, krew z krwi.
Niedaleko maraton zacząłem, biegnę do dziś.
Chociaż serce pocięte bolało, nie liczy blizn.
Jak to? Widzę Twoje spojrzenie dziś,
kiedy we mnie widzisz siebie i myślisz - mój syn.
Tato, było warto? Powiedz mi,
gdy sadziłeś ziarno czy myślałeś, że będę jak Ty?
Wracam do chwil przed narodzeniem.
Tamte dni, o których nie wiem, bo nie było mnie jeszcze.
Stworzyły człowieka, którego poznałem z wiekiem.
Jako pieszy jak wczoraj pamiętam Twoją ciepłą rękę.
I tak szliśmy przed siebie,
gdy Ty krokiem szybkim, to ja już biegłem.
Przy tym byłem najszczęśliwszym dzieckiem,
bo sądziłem, że tamte dni będą trwały wiecznie.

Jaki ma sens ten spektakl?
Jaki ma sens bieg lat?
Dobrze, że to jeszcze ktoś pamięta,
że ojciec i syn zbudowali ten świat.
Nasza siła w korzeniach,
nim liście opadną i zima zatrzyma czas.
Jabłko, które spadło, w nim nadzieja,
że stara jabłoń zostawi po sobie ślad.

Widzę jak się zmieniasz, mówisz "do widzenia".
Powoli czas leci, Ty odchodzisz, to boli.
Carpe diem, bo życie nie jest fair.
Dziś myślę, że wierzy, solą ziemi nie jest krew.
A potok łez trudno, dreszcz przechodzi mnie
To co było złe jest obok jak zbity w pięknym umyśle.
Mama chciała tylko dobrze, hej,
sama ogarniała, więc ją doceń.
Wiem Ty też jak ona chciałbyś, żebym był już ojcem,
I miał dobrą żonę, i Wam mówił, że jest ok.
I może bym i chciał, ale to nie takie proste.
Póki co Michał na potem odłożył plany ojcowskie.
I gdy tak patrzysz na mnie jak Marcin na Czarka,
jak Tomek na Maksa, to chce mi się płakać,
Bo wiem, że Twój ojciec wspominając dziadka,
to też kiedyś był dla Ciebie ukochany tata.

Jaki ma sens ten spektakl?
Jaki ma sens bieg lat?
Dobrze, że to jeszcze ktoś pamięta,
że ojciec i syn zbudowali ten świat.
Nasza siła w korzeniach,
nim liście opadną i zima zatrzyma czas.
Jabłko, które spadło, w nim nadzieja,
że stara jabłoń zostawi po sobie ślad.
Nieważne ile mam płyt, rap to abstrakt w tej chwili
Bo bardziej niż bit leczy tu dawka kofeiny
Muzyka lepszym mnie nie czyni, a chciałbym
Nie wychodzić z kabiny tylko nawijać te rapty
Za daleko mam by czuć się tu jak brylant
Nie posiadam armii jak i obcy mi Cadillac
Z miasta Tuwima, białej broni i seksu
Dla gwiazd to ten świat jest tu wrogi w tym miejscu
Myślisz hip-hop to niebo z cyckami na wierzchu
Z tą postawą to zęby znajdziesz pod nogami leszczu
Hajs to dla plebsu główne marzenie
Nieważne ile masz, bo mogą mieć pojutrze ciebie
Tu każdy dba o zieleń, nic nie ma bez ryzyka
Złodziejka ludziom wchodzi jak do chleba paprykarz
Pozwól mi mieć wolną głowę i chill
Jeśli nie mam talentu to mnie powieś tu dziś
Co mi powie mój syn, jak wytłumaczę prawdę
Że bieda nie wstyd, czy go z muzyki wykarmię
Nie wiem nic, wierzę w cel, bitami mury burzę
Chociaż łatwiej jest spaść niż utrzymać na górze

Jeśli nie wiesz co mówić to lepiej pysk stul
Bo co idzie górę to idzie też w dół
Czy jestem mistrzem świata? nie musisz wierzyć, brat
Bo wszystko, co na górze to musi kiedyś spaść

Jeśli nie wiesz co mówić to lepiej pysk stul
Bo co idzie górę to idzie też w dół
Nie chcę tego, brat, odczuć na własnej skórze
Chociaż łatwiej jest spaść niż utrzymać na górze

Wierzę w ten dziwny świat tak jak Niemen
Choć niejeden rzuciłby w nas kamieniem
Za blask na niebie nie wymienię nawet szamba
Bo gdy gwiazdy spadają, ludzie nie przestają klaskać
Jestem taki jak ty, też nienawidzę gwiazd, brat
Nie chcę ich widzieć, media je wciskają nam
Rap dawno przeminął, kiedy moja kolej?
Ile zostało mi płyt, co będzie po nas, ziomek?
Ten chłód gdzieś na dole, wolę być tam niż upaść
Żyć z pasją do bitu niczym szczęka do fiuta
To pomyłka, by tutaj mówić brat ja mam logo
Choć flow moje zabija jak waran z Komodo
Ej, nie chcę udawać kogoś, kim nie jestem
Merdać ogonem, lizać dupę i liczyć czy mnie weźmiesz
To żałosne i śmieszne, wszystko chcieć od razu
Być beztalenciem, ale pchać się do wywiadu
Tu nie ma czarów, jest tandeta po latach
Telewizyjne gówno, co śmierdzi przy kanapach
Czy jestem mistrzem świata? nie musisz wierzyć, brat
Bo wszystko, co na górze to musi kiedyś spaść

Jeśli nie wiesz co mówić to lepiej pysk stul
Bo co idzie górę to idzie też w dół
Czy jestem mistrzem świata? nie musisz wierzyć, brat
Bo wszystko, co na górze to musi kiedyś spaść

Jeśli nie wiesz co mówić to lepiej pysk stul
Bo co idzie górę to idzie też w dół
Nie chcę tego, brat, odczuć na własnej skórze
Chociaż łatwiej jest spaść niż utrzymać na górze
Ta sama historia
Ta, ta sama, ta sama historia

Pusty dokument tłustych form w Jumie
To przypadek doktryn ewoluuje kontry smak
Dotknij plan który zawiera ten klucz
Co wszystkie drzwi otwiera
Orientuj, co cenne kieraj
Przecież i tak mają nas za zera ziom
Kariera to tylko futerał do ekspozycji
Zamknij pysk i ścisz tych co nie zamilkli
W zakładach czystki, zyski dzielone po bliskich
Liczby znikają jak Whisky z Wigilii
Masz Whisky wypijmy za zdrowie braci
Za przyjaźń której nie trzeba tłumaczyć
Za wyobraźnię, za to, że chcę widzieć świat jak najjaśniej
Znasz mnie nie odpuszczę póki sam nie zgasnę
Razem z jutrem gorzkim jak sens krzywym lustrem
Fałszem czyni zazdrość
To nie jest tak, że złapałem szczęście na lasso
Nie mam fortuny jak Castrol
Jakbym miał też byś miał ją
Bo czemu ja, a nie ty ziom, się zastanów
Transcontinental z Łodzi do Amsterdamu
Smaku licznych klanów
Z dala od gunów, białej broni i całego kurestwa
Co prześladuje znajomych, zmusza by nie spać
W obronie honoru moje miasto Łódź
Jedna z tych legend, kurwo pysk jeśli nic nie wiesz
Nienawiść do policji wchodzi razem z chlebem
Ten blok jest tu niebem i szczytem marzeń
Od małolata idąc palcem po zegarze
Masz apartament, chuj bombki strzelił
Za to mam swoich braci od Bałut po Imielin
Pokój

Bo ta historia musi tu trwać
Ta sama, ta sama historia
Bo ta historia musi tu trwać
Ta sama, ta sama historia

Bo ta historia musi tu trwać
Ta sama historia
Bo ta historia musi tu trwać
Ta sama, ta sama historia

Chuj dla policyjnego ścierwa i ostrej amunicji
Znajdź pozytyw w tych wersach jak łzy najczystszych
Witaj w krainie bystrych, by być kimś, by żyć
I zyski liczyć w sercu zamiast wstukując pin by
Liczby były motorem tej windy
Wyjdź dziś i powiedz im czy to omen mój
Styl życia Chińczyk, znaczy się płonę, mam dżinksy
Zabiorę też mix z tym DJ'em co zawsze
Podpisane imieniem co znasz je, Haem
Z dala od kamer, ramię w ramię zgodnie z planem
To jazz pośród bloków na Euro Niederlage
To jazz w morzu wosku jedności nad przekazem
Ty ry ry ry chwyć to, wiesz nie liczę na dodruk
To ma rozwalać chaty od sufitów do podłóg
Prawdziwy oldschool
Czy mam was kochać czy nienawidzić
Zza opuszczonych kotar
Walka ze wstydem gryzie nerwy
Wstyd czyli zysk liczony przez werdykt
Określający wiedzę, potępiających śledzę
Choć tak naprawdę nikt z nich nie wie
Gdzie świat zmierza, bo znają nas, a nie znają siebie
Etap, kto z was się sprzedał, (sii) olej co mierzi
Wolę energii pole potwierdzić słowem serca esencji wolności
Wyzwolona Czeczenia, duma, korona, twierdza
Tu masz co kocha ten świat, spektakularne zwycięstwa
Ziom, co jest? idź zarób na nich jak zarobili na tobie

Bo ta historia musi tu trwać
Ta sama, ta sama historia
Bo ta historia musi tu trwać
Ta sama, ta sama historia

Bo ta historia musi tu trwać
Ta sama historia
Bo ta historia musi tu trwać
Ta sama, ta sama historia

Bo ta historia musi tu trwać
RPS:
Imprezowa, lubi jazz, zgrabna dama, domatorka,
zwariowana nimfomanka, uczuciowa, miła w lokach.
Górska podróżniczka, przyjaciółka, humanistka,
subtelna, poliglotka, ładna, ruda, dziwna w szpilkach.
Punktualna, lubi zjeść, mądra i zadbana fanka,
fajna blondi, niepaląca, porządna, elegancka.
Odważna, błyskotliwa, ciemnooka, romantyczka,
kobieca, pewna siebie, lekkomyślna, artystka.
Normalna, dumna kotka, fanka kina, bez pruderiat,
pełne usta, przebojowa, atrakcyjna, niezbyt święta.
Waleczna, nazbyt spięta, rozsądna, hostessa,
wrażliwa, uzdolniona, sympatyczna, biega w dresach.
Zachłanna, próżna, bystra, hetera, trzyma dystans,
z tytułem naukowym, opalona, egzotyczna,
Egocentryczna, zazdrosna, piękna,
bliska mojego ideału, który znaleźć pora przyszła...

Mrozu:
Ile masz cech? Ile imion masz? Tego nie wiem...
Mam nadzieję, że znajdę Cię niedaleko tam i uwierzę -
i uwierzę bezgranicznie w nas, że już Ciebie mam...
Bezgranicznie tak...

Duże oczy, wygadana, ciepła bardzo, pierwsza klasa,
naturalna, bez nałogów, grzeczne dziewczę do szampana.
Nienaganna rówieśniczka, histeryczka, lubi freestyle,
nie anorektyczka, Słodka, śliska, optymistka.
Wysoka, wierna, czysta, zmysłowa, sportsmenka,
seksowna tenisistka, smukła, śliczna, tańczy breaka.
Po studiach, z przeszłością, amatorka mocnych wrażeń,
bardzo skromna, spontaniczna, lubi znać kolejność zdarzeń.
Koniecznie napalona, desperatka, ale letnia,
bezdzietna, intrygantka i to niekoniecznie biedna.
Lalka barbie, z telefonem, po rozwodzie, sekretarka,
miłośniczka sztuki, amatorka picia w parkach.
Niegrzeczna, po trzydziestce, striptizerka w klubie go go,
lolitka, sama z dzieckiem, uśmiechnięta, z miną błogą.
Bizneswoman, lady fitness, fanka hardcorowych imprez -
poszukując ideału, ja przebrnąłem przez nie wszystkie...

Mrozu:
Ile masz cech? Ile imion masz? Tego nie wiem...
Mam nadzieję, że znajdę Cię niedaleko tam i uwierzę -
i uwierzę bezgranicznie w nas, że już Ciebie mam...
Bezgranicznie tak...
[Ekonom]
Mówisz rap jest zły bo uzależnia, jak narkotyk
Sprzedaje rymy nie sprzedaje koki
To jest nasz świat człowieku, człowieku
Mówią bloki, a ty dalej nuć Edyty Górniak - Dotyk
Bo to nie tu, świat wygląda jak ze snu
Jak 1z2, z rzeczywistością randewu.
Bo tu problemów tłum, szczęśliwych chwil tylko garstka
Pech kopie dół, a każdy dzień to jedna warstwa
Poznałeś swój los? To co znasz się na żartach,
Widzisz!, a my dalej na farta liczymy, niby
No bo jak jest dobrze to tylko dobrze jest na niby
Z nikąd spadają problemy i jest kryzys
Gdybyś mógł tylko odwrócić bieg wydarzeń
Gdybyś mógł tylko być szczęśliwy
Niby to takie proste, powiedzmy sobie otwarcie
Że każdy już na starcie poznaje się na losu żarcie

Ref:
Ten los.. Los to nie żarty los bywa twardy...
Raz jest zielone a raz czerwony światło...
Los jest bezwzględny... Grał odkrytą kartą

[Zółf]
Otwarcie prosto z mostu, tak na starcie
Poznając się na tym losu żarcie
Chłopak uspokoił się, wyciszył - szukasz przyczyn ?
Konflikt z prawem, miał prawie, czas mija
Niewinnego, pies z domu zawija
Rozpoznany, sprawa wyrok, za co ?
Za to, że z brudnych interesów rękę wyjął ?
Los skurwiały, znów ma bombę
Chłopaczyna pierwszy raz
Chciał spróbować torbę
Kontrola, wiskanie w mordę
Za posiadanie, przylądek beznadziei
Licealista-świat złodziei
Nie jedni hajs mieli, pieli z zachwytu
Trzymając się złotych uchwytów
Teraz leżą, bo długobiorca uchwyty też wziął
Razem z wiedzą, hau po fura z żoną
Która kochała, jak wąchała co noc
Więc zaczęli tonąć, to też losu żart jest ponoć
Że jak się topisz, to i tak możesz spłonąć

Ref. x 2
Spełnienie marzeń to pobożne życzenie
Ty skurwysynu nie wchodź na naszą ziemię
Czyste sumienie i przyjaźń którą cenię
To wszystko co widzisz to twoje otoczenie
Jedno spojrzenie i już wszystko wiem
Nie zaprzepaszczę szansy bo kocham nowy dzień
Proszę Cię Boże cierpienie w radość zmień
Ktoś rzuca cień i chce cię zranić
Lecz mimo to ty nie przekraczaj granic
Mają cię za nic spójrz życie przemawia
Sprostaj wyzwaniom które ono stawia
Ciągle namawiam otwórz szerzej oczy
Pod osłoną nocy wciąż życie się toczy
Widzisz tą pięść ona znowu się zaciska
Droga przed nami wciąż jest wyboista
Każdy egoista każdy swoje zbiera
Przyjaźń zamiera wszystkim to doskwiera
Otwarta cela ktoś wchodzi ktoś wychodzi
Ja ciągle słyszę płacz strudzonych rodzin
Nie każdy z nas się z tym zgodzi

Obudź się głupcy śpią nie zasypiaj
Dławi cię panika ? Spokojnie oddychaj
Ruch na ulicach miasta jest obłędny
A sen ? sen, sen jest śmierci krewnym [x2]

Nieraz nie dwa poczujesz to ukłucie w sercu
Później wszystko szybko bez zbędnych wstępów
Akcja nabiera rozpędu utrata tchu
Kilkanaście sekund mija…
Na czasu cięciwie drżysz z czoła szybkiej klęski
Łudzisz się że nikt nie przyłoży do niej ręki
Wokół oczu z których płyną łzy na życzenie
Padasz na los przełam zmęczenie
Nie gorąca krew a chłód w psychice to atut
Masz to przetrwasz w kraju skrajnych temperatur
Dzień po dniu ucieka przed nami
Czujesz się wolny ? a na nogach nosi kajdany
Pęta na rękach marzysz żeby spełnić życzenie
Musiałbyś żyć ze sto razy azyl
Głupcy śpią stać ich na to wierzą w to
Mam rację jest tak co ? no
Przestań szukać w chaosie sensu
Pozbądź się lęku wiem na pułapki życie ma wiele patentów
Nie dajmy się zwariować bo przeżyć da się
Tylko w filmach robią odpowiednie rzeczy w odpowiednim czasie

Obudź się głupcy śpią nie zasypiaj
Dławi cię panika ? Spokojnie oddychaj
Ruch na ulicach miasta jest obłędny
A sen ? sen, sen jest śmierci krewnym [x2]

Podnieś się weź los w swoje dłonie
Takich jak ty ja dobrym słowem chronię
I ciągle gonię czas który ucieka
Dla naszego człowieka zawsze drzwi otwarte
Odwracam kartę te słowa nie są żartem
Biorę się w garść i do przodu idę
Mijając ludzi naznaczonych wstydem
I choć byś chciał nie podetniesz skrzydeł

We śnie czuje że nie śnie od potu mokry
Ty też odpalasz kolejny szlug bezsenności
Mieszkasz vis a vis w naszych oknach światła
Mimo straconych dni nadzieja nie zgasła
Ostatnia deska ratunku naszego gatunku
Ktoś musi odpaść żebyś ty mógł zostać
Czarne słońce na nas wszystkich cień kładzie
Ten kto wypadł za burtę nie może chodzić po pokładzie

Obudź się głupcy śpią nie zasypiaj
Dławi cię panika ? Spokojnie oddychaj
Ruch na ulicach miasta jest obłędny
A sen ? sen, sen jest śmierci krewnym [x2]
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo