Popularne piosenki. Polski Hip Hop

1. Chada
Chodźmy brat we wspólną podróż, nadzieja we mnie mieszka
Kilka nocy już spędziłem z tymi zapiskami Leszka
Możesz skończyć tu na deskach, gdy życie Ciebie zbeszta
Albo wstać i iść dalej, tak jak typy tu gdzie mieszkam
Nie ma ludzi nic nie wartych, poczuj się jak u siebie
W tym zalewie tego chłamu, gdzie kurwa nikt nic nie wie
Kolor biały niepraktyczny, jak życie bez pomyłek
Ziomuś też nie chciałem żyć, lecz w końcu uwierzyłem
Weź obejmij mnie za szyję, chodź zobacz jak się żyje
W tym kraju gdzie z pewnością nikt biedny nie przytyje
Dziwko wyjęcz co Cię boli, a z resztą nie chcę słuchać
Z całą sceną idź sie ruchać, a później sie naniuchaj
Odłóż na wszelki wypadek to sumienie niewygodne
Ja mam kurwa swoje życie, moje życie to mój problem
A tak w ogóle mam się dobrze, jeszcze o tym usłyszysz
Na marginesie kolo, wbijam chuj w Twoje opisy

2. Hukos
Pamiętam czarne niedziele, na cyprysowym wzgórzu
A dzisiaj sam w to nie wierzę, krzyczę rest in peace guru
O bery zetrę mimiczne zmarszczki z Twojej twarzy
Jeśli jeszcze raz powiesz, że hip-hop nie niesie prawdy
Podwórko uczy zasad, policja uczy biegać
Zamiast gadać o zasadach wolę ich przestrzegać
Znam dowcip o najbardziej samotnym człowieku świata
Ten dowcip często jest o mnie, pointa* nie jest zabawna
Siódmy rok, telefon w dłoń, kiedy siadam do wigilii
Abonament TP'sy, miłości matki nie podliczy
Tam gdzie pada, w asfalt odciśnięte dłonie
Chodź to nie miasto aniołów, ani nawet Międzyzdroje
Bóg stworzył ludzi na swój obraz, podobieństwo
Nie szukam Boga w ludziach, chcę znaleźć w nich człowieczeństwo
Fałszywe lisy ostatecznie skończą na kołnierzach
Przerobieni na ozdobne futro rękami kuśnierza

Ref. x2
[La la laa]
Znów niesiemy swoją prawdę
To kawałek tego chleba, który utknie tobie w gardle
[La la laa]
Rap w biało czerwonych barwach
U nas ziomek w tych linijkach sama prawda, tylko prawda

3. Sitek
Pierdolę to jak mnie postrzegasz jak biorę bit to wchodzę w nich jak skurwysyn
I nie wiem co popycha ich do tego by próbować z tym
Niesiemy prawdę jakakolwiek by nie była
Ale spoko będę krył cię, jeśli mówisz, że masz przypał
Nie mam już sentymentów, to nie jest korzystne
Gdy czują Twoją słabość, to Ci wjadą na tą psyche
I nie panosz się już przy mnie, jeśli dawno mnie skreśliłeś
Co mi teraz kurwa wmówisz, nagle jesteś mi coś winien?
Nie wiem co jest bardziej przykre, od osiedli bez ambicji
Bo patrzyli na nas z góry, żebyś tylko się ich wyzbył
Mogę mówić o zawiści, ale w chuju mam ich bóle
Orły latają wysoko, nie po to by czuć skruchę
Wciąż bije piony z typami, od których bije prawdziwość
I Ty wiesz, gonie za snami, do góry ginie zawiłość
I śledź mnie, możesz nawet przez tą lornetkę
Hejter ściąga to z bólem, jakby kurwa miał stulejkę

4. Pezet
Czuję to tak mocno, jak jeszcze nigdy dotąd
Kiedy siedzę tutaj z fajkiem, z ciężkim kacem, późną nocą
Niosę swoją prawdę, mikrofon jest moją kosą
Trzymam ją na Twoim gardle, dobrze radzę, milcz jak posąg
Uderzyła Ci sodówa? Pierdolę twoje gwiazdorstwo
Wyłącz mikrofon i idź sobie wstrzyknij botoks
Zagrałem dwa koncerty, na których nie byłem w formie
Bo wypiłem zbyt dużo, wielu ludzi tym zawiodłem
Lecz znam swoje błędy, a ty nie jesteś święty
Twoi producenci chętnie by dograli tutaj wersy
Wiem, że wiesz o czym mówię, więc spierdalaj
Bo jak powiem głośno to Twój statek nie popłynie dalej
Więc przynieś flaszkę, nalej, przyznaj się do błędu
Chyba, że wolisz beef to zjem Cię bez sentymentu
W życiu pełnym zakrętów trochę się zgubiłeś
Uwierz, nie chcesz żebym prawdę przyniósł na twoją mogiłę

Ref. x2
[La la laa]
Znów niesiemy swoją prawdę
To kawałek tego chleba, który utknie tobie w gardle
[La la laa]
Rap w biało czerwonych barwach
U nas ziomek w tych linijkach sama prawda, tylko prawda

5. Pih
Jak kieszonkowiec, ostatnie złudzenia Ci kradnę
Boisz się o własną dupę, a z nami chcesz nieść tą prawdę
Trafiłeś pod zły adres, nie ważne w co dziś wierzysz
Prawda ma to do siebie, po naszej stronie leży
Tu gdzie nie jeden za news na "Pudelku" by zapłacił
Ale to jest Polska, jakie gwiazdy, tacy paparazzi
Niosę prawdę, nikt z nas się nie zeszmacił
Przechylam setę z Chadą, braci się nie traci
Szmula wystukuje fajkę, z paczki lecą z zapalniczką
Za dupę podstaw hajsy, za typów scenę hip-hop
Wiesz już dzieciak wszystko i znasz ich politykę
Popatrz ilu MC's nawija pod publikę
Gdy widzę [gdy widzę] jak idą po ulicy
Najchętniej wydłubywałbym ich patykiem z chłodnicy
Apetyt wilczy, mój instynkt nie milczy
Niosę prawdę, wie o tym każdy sukinsyn

6. DonGuralEsko
Ee, słyszysz mocne bębny
Niesiemy swoją prawdę, choć diabły szczerzą zęby
I krzywią gęby słysząc moje słowa
Wiem gdzie, jak i którędy, nie mam potrzeb by się chować
Wysoko głowa, niech opuszczają podli
Za to będę dziękował zawsze, gdy będę się modlił
Vietnam, good morning, bit trwa jak twierdza Modlin
Nieprawdopodobni, jestem buntownik
Nie kurwa trefniś fartowniś, raczej rzemieślnik, zbrojownik
Gram prawdy, pieśni widowni
Wieści ze Szpadyzorni, wciąż silniejsi, bo wolni
Tu wiosennie w mieście nie boli
Ewo, nie rewolucja, to nie cytat z Nietzschego
Tak z niczego, wyrasta rap-drzewo, od reprodukcji na lewo
Niesiemy prawdę we własnym tempie
Co nagle to po diable

*Wymawia się puenta
Efisezet jest rozmyty, rozmyty oijoj
Efieszet aha aha rozmyty, rozmyty,
Jest rozmyty o la la la laj
Jestem rozmyty aha, aha, aha dzisiaj jestem rozmyty aha

Rozmyty chodzę niewyraźnie po omacku
Nasłuchując trzasku z winylowej płyty
Jestem, jestem, jestem rozmyty.
Rozmyty chodzę niewyraźnie po omacku
Nasłuchując trzasku z winylowej płyty.

Bo jestem, jestem rozmyty.
Efieszet jest rozmyty
Rozmyty chodzę niewyraźnie po omacku
Nasłuchując trzasku z winylowej płyty
Aha, aha, aha a raz, raz

A wstałem rano ledwo przemyłem wodą twarz,
Gdy usłyszałam za sobą: coś niewyraźną minę masz
Kochanie bez obaw jestem w nienaruszonym stanie
Wyjąłem płaszcz odporny na przemoknięcie
Gęsty deszcz pada, pada zawzięcie
Idę nie oglądając się za siebie,
Buty znikają gdzieś w kałuży na głowie ma słuchawki
By czas się nie dłużył.
Ktoś patrzy się natrętnie prosto w moją twarz
Przystaje, mówi: strasznie niewyraźną gębę masz.
Gęba jak gęba dzisiaj rozmyta zupełnie.
Nie zwracam uwagi na docinki
Rozmywam się po omacku chodzę, patrzę się,
Po krawężnikach, patrzę na moje ręce, proszę nie znikać,
Przeglądam się w wystawowych szybach
Widzę coraz niewyraźniej, jestem rozmyty
Ta reaguje na dźwięki magiczne i trzaski z winylowej płyty.

Rozmyty chodzę niewyraźnie po omacku
Nasłuchując trzasku z winylowej płyty.
Z winylowej płyty aha, aha, aha rozmyty
Rozmyty chodzę niewyraźnie po omacku
Nasłuchując trzasku z winylowej płyty.
Efieszet rozmyty, rozmyty, rozmyty,
A rozmyty aha rozmyty.

Rozmyty siedzę sącząc jakąś podłą ciecz
Tak bardzo chciałbym Ciebie tutaj blisko mieć
I bez słów siedząc razem na podłodze rozmyć się
I oszukać tę ulotną chwilę, zostać tak na zawsze.
Wyrzucić wyjazdowy bilet, nigdzie nie wyjeżdżać, nie wracać.
Przy tych dźwiękach rozmyć się z Tobą
Zniknąć jak cukier w gorącej wodzie, ślizgać się jak na lodzie
Mam w tyle co jest teraz w modzie
Ja mówię swoje, trzaski, winylowa płyta
Ja czekam byś także rozmyta tutaj rozlała się po ścianach
Razem ze mną łeb w łeb, rozmyci lepcy jak na muchy lep
Niech lecą trzaski, suche bity jak pustynny step.
Jestem rozmyty tak reaguje na Ciebie i trzaski z winylowej płyty.
Jestem rozmyty, jestem rozmyty aha

Rozmyty chodzę niewyraźnie po omacku
Nasłuchując trzasku z winylowej płyty.
Aha rozmyty...
Rozmyty chodzę niewyraźnie po omacku
Nasłuchując trzasku z winylowej płyty.
Efieszet rozmyty aha rozmyty, rozmyty,
Rozmyty, rozmyty, rozmyty...

Rozmyty nie zauważam wrogich spojrzeń,
Nie słyszę złych słów, patrzę tylko na Ciebie,
Mów do mnie mów, możesz mówić cicho,
Możesz mówić bez słów, bez słów rozumiemy się nawzajem.
Rozmyci poza nami nie ma świata i nie będzie długo.
Bob Marley śpiewa pieśń, niesie treść pełną miłości,
Która wypełnia całe pomieszczenie,
Łapiesz mnie za dłoń teraz mam jedno życzenie
Rozmyj się ze mną razem po ścianach
Wypełnimy pustkę, która wypełniała mnie od rana
Razem rozumiemy się, popatrz już nie widzę nikogo poza Tobą,
Nie jesteś jak dyndające złoto, tandetną ozdobą,
Z którą ciężko wymienić słowo, Ty jesteś królową.
Ta sama historia
Ta, ta sama, ta sama historia

Pusty dokument tłustych form w Jumie
To przypadek doktryn ewoluuje kontry smak
Dotknij plan który zawiera ten klucz
Co wszystkie drzwi otwiera
Orientuj, co cenne kieraj
Przecież i tak mają nas za zera ziom
Kariera to tylko futerał do ekspozycji
Zamknij pysk i ścisz tych co nie zamilkli
W zakładach czystki, zyski dzielone po bliskich
Liczby znikają jak Whisky z Wigilii
Masz Whisky wypijmy za zdrowie braci
Za przyjaźń której nie trzeba tłumaczyć
Za wyobraźnię, za to, że chcę widzieć świat jak najjaśniej
Znasz mnie nie odpuszczę póki sam nie zgasnę
Razem z jutrem gorzkim jak sens krzywym lustrem
Fałszem czyni zazdrość
To nie jest tak, że złapałem szczęście na lasso
Nie mam fortuny jak Castrol
Jakbym miał też byś miał ją
Bo czemu ja, a nie ty ziom, się zastanów
Transcontinental z Łodzi do Amsterdamu
Smaku licznych klanów
Z dala od gunów, białej broni i całego kurestwa
Co prześladuje znajomych, zmusza by nie spać
W obronie honoru moje miasto Łódź
Jedna z tych legend, kurwo pysk jeśli nic nie wiesz
Nienawiść do policji wchodzi razem z chlebem
Ten blok jest tu niebem i szczytem marzeń
Od małolata idąc palcem po zegarze
Masz apartament, chuj bombki strzelił
Za to mam swoich braci od Bałut po Imielin
Pokój

Bo ta historia musi tu trwać
Ta sama, ta sama historia
Bo ta historia musi tu trwać
Ta sama, ta sama historia

Bo ta historia musi tu trwać
Ta sama historia
Bo ta historia musi tu trwać
Ta sama, ta sama historia

Chuj dla policyjnego ścierwa i ostrej amunicji
Znajdź pozytyw w tych wersach jak łzy najczystszych
Witaj w krainie bystrych, by być kimś, by żyć
I zyski liczyć w sercu zamiast wstukując pin by
Liczby były motorem tej windy
Wyjdź dziś i powiedz im czy to omen mój
Styl życia Chińczyk, znaczy się płonę, mam dżinksy
Zabiorę też mix z tym DJ'em co zawsze
Podpisane imieniem co znasz je, Haem
Z dala od kamer, ramię w ramię zgodnie z planem
To jazz pośród bloków na Euro Niederlage
To jazz w morzu wosku jedności nad przekazem
Ty ry ry ry chwyć to, wiesz nie liczę na dodruk
To ma rozwalać chaty od sufitów do podłóg
Prawdziwy oldschool
Czy mam was kochać czy nienawidzić
Zza opuszczonych kotar
Walka ze wstydem gryzie nerwy
Wstyd czyli zysk liczony przez werdykt
Określający wiedzę, potępiających śledzę
Choć tak naprawdę nikt z nich nie wie
Gdzie świat zmierza, bo znają nas, a nie znają siebie
Etap, kto z was się sprzedał, (sii) olej co mierzi
Wolę energii pole potwierdzić słowem serca esencji wolności
Wyzwolona Czeczenia, duma, korona, twierdza
Tu masz co kocha ten świat, spektakularne zwycięstwa
Ziom, co jest? idź zarób na nich jak zarobili na tobie

Bo ta historia musi tu trwać
Ta sama, ta sama historia
Bo ta historia musi tu trwać
Ta sama, ta sama historia

Bo ta historia musi tu trwać
Ta sama historia
Bo ta historia musi tu trwać
Ta sama, ta sama historia

Bo ta historia musi tu trwać
TE-WU, TE-TE-WU!
TE-WU, TE-TE-WU!

Te... te... te... te... te... TEWU!

Głowy w rytm, upływa czas
Powrót do tamtych dni- HIP HOP JEST W NAS!
Aż po grób serce mocniej zabiło
"Bo chodzi o to żeby było miło"

Głowy w rytm, upływa czas
Powrót do tamtych dni- HIP HOP JEST W NAS!
Aż po grób serce mocniej zabiło
"Bo chodzi o to żeby było miło"

To było grane, jest grane, będzie grane
Dziękuję, że było mi dane
Od początku nie zjebane
Nasze czasy kochane, nie pompowane
Autentyczna miłość do kultury
Teraz sezonowa moda, młode gwiazdy chytre szczury
Była dusza, było serce, skromne ale zdrowe
Teraz to serce choruje, każdy dźwięk przeważnie kłuje
Pięknie było delektować się samplami
Oryginalnymi rapami, rymami zalanymi po chuj kolorami, logami
Szklany ekran MTV, a przed tym ekranem my: "YO RAPS!"
Każdy chciałbyć as, każdy chciałbyć kimś
Każdy chciał mieć taki ciuch, każdy chwytał ruch
Chciałbym powrócić tam znów, zmienić bieg historii
Powiedzieć, że: Eazy żyje, Tupac żyje, Guru żyje, Heavy (D) żyje, Nate żyje, Big Pun, (Big) L żyje, Jam Master Jay żyje, Bolec żyje
Za nich teraz ... pije

TE-TE-WU!
Te... te... te... te... te... TEWU!

Głowy w rytm, upływa czas
Powrót do tamtych dni- HIP HOP JEST W NAS!
Aż po grób serce mocniej zabiło
"Bo chodzi o to żeby było miło"

Głowy w rytm, upływa czas
Powrót do tamtych dni- HIP HOP JEST W NAS!
Aż po grób serce mocniej zabiło
"Bo chodzi o to żeby było miło"

"Się jara dziewczyno, się jara chłopaku" (Hemp Gru)
"Bo chodzi o to żeby było miło" (Bolec) tak
Zrób to sam i "Olej całą resztę" (Bolec)
"A za życie kurewskie miej do siebie pretensje" (Peja)
"Wiedziałem, że tak będzie" (Molesta) był dobry hit
Potem "Hip Hop i nie zmienia się nic" (Peja)
"Nie ma możliwości żeby zabić ten hałas" (Wzgórze Ya-Pa 3)
"Slam" Onyx'ów i VIVA wrzała
"Na Europy peryferiach" (Kasta Squad), na całym świecie
Był rap na kasetach teraz rap na necie
"Każdy ma swoje priorytety" (Paktofonika), konkrety
Producent tego bitu rozłożył mnie tym
"Na raz, na dwa, na trzy i na cztery" (O.S.T.R)
"Teksty, wersy, zwrotki i słowa" (Edytoriał)
"Tu się wchodzi naciska, ogląda się zbliska" (Kaliber 44)
"Ja i moi ludzie do celu idąc pokonamy burze" (Tymon)

TE-WU, TE-TE-WU!
Te... te... te... te... te... TEWU!

Głowy w rytm, upływa czas
Powrót do tamtych dni- HIP HOP JEST W NAS!
Aż po grób serce mocniej zabiło
"Bo chodzi o to żeby było miło"

Głowy w rytm, upływa czas
Powrót do tamtych dni- HIP HOP JEST W NAS!
Aż po grób serce mocniej zabiło
"Bo chodzi o to żeby było miło"


?
?
?
Pierdzące Unitry głośniki
Owe czasy puste kierman bagi
Teraz pokitrane bliki w skarpecie
Wole tamte jako pustak
Na VHS'ie klipy, mordobicia Vega
Niceweary, Lenary, Startery, Powery
Dekolakie baunsy na wełnie hery, a nie lansy
MySpace'y, internety, YouTube'y, ty
Nie jeden siwy, ryży, chudy, łysy, rudy, gruby nie wie ocb
Nie wie jak ryć glebe
Na szuflady ziele, rapu to ciary na ciele
Dalej miele ozorem
Się wyśpię jak pościele, ide torem
Odlschool jazdy chore i chuj
Lepiej później, zawsze w pore
Trzecia płyta na półki zawita
Solo niebawem, temat to konflikt z prawem
Jakie te kurwa czasy były klawe

TE-WU, TE-TE-WU!
TE-WU, TE-TE-WU!

"Bo chodzi o to żeby było miło"
TE-WU, TE-TE-WU!

"Bo chodzi o to żeby było miło"
TE-WU, TE-TE-WU!

"Bo chodzi o to żeby było miło"
TE-WU, TE-TE-WU!
Popatrz mi prosto w oczy i powiedz co cie boli
na otwarte rany chcesz dosypywać soli,
a słowa jak nóż wbijasz prosto w serce
nie ma siły los już szykuje ci zemste.

Ochłoń, ty myślisz że jesteś najlepszy
ty czujesz się najważniejszy
przez siebie zbyt przeceniany,
to ma dwie strony
nikogo nie musisz udawać
pycha bywa jak zdrada
ty myślisz że możesz więcej,
a za plecami zacierasz ręce
oboje wiemy jak jest
szybko z tej gry odpada
ten kogo zżera duma i ten co najwięcej gada
wiem że doigrasz się, zimny wiatr w oczy wieje
wtedy zobaczysz kto, kto się ostatni śmieje

Popatrz mi prosto w oczy i powiedz co cie boli
na otwarte rany chcesz dosypywać soli,
a słowa jak nóż wbijasz prosto w serce
nie ma siły los już szykuje ci zemste.

Zimny wiatr on zawsze tu sprząta,
czujesz brat nie możesz temu sprostać
nie masz szans sprawa jest prosta,
tych pare wersów jest jak ostra chłosta,
nie nawidzisz mnie, że robie swoje dalej
nie tolerujesz mnie, że tyle płyt wydaje
nie nawidzisz mnie, bo życie ciebie nienawidzi
oczywiście każdy swoich błędów się wstydzi.
Musi być zawsze jakaś granica normy,
dzieciaku przeżyj to co ja i bądź skłonny
zrozumieć mój świat, który jest odporny
na zimny wiatr, który przeżywa sztormy.

To zimny wiatr on zawsze tu sprząta,
czujesz brat nie możesz temu sprostać
nie masz szans sprawa jest prosta,
tych pare wersów jest jak ostra chłosta.

Na dobroć tej kwestii trzeba sobie zasłużyć
zacznij to naprawiać to co zacząłeś burzyć,
weź to do serca, bo ja wszystko pamiętam,
kurewskie zachowanie zapamiętam.
Onar:
Warszawa w sercu Polski to miasto w moim sercu
Żyły pompują syf do miejskiego krwioobiegu
Każdy w biegu, tętnice zapchane życiem jak peron
Tu każdy dba o hajs,a nikt nie dba o choresterol
Tu chcesz wsiąść do pociągu byle jakiego
Ja mam tu korzenie i genealogiczne drzewo
Nie przyjechałem tu na studia, ani po lepszą pracę
Jestem swój chłopak od zawsze na zawsze
Krople biją w parapet, dzisiaj niebo płacze
Niewinne dzieci miasta odchodzą w niepamięć
My walczymy o lepsze ciuchy, fury i dom
A inni o kawałek chleba i jaki kolwiek kąt
To oni popełnili błąd czy ktoś za nich go popełnił
Żyjemy, żeby zginąć i jesteśmy obojętni
WWA, tutaj nigdy nic się nie zmieni
Bo czas (oł) leci jak wózki na V-rally

Słoń:
Jestem z miasta to widać, słychać i czuć z daleka
Od kołyski aż po uderzenie trumiennego wieka
Jedyni żyją w ściekach, inni harują ospali
To rzeczywistość labiryntu z betonu i stali
Hałas świeżych spalin, w mgłach trującego smogu
Tu nauczyliśmy się odróżniać przyjaciół od wrogów, synu
Podziękuj Bogu, lecz pamiętaj o diable
Tu dzieciaki graja w scrabble, układają nazwy tablet
Ktoś nagle w środku nocy zaczął przeraźliwie wrzeszczeć
Jakby nieostrożnie wdepnął nogą w kłusownicze kleszcze
Streszcze to po krótce, lecz sam dopisz Sobie finał
Trzech wygłodniałych typów kontra młoda dziewczyna
To nie są historie z kina kończące się happy end'em
Życie bywa wstrętne, oczy pogrążone obłędem
Jesteśmy tętnem rapu, pomiń fałszywe kurestwo
Dożywotnio reprezentuje P do N z kreską

Ref. (2x)
Jestem z miasta (ej) to widać
Jestem z miasta (ej) to słychać
Jestem z miasta (ej) to czuć
Jestem z miasta (ej) to widać (ej) słychać (ej) i czuć (jeszcze raz)

Shellerini:
Widziały wiele, ale milczą, dedykuje to tym fyrtlom
Gdzie najważniejsze to wywinąć się jako Jay Simpson
Jedyni wyjść stąd chcą, kiedy drudzy idą pod prąd, tu
Właściwej ścieżki niestety nie wskaże tom-tom
Nieważne czy to Pią Pią czy Warszawski Urysnów
Wszędzie ten sam przymus, wybór zależy od wpływów, synu
Nad miastem zły duch w sercach nienawiść wypiera miłosć
Z bajzlu w papierach tutaj zło ma wiele imion, tu
Syreny wyją przyznaj znajoma melodia
Wszyscy jesteśmy z miasta i właśnie w mieście nas spotkasz
Wychylam do dna co dnia, patrze na krajobraz bez zmian
Mój ukochany Poznań to dla mnie cały wszechświat
Te historie z sąsiedztwa ceni specyficzny urok
Zbliża się północ, płonie rulon, chwytam za pióro
Znów będzie rumor, dla nas pierdolony standard
Mały Shelma, Shellerini PDG jestem z miasta

Paluch:
Jestem z miasta gdzie hajs i lans liczy się na maxa
Ja idę swoją drogą dalej z frajerami jazda
Żyję tutaj i kocham każdy dzień, inne myślenie
Jakbym wdychał kurwa inny tlen
Jestem z miasta to widać, bo styl mam unikalny
Jestem z miasta to słychać, bo mówie nie jak każdy
Jestem z miasta to czuć, bo mam psychiczne jazdy
Tempo życia i stres już dawno zgubiłem azyl
Tutaj latem szukasz cienia, jesienią szukasz słońca
Dupy szukają miłości później dla dziecka ojca
Sytuacje trudne jak autystyczne alkoholik
Rozwiązujesz sie w sposób, który najbardziej zaboli
Grubo ustawiony może być najchudszy leszcz
Zanim dojdzie do spięcia to słowa na zamiary mierz
Bo tutaj tak jest i tutaj tak się żyje
Ja tutaj umrę i tu się urodziłem

Ref. (4x)
Jestem z miasta (ej) to widać
Jestem z miasta (ej) to słychać
Jestem z miasta (ej) to czuć
Jestem z miasta (ej) to widać (ej) słychać (ej) i czuć!
Dzień, dzień, dzień
Przecież wiem, wiem, wiem
Żadne życie to nie sen, sen
Że to nie film, nie
To nie jest świat z murów
Prosisz o help tłumy
Uciekasz do rozumu, gdy nie masz pomocy z góry
Gdzie te fanfary?
Tłumisz uczucie, gdy jesteś pod butem
Gdy twoje życie zaszczute
Gdy brakuje Ci tchu oddychasz jednym płucem
Jesteś produktem
Jesteś numerem, świat kopie w dupę
Gdy Ci źle w sercu
Nie próbuj go oszukać
To tak jak próba, ukojenia szukaj w nutach
*Tych trwa emocje, okaże się pomocne
Zagotuj sobie krew w żyłach, to takie proste
Nie widzę drzwi tutaj, nie ma co otworzyć
I w pustym pokoju widzę muzyki promyk
Stoję na warcie, stoję na skarpie
Gdy Beatoven gra ludzie pokazują palcem

Ref:
I tak jest każdego dnia
Nucę to by całe zło odeszło stąd
I tak wiem, że to nie da nic, ciągle muszę iść pod górę (2x)

I tak jest, jak jest
Wali Ci się świat wokół
A ty ani drgniesz, stoisz na uboczu
To chyba nie jest zdrowe, to nawet nie jest fajne
Ogarnij bajzel, to niekoniecznie jest dobre
Ten domek z kart wali Ci się na głowę
Ale nie płacz, bo płakanie nie jest modne
Bądź lepiej wariat, wyładuj się na innych
Człowiek to kopalnia, zasyp ich emocje
Bądź twardy jak skała
Niektórzy tępi są jak strzała
Więc nie zakładaj, że każdy skończył Harvard
Ludziki są puste, ludziki są nieznośne
Wystarczy jedna gleba , ludziki są pod mostem
Potem wołają o pomstę, szukając wokół winnych
Ich słabe serce jest pełne roszczeń
Jak tu wytrzymać by nikt nie wydymał
Trzeba iść pod górę, gdy nikt nie będzie Cię trzymał

Ref:
I tak jest każdego dnia
Nucę to by całe zło odeszło stąd
I tak wiem, że to nie da nic, ciągle muszę iść pod górę (2x)

Tak jest każdego dnia
Nucę to by całe zło odeszło stąd
I tak wiem, że to nie da nic, ciągle muszę iść pod górę
I tak jest każdego dnia
Nucę to by całe zło odeszło stąd
I tak wiem że to nie da nic, ciągle muszę iść pod górę
[Jopel]
To miasto się zmieniło nie jest takie jak przedtem,
kiedyś zakłady w wastach robiły bawełnę,
dziś są zniszczone jak Bagdad i sprzedają tam meble.
na pewno ziomek wiesz gdzie jest teatr lalek.
To za magdalenkę, chodziłem na wagary,
to było dużo wcześniej,
jeszcze zanim powstały te galerie z kinami i kręglami.
Mówię o czasach zanim spisałem pierwszą zwrotkę,
Transakcję kadridżami, graliśmy w złotą piątkę,
mogłem całymi dniami z bratem przechodzić "Contre".
Piłka pod oknem w ogródku sąsiadki,
która wciąż darła mordę, że depczemy jej kwiatki.
Nasze matki znosiły to jakimi jesteśmy,
ojcowie nie pili i nie mieli depresji
i nasze pięści rzadziej wchodziły w ruch
gdy z powodu agresji już brakowało słów.

A dziś - dziś kilka stów potrafi zburzyć przyjaźnie,
których Bóg nawet nie miał prawa ruszyć.
Mieliśmy wyjść na ludzi a już nimi jesteśmy,
odkąd umiemy brudy swoje i świata dzierżyć.
Nie mam pretensji o to jak mnie postrzegasz,
nie jestem lepszy, żeby oceniać.
Czas jest bezwzględny, czas to nadzieja,
na której zjadłem zęby kiedy ten świat mnie zmieniał.

Tu idę przez centrum i chociaż to nie Paryż
to mijam cudzoziemców i ciapatych z wymiany.
Dwa szkolne autokary dzieci z Janowa,
po to tu przyjechały, by zobaczyć MC'Donald.
nieliczni w domach, trzy czwarte w Tyrze,
chciałbym być ponad, a sam w to idę.
Czy się wyliże, już tego nie wiem,
nie dla mnie życie o samym chlebie.
Też mógłbym siedzieć i czekać na jałmużnę
aż ktoś mi wrzuci becel w pudełko po jogurcie.
To bywa trudne, patrząc, będąc świadomym
jak staczają się ludzi, którzy stali na swoim.
Wczoraj znajomi, a dzisiaj hieny
To czas uczy nas mnożyć, naliczać i dzielić,
matematykę ziemi znam, lecz nie znam wzoru
na życie pełne barw i odcieni koloru.

Dziś kilka stów potrafi zburzyć przyjaźnie,
których Bóg nawet nie miał prawa ruszyć.
Mieliśmy wyjść na ludzi a już nimi jesteśmy,
odkąd umiemy brudy swoje i świata dzierżyć.
Nie mam pretensji o to jak mnie postrzegasz,
nie jestem lepszy, żeby oceniać.
Czas jest bezwzględny, czas to nadzieja,
na której zjadłem zęby kiedy ten świat mnie zmieniał.
Ref. x2
Chodź ze mną, zaufaj liryce i tym bębnom
Za rap oddam życie, za muzykę nieśmiertelność
Chodź ze mną, ręce uniesione w górze, jedność
Za piękno, za szczerość, za naszą niepodległość

1. Buka
Dość mam skurwysynów, którzy chcą zabrać mi wolność
Mam w sobie jad, wykorzystam go gdy spróbujesz mnie dotknąć
Twarz uniesiona dumnie, trzymam w dłoniach godło
Mój rap to ratunek i jedyna wiarygodność
Ten świat nigdy nie dał mi odpocząć
I może po drodze krocząc tak dźwięki Cię zauroczą
Nie runie domek z kart, choć dopytuję: po co?
To pulsuje w nas od lat, wraca z potrojoną mocą
To coś więcej niż posąg, to myli postać z kosą
To my i wykrzyczymy to w twarz niebo głosom
Póki w nas jest to po co warto zadrzeć z szarością
W oka mgnieniu naszych pragnień ślady zatrze nieprzytomność
Ten świat nigdy nie dał mi odpocząć
I może nie runie domek z kart, dźwięki Cię zauroczą
Za rap i za słowa, uniesione dłonie, jedność
Za piękno w naszych głowach i za naszą niepodległość

Ref. x2
Chodź ze mną, zaufaj liryce i tym bębnom
Za rap oddam życie, za muzykę nieśmiertelność
Chodź ze mną, ręce uniesione w górze, jedność
Za piękno, za szczerość, za naszą niepodległość

2. Skor
Nie mów mi co jest słuszne i co czuć mam upadając
Gdy tu ludzie wierzą w zion, nawzajem się zabijając
A serca wstają znowu, to nieuniknione
Wracamy na barykady przesłań, nie wszystko skończone
Póki płonę, póki wciąż płonie w nas to
Pójdziemy w światła stronę, jeśli znicze zgasną
I jeśli zasnąć przyjdzie nam na wieczność
To tylko wierząc w jedność, niepodległość
To przeszłość de integro, drzwi stoją otworem
Jeśli nadzieja jest tarczą, to prawda jest mym toporem
S.K.O.R, oddałem temu pół życia
Oddałem serce, płuca, tylko tym umiem oddychać
Nie ma mnie w statystykach, nie ma mnie na listach
Jestem tu, gdzie podziemny rap nie boi się wyzwań
I wytrwam, wierząc naszą jedność
I w piękno w naszych głowach i w naszą niepodległość

Ref. x2
Chodź ze mną, zaufaj liryce i tym bębnom
Za rap oddam życie, za muzykę nieśmiertelność
Chodź ze mną, ręce uniesione w górze, jedność
Za piękno, za szczerość, za naszą niepodległość

3. Mati
Chodź ze mną, podaj mi swą dłoń, spójrz mi w oczy
Chodź, wytoczymy nowy tor, by wróg nas nie zaskoczył
Chodź, gdy zabije dzwon, wyruszymy o północy na front
Bo największy błąd to odstawić broń i się poddać
To walka full kontakt od lat trwa brat
W ręku fach mam, używam go jak kat, brat
Czas wziąć się w garść, ej brat do góry głowa
Żeby wygrać z czasem, trzeba czasem ziom zaryzykować
Więc doładowuję do działa kule i proch
Odpalam lont, uwierz to działa [działa], poczujesz ich moc
I gdy nadejdzie noc, pójdę w mrok, amunicji nie starczy
Wrócę z tarczą albo na tarczy, mam o co walczyć
I nie jestem tu sam, razem dzierżymy koronę
Be do Ka, Em do A do Te do i-S.K.O.R
W górę kielonek, za pokonanych i za jedność
Za piękno w naszych głowach i za naszą niepodległość

Niepodległość, niepodległość, niepodległość, niepodległość

Ref. x2
Chodź ze mną, zaufaj liryce i tym bębnom
Za rap oddam życie, za muzykę nieśmiertelność
Chodź ze mną, ręce uniesione w górze, jedność
Za piękno, za szczerość, za naszą niepodległość
Im szybciej się jorgniesz, że nie ma co zamulać
Bierz los w swoje ręce jak ja i mój wspólas
Ten chla, tamten ćpa, wymówką jest trumna
Udają świętoszków, a masz żula i ćpuna
Już za gram skuna, mogę mieć przejebane
Gdzie indziej legalnie pęka gram za gramem
Rząd okrada ludzi, chce z nas głupków zrobić
Starsi nie mają sił
by walczyć
A młodzi, bez czasu wcale w ciągłym pędzie za szmalem
Kredyt, leasing, ZUS, na nic twoje żale
Płacz dalej, płacz i co w zamian dostaniesz?
Mandat za to, że bawisz się za dobrze
Jakieś pytanie? Peja, Żary, Wilku, Bilon a więc wszystko działa
Hip-hop non-stop, ulica, lamusom wara
Więc zrozum to najlepiej od zaraz
Że nie ma możliwości żeby zabić ten hałas

[x2]
Otwórz oczy, działaj non-stop
Myśl, myśl, to nie boli ziom
Otwórz oczy, działaj non-stop

Im szybciej się jorgniesz, że narkotyk to brud
Jeśli już to wiesz, znaczy, kolejny cud
Nieznośny głód budzi uczucia chłód
Jak żywy trup wygląda, choćby mógł
Rzucić ten syf na bruk
Wykonasz dobry ruch, jesteś zdrów
Jest z tobą wielki duch
A stawiasz przed nim mur, zaciskając sznur
Naśladując tłum, pod kopułą szum
To jest melanżu full, nie mam do tego nic
Żeby czasem żyć jak król, uśmierzyć chwili ból
Lecz na rozstaju dróg mówię stój, idę w bój
Omijając gnój, a ze mną człowiek swój
To Mokotowa sól ostrzega
Pilnuj się, by nie wyrósł z ciebie żul
Właśnie tak

[x2]
Otwórz oczy, działaj non-stop
Myśl, myśl, to nie boli ziom
Otwórz oczy, działaj non-stop

Im szybciej się jorgniesz od momentu swych narodzin
Pisze swą historię więc zastanów się co robisz
Czy jesteś elegancki czy tylko sobie szkodzisz
Weź wyciągnij wnioski ze swej przebytej drogi
Przyjdzie ten dzień, przyjdzie taka chwila
W końcu zapłacisz za to co żeś nawywijał
Czekaj i nie zapominaj jakim jesteś człowiekiem
Widać to po twoich czynach
Im szybciej się jorgniesz, że jedność to dar
Powiedz co byś zrobił gdybyś szedł przez życie sam
W jedności siła, razem z JLB gram
Mamy tu do zrealizowania wspólny plan
Im szybciej się jorgniesz, że stać cię na więcej
Trzeba się przyłożyć, w 100% oddać serce
Musisz być zdolny, ziom, do poświęceń
A wybije ta godzina kiedy spotkasz się z efektem

[x2]
Otwórz oczy, działaj non-stop
Myśl, myśl, to nie boli ziom
Otwórz oczy, działaj non-stop

Im szybciej się jorgniesz na tym wnet wyjdziesz do przodu
Człowiek sprawi zawód, musisz iść przez życie ziomuś
Odzyskaj szczęście, spokój, niech na twarz wjedzie ci banan
Bo każda sytuacja może zniszczyć, a przegrana
Tylko ciebie wzmocni, bądź czujny, dziś mam prościej
Będę takim gościem, który kocha siebie mocniej
Zadbam o siebie, dziś z rozpaczy już nie krzyczę
Wiem ile moich ziomków przez dupę wybrało stryczek
Ja nie będę tym (dziś piszę) straconym chłopcem (wisieć)
Po to żeby w trzy jedynki przyjąć kwiaty i znicze
Im szybciej tym bliżej rozwiązania tej zagadki
Życie nie rozpieszcza, nara, pakuj manatki
Dziś kontempluje w szatni tuż przed wyjściem do mych ludzi
W drodze po kolejne złoto stworzony by się nie nudzić
Nie ma co bólu tłumić alkoholem i dragami
To trzeba wszystko przeżyć jak przeżyła to Mała Mi
Niezgodność charakterów, wiesz, że życie z problemami
Ziom pierdolę to, wybieram siebie, czaisz?
Toksyczny syf, który moje życie zepsuł
Wybieram własne szczęście będąc sam przeciw kurestwu

[x2]
Otwórz oczy, działaj non-stop
Myśl, myśl, to nie boli ziom
Otwórz oczy, działaj non-stop
Jak źle jest Ci to przypomnij sobie chłopaku te wszystkie dobre dni...
Nie zapomne o Warszawie, partyzanckiej postawie...
Z betonowych osiedli, domowego ogniska struktura zawsze mi bliska...
Choć znane miejscówki, nazwiska...
Słowa dla chłopaków z blokowiska Gier H.w.u
trzynastka na bloku Majdajska - Igajska zawsze dla was pokój nigdy na pokaz
Słowa prawdy dla dzieciaków żeglujących po blokach by wiedziały co jest ważne
niczego nie przeoczyć móc wreszcie sie zjednoczyć...
Raczej walka na osiedlach bedzie zawsze sie toczyć...
Zobacz ile sie zmieniło, co sie porobiło ilu srebro zniszczyło...
Ogłupiany prawie każdy...
Co teraz imponuje?
Drogi styl, porno gwiazdy bracia esko- bar...
Zobacz jak prysł czar...
Każdemu czas ucieka, bez wyjątku [bez wyjątku]
Jeśli wiesz co sie liczy wszystko bedzie w porządku...
Życie na podwórku, mój pierwszy joint na murku...
Pytasz czemu he? Blant mi życie umila, potrzebna
jak słońce każda pozytywna chwila...
Pierdolić komendanta Halskiego na rewirach...
to dla was chłopaki nie traćcie nigdy ducha...
Na zawsze przy wspólnych ruchach...
Wielkie dzieki za to wszystko
Ryba i Łukasz, zawsze dobre slowo dla Kuby Karpoluka
dla Kao pozdrowienia, wszystkie wspomnienia...
Wszystko dla chłopaków, których skład sie nie zmienia...
to wszystko dla tych mających cos do powiedzenia...

Dla Ulicy to wszystko [dla Ulicy]
Dla Dzieciaków na boiskach, dla chłopaków na Warszawskich blokowiskach
dla ulicy to wszystko...
Komitywa, Warszawa to wszystko jest dla was... x2

Wszystko co robimy dla ulicy... to wszystko
Osiedle, blokowisko, dobrzy ludzie, znane miejsca, do których jest mi blisko...
Dzieki, Dzieki dla chłopaków z Mokotowa, dzieki dla Daniela...
za akcje za browar, Narbuta i Ławkowa... o tych miejscówkach zawsze ciepłe słowa...
Czas sie zrelaksować... blant juz sie kreci...
Jeden maluje, drugi tańczy, a trzeci.. patrz.. Nadzieje dał mi Bóg, Matka miłość, ojciec siłę, to nie czekam na cud w kolejce po zasiłek. Ej, ja też wychowałem się w blokach i wybrałem będę robił to co kocham, więc pisze te wersy. Na nic nie licząc, a kobiety mi mówią że to droga donikąd. Bo bywa, wypruwam płuca za 2 stówy, ale to mój świat, moje ulice i kluby. Mój rap obudził nową siłę w ludziach, oni maja teraz siłę większą niż Pudzian. A ja wznoszę toast, patrzę jak patrzą zawieszeni bo nic już tego nie zmieni.
Co Ty na to?

Mam chodzić do klubu, nie wiem czy warto bo nie jaram szlugów, naraz wdycham karton. Pić tu z nudów nie bywam już dawno, tu wersy zamieniam na banknot łatwo. Znów przez tłum na scenę wbić się staram, setny raz mówię „nara”, schowaj ten aparat. Ja muszę grać z klasą trzymać fason, a oni muszą wiedzieć za co kurwa płacą. Za nim padnie cała konsoletę, bo akustyk mocno kocha heavy metal. Znów się przekonam ze rap to mój bękart, złe dzieciaki, których sam byś się spętał.

Nagrywam rap i bawię się bitem, odnalazłem się, wielu chcę bym przestał, pierdole kompromisy, robię rap i jestem dobry.

Nie zmieni tego koniunktura rynku, popatrz na mury i ściany budynku, popatrz to siły rapu największy pokaz, kolejny dzieciak wydostał się z rynsztoka i nikt nie zmieni tego że latami hip hop się rządzi swoimi prawami. Tego że czasami gra nie jest czysta, moja refleksja jest oczywista. Nie zmienisz marzeń dzieciaków z ulicy, do których spokojnie możesz mnie zaliczyć. Molesta to powrót do rapu korzeni, i nikt i nic nigdy tego nie zmieni.

Wigor sprawdź to.
Elo, znam drogę, nie idę na ślepo, na mur beton, bloki i kamienice otaczają mnie tu zewsząd. Chcąc nie chcąc w tym mieście drzemie nie spożyta siła. Już od lat, dobry rap napędza krew w moich żyłach. Mam ta siłę i odwagę to nie przypadek, że za każdym razem zdawać sobie lepiej z tego sprawę, że to co warte to nadać życiu kształt i charakter. Wybić się z tych śpiących bloków, nie spaść na sam parter. Szlaki przetarte już dawno sa za mną zmierzam w kierunku przeznaczenia, wiem że nie na darmo. Spisać się na zgubę to nie wchodzi w rachubę, ja wolę każdego dnia podejmować nową próbę. Wiesz, nagrywam rap i bawię się bitem, odnalazłem się, wielu chcę bym przestał, pierdole kompromisy, robię rap i jestem dobry.
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo