Popularne piosenki. Polski Hip Hop

O co chodzi mi o co chodzi ci o co chodzi wam (wam) Wzgórze nie wiem już
sam to potęga zbrodni czyli wymierzenie kary Wzgórze już jest (jest) już
są jakieś ofiary ej stary nie mam ci już nic do powiedzenia (nic)
dziewięć sześć rok dużo tutaj pozmieniał stoję na wzgórzu by powiedzieć
wam o tym ze marchewkowa głowa to same głupoty ej co ty (co ty) nie
widziałem jeszcze takich rzeczy z kilku stopów odlane parę mieczy jedynie
chyba to ze Wzgórze czyli pierwszy pocisk trafia w twoje podniebienie

Wzgórze Ya-Pa 3 Wzgórze na scenie Wzgórze trafia prosto w twoje
podniebienie
Wzgórze Ya-Pa 3 Wzgórze na scenie Wzgórze trafia prosto w twoje
podniebienie
Wzgórze Ya-Pa 3 Wzgórze na scenie Wzgórze trafia prosto w twoje
podniebienie
Wzgórze Ya-Pa 3 Wzgórze na scenie Wzgórze trafia prosto w twoje
podniebienie

Wdech i wydech powtórzone pary razy przedstawi ci wizje i dziwne obrazy
zakazy znaki i inne przeciwieństwa Wzgórze Ya-Pa 3 tak blisko szaleństwa
odwagi (odwagi) i dziwnych wibracji przemyśleń zamętów pawia po kolacji
zastanów się dwa razy przed wybraniem mego stylu hip hop rymy padające do
celu wielu umarło lub dopiero się narodzi Wzgórze Ya-Pa 3 kto mi powie o
co chodzi chyba to (to) ze Wzgórze cały czas jest na scenie czyli drugi
pocisk trafia w twoje podniebienie

Wzgórze Ya-Pa 3 Wzgórze na scenie Wzgórze trafia prosto w twoje
podniebienie
Wzgórze Ya-Pa 3 Wzgórze na scenie Wzgórze trafia prosto w twoje
podniebienie
Wzgórze Ya-Pa 3 Wzgórze na scenie Wzgórze trafia prosto w twoje
podniebienie
Wzgórze Ya-Pa 3 Wzgórze na scenie Wzgórze trafia prosto w twoje
podniebienie

Tak rym przebija się już doskonale słyszysz go ty słyszą ja słyszą małe
dzieci dziadkowie rodzice i starsi wyrzucam go z ust wyrzucam go z garści
ziarna przeradzają się w ogromne drzewa coraz więcej wiernych brakuje już
chleba trzeba się pogodzić z morałem tej piosenki nie wiem co ma sens (
sens) nie wiem co ma dzięki za to ze żyjemy ze rymować umiemy bo przecież
cały czas dobrze wiesz ze Wzgórze Ya-Pa 3 cały czas jest na scenie czyli
trzeci pocisk trafia w twoje podniebienie

Wzgórze Ya-Pa 3 Wzgórze na scenie Wzgórze trafia prosto w twoje
podniebienie
Wzgórze Ya-Pa 3 Wzgórze na scenie Wzgórze trafia prosto w twoje
podniebienie
Wzgórze Ya-Pa 3 Wzgórze na scenie Wzgórze trafia prosto w twoje
podniebienie
Wzgórze Ya-Pa 3 Wzgórze na scenie Wzgórze trafia prosto w twoje
podniebienie
Miałeś czyste sumienie a ja puste kieszenie
w rapie spełnienie za to znikomy zarobek
zapomnij skurwysynu peja to nie twój parobek
chce się nażreć hiena pyta jaka peji cena
standartowa ściema tak jak wtórność przy tworzeniu
być nie mieć po raz drugi tylko we własnym imieniu
kuszony tandetą dnia każdego wciąż w podziemiu
bo takie mam podejście najważniejsze w robieniu
to nie zaprzedać duszy mnie do tego nikt nie zmusi
nawet jak przydusi nie usłyszysz mego basta
jeden z drugim kart nasta mówisz to tylko interes
ja przed nowym samplerem w patrzałach brak złotówy
rap tworze rzeczywisty to był kolejny dzień próby
nie sprowadził mnie do zguby tak jak nidy działalność
niebezpieczna jak karalność procederu w którym działam
pierdole twe historie tam gdzie zbrodnia tam kara
i to ja wypruwam flaki kiedy tworze nowe tracki
niechce robić draki bo potrzeby takiej nie ma
ale jedno zapamietaj że nie wszystko jest na sprzedaż
nie umiałes uszanować nie wiesz co to jest pracować
nie wiesz jak rapować chciałes za wszystko kasować
naucz sie promować i dbać o swych artystów
warunki w polskim rapie jak żądania terorystów
często nie do przyjęcia niepokorny bez cięcia
żyje pod presją wkurwiam się gdy robisz zdjęcia
znajdź lepsze zajęcia tej ty padlino żerca
odpierdol się odemnie jeszcze żyje rytm bit serca

ref.
Dwie dwie kurwy przez duże K
tylko we własnym imieniu być nie mieć razy dwa
dwie dwie kurwy przez duze K
tylko we własnym imieniu być nie mieć razy dwa
dwie dwie kurwy przez duże K
tylko we własnym imieniu być nie miec razy dwa
dwie dwie kurwy przez duze K
i...... druga rzecz

2.
Chcesz się otrzeć o mój sukces powiem tak z miernym skutkiem
jeden z tych co nie pozwolił manipulować wizerunkiem
i tak go nie posiadam siadam składam pisze gadam
w przyzwoitych warunkach na uczciwych zasadach
a gdyby ich nie było i tak bymn swoje zrobił
i nie pytaj czy zarobił ten co z biedą był za pan brat
to dla ciebie dance makabra sztuka w dwoch aktach
brak rozpaczy w tych gatkach i nie mów na mnie gwiazda
bram zabezpieczenie gniazda poprzez społeczny komentarz
kryminalna sentencja jak anymaniak mientha
od zmierchu do świtu chce dobrego wyniku
jak pocjent na odwyku zawalczyc ze zgnilizną
chcesz być fejmiu jak sisqu mc przy nazwisku
nie kupisz tego mistrzu ta matura jest do zdania
przegrasz bez przygotowania szkoła zycia z niej doznania
w kawałkach które wzbudzą jeszcze wiele uznania
co ty kurwa wogole wiesz o tym całym moim rapie
czy ty wiesz jak to jest przelać uczucia na papier
bez wczesniejszych przygotowań bić zwrotke człowiek zdolny
obdażony talentem i nie samowicie skromny
chciałby cały świat zmienić i nie po to byś mnei cenił
ty najchetniej co byś zrobił byś mnie jebnoł po kieszeni
nie żadze nie błądze za rap wezme pieniądze
które w nowo jorskim parku ktoś zaproponował mądrze
dobrze w pożądku nie odemnie się zaczeło
wynagrodzenie starań które w rapie zawsze było
jaki wpływ na podejście nie zmieniło to za wiele
szczere mam intencje hajs jest środkiem nie celem
jeszcze mam nikła nadzieje że tak źle się tu nie dzieje
od niedawna na legalu być nie miec to sobie cenie

ref.
Dwie dwie kurwy przez duże K
tylko we własnym imieniu być nie mieć razy dwa
dwie dwie kurwy przez duze K
tylko we własnym imieniu byc nie mieć razy dwa
dwie dwie kurwy przez duże K
tylko we własnym imieniu być nie miec razy dwa
dwie dwie kurwy przez duze K
tylko we własnym imieniu być nie mieć razu dwa.
[x2]
To D.G.E., słyszysz mocne bębny
P.D.G. ekipa robi nocne manewry
Dla tych, co mają mocne nerwy, to polskie derby
Po ciemku widzisz złote zęby, błysk

A ja zakręcam kran
Niweczę ten wasz kretyński plan, tak
Tajemniczy jak Tymiński Stan
Dla tych bliskich gram
Stąd ich pyski znam
Straty i zyski mam, bo gram
To dla tych wszystkich pań
To dla tych śliskich spraw
W kieszeni listki mam
W głowie przebłyski mam, pizgam
I nie ma szans, żaden skurwiel ze mną
Wtedy kiedy kroczę drogą ciemną
Wiem jedno - idę po zwycięstwo

Sala napierdala...

[x2]
To D.G.E., słyszysz mocne bębny
P.D.G. ekipa robi nocne manewry
Dla tych, co mają mocne nerwy, to polskie derby
Po ciemku widzisz złote zęby, błysk

Za mną bractwo co ceni męstwo a nie cwaniactwo
Tu gdzie buractwo jak robactwo się pleni
Gural się nie leni, to ten miłośnik zieleni
Ziom, masz to coś, musisz to docenić
W kraju gdzie złość na co dzień skrywa
Każdy przechodzień chyba
Jestem jak w wodzie ryba
Po bitach sobie pływam
Pierdolę zawiść, nic nikomu nie zazdroszczę
Jak nie mam to poszczę, ostrzę słów ostrze

[x2]
To D.G.E., słyszysz mocne bębny
P.D.G. ekipa robi nocne manewry
Dla tych, co mają mocne nerwy, to polskie derby
Po ciemku widzisz złote zęby, błysk

Bujam stale czoło
Kroję rymy
I palę zioło
Doję płyny alko
Mówię co jest grane wkoło
I wzbudzam zamęt sobą
I wzbudzam lament mową
Technikę mam diamentową
Jak kamień pod wodą znikam
PDG klika ze mną
Technika ze mną
Ja wnikam w sedno
Ja tak jak kamień pod wodą znikam
PDG klika ze mną
Technika ze mną
Ja wnikam w sedno
Ja tak jak...

[x2]
To D.G.E., słyszysz mocne bębny
P.D.G. ekipa robi nocne manewry
Dla tych, co mają mocne nerwy, to polskie derby
Po ciemku widzisz złote zęby, błysk
Dzień, dzień, dzień
Przecież wiem, wiem, wiem
Żadne życie to nie sen, sen
Że to nie film, nie
To nie jest świat z murów
Prosisz o help tłumy
Uciekasz do rozumu, gdy nie masz pomocy z góry
Gdzie te fanfary?
Tłumisz uczucie, gdy jesteś pod butem
Gdy twoje życie zaszczute
Gdy brakuje Ci tchu oddychasz jednym płucem
Jesteś produktem
Jesteś numerem, świat kopie w dupę
Gdy Ci źle w sercu
Nie próbuj go oszukać
To tak jak próba, ukojenia szukaj w nutach
*Tych trwa emocje, okaże się pomocne
Zagotuj sobie krew w żyłach, to takie proste
Nie widzę drzwi tutaj, nie ma co otworzyć
I w pustym pokoju widzę muzyki promyk
Stoję na warcie, stoję na skarpie
Gdy Beatoven gra ludzie pokazują palcem

Ref:
I tak jest każdego dnia
Nucę to by całe zło odeszło stąd
I tak wiem, że to nie da nic, ciągle muszę iść pod górę (2x)

I tak jest, jak jest
Wali Ci się świat wokół
A ty ani drgniesz, stoisz na uboczu
To chyba nie jest zdrowe, to nawet nie jest fajne
Ogarnij bajzel, to niekoniecznie jest dobre
Ten domek z kart wali Ci się na głowę
Ale nie płacz, bo płakanie nie jest modne
Bądź lepiej wariat, wyładuj się na innych
Człowiek to kopalnia, zasyp ich emocje
Bądź twardy jak skała
Niektórzy tępi są jak strzała
Więc nie zakładaj, że każdy skończył Harvard
Ludziki są puste, ludziki są nieznośne
Wystarczy jedna gleba , ludziki są pod mostem
Potem wołają o pomstę, szukając wokół winnych
Ich słabe serce jest pełne roszczeń
Jak tu wytrzymać by nikt nie wydymał
Trzeba iść pod górę, gdy nikt nie będzie Cię trzymał

Ref:
I tak jest każdego dnia
Nucę to by całe zło odeszło stąd
I tak wiem, że to nie da nic, ciągle muszę iść pod górę (2x)

Tak jest każdego dnia
Nucę to by całe zło odeszło stąd
I tak wiem, że to nie da nic, ciągle muszę iść pod górę
I tak jest każdego dnia
Nucę to by całe zło odeszło stąd
I tak wiem że to nie da nic, ciągle muszę iść pod górę
P do N tutaj mieszkam
Kreska
P do N kolejna wersja
Czwóreczka

Ten co tworzy dla mniejszości odbierany jest przez masy
Ten co o szczęściu marzy, dobrym życiu, super gaży, yo
Tworem reportaży chcesz to słuchaj Jozin z Bazin
Ja pozostaję w grze, w której można sie poparzyć
Filar penerskiego miasta Saiko Kila czas umila
Na Jeżycach syf jak w Detroit ósma mila
Tu wystarczy jedna chwila, by zwycięzca był przegranym
To kalejdoskop zdarzeń często złych, niespodziewanych
To kolejny raport o tych miejscach ci nieznanych
O enklawach zła, wyklętych, zakazanych
Gdzie D mówi dobranoc, a w P tu nikt nie wierzy
Każdy chce tu jakoś przeżyć, w dobre życie chce wierzyć
Swych tajemnic nie powierzy tobie nawet mały dzieciak
Pokaż mu alternatywy, żeby wyszedł na człowieka
Na każdym winklu szczeka, czeka by cię capnąć pies
Podejrzany tutaj każdy co bez herów nosi dres
Lokalna wojna wiesz, horda tubylców betonu, ta
Z dala od fam, przyjebanych farmazonów
Tu każdy chce byś wspomógł, przepijają co się da
Siano z rent, które mają za zniszczone życie, tak
Każdy ment tu jak brat, o sponsorów trzeba dbać
Zachlewają się na śmierć, tak do końca będą grać
A społeczna bladź, jestem Rychu jeden z nich
Oprócz tego, że mam blichtr, ma ten sam niejeden git
Nie jeden nawyk wiesz, Rychu P SoLUfka wesz
Strzeż się syfu, strzeż, jak masz wybór to go bierz
Staszica story wstecz, nie zamierzam się uwsteczniać
Znów tutaj mieszkam, pierdolona czwóreczka
Uchylona furteczka, nie skazałem się na nie byt
Będę ten bogaty chuj, a nie jak żul emeryt
Bo przejąłem stery w odpowiednim czasie, stestuj
A zacząłem płytę, kurwa, w tym samym miejscu

Z P do N szczery, Staszica story cztery
Przejmuje stery jak napizgany steryd
Tu przemoc i afery, Rychu P nie Bryan Ferry
To opis życia w mieście, które nie daje nam hery

Nie ma miejsca jak dom, nawet jeśli był najgorszy
Nie ma co narzekać, inni mieli wojnę w Bośni
Znów policyjny pościg, chcą pozbawić cię wolności
Bo tak bardzo pragną żyć trochę lepiej, los żałosny
Znów nie oszczędził niepotrzebnych łez i strachu
Schorowanej matce, to jest powód do obciachu
Nie ma zmiłuj brachu, rówieśnicy moi dziś
Mówią, że potrafią żyć, że tu czują się kimś
Pytają mnie o biznes jak to jest być jednym z tych
Którym los zaoferował znacznie więcej niż im
Dokładam im do win, tego wina pije łyk
Białe deserowe w mig, opierdalam je, pyk
Wiedzą jestem jednym z nich i nie zmienia się nic
Odpowiadam, że ten biznes to kurwa na wodę pic
I bankowo nie kumają, że też mieli swoją szansę
Drugiej szansy nie ma, przyjąłem, dla mnie jasne
Nie stać było mnie na pasztet i na rarytasy z Żabki
Myślę sobie - Ryszard zacznij coś z tym robić, kurwa, zacznij
Zajechane dwie sąsiadki mnie mijają, los je skazał
Kiedyś były całkiem niezłe, zajazd widzę na ich twarzach
Bo tu często tak się zdarza, życie nam nie daje wyjścia
Życie w piekle tu na ziemi nim pójdziemy do czyśćca

Z P do N szczery, Staszica story cztery
Przejmuje stery jak napizgany steryd
Tu przemoc i afery, Rychu P nie Bryan Ferry
To opis życia w mieście, które nie daje nam hery

Nowobogackie kurwy w nowoczesnych atanerach
Postawione w miejscu po wyburzonych ruderach
I zmienia się nam klimat lecz nie ginie atmosfera
J do E masz tutaj teraz słowa z P do N Penera
Z ulic na salony wdziera się szalony Peja
Ten co w klipach z amatorką, a nie sponsoringiem Heyah
Skopać dupę tym lamusom co podają wszystkim łapę
Bo nie liczą się z obciachem, bo mają z tego sałatę
Zapraszam na podwórko, na dzielnicę i do miasta
Mamy ten styl, bamber do pięt nie dorasta
Nie poradził byś tu sobie, że tak powiem tu w hip-hopie
Nie mówiąc o ulicy, ja w hip-hopie ciot nie znoszę
Bez kolegów, telewizji i prasowych układów
Pizgam z tego miasta, które skrycie nazwiesz szmatą
Zapraszam na beef z tatą, Rychu P jak terminator
Byłem od was lepszy w czasach, gdy byłem amator
Bez kompleksów i koneksji, lizania dupy
Jednoosobowy skład najsilniejszej polskiej grupy
Nie na pokaz nic na siłę, my tu se dajemy radę
Ponad każdym układem, na frajerów chuj kładę
(Z P do N szczery, Staszica story cztery)
MIUOSH
Urodziłem się, by grać to
Urodziłem się, by grać
Urodziłem się, by pchać to
Urodziłem się, by grać

KOSI
Zamykam oczy i znów czuję się jak w '95
Zachodnia WWA, ja w ręku Belton Can
Żyje tym beton, ziom, jestem z betonu
Wszystko to co złe przykrywam grubą warstwą chromu
Bombimy system to chyba oczywiste
Sam nie wiem kiedy ten hiphop zmienił się w biznes
Skurwysyny chcą widzieć w nim tylko liczby
Nie warci są nawet kpiny ty nie myl nas z nimi nigdy,
To zwykłe pizdy, zachłanne na hajs
Ty wytrzyj se mordę szkłem, weź oddaj ten mic
Ja miele to miele, miele, wciąż idę prosto przed siebie
Osiągać cele, spełniać sny, mam tu non stop potrzebę

ONAR
Urodziłem się po to, by się uzewnętrzniać
Żeby opadała Tobie szczęka, żeby słyszał Wszechświat
Emocje, były brudne jak ścierka
I gówno mnie obchodzi mainstream czy underground
I gówno mnie obchodzą ksywki, których nie słyszałem
Urodzili się po to, by iść do Mam Talent
Ja urodziłem się by skupić Twoją uwagę
Lamusy siedzą na youtube sobie piszą komentarze
Idź lepiej na koncert, światła na mnie
Przypadek ? Nie sondze, świat jest dla mnie
Nie na własność, bo nie jestem zachłanny
Ale co jest moje biorę i sram na straty

ERO
Dobra, kto ma towar i najlepiej pcha to
od WWA do KATO, kuma nawet matoł
J do W do P, my nie wiemy co to kryzys
I mamy więcej wiernych słuchaczy niż Rydzyk
Co dnia ryzyk fizyk, będzie co będzie
Ale gdy wydam CD chętnie pędem nabędziesz
Wiem, że chcesz prędzej, ale na chuj ten pośpiech
I tak jestem wszędzie na trackach, nie tylko w Polsce
Zawsze w dobrym gronie, zawsze w dobrej wierze
A wers jak ogień płonie, gdy piszę po papierze
Dobra Ero kończy, bo wypić coś pora
Elo. W dniu narodzin Onara Juniora

MIUOSH
Urodziłem się, by grać to
Urodziłem się, by grać
Urodziłem się, by pchać to
Urodziłem się, by grać

ŁYSOL
Bomba poszła do góry, chociaż to nie jest gonitwa
Dla hiphop kultury wygrana kolejna bitwa
A jak kwit na to stawiasz to posetnisz kapitał
Sprawa, której poświęciłem już konkretny szmat życia
Gdy tylko joint spłonie, ja daję ci wokal
Staję przy mikrofonie, rzucam okiem na G-Shock'a
To moment kiedy pcham w dobrą stronę to co kocham
To zaszczyt, dla słabych graczy, bam, katastrofa
Plan to nie cofać i wznieść się nad miastem
Zawsze, spychać wrogów ze sceny jak Bastek
Chuj mnie obchodzi co oni powiedzą o nas
Przejmuję ten pierdolnik, JWP, Miuosh, Onar

MIUOSH
To już nie boom bap, to kurwa trumna na Twoje Ego
Chcieli punktów nam urwać, i chuj blam, nic z tego
Urodziłem się do tego czegoś, daj mi werbel
Nie zobaczysz mojego końca dopóki nie jebnę
Pcham ci to w stereo, reszta brzmi jak De Mono
Łapię wiatr, koszę flotę, statki na niebie płoną
Nie mów ziomom na osiedlu, że się nazywam Miuosh
Przed pierwszym z Twoich wersów moje imię już tam było
A mi, nie minął rok na to, krew i pot, szmato
Chcieli by być mną, dali by się zajebać za to
Tu nie ma nic za nic, jest tylko coś za coś
Niech cały kraj płonie, to się zaczęło w Kato
Ref:
Projekty te same dziś,
to mamy w myśli.
Insekty skazane by,
się wyniszczyć.
Traktują nas jak złe psy
mamy tu żyć ty,
wygrywa ten co ma spryt,
na trupach zyski.

Projekty te same dziś,
to mamy w myśli.
Insekty skazane by,
się wyniszczyć.
Traktują nas jak złe psy
mamy tu żyć ty,
wygrywa ten co ma spryt,
na trupach zyski.

Podaruj sobie ten luz, obiecaj brat mi.
Oprócz cierpienia jest ból i nie ma prawdy.
Nie ma sumienia ten tłum bez wyobraźni
czuję głód pragnienie nie wystarcza to nasze skarby.
Bez celu chciwość, obłuda, oszustwo, fałsz,
problemów ilość odpływa tu z wódką wpław.
Nie chcemy znać siebie najlepiej to wiedzą ci co nie chcą znać siebie,
bo poznali kielon!
Leją się chaty, auta, setki ubrań,
leją się raty, działka, dzieci, studia.
Kretyn ukradł fortunę, a straci przez strumień
nie porozumień
nie że tu lubię,
nie że się umie,
chleje się w sumie każdy gatunek.
Nie wierzę w dumę, honoru, zaufania ratunek,
zobacz
te bloki to po kimś musi być bo,
te kilogramy koki i umysłowe bydło...

Ref:
Projekty te same dziś,
to mamy w myśli.
Insekty skazane by,
się wyniszczyć.
Traktują nas jak złe psy
mamy tu żyć ty,
wygrywa ten co ma spryt,
na trupach zyski.

Projekty te same dziś,
to mamy w myśli.
Insekty skazane by,
się wyniszczyć.
Traktują nas jak złe psy
mamy tu żyć ty,
wygrywa ten co ma spryt,
na trupach zyski.

Jesteśmy skażeni tym co dał Czarnobyl!
Cierpię na lenistwo i chcę nic nie robić
Wystarczy oddychać by komisję zdobyć
nie ważne jak,
nie ważne gdzie chcę żyć jak Pan mnie stworzył
mieć wszystko gratis najlepiej teraz,
i chuj co byś nie miał wszystko zabierze melanż.
W siebie nie strzelam
nie ma tu miłości,
bez wiedzy pracy,
pracy bez znajomości.
Tylko ten koks ty,
krwawi ci nos i,
kolejny...
by tylko w siebie nie zwątpić
tu kochają lobby,
ogólnie mówiąc,
lubią jak się pierdoli życie ludziom!
Nasz czarny humor,
weź nie dotykaj!
Nie mój, ale nie twój
jak pies ogrodnika
chcesz trochę szczęścia?
Świeżego szaleństwa?
Sory posiadamy tylko wersję demo do wzięcia.

Ref:
Projekty te same dziś,
to mamy w myśli.
Insekty skazane by,
się wyniszczyć.
Traktują nas jak złe psy
mamy tu żyć ty,
wygrywa ten co ma spryt,
na trupach zyski.

Projekty te same dziś,
to mamy w myśli.
Insekty skazane by,
się wyniszczyć.
Traktują nas jak złe psy
mamy tu żyć ty,
wygrywa ten co ma spryt,
na trupach zyski.
Czasem są takie dni, gdy wszyscy mówią mi, że nie jest dobrze .I są takie dni, gdy naprawdę czuję się podle .
(Hukos . Śle sos . Donatan .Yo ! )

Ref.:
To jest zła karma, w głowie huk armat
Wódka jest zimna, ej polewaj barman
Tam gdzie drzewa są zielone lecę w krainę złudzeń
Na etylowych skrzydłach z moim demonem stróżem . [2x]

(Hukos)
W życiu piękne są tylko chwile jak śpiewał Ridel
Nim znajdę swoją wyspę przepłynę morze pomyłek
Samotność - to taka straszna siła
Znowu wracam do domu i wita upiorna cisza
To smutne jak mężczyzna pije samotnie wódkę
A jego marzeniem jest być w gabinecie luster
Strach w oczach pijaka, gdy świt zastał go za stołem
Oślepia słońce zza przysłoniętych rolet
Nocne rajdy po ulicach, Hukos pijany - Kubica
Orbit w morde by nie wyczuła nic policja
Znów wypiłem na chwile, na świat patrze z wysoka
Znam Boga, politykę i fraktale Mandelbrota
Poranek jak spadanie z wysokiego konia
Nie umiem powiedzieć 'przepraszam, przyjaciel, kocham'
Relacje międzyludzkie w rodzinnym domu
Coś na kształt interakcji wolnych elektronów
Trajektorie naszych planet nie mają punktów stycznych
Okopani słabościami na bliskich, wygrywać bitwy ?

Ref.:
To jest zła karma, w głowie huk armat
Wódka jest zimna, ej polewaj barman
Tam gdzie drzewa są zielone lecę w krainę złudzeń
Na etylowych skrzydłach z moim demonem stróżem . [2x]

(Ten Typ Mes)
Ej armaty grzmią, jakiś garbaty gnom mną targa
Ej głowa mi pęka jak na ścianie stara farba
Na szyi mam szminkę, palce pachną dziwnie
Telefon nie odebrany, nie przeczytane - nie milknie
Morde mam spuchniętą jak na klipie Dwa Pięć
Lecz teraz leże sam i nikt nie robi zdjęć
W najciemniejszym kącie cienia drugiej strony medalu
Tam właśnie zdycham skulony po tęgim balu
I po nitce do kłębka, chodnikiem do sklepu
Mogę iść po klin, lecz usiłuję nie pójść
Gdy lecę łukiem muszę w końcu wyjść na prostą
Wielodniowe zakręty - z tego trzeba wyrosnąć
Moje skrzydła z etykiet, kapsli i banderol
Niosły mnie wysoko, chcę już wylądować cholera
Jestem dętką, flakiem, wrakiem, złym chłopakiem
Z obowiązkiem na bakier, świat przywitam fakiem !

Ref.:
To jest zła karma, w głowie huk armat
Wódka jest zimna, ej polewaj barman
Tam gdzie drzewa są zielone lecę w krainę złudzeń
Na etylowych skrzydłach z moim demonem stróżem . [2x]

(Hukos)
Jestem gówniarzem wbrew wszystkim, bardzo głodnym życia
Na talerz nałożę więcej niż przetrawią jelita
Chociaż nie mieszkamy vis-avi, drzwi w drzwi
Widzimy się siedem dni, znowu idziemy pić
W naszym kalendarzu - to nie pirelli, pomyśl
Wszystkie dni oznaczone są kolorem czerwonym
Raczej autodestrukcja, dziś samouwielbienie
Nawet martwe drzewo nadal posiada korzenie
Ile jeszcze Ci wyśle pocztówek zza krawędzi
Z krainy socjo-fobii, z podróży przez własne lęki
Każdy z nas mógł być diamentem z ulicy teraz
Lecz nie każdy trafił w ręce jubilera
Umiem ranić, pić wódkę, rozdrapywać rany
Jeśli uczą nas błędy to nie zdam do drugiej klasy
Ty nie będziesz mną - to kwestia genotypu
My to suma niedoskonałości naszych rodziców .

Ref.:
To jest zła karma, w głowie huk armat
Wódka jest zimna, ej polewaj barman
Tam gdzie drzewa są zielone lecę w krainę złudzeń
Na etylowych skrzydłach z moim demonem stróżem . [2x]
Jest jak jest raz gorzej raz lepiej
I co z tego że pieprzoną biedę klepiesz
Że czasem nawet chleba jest za mało
To życie najlepszy nauczyciel w kość dało
Pamiętaj będzie dobrze co by się nie działo
Ja ufam Panu on jest moją skałą
Nakarm swoje dzieci które są błogosławieństwem
Ucz by były niedoskonałości przeciwieństwem
Bo tylko czyste sumienie jest zwycięstwem
Chybiasz z celu i ponosisz klęskę
Jak wielu tych którzy idą krętą drogą
I tak jedną nogą w grobie jesteś już
Z prochem godnym daj se luz
Głową rusz uwierz w siebie skrusz niewoli jarzmo
Pozostaw za sobą niepowodzeń pasmo
Lecz nie dolewaj do ognia oliwy
Wiesz Pan Bóg nie rychliwy Ale sprawiedliwy
Odnajdź szczęście aby być szczęśliwym
Dziś jesteś zwierzyną a jutro myśliwym
Elo Elo Elo

Ref.: Na Na Na Na
Będzie dobrze dzieciak elo
Do góry głowa
Na Na Na Na
Będzie dobrze dzieciak
Uwierz w to a tak będzie

Będzie dobrze szczery pot na naszych skroniach
W naszych dłoniach nasze płyty
Nie złote ani platynowe
Polskie produkcje w stu procentach hardcorowe
Zdolne dzieciaki w nich trzeba wierzyć
Ich czyste tchnienie
Dlaczego twoje pragnienie nie ma stać się rzeczywiste
Nie masz bać się podejmować trudne decyzje
To niezdecydowanie tworzy kolizję
Więc nie łap przeszkody
Wszystko potoczy się swoim torem
Będzie dobrze jest hasło naszym promotorem
Pokazywać pokorę nigdy komuś
Sami dla nas samych zasady dane
Życie tworzone przez tych cwanych
Rozpoznaj ich plany weź głęboki oddech
Popatrz wprzód uspokój rąk drżenie
To jak świat stare z podwórka marzenie
O rodzinie kobiecie swoim koncie
Minimum socjalne dla niektórych jest banalne
To czego chcemy to jak myślimy i jak żyjemy
Minimum normalności bez bycia podłości
Ziomków lojalności patrzeniu w ostrości
Cały świat jest teraz u twoich stóp Vienio więc ruszaj
Nie nie nie koleżko teraz ty posłuchaj
Ja to wcale nie chce na własność
Tyle co przeciętny człowiek
Początek końca 21 wiek

Ref.

Będzie dobrze dzieciak Żeby przeżyć już dziś
Trzeba w to uwierzyć Sieć perspektyw szerzyć
Łatwo może nie być Bo nigdy nie było
Ale jakoś się żyło I choć życie w sobie kryło
Wiele niespodzianek Będzie dobrze słowo
Nie umieraj duchowo Twoja wiara w zwycięstwo
Zwiększa prawdopodobieństwo
Że w końcu uda zabić się niebezpieczeństwo
Tak to prawda zbyt często widzę zło
Tego nie da się wykluczyć
Czas się nauczyć żyć z poniesioną klęską
Żeby móc zwycięsko wyjść z każdego ringu
Mistrzowski Amsterdam w ramach dopingu
Trzecia płyta się zbliża Słychać ją wszędzie
Dzieciaku dobrze będzie Uwierz to zobaczysz
Są ludzie dla których na stówę coś znaczysz
Oni Ci pomogą a ty nic nie stracisz
Jak szacunkiem zapłacisz
Takie są reguły a może to szczegóły
I nie warto bym truł
Jeszcze młodej krwi nadzieja wciąż się tli
Te wszystkie szare dni ona jest moją mocą
Wciąż daje sok zepsutym owocom
Przynosisz sen długim bezsennym nocą
Nich pozytywne myśli złe chwile ozłocą
Niech górują nad złem Będzie dobrze ja to wiem

Ref.

Niosę nowe orędzie Mikrofon to narzędzie
Człowieku dobrze będzie Choć wiatr w oczy wieje
Szansa maleje Zawsze mam nadzieję
Podobno matkę głupich jestem wśród nich
Bo wierzyć nie przestanę A bywa przejebane
To jest nauczane komuś na odcisk stanę
Też się nie zamartwiam Sprawę załatwiam
Jak dym się ulatniam Jestem losu kowalem
Podziemny rap chwalę Raz pierdolić żale
Dwa jak zapale strzącham z popiołem
To na o wczoraj kląłem Pytasz skąd się wziąłem
Włodi PGL kontynuuje co zacząłem
Życie nie chce czekać Nie ma co narzekać
Przed czymś uciekać Ktoś będzie szczekać
Los z nikim się nie pieści Zaciśnij zęby podnieś pięści
Dzieciak oto się zemści Mówią kawałki nasze
Nie daj pluć se w kaszę
Nareszcie straszne ja skręta nie gaszę
Niech to dotrze że będzie dobrze
A chwila zwątpienia w słabszego Cię zamienia
Więc jebać urojenia
I działaj z przekonaniem że nic złego się nie stanie
Ave na przetrwanie
Na otarcie łez człowieku będzie dobrze
Raczej dobrze jest

Ref. x2

To dla wszystkim ludzi
Którzy wieżą w swoje możliwości
Zdani sami na siebie
Idą do przodu
Nie zważając na przeszkody
Wierząc że będzie dobrze Elo Elo
O kurna, pana Czaka ta taka noga jurna
To wykop o mocy nunchuk'a z półobrotu wydala na Saturna
Od tego czasu szybszy jestem od Jason'a Bourne'a
O zgrozo w pozornym chaosie osiem dni w tygodniu się turlam przez życie
A życie to dziś pieści mnie, a jutro swędzi jak wysypka skórna
To taka wymieszana urna, zbiór krótkich chwil
Co dzień wyborów mur na try-trylion mil, i te decyzje, wykaż precyzje
Toru wybory pory wy amory, opory wybory, obory, bory wybory
Wybory, wybory-bory, wybory, wybory-bory, wybory-bory, wybory-bory, wybory
Wybory, wybory, wybory, wybory, wybory, wybory, wybory
Wyborów mur na try-trylion mil
I taki deal że albo w tlenie jest amfetaminy pył
Albo tuż po maturze ktoś dla zabawy przyspiesza nam ten film

Przepraszam, że tak pędzę, ale to półobrót Czaka
Zamienił moje serce na głowicę Kasprzaka
Przepraszam, że tak pędzę, ale to półobrót Czaka
Nadał mi ten impet, połamał na bałagan
Przepraszam, że tak pędzę, ale to półobrót Czaka
Zamienił moje serce na głowicę Kasprzaka

Śmigam jak MMS, niedogadany z sensem
Czasem lecę w kulki, nie myl mnie z M&M'sem
Zworki mam czułe tak więc wiele awarii
Mózg jak Ferrari lecz ciało jak Atari
W duchu siła husarii, to na raz postaw
Wybacz mi, moja głowa to niezbyt prosta
Przeplatana siatka stu pasmowych myśli autostrad
I nawet Nostra-kozaczy-damus, nie przewidzieli by jej planów
To może przez ten odłamek uranu - oto echo misji Wietnamu
Yyy po - pomidor?
Czasem zawieszam się jak Windows, lub sieci LAN'u
Jak moherowe babcie podczas emisji Klanu
Kiedy dla fanów składam rymy jak po plażowaniu leżaczki
Twoje słowa do mnie to kaczki
Rozjeżdżane jak żaby przez metafor pełne taczki
Więc kiedy mówisz coś ważnego przyłóż mi do policzków wiatraczki
Albo naklej sobie na czoło stopu znaczki
Może tak uda ci się chwycić mnie
I ściągnąć na ziemię z mej kosmicznej tułaczki

[x2]
Przepraszam, że tak pędzę, ale to półobrót Czaka
Zamienił moje serce na głowicę Kasprzaka
Przepraszam, że tak pędzę, ale to półobrót Czaka
Nadał mi ten impet, połamał na bałagan

Gram trochę z boku, jak flet poprzeczny
Z dala od natłoku kserokopii wstecznych
Należę do bloku anty-żenad niedorzecznych
Zasuwam w amoku jak struś pędziwietrzny
Życie bajka po trochu, czasem kwaśny jabłecznik
Taka sama, a każdy tu targa swego potu ręcznik
Albo jesteśmy fajni albo skuteczni
W życia jadłodajni rywale odwieczni
Dopiero łapię sens a już dwadzieścia sześć przecznic
Uważaj, ta bajka wciąga jak słonecznik
Więc turlam się przez życie
Już wiem, że nikt nie powie mi jak żyć należy by żyć należycie

[x2]
Przepraszam, że tak pędzę, ale to półobrót Czaka
Zamienił moje serce na głowicę Kasprzaka
Przepraszam, że tak pędzę, ale to półobrót Czaka
Nadał mi ten impet, połamał na bałagan

Przepraszam, że tak pędzę
Odbijemy to później i prędzej

korekta: trigger
Słoń :
Pih, Ero, Słoń to przejebany Line Up
Twoja opinia o nas zwisa mi jak trup Husseina
To pijacka ferajna, łaki to nasz target
Mam wyrobioną markę jak jebany Nightstalker
Czuję tylko pogardę, nic innego we mnie nie ma
Ryby zdychają w jeziorach, a ptaki spadają z nieba
Czarna jak heban gleba zostaje na palcach
Jebać Step Up, zatańczysz dziś ostatniego walca
Zapraszam do tańca, nowy pożar wzniecam
Aplikując w nos proch z krematoryjnego pieca
Dzieciak, słysząc mnie robisz gały jak Gollum
Jakbyś z płetwami na girach biegał po minowym polu
Uderzam jak piorun, nie graj nam na nerwach
Zostanie po tobie tylko kupa zwęglonego ścierwa
Kolejny oberwał, konsoleta dymi
A ja z uśmiechem na twarzy zamykam drzwi od kabiny

Ref.
Każdy kojot wie, która jest godzina
Nie ma na nas skurwysyna
66.6 FM to co słyszysz
Radio Killa, Radio Killa, Radio Killa
66.6 FM

Pih :
Usiądz skromniej, dziś nie idziesz do roboty
Rozkładasz się jak kurwa po przeharowanej nocy
Za tą muzę stara cię zajebie w domu, ziomuś
Jak żona pijaka, wiecznie spadasz ze schodów
Co gdyby nie my? Co byś zrobił teraz?
Łoił patelachę pod lot trzmiela
Jedyny taki skład to alkoterapia
Po porady dzwoni do mnie twój pieprzony psychiatra
Bóg kręci ziemią? Ja poruszam niebo
To on kłóci się o wynik przy rzucie monetą
Napierdalają bębny, zaciskasz zęby
Dla gamoni już spływają tatuaże z henny
Maska Halloween na twarzy, zły do kości szpiku Pihu
Skąpa ździro - cukierek czy psikus ?
Nasza mała gra w pochowanego
Gaszę światło dźgam na oślep, inferno terror
Ze mną są zwyrole, twoja córka niech ucieka z domu
Chyba, że chce robić za dodatek do kondomów
Wcześniej czy później i tak skończysz w worku
Póki co twój krzyk, partytura tortur

Ref.
Każdy kojot wie, która jest godzina
Nie ma na nas skurwysyna
66.6 FM to co słyszysz
Radio Killa, Radio Killa, Radio Killa
66.6 FM

Ero :
Ero, Pih, Słoń ty słyszysz to Radio Killa
Każdy z nas tylko na psach się z prawdą mija
W rozgłośniach hip-hop o Mamma Mia
Dziś to wszystko nie sięga nam do kija
Nawijam, co? Nie trafiam lamusom w gusta?
Im spust w usta, na nich patrzy chuj z lustra
Twoja kochana znów nie wpuszcza cię do łóżka?
Jest jak twoje nagrania, po cichu się puszcza
Do zdeptania pluskwa, chuj wbijam w to jak się czujesz
Ty nie słuchasz rapu, ty go tylko podsłuchujesz
Ktoś cię opluje ty powiesz, że pada deszcz
Chcesz być grubą rybą, a cię dupą zjada leszcz
Wiesz to 66.6 FM
Dla upadłych MC chłodny, żałobny tren
Znów odcinam wam tlen, co się dusisz
Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz

Ref. (x2)
Każdy kojot wie,która jest godzina
Nie ma na nas skurwysyna
66.6 FM to co słyszysz
Radio Killa radio killa radio killa
66.6 FM
[Bezimienni, wyrwani z studio, 2006
Bezimienni, wyrwani z studio, 2006 ]

Niech każdy testuje, ostry bit, bit prezentuje
Bezimienni, Bezimienni, Bezimienni Bytom
Bezimienni, Bezimienni, Bezimienni Bytom
To dla wielu zrozumiane przez niewielu
Niech każdy testuje, ostry bit, bit prezentuje
Bezimienni, Bezimienni, Bezimienni Bytom
Bezimienni, Bezimienni, Bezimienni Bytom
To dla wielu zrozumiane przez niewielu

Mara, wjazd, ostry bit, Bezimienni 2
Tak jak wtedy tak i dziś
To co nie zabija wciąż wzmacnia nas
Choć Ci tego nie wyśpiewam
To po głosie poznasz że to znowu cool poeta
Mój styl lata frontem, dziel się tym jak jonitem
Czasu praktycznie pierdolnie, gdzie następny konkret
Osiedlowe hity, szczery rap nie kity
Z zasięgiem satelity wyjebanej za orbity
Przy swoich czyste bity, inaczej być nie może
Unikat jak polarne zorze, słowa czynne tak jak dworzec
Nie ma mowy o pokorze, chociaż się nie wożę
To pewności siebie mi nie odbierz dobry Boże
To bit, bit ostry, tutaj cały czas
To hit, hit prosty, z osiedla wciąż dla was
Płyta, która daje same szczere słowa
Dobry chłopak słucha a frajer niech się chowa
Totalny rebel, hardcore pełną tubą
Tu gdzie whisky, browar popijany wódą
Tu gdzie dziwki, czorty lubią swoje sporty
My piszemy teksty, a wy piszcie raporty
My robimy rebel, to sprawa oczywista
[Proste] to ja prezentuje się tak lista
Ostry bit piona, Bezimienni piona
Uliczny rap dla szerokiego grona

Niech każdy testuje, ostry bit, bit prezentuje
Bezimienni, Bezimienni, Bezimienni Bytom
Bezimienni, Bezimienni, Bezimienni Bytom
To dla wielu zrozumiane przez niewielu
Niech każdy testuje, ostry bit, bit prezentuje
Bezimienni, Bezimienni, Bezimienni Bytom
Bezimienni, Bezimienni, Bezimienni Bytom
To dla wielu zrozumiane przez niewielu

Wul, styl Wul, mordę stul
Ostry bit produkcja, ma człowiek stój
Pójdzie brat za brata, niech spierdala każda szmata
Słowa w roli kata,
Zbyt długo Ci nie zajmie zgadnąć kto tu dziś wymiata
To dla każdego chłopaka,
Co go od nas dzieli krata
Ostry bit produkcja, standarnie zawsze szczera
Bezimiennych rap ponad murami więzienia
A każdego frajera, weź go szybko pogoń
Gdy cwelowi spojrzysz w oczy to pęka jak kondon
Pokojowych jak mormon to tutaj nie znajdziesz
Tutaj dwóch chłopaków mówi co dzień w ciągłej walce
Policją wciąż gardzę, jebane cweluchy, chuj im do dupy
To przewodnie hasło ciągle mojej grupy
Ostry bit, produkcja, cały czas w natarciu
Zero kontroli jak przy zarciu, na ulicznym poparciu
Ten rap rośnie w siłę [siłę]
Słowa zawsze szczere, choć nie zawsze miłe
To proste nie zawiłe, pseudo rap tu ginie,
Choćby wjebał się na minę, ino go z ulic skopać
Już nie będzie szpanerować, kurestwo trza kopać
Gdy nie ma zamiaru się wycofać
Zsyłka, tu tych których kocham
Witam [witam] , witam całkiem nową nielegalną płytą
Południowa Polska, rap incognito
I ta świeża płytka o specyficznym stylu
Rozejdzie się tak szybko jak przy dobrym dealu
Bo mamy swój styl, to mój styl fura,
Leszcza zamula, swój przy tym hula
Swój dla swojego a wróg dla wroga
Zwykły chłopaczyna nie udaje tutaj Boga
W końcu światło dzienne ujrzały te nagrania
Szczere słowa [co] szczerą prawdę odsłania
Ostry bit prezentuje to co ludzi bulwersuje
Ulica buduje a ja to przekazuje
Każdy chodnik, mur [mur]
Każdy blok, kamienica
Pełna rebela, pełna kurwica

Niech każdy testuje, ostry bit, bit prezentuje
Bezimienni, Bezimienni, Bezimienni Bytom
Bezimienni, Bezimienni, Bezimienni Bytom
To dla wielu zrozumiane przez niewielu
Niech każdy testuje, ostry bit, bit prezentuje
Bezimienni, Bezimienni, Bezimienni Bytom
Bezimienni, Bezimienni, Bezimienni Bytom
To dla wielu zrozumiane przez niewielu

Witam [witam] , witam całkiem nową nielegalną płytą
Południowa Polska, rap incognito
I ta świeża płytka o specyficznym stylu
Rozejdzie się tak szybko jak przy dobrym dealu
Bo mamy swój styl, to mój styl fura,
Leszcza zamula, swój przy tym hula
Swój dla swojego a wróg dla wroga
Zwykły chłopaczyna nie udaje tutaj Boga
W końcu światło dzienne ujrzały te nagrania
Szczere słowa [co] szczerą prawdę odsłania
Ostry bit prezentuje to co ludzi bulwersuje
Ulica buduje a ja to przekazuje
Każdy chodnik, mur [mur]
Każdy blok, kamienica
Pełna rebela, pełna kurwica

Niech każdy testuje, ostry bit, bit prezentuje
Bezimienni, Bezimienni, Bezimienni Bytom
Bezimienni, Bezimienni, Bezimienni Bytom
To dla wielu zrozumiane przez niewielu
Niech każdy testuje, ostry bit, bit prezentuje
Bezimienni, Bezimienni, Bezimienni Bytom
Bezimienni, Bezimienni, Bezimienni Bytom
To dla wielu zrozumiane przez niewielu
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo