Popularne piosenki. Polski Hip Hop

i
(scottie edge)
trapped behind borders
swimmin in foreign waters
importes, exporters
informers, flippin' on tape recorders
like da man dat knew too much
never knew enough
knew who to trust
i'm talkin espionage
in camoflauge
like boats on bogs
in bayou fogs
ya had ya secret plans
ya microfilm
secret agent man
a view to a kill
i'm talkin goldeneye
da l to da i
r-o-y
show me how ya spy
(mr. kaves)
the saint with the halo
the payroll
da kavesman
the mademan
don't give a fuck what you say man
take over your chat room, got my
powermac
on mr. kaves-dot-com,
if you wanna get it on da breathtaker
da bonebreaker
da freshmaker
the loanshark bet taker
the ny skyscraper

chorus:
spy vs. spy
look into my eyes
try to cross the border
to live & let die

ii
(liroy)
nowy jork, nowy jork!
liroy znów nadciąga tu
powiedz mi, powiedz co się stanie mu
kiedy...wkraczamy do miasta
liroy, lordz of brooklyn - cisnienie
narasta
wzrasta adrenalina, scyzoryk l swe
rymy zaczyna
mamy 1997 w kalendarzu na ścianie
zadanie proste - freestyle na planie
rym nasuwa się prosto z mojej głowy
odruch ten bracie jest bezwarunkowy
różowy cadillac przejeżdża obok mnie
pytanie zachodzi gdzie ja jestem, gdzie?
bay ridge, brooklyn, nowy jork
jeśli znasz ten klimat
jeśli znasz ten klimat to -
1995 to był rok kiedy pierwszy raz
ujrzalem nowy jork
polska - stany, czas na porównanie
jeśli na to liczysz - zapomnij!
nic się nie stanie takiego kolego
skoomaj moją przestrzeń
lordz of brooklyn powie ci coś
jeszcze...

chorus:
spy vs. spy
look into my eyes
try to cross the border
to live & let die

(breakdown w/sasch jenkins)

iii
(paulie two times)
throughtout the five boroughs
paulie's rockin thorough
you slept like a sedative
my style's never repetitive
you must pay attention
to what i bhe mentionin
when my microphone drops
it's your brain i'm dentin' in
inventin' in
lunical lyrics
with no repent
i'll leave that mug all red
and that nose bone bent
fuck the shure shot
i got the direct hit
my crew be on the rise
like alcohol & unemployment
but on a serious note
i rock mc's like the vote
from sea to shining sea
i got ya noddin'
like a bag a dee dee dee dee
(ad-money)
bangin billy bats
shootin craps on ya life wit a knife
for the streets of my turf, gettin' hurt
cross the line ny express - 007 fuck
that!
yo, he better pay his fuckin' debt
(bobalou & the 7th power)
it's the spyhunter - seven
comin' in the name of thunder
i bring hell like thunder
poland, hold up... new york's comin'
through
lob... that's my crew
bringin in to your dome once again
babalouu??? i meand dead
president get blow up, hold up
mc get smoked up
where ya gonna run?
ny you cannot run.
Wiesz, właśnie kupiłem kilka róż, jak Mos Def,
Położyć na grób, czy dać jakiejś pięknej Polce?
Jak Mos Def Murzyn wciąż w podróży,
Ciągle śmiech, czasem nie ma innych dróg by sobie ulżyć,
Dzień zwykły, szary, tego miasta witam,
Wśród przechodniów i tramwajów, Mos Def na głośnikach,
Stop, Moleskine, pióro Parker, ja piszę,
Plac z filmu Krauze,
Mogłeś kiedyś o nim słyszeć,
Mogłeś? Nie lubię tego słowa, to warunek,
Został żal, bo dawno minął już czas na próbę,
Czas na bzdurę, masz go, ja zazdroszczę,
Oddaj proszę, sprzedaj wszystkie pieniądze,
Ciągle słyszę - on się spina o bzdury,
On ciągle warczy, to destruktor z natury,
Rymów konstruktor, gość w twoim pokoju,
albo mnie kochaj albo zostaw w spokoju.

Wiesz?
Kolejny dzień i muszę słuchać co pierdolą,
A uwierz mi, wolałbym Masta Ace i Marco Polo,
Lubię te zdania, ludzie bez rozeznania,
Ale wiedzą, wierzą, twierdzą, bez zastanawiania,
Zepsute myśli śmierdzą trupem,
Ideologia, masz ją przed faktem? - jesteś głupek,
Jill, twój los jest twój, mój ja noszę,
Ale co? ty możesz wszystko, a ja mam mówić proszę?
Rap rywalizacja antypersonalna,
O co?, za co rzucamy się sobie wciąż do gardła?
I po co? Rap albo polityka,
Realizacja albo prowokacja na głośnikach,
Radykalizacja, oskarżenia, fronty,
Ja wolę pisać o emocjach i poszerzać horyzonty,
Sobie, a innym jeśli tak, to przypadek,
To nie jest mój wybór, tylko Ty masz nad tym władzę.

Zuchwały drań, który spełnił swoje sny
I uwierz mi, to są moje najlepsze dni,
Do czasu aż zmienię zdanie na ten temat, zawsze,
Dalej na płycie, ja pokażę Ci ten schemat,
Nigdy, na pewno, rap to deklaracja
Rap to praktyka, nie obserwacja, fizyka,
Rap to doświadczenie, na sobie i na scenie,
Jestem w samym środku, gram, spełniam swe marzenie,
Funky Masons, Rockafellaz,
Hip Hop na maksa, masz skillsy? - pokaż teraz,
Polskee Flavour, Azizi Hustlazz
B-boy Kleju, B-boy Skunk, B-boy Bartazz,
The Returners, Danny Drumz - ten co gra funk,
Ty wiesz co robić? - tańcz,
Projekt Parias, HiFi Banda,
Kocham Hip Hop - to moja inspiracja.
Moje bugi jak spodnie
Albo odwrotnie
Wciskam sampel play'a na głośniki jak mnie kopnie
Tak miało być pierwotnie, ustalone z góry
Luz jak w mych gaciach nie wymaga fachury
To bugi z grubej rury
Tricki daje niczym żongler, hip hop mój na folder
Więc spodni nie podciągnę
Bo dbam o swój image
A więc gimmie gimmie gimmie
Jeszcze jedną szanse by swym czynem to wtrynić
I czynić relację obserwacji w transportach
Opuszczając krocze nawet w za ciasnych szortach
Na tenisowych kortach grając z prezydentem
Z przyzwyczajenia opuszczam ręcznik w łazience
Taki ze mnie mc co mija się z sensem noszenia spodni
Muszę prawdziwość udowodnić
Więc opuszczam
Mam takie zboczenie
Jak ten co co dzień rano włosy żelem natłuszcza
Nie dyskutuj o gustach z powodów mnóstwa
Noszę duże spodnie jak panie o dużych biustach
Dla jednego chustka a dla mnie czapeczka
Futerał i skrzypce
Luźnych spodni w szafie zestaw

Moje bugi jak spodnie albo odwrotnie
Noszę luźne portki bo w tych ciasnych mi okropnie
Nie do twarzy, razi to wyglądem świat
Więc noszę luźne gacie a'la ragga dagga dag

Moje bugi jak spodnie albo odwrotnie
Noszę luźne portki bo w tych ciasnych mi okropnie
Nie do twarzy, razi to wyglądem świat
Więc noszę luźne gacie a'la ragga dagga dag

Ile razy słyszałem, że mam wór na ziemniaki
Lecz ja jestem z tego dumny i nie chowam sie w krzaki
Nawet gdy marudzi taki, że spodnie mam z lumpeksu
Ja i tak w tej dziedzinie nie uznaję kodeksu
A przeciwników ze stu i zwolenników ze stu
Potrzebuję swego rapa jak zboczeniec sexu
To prawda tego tekstu który głupi na pierwszy rzut oka
Gdy spodnie nisko na pokaz
Ledwo trzymają na bokach mocno paskiem spięte
Na nich spojrzenia mętne
Ostry odznaczony piętnem starych bab
Bo robi bugi rap
A babcie Ap-ap zażywają w wielkim stresie
A Ostry drę się jak za ciasne majtadały
To jest oczywiste jak to, że policja to pały
Mam swoją kulturę, której właściwie nie widać
Motto od pracy się migać
Na rap chce się ścigać
Ze Spinaczem, z Cezetem i z każdym innym graczem
Co opuszcza gacie, więc jeśli obu znacie
Pojęcia luźnych Mass'ów już nie tłumaczę

Moje bugi jak spodnie albo odwrotnie
Noszę luźne portki bo w tych ciasnych mi okropnie
Nie do twarzy, razi to wyglądem świat
Więc noszę luźne gacie a'la ragga dagga dag x4

Luźne ragga dagga da.. ragga dag
[x2]
To D.G.E., słyszysz mocne bębny
P.D.G. ekipa robi nocne manewry
Dla tych, co mają mocne nerwy, to polskie derby
Po ciemku widzisz złote zęby, błysk

A ja zakręcam kran
Niweczę ten wasz kretyński plan, tak
Tajemniczy jak Tymiński Stan
Dla tych bliskich gram
Stąd ich pyski znam
Straty i zyski mam, bo gram
To dla tych wszystkich pań
To dla tych śliskich spraw
W kieszeni listki mam
W głowie przebłyski mam, pizgam
I nie ma szans, żaden skurwiel ze mną
Wtedy kiedy kroczę drogą ciemną
Wiem jedno - idę po zwycięstwo

Sala napierdala...

[x2]
To D.G.E., słyszysz mocne bębny
P.D.G. ekipa robi nocne manewry
Dla tych, co mają mocne nerwy, to polskie derby
Po ciemku widzisz złote zęby, błysk

Za mną bractwo co ceni męstwo a nie cwaniactwo
Tu gdzie buractwo jak robactwo się pleni
Gural się nie leni, to ten miłośnik zieleni
Ziom, masz to coś, musisz to docenić
W kraju gdzie złość na co dzień skrywa
Każdy przechodzień chyba
Jestem jak w wodzie ryba
Po bitach sobie pływam
Pierdolę zawiść, nic nikomu nie zazdroszczę
Jak nie mam to poszczę, ostrzę słów ostrze

[x2]
To D.G.E., słyszysz mocne bębny
P.D.G. ekipa robi nocne manewry
Dla tych, co mają mocne nerwy, to polskie derby
Po ciemku widzisz złote zęby, błysk

Bujam stale czoło
Kroję rymy
I palę zioło
Doję płyny alko
Mówię co jest grane wkoło
I wzbudzam zamęt sobą
I wzbudzam lament mową
Technikę mam diamentową
Jak kamień pod wodą znikam
PDG klika ze mną
Technika ze mną
Ja wnikam w sedno
Ja tak jak kamień pod wodą znikam
PDG klika ze mną
Technika ze mną
Ja wnikam w sedno
Ja tak jak...

[x2]
To D.G.E., słyszysz mocne bębny
P.D.G. ekipa robi nocne manewry
Dla tych, co mają mocne nerwy, to polskie derby
Po ciemku widzisz złote zęby, błysk
[x2]
Teraz jestem ci niepotrzebna
Teraz mnie dla ciebie nie ma
Później zabraknie ci tego istnienia
Ty kiedyś za łakniesz, za łakniesz

A gdybyś nie wiedział gdzie się podziewam
To będę tam, gdzie ziemia dotyka nieba
Wtedy będę w drzewach, będę w korzeniach
Będę w proszę, dziękuję, nie trzeba
Gdzie czas nas nie zmienia, gdzie trzeba umierać
Higiena istnienia nabiera znaczenia
Gdzie schemat w ocenach już dawno byś przepadł
Bo wartość sumienia rozwiewa dylemat
Będę tam gdzie początek się miesza z końcem
Tam, gdzie proste to co wzniosłe i robię co chcę
Gdzie kroczę z czołem wzniesionym doniośle
Gdzie oka kątem dobrze spojrzeć
Gdzie projekt z nastrojem to nierozłączny komplet
I każde westchnienie wnosi trzy grosze
Gdzie problem się cofnie pod małym oporem

[x2]
Teraz jestem ci niepotrzebna
Teraz mnie dla ciebie nie ma
Później zabraknie ci tego istnienia
Ty kiedyś za łakniesz, za łakniesz

Gdzie postęp konkret i pełen dostęp
Dobre może się podnieść kosztem tego co gorsze
Gdzie słońce jak obręcz świecące najmocniej
Będę w krainie zupełnie ci obcej
Będę tam, gdzie poemat z mieszkań wypełza
Gdzie wena przybiega jakoś od niechcenia
Gdzie w głębi fotela potęga odlewa
A gęsta esencja się pcha na piedestał
Gdzie ekstrakt znaczenia na kartkę się przelał
Potencjał co drzemał rozpędu nabiera
I gdzieś w zakończeniach zazębia się przedtakt
Od dziś będę tam, gdzie się mnie nie spodziewasz
Nie będę pisać, jeśli nie mam o czym myśleć,
Weź mnie nie pytaj żaden schemat nie da nic wiem,
Ciężko oddychać stale Ziemia zmienia dziś się,
Znam wyjście w głośnikach jestem bitów Asterixem,
Co mogę zrobić żebyś czuł bracie lojalność,
Wobec słów co tworzy znów odpowiedzialność,
Połowę drogi przeżyć tu w rapie to skarb,
Bo to jest cud od głowy w dół moja bezwładność,
Wielu by chciało słyszeć dissy co track tu,
Nie mów, to samo widzę ćwiczysz dla blasku,
Czemu tożsamość płynie w ciszy, nie w wrzasku?
Czemu tak mało płynie przy tym do taktu?
Mówią ci co olewają super jedynki to głupcy,
Chcesz super jedynki? To kup sobie parówki!
Co mam, powiedzieć Tobie? Że jestem muzykiem?
Nie dla nagród czy kotleta mam szacunek do liter,
Jak to powiedzieć, jeśli połowa nie kuma,
Że nie udzielam wywiadów, po telewizji nie fruwam,
Nie wiem jak to się nazywa ani w czym mi może pomóc,
Robię rap by odpoczywać przy okazji leczę ziomów...

Co mam powiedzieć by Bóg popierał jak Abla,
Bo przegra ten co skradł, na faktach robiąc plagiat,
Co mam w to wierzę by mu zamieniał nasz sarkazm,
Choć nie znam się na scrabblach składam litery w taktach,
Plany na dzisiaj zmieni upał w ten hardcore,
Jak to napisać żebyś zrozumiał ten rap ziom?
Czy mam napisać o tym, co chciało by miasto,
Nie mam dwudziestu lat, bro kup sobie Tabasko,
Mówić o celebrytach na chuj telewizja,
Gwiazdy mają kopyta ich nabój hipokryzja,
Kluby, to też przenika, spasuj, nie wiesz nic,
A sam byś zaczął wdychać ten lans co afrodyzjak,
Czy powinienem przypominać Tobie kontekst,
Że dla innych problemem co dzień bywają pieniądze,
Żyjemy w systemie co wywala na jednostkę,
Zaoszczędzisz nerwów jeśli opuścisz ten okręt,
Wiem co napisać, o czym mówić, jak to ująć,
Jak szukasz ryzyka wstrzyknij sobie pavulon,
Życie u nogi kulą, jak nie masz miłości,
Choć z reguły hejtują ci co kochają zazdrościć...
Milion słów to za mało, żeby opisać moment
Kiedy biorę słuchawki, staję przed mikrofonem
Bity mam zapętlone, milion słów to mało
By opisać to wszystko, co czuje moje ciało
Milion słów to za mało, żeby opisać smutek
Jak matka chowa syna, cisza, daj jej minutę
Milion słów kopie w dupę, w głowę, kopie po wszystkim
A najgorsze jest to, że kopią Cię własne myśli
Toczę wyścig, sam ze sobą się ścigam
I wierzę, że ta droga którą idę jest właściwa
Jak słyszę co nagrywam, to rozpiera mnie duma
Dlatego daję to na full'a i odpalam skuna
Nie nawijam o bzdurach, dobrych furach, bajerach
To klasyk na głośniki ludzi, którzy chcą mnie wspierać
Milion słów nie potrzeba, nie, wystarczy przekaz
A wtedy nawet kilka słów trafia człowieka

Rap gramy chamy, swój wózek pchamy
Podróż po stacjach drogi krzyżowej
Anioł podkręca wiarę w siebie
Teraz czuję się jak Jezus
Modlitwa samotnej tułaczki ucieka ustami
Nie mam dosyć
Po to, to Tobie mówię, po to, to wszystko robię
Żebyś nie myślał chłopak, że się skupiam tylko na sobie

Między prawdą, a Bogiem, wersem i słowem
Tym co rujnuje Ci życie i daje szansę na nowe
Dla wielu stanowią bodziec
Dla innych nie znaczą nic
Zostawią ślad na psychice lub będą wodą na młyn
Nie jestem taki ja Ty, ani jak inni
Nie mam zamiaru żyć, by być więźniem opinii
Nie cytuje Ci biblii, nie zamierzam nauczać
Jeśli chcesz, to to przyjmij
Jeśli nie to nie słuchaj
Skup się na swoich ruchach, słowa na czyny zamień
Zamiast się w oczy rzucać, jak gówno w trawie
Czasem lepiej odpukać, w niemalowane
Niż ufać bezgranicznie czemuś co niepisane
Poczuj z każdym detalem, cała tą rzeczywistość
Spokój, możesz odnaleźć w ciszy przez chwilę milcząc

Rap gramy chamy, swój wózek pchamy
Podróż po stacjach drogi krzyżowej
Anioł podkręca wiarę w siebie
Teraz czuję się jak Jezus
Modlitwa samotnej tułaczki ucieka ustami
Nie mam dosyć
Po to, to Tobie mówię, po to, to wszystko robię
Żebyś nie myślał chłopak, że się skupiam tylko na sobie

Czasem jedno słowo rusza bardziej niż tysiąc
Siedzę jak kiedyś Gural otoczony głuchą ciszą
Jebać to czy usłyszą mój rap i tak go nagram
Bo nie zmienionej sprawie wciąż potrzebna jest prawda
Że tak blisko do bagna, które spotkasz za rogiem
Gdzie ktoś kończy z córeczką, z kartką zbieram na wodę
Milion słów nie pomoże, nie, potrzebne czyny
By Ci co Nami rządzą, w końcu się obudzili
Potrzebne Nam rodziny i zadowolone miny
Godne życie w Naszym kraju, tu gdzie żeśmy się rodzili
Powiedz, jak opisać czyny, ile słów użyć
By oddać poświęcenie zwykłych szarych ludzi
By codziennie się budzić tu i ciągnąc monotonie
Gdzie premier ma w Nas wyjebane, razem z swoim rządem
Nie zasnę dziś spokojnie, nie, będę to pisał
Jutro nagram i puszczę, żeby każdy usłyszał

Rap gramy chamy, swój wózek pchamy
Podróż po stacjach drogi krzyżowej
Anioł podkręca wiarę w siebie
Teraz czuję się jak Jezus
Robię co kocham
Nie mam dosyć
Po to, to Tobie mówię, po to, to wszystko robię
Żebyś nie myślał chłopak, że się skupiam tylko na sobie
Na wiele spraw nie mam wpływu dlatego z dala od syfu
Wśród rapowego riffu ... usiądźmy przy kielichu, wrzućmy luz na moment
SZN moim domem, dystans ...
Popopopolej tu moim ludziom na zdrowie
Totototocosłyszysz to prawda co płynie w słowie
Ile mogę to zrobię, odpocznę jak legnę w grobie
Dystans dla wielu spraw pozwala zyć na poziomie
Wbij sobie w łeb to przysłowie
To wrogów pali podłoże
To ta nieufność z natury wiec chuja zrobić nam możesz
Weź lepiej stestuj poroże bo emanujesz jeleniem
Gdy akcja pójdzie na noże w głośniki wrzucę to brzmienie
Na bloki rzucam spojrzenie znów kogoś wchłonęła schiza
ktoś dostał butla na głowe bo w klubie znów na ubliżał
Nikt z nas nie boi się krzyża na którym widnieje klątwa
Dystans wpisany w kontrakt i lojalność do końca

ref.
To jest dystans
...
to oczyszcza gdy w chuja ktoś wali znów
Nie ma wyjścia trzeba uspokoić chód
....to jest dystans...

To jest dystans
...
to oczyszcza gdy w chuja ktoś wali znów
Nie ma wyjścia trzeba uspokoić chód
....to jest dystans...

Dzisiaj gdy każdy się ściga o prędkość wersu na bitach
Ja wale drina i pisze zwrote, nagrywam i znikam
Ponad chodnikami śmigam z dystansem rozkminiam teren
Kiedy wjeżdżamy na scenę recenzent węszy aferę
weź lepiej wsłuchaj się w brzmienie bo mamy gruba bajere
To w ruchach dystans wiesz sprawia że odpowiadam za siebie
Zdystansowany do Ciebie, ocen opinii na forum
Praz kolejny mam powód by dusić tym amatorów
Trzymam się z dala od sporów opartych na grze pozorów
Kontroluj co mówisz ziomuś uważaj co mówisz komu
By nie zaniżać poziomu pozycji własnych wyborów
Kielona ładuje w pyska nagrywam RAP bez oporów

ref.
To jest dystans
...
Tyle zobowiązań, doznań, ulicznych powiązań
Jak kto woli, doznań, ulicznych powiązań

Atak precyzyjna akcja, wschodnie czy zachodnie frakcja
Rymów namiastka, taka krótka opowiastka
Płyta pisze się sama, życie tematów gama
Do wyboru, do koloru, raz komedia a raz dramat
Raz masz przed sobą chama po chwili nie do poznania
Chociaż rozpoznany dawno swoje miasto wciąż osłaniam
Przed nowością się nie wzbraniam, nowych zawodników ganiam
Lub demo, precz ściemom, beta przester wciskam record
No idzie ja widzę nieważne jak często ćwiczę
Talent w genach nic na siłę,jak frajer się nie przeliczę
Zdolności rozwijam, zawartość talentu liczę
Bo dają, dają, płyty ciągle się sprzedają
Kumple znów częstują fają, a ja rymem bo wołają i chwalą
Wciąż projektów im mało, robię bo poparcie dają
Cały czas się tym jarają czy 66 czy 64 zawsze pod kontrolą stery
Jak freestyle dla afery na antenie bez ściemy
Poziom wysoki jak promil a widoki jak z wieżowca akademii
Perspektywy nieco szersze no bo portfel obszerniejszy
Jeden z uśmiechów najszczerszy, champion dla championa wierz mi
Nic się nie zmieni, nauczony nie mieć nic, jestem świadom swojej ceny
To i tak wciąż szarak WIEMY!! jak należy z ludźmi gadać
Biedę wielu nadal klepie, ja nie przejdę obojętnie
Tak mam hotel w domu, legnie jeden z drugim bo ma problem
Ja pierdolę to, proste, zycie pierdoli się boskie
Chwile mijają beztroskie izolacja tak najprościej
Ale czy to lek na problem? Wole wyjść ulica-poszłem.

Tyle zobowiązań, doznań, ulicznych powiązań
Tyle zobowiązań, doznań, ulicznych powiązań
Jak kto woli

Tyle zobowiązań teraz nawija Poznań
Na zawsze w moim sercu pozostań
Tak jak ludzie, którym dużo zawdzięczam
Nikt z Was nie patrzył że krzywy
Wyręczał się fałszywy, chciał tylko przegrać płyty
Nieważne - podłączka zawsze się znajdzie
Ja pamiętam rzeczy ważne
Pamiętam kto mi pomógł w chwili strasznej
Nie żałował portfela, zawartości lodówki
Podziałkował się czym mógł, nakarmił niczym Bóg
Chociaż nie zdarzył się cud, bo to tylko człowieczeństwo
Nie myśl że to jest szaleństwo
Kiedy głód zagląda w oczy na rozpacz się zanosi
Wtedy nie musze się prosić bo wiem kto poda rękę
Zawsze dziękuję pięknie, zobowiązany na zawsze
Dalej też coś się znajdzie kto stanął za mną w walce
Pomógł przeżyć no właśnie z opresji wyjść poważnej
Ja pamiętam zło i dobro no i to że się nie wiodło
Teraz luta w studiu, potąd czasu i sprzętu
Tylko robić i się cieszyć wiem że z nieba nie poleci
Ogrom pracy wkładam dzięki, że potrafisz to docenić
Te wszystkie powiązania bez interesu zagrania
Od siebie część dana ja zamieniam to w zdania
Jeszcze raz podziękowania powtarzam bez wahania

Tyle zobowiązań, doznań, ulicznych powiązań

Na rym nie szukam kumpli, nigdy tak nie było
W lucie ludzie z darem rymu w lucie zawsze wuchta dymu
Wspólny mianownik to muza
Rafkus z Bletmu Chelta rusza, Smith and Weason
Teraz konkret, O J Secrets gość jest spoko
Z Karmagena my na nowo HiDi Def plus goś z Kejsonu
Fascynacja 89' wykazuję tu znajomość ale wracam do tematu
Ha! o czym była mowa? jeszcze wiele do złożenia
Ile składów do mówienia ci co grali z nami -siema
Ci co nie chcą grać-tych jebać
Nasz muza jest na sprzedaż ale to nie podstawowy motyw do tworzenia
Przywiązani do brzmienia fascynacja się nie zmienia
Może się tylko pogłębić
I dlatego czarno-białe jeszcze medii zawiążemy
Własnym szyldem firmujemy
Bo kurewsko niezależni
Tak jak company flow, niszczę bity-rymów grom
Masakruję jak capone wrogów w dniu Walentego
Nie wiedzieć czemu nie mam zadatków świętego
Ale słowo jest pewne rozbijam wszystkie zmowy
Dalej bezkompromisowy ale zawsze porządany
Dla ziomali gotów zrobić jeszcze wiele dobrych rzeczy
Taki już mój los człowieczy
Taki już mój los człowieczy
Porządna produkcja zawsze ucho będzie cieszyć, cieszyć, cieszy
Vixen:
Wciąż jestem przekonany, że ślę sygnały byś poczuł ten
Rap, zainfekowany szedł w stronę zmiany #Bisz Oer Kay.
Rap zarezerwowany jest dla odważnych, co nie boją się.
Strach jest jak złe przyprawy do tej potrawy, którą życie jest.
Jestem przekonany, że mogę zmienić ten rap na lepsze,
Bo mój tlen to plany i trening u mnie to jak powietrze.
Wiem, że tylko ode mnie będzie zależeć moje szczęście.
Wiem też, że nie pójdę bezbłędnie, ale podnoszę poprzeczkę.
Są tu ludzie, którzy żyją, żeby popełniać błędy.
Jestem jednym na milion – błędy skupisko wiedzy.
Wierzę, że mamy wszystko by spełnić swe potrzeby,
Choć to jak kiedyś mówić Wikingom, że zdobędziemy Księżyc.
Mam przekonanie, że jak chcę bardzo mogę góry ruszyć.
Ty masz przekonanie – życie to bagno, siedzisz w nim po uszy.
Też wyruszyłem stamtąd, więc znam to, ziom, od kuchni,
Tylko wytrwałość może wyprowadzić nas z tej dżungli

Ref.:
Jestem przekonany, że możemy wszystko i idę za tą myślą
Choć nie mam nic prawie
Odpowiadam za swoją rzeczywistość która zmienia się
Pod perspektywą z której patrzę. (x2)

Bisz:
Jestem jak pierdolony żuk obrócony na plecy,
Muszę na nogi stanąć jakoś zanim mój czas zleci
Z góry na mnie jak but Boga, gdzie mój vibe się podział.
Czuję się staro kiedyś Hulk, dzisiaj Hulk Hogan.
Być może to mój czas, by zejść ze sceny,
Bo jadę na wstecznym od lat na drodze po PLNy.
Kto mnie przekona, że to ja kuję swój los, póki
Co tu co noc to nie on kończy wciąż skuty.
Muszę się rozbujać nie wiem jak, ale to może nie może się skończyć, tak mam
Tyle do zrobienia w labiryncie tej rap gry jestem głodny #Pac-Man
Lecz jestem żukiem na grzbiecie i walka
Moich nóg o powrót na ziemię to raczej kankan
Kręcę się w kółko na ślepo jak oberwana głowa ludzika Lego
Bez przekonania że będzie coś z tego bo w portfelu zimno studzi każdego
Wszystko bez sensu … Kurwa nie mam szczęścia
Nie przekonasz mnie że (yhh) Biszu wstawaj, przestań stękać!

Ref.:
Jestem przekonany, że możemy wszystko i idę za tą myślą
Choć nie mam nic prawie
Odpowiadam za swoją rzeczywistość która zmienia się
Pod perspektywą z której patrzę. (x2)

Vixen:
Czuję się tu tak jakbym kokę tu brał,
Czuję ten haj i wchodzę na majk.
Choć nie wciągałem nigdy nosem tu brat,
Ale i tak przenoszę, man, góry,
Bo znam cel i siłę słowa z góry
Który mi mówi miej cel, a cel to droga
Wierzę, że moja pasja jak hel poniesie w stronę Boga
Balon, który kiedyś pęknie gdzieś tam w przestworzach,
Uwolni energię w nim gromadzoną przez wieki.
A ta energia spadnie na ludzi jak konfetti
Moje wcielenia od zera do teraz, ziom, wierz mi
Wiedza jak pył gwiezdny zleci na glob ziemski
Plewić te kompleksy by zbierać plon większy,
Użyźnić ląd i odebrać z rąk przestępcy.
Pośród rąk we krwi budować dom bez nich,
Bo żadne zło nie może wziąć nam tej chęci.

Ref.:
Jestem przekonany, że możemy wszystko i idę za tą myślą
Choć nie mam nic prawie
Odpowiadam za swoją rzeczywistość która zmienia się
Pod perspektywą z której patrzę. (x2)
Podpierdoliłeś mi bit, który ja wcześniej ukradłem
Wiesz co się mówi o takich typach?
Złodziej, który okrada złodzieja jest kim?
Odpowiedz sobie na to sam...

Wyznaję pewną zasadę to nie kopać leżącego
Zdaje się stajesz na nogi, wracam do tematu twego
Skopię ci pysk za twój wyskok z bitem psisko
Lubisz czuć ból? znaczy jesteś masochistą
Niestety? stety wciąż na ciebie epitety
Lubię wyszukiwać i używać i pobredzić
ZAIKS'y ja mam gdzieś, niewiele tego zbieram
A ty myślisz, że się bawię, ja pracuję, tyś jest biedak
Nie jesteś w pierwszej piątce, bo ty nie wiesz nic o forsie
Zerowa sprzedaż płyt Jacka G. jak gówno
Skończę szybko z bananowcem już za twego życia dzisiaj
DJ Decks cie zapraszał lecz to było wczoraj bywaj
LTD banan wiedz, że każda rewolucja
Niesie za sobą ofiary, nie wiedziałeś? co za pustak
Na bicie głupoty to twoja domena szczeniak
Nie rób z siebie idioty, zniszczyłem cię, doceniaj
Wygram te pierwsze dissy, głośno i wyraźnie słyszę okrzyki
Jebać tę kurwę, to dla ciebie Placku prztyczek
A ty możesz protestować, ale jesteś kurwą, zobacz
Zbyt wielu nie ma takich, którzy chcą cię uszanować
Ja trzymam sztamę z Voltem, trzymam sztamę z JMI
Ten ostatni jest dumny, że ci jadę, mam styl

Ty znów wypuściłeś syf z miasta, które dziś się wstydzi
Że ma takiego głąba, szczerze cię nienawidzi
Znaczna grupa osób to parę nowych głosów
Co do donosów to twój ulubiony sposób
Bo to ty mnie pomówiłeś, narobiłeś se bigosu
I się bój, tej!

[Ludzie są po to żeby mogli walczyć
Ludzie są po to żeby mogli walczyć
Wrogu mój nie przepraszaj tylko wstań
Nigdy już wrogu mój
Nie przepraszaj tylko wstań, nigdy już]

Odpowiedział na choć jeden zarzut prostego Rysia
Tylko oczy wam zamydla jak w czasach Kozaka Krzysia
Zniżkowa forma, na co dzień wpierdalasz prozak
I po jaki chuj w to wciągasz swojego chłopaka Mroza?
Słowo za słowo te pięć tracków cię poniża
Szósty zrobi męczennikiem nim przybiją cię do krzyża
Do twego poziomu zniżać ja się nie zamierzam Placku
Przekręcasz masę faktów, błądzisz po omacku
Jestem pewien, że nie zdołasz oprzeć się mojej tyradzie
Dowiedz się, że bardzo lubię twoje życie zmieniać w badziew
Przenigdy bracie nigdy nie byliśmy blisko
Bo ty lubisz się wyluzować z chłopakami, wszystko
Przypominam twoje słowa, nie pamiętasz jak się bałeś?
Że Sokół odpowie, że on woli z dziewczętami
Psychicznie słaby, nie dasz rady w tej potyczce
Bo to ja jestem psychol, mi w tym beef'ie fantastycznie
Co wiedział to powiedział, takie dziś są moje kontry
Niby co ty o mnie wiesz, że chcesz ciągnąć temat, skończ z tym
Jesteś żałosny lecz to ty mówisz żenada
Robię szmal, złote płyty, nad czym mam się zastanawiać
Będą w trasie 200 dni przeważnie każdego roku
Mamy lepsze tematy niż ty i twój niepokój
Uspokój drżenie łydek królu komercyjnych dziwek
Chcesz dostaniesz w pizdę, bo się prosisz o to synek

[Ludzie są po to żeby mogli walczyć
Ludzie są po to żeby mogli walczyć
Wrogu mój nie przepraszaj tylko wstań
Nigdy już wrogu mój
Nie przepraszaj tylko wstań, nigdy już]
Dobry ziom w pojebanym mieście,
Możesz mi mówić Kendrick
Moje flow nie jest miękkie i lekkie
Jak większość łódzkich osiedli
Lecz rap nie zrobił mnie bardziej gangsterkim niż byłem przed płytą
Bo ja pamiętam jak żyją moi koledzy i wiem, że mnie słyszą
I nie widzą tego tak jak ty,
My wolimy ważyć słowa
Nie rzucaj hasła "bagażnik"
Jak nie masz zamiaru tam kogoś pakować
Dobra, jest dom, jest żona, są kapcie
To nie udawaj, może bracie mafiosa,
Jak przez osiedle śmigasz tylko w aucie
Nie wiem czy mam plecy na mieście,
Wiem że mam miasto na barkach
I może powinienieś mówić mi Noe
Bo moja Łódź to arka
Pytają czemu nie rzucisz w kąt majka,
Paru moich ludzi muszę stąd zabrać.
Bo choć to dom, to co krok co noc
Pod blok przychodzi ktoś z Arkham
Możecie mówić mi Nowy Batman,
Zostawiam ślad jak chromy fat cap
Na ścianach. Wątpisz? Zobacz sam!
Bliżej mi na dno niż do radia.
Żadna owacja mnie nie zmieniła na tyle, żebym zapomniał
Kim jestem, kim byłem i gdzie zaczęła się moja historia.

W mojej głowie słyszę ciągłe głos, głos, głos.
I obiecuję sobię, zrobię coś, coś, coś.
Co spowoduje, że to dotrze do każdego
Na północ, wschód, zachód i na południe stąd bo..

Jestem szaleńcem, stać mnie na więcej niż trzy czwarte sceny
Myślę, że w dużej mierze to przez to miejsce
To jak wypadek śmiertleny przeżyć
Na naszym końcu tęczy nie ma ziom dzbana ze złotem
Podobno są jakieś beczki, a my mamy bekę jak karmieni psychotropem
Policja otwiera ogień już nie tylko do studentów.
I to się dzieje pod oknem tu, ode mnie parę metrów
Mamy luz, ale wiemy że tu w parę sekund robi się z życia crash test
I jak dla mnie Mes nie jest jedynym ziomem, co ma tytan w czaszce.
Domofon dzwoni mi czasem o trzeciej, czwartej w nocy
I powody ku temu są ważne bracie, ktoś potrzebuje pomocy
Ale tu w Łodzi nie zawsze chodzi o zdrowie.
Ludzie mają wstręt do karetek.
Domofon dzwoni najczęściej w nocy przez to, że sąsiad ma mete.
Nie ma w moim mieście niewinnych kiedy jest wjazd na osiedle.
Kliki, ekipy, bitwy i beefy, zryło mi to banie doszczętnie.
Staram się zachować codzień moje serce takim jakim było wczoraj
Ale to jest HollyŁódz, to jest ŁDZ, to jest ciężka szkoła.


W mojej głowie słyszę ciągłe głos, głos, głos.
I obiecuję sobię, zrobię coś, coś, coś.
Co spowoduje, że to dotrze do
Każdego na północ, wschód, zachód i na południe stąd bo...

Moje miasto mówi mi "Chcę czuć dumę"
Weź mnie za kark i wyrzuć w górę.
Za wiele racji tu męczy ich dusze
Czas już na moją turę.
Niech to poczuje kazdy w Polsce
Pokaż im jak smakuje postęp
Niech to ukuje raz a dobrze.
Zamień tą Łódź w wojenny okręt

Moje ukochane miasto jest trochę jak rodzic alkoholik
Czasami nienawidzisz go bardzo i masz dość, ale przy obcych bronisz.
Ten pierdolony patriotyzm nosimy w sercu od lat.
Nie spuszczam głowy kiedy pytają czy jestem z Łodzi, mówię "Tak!"
Parę lat przebijałem się, było trudno, dziś wrzucam pierwszy bieg.
Ruszę tą łódką, zobaczysz cud ziom, pierwszy przebiśnieg.
Jestem tu, żeby zmienić grę i mówię to wszystko na serio.
Nie chcę być królem, mam o wiele większy cel, chcesz to się bij o berło.
Gra idzie o wiele większą stawkę niż tylko flagę na mapie.
Ale wiesz mi, że jeżeli będzie trzeba to Ci ją zamknę na japie.
Jestem chamem z miasta czterech kultur, jak każdy gnój tu na podwórku.
Nie przeraża mnie klęska i ból już bo nie jestem z cukru.
Chcemy wiele bo niewiele mamy, ponad marzenie i wielkie plany.
Nie omami nas piewca wiary w przeznaczenie, to jest dla przegranych.
Nie jestem wychowany pod kloszem dlatego się szybko podnoszę.
I proszę Cię, nie mów brzydko pod nosem o tym co w sercu noszę, ok?

W mojej głowie słyszę ciągłe głos, głos, głos.
I obiecuję sobię, zrobię coś, coś, coś.
Co spowoduje, że to dotrze do
Każdego na północ, wschód, zachód i na południe stąd bo...

Moje miasto mówi mi "Chcę czuć dumę"
Weź mnie za kark i wyrzuć w górę.
Za wiele racji tu męczy ich dusze
Czas już na moją turę.
Niech to poczuje kazdy w Polsce
Pokaż im jak smakuje postęp
Niech to ukuje raz a dobrze.
Zamień tą Łódź w wojenny okręt
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo