Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Ski Skład, ta Ski Skład, WNB taa

Zjednoczona Polska R-A-P dla swojaków
Białystok ściana wschodnia Poznań na zachód
Ski Skład chłopaku i dwóch wariatów
Tego nie spodziewał się żaden z nas tu
Jeden Bóg tak chciał i dał siłę nam i rap
By móc pokazać ile każdy z nas wart
Miałeś na 5G przedsmak teraz mocny start
Olsen nadszedł czas pokazać Polsce na co stać nas
Nadszedł czas zaprzestać walk stawić na scenie
Ile potencjału drzemie w młodych ludziach
Ile podziemie kryje talentów
Ilu producentów bez wypasionego sprzętu
Ilu zapierdala za dzień znikomy brzdęk
Jeden mikrofon, niejednemu jedyny cel
Nie dorobisz się nie tu w Polsce na rapie
Temu chwalę każdego co daje z siebie szczerość
I wierz mi potrafię, pieniędzmi nie gardzę
Choć bardzo przydatne byś miał cokolwiek na szamkę
Dobra człowiek odchodzę lecz nie na zawsze
Dla mych naćmionych powiek sen jedynym lekarstwem

Gdybym, gdybym nie był tym kim jestem, jestem
Czy bym mówił - rap przekleństwem? przekleństwem
Niby odnalazłem szczęście, szczęście
Teraz nadszedł czas pokazać na co stać nas, tak!

Gdybym, gdybym nie był tym kim jestem, jestem
Czy bym mówił - rap przekleństwem? przekleństwem
Niby odnalazłem szczęście, szczęście
Teraz nadszedł czas pokazać na co stać nas, tak!

Było to tak jak dar, który posiadł każdy z nas
Być może ostatnia już życia szans
Poddaj się lub walcz, graj lub tylko tańcz
Tym co nie pozwoliło by spojrzeć se w twarz
Nadszedł czas, tu hajs, jak powietrze jestem
Błogosławieństwem, przekleństwem dla innych straceńcem
Ci chcieli by nas mieć na elektrycznym krześle
Ten rap surowym mięsem co nie każdy strawi
Jeden cel nachapać się byś się nie udławił
Patrz im wyżej mierzysz tym niżej możesz spaść
Dla swoich nie gwiazd mas uwielbienia tłumów
Prawdy gram bez zbędnego wokół szumu
Sztama z tymi co też nie wierzą w sprawiedliwość
W kraju sparaliżowanym przez chciwość
Bogatym nigdy dość, biednym taki los
Tu nie zgodzi się ze mną może stu na milion
Chuj ci w dupę panie premierze co dla nas
To piękne jest tylko na papierze
Kto dorwie się do władzy patrzy aby napchać kieszeń
Czy nie tak? Nie wierzę w żadne słowo każdego z was

Gdybym, gdybym nie był tym kim jestem, jestem
Czy bym mówił - rap przekleństwem? przekleństwem
Niby odnalazłem szczęście, szczęście
Teraz nadszedł czas pokazać na co stać nas, tak!

Gdybym, gdybym nie był tym kim jestem, jestem
Czy bym mówił - rap przekleństwem? przekleństwem
Niby odnalazłem szczęście, szczęście
Teraz nadszedł czas pokazać na co stać nas, tak!

Bardzo łatwo jest zburzyć to co trudno zbudować
Łatwiej jest odejść niż problem rozwiązać
Prościej zapomnieć gdy przerasta cię sprawa
Gdy się nic nie układa razi cię każda wada
I doceniać przestajesz to co szczęście ci daje
Chciałbyś sięgnąć gdzieś dalej, bo ci się tak wydaje
Że to co jest nieznane, może dać ci tak wiele
Że los do ciebie się śmieje żeby drzwi ci otworzyć
Że nadszedł ten dzień którego miałeś nie dożyć
I zostawić tak szybko to co miałeś
A przyszłość będziesz tworzył gdzieś indziej
Myśląc teraz mi wyjdzie, wyrwie z ziemi korzenie
Żeby spełnić marzenie nie docenisz tych ludzi
Będziesz kłamstwem się łudził
Że ich nikt niedoceniał, a potencjał twój drzemał
Pauza krokiem następnym, będą naprawione błędy
Których nikt nie ominie póki światło nie zginie
Będę do celu dążył póki sił mi wystarczy
Nie raz przecież mnie skarcił los co nie był uczciwy
Przetrwa tylko prawdziwy gdy go stać na to będzie
Nie odpatrz obłędzie dalej nieś swe orędzie
Czy stać cię na to, by nie stać jak matoł
Szczęście wreszcie zobaczyć żeby nikt nie tłumaczył
Że nie było mi dane, chcę mieć tylko wygrane
Na koncie własnym, a świat nie jest łatwy

Gdybym, gdybym nie był tym kim jestem, jestem
Czy bym mówił - rap przekleństwem? przekleństwem
Niby odnalazłem szczęście, szczęście
Teraz nadszedł czas pokazać na co stać nas, tak!

Gdybym, gdybym nie był tym kim jestem, jestem
Czy bym mówił - rap przekleństwem? przekleństwem
Niby odnalazłem szczęście, szczęście
Teraz nadszedł czas pokazać na co stać nas, tak!

To na ile mnie stać pokazałem już nie raz
A stać mnie na wiele oprócz materialnych kwestii
Zdolny pomóc tobie jestem, zdolny się wykazać gestem
I nie po to, by myślano jaki dobroduszny jestem
Wasze słowa - tu jestem, rap nagrywam - zwroty czerstwe
Ski Skład, Wychowani czas poruszyć ważną kwestię
Stać mnie na wiele, nie przysłonię się portfelem
Sprawy nie załatwię blefem w postaci wyciągu z konta
Stać mnie na wiele, bo to sprawa Rycha godna
Sam sobie udowodnić ile warte są me słowa
I jak się mam zachować, by nie zrobić gęby szmaty
Walczyć z diabłem jak przed laty z ziemskimi pokusami
Z każdym następnym dniem udowadniam, że nie muszę
Że mogę być kimś więcej niż zwykłym spizgusiem
Czy przetrwam tę suszę nie gasząc pragnienia
I nie zmienia się nic i nic się nie zmienia
Bez czystego sumienia w drodze do oczyszczenia
Szukając zrozumienia swego własnego istnienia
Nie licząc na przypadki z dala od ojca, matki
Nieświadomie błąd popełnić, stać mnie na te wpadki
Konsekwentnie znikam z planszy, podwyższone ryzyko
Gdzie nie ma szans odwyku, ucieczki od nawyku
Wstrzemięźliwość, silna wola, to cnoty kontrola
Ulica pomyśli, że na głowę zachorował
Sprostać ułomnością, zabłysnąć dojrzałością
Dać radę przeciwnością, zmierzyć się z doskonałością
Choć na moment stać mnie na to, zwalczyć przerost ambicji
W życiu wyprzeć się wszystkich, stać mnie na to wszystko
Si Ski

Gdybym, gdybym nie był tym kim jestem, jestem
Czy bym mówił - rap przekleństwem? przekleństwem
Niby odnalazłem szczęście, szczęście
Teraz nadszedł czas pokazać na co stać nas, tak!

Gdybym, gdybym nie był tym kim jestem, jestem
Czy bym mówił - rap przekleństwem? przekleństwem
Niby odnalazłem szczęście, szczęście
Teraz nadszedł czas pokazać na co stać nas, tak!
Ilu porobiło się życiowych mądrali
co chcą zmieniać świat, a nic nie zyskali
spostrzegają świat przez pryzmat w jednej chwili
we własnych brudach się już dawno utopili
nic nie widzą, nie słyszą udają nieprzytomnych
nie chcą chyba słyszeć, są czasami przezorni
krytykują czyjeś życie, mają do tego prawo
chcą zawładnąć twoją władzą, żyć nie dadzą
bo czasem tak trudno powiedzieć co Cię boli
żyjąc w ciągłym stresie z towarzyszem niedoli
chciałbym powiedzieć matce coś co w sercu krzyczy
czasem bardzo trudno, mój głos teraz milczy.

Tak bardzo trudno zabić lęki, wspomnienia
łatwo pogubić się idąc doliną cienia
jak z nut czytaj z kart sumienia
Twój skarb to życie, Twoje miejsce to Ziemia.
Bardzo trudno zabić lęki, wspomnienia
łatwo pogubić się idąc doliną cienia
jak z nut czytaj z kart sumienia
Twój skarb to życie, jak chcesz tak się zmienia.

Tak bardzo trudno czasem powiedzieć jej
gdy zamykam się w sobie cały dzień
bo wiem, czasem zachowuje się jak zimny drań
zasługuje na twoją pogardę bez dwóch zdań
gdy w głowie szajba i problemów dziesiątki
to jest koniec końca, piękne są tylko początki
to już inna sugestia z życia wzięta wątki
parę pomysłów wyłapię przeleje je na papier
co ma być to będzie, zmienić tego nie potrafię
bo tak bardzo trudno uwolnić myśli chore
głęboko schować je wszystkie, zawiązać worek
bo czasem nad tym rozmyślam, czuję pokorę.

Tak bardzo trudno zabić lęki, wspomnienia
łatwo pogubić się idąc doliną cienia
jak z nut czytaj z kart sumienia
Twój skarb to życie, Twoje miejsce to Ziemia.
Bardzo trudno zabić lęki, wspomnienia
łatwo pogubić się idąc doliną cienia
jak z nut czytaj z kart sumienia
Twój skarb to życie, jak chcesz tak się zmienia.

Błądzę gdzieś w skrajności bałaganie
tu zawiodłem się mnóstwo razy nieoczekiwanie
skrucha i gniew idę z tym w ramię w ramię
wszyscy widzą swój cel w zerach na banknocie
zapatrzeni w siebie żyją w tej wspólnocie
płacz krocie w kwocie i zaznanie luksusu
żeby poczuć to nie potrzebuje impulsu
chcę być wolny od tego, bo taki już jestem
a wspólność to mój atut z moim manifestem
bo nie wszystko w życiu ma związek z szelestem
ogarniasz to przesłanie, czy jesteś na to za głupi ?
Czy tak bardzo trudno wyciągnąć coś z tej nauki ?

Tak bardzo trudno uwolnić myśli chore
Tak bardzo trudno uwolnić je w porę
A tak naprawdę, nie trudno ,to bardzo łatwe
Wszystkie problemy wyleczysz tym faktem x2

Tak bardzo trudno zabić lęki, wspomnienia
łatwo pogubić się idąc doliną cienia
jak z nut czytaj z kart sumienia
Twój skarb to życie, Twoje miejsce to Ziemia.
Bardzo trudno zabić lęki, wspomnienia
łatwo pogubić się idąc doliną cienia
jak z nut czytaj z kart sumienia
Twój skarb to życie, jak chcesz tak się zmienia.
Jak źle jest Ci to przypomnij sobie chłopaku te wszystkie dobre dni...
Nie zapomne o Warszawie, partyzanckiej postawie...
Z betonowych osiedli, domowego ogniska struktura zawsze mi bliska...
Choć znane miejscówki, nazwiska...
Słowa dla chłopaków z blokowiska Gier H.w.u
trzynastka na bloku Majdajska - Igajska zawsze dla was pokój nigdy na pokaz
Słowa prawdy dla dzieciaków żeglujących po blokach by wiedziały co jest ważne
niczego nie przeoczyć móc wreszcie sie zjednoczyć...
Raczej walka na osiedlach bedzie zawsze sie toczyć...
Zobacz ile sie zmieniło, co sie porobiło ilu srebro zniszczyło...
Ogłupiany prawie każdy...
Co teraz imponuje?
Drogi styl, porno gwiazdy bracia esko- bar...
Zobacz jak prysł czar...
Każdemu czas ucieka, bez wyjątku [bez wyjątku]
Jeśli wiesz co sie liczy wszystko bedzie w porządku...
Życie na podwórku, mój pierwszy joint na murku...
Pytasz czemu he? Blant mi życie umila, potrzebna
jak słońce każda pozytywna chwila...
Pierdolić komendanta Halskiego na rewirach...
to dla was chłopaki nie traćcie nigdy ducha...
Na zawsze przy wspólnych ruchach...
Wielkie dzieki za to wszystko
Ryba i Łukasz, zawsze dobre slowo dla Kuby Karpoluka
dla Kao pozdrowienia, wszystkie wspomnienia...
Wszystko dla chłopaków, których skład sie nie zmienia...
to wszystko dla tych mających cos do powiedzenia...

Dla Ulicy to wszystko [dla Ulicy]
Dla Dzieciaków na boiskach, dla chłopaków na Warszawskich blokowiskach
dla ulicy to wszystko...
Komitywa, Warszawa to wszystko jest dla was... x2

Wszystko co robimy dla ulicy... to wszystko
Osiedle, blokowisko, dobrzy ludzie, znane miejsca, do których jest mi blisko...
Dzieki, Dzieki dla chłopaków z Mokotowa, dzieki dla Daniela...
za akcje za browar, Narbuta i Ławkowa... o tych miejscówkach zawsze ciepłe słowa...
Czas sie zrelaksować... blant juz sie kreci...
-Siemanko, Chada z tej strony
-No siema, co tam, jak tam?
-*****, u mnie to jest elegancko, co u ciebie?
-No dobrze, jem obiad powiem ci spóźniony
-No i?
-No i nic, ***** i siedzę na kwadracie
-Układa się pomyślnie?
-Dobrze, dobrze, dobrze
-Hee, no dobra mordeczko
-No, a u ciebie gites?

Jeszcze jakiś czas temu moje życie było klęską
Wszystko dzieciaku przypominało szaleństwo
rozbite małżeństwo, kłopoty z prawem
Cii, zdaj sobie z tego sprawę

Psy z rana zabierały mnie z domu
Lecz nigdy nie mówiłem dla kogo, co i komu
Taki prze*****ny etap
Wałki, rozboje i kradzieże po sklepach
Wszystko nie tak, coraz większe bagno
Na tych ulicach, które nadzieje kradną
Ja i problemy jak jedno ciało
Czasem bywało, że się żyć odechciewało
Byłem naiwny, wspólnik mnie przewalił
Sam sobie winien, nie to żebym się żalił
Grunt się palił, musiałem się ukrywać
Jeśli cię zawiodłem to proszę wybacz

To nie jeden z tych typów, którzy mówią A, nie mówią B
Jest nieźle, twierdzą, że im źle
To nie jeden z hipokrytów, co niby ma kontrolę
A czwarty dzień z rzędu dzieli kreski na stole
To jeden z nielicznych, dla których rap
To autobiografia, zbiory prawd
I wiem ma historię z hardcorem w tle
Tego właśnie lubię słuchać, więc Chada nawinie

To chwila prawdy, o tym ten kawałek
Przepraszam tych, których zawiodłem i oszukałem
Ciężkie brudy ciężko jest pozmywać
Powiesz - tak bywa, ja nic tu nie ukrywam
Noce na dołku - ***** z takim życiem
Mówię, co myślę teraz tu na tym bicie
Te wszystkie chwile znów powracają do mnie
Bywało ciężko, chciałbym o tym zapomnieć
Alkohol, w ***** narkotyków
Dziesięć miesięcy na *****nym odwyku
PiH'u mi mówił - koleżko, weź się ratuj
Grube pieniądze wydane na adwokatów
W moich oczach nie zobaczyłeś strachu
Z Peją BMW roz*****ne po pijaku
Rodzinny dom - wciąż mnie tam nie ma
Ostatnie słowa, jakie pamiętam to - do widzenia

To nie jeden z tych typów, którzy mówią A, nie mówią B
Jest nieźle, twierdzą, że im źle
To nie jeden z hipokrytów, co niby ma kontrolę
A czwarty dzień z rzędu dzieli kreski na stole
To jeden z nielicznych, dla których rap
To autobiografia, zbiory prawd
I wiem ma historię z hardcorem w tle
Tego właśnie lubię słuchać, więc Chada nawinie

Teraz jest pięknie, spełniam marzenia
Nie idę drogą, która prowadzi do zatracenia
Człowiek się zmienia, trzeba w to wierzyć
Idę po swoje, biorę, co się należy
Wita mnie dom, a nie szpitalna sala
Pamiętam to do dziś, to powraca w koszmarach
Nie wszystko po mnie spływa
Wszystkie skandale zamiatam je pod dywan
Moje życie to moja sprawa
Pamiętam dni, kiedy nie miałem z kim porozmawiać
Dziś te chwile to wspomnienie
Kiedyś trzymałem z ludźmi, z którymi nie powinienem

To nie jeden z tych typów, którzy mówią A, nie mówią B
Jest nieźle, twierdzą, że im źle
To nie jeden z hipokrytów, co niby ma kontrolę
A czwarty dzień z rzędu dzieli kreski na stole
To jeden z nielicznych, dla których rap
To autobiografia, zbiory prawd
I wiem ma historię z hardcorem w tle
Tego właśnie lubię słuchać, więc Chada nawinie
Zastanów się choć raz do kogo przynależysz
I co sprawiło, że nikt nikomu nie wierzy
Jak zagubiony pielgrzym na autostradzie niebios
Tak zakurzony festyn za miliony pesos
(Halo wstajemy) co podoba się kobietom
Na rekord atak, poniekąd strata
Nie mam karnacji jak Hakan tylko bakam, bakam
Latam w batach, bakam, uwag pozostań czysty
Zmysły łamie ciężka spluwa, tutaj full kultura ziomek
Nie chcę pchać się do czołówki jak Szachtar Donieck
Kolejne ołówki sprawdź nastał koniec
(Trzask szumu breku) idzie po ortofonie
ŁDZ stylu pionier legenda jak dream-team
I z Pietryny KingPin, O.S.T.R.'y nie pin-pin
Podaj mi pin i odsuń sejf błędów
Ja robię to dla siebie i dla moich koleżków

To mój raj (raj?) raj czytaj rewir
Tu każdy mocniejszy chce się w hierarchii przebić
Trzeba grzywkę utlenić, iść wygrać casting
Pierdol castingi w nich nie ma prawdy
Prawda jest tutaj w tych wieżowcach skuta
Ona płynie w nutach to w nutach jej szukaj
Nauka też jest, wypełnia przestrzeń
Jak dziesięć lat temu podróże z Panem Kleksem
Cierpię na dysleksję, ale mam freestyle
Nie odbierze mi tego żaden publicysta
Znajdź w życiu przystań do właściwych przystań
Zastanów się czasem przegrać znaczy wygrać
Kasę w nerwach znaczy firma ziom
Wiesz nie zespół tylko spółka filia z.o.o.
Gdzie ojczyzna, dom? skurwysyny
Przez porzucone gminy płyną kolejne doktryny
Chuj z nimi, po prostu się zastanów
Czy to nie doprowadzi do zamachu stanu?
Dawno, dawno temu, gdy 10-tka była nowa,
a tramwaj nie dojeżdżał na obrzeża Piątkowa,
było kilka składów reprezentujących Poznań,
i każdy w moim bloku znał na pamięć wszystkie słowa,
w ukochanym Kolejorzu bramki strzelał Juskowiak,
a stadion przy Bułgarskiej wyglądał jak podkowa,
grille na osiedlu relaksowały jak prozak,
gdybym miał klamkę, to strzelałbym w niebiosa,
nikt nie znał Rick Ross'a, była zwykła codzienność,
początku subkultur, zaznaczały swą odmienność,
pierwsza trawka, grube hajsy za torbę (marihuana leczy głowy chore),
międzyosiedlowe walki, w każdy mieście znany temat,
zajawka Cripsami, dożywotnia, nieśmiertelna,
wszystkie ławki z rezerwacją, taki klimat osiedlowy,
i naturalna sprawa, nienawiść do mundurowych, teej.

Ref.
To jest mój oldskul, to stara szkoła,
dziś mówię o tym jak było na blokach,
to Polski West, zachodnia strona,
to czasy kiedy zjednoczony był Poznań, teej!
x2

W pasażu na Św. Marcinie, wjechał pierwszy starter,
zapinany klasyk, z czerwonym daszkiem,
z logiem Atlanty, dumnie chodziłem na czaszce,
później miałem podobną, ze znaczkiem LA Riders,
Scotty i Jordan rządzili razem w Bykach,
byłeś kozakiem, jak miałeś piłkę Spaldinga,
i choć moją miłością, raczej inna piłka,
to uwielbiałem popatrzyć Shaquilla w Magikach,
bohaterowie dzieciństwa, zrobili gnój w głowach,
jak wódka Piernikowa, plus Fanta grejpfrutowa,
czarne Frugo, to szkoła podstawowa,
jak też kurwa, słuchałem składanek Volta,
od tego czasu, lat minęło kilkanaście,
jednym sprało łeb, inni zniknęli po czasie,
ja po kontuzji, odnalazłem nową pasję,
i zostawię coś po sobie, jak zniknie z produkcji papier, teej!

Ref.
To jest mój oldskul, to stara szkoła,
dziś mówię o tym jak było na blokach,
to Polski West, zachodnia strona,
to czasy kiedy zjednoczony był Poznań, teej!
x2

Koniec lat 80-tych, pierwsze w telewizji rapy,
na Jeżycach jak na Bronksie, obijano ludzią japy,
były klamki, lecz atrapy, czasem ktoś biegał z gazówką,
ławka i dziesiony, leciałem z tematem równo,
z ukończoną podstawówką, gotów przyjąć szkołę życia,
z połówką w dupie Ryszard, tak wciągnęła mnie ulica,
napadniętych czas uciszać, wybić się czym prędzej,
czasy, gdy figurowałem w nieletniej kartotece,
niepodzielnie na tych blokach, rządziła Ex Dip Joka(?),
(?) (West Side), to pamięta każdy chłopak,
były mecze na wyjeździe, burdy w dyskotekach,
czasy gdy nie było koksu, lecz rozprowadzana feta,
wtedy Rysiek nie atleta, lecz kozak z winem w bramie,
a ze mną ramię w ramię, ten Jeżycki oberwaniec,
to był był oldskul, pamiętam, moje życie było piekłem,
czasy piątkowskiej ekipy, szukasz guza? - oberwiesz,
przyszedł RAP, było pięknie, chwyty judo na ulicach,
nazbyt częsta zmiana szkół, próbowali mnie uciszać,
dla tych czasów sentyment, byłem wtedy anonimem,
każdy chciał być O.G, Jak Ice-T w Sopocie, tyle!

Ref.
To jest mój oldskul, to stara szkoła,
dziś mówię o tym jak było na blokach,
to Polski West, zachodnia strona,
to czasy kiedy zjednoczony był Poznań, teej!
x2
Gdyby Bóg rapował pewnie byłby na moim ficie
powiedział by na bank za ciebie się nie wstydzę
Brzmi próżnię? Jestem ponadto tak to widzę
Z dnia na dzień jestem tego nieba coraz bliżej
dobrze wiesz ze tak było będzie ze tak jest
nie znajdziesz mnie w kolejce do której inni muszą biec
idź w stronę światła nawet jak masz światło-wstręt
docieram w wasze serca szybciej niż ups
nie bądź błądzidusza jak masz przetarte szlaki
tysiące lat ludzkości musiało coś zostawić
i pewnie gdyby były nosiłbym w rekach flagi
jestem patriota moja ojczyzną jest wolność nagi,
król nie ma wstępu tam za nic w świecie
i żaden szczur nie pcha się tam z butami przecież
gdybyś dzisiaj chciał się włączyć, to możesz zdążyć
zaczęli to przodkowie, my to możemy skończyć

REF. x2
gdyby dziś Ci przyszło zrobić rachunek sumienia
w jakim jesteś miejscu, jaka w tobie chemia,
co Ci siedzi w środku, co się budzi w myślach?
czy byłbyś w centrum świata, czy siedział w podziemiach?

Gdyby dzisiaj śmierć zamachała kosą
nie pytałbym dlaczego, poprostu zapytałbym dokąd
bo odkąd mam po co żyć, już nie tupie nogą bosą
nerwy poszły na bok, teraz spokój jest spoko
gdybym miał emocje wydrukować dziś na kartkach
pewnie brakło by drzew w amazońskich lasach
ludzie wokół siebie gubią wartości
jeszcze parę lat od podnoszenia ich dostane garba
raz, dwa, albo raz, dwa, trzy
dziś masz szczęście i dziś liczysz ty
a teraz wspak dwa, raz, albo trzy, dwa, raz
dziś masz pecha dziś na ciebie czeka piach
myślisz ze dopóki mogę mówić to się wyciszę
a nie mowie tego bo mam takie widzimisię
warto działać prewencyjnie zanim zło cie ugryzie
zanim o tym zapomnisz, zostaniesz zimnym sukinsynem.
Eh aha aha aaa aha

Sam fakt, że nie specjalnie wiem o co chodzi
Nie przeszkadza bym wyraził mój rosnący podziw
Dla tych którzy wbrew logice i na przekór światu
Odkryli w sobie utalentowanych literatów
Mało tego! Byli tak mili, że że rozpoczęli
Wspomnianym talentem z większym gronem się dzielić
A ja porażony piękną widząc połać tych utworów
Nie mam wyboru
Muszę chylić czoła więc:

Primo :
Trzeba mieć zamysł żeby utrzymać słuchaczy
Wydając siódmy album o tym samym
To koncepcji wymaga wprost niezwykłej
Wydać płytę stanowiącą poprzedniej płyty replay
Mówiąc: Co obchodzą mnie ci krytycy cholerni
Kiedy ja chce tu żyć sobie postmodernizm
Mam tu wino pianino i śpiew na ustach
Ważne, że Baśka miała fajny biust ajjj
Jeśli już uzewnętrznisz taki talent
To miej pewność, że masz przepełnioną salę
Więc co? Niby wszystko to piękne i dobre
Ale może się pojawić jeden problem
Bo gdyby
Audytorium jednak zapragnęło czegoś więcej niż to
Że 10 raz każesz mu krzyczeć hip-hop
To artysto milcz
Skłoń się nisko
I nerwy opanuj i przejdź do awaryjnego planu
Otóż żeby dobrze więź z słuchaczem umacniać
Przypierdol mikrofonem o wzmacniacz
To robi wrażenie a nie trzeba przy tym myśleć
Wziąwszy pod uwagę jak z twoją twórczą myślą dziś jest

Żeby dobrze więź z słuchaczem umacniać
Przypierdol mikrofonem o wzmacniacz
To robi wrażenie a nie trzeba przy tym myśleć
Wziąwszy pod uwagę jak z twoją twórczą myślą dziś jest

Gdzieś między pierwszym aaa drugim ?
Kurwa przecież to jest w ogóle jeszcze raz

Gdzieś między pierwszym a czwartym taktem
Schowaną uprzednio siekierą rozpierdol adapter
Dj z radością odnotuje fakt ten
Zwłąszcza że na koncerty jeździcie z kompaktem
A gdybyś był zaangażowany w rap który robisz
Jak aktorka filmu porno w dialogi
A propos będzie super
Jeśli urozmaicisz występ wystawiając dupę
By pokazać gdzie masz system
Nie dać pewności ludzie lubią takich typów
I przykurw w głośnik wśród radości okrzyków
Nie rób nic wbrew płynącemu z ciebie dobru
I wobec pozostałych sprzętów zastosuj półobrót
Z akustykiem rozrywka będzie większa niż talk show
obetnij mu uszy jeśli w ogóle jest co obciąć
i w sielskiej atmosferze upowszechniaj rap swój
Za absurd mając ostrzeżenia Labsów
"Artysto drogi ty na względzie racz mieć
Możliwość że pewnego dnia się napniesz
Tam marudne audytorium które zapragnie wyraźnie
Byś traktował je poważniej"
a na razie:

Żeby dobrze więź z słuchaczem umacniać
Przypierdol mikrofonem o wzmacniacz
To robi wrażenie a nie trzeba przy tym myśleć
Wziąwszy pod uwagę jak z twoją twórczą myślą dziś jest

Tam te przerwy co zostawiłem, to tam będziesz wstawiał jęki
Żeby wiesz, bounce był.
Witam wszystkich serdecznie
prawda jest taka, że trzeba być dobrze ukierunkowanym debilem żeby zarobić milion dolarów

Do tego bitu mógłbym chodzić i klaskać,
wrzucam go na full, już słyszy cała klatka.
Do tego bitu wali w sufit nawet sąsiadka,
zamknij babo mordę, bo nie znasz się na samplach.
Mam czas jest kartka długopis no i bit ten,
jak go puszczę głośno, to potrząśnie budynkiem.
Dzwoń babo na policję, ja pozwól włączę płytę,
tak głośno, by cię kurwo już nikt nie mógł usłyszeć.
Wiesz jest jeden patent, zatyczki w audio-tele,
wsadź se w uszy i wyluzuj bo se rozwalisz panele.
eheheh zostaw nas i nie przeginaj .
Bo puszczę bas i na raz pozbijam ci naczynia.
Chwila

Babo przestań w tym pionie wiele mieszkań,
nie możesz walić w sufit wiem, że tam głupi mieszka.
Koleżka co napierdala techno jak po kilometrowych kreskach,
Z TDJ spięta szczęka pss pss.
Kaleka co wybiera się na księżyc z odkurzaczem na plecach,
Ty babo przestań szczekać czeka cię od tego lekarz.
Mie narzekaj bo masz przekaz jak Jarek przy kobietach,
seta luz i nie pierdol że to w uszy gryzie.
Jak z góry masz manieczki wykręcone tydzień w tydzień.
tak dobrze, widzę złożę to dobrze tak to działa styl.
Tu pozwól że podbiję wzmacniacz byś nie ustała w miejscu

Ref.:
Nie nie nie moja wina
Więc morda sąsiad
że chcę się tu utrzymać
Coś w życiu dostać
Prze te e nie przeginaj
Los masz na własność
A jeśli nienawidzi cię bałudzki hardcore
x2

Masz babo na PC?
Już odpalam MPC!
Lepiej łyknij sete,
dziś pozwalam odlecieć,
gdzie cię nie ma.
Metoda brachu prosta, jak pierdolnie werbel będzie baba na dachu wieżowca.
Moja klątwa larwo, odczujesz to rano,
jak przyjebie bas, dupą wyszczekasz dobranoc.
Na dyskietkach skitraną całą broń tu,
jak podkręcę wzmacniacz dosięgniesz horyzontu.
Po pierwsze to mój dom chuj czy ci się (yyy) podoba
ciekawe co mi powiesz, jak się spotkamy na schodach.
Pies schowany jak browar SB'ku w spódnicy,
nie robię co dzień w głowie tobie hajs polisy.
Ja nie zamierzam ściszyć,
wiesz tu jeszcze moc jest.
Dam głośniej i wyjdę,
to mój na życie prospekt.
Policzę proste na zegarze, nim spocznę.
naocznie to babo będziesz mieć tu rozgłośnię.
Mam mieszkanie pod prądem non-stop 220 .
Każdy choć jak nie każdy prąd mierze na bębnach.
Do prawdy?
Brak wiary babo.
Chcesz się przekonać?
Pokażę ci jak bas tu depcze w tanojach.
Poznaj siłę natury.
Żegnaj.
Kolorowych snów, miłej emerytury.
Cztery ściany, pusty pokój wewnątrz serca samotność
Szum telewizora kreujący na życie horoskop
Ślepa wiedza pośród szczeniackich zachowań
Z ręki do ręki godność sprzedana jak towar
Odgłos rozmów z samym sobą
Nikt nie słyszy
To brak prostych przyczyn,
w które by można naliczyć
Przy tym wzrok ten wbity nieustannie w kineskop
W nienawiści do tych, dla których hajs jest receptą
Smugi światła na twarzy
Kreślą zniekształcony obraz
Miny, której grymas rzeczywistości nie chce oddać
To on jest mordercą wziętym na raty z tesco
Rozumiałbyś protekcjał przed życiowym memento
Skutecznym jak emerson
Orient
To dokucza jak torbiel
Cisza, w której słychać własny oddech
Tak nas nauczono kochać miłością do złota
Ponad sprawiedliwością fortun
Epoka kurortu to marzenie w blokach
Do snu, bo nic nie dzieje się tak po prostu
Na nic wiedza naukowców
Na to nie ma leków
Dla samotnych jak palec zostaje odliczanie sekund

Znów zło, znów zło
Wykręca mi syf, wykręca mi syf
Samotność, samotność
Znów stan przywraca mi rytm, mi rytm
Przywraca smutna samotność, samotność, samotność

Ludzkie tragedie zapamiętane w punktach
Niczym siedem grzechów upadłych jak resursa
Słodkość doradców przymula wnioski
Samotność kontaktów wyklucza rozkwit
W oparach mąki ucieczka od twarzy wątłych
Gdzieś tam to jak lunetka niby ma pomóc przetrwać
Agresja niszczy w czterech ścianach,
Z których każda milczy
Ukryty świata banał i ta podróż po kanałach
Bez końca przed oczami Polska
I własna postać na tle zgliszczy
I codziennych odpraw z uporem Kriszny
Powtarzana zwrotka o miejscu czystym
Od bólu zmartwień by poznać, czym szczęście pachnie
Tego nie znajdziesz na taśmie
Tego rapem nie ułatwię
Kultywując powszechną anarchię
Potrzebną bardziej tym, co
Sami o sobie myślą, że są pomyłką jak Stiven Kalington
Widzę wszystko to, co pcha się do źrenic
Polski rap spis problemów prosto z Bałuckich podziemi

Niby wszyscy razem, a każdy osobno
Gubi swoją wolność skazany na samotność
Niby wszyscy razem a każdy oddzielnie
Dorabia gdzieniegdzie by nie wpaść w herezję x2

Znów zło, znów
Wykręca mi syf
Samotność, samotność
Znów stan przywraca mi rytm, ...wraca mi rytm
Samotność, samotność, samotność, samotność
Nie będę pisać, jeśli nie mam o czym myśleć,
Weź mnie nie pytaj żaden schemat nie da nic wiem,
Ciężko oddychać stale Ziemia zmienia dziś się,
Znam wyjście w głośnikach jestem bitów Asterixem,
Co mogę zrobić żebyś czuł bracie lojalność,
Wobec słów co tworzy znów odpowiedzialność,
Połowę drogi przeżyć tu w rapie to skarb,
Bo to jest cud od głowy w dół moja bezwładność,
Wielu by chciało słyszeć dissy co track tu,
Nie mów, to samo widzę ćwiczysz dla blasku,
Czemu tożsamość płynie w ciszy, nie w wrzasku?
Czemu tak mało płynie przy tym do taktu?
Mówią ci co olewają super jedynki to głupcy,
Chcesz super jedynki? To kup sobie parówki!
Co mam, powiedzieć Tobie? Że jestem muzykiem?
Nie dla nagród czy kotleta mam szacunek do liter,
Jak to powiedzieć, jeśli połowa nie kuma,
Że nie udzielam wywiadów, po telewizji nie fruwam,
Nie wiem jak to się nazywa ani w czym mi może pomóc,
Robię rap by odpoczywać przy okazji leczę ziomów...

Co mam powiedzieć by Bóg popierał jak Abla,
Bo przegra ten co skradł, na faktach robiąc plagiat,
Co mam w to wierzę by mu zamieniał nasz sarkazm,
Choć nie znam się na scrabblach składam litery w taktach,
Plany na dzisiaj zmieni upał w ten hardcore,
Jak to napisać żebyś zrozumiał ten rap ziom?
Czy mam napisać o tym, co chciało by miasto,
Nie mam dwudziestu lat, bro kup sobie Tabasko,
Mówić o celebrytach na chuj telewizja,
Gwiazdy mają kopyta ich nabój hipokryzja,
Kluby, to też przenika, spasuj, nie wiesz nic,
A sam byś zaczął wdychać ten lans co afrodyzjak,
Czy powinienem przypominać Tobie kontekst,
Że dla innych problemem co dzień bywają pieniądze,
Żyjemy w systemie co wywala na jednostkę,
Zaoszczędzisz nerwów jeśli opuścisz ten okręt,
Wiem co napisać, o czym mówić, jak to ująć,
Jak szukasz ryzyka wstrzyknij sobie pavulon,
Życie u nogi kulą, jak nie masz miłości,
Choć z reguły hejtują ci co kochają zazdrościć...
Nie umiemy żyć ze sobą, nie możemy żyć bez siebie,
Dobrze nam bywa bez siebie, ale ze sobą jak w niebie.
Jesteśmy dla siebie jak chiński znak równowagi,
Coraz bardziej jestem pewien, że los dobrze nas zaprowadził.
Nie możemy istnieć bez siebie jak bez nocy dzień,
Jak bez ciemności światłość, jak bez życia śmierć,
Wiem, że rany na sercu przeze mnie zadane się goją powoli
I wiem, że to boli, Ty jesteś moją ostoją i chociaż nasze życia
To walka dwóch różnych światów
Moje życie bez Ciebie byłoby jak ogród bez kwiatów,
Ja czasami przy Tobie czuję się jak niemowa,
Bo w słowniku nie ma takich pięknych słów, żeby Cię zdefiniować
I nawet wszystkie razem wzięte komplementy świata
Są za brzydkie, żeby kogoś takiego nimi oplatać.
Jesteś cudem natury, moim natchnieniem
Moją muzą, moją weną, moim przeznaczeniem.

ref:
Pomimo mych wad wciąż mnie kochasz bezgranicznie,
Jesteś jak rzadki kwiat w ogrodzie botanicznym,
Tak wiele bym dał, by wymazać wszystkie krzywdy
Te złe wspomnienia stłamsić gdzieś, a zostawić te najlepsze.

Za każdym razem, kiedy Ty przeze mnie płakałaś,
To jakaś część mojego serca jakby we mnie pękała.
Awantury, wyprowadzki, ciche dni,
Sytuacje, których tak naprawdę nie powinno być,
Za które siebie winie, zrobiłem Ci tyle złego
Zobaczysz żal minie, po prostu trzeba czasu do tego.
Nie mogę sobie wybaczyć niektórych rzeczy, uwierz,
Choć wiem, że ciężko uwierzyć w niektóre rzeczy co mówię.
Wiem, że trudno wymazać przykre wspomnienia
Są bolesne jak spacer na boso po rozżarzonych kamieniach,
Choć nie raz nie doceniam, jakie mnie szczęście spotkało,
Przetańczyć z Tobą noc całą chcę, dla mnie jeszcze to mało,
Bo tak jak Twoje feromony żadne Coco nie działa,
Jesteś pięknym motylem uwięzionym w kokonie ciała.
Kocham Cię nad życie i mogę Ci to mówić co dzień,
Na żywo, na płycie i przy ołtarzu pod Bogiem

ref:
Pomimo mych wad wciąż mnie kochasz bezgranicznie,
Jesteś jak rzadki kwiat w ogrodzie botanicznym,
Tak wiele bym dał, by wymazać wszystkie krzywdy
Te złe wspomnienia stłamsić gdzieś, a zostawić te najlepsze.

Za każdym razem rozchodzimy się, by do siebie wracać,
Jeszcze zanim się skończy kłótnia ja już chcę Cie przepraszać.
Mam trudny charakter i jestem tego świadom,
Bardzo chciałbym na muzyce zarobić nam na rodzinę, na dom.
Jeszcze będzie czas, zobaczysz odwróci się karta,
Każdy dobry człowiek w życiu w końcu musi mieć farta,
Jeszcze będzie dobrze uwierz, ja to wiem
I czuję, że zakochuję się w Tobie z dnia na dzień
Coraz mocniej, pójdziemy na spacer, usiądziemy w cień
Będzie tak cudownie, jakby to był tylko piękny sen,
Jesteś dla mnie jak tlen do życia potrzebna,
Nawet wtedy, kiedy bywasz dla mnie taka wredna.
Jesteś jedynym przyjacielem, który nigdy nie zawiódł mnie,
Gdyby nie Ty pewnie już dawno bym zatracił się
I gdzieś tam wysoko przeznaczenie jest nam pisane
W Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego, amen

ref:
Pomimo mych wad wciąż mnie kochasz bezgranicznie,
Jesteś jak rzadki kwiat w ogrodzie botanicznym,
Tak wiele bym dał, by wymazać wszystkie krzywdy
Te złe wspomnienia stłamsić gdzieś, a zostawić te najlepsze.

Pomimo mych wad wciąż mnie kochasz, wciąż mnie kochasz, tak,
Jesteś jak rzadki kwiat, bardzo rzadki wśród przeciętnych, uwierz w to.
Tak wiele bym dał, by wymazać zło i być przy Tobie wciąż,
Te złe wspomnienia stłamsić gdzieś, a zostawić te najlepsze.
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo