Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Ej Bytom, ej Ka-ce
Ej Siem-ce, chcecie więcej?
Ej Ruda, ej Chorzów
Ej Gliwice, ręcę widzę
Ej Tychy, Mikołów-łów
Ej Zabrze, was czas nadszedł
Cauy Śląsk, cauy Śląsk
Cała Silesia widzi przecież jak

Cauy Śląsk... (ręce w górę, ręce wyżej)
Cauy Śląsk... (ręce w górę, ręce wyżej, zróbcie hałas na Katowice)

Wiesz gdzie robi się rap trochę inaczej niż wszędzie
gdzie bity są naprędce a wałki na patencie
gdzie 90% na trackach zostawia serce
a 90% na koncercie, chcę ich więcej
gdzie co trzeci MC ma już pięć nielegali
w sumie fajnie jest coś wydać, ale ich tu to wali, synu
to miejsce działa prężnie z daleka od mainstream'u
bo nie trzeba nam tu hajsu, lansu, koksów i drinów
Z krainy kopalń i kominów szlagry do głośników
imprezy bez laserów, klipy bez zbędnych tricków
Mówią, że podobno bez wyników i, że u nich lepszy
jakby któryś z nich tu mieszkał też by te wyniki pieprzył
Wierz mi, że my wiemy o czym trzeba tutaj gadać
I w dupie mamy to czego podobno nie wypada
mamy psycho, trueschool, bauns i hardcore (ktoś ma więcej?)
Cauy Śląsk, larmo

Planeta Ziemia a na niej mój zakątek
siedzę se w nim, a czasem se wyglądnę
sprawdzić jak sprawy w innych rejonach
tymczasem dziś sunę jak na kole oma
tu z paroma gagatkami z Silesi
jadymy wedle tradycyjnej koncepcji
mnóstwo MC's, bit dla kompanów
mic krążył jak na melanżu butla balsamu

Różne izby, antryje, sienie, place
turyści przyjyżdzejcie sam z atlasem nie z kompasem
tramwaje, autobusy, bryki, skrzyżowania, ronda
hasioki, familoki, nowsze bloki, glajzy przi hołdach
dziurawe autobany, na dworcach zwierzęcy folwark
szkoły, poprawczaki, penitencjarne monstra
obalone znaki w akcji pierońskich glimhorda
huty, gruby, stadiony dalej hale sportowe
Wiesz jak to wygląda, bez komentarza odpowiedŹ
lud to wie, jak wszędzie Ruby w MaxFlo się udziela
piwnica mi bliższa niż oaza Rockefeller'a

I tak to do końca zbita, lita, trwale grubo szyta
nić połączeń naprzód dążeń, wizja w tym ukryta
masa styli, w pizdu flow, każdy jeden ma tu coś
każdy jeden ponad eter ma te siły by się wspiąć
To zjednoczona ziemia, którą zjednoczyły bity
tu na każdym z nich wokal ma większy sens uszyty
rymy, bity, połączenia, nity, gdzieś na tle Polska
wspólność zrozumienia, wszystko prosto ze Śląska

Supermiasto Silesia - centrum Katowice
ty liczysz na to ziom - ja na to liczę
widzę przyszłość w tym, widzę tą reanimację
bo siwydym unosi się na tym miastem
znasz akcje, na starcie sprawdŹ akcent
tam byłeś dzieckiem, tu byłbyś bajtlem
wiem to jest ciężkie więc staraj się bardziej
i tak bogactwa czarnej ziemi nie ogarniesz

Cauy Śląsk... (ręce w górę, ręce wyżej)
Cauy Śląsk... (ręce w górę, ręce wyżej, zróbcie hałas na Katowice)

Tak tu jest, tak tu masz, tak to łapiesz
Śląski rap na najwyższym pułapie
Śląsk powiększa zasięg raczej
a ty bierz i mierz wiesz to stestuj facet
tu inaczej niż w innych miejscach
kwestia bitów, styli no i wersów i przesłań
i innych czynników trafiających sedna
to tych paru MC, którzy nie potrafią przestać

Bo ja mam tu dla paktu parę wariantów
Trochę kontaktów od lat tu rap pełen faktów
I to tak tu wersy do taktów, dodatków
Tu mam faktur ile numerów kont w banku
Ten syf i chuj z tym syn jakie masz sny
To rap sezon nie trezor my insomnią na sny
Śląski rap tyle wart, śląski szczeniacki fart
Chuj za każdy kant znów na karku trzydzieści lat

Cała Silesia, miejska poezja mieszka w sercach
Nasza energia to bród, smród i rap na pętlach
To trud prób witamy hałasem na koncertach
Jak loop-troop nowoczesna miejska orkiestra
Cauy Śląsk, ekstra flow i jak [?]
Na wyższy level, to kenbel w ryj radiu ESKA
To rebel styl w tekstach chill na imprezkach
I skill, bez nas polska scena traci sens, aj

Yo, mówi papa Siemianowickiego rapa
To ja [?] jakbyś nie zdążył załapać
Misja kłapać dziobem, ot tak se to robię
Wizja dać to tobie, po to to robię
Zumazany bany sobie, tobie i my wam
130 kilo rapu przy pięć gram
[?] Górny Śląsk jest najwyższą półką
[?] yo nawija o tym w kółko
Cauy Śląsk stoi teraz za mną
Chopcy, najwyższe kominy ze starą kopalnią

Cauy Śląsk... (ręce w górę, ręce wyżej)
Cauy Śląsk... (ręce w górę, ręce wyżej, zróbcie hałas na Katowice)

Zza mikrofonu witam, SNKB banditaz
Solo Miuosha płyta cauy Śląsk tu zawitał
Kilka osób nawijta, bit produkcja Skizza
Wokali śląskich mix na jednym tracku wypas
Chwytasz? Śląsk, Śląsk tu wyznacza piętno
Zjednoczeni jak próby z konsekwencją
Pewni swego, dumni pełną gębą
To tylko początek, przed nami jeszcze niejedno

Tu rap kiera loto po hawirach motloch
Niejedno ścieżyna rymami podloł
Mo to ło co inne się modlą
Pierońsko wiarygodność
Toć to nosz grunt, Śloncki bunt
Bez te koncki mosz woncki punkt widokowy
Bier full fechtu narechtuj geltu
I bez brechtu ej wpadej do Katowic

Siemasz Śląsk to na koncert podniesionych rąk
Rymy, jeden banan pękł to palony joy
Co jest? krajobraz tu jest specyficzny
Tu na oknach kurz, szybciej brudzą się szyby
To powietrze tu ma inny skład chemiczny
I od dawna tu wszyscy do tego przywykli
Tu się żyje inaczej niż na przykład w stolicy
Siema Śląsk, zostajemy prawdziwi

Ty lepiej zyr ten zelter jak masz kaca
Bo ta krew kropla śląski rap wzbogaca
Jak Iran uran nie słodki Don Juan
Banan, chipsy, koczowniczy styl życia
[?] wszystko spoko traf
Nam jest dobrze jak jest, niepotrzebny szelest
Żeby zdobyć Mount Everest, złote fele pierdzielę
Wolę wolne style jak wolne niedziele

Pierdolę wyliczanie dzielnic to grząski symbol
Tu na Śląsku za każdym winklem spotkasz styl
Trzymamy władzę, ty musisz się liczyć z tym
PosadŹ zadek, Silesia nadaje rytm
Bez wpadek, bo zawsze wiadomo kto wygra
A ostra riposta potnie wroga jak brzytwa
Dziś centrum hip-hopu, podziemia, górnictwa
Mamy sztygarów rapu i młodych gniewnych gdy bit gra

Przeca wiesz, że mnie znajdziesz w tym bajzlu
Poleca z tym równo, bo zdupio czos na wajzlu
Bier to gówno i strać się z nim w tańcu
Na wierchu nos słychać, czytej na drugim krańcu
To powrót do korzeni, bo od bajtla na tej ziemi
Węgla, stali, szybów kopalnianych, powietrza na bazie chemii
Silesia na pełnym gazie kopie z buta w pełnym składzie
Chopie płonemy jak huta, chopie tera wszyscy razem

Cauy Śląsk... (ręce w górę, ręce wyżej)
Cauy Śląsk... (ręce w górę, ręce wyżej, zróbcie hałas na Katowice
Wpisz litery P i O w moim Firefoxie
Mnóstwo stron w nazwie porno
Spodziewałaś się poczty? sorry
Brud na oknach, w umywalce, widzę, że krzywisz się
Sam jestem czysty i pachnę, więc weź się odczep, weź
To nie koniec, w lodówce pasztet podlaski
Ser Lazur drugi raz zmienia barwę, a fe
Zaginam róg strony nim zasnę, autor wybaczy, dawno jest martwy
Imponowanie, popisy, moją energię i sen
Kradną często, lecz dzisiaj wykładam na to Big L

Akcent, akcja, wiele dla mnie znaczy
Akcent, postać, wymierne rzeczy

Mój świat pełen barw
Do których nie przywykłaś
Uczciwie mówię jak jest
By potem nie było ci przykro

Ja dobrze wiem, to że chciałabyś
Żebym przetańczył z tobą dzisiaj całą noc
Wiem, że czekałaś na to parę dni
I gdy nie było mnie sama sprzątałaś dom
Pamiętam co obiecywałem ci
Lecz proszę cię odłóż na potem tę złość
Bo po koncercie znowu nie mam sił
I marzy mi się tylko byś zniżyła głos
Jeśli chcesz włącz film, może być jaki chcesz
Tylko mi daruj dziś to wyjście do klubu
Ehh kochanie proszę cię ostatnie czego chcę
To przeciskanie się do baru wśród tłumu, bo to nie moja rzecz
I tak na bank dziś nie chce mi się stać
Wśród przygłupów co szukają łatwych pizd
A ty jak zawsze działasz jak magnes i chyba mnie dobrze znasz
Jeden z tych podrywaczy mógłby dziś wyhaczyć w pysk
Nie umiem pić z umiarem i dziś nie piję nic
Ty chcesz odreagować tydzień po pracy
Gdy wychodzimy patrzę na zegarek i chcę już iść
A koleżanki mówią ci jak możesz być z kimś takim?
Jestem tym typem co ma własny świat
I bardzo rzadko żyje tak jak powinien
Jak chcesz zabawy chodź tu do mnie, niech nie leżę sam
Zobaczymy jak się akcja rozwinie

[x2]
Mój świat pełen barw
Do których nie przywykłaś
Uczciwie mówię jak jest
By potem nie było ci przykro

[x2]
Wiesz dobrze że ja będę draniem do końca swych dni
Wiesz dobrze, że już tak zostanie, więc żyjmy z tym

Więc żyjmy z tym...
Musimy z tym żyć...
Proszę Cię zapomnijmy wczoraj, nie myśląc o tym co będzie jutro
Najwyższa pora odnaleźć siebie i wylecieć ponad, bo żyjemy krótko
I mówiąc trudno, gdy badasz grunt, znaleźć drogę, która trafia w punkt
I nie bądź zła, że o tym zgadam znów, bo czuję to kiedy spadam w dół

W głowie szum, w sercu lód, też czujesz chłód
Zimny próg i zimne myśli, świat u stóp bez sukni błyszczy
Błyszczy z ust, zmywasz tusz, wszystko staje się nagle przykre
W ręku szlug, dym do płuc wdychasz i czujesz się tak jak zwykle
Ziemia nie jest najlepszym miejscem, lecz właśnie na niej tu musimy żyć
Każdy z nas pewnie pragnie więcej, choć w tym kierunku nie robimy nic
I po co patrzysz na ręce innym, jeżeli twoje nie są czyste dziś
Nie oceniaj mnie, nie jestem winny, sam potrzebuję czegoś więcej niż

Pustych słów, wiesz
Pustych słów, wiesz
Pustych słów, które nie znaczą nic, nie
Pustych słów, wiesz
Pustych słów, wiesz
Pustych słów, które nie znaczą nic, nie
Pustych słów, wiesz
Pustych słów, wiesz
Pustych słów, które nie znaczą nic, nie
Pustych słów, wiesz
Pustych słów, wiesz
Pustych słów, które nie znaczą nic, nie

Mówisz kocham, udając coś
W oczach nie widać już tego wcale
I to twój chyba największy błąd, bo idziesz dalej i jej zaufałeś
Słowa teraz już tracą wartość, jak produkt, co leży na półce w sklepie
I nie wiem sam już chyba co jest prawdą, nie mów mi kurwa, że tak jest lepiej
Pieprzę to, to chyba złudne, bo wirtualnie nie będę żyć
Nie wczuwam się w te gadki na skejpie, a mejl od Ciebie to nie jest list
Esemesy nie dają uczuć, to tylko zwykły cyfrowy tekst
Pisany T9, ze słownikiem, wyraźnie jest korygowana treść

Ludzie bez twarzy, wyrażają uczucia znikąd
Bo chyba teraz już ich mimiką, rządzi ten świat emotikon
Usta dziewczyn to nie jest gwiazdka, nawias kojarzę z matematyką
I na co liczą Ci ludzie z miasta, że będę klaskać i siedzieć cicho
Stop!
Koniec z tym, cyfrowa miłość, cyfrowy świat
Jeżeli liczby są teraz wszystkim to zrób rachunek zysków i strat
Błysków i wad, co mówią więcej niż wybory miss
To spory problem i spory obłęd, bo sam potrzebuję więcej niż

Pustych słów, wiesz
Pustych słów, wiesz
Pustych słów, które nie znaczą nic, nie
Pustych słów, wiesz
Pustych słów, wiesz
Pustych słów, które nie znaczą nic, nie
Pustych słów, wiesz
Pustych słów, wiesz
Pustych słów, które nie znaczą nic, nie
Pustych słów, wiesz
Pustych słów, wiesz
Pustych słów, które nie znaczą nic, nie

Jak mam ufać i słuchać ludzi, czy ktoś tu szczere intencje ma
Ich dusza gubi się coraz częściej, a konsekwencję poniosę ja
Każda łza, wypływa z oczu nie po to żeby nawilżyć twarz
Spływa nisko, ty weź to poczuj, na pewno nie raz to znałeś, znasz
Czas, nie uznaje zwrotów, a reklamacje ma głęboko gdzieś
Chodź dobrze wie to, że chciałbyś zwrócić cały stres no i sterty łez
Wylałem niejedną na tej płycie, bo cały album to retrospekcja
Człowiek uczy się całe życie, ale to jest chyba za krótka lekcja

Nauczyciel surowy świat, niedający tu drugich terminów
Jeden czas, jeden test, wszystko zależy od kilku minut
Chciałbyś zdać, próbujesz ściągać, ale jego oczy znowu widzą to
I chyba twoja obecna forma pozwala Ci tylko zniknąć, co
Uciec stąd, zostawiając za sobą ból
Podnieść wzrok, jeden krok do tyłu powoli Cię ściąga w dół
Złam na pół te dawne myśli, a głosy ludzi wyraźnie ścisz
Nie obchodzi mnie zdanie wszystkich, bo potrzebuję czegoś więcej niż

Pustych słów, wiesz
Pustych słów, wiesz
Pustych słów, które nie znaczą nic, nie
Pustych słów, wiesz
Pustych słów, wiesz
Pustych słów, które nie znaczą nic, nie
Pustych słów, wiesz
Pustych słów, wiesz
Pustych słów, które nie znaczą nic, nie
Pustych słów, wiesz
Pustych słów, wiesz
Pustych słów, które nie znaczą nic, nie

Więc jeśli czujesz to jak ja, chodź razem ze mną, szkoda dnia
To chyba chyba najtrudniejsza gra, bo słowa dziś sięgają dna
Nie pytaj mnie o wartość słów, dbaj o ich wartość kiedy z ust
Wypływa zdanie, które znów, może zmienić każdy twój ruch
Każdy twój ruch, każdy twój ruch
Może zmienić twój ruch
Każdy twój ruch, każdy twój ruch
Może zmienić twój ruch
Każdy twój ruch, każdy twój ruch
Może zmienić twój ruch
Każdy twój ruch, każdy twój ruch
Może zmienić twój ruch
Od ostatniej płyty minęło ze trzy lata
Wbiłem się na chwilę do Pona - mego brata
Planowany ZIP’ów kontratak
Wcześniej ustawka w sprawie koncertów
Wracając do domu zajrzałem do Hempów
I znów na Rzeźni
Nie czas sentymentów mam papirus i dużo czasu
Atramentu w oparach skrętów unosi się wena
Masz ją teraz a przed chwilą żeś jej nie miał
Jędker czasu nie trwoni kiedy ma swój moment
Telefon dzwoni nie odbieram ziomek
W którym studio zabrzmi za chwilę dzwonek
I wypalam to znów z twardego dysku
Ja mam moc do pracy nie tylko dla zysku
Od zawsze dla bandy która priorytetem
Moc do pracy konkretem
Ej ziomek puść to w eter

Ref.x2
Ja mam moc do pracy ty masz za dużo pracy
Ja mam chęć rozwoju a nie pęd do władzy
Stoisz w miejscu - czujesz się nijak?
Czas przemija a ja nadal nawijam

Ej Syzyf harujesz jak wół
Całe życie albo pół
Czy o niczym nie marzysz
A twój Bóg podarował Ci istnienie
Tylko na odpierdolenie tej roboty
Czy to puste zwroty
Pragniesz kwoty łańcuch złoty
Napełnionych kont bankowych
Kłopot w tym że brak ci głowy
Żeby osiągnąć progres po ciężkiej pracy
Przyjdzie kiedyś sukces to życie
Z dnia na dzień i stres trafiony jak w STS
Ej Syzyf obudź się bierz co chcesz
Dziś nie chcę słyszeć już zgiełku za oknem
Czarne niebo, spaliny, ulice mokre
Telefon napiera ale go nie odbieram
Miejski byt w skroń mnie uwiera
Wszystko dookoła wydaje się obce
Rozmazane jak na niewyraźnej fotce
Babilon zniewala, więc lola dopalam, pardon
Ale ja dzisiaj stąd wypierdalam
Airmax na nogach jest, skitrany worek jest, Ganja Mafia anty pies
Ku przygodzie jak Jony Quest
Do domu się oddalam, temu co przede mną mówię salam
Idę tam gdzie słońce, gdzie nie pada deszcz
Gdzie natężenie decybeli lekiem dla uszu jest
Gdzie nie dosięgną mnie zakazy i praw cały kodeks
Chciałbym już tam być ale nie kończy się tekst, boo

Oprócz błękitnego nieba
Nic mi dzisiaj nie potrzeba
Oprócz błękitnego nieba
Nic mi dzisiaj nie potrzeba

Codzienne życie zostawiam w tyle dziiiiiś
Byle do przodu, byle przed siebie iiiiiść
Ciągle szukam miejsca swego ukojenia
Za duży gwar, chcę dla siebie trochę cienia
Wszystko co ważne teraz nie znaczy niiiic
Pośród betonu dłużej nie mogę gniiiić
Ile kroków jeszcze mam do postawienia
Aby osiągnąć stan umysłu oczyszczenia
Idę tam gdzie słońce, gdzie nie pada deszcz
Gdzie natężenie decybeli lekiem dla uszu jest
Gdzie nie dosięgną mnie zakazy i praw cały kodeks
Chciałbym już tam być ale nie kończy się tekst, boo
Idę tam gdzie serce bliżej Boga jest
Gdzie mogę dotykać chmur, gdzie wartość traci gest
Gdzie nie sięga Babilon, ani systemowa wesz
Chciałbym już tam być ale ciągleee...

Oprócz błękitnego nieba
Nic mi dzisiaj nie potrzeba
Oprócz błękitnego nieba
Nic mi dzisiaj nie potrzeba

Idę, idę, ciągle idę tam (x3)
Idę, idę, idę ciągle
Idę, idę, ciągle idę tam (3x)
Idę, idę, idę ciągle
Na tym etapie wejście do studia to nie egzamin
Włączasz taki kawałek, by poczuć się jak w Miami
Tak jak nikt przedtem o prostych rzeczach
Dla dorosłych, dzieciak w nas dawno ostygł
Trzecia kwarta dla mnie chyba najtrudniejsza
Ilość banalnych pytań w wywiadach się nie zmniejsza
Prostota, nie skąpstwo szacunek budzi
Prostota, nie prostactwo rozgrzane umysły studzi
Dziś pierdniesz, ludzie nazwą to nowym dźwiękiem
Paru krytyków chętnie poda ci rękę
Oskalpujesz polski jazz, wzbudzisz podziw
Ja przestałem dymać te sample w dniu 16 urodzin
Zdrada, alkopoligamia, kobiety
Nadal ja walką uprzytamniam konkrety
Smak krwi, gdy panna przegryzie ci wargę
Rozpiętość skojarzeń od Mobb Deep po Soundgarden
Nie wszystko ma drugie dno, również to
12 linijka od końca to główne zło
Co możemy dodać od siebie?
Pruderia i feminizm mają koszmary o 2cztery7

[x2]
Kilku z was pewnie wie o co chodzi
Nam G-funk, to jest to co w samochodzie mam
Ludzie nie wiedzą co jest dobre
I ludzie nie wiedzą co jest złe
[tylko tekstyhh.pl]
Po pierwsze nie dla sławy, nie by zdobyć Londyn
Tu tego nie skumają, może zrobią to w Long Beach
O rzeczach prostych nie, to nie przypadek
To gangsterska muzyka bez gangsterskich gadek
Artystycznych wstawek, bo mnie to nie podnieca
Kawałki w stylu wczoraj skumałem Ulissesa
Czuję wzrok na plecach, mów nie dla pieniędzy
Niby skąd je wziąć, mój wydawca to nędznik
Jestem bezczelny, choć bez hardcore analiz
Niektórzy zarzucają mi zbytni naturalizm
Dla nich paraliż mój stosunek do kobiet
Że niby co robię, to jest porno drugi obieg
Smutni panowie, dewotki, feministki
Ja się nie wstydzę, to jest mój prosty instynkt
Gdzie kraj znad Wisły mam jak na dłoni
Jaracie się gównem, ja znów podpalam Chronic

[x2]
Kilku z was pewnie wie o co chodzi
Nam G-funk, to jest to co w samochodzie mam
Ludzie nie wiedzą co jest dobre
I ludzie nie wiedzą co jest złe

O tym, że nie potrzeba wiele mi do szczęścia
O tych paniach, młodych mamach, o błędnych sugestiach
O jointach, browarach, o szybach w autach
O zmarnowanych dniach i zyskanych szansach
Bez drugiego dna, bez szyfrów i kodów
Bez słuchania wspak, to bass samochodu
To rap bez podchodów prosto z gardła
Puść to dla ziomów gdy impreza jest marna
Prawda, nieważne co śmiga w radiach
Ważne, że to nie śmiga w kampaniach
A w radiach jeszcze raz się zgorszycie
Ale to nie jest porno, to jest kurwa życie
Picie, żarcie, palenie i sny
Sperma, pot, krew i łzy
Hardcore, hip-hop z domieszką rapu
A dla nas G-funk w dobrym smaku

[x2]
Kilku z was pewnie wie o co chodzi
Nam G-funk, to jest to co w samochodzie mam
Ludzie nie wiedzą co jest dobre
I ludzie nie wiedzą co jest złe
Ero, Miuosh! jedna miłość brat, tak jest!

Miuosh:

1.Chcesz mówić mi o życiu? Lepiej siedź cicho.
Widziałem rzeczy, o których nie śniło się ulicznikom.
dekade z ekipą pod blokami mamy camp low (?).
Nie jesteśmy cool, więc się głupia dziwko pierdol.
Rapowe dance floor, leszczom tętno skacze.
Rządzą nami zagrania, których sam nie wytłumaczę.
Lecimy z tematem, chodź opowiem Ci o tym,
Nie jestem prawdziwy, bo nie przyjadę za zwroty.
Cioty spuszczają wzrok, prawdy boją się jak ognia.
Dzieciaki tłuką te rapsy pękają szyby w oknach.
Mój bóg, jak pochodnia oświetla mi drogę.
Mój własny bóg, twojego znieść już nie mogę,
Cóż Twoje zdrowie, nasze jest nic nie warte.
Biegaj za robotą, ja poczekam aż mnie walnie.
Mamy parcie, by to zrobić po swojemu, nie po cichu.
Nie mów mi więcej o życiu.

Ref.
A Ty stój, tam gdzie stoisz nie mów mi już nic więcej.
Niczego mi nie zabronisz i tak zrobię to jak zechcę.
Pieprzę los, który kiedyś wywróżyli mi sceptyczni.
Mam to co ci nie liczni, siądźmy i policzmy. x2
A Ty stój, a Ty stój...

Ero:

2.Ktoś mi mówi, jak mam żyć, to całkiem kurwa śmieszne.
Co Ty w domu nie masz lustra? Tak w ogóle kim Ty jesteś?
Chcieliby bym brat zapewniał, wszystko co pojadą z bitem.
Jednak, na tych osiedlach, żaden z nich to autorytet.
Mówią, kartka przyjmie wszystko i efekt jest dobrze znany,
Że dzieciaki to łykną, tak jak młode pelikany.
Jestem z innej bajki, nie daję na życie recept,
Zbyt zajmuje mnie moje i w zajawkach bycie specem.
Liczę becel , jest tyle ile narucham
I choć hajs się nie zgadza, nie spędza mi snu kapucha.
Dziś znów zapuka nasz rap do Twoich drzwi.
To ta ulicy sztuka, o której Twój mentor śni.
A ten kto kpi, niech kpi sobie dalej,
Bo sam jest i ma jak Ferdynand Kiepski talent.
Ja tnę, jak jet ski falę i z tym flow płynę,
A Ty weź tak nie pierdol bo powiększysz rodzinę.

Ref.

A Ty stój, tam gdzie stoisz nie mów mi już nic więcej.
Niczego mi nie zabronisz i tak zrobię to jak zechcę.
Pieprzę los, który kiedyś wywróżyli mi sceptyczni.
Mam to co ci nie liczni, siądźmy i policzmy. x2
A Ty stój, A Ty stój...

Miuosh

3.Dziwne rzeczy
lepią się nam do rąk skoro nadarza się szansa.
Co drugi Marlboro, jak ostatni szlug skazańca.
Trzymam pod kontrolą, to co niby mnie wykańcza.
Czwarty raz solo, niech się pierdolą to szarańcza.
Biorę wdech, pech na mnie nie robi wrażenia.
Ogół pozostanie bez zmian, jeśli sam go nie pozmieniam.
Chcę trochę miejsca mieć, znaleźć trochę cienia,
Gdzieś już czuć ten dreszcz, kiedy sampel tnie temat.
Trema nie łapię nas, jak ten kac od walenia.
Takie życie, trzeba chlać by nie myśleć o problemach.
Budzą, krzyczą "trzeba wstać, grać" , brat lekko nie ma.
A i tak mamy lżej, niż reszta pokolenia, play.
Do zobaczenia, czas staje tam, gdzie my.
Pseudo przyjaciele? Mijają szybciej niż dni.
Nie liczę ich. Fanatyk wiary się nie boi,
A Ty stój, tam gdzie stoisz, nie mów mi jak mam żyć.

Ref.

A Ty stój, tam gdzie stoisz nie mów nic więcej.
Niczego mi nie zabronisz i tak zrobię to jak zechcę.
Pieprzę los, który kiedyś wywróżyli mi sceptyczni.
Mam to co ci nie liczni, siądźmy i policzmy. x3
A Ty stój, a Ty stój...
Nowi koledzy nazywali go telewizowkręt
Bo w głowie filmy miał i wkręcał pokręcone historie
Suche i mokre,
że z wosku, słoika i nitki sam sobie zrobił swe binokle
Tak zaoszczędził na wakacje z dziadkiem, który chory jest,
który w ogóle nie schodzi z parapetu bo od windowsa ciągle
od czterech lat próbuje wyjść z domu po mleko oknem.

Świat wariatów świat wariatów, ale dziadek zrobił postęp,
Zszedł i przez narciarskie gogle kliknął babcię zdechłą myszką w kostkę
A babcia zamieniła się w autostrady i w Polsce zaczęło się...
A dziadek znalazł pracę w bramce opłat i zawsze byli razem

Wciąż pytał czy widzą i co?- i nico,
nie było tajemnicą, że wielu go nie rozumiało
jak ja zamykania stadionów naraz wszystkim kibicom
On zawsze miał swój świat, swe kino z Kusturicą,
żył polepioną imaginacji piaskownicą

Nocami, kiedy tak wracał a na oczach miał chiński zwiad,
Często rozmawiał z miastem jakby znali się od lat
Tor zasyczał, lampa pisnęła, zaszeleścił kwiat
Jak świr ryknął pierwszy tramwaj nad nim niczym ptak

Przeleciał TIR wysoko wybił go bruku trakt trach ten w takt pędem wypiął się i krzyknął tak:
„Shake it shake it baby, daleko szybuj”
zaśmiała się Trzebnicka: „Piękne wybicie”,
„ Znakomity wybój”- dodały małe uliczki jakby kibicujące jej z trybun.
„My robimy lepsze Woogie- Boogie”- zawołały tory z nasypu
„Ach tam- to były podpaski łatwe jak kontenerek bibuł !”- ryknęła Pomorska, mistrzyni miasta poprawiając asfaltu marszczony garnitur,
To nocne zawody typu: rzuty TIRem przez torowisko,
walka o króla tytuł tak tyt a tu liczą się chwyty kokpitu

Samomasujące ulice nocą psocą u szczytu
i z budynkami nucą swoją pieśń:

Ref
Zalegalizujcie zieleń w moim mieście,
uwierzcie, za dużo chemii w nas a za mało natury
coraz częściej w dłonie pióra swoje weźcie i...

Zalegalizujcie zieleń w moim mieście,
uwierzcie, za dużo chemii w nas a za mało natury
coraz częściej w dłonie pióra swoje weźcie i...

Zalegalizujcie zieleń w moim mieście,
uwierzcie, za dużo chemii w nas a za mało natury
coraz częściej w dłonie pióra swoje weźcie i...

Wtedy zanucił dziwnie pomalowany,
drapiący się drzewami blok:

(Mesajah)
One tu się bawią, a ja czuję się chory
Kiedy widzę na sobie te pstrokate kolory, ropiejące pory
niech ktoś w końcu pomoże, bo wyglądamy jak nie z tego świata stwory.
Zrób coś- a Ty siedzisz na kanapie,
ja ledwo sapię, wszystko mnie swędzi , aż się cały drapię.
Wysypki i rażące wypryski mam wam wszystkim,
Jak wyglądam powinno zależeć przede wszystkim.

Litości ściany moje są odbiciem waszych osobowości
tak się wyśpisz jak sobie ugościsz
Litości- jestem tylko zwykłym blokiem,
Chcę normalności, jak wy we mnie ludzie prości.

Chciałbym mieć na sobie zieleń, ja barwy świeżych liści,
nie rażący rumień na ciele, jakby stylizowali mnie daltoniści ej.
Chcę wkoło więcej natury- powstań i zacznij remontować
Karykatury architektury- sadzić, malować, zieleń zalegalizować.

Niech ludzie tańczą, boso, razem na arteriach przy blasku lampionów,
Niech liście pną się szkieletem balkonów, lecąc w elewacje domów,
Niechaj gałęzie drzew tworzą sufity ulic, parków i peronów,
Niech myśli zielenią się jak w maju liście akacji i klonu.

Ref
Zalegalizujcie zieleń w moim mieście,
uwierzcie, za dużo chemii w nas a za mało natury
coraz częściej w dłonie pióra swoje weźcie i...

Zalegalizujcie zieleń w moim mieście,
uwierzcie, za dużo chemii w nas a za mało natury
coraz częściej w dłonie pióra swoje weźcie i...

Zalegalizujcie zieleń w moim mieście,
uwierzcie, za dużo chemii w nas a za mało natury
coraz częściej w dłonie pióra swoje weźcie i...
Ref. (cuty)
Takie czasy Bo to Polska nie elegancja Francja

(Jędker)
Tak to wygląda: Budzę się co rano z japą wygrzaną, z pustą kiermaną, czasu jak zwykle za mało. Do dwunastej się zapierdalało, trzeba wstać, a oczy spuchnięte. Kolejna ustawka za następnym zakrętem. Brak chwili, żeby podelektować się skrętem. Puszczam po sieci sygnał. Mijam żula, który trąbi poranny hejnał. Chuj, podsumowanie - to nagranie, a czy ukazana różnica? Zip nie burak, ani nie woźnica. Jedi nie ściemnia. Na pohybel temu kto go oczernia. To wszystko.

Ref. x2

(Sokół)
Diody na sprzęcie wybijają rytm jak werbel. Sokół i Jędker. Prosto nie pokrętnie mówie. Tak to wygląda: ściany, które kiedyś były białe, żaluzje brak firanek. To nie iluzje, choć niektóre lica nastukane. Kolejny ranek, zastał nas... Taaa... No i co? Inny dzień, takie samo pomieszczenie. W Witrynach Odbicia, ja się nigdy nie zmienię. To wygląda tak: kolejne zgromadzenie, dym. Chętnie bym coś obrządził, a ty byś gwiazdo skończył mącić, błądzić, rządzić i pierdolić byle rym dla rymu. Ilu takich skurwysynów? To nie aluzje, na później... Ty byś chciał bardziej cool i luźniej, ale bywa różnie. Szkiełko przykurzone, dookoła płyty, to nie hity z satelity stereo (stereo). Pamiętam przełom 88/89, mam to przed oczami: kierowca Ikarusa jedzie, literkami ze Smerfami wyklejone "Bogdan 607". Puszki po napojach szoferkę zdobią. W wielkim walkmanie mam ze sobą pierwszą kasetę rapową, kiwam głową, myśle - jak oni to robią? To był folklor polkolor, teraz tak to wygląda. Jesteś w tyle? Nie znasz się na nowych prądach? Kto jaką drogę obrał taką ma. Ważne kto rade da. Rap gra, polska wersja. Nie przy cudzych Mercedesach z pożyczonym złotem na zdjęciach. Jestem naturalny, taki jestem. Nie strugam kozaka, tylko operuję wierszem i dźwiękiem. Diody na sprzęcie znów do rana. Ja i moja kompania. Koncertowymi plakatami wyklejona ściana, pod oknem fotel. To nie hotel, to wynajęty pokój, który mi wpierdala całą flotę. Może gdybym skończył dobrą szkołę i miał robote?... Mama mówiła - odrób lekcje. Ja wolałem jak Jędker z dyktafonem na ławeczce kleić teksty pierwsze, co nie znaczy, że do końca życia tam jest moje miejsce... Elo, elo, elo

Ref. x2
Że nie był Twoim wspólnikiem powiedz lepiej Fokusowi
Lataliście razem brałeś wszystko co zarobił
Później wyjazd do Londynu rozliczenie zapomniane
Przyszedł Ciebie lać na koncert to broniłem Cię z Romanem
I nie chodzi tylko o mnie nie o hajs i nie o towar
Tylko że nigdy nie mogłeś dotrzymać słowa
Mówisz żeś nie był wspólnikiem i tłumacze "nie ma sprawy"
Przytoczyłem tu epizod z właścicielem Fiata Bravy
Powróciłeś do ulicy mimo że cisnąłeś z nią
Bardzo dobrze Twoje bluzgi pamięta Nowy Sącz
Nie rozumiesz o czym mówię? Namalować Ci obrazek?
Bardzo trafnie zripostował Twoje pierdolenie kazet
Przykład interesu z Tobą skwituję dzisiaj śmiechem
Opowiem w kilku słowach jak było z Twoim sklepem
Było najpierw trzech do spółki nagle został tylko jeden
Pryżu nigdy nie zapłacił z każdym kolejnym miechem
Jaki biedny on był w tedy choć mieliśmy hajs z koncertów
Te pieniądze mi starczały bym z rodziną żył bez przeszkód

Ja porządny od lat jestem i przeciwko kurwą zawsze
To Ty podkulałeś ogon zasadami w ciąż na bakier
Chcesz nazywać mnie pajacem? za lata pomocy z Tadziem
Ostatni raz czas mój tracę bo przeciwnik z Ciebie żaden
Kłamiesz fanom w żywe oczy domniemane sprawy w sądzie
Pokaż tu choć jeden pozew a nie obrażaj nam mordę
Pojebało się od hajsu Tobie wciąż go tutaj wisisz
Diss jest za to że publicznie dłuższy czas już sobie szydzisz
Lekcje odbierz nie zaczepiaj nigdy więcej naszej Firmy
Bo nie skończy się na rapie ani na rozbiciu szyby
Mogę Morski być od dzisiaj pływanie to moja pasja
Ty będziesz filarem z waty tutaj już do końca świata
Wystawiłeś swego brata kota ogonem odwracasz
Myślałem że się zmieniłeś lecz Ty dalej na dno spadasz
Sukces to nie super sprzedasz ani milionowe wejścia
Sukces móc popatrzeć w oczy nawet po marnych odejściach
Pożyczyłem Tobie kasę pokochałem Cię jak brata
Czy dowodem tej miłości jest anulowana spłata?
Może dowodem ma być charakterne się spłacenie
Skoro tyle masz kapuchy co Ci szkodzi oddać biernie
Nie zazdroszczę Ci sukcesu ja na co dzień mam swój sukces
Pomagając w swych projektach kasa mnie nie cieszy głupcze
Za to Ty kwitem napychasz się po tych swoich płytach
Które robi dla idei zakłamany hipokryta
Ani zazdrość ani zawiść rozliczenie faktów
Nigdy tego nie zrozumiesz bo nie widzisz swoich kwasów

Argumentów jest milczenie przez nas rzekomo przerwane
Niby właśnie przez to nie rozliczasz się z Romanem
Szybko tu opowiem o tym przerwaniu milczenia
Był tu pewno razu Twój kolega zdał nam relacje
O Twoich urojeniach
Dzień po Twym odejściu nam to wszystko opowiedział
Tak że to Twoje gadanie tyle z prawdą ma wspólnego
Co reszta argumentów Filara złamanego
Z JP to śmieszna historia miło że zacząłeś temat
Opowiedz może o Kalim co nic zrobić nigdy nie chciał i
Twój wcześniejszy pomysł marki poruszyta zwrotka
Na liście wspólników nie było mnie, Romka, Popka!
Jedna rzecz którą gubisz jeszcze Ci przypomnę
Przyjacielskie wymagania miałeś zawsze jednostronne
Wyłamałeś się z zespołu który zawsze Ciebie bronił
Nawet jak coś nabroiłeś po za grono nie wynosił
Mówisz o Firmie dziecko a sobie ojciec
Czyli dziecko zostawiłeś będąc łasym na pieniądze
Powiązane rymu z faktem jest dla mnie najważniejsze
Ty oceniasz poziom rapu tłumaczysz się beznadziejnie
Tak samo z tym ojcostwem przyszywanym
Mogę nazwać Cię ojczymem a i to jest naciągane
To co w Twojej głowie chorej czyni Firmy Ciebie ojcem
To jest fakt że tak nazwałem wspólny trakt na Wolcie
Przez czternaście lat był zawsze z Tobą problem
Zawsze był problem gdy chodziło o pieniądze
Jakoś nie wspominasz lat kiedy Ty miałeś grubo
Jakoś nie wspominasz lat kiedy to ja miałem chudo
Jakoś nie wspominasz lat kiedy mieliśmy po równo
Zawsze wszyscy byli winni tylko nie Ty
Coraz śmieszniej jest gdy słucham kolejnych Twoich wersów
Popek pierwszy z Tobą cisnął nie mów o praniu beretów

Weź opowiedz swoim fanom pod sceną jadłeś extazy
Potem wychodziłeś z ciała i miałeś dziwne obrazy
Potem złodziei na śląsku groziłeś by już nie kradli
Tylko z Tobą wyszli z ciała wpierdalając te extazy
Ja mam na to wszystko słupów nie boje się konfrontacji
To Twoja teoria a nie nasza ma poważne braki
Nie siedziałem z czego kurwa ja się bardzo zawsze cieszę
Lecz pomagam ludziom mam zasady
A nie wciągam krechę ja poznałem opowieści
Jaki z Ciebie był charakter kiedy furę Ci ukradli
Cały kryminał miał bankiet jeśli chcesz rozliczać ludzi
Na podstawie kryminału mam tu wielu Twoich fanów
Co prawdę o Tobie znają u złodziei masz szacunek
Kraków z nas się dzisiaj śmieje bo
Dla szacunku i ziomków Ty także byłeś złodziejem
Masz problemy za koszulkę to był żart Ty grałeś w chuja
Umorzyłem Tobie długów masę a Ty w ciąż masz gula
Telefonu nie odbierał miesiąc zasad powypentał
Wynająłeś sobie dom ja w trzydziestu siedmiu metrach
Więc nie pierdol mi tu Filar o jakiś apartamentach
Bo Ci załatwiłem lokum gdzie za darmo mogłeś mieszkać
Będąc wychudzonym klaunem Ty mnie chcesz nazywać downem
Nie masz lepszych argumentów by rozprawić się z Romanem?
Po tym co Ty wpierdoliłeś w siebie przez te lata wszystkie
W mózgu papkę masz i głupa palisz mały chłystek
Zaraz po Twoim odejściu chciałem pozałatwiać sprawy
Nie odbierał telefonu wielki brat nie zwykle prawy
Olał moje wszystkie maila olał moje sms-y chciałem
To załatwić w cztery oczy lecz Ty nie niestety
Chciałeś publicznych rozwiązać zaczepiając nas od dawna
Umiesz brać na litość ludzi śmiejąc się że ja mam downa
Nie było by tej afery gdybyś schował ego chore
I pokonał te kobiece pojebane Twe nastroje
I w tym dissie nie chodziło aby zrażać Twoich fanów
Robisz rap swój zajebisty ale ogłupiasz tumanów nie było
By Twoich smrodów nie było by też reakcji pokazujesz tylko
Jak przez lata szanowałeś braci kiedy tworzyliśmy JP
Ty kucharzem byłeś w Anglii gdy prosiłem Cie o wsparcie
Wolałeś smażyć talarki potem kiedy powróciłeś nie wykazywałeś
Werwy ja ciężko zapierdalałem Ty tylko brałeś tantiemy

Podoba mi się bardzo Twój donos w kwestii Donki
Stary numer z rękawicą nigdy nie szedł tam gdzie ziomki
Dla ziomków po kosztach jak i oferty dla Ciebie
W przeciwieństwie do Ciebie korzystał z tego nie jeden
Nasze zarzuty to fakty czyny słowa
Twoje zarzuty fabrykuje chora głowa
Gdzie się pojawiłeś problemy zalęknienia
Kilku takich jak Bass Tajpan dzisiaj ma miłe wspomnienia
I próbujesz coś pierdolić o gadaniu za plecami
Myśmy Ciebie tłumaczyli i problemy odkręcali
Gdy siedziałem w kabarynie przecież wiecie za kim testem
To że spóźnisz się na pociąg było dla Ciebie problemem
Przez rok nagrał płyty dwie a czy właściwie?
W życiu tylu zwrotek nie nagrał na Firmę
Czy to dla naszych słuchaczy nie jest trochę dziwne?
Czy nie widać że ten Filar kieruje się egoizmem
Teraz gdy na siebie robi i robią jeszcze inni
To jest teraz elegancki pracowity i pasywny
Jeśli komuś nie przeszkadza że chcesz splamić mnie oszustwem
To niech słucha tych refrenów wzorowanym na Stachurskim
Mówisz że byłeś Filarem tym co Ciebie karmili wybaczali
Twoje błędy w Twoją przemianę wierzyli
My milczeliśmy dwa lata zamiast brandom wziąć Ci głowę
To jest Filar dojazdówka piąte koło zapasowe
Kiedy odnalazłem misję w hołdzie dla Polskiej historii
Ty pierdolisz coś od rzeczy że chcesz coś dla hajsu robić
Krzyczałeś " Nie chce ulicy!" krzyczałeś że nie chcesz tego
Jednak wróciłeś po hajs ze świata ulicznego
Dziwnie bagatelizujesz ile razy Ci pomogłem?
Dziwne bajki opowiadasz o powstaniu JP
Apartamenty mówisz Filarze z waty mam takie jak Ty auto
Tylko spłacam za nie raty śmieją się z dwóch tygodni
Mówisz "to jest fajny motyw" Pewnie się najgłośniej śmieją
Ci co grzali za głupoty nie rób ze mnie polityka
Bo Twój poziom dotknie zera nie jest politykiem ten
Co mówi o bohaterach...

Nóż w plecy i zaskoczenie Ty nazywasz formalnością
Powiedz szczerze przez te lata co się stało z Twą godnością
Kto używa Skype w takich sprawach kurwa tego nie wiem
Przyznaj że szacunku brakło Ci i też że jesteś leniem?
Z prawdą ciężko dyskutować ciężko się ustosunkować
Więc na żale bierze ludzi kolejna raz ścięta głowa
Udowadnia diss na siłę nie muszę Twoim gimbusom
Splute dzieci internetu tego składu nie poruszą
Widać że coś jest na rzeczy bo ogonem kręcisz kota
Zazdrość zawiść oraz sukces o takich powodach szlochasz
Zmanipulowana litość a nie faktów rozliczenie pomijasz
Istotne sprawy zagłuszając fajnym brzmieniem zaczepiałeś
Nas publicznie Twoje usta sieją ferment znam Cie nazbyt wiele
Filar i odbieram to wymiernie rap Twój ma wysoki poziom
I dla Ciebie jest czołówka nie wywyższaj się i nie szydź bo to przerost
Tego głupka miałeś gula przez tą chwile i ja też się pomyliłem
Mając Ciebie za kamrata a Ty ciągle się dusiłeś możesz
Lepszy być lepszy się czuć zapewniam mam swój sukces
I nie chciałem tego dissu ale Firma się nie ugnie
Poruszyłeś sam tą kwestie my nad "i" stawiamy "kropkę"
Nie będziesz szkalował Firmy będąc zakłamanym ziomkiem
Jednak tutaj walkę kończę aby nikt z was nie pomyślał że nie mamy
Tu co robić tylko ciągle pisać dissa życzę Ci sukcesów wielkich
Ale kurwa nigdy więcej nie smrodź się do Firmy bowiem
Masz za brudne na to ręce buduj sukces dobrym rapem
Nie zaczepiaj dobrych ekip bo ulica zna Cię dobrze
Zasadom nie byłeś wierny potrafisz powiedzieć "zazdrość"
Potrafisz powiedzieć "kłamią" z argumentem nie ma walki
Bo walkę toczysz przegraną i choć miał bym mieć tylko
Czerwony pasek na YouTube to jak było tu na prawdę
Wiedzą już porządni ludzie i choć mieli by odwrócić się
Tu wszyscy w swej ułudzie ja będą walczył od końca
Jeśli ktoś mnie oszkaluje teraz kończę trzymam kciuki
Że robić rap zaczniesz robić taki że nie będą wyszydzane
Kolejne dobre chłopaki...
- Gnój wyrzuciłeś?
- Wyniosłem.
- A kurom to Ty nasypałeś?
- Nasypałem.
- A Ferrari żeś zatankował?

Donatan... Równonoc... BRX, Kajman...

Ref.
Nie lubimy robić, lubimy się boczyć,
Ty wiesz o co chodzi, hymn dla wszystkich Słowian.
Nie lubimy robić, lubimy się boczyć,
Ty wiesz o co chodzi, hymn dla wszystkich Słowian.

BRX
Nie dla nas robić w polu, to wiedziałem już w przedszkolu
Potem przez całą szkołę pozdrowienia dla profesorów
Nie dla nas gruba tyra, nie chce nam się wychodzić z wyra
Jest robota, dajemy dyla, pijemy wódkę, jest psycho killa
Gdzieś z kumplem siejemy lenia, mamy w chuj spraw, jest rozkmina
W wiejskim barze szamiemy śledzia, co przynosi nam pani Krystyna
Zalewamy go spirytusem, robimy bałagan i to jest kluczem
Nic mi się nie chce, nic nie muszę, nie ukrywam, że mam słowiańską duszę
Odurzam się niezłym sprzętem, nie mam roboty i jest pięknie
Nie masz siły, to jesteś ze mną i ja to potwierdzam i to jest święte
Jedziemy sobie z wyrobem, a mamy tu tego pełne zastole
Jest tu Donatan i kilku kumpli, którzy się drapią leniwie po czole
O-oł, co oni tu robią, mój kochany Boże?
Tak wygląda tu równonoc, miło powitać, tu jest dobrze

Tu jest dobrze, tu jest dobrze ziom... To jest równonoc, Borixon, Kajman... Tak jest.

Ref.
Nie lubimy robić, lubimy się boczyć
Ty wiesz o co chodzi, hymn dla wszystkich Słowian [x2]

KAJMAN
Nie mam czasu za w czasu się martwić, w banku nie mam kasy
Jak każdy młody Polak, mam w chuju ZUS i podatki
Cały rok chcę żałować, tyrać w pocie czoła na wczasy
Marzyć o szklanych domach, obserwować giełdowe wpadki
Kitraj, hajsem ściany upychaj, zważ go na psy, bo jeździ przypał
Lolek i joint, i oddycham, nie chce mi się robić nic dzisiaj
Witam, tak Michał wita, gruba impra, jak u Rycha
Odpalam konsolę i spliffa, z ziomem w PS'a pykam
O-o-oł, gdy dzwoni domo-o-fon, ktoś chyba ma do-o-ość
Głośna muzyka, podkręcam - sygnał zanika
Mama mi mówiła, ziomek: "Ucz się, pracuj, zdobądź żonę."
Tata na to: "Baw się chłopcze, jeszcze się urobisz po łokcie."

Ref.
Nie lubimy robić, lubimy się boczyć,
Ty wiesz o co chodzi, hymn dla wszystkich Słowian.
Nie lubimy robić, lubimy się boczyć,
Ty wiesz o co chodzi, hymn dla wszystkich Słowian.
Chada
Znów kurwa daje rap, najwyższego poziomu,
Za sprawą mikrofonu, od dawna w twoim domu.
Tu moi ludzie ziomuś zacięcie prawdy strzegą,
I uwierz mi chłopaku, w chuj mamy z nią wspólnego.

Znów niosę prawdę, ciągle po swoje idę,
Tym wszystkim skurwysynom, od zawsze na pohybel.
Ten arogancki styl, nie trafi gdzieś na VIVĘ,
Lecz mimo to koleżko, tu wszystko jest możliwe.

Prawda jest z nami i zawsze się obroni,
Na ulicy eterze, na pierdolonej fonii.
My, mamy tą pewność, wypisaną na twarzy,
i linijki o których, możesz tylko pomarzyć.

Nie spuszczam z tonu i trzymamy Cię za gardło,
I co by nie mówili, kłamstwo nie będzie prawdą.
Legalnie, nielegalnie to nie przekaz na skróty,
Ta prawda idzie z nami, dawno włożyła buty.

Bonson
Raperów, których masz na ustach, ja miałem na pięściach,
Jeden próbował nam pluć w twarz, a dalej nie pamiętam.
Daje słowo, co gasi Ci ten uśmiech, tracisz honor,
A ten wizerunek zmyślony przed lustrem spłacisz głową.

Zamiast pochwał wolę prawdę, a jak coś tam, to nie kaszle,
I wierzę w swoje rację choć mnie nazwiesz pojebańcem.
Co? Śmieszne? To się zaśmiej, może się trochę garbie,
Ale z tym co biorę na grzbiet, Ty byś nie doszedł tam gdzie... ja.

I chuja kładę co ich jara,
a co nie, co im gadać, a co nie, bo tak wypada.
Mam to.. gdzieś, za prawdę tu mam piątki w zamian,
jak to źle, to ich sprawa, a kto łże poznasz po twarzach.

Albo weź, nie pytaj o alibi, ani kto zawinił,
I zawsze stawiaj spacje, między MNĄ, a NIMI.
Bo ważne to jak patrzę, a nie co mam w CV,
A co na kartce, to na wizji, olać image, niosę prawdę...

REF:
Prawdę dziś kreśli ulica,
Tu żyjesz lub umierasz,
Człowiekiem rządzi pycha

Prawdę dziś kreśli ulica,
Tu żyjesz lub umierasz,
Wciąż sekundy odliczasz.

PIH
Nie chcę już psów u swych stóp, pchlarzy, ludzi bez skazy,
Niosę prawdę, aż po grób mi nie zrobisz gorszej prasy.
Kto wiedzie żywot prawy, niech rzuci kamień, kłamca,
Trucizna jest słodka, gorzka jest prawda.

Tłok strzykawki idzie w górę, igła w żyłę jak nóż w masło,
Chlorek potasu, łajzo pora na lekarstwo.
Jak na spowiedzi mówię prawdę, mam w tym interes,
To zabiera im chęć życia, morduje nadzieje.

Ja też słyszałem, prawda leży po środku,
każdego kreta epitafium na nagrobku.
Wokół [mnie półprawdy?] i farmazony,
przybłędy, per noga rozdziobią ich kruki i wrony.

Nie wyjdzie im na dobre, tu nie ma tego złego,
Nie oszukuje się śmiertelnie chorego.
Nie sprzedaje Ci obrazków, to czysta prawda,
Przestań szczerzyć ten koloru moczu garniak.

HST
Bo liczy się przyjaźń, ta twarda jak cement,
"kocham Cię brat" słowa, najlepszy komplement.
Charakterniaki w domu słuchają Adele,
Pieprzyć tych co za plecami sieją ferment.

Prawda jest taka i prawda jest jedyna,
że macie mnie przed sobą, najlepszego skurwysyna.
Tu trzeba być jak kamień, a nie jak modelina,
Słuchają na ulicach i też w normalnych rodzinach.

Bo dobrze wiemy, chuju, co niesiemy,
na tobie widać wszystko, jesteś, kurwa, jak telebim.
A w moim sercu miłość, którą niosę do przyjaciół,
do dobrych chłopaków i bajtli na trzepaku.

Co tu kłamać, polski rap nie gangsta,
Czasem jest lipa, kręci w oku Ci się łezka.
Usiądź spokojnie i zajaraj sobie petka,
Ostatni gasi światło, dziś Twoje zdrowie, setka!


REF:
Prawdę dziś kreśli ulica,
Tu żyjesz lub umierasz,
Człowiekiem rządzi pycha

Prawdę dziś kreśli ulica,
Tu żyjesz lub umierasz,
Wciąż sekundy odliczasz.

Słoń
Dla wielu dziwek, jedyną w życiu szansą jest kłamstwo,
Bo stale kitrają prawdę, jak kutasa transol.
Traktuję ich z pogardą, zamykam im pyski,
PIZDY! Tu wiarygodność jest ponad wszystkim.

W mojej życiowej misji, ufam wewnętrznym głosom,
Choć szlak bywa wyboisty i czasami chodzę boso,
Jestem jednym z tych co niosą prawdę na rękach jak dziecko,
A każdy kolejny dzień, jest twardą, życiową lekcją.

Na trackach sieje piekło, w kabinie zapach siarki,
Powtarzając słowa mantry, łakom przetrącamy karki.
Kilku martwych kłamców leży w plastikowych torbach,
Bo ich utuliłem do snu, niczym Dr. Kevorkian.

W dłoni pochodnia, w sercu kilka prostych prawd,
Dumny jak paw, gram rap nie oczekując braw.
Mój fach, to bycie MC, w Twoich ustach to nietakt,
Bo pasuje to do Ciebie jak psu imię Kuweta.

Sheller
Dziś, tak jak i wczoraj idę przez świat, z prawdą na barkach,
Patrzą spode łba, Ci co brodzą w swoich kłamstwach.
Mam, tusz na palcach i brud w swoich wersach,
Nie trafiam do radia, za to trafiam do serca.

Jak każdy mój koleżka, mam masę złych nawyków,
To normalka w miejscu, w którym kitrasz na prawników.
Pośród zgiełku i krzyków, fejków i tanich chwytów,
Szukamy peklu, by nie skończyć z łapą w nocniku.

Kartka zeszytu niczym mantra uspokaja,
I mnie nie interere co rozkminia jakiś pajac.
Nikt nie pęka jak fajans, wiara gwarancją wygranej,
A ty pokaż nam hajs, jakbyś miał Jerry Maguire.

Lece nad krajem, jak Ryanair sam widzisz,
I niech się krzywi jeden z drugim co nie trybi.
Synu sam widzisz, masz tu nosicieli prawdy,
żegnam się jak Biggie "Bang Bang, have a nice dream".
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo