Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Charles Bukowski

Uh, those who say the poet is very private and precious person, I don’t agree with. Generally, he is just a dumb, fiddling asshole writing insecure lines that don’t come through, believing he’s immortal, waiting for his immortality which never arrives. Because the poor fucker just can’t write. Most poets, coets, whoets, carrots, can’t even write a simple line. Like, “The dog walked down the street.”Nothing should ever be done that should be done. It has to come out like a good hot beer shit.
Mama - to słowo winienem rapować klęcząc
Mama - bo nigdy nie zdołam ci się odwdzięczyć
Siostra - niesie sztandar niezależności
Siostra - niech ktoś tylko nadepnie ci na odcisk to
Brat - razem ze mną chwyci co pod ręką
Brat - z braku ojca to był mój mentor
Nie pan od matmy, psychosadysta dla dziatwy
Od matmy, a szkołę zamieniał w psychiatryk
J. - z nią pierwszy raz na wagarach
J. - choć nie powiem, żebym bardzo się starał
A. upichciła z mojego serca chłodnik
Sas, zamroziła go dopełniając zbrodni
Sam, nie słucham ludzi zamkniętych w sobie,
Tak, bo po c**j stają przed mikrofonem?
To jest życie z wyborów, często złych, życie chore
Życie z tych, co to sporo w nich się dzieje, bo wciąż

Mam apetyt na te silne bodźce
Kiedy jem, kiedy rżnę, kiedy słucham i gram
I zanim przez to się wykończę
Parę rymów ode mnie niech ma, niech ma

Święty - koks na meblach wśród kurzu
Święty - to czas zamknięty, średnio nam służył
K. - odwiedziłaś melinę ubrana w biel
K. - czemu nikt nam wtedy nie dał escapelle
K. - dla ciebie trzeci wers, bo byłaś dzielna
Ale dziś też usunąłbym to dziecko na pewno
Blef - wiesz, prowadzę życie jak Nomad
Blef i wszyscy kumple, którzy nocą siedzą w domach
Chcę powiedzieć tu wciąż mam dla was miłość
Ale muzyka to zew - nic sobie wbrew, nic na siłę
Do przesyłek z CD dołączam the end
Pewnych etapów nie zawsze happy, lecz nie wcisnę rewind
Kret - łatwopalnemu flow dał iskrę
Dizkret - dla mnie tym, kim Jacek dla Sistars
Chryste, nie wierzę, stałem się ateistą
Choć tyle wspomnień trudno przekreślić, zaiste

Mam apetyt na te silne bodźce
Kiedy jem, kiedy rżnę, kiedy słucham i gram
I zanim przez to się wykończę
Parę rymów ode mnie niech ma, niech ma

Olek - na wojnie z nim jadłbym cyjankali
Olek - bo tylko wojna może przyjaźń spalić
I zanim trzustka stanie się koglem-moglem
A serce zassie pustka lub obrośnie w sople
Adela, Pjus, Witek, Stasiak i Wojtek -
Przepraszam, parę razy zachowałem się podle
I spytaj, czemu mówię o tym ludziom w słuchawkach
Bo moim słuchacze od ogółu dostają czkawki
Moi odbiorcy mają głód autobiografii
I chuj ich obchodzi, czy zarabia Fifty czy Puffy
Bo sami coś przeżyli - słucham o tym co koncert
Gramy o pasję, emocje, na końcu pieniądze

Mam apetyt na te silne bodźce
Kiedy jem, kiedy rżnę, kiedy słucham i gram
I zanim przez to się wykończę
Parę rymów ode mnie niech ma, niech ma
Niech ma, niech ma, ten i ta i ty i ty i ty
To dla moich ludzi w całym kraju
Którzy mają dość banałów
BobAir co za bit
Peace!
Dziś nie chcę słyszeć już zgiełku za oknem
Czarne niebo, spaliny, ulice mokre
Telefon napiera ale go nie odbieram
Miejski byt w skroń mnie uwiera
Wszystko dookoła wydaje się obce
Rozmazane jak na niewyraźnej fotce
Babilon zniewala, więc lola dopalam, pardon
Ale ja dzisiaj stąd wypierdalam
Airmax na nogach jest, skitrany worek jest, Ganja Mafia anty pies
Ku przygodzie jak Jony Quest
Do domu się oddalam, temu co przede mną mówię salam
Idę tam gdzie słońce, gdzie nie pada deszcz
Gdzie natężenie decybeli lekiem dla uszu jest
Gdzie nie dosięgną mnie zakazy i praw cały kodeks
Chciałbym już tam być ale nie kończy się tekst, boo

Oprócz błękitnego nieba
Nic mi dzisiaj nie potrzeba
Oprócz błękitnego nieba
Nic mi dzisiaj nie potrzeba

Codzienne życie zostawiam w tyle dziiiiiś
Byle do przodu, byle przed siebie iiiiiść
Ciągle szukam miejsca swego ukojenia
Za duży gwar, chcę dla siebie trochę cienia
Wszystko co ważne teraz nie znaczy niiiic
Pośród betonu dłużej nie mogę gniiiić
Ile kroków jeszcze mam do postawienia
Aby osiągnąć stan umysłu oczyszczenia
Idę tam gdzie słońce, gdzie nie pada deszcz
Gdzie natężenie decybeli lekiem dla uszu jest
Gdzie nie dosięgną mnie zakazy i praw cały kodeks
Chciałbym już tam być ale nie kończy się tekst, boo
Idę tam gdzie serce bliżej Boga jest
Gdzie mogę dotykać chmur, gdzie wartość traci gest
Gdzie nie sięga Babilon, ani systemowa wesz
Chciałbym już tam być ale ciągleee...

Oprócz błękitnego nieba
Nic mi dzisiaj nie potrzeba
Oprócz błękitnego nieba
Nic mi dzisiaj nie potrzeba

Idę, idę, ciągle idę tam (x3)
Idę, idę, idę ciągle
Idę, idę, ciągle idę tam (3x)
Idę, idę, idę ciągle
Mocno newschoolowy wychowanek Ilimatica
Nowy trueschool ziom w dwudziestym pierwszym wieku wita
Ja hejterom daje moc, dla nich mój rap to pożywka
A kolegom po fachu, już powoli pęka żyłka
Nie kumają mojej jazdy, jestem z innej parafii
Niewygodny dla trueschool'u szef Syntetycznej Mafii
Tworzę fanatyczny odłam, rozpierdalam szufladki
Mam rzeszę wiernych wyznawców oni tą jazdę skumali
Ja pierdole trueschool i na neewschool też wykładam lachę
Robię każdy rap jak trzeba, i z tego kurwa znasz mnie
Daj mi dowolną pętle, na dowolne tempo
Nie ma takiego bitu, do którego bym nie sieknął
Ilu raperów nie nagra pod taki bit
Oni boją się opinii o sobie, że robią syf
Jebać ich, daj ten bit i zrobię na nim co chce
Miękkie pały przez hejterów mają oczy pełne łez

Ref (2x) :
Czym jest trueschool? - to prawdziwa szkoła
Czym jest newschool? - to szkoła jest nowa
Gdzie jest różnica, skoro tak się kurwa spinasz
I tak najważniejsze jest to, o czym nawijasz

Dzisiaj dla odbiorcy najważniejsza jest forma
Ja na przekór daję przekaz robię im mózgu format
Co do mojej formy kurwa nieludzko podkręcam normę
To samotna ucieczka parę lat przed peletonem
Gdzie jest neweschool? - On siedzi mi na ogonie
Bo wyprzedziłem wszystkich, którzy chcieli tworzyć nową szkołę
Gdzie jest trueschool? - poczekaj niech sobie przypomnę,
to pytanie do typa, który studiuje historię
Ja wyróżniam się, jak nowa plomba na Jeżycach
Nowy trueschool ziom, Syntetyczna Mafia wita
Daje Tobie kosmos, teraz latasz na orbitach
Wyprzedzam kurwa czas, nadal nie chce się zatrzymac
Znowu wódka z red bullem, jednym machem spalam szluga
Wypuszczam powietrze, tylko dym zostaje w płucach
To moja luta, i nie obchodzi mnie czy skumasz
Tak jak ten kawałek, który w Twoim audio hula (ee)

Ref (2x) :
Czym jest trueschool? - to prawdziwa szkoła
Czym jest newschool? - to szkoła jest nowa
Gdzie jest różnica, skoro tak się kurwa spinasz
I tak najważniejsze jest to, o czym nawijasz

[Mocno neewschoolowy wychowanek Ilmatica] (2x)

Ref (2x) :
Czym jest trueschool? - to prawdziwa szkoła
Czym jest newschool? - to szkoła jest nowa
Gdzie jest różnica, skoro tak się kurwa spinasz
I tak najważniejsze jest to, o czym nawijasz
Ej Bytom, ej Ka-ce
Ej Siem-ce, chcecie więcej?
Ej Ruda, ej Chorzów
Ej Gliwice, ręcę widzę
Ej Tychy, Mikołów-łów
Ej Zabrze, was czas nadszedł
Cauy Śląsk, cauy Śląsk
Cała Silesia widzi przecież jak

Cauy Śląsk... (ręce w górę, ręce wyżej)
Cauy Śląsk... (ręce w górę, ręce wyżej, zróbcie hałas na Katowice)

Wiesz gdzie robi się rap trochę inaczej niż wszędzie
gdzie bity są naprędce a wałki na patencie
gdzie 90% na trackach zostawia serce
a 90% na koncercie, chcę ich więcej
gdzie co trzeci MC ma już pięć nielegali
w sumie fajnie jest coś wydać, ale ich tu to wali, synu
to miejsce działa prężnie z daleka od mainstream'u
bo nie trzeba nam tu hajsu, lansu, koksów i drinów
Z krainy kopalń i kominów szlagry do głośników
imprezy bez laserów, klipy bez zbędnych tricków
Mówią, że podobno bez wyników i, że u nich lepszy
jakby któryś z nich tu mieszkał też by te wyniki pieprzył
Wierz mi, że my wiemy o czym trzeba tutaj gadać
I w dupie mamy to czego podobno nie wypada
mamy psycho, trueschool, bauns i hardcore (ktoś ma więcej?)
Cauy Śląsk, larmo

Planeta Ziemia a na niej mój zakątek
siedzę se w nim, a czasem se wyglądnę
sprawdzić jak sprawy w innych rejonach
tymczasem dziś sunę jak na kole oma
tu z paroma gagatkami z Silesi
jadymy wedle tradycyjnej koncepcji
mnóstwo MC's, bit dla kompanów
mic krążył jak na melanżu butla balsamu

Różne izby, antryje, sienie, place
turyści przyjyżdzejcie sam z atlasem nie z kompasem
tramwaje, autobusy, bryki, skrzyżowania, ronda
hasioki, familoki, nowsze bloki, glajzy przi hołdach
dziurawe autobany, na dworcach zwierzęcy folwark
szkoły, poprawczaki, penitencjarne monstra
obalone znaki w akcji pierońskich glimhorda
huty, gruby, stadiony dalej hale sportowe
Wiesz jak to wygląda, bez komentarza odpowiedŹ
lud to wie, jak wszędzie Ruby w MaxFlo się udziela
piwnica mi bliższa niż oaza Rockefeller'a

I tak to do końca zbita, lita, trwale grubo szyta
nić połączeń naprzód dążeń, wizja w tym ukryta
masa styli, w pizdu flow, każdy jeden ma tu coś
każdy jeden ponad eter ma te siły by się wspiąć
To zjednoczona ziemia, którą zjednoczyły bity
tu na każdym z nich wokal ma większy sens uszyty
rymy, bity, połączenia, nity, gdzieś na tle Polska
wspólność zrozumienia, wszystko prosto ze Śląska

Supermiasto Silesia - centrum Katowice
ty liczysz na to ziom - ja na to liczę
widzę przyszłość w tym, widzę tą reanimację
bo siwydym unosi się na tym miastem
znasz akcje, na starcie sprawdŹ akcent
tam byłeś dzieckiem, tu byłbyś bajtlem
wiem to jest ciężkie więc staraj się bardziej
i tak bogactwa czarnej ziemi nie ogarniesz

Cauy Śląsk... (ręce w górę, ręce wyżej)
Cauy Śląsk... (ręce w górę, ręce wyżej, zróbcie hałas na Katowice)

Tak tu jest, tak tu masz, tak to łapiesz
Śląski rap na najwyższym pułapie
Śląsk powiększa zasięg raczej
a ty bierz i mierz wiesz to stestuj facet
tu inaczej niż w innych miejscach
kwestia bitów, styli no i wersów i przesłań
i innych czynników trafiających sedna
to tych paru MC, którzy nie potrafią przestać

Bo ja mam tu dla paktu parę wariantów
Trochę kontaktów od lat tu rap pełen faktów
I to tak tu wersy do taktów, dodatków
Tu mam faktur ile numerów kont w banku
Ten syf i chuj z tym syn jakie masz sny
To rap sezon nie trezor my insomnią na sny
Śląski rap tyle wart, śląski szczeniacki fart
Chuj za każdy kant znów na karku trzydzieści lat

Cała Silesia, miejska poezja mieszka w sercach
Nasza energia to bród, smród i rap na pętlach
To trud prób witamy hałasem na koncertach
Jak loop-troop nowoczesna miejska orkiestra
Cauy Śląsk, ekstra flow i jak [?]
Na wyższy level, to kenbel w ryj radiu ESKA
To rebel styl w tekstach chill na imprezkach
I skill, bez nas polska scena traci sens, aj

Yo, mówi papa Siemianowickiego rapa
To ja [?] jakbyś nie zdążył załapać
Misja kłapać dziobem, ot tak se to robię
Wizja dać to tobie, po to to robię
Zumazany bany sobie, tobie i my wam
130 kilo rapu przy pięć gram
[?] Górny Śląsk jest najwyższą półką
[?] yo nawija o tym w kółko
Cauy Śląsk stoi teraz za mną
Chopcy, najwyższe kominy ze starą kopalnią

Cauy Śląsk... (ręce w górę, ręce wyżej)
Cauy Śląsk... (ręce w górę, ręce wyżej, zróbcie hałas na Katowice)

Zza mikrofonu witam, SNKB banditaz
Solo Miuosha płyta cauy Śląsk tu zawitał
Kilka osób nawijta, bit produkcja Skizza
Wokali śląskich mix na jednym tracku wypas
Chwytasz? Śląsk, Śląsk tu wyznacza piętno
Zjednoczeni jak próby z konsekwencją
Pewni swego, dumni pełną gębą
To tylko początek, przed nami jeszcze niejedno

Tu rap kiera loto po hawirach motloch
Niejedno ścieżyna rymami podloł
Mo to ło co inne się modlą
Pierońsko wiarygodność
Toć to nosz grunt, Śloncki bunt
Bez te koncki mosz woncki punkt widokowy
Bier full fechtu narechtuj geltu
I bez brechtu ej wpadej do Katowic

Siemasz Śląsk to na koncert podniesionych rąk
Rymy, jeden banan pękł to palony joy
Co jest? krajobraz tu jest specyficzny
Tu na oknach kurz, szybciej brudzą się szyby
To powietrze tu ma inny skład chemiczny
I od dawna tu wszyscy do tego przywykli
Tu się żyje inaczej niż na przykład w stolicy
Siema Śląsk, zostajemy prawdziwi

Ty lepiej zyr ten zelter jak masz kaca
Bo ta krew kropla śląski rap wzbogaca
Jak Iran uran nie słodki Don Juan
Banan, chipsy, koczowniczy styl życia
[?] wszystko spoko traf
Nam jest dobrze jak jest, niepotrzebny szelest
Żeby zdobyć Mount Everest, złote fele pierdzielę
Wolę wolne style jak wolne niedziele

Pierdolę wyliczanie dzielnic to grząski symbol
Tu na Śląsku za każdym winklem spotkasz styl
Trzymamy władzę, ty musisz się liczyć z tym
PosadŹ zadek, Silesia nadaje rytm
Bez wpadek, bo zawsze wiadomo kto wygra
A ostra riposta potnie wroga jak brzytwa
Dziś centrum hip-hopu, podziemia, górnictwa
Mamy sztygarów rapu i młodych gniewnych gdy bit gra

Przeca wiesz, że mnie znajdziesz w tym bajzlu
Poleca z tym równo, bo zdupio czos na wajzlu
Bier to gówno i strać się z nim w tańcu
Na wierchu nos słychać, czytej na drugim krańcu
To powrót do korzeni, bo od bajtla na tej ziemi
Węgla, stali, szybów kopalnianych, powietrza na bazie chemii
Silesia na pełnym gazie kopie z buta w pełnym składzie
Chopie płonemy jak huta, chopie tera wszyscy razem

Cauy Śląsk... (ręce w górę, ręce wyżej)
Cauy Śląsk... (ręce w górę, ręce wyżej, zróbcie hałas na Katowice
Od ostatniej płyty minęło ze trzy lata
Wbiłem się na chwilę do Pona - mego brata
Planowany ZIP’ów kontratak
Wcześniej ustawka w sprawie koncertów
Wracając do domu zajrzałem do Hempów
I znów na Rzeźni
Nie czas sentymentów mam papirus i dużo czasu
Atramentu w oparach skrętów unosi się wena
Masz ją teraz a przed chwilą żeś jej nie miał
Jędker czasu nie trwoni kiedy ma swój moment
Telefon dzwoni nie odbieram ziomek
W którym studio zabrzmi za chwilę dzwonek
I wypalam to znów z twardego dysku
Ja mam moc do pracy nie tylko dla zysku
Od zawsze dla bandy która priorytetem
Moc do pracy konkretem
Ej ziomek puść to w eter

Ref.x2
Ja mam moc do pracy ty masz za dużo pracy
Ja mam chęć rozwoju a nie pęd do władzy
Stoisz w miejscu - czujesz się nijak?
Czas przemija a ja nadal nawijam

Ej Syzyf harujesz jak wół
Całe życie albo pół
Czy o niczym nie marzysz
A twój Bóg podarował Ci istnienie
Tylko na odpierdolenie tej roboty
Czy to puste zwroty
Pragniesz kwoty łańcuch złoty
Napełnionych kont bankowych
Kłopot w tym że brak ci głowy
Żeby osiągnąć progres po ciężkiej pracy
Przyjdzie kiedyś sukces to życie
Z dnia na dzień i stres trafiony jak w STS
Ej Syzyf obudź się bierz co chcesz
Dni gorące, non stop świeci słońce
Tak wygladają letnie miesiące
Nagrzane bloki, miejsce ciekawsze
żeby tylko picie było tańsze x2

Dni gorące, non stop świeci słońce
Trzeba się najebać, przed dnia końcem
Żar płynie z nieba, jutro kolejny koncert
W całej Polsce w cieniu 3 dychy
Przypieka słońce, my robimy hity
robimy zwrotki, robimy bity
Jebać plotki, do wywiadu trzeba zrobić fotki
Na rękach frotki przesiąknięte potem
odpalony lopez, gorąco jak w St. Tropez
Na ulicach styl Jenifer Lopez, joł
Każda jest przeważna, czy jest ta prawda, dobra jazda, joł
Dobra i może się topi asfalt, letniak dwójka dla każdego rozgrzanego miasta, joł
Smród flamastra, ktoś taguje po szybach,
nie mów, że tak bywa, jest przegorąco, sie rozpływam
Ty do tego się kiwaj, numeru
Super relaks, nic więcej nie rób
Chociaż paruje jak w Peru,
Smak likieru mają ciała
lepkie i słodkie, letniak tak działa
Czujesz tą zwrotke ?! Joł

Dni gorące ... x2

Każdy z lansem jak Sinatra, Lech nie Tatra
Pięknie, w letnią noc, letnie światła
Miękniesz, lepkie ciałka, w mieście auta
i wreszcie jej śmiech, jeszcze Warka, respekt
ej, dialog o laskach to mało,
powinni nas zamknąć w Alcatraz za całość
Nie jedna lolita nas wita przy stolikach
Jest tak - chcą rap, nie Cosmopolitan
Chwytasz ?
Brak towaru jest dla nas wielką lipa
te suki mają więcej żaru niż w Puerto Rico
Chcą pogadać, a potem miski i ananas
Pinakolada, gorące cipki jak Hawana
Aśka, Zuza, Kaśka, Karolina, Roksana
gorąca mama, rozgrzana i senna jak Maanam,
Lala, zabójcza jak Hamas, plus mój asystent
Czyli Tyskie, nasz rap i Twój sound system.

Dni gorące ... x2
Wpisz litery P i O w moim Firefoxie
Mnóstwo stron w nazwie porno
Spodziewałaś się poczty? sorry
Brud na oknach, w umywalce, widzę, że krzywisz się
Sam jestem czysty i pachnę, więc weź się odczep, weź
To nie koniec, w lodówce pasztet podlaski
Ser Lazur drugi raz zmienia barwę, a fe
Zaginam róg strony nim zasnę, autor wybaczy, dawno jest martwy
Imponowanie, popisy, moją energię i sen
Kradną często, lecz dzisiaj wykładam na to Big L

Akcent, akcja, wiele dla mnie znaczy
Akcent, postać, wymierne rzeczy

Mój świat pełen barw
Do których nie przywykłaś
Uczciwie mówię jak jest
By potem nie było ci przykro

Ja dobrze wiem, to że chciałabyś
Żebym przetańczył z tobą dzisiaj całą noc
Wiem, że czekałaś na to parę dni
I gdy nie było mnie sama sprzątałaś dom
Pamiętam co obiecywałem ci
Lecz proszę cię odłóż na potem tę złość
Bo po koncercie znowu nie mam sił
I marzy mi się tylko byś zniżyła głos
Jeśli chcesz włącz film, może być jaki chcesz
Tylko mi daruj dziś to wyjście do klubu
Ehh kochanie proszę cię ostatnie czego chcę
To przeciskanie się do baru wśród tłumu, bo to nie moja rzecz
I tak na bank dziś nie chce mi się stać
Wśród przygłupów co szukają łatwych pizd
A ty jak zawsze działasz jak magnes i chyba mnie dobrze znasz
Jeden z tych podrywaczy mógłby dziś wyhaczyć w pysk
Nie umiem pić z umiarem i dziś nie piję nic
Ty chcesz odreagować tydzień po pracy
Gdy wychodzimy patrzę na zegarek i chcę już iść
A koleżanki mówią ci jak możesz być z kimś takim?
Jestem tym typem co ma własny świat
I bardzo rzadko żyje tak jak powinien
Jak chcesz zabawy chodź tu do mnie, niech nie leżę sam
Zobaczymy jak się akcja rozwinie

[x2]
Mój świat pełen barw
Do których nie przywykłaś
Uczciwie mówię jak jest
By potem nie było ci przykro

[x2]
Wiesz dobrze że ja będę draniem do końca swych dni
Wiesz dobrze, że już tak zostanie, więc żyjmy z tym

Więc żyjmy z tym...
Musimy z tym żyć...
Marcin i Tomek zdzwaniają sie telefonem, siema ziom ziomek ustawka dzisiaj pod domem. x6

Przyjechała dwudziestka wsiąść do niej to pestka w autobusie jakaś rura, obok fajna, ale deska mc duża kreska jestem na rądzie, kto potem wsiądzie jacyś z pracy styrani ale dobrze ubrani.
Jade do Tomka na banie choć wracam z bani po wczorajszym wygrzani leży w łóżku słysze dzwonek Kaśka otwieraj bo to idzie mój ziomek ona spierdalaj Tomek niech sie wbija balkonem, ja zaczynam dzień gibonem jak wydzwaniam ericssonem rozmawiam z Olsonem mam na przedmieściu domek było w pół do trzeciej o mój stan nie pytaj lepiej to jak z konta do konta pojechałem do Tomka wczesniej przeciesz była zdzwonka z tamtym balem rozłąka zajaramy gibonka niewiesz gdzie to na tarasie będzie jak w pierwszej klasie pozdrawiam mame Tomka panią Basie wódeczka polana szame robi mama jazda taka sama, pacyna zorana, zaraz Gracjan przywiezie zajebistego skama. To jest mama Tomka patelnia i potomka napierdala kotlety dla mojego ziomka.

Kiedyś była maka dzisiaj na relaksie zrobimy po faksie sie nie skończy znasz mnie dobre plany przyjadą marki Allany. by nie było twojej mamy nie wychodziłbym z wanny bo zajebisty panny nie narzekam na najlepsze kulinaria twojej mamy czekam, na najlepsze kulinaria czekam

Ref:
Marcin i Tomek zdzwaniamy sie telefonem, siema ziom ziomek ustawka dzisiaj pod domem. razy 4

2.Siedzimy taksie zanurzeni w siuwaksie u nas pali tak sie kapa jedziesz po maksie śródmieście to azymut tam dojeżdzam w dziesięć minut. Spotykam Gieńka po wódke w sklepie siegam, Kielce to potęga, dojeżdzam na ulicy peka 4 piętra i w kurtale reka, tam coś dla Pęka to nie sięgam, schodze z nimi błodze ogólna sielanka jedziemy do Janka zeszyt ciężki jak sztanga mają walu rajtuwę zamykajcie na zasuwe my przyjechalismy wcześniej się już zdzwoniliśmy szkoda mówić o której wyszlismy. Bylismy z ziomami nieźle już jointami dojebani, wiesz kto jest z nami stary fliper tam spotykam całą ekipe Radek od siekiery niesie liter to jest chiper. Z kanału raper tak zdzwoniłem się z Marcinem latem, tak zdzwoniłem się z Marcinem latem. Mieliśmy sałate sie jechało z tematem do poczatki najpierw niewinne zdzwonki rymowanej werwy, kiedy jestem nietrzeźwy, telefon weźmy następne spotkania dziewczyny do pogadania, później alkoholmania. Tak to jest jak sie Marcin z Tomkiem zdzwania .

Ref:
Marcin i Tomek zdzwaniają się telefonem, siema ziom ziomek ustawka dzisiaj pod domem. razy 3.
Raz, dwa
Raz, dwa

[Magik]
Mam jedną pierdoloną schizofrenię
Zaburzenia emocjonalne, proszę puść to na antenie
Powiem Ci że to fakt, powiesz mi, że to obciach
Pierdolę Cię , i tak rozejdziesz się po łokciach
Bo ja jestem Bogiem, uświadom to sobie (sobie)
Słyszysz słowa, od których włos jeży się na głowie
O rany, rany, jestem niepokonany
Ha I Pe Ha O Pe bez reszty oddany
Przejebany, potencjał niewyczerpany
Chyba w DNA on był mi dany
Czekaj Fokus, Rah, jeszcze oszaleją wszystkie pizdy
Gdy poznają mój urok osobisty
Duszę artysty, to jaki jestem skromny i bystry
Szczery do bólu, że aż przezroczysty i
Wiesz co mnie boli? Że w głowach się pierdoli
Zakłócony; pokój ludziom dobrej woli.

Jestem bogiem
Uświadom to sobie, sobie
Ty też jesteś bogiem
Tylko wyobraź to sobie, sobie

[Rahim]
W pełni poczytalny, za czyny swe odpowiedzialny
Jak tynk nieprzemakalny, pędzi tu jak halny
Wyprzedza świat realny, nawiedza wirtualny
System binarny, materiał łatwopalny
Da przepływ momentalny energii, cios werbalny
Kandydat potencjalny, na występ teatralny
Doznaje szoku w 2000 roku, za to spalmy
Pora na elaborat eksperymentalny
W sposób niekonwencjonalny głoszę treści, słuchaj proszę
Trafiam Cię w punkt centralny, wiedz, że niepewności spłoszę
Nastroszę się, gniew boski jest nieobliczalny
Unoszę Cię, z góry widok kapitalny
I idealny obraz, jak krajobraz tropikalny
Monstrualny krach! Rah nieprzewidywalny

Jestem bogiem
Uświadom to sobie, sobie
Ty też jesteś bogiem
Tylko wyobraź to sobie, sobie

[Fokus]
Widzę, widzę, widzę więcej
Wiem więcej, tak to jest mniej więcej
Uczę się sztuki życia, hip hop to mój sensei
I rzuca tym, a to jak kauczuk
Czysta technika, żadnego fałszu
Niuanse, sensacyjne seanse
W bezsensie sens jest jedynym awansem
Balansem w naturze, równowagi korekta
Unoszę się ponad to na specjalnych efektach
Cel - eS eM O Ka na kartki biel
A eN Be eL O Ka E Jot Be E eL
Lekko jak hel napełniam trwogą
I zapewniam, jak wrogom kontakt z podłogą
Twą dozgonną chęć dorównania swym bogom
Ogrom PFK podąża swą drogą
Przysięgam na ogon, uwierzysz w co zechcę
A poczujesz jeszcze od tych lepsze dreszcze

Jestem bogiem
Uświadom to sobie,sobie
Ty też jesteś bogiem
Tylko wyobraź to sobie,sobie

(O... widzę, że pan się ładnie przedstawił przed nami, tutaj w tej chwili słuchaczom, przed tymi milionami słuchaczy.)
Że nie był Twoim wspólnikiem powiedz lepiej Fokusowi
Lataliście razem brałeś wszystko co zarobił
Później wyjazd do Londynu rozliczenie zapomniane
Przyszedł Ciebie lać na koncert to broniłem Cię z Romanem
I nie chodzi tylko o mnie nie o hajs i nie o towar
Tylko że nigdy nie mogłeś dotrzymać słowa
Mówisz żeś nie był wspólnikiem i tłumacze "nie ma sprawy"
Przytoczyłem tu epizod z właścicielem Fiata Bravy
Powróciłeś do ulicy mimo że cisnąłeś z nią
Bardzo dobrze Twoje bluzgi pamięta Nowy Sącz
Nie rozumiesz o czym mówię? Namalować Ci obrazek?
Bardzo trafnie zripostował Twoje pierdolenie kazet
Przykład interesu z Tobą skwituję dzisiaj śmiechem
Opowiem w kilku słowach jak było z Twoim sklepem
Było najpierw trzech do spółki nagle został tylko jeden
Pryżu nigdy nie zapłacił z każdym kolejnym miechem
Jaki biedny on był w tedy choć mieliśmy hajs z koncertów
Te pieniądze mi starczały bym z rodziną żył bez przeszkód

Ja porządny od lat jestem i przeciwko kurwą zawsze
To Ty podkulałeś ogon zasadami w ciąż na bakier
Chcesz nazywać mnie pajacem? za lata pomocy z Tadziem
Ostatni raz czas mój tracę bo przeciwnik z Ciebie żaden
Kłamiesz fanom w żywe oczy domniemane sprawy w sądzie
Pokaż tu choć jeden pozew a nie obrażaj nam mordę
Pojebało się od hajsu Tobie wciąż go tutaj wisisz
Diss jest za to że publicznie dłuższy czas już sobie szydzisz
Lekcje odbierz nie zaczepiaj nigdy więcej naszej Firmy
Bo nie skończy się na rapie ani na rozbiciu szyby
Mogę Morski być od dzisiaj pływanie to moja pasja
Ty będziesz filarem z waty tutaj już do końca świata
Wystawiłeś swego brata kota ogonem odwracasz
Myślałem że się zmieniłeś lecz Ty dalej na dno spadasz
Sukces to nie super sprzedasz ani milionowe wejścia
Sukces móc popatrzeć w oczy nawet po marnych odejściach
Pożyczyłem Tobie kasę pokochałem Cię jak brata
Czy dowodem tej miłości jest anulowana spłata?
Może dowodem ma być charakterne się spłacenie
Skoro tyle masz kapuchy co Ci szkodzi oddać biernie
Nie zazdroszczę Ci sukcesu ja na co dzień mam swój sukces
Pomagając w swych projektach kasa mnie nie cieszy głupcze
Za to Ty kwitem napychasz się po tych swoich płytach
Które robi dla idei zakłamany hipokryta
Ani zazdrość ani zawiść rozliczenie faktów
Nigdy tego nie zrozumiesz bo nie widzisz swoich kwasów

Argumentów jest milczenie przez nas rzekomo przerwane
Niby właśnie przez to nie rozliczasz się z Romanem
Szybko tu opowiem o tym przerwaniu milczenia
Był tu pewno razu Twój kolega zdał nam relacje
O Twoich urojeniach
Dzień po Twym odejściu nam to wszystko opowiedział
Tak że to Twoje gadanie tyle z prawdą ma wspólnego
Co reszta argumentów Filara złamanego
Z JP to śmieszna historia miło że zacząłeś temat
Opowiedz może o Kalim co nic zrobić nigdy nie chciał i
Twój wcześniejszy pomysł marki poruszyta zwrotka
Na liście wspólników nie było mnie, Romka, Popka!
Jedna rzecz którą gubisz jeszcze Ci przypomnę
Przyjacielskie wymagania miałeś zawsze jednostronne
Wyłamałeś się z zespołu który zawsze Ciebie bronił
Nawet jak coś nabroiłeś po za grono nie wynosił
Mówisz o Firmie dziecko a sobie ojciec
Czyli dziecko zostawiłeś będąc łasym na pieniądze
Powiązane rymu z faktem jest dla mnie najważniejsze
Ty oceniasz poziom rapu tłumaczysz się beznadziejnie
Tak samo z tym ojcostwem przyszywanym
Mogę nazwać Cię ojczymem a i to jest naciągane
To co w Twojej głowie chorej czyni Firmy Ciebie ojcem
To jest fakt że tak nazwałem wspólny trakt na Wolcie
Przez czternaście lat był zawsze z Tobą problem
Zawsze był problem gdy chodziło o pieniądze
Jakoś nie wspominasz lat kiedy Ty miałeś grubo
Jakoś nie wspominasz lat kiedy to ja miałem chudo
Jakoś nie wspominasz lat kiedy mieliśmy po równo
Zawsze wszyscy byli winni tylko nie Ty
Coraz śmieszniej jest gdy słucham kolejnych Twoich wersów
Popek pierwszy z Tobą cisnął nie mów o praniu beretów

Weź opowiedz swoim fanom pod sceną jadłeś extazy
Potem wychodziłeś z ciała i miałeś dziwne obrazy
Potem złodziei na śląsku groziłeś by już nie kradli
Tylko z Tobą wyszli z ciała wpierdalając te extazy
Ja mam na to wszystko słupów nie boje się konfrontacji
To Twoja teoria a nie nasza ma poważne braki
Nie siedziałem z czego kurwa ja się bardzo zawsze cieszę
Lecz pomagam ludziom mam zasady
A nie wciągam krechę ja poznałem opowieści
Jaki z Ciebie był charakter kiedy furę Ci ukradli
Cały kryminał miał bankiet jeśli chcesz rozliczać ludzi
Na podstawie kryminału mam tu wielu Twoich fanów
Co prawdę o Tobie znają u złodziei masz szacunek
Kraków z nas się dzisiaj śmieje bo
Dla szacunku i ziomków Ty także byłeś złodziejem
Masz problemy za koszulkę to był żart Ty grałeś w chuja
Umorzyłem Tobie długów masę a Ty w ciąż masz gula
Telefonu nie odbierał miesiąc zasad powypentał
Wynająłeś sobie dom ja w trzydziestu siedmiu metrach
Więc nie pierdol mi tu Filar o jakiś apartamentach
Bo Ci załatwiłem lokum gdzie za darmo mogłeś mieszkać
Będąc wychudzonym klaunem Ty mnie chcesz nazywać downem
Nie masz lepszych argumentów by rozprawić się z Romanem?
Po tym co Ty wpierdoliłeś w siebie przez te lata wszystkie
W mózgu papkę masz i głupa palisz mały chłystek
Zaraz po Twoim odejściu chciałem pozałatwiać sprawy
Nie odbierał telefonu wielki brat nie zwykle prawy
Olał moje wszystkie maila olał moje sms-y chciałem
To załatwić w cztery oczy lecz Ty nie niestety
Chciałeś publicznych rozwiązać zaczepiając nas od dawna
Umiesz brać na litość ludzi śmiejąc się że ja mam downa
Nie było by tej afery gdybyś schował ego chore
I pokonał te kobiece pojebane Twe nastroje
I w tym dissie nie chodziło aby zrażać Twoich fanów
Robisz rap swój zajebisty ale ogłupiasz tumanów nie było
By Twoich smrodów nie było by też reakcji pokazujesz tylko
Jak przez lata szanowałeś braci kiedy tworzyliśmy JP
Ty kucharzem byłeś w Anglii gdy prosiłem Cie o wsparcie
Wolałeś smażyć talarki potem kiedy powróciłeś nie wykazywałeś
Werwy ja ciężko zapierdalałem Ty tylko brałeś tantiemy

Podoba mi się bardzo Twój donos w kwestii Donki
Stary numer z rękawicą nigdy nie szedł tam gdzie ziomki
Dla ziomków po kosztach jak i oferty dla Ciebie
W przeciwieństwie do Ciebie korzystał z tego nie jeden
Nasze zarzuty to fakty czyny słowa
Twoje zarzuty fabrykuje chora głowa
Gdzie się pojawiłeś problemy zalęknienia
Kilku takich jak Bass Tajpan dzisiaj ma miłe wspomnienia
I próbujesz coś pierdolić o gadaniu za plecami
Myśmy Ciebie tłumaczyli i problemy odkręcali
Gdy siedziałem w kabarynie przecież wiecie za kim testem
To że spóźnisz się na pociąg było dla Ciebie problemem
Przez rok nagrał płyty dwie a czy właściwie?
W życiu tylu zwrotek nie nagrał na Firmę
Czy to dla naszych słuchaczy nie jest trochę dziwne?
Czy nie widać że ten Filar kieruje się egoizmem
Teraz gdy na siebie robi i robią jeszcze inni
To jest teraz elegancki pracowity i pasywny
Jeśli komuś nie przeszkadza że chcesz splamić mnie oszustwem
To niech słucha tych refrenów wzorowanym na Stachurskim
Mówisz że byłeś Filarem tym co Ciebie karmili wybaczali
Twoje błędy w Twoją przemianę wierzyli
My milczeliśmy dwa lata zamiast brandom wziąć Ci głowę
To jest Filar dojazdówka piąte koło zapasowe
Kiedy odnalazłem misję w hołdzie dla Polskiej historii
Ty pierdolisz coś od rzeczy że chcesz coś dla hajsu robić
Krzyczałeś " Nie chce ulicy!" krzyczałeś że nie chcesz tego
Jednak wróciłeś po hajs ze świata ulicznego
Dziwnie bagatelizujesz ile razy Ci pomogłem?
Dziwne bajki opowiadasz o powstaniu JP
Apartamenty mówisz Filarze z waty mam takie jak Ty auto
Tylko spłacam za nie raty śmieją się z dwóch tygodni
Mówisz "to jest fajny motyw" Pewnie się najgłośniej śmieją
Ci co grzali za głupoty nie rób ze mnie polityka
Bo Twój poziom dotknie zera nie jest politykiem ten
Co mówi o bohaterach...

Nóż w plecy i zaskoczenie Ty nazywasz formalnością
Powiedz szczerze przez te lata co się stało z Twą godnością
Kto używa Skype w takich sprawach kurwa tego nie wiem
Przyznaj że szacunku brakło Ci i też że jesteś leniem?
Z prawdą ciężko dyskutować ciężko się ustosunkować
Więc na żale bierze ludzi kolejna raz ścięta głowa
Udowadnia diss na siłę nie muszę Twoim gimbusom
Splute dzieci internetu tego składu nie poruszą
Widać że coś jest na rzeczy bo ogonem kręcisz kota
Zazdrość zawiść oraz sukces o takich powodach szlochasz
Zmanipulowana litość a nie faktów rozliczenie pomijasz
Istotne sprawy zagłuszając fajnym brzmieniem zaczepiałeś
Nas publicznie Twoje usta sieją ferment znam Cie nazbyt wiele
Filar i odbieram to wymiernie rap Twój ma wysoki poziom
I dla Ciebie jest czołówka nie wywyższaj się i nie szydź bo to przerost
Tego głupka miałeś gula przez tą chwile i ja też się pomyliłem
Mając Ciebie za kamrata a Ty ciągle się dusiłeś możesz
Lepszy być lepszy się czuć zapewniam mam swój sukces
I nie chciałem tego dissu ale Firma się nie ugnie
Poruszyłeś sam tą kwestie my nad "i" stawiamy "kropkę"
Nie będziesz szkalował Firmy będąc zakłamanym ziomkiem
Jednak tutaj walkę kończę aby nikt z was nie pomyślał że nie mamy
Tu co robić tylko ciągle pisać dissa życzę Ci sukcesów wielkich
Ale kurwa nigdy więcej nie smrodź się do Firmy bowiem
Masz za brudne na to ręce buduj sukces dobrym rapem
Nie zaczepiaj dobrych ekip bo ulica zna Cię dobrze
Zasadom nie byłeś wierny potrafisz powiedzieć "zazdrość"
Potrafisz powiedzieć "kłamią" z argumentem nie ma walki
Bo walkę toczysz przegraną i choć miał bym mieć tylko
Czerwony pasek na YouTube to jak było tu na prawdę
Wiedzą już porządni ludzie i choć mieli by odwrócić się
Tu wszyscy w swej ułudzie ja będą walczył od końca
Jeśli ktoś mnie oszkaluje teraz kończę trzymam kciuki
Że robić rap zaczniesz robić taki że nie będą wyszydzane
Kolejne dobre chłopaki...
Ref. (cuty)
Takie czasy Bo to Polska nie elegancja Francja

(Jędker)
Tak to wygląda: Budzę się co rano z japą wygrzaną, z pustą kiermaną, czasu jak zwykle za mało. Do dwunastej się zapierdalało, trzeba wstać, a oczy spuchnięte. Kolejna ustawka za następnym zakrętem. Brak chwili, żeby podelektować się skrętem. Puszczam po sieci sygnał. Mijam żula, który trąbi poranny hejnał. Chuj, podsumowanie - to nagranie, a czy ukazana różnica? Zip nie burak, ani nie woźnica. Jedi nie ściemnia. Na pohybel temu kto go oczernia. To wszystko.

Ref. x2

(Sokół)
Diody na sprzęcie wybijają rytm jak werbel. Sokół i Jędker. Prosto nie pokrętnie mówie. Tak to wygląda: ściany, które kiedyś były białe, żaluzje brak firanek. To nie iluzje, choć niektóre lica nastukane. Kolejny ranek, zastał nas... Taaa... No i co? Inny dzień, takie samo pomieszczenie. W Witrynach Odbicia, ja się nigdy nie zmienię. To wygląda tak: kolejne zgromadzenie, dym. Chętnie bym coś obrządził, a ty byś gwiazdo skończył mącić, błądzić, rządzić i pierdolić byle rym dla rymu. Ilu takich skurwysynów? To nie aluzje, na później... Ty byś chciał bardziej cool i luźniej, ale bywa różnie. Szkiełko przykurzone, dookoła płyty, to nie hity z satelity stereo (stereo). Pamiętam przełom 88/89, mam to przed oczami: kierowca Ikarusa jedzie, literkami ze Smerfami wyklejone "Bogdan 607". Puszki po napojach szoferkę zdobią. W wielkim walkmanie mam ze sobą pierwszą kasetę rapową, kiwam głową, myśle - jak oni to robią? To był folklor polkolor, teraz tak to wygląda. Jesteś w tyle? Nie znasz się na nowych prądach? Kto jaką drogę obrał taką ma. Ważne kto rade da. Rap gra, polska wersja. Nie przy cudzych Mercedesach z pożyczonym złotem na zdjęciach. Jestem naturalny, taki jestem. Nie strugam kozaka, tylko operuję wierszem i dźwiękiem. Diody na sprzęcie znów do rana. Ja i moja kompania. Koncertowymi plakatami wyklejona ściana, pod oknem fotel. To nie hotel, to wynajęty pokój, który mi wpierdala całą flotę. Może gdybym skończył dobrą szkołę i miał robote?... Mama mówiła - odrób lekcje. Ja wolałem jak Jędker z dyktafonem na ławeczce kleić teksty pierwsze, co nie znaczy, że do końca życia tam jest moje miejsce... Elo, elo, elo

Ref. x2
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo