Popularne piosenki. Polski Hip Hop

O.S.T.R.
Irak miał ropę, Afganistan opium,
Pieniądze, tam gdzie przebiega linia frontu,
Bruksela jak rekin czeka, aż się wykrwawi,
Każdy z nas, demokracja z metodami jak Stasi,
Wolność, kolorowy sen szarych murów,
Nieba kres, kurwa co Ty wiesz o bólu,
Przepych, do prywatnych szkół ślemy dzieci,
Nie mówimy o prawdzie, częściej piszemy czeki,
Bum prosto w plecy, koniec marzeń,
Pourywane ręce, nierozpoznawalne twarze,
Chcesz, pokaże Ci śmierć, prawdy przeciek,
Małolatów bronią w koszulce Barcy z Unicefem,
To jest strach, dla następnych pokoleń,
We krwi po kolana, idąc prosto w sam ogień,
Bez czci i przesłania, widząc to w kosztach wojen,
Ty będziesz następny, świat szykuje odpowiedź,
Al-Assad zna tą rolę.
Europa obsrana dopuściła już do władzy Holocaust,
Morda krótko, kto tu jest kurwą?
Sprzedali nas wtedy, to sprzedadzą nas jutro,
Czarno na białym jak obraz w 2N,
Nienawiść to mój ojciec, matka to moja krew,
Łatwiej odwrócić głowę, jeśli nie widzisz wniosków,
Nie Twoje dzieci, nie Twój dom stoi w ogniu.

Hades
Kościół palił domy, Islam burzył miasta,
Żydzi sprzedawali swoich, dziś to robi demokracja,
Gdy Religia jest pod polityką państwa,
Powiedz czemu muzułmanie, dalej nienawidzą chrześcijaństwa?
Bin-Laden nie żyje, przeżyły jego hasła,
Sprzedał go Judasz, który jest w każdy z nas,
A ja świata nienawidzę, bo zżera go arogancja,
Biorę od niego dokładnie tyle, ile mogę dać,
Wszędzie dookoła nas ślepa wiara,
Pamiętaj o Historii, skoro lubi się powtarzać,
Jesteśmy ludźmi, przed nami koniec świata,
W naturze wszystko wraca, to czysta równowaga,
Będziemy równi, dopiero na cmentarzach,
Jeśli nasi przyjaciele, będą mieli za kim płakać,
Nasza praca, będzie darem dla potomków,
Uczmy ich pokoju i rozwoju horyzontu,
Zamiast wiary w złotych bożków, wojen w ich imieniu,
Bóg nie stoi po żadnej stronie, mówi o przebaczeniu,
Ty co mu powiesz? Że przyszedłeś, po nagrodę?
Że z góry zapłacone? Między prawdą, a betonem,
To wszystko jest połączone, inaczej być nie może,
W końcu to mniej, niż piksel w Mlecznej drodze,
Albo to ja, albo to wszystko jest chore,
Na zdrowie! Trzeba jakoś żyć, Twoja kolej!
Ile kasy trzeba spylić by być dobrym MC
Jak łatwo się pomylić rzucając tysiące przekleństw
W moją stronę, teraz ja z mikrofonem ekstaza
O.S.T.R'a zaraza jak z rury wydechowej sadza
ŁDZ twa za mikrofon, O.S.T.R'y łódzkie shity
Ilu ma do dupy bity, ale zajebiste skity
Twój czek nie pokryty, a chcesz wciągać jak narkotyk
Twierdzę w Polsce dobry MC to dopiero prototyp
Na nic mikrofon złoty z master inicjałami
Jak scena to dno (dno) odbijam się dwiema nogami
Chcę być pro, ale za nic nie zmienię stylu
Zachodnia strona Teofilu i bez odwrotów
Ciągnięty w gówno hip-hopu mówię świadomie
Jeden jest tron, a wszyscy chcą siedzieć na tronie
Nawet ten na ogonie twierdzi w duszy, że najlepszy
Jak masz problem z oczami, to je kurwa przetrzyj
Ilu było takich co grali materiał na oślep
Na oślep to można ze sternikiem przy wiośle
Lepiej zmień stary pościel, ktoś tu się nie wysypia
Rozumiesz metaforę? zboczenie niczym Edypa
Być dobrym MC lipa, niby banalne
Ale który z koleżków płynie stylem jak kraulem
Kto w sercu ma czarne, gdy rodzice biali
Sam jestem białym chłopkiem ale nie będę się żalił

Patrzę na tych wszystkich, bez osobowości
Ty na polskiej scenie jesteś nieprawdziwy
Nieprawdziwych ma obawy, emsi

Patrzę na tych wszystkich, bez osobowości
Ty na polskiej scenie jesteś nieprawdziwy
Nieprawdziwych ma obawy, emsi

Jak miło będzie patrzeć jak nas szlag trafi
Jak na ironię nawet czarny jest Kaczor Duffy
A taki show-man Buffy, cóż nic do niego nie mam
Też chciałbym mieć pieniążki, ale w Polsce z tym ściema
Zapłatą koncertowa trema i browar za friko
No i gdzie jest ten sen zwany Ameryką?
Wiem, podjąć ryzyko trzeba, a ja się wstydzę
Robię polski hip-hop choć go szczerzę nienawidzę
Podejdź bliżej ty, co dobrym MC się uważasz
Widzisz jeden temat w kółko się powtarza
Mnie to przeraża tylko jedno i to samo
Może z Ostrego gamoń prędzej niż dobry MC
Tyś pewnie lepszy jest ode mnie jakiś ksiądz na pasterce
Ale grono szersze co błędów nie dostrzega
Niby każdy jest super, a odpada w przebiegach
Przy byle Niemcu, dziwne robię rzecz bez sensu
Ale coś w tym jest, że każdy daje na fest
Być prawdziwym to znaczy przejść jakiś chrzest
Bzdura, bo teraz każdy jest prawdziwy
Choć gadając o ulicy rzeczywistość krzywi
I jak tu być życzliwym kiedy nawet twardy
Szuka z gumową kaczką, brzegu kąpielowej bali
Mitu niczym Jumanji mój pogląd jasny
Gdy każdy myśli, że jest super jak Andre Agassi

Patrzę na tych wszystkich, bez osobowości
Ty na polskiej scenie jesteś nieprawdziwy
Nieprawdziwych ma obawy, emsi

Patrzę na tych wszystkich, bez osobowości
Ty na polskiej scenie jesteś nieprawdziwy
Nieprawdziwych ma obawy, emsi
Ja osłaniam miasto, Wiśnia się też blisko trzyma
Tu jest najlepiej, tu jest najlepiej
Wspólne zadanie miasto Poznań osłaniać
Tu jest najlepiej, tu jest najlepiej.

Poznań miasto moje, gdzie mam akcje swoje
Miasto złą sławą owiane, kto ma gadane
Sykuś, Wiśnia kontrolują membranę
Na dzielnicy akcje znane na Wilsonie
Jak przy żonie WKS strefie
Tu jest najlepiej na schodach pod sklepem
Hip-hop rośnie w siłę i powiększa się rodzina
ZDN THC RW i inaczej każdy myśli ale zgodnie raczy
Poznański hip-hop rozwija się stale
Ja zachodnią stronę ponad wszystko chwalę
I stale napierdalam jak świnia, taka o mnie opinia
I nie dziwi mnie to wcale bo browar za browarem walę
I trawką to wszystko przepalę a miasto noszę w sercu
Poznański wieszczu mieszczuch Wiśnios
Z Poznania własnym ciałem miasto osłaniam
I nie pozwolę byś na nas bluzgał
Mikrofon w ręku jak rózga
I za chuj ma ostro Cię uderzę
Gdzie Twoje miejsce, zaraz Ci pokażę
Roś na razie

Proste, po pierwsze to wiele rzeczy zniosłem
Dziwne sytuacje, sporo nauki wyniosłem
I nie bravissimo, nikt się nie napina
To nie żadna kpina, zgodna pyrów rodzina
Ja osłaniam miasto Wiśnia się też blisko trzyma
Jak w kilku zadyma dyssenne na wokalu
W ukochanym mieście jest już sporo nielegalów
Albo nielegali nie odmieniam to się chwali
I słucha, słucha, która kurwa głucha
Nie myśl że to jest fucha, tyrka to jest na street'cie
Mów po polsku a ulice, znowu jestem i krzyczę
Muzyka w sercu, efekt wszystkich przedsięwzięć
Czy to plac czy na spocie w klubach jesteśmy wszędzie
Trzy elementy dodać trzy sprawy uboczne
Jak na fecie nie spocznę po kanie jest mroczniej
Na wódzie odskocznie. pamiętasz stare czasy?
Projekt AA tutaj bardzo wiele znaczy
Zdrówko, zdrówko reszty nie będę tłumaczył,
Bo to pierdolę tak jak cover za pieniądze
Nawet jesli jest kritis to hamuję dzikie żądze
Żadna rewelka, to że Lopez mnie zawiodła
Są szersze biznesy, to Mariusz podpala lolka
Syki wie o co lotosz, wszystko si, znaczy spoko
Osłaniamy miasto przed rozbujanym idiotą
Drażliwe tematy zawsze są poruszane
Nie spocznę aż nie zdławię, sceny z ludźmi poprawię
Tu trzeba wiedzieć komu rękę podajesz
Z kim przy mikrofonie stajesz A Ty co? Robisz to?
Czy udajesz, udajesz co, co, co?

Wspólne zadanie miasto Poznań osłaniać.

Nowe powiązanie ja do SLU gangu dokładam swoje
Niepotrzebna mi broń, niepotrzebne mi naboje
Biorę co moje, robię swoje, wiem dobrze, gdzie korzenie moje
Nie do przesadzenia, to wszystko wyrasta
Na gruncie podziemia Twoje pierdolenia, nic tu się nie zmienia
Mam swoje marzenia dążę do spełnienia
Samego siebie zadowolenia i wyzwolenia
Ze schematu szarego społeczeństwa ja odstaję
I dobrze sprawę sobie z tego zdaję
Nie przestaję tylko rozwijam się dalej
I chłopaków wspieram stale
Gdy na ścianach widzę dzieła swoich ludzi
To w dumę obrastam, skład w stylu rasta
Bo zielony znak odróżnia, wyróżnia jak Nostradamusa wróżba
Przewidująco kto knuję, kontempluję
Swoje plany snuję i realizuję w swoim mieście
Są ludzi których zawsze szanuję, zawsze szanuję

Wszyscy z jednego ścieku, znam źródło leku
Pozdórkwa dla człowieków, tak wiem już koniec wieku.
18 12 99 i koniec millenium wyśnione
Jak PC Park płonę
To wszystko co urzekło tak jak nowy rekwon
I bal przedświąteczny, Syku niebezpieczny
Przede wszystkim waleczny jak Ryszard Lwie Serce
Ale nie w imię Boga zaciągam lejce.
Konie szalone.Ha! dosyć z freestylami
Doktor Paiger i luta bujanka ulicami
Nie z kobietami, biżuterią i szampanem
Raczej ściema w worku, mieć na pyzy i granie
Wspólne dogadywanie, spraw załatwianie
Braterskie zaufanie i dalej lecę
Tak jak chłopakami w jazzie
Mogę dużo powiedzieć nieważne czy w biedzie
Jedziesz, jedziesz maksymalnie wycięty
Przedłużony projekt, musisz być konsekwentny
W dążeniu do celu, ta efekt pamiętny
Czy piącha czy bania równowaga zachowana
Spora siła w umyśle tak jak w szerokich barach
Wspólne zadanie miasto Poznań osłaniać
Zła sława się ciągnie nie zamierzam przestawać
Nie jestem żadnym guru, nie robię za lidera
To wypowiedź szczera, nie udaję pioniera
Wiem ile w tym siedzę, nasi ludzie nas szanują
Dokonania oczekują, dolina zawistnym chujom
Nigdy nie zaistniejecie, bardzo dobrze o tym wiecie
Gadka o syf gadżecie, ja wiem kto ma pojęcie
Ciekawe kto odpadnie, hardcore jest wszędzie
Ja mówię nieładnie, bo wiem że Cię zabraknie
Sykol ma dwa światy, a jeden na raty
Prawdziwy realny - od wypłaty do wypłaty
Wyrywam bonhumaty kupię szamunek do chaty
Jeżyckie klimaty, nie blokowe rarytasy.
Zawsze może być gorzej, może być pusty stan kasy
A my jak dwa asy nie damy się przetrzepać
To nie jest marketing, chociaż pójdzie to na sprzedaż
Zawodowe podejście w tym dużym mieście
Rusza się coś nareszcie, miasto Poznań - uwierzcie
Wiele składanek jeszcze

Ja osłaniam miasto Wiśnia też się blisko trzyma
Tu jest najlepiej tu jest najlepiej
Wspólne zadanie miasto Poznań osłaniać.
Miuosh:
Jebane MTV, YouCanDance zapierdoliły nam tożsamość
co piątek ten sam klub, ten sam DJ, to samo grają
te same szare dresy i twarze tych samych ludzi
brakuje pedała piróga, prowadzącej rusin
diabeł kusi, oddadzą ciało i cnotę
nic mieć nie musisz, no chyba że fejm i flotę
to nie kłopotem, przecież ma 16 lat
sama nie kojarzy, starczy ze zna go starszy brat
a gdzie rap ej, gdzie cała kultura i wiara
i szacunek do tego, o co musieliśmy się starać
krok tak nisko w kolanach że już cel im(?) przesłania
świat zwariował w 23 lata, w 4 oszalał

ref.
każdy postęp łatwo ograbić, kulturę łatwo zdławić
a jej wyznawców w złą stronę ustawić
wiem, ideały poszły się zabić
bogiem lans i cannabis
przecieram oczy, bo to chory sen

Bas Tajpan:
to dla tych, którzy krzyczą jah, na balangach paląc skuna
tym, dla których wygląd zewnętrzny to duma
dedykowane dredom bez świadomości
bez czci i miłości dla jego wysokości

baunsik i lansik bez cienia pokory
czujesz zawiść proste jesteś ciężko chory
lekarstwem na to jest duchowa rewolucja
wewnętrzna prawdziwa, a nie zewnętrzna sztuczna

ref.
każdy postęp łatwo ograbić, kulturę łatwo zdławić
a jej wyznawców w złą stronę ustawić
wiem, ideały poszły się zabić
bogiem lans i cannabis
przecieram oczy, bo to chory sen

Miuosh:
dawne hymny podwórek już nie rządza tutaj ulicami
tu podupadłe ideały zmieszały się z idolami
ci, co stawiali opór, już w większości się poddali
poodpadali, ci nie sprzedajni się sprzedali
ty daj mi loop, ja znów grób kopie dziwkom
chuj ze skurwili siebie, chcieli skurwic mój hip-hop
to przerost formy nad treścią, formy wciskanej leszczom
i niebezpieczna hajsu bliskość
przecież wiesz co, masz oczy, wiesz co się dzieje
rap to kolos dziś na glinianych nogach się chwieje
trzeba chyba być gejem, trzeba się lubić dawać ruchać
by ruchać świat, który cie stworzył i cie szuka

ref.
każdy postęp łatwo ograbić, kulturę łatwo zdławić
a jej wyznawców w złą stronę ustawić
wiem, ideały poszły się zabić
bogiem lans i cannabis
przecieram oczy, bo to chory sen
Czasem szaleństwo trudno jest zatrzymać
Jak wiele lat wcześniej zachowało się dystans
Bańka prysła, ktoś odpuścił
Potem szyba się rozprysła, krew zaczęła tryskać
Jude raus - straszyło z wystaw
Świat zapłonął, numer zamiast nazwiska i horror
Jeśli nic nie powiem, jeśli nic nie zrobię
Bo niby ile mnie obchodzi by nadstawić głowę?
Brać pióro, wykrzyczeć swoje zdanie
Świat zmieniać, odcinać głowy królom
Za mało, choć na barki wrzucam za dużo
Jak głupiec dzień w dzień zmagam się z górą
Robiąc to z dumą, zadaj pytanie
Czy będziesz sobą? gdy życie zada ci pytanie
Czy przejdziesz obok? czy staniesz odważnie?
Czy coś cię obchodzi tak śmiertelnie poważnie?
Bo pomyśl, na ile można pozwolić, kiedy czas zacząć się bronić?
Mieć odwagę na sprzeciw, nie w pióra tolerancji się stroić
Drastyczne środki stosować kiedy boli
Świat w pogoni, za lekko, łatwo, fajnie
Misja TVP gwiazdy tańczą na łajnie
Głosy ze studni, w reklamach banda durni
Blondyna liże lody, nawet Halski się skurwił
Kocham świat nawet tak brudny
Lecz Bóg dał mi wybór, chcę go, choć czasem jest trudny
I możesz zostać sam, ale miłość jest silniejsza od strachu
A wiara cię obroni od ataków, świadomość siebie da ci pewność
Rozum pokorę, będziesz wiedział, że nie jest ci wszystko jedno
Odpowiedzialna przyjemność, dla ludzi, którzy życie wzięli bardzo na serio
Dzidzidzidziwko i po chuj ! A nie mówiłem tego Tobie
Dzidzidzidziwko daj spokój !

Dam Ci Beef,mięso,czystą kreatyne
Zjadę Cię jak ździre,zostaniesz wegetarianinem
Ze swoim flow wokalem możesz być lektorem bajek
Pedale wiem jak ziewasz Flintowi staje
Na paradzie równości w pierwszym rzędzie
szedłeś w norkach
Grafomanie,zdechniesz jak Garcia Lorca
A nie mówiłem,będziesz stał z telefonem w dłoniach
Ktoś próbował powtórzyć sukces Nas Ne Dogoniat
Zrobiłbym im reklame,gdybym im naubliżał
Zgłoś się teraz o pomoc do czerwonego krzyża
Marcin,kto Cię z rapem oswatał?
Wczesniej znany jako Marta z pigalaka
To liga mistrzów,Twoja okręgówka szczerze
mecze grasz za finkle,jeździsz na niej na rowerze
Z Mesem się nie równaj,to jest ten typ
z jego dissu co najwyżej możesz zajebać patenty
To ja mam ten rap,co do ziomków wszystkich trafia
Na Podlasiu czeka Cię urynoterapia
W godle orzeł w koronie,barwy biało-czerwone
Nara, szmalcobliku zabu wypierdalaj !

Ref.To ta chwila,kiedy życie staje w Twoich żyłach
Wycierasz z oczu łzy,ze skroni pot
Stoisz po szyje w mule,pod stopami dno
CHUJ W SERCE NÓŻ W PLECY - CO !
Jesteś pizdą,leszczem - a się wywyższasz
dla Ciebie wpierdol to kara najniższa
Beef - dla mnie życiem dla Ciebie słów grą
CHUJ W SERCE NÓŻ W PLECY - CO !

Mocniej...ssij chuja...dobra dziewczynka ...

Niunia,jak grom z jasnego nieba na nią spadłem
tak bardzo chciała nagrać dubbing w "głębokim gardle"
teraz z rzęs tusz kapie na jej marny biust
Więcej już nie skłamie,nie otwiera ust
Słuchaj piczko,anorektyczko
niestety miękki chuj to problem Twój,od ćpania fety
Życzysz mi AIDS,to mi nie grozi synek
do póki pod kluczem trzymasz swoją dziewczynę
Nie jadę po rodzinie, powtórzę jaśniej knocie
Byłeś nadprogramowy,niepotrzebny w miocie
Wyluzuj szmato,proszę bez wczówki
Chuj że, obciąłeś pejsy, nie nosisz już jarmułki
Kozak sypał hajsem to Ty się zrzucasz - powód?
Nic innego jak masoński rodowód
Za rotacje puściłeś się z Mesem jak dziwa
Wole zjeść Big maca niż włączyć kanał viva
Tramwaj,autobus,metro i znowu
Z melą w oku,na karku niepokój
Wiem,to temat dla Ciebie przykry
W wirtuozie mimikry wsadź w dupe czopki niewidki !

Ref.To ta chwila,kiedy życie staje w Twoich żyłach
Wycierasz z oczu łzy,ze skroni pot
Stoisz po szyje w mule,pod stopami dno
CHUJ W SERCE NÓŻ W PLECY - CO !
Jesteś pizdą,leszczem - a się wywyższasz
dla Ciebie wpierdol to kara najniższa
Beef - dla mnie życiem dla Ciebie słów grą
CHUJ W SERCE NÓŻ W PLECY - CO !

Opulisto,popu pizdo
W Orto daj na stradzie bez jaj
Twój Darken diss z baboli wyciera nos
Nie teraz,za 10lat będzie miał dopiero głos
Jak tam Twój romans z matką,wszystkich kurew cipo
UMC,lubicie ślizgać się z polityką
Stroszyłeś psioche u Wojewódzkiego
łasy na oklaski w komucha Borowskiego
Za PRLu byłbyś jednostką dyspozycyjną
HOP KIDS zjadają Cię charyzmą
Jesteś jak wpadka,niechciana ciąża
Robi Ci skrobanie,marnie na łyżce wyglądasz
Chciałeś być jak 50,jesteś mędochłop
Tak widzę Cię w klubach jak sędziaka bez jolt
Taki z Ciebie ogień jak z Mezia proch,dynamit
Jesteś zagubioną dziewczynką z zapałkami
Mam więcej kawałków,które dzieciaki noszą w sercu
Niż Ty przestrzeleńcu,udanych wersów
Widzisz, sam Remik wjebał Cię na muke
Po tym melanżu budzisz się z kondomem w dupie !

Ref.To ta chwila,kiedy życie staje w Twoich żyłach
Wycierasz z oczu łzy,ze skroni pot
Stoisz po szyje w mule,pod stopami dno
CHUJ W SERCE NÓŻ W PLECY - CO !
Jesteś pizdą,leszczem - a się wywyższasz
dla Ciebie wpierdol to kara najniższa
Beef - dla mnie życiem dla Ciebie słów grą
CHUJ W SERCE NÓŻ W PLECY - CO !

Acha,Sherlock na bicie PiHa - Co !
Rozumiesz?Ej ej ej ej
DJ Piczowąs,zrób wreszcie coś z tą gębą (rozumiesz?)
Bo Małysz przez przypadek wyłapie przez Ciebie wpierdol
Ej,Duża Pipko jęczałeś na tym tracku jakbyś na chuju się wiercił
Powiedz mi taką jedną rzecz - wyrzynają Ci się szóstki czy rosną piersi?
Żeby zniżyć się do Twojego poziomu musiałbym się chyba kurwa położyć na ziemi
Rozumiesz?Na marginesie,w oczy ludzie mówią
Że próbowałeś swojej szansy na sukces w filmie
z tym marnym pyskiem ! marnym pyskiem ! Rozumiesz?
Ale oni wiesz,plastikowe chuje na szelkach mają na dole
Na rogu Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej
Napij się Teetley i spierdalaj,wypierdalaj - CO !
Duża Pipka i DJ Piczowąs
Znani jako,znani jako,znani jako
CiCiCiCipa i Konus
A ja biegnę, biegnę po ulicy x3
A ja biegnę, biegnę, biegnę...

Mam kamienie w zaciśniętych dłoniach
Mam nadzieję, wiarę, chęć by zostawić tu coś po nas
Szalona młodość pod rękę na barykady nas prowadzi
chociaż powiewają tam tylko podarte sztandary
Przepraszam mamo, znowu nie wrócę na noc
a może rano będziesz czekać na mnie pod ciężką bramą może
Nie gniewaj się, wiesz, że tak trzeba, wiesz, że muszę
to Ty mówiłaś "rób tylko to co słuszne"
Na tych ulicach eksploduje moje serce
tak z wolności, pierwszy raz czując szczęście
Byłem głodny, byłem samotny, było mi zimno
to nieważne, ucieczki sumienie nie chce udźwignąć
Są takie sprawy te śmiertelnie poważne
Nie czujesz strachu, a od nich nie liczysz na łaskę
Znasz konsekwencje i skutki tych wyborów, ale musisz
to oni dali Ci trzydzieści lat powodów.

Obok ujadają psy i groźnie warczą tanki
Powietrza gryzie smak, na plecach grają białe pałki
Dziwny to marsz z krzyku i upokorzeń
Niech grają, jeden kamień więcej na naszej drodze
Kolejne nie, sprzeciw, weto dla bandytów
Nie z nami sprawca, znajoma krew płynie po chodniku
Złamane palce ledwo mają siłę pisać
muszą, to obowiązek pokonać ich chociaż w myślach
Mogą co tylko chcą, a chcą pełną pulę
Zamknąć w klatce myśli, smycz założyć na duszę
Kaganiec na usta, serce zmienić w maszynę
a to uczyni mnie trupem, chociaż fizycznie jeszcze żyję
Miasto śpi, my spróbujemy je obudzić
i zapalić światło solidarności ranem u ludzi
Znamy konsekwencje i skutki tych wyborów
lecz musimy, to oni dali trzydzieści lat powodów.

Mówią raz się żyje, ale nawet jeśli raz to godnie
Mówią zegnij szyję tak być będzie wygodniej
Nie chcę wygody, chcę sprawiedliwości tu i teraz
Chce by nikt bliźniego tu z godności nie odzierał
Ty też? To chodź z nami tak bez obaw,
chociaż tak jak wilki będziemy pod gwiazdami unikać ich obław
Znamy konsekwencje i skutki tych wyborów
lecz musimy, to oni dali trzydzieści lat powodów.

A ja wiem, że biegnę, biegnę po ulicy x3
A ja wiem, że biegnę, biegnę, biegnę..

W pięści ściskam kamienie..
To coś niczym seks
słodki jak likier
władza smakuje jak Snickers
sadza szachuje rubrykę
ten sam problem od Łodzi aż po Katowice
dlatego daje Ci te wersy spisane pod bitem
odbite na nawierzchni jak asfalt
to my w rapu chaszczach
idziemy do celu jak Szakhtar
bo w tym nasza szansa
szansa w tym nasza
praca plus praca
i jeszcze raz praca
pacan nie zawracaj
wybacza się raz
potem spłata za twarz
nasz obyczaj
jak płomień na zniczach
w Vipach w USA
tu napięta kusza
mózg w luz wpycha
i zmusza by oddychał
tytuły ty wykaż
one teraz w powietrzu
z bibuły duplikat
zieleń parlamentu

OSTR na majku
plus EMADE na nutach
[ Poszwixxx ]

Płacząca kukła i pseudo Jigolo,
Błyszczą na parkiecie to ich podrywu monolog,
Mogą nie trawić nas, ganić pełną gębą,
Sęk w tym, że jego sztuka kocha szlifować raperom berło,
Masz talent mała, innym go brak,
Przy Tobie nie tylko ja, nawet Wojewódzki byłby na tak,
Ochłoń, weź głęboki oddech, wzrokiem zwab,
Bez wciuty dziś na pustaki leci nie jeden schab.
Akrobatki, którym inteligencji brak,
Arystokratki, które nie widzą w sobie wad,
Naiwne małolatki, dodające sobie lat,
Pseudo mulatki, sexi solara, pała na start.
Typ z góry wali "pokaż cycki" ,
Na pierwszy rzut oka ciało akrobatki foto typ celdycki.
Oral czy pozycja na muzykanta?
Gdy ona gra na fujarce, typ z nut odpala blanta.
Typowy przykład, bawi damka
W ustach którego komplementy to czysta sztampa.
Ona i tak zrobi szpagat, uda z lizakiem wapma,
Mimo że koleżka nie przypomina Donalda Trumpa.

[ Refren ]

Tu każda z pozoru to gwiazda wieczoru,
Ciekawe co by było gdybyś zobaczył ją na trzeźwo,
Strzeż się chorób, wenerów, hardcorów,
Zainwestuj w gumę i nie wkładaj chuja w ciemno.
Każda z pozoru to gwiazda wieczoru
I każda gotowa jest wypolerować tobie berło,
Strzeż się chorób, wenerów, hardcorów,
Tu nie jedna na pewno chciałaby żebyś ją zerżnął.

[ Bezczel ]

Blachary, skarbony, naciąganie złotówy,
Śmiało ssie i dolary świnią wary na widok stówy, ziom,
Tak poza tym to na bank cnota, wiesz co ją kręci?
Martwi prezydenci na banknotach.
Zagraj va banque chłopak, cycki i pina colada,
Popatrz, rozjebała się jak żaba, co tam.
Tadek kończy w Dolce Gabbana,
A w Dojcze Kabana zatoce skubana,
Mamońcem kochana,Gram koncert do rana,
Dziś sączę szampana, ona w kącie schowana na kolanach, naćpana banana robi,
Mała dama dzisiaj zgubi i masz, kumpli na twarz,
Mówisz i masz, dziwka ma duży staż.
Wystawny biust, makijaż, pod okiem limona,
Jak na mój gust na pewno zupa była za słona,
Dobija się na backstage, nie ma mowy,
Nie zabieramy ze sobą lachonów trzecioligowych

[ Refren ]

Tu każda z pozoru to gwiazda wieczoru,
Ciekawe co by było gdybyś zobaczył ją na trzeźwo,
Strzeż się chorób, wenerów, hardcorów,
Zainwestuj w gumę i nie wkładaj chuja w ciemno.
Każda z pozoru to gwiazda wieczoru
I każda gotowa jest wypolerować tobie berło,
Strzeż się chorób, wenerów, hardcorów,
Tu nie jedna na pewno chciałaby żebyś ją zerżnął.

[ Ciech ]

Lalki do pałki, feeling,
Lubią to migdałki gili-gili,
Freestyle'ówki od kosy to kotleta,
Ciągnie parówki kobieta habeta.
Patrz tu w klubie, sam pisze się plan.
Idzie z chłopakiem, na smyczy pan.
Ona obczaja, cmoka, coś nuci.
Krzyknij "dziwka" patrz jak się odwróci.
(Eee) szmaty śluzem ujebane nogi,
(Niee) ślimaki chcą sera na pierogi,
(Tee) zużyte siksy włączają sperat,
Proszę cię siostro szanuj swój zgierat.
Nie zakładaj czerwonej sukienki,
Mokre jak cipka syrenki
Od kwiatka do kwiatka, od Władka do Tadka,
Wpadka - młoda matka.

[ Refren ]

Tu każda z pozoru to gwiazda wieczoru,
Ciekawe co by było gdybyś zobaczył ją na trzeźwo,
Strzeż się chorób, wenerów, hardcorów,
Zainwestuj w gumę i nie wkładaj chuja w ciemno.
Każda z pozoru to gwiazda wieczoru
I każda gotowa jest wypolerować tobie berło,
Strzeż się chorób, wenerów, hardcorów,
Tu nie jedna na pewno chciałaby żebyś ją zerżnął.
[zwrotka]

[refren] x2

[zwrotka]

[refren] x2

Inaczej patrzy pedał, inaczej dobry chłopak
Inny wzrok ma biedak, inne spojrzenie bogacz
Czasami wiesz, że trzeba od razu reagować
Czasami z dziewczynami wieczorami bez słowa
Kss...kss...i oczy mówią wszystko
Czujesz wzrok na sobie? - Bóg jest blisko
Nie masz szans, nie znikniesz nawet w tłumie
... patrz po oczach, rozumiesz?

Na krawężnikach, na dachach i ulicach
Tysiące ludzi, każdy nowy wieczór wita
Warszawa kiedyś, albo Hawana dzisiaj
Bez pośpiechu państwowy styl życia
Inne mają oczy uśmiechnięci na pocztówkach
Inne mają młodzi w stuningowanych maluchach
Cii...cii...nie mów mi czego tu szukasz
Po wzroku nauczyłem się prawdziwych odróżniać

[refren] x2

[zwrotka]

[zwrotka]

[zwrotka]

[refren] x2
Zawsze należałem do ludzi czynu
Nigdy nie lubiłem zbyt leniwych skurwysynu
Bez rymów, starć i walki nie ma po co żyć
To jest Polska, trzeba bić, się umieć bić

Chłopaki mają kurwę, burdę znów wszczynam
Jak C-Murder hurtem wrogów swych wycinam
Ich kobiet krzyk ja MC Hammer - don't hurt 'em
Daj mi powód szmato - o krok dalej pójdę
Bez wyzwań życie nie ma sensu
Znam paru, myślą - mam wszystko versus ty
To stara szkoła, Oborniki represent
Pozdro, pozdro, kiedyś się spotkamy Bonzo
Melanż jest dobry, ale do pewnego stopnia
W palnik można dać, rano kontra
Zryte komórki się spytają - zechcesz umrzeć
Łeb mi rozsadza [?] może później

Zawsze należałem do ludzi czynu
Nigdy nie lubiłem zbyt leniwych skurwysynów
Pilnuj swego, walcz, będzie ci dane
Podnieś głowę, szlifuj talent, się nie pytaj - co jest grane?
[tylko tekstyhh.pl]
Zawsze należałem do ludzi czynu
Nigdy nie lubiłem zbyt leniwych skurwysynów
Pilnuj swego, walcz, będzie ci dane
Podnieś głowę, szlifuj talent, się nie pytaj - co jest grane?

Kiedyś nic nie miałem, teraz mam trochę majątku
I niektórzy twierdzą, że to nie w porządku
Ci bez rozsądku myślą skąd tu zajebać parę drobnych
Myślą jak się sprzedać i udawać wciąż porządnych
Ja czuję się wolny, nigdy nie dam się im zamknąć
Wizerunek niepozorny - zawsze mogę warknąć
Banknot to broń, broń to banknot
A ja mam go przez spodnie, przez tango
Do czyjejś muzyki czyste sianko? to nie jest zbyt możliwe
Moi byli pracodawcy to były gnoje chciwe, nieżyczliwe
Córki ich leniwe, a synowie - zwykłe geje
Tatuś zbankrutował i teraz Kris się śmieje
Wiatr wieje, ja nastawiam żagiel pod wiatr
Idealnie prawie tak by nie handlował dragiem
I nie wątpił, że jutro będę jadł
Wiesz brat - jak dorośniesz przyrzeknij
Że polegniesz a nie spoczniesz

Zawsze należałem do ludzi czynu
Nigdy nie lubiłem zbyt leniwych skurwysynów
Pilnuj swego, walcz, będzie ci dane
Podnieś głowę, szlifuj talent, się nie pytaj - co jest grane?

Zawsze należałem do ludzi czynu
Nigdy nie lubiłem zbyt leniwych skurwysynów
Pilnuj swego, walcz, będzie ci dane
Podnieś głowę, szlifuj talent, się nie pytaj - co jest grane?
Marysia była lekko w szoku, dumna w pełni, całkiem zdrowa, długoterminowa i niegłupia. Do pizzerii zjeść, opanować nerwy weszła gdzieś, w okolicach śródmiejskich - północna część. Sms-a mu pisała pomyślała, że się czuje trochę tak, jak wtedy, kiedy pierwszy raz z internetu ściągnięty referat dała na uczelni do sprawdzenia, jednak teraz poziom podniecenia większy. Dziś zdradziła Ryśka po raz pierwszy, czuła się lepsza i czuła, że należy jej się lepszy. Ryszard - taryfiarz nie zrzeszony w korporacji - i Marysia, lat temu trzy poznali się podczas wakacji. Dzisiaj prócz akcji - rogi, ta licencjatka psychologii robi jeszcze jedną bardzo ważną rzecz – magistra broni. Z podwójnych nerwów teraz je podwójną pepperoni, choć zwykle dba o linię, teraz to pierdoli. Teraz o nim: Rysio - taxi driver, zbieżność z Klanem przypadkowa całkiem, wiezie babę właśnie, na taryfie czwartej, z delikatnym wałkiem, bo powiem normalnie. Wkurwia go, bo wali od niej warzywniakiem, patrzy przez ramię, czy nie zostawia brudu na kanapie. Janina, bo tak na imię babie, myśli tymczasem o tym podejrzanym chamie, co prowadzi wóz, nie złapie nigdy już taksówki na ulicy. Rzadko jeździ, w zieleniaku na dzielnicy siedzi cały dzień, gdzie posadził ją zięć, ale dziś on wyjechał i znów przyszły chuligany z nożem, Janina tego dłużej znieść nie może. I chociaż zięć mówił, żeby, broń Boże, nie zgłaszać tego, bo może być gorzej, to ona – kłódkę na bęben, hajs w kopertę, gablotę halo - pędem i gna tera cierpem na komendę.

Ref. Każdy ponad każdym – skurwysyn - innego traktuje jakby był niczym, wszyscy najmądrzejsi – jebani - myślą chyba, że są wybrańcami... wszyscy tu, niestety... Na takie podejście brak mi słów.

Jakiś czas wcześniej, spod lubelskiej wsi, wyjechał do stolicy szukać lepszych dni – Grzegorz – w pizzy znał jednego z powiatu swego, robiącego już od 99-tego. Karol ma na imię, w plackach trochę robi. Grzegorz postanowił, że też spróbuje sił w gastronomii. Wysiadł na Wschodnim zadowolony, że za bilet nie zapłacił frajerowi. Chuj, że kawał drogi siedział w kiblu pociągowym, walił klocem, miał zdrętwiałe nogi trochę, ale cieszył się, że się ostały polskie złote. Proszę cię... Lekko zagubiony pytał ludzi o nazwę ulicy, wtem – saluto -to patrol stołecznej policji, Grzesiu tłumaczy, że chce do Karola z pizzy. Z twarzy był podobny zupełnie do nikogo, jednak ubrany na brązowo-fioletowo. Na górze ma mieć sweter, a na dole na dresowo. Przypasował im stuprocentowo - omyłkowo do opisu kogoś. Bluźnił, przepraszał, nawijał... Jakiś czas później pani Janina drzwi zamyka od taryfy Rysia i wyklina od złodziei w myślach. Szyld Policja - wchodzi, składa zeznania. Rutynowe rozpoznania zwykle są na odpierdol, biorą tych, którzy są pod ręką. I chociaż staje kilku gości młodych, bez cienia wątpliwości ten, od spodni fioletowych, w swetrze brąz, dla Grzesia wstrząs. Pies gładzi wąs, gardzi nim oraz nią. Przecież dopiero, co przyjechałem – tłumaczy Grześ chwilę, ale zlisił się na bilet i przesiedział swe alibi w jednym z kibli. Tyle...

Ref. Każdy ponad każdym – skurwysyn - innego traktuje jakby był niczym, wszyscy najmądrzejsi – jebani - myślą chyba, że są wybrańcami... wszyscy tu, niestety... Na takie podejście brak mi słów.

Karol - lat dwadzieścia - w sercu Śródmieścia, nie podejrzewając nic, zrobił kilka pizz, nie wiedział nawet, że wybierał się do niego Grześ. Jak zwykle statyści przyłazili jeść i gdzieś koło czternastej – Eureka - czaderski pomysł rzucił kolega - wrzucić kwasa w pepperoni, na nieświadomce ktoś opierdoli. Kto jest kto? Rozwiązanie zagadki... Posłuchaj, tą pizzę pokroiwszy na kawałki, zżarła ta Marysia od Rysia z taxi. Jak już się domyślasz, ten egzamin, który ma napisać, ma prawo nie wypalić. Konsumując, myślała, że na nią zerkali pracownicy, bo jest najpiękniejszą w okolicy damą. Sam, jako narrator, żałuję, że personel, na czele z Karolem, nic nie wiedział, że za moment, magistra obronę miała - to by się dopiero ucieszyli. Pierwsza fazę niedoszłej psycholog jednak uświadczyli, krople potu na jej czole pięknie lśniły, było wystrzałowo dla Karola z załogą, dla niej na razie też kolorowo, uwierzcie moim słowom - Marysia była w szoku zdrowo, dotarła do sedna materii, postanowiła orzec to na uczelni. Niedzielne ofiary i oprawcy niedzielni, każdy ponad każdym - wszyscy najmądrzejsi. Stara Janina w bujanym fotelu w domu przypomina sobie Grzesia i rozmyśla, czemu to zrobiła - bez pewności, ale wymierzyła palcem, dziś była górą w nierównej walce, dla niej wszyscy młodzi łysi tacy sami – ścierwo – myśli tak serio. Mniej więcej w tym czasie pod pizzerią, wychodząc po pracy Karol śmiał się jaki numer wyciął i nagle, choć nie widział Grzesia lat tysiąc – flashback – i maska zrzedła mu, mógłbym przysiąc. Wspomniał wieś rodzimą, lat temu kilka zimą - i stał tak chwilę z nietęga miną - jak to było... Pijalnia piwa pod wieczór, lokalne panny, Karol i Grzesiu i numer - coś do dzisiejszego w podobie - Grzegorz odlał się do piwa, a Karol nieświadomie łyknął sobie. Psikus, kurwa jego mać. Raz, dwa... powrót do rzeczywistości – przystanek pod pizzerią – Karol, kilku gości, śmiech i maskowany ból w tle. Tymczasem Ryszard - taryfiarz zapiekankę je z budy spod patyka, obok Neoplan na przystanku się zatrzymał, wysiadły dwie turystki, całkiem młodzieżowe. Rysiu odwrócił głowę i obcina - każda ma dobrą nogę, bufet też niczego sobie i kozackie lica - wziąłby obie na ostro... Pochłaniając ostatniego gryza spojrzał na typa, który miał na sobie bluzę Prosto i właśnie wsiadał do taryfy – Dokąd? - spytał Rychu i na tym zakończymy...
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo