Popularne piosenki. Polski Hip Hop

[Rahim]
(No to zaśpiewajmy coś wesołego) x2
Przeważnie, (przeważnie) zachowuję się poważnie
Przeważnie, (przeważnie) nikogo nie drażnię
Przeważnie, (przeważnie) słucham rad uważnie
Przeważnie, (przeważnie) nie czuję się odważnie
Przeważnie, widać to po mnie wyraźnie
Otoczenie nie działa na mnie zakaźnie
Poprzez wyobraźnię kreuję własne ja
Adekwatne do imienia
eR plus A plus Ha
Robię co trza
Rymuję gdy muzyka gra
Jestem członkiem Pfk
A nie klubu AA
Pomysłów u mnie mnóstwo
Niczym w worku bez dna
Bądź co bądź być sobą to domena ma
Pokazy mody i żornale nie obchodzą mnie wcale
Fason swój dobieram sam jak staruszka korale
Mam typ osobisty niczym dowód
I osobisty powód
By czuć się wygodnie, swobodnie
Polski rodowód w aktach
Opieram się tylko i wyłącznie na faktach

[fokus]
Pragnę być nietypowy, niepowtarzalny
Jednorazowy i oryginalny

[rahim]
Jeśli kopiuję to tylko w punktach ksero
Gdy ktoś powiela kogoś
Uważam go za zero
Mówię prawdę szczerą
Bo nie lubię gdy ktoś kłamie
Służę pomocą, nie na każde zawołanie
Mam własne zdanie i szereg racji
Niezmienny niezależnie od miejsca, czasu i akcji

[Gutek]
Od A do Zet, od Zet do A
Ja to ja to jasne jak dwa razy dwa
Lata lecą, a ja to wciąż ja i ja

[Magik]
I nie! Nie zależy mi na tym by być kanonizowanym
Ja to ja, więc jako ja chcę być znany
Prawdziwym jak prawdziwek, nie jak sweter z anilany
Jedną zasadą wciąż motywowany
Bądź własną osobą
Bądź co bądź sobą
Niech twa osoba będzie ozdobą
Nie jednorazowo, lecz całodobowo
Trafiam białym w czarne jak kulą bilardową
Oblicz pole podstawy jaką jest oryginał
Lub działania poletko, jeśli jesteś marionetką
To wroga sugestia, pożera cię jak bestia
Mów do serca bitu, bo tam jest amnestia
Od A do Zet, od Zet do A
Ja to ja to jasne jak dwa razy dwa
Proste jak drut, nigdy nie gram z nut
A rymów mam w brud, które trwonię
Gdy tylko stanę przy mikrofonie
Od mikrofonu strony nie stronię, o nie!

[Gutek]
Od A do Zet, od Zet do A
Ja to ja to jasne jak dwa razy dwa
Lata lecą a ja to wciąż ja
Od A do Zet, od Zet do A
Ja to ja to jasne jak dwa razy dwa
Paktofonikę Gutek już zna

[Fokus]
Technika Fokusonika wynika
Z ego wielkiego jak galaktyka
Nie brakuje mi żadnego składnika
Do mojego ja, skala mnie nie dotyka
Pozwolisz, że posłużę się przykładem
Jest pewien Smok, który nie jest gadem
Podąża śladem serca, a nie za stadem
Jego skronie ozdabia tkany wolnością diadem
Jego słowa są szczęścia wodospadem
Tą oto wodą razem ze składem
Zalewa jak ulewa lub zasypuje gradem
Chcesz czy nie jesteś dla niego obiadem
Robię to co kocham, to nikomu nie szkodzi
Robię to no bo to lubię i wiem że wiesz o co mi chodzi
Robię to no bo chcę to robić a wiem że to mi wychodzi
Chcę i robię, cała reszta mnie nie obchodzi

[Gutek]
Od A do Zet, od Zet do A
Ja to ja to jasne jak dwa razy dwa
Lata lecą a ja to wciąż ja
Unikam odgrywania kiedy regge prezentuje
W jednym więc celu bądź co bądź operuje
A skutek, wierz - 'Please', pozytywny flo
podpisano Gutek
Od A do Zet, od Zet do A
Ja to ja to jasne jak dwa razy dwa
Lata lecą a ja to wciąż ja
Od A do Zet, od Zet do A
Ja to ja to jasne jak dwa razy dwa
Paktofonikę Gutek już zna
Yea! Aha Ty wiesz co to jest!
Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł
Yea! Aha Ty wiesz co to jest!
Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł
I kiedy wchodzę w taki bit musisz wiedzieć co to jest!
Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł
Dlatego poczuj luz olej pierdolony stres
Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł

Wielkie Joł dwie litery widac kto robi show
A przy tym jest do bólu szczery
Wielu nas nie nawidzi, My przejmujemy stery
Kto dał Ci rap za free weź to sobie ziomuś przelicz
Oni mowią, że to wszystko jest tak proste szybkie łatwe
Ale hip-hop to nie tylko luźny czub czy tag na klatce
Lubie luźny rap na ławce i w studiu w innej gadce
To Tuniziano B.R.O wiesz kto już trzęsie miastem
Robie to na zajawce kocham to całym sercem
Nie pytaj mnie o stawke bo nie jeżdżę białym Mercem
Wrzucam na pętle więcej niż nie jeden myśli ziom
Zacieram ręce i zabójcza broń Wielkie Joł!

Yea! Aha Ty wiesz co to jest!
Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł
Yea! Aha Ty wiesz co to jest!
Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł
I kiedy wchodzę w taki bit musisz wiedzieć co to jest!
Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł
Dlatego poczuj luz olej pierdolony stres
Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł

Podziały w rapie zaczynają mnie już wkurwiać
Więc znowu biorę papier a potem siadam do biurka
Wiem czego chcą podwórka to rap najwyższa półka
Ktoś go wrzuca na słuchawki a ktoś na cztery kółka
Ja wchodzę do studia no i znów kładę scieżki, tam
W podziemiu grałem już mainstream lecz to dalej miejski drum
Dlatego wiesz mi man, ten rap spada jak grom
Zaciskam pięści, biegnę na tron Wielkie Joł

Yea! Aha Ty wiesz co to jest!
Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł
Yea! Aha Ty wiesz co to jest!
Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł
I kiedy wchodzę w taki bit musisz wiedzieć co to jest!
Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł
Dlatego poczuj luz olej pierdolony stres
Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł
Rychu Peja SoLUfka, LA, White Hous, na powierzchni, tak

stary wyga rapu, wciąż się param tym rzemiosłem
nadal Charlie Charlie, jak u Ani Dąbrowskiej
nadal jest postęp, bo ja sam odczuwam progres
nowy rok i nadzieje na najlepszy w życiu okres
siedzę wygodnie i planuję swoją przyszłość
piszę tekst o tym, jak będzie, a nie o tym, jak było
grzeszne życie się skończyło, teraz Richi na powierzchni
z dala od bezsensu życia codziennego, wierz mi
że się odechciewa bytu, który pozbawia godności
z dala od złości, próżności i samotności
ja spragniony tej miłości, bo tak bardzo jej pragnąłem
w hektolitrach Gołdy utopiony, tak płynąłem
i sam nie wiem skąd wziąłem tę siłę, by się zatrzymać
widocznie w tym wrażliwcu drzemie niespożyta siła
chcę żyć, bo kocham życie, chociaż chciałem je zrujnować
to wychodzę na powierzchnię z boską pomocą - zobacz

i wychodzę na powierzchnię, bo na dnie nie było nieźle
chcesz, to w syfie grzęźnij, ja ci powiem - nie ugrzęznę
zwykły śmiertelnik, który błądził - dziś to pewne
że wychodzę na powierzchnię i czuję się z tym świetnie

i utrzymam się na wierzchu, chociaż ciężko być na szczycie
kariera jest jak stryczek dla tych niestabilnych, życie
bo me życie to coś więcej niż nagrywki i koncerty
moje dupy, moje kace, moje traumy, jestem dzielny!
'06 Duchowo mocny, za pożycie wielkie dzięki
nie wiem komu podziękować, że nie wleciał nóż do ręki
ten, co w rapie zdobył wszystko - walczy o swe człowieczeństwo
czarny pijar to przekleństwo, moje życie - szaleństwo
celem to Poznańskie Księstwo, gdzie na jego zapleczach
rujnowałem sobie życie, ten co z bólu wył, ryczał
nie chciał żyć, mówiąc - nic dobrego mnie nie spotka
myślał na poważnie o pobycie w ośrodkach
bo czułem tam od środka, że już gasnę, że odejdę
potrzebowałem wsparcia, gdy tak sam cierpiałem, bejbe!

i wychodzę na powierzchnię, bo na dnie nie było nieźle
chcesz, to w syfie grzęźnij, ja ci powiem - nie ugrzęznę
zwykły śmiertelnik, który błądził - dziś to pewne
że wychodzę na powierzchnię i czuję się z tym świetnie

pijąc sok żurawinowy bez wódki, odganiam smutki
życie na powierzchni - temat piękny to, choć nudny
szaleć na trzeźwo, trzeźwym okiem się przyglądać
znam radość życia, nadchodzę - pełen spontan
mroczne czasy na osiedlu, gdzie robiłem z siebie śmiecia
w moim domu wiało chłodem, ja wolałem biuro Miecia
plotkowali, że odleciał, ja odpowiem - wylądował
w mojej sytuacji każdy by się rozchorował
i pewnie bym żałował, brnął w to bagno, tak bez końca
bez nadziei na ratunek, tak człowiek zgnoić można
szczęśliwy człowiek, co w imię miłości doznał
tyle bólu, upokorzeń, że chciał umrzeć, rozpoznaj
uroniłabyś choć łzę, stojąc tuż przy mojej trumnie?
często w to wątpiłem, więc wybiera życie skurwiel
wśród bliskich na powierzchni nie masz o tym pojęcia
sama nie wiesz co tracisz, już nie mówię - bądź przeklęta

i wychodzę na powierzchnię, bo na dnie nie było nieźle
chcesz, to w syfie grzęźnij, ja ci powiem - nie ugrzęznę
zwykły śmiertelnik, który błądził - dziś to pewne
że wychodzę na powierzchnię i czuję się z tym świetnie
Psychodela: powraca, naciera
to Psychodela Ona nigdy nie umiera [x4]

Kra Kra skurwysynu teraz sprawdź
To chore umysły, to chory psycho rap
Tak masz, patrz jak to robimy teraz
Psycho Rap nie umarł, On w nas dojrzewa
Od 2006 patrz ile to już czasu
Zegar tak tika, tak dycha jest w nas tu
Więc załóż słuchawki i wbij to se w nastrój
To jest Psych Rap, psycho fantastów
Zabastuj masz tu hardcore prosto z piekła rodem
Albowiem tak to grasuje poza grobem
Nietykalny, niezniszczalny, umysły chore
Niematerialny, nienamacalny człowiek
Pobiegnę otwieram widzę co do Ciebie nie dociera
Już dawno opanowała mnie Psychodela
Myślałeś że to koniec, że Ona umarła
Wiesz to był błąd, Ona jest niezniszczalna

Psychodela: powraca, naciera
to Psychodela Ona nigdy nie umiera [x4]
Ref.:
Bo nawet jeśli niebo spłonie nade mną
Miasta zaleje ciemność, ja wiem jedno
Każdy z Was prowadzi mnie przez piekło
Do końca naszych dni musisz zostać, ze mną / x2

Onar :
Liczę na Ciebie, że zostaniesz ze mną
Kiedy nie jest tu jak w niebie, kiedy robi się ciemno
Kiedy nie mam siły przewiać tych chmur, czuję ból
Skurwysyny łapią za nogawki, ciągną w dół
A ja chcę lecieć, z przeszłości brać co najlepsze
Mój głos to mój skarb, nikt go kurwa nie zabierze
Wiem jest dobrze, kiedy jest hajs i sława
Ale zostań proszę ze mną kiedy spadam
Łzy są gęste jak wódka, która prawie zamarza
Dzisiaj pierdolę to czy hajs się zgadza
Chcę tylko Ciebie, zwróć na mnie uwagę
Nie znamy się osobiście, ale idziemy razem
Ramię w ramię, singiel za singlem
Serce w serce, przecież znasz moje życie
To pieprzone upadki i wzloty, nigdy constans
Emocji sinusoida, proszę zostań

Ref.:
Bo nawet jeśli niebo spłonie nade mną
Miasta zaleje ciemność, ja wiem jedno
Każdy z Was prowadzi mnie przez piekło
Do końca naszych dni musisz zostać, ze mną / x

Miuosh :
Czuję w powietrzu krew naszych wrogów, znowu
A nasz wspólny niepokój tętni we mnie
Niezmiennie z każdym dniem muszę brnąć wciąż do przodu
A przez każdy Twój zawód czuję się nisko i nędznie
Mogłem tym jebnąć już te parę lat temu
Dziś nie miałbym żadnych problemów - etat i spokój
Ten cały zamęt obserwowałbym z boku
Zamiast stać w samym jego centrum, w pokurwiałym amoku
Rok po roku było mniej ich wokół nas
Przecież mnie znasz - mam swoje nerwy, pękam jak struna
Dziś każdy z nich cofnąłby dni i cofnął czas, kurwa mać
A żaden z nas by o tym pomyśleć nie umiał, nigdy
Ten świat co przykry był, dziś nosi nas na rękach
Choć skrócili nam kalendarz o te parę pięknych dni
Dzięki takim jak Ty, będą o mnie pamiętać
Choćby eksplodował wszechświat - zostaniemy w nim - ja i Ty
Ty wielki specu od reklamy
Zareklamuj miłość jak dynamit,
Która wleci oknami,
Drzwiami po promocyjnej cenie.
Ty wielki specu od reklamy
Nie zajmuj się duperelami,
Plastikowym tlenem,
Który jest w teraz w cenie.
Zareklamuj, wypromuj miłość
Bez żadnych podróbek tanich.
Ludzie teraz marzą o tym mydle,
Co zmywa cały ten dynamit.

Ja mam dynamit wypełniony miłością
Ja mam dynamit trzy dwa jeden pal.
Ja mam dynamit wypełniony miłością
Ja mam dynamit trzy dwa jeden pal.
Ja mam, ja mam, ja mam, ja mam.

O la la la la, la la la la la laj
O la la la la, la la la la la laj

Daj sobie spokój z gadżetami,
Tanimi dziewczynami,
Z bilboardami, z chłopakami
I cudownymi napojami
Z koncernami, olbrzymami,
Z kolorowymi opakowaniami,
Z politykami, plakatami,
Ze sztucznymi uśmiechami.
Zareklamuj, wypromuj miłość
Bez żadnych podróbek tanich.
Ludzie teraz marzą o tym mydle
Co zmywa cały ten dynamit.

Ja mam dynamit wypełniony miłością
Ja mam dynamit trzy dwa jeden pal.
Ja mam dynamit wypełniony miłością
Ja mam dynamit trzy dwa jeden pal.
Ja mam, ja mam, ja mam, ja mam...

O la la la la, la la la la la laj
O la la la la, la la la la la laj

Podświetlisz wszystko światłami
Tak by nęciło nocami,
Wjechać kamerami,
Zarejestrować to cyframi.
Ty nie jesteś w stanie mnie omamić
Pięknymi ujęciami.
Zareklamuj, wypromuj miłość
Bez żadnych podróbek tanich.
Ludzie teraz marzą o tym mydle,
Co zmywa cały ten dynamit.

Ja mam dynamit wypełniony miłością
Ja mam, ja mam, ja mam dynamit,
A trzy dwa jeden pal.
Ja mam, ja mam, ja mam...

O la la la la, la la la la la laj
O la la la la, la la la la la laj
O la la la la, la la la la la laj
O la la la la, la la la la laj

Ja mam dynamit wypełniony miłością
Ja mam dynamit trzy dwa jeden pal.
Ja mam dynamit wypełniony miłością
Ja mam dynamit trzy dwa jeden pal.
Ja mam, ja mam, ja mam, ja mam,
Ja mam, ja mam, ja mam...
Cztery ściany ciszy, a Ty jak pitbull na smyczy,
kiedy własny ból policzysz to impossible jak mission,
musisz żyć tu , a wisi czas na stryczku i milczy,
stumilowy las artystów cmentarzysko myśli,

tu gdzie krzyczy beton, typy rozbite fetom Ty,
widzisz to poniekąd gdyby odejść stąd daleko,
i zakopać dyby, chyba nie gdybam dzisiaj,
chwytam powietrze czemu nie mogę oddychać

chciałbym zaśpiewać Ci recital i niech zdobi go muzyka,
dzisiaj nie widzę problemów, gubię się już w litrach,
może pozwolisz, że zapytam ile warta jest liryka,
może mnie wyzwoli Ty a może rozpierdoli mnie po stykach,

waham się, nie widzę klamek tutaj,
chodź wypierdole je z buta, szybko, bye bye buka,
chyba oszuka mnie, znów, Ty nie szukaj mnie tu,
nic tu po mnie, pozostaje tylko bunt.. (tylko bunt)

ref.x2

i nie możesz zrobić nic, to pierdolone Alcatraz,
musisz tutaj żyć, a każdy moment to pułapka,
każda chwila to matnia zaplątana w biały kaftan,
sam na sam z betonem i muzyka na słuchawkach.

to betonowa klatka a w niej tylko Ty (ty)
gdy ktoś założył Ci kaftan potem zamknął drzwi (drzwi)
obojętna wyliczanka, kto odpadnie z gry (gry)
gdy kolejna szklanka w dłoni koi zaspokoi sny w agonii,

ja czy Ty (ty) My czy Oni, nic tu po nich,
jesteśmy wolni?!, proszę Cie, przestań pierdolić!
alkoholizm, daj mi spirytus kurwa, a mój spirit już urwał zawory,
jak furia tenory nakurwia w opory,

pozwól opowiem Ci story, o tym jaki świat jest chory,
parę zwrotek mnie wybroni zanim będzie po nim,
może uciec w metafory muszę zagłuszyć demony,
nigdy jak niewolnik, nigdy jak oni kurwa słyszysz?!

waham się, nie widzę tutaj klamek nigdzie,
a gdzie jest zamek ?, może potrafisz wskazać wyjście ?
chyba zostanę chwilkę zanim przekroczę próg, znów,
pozostaje tylko bunt.. (bunt)

ref.x4
Raz, dwa, trzy
2011
Kandydaci na sza-sza…
Sam wiesz na kogo
Donatan
Ej, ej, ej

Synowie neostrady, córy "Sex and the city"
Tu wasz Mister Nobody, tu MC Nic Na Niby
Pary z labradorem, sztywne jak taboret
Zaczepiam was na mieście pytając, czy jest wtorek
Światu nie dam nic, poza kombinacją liter
Światu nie dam nic, poza prosta melodią (sorry)
Bądź człowiekiem, człowieku nie bądź plikiem
I sięgaj nieba nie koniecznie się modląc
Nie ma oporów, gdzie ta dawna oporność
Nigdy nie sądziłem, że odczuję przesyt porno
Bo lubię zdobywać, nie tylko chciwie brać
Poczciwie spać, na niwie kłamstw, byle trwać
Byle kłaść się w czystą pościel z IKEI
Byle prościej, byle kości to dziś relikt,
Potrząsam mieszczaństwem, nie biorę jeńców
Sam, lub z kandydatami na szaleńców

Ref.
Gdybym tak mógł być tam gdzie chcę, odwiedziłbym Rio i Tokyo
Ale mam sentyment do polskich barw, starych przyjaciół i starej Nokii

Współczesny bard, zdany na fart
Łeb a pod nim kark
Choć bardziej dochodowo byłoby być karkiem niewrażliwym na art
W lombardzie ważyć złoto
A nie ważyć słowa
Cóż, jeden Maleńczuk i jeden Kazik
Wśród odszczepieńców, życie z dnia na dzień
Poczucie bezpieczeństwa dopiero po czterdziestce
A jeśli nie jak oni, to inaczej nie chcę
Nie chcę kobiety, co mnie szczypie o dziecko
Nie chcę roboty, co wysysa jestestwo
Nie pragnę imponować półgłuchym modelkom
Dla niech jestem portfelem, to co mówię to bełkot
Boję się, że kiedyś stracę iskrę
Tak, boję się, że kiedyś padnę na wznak
Ale to jest mecz, nie poddam się przed gwizdkiem
Strzelam tak celnie, że chcesz być jedną z tarcz

Ref.
Gdybym tak mógł być tam gdzie chcę odwiedziłbym Rio i Tokyo
Ale mam sentyment do polskich barw, starych przyjaciół i starej Nokii

O co chodzi mi? Mi chodzi o wybór
Czy żyjesz w niewoli, czy żyjesz jak nygus
Wzbudzam twój uśmiech, to weź go skoryguj
Ej, słyszysz ten hałas? To okrzyki z trybun
To moi słuchacze, inaczej myślą
Twój fan się marszczy, ale mózg wciąż ma jak biszkopt
Gładki i łatwo nasiąka bzdurą
Nie podrzucacie im praw, rzucacie na nich urok
Strach przed zmianą tego co się przyjęło
Ślepe spojrzenia wstecz, lub za ocean
Ja siedzę sam w kinie, trwa seans
Pociągam z piersiówki do Emmanuelle Béart (Emanuelle)
Dla ciebie uciułam na Hilton (Emanuelle)
Co ty głupia, ja tak tylko
Chcesz świrować, to jak córa Koryntu
A w rozmowie bądź damą i równo ciągnij z gwinta

Alkopoligamia
2011
Donatan

Kto ma zapalniczkę? Kto? Kto ma zapalniczkę? Hej
Chcę odpalić piwko
Może klucze, daj te klucze szybko mi
Kto ma zapalniczkę? Kto? Kto ma zapalniczkę? Hej
Chcę odpalić piwko
Może klucze, daj te klucze szybko mi
Mam problem ale wiem że ktoś to rozumie, to co ja czuje
wiem że on zniknie kiedy do niej się przytulę
za takie chwile dałbym wiele byś była obok
gdy drażni kłopot, a w głowie czarnych myśli potok
i nie spokojnie kręcę się gdy spać pora
ja ciągle zadręczam się w myślach, chce od problemów znikać
gdzieś na Bahamach z fajki pykać
dymki, gra muzyka na razie wkurwiam się
bo kręcę się gdy pora zasypiać
nocna rumba łapie mnie furia
pora wstać do ręki pióra czas coś napisać
fiasko, bo kłopot ciągle wraca w myślach
czemu cię nie ma, jak zostaje sam przed sobą ściemniać
nic się nie stało jest okej
dobrze będzie rano ale nie ma dobranoc
wciąż patrze w sufit
wciąż to samo mam problem…

mam problem ...
wiatr przynosi tylko jęk zawodu
mam problem
mam problem...jak zwykle...mam problem [x2]

myślisz, że wszystko zawsze będzie pięknie sie układać
wierzysz w to mocno dlatego nie ma co gadać
o tych rzeczach, które gdzieś z boku przemykają
dla ciebie mało znaczą innym oczy zamykają
wiele jest osób, które bez sensu gdzieś trwają
wśród nich są ci co na pomocna dłoń czekają
bo nadzieje maja, że pomożesz właśnie im
czy wysłuchasz wołania teraz pomyśl o tym
ja wiem że raz jest dobrze a raz fatalnie
masz swoje zmartwienia po co ci cudze to normalne
myślisz głupio i banalnie weź podejmij walke
na pewno kiedyś ktoś o tobie myśleć nie przestanie
nie ma że coś za coś, tu nie chodzi o przysługę
tylko dureń w tym przypadku może zagariać pule
czy rozumiesz, dojrzy to ten kto sercem czuje
nie tylko ciebie innych rzeczywistość też zaskakuje
nie wiem ile przykrości jeszcze życie mi przysporzy
bez wkurwienia w duszy chce spokojnych dni dożyć
położyć się, zasnąć, śnić o pięknych rzeczach
to marzenia do spełnienia miej nadzieje dzieciak
wiesz jak to jest gdy wszystko kończy sie na szczerych chęciach
gdy jesteś bezsilny wobec tego co zadręcza
nie możesz zrobić nic, chociaż dajesz z siebie tyle
gdy na sile próbujesz rozwiązywać problemy czyjeś
nie wiem, może to głupstwa ktoś powie że się myle
dziś dla mnie świecą światła w mieście w którym żyje

[ref.]

mam problem i nie potrafię go rozwiązać
to już druga muka jak zostaje rozwiązania szukać
napić się? nie alko nie działa, mam sie najarać ? hmmm kiepska rada
robie to rzadko na bank nie wtedy gdy dręczy problem
kłótnia z matka pogłębia doła
włączam radio Bono z U2 mówi by nie ufać światu eh
to jeszcze ktoś doda dzisiaj do mego bagażu
może z disujcie mnie od razu
problem zaraz wybuchnie z wszystkimi kłótnie
wiem ze jest to głupie, ale dziś konfliktom zapobiec nie umiem
i tak uśmiecham sie z trudem
misiek przepraszam do domu wracam zero słów
pokój i ja cztery ściany i muzyka
telefon dzwoni El co słychać
nic okej niewiele spoko nara
olałem rozmówce sorry, ale dziś nawet sam z sobą się kłuce
zaraz czymś ciężkim w ścianę rzuce
wiem ze dzisiaj nie usne, we łbie komórki puste
boje się stanąć przed lustrem
chrzanić to mam problem
ale wiem ze jutro zobacze ciebie
i wiem ze rozwiążesz go bankowo

[ref.]
W dalszym ciągu to samo...

Widok z tych okien bloków to nie kolor bajki
Tu pejzaż nie przypomina widoku Jamajki
To też nie chronione osiedla
Gdzie kamera widzi każdą bramę, furtkę
Tu cały czas rodziny, domy zniszczone przez wódkę
Kryminalne życie w dalszym ciągu ma szacunek
W dalszym ciągu rośnie w siłę
Patologia tych podwórek często nas ludzi męczy ta bezsilność
Dlaczego mój kolega poszedł siedzieć za niewinność?
Sąd bywa często ślepy tak jak miłość
Szama ta sama, pomidorowa trzy dni z rzędu
W dalszym ciągu ludzi nie stać by wyjść na centrum
Ej, znów się dowiaduję od kolegi, że ktoś siedzi
Jest wiele pytań lecz mało konkretnych odpowiedzi
Mało dzisiaj w nas czystych, dobrych intencji
Bo w ludziach bije w dalszym ciągu serce nienawiści
Przez politykę, która wywołuje, budzi w ludziach
Najwyżej stopień agresji, nie ma co się dziwić
Brak tak jak nadmiar pieniędzy ludzi niszczy
Życia specjaliści mówią nam jak mamy żyć
Nie znając tego życia tu w tych blokach, kamienicach
Ludzi dopada fobia, tu na tych ulicach wciąż ta sama melodia

Stoję tu gdzie fakty, gdzie liczą się kontakty
Gdzie nic tu nie ma za free, nie
Zabij mnie za te parę groszy, wiesz
Wrzuć je do skarbonki i się ciesz
Cash, cash tam gdzie dają to go bierz, bierz
WeŹ, weŹ dla mnie kurwa go też, też
Zdegenerowany, zdemoralizowany, manipulowany przez hajs
Świat i człowiek szajs, w dalszym ciągu taki sam...

Tina sobie lata po podwórku, ja pod klatką
Znów niemiła debata z moją sąsiadką
Że ja tutaj mieszkam niezadowolona
Mieszka piętro niżej ta piskwa pierdolona
Ludzie na stadionach, ten widok cię skręca
Bo dla ciebie każdy krótko ścięty chłopak to przestępca
W dalszym ciągu stereotyp niewyjęty z serca
Dalej, masz tu ode mnie szczery przekaz
Rap, który nie będzie hitem na dyskotekach
Wypłaty coraz mniejsze, a większe ceny w sklepach
Gdzie tu logika? dla mnie tu brak jej
Życie nas nie pieści jak ręka kobiety nagiej
Nieraz widzę przykry widok matki i dziecka
Gdy matki nie stać aby kupić mu te chrupki
Dalej pełno ludzi chodzi na darmowe zupki
Do instytucji ludzie piszą maile
Bo kurwa brak złotówki na leczenie dziecka
Przykre to, że ludzie muszą pokazywać swe problemy w mediach
Mówią, mówią - bezrobocie mniejsze
Bo ludzie wyjechali w za granicę pierdoląc to polskie szczęście...

[x2]
Stoję tu gdzie fakty, gdzie liczą się kontakty
Gdzie nic tu nie ma za free, nie
Zabij mnie za te parę groszy, wiesz
Wrzuć je do skarbonki i się ciesz
Cash, cash tam gdzie dają to go bierz, bierz
WeŹ, weŹ dla mnie kurwa go też, też
Zdegenerowany, zdemoralizowany, manipulowany przez hajs
Świat i człowiek szajs, w dalszym ciągu taki sam...
Jest jak jest raz gorzej raz lepiej
I co z tego że pieprzoną biedę klepiesz
Że czasem nawet chleba jest za mało
To życie najlepszy nauczyciel w kość dało
Pamiętaj będzie dobrze co by się nie działo
Ja ufam Panu on jest moją skałą
Nakarm swoje dzieci które są błogosławieństwem
Ucz by były niedoskonałości przeciwieństwem
Bo tylko czyste sumienie jest zwycięstwem
Chybiasz z celu i ponosisz klęskę
Jak wielu tych którzy idą krętą drogą
I tak jedną nogą w grobie jesteś już
Z prochem godnym daj se luz
Głową rusz uwierz w siebie skrusz niewoli jarzmo
Pozostaw za sobą niepowodzeń pasmo
Lecz nie dolewaj do ognia oliwy
Wiesz Pan Bóg nie rychliwy Ale sprawiedliwy
Odnajdź szczęście aby być szczęśliwym
Dziś jesteś zwierzyną a jutro myśliwym
Elo Elo Elo

Ref.: Na Na Na Na
Będzie dobrze dzieciak elo
Do góry głowa
Na Na Na Na
Będzie dobrze dzieciak
Uwierz w to a tak będzie

Będzie dobrze szczery pot na naszych skroniach
W naszych dłoniach nasze płyty
Nie złote ani platynowe
Polskie produkcje w stu procentach hardcorowe
Zdolne dzieciaki w nich trzeba wierzyć
Ich czyste tchnienie
Dlaczego twoje pragnienie nie ma stać się rzeczywiste
Nie masz bać się podejmować trudne decyzje
To niezdecydowanie tworzy kolizję
Więc nie łap przeszkody
Wszystko potoczy się swoim torem
Będzie dobrze jest hasło naszym promotorem
Pokazywać pokorę nigdy komuś
Sami dla nas samych zasady dane
Życie tworzone przez tych cwanych
Rozpoznaj ich plany weź głęboki oddech
Popatrz wprzód uspokój rąk drżenie
To jak świat stare z podwórka marzenie
O rodzinie kobiecie swoim koncie
Minimum socjalne dla niektórych jest banalne
To czego chcemy to jak myślimy i jak żyjemy
Minimum normalności bez bycia podłości
Ziomków lojalności patrzeniu w ostrości
Cały świat jest teraz u twoich stóp Vienio więc ruszaj
Nie nie nie koleżko teraz ty posłuchaj
Ja to wcale nie chce na własność
Tyle co przeciętny człowiek
Początek końca 21 wiek

Ref.

Będzie dobrze dzieciak Żeby przeżyć już dziś
Trzeba w to uwierzyć Sieć perspektyw szerzyć
Łatwo może nie być Bo nigdy nie było
Ale jakoś się żyło I choć życie w sobie kryło
Wiele niespodzianek Będzie dobrze słowo
Nie umieraj duchowo Twoja wiara w zwycięstwo
Zwiększa prawdopodobieństwo
Że w końcu uda zabić się niebezpieczeństwo
Tak to prawda zbyt często widzę zło
Tego nie da się wykluczyć
Czas się nauczyć żyć z poniesioną klęską
Żeby móc zwycięsko wyjść z każdego ringu
Mistrzowski Amsterdam w ramach dopingu
Trzecia płyta się zbliża Słychać ją wszędzie
Dzieciaku dobrze będzie Uwierz to zobaczysz
Są ludzie dla których na stówę coś znaczysz
Oni Ci pomogą a ty nic nie stracisz
Jak szacunkiem zapłacisz
Takie są reguły a może to szczegóły
I nie warto bym truł
Jeszcze młodej krwi nadzieja wciąż się tli
Te wszystkie szare dni ona jest moją mocą
Wciąż daje sok zepsutym owocom
Przynosisz sen długim bezsennym nocą
Nich pozytywne myśli złe chwile ozłocą
Niech górują nad złem Będzie dobrze ja to wiem

Ref.

Niosę nowe orędzie Mikrofon to narzędzie
Człowieku dobrze będzie Choć wiatr w oczy wieje
Szansa maleje Zawsze mam nadzieję
Podobno matkę głupich jestem wśród nich
Bo wierzyć nie przestanę A bywa przejebane
To jest nauczane komuś na odcisk stanę
Też się nie zamartwiam Sprawę załatwiam
Jak dym się ulatniam Jestem losu kowalem
Podziemny rap chwalę Raz pierdolić żale
Dwa jak zapale strzącham z popiołem
To na o wczoraj kląłem Pytasz skąd się wziąłem
Włodi PGL kontynuuje co zacząłem
Życie nie chce czekać Nie ma co narzekać
Przed czymś uciekać Ktoś będzie szczekać
Los z nikim się nie pieści Zaciśnij zęby podnieś pięści
Dzieciak oto się zemści Mówią kawałki nasze
Nie daj pluć se w kaszę
Nareszcie straszne ja skręta nie gaszę
Niech to dotrze że będzie dobrze
A chwila zwątpienia w słabszego Cię zamienia
Więc jebać urojenia
I działaj z przekonaniem że nic złego się nie stanie
Ave na przetrwanie
Na otarcie łez człowieku będzie dobrze
Raczej dobrze jest

Ref. x2

To dla wszystkim ludzi
Którzy wieżą w swoje możliwości
Zdani sami na siebie
Idą do przodu
Nie zważając na przeszkody
Wierząc że będzie dobrze Elo Elo
Marysia była lekko w szoku, dumna w pełni, całkiem zdrowa, długoterminowa i niegłupia. Do pizzerii zjeść, opanować nerwy weszła gdzieś, w okolicach śródmiejskich - północna część. Sms-a mu pisała pomyślała, że się czuje trochę tak, jak wtedy, kiedy pierwszy raz z internetu ściągnięty referat dała na uczelni do sprawdzenia, jednak teraz poziom podniecenia większy. Dziś zdradziła Ryśka po raz pierwszy, czuła się lepsza i czuła, że należy jej się lepszy. Ryszard - taryfiarz nie zrzeszony w korporacji - i Marysia, lat temu trzy poznali się podczas wakacji. Dzisiaj prócz akcji - rogi, ta licencjatka psychologii robi jeszcze jedną bardzo ważną rzecz – magistra broni. Z podwójnych nerwów teraz je podwójną pepperoni, choć zwykle dba o linię, teraz to pierdoli. Teraz o nim: Rysio - taxi driver, zbieżność z Klanem przypadkowa całkiem, wiezie babę właśnie, na taryfie czwartej, z delikatnym wałkiem, bo powiem normalnie. Wkurwia go, bo wali od niej warzywniakiem, patrzy przez ramię, czy nie zostawia brudu na kanapie. Janina, bo tak na imię babie, myśli tymczasem o tym podejrzanym chamie, co prowadzi wóz, nie złapie nigdy już taksówki na ulicy. Rzadko jeździ, w zieleniaku na dzielnicy siedzi cały dzień, gdzie posadził ją zięć, ale dziś on wyjechał i znów przyszły chuligany z nożem, Janina tego dłużej znieść nie może. I chociaż zięć mówił, żeby, broń Boże, nie zgłaszać tego, bo może być gorzej, to ona – kłódkę na bęben, hajs w kopertę, gablotę halo - pędem i gna tera cierpem na komendę.

Ref. Każdy ponad każdym – skurwysyn - innego traktuje jakby był niczym, wszyscy najmądrzejsi – jebani - myślą chyba, że są wybrańcami... wszyscy tu, niestety... Na takie podejście brak mi słów.

Jakiś czas wcześniej, spod lubelskiej wsi, wyjechał do stolicy szukać lepszych dni – Grzegorz – w pizzy znał jednego z powiatu swego, robiącego już od 99-tego. Karol ma na imię, w plackach trochę robi. Grzegorz postanowił, że też spróbuje sił w gastronomii. Wysiadł na Wschodnim zadowolony, że za bilet nie zapłacił frajerowi. Chuj, że kawał drogi siedział w kiblu pociągowym, walił klocem, miał zdrętwiałe nogi trochę, ale cieszył się, że się ostały polskie złote. Proszę cię... Lekko zagubiony pytał ludzi o nazwę ulicy, wtem – saluto -to patrol stołecznej policji, Grzesiu tłumaczy, że chce do Karola z pizzy. Z twarzy był podobny zupełnie do nikogo, jednak ubrany na brązowo-fioletowo. Na górze ma mieć sweter, a na dole na dresowo. Przypasował im stuprocentowo - omyłkowo do opisu kogoś. Bluźnił, przepraszał, nawijał... Jakiś czas później pani Janina drzwi zamyka od taryfy Rysia i wyklina od złodziei w myślach. Szyld Policja - wchodzi, składa zeznania. Rutynowe rozpoznania zwykle są na odpierdol, biorą tych, którzy są pod ręką. I chociaż staje kilku gości młodych, bez cienia wątpliwości ten, od spodni fioletowych, w swetrze brąz, dla Grzesia wstrząs. Pies gładzi wąs, gardzi nim oraz nią. Przecież dopiero, co przyjechałem – tłumaczy Grześ chwilę, ale zlisił się na bilet i przesiedział swe alibi w jednym z kibli. Tyle...

Ref. Każdy ponad każdym – skurwysyn - innego traktuje jakby był niczym, wszyscy najmądrzejsi – jebani - myślą chyba, że są wybrańcami... wszyscy tu, niestety... Na takie podejście brak mi słów.

Karol - lat dwadzieścia - w sercu Śródmieścia, nie podejrzewając nic, zrobił kilka pizz, nie wiedział nawet, że wybierał się do niego Grześ. Jak zwykle statyści przyłazili jeść i gdzieś koło czternastej – Eureka - czaderski pomysł rzucił kolega - wrzucić kwasa w pepperoni, na nieświadomce ktoś opierdoli. Kto jest kto? Rozwiązanie zagadki... Posłuchaj, tą pizzę pokroiwszy na kawałki, zżarła ta Marysia od Rysia z taxi. Jak już się domyślasz, ten egzamin, który ma napisać, ma prawo nie wypalić. Konsumując, myślała, że na nią zerkali pracownicy, bo jest najpiękniejszą w okolicy damą. Sam, jako narrator, żałuję, że personel, na czele z Karolem, nic nie wiedział, że za moment, magistra obronę miała - to by się dopiero ucieszyli. Pierwsza fazę niedoszłej psycholog jednak uświadczyli, krople potu na jej czole pięknie lśniły, było wystrzałowo dla Karola z załogą, dla niej na razie też kolorowo, uwierzcie moim słowom - Marysia była w szoku zdrowo, dotarła do sedna materii, postanowiła orzec to na uczelni. Niedzielne ofiary i oprawcy niedzielni, każdy ponad każdym - wszyscy najmądrzejsi. Stara Janina w bujanym fotelu w domu przypomina sobie Grzesia i rozmyśla, czemu to zrobiła - bez pewności, ale wymierzyła palcem, dziś była górą w nierównej walce, dla niej wszyscy młodzi łysi tacy sami – ścierwo – myśli tak serio. Mniej więcej w tym czasie pod pizzerią, wychodząc po pracy Karol śmiał się jaki numer wyciął i nagle, choć nie widział Grzesia lat tysiąc – flashback – i maska zrzedła mu, mógłbym przysiąc. Wspomniał wieś rodzimą, lat temu kilka zimą - i stał tak chwilę z nietęga miną - jak to było... Pijalnia piwa pod wieczór, lokalne panny, Karol i Grzesiu i numer - coś do dzisiejszego w podobie - Grzegorz odlał się do piwa, a Karol nieświadomie łyknął sobie. Psikus, kurwa jego mać. Raz, dwa... powrót do rzeczywistości – przystanek pod pizzerią – Karol, kilku gości, śmiech i maskowany ból w tle. Tymczasem Ryszard - taryfiarz zapiekankę je z budy spod patyka, obok Neoplan na przystanku się zatrzymał, wysiadły dwie turystki, całkiem młodzieżowe. Rysiu odwrócił głowę i obcina - każda ma dobrą nogę, bufet też niczego sobie i kozackie lica - wziąłby obie na ostro... Pochłaniając ostatniego gryza spojrzał na typa, który miał na sobie bluzę Prosto i właśnie wsiadał do taryfy – Dokąd? - spytał Rychu i na tym zakończymy...
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo