Popularne piosenki. Polski Hip Hop

A co tam w uchu, a co tam w oku?
A tu i tam, nic tylko spokój.
Jak dobrze, że mam też Ciebie.
I jakie cudo, i nie jest nudno.
I bloki nie są już wcale szare,
są różowe, jak majtki obesrane.
I całą noc i cały ranek,
machaj się nogą i kręć się ręką.
I tu się zgina, ją trzymam.
I jest zdrowo.
I teraz... tańcz, a moje ziółko.
Tańcz, a moje ziółko.
Tańcz, a moje ziółko.. ziółko, a moje ziółko.
Tańcz, me uwielbienie, me ugłaskanie,
Nic się nie zdarzy, nic się nie stanie.
Bo nic nie trzeba nam tutaj więcej.
Wykręcę nogę, odkręcisz ręce.
I pięknie w sukni, i pięknie bez.

Ha, ha.

Tańcz, moje ziółko.
Tańcz, a moje ziółko.
Tańcz, a moje ziółko.
Tańcz, a moje ziółko.
Aaa, aa, aa. Aaa, aa, aa.
Aaa, aa, aa. Aaa, aa, aa.

Tańcz.. (tańcz, tańcz.. ha,ha) Tańcz.. (tańcz, tańcz.. ha,ha)

I.. nie przeszkadzaj. I co się wtrącasz?
Więc, weź się weź, nie interesuj.
Wypij to mleko i się odstresuj.
I zrób tu miejsce, na moje ziółko,
co teraz tańczy, je moczku równo.
Prawie jak siatka na zimnym wietrze.

Tańcz... moje ziółko.
Tańcz... moje ziółko.
Aaa, aa, aa. Aaa, aa, aa.
Aaa, aa, aa. Aaa, aa, aa.
Ha, ha. Ha, ha. Ha, ha. Ha, ha.

Moo-oje zióó-łko.. tańcz.
[ Poszwixxx ]

Płacząca kukła i pseudo Jigolo,
Błyszczą na parkiecie to ich podrywu monolog,
Mogą nie trawić nas, ganić pełną gębą,
Sęk w tym, że jego sztuka kocha szlifować raperom berło,
Masz talent mała, innym go brak,
Przy Tobie nie tylko ja, nawet Wojewódzki byłby na tak,
Ochłoń, weź głęboki oddech, wzrokiem zwab,
Bez wciuty dziś na pustaki leci nie jeden schab.
Akrobatki, którym inteligencji brak,
Arystokratki, które nie widzą w sobie wad,
Naiwne małolatki, dodające sobie lat,
Pseudo mulatki, sexi solara, pała na start.
Typ z góry wali "pokaż cycki" ,
Na pierwszy rzut oka ciało akrobatki foto typ celdycki.
Oral czy pozycja na muzykanta?
Gdy ona gra na fujarce, typ z nut odpala blanta.
Typowy przykład, bawi damka
W ustach którego komplementy to czysta sztampa.
Ona i tak zrobi szpagat, uda z lizakiem wapma,
Mimo że koleżka nie przypomina Donalda Trumpa.

[ Refren ]

Tu każda z pozoru to gwiazda wieczoru,
Ciekawe co by było gdybyś zobaczył ją na trzeźwo,
Strzeż się chorób, wenerów, hardcorów,
Zainwestuj w gumę i nie wkładaj chuja w ciemno.
Każda z pozoru to gwiazda wieczoru
I każda gotowa jest wypolerować tobie berło,
Strzeż się chorób, wenerów, hardcorów,
Tu nie jedna na pewno chciałaby żebyś ją zerżnął.

[ Bezczel ]

Blachary, skarbony, naciąganie złotówy,
Śmiało ssie i dolary świnią wary na widok stówy, ziom,
Tak poza tym to na bank cnota, wiesz co ją kręci?
Martwi prezydenci na banknotach.
Zagraj va banque chłopak, cycki i pina colada,
Popatrz, rozjebała się jak żaba, co tam.
Tadek kończy w Dolce Gabbana,
A w Dojcze Kabana zatoce skubana,
Mamońcem kochana,Gram koncert do rana,
Dziś sączę szampana, ona w kącie schowana na kolanach, naćpana banana robi,
Mała dama dzisiaj zgubi i masz, kumpli na twarz,
Mówisz i masz, dziwka ma duży staż.
Wystawny biust, makijaż, pod okiem limona,
Jak na mój gust na pewno zupa była za słona,
Dobija się na backstage, nie ma mowy,
Nie zabieramy ze sobą lachonów trzecioligowych

[ Refren ]

Tu każda z pozoru to gwiazda wieczoru,
Ciekawe co by było gdybyś zobaczył ją na trzeźwo,
Strzeż się chorób, wenerów, hardcorów,
Zainwestuj w gumę i nie wkładaj chuja w ciemno.
Każda z pozoru to gwiazda wieczoru
I każda gotowa jest wypolerować tobie berło,
Strzeż się chorób, wenerów, hardcorów,
Tu nie jedna na pewno chciałaby żebyś ją zerżnął.

[ Ciech ]

Lalki do pałki, feeling,
Lubią to migdałki gili-gili,
Freestyle'ówki od kosy to kotleta,
Ciągnie parówki kobieta habeta.
Patrz tu w klubie, sam pisze się plan.
Idzie z chłopakiem, na smyczy pan.
Ona obczaja, cmoka, coś nuci.
Krzyknij "dziwka" patrz jak się odwróci.
(Eee) szmaty śluzem ujebane nogi,
(Niee) ślimaki chcą sera na pierogi,
(Tee) zużyte siksy włączają sperat,
Proszę cię siostro szanuj swój zgierat.
Nie zakładaj czerwonej sukienki,
Mokre jak cipka syrenki
Od kwiatka do kwiatka, od Władka do Tadka,
Wpadka - młoda matka.

[ Refren ]

Tu każda z pozoru to gwiazda wieczoru,
Ciekawe co by było gdybyś zobaczył ją na trzeźwo,
Strzeż się chorób, wenerów, hardcorów,
Zainwestuj w gumę i nie wkładaj chuja w ciemno.
Każda z pozoru to gwiazda wieczoru
I każda gotowa jest wypolerować tobie berło,
Strzeż się chorób, wenerów, hardcorów,
Tu nie jedna na pewno chciałaby żebyś ją zerżnął.
To moja broń zaciśnięta dłoń na mikrofonie
Prosto w skroń pomyśl o obronie
Scena płonie jak mury w Babilonie
Odbite moje dłonie w betonie
Zachować świat dla przyszłych pokoleń
Niech będą symbolem
Jaką rolę w życiu odgrywa dążenie z uporem do celu
Takich jak my jest niewielu
Potrzebuję ich bardziej niż tlenu
Rozpoczęło się kilka lat temu
Przetrwać w systemie zanim czas nadzieje rozwieje
To Styl V.I.P., V.I.P., to Styl V.I.P.

Spowoduję skurcze i zatrzymam cię tak
Czujesz hamowanie, mayday tak
Zabawa się kończy z gerowanym winem
Ja Cham-pion w dwóch osobach, serio ja
Budza się co i my to jo
My nie, nie śpimy już nie, nie śpimy nie
Muczas gracja z Champion kabanos

Wychodzi ze mnie moje szatańskie oblicze
Po kilkunastu bongosach, fajkach, jointach, butelkach, fifce
Liczą się jazdy jak przy siódmym ostrym litrze
Wojtka mamy z powrotem na wolce, zajebiście
Jebać policję i cały ten skurwiony do dupy system
U.S., J.K., soczyście, krwiście, klasycznie, rozpiŹdziel, perfidnie
Nie jest to wszystko prosto, chociaż wygląda piknie
To jest ten czas TeWu Śląsk yo aktywnie

To jest wciąż ta chwila, to miejsce i czas
Zobacz jak A.N.Z. rozpierdala was
Przestroga nie, nie, tylko dobra zabawa
To bajka przepełniona magią jak fajka
Dobre rymy, pętle, bity i słowa
To wszystko o czym marzy moja stara głowa
Pii 14, kiedy wreszcie porno w Imaxie?
Może bania 3D za chwile zacznie się

Biały dzień plus chłopaków cień
Jazda przednia ławka, trawka
Jak coś to zmień lub sprawdŹ to
SprawdŹ też okolicę, pozwól, że wyliczę
2002 odsłaniam swe oblicze
Ponownie ma liryka jest jak wzgórze pięter
Rozpierdalam cię jak Osama World Trade Center
Do potęgi n-tej A.N.Z.
Nie dostaniesz więcej mnie, bo inny ziomal napierdalać chce

WyjdŹcie dzieciaki, wyjdŹcie ostro na ulicę
Czas pokazać siłę której nie widzę
Zróbcie coś z czego będziecie dumni
Okażcie radość, smutek, ból
WyjdŹcie dzieciaki, wyjdŹcie ostro na ulicę
Czas pokazać siłę której nie widzę
Zróbcie coś z czego będziecie dumni
Okażcie radość, smutek, ból

Bez smętów wyczekiwaliśmy tych momentów
Ty tera robisz w gacie, Te da znać o sobie nieraz
To jest ten czas, ile wlezie dawaj, dawaj
Na proste nogi stawaj szybciej
Takiej jazdy jak tu nie ma nigdzie
Te całe stado desperado
Słabo, dawaj bongo, spalmy to palonko
Problem masz, nie sap, (TeWu, TeWu, TeWu rap)
Nie zamykajcie jap, łap oferty te konkrety
Legal nakład i zakład przecięty

A ja nie zwracając uwagi na was
To jest ten czas, czekam, ból w pamięci
Te działam, chęci
Podejmowanie ryzyka mnie kręci
Wkręty pento niszczą wprowadzają w zamęt
Już mnie nie skusi ten twój pusty diament
Zwróć uwagę gdzie ty jesteś, co mu dasz
Kobieto przejrzyj na oczy, umyj twarz

Wbite pazury, szybszy do kabury
Znowu dała znać siła natury
Jest cel trafiony w kontury
Będzie boleć, nie czas na spowiedŹ
Szybka odpowiedŹ, szybki cios
Słychać głos, ma coś w sobie
Jeży się włos, akcja, akcja 24 h, rotacja
Jest motywacja, wychodzi na jaw, dochodzi praw
Rusza z cienia, rozjebać gmach
To twój finalny mach

To badzie pokręci bardziej, uważaj twardziel
Poszło po gardzie co w parze idzie
Nie chcesz na to patrzeć, musisz to widzieć
Nie chcesz musisz teraz to słyszeć
Tewu rapa, na kena zakładam kapa
Śląskie rapy, gówno na bok bier to
W drodze młode pokolenie - większy rozpierdol
W zapomnienie poszły pento
Ten tamto, tamten ten to
Ja tu żyję, ja to wiem to
Reling beto, nie podniecaj się tandetą
Macha, na policję kładziona lacha
Po całości wajcha, tamta ra ramta

Brudne południe, wdupiaj żetona w automat
Nasze życie to renoma, dobra marka Tewu rządek
Jaki był początek na czasie wszystko w miasto
Moje demo poszło, jakie hasło, szukaj hasła
Cios poniżej pasa, muszę zacząć je zadawać
Ty poznajesz mnie, z byka patrzysz nie udawaj
Nie mam sucho w ryju, raczej ty masz mokrą cipkę
Świony dla mnie West, czas na randkę z ciemnym typkiem

Chcę wykorzystać raz, bo mogę nie mieć szans
Powiedzieć wszystkim jak traktuję rap i was
To jest ten czas i tak będę na zawsze tam
Gdzie gra konkretny bas i melodyjny funk
Mój hip-hop to nie szpan, czemu go gram nie pytaj
Staję u bram swych snów, gdy kładę głos na bitach
Te kilka moich snów to dla mnie full wypas
CH-ów w Gliwicach, plus Tewu klika

Minęły czasy old-scholowe
Plastikowe granie na tym globie preferują
Nazywają się jak dawniej coś tam kombinują
Małolatów uczą gówna oszukują, czas to zmienić grać
Obudzone po to, żeby Virus old-school siać
Hola, na jabola, brak tu doktora Bola
Pora na zola wyjebać wora, come back mic czek
Wypierdalać na bok, wek, rzygać mi się chce człowiek, więc

WyjdŹcie dzieciaki, wyjdŹcie ostro na ulicę
Czas pokazać siłę której nie widzę
Zróbcie coś z czego będziecie dumni
Okażcie radość, smutek, ból

WyjdŹcie dzieciaki, wyjdŹcie ostro na ulicę
Czas pokazać siłę której nie widzę
Zróbcie coś z czego będziecie dumni
Okażcie radość, smutek, ból

WyjdŹcie dzieciaki, wyjdŹcie ostro na ulicę
Czas pokazać siłę której nie widzę
Zróbcie coś z czego będziecie dumni
Okażcie radość, smutek, ból

WyjdŹcie dzieciaki, wyjdŹcie ostro na ulicę
Wybija północ, wybija północ
Zróbcie coś z czego będziecie dumni
To jest ten czas, uderzenia czas
Marysia była lekko w szoku, dumna w pełni, całkiem zdrowa, długoterminowa i niegłupia. Do pizzerii zjeść, opanować nerwy weszła gdzieś, w okolicach śródmiejskich - północna część. Sms-a mu pisała pomyślała, że się czuje trochę tak, jak wtedy, kiedy pierwszy raz z internetu ściągnięty referat dała na uczelni do sprawdzenia, jednak teraz poziom podniecenia większy. Dziś zdradziła Ryśka po raz pierwszy, czuła się lepsza i czuła, że należy jej się lepszy. Ryszard - taryfiarz nie zrzeszony w korporacji - i Marysia, lat temu trzy poznali się podczas wakacji. Dzisiaj prócz akcji - rogi, ta licencjatka psychologii robi jeszcze jedną bardzo ważną rzecz – magistra broni. Z podwójnych nerwów teraz je podwójną pepperoni, choć zwykle dba o linię, teraz to pierdoli. Teraz o nim: Rysio - taxi driver, zbieżność z Klanem przypadkowa całkiem, wiezie babę właśnie, na taryfie czwartej, z delikatnym wałkiem, bo powiem normalnie. Wkurwia go, bo wali od niej warzywniakiem, patrzy przez ramię, czy nie zostawia brudu na kanapie. Janina, bo tak na imię babie, myśli tymczasem o tym podejrzanym chamie, co prowadzi wóz, nie złapie nigdy już taksówki na ulicy. Rzadko jeździ, w zieleniaku na dzielnicy siedzi cały dzień, gdzie posadził ją zięć, ale dziś on wyjechał i znów przyszły chuligany z nożem, Janina tego dłużej znieść nie może. I chociaż zięć mówił, żeby, broń Boże, nie zgłaszać tego, bo może być gorzej, to ona – kłódkę na bęben, hajs w kopertę, gablotę halo - pędem i gna tera cierpem na komendę.

Ref. Każdy ponad każdym – skurwysyn - innego traktuje jakby był niczym, wszyscy najmądrzejsi – jebani - myślą chyba, że są wybrańcami... wszyscy tu, niestety... Na takie podejście brak mi słów.

Jakiś czas wcześniej, spod lubelskiej wsi, wyjechał do stolicy szukać lepszych dni – Grzegorz – w pizzy znał jednego z powiatu swego, robiącego już od 99-tego. Karol ma na imię, w plackach trochę robi. Grzegorz postanowił, że też spróbuje sił w gastronomii. Wysiadł na Wschodnim zadowolony, że za bilet nie zapłacił frajerowi. Chuj, że kawał drogi siedział w kiblu pociągowym, walił klocem, miał zdrętwiałe nogi trochę, ale cieszył się, że się ostały polskie złote. Proszę cię... Lekko zagubiony pytał ludzi o nazwę ulicy, wtem – saluto -to patrol stołecznej policji, Grzesiu tłumaczy, że chce do Karola z pizzy. Z twarzy był podobny zupełnie do nikogo, jednak ubrany na brązowo-fioletowo. Na górze ma mieć sweter, a na dole na dresowo. Przypasował im stuprocentowo - omyłkowo do opisu kogoś. Bluźnił, przepraszał, nawijał... Jakiś czas później pani Janina drzwi zamyka od taryfy Rysia i wyklina od złodziei w myślach. Szyld Policja - wchodzi, składa zeznania. Rutynowe rozpoznania zwykle są na odpierdol, biorą tych, którzy są pod ręką. I chociaż staje kilku gości młodych, bez cienia wątpliwości ten, od spodni fioletowych, w swetrze brąz, dla Grzesia wstrząs. Pies gładzi wąs, gardzi nim oraz nią. Przecież dopiero, co przyjechałem – tłumaczy Grześ chwilę, ale zlisił się na bilet i przesiedział swe alibi w jednym z kibli. Tyle...

Ref. Każdy ponad każdym – skurwysyn - innego traktuje jakby był niczym, wszyscy najmądrzejsi – jebani - myślą chyba, że są wybrańcami... wszyscy tu, niestety... Na takie podejście brak mi słów.

Karol - lat dwadzieścia - w sercu Śródmieścia, nie podejrzewając nic, zrobił kilka pizz, nie wiedział nawet, że wybierał się do niego Grześ. Jak zwykle statyści przyłazili jeść i gdzieś koło czternastej – Eureka - czaderski pomysł rzucił kolega - wrzucić kwasa w pepperoni, na nieświadomce ktoś opierdoli. Kto jest kto? Rozwiązanie zagadki... Posłuchaj, tą pizzę pokroiwszy na kawałki, zżarła ta Marysia od Rysia z taxi. Jak już się domyślasz, ten egzamin, który ma napisać, ma prawo nie wypalić. Konsumując, myślała, że na nią zerkali pracownicy, bo jest najpiękniejszą w okolicy damą. Sam, jako narrator, żałuję, że personel, na czele z Karolem, nic nie wiedział, że za moment, magistra obronę miała - to by się dopiero ucieszyli. Pierwsza fazę niedoszłej psycholog jednak uświadczyli, krople potu na jej czole pięknie lśniły, było wystrzałowo dla Karola z załogą, dla niej na razie też kolorowo, uwierzcie moim słowom - Marysia była w szoku zdrowo, dotarła do sedna materii, postanowiła orzec to na uczelni. Niedzielne ofiary i oprawcy niedzielni, każdy ponad każdym - wszyscy najmądrzejsi. Stara Janina w bujanym fotelu w domu przypomina sobie Grzesia i rozmyśla, czemu to zrobiła - bez pewności, ale wymierzyła palcem, dziś była górą w nierównej walce, dla niej wszyscy młodzi łysi tacy sami – ścierwo – myśli tak serio. Mniej więcej w tym czasie pod pizzerią, wychodząc po pracy Karol śmiał się jaki numer wyciął i nagle, choć nie widział Grzesia lat tysiąc – flashback – i maska zrzedła mu, mógłbym przysiąc. Wspomniał wieś rodzimą, lat temu kilka zimą - i stał tak chwilę z nietęga miną - jak to było... Pijalnia piwa pod wieczór, lokalne panny, Karol i Grzesiu i numer - coś do dzisiejszego w podobie - Grzegorz odlał się do piwa, a Karol nieświadomie łyknął sobie. Psikus, kurwa jego mać. Raz, dwa... powrót do rzeczywistości – przystanek pod pizzerią – Karol, kilku gości, śmiech i maskowany ból w tle. Tymczasem Ryszard - taryfiarz zapiekankę je z budy spod patyka, obok Neoplan na przystanku się zatrzymał, wysiadły dwie turystki, całkiem młodzieżowe. Rysiu odwrócił głowę i obcina - każda ma dobrą nogę, bufet też niczego sobie i kozackie lica - wziąłby obie na ostro... Pochłaniając ostatniego gryza spojrzał na typa, który miał na sobie bluzę Prosto i właśnie wsiadał do taryfy – Dokąd? - spytał Rychu i na tym zakończymy...
Kilkadziesiąt lat historii, dziesiątki klubów,
tysiące kibiców i Ty tez chłopak spróbuj.
Szarża blacha drop młyn, kto w tym oczekuje cudów mówie spróbuj i po wygrana idź Ty.
Miejsce Bałuty ulica to górnicza
weź stadion wyczaj, jeśli szukasz mekki kibica
masz łódzki zwyczaj jak na naszym koncercie
i tu i tu tłok są problemy z przejściem,
przyłożenie pierwsze. Trybuna pełna
naprzeciwko joint ekipa ktoś coś łyka
pełno typa na dzielnicy dzisiaj jak zwykle
gram za gramem litr za litrem.
Aż się ziomek żyć chce z literą B w herbie
budowlani jak Bałuty w tym jest moje serce

Ref:
Szarża, blacha, maul, drop, młyn albo karny
B jak Bałuty lub Budowlani w rugby wiesz
tu i tu raczej nie chodzi o forsę
jedna miłość dla sekcji rugby w całej Polsce

Ziom zajmij miejsce, na joint'a skróć tu
po takiej szarzy superman skończył na wózku
Łódź mój skrawek świata gdzie trzymam się prawdy
ze ta planeta ma kształt jak piłka do rugby
B jak Bałuty lub budowlani walki tej
nie zakłócisz w tym cala duma z nazwy e
bądź poważny w grze liczy się moment
idź z Bogiem jak myślisz ze sport to zdrowie
lepiej sam sobie odpowiedz czy masz wiarę
by wstać i grac dalej by przezwyciężyć strach
razem z nim ujawnić talent, ten dar jest panem świata
anioł na trybunach a na boisku szatan
dla w wszystkich przyjaciół we wszystkich klubach
jedna wiara jeden cel a świat nauczy nas fruwać

Ref: Szarża, blacha, maul, drop, młyn albo karny B jak Bałuty lub budowlani w rugby wiesz tu i tu raczej nie chodzi o forsę jedna miłość dla sekcji rugby w całej Polsce
Kolejny drag, pierwsza runda
Nadchodzi Glon wierny stylu agabunga
I mój krwisty stek podzielił działania jak flashback
Z szafą nie rozłączny jak Kasia i Tomek
Inspiracja i dla ciebie mój rymu wściek
Jeśli kumasz beton, blok to nie liczy się wiek
Wiesz lepkie palce, rąk nie brudzi żadna praca
W życiu sajgon a ty bez moralnego kaca
Dajesz mi kontrakt, patrzysz mi w oczy
I liczysz, że będę robił z siebie pajaca
Pragniesz mnie za wszelką cenę
Złote płyty swojego pupila na ścianę
Węszysz kasę, nagabujesz prasę
A ja tymczasem na ulicy czekam na bramę, czekam na bramę
Co wyjdzie z ścieżki w tym miejscu od zawsze
Pieniądz na pierwszym planie
Powiedz mi kochanie, czy już tak zostanie?
Smutek topię w kane
Wielkie korporacje, różowy plastik w grzance na śniadanie
I zjem to z Peją obok mnie, me NLB więc zróbmy pranie
To my czarne owce, spójrz na nas teraz, jesteśmy jak bombowce
Spuszczamy rymu bomby na wszystkie frajerskie wieżowce
Nagraj mnie, uchwyć mnie, poznaj mnie Glon na ławce, gbur
Spoko, każdy podły miejski szczur
Wiesz to chyba prosto zdrój
Odpal wąsa nie bądź gnój
Pierdol to, że czasem wierzę mu
Pewnie, że jak większość, rozdarty na pół
Między dobrym a złym, chociaż oni i tak uważają
Że nic nie wnoszę, mówią, że jestem zerem
Pierdolę to, dalej będę robił swoje
Życiowy jak ból z losem toczę boje
Dlatego nigdy pełen kiczu jak czerwony kudeł z Ich Troje
Nie baw się ogniem, bo se spalisz spodnie
Zmienisz się w pochodnię
Tylko prawdziwy jak żołnierz nie odpadnie
Nie baw się nami, bo ci dupa nawet spadnie

Wjeżdżasz windą Ratajskiego wieżowca na sam szczyt
Rychu Ochódzki, Medi Top walczą o byt
Zdobywać marzenia, żyć w spokoju to nie wstyd
Tylko czasem być pokornym jak nie to spadasz w zsyp
[tylko tekstyhh.pl]
Ej, Pejo, Pejo, ci se szydzą, ci się śmieją
Karmią się nadzieją, że zniknę w dół spadając
Lutawhui styl kanion, rura bomber jak zając
Nawet gdy na ryj padając będę w zgodzie z samym sobą
Tracki, rap oferty i koncerty życie gonią
Włączam stop, robię głośniej kiedy z Glonem produkuję
Muza, stopy, werble tak to zrobię tak jak czuję
Szwagier rymy kontroluje, jego Medi rap skutkuje
Niczym attache prasowy na tę wojnę wsza gotowy
Bez gruszek na wierzbie dla Mediego przedział nowy
Własną siłą przebicia otworzony
Pomóc? to nie problem, jeszcze Glon zarobisz zetę
W żartach ci mówiłem będziesz polskim 50 Centem
Gówno WRE, PCP bez lansingu
Chociaż Courvoisier'em mógłbym zatopić wszystkich w pizdu
Bez lobby na dopingu, strzegę twoją strefę wpływów
Od wschodu po zachód, znam ten pseudo biznes synku
Tata cały czas jest czujny, kiedy Glon jedzie na trasę
Wiesz, że Glon jest asem - w hotelu znów demolka
Straszna rozpierdolka, bo Glonek nie ma Lolka
Wychował nas rap, nigdy w życiu deskorolka
Który to już rok? z Medi Topem wciąż na topie
Wacków w dupę kopię Medi zna się na hip-hopie
Sto procent naturszczyk niczym Gołębiowski Henryk
Talent, pasja, feeling chociaż działa mi na nerwy
To z Glonem bez przerwy od zawsze na zawsze
Lutawhuiklik w mocnej komitywie z miastem
Które częstuje węgorzem a raz niebezpiecznym chlastem
Lutawhuiklik jest z miastem
Aha, szwagier, Ochódzki Rychu
SLU, Onomato, Ski Skład, MediTop, 2003

[x2]
Wjeżdżasz windą Ratajskiego wieżowca na sam szczyt
Rychu Ochódzki, Medi Top walczą o byt
Zdobywać marzenia, żyć w spokoju to nie wstyd
Tylko czasem być pokornym jak nie to spadasz w zsyp
REFREN
teraz telefonów nie odbieram, wybacz
jestem przecież taka bardzo zajęta, chyba
nie oddzwonię do ciebie pewnie wcale, ale
zostaw wiadomość po sygnale

nie ma mnie w okolicy i w pobliżu, gdzieś
nie mam żadnych darmowych minut, wiesz
pewnie nie mam telefonu wcale, ale
zostaw wiadomość po sygnale

ZWROTKA
i niby wczoraj się ze mną umawiałeś
ale to było wczoraj, a dzisiaj
zostaw wiadomość po sygnale
i tylko żebyś sobie nie myślał

i niby po co dałam ci swój numer
stukasz te cyfry i próbujesz dalej
i słyszysz znów przy kolejnej próbie
to co już tyle razy słyszałeś

REFREN

ZWROTKA
szukałeś wszędzie tam
gdzie możnaby mnie zastać
myślałeś 'już cię mam'
a to nie byłam ja

dzwoniłeś w tyle miejsc
nikt nie wie jak mnie znaleźć
nie, nie poddawaj się
zostaw wiadomość po sygnale

ŁONA
ej, lilu, nie wiem czy to pech czy wirus
że ty nie odbierasz a ja tracę resztki stylu
może padł ci telefon, ot kiepski wyrób
a może wpadł ci do kawy to go weź i wyłów

mój nadziei promyk kompletnie zgasł
i próbuję się dodzwonić chyba już setny raz
i w głowie mi się plącze od tych odtrąceń
odkąd pnie się pnącze odebranych niepołączeń

sprawdź jak sączę cienkim głosem
lilu, proszę cię odbierz, proszę cię oddzwoń lilu, proszę
chcesz bym doszedł do tego, że zacznę dzwonić do tych budek w łodzi
koło których mogłabyś akurat przechodzić

czemu ty mi robisz tak wbrew
że klnę plugawymi słowy jak szewc
i zapewne tylko wtedy mniej bym klął
gdy zamiast sekretarki usłyszałbym
TWISTER 'ou'

REFREN
Powoli realizuję to co kiedyś zaplanowałem
Kilku równych ludzi poznałem, nigdy im tego nie zapomnę
Paru zawiodło, urwany kontakt już na dobre
Na nie jednym wypadzie nokaut, a z nim kupa wspomnień
Skromnie sam z matką, wiem, że wierzyłaś we mnie do końca
Proste, dziękuję, z obietnic czas się wywiązać
Wreszcie wierz mi tak długo na to czekałem
Jestem ci to winien, ten krążek to moje życie całe

Tak sam jak długa droga przede mną
Magiczna wajcha czy te drzwi się odemkną?
No przeszedłeś przez próg i co?
Ciągle poznaję kto to Bóg
Z wdzięcznością mu, upływają na Świonach
Zdziczałe lata, od pisania ręcznego przejście
Siedzę w necie, piszę w czatach
I czas ucieka szybko jak godzina w Limanowej
I marzenia żeby dobrze mówić i dupy nie zawracać
I by być i by by być, jest gyt kabanos przy M i C
Nie tandet z SW-CE kiedy musisz żyj, kiedy żyj
Zdarzenia życia , wy-wy-wyr-wy-wy-wyrwą cię ze snu

A kiedyś tylko plac, dom, plac i na chaby
Kieszonkowe w druca na karku jeden cztery
Przyszłość to słowo nie istniało, żadne bariery
Szczery głos, głupoty w głowie coś pozostało
Wiele knifów się przydaje
Na zawsze z trudnością, z młodością się rozstaję
Ale o głowę mądrzejszy, o marzenia lżejszy
Tu z historią życia RanTeWu

Rap szu wciąż po mieście płynie
Ten styl ta miłość nie zginie
Rap szu nigdy nie wiąż z gwiazdami
Z sercem dwa metry pod chodnikami yo
Rap szu stara szkoła wspomina
Pozory mylą, a ten szelest zagina
Powraca, wyrwanych ze snu wybiera
TeWu ile z rap szu

Są dni, są miejsca, które pamiętam do dziś
Zburzona historia, suchy jesienny liść
Skruszona cegła, warta jak perła
Przyciąga gapia, martwa fotografia
Piąta w albumie, początki w niewidocznym tłumie
Na scenie pamiętne pierwsze zbliżenie
To tyle teraz trzaskam co chwilę i duma
Lata praktyki kto kuma
Pewne wiadomości gdzie cziki-cziksy
Co i jak dobre i złe strony
Całkowicie inny świat, lepsza prezentacja
Kobiety i-i-i ubrania, badice, szelest, luz, luz, nic do dodania
Ostatni gong, zmienia się czas, zmienia się krąg
Zmienia się wszystko, zmienia się ekipa która była blisko
Podziały, grupy, co? do dupy, przyjaciele których nie ma aktualnie
Aktualnie, coś w tym jest naturalnie, naturalnie

Nie ma dnia gdy nie myślę o tym
Oldschool czasy, oldschool kłopoty
Kto kogo wciągnął do biznesu dziękówki
Tera spodnie z dresu, kiedyś spuści portki

Znów krok po kroku luŹnego zawodnika
Minimalne szanse, szmal z kieszeni znikał

Czas upływał, koleś wałki zgrywał
Tak jak przed lat paru, rap z pod nocnych barów
Bez umiaru, nie oszczędzając przypału
W studio zaufanym naszych ludzi paru
Wierny mikrofono Tuwaandalo kto to?
(Niewinny, ale, ale) śląski rap słów nie rzucamy w błoto

Rap szu wciąż po mieście płynie
Ten styl ta miłość nie zginie
Rap szu nigdy nie wiąż z gwiazdami
Z sercem dwa metry pod chodnikami yo
Rap szu stara szkoła wspomina
Pozory mylą, a ten szelest zagina
Powraca, wyrwanych ze snu wybiera
TeWu ile z rap szu

Dzień z historią życia RanTeWu
Po dniu, ku zdziwieniu
Dzień, jaki był życiowy start?
Ile jest wart, ile jest wart teraz?

Dzień z historią życia RanTeWu
Po dniu, ku zdziwieniu
Dzień, jaki był życiowy start?
Ile jest wart, ile jest wart teraz?

Dzień z historią życia RanTeWu
Po dniu, ku zdziwieniu
Dzień, jaki był życiowy start?
Ile jest wart, ile jest wart teraz?

Dzień z historią życia RanTeWu
Po dniu, ku zdziwieniu
Dzień, jaki był życiowy start?
Ile jest wart, ile jest wart teraz?
Powiem wam jedno, że Liroy to cienias i chuj
Boja jestem gówno warty
Nie wiem zupełnie co to znaczy rap
Scooby doby doo co to kurwa za nagranie
Papłago co to kurwa za nagranie
Pozwól jeszcze raz, że wygłoszę swe orędzie
Liroy był Liroy jest i Liroy kurwą będzie

Tak skurwysynu znów się odzywasz
Tak to ty Liroy ty się kurwa nazywasz
Czy ja się przypierdalam czy wciskam komuś kity
Niech tylko Cię dopadnę zostaniesz kurwo pobity
Ze spawaczami to tylko była pierdolona zgrywa
Lecz teraz ja bo Slums Attack się odzywa
Nie będzie już obraz nie będzie nic na siłę
Pierdolony śmieciu z Kielc ja po prostu Cię zabije
Więc uważaj kupo gówna nie podobna do świni
Bo złapią Cię skurwiele chuligani arki Gdyni
A ja tobie przyrzekam obiecuje należycie,
Że na zniszczenie Ciebie poświęcę moje całe życie
Mój Modus Operandi prowadzi do wygranej
Porąbie Cię zabije zrobię kurwa spory zamęt
Nie lubię pierdla nigdy nie siedziałem
Lecz to szczytna idea zabić takiego cwela jak ty
Skurwysynu zostaniesz zabity twoja era się kończy
Dzień twój nigdy nie nadejdzie
Bo wyrok na Ciebie zakończy żywot twój przedwcześnie
Więc od tej pory uważaj na siebie
Bo twoi bliscy znajdą się na twym pogrzebie
Liroy to komercja
Liroy to komercja
Do króla eleji zwracasz się po ksywie
A gdy Ice-T znał te prawdziwe oblicze
To cały Cendy Key skopał by ci ryj
Nie ukrywam kumpli chuji szczęśliwy bym był
A o zdradę to posądzaj swoja lampuciare
Gdybym pizgnoł Ci w Sopocie nie skończył bym na strzale
Podrabiasz kurwo gówna ciągle szczekasz
Tłumaczysz się w mediach udajesz człowieka
Jesteś mały niczym co za porównanie
Gdyby Ice-T to słyszał ty jebany baranie
Gangsta w to nie mieszaj z tym nie masz wspólnego
Imgi o to twe oblicze pieprzony śmieć
Ja dzisiaj na cały kraj krzyczę
Pozerskie gówno Fryderyk w dance florze
Oto wielki Liroy nawet Bóg Ci nie pomoże
Chciałeś być 1 z Kieleckiego miasta
Przy tobie disco polo to prawdziwy gangsta
To co prezentujesz to żałość do potęgi
Podszywasz się pod wszystko jaki kurwa jestem wielki,
Nie można Cię słuchać, nie można Cię znać
Takiego frajera należy tylko lać
Ja pierdole już bluzgi trzeba przejść do czynu
Pozbędziemy się Ciebie ty jebany skurwysyni
Liroy może był lecz niedługo go nie będzie
Bo Slums Attack już wkrótce skurwiela się pozbędzie.
Liroy to komercja
Liroy to komercja
SikSIkTic gównojadzie czeka cię typ skurwysyna
Niedługo będzie martwy
Cały kraj się przekona jaki kurwa jesteś twardy
Oskarżasz młodych, że nie wiedzą co to rap
A sam w tym nie siedzisz więc po dupie się drap
Pierdolony matkojebco za długo już śmierdzisz
Musisz już wiedzieć, że niedługo oberwiesz
Nie wyliżesz się z tego nie będzie nowej płyty
Wylądujesz pod ziemią zostaniesz zabity
Zgnijesz na cmentarzu ku uciesze wszystkich
Prawdziwych poetów i dzieci ulicy
Pozujesz na twardego faceta z podwórka
Chodź nie wiesz co to zbrodnia co to dwu rurka
Zapierdolę cię i lepiej o tym wiedz
Upoluję cię jak poluje dziki zwierz
Upoluje cię kurwo jak zwykłego drania
Lepiej nie przyjeżdżaj na koncerty do Poznania
Mój długi nóż i giwera za pasem
Mocne piąchy by rozprawić się z kutasem
Który śmie twierdzić ze jest oue dzi
W domowym przedszkolu nawet nie uwierzą Ci
Twa wycieczka do stanów niczego nie zmienia
Nie można się przemienić w rapera z jelenia
Więc lepiej uważaj na siebie i kobitę
Co innego wrodzone co innego nabyte
Naucz się rapować póki jeszcze żyjesz
Jeśli nie przestaniesz szczekać szybko w piachu kurwo zgnijesz.
Liroy to komercja
Liroy to komercja
Nigdy nie siedziałem lecz chyba będzie warto
Po twojej śmierci posiedzieć za kartą
Jesteś pozerem jakich jest wielu
Ty ich przewodzisz pierdolony skurwielu
Liroy Liroy co to kurwa jest za tekst
To przecież zwykła kurwa do jebania jest
Pierdolona marionetko właśnie nadchodzimy
Gdy padniesz w nasze łapy to się z tobą rozprawimy
Liroy nie żyje i ty o tym wiesz z małej gnidy powstała duża wesz
Lecz jak każdy pasożyt zginiesz naturalną śmiercią
Chyba że przyjedziesz i uczynisz mnie mordercą.
Liroy to komercja
Liroy to komercja
Ty spytaj kto jest tu jeśli jesteś żółtodziobem,
stara gwardia Ci odpowie SLU wiadomo ziomek,
Rzuci Hasło Sztandarowe na koncercie jeszcze przed nim,
Nim wyjdziemy na scenę grać koncercik odpowiedni,
A dla niezorientowanych jeśli w ogóle tacy są,
Wydaliśmy ten bit w latach 90-tych YO,
Dziś dwie głowy wyższy facet ode mnie ściska mi grabę,
Mówiąc dzięki za wszystko na waszej muzie się chowałem ,
zaczynałem was słuchać gdy miałem 12 lat,
minęło kolejnych 10 a ja nadal w tym trwam,
dziś dzieciaki na ulicach grają nasze MP3,
bo często na nasz widok ziomuś w ruch idą komórki,
Odtwarzają przeboje czają uliczną modę
może kiedyś z nich wyrośnie świadomy słuchacz z Ipodem
Ci co cenią wygodę
słuchają w domach i klubach
a Ci lepiej ustawieni
w dobrych furach i biurach
i słuchają podwórka
elitarna część biedoty
i Słuchają nadal bloki
i na samym końcu wiochy
nawet jeśli nie trafiamy na playlisty w radiostacjach
ludzie wiedzą że numerem 1 SLU poważka

Ref. Kto ma renomę na blokach (Kto?)
Kto ma renomę na dzielniach (Kto?)
Kto robi gnój na koncertach (Kto?)
Kto tak publikę nakręca (Kto?)
Kto na rejonach napieprza (Kto?)
Kto wciąż te muzę ulepsza (Kto?)
Kto nadal robi to z serca SLU P do N kreska x2

Jak Erick i Paris robią biznes milion bucksów,
tak Rychu i Darasz trzepią kesz w polskim półświatku
niczym Kool G Rap i Polo na raz mixtape Rychu solo
by ponownie stanąć razem SLU gancko pod kontrolą
Jak KRS i Scott La Rock, dla ciebie szok
tak my kolejny rok
numer 1 hip-hop
I gdy ty digital bo, ja analogowy rok
cały skład ekipy to wakom wsad kolejny kop
łooo widzę twą zdziwioną minę
podążamy za liderem
niczym Eric B z Rakimem
masz tu tęgą rozkminę
spytasz o czym nawijam
o tym że ten cały rap moją pasją znów zabija,
ty spróbuj poczuć klimat
o którym pojęcia nie masz
masz płyty,koncerty masz ciuchy nie doceniasz,
złe plony zbierasz
wylewając żółć na forach
ani słowa o muzyce, o muzyce ani słowa
a my jak czarodzieje bo powstało coś z niczego,
odpowiem po krótce kilka lat pracy mineło
to dla ciebie nic nie wartę
bo nie ty tak harowałeś
to dla naszych ludzi w rapgrze którzy mają ten charakter

Ref. Kto ma renomę na blokach (Kto?)
Kto ma renomę na dzielniach (Kto?)
Kto robi gnój na koncertach (Kto?)
Kto tak publikę nakręca (Kto?)
Kto na rejonach napieprza (Kto?)
Kto wciąż te muzę ulepsza (Kto?)
Kto nadal robi to z serca SLU P do N kreska x2

To przecież oczywiste najważniejszy jest Hip hop,
co najważniejsze oczywiście że nam wyszło
że każdy z was przez tyle lat był z nami blisko
Dwa zero dziesięć śmiało spoglądamy w przyszłość,
SLU jak PDB
jeden DJ i MC
to ten gangsterski styl przekształcony w styl miejski
dziś nowe wersy tak od 98 wspólnie
Kolejny miejski klasyk który prezentuję dumnie,
uliczne manuskrypt to ten lapidalny konkret
podkłady Decksa dla narracji tło godne
Decks to mój kumpel najlepszy funfel
Tworzymy muzyczną spółkę jak Simon & Garfunkel
SLU gang jesteśmy członkami klubu
który nie jest dla wszystkich
chcesz się dostać? Spróbuj
SLU gangcko bez ściemy Terrorym dajemy
Reedukacja kto ma renomę wiemy

Ref. Kto ma renomę na blokach (Kto?)
Kto ma renomę na dzielniach (Kto?)
Kto robi gnój na koncertach (Kto?)
Kto tak publikę nakręca (Kto?)
Kto na rejonach napieprza (Kto?)
Kto wciąż te muzę ulepsza (Kto?)
Kto nadal robi to z serca SLU P do N kreska x2
Słowa rzucone na wiatr nie potrafią ciebie zranić
W odróżnieniu od punchy w połączeniu z ciosami
Celnie wypunktowany, wyliczony, tak odpadniesz
A ta cała twoja płyta? Wszystko przeminęło z wiatrem!

Po pierwsze zadać kłam, odpowiada fakt za faktem
Po drugie na dokładkę wytknę twoje wady bardziej
Po trzecie każdą wpadkę bez manipulacji, prawdę
Przedstawię słuchaczowi żeby wziął to na poważnie
Skrytykować cię otwarcie jest za co to po czwarte
Po piąte to już spadłeś z list przebojów, tobą gardzę
Szóste ze sprzedażą siadłeś, notowania nadal marne
Bo nagrywasz na odpierdol, płyty schematy banalne
Po siódme to nie kradnę twoich beatów i pomysłów
Po ósme jeszcze w trakcie beefu dostaniesz po pysku
A dziewiąte masz za wszystko od ludzi tysiące gwizdów
Teraz przyjmij to jak facet zanim się zawiniesz w pizdu
Przyszedł czas na chwilę prawdy człowiek to po dziesiąte
Że najlepszy album jaki nagrał to jest ten o mnie
Czego byś nie zdobył nie wybrniesz, czas cie dobić
Miałeś czas by się bronić nic żeś kurwo nie zrobił
Pseudo ziomie moich fanów nie nakarmisz farmazonem
A twoi w czasie beefu wciąż przechodzą na mą stronę
Przynajmniej raz w tygodniu pener bywa twoim mieście
Czy nie masz wyobraźni? Chcesz odwiedzę cię czym prędzej
Weź się tak nie spinaj, bo ci żyłka w dupie pęknie
Zresztą co za różnica, dupsko przecież masz pęknięte
Ciężko to przełkniesz, Mister Bełkot, znów cię wnerwię
Pracuj nad dykcją, bo bełkoczesz tylko biednie
I powiem ci jeszcze to przestało być śmieszne
Do kogo kierujesz te gnioty? Błazen jesteś
Tracę czas i energię, a ty prawdy nie chcesz przyjąć
Do wiadomości, jest po tobie, to nie dowcip
Bo przegrywać trzeba umieć, ty nie wiesz? Wciąż przegrywasz
Twoje popaprane życie przegrana się nazywa
I próbujesz się wyżywać za to, że dali ci w skórę
Że musiałeś zdać maturę, a i tak jesteś dureń
I stanęli za mną murem wszyscy ci ludzie poważni
Reprezentanci biedy i reprezentanci branży
Ty dalej rób kawałki dla gimnazjum, tam żeś ważny
Pojebało ci się we łbie, weź to zrozum, myśleć zacznij

Słowa rzucone na wiatr nie potrafią ciebie zranić
W odróżnieniu od punchy w połączeniu z ciosami
Celnie wypunktowany, wyliczony, tak odpadniesz
A ta cała twoja płyta? Wszystko przeminęło z wiatrem!
Surprise - Liroy znów nadaje
Swoje nowe teksty w wasze głowy zapodaje
Czasy się zmieniają ja jednak ten sam
Powiem wam jedno i będę się streszczał
Co chwila w tym kraju jakiś kutas się przypieprza
-"Liroy to komercja" Liroy to, Liroy tamto
Nie brakuje dzisiaj w Polsce wielkich znawców rapu
Na swych marnych koncertach opowiadasz ciągle, że
Liroy nie żyje, że Liroy is dead
Lecz powiedz mi szczerze w czym ci to pomoże
Bo mnie od tego nie robi się gorzej!!!
Za to wręcz przeciwnie, wręcz odwrotnie
Czuję się jeszcze lepiej - bawi mnie to ogromnie
Jesteś kurewsko zazdrosny i nie możesz tego znieść!
Jestem typem skurwysyna, którego kochasz nienawidzieć!

Ref.: Jestem tym typem skurwysyna, którego kochasz nienawidzieć!
Bafangoo! Bafangoo! x3

Jestem tym typem skurwysyna dla ciebie - halleluyah !!!
Typem skurwysyna, który bardzo cię wkurwia
Kochasz nienawidzieć mnie i wszystkich mych przyjaciół
A przecież dobrze wiesz kto kogo tutaj zdradził!
Kit za kitem wymyślasz dzień po dniu
Przypierdzalasz się ciągle do scoobiedoobie doo!!
Jesteś dla mnie typem fiuta co zamiast mózgu ma krostę
Masz pretensje do garbatych, że ich dzieci są proste
Żałosne jest to co masz do powiedzenia
Twój rap przypomina odgłos pierdolenia
Rozpowiadasz że "Liroy to cienias i chuj"
Myślisz, że kłamstwo poprawi wizerunek twój
Ale o jednym zapominasz wiecznie
Że gówno i tak wypłynie na powierzchnię
Przez twą chorą zazdrość i głupotę ciągle widzisz
skurwysyna, którego kochasz nienawidzieć !!!!!

Ref.

Bafangoo! Bafangoo! To nie jest scyzoryk czy scoobiedoo!!!
Nadciąga Liroy - Liroyek - mały kurwa gnojek
Najlepsze lekarstwo na twe podłe nastroje
Mały i wielki jak Eazy-E jak sam Ice powiedział:
"Liroy is OG, don't fuck with him!!!" so don't fuck with me!!!
Bo ja jestem typem skurwysyna, którego kochasz nienawidzieć!!!
Wręcz ubóstwiasz ze mnie szydzić
W gazetach wypisujesz jakieś pierdolone brednie
Jednak na daremnie
Bo nie masz pojęcia, nic o mnie bracie nie wiesz!
I nic nie zmienisz gdy w gazecie mnie zjebiesz
Bo ja byłem i będę i nic na to nie poradzisz
Twoja zazdrość i głupota.... A jeb się!

Ref.
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo