Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Nazywają mnie takim długim, chudym fiszem,
Nie myśle o pieniądzach, kiedy nowy tekst pisze,
Nie myśle o sławie, kiedy do mikrofonu
sapie, dysze
Nie załamuje sie, kiedy słowa krytyki słysze,
eRha to klika, ktoorą prowadze na zwycięstwo
Jak każdy człowiek, popełniamy błędy
oby nie za często
eRha z boku skromnie sobie stoje
Konkurencji sie nie boje
Wychodzi bez kompleksów, niczym rycerz w zbroi
Atakuje bez podstępoow
Nie zdobywamy przecież troi
eRha gdzieś z boku
całego zamieszania
a za sobą tłuste bity i dwa lata rymowania
Chyle czoło, wokoło dzięki niej o nas usłyszano
W radiu zet nasz kawałek grano
To popycha nas do pracy
szlifujemy styl na cacy
choc nie wszystko jest na tacy, podane
pierwsze problemy ze sprzętem
były grane nasze dzwięki prosto z duszy
wpadły nie jednemu w uszy
może jeszcze kogoś ruszy
Ciężka praca, szczere słowa
Mocne bity, serce- głowa
Mogą z nas drwić, mnie to nie obchodzi
mamy czas, by
skorygować błędy
Kocham to co robie i nie walcze o Twoje względy

[ref.]
Znać, dokładnie swe korzenie
Być takim samym
Na podwórku i na scenie miec styl
i rozpoznawane brzmienie
To własnie sobie cenie (to własnie sobie cenie) x2Znać, dokładnie swe korzenie
Być takim samym
Na podwórku i na scenie miec styl
i rozpoznawane brzmienie
To własnie sobie cenie (to własnie sobie cenie) x2

Zimowy poniedziałek- fisz skumaj ten kawałek
Zajebista sprawa, czuje w duszy pali sie zajawa
To ta energia, a nie zabawa...
gapi sie szczeniak w telewizor
Hip hop i stany
Patrze na siebie z podwórem pojednany
sklejam piony z inespe
I już za mikrofonem
Rhx squad dziś jedzie niskim tonem
Szybko nagrywamy bo zajawka nasilona
Nie ważny jest czas i pierdoli mnie kabona
Szczeniak mc taka jest moja strona
Nie jestem iro a do tyłu czapka
Chodze w adidasach nigdy nie w klapkach
Nie zliczysz ile razy szlajałem sie po klatkach
Myślisz że jestem nienormalny
Dla mnie to zajawka
Bo to co gram to prawdziwy mój świat
Nazwa eRHax squad pewnie tak Ci nic nie powie
Ja stoje z mikiem a Ty drapiesz sie po głowie

[ref.]
Znać, dokładnie swe korzenie
Być takim samym
Na podwórku i na scenie miec styl
i rozpoznawane brzmienie
To własnie sobie cenie (to własnie sobie cenie) x2

...Od lat przeżycie, od lat z brygadą
Teraz i na zawsze nie splamie sie zdradą
Na tym samym wózku ze mną jadą
Służa zawsze radą, bym nie spadł jak w wode kamien
Z zajawką!! ramie w ramie
Słuchaj uważnie- ja nie kłamie
Zajawke miałem zawsze, odkąd sięga moja pamięc
Z emadem zaczałem słuchać i grac
Śmieszy mnie gość ktoory mowi mi, że mam sie go bać
A mikrofon mu dać- co nam wtedy pokaże?
Bez prawdziwej zajawki na komercji iść może
I tak zgarnie gaże
Ja bez zajawki grać sie nie odważe
Nad prawdziwością trzymamy straże
Za 10 lat w składzie- o tym marze...

[ref.]
Znać, dokładnie swe korzenie
Być takim samym
Na podwórku i na scenie miec styl
i rozpoznawane brzmienie
To własnie sobie cenie (to własnie sobie cenie) x2
Surprise - Liroy znów nadaje
Swoje nowe teksty w wasze głowy zapodaje
Czasy się zmieniają ja jednak ten sam
Powiem wam jedno i będę się streszczał
Co chwila w tym kraju jakiś kutas się przypieprza
-"Liroy to komercja" Liroy to, Liroy tamto
Nie brakuje dzisiaj w Polsce wielkich znawców rapu
Na swych marnych koncertach opowiadasz ciągle, że
Liroy nie żyje, że Liroy is dead
Lecz powiedz mi szczerze w czym ci to pomoże
Bo mnie od tego nie robi się gorzej!!!
Za to wręcz przeciwnie, wręcz odwrotnie
Czuję się jeszcze lepiej - bawi mnie to ogromnie
Jesteś kurewsko zazdrosny i nie możesz tego znieść!
Jestem typem skurwysyna, którego kochasz nienawidzieć!

Ref.: Jestem tym typem skurwysyna, którego kochasz nienawidzieć!
Bafangoo! Bafangoo! x3

Jestem tym typem skurwysyna dla ciebie - halleluyah !!!
Typem skurwysyna, który bardzo cię wkurwia
Kochasz nienawidzieć mnie i wszystkich mych przyjaciół
A przecież dobrze wiesz kto kogo tutaj zdradził!
Kit za kitem wymyślasz dzień po dniu
Przypierdzalasz się ciągle do scoobiedoobie doo!!
Jesteś dla mnie typem fiuta co zamiast mózgu ma krostę
Masz pretensje do garbatych, że ich dzieci są proste
Żałosne jest to co masz do powiedzenia
Twój rap przypomina odgłos pierdolenia
Rozpowiadasz że "Liroy to cienias i chuj"
Myślisz, że kłamstwo poprawi wizerunek twój
Ale o jednym zapominasz wiecznie
Że gówno i tak wypłynie na powierzchnię
Przez twą chorą zazdrość i głupotę ciągle widzisz
skurwysyna, którego kochasz nienawidzieć !!!!!

Ref.

Bafangoo! Bafangoo! To nie jest scyzoryk czy scoobiedoo!!!
Nadciąga Liroy - Liroyek - mały kurwa gnojek
Najlepsze lekarstwo na twe podłe nastroje
Mały i wielki jak Eazy-E jak sam Ice powiedział:
"Liroy is OG, don't fuck with him!!!" so don't fuck with me!!!
Bo ja jestem typem skurwysyna, którego kochasz nienawidzieć!!!
Wręcz ubóstwiasz ze mnie szydzić
W gazetach wypisujesz jakieś pierdolone brednie
Jednak na daremnie
Bo nie masz pojęcia, nic o mnie bracie nie wiesz!
I nic nie zmienisz gdy w gazecie mnie zjebiesz
Bo ja byłem i będę i nic na to nie poradzisz
Twoja zazdrość i głupota.... A jeb się!

Ref.
Mam wrażenie, że pochodzę z ekipy pirate gang
Wypadanie z wałów to mój fach żaden fart
Wiem co chcesz powiedzieć - Rychu Peja odleciał
Rychu to ćpun, alkoholik, kobieciarz
Życia tandeciarz, bo marnuje każdą szansę
Bo spokojnie na to kurewskie życie patrzę
I albo w to polecisz, albo się wyleczysz
W czasie, gdy się naprawiam z niepowodzeń się mych cieszysz
Więc napijmy sie wódki, nasza wódko pozwól żyć
Życie to nie z klipów peace, ludzie piją by żyć
Z życiem nie walczyć, z problemami się nie zmagać
Życie naprawiać i niszczyć jak łamaga
Trzeba mieć charakter, jak nie to gleba, parter
Podnieś się i z fartem podążaj dziś ku szczęściu
Uszanuj to czym ludzie obdarzają cię, to piękne
Podziękuj bez napięć, wrzuć na luz, bo z dumy pękniesz

Chcesz mnie zrozumieć? spróbuj wsłuchać się w me teksty
Ja wszystko przewidziałem na albumie poprzednim
Jeszcze wcześniej na NOJI, ja to brałem na poważnie
CD numer jeden, utwór jedenaście

Do psów nigdy nie grzałem, więc nie będę jak 50
Dla mnie południowy bronx, Fat Joe, respect dla kliki
I kolorowe drinki choćby z kum kum alpaga
I tak się tu zmaga każdy drań, to jest odwaga
Umieć okazać słabość, dawać swym ludziom radość
Przebudzić się i w całość poukładać, bez zdania żalić
Coś zniszczyć, rozwalić, pozdro dla wandali
Bohater skandali, tu się nie ma czym chwalić
Istnieją dwie opcje - piach lub więzienna krata
Optymizmem nie napawa przepowiednia wariata
Trzeba chcieć naprawić to co psuja tu zbroiła
Dopóki jest co, dopóki jest siła
Albo kiła, mogiła, mistrz czarnych scenariuszy
Na łbie swym kopie, kruszy, zamiast do przodu ruszyć
Życie pierdol się, jak Sobota tak powiem
Szaleństwo bowiem ja od zawsze mam w głowie

Chcesz mnie zrozumieć? spróbuj wsłuchać się w me teksty
Ja wszystko przewidziałem na albumie poprzednim
Jeszcze wcześniej na NOJI, ja to brałem na poważnie
CD numer jeden, utwór jedenaście

Ja cały czas biegnę, cały czas zmagam się z czasem
Boję się, że stracę najlepsze lata życia
Wciąż myśląc co jest ważne, a co wcale nie zachwyca
Bo co niby osiągam, co dostałem od życia?
Przerażam sam siebie, moje otoczenie, znam je
Mam to penerskie znamię, od dziecka jestem chamem
Spytaj czy przestanę, takiej gwarancji ci nie dam
Bo życiowa meta niewidoczna, na start czekam...

Chcesz mnie zrozumieć? spróbuj wsłuchać się w me teksty
Ja wszystko przewidziałem na albumie poprzednim
Jeszcze wcześniej na NOJI, ja to brałem na poważnie
CD numer jeden, utwór jedenaście
Włącz CD, wduś repeat i ten track katuj
To ten brat gra tu, który ma mandatów
Niezapłaconych cały plik, tak jak Joka
Robię bling-bling tu na blokach
Jak brokat, pukam jak koka
Chropowaty wokal kaleczy MC's jak zbity pokal
Do bitu dobitny pokaz
To moje stilo, wjeżdżam jak kany kilo
W paradę debilom wjeżdżam jak w skałę kilof
Stawiam na jakość, nie ilość
A ty jakoś tak budzisz litość
Zżera cię zazdrość, i po chuj ci to? (cipo)

Będę sceną trząsł jak dupą duże murzynki
Bo mam ten flow, który burzy budynki
Jak burza w dożynki mogę być problemem
Piąty element, flow ewenement

Będę sceną trząsł jak dupą duże murzynki
Bo mam ten flow, który burzy budynki
Jak burza w dożynki mogę być problemem
To jest flow ewenement

A kiedy Mixer zagra w midi
Bit błyśnie jak P.Diddy w twoim pierdolonym CD
Jak sam widzisz jadę dźwięcznie jak język Jidisz
A nie drętwo jak Krzysztof Ibisz
Po chuj się dziwisz?
Nic nie poradzisz, ja mam to we krwi
Mnie nie omamisz, ze mnie nie drwij
Będę jak chłop w cerkwi, będę jak Derwisz, będę jak Amisz
Jak mnie wnerwisz wywabię cię jak Vanish
Po chuj się dziwisz? nie kleisz?
Jadę z wyczuciem jak DJ Feel-X
Gural z PDG filii mili
Pierdol kult pieniądza, to harakiri
Życie to nie biling, doceń ulotność chwili
Ile takich chwil żeśmy razem przeżyli?
Ile promili? ile Tequili żeśmy wyhylylili?
Ilu szczyli co myślą, że się wycwanili?
I ilu debili co szydzili z naszych planów?
Sam powiedz, sam powiedz
Jedno tempo, drugie tempo, trzecie tempo
Nie dasz rady tępa łempo tym patentom

Będę sceną trząsł jak dupą duże murzynki
Bo mam ten flow, który burzy budynki
Jak burza w dożynki mogę być problemem
Piąty element, flow ewenement

Będę sceną trząsł jak dupą duże murzynki
Bo mam ten flow, który burzy budynki
Jak burza w dożynki mogę być problemem
To jest flow ewenement

Będę sceną trząsł jak dupą duże murzynki
Bo mam ten flow, który burzy budynki
Jak burza w dożynki mogę być problemem
Piąty element, flow ewenement
[zwrotka]

[refren] x2

[zwrotka]

[refren] x2

Inaczej patrzy pedał, inaczej dobry chłopak
Inny wzrok ma biedak, inne spojrzenie bogacz
Czasami wiesz, że trzeba od razu reagować
Czasami z dziewczynami wieczorami bez słowa
Kss...kss...i oczy mówią wszystko
Czujesz wzrok na sobie? - Bóg jest blisko
Nie masz szans, nie znikniesz nawet w tłumie
... patrz po oczach, rozumiesz?

Na krawężnikach, na dachach i ulicach
Tysiące ludzi, każdy nowy wieczór wita
Warszawa kiedyś, albo Hawana dzisiaj
Bez pośpiechu państwowy styl życia
Inne mają oczy uśmiechnięci na pocztówkach
Inne mają młodzi w stuningowanych maluchach
Cii...cii...nie mów mi czego tu szukasz
Po wzroku nauczyłem się prawdziwych odróżniać

[refren] x2

[zwrotka]

[zwrotka]

[zwrotka]

[refren] x2
Wiesz kto jest tu, Gural alias Bengu
Człowiek z betonowych gór
Ze mną w chuj hip-hopowych głów
To moi kolesie wychowani w ciemnym lesie
Śmigam w ciemnym dresie, w ciemnym Mercedesie
W pewnym sensie gram se, nie tnę się
Daję radę w interesie
Siedzę w studiu tak jak w Mesie orliter
Pytasz mnie co widzę? wielki las dookoła
A jak spluwam na ziemię mam ślinę czarną jak smoła
To twardych nokautów szkoła, bit konkret
Kręci jakbyś sypał kokę, Gural i kokiet
Rymy od PDG drani, Wonder & Mechanic
Ciągle zajarani prądem co razi w bani
Wątek przed nami, otwieram kolejne drzwi
Z prawdą vis-a-vis, PDG i DV

[refren angielski]

[zwrotka angielska]

[refren angielski]

[zwrotka angielska]

[refren angielski]
Psychodela: powraca, naciera
to Psychodela Ona nigdy nie umiera [x4]

Kra Kra skurwysynu teraz sprawdź
To chore umysły, to chory psycho rap
Tak masz, patrz jak to robimy teraz
Psycho Rap nie umarł, On w nas dojrzewa
Od 2006 patrz ile to już czasu
Zegar tak tika, tak dycha jest w nas tu
Więc załóż słuchawki i wbij to se w nastrój
To jest Psych Rap, psycho fantastów
Zabastuj masz tu hardcore prosto z piekła rodem
Albowiem tak to grasuje poza grobem
Nietykalny, niezniszczalny, umysły chore
Niematerialny, nienamacalny człowiek
Pobiegnę otwieram widzę co do Ciebie nie dociera
Już dawno opanowała mnie Psychodela
Myślałeś że to koniec, że Ona umarła
Wiesz to był błąd, Ona jest niezniszczalna

Psychodela: powraca, naciera
to Psychodela Ona nigdy nie umiera [x4]
Mówisz, że nic już się nie zmieni Mamo
A ja chciałbym towarzyszyć w locie kormoranom
Od Pomorza po Sanok, samo życie
Nikt nie rozdaje nagród jak kicker, (jednoręki bandyta i tym podobne)
W rybryce pusty szczebel, w ustach knebel
Jakby ktoś miał się dowiedzieć , sorry
Rąk nie śledze, widok zajętych siedzeń
Podkreśla biede, my w tej biedzie zjednoczeni
Nokaut, rund dziesięć to jest twój termnin
Mówisz, że już się nic nie zmieni Mamo
Jak marzenie to Lanos i Popularnych wagon
Samo życie, życie, rosną procenty jak kiper
W nich lucyfer szaleje na gryfie
Ojciec pije jak pił albo i więcej
Kiedyś awantury w zamkniętej łazience
Teraz na twoich oczach rozrywa jej serce
I to wszystko przez butelke...
Mówisz, że już się nic nie zmieni Mamo
Rad wysyła danoy, drgając membraną
To samo dzień w dzień, Mamo wiem że
Satysfakcję zdobędę, dając pod ten bęben...

Ref.
Mamo nie martw się, odnajdziemy się w tym
Piszę teksty, bity tworzę wierz mi
Kiedyś to pomoże lecz dziś...
Tylko nadzieję tobie niosę! x2

Mówisz, że już się nic nie zmieni Mamo
Chcę pomóc kompanom bo życia nie osłodzi Lion
W aucie jak baron na trasie do nikąd
Z tą samą ekipą pada kolejny Benito
Nie jestem bandytą, a czy to ważne?!
Jak ludzie patrzą na nas, sam wiem
Bo stać mnie, by patrzeć im w oczy także
By respektować prawdę, ziemi ciętej jak sample
Mówisz, że już się nic nie zmieni Mamo
Mam ustępować chamom, życie nie jest estradą
Gwiazd, nie ustąpie bo wierzę w ten świat
Proste fakt, dostęp mam taki jak ty
Na języku smak, realii bakcyl zła nie uniknę
Odbić mam piłkę, wiesz to przez system
Rap nie przestanie istnieć bo prawda nigdy nie ucichnie.

Ref.
Mamo nie martw się, odnajdziemy się w tym
Piszę teksty, bity tworzę wierz mi
Kiedyś to pomoże lecz dziś...
Tylko nadzieję tobie niosę! x3

Mamo nie martw się, odnajdziemy się w tym
Piszę teksty, bity tworzę wierz mi
Kiedyś to pomoże lecz dziś...
Nasi dziadkowie mogli czekać latami
Żyjąc listami i wspomnieniami,
To było długo przed nami
My mamy Skype'a i Google Talk
A i tak na tym łatwym szlaku łatwo zgubić trop
Choć jesteś tysiąc kilometrów stąd, słonko
I tak tu wchodzi co noc przez ciekłokrystaliczne okno
I jest nam tak słodko, świat ma kolory
Co rano budzą cię ulubione emotikony
Bo jestem tak szalony, mam taki gest
Mogę ci wysłać kwiatów tony, gdy tylko chcesz
Kiedy ci źle, łąka przed tobą rozkwitnie
Ctrl + V, Ctrl + C, jesteś warta tych kliknięć
Mamy rocznicę, więc to chyba poważne
Piszesz o nas na blogu, masz mnie w topach na MySpace
I tylko czasem, gdy tam dłużej nie wchodzisz
Myślę czemu nas to w ogóle obchodzi?

Mamy iPhone'y, laptopy i w chwile
3/4 naszej poczty nam przychodzi na e-mail
Może się mylę, może mi się wydaje
Lecz im jesteśmy bliżej, tym jesteśmy dalej
Mamy MySpace'y i GoldenLine
Twittery, Bloggery, domeny, Skype
Niby to raj, ale mnie się wydaje
Że nie ma nic za frajer

Ziomek nagrywał dla nas klipy z Atomic TV
Kiedy nie było jeszcze polskiej VIVY i MTV
Big Pun, Mobb Deep, A Tribe Called Quest
Nie śniło mi się CD, słuchałem ich przez VHS
Potem zgrywałem to przez kabel, na taśmy
Siedziałem zaczytany w Klanie po raz piętnasty
Za studio robił tutaj jamnik i wieża
Tak nagraliśmy nasze pierwsze dema
Kiedy się doczekałem komputera przed gwiazdką
Po dwóch tygodniach puściliśmy nasze CD w miasto
Tak było wtedy z zajawką, dziś każdy robi rap
Dziś każdy jest gwiazdą choć nagrał jeden track
Nie ma już marzeń z podwórka
Zastąpił je MySpace, a kamerę komórka
I tamten pułap już dziś nie istnieje
Gdy każdy jest supa to nikt nie jest

Mamy iPhone'y, laptopy i w chwile
3/4 naszej poczty nam przychodzi na e-mail
Może się mylę, może mi się wydaje
Lecz im jesteśmy bliżej, tym jesteśmy dalej
Mamy MySpace'y i GoldenLine
Twittery, Bloggery, domeny, Skype
Niby to raj, ale mnie się wydaje
Że nie ma nic za frajer

Kiedyś tu znałbyś wszystkich z bloku, większość z osiedla
Dziś często nie poznajesz nawet sąsiadów z piętra
Przy odrobinie szczęścia, dowiesz się o nich
Kiedy zobaczysz zdjęcia na profilu znajomych
Na forum gnojki cię oplują za wszystko
Choć często czują trudność pisząc własne nazwisko
Co jest granicą, gdy patrzysz w oczy mi?
Żaden z nas, nie jest tu wyłącznie liczbą IP
Ile jest wart twój styl, vibe
Kiedy to wszystko masz w Second Life
I tylko pędzisz do domu by wejść online i odżyć?
Które z tych żyć to numer dwa? oblicz
W cieniu pokoi świecą monitory w twarze
Takich, jak ty i ja i płynie czas na zegarze
Za ileś lat, jak pójdziemy tędy
Zechcą pochować nas, jak zmienimy status na niedostępny

Mamy iPhone'y, laptopy i w chwile
3/4 naszej poczty nam przychodzi na e-mail
Może się mylę, może mi się wydaje
Lecz im jesteśmy bliżej, tym jesteśmy dalej
Mamy MySpace'y i GoldenLine
Twittery, Bloggery, domeny, Skype
Niby to raj, ale mnie się wydaje
Że nie ma nic za frajer
Peja:
( Ref. ) 2x
Nie wystarczy się wkurwić i palnąć pięścią w stół,
Nie wystarczy wypowiadać wściekle tysięcy słów,
Nie wystarczy już obrać jednej z miliona dróg,
Co będzie z naszym krajem? Wie tylko jeden, Bóg!

Beznadzieja, znieczulica, brak perspektyw, zła ulica,
W desperacji, na krawędzi, żyjąc w nędzy, o tym teksty,
Wróg odwieczny, niebezpieczny, polityka, jej patenty,
Pierdolnięty, ten kto myślał, że zgodzę się na to jak jest chodźby w myślach!!

O.S.T.R.
Po Po Po POLSKA!
Sy... System samowolka!
Niech każde polityczne kłamstwo zginie!(zginie)

WWO
Wiesz co jest najgorsze?

Pelson
W pierdlolonej bezczynności się pograżać!
Prawdziwe słowa musza mieć pokrycie.

Fenomen
Sam już nie wiem co widzę, gdy na Was patrze, debile!

Peja
( Ref. ) 2x
Nie wystarczy się wkurwić palnąć pięścią w stół,
Nie wystarczy wypowiadać wściekle tysięcy słów,
Nie wystarczy już obrać jednej z miliona dróg,
Co będzie z naszym krajem? Wie tylko jeden Bóg!
Moje Jordan-sy, Air max-y nie zdradzą ci tajemnic
To serce tyka jak plastyk, islamskie ekstremy
Nie brak nam intelektu to nasz jedyny AS
W tym mentalnym pierdlu pojebanych spraw
Żaden z nas nie ma ceny mierzonej w walucie
Reszka, orzeł kupi, żyje, nie kupi nie żyje - głupiec
Nie mówię, że brudem zarastać lubię
Nie dbam o bycie blink numer jeden pod klubem
Sram na życia blichtr smakuje mi sól i gorycz
Nie muszę mieć niczego, w chuj mam bunt i dosyć szarości skurwysynu
Ja to koloryt prawdziwości i nie masz na to metafory
Robię swoje, moje i nasze, mam prosty pomysł
Nie wpisuj mnie do kronik
To wciąż małe kroki, do przodu powoli nie zatrzymasz mnie jak soki
Na rajdach writer-ów pozdrawiam jointla w bombing
Stare składy łobuzów i spontan wojny
Sami tracimy już pamięć o tym
Nowe miejsca, nowi ludzie i wciąż nowe kłopoty
Nowe dupy, nowi kumple i nowe anegdoty
Nowe życia 20-sto paro letnich starców
Nowe bloki, nowe śmieci, nowe śmierci neo panku
Słuchasz o tym czy żyjesz tym? Sam nie wiem
Z gruntu małe ma znaczenie, co było a nie jest
("Gimme" that microphone x2)

To dla niektórych!
Proste jak mój nos, jasne jak noc
Nie dzwoniłem nigdy do radia, by usłyszeć swój głos
Nastawienie na fejm, poklask, zobacz
Dziś szacunek i respekt, to puste słowa
Na hip-hop kulturę patrzę jak na byle dziurę
W górę, wyprostowała by nawet sznurek
Noty, oceny i pusty splendor, iść za tym co większość?
Pierdolę przeciętność
Lata temu gdybym wiedział co dziś zobaczę w oknie
Cokolwiek bym myślał, pomyślał bym odwrotnie
Ciężko zarobiony kwit, i dużo farta
Wita Rzeczypospolita jedna czwarta
Na ulicach widać nie jednego rozbitka
A butelka na ratunek to już raczej czarna skrzynka
Co jest grane, powiedz, kiedy to piszę
Ty zamiast świętować, walczysz gdzieś o życie
Kiedyś ziomek, mieliśmy przyklejone
Po wewnętrznej stronie powiek, plakaty tych samych kobiet
Koleżanki z podstawówki, które chciałem dotykać
Dziś im wiszą cycki, jak uszy jamnika
Mija uroda jak moda, ziomuś co tam?
Dobre to dla tych co nie odróżnią błota od złota
Co było a nie jest, niektórych nie grzeje
Ty nie oceniaj mnie według siebie
("Gimme" that microphone x2)

Pozmieniało się dokoła
Nie wiem czy to świat zwariował
Czy to ja łapię lekką schizofrenię i dziwnego doła
Wiem, że zabawnie żyć, rapować, tegować nielegalnie
I ciągle sobie wkręcać, że tak jest fajniej
To trudna gra jak frisbee na wietrze
Wielu to rzuca kiedy kończy 20-stykę
Tu łatwo o zawieszkę, cieżko o wczutkę
Znam takich, którzy specjalnie po to palą lufkę
Lufkę jak nie wiesz skąd wziąć te topy
To olej to stary, od czego są smartshop-y
Miejscówki małolatów to kurwa hotspot-y
A latem każdy z nas nosi te flip flopy
Co jest cięte, lecą czasy jak dzikie
Razem z nimi rosną tyłki naszych rówieśniczek
W wiadomościach ciągle pieprzą, że emigracja wraca
Znajomi nadal siedzą w tych czterech stronach świata
Wasze zdrowie, a zdrowie też człowiek, cierpi
Te używki już nie wchodzą jak w dwutysięcznym
Tylko jedno się nie zmienia, od lat nie wzrusza
Wszyscy kochają kwit jakby to był brat Jezusa
My, my nie umiemy się pohamować
Jak dla mnie możesz to na raz kochać i hejtować
Jak nie jarasz się ty, to się jara twoja siora
BRD całkiem stara, nowa szkoła
("Gimme" that microphone x2)
F F F F Fisz x8
Panowie, panie mam zaszczyt przedstawić takiego pana
Co kłamał namiętnie, w żywe oczy już od samego rana
Budzik dzwoni, a on już na nogach, piąta rano
I do łazienki a tam takie wielkie lustro
Bał się w nie spojrzeć choćby nawet wyglądał jak z plakatu bóstwo
Bo na sumieniu miał brudów mnóstwo
Jego życie to jedno wielkie oszustwo
Więc, gdy mył zęby
Odwracał się tyłkiem od lustra by nie widzieć swej gęby
A chłopak był zawsze ambitny, ten z tych
Co na każde półroczne piątki i pochwały
Cichy taki, nieśmiały
Lecz zawsze miał swoje ideały
Taki półkapitalista, półkomunista
Surrealista, naturalista, taki mix
Wszystko w jednym i zmieniał się w zależności od sytuacji
Farbował się kiedy trzeba było komuś głęboko wejść
Zawsze mu się to udawało
Taki młody, mądry i bez przejść intelektualista
Wyróżnień cała listaTaki szary jak bloki wokoło
Wielka polityka i wielkie niby myślące czoło
A owszem myślące
Jak tutaj w szybkim czasie zarobić pieniądze
Spotkałem go kiedyś na ulicy
Mówi do mnie: "Witam pana, wielkie brwi"
Ja mówię: "Mówią mi FI"
A on że zawsze dla niego będę tylko parą olbrzymich brwi
Ja odpowiadam: "Dobrze w porządku, rymuję"
A on się pyta czy na poważnie się tym zajmuję
Ja mówię: "Tak"
To on powiada że pewnie niezłe z tego pajacowanie pieniądze
Odpowiadam: "Nie sądzę
Nie wszystko robi się dla zysku, za wielkie pieniądze"
On w śmiech, że nie wierzy, że sam bardzo wysoko mierzy
Bo kocha zapach banknotów i dojdzie do fortuny
Nawet po łbach, kopiąc słabych
Bo tak go wychowali w szkole
Bo jest lwem walczącym, nie zawsze tylko o swoje
A ja odpowiadam:

Ref.:
"Takim jak ty dupsko czas sprać"
"Dupsko czas prać, dupsko czas prać, a dupsko czas prać"
Pieniądze zepsuły cię tylko brać i brać
Jak odkurzać co ssie by ssać" x2

Miał w domu tylko wielki, ogromny kalkulator
Na którym przeliczał i wyliczał wszystkie inwestycje i wydatki
Ładował w to wszystko pieniądze popożyczane od kolegów i ukradzione z portfela matki
O czym tylko nie była mowa, on już węszył czy to dobrze się sprzedaje
I liczył po nocach na swym kalkulatorze czy zysk to jakiś daje
Ja pytam po co ci to wszystko, te pieniążki, bajerki
Teraz w pocie czoła, kombinujesz, oszukujesz bliskich
Kontakty utrzymujesz tylko z tymi którzy potrzebni są w danej chwili
By wyssać z nich korzyści jak wampir wysysa krew
Nauczono cię że musisz być jak zwierz, waleczny jak lew
A kiedy będziesz już miał te miliony, sejfy, konta w bankach
Złote sygnety, czy na zębach złote korony
Będziesz już za stary
By rozbijać się szybkim sportowym samochodem
Za stary
By mieć kobiet tysiące
Będziesz jedynie starym, spierdziałym snobem
Za stary
Zostaniesz tylko ty i te twoje pieniądze
Ci których ssałeś to same kości
Już dawno się odsunęli
Bo byli dla ciebie tylko śmieciem nic nie wartym
Skłamałbym, gdybym stwierdził że nie lubię pieniędzy
Mało jest ludzi którym marzy się życie w nędzy
Lecz nie za wszelką cenę, idąc po trupach
Bo ja chcę spokojnie patrzyć w lustro
Najpierw robić to co kocham
A później cierpliwie czekać na pieniążki bo to już nie jest oszustwo
F F F F FISZ x12

Ref.:
"Takim jak ty dupsko czas sprać"
"Dupsko czas prać, dupsko czas prać, a dupsko czas prać"
Pieniądze zepsuły cię tylko brać i brać
Jak odkurzać co ssie by ssać" x2
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo