Popularne piosenki. Polski Hip Hop

1. Hektolitry spermy w nastoletnich prostytutkach
Seksturystyka, oferty w podróży biurach
Podstarzali pedofile stoją nadzy w białych futrach
Ulice Tajlandii za grosze dają ubaw
Zaguebieni ludzie przez media wpędzani w kompleksy
Nie chcą być sobą, chcą być kimś, musza być lepsi
Dziewczyna chce mieć jaja, jej chłopak chce mieć piersi
Będą pierwsi i będą kochać swoje dzieci tej
Planeta śmieci, ziemia się kręci
Globalne koloseum i ludzie, kibice śmierci
Znieczulona ulica, ta, witamy w rzeźni
Tu gdzie po tabletkach gwałtu wycinają nerki
Z ręki do ręki krąży hajs bez faktur
Twoje życie się nie liczy, sumienie nie gryzie sprawców
Sami tworzymy ten świat, biegniemy do upadku
To nie są mity, to fakty bez żadnych świadków

Ref. Witaj na ziemi, tu za grosze zmienisz płeć
Tu sprzedasz życie i kupisz czyjąś śmierć
Odnajdziesz siebie i zgubisz życia sens
Ziemia to piekło, stąd do nieba blisko jest x2

2. Biznesmeni w koloratkach zepsuci do bólu
Mają garba od złotych krzyży za pieniądze ludu
Z dala od podatków i od świata brudu
Kościół modli się o Ciebie, żebyś dołączył do klubu
Biedni wierni razem pod złotą kopułą
W podzięce za życie łzami marmury brudzą
Każdy z nich jest swego pana wiernym sługą
Rzemieślnicy życia, dla nich wiara jest sztuką
Co jest nauką, a co narzędziem władzy
Czy kościół to dom Boży, czy tylko zakład pracy
Czy robią to dla Ciebie, czy dla pieniędzy na tacy
Każdy z nich bez namysłu to wytłumaczy
Otwórz oczy, słuchaj ze zrozumieniem
Żyjemy w takim świecie, gdzie zepsucie jest wszędzie
Kościół to ludzie, i ludzie płacą mu pensję
Ja nadal wierzę w Boga, nie w ludzi dobre intencje

Ref. Witaj na ziemi, tu za grosze zmienisz płeć
Tu sprzedasz życie i kupisz czyjąś śmierć
Odnajdziesz siebie i zgubisz życia sens
Ziemia to piekło, stąd do nieba blisko jest x2

3. Przystanek ziemia, ziemia ludzi i planeta
Człowiek spierdolił, każdy planety tej detal
Bezinteresowność jest podejrzana
Ego istotą, zdrada za wzór stawiana
Tu każdy światły kończy na stosie, lub z kulą w czaszce
Krzyż dla proroków, kalijuga trwa właśnie
Czerń wybielona, biel poszarzała wyraźnie
Slogany ramą, ramy krata zatrzaśnie
Haruj do śmierci, krajowi oddaj co się należy
Nie wierzysz im? Na madejowym łożu uwierzysz
Wyborczy plakat, obłuda się z niego szczerzy
Oddech na karku, biegną systemu cerferzy
Sklepy szatana, Beliala supermarkety
Kupisz co zechcesz, wszystko dla chorej podniety
Za dwa srebrniki wszystkie śmierci gadżety
Parują ideały jak prawda z gazety

Ref. Witaj na ziemi, tu za grosze zmienisz płeć
Tu sprzedasz życie i kupisz czyjąś śmierć
Odnajdziesz siebie i zgubisz życia sens
Ziemia to piekło, stąd do nieba blisko jest x2
1.To kolejny wschód słońca nad moim kochanym miastem
A ja pisze mój pamiętnik jak swego czasu Scarface
Jak legendarny Track Set trzymam rękę na pulsie
Prawdziwy rap z getta nikt nie powie oszuście
Bo żyje tu gdzie, wiarygodność jest podstawą
Do bycia prawdziwym w grze, bo ja gram to jak Kaczor
Rozwalam kiepskie radio, jak na haju Zły Porucznik
Przeciw komercyjnym gnidom, Riczi gotów do tej kłótni
Pseudo Dj weź mnie utnij, bo ja mam tu racje raczej
Opierdole was jak Chesweek opierdolił siostry Rachet
Jeszcze zaznaczę, że ten syf idzie na eksport
Towar pierwsza klasa jak stop, BM Bencrov
Posłuchaj tego weź no nie jednego niucha dziecko
Kopne Cię mocno w łeb, atakuje zdradziecko
To show jak u Mapetów, Riczi niczym zwierz na garach
Na serio napierdalam nie przebierając w ofiarach

Ref. Na serio całkiem serio wiedz, że to nie są żarty
Wszystkie rzeczy, które robisz w Poznaniu będąc martwym
Na Serio całkiem serio nowa płyta moje prawdy
Nie ma miejsca na herezje, jesteś miękki? - Trza być twardym

2.Moje życie jest jak film, a ta płyta niczym soundtrack
Nie chowam się po kątach, to Rap full kontakt spontan
Wypijmy do dna byle się nie zachlać, nie dać,
Nie zostawię moich Jeżyć jak Nicolas Cage Las Vegas
Koniec Stylu Życia Gnoja? No chyba cię pogięło
Rap ratuje mnie jak narzeczone Czecha Nogackiego
Ja miałem wiele obaw sama widzisz jak wyszło
Ja miałem zyskać z Tobą, a kurwa straciłem wszystko
Pieprze Cię dziwko, cały ten burdel,
będziesz kochał jak Sucre życie nie będzie cukrem
I mogłabyś błagać to wiedz, że nie przybędę
Bo Dziś wieczorem inna będzie mą Ewą Mendes
Na serio ten dzień nie długo nadejdzie
Wszędzie słuchać to będzie, ty też w to wejdziesz
Tak długo w tej grze, pół mego życia
"Na Serio" ta płyta to nowe solo Rycha!

Ref. Na serio całkiem serio wiedz, że to nie są żarty
Wszystkie rzeczy, które robisz w Poznaniu będąc martwym
Na Serio całkiem serio nowa płyta moje prawdy
Nie ma miejsca na herezje, jesteś miękki? - Trza być twardym

3. To miasto, w którym żyje często nie ma dla mnie serca
Miażdży jak "Wieczory z psów" Michała Lorenca
Ja nie zmierzam przestać, ja przy Tobie zrobię postęp
Nie handluje tym towarem, jak Radosław Wolf proste
W klubie idą głosy, małolaci żenią kosy
I lolity z talią osy chcą Cię tu o bajer prosić
Zależy mi na życiu, ty przepłacasz, chcesz wydać
Na tego co przemyca niczym Józek Trofita
Ja nie mogę se pozwolić na utratę tej kontroli
A zresztą to twój life, lub jak chcesz, rób jak wolisz
Co z ciebie za dziewczyna, że tak się zeszmaciłaś
Wypinając dupsko niczym Bianca Bakija
Taki finał na serio, chcesz być moją narzeczoną?
Powiesz o nas chłopakowi, orzesz kurwa co za horror
Gdzie jest twój honor, godzisz w dobre imię kobiet
Polujący na rapperów ty bezmózgi lachonie

Ref. Na serio całkiem serio wiedz, że to nie są żarty
Wszystkie rzeczy, które robisz w Poznaniu będąc martwym
Na Serio całkiem serio nowa płyta moje prawdy
Nie ma miejsca na herezje, jesteś miękki? - Trza być twardym
Dźwięk ludzi i człowieka skleja
W symbiotyczny współistnienia schemat
Ludzie nienawiść stroń i krew
Wszystko to w gamie dźwięków jest

Dźwięk człowieka i człowieka skleja
W symbiotyczny współistnienia schemat
Człowiek to rozum a zaraz po nim
Człowiek to ciało od stopy do skroni

Dźwięk człowieka i człowieka skleja
W symbiotyczny współistnienia schemat
Rozum odpocznie by nerwy powstrzymać
Dźwięk go wypełni, pomoże wygrywać
Szad:
Kiedy patrze w ich źrenice widzę własne odbicie, wspomnienia które iskrzą jeszcze dziś oczy szklą , mały pokój i ja modląc się za cisza ,która była mi najbliższa rzeczą. Bliższą niż ona i niż on , bliższa niż dom gdzie wyrosłem, brak pieniędzy i alkohol niszczą, proste. Ktoś powiedział mi opisz to, to opisuje.Nie wierzysz, to spytaj moją siostrę,ona tez wie.
Też pamięta boazerie na niej czerwień, do dziś pewnie czeka aż ktoś kłótnie przerwie, wiele razy uciekałem stamtąd, uwierz znam to, wiem co czuje dziecko,myśli sobie:"biec!", bo jedyna myślą jest uciec stad.Pamiętam późne popołudnie, 4 piętro ,im wyżej tym smutniej schody, zamek , kuchnie, kiedy tak szedłem nieufnie patrząc czy alkohol cuchnie, wiem jak boli i jak puchnie, jeden Bóg wie o co były tamte kłótnie, dziś nie pałam do nich gniewem, lecz jednego jestem pewien, ten dom to nie był Eden, ilu takich jak ja nie wie, nie dociekam lecz jako dziecko nie widziałem w nich człowieka, wiedz to!
REF.
A teraz śpij(teraz śpij) i zapomnij (zapomnij o tym) co widziałeś, co słyszałeś, co przeżyłeś i pomyśl że to sen, ze to wcale nie działo się, tak będzie lepiej ŚPIJ!!
Nullo:
2 piętro w poniemieckiej kamienicy, piękno ciszy zakłócone, ktoś krzyczy, to sąsiedzi z pietra, mimo ze byłem młody to pamiętam numer drzwi 7, taka tam noc niejedna jak ta, ale do sedna, spałem, lulany przez mamę, dopóki nie słyszałem różnych kłótni, próżnych, których nie rozumiałem. Czy to były omamy? Ze snu zerwany, wlepiałem wzrok zaspany w mówiące ściany. Słyszałem głos kobiety, nadęty, facet krzyczał bez przerwy, miał nerwy, płacz dziecięcy, niewyraźny choć tak wazny dla tysięcy rodziców, tutaj był zbędny, nie jak spirytus i goście. Ja owinięty w pościel myślałem, Bogu ducha winny malec ,po co komu łzy wylane, pytanie za pytaniem, przecież mogłem to być ja, u mnie arkadia, tam impra trwa, huk szkła, łamane krzesła, słyszałem jak prosił, lecz nikt nie przestał.Rano widziałem go pod brama, z podrapana twarzą, siedział na piłce, pamiętam.Na raczkach sińce miał, wspominam chłopca mieszkanie po nim, to pustostan.
REF.
A teraz śpij(teraz śpij) i zapomnij (zapomnij o tym) co widziałeś, co słyszałeś, co przeżyłeś i pomyśl że to sen, ze to wcale nie działo się, tak będzie lepiej ŚPIJ!!
Pork:
Czarne opary nad miastem, niczym mroczny zastęp, zwiastowały burze, jeszcze ja wpatrzony dłużej, w taniec lisci na wietrze oderwał mój wzrok, chłopak w prującym się swetrze chciał schować się przed deszczem, a światło latarni świeciło tuz nad nim, zgadnij skśd spadły pierwsze krople. Widziałem sine policzki całe wilgotne, na nich słone sople, a w nich utopione strach i smutek, miałem zapytać po co nocą jak wyrzutek stoi pod drzewem, lecz chyba zabrakło mi odwagi, nie wiem. Cicho jak złodziej dalej siedziałem w samochodzie, i patrzyłem zza szyby na żywy obraz, na bezbronne dziecko i nikogo by strzec go, na jego brudne dłonie i na ubranie na zapłakanie, niewinne powieki, miał wypieki pomimo chłodu, z powodu głodu zapadnięte policzki. Czemu nie wraca do domu, jak myślisz?
REF.
A teraz śpij(teraz śpij) i zapomnij (zapomnij o tym) co widziałeś, co słyszałeś, co przeżyłeś i pomyśl że to sen, ze to wcale nie działo się, tak będzie lepiej ŚPIJ!! (2x)
Yea! Aha Ty wiesz co to jest!
Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł
Yea! Aha Ty wiesz co to jest!
Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł
I kiedy wchodzę w taki bit musisz wiedzieć co to jest!
Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł
Dlatego poczuj luz olej pierdolony stres
Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł

Wielkie Joł dwie litery widac kto robi show
A przy tym jest do bólu szczery
Wielu nas nie nawidzi, My przejmujemy stery
Kto dał Ci rap za free weź to sobie ziomuś przelicz
Oni mowią, że to wszystko jest tak proste szybkie łatwe
Ale hip-hop to nie tylko luźny czub czy tag na klatce
Lubie luźny rap na ławce i w studiu w innej gadce
To Tuniziano B.R.O wiesz kto już trzęsie miastem
Robie to na zajawce kocham to całym sercem
Nie pytaj mnie o stawke bo nie jeżdżę białym Mercem
Wrzucam na pętle więcej niż nie jeden myśli ziom
Zacieram ręce i zabójcza broń Wielkie Joł!

Yea! Aha Ty wiesz co to jest!
Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł
Yea! Aha Ty wiesz co to jest!
Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł
I kiedy wchodzę w taki bit musisz wiedzieć co to jest!
Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł
Dlatego poczuj luz olej pierdolony stres
Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł

Podziały w rapie zaczynają mnie już wkurwiać
Więc znowu biorę papier a potem siadam do biurka
Wiem czego chcą podwórka to rap najwyższa półka
Ktoś go wrzuca na słuchawki a ktoś na cztery kółka
Ja wchodzę do studia no i znów kładę scieżki, tam
W podziemiu grałem już mainstream lecz to dalej miejski drum
Dlatego wiesz mi man, ten rap spada jak grom
Zaciskam pięści, biegnę na tron Wielkie Joł

Yea! Aha Ty wiesz co to jest!
Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł
Yea! Aha Ty wiesz co to jest!
Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł
I kiedy wchodzę w taki bit musisz wiedzieć co to jest!
Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł
Dlatego poczuj luz olej pierdolony stres
Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł
Zanim puścisz famę na całe miasto
Zanim zgubi ciebie ślepa zazdrość
Zanim powiesz na mój temat tanie kłamstwo
Przejdź się w moich butach i poczuj sam to /2x

Nullo:
Udało nam się obrócić rolę
Masz teraz moje buty koleś, do popisu pełne pole
Co jest? niewygodnie w moich butach?
Myślałeś, że mam raj tutaj? że mam high-life jak Wu-Tang
Chcesz to ufaj, że mam dom no i basen
Sponsor non-stop na konto daje mi kasę
A tymczasem mój świat jest twoim światem
W staro poniemieckim budynku dzielisz pokój z moim bratem
Fakt jest faktem, pakt jest paktem
Jesteś mną, patrz jak patrzą czujesz pogardę?
Nienawidzą cię, bo nienawidzą mnie
Nie-nienawidzą nas za rap ten
Mam twardy pancerz nie przebity żadnym kłamstwem
Reprezentuję 3W no i Kastę
Mamy gry styl na te słabe zarzuty, po co ty pyszczysz?
Lepiej oddaj moje buty, bo je zniszczysz

Zanim puścisz famę na całe miasto
Zanim zgubi ciebie ślepa zazdrość
Zanim powiesz na mój temat tanie kłamstwo
Przejdź się w moich butach i poczuj sam to /2x

Szad:
Tutaj plota goni plotę, trwa dysputa
Utajniona i ubarwiona w cuda
Tutaj każdy chce iść w moich butach
Słuchaj, ej, ale rzadko ufaj
Za każdym razem gdy się budzę w moim świecie
Od nieciekawych poniedziałków do spokojnych niedziel
W rapie zostałem na etapie '97
A zwykli gapie myślą, że ten papier to ten Eden
Patrz to ten raper co na rapie chapie papier
Ja pierdolę, łapiesz? ten to musi żyć jak papież
Teren śliski, pełen bliskich ej
Obywatele knują spiski, że niby tutaj dzielę zyski
Owszem dzielę co niedzielę, ale ziele przede wszystkim
Wścibskie pyski zaglądają mi do miski
Z Tyskich robiąc Whisky, z kim trzymam się od kołyski
Ej, a przede wszystkim chcą żebym zgubił wiarę
Myślą, że są jak białe kruki, ale są jak Snoop i Pharell
Jara ich klub ich fanek, jadę jak lucky stale dla sztuki dalej
I tak jak Woody Allen liczę na cud i talent

Zanim puścisz famę na całe miasto
Zanim zgubi ciebie ślepa zazdrość
Zanim powiesz na mój temat tanie kłamstwo
Przejdź się w moich butach i poczuj sam to /2x

Pork:
Więc szybka zamiana miejsc, teraz masz moje buty
Mój flow, spalone płuca, moje ciuchy no i mój tron
Mój front i wszystkich moich wrogów
Cały ten full kontrakt z tym biznesem, multum nałogów
Wszyscy myślą, że masz w chuj bejcu centów banknotów
Ty wiesz, że w chuj to ma ten rój sępów wokół
Czujesz wokół popiół, spalone mosty przez zazdrość i famę
Warunek prosty - nie chwal się nikomu, amen
Chciałbyś liczyć moje dolce na koncie na Kajmanach?
Z Dolce Gabbana ćmić cygara na Hawajach?
Jak w reklamach deptać Porshe po porcelanowych autostradach
Gdzie wcięło forsę, głupcze nie jesteś w Stanach
Tu mało kto kuma na ból, cierpi twa duma
Trójwymiarowa doborowa technika jak Kaligula
Hula tu najważniejszy flow nie fortuna, skumaj
Uważaj na słowa, tu musisz czuwać
Ja mam swą misję, ty masz swą wizję
Więc spotkaj się z polskim profesjonalizmem
Tu każdy wbija, idea się mija z forsą
Tu każdy pirat tnie debila, witaj Polsko!

Zanim puścisz famę na całe miasto
Zanim zgubi ciebie ślepa zazdrość
Zanim powiesz na mój temat tanie kłamstwo
Przejdź się w moich butach i poczuj sam to /2x
Chada:
To jest ten styl pod przekozackie bity
Chada ten zły zepsuty zaszyty
Słowo krytyki od zawsze po Mnie spływa
Ty palisz swoje kartki gdy słyszysz co nagrywam.
Ja zrywam owoce tego zatrutego drzewa
To proceder broń, Tu uczciwie żyć się nie da.

Gabi:

Ja przelewam to na papier kolejny wers za wersem
to tej muzyce oddalam swoje serce.
O rapie mam pojęcie ja jestem nim zatruta
Wiem ze Nam nie dorównasz choc nawet bys sie uparl
Gdy sluchasz tego syfu to nigdy nie masz dosyc
To stawia cie na nogi po nieprzespanej nocy.

Chada:

Przesiaknalem tym klimatem ja mam to we krwi
CeHaADeA Gie do A Be do I
My robimy swoje ziomus to zagra w Twoim domu
I pewnie twoich starych doprowadzi do zgonu
kolejny gwóżdż do trumny tych co nie dowierzali
Masz kolo solo album ulica to pochwali.

Gabi:

My bedziemy to grali i nikt nam nie przeszkodzi
Ja rzucam to na miasto musisz sie z tym pogodzic
Jestes przeciwko albo jestes z Nami
Rob dzieciak tak zeby nie gnic za kratami
Pozniej za ten rap idz podziekowac Bogu
nigdy nie zlagodzimy reżimu dla wrogów.

Chada:

Nie puszczaj tego dziecku bo mozesz mu zaszkodzic
Ten rap mi towarzyszy od dnia moich narodzin
pisze kolejne wersy i tym ulicom sluze
nie chodzi o zbyt glosny spiew w koscielnym chórze
ja tak jak Gabi tez na miasto to rzucam
To jest ten styl co sny ludziom zakluca.

Gabi:

Ej wez to glosniej niech uslysza na rewirze
mam cel do osiagniecia i jestem coraz blizej
Chada puszcza w miasto solo minelo troche czasu
Ma w dloni talie kart zlozona z samych asow.
Ty od czasu do czasu daj sie temu poniesc
w czasach gdzie kazdy kazdemu patrzy na dlonie

Chada:

Gdy biore pioro do reki to nie marnuje tuszu
Ty wyjmij kij z dupy i wate z uszu.
My chujowymi MC`s wycieramy podloge
jak wtedy tak i teraz frajerom krzyz na droge
Przesylam pozdrowienia dla tych w zakladach karnych
Ten styl dedykuje dla ludzi z mojej ferajny.

Gabi:

Ej witam piatka dla kazdego gracza
Jestem z tego miasta ktore bledow nie wybacza
To jest ten styl co w parter cie sprowadza
Syf co wciaga ludzi jak pieprzony hazard
Postawisz na nas napewno nie umoczysz
za kazdy wers skurwielu wydrapalbys oczy,

Chada:

CeHaADeA nie musze chodzic w zlocie
to styl za ktory pewnie mam juz dozywocie
Bity klipy single plyty
w razie jakby co to wiesz ze jestes kryty
Te wersy sa jak sznyty pozostawiaja blizny
Twoja zona tego slucha i pozbywa sie bielizny.

Gabi:

Ej, gdy Mnie sluchasz to zaczynasz sie slinic
teraz dobrze wiesz kogo za to wszystko winic
To nie jest finisz to dopiero rozgrzewka
tu gdzie psy wciąż przesladuja na projektach
To jest moj spektakl kurtyna w gore
rap co bezpowrotnie rozjebie Ci fure.!
Chcesz zagrać? Może poker?
Jestem Hans, spójrz na mój uśmiech
Chcesz to mów mi joker – okej?
Siadaj nic nie gadaj
I na wejście dychę dawaj
Pierwsze rozdanie
Chwila na zastanowienie
Potem dobieranie
Czy to fart? Nie wiem
W każdym razie nie wymieniam żadnych kart
Ty – bierzesz – Trzy
Podnosisz stawkę… Powiedzmy o trzydzieści
Zaciskasz pięści
I przełykasz ślinę
Robisz dobrą minę do złej gry
Widzę to w twych oczach – jesteś zły
Ale CO TO NIE TY!
Dokładasz i podwajasz
Pomimo że już z myślą o przegranej się oswajasz
Myślisz że JA nie domyślam się co knujesz
Sam siebie oszukujesz
Jeśli myślisz że spasuję
Na ten nieudolny blef
Nikt się nie nabierze
Możesz słyszeć tylko śmiech
I zobaczyć moje zęby które szczerze szczerzę
W twoim ręku marne nic nie warte karty
Jak Karola Strassburgera familijne żarty
Możesz ponieść tylko straty
Nie sprzedał byś tego kitu nawet na raty
Bez oprocentowania
Dość tego gadania!
Nadszedł czas zaprezentowania
Jak potrafi kłamać
ktoś taki jak JA
Jak potrafi złamać
Kogoś takiego jak TY
Wiesz że przegrasz
Już widzę twoje łzy
Dla pozoru zachowujesz więc kamienną twarz
Ostro stary grasz! Prawdziwy z ciebie
hardkorowiec!
A teraz popatrz jak pracuje zawodowiec
Uuu – Gorąco tu! Nie sądzisz?
Błądzisz nerwowym wzrokiem po ścianach
Liczysz że powiem pas lub że nie mam siana
Ale się spociłem
Nie sądziłem że tak gra się tak rozwinie
Promyk nadziei rozjaśnia twą ponurą minę
Promyk który zaraz zginie tępy skurwysynie!
Czas powoli płynie a ty siedzisz jak na minie
Dobra! Raz kozie śmierć
Dokładam te cholerne sześć
razy dziesięć zyla nadeszła ta chwila
rzucam hasło SPRAWDZAM i czekam
Drżącymi palcami rozkładasz swe atuty
Twe atuty są do dupy
Tak jak napruty dyrygent bez batuty
Jedna marna para
Niestety tylko dwa walety
Teraz czas na wielki pokaz
Wykładam swoje karty na stół
Luksusowe tak jak 0,5
1, 2, 3 razy AS
Jak bas, na raz w twą twarz
Nie mów zaraz pas
Patrz, płacz i płać
Teraz 2 razy KRÓL, razem FUL
Wszystko po to byś czuł

Ref.
Trzeba zmienić sposób gry
Już nie przejdzie dawny styl
Nie potrafię Ci powiedzieć jak odnaleźć w życiu cel
Bądź bliski dla swoich, tylko to w życiu ma sens
Podaj Tleeen, gdy brat udławił się swą dumą
Podaj Tleeen, gdy siostra chce zarabiać dupą
Pierdol to, czego sam nie chcesz przyjmować
będziesz wyglądał jak zjeb skacząc na wiksie po dropsach
Nie wierz tyyyym, co mówią jakie z nich kozaki
Każdy z niiiiich, zesrał by się na widok klamki
A Ty bądź sobą, bądź, najlepiej jak potrafisz
Ja nie wiem, czy coś zyskasz, ale na pewno nie stracisz
Słyszysz głoooos Szefa Syntetycznej Mafii
To Syntetyczne płuca są trzeźwe nawet po Gandzi
Rap high definition wyraźnie wyraża myśli
prosty zrozumiały Paluch cyfrowy skurwysyn
Podaje tlen wjeżdżam na psyche jak wytrych
Od macicy po rozkład na zawsze inny niż wszyscy

REF: Pooodaj tleeen x8

Czego nie rozumiesz? braciom siostrom daję tlen
Masz zamułe ziomuś, lepiej szybko dotleń się
Nie wiem co dla ciebie, ale dla mnie tlen to rap
To zdrowe melodie każdy track czyste o2
młode pokolenie dotlenia dziś cały kraj
dotkliwie udowadnia kto ma całą talię kart
po drodze do marzeń często dotlenia mnie hajs
Dobre słowo od słuchaczy działa jak Natural Haj
Ja ćpam tlen i gonię, życiu daję towar
Jak napęd na cztery nad swoim życiem kontrola
DILL GANG B.O.R Syntetyczna Mafia Crew
Gdziekolwiek jesteś ziomek, z dumą odpalaj na full
jeden wdech czysta moc, bez ograniczeń
frajerom zmieniam blok w prywatną zieloną mile
wjeżdżam kurwa w rap, tylko w jedną stronę bilet
to lot pierwszą klasę tobie zostawiam klasę biznes

REF: Pooodaj tleeen x8

DILL GANG DAJE TLEN
B.O.R Daje tlen
P do N daje tlen
SYNTETYCZNA MAFIA x4
A ja robię ten szmal, mam tu muzę, mam tu bal
Bo przyjemne z pożytecznym łączę, zarabiam szmal
Co weekend jest robota, jest gołda, jest pokaz
Jest pełna sala ludzi, to fani nie hołota
Jest ochota na to wszystko, by dać z siebie wszystko
To show jest od artystów rysiowego pokroju
Fan zmiennych nastrojów nie zawodzi na mic'u
Klasyczny syf jak Warren w erze G-funku
Pieniądze robię choć nie tyram w mennicy
Nie wyrodnicy, showmani, nie męczennicy
Łatwy szmal to to nie jest, często duże ciśnienie
Bo to ciężki kawał chleba, ta, jedziemy w teren
Bus, stacja, hotel, backstage, potem bankiet
Wychylam szklankę, łapię pion i razem z Darkiem
Czas tu na akcje, atakuję lewą flankę
Scena jest moja, operuję dzisiaj crunkiem

W pizdu siana wy*****uję co dzień na melanżach
Później je kołuje to do siebie ma ta branża
Gonię stówki, zbieram długi to jest moja gaża
Siedzieć na etatach za długo mi się nie zdarza
Ale show-biznes to prawdziwy hajs
Nadszedł teraz dla nas czas, żeby robić go na max
Nie którzy mówią, że siana z rapu brak
Rychu, Peja i PTP my zrobimy to tak

PTP, Rychu P, nie do wy*****nia gang
'08 projektami roz*****iemy bank
Po godzinach pracy wrzucam zwrotę potem takt
Leję łychę potem track, zrobię siano jak Slin Da
Wsiadam w gablotę, na boku liczę flotę
Nie starczy mi na potem, trza zarobić grubszą kwotę
Jadę i już dzwonię, tam odzywa się abonent
Szybka chwila na stronie to szmal zarobiony w moment

(Właśnie tak) właśnie tak robię szmal, właśnie tak
Robię szmal właśnie tak, właśnie tak, *****, tak, tak
Właśnie tak robię szmal, właśnie tak
Robię szmal właśnie tak, właśnie tak, *****, tak, tak

Harówka w studio, ja uwielbiam takie gówno
Czysta przyjemność, kleję wersy pracą żmudną
Możesz to nazwać, ja wolę inny wariant
Takie rap sesje dla mnie są jak fajrant
Żadna robota, to nawyk, to pokaz
Na co dzisiaj mnie stać, wszystko si nie na opak
Nie zgubić się w tym chłopak, bo ponownie zgarnę kwotę
Za kolejny rymów notes dadzą wysoką notę
W kolorowej prasie raczej tam się nie pojawię
Raczej wsiądę w pociąg i odwiedzę Jacka Cabę
Szmal do zarobienia, jak go zrobić? prosta sprawa
Spisać swe przeżycia potem nagrać, nie zaprawiam
A gdy ludzie ci uwierzą wtedy kupią, pokochają
Bo to właśnie dzięki wam tacy jak ja szmal zbierają
Właśnie tak, tak, właśnie, tak tak
Właśnie tak, właśnie tak, *****, tak, tak

Wiesz jak wypadasz z obiegu Rea wchodzi ci na konto
To nie gramy w to dla syfu, tylko miejski styl non-stop
Ciężki tryb nocą i znowu płynie hajs
Tu przy barze płonie hajs i zamienia się [?]
Żeby tu osiągnąć cel musisz mieć charakter chłopak
Pośród takich, którzy Jack'a Daniel'sa walą jak browar
Pośród tych, dla których słowo Holandia to najpierw koka
I choć życie mam na kredyt to przeżywam je sam zobacz, ej

Nie mam hajsu z rapu chociaż robię go od lat
Dla jednych to jest gówno, a dla mnie cały świat
Jak przyjdzie na to pora, będzie z tego kasiora
Na razie się chill'uję i skręcam se gibona
Za*****lam cały dzień żeby jakoś wyżyć
Chociaż można tutaj zawsze na lewiznę liczyć
I przyjemne z pożytecznym łączę - muzyka i skręty
Choć to drugie daje siana więcej niż pierwsze niestety

Ja robię, ja robię ja robię robię ten hajs
Hajs, pieprzony szmal, szmal za który potem mam balet
Czasami balet trwa dniami, a wódka płynie litrami
Czasami razem z ziomami spalamy kilogramami
Myślisz, że mam hajsu z rapu, zejdź na ziemię chłopaku
Myślisz, że mam gablotę, te za koncertową flotę, ee
Chciałbyś mieć to co ja, weź idź i zapracuj
Zaczynałem od zera, więc teraz ***** nie pajacuj

(Właśnie tak) właśnie tak, tak, robię szmal, szmal
Robię szmal i właśnie tak, właśnie tak, *****, tak, tak
Robię szmal właśnie tak, tak, robię szmal i właśnie tak
Robię szmal, szmal i właśnie tak, właśnie tak, *****, tak, tak
Robię szmal właśnie tak, tak, robię szmal i właśnie tak
Robię szmal, szmal i właśnie tak, właśnie tak, *****, tak, tak
Robię szmal właśnie tak, tak, robię szmal i właśnie tak
Robię szmal, szmal i właśnie tak, właśnie tak, *****, tak, tak
Nie mów, że życie jest jedno, wiem to, na pewno
Kiedyś mnie jebną w to prostokątne drewno do wewnątrz
Ta, ciebie też, niejednego tu przejdzie dreszcz
Ja zanim zabierze mi dech wierzę tu, że wezmę cash
I nie mów, że nie wchodzę na bit
Chowasz głowę jak emu, twoja niunia tlenu tu chce
Weź ją na muszkę, bo klei się do mnie jak wody krople na puszce
Co z samarą w lodówce
Nie mów mi w co mam wierzyć, bo dziś to jebię
Od paru lat już nie wierzę tu w nic prócz siebie
W opiece Bóg cię ma, wierzą w ciebie kumple, ta
Ci co mówili, że nie dojdę tu sam, teraz chcą być tu gdzie ja
Nie mów, że moje fejmy jest ciężko okiełznać
Słuchasz rapu? żyłeś w piździe jak jeszcze mnie nie znasz
VNM, nie wierzę w przeznaczenie, ale
To jest karma tych co z*****li rap
Spalę jak marzannę, wrzucę do rzeki, płynie z prądem
To przysługa, bo *****y wreszcie płyną z flow, ej
Nie mów, że to nie jest dobre, to ogień, dym
Gramy ten ogień od lat, VNM, moja ksywa, powiedz im

Nie mów, że masz mocne tracki, co to za diagnoza?
Są mocne? mocne jak narkoza
Tenis jak adrenalina pikawę wyżyma
Jak amfetamina, jak po pigsach ci japę wygina
Jesteś fajna? z najfajniejszymi tu kumpluj się
Ta, VNM, De Nekst Best, na necie wygoogluj mnie
Nie jesteś fajna, to nie mów, że życie jest nudne
Ktoś się do ciebie uśmiechnie jak trochę poćwiczysz i schudniesz
Nie mów, że kochasz muzykę, to jest nie do końca prawdą
Jak jedynie kiedy słuchasz jej sama to wtedy, kiedy włączasz radio
I nie mów mi co jest fajne i co wpada w ucho, bo
Może jesteś fajną dupą, ale dla mnie głuchą
Cały VNM, łapiesz, w skali mały na mapie
Ale jadę rapy na rapie, kładę łapy na papier
I nie mów, że daleko mi do kogoś jest
Obok mnie gwiazdozbiory, planety, dogoń mnie
Nie mów mi typie, że to nie boli
Twoja duma krwawi, każdy mój rym sypie tam trochę soli
Nie mów, że to nie jest dobre, to ogień, dym
Gramy ten ogień od lat, VNM, moja ksywa, powiedz im
Ref.
Czuję się jak na pierdolonym wysypisku (śmieci)
Gdzie wokół wszystko tylko (śmierdzi )
niepotrzebne jest potrzebne chociaż tego nie chcemy, chciałbym żebyśmy znów byli, byli(dziećmi). x2

1.
Znowu dostaje informacje, mój mózg ją przetwarza, pamiętaj
prawda nie jest w telewizji tylko na twarzach
ból jest na ołtarzach i miłość jest na twarzach
jutro może przerażać uczuć nie szukaj w serialach
goździkowa coś pierdoli, że ma na ból głowy
chemia w żarciu uzależnia mnie jak narkotyk
mam telefon chcę nowy i nowszy niż najnowszy
zbieram buty jak pierdolnięty, a nie jestem bosy
nie jestem głuchy na podszepty z reklam
ja jestem ślepy na piękno rzeczy, która jest mi niepotrzebna
stają taśmy produkcyjne, nie potrzeby konsumpcyjne
masz od dawna powietrze przesiąknięte ciężkim pyłem
ropa co raz droższa, ulice co raz gęstsze
pieniądze to papiery bez wartości i nic więcej
złota bańka rośnie, banki jak bańki znikają w moment
i zostajemy wśród śmieci jak sięgnąć oczy.

Ref
Czuję się jak na pierdolonym wysypisku (śmieci)
Gdzie wokół wszystko tylko (śmierdzi )
niepotrzebne jest potrzebne chociaż tego nie chcemy chciałbym żebyśmy znów byli byli(dziećmi). x2

2.
Pracowici bankrutują, chciwym puchną portfele
dzieci, wnuki komuchów czują się jakby był PRL
dziedziczą konta i piorą hajs za (rządach ?)
po SB'eckie biznesy, wysypisko śmieci, Polska
deweloperzy chcą za metr trzy albo cztery pensy
kiedy robią się czerwone rośnie odsetek przez to
korporacje wysysają z ludzi szczęście
a oni im oddają w zamian to, co mają najcenniejsze
możesz kupić szacunek, możesz kupić pokorę
ludzie z natury to dziwki idą gdzie im dobrze
w radiu mówią nie jest dobrze, na ulicach jest odwrotnie
prezesi skaczą z okien, biedni wiążą koniec z końcem
podaj swoją cenę albo wciśnij 'kup teraz'
jednorazowy świat na plastikowych talerzach
wszystko USB, HDMI czy jeszcze umiemy się cieszyć
za rok-dwa to wszystko pójdzie do śmieci.

Ref.
Czuję się jak na pierdolonym wysypisku (śmieci)
Gdzie wokół wszystko tylko (śmierdzi )
niepotrzebne jest potrzebne chociaż tego nie chcemy chciałbym żebyśmy znów byli byli(dziećmi). x2
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo