Popularne piosenki. Polski Hip Hop

tyle śniegu dookoła mnie, nic nie robić - tego właśnie chce
zimą zawsze pracy mówie "nie" będę leniem i będę lenić się,
przy kominku leżeć cały dzień, piękne ciała będą grzały mnie,
słodkie usta będą szeptać "leń" jestem leń, zimowy wporzo leń

ref.
będę wylegiwać się całym dniami, otoczony super modelkami,
moje konto zasilone milionami, złotówkami, dolarami x2

tyle śniegu to prawdziwy fuks, kaloryfer to duży,jędrny biust,
od lekarza kupiłem sobie luz i za grudzień wypałaci mi ZUS,
leże sobie, ogień pieści mnie, razem ze mną laski klasy F
w radiu leci hicior noc i dzień jestem leń, prawdziwy Polski leń

ref.
będę wylegiwać się całym dniami, otoczony super modelkami,
moje konto zasilone milionami, złotówkami, dolarami x2


tyle śniegu, tyle że ojej, zima zima zima jest ok,
kiedy leże jest mi dużo lżej, na stojaka za bardzo męczę się
w radiu grają hicior noc i dzień, nowa płyta lux sprzedała się a na koncie już jest osiem zer, jestem leń, prawdziwy wporzo leń

ref.
będę wylegiwać się całym dniami, otoczony super modelkami,
moje konto zasilone milionami, złotówkami, dolarami x2
to nie dotyczy mnie
zapytaj czy ja tam jutro
nie mam pojęcia
w momencie tym tu
stop
terminologia miasta
bezsprzecznie pusto
patrze w czas
to jak gierka
tu i teraz
a tam
nie dotyczy mnie świat
nie lubię jak opowiadasz
o tym co było
czy wczoraj
czy może przed laty
nie lubię jak wciąż
wypominasz tak te chwile
czy dobre czy złe
daj se spokój
i tyle
i ciągle i byle
do przodu
a po co?
wiesz, takie coś wkurwia bogów
wkurwia że hej
tu i teraz
a indziej gdzieś świat
nie dotyczy już mnie
musze pięknych słów mnóstwo o tym że
jak pięknie to będzie
w jutrzejszy dzień
czas niczym bóstwo
o mam ja cię
wczoraj dziś jutro
aż przegrasz grę
powiem krótko
ja
tu i teraz
więc
nic innego
nigdzie
nie dotyczy mnie
nie dotyczy mnie
Rzucam palenie jak Rokita politykę
Dbam o gardło, bo warto dbać o technikę
Techniczny jak Lincoln
Który gdzie nie trzeba pchał tytoń
Ja czyszczę organizm z toksyny
Zaczynam regenerację, odzyskuję smak, węch
Przerzucam go na papier
Bo mam smak patrz jak pracują receptory
Słodki, gorzki, kwaśny i słony i ten co dewastuje mikrofony
Opluwam je, soczystą mam mowę, a to nie konwencja partii
Tylko soczysta zdrowa, jak miąższ pomarańczy, sok z marchwi
Mowa nie trawa, twarda jak Lee Marvin
Bo pod językiem błyszczy mi ostrze
Nie potrzebny mi ochroniarz żaden Kevin Costner
Studio czy koncert, mikrofon w ręce
Kiedy pan Emade wali w werbel hi-head to tętno, stopa to serce
Więc czas wypłukać Ci ucho cudowną nutą
Jak pędzel o płótno krew uderza w skronie
Panie panowie główne danie na stole
T do W do R do Z Y W i O

Czujesz głód wilczy masz apetyt
Skurcz serca ściska Ci przełyk
Nie licz kalorii, nie marz o diecie
Hi-head to tętno, stopa to serce (x2)

Rozgrzewam zastygłe serca jak płomień
Pan Hrabia Miód za mikrofonem, Pan Fenomen
Mam to na papierze od pisma Przekrój
Kieszenie mam puste, a głowę pełną dźwięków
Tworzywo kuriozum na podium numer jeden
Mamy dynamity w sercu, co nie zestarzają się jak Pentium
Zamiast łykać centrum, by nie tonąc w toksynach
Pożeram karczochy, awokado, szpinak
Wszystko spływa ze mnie jak mydlina
To siła jak wytrysk, płyną litry toksyn z definicji
Choć to nie misja bo to nie publiczna telewizja
Co uczy gwiazdy jeździć na łyżwach
To żadna zadra, trauma, to sztuka kulinarna dźwięków i słów
Której nigdy nadmiar, bo mamy smak
Patrz kto jest szefem kuchni, by dbać o smakowe kubki
Nic z puszki, nic z mikrofali
Gdy rozum śpi, budzą się koszmary
Pizza Hut, Coca-Cola, Mc Donald`s
Potas, magnez, miecz to mego serca zbroja
I krew na ostrzu miecza
Szef kuchni poleca magiczny specjał
Nie ma chwili do stracenia
Więc potem zaczyna się teraz, teraz to potem
Ten bas to żołądek
Pan Emade wali w werbel, hi-head to tętno, stopa to serce
Piano aorta, gitara Fender, czas nakarmić serce

Czujesz głód wilczy masz apetyt,
Skurcz serca ściska Ci przełyk
Nie licz kalorii, nie marz o diecie
Hi-head to tętno, stopa to serce (x2)

My mamy smak…
WBU ( Cienki )
Tylko dźwięk owadów ptaków tylko woda piasek lasy
zero granic i zakazów to piękne jak san marino
zero bloków ustawionych obok siebie jak to miło
weź ze sobą dziewczynę do domu otwórz to wino
Poczuj się jakbyś był tylko ty i ona tu na ziemi
Ziemia która coraz częściej przypomina piekło
Tu życie nawet z najbardziej hardcorowego mężczyzny
Potrafi zrobić dziecko powiedz jak być tu spokojnym
Kiedy na każdym kroku widać ludzi gotowych do wojny
Tu wyzysk praca ponad normę ty trzymaj formę
I ryj na kłódkę bo nie będzie na wódkę
To najgorsze że dla większości tu to życie nie jest
I nigdy nie będzie proste to smutne jak ta pusta chata
Kimś byś nie był nie zmyjesz brudu tego świata
( echo „Nigdy” )

Ref:
Tu nie zmieni się nic, tego nie zmieni tu nikt
Musimy dalej tu żyć, dbać o siebie i bliskich
A jak nastąpić ma koniec to bez reguły dla wszystkich
A jak nastąpić ma koniec to bez reguły dla wszystkich x2

STZ ( Siwy )
Najprawdopodobniej warzą słowa ( słowa )
Dług wobec Boga nie ważna ozdoba
Czerń, sztandar, biel, krew, blef
Rządowy Tu- polew odleciał we mgle
Błędy wytykane błędy wytykane zmierzch ( Zbroja ?)
Wyłożona historia do rzeczy bo dzieci bez tchu
W sieci świeci tu przykład umysłowej kaleki
Świat zwad bez barw pretensji agencji
więcej niż tobie białej braci bez świata w meneli
korzystnie podziemni, współdzielni chętni by rozwijać
talent nawet za cenę banie fajnie szkoda że bez wiary
tu w przypadek koniec rozdziel fakty ( bo ranek ? )

Ref:
Tu nie zmieni się nic, tego nie zmieni tu nikt
Musimy dalej tu żyć, dbać o siebie i bliskich
A jak nastąpić ma koniec to bez reguły dla wszystkich
A jak nastąpić ma koniec to bez reguły dla wszystkich x4
Wilku: No idź. Ruchy!

Bilon: Dawaj, dawaj Biedrona! Ile można czekać?! To jest dopiero zbuntowane dziecko atomowej rewolucji.

Wilku: Jego fucha na rejonie to latanie po browar

Bilon: A w domu zaś ma swe królestwo, gdzie spokojnie może anonimowo wypowiadać się w sieci.

Wilku: Bo w życiu nie ma nic do powiedzenia Hejter czyli nikt.

Biedrona: No jestem.

Bilon: Gdzie ty byłeś?

Biedrona: Poszedłem do Grubej, bo u niej jest o 10 groszy taniej .

Wilku: No to ładnie żeś zaoszczęcił.

Bilon: Co ciepłe?! Kurwa nie!

Biedrona: Mogę łyczka?

Bilon: (Hyhy) Gdzie ty ośle, baranie, durniu, pacanie, bencwale, cymbale, tumanie.

Wilku & Bilon: Wyjaazd!
Twoja lewa, twoja lewa, twoja lewa, prawa, lewa x4

[Refren]
To ta wojna, którą musimy wygrać, jesteśmy jak z jasnego nieba grom
To ta wojna, którą musimy wygrać, a słowa to nasz broń, broń.
To ta wojna, którą musimy wygrać, jesteśmy jak z jasnego nieba grom
To ta wojna, którą musimy wygrać, a słowa to nasz broń, broń.

[Mioush]
Bo system nas niszczy, co druga dzielnica piszczy,
Marzenia i wena dogasają dziś pośród zgliszczy,
To blitzkrieg, odpowiedź to ruch samoistny,
Za to, że chcieli wziąć se nasze isty,
Ja formuję myśli, formuję ich pododdział,
Wyruszam na parlament a mic płonie jak pochodnia,
Tak z sekund na minuty, a z nich na godziny co dnia
Za minimum socjalne, a maksimum zbędnych rozpraw
Postaw na szali tych co nas okłamali
Tych co porozkradali, resztki czego tu nie było
Postaw wraz z nimi tych, których nam zabrali
Żyjących ulicami i wiedzących co to miłość
To sterty papierów i tony ambicji
Przeciw rządom, ich poglądom i którejkolwiek z koalicji
Przeciw błędnym zasadom i zakłamanej policji
Wypowiadam wojnę, tym, którzy chcieli nas zniszczyć

[Refren]
To ta wojna, którą musimy wygrać, jesteśmy jak z jasnego nieba grom
To ta wojna, którą musimy wygrać, a słowa to nasz broń, broń.
To ta wojna, którą musimy wygrać, jesteśmy jak z jasnego nieba grom
To ta wojna, którą musimy wygrać, a słowa to nasz broń, broń.

[Wilku]
Życie jest walką, życie jest grą
Wilku WDZ uderza jak z nieba grom
Odbezpieczam swoją najgroźniejsza broń
THC uderza w skroń, zbieram plon
Wojna wciąż trwa, ziom, wybierz stronę
Babilon płonie, czas odebrać koronę
Bestia na tronie, krwią splamione dłonie
Tarczą mą Bóg, mój początek i koniec

[Bilon]
Miejska partyzantka, sępów ulicy
Front, Hemp armii krok, wyzwolony głos
Kolejny cios, uniwersalny żołnierz
PPP człowiek, umysł to pistolet
A słowa to naboje, rewolucyjny projekt
Zaciśnij pięść, likwiduj paranoje
Walka ta jest grą o swoje
Wszystko co mam dają mi te boje
Elo, elo, elo

[Refren]
To ta wojna, którą musimy wygrać, jesteśmy jak z jasnego nieba grom
To ta wojna, którą musimy wygrać, a słowa to nasz broń, broń.
To ta wojna, którą musimy wygrać, jesteśmy jak z jasnego nieba grom
To ta wojna, którą musimy wygrać, a słowa to nasz broń, broń.

[Bas Tajpan]
Twórcy systemu, jeden przed drugim
Cisną nam ten sam kit, ten sam kit
Że wszystko pięknie, że będzie lepiej
A jest ten sam syf, ten sam syf
Opowiadają, że są szanse, możliwości
Że idziemy w przód, że idziemy w przód
A tak naprawdę z każdego ich słowa
Bije siarki smród, ten sam smród
Getta jęczą, ale wrzą pod założonym jarzmem
Opowiada się pierdoły wyciszając sprawy ważne
Nie wśród polityków bohaterów ma podwórko
Każdy poza prawem, bo ten prawy okazał się błaznem
Tak to już jest, prawda jest tylko jedna
Nie owijaj w bawełnę, przejdź prosto do sedna
Pamiętaj fakt to fakt, a brednia to brednia
Jedna jest racja, tak jak miłość jest jedna

[Refren]
To ta wojna, którą musimy wygrać, jesteśmy jak z jasnego nieba grom
To ta wojna, którą musimy wygrać, a słowa to nasz broń, broń
To ta wojna, którą musimy wygrać, jesteśmy jak z jasnego nieba grom
To ta wojna, którą musimy wygrać, a słowa to nasz broń, broń.

Twoja lewa, twoja lewa, twoja lewa, prawa, lewa x4
1.Nie da sie zatrzymać świra bo to diabelskie nasienie
Bania dla niego wiezieniem , ten czeka na uwolnienie
Czesc , siema , czolem wszystkie niegrzeczne dzieciaki
Wolicie walić dragi niz wpierdalać te lizaki
Bo to daje dobra fazę , bo to daje stan błogości
Załamanie świadomości , ciężki powrot do rzeczywistości
Nie zatrzymasz pojebanca nie zalozysz mu kagańca
Bo wpierdoli Ci palca , Ej malolat ,
Niech tamten wyskakuje z telefonem , Jebać to !
Jebać konsekwencje ziomuś . Ty patrz jaki to lamus
Tobie bardziej to potrzeba , na gruby melanż wiec okazji nie lekceważ
Kupisz kratę browców i zaprosisz kurwiszony
Mamy nawet doby pomysl wiec lepiej dobrze pomyśl
Zapraszam do krainy w której nie ma żadnych reguł
To rzeczywistość w której nie dba sie o zaden szczegół

REF. x2
Twoja bania bardzo rozjebana
Nie opieraj sie tylko przyjmij do wiadomosci
Ta psychoza działa jak narkoza
Złapała Cię w sidła to nie będzie mieć litości

2.Pytam tym co na przypał świata przyjdzie nowy bonus
W postaci telefonu zrób to wyjebany z domu ziomuś
Ręce swedza ty nie możesz sie powstrzymać
Jak dziewczyna sie wypina czeka na ciebie ta mina
Bez znaczenia to ze jedziecie razem w tramwaju
No bo ty jesteś na haju zabierz ja do swego raju
Halo ? Czy mnie slyszysz chyba faza schodzi
Dopierdolić nie zaszkodzi , życie trzeba se osłodzić
Ty bardzo lubisz grzeszyć a ja jestem by Cię wspierać
Mozesz mi zaufać po to ma sie przyjaciela
Wiec do dziela, dzisiaj w planach mamy niezle bydlo
Wyjdzie z worka szydlo bo wiele sie dziś wgryzło
Balet i kradzieze , szybki seks, narkotyki
To dzisiaj smakolyki (po)popalone styki
Wiec zapraszam do krainy w ktorej nie ma zadnych regul
To rzeczywistos w ktorej nie dba sie o zaden szczegol

REF. x2
KOMAR
Już jako dziecko dawałem satysfakcję innym dzieciom
Przy mnie czuły się lepsze dzieci z wili nad rzeką
Sam i z samotną kobietą, pomyśl o mych marzeniach
Żeniąc się starą gazetą widziałem je w tych płomieniach.
Moje skromne życzenia miały być innym drzazgą
Trzymałem je z nadzieją, że spełnią się razem z gwiazdką.
Minął czas nastolatkom, nie minął bunt
Chcąc to odreagować najpierw zacząłem od słów
Kilka nieudanych prób i wytykanie palcem
Pokonałem pierwszy próg i znalazłem pierwszą pracę.
Czas spędzony przy kartce urywał ciężki sen
Nieprzywidywanie z czasem byłem coraz lepszym tłem.
Teraz wiem, że nie chcąc jestem w kręgu
Tych, którzy nie widzieli mnie choć byłem w ich zasięgu.
I od pewnego momentu krzyżuję tysiąc planów
Bo kocham tą muzykę i ludzi z drugiego planu.

REF:
Byłem tłem dla nich, szarym tłem dla nich
A dziś to mimo wszystko odwróci się rolami.
I daję dla nich hip hop, choć między nami
Grzebali moją przyszłość, mięli ją za nic.
Byłem tłem dla nich, szarym tłem dla nich
A dziś to mimo wszystko odwróci się rolami.
Mimo iż żyję z myślą kim byłem dla nich
Pokochałem ten hip hop, nie umiem go zostawić.

JOPEL
Jak po ulicach chodzę to myślę sobie nie raz
To co robię to zajawka wciąż czy już kariera?
Moje marzenia jak breja po białym śniegu
Nie zacząłem od zera (niee), a od debetu.
Ten wers trwa kilka sekund, a jednak przyznasz
Słuchasz go na bezdechu jakbyś był tam.
Urojona ambicja czy skryty plan?
Dzięki nim mam co chciałem, a nie że Bóg tak chciał.
To jakiś słaby żart, ten ich fatalizm
Wróżą mi przyszłość z kart jakby ją znali.
Proszę pani, co pani na to?
W szkole miałem uwagi, a nie skończyłem z łopatą.
Przyznaj tato, że choć jesteś moim ojcem
Nie obchodzi cię za bardzo który to mój krążek.
Mówią "wydoroślej" mi, i kto to mówi?
Ci co sprzedali słońce by chcieć je odkupić.

REF:
Byłem tłem dla nich, szarym tłem dla nich
A dziś to mimo wszystko odwróci się rolami.
I daję dla nich hip hop, choć między nami
Grzebali moją przyszłość, mięli ją za nic.
Byłem tłem dla nich, szarym tłem dla nich
A dziś to mimo wszystko odwróci się rolami.
Mimo iż żyję z myślą kim byłem dla nich
Pokochałem ten hip hop, nie umiem go zostawić.

ONAR
Ludzie nigdy nie chcą widzieć tła, zawsze widzą pierwszy plan.
Nawet jeśli jesteś w grupie, możesz czuć się sam.
Jak palec, który bliski wsadza w maszynkę do mięsa
Jak walec, który niszczy Twoją drogę do szczęścia.
Tak dalej już nie możesz, bo łzy są za słone
A miejsce, w którym sypiasz wcale nie jest Twoim domem.
Mijasz niby obcych ludzi, a macie wspólne nazwisko
Też nie byłem już wkurwiony, było mi po prostu przykro.
Tak żyjesz coraz szybciej bo wskazówka nie poczeka
Jesteśmy podobni, stoimy na przeciwległych brzegach.
Między nami przepaść słów i uczuć
Nie jestem skurwysynem, serca nie mam z kauczuku.
Nie mów mi o przeszłości, o błędach młodości
Nie kłam, że teraźniejszy świat jest jakiś prostszy.
Teraz Ty możesz odkurzyć, otworzyć futerał
Ja zagram pierwsze skrzypce, resztki możesz pozbierać.

REF:
Byłem tłem dla nich, szarym tłem dla nich
A dziś to mimo wszystko odwróci się rolami.
I daję dla nich hip hop, choć między nami
Grzebali moją przyszłość, mięli ją za nic.
Byłem tłem dla nich, szarym tłem dla nich
A dziś to mimo wszystko odwróci się rolami.
Mimo iż żyję z myślą kim byłem dla nich
Pokochałem ten hip hop, nie umiem go zostawić.
Powiedz, jeśli umiesz,
ile chwil jeszcze zostało nam
by składać cały świat,
który buduje każdy na spokojnie
przyszłość drzemie w wyobraźni.
Za sobą setki chwil, ważnych dni z życia, istotnych
Patrzysz, a świat ucieka, upływa jak sampli? pętla
A ty słuchasz tylko bicia serca,
gorące bum bum i płynie tłum,
Ty wciąż myślisz jak nie stać w miejscu
by nie oglądać czyichś pleców.
Wciąż do przodu słuchając siebie tylko
z przyjaciółmi blisko, ze swą drużyną na boisko
by wygrać wszytko, spokojną, bezpieczną przyszłość
i drogę czystą by wartości w chwilach czuć bliskość.
Pewnie,
budząc się mine nie mieć smutną
jeśli potrafisz, sam zaplanuj swoje jutro.
Ile tych chwil było kiedy, modliłeś się o podanie reki,
o przyjazną pomocną dłoń gdzieś obok,
o otuchy słowo, lek na problemy,
co myślałeś wtedy, gdy dotykałeś z bliska gleby.
Wiesz, najważniejsze by znaleźć w sobie sile,
by poczuć czym sie żyje,
ze każdy oddech wywalczyłeś ciężką pracą,
talentem i szczerym sercem
spełniłeś sny teraz łączysz swoje słowo z dźwiękiem
i to jest piękne.
Z szans korzystać,
spełniać nadzieje i nie być na aucie.
Niektórzy padli już na starcie,
a każdy z nas uparcie, pracując lat naście,
słuchając, tworząc słowa oryginalnie od zawsze
i teraz patrzę, że ja jestem gdy rodzi się rzecz wielka
z długopisem w rękach lub z mikrofonem na koncertach.
Marzenia małoletnie to teraz, rzeczywistość tych dni
ja i my spełniamy swoje sny ..
Chada:
To jest ten styl pod przekozackie bity
Chada ten zły zepsuty zaszyty
Słowo krytyki od zawsze po Mnie spływa
Ty palisz swoje kartki gdy słyszysz co nagrywam.
Ja zrywam owoce tego zatrutego drzewa
To proceder broń, Tu uczciwie żyć się nie da.

Gabi:

Ja przelewam to na papier kolejny wers za wersem
to tej muzyce oddalam swoje serce.
O rapie mam pojęcie ja jestem nim zatruta
Wiem ze Nam nie dorównasz choc nawet bys sie uparl
Gdy sluchasz tego syfu to nigdy nie masz dosyc
To stawia cie na nogi po nieprzespanej nocy.

Chada:

Przesiaknalem tym klimatem ja mam to we krwi
CeHaADeA Gie do A Be do I
My robimy swoje ziomus to zagra w Twoim domu
I pewnie twoich starych doprowadzi do zgonu
kolejny gwóżdż do trumny tych co nie dowierzali
Masz kolo solo album ulica to pochwali.

Gabi:

My bedziemy to grali i nikt nam nie przeszkodzi
Ja rzucam to na miasto musisz sie z tym pogodzic
Jestes przeciwko albo jestes z Nami
Rob dzieciak tak zeby nie gnic za kratami
Pozniej za ten rap idz podziekowac Bogu
nigdy nie zlagodzimy reżimu dla wrogów.

Chada:

Nie puszczaj tego dziecku bo mozesz mu zaszkodzic
Ten rap mi towarzyszy od dnia moich narodzin
pisze kolejne wersy i tym ulicom sluze
nie chodzi o zbyt glosny spiew w koscielnym chórze
ja tak jak Gabi tez na miasto to rzucam
To jest ten styl co sny ludziom zakluca.

Gabi:

Ej wez to glosniej niech uslysza na rewirze
mam cel do osiagniecia i jestem coraz blizej
Chada puszcza w miasto solo minelo troche czasu
Ma w dloni talie kart zlozona z samych asow.
Ty od czasu do czasu daj sie temu poniesc
w czasach gdzie kazdy kazdemu patrzy na dlonie

Chada:

Gdy biore pioro do reki to nie marnuje tuszu
Ty wyjmij kij z dupy i wate z uszu.
My chujowymi MC`s wycieramy podloge
jak wtedy tak i teraz frajerom krzyz na droge
Przesylam pozdrowienia dla tych w zakladach karnych
Ten styl dedykuje dla ludzi z mojej ferajny.

Gabi:

Ej witam piatka dla kazdego gracza
Jestem z tego miasta ktore bledow nie wybacza
To jest ten styl co w parter cie sprowadza
Syf co wciaga ludzi jak pieprzony hazard
Postawisz na nas napewno nie umoczysz
za kazdy wers skurwielu wydrapalbys oczy,

Chada:

CeHaADeA nie musze chodzic w zlocie
to styl za ktory pewnie mam juz dozywocie
Bity klipy single plyty
w razie jakby co to wiesz ze jestes kryty
Te wersy sa jak sznyty pozostawiaja blizny
Twoja zona tego slucha i pozbywa sie bielizny.

Gabi:

Ej, gdy Mnie sluchasz to zaczynasz sie slinic
teraz dobrze wiesz kogo za to wszystko winic
To nie jest finisz to dopiero rozgrzewka
tu gdzie psy wciąż przesladuja na projektach
To jest moj spektakl kurtyna w gore
rap co bezpowrotnie rozjebie Ci fure.!
Juras
Ona przyjechała do Warszawy z pod Opola,
miała blond włosy, a na imię Ola.
Na swojej wsi uchodziła nawet za ładną,
ale w stolicy była przeciętną panną.
On to zwykła pała, kawał lamusa,
przyleciał z Hiszpanii na wymianę z Erasmusa.
Zgrywał przystojniaka, Enrique Iglesiasa,
i na trzeciej randce wbił w Ole kutasa.
Ola była dumna z chłopaka z zagranicy,
rozmawiała po angielsku, był taki egzotyczny.
Chodziła z nim za rękę, powstawiała na Facebooka zdjęcia,
w objęciach hiszpańskiego księcia.
Gorące trzy miesiące szybko zleciały,
skończył się Erasmus i prysły czary.
Enrique jej zostawił maila i obietnice szczodre,
więcej się nie odezwał, a jej spóźniał się okres.

Czy marzy Ci się egzotyczna przygoda?
Erotyczna przygoda, fantastyczna pogoda.
Głupia ździro, idź na całość, lecz nie oczekuj cudów.
Życie to nie scenariusz z Hollywoodu. [x2]

Miała na imię Bożenka, była córeczką taty,
z figury trochę podobna do trzydrzwiowej szafy.
W wakacje poleciała na wycieczkę do Egiptu,
w all inclusive, Sharm el-Sheikh, tam się nie nudzisz.
Leżała jak wieloryb na plaży,
gdy podszedł młody arab, co malował henną tatuaże.
Umówili się przy barze wieczorem w klubie Alibi,
całą noc - shake your ass, let's dance habibi,
To była miłość od pierwszego włożenia,
kochanie przez cały tydzień ostre jebanie.
Na dowidzenia wzięła od niego wszystkie dane,
potrzebne do załatwienia zaproszenia.
Dziś Bożena nie jest już tak zakochana,
kiedyś była ubrana w bazarowe Dolce i Gabana.
Dziś utytłana od samego rana,
pomaga robić kebaba, w budzie Alibaba.

Czy marzy Ci się egzotyczna przygoda?
Erotyczna przygoda, fantastyczna pogoda.
Głupia ździro, idź na całość, lecz nie oczekuj cudów.
Życie to nie scenariusz z Hollywoodu. [x2]

Hi girl, where are you from?
Ooo.. Polska ! Chodźcie, impreza.
Disco, disco. Dziewczyna ładna, chodź.
Kocham cię ! I love you !
Habibi, kocham cię !
7.15, słyszę telefonu skowyt
jednak to nie budzik mnie obudził, a ból głowy
co się ze mną wczoraj działo, kur* znów nie pamiętam
znów urwał mi się film, znów taśma pękła
miałem napisać rotę wczoraj, ale olałem to
bo delikatnie mówiąc trochę zabalowałem, o!
nie mogłem sobie darować, jak mogłem zaniechać
ale konsekwencje trzeba ponieść, do studia muszę jechać
szybki prychol, mocna kawa i może na drogę bat
Big Pun w słuchawkach, Twinz
boże w kółko mogę tak
w windzie wali mułem
sąsiad z dołu, Ty, stary ubek
za małolata wzywał tu na nas psy
na dole peter żul chce bym coś dorzucił
pewnie znowu byłoby naszczane w windzie jakbym wrócił
może bym dołożył, ale jestem pusty w ryj
zresztą jak się lubisz złożyć, odurzyć, za swoje pij
myśli, że jestem gwiazdorem bo widział jak tu robię klip
to jest chore, ale nie zrobię z tym nic
na ławeczce dyktę chlają stare dziadki obok piaskownicy
gdzie małe dzieci stawiają babki
3 sąsiadki, serdeczne z okien obcinają mnie
bo mam nowy dres, jakoś dziwnie bujam się
młody człowiek moherowym wjeżdza na ambicje
na wszelki wypadek społeczniaki dzwonią po po po

pośpieszam kroki bo jakoś mnie nie bawi to
zapomniałem kur* że przed wyjściem miałem nabić szkło
idę dalej, przemierzam dobrze znane rejony
tu z każdej strony kamery, mordo jesteś namierzony
mijam sztukę, chcesz, podkopsam Ci namiar
uwierz, oddałbyś wiele żeby dostać ją w zamian
choć dziś to już dama, dalej próbuje być skromna
mieszkała dwa bloki dalej, była wicemiss Polonia
(dasz wiarę?)

wbijam do ziomka, mieszka w bloku naprzeciwko
robi bity, razem ubieramy słowa w rzeczywistość
zgrywam paczkę nowych loop'ów i do [...] zwijam się
bo za pół godziny do kabiny wbijam się
prędzej pędzę, przejeb* autobany
na przystanku pod kościołem zwalniam miejsca starszej pani
nie mam biletu, ale kładę na to lachę
chętnie bym pojechał furą, ale znów nie mam na wachę

nie ma to jak być raperem, kur* robić w Polsce rap
ciekaw jestem kiedy w końcu zacznę za to forsę brać
jeszcze tylko dwa przystanki i mam z głowy
wysiadam, i zahaczam o monopolowy
bo obowiązkowy na wtorkowy poranek jest czteropak tyskich
co by jak nie było, zawsze piwko do nagrywki
przydałoby mi się jeszcze jakiegoś ale ziomek nie odbiera
wygląda na to, że nie zapalę
na farcie pod drzwiami na dolę miszke spotykam
ma ze sobą rarytasa więc ratuje mnie i znika
dzięki ziomuś, krótka wymiana zdań
podeślę na e-mail'a bicik, nagramy ten numer, man

wbijam do studia, siemano, Marek brauner'a odpala
ja biorę sporego łyka piwa, Camela zapalam
już w kabinie wpadam w trans, w jednej chwili
więc zaczynam ładować punche jak pieprzony Billie
kolejne dzieło sztuki tu dzisiaj powstanie
możesz być pewien, nawet choćbym to dziś tu pisał na kolanie
pisał w autobanie, w pół godziny zwrotę
która będzie bujać każdym murem, skwerem, blokiem
sprawdź to!
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo