Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Twoja lewa, twoja lewa, twoja lewa, prawa, lewa x4

[Refren]
To ta wojna, którą musimy wygrać, jesteśmy jak z jasnego nieba grom
To ta wojna, którą musimy wygrać, a słowa to nasz broń, broń.
To ta wojna, którą musimy wygrać, jesteśmy jak z jasnego nieba grom
To ta wojna, którą musimy wygrać, a słowa to nasz broń, broń.

[Mioush]
Bo system nas niszczy, co druga dzielnica piszczy,
Marzenia i wena dogasają dziś pośród zgliszczy,
To blitzkrieg, odpowiedź to ruch samoistny,
Za to, że chcieli wziąć se nasze isty,
Ja formuję myśli, formuję ich pododdział,
Wyruszam na parlament a mic płonie jak pochodnia,
Tak z sekund na minuty, a z nich na godziny co dnia
Za minimum socjalne, a maksimum zbędnych rozpraw
Postaw na szali tych co nas okłamali
Tych co porozkradali, resztki czego tu nie było
Postaw wraz z nimi tych, których nam zabrali
Żyjących ulicami i wiedzących co to miłość
To sterty papierów i tony ambicji
Przeciw rządom, ich poglądom i którejkolwiek z koalicji
Przeciw błędnym zasadom i zakłamanej policji
Wypowiadam wojnę, tym, którzy chcieli nas zniszczyć

[Refren]
To ta wojna, którą musimy wygrać, jesteśmy jak z jasnego nieba grom
To ta wojna, którą musimy wygrać, a słowa to nasz broń, broń.
To ta wojna, którą musimy wygrać, jesteśmy jak z jasnego nieba grom
To ta wojna, którą musimy wygrać, a słowa to nasz broń, broń.

[Wilku]
Życie jest walką, życie jest grą
Wilku WDZ uderza jak z nieba grom
Odbezpieczam swoją najgroźniejsza broń
THC uderza w skroń, zbieram plon
Wojna wciąż trwa, ziom, wybierz stronę
Babilon płonie, czas odebrać koronę
Bestia na tronie, krwią splamione dłonie
Tarczą mą Bóg, mój początek i koniec

[Bilon]
Miejska partyzantka, sępów ulicy
Front, Hemp armii krok, wyzwolony głos
Kolejny cios, uniwersalny żołnierz
PPP człowiek, umysł to pistolet
A słowa to naboje, rewolucyjny projekt
Zaciśnij pięść, likwiduj paranoje
Walka ta jest grą o swoje
Wszystko co mam dają mi te boje
Elo, elo, elo

[Refren]
To ta wojna, którą musimy wygrać, jesteśmy jak z jasnego nieba grom
To ta wojna, którą musimy wygrać, a słowa to nasz broń, broń.
To ta wojna, którą musimy wygrać, jesteśmy jak z jasnego nieba grom
To ta wojna, którą musimy wygrać, a słowa to nasz broń, broń.

[Bas Tajpan]
Twórcy systemu, jeden przed drugim
Cisną nam ten sam kit, ten sam kit
Że wszystko pięknie, że będzie lepiej
A jest ten sam syf, ten sam syf
Opowiadają, że są szanse, możliwości
Że idziemy w przód, że idziemy w przód
A tak naprawdę z każdego ich słowa
Bije siarki smród, ten sam smród
Getta jęczą, ale wrzą pod założonym jarzmem
Opowiada się pierdoły wyciszając sprawy ważne
Nie wśród polityków bohaterów ma podwórko
Każdy poza prawem, bo ten prawy okazał się błaznem
Tak to już jest, prawda jest tylko jedna
Nie owijaj w bawełnę, przejdź prosto do sedna
Pamiętaj fakt to fakt, a brednia to brednia
Jedna jest racja, tak jak miłość jest jedna

[Refren]
To ta wojna, którą musimy wygrać, jesteśmy jak z jasnego nieba grom
To ta wojna, którą musimy wygrać, a słowa to nasz broń, broń
To ta wojna, którą musimy wygrać, jesteśmy jak z jasnego nieba grom
To ta wojna, którą musimy wygrać, a słowa to nasz broń, broń.

Twoja lewa, twoja lewa, twoja lewa, prawa, lewa x4
Wiesz kto jest tu, Gural alias Bengu
Człowiek z betonowych gór
Ze mną w chuj hip-hopowych głów
To moi kolesie wychowani w ciemnym lesie
Śmigam w ciemnym dresie, w ciemnym Mercedesie
W pewnym sensie gram se, nie tnę się
Daję radę w interesie
Siedzę w studiu tak jak w Mesie orliter
Pytasz mnie co widzę? wielki las dookoła
A jak spluwam na ziemię mam ślinę czarną jak smoła
To twardych nokautów szkoła, bit konkret
Kręci jakbyś sypał kokę, Gural i kokiet
Rymy od PDG drani, Wonder & Mechanic
Ciągle zajarani prądem co razi w bani
Wątek przed nami, otwieram kolejne drzwi
Z prawdą vis-a-vis, PDG i DV

[refren angielski]

[zwrotka angielska]

[refren angielski]

[zwrotka angielska]

[refren angielski]
Przeszłość Cie pogrąża nie pozwól jej na to
Pogódź się ze stratą nie ma ich już wśród nas
Ta rana się zabliźni potrzebny jest na to czas
Upór w zwalczaniu przeciwności mam
Miłości nie ma między nami
Przeszła nawet złość
Dziś nie jestem sam – odmienny bywa los

Co? …

Gdy przestanie bić mi serce
Funkcjonować mózg
Przykryj dłonią moje zdjęcie
Poczujesz życia puls
Zapragniesz mnie z powrotem łzy spadną na ziemię
Zdusisz w sobie ból wiesz znam to pragnienie
Gdy widze twarze bliskich w tłumie
Nie mam czasem siły, walcze z nimi
Nie chce by wspomnienia mnie zabiły
Wiem to kolej rzeczy zgon i narodziny
Kope lat wcześniej przecięcie pępowiny
Wszystko porasta mchem czasu
Widze coraz mgliściej
Lodowaty wiatr zrywa z drzew ostatnie złote liście
Twoja twarz, śmiech rozchodzi się echem
Mam pięć lat park - na złamanie karku lecę
Niech to będzie wiecznością
Nie przeszłością chwilą
Tak piękne momenty życie nam obrzydziło
Zgniotło wyssało i wypluło
Proza życia przytłoczyła poezję i czułość
Widzę Ciebie słyszę głos, nie czuję dotyku
Często myślę o tym do bladego świtu
Wyciągam rękę – drzwi się zatrzaskują ciszą
Otwieram je na klatce schody jak ja nic nie słyszą
Znów się czuję sam obok mnie nie stoi nikt
Przywykłem – przełykam życia cierpki łyk
Piję dalej wodę chociaż studnię zatruło
Dobre wspomnienia tylko życie mi ratują

Przeszłość Cie pogrąża nie pozwól jej na to
Pogódź się ze stratą nie ma ich już wśród nas
Ta rana się zabliźni potrzebny jest na to czas
Upór w zwalczaniu przeciwności mam
Miłości nie ma między nami
Przeszła nawet złość
Dziś nie jestem sam – odmienny bywa los

Co? …

Kiedy myśle o Tobie to bezsilność znowu czuje
Pisze parę zdań i do Ciebie adresuje
Ty mi nie odpowiesz nie wiem jak się miewasz
jak mam sobie radzić kiedy żyć się odechciewa
słyszę tylko echo gdy do Ciebie dzwonie
teraz za tą przyjaźń karę przyszło ponieść
idę jak przez mgłę, Ty znasz moje motywy
Nie umiera ten kto trwa w pamięci żywych
Czemu właśnie teraz mój umysł nie szwankuje
Powiedz jak zapomnieć ? powiedz a spróbuje
czasu mi brakuje dawno nie zaznałem snu
biegnę bez opamiętania aż brakuje tchu
tracę Ciebie z oczu Twój obraz się rozmywa
Dziś nie jestem sam - proszę za to wybacz
znam smak krwi, potu, łez z resztą wiesz jak jest
kiedy wszystko traci sens
chcę kogoś osądzić ale to niczyja wina
nie chcę się pogrążać nie chcę już wspominać
nie chcę o tym myśleć i samego siebie zwodzić
właśnie nadszedł czas żeby z prawdą się pogodzić

Przeszłość Cie pogrąża nie pozwól jej na to
Pogódź się ze stratą nie ma ich już wśród nas
Ta rana się zabliźni potrzebny jest na to czas
Upór w zwalczaniu przeciwności mam
Miłości nie ma między nami
Przeszła nawet złość
Dziś nie jestem sam – odmienny bywa los

Co? …

Ja wiem kto jest kto
Znam umiar w tym wszystkim
Uwagę skupiam na dniu dzisiejszym i na najbliższych
Co do tych słów weź je za pewnik
Nikt nic nie Ci nie jest krewny
A co do reszty ?
Poszło w niepamięć bo jeśli coś jest prawdziwe
To nic tego nie złamie nigdy
Poczuj ten ból pragnienia
nie wszystkie są w zasięgu tu
Ktoś nie może przeboleć
że prawda jest po mojej stronie
Nie boję się odezwać tylko nie chce na tym koniec
Powtarzam się robię to ostatni raz
Szkoda zachodu
Życie zepsuło nas już dawno
Dziś oddalam to jest mi wszystko jedno
A ty nadal tego nie wiesz
że zawsze jest potrzebny jaki pretekst za życie
w tym zakresie żaden limit
ty mi tu nie udowodnisz nic
bo miłość i przyjaźń dla mnie to znaczy
to samo co żyć
mimo różnic charakteru staram się
w trosce o lepsze jutro
w zaufanym gronie witam nowy dzień
witam nowy dzień
nowy dzień

Przeszłość Cie pogrąża nie pozwól jej na to
Pogódź się ze stratą nie ma ich już wśród nas
Ta rana się zabliźni potrzebny jest na to czas
Upór w zwalczaniu przeciwności mam
Miłości nie ma między nami
Przeszła nawet złość
Dziś nie jestem sam – odmienny bywa los

Co? …
Mówisz, że nic już się nie zmieni Mamo
A ja chciałbym towarzyszyć w locie kormoranom
Od Pomorza po Sanok, samo życie
Nikt nie rozdaje nagród jak kicker, (jednoręki bandyta i tym podobne)
W rybryce pusty szczebel, w ustach knebel
Jakby ktoś miał się dowiedzieć , sorry
Rąk nie śledze, widok zajętych siedzeń
Podkreśla biede, my w tej biedzie zjednoczeni
Nokaut, rund dziesięć to jest twój termnin
Mówisz, że już się nic nie zmieni Mamo
Jak marzenie to Lanos i Popularnych wagon
Samo życie, życie, rosną procenty jak kiper
W nich lucyfer szaleje na gryfie
Ojciec pije jak pił albo i więcej
Kiedyś awantury w zamkniętej łazience
Teraz na twoich oczach rozrywa jej serce
I to wszystko przez butelke...
Mówisz, że już się nic nie zmieni Mamo
Rad wysyła danoy, drgając membraną
To samo dzień w dzień, Mamo wiem że
Satysfakcję zdobędę, dając pod ten bęben...

Ref.
Mamo nie martw się, odnajdziemy się w tym
Piszę teksty, bity tworzę wierz mi
Kiedyś to pomoże lecz dziś...
Tylko nadzieję tobie niosę! x2

Mówisz, że już się nic nie zmieni Mamo
Chcę pomóc kompanom bo życia nie osłodzi Lion
W aucie jak baron na trasie do nikąd
Z tą samą ekipą pada kolejny Benito
Nie jestem bandytą, a czy to ważne?!
Jak ludzie patrzą na nas, sam wiem
Bo stać mnie, by patrzeć im w oczy także
By respektować prawdę, ziemi ciętej jak sample
Mówisz, że już się nic nie zmieni Mamo
Mam ustępować chamom, życie nie jest estradą
Gwiazd, nie ustąpie bo wierzę w ten świat
Proste fakt, dostęp mam taki jak ty
Na języku smak, realii bakcyl zła nie uniknę
Odbić mam piłkę, wiesz to przez system
Rap nie przestanie istnieć bo prawda nigdy nie ucichnie.

Ref.
Mamo nie martw się, odnajdziemy się w tym
Piszę teksty, bity tworzę wierz mi
Kiedyś to pomoże lecz dziś...
Tylko nadzieję tobie niosę! x3

Mamo nie martw się, odnajdziemy się w tym
Piszę teksty, bity tworzę wierz mi
Kiedyś to pomoże lecz dziś...
Szad :
Piszę po nocach... Czasem bez skreśleń jak Mozart..
Widzę to w oczach tubylców z okolicznych moczar.
Mówią mi "Nie odkładaj pióra , bo rap akurat potrzebuje tych , co przędą grubą sieć jak tarantula, bo. Dać Ci mikrofon to jak zlecić coś komuś."
Zawsze miałem świętych ziomów- byli jak "Święci z Bostonu"!
Czasem pomogłem coś komuś innym razem ktoś pomógł
I tak wdzięczność do zgonu trochę jak w GhostDog'u..
Są znowu...! Kipi atrament , a rapy ukochane są dla nas koranem.
Skończę to jak Mahomet ranem. Tematy same płyną wszechoceanem,
Skuma to Do 3% Amen! 3W Fokus...!
Synu otóż mamy to coś , co kręci do tyłu globus.
Z tylu pokus , w tych akurat nie da się nie przykuć wzroku.
Mimo tego syfu wokół. Mimo krzyku wrogów.
Warkotu silników , smogu , precyzja jak chirurg w oku..! Ha..Ha..Ha!

Pork :
To był kraj bez kamer , bez akcji w stylu Kain i Abel.
Martwy gajer wisiał w szafie, jakby za karę.
Patrzył jak martwym się kładę , a rankiem znowu zmartwychwstaję.
Szły kolejne paczki fajek od kumpla matki taniej.
Wtedy nie mógł mieć każdy nike'ek zapach trawki w pubie.
Był czymś normalnym jak to ,że flow na kartki kładę.
To były dni kiedy mi wyznaczył kierunek bit
I spelunek dym , nikt i nic nie mówił jak żyć mam.
A dziś biegnę wciąż ,wszędzie proch , czuję wszędzie swąd!
Patrzę w górę , jakby stamtąd ktoś spuścił setkę bomb.
Choć nie jestem księdzem to. Wiem ,że nie odpędzę klątw!
Biegnie rok niezmiennie zresztą , jest tu biednie wciąż.
Jeden sprzedaję nienawiść , drugi kupuje miłość.
W świecie gdzie musisz zabić , by odebrać coś siłą.
Kolejny ranek i choćbyś miał jak Willas talent.
Może zabrać Cię ta gra szybciej niż Ridla ćpanie!

Fokus:
Sprawdź ten flow. Mam w sobie go na sto procent!
Skąd? Skąd się wziął? To nieokiełznane moce.
W innej epoce - konie , karoce spienię i spocę.
Pędzę przez dnie i noce. Sprawdź to i oceń!
Sprawdź ten track koło wbija takt.
Po drodze od lat, stu procent to znak
Ja ściągam wodze , wychodzę i widzę jak się nie wyswobodzę bo tak !
Bo to trwa od lat tam skąd pochodzę...Sprawdź ten skład.
Oddaję twojej załodze cały ten świat bez wad.
Który przesadnie przesłodzę.
Mam w sobie żar i dar i sam sobie czwarty wymiar spłodzę.
Bo jestem Bogiem i mogę! I uwierz we mnie- nadchodzę!
Myśmy to robili , kiedy nie było debili. A nie było chwili , żeby ich nie było. Czyli wtedy kiedy żeśmy zaczynali. Znali nas ze styli!
Byśmy ze stali oni byli mili. Myśmy odkrywali jak Salvador Dhali.
Oni nas pytali co tam jest w oddali ?
Myśmy to sprawdzali, potem przynosili im i oddawali.YoŁ!
Sprawdź ten flow! Mam go w sobie na sto procent.
Wiem skąd się wziął. To wysoce nieokiełznane moce.
I była wojna jest pokój
Nie przewidziałeś proroku to Trzeci Wymiar i Fokus...!

Nullo :
Nigdy nie mówię nigdy , bo nigdy-nigdy nie jest za późno bracie.
Kładę te rymy na kartkę tak jak malarz swe cienie na płótno kładzie.
24 godziny na dobę tworzę to morze zwartych słów.
Do mieszkań zanoszę nowiny, na które wylewam prawdy tusz.
Szukam bratnich dusz, co wykrzesują z martwych słów
Pojebany Animusz jak Canibus na papirus.
Spójrz..Dla Ciebie to kartki bzdur , dla mnie to czarny blues.
Nie masz jak Mastiff kłów. A szczekasz jakby to były walki psów.!
Zakładam na Ciebie kaganiec , zaczynam kazanie!
Mam manie na pranie.
To siada na banie , na pamięć jak Szada gadanie.
Nie lecę na famie to tanie.
Codziennie to nowe dodane zdanie.
Niezmiennie rzucamy kamienie na szaniec.
Codziennie to samo pytanie pada ,dlaczego dziś każdy gada Bragga ?
Szad , Null , Pork, Smok tną brawurą pod prąd.
Flow gra tu , bo non stop wciąż naturą folklor.
Niepokonani jak Fort Nox , czy Boston Celtics!
Dzień dobry Polsko my robimy tak - jesteśmy MC'S

[x4]
Ej, robimy to tyle lat, ilu z was robi to taki szmat czasu
Ilu z was kradnie czas (patrz graczu)
Łatwo pomylić brak smaku z unikatowym gustem
Oryginał z odbiciem w lustrze, iluzje z pół-snem
W dalszym ciągu to samo...

Widok z tych okien bloków to nie kolor bajki
Tu pejzaż nie przypomina widoku Jamajki
To też nie chronione osiedla
Gdzie kamera widzi każdą bramę, furtkę
Tu cały czas rodziny, domy zniszczone przez wódkę
Kryminalne życie w dalszym ciągu ma szacunek
W dalszym ciągu rośnie w siłę
Patologia tych podwórek często nas ludzi męczy ta bezsilność
Dlaczego mój kolega poszedł siedzieć za niewinność?
Sąd bywa często ślepy tak jak miłość
Szama ta sama, pomidorowa trzy dni z rzędu
W dalszym ciągu ludzi nie stać by wyjść na centrum
Ej, znów się dowiaduję od kolegi, że ktoś siedzi
Jest wiele pytań lecz mało konkretnych odpowiedzi
Mało dzisiaj w nas czystych, dobrych intencji
Bo w ludziach bije w dalszym ciągu serce nienawiści
Przez politykę, która wywołuje, budzi w ludziach
Najwyżej stopień agresji, nie ma co się dziwić
Brak tak jak nadmiar pieniędzy ludzi niszczy
Życia specjaliści mówią nam jak mamy żyć
Nie znając tego życia tu w tych blokach, kamienicach
Ludzi dopada fobia, tu na tych ulicach wciąż ta sama melodia

Stoję tu gdzie fakty, gdzie liczą się kontakty
Gdzie nic tu nie ma za free, nie
Zabij mnie za te parę groszy, wiesz
Wrzuć je do skarbonki i się ciesz
Cash, cash tam gdzie dają to go bierz, bierz
WeŹ, weŹ dla mnie kurwa go też, też
Zdegenerowany, zdemoralizowany, manipulowany przez hajs
Świat i człowiek szajs, w dalszym ciągu taki sam...

Tina sobie lata po podwórku, ja pod klatką
Znów niemiła debata z moją sąsiadką
Że ja tutaj mieszkam niezadowolona
Mieszka piętro niżej ta piskwa pierdolona
Ludzie na stadionach, ten widok cię skręca
Bo dla ciebie każdy krótko ścięty chłopak to przestępca
W dalszym ciągu stereotyp niewyjęty z serca
Dalej, masz tu ode mnie szczery przekaz
Rap, który nie będzie hitem na dyskotekach
Wypłaty coraz mniejsze, a większe ceny w sklepach
Gdzie tu logika? dla mnie tu brak jej
Życie nas nie pieści jak ręka kobiety nagiej
Nieraz widzę przykry widok matki i dziecka
Gdy matki nie stać aby kupić mu te chrupki
Dalej pełno ludzi chodzi na darmowe zupki
Do instytucji ludzie piszą maile
Bo kurwa brak złotówki na leczenie dziecka
Przykre to, że ludzie muszą pokazywać swe problemy w mediach
Mówią, mówią - bezrobocie mniejsze
Bo ludzie wyjechali w za granicę pierdoląc to polskie szczęście...

[x2]
Stoję tu gdzie fakty, gdzie liczą się kontakty
Gdzie nic tu nie ma za free, nie
Zabij mnie za te parę groszy, wiesz
Wrzuć je do skarbonki i się ciesz
Cash, cash tam gdzie dają to go bierz, bierz
WeŹ, weŹ dla mnie kurwa go też, też
Zdegenerowany, zdemoralizowany, manipulowany przez hajs
Świat i człowiek szajs, w dalszym ciągu taki sam...
Dzielne chłopaki z nadmorskiego miasta
Zawsze robią swoje i robić będą basta! x4

Pozytyw, negatyw, dla tych czy dla tamtych
Proste dla kumatych, dla tych co znają klimaty
Pamiętam, nie zapomnę lata 90-te
Gratki o świętej wojnie, to czasy niespokojne
Brutalna konfrontacja zdobywanie sektora
To nie wyobraźnia chora, horror jak z telewizora
Sobotniego wieczora, wrzawa znowu podniesiona
Taka droga obrana, chuligańska odsłona
Dzielne chłopaki, bo o nich tu mowa
Każdy z nich spróbował życia posmakować
Nic ująć nic dodać to stara historia
Wyjazdy, kobiety, każdy lubi imprezować
Swą drużynę dopingować, non-stop rywalizować
Z wrogim klubem sparować, dobrze znokautować
Życie nadal się toczy tak jak u kimona zobacz
Że chłopaki z Arki nawzajem umią się szanować
Niezliczone wyprawy na obce terytoria
Czy to wyprawa na kadrę, czy potyczka ligowa
Zawsze w honorowy sposób obecność zaznaczona
A w dzisiejszych czasach znacznie ranga podniesiona
Pytasz do czego zmierzam moment już wyjaśniam
Że chłopaków naszła nagła transformacja
Pytasz jaka przemiana, co nie zauważasz
A kto w lidze rugby na sportowo się naparza
Wartościowa rzecz tak jak filmowy Oscar
Zdobycie wice mistrzostwa rugbistów walka ostra
Na szczyty ich wyniosła, atmosferę podniosła
A ja dzięki tym faktom daje rymy na soundtrack
To nie dla słabeuszy, rugby każdego poruszy
Nie jednego ogłuszy gdy trzeba zatrzymać
Obalić przeciwnika, by kolejny mecz wygrać
Taka twarda taktyka wszystkim nam może się przydać

[pora mecz już rozpoczynać]

Pytasz jaka przemiana, co nie zauważasz
a kto w lidze rugby na sportowo się naparza?!
Co nie zauważasz pytasz jak przemiana
a kto po boisku za piłką gania.... x2

Opowiadam dalej, tak jak mnie o to prosili
Żądni sukcesu każdy z nich chce sie wysilic
Nikt się przecież nie pomyli konsekwentni w dążeniach
I nie zmnienia się nic, i nic się nie zmienia
Osadzeni w korzeniach, nadal mają jaja
Nikt nie jest grzecznym, chłopcem przecież nikt tu nie nawala
Za charakter pochwała i to nie żaden cukier
Byłem i widziałem znam całą sprawe uwierz
Uzbrój się w nerwy i na szczęście weź podkowy
Zanim zdecydujesz się nawiązać kontakt wzrkowy
Bo na twarzach tych ludzi wypisane jest wszystko
Od ulicy po boisko respekt powszechne zajwisko
Nikt tu nie jest aniołem, każdy dostał za swoje
Teraz w sporcie podboje, co nie znaczy że z tym koniec
Brygada chuliganów dobrze wiem gdzie miejsce moje
Nie pytaj o rozboje, bo nic ci nie opowiem
Każdy robi swoje ja rapuje się nie boje
Tutaj moje miejsce i dlatego tu stoje
Z bagażem doświadczen, znam ekscesy stadionowe
Wszystkie te miejsca okropnychm wojen
Pamiętam co było, duzo adrealiny
Chłopak co ma dużo siły, wiele złego bójki były
Puchar Polski, Liga Mistrzów, seria darzeń na wyjeździe
Spróbuj wysiedzieć na karześle bo ostro teraz będzie
Zerwać wrogie barwy z płotu
Sieć upadków i wzlotów
Wyrwać piłke w tym tłoku
Dobiec tam gdzie kumpel gotów
Na przyjęcie podania, przecież nikt tu nie nawala
Wyminąć przeciwnika, własnym ciałem się osłaniać
Tak to wygląda, to mozliwość wygrania
To możliwość wygrania
To mozliwosc wygrania
Bo to jest brutalna gra, dla twardych zawodników
Oni wiedzą czego chcą zdecydowani na wszystko
By osiągnąć swój cel, który jest już tak blisko
Chłopak pokazjue męstwo
Liczy się każde zwycięstwo
Za cene sukcesu on odda królestwo
Rozładować emocje i w końcówce przyśpieszyć
Przeważyć szale i z sukcesów się cieszyć
Dziś na sportowo, z szacunkiem dla rywali
W rugby się gra, rugby się chwali...

Pytasz jaka przemiana, co nie zauważasz
a kto w lidze rugby na sportowo się naparza?!
Co nie zauważasz pytasz jak przemiana
a kto po boisku za piłką gania... x3
Raz, dwa, trzy kurwa
Napierdalać raz, dwa trzy, kurwa!

Kto kłamie tu jak z nut
Ktoo kłamie tu jak z nut
Kto kłamie tu jak z nut
Ktoo kłamie tu jak z nut
Kto kłamie tu jak z nut
Ktoo kłamie tu jak z nut
Kto kłamie tu jak z nut
Ktooo kłamie tu jak z nut

1. Hans
Głos ma Dębiec
Na wstępie cię zgnębię
Więc lepiej zejdź ze mnie
Wiesz, że szczerze nie chcę
Bym na nerwach łeb tak zdeptał żebyś nie wstał
Zemsta z Dębca słuchaj Frencla
Rapowy przestępca z pięć dwa
Niech tekst starczy
Chcesz to też mogę zawalczyć
Przejście! Bo to wejście na pełnym łonykejsie
Miej się na baczności
Wiadomości z kraju antymoralności
Spójrz na otoczenie, tam drzemie zagrożenie
Żyjąc w gniewie, widząc siebie w niebie
Karmiony kłamstwem, zbrojny w prawdę walczę
RAP do wstępnych negocjacji
Pięści do dalszych i to wystarczy
Gdy siła argumentów się skończyła
Pozostaje tylko siła
Jesteś dobry w fristajlach?
Chodź sprawdź się w realiach!
Gdy się zbliżę, spodnie opadną ci niżej
Gdy ubliżę upadniesz jak Jezus pod krzyżem
Puszcza ci zwieracze gdy popatrzę
Ile ci zapłacić by zobaczyć jak się szmacisz?
Ile znaczysz, gdy się płaszczysz
Ile tracisz w naszych oczach Rap o życiu, cieciu
Nie życie według rapu, kapujesz?
W ryj ci napluję, a ty nawet nie poczujesz co żujesz
Bo tak się zapatrujesz w to na co pozujesz
Nie grożą mi fobie, nawet jak się dorobię
Nie wypierdolę w klipie ze złotym orłem na głowie
Jego miejsce jest na polskim godle
To RAP Polski godny, polski więc dobry
Głodny? Wyjdź na chodnik, weź to od nich

SKI, SLU, A, EMCEDWA
5-2, MEZ i BLAZE jeszcze chcesz?
To bierz! I wierz w to bo to jest to

2. Peja
Jak mam zagrać czysto kiedy wszyscy inni brudzą
Koleżeński układ przy biznesie tak się trudzą
Chcąc mnie przekonywać o swych uczciwych zamiarach
Przejrzałem na oczy więc faszystów czeka kara
Więc nara, nara! Jesteś łeb, wypierdalaj!
Dla ciebie nie ma czasu i miejsca wewnątrz stada
Intruzów nam nie nada a do takich cię zaliczam
Najpierw sprawdź port a potem zakotwiczaj
Zwyczajnie będziesz ryczał bo abordaż offical
Po legalu ci wytnie niezły numer będziesz kwiczał
Jak ten gwiazdor nadęty, dla mnie kamuflaż, brezenty
Ty mówisz nie tędy, ja ci mówię pierdolnięty
A ty w sposób pokrętny chciałeś Peji wytłumaczyć
Że pojęcie komercji w tym wymiarze nic nie znaczy
Bo tak naprawdę pogląd zależeć ma od gaży?
W dużej mierze tej żołnierze
Czy w to wierzę? Znam swą cenę
Wiem na co mnie stać, ale z tobą się kurwienie
Zostawiam konkurencji, tym którym zawsze jadę
Im daj fejm i pomadę
Nie masz sztamy z mym składem
Bo jesteś zwykłym gadem, który chciałby się nachapać
Rychu jest czujny w porę zdążył cię przyłapać
Jestem w tym zbyt długo byś się mógł ze mną dogadać
Z mego stołu tylko wierni mym zasadom będą jadać
Judasze spierdalać, spadać judasze
Dziś swój słomiany zapał w zarodku zgaszę
Dam ci plagę nie paszę, masz ugór, nie czarnoziem
Chcesz uprawiać to proszę, zapracuj i to poczuj
Nie wierzę w twą znajomość i uczucie do hip hopu

Kto kłamie tu jak z nut
Ktoo kłamie tu jak z nut
Kto kłamie tu jak z nut
Ktoo kłamie tu jak z nut
Kto kłamie tu jak z nut
Ktoo kłamie tu jak z nut
Kto kłamie tu jak z nut
Ktooo kłamie tu jak z nut

3. Wiśniowy
Oto twoja postawa dla mnie a la Zygmunt Freud
Całe życie o seksie rzadko uprawiając go
Chciałbyś dużo powiedzieć lecz nie bardzo wiesz co
Zejdź na dno, poczuj, zrozum zapach zgnilizny
Powalcz co dzień z życiem, chcę zobaczyć twoje blizny
Nie wybrałem łatwizny idę, swoją droga kroczę
Zbuntowanym głosem zostawiając ślady mocne
Co dzień zabiegany, łapię życie pełną garścią
Ty należysz do tych co przed nami się garbią
Radzę się pospieszyć póki czasu ci zostało
Przeterminowanych hiphopowcow w kraju tym jest mało
Zrób se dziecko, póki jeszcze możesz
Jeśli masz problemy ja z załogą ci pomogę
Ty Don Kichot z tępą włócznią przeciw miotom
Gdzieś to widziałem to na stówę mogę przysiąc
Mam powodów chyba z tysiąc żeby rap swój nagrywać
Jestem stąd tak ci co nie lubią przegrywać
Ten co piórem walczy, tego pióro musi skarcić
Bierz swoje zabawki, wypierdalaj, wszystko starczy

E ty bismarck
To ja wiśnia
Chcesz to słyszeć
Masz to z bliska
Weź posłuchaj
My na całość
Wy na malucha

Bang, Bang, pudło!

Kto kłamie tu jak z nut
Ktoo kłamie tu jak z nut
Kto kłamie tu jak z nut
Ktoo kłamie tu jak z nut
Kto kłamie tu jak z nut
Ktoo kłamie tu jak z nut
Kto kłamie tu jak z nut
Ktooo kłamie tu jak z nut

Kto kłamie tu jak z nut
Ktoo kłamie tu jak z nut
Kto kłamie tu jak z nut
Ktoo kłamie tu jak z nut
Kto kłamie tu jak z nut
Ktoo kłamie tu jak z nut
Kto kłamie tu jak z nut
Ktooo kłamie tu jak z nut

Jak bardzo skurwisz się by sprzedać swą muzykę?
Mamy siebie, mamy tak wiele
Mamy to szczęście, że mamy siebie / 2

Mam kogoś, dla kogo to wszystko robie. Mam kogoś, za kogo mogę skoczyć w ogień. Za kogo mogę zapłacić tym co drogie. Czuje to tylko przy Tobie. Powiedz, gdzie bym to wszystko znalazł w jednej osobie, tyle szczęścia na raz. Tyle energii, charyzmy, piękna, w zamian daję parę słów na tych dźwiękach. I mogę to powiedzieć głośno dziś, każda miss przy Tobie to tylko wice miss. I może być takich wokół pełno, lecz tylko Ty przyniosłaś mi na świat nieśmiertelność. I dziś żyjemy życia pełnią i spełnią się wszystkie nasze marzenia, na pewno. Choć wokół tyle przeszkód Ty wiesz już zrobię wszystko byśmy nie oblali tego testu.

Mamy wiele tak, mamy siebie a to nasze szczęście
Mamy wiele tak, bo żaden problem nas nie dotyczy bo mamy się
Mamy wiele tak, mamy siebie a to nasze szczęście
Mamy wiele tak, nic nie obchodzi nas, nie obchodzi bo mamy siebie

Kiedy wyruszam Lajnerem na ocean i tęsknie, chyba czasem tego nie doceniam, jak pięknie mieć kogoś kto jest zawsze przy Tobie, nawet kiedy życie jest straszne, kiedy mrok przesłania jasne barwy i cały świat wydaje się martwy. Wczoraj chciałem się załamać, dziś nie jestem sam, nie jesteś sama, w czterech ścianach. Daję Ci siebie, w zamian dostaję namiar na szczęście, liczę już czas do spotkania. W nieskończoność mam zamiar za tym ganiać, nie mogę przestać, to jest jak mania. Gdzie jesteś teraz? Tam chcę się teraz przenieść. Połączy nas przeznaczenie. Życie miewa czasem dziwny przebieg ale my mamy szczęście, mamy siebie.

Mamy wiele tak, mamy siebie a to nasze szczęście
Mamy wiele tak, bo żaden problem nas nie dotyczy bo mamy się
Mamy wiele tak, mamy siebie a to nasze szczęście
Mamy wiele tak, nic nie obchodzi nas, nie obchodzi bo mamy siebie

Ja jestem tam, choć nie widzisz mnie, nie nie jesteś sam. Ja jestem tam, gdzie samotnie stoisz tam ja jestem bo masz moje oczy, zmysły i świat. Tak wiele mam, bo mam Ciebie a Ty mnie.

Mamy wiele tak, mamy siebie a to nasze szczęście
Mamy wiele tak, bo żaden problem nas nie dotyczy bo mamy się
Mamy wiele tak, mamy siebie a to nasze szczęście
Mamy wiele tak, nic nie obchodzi nas, nie obchodzi bo mamy siebie

Mamy siebie, mamy tak wiele
Mamy to szczęście, że mamy siebie / 2
Moje Jordan-sy, Air max-y nie zdradzą ci tajemnic
To serce tyka jak plastyk, islamskie ekstremy
Nie brak nam intelektu to nasz jedyny AS
W tym mentalnym pierdlu pojebanych spraw
Żaden z nas nie ma ceny mierzonej w walucie
Reszka, orzeł kupi, żyje, nie kupi nie żyje - głupiec
Nie mówię, że brudem zarastać lubię
Nie dbam o bycie blink numer jeden pod klubem
Sram na życia blichtr smakuje mi sól i gorycz
Nie muszę mieć niczego, w chuj mam bunt i dosyć szarości skurwysynu
Ja to koloryt prawdziwości i nie masz na to metafory
Robię swoje, moje i nasze, mam prosty pomysł
Nie wpisuj mnie do kronik
To wciąż małe kroki, do przodu powoli nie zatrzymasz mnie jak soki
Na rajdach writer-ów pozdrawiam jointla w bombing
Stare składy łobuzów i spontan wojny
Sami tracimy już pamięć o tym
Nowe miejsca, nowi ludzie i wciąż nowe kłopoty
Nowe dupy, nowi kumple i nowe anegdoty
Nowe życia 20-sto paro letnich starców
Nowe bloki, nowe śmieci, nowe śmierci neo panku
Słuchasz o tym czy żyjesz tym? Sam nie wiem
Z gruntu małe ma znaczenie, co było a nie jest
("Gimme" that microphone x2)

To dla niektórych!
Proste jak mój nos, jasne jak noc
Nie dzwoniłem nigdy do radia, by usłyszeć swój głos
Nastawienie na fejm, poklask, zobacz
Dziś szacunek i respekt, to puste słowa
Na hip-hop kulturę patrzę jak na byle dziurę
W górę, wyprostowała by nawet sznurek
Noty, oceny i pusty splendor, iść za tym co większość?
Pierdolę przeciętność
Lata temu gdybym wiedział co dziś zobaczę w oknie
Cokolwiek bym myślał, pomyślał bym odwrotnie
Ciężko zarobiony kwit, i dużo farta
Wita Rzeczypospolita jedna czwarta
Na ulicach widać nie jednego rozbitka
A butelka na ratunek to już raczej czarna skrzynka
Co jest grane, powiedz, kiedy to piszę
Ty zamiast świętować, walczysz gdzieś o życie
Kiedyś ziomek, mieliśmy przyklejone
Po wewnętrznej stronie powiek, plakaty tych samych kobiet
Koleżanki z podstawówki, które chciałem dotykać
Dziś im wiszą cycki, jak uszy jamnika
Mija uroda jak moda, ziomuś co tam?
Dobre to dla tych co nie odróżnią błota od złota
Co było a nie jest, niektórych nie grzeje
Ty nie oceniaj mnie według siebie
("Gimme" that microphone x2)

Pozmieniało się dokoła
Nie wiem czy to świat zwariował
Czy to ja łapię lekką schizofrenię i dziwnego doła
Wiem, że zabawnie żyć, rapować, tegować nielegalnie
I ciągle sobie wkręcać, że tak jest fajniej
To trudna gra jak frisbee na wietrze
Wielu to rzuca kiedy kończy 20-stykę
Tu łatwo o zawieszkę, cieżko o wczutkę
Znam takich, którzy specjalnie po to palą lufkę
Lufkę jak nie wiesz skąd wziąć te topy
To olej to stary, od czego są smartshop-y
Miejscówki małolatów to kurwa hotspot-y
A latem każdy z nas nosi te flip flopy
Co jest cięte, lecą czasy jak dzikie
Razem z nimi rosną tyłki naszych rówieśniczek
W wiadomościach ciągle pieprzą, że emigracja wraca
Znajomi nadal siedzą w tych czterech stronach świata
Wasze zdrowie, a zdrowie też człowiek, cierpi
Te używki już nie wchodzą jak w dwutysięcznym
Tylko jedno się nie zmienia, od lat nie wzrusza
Wszyscy kochają kwit jakby to był brat Jezusa
My, my nie umiemy się pohamować
Jak dla mnie możesz to na raz kochać i hejtować
Jak nie jarasz się ty, to się jara twoja siora
BRD całkiem stara, nowa szkoła
("Gimme" that microphone x2)
Miał jakoś około dwudziestki, gościu był najlepszy,
pisał takie teksty- wierz mi, że nie było kwestii lepszych,
jego życie to hip hop tylko i nie miał perspektyw,
miał teksty i flow przyszłość zakopaną w czerni,

Żył na chujowej dzielni, uzależnił się zbyt szybko,
banalne, nie? jak kreski z fifką, wóda i piwko,
jego stary poszedł z dziwka, mama nie miała na szamę,
Mamo nie martw się mam talent i pokażę go na świata skalę!

Miał jakąś prace ale stale ja tracił,
hajs wydawał na bakę, bo nie mógł sobie poradzić,
miał tylko kartkę i papier i jedno marzenie,
jeszcze wam pokażę, mówił zawsze, zobaczycie jestem pewien.

Miał wielką pasję, podziemie znało go zaprawdę,
miał w genie rap grę, na scenie ewenement z majkiem,
i mimo barier miał wenę jego czas nadchodzi,
i nikt nie stanie na przeszkodzie mu nie stanie mu na drodze.

[Ref 2x]
Nie szampan, nie dziwki, nie koks, skurwysynu,
tylko zwrotki do bitów i true love do tych rymów,
wymów to- R.I.P to dla tych co odpadli,
true love-R A P, pierwsi będą ostatni.

Siemasz, ziom, sorry, że pisze to w takim czasie,
ale wiesz jak z czasem jest, zapierdalam na taśmie wiesz,
kiedy robię po dwanaście godzin w dobie na kontrakcie
człowiek, ogarnąłem fobię trochę, biorę tylko na sen teraz.

Alko już nie mogę, ale chuj w to gówno,
stary, jak Ci powiem co się stało w ogóle to padniesz, czuj to,
dostałem power jak chuj, bo zadzwonił facet od studio,
dostałem szanse na wydanie materiału na grubo,

Ty i mam tekstów kilkaset, bity, stary, wszystkich zgaszę,
w końcu stało się pokażę klasę, tym razem mam fazę,
tymczasem rozstałem się z laską, ale nieważne,
muszę ogarnąć się teraz mam coś mi daje jasność zawsze,

Żeby rano wstać, żeby kurwa grać to,
a pamiętasz jak mówiłem, że nie spadnę na dno,
że marzenia się spełniają póki mamy siłę,
mam swoja chwilę i zrobię to teraz albo nigdy, tyle.

[Ref 2x]
Nie szampan, nie dziwki, nie koks skurwysynu,
tylko zwrotki do bitów i true love do tych rymów,
wymów to-R.I.P to dla tych co odpadli,
true love-R A P, pierwsi będą ostatni.

To była zima, 4 lata później- grudzień,
i chodź gasną światła, zawsze zostają ludzie, wiesz,
niech pamiętają każdy tekst i każdy numer,
każdy wers, każdy dźwięk, każdą nagraną minutę,

Poszedłem na cmentarz jak co grudzień,
trzymając list w rękach, pamiętasz, jak pisałeś go w ów dzień?
pamiętasz? kurwa, przecież miałeś swój sen,
miałeś potencjał, i co pensja nie ta, czy poszło o dumę?

nie tak miały tu być, tu nic nie dzieje się przypadkiem, co?
tu nie ma nic dziś to przeznaczenie jest martwe,
wszystko to pić na wodę, puste slogany na grobie po Tobie,
i nie ma nic a może miałeś odejść?

a może miało tak być, a ideały nie istnieją,
jesteśmy za mali żeby walczyć sami z beznadzieją,
to bez znaczenia brat, teraz R.I.P na trak ziom,
"wieje wiatr- znicze gasną..".
Cztery ściany ciszy, a Ty jak pitbull na smyczy,
kiedy własny ból policzysz to impossible jak mission,
musisz żyć tu , a wisi czas na stryczku i milczy,
stumilowy las artystów cmentarzysko myśli,

tu gdzie krzyczy beton, typy rozbite fetom Ty,
widzisz to poniekąd gdyby odejść stąd daleko,
i zakopać dyby, chyba nie gdybam dzisiaj,
chwytam powietrze czemu nie mogę oddychać

chciałbym zaśpiewać Ci recital i niech zdobi go muzyka,
dzisiaj nie widzę problemów, gubię się już w litrach,
może pozwolisz, że zapytam ile warta jest liryka,
może mnie wyzwoli Ty a może rozpierdoli mnie po stykach,

waham się, nie widzę klamek tutaj,
chodź wypierdole je z buta, szybko, bye bye buka,
chyba oszuka mnie, znów, Ty nie szukaj mnie tu,
nic tu po mnie, pozostaje tylko bunt.. (tylko bunt)

ref.x2

i nie możesz zrobić nic, to pierdolone Alcatraz,
musisz tutaj żyć, a każdy moment to pułapka,
każda chwila to matnia zaplątana w biały kaftan,
sam na sam z betonem i muzyka na słuchawkach.

to betonowa klatka a w niej tylko Ty (ty)
gdy ktoś założył Ci kaftan potem zamknął drzwi (drzwi)
obojętna wyliczanka, kto odpadnie z gry (gry)
gdy kolejna szklanka w dłoni koi zaspokoi sny w agonii,

ja czy Ty (ty) My czy Oni, nic tu po nich,
jesteśmy wolni?!, proszę Cie, przestań pierdolić!
alkoholizm, daj mi spirytus kurwa, a mój spirit już urwał zawory,
jak furia tenory nakurwia w opory,

pozwól opowiem Ci story, o tym jaki świat jest chory,
parę zwrotek mnie wybroni zanim będzie po nim,
może uciec w metafory muszę zagłuszyć demony,
nigdy jak niewolnik, nigdy jak oni kurwa słyszysz?!

waham się, nie widzę tutaj klamek nigdzie,
a gdzie jest zamek ?, może potrafisz wskazać wyjście ?
chyba zostanę chwilkę zanim przekroczę próg, znów,
pozostaje tylko bunt.. (bunt)

ref.x4
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo