Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Jaki jestem, taki pozostanę,
W chuj mnie obchodzi czy Cię rusza te nagranie,
Tutaj stanę, przejdę, kopne w łeb,
Sto milonów Lech na twoją stronę,
Serca rozpalone, więzy z przeszłości,
Ful was zaprasza, Ful was ugości,
My ludzie prości, dla tych coś na ścierwo,
To co jak ja zrobię, dowiesz na pewno.

Ful z tym, Ful z tym,
Na wieki, wieków amen.
Na balecie siać zamęt,
Póki ksiądz nie powie mi nad grobem.
Pokój jego duszy. Amen. Amen jego czasu.
Swoje napierdalać. Gdy rebel przykazania.
Za kołnierz nie wylewaj.
Na myśl o balecie, weź nie ziewaj.
Przez życie się przeciskam jako Dino.
Z mej bajaty jakoś lipy nie ma .
Silesia rebela. Siema. Twórcy nasz emblemat
Kielon w górę pozdrowienia.
Młody, Eki PPB, JFK, NDE, Mezet P,
Bezimienni, młoda krew,
Do tego psiaków witom, na zawsze z Bombatyką.
Nikt nam nie przyfiko,
Pasi mi to jak szama za friko.
Jak panna z mokrą cipą.
Jestem tu z ekipą.
A co jeden większy wul.
Coś nie pasi, mordę stul.
Każdy chuj niech stąd wije.
My rozkręcamy bibę.
Bezimienni -tak się żyje.

Chuj tam pancerze.
Ful na bajerze.
Nasz 3- w tej samej rap sferze.
Bomba z grubej rury, nadchodzą tsury,
Teraz ten rap, niech goszczą wszystkie fury.
Ręce do góry, niech trzęsą się mury.
To ten rap, który jest chamski z natury.
Bo jeśli chodzi o tego tutaj wula.
Spoko, spoko, życie jakoś mu się kula
na bibach chuja
krajfel i rura.
Ale o tym się coś jeszcze powie.
Tymczasem wasze zdrowie.

Ref. Ful, z tym, ful – morde stul,
Taki kurwa jestem, no i chuj. x3

Rebel, rebel, opróżnione flachy,
Do tego pata lachy,
Nawet z grubej mokasyny,
mikrofon da sie zrobić.
Nie ma brzydkich panien, tylko za mało wódy,
Historie wzięte z dupy , nie trzymają się tej grupy.
Nie potrzebuje lupy, by zobaczyć kto w porządku,
Przez pryzmat baletów,
Nie potraciłem wątku, tradycja jako brządku.
Ręka rękę myje. Na imprezie czy na bibie
Stąd si mora tu.

Jesli daje słowo, to słowa dotrzymuje,
Za plecami brata wrogich planów nie knuje.
Furę rozjebałem, chuj, nie płakałem,
Poszło po kosztach, trudno, miałem.
A na wieczór z bratem, gorzoł, polałem.
Świr jak chów, więc świrowałem.
Albo ta dupa na chamskim bajerze,
To Ci co mnie znali mówili nie wierze,
Zero stresu –to nie ludzie z marginesu.
Zero stresu –to nie ludzie interesu.
Ej leszcze, Ryju, Ostry, Mara czy coś jeszcze,
Czy coś jeszcze.

To cham, sam przed tobą stoi,
Spójrz mu w oczy, zobaczysz gniew gnoi,
Moja, troja – to moja grupa.
Kilkaset kilometrów walenia z buta.
Tutaj, na tym planie,
Chark na twarz i sierp na przywitanie,
Zapraszam panie, zapraszam was,
Na kurewskie towarzystwo poleci kwas.
Patrz tu, mam kilka pytań
chcę być pierwszy, odpowiedzią i bez bicia
znasz już rap na wszystkich płytach
nie masz w głowie plam jak skóra z przepicia
grasz w to sam, wiem, taka pora
rapujesz od dzisiaj czy już od wczoraj
patrz no jak rośniemy w siłę
byliśmy tu, pytanie - gdzie ty byłeś?

Gdzie byłeś jak staliśmy na klatkach
gdzie jak siedzieliśmy na ławkach
jak w Warszawie była jedna rap najba
nie było cię jak wyszedł skandal
dopadła cię moda, ale prawda cię dorwie
pytasz po chuj wszyscy pozdrawiają Bognę
chłopcze to dawne czasy, weź przestań
wtedy Jay nawijał o martwych prezydentach
a LL miał czekoladę na tą pannę
Eveley, 2Pac mówił wszystkie oczy na mnie
dokładnie tak czasy przegrywanych kaset
na zimę chwile wtedy byłeś graczem
z rapem było lepiej, każdy chciał coś zrobić
nie był interesem gdzie każdy chce zarobić
skowyt twój słychać, przejrzałem cię na wylot
dużo straciłeś jak cię tu nie było

Gdzie wtedy byłeś? gdzie wtedy byłeś? ha
Gdzie wtedy byłeś? gdzie wtedy byłeś?
Gdzie wtedy byłeś? gdzie wtedy byłeś? aha
Gdy zaczynaliśmy to
Gdzie wtedy byłeś? gdzie wtedy byłeś?
Gdzie wtedy byłeś?

Gdzie byłeś gdy pisałem pierwsze tagi
bo nic nie przywróci tej magii
a za nim miałeś płyte to miałeś na mieście fame
nowe gwiazdy jak najdalej stąd weź, się jeb
niektórzy goście przeczytali o podwójnych
zapomnieli, że twój styl ma być dobry nie trudny
wspinaj się, wy prościej ja lepiej
ja stoję z boku na złość tej tandecie
nie widziałem was wtedy kiedy
powstawały zręby sceny trzeba to przeżyć
żeby skumać co czuję kiedy włączam radio
tak mało trzeba dziś żeby zostać gwiazdą
bez wstydu możesz puścić nas
bo mamy dłuższy staż i tłustszy bas
nie myśl, że mam gula, bo nasz pułap
jest wyżej niż żeby grali nasz rap w klubach

Gdzie wtedy byłeś? gdzie wtedy byłeś? ha
Gdzie wtedy byłeś? gdzie wtedy byłeś?
Gdzie wtedy byłeś? gdzie wtedy byłeś? aha
Gdy zaczynaliśmy to
Gdzie wtedy byłeś? gdzie wtedy byłeś?
Gdzie wtedy byłeś?

Los sprawił mieszkam tu nie w Los Angeles
ale gdy masz braki mogę być GhostRiderem
jakbyś chciał wiele pisać o czasach
gdy mieliśmy owoc rapu ty Krzysia Antkowiaka
słuchałeś 2Paca? chyba Curta Cobain'a
to nie tak, że wchodzisz, gdy furtka otwarta
tamte czasy - kopalnia wspomnień synek
The Roots pytali pytanie gdzie ty byłeś
wtedy Jay miał całkowitą wątpliwość
ja mam pewność, że cię wtedy nie było
jedna miłość gdybyś się trochę postarał
wiedział kim jest Bóg, kto to Piotr Skała
jakiś kawałek zacznę o World Cup dokładnie
ty zapytaj Kreta co to był rap day
mogę tak dnie całe mówić ci więcej
nigdy tego nie zobaczysz, nigdy tego nie zdobędziesz
[tylko tekstyhh.pl]
Gdzie wtedy byłeś? gdzie wtedy byłeś? ha
Gdzie wtedy byłeś? gdzie wtedy byłeś?
Gdzie wtedy byłeś? gdzie wtedy byłeś? aha
Gdy zaczynaliśmy to
Gdzie wtedy byłeś? gdzie wtedy byłeś?
Gdzie wtedy byłeś?

Gdzie byłeś kiedy wyszło pierwsze Stare Miasto
drugie Stare Miasto, nie byłeś tu
jak to wprowadzili, instrumenty
a Kret nas do rap gry wprowadził, minęło wiele miesięcy
a dziś każdy radzi nam jak nagrywać i z kim
każdy ma dziś teledyski, pięć singli
i dla jego radia robi pięć Jeam i Beam
puścili w ogóle choć jeden z nich
gdzie byłeś, kiedy wkraczaliśmy bez kompleksów
w świat rapu, który ktoś zepsuł go
zepsuł lekko, jesteśmy generacją młodszą
i nie wyobrażam sobie bym mógł się odciąć
od tego, bo gdzie ja byłem w swoim świecie
a te wersy to jedyny stamtąd przeciek
byłem tu gdzie teraz w mieście litery dźwięków
płynę na bicie, zatopiłem jeden z okrętów już

Gdzie wtedy byłeś? gdzie wtedy byłeś? ha
Gdzie wtedy byłeś? gdzie wtedy byłeś?
Gdzie wtedy byłeś? gdzie wtedy byłeś? aha
Gdy zaczynaliśmy to
Gdzie wtedy byłeś? gdzie wtedy byłeś?
Gdzie wtedy byłeś?
Umysł biedaka zawsze będzie biedny,
jak zobaczy pieniądz wyda mu się zbędny,
umysł bogacza zawsze się dorobi,
nawet jak straci wszystko znów stanie na nogi,

Jebać policję, jebać policję,
Jebać policję, jebać policję,
Jebać policję, jebać policję,
Jebać policję, jebać policję,
Jebać policję, jebać policję,
Jebać policję

Opowieść to o dilerach ,
o dealu zrobionym na sumę o trzech zerach,
osoba znana i szczera towar od niego odbiera,
a teraz idzie na podwórko, gdzie przypał niejeden miał,
nieraz jak go złaapią psy, na komendzie zaczął się rozbierać,
mógł starać się opierać, oni każą wypierdzielać,
ale przecież to niedziela, telefon tak tak ,
już do niego napierdziela, gościu napierdala jak uderzeniowa fala,
on w sumie dzwoni, mówi bądź u mnie zaraz ,
za 15 min odpowiada, bo to nie banał,
to dla towaru gdzie przebitka na nim jest za mała,
wstąpi jeszcze do domu,
aby na stadion z rękawicą zrobić wała,
feta się skończyła ale mąka się ostała,
dorzuci kilka deko aby reszta nie poznała,
kupi za to coś dziewczynie a potem
bara bara bara bara bara bara bara

Umysł biedaka zawsze będzie biedny,
jak zobaczy pieniądz wyda mu się zbędny,
umysł bogacza zawsze się dorobi,
nawet jak straci wszystko znów stanie na nogi,

Umysł biedaka zawsze będzie biedny,
jak zobaczy pieniądz wyda mu się zbędny,
umysł bogacza zawsze się dorobi,
nawet jak straci wszystko znów stanie na nogi,

Umysł biedaka zawsze będzie biedny,
jak zobaczy pieniądz wyda mu się zbędny,
umysł bogacza zawsze się dorobi,
nawet jak straci wszystko znów stanie na nogi,

odbiera i się nie zjarzy i nie powie, że to chała
wyszedł z domu niepozornie jak krasnal chalabała
lecz to nie domowe przedszkole to osiedlowe boje,
lepsze ustawki niż ma nauczyciel tatko i tatki dziatki
ale chuj z tym już w podróży, jego meta no i feta dostarczona w pół godziny,
zarobił 4 stówki ziomek,
zapomniał, że obowiazuje jedna zasada,
lepiej będzie miał ten który hajs odkłada,
bo następnym razem może być obława,
a za lamanie prawa zarzuty się stawia,
wolności pozbawia
grunt pod nogami wali się jak lawa
a konto puste choć pamiętasz wszystkie twoje dni tłuste,
jak rozrzucałeś stowki na lewo i prawo,
a mogłeś dziś jeździć bejcą lub porshe'awą ,

z Przepisów drogowych robimy se jaja
ciągle powtarzamy, że każdy pies to faya
z Przepisów drogowych robimy se jaja
ciągle powtarzamy, że każdy pies to faya
z Przepisów drogowych robimy se jaja
ciągle powtarzamy, że każdy pies to faya
z Przepisów drogowych robimy se jaja
ciągle powtarzamy, że każdy pies to faya

Umysł biedaka zawsze będzie biedny,
jak zobaczy pieniądz wyda mu się zbędny,
umysł bogacza zawsze się dorobi,
nawet jak straci wszystko znów stanie na nogi,

Jebać policję, jebać policję,
Jebać policję, jebać policję,
Jebać policję, jebać policję,
Jebać policję, jebać policję,
Jebać policję, jebać policję,
Jebać policję
Rap już nie jest taki sam, to nie to pokolenie
Światłem przebieg od tych lat aleją w przeznaczeniu
Jedni zamienią korzenie na pół litra
Od nich za pieniądz tylko pierdzenie uzyskasz
Nie chcę się wywyższać, z doświadczenia sam wiem
Że nigdy nie wiadomo, kto kopnie, jak upadniesz
Ostrożnie wyjaśnię warkę, teraz liczby
Wolę palić konopie, by znać terapię z Indii
Ja chcę z rapem żyć, dziś taki prosty dialog
Na sercu duma, honor, w mózgu Polski dekalog
Pewny jak walki z potęg, całość pojmij
Z taśmą mierzę miasto, mijam pomnik
Da Grasso bezdomnych i China z szamą
Sajgonki od karła za darmo
I choć o tym nie napiszę
To możliwości więcej niż złotych liter
Tęsknoty, życie, na relaksie niemalże
Od rapu którego w TV nie odnajdziesz
Z funk'iem zdegradowane na obręcze czarne
I choć o tym nie napiszę to wyręczę sam się
Na scenie nas znajdziesz, Haem - Vestax stamtąd
Haem - w wersach masz to, jadę w ten czas, rap tło
Flow, bit i to co chcesz usłyszeć
Lecz rap już się zmienił więc o tym nie napiszę
Ej teraz w tym momencie miał wejść piękny taki refren
Z nutą taką czysto polską, śpiewaną, wiesz panie
Hip-hopolo pełną gębą lalala
Ale ponieważ no niestety nie mam talentu
Bozia poskąpiła mi akcentu tenora
Dlatego o tym nie napiszę

O czym napisać? - nie znam się na hitach
Pseudo publikach, radiach i ich płytach
Chamstwa wynik wypadł, patrz to cynizm, pycha
Nie mlaskaj, nie kichaj, nie pierdol, nie tętno
Taryfa, ta, zdychaj jak Walter Bassegio
Codipar weź, bo oddychasz ciężko
I już choć to nie thriller ktoś na pewno zginie
Jak w kinie, ale o tym też nie napiszę
Niczym anioł stróż, wróżb żadnych nie spełnię
Jedno co powiem - będzie nieprzyjemnie
Choć o tym nie napiszę i tak rozwala serce
Ten styl ukryty w murach, plus publiki kurant
wsuwa między klej a papier
To rzeczywistość zmienia raczej
To wszystko mam, to wszystko - nie sprzedam
Sprawdź mnie - dyszka plus dyszka, jak nie, to daj dwie
Choć o tym nie napiszę - jasne?
W dzień zgasnę, wiem choć czy na pewno?
Poczynam se wciąż, luzak, bluza XL
Jak na pierwszym mixie trze życie, system
To przez życie mi gdzieś wpi-sano w kodeks
Choć o tym nie napiszę, to wiem gdzie ma być koniec

Jest wiele rzeczy, o których chciałbyś usłyszeć
Ale wiesz co ziomuś? ja o tym nie napiszę
Ja o tym nie napiszę, ja o tym nie napiszę
Ja o tym nie napiszę
Jednorazowo dzieciak traci to coś czego nie zmieni czas
Jak lekarz tnie mu twarz, skalpelem jeden raz
Ten dzieciak chciał by on się dowiedział jak
Tym jednym cięciem już na zawsze mu zmienił świat
Raz siada za kółkiem typ co deprechę ma
Trzy we krwi, zamyka drzwi, wciska do dechy gaz
Jeden raz zostawia tylko na drzewie ślad
Jak czuję się ta co go zdradziła - nie wiem jak
Jeden raz Adamowi, Ewie ten eden zgasł
Nie uczymy się na ich błędach, one siedzą w nas
Śledzą nas, czekają aż sumienia zjedzą nas
Jeden raz, tracimy tych, którzy wierzą w nas
Kobiety te jak masz jednorazowo na seks
Może ten jeden raz lekarz Ci powie to AIDS
Raz gumy nie włożysz i ej to jest koniec
Game Over, nie włączysz ziomek już play
Jednorazowo powiesz mi, że
Nic nie czujesz mimo, że byliśmy na dobre i złe
Może jak odejdziesz, padnę na glebę
Raz na niebie, poszukam w konstelacjach ciebie
Jednorazowo powiesz mi, że
Nic nie czujesz mimo że byliśmy na dobre i złe
Może jak odejdziesz padnę na glebę
I raz na niebie, poszukam w konstelacjach ciebie
Jednorazowo

REF:

Tak, tak ten jedyny raz
Strach zajrzał ci prosto w twarz
Przekreślając twe marzenia
Rzeczywistość czasem wszystko zmienia
Tak, tak, to był tylko raz
A zostawił głęboki ślad
I na zawsze pozostanie
W sercu ból, w duszy rozczarowanie
Nie mów, że życie jest jedno, wiem to, na pewno
Kiedyś mnie jebną w to prostokątne drewno do wewnątrz
Ta, ciebie też, niejednego tu przejdzie dreszcz
Ja zanim zabierze mi dech wierzę tu, że wezmę cash
I nie mów, że nie wchodzę na bit
Chowasz głowę jak emu, twoja niunia tlenu tu chce
Weź ją na muszkę, bo klei się do mnie jak wody krople na puszce
Co z samarą w lodówce
Nie mów mi w co mam wierzyć, bo dziś to jebię
Od paru lat już nie wierzę tu w nic prócz siebie
W opiece Bóg cię ma, wierzą w ciebie kumple, ta
Ci co mówili, że nie dojdę tu sam, teraz chcą być tu gdzie ja
Nie mów, że moje fejmy jest ciężko okiełznać
Słuchasz rapu? żyłeś w piździe jak jeszcze mnie nie znasz
VNM, nie wierzę w przeznaczenie, ale
To jest karma tych co z*****li rap
Spalę jak marzannę, wrzucę do rzeki, płynie z prądem
To przysługa, bo *****y wreszcie płyną z flow, ej
Nie mów, że to nie jest dobre, to ogień, dym
Gramy ten ogień od lat, VNM, moja ksywa, powiedz im

Nie mów, że masz mocne tracki, co to za diagnoza?
Są mocne? mocne jak narkoza
Tenis jak adrenalina pikawę wyżyma
Jak amfetamina, jak po pigsach ci japę wygina
Jesteś fajna? z najfajniejszymi tu kumpluj się
Ta, VNM, De Nekst Best, na necie wygoogluj mnie
Nie jesteś fajna, to nie mów, że życie jest nudne
Ktoś się do ciebie uśmiechnie jak trochę poćwiczysz i schudniesz
Nie mów, że kochasz muzykę, to jest nie do końca prawdą
Jak jedynie kiedy słuchasz jej sama to wtedy, kiedy włączasz radio
I nie mów mi co jest fajne i co wpada w ucho, bo
Może jesteś fajną dupą, ale dla mnie głuchą
Cały VNM, łapiesz, w skali mały na mapie
Ale jadę rapy na rapie, kładę łapy na papier
I nie mów, że daleko mi do kogoś jest
Obok mnie gwiazdozbiory, planety, dogoń mnie
Nie mów mi typie, że to nie boli
Twoja duma krwawi, każdy mój rym sypie tam trochę soli
Nie mów, że to nie jest dobre, to ogień, dym
Gramy ten ogień od lat, VNM, moja ksywa, powiedz im
Raz, dwa, trzy
2011
Kandydaci na sza-sza…
Sam wiesz na kogo
Donatan
Ej, ej, ej

Synowie neostrady, córy "Sex and the city"
Tu wasz Mister Nobody, tu MC Nic Na Niby
Pary z labradorem, sztywne jak taboret
Zaczepiam was na mieście pytając, czy jest wtorek
Światu nie dam nic, poza kombinacją liter
Światu nie dam nic, poza prosta melodią (sorry)
Bądź człowiekiem, człowieku nie bądź plikiem
I sięgaj nieba nie koniecznie się modląc
Nie ma oporów, gdzie ta dawna oporność
Nigdy nie sądziłem, że odczuję przesyt porno
Bo lubię zdobywać, nie tylko chciwie brać
Poczciwie spać, na niwie kłamstw, byle trwać
Byle kłaść się w czystą pościel z IKEI
Byle prościej, byle kości to dziś relikt,
Potrząsam mieszczaństwem, nie biorę jeńców
Sam, lub z kandydatami na szaleńców

Ref.
Gdybym tak mógł być tam gdzie chcę, odwiedziłbym Rio i Tokyo
Ale mam sentyment do polskich barw, starych przyjaciół i starej Nokii

Współczesny bard, zdany na fart
Łeb a pod nim kark
Choć bardziej dochodowo byłoby być karkiem niewrażliwym na art
W lombardzie ważyć złoto
A nie ważyć słowa
Cóż, jeden Maleńczuk i jeden Kazik
Wśród odszczepieńców, życie z dnia na dzień
Poczucie bezpieczeństwa dopiero po czterdziestce
A jeśli nie jak oni, to inaczej nie chcę
Nie chcę kobiety, co mnie szczypie o dziecko
Nie chcę roboty, co wysysa jestestwo
Nie pragnę imponować półgłuchym modelkom
Dla niech jestem portfelem, to co mówię to bełkot
Boję się, że kiedyś stracę iskrę
Tak, boję się, że kiedyś padnę na wznak
Ale to jest mecz, nie poddam się przed gwizdkiem
Strzelam tak celnie, że chcesz być jedną z tarcz

Ref.
Gdybym tak mógł być tam gdzie chcę odwiedziłbym Rio i Tokyo
Ale mam sentyment do polskich barw, starych przyjaciół i starej Nokii

O co chodzi mi? Mi chodzi o wybór
Czy żyjesz w niewoli, czy żyjesz jak nygus
Wzbudzam twój uśmiech, to weź go skoryguj
Ej, słyszysz ten hałas? To okrzyki z trybun
To moi słuchacze, inaczej myślą
Twój fan się marszczy, ale mózg wciąż ma jak biszkopt
Gładki i łatwo nasiąka bzdurą
Nie podrzucacie im praw, rzucacie na nich urok
Strach przed zmianą tego co się przyjęło
Ślepe spojrzenia wstecz, lub za ocean
Ja siedzę sam w kinie, trwa seans
Pociągam z piersiówki do Emmanuelle Béart (Emanuelle)
Dla ciebie uciułam na Hilton (Emanuelle)
Co ty głupia, ja tak tylko
Chcesz świrować, to jak córa Koryntu
A w rozmowie bądź damą i równo ciągnij z gwinta

Alkopoligamia
2011
Donatan

Kto ma zapalniczkę? Kto? Kto ma zapalniczkę? Hej
Chcę odpalić piwko
Może klucze, daj te klucze szybko mi
Kto ma zapalniczkę? Kto? Kto ma zapalniczkę? Hej
Chcę odpalić piwko
Może klucze, daj te klucze szybko mi
Ram paam pararararam ram para ra rampaaaaaam
pam paam pararararam ram para ra rampaaaaaam

[Szad]
Nad urwiskiem stroma skarpa, na niej zwarta armia Spartan,
przed nami błazen jak małpa, sztandar wściekły wicher targa,
w dłoniach garbatego karła, bęben ze skóry lamparta,
niebo grzmi arie Mozarta, wiatr szepta jak kołysanka.

[Nullo]
Zajęliśmy strome wzgórza u podnóża grząskie bagna,
nadciąga burza, rośnie stawka, maszeruje po śmierć szarża,
nasza armia nazywana wojskiem diabła,
na nizinach lewa flanka to bojowe słonie w maskach.

[Szad]
Skrapla rosa się na tarczach, ślina pieni się na wargach,
uszy nasłuchują fanfar, wiemy że czeka nas walka,
popatrzymy w oczy czarta głębiej niż w jezioro Bajkał,
wróg tasuje się jak talia, nim rozsypie się mozaika.
Zaraz otwierają Tartar, skurwysyny wyszkoleni jak maszyny,
nie pomyślisz nawet o czym my marzymy,
to alfabet gry na rymy skuteczny jak atak zimy,
strach dla żywych, mamy bal, lecz słychać płacz gdy my tańczymy.

[Pork]
Cerbery powożą rydwany, nad nimi wiwerny z jeźdźcami,
a nekromanccy szamani dla many nad ołtarzami,
z kościstych pali odprawiają rytuały,
wszędzie słychać szczęk stali, co jak syren śpiew mami.
Dalej w poprzek grani rozstawiają sprzęt pali,
zbyt ciężki grot stali, siał popłoch nad szeregami,
wściekłych hord folklor jakże widoczny z oddali,
spadnie jak ciężki młot w motłoch wrogiej kompani.

[Nullo]
Dla nich liczy się strategia dla nas chaos, amok zemsty,
biją z wiarą w piersi lecz po naszej stronie anioł śmierci,
rano staną twarzą w twarz z prawdą pierwsi, padną pierwsi,
nieświadomi własnej klęski, spadkobiercy.

[Szad]
Świętujemy już przed bitwą, żeby nam morale kwitło,
żeby wróg usłyszał jak tu ryczy wygłodniałe bydło,
tu się wyprowadza atak w środku dnia kiedy jest widno,
grozę budzi sam nasz wygląd, przeciwnik odcina skrzydło.
Nachodzi godzina zero jak się w filmach mawiać zwykło,
wyłania się armia widmo by po wszystkim nagle zniknąć,
jak się wróg zasłania Biblią są tu tacy co ją wyrwą,
i sobie nią ręce wytrą, Bóg nas skazał, szatan wyklął.

[Nullo]
Albo kajdan albo wszystko nie uklękną wrogom nisko,
hordy nie ustąpią szybko, tworząc pogorzelisko,
w honorze boże igrzysko, zamienią w martwe targowisko,
ostre noże wbiją płytko by hołd oddali barbarzyńcom.

[Pork]
Zatrute strzały trzymają kołczany z nami jest bóg Khorne,
zdobyczne buzdygany, blisko trzymamy jak łuk Thorgal,
a w kaftanach długie noże co głoszą cicho pieśń,
a swą klingą wbitą w pierś, niosą cicho śmierć.

[Nullo]
Mamy więcej wściekłych koni niż przy oblężeniu Troi,
gnomy kopią wilcze doły, wódz dywizje liczne zbroi,
wyposzczone psy bojowe ujadają w imię glorii,
stado chimer dwoi się i troi, nie bierzemy do niewoli.

[Szad]
Mówią o nas barbarzyńcy, opętana banda z dziczy,
architekci placów boju, wynalazcy z miasta Vinci,
proporce smagane słońcem, krótkie miecze aż gorące,
rękojeści z jednym wzorcem a ostrza cienkie jak kolce.
Wirtuozi walki wręcz, balans ciała, praca nóg,
tu lewy hak na prawy jab i lewy sierp spłaca dług,
jak lewy wszedł to pada trup a ścięty łeb skraca ból,
to gra dla dwóch gdy łańcuch nóg oplata brzuch i zwalnia puls.

[Pork]
Morze tonie w czarnych żaglach, te żagle w białych czaszkach,
to kompania w naszych barwach, kamraci ze skalnych arkad,
rozlani niczym farba w kwadraturze morskich armad,
zaraz stanie tu na piaskach z drzewców włóczni majdan.

[Nullo]
Dobili statkiem do brzegu, wojownicy krwawych reguł,
dzikie konie, czarni jeźdźcy, zwerbowani z martwych stepów,
z nimi niemi najemnicy, nożownicy skalnych kresów,
topornicy i łucznicy, nie brakuje arcyzjebów.

[Pork]
Poznasz ich po krwawym ściegu, plamach krwi na białym śniegu,
po spojrzeniu które pali niczym zdrada na sumieniu,
przybyli tu gdzie wróg będzie się ścielił pokotem,
bezpański pieski ród, podróż tam i z powrotem.
Dziś jest piękny dzień na bitwę, spłynie świętych krew relikwie,
krążą sępy nad pastwiskiem ludzkich głów i ognisk iskier,
nie pomogą palisady, ze stali fasady na nic,
zło idzie falami z nami by zalać ich jak tsunami.

[Szad]
To ci co chwalą cannabis, w oczach mają fanatyzm,
nas prowadzi mapa blizn, by wrogi plan jak bańka prysł,
życia nić, siadaj, pisz, to tylko słaba nić,
tu każdy wkłada kask na pysk i robi blask na błysk jak marines.

[Pork]
Tu od dziecka by przetrwać trenowali na arenach,
wśród bestialstw trzeba żyć jak bestia w krainie cienia,
tu smak ludzkiego mięsa, krew i zemsta tworzą ojczyznę,
a tatuaże z blizn zdobią mężczyznę.
Lecz dziś w obliczu nadchodzącej krwawej rzezi,
armia przygotowana na każdy manewr śledzi swych wodzów,
patrzy na czempionów na ich insygnia ze skóry płatów,
jest pierwszy dźwięk rogu, to sygnał do ataku.

Więc żeby nie prowadzić otwartej wojny,
prowadzi się wojnę taką podjazdową,
ktoś przed kimś, ktoś szybciej,
cała sztuka polega na tym żeby być pierwszym.
To, co było, co minęło to powtórzy się znów za rok
Ja z tobą znowu tu
Pocztówka w głowie, świeży lata powiew
Myśli przewietrzone, odnowione
To, co było, co minęło to powtórzy się znów za rok
Ja z tobą znowu tu
Bateria na rok naładowana
Gdy rano zerknę na fotel to lżejszy człowiek

Jeszcze tylko godzina
Jeden telefon i dwa maile
Krawat zdejmę, a vipe wejdę jak
Browarów pare na start jebnę
Nazwę ten stan __
Nie będzie mój szef już nad uchem sapać, jak Darth Vader
Jadę na urlop, ziomboy
Z którego jeszcze może wrócę z bombą
Słońce i może to ultra combo
Zalewam bak, łapię za torbę,
Pakuję się prędko bo barometry tu wciąż płoną
Dzida nad może, piwko, nie drinki z parasolką
Koleżanki tam są już,
Zapalimy sobie tam zaraz splifa z Olką
I powróżymy z chmur krusząc obawę
Że jutro znowu w biurze będziemy wróżyć musieli z fusów po kawie
Zamiast tego zachód słońca przed zmierzchem na Helu
Milkną okrzyki sprzedawców orzeszków, karmelu
Poczuj to jak Lerek kiedyś odpłyniemy w lekki niebyt
Miękki niebyt, piękny niebyt świat bywa piękny kiedy:

To, co było, co minęło to powtórzy się znów za rok
Ja z tobą znowu tu
Pocztówka w głowie, świeży lata powiew
Myśli przewietrzone, odnowione
To, co było, co minęło to powtórzy się znów za rok
Ja z tobą znowu tu
Bateria na rok naładowana
Gdy rano zerknę na fotel to lżejszy człowiek

Oszczędzałeś na to hajsy, to ich nie szczędź teraz
Nieszczęść nie ma, hej brak wcale nie doskwiera
Napisz do ziomka i w słowach wcale tu nie przebieraj
Piszesz pocztówkę, nie sprawozdanie i nie referat
Napisz siema, i stary ty kmiocie, zapewne w kompa się gapisz w robocie
Ja pale te blanty w namiocie, żartuje ziomek wiesz
Na Ciebie tez przyjdzie czas ale z blantami nie żartowałem
Ten weed jest max wrzuć do skrzynki to na plaże wracaj zaraz
Weź ze sobą filtry,słońce strasznie jape spala
Prognoza na dwa tygodnie ogień , chwila do poparzenia
Szamani z tv nie pomylili się w obliczeniach
Ryba z frytkami jak w UK zalejesz banie tam na muke
To możesz wpaść tu na kimanie z rybami na kuter
Poczuj to jak Lerek kiedyś odpłyniemy w lekki niebyt
Miękki niebyt,piękny niebyt, świat bywa piękny kiedy:

To, co było, co minęło to powtórzy się znów za rok
Ja z tobą znowu tu
Pocztówka w głowie, świeży lata powiew
Myśli przewietrzone, odnowione
To, co było, co minęło to powtórzy się znów za rok
Ja z tobą znowu tu
Bateria na rok naładowana
Gdy rano zerknę na fotel to lżejszy człowiek
VNM:
Aha, dokładnie tak
FU , Fokus, V-N-M
Elementum Tour
Homeboy

Nie Copperfield, V gra na bloku tu znów
Ale hokus-pokus i tu ze mną Fokus i Fu
Crew, które na trasie lamerom zabiera sen z powiek
Ogień, ten ziomek po gaśnice tu wnet pobiegł
Po koncercie do hotelu biorę głupią rure
Na kolacje mówie beautiful, jedz tą kurwa kure.
Żartowałem, teraz nie żartuje
Obojętnie gdzie idziemy skurwysynu ten vibe tu jest
Pokaż palcem miasto mi na mapie
Tam jade na bank i biore ten majk w łape
Synu te flow lepsze niż sex z ex
Elementum Tour, VNM the next best

(Elementum Tour 2011
VNM eFU, Fokus
ELEMENTUM TOUR)

FU:
Ej kolo teraz Fusznik solo pełen zasad
Kręci sie te koło przez te wszystkie lata
Jestem skromnym typem lecz czasem wymiatam
Ty patrz co się dzieje to Elementum trasa
Poszła fama, potem wie o tym ludzi masa
Wszystko idzie w ruch, Crosvelder i Serato
Dzisiaj gramy w twoim klubie co ty na to
Dzisiaj zagram to bardzo dobrze, jak Akynato
Dzisiaj piękny dzień potańczymy razem
Wbijamy się pod scene blisko złapać faze
Wbijamy, gramy razem i kumamy baze (razem)
Robimy dzisiaj swoje że tak się wyraże (ta)

(To jest nasza jedyna droga)

(Tak tak tak
Tak się to robi na południu)

FOKUS:
Mikrofon kusi mnie, pełen luzik na bicie Kazzushi.
Płynę po bicie (pod) po suficie, pełno ludzi na płycie.
I o to chodzi, nadchodzi niszczyciel,
Zniszczy cię , gdy usłyszycie o tym feacie.
Z tej strony F-O-K, VNM i Fushnik.
Spalimy ten lokal wokalami, DJ puści
Ci imprezowy nokaut jak Livin' La Vida Loca,
Lecz w konwencji Smoka, popatrz, ten bit to sojusznik.
Opowiedz na blokach o stylu i esencji
Jego eminencji, mnie innych MC.
Robię to, no bo to kocham, bo totalnie mnie to kręci,
Centralnie, po prostu fajnie jest jak po Sensi.
[ Perfect ] :
Twoje miasto, moje łzy.
Moje zmory, twoje sny.
Teraz Ty powiedz mi czemu zmora, czemu sen,
spuszcza z powiek czarną łzę, czarną łzę.

[ Liroy ] :
Było nas trzech, jak w autobiografii zero ściemy.
Taka sama krew i podobne geny.
Jestem zły, taka ma zajawka,
Wciągam całą działkę i akcja jest wartka.
Kiedy jest nas trzech, jak u wilka nasza krew jest zimna.
Ginie z mojej ręki kolejna niewinna osoba.
Taki pech, albo taka karma.
Sprzedać komuś kosę ? Dla mnie to normalka.
Ja tak żyję, piję, takie mam klimaty.
Kiedy ja zarabiam ty szacujesz straty, stary !
Nie unikniesz kary , o nie !
Jaki jestem ja, każdy to wie, kto mnie widział w akcji.
Ja korzystam z sytuacji jak nikt, odbezpieczam broń, a Ty ?

[ Perfect ] :
Gdy dziś sam, staję tam.
Czarne słońce, spada noc.
Wiem, nóż wbiłeś, w gardło cios.
Wbiłeś w gardło cios.

[ Liroy ] :
Było nas trzech, lecz krew już nie ta sama.
Zdrada jak szarada, taki myk.
Prosty jest wynik, jeden zero dla mnie.
Dziś zabiłem brata, jego strata, moja superrata.
Taki jestem, nic Ci do tego.
Zabiję jeszcze raz i nie pytaj mnie dlaczego.

[ Perfect ] :
Twoje miasto, moje łzy.

[ Liroy ] :
Było nas trzech, jak u wilka nasza krew jest zimna.
Ginie z mojej ręki kolejna niewinna osoba.
Taki pech, albo taka karma.
Zabić swego brata ? Dla mnie to normalka !

[ Perfect ] :
Patrzę w dzień, jak noc mknie.
Tam skąd niesie jasny sen.
Wiatr wymiecie ze snów Cię.

[ Liroy ] :
Było nas trzech, jednak teraz tylko krew dookoła..

[ Perfect ] :
Wiatr wymiecie ze snów Cię...

[ Liroy ] :
Teraz już wiem, nie uniknę kata.
Moje życie nic nie warte bez mojego brata.

[ Perfect ] :
Twoje miasto !
Prawdziwe czy nie bo nie każdy to wie
Opowiem więc historię która tak nazywa się
Od czasów niepamiętnych byłem wszystkim pochłonięty
Rytmiczne gadulstwo czułem się jak wniebowzięty
Wielko formatowa sprawa a nie gówniane gadżety
Szablonowe postacie sami dobrze to znacie
Dla jednego utworu oddać dużo byłem gotów
Macie więc tu wszystko czego byłem bardzo blisko
Wartościowe ideały przysłaniały w życiu wszystko
Zakręcony cały nie przyjmowałem chały
Zamiast Boga był Chuck D i jego skład cały
Mając kilkanaście lat wchodziłem w rapowy świat
Mały zielony szczyl poznał mocny hardcore styl
Szybko wyłapałem z eteru kilka z bitem chwil
Nigdy nie zapomnę jakie to dla mnie było ważne
Przez większość niezrozumiały, słuchaj uważnie
Yo! Bum Rush The Show
Wtedy tak to właśnie szło
Przegrywanie na jamniku cały nowojorski show
To nie było kina akcji tylko hip-hopowy gejzer
Chłopaki z Beasty boys nagrałbym o mały włos
Videoteka 87' weszli z bitem mocny cios
Wymierzony prosto w nos nie zasypiaj na Brooklynie
Przesądzony mój los, pierwsza czapka baseballowa
Założona na skos i łańcuch z volkswagenem
Ludzie na ulicach przyjmowali to ze śmiechem
Jakbym był jakimś pojebem, niczym się nie przejmowałem
Trafiłem mocno message by zobaczyć całą
Planet rock cały old-schoolowy show
Uwielbienie dla fat boysów taki był ten
Pierwszy rok, pierwszy krok
Pierwszy rok, pierwszy krok
Pierwszy rok

Prawdziwe czy nie bo nie każdy to wie
Możesz wierzyć lub nie jeśli wierzysz dowiesz się
Prawdziwe czy nie tego nie dowiesz się
Możesz wierzyć lub nie jeśli wierzysz dowiesz się
Prawdziwe czy nie tego nie dowiesz się
Możesz wierzyć lub nie jeśli wierzysz dowiesz się
Prawdziwe czy nie tego nie dowiesz się
Możesz wierzyć lub nie jeśli wierzysz dowiesz się

Składanki na piratach miały tutaj sporą wartość
Kilkunastu wykonawców tworzy zajebistą całość
Ryczeć się chciało, zbyt dużo się nie miało
Informacje z talerza, jakże wiele to się działo
Klipy z satelity "Yo! Raps" daje nowe płyty
Nie żadne hity, undergroundowa sprawa
Zobaczyłem De La Soul w telewizji u sąsiada
Potem poszło z górki nowe nazwy nowe twarze
Czarna magia na tych mixach i na murach jeszcze bardziej
Apollo Ki Da Capri a znazwy Hulaut Flow
Afera z Martinezem, który bluzgiem dostał w dziub
Mani Hauti Dance i mix Salota Bipers
Wszystko to kręciło zajebistą zadymę
Jak Eric Bis z Rakimem swoim oryginalnym stylem albo kugi rap i polo
Killerkazz niektórzy wolą, zadowolą się tym wszyscy
To był fakt oczywisty zdobycie nowej taśmy
Która okupuje listy to wysiłek rzeczywisty ale efekt fantastyczny
Gdy włączyłem streaty biznes nie potrzebowałem iskry
Ani żadnego impulsu w stylu pokazania biustu
Tylko Ja i ta muzyka to co czułem w to nie wnikaj
Mocne basy z głośnika wciąż od nowa mnie zatyka
Nowa fala doświadczeń lepsza niż metafizyka

Prawdziwe czy nie bo nie każdy to wie
Możesz wierzyć lub nie jeśli wierzysz dowiesz się
Prawdziwe czy nie tego nie dowiesz się
Możesz wierzyć lub nie jeśli wierzysz dowiesz się
Prawdziwe czy nie tego nie dowiesz się
Możesz wierzyć lub nie jeśli wierzysz dowiesz się
Prawdziwe czy nie tego nie dowiesz się
Możesz wierzyć lub nie jeśli wierzysz dowiesz się

Prawdziwe czy nie bo nie każdy to wie
Świeży powiew nowej fali 93' na topie Kali
Funkujące melodyjki, kronik drogi stan zyskali całą masę zwolenników
Czas platynowych wyników, kontrowersji, spornych kwestii
Groźnych min, tyle agresji
CMW , Spice One chłopak doszedł do swych bram
Asla, Pleya słowa obce znaczą wiele
Ciągły raport z pola walki naroktyki, dziwki, klamki
A na wschodnim wybrzeżu czarny księżyc w swym pacierzu
Nowy gangsta, debiut NASa nocny włóczęga powraca
Pełna klasa nie ma fiasko czarnej owcy, świat znów czysty
No i stres. jaki stres? organizer sam wiesz
Trzech fajdżerów - Fat Joe, Lord Finez, KRS One
Wszystko to złapałem sam
Mało CD, dużo szumu, czasy imprez i ów cudów
Lawcach nowi slow do bólu alkohol kradł sporo rozumu
Dzikie balety u Ważki znaczy Zbycha mego braszki
Czasy mojej osiemnastki, freestyle dawał swe pierwiastki
Na Łorenie rajmund zakwitł brzyni Kali się załatwił
Cały kampus skompletował Ejłes tak go już wychował
Ja nic na to nie poradzę, innych rzeczy słuchać karzę
Czasem proszę lub zachęcam przyjacielska rada z serca
On ma rozum i swe racje już odebrał to z przysmakiem
Nieraz dobrze się z nim gada, nieraz skumać nie potrafię i pierdolę
Ciągle biorę wciąż a efekty są takie że nagrywam Madywaters tak by można opowiadać
Co się dzieje jak zabawa spróbuj zbadać czy to moje czy sąsiada doznania
Poodsłaniam tylko tyle jeszcze bardzo małą chwilę
Z tego co się ze mną działo przez tych długich lat o ile? He!

Prawdziwe czy nie bo nie każdy to wie
Możesz wierzyć lub nie jeśli wierzysz dowiesz się
Prawdziwe czy nie tego nie dowiesz się
Możesz wierzyć lub nie jeśli wierzysz dowiesz się
Prawdziwe czy nie tego nie dowiesz się
Możesz wierzyć lub nie jeśli wierzysz dowiesz się
Prawdziwe czy nie tego nie dowiesz się
Możesz wierzyć lub nie jeśli wierzysz dowiesz się
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo