Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Prawdziwe czy nie bo nie każdy to wie
Opowiem więc historię która tak nazywa się
Od czasów niepamiętnych byłem wszystkim pochłonięty
Rytmiczne gadulstwo czułem się jak wniebowzięty
Wielko formatowa sprawa a nie gówniane gadżety
Szablonowe postacie sami dobrze to znacie
Dla jednego utworu oddać dużo byłem gotów
Macie więc tu wszystko czego byłem bardzo blisko
Wartościowe ideały przysłaniały w życiu wszystko
Zakręcony cały nie przyjmowałem chały
Zamiast Boga był Chuck D i jego skład cały
Mając kilkanaście lat wchodziłem w rapowy świat
Mały zielony szczyl poznał mocny hardcore styl
Szybko wyłapałem z eteru kilka z bitem chwil
Nigdy nie zapomnę jakie to dla mnie było ważne
Przez większość niezrozumiały, słuchaj uważnie
Yo! Bum Rush The Show
Wtedy tak to właśnie szło
Przegrywanie na jamniku cały nowojorski show
To nie było kina akcji tylko hip-hopowy gejzer
Chłopaki z Beasty boys nagrałbym o mały włos
Videoteka 87' weszli z bitem mocny cios
Wymierzony prosto w nos nie zasypiaj na Brooklynie
Przesądzony mój los, pierwsza czapka baseballowa
Założona na skos i łańcuch z volkswagenem
Ludzie na ulicach przyjmowali to ze śmiechem
Jakbym był jakimś pojebem, niczym się nie przejmowałem
Trafiłem mocno message by zobaczyć całą
Planet rock cały old-schoolowy show
Uwielbienie dla fat boysów taki był ten
Pierwszy rok, pierwszy krok
Pierwszy rok, pierwszy krok
Pierwszy rok

Prawdziwe czy nie bo nie każdy to wie
Możesz wierzyć lub nie jeśli wierzysz dowiesz się
Prawdziwe czy nie tego nie dowiesz się
Możesz wierzyć lub nie jeśli wierzysz dowiesz się
Prawdziwe czy nie tego nie dowiesz się
Możesz wierzyć lub nie jeśli wierzysz dowiesz się
Prawdziwe czy nie tego nie dowiesz się
Możesz wierzyć lub nie jeśli wierzysz dowiesz się

Składanki na piratach miały tutaj sporą wartość
Kilkunastu wykonawców tworzy zajebistą całość
Ryczeć się chciało, zbyt dużo się nie miało
Informacje z talerza, jakże wiele to się działo
Klipy z satelity "Yo! Raps" daje nowe płyty
Nie żadne hity, undergroundowa sprawa
Zobaczyłem De La Soul w telewizji u sąsiada
Potem poszło z górki nowe nazwy nowe twarze
Czarna magia na tych mixach i na murach jeszcze bardziej
Apollo Ki Da Capri a znazwy Hulaut Flow
Afera z Martinezem, który bluzgiem dostał w dziub
Mani Hauti Dance i mix Salota Bipers
Wszystko to kręciło zajebistą zadymę
Jak Eric Bis z Rakimem swoim oryginalnym stylem albo kugi rap i polo
Killerkazz niektórzy wolą, zadowolą się tym wszyscy
To był fakt oczywisty zdobycie nowej taśmy
Która okupuje listy to wysiłek rzeczywisty ale efekt fantastyczny
Gdy włączyłem streaty biznes nie potrzebowałem iskry
Ani żadnego impulsu w stylu pokazania biustu
Tylko Ja i ta muzyka to co czułem w to nie wnikaj
Mocne basy z głośnika wciąż od nowa mnie zatyka
Nowa fala doświadczeń lepsza niż metafizyka

Prawdziwe czy nie bo nie każdy to wie
Możesz wierzyć lub nie jeśli wierzysz dowiesz się
Prawdziwe czy nie tego nie dowiesz się
Możesz wierzyć lub nie jeśli wierzysz dowiesz się
Prawdziwe czy nie tego nie dowiesz się
Możesz wierzyć lub nie jeśli wierzysz dowiesz się
Prawdziwe czy nie tego nie dowiesz się
Możesz wierzyć lub nie jeśli wierzysz dowiesz się

Prawdziwe czy nie bo nie każdy to wie
Świeży powiew nowej fali 93' na topie Kali
Funkujące melodyjki, kronik drogi stan zyskali całą masę zwolenników
Czas platynowych wyników, kontrowersji, spornych kwestii
Groźnych min, tyle agresji
CMW , Spice One chłopak doszedł do swych bram
Asla, Pleya słowa obce znaczą wiele
Ciągły raport z pola walki naroktyki, dziwki, klamki
A na wschodnim wybrzeżu czarny księżyc w swym pacierzu
Nowy gangsta, debiut NASa nocny włóczęga powraca
Pełna klasa nie ma fiasko czarnej owcy, świat znów czysty
No i stres. jaki stres? organizer sam wiesz
Trzech fajdżerów - Fat Joe, Lord Finez, KRS One
Wszystko to złapałem sam
Mało CD, dużo szumu, czasy imprez i ów cudów
Lawcach nowi slow do bólu alkohol kradł sporo rozumu
Dzikie balety u Ważki znaczy Zbycha mego braszki
Czasy mojej osiemnastki, freestyle dawał swe pierwiastki
Na Łorenie rajmund zakwitł brzyni Kali się załatwił
Cały kampus skompletował Ejłes tak go już wychował
Ja nic na to nie poradzę, innych rzeczy słuchać karzę
Czasem proszę lub zachęcam przyjacielska rada z serca
On ma rozum i swe racje już odebrał to z przysmakiem
Nieraz dobrze się z nim gada, nieraz skumać nie potrafię i pierdolę
Ciągle biorę wciąż a efekty są takie że nagrywam Madywaters tak by można opowiadać
Co się dzieje jak zabawa spróbuj zbadać czy to moje czy sąsiada doznania
Poodsłaniam tylko tyle jeszcze bardzo małą chwilę
Z tego co się ze mną działo przez tych długich lat o ile? He!

Prawdziwe czy nie bo nie każdy to wie
Możesz wierzyć lub nie jeśli wierzysz dowiesz się
Prawdziwe czy nie tego nie dowiesz się
Możesz wierzyć lub nie jeśli wierzysz dowiesz się
Prawdziwe czy nie tego nie dowiesz się
Możesz wierzyć lub nie jeśli wierzysz dowiesz się
Prawdziwe czy nie tego nie dowiesz się
Możesz wierzyć lub nie jeśli wierzysz dowiesz się
Patrz tu, mam kilka pytań
chcę być pierwszy, odpowiedzią i bez bicia
znasz już rap na wszystkich płytach
nie masz w głowie plam jak skóra z przepicia
grasz w to sam, wiem, taka pora
rapujesz od dzisiaj czy już od wczoraj
patrz no jak rośniemy w siłę
byliśmy tu, pytanie - gdzie ty byłeś?

Gdzie byłeś jak staliśmy na klatkach
gdzie jak siedzieliśmy na ławkach
jak w Warszawie była jedna rap najba
nie było cię jak wyszedł skandal
dopadła cię moda, ale prawda cię dorwie
pytasz po chuj wszyscy pozdrawiają Bognę
chłopcze to dawne czasy, weź przestań
wtedy Jay nawijał o martwych prezydentach
a LL miał czekoladę na tą pannę
Eveley, 2Pac mówił wszystkie oczy na mnie
dokładnie tak czasy przegrywanych kaset
na zimę chwile wtedy byłeś graczem
z rapem było lepiej, każdy chciał coś zrobić
nie był interesem gdzie każdy chce zarobić
skowyt twój słychać, przejrzałem cię na wylot
dużo straciłeś jak cię tu nie było

Gdzie wtedy byłeś? gdzie wtedy byłeś? ha
Gdzie wtedy byłeś? gdzie wtedy byłeś?
Gdzie wtedy byłeś? gdzie wtedy byłeś? aha
Gdy zaczynaliśmy to
Gdzie wtedy byłeś? gdzie wtedy byłeś?
Gdzie wtedy byłeś?

Gdzie byłeś gdy pisałem pierwsze tagi
bo nic nie przywróci tej magii
a za nim miałeś płyte to miałeś na mieście fame
nowe gwiazdy jak najdalej stąd weź, się jeb
niektórzy goście przeczytali o podwójnych
zapomnieli, że twój styl ma być dobry nie trudny
wspinaj się, wy prościej ja lepiej
ja stoję z boku na złość tej tandecie
nie widziałem was wtedy kiedy
powstawały zręby sceny trzeba to przeżyć
żeby skumać co czuję kiedy włączam radio
tak mało trzeba dziś żeby zostać gwiazdą
bez wstydu możesz puścić nas
bo mamy dłuższy staż i tłustszy bas
nie myśl, że mam gula, bo nasz pułap
jest wyżej niż żeby grali nasz rap w klubach

Gdzie wtedy byłeś? gdzie wtedy byłeś? ha
Gdzie wtedy byłeś? gdzie wtedy byłeś?
Gdzie wtedy byłeś? gdzie wtedy byłeś? aha
Gdy zaczynaliśmy to
Gdzie wtedy byłeś? gdzie wtedy byłeś?
Gdzie wtedy byłeś?

Los sprawił mieszkam tu nie w Los Angeles
ale gdy masz braki mogę być GhostRiderem
jakbyś chciał wiele pisać o czasach
gdy mieliśmy owoc rapu ty Krzysia Antkowiaka
słuchałeś 2Paca? chyba Curta Cobain'a
to nie tak, że wchodzisz, gdy furtka otwarta
tamte czasy - kopalnia wspomnień synek
The Roots pytali pytanie gdzie ty byłeś
wtedy Jay miał całkowitą wątpliwość
ja mam pewność, że cię wtedy nie było
jedna miłość gdybyś się trochę postarał
wiedział kim jest Bóg, kto to Piotr Skała
jakiś kawałek zacznę o World Cup dokładnie
ty zapytaj Kreta co to był rap day
mogę tak dnie całe mówić ci więcej
nigdy tego nie zobaczysz, nigdy tego nie zdobędziesz
[tylko tekstyhh.pl]
Gdzie wtedy byłeś? gdzie wtedy byłeś? ha
Gdzie wtedy byłeś? gdzie wtedy byłeś?
Gdzie wtedy byłeś? gdzie wtedy byłeś? aha
Gdy zaczynaliśmy to
Gdzie wtedy byłeś? gdzie wtedy byłeś?
Gdzie wtedy byłeś?

Gdzie byłeś kiedy wyszło pierwsze Stare Miasto
drugie Stare Miasto, nie byłeś tu
jak to wprowadzili, instrumenty
a Kret nas do rap gry wprowadził, minęło wiele miesięcy
a dziś każdy radzi nam jak nagrywać i z kim
każdy ma dziś teledyski, pięć singli
i dla jego radia robi pięć Jeam i Beam
puścili w ogóle choć jeden z nich
gdzie byłeś, kiedy wkraczaliśmy bez kompleksów
w świat rapu, który ktoś zepsuł go
zepsuł lekko, jesteśmy generacją młodszą
i nie wyobrażam sobie bym mógł się odciąć
od tego, bo gdzie ja byłem w swoim świecie
a te wersy to jedyny stamtąd przeciek
byłem tu gdzie teraz w mieście litery dźwięków
płynę na bicie, zatopiłem jeden z okrętów już

Gdzie wtedy byłeś? gdzie wtedy byłeś? ha
Gdzie wtedy byłeś? gdzie wtedy byłeś?
Gdzie wtedy byłeś? gdzie wtedy byłeś? aha
Gdy zaczynaliśmy to
Gdzie wtedy byłeś? gdzie wtedy byłeś?
Gdzie wtedy byłeś?
Stawiam kropkę nad "i", przedstawiam me niewole, które zrzerają mnie od środka jak korniki korę. Tyłki wciśnięte w zamszowy nowy fotel, głowa na dębowym stole. Skaczę jak płyta na adapterze. Skaczę jak skoczek ze spadochronem, nad moim domem, co nie jest nomen - omen zapisane. Pole popisu mam więc całkiem duże, proszę burze oklasków w dużej temperaturze. Me niewole zdjąć jak z igły kurze, co daje czysty przester. Słowa mą bronią, rozpoczynamy jawkę ala spagetti western, wersja numer jeden z testu, Jeśli masz uruchomiony tester. ograniczyć me niewole, wysyłać hen prosto w przestrzeń, me niewole. Po błędnym kole, wyłączyć pole ochronne i tlenie, bo tlen mi potrzebny by oddychać ehe ehe. Niewole małe jak karteczek zwoje, ale rozpieszczone jak telewizyjni idole, zbędne niczym szafie mole. Komórkowe telefony, rozmowy, dryń dryń, me niewole

Chodźmy w deszcz
Chodźmy w deszcz
Chodźmy w deszcz
Chodźmy w deszcz
By zmoczyć niewole, moje i Twoje niewole,
a chodźmy w deszcz

Dryń dryń telefon dzwoni i rusza od nowa. Nowe mity i Twoja mała mitologia, co nie zdoła mi założyć pęta. Produkujecie nowe trendy robicie im zdjęcia. Torebeczka do szminki, szminka do dupy, ja mam styl pierwszej próby. Strzelam słowami z elektrycznej tuby. A Ty chcesz gdzieś mnie zaszczepić, chcesz definicji mojej grupy krwi, która wiesz jak brzmi, bo tłucze o Twe membrany, a bit jest gruby. Przyczepił się do Ciebie jak do drzewa warstwa huby. A Ty najchętniej to rączki to byś mi związał pentelką. Za bardzo pop na podziemie, za bardzo podziemny na pop. Strumień bezłudzeń zanim obudzę się we włąściwym miejscu. Chcesz mi zafundować trumnę, ułożyc mnie jak skrzypce w futerale. Ostatnim gwoździem dobić mój talent, który i tak coraz rzadziej w radiu, nawet tym co ma twarz, a nie ma ryja. Teraz reklamy nie przerywają muzyki to muzyka reklamy przerywa, wszystko jest towarem. Pyk Pyk świeci i przemija

Chodźmy w deszcz,
Chodźmy w deszcz,
Chodźmy w deszcz,
Chodźmy w deszcz,
Chodźmy w deszcz,
Chodźmy w deszcz,
Chodźmy w deszcz,

Chodźmy w deszcz!

Reklamy na słupie, reklamy na koszuli, na puli zbędnych nagrań. Reklamy na dupie i ciasteczku przeliczamy banknoty, czy starczy czy nie, czy rzut do tarczy i od razu numer 10, to niemożliwe. Musisz biec tup tup a masz tylko chwilę, dryń dryń faxy, idą szybkie ksero, wypalamy płytki nielegalnie w nero. galeria mokotów, czerwone koszule, garnek modna opaska, czapeczka siub siub, i szybciej szybciej puk puk goście, obiad, serwis pach nie sapać, nie chrapać. Budzik - wstać rano, buty, spodnie, koszula, biegiem, drzewo numer 1, drzewo numer 2, drzewo numer 3, drzewo numer 27, niewole ehe ehe

Chodźmy w deszcz,
Chodźmy w deszcz,
Chodźmy w deszcz,
Chodźmy w deszcz,
a chodźmy w deszcz,
zmoczyć niewole, moje, Twoje małe, duże niewole. Moje, Twoje niewole! Niewole! Nie - niewole
Rap już nie jest taki sam, to nie to pokolenie
Światłem przebieg od tych lat aleją w przeznaczeniu
Jedni zamienią korzenie na pół litra
Od nich za pieniądz tylko pierdzenie uzyskasz
Nie chcę się wywyższać, z doświadczenia sam wiem
Że nigdy nie wiadomo, kto kopnie, jak upadniesz
Ostrożnie wyjaśnię warkę, teraz liczby
Wolę palić konopie, by znać terapię z Indii
Ja chcę z rapem żyć, dziś taki prosty dialog
Na sercu duma, honor, w mózgu Polski dekalog
Pewny jak walki z potęg, całość pojmij
Z taśmą mierzę miasto, mijam pomnik
Da Grasso bezdomnych i China z szamą
Sajgonki od karła za darmo
I choć o tym nie napiszę
To możliwości więcej niż złotych liter
Tęsknoty, życie, na relaksie niemalże
Od rapu którego w TV nie odnajdziesz
Z funk'iem zdegradowane na obręcze czarne
I choć o tym nie napiszę to wyręczę sam się
Na scenie nas znajdziesz, Haem - Vestax stamtąd
Haem - w wersach masz to, jadę w ten czas, rap tło
Flow, bit i to co chcesz usłyszeć
Lecz rap już się zmienił więc o tym nie napiszę
Ej teraz w tym momencie miał wejść piękny taki refren
Z nutą taką czysto polską, śpiewaną, wiesz panie
Hip-hopolo pełną gębą lalala
Ale ponieważ no niestety nie mam talentu
Bozia poskąpiła mi akcentu tenora
Dlatego o tym nie napiszę

O czym napisać? - nie znam się na hitach
Pseudo publikach, radiach i ich płytach
Chamstwa wynik wypadł, patrz to cynizm, pycha
Nie mlaskaj, nie kichaj, nie pierdol, nie tętno
Taryfa, ta, zdychaj jak Walter Bassegio
Codipar weź, bo oddychasz ciężko
I już choć to nie thriller ktoś na pewno zginie
Jak w kinie, ale o tym też nie napiszę
Niczym anioł stróż, wróżb żadnych nie spełnię
Jedno co powiem - będzie nieprzyjemnie
Choć o tym nie napiszę i tak rozwala serce
Ten styl ukryty w murach, plus publiki kurant
wsuwa między klej a papier
To rzeczywistość zmienia raczej
To wszystko mam, to wszystko - nie sprzedam
Sprawdź mnie - dyszka plus dyszka, jak nie, to daj dwie
Choć o tym nie napiszę - jasne?
W dzień zgasnę, wiem choć czy na pewno?
Poczynam se wciąż, luzak, bluza XL
Jak na pierwszym mixie trze życie, system
To przez życie mi gdzieś wpi-sano w kodeks
Choć o tym nie napiszę, to wiem gdzie ma być koniec

Jest wiele rzeczy, o których chciałbyś usłyszeć
Ale wiesz co ziomuś? ja o tym nie napiszę
Ja o tym nie napiszę, ja o tym nie napiszę
Ja o tym nie napiszę
[ Perfect ] :
Twoje miasto, moje łzy.
Moje zmory, twoje sny.
Teraz Ty powiedz mi czemu zmora, czemu sen,
spuszcza z powiek czarną łzę, czarną łzę.

[ Liroy ] :
Było nas trzech, jak w autobiografii zero ściemy.
Taka sama krew i podobne geny.
Jestem zły, taka ma zajawka,
Wciągam całą działkę i akcja jest wartka.
Kiedy jest nas trzech, jak u wilka nasza krew jest zimna.
Ginie z mojej ręki kolejna niewinna osoba.
Taki pech, albo taka karma.
Sprzedać komuś kosę ? Dla mnie to normalka.
Ja tak żyję, piję, takie mam klimaty.
Kiedy ja zarabiam ty szacujesz straty, stary !
Nie unikniesz kary , o nie !
Jaki jestem ja, każdy to wie, kto mnie widział w akcji.
Ja korzystam z sytuacji jak nikt, odbezpieczam broń, a Ty ?

[ Perfect ] :
Gdy dziś sam, staję tam.
Czarne słońce, spada noc.
Wiem, nóż wbiłeś, w gardło cios.
Wbiłeś w gardło cios.

[ Liroy ] :
Było nas trzech, lecz krew już nie ta sama.
Zdrada jak szarada, taki myk.
Prosty jest wynik, jeden zero dla mnie.
Dziś zabiłem brata, jego strata, moja superrata.
Taki jestem, nic Ci do tego.
Zabiję jeszcze raz i nie pytaj mnie dlaczego.

[ Perfect ] :
Twoje miasto, moje łzy.

[ Liroy ] :
Było nas trzech, jak u wilka nasza krew jest zimna.
Ginie z mojej ręki kolejna niewinna osoba.
Taki pech, albo taka karma.
Zabić swego brata ? Dla mnie to normalka !

[ Perfect ] :
Patrzę w dzień, jak noc mknie.
Tam skąd niesie jasny sen.
Wiatr wymiecie ze snów Cię.

[ Liroy ] :
Było nas trzech, jednak teraz tylko krew dookoła..

[ Perfect ] :
Wiatr wymiecie ze snów Cię...

[ Liroy ] :
Teraz już wiem, nie uniknę kata.
Moje życie nic nie warte bez mojego brata.

[ Perfect ] :
Twoje miasto !
Rodacy i rodaczki, czworacy i czworaczki, dość już tych kabaretów politycznych, tych kawałów abstrakcyjnych, tych sztuczek podejrzanych, tych absurdalnych kojarzeń, i całego tego memłania!

***

było już przed północą, łóżko ciągnęło mnie jak magnes
już się prawie kładłem kiedy zadzwonił telefon nagle "halo słucham"
- cześć tu Kula, co robisz dziś wieczór?
- a nic...
- to świetnie, jest impreza na Bezrzeczu
- u Ani?
- no jasne! słuchaj będę wozem
- a co to ma wspólnego z imprą?
- o dwunastej bądź pod Malinką to cię zawiozę
uuu... kochany Kula!
odłożyłem słuchawkę pewny że dziś jeszcze będę hulać
więc robiąc wszystko by być już tam a nie tutaj
wybiegłem z chaty na śmierć zapominając o butach
"o kurcze! do domu nie wrócę by nie budzić matki
dojdę w tym co mam na nogach" a na nogach miałem klapki
ale i tak to mi nie napędzało pietra
wszak do miejsca ustawki miałem mniej niż ćwierć kilometra
wierząc że nic tam się beze mnie nie rozpocznie
czekałem godzinę, w kapciach, bezowocnie
lecz że noc mnie pcha do czynów heroicznych
rzekłem - dojdę w klapkach! - więc słuchaczu powodzenia życz mi
ten dystans przyćmił by każdego, ale dla mnie to nic jest
więc przedsięwziąłem ekspedycję

ref: 2x
do ciebie szłem, choć stopy krwawiły!
do ciebie szłem. cel wracał mi siły

a więc szłem tak, a wysiłek już odebrał mnie głos
oni tam, ja tu, a między nami ta odległość
swoją drogą dziesięć kilometrów przejść bezwiednie
wiem że to biedne, ale szłem kurwa szedłem!
na skraju lasu, i nagle dzięki Bogu
zatrzymałem mijający mnie autobus - stop! stop! chwileczkę!
- a co się pan tak nocą w lesie wleczesz?
- aaa... panie kierowco idę pohulać na Bezrzecze
- na Bezrzecze? w klapkach? chłopie zwariowałeś? jadę na zajezdnię to podwiozę cię kawałek
ten dobry człowiek jak przystało na chrześcijanina
podwiózł mnie gdzieś do granic Szczecina
- ziomek! jak bardzo chcesz to idź, nie będę się kłócił, szerokiej drogi, ja na twoim miejscu bym zawrócił
na pustym odludziu, coraz bardziej zwiędły
spotkałem kogoś i spytałem:
- na Bezrzecze tędy?
- tak tędy
- a daleko?
on popadł w rozkminę, obejrzał mnie i rzekł:
- w kapciach będzie gdzieś z godzinę
spacerkiem, czując że klapek jeden z drugim mi się zedrze
o Aniu z Bezrzecza proszę wiedz że

ref: 2x
do ciebie szłem, choć stopy krwawiły!
do ciebie szłem. cel wracał mi siły

już na Bezrzeczu dotarło do mnie
że pamiętam jak wygląda dom Ani, lecz nie pamiętam gdzie on jest
i warto wspomnieć żeby zrezygnował każdy z was tu
"a ty?" skądże przecież miałem imprezowy nastrój
więc na odludziu sam, trzecia była gdzieś tam
jąłem wolno, acz skutecznie w stronę impry się przemieszczać
i tu jest czas na skrecze
Grzesiek ty sobie poskreczuj, ja w tym czasie przeszukam Bezrzecze
"szkoda czasu", "przecież znasz"
stary nie zrezygnuję skoro przeszedłem całe miasto
ciężko znaleźć dom Ani, ale ja tego dokonam!
"nie wygłupiaj się", "Łona"
więc szukałem imprezy w kapciach jak jakiś mutant
i nagle: "o kurcze to tutaj!"
i co? światła pogaszone, nie leci żaden rap tam
nie ma imprezy... mogę wracać w klapkach...

ref: 2x
do ciebie szłem, choć stopy krwawiły!
do ciebie szłem. cel wracał mi siły
Jopel:
Ciepła 12a, tam w jednej z pięciu klatek,
mieszkałem na parterze pod szóstką, nad Judaszem.
Pamiętasz Błażej? Nasze wypady na jabłka,
ze szlugiem od Darka, w japie widziała mnie matka.
Nie jedna szklanka pękła w domu u Emila,
Co by nie mówili o nas, zawsze to miło wspominam.
Mój dom, to twój dom, Komar wiesz o czym nawijam?
nie zawsze się zgadzamy, na tym polega przyjaźń.
Zobaczysz, jeszcze będzie po naszemu,
chce mieć hajsu, a nie fejmu, powiedz czemu, Rael, czemu?
Miałem Ciebie wśród tych kilku za którymi idę amen,
teraz bym spojrzał w oczy i powiedział:'ja zostaję'.
Jeszcze nie dalej, jak te cztery lata wstecz,
byłem zakochany w niej, a dziś wspominać nie chcę.
Jest dokładnie odwrotnie niż powinno i ma miejsce,
napisałem o tym zwrotkę na nadchodzące LP.
Serce jak już pęka - się nie zrasta,
szanuj siebie to po pierwsze, dupy są jak jest okazja.
Prawda jest jak jest, nie do zniesienia,
jeśli nie, to gra pozorów, najzwyklejsza ściema.
I nie mam żalu do nikogo z bliskich,
za to, że to ludzie obcy są czasami bardziej bliscy.
Wszyscy co mnie znają jest ich sporo,
Wszystkich pamiętają dzień urodzin mych kilkoro.
A ponoć miałem skończyć gorzej od was,
jak pamiętam podstawową, zawsze byłem gorszy w stopniach,
Obraz, rzeczywistości zachwiany,
ja pracuję sam na siebie reszta ćpa, jest złodziejami.
A jak chodzę najebany, to za swoje tylko,
nie zaś hajs taty i mamy nic nie mając, mamy wszystko.
Lipton, czemu tak się dzieje? Powiedz,że choć często piję zdrowie bliskich,
odchodzą w chorobie.
W głowie mamy tylko rap muzykę,
powiem tobie jedno życie, już zdążyłeś to usłyszeć.
Nie raz i nie dwa, bo wiatr w oczy to nie wszystko,
jak u Peji, to mój rap i moja rzeczywistość.

Komar:
To jak życie chciałbym przejść, tylko zależy ode mnie,
jeszcze nie wiem kim chcę być,lecz na pewno się nie zmienię.
ja sam, jak me marzenie, by zachować się w rodzinie,
znaleźć swoje szczęście, mieć przyjaciół i niech płynie czas.
Minęło parę lat, jak jedna chwila,
dziś wiem, że te szczęście najczęściej nas tu omija.
Z kobietą jak przyjaźń, topie smutki w obawach,
tak ma wyglądać związek i miłość po czterech latach?
Co? to co się rozpada najczęściej jest wartościowe,
jak to co budowało, dziś rujnuje moje zdrowie.
Jestem sam, koło mnie kilka zdjęć i muzyka,
która skupia moje myśli jak te kilka szczerych pytań.
Kto? został tu? Bezpowrotnie mam szacunek do wspomnień
jak do tych co myślą o mnie więc nie zapomnie i za okazane wsparcie,
wspomnę o Negro zawsze jak o bracie.
A życie to starcie - poddaje nas próbie,
I wiem Nurian, że rozumiesz o czym mówię.
Kilka wydarzeń w sumie nie da się zapomnieć,
niech duma i honor niosą waszą zapowiedź.
I powiem Grabarz zawsze jak będzie potrzeba,
z tym chłopem, podzielę ostatni kawałek chleba, wiesz.
Nawet w tych tekstach odnajdziesz tą jedność
Znajdziesz mój drugi dom, przyszłość, prawdę i szczerość.
W tym miejscu, nie śmiej, i to jest kluczem
Jest jeszcze kilka osób o których mówić nie muszę
Każdym razem mówiąc "przyjaźń" - wiedzą, że o nich mówię.

Tu, wyjebane na fejm, crew!
(Ref.)
Mam dość – tego syfu, bez kitu
Mam dość – rymów bitu, bez kitu
Mam dość – tego bytu, bez kitu
Mam dość – dobrobytu, zeszytu (x2)

#1
Z jednej strony dość i z drugiej dość,
To coś jak kość, K12 na wskroś,
Rzut na taśmę, sześć na sześć,
Na rap ten patent, nie na czas i pracę, nie na transformację,
By patrzeć inaczej i nic nie poradzę,
Będę tak żyć zawsze, będę jak w teatrze,
Zmyślę znów to pacjent to wypieprza pasje,
Ponad te drapacze, ponad świat gdzie tłamszę,
To lustro weneckie, gdzie mijam się z sensem,
Lecz wbijam w dysleksje, pierdolę twe lekcje,
Poza społeczeństwem, gdzie w niebezpieczeństwie,
Znów jestem nie w mieście, lecz w lesie się mieszczę,
Bo w lesie mam twierdzę, bo częściej tam jestem,
To kostka K10, gdy pięć jest mym piętnem,
Drugie pięć to sensem mym guru i szczęściem,
Z jednej strony dość, z drugiej – chce więcej !

(Ref.)
Mam dość – tego syfu, bez kitu
Mam dość – rymów bitu, bez kitu
Mam dość – tego bytu, bez kitu
Mam dość – dobrobytu, zeszytu (x2)

#2
Sprawdź K8, tam mam cztery grosze,
Cztery plus cztery złote po drugiej stronie,
To nie Twoje co jest moje więc nie ruszaj,
Jeśli chodzi o odczucia płacę Ci w złotówkach,
To dusza, naciągnięta silnym ramieniem,
Strzela dziwnym kamieniem, co jest dziwne jak Niemen,
Znów naiwnym spojrzeniem bada mogiły teren,
Padam, składam rymy ćwiczę podniebienie,
Omdlenie, trefna czwórka znów wypada,
Feralna jak lumpex, cholerna jak Saddam,
Nie badam, choć zadatki na to posiadam,
To podatki, kara, wydatki, maraton pokala,
Nara! Spierdalam stąd!
Świat podstępny okrutny jak dzwon,
Ta kartkówki jak kurwy to błąd,
Tyka budzik to sąd, tykam lufki jak Croi,
Łamię główki to zło, a złotówki to cios,
Na borówki tych co niszczą i tłamszą głos,
Przeciw dziwkom co chcą, stłamsić we mnie tą moc,
Stłamsić tą drugą stronę!
Mam tego dość ktoś ma chuj, a chuj ty pierdole.

(Ref.)
Mam dość – tego syfu, bez kitu
Mam dość – rymów bitu, bez kitu
Mam dość – tego bytu, bez kitu
Mam dość – dobrobytu, zeszytu (x2)
VNM:
Aha, dokładnie tak
FU , Fokus, V-N-M
Elementum Tour
Homeboy

Nie Copperfield, V gra na bloku tu znów
Ale hokus-pokus i tu ze mną Fokus i Fu
Crew, które na trasie lamerom zabiera sen z powiek
Ogień, ten ziomek po gaśnice tu wnet pobiegł
Po koncercie do hotelu biorę głupią rure
Na kolacje mówie beautiful, jedz tą kurwa kure.
Żartowałem, teraz nie żartuje
Obojętnie gdzie idziemy skurwysynu ten vibe tu jest
Pokaż palcem miasto mi na mapie
Tam jade na bank i biore ten majk w łape
Synu te flow lepsze niż sex z ex
Elementum Tour, VNM the next best

(Elementum Tour 2011
VNM eFU, Fokus
ELEMENTUM TOUR)

FU:
Ej kolo teraz Fusznik solo pełen zasad
Kręci sie te koło przez te wszystkie lata
Jestem skromnym typem lecz czasem wymiatam
Ty patrz co się dzieje to Elementum trasa
Poszła fama, potem wie o tym ludzi masa
Wszystko idzie w ruch, Crosvelder i Serato
Dzisiaj gramy w twoim klubie co ty na to
Dzisiaj zagram to bardzo dobrze, jak Akynato
Dzisiaj piękny dzień potańczymy razem
Wbijamy się pod scene blisko złapać faze
Wbijamy, gramy razem i kumamy baze (razem)
Robimy dzisiaj swoje że tak się wyraże (ta)

(To jest nasza jedyna droga)

(Tak tak tak
Tak się to robi na południu)

FOKUS:
Mikrofon kusi mnie, pełen luzik na bicie Kazzushi.
Płynę po bicie (pod) po suficie, pełno ludzi na płycie.
I o to chodzi, nadchodzi niszczyciel,
Zniszczy cię , gdy usłyszycie o tym feacie.
Z tej strony F-O-K, VNM i Fushnik.
Spalimy ten lokal wokalami, DJ puści
Ci imprezowy nokaut jak Livin' La Vida Loca,
Lecz w konwencji Smoka, popatrz, ten bit to sojusznik.
Opowiedz na blokach o stylu i esencji
Jego eminencji, mnie innych MC.
Robię to, no bo to kocham, bo totalnie mnie to kręci,
Centralnie, po prostu fajnie jest jak po Sensi.
Dobra, pogadalim, widzielim nawet drogę w oddali
Ale wypilim wodę, a to woda co pali
Więc z drogi nici, telefon mi znajdź i wciśnij przycisk
Katapulta, memory five
Nie rób gestów wrogich, wierz mi na próżno ten mobbing
Na mnie już czas, trudno, co robić
Zostaw już te wspomnienia, znam je w stu procentach
Pewnie, że pamiętam! Co mam nie pamiętać?!
Dobra, symbolicznie robię wyłom
Ale ale tylko jedną, jakie dwie? To dwie ich było?!
Dwie to trzy, a trzy to morze nieszczęść
Albo gorzej jeszcze, więc jedną - wozem jestem
Czas już na mnie, bo skończę jako denat
A ty przestań skamleć, ja wiem - każdy lekko nie ma
I trudno tak przerwać bachanalia, wiem przecież
Daruj, ale muszę lecieć

Izaak, ty kończ tę rozmowę, na ciebie sznycel oczekuje,
ty kończ tę rozmowę, sznycel oczekuje x2

Chyba jakiś inny jest tutaj czynny szatan
Wiem, że człowiek od czasu do czasu musi polatać
Ale ja pomyliłem lotnisko chyba
Bo leciałem za nisko, wybacz, i teraz mi wszystko miga
Przyszłość? Nie jestem jej mocno ciekaw
Jeszcze się poodszczekuję prześladowcom i uciekam
Znam sposoby jak wyjść na zero
I gdy łapią mnie za rękę mówię, że to nie mój kielon
Ty uszanować plany moje bujne racz
Ogolę się, zjem śniadanie i pójdę spać
A wszystko kiedy stąd wyjdę ziomuś
I w tym możesz mi czynnie pomóc, więc kończmy ją i do domu
Bo mam drogę jak stąd do Kansas
A dziś muszę być na czas, chociaż zwykle nie zdążam
Jest wpół do trzeciej, spróbuj to pojąć,
Że ja muszę lecieć, honyszke kojok

Izaak, ty kończ tę rozmowę, na ciebie sznycel oczekuje,
ty kończ tę rozmowę, sznycel oczekuje x2
1. Ja poznałem laskę na ciemnej ulicy jakieś kilka lat temu w bardzo dziwnej okolicy , skąpo ubrana stała z koleżankami i szeroko barczystymi dwoma kolesiami , zapragnąłem ją mieć chciałem się zabawić kolacje i drinka chciałem jej postawić później pamiątkowe zdjęcie do albumu rodzinnego jeee zapragnąłem tego wszystkiego tak bardzo jej chciałem w jej cudownych ustach się prawie zakochałem i naglejak koszmar jak nocna zmora usłyszałem w mojej głowie przykazanie Juniora .

Ref. "if yu łana fuck fuck many fuck yo sow a se giow many" ...

2. Patrzyłem tak na nią jak na jakieś zjawisko z taką jak ona zrobiłbym naprawdę wszystko w wannie, na fotelu, na stole, na podłodze, na basenie, w kinie czy na leśnej drodze . Totalny odlot bez opamiętania zabawa na maksa bez ściemniania ciągle patrzyłem na to ekstra ciało pieściłem ją w myślach ale to za mało by sprostać mym potrzebom zaspokoić moje żądze zacząłem już pomału wyciągać pieniądze gdy nagle jak koszmar jak nocna zmora usłyszałem w mojej głowie przykazanie Juniora .

Ref. "if yu łana fuck fuck many fuck yo sow a se giow many " ...

3. Przykazanie Juniora dezorientacja sam nie wiem co lepsze czy sanki i kolacja czy jakoś samemu i zaoszczędzić kasę , dezorientacja fascynacja yes yes yo yes yes yo rozsądek podpowiada weź ją powolnym krokiem zacząłem iść w jej stronę nagle z piskiem podjechało BMW czerwone i wsiadła do niego moja wymarzona bogini laska wyśniona i nagle jak koszmar jak nocna zmora usłyszałem w mojej głowie przy
kazanie Juniora .
Ref. "if yu łana fuck fuck many fuck yo sow a se giow many " ... ... ...
To ja twój hrabia miód, pan mruk, Ty cud królowa bez powiek
Nie lubi waść spać, bo tracisz czas gdy chowasz się pod kołdrę
Która grzeje jak coldrex
Daj mi tę noc tak jak Bolter
Kiedy zaczynasz mówić to swoje wiesz:
'Jestem królowa bóg femina
Sztuk mistrz jak balerina, cud miód ultramaryna
Jeśli ty taki mruk to bóg świadkiem mi że celibat'
Rzut karny jak na mundialu finał
Ja zaczynam swoje
Więc ucho od śledzia tak Kwinto
Bo jestem pan nieme kino
Bez słów podbijam jak podbite limo
Raz zimny drań jak igloo
Raz gorący jak mikrofala
Raz słodziutki pan taki tyci tyci
Co uwiera w piersiach jak na zębach aparat
Wariat w porządku jestem
Co z gąbki nasiąkniętej ma serce
Więc mogę Ci wiele dać bo nie jestem 'perfect'
Jestem drań pan nieme kino co szybko biegnie deszczem
Szybciej niż mailem, niż tele-linią
Ty mówisz chwileczkę moment
Famfary grać dla królowej bez powiek
Przeglądasz moje płyty wiesz że lubię reggae
Puszczam wosk otwieram usta, bulgocze jak sedes
Tamci mieli w oczach kłamstwo, ci mają fanatyzm
Mówisz do mnie małymi literami jak tylko Ty potrafisz

To ja twój łobuz twój hrabia miód
Nadciągam jak deszcz z czarnych wielkich chmur
By powiedzieć Ci jak bardzo tęsknię
Twój pan mruk co z gąbki ma serce.

To ja twój łobuz twój hrabia miód
Nadciągam jak deszcz z czarnych wielkich chmur
By powiedzieć Ci jak bardzo tęsknię
Jestem pan mruk co z gąbki ma serce.

Przepraszam panią w aureoli
Ja to polip zakręcony jak słup soli
Jak globus łobuz smarkaty
Pan na krawędzi ostrza, postać tak jak fakir
Mówią, że spaliłem sobie mózg 'buch' jak kineskop
Dlatego mówię średnie, mierne brednie hermetyczne jak pudełko
Ja mam czysty stan umysłu choć nie mam dykcji tak jak lektor
Zrób stop jeśli uwierzyłeś że to bełkot nędzny jak fetor
Czasami mam ochotę dać sobie spokój, iść do pracy jak ludzie
Ale nic innego już nie potrafię nic innego nie umiem
Więc jestem wojownikiem non stop jak kantor
A to są łzy co pachną siarką
W oczach mam smoka co ogniem dmucha jak krater
Kiedy Oni formatują, upychają mnie jak watę
Ja zostawiam ślad jak na śniegu sanie
mam kolekcję płyt zobacz co jest grane
Kolorowe dźwięki, muzyka to afrodyzjak
Którego nie istnieje duplikat
Jak internet łącze łącze wyrazy w wersy
Serce mam z gąbki ze stali nerwy
Tamci mieli w oczach kłamstwo ci mają fanatyzm
Więc mów do mnie małymi literami jak tylko Ty potrafisz

To ja twój łobuz twój hrabia miód
Nadciągam jak deszcz z czarnych wielkich chmur
By powiedzieć Ci jak bardzo tęsknię
Twój pan mruk co z gąbki ma serce

To ja twój łobuz twój hrabia miód
Nadciągam jak deszcz z czarnych wielkich chmur
By powiedzieć Ci jak bardzo tęsknię
Jestem pan mruk co z gąbki ma serce.
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo