Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Bo na językach rap,
Siebie w tym złap,
Noś się luźno jak ja.
Mnie w tym nie przeszkodzi żaden drab.
Problem egzystencji, bo gdzieś kogoś życie męczy,
Wpędza palantów w kanał,
A ostry to wszystko pieprzy.
Ta planeta nie jest dla grzecznych wyjadaczy chleba,
Co nie wychodzą z domu by im ktoś bomby nie sprzedał.
Lepiej w rodzinnym ognisku oczekiwać życia końca
Będąc ładowanym w tyłek przez własnego ojca.
Co jest tchórze? Do odważnych świat należy,
Tych na górze, co w realia nie chcą wierzyć.
Strach by zderzyć swe poglądy.
Czas pokaże kto mądry.
Zamiast siać głupotę, niczym na twarzy trądzik
Nie chcę ludzi sądzić, wskazuje tylko przykład
Tych zagubionych w świecie, jak we włosach cipka.
Pozamykani w klitkach niech zdejmą pampersy,
Bo pokazuje prawdę tak jak Figura piersi.

Kiedy egzystencja meczy,
A świat problemy piętrzy,
Nic nie ulepszysz.
Trzeba to pieprzyć.
Lecz gdy boisz się wyjść z domu w strachu o zdrowie,
Zamiast pieprzyć cały świat porozmawiaj z psychologiem.

Kiedy egzystencja meczy,
A świat problemy piętrzy,
Nic nie ulepszysz.
Trzeba to pieprzyć.
Lecz gdy boisz się wyjść z domu w strachu o zdrowie,
Zamiast pieprzyć cały świat porozmawiaj z psychologiem.

Problemy z egzystencją,
Wkurwia, że ludzie ślęczą
Nad swym losem,
Bo rani ich życie jak szkło nogi bose.
Pierdol to! Masz czynu efekty;
Przynajmniej nikt już tobie nie przyklei etykietki
z hasłem kurwa. Ja bym chyba głowę urwał.
Bo w środku ludzi wrr, a na zewnątrz mina schludna.
Strach wyrównał porachunki tylko tym co siedzą w chacie,
Co przed konfrontacją z losem na kilometr srają w gacie.
Za nich odmówię pacierz - chuj wam na wieki wieków, amen.
Zamiast bać się wole być swego losu panem,
W oczach tchórzy tyranem, co bezcześci ich świętości
Wytykając im usterki bez pobłażliwości.
Głośnik skierowany w stronę tych schowanych pod parasol,
Chroniących swych idei przed lecącą z nieba kasą,
Lecz ich wrodzony kalkulator kiedyś mnie podliczy
I wtedy z dumą powiem, że skończyłem na ulicy.

Kiedy egzystencja meczy,
A świat problemy piętrzy,
Nic nie ulepszysz.
Trzeba to pieprzyć.
Lecz gdy boisz się wyjść z domu w strachu o zdrowie,
Zamiast pieprzyć cały świat porozmawiaj z psychologiem.

Kiedy egzystencja meczy,
A świat problemy piętrzy,
Nic nie ulepszysz.
Trzeba to pieprzyć.
Lecz gdy boisz się wyjść z domu w strachu o zdrowie,
Zamiast pieprzyć cały świat porozmawiaj z psychologiem.

Jak na to patrzeć, sposobem rady sprzedać,
Jak frajer dawno zapomniał już, jak to jest się nie bać.
Niby bieda, ktoś pomyśli, dla mnie zwykły cretino
Co by uciekł będąc w łóżku nawet z Cicioliną.
Sam już w sobie dawno zginął, nie ma co go szukać.
W czterech ścianach życie to brzmi jak pokuta.
Pokaż się teraz i tutaj, podnieś powieki,
Bo to fałsz cechujący lewe złote i czeki.
OSTRy się uczepił, co? Ciężko się słucha
Temu, co go przez świat prowadzi skrucha?
To nie PL nuta, by głosić farmazony
W stylu randki w ciemno dla frajerów pokrzywdzonych.
Rzucam palenie jak Rokita politykę
Dbam o gardło, bo warto dbać o technikę
Techniczny jak Lincoln
Który gdzie nie trzeba pchał tytoń
Ja czyszczę organizm z toksyny
Zaczynam regenerację, odzyskuję smak, węch
Przerzucam go na papier
Bo mam smak patrz jak pracują receptory
Słodki, gorzki, kwaśny i słony i ten co dewastuje mikrofony
Opluwam je, soczystą mam mowę, a to nie konwencja partii
Tylko soczysta zdrowa, jak miąższ pomarańczy, sok z marchwi
Mowa nie trawa, twarda jak Lee Marvin
Bo pod językiem błyszczy mi ostrze
Nie potrzebny mi ochroniarz żaden Kevin Costner
Studio czy koncert, mikrofon w ręce
Kiedy pan Emade wali w werbel hi-head to tętno, stopa to serce
Więc czas wypłukać Ci ucho cudowną nutą
Jak pędzel o płótno krew uderza w skronie
Panie panowie główne danie na stole
T do W do R do Z Y W i O

Czujesz głód wilczy masz apetyt
Skurcz serca ściska Ci przełyk
Nie licz kalorii, nie marz o diecie
Hi-head to tętno, stopa to serce (x2)

Rozgrzewam zastygłe serca jak płomień
Pan Hrabia Miód za mikrofonem, Pan Fenomen
Mam to na papierze od pisma Przekrój
Kieszenie mam puste, a głowę pełną dźwięków
Tworzywo kuriozum na podium numer jeden
Mamy dynamity w sercu, co nie zestarzają się jak Pentium
Zamiast łykać centrum, by nie tonąc w toksynach
Pożeram karczochy, awokado, szpinak
Wszystko spływa ze mnie jak mydlina
To siła jak wytrysk, płyną litry toksyn z definicji
Choć to nie misja bo to nie publiczna telewizja
Co uczy gwiazdy jeździć na łyżwach
To żadna zadra, trauma, to sztuka kulinarna dźwięków i słów
Której nigdy nadmiar, bo mamy smak
Patrz kto jest szefem kuchni, by dbać o smakowe kubki
Nic z puszki, nic z mikrofali
Gdy rozum śpi, budzą się koszmary
Pizza Hut, Coca-Cola, Mc Donald`s
Potas, magnez, miecz to mego serca zbroja
I krew na ostrzu miecza
Szef kuchni poleca magiczny specjał
Nie ma chwili do stracenia
Więc potem zaczyna się teraz, teraz to potem
Ten bas to żołądek
Pan Emade wali w werbel, hi-head to tętno, stopa to serce
Piano aorta, gitara Fender, czas nakarmić serce

Czujesz głód wilczy masz apetyt,
Skurcz serca ściska Ci przełyk
Nie licz kalorii, nie marz o diecie
Hi-head to tętno, stopa to serce (x2)

My mamy smak…
Twoja lewa, twoja lewa, twoja lewa, prawa, lewa x4

[Refren]
To ta wojna, którą musimy wygrać, jesteśmy jak z jasnego nieba grom
To ta wojna, którą musimy wygrać, a słowa to nasz broń, broń.
To ta wojna, którą musimy wygrać, jesteśmy jak z jasnego nieba grom
To ta wojna, którą musimy wygrać, a słowa to nasz broń, broń.

[Mioush]
Bo system nas niszczy, co druga dzielnica piszczy,
Marzenia i wena dogasają dziś pośród zgliszczy,
To blitzkrieg, odpowiedź to ruch samoistny,
Za to, że chcieli wziąć se nasze isty,
Ja formuję myśli, formuję ich pododdział,
Wyruszam na parlament a mic płonie jak pochodnia,
Tak z sekund na minuty, a z nich na godziny co dnia
Za minimum socjalne, a maksimum zbędnych rozpraw
Postaw na szali tych co nas okłamali
Tych co porozkradali, resztki czego tu nie było
Postaw wraz z nimi tych, których nam zabrali
Żyjących ulicami i wiedzących co to miłość
To sterty papierów i tony ambicji
Przeciw rządom, ich poglądom i którejkolwiek z koalicji
Przeciw błędnym zasadom i zakłamanej policji
Wypowiadam wojnę, tym, którzy chcieli nas zniszczyć

[Refren]
To ta wojna, którą musimy wygrać, jesteśmy jak z jasnego nieba grom
To ta wojna, którą musimy wygrać, a słowa to nasz broń, broń.
To ta wojna, którą musimy wygrać, jesteśmy jak z jasnego nieba grom
To ta wojna, którą musimy wygrać, a słowa to nasz broń, broń.

[Wilku]
Życie jest walką, życie jest grą
Wilku WDZ uderza jak z nieba grom
Odbezpieczam swoją najgroźniejsza broń
THC uderza w skroń, zbieram plon
Wojna wciąż trwa, ziom, wybierz stronę
Babilon płonie, czas odebrać koronę
Bestia na tronie, krwią splamione dłonie
Tarczą mą Bóg, mój początek i koniec

[Bilon]
Miejska partyzantka, sępów ulicy
Front, Hemp armii krok, wyzwolony głos
Kolejny cios, uniwersalny żołnierz
PPP człowiek, umysł to pistolet
A słowa to naboje, rewolucyjny projekt
Zaciśnij pięść, likwiduj paranoje
Walka ta jest grą o swoje
Wszystko co mam dają mi te boje
Elo, elo, elo

[Refren]
To ta wojna, którą musimy wygrać, jesteśmy jak z jasnego nieba grom
To ta wojna, którą musimy wygrać, a słowa to nasz broń, broń.
To ta wojna, którą musimy wygrać, jesteśmy jak z jasnego nieba grom
To ta wojna, którą musimy wygrać, a słowa to nasz broń, broń.

[Bas Tajpan]
Twórcy systemu, jeden przed drugim
Cisną nam ten sam kit, ten sam kit
Że wszystko pięknie, że będzie lepiej
A jest ten sam syf, ten sam syf
Opowiadają, że są szanse, możliwości
Że idziemy w przód, że idziemy w przód
A tak naprawdę z każdego ich słowa
Bije siarki smród, ten sam smród
Getta jęczą, ale wrzą pod założonym jarzmem
Opowiada się pierdoły wyciszając sprawy ważne
Nie wśród polityków bohaterów ma podwórko
Każdy poza prawem, bo ten prawy okazał się błaznem
Tak to już jest, prawda jest tylko jedna
Nie owijaj w bawełnę, przejdź prosto do sedna
Pamiętaj fakt to fakt, a brednia to brednia
Jedna jest racja, tak jak miłość jest jedna

[Refren]
To ta wojna, którą musimy wygrać, jesteśmy jak z jasnego nieba grom
To ta wojna, którą musimy wygrać, a słowa to nasz broń, broń
To ta wojna, którą musimy wygrać, jesteśmy jak z jasnego nieba grom
To ta wojna, którą musimy wygrać, a słowa to nasz broń, broń.

Twoja lewa, twoja lewa, twoja lewa, prawa, lewa x4
Wiem, że gamonie chciałyby Game'a po polsku
dziewczyny chciałyby Pharella po polsku
pewnie w końcu zrobią jakiś casting po prostu
a potem Popcorn - szmata, co leży w każdym kiosku
dla koncernów muzyka jest kurwą
wcisnąć byle gówno, dzieciaki i tak to kupią
akceptują hip-hop tylko ten ładnych panów
w białych koszulach nie chcemy tu łysych chamów
tabloidy tak zafałszują prawdę
teraz na celowniku Tede i Rosati w fakcie
paparazzi kontroluj się
hieny węszą sensację, hieno pierdol się
dajcie nam prawo być zwykłymi ludźmi
chyba mamy to prawo choć gra nas MTV i VIVA
zbyt dosadnie - tylko tak umiem, wybacz
znamy swoją prawdę, nie zamieciesz jej pod dywan

Nudzisz się lub boisz sam siebie
masz kompleksy musisz coś ukrywać
po co to robisz nie wiem, ja swoją prawdę znam
a ty? chcesz zamieść prawdę pod dywan

Nudzisz się lub boisz sam siebie
masz kompleksy musisz coś ukrywać
po co to robisz nie wiem, ja swoją prawdę znam
a ty? chcesz zamieść prawdę pod dywan
chcą mieć Hollywood nad Wisłą, pozują głupki
kreują byle co, showbiz nie znosi pustki
szukają sensacji w rap świecie
lecz rap to nie Showbiz chyba, że ten z A.G. w duecie
powiedz, jeździsz do sklepu Maserati?
tu jest inaczej, masz fart jak rap twój czynsz płaci
nudzą się więc piszą bzdury
rozkminiają pilnie kto i ile ma dziur po kuli
i pewnie chciałbyś być tam
psychofanie ślinisz się do wynajętych tancerek na teledyskach
dam ci pięćdziesiąt centów za twoje słowa
pięćdziesiąt centów żebyś długopis schował
dam ci pięćdziesiąt centów za twój rap
pięćdziesiąt centów za twój durag
wyobraźnia bujna, z głową w chmurach
lecz to nie jest Hollywood ale Polska skumaj

Nudzisz się lub boisz sam siebie
masz kompleksy musisz coś ukrywać
po co to robisz nie wiem, ja swoją prawdę znam
a ty? chcesz zamieść prawdę pod dywan

Nudzisz się lub boisz sam siebie
masz kompleksy musisz coś ukrywać
po co to robisz nie wiem, ja swoją prawdę znam
a ty? chcesz zamieść prawdę pod dywan
REFREN
teraz telefonów nie odbieram, wybacz
jestem przecież taka bardzo zajęta, chyba
nie oddzwonię do ciebie pewnie wcale, ale
zostaw wiadomość po sygnale

nie ma mnie w okolicy i w pobliżu, gdzieś
nie mam żadnych darmowych minut, wiesz
pewnie nie mam telefonu wcale, ale
zostaw wiadomość po sygnale

ZWROTKA
i niby wczoraj się ze mną umawiałeś
ale to było wczoraj, a dzisiaj
zostaw wiadomość po sygnale
i tylko żebyś sobie nie myślał

i niby po co dałam ci swój numer
stukasz te cyfry i próbujesz dalej
i słyszysz znów przy kolejnej próbie
to co już tyle razy słyszałeś

REFREN

ZWROTKA
szukałeś wszędzie tam
gdzie możnaby mnie zastać
myślałeś 'już cię mam'
a to nie byłam ja

dzwoniłeś w tyle miejsc
nikt nie wie jak mnie znaleźć
nie, nie poddawaj się
zostaw wiadomość po sygnale

ŁONA
ej, lilu, nie wiem czy to pech czy wirus
że ty nie odbierasz a ja tracę resztki stylu
może padł ci telefon, ot kiepski wyrób
a może wpadł ci do kawy to go weź i wyłów

mój nadziei promyk kompletnie zgasł
i próbuję się dodzwonić chyba już setny raz
i w głowie mi się plącze od tych odtrąceń
odkąd pnie się pnącze odebranych niepołączeń

sprawdź jak sączę cienkim głosem
lilu, proszę cię odbierz, proszę cię oddzwoń lilu, proszę
chcesz bym doszedł do tego, że zacznę dzwonić do tych budek w łodzi
koło których mogłabyś akurat przechodzić

czemu ty mi robisz tak wbrew
że klnę plugawymi słowy jak szewc
i zapewne tylko wtedy mniej bym klął
gdy zamiast sekretarki usłyszałbym
TWISTER 'ou'

REFREN
Jeśli w końcu ten los
zdobyć szczyty nam da
nawet za sto lat
ten film nie zmieni nas x2

Nie ma mnie tam
gdzie dłuży się aleja palm
a powinnam tam być
jak Bareja w Cannes

Pan man były by chudszy od mojego portfela
ale mam daleko tam
jak do Cannes Bareja

nie ma tam mnie
gdzie plaże złotym piaskiem
mienią się
a miałam mieć ten fejm
jak Hitchcock po ptakach

wciąż udaje ze to film
jak te komedie Koterskiego
chodź codziennie mam dzień świra
nie ma w tym nic śmiesznego

nie szukaj mnie
gdzie rozwija sie czerwony dywan
tylko tu gdzie parkiety stoją w ogniu jak ten rydwan

chodź mam jeszcze lu
a spike ma jeszcze lee
to pytam WHO GOT GAME ?
a wy mówicie TY !
Stawiam kropkę nad "i", przedstawiam me niewole, które zrzerają mnie od środka jak korniki korę. Tyłki wciśnięte w zamszowy nowy fotel, głowa na dębowym stole. Skaczę jak płyta na adapterze. Skaczę jak skoczek ze spadochronem, nad moim domem, co nie jest nomen - omen zapisane. Pole popisu mam więc całkiem duże, proszę burze oklasków w dużej temperaturze. Me niewole zdjąć jak z igły kurze, co daje czysty przester. Słowa mą bronią, rozpoczynamy jawkę ala spagetti western, wersja numer jeden z testu, Jeśli masz uruchomiony tester. ograniczyć me niewole, wysyłać hen prosto w przestrzeń, me niewole. Po błędnym kole, wyłączyć pole ochronne i tlenie, bo tlen mi potrzebny by oddychać ehe ehe. Niewole małe jak karteczek zwoje, ale rozpieszczone jak telewizyjni idole, zbędne niczym szafie mole. Komórkowe telefony, rozmowy, dryń dryń, me niewole

Chodźmy w deszcz
Chodźmy w deszcz
Chodźmy w deszcz
Chodźmy w deszcz
By zmoczyć niewole, moje i Twoje niewole,
a chodźmy w deszcz

Dryń dryń telefon dzwoni i rusza od nowa. Nowe mity i Twoja mała mitologia, co nie zdoła mi założyć pęta. Produkujecie nowe trendy robicie im zdjęcia. Torebeczka do szminki, szminka do dupy, ja mam styl pierwszej próby. Strzelam słowami z elektrycznej tuby. A Ty chcesz gdzieś mnie zaszczepić, chcesz definicji mojej grupy krwi, która wiesz jak brzmi, bo tłucze o Twe membrany, a bit jest gruby. Przyczepił się do Ciebie jak do drzewa warstwa huby. A Ty najchętniej to rączki to byś mi związał pentelką. Za bardzo pop na podziemie, za bardzo podziemny na pop. Strumień bezłudzeń zanim obudzę się we włąściwym miejscu. Chcesz mi zafundować trumnę, ułożyc mnie jak skrzypce w futerale. Ostatnim gwoździem dobić mój talent, który i tak coraz rzadziej w radiu, nawet tym co ma twarz, a nie ma ryja. Teraz reklamy nie przerywają muzyki to muzyka reklamy przerywa, wszystko jest towarem. Pyk Pyk świeci i przemija

Chodźmy w deszcz,
Chodźmy w deszcz,
Chodźmy w deszcz,
Chodźmy w deszcz,
Chodźmy w deszcz,
Chodźmy w deszcz,
Chodźmy w deszcz,

Chodźmy w deszcz!

Reklamy na słupie, reklamy na koszuli, na puli zbędnych nagrań. Reklamy na dupie i ciasteczku przeliczamy banknoty, czy starczy czy nie, czy rzut do tarczy i od razu numer 10, to niemożliwe. Musisz biec tup tup a masz tylko chwilę, dryń dryń faxy, idą szybkie ksero, wypalamy płytki nielegalnie w nero. galeria mokotów, czerwone koszule, garnek modna opaska, czapeczka siub siub, i szybciej szybciej puk puk goście, obiad, serwis pach nie sapać, nie chrapać. Budzik - wstać rano, buty, spodnie, koszula, biegiem, drzewo numer 1, drzewo numer 2, drzewo numer 3, drzewo numer 27, niewole ehe ehe

Chodźmy w deszcz,
Chodźmy w deszcz,
Chodźmy w deszcz,
Chodźmy w deszcz,
a chodźmy w deszcz,
zmoczyć niewole, moje, Twoje małe, duże niewole. Moje, Twoje niewole! Niewole! Nie - niewole
To drugi track LP dają zawsze tu prestiż
MC, o których drugi track jest najlepszy
Wiem że to napawa komercje
Ten drugi track jest przekleństwem
Tych pierwszych, po pierwsze nie w tym tu sens jest
Brudne bębny za breakiem, (co) tu gdzie wersy są wszędzie
Te projekty, ich serce, każdy walczy o pensje
To drugi track u wielu singli a ja jeszcze nie wiem
Czy ten track nawet wyjdzie na CD
Nie o blokach i cudach, nie o laskach
Klubach, nie mam złota jak Pudzian
Wole gruby rap i baki szyb kanabinol
To jest drugi track i za tym styl zjarany bo
Moje bugi, baty, blanty dziś definicją
Płonie w tuby grafik mamy bit za familią
Drugi track, ma być w formie gdzie refren
Nie chcę tej formy tutaj refren jest brechtę
Rozdepczę ten refren, nie przebrnę przez refren
Bo refren nasuwa słuchaczowi sugestie
A refren, ty a gęba z plakatu
Masz mi zaufać to nie cel tego tracku
Budzi niesmak jak nie znasz ta gęba tak patrze
Gębę bym kupił gdybym znał jej charakter
Daje Tobie to co mogę dać,
Stale płonie bo to ogień panie zmienia czas,
Zalew monet to co człowiek nie ma sam wydał,
Jeśli nawet to do mnie mam że to dobro leży w nas
Drugi track mógłby być tutaj dissem
Pieprzyć nienawiść, nikomu nie odpiszę
Punchy nie ćwiczę nie muszę bo scena
Ma tu miłość do liter, ja mam miłość w literach
Powraca na zdaniach zajawka ma mega flow
To kwestia pisania, mania grania teraz bo
Samogłoski to siostry, spółgłoski to bracia
Mamy swój alfabet niczym z polski mafia
Parafia na batach atak liter tu na rap
Zamiata tabaka lata liter gruby snuff
Zamieniamy świat w rymy ja DJ Haem
I odtąd drugi track czyli rap ponad skalę

Kolejny drugi track ej senior co masz PC
Potraktuj ten rap jak do tracku trzeciego przejście
Co to za miejsce? ŁDZ bro, jeszcze jedno,
Stary, przez ten stres to mamy przester wers
Bo gramy wiecznie gdzieś ziom zanim zechcesz mieć
Zmieniamy serce w dźwięk, membrany w flavor
Kto ma zdrowy rozsądek? Haem, Ostry, Kochan
Z płyt rozrywamy folię, drugi track możesz o nim zapomnieć
To nie nie nasz, chyba że lubisz rap co kultywuje zbrodnie
Znanych spraw, spróbuj wypisać rękojmie
Zacząć strajk a i tak ten rap należy do mnie
Bo go mam tak jak spodnie na sobie, przy sobie nie ważne
Zamiast drugiego tracku w bani zrobię Ci jazdę
Poważnie nie poważny z płytą bez drugiego tracku
Ale z przejściem na trzeci z wprowadzeniem tematu
Podaruj światu siebie jak umiesz
Co powinienem mówić bym wiedział że zrozumiesz?
O wenę nie trudno kiedy doświadcza Cię życie
Kiedy łapiesz wenę Twoje siły są w zenicie
Otwórz swoje oczy opuść, opuść swe ukrycie
Złap wiatr w żagle jeśli wieje znakomicie

O wenę nie trudno kiedy doświadcza Cię życie
Kiedy łapiesz wenę Twoje siły są w zenicie
Otwórz swoje oczy opuść, opuść swe ukrycie
Złap wiatr w żagle jeśli wieje znakomicie

Teraz jestem czysty choć było całkiem nieżle
Co zarobie i odłoże to psiarnia mi weźmie
Ktorą ziomuś drogę wybierzesz na rozjeździe
Jakie masz problemy,jak na świat patrzysz przez nie
Jak jest ich dużo przychodzą przemyślenia
Stany zamulenia i grubego wkurwienia
Każdy z nas chce wzbogacenia
Każdy z nas jak jest lipa chłodniej to ocenia
Bo jak się pierdoli to nieraz wszystko
Do zera ziomeczku na czysto
Wtedy biją mocniej źródła co nie wyschną
Wtedy wkurwiony rymem w mieście nad Wisła
System nie przestaje niepokoić
Zamiast dać się rozwinąć- chce nas zniewolić
Mogą na wszystko sobie pozwolić
Nie wierzysz mi? przykłady sobie policz
Wszędzie na ulicach pełno prowokatorów
Wysiadaja zaś wsiadaja z drogich motorów
Cisną na kozaków trzymają się pozorów
Na komendzie walą z dupy nie zmieniajac tonów (ziomuś)
Dość mam przez tych śmieci wyjebanych korów
Dość mam dozorów i społecznych kuratorów
Czeka na mnie syn, śliczna żona w domu
I nie życze sobie wizyt mundurowych worów

O wenę nie trudno kiedy doświadcza Cię życie
Kiedy łapiesz wenę Twoje siły są w zenicie
Otwórz swoje oczy opuść, opuść swe ukrycie
Złap wiatr w żagle jeśli wieje znakomicie

O wenę nie trudno kiedy doświadcza Cię życie
Kiedy łapiesz wenę Twoje siły są w zenicie
Otwórz swoje oczy opuść, opuść swe ukrycie
Złap wiatr w żagle jeśli wieje znakomicie

Gdy życie Cie doświadcza o wenę nie trudno
Widzisz potem swoje błedy kiedy wpadasz w ukrop
Ktoś złapał HIV bo się bawił kamasutrą
Jaki nieodpowiedzialny był dowie się jutro
Ktoś myśli że jest mocny i wybrał huku droge
Niby silny a bum i pada na podłogę
I pokusić się mogę teraz o takie stwierdzenie
Że to wydarzenie poszerzy jego widzenie
Tu gdzie dramat złapie to o wenę nie trudno
Jak zaczynasz rozumieć co robiłeś na prożno
Nie jeden dostał wpierdol, zaczał chodzić na treningi
Ambitnie, ambitnie chciał odbić krzywdy
I złapal wiatr w żagle tak jak ja łapie wenę
On nie utonął w bagnie a ja stoje tu na scenie
Nie tylko w teorii ale i w praktyce
Do przodu idąca praktyką jest życie
I ten jest mądry który ma doświadczenie
Wyciągasz wnioski poprawiasz widzenie

O wenę nie trudno kiedy doświadcza Cię życie
Kiedy łapiesz wenę Twoje siły są w zenicie
Otwórz swoje oczy opuść, opuść swe ukrycie
Złap wiatr w żagle jeśli wieje znakomicie

O wenę nie trudno kiedy doświadcza Cię życie
Kiedy łapiesz wenę Twoje siły są w zenicie
Otwórz swoje oczy opuść, opuść swe ukrycie
Złap wiatr w żagle jeśli wieje znakomicie

Mówią o mnie zły pomidor
Mówią o mnie dobry pomidor
Pierdole to, a ja dalej uliczna techniką
Uwierzyłem gitomi tak już zostanie
14 lat małolat już się kiwa
Dolina jego komitywa, tak moje życie się zaczyna
17 lat, kryminał przez dwa lata
To była dla mnie chata,
Później posłuchałem niejednego brata
Spierdalaj z tego miasta
Bo w tym mieście z dupy daje przyczajona szmata
Pożegnalem niejedną koleżankę, niejednego koleżke
Teraz kurwy przyczajone szybko wam streszcze
Spierdalać z mojego życia bo one toczy się dalej
Nie wiem może mnie zaskoczy,
Chcesz mi coś powiedzieć to powiedz prosto w oczy
Nienawiść do policji nigdy się nie skończy, FIRMA!

O wenę nie trudno kiedy doświadcza Cię życie
Kiedy łapiesz wenę Twoje siły są w zenicie
Otwórz swoje oczy opuść, opuść swe ukrycie
Złap wiatr w żagle jeśli wieje znakomicie

O wenę nie trudno kiedy doświadcza Cię życie
Kiedy łapiesz wenę Twoje siły są w zenicie
Otwórz swoje oczy opuść, opuść swe ukrycie
Złap wiatr w żagle jeśli wieje znakomicie
Włącz CD, wduś repeat i ten track katuj
To ten brat gra tu, który ma mandatów
Niezapłaconych cały plik, tak jak Joka
Robię bling-bling tu na blokach
Jak brokat, pukam jak koka
Chropowaty wokal kaleczy MC's jak zbity pokal
Do bitu dobitny pokaz
To moje stilo, wjeżdżam jak kany kilo
W paradę debilom wjeżdżam jak w skałę kilof
Stawiam na jakość, nie ilość
A ty jakoś tak budzisz litość
Zżera cię zazdrość, i po chuj ci to? (cipo)

Będę sceną trząsł jak dupą duże murzynki
Bo mam ten flow, który burzy budynki
Jak burza w dożynki mogę być problemem
Piąty element, flow ewenement

Będę sceną trząsł jak dupą duże murzynki
Bo mam ten flow, który burzy budynki
Jak burza w dożynki mogę być problemem
To jest flow ewenement

A kiedy Mixer zagra w midi
Bit błyśnie jak P.Diddy w twoim pierdolonym CD
Jak sam widzisz jadę dźwięcznie jak język Jidisz
A nie drętwo jak Krzysztof Ibisz
Po chuj się dziwisz?
Nic nie poradzisz, ja mam to we krwi
Mnie nie omamisz, ze mnie nie drwij
Będę jak chłop w cerkwi, będę jak Derwisz, będę jak Amisz
Jak mnie wnerwisz wywabię cię jak Vanish
Po chuj się dziwisz? nie kleisz?
Jadę z wyczuciem jak DJ Feel-X
Gural z PDG filii mili
Pierdol kult pieniądza, to harakiri
Życie to nie biling, doceń ulotność chwili
Ile takich chwil żeśmy razem przeżyli?
Ile promili? ile Tequili żeśmy wyhylylili?
Ilu szczyli co myślą, że się wycwanili?
I ilu debili co szydzili z naszych planów?
Sam powiedz, sam powiedz
Jedno tempo, drugie tempo, trzecie tempo
Nie dasz rady tępa łempo tym patentom

Będę sceną trząsł jak dupą duże murzynki
Bo mam ten flow, który burzy budynki
Jak burza w dożynki mogę być problemem
Piąty element, flow ewenement

Będę sceną trząsł jak dupą duże murzynki
Bo mam ten flow, który burzy budynki
Jak burza w dożynki mogę być problemem
To jest flow ewenement

Będę sceną trząsł jak dupą duże murzynki
Bo mam ten flow, który burzy budynki
Jak burza w dożynki mogę być problemem
Piąty element, flow ewenement
Firma firma uliczny hardcore
Wszystkie dzielnice uliczny hardcore
Wszystkie hardcorowe miasta
Uliczny hardcore Jp Jp Niebieskim hartom

Firma firma uliczny hardcore
Wszystkie dzielnice uliczny hardcore
Wszystkie hardcorowe miasta
Uliczny hardcore Jp Jp Niebieskim hartom

Firma firma uliczny hardcore
Wszystkie dzielnice uliczny hardcore
Wszystkie hardcorowe miasta
Uliczny hardcore Jp Jp Niebieskim hartom

Firma firma uliczny hardcore
Wszystkie dzielnice uliczny hardcore
Wszystkie hardcorowe miasta
Uliczny hardcore Jp Jp

[**brakująca zwrotka**]

Firma firma uliczny hardcore
Wszystkie dzielnice uliczny hardcore
Wszystkie hardcorowe miasta
Uliczny hardcore Jp Jp Niebieskim hartom

Firma firma uliczny hardcore
Wszystkie dzielnice uliczny hardcore
Wszystkie hardcorowe miasta
Uliczny hardcore Jp Jp Niebieskim hartom

Z byle kim z byle czym nigdy nie przybijam sztam
Ulica na życie będzie miała zawsze plan
Kogo tu szanujesz bo ja zasady honoru mam
Może ta szczera prawda w świecie pojebany chłam
Nic do końca jest pasja jest wielka moc
Chuj niech będzie dzień moja będzie noc
Wtedy cię nasuwa tylko uliczny boks
Będę w formie rymu czasami a co ?

Szacunkowe razy przez mój uliczny rap
Ważne wyznać zasady i postępować tak
Nie ma w tym przesady niezależnie no bo jak ?
Z ziomkami działamy a Firma bo to fakt

Szacunkowe razy przez mój uliczny rap
Ważne wyznać zasady i postępować tak
Nie ma w tym przesady niezależnie no bo jak ?
Z ziomkami działamy a Firma bo to fakt

Firma firma uliczny hardcore
Wszystkie dzielnice uliczny hardcore
Wszystkie hardcorowe miasta
Uliczny hardcore Jp Jp Niebieskim hartom

Firma firma uliczny hardcore
Wszystkie dzielnice uliczny hardcore
Wszystkie hardcorowe miasta
Uliczny hardcore Jp Jp Niebieskim hartom

Oto prawdziwy dźwięk z ulicy
Znów jesteśmy wszyscy
Każdy braciszek się z tym liczył
Jesteśmy starsi lecz tempo jest szybsze
Palimy dalej Zielone liście !
Jebać policję !
Te kurwy nie dają mi żyć
Przed takimi trzeba się kryć lecz
Nikt dostał w ręce i to mi styka
Szykuję się nasza następna płyta
Mój styl prosty w swej postaci mocny kuszący i owocujący
Nienawiść do policji nigdy się nie skończy ! Firma
Kolejny drag, pierwsza runda
Nadchodzi Glon wierny stylu agabunga
I mój krwisty stek podzielił działania jak flashback
Z szafą nie rozłączny jak Kasia i Tomek
Inspiracja i dla ciebie mój rymu wściek
Jeśli kumasz beton, blok to nie liczy się wiek
Wiesz lepkie palce, rąk nie brudzi żadna praca
W życiu sajgon a ty bez moralnego kaca
Dajesz mi kontrakt, patrzysz mi w oczy
I liczysz, że będę robił z siebie pajaca
Pragniesz mnie za wszelką cenę
Złote płyty swojego pupila na ścianę
Węszysz kasę, nagabujesz prasę
A ja tymczasem na ulicy czekam na bramę, czekam na bramę
Co wyjdzie z ścieżki w tym miejscu od zawsze
Pieniądz na pierwszym planie
Powiedz mi kochanie, czy już tak zostanie?
Smutek topię w kane
Wielkie korporacje, różowy plastik w grzance na śniadanie
I zjem to z Peją obok mnie, me NLB więc zróbmy pranie
To my czarne owce, spójrz na nas teraz, jesteśmy jak bombowce
Spuszczamy rymu bomby na wszystkie frajerskie wieżowce
Nagraj mnie, uchwyć mnie, poznaj mnie Glon na ławce, gbur
Spoko, każdy podły miejski szczur
Wiesz to chyba prosto zdrój
Odpal wąsa nie bądź gnój
Pierdol to, że czasem wierzę mu
Pewnie, że jak większość, rozdarty na pół
Między dobrym a złym, chociaż oni i tak uważają
Że nic nie wnoszę, mówią, że jestem zerem
Pierdolę to, dalej będę robił swoje
Życiowy jak ból z losem toczę boje
Dlatego nigdy pełen kiczu jak czerwony kudeł z Ich Troje
Nie baw się ogniem, bo se spalisz spodnie
Zmienisz się w pochodnię
Tylko prawdziwy jak żołnierz nie odpadnie
Nie baw się nami, bo ci dupa nawet spadnie

Wjeżdżasz windą Ratajskiego wieżowca na sam szczyt
Rychu Ochódzki, Medi Top walczą o byt
Zdobywać marzenia, żyć w spokoju to nie wstyd
Tylko czasem być pokornym jak nie to spadasz w zsyp
[tylko tekstyhh.pl]
Ej, Pejo, Pejo, ci se szydzą, ci się śmieją
Karmią się nadzieją, że zniknę w dół spadając
Lutawhui styl kanion, rura bomber jak zając
Nawet gdy na ryj padając będę w zgodzie z samym sobą
Tracki, rap oferty i koncerty życie gonią
Włączam stop, robię głośniej kiedy z Glonem produkuję
Muza, stopy, werble tak to zrobię tak jak czuję
Szwagier rymy kontroluje, jego Medi rap skutkuje
Niczym attache prasowy na tę wojnę wsza gotowy
Bez gruszek na wierzbie dla Mediego przedział nowy
Własną siłą przebicia otworzony
Pomóc? to nie problem, jeszcze Glon zarobisz zetę
W żartach ci mówiłem będziesz polskim 50 Centem
Gówno WRE, PCP bez lansingu
Chociaż Courvoisier'em mógłbym zatopić wszystkich w pizdu
Bez lobby na dopingu, strzegę twoją strefę wpływów
Od wschodu po zachód, znam ten pseudo biznes synku
Tata cały czas jest czujny, kiedy Glon jedzie na trasę
Wiesz, że Glon jest asem - w hotelu znów demolka
Straszna rozpierdolka, bo Glonek nie ma Lolka
Wychował nas rap, nigdy w życiu deskorolka
Który to już rok? z Medi Topem wciąż na topie
Wacków w dupę kopię Medi zna się na hip-hopie
Sto procent naturszczyk niczym Gołębiowski Henryk
Talent, pasja, feeling chociaż działa mi na nerwy
To z Glonem bez przerwy od zawsze na zawsze
Lutawhuiklik w mocnej komitywie z miastem
Które częstuje węgorzem a raz niebezpiecznym chlastem
Lutawhuiklik jest z miastem
Aha, szwagier, Ochódzki Rychu
SLU, Onomato, Ski Skład, MediTop, 2003

[x2]
Wjeżdżasz windą Ratajskiego wieżowca na sam szczyt
Rychu Ochódzki, Medi Top walczą o byt
Zdobywać marzenia, żyć w spokoju to nie wstyd
Tylko czasem być pokornym jak nie to spadasz w zsyp
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo