Popularne piosenki. Polski Hip Hop

To drugi track LP dają zawsze tu prestiż
MC, o których drugi track jest najlepszy
Wiem że to napawa komercje
Ten drugi track jest przekleństwem
Tych pierwszych, po pierwsze nie w tym tu sens jest
Brudne bębny za breakiem, (co) tu gdzie wersy są wszędzie
Te projekty, ich serce, każdy walczy o pensje
To drugi track u wielu singli a ja jeszcze nie wiem
Czy ten track nawet wyjdzie na CD
Nie o blokach i cudach, nie o laskach
Klubach, nie mam złota jak Pudzian
Wole gruby rap i baki szyb kanabinol
To jest drugi track i za tym styl zjarany bo
Moje bugi, baty, blanty dziś definicją
Płonie w tuby grafik mamy bit za familią
Drugi track, ma być w formie gdzie refren
Nie chcę tej formy tutaj refren jest brechtę
Rozdepczę ten refren, nie przebrnę przez refren
Bo refren nasuwa słuchaczowi sugestie
A refren, ty a gęba z plakatu
Masz mi zaufać to nie cel tego tracku
Budzi niesmak jak nie znasz ta gęba tak patrze
Gębę bym kupił gdybym znał jej charakter
Daje Tobie to co mogę dać,
Stale płonie bo to ogień panie zmienia czas,
Zalew monet to co człowiek nie ma sam wydał,
Jeśli nawet to do mnie mam że to dobro leży w nas
Drugi track mógłby być tutaj dissem
Pieprzyć nienawiść, nikomu nie odpiszę
Punchy nie ćwiczę nie muszę bo scena
Ma tu miłość do liter, ja mam miłość w literach
Powraca na zdaniach zajawka ma mega flow
To kwestia pisania, mania grania teraz bo
Samogłoski to siostry, spółgłoski to bracia
Mamy swój alfabet niczym z polski mafia
Parafia na batach atak liter tu na rap
Zamiata tabaka lata liter gruby snuff
Zamieniamy świat w rymy ja DJ Haem
I odtąd drugi track czyli rap ponad skalę

Kolejny drugi track ej senior co masz PC
Potraktuj ten rap jak do tracku trzeciego przejście
Co to za miejsce? ŁDZ bro, jeszcze jedno,
Stary, przez ten stres to mamy przester wers
Bo gramy wiecznie gdzieś ziom zanim zechcesz mieć
Zmieniamy serce w dźwięk, membrany w flavor
Kto ma zdrowy rozsądek? Haem, Ostry, Kochan
Z płyt rozrywamy folię, drugi track możesz o nim zapomnieć
To nie nie nasz, chyba że lubisz rap co kultywuje zbrodnie
Znanych spraw, spróbuj wypisać rękojmie
Zacząć strajk a i tak ten rap należy do mnie
Bo go mam tak jak spodnie na sobie, przy sobie nie ważne
Zamiast drugiego tracku w bani zrobię Ci jazdę
Poważnie nie poważny z płytą bez drugiego tracku
Ale z przejściem na trzeci z wprowadzeniem tematu
Podaruj światu siebie jak umiesz
Co powinienem mówić bym wiedział że zrozumiesz?
To, co było, co minęło to powtórzy się znów za rok
Ja z tobą znowu tu
Pocztówka w głowie, świeży lata powiew
Myśli przewietrzone, odnowione
To, co było, co minęło to powtórzy się znów za rok
Ja z tobą znowu tu
Bateria na rok naładowana
Gdy rano zerknę na fotel to lżejszy człowiek

Jeszcze tylko godzina
Jeden telefon i dwa maile
Krawat zdejmę, a vipe wejdę jak
Browarów pare na start jebnę
Nazwę ten stan __
Nie będzie mój szef już nad uchem sapać, jak Darth Vader
Jadę na urlop, ziomboy
Z którego jeszcze może wrócę z bombą
Słońce i może to ultra combo
Zalewam bak, łapię za torbę,
Pakuję się prędko bo barometry tu wciąż płoną
Dzida nad może, piwko, nie drinki z parasolką
Koleżanki tam są już,
Zapalimy sobie tam zaraz splifa z Olką
I powróżymy z chmur krusząc obawę
Że jutro znowu w biurze będziemy wróżyć musieli z fusów po kawie
Zamiast tego zachód słońca przed zmierzchem na Helu
Milkną okrzyki sprzedawców orzeszków, karmelu
Poczuj to jak Lerek kiedyś odpłyniemy w lekki niebyt
Miękki niebyt, piękny niebyt świat bywa piękny kiedy:

To, co było, co minęło to powtórzy się znów za rok
Ja z tobą znowu tu
Pocztówka w głowie, świeży lata powiew
Myśli przewietrzone, odnowione
To, co było, co minęło to powtórzy się znów za rok
Ja z tobą znowu tu
Bateria na rok naładowana
Gdy rano zerknę na fotel to lżejszy człowiek

Oszczędzałeś na to hajsy, to ich nie szczędź teraz
Nieszczęść nie ma, hej brak wcale nie doskwiera
Napisz do ziomka i w słowach wcale tu nie przebieraj
Piszesz pocztówkę, nie sprawozdanie i nie referat
Napisz siema, i stary ty kmiocie, zapewne w kompa się gapisz w robocie
Ja pale te blanty w namiocie, żartuje ziomek wiesz
Na Ciebie tez przyjdzie czas ale z blantami nie żartowałem
Ten weed jest max wrzuć do skrzynki to na plaże wracaj zaraz
Weź ze sobą filtry,słońce strasznie jape spala
Prognoza na dwa tygodnie ogień , chwila do poparzenia
Szamani z tv nie pomylili się w obliczeniach
Ryba z frytkami jak w UK zalejesz banie tam na muke
To możesz wpaść tu na kimanie z rybami na kuter
Poczuj to jak Lerek kiedyś odpłyniemy w lekki niebyt
Miękki niebyt,piękny niebyt, świat bywa piękny kiedy:

To, co było, co minęło to powtórzy się znów za rok
Ja z tobą znowu tu
Pocztówka w głowie, świeży lata powiew
Myśli przewietrzone, odnowione
To, co było, co minęło to powtórzy się znów za rok
Ja z tobą znowu tu
Bateria na rok naładowana
Gdy rano zerknę na fotel to lżejszy człowiek
(Ref.)
Mam dość – tego syfu, bez kitu
Mam dość – rymów bitu, bez kitu
Mam dość – tego bytu, bez kitu
Mam dość – dobrobytu, zeszytu (x2)

#1
Z jednej strony dość i z drugiej dość,
To coś jak kość, K12 na wskroś,
Rzut na taśmę, sześć na sześć,
Na rap ten patent, nie na czas i pracę, nie na transformację,
By patrzeć inaczej i nic nie poradzę,
Będę tak żyć zawsze, będę jak w teatrze,
Zmyślę znów to pacjent to wypieprza pasje,
Ponad te drapacze, ponad świat gdzie tłamszę,
To lustro weneckie, gdzie mijam się z sensem,
Lecz wbijam w dysleksje, pierdolę twe lekcje,
Poza społeczeństwem, gdzie w niebezpieczeństwie,
Znów jestem nie w mieście, lecz w lesie się mieszczę,
Bo w lesie mam twierdzę, bo częściej tam jestem,
To kostka K10, gdy pięć jest mym piętnem,
Drugie pięć to sensem mym guru i szczęściem,
Z jednej strony dość, z drugiej – chce więcej !

(Ref.)
Mam dość – tego syfu, bez kitu
Mam dość – rymów bitu, bez kitu
Mam dość – tego bytu, bez kitu
Mam dość – dobrobytu, zeszytu (x2)

#2
Sprawdź K8, tam mam cztery grosze,
Cztery plus cztery złote po drugiej stronie,
To nie Twoje co jest moje więc nie ruszaj,
Jeśli chodzi o odczucia płacę Ci w złotówkach,
To dusza, naciągnięta silnym ramieniem,
Strzela dziwnym kamieniem, co jest dziwne jak Niemen,
Znów naiwnym spojrzeniem bada mogiły teren,
Padam, składam rymy ćwiczę podniebienie,
Omdlenie, trefna czwórka znów wypada,
Feralna jak lumpex, cholerna jak Saddam,
Nie badam, choć zadatki na to posiadam,
To podatki, kara, wydatki, maraton pokala,
Nara! Spierdalam stąd!
Świat podstępny okrutny jak dzwon,
Ta kartkówki jak kurwy to błąd,
Tyka budzik to sąd, tykam lufki jak Croi,
Łamię główki to zło, a złotówki to cios,
Na borówki tych co niszczą i tłamszą głos,
Przeciw dziwkom co chcą, stłamsić we mnie tą moc,
Stłamsić tą drugą stronę!
Mam tego dość ktoś ma chuj, a chuj ty pierdole.

(Ref.)
Mam dość – tego syfu, bez kitu
Mam dość – rymów bitu, bez kitu
Mam dość – tego bytu, bez kitu
Mam dość – dobrobytu, zeszytu (x2)
Firma firma uliczny hardcore
Wszystkie dzielnice uliczny hardcore
Wszystkie hardcorowe miasta
Uliczny hardcore Jp Jp Niebieskim hartom

Firma firma uliczny hardcore
Wszystkie dzielnice uliczny hardcore
Wszystkie hardcorowe miasta
Uliczny hardcore Jp Jp Niebieskim hartom

Firma firma uliczny hardcore
Wszystkie dzielnice uliczny hardcore
Wszystkie hardcorowe miasta
Uliczny hardcore Jp Jp Niebieskim hartom

Firma firma uliczny hardcore
Wszystkie dzielnice uliczny hardcore
Wszystkie hardcorowe miasta
Uliczny hardcore Jp Jp

[**brakująca zwrotka**]

Firma firma uliczny hardcore
Wszystkie dzielnice uliczny hardcore
Wszystkie hardcorowe miasta
Uliczny hardcore Jp Jp Niebieskim hartom

Firma firma uliczny hardcore
Wszystkie dzielnice uliczny hardcore
Wszystkie hardcorowe miasta
Uliczny hardcore Jp Jp Niebieskim hartom

Z byle kim z byle czym nigdy nie przybijam sztam
Ulica na życie będzie miała zawsze plan
Kogo tu szanujesz bo ja zasady honoru mam
Może ta szczera prawda w świecie pojebany chłam
Nic do końca jest pasja jest wielka moc
Chuj niech będzie dzień moja będzie noc
Wtedy cię nasuwa tylko uliczny boks
Będę w formie rymu czasami a co ?

Szacunkowe razy przez mój uliczny rap
Ważne wyznać zasady i postępować tak
Nie ma w tym przesady niezależnie no bo jak ?
Z ziomkami działamy a Firma bo to fakt

Szacunkowe razy przez mój uliczny rap
Ważne wyznać zasady i postępować tak
Nie ma w tym przesady niezależnie no bo jak ?
Z ziomkami działamy a Firma bo to fakt

Firma firma uliczny hardcore
Wszystkie dzielnice uliczny hardcore
Wszystkie hardcorowe miasta
Uliczny hardcore Jp Jp Niebieskim hartom

Firma firma uliczny hardcore
Wszystkie dzielnice uliczny hardcore
Wszystkie hardcorowe miasta
Uliczny hardcore Jp Jp Niebieskim hartom

Oto prawdziwy dźwięk z ulicy
Znów jesteśmy wszyscy
Każdy braciszek się z tym liczył
Jesteśmy starsi lecz tempo jest szybsze
Palimy dalej Zielone liście !
Jebać policję !
Te kurwy nie dają mi żyć
Przed takimi trzeba się kryć lecz
Nikt dostał w ręce i to mi styka
Szykuję się nasza następna płyta
Mój styl prosty w swej postaci mocny kuszący i owocujący
Nienawiść do policji nigdy się nie skończy ! Firma
Szukam stylu w cieniu szarych przecznic, w miejscach mało bezpiecznych
Prosto z miejskich peryferii, jako grzesznik błądze
Czego ode mnie los chce,
Płomień schodzi po loncie, inni szykuja odwet
Ide dalej wbite żale klike stale męczą
Ludzie nad głową jęczą i ten lament płynie z nędzą
W moich oczach piekło, ja wciąż szukam
Chodź znajdę nie prędko, spostrzeżenia dukam dziurę wiercąc w kłopotach
W ręku sześciopak żywiec, czuje że żyje
Choć wątpliwe w tej alternatywie znależć antidotum na cały ten kibel
Spraw bez polotu imie ich mi nie znane
Choć świat w moich progach, barwny jak Morales
Smutku nie czaje, jestem sobą szukam stylu
Idąc przez teofilów, na okolice patrze
Jak nienawiść zamyka człowieczeństwo w klatce

Szukam stylu, ukryty pośród innych stylów
Zaginiony jak Atlantyda, legenda wciąż żywa
Owe aspekty odkrywam, w oceanie życia pływam
Kiedyś dojde do celu, łącząc kolejne ogniwa

Szukam stylu, ukryty pośród innych stylów
Zaginiony jak Atlantyda, legenda wciąż żywa
Owe aspekty odkrywam, w oceanie życia pływam
Kiedyś dojde do celu, łącząc kolejne ogniwa

Szukam stylu, w miejscach o których ci się nie śni
Mając w pamięci tych co tu odeszli
Zamiast uciechy Nesquik, kamienic marazm
Chuj że sie staram, jak ludzie żerują na skazach
Które życie powtarza w cyklu, na twarzach ich trud we krwi
Los życiem się nie pieści, pięści kreują lepszych
Ja jestem jednym z tych, gości z osiedli
W sąsiedztwie rodzinnych tragedii, od faktów się nie odetne
Szukam spełnienia przepowiedni o plażach, gorących piaskach
Zgrabnych pośladkach, by po osiem godzin codzień nie musiała tyrać matka
A znam takich którym na życie nie wystarcza
(Szukam stylu) Szukam stylu zmieszany z tłumem
Robiąc to co wydaje mi się że robić umiem
Wybrałem kierunek szczerośc, czy to zrozumiesz
Nad miastem przelot, cel znależć styl w siebie wierząc

Ta...tak
Dzisiaj wielu w galerii, tysiąc portretów
Wciąż te same twarze, a ja zrobie to inaczej nie mów
Dawka świeżego tlenu dla was, choć czysta kartka
To zaraz juz będzie cała w rymach, nie patrz
Odnajduje inspirację w pięknych kobiet uśmiechach
Szukam stylu bo wiem że on jest tam, wychodzi z serca
To moja mekka, to ukojenie w tych wersach
Spokój, cisza , relaks to tu słychać mnie na łódzkich scenach
Z tego miejsca gdzie w końcu coś zaczyna się ruszać
Kotku posłuchaj, bo to dla ciebie słowa rzucam
Miejska rotunda. pełna miejskich myśli
Upał, szaleje dusza, bo w klubach sto stopni celsjusza
Ja ciągle szukam, na zawsze w tym parku westchnienie
Wspomnienie, te pierwsze frazy na papierze
To jak marzenie które w końcu zaczyna się spełniać
Rap po Polsku, na polskich osiedlach
Po roku legal, a ty na to czekałeś
Szukasz lecz nie możesz znależć, więc sięgnij wzrokiem dalej
Po nad morskie fale, po nad chmury, po nad wszystko co nas otacza
Kolejny wers życia zapisany na kartkach

Szukam stylu, ukryty pośród innych stylów
Zaginiony jak Atlantyda, legenda wciąż żywa
Owe aspekty odkrywam, w oceanie życia pływam
Kiedyś dojde do celu, łącząc kolejne ogniwa
spójrz tylko na tego chłopaka w przetartych sztanach,
idzie w WWA do szkoły, myślami jest w Stanach,
walkman udziela mu z rapu korepetycji,
śnię o dupach, które zadzierają nosa w ??,
2001 to jeszcze nie jego rok,
kieszeń pusta, buty not, ale flow, flow ma hot,
głód zwycięstwa zasysa w jego powietrze,
może dlatego tak nie znosi tłumów rano w metrze,
mama nie krzycz chłopak ma w sercu ból,
jego miłostki zatrzaskują drzwi dresiarskich fur,
najtańszy szur to przed nim walczy z tremą,
już wkrótce na kasecie niesie ogniste demo,
świat będzie jego, choć kurs do chwały kręty,
Mes od nazwiska, przed to wstawi TenTyp,

Stasiak
słyszałem, że ty też coś tam rapujesz,
myślałem, że już niedługo cię posłucham,
ta chęć aż się we mnie gotuje,
parę lat temu też był tylko Piotr i Łukasz,
siedzieć w domu i w szufladę pakować talent to niesztuka,
weź coś wrzuć w Internet,
Ci zazdrośni będą cisnąć Ci stale,
ale klimacidocenią i zbiją beczkę,

TenTypMes
Follow up’em robi – czasem mi wychodzi cudo,
__ maszyna napędzana wódą,
kiedy pieprzę się z kobietą cały blok wie to
i das billingi nie zagłuszy krępującej ciszy w windzie,
górny Moko, żyję tam sześć lat,
choć nigdy nie zdoła wyjąć z siebie śródmieścia,
to ten ?? jak chodzi jak mówi, ***** kaszleć choć
wszyscy wiedzą, że żaden z niego ??,
dobrze jedna noc na dołku mu styka,
zostanie pro alfonsem jak się sypnie muzyka,
obywatele, ludu pracujący – salut,
gdy was mija wytaczając się z tramwaju na chłód
o 9 rano z kacem osmaku octu,
lecz nie chcęciepłej posadki nawet za trzydzieści klocków,
jest szaleńcem, wykolejeńcem z rumieńcem na twarzy,
trzyma sztandarRock’n’Rolla i stoi na straży

Stasiak
słyszałem, że ty też coś tam rapujesz,
myślałem, że już niedługo cię posłucham(tak myślałem),
ta myśl aż się we mnie gotuje,
parę lat temu też był tylko Piotr i Łukasz,
siedzieć w domu i w szufladę pakować talent to niesztuka,
weź coś wrzuć w Internet,
ci zazdrośni będą cisnąć ci stale,
ale klimacidocenią i zbiją beczkę,

Mes
może znasz już podobne historie,
może zawsze ziewasz przy taki piosenkach,
ale uwierz mi, uwierz mi ombre,
że chciałbym parę talentów tym pociągnąć za rękaw,
młodzi ludzie, którzy ze słowem pogrywają ostro,
nie przeraża ich średnik, nie konfunduje apostrof,
boją się krytyki lub biedy, lub obu,
zamiast wyjść talentem, prędzej go wezmą do grobu,
ej jest tyle złych artykułów, złych tekstów,
najlepsi już nie są młodzi, nie mają następców,
mówisz pomyje na forach, mało pieniędzy,
nagrody zgarniają Ci sami, wciąż wejdź pomiędzy,
miej proszę upór tę zajawkę i ducha
przyszły fanutalentowanych przyszły słuchać,
to właśnie ja – nie wyglądam?
przyszły fan utalentowanych młodych i słuchać

Stasiak
beczka dla kućka, TenTypMes, Stasiak,
właśnie tak, Kandydaci na szaleńców, Alkopoligamia.com,
tak, nasze już szóste wydawnictwo,
sprawdź to chłopie i sprawdź uu dziewczynko, nie powiembrzydko,
sprawdź to.
Nie obchodzą mnie ploty
Najczarniejsze anegdoty x4

Nie obchodzą mnie ploty
Najczarniejsze anegdoty
Nie jesteś jedynym
Dbającym o te spoty
Gra na tobie się nie kończy
Jeszcze wiele do zrobienia
eS O eN szacunek
Kluczem do zrozumienia
Robię to wszystko
Idę swoją drogą
Mam liczne grono tych
Którzy zawsze mi pomogą (zawsze mi pomogą)

Czasem myślę ilu z was
Widzi we mnie skurwysyna
Ilu krytykuje mnie
Za filozofie w rymach
Ilu neguje
Konstruktywność poczynań
I dla jak wielu
Moje myśli to kpina
Drwina w twojej głowie
Koks i amfetamina
A dziwka to dla ciebie
Synonim słowa dziewczyna
Oceniam to
Bo denerwuje mnie to
To wydarzenie pod planetą
Jebany baran
Z głową pustą
Ty disujesz
A prawdziwych słowa ruszają
Daj te płytkę tym durniom
Niech słuchają

Jakie blaski, jakie cienie
O czym jest ta mowa
CHa Ce Wu De
Za nieprzemyślane słowa
Które zabolały
Nie odeszły w zapomnienie
Już wkrótce ujrzysz
Niezależnych na scenie
Ciekaw jestem miny
Na niejednym pysku
Zaćmienie kompletne
Jak oczy po błysku
Czy materiał się sprawdzi?
Jestem optymistą
Sam robię dla siebie
Wybrałem twórczość mi bliską

JAKIE BLASKI JAKIE CIENIE O CZYM JEST TA MOWA
CHCWD ZA NIEPRZEMYŚLANE SŁOWA
[Bezczel]
(A.D.H.D, 2013, Proforma)
Życie, nieraz już Bogu w podzięce się za nie modliłem,
Mam swoje na sumieniu choć chuliganem nie byłem
Nigdy, przyjaciół paru prawdziwych,
Chociaż na ogół im bardziej Ci coś wychodzi tym masz więcej wrogów,
Młodzi, gniewni, w naszych żyłach świeża krew,
Miejskie zoo, w którym żyje we mnie młody zwierzak lew,
Nie mają prawa do tego, żeby nam mówić jak mam żyć,
Bo to my sami jesteśmy reżyserami swojego życia musi tak być,
Więzy krwi, nie ma granic między nami
Nie ma w życiu opcji typu honor dla pieniędzy plamić,
Ogarniasz? to dorosłe życie daje w kość,
Ktoś do przodu twardo idzie a z tyłu zostaje ktoś,
Nie sprzedam duszy, serce moje szlocha skrycie,
Bo choć nie raz się go boje to jednak kocham to życie,
Życia pan, tak jak syntetycznej mafii szef,
Ty się nie poddawaj dzieciak, pokaż co potrafisz też,
Ja wyznaje zasadę z fałszywcami nie gadać,
Ich nienawiść jest moją bronią i mi czasami pomaga,
Co by się nie działo życia nie stchórzę,
Będę walczył do końca świata i jeden dzień dłużej,
Pewność siebie leży w mej naturze,
Musisz być pewien że jesteś gotów przejść przez burzę,
I czy to za trudne, czy oni za prości, (o)
Nie wiem bo nie odróżniają nie skromności od pewności siebie.

Refren:
Idę wierny, swego pewny poeta,
Te wersy zamarznięta krew na bagnetach,
Na morzu życia, nieraz ster nam ucieka,
Muzyka jak kojący sen na powiekach. x2

[Paluch]
(właśnie tak, Bezczel, Paluch B.O.R, Białystok, Poznań)
Nie mam ochoty gadać o tym co było kiedyś,
Chce na szczyt zapierdalać i tego jestem pewny,
Mam, jedno życie nie wróci już żadna data,
I to, że się starzeję widzę tylko po dzieciakach,
Dla nich działam, wspiera mnie ukochana,
Ich jestem pewny nawet kiedy hajs się nie zgadza,
Wiesz o co come on? sens życia to mój pewniak,
Synchronizacja tępa bitów w naszych sercach,
Stare ziomy, dzisiaj ex ziomy,
To życie pokazało, że idziemy w inne strony,
Oni sieją ferment, ja zbieram pracy plony,
I nie życzę im źle, sami wjechali na wąskie tory,
Powiedz ile dekad można być nastolatkiem,
Chlać na baletach albo okupować klatkę,
Nie musisz nic, nie robię za twoją matkę,
Jestem pewny swego i wiem co jest moim pewniakiem (teej)

Refren:
Idę wierny, swego pewny poeta,
Te wersy zamarznięta krew na bagnetach,
Na morzu życia, nieraz ster nam ucieka,
Muzyka jak kojący sen na powiekach. x4
1.To kolejny wschód słońca nad moim kochanym miastem
A ja pisze mój pamiętnik jak swego czasu Scarface
Jak legendarny Track Set trzymam rękę na pulsie
Prawdziwy rap z getta nikt nie powie oszuście
Bo żyje tu gdzie, wiarygodność jest podstawą
Do bycia prawdziwym w grze, bo ja gram to jak Kaczor
Rozwalam kiepskie radio, jak na haju Zły Porucznik
Przeciw komercyjnym gnidom, Riczi gotów do tej kłótni
Pseudo Dj weź mnie utnij, bo ja mam tu racje raczej
Opierdole was jak Chesweek opierdolił siostry Rachet
Jeszcze zaznaczę, że ten syf idzie na eksport
Towar pierwsza klasa jak stop, BM Bencrov
Posłuchaj tego weź no nie jednego niucha dziecko
Kopne Cię mocno w łeb, atakuje zdradziecko
To show jak u Mapetów, Riczi niczym zwierz na garach
Na serio napierdalam nie przebierając w ofiarach

Ref. Na serio całkiem serio wiedz, że to nie są żarty
Wszystkie rzeczy, które robisz w Poznaniu będąc martwym
Na Serio całkiem serio nowa płyta moje prawdy
Nie ma miejsca na herezje, jesteś miękki? - Trza być twardym

2.Moje życie jest jak film, a ta płyta niczym soundtrack
Nie chowam się po kątach, to Rap full kontakt spontan
Wypijmy do dna byle się nie zachlać, nie dać,
Nie zostawię moich Jeżyć jak Nicolas Cage Las Vegas
Koniec Stylu Życia Gnoja? No chyba cię pogięło
Rap ratuje mnie jak narzeczone Czecha Nogackiego
Ja miałem wiele obaw sama widzisz jak wyszło
Ja miałem zyskać z Tobą, a kurwa straciłem wszystko
Pieprze Cię dziwko, cały ten burdel,
będziesz kochał jak Sucre życie nie będzie cukrem
I mogłabyś błagać to wiedz, że nie przybędę
Bo Dziś wieczorem inna będzie mą Ewą Mendes
Na serio ten dzień nie długo nadejdzie
Wszędzie słuchać to będzie, ty też w to wejdziesz
Tak długo w tej grze, pół mego życia
"Na Serio" ta płyta to nowe solo Rycha!

Ref. Na serio całkiem serio wiedz, że to nie są żarty
Wszystkie rzeczy, które robisz w Poznaniu będąc martwym
Na Serio całkiem serio nowa płyta moje prawdy
Nie ma miejsca na herezje, jesteś miękki? - Trza być twardym

3. To miasto, w którym żyje często nie ma dla mnie serca
Miażdży jak "Wieczory z psów" Michała Lorenca
Ja nie zmierzam przestać, ja przy Tobie zrobię postęp
Nie handluje tym towarem, jak Radosław Wolf proste
W klubie idą głosy, małolaci żenią kosy
I lolity z talią osy chcą Cię tu o bajer prosić
Zależy mi na życiu, ty przepłacasz, chcesz wydać
Na tego co przemyca niczym Józek Trofita
Ja nie mogę se pozwolić na utratę tej kontroli
A zresztą to twój life, lub jak chcesz, rób jak wolisz
Co z ciebie za dziewczyna, że tak się zeszmaciłaś
Wypinając dupsko niczym Bianca Bakija
Taki finał na serio, chcesz być moją narzeczoną?
Powiesz o nas chłopakowi, orzesz kurwa co za horror
Gdzie jest twój honor, godzisz w dobre imię kobiet
Polujący na rapperów ty bezmózgi lachonie

Ref. Na serio całkiem serio wiedz, że to nie są żarty
Wszystkie rzeczy, które robisz w Poznaniu będąc martwym
Na Serio całkiem serio nowa płyta moje prawdy
Nie ma miejsca na herezje, jesteś miękki? - Trza być twardym
Chcą czuć mój strach,
chcą widzieć moje łzy,
chcą być w moim snach,
chcą słyszeć mój krzyk,
Ich zębów zgrzyt, mówią to już teraz,
oni chcą, ale to jest bez znaczenia.

Tu skąd pochodzimy, prawo krwii,
od zawsze na zawsze, jaki ojciec taki syn,
droga przez cierpienie, bunt i ból,
nigdy jak niewolnik, zawsze jak król. x2

Chcesz porównać, mój rap do religii?
jestem obwoźnym sprzedawcą swojej biblii,
spisaną historię, więcej niż powieść,
powierzam twoim uszom, jak cichą spowiedź,
moim, dobrym imieniem nie wycieraj nigdy gęby,
dam palce pod tasak, zawsze swego pewny,
wierz mi, chcą zabić drozda, ich błąd,
pragnę oko za oko, ząb za ząb.
Korona z cierni, droga usłana kolcami,
nie czytaj wprost, czytaj między słowami,
mam, w sobie nienawiść, żyły rozsadza ciśnienie,
jest jak kula która, drąży drogę żyjąc w ciele,
podstęp na podstępie, u bram wróg,
roznosi choroby, zwątpienie i smród.
Tu tracisz wiarę nie chcesz głową w mur bić,
wiem że ją odzyskasz, też nie chciałem życ.

Tu skąd pochodzimy, prawo krwii,
od zawsze na zawsze, jaki ojciec taki syn,
droga przez cierpienie, bunt i ból,
nigdy jak niewolnik, zawsze jak król.x2

Powyżej pewnych sum przestępstwo przestaje istnieć,
pozostaje czysta polityka,
teraz spójrz na twarze, ludzi których spotykasz
i rozważ to w skali, swojego życia.
Nie masz pleców? nie oszczędzaj łokci,
tu dla niektórych, nie ma świętości,
spalone mosty, oni sprzedają przyjaźń,
filar, najważniejsza jest rodzina,
ci co mówią o pokoju, na głos dziś o tym mówmy,
to przewrotne, zakłamane, podstępne kurwy,
chuj w serce tym bohaterom, charakternym,
jak cwela dupa pod celą,
w tym świecie 40 dni i nocy,
przesyłają pocałunek zdmuchnięty z dłoni, bloki,
przeciwko całemu światu,
muzyka, tylko dla moich kamratów.

Tu skąd pochodzimy, prawo krwii,
od zawsze na zawsze, jaki ojciec taki syn,
droga przez cierpienie, bunt i ból,
nigdy jak niewolnik, zawsze jak król.x2

Gdy moje ciało ulegnie trawiącym je płomieniom,
niech prochy połączą się z wodą, powietrzem, ziemią,
moje życie jak wiatr, otwarte okno,
hymn przetrwania, chłód i samotność,
w zgięciach fotela, szukałem przypadkowych drobnych,
bez pieniędzy, z przyszłą żoną w domu głodni,
sukces ma wielu ojców, i trwa to dotąd, aż zostaje sam,
porażka jest sierotą, potargały świat, deszcze niespokojne,
możesz przegrać bitwę, wygrać dzieciak wojnę,
silni mężczyźni, po cichu w duchu płaczą,
później niszczą wrogów i nigdy nie wybaczą,
jak odbite nery, widok pustych kieszeni,
nie masz pomysłu jak swoje życie zmienić,
ale, wiesz kim jesteś i wiesz w co wierzysz,
gotowy za sprawę zginąć, dasz radę przeżyć.

Tu skąd pochodzimy, prawo krwii,
od zawsze na zawsze, jaki ojciec taki syn,
droga przez cierpienie, bunt i ból,
nigdy jak niewolnik, zawsze jak król.x2
Taki jest los skazanych na post.
Setki wyrzeczeń, by pokazać zaplecze.
Rząd na rzędzie, błąd na błędzie.
Prędzej, bo trwa premiera.
Jaki spektakl? Kariera.
Teatr? OeSTeRa.
Wokół obserwatorzy, w tle napompowane VIP'y.
Na scenie jeden aktor przeciw tysiącom krytyk.
Niczym nie skryty myślę, czy dam radę.
Z tremą tu na estradę, lecz wyjścia nie ma,
Więc jadę słowo w słowo, tekst za tekstem
Stojąc ponownie przed życiowym testem
By wykazać się męstwem przed tymi na uboczu.
Gdy czyha na błąd setki tysięcy oczu
trudno nie poczuć presji,
nie zgubić się w tej kwestii.
Tak głupio jest mi
w światła kolorach główna rola dla OSTRego,
sztuka jednego aktora.
Czuję się jak na torach.
Tysiące uszu, czekających na pomyłkę
w grze tysiąca uczuć.
No kiedy nastąpi zła opinia na arkuszu?
Dla buców czułe nara.
Nie gram dla Oskara.
W ZOO szukaj napuszonych jak papuga ara.

Stojąc naprzeciwko widza, który wybrzydza
tracę w jego oczach, bo nie próbuję się podlizać
jako aktor, sztuki tej autor, tekstów redaktor.
Daję bo mam to, co dać powinienem
podpisane imieniem, nazwiskiem
i wszystkim tym, co sercu bliskie.
W przekładzie na rym;
Ostrowski dla ciągle radosnych
Przedstawienie faktów,
przełożenie na prosty język potoczny.
Uciekając spod wyroczni,
klimatów mrocznych sztuka.
Tu nie oszukam.
Stopa wali jak bazooka,
Ostry sylaby duka
niezrozumiały jak Grechuta.
Miejsce akcji na Bałutach.
Obóz TA, choć na scenie jeden aktor,
ale wciąż trwała idea.
Do sztucznych jak linolea
nigdy to nie trafi,
zawsze będę tylko tym,
co pcha się na afisz.
Ile gotowy stracić będzie mój wydawca,
gdy zamiast OSTRego poleci dicho w słuchawkach?
Energetyczna dawka, moje miejsce tam, gdzie scena.
Tu żal wyrażam w trenach w świecie, którego nie ma.
Wiem, że stąd nie zejdę do końca przedstawienia.
Jopel:
Ciepła 12a, tam w jednej z pięciu klatek,
mieszkałem na parterze pod szóstką, nad Judaszem.
Pamiętasz Błażej? Nasze wypady na jabłka,
ze szlugiem od Darka, w japie widziała mnie matka.
Nie jedna szklanka pękła w domu u Emila,
Co by nie mówili o nas, zawsze to miło wspominam.
Mój dom, to twój dom, Komar wiesz o czym nawijam?
nie zawsze się zgadzamy, na tym polega przyjaźń.
Zobaczysz, jeszcze będzie po naszemu,
chce mieć hajsu, a nie fejmu, powiedz czemu, Rael, czemu?
Miałem Ciebie wśród tych kilku za którymi idę amen,
teraz bym spojrzał w oczy i powiedział:'ja zostaję'.
Jeszcze nie dalej, jak te cztery lata wstecz,
byłem zakochany w niej, a dziś wspominać nie chcę.
Jest dokładnie odwrotnie niż powinno i ma miejsce,
napisałem o tym zwrotkę na nadchodzące LP.
Serce jak już pęka - się nie zrasta,
szanuj siebie to po pierwsze, dupy są jak jest okazja.
Prawda jest jak jest, nie do zniesienia,
jeśli nie, to gra pozorów, najzwyklejsza ściema.
I nie mam żalu do nikogo z bliskich,
za to, że to ludzie obcy są czasami bardziej bliscy.
Wszyscy co mnie znają jest ich sporo,
Wszystkich pamiętają dzień urodzin mych kilkoro.
A ponoć miałem skończyć gorzej od was,
jak pamiętam podstawową, zawsze byłem gorszy w stopniach,
Obraz, rzeczywistości zachwiany,
ja pracuję sam na siebie reszta ćpa, jest złodziejami.
A jak chodzę najebany, to za swoje tylko,
nie zaś hajs taty i mamy nic nie mając, mamy wszystko.
Lipton, czemu tak się dzieje? Powiedz,że choć często piję zdrowie bliskich,
odchodzą w chorobie.
W głowie mamy tylko rap muzykę,
powiem tobie jedno życie, już zdążyłeś to usłyszeć.
Nie raz i nie dwa, bo wiatr w oczy to nie wszystko,
jak u Peji, to mój rap i moja rzeczywistość.

Komar:
To jak życie chciałbym przejść, tylko zależy ode mnie,
jeszcze nie wiem kim chcę być,lecz na pewno się nie zmienię.
ja sam, jak me marzenie, by zachować się w rodzinie,
znaleźć swoje szczęście, mieć przyjaciół i niech płynie czas.
Minęło parę lat, jak jedna chwila,
dziś wiem, że te szczęście najczęściej nas tu omija.
Z kobietą jak przyjaźń, topie smutki w obawach,
tak ma wyglądać związek i miłość po czterech latach?
Co? to co się rozpada najczęściej jest wartościowe,
jak to co budowało, dziś rujnuje moje zdrowie.
Jestem sam, koło mnie kilka zdjęć i muzyka,
która skupia moje myśli jak te kilka szczerych pytań.
Kto? został tu? Bezpowrotnie mam szacunek do wspomnień
jak do tych co myślą o mnie więc nie zapomnie i za okazane wsparcie,
wspomnę o Negro zawsze jak o bracie.
A życie to starcie - poddaje nas próbie,
I wiem Nurian, że rozumiesz o czym mówię.
Kilka wydarzeń w sumie nie da się zapomnieć,
niech duma i honor niosą waszą zapowiedź.
I powiem Grabarz zawsze jak będzie potrzeba,
z tym chłopem, podzielę ostatni kawałek chleba, wiesz.
Nawet w tych tekstach odnajdziesz tą jedność
Znajdziesz mój drugi dom, przyszłość, prawdę i szczerość.
W tym miejscu, nie śmiej, i to jest kluczem
Jest jeszcze kilka osób o których mówić nie muszę
Każdym razem mówiąc "przyjaźń" - wiedzą, że o nich mówię.

Tu, wyjebane na fejm, crew!
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo