Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Brud, seks, dewiacja, śmierć..
To wędrówka przez brud, seks, dewiacje, śmierć
w biurze podróży wiesz je nie kupią, wygodnie usiądź
ona uważa to za mechaniczny akt,
on czuł już jej strach w szkarłatnych snach
w kałużach oleju powoli ją topi
fizyczny wstręt, te jego oczy
to typ z tych którym zazwyczaj odmawia
redukują ją do otworów w środku ciała
ostatni klient, bo pada z nóg
dzień w dzień od roku a przyjechała tu na kciuk, autostopem
miasto potrafi być okropne
przez te noce wygasł popęd i życia błysk
jak każdy Ikar spadła na pysk
OOo ma co do niej swój plan
uderzyć tępym narzędziem w zgięty kark
tym czasem czuje po poprzednim kliencie
kwaśno-słodkie tudzież gorzkie napięcie
zlizuje z wnętrza jej ud stróżkę potu
na wargach lubi czuć dziwny nie pokój
choć jest dla niego gnidą ludzkiego rodzaju
haremową diwe chce zabrać dziś do raju

obejmuje go udami gdy on pluje jej do ust
obelgami głaszcze, gniecie biust
choć ma w sobie pięciomiesięczny płód
nie zobaczy jutra - to ostatnia kamasutra

marny kochanek ma kilka atutów,
fasony w samochodzie do wywabiania trupów
dłuto i nóż, który jak w masło wejdzie
do tego ból, najdoskonalsze narzędzie
ją już to nie bawi, widać po jej twarzy
gdy mówi że za rok odmówi za nią kadysz
a złogi tłuszczu, które nazywa ciałem
zamieni w lepkie ochłapy, zwyrodnialec
dziwka chce uciec, nie ma którędy
uśmiech rozpaczy ukazuje sztuczne zęby
kraina chorób, śmierci jej fatum
serce odmierza kadencje rosnącego strachu

cios wygina kręgosłup, oczy stawia w słup
nie czuję już stóp,
dłutem w kark orzeknie coroner
nie miała nic na swoją obrone
dwanaście godzin temu patrząc na trupa powie
hemoliza utrwalone plamy opadowe
dla oprawcy to nie są rzeczy nowe
z jego ręki jej głowa bierze rozwód z tułowiem
obcy ból, obcy strach, obcy wstręt
krew tryska na plakat Sharon Tate
od łona robi cięcie aż po mostek
zna to dobrze jak dewot Pater noster
może docenisz teraz jej piękne wnętrze
a ona odda Ci serce w dobre ręce
gdy krwi skrzepy zalepiają jej plecy
truchło zdradza przed nim sekrety
brandzluje się nad nim a jego lewy but
wyciska powietrze z jej nieposłuszych płuc
dziecko z bebechów wrzuca do klozetu
to miejsce poznaje dziś dzieje grzechów
w tle jego uśmiechu wymowna scena
śmierć zasypiana zamiast narodzin budzenia
z miną świętego wychodzi z bloku
w kieszeni pukiel włosów, kiep zgaszony w oku
w szoku, prasa o tym "koszmar"
nie jeden przeczyta pijąc kawę do tosta
narzędzia do garażu z domu zabierze
w każdym z nas czai się jakieś zwierze
w bólu pod skorupą bródu jej twarz zastygła
nie skończyła pracy, która dawno obrzydła
ludzkie współczucie i łzy warte są tyle
co jej krzyk w godzine śmierci, bez znaczenia
Czas płynie biegle a minuty toną mi
więc starczy go ledwie na malutki promomix
skoro ponoć dziś czas z tym co zwyczajne wygrał
my temu gatunkowi dajmy skrzydła
i niech się wzbije ponad rzędem dotkniętych dłużyzny błędem
zobacz jakie to oszczędne
niech weŹmie całość, niech jej da znaki
by trwała 19 sekund a póŹniej niech ją szlag trafi

Wybacz jeśli byłeś z tamtym bitem zżyty
lecz to pierwszy promomix nieistniejącej płyty
ty się szybko nudzisz i to jest regułą podobno
więc muszę dbać o tę przeklętą różnorodność
gdy wszystko ma ten sam początek i koniec
ja twoją uwagę mam wyłącznie na moment
i w gwoli ścisłości żeby grunt był
ten moment trwa dokładnie 43 sekundy

Nie mam wyjścia zresztą na nic mi tu ono
bo wkrótce wszystko da się ubrać w mix typu promo
i z nadzieją spoglądam w pojutrze gdyż wiem
że te następne będą krótsze niż ten
krótsze niż wzrok tych co IV RP wieszczą
krótkie jak efeksy nad ich sensem czy treścią
krótsze niż czas ściągnięcia ich z netu
a na pewno krótsze niż minuta i 7 sekund

Zobacz że to płynie szybciej niż myśl
doba ma tylko 24 godziny dziś
a ja muszę iść, nie mogę tu stać bez końca
więc nawijam swoje i lecę, bo czas mnie kąsa
właśnie włączam się w to i goni mnie czas
toteż nie za bardzo mogę trwonić go dla historii bez dna
mówię sobie pomiń je a po nich jest ta
która jest tak krótka, że obroni się
może to jest nie najwłaściwsze
a co mi tam skoro mówię szybciej niż myślę
ten promomix tak jak wszystko dziś jest
ma zgasnąć zanim tu na dobre zabłyśnie
zobacz jak to się ładnie wije tą nitką
może być płytko byle byłoby szybko
tylko czy to na pewno wszystko zmieści się
w okrągłą minutę i 36?

[x4]
Nie mam pytań którą stroną iść
odkąd przyszła pomoc i
z powodzeniem idę w ten promomix
Ej, pchnijmy w przód to
skoro nie mówimy nic to mówmy chociaż krótko

Nie mam
Bitu
JOPEL
Wychodzę z domu, idę zajebać dla życia
Bo pluje mi w marzenia, nie skończyłem ich pisać
Stopa na bitach, ulicach, stawiana twardo
Słońce oślepia ślepia żebym mijał się z prawdą
Idziemy przez bagno, i Ty i ja
Tu gdzie szczęście ma rzadko rozpoznawaną twarz
Nie chodzi mi o hajs, a o paragon
Za poświęcony czas na którym mnie oszukano
Kochana mamo, nie o tym pewnie marzyłaś
Kochana mamo, nie spełniam się w roli syna
Życia rutyna, rzuciłem studia
Życie przeklinam, wchodzę do studia
Jeżeli ugram tych parę punktów więcej
Lepszym niż synem byłem, być może ojcem będę
Marzenia spełnię, mieć je to nie wstyd
Dopóty, dopóki serce mówi mi "idź"

REFREN
Za parę buchów, (za) za kilka ruchów
Za kilka miesięcy, (za) za parę snów
Dopóty, dopóki jestem w stanie poświęcić
Wiele więcej niż poświęcić bym mógł
Za kilka godzin, (za) za parę lat (lat)
Dopóty, dopóki chodzi tylko o rap (rap)
Za kilka zwrotek, (za) za parę płyt
Dopóty, dopóki serce mówi mi "idź"

KOMAR
Dopóki czuję się jak palec, ból czując w rękach
Życie zostawia Ci ślad na Twoich zniszczonych kręgach
W momentach rozbicia czujesz gniew ale nic nie mów
Ludzie mają dosyć Cię, mają dość swoich problemów
Dopóki czujesz, że niewielu słyszysz przyjaciół
Przyjacielu to tylko kolej pędzącego czasu
A brak drogowskazu świadczy o tym, że Twe miejsce
Nie jest tam gdzie pokazują, lecz tam gdzie Twoje serce
Dopóki łza po powiece spływa w dół,
Dopóty będziesz czuł a nie rozbity mur
Będzie nabierał znaczenia
Że to kto ile mógł już poświęcił za marzenia
Moje pragnienia za parę lat zapalę znów
Czy po prostu ich tu nie ma, czy wkładam za mały trud
Kilka słów szczerych za kilka trafionych rad
Dopóty, dopóki wciąż chodzi tylko o rap

REFREN (X2)
Za parę buchów, (za) za kilka ruchów
Za kilka miesięcy, (za) za parę snów
Dopóty, dopóki jestem w stanie poświęcić
Wiele więcej niż poświęcić bym mógł
Za kilka godzin, (za) za parę lat (lat)
Dopóty, dopóki chodzi tylko o rap (rap)
Za kilka zwrotek, (za) za parę płyt
Dopóty, dopóki serce mówi mi "idź"
Pal ziele, ziele, pal ziele, ziele, ziomek,
pchaj wiele, wiele, pchaj wiele, wiele wodę,
bucha weed'a, weed'a, weed'a, weed'a,
puchar mi daj, mi daj, mi daj, mi daj,
bucha weed'a, weed'a, weed'a, weed'a,
puchar mi daj, mi daj, mi daj, mi daj.

Cash, many cwanych bierz,
za tym nawyk żre mi kabonę,
ja chcę tylko spalić się cannabinolem.
Lolek płonie, ostatni sort tli się,
wiesz, taka zasada, na ostatki to się piszę.
Ziom, podliczę, znów mi padły fundusze,
mam jeszcze hasz, choć tej petardy nie skruszę.
Ku nauce, schowałem to na czarną godzinę i co?
Zapomniałem jak to idzie, znasz, ziom przyczynę?
Hasz się nie rozpłynie uwięziony w meblach,
tak jak i młynek, a w nim tony zielska.
Gdybym to pamiętał ziom, bym plony zebrał.
Co bym nie zrobił, jednak nic o tym nie wiem,
wokół 3 tysiące płyt, Ty, gdzie to może leżeć.
Śledzę wzrokiem półki, sprawdzam szuflady,
gdzie ta Holandia stary? Przestań to na nic,
jest tak, że granic pewnych nie ominiesz,
ale znam jedno miejsce, przejrzyj kabinę,
tam w skrytce chyba jest luz czekolada.
Jest tu (jest tu), jest tu to dawaj,
ste-stuj hasana niech przedłuży dobę chwila,
relaksu by się nie skurczyć człowiek.

Pal ziele, ziele, pal ziele, ziele ziomek,
pchaj wiele, wiele, pchaj wiele, wiele wodę,
bucha weed'a, weed'a, weed'a, weed'a,
puchar mi daj, mi daj, mi daj, mi daj. x2

Dobra, dobra, dobra, dobra, dobra...e-e-e-eeej.
Dobra, hasz poszedł z dymem, minęły godziny
i chwile, które napędzają mi adrenalinę.
Ale większość z tych chwil i godzin przespałem,
jestem świrem, niee raczej, znowu zapale.
Cały tydzień udaję koalę to przez rizle,
poprzez wszystkie odmiany z ogniem gwizdek.
Mój nawyk to chce pić, więc wybrany numer umożliwi transkrypcję,
z kieszeni na kieszeń to rozumiem.
Umówieni o trzeciej,
mam 10 minut całe Teo do przejścia.
Buty, bluza, kaszkiet, na szybkiego do miejsca,
tu mi Bluba zassie zielonego mistrza, spoko,
wolę to niż alkohol, idę po to.
Wychodzę z domu masz pierwszy kłopot,
jak mam kupić gdy chcę zamknąć drzwi, a nie mam kluczy.
Niemal skuty na amen, zatruty gramem,
wstrzymam kluczy poszukiwanie w biegu, czy znajdę?
Zostało pięć minut, w chuj problemów - jest nie fajnie,
dwie minuty, minuta po czasie, zadzwonię do zioma,
czy załatwić nie da się tego jakby po czasie.
Ale chuj wciął mu zasięg!
Ej, gdybyś choć raz przemówił tu Ty,
miałbym jaranie zamiast tych zgubionych kluczy.
(Miałbym jaranie zamiast tych zgubionych kluczy)

Pal ziele, ziele, pal ziele, ziele ziomek,
pchaj wiele, wiele, pchaj wiele, wiele wodę,
bucha weed'a, weed'a, weed'a, weed'a,
puchar mi daj, mi daj, mi daj, mi daj. x4
kręć się kręć się kręć się jak jakiś film
kręć się kręć się kręć się w planach na następne dni
kręć się kręć się kręć się jak jakiś film
kręć się kręć się kręć się w planach na następne dni
dni dni dni dni dni dni
ej kręć się kręć się kręć się jak jakiś film
kręć się kręć się kręć się kręć się (ej kręć się) a
1 2 3 a b c moje piórko kręć się wokół mnie
tak jak ja kręcę się jak orbita
ta zależność grubą nicią szyta jest
kręć się ja mam rękę ręce dwie
którymi kręcę gdy najdzie mnie
ochota na małe bach bach bach bach bach
kręć sie ale nie kręć proszę tylko nie kręć mi tu
bo od kręcenia wyrzuty sumienia
jak na skórze wyrzód
więc kręć się jak bączek na błazerii
kręć się jak losy na loterii
gdzie można wygrać sobie coś
kręć się wokół wokół mnie
moja pani jak lolek się kręci
albo jak ktoś kto dał sobie w banie
kręć się jak kółko w kółko w stanie kręcenia mej osoby skromnej
ej kręćmy się wokół siebie ja do ciebie ty do mnie
aż nieprzytomnie bach na ziemie bach bach
kręć się (no) kręć się jak jakiś film
(kręć się) kręć się kręć się jak jakiś film
kręć się kręć się kręć się (ej kręć się)
kręć się kręć się kręć się
ty pójdziesz na film ja pójdę na film
ja pójdę tam ty pójdziesz tam
kręcę się więc ty też się kręć
kręćmy się jak ćmy koło lampy
gdzie ja tam ty
kręć sie jak giganty blanty albo jak w aparacie klisza
cisza grobowa ty się gdzieś schowasz i się nie kręcisz wcale
jak palec sam wtedy wołam
kręć się kręć się ej kręć się
kręć się kręć sie jak jakiś film
kręć się kręć się kręć się w planach na następne dni dni dni dni ej
[Konradziwo/Ede]
tak piękny dzień zaczynam puszkiem, duszkiem,
z Edziem spijam piwko
daj wychillować się dzisiaj, weź nie bądź terrorystą
za rogiem bistro, gdy na szamę ostra wkrętka
grube lolo, ubuchany, marzy mi się siesta
na ten stan palestra odpala gruby bal
Ede, Konradziwo, Estajla i Jamal
kojarzysz Hau Haj, szykujemy nowy skandal
fatal, wandal, my to alko, narko, banda
u nas to już standard, ziom najwyższa ranga
jedziemy grubo, drugi weekend, polewaj barmanka
kosmiczny balet mam tam gdzie halny poniesie
zawijaj lolka brat nam na ostatnim OeSie
wieść się niesie, że kolesie palą janka
trzeci weekend, czwarty weekend, polewaj barmanka
zapal blanta, szklanka w górę, grubo kolo
gruby bal, gruby szmal z nami grube lolo

Ref.
czy z puchy, czy z lufy, z gibla pojara
trzy buchy i głuchy? i gra gitara
jaram gibraltara mała
jarzysz? smażysz? nie? to nara
zimne piwko, fifka i zioło
pięknie wszystko, dziś na wesoło
grube lolo skręcam, jaram mała
jarzysz? smażysz? nie? to nara

[Poszwixxx/Bezczel]
na koncertach z sokiem rum, ogień, skanduje tłum
czasem zainteresowanie spada do minimum
tigri bum jak nawijał Scyzoryk za małolata
to był mój faworyt jarzy się jak meteoryt, ogień i skurcz
otwieram samarę z towarem, palę sobie gras (gras)
zapalarę z żarem walę dwa buchy na raz (raz)
w zielone gram z ziomem zielonego gram mam
po tym gównie taki flow że aż kurwa boję się sam
jaramy z bonga wygrzewka wali w sagan
w chuj bałagan nazajutrz zostawiam
torebka pękła po gibsztylu na łebka, od święta smali
za zimne piwo płacę jak za prezydenta somali
chodź twoje zwoje mózgowe nie wyrabiają za tym
rymy dwoje, troję, wszystkim co kręcą, jarają baty
znają tematy a Ty jeśli jesteś z nami to brawo
jaramy tonami i na kilogramy bo sami stwarzamy se prawo

Ref.
czy z puchy, czy z lufy, z gibla pojara
trzy buchy i głuchy? i gra gitara
jaram gibraltara mała
jarzysz? smażysz? nie? to nara
zimne piwko, fifka i zioło
pięknie wszystko, dziś na wesoło
grube lolo skręcam, jaram mała
jarzysz? smażysz? nie? to nara

[Bezczel/Ede]
jestem już tak upizgany że nie wiem o co kaman
nie ma to jak na gastro kebaby późno nocą, szama
walę bucha i odwiedzam całodobowe bistro
pani za ladą słucha chodź nie wygląda na bystrą
dawaj mięso z barana i ostry sos
wiadomość o tym, że nie ma zbija fazę jak prosty cios
uuuuuu, o kurwa jakie zbicie
to poproszę zimne piwko na rysę pani zapisze w zeszycie
i sypie się życie gdy nie ma baraniny
o kurwa co teraz będzie, Michaś co teraz robimy?
rozkminimy piwko, spalmy spliffa
wiem chodź blisko mam wszystko co nam trzeba dzisiaj
piwko, weź szybko bierz taxi i chodźmy już z stąd
tylko gdzie? Brooklyn! choć to nie Nowy York
placki pierwszy sort, yo, najlepsze w mieście
możemy pić i palić, F do A, nareszcie

Ref.
czy z puchy, czy z lufy, z gibla pojara
trzy buchy i głuchy? i gra gitara
jaram gibraltara mała
jarzysz? smażysz? nie? to nara
zimne piwko, fifka i zioło
pięknie wszystko, dziś na wesoło
grube lolo skręcam, jaram mała
jarzysz? smażysz? nie? to nara
Nie prosiłem się na ten świat lecz muszę żyć
będę żył dokładnie tak by każdy dzień był dobrym dniem
i wódę wciąż odstawiam w cień
dlatego robię to siano, dlatego robię to siano

Nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze
w tym numerze właśnie ten temat drążę
do nich dążę, mam nadzieję, że zdążę
zrobić to szybko, zrobić to dobrze
mądrze zależy jak rozumiesz słowo
w tym kraju żeby żyć ruszasz dupą albo głową
wypieram długie, radzić sobie umiem
nie potrafisz tego giniesz w szarym tłumie
ta, to nie jest droga z której jestem dumny
jeśli będę musiał będę robił to do trumny
Bóg mnie oceni, tylko jego zdanie cenię
poza nim nie ma nic, bo wszystko jest w cenie
chcą wymyślą swoje płacisz myślą inaczej
to świat bez litości raczej
musisz odnaleŹć się w tym bracie
jeśli chcesz być *****onym graczem

Nie prosiłem się na ten świat lecz muszę żyć
będę żył dokładnie tak by każdy dzień był dobrym dniem
i wódę wciąż odstawiam w cień
dlatego robię to siano, dlatego robię to siano

Co zrobić zrobię wszystko
żeby *****ne banknoty były blisko mnie
każdy jeden ziom wie jak zarobić je drogą śliską
to jawne pozbawione zasad igrzysko
wszystko umiesz liczyć licz na siebie
pamiętaj to dotyczy także ciebie
dlatego orient pa-pa-pa-patrz komu ufasz
bo nawet twój ziomek może cię wyruchać
ty robisz siano i ja robię siano
i jakby nie było pieniędzy zawsze mało
życie staje się droższe a apetyt rośnie
chętnie bym zamienił swoją Toyę na Porsche
potrzebuję siana jak tlenu
czego nie robimy dla *****onych PLN'ów
gdziekolwiek zdecyduję się ruszyć
chcę mieć co wypić, chcę mieć co kruszyć
ona chce sushi potem kino i melanż
chce to wszystko tutaj i teraz
ej, będę grał, nie patrzył biernie
jak z przed nosa ucieka mi cały świat

Nie prosiłem się na ten świat lecz muszę żyć
będę żył dokładnie tak by każdy dzień był dobrym dniem
i wódę wciąż odstawiam w cień
dlatego robię to siano, dlatego robię to siano

Całe Przymorze robi hajs
Zaspa robi hajs
cały Wrzeszcz robi hajs
GDA robi hajs
Sopot robi hajs
Gdynia robi hajs
cała Polska robi ten hajs
przez cały, cały czas
Oto moja gorąca krew jak bojler
Osocze lepi się jak lep błyszczy jak spojler
Nie jestem świętoszek wiesz jak Moiler
Mam kilka gram uciułane w folie
Powiedz czy Ty masz
Krew, rzekę krwi
Czerwona jak Campari
Gorąca jak brie na grzance
Hemoglobinę co mieli się jak ogień czerwienią ust
Tlen, tlen przenoszony z płuc
Jak z dna herbaty fus wędrujący po szklance
Z płuc do tkanek żyłą przenoszony dźwięk
Co pozostawia ślad na twej skórze jak płoza sanek
Ty jesteś mój barwnik, barwnik krwi
Erytrocyt co wali mi o szpik
Krew w żyłach jak oprawki w etui
Promieniuje w twoje pole jak fluid
Nie pije krwi jak Zygfryd
Jestem w tym biały jak leukocyt
Krew szaleje jak trybuny
Jak tajfuny w Azji

Krew, moja krew szaleje na twym punkcie
Psy mają więcej stylu niż ludzie, którzy przelewają krew
Zmywają ze swoich rąk tak jak się zmywa make-up
Szuruburu nie pozostaje ślad na rękach
A w duszy dziura
Wymoczyć sumienie jak pralka
Zmyć z garnituru krew zmyć o zaciśniętych wargach
To nie anarchia a czarny marsz
Ubić sumienie, zdusić jak farsz
Jak sars płuca
A panu błyszczy na włosach brylantyna
świeci jak projektor w kinach jak dewocjonalia
Kołnierzyk krochmal, krawat powiewa i wisi jak genitalia
Skóra marszczy się i pęka jak emalia
A wojna ciągnie się jak "Moda na sukces"
Więc jak chcesz jak pan chce
Zmyć krew ze swoich rąk?

Jestem Twoim teraz za chwilę i potem
Potem zmieszanym z krwią tak uskuteczniam mój fortel
I nie komentuje jak mody kreator jestem konserwator
Co nie przelewa krwi chyba że w PCK gdzie moje DNA
Krąży jak po chodniku kapsel
Gęsta krew, gęsta jak bloków szpaler
Co trze o powietrze jak palm pale bo to
Dzika dżungla w której
Ciśnienie skacze jak żuchwa jak wskazówka
W ciśnieniomierzu, która idzie jak aeronauta
Gdy jesteś tak blisko
Krew gotuje się gorąca jest jak magma
To nie ominie nas jak gazociąg Niemcy-Rosja
To nie brudna gra na emocjach

To moja krew
Spijana z ust
Badana w szerz, badana wzdłuż (x2)

Krew..
Przeszłość Cie pogrąża nie pozwól jej na to
Pogódź się ze stratą nie ma ich już wśród nas
Ta rana się zabliźni potrzebny jest na to czas
Upór w zwalczaniu przeciwności mam
Miłości nie ma między nami
Przeszła nawet złość
Dziś nie jestem sam – odmienny bywa los

Co? …

Gdy przestanie bić mi serce
Funkcjonować mózg
Przykryj dłonią moje zdjęcie
Poczujesz życia puls
Zapragniesz mnie z powrotem łzy spadną na ziemię
Zdusisz w sobie ból wiesz znam to pragnienie
Gdy widze twarze bliskich w tłumie
Nie mam czasem siły, walcze z nimi
Nie chce by wspomnienia mnie zabiły
Wiem to kolej rzeczy zgon i narodziny
Kope lat wcześniej przecięcie pępowiny
Wszystko porasta mchem czasu
Widze coraz mgliściej
Lodowaty wiatr zrywa z drzew ostatnie złote liście
Twoja twarz, śmiech rozchodzi się echem
Mam pięć lat park - na złamanie karku lecę
Niech to będzie wiecznością
Nie przeszłością chwilą
Tak piękne momenty życie nam obrzydziło
Zgniotło wyssało i wypluło
Proza życia przytłoczyła poezję i czułość
Widzę Ciebie słyszę głos, nie czuję dotyku
Często myślę o tym do bladego świtu
Wyciągam rękę – drzwi się zatrzaskują ciszą
Otwieram je na klatce schody jak ja nic nie słyszą
Znów się czuję sam obok mnie nie stoi nikt
Przywykłem – przełykam życia cierpki łyk
Piję dalej wodę chociaż studnię zatruło
Dobre wspomnienia tylko życie mi ratują

Przeszłość Cie pogrąża nie pozwól jej na to
Pogódź się ze stratą nie ma ich już wśród nas
Ta rana się zabliźni potrzebny jest na to czas
Upór w zwalczaniu przeciwności mam
Miłości nie ma między nami
Przeszła nawet złość
Dziś nie jestem sam – odmienny bywa los

Co? …

Kiedy myśle o Tobie to bezsilność znowu czuje
Pisze parę zdań i do Ciebie adresuje
Ty mi nie odpowiesz nie wiem jak się miewasz
jak mam sobie radzić kiedy żyć się odechciewa
słyszę tylko echo gdy do Ciebie dzwonie
teraz za tą przyjaźń karę przyszło ponieść
idę jak przez mgłę, Ty znasz moje motywy
Nie umiera ten kto trwa w pamięci żywych
Czemu właśnie teraz mój umysł nie szwankuje
Powiedz jak zapomnieć ? powiedz a spróbuje
czasu mi brakuje dawno nie zaznałem snu
biegnę bez opamiętania aż brakuje tchu
tracę Ciebie z oczu Twój obraz się rozmywa
Dziś nie jestem sam - proszę za to wybacz
znam smak krwi, potu, łez z resztą wiesz jak jest
kiedy wszystko traci sens
chcę kogoś osądzić ale to niczyja wina
nie chcę się pogrążać nie chcę już wspominać
nie chcę o tym myśleć i samego siebie zwodzić
właśnie nadszedł czas żeby z prawdą się pogodzić

Przeszłość Cie pogrąża nie pozwól jej na to
Pogódź się ze stratą nie ma ich już wśród nas
Ta rana się zabliźni potrzebny jest na to czas
Upór w zwalczaniu przeciwności mam
Miłości nie ma między nami
Przeszła nawet złość
Dziś nie jestem sam – odmienny bywa los

Co? …

Ja wiem kto jest kto
Znam umiar w tym wszystkim
Uwagę skupiam na dniu dzisiejszym i na najbliższych
Co do tych słów weź je za pewnik
Nikt nic nie Ci nie jest krewny
A co do reszty ?
Poszło w niepamięć bo jeśli coś jest prawdziwe
To nic tego nie złamie nigdy
Poczuj ten ból pragnienia
nie wszystkie są w zasięgu tu
Ktoś nie może przeboleć
że prawda jest po mojej stronie
Nie boję się odezwać tylko nie chce na tym koniec
Powtarzam się robię to ostatni raz
Szkoda zachodu
Życie zepsuło nas już dawno
Dziś oddalam to jest mi wszystko jedno
A ty nadal tego nie wiesz
że zawsze jest potrzebny jaki pretekst za życie
w tym zakresie żaden limit
ty mi tu nie udowodnisz nic
bo miłość i przyjaźń dla mnie to znaczy
to samo co żyć
mimo różnic charakteru staram się
w trosce o lepsze jutro
w zaufanym gronie witam nowy dzień
witam nowy dzień
nowy dzień

Przeszłość Cie pogrąża nie pozwól jej na to
Pogódź się ze stratą nie ma ich już wśród nas
Ta rana się zabliźni potrzebny jest na to czas
Upór w zwalczaniu przeciwności mam
Miłości nie ma między nami
Przeszła nawet złość
Dziś nie jestem sam – odmienny bywa los

Co? …
Mefistofeles siedział wczoraj na oknie
Wyszedłem do niego, żeby nie czuł się samotnie
Zimny parapet, ale noc była ciepła
I tak siedzieliśmy - noc, diabeł i ja
Patrzę na wasz świat już od dawna - mówił
Ulubiłem to miejsce i kocham ludzi
Opowiadał o czasach, których nie mogłem znać
I tak siedzieliśmy - noc, diabeł i ja
Wiesz, żyjecie w stadach, żeby czuć się bezpiecznie
Cierpicie w stadzie, bo chcecie się wydostać
Kiedy większość zaczyna działać niedorzecznie
Lub chce od was tego czego nie możecie oddać
Wybiór zbiorowy, wolność pod kontrolą
Chociaż Bóg dał ją wam bez ograniczeń
Wolność, gdzie prawdę zastąpiono wygodą
Nim wybierzecie, zysk z wyboru wyliczycie
Słuchałem go chociaż nie mój to był świat
I tak siedzieliśmy- noc, diabeł i ja

Wczorajszej nocy usiadłem na oknie u człowieka
Nie chciałem żeby czuł się samotnie
Gdy szedł do mnie samotność umie dokuczać
I tak siedzieliśmy - noc, człowiek i ja
Jego mieszkanie pachniało cynamonem
Tytoniem z fajki, miał ze sobą książkę
I wiarę w świat mocną, że nie mogłem jej złamać
I tak siedzieliśmy - noc, człowiek i ja
Mówił - mój świat to wybory świadome
Miłość i nie skrępowane namiętności
Chwile, które przepełniają emocje
Tak mocne, że uzależniają jak narkotyk
Pluję na konwencję, w grę społeczną nie gram
Wybrałem świadomie swoją samotność
Moją kochanką od dawna jest poezja
Erato która do ucha szepcze tak słodko
Słuchałem go, on mówił - piękny jest świat
I tak siedzieliśmy - noc, człowiek i ja

Mefistofeles wkrótce zniknął w książce
Poeta zamknął na klucz ją w biurku
Powietrze w pokoju wypełniły emocje
On wziął czystą kartkę i garść ołówków
Kartki zniknęły i poeta gdzieś odszedł
A pokój zaczął wyglądać znajomo
Czasem wracają, siedzą u mnie na oknie
Nocni goście, których męczy samotność
Tak naprawdę nazywam się Stan Tymiński tylko mówię teraz głosem OSTRego...

11 piętro - on alkoholik ona ćpunka
Życie oparte na częstych awanturkach
Rozbitych lustrach, potłuczonych szklankach
Ona ma wyższe, on syn policjanta
Dla niej i dla niego główny argument to szantaż
Piętro 10 - chłopak z lolkiem wyjmuje ośkę
Kwiat młodzieży zdolnej
A świat złodziei z dolnej półki
9 piętro - tam bywałem po bibułki
Ale że świat bywa okrutny stary
Już tam nie bywam
W sumie to gościa nawet nigdy nie znałem - proste
Piętro 8 - korepetytorka i zajęcia ustne
Mam cię, Aleksandro, widziałem wampie
Zdjęcie pro, spotkajmy się prywatnie
Dom wam więc oferta
7 - to numer do mili piętra
Promili ekstra kto miny Zgierz
Sam byś ocenił horyzont
Na 6 - mieszka kolo ścigany przez garnizon
Czyli żyć albo zginąć
Zastawił wszystko co miał
I wiem że w tej chwili załatwia sobie monar.

Ref.
Jazz lat osiemdziesiątych osiedli cały czas zawinięta pętla
Idąc po piętrach widzę jak niektórych los nie rozpieszcza
Tych z dziurami na podeszwach jest więcej - życia achillesowa pięta. (2x)

Piętro 5 - taksówkarz z żoną, ojcem, synem, babką, matką, psem
Ile ścian to jest?
Dwa pokoje i balkon
Na 4 - mieszka stary szlauf
Co o najmniejszy występ dzwoni na policję
Pierdolić tą pizdę!
Na 3 - mieszkam ja
Lat 22, no już 23
Co rusz domofon, psy
To przez to z góry
Choć sama miała metę za czasów komuny
Przecież forsa
Na 2 - mieszka sąsiad któremu ocaliłem życie
Choć nadal jak robię muzykę wali w kaloryfer
1 piętro - to Lucyfer, rewir dozorcy
To ten gość od pobieranej poczty
Teraz wierzący
Cóż, inne czasy, sam wiem
Choć co by się nie działo w klatce
Wszystko jest na mnie
Bezpodstawnie, ale zawsze po całości postu
W raju przekrętaczy sprytnych domokrążców
Szumi płyta z wosku
Nie pytaj w związku z tym o szczegóły
Blok jak blok - żadne cudo
Te słowa są dedykowane ludziom.

Ref.
Jazz lat osiemdziesiątych osiedli cały czas zawinięta pętla
Idąc po piętrach widzę jak niektórych los nie rozpieszcza
Tych z dziurami na podeszwach jest więcej - życia achillesowa pięta. (2x)
Myślę o tobie, widzę cię, chociaż cię nie znam
I choć widzimy się tylko na koncertach
Ja pływam po pętlach i współgram z DJ'em
Ty przy barierkach z przyjaciółmi obserwujesz scenę
Dialog - rozmawiamy, inaczej nie umiem
I uwierz mi, naprawdę chciałbym wiedzieć o czujesz
Daję ci rękę, kiedy słuchasz muzyki
Jestem obok, kiedy na mnie liczysz, jestem z tobą
Więc rusz się, wiem - leniwy świat woli gnuśnieć
Jesteś pod sceną, więc nie myśl, że uśniesz
Rap daje emocje ludziom w całej Polsce
Skądkolwiek jesteś to nagranie również tam dotrze
Rap dał mi rękę, producent dał mi pętle
Jestem ciekaw jutra i ludzi spotkanych na koncercie
Rap dał mi przyjaciół, dał mi pracę
Wydane płyty - kasę na rap i spełnianie marzeń
Od lat tu jestem, od lat, a wy ze mną
I bądźcie tu jeszcze, bo ja będę tu na pewno
Bitnix, Eldo - kolejny raz daj mi rękę, chodź ze mną
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo