Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Playa, Playa

Nie lubię się z koszem ale gram w lidze wsadów
więc nie mów proszę, że mnie kochasz na zabój
bo ja sąsiadów budzę G-Funkiem
potem zwykle zamieniam w prostą bitch fankę
pić, fakt jest, teraz znów nie mogę
rzadko wychodzę i nie zasnę pod progiem
Mój Boże to nie znaczy, że zakładam rodzinę
Chcesz sprawdzić? wpadnij, chociaż na godzinę
Inny wodzirej niech cię wozi po imprezach
Ja nie za bardzo, nie mam nawet Poloneza
Nie mam prawa jazdy, ale mogę obiecać
że chętnie ci pokażę co mnie podnieca
i gdy leżysz na plecach nie myśl za dużo
bo teksty o związku nie bardzo mi służą
Wiesz, to nie urząd, o tym myślę z odrazą
Nie przyjdę z różą, podaruję ci mój narząd, wiesz?

Nieważne jest co mogłoby się stać
Kiedy wykasowałbym jedną ze swoich wad
Doraźny środek może i na krótko coś da
Ale nie możemy, nie możemy w tym trwać

Marek jest wolny po zajęciach, Mariusz ma pracę
Lanosa, jednak ty chcesz księcia
kogoś kto ma talent do rżnięcia, potrafi krzyknąć
i nie jest ci przykro, że to nie kawaler do wzięcia
To nie chłoptasie w bluzach i irokezach
by być na czasie daliby się obrzezać
Dla mnie jest rzeczą istotną
nieco byś była panną wilgotną
zanim zdążę cię dotknąć masz tam leczo
Mes - bezczelny kawał skurwysyna
i co się stało z gentlemanem z którym wyszłaś z kina?
Siedzi obok, bredzi no, bo
Nie dziw się ten dzień jest czwartą dobą
zgłębiania dziedziny walki z wątrobą
Piję - coraz bardziej
wkurwiam - coraz bardziej
twoich banana-ziomów
bo szydzę z nich oraz gardzę nimi
nie pasujemy do siebie
wychodzi to po raz setny
nie składałem żadnych obietnic
ty B.E.A.C.H., ty
Nieważne jest co mogłoby się stać
Kiedy wykasowałbym jedną ze swoich wad
Doraźny środek może i na krótko coś da
Ale nie możemy, nie możemy w tym trwać

Choćbym jadł mniej to cały czas będę ja
I choćbym pił mniej to cały czas będę ja
I możesz myśleć, że nigdy nie będę jak
I to nie dziwne, bo nigdy nie będę chciał
Ja nie wiem sam gdzie bym skończył bez rapu
Choć więcej mam długów niż wolnego czasu
Ratuj się teraz albo zostań już na zawsze
Znasz mnie, rzadko jestem punktualnie
I kradnę ci te lata, mówią, że najlepsze
To ostatnia szansa żeby powiedzieć nie
bo śmierdzę wódą po weekendzie
kac? znowu się podetnę, to niebezpieczne
Jak przypadkowy seks w wielkim mieście
Beze mnie, tu zapisz in plus wiernie
I już, może mam kilka braków
ale wiesz, ile jest Stasiaka w Stasiaku, tak

Ledwo słyszę tam, bo chłopaki ostro krzyczą

[x2]
Nieważne jest co mogłoby się stać
Kiedy wykasowałbym jedną ze swoich wad
Doraźny środek może i na krótko coś da
Ale nie możemy, nie możemy w tym trwać
Choć nie jest tak jak miało być
wciąż łączy nas ta jedna nić
moje flow, chłonie blok, żyję tym i ja i ty.

Choć nie jest tak jak miało być
wciąż łączy nas ta jedna nić
moje flow, chłonie blok, żyję tym i ja i ty.

Byliśmy tacy sami, jak odlani z takiej samej formy
tak samo zbuntowani, ci którzy olali normy.
Mieliśmy robić rap, jointy jarać,
do końca życia bronki chlać się opierdalać.
Sorry, czas nas zmienił, chłopaki.
Nie każdy robi to co chciał, wiesz co to znaczy.
Zawiść. Nie ma tej paczki teraz.
Dalej lubisz się napić, ale dziś żółć wylewasz.
Dla mnie dziś to nie ważne niby
Ale dalej mnie obchodzi zdanie tamtej ekipy.
Pytanie: być szczęśliwym i sobą
Czy zmieniać się dla innych? nie ma was obok
Ale dociera do mnie słowo każde
I jak ja robie coś ty to sprawdzasz zawsze.
Znasz mnie, ja ciebie znam
Choć w oddali jesteśmy cały czas jakby na siebie skazani.

Choć nie jest tak jak miało być
wciąż łączy nas ta jedna nić
moje flow, chłonie blok, żyję tym i ja i ty.

Choć nie jest tak jak miało być
wciąż łączy nas ta jedna nić
moje flow, chłonie blok, żyję tym i ja i ty.

Nie jeden dzień zacząłeś źle bo budząc się przy moich dźwiękach
Pewnie nie z własnych głośników tylko od sąsiadów z piętra.
Zastanawiając się po co ludziom ta zbędna męka
Bo przecież jego muza jest przeklęta
Pewnie pamiętasz te wszystkie chwile
Gdy granie na czekanie nie pogania mnie ustawił osiedlowy diler
I wszyscy najstarsi i najwięksi szczyle
Nucili to dzwoniąc po jaranie i po bile
Minęła moda, mogłeś zostawić to w tyle.
Ale pech chciał, musiałeś poznać dziewczynę
No a dziewczyna znała rap i wiedziała czego słuchać
I nagle znowu wrócił skurwiel z ducha
Dziś widzę cię z nią w pierwszym rzędzie na naszym koncercie
Co 5 minut krzyczącego "WIĘCEJ"
Dziś wiesz, że nie da się ostrzej i zyjesz ze mną dobrze
Choć dłużej niż ona czekałeś na mój pogrzeb.

Choć nie jest tak jak miało być
wciąż łączy nas ta jedna nić
moje flow, chłonie blok, żyję tym i ja i ty.

Choć nie jest tak jak miało być
wciąż łączy nas ta jedna nić
moje flow, chłonie blok, żyję tym i ja i ty.
Czas płynie biegle a minuty toną mi
więc starczy go ledwie na malutki promomix
skoro ponoć dziś czas z tym co zwyczajne wygrał
my temu gatunkowi dajmy skrzydła
i niech się wzbije ponad rzędem dotkniętych dłużyzny błędem
zobacz jakie to oszczędne
niech weŹmie całość, niech jej da znaki
by trwała 19 sekund a póŹniej niech ją szlag trafi

Wybacz jeśli byłeś z tamtym bitem zżyty
lecz to pierwszy promomix nieistniejącej płyty
ty się szybko nudzisz i to jest regułą podobno
więc muszę dbać o tę przeklętą różnorodność
gdy wszystko ma ten sam początek i koniec
ja twoją uwagę mam wyłącznie na moment
i w gwoli ścisłości żeby grunt był
ten moment trwa dokładnie 43 sekundy

Nie mam wyjścia zresztą na nic mi tu ono
bo wkrótce wszystko da się ubrać w mix typu promo
i z nadzieją spoglądam w pojutrze gdyż wiem
że te następne będą krótsze niż ten
krótsze niż wzrok tych co IV RP wieszczą
krótkie jak efeksy nad ich sensem czy treścią
krótsze niż czas ściągnięcia ich z netu
a na pewno krótsze niż minuta i 7 sekund

Zobacz że to płynie szybciej niż myśl
doba ma tylko 24 godziny dziś
a ja muszę iść, nie mogę tu stać bez końca
więc nawijam swoje i lecę, bo czas mnie kąsa
właśnie włączam się w to i goni mnie czas
toteż nie za bardzo mogę trwonić go dla historii bez dna
mówię sobie pomiń je a po nich jest ta
która jest tak krótka, że obroni się
może to jest nie najwłaściwsze
a co mi tam skoro mówię szybciej niż myślę
ten promomix tak jak wszystko dziś jest
ma zgasnąć zanim tu na dobre zabłyśnie
zobacz jak to się ładnie wije tą nitką
może być płytko byle byłoby szybko
tylko czy to na pewno wszystko zmieści się
w okrągłą minutę i 36?

[x4]
Nie mam pytań którą stroną iść
odkąd przyszła pomoc i
z powodzeniem idę w ten promomix
Ej, pchnijmy w przód to
skoro nie mówimy nic to mówmy chociaż krótko

Nie mam
Bitu
Nie mam recepty na jutro, nie umiem pomóc ludziom
Cholerny samolub, nie wierzę więcej w ludzkość
Nie narzekam, mój świat jest ułożony
Wiem co mam, wiem co chcę, wiem co muszę zrobić
Mam rap, mam koncerty, mam z nich hajs
Mam dom, mam pracę, mam co włożyć do pyska
Mam kilka płyt swoich, niezłą kolekcję cudzych
Mam kilka swoich koników i żaden się nie znudził
Widzisz, żyjąc w takiej Idylli stać mnie
Obserwować życie z boku latając sobie nad miastem
To dla tych co rozumieją tą słów abstrakcję
Nic na siłę, nie chcesz - odłóż w sklepie tą taśmę
Proste, po co słuchać tylko po to
Żeby z rana w Internecie bawić się w młodych gniewnych
Już lepiej, nie wiem, zrób coś z tym hajsem
Idź z dziewczyną na obiad, kup kwiaty matce

Wielu myśli, że raperzy w Polsce...
Myśl, chcesz chętnie przyjadę na koncert
Znajdę czas, mój dzień ma tyle godzin co każdy
Cennych godzin nie tylko dla tej rap gry

Czasami nie mam czasu sam dla siebie
Nie dziw się więc, że nie znajduję czasu dla innych
Nie wiem jak znaleźć te godziny, które znikają
Mam nowe maile, ktoś dzwoni, ludzie za drzwiami czekają
De La Soul miało taki kawałek, pamiętam
Sam mam tak samo, 30 płyt demo w rękach
"Ej ziomek, posłuchaj nas, sprawdź taśmę
nagrywamy od dziesięciu lat siedzimy w rapie"
Fajnie, ale wiesz właśnie biegnę
Mam swoje terminy, by z końcem roku mieć swoją pensję
Telefon, aha wyślesz SMS, nie ma szans na to
Musiałbym mieć fundusz na GSM płatność
"Gwiazdo" co? śmieszne wiesz, myśl tak
Myśl co chcesz ja pojadę w Polskę na koncert gdzieś
Zrozum to i nie planuj żadnej zemsty
Zrozum, mój świat to nie tylko te linijki i wersy

Wielu myśli, że raperzy w Polsce...
Myśl, chcesz chętnie przyjadę na koncert
Znajdę czas, mój dzień ma tyle godzin co każdy
Cennych godzin nie tylko dla tej rap gry

Wielu myśli, że raperzy w Polsce...
Myśl, chcesz chętnie przyjadę na koncert
Znajdę czas, mój dzień ma tyle godzin co każdy
Cennych godzin nie tylko dla tej rap gry
Taki jest los skazanych na post.
Setki wyrzeczeń, by pokazać zaplecze.
Rząd na rzędzie, błąd na błędzie.
Prędzej, bo trwa premiera.
Jaki spektakl? Kariera.
Teatr? OeSTeRa.
Wokół obserwatorzy, w tle napompowane VIP'y.
Na scenie jeden aktor przeciw tysiącom krytyk.
Niczym nie skryty myślę, czy dam radę.
Z tremą tu na estradę, lecz wyjścia nie ma,
Więc jadę słowo w słowo, tekst za tekstem
Stojąc ponownie przed życiowym testem
By wykazać się męstwem przed tymi na uboczu.
Gdy czyha na błąd setki tysięcy oczu
trudno nie poczuć presji,
nie zgubić się w tej kwestii.
Tak głupio jest mi
w światła kolorach główna rola dla OSTRego,
sztuka jednego aktora.
Czuję się jak na torach.
Tysiące uszu, czekających na pomyłkę
w grze tysiąca uczuć.
No kiedy nastąpi zła opinia na arkuszu?
Dla buców czułe nara.
Nie gram dla Oskara.
W ZOO szukaj napuszonych jak papuga ara.

Stojąc naprzeciwko widza, który wybrzydza
tracę w jego oczach, bo nie próbuję się podlizać
jako aktor, sztuki tej autor, tekstów redaktor.
Daję bo mam to, co dać powinienem
podpisane imieniem, nazwiskiem
i wszystkim tym, co sercu bliskie.
W przekładzie na rym;
Ostrowski dla ciągle radosnych
Przedstawienie faktów,
przełożenie na prosty język potoczny.
Uciekając spod wyroczni,
klimatów mrocznych sztuka.
Tu nie oszukam.
Stopa wali jak bazooka,
Ostry sylaby duka
niezrozumiały jak Grechuta.
Miejsce akcji na Bałutach.
Obóz TA, choć na scenie jeden aktor,
ale wciąż trwała idea.
Do sztucznych jak linolea
nigdy to nie trafi,
zawsze będę tylko tym,
co pcha się na afisz.
Ile gotowy stracić będzie mój wydawca,
gdy zamiast OSTRego poleci dicho w słuchawkach?
Energetyczna dawka, moje miejsce tam, gdzie scena.
Tu żal wyrażam w trenach w świecie, którego nie ma.
Wiem, że stąd nie zejdę do końca przedstawienia.
Jakoś tak było że się zaczynało lato
Hotel Sheraton apartament na bogato
Ich pięciu melanż sporo drogiej wódki
Trzy dziewiętnastoletnie prostytutki
Razem z kolegami z pracy nowy rozdział w życiu witał
Dziś to nie ważne kto wtedy posypał
Usłyszał ”dawaj jedziesz bez kitu będzie fajnie
Pierwszy raz to można przecież...okazjonalnie”
Tydzień póŹniej w kościele miął swój ślub
Dwa tygodnie póŹniej odwiedził modny klub
Wokół pełno dup clubbing wyższe sfery
Jakoś nudno tak telefon „przywieŹ cztery”
Im więcej wciągał tym bardziej czuł się trendy
Żonie przez pół roku wmawiał że się przeziębił
Zima oddał za bezcen kluczyki do „siódemki”
W lewiŹnie 25 tysięcy do ręki
Minęły dwa lata a on ciągle w sztosie
Z domu wyprowadził się do speluny
Lokalne ćpuny wzięli go pod skrzydło
Dziś na*****la w struny mówi życie mi zbrzydło
Wszyscy wiemy jak się kończą takie scenariusze
Zamrozić rozum znaczy strącić duszę
Dziś rzeczywistość stwarza mylne pozory
Nigdy nie da ci fory jeśli nie nabierzesz pokory

Czasem szukając wrażeń możemy dotknąć dna
Ilu z nas to wie, ilu z nas to zna

Słabo go znalem ale wiedziałem który
Chodził na osiedlu do kolektury
Kawał chłopa i kafar z postury
Do awantury był zawsze skory
Zagra crime story w wersji po polsku
Okropnie męczył kociarstwo w wojsku
Chcąc przed dziewczyną popisać się męstwem
Pobił staruszka ze szczególnym okrucieństwem
Nie lubił zwierząt i nad nimi się znęcał
Gardził ludŹmi których dotknęła nędza
Na boisku podstawił nogę kalece
Mówił on nie jest wart nas przecież
Tej niedzieli wsiadł pijany za kółko
Chwaląc się głośno nową komórką
Wypadek przez alkoholu nadużycie
Odbierając przy tym dwóm osobom życie
Trwałe kalectwo i na wózku jeŹdzi
Ile jest historii podobnej treści
Wszystko jest dobrze ale jeśli tylko
Decyzja twoja nie będzie pomyłką
Bo na językach rap,
Siebie w tym złap,
Noś się luźno jak ja.
Mnie w tym nie przeszkodzi żaden drab.
Problem egzystencji, bo gdzieś kogoś życie męczy,
Wpędza palantów w kanał,
A ostry to wszystko pieprzy.
Ta planeta nie jest dla grzecznych wyjadaczy chleba,
Co nie wychodzą z domu by im ktoś bomby nie sprzedał.
Lepiej w rodzinnym ognisku oczekiwać życia końca
Będąc ładowanym w tyłek przez własnego ojca.
Co jest tchórze? Do odważnych świat należy,
Tych na górze, co w realia nie chcą wierzyć.
Strach by zderzyć swe poglądy.
Czas pokaże kto mądry.
Zamiast siać głupotę, niczym na twarzy trądzik
Nie chcę ludzi sądzić, wskazuje tylko przykład
Tych zagubionych w świecie, jak we włosach cipka.
Pozamykani w klitkach niech zdejmą pampersy,
Bo pokazuje prawdę tak jak Figura piersi.

Kiedy egzystencja meczy,
A świat problemy piętrzy,
Nic nie ulepszysz.
Trzeba to pieprzyć.
Lecz gdy boisz się wyjść z domu w strachu o zdrowie,
Zamiast pieprzyć cały świat porozmawiaj z psychologiem.

Kiedy egzystencja meczy,
A świat problemy piętrzy,
Nic nie ulepszysz.
Trzeba to pieprzyć.
Lecz gdy boisz się wyjść z domu w strachu o zdrowie,
Zamiast pieprzyć cały świat porozmawiaj z psychologiem.

Problemy z egzystencją,
Wkurwia, że ludzie ślęczą
Nad swym losem,
Bo rani ich życie jak szkło nogi bose.
Pierdol to! Masz czynu efekty;
Przynajmniej nikt już tobie nie przyklei etykietki
z hasłem kurwa. Ja bym chyba głowę urwał.
Bo w środku ludzi wrr, a na zewnątrz mina schludna.
Strach wyrównał porachunki tylko tym co siedzą w chacie,
Co przed konfrontacją z losem na kilometr srają w gacie.
Za nich odmówię pacierz - chuj wam na wieki wieków, amen.
Zamiast bać się wole być swego losu panem,
W oczach tchórzy tyranem, co bezcześci ich świętości
Wytykając im usterki bez pobłażliwości.
Głośnik skierowany w stronę tych schowanych pod parasol,
Chroniących swych idei przed lecącą z nieba kasą,
Lecz ich wrodzony kalkulator kiedyś mnie podliczy
I wtedy z dumą powiem, że skończyłem na ulicy.

Kiedy egzystencja meczy,
A świat problemy piętrzy,
Nic nie ulepszysz.
Trzeba to pieprzyć.
Lecz gdy boisz się wyjść z domu w strachu o zdrowie,
Zamiast pieprzyć cały świat porozmawiaj z psychologiem.

Kiedy egzystencja meczy,
A świat problemy piętrzy,
Nic nie ulepszysz.
Trzeba to pieprzyć.
Lecz gdy boisz się wyjść z domu w strachu o zdrowie,
Zamiast pieprzyć cały świat porozmawiaj z psychologiem.

Jak na to patrzeć, sposobem rady sprzedać,
Jak frajer dawno zapomniał już, jak to jest się nie bać.
Niby bieda, ktoś pomyśli, dla mnie zwykły cretino
Co by uciekł będąc w łóżku nawet z Cicioliną.
Sam już w sobie dawno zginął, nie ma co go szukać.
W czterech ścianach życie to brzmi jak pokuta.
Pokaż się teraz i tutaj, podnieś powieki,
Bo to fałsz cechujący lewe złote i czeki.
OSTRy się uczepił, co? Ciężko się słucha
Temu, co go przez świat prowadzi skrucha?
To nie PL nuta, by głosić farmazony
W stylu randki w ciemno dla frajerów pokrzywdzonych.
A za wysoko? aha! Za wysoko

Łapiesz mnie za rękę, łapiesz mnie za dłoń
Głaszczesz po główce, masujesz skroń
Patrzysz mi w oczy, stawiasz na stole
Stawiasz wysoko, stojąc na dole
Mówisz...

F.I.S.Z.
Zaszedłeś wysoko
Uważaj możesz spadać wnet

Za wysoko?

Wdrapuję się w górę, w górę i wyżej
Chwytając za nogi, każą schodzić w dół
Niezadowoleni walą pięścią, pięścią walą o stół
Na którym stoje, dwoje się i troję
Trzęsie się stół, na którym stoję
Na którym mnie, mnie postawili
Dili chwil parę, mili, życzliwi
Mówię...

F.I.S.Z.
Zaszedłeś wysoko
Uważaj możesz spadać wnet

Za wysoko mówisz, udaję, że nic nie słyszę
Komu ufać nie myślę już wcale
Bo nie jestem sam jak palec
Mam tych co ze mną są i będą przez wieki całe
Robię kroki raz większe, raz małe
I w górę! Wspinam się jak po drabinie
Minę tych co chcą mnie sprowadzić na sam dół
Choćbyś pluł mi prosto w twarz - ja nie przestanę!

Ja nie przestanę
Ja nie przestanę
Ja nie przestanę

Ciągną, ciągną mnie w dół
Dzielę się na pół, walę głową w stół
Komu ufać, komu nie
Nie wiem już sam, zgubiłem się
Teraz szukam tu i tam
Zostaniesz ze mną, czy zostanę sam
Mówisz...

F.I.S.Z.
Zaszedłeś wysoko
Uważaj możesz spadać wnet

Za wysoko...
1. To opowieść o krainie w której ludzie noszą złote maski,
uważają żeby nie wpaść w ruchome piaski,
jak te chujowe laski, brudaski
co za parę groszy polerują kaski.
Inni nie tolerują łaski,
młodzi okupują ławki,
mają ostre zabawki,
opierdalają dawki,
biegają jak Husky,
łysi jak skin,
noszą w uszach plastik.
Pijane matki biją bobaski,
kłamliwe skurwysyny w TV słyszą oklaski,
nikogo to nie dziwi synu, bo to dla kaski,
nie mogą na to patrzeć, więc zakładają maski.
Mówią ma styl, chłopak ma skill, bom bastik,
ma hajs i ma szesnastki(co?, co?, co?),
ten ciągle hajsu szuka, pierdolona bieda,
może do drzwi zapukać(bree).

Ref.
Rób hajs, rób hajs, rób hajs stale,
rób hajs dalej i nie oszalej,
rób hajs, rób hajs i nie pierdol,
niech nie będzie Ci kurwa wszystko jedno 2x

2. Jestem wesoły Piotrek, zalatany ziomek,
w drodze potomek, a gdzie jest kurwa mój domek?
Wstaje rano, jem pięć kromek, wieszcze jak Mahomet,
spadam jak deszcz komet, bo nie ten brzdęk monet,
choć nie jest łatwo różnie bywa z tą cywilizacją,
dla wielu zgasło dawno nadziei światło(pstryk),
a miejskie bagno choć wyschło, to dalej wciąga,
pogoń zaprząta umysły tak to wygląda,
nie udawaj wielbłąda, to unikniesz wielkiego błęda,
Gural się nie pęta, bo nie przybłęda,
chociaż się błąkał, na błędach uczył się,
i szwędał to się nie sprzedał,
i z gównem się nie jebał.
Rycerze Jedi kontra ciemna strona mocy,
my robimy te manewry po nocy,
i ty rób swoje brat, rób hajs,
ale pokaż swą prawdziwą twarz
jak ją masz (co?).

Ref
Rób hajs, rób hajs, rób hajs stale,
rób hajs dalej i nie oszalej,
rób hajs, rób hajs i nie pierdol,
niech nie będzie Ci kurwa wszystko jedno 2x

3. Ten co budzi ludzi, to nie dla dzieci
Luci, Luci, z nieba nie leci,
to kumpli skłóci, to los człowieczy,
a później wróci i nie zaprzeczy,
że każdy chce mieć, nie chcieć,
każdy chce jeść co chce, a nie żreć,
jak cieć co popadnie, jeden na dnie kradnie w bagnie,
inny przy balantajnie leży w wannie,
jest fajnie, czy jest chujowo, rusz głową,
ja żyje rapowo, stuprocentowo,
tłuste słowo rzucam i nie na wiatr,
wyrwij murom zęby krat i połam bat.
Mają dziwną rozkmine twórcy filipinek(chuj),
pierdole ich w dupę muszę utrzymać rodzinę,
mówią rap umarł, mówią rap zszedł na psy,
robię dobrą minę do własnej gry, a ty?

Ref
Rób hajs, rób hajs, rób hajs stale,
rób hajs dalej i nie oszalej,
rób hajs, rób hajs i nie pierdol,
niech nie będzie Ci kurwa wszystko jedno 2x
(Rób hajs, rób hajs) 5x
Nie zatracę się, nie zatracę.
Chcę wszystko rzucić nagle.
Mam czasem taką fazę
że żyć dalej nie potrafię.
Coś ciągnie mnie do okna.
Samobójcze myśli wciąż mam.
Samobójcze wizje, to jak złe decyzje,
Wciąż od nowa.
Nie wiem, już chyba skonam.
Nie wiem, kurwa, mam doła.
Chcę się rzucić gdzieś pod koła.
I wiem, że temu podołam.
Mam czasem taką fazę.
Chcę wszystko rzucić nagle.
Nie zatracę się, nie zatracę.
Coś ciągnie mnie do okna.

Ej, wiem, że to przesada, ale chyba mam już dość
Chciałbym to kiedyś nagrać, potem w ciszy oddać skok
Wielu już takich było, oni też dostali w kość
Nie ma ich tu, żyli szybko, mnie już też ogarnia mrok
Ej, wiem, że to przesada ,ale chyba mam już dość
Chciałbym to kiedyś nagrać, potem w ciszy oddać skok
Wielu już takich było, oni też dostali w kość
Nie ma ich tu, żyli szybko, mnie już też ogarnia złość

Na to wszystko, na kraj, politykę.
Na ten Hip-hop, na was, na publikę.
Że za szybko ten czas tutaj płynie.
Że życie mnie uczy by być skurwysynem.
Wielu ludzi ucieka w cyberprzestrzeń.
Albo w chuj wie co jeszcze.
Nie nauczysz ich kochać sercem.
Przekaz nie dotarł, idiota MC
Wiem to i jeszcze więcej.
Nie chce dzielić się obłudą.
Ci fałszywi, wiesz że trują.
Moje serce jak pawulon.
Ktoś tu popsuł powietrze.
Ktoś mi się w twarz tu śmieje.
Do skoku gotów jestem.
Stoję już na parapecie.

Ej, wiem, że to przesada, ale chyba mam już dość
Chciałbym to kiedyś nagrać, potem w ciszy oddać skok
Wielu już takich było, oni też dostali w kość
Nie ma ich tu, żyli szybko, mnie już też ogarnia mrok
Ej, wiem, że to przesada ,ale chyba mam już dość
Chciałbym to kiedyś nagrać, potem w ciszy oddać skok
Wielu już takich było, oni też dostali w kość
Nie ma ich tu, żyli szybko, mnie już też ogarnia złość

I opadam na chodnik.
Ten lot mnie wyzwolił, nie oddam kontroli.
Ha! Już nic mnie nie boli.
Na chuj mi ten pomnik?
Za rok mnie zapomnisz.
Ty, ktoś ma mnie w niewoli.
Powoli się spalam, napadam przechodni.
By do trzech setnych skończyć.
Połączyć na wietrze się z uniwersem.
Wiem to i jeszcze więcej.
Nie chce dzielić się obłudą.
Dawaj pawulon w okół szpitala.
Niech mnie wozi w kółko.
Haha, już nasz bluźnierce.
Tak, tak już czas więc lecę.
Jak ptak czy liść na wietrze.
Znam płacz lecących na ziemie.
Spójrzcie na niego jak podnosi się z łóżka
która na osi 13 taki to powinien przekonać się co to musztra
mówi że zwalcza pęd po hajs i parcie na szkło
kiedyś artyści zwalczali system uparcie dziś co?
monitor ma napęczniały jakby działał na drożdże
stary gramofon zamiast iPoda to nieostrożne być w tyle
każda naiwna siksa to zezna
piszą mu znaczki w smsach on większości nie zna
analogowy skurwiel budzi nas dwukropek nawias
my jednak wcale nie zamierzamy przestać go namawiać
Piotrek ożeń się (ożeń się) wyjedź na wyspy
kup konsolę, nagraj kilka rapowych kolend jak wszyscy
co jest? nie słyszę z oddali głosu społeczeństwa
nagrywa dla garstki osób i myśli że to sens ma
gdyby mógł mieszkałby w starej kamienicy z windą
na dole stałby czarny cadillac pozbawiony tuningu
panny które go chcą strzelają own goal
bo zamiast chodzić w sukienkach wyglądają jak Sean Paul
zawieszony w czasie poprawia mankiet
różowe kluby na głowach czuby tłamsi G-Funkiem
nie wpisuje się w obecny tryb baby boom
nie zgarnia coraz większych sum
dziewczyny piją z nim czując w głowach szum
kieruje swoje chciwe oko na ich dupy i robi zoom

[x2]
Społeczeństwo strzela we mnie
oczekiwaniami, które ja mam spełnić
baby boom i do roboty codziennie
kiedy ja bym raczej każdej robił tylko boom babe

Jaka to wielkość twoich sztuk to dwie główne jego troski
pewnie myśli, że jest pierdolonym młodym Big Lebowski
kiedy się budzi zwykle jest spłukany
a jak nie zajara zwykle jest zjebany
bo pali tyle co Devin The Dude
i nie przestanie chyba że zdarzy się nie wiem kurwa jakiś cud
sam prowokuje cały czas z tym łazi
a jak go złapią trzeba będzie zrobić free Ciech
inaczej się obrazi
no kiedy wrócisz do grona chodzących w kółko z żoną za rączkę
on na to ziewa i mówi stałe związki są nużące
w szowinistach nie ma swoich wrogów
znajdź taką z czymś pod czaszką
dla niego pod czaszką może być nawet jogurt
temat małżeństwo i praca zaczyna fukać
to ten czas w którym matka wspomina już o wnukach
jest jak dawałam ci opierunek i wikt
przynajmniej dla mnie nagraj raz coś ładnego na przykład z Kasią Wilk
trwasz w prywatnym zacofaniu wiernie
idź na siłownie, kup komputer, podłącz internet
na odczep rzucasz siemasz cześć
odpala kolejnego jointa, ma to wszystko gdzieś

Społeczeństwo strzela we mnie
oczekiwaniami, które ja mam spełnić
baby boom i do roboty codziennie
kiedy ja bym raczej każdej robił tylko boom babe

Mam swoje miejsce i w nim wiem że jestem bezpieczny
wojownik chociaż nie jak wy w bitwie o status społeczny
ktoś na ucho pieprzy, o pracy, o perspektywach
ja to wszystko wiem ale mój świat wolność się nazywa
dzięki niemu wiem jak to jest coś przeżywać
wszystko jedno z kim pijesz i jak się nazywasz
ja nawet nie mam zegarka, a zawsze wiem na co jest pora
nie mam zdrowia rozpieprzam siebie nie słuchając porad
załóż moje spodnie na godzinę,
a sam zobaczysz skąd i na co trzeba brać siłę jak żyję
samotność jest wyborem bo nie ma zgody we mnie by żyć
na siłę z kimkolwiek kto po prostu chce się na mnie wyżyć
nie umiem służyć za lek na nudę
emiter plotek kiedy już spotkamy się przy barze w klubie
(zdrowie) wszystkim którzy chcą mnie zmienić
sto lat
ja się śmieję skacząc jak dziecko po przeszkodach

[x2]
Społeczeństwo strzela we mnie
oczekiwaniami, które ja mam spełnić
baby boom i do roboty codziennie
kiedy ja bym raczej każdej robił tylko boom babe
Mefistofeles siedział wczoraj na oknie
Wyszedłem do niego, żeby nie czuł się samotnie
Zimny parapet, ale noc była ciepła
I tak siedzieliśmy - noc, diabeł i ja
Patrzę na wasz świat już od dawna - mówił
Ulubiłem to miejsce i kocham ludzi
Opowiadał o czasach, których nie mogłem znać
I tak siedzieliśmy - noc, diabeł i ja
Wiesz, żyjecie w stadach, żeby czuć się bezpiecznie
Cierpicie w stadzie, bo chcecie się wydostać
Kiedy większość zaczyna działać niedorzecznie
Lub chce od was tego czego nie możecie oddać
Wybiór zbiorowy, wolność pod kontrolą
Chociaż Bóg dał ją wam bez ograniczeń
Wolność, gdzie prawdę zastąpiono wygodą
Nim wybierzecie, zysk z wyboru wyliczycie
Słuchałem go chociaż nie mój to był świat
I tak siedzieliśmy- noc, diabeł i ja

Wczorajszej nocy usiadłem na oknie u człowieka
Nie chciałem żeby czuł się samotnie
Gdy szedł do mnie samotność umie dokuczać
I tak siedzieliśmy - noc, człowiek i ja
Jego mieszkanie pachniało cynamonem
Tytoniem z fajki, miał ze sobą książkę
I wiarę w świat mocną, że nie mogłem jej złamać
I tak siedzieliśmy - noc, człowiek i ja
Mówił - mój świat to wybory świadome
Miłość i nie skrępowane namiętności
Chwile, które przepełniają emocje
Tak mocne, że uzależniają jak narkotyk
Pluję na konwencję, w grę społeczną nie gram
Wybrałem świadomie swoją samotność
Moją kochanką od dawna jest poezja
Erato która do ucha szepcze tak słodko
Słuchałem go, on mówił - piękny jest świat
I tak siedzieliśmy - noc, człowiek i ja

Mefistofeles wkrótce zniknął w książce
Poeta zamknął na klucz ją w biurku
Powietrze w pokoju wypełniły emocje
On wziął czystą kartkę i garść ołówków
Kartki zniknęły i poeta gdzieś odszedł
A pokój zaczął wyglądać znajomo
Czasem wracają, siedzą u mnie na oknie
Nocni goście, których męczy samotność
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo