Popularne piosenki. Polski Hip Hop

O wenę nie trudno kiedy doświadcza Cię życie
Kiedy łapiesz wenę Twoje siły są w zenicie
Otwórz swoje oczy opuść, opuść swe ukrycie
Złap wiatr w żagle jeśli wieje znakomicie

O wenę nie trudno kiedy doświadcza Cię życie
Kiedy łapiesz wenę Twoje siły są w zenicie
Otwórz swoje oczy opuść, opuść swe ukrycie
Złap wiatr w żagle jeśli wieje znakomicie

Teraz jestem czysty choć było całkiem nieżle
Co zarobie i odłoże to psiarnia mi weźmie
Ktorą ziomuś drogę wybierzesz na rozjeździe
Jakie masz problemy,jak na świat patrzysz przez nie
Jak jest ich dużo przychodzą przemyślenia
Stany zamulenia i grubego wkurwienia
Każdy z nas chce wzbogacenia
Każdy z nas jak jest lipa chłodniej to ocenia
Bo jak się pierdoli to nieraz wszystko
Do zera ziomeczku na czysto
Wtedy biją mocniej źródła co nie wyschną
Wtedy wkurwiony rymem w mieście nad Wisła
System nie przestaje niepokoić
Zamiast dać się rozwinąć- chce nas zniewolić
Mogą na wszystko sobie pozwolić
Nie wierzysz mi? przykłady sobie policz
Wszędzie na ulicach pełno prowokatorów
Wysiadaja zaś wsiadaja z drogich motorów
Cisną na kozaków trzymają się pozorów
Na komendzie walą z dupy nie zmieniajac tonów (ziomuś)
Dość mam przez tych śmieci wyjebanych korów
Dość mam dozorów i społecznych kuratorów
Czeka na mnie syn, śliczna żona w domu
I nie życze sobie wizyt mundurowych worów

O wenę nie trudno kiedy doświadcza Cię życie
Kiedy łapiesz wenę Twoje siły są w zenicie
Otwórz swoje oczy opuść, opuść swe ukrycie
Złap wiatr w żagle jeśli wieje znakomicie

O wenę nie trudno kiedy doświadcza Cię życie
Kiedy łapiesz wenę Twoje siły są w zenicie
Otwórz swoje oczy opuść, opuść swe ukrycie
Złap wiatr w żagle jeśli wieje znakomicie

Gdy życie Cie doświadcza o wenę nie trudno
Widzisz potem swoje błedy kiedy wpadasz w ukrop
Ktoś złapał HIV bo się bawił kamasutrą
Jaki nieodpowiedzialny był dowie się jutro
Ktoś myśli że jest mocny i wybrał huku droge
Niby silny a bum i pada na podłogę
I pokusić się mogę teraz o takie stwierdzenie
Że to wydarzenie poszerzy jego widzenie
Tu gdzie dramat złapie to o wenę nie trudno
Jak zaczynasz rozumieć co robiłeś na prożno
Nie jeden dostał wpierdol, zaczał chodzić na treningi
Ambitnie, ambitnie chciał odbić krzywdy
I złapal wiatr w żagle tak jak ja łapie wenę
On nie utonął w bagnie a ja stoje tu na scenie
Nie tylko w teorii ale i w praktyce
Do przodu idąca praktyką jest życie
I ten jest mądry który ma doświadczenie
Wyciągasz wnioski poprawiasz widzenie

O wenę nie trudno kiedy doświadcza Cię życie
Kiedy łapiesz wenę Twoje siły są w zenicie
Otwórz swoje oczy opuść, opuść swe ukrycie
Złap wiatr w żagle jeśli wieje znakomicie

O wenę nie trudno kiedy doświadcza Cię życie
Kiedy łapiesz wenę Twoje siły są w zenicie
Otwórz swoje oczy opuść, opuść swe ukrycie
Złap wiatr w żagle jeśli wieje znakomicie

Mówią o mnie zły pomidor
Mówią o mnie dobry pomidor
Pierdole to, a ja dalej uliczna techniką
Uwierzyłem gitomi tak już zostanie
14 lat małolat już się kiwa
Dolina jego komitywa, tak moje życie się zaczyna
17 lat, kryminał przez dwa lata
To była dla mnie chata,
Później posłuchałem niejednego brata
Spierdalaj z tego miasta
Bo w tym mieście z dupy daje przyczajona szmata
Pożegnalem niejedną koleżankę, niejednego koleżke
Teraz kurwy przyczajone szybko wam streszcze
Spierdalać z mojego życia bo one toczy się dalej
Nie wiem może mnie zaskoczy,
Chcesz mi coś powiedzieć to powiedz prosto w oczy
Nienawiść do policji nigdy się nie skończy, FIRMA!

O wenę nie trudno kiedy doświadcza Cię życie
Kiedy łapiesz wenę Twoje siły są w zenicie
Otwórz swoje oczy opuść, opuść swe ukrycie
Złap wiatr w żagle jeśli wieje znakomicie

O wenę nie trudno kiedy doświadcza Cię życie
Kiedy łapiesz wenę Twoje siły są w zenicie
Otwórz swoje oczy opuść, opuść swe ukrycie
Złap wiatr w żagle jeśli wieje znakomicie
Powoli realizuję to co kiedyś zaplanowałem
Kilku równych ludzi poznałem, nigdy im tego nie zapomnę
Paru zawiodło, urwany kontakt już na dobre
Na nie jednym wypadzie nokaut, a z nim kupa wspomnień
Skromnie sam z matką, wiem, że wierzyłaś we mnie do końca
Proste, dziękuję, z obietnic czas się wywiązać
Wreszcie wierz mi tak długo na to czekałem
Jestem ci to winien, ten krążek to moje życie całe

Tak sam jak długa droga przede mną
Magiczna wajcha czy te drzwi się odemkną?
No przeszedłeś przez próg i co?
Ciągle poznaję kto to Bóg
Z wdzięcznością mu, upływają na Świonach
Zdziczałe lata, od pisania ręcznego przejście
Siedzę w necie, piszę w czatach
I czas ucieka szybko jak godzina w Limanowej
I marzenia żeby dobrze mówić i dupy nie zawracać
I by być i by by być, jest gyt kabanos przy M i C
Nie tandet z SW-CE kiedy musisz żyj, kiedy żyj
Zdarzenia życia , wy-wy-wyr-wy-wy-wyrwą cię ze snu

A kiedyś tylko plac, dom, plac i na chaby
Kieszonkowe w druca na karku jeden cztery
Przyszłość to słowo nie istniało, żadne bariery
Szczery głos, głupoty w głowie coś pozostało
Wiele knifów się przydaje
Na zawsze z trudnością, z młodością się rozstaję
Ale o głowę mądrzejszy, o marzenia lżejszy
Tu z historią życia RanTeWu

Rap szu wciąż po mieście płynie
Ten styl ta miłość nie zginie
Rap szu nigdy nie wiąż z gwiazdami
Z sercem dwa metry pod chodnikami yo
Rap szu stara szkoła wspomina
Pozory mylą, a ten szelest zagina
Powraca, wyrwanych ze snu wybiera
TeWu ile z rap szu

Są dni, są miejsca, które pamiętam do dziś
Zburzona historia, suchy jesienny liść
Skruszona cegła, warta jak perła
Przyciąga gapia, martwa fotografia
Piąta w albumie, początki w niewidocznym tłumie
Na scenie pamiętne pierwsze zbliżenie
To tyle teraz trzaskam co chwilę i duma
Lata praktyki kto kuma
Pewne wiadomości gdzie cziki-cziksy
Co i jak dobre i złe strony
Całkowicie inny świat, lepsza prezentacja
Kobiety i-i-i ubrania, badice, szelest, luz, luz, nic do dodania
Ostatni gong, zmienia się czas, zmienia się krąg
Zmienia się wszystko, zmienia się ekipa która była blisko
Podziały, grupy, co? do dupy, przyjaciele których nie ma aktualnie
Aktualnie, coś w tym jest naturalnie, naturalnie

Nie ma dnia gdy nie myślę o tym
Oldschool czasy, oldschool kłopoty
Kto kogo wciągnął do biznesu dziękówki
Tera spodnie z dresu, kiedyś spuści portki

Znów krok po kroku luŹnego zawodnika
Minimalne szanse, szmal z kieszeni znikał

Czas upływał, koleś wałki zgrywał
Tak jak przed lat paru, rap z pod nocnych barów
Bez umiaru, nie oszczędzając przypału
W studio zaufanym naszych ludzi paru
Wierny mikrofono Tuwaandalo kto to?
(Niewinny, ale, ale) śląski rap słów nie rzucamy w błoto

Rap szu wciąż po mieście płynie
Ten styl ta miłość nie zginie
Rap szu nigdy nie wiąż z gwiazdami
Z sercem dwa metry pod chodnikami yo
Rap szu stara szkoła wspomina
Pozory mylą, a ten szelest zagina
Powraca, wyrwanych ze snu wybiera
TeWu ile z rap szu

Dzień z historią życia RanTeWu
Po dniu, ku zdziwieniu
Dzień, jaki był życiowy start?
Ile jest wart, ile jest wart teraz?

Dzień z historią życia RanTeWu
Po dniu, ku zdziwieniu
Dzień, jaki był życiowy start?
Ile jest wart, ile jest wart teraz?

Dzień z historią życia RanTeWu
Po dniu, ku zdziwieniu
Dzień, jaki był życiowy start?
Ile jest wart, ile jest wart teraz?

Dzień z historią życia RanTeWu
Po dniu, ku zdziwieniu
Dzień, jaki był życiowy start?
Ile jest wart, ile jest wart teraz?
Nie mam recepty na jutro, nie umiem pomóc ludziom
Cholerny samolub, nie wierzę więcej w ludzkość
Nie narzekam, mój świat jest ułożony
Wiem co mam, wiem co chcę, wiem co muszę zrobić
Mam rap, mam koncerty, mam z nich hajs
Mam dom, mam pracę, mam co włożyć do pyska
Mam kilka płyt swoich, niezłą kolekcję cudzych
Mam kilka swoich koników i żaden się nie znudził
Widzisz, żyjąc w takiej Idylli stać mnie
Obserwować życie z boku latając sobie nad miastem
To dla tych co rozumieją tą słów abstrakcję
Nic na siłę, nie chcesz - odłóż w sklepie tą taśmę
Proste, po co słuchać tylko po to
Żeby z rana w Internecie bawić się w młodych gniewnych
Już lepiej, nie wiem, zrób coś z tym hajsem
Idź z dziewczyną na obiad, kup kwiaty matce

Wielu myśli, że raperzy w Polsce...
Myśl, chcesz chętnie przyjadę na koncert
Znajdę czas, mój dzień ma tyle godzin co każdy
Cennych godzin nie tylko dla tej rap gry

Czasami nie mam czasu sam dla siebie
Nie dziw się więc, że nie znajduję czasu dla innych
Nie wiem jak znaleźć te godziny, które znikają
Mam nowe maile, ktoś dzwoni, ludzie za drzwiami czekają
De La Soul miało taki kawałek, pamiętam
Sam mam tak samo, 30 płyt demo w rękach
"Ej ziomek, posłuchaj nas, sprawdź taśmę
nagrywamy od dziesięciu lat siedzimy w rapie"
Fajnie, ale wiesz właśnie biegnę
Mam swoje terminy, by z końcem roku mieć swoją pensję
Telefon, aha wyślesz SMS, nie ma szans na to
Musiałbym mieć fundusz na GSM płatność
"Gwiazdo" co? śmieszne wiesz, myśl tak
Myśl co chcesz ja pojadę w Polskę na koncert gdzieś
Zrozum to i nie planuj żadnej zemsty
Zrozum, mój świat to nie tylko te linijki i wersy

Wielu myśli, że raperzy w Polsce...
Myśl, chcesz chętnie przyjadę na koncert
Znajdę czas, mój dzień ma tyle godzin co każdy
Cennych godzin nie tylko dla tej rap gry

Wielu myśli, że raperzy w Polsce...
Myśl, chcesz chętnie przyjadę na koncert
Znajdę czas, mój dzień ma tyle godzin co każdy
Cennych godzin nie tylko dla tej rap gry
Ref:
Idąc przez życie myślę o tym de facto
co dalej będzie ze mną czy wpadnę w bagno
czy będzie znów ciężko czy będzie łatwo
wiara w samego siebie ten cały reaktor x2
1:
Skromny chłopak nie potrzebuje Rolex zegarka
Mam w zanadrzu de facto a kg majka
zwykłe spodnie, t-shirt, buty nike nie hawajka
Złap ten beat pierdolnij w pucharka
Dla tych co myślą ze mój rap to zwałka
Lepszy hip-hop w uszach a nie w nosie koki działka
Ten beat wznieca ogień rozpala jak podpałka
Przerywam milczenie Wojtas pozdro strzałka
Ref:
Idąc przez życie myślę o tym de facto
co dalej będzie ze mną czy wpadnę w bagno
czy będzie znów ciężko czy będzie łatwo
wiara w samego siebie ten cały reaktor
2:
Działam na swój rachunek a nie jak bloker
Ten cały polski rap biznes jest jak poker
Chce robić to tyle lat jak Joe Cocker
Fu normalny gość de facto a nie blokers
Te życie tutaj trzepie jak Johny Walker
Masz te teksty śpiewaj se bo to karaoke
Ten beat jest kotem jadę pod niego jak szofer
Tak to de facto to przywoła katastrofę
Ref:
Idąc przez życie myślę o tym de facto
co dalej będzie ze mną czy wpadnę w bagno
czy będzie znów ciężko czy będzie łatwo
wiara w samego siebie ten cały reaktor x2
3.
Cofnę się o parę lat wstecz gdy było fajnie
Byłem młodszym łebkiem myślałem nie racjonalnie
Myślałem nienawiść pasuje do mnie idealnie
Ponosiłem tego konsekwencje
Sztuka ulicy hip-hop to dało mi lekcje
Pewne kwestie nie miały wtedy dla mnie znaczenia
Zawiodłem się na innych to dało do myślenia
Nie chcę myśleć tak że mogło być inaczej
Gdy żyłem jak król ty byleś zwykłym pajacem
Zakrapiane życie wódką sexem i whiskaczem
Traciłem zarabiałem potem budziłem się z kacem
To dzisiaj de facto za to wszystko płace tak
Ref:
Idąc przez życie myślę o tym de facto
co dalej będzie ze mną czy wpadnę w bagno
czy będzie znów ciężko czy będzie łatwo
wiara w samego siebie ten cały reaktor x2
(Kajman)
Jesteś piękna, nie dam sobie wmówić że nie
Zostaw niesmak, wiem że to najlepszy dzień
Skarbie przestań, powracać do tych starych chwil
Dotyk co zmieni twoje sny, teraz tylko ja i ty
"Monalizo", namaluję cię jak Vinci
Niech widzą nas, nienawidzą nas, wszystkie dziwki
Szybki seks nie wchodzi w rachubę
Lubię mieć cię tu, a potem przytulić cię czule
To jest motto moje, osobowości "Magika"
Lubię non stop dotykać cię, niech gra muzyka
Ciągle widzę jak słodko oddychasz, wypas
Dla mnie to jest jak kosmos, i wokół cisza
Niejeden dałby się zabić, żeby przez chwile posmakować takiej magii
To nasz przywilej, że dzisiaj jesteśmy sami
Ej dotknij mnie, rękami, ustami w usta

REF.
Dotyk
aaaaaaaa, aaaaaa, aaaa
Dotyk
aaaaaaaa, aaaaaa, aaaa
Dotyk
aaaaaaaa, aaaaaa, aaaa
Dotyk
aaaaaaaa, aaaaaa, aaaa

(blemia)
Dotyk, chwil dotyk
Gdy nie mam sił, ochoty
Patrzyć w tył, na kłopoty
Narkotyk, po którym zapominam
Przeklinam, każdy przykry finał
Kłótni, jesteśmy tylko ludźmi
Wtedy serce jak bryła, mocno dudni
Dotknij mnie, bym mógł się rozluźnić
bez różnic, miłość tylko w marzeniach
Dotknij mnie, dla ich urzeczywistnienia
Dotknij mnie, bym pamiętał ten schemat
Dotknij, daj mi pocałunek słodki
Nawet zwrotki, nie oddadzą namiastki
Uczuć tej jazdy, dotyk wszystko załatwi
Z tobą dzień każdy, cieszy nie martwi
Dokładny, precyzyjny, dotyk prawdy

REF.
Dotyk
aaaaaaaa, aaaaaa, aaaa
Dotyk
aaaaaaaa, aaaaaa, aaaa
Dotyk
aaaaaaaa, aaaaaa, aaaa
Dotyk
aaaaaaaa, aaaaaa, aaaa
Jakoś tak było że się zaczynało lato
Hotel Sheraton apartament na bogato
Ich pięciu melanż sporo drogiej wódki
Trzy dziewiętnastoletnie prostytutki
Razem z kolegami z pracy nowy rozdział w życiu witał
Dziś to nie ważne kto wtedy posypał
Usłyszał ”dawaj jedziesz bez kitu będzie fajnie
Pierwszy raz to można przecież...okazjonalnie”
Tydzień póŹniej w kościele miął swój ślub
Dwa tygodnie póŹniej odwiedził modny klub
Wokół pełno dup clubbing wyższe sfery
Jakoś nudno tak telefon „przywieŹ cztery”
Im więcej wciągał tym bardziej czuł się trendy
Żonie przez pół roku wmawiał że się przeziębił
Zima oddał za bezcen kluczyki do „siódemki”
W lewiŹnie 25 tysięcy do ręki
Minęły dwa lata a on ciągle w sztosie
Z domu wyprowadził się do speluny
Lokalne ćpuny wzięli go pod skrzydło
Dziś na*****la w struny mówi życie mi zbrzydło
Wszyscy wiemy jak się kończą takie scenariusze
Zamrozić rozum znaczy strącić duszę
Dziś rzeczywistość stwarza mylne pozory
Nigdy nie da ci fory jeśli nie nabierzesz pokory

Czasem szukając wrażeń możemy dotknąć dna
Ilu z nas to wie, ilu z nas to zna

Słabo go znalem ale wiedziałem który
Chodził na osiedlu do kolektury
Kawał chłopa i kafar z postury
Do awantury był zawsze skory
Zagra crime story w wersji po polsku
Okropnie męczył kociarstwo w wojsku
Chcąc przed dziewczyną popisać się męstwem
Pobił staruszka ze szczególnym okrucieństwem
Nie lubił zwierząt i nad nimi się znęcał
Gardził ludŹmi których dotknęła nędza
Na boisku podstawił nogę kalece
Mówił on nie jest wart nas przecież
Tej niedzieli wsiadł pijany za kółko
Chwaląc się głośno nową komórką
Wypadek przez alkoholu nadużycie
Odbierając przy tym dwóm osobom życie
Trwałe kalectwo i na wózku jeŹdzi
Ile jest historii podobnej treści
Wszystko jest dobrze ale jeśli tylko
Decyzja twoja nie będzie pomyłką
A co tam w uchu, a co tam w oku?
A tu i tam, nic tylko spokój.
Jak dobrze, że mam też Ciebie.
I jakie cudo, i nie jest nudno.
I bloki nie są już wcale szare,
są różowe, jak majtki obesrane.
I całą noc i cały ranek,
machaj się nogą i kręć się ręką.
I tu się zgina, ją trzymam.
I jest zdrowo.
I teraz... tańcz, a moje ziółko.
Tańcz, a moje ziółko.
Tańcz, a moje ziółko.. ziółko, a moje ziółko.
Tańcz, me uwielbienie, me ugłaskanie,
Nic się nie zdarzy, nic się nie stanie.
Bo nic nie trzeba nam tutaj więcej.
Wykręcę nogę, odkręcisz ręce.
I pięknie w sukni, i pięknie bez.

Ha, ha.

Tańcz, moje ziółko.
Tańcz, a moje ziółko.
Tańcz, a moje ziółko.
Tańcz, a moje ziółko.
Aaa, aa, aa. Aaa, aa, aa.
Aaa, aa, aa. Aaa, aa, aa.

Tańcz.. (tańcz, tańcz.. ha,ha) Tańcz.. (tańcz, tańcz.. ha,ha)

I.. nie przeszkadzaj. I co się wtrącasz?
Więc, weź się weź, nie interesuj.
Wypij to mleko i się odstresuj.
I zrób tu miejsce, na moje ziółko,
co teraz tańczy, je moczku równo.
Prawie jak siatka na zimnym wietrze.

Tańcz... moje ziółko.
Tańcz... moje ziółko.
Aaa, aa, aa. Aaa, aa, aa.
Aaa, aa, aa. Aaa, aa, aa.
Ha, ha. Ha, ha. Ha, ha. Ha, ha.

Moo-oje zióó-łko.. tańcz.
kręć się kręć się kręć się jak jakiś film
kręć się kręć się kręć się w planach na następne dni
kręć się kręć się kręć się jak jakiś film
kręć się kręć się kręć się w planach na następne dni
dni dni dni dni dni dni
ej kręć się kręć się kręć się jak jakiś film
kręć się kręć się kręć się kręć się (ej kręć się) a
1 2 3 a b c moje piórko kręć się wokół mnie
tak jak ja kręcę się jak orbita
ta zależność grubą nicią szyta jest
kręć się ja mam rękę ręce dwie
którymi kręcę gdy najdzie mnie
ochota na małe bach bach bach bach bach
kręć sie ale nie kręć proszę tylko nie kręć mi tu
bo od kręcenia wyrzuty sumienia
jak na skórze wyrzód
więc kręć się jak bączek na błazerii
kręć się jak losy na loterii
gdzie można wygrać sobie coś
kręć się wokół wokół mnie
moja pani jak lolek się kręci
albo jak ktoś kto dał sobie w banie
kręć się jak kółko w kółko w stanie kręcenia mej osoby skromnej
ej kręćmy się wokół siebie ja do ciebie ty do mnie
aż nieprzytomnie bach na ziemie bach bach
kręć się (no) kręć się jak jakiś film
(kręć się) kręć się kręć się jak jakiś film
kręć się kręć się kręć się (ej kręć się)
kręć się kręć się kręć się
ty pójdziesz na film ja pójdę na film
ja pójdę tam ty pójdziesz tam
kręcę się więc ty też się kręć
kręćmy się jak ćmy koło lampy
gdzie ja tam ty
kręć sie jak giganty blanty albo jak w aparacie klisza
cisza grobowa ty się gdzieś schowasz i się nie kręcisz wcale
jak palec sam wtedy wołam
kręć się kręć się ej kręć się
kręć się kręć sie jak jakiś film
kręć się kręć się kręć się w planach na następne dni dni dni dni ej
MAG::
Ej panowie.. chyba każdy z was wie
Bez telewizji można, telewizora nie
Kiedy dzień powszedni jak chleb na kawałki cię tnie
Czas na wieczorynki, bajki, muminki
Słodkie jak landrynki, mandarynki
To nowiny są tu, nie nowinki
A było to tak: minęło z 6 lat
Ten telewizor zdobyłem bez rat
Dzisiaj grad, bez telewizora, za oknem padał
Zajebiście się nadał, bo ogólnie gadał
Co miał w programie, gdzie tam panie przekłamanie
Na kolację, obiad, czy śniadanie
Na zawołanie, na prawdziwej spontanie
No tak tak.. kochanie, na łba połamanie
Zielonego pojęcia.. co się stanie
Tanie części, czy nie, zaniedbanie?
To to, części tanie, a nie zaniedbanie,
To rozczarowanie, to niedowierzanie
Niby było wszystko OK. .. ta
Kumasz, telewizor? Fatalne rozdanie
Zakłócenia z atmosfery, szmery, bajery,
Sranie w banię, pierdolenie na scenie
Myśl, ten nabytek to nieporozumienie
Przyzwyczajenie, zobowiązanie
Dla dzieciaka niech bajki ma, ma na ekranie
Filip, bieda.. rady tu nie da nikt
telewizor się nie bał, zjebał się w mig
chciałem naprawić, lecz się nie dał i znikł
i znikły jego wewnętrzne atuty,
samo opakowanie, w środku pusty, zepsuty
stukam, telewizor, sygnał nie dociera,
wypierdolić, w pizdu i cholera
tera problem z głowy, nie ugotowany, a gotowy
wyjebałem stary, a nabyłem nowy
ten, kto wie, jak moi wrogowie, to powie
telewizory robią z głowy jajo panowie
mimo to znów na wizji pochłonięty w telewizji
M A G I K kontra hipokryzji

M A G I K kontra hipokryzji
M A G I K kontra hipokryzji
Słuchajcie kobiety, może nazwiecie to schizą
Lubię dobrą telewizję, miałem ten..... telewizor
To z życia epizod.. jak telewizor? Tak, to epizod..
Słuchajcie kobiety, może nazwiecie to schizą
Lubię dobrą telewizję, miałem ten..... telewizor
To z życia epizod.. jak telewizor? Tak, to epizod..
Tak, to epizod..
Kobiety.. telewizor.. kobiety.. telewizor..
To z życia epizod
I słuchajcie kobiety, może nazwiecie to schizą
Lubię dobrą telewizję, miałem ten.. telewizor
To z życia epizod.. jak telewizor? Tak, to epizod..
Słuchajcie kobiety, może nazwiecie to schizą
Lubię dobrą telewizję, miałem ten.. telewizor
To z życia epizod.. jak telewizor? Tak, to epizod..
[Fu]
Bądź lojalny wobec siebie samego
Walcz, walcz, walcz do upadłego
Nie będąc obojętnym dla każdego
Żeby nikogo nie zrównać z błotem
Poczuć wolność i dalej galopem
Idąc dalej przez miasto złote
Gdzie ludzkie marzenia (ta) teraz gasną
Niszczyć trzeba niepowodzeń pasmo
By walczyć słowem do końca swoich dni
Czy jesteś w stanie to udowodnić?
I wiedzieć jak to uwiarygodnić?
Chce iść swoją drogą żeby nie zabłądzić

[Pono]
Przelewasz swe myśli na papier
I idzie to w eter, tak walczy się rapem
Ja walczyć przestałem
Już nie mam z czym walczyć, sam z sobą wygrałem
Od teraz rozsądek
Niech tworzy porządek i niech to będzie początek
Koniec wojen, koniec walk, koniec rozlewu krwi
Zamień strach na śmiech i żyj

[ref.]
[Daab]
Walcz, walcz, walcz
Twój bunt przewyższy nawet Bogów gniew
Walcz, walcz, walcz
Do końca dni
Walcz, walcz, walcz
Choć Twoją bronią będzie tylko śpiew
Walcz, walcz, walcz
Ze strachem swym

[Bas Tajpan]
Tu upadłe rewolucje, ale bunt pozostał
Babilonu system robi bez względu na koszta
Wśród tylu postaw liczy się tylko jedna
Zawsze być sobą, walka o to uszlachetnia
Bo sukces to determinacja
Dużo siły gdy dławi nas frustracja
Bo sukces to ciężka praca
Już wiem, z dobrej drogi się nie zawraca

[Pono]
Rozpierdalam system pomysłem i nie namawiam
Ja tylko swoją rzeczywistość Wam przedstawiam
U mnie jest fajnie u mnie jest w porządku
Teraz powiedz co u Ciebie, zacznij od początku
Walcz ze swoim samopoczuciem
Walcz, walcz bo od tego nie da się uciec
Walcz bo to ciągnie się jak rzeka
Walcz, nie uciekaj, to przekaz z daleka

[ref.]
[Daab]
Walcz, walcz, walcz
Twój bunt przewyższy nawet Bogów gniew
Walcz, walcz, walcz
Do końca dni
Walcz, walcz, walcz
Choć Twoją bronią będzie tylko śpiew
Walcz, walcz, walcz
Ze strachem swym

[Fu]
Kochasz życie gdy słodki ma smak
Kochasz gdy wszystko jest Va Bank
Przesłanie z daleka jak słodki mak
Jak słońca blask opala Twoją twarz
Przesłanie z daleka ma Ciebie przekonać
Żeby walczyć tak, nie trzeba cudu dokonać
Zabij w sobie strach bo świat jest chory
Otwórz z własnej woli puszkę Pandory
Pokaż sobie, że jesteś czegoś wart
Każde słowo wroga zamieniaj w żart
Przesłanie z daleka to cud i rarytas
Poczuj to, sto procent Veritas, ta

[Bas Tajpan]
A przesłanie z daleka brzmi: nie poddawaj się
Zawsze ma sens by spełniać swój sen
na całe szczęście jest siła która wspiera
Silesia, aj, Dża

[ref.]
[Daab]
Walcz, walcz, walcz
Twój bunt przewyższy nawet Bogów gniew
Walcz, walcz, walcz
Do końca dni
Walcz, walcz, walcz
Choć Twoją bronią będzie tylko śpiew
Walcz, walcz, walcz
Ze strachem swym
[Ruf]
Jeden dla soli, dwa bierze pieprz, jeb majeranek stary sypiesz co jest, wyprać z przypraw smak tych miejsc?

[Lil]

Ref.:
O nie! Znowu skończyłeś się,
nie ma ciebie już siódmy dzień,
reszta przypraw odeszła w cień,
gdzie mam szukać cię gdzie? x2

Od dziś słodzik wchodzi do mody
Bez cukru słodycz bo cukier szkodzi
Oby do mnie to nie doszło
Chcę mieć odtąd dotąd słodko
Chcę go zjadać, łykać, mieszać, kruszyć, sypać
Mi nie styka tego króla wszystkich przypraw
Witaj w moich słodkich progach
Dzisiaj nie mam go jak okap doda
Gorzka kawa i herbata
Gorzko mi więc cukrem nakarm
Gorzka jest cukrowa wata
Rozpierdala mnie jak napalm
Słódź mi, mów mi bejbe jesteś słodka
Mejbe lejter lepiej dam się poznać

Ref.:
O nie! Znowu skończyłeś się,
nie ma ciebie już siódmy dzień,
reszta przypraw odeszła w cień,
gdzie mam szukać cię gdzie? x2

[Ruf]
Będzie słodko słodko, posypię cukier
Potem dosypię lukier na twoim udzie, uwierz
Potem zostanie tylko twoja słodka mina
Bo w rymach jestem słodki jak landryna
Ej, wpadasz na replay w piątek bomba, bo
Nie jesteś gorzka jak kalafonia
Bajaderki, babki, kurwa wszystko wpiżdżam
Cukier? to najlepszy afrodyzjak
Ja aż ledwo zipię zipię zipię zipię zipię
Tak cukier sypię sypię sypię sypię i
Uskuteczniam tylko trueschool w łóżku
Kiedy mam garście brązowego cukru u stóp
I cukier sypię nawet na stypie typie
Zapamiętaj smak tych sześciu liter
Uff, sypnąłbym nawet teraz chętnie
Znów go zabrakło, wiedziałem że tak będzie

Ref.:
O nie! Znowu skończyłeś się,
nie ma ciebie już siódmy dzień,
reszta przypraw odeszła w cień,
gdzie mam szukać cię gdzie? x3
nie ma cukru, nie ma nie ma cukru [nie ma cukru] x3
nie ma cukru tu znów
uu
[x2]
Tak tu jest ziomek, tak tu jest chłopie
Zamiast kruszyć kopie, tu pali się konopie
Zamiast wylewać za kołnierz, tu pije się zdrowie

Witaj w domu ziomuś, witaj w Polsce

Tak tu jest ziomek, tak tu jest dzień za dniem
A nie dzisiaj wyszło słońce a wczoraj padał deszcz
Wiesz, dzisiaj mam farta, wczoraj pękła bańka
Szybko nie ma tych co bujają się jak Wańka Wstańka
Tutaj dziwki na kolankach, w kiblach, podstawówkach
Dzisiaj mają kreski w nosach, wczoraj oczy w kreskówkach
Może chciała być barbie i mieć swojego superman'a
Marzenia prysły, a na cyckach zostało tylko S jak Sperma

Z platynowego blondu zostały tylko odrosty
A z Magdą na wakacjach
buraki z biedronki
Rodzimy się dobrzy a zdychamy źli
A co powiesz o dzieciakach, które rodzą się już z HIV
Ty, nie oceniaj nas i miejsc skąd jesteśmy
Bo znam ćpunów z najładniejszych warszawskich osiedli
Z najlepszych rodzin i z najdroższych szkół

Wszyscy jesteśmy dobrzy, ale tylko pół na pół

[x2]
Tak tu jest ziomek, tak tu jest chłopie
Zamiast kruszyć kopie, tu pali się konopie
Zamiast wylewać za kołnierz, tu pije się zdrowie
Witaj w domu ziomuś, witaj w Polsce

Tak tu jest ziomek, weź się rozejrzyj, weź się rozejrz
Piana na dwa palce, na każdej ławce smakuje dobrze
Tu joint o każdej porze dla niektórych jak modlitwa
Mówisz o nich ćpuny dla nich to religia
My mamy ciuchy świeże jak owoce w Indiach
Jesteś w szponach melanżu i chciałbyś się stąd wyrwać
Tu nienormalne jest normalne i dokładnie na odwrót
Chcesz stąd uciec, ty musisz mieć powód
Bo rzucasz wszystko, a zaraz wraca jak bumerang
Nie odetniesz się jak pępowiny, musisz wybierać
Czy iść na melanż, czy nie iść na ten melanż
Możesz myśleć, ale decyzje masz w genach
Ty chciałbyś widzieć świat przez różowe okulary
Tu każdy gra
w butelkę, tylko nie na żarty
pensje są jak humor raz są, raz ich nie ma
Oprócz błękitnego nieba nie chcę nic

[x4]
Tak tu jest ziomek, tak tu jest chłopie
Zamiast kruszyć kopie, tu pali się konopie
Zamiast wylewać za kołnierz, tu pije się zdrowie
Witaj w domu ziomuś, witaj w Polsce
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo