Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Jednorazowo dzieciak traci to coś czego nie zmieni czas
Jak lekarz tnie mu twarz, skalpelem jeden raz
Ten dzieciak chciał by on się dowiedział jak
Tym jednym cięciem już na zawsze mu zmienił świat
Raz siada za kółkiem typ co deprechę ma
Trzy we krwi, zamyka drzwi, wciska do dechy gaz
Jeden raz zostawia tylko na drzewie ślad
Jak czuję się ta co go zdradziła - nie wiem jak
Jeden raz Adamowi, Ewie ten eden zgasł
Nie uczymy się na ich błędach, one siedzą w nas
Śledzą nas, czekają aż sumienia zjedzą nas
Jeden raz, tracimy tych, którzy wierzą w nas
Kobiety te jak masz jednorazowo na seks
Może ten jeden raz lekarz Ci powie to AIDS
Raz gumy nie włożysz i ej to jest koniec
Game Over, nie włączysz ziomek już play
Jednorazowo powiesz mi, że
Nic nie czujesz mimo, że byliśmy na dobre i złe
Może jak odejdziesz, padnę na glebę
Raz na niebie, poszukam w konstelacjach ciebie
Jednorazowo powiesz mi, że
Nic nie czujesz mimo że byliśmy na dobre i złe
Może jak odejdziesz padnę na glebę
I raz na niebie, poszukam w konstelacjach ciebie
Jednorazowo

REF:

Tak, tak ten jedyny raz
Strach zajrzał ci prosto w twarz
Przekreślając twe marzenia
Rzeczywistość czasem wszystko zmienia
Tak, tak, to był tylko raz
A zostawił głęboki ślad
I na zawsze pozostanie
W sercu ból, w duszy rozczarowanie
Eee, co jest? Razem wspieramy ten projekt
To nie wyścig zbrojeń, płonie czysty ogień
Wobec bystrych co dzień człowiek, jestem szczery
E kapuś szeryf, widzisz, skromnie żyjemy
Kiedyś, już nie istnieje kiedyś, poszło jak setka
U młodzieży wychowanej na tabletkach
Przedsiębiorstwa central, dziś 3 lata pierdla
Za skręta, pętak pęka, nienawiści łańcuch
U dyżurnych co się nigdy nie pierdolą w tańcu
Stoję na przystanku, lookam, mnie może tak,
Ale siebie nie oszukasz, fakt w mózgu luka
Ja wolę się nastukać - no to pal
Eee, rozsądni, za pieniądze jak niewolnik
Tym światem rządzi wąglik i w dupie ma co sądzi
Dobry ziom, zły skurwysyn, czy babka
Co połowę życia zgubiła na jarmarkach
Jeszcze brakowało nas tam, widzisz jesteśmy
Pirat goni pirat, tak giną nasze dziengi
Za kurestwo dzięki, wykaż profit,
Za który wypisuję kolejny cienkopis
Opić sukces, wiem, tak będzie dla nas może wkrótce
Sztama w Łódce, tu się urodziłem
I tu chcę umrzeć, już mówiłem,
Na techniksach, rap apokalipsa, to na tyle...

Ref.
Kiedyś wszystko znajdzie cel tu, zobaczysz
Świat sam ci wytłumaczy, sens autobiografii
Bałuty welcome to, Bałuty welcome to...

Kiedyś wszystko znajdzie cel tu, zobaczysz
Świat sam ci wytłumaczy, sens autobiografii
Bałuty welcome to, Bałuty welcome to...

Dosyć obietnic, to nie sejmowa urna
O tym jacy politycy są wie byle gówniarz
Wont, dwie chwile spóźnia stąd
Już nie gadam o kurwach, stop
O tym ci nie zaśpiewa Budka what
W herbie łódka, tok kojarzeń, kres to
Choć nie każdy wąs jest od razu sugestią
Wąż w portfelu bo kiepsko,
A pomyśl ilu jest tych, co tylko w stołek pierdzą
Podwójne drzwi z Gerdą, hałas awantury tłumi
To krzyk dumy, skrzywionej jak Kubizm, płonie helen,
Heroina, braun, zwał, w cholerę, w kurwę idź z tym
Ćpał to niejeden, pierdolone pizdy z żyłami jak sedes
Co na to Kropiewnicki, czci swój PG 507
Nie def ziom, muzyka to sensey, popuść fantazji lejce
Ej, te miejsce jest nasze, rap tu zaszedł
Od nielegalnych kaset, to styl luźny jak baset
Idź, tam gdzie mędrcy, szukaj głupich
Taki jaki świat jest, takie są Bałuty,
Taki jaki świat jest, takie są Bałuty

Ref.
Kiedyś wszystko znajdzie cel tu, zobaczysz
Świat sam ci wytłumaczy, sens autobiografii
Bałuty welcome to, Bałuty welcome to...

Kiedyś wszystko znajdzie cel tu, zobaczysz
Świat sam ci wytłumaczy, sens autobiografii
Bałuty welcome to, Bałuty welcome to...

Nie mów o kabzie, bo to nie rap made in Harlem
Tu czas przemija z wiatrem, to wiatr chłodzi palce,
Wycieczka na parter, życie czka jak Malger
Chcesz poznać tą branżę, przegrywa ten co zadrze
Raz, prawdę zna niby ogół, od przyjaciół, wrogów
Witaj, to do piekła pobór
Chuj danemu słowu, tu się kradnie w bagnie
Brak barier, bajzel ulic, sępy, muły
To owoc naszej kuli, trzymam się swoich ludzi,
Nie ma co wróżyć, to jak dla ćpunów detoks
Rap, miasta felieton, tam gdzie szary beton
I ciągły zapierdol z miesiąca na miesiąc
Głośniki w oknach, przeciąg kontra konta,
O których pomarzyć tylko można,
O tym ci powie woźna, eee, masz chwilę,
Zawód jubiler, hobby diler
Tak płynie bałucki thriller...

Ref.
Kiedyś wszystko znajdzie cel tu, zobaczysz
Świat sam ci wytłumaczy, sens autobiografii
Bałuty welcome to, Bałuty welcome to...

Kiedyś wszystko znajdzie cel tu, zobaczysz
Świat sam ci wytłumaczy, sens autobiografii
Bałuty welcome to, Bałuty welcome to...

Kiedyś wszystko znajdzie cel tu, zobaczysz
Świat sam ci wytłumaczy, sens autobiografii
Bałuty... Bałuty... Bałuty welcome to...

Kiedyś wszystko znajdzie cel tu, zobaczysz
Świat sam ci wytłumaczy, sens autobiografii...
[Tede]
Wielkie Joł!

Jestem graczem - mam na to pięć wytłumaczeń
Pięć szans wy tu macie na to że to wykumacie
Ramion pięć gwiazd mam a na nich lacze
W moim X5 w automacie, raczej
I mam pięć par Nike'ów po pięć paczek nówek
Pięć koszulek PLNY, pięć New Er,
Ty masz Iphone 5, ja na pięć numer
Kopsnę mu pięć na wódę, bo jest żulem
Jedno piętro wejdź - jeszcze pięć w górę
W rapie znam pięć kurew, pieść rurę
Przybijają pięć z bólem, pięć z Królem
Nie chcę spięć więc wypierdalaj z tym tytułem
Z magazynka wyjmuję pięć kulek
Russian Roulette, graczy morduję
Pięć minut mi nie starczy, chcę nieskończoność mieć
Wysoko noszę czoło, pięć, bang

[Tede]
I robię rap tu na obiekcie, chujuuu

+48 - salut
Wożę się pomału, wożę się pomału
Mam pięć gwiazdek jak pierdolony Sheraton
Ziomy mają jazdę, ich powoli zżera to
Pięć ton TNT wchodzi tu na jeden wers
W rapgrze Gra o Tron, mówią "Joł, Tede, pięć"
Minati jest po "Księdze Eli"
Jeżeli robię PLNY mam pięć portfeli
To ma sens kleisz - rap ma pięć den
Pięć palców mam i starczy jeden pierścień
Pierwsze pięć wchodzi gratis
Po pierwsze jest taki zapis, po drugie to Elliminati
Za pięć do paki, czy pięć do paki
Szybkie chłopaki wiedzą co to pięciopaki
W spodniach baggy, z pięścią baki
Grassu garścią, sprawdź to

Kolekcjoner punktów, plus pięć do szacunku
Pięć zdjęć, pięć autografów, pięć kultur
Pięć tematów dla buntu i ta chęć
Przynajmniej mieć pięć zer na rachunku chcę
Pocałuj mnie... w pięć liter
Gural - pięć, Sheller - pięć Sitek - pięć, jedź z bitem
Więc pięć zbite, za mną pięć bitew
I tę z samym sobą wygrywam, dalej idę
Pięć dziwek nagrywa mnie spod sceny
Dziwki są chciwe, chcą PLNY mieć
Pięć razy przemyśl, pięć za i przeciw
I pięć razy analizuj każdy wers
Pięć serc zdobyte co pięć sekund w pięć miechów
Pamiętaj, wydech tylko jeden - na pięć wdechów
"Pięć" remix, pięknie to pękło
Piekło, Wielkie Szpadyzo-Bang Joł
Słowa rzucone na wiatr nie potrafią ciebie zranić
W odróżnieniu od punchy w połączeniu z ciosami
Celnie wypunktowany, wyliczony, tak odpadniesz
A ta cała twoja płyta? Wszystko przeminęło z wiatrem!

Po pierwsze zadać kłam, odpowiada fakt za faktem
Po drugie na dokładkę wytknę twoje wady bardziej
Po trzecie każdą wpadkę bez manipulacji, prawdę
Przedstawię słuchaczowi żeby wziął to na poważnie
Skrytykować cię otwarcie jest za co to po czwarte
Po piąte to już spadłeś z list przebojów, tobą gardzę
Szóste ze sprzedażą siadłeś, notowania nadal marne
Bo nagrywasz na odpierdol, płyty schematy banalne
Po siódme to nie kradnę twoich beatów i pomysłów
Po ósme jeszcze w trakcie beefu dostaniesz po pysku
A dziewiąte masz za wszystko od ludzi tysiące gwizdów
Teraz przyjmij to jak facet zanim się zawiniesz w pizdu
Przyszedł czas na chwilę prawdy człowiek to po dziesiąte
Że najlepszy album jaki nagrał to jest ten o mnie
Czego byś nie zdobył nie wybrniesz, czas cie dobić
Miałeś czas by się bronić nic żeś kurwo nie zrobił
Pseudo ziomie moich fanów nie nakarmisz farmazonem
A twoi w czasie beefu wciąż przechodzą na mą stronę
Przynajmniej raz w tygodniu pener bywa twoim mieście
Czy nie masz wyobraźni? Chcesz odwiedzę cię czym prędzej
Weź się tak nie spinaj, bo ci żyłka w dupie pęknie
Zresztą co za różnica, dupsko przecież masz pęknięte
Ciężko to przełkniesz, Mister Bełkot, znów cię wnerwię
Pracuj nad dykcją, bo bełkoczesz tylko biednie
I powiem ci jeszcze to przestało być śmieszne
Do kogo kierujesz te gnioty? Błazen jesteś
Tracę czas i energię, a ty prawdy nie chcesz przyjąć
Do wiadomości, jest po tobie, to nie dowcip
Bo przegrywać trzeba umieć, ty nie wiesz? Wciąż przegrywasz
Twoje popaprane życie przegrana się nazywa
I próbujesz się wyżywać za to, że dali ci w skórę
Że musiałeś zdać maturę, a i tak jesteś dureń
I stanęli za mną murem wszyscy ci ludzie poważni
Reprezentanci biedy i reprezentanci branży
Ty dalej rób kawałki dla gimnazjum, tam żeś ważny
Pojebało ci się we łbie, weź to zrozum, myśleć zacznij

Słowa rzucone na wiatr nie potrafią ciebie zranić
W odróżnieniu od punchy w połączeniu z ciosami
Celnie wypunktowany, wyliczony, tak odpadniesz
A ta cała twoja płyta? Wszystko przeminęło z wiatrem!
[Konradziwo/Ede]
tak piękny dzień zaczynam puszkiem, duszkiem,
z Edziem spijam piwko
daj wychillować się dzisiaj, weź nie bądź terrorystą
za rogiem bistro, gdy na szamę ostra wkrętka
grube lolo, ubuchany, marzy mi się siesta
na ten stan palestra odpala gruby bal
Ede, Konradziwo, Estajla i Jamal
kojarzysz Hau Haj, szykujemy nowy skandal
fatal, wandal, my to alko, narko, banda
u nas to już standard, ziom najwyższa ranga
jedziemy grubo, drugi weekend, polewaj barmanka
kosmiczny balet mam tam gdzie halny poniesie
zawijaj lolka brat nam na ostatnim OeSie
wieść się niesie, że kolesie palą janka
trzeci weekend, czwarty weekend, polewaj barmanka
zapal blanta, szklanka w górę, grubo kolo
gruby bal, gruby szmal z nami grube lolo

Ref.
czy z puchy, czy z lufy, z gibla pojara
trzy buchy i głuchy? i gra gitara
jaram gibraltara mała
jarzysz? smażysz? nie? to nara
zimne piwko, fifka i zioło
pięknie wszystko, dziś na wesoło
grube lolo skręcam, jaram mała
jarzysz? smażysz? nie? to nara

[Poszwixxx/Bezczel]
na koncertach z sokiem rum, ogień, skanduje tłum
czasem zainteresowanie spada do minimum
tigri bum jak nawijał Scyzoryk za małolata
to był mój faworyt jarzy się jak meteoryt, ogień i skurcz
otwieram samarę z towarem, palę sobie gras (gras)
zapalarę z żarem walę dwa buchy na raz (raz)
w zielone gram z ziomem zielonego gram mam
po tym gównie taki flow że aż kurwa boję się sam
jaramy z bonga wygrzewka wali w sagan
w chuj bałagan nazajutrz zostawiam
torebka pękła po gibsztylu na łebka, od święta smali
za zimne piwo płacę jak za prezydenta somali
chodź twoje zwoje mózgowe nie wyrabiają za tym
rymy dwoje, troję, wszystkim co kręcą, jarają baty
znają tematy a Ty jeśli jesteś z nami to brawo
jaramy tonami i na kilogramy bo sami stwarzamy se prawo

Ref.
czy z puchy, czy z lufy, z gibla pojara
trzy buchy i głuchy? i gra gitara
jaram gibraltara mała
jarzysz? smażysz? nie? to nara
zimne piwko, fifka i zioło
pięknie wszystko, dziś na wesoło
grube lolo skręcam, jaram mała
jarzysz? smażysz? nie? to nara

[Bezczel/Ede]
jestem już tak upizgany że nie wiem o co kaman
nie ma to jak na gastro kebaby późno nocą, szama
walę bucha i odwiedzam całodobowe bistro
pani za ladą słucha chodź nie wygląda na bystrą
dawaj mięso z barana i ostry sos
wiadomość o tym, że nie ma zbija fazę jak prosty cios
uuuuuu, o kurwa jakie zbicie
to poproszę zimne piwko na rysę pani zapisze w zeszycie
i sypie się życie gdy nie ma baraniny
o kurwa co teraz będzie, Michaś co teraz robimy?
rozkminimy piwko, spalmy spliffa
wiem chodź blisko mam wszystko co nam trzeba dzisiaj
piwko, weź szybko bierz taxi i chodźmy już z stąd
tylko gdzie? Brooklyn! choć to nie Nowy York
placki pierwszy sort, yo, najlepsze w mieście
możemy pić i palić, F do A, nareszcie

Ref.
czy z puchy, czy z lufy, z gibla pojara
trzy buchy i głuchy? i gra gitara
jaram gibraltara mała
jarzysz? smażysz? nie? to nara
zimne piwko, fifka i zioło
pięknie wszystko, dziś na wesoło
grube lolo skręcam, jaram mała
jarzysz? smażysz? nie? to nara
Robię to, robię tamto
czasu spuszczam manto
klimacik ala esperanto
robię, co chcę
skąd ja znam to
otwieram piwko
wykwintnie jak kwinto
ze mną lala ala Paris Hilton
blond niunia piękna nimfo
zróbmy dziś to
to co chcemy
ja daje ci swobodę
przecież się dobrze rozumiemy
ściemy odstaw, kurwa, na bok
teraz tańczysz tutaj tu przy lustrze żwawo
teraz trochę lodu wrzucę ci za majteczki
widzę: stwardniały ci już teraz suteczki
daj wszystko z siebie dla tej pioseneczki
lubisz takich jak ja, to krótka piłka
wiem, pewnie sport, aktywność, siłka
ej, chwilka, chcę mieć z tobą synka
ej, niuńka, co jest? co to za minka?
nie złość się, mówię tak przenośnie, małolata
musi być kontakt, alko, który figle płata
i tak ma być
teraz dla mnie zatańcz
nie przejdzie ci to płazem, nie, nie ma bata
i tak ma być, słońce, wszystko w całość się splata

Refren:
Gdy cię nie ma, to mijają nudne dni
gdy będę z tobą, chyba nie odmówisz mi
nie zamienię za żaden smak tych chwil
waniliowy smak, smak słodkich win..

Pot waniliowy spływa po twojej dłoni
zapach wanilii przy twojej skroni
spokojnie, powoli, czas przecież nie goni
ty mnie znasz, ja ciebie znam
ty w głównej roli
myślę sobie, kurwa, już nie mogę
relaks zarzucam, jakbym ćwiczył jogę
od twoich oczu przez usta do samej brody
smak twojej śliny jak waniliowe lody
słodkie oczy, blask przezroczystej wody
czas na polowanie, zajebiste gody
jeszcze więcej do głowy sody
gdy czuje twoją potrzebę, ta, wtedy nadchodzę
uruchamiam wyobraźni wodze
jem słodkie winogrona z twoich ust
oczy zerkają na twój zajebisty biust
taki owoc kusi, pożeram go okiem
wypluwam pestkę, popijam sokiem
chrupiące ciasteczko z wilgotnym obłokiem
zapach wanilii uruchamia zmysły węchu
czuje ten zapach twoich waniliowych perfum

Refren:
Gdy cię nie ma, to mijają nudne dni
gdy będę z tobą, chyba nie odmówisz mi
nie zamienię za żaden smak tych chwil
waniliowy smak, smak słodkich win..

Wchodzę do domu, kurwa, nie zastałem cię
zapach wanilii w pokoju rozpływa się
czuję niedosyt, przesyt, łapię za zeszyt
piszę do ciebie kawał dobrego tekstu
ej, lady, lady, ta, weź to stestuj
co się ze mną dzieje, mowię jejku..
nikt tego nie wie
teraz dzwonię do ciebie
siemasz mordko
(kochanie, tęsknię za tobą, przyjedź do mnie)
Chciałbym, żebyś była tu jak najszybciej
kupiłem szampana, słodkie wiśnie
dziś liczysz się tylko ty, oczywiście
podbij do domu, będzie zajebiście
wiesz, jak jest, odbieramy na tych samych falach
wspólna jazda w naszym stylu zadowala nas
to o tym nawijam, że mamy wspólną pasję
tu nie wchodzą w rachubę te niemieckie akcje
ty dobrze wiesz i ja wiem, na czym stoję
więc szach na temat, dalej róbmy swoje
taki temat daje dużo do myślenia
dobra słuchaj teraz, co mam do powiedzenia!

ref:
Gdy cię nie ma, to mijają nudne dni
gdy będę z tobą, chyba nie odmówisz mi
nie zamienię za żaden smak tych chwil
waniliowy smak, smak słodkich win..
kręć się kręć się kręć się jak jakiś film
kręć się kręć się kręć się w planach na następne dni
kręć się kręć się kręć się jak jakiś film
kręć się kręć się kręć się w planach na następne dni
dni dni dni dni dni dni
ej kręć się kręć się kręć się jak jakiś film
kręć się kręć się kręć się kręć się (ej kręć się) a
1 2 3 a b c moje piórko kręć się wokół mnie
tak jak ja kręcę się jak orbita
ta zależność grubą nicią szyta jest
kręć się ja mam rękę ręce dwie
którymi kręcę gdy najdzie mnie
ochota na małe bach bach bach bach bach
kręć sie ale nie kręć proszę tylko nie kręć mi tu
bo od kręcenia wyrzuty sumienia
jak na skórze wyrzód
więc kręć się jak bączek na błazerii
kręć się jak losy na loterii
gdzie można wygrać sobie coś
kręć się wokół wokół mnie
moja pani jak lolek się kręci
albo jak ktoś kto dał sobie w banie
kręć się jak kółko w kółko w stanie kręcenia mej osoby skromnej
ej kręćmy się wokół siebie ja do ciebie ty do mnie
aż nieprzytomnie bach na ziemie bach bach
kręć się (no) kręć się jak jakiś film
(kręć się) kręć się kręć się jak jakiś film
kręć się kręć się kręć się (ej kręć się)
kręć się kręć się kręć się
ty pójdziesz na film ja pójdę na film
ja pójdę tam ty pójdziesz tam
kręcę się więc ty też się kręć
kręćmy się jak ćmy koło lampy
gdzie ja tam ty
kręć sie jak giganty blanty albo jak w aparacie klisza
cisza grobowa ty się gdzieś schowasz i się nie kręcisz wcale
jak palec sam wtedy wołam
kręć się kręć się ej kręć się
kręć się kręć sie jak jakiś film
kręć się kręć się kręć się w planach na następne dni dni dni dni ej
[x2]
Tak tu jest ziomek, tak tu jest chłopie
Zamiast kruszyć kopie, tu pali się konopie
Zamiast wylewać za kołnierz, tu pije się zdrowie

Witaj w domu ziomuś, witaj w Polsce

Tak tu jest ziomek, tak tu jest dzień za dniem
A nie dzisiaj wyszło słońce a wczoraj padał deszcz
Wiesz, dzisiaj mam farta, wczoraj pękła bańka
Szybko nie ma tych co bujają się jak Wańka Wstańka
Tutaj dziwki na kolankach, w kiblach, podstawówkach
Dzisiaj mają kreski w nosach, wczoraj oczy w kreskówkach
Może chciała być barbie i mieć swojego superman'a
Marzenia prysły, a na cyckach zostało tylko S jak Sperma

Z platynowego blondu zostały tylko odrosty
A z Magdą na wakacjach
buraki z biedronki
Rodzimy się dobrzy a zdychamy źli
A co powiesz o dzieciakach, które rodzą się już z HIV
Ty, nie oceniaj nas i miejsc skąd jesteśmy
Bo znam ćpunów z najładniejszych warszawskich osiedli
Z najlepszych rodzin i z najdroższych szkół

Wszyscy jesteśmy dobrzy, ale tylko pół na pół

[x2]
Tak tu jest ziomek, tak tu jest chłopie
Zamiast kruszyć kopie, tu pali się konopie
Zamiast wylewać za kołnierz, tu pije się zdrowie
Witaj w domu ziomuś, witaj w Polsce

Tak tu jest ziomek, weź się rozejrzyj, weź się rozejrz
Piana na dwa palce, na każdej ławce smakuje dobrze
Tu joint o każdej porze dla niektórych jak modlitwa
Mówisz o nich ćpuny dla nich to religia
My mamy ciuchy świeże jak owoce w Indiach
Jesteś w szponach melanżu i chciałbyś się stąd wyrwać
Tu nienormalne jest normalne i dokładnie na odwrót
Chcesz stąd uciec, ty musisz mieć powód
Bo rzucasz wszystko, a zaraz wraca jak bumerang
Nie odetniesz się jak pępowiny, musisz wybierać
Czy iść na melanż, czy nie iść na ten melanż
Możesz myśleć, ale decyzje masz w genach
Ty chciałbyś widzieć świat przez różowe okulary
Tu każdy gra
w butelkę, tylko nie na żarty
pensje są jak humor raz są, raz ich nie ma
Oprócz błękitnego nieba nie chcę nic

[x4]
Tak tu jest ziomek, tak tu jest chłopie
Zamiast kruszyć kopie, tu pali się konopie
Zamiast wylewać za kołnierz, tu pije się zdrowie
Witaj w domu ziomuś, witaj w Polsce
REFREN
teraz telefonów nie odbieram, wybacz
jestem przecież taka bardzo zajęta, chyba
nie oddzwonię do ciebie pewnie wcale, ale
zostaw wiadomość po sygnale

nie ma mnie w okolicy i w pobliżu, gdzieś
nie mam żadnych darmowych minut, wiesz
pewnie nie mam telefonu wcale, ale
zostaw wiadomość po sygnale

ZWROTKA
i niby wczoraj się ze mną umawiałeś
ale to było wczoraj, a dzisiaj
zostaw wiadomość po sygnale
i tylko żebyś sobie nie myślał

i niby po co dałam ci swój numer
stukasz te cyfry i próbujesz dalej
i słyszysz znów przy kolejnej próbie
to co już tyle razy słyszałeś

REFREN

ZWROTKA
szukałeś wszędzie tam
gdzie możnaby mnie zastać
myślałeś 'już cię mam'
a to nie byłam ja

dzwoniłeś w tyle miejsc
nikt nie wie jak mnie znaleźć
nie, nie poddawaj się
zostaw wiadomość po sygnale

ŁONA
ej, lilu, nie wiem czy to pech czy wirus
że ty nie odbierasz a ja tracę resztki stylu
może padł ci telefon, ot kiepski wyrób
a może wpadł ci do kawy to go weź i wyłów

mój nadziei promyk kompletnie zgasł
i próbuję się dodzwonić chyba już setny raz
i w głowie mi się plącze od tych odtrąceń
odkąd pnie się pnącze odebranych niepołączeń

sprawdź jak sączę cienkim głosem
lilu, proszę cię odbierz, proszę cię oddzwoń lilu, proszę
chcesz bym doszedł do tego, że zacznę dzwonić do tych budek w łodzi
koło których mogłabyś akurat przechodzić

czemu ty mi robisz tak wbrew
że klnę plugawymi słowy jak szewc
i zapewne tylko wtedy mniej bym klął
gdy zamiast sekretarki usłyszałbym
TWISTER 'ou'

REFREN
Zapada zmrok,zaczyna się życie
Jakiś kundel na smyczy ciągnie halanice
Gdzieś z góry dochodzą odgłosy libacji
Jakiś frajer dostał kosą miał pecha nie miał racji
Przyjechali łapacze, pogotowie,reporterzy
Chcą pokazać wszystkim ludziom jak kończą penerzy
Konkubina denata z tanim winem w ręce
Przed wczorajszy makijarz,cała trzęsie się w udręce
Tutejsi ludzie przechodzą bez reakcji
To dla nich normalne tutaj pełno jest dewiacji
O naszej dzielnicy zapomniał nawet Bóg
Każdy frajer z obcą twarzą to twój naturalny wróg
Ścigamy wszystkich naprawdę bez litości
My poprostu Ku*wa nie lubimy tutaj gości
Czasami policją straszą nas mieszkańcy
Zapomnieli gdzie żyją,ku*wa poje*ańcy
Dlaczego?Dlaczego?Pytają mnie sąsiedzi
Dlaczego jesteś inny?Co ku*wa w tobie siedzi?

Bo to bronx to bronx inaczej Jerzyce
Jesteś cwaniakiem spróbuj znaleźć tu dziewice
Bo to bronx sku*wiele bronx inaczej Jerzyce
Jesteś cwaniakiem spróbuj znaleźć tu dziewice

Tam na winklu siedzi stary nałogowiec
Pije jabole już te same od lat
Zostawiła go żona opuściła rodzina
Nic mu nie zostało oprócz piepszonego wina
Tuż obok na parkingu dupiaste towary
Kupy sku*wieli yo i stare wineciary
Ta dzielnica aż kipi rządzą nienawiści
Zapchane rynsztoki krew płynie kanałami
Wype*dalaj stąd białasie i nie przychódź tu pijany
Bo możesz dostać w ryj i zostać ojebany
Czasami wpadają do nas jakieś wynalazki
Naćpani narkomani i piajane laski
Lecz to nas nie przeraża ku*wa w dupie to mamy
Znamy swoją siłę i KOCHAMY PRZEMOC!
Chasz,trawa,szybka dziewczyna
Tania gorzoła jak nie ma to wina
W bramach stoją nie letnie prostytutki
Sprzedają swoje ciała za piepszoną flachę wódki
Pod jedynką u Czecha jest nasza melina
Kupujemy tam najczęściej jego tanie wina
Upijamy się nimi do nieprzytomności
Każdy ma po nich ku*wa torsje i mdłości
Odrapane kamienice,zarzygane bramy
Okradzone samochody nie wychodzą z mody

Bo to bronx to bronx inaczej Jerzyce
Jesteś cwaniakiem spróbuj znaleźć tu dziewice
Bo to bronx sku*wiele bronx inaczej Jerzyce
Jesteś cwaniakiem spróbuj znaleźć tu dziewice

Jest czas że jeździmy na piepszone boomcycki
Zabieramy pieniądze,obijamy pyski
Małolaty,ważne sprzęty..dziesiony
Czasami też bywa samochód podpalony

Pirdole rząd,prezydenta,ministrów,polityków
Zrobili z moich bliskich kurwa alkocholików
Nie będę się już więcej prosił i litował
Co moje wezme siłą kurwa będę rabował
Bo życie to nie bajka to kurwa twarda walka
BYĆ PIEPSZONYM TWARDZIELEM TO DLA NAS NORMALKA
Stary człowiek po śmietnikach buszuje jak pies
No powiedcie politycy co to kurwa jest
Bo to bronx to bronx inaczej Jerzyce
Mógłbym przodować w aferach, żyć na wariackich papierach,
I nieustannie się spierać z ludźmi o dobrych manierach,
Co "lepsi" od urodzenia wpisani mają w metryce,
Żeby unikać ulic, by nie ulegać panice,
I nie rozmawiać z obcymi, czytaj dołem społecznym,
To niebezpieczny świat enklaw i podłe życie przestępcy,
Chronieni w super fortecy, mur, żywopłoty, kamery.
Ten monitoring dwa, cztery, są tak życiowi, jak Jerry,
Z daleka od szarej maści, plebsem nie być skażony,
Nie opuszczając swej zony, nie jeden zbyt przerażony,
Spotka biedaka, to draka, ile sił w płucach on dmucha,
Ten gwizdek ogłasza alarm, biedak już martwy jak 2Pac,
Odpukać, nie chcę podziałów, biedni-bogaci, gdzie jedność?
Jak miałby wyglądać dialog, masz w gębie język, czy drewno?
Płaszczyzną porozumienia, dać pracę biednym w hacjendach,
Pomoc domowa potrzebna, lecz musi być odpowiednia.

Znam miejsca zapomniane przez ludzi i Boga,
Ulicami płyną łzy, krew i trwoga,
Nie ma jutra, nie ma Boga, nie ma nic,
Tylko słowa prawdy i wyważone drzwi.

Czym jest ten luksus w stosunku do potrzeb pierwszego rzędu?
Chcesz dostać kwadrat z urzędu, "zapomnij" - słyszysz w okienku,
Czym jest to siku w kibelku na półpięterku, czym bieda?
Czym wielki taras z ogrodem, na tych strzeżonych osiedlach?
Tu, gdzie urzędnik państwowy pozadłużanych wysiedla,
Eksmisje z pierwszym dniem wiosny, zagrają biedzie na nerwach,
Co drugi żebrak to dramat, ja pytam się co za kara?
Premierze, co odpierdalasz? Dzieciaki grzeją w pieczarach,
Niejeden rządowy palant rozmyśla o naszych losach,
I VAT podnoszą raz po raz, by finansować Ci socjal,
Poznaj kolosa co z gliny ma giry, a chce tu rządzić,
Przestań się mądrzyć, bo byli od Ciebie mądrzejsi - gorsi,
Do celu dążyć, nie błądzić poprzez krytykę systemu,
Dajemy upust ciśnieniu i społecznemu wkurwieniu,
Przekłuwam balon z nadmiarem rozczarowania, z Poznania,
Bo tu, gdzie żyjesz rząd działa na naszą niekorzyść, hałas.

Znam miejsca zapomniane przez ludzi i Boga,
Ulicami płyną łzy, krew i trwoga,
Nie ma jutra, nie ma Boga, nie ma nic,
Tylko słowa prawdy i wyważone drzwi,
Obok śpi ona, piękna i zmęczona,
Mówi coś przez sen i po cichu kona,
To jej wiersz o wolności, połamane skrzydła,
Pieśń o godności, piękna i niewinna.

Na krawędzi ból,
Mój umysł napięty, jak sznur,
Głowa bije w mur,
Upadam i jestem z każdym upadkiem silniejszy,
Wszystkie slumsy świata są, jak ołtarz najświętszy,
Na nim rodzi się i umiera życie,
Na nim płoną ulice o świcie,
Na nim stanę z pięścią w górze,
Godność - jeszcze raz powtórzę.

Znam miejsca, gdzie ulice płoną o świcie,
Znam miejsca, gdzie dzieci zabierają życie,
Znam miejsca, gdzie demony wojny tańczą,
Miejsca, gdzie jesteś tylko żywą tarczą,
Tylko żywą tarczą,
Tylko żywą tarczą.

Znam miejsca zapomniane przez ludzi i Boga,
Ulicami płyną łzy, krew i trwoga,
Nie ma jutra, nie ma Boga, nie ma nic,
Tylko słowa prawdy i wyważone drzwi,
Obok śpi ona, piękna i zmęczona,
Mówi coś przez sen i po cichu kona,
To jej wiersz o wolności, połamane skrzydła,
Pieśń o godności, piękna i niewinna.
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo