Popularne piosenki. Polski Hip Hop

To moja broń zaciśnięta dłoń na mikrofonie
Prosto w skroń pomyśl o obronie
Scena płonie jak mury w Babilonie
Odbite moje dłonie w betonie
Zachować świat dla przyszłych pokoleń
Niech będą symbolem
Jaką rolę w życiu odgrywa dążenie z uporem do celu
Takich jak my jest niewielu
Potrzebuję ich bardziej niż tlenu
Rozpoczęło się kilka lat temu
Przetrwać w systemie zanim czas nadzieje rozwieje
To Styl V.I.P., V.I.P., to Styl V.I.P.

Spowoduję skurcze i zatrzymam cię tak
Czujesz hamowanie, mayday tak
Zabawa się kończy z gerowanym winem
Ja Cham-pion w dwóch osobach, serio ja
Budza się co i my to jo
My nie, nie śpimy już nie, nie śpimy nie
Muczas gracja z Champion kabanos

Wychodzi ze mnie moje szatańskie oblicze
Po kilkunastu bongosach, fajkach, jointach, butelkach, fifce
Liczą się jazdy jak przy siódmym ostrym litrze
Wojtka mamy z powrotem na wolce, zajebiście
Jebać policję i cały ten skurwiony do dupy system
U.S., J.K., soczyście, krwiście, klasycznie, rozpiŹdziel, perfidnie
Nie jest to wszystko prosto, chociaż wygląda piknie
To jest ten czas TeWu Śląsk yo aktywnie

To jest wciąż ta chwila, to miejsce i czas
Zobacz jak A.N.Z. rozpierdala was
Przestroga nie, nie, tylko dobra zabawa
To bajka przepełniona magią jak fajka
Dobre rymy, pętle, bity i słowa
To wszystko o czym marzy moja stara głowa
Pii 14, kiedy wreszcie porno w Imaxie?
Może bania 3D za chwile zacznie się

Biały dzień plus chłopaków cień
Jazda przednia ławka, trawka
Jak coś to zmień lub sprawdŹ to
SprawdŹ też okolicę, pozwól, że wyliczę
2002 odsłaniam swe oblicze
Ponownie ma liryka jest jak wzgórze pięter
Rozpierdalam cię jak Osama World Trade Center
Do potęgi n-tej A.N.Z.
Nie dostaniesz więcej mnie, bo inny ziomal napierdalać chce

WyjdŹcie dzieciaki, wyjdŹcie ostro na ulicę
Czas pokazać siłę której nie widzę
Zróbcie coś z czego będziecie dumni
Okażcie radość, smutek, ból
WyjdŹcie dzieciaki, wyjdŹcie ostro na ulicę
Czas pokazać siłę której nie widzę
Zróbcie coś z czego będziecie dumni
Okażcie radość, smutek, ból

Bez smętów wyczekiwaliśmy tych momentów
Ty tera robisz w gacie, Te da znać o sobie nieraz
To jest ten czas, ile wlezie dawaj, dawaj
Na proste nogi stawaj szybciej
Takiej jazdy jak tu nie ma nigdzie
Te całe stado desperado
Słabo, dawaj bongo, spalmy to palonko
Problem masz, nie sap, (TeWu, TeWu, TeWu rap)
Nie zamykajcie jap, łap oferty te konkrety
Legal nakład i zakład przecięty

A ja nie zwracając uwagi na was
To jest ten czas, czekam, ból w pamięci
Te działam, chęci
Podejmowanie ryzyka mnie kręci
Wkręty pento niszczą wprowadzają w zamęt
Już mnie nie skusi ten twój pusty diament
Zwróć uwagę gdzie ty jesteś, co mu dasz
Kobieto przejrzyj na oczy, umyj twarz

Wbite pazury, szybszy do kabury
Znowu dała znać siła natury
Jest cel trafiony w kontury
Będzie boleć, nie czas na spowiedŹ
Szybka odpowiedŹ, szybki cios
Słychać głos, ma coś w sobie
Jeży się włos, akcja, akcja 24 h, rotacja
Jest motywacja, wychodzi na jaw, dochodzi praw
Rusza z cienia, rozjebać gmach
To twój finalny mach

To badzie pokręci bardziej, uważaj twardziel
Poszło po gardzie co w parze idzie
Nie chcesz na to patrzeć, musisz to widzieć
Nie chcesz musisz teraz to słyszeć
Tewu rapa, na kena zakładam kapa
Śląskie rapy, gówno na bok bier to
W drodze młode pokolenie - większy rozpierdol
W zapomnienie poszły pento
Ten tamto, tamten ten to
Ja tu żyję, ja to wiem to
Reling beto, nie podniecaj się tandetą
Macha, na policję kładziona lacha
Po całości wajcha, tamta ra ramta

Brudne południe, wdupiaj żetona w automat
Nasze życie to renoma, dobra marka Tewu rządek
Jaki był początek na czasie wszystko w miasto
Moje demo poszło, jakie hasło, szukaj hasła
Cios poniżej pasa, muszę zacząć je zadawać
Ty poznajesz mnie, z byka patrzysz nie udawaj
Nie mam sucho w ryju, raczej ty masz mokrą cipkę
Świony dla mnie West, czas na randkę z ciemnym typkiem

Chcę wykorzystać raz, bo mogę nie mieć szans
Powiedzieć wszystkim jak traktuję rap i was
To jest ten czas i tak będę na zawsze tam
Gdzie gra konkretny bas i melodyjny funk
Mój hip-hop to nie szpan, czemu go gram nie pytaj
Staję u bram swych snów, gdy kładę głos na bitach
Te kilka moich snów to dla mnie full wypas
CH-ów w Gliwicach, plus Tewu klika

Minęły czasy old-scholowe
Plastikowe granie na tym globie preferują
Nazywają się jak dawniej coś tam kombinują
Małolatów uczą gówna oszukują, czas to zmienić grać
Obudzone po to, żeby Virus old-school siać
Hola, na jabola, brak tu doktora Bola
Pora na zola wyjebać wora, come back mic czek
Wypierdalać na bok, wek, rzygać mi się chce człowiek, więc

WyjdŹcie dzieciaki, wyjdŹcie ostro na ulicę
Czas pokazać siłę której nie widzę
Zróbcie coś z czego będziecie dumni
Okażcie radość, smutek, ból

WyjdŹcie dzieciaki, wyjdŹcie ostro na ulicę
Czas pokazać siłę której nie widzę
Zróbcie coś z czego będziecie dumni
Okażcie radość, smutek, ból

WyjdŹcie dzieciaki, wyjdŹcie ostro na ulicę
Czas pokazać siłę której nie widzę
Zróbcie coś z czego będziecie dumni
Okażcie radość, smutek, ból

WyjdŹcie dzieciaki, wyjdŹcie ostro na ulicę
Wybija północ, wybija północ
Zróbcie coś z czego będziecie dumni
To jest ten czas, uderzenia czas
Wiesz czasem jak Ka gubię się w labiryntach myśli
A dym i kofeina próbują mój świat zatrzymać
Czasem jak Ka boję się każdy się boi
Gdy sobie uświadomi że na krawędzi już stoi
Wiesz znasz to uczucie być samemu
Biec lecz nie móc
Prawda o życiu zawarta w sennym marzeniu
Szukam prawdy zaczynam królika śledzić
Wtedy budzę się nie poznając żadnych odpowiedzi
Mam tyle pytań lecz znam reakcję na nie
Nie mam czasu nie tym razem jutro jutro może coś się stanie
Pokolenie nie ludzi lecz danych z tabel
żadne ja zawsze wy więc po co ja tak naprawdę?

Łatwiej myśleć o rzeczach zupełnie obcych
Świat zwolnił bass drży wciągam dym zamykam oczy
Taki moment mógłby nigdy się nie skończyć
Myślę o niej piję kawę palę papierosy

Próbuję pomóc szczęściu
Spaceruję gdzieś w myślach
Zapominam przy tym co jest tu tak ważne i istotne
Dotykam tego co jest jak drzewo na wietrze wiotkie
To czego chcę może odejść bezpowrotnie
Leżę gdzieś twarz w zaciśniętych dłoniach chowam
A serce podpowiada mi jak powinienem żyć
Za horyzont skrywam się skąpany w morzu beznadziei
Tak wiele chcę dać lecz niewiele mogę zmienić
I stoję gdzieś na tej krawędzi życia
Podczas gdy ona smacznie swoje marzenia śni
Tak bardzo chcę skoczyć z tej stromej skały w otchłań
Sam nie wiem po co chyba by osuszyć łzy

Łatwiej myśleć o rzeczach zupełnie obcych
Świat zwolnił serce drży wtedy gdy zamykam oczy
Taki moment dla mnie chyba nigdy się nie skończy
Znów myślę o niej piję kawę palę papierosy
Zapada zmrok,zaczyna się życie
Jakiś kundel na smyczy ciągnie halanice
Gdzieś z góry dochodzą odgłosy libacji
Jakiś frajer dostał kosą miał pecha nie miał racji
Przyjechali łapacze, pogotowie,reporterzy
Chcą pokazać wszystkim ludziom jak kończą penerzy
Konkubina denata z tanim winem w ręce
Przed wczorajszy makijarz,cała trzęsie się w udręce
Tutejsi ludzie przechodzą bez reakcji
To dla nich normalne tutaj pełno jest dewiacji
O naszej dzielnicy zapomniał nawet Bóg
Każdy frajer z obcą twarzą to twój naturalny wróg
Ścigamy wszystkich naprawdę bez litości
My poprostu Ku*wa nie lubimy tutaj gości
Czasami policją straszą nas mieszkańcy
Zapomnieli gdzie żyją,ku*wa poje*ańcy
Dlaczego?Dlaczego?Pytają mnie sąsiedzi
Dlaczego jesteś inny?Co ku*wa w tobie siedzi?

Bo to bronx to bronx inaczej Jerzyce
Jesteś cwaniakiem spróbuj znaleźć tu dziewice
Bo to bronx sku*wiele bronx inaczej Jerzyce
Jesteś cwaniakiem spróbuj znaleźć tu dziewice

Tam na winklu siedzi stary nałogowiec
Pije jabole już te same od lat
Zostawiła go żona opuściła rodzina
Nic mu nie zostało oprócz piepszonego wina
Tuż obok na parkingu dupiaste towary
Kupy sku*wieli yo i stare wineciary
Ta dzielnica aż kipi rządzą nienawiści
Zapchane rynsztoki krew płynie kanałami
Wype*dalaj stąd białasie i nie przychódź tu pijany
Bo możesz dostać w ryj i zostać ojebany
Czasami wpadają do nas jakieś wynalazki
Naćpani narkomani i piajane laski
Lecz to nas nie przeraża ku*wa w dupie to mamy
Znamy swoją siłę i KOCHAMY PRZEMOC!
Chasz,trawa,szybka dziewczyna
Tania gorzoła jak nie ma to wina
W bramach stoją nie letnie prostytutki
Sprzedają swoje ciała za piepszoną flachę wódki
Pod jedynką u Czecha jest nasza melina
Kupujemy tam najczęściej jego tanie wina
Upijamy się nimi do nieprzytomności
Każdy ma po nich ku*wa torsje i mdłości
Odrapane kamienice,zarzygane bramy
Okradzone samochody nie wychodzą z mody

Bo to bronx to bronx inaczej Jerzyce
Jesteś cwaniakiem spróbuj znaleźć tu dziewice
Bo to bronx sku*wiele bronx inaczej Jerzyce
Jesteś cwaniakiem spróbuj znaleźć tu dziewice

Jest czas że jeździmy na piepszone boomcycki
Zabieramy pieniądze,obijamy pyski
Małolaty,ważne sprzęty..dziesiony
Czasami też bywa samochód podpalony

Pirdole rząd,prezydenta,ministrów,polityków
Zrobili z moich bliskich kurwa alkocholików
Nie będę się już więcej prosił i litował
Co moje wezme siłą kurwa będę rabował
Bo życie to nie bajka to kurwa twarda walka
BYĆ PIEPSZONYM TWARDZIELEM TO DLA NAS NORMALKA
Stary człowiek po śmietnikach buszuje jak pies
No powiedcie politycy co to kurwa jest
Bo to bronx to bronx inaczej Jerzyce
Oto moja gorąca krew jak bojler
Osocze lepi się jak lep błyszczy jak spojler
Nie jestem świętoszek wiesz jak Moiler
Mam kilka gram uciułane w folie
Powiedz czy Ty masz
Krew, rzekę krwi
Czerwona jak Campari
Gorąca jak brie na grzance
Hemoglobinę co mieli się jak ogień czerwienią ust
Tlen, tlen przenoszony z płuc
Jak z dna herbaty fus wędrujący po szklance
Z płuc do tkanek żyłą przenoszony dźwięk
Co pozostawia ślad na twej skórze jak płoza sanek
Ty jesteś mój barwnik, barwnik krwi
Erytrocyt co wali mi o szpik
Krew w żyłach jak oprawki w etui
Promieniuje w twoje pole jak fluid
Nie pije krwi jak Zygfryd
Jestem w tym biały jak leukocyt
Krew szaleje jak trybuny
Jak tajfuny w Azji

Krew, moja krew szaleje na twym punkcie
Psy mają więcej stylu niż ludzie, którzy przelewają krew
Zmywają ze swoich rąk tak jak się zmywa make-up
Szuruburu nie pozostaje ślad na rękach
A w duszy dziura
Wymoczyć sumienie jak pralka
Zmyć z garnituru krew zmyć o zaciśniętych wargach
To nie anarchia a czarny marsz
Ubić sumienie, zdusić jak farsz
Jak sars płuca
A panu błyszczy na włosach brylantyna
świeci jak projektor w kinach jak dewocjonalia
Kołnierzyk krochmal, krawat powiewa i wisi jak genitalia
Skóra marszczy się i pęka jak emalia
A wojna ciągnie się jak "Moda na sukces"
Więc jak chcesz jak pan chce
Zmyć krew ze swoich rąk?

Jestem Twoim teraz za chwilę i potem
Potem zmieszanym z krwią tak uskuteczniam mój fortel
I nie komentuje jak mody kreator jestem konserwator
Co nie przelewa krwi chyba że w PCK gdzie moje DNA
Krąży jak po chodniku kapsel
Gęsta krew, gęsta jak bloków szpaler
Co trze o powietrze jak palm pale bo to
Dzika dżungla w której
Ciśnienie skacze jak żuchwa jak wskazówka
W ciśnieniomierzu, która idzie jak aeronauta
Gdy jesteś tak blisko
Krew gotuje się gorąca jest jak magma
To nie ominie nas jak gazociąg Niemcy-Rosja
To nie brudna gra na emocjach

To moja krew
Spijana z ust
Badana w szerz, badana wzdłuż (x2)

Krew..
Eee, co jest? Razem wspieramy ten projekt
To nie wyścig zbrojeń, płonie czysty ogień
Wobec bystrych co dzień człowiek, jestem szczery
E kapuś szeryf, widzisz, skromnie żyjemy
Kiedyś, już nie istnieje kiedyś, poszło jak setka
U młodzieży wychowanej na tabletkach
Przedsiębiorstwa central, dziś 3 lata pierdla
Za skręta, pętak pęka, nienawiści łańcuch
U dyżurnych co się nigdy nie pierdolą w tańcu
Stoję na przystanku, lookam, mnie może tak,
Ale siebie nie oszukasz, fakt w mózgu luka
Ja wolę się nastukać - no to pal
Eee, rozsądni, za pieniądze jak niewolnik
Tym światem rządzi wąglik i w dupie ma co sądzi
Dobry ziom, zły skurwysyn, czy babka
Co połowę życia zgubiła na jarmarkach
Jeszcze brakowało nas tam, widzisz jesteśmy
Pirat goni pirat, tak giną nasze dziengi
Za kurestwo dzięki, wykaż profit,
Za który wypisuję kolejny cienkopis
Opić sukces, wiem, tak będzie dla nas może wkrótce
Sztama w Łódce, tu się urodziłem
I tu chcę umrzeć, już mówiłem,
Na techniksach, rap apokalipsa, to na tyle...

Ref.
Kiedyś wszystko znajdzie cel tu, zobaczysz
Świat sam ci wytłumaczy, sens autobiografii
Bałuty welcome to, Bałuty welcome to...

Kiedyś wszystko znajdzie cel tu, zobaczysz
Świat sam ci wytłumaczy, sens autobiografii
Bałuty welcome to, Bałuty welcome to...

Dosyć obietnic, to nie sejmowa urna
O tym jacy politycy są wie byle gówniarz
Wont, dwie chwile spóźnia stąd
Już nie gadam o kurwach, stop
O tym ci nie zaśpiewa Budka what
W herbie łódka, tok kojarzeń, kres to
Choć nie każdy wąs jest od razu sugestią
Wąż w portfelu bo kiepsko,
A pomyśl ilu jest tych, co tylko w stołek pierdzą
Podwójne drzwi z Gerdą, hałas awantury tłumi
To krzyk dumy, skrzywionej jak Kubizm, płonie helen,
Heroina, braun, zwał, w cholerę, w kurwę idź z tym
Ćpał to niejeden, pierdolone pizdy z żyłami jak sedes
Co na to Kropiewnicki, czci swój PG 507
Nie def ziom, muzyka to sensey, popuść fantazji lejce
Ej, te miejsce jest nasze, rap tu zaszedł
Od nielegalnych kaset, to styl luźny jak baset
Idź, tam gdzie mędrcy, szukaj głupich
Taki jaki świat jest, takie są Bałuty,
Taki jaki świat jest, takie są Bałuty

Ref.
Kiedyś wszystko znajdzie cel tu, zobaczysz
Świat sam ci wytłumaczy, sens autobiografii
Bałuty welcome to, Bałuty welcome to...

Kiedyś wszystko znajdzie cel tu, zobaczysz
Świat sam ci wytłumaczy, sens autobiografii
Bałuty welcome to, Bałuty welcome to...

Nie mów o kabzie, bo to nie rap made in Harlem
Tu czas przemija z wiatrem, to wiatr chłodzi palce,
Wycieczka na parter, życie czka jak Malger
Chcesz poznać tą branżę, przegrywa ten co zadrze
Raz, prawdę zna niby ogół, od przyjaciół, wrogów
Witaj, to do piekła pobór
Chuj danemu słowu, tu się kradnie w bagnie
Brak barier, bajzel ulic, sępy, muły
To owoc naszej kuli, trzymam się swoich ludzi,
Nie ma co wróżyć, to jak dla ćpunów detoks
Rap, miasta felieton, tam gdzie szary beton
I ciągły zapierdol z miesiąca na miesiąc
Głośniki w oknach, przeciąg kontra konta,
O których pomarzyć tylko można,
O tym ci powie woźna, eee, masz chwilę,
Zawód jubiler, hobby diler
Tak płynie bałucki thriller...

Ref.
Kiedyś wszystko znajdzie cel tu, zobaczysz
Świat sam ci wytłumaczy, sens autobiografii
Bałuty welcome to, Bałuty welcome to...

Kiedyś wszystko znajdzie cel tu, zobaczysz
Świat sam ci wytłumaczy, sens autobiografii
Bałuty welcome to, Bałuty welcome to...

Kiedyś wszystko znajdzie cel tu, zobaczysz
Świat sam ci wytłumaczy, sens autobiografii
Bałuty... Bałuty... Bałuty welcome to...

Kiedyś wszystko znajdzie cel tu, zobaczysz
Świat sam ci wytłumaczy, sens autobiografii...
Masuj moją ciężką głowę
Masuj proszę mój wielki napuchnięty łeb
Ja rozpłynę się tutaj na kanapie
Jestem lepki jak na muchy lep
Więc kleję się do Ciebie, wystarczy wino, chleb
Proszę podaj wodę, wodę czystą jak łza
By przepłukać to co w środku lekko naruszone
Piję więc do samego dna
Zostaliśmy sami, sami Ty i ja
Między nami wisi T.A.J.E.M.N.I.C.A.
Nie jestem tu sam, jestem razy dwa...
Tak wielu za pieniądze zrobi wszystko
Przed kamerami plastik jak tandetne disko
Między nami tajemnica, tajemnica gdzieś wysoko tkwi
Daje znak, że pozostanie długo tak
Tak jak być miało
Czysta woda wypłukuje brudy i obmywa ciało
Łyk łagodzi stres
Stres odchodzi jakby nic się nie stało...

T.A.J.E.M.N.I.C.A.
T.A.J.E.M.N.I.C.A.
T.A.J.E.M.N.I.C.A.

Tak wielu odkrywa wszystko, dosłownie wszystko
By zyskać rozgłos, sławę
Ja rozkładam swoje ciało
Swój łeb kładę na mięciutką trawę
Na ulicach hałas
Na ulicach przelewa się dziki tłum
Warkot samochodów
Co zagłuszył bezlitośnie wody szum
Szum co uspokajał dziki rytm
Szybciej, szybciej goni bezlitosny czas
Noc walczy z dniem, dzień znów poddaje się
Poddaje się, mówi pas
Nad tłumem wisi, lekko się unosi
To co trzyma tutaj nas
Patrzę, patrzę w górę
Wszyscy patrzą na raz

T.A.J.E.M.N.I.C.A.
T.A.J.E.M.N.I.C.A.

Tak wielu gdy kamery włączone
Próbuje kłamać, kłamać w żywe oczy
Kamery włączone nic nie szokuje
Już nic Cię nie zaskoczy
Jestem lepki, lepię się do Ciebie
Ty trzymasz mnie za obolały kark
Nic nie przeszkodzi by rozlać się tutaj
Właśnie tak jakoś na wpół nielegalnie
A patrzysz prosto w oczy przełykasz ślinę
Chcę zapytać o tyle rzeczy naraz
Naraz minimalnie się wyciszam
Otwieram gębę by wypadły słowa
Ty kładziesz palec na mych ustach - ćśśśś...
Cisza...

T.A.J.E.M.N.I.C.A.
T.A.J.E.M.N.I.C.A.
T.A.J.E.M.N.I.C.A.
T.A.J.E.M.N.I.C.A.
Dobra, pogadalim, widzielim nawet drogę w oddali
Ale wypilim wodę, a to woda co pali
Więc z drogi nici, telefon mi znajdź i wciśnij przycisk
Katapulta, memory five
Nie rób gestów wrogich, wierz mi na próżno ten mobbing
Na mnie już czas, trudno, co robić
Zostaw już te wspomnienia, znam je w stu procentach
Pewnie, że pamiętam! Co mam nie pamiętać?!
Dobra, symbolicznie robię wyłom
Ale ale tylko jedną, jakie dwie? To dwie ich było?!
Dwie to trzy, a trzy to morze nieszczęść
Albo gorzej jeszcze, więc jedną - wozem jestem
Czas już na mnie, bo skończę jako denat
A ty przestań skamleć, ja wiem - każdy lekko nie ma
I trudno tak przerwać bachanalia, wiem przecież
Daruj, ale muszę lecieć

Izaak, ty kończ tę rozmowę, na ciebie sznycel oczekuje,
ty kończ tę rozmowę, sznycel oczekuje x2

Chyba jakiś inny jest tutaj czynny szatan
Wiem, że człowiek od czasu do czasu musi polatać
Ale ja pomyliłem lotnisko chyba
Bo leciałem za nisko, wybacz, i teraz mi wszystko miga
Przyszłość? Nie jestem jej mocno ciekaw
Jeszcze się poodszczekuję prześladowcom i uciekam
Znam sposoby jak wyjść na zero
I gdy łapią mnie za rękę mówię, że to nie mój kielon
Ty uszanować plany moje bujne racz
Ogolę się, zjem śniadanie i pójdę spać
A wszystko kiedy stąd wyjdę ziomuś
I w tym możesz mi czynnie pomóc, więc kończmy ją i do domu
Bo mam drogę jak stąd do Kansas
A dziś muszę być na czas, chociaż zwykle nie zdążam
Jest wpół do trzeciej, spróbuj to pojąć,
Że ja muszę lecieć, honyszke kojok

Izaak, ty kończ tę rozmowę, na ciebie sznycel oczekuje,
ty kończ tę rozmowę, sznycel oczekuje x2
Świat muzyki...kina, sportu...polityki
Świat seksu...narkotyków

2005 uwierz był gruby
pe ćwiczył huculskie łamańce kozackie prysiudy
bita pała wpędze go do grobu
na koncertach hałas cicicicipa... (próba mikrofonu)
podsumowanie sezonu początek z boxem
ten będzie jak poprzedni stawiam na Proxę
kończy Michalczewski złe wieści z Hamburga
Gołota-Brewster (dechy) niecała pierwsza runda
dla niejdnego z nas nie ma już jutra
Richard Pryor Luther Vandross Gołaś Grubba
Tookie Williams nie pomogło Redemption
Kenneth Lee Boyd jako tysięczny kara śmierci
2 kwietnia zamiera świat 6 dni później
wiatr zamyka świętą księgę na cedrowej trumnie
Nostradamus czytaj między wierszami
koniec świata coraz bliżej w ogniu stoi Paryż
Wieża Eiffla będzie wkrótce minaretem
u nas w sejmie pierwszy mulat Andrzej Lepper
pobożna lewica aż przyłóż do rany
gwałt na dziwce eurodeputowany pozwany
mamy ich dwóch u sterów dobrana para
z jednej strony z jednej partii jednego jaja
nawijanie o nich jak zabawa ogniem lontem
co na to Ted Kaczyński alias Unabomber
faksymile pr czarny
ćwierćwiecze w rozkładaniu kraju solidarnych
co dziś zostało z ich starego programu
odciski na umysłach od styropianu
w łódzkim CBŚ znikają narkotyki
Niemczyk złapany w Interpolu wnyki
afera Starachowice to już jest normą
kiedy możesz kupić nawet ustawę sejmową
Sikora wyskakuje spłacony dług
prawie milion dla chłopaka z Poznania od psów
100 lat Las Vegas Mahagonny idzie z kartą
stół zielony przepasany czarną szarfą
to jest jak w życiu kiedy rzucone są kości
bez wyjścia litości Selwa na wolności
Papa Dance i Kombi odgrzane kotlety
Big Cyc łapie temat moherowe berety
Sami Swoi żygam (Wiśniewski) ta przestrzelona strzyga
news dla bezguścia wolna Mandaryna
Kaja Paschalska mała czikulinka
serialowa sucz ponoć sypie się jak choinka
tajne loty tortury CIA więzienia
w nagrode ucieta wizowa loteria
zwycięzkich zdrajców historia nie ocenia
prochy Kuklińskiego na polskich ziemiach
Elton John wychodzi za mąż słabo?
Snoop Dogg pisze wiersz zachwycony parą
Wojewódzki Mucha apelują gej okej
wolę archaizmy pedał ciota cwel
na ciele kobiety widzę tą ohydną bliznę
Szczuka popłuczyny po upadłym feminiźmie
Cassidy za głowę spogladał zza krat
Katarzyna zmiata jazzu bluesa świat
Beata K Aniu to nie ja
sprawa Ultimo przybite 25 lat
Mobb Deep w G-Unit a może G-Unot
hieną roku został FAKT psem Shaq a jak
Jackson świętował piżama party
zamiast siedzieć za majty niewinny w procesie karnym
Shroeder i Putin narobili nam biedy
ze wschodu ma u mnie względy już tylko Pielewin
exodus na wyspy może jestem niekumaty
dlaczego Polki tam dają dupy tym ciapatym
pamiętasz Lige Mistrzów huj z Liverpoolem
teraz mówi się być zrobionym grzać ławę jak Dudek
numer jeden roku dla mnie Kate Moss
zabrał bym ją na melanż i poszedł w sztos
"wtedy życie pędzi jak poemat
trzeba tylko znaleźć dobry temat"
czysty śnieg zebrany u podnóży Andów
później napad lęków debet w banku
rok awantur disów niezłe tempo
joint z Chadą Pyskatym Osiedlowa Piękność
koncert w NY czarne Jamaica dziwki
na Queens bóle warg tylko za one-fifty
twarz się traci raz Mezo politycy
wyprowadził się z burdelu niech nie zgrywa tu dziewicy
Gay Richie wyreżyserował swój Revolver
niech porzuci film dalej rżnie Madonne
Ignor Losza Vera muzyka dla balasów
na Andrzejki dałem ojcu skręta z haszu
pamiętasz Hala Ludowa gumową dziewczynę
nocą w Cieszynie awantura rynek
później przyszedł dzień gdy stary rok się wywraca
spokojnie wstałem bez kaca 2005
Juras
Ona przyjechała do Warszawy z pod Opola,
miała blond włosy, a na imię Ola.
Na swojej wsi uchodziła nawet za ładną,
ale w stolicy była przeciętną panną.
On to zwykła pała, kawał lamusa,
przyleciał z Hiszpanii na wymianę z Erasmusa.
Zgrywał przystojniaka, Enrique Iglesiasa,
i na trzeciej randce wbił w Ole kutasa.
Ola była dumna z chłopaka z zagranicy,
rozmawiała po angielsku, był taki egzotyczny.
Chodziła z nim za rękę, powstawiała na Facebooka zdjęcia,
w objęciach hiszpańskiego księcia.
Gorące trzy miesiące szybko zleciały,
skończył się Erasmus i prysły czary.
Enrique jej zostawił maila i obietnice szczodre,
więcej się nie odezwał, a jej spóźniał się okres.

Czy marzy Ci się egzotyczna przygoda?
Erotyczna przygoda, fantastyczna pogoda.
Głupia ździro, idź na całość, lecz nie oczekuj cudów.
Życie to nie scenariusz z Hollywoodu. [x2]

Miała na imię Bożenka, była córeczką taty,
z figury trochę podobna do trzydrzwiowej szafy.
W wakacje poleciała na wycieczkę do Egiptu,
w all inclusive, Sharm el-Sheikh, tam się nie nudzisz.
Leżała jak wieloryb na plaży,
gdy podszedł młody arab, co malował henną tatuaże.
Umówili się przy barze wieczorem w klubie Alibi,
całą noc - shake your ass, let's dance habibi,
To była miłość od pierwszego włożenia,
kochanie przez cały tydzień ostre jebanie.
Na dowidzenia wzięła od niego wszystkie dane,
potrzebne do załatwienia zaproszenia.
Dziś Bożena nie jest już tak zakochana,
kiedyś była ubrana w bazarowe Dolce i Gabana.
Dziś utytłana od samego rana,
pomaga robić kebaba, w budzie Alibaba.

Czy marzy Ci się egzotyczna przygoda?
Erotyczna przygoda, fantastyczna pogoda.
Głupia ździro, idź na całość, lecz nie oczekuj cudów.
Życie to nie scenariusz z Hollywoodu. [x2]

Hi girl, where are you from?
Ooo.. Polska ! Chodźcie, impreza.
Disco, disco. Dziewczyna ładna, chodź.
Kocham cię ! I love you !
Habibi, kocham cię !
I tylko żeby nie było
I tylko żeby nie było
I tylko żeby nie było
I tylko żeby nie było

Coś się sypie wszystko szybko wszystko nagle
opuść żagle, odłóż szablę, odpuść sobie diable,
zostaw co moje, nie zrywaj gruntu na którym stoje,
zostaw co nasze,bierz do piekła swoje paranoje,
świata z gwiezdnych wojen urojeń, złudnych pojęć,
gdzie normalne spokoje stają się nie pokojem,
coś tu gniecie ciężar zwycięża, kręgi gniecie,
ciężar braku planu, braku stanu wzniesień, brak pocieszeń,
muzyka w głowie pusta kieszeń, nocne rzezie, kogoś przypadkowo trafia przecie,
bez winy bez przyczyny, jak w procesie,
puzzle – porządek się rozpada coś jak w przyrodzie jesień,
małe upadki, nie trwałe interesy, wpadki, zrozpaczone matki, wykręcone nastolatki,
Mez -zobacz puste kluby bez próby zmian w repertuarze, co z tym idzie w parze w tym obszarze będzie szarzej, rap nie da wam gwarancji zróbcie folklor dancing, młodzi pójdą w plener się naćpać, to bilansik, wszystko płynie, nawet żule degustanci przez tapeciarzy wyparci, zostali w drobny pył starci, jeszcze mało rośnie chaos tak to streszcze szczeszki śmieszki plus pokaźne kwaśne deszcze, dla siebie chcę przestrzeni żebyś też miał przestrzeń przemyśl to sobie i sam dopowiedz resztę.

Ref.
I tylko żeby nie było
życzę temu światu żeby wśród rodaków nie wyrastał wrak na wraku
i tylko żeby nie było że wszystko jebnie na pół Mez Liber z cyklu poznańskiego rapu

Dzielić świat na regiony lepsze i gorsze bo tu masz biedę tu masz forsę dla mnie to nonsens, globalny chaos zła całość podzielona na miłujących pokój i chcących ich pokonać dlaczego dziś niektórzy wolą po prostu zginąć, widzą przyszłość która będzie nową Hiroszimą, nieszczęśliwi fanatycy zniszczenia, co jest w ich domach, żyją z mottem obal świat który Cię wychował, bez obaw bo śmierć i życie jest dla nich niczym, w imię Boga niszcząc pogan giną na ulicy, terroryści czy męczennicy dla rajskich bogactw wysyłają niewinnych do kostnicy, tylko rządzący mają prawo dochodzenia przyczyn,na grobie amerykanina zobaczysz 100 zniczy, milionów ginących na peryferiach świata nikt nie liczy sprawiedliwość krzyczy , telewizja milczy te sytuacje można przenieść na polskie realia nie jeden wariat wybierze destrukcyjny wariant bez szans na awans w życiu popada w bezradność i rozpacz ludzkich więzi rozpad podatny na każdy rozkaz bloki, wachlarz środowisk, ludzie światowi, przeciętniaki, szaraki i obiboki, wysoki jak bezrobocie poziom różnorodności niska jak inflacja akceptacja odmienności przed marginesem nie uchronią wille i fortece to przeniknie jak epidemia zostanie skażona ziemia jedna ziemia jeden świat jeden organizm egzamin z człowieczeństwa dla społeczeństwa

Ref.
I tylko żeby nie było życzę temu światu żeby wśród rodaków nie wyrastał wrak na wraku i tylko żeby nie było że wszystko jeb na pół Mez Liber z cyklu poznańskiego rapu
1.Borixon
Wkręcam się w nowa muzykę, która dla mnie jest jak narkotyk. Czuję kolejny, miły bodziec kiedy podsyłasz mi nowe jointy. Hipnotyzuję ludzi tematem, rozkminiają kolejną wkrętkę. Puszczają wodze swojej fantazji, ja trzymam ją w ręku jak marionetke. I tak właśnie wracam do gry, dla niektórych to nie do wiary. I znowu ten pierdolony fejm i troche hardcoru do samary. Zapraszam kumpli, robimy rap tu, mamy kilka prawdziwych historii, wiesz gdzie mieszkam? tutaj vis-à-vis (czyt.wizawi) , możesz wpaść jak coś zaboli. Ogarniam sobie życie powoli, nie interesują mnie tanie skandale. Mam wyjebane na hejterów, ich internetowe portale. Łapię w żagle świeży powiew polskiej sceny, niezłego syfu. Nie szukam zaczepki ale jestem gotów do kolejnego, kozackiego beefu. Niszcze wrogów, wracam do gry to jest kurwa nie do wiary. Produkują mi tu niezłą muzyczkę która łakom wymierza kary. Nie ma tabeli z ocenami jeśli chodzi o nasz hip hop, i teraz właśnie kminisz jak to karty odwróciły się szybko.

2.Popek
Psujecie mi wizerunek, robicie ze mnie bandytę, dziękuje wam za reklamę i odbieram złotą płytę. Reprezentuję ulicę, reprezentuję podziemie, reprezentujemy hardcor na ulicy i na scenie. Aferzyści i hejterzy, śmieje się wam prosto w mordę. Ten co się najbardziej pruje, zapierdala w bluzie JP. Tą szesnastkę dedykuję wszystkim tym jebanym szujom co się prują siedząc w domu bo innego nic nie umią.

Ref.Chcieliście wydymać freda? Teraz fred wydymał was. Trochę kurwa nie do wiary ale w końcu przyszedł na to czas. (4X)

3.Bosski
Rodzice nie pilnowali. Krew wycieka z pod tampona. Pokłóceni filmowali się jaka firma jest znikoma. Odetkali kanał syfu. Pluli się bez żadnych podstaw. Nasikali do swych ryjów. Ja nie kumam marnych postaw. Robię rap ten zajebisty. Wybierz mnie na prezydenta. Nie rozumie mnie, nie czai porąbana krew bydlęca. Rap mój nęci wciąż na fali. To prawdziwy mój zew serca. Rap uliczny ciągle robię bez pickupa i bez merca. Proste były me liryki, dziś techniki daję popis. Nie rozumiesz a się plujesz, hejcie jeszcze faję zrobisz. Żeby znaleźć tu coś na mnie idzie istny aerobik. Schemat ten pojąłęm dawno. Nie rozumie frajer drogi.

Ref.(4X)
[x2]
Patrz, mamy ten vibe
By rozjebać cały chłam w drobny mak
Co to dla nas? gdy mamy ten funk, który rusza was tak
A co dla nas ma świat? jego sprawa

Nie potrzebuję bragga, by uwierzyć w siebie
W rapie po tylu latach umiem latać po scenie
Ty zmień zawieszenie, bo to poniesie cię ponad
Jak spadniesz na ziemię, nie skończysz na kontuzji kolan
Ośka nie Arizona, synek, więc chowaj magazynek
Ten shotgun zamiast kul wypluwa ślinę
Cholinex plus browar, chodź jak ja żyję zobacz
Cytując Kasinę - flow to deficytowy towar
Co rok tak samo, tu tak nas wychowano ziom
Dobrze z matmy dając z siebie tylko sto pro
Ja daję więcej, bo nie znam norm i przełamuję konwencje
Robię co czuję, a to czuję sercem
Więc jak chcesz to mieć też, chcesz to poczuć
To nadstaw uszu, nie otwieraj oczu
I pierdol to co wokół, bo może mamy jeden dzień
A wszystko to co oglądamy to sen
I sercem

[x2]
Patrz, mamy ten vibe
By rozjebać cały chłam w drobny mak
Co to dla nas? gdy mamy ten funk, który rusza was tak
A co dla nas ma świat? jego sprawa

Ja chcę tu tylko grać, wielu chce awantury
Stać mnie, by nad tym stać, wrogom słać pozdrowienia z góry
Bo patrzę sercem i z dnia na dzień mam więcej
Tego co ty kumasz tylko mniej więcej
Choć to mniej więcej to samo, mam więcej niż ty lamo
Gdy pierdolnięcie tego zmiecie cię
Nie będziesz wiedzieć co się stało
Choć wiesz, że to tylko rap
Stopy, hi-haty, werble, wersy, teksty - taki fach
Ty masz fanki w snach, w snach domów na osiedlach
I strach, że wyjście z domu to wejście do piekła
To twoja klęska ziom i wiem co taki jak ty robi
Jeden komp, stałe łącze i login
Sorry, nie dla mnie to
W konwencji uprawiania rapu to dziesiąty rok
Więc nie potrzebna mi banda szczeniaków
Co nie wie nic, a gada non-stop o tym
Więc nie rób z siebie i ze mnie idioty
I sercem

[x2]
Patrz, mamy ten vibe
By rozjebać cały chłam w drobny mak
Co to dla nas? gdy mamy ten funk, który rusza was tak
A co dla nas ma świat? jego sprawa

Wiesz, nie obraziłbym się na dom w Miami
Samolot, jacht, Don Perignon pod palmami
W Maserati mógłbym ciąć Sunset Boulevard
Zacznę odkładać hajs może od jutra
Dziś budzę się i znowu sobie wróżę źle
Bo to co widzę w lustrze musiało przeżyć Sarajewo
Wiesz co? ze strachu byś nie ustał
Widziałem to nieraz, dlatego mimo tego luz mam
Słuchaj, w bloku takim jak twój tylko gadam do shure'a
Nie napadam babć, nie żeruję na emeryturach
Moja natura mówi mi rap rób
Bo moja matura dałaby etat mi tylko tam gdzie fast-food
Cóż, to tu niewiele zmienia, wciąż piszę rap sercem
Na inny nie miałbym sumienia
Nie tylko tu i teraz - od zawsze na zawsze
Mam szczęście do szczęścia, bo sercem patrzę
Ty jak chcesz

[x4]
Patrz, mamy ten vibe
By rozjebać cały chłam w drobny mak
Co to dla nas? gdy mamy ten funk, który rusza was tak
A co dla nas ma świat? jego sprawa
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo