Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Jeśli w końcu ten los
zdobyć szczyty nam da
nawet za sto lat
ten film nie zmieni nas x2

Nie ma mnie tam
gdzie dłuży się aleja palm
a powinnam tam być
jak Bareja w Cannes

Pan man były by chudszy od mojego portfela
ale mam daleko tam
jak do Cannes Bareja

nie ma tam mnie
gdzie plaże złotym piaskiem
mienią się
a miałam mieć ten fejm
jak Hitchcock po ptakach

wciąż udaje ze to film
jak te komedie Koterskiego
chodź codziennie mam dzień świra
nie ma w tym nic śmiesznego

nie szukaj mnie
gdzie rozwija sie czerwony dywan
tylko tu gdzie parkiety stoją w ogniu jak ten rydwan

chodź mam jeszcze lu
a spike ma jeszcze lee
to pytam WHO GOT GAME ?
a wy mówicie TY !
Robię to, robię tamto
czasu spuszczam manto
klimacik ala esperanto
robię, co chcę
skąd ja znam to
otwieram piwko
wykwintnie jak kwinto
ze mną lala ala Paris Hilton
blond niunia piękna nimfo
zróbmy dziś to
to co chcemy
ja daje ci swobodę
przecież się dobrze rozumiemy
ściemy odstaw, kurwa, na bok
teraz tańczysz tutaj tu przy lustrze żwawo
teraz trochę lodu wrzucę ci za majteczki
widzę: stwardniały ci już teraz suteczki
daj wszystko z siebie dla tej pioseneczki
lubisz takich jak ja, to krótka piłka
wiem, pewnie sport, aktywność, siłka
ej, chwilka, chcę mieć z tobą synka
ej, niuńka, co jest? co to za minka?
nie złość się, mówię tak przenośnie, małolata
musi być kontakt, alko, który figle płata
i tak ma być
teraz dla mnie zatańcz
nie przejdzie ci to płazem, nie, nie ma bata
i tak ma być, słońce, wszystko w całość się splata

Refren:
Gdy cię nie ma, to mijają nudne dni
gdy będę z tobą, chyba nie odmówisz mi
nie zamienię za żaden smak tych chwil
waniliowy smak, smak słodkich win..

Pot waniliowy spływa po twojej dłoni
zapach wanilii przy twojej skroni
spokojnie, powoli, czas przecież nie goni
ty mnie znasz, ja ciebie znam
ty w głównej roli
myślę sobie, kurwa, już nie mogę
relaks zarzucam, jakbym ćwiczył jogę
od twoich oczu przez usta do samej brody
smak twojej śliny jak waniliowe lody
słodkie oczy, blask przezroczystej wody
czas na polowanie, zajebiste gody
jeszcze więcej do głowy sody
gdy czuje twoją potrzebę, ta, wtedy nadchodzę
uruchamiam wyobraźni wodze
jem słodkie winogrona z twoich ust
oczy zerkają na twój zajebisty biust
taki owoc kusi, pożeram go okiem
wypluwam pestkę, popijam sokiem
chrupiące ciasteczko z wilgotnym obłokiem
zapach wanilii uruchamia zmysły węchu
czuje ten zapach twoich waniliowych perfum

Refren:
Gdy cię nie ma, to mijają nudne dni
gdy będę z tobą, chyba nie odmówisz mi
nie zamienię za żaden smak tych chwil
waniliowy smak, smak słodkich win..

Wchodzę do domu, kurwa, nie zastałem cię
zapach wanilii w pokoju rozpływa się
czuję niedosyt, przesyt, łapię za zeszyt
piszę do ciebie kawał dobrego tekstu
ej, lady, lady, ta, weź to stestuj
co się ze mną dzieje, mowię jejku..
nikt tego nie wie
teraz dzwonię do ciebie
siemasz mordko
(kochanie, tęsknię za tobą, przyjedź do mnie)
Chciałbym, żebyś była tu jak najszybciej
kupiłem szampana, słodkie wiśnie
dziś liczysz się tylko ty, oczywiście
podbij do domu, będzie zajebiście
wiesz, jak jest, odbieramy na tych samych falach
wspólna jazda w naszym stylu zadowala nas
to o tym nawijam, że mamy wspólną pasję
tu nie wchodzą w rachubę te niemieckie akcje
ty dobrze wiesz i ja wiem, na czym stoję
więc szach na temat, dalej róbmy swoje
taki temat daje dużo do myślenia
dobra słuchaj teraz, co mam do powiedzenia!

ref:
Gdy cię nie ma, to mijają nudne dni
gdy będę z tobą, chyba nie odmówisz mi
nie zamienię za żaden smak tych chwil
waniliowy smak, smak słodkich win..
Nie prosiłem się na ten świat lecz muszę żyć
będę żył dokładnie tak by każdy dzień był dobrym dniem
i wódę wciąż odstawiam w cień
dlatego robię to siano, dlatego robię to siano

Nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze
w tym numerze właśnie ten temat drążę
do nich dążę, mam nadzieję, że zdążę
zrobić to szybko, zrobić to dobrze
mądrze zależy jak rozumiesz słowo
w tym kraju żeby żyć ruszasz dupą albo głową
wypieram długie, radzić sobie umiem
nie potrafisz tego giniesz w szarym tłumie
ta, to nie jest droga z której jestem dumny
jeśli będę musiał będę robił to do trumny
Bóg mnie oceni, tylko jego zdanie cenię
poza nim nie ma nic, bo wszystko jest w cenie
chcą wymyślą swoje płacisz myślą inaczej
to świat bez litości raczej
musisz odnaleŹć się w tym bracie
jeśli chcesz być *****onym graczem

Nie prosiłem się na ten świat lecz muszę żyć
będę żył dokładnie tak by każdy dzień był dobrym dniem
i wódę wciąż odstawiam w cień
dlatego robię to siano, dlatego robię to siano

Co zrobić zrobię wszystko
żeby *****ne banknoty były blisko mnie
każdy jeden ziom wie jak zarobić je drogą śliską
to jawne pozbawione zasad igrzysko
wszystko umiesz liczyć licz na siebie
pamiętaj to dotyczy także ciebie
dlatego orient pa-pa-pa-patrz komu ufasz
bo nawet twój ziomek może cię wyruchać
ty robisz siano i ja robię siano
i jakby nie było pieniędzy zawsze mało
życie staje się droższe a apetyt rośnie
chętnie bym zamienił swoją Toyę na Porsche
potrzebuję siana jak tlenu
czego nie robimy dla *****onych PLN'ów
gdziekolwiek zdecyduję się ruszyć
chcę mieć co wypić, chcę mieć co kruszyć
ona chce sushi potem kino i melanż
chce to wszystko tutaj i teraz
ej, będę grał, nie patrzył biernie
jak z przed nosa ucieka mi cały świat

Nie prosiłem się na ten świat lecz muszę żyć
będę żył dokładnie tak by każdy dzień był dobrym dniem
i wódę wciąż odstawiam w cień
dlatego robię to siano, dlatego robię to siano

Całe Przymorze robi hajs
Zaspa robi hajs
cały Wrzeszcz robi hajs
GDA robi hajs
Sopot robi hajs
Gdynia robi hajs
cała Polska robi ten hajs
przez cały, cały czas
A ja robię ten szmal, mam tu muzę, mam tu bal
Bo przyjemne z pożytecznym łączę, zarabiam szmal
Co weekend jest robota, jest gołda, jest pokaz
Jest pełna sala ludzi, to fani nie hołota
Jest ochota na to wszystko, by dać z siebie wszystko
To show jest od artystów rysiowego pokroju
Fan zmiennych nastrojów nie zawodzi na mic'u
Klasyczny syf jak Warren w erze G-funku
Pieniądze robię choć nie tyram w mennicy
Nie wyrodnicy, showmani, nie męczennicy
Łatwy szmal to to nie jest, często duże ciśnienie
Bo to ciężki kawał chleba, ta, jedziemy w teren
Bus, stacja, hotel, backstage, potem bankiet
Wychylam szklankę, łapię pion i razem z Darkiem
Czas tu na akcje, atakuję lewą flankę
Scena jest moja, operuję dzisiaj crunkiem

W pizdu siana wy*****uję co dzień na melanżach
Później je kołuje to do siebie ma ta branża
Gonię stówki, zbieram długi to jest moja gaża
Siedzieć na etatach za długo mi się nie zdarza
Ale show-biznes to prawdziwy hajs
Nadszedł teraz dla nas czas, żeby robić go na max
Nie którzy mówią, że siana z rapu brak
Rychu, Peja i PTP my zrobimy to tak

PTP, Rychu P, nie do wy*****nia gang
'08 projektami roz*****iemy bank
Po godzinach pracy wrzucam zwrotę potem takt
Leję łychę potem track, zrobię siano jak Slin Da
Wsiadam w gablotę, na boku liczę flotę
Nie starczy mi na potem, trza zarobić grubszą kwotę
Jadę i już dzwonię, tam odzywa się abonent
Szybka chwila na stronie to szmal zarobiony w moment

(Właśnie tak) właśnie tak robię szmal, właśnie tak
Robię szmal właśnie tak, właśnie tak, *****, tak, tak
Właśnie tak robię szmal, właśnie tak
Robię szmal właśnie tak, właśnie tak, *****, tak, tak

Harówka w studio, ja uwielbiam takie gówno
Czysta przyjemność, kleję wersy pracą żmudną
Możesz to nazwać, ja wolę inny wariant
Takie rap sesje dla mnie są jak fajrant
Żadna robota, to nawyk, to pokaz
Na co dzisiaj mnie stać, wszystko si nie na opak
Nie zgubić się w tym chłopak, bo ponownie zgarnę kwotę
Za kolejny rymów notes dadzą wysoką notę
W kolorowej prasie raczej tam się nie pojawię
Raczej wsiądę w pociąg i odwiedzę Jacka Cabę
Szmal do zarobienia, jak go zrobić? prosta sprawa
Spisać swe przeżycia potem nagrać, nie zaprawiam
A gdy ludzie ci uwierzą wtedy kupią, pokochają
Bo to właśnie dzięki wam tacy jak ja szmal zbierają
Właśnie tak, tak, właśnie, tak tak
Właśnie tak, właśnie tak, *****, tak, tak

Wiesz jak wypadasz z obiegu Rea wchodzi ci na konto
To nie gramy w to dla syfu, tylko miejski styl non-stop
Ciężki tryb nocą i znowu płynie hajs
Tu przy barze płonie hajs i zamienia się [?]
Żeby tu osiągnąć cel musisz mieć charakter chłopak
Pośród takich, którzy Jack'a Daniel'sa walą jak browar
Pośród tych, dla których słowo Holandia to najpierw koka
I choć życie mam na kredyt to przeżywam je sam zobacz, ej

Nie mam hajsu z rapu chociaż robię go od lat
Dla jednych to jest gówno, a dla mnie cały świat
Jak przyjdzie na to pora, będzie z tego kasiora
Na razie się chill'uję i skręcam se gibona
Za*****lam cały dzień żeby jakoś wyżyć
Chociaż można tutaj zawsze na lewiznę liczyć
I przyjemne z pożytecznym łączę - muzyka i skręty
Choć to drugie daje siana więcej niż pierwsze niestety

Ja robię, ja robię ja robię robię ten hajs
Hajs, pieprzony szmal, szmal za który potem mam balet
Czasami balet trwa dniami, a wódka płynie litrami
Czasami razem z ziomami spalamy kilogramami
Myślisz, że mam hajsu z rapu, zejdź na ziemię chłopaku
Myślisz, że mam gablotę, te za koncertową flotę, ee
Chciałbyś mieć to co ja, weź idź i zapracuj
Zaczynałem od zera, więc teraz ***** nie pajacuj

(Właśnie tak) właśnie tak, tak, robię szmal, szmal
Robię szmal i właśnie tak, właśnie tak, *****, tak, tak
Robię szmal właśnie tak, tak, robię szmal i właśnie tak
Robię szmal, szmal i właśnie tak, właśnie tak, *****, tak, tak
Robię szmal właśnie tak, tak, robię szmal i właśnie tak
Robię szmal, szmal i właśnie tak, właśnie tak, *****, tak, tak
Robię szmal właśnie tak, tak, robię szmal i właśnie tak
Robię szmal, szmal i właśnie tak, właśnie tak, *****, tak, tak
Powoli realizuję to co kiedyś zaplanowałem
Kilku równych ludzi poznałem, nigdy im tego nie zapomnę
Paru zawiodło, urwany kontakt już na dobre
Na nie jednym wypadzie nokaut, a z nim kupa wspomnień
Skromnie sam z matką, wiem, że wierzyłaś we mnie do końca
Proste, dziękuję, z obietnic czas się wywiązać
Wreszcie wierz mi tak długo na to czekałem
Jestem ci to winien, ten krążek to moje życie całe

Tak sam jak długa droga przede mną
Magiczna wajcha czy te drzwi się odemkną?
No przeszedłeś przez próg i co?
Ciągle poznaję kto to Bóg
Z wdzięcznością mu, upływają na Świonach
Zdziczałe lata, od pisania ręcznego przejście
Siedzę w necie, piszę w czatach
I czas ucieka szybko jak godzina w Limanowej
I marzenia żeby dobrze mówić i dupy nie zawracać
I by być i by by być, jest gyt kabanos przy M i C
Nie tandet z SW-CE kiedy musisz żyj, kiedy żyj
Zdarzenia życia , wy-wy-wyr-wy-wy-wyrwą cię ze snu

A kiedyś tylko plac, dom, plac i na chaby
Kieszonkowe w druca na karku jeden cztery
Przyszłość to słowo nie istniało, żadne bariery
Szczery głos, głupoty w głowie coś pozostało
Wiele knifów się przydaje
Na zawsze z trudnością, z młodością się rozstaję
Ale o głowę mądrzejszy, o marzenia lżejszy
Tu z historią życia RanTeWu

Rap szu wciąż po mieście płynie
Ten styl ta miłość nie zginie
Rap szu nigdy nie wiąż z gwiazdami
Z sercem dwa metry pod chodnikami yo
Rap szu stara szkoła wspomina
Pozory mylą, a ten szelest zagina
Powraca, wyrwanych ze snu wybiera
TeWu ile z rap szu

Są dni, są miejsca, które pamiętam do dziś
Zburzona historia, suchy jesienny liść
Skruszona cegła, warta jak perła
Przyciąga gapia, martwa fotografia
Piąta w albumie, początki w niewidocznym tłumie
Na scenie pamiętne pierwsze zbliżenie
To tyle teraz trzaskam co chwilę i duma
Lata praktyki kto kuma
Pewne wiadomości gdzie cziki-cziksy
Co i jak dobre i złe strony
Całkowicie inny świat, lepsza prezentacja
Kobiety i-i-i ubrania, badice, szelest, luz, luz, nic do dodania
Ostatni gong, zmienia się czas, zmienia się krąg
Zmienia się wszystko, zmienia się ekipa która była blisko
Podziały, grupy, co? do dupy, przyjaciele których nie ma aktualnie
Aktualnie, coś w tym jest naturalnie, naturalnie

Nie ma dnia gdy nie myślę o tym
Oldschool czasy, oldschool kłopoty
Kto kogo wciągnął do biznesu dziękówki
Tera spodnie z dresu, kiedyś spuści portki

Znów krok po kroku luŹnego zawodnika
Minimalne szanse, szmal z kieszeni znikał

Czas upływał, koleś wałki zgrywał
Tak jak przed lat paru, rap z pod nocnych barów
Bez umiaru, nie oszczędzając przypału
W studio zaufanym naszych ludzi paru
Wierny mikrofono Tuwaandalo kto to?
(Niewinny, ale, ale) śląski rap słów nie rzucamy w błoto

Rap szu wciąż po mieście płynie
Ten styl ta miłość nie zginie
Rap szu nigdy nie wiąż z gwiazdami
Z sercem dwa metry pod chodnikami yo
Rap szu stara szkoła wspomina
Pozory mylą, a ten szelest zagina
Powraca, wyrwanych ze snu wybiera
TeWu ile z rap szu

Dzień z historią życia RanTeWu
Po dniu, ku zdziwieniu
Dzień, jaki był życiowy start?
Ile jest wart, ile jest wart teraz?

Dzień z historią życia RanTeWu
Po dniu, ku zdziwieniu
Dzień, jaki był życiowy start?
Ile jest wart, ile jest wart teraz?

Dzień z historią życia RanTeWu
Po dniu, ku zdziwieniu
Dzień, jaki był życiowy start?
Ile jest wart, ile jest wart teraz?

Dzień z historią życia RanTeWu
Po dniu, ku zdziwieniu
Dzień, jaki był życiowy start?
Ile jest wart, ile jest wart teraz?
Ramię w ramię
Ten kawałek dedykuję wszystkim moim przyjaciołom
Na których zawsze mogę liczyć
Prawdziwym wojownikom
Ramię w ramię

Ty wiesz o co walczysz (ty wiesz)
Ja wiem o co walczę (ja wiem)
Razem zwyciężymy w tej nierównej walce
Przyjaźń i lojalność stanowią największą tarczę

Tu, gdzie każdy na błędach się wychował
Dobrze wiemy, że życie to gra zespołowa
Dlatego dbamy by skład, w którym gramy od lat
Był zgrany i zbudowany z samych ludzi zaufanych
Bo nie potrzeba nam stu koleżków od melanżu
Ale kilku prawdziwych ludzi bez fałszu

Takich na których zawsze można polegać
Masz swoją ekipę typie to wiesz o co biega
Tu nikt nie ucieka jak kolega ma kłopoty
Bez kitu, to skład prawdziwych wojowników
Tych kilku, którzy stanowią siły zbrojne
To dla nich jest pokój z widokiem na wojnę
Na własnym froncie każdy walczy o marzenia
Ja i moi ludzie, dążymy do ich spełnienia
Czy zdążymy nim zatrzyma się ziemia?
Zobaczymy, nie boimy się stromych schodów
Bo w razie kłopotów ramię w ramię jak Spartanie
Jeden chroni drugiego i nic złego się nie stanie

Ty wiesz o co walczysz (ty wiesz)
Ja wiem o co walczę (ja wiem)
Razem zwyciężymy w tej nierównej walce
Przyjaźń i lojalność stanowią największą tarczę

Mamy cel, więc połowa sukcesu jest już za nami
Dobrze się znamy, więc trudniej jest nas omamić
Zakręcić, skłócić, żebyśmy przeciw sobie stali
Widziałem wielu, którzy się na tym przejechali
I widzę wciąż tych co są marionetkami
Bratobójczej walki, chęć wszczepić sobie dali
Sterował ludźmi tak kiedyś Józef Stalin
I niejeden pies ze ściemnionymi zeznaniami
Dzielcie się, a będziecie słabsi i sami
Tylko przez to, że kogoś chcieliście osłabić
Ramię w ramię idziemy tam gdzie prawda rządzi
Żaden z nas nie ma czasu i ochoty mącić
Nie żyjemy po to by komu coś udowodnić
Idziemy razem i wiemy dokąd wiedzie chodnik
Tu nawet wojownicy, walczą przede wszystkim głową
ZIP styl, bez matrycy, nie myślimy sztampowo
Nie udajemy tu przed sobą ***** wie kogo
To nie ten lokal, Gra Pozorów jest obok

Ty wiesz o co walczysz (ty wiesz)
Ja wiem o co walczę (ja wiem)
Razem zwyciężymy w tej nierównej walce
Przyjaźń i lojalność stanowią największą tarczę

Tu, gdzie miejski syf uderza bezpośrednio
Zawsze od jednostki silniejsza była jedność
W tym nie szkoda czasu na bierność i niepewność
Bliscy to świętość, reszta to codzienność
Tymczasem wspólny cel nas jednoczy
Idziemy razem patrząc prawdzie w oczy
Tu nie pali się głupa jak komuś potrzeba pomocy
Już nie raz wystawiano nas na próbę
Ale każda porażka wzmacnia tą grupę
Przypominam coś co trwało tyle lat
Nie da się zdmuchnąć tak jak domek z kart
Szczelny skład to skarb więcej wart niż materialny świat
W którym wielu zatraciło sens walki
Walczą by walczyć, my nie używamy kalki
Niektórzy podpisują między sobą lojalki
Tą grupę zbudowano przede wszystkim na przyjaźni
Chcesz ją rozbić? trochę wyobraźni
Łatwo się zbłaźnić, bądźmy poważni

Ty wiesz o co walczysz (ty wiesz)
Ja wiem o co walczę (ja wiem)
Razem zwyciężymy w tej nierównej walce
Przyjaźń i lojalność stanowią największą tarczę tu
Jakoś tak było że się zaczynało lato
Hotel Sheraton apartament na bogato
Ich pięciu melanż sporo drogiej wódki
Trzy dziewiętnastoletnie prostytutki
Razem z kolegami z pracy nowy rozdział w życiu witał
Dziś to nie ważne kto wtedy posypał
Usłyszał ”dawaj jedziesz bez kitu będzie fajnie
Pierwszy raz to można przecież...okazjonalnie”
Tydzień póŹniej w kościele miął swój ślub
Dwa tygodnie póŹniej odwiedził modny klub
Wokół pełno dup clubbing wyższe sfery
Jakoś nudno tak telefon „przywieŹ cztery”
Im więcej wciągał tym bardziej czuł się trendy
Żonie przez pół roku wmawiał że się przeziębił
Zima oddał za bezcen kluczyki do „siódemki”
W lewiŹnie 25 tysięcy do ręki
Minęły dwa lata a on ciągle w sztosie
Z domu wyprowadził się do speluny
Lokalne ćpuny wzięli go pod skrzydło
Dziś na*****la w struny mówi życie mi zbrzydło
Wszyscy wiemy jak się kończą takie scenariusze
Zamrozić rozum znaczy strącić duszę
Dziś rzeczywistość stwarza mylne pozory
Nigdy nie da ci fory jeśli nie nabierzesz pokory

Czasem szukając wrażeń możemy dotknąć dna
Ilu z nas to wie, ilu z nas to zna

Słabo go znalem ale wiedziałem który
Chodził na osiedlu do kolektury
Kawał chłopa i kafar z postury
Do awantury był zawsze skory
Zagra crime story w wersji po polsku
Okropnie męczył kociarstwo w wojsku
Chcąc przed dziewczyną popisać się męstwem
Pobił staruszka ze szczególnym okrucieństwem
Nie lubił zwierząt i nad nimi się znęcał
Gardził ludŹmi których dotknęła nędza
Na boisku podstawił nogę kalece
Mówił on nie jest wart nas przecież
Tej niedzieli wsiadł pijany za kółko
Chwaląc się głośno nową komórką
Wypadek przez alkoholu nadużycie
Odbierając przy tym dwóm osobom życie
Trwałe kalectwo i na wózku jeŹdzi
Ile jest historii podobnej treści
Wszystko jest dobrze ale jeśli tylko
Decyzja twoja nie będzie pomyłką
[Widzisz zawsze jest to na co liczysz, więc weź resztę wycisz i posłuchaj tego]

I:
Kiedy słyszę taki werbel,
że aż zatyka mnie w uszach,
do bitu podejdę nie musi nikt zmuszać,
liczę na te bębny nie na miesięczny utarg,
uważasz się muzykiem odnajdź te dźwięki w nutach.
Za przester, gdzie dusza tu serce porusza za luz,
na Bałutach,
za ten cud, błogi stan.

II:
Kiedy widzę takie żarcie, że żołądek wywraca,
ślina z językiem, poza mordę wykracza,
oliwki, sałata, winegret i pomidor, ser feta, cebula,
tego zjem każdą ilość,
żarcie króla,
to bigos, kapusty kilogram, za ten zapach i smak,
co wciąż w siebie pcham.

III:
Kiedy mam stare buty czuję komfort na nogach,
to tak jakbym dostał numer lotto od Boga,
stary, czyli oldschool, albo inaczej retro,
wtedy czuję luz pełen na wypasie biegnąc,
HipHopu esencją,
prostota i funk,
widząc taki but tutaj wciąż myślę jako fan.

IV:
Kiedy słyszę taki dźwięk,
to go myślę znajdę.
Grzebię po winylach, chcę mieć wszystkie te sample,
ja przeniknę gdzie masz te winyle daj moment,
za czarnymi płytami przejdę każdy kilometr.
Przyłóż termometr sto stopni na kark,
byle by na gramofonie w końcu wcisnąć start.

V:
Kiedy czuję, że gram, kopię bardziej niż zwykle,
z niedowierzaniem wtedy patrzę na tytkę,
w rozpalonej fifce łapię żar ten po iskrze,
wybacz ziom w tej chwili intelektem nie błysnę,
mam wyjście poleżeć daj jeszcze chwilkę,
nie myślę bez ciśnień, niech zniknie ten świat!

VI:
Kiedy idę spać, zwykle patrzę w kineskop,
jak mi coś nie gada to nie zasnę, miej pewność.
Tak to ten z dyslekcją, brat mam być szczery,
bedę robić Rap nawet śledząc Discovery,
przełącze giwery, szukam futbolu track,
choć po pięciu minutach zazwyczaj idę spać.

VII:
Kiedy prowadzę samochód i jadę ponad dwieście,
gdy przed każdym zakrętem pasażer czuje dreszcze,
ja nie wiem czy się zmieszcze jak szerszeń zapierdalam,
choć taka prędkość w mieście budzi najczęściej alarm,
ja się staram, uwierz tak jeździć tylko sam,
ale wciąż się zapominam,
co sprowadza mnie do dna.

VIII:
Kiedy zapach czekolady czuję, mówię sobie zostaw,
Kitkaty, M&M'sy, jak i mieszanka wedlowska, nie daje mi pospać,
przez to mam próchnicę,
chuj,
nawet bez zębów będę wpierdalać słodycze,
na tony przeliczę, apetyt jaki hasz,
bo nie ma jak snickers, prince polo, mars.

IX:
Kiedy jadę do studia myślę o tym czy umiem,
tym dźwiękiem spowodować człowiek ciarki na skórze,
pośród sampli na górze, prosto z ostatniego piętra,
latam po kabinie jakby diabeł mnie opętał,
dla wariatów to sens ma, jak do Materny Mann,
tracę rozum dla tych kilku rzeczy tu każdego dnia.

[(tylko, tylko) Tylko dźwięk, który przed chwilą prezentowaliśmy na jedenastce] x5
[x2]
Tak tu jest ziomek, tak tu jest chłopie
Zamiast kruszyć kopie, tu pali się konopie
Zamiast wylewać za kołnierz, tu pije się zdrowie

Witaj w domu ziomuś, witaj w Polsce

Tak tu jest ziomek, tak tu jest dzień za dniem
A nie dzisiaj wyszło słońce a wczoraj padał deszcz
Wiesz, dzisiaj mam farta, wczoraj pękła bańka
Szybko nie ma tych co bujają się jak Wańka Wstańka
Tutaj dziwki na kolankach, w kiblach, podstawówkach
Dzisiaj mają kreski w nosach, wczoraj oczy w kreskówkach
Może chciała być barbie i mieć swojego superman'a
Marzenia prysły, a na cyckach zostało tylko S jak Sperma

Z platynowego blondu zostały tylko odrosty
A z Magdą na wakacjach
buraki z biedronki
Rodzimy się dobrzy a zdychamy źli
A co powiesz o dzieciakach, które rodzą się już z HIV
Ty, nie oceniaj nas i miejsc skąd jesteśmy
Bo znam ćpunów z najładniejszych warszawskich osiedli
Z najlepszych rodzin i z najdroższych szkół

Wszyscy jesteśmy dobrzy, ale tylko pół na pół

[x2]
Tak tu jest ziomek, tak tu jest chłopie
Zamiast kruszyć kopie, tu pali się konopie
Zamiast wylewać za kołnierz, tu pije się zdrowie
Witaj w domu ziomuś, witaj w Polsce

Tak tu jest ziomek, weź się rozejrzyj, weź się rozejrz
Piana na dwa palce, na każdej ławce smakuje dobrze
Tu joint o każdej porze dla niektórych jak modlitwa
Mówisz o nich ćpuny dla nich to religia
My mamy ciuchy świeże jak owoce w Indiach
Jesteś w szponach melanżu i chciałbyś się stąd wyrwać
Tu nienormalne jest normalne i dokładnie na odwrót
Chcesz stąd uciec, ty musisz mieć powód
Bo rzucasz wszystko, a zaraz wraca jak bumerang
Nie odetniesz się jak pępowiny, musisz wybierać
Czy iść na melanż, czy nie iść na ten melanż
Możesz myśleć, ale decyzje masz w genach
Ty chciałbyś widzieć świat przez różowe okulary
Tu każdy gra
w butelkę, tylko nie na żarty
pensje są jak humor raz są, raz ich nie ma
Oprócz błękitnego nieba nie chcę nic

[x4]
Tak tu jest ziomek, tak tu jest chłopie
Zamiast kruszyć kopie, tu pali się konopie
Zamiast wylewać za kołnierz, tu pije się zdrowie
Witaj w domu ziomuś, witaj w Polsce
1.Nigdy nie chciałem sprzedać się dla muzyki,
To do mnie dzwonili chociaż byłem nikim
Dalej jestem nikim, nie walczę o wyniki
Ciągle chce iść do przodu, ciągle chce być jak wiking
Odkrywać lady, być wolnym, jak Ikar co zbłądził
Chce sam doświadczyć do czego Odys tak dążył
Chce znaleźć swoje miejsce, dotknąć tego domu
Poszukać kątów potem przekazać je komuś
Tych kropli potu chce być warty nie sposób
Nie wylać, nie chce być ludkiem po prostu
wbrew fala płynę i trzaskam o brzeg
wiem jak to jest być jak zbity pies, wiesz?
Nigdy serca nie oddam bez walki o nie
Wiem ze czasem jest źle to me serce tak plonie
Nie jestem z pokolenia gdzie muzyka w gramofonie
Grala, ja gram przestane wiem to jest moment

Nigdy nie zrobiłbym tego co kiedyś
Te rzeczy, wspomnienia, czasem kupa biedy
Chociaż nigdy bym nie chciał być innym człowiekiem
Bo to moje Zycie moje błędy ale z wiekiem

Dojrzewam do życia do walki o mój sen
mój dzień, o to by być wielki jak big Ben
By stać się legenda, co krąży po wiekach
chociaż nigdy na sile, ten sen na powiekach

2.Ciągle kulam do przodu szuram trzymam połap
Choć kompas mnie zwodzi ma mnie za ciula
Nie hulam po balach bo mam samo respekt
Mam wartości od których skacze ci gula
Nigdy bym nie sprzedał swoich wspomnień
Choć często bolą jak jakieś zbrodnie
Sumienie mi mówi ze mam czuć się okropnie
ja mam spokój duszy i jest mi z tym dobrze
Nigdy bym nie szedł wiedząc ze zbłądzę
Nie sadze bym chciał się spalić ponownie
Nigdy bym nie wbił noża Ci w plecy
Dosłownie w przenośni, i tak jakoś leci
Nawet jak bym dostał od ciebie złe wieści
To chleb mój powszedni, wszystko się zmieści
Nie zawsze jestem happy nie zawsze jestem rześki
Ale Nigdy nie zmienię swojej opowieści

Nigdy nie zrobiłbym tego co kiedyś
Te rzeczy, wspomnienia, czasem kupa biedy
Chociaż nigdy bym nie chciał być innym człowiekiem
Bo to moje Zycie moje błędy ale z wiekiem

Dojrzewam do życia do walki o mój sen
mój dzień, o to by być wielki jak big Ben
By stać się legenda, co krąży po wiekach
chociaż nigdy na sile, ten sen na powiekach (x2)
Sy, Synku
Synku jestem w budynku na innym levelu,
Synku jestem w budynku na innym levelu,
Synku jestem w budynku na innym levelu,
Synku jestem w budynku na innym levelu,

Express happiness whenever. I'm in the building.
Express happiness whenever. I'm in the building.
Express happiness whenever. I'm in the building.
...never. I'm in the building.
I'm...I'm in the building.
Express happiness whenever. I'm in the building.
Express happiness whenever. I'm in the building.
Express happiness whenever. I'm in the building.
...never. I'm in the building.
I'm...I'm in the building.

Synku, jestem w budyn... jestem na rynku,
Siedzę na winklu, na zydlu.
Pada deszcz tynków
Za dużo rymów, młynków, ćmików.
Za dużo drinków.
Flow prosto z Chicago, nie z Doliny Muminków.
Nie dla maminsynków, setki sparingów w rap ringu.
Nagrywam serial co ma milion odcinków.
To jak saga wikingów, synku marsz flemingów.
To dla bloków, parkingów.
To dla parkietów dancingów

Synku, jestem w budynku... na innym piętrze.
Ty podziwiasz fasadę, a ja dobrze znam wnętrze.
Lecę na wietrze, pieprze, w korku czy w metrze,
Mi jest gorąco, a Ty marzniesz w tym swetrze.

Synku , jestem w budyn... jestem na chacie,
Jestem na sauzie, bracie, jestem w klimacie.
Dobrze mnie znacie, kumacie, w klubach słuchacie,
Ten flow kochacie, zero tolerancji macie.

Synku, jestem w budynku... jestem na dachu,
Jestem na haju, brachu
Nie czuję strachu.
Nie słucham "ochów", "achów",
W chuj biorę machów.
Strzelam z kałachów, chłopaku
Umiesz, porachuj.

Synku, jestem w budynku, every day I'm hustling.
To dla ziomów, którzy unikają min,
I dla fajnych świń,
Legendarnych gmin, wsi i miast.

Synku, jestem w budynku... Cały czas synku, synku

Express happiness whenever. I'm in the building.
Express happiness whenever. I'm in the building.
Express happiness whenever. I'm in the building.
...never. I'm in the building.
I'm...I'm in the building.
Express happiness whenever. I'm in the building.
Express happiness whenever. I'm in the building.
Express happiness whenever. I'm in the building.
...never. I'm in the building.
I'm...I'm in the building.

Ej, ej.
Tym co robię, człowieku,
Doprowadziłem ich do szału.
Już w tym roku człowieku, pakują się do szalup.
Bo jest nas wielu, a nie paru.
Tu na wokalu, koneksja globalna ludzi dwóch różnych walut.
Gramy bez batut, panie robią nam salut.
Mój super styl jest kaput tu na naszym balu.
My mamy atut. Kiedy gramy weź waruj.
To jest ten statut rapu,
A Ty lepiej wyparuj
Ejjj !
Ja czekam tylko na okazję.
Jak będzie ktoś szczekał, zrobię drugą Inwazję.
I znowu dupy będą trząść swoją dupą.
Gdzie twoje hity? Przy tym, to mistrz żenady z trupą.
Razem z grupą jade, jak quadem.
Resztę kładę, jak hajs na lade, jak W.W.O daję rade.
I robię hałas tu, jak ryk silnik.
Gdy sufit płonie synku, I'm in the building.

Express happiness whenever. I'm in the building.
Express happiness whenever. I'm in the building.
Express happiness whenever. I'm in the building.
...never. I'm in the building.
I'm...I'm in the building.
Express happiness whenever. I'm in the building.
Express happiness whenever. I'm in the building.
Express happiness whenever. I'm in the building.
...never. I'm in the building.
I'm...I'm in the building.

Ah, Yeah.
Best thing, yeah.
Aha, aha.
Just what you've been looking for.
Yeah, I bet!
Aha, aha.
You gonna hold your breath.
Yo, it's Crystal.
Cause you're making, when i step into the room,
Yeah, I'm the issue.

Brakuje trochę ponad połowę angielskiej
zwrotki wiec jeżeli ktoś czuje sie na silach
i naprawde da rade dobrze napisac ze sluchu - prosze.

Express happiness whenever. I'm in the building.
Express happiness whenever. I'm in the building.
Express happiness whenever. I'm in the building.
...never. I'm in the building.
I'm...I'm in the building.
Express happiness whenever. I'm in the building.
Express happiness whenever. I'm in the building.
Express happiness whenever. I'm in the building.
...never. I'm in the building.
I'm...I'm in the building.

Nie zrobie Cię na dzisiaj,chcesz zrobię Cię na jutro.
Walimy... popijamy wódką.
Zrób to, zrób to, jestem w piwnicy.
Tu rap każdy robi, słychać to na ulicy.
Słychać to na dzielnicy i w samochodzie, i w samą porę
Gural Dziadzia, Matheo jest dobrze.
Mówią że grubo kiedy chodzi o forsę.
Lubią się napić, wciągnęli wszysto nosem.
Mówią że proste, do dziś idą za ciosem.
Mówą że mogą wszystko ale nie sądzę.
Synku, jestem w piwnicy dzisiaj nie błądze,
szponce, robię pieniądze, bo robie co chce.
Z przepitym głosem posuwam ten materiał.
Zero tolerancji Crystal to rzecz pewna.
Ty weź nie pękaj, una momenta,
Nie wiesz co jest grane ziomuś?
Sprawa zamknięta.

Express happiness whenever. I'm in the building.
Express happiness whenever. I'm in the building.
Express happiness whenever. I'm in the building.
...never. I'm in the building.
I'm...I'm in the building.
Express happiness whenever. I'm in the building.
Express happiness whenever. I'm in the building.
Express happiness whenever. I'm in the building.
...never. I'm in the building.
I'm...I'm in the building.
Głośny, Głośny, dołóż do tego jakąś piszczałę
A Mes do tego nawinie, co?
O, tak, tak, dokładnie
Dawaj, tak

Parabola tego pisku uczy na dyskurs
Kiedy kolega ci dotyka Korga
To niby tylko parę przycisków
Klawisz, bass
Czym dziś rozbawisz nas Głośny?
Te gibony budują potęgę tego funku
Wyjaraj je szybko, graj wolno
Okantuj czas, okantuj czas

Uhh, co jest? G-Funk, co?
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo