Popularne piosenki. Polski Hip Hop

[Konradziwo/Ede]
tak piękny dzień zaczynam puszkiem, duszkiem,
z Edziem spijam piwko
daj wychillować się dzisiaj, weź nie bądź terrorystą
za rogiem bistro, gdy na szamę ostra wkrętka
grube lolo, ubuchany, marzy mi się siesta
na ten stan palestra odpala gruby bal
Ede, Konradziwo, Estajla i Jamal
kojarzysz Hau Haj, szykujemy nowy skandal
fatal, wandal, my to alko, narko, banda
u nas to już standard, ziom najwyższa ranga
jedziemy grubo, drugi weekend, polewaj barmanka
kosmiczny balet mam tam gdzie halny poniesie
zawijaj lolka brat nam na ostatnim OeSie
wieść się niesie, że kolesie palą janka
trzeci weekend, czwarty weekend, polewaj barmanka
zapal blanta, szklanka w górę, grubo kolo
gruby bal, gruby szmal z nami grube lolo

Ref.
czy z puchy, czy z lufy, z gibla pojara
trzy buchy i głuchy? i gra gitara
jaram gibraltara mała
jarzysz? smażysz? nie? to nara
zimne piwko, fifka i zioło
pięknie wszystko, dziś na wesoło
grube lolo skręcam, jaram mała
jarzysz? smażysz? nie? to nara

[Poszwixxx/Bezczel]
na koncertach z sokiem rum, ogień, skanduje tłum
czasem zainteresowanie spada do minimum
tigri bum jak nawijał Scyzoryk za małolata
to był mój faworyt jarzy się jak meteoryt, ogień i skurcz
otwieram samarę z towarem, palę sobie gras (gras)
zapalarę z żarem walę dwa buchy na raz (raz)
w zielone gram z ziomem zielonego gram mam
po tym gównie taki flow że aż kurwa boję się sam
jaramy z bonga wygrzewka wali w sagan
w chuj bałagan nazajutrz zostawiam
torebka pękła po gibsztylu na łebka, od święta smali
za zimne piwo płacę jak za prezydenta somali
chodź twoje zwoje mózgowe nie wyrabiają za tym
rymy dwoje, troję, wszystkim co kręcą, jarają baty
znają tematy a Ty jeśli jesteś z nami to brawo
jaramy tonami i na kilogramy bo sami stwarzamy se prawo

Ref.
czy z puchy, czy z lufy, z gibla pojara
trzy buchy i głuchy? i gra gitara
jaram gibraltara mała
jarzysz? smażysz? nie? to nara
zimne piwko, fifka i zioło
pięknie wszystko, dziś na wesoło
grube lolo skręcam, jaram mała
jarzysz? smażysz? nie? to nara

[Bezczel/Ede]
jestem już tak upizgany że nie wiem o co kaman
nie ma to jak na gastro kebaby późno nocą, szama
walę bucha i odwiedzam całodobowe bistro
pani za ladą słucha chodź nie wygląda na bystrą
dawaj mięso z barana i ostry sos
wiadomość o tym, że nie ma zbija fazę jak prosty cios
uuuuuu, o kurwa jakie zbicie
to poproszę zimne piwko na rysę pani zapisze w zeszycie
i sypie się życie gdy nie ma baraniny
o kurwa co teraz będzie, Michaś co teraz robimy?
rozkminimy piwko, spalmy spliffa
wiem chodź blisko mam wszystko co nam trzeba dzisiaj
piwko, weź szybko bierz taxi i chodźmy już z stąd
tylko gdzie? Brooklyn! choć to nie Nowy York
placki pierwszy sort, yo, najlepsze w mieście
możemy pić i palić, F do A, nareszcie

Ref.
czy z puchy, czy z lufy, z gibla pojara
trzy buchy i głuchy? i gra gitara
jaram gibraltara mała
jarzysz? smażysz? nie? to nara
zimne piwko, fifka i zioło
pięknie wszystko, dziś na wesoło
grube lolo skręcam, jaram mała
jarzysz? smażysz? nie? to nara
Ref:
Idąc przez życie myślę o tym de facto
co dalej będzie ze mną czy wpadnę w bagno
czy będzie znów ciężko czy będzie łatwo
wiara w samego siebie ten cały reaktor x2
1:
Skromny chłopak nie potrzebuje Rolex zegarka
Mam w zanadrzu de facto a kg majka
zwykłe spodnie, t-shirt, buty nike nie hawajka
Złap ten beat pierdolnij w pucharka
Dla tych co myślą ze mój rap to zwałka
Lepszy hip-hop w uszach a nie w nosie koki działka
Ten beat wznieca ogień rozpala jak podpałka
Przerywam milczenie Wojtas pozdro strzałka
Ref:
Idąc przez życie myślę o tym de facto
co dalej będzie ze mną czy wpadnę w bagno
czy będzie znów ciężko czy będzie łatwo
wiara w samego siebie ten cały reaktor
2:
Działam na swój rachunek a nie jak bloker
Ten cały polski rap biznes jest jak poker
Chce robić to tyle lat jak Joe Cocker
Fu normalny gość de facto a nie blokers
Te życie tutaj trzepie jak Johny Walker
Masz te teksty śpiewaj se bo to karaoke
Ten beat jest kotem jadę pod niego jak szofer
Tak to de facto to przywoła katastrofę
Ref:
Idąc przez życie myślę o tym de facto
co dalej będzie ze mną czy wpadnę w bagno
czy będzie znów ciężko czy będzie łatwo
wiara w samego siebie ten cały reaktor x2
3.
Cofnę się o parę lat wstecz gdy było fajnie
Byłem młodszym łebkiem myślałem nie racjonalnie
Myślałem nienawiść pasuje do mnie idealnie
Ponosiłem tego konsekwencje
Sztuka ulicy hip-hop to dało mi lekcje
Pewne kwestie nie miały wtedy dla mnie znaczenia
Zawiodłem się na innych to dało do myślenia
Nie chcę myśleć tak że mogło być inaczej
Gdy żyłem jak król ty byleś zwykłym pajacem
Zakrapiane życie wódką sexem i whiskaczem
Traciłem zarabiałem potem budziłem się z kacem
To dzisiaj de facto za to wszystko płace tak
Ref:
Idąc przez życie myślę o tym de facto
co dalej będzie ze mną czy wpadnę w bagno
czy będzie znów ciężko czy będzie łatwo
wiara w samego siebie ten cały reaktor x2
Głośny, Głośny, dołóż do tego jakąś piszczałę
A Mes do tego nawinie, co?
O, tak, tak, dokładnie
Dawaj, tak

Parabola tego pisku uczy na dyskurs
Kiedy kolega ci dotyka Korga
To niby tylko parę przycisków
Klawisz, bass
Czym dziś rozbawisz nas Głośny?
Te gibony budują potęgę tego funku
Wyjaraj je szybko, graj wolno
Okantuj czas, okantuj czas

Uhh, co jest? G-Funk, co?
Świat muzyki...kina, sportu...polityki
Świat seksu...narkotyków

2005 uwierz był gruby
pe ćwiczył huculskie łamańce kozackie prysiudy
bita pała wpędze go do grobu
na koncertach hałas cicicicipa... (próba mikrofonu)
podsumowanie sezonu początek z boxem
ten będzie jak poprzedni stawiam na Proxę
kończy Michalczewski złe wieści z Hamburga
Gołota-Brewster (dechy) niecała pierwsza runda
dla niejdnego z nas nie ma już jutra
Richard Pryor Luther Vandross Gołaś Grubba
Tookie Williams nie pomogło Redemption
Kenneth Lee Boyd jako tysięczny kara śmierci
2 kwietnia zamiera świat 6 dni później
wiatr zamyka świętą księgę na cedrowej trumnie
Nostradamus czytaj między wierszami
koniec świata coraz bliżej w ogniu stoi Paryż
Wieża Eiffla będzie wkrótce minaretem
u nas w sejmie pierwszy mulat Andrzej Lepper
pobożna lewica aż przyłóż do rany
gwałt na dziwce eurodeputowany pozwany
mamy ich dwóch u sterów dobrana para
z jednej strony z jednej partii jednego jaja
nawijanie o nich jak zabawa ogniem lontem
co na to Ted Kaczyński alias Unabomber
faksymile pr czarny
ćwierćwiecze w rozkładaniu kraju solidarnych
co dziś zostało z ich starego programu
odciski na umysłach od styropianu
w łódzkim CBŚ znikają narkotyki
Niemczyk złapany w Interpolu wnyki
afera Starachowice to już jest normą
kiedy możesz kupić nawet ustawę sejmową
Sikora wyskakuje spłacony dług
prawie milion dla chłopaka z Poznania od psów
100 lat Las Vegas Mahagonny idzie z kartą
stół zielony przepasany czarną szarfą
to jest jak w życiu kiedy rzucone są kości
bez wyjścia litości Selwa na wolności
Papa Dance i Kombi odgrzane kotlety
Big Cyc łapie temat moherowe berety
Sami Swoi żygam (Wiśniewski) ta przestrzelona strzyga
news dla bezguścia wolna Mandaryna
Kaja Paschalska mała czikulinka
serialowa sucz ponoć sypie się jak choinka
tajne loty tortury CIA więzienia
w nagrode ucieta wizowa loteria
zwycięzkich zdrajców historia nie ocenia
prochy Kuklińskiego na polskich ziemiach
Elton John wychodzi za mąż słabo?
Snoop Dogg pisze wiersz zachwycony parą
Wojewódzki Mucha apelują gej okej
wolę archaizmy pedał ciota cwel
na ciele kobiety widzę tą ohydną bliznę
Szczuka popłuczyny po upadłym feminiźmie
Cassidy za głowę spogladał zza krat
Katarzyna zmiata jazzu bluesa świat
Beata K Aniu to nie ja
sprawa Ultimo przybite 25 lat
Mobb Deep w G-Unit a może G-Unot
hieną roku został FAKT psem Shaq a jak
Jackson świętował piżama party
zamiast siedzieć za majty niewinny w procesie karnym
Shroeder i Putin narobili nam biedy
ze wschodu ma u mnie względy już tylko Pielewin
exodus na wyspy może jestem niekumaty
dlaczego Polki tam dają dupy tym ciapatym
pamiętasz Lige Mistrzów huj z Liverpoolem
teraz mówi się być zrobionym grzać ławę jak Dudek
numer jeden roku dla mnie Kate Moss
zabrał bym ją na melanż i poszedł w sztos
"wtedy życie pędzi jak poemat
trzeba tylko znaleźć dobry temat"
czysty śnieg zebrany u podnóży Andów
później napad lęków debet w banku
rok awantur disów niezłe tempo
joint z Chadą Pyskatym Osiedlowa Piękność
koncert w NY czarne Jamaica dziwki
na Queens bóle warg tylko za one-fifty
twarz się traci raz Mezo politycy
wyprowadził się z burdelu niech nie zgrywa tu dziewicy
Gay Richie wyreżyserował swój Revolver
niech porzuci film dalej rżnie Madonne
Ignor Losza Vera muzyka dla balasów
na Andrzejki dałem ojcu skręta z haszu
pamiętasz Hala Ludowa gumową dziewczynę
nocą w Cieszynie awantura rynek
później przyszedł dzień gdy stary rok się wywraca
spokojnie wstałem bez kaca 2005
Sy, Synku
Synku jestem w budynku na innym levelu,
Synku jestem w budynku na innym levelu,
Synku jestem w budynku na innym levelu,
Synku jestem w budynku na innym levelu,

Express happiness whenever. I'm in the building.
Express happiness whenever. I'm in the building.
Express happiness whenever. I'm in the building.
...never. I'm in the building.
I'm...I'm in the building.
Express happiness whenever. I'm in the building.
Express happiness whenever. I'm in the building.
Express happiness whenever. I'm in the building.
...never. I'm in the building.
I'm...I'm in the building.

Synku, jestem w budyn... jestem na rynku,
Siedzę na winklu, na zydlu.
Pada deszcz tynków
Za dużo rymów, młynków, ćmików.
Za dużo drinków.
Flow prosto z Chicago, nie z Doliny Muminków.
Nie dla maminsynków, setki sparingów w rap ringu.
Nagrywam serial co ma milion odcinków.
To jak saga wikingów, synku marsz flemingów.
To dla bloków, parkingów.
To dla parkietów dancingów

Synku, jestem w budynku... na innym piętrze.
Ty podziwiasz fasadę, a ja dobrze znam wnętrze.
Lecę na wietrze, pieprze, w korku czy w metrze,
Mi jest gorąco, a Ty marzniesz w tym swetrze.

Synku , jestem w budyn... jestem na chacie,
Jestem na sauzie, bracie, jestem w klimacie.
Dobrze mnie znacie, kumacie, w klubach słuchacie,
Ten flow kochacie, zero tolerancji macie.

Synku, jestem w budynku... jestem na dachu,
Jestem na haju, brachu
Nie czuję strachu.
Nie słucham "ochów", "achów",
W chuj biorę machów.
Strzelam z kałachów, chłopaku
Umiesz, porachuj.

Synku, jestem w budynku, every day I'm hustling.
To dla ziomów, którzy unikają min,
I dla fajnych świń,
Legendarnych gmin, wsi i miast.

Synku, jestem w budynku... Cały czas synku, synku

Express happiness whenever. I'm in the building.
Express happiness whenever. I'm in the building.
Express happiness whenever. I'm in the building.
...never. I'm in the building.
I'm...I'm in the building.
Express happiness whenever. I'm in the building.
Express happiness whenever. I'm in the building.
Express happiness whenever. I'm in the building.
...never. I'm in the building.
I'm...I'm in the building.

Ej, ej.
Tym co robię, człowieku,
Doprowadziłem ich do szału.
Już w tym roku człowieku, pakują się do szalup.
Bo jest nas wielu, a nie paru.
Tu na wokalu, koneksja globalna ludzi dwóch różnych walut.
Gramy bez batut, panie robią nam salut.
Mój super styl jest kaput tu na naszym balu.
My mamy atut. Kiedy gramy weź waruj.
To jest ten statut rapu,
A Ty lepiej wyparuj
Ejjj !
Ja czekam tylko na okazję.
Jak będzie ktoś szczekał, zrobię drugą Inwazję.
I znowu dupy będą trząść swoją dupą.
Gdzie twoje hity? Przy tym, to mistrz żenady z trupą.
Razem z grupą jade, jak quadem.
Resztę kładę, jak hajs na lade, jak W.W.O daję rade.
I robię hałas tu, jak ryk silnik.
Gdy sufit płonie synku, I'm in the building.

Express happiness whenever. I'm in the building.
Express happiness whenever. I'm in the building.
Express happiness whenever. I'm in the building.
...never. I'm in the building.
I'm...I'm in the building.
Express happiness whenever. I'm in the building.
Express happiness whenever. I'm in the building.
Express happiness whenever. I'm in the building.
...never. I'm in the building.
I'm...I'm in the building.

Ah, Yeah.
Best thing, yeah.
Aha, aha.
Just what you've been looking for.
Yeah, I bet!
Aha, aha.
You gonna hold your breath.
Yo, it's Crystal.
Cause you're making, when i step into the room,
Yeah, I'm the issue.

Brakuje trochę ponad połowę angielskiej
zwrotki wiec jeżeli ktoś czuje sie na silach
i naprawde da rade dobrze napisac ze sluchu - prosze.

Express happiness whenever. I'm in the building.
Express happiness whenever. I'm in the building.
Express happiness whenever. I'm in the building.
...never. I'm in the building.
I'm...I'm in the building.
Express happiness whenever. I'm in the building.
Express happiness whenever. I'm in the building.
Express happiness whenever. I'm in the building.
...never. I'm in the building.
I'm...I'm in the building.

Nie zrobie Cię na dzisiaj,chcesz zrobię Cię na jutro.
Walimy... popijamy wódką.
Zrób to, zrób to, jestem w piwnicy.
Tu rap każdy robi, słychać to na ulicy.
Słychać to na dzielnicy i w samochodzie, i w samą porę
Gural Dziadzia, Matheo jest dobrze.
Mówią że grubo kiedy chodzi o forsę.
Lubią się napić, wciągnęli wszysto nosem.
Mówią że proste, do dziś idą za ciosem.
Mówą że mogą wszystko ale nie sądzę.
Synku, jestem w piwnicy dzisiaj nie błądze,
szponce, robię pieniądze, bo robie co chce.
Z przepitym głosem posuwam ten materiał.
Zero tolerancji Crystal to rzecz pewna.
Ty weź nie pękaj, una momenta,
Nie wiesz co jest grane ziomuś?
Sprawa zamknięta.

Express happiness whenever. I'm in the building.
Express happiness whenever. I'm in the building.
Express happiness whenever. I'm in the building.
...never. I'm in the building.
I'm...I'm in the building.
Express happiness whenever. I'm in the building.
Express happiness whenever. I'm in the building.
Express happiness whenever. I'm in the building.
...never. I'm in the building.
I'm...I'm in the building.
Wiesz, co się liczy?
Szacunek Ludzi Ulicy, ludzi ulicy.
Wiesz, co się liczy?
Dla was rap ćwiczy, to dla całej miejskiej dziczy.

1.
To dla wszystkich naszych ludzi,
którym ten rap się nie nudzi, czas się obudzić,
by wyjaśnić co trzeba, dla chujowych rapów gleba,
trochę piachu ich nie ma, znów się odzywam,
gdyż zachodzi potrzeba.
Popowe popierdółki, które emitują radia,
tak jak oni, skurwiałe ode mnie dla nich pogarda.
Nadal mamy farta, nadal sprzyja nam karta
w rękawie wciąż Asy, to nie sprzedać się dla kasy.
I mnóstwo pracy, to studia, ulice, niebezpieczne życie
znam je żadne odkrycie, dzisiaj na bicie
otwarcie, nie skrycie, opowiadam to przeżycie,
zapierdalam, za przeżyciem.
Idę słuchać zdarzeń, nie nadążam by notować,
nadal jest hardcore, kocham, nie nawidzę, zobacz.
Ja nie będę się hamować za cenę popularności,
zero populizmu, raczej duży procent złości.
Jesteśmy chamscy, prości, tak szczekają żałośni,
którzy nie dorośli nawet nam do pięt, chuje zazdrośni.
Dużo miłości dla ludzi i tych miejsc, w którym zdarza się być
i nie po to by mieć.
Dziś mówię cześć, każdemu kto zasłużył,
każdemu co nie stchórzył, który dobrze mi wróżył,
podczas nie jednej burzy podał pomocną dłoń,
a nie celował mi w skroń, więc Boże wszystkich nas chroń.
Nawet, jeśli rzadko proszę, jak PB nadzieję niosę
i dzisiaj dołoże do tego moje trzy grosze.

Ref.
Wiesz, co się liczy?
Szacunek Ludzi Ulicy,
P do N, kreska, bez tego zostajesz z niczym.
Wiesz, co się liczy?
Szacunek Ludzi Ulicy, dla was rap ćwiczy,
to dla całej miejskiej dziczy.
Wiesz, co się liczy?
Szacunek Ludzi Ulicy.
Wiesz, co się liczy? Wiesz, wiesz, co się liczy?

2.
Miastem rządzi mafia, to do mnie nie trafia,
bo po drugiej stronie barykady ziomek będzie lepiej
i ten co klepie biede szybko znajdzie tu robotę,
jebać chołotę, która z psami w komitywie,
tak groźnie okiem łypie, bo się naoglądał filmów,
ty Benny Blanco z bronksu, szybko zrzucę Cię z ringu.
Dziś na dopingu, nadmiar testosteronu prawdziwy rap dla ulic,
aż do samego zgonu, dosłownie powtarzam się porażkami nie zrażam,
sukces artstyczny, kurwa, bez komentarza.
Bo recezję mi wystawi każdy Viertel i podwórko,
każdy winkiel i tak w kółko życie kręci się jak winyl,
na trzydzieści trzy i pół obroty to wrzucimy.
Szacunek dla tych ludzi, którzy musieli się trudzić
żeby wyjść na powierzchnię, poczuć powietrze rześkie,
spokojny sen, rodzinne życie bez scen i przyjaźnie bez sciem,
to sobie wszystko ceń.
Broń tego dzielnie, broń się, bij wrogów celnie,
Poznań miasto dzielne, to jedyne dla mnie miejsce,
pieprzę groteskę jak instytucje miejskie,
społeczeństwo co nie chce zmiany na lepsze,
wyrastając w konfidenctwie, na nic was nie będzie stać
umiecie tylko dać, z dupy strzelić, kurwa mać.
A tu trzeba, se ułożyć powolutku plan następny,
jak Glon pieprzę ból R.A.P., trzeba być dzielnym.

Ref.
Wiesz, co się liczy?
Szacunek Ludzi Ulicy,
P do N, kreska, bez tego zostajesz z niczym.
Wiesz, co się liczy?
Szacunek Ludzi Ulicy, dla was rap ćwiczy,
to dla całej miejskiej dziczy.
Wiesz, co się liczy?
Szacunek Ludzi Ulicy.
Wiesz, co się liczy? Wiesz, wiesz, co się liczy?

3.
To miasto penerami wypełnione jest po brzegi
nawet słabe składy mają prawo się tu cenić,
w pewnym sensie mój styl życia to jest wciąż ten sam nielegal,
bo ja wiem kto się tu sprzedał, tytułował się kolega.
Beef za beef'em, tak to idzie, chociać twórczość nie na dissach,
nie lubiano kiedyś Rysia jak w Stanach Jadakiss'a,
a ty, jeśli chcesz mnie skreślić, chuja walisz,
mówię jeśli, będę niczym skurwiel, najgorszy jak Joe Pesci.
Nawet bez ferajny, tylko ja adrenalina,
nikt nie zatrzyma furiata, znów zadyma.
Miasto w ryzach nas trzyma, miasto, które ma klimat
plus styl i klasa, kasa, miasto zaprasza,
suki też pierwsza klasa tak jak siostry Williams w deblu,
wciąż stanowie temat plot na tym, jebanym osiedlu.
Jedna gra zmieni świat na przestrzeni tych lat
i to każdego z nas, dziś jestem z tego rad,
tylko słowa prawdziwe, bo frajer da fałszywe
nie oprę swej kariery o beef przez jakąś ksywe.
Styl miejski, nie wieśniacki, wiem, że jestem chamski
na ulicy nie wyłapię za przysłowiowy damski,
nie kumasz mojej jazdy, więc się nadal z tego śmiej,
nie jestem słodziutki niczym rap for tej, hej.
Uliczna sława, która dumą napawa, od charakternych brawa,
a krytyka od gamoni, czas ich rozgonić,
niech wracają do zagród, na wsie niech nie robią
obciachu, naszemu miastu.
Psy, znów mi mówisz - cham, stój - tak nie można, wierz mi Darku.
Jeśli nie my tych leszczy, to kto zwróci honor miastu?

Ref.
Wiesz, co się liczy?
Szacunek Ludzi Ulicy,
P do N, kreska, bez tego zostajesz z niczym.
Wiesz, co się liczy?
Szacunek Ludzi Ulicy, dla was rap ćwiczy,
to dla całej miejskiej dziczy.
Wiesz, co się liczy?
Szacunek Ludzi Ulicy.
Wiesz, co się liczy? Wiesz, wiesz, co się liczy?
Domino puszczone raz
nie stanie dopóki nie spadnie
ostatni klocek
a potem od nowa
To nic że ustawiasz ciągle
to samo domino bowiem
jak pchniesz pierwszego
to wszystkie padną
Mówię Ci ale numer
poczuć ten wałek umiej
a zobaczysz
jak otwiera się droga
Po niej Ty ruszaj zatem pokażę Ci ten patent
to jest ta muzyka
gram tą kartą
Juras
Ona przyjechała do Warszawy z pod Opola,
miała blond włosy, a na imię Ola.
Na swojej wsi uchodziła nawet za ładną,
ale w stolicy była przeciętną panną.
On to zwykła pała, kawał lamusa,
przyleciał z Hiszpanii na wymianę z Erasmusa.
Zgrywał przystojniaka, Enrique Iglesiasa,
i na trzeciej randce wbił w Ole kutasa.
Ola była dumna z chłopaka z zagranicy,
rozmawiała po angielsku, był taki egzotyczny.
Chodziła z nim za rękę, powstawiała na Facebooka zdjęcia,
w objęciach hiszpańskiego księcia.
Gorące trzy miesiące szybko zleciały,
skończył się Erasmus i prysły czary.
Enrique jej zostawił maila i obietnice szczodre,
więcej się nie odezwał, a jej spóźniał się okres.

Czy marzy Ci się egzotyczna przygoda?
Erotyczna przygoda, fantastyczna pogoda.
Głupia ździro, idź na całość, lecz nie oczekuj cudów.
Życie to nie scenariusz z Hollywoodu. [x2]

Miała na imię Bożenka, była córeczką taty,
z figury trochę podobna do trzydrzwiowej szafy.
W wakacje poleciała na wycieczkę do Egiptu,
w all inclusive, Sharm el-Sheikh, tam się nie nudzisz.
Leżała jak wieloryb na plaży,
gdy podszedł młody arab, co malował henną tatuaże.
Umówili się przy barze wieczorem w klubie Alibi,
całą noc - shake your ass, let's dance habibi,
To była miłość od pierwszego włożenia,
kochanie przez cały tydzień ostre jebanie.
Na dowidzenia wzięła od niego wszystkie dane,
potrzebne do załatwienia zaproszenia.
Dziś Bożena nie jest już tak zakochana,
kiedyś była ubrana w bazarowe Dolce i Gabana.
Dziś utytłana od samego rana,
pomaga robić kebaba, w budzie Alibaba.

Czy marzy Ci się egzotyczna przygoda?
Erotyczna przygoda, fantastyczna pogoda.
Głupia ździro, idź na całość, lecz nie oczekuj cudów.
Życie to nie scenariusz z Hollywoodu. [x2]

Hi girl, where are you from?
Ooo.. Polska ! Chodźcie, impreza.
Disco, disco. Dziewczyna ładna, chodź.
Kocham cię ! I love you !
Habibi, kocham cię !
Możesz machnąć ręką i powiedzieć to nie ważne,
Zebrać ślinę z zębów i zostawić ją na klatce,
Odwrócić się, jak twój cień pod latarnią,
W sobotnią noc, noc taką jak tą,
Odskocznie są tu potrzebne by nie zgasnąć,
Przemyć zimną wodą twarz, nie chciałbyś się ogarnąć?
Zachować swoją wartość, tylko dla najbliższych,
Jestem tu z Tobą, ten związek jest magiczny,
I zapominam tych których kochałem ślepo,
Człowiek jest głupi, jak jest z głupią kobietą,
Dziś jestem daleko i wierzę w przeznaczenie,
Jak w to że jestem gotów by pomóc komuś w potrzebie,
I zmienia mnie otoczenie mego życia,
Ci ludzie których szacunek był do pokrycia,
Wczoraj nie było dzisiaj, już nie patrze na te twarze,
Tych którzy byli z Tobą jak byłeś z nimi przy barze,
Są rzeczy ważne, ważą się nasze losy,
Weź los w swoje ręce, gdy masz wszytkiego dosyć,
By cele zdobyć i włożyć w to troche wiary,
Czy być szczęśliwym żyjąc z nią, zrealizujesz plany?
Bo liczą się zmiany, by nie minąć się z dobrem,
Choć świat pojebany zostawił dla nas ten problem,
I cały obłęd wokół błędnego znaczenia,
Snu, który jak nigdy był oznaką zmęczenia..

ref:
I bliźnią się rany odchodzi w nie pamięć złość,
Gdy dzień nie był tym samym, dniem była tu noc,
Gdy nie spokojnie śpiąc, budzi cie spokój i cisza,
Ta chwila w której na nowo sobie przypominasz 2x

Muszę Cię odwieźć z życia, śpisz już pewnie,
Siedzę na ławce, sam gdzieś, sam nie wiem,
Co było błędem? nie chciałem tam zostać,
Wkurwiło mnie wszystko, musiałem odreagować,
Nie chce tu zostać, próbuję zebrać myśli,
Gdzie jestem, co robię, gdzie są wszyscy?
Słyszę głos na ulicy, głowa mnie boli,
Chcę wstać powoli, wypuszczam telefon z dłoni..
Nie chcę czuć że jak czuję, wiem że wiesz o czym mówie,
Też mam problemy, które karzą mi iść pod góre,
Mi z dużym murem i ja jeden tu,
Jak mogę być pewny pod sobą czująć lód,
Tysiąc słów, gestów, miejsc i porażek,
I tyle snów, nie pamiętam kilku marzeń,
Wszystko jest raczej prawie poukładane,
I droga która prowadzi zawsze do przegranej..

ref:
I bliźnią się rany odchodzi w nie pamięć złość,
Gdy dzień nie był tym samym, dniem była tu noc,
Gdy nie spokojnie śpiąc, budzi cie spokój i cisza,
Ta chwila w której na nowo sobie przypominasz 2x

Bliźnią się rany, odchodzi złość,
Znów najebany, mam tego dość,
Nie jestem słaby, nie jestem zły,
Uwierz mi też chce tego co ty..
Pal ziele, ziele, pal ziele, ziele, ziomek,
pchaj wiele, wiele, pchaj wiele, wiele wodę,
bucha weed'a, weed'a, weed'a, weed'a,
puchar mi daj, mi daj, mi daj, mi daj,
bucha weed'a, weed'a, weed'a, weed'a,
puchar mi daj, mi daj, mi daj, mi daj.

Cash, many cwanych bierz,
za tym nawyk żre mi kabonę,
ja chcę tylko spalić się cannabinolem.
Lolek płonie, ostatni sort tli się,
wiesz, taka zasada, na ostatki to się piszę.
Ziom, podliczę, znów mi padły fundusze,
mam jeszcze hasz, choć tej petardy nie skruszę.
Ku nauce, schowałem to na czarną godzinę i co?
Zapomniałem jak to idzie, znasz, ziom przyczynę?
Hasz się nie rozpłynie uwięziony w meblach,
tak jak i młynek, a w nim tony zielska.
Gdybym to pamiętał ziom, bym plony zebrał.
Co bym nie zrobił, jednak nic o tym nie wiem,
wokół 3 tysiące płyt, Ty, gdzie to może leżeć.
Śledzę wzrokiem półki, sprawdzam szuflady,
gdzie ta Holandia stary? Przestań to na nic,
jest tak, że granic pewnych nie ominiesz,
ale znam jedno miejsce, przejrzyj kabinę,
tam w skrytce chyba jest luz czekolada.
Jest tu (jest tu), jest tu to dawaj,
ste-stuj hasana niech przedłuży dobę chwila,
relaksu by się nie skurczyć człowiek.

Pal ziele, ziele, pal ziele, ziele ziomek,
pchaj wiele, wiele, pchaj wiele, wiele wodę,
bucha weed'a, weed'a, weed'a, weed'a,
puchar mi daj, mi daj, mi daj, mi daj. x2

Dobra, dobra, dobra, dobra, dobra...e-e-e-eeej.
Dobra, hasz poszedł z dymem, minęły godziny
i chwile, które napędzają mi adrenalinę.
Ale większość z tych chwil i godzin przespałem,
jestem świrem, niee raczej, znowu zapale.
Cały tydzień udaję koalę to przez rizle,
poprzez wszystkie odmiany z ogniem gwizdek.
Mój nawyk to chce pić, więc wybrany numer umożliwi transkrypcję,
z kieszeni na kieszeń to rozumiem.
Umówieni o trzeciej,
mam 10 minut całe Teo do przejścia.
Buty, bluza, kaszkiet, na szybkiego do miejsca,
tu mi Bluba zassie zielonego mistrza, spoko,
wolę to niż alkohol, idę po to.
Wychodzę z domu masz pierwszy kłopot,
jak mam kupić gdy chcę zamknąć drzwi, a nie mam kluczy.
Niemal skuty na amen, zatruty gramem,
wstrzymam kluczy poszukiwanie w biegu, czy znajdę?
Zostało pięć minut, w chuj problemów - jest nie fajnie,
dwie minuty, minuta po czasie, zadzwonię do zioma,
czy załatwić nie da się tego jakby po czasie.
Ale chuj wciął mu zasięg!
Ej, gdybyś choć raz przemówił tu Ty,
miałbym jaranie zamiast tych zgubionych kluczy.
(Miałbym jaranie zamiast tych zgubionych kluczy)

Pal ziele, ziele, pal ziele, ziele ziomek,
pchaj wiele, wiele, pchaj wiele, wiele wodę,
bucha weed'a, weed'a, weed'a, weed'a,
puchar mi daj, mi daj, mi daj, mi daj. x4
Do chwili kiedy umrę
biorę życie jakim jest choć bywa trudne
ciągle pochłonięty przez tematy brudne
biorę je jakim jest, biorę je jakim jest

Do chwili w której przyjdzie mi w kalendarz kopnąć
jointy wokół będą płonąć cipki będą moknąć
mam w furze z tyłu dwie, już rozbierają się
co chodzi im po głowie wiem one wiedzą czego chcę
moja ekipa do klubu wbita
tego wieczoru nie ma opcji żeby była lipa
mamy ze sobą dużo zioła dziewczyny dookoła
jeśli chcecie się zabawić to podbijcie do nas
chcę żeby skumała mój myślowy skrót
whisky cola lód na dziąsłach czuję chłód
brak mi tchu kiedy kręcisz nią tak
żadna inna nie ma w sobie tyle ognia
przymykam oczy wyobrażam sobie nas
sam na sam mała pokaż na co cię stać
chcę zabrać cię na kwadrat
na całą noc nie na kwadrans
dziewczyno bez kitu z nieba mi spadłaś

[x2]
Do chwili kiedy umrę
biorę życie jakim jest choć bywa trudne
ciągle pochłonięty przez tematy brudne
biorę je jakim jest, biorę je jakim jest

Do chwili w której jebnę w ramę
gęby moich ludzi roześmiane, nie ma czasu na lament
ziomek jedziemy dalej lolki baty bongi skręty
wszyscy moi ludzie każdy grubo *****nięty
moje życie to spontan szalone jak bonton
walimy sabotaż w klubie co sobota
rzucam siano do puli hazard pochłania raz
rzucam kości na stół i czekając zgarniam ten hajs
ziomek żyję tak jak by ten dzień
miałby być tym ostatnim a jeśli tak będzie
Boże daj mi stanąć jeszcze raz na szczycie
chcę ostatni raz spojrzeć stąd na swoje życie
nie chcę żałować nic więc robię to co
przychodzi mi na myśl całym dniem całą nocą
nie wiem jak najłatwiej ci to wytłumaczyć
po prostu żyjesz tylko raz potem tylko straszysz

[x2]
Do chwili kiedy umrę
biorę życie jakim jest choć bywa trudne
ciągle pochłonięty przez tematy brudne
biorę je jakim jest, biorę je jakim jest
[x2]
Patrz, mamy ten vibe
By rozjebać cały chłam w drobny mak
Co to dla nas? gdy mamy ten funk, który rusza was tak
A co dla nas ma świat? jego sprawa

Nie potrzebuję bragga, by uwierzyć w siebie
W rapie po tylu latach umiem latać po scenie
Ty zmień zawieszenie, bo to poniesie cię ponad
Jak spadniesz na ziemię, nie skończysz na kontuzji kolan
Ośka nie Arizona, synek, więc chowaj magazynek
Ten shotgun zamiast kul wypluwa ślinę
Cholinex plus browar, chodź jak ja żyję zobacz
Cytując Kasinę - flow to deficytowy towar
Co rok tak samo, tu tak nas wychowano ziom
Dobrze z matmy dając z siebie tylko sto pro
Ja daję więcej, bo nie znam norm i przełamuję konwencje
Robię co czuję, a to czuję sercem
Więc jak chcesz to mieć też, chcesz to poczuć
To nadstaw uszu, nie otwieraj oczu
I pierdol to co wokół, bo może mamy jeden dzień
A wszystko to co oglądamy to sen
I sercem

[x2]
Patrz, mamy ten vibe
By rozjebać cały chłam w drobny mak
Co to dla nas? gdy mamy ten funk, który rusza was tak
A co dla nas ma świat? jego sprawa

Ja chcę tu tylko grać, wielu chce awantury
Stać mnie, by nad tym stać, wrogom słać pozdrowienia z góry
Bo patrzę sercem i z dnia na dzień mam więcej
Tego co ty kumasz tylko mniej więcej
Choć to mniej więcej to samo, mam więcej niż ty lamo
Gdy pierdolnięcie tego zmiecie cię
Nie będziesz wiedzieć co się stało
Choć wiesz, że to tylko rap
Stopy, hi-haty, werble, wersy, teksty - taki fach
Ty masz fanki w snach, w snach domów na osiedlach
I strach, że wyjście z domu to wejście do piekła
To twoja klęska ziom i wiem co taki jak ty robi
Jeden komp, stałe łącze i login
Sorry, nie dla mnie to
W konwencji uprawiania rapu to dziesiąty rok
Więc nie potrzebna mi banda szczeniaków
Co nie wie nic, a gada non-stop o tym
Więc nie rób z siebie i ze mnie idioty
I sercem

[x2]
Patrz, mamy ten vibe
By rozjebać cały chłam w drobny mak
Co to dla nas? gdy mamy ten funk, który rusza was tak
A co dla nas ma świat? jego sprawa

Wiesz, nie obraziłbym się na dom w Miami
Samolot, jacht, Don Perignon pod palmami
W Maserati mógłbym ciąć Sunset Boulevard
Zacznę odkładać hajs może od jutra
Dziś budzę się i znowu sobie wróżę źle
Bo to co widzę w lustrze musiało przeżyć Sarajewo
Wiesz co? ze strachu byś nie ustał
Widziałem to nieraz, dlatego mimo tego luz mam
Słuchaj, w bloku takim jak twój tylko gadam do shure'a
Nie napadam babć, nie żeruję na emeryturach
Moja natura mówi mi rap rób
Bo moja matura dałaby etat mi tylko tam gdzie fast-food
Cóż, to tu niewiele zmienia, wciąż piszę rap sercem
Na inny nie miałbym sumienia
Nie tylko tu i teraz - od zawsze na zawsze
Mam szczęście do szczęścia, bo sercem patrzę
Ty jak chcesz

[x4]
Patrz, mamy ten vibe
By rozjebać cały chłam w drobny mak
Co to dla nas? gdy mamy ten funk, który rusza was tak
A co dla nas ma świat? jego sprawa
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo