Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Daj mi wiarę w to, w to co robię Boże daj mi wiarę
Dono Tewu (Dono Tewu rap)

Nie ma czego się wstydzić, nie każdemu się układa
Udaje jeden na drugiego, tylko wpierdol i nadaje
Urodzony w czepku (zamknij mordę), ciesz się tym co masz
Zostaw innych - patrz, nie każdego los obsypał diamentami
Nie każdemu usłał drogę różami ,są tacy
Którzy męczą się dalej, są poza układami
Mają dosłownie jeden ciuch na zmianę,
W temperaturze bliskiej zera zaliczają spanie
Wszystko na głowie ,nie twoja wina, że los zapomniał o tobie
Urodzony w rozbitej rodzinie, balansowałeś na linie
Daleko od wygód, od klubowych rozrywek
Cierpliwości synek... (są takie dni)
Są takie dni - nie masz co ze sobą zrobić
Głupiejesz, szalejesz, chlejesz
Wystrojone dziołchy śmigają - trzeźwiejesz
Miga lampka, marzy Ci się randka
Jaka ona piękna ,jaka ona elegantka...
Niestety kosz, pęka bańka polewasz
Uświadamiasz sobie ,że nie odpowiedni z Ciebie gość (nie ma czego się wstydzić)
Lecą za forsą ,będą się brzydzić takich jak ty,
Lecz szczerego uczucia nie zaznają nigdy
Wrażliwi ludzie mają to czego nikt nie kupi za żadne cenę
Miłość, wierność, poświęcenie (przecież nie jesteś bez szans)

Nie ma czego się wstydzić, trzeba zachować twarz
Nie jesteś gorszy od innych, przecież nie jesteś bez szans
Weź się w garść, wyjdź do ludzi i udowodnij ,że potrafisz,
Że wiele znaczysz, jeszcze zobaczysz... /2x

Nie masz odwagi, unikasz wagi, unikasz publicznych miejsc
Zakładasz maskę, ograniczasz swobodę, sam kładziesz kłodę
Krótkie zakupy, ty skuty do domu, szczelnego schronu
Podgląda, uwielbia ciemności, zazdrości, nie nawiązujesz znajomości
Kopiesz ciężarem, Hip-Hop koszmarem, bycie kimś innym
Gościem bezsilnym, za gruby, za chudy to znaczy zły? Pobudka gorsza przecież jest OK
Kudłaty, łysawy, za wysoki, za mały, każdy na swój sposób jest przecież doskonały (przecież nie jesteś bez szans)
Kobieta, mania big cyc, marny gadżet, pic - zrozumcie w końcu omińcie ten styl (wstyd, wstyd)

Nie ma czego się wstydzić, trzeba zachować twarz
Nie jesteś gorszy od innych, przecież nie jesteś bez szans
Weź się w garść, wyjdź do ludzi i udowodnij ,że potrafisz,
Że wiele znaczysz, jeszcze zobaczysz... /2x

W szkole odpychany ,gorzej traktowany przez środowisko za robactwo wyśmiewany,
Szydy ,palcem obsmarowywany ,zamiast piórnika pudełko (zamiast tornistra worek)
Miał być raj ,a jest piekiełko, wzorek edukcja warstw społecznych oblewa egzamin
Wykształci obywateli, lecz grubo każe płacić zanim...
Dzieci z twego rodu zazdroszczą rówieśnikom samochodu
Nie wiedzą jak smakuje stek (stek) ,ucieka im wiek (wiek)
A inni grube portfele, pokusy, marne żele, kilkugodzinne tele
Fura, krawat, solarek, pełny barek ,wypasiony sikorek
A twoje pociechy przez miejski parter, z daleka od używek - wielki plus
Z dala od takich rozrywek, biedy mus, obowiązki w domu
Do złota od złomu, wywiadówki, wycieczki, opłaty, zbliża się data zapłaty
A kieszeń goła, goła, ręce chwytają czoła ,żołądek woła ,woła
Ambicje bez pokrycia finansowego, pożyczka pomoże wyjść z problemu tego
Nie ma czego się wstydzić, trzeba zachować twarz, wyjść do ludzi
Z ludźmi współpracować ,się nie bać, trzeba wziąć się w garść (przecież nie jesteś bez szans, trzeba wziąć się w garść, przecież nie jesteś bez szans)

Nie ma czego się wstydzić, trzeba zachować twarz
Nie jesteś gorszy od innych, przecież nie jesteś bez szans
Weź się w garść, wyjdź do ludzi i udowodnij ,że potrafisz,
Że wiele znaczysz, jeszcze zobaczysz, Ta ! /3x
Mógłbym przodować w aferach, żyć na wariackich papierach,
I nieustannie się spierać z ludźmi o dobrych manierach,
Co "lepsi" od urodzenia wpisani mają w metryce,
Żeby unikać ulic, by nie ulegać panice,
I nie rozmawiać z obcymi, czytaj dołem społecznym,
To niebezpieczny świat enklaw i podłe życie przestępcy,
Chronieni w super fortecy, mur, żywopłoty, kamery.
Ten monitoring dwa, cztery, są tak życiowi, jak Jerry,
Z daleka od szarej maści, plebsem nie być skażony,
Nie opuszczając swej zony, nie jeden zbyt przerażony,
Spotka biedaka, to draka, ile sił w płucach on dmucha,
Ten gwizdek ogłasza alarm, biedak już martwy jak 2Pac,
Odpukać, nie chcę podziałów, biedni-bogaci, gdzie jedność?
Jak miałby wyglądać dialog, masz w gębie język, czy drewno?
Płaszczyzną porozumienia, dać pracę biednym w hacjendach,
Pomoc domowa potrzebna, lecz musi być odpowiednia.

Znam miejsca zapomniane przez ludzi i Boga,
Ulicami płyną łzy, krew i trwoga,
Nie ma jutra, nie ma Boga, nie ma nic,
Tylko słowa prawdy i wyważone drzwi.

Czym jest ten luksus w stosunku do potrzeb pierwszego rzędu?
Chcesz dostać kwadrat z urzędu, "zapomnij" - słyszysz w okienku,
Czym jest to siku w kibelku na półpięterku, czym bieda?
Czym wielki taras z ogrodem, na tych strzeżonych osiedlach?
Tu, gdzie urzędnik państwowy pozadłużanych wysiedla,
Eksmisje z pierwszym dniem wiosny, zagrają biedzie na nerwach,
Co drugi żebrak to dramat, ja pytam się co za kara?
Premierze, co odpierdalasz? Dzieciaki grzeją w pieczarach,
Niejeden rządowy palant rozmyśla o naszych losach,
I VAT podnoszą raz po raz, by finansować Ci socjal,
Poznaj kolosa co z gliny ma giry, a chce tu rządzić,
Przestań się mądrzyć, bo byli od Ciebie mądrzejsi - gorsi,
Do celu dążyć, nie błądzić poprzez krytykę systemu,
Dajemy upust ciśnieniu i społecznemu wkurwieniu,
Przekłuwam balon z nadmiarem rozczarowania, z Poznania,
Bo tu, gdzie żyjesz rząd działa na naszą niekorzyść, hałas.

Znam miejsca zapomniane przez ludzi i Boga,
Ulicami płyną łzy, krew i trwoga,
Nie ma jutra, nie ma Boga, nie ma nic,
Tylko słowa prawdy i wyważone drzwi,
Obok śpi ona, piękna i zmęczona,
Mówi coś przez sen i po cichu kona,
To jej wiersz o wolności, połamane skrzydła,
Pieśń o godności, piękna i niewinna.

Na krawędzi ból,
Mój umysł napięty, jak sznur,
Głowa bije w mur,
Upadam i jestem z każdym upadkiem silniejszy,
Wszystkie slumsy świata są, jak ołtarz najświętszy,
Na nim rodzi się i umiera życie,
Na nim płoną ulice o świcie,
Na nim stanę z pięścią w górze,
Godność - jeszcze raz powtórzę.

Znam miejsca, gdzie ulice płoną o świcie,
Znam miejsca, gdzie dzieci zabierają życie,
Znam miejsca, gdzie demony wojny tańczą,
Miejsca, gdzie jesteś tylko żywą tarczą,
Tylko żywą tarczą,
Tylko żywą tarczą.

Znam miejsca zapomniane przez ludzi i Boga,
Ulicami płyną łzy, krew i trwoga,
Nie ma jutra, nie ma Boga, nie ma nic,
Tylko słowa prawdy i wyważone drzwi,
Obok śpi ona, piękna i zmęczona,
Mówi coś przez sen i po cichu kona,
To jej wiersz o wolności, połamane skrzydła,
Pieśń o godności, piękna i niewinna.
Łapię chwile i cieszę się jak mogę
Mam plan w głowie nie na kartce, którą strawi ogień
Tak wiele jest rzeczy, po które wciąż wyciągam ręce
I powoli brnę przed siebie zabierając ciągle więcej
Jedna chwila może dać mi szybko szczęście
Ale może też w sekundę zabrać to, co najcenniejsze
Taki porządek i nic na to nie poradzę
Więc chwilo trwaj, jestem na twoje rozkazy
Czasem żałuję jak chwila leci obok
I nieważne czy jest dobra czy to zakazany owoc
Gdy pojawia się szansa żeby żyć jak najpełniej
To korzystam a świat wtedy chowa się najgłębiej
Tak wiele pokus by nakarmić swoją duszę
Tyle samo okazji żeby w grzechu się zanurzyć
To wszystko dla ludzi, wybierz sam według uznania
A i tak jedna chwila zadecyduje za nas

Tyle radości może dać ci jedna chwila
Ta jedna chwila, która cementuje przyjaźń
Inna z kolei zniszczy nagle coś trwałego
I pogrąży cię szybko w monotonii dnia szarego
Bez nich życie to tylko pusta wędrówka
Bez nadziei i wiary na polepszenie jutra
Kto to skumał to i tak będzie je chwytał
A czas się zatrzyma, ty wnieś radość do życia

Chwila, za oknem rześkie powietrze i nie chcę od życia więcej
To jakby cela, ale taka, w której jest przyjemnie
To ten moment, gdy wchodzi tłusty bas
Otwieram swój umysł na chwilę z dźwiękiem i nie chcę więcej
Litery, słowa, sens, zapach papieru
Obce wszechświaty, zakręty losu bohaterów
I nagle czuję, że sam mógłbym pisać te słowa
Bo tak bliska staje się myśl autora
I nie chcę więcej, życie to rzadko świeczki
Na torcie baloniki, często nerwy i po uśmiechu głupie sprzeczki
Potem tak mocno się kochamy i czujemy równowagę
Rozumiemy, jakie jest to ważne
Patrzę na moje miasto, z mieszkania Juzka łapię myśl
Że Starzyński byłby dumny, jeśli mógłby teraz żyć
I widzieć wielką Warszawę, wycieram łzę
I nagle rozumiem jasno, kim jestem i nie chcę więcej
I tylko żeby nie było
I tylko żeby nie było
I tylko żeby nie było
I tylko żeby nie było

Coś się sypie wszystko szybko wszystko nagle
opuść żagle, odłóż szablę, odpuść sobie diable,
zostaw co moje, nie zrywaj gruntu na którym stoje,
zostaw co nasze,bierz do piekła swoje paranoje,
świata z gwiezdnych wojen urojeń, złudnych pojęć,
gdzie normalne spokoje stają się nie pokojem,
coś tu gniecie ciężar zwycięża, kręgi gniecie,
ciężar braku planu, braku stanu wzniesień, brak pocieszeń,
muzyka w głowie pusta kieszeń, nocne rzezie, kogoś przypadkowo trafia przecie,
bez winy bez przyczyny, jak w procesie,
puzzle – porządek się rozpada coś jak w przyrodzie jesień,
małe upadki, nie trwałe interesy, wpadki, zrozpaczone matki, wykręcone nastolatki,
Mez -zobacz puste kluby bez próby zmian w repertuarze, co z tym idzie w parze w tym obszarze będzie szarzej, rap nie da wam gwarancji zróbcie folklor dancing, młodzi pójdą w plener się naćpać, to bilansik, wszystko płynie, nawet żule degustanci przez tapeciarzy wyparci, zostali w drobny pył starci, jeszcze mało rośnie chaos tak to streszcze szczeszki śmieszki plus pokaźne kwaśne deszcze, dla siebie chcę przestrzeni żebyś też miał przestrzeń przemyśl to sobie i sam dopowiedz resztę.

Ref.
I tylko żeby nie było
życzę temu światu żeby wśród rodaków nie wyrastał wrak na wraku
i tylko żeby nie było że wszystko jebnie na pół Mez Liber z cyklu poznańskiego rapu

Dzielić świat na regiony lepsze i gorsze bo tu masz biedę tu masz forsę dla mnie to nonsens, globalny chaos zła całość podzielona na miłujących pokój i chcących ich pokonać dlaczego dziś niektórzy wolą po prostu zginąć, widzą przyszłość która będzie nową Hiroszimą, nieszczęśliwi fanatycy zniszczenia, co jest w ich domach, żyją z mottem obal świat który Cię wychował, bez obaw bo śmierć i życie jest dla nich niczym, w imię Boga niszcząc pogan giną na ulicy, terroryści czy męczennicy dla rajskich bogactw wysyłają niewinnych do kostnicy, tylko rządzący mają prawo dochodzenia przyczyn,na grobie amerykanina zobaczysz 100 zniczy, milionów ginących na peryferiach świata nikt nie liczy sprawiedliwość krzyczy , telewizja milczy te sytuacje można przenieść na polskie realia nie jeden wariat wybierze destrukcyjny wariant bez szans na awans w życiu popada w bezradność i rozpacz ludzkich więzi rozpad podatny na każdy rozkaz bloki, wachlarz środowisk, ludzie światowi, przeciętniaki, szaraki i obiboki, wysoki jak bezrobocie poziom różnorodności niska jak inflacja akceptacja odmienności przed marginesem nie uchronią wille i fortece to przeniknie jak epidemia zostanie skażona ziemia jedna ziemia jeden świat jeden organizm egzamin z człowieczeństwa dla społeczeństwa

Ref.
I tylko żeby nie było życzę temu światu żeby wśród rodaków nie wyrastał wrak na wraku i tylko żeby nie było że wszystko jeb na pół Mez Liber z cyklu poznańskiego rapu
Zawsze trzymana sztama
Zawsze trzymana sztama
To mój świat
Zawsze trzymana sztama
Zawsze trzymana sztama
Zawsze trzymana sztama
Zawsze trzymana sztama
To mój świat
Zawsze trzymana sztama
Zawsze trzymana sztama
Trzymana sztama, lata mijają ekipa jest ta sama (Sama)

Patrząc co się dzieje na życiowych ekranach
Starając się odnaleźć w czasowych ramach
Stojąc w ciemnych bramach, dookoła dymu smuga
Czas biegnie wolno, a noc jeszcze długa
Nie wiem czy pojmujesz, czy zrozumieć ci się uda
Od lat ten sam skład i będzie tu zmiany
Z negatywnym podejściem od razu jesteś przegrany
Stojąc na starcie chcesz sięgnąć po trofeum
Na początek mała scena, dopiero koloseum
Śladów nie ma, jesteś w błędzie, jestem na tropie
Bo hip-hop mam w duszy, a w płucach konopie
Ukochaną Warszawe, a w niej bloki wysokie
Następna produkcja będzie jeszcze nie jedna
Dzięki dla Rzepy i dla chłopaków z osiedla

Ref.
To mój świat od dziecka takim go widzę
Jakim jest naprawdę im starszy kłopoty bliżej
Gramy w twardej lidze, zawsze trzymana sztama
Jak nie masz przyjaciół to dramat (Dramat) x2

Tyle lat wokół sceneria ta sama
Szare bloki, szara klatka i brama
To nie dramat, to od życia jest wygrana
Choć problemy są wszędzie jak napisy na ścianach
Trzymana sztama, znam to chłopaki dzięki wam to wszystko
Kiedyś daleko od szczęścia dzisiaj blisko
Bo do celu podążam choć jest ślisko
Wygrana, mieć wokół przyjaciół, być samemu to jest plama
Wciąż ekipa ta sama, polegam na niej jak na sobie samym
Chociaż nie wiem jaki los mi jest pisany
Chociaż nie wiem jaki dzień jutro będzie
Może browar na kolędzie, może tylko błąd na błędzie
W tym życiowym pędzie, gdzie trwa walka o zeta
Nie chce wypaść z niego jak samary biała feta

Tu lawy cheta, żeby patrzeć na to
By opisywać życie tak jak książkowy narrator
Nie czaruje jak ator, nie kłamie nigdy kapujesz?
Jestem szczery, bo swoich reprezentuje
To z nimi plany snuje, z tymi co na klatce przesiaduje
Mnóstwo czasu spędzam, ale nigdy nie marnuje
Plote o tym co czuje o świecie jakim go widzę
Gramy w twardej lidze, nie musze być jasnowidzem
Jeżeli dalej nie wiesz naprawdę co tu wiedzie prym
O czym jest mój rym, jeden za drugim jak w dym

Ref.

Przejrzyj na oczy, a zobaczysz kogo skurwysynu straszysz
Przejrzyj na oczy, a może dojrzysz
Na ten świat inaczej spojrzysz
Jak to jest, jak to bywa
Kto się gdzie ukrywa
Kto po ulicach lata
Jaki jest smak batata
Czy jak w dym za brata
Czy za brata w ogień
Nie mów mi co mogę, bo ja dobrze to wiem
Między prawdą a Bogiem fałszywych coraz więcej
Ja ze swoimi w uścisku, splątane ręce
Jak szalony pędzę, ja z browarem, Ziaja z batem
Szczyce się ekipą, bo to bestie kumate
Zajebiste rape, zresztą sami słyszycie
Z Yelokami przez życie, z Yelokami w ukrycie
Z nimi atak, ty na nie (nie), a ja na tak (na tak)
Nie ma bata, nie powiem ci o wszystkim
Szopena, Czumy, Wiki, charakterne pyski
To właśnie dla tych, to właśnie dla tych wszystkich
Właśnie dla nich ten kawałek, jeszcze na to stać mnie
Zamieszkały szmuluwiza z Yelonkami kojarz mnie

Ref.

Zawsze trzymana sztama
Zawsze trzymana sztama
To mój świat
Zawsze trzymana sztama
Zawsze trzymana sztama
Zawsze trzymana sztama
Zawsze trzymana sztama
To mój świat
Zawsze trzymana sztama
Zawsze trzymana sztama
Mówię ci, każdy z nas szuka spokoju
Gdzieś w głębi, każdy chce być daleko od kłopotów
Lecz wielu woli, na skróty, gdzieś na łatwiznę
Na przypał, na kredyt, biorąc w sobie życie
Lecz pomyśl, nim będzie za późno by się połapać
Nie ma takich kredytów, których nie trzeba spłacać
Szybka, łatwa kasa, wozić każdy chce się szumnie
Nie rozumiem tego, praca rządzi wszystkim wokół mnie
(wokół mnie)
Obowiązki, lecz na spoko znajdę chwile
Gdy inni pędzą, znajdę moment by pomyśleć
Za mało czasu, a u mnie życie spontaniczne
Stojąc z boku, gdy peleton chce pędzić szybciej
Szukając szczęścia w zwykłych momentach
Nie masz czasu pomyśleć, nie widzisz chwil piękna
Nic, nie widzisz w tej o banały walce
Pędzisz, ale cały świat ucieka ci przez palce
A ja chcę stać by wiatr mi twarz smagał
Przegapiania chwil nie ma w moich planach
Od rana spokój, od rana świat przez pryzmat otwartych oczu
Pewne, trzeźwe spojrzenie, nie to z billboard'ów
Rzeczywistość, ja spędzę swoje życie myśląc

Patrzysz, obserwujesz, cały świat masz w garści
A za chwilę na nic nie masz gwarancji
I tracisz kolejne szanse, beztrosko
Nie ma czasu by pomyśleć, wciąż gonisz za młodością
Coraz starszy, spontanicznie gubisz ostrość wspomnień kalejdoskop
Kłóci się z teraźniejszością, żyjesz w innym rytmie
Bo coś przestało istnieć
Tyle czasu, a teraz już nic nie wyniknie
Jak zwykle zapomniałem się zastanowić, odwykłem od obrazu
W którym nie wszystko mam od razu
Nikłe szanse, czy widzę egoistę, gdy w lustro patrzę?
Nie jestem bez winy więc rymami płaczę
Czy płaczą inni, czy tak jak ja tracą siły
Nie żałują, bo nie chcą, czują się nieomylni
Iść lepszą drogą, to gubić przeszłość
Pieprzyć dane słowo, brać przeciętność umysłową
Jako bycie sobą, przyjdzie czas gdy się zastanowią

Nie mam czasu nawet, aby o tym wspomnieć
Zamknąć usta, oczy spuścić skromnie
Powiedzieć głośno co mnie drażni
Popuścić wodze wyobraźni
Latarnie wszędzie dawno zgasły
Jedynie jeszcze świecą gwiazdy
A pośród nich się zastanawiam
Czy znajdę czas, który ucieka nadal
W szalonym pędzie, gubię sens życia coraz częściej
Zmrużyć oczy, przewidzieć to co będzie
Nie mam już sił by przez dziurkę od klucza świat podglądać
Ze zwątpieniem czekać na kolejne wschody słońca
Nie widzieć końca, wciąż zwlekać, przed tym uciekać
Nie bać się, bo przecież nie ma czego
Nieustannie, poznając sekrety istnienia
Rezygnuję, z życia ostatniego tchnienia
To te spojrzenie jak ta ziemia nadal trwają
Są fałszywe, no bo w końcu przemijają

Najłatwiej się zaszyć i o tym nie myśleć

Zapomnieć jest łatwo to co w życiu najważniejsze
Gdy biegniesz na oślep po drodze gubiąc szczęście
W garść weź się chłopak, dni wiadomo, nie są lekkie
Nic w przyrodzie nie ginie i wszystko ma swoje miejsce
Świat przegapić jest łatwo, więc dobrze się zastanów
I konsekwentnie, nie na przypał ruchy planuj
Ranki czasem nie są piękne, to wiadomo, ale przecież
Są zawsze czymś nowym wieczorem, możesz czuć się lepiej
Nigdy nie jest za późno by odwrócić bieg wydarzeń
I pokonać nieszczęścia, które chodzą od lat w parze
Wszystko może się zdarzyć, musisz być przygotowany
Nikt od razu w życiu nie jest spisany na straty
Nie ma czasu pomyśleć, bo zostawiłeś go przed laty
Za błędy młodości będziesz długo spłacał raty
Oczywista rzecz, którą gubisz w miasta gwarze
Masz kogoś obok, to niech nową drogę ci wskaże
Nie będziesz przecież żyć w nie swoim wymiarze
Pamiętaj o tym, na razie

Najłatwiej się zaszyć i o tym nie myśleć
1. Chada
Ziomuś, dranie tak mają i w tym tkwi cały sęk
Nie wiedzą co to lęk, życie biorą na węch
W jednym ręku kieliszek, w drugim pieprzony skręt
Ej, dziewczyno, o Boże, ale ty to masz wdzięk
Chodź do mnie na gang bang to przetrzepię ci futro
Ty naprawdę myślałaś, że odezwę się jutro?
Nie pisz mi sms-ów, że ci tęskno i smutno
Bo mam w chuju to wszystko i odpalam dziś z wódką
Widzę cię jak przez mgłę. W sumie, i nic poza tym
Próżno szukać tu ładów z wersów Desideraty
Znowu dzwoni Kudłaty
W tle słyszę, że tam ćpają
Utwierdza w przekonaniu, że dranie to tak mają
Na okrętkę to samo, ciągle alkohol w ustach
Nadużycia, skandale, no i te cudzołóstwa
Powinienem z tym skończyć, ale weź i mnie namów
Ten sztos to nieodłączna część życiowego planu

Ref. B.R.O
Widzisz, dranie tak mają, brat
Czy chodzi tu o życie, czy tu chodzi o rap
I choć przeciwko nam może być cały świat
Strach i ogłada – widzisz, tego nam brak. x2

2. Hukos
Ej, mamo. Przypał. Niosę łzy, a nie radość
Dranie tak mają, wita flaszka pita rano
Pół litra. Chciałaś prawnika, co zarabia siano (sorry)
Masz typa. Zryta psycha. Wątpliwa moralność
Lubię upić się na Himilsbacha i Maklaka
Drogę do domu zgubić, po paru dniach wracać
Tak często fizjologia wygrywa z człowieczeństwem
Nie kłam, że lubisz tańczyć, w klubach myślisz o seksie
Dziewczyny wolą róż, brąz zostawią dla ćpunów
Zabawy na Piesiewicza, ślepota od świateł klubów
Tu chłopaki nie płaczą, czasem za nich płacze wódka
Gada się o polityce, o biznesach i o dupach
Pieprzyć głupie maniury, podróby Louis Vuitton
Na kacu przenoszę góry, choć mogę kurwić na los
Z reguły nie ma kultury, gdy w kluby idziemy sztos
Kurwy niech patrzą z góry, z natury taki nasz lot

Ref. B.R.O
Widzisz, dranie tak mają, brat
Czy chodzi tu o życie, czy tu chodzi o rap
I choć przeciwko nam może być cały świat
Strach i ogłada – widzisz, tego nam brak. x2

3. Sitek
Okej, chcieli mnie na track, mieli moje dwa, cztery miałem sam
Widzieli mnie w LuckyDice, więc jestem, jestem
Sztuki chcą mnie znać, i póki lecę jak grad
Do buzi jedynie brać możesz, hejter, hejter
Nie wiem, to jak ty masz wpojone
Ja wcześniej miałem nic, więc ten koniec, bo dziś robię swoje
I już podjąłem tą decyzję : nie wracam
Wiem, że to egoistyczne, przepraszam
Mam poprzestawiane, kocham marihuanę
I kiedy wchodzę w bit, bit, robię to jak dranie
Więc nie mów mi, z kim powinienem trzymać
Jak mówią „koko”, to nie chodzi o Chanel, skminiłaś?
I nie wiem, po co do mnie dzwonisz, jak mnie znasz, nie odbieram
Moja duma to skurwiel, a to dostałem w genach
I nie oceniaj mnie, nawet nie jesteś ode mnie
Zrobię to na cały kraj, Ty się wczuwaj w osiedle

Ref. B.R.O
Widzisz, dranie tak mają, brat.
Czy chodzi tu o życie, czy tu chodzi o rap.
I choć przeciwko nam może być cały świat.
Strach i ogłada – widzisz, tego nam brak. x2

4. B.R.O
Robię to na pohybel tym, którzy kopią mi powoli grób
Szukają sensacji, bo od dawna im nie stoi fiut
Ja tu zostanę, nawet jak mi nie pozwoli lud
Mówisz: „Jestem gwiazdą”. A co to, kurwa, Hollywood?
I co Cię boli znów? To, że w metropolii już
Znają moją ksywkę, bo zdążyłem rozpierdolić? Cóż
Daj mi uzbroić w tusz, długopis to dla mnie nóż
W rapie jestem draniem, co cię zdmucha jak pieprzony kurz
Dam Ci miliony róż, w postaci szalonych słów
Dranie grają rap i zgarniają za to plony, znów
Nie szukamy łatwych dróg, drogi te szukają nas
Prawda płynie z naszych ust i to zawsze prosto w twarz
Twarz? My mamy tylko jedną
I nie szukamy drugiej, bo w tym to całe sedno tkwi
Powiem jeszcze jedno ci, jak kasa cię kręci
Że przyjaźń to dla nas sprawa życia i śmierci

Ref. B.R.O
Widzisz, dranie tak mają, brat
Czy chodzi tu o życie, czy tu chodzi o rap
I choć przeciwko nam może być cały świat
Strach i ogłada – widzisz, tego nam brak. x2
Nie prosiłem się na ten świat lecz muszę żyć
będę żył dokładnie tak by każdy dzień był dobrym dniem
i wódę wciąż odstawiam w cień
dlatego robię to siano, dlatego robię to siano

Nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze
w tym numerze właśnie ten temat drążę
do nich dążę, mam nadzieję, że zdążę
zrobić to szybko, zrobić to dobrze
mądrze zależy jak rozumiesz słowo
w tym kraju żeby żyć ruszasz dupą albo głową
wypieram długie, radzić sobie umiem
nie potrafisz tego giniesz w szarym tłumie
ta, to nie jest droga z której jestem dumny
jeśli będę musiał będę robił to do trumny
Bóg mnie oceni, tylko jego zdanie cenię
poza nim nie ma nic, bo wszystko jest w cenie
chcą wymyślą swoje płacisz myślą inaczej
to świat bez litości raczej
musisz odnaleŹć się w tym bracie
jeśli chcesz być *****onym graczem

Nie prosiłem się na ten świat lecz muszę żyć
będę żył dokładnie tak by każdy dzień był dobrym dniem
i wódę wciąż odstawiam w cień
dlatego robię to siano, dlatego robię to siano

Co zrobić zrobię wszystko
żeby *****ne banknoty były blisko mnie
każdy jeden ziom wie jak zarobić je drogą śliską
to jawne pozbawione zasad igrzysko
wszystko umiesz liczyć licz na siebie
pamiętaj to dotyczy także ciebie
dlatego orient pa-pa-pa-patrz komu ufasz
bo nawet twój ziomek może cię wyruchać
ty robisz siano i ja robię siano
i jakby nie było pieniędzy zawsze mało
życie staje się droższe a apetyt rośnie
chętnie bym zamienił swoją Toyę na Porsche
potrzebuję siana jak tlenu
czego nie robimy dla *****onych PLN'ów
gdziekolwiek zdecyduję się ruszyć
chcę mieć co wypić, chcę mieć co kruszyć
ona chce sushi potem kino i melanż
chce to wszystko tutaj i teraz
ej, będę grał, nie patrzył biernie
jak z przed nosa ucieka mi cały świat

Nie prosiłem się na ten świat lecz muszę żyć
będę żył dokładnie tak by każdy dzień był dobrym dniem
i wódę wciąż odstawiam w cień
dlatego robię to siano, dlatego robię to siano

Całe Przymorze robi hajs
Zaspa robi hajs
cały Wrzeszcz robi hajs
GDA robi hajs
Sopot robi hajs
Gdynia robi hajs
cała Polska robi ten hajs
przez cały, cały czas
1. Mam swoją pasje, która pozwala mi na świat patrzeć jaśniej,
schowajcie miny kwaśnie, dzisiaj nic mi nie straszne.
To nie jest żartem, czujesz w sobie żar ten,
Jestem sobie okrętem i żaglem i żadne zażarte,
Bitwy o stołki, gonitwy za sianem,
Nie obchodzą mnie, trafiła kosa na kamień.
Bo idzie młodość, mamy w sobie moc i energię,
Nie wtłoczycie nas tak łatwo w tą maszynerię.
Ja nie będę jej trybem, zniewolony jak Tybet,
Wyzwolony z sideł swoją drogą idę.
Choć nikła szansa by się nie uwikłać w ten system,
Ja włożę wszystek sił aby mieć sumienie czyste.
Razem jesteśmy w stanie wstrząsnąć tym fundamentem,
Utemperować nas ciężko, idziemy szybkim tempem.
Nie mamy w głowach pusto, kiedyś Woodstock i Jarocin,
Dziś wystrzelony hiphopowy pocisk.

REF. Nasze zapisane kartki, po plecach przechodzące ciarki,
Ich asem w talii jest kasa, nas to nie martwi,
Dla nas są martwi, nie mają szans z nami,
Chrzanić ich hajs, my mamy życie usłane rymami.

2. 2. My mamy szałas, ale to nasz hałas słychać,
wy macie pałac, ale tam jest cicho.
Słyszę tylko wasz chichot,
Wiem, ja w waszych oczach to ten don Kichot.
Okej, dajcie ten wiatrak to go zmiażdżę,


Jeśli sprawa tego warta walczę o co ważne.
Bronię swoich oaz, oraz hiphopowych enklaw,
Dać świadectwo prawdzie to sprawa piękna.
Wprawdzie nie zostało już wiele takich miejsc,
W świecie gdzie bohaterem Rockefeler i Gates.
Życie ala Judym chluby Ci nie przyniesie,
Takich nikt nie pamięta, miejscem bohaterów cmentarz.
Puenta mówiąca jak żyć ukryta w sercu,
Nie do opisania za pomocą prostych wersów.
Ile jesteś w stanie poświęcić w imię zasad,
Odpowiedz sobie na to pytanie będąc sam na sam.

3. 3. Wzniosłe hasła, wiara w uczciwe życie, młodość,
Mocne serca bicie i bycie sobą.
Piękne slogany, słomiany zapał i nagły zapad,
Zgubiona mapa, z rzeczywistością zatarg.
Inaczej zapisany arkusz zmienia scenariusz,
Podziemny emisariusz cała siłę z siebie zdarł już.
Teraz wytyczną jego jest ekonomia,
Na domiar złego zagrożona jest nasza autonomia.
Zanim z nami wygrasz najesz się jednak sporo strachu,
Ja będę bronił ja Cafu, z siłą życiową jak Afu.
Kiedyś uliczna partyzantka, żywa tkanka hiphopu,
Teraz konta w bankach, to wymusza nasz opór.
Receptą rap terapia, kontra apatia, kontra konta,
Rap kompan z którym podpisałem wieczny kontrakt.
Czujesz? Kapujesz? Wiesz co mam na myśli?
Ona to ta pani co ma styl a'la J.Lo.
Bo chłopaki lubią to kiedy dama jest jak J.Lo.
Marzy jej się raj, ciepły kraj, jacuzzi, tuzin bankowych fuzji
Przelewów na konto. Narazie puste jest, wyczyszone jak pronto.
Oto tipsy co mają rysunek disney'owskich bajek.
Na szczyscie karier, dbać o kibić. Dbać o swoje talie.
Zdrapywać konkurencje jak ze ścian emalie.
Z rozmów na czacie wynika, że on jest bóstwem, jej szansą na sukces co na koncie ma zer tyle ile godzin spędzonym przed lustrem. W pokoju materac na panelach ma obok wielki ekran komputera. Czat i gg jako główna strona się otwiera.
Powyrzucana z szafki bielizna słodka jak nutella a parantela gorzka jak pieśni Curta Waila.
Co wieczór zanim odpowie mu na maila z łonowych włosów co kleją się do mydła pucowane na błysk zmywa, by móc w niej pływać, by móc tam szczyt zdobywać, jednym palcem ale nie po mapie.

On ma metr osiemdziesiatcztery i kiwa się jak przesiąknięty bimbrem.
Cwaniak z wąsem co Robert ma na imię.
Dziki wąs co klei się do ust, klei się do dziąsł powraca do łask jak Rolling Stones.
Wykonuje teraz pląs na parkiecie kiedy leci sobie przebój prosto z MTV.
Ja siedzę sobie z boku po koncercie bo w tym zajezdzie ja mam pokoj numer trzy.
Do re mi fa so la si si si, on srzedaje na allegro dla pań niebo, trafiając w sedno, ściemnione atrapy perfum dla pań atrapy co nie są wart kasy, która trafia do łapy.
Dzień dobry, jestem szemrany Robert, mam nóż w kieszeni a w sercu żarzy się płomień.
Więc tańczy teraz a z głośników Phil Collins, który działa na kobiety jak feromony.
Ona jest jego szansą, ucieczką, jego last-minute.
Luksusem jak bidet, jak Fidel Castro potyka się ale ciągle stoi.
Ciągle stoi - tak brzmi na czacie jego login.

To jest ten zajazd, to kolejny love story.
Ciągną na siebie jak na ziemie meteoryt.
On dziki wąs metro osiemdziesiąt cztery,
Ona J.Lo, jego doping jak steryd. /x2

Ona ma dekold co pokazuje jak się kończą plecy, więc on zaciera ręce, kiedy widzi coś więcej, prześwit w sukience.
Sapie jak jelcz, kiwa się jak Jelcyn.
Teraz ma twarz wilgotną jak ręcznik, pożera ją wzrokiem jak monety automat, jeżdzi palcem po jej brzuchu jak ultrasonograf, jakby znaczył teren.
A w oczach ma piekło, miał być gładki jak David Haselhoff (?), jak młody bóg lat 27,a stary jest jak antyk.
Nalewa jej szampana co raczej z tych tanich, co ginie w torbie z zakupami, gdy wraca z kopińskiej hali.
Pali się czerwona lampka alarm.
On się stara, gnie się jak cięciwa.
Ona kokietuje go jak diwa i ginie w konfetti, bo to działa na kobiety tak jak działa Navaron.
On kładzie na jej kolanie dłoń, wypuszzcając feromon, jego broń numer jeden.
W zamian oferuje opłacony abonament, wyjazd na wakacje.
Ona wie, że są niekompatybilni ale w wolnej chwili będzie sobie mogła ściągać dzwonki, ale najpierw trzeba ściągnąc majtki.
Więc Panie Sponsorze na wszystko się godzę jak mapa rozłożę.
Kontraktu nie będzie, romansu, koniec.

To jest ten zajazd, to kolejny love story.
Ciągną na siebie jak na ziemie meteoryt.
On dziki wąs metro osiemdziesiąt cztery,
Ona J.Lo, jego doping jak steryd. /x2
1. Czy nikt z was tego nie czuje, jak DJ ostro miksuje, razem z nim na imprezie daje czadu wiara to jest to, poczujecie to zaraz, to DJ wszystko wam daje, traci ten kto na zewnątrz zostaje, dalej wszyscy razem na parkiet i heja, muzyka ostro wali więc brawa dla DJ-a, niech DJ gra bez końca, muzyka wali, atmosfera jest gorąca, tutaj wszyscy razem starzy i młodzi, nie ma stania, przecież właśnie o to chodzi, to ja Kuba dla was rapuje ze mną DJ za konsolą wariuje, posłuchajcie tego rapu, tego co do was wale i ze mną wszyscy na cała parę.

Ref. Ręce do góry niech walą się mury, ręce do góry niech walą sie mury, ręce do góry niech walą się mury. Cała sala zapierdala. Ręce do góry niech walą się mury, ręce do góry niech walą się mury, ręce do góry niech walą się mury. Cała sala zapierdala. Ręce do góry niech walą się mury, ręce do góry niech walą się mury, ręce do góry niech walą się mury. Cała sala zapierdala. Ręce do góry niech walą się mury, ręce do góry niech walą sie mury, ręce do góry niech walą się mury. Cała sala zapierdala.

2. I znowu kolejna sobota, jesteście tu, nie myślicie o kłopotach, no i dobrze bo o to właśnie chodzi, niech muzyka i laski to nikomu nie zaszkodzi, dalej, mocniej, ile możecie, chcę was usłyszeć, dobrze o tym wiecie że tylko tutaj na tej imprezie, jest tak czadowo więc dawajcie ile wlezie, nie chcę widzieć nikogo pod ścianą, frajerzy w domu lepiej niech zostaną, to impreza jest tylko dla luzaków, jeśli taki nie jesteś, to się zmienisz cwaniaku, to DJ zaraz przywali, nie wytrzyma nikt na całej sali, razem z nim jeszcze ja Kuba, i dalej wszyscy razem na całą parę.

Ref. Ręce do góry niech walą się mury, ręce do góry niech walą sie mury, ręce do góry niech walą się mury. Cała sala zapierdala. Ręce do góry niech walą się mury, ręce do góry niech walą się mury, ręce do góry niech walą się mury. Cała sala zapierdala. Ręce do góry niech walą się mury, ręce do góry niech walą się mury, ręce do góry niech walą się mury. Cała sala zapierdala. Ręce do góry niech walą się mury, ręce do góry niech walą się mury, ręce do góry niech walą się mury. Cała sala zapierdala.

Wiesz stary, ja nie mogę
Dalej ciągnąć z tym gównem.
Chodzi mi o to, mam chęć je sprzątnąć.
Ale marnować się dla tych śmieci?
Wiem, że mogę [...]
Jeżeli przyjdzie taki dzień,
W którym dowiem się, kiedy zginę,
To będzie to nasz ostatni dzień
Skurwysynu!

Moje serce płonie ogniem nienawiści do ciebie,
Moje oczy chcą zobaczyć, jak spalasz się w piekle.
Tylko i tylko wtedy spocznę w spokoju,
Gdy razem z Tobą, gnoju, zmarły będę.
Pamiętacie, skurwysyny, te wszystkie dni,
Gdy na drodze mego życia stanęliście mi?
Upokorzenie, strach, czy bezsilność.
Pamięć nie zniknie, choć wszystko znikło.
Zadawałeś nam ból, nie wiedziałeś, jak to boli,
Teraz się dowiesz, jak łeb ci rozpierdoli
To coś, co trzyma moja dłoń właśnie!
Nabyłem to specjalnie na tą okazję.
Brat nie ma już miłości dla mnie, dla ciebie.
Mam zamiar z tym skończyć, czy ty o tym wiesz, że ja...

Nie odejdę sam! [x8]
(Zabiorę ze sobą paru skurwysynów...) [x4]

Spojrzyj, stary, oni zadawali ból nie tylko mnie,
Zakrzyknij: muszę się spodziewać, wiem,
Że nie ma już miłości dla mojego brata
Tylko krew [...] ręka kata.
Czy ty się boisz? Czy ty się boisz?
Czy to kał wypełnia twoje galoty?
Bo coś tu śmierdzi, gówno, brudna sprawa.
Za to was wszystkich, glisty, czeka kara!
Zdmuchnę cie stary jak ty wciąż mi o tym
Że ułomność twoja nie zna granic głupoty.
Myślę, że chuju już pogodziłeś się,
Że czeka cie wielka kula w łeb!
(pum-pum-pum)

Nie odejdę sam! [x8]
(Zabiorę ze sobą paru skurwysynów...) [x4]

Ja nie mam co stracić wyrok zapadł na mnie!
Kulka z mojej spluwy wszystkich winnych dopadnie.
Dzisiaj nadszedł dzień sądu nad wami,
Może w rosyjską ruletkę zagramy?
Na kogo wypadnie, na tego bęc!
To dobry uczynek, sprzątnięty został śmiec.
Cieszysz się? Tak tak, bo jak tak...
Teraz spokojnie będzie żyć mógł mój brat
I choć moje ręce są splamione krwią,
i choć gliny wciąż przyjeżdżają pod mój dom,
I tak wiem ze robię dobrze,
Bo każdy z nas może żyć już spokojnie!
Już po mnie...

Nie odejdę sam! [x8]
(Zabiorę ze sobą paru skurwysynów...) [x7]
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo