Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Mówiłeś "Jesteś pojebany, jesteś kurwa pojebany
Nic z ciebie nie będzie, nic z ciebie nie wyrośnie"
Spójrz gdzie teraz stoje, skąd do ciebie przemawiam!
I powiedz mi co takiego sprawia
Że nie mam po tobie żadnych dobrych wspomnień
Nie pamiętam żebyś kiedyś powiedział coć innego do mnie
Niż "Ty tempaku, pierdolony skurwysynu
Ty idioto, pierdolony debilu"
Całe lata cierpień, koszmar rodzinny
Ciche umieranie bez pomocy ze strony innych
Woda w usta, zimno w około, powiedziałem że stawie temu czoło
Zajrzałem diabłu w oczy nie raz i nie sto
Poznałem co to dobro i co to jest zło
Postanowiłem wymazać cie ze snu
Wykasować z pamięci, gdybym tylko mógł
Moje wspomnienia po tobie to flaszki o twe oczy przekrwione

W alkoholu zatopione
Nic w nich nie widziałem oprócz pustki, nienawiści, hektolitrów wódki
Całe życie starałem sie być twardy
Nie przegrać tak jak ty swego życia w karty
Z uzależnieniem nie przegrać z własnym cieniem
Starałem sie być inny od ciebie
Lecz jedno musze przyznać - pokazałeś mi jak żyć
Czego mam unikać by człowiekiem być
Powiedziałeś mi kiedyś, gdy miałem pare lat
"Bóg dał ci pięści skorzystaj z nich i walcz"
Więc walcze od wtedy kopie życie z glana w ryj
Szanuje mych przyjaciół, na wrogów trzymam kij
baseball'owy, zawsze chętny do rozmowy
Widzisz - jestem gotowy

Ref: Jaki ojciec taki syn - gówno prawda
Jaki ojciec taki syn
Jaki ojciec taki syn - gówno prawda
Jaki ojciec nie zawsze taki syn x2

Od kiedy odszedłeś o matke sie nie boje
Nie martwie sie o siostre, obdarzyłeś nas spokojem
Skończyły sie koszmary, nastał normalny sen
Noża spod poduszki wreszcie pozbyłem sie
Nie potrafie ot tak wymazać tego co było
Zbyt dużą szramę to na duszy zostawiło mej
Twej winy nie jestem w stanie chyba wykasować
Wymazać z pamięci rodziny mej
Mam nadzieje że tam gdzie teraz jesteś
Dobrze ci jest i znalazłeś spokój wreszcie
Wierzę ojcze także że słyszysz mój rym
Nie zawsze prawda jest jaki ojciec taki i syn
A co tam w uchu, a co tam w oku?
A tu i tam, nic tylko spokój.
Jak dobrze, że mam też Ciebie.
I jakie cudo, i nie jest nudno.
I bloki nie są już wcale szare,
są różowe, jak majtki obesrane.
I całą noc i cały ranek,
machaj się nogą i kręć się ręką.
I tu się zgina, ją trzymam.
I jest zdrowo.
I teraz... tańcz, a moje ziółko.
Tańcz, a moje ziółko.
Tańcz, a moje ziółko.. ziółko, a moje ziółko.
Tańcz, me uwielbienie, me ugłaskanie,
Nic się nie zdarzy, nic się nie stanie.
Bo nic nie trzeba nam tutaj więcej.
Wykręcę nogę, odkręcisz ręce.
I pięknie w sukni, i pięknie bez.

Ha, ha.

Tańcz, moje ziółko.
Tańcz, a moje ziółko.
Tańcz, a moje ziółko.
Tańcz, a moje ziółko.
Aaa, aa, aa. Aaa, aa, aa.
Aaa, aa, aa. Aaa, aa, aa.

Tańcz.. (tańcz, tańcz.. ha,ha) Tańcz.. (tańcz, tańcz.. ha,ha)

I.. nie przeszkadzaj. I co się wtrącasz?
Więc, weź się weź, nie interesuj.
Wypij to mleko i się odstresuj.
I zrób tu miejsce, na moje ziółko,
co teraz tańczy, je moczku równo.
Prawie jak siatka na zimnym wietrze.

Tańcz... moje ziółko.
Tańcz... moje ziółko.
Aaa, aa, aa. Aaa, aa, aa.
Aaa, aa, aa. Aaa, aa, aa.
Ha, ha. Ha, ha. Ha, ha. Ha, ha.

Moo-oje zióó-łko.. tańcz.
[Ruf]
Jeden dla soli, dwa bierze pieprz, jeb majeranek stary sypiesz co jest, wyprać z przypraw smak tych miejsc?

[Lil]

Ref.:
O nie! Znowu skończyłeś się,
nie ma ciebie już siódmy dzień,
reszta przypraw odeszła w cień,
gdzie mam szukać cię gdzie? x2

Od dziś słodzik wchodzi do mody
Bez cukru słodycz bo cukier szkodzi
Oby do mnie to nie doszło
Chcę mieć odtąd dotąd słodko
Chcę go zjadać, łykać, mieszać, kruszyć, sypać
Mi nie styka tego króla wszystkich przypraw
Witaj w moich słodkich progach
Dzisiaj nie mam go jak okap doda
Gorzka kawa i herbata
Gorzko mi więc cukrem nakarm
Gorzka jest cukrowa wata
Rozpierdala mnie jak napalm
Słódź mi, mów mi bejbe jesteś słodka
Mejbe lejter lepiej dam się poznać

Ref.:
O nie! Znowu skończyłeś się,
nie ma ciebie już siódmy dzień,
reszta przypraw odeszła w cień,
gdzie mam szukać cię gdzie? x2

[Ruf]
Będzie słodko słodko, posypię cukier
Potem dosypię lukier na twoim udzie, uwierz
Potem zostanie tylko twoja słodka mina
Bo w rymach jestem słodki jak landryna
Ej, wpadasz na replay w piątek bomba, bo
Nie jesteś gorzka jak kalafonia
Bajaderki, babki, kurwa wszystko wpiżdżam
Cukier? to najlepszy afrodyzjak
Ja aż ledwo zipię zipię zipię zipię zipię
Tak cukier sypię sypię sypię sypię i
Uskuteczniam tylko trueschool w łóżku
Kiedy mam garście brązowego cukru u stóp
I cukier sypię nawet na stypie typie
Zapamiętaj smak tych sześciu liter
Uff, sypnąłbym nawet teraz chętnie
Znów go zabrakło, wiedziałem że tak będzie

Ref.:
O nie! Znowu skończyłeś się,
nie ma ciebie już siódmy dzień,
reszta przypraw odeszła w cień,
gdzie mam szukać cię gdzie? x3
nie ma cukru, nie ma nie ma cukru [nie ma cukru] x3
nie ma cukru tu znów
uu
1. Czy nikt z was tego nie czuje, jak DJ ostro miksuje, razem z nim na imprezie daje czadu wiara to jest to, poczujecie to zaraz, to DJ wszystko wam daje, traci ten kto na zewnątrz zostaje, dalej wszyscy razem na parkiet i heja, muzyka ostro wali więc brawa dla DJ-a, niech DJ gra bez końca, muzyka wali, atmosfera jest gorąca, tutaj wszyscy razem starzy i młodzi, nie ma stania, przecież właśnie o to chodzi, to ja Kuba dla was rapuje ze mną DJ za konsolą wariuje, posłuchajcie tego rapu, tego co do was wale i ze mną wszyscy na cała parę.

Ref. Ręce do góry niech walą się mury, ręce do góry niech walą sie mury, ręce do góry niech walą się mury. Cała sala zapierdala. Ręce do góry niech walą się mury, ręce do góry niech walą się mury, ręce do góry niech walą się mury. Cała sala zapierdala. Ręce do góry niech walą się mury, ręce do góry niech walą się mury, ręce do góry niech walą się mury. Cała sala zapierdala. Ręce do góry niech walą się mury, ręce do góry niech walą sie mury, ręce do góry niech walą się mury. Cała sala zapierdala.

2. I znowu kolejna sobota, jesteście tu, nie myślicie o kłopotach, no i dobrze bo o to właśnie chodzi, niech muzyka i laski to nikomu nie zaszkodzi, dalej, mocniej, ile możecie, chcę was usłyszeć, dobrze o tym wiecie że tylko tutaj na tej imprezie, jest tak czadowo więc dawajcie ile wlezie, nie chcę widzieć nikogo pod ścianą, frajerzy w domu lepiej niech zostaną, to impreza jest tylko dla luzaków, jeśli taki nie jesteś, to się zmienisz cwaniaku, to DJ zaraz przywali, nie wytrzyma nikt na całej sali, razem z nim jeszcze ja Kuba, i dalej wszyscy razem na całą parę.

Ref. Ręce do góry niech walą się mury, ręce do góry niech walą sie mury, ręce do góry niech walą się mury. Cała sala zapierdala. Ręce do góry niech walą się mury, ręce do góry niech walą się mury, ręce do góry niech walą się mury. Cała sala zapierdala. Ręce do góry niech walą się mury, ręce do góry niech walą się mury, ręce do góry niech walą się mury. Cała sala zapierdala. Ręce do góry niech walą się mury, ręce do góry niech walą się mury, ręce do góry niech walą się mury. Cała sala zapierdala.
Chłopak się urodził z czepkiem na głowie" -
rodzice tak mówili.
I dopisywało zdrowie.
Dorastał szybko, a może za szybko w sumie.
W szkole było dobrze, chłopak miał też talent.
Na boisku z piłką do kosza robił zamieszanie.
Rodzice dumni wiedzieli, że pójdzie do Collegu.
On nie czuł tego, był najlepszy w swoim wieku.
Niestety chłopak miał inną filozofię.
Wierzył w demokratyzację, miał pasje, marzenia, żeby świat był piękny
I wierzył prezydentom, politykom.
Odradzał, że każda misja jest jak ratowanie ludzi z piekła.
Pod wpływem chwili, a może po namyśle,
wstąpił do biura i oddał swoje życie wojsku.
"W końcu - pomyślał - poświęcenie się opłaci".
Zobaczy świat wolny, może wróci na tarczy.
Nowina spadła na ojca, matkę jak piorun.
Płacz, łzy, gorzkie słowa niepotrzebne nikomu.
Chłopak był zadarty, powierzył los Bogu.
Pewny sukcesu, ideałów dostał list do domu.
Miał tydzień na to, potem w drogę poszedł.
Matka na kolanach chciała zablokować drogę.
Chłopak tylko pocałował w czoło, powiedział: "wrócę".
Ojciec przetarł oczy, spojrzał się tylko smutnie.
Po długim locie nasz bohater wylądował.
Na samym początku miał tylko patrolować.
Był w grupie najmłodszy chyba.
Na pierwszej misji siedział w traku cicho jak ryba.
Po dwóch tygodniach polubił swoją pracę.
Jeszcze bardziej uwierzył, że wygra swoją wojnę ze światem.
Wiara w pokój pozwalała mu zapomnieć o tęsknocie, zmęczeniu i nieprzespanej nocy.
Potem poszedł spać, by wstać rano Świerzy.
Kolejny dzień patrolu, kolejny dzień przeżyć.
Obudził go promyk, słońce uśmiechnięte.
Kolejny dzień, pozostało mniej niż więcej.
Po kilometrach zapanował spokój.
Tylko warkot silnika przecinał ciszę.
Chłopak modlił się cicho i pomyślał o matce.
Wybuchnęło coś nagle...
[Ponad tym gównem stać]
Soję ponad tym
Echo do El Do Ka to fakty
Niestety bzdur ciężar przytłacza lekkość prawdy
To musi się równoważyć,
Abyś mógł zauważyć,
Że są tworzący i chcący w dupę im włazić
To jak na wolno- każdy może
dać plamę
Każdy poczuje różnicę miedzy Brutalem a Channel
Panelem a wholecarem
Między poziomem, a czymś przekraczającym miarę
Zrozumiałem kreatywność, bzdura to monotonia
Hip-hop potrzebuje rapu, jak wody elektrownia
Scena ludzi z głowami, a nie w szerokich spodniach
To chyba proste - dymu nie ma bez ognia
Rymów bez podkładów, tematów bez klimatów
Stoję ponad blokadą złożoną ze schematów,
Armią łachów, każdy ma czas by się rozkręcać
Trzeba uważać, bo gówno ma swój ciężar
Słowa nie uciekają, tylko lecą w eter
Trzeba mieć tego świadomość wbiegając na metę
[ponad tym gównem stać]
p
Codziennie pewnie stawiam siebie daleko
El do Echo niezmiennie ponad tandetą
Tyle pracy
za tym, by nie upaść przed metą
Nie spaść jak gwiazdy, które już nie świecą
Chcę dawać jakość
, będąc miejskim poetą
Ponad gównem stać, w które inni lecą
Nie biegnę na oślep, jak ślepa masa
Wszystko, czego dotknę- dokonała praca
Proste, nie mogę ruszyć rzeczy, która mnie burzy
Mamy twardą normę, która tandetę kruszy
Ponad tym, nie upadnę, marnie nie skończę
Nie pragnę na robieniu hitów sezonu za dolce
Się stoczyć i liczyć forsę, jak gwiazdy na nią głodne
Wolę ćwiczyć i dobre kawałki robić za drobne
Wyjście godne naszej rangi
już się boisz- trójka która pewnie ponad gównem stoi
[ponad tym gównem stać]

Dla mnie kłótnie to 4 oczy
a najlepiej scena i dwa mikrofony
jestem ponad tym, mój czas to nie blanty
rymy, bity, twarde takty,
chłopak, rap biznes to są fakty,
odrzucam nerwy, dziś gdzieś od tego daleko
cieszę się słońcem, cieszy mnie ciepło
w betonowej pustyni,
też przecież jest niebo
tak samo jak wszędzie pokolorowane na niebiesko
kolory, rasy, podział, stereotypy,
to wasz swiat, nasz to styl
, high quality, break, graffitti,
w nowych czasach powrót do old school'u
Chłopaki Echo, EldoKa Obrońcy Tytułu
Słyszysz to "bum!bum!"? to moje serce bije
Powiedz żyjesz? Czy udajesz jak klapsy w kinie?
więc stań ponad tym, a pożegnasz się z kłopotem
I wsłuchaj się w to-to echo młodych pokoleń!
[ponad tym gównem stać]
1. [Głowa]
Tam na lewo gość sobie grubo pozwala
Ledwie usiadł w loży już rzyga do pokala
Jakaś panna przywala typa na parę setek
Ktoś przy barze wspiera mentalnego kalekę
Ja nic nie wiem, idę przed siebie, zaraz odlecę
Ziomuś klepie bletę będą tańce na parkiecie
Stan swój tłumaczę na ucho mojej kobiecie
Nie piłem od dawna, ej, kłamiesz przecież
Odjazd tak po tablecie, a tylko decze
Piję ile wlezie, rano kaca wyleczę
Ziom wyjebał lepe, vip oblał go drinem
Ten co chwilę wcześniej podrywał mi dziewczynę
Spawacz do pokala na loży uderzył w pimę
Kozaczył przed wejściem, z bramką wbił się na linę
Śmieszne i tragiczne przypadki jak dajesz w szyję
Daj mi jeszcze chwilę zwiniemy się za godzinę

Ref.
Nie mogę chlać, ej barman gdzie jest wóda
Chcę trzeźwy być, może dzisiaj się uda
Miałem już wyjść, godzinę temu
Ale mogę jeszcze zostać, nie ma problemu

Nie mogę chlać, ej barman gdzie jest wóda
Chcę trzeźwy być, może dzisiaj się uda
Miałem już wyjść, godzinę temu
Ale mogę jeszcze zostać, nie ma problemu

2. [Wężu]
Nie mogę chlać, ocknąłem się na jakiejś kanapie
Łapię telefon który jak na złość traci zasięg
Przy barze pijane twarze rozdwajają się
Korytarzem na parkiet muzyka prowadzi mnie
Nakręcone dupy dwie przytulają się w rogu
Inne ocierają się, dzisiaj ciebie zabieram do domu
Wsiadamy do samochodu w szybach migają światła
W zwolnionym tempie radiowóz patroluje ulice miasta
Neony i asfalt jak bym był w Las Vegas
Ja, ona i taksa, ezetem przemierzam
Od placu żołnierza, gdzieś przez woja pola
Jedziemy do studia, tam mamy wszytkiego ponad
Wjeżdżamy na toast, odpalona konsola
Dawaj beat, jeden, drugi, trzeci, zawijamy joya
Jak w "nie mów mi" na remixie z 2002
Od wtedy do dziś podobno nie mogę chlać

Ref.
Nie mogę chlać, ej barman gdzie jest wóda
Chcę trzeźwy być, może dzisiaj się uda
Miałem już wyjść, godzinę temu
Ale mogę jeszcze zostać, nie ma problemu

Nie mogę chlać, ej barman gdzie jest wóda
Chcę trzeźwy być, może dzisiaj się uda
Miałem już wyjść, godzinę temu
Ale mogę jeszcze zostać, nie ma problemu
Oto moja gorąca krew jak bojler
Osocze lepi się jak lep błyszczy jak spojler
Nie jestem świętoszek wiesz jak Moiler
Mam kilka gram uciułane w folie
Powiedz czy Ty masz
Krew, rzekę krwi
Czerwona jak Campari
Gorąca jak brie na grzance
Hemoglobinę co mieli się jak ogień czerwienią ust
Tlen, tlen przenoszony z płuc
Jak z dna herbaty fus wędrujący po szklance
Z płuc do tkanek żyłą przenoszony dźwięk
Co pozostawia ślad na twej skórze jak płoza sanek
Ty jesteś mój barwnik, barwnik krwi
Erytrocyt co wali mi o szpik
Krew w żyłach jak oprawki w etui
Promieniuje w twoje pole jak fluid
Nie pije krwi jak Zygfryd
Jestem w tym biały jak leukocyt
Krew szaleje jak trybuny
Jak tajfuny w Azji

Krew, moja krew szaleje na twym punkcie
Psy mają więcej stylu niż ludzie, którzy przelewają krew
Zmywają ze swoich rąk tak jak się zmywa make-up
Szuruburu nie pozostaje ślad na rękach
A w duszy dziura
Wymoczyć sumienie jak pralka
Zmyć z garnituru krew zmyć o zaciśniętych wargach
To nie anarchia a czarny marsz
Ubić sumienie, zdusić jak farsz
Jak sars płuca
A panu błyszczy na włosach brylantyna
świeci jak projektor w kinach jak dewocjonalia
Kołnierzyk krochmal, krawat powiewa i wisi jak genitalia
Skóra marszczy się i pęka jak emalia
A wojna ciągnie się jak "Moda na sukces"
Więc jak chcesz jak pan chce
Zmyć krew ze swoich rąk?

Jestem Twoim teraz za chwilę i potem
Potem zmieszanym z krwią tak uskuteczniam mój fortel
I nie komentuje jak mody kreator jestem konserwator
Co nie przelewa krwi chyba że w PCK gdzie moje DNA
Krąży jak po chodniku kapsel
Gęsta krew, gęsta jak bloków szpaler
Co trze o powietrze jak palm pale bo to
Dzika dżungla w której
Ciśnienie skacze jak żuchwa jak wskazówka
W ciśnieniomierzu, która idzie jak aeronauta
Gdy jesteś tak blisko
Krew gotuje się gorąca jest jak magma
To nie ominie nas jak gazociąg Niemcy-Rosja
To nie brudna gra na emocjach

To moja krew
Spijana z ust
Badana w szerz, badana wzdłuż (x2)

Krew..
Joł, dokładnie tak z tej strony BRO 2012,
Mamy początek nowego roku,
więc chyba trzeba go zacząć z hukiem, tak? JOOOł
Jakiś czas temu nagrałem kawałek „SZYBKO?”
minęło trochę czasu, zrobiłem duży progres ziom,
najwyższa pora pokazać Ci jak się strzela z broni maszynowej
to jest MACHINE GUN !

Wiesz, nie ma tego złego co nie wyszło na dobre,
Robię swój rap no i zaliczam progres,
mam mam formę, gram gram dobrze
robię to co robię, a Ty znasz tą mordę
Masz tą forsę? Spoko ziom,
przyjdzie taki czas to i ja zgarne ją ,
wyjdzie w praniu kto ma tutaj marne flow,
a kto napierdala i robi show.

Skąd się wziął ten BRO co nocą pisze wersy wciąż
ja nie wiem po co robi to, lecz dobry jest jak mało kto.
Tyle ile mogę to nawijam, wiesz?
Opowiem Ci o sobie to zawiła treść,
lubię takie wersy wiesz jak jest,
tym razem nie będzie przerwy na wdech.

Mogę tu nawijać o debilach a Ty zobacz ile mogę tego dać
i gra to moja droga ile mogę tego brać i grać
jak moja mowa a Ty możesz tylko stać, chlać i krytykować
Kiedy tylko mogę no to piszę teksty
i niszczę beksy, kiedy słyszę festy
jestem inny, wiesz stoję na powierzchni
nie pytaj czy to under czy to już mainstream
I co? i kto? i gdzie masz ten vibe
powoli stoisz w tle taki kraj,
to boli sorry, wiem dalej graj,
pozwolisz poledz? -Nie, goń ten hajs

Ja mam to flow co z grą ma pakty ,
i stąd Ty wgląd masz w ten mój rap.
I błąd że stąd nie ciśniesz brat
bo lont odpalam tu od lat .
I kto jest łak, a kto jest kot,
i znasz ten smak gorących zwrot.
Wysoki lot i lądowanie
ja robię to tak tu na zawołanie
i znowu będzie, że to rap o rapie
bo większość pewnie tego tu nie złapie.
Ja biorę papier, bo płyta w planie
i jak ją usłyszysz to zmienisz zdanie.
A jeśli powiesz, że kradnę bity,
poczekaj ziom do premiery płyty.
Bo będą featy i będą klipy
i powiesz jak Robert „nie ma lipy”.
Najwyższa pora tu wysoko mierzyć,
scena mnie chce no bo jestem świeży.
Czas uwierzyć zobacz resztę,
kogoś jak ja tu nie było wcześniej.

Jestem młody mój rap jest chory,
i wielu mi zarzuca brak pokory.
Spoko sorry, mogę was przeprosić,
nie będę udawał typa z innej osi.
Swoją cenę znam od Boga
by wyjść na scenę czeka długa droga.
Zobacz ziom to flow na majku,
Polska eej ! - czas na HIGH SCHOOL
Zawsze trzymana sztama
Zawsze trzymana sztama
To mój świat
Zawsze trzymana sztama
Zawsze trzymana sztama
Zawsze trzymana sztama
Zawsze trzymana sztama
To mój świat
Zawsze trzymana sztama
Zawsze trzymana sztama
Trzymana sztama, lata mijają ekipa jest ta sama (Sama)

Patrząc co się dzieje na życiowych ekranach
Starając się odnaleźć w czasowych ramach
Stojąc w ciemnych bramach, dookoła dymu smuga
Czas biegnie wolno, a noc jeszcze długa
Nie wiem czy pojmujesz, czy zrozumieć ci się uda
Od lat ten sam skład i będzie tu zmiany
Z negatywnym podejściem od razu jesteś przegrany
Stojąc na starcie chcesz sięgnąć po trofeum
Na początek mała scena, dopiero koloseum
Śladów nie ma, jesteś w błędzie, jestem na tropie
Bo hip-hop mam w duszy, a w płucach konopie
Ukochaną Warszawe, a w niej bloki wysokie
Następna produkcja będzie jeszcze nie jedna
Dzięki dla Rzepy i dla chłopaków z osiedla

Ref.
To mój świat od dziecka takim go widzę
Jakim jest naprawdę im starszy kłopoty bliżej
Gramy w twardej lidze, zawsze trzymana sztama
Jak nie masz przyjaciół to dramat (Dramat) x2

Tyle lat wokół sceneria ta sama
Szare bloki, szara klatka i brama
To nie dramat, to od życia jest wygrana
Choć problemy są wszędzie jak napisy na ścianach
Trzymana sztama, znam to chłopaki dzięki wam to wszystko
Kiedyś daleko od szczęścia dzisiaj blisko
Bo do celu podążam choć jest ślisko
Wygrana, mieć wokół przyjaciół, być samemu to jest plama
Wciąż ekipa ta sama, polegam na niej jak na sobie samym
Chociaż nie wiem jaki los mi jest pisany
Chociaż nie wiem jaki dzień jutro będzie
Może browar na kolędzie, może tylko błąd na błędzie
W tym życiowym pędzie, gdzie trwa walka o zeta
Nie chce wypaść z niego jak samary biała feta

Tu lawy cheta, żeby patrzeć na to
By opisywać życie tak jak książkowy narrator
Nie czaruje jak ator, nie kłamie nigdy kapujesz?
Jestem szczery, bo swoich reprezentuje
To z nimi plany snuje, z tymi co na klatce przesiaduje
Mnóstwo czasu spędzam, ale nigdy nie marnuje
Plote o tym co czuje o świecie jakim go widzę
Gramy w twardej lidze, nie musze być jasnowidzem
Jeżeli dalej nie wiesz naprawdę co tu wiedzie prym
O czym jest mój rym, jeden za drugim jak w dym

Ref.

Przejrzyj na oczy, a zobaczysz kogo skurwysynu straszysz
Przejrzyj na oczy, a może dojrzysz
Na ten świat inaczej spojrzysz
Jak to jest, jak to bywa
Kto się gdzie ukrywa
Kto po ulicach lata
Jaki jest smak batata
Czy jak w dym za brata
Czy za brata w ogień
Nie mów mi co mogę, bo ja dobrze to wiem
Między prawdą a Bogiem fałszywych coraz więcej
Ja ze swoimi w uścisku, splątane ręce
Jak szalony pędzę, ja z browarem, Ziaja z batem
Szczyce się ekipą, bo to bestie kumate
Zajebiste rape, zresztą sami słyszycie
Z Yelokami przez życie, z Yelokami w ukrycie
Z nimi atak, ty na nie (nie), a ja na tak (na tak)
Nie ma bata, nie powiem ci o wszystkim
Szopena, Czumy, Wiki, charakterne pyski
To właśnie dla tych, to właśnie dla tych wszystkich
Właśnie dla nich ten kawałek, jeszcze na to stać mnie
Zamieszkały szmuluwiza z Yelonkami kojarz mnie

Ref.

Zawsze trzymana sztama
Zawsze trzymana sztama
To mój świat
Zawsze trzymana sztama
Zawsze trzymana sztama
Zawsze trzymana sztama
Zawsze trzymana sztama
To mój świat
Zawsze trzymana sztama
Zawsze trzymana sztama
Mógłbym przodować w aferach, żyć na wariackich papierach,
I nieustannie się spierać z ludźmi o dobrych manierach,
Co "lepsi" od urodzenia wpisani mają w metryce,
Żeby unikać ulic, by nie ulegać panice,
I nie rozmawiać z obcymi, czytaj dołem społecznym,
To niebezpieczny świat enklaw i podłe życie przestępcy,
Chronieni w super fortecy, mur, żywopłoty, kamery.
Ten monitoring dwa, cztery, są tak życiowi, jak Jerry,
Z daleka od szarej maści, plebsem nie być skażony,
Nie opuszczając swej zony, nie jeden zbyt przerażony,
Spotka biedaka, to draka, ile sił w płucach on dmucha,
Ten gwizdek ogłasza alarm, biedak już martwy jak 2Pac,
Odpukać, nie chcę podziałów, biedni-bogaci, gdzie jedność?
Jak miałby wyglądać dialog, masz w gębie język, czy drewno?
Płaszczyzną porozumienia, dać pracę biednym w hacjendach,
Pomoc domowa potrzebna, lecz musi być odpowiednia.

Znam miejsca zapomniane przez ludzi i Boga,
Ulicami płyną łzy, krew i trwoga,
Nie ma jutra, nie ma Boga, nie ma nic,
Tylko słowa prawdy i wyważone drzwi.

Czym jest ten luksus w stosunku do potrzeb pierwszego rzędu?
Chcesz dostać kwadrat z urzędu, "zapomnij" - słyszysz w okienku,
Czym jest to siku w kibelku na półpięterku, czym bieda?
Czym wielki taras z ogrodem, na tych strzeżonych osiedlach?
Tu, gdzie urzędnik państwowy pozadłużanych wysiedla,
Eksmisje z pierwszym dniem wiosny, zagrają biedzie na nerwach,
Co drugi żebrak to dramat, ja pytam się co za kara?
Premierze, co odpierdalasz? Dzieciaki grzeją w pieczarach,
Niejeden rządowy palant rozmyśla o naszych losach,
I VAT podnoszą raz po raz, by finansować Ci socjal,
Poznaj kolosa co z gliny ma giry, a chce tu rządzić,
Przestań się mądrzyć, bo byli od Ciebie mądrzejsi - gorsi,
Do celu dążyć, nie błądzić poprzez krytykę systemu,
Dajemy upust ciśnieniu i społecznemu wkurwieniu,
Przekłuwam balon z nadmiarem rozczarowania, z Poznania,
Bo tu, gdzie żyjesz rząd działa na naszą niekorzyść, hałas.

Znam miejsca zapomniane przez ludzi i Boga,
Ulicami płyną łzy, krew i trwoga,
Nie ma jutra, nie ma Boga, nie ma nic,
Tylko słowa prawdy i wyważone drzwi,
Obok śpi ona, piękna i zmęczona,
Mówi coś przez sen i po cichu kona,
To jej wiersz o wolności, połamane skrzydła,
Pieśń o godności, piękna i niewinna.

Na krawędzi ból,
Mój umysł napięty, jak sznur,
Głowa bije w mur,
Upadam i jestem z każdym upadkiem silniejszy,
Wszystkie slumsy świata są, jak ołtarz najświętszy,
Na nim rodzi się i umiera życie,
Na nim płoną ulice o świcie,
Na nim stanę z pięścią w górze,
Godność - jeszcze raz powtórzę.

Znam miejsca, gdzie ulice płoną o świcie,
Znam miejsca, gdzie dzieci zabierają życie,
Znam miejsca, gdzie demony wojny tańczą,
Miejsca, gdzie jesteś tylko żywą tarczą,
Tylko żywą tarczą,
Tylko żywą tarczą.

Znam miejsca zapomniane przez ludzi i Boga,
Ulicami płyną łzy, krew i trwoga,
Nie ma jutra, nie ma Boga, nie ma nic,
Tylko słowa prawdy i wyważone drzwi,
Obok śpi ona, piękna i zmęczona,
Mówi coś przez sen i po cichu kona,
To jej wiersz o wolności, połamane skrzydła,
Pieśń o godności, piękna i niewinna.
1. Chada
Ziomuś, dranie tak mają i w tym tkwi cały sęk
Nie wiedzą co to lęk, życie biorą na węch
W jednym ręku kieliszek, w drugim pieprzony skręt
Ej, dziewczyno, o Boże, ale ty to masz wdzięk
Chodź do mnie na gang bang to przetrzepię ci futro
Ty naprawdę myślałaś, że odezwę się jutro?
Nie pisz mi sms-ów, że ci tęskno i smutno
Bo mam w chuju to wszystko i odpalam dziś z wódką
Widzę cię jak przez mgłę. W sumie, i nic poza tym
Próżno szukać tu ładów z wersów Desideraty
Znowu dzwoni Kudłaty
W tle słyszę, że tam ćpają
Utwierdza w przekonaniu, że dranie to tak mają
Na okrętkę to samo, ciągle alkohol w ustach
Nadużycia, skandale, no i te cudzołóstwa
Powinienem z tym skończyć, ale weź i mnie namów
Ten sztos to nieodłączna część życiowego planu

Ref. B.R.O
Widzisz, dranie tak mają, brat
Czy chodzi tu o życie, czy tu chodzi o rap
I choć przeciwko nam może być cały świat
Strach i ogłada – widzisz, tego nam brak. x2

2. Hukos
Ej, mamo. Przypał. Niosę łzy, a nie radość
Dranie tak mają, wita flaszka pita rano
Pół litra. Chciałaś prawnika, co zarabia siano (sorry)
Masz typa. Zryta psycha. Wątpliwa moralność
Lubię upić się na Himilsbacha i Maklaka
Drogę do domu zgubić, po paru dniach wracać
Tak często fizjologia wygrywa z człowieczeństwem
Nie kłam, że lubisz tańczyć, w klubach myślisz o seksie
Dziewczyny wolą róż, brąz zostawią dla ćpunów
Zabawy na Piesiewicza, ślepota od świateł klubów
Tu chłopaki nie płaczą, czasem za nich płacze wódka
Gada się o polityce, o biznesach i o dupach
Pieprzyć głupie maniury, podróby Louis Vuitton
Na kacu przenoszę góry, choć mogę kurwić na los
Z reguły nie ma kultury, gdy w kluby idziemy sztos
Kurwy niech patrzą z góry, z natury taki nasz lot

Ref. B.R.O
Widzisz, dranie tak mają, brat
Czy chodzi tu o życie, czy tu chodzi o rap
I choć przeciwko nam może być cały świat
Strach i ogłada – widzisz, tego nam brak. x2

3. Sitek
Okej, chcieli mnie na track, mieli moje dwa, cztery miałem sam
Widzieli mnie w LuckyDice, więc jestem, jestem
Sztuki chcą mnie znać, i póki lecę jak grad
Do buzi jedynie brać możesz, hejter, hejter
Nie wiem, to jak ty masz wpojone
Ja wcześniej miałem nic, więc ten koniec, bo dziś robię swoje
I już podjąłem tą decyzję : nie wracam
Wiem, że to egoistyczne, przepraszam
Mam poprzestawiane, kocham marihuanę
I kiedy wchodzę w bit, bit, robię to jak dranie
Więc nie mów mi, z kim powinienem trzymać
Jak mówią „koko”, to nie chodzi o Chanel, skminiłaś?
I nie wiem, po co do mnie dzwonisz, jak mnie znasz, nie odbieram
Moja duma to skurwiel, a to dostałem w genach
I nie oceniaj mnie, nawet nie jesteś ode mnie
Zrobię to na cały kraj, Ty się wczuwaj w osiedle

Ref. B.R.O
Widzisz, dranie tak mają, brat.
Czy chodzi tu o życie, czy tu chodzi o rap.
I choć przeciwko nam może być cały świat.
Strach i ogłada – widzisz, tego nam brak. x2

4. B.R.O
Robię to na pohybel tym, którzy kopią mi powoli grób
Szukają sensacji, bo od dawna im nie stoi fiut
Ja tu zostanę, nawet jak mi nie pozwoli lud
Mówisz: „Jestem gwiazdą”. A co to, kurwa, Hollywood?
I co Cię boli znów? To, że w metropolii już
Znają moją ksywkę, bo zdążyłem rozpierdolić? Cóż
Daj mi uzbroić w tusz, długopis to dla mnie nóż
W rapie jestem draniem, co cię zdmucha jak pieprzony kurz
Dam Ci miliony róż, w postaci szalonych słów
Dranie grają rap i zgarniają za to plony, znów
Nie szukamy łatwych dróg, drogi te szukają nas
Prawda płynie z naszych ust i to zawsze prosto w twarz
Twarz? My mamy tylko jedną
I nie szukamy drugiej, bo w tym to całe sedno tkwi
Powiem jeszcze jedno ci, jak kasa cię kręci
Że przyjaźń to dla nas sprawa życia i śmierci

Ref. B.R.O
Widzisz, dranie tak mają, brat
Czy chodzi tu o życie, czy tu chodzi o rap
I choć przeciwko nam może być cały świat
Strach i ogłada – widzisz, tego nam brak. x2
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo