Popularne piosenki. Polski Hip Hop


Wiesz stary, ja nie mogę
Dalej ciągnąć z tym gównem.
Chodzi mi o to, mam chęć je sprzątnąć.
Ale marnować się dla tych śmieci?
Wiem, że mogę [...]
Jeżeli przyjdzie taki dzień,
W którym dowiem się, kiedy zginę,
To będzie to nasz ostatni dzień
Skurwysynu!

Moje serce płonie ogniem nienawiści do ciebie,
Moje oczy chcą zobaczyć, jak spalasz się w piekle.
Tylko i tylko wtedy spocznę w spokoju,
Gdy razem z Tobą, gnoju, zmarły będę.
Pamiętacie, skurwysyny, te wszystkie dni,
Gdy na drodze mego życia stanęliście mi?
Upokorzenie, strach, czy bezsilność.
Pamięć nie zniknie, choć wszystko znikło.
Zadawałeś nam ból, nie wiedziałeś, jak to boli,
Teraz się dowiesz, jak łeb ci rozpierdoli
To coś, co trzyma moja dłoń właśnie!
Nabyłem to specjalnie na tą okazję.
Brat nie ma już miłości dla mnie, dla ciebie.
Mam zamiar z tym skończyć, czy ty o tym wiesz, że ja...

Nie odejdę sam! [x8]
(Zabiorę ze sobą paru skurwysynów...) [x4]

Spojrzyj, stary, oni zadawali ból nie tylko mnie,
Zakrzyknij: muszę się spodziewać, wiem,
Że nie ma już miłości dla mojego brata
Tylko krew [...] ręka kata.
Czy ty się boisz? Czy ty się boisz?
Czy to kał wypełnia twoje galoty?
Bo coś tu śmierdzi, gówno, brudna sprawa.
Za to was wszystkich, glisty, czeka kara!
Zdmuchnę cie stary jak ty wciąż mi o tym
Że ułomność twoja nie zna granic głupoty.
Myślę, że chuju już pogodziłeś się,
Że czeka cie wielka kula w łeb!
(pum-pum-pum)

Nie odejdę sam! [x8]
(Zabiorę ze sobą paru skurwysynów...) [x4]

Ja nie mam co stracić wyrok zapadł na mnie!
Kulka z mojej spluwy wszystkich winnych dopadnie.
Dzisiaj nadszedł dzień sądu nad wami,
Może w rosyjską ruletkę zagramy?
Na kogo wypadnie, na tego bęc!
To dobry uczynek, sprzątnięty został śmiec.
Cieszysz się? Tak tak, bo jak tak...
Teraz spokojnie będzie żyć mógł mój brat
I choć moje ręce są splamione krwią,
i choć gliny wciąż przyjeżdżają pod mój dom,
I tak wiem ze robię dobrze,
Bo każdy z nas może żyć już spokojnie!
Już po mnie...

Nie odejdę sam! [x8]
(Zabiorę ze sobą paru skurwysynów...) [x7]
1. Pięć lat temu pisałem, że to warte świeczki,
Złote góry, marzenia, świat był świetny,
Czas minął, świat wypiął się tyłem,
Ludzie przeszli, machnęli ręką i tyle.
To, co było, to te zdjęcia w albumach,
Te zmarszczki na twarzy i skruszona duma,
To ten świat, ta muzyka, ten biznes mnie niszczy,
Ten brak harmonii, czasem brak tej ciszy.
Myślisz i czujesz, podobno każdy ma serce,
większe, lub mniejsze, każdy ma jakąś wersję,
To już było, westchnienia i wiersze,
nie potrzeba w tych czasach Werterowskich cierpień,
każdy z nas, może przeszedł przez to piekło,
krok po kroku, by utrzymać tempo,
wiesz, że się zmieniam, bo tak chyba trzeba,
żeby przeżyć tutaj, w miejscu zwanym Ziemia.

Ref.
Powiedz, ile czekać mam,
by świat obudził się,
byś ty zrozumiał, że nie wystarczy tylko chcieć.
Wstań, zamilcz i coś zrób,
pomóż komuś, zwalcz ich trud,
gadać może każdy z nas,
stań z problemem twarzą w twarz...
A ja i ty, nie... nie jesteśmy tacy źli, o...

2. Każdy gest jest jak dawka szczęścia,
każdy śmiech, jest warty wejścia
w stan myśli o naszych dzieciach,
które chcą świata wolnego od niebezpieczeństwa,
To nie jest tak, że jestem ślepy na biedę,
ludzie w potrzebie, a ja patrzę tylko w siebie,
Już dawno temu zbiłem to lustro,
i widzę więcej, widzę więcej i wszystko.
Tylko wy, jakoś dalej potykacie się w drodze.
Po upadku potem mówicie: O Boże, nie wiedziałem,
nie chciałem, to nie moja wina!
Weź odpowiedzialność za swoje czyny, dobrze?
Tak to jest, tak, powiedz, że tak żyć nie możesz,
a przecież sam chciałeś mieć wolną wolę,
Prześpij się z tym, pomyśl przez chwilę,
Że już jutro możesz zacząć lepiej i tyle.

Ref. x2
Powiedz, ile czekać mam,
by świat obudził się,
byś ty zrozumiał, że nie wystarczy tylko chcieć.
Wstań, zamilcz i coś zrób,
pomóż komuś, zwalcz ich trud,
gadać może każdy z nas,
stań z problemem twarzą w twarz...
A ja, i ty, nie... nie jesteśmy tacy źli, o...
Co to ma być tu ?!

Tego kwiata to pół świata więc na chuj mi jedna dziura
Lepsza kurwa niż domowa kura, ja tam wole kurwik
Bo po co mi w domu kurbik, baba przykładowej matki
Wole stukać Azjatki, murzynki, mulatki
Sram na twoje wydatki, nie dam ci tutaj nic
Nie zawracaj mi dupy, daj mi spokojnie żyć
Teraz wiem, pieniądze spierdoliły ci psychikę
Tacy jak ty kiedyś zostaną tu sami
Teraz chuj z wami i z tym tańcem z gwiazdami
Ja wam nie zazdroszczę, jestem ponad tym
Szczere wy penery, a gol dupę dla kariery
Tu na tych blokach siedzą większe talenty
Mają serce, zasady, ambicje i patenty
Nie jak te mendy, wielkie gwiazdy, to droga nie dla mnie
Jazdy, wasze są tu dla mnie śmieszne
Tyle lat już tutaj jestem, mam styl własny, idę tędy
Jebać trendy, sztuczne gęby, chuj wam w zęby pizdy!
Mama, tata, syn, córka - dosłownie wszyscy
Utalentowane w dupę jego mać całe rodzinki,
bo mają kurwa pieniążki i nagle wszyscy
Mają tutaj do wszystkiego talent
A gdyby nie taty fortuna, chuj by był nie balet
A najgorsze to jest to, że media ich promują
Albo pokazują jak pedały się całują, jak pedały się całują
A mojego rapu tam nie puszczą, bo jest wulgarny
Gdzie tu jest logika ? Szczera muzyka ?
Gdzie ta telewizja? Programy na poziomie
Kurwa dzieciakom robicie bajzel w głowie
To syf jak na ogniku ten stary pawilon
Nie chcę by dla mojej córki ideałem była Paris Hilton

Co to ma być tu ?! To jeden wielki syf
Ja nie chcę mieć tu do czynienia z tym
I pamiętaj jedno, nie pójdę tam gdzie ty
Bo modne jest bycie złym, zrobić dym tu dziś, ej !

Teraz to ten blisko ciebie chłopak
Na głośnikach, bitach, hitach za damkę
Nie za dużą bańkę, przechwałki, rymy
O dupie maryny, powróż sobie z giry
Wtedy będziesz wiedział czy jesteś prawdziwy
Tu kurewstwo spy, słabe programy w TV
W Vivie, MTV, jak matka z córką wybierają chłopca
Obierając kiwi, no proszę cię
Zamiast muzyki, płyt, lansowanie mózgów dzieciakom, kit
Leszki pieski odwieszą dwanaście, Kaziu Staszewski
Promowanie ludzi bez wartości , muzyki bez prawdziwości
(4Fun) powinna nosić nazwę "Telewizja down na paśmie trwam"
Teraz dojebiemy po całości psom, którzy płacą
By na płytach być dorośli, być donośni, głośni, znani fajnie
Lubiani, pożądani, bezwstydnicy, kłamcy - chuj z wami !
Jak z tym Tańcem z gwiazdami, homoseksualizm w modzie
Coraz bardziej bije z zachodu, przez morze
Komercjalizacja, miksy, plagiaty hitów starej daty
Beztalencia, szmaty, kraty, piję za was ścierwa, dalej piję szkło
Pluję na was, sram na was, jadę na was, bo
Towarzystwo adoracji zjadających własny ogon, o !

Co to ma być tu ?! To jeden wielki syf
Ja nie chcę mieć tu do czynienia z tym
I pamiętaj jedno, nie pójdę tam gdzie ty
Bo modne jest bycie złym, zrobić dym tu dziś /x2
Ref.
Czy to prawda że nie chciałeś dopuścić do tego
Czy to prawda że oszukałeś przyjaciela swego
Czy to prawda że nie chcesz słuchać rapu mego
Czy to prawda naprawdę że tworzysz coś nowego
Czy to prawda że zrobiłeś coś lepszego ziomuś
Czy to prawda nie ufasz nawet brata słowu
Czy to prawda że masz do dumy powód
Czy to prawda naprawdę nie mów nikomu

Czy to prawda naprawdę
Nie wiem ale znam skądś tą jazdę
Doświadczenie każde bogaci wnętrze
Czemu się męczę nie wiem
A gdy przestanę komu to zawdzięczę
Za siebie ręczę
I niech każdy robi to za siebie
Tak będzie lepiej jebię tych co nam burzą
Nieraz pocałują glebę nieraz jeszcze się odmóżdżą
Tak bywa trudno się mówi żyje się dalej
Od Puławskiej do alej moja ulica biegnie
Tu chwalę Boga Mokotów i już jest pięknie
Myśl dobrze ucz się szybko nim w gruzach wszystko legnie
Nie zawsze pięknie lecz bywało gorzej
Nie ważne co powinieneś ważne co możesz
Swoje tworzę swoje robię odpocznę w grobie
Mówię o sobie poszukuję prawdy na tym globie
Nie oszukuję jestem poza tym w oknach kraty
Nie sądź że to coś daje
Dla mych ludzi z drugiej strony pozostaje naturalne
Pokazuje że każdy cel jest osiągalny
Minimalny wysiłek czas pokaże efekty
Policja jak pierdolone insekty
Wciąż dokucza nie pouczam
Fałsz odrzucam
Gęsty dym wypełnia me płuca
Pamiętasz mnie ?

[tylko teksty.tk]

Ref.
Czy to prawda że nie chciałeś dopuścić do tego
Czy to prawda że oszukałeś przyjaciela swego
Czy to prawda że nie chcesz słuchać rapu mego
Czy to prawda naprawdę że tworzysz coś nowego
Czy to prawda że zrobiłeś coś lepszego ziomuś
Czy to prawda nie ufasz nawet brata słowu
Czy to prawda że masz do dumy powód
Czy to prawda naprawdę nie mów nikomu

Powiedz kto no kto za tym stoi
Że co dzień ginie tyle ludzi z głodu
Czy to prawda że brak jest żarcia
By nie starczyło dla narodów
Czy to prawda że nie znasz pokus diabła
Stałeś prosto a dostałeś garba
Podpalam lont wybucha petarda
Zostawiam proch
Ciemność choć pali się latarnia
Powiedz ojciec jak dziś żyje się uczciwym
Jak niewolnik harówa do kieszeni chciwym
Nie ma głupich nie jestem leniwy
Pracy się nie boję za pieniądz godziwy
Czy naprawdę ja zbyt za dużo pragnę
Nie powinno być problemem lecz powinno być normalne
Nie jeden nie wytrzymał i sięgnął po klamkę
Łeb rozwalić sobie komuś to już jest nieważne
Wiem gdzie obudziłem się a nie wiem gdzie zasnę
Teraz gaszę światło numer czy to prawda
Wykorzystaj swoją siłę i nie licz na farta

Ref.
Czy to prawda że nie chciałeś dopuścić do tego
Czy to prawda że oszukałeś przyjaciela swego
Czy to prawda że nie chcesz słuchać rapu mego
Czy to prawda naprawdę że tworzysz coś nowego
Czy to prawda że zrobiłeś coś lepszego ziomuś
Czy to prawda nie ufasz nawet brata słowu
Czy to prawda że masz do dumy powód
Czy to prawda naprawdę nie mów nikomu
Dzisiaj rap w miasto puszczam jak Fenomen dekadę wstecz,
w czasach gdy wielcy albo śpią albo robią wieś,
wiesz jak jest ej, też byłeś na tym etapie,
pierwsze pokolenie wychowane na polskim rapie.
Gdzie jest Eis bracie, pewnie jak Joka znikł,
oddałbym każdy bit za Ostrego z tamtych dni.
"Jest jedna rzecz dla której warto żyć"
nie miało zmieniać się nic, pozmieniało się dziś,
w czasach bez MP3 pośród kaset i płyt,
miałem tak samo jak Ty, odnaleźć swoją drogę,
pamiętaj tamte dni, nie zapominaj ich,
bo choć przeżyłem już wiele lepszych znaleźć nie mogę.
Jestem bogiem, sam ze sobą zawarłem pakt,
jednoosobowy kościół nasza wiara to rap,
zmienił się wokół świat, przez tyle lat musiał,
w sercu wciąż ten sam dzieciak, to samo na uszach..

Byłem tu od początku do końca, zostanę na amen,
nie tylko własne zwrotki znam na pamięć,
zajawki chwilowe zmieniają się w te stałe,
Ty się ledwo urodziłeś ja już żyłem Skandalem,
wspierałem polski rap biznes, za pierwszy hajs i stres.
gdy z puchą w ręce miałem własny Men in Black i,
grało się w piłkę, odbiłem od tego,
jedyny sport jaki został mi to ten Tedego,
Wiesz, nie było nic lepszego niczego co większą moc ma,
pół osiedla znało na pamięć całą bitwę z Płocka,
włączyła się moda, rap wjeżdżał na szczyty,
każdy chciał robić bity, co drugi samplował Volta.
Folia, wszystko co chcesz w niej masz,
chcieliśmy zmienić świat, ten świat zmienił nas,
Blask świateł jasnych cieplejszych od słońca,
byliśmy tu od początku zostaniemy do końca brat..

Gdyby nie Pih nie widziałbym osiedla z góry,
za 10 lat miało pojebać świat który
nas wychował, a przynajmniej próbował.
Niektóre teksty to coś więcej niż słowa,
browar na ławkach, tagi po klatkach,
oddałbym wszystko żeby móc tak coś nagrać,
rap grał w paru miejscach tam był nasz dom,
trochę inaczej to słyszysz jeśli jesteś stąd,
ziom, w chuju miałem, co było w cenie,
wiedziałem że ja to ja i nie chce być biznesmenem,
Podziemie, wtedy to dla nas był mainstream,
po Ustach Miasta Kast, śląski rap był najlepszy,
Teraz składamy części w całość,
mamy prace i rodzinę, tak się poukładało,
życie wybrało nam schemat, przewodni temat,
pamiętaj czego się słuchało ziom, lepszych lat nie ma..
Już pora lej drinka, lej lady, kochanej śliskiej nuki
Pomiędzy nogami dwie zachęcające luki
Płoną lody patrz schody, kątem kukam tam trafię
W końcowym etapie za bata drapię, łapię uuu
Mokre tyłki tu, szeroko nogami
Dam, dami, dami, badice z koronami
DJ szura płytami tworzy atmosferę czaja
Colo and the gang no i zgraja
Parkiet D szaleje , cziksy ocierają tyłki
Kręcą mokrymi ciałami ty bez żadnej pomyłki
Orgie dozwolone, chwyty marzenia wybierasz
Chętnie obierasz, zbędne słowa puszczasz na bok
Niech się błąkają puste kapelusze z głów
W powietrzu szaleje rój hiszpańskich much
Łatwe cele, sztuczny dym, cudze cudo wpada w ręce
Do myślenia daje, hip-hop łączy - ma zwyczaje
Na wiele pozwala, niesie fala, setki odbić lala
Musisz podbić pa

No i śmiało podbij ty-łek
No i śmiało kuka-aj raj

No i śmiało podbij ty-łek
No i śmiało kuka-aj raj

No i śmiało podbij ty-łek
No i śmiało kuka-aj raj

No i śmiało podbij ty-łek
No i śmiało aaa

Gadki *****ki , żadne wpadki
Odpadają z mety małolatki
A zostają konkretne matki
Dwudziesto paro samotne latki
Widok to rzadki, podbijają zadki na raz
Niewinne lochy z oaz
Znajdą czas

Wyeksponowany tyłek nie podpieraj ściany zmyłek
Sporo mam na ciebie oko skoro wolna, łatwa
Zdobycz pewna, opalone ciało, spu przewiewna
Gołe stopy znaczą parkiet, koleś kosz, za niedzielę
Wet za wet, moja cziksa dziś konkret, masz chęć
Masz więc kręć, więc podejdŹ bliżej, schyl się niżej
Pomału wyżej, mamy całą noc, całą noc
Całą noc, chmielowy trunek da nam konkretną moc
Odpoczynek w rogu pufy, na mój znak ruchy, ruchy
Bububufy doszły mnie-e słuchy-y, że to ty, że to ja
Widzieli nas gdy za włosy w hotelu numery szły
G2E cieszy się, EneDe mikrofon, lochy dwie sty-yknie
Maniole na razie SW-CE
A ty podbij tyłek w rytmie TE

No i śmiało podbij ty-łek
No i śmiało kuka-aj raj

No i śmiało podbij ty-łek
No i śmiało kuka-aj raj

No i śmiało podbij ty-łek
No i śmiało kuka-aj raj

No i śmiało podbij ty-łek
No i śmiało aaa
To miasto kocha przemoc
22:00 światła w oknach topnieją
Ja i Kochan niczym Eskobar i Sousa
Plus pieniądz
Którego trzeba dorwać
Złodziejom nie trzeba kurortów
W Escortach świata monstrum
To forsa przecież wiesz to, platyna, złoto, srebro
Zaczyna flotą wiercąc sumienie być oszczercą
Czy żyć jak miliony plemion? pod kreską
Nie wiem
W tych blokach toczy się swoisty harlem
Nóż na gardle sprawia, że w życiu czuć pogardę
W tych sprawach o których ty najlepiej sam wiesz
Ziomuś
Ludzi już nie ma jest armia kameleonów
Aniele pomóż, nie pierdol, że ciężko znów
Czas zepchnąć z gór
Zainfekowany mózg trop poszukiwany skun
Czysty orbitalny towar
Tam gdzie klatka schodowa dla niektórych to homar
Tak świat mnie wychował, że nie wierzę w ideały
Największymi swoimi wrogami jesteśmy my sami
Za 5 złotych możesz zabić, jak i wyczyścić szybę
Nie ważne jak wyglądasz ziom raczej gdzie idziesz
Kim jesteś wobec siebie, a nie jak na Ciebie patrzą
Bo niemoc rodzi przemoc
I takie jest to państwo

Ktoś powiedział, że jedyną filozofią dla MC
Jest ganja plus alkohol z seksem
Jestem się pisze na to jeśli ty stawiasz
Jak nie - przestań gadać tu cię zagłuszy hałas
Rozpierdolimy szałas, tępy bądź pewny
Wnioskiem inteligentnych ściętych w szarych murach
Betonu architektura, całodobowy kurant
Witaj na awanturach bałuckiego półświatku
Tak nauczono nas tam
By lać w imię bractwa miłości do warstw takich jak my
Miejsce w szeregu zajmij
Nie to ty masz zaszczyt
Bo tu nie rządzą kontakty
Świat wariuje w anarchii ziomy
My mamy honor, dumę, miłość, gest
Spłonąć, ulec, zginąć - nie w tym rzecz
Życie nie mecz nie licz na rewanż
Jak raz się sprzedasz tylko u Boga szukaj przebacz
Nie u ziomków
Nas każdy w szeregach kłamstwa pogromców
To karma za los twój oddany łakomstwu
Nie dla mnie świata podbój
Wolę luz mieć i dystans
Bałut reprezentacja szaleje na gwizdkach
1. [Głowa]
Tam na lewo gość sobie grubo pozwala
Ledwie usiadł w loży już rzyga do pokala
Jakaś panna przywala typa na parę setek
Ktoś przy barze wspiera mentalnego kalekę
Ja nic nie wiem, idę przed siebie, zaraz odlecę
Ziomuś klepie bletę będą tańce na parkiecie
Stan swój tłumaczę na ucho mojej kobiecie
Nie piłem od dawna, ej, kłamiesz przecież
Odjazd tak po tablecie, a tylko decze
Piję ile wlezie, rano kaca wyleczę
Ziom wyjebał lepe, vip oblał go drinem
Ten co chwilę wcześniej podrywał mi dziewczynę
Spawacz do pokala na loży uderzył w pimę
Kozaczył przed wejściem, z bramką wbił się na linę
Śmieszne i tragiczne przypadki jak dajesz w szyję
Daj mi jeszcze chwilę zwiniemy się za godzinę

Ref.
Nie mogę chlać, ej barman gdzie jest wóda
Chcę trzeźwy być, może dzisiaj się uda
Miałem już wyjść, godzinę temu
Ale mogę jeszcze zostać, nie ma problemu

Nie mogę chlać, ej barman gdzie jest wóda
Chcę trzeźwy być, może dzisiaj się uda
Miałem już wyjść, godzinę temu
Ale mogę jeszcze zostać, nie ma problemu

2. [Wężu]
Nie mogę chlać, ocknąłem się na jakiejś kanapie
Łapię telefon który jak na złość traci zasięg
Przy barze pijane twarze rozdwajają się
Korytarzem na parkiet muzyka prowadzi mnie
Nakręcone dupy dwie przytulają się w rogu
Inne ocierają się, dzisiaj ciebie zabieram do domu
Wsiadamy do samochodu w szybach migają światła
W zwolnionym tempie radiowóz patroluje ulice miasta
Neony i asfalt jak bym był w Las Vegas
Ja, ona i taksa, ezetem przemierzam
Od placu żołnierza, gdzieś przez woja pola
Jedziemy do studia, tam mamy wszytkiego ponad
Wjeżdżamy na toast, odpalona konsola
Dawaj beat, jeden, drugi, trzeci, zawijamy joya
Jak w "nie mów mi" na remixie z 2002
Od wtedy do dziś podobno nie mogę chlać

Ref.
Nie mogę chlać, ej barman gdzie jest wóda
Chcę trzeźwy być, może dzisiaj się uda
Miałem już wyjść, godzinę temu
Ale mogę jeszcze zostać, nie ma problemu

Nie mogę chlać, ej barman gdzie jest wóda
Chcę trzeźwy być, może dzisiaj się uda
Miałem już wyjść, godzinę temu
Ale mogę jeszcze zostać, nie ma problemu
[ Perfect ] :
Twoje miasto, moje łzy.
Moje zmory, twoje sny.
Teraz Ty powiedz mi czemu zmora, czemu sen,
spuszcza z powiek czarną łzę, czarną łzę.

[ Liroy ] :
Było nas trzech, jak w autobiografii zero ściemy.
Taka sama krew i podobne geny.
Jestem zły, taka ma zajawka,
Wciągam całą działkę i akcja jest wartka.
Kiedy jest nas trzech, jak u wilka nasza krew jest zimna.
Ginie z mojej ręki kolejna niewinna osoba.
Taki pech, albo taka karma.
Sprzedać komuś kosę ? Dla mnie to normalka.
Ja tak żyję, piję, takie mam klimaty.
Kiedy ja zarabiam ty szacujesz straty, stary !
Nie unikniesz kary , o nie !
Jaki jestem ja, każdy to wie, kto mnie widział w akcji.
Ja korzystam z sytuacji jak nikt, odbezpieczam broń, a Ty ?

[ Perfect ] :
Gdy dziś sam, staję tam.
Czarne słońce, spada noc.
Wiem, nóż wbiłeś, w gardło cios.
Wbiłeś w gardło cios.

[ Liroy ] :
Było nas trzech, lecz krew już nie ta sama.
Zdrada jak szarada, taki myk.
Prosty jest wynik, jeden zero dla mnie.
Dziś zabiłem brata, jego strata, moja superrata.
Taki jestem, nic Ci do tego.
Zabiję jeszcze raz i nie pytaj mnie dlaczego.

[ Perfect ] :
Twoje miasto, moje łzy.

[ Liroy ] :
Było nas trzech, jak u wilka nasza krew jest zimna.
Ginie z mojej ręki kolejna niewinna osoba.
Taki pech, albo taka karma.
Zabić swego brata ? Dla mnie to normalka !

[ Perfect ] :
Patrzę w dzień, jak noc mknie.
Tam skąd niesie jasny sen.
Wiatr wymiecie ze snów Cię.

[ Liroy ] :
Było nas trzech, jednak teraz tylko krew dookoła..

[ Perfect ] :
Wiatr wymiecie ze snów Cię...

[ Liroy ] :
Teraz już wiem, nie uniknę kata.
Moje życie nic nie warte bez mojego brata.

[ Perfect ] :
Twoje miasto !
[Nullo]
Sam sobie piszę scenariusz i mam kontrolę jaką rolę gram,
Biegnę przez życie, silną wolę mam jak Forest Gump,
Jak Pores, Szad, tyle wojen mam nie goje ran,
Walczę o rodzinę którą mam dlatego nie stoję sam.
Buduję dom jak Arkę Noe, schron jak podczas wojen,
Dziś mam broń i twarde zbroję, tron oddaje w twoje dłonie,
Co moje, to twoje, co twoje, to moje,
We dwoje mamy w sercach ostoje większą niż twierdza Boyen.
Od młodości słyszą wolność i okrzyki,
Od solidarności Polski do ludności Afryki,
Ludzie to nie niewolnicy komunistycznej fabryki,
Buffalo Soldiers to wolność Ameryki.
To dla muzyki przemierzam chodniki jak włóczykij,
Przepływam morze krytyki niczym wiking z klanem
Walczę z nimi, ramię w ramię, jak był bym Dżingis-Chanem,
Jestem częścią 3W-kliki bez rapu byłbym nikim, amen.

Ref.2x
Jesteśmy tym o co walczymy i tym czym żyjemy,
nie zawsze tym kim chcemy być i tym za co zginiemy,
każdą przelaną kroplą krwi w imię naszej idei,
jeśli nie wywalczymy, nie mamy nic, nie istniejemy.

[Pork]
Przyjechała z kraju przemysłu dróg i luksusowych wanien,
do kraju gdzie Chrystus król nie dbał o panowanie,
nie dał przepisu Bóg na jedność kulturowych barier,
więc splot życiorysów tu zabrał w nie pamięć.
Przyjechała leczyć bez woli zysków lud w turbanie,
i jest wolnością pomimo świstu kul w Afganistanie,
znosząc upał i brud, mogąc tu zginąć darmo
jest wiarą, moją wiarą w humanitarność.
W tej życia pętli biegniemy w scenerii betonowych kręgli ich cieni
gdzie sępy i hieny grzebią świętych w ziemi,
w odbiciu ich tępych źrenic widzę centy i jeny,
w świecie gdzie tętni przemysł i w świecie bredni i chemii.
Walczę by nie być jak ślepi i niemi wśród cierni i kniei,
by nie żyć jak leming by przeżyć i wierzyć idei,
by z każdej klęski w nadziei powstać jak fenix z płomieni,
bo nie ma życia bez walki jak nie ma czerni bez bieli.

Ref.2x
Jesteśmy tym o co walczymy i tym czym żyjemy,
nie zawsze tym kim chcemy być i tym za co zginiemy,
każdą przelaną kroplą krwi w imię naszej idei,
jeśli nie wywalczymy, nie mamy nic, nie istniejemy.

[PIH]
Idę ciemną doliną na karku piekła żar,
Życia pełnego jadu, fałszywych świadectw, kłamstw,
Za dwadzieścia lat przeklną nas nasze dzieci,
Gdy otworzą najnowszej historii podręcznik.
Chciałbym ludziom na słowo znów zacząć wierzyć,
Sam prawdy nie wywalczę! stoisz obok? Nie milcz!
Gorsi od zwierząt, proszę się nie łudźmy,
Tylko przeciwstawny kciuk mówi, że jesteśmy ludźmi.
Nie wiem czy ten ciężar uniosą ręce...?
Ogniem i mieczem, walczę o bliskich szczęście,
Chciałbym żyć w zdrowym, świadomym społeczeństwie...
Wódka, narkotyki-szatana, Joy Inventure!.
Czy nie zesłano nas tu za karę?!
Kartką i piórem walczę o młodych ludzi wiarę,
Ty też nie składaj broni! Orient! Twoja warta!
Chociaż uniwersum wiem obdarte ze światła!

Ref.2x
Jesteśmy tym o co walczymy i tym czym żyjemy,
nie zawsze tym kim chcemy być i tym za co zginiemy,
każdą przelaną kroplą krwi w imię naszej idei,
jeśli nie wywalczymy, nie mamy nic, nie istniejemy.

[Szad]
Jeśli te słowa rodzą czyny, jesteśmy tym o co walczymy,
Po co walczymy? Weź! To jak nas spytać po co marzymy?
Chodź popatrzymy na miasto, ludzi, na te maszyny,
Schodzą lawiny słów! Białasy życie tną na rymy znów!
Walczymy tu o mały wytrych do fabryki snów,
Jedyny ruch, bo nie widzimy innych dróg po zimny grób,
Tych kilka cennych spraw-bezcenny ślad po tym, że stałem tu!
By perły kraść i lałem żółć i lałem tusz... Lałem atrament z piór...
I ćpałem ból i wiłem nić mając tyle prawie co nic-
mówiłem z wirem idź! Miej siłę żyć!
I walcz o swoje! Wyjdź z tarczą z wojen!
I kochaj Ją jak pojeb, bo chce się żyć gdy tańczą Dwoje! Stałem się tym!
Nie bez poświęceń by mieć coś w ręce-poczuć coś więcej!
Stałem się Nią! Stałem się Nim-
stało się to gdy pośród nich stałem w kolejce...Dalej to twierdzę-
Ty jesteś tym co pośród dni jest twoim sensem.

Ref.2x
Jesteśmy tym o co walczymy i tym czym żyjemy,
Nie zawsze tym kim chcemy być i tym za co zginiemy,
Każdą przelaną kroplą krwi w imię naszej idei,
Jeśli nie wywalczymy, nie mamy nic, nie istniejemy.
Mówię ci, każdy z nas szuka spokoju
Gdzieś w głębi, każdy chce być daleko od kłopotów
Lecz wielu woli, na skróty, gdzieś na łatwiznę
Na przypał, na kredyt, biorąc w sobie życie
Lecz pomyśl, nim będzie za późno by się połapać
Nie ma takich kredytów, których nie trzeba spłacać
Szybka, łatwa kasa, wozić każdy chce się szumnie
Nie rozumiem tego, praca rządzi wszystkim wokół mnie
(wokół mnie)
Obowiązki, lecz na spoko znajdę chwile
Gdy inni pędzą, znajdę moment by pomyśleć
Za mało czasu, a u mnie życie spontaniczne
Stojąc z boku, gdy peleton chce pędzić szybciej
Szukając szczęścia w zwykłych momentach
Nie masz czasu pomyśleć, nie widzisz chwil piękna
Nic, nie widzisz w tej o banały walce
Pędzisz, ale cały świat ucieka ci przez palce
A ja chcę stać by wiatr mi twarz smagał
Przegapiania chwil nie ma w moich planach
Od rana spokój, od rana świat przez pryzmat otwartych oczu
Pewne, trzeźwe spojrzenie, nie to z billboard'ów
Rzeczywistość, ja spędzę swoje życie myśląc

Patrzysz, obserwujesz, cały świat masz w garści
A za chwilę na nic nie masz gwarancji
I tracisz kolejne szanse, beztrosko
Nie ma czasu by pomyśleć, wciąż gonisz za młodością
Coraz starszy, spontanicznie gubisz ostrość wspomnień kalejdoskop
Kłóci się z teraźniejszością, żyjesz w innym rytmie
Bo coś przestało istnieć
Tyle czasu, a teraz już nic nie wyniknie
Jak zwykle zapomniałem się zastanowić, odwykłem od obrazu
W którym nie wszystko mam od razu
Nikłe szanse, czy widzę egoistę, gdy w lustro patrzę?
Nie jestem bez winy więc rymami płaczę
Czy płaczą inni, czy tak jak ja tracą siły
Nie żałują, bo nie chcą, czują się nieomylni
Iść lepszą drogą, to gubić przeszłość
Pieprzyć dane słowo, brać przeciętność umysłową
Jako bycie sobą, przyjdzie czas gdy się zastanowią

Nie mam czasu nawet, aby o tym wspomnieć
Zamknąć usta, oczy spuścić skromnie
Powiedzieć głośno co mnie drażni
Popuścić wodze wyobraźni
Latarnie wszędzie dawno zgasły
Jedynie jeszcze świecą gwiazdy
A pośród nich się zastanawiam
Czy znajdę czas, który ucieka nadal
W szalonym pędzie, gubię sens życia coraz częściej
Zmrużyć oczy, przewidzieć to co będzie
Nie mam już sił by przez dziurkę od klucza świat podglądać
Ze zwątpieniem czekać na kolejne wschody słońca
Nie widzieć końca, wciąż zwlekać, przed tym uciekać
Nie bać się, bo przecież nie ma czego
Nieustannie, poznając sekrety istnienia
Rezygnuję, z życia ostatniego tchnienia
To te spojrzenie jak ta ziemia nadal trwają
Są fałszywe, no bo w końcu przemijają

Najłatwiej się zaszyć i o tym nie myśleć

Zapomnieć jest łatwo to co w życiu najważniejsze
Gdy biegniesz na oślep po drodze gubiąc szczęście
W garść weź się chłopak, dni wiadomo, nie są lekkie
Nic w przyrodzie nie ginie i wszystko ma swoje miejsce
Świat przegapić jest łatwo, więc dobrze się zastanów
I konsekwentnie, nie na przypał ruchy planuj
Ranki czasem nie są piękne, to wiadomo, ale przecież
Są zawsze czymś nowym wieczorem, możesz czuć się lepiej
Nigdy nie jest za późno by odwrócić bieg wydarzeń
I pokonać nieszczęścia, które chodzą od lat w parze
Wszystko może się zdarzyć, musisz być przygotowany
Nikt od razu w życiu nie jest spisany na straty
Nie ma czasu pomyśleć, bo zostawiłeś go przed laty
Za błędy młodości będziesz długo spłacał raty
Oczywista rzecz, którą gubisz w miasta gwarze
Masz kogoś obok, to niech nową drogę ci wskaże
Nie będziesz przecież żyć w nie swoim wymiarze
Pamiętaj o tym, na razie

Najłatwiej się zaszyć i o tym nie myśleć
Wiadomo, świadomość kształtowana przez byt,
moja zbudowana przez setki rapowych płyt,
które miały na mnie wpływ, tak jak moje środowisko,
moje obserwacje, mój charakter, wszystko to.
Wyostrzało słuch coraz bardziej pobudzało zmysły,
dało wiarę w to, że świata nie trzeba niszczyć.
Dało energię aby zmieniać go, aby działać,
przekazywać treść w uzbrojonych rymów oddziałach.
Widzę świata piękno i widzę świata piekło
i widzę sprzeczność i odczuwam wielką wściekłość.
Wiesz co? Im więcej wiem, tym więcej nie wiem,
im więcej nie wiem, tym bardziej poznaje siebie.
Bo zdaję sobie coraz bardziej sprawę z trudu tej misji,
nie potrafię czynić cudów, ale mam spryt lisi.
Mały i wielki, śmiały jak Frodo,
wchodzę w ciemny Mordor i urządzam horror wrogom.

REF. Halo! Halo! Chciałbym nawiązać dialog,
przemówić do tych co mosty za sobą palą. (x2)
Mam prosty przekaz: otwórz oczy, odetkaj uszy,
przestań być głuchy!

2. Czy dzięki rewolucji świat będzie bardziej ludzki,
zmieniając się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
Nie sądzę, wątpię, nie mam nadziei,
na realizację absolutnych idei.
Nikt z nas nie chce świata stryczków i gilotyn,

to idiotyzm, ale jak przemówić tym językiem do tych
wyrzuconych na społeczny margines,
zamiast linę podaję im się brzytwę, to przykre.
Nie masz nic do stracenia, bierzesz bombę i bomba,
to rozkręca złą spiralę, mortal kombal i tak dalej.
Nie poprę tego ale w głębi serca będę to rozumiał,
tu potrzebny jest umiar.
By pokazać, że istnieje też kolor inny niż szarość, wiesz,
halo, chciałbym nawiązać dialog, wiesz.

REF. Halo! Halo! Chciałbym nawiązać dialog,
przemówić do tych co mosty za sobą palą. (x2)

3. Wyrównywanie szans, sprawiedliwość społeczna,
teoria z praktyką jest zupełnie sprzeczna.
Tak naprawdę nie mamy przecież równego startu,
w świecie kontrastów, kilkunastu finansowych gigantów.
I cała rzesza ludzi skazanych na walkę o ogień,
gdzie kultura jest wrogiem, a pieniądz wszystkim
Nie wiem czy to świat jeden,
gdzie większość w spadku dzieciom zapisać może tylko biedę.
Mogą odziedziczyć kurs życia na ulicy,
chcesz więcej dziczy? to siedź nadal w ciszy.
Zamknięty w swoim domu, odgrodzony murem,
trzymając się kurczowo tronu, będąc świata królem.
Zmień ton, bo twój tron może grom trafić,
potrzebujesz terapii, nauki empatii.
Nie dopuśćmy by pękł ten nadmuchany balon,
Halo, chciałbym nawiązać dialog!

REF. Halo! Halo! Chciałbym nawiązać dialog,
przemówić do tych co mosty za sobą palą. (x2)
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo