Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Nie mów, nie mów, nie mów, nie mów, nie

Nie mów mi co będzie dalej, wiesz
Nie mów mi co będzie później, wiesz
Nie mów mi, że tak jest dobrze, nie
Nie, nie, nie, nie, nie mów mi

Nie mów mi co będzie dalej, wiesz
Nie mów mi co będzie później, wiesz
Nie mów mi, że tak jest dobrze, nie
Nie, nie, nie, nie, nie mów mi (nie mów nic)

Nie mów mi co będzie dalej, wiesz
Nie mów mi co będzie później, wiesz
Nie mów mi, że tak jest dobrze, nie
Nie mów mi

Nie mów mi co będzie dalej, wiesz
Nie mów mi co będzie dalej też
Te słowa nic nie warte, rzecz
Nadszedł kres, tej łapy precz
Sięgam wstecz pamięcią lecz
Gdy padał deszcz to wszystko zmyło
Utwierdziło mnie to w przekonaniu
Że to pościg z czasem tej powinności
A teraz zaufam wszelkiej nieufności
Bo wszelkie możliwości teraz zdruzgotane
Znaki równowagi teraz są zachwiane
Wszystko co było dla mnie wszystkim wymazane
Wszystkie wyjścia z sytuacji pozamykane
Wszystkie twoje tanie szyki
Twoje, pojebane
Więc czekam teraz na dobre dni
A ty więcej nigdy nic, nie, nie mów mi, nie

Nie mów mi co będzie dalej, wiesz
Nie mów mi co będzie później, wiesz
Nie mów mi, że tak jest dobrze, nie
Nie mów mi

Budzi u ludzi wszelkie różnice charakteru
Opinie na ten temat wyrazi brak niewielu
Bo tak musi być? to by było za proste
Bo ludzie gadają te, te kurwy zazdrosne
To z czasem wnerwia lecz to nie jest istotne
Nikt nie spowolni tam mojej prędkości
Tak nikt nie jest w stanie zabić tego uczucia
Tak nawet kłucia, które są głosem serca
Jestem sam dla siebie więc teraz pamiętaj
Nic nie mów mi - pamiętaj
Nic nie mów mi - zjeżdżaj
Mój hardcore [?] hardcore reprezentant

Nie mów mi co będzie dalej, wiesz
Nie mów mi co będzie później, wiesz
Nie mów mi, że tak jest dobrze, nie
Nie mów mi

Słuchaj
Mam dosyć tych kłamstw, bezsensownych słów
Mam dosyć tych warstw, prostacki gust
Słowa zabił czyn, bo nie będzie zdrów
Stres, który gdzieś tam jest czai się jak zwierz
Czerpie na tobie tak wielkie korzyści
Ja chcę zdjąć kajdany tej nienawiści
Trzymając się wiernie tych własnych przeżyć
Doświadczeń garści, Fu nigdy się nie zbłaźni (nie)
Ta płyta rozjaśni twój zagubiony umysł
Bo wciąż narzekasz, że masz źle
Że los tobie fobie wciąż te same śle
Tylko ty i sam możesz zmienić je
Tylko ty i sam możesz się docenić
Pokaż wszystkim, że stać cię na więcej
Przecież masz atuty, umysł zdrowy, silne ręce
Sprostać możesz wyzwaniom kiedy tylko zechcesz

Nie mów mi co będzie dalej, wiesz
Nie mów mi co będzie później, wiesz
Nie mów mi, że tak jest dobrze, nie
Nie mów mi

Nie mów mi, nie mów mi, nie mów mi
Nie mów mi, nie mów mi, nie mów mi

Więc nie mów mi nic, 2003
Obudź swój wrodzony instynkt
Te słowa są prawdą, sprawą poważną
Chyba wyraźnie wiążę słowa ze słowami, taa
Przemyśl to, sprawdź to
Możesz machnąć ręką i powiedzieć to nie ważne,
Zebrać ślinę z zębów i zostawić ją na klatce,
Odwrócić się, jak twój cień pod latarnią,
W sobotnią noc, noc taką jak tą,
Odskocznie są tu potrzebne by nie zgasnąć,
Przemyć zimną wodą twarz, nie chciałbyś się ogarnąć?
Zachować swoją wartość, tylko dla najbliższych,
Jestem tu z Tobą, ten związek jest magiczny,
I zapominam tych których kochałem ślepo,
Człowiek jest głupi, jak jest z głupią kobietą,
Dziś jestem daleko i wierzę w przeznaczenie,
Jak w to że jestem gotów by pomóc komuś w potrzebie,
I zmienia mnie otoczenie mego życia,
Ci ludzie których szacunek był do pokrycia,
Wczoraj nie było dzisiaj, już nie patrze na te twarze,
Tych którzy byli z Tobą jak byłeś z nimi przy barze,
Są rzeczy ważne, ważą się nasze losy,
Weź los w swoje ręce, gdy masz wszytkiego dosyć,
By cele zdobyć i włożyć w to troche wiary,
Czy być szczęśliwym żyjąc z nią, zrealizujesz plany?
Bo liczą się zmiany, by nie minąć się z dobrem,
Choć świat pojebany zostawił dla nas ten problem,
I cały obłęd wokół błędnego znaczenia,
Snu, który jak nigdy był oznaką zmęczenia..

ref:
I bliźnią się rany odchodzi w nie pamięć złość,
Gdy dzień nie był tym samym, dniem była tu noc,
Gdy nie spokojnie śpiąc, budzi cie spokój i cisza,
Ta chwila w której na nowo sobie przypominasz 2x

Muszę Cię odwieźć z życia, śpisz już pewnie,
Siedzę na ławce, sam gdzieś, sam nie wiem,
Co było błędem? nie chciałem tam zostać,
Wkurwiło mnie wszystko, musiałem odreagować,
Nie chce tu zostać, próbuję zebrać myśli,
Gdzie jestem, co robię, gdzie są wszyscy?
Słyszę głos na ulicy, głowa mnie boli,
Chcę wstać powoli, wypuszczam telefon z dłoni..
Nie chcę czuć że jak czuję, wiem że wiesz o czym mówie,
Też mam problemy, które karzą mi iść pod góre,
Mi z dużym murem i ja jeden tu,
Jak mogę być pewny pod sobą czująć lód,
Tysiąc słów, gestów, miejsc i porażek,
I tyle snów, nie pamiętam kilku marzeń,
Wszystko jest raczej prawie poukładane,
I droga która prowadzi zawsze do przegranej..

ref:
I bliźnią się rany odchodzi w nie pamięć złość,
Gdy dzień nie był tym samym, dniem była tu noc,
Gdy nie spokojnie śpiąc, budzi cie spokój i cisza,
Ta chwila w której na nowo sobie przypominasz 2x

Bliźnią się rany, odchodzi złość,
Znów najebany, mam tego dość,
Nie jestem słaby, nie jestem zły,
Uwierz mi też chce tego co ty..
Ref.x2
Ooo.. wiesz kto tu rządzi
Hip Hop co ty o tym sądzisz
Hip Hop produkcje są dziś
I będą ***** szponcić

Hawajska koszula
Kto szponci nie zamula
Rap to brawura
Popatrz po murach
Srebro przy srebrze
Dzieciaku wiedz że
BRX do twoich głośników się wdziera
Patrz po raperach
Jest w czym wybierać
Rap ma docierać
Ty masz go wspierać
Rap ma cię uczyć
Ty masz go nucić
Spróbuj raz się skusić
Do ciebie wróci
Wyskocz na deskę
*****nij kreskę
IdŹ na imprezke
***** niebieskie
Rap to przekleństwo
Tak mówi społeczeństwo
*****e ich gęsto
Zdobywam zwycięstwo

Ref.x2
Ooo.. wiesz kto tu rządzi
Hip Hop co ty o tym sądzisz
Hip Hop produkcje są dziś
I będą ***** szponcić

Mam plan
Hałas w głowie mam
Wybrałem to sam
Jak płytę „5 gram”
To mnie napędza
To moja twierdza
Sam się nakręca
Do tego zachęca
Hip Hop doping
To dobry koping
Wychodzę na ring
Zapraszam na sparing
Fałszywe pedały
Już się poddały
Teraz patrzą i wyłupiają gały
Mam plany
Chodzę najarany
Wiesz co jest grane
Hip-Hop jest grany
Mam podstawy
I znam zasady
Robię po swojemu nie potrzebuję rady

Ref.x2
Ooo.. wiesz kto tu rządzi
Hip Hop co ty o tym sądzisz
Hip Hop produkcje są dziś
I będą ***** szponcić

W głowach procenty
W miastach koncerty
To są efekty
Rap bez korekty
WeŹ se pomiksuj
Rap z RRX’u
Dzieciaku słuchaj
I spełniaj się w ruchach
Miej to w odsłuchach
Joint kręć w paluchach
Browar pij w puchach
Na zimne dmuchaj
Wszystkie kapsztyle z osiedla wyruchaj
Tych co za nami
Puśćmy z torbami
Jesteśmy super nie jesteśmy sami
Hip Hop powiązany z osiedlami
Ma racje każdy kto broni swojego
Mam swoje ego baunsuj dzieciaku

Ref.x2
Ooo.. wiesz kto tu rządzi
Hip Hop co ty o tym sądzisz
Hip Hop produkcje są dziś
I będą ***** szponcić
Do chwili kiedy umrę
biorę życie jakim jest choć bywa trudne
ciągle pochłonięty przez tematy brudne
biorę je jakim jest, biorę je jakim jest

Do chwili w której przyjdzie mi w kalendarz kopnąć
jointy wokół będą płonąć cipki będą moknąć
mam w furze z tyłu dwie, już rozbierają się
co chodzi im po głowie wiem one wiedzą czego chcę
moja ekipa do klubu wbita
tego wieczoru nie ma opcji żeby była lipa
mamy ze sobą dużo zioła dziewczyny dookoła
jeśli chcecie się zabawić to podbijcie do nas
chcę żeby skumała mój myślowy skrót
whisky cola lód na dziąsłach czuję chłód
brak mi tchu kiedy kręcisz nią tak
żadna inna nie ma w sobie tyle ognia
przymykam oczy wyobrażam sobie nas
sam na sam mała pokaż na co cię stać
chcę zabrać cię na kwadrat
na całą noc nie na kwadrans
dziewczyno bez kitu z nieba mi spadłaś

[x2]
Do chwili kiedy umrę
biorę życie jakim jest choć bywa trudne
ciągle pochłonięty przez tematy brudne
biorę je jakim jest, biorę je jakim jest

Do chwili w której jebnę w ramę
gęby moich ludzi roześmiane, nie ma czasu na lament
ziomek jedziemy dalej lolki baty bongi skręty
wszyscy moi ludzie każdy grubo *****nięty
moje życie to spontan szalone jak bonton
walimy sabotaż w klubie co sobota
rzucam siano do puli hazard pochłania raz
rzucam kości na stół i czekając zgarniam ten hajs
ziomek żyję tak jak by ten dzień
miałby być tym ostatnim a jeśli tak będzie
Boże daj mi stanąć jeszcze raz na szczycie
chcę ostatni raz spojrzeć stąd na swoje życie
nie chcę żałować nic więc robię to co
przychodzi mi na myśl całym dniem całą nocą
nie wiem jak najłatwiej ci to wytłumaczyć
po prostu żyjesz tylko raz potem tylko straszysz

[x2]
Do chwili kiedy umrę
biorę życie jakim jest choć bywa trudne
ciągle pochłonięty przez tematy brudne
biorę je jakim jest, biorę je jakim jest
Świat muzyki...kina, sportu...polityki
Świat seksu...narkotyków

2005 uwierz był gruby
pe ćwiczył huculskie łamańce kozackie prysiudy
bita pała wpędze go do grobu
na koncertach hałas cicicicipa... (próba mikrofonu)
podsumowanie sezonu początek z boxem
ten będzie jak poprzedni stawiam na Proxę
kończy Michalczewski złe wieści z Hamburga
Gołota-Brewster (dechy) niecała pierwsza runda
dla niejdnego z nas nie ma już jutra
Richard Pryor Luther Vandross Gołaś Grubba
Tookie Williams nie pomogło Redemption
Kenneth Lee Boyd jako tysięczny kara śmierci
2 kwietnia zamiera świat 6 dni później
wiatr zamyka świętą księgę na cedrowej trumnie
Nostradamus czytaj między wierszami
koniec świata coraz bliżej w ogniu stoi Paryż
Wieża Eiffla będzie wkrótce minaretem
u nas w sejmie pierwszy mulat Andrzej Lepper
pobożna lewica aż przyłóż do rany
gwałt na dziwce eurodeputowany pozwany
mamy ich dwóch u sterów dobrana para
z jednej strony z jednej partii jednego jaja
nawijanie o nich jak zabawa ogniem lontem
co na to Ted Kaczyński alias Unabomber
faksymile pr czarny
ćwierćwiecze w rozkładaniu kraju solidarnych
co dziś zostało z ich starego programu
odciski na umysłach od styropianu
w łódzkim CBŚ znikają narkotyki
Niemczyk złapany w Interpolu wnyki
afera Starachowice to już jest normą
kiedy możesz kupić nawet ustawę sejmową
Sikora wyskakuje spłacony dług
prawie milion dla chłopaka z Poznania od psów
100 lat Las Vegas Mahagonny idzie z kartą
stół zielony przepasany czarną szarfą
to jest jak w życiu kiedy rzucone są kości
bez wyjścia litości Selwa na wolności
Papa Dance i Kombi odgrzane kotlety
Big Cyc łapie temat moherowe berety
Sami Swoi żygam (Wiśniewski) ta przestrzelona strzyga
news dla bezguścia wolna Mandaryna
Kaja Paschalska mała czikulinka
serialowa sucz ponoć sypie się jak choinka
tajne loty tortury CIA więzienia
w nagrode ucieta wizowa loteria
zwycięzkich zdrajców historia nie ocenia
prochy Kuklińskiego na polskich ziemiach
Elton John wychodzi za mąż słabo?
Snoop Dogg pisze wiersz zachwycony parą
Wojewódzki Mucha apelują gej okej
wolę archaizmy pedał ciota cwel
na ciele kobiety widzę tą ohydną bliznę
Szczuka popłuczyny po upadłym feminiźmie
Cassidy za głowę spogladał zza krat
Katarzyna zmiata jazzu bluesa świat
Beata K Aniu to nie ja
sprawa Ultimo przybite 25 lat
Mobb Deep w G-Unit a może G-Unot
hieną roku został FAKT psem Shaq a jak
Jackson świętował piżama party
zamiast siedzieć za majty niewinny w procesie karnym
Shroeder i Putin narobili nam biedy
ze wschodu ma u mnie względy już tylko Pielewin
exodus na wyspy może jestem niekumaty
dlaczego Polki tam dają dupy tym ciapatym
pamiętasz Lige Mistrzów huj z Liverpoolem
teraz mówi się być zrobionym grzać ławę jak Dudek
numer jeden roku dla mnie Kate Moss
zabrał bym ją na melanż i poszedł w sztos
"wtedy życie pędzi jak poemat
trzeba tylko znaleźć dobry temat"
czysty śnieg zebrany u podnóży Andów
później napad lęków debet w banku
rok awantur disów niezłe tempo
joint z Chadą Pyskatym Osiedlowa Piękność
koncert w NY czarne Jamaica dziwki
na Queens bóle warg tylko za one-fifty
twarz się traci raz Mezo politycy
wyprowadził się z burdelu niech nie zgrywa tu dziewicy
Gay Richie wyreżyserował swój Revolver
niech porzuci film dalej rżnie Madonne
Ignor Losza Vera muzyka dla balasów
na Andrzejki dałem ojcu skręta z haszu
pamiętasz Hala Ludowa gumową dziewczynę
nocą w Cieszynie awantura rynek
później przyszedł dzień gdy stary rok się wywraca
spokojnie wstałem bez kaca 2005

Wiesz stary, ja nie mogę
Dalej ciągnąć z tym gównem.
Chodzi mi o to, mam chęć je sprzątnąć.
Ale marnować się dla tych śmieci?
Wiem, że mogę [...]
Jeżeli przyjdzie taki dzień,
W którym dowiem się, kiedy zginę,
To będzie to nasz ostatni dzień
Skurwysynu!

Moje serce płonie ogniem nienawiści do ciebie,
Moje oczy chcą zobaczyć, jak spalasz się w piekle.
Tylko i tylko wtedy spocznę w spokoju,
Gdy razem z Tobą, gnoju, zmarły będę.
Pamiętacie, skurwysyny, te wszystkie dni,
Gdy na drodze mego życia stanęliście mi?
Upokorzenie, strach, czy bezsilność.
Pamięć nie zniknie, choć wszystko znikło.
Zadawałeś nam ból, nie wiedziałeś, jak to boli,
Teraz się dowiesz, jak łeb ci rozpierdoli
To coś, co trzyma moja dłoń właśnie!
Nabyłem to specjalnie na tą okazję.
Brat nie ma już miłości dla mnie, dla ciebie.
Mam zamiar z tym skończyć, czy ty o tym wiesz, że ja...

Nie odejdę sam! [x8]
(Zabiorę ze sobą paru skurwysynów...) [x4]

Spojrzyj, stary, oni zadawali ból nie tylko mnie,
Zakrzyknij: muszę się spodziewać, wiem,
Że nie ma już miłości dla mojego brata
Tylko krew [...] ręka kata.
Czy ty się boisz? Czy ty się boisz?
Czy to kał wypełnia twoje galoty?
Bo coś tu śmierdzi, gówno, brudna sprawa.
Za to was wszystkich, glisty, czeka kara!
Zdmuchnę cie stary jak ty wciąż mi o tym
Że ułomność twoja nie zna granic głupoty.
Myślę, że chuju już pogodziłeś się,
Że czeka cie wielka kula w łeb!
(pum-pum-pum)

Nie odejdę sam! [x8]
(Zabiorę ze sobą paru skurwysynów...) [x4]

Ja nie mam co stracić wyrok zapadł na mnie!
Kulka z mojej spluwy wszystkich winnych dopadnie.
Dzisiaj nadszedł dzień sądu nad wami,
Może w rosyjską ruletkę zagramy?
Na kogo wypadnie, na tego bęc!
To dobry uczynek, sprzątnięty został śmiec.
Cieszysz się? Tak tak, bo jak tak...
Teraz spokojnie będzie żyć mógł mój brat
I choć moje ręce są splamione krwią,
i choć gliny wciąż przyjeżdżają pod mój dom,
I tak wiem ze robię dobrze,
Bo każdy z nas może żyć już spokojnie!
Już po mnie...

Nie odejdę sam! [x8]
(Zabiorę ze sobą paru skurwysynów...) [x7]
To moja broń zaciśnięta dłoń na mikrofonie
Prosto w skroń pomyśl o obronie
Scena płonie jak mury w Babilonie
Odbite moje dłonie w betonie
Zachować świat dla przyszłych pokoleń
Niech będą symbolem
Jaką rolę w życiu odgrywa dążenie z uporem do celu
Takich jak my jest niewielu
Potrzebuję ich bardziej niż tlenu
Rozpoczęło się kilka lat temu
Przetrwać w systemie zanim czas nadzieje rozwieje
To Styl V.I.P., V.I.P., to Styl V.I.P.

Spowoduję skurcze i zatrzymam cię tak
Czujesz hamowanie, mayday tak
Zabawa się kończy z gerowanym winem
Ja Cham-pion w dwóch osobach, serio ja
Budza się co i my to jo
My nie, nie śpimy już nie, nie śpimy nie
Muczas gracja z Champion kabanos

Wychodzi ze mnie moje szatańskie oblicze
Po kilkunastu bongosach, fajkach, jointach, butelkach, fifce
Liczą się jazdy jak przy siódmym ostrym litrze
Wojtka mamy z powrotem na wolce, zajebiście
Jebać policję i cały ten skurwiony do dupy system
U.S., J.K., soczyście, krwiście, klasycznie, rozpiŹdziel, perfidnie
Nie jest to wszystko prosto, chociaż wygląda piknie
To jest ten czas TeWu Śląsk yo aktywnie

To jest wciąż ta chwila, to miejsce i czas
Zobacz jak A.N.Z. rozpierdala was
Przestroga nie, nie, tylko dobra zabawa
To bajka przepełniona magią jak fajka
Dobre rymy, pętle, bity i słowa
To wszystko o czym marzy moja stara głowa
Pii 14, kiedy wreszcie porno w Imaxie?
Może bania 3D za chwile zacznie się

Biały dzień plus chłopaków cień
Jazda przednia ławka, trawka
Jak coś to zmień lub sprawdŹ to
SprawdŹ też okolicę, pozwól, że wyliczę
2002 odsłaniam swe oblicze
Ponownie ma liryka jest jak wzgórze pięter
Rozpierdalam cię jak Osama World Trade Center
Do potęgi n-tej A.N.Z.
Nie dostaniesz więcej mnie, bo inny ziomal napierdalać chce

WyjdŹcie dzieciaki, wyjdŹcie ostro na ulicę
Czas pokazać siłę której nie widzę
Zróbcie coś z czego będziecie dumni
Okażcie radość, smutek, ból
WyjdŹcie dzieciaki, wyjdŹcie ostro na ulicę
Czas pokazać siłę której nie widzę
Zróbcie coś z czego będziecie dumni
Okażcie radość, smutek, ból

Bez smętów wyczekiwaliśmy tych momentów
Ty tera robisz w gacie, Te da znać o sobie nieraz
To jest ten czas, ile wlezie dawaj, dawaj
Na proste nogi stawaj szybciej
Takiej jazdy jak tu nie ma nigdzie
Te całe stado desperado
Słabo, dawaj bongo, spalmy to palonko
Problem masz, nie sap, (TeWu, TeWu, TeWu rap)
Nie zamykajcie jap, łap oferty te konkrety
Legal nakład i zakład przecięty

A ja nie zwracając uwagi na was
To jest ten czas, czekam, ból w pamięci
Te działam, chęci
Podejmowanie ryzyka mnie kręci
Wkręty pento niszczą wprowadzają w zamęt
Już mnie nie skusi ten twój pusty diament
Zwróć uwagę gdzie ty jesteś, co mu dasz
Kobieto przejrzyj na oczy, umyj twarz

Wbite pazury, szybszy do kabury
Znowu dała znać siła natury
Jest cel trafiony w kontury
Będzie boleć, nie czas na spowiedŹ
Szybka odpowiedŹ, szybki cios
Słychać głos, ma coś w sobie
Jeży się włos, akcja, akcja 24 h, rotacja
Jest motywacja, wychodzi na jaw, dochodzi praw
Rusza z cienia, rozjebać gmach
To twój finalny mach

To badzie pokręci bardziej, uważaj twardziel
Poszło po gardzie co w parze idzie
Nie chcesz na to patrzeć, musisz to widzieć
Nie chcesz musisz teraz to słyszeć
Tewu rapa, na kena zakładam kapa
Śląskie rapy, gówno na bok bier to
W drodze młode pokolenie - większy rozpierdol
W zapomnienie poszły pento
Ten tamto, tamten ten to
Ja tu żyję, ja to wiem to
Reling beto, nie podniecaj się tandetą
Macha, na policję kładziona lacha
Po całości wajcha, tamta ra ramta

Brudne południe, wdupiaj żetona w automat
Nasze życie to renoma, dobra marka Tewu rządek
Jaki był początek na czasie wszystko w miasto
Moje demo poszło, jakie hasło, szukaj hasła
Cios poniżej pasa, muszę zacząć je zadawać
Ty poznajesz mnie, z byka patrzysz nie udawaj
Nie mam sucho w ryju, raczej ty masz mokrą cipkę
Świony dla mnie West, czas na randkę z ciemnym typkiem

Chcę wykorzystać raz, bo mogę nie mieć szans
Powiedzieć wszystkim jak traktuję rap i was
To jest ten czas i tak będę na zawsze tam
Gdzie gra konkretny bas i melodyjny funk
Mój hip-hop to nie szpan, czemu go gram nie pytaj
Staję u bram swych snów, gdy kładę głos na bitach
Te kilka moich snów to dla mnie full wypas
CH-ów w Gliwicach, plus Tewu klika

Minęły czasy old-scholowe
Plastikowe granie na tym globie preferują
Nazywają się jak dawniej coś tam kombinują
Małolatów uczą gówna oszukują, czas to zmienić grać
Obudzone po to, żeby Virus old-school siać
Hola, na jabola, brak tu doktora Bola
Pora na zola wyjebać wora, come back mic czek
Wypierdalać na bok, wek, rzygać mi się chce człowiek, więc

WyjdŹcie dzieciaki, wyjdŹcie ostro na ulicę
Czas pokazać siłę której nie widzę
Zróbcie coś z czego będziecie dumni
Okażcie radość, smutek, ból

WyjdŹcie dzieciaki, wyjdŹcie ostro na ulicę
Czas pokazać siłę której nie widzę
Zróbcie coś z czego będziecie dumni
Okażcie radość, smutek, ból

WyjdŹcie dzieciaki, wyjdŹcie ostro na ulicę
Czas pokazać siłę której nie widzę
Zróbcie coś z czego będziecie dumni
Okażcie radość, smutek, ból

WyjdŹcie dzieciaki, wyjdŹcie ostro na ulicę
Wybija północ, wybija północ
Zróbcie coś z czego będziecie dumni
To jest ten czas, uderzenia czas
Joł, dokładnie tak z tej strony BRO 2012,
Mamy początek nowego roku,
więc chyba trzeba go zacząć z hukiem, tak? JOOOł
Jakiś czas temu nagrałem kawałek „SZYBKO?”
minęło trochę czasu, zrobiłem duży progres ziom,
najwyższa pora pokazać Ci jak się strzela z broni maszynowej
to jest MACHINE GUN !

Wiesz, nie ma tego złego co nie wyszło na dobre,
Robię swój rap no i zaliczam progres,
mam mam formę, gram gram dobrze
robię to co robię, a Ty znasz tą mordę
Masz tą forsę? Spoko ziom,
przyjdzie taki czas to i ja zgarne ją ,
wyjdzie w praniu kto ma tutaj marne flow,
a kto napierdala i robi show.

Skąd się wziął ten BRO co nocą pisze wersy wciąż
ja nie wiem po co robi to, lecz dobry jest jak mało kto.
Tyle ile mogę to nawijam, wiesz?
Opowiem Ci o sobie to zawiła treść,
lubię takie wersy wiesz jak jest,
tym razem nie będzie przerwy na wdech.

Mogę tu nawijać o debilach a Ty zobacz ile mogę tego dać
i gra to moja droga ile mogę tego brać i grać
jak moja mowa a Ty możesz tylko stać, chlać i krytykować
Kiedy tylko mogę no to piszę teksty
i niszczę beksy, kiedy słyszę festy
jestem inny, wiesz stoję na powierzchni
nie pytaj czy to under czy to już mainstream
I co? i kto? i gdzie masz ten vibe
powoli stoisz w tle taki kraj,
to boli sorry, wiem dalej graj,
pozwolisz poledz? -Nie, goń ten hajs

Ja mam to flow co z grą ma pakty ,
i stąd Ty wgląd masz w ten mój rap.
I błąd że stąd nie ciśniesz brat
bo lont odpalam tu od lat .
I kto jest łak, a kto jest kot,
i znasz ten smak gorących zwrot.
Wysoki lot i lądowanie
ja robię to tak tu na zawołanie
i znowu będzie, że to rap o rapie
bo większość pewnie tego tu nie złapie.
Ja biorę papier, bo płyta w planie
i jak ją usłyszysz to zmienisz zdanie.
A jeśli powiesz, że kradnę bity,
poczekaj ziom do premiery płyty.
Bo będą featy i będą klipy
i powiesz jak Robert „nie ma lipy”.
Najwyższa pora tu wysoko mierzyć,
scena mnie chce no bo jestem świeży.
Czas uwierzyć zobacz resztę,
kogoś jak ja tu nie było wcześniej.

Jestem młody mój rap jest chory,
i wielu mi zarzuca brak pokory.
Spoko sorry, mogę was przeprosić,
nie będę udawał typa z innej osi.
Swoją cenę znam od Boga
by wyjść na scenę czeka długa droga.
Zobacz ziom to flow na majku,
Polska eej ! - czas na HIGH SCHOOL
Wiesz czasem jak Ka gubię się w labiryntach myśli
A dym i kofeina próbują mój świat zatrzymać
Czasem jak Ka boję się każdy się boi
Gdy sobie uświadomi że na krawędzi już stoi
Wiesz znasz to uczucie być samemu
Biec lecz nie móc
Prawda o życiu zawarta w sennym marzeniu
Szukam prawdy zaczynam królika śledzić
Wtedy budzę się nie poznając żadnych odpowiedzi
Mam tyle pytań lecz znam reakcję na nie
Nie mam czasu nie tym razem jutro jutro może coś się stanie
Pokolenie nie ludzi lecz danych z tabel
żadne ja zawsze wy więc po co ja tak naprawdę?

Łatwiej myśleć o rzeczach zupełnie obcych
Świat zwolnił bass drży wciągam dym zamykam oczy
Taki moment mógłby nigdy się nie skończyć
Myślę o niej piję kawę palę papierosy

Próbuję pomóc szczęściu
Spaceruję gdzieś w myślach
Zapominam przy tym co jest tu tak ważne i istotne
Dotykam tego co jest jak drzewo na wietrze wiotkie
To czego chcę może odejść bezpowrotnie
Leżę gdzieś twarz w zaciśniętych dłoniach chowam
A serce podpowiada mi jak powinienem żyć
Za horyzont skrywam się skąpany w morzu beznadziei
Tak wiele chcę dać lecz niewiele mogę zmienić
I stoję gdzieś na tej krawędzi życia
Podczas gdy ona smacznie swoje marzenia śni
Tak bardzo chcę skoczyć z tej stromej skały w otchłań
Sam nie wiem po co chyba by osuszyć łzy

Łatwiej myśleć o rzeczach zupełnie obcych
Świat zwolnił serce drży wtedy gdy zamykam oczy
Taki moment dla mnie chyba nigdy się nie skończy
Znów myślę o niej piję kawę palę papierosy
Ja ci pokażę jak smakuje ten syf
Polskie dissy nie smakują jak prawdziwy bit
Wchodzisz do rapgry tylko ostrożnie
O nas dowiesz się z gazet, nie wyczytasz tego z książek
Podwórko powie ci w którym bloku mieszkam
A skąd wiedzą? bo kurwa jestem tu od dziecka
Kolo w sklepie powie ci co lubię pić
Szafa jaki kolor lubię, a dziewczyna eee
Ludzie na koncertach ile wydałem płyt
A moje wyro i Play'ak gdzie kocham gnić
Ja ci pokażę wersy, które mogą pozamiatać
Wszyscy ręce do góry, to jest napad
Nie musisz się już skradać, ja wjechałem bez ogródek
Moja linijka to mistrz świata, twoja to baba z chujem
Już się nigdy nie poczujesz tak jak przedtem
Co wieczór musisz włączyć tę płytę przed snem
Pokażę ci obrazy lepsze niż Michał Anioł
Ja ci pokażę nawijkę i życie z pasją, ej

Chcesz czy nie chcesz tak czy siak ci rap pokażę
W studiu z tekstem czy bez, chwilę banger jest solarzem
Wiesz ja mam to coś, nikt mnie tego nie uczył
A te rymy to deszcz, który kończy czas suszy
Spodziewaj się powodzi ziom i to nie będzie klęska
WWA ulicy sztuka tłusta jak ser Rubensa
I ten sam wokal co słyszysz na bicie
Plus prawdziwe historie, które pisze nasze życie
Ja wam pokażę, ty czytaj JWP
Siła nie w rynkowych chwytach lecz w solidnej nucie
Moim azymutem szyld nie tylko ten w samarce
W walce o lepszy byt mam ten spryt i mocne punche
Tak to wygląda Bez Cenzury od nas prawda
To nie bezsens, bzdury, każdy wers to udowadnia
Nie ściszaj radia tylko daj to głośniej
Dzięki takim jak my wiesz, że rap w siłę rośnie

Ja ci pokażę wersy wybuchowe jak dynamit
Zwijaj swój kramik, teraz Onar cię karmi
Z sąsiedztwa historiami brudnymi jak te podwórka
Orginalnymi jak ta kurtka, weź stój
Ja ci pokażę jak wraca się z zaświatów
Jak nawinął Ciech witaj w krainie chujowego rapu
Gdzie w chuj wack'ów próbuje się panoszyć
Zamiast pisać dobre wersy kupują dobre prochy
Zamiast pisać punchline'y, piszą - jestem fajny
A są sztuczni i sztywni jak kurwa Barbie
Ty się zajmij lepiej swoją lalką
Uważaj, bo jak ją przygryziesz wyleci przez balkon
Ja ci pokażę słowa celne jak snajper
Się wpierdolę i rozjebię całą twoją bajkę
Zrobię bajzel na planie twego klipu zobaczysz
Się wyluzuj, bo wyglądasz jakbyś połkną patyk
Zero gestów, ideologie, ale łapczywi
Zdemaskuję was i się okaże kto jest fałszywy

Ja ci pokażę jak smakuje ten syf
Ludzie na koncertach
Podwórko powie ci jak smakuje ten syf
Wszyscy ręce do góry
Ja ci pokażę jak smakuje ten syf
Ludzie na koncertach
Podwórko powie ci jak smakuje ten syf
Powie ci
Mówię ci, każdy z nas szuka spokoju
Gdzieś w głębi, każdy chce być daleko od kłopotów
Lecz wielu woli, na skróty, gdzieś na łatwiznę
Na przypał, na kredyt, biorąc w sobie życie
Lecz pomyśl, nim będzie za późno by się połapać
Nie ma takich kredytów, których nie trzeba spłacać
Szybka, łatwa kasa, wozić każdy chce się szumnie
Nie rozumiem tego, praca rządzi wszystkim wokół mnie
(wokół mnie)
Obowiązki, lecz na spoko znajdę chwile
Gdy inni pędzą, znajdę moment by pomyśleć
Za mało czasu, a u mnie życie spontaniczne
Stojąc z boku, gdy peleton chce pędzić szybciej
Szukając szczęścia w zwykłych momentach
Nie masz czasu pomyśleć, nie widzisz chwil piękna
Nic, nie widzisz w tej o banały walce
Pędzisz, ale cały świat ucieka ci przez palce
A ja chcę stać by wiatr mi twarz smagał
Przegapiania chwil nie ma w moich planach
Od rana spokój, od rana świat przez pryzmat otwartych oczu
Pewne, trzeźwe spojrzenie, nie to z billboard'ów
Rzeczywistość, ja spędzę swoje życie myśląc

Patrzysz, obserwujesz, cały świat masz w garści
A za chwilę na nic nie masz gwarancji
I tracisz kolejne szanse, beztrosko
Nie ma czasu by pomyśleć, wciąż gonisz za młodością
Coraz starszy, spontanicznie gubisz ostrość wspomnień kalejdoskop
Kłóci się z teraźniejszością, żyjesz w innym rytmie
Bo coś przestało istnieć
Tyle czasu, a teraz już nic nie wyniknie
Jak zwykle zapomniałem się zastanowić, odwykłem od obrazu
W którym nie wszystko mam od razu
Nikłe szanse, czy widzę egoistę, gdy w lustro patrzę?
Nie jestem bez winy więc rymami płaczę
Czy płaczą inni, czy tak jak ja tracą siły
Nie żałują, bo nie chcą, czują się nieomylni
Iść lepszą drogą, to gubić przeszłość
Pieprzyć dane słowo, brać przeciętność umysłową
Jako bycie sobą, przyjdzie czas gdy się zastanowią

Nie mam czasu nawet, aby o tym wspomnieć
Zamknąć usta, oczy spuścić skromnie
Powiedzieć głośno co mnie drażni
Popuścić wodze wyobraźni
Latarnie wszędzie dawno zgasły
Jedynie jeszcze świecą gwiazdy
A pośród nich się zastanawiam
Czy znajdę czas, który ucieka nadal
W szalonym pędzie, gubię sens życia coraz częściej
Zmrużyć oczy, przewidzieć to co będzie
Nie mam już sił by przez dziurkę od klucza świat podglądać
Ze zwątpieniem czekać na kolejne wschody słońca
Nie widzieć końca, wciąż zwlekać, przed tym uciekać
Nie bać się, bo przecież nie ma czego
Nieustannie, poznając sekrety istnienia
Rezygnuję, z życia ostatniego tchnienia
To te spojrzenie jak ta ziemia nadal trwają
Są fałszywe, no bo w końcu przemijają

Najłatwiej się zaszyć i o tym nie myśleć

Zapomnieć jest łatwo to co w życiu najważniejsze
Gdy biegniesz na oślep po drodze gubiąc szczęście
W garść weź się chłopak, dni wiadomo, nie są lekkie
Nic w przyrodzie nie ginie i wszystko ma swoje miejsce
Świat przegapić jest łatwo, więc dobrze się zastanów
I konsekwentnie, nie na przypał ruchy planuj
Ranki czasem nie są piękne, to wiadomo, ale przecież
Są zawsze czymś nowym wieczorem, możesz czuć się lepiej
Nigdy nie jest za późno by odwrócić bieg wydarzeń
I pokonać nieszczęścia, które chodzą od lat w parze
Wszystko może się zdarzyć, musisz być przygotowany
Nikt od razu w życiu nie jest spisany na straty
Nie ma czasu pomyśleć, bo zostawiłeś go przed laty
Za błędy młodości będziesz długo spłacał raty
Oczywista rzecz, którą gubisz w miasta gwarze
Masz kogoś obok, to niech nową drogę ci wskaże
Nie będziesz przecież żyć w nie swoim wymiarze
Pamiętaj o tym, na razie

Najłatwiej się zaszyć i o tym nie myśleć
Major pozwól, że się przedstawię
Jestem Abra D.A.B., jestem MC
Piszę teksty, gram koncerty
A po koncertach młode dupcie robią kino
Ochłoń dziewczyno czy wyglądam jak Rudolf Valentino
Lepiej skup się nad swoją miną
Częściej kofeiną lecz się mniej amfetaminy bierz
Jej już nic więcej nie potrzeba
Ona ma mambo number five jak Lou Bega
Ona miała iść do domu, bo czeka kolega
Ona będzie szmatą nim się skończy baton
I w tym względzie co ja na to?
Strzęp ciucha wisi u brzucha jak kłak
Posłuchaj ja już nie mogę, bo nie dość, że hardcore
To tuż za rogiem zaciera ręce prokurator
Ja w tył, a ona do mnie kroki
Myślę nieskromnie - kiepski będzie profit
I kto łebski pewnie mnie wytropi
Ja zwrot w bok i zbieram dupę w troki
Cóż nic z tego nie wyniosła
Może urosła w jej oczach ma postać
Ktoś powie, że taka jest Polska
38 milionów ziomów powstań

Niech ktoś da mi znak czy ja robię coś nie tak
Chyba nie no, bo jak? czy to komuś jest nie w smak?
Ja robię rap, a usłyszy go w domu
38 milionów ziomów, yo!

Niech ktoś da mi znak czy ja robię coś nie tak
Chyba nie no, bo jak? czy to komuś jest nie w smak?
Ja robię rap, a usłyszy go w domu
38 milionów ziomów, yo!

Dokładnie tak jest
To jest najszczersza prawda
Posłuchaj tego
Ej

Historia druga stoi typ, czeka, jara szluga
Chciałby autograf, ale zeń słów nie potraw
Nieobecność moja mnie może przydługa
Alko dało w kość gość zzieleniał jak tabaluga
Stał wytrwale w ręce browarek
Czasem kurs na szalet, potem wracał i stał dalej
Ale prawdziwy fan mój nie, że jakaś lipa
On znał mnie, to przecież ja no ten z klipa
Kiedy przyszedłem włączył mu się bezczel
Zapomniał po co tu jest i po co ja tu jestem
Kręcimy fiestę on wre na zadymę
I to pod pretekstem, że rwę mu dziewczynę, yo
Boże słodki cóż to za osobnik
Że ja niby zalotnik do jego ślicznotki
Blondynki kotki o twarzy idiotki
A może tej zygotki yo z pierwszej zwrotki
Twoja dziewczyna? nie, chyba pęknę
Kiedy zaczynasz mówił, że już woli swoją rękę
Typ się zgubił ja znalazłem się z kliką
I odpadł kolejny kontakt z publiką

Niech ktoś da mi znak czy ja robię coś nie tak
Chyba nie no, bo jak? czy to komuś jest nie w smak?
Ja robię rap, a usłyszy go w domu
38 milionów ziomów, yo!

Niech ktoś da mi znak czy ja robię coś nie tak
Chyba nie no, bo jak? czy to komuś jest nie w smak?
Ja robię rap, a usłyszy go w domu
38 milionów ziomów, yo!
[tylko teksty.tk]

To nasza Polska yo, stąd się wziąłeś
Tu kiedy kończysz pamiętaj jak zacząłeś
Na nas nie liczysz to chyba się jebnąłeś
38 milionów ziomów koleś
Taka liczba wiesz to nie przelewki
Na imprach ciżba i kolejka do baru po setki
Był taki czas kiedy nie miałem na bletki
Nauka poszła w las ja szukałem ucieczki
Jakby fartem trafił w miasto rap ten
Nie dał mi zasnąć od kiedy byłem nastolatkiem
Jeszcze trzy i trzy dychy to nie mój powód do pychy
Ale mam co lać do michy no i w chuj nie będę dziadkiem
To dał mi kraj ten, ten którego mam ja
Innego nie mam tego kocham i pozdrawiam
A historie które sam wyprawiam
To polski styl, polski rap - na to stawiam!

Niech ktoś da mi znak czy ja robię coś nie tak
Chyba nie no, bo jak? czy to komuś jest nie w smak?
Ja robię rap, a usłyszy go w domu
38 milionów ziomów

Niech ktoś da mi znak czy ja robię coś nie tak
Chyba nie no, bo jak? czy to komuś jest nie w smak?
Ja robię rap, a usłyszy go w domu
38 milionów ziomów

Taa Abra D.A.B., Emisja Spalin
Taa pararam, pararampam
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo