Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Raz, dwa
Raz, dwa

[Magik]
Mam jedną pierdoloną schizofrenię
Zaburzenia emocjonalne, proszę puść to na antenie
Powiem Ci że to fakt, powiesz mi, że to obciach
Pierdolę Cię , i tak rozejdziesz się po łokciach
Bo ja jestem Bogiem, uświadom to sobie (sobie)
Słyszysz słowa, od których włos jeży się na głowie
O rany, rany, jestem niepokonany
Ha I Pe Ha O Pe bez reszty oddany
Przejebany, potencjał niewyczerpany
Chyba w DNA on był mi dany
Czekaj Fokus, Rah, jeszcze oszaleją wszystkie pizdy
Gdy poznają mój urok osobisty
Duszę artysty, to jaki jestem skromny i bystry
Szczery do bólu, że aż przezroczysty i
Wiesz co mnie boli? Że w głowach się pierdoli
Zakłócony; pokój ludziom dobrej woli.

Jestem bogiem
Uświadom to sobie, sobie
Ty też jesteś bogiem
Tylko wyobraź to sobie, sobie

[Rahim]
W pełni poczytalny, za czyny swe odpowiedzialny
Jak tynk nieprzemakalny, pędzi tu jak halny
Wyprzedza świat realny, nawiedza wirtualny
System binarny, materiał łatwopalny
Da przepływ momentalny energii, cios werbalny
Kandydat potencjalny, na występ teatralny
Doznaje szoku w 2000 roku, za to spalmy
Pora na elaborat eksperymentalny
W sposób niekonwencjonalny głoszę treści, słuchaj proszę
Trafiam Cię w punkt centralny, wiedz, że niepewności spłoszę
Nastroszę się, gniew boski jest nieobliczalny
Unoszę Cię, z góry widok kapitalny
I idealny obraz, jak krajobraz tropikalny
Monstrualny krach! Rah nieprzewidywalny

Jestem bogiem
Uświadom to sobie, sobie
Ty też jesteś bogiem
Tylko wyobraź to sobie, sobie

[Fokus]
Widzę, widzę, widzę więcej
Wiem więcej, tak to jest mniej więcej
Uczę się sztuki życia, hip hop to mój sensei
I rzuca tym, a to jak kauczuk
Czysta technika, żadnego fałszu
Niuanse, sensacyjne seanse
W bezsensie sens jest jedynym awansem
Balansem w naturze, równowagi korekta
Unoszę się ponad to na specjalnych efektach
Cel - eS eM O Ka na kartki biel
A eN Be eL O Ka E Jot Be E eL
Lekko jak hel napełniam trwogą
I zapewniam, jak wrogom kontakt z podłogą
Twą dozgonną chęć dorównania swym bogom
Ogrom PFK podąża swą drogą
Przysięgam na ogon, uwierzysz w co zechcę
A poczujesz jeszcze od tych lepsze dreszcze

Jestem bogiem
Uświadom to sobie,sobie
Ty też jesteś bogiem
Tylko wyobraź to sobie,sobie

(O... widzę, że pan się ładnie przedstawił przed nami, tutaj w tej chwili słuchaczom, przed tymi milionami słuchaczy.)
Przekroczył próg ceglanego studium,
przed drzwiami wielkie stare drzewa odegrały preludium
pamiętnej chwili partytura, wolno przekroczył wrota jak próg świątyni samuraj,
pomyłek portal trzasnął za nim i powiedział mu bay bay,
stary parkiet zaskrzypiał jak w zajezdni tramwaj, a potem chwile było pusto.

Wtedy naprzeciw siebie, ujrzał siebie, lecz to nie było lustro, tłusto!
To byłem ja który błąkałem się tak sam od matury,
staliśmy jak pałeczki dyrygenta uwertury.
Dwa kaptury oczami przenikały się jak słońce cienkie chmury
Gdyby nie Kapitan Gleba gdyby nie Aniołów chóry,
mogliśmy już nigdy nie spotkać się jednak te mury,
połączyły nas jak fale odległe aparatury
Wyglądał jak cień ponury, myślał że to sen na pewno!
Patrzyłem na siebie wyschniętego jak drewno!
Głębokie sine oczodoły nie czyniły go królewną,
Wyglądał jak Stachursky który wybrał by Jazz zamiast Techno
Wtedy mu rzekłem:

Witaj Ty moja głowo, no ładnie, choćbyś był sową
wystarczy kilka lat bez serca by zawitać na dnie!
Gdzieś Ty wędrował chłopie jak Chylińska wpadłeś w otchłani matnię…
Nie wiem, pogubiłem się zdrowo jak klucze jak numerki szatnie,
Chyba trzeba tak błądzić tymczasowo ślepo i nieskładnie, by poznać prawdę
Choć wiem że czas nam cenne minuty kradnie,
A życie krótkie jest jak nogi kłamstwa
jak polskie autostrady przejezdne bezpłatnie.

Dobrze że jesteś, rozum masz a ja wyobraźnię,
gdy złączymy siłę tu raz może spełnimy kilka pragnień
Jak Neo tu teraz wybierz pigułkę wszak nie da się ukryć,
to nie na konsoli gra, scena ma głębokie zapadnie
Późno by zacząć, duże ryzyko, sztuka zdrowie kradnie
Normalne życie bez kaptura jest pewniejsze więc, przemyśl to dokładnie…

Wtedy pociągnął sznur, jak dym z komina, poszła w górę znowu kurtyna
Naiwny Szwejk popchnął domina, wielką życia przygodę rozpoczyna
Choć wiele lat od zera na nizinach,
Tworzyć będzie Rzym w małych pokornych dziwnych czynach
Choć krew pot i łzy brak koneksji – droga kapucyna
Nigdy nie uwierzyłby co dla odważnych los w kieszeni trzyma…
Co dla odważnych los w kieszeni trzyma…
Jestem tu od zawsze.
Możesz być pewna, że serio Cię traktuję.
Jestem, bo kocham i Cię potrzebuję.
Nie boję się choć nasze życie to próba, bo jesteś aniołem, który nade mną czuwa.

Kochaj mnie, wspieraj mnie, szanuj i pomagaj.
Mam nadzieję chyba, że zbyt wiele nie wymagam.
Dla ciebie Chada, Chada, Chada, Chada..
W moim mieszkaniu które nie jest moje
Kurwa! halo??
Nagrywam teraz kurwa jego mać, elo!

W moim mieszkaniu które nie jest moje
Po przebudzeniu, czuje się spokojnie
Nie ma dziś koło mnie dziewczyny rozebranej
Za to w telefonie 23 nie odebrane
Klasyczny ranek, wstanę rytmy odpale
Wezmę prysznic, Koras wpadnie na śniadanie
Siemasz – przyniosłem szczypiorek... do jajek.
Gitara, szybka szama chwila Pono wpada
90 procent czasu przez telefon gada
zwija podjeżdża Jose i się wybija
Koras z nimi wychodzi
Mi mija szybka godzina
W samotności przypominam sobie sen
Chcę napisać tekst
Jak zaczynam dzwoni Daniel, a w tle
Druga linia jak pech to pech
Na to wszystko się nakłada, piszczący sms
To Justyna, ok, staram się miło odpisać
Przecież to nie jej wina.
Gdy odpisuje jakiś cymbał puszcza sygnał i kasuję
Przecież jestem spokojny, nie reaguję
Kiedy drugi raz próbuje historia się powtarza
Rzucam telefon w pizdu i do maili siadam
Pisze Adrian, forwarduje mi pierdoły od jakiegoś fana
Co jest kurwa? kącik porad weterana?
Ponad 200 maili dziennie, zawiło dokumentnie
Chęć odpisywania we mnie jeśli tylko nie muszę
A przecież mam gościnną słowiańską duszę
Za to ci co potrzebuję, nie odpisują mi
Jędker, ta poczta włącza się od 5 kurwa dni
Domofon, siemasz Lud How are you elo Roca
elo Sokół
Dobra. Mała buteleczka rumu, jest i Fu
Pośród tłumu
W moim mieszkaniu, które tak naprawdę nie jest moje
Bo je tylko wynajmuję
I dobrze się tu czuję
Pośród wszystkich ziomków
Miałem pisać tekst, jutro zacznę od początku...

Moje mieszkanie relaksuje mnie cudownie
Tu mam natchnienie i czuję się wygodnie
Moje mieszkanie jest najlepszą z wen
kuuuurwa zen...

W środku nocy budzę się bo coś słyszę
To krzyk ziomków pod oknem przerywa ciszę
Dalej kimam, budzę się koło pierwszej
Taa dzisiaj już napiszę jakieś wiersze
Późno, trzeba zjeść obiado - śniadanie
Pedro dzwoni i już jest zamieszanie
Zaraz wpada omawiane sprawy Małolata
Po godzinie znów jestem sam, głodny nadal
Dobra spaghetti z wczoraj i herbata
Siadam, włączam bit, dzwoni mama
Chwilę gadam i wracam do pisania
Wchodzi Kołek zabrać paczki do wysłania
Już mi się nie chce jest za kwadrans czwarta
Dzwonię do Jurasa, co tam kiedy walka
Dawaj, wbijaj się – będę za 10 minut
Nie wiem kiedy mam mieć głowę do rymów
Przypomniałem sobie tarabanie do Daba
Mam na linii Kaczego, kiedy tylko odkłada
Co tam słychać kolego?
U mnie już siedzi gromada
Jak rozmawiałem przyszedł na terapie ziomek
Zaraz po nim dzwoni domofonem Tomek
Piwko, drugie piwko, trzecie piwko
Wszystko szybko, może jutro będę pisał
W moim mieszkaniu, w którym czasem bywa tak jak dzisiaj...

Moje mieszkanie relaksuje mnie cudownie
Tu mam natchnienie i czuję się wygodnie
Moje mieszkanie jest najlepszą z wen
kuuuuurwa zen...

W moim mieszkaniu budzę się nie do życia
Sucho kurwa gdzie jest coś do picia
Szkiełko gra na maxa, tak samo wierza
Drzwi niedomknięte, kurwa co za impreza
Ktoś kima pod kocem na rozkładanej sofie
Czyżbym zaspał na sikor rzucam okiem
siedemnasta! niedopity Johny Walker
pusta salza, puste 4 wyborowe
idę umyć zęby do swojej łazienki
ani dziś ani jutro nie napiszę piosenki.
Ref. [Fokus]
Aby wiedzieć jak jest dobrze musisz wiedzieć jak jest źle
Aby dotrzeć do sedna sprawy musisz iść po dnie
Ciernie strumienie lawy
Potem wracasz z wyprawy śmiertelnie ciężkiej abyś wiedział że... x2

[Rahim]
Miałem zaszczyt być na szczycie
Ale wcześniej byłem na dnie
Zapisałem coś w zeszycie to trafiło w cel dosadnie
Magazynek as Fryderyk nominacje przyszły stadnie
Jestem typem który zawsze wstaje jak upadnie
Zgrabnie i przykładnie wyciągam wnioski z każdej troski
Mam to w sobie prawdę łowie walą mnie pogłoski
Jestem z Polski wojownikiem
Polskim z krwi i kości
I nie muszę sprzedać duszy niczym pan Twardowski

[Fokus]
Odwaga: to nie brak strachu
Wstaję gdy upadam
Za oknem dziki zachód
Byłem wiem o czym gadam
Gdybym nie pił tyle już dawno bym kupił gnata
Niektórzy to debile i czeka ich zagłada
Samotnie na dachu świata
Latam tam jak leviatan
Lub chodzę po dnie bo z ogniem igram może wygram
Ryzyko się opłaca i plan na świetlne lata
Wszystko co cię spotyka niech zapładnia twoja ikra

[Fokus, Rahim]
Potrzeba
poczuć chłód aby docenić ciepło
Do nieba
znaleźć drogę prosto przez piekło
To kusi
nie musisz a gonisz by nie uciekło
Coś musi
zawieść aby coś w końcu urzekło x2

[Fokus]
Niech płonie w tobie iskra
Nie można się poddawać
Pokonujesz swój dystans
Życie przygody stawia
Jak profesjonalista
Rozwijaj się , naprawiaj
Bo po tym poznać mistrza
Jak zło w dobro przetwarza
Musisz mocno powtarzam mocno
Wierzyć w co robisz
Musisz non stop powtarzam non stop
Być gotów odbić
Nie pozwól sobie
Kiedy pech Cię dobił
Stracić tą lekcję
Jak masz obiekcję
Wstań ryj mu obij

[Rahim, Fokus]
Czy docenił byś piękno nie znając brzydoty?
Lub
Życiową mądrość nie widząc ludzkiej głupoty?
Mów
Gdyby nie upadki czym byłyby wzloty?
Aaaa
Bez przekrętów czym byłyby prawość i cnoty?
Co ty?
Każdy motyw jest po coś nie sądzisz?
Dotyk
Sensu - to - narkotyk po którym błądzisz
Jaką miałbyś pewność gdybyś nigdy nie wątpił?
Gdybyś ty tym rządził ciekawe jak byś postąpił

Ref. [Fokus]
Aby wiedzieć jak jest dobrze musisz wiedzieć jak jest źle
Aby dotrzeć do sedna sprawy musisz iść po dnie
Ciernie strumienie lawy
Potem wracasz z wyprawy śmiertelnie ciężkiej abyś wiedział że... x2

[Rahim]
Przestań na oślep gonić
Niech błyśnie prawdy płomyk
W ojczyźnie spraw stromych
Na płaszczyźnie niewiadomych
Pora to uświadomić tym niewtajemniczonym
Oraz uciemiężonym
Nic się nie dzieje po nic /x2
O.S.T.R:
Jarałem dychę dziennie, wiec poszedłem na detoks,
ludzi wpędza w depresje to osiedle i beton.
Psycholog mi mówił mózg wyniszcza narkotyk,
po czym skręcając lolka mi wciskał psychotropy.
Nie raz słyszałem, że nie grozi mi dobrobyt,
że skończę tu jak każdy z zapaleniem wątroby.
Brudne powietrze nas zmienia jakby szczęście
poszło razem z intelektem na melanż czas dogonić,
chwila zgrozy, gdybyśmy mogli zabić strach,
ludzie zrobiliby z miasta jebany małpi gaj.
Łatwy szmal, możesz gnać po to z trudem,
Twoja sprawa jeśli lubisz jebać psa w chorą dupę.
Jak nie uciekałem z domu, dom uciekał ode mnie.
Poznałem kilka skłotów stąd pamiętam skąd jestem.
Nie odejdę, mam szacunek do życia,
choć bywa, że nie zawsze ono smakuje jak dzisiaj.
Oddychaj, by pokonać energii destrukcję,
żaden lekarz nie wypiszę Ci recepty na sukces.
Pokrótce nawinę kwestią korzeni ten styl, duże dzieci,
poważni to będziemy po śmierci.

Hades:
Zakładam czapkę do tyłu jak 20 lat temu i nie widzę
w tym naprawdę żadnego problemu.
Odrabiam matmę, stan PLNów w portfelu nigdy
nie jest proporcjonalnie do ilości osiągniętych celów.
Zrywam się z wf-u , nie ma czasu na sport,
piłka się kurzy, zamiast do kosza rzuciłem ją w kąt.
Dzięki temu mam głos, mogę wybierać tor i jechać stąd
pod prąd bo scena to mój drugi dom.
Życie głaszcze pod włos duże dzieci, śmieszy na poważnie
jak w kasyno Joe Pesci, przepisuje zeszyt od polaka
jutro majka test w studio więc wrzucam tekst do plecaka.
Ja tak mam od dzieciaka, to ten sam małolat,
reprezentant club Underground stara szkoła what the fuck.
Had ma najczystszy towar, puszczają go na blokach,
w domach i samochodach.
Ja nie muszę się stresować ani chować po osiedlach,
robię swoje i mam spore osiągnięcia.
Kręta droga prowadzi do zwycięstwa,
moje złote medale to plakietki po koncertach!
eF-I-eS-Zet
A w mojej głowie przestrzeń mam solidnie wypełnioną
Setki wspomnień, więc podpierać muszę głowę dłonią
Są rzeczy co bolą, co wolą raczej nie wychodzić na wierzch
Tylko topić się na dnie
Więc proszę nie dręczcie mnie
Ja w tym co dobre, leciutkie chcę zanurzyć się i w tym pływać
Brud zostawić za sobą później pozmywać
Choć wiem że tak trudno z twarzą przegrywać
Uczę się wiem że nie zawsze muszę wygrywać
Uczę się, niewiele wyniosłem ze szkoły
Pociłem się, nie spałem przez pierdoły
Które równie szybko uleciały
Nie rozwijały tego co rozwijać miały
Zgubiłem się gdzieś lecz odnalazłem po roku
Krok po kroku siebie szukałem
Kręciłem łbem na lewo, na prawo
W końcu podniosłem się i wstałem
I stoję i z gęby słowa wypadają prosto na mikrofon
Co pozwala nieść treść jak huragan, jak deszcz nieść moją treść
Gubiłem się, wstałem by później z hukiem spaść na ziemię
Są rzeczy co cieszą i bawią i są takie co dręczą sumienie
Są we mnie sprzeczności których nie potrafię zmienić i nie zmienię
Ulatują gdzieś i pozostaje po nich tylko wspomnienie
Ahaa

Ja pamiętam kapsle, na podwórku nas szczeniaków
Pamiętam grę w siatkówkę na trzepaku
Szkołę, luz, uwagi, skargi
Siniaki, rozwalone wargi
I żale matki, podstawową szkołę
Boisko żwirowe, wszystkie strzelone gole
Świat niewinny, gdy wszyscy mieli uśmiech na twarzach
Teraz co drugi dziwne interesy trzaska
Stara ulica, jakby już z innego miasta
A stare przyjaźnie to dawno przebrzmiała bajka
Nie ma już tego luzu, teraz inne wieczory
Gdzieś zniknęły szklane domy
W moim życiu mikrofony
W ich schody szkoły, w moim życiu muzyka
Wszyscy nagle, obcy do zła chcą się dotykać
Ja pamiętam ich jako chłopcy z dobrych domów
Teraz to dzieci ulicy i hardcorowcy z wyboru
Świat zmienia się, ale to tempo mnie przeraża
Jest ok, ale niepokój gdy trzeba wstawać rano
Z odwagą trzeba patrzeć w przyszłość
Wielu z nich lata na disco
Pieprzyć hip hop, ej walić to
Nie będę tym się przejmował
Choć, zwariował świat który mnie wychował

W mej głowie wspomnienia pozytywne skojarzenia
Do zobaczenia chwilom, które były, teraz ich nie ma
Nie ma takich trwałych, których nigdy czas nie kruszy
Nie pamiętam już, co mi wtedy grało w duszy
Mogę jedynie wspomnieć, przywołać obraz zapomniany
To co było kiedyś dzisiaj już się nie odstanie
W sekundę nie powstanie nic na zawołanie
Czasu oszukanie, każda próba dla mnie klęską
Wspominam i myślę czy stałem się osobą lepszą
Czy przejmują mnie ludzie, którzy za plecami pieprzą
I czy moje słowa ciągle porównywane z kartką pierwszą
Mnie czas zmienia, czy to wpływ środowiska
Czy przez głupie teksty odchodzi osoba bliska
I tracę nad sobą kontrolę a ból me serce ściska
Jak każdy kiedyś chcę odnaleźć swoją przystań
Są momenty radosne i takie kiedy chce się płakać
Są takie których z pamięci nie mogę wyłapać
Teraz marzę o tym by mieć je znów przed oczami
Chcę wspominać bo to owoc który dojrzewał latami

Pamiętam momenty jak ze snu chwile, jest ich tyle
Nawet jeśli często sens ich mylę
Wspomnienia bolą, ale chyba nic poza tym
Może te ślady jeszcze kiedyś zaprowadzą mnie tam
Cicho jak woda kapie z kranu
A ja w szybę wzrok swój wlepiam
Wiele czasu czekam, na to czekam
Ale wiem że nie dam rady
Przecież każdy z nas ma swoje wady
Nowych doświadczeń pełen chęci
Ja stanąłem, ale świat dalej pędził
Nawet nie wiem kiedy skręcił, po co mi to
Rozumiesz, wolę iść drogą ubitą
Być pewnym siebie jak kalito
Ten świat legł w gruzach, od nowa
Lecz tym razem będę słuchał
Częsty brak reakcji doprowadza do frustracji
Piętno biurokracji doprowadza do wariacji
Na chama nie załatwisz, bądŹ grzeczny może zyskasz
Panie będą tak uprzejme na zajętych stanowiskach
Wolno dopijając kawę w urzędowym czasie pracy
Z łachy wydają oferty i do pracy rodacy
Za sześć stów za*****lasz, na opłaty ci nie starcza
Nie dożyjesz 60 zmarszczysz się jak pomarańcza
W ten sposób nic nie trafisz, ususzysz się jak śliwka
A więc stoi cham małolat w ręku browar, w drugiej fifka
Dzień za dniem taka rozrywka, monotonie musi zabić
Życia spieprzonego nikt z młodych nie chce naprawić
Ta, jeszcze nie dzisiaj, może jutro się rozejrzę
Za legalną pracą, ewidencją i urzędem
Za pieniądze zarobione się ubiorę i zdobędę
Serce pięknej kobiety, jeszcze wszystko się odmieni
A na razie w urojeniach pogrążeni, środek bagna
To codzienna rzeczywistość polskiego nastolatka

To mój rap, to moja rzeczywistość
To mój rap, to moja rzeczywistość
Jakie życie taki rap, w nim zawarte jest wszystko
Jestem z tych MC co pieprzą jak człowiekowi ciężko x2

Chwile, chwile, chwile, jedną małą chwile
W dzisiejszych czasach praca stanowi przywilej
Jadę w miasto, mijam światła, patrzę ma problemy typ
Psy chcą udaremnić jego prace, mycie w furach szyb
I odbiorą mu chleb, jego sposób na kasę
Jadę w MPK, z nudów czytam cudzą prasę
Wojny, bomba, coś o wąsach w uniformach
Prawybory, strajki, rządowa platforma
To normalka, jak to, że przy każdej większej krzyżówce
Znajdziesz biedotę zbierającą drobne w puszkę
Pomóż, daj na zupkę, nie trudno zauważyć
Nikt nie wie jak siły, możliwości zrównoważyć
Od zawsze tak było, nędza nigdy się nie skończy
Trzeba przetrwać wszystko tak jak plakat przedwyborczy
Ślad zostawię po sobie, daj mi bańkę więcej zrobię
Chcesz wiedzieć co mi się marzy?
Stworzenie nowych miejsc pracy
Żeby nie nie musiał iść kraść, chłopak ciągle się narazić
By utrzymać rodzinę, dziecku nie wytłumaczysz
Dlaczego nie ma co do garnka włożyć, jarzysz?
Jarzysz, jarzysz, ***** jarzysz?

To mój rap, to moja rzeczywistość
To mój rap, to moja rzeczywistość
Jakie życie taki rap, w nim zawarte jest wszystko
Jestem z tych MC co pieprzą jak człowiekowi ciężko x2

Monotematyczność tekstów, życie nie jest lajtowe
Zmieni się najlepsze, coś innego ci opowiem
Tylko pozornie wtórnie bo krzyk ciśnie się na usta
Rozwój w prawidłową stronę, nowa rapowa produkcja
Możliwość wypowiedzi, to przeważnie w głowie siedzi
Życie daje po dupie, nie przestanę o tym ględzić
Jak pętla na gardle bieda zaciska swe sidła
Rytm jeżycki z tym wygrał i będzie trzymał dystans (Dystans)
Podtrzymam tu na duchu każdego, który zbłądził
Wyprowadzę cię bez mapy, życia przeciwnik nie godny
Wszędzie szum niepokorny na to gówno odporny
To codzienna normalka więc weŹ to wreszcie pojmij

To mój rap, to moja rzeczywistość
To mój rap, to moja rzeczywistość
Jakie życie taki rap, w nim zawarte jest wszystko
Jestem z tych MC co pieprzą jak człowiekowi ciężko x2
Wszystko czego chce co najdroższe mi na świecie,
to gromadka dzieciaków, zestarzeć przy mej kobiecie,
jak słońce w lecie chce jej dać duża ciepła,
nasz dom jest oazą nasz osobista mekka.
Wizja jak klękam przed nią ona w białej sukni,
za nasze zdrowie ziomek wypij kielonkiem się stuknij,
życie bez kłótni, spokoju szczerze pragnę,
może kiedyś bo na razie tu żyje w bagnie.
Chodź już nie kradnę codzień pracuję ciężko,
ale nie doszedłem do celu chodź idę własną ścieżką,
to nie jest łatwe żyć po swojemu tutaj,
gdy traktują cię z buta i ciągle żyjesz pod kreską.
Gdzie to unesco gdy nie dociera słońce,
za drogo nawet w tesco gdy skończą się pieniądze,
kuszą mnie żądze, jestem tylko człowiekiem,
ale cieszę się że mądrzeje bo to przychodzi z wiekiem.

Ref.
Wszystko czego chce będzie mi dane,
bo wierzę w to,
wszystko czego chcę realnym planem,
jestem już blisko.
Wszystko czego chce jest mi pisane,
bo wierzę w to,
wszystko czego chce to tak niewiele,
życie daj mi to.

Wszystko czego chcę to kawałek własnej ziemi,
tej pełni szczęścia nie mierzonej stanem kieszeni,
życie bez cieni czających się za rogiem,
aby nic na tym świecie nie było już moim wrogiem.
Chciałbym aby czas zatrzymał się gdzieś w maju,
byłbym wtedy w raju nie będąc nawet na haju,
dziś tam na skraju lasu czytam znowu książkę,
z dala od hałasu wyleguję się na łące.
Mam dużo czasu dużo czasu na wszystko,
bo gdy mi go brakuje życie toczy się za szybko,
nie chcę żyć płytko jak wielu na ten moment,
jak typowy konsument jak typowy abonent.
Przed telewizorem srać w sofę pić piwo,
mieć do siebie żal że moje życie tak zgniło,
metnalną kiłą ja nie chcę się zarazić,
zrobię wszystko by w sobie tych marzeń nie zabić.

Ref.
Wszystko czego chce będzie mi dane,
bo wierzę w to,
wszystko czego chcę realnym planem,
jestem już blisko.
Wszystko czego chce jest mi pisane,
bo wierzę w to,
wszystko czego chce to tak niewiele,
życie daj mi to.

Wszystko czego chcę to osiągnąć spokój ducha,
zrozumieć sam siebie, głosu swego serca słuchać,
do końca szukać odpowiedzi na pytania,
chodź wiem że będzie ciężko mam ich wiele do zadania.
Chce by moje słowa nawróciły niewiernego,
chce by moje błędy pouczyły chodź jednego,
by moje ego utworzyło wspólną jedność,
by odeszła złość pozostała tylko miłość.
Czuć radość z każdej sekundy życia,
bez narkotyków bez używek i picia,
nie trafić do kicia i uniknąć straty czasu,
być wolnym człowiekiem i nie odejść zawczasu.
To czego to nie wiele sam przyznaj,
jestem na dobrej drodze, goi się blizna,
i chodź na morzu życia czeka nie jedna mielizna,
to wierzę w siebie wierzę w to tak ci wyznam.

Ref.2x
Wszystko czego chce będzie mi dane,
bo wierzę w to,
wszystko czego chcę realnym planem,
jestem już blisko.
Wszystko czego chce jest mi pisane,
bo wierzę w to,
wszystko czego chce to tak niewiele,
życie daj mi to.
Nadchodzi noc, moje życie się zaczyna!
Walę ściechę, rośnie adrenalina!
Jestem zawsze tam gdzie rodzina
Vatos Locos Klan - moja klima!
Ludzie z miasta, wielcy tego świata!
Jeden wspólny cel: sałata!
Bez podatku - należna wypłata,
bez ryzyka - zajebista kasa!
Dwie BM-ki, muza napierdala,
z tyłu koleś: lansuje towara!
Ze śródmieścia, gdzie tu dziwek jak śmieci się wala!
Brzydkie ścierwo, brudne, zakażone, stare kurwy,
bardziej niż do łóżka nadają się do trumny!
Jeszcze jeden interes i odbijam,
by przytulić rano syna!

Ref.
Życie nauczyło mnie reguł gry,
życie nauczyło nie wierzyć w sny,
życie zabroniło mi czułym być na łzy!
Pierdolony system nauczył mnie,
nieuczciwej walki o własny chleb,
niemoralnych czynów by nie żyć gdzieś na dnie!

Pani redaktor w telewizji farmazoni:
"Kasa szczęścia nie daje, głupi ten kto za nią goni!".
Tak!!? Co ty pierdolisz?
Gówno prawda, Ty nie wiesz jak to boli!
Zero chaty, jak zarobić duża bańkę uczciwie?
STARY! To kurwa niemożliwe!
Jak się leczyć, gdy kurwom nie zapłacisz?
Gdzie pracować, jak nigdzie nie ma pracy?
Politycy pierdolą, grają z nami w chuja!
Kto nie kombinuje, ten się nie buja!
Kto nie ma, ten nie je!
Proste lecz prawdziwe, życie nie jest uczciwe!
Niesprawiedliwe i kurewsko trudne!
Interesy, możliwe tylko brudne!
Brudna kasa, często krwią splamiona!
Rzeczywistość jest popierdolona!

Ref.
Życie nauczyło mnie reguł gry,
życie nauczyło nie wierzyć w sny,
życie zabroniło mi czułym być na łzy!
Pierdolony system nauczył mnie,
nieuczciwej walki o własny chleb,
niemoralnych czynów by nie żyć gdzieś na dnie!

Czasem siadam nad Wisłą, przypalam i rozkminiam!
Patrzę w jej nurt, spada adrenalina!
Widzę niezłą chatę, szczęśliwa rodzina!
Ułożone życie, zajebisty klimat!
Spokojny sen, każdej pierdolonej nocy!
Rano w lustrze, patrzę sobie w oczy i mówię:
"Stary, jesteś bez zarzutów,
czysta kasa bez nieuczciwych ruchów!".
Film przerywa telefon:
- "Halo! Słucham?".
- "Walimy do agencji, kurwa, frajera trzeba wyruchać!".
W rzeczywistość wbijam się z powrotem
Swe marzenia, mieszam z brudnym błotem
Do nosa kokę i powrót na ziemię
Tego co pisane, nigdy nie zmienię
Życie nauczyło mnie reguł gry
Gdy wygrywam ja, przegrywasz ty

Ref.
Życie nauczyło mnie reguł gry,
życie nauczyło nie wierzyć w sny,
życie zabroniło mi czułym być na łzy!
Pierdolony system nauczył mnie,
nieuczciwej walki o własny chleb,
niemoralnych czynów by nie żyć gdzieś na dnie!
W naszych czasach, każdy się śpieszy,
Tak niewielu z nas umie się cieszyć z prostych rzeczy,
Tak niewielu ma czas docenić to co leczy,
Zszarpane nerwy i codzienne stresy,
A lek jest prosty, to proste przyjemności,
Które doceniają ludzie pozbawieni wolności,
Bo zwykle jest tak, że nie cenimy tego co mamy,
A jak stracimy, to tęsknimy i wspominamy,
Tak już jest, taka natura ludzka,
Podobnie gdy chorujesz i nie możesz wstać z łóżka,
Ile byś dał, żeby iść na spacer z dziewczyną,
Lub na boisko, z chłopakami pobiegać za piłką,
Tak szybko to życie ucieka,
Nie wiesz ile pisane Ci czasu jest, więc nie narzekaj,
Ciesz się życiem, jak my sportem i rapem,
Co masz docenić, tak doceń i rusz w trasę,
Po spełnienie marzeń, po przygody i po moc wrażeń,
Bezimienni i Juras, tymczasem!

Życie to kurz, gdy upadło w nim wzruszenie,
Każda prosta sprawa, nadaje mu znaczenie,
Doceniamy gdy tracimy i sprzed oczu nam coś znika,
Dzisiejsza kartka, może być ostatnią z pamiętnika.

Prosty przekaz, prosty chłopak, proste serce moje,
Co dzień tą prostotą zapełniam zmysły swoje,
Nie pieniądze, nie prezenty, nie w pracy pozycja,
Często zapominam co daje radość życia,
Ile razy wulkan gniewu gasił promień Słońca,
Narzekasz? A co ma mówić chłopak z dworca,
W deszczu późną wiosną, tęcza kolor mieni,
Uśmiech twojej matki, tak rzadko się go ceni,
Pełnia ciepłą nocą i blask Księżyca,
Zatrzymaj się, zastanów, czego chcesz od życia,
Wschody Słońca, kiedy sen powieki trzyma,
Momenty bezcenne ,gdy w komplecie jest rodzina,
Widok twej kobiety, kiedy plastik to nie ona,
Dużo łatwiej życie płynie, kiedy kocha żona,
Człowiek bez swej pasji, to jak dom bez właściciela,
Niby wokół inni, a samotność mu doskwiera,
Piękne chwile na koncertach, gdy membrany krzyki palą,
Kiedy jeden człowiek, rusza całą salą,
Niepotrzebne życie VIPa i inne wygody,
Nie umiesz bez pieniędzy, to spróbuj żyć bez wody,
Miej to na uwadze i niech da do myślenia,
Trudniej cenić jest człowieka, niż po nim wspomnienia.

Życie to kurz, gdy upadło w nim wzruszenie,
Każda prosta sprawa, nadaje mu znaczenie,
Doceniamy gdy tracimy i sprzed oczu nam coś znika,
Dzisiejsza kartka, może być ostatnią z pamiętnika.
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo