Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Efieszet i jego bla bla bla styl
Efieszet i jego bla bla bla styl
Aha i jeszcze raz.

Ja nie mówię głośno o pieniądzach,
O pieniądzach nie mówię wcale,
Kiedy Ty otwierasz usta,
Ja do nosa pcham swój wielki i krzywy palec.
Efieszet jak tam pieniądze nie trzymają mnie się wcale
Opadają, wypadają stale, nie wlatują do kieszeni.
Ja czekam masując łeb,
Czekam, aż w tym temacie coś się zmieni.
Pytanie: dlaczego, gdy chcę być mi płacił
Ty spuszczasz wzrok, patrzysz się,
Wypatrujesz dziury w całym,
A płać mi za to, co robię,
Płać ja tym żyję, patrzę się krzywo,
Ja czystą wodę piję,
A mi potrzebne są najdroższe wina,
Ja czekam na deszcz, ludzie czekają na deszcz,
Co wzbogaci nas jak trzeba.
Wszyscy patrzą w górę z rękoma w kierunku nieba.
Dziś o godzinie dwunastej pieniądze będą lecieć z nieba.
Wyobraź sobie lecą dzień cały non stop, prawdziwa ulewa.
Pieniędzmi zasypane drogi, domy, zasypane drzewa.

Efieszet powiedz czy Ty wiesz,
Czy pieniądze będą spadać jak deszcz,
Będą wpadać prosto do kieszeni
Jak huragan jak deszcz .
Powiedz czy Ty wiesz.
Efieszet powiedz czy Ty wiesz,
Czy pieniądze będą spadać jak deszcz,
Będą wpadać prosto do kieszeni
Jak huragan jak deszcz .

A teraz brudno, syf na ulicach
Za szybami świecą klejnoty,
Wystają z gabloty, nawet kibel złoty.
A otwierają z hukiem szampana,
Przelewa, przelewa się wino czerwone,
Bawi się elita cała,
Wszyscy to zawsze nie ja, ja to nie wszyscy.
Chodzę drogami, które omijają Was z daleka.
Skromnie pije wodę z pogniecionej butelki,
Jakakolwiek złość uchodzi ze mnie jak z wody bąbelki.
Czekam, wystawiam kapelusz,
Gapię się w niebo, nie wiesz, dlaczego aha
Ty wiesz, dlaczego aha
Ja wiem dlaczego o o o

Efieszet powiedz czy Ty wiesz,
Czy pieniądze będą spadać jak deszcz,
Będą wpadać prosto do kieszeni
Jak huragan jak deszcz .
Powiedz czy Ty wiesz.
Efieszet powiedz czy Ty wiesz,
Czy pieniądze będą spadać jak deszcz,
Będą wpadać prosto do kieszeni
Jak huragan jak deszcz .
Jak huragan jak deszcz.

Pieniądze lecą z nieba.
Uwaga! Pieniądze lecą z nieba
Jak huragan jak deszcz.

A więc racja teraz mówię głośno o pieniądzach,
O pieniądzach, bo nie widzę ich wcale,
Choć wpatruje się w niebo,
Gapie się w niebo ładnych godzin parę.
Niech lecą, proszę niech spadną jak grad.
Niech spadają z nieba przez parę ładnych lat,
Rok może dwa, jak na razie nic nie pada
Nic nie leci z nieba, puste niebo.
Ja wznoszę swoje ręce, więc dlaczego
Niech leci ulewa, spada z nieba.
Proszę właśnie teraz.
Efieszet i wszyscy na raz błagalnie wznoszą swoje ręce,
Niech pada, niech leci na nas więcej, więcej.
Wpada w moje łapy, uwaga zaczyna się
Wszyscy z głowy czapy.

Efieszet powiedz czy Ty wiesz,
Czy pieniądze będą spadać jak deszcz,
Będą wpadać prosto do kieszeni
Jak huragan jak deszcz .
Powiedz czy Ty wiesz.
Efieszet powiedz czy Ty wiesz,
Czy pieniądze będą spadać jak deszcz,
Będą wpadać prosto do kieszeni
Jak huragan jak deszcz .
Jak huragan jak deszcz.

Chciałbym żeby kasa wypychała moja kieszeń. x8
Wypychała moją kieszeń. x3
Stop wyłączam się na chwilę
Stop, stop, stop
Stop wyłączam się na chwilę
A stop, stop, stop
Stop wyłączam się na chwilę
A stop, stop, stop, stop, stop
Stop wyłączam się na chwilę

Aha stop wyłączam się na chwilę, choć troszeczkę spokoju,
Bo mam takie pudło ogromnie, telewizor w moim pokoju.
Tyle informacji, głupot i banału, rodzi się tyle pytań,
Po co? Dlaczego? A jak? Kto? Co i gdzie?
A ja chcę wyłączyć się choć na chwilę,
Bo głowa pęka o nadmiaru informacji,
Pytań, kto tutaj nie ma racji, a kto ma rację.
Po co to zrobił, dlaczego i za co?
Czy go ukarają? Czy za to płacą?
Tyle pytań, lecz nie dzisiaj
Siadam w fotelu, rozluźnione mięśnie,
Masuję leniwie obolały kark,
Z głośników De La Soul i wyłączam się dzisiaj,
Więc niech telefon nie dzwoni.
Spokojnie do mnie mów, mów szeptem
I masuj po obolałej skroni.
Nie interesuje mnie, co wokół się dzieje.
Chcę spokoju dla ciała, dla ducha,
Choć na chwile przystanąć,
Gdy wokół wszystko tak pędzi
I tyle pytań, na które szukam odpowiedzi,
Lecz nie dzisiaj, bo dziś mój tyłek na kanapie tak wygodnie siedzi.

Stop, wyłączam się na chwilę,
A mówię stop, a mówię stop.... ohhhooo
Stop, wyłączam się na chwilę,
A mówię stop, a mówię stop.
Stop, wyłączam się na chwilę,
A mówię stop, a mówię stop.

A zatrzymaj mnie, wokół tyle pytań
Boję się, że nie zdążę znaleźć odpowiedzi,
Lecz nie dzisiaj, nie, bo dziś mój tyłek wygodnie w fotelu siedzi.

A zatrzymaj mnie, a zatrzymaj mnie,
A zatrzymaj mnie, a zatrzymaj mnie,
A zatrzymaj mnie, zatrzymaj mnie.

A otwórz okno czas wpuścić świeże powietrze
I słońce niech oświetli mój pokój.
Panuje taki spokój, nie myślę o niezałatwionych sprawach,
O tym, co ma zrobić, o całym tym pośpiechu.
Połóż mi na głowie swoje ręce
Ja nie chcę słuchać o tym więcej,
Tylko rozlać się na kanapie
I uwolnić z głowy wszystkie myśli,
Nie robić nic, zupełnie nic,
Tylko kręcić bezmyślnie placem u dłoni,
Nie martwię się tym czy jest ktoś taki, kto źle życzy mi.
Ja wyłączam swoją aparaturę.
Niech nic się nie dzieje,
Tylko ten wiatr, co tak silnie dzisiaj wieje,
Niech przegoni te czarne chmury i wszystkie te bzdury. x3
Stop, wyłączam się na chwilę.
Niech przegoni te czarne chmury i wszystkie te bzdury.

Stop, wyłączam się na chwilę. x4
Są chwile, które chciałbym zatrzymać tak
Tych kilka suwenirów,
Zmienionych dawno lat jak
Jak fotografie w wysokiej rozdzielczości,
zbliżać, oddalać, szukać w nich doskonałości.
Są chwile, które chciałbym wymazać lecz,
Ktoś numerował strony - oszukać nie da się.
I dzień po dniu jest częścią mnie niezmiennie,
Zdarzeń zbiór napędzających się wzajemnie.
Pomiędzy nimi ja, w centrum tworzeń dat,
Chciałbym pojąć jak, działa cały świat.
Przyszłość wiarę daję, póki jest nieznana
Wieczność puchem wielkich planów wysłana.

Kilka chwil, jak wybranych z setek dni
wspomnień posklejany film
Mówi mi
Mówi jak mam dalej żyć
Którą drogę wybrać dziś...

Ręce dwie, rozum, które dał mi dobry Bóg
Przydział na cuda - dla mnie jeden spełnić mógł
Jestem więc dostałem oręż żeby walczyć
Marzeń w brud, na każdy życia dzień wystarczy
Śnie by znów zbudzić się rano z przeświadczeniem
To jest ten czas - dziś na lepsze wszystko zmienię
Otworzę folder nazwany doświadczeniem
To jest recepta, jak tu jest natchnienie
Tu jest złudzenie, że życie jak gobelin
Szyć można wiecznie, oglądać jak się mieni
Że starczy czasu i w końcu ktoś doceni
że sens ma wszystko, że zły los się odmieni
Ocean wspomnień, nie chcę ich zapomnieć ,
Upadki, wzloty, czas triumfów i czas potknięć.
Dają naukę, wytykają błędy
Krzyczą: do przodu lub: droga nie tędy!

Kilka chwil
(tylko kilka krótkich chwil)
Jak wybranych z setek dni
Wspomnień posklejany film
Mówi mi
(właśnie dzisiaj powie mi)
Mówi jak mam dalej żyć
Którą drogę wybrać dziś...

Pamiętam za małolata było różnie
zbyt wiele rzeczy chciałem odłożyć na później
Pamiętam: nie zrobię dziś zrobię jutro
nigdy nie nadeszło, wiesz - mówi się trudno
Pamiętam czasem myślałem, kim zostanę
Piękne marzenia, co zdawały się być planem
Pamiętam i nagle wszystko w moich rękach
koniec snu, świat konfrontuje siłę piękna
Dni zatopione w szczęściu lekarstwem
gdy, robi się źle w przeszłość patrzę
Tam, pewne wszystko tu nie zawsze
nie ma takiej siły, która te wspomnienia zatrze
Kilka chwil, całe życie w paru kratkach
Kilka dni, tam jest cała o mnie prawda
Krótki film, ja jedyny jego znawca
Wstaje świt, kolejny dzień krzyczy akcja!

Kilka chwil
(tylko kilka krótkich chwil)
Jak wybrany z setek dni
Wspomnień posklejany film
Mówi mi
(właśnie dzisiaj powie mi)
Mówi jak mam dalej żyć
Którą drogę wybrać dziś...

Kilka chwil, jak wybranych z setek dni
wspomnień posklejany film
Mówi mi
Mówi jak mam dalej żyć
którą drogę wybrać dziś...
[Widzisz zawsze jest to na co liczysz, więc weź resztę wycisz i posłuchaj tego]

I:
Kiedy słyszę taki werbel,
że aż zatyka mnie w uszach,
do bitu podejdę nie musi nikt zmuszać,
liczę na te bębny nie na miesięczny utarg,
uważasz się muzykiem odnajdź te dźwięki w nutach.
Za przester, gdzie dusza tu serce porusza za luz,
na Bałutach,
za ten cud, błogi stan.

II:
Kiedy widzę takie żarcie, że żołądek wywraca,
ślina z językiem, poza mordę wykracza,
oliwki, sałata, winegret i pomidor, ser feta, cebula,
tego zjem każdą ilość,
żarcie króla,
to bigos, kapusty kilogram, za ten zapach i smak,
co wciąż w siebie pcham.

III:
Kiedy mam stare buty czuję komfort na nogach,
to tak jakbym dostał numer lotto od Boga,
stary, czyli oldschool, albo inaczej retro,
wtedy czuję luz pełen na wypasie biegnąc,
HipHopu esencją,
prostota i funk,
widząc taki but tutaj wciąż myślę jako fan.

IV:
Kiedy słyszę taki dźwięk,
to go myślę znajdę.
Grzebię po winylach, chcę mieć wszystkie te sample,
ja przeniknę gdzie masz te winyle daj moment,
za czarnymi płytami przejdę każdy kilometr.
Przyłóż termometr sto stopni na kark,
byle by na gramofonie w końcu wcisnąć start.

V:
Kiedy czuję, że gram, kopię bardziej niż zwykle,
z niedowierzaniem wtedy patrzę na tytkę,
w rozpalonej fifce łapię żar ten po iskrze,
wybacz ziom w tej chwili intelektem nie błysnę,
mam wyjście poleżeć daj jeszcze chwilkę,
nie myślę bez ciśnień, niech zniknie ten świat!

VI:
Kiedy idę spać, zwykle patrzę w kineskop,
jak mi coś nie gada to nie zasnę, miej pewność.
Tak to ten z dyslekcją, brat mam być szczery,
bedę robić Rap nawet śledząc Discovery,
przełącze giwery, szukam futbolu track,
choć po pięciu minutach zazwyczaj idę spać.

VII:
Kiedy prowadzę samochód i jadę ponad dwieście,
gdy przed każdym zakrętem pasażer czuje dreszcze,
ja nie wiem czy się zmieszcze jak szerszeń zapierdalam,
choć taka prędkość w mieście budzi najczęściej alarm,
ja się staram, uwierz tak jeździć tylko sam,
ale wciąż się zapominam,
co sprowadza mnie do dna.

VIII:
Kiedy zapach czekolady czuję, mówię sobie zostaw,
Kitkaty, M&M'sy, jak i mieszanka wedlowska, nie daje mi pospać,
przez to mam próchnicę,
chuj,
nawet bez zębów będę wpierdalać słodycze,
na tony przeliczę, apetyt jaki hasz,
bo nie ma jak snickers, prince polo, mars.

IX:
Kiedy jadę do studia myślę o tym czy umiem,
tym dźwiękiem spowodować człowiek ciarki na skórze,
pośród sampli na górze, prosto z ostatniego piętra,
latam po kabinie jakby diabeł mnie opętał,
dla wariatów to sens ma, jak do Materny Mann,
tracę rozum dla tych kilku rzeczy tu każdego dnia.

[(tylko, tylko) Tylko dźwięk, który przed chwilą prezentowaliśmy na jedenastce] x5
My, dorośli od 10 lat mamy kredyty, mamy kredyty
Ojciec zawsze mówił mi, na imprezach zbytnio się nie odurzaj
A w życiu nigdy się nie zadłużaj. Czasy się zmieniły.
Ojcze, z końcem PRL-u żyjemy w trochę innej Polsce
Tu nie ma nic za friko i nie ma nic,kto mnie wie co jest ryzyko
Mamo miej litość. Mamo, mieszkanie u was na poddaszu to nie to samo
Chcemy być już na swoim z Anią. Wiesz że to anioł.
Wiesz jak opiekuje się dzieckiem
Wiesz że chce dla niej wszystkiego co najlepsze
I chcemy mieć w końcu własny kąt
Przestań mówić że ta decyzja to poważny błąd
Na kiedy mam mamo odkładać marzenia? Na kiedy ?
W banku powiedzieli, ze mamy szansę na kredyt

My, Młodzi od 10 lat, w wolnej Polsce od 20 lat
Mamy kredyty na 30 lat, to tylko 360 rat /x2

Aniu, byłem właśnie w naszym nowym mieszkaniu
Cudne! Będę w domu późnym popołudniem
Musze jeszcze wlecieć na chwilę do banku
Doradca poleca nam kredyt we franku
I wiesz co? na 100% mamy zdolność
Doniosę kilka papierków i mamy wolność
Powiem ci, ze patrzę na to z optymizmem
Musze tylko wytargować niską prowizje
Nie wiem czemu matka jest taka rozżalona
Nasza gospodarka pędzi jak szalona
Z resztą: wiem już czego chcę i się nie wycofam
Ucałuj Antka, do zobaczenia, kocham

My, Młodzi od 10 lat, w wolnej Polsce od 20 lat
Mamy kredyty na 30 lat, to tylko 360 rat /x2

I co z tego, że mówiłaś że to się skończy tak?
Kto mógł przewidzieć, ze tak skoczy frank?
Kto mógł przewidzieć ten pieprzony kryzys?
Ta rata to jakiś koszmar, wyzysk!
Nie chcę, nie chcę od was żadnej pomocy
Mam pracę, zapierdzielam od rana do nocy
Wiem, ze macie parę groszy na książeczce
Ale nie chcę ich mamo, powtarzam: nie chcę!
Damy sobie radę z Anią: Mamy siebie
I naprawdę tak ją kocham, ze nawet nie wiesz jak
Przełożymy wakacje i to wszystko
Wyszarpiemy sobie wymarzona przys

My, Młodzi od 10 lat, w wolnej Polsce od 20 lat
Mamy kredyty na 30 lat, to tylko 360 rat /x2
[Cira]
Małolaty i starszyzna, bataty i szarzyzna
browaru kraty na boiskach to był klasyk przyznaj
pizgam jak opętany latami dzieciństwa
freestyle nad ranem i graby na gramofixach
gry: dwa odbicia, siódemki, jedno podanie
bojo na zwierzyńcu i meczyk, pozamiatane
talenty z tamtych lat, talenty rodem z filmu
teraz podłe patenty, alimenty i delirium
pilnuj się dzieciak, łatwo przechylić szalę
przepowiednie-bumerangi na bani zrobiły szaber
żaden z tych, co kozaczyli najbardziej
nie wychylił się na prostą, mówi o nowym starcie
łapcie czas, który ze wszechmiar ogarnia
kiedyś małolaty a dziś stara gwardia
łapcie ten czas, który nas dokarmia
kiedyś małolaty, a dziś stara gwardia

[Miuosh]
nie muszę wciskać rewind, przewijać żeby o tym wiedzieć
zlepek bloków i ludzi wokół z tradycją jak Wedel
to samo w innej butelce, moja ławka, moje miejsce
siedzę, ta sama gadka, dla nas Ronaldo był tylko jeden
reszta się zmienia, chuj że mieliśmy marzenia zawsze,
ręce opadają jak powieki po flaszce
każdy bierze wdech kaszle - ja wypluwam słowa
inni mieli mieć łatwo bo to ja chciałem rapować
od nowa od rana to samo, no chyba że masz na noc
ci z tamtej ławki rzadko się rozpoznają
werwę z nas wycisnął zajob
nie ważne gdzie chciałeś dobiec - ciągle w boksach trzymają nas
czas nie staje jak u Bisza, pogoń to zwyczaj
wyciągnij ręce i chwytaj daje ci ten chłód
to co przeżyłeś czasem znika, na pustych ulicach,
Katowice, ludzi widzę, chce pamiętać takie życie tu

[Hukos]
Magia liczb, 23, chciałem być jak Jordan.
Miałem talent, ale do wódki i jointa.
Ilu zmieni czas w Adamów Miauczyńskich?
Ilu z nas, mimo braku szans ma geny zwycięzcy?
Tyle różnych dróg, nawet nie ma dokąd pójść,
na każdej z nich stare ślady naszych stóp.
Maciek był skurwysynem, dokuczał mi w podstawówce.
Przestał, jak dostał w pierdol na męskiej solówce.
Spotkałem Anię, najlepsze cycki na osiedlu.
Widzę- piękni ludzie starzeją się bardzo brzydko.
Za blokiem boisko powoli zarasta trawa.
Jak było za dzieciaka, przy kielichu wracam.
Wtedy widzę wyraźnie jesteśmy zwierzętami.
Walczymy o mieszkanie, pokarm, dostęp do samic.
Wiatr zmian na lepsze rzadko wiał w naszą stronę.
Uwikłani w historię, pokolenie stracone.

[Onar]
Słyszałem Miuosh o tym tysiąc zwrotek, sam napisałem kilka,
wiem chłopie, mija czas i nie smakuje już tak przyjaźń,
smak się robi gorzki, zostaje zgaga,
żeśmy dorośli, gadka między nami sztuczna jest jak Lady Gaga,
nie chcę tego a-a, bo z czasem widzę dalej,
do ucha puste "Bla-Bla", to nie ja zostałem
na ławce pod blokiem, w sercu z egoizmem,
najebany co dzień myśląc, że właśnie to jest życie,
nie tęsknią za mną tam i to jest piękne,
gdyby tęsknili znaczyłoby to, że źle poszedłem,
to nie ja się zmieniam, to świat się zmienia,
ci co stoją w miejscu szukają mnie sprzed lat - mnie już nie ma,
nie mów, że zadzieram nosa, wiem skąd jestem,
gdzie byłeś gdy był brak żarcia i perspektyw na szczęście
ja na szczęście znalazłem szczęście,
mosty płoną, jestem z tobą i pierdolę konsekwencje.
Ja ci pokażę jak smakuje ten syf
Polskie dissy nie smakują jak prawdziwy bit
Wchodzisz do rapgry tylko ostrożnie
O nas dowiesz się z gazet, nie wyczytasz tego z książek
Podwórko powie ci w którym bloku mieszkam
A skąd wiedzą? bo kurwa jestem tu od dziecka
Kolo w sklepie powie ci co lubię pić
Szafa jaki kolor lubię, a dziewczyna eee
Ludzie na koncertach ile wydałem płyt
A moje wyro i Play'ak gdzie kocham gnić
Ja ci pokażę wersy, które mogą pozamiatać
Wszyscy ręce do góry, to jest napad
Nie musisz się już skradać, ja wjechałem bez ogródek
Moja linijka to mistrz świata, twoja to baba z chujem
Już się nigdy nie poczujesz tak jak przedtem
Co wieczór musisz włączyć tę płytę przed snem
Pokażę ci obrazy lepsze niż Michał Anioł
Ja ci pokażę nawijkę i życie z pasją, ej

Chcesz czy nie chcesz tak czy siak ci rap pokażę
W studiu z tekstem czy bez, chwilę banger jest solarzem
Wiesz ja mam to coś, nikt mnie tego nie uczył
A te rymy to deszcz, który kończy czas suszy
Spodziewaj się powodzi ziom i to nie będzie klęska
WWA ulicy sztuka tłusta jak ser Rubensa
I ten sam wokal co słyszysz na bicie
Plus prawdziwe historie, które pisze nasze życie
Ja wam pokażę, ty czytaj JWP
Siła nie w rynkowych chwytach lecz w solidnej nucie
Moim azymutem szyld nie tylko ten w samarce
W walce o lepszy byt mam ten spryt i mocne punche
Tak to wygląda Bez Cenzury od nas prawda
To nie bezsens, bzdury, każdy wers to udowadnia
Nie ściszaj radia tylko daj to głośniej
Dzięki takim jak my wiesz, że rap w siłę rośnie

Ja ci pokażę wersy wybuchowe jak dynamit
Zwijaj swój kramik, teraz Onar cię karmi
Z sąsiedztwa historiami brudnymi jak te podwórka
Orginalnymi jak ta kurtka, weź stój
Ja ci pokażę jak wraca się z zaświatów
Jak nawinął Ciech witaj w krainie chujowego rapu
Gdzie w chuj wack'ów próbuje się panoszyć
Zamiast pisać dobre wersy kupują dobre prochy
Zamiast pisać punchline'y, piszą - jestem fajny
A są sztuczni i sztywni jak kurwa Barbie
Ty się zajmij lepiej swoją lalką
Uważaj, bo jak ją przygryziesz wyleci przez balkon
Ja ci pokażę słowa celne jak snajper
Się wpierdolę i rozjebię całą twoją bajkę
Zrobię bajzel na planie twego klipu zobaczysz
Się wyluzuj, bo wyglądasz jakbyś połkną patyk
Zero gestów, ideologie, ale łapczywi
Zdemaskuję was i się okaże kto jest fałszywy

Ja ci pokażę jak smakuje ten syf
Ludzie na koncertach
Podwórko powie ci jak smakuje ten syf
Wszyscy ręce do góry
Ja ci pokażę jak smakuje ten syf
Ludzie na koncertach
Podwórko powie ci jak smakuje ten syf
Powie ci
Blanta, skręć blanta
Po to masz dwie sprawne ręce żeby sobie jakoś radzić,
Czy w mieście, czy w Alpach,
Cały świat jest zanurzony w dymie trzymam w ręce blanta. x2

To ten dzień ziomek skręcił blanta,
w takie pogodne dni zrywał się (?) w Alpach,
i lubię się bawić tak zabijam nudę,
w takie pogodne dni jak dziś tak się bawić lubię,
Ani na prywatce, ani w jakimś klubie,
w nocy sobie jestem, w nocy sobie lubię być
(???)
wolę się najarać, niż po alkoholu robić flagę,
młody ty wiem że dobrze jesz uśmiech jest też wiesz,
Wiem że też masz tak samo jak ja,
wiem że też nie obudzę się i nie będzie mała (?)wka,
Masz tak samo jak ja, jesteś taki sam,
lubisz dobry sport, i jest spalony gram.

Lubisz dobrą nutę jak moha metalic,
pokazał że jesteś koleś, pokazał wszystkim na sali,
jesteś tutaj ty a za tobą ludzi kilku,
razem macie siłę, rozj*biecie pół budynku w pył,
nigdy nie idziecie w tył,
choćbyś jaki był, zawsze podnieś ręce żeby walczyć o to by,
zawsze było dobrze i były wolne konopie,
żeby było dobrze i były wolne konopie ej, wolne konopie.
ze mną ludzi kilku, haha.
ze mną ludzi kilku razem rozj*biecie pół budynku w pył.

Po to masz dwie sprawne ręce by sobie jakoś radzić,
Czy w mieście, czy w Alpach,
Cały świat jest zanurzony w dymie trzymam w ręce blanta x3
Po co to mówisz ja zawsze mam na mic'u hipe
Nie chcę mi się mówić o innych mam już dość
Ich rap mówi sam za siebie słyszysz coś
Moje flow jak piramidy w Gizie
Powiedz jak zbudowanie czegoś takiego było ***** możliwe
Nie mów mi, że wypadam z bitu
Ty wypadasz z balkonu jak to na*****la z głośników
Mam szacunek mainstream'u to prawda
W podziemiu nie muszę już nic udowadniać
Podziemie każdy tu kapituluje
A codziennie ktoś nowy ci powie, że jest królem
Ty "Na szlaku po czek" ciągle daję mi kwit
Swoje CD wrzuć do kosza jak Miami hit
Palę kładę lawę na bit
Mówisz, że nie to weź ***** zamknij ryj
Nie myśl, że jesteś ze mną w stanie coś nagrać
to kosztuje i nie jest takie tanie jak viagra
O kim teraz jest najgłośniej
Chyba nie o twoim kumplu, co pisze jeden tekst na wiosnę
Myspace pewnie boli ich to,
Że mam dwa razy więcej wejść przez miesiąc niż oni przez rok
Robson mamy tu fame do zrobienia
To nie podziemie to jest ***** mainstream podziemia ta

Weź zrozum to w końcu koleś, że twoja niunia woli mnie
Weź zrozum to w końcu, bo mam te flow którego ona chce
Weź zrozum to w końcu jestem tym co zrobił NSPC
Weź zrozum to w końcu na bicie jadę jak Lex jadę jak Emnes cex Vnm yes

Piszę teksty na komputerze tylko tak to robić mogę
Zapytasz czemu to ci ziomek powiem
Zawsze w pisaniu na kartkach braki miałem,
Bo jak brałem pióro atrament
Zamieniał się w ogień i palił to, co napisałem
Mam styl i pieprzę ice
A twoja niunia wie, że jestem nice
Twoja niunia mnie kocha możesz nawet mieć extra hajs,
Ale kiedy wchodzę do klubu TO jesteś dla niego ex jak files
Internet się tnie na www.myspace.com/vnmnspc
Przy mnie masz perspektyw brak widzę ciebie na dnie
"Brak perspektyw" wie o tym W.E.N.A. Demen to wie ta
Mam każdy kanał promocji
TV radio gazeta net weź mały się ocknij
Fani w burdelu widzą swych idoli,
Bo jak ja wchodzę idole idą się *****ić
Poprzeczka nisko lepiej na to nie liczcie
Partyka musiałby ***** skakać o tyczce
V N M flow demon
Jak gram NSPC sram na twoje demo

Weź zrozum to w końcu koleś, że twoja niunia woli mnie
Weź zrozum to w końcu, bo mam te flow którego ona chce
Weź zrozum to w końcu jestem tym co zrobił NSPC
Weź zrozum to w końcu na bicie jadę jak Lex jadę jak Emnes cex Vnm yes
Napełnij szklankę mi
Ostatni nalej raz
Napełnij szklankę mi
i pójdę bo już czas
Nie płaczę pozwól pić
Bo wstyd mi sobą być
Napełnij szklankę mi (x2)

Pijemy zdrowie twe
Bo łatwo mówić że
Ułoży wszystko się
i już nie będzie źle

Tym lepiej jeśli te
Proroctwa kłamstwem są
Upije wkrótce się
i zawiść zgubie swą

Pijemy zdrowie tych
Co dziś weseli są
Przyjaciół krewnych złych
Co z mego życia drwią

Tym lepiej jeśli mnie
Rozdrażnią winą swą
Upije wkrótce się
Nienawiść zgubie swą

Napełnij szklankę mi
Ostatni nalej raz
Napełnij szklankę mi
i pójdę bo już czas
Nie płaczę pozwól pić
Bo wstyd mi sobą być
Napełnij szklankę mi (x2)

Za moje zdrowie pij
Pijemy z winem je
i jeśli chcesz to bij
A jeśli nie to nie

Tym lepiej jeśli mnie
Cios dosięgnie twój
Upije wkrótce się
i żal zgubie swój

Za te dziewczyny pij
Co kochać będą mnie
Za te dziewczyny pij
Co mówią o mnie źle

Tym lepiej jeśli te
Dziewczyny zimne są
Upije wkrótce się
i miłość zgubie swą

Wiec pijmy cala noc
Aż zwalę się pod stół
By smutek stracił moc
Bym nie czuł nic com czuł

Wiec pijmy póki źle
Wiec pijmy żeby pić
Upije wkrótce się
Nadziei zerwę nic

Napełnij szklankę mi
Ostatni nalej raz
Napełnij szklankę mi
i pójdę bo już czas
Nie płaczę pozwól pić
Bo wstyd mi sobą być
Napełnij szklankę mi (x2)

Za te dziewczyny pij
Co kochać będą mnie
Za te dziewczyny pij
Co mówią o mnie źle

Tym lepiej jeśli te
Dziewczyny zimne są
Upije wkrótce się
i miłość zgubie swą

Wiec pijmy cala noc
Aż zwalę się pod stół
By smutek stracił moc
Bym nie czuł nic com czuł

Wiec pijmy póki źle
Wiec pijmy żeby pić
Upije wkrótce się
Nadziei zerwę nic

Napełnij szklankę mi
Ostatni nalej raz
Napełnij szklankę mi
i pójdę bo już czas
Nie płaczę pozwól pić
Bo wstyd mi sobą być
Napełnij szklankę mi (x2)
Nie mów, nie mów, nie mów, nie mów, nie

Nie mów mi co będzie dalej, wiesz
Nie mów mi co będzie później, wiesz
Nie mów mi, że tak jest dobrze, nie
Nie, nie, nie, nie, nie mów mi

Nie mów mi co będzie dalej, wiesz
Nie mów mi co będzie później, wiesz
Nie mów mi, że tak jest dobrze, nie
Nie, nie, nie, nie, nie mów mi (nie mów nic)

Nie mów mi co będzie dalej, wiesz
Nie mów mi co będzie później, wiesz
Nie mów mi, że tak jest dobrze, nie
Nie mów mi

Nie mów mi co będzie dalej, wiesz
Nie mów mi co będzie dalej też
Te słowa nic nie warte, rzecz
Nadszedł kres, tej łapy precz
Sięgam wstecz pamięcią lecz
Gdy padał deszcz to wszystko zmyło
Utwierdziło mnie to w przekonaniu
Że to pościg z czasem tej powinności
A teraz zaufam wszelkiej nieufności
Bo wszelkie możliwości teraz zdruzgotane
Znaki równowagi teraz są zachwiane
Wszystko co było dla mnie wszystkim wymazane
Wszystkie wyjścia z sytuacji pozamykane
Wszystkie twoje tanie szyki
Twoje, pojebane
Więc czekam teraz na dobre dni
A ty więcej nigdy nic, nie, nie mów mi, nie

Nie mów mi co będzie dalej, wiesz
Nie mów mi co będzie później, wiesz
Nie mów mi, że tak jest dobrze, nie
Nie mów mi

Budzi u ludzi wszelkie różnice charakteru
Opinie na ten temat wyrazi brak niewielu
Bo tak musi być? to by było za proste
Bo ludzie gadają te, te kurwy zazdrosne
To z czasem wnerwia lecz to nie jest istotne
Nikt nie spowolni tam mojej prędkości
Tak nikt nie jest w stanie zabić tego uczucia
Tak nawet kłucia, które są głosem serca
Jestem sam dla siebie więc teraz pamiętaj
Nic nie mów mi - pamiętaj
Nic nie mów mi - zjeżdżaj
Mój hardcore [?] hardcore reprezentant

Nie mów mi co będzie dalej, wiesz
Nie mów mi co będzie później, wiesz
Nie mów mi, że tak jest dobrze, nie
Nie mów mi

Słuchaj
Mam dosyć tych kłamstw, bezsensownych słów
Mam dosyć tych warstw, prostacki gust
Słowa zabił czyn, bo nie będzie zdrów
Stres, który gdzieś tam jest czai się jak zwierz
Czerpie na tobie tak wielkie korzyści
Ja chcę zdjąć kajdany tej nienawiści
Trzymając się wiernie tych własnych przeżyć
Doświadczeń garści, Fu nigdy się nie zbłaźni (nie)
Ta płyta rozjaśni twój zagubiony umysł
Bo wciąż narzekasz, że masz źle
Że los tobie fobie wciąż te same śle
Tylko ty i sam możesz zmienić je
Tylko ty i sam możesz się docenić
Pokaż wszystkim, że stać cię na więcej
Przecież masz atuty, umysł zdrowy, silne ręce
Sprostać możesz wyzwaniom kiedy tylko zechcesz

Nie mów mi co będzie dalej, wiesz
Nie mów mi co będzie później, wiesz
Nie mów mi, że tak jest dobrze, nie
Nie mów mi

Nie mów mi, nie mów mi, nie mów mi
Nie mów mi, nie mów mi, nie mów mi

Więc nie mów mi nic, 2003
Obudź swój wrodzony instynkt
Te słowa są prawdą, sprawą poważną
Chyba wyraźnie wiążę słowa ze słowami, taa
Przemyśl to, sprawdź to
Chcę czy nie chcę to zmuszony jestem na to, żeby patrzeć
Jak nasza ziemia płacze, tych łez są ludzie winni
Niektórzy to naprawdę się urodzić nie powinni
Sami sobie zawdzięczamy to, co mamy i jak mamy
My sami sobie budujemy piekło na ziemi
Pomyślmy o tym, jak będą żyć nasze dzieci
Grzebiąc w wysypisku śmieci, szukając jedzenia
Nie pozwólmy na to, aby żył w takich mękach
Pamiętajmy, że ich przyszłość, leży w naszych rękach
Ja, ty, on - wszyscy lepszego chcemy
Lecz nic nie robimy w tym kierunku by to zmienić
Wyciągnięte dłonie kontra uśmiechnięte pyski
Ty dziś mówisz - się narąbie i zapomnę o tym wszystkim
Weź daj sobie i bliskim, tyle ile potrafisz
Uwierz stać cię na wiele, nie bądź jak te w stajni ciele
Mele, szanuj siebie, ziemie, nie mów, że żyje za karę
Niech rap da tobie siłę, nadzieję i wiarę
Cały czas się rozwijaj, bądź rezolutny
Idź przez życie tak, byś w kajdany nie był kuty
Niech radość zakryje smuty, to słowa ulicznej nuty
Świat struty, człowiek mądry, a zarazem głupi
Chora psycha, pycha nie jeden przez nią zdycha
Pusta micha w domu dzieci nie mają co jeść
Ich marzeniem jest iść zjeść, najeść się do syta
Co będzie dalej w bloku ukryte nie pyta, nie pyta

Zobacz! z każdym dniem maleją szanse
Spójrz! tracimy kontrolę nad tym wszystkim
Nie ma, na co czekać przekaż to swoim bliskim
Nie ma, na co czekać przekaż to swoim bliskim

Zobacz! z każdym dniem maleją szanse
Spójrz! tracimy kontrolę nad tym wszystkim
Nie ma, na co czekać przekaż to swoim bliskim
Nie ma, na co czekać przekaż to swoim bliskim

Dziś autorytetem są ci źli, a nie dobrzy
U wielu budzi podziw, fascynuje zła renoma
Człowiek pada na kolana przed ołtarzem szatana
Zero walki, chęci wstania, wpada w paszczę jego
Nie mów mi, że nie widzisz, ej, że nie słyszysz tego
Tego, co się dzieje tu, bo to nie możliwe
Włącz fakty - wyłącz Vive, znów podają media
Kolejna tragedia, sto osób nie żyje
A sześćdziesiąt cztery ranne, pełne zakłady karne
Kolejna debata o lepsze poszła na marne
Wojny, zamachy, życie ludzkie nic nie warte
Za oknem w bloku, widać życie w stresie
Życie na marginesie, znowu matka drze się
Na swojego syna za nic blok daje rodzina
Ojciec, matka, dwójka dzieci, nikt się nie zajmuje nimi
Nikt o nie nie dba, pełno takich rodzin
Na polskich osiedlach, tu na polskich osiedlach
Otwórz oczy na to, nie bądź przed tym zamknięty
Wczuj się w ból innych, nie bądź obojętny
Reifikacja ludzi, niech budzi widok wstrętny
Na każdym kroku jesteśmy złem kuszeni
Pilnuj swojej kieszeni, przed sobą i innymi
Masz klapki na oczach, to weź je w końcu zdejmij
Znów nie ma co robić - codziennie to słyszę
Gdy siedzę na ławce, to tak sobie patrzę, myślę
Co by gdyby nie rap, co bym robił teraz
Nie wiem, nie wiem, jak ty tam, ale ja do przodu cisnę
Wolę się pomęczyć czasem niż iść na łatwiznę
Dumę niech noszą za mnie rodzice nie bliznę, nie bliznę

Zobacz!
Zobacz! z każdym dniem maleją szanse
Spójrz! tracimy kontrolę nad tym wszystkim
Nie ma, na co czekać przekaż to swoim bliskim
Nie ma, na co czekać przekaż to swoim bliskim

Zobacz! z każdym dniem maleją szanse
Spójrz! tracimy kontrolę nad tym wszystkim
Nie ma, na co czekać przekaż to swoim bliskim
Nie ma, na co czekać przekaż to swoim bliskim
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo