Popularne piosenki. Polski Hip Hop

właśnie tak, o , to dla moich mord(moich mord) , to dla moich mord(moich mord) , to dla moich mord(moich mord), czaisz?

To dla ziomali , z całej Polski za granic , jedno niebo nad nami, to dla ziomków dla moich mord(moich mord...)
To dla ziomali , z całej Polski za granic , jedno niebo nad nami przyjaciele którzy są jak plaster na ranę Wam dedykuję to nagranie.

*Brahu
Siemano mordy , to znowu Brat na bicie rap unosiciel
Cóż roznosi nas życie , po mapie świata
Kiedyś chodziłem teraz muszę latać, żeby zrobić krówkę albo blanta
Era taka , że albo casting albo wyspy
Trzeba trzymać się przede wszystkim
Czy zyski czy ich brak , pierdole to!
Najbardziej mi tu ich brak co daleko są.

*Fu
Jeden za wszystkich , wszyscy za jednego
Pozdro dla Tonego i dla ryszar jego
I pozdro dla ekip które w miejscu nie usiedzą
Swoich spraw i biznesu jak oka strzegą
Gdzie teraz jesteś, już zniknąłeś kolego
Globetrotter i dziewczyno bo mapę podaj
Ten świat jest Twój , a ja mówię Ci ziomal
W każdym miejscu na ziemi siła mocna na konar
To siła więzi ziom , wszechobecna jak dolar
Ceniony jesteś za szczerość jak Almodovar
Może już niedługo wypijemy jakiś browar
Pogadamy o tym co było kiedyś, co było wczoraj

*Pono
To Koras za pomyślność , wszystkich tych co w nas uwierzyli
Oraz za każdego tego co się jednak pomylił
Za to co żeśmy przeżyli , i za to co jeszcze przed nami
Za to wszystko , odkąd byliśmy dzieciakami
Wszyscy się zastanawiali , co z kogo kiedyś wyrośnie
Nie przejmowaliśmy się tym wszystko było proste
Dziś na to wszystko każdy z nas inaczej patrzy
I to dla każdego tego dla którego to coś znaczy
Ile razy te stare czasy wspomina każdy z nas
Ile razy obrazy przed oczami mamy z tych lat
To dla wszystkich ziomali , co pozostali w pamięci
Dla Was wszystkich za to wszystko ZIP Brahu Brat.

Ref.
To dla ziomali , z całej Polski za granic , jedno niebo nad nami, to dla ziomków dla moich mord
To dla ziomali , z całej Polski za granic , jedno niebo nad nami przyjaciele którzy są jak plaster na ranę Wam dedykuję to nagranie.

*Sokół
Rozejrzyj się, każdy ma inną rzeczywistość
To samo niebo , inaczej jawi się turystom
Inaczej za krat się na nie patrzy , inaczej z plaży
Jedno niebo ma dla nas miliony twarzy
Nie ważne dzisiaj , z jakiej Ty jesteś branży
Teraz nie ważny jest konflikt każdy
Toast z nami wznieś , jeśli tylko masz chęć
Bo jak jesteś w porządku nie ma co się trząść
Warszawa, Gdańsk , Poznań i Wrocław też
Bratysława , Moskwa , Nowy York czy LA
Pod jednym niebem , tu jest noc a tam dzień
Jedna miłość , Wasze zdrowie , Sokół cześć!

*Koras
Mój syn biega po mieszkaniu , bawiąc się CD krążkiem
Dziewczyna , leży na spaniu i czyta książkę
Jazz leci w radiu , deszcz pada na dworze
Jest chwila na refleksje wiesz ?
Myślę sobie o ziomalach których los rzucił w różne części świata
Większość szuka szczęścia tam gdzie się opłaca
Maniek tęskni za rodziną więc niebawem wraca
Artek ściągną do siebie już trzeciego brata
Jacek S po kilku latach , wyskoczył wreszcie
Kuba przyszedł z dziadkiem jak graliśmy u nich w mieście
Różne miejsca , a Ty wiesz, nad nami jedno niebo
U mnie jest jak jest , do zobaczyska kolego!

Ref.
To dla ziomali , z całej Polski za granic , jedno niebo nad nami, to dla ziomków dla moich mord
To dla ziomali , z całej Polski za granic , jedno niebo nad nami przyjaciele którzy są jak plaster na ranę Wam dedykuję to nagranie.

Teraz razem różne strony świata połączymy
To jest nasz sposób , wpływ na treści wniosków
Łączy nas muzyka , nie żadne układy
Jedna miłość , cel i pasja
Pozdrawiam wszystkich graczy , których rap wychował
wielu ludziom , z góry im dziękuje
Na całym świecie przecież są dobre żachaje
Zjednoczony rap , zjednoczone miasta
zjednoczony rap , zjednoczone miasta
zjednoczony rap , zjednoczone miasta
zjednoczony rap , zjednoczone miasta
zjednoczony rap , zjednoczone miasta...
Do chwili kiedy umrę
biorę życie jakim jest choć bywa trudne
ciągle pochłonięty przez tematy brudne
biorę je jakim jest, biorę je jakim jest

Do chwili w której przyjdzie mi w kalendarz kopnąć
jointy wokół będą płonąć cipki będą moknąć
mam w furze z tyłu dwie, już rozbierają się
co chodzi im po głowie wiem one wiedzą czego chcę
moja ekipa do klubu wbita
tego wieczoru nie ma opcji żeby była lipa
mamy ze sobą dużo zioła dziewczyny dookoła
jeśli chcecie się zabawić to podbijcie do nas
chcę żeby skumała mój myślowy skrót
whisky cola lód na dziąsłach czuję chłód
brak mi tchu kiedy kręcisz nią tak
żadna inna nie ma w sobie tyle ognia
przymykam oczy wyobrażam sobie nas
sam na sam mała pokaż na co cię stać
chcę zabrać cię na kwadrat
na całą noc nie na kwadrans
dziewczyno bez kitu z nieba mi spadłaś

[x2]
Do chwili kiedy umrę
biorę życie jakim jest choć bywa trudne
ciągle pochłonięty przez tematy brudne
biorę je jakim jest, biorę je jakim jest

Do chwili w której jebnę w ramę
gęby moich ludzi roześmiane, nie ma czasu na lament
ziomek jedziemy dalej lolki baty bongi skręty
wszyscy moi ludzie każdy grubo *****nięty
moje życie to spontan szalone jak bonton
walimy sabotaż w klubie co sobota
rzucam siano do puli hazard pochłania raz
rzucam kości na stół i czekając zgarniam ten hajs
ziomek żyję tak jak by ten dzień
miałby być tym ostatnim a jeśli tak będzie
Boże daj mi stanąć jeszcze raz na szczycie
chcę ostatni raz spojrzeć stąd na swoje życie
nie chcę żałować nic więc robię to co
przychodzi mi na myśl całym dniem całą nocą
nie wiem jak najłatwiej ci to wytłumaczyć
po prostu żyjesz tylko raz potem tylko straszysz

[x2]
Do chwili kiedy umrę
biorę życie jakim jest choć bywa trudne
ciągle pochłonięty przez tematy brudne
biorę je jakim jest, biorę je jakim jest
Wiesz, co się liczy?
Szacunek Ludzi Ulicy, ludzi ulicy.
Wiesz, co się liczy?
Dla was rap ćwiczy, to dla całej miejskiej dziczy.

1.
To dla wszystkich naszych ludzi,
którym ten rap się nie nudzi, czas się obudzić,
by wyjaśnić co trzeba, dla chujowych rapów gleba,
trochę piachu ich nie ma, znów się odzywam,
gdyż zachodzi potrzeba.
Popowe popierdółki, które emitują radia,
tak jak oni, skurwiałe ode mnie dla nich pogarda.
Nadal mamy farta, nadal sprzyja nam karta
w rękawie wciąż Asy, to nie sprzedać się dla kasy.
I mnóstwo pracy, to studia, ulice, niebezpieczne życie
znam je żadne odkrycie, dzisiaj na bicie
otwarcie, nie skrycie, opowiadam to przeżycie,
zapierdalam, za przeżyciem.
Idę słuchać zdarzeń, nie nadążam by notować,
nadal jest hardcore, kocham, nie nawidzę, zobacz.
Ja nie będę się hamować za cenę popularności,
zero populizmu, raczej duży procent złości.
Jesteśmy chamscy, prości, tak szczekają żałośni,
którzy nie dorośli nawet nam do pięt, chuje zazdrośni.
Dużo miłości dla ludzi i tych miejsc, w którym zdarza się być
i nie po to by mieć.
Dziś mówię cześć, każdemu kto zasłużył,
każdemu co nie stchórzył, który dobrze mi wróżył,
podczas nie jednej burzy podał pomocną dłoń,
a nie celował mi w skroń, więc Boże wszystkich nas chroń.
Nawet, jeśli rzadko proszę, jak PB nadzieję niosę
i dzisiaj dołoże do tego moje trzy grosze.

Ref.
Wiesz, co się liczy?
Szacunek Ludzi Ulicy,
P do N, kreska, bez tego zostajesz z niczym.
Wiesz, co się liczy?
Szacunek Ludzi Ulicy, dla was rap ćwiczy,
to dla całej miejskiej dziczy.
Wiesz, co się liczy?
Szacunek Ludzi Ulicy.
Wiesz, co się liczy? Wiesz, wiesz, co się liczy?

2.
Miastem rządzi mafia, to do mnie nie trafia,
bo po drugiej stronie barykady ziomek będzie lepiej
i ten co klepie biede szybko znajdzie tu robotę,
jebać chołotę, która z psami w komitywie,
tak groźnie okiem łypie, bo się naoglądał filmów,
ty Benny Blanco z bronksu, szybko zrzucę Cię z ringu.
Dziś na dopingu, nadmiar testosteronu prawdziwy rap dla ulic,
aż do samego zgonu, dosłownie powtarzam się porażkami nie zrażam,
sukces artstyczny, kurwa, bez komentarza.
Bo recezję mi wystawi każdy Viertel i podwórko,
każdy winkiel i tak w kółko życie kręci się jak winyl,
na trzydzieści trzy i pół obroty to wrzucimy.
Szacunek dla tych ludzi, którzy musieli się trudzić
żeby wyjść na powierzchnię, poczuć powietrze rześkie,
spokojny sen, rodzinne życie bez scen i przyjaźnie bez sciem,
to sobie wszystko ceń.
Broń tego dzielnie, broń się, bij wrogów celnie,
Poznań miasto dzielne, to jedyne dla mnie miejsce,
pieprzę groteskę jak instytucje miejskie,
społeczeństwo co nie chce zmiany na lepsze,
wyrastając w konfidenctwie, na nic was nie będzie stać
umiecie tylko dać, z dupy strzelić, kurwa mać.
A tu trzeba, se ułożyć powolutku plan następny,
jak Glon pieprzę ból R.A.P., trzeba być dzielnym.

Ref.
Wiesz, co się liczy?
Szacunek Ludzi Ulicy,
P do N, kreska, bez tego zostajesz z niczym.
Wiesz, co się liczy?
Szacunek Ludzi Ulicy, dla was rap ćwiczy,
to dla całej miejskiej dziczy.
Wiesz, co się liczy?
Szacunek Ludzi Ulicy.
Wiesz, co się liczy? Wiesz, wiesz, co się liczy?

3.
To miasto penerami wypełnione jest po brzegi
nawet słabe składy mają prawo się tu cenić,
w pewnym sensie mój styl życia to jest wciąż ten sam nielegal,
bo ja wiem kto się tu sprzedał, tytułował się kolega.
Beef za beef'em, tak to idzie, chociać twórczość nie na dissach,
nie lubiano kiedyś Rysia jak w Stanach Jadakiss'a,
a ty, jeśli chcesz mnie skreślić, chuja walisz,
mówię jeśli, będę niczym skurwiel, najgorszy jak Joe Pesci.
Nawet bez ferajny, tylko ja adrenalina,
nikt nie zatrzyma furiata, znów zadyma.
Miasto w ryzach nas trzyma, miasto, które ma klimat
plus styl i klasa, kasa, miasto zaprasza,
suki też pierwsza klasa tak jak siostry Williams w deblu,
wciąż stanowie temat plot na tym, jebanym osiedlu.
Jedna gra zmieni świat na przestrzeni tych lat
i to każdego z nas, dziś jestem z tego rad,
tylko słowa prawdziwe, bo frajer da fałszywe
nie oprę swej kariery o beef przez jakąś ksywe.
Styl miejski, nie wieśniacki, wiem, że jestem chamski
na ulicy nie wyłapię za przysłowiowy damski,
nie kumasz mojej jazdy, więc się nadal z tego śmiej,
nie jestem słodziutki niczym rap for tej, hej.
Uliczna sława, która dumą napawa, od charakternych brawa,
a krytyka od gamoni, czas ich rozgonić,
niech wracają do zagród, na wsie niech nie robią
obciachu, naszemu miastu.
Psy, znów mi mówisz - cham, stój - tak nie można, wierz mi Darku.
Jeśli nie my tych leszczy, to kto zwróci honor miastu?

Ref.
Wiesz, co się liczy?
Szacunek Ludzi Ulicy,
P do N, kreska, bez tego zostajesz z niczym.
Wiesz, co się liczy?
Szacunek Ludzi Ulicy, dla was rap ćwiczy,
to dla całej miejskiej dziczy.
Wiesz, co się liczy?
Szacunek Ludzi Ulicy.
Wiesz, co się liczy? Wiesz, wiesz, co się liczy?
REFREN
teraz telefonów nie odbieram, wybacz
jestem przecież taka bardzo zajęta, chyba
nie oddzwonię do ciebie pewnie wcale, ale
zostaw wiadomość po sygnale

nie ma mnie w okolicy i w pobliżu, gdzieś
nie mam żadnych darmowych minut, wiesz
pewnie nie mam telefonu wcale, ale
zostaw wiadomość po sygnale

ZWROTKA
i niby wczoraj się ze mną umawiałeś
ale to było wczoraj, a dzisiaj
zostaw wiadomość po sygnale
i tylko żebyś sobie nie myślał

i niby po co dałam ci swój numer
stukasz te cyfry i próbujesz dalej
i słyszysz znów przy kolejnej próbie
to co już tyle razy słyszałeś

REFREN

ZWROTKA
szukałeś wszędzie tam
gdzie możnaby mnie zastać
myślałeś 'już cię mam'
a to nie byłam ja

dzwoniłeś w tyle miejsc
nikt nie wie jak mnie znaleźć
nie, nie poddawaj się
zostaw wiadomość po sygnale

ŁONA
ej, lilu, nie wiem czy to pech czy wirus
że ty nie odbierasz a ja tracę resztki stylu
może padł ci telefon, ot kiepski wyrób
a może wpadł ci do kawy to go weź i wyłów

mój nadziei promyk kompletnie zgasł
i próbuję się dodzwonić chyba już setny raz
i w głowie mi się plącze od tych odtrąceń
odkąd pnie się pnącze odebranych niepołączeń

sprawdź jak sączę cienkim głosem
lilu, proszę cię odbierz, proszę cię oddzwoń lilu, proszę
chcesz bym doszedł do tego, że zacznę dzwonić do tych budek w łodzi
koło których mogłabyś akurat przechodzić

czemu ty mi robisz tak wbrew
że klnę plugawymi słowy jak szewc
i zapewne tylko wtedy mniej bym klął
gdy zamiast sekretarki usłyszałbym
TWISTER 'ou'

REFREN
Uważaj człowieku kto po drugiej stronie stoi
Bo wszędzie wuchta gnoi, kurwa fałszywych ludzi
Którzy chcą się dobrać do twojego gardła i udusić
Ej, nie bądź naiwny, słuchaj, nie ufaj wszystkim
Bo twoje nieszczęście dziś jest pokarmem dla innych
Dzisiaj robią krzywdę jutro udają niewinnych
To ludzie o dwóch twarzach, bez charakteru, zasad
Umieją manipulować, wiedzą, kiedy się wycofać
Nie bądź podejrzliwy, lecz mniej oczy dookoła
Dziś najlepszego kumpla możesz mieć za wroga
W każdym człowieku trochę diabła trochę Boga
Więc uważaj z kim rozmawiasz, komu podajesz rękę
Nie chwal się wszystkim, jak dziecko wszystkim
Tak jak przed psami trzymaj język za zębami
Zazdrość nie ma granic, są tacy co mogą zabić
Ludzie dziś jak lisy, jak wilki, jak hieny
Niejeden sfiksował dla pieniędzy i kariery
Frajery ci co w tym bólu szczęścia szukają

Uważaj! uważaj! kto po drugiej stronie stoi
Bo nie każdy, nie każdy, kto obok jest w porządku
Dobra mina do złej gry zaufanie budzi
Nie bądź naiwny, to o ludziach dla ludzi
[tylko tekstyhh.pl]
Uważaj! uważaj! kto po drugiej stronie stoi
Bo nie każdy, nie każdy, kto obok jest w porządku
Dobra mina do złej gry zaufanie budzi
Nie bądź naiwny, to o ludziach dla ludzi

Stoję pod blokiem i rzucam okiem
Konfidenci patrzą z okien, czają co się dzieje
To ci, którym na co dzień mówisz - dzień dobry
To im przeszkadzają na ławce przy browarze
Łyse głowy, tatuaże, zaraz zobaczycie
Tak, zaraz wam pokażę, zaraz dzwonię po policję
A my - dzwoń sobie, dzwoń, no co przyjadą
Spiszą i odjadą, zazwyczaj tak się kończy
Wielu wiele traci przez swoją naiwność
Niejeden się bogaci na twym zaufaniu
Nie bądź za dobry, bo poczujesz jak w [?]
Ty uśmiechasz się do mnie, podchodzisz, podajesz rękę
Jak najlepiej życzysz, po oczach widzę - szydzisz
Nie umiesz żyć w zgodzie, być szczerym, no powiedz
Przed chwilą ze mną piwko piłeś teraz dupę rąbiesz?
Szacunek za szacunek, frajerstwo za frajerstwo
Życie dało mi kolejną lekcję - spadaj, znać cię nie chcę

Uważaj! uważaj! kto po drugiej stronie stoi
Bo nie każdy, nie każdy, kto obok jest w porządku
Dobra mina do złej gry zaufanie budzi
Nie bądź naiwny, to o ludziach dla ludzi

Uważaj! uważaj! kto po drugiej stronie stoi
Bo nie każdy, nie każdy, kto obok jest w porządku
Dobra mina do złej gry zaufanie budzi
Nie bądź naiwny, to o ludziach dla ludzi

Uważaj! uważaj! kto po drugiej stronie stoi
Bo nie każdy, nie każdy, kto obok jest w porządku
Dobra mina do złej gry zaufanie budzi
Nie bądź naiwny, to o ludziach dla ludzi

Uważaj! uważaj! uważaj! uważaj!
Uważaj! uważaj! uważaj! uważaj!
Brud, seks, dewiacja, śmierć..
To wędrówka przez brud, seks, dewiacje, śmierć
w biurze podróży wiesz je nie kupią, wygodnie usiądź
ona uważa to za mechaniczny akt,
on czuł już jej strach w szkarłatnych snach
w kałużach oleju powoli ją topi
fizyczny wstręt, te jego oczy
to typ z tych którym zazwyczaj odmawia
redukują ją do otworów w środku ciała
ostatni klient, bo pada z nóg
dzień w dzień od roku a przyjechała tu na kciuk, autostopem
miasto potrafi być okropne
przez te noce wygasł popęd i życia błysk
jak każdy Ikar spadła na pysk
OOo ma co do niej swój plan
uderzyć tępym narzędziem w zgięty kark
tym czasem czuje po poprzednim kliencie
kwaśno-słodkie tudzież gorzkie napięcie
zlizuje z wnętrza jej ud stróżkę potu
na wargach lubi czuć dziwny nie pokój
choć jest dla niego gnidą ludzkiego rodzaju
haremową diwe chce zabrać dziś do raju

obejmuje go udami gdy on pluje jej do ust
obelgami głaszcze, gniecie biust
choć ma w sobie pięciomiesięczny płód
nie zobaczy jutra - to ostatnia kamasutra

marny kochanek ma kilka atutów,
fasony w samochodzie do wywabiania trupów
dłuto i nóż, który jak w masło wejdzie
do tego ból, najdoskonalsze narzędzie
ją już to nie bawi, widać po jej twarzy
gdy mówi że za rok odmówi za nią kadysz
a złogi tłuszczu, które nazywa ciałem
zamieni w lepkie ochłapy, zwyrodnialec
dziwka chce uciec, nie ma którędy
uśmiech rozpaczy ukazuje sztuczne zęby
kraina chorób, śmierci jej fatum
serce odmierza kadencje rosnącego strachu

cios wygina kręgosłup, oczy stawia w słup
nie czuję już stóp,
dłutem w kark orzeknie coroner
nie miała nic na swoją obrone
dwanaście godzin temu patrząc na trupa powie
hemoliza utrwalone plamy opadowe
dla oprawcy to nie są rzeczy nowe
z jego ręki jej głowa bierze rozwód z tułowiem
obcy ból, obcy strach, obcy wstręt
krew tryska na plakat Sharon Tate
od łona robi cięcie aż po mostek
zna to dobrze jak dewot Pater noster
może docenisz teraz jej piękne wnętrze
a ona odda Ci serce w dobre ręce
gdy krwi skrzepy zalepiają jej plecy
truchło zdradza przed nim sekrety
brandzluje się nad nim a jego lewy but
wyciska powietrze z jej nieposłuszych płuc
dziecko z bebechów wrzuca do klozetu
to miejsce poznaje dziś dzieje grzechów
w tle jego uśmiechu wymowna scena
śmierć zasypiana zamiast narodzin budzenia
z miną świętego wychodzi z bloku
w kieszeni pukiel włosów, kiep zgaszony w oku
w szoku, prasa o tym "koszmar"
nie jeden przeczyta pijąc kawę do tosta
narzędzia do garażu z domu zabierze
w każdym z nas czai się jakieś zwierze
w bólu pod skorupą bródu jej twarz zastygła
nie skończyła pracy, która dawno obrzydła
ludzkie współczucie i łzy warte są tyle
co jej krzyk w godzine śmierci, bez znaczenia
Ja ci pokażę jak smakuje ten syf
Polskie dissy nie smakują jak prawdziwy bit
Wchodzisz do rapgry tylko ostrożnie
O nas dowiesz się z gazet, nie wyczytasz tego z książek
Podwórko powie ci w którym bloku mieszkam
A skąd wiedzą? bo kurwa jestem tu od dziecka
Kolo w sklepie powie ci co lubię pić
Szafa jaki kolor lubię, a dziewczyna eee
Ludzie na koncertach ile wydałem płyt
A moje wyro i Play'ak gdzie kocham gnić
Ja ci pokażę wersy, które mogą pozamiatać
Wszyscy ręce do góry, to jest napad
Nie musisz się już skradać, ja wjechałem bez ogródek
Moja linijka to mistrz świata, twoja to baba z chujem
Już się nigdy nie poczujesz tak jak przedtem
Co wieczór musisz włączyć tę płytę przed snem
Pokażę ci obrazy lepsze niż Michał Anioł
Ja ci pokażę nawijkę i życie z pasją, ej

Chcesz czy nie chcesz tak czy siak ci rap pokażę
W studiu z tekstem czy bez, chwilę banger jest solarzem
Wiesz ja mam to coś, nikt mnie tego nie uczył
A te rymy to deszcz, który kończy czas suszy
Spodziewaj się powodzi ziom i to nie będzie klęska
WWA ulicy sztuka tłusta jak ser Rubensa
I ten sam wokal co słyszysz na bicie
Plus prawdziwe historie, które pisze nasze życie
Ja wam pokażę, ty czytaj JWP
Siła nie w rynkowych chwytach lecz w solidnej nucie
Moim azymutem szyld nie tylko ten w samarce
W walce o lepszy byt mam ten spryt i mocne punche
Tak to wygląda Bez Cenzury od nas prawda
To nie bezsens, bzdury, każdy wers to udowadnia
Nie ściszaj radia tylko daj to głośniej
Dzięki takim jak my wiesz, że rap w siłę rośnie

Ja ci pokażę wersy wybuchowe jak dynamit
Zwijaj swój kramik, teraz Onar cię karmi
Z sąsiedztwa historiami brudnymi jak te podwórka
Orginalnymi jak ta kurtka, weź stój
Ja ci pokażę jak wraca się z zaświatów
Jak nawinął Ciech witaj w krainie chujowego rapu
Gdzie w chuj wack'ów próbuje się panoszyć
Zamiast pisać dobre wersy kupują dobre prochy
Zamiast pisać punchline'y, piszą - jestem fajny
A są sztuczni i sztywni jak kurwa Barbie
Ty się zajmij lepiej swoją lalką
Uważaj, bo jak ją przygryziesz wyleci przez balkon
Ja ci pokażę słowa celne jak snajper
Się wpierdolę i rozjebię całą twoją bajkę
Zrobię bajzel na planie twego klipu zobaczysz
Się wyluzuj, bo wyglądasz jakbyś połkną patyk
Zero gestów, ideologie, ale łapczywi
Zdemaskuję was i się okaże kto jest fałszywy

Ja ci pokażę jak smakuje ten syf
Ludzie na koncertach
Podwórko powie ci jak smakuje ten syf
Wszyscy ręce do góry
Ja ci pokażę jak smakuje ten syf
Ludzie na koncertach
Podwórko powie ci jak smakuje ten syf
Powie ci
Siedzę w słońcu mierzę świat
Karkołomnym pędem lat
W ustach krąży dymu smak
Ja płonę

Kolejne pokolenia zemsty
Życzę Ci powodzenia jeśli tożsamość zamieniasz w prestiż
Umysł tym tętni, agresja przynosi ulgę
Jeszcze sam się nie domyślasz czym tu grozi ten burdel?
Wybacz, że Cię karmię historiami niespełnionych karier
Sam nie wiem kiedy ziemia się tu pode mną zarwie
Kocham, robię rap, nie zabijam, nie kradnę
Powoli czas przepływa przez palce
W mediach mówią haruj, w pracy zapierdalaj
Dla tygodnia wakacji zdrowiem płacić za awans
Są tacy, których zbawia jeden tysiak na rękę
I są tacy, którzy widzą ten sam tysiak w t-shircie
Na tysiaka w kopercie również znajdziesz odbiorcę
I dla tego tysiaka ktoś Cię walnie pod kioskiem
I tak Twoim kosztem idzie postęp w tym mieście
Amerykański sen z zawałem po 30-stce

Wchodzi człowiek, mówi mi
Na ulicach gwałt i krzyk
Idzie nowe całe we krwi
Ja płonę

Jedno życie z jednym sercem, jedno bicie w jednym tempie
Póki los tętnice przetnie, te ulice we śnie nie bywają tak wrogie
Jak to, co spotkasz w mieście przez przypadek pod domem
Wybrani na co dzień, też chciałbym się tak czuć tu
Utrzymywać luz w chuj nawet gdy nie ma kruszcu
Znasz temat rachunków, śmierć zagląda w oczy
Przez presję rachunków niejeden z okna skoczył
Niewiele można zrobić wobec desperatów
A jeśli mam tu polec to wolę na hamaku
To nie Dziki Zachód raczej zimny Wschód
Gdzie młodość nam spierdala jak od sznycli głód
Masz policji smród, chcesz być mendą, zapomnij
Zamiast chronić te pizdy dają wpierdol bezdomnym
Ty nie pierdol, bo skończyć możesz tu dziś tak samo
A jest czas kiedy świat tylko raz mówi dobranoc

Wchodzi człowiek, mówi mi
Na ulicach gwałt i krzyk
Idzie nowe całe we krwi
Ja płonę

[x3]
Chcę być dobry
O tym wiem
Ale we mnie jeszcze płonie gniew

Chcę być dobry
O tym wiem
A więc muszę w sobie spalić cały gniew

(Nikodem po wizycie u matki udał się na spotkanie ze zwierzchnikami w celu dokonania transakcji, miało to miejsce w Łodzi na terenie opuszczonych zakładów Elty przy ulicy Szczecińskiej, nie jestem w stanie przedstawić państwu jak wyglądała ta wymiana i to spotkanie, możemy jedynie przypuszczać, że to co się tam wydarzyło miało kolosalne znaczenie nie tylko dla samego poszukiwanego, ale i dla zleceniodawców)
Efieszet i jego bla bla bla styl
Efieszet i jego bla bla bla styl
Aha i jeszcze raz.

Ja nie mówię głośno o pieniądzach,
O pieniądzach nie mówię wcale,
Kiedy Ty otwierasz usta,
Ja do nosa pcham swój wielki i krzywy palec.
Efieszet jak tam pieniądze nie trzymają mnie się wcale
Opadają, wypadają stale, nie wlatują do kieszeni.
Ja czekam masując łeb,
Czekam, aż w tym temacie coś się zmieni.
Pytanie: dlaczego, gdy chcę być mi płacił
Ty spuszczasz wzrok, patrzysz się,
Wypatrujesz dziury w całym,
A płać mi za to, co robię,
Płać ja tym żyję, patrzę się krzywo,
Ja czystą wodę piję,
A mi potrzebne są najdroższe wina,
Ja czekam na deszcz, ludzie czekają na deszcz,
Co wzbogaci nas jak trzeba.
Wszyscy patrzą w górę z rękoma w kierunku nieba.
Dziś o godzinie dwunastej pieniądze będą lecieć z nieba.
Wyobraź sobie lecą dzień cały non stop, prawdziwa ulewa.
Pieniędzmi zasypane drogi, domy, zasypane drzewa.

Efieszet powiedz czy Ty wiesz,
Czy pieniądze będą spadać jak deszcz,
Będą wpadać prosto do kieszeni
Jak huragan jak deszcz .
Powiedz czy Ty wiesz.
Efieszet powiedz czy Ty wiesz,
Czy pieniądze będą spadać jak deszcz,
Będą wpadać prosto do kieszeni
Jak huragan jak deszcz .

A teraz brudno, syf na ulicach
Za szybami świecą klejnoty,
Wystają z gabloty, nawet kibel złoty.
A otwierają z hukiem szampana,
Przelewa, przelewa się wino czerwone,
Bawi się elita cała,
Wszyscy to zawsze nie ja, ja to nie wszyscy.
Chodzę drogami, które omijają Was z daleka.
Skromnie pije wodę z pogniecionej butelki,
Jakakolwiek złość uchodzi ze mnie jak z wody bąbelki.
Czekam, wystawiam kapelusz,
Gapię się w niebo, nie wiesz, dlaczego aha
Ty wiesz, dlaczego aha
Ja wiem dlaczego o o o

Efieszet powiedz czy Ty wiesz,
Czy pieniądze będą spadać jak deszcz,
Będą wpadać prosto do kieszeni
Jak huragan jak deszcz .
Powiedz czy Ty wiesz.
Efieszet powiedz czy Ty wiesz,
Czy pieniądze będą spadać jak deszcz,
Będą wpadać prosto do kieszeni
Jak huragan jak deszcz .
Jak huragan jak deszcz.

Pieniądze lecą z nieba.
Uwaga! Pieniądze lecą z nieba
Jak huragan jak deszcz.

A więc racja teraz mówię głośno o pieniądzach,
O pieniądzach, bo nie widzę ich wcale,
Choć wpatruje się w niebo,
Gapie się w niebo ładnych godzin parę.
Niech lecą, proszę niech spadną jak grad.
Niech spadają z nieba przez parę ładnych lat,
Rok może dwa, jak na razie nic nie pada
Nic nie leci z nieba, puste niebo.
Ja wznoszę swoje ręce, więc dlaczego
Niech leci ulewa, spada z nieba.
Proszę właśnie teraz.
Efieszet i wszyscy na raz błagalnie wznoszą swoje ręce,
Niech pada, niech leci na nas więcej, więcej.
Wpada w moje łapy, uwaga zaczyna się
Wszyscy z głowy czapy.

Efieszet powiedz czy Ty wiesz,
Czy pieniądze będą spadać jak deszcz,
Będą wpadać prosto do kieszeni
Jak huragan jak deszcz .
Powiedz czy Ty wiesz.
Efieszet powiedz czy Ty wiesz,
Czy pieniądze będą spadać jak deszcz,
Będą wpadać prosto do kieszeni
Jak huragan jak deszcz .
Jak huragan jak deszcz.

Chciałbym żeby kasa wypychała moja kieszeń. x8
Wypychała moją kieszeń. x3
Ref. x2
Upadek, popatrz ludzie wokół upodleni
Jednym tak się ułożyło inni chyba tak chcieli
Opisuje sytuacje tu na naszej polskiej ziemi
Może jestem naiwny ale nie trace nadziei

1.
Mężatka z obcym zgredem po pijaku idą w bale
Zwiedzili w ten sposób wiele spelun i toalet
Nie widzą swego upadku , widzą w sobie dużo zalet
Mam się śmiać czy płakać ?
Czy to pogrzeb czy kabaret ?

Patrze na dzieciaka na gangstera mknie na fali
W podrubach naszych ubrań zajebani pseudo-fani
Małolatka rżnie się za kase bardzo tanio
Kilku równieśników w szkole poszło by w ogień za nią
Ona z obcym zgredem się ruchała dzisiaj rano
Co będzie o tym myśleć jak już będzie starszą panią
Piętnastolatkowie z dobrych domów ćpają koke
Przecież perspektywy mieli przed sobą szerokie
Młodsze dziewczyny są chętne i mają gardła głębokie
Może nie jest to mój problem lecz pisze bo spać nie moge
Ich rodzice z braku czasu wciąż nie mogą do nich dotrzeć
Nie chcą widzieć że ich dzieci już szykują własny pogrzeb
Oni swoje życie wciąż prowadzą rym kariery
Serce ich córeczki gubi rytm i łapie szmery
Gdzie indziej małolaci ostre ekipy tworzą
Jeden z nich się rozjebał, dalej razem z nim się wożą
Może oczy otworzą lecz jak dla mnie już za późno
Bez zastanowienia chuj w nich wbijam tu na lóźno
I choć jak o tym myślę to robi mi się smutno
To niektóre rzeczy trzeba skwitować krótko

Ref. x2
Upadek, popatrz ludzie wokół upodleni
Jednym tak się ułożyło inni chyba tak chcieli
Opisuje sytuacje tu na naszej polskiej ziemi
Może jestem naiwny ale nie trace nadziei

2.
Opowiem ci skąd ja to znam
Skąd się bierze tu ten chłam
Wyłam ludzi którzy mieli w życiu przecież wiele szans
Jeden raz możesz tylko stąd odejść
Nie prowokuj sytuacji które ciążą na tobie
Póki jesteśmy młodzi , nie czas taplać się w grobie
Stań na przeciw chorobie , porządek zrób w głowie
Życie cie testuje , ciebie tylko stać na mało
Ziomek omal nie dostrzegasz upadku , będzie bolało

Upadek , jaka droga do niego prowadzi ?
Z jakich powodów ziomek planuje cie zdradzić ?
Czemu matka zaczyna mieć gdzieś dzieci swe ?
Kiedy stają się dorosłe i czy wcześniej już są złe ?
Na jakiej jesteś drodze , czy upadek czeka Cie ?
Czy przyszłość widzisz jasno czy starasz dojrzeć we mgle ?
Kiedy z pożądnego gościa robi się ćpun i pijak
Kiedy masz wszystko gdzieś i wszystko odczuwasz nijak
Świat muzyki...kina, sportu...polityki
Świat seksu...narkotyków

2005 uwierz był gruby
pe ćwiczył huculskie łamańce kozackie prysiudy
bita pała wpędze go do grobu
na koncertach hałas cicicicipa... (próba mikrofonu)
podsumowanie sezonu początek z boxem
ten będzie jak poprzedni stawiam na Proxę
kończy Michalczewski złe wieści z Hamburga
Gołota-Brewster (dechy) niecała pierwsza runda
dla niejdnego z nas nie ma już jutra
Richard Pryor Luther Vandross Gołaś Grubba
Tookie Williams nie pomogło Redemption
Kenneth Lee Boyd jako tysięczny kara śmierci
2 kwietnia zamiera świat 6 dni później
wiatr zamyka świętą księgę na cedrowej trumnie
Nostradamus czytaj między wierszami
koniec świata coraz bliżej w ogniu stoi Paryż
Wieża Eiffla będzie wkrótce minaretem
u nas w sejmie pierwszy mulat Andrzej Lepper
pobożna lewica aż przyłóż do rany
gwałt na dziwce eurodeputowany pozwany
mamy ich dwóch u sterów dobrana para
z jednej strony z jednej partii jednego jaja
nawijanie o nich jak zabawa ogniem lontem
co na to Ted Kaczyński alias Unabomber
faksymile pr czarny
ćwierćwiecze w rozkładaniu kraju solidarnych
co dziś zostało z ich starego programu
odciski na umysłach od styropianu
w łódzkim CBŚ znikają narkotyki
Niemczyk złapany w Interpolu wnyki
afera Starachowice to już jest normą
kiedy możesz kupić nawet ustawę sejmową
Sikora wyskakuje spłacony dług
prawie milion dla chłopaka z Poznania od psów
100 lat Las Vegas Mahagonny idzie z kartą
stół zielony przepasany czarną szarfą
to jest jak w życiu kiedy rzucone są kości
bez wyjścia litości Selwa na wolności
Papa Dance i Kombi odgrzane kotlety
Big Cyc łapie temat moherowe berety
Sami Swoi żygam (Wiśniewski) ta przestrzelona strzyga
news dla bezguścia wolna Mandaryna
Kaja Paschalska mała czikulinka
serialowa sucz ponoć sypie się jak choinka
tajne loty tortury CIA więzienia
w nagrode ucieta wizowa loteria
zwycięzkich zdrajców historia nie ocenia
prochy Kuklińskiego na polskich ziemiach
Elton John wychodzi za mąż słabo?
Snoop Dogg pisze wiersz zachwycony parą
Wojewódzki Mucha apelują gej okej
wolę archaizmy pedał ciota cwel
na ciele kobiety widzę tą ohydną bliznę
Szczuka popłuczyny po upadłym feminiźmie
Cassidy za głowę spogladał zza krat
Katarzyna zmiata jazzu bluesa świat
Beata K Aniu to nie ja
sprawa Ultimo przybite 25 lat
Mobb Deep w G-Unit a może G-Unot
hieną roku został FAKT psem Shaq a jak
Jackson świętował piżama party
zamiast siedzieć za majty niewinny w procesie karnym
Shroeder i Putin narobili nam biedy
ze wschodu ma u mnie względy już tylko Pielewin
exodus na wyspy może jestem niekumaty
dlaczego Polki tam dają dupy tym ciapatym
pamiętasz Lige Mistrzów huj z Liverpoolem
teraz mówi się być zrobionym grzać ławę jak Dudek
numer jeden roku dla mnie Kate Moss
zabrał bym ją na melanż i poszedł w sztos
"wtedy życie pędzi jak poemat
trzeba tylko znaleźć dobry temat"
czysty śnieg zebrany u podnóży Andów
później napad lęków debet w banku
rok awantur disów niezłe tempo
joint z Chadą Pyskatym Osiedlowa Piękność
koncert w NY czarne Jamaica dziwki
na Queens bóle warg tylko za one-fifty
twarz się traci raz Mezo politycy
wyprowadził się z burdelu niech nie zgrywa tu dziewicy
Gay Richie wyreżyserował swój Revolver
niech porzuci film dalej rżnie Madonne
Ignor Losza Vera muzyka dla balasów
na Andrzejki dałem ojcu skręta z haszu
pamiętasz Hala Ludowa gumową dziewczynę
nocą w Cieszynie awantura rynek
później przyszedł dzień gdy stary rok się wywraca
spokojnie wstałem bez kaca 2005
Możesz machnąć ręką i powiedzieć to nie ważne,
Zebrać ślinę z zębów i zostawić ją na klatce,
Odwrócić się, jak twój cień pod latarnią,
W sobotnią noc, noc taką jak tą,
Odskocznie są tu potrzebne by nie zgasnąć,
Przemyć zimną wodą twarz, nie chciałbyś się ogarnąć?
Zachować swoją wartość, tylko dla najbliższych,
Jestem tu z Tobą, ten związek jest magiczny,
I zapominam tych których kochałem ślepo,
Człowiek jest głupi, jak jest z głupią kobietą,
Dziś jestem daleko i wierzę w przeznaczenie,
Jak w to że jestem gotów by pomóc komuś w potrzebie,
I zmienia mnie otoczenie mego życia,
Ci ludzie których szacunek był do pokrycia,
Wczoraj nie było dzisiaj, już nie patrze na te twarze,
Tych którzy byli z Tobą jak byłeś z nimi przy barze,
Są rzeczy ważne, ważą się nasze losy,
Weź los w swoje ręce, gdy masz wszytkiego dosyć,
By cele zdobyć i włożyć w to troche wiary,
Czy być szczęśliwym żyjąc z nią, zrealizujesz plany?
Bo liczą się zmiany, by nie minąć się z dobrem,
Choć świat pojebany zostawił dla nas ten problem,
I cały obłęd wokół błędnego znaczenia,
Snu, który jak nigdy był oznaką zmęczenia..

ref:
I bliźnią się rany odchodzi w nie pamięć złość,
Gdy dzień nie był tym samym, dniem była tu noc,
Gdy nie spokojnie śpiąc, budzi cie spokój i cisza,
Ta chwila w której na nowo sobie przypominasz 2x

Muszę Cię odwieźć z życia, śpisz już pewnie,
Siedzę na ławce, sam gdzieś, sam nie wiem,
Co było błędem? nie chciałem tam zostać,
Wkurwiło mnie wszystko, musiałem odreagować,
Nie chce tu zostać, próbuję zebrać myśli,
Gdzie jestem, co robię, gdzie są wszyscy?
Słyszę głos na ulicy, głowa mnie boli,
Chcę wstać powoli, wypuszczam telefon z dłoni..
Nie chcę czuć że jak czuję, wiem że wiesz o czym mówie,
Też mam problemy, które karzą mi iść pod góre,
Mi z dużym murem i ja jeden tu,
Jak mogę być pewny pod sobą czująć lód,
Tysiąc słów, gestów, miejsc i porażek,
I tyle snów, nie pamiętam kilku marzeń,
Wszystko jest raczej prawie poukładane,
I droga która prowadzi zawsze do przegranej..

ref:
I bliźnią się rany odchodzi w nie pamięć złość,
Gdy dzień nie był tym samym, dniem była tu noc,
Gdy nie spokojnie śpiąc, budzi cie spokój i cisza,
Ta chwila w której na nowo sobie przypominasz 2x

Bliźnią się rany, odchodzi złość,
Znów najebany, mam tego dość,
Nie jestem słaby, nie jestem zły,
Uwierz mi też chce tego co ty..
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo