Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Ref. x2
Upadek, popatrz ludzie wokół upodleni
Jednym tak się ułożyło inni chyba tak chcieli
Opisuje sytuacje tu na naszej polskiej ziemi
Może jestem naiwny ale nie trace nadziei

1.
Mężatka z obcym zgredem po pijaku idą w bale
Zwiedzili w ten sposób wiele spelun i toalet
Nie widzą swego upadku , widzą w sobie dużo zalet
Mam się śmiać czy płakać ?
Czy to pogrzeb czy kabaret ?

Patrze na dzieciaka na gangstera mknie na fali
W podrubach naszych ubrań zajebani pseudo-fani
Małolatka rżnie się za kase bardzo tanio
Kilku równieśników w szkole poszło by w ogień za nią
Ona z obcym zgredem się ruchała dzisiaj rano
Co będzie o tym myśleć jak już będzie starszą panią
Piętnastolatkowie z dobrych domów ćpają koke
Przecież perspektywy mieli przed sobą szerokie
Młodsze dziewczyny są chętne i mają gardła głębokie
Może nie jest to mój problem lecz pisze bo spać nie moge
Ich rodzice z braku czasu wciąż nie mogą do nich dotrzeć
Nie chcą widzieć że ich dzieci już szykują własny pogrzeb
Oni swoje życie wciąż prowadzą rym kariery
Serce ich córeczki gubi rytm i łapie szmery
Gdzie indziej małolaci ostre ekipy tworzą
Jeden z nich się rozjebał, dalej razem z nim się wożą
Może oczy otworzą lecz jak dla mnie już za późno
Bez zastanowienia chuj w nich wbijam tu na lóźno
I choć jak o tym myślę to robi mi się smutno
To niektóre rzeczy trzeba skwitować krótko

Ref. x2
Upadek, popatrz ludzie wokół upodleni
Jednym tak się ułożyło inni chyba tak chcieli
Opisuje sytuacje tu na naszej polskiej ziemi
Może jestem naiwny ale nie trace nadziei

2.
Opowiem ci skąd ja to znam
Skąd się bierze tu ten chłam
Wyłam ludzi którzy mieli w życiu przecież wiele szans
Jeden raz możesz tylko stąd odejść
Nie prowokuj sytuacji które ciążą na tobie
Póki jesteśmy młodzi , nie czas taplać się w grobie
Stań na przeciw chorobie , porządek zrób w głowie
Życie cie testuje , ciebie tylko stać na mało
Ziomek omal nie dostrzegasz upadku , będzie bolało

Upadek , jaka droga do niego prowadzi ?
Z jakich powodów ziomek planuje cie zdradzić ?
Czemu matka zaczyna mieć gdzieś dzieci swe ?
Kiedy stają się dorosłe i czy wcześniej już są złe ?
Na jakiej jesteś drodze , czy upadek czeka Cie ?
Czy przyszłość widzisz jasno czy starasz dojrzeć we mgle ?
Kiedy z pożądnego gościa robi się ćpun i pijak
Kiedy masz wszystko gdzieś i wszystko odczuwasz nijak
Lesson twenty one...

Kto pierdoli tabu narzucając reguły? OeSTeeR!
Kto mówi co myśli nie uznając cenzury? OeSTeeR!
Kto porusza tłumy? Kto szarpie za struny? OeSTeeR!
Po to, by dalej to szło i dalej to szło i dalej szło. OeSTeeR!

O jak grupowy Orgazm pederastów.
eS jak Szacunek oddany memu miastu.
Te jak Tendencje by szufladkować hip-hop.
eR jak Relikwie czczone modlitwą.
eN jak Narkotyk co wciąga i wyniszcza.
A jak Antybiotyk co ciało oczyszcza.
Zet tak jak Zgliszcza żywiołu masakry.
A jak z Akcji fakty ukazujące straty.
Wu jak Własny pogląd na otoczenie.
eS jak sumienie co w twarz się śmieje.
Zet jak Złodzieje co wykorzystują moment.
E jak Energia za mikrofonem.

Kto pierdoli nabór narzucając reguły? OeSTeeR!
Kto mówi co myśli nie uznając cenzury? OeSTeeR!
Kto porusza tłumy? Kto szarpie za struny? OeSTeeR!
Po to, by dalej to szło i dalej to szło i dalej szło. OeSTeeR!

Ce jak Centymetr mierzący świata wartość.
Zet jak Zażartość by jak najwięcej zgarnąć.
Y to niewiadoma naszej przyszłości.
Wu jak Warunki życia w teraźniejszości.
I jak Ironia losu w której się obracam.
E jak Etyka której założenia skracam.
eS jak sytuacje w których brak odwrotu.
Zet jak Zwykli ludzie stroniący od potu.
Ka jak tysiąc Kopów oddanych przez świat.
Te jak ta Twarz pod naporem spraw.
O jak Oskarżenia w których sensu brak.
Te niczym Troski od strat, a gdzie wnioski?
O jak Obóz TA, w szczególności Ostrowski.

Kto pierdoli nabór narzucając reguły? OeSTeeR!
Kto mówi co myśli nie uznając cenzury? OeSTeeR!
Kto porusza tłumy? Kto szarpie za struny? OeSTeeR!
Po to, by dalej to szło i dalej to szło i dalej szło. OeSTeeR!
Problem masz z bragga - pakuj bagaż
Trwa saga na trackach na blokach przez lata
Wciąż gadam, mam zapał, dam rapa, sprawdź drania
Bandana na baniach masz dramat oś stania
Hmm stój w miejscu
Pierdolenia o tym kto ma lepszą moc wersów
Bez przeszkód ten zespół w tym kręgu moc dźwięku
Weź stestuj bez lęku na werblu bez jęków
Mam w ręku atut
Wrzucaj płytę w głośniki całą noc weź to katuj
W chuj rapu z pułapu puść bratu lej napój
Pół na pół z wódą aż cię zetnie ze szlaku
Gram muzę na luzie tu w furze najdłużej
Na górze mur burze w strukturze odsłużę
Ha to co moje
PMM wchodzi do gry, skurwysynu co jest?

[x2]
Popatrz jestem tu inna niż ten tłum
Diamentowa dusza pośród tanich suk

Mówią, że Wężu Szczecinanin
Miasto swych narodzin za sobą zostawił
Że się wozi i tańczy jak siódema beta
Skurwysyny ocknijcie się, bo to letarg
Mówią Wężu poleciał i już nie wraca
Wracałbym gdybym miał po co wracać
Wy możecie gadać, a dla mnie praca
Jest ważna, bo mogę grać i rachunki opłacać
Grać ekstraklasa w hierarchii undergroundu
Ja zarabiam gram, a ty jaraj i tankuj
Na kwadracie studio mam, tam zgrywam wokale
Ty u siebie na chacie na necie możesz poszaleć
W górę skale Wężu daje z każdym kolejnym nagraniem
Jak kielony w górę daję kiedy wódę walę
Mym zdaniem na amen bark w ramię, rap w bramie
Na kolanie składam zdanie mocno pojechane
Mam patent, mam talent, dam radę, bo stale
Mam fazę na tą jazdę bity i wokale
Ty na gwizdku szalej i zwijaj mordę
PMM w szale napierdala konkret

[x2]
Popatrz jestem tu inna niż ten tłum
Diamentowa dusza pośród tanich suk
I.D.Ę. sam sobie, I.D.Ę. przez miasto
I.D.Ę. sam sobie, I.D.Ę.

Wstałem dziś o ósmej rano i przemyłem oczy
zjadłem sobie śniadanie przy muzyce je się lepiej
płatki kukurydziane wiadomo z mlekiem
Po posiłku czas na faję, nie na tą co daje baje
bo tych już nie palę, LM w ustach płonie
dobra wyrko zrobiłem, wykąpałem się, ubrałem
do zaczętego tekstu parę wersów dopisałem
Pisać skończyłem i na miasto ruszyłem
Deptając klatkę spotkałem akurat
wracającą z pracy matkę miała w ręce pełną siatkę
Pomogłem ją wnieś, dobra idę - mamo cześć
No i idę sam sobie w stronę przystanku
i 63 akurat uciekł mi
Następny za dwadzieścia minut, to pierwszy dzisiaj minus
No i wreszcie jedzie, bez biletu wsiadka
nie zgrywam tu kozaka nie miej mnie też za biedaka
tak po prostu strata sianka dla kanarów mada faka
w autobusie cała paka siedzi chłopaków na laka
każdy udaje cwaniaka, każdy to typ buraka
Dobra, dobra Bałtyk czas już mój wysiadać
o tym co dalej będę w drugiej zwrotce gadać, I.D.Ę.

I.D.Ę. sam sobie, I.D.Ę. przez miasto
I.D.Ę. sam sobie, I.D.Ę. przez miasto
I.D.Ę. sam sobie, I.D.Ę. przez miasto
I.D.Ę. sam sobie, I.D.Ę.

Wysiadłem z autobusu, szluga na [?] rzuciłem
I idę dalej sobie sam, apetyt mam
na coś dobrego, ale nie drogiego
O, podskoczę tam do budki z żarciem koło mostu
tam sobie zrobię postój, coś w siebie wrzucę
A więc idę przez kapo, nie we w myśli sobie nucę
moją nową rap sztukę, idę dalej łukiem
Patrzę a tu z hukiem biegnie trzech nieletnich
A za nimi dwie mendy, truchtem grube gęby
nieudolna władza za to też ChWDP
Dobra dalej rwę, doszedłem do budki
z kulturą się odnoszę - dzień dobry, poproszę
jedną zapiekankę tą za cztery pięćdziesiąt
kupiłem, zapłaciłem, zjadłem i dalej ruszyłem
Dobra idę do Empiku no, bo dawno tam nie byłem
no i sobie idę, chód pełen luz
czerwone światło stój, przejścia wybór mój
pstrykło zielone, dobra walę naprzód
na przystanku tramwajowym słyszę - weź mu zakurw
no się będzie patrzał na ciebie taki palant
taki do bójki powód to głupoty dowód
No i idąc dalej, przechodząc przez pasy
stłukły się dwa auta nienajlepszej klasy
w jednym drobna pani w drugim cztery Adidasy
przyjechała policja, karetka, tłum gapiów
mi nie chce się stać, patrzeć, będę spadać
o tym co dalej będę w trzeciej zwrotce gadać, I.D.Ę.

I.D.Ę. sam sobie, I.D.Ę. przez miasto
I.D.Ę. sam sobie, I.D.Ę. przez miasto
I.D.Ę. sam sobie, I.D.Ę. przez miasto
I.D.Ę. sam sobie, I.D.Ę.
[tylko tekstyhh.pl]
No i dalej walę kroki, idę przez miasta uroki
po lewej Long naprzeciwko okrąglak
tak kiedyś zajebisty targ
teraz tylko park szalonej młodzieży
Trzydzieści metrów dalej patrzę siedzi gniewny
żebra na chleb, dam mu, nie jestem wredny
nie musi mi dziękować, to ja mogę dziękować
że mogę dać a nie wołać, dać a nie wołać
Dalej inna sytuacja, punkowa akcja
brakuje nam na wino masz może dwa złote?
no kurwa co ty? masz mnie za idiotę?
nie będę dawał czubkom moich kurde monet
Doszedłem do Empiku, wchodzę, podchodzę
do półki z płytami aż tu nagle jakiś
koleś mnie zaczepia - ej, sorry ziomek
ej, sorry ziomek nie wiesz gdzie tu jest techniawka?
nie mam pojęcia stary, to nie moja jazda
Dobra wychodzę, idę się czegoś napić
usiadłem sie na placu, wkoło mnie gołębie
trzy ławki dalej ktoś dostaje po gębie
Patrzę na zegar już godzina czwarta
O tym co dalej powie ostatnia zwrotka - czwarta

I.D.Ę. sam sobie, I.D.Ę. przez miasto
I.D.Ę. sam sobie, I.D.Ę. przez miasto
I.D.Ę. sam sobie, I.D.Ę. przez miasto
I.D.Ę. sam sobie, I.D.Ę.

Wstałem z ławki w stronę starego walę
zrobiłem parę kroków, patrzę mendy na sygnale
gonią jakiś wozik a ja se idę dalej
legalnie pełen luzik w kieszeni zbiór nie duży
monet mi brzęczy, ale spoko jest
bo za trzy dni robota się święci
a czy wypali to wiadomo, że nie wiadomo
nadchodzi piąta piątkowego czasu
Będę powoli dreptał już do chaty
to znaczy do domu z Betonu na Grunwald
a więc idę sobie na przystanek koło młyna
przede mną dziewczyna w obcisłych dżinsach
zajebiście pupą rusza tak to do patrzenia zmusza
dobra Cienki buty wdusza, bo autobus jedzie
a przede mną dwie ulice do przejścia przecież
lecz ja głupim nie jest, ja nie hardcore-desperat
wolę się zatrzymać i na następny czekać
63 drugi raz mi spierdolił
a więc idę sobie na przystanek powoli
patrzę kto stoi - o, znajoma twarz
witam kurwa, jak się masz, co u ciebie słychać?
nic ciekawego, wszystko po staremu
cały miesiąc walczę o te kilka PLN'ów
wuchta problemów, przejebana sprawa
dobra, narka, trzymaj się, ja spadam
O kurwa wpadłeś pod autobus
Ej bejbe ej łania
jesteś dobrą sztuką do wydmuchania
Ej kotku weź walory pokaż
bo na moje oko niezła z ciebie foka
Ej bejbe ej łania,
jesteś dobrą sztuką do wydymania
ej kotku pokaż walory
bo na pukncie dobrych cipek jestem chory

1. Ej dziecino siemasz dziewczynka
Cicha woda, cnotka niewydymka
Poznałem Cię może ze dwa dni temu
zaliczona, odhaczona nie było z tym problemu
Pytasz czemu właśnie tak kobiety traktuję?
Bo zapach dobrej cipki z kilometra poczuję
Więc testuję, eksperymentuję, kolekcjonuję
Mam sex-foto album, a tam zaliczone niunie
się wiją aż je gdzieś ukłuję
tego nie wiem,
mistrz bara bara po nim przejąłem schedę
Romantyczny Wiedeń, na chuj to wolę w domu
Łap bejbe za kabel i śpiewaj do mikrofonu
Nie zamierzam zejść z tronu, tu moje miejsce
Cipki, cipki, chcę tego jak najwięcej
Wiesz rasowy kot jednej dziury nie pilnuje
Zalicz chinke, murzynkę, turczynkę, bądź...
Wtedy poczuję, życie jest sensowne
Codziennie inna dupa rozpina Ci spodnie
One mają na to wszystko tzw. motywy
Robią najlepsze lody w fabryce algidy
Zadowolony, szczęśliwy, po co z panną na stałe być
alfonsem jal sloob tego chciałem
mieć najlepsze dziwki, być pragnieniem wszystkich
mieć na te pizdeczki...
więc pozdro dziwki
nie ważne pogoda, te pnij się w strzelbę
zmiksuję Ci pieroga

Ref. Ej bejbe ej łania...

2. Beatka, mężatka, studentka, sąsiadka
Asia, Kasia, Barbara, Dagmara
Czyjaś córka, czyjaś stara, każda szpara
prostytutka, rozwódka, każda moja ofiara
Andżelika, Dominika, Mońcia, Karolcia
Alicja, Patrycja, wszystkie pchają się na bolca
Danka, Bianka, Iwona Aldona Lidka Edytka
potężne wymiona
Aneta, Żaneta, Eustacha, Arleta
Nie ważne imiona, chcę latać po kobietach
Karolina, Kinia, chcę urabiać, wykminiać
Małgorzata, Beata i cycata Renata
czy dupiata, czy nochata,
chuj nie ważne cipka cipką, byle nie był to pasztet
Wiesz, nie schodzę poniżej jakiegoś poziomu
Chcę twoją broszkę,
Chłopaka? To ty masz w domu
Twój tata ci powiedział trzymaj się od niego z dala
On przetrzepie ci dupsko, bo gotują mu się jaja
Ty tez tak wyglądasz, jakbyś była całkiem wdziana
Dam se głowę uciąć, że uklękniesz na kolana
i, że cały sprzęt pochłaniasz, twoja cipka też pochłania
Sex to twoja mania, jesteś suka a nie niania
Pociąg do ruchania, klepać tyłki...
on widzi sens życia w niepoprawnych zachowaniach
dlatego, ej łania kocham sex i to bez ćpania
Sex jest narkotykiem ty bądź czysta do kochania
od dziejów zarania w tej muzyce rzeczą ważną
czy dasz mi swojej dupy, bo to opcja jest poważna
często dość odważna, chcę zaśpiewać ci jak bitas
Jesteś bardzo śmiała, chciałbym dziś z tobą przeżywać
mega orgazm
wybacz, ale nie kupię kwiatów,
był tylko kiosk ruchu, dokonałem gumek zakup
Dojrzała nie dzieciaku naubliżam Ci, jak Too Short
będąc tak w tobie, szeptam Ci sto sprośnych głupot
nasapie Ci w ucho, myślę że wytrzymam długo
Lubie pisać te kawałki to zaprawa na sucho
A więc moja piękna suko, chodź do mnie, weź się rozbierz,
Zdejmij moje spodnie
Weź go w rękę cudownie
jak dotknij gdzie chcesz
no wiesz, ulżyło mi
to seksistowski styl
jak jebany cool king

Ref. Ej bejbe, ej łania...

Moje dziwki, moje dziwki
Moje suki moje suki
Moje dziwki, moje dziwki
jebać dziwki, wszystkie suki...
ta onomatoPeja
Rychu Pe
Massey ta
aaj eseluka właśnie tak
jebane suki, właśnie tak
huki puki, najebki
i te kobietki, i te podnietki, i te, i te minetki...
Kurwa, jaki fart, przysięgam sobie
To ostatni raz niebezpieczeństwa człowiek
Czas ulotnić się, to sprawa cierpliwych
Bo mrok spływa na dzień, jak para na szyby
Muszę pozbyć się płyty, tych papierów, bo przez nie
Nie chcę nikogo spotkać, lepiej nie mów gdzie jestem
Szybko przez jezdnię, by za zakrętem zniknąć
Opanować swój ból, nie przeraża mnie nic
Co może zesłać znów moje plany do piekła
Nie bój, wiem gdzie biegnę, znam te ściany od dziecka
Od pasażu po centra, Sienkiewicza pod prąd
Łączeniami podwórek Łódź przybliża mi wolność
Tak ukrywam się non-stop idąc w cieniu tych murów
Pragnienie o taryfie, styl myślenia anuluj
Kwestia rozumu, każdy ruch każdy krok
Daj mi Bóg siłę, bo dla mych nóg to jest koszmar
Między budynkami ciemna postać
Gdzie miłość i nienawiść to dla serca rozłam
Trzymam kontakt co za mną
Jak popełnimy błąd kiedyś to nam wygarną
Dowody zbrodni, ich trzeba się pozbyć
Czyli płytę, papierów by nikt nie udowodnił
Złych zamiarów agonii tego świata i zła
Jakby co nie mów nic i tak szatan nas zna

[x2]
Tego nie można nazwać
Nikt nie może (zajebiemy)
Chłopiec o tym wie (nie używa słów)

Po co mi było to bagno jak teraz
Przyjdzie mi kurwa tu za darmo umierać
Masz życia poemat o wyprawie po raj
Zamiast słuchać tylko zostanie mi garb
To jest myśl, podrzucę płytę w sklepie
Pośród miliona CD szybko zniknie, bo przecież
To z nią wyjdzie w markecie, to ruchomy towar
Parkingiem z góry chwila na stromych schodach
Tajemnicy dochować i pozbyć się ścierwa
Jeszcze zmienię ubrania, mam już dosyć tu piekła
Ciche kroki do miejsca gdzie sterty katalogów
Włożyć płytę między wkładki koperty, Boże pomóż
Jaka to płyta, O.S.T.R., nie znam
Ale wielkość pudełka będzie niezła na manewr
Proste detale włożyć do okładki płytek
Ktoś będzie miał przypał w stylu randki na grypie
Styczeń, zbyt zimno na zwłokę czy sprzeciw
Spakowana rodzina czeka w Locie naprzeciw
Zaraz odleci ostatnia prosta skrzydła
Żegnaj przypale, wita słodka Brazylia

[x3]
Tego nie można nazwać
Nikt nie może (zajebiemy)
Chłopiec o tym wie (nie używa słów)

(Podejrzany o morderstwo na tle rabunkowym Nikodem R. porzuca płytę, a także dokumenty na jednym ze stoisk muzycznych niemieckiej sieci marketów ze sprzętem AGD i RTV, najprawdopodobniej ukrył on kompakt wkładając do okładki innej płyty, niestety, są to tylko nasze przypuszczenia, w ten sposób Nikodem R. tymczasowo zaciera ślady, aby udać się z rodziną na lotnisko, chce szybko wylecieć poza granice kraju i w tym miejscu urywają się wszystkie tropy dotyczące tej sprawy, podejrzewamy, że Nikodem R. przebywa w którymś z państw Ameryki Łacińskiej)
Wiesz, co się liczy?
Szacunek Ludzi Ulicy, ludzi ulicy.
Wiesz, co się liczy?
Dla was rap ćwiczy, to dla całej miejskiej dziczy.

1.
To dla wszystkich naszych ludzi,
którym ten rap się nie nudzi, czas się obudzić,
by wyjaśnić co trzeba, dla chujowych rapów gleba,
trochę piachu ich nie ma, znów się odzywam,
gdyż zachodzi potrzeba.
Popowe popierdółki, które emitują radia,
tak jak oni, skurwiałe ode mnie dla nich pogarda.
Nadal mamy farta, nadal sprzyja nam karta
w rękawie wciąż Asy, to nie sprzedać się dla kasy.
I mnóstwo pracy, to studia, ulice, niebezpieczne życie
znam je żadne odkrycie, dzisiaj na bicie
otwarcie, nie skrycie, opowiadam to przeżycie,
zapierdalam, za przeżyciem.
Idę słuchać zdarzeń, nie nadążam by notować,
nadal jest hardcore, kocham, nie nawidzę, zobacz.
Ja nie będę się hamować za cenę popularności,
zero populizmu, raczej duży procent złości.
Jesteśmy chamscy, prości, tak szczekają żałośni,
którzy nie dorośli nawet nam do pięt, chuje zazdrośni.
Dużo miłości dla ludzi i tych miejsc, w którym zdarza się być
i nie po to by mieć.
Dziś mówię cześć, każdemu kto zasłużył,
każdemu co nie stchórzył, który dobrze mi wróżył,
podczas nie jednej burzy podał pomocną dłoń,
a nie celował mi w skroń, więc Boże wszystkich nas chroń.
Nawet, jeśli rzadko proszę, jak PB nadzieję niosę
i dzisiaj dołoże do tego moje trzy grosze.

Ref.
Wiesz, co się liczy?
Szacunek Ludzi Ulicy,
P do N, kreska, bez tego zostajesz z niczym.
Wiesz, co się liczy?
Szacunek Ludzi Ulicy, dla was rap ćwiczy,
to dla całej miejskiej dziczy.
Wiesz, co się liczy?
Szacunek Ludzi Ulicy.
Wiesz, co się liczy? Wiesz, wiesz, co się liczy?

2.
Miastem rządzi mafia, to do mnie nie trafia,
bo po drugiej stronie barykady ziomek będzie lepiej
i ten co klepie biede szybko znajdzie tu robotę,
jebać chołotę, która z psami w komitywie,
tak groźnie okiem łypie, bo się naoglądał filmów,
ty Benny Blanco z bronksu, szybko zrzucę Cię z ringu.
Dziś na dopingu, nadmiar testosteronu prawdziwy rap dla ulic,
aż do samego zgonu, dosłownie powtarzam się porażkami nie zrażam,
sukces artstyczny, kurwa, bez komentarza.
Bo recezję mi wystawi każdy Viertel i podwórko,
każdy winkiel i tak w kółko życie kręci się jak winyl,
na trzydzieści trzy i pół obroty to wrzucimy.
Szacunek dla tych ludzi, którzy musieli się trudzić
żeby wyjść na powierzchnię, poczuć powietrze rześkie,
spokojny sen, rodzinne życie bez scen i przyjaźnie bez sciem,
to sobie wszystko ceń.
Broń tego dzielnie, broń się, bij wrogów celnie,
Poznań miasto dzielne, to jedyne dla mnie miejsce,
pieprzę groteskę jak instytucje miejskie,
społeczeństwo co nie chce zmiany na lepsze,
wyrastając w konfidenctwie, na nic was nie będzie stać
umiecie tylko dać, z dupy strzelić, kurwa mać.
A tu trzeba, se ułożyć powolutku plan następny,
jak Glon pieprzę ból R.A.P., trzeba być dzielnym.

Ref.
Wiesz, co się liczy?
Szacunek Ludzi Ulicy,
P do N, kreska, bez tego zostajesz z niczym.
Wiesz, co się liczy?
Szacunek Ludzi Ulicy, dla was rap ćwiczy,
to dla całej miejskiej dziczy.
Wiesz, co się liczy?
Szacunek Ludzi Ulicy.
Wiesz, co się liczy? Wiesz, wiesz, co się liczy?

3.
To miasto penerami wypełnione jest po brzegi
nawet słabe składy mają prawo się tu cenić,
w pewnym sensie mój styl życia to jest wciąż ten sam nielegal,
bo ja wiem kto się tu sprzedał, tytułował się kolega.
Beef za beef'em, tak to idzie, chociać twórczość nie na dissach,
nie lubiano kiedyś Rysia jak w Stanach Jadakiss'a,
a ty, jeśli chcesz mnie skreślić, chuja walisz,
mówię jeśli, będę niczym skurwiel, najgorszy jak Joe Pesci.
Nawet bez ferajny, tylko ja adrenalina,
nikt nie zatrzyma furiata, znów zadyma.
Miasto w ryzach nas trzyma, miasto, które ma klimat
plus styl i klasa, kasa, miasto zaprasza,
suki też pierwsza klasa tak jak siostry Williams w deblu,
wciąż stanowie temat plot na tym, jebanym osiedlu.
Jedna gra zmieni świat na przestrzeni tych lat
i to każdego z nas, dziś jestem z tego rad,
tylko słowa prawdziwe, bo frajer da fałszywe
nie oprę swej kariery o beef przez jakąś ksywe.
Styl miejski, nie wieśniacki, wiem, że jestem chamski
na ulicy nie wyłapię za przysłowiowy damski,
nie kumasz mojej jazdy, więc się nadal z tego śmiej,
nie jestem słodziutki niczym rap for tej, hej.
Uliczna sława, która dumą napawa, od charakternych brawa,
a krytyka od gamoni, czas ich rozgonić,
niech wracają do zagród, na wsie niech nie robią
obciachu, naszemu miastu.
Psy, znów mi mówisz - cham, stój - tak nie można, wierz mi Darku.
Jeśli nie my tych leszczy, to kto zwróci honor miastu?

Ref.
Wiesz, co się liczy?
Szacunek Ludzi Ulicy,
P do N, kreska, bez tego zostajesz z niczym.
Wiesz, co się liczy?
Szacunek Ludzi Ulicy, dla was rap ćwiczy,
to dla całej miejskiej dziczy.
Wiesz, co się liczy?
Szacunek Ludzi Ulicy.
Wiesz, co się liczy? Wiesz, wiesz, co się liczy?
Ona to ta pani co ma styl a'la J.Lo.
Bo chłopaki lubią to kiedy dama jest jak J.Lo.
Marzy jej się raj, ciepły kraj, jacuzzi, tuzin bankowych fuzji
Przelewów na konto. Narazie puste jest, wyczyszone jak pronto.
Oto tipsy co mają rysunek disney'owskich bajek.
Na szczyscie karier, dbać o kibić. Dbać o swoje talie.
Zdrapywać konkurencje jak ze ścian emalie.
Z rozmów na czacie wynika, że on jest bóstwem, jej szansą na sukces co na koncie ma zer tyle ile godzin spędzonym przed lustrem. W pokoju materac na panelach ma obok wielki ekran komputera. Czat i gg jako główna strona się otwiera.
Powyrzucana z szafki bielizna słodka jak nutella a parantela gorzka jak pieśni Curta Waila.
Co wieczór zanim odpowie mu na maila z łonowych włosów co kleją się do mydła pucowane na błysk zmywa, by móc w niej pływać, by móc tam szczyt zdobywać, jednym palcem ale nie po mapie.

On ma metr osiemdziesiatcztery i kiwa się jak przesiąknięty bimbrem.
Cwaniak z wąsem co Robert ma na imię.
Dziki wąs co klei się do ust, klei się do dziąsł powraca do łask jak Rolling Stones.
Wykonuje teraz pląs na parkiecie kiedy leci sobie przebój prosto z MTV.
Ja siedzę sobie z boku po koncercie bo w tym zajezdzie ja mam pokoj numer trzy.
Do re mi fa so la si si si, on srzedaje na allegro dla pań niebo, trafiając w sedno, ściemnione atrapy perfum dla pań atrapy co nie są wart kasy, która trafia do łapy.
Dzień dobry, jestem szemrany Robert, mam nóż w kieszeni a w sercu żarzy się płomień.
Więc tańczy teraz a z głośników Phil Collins, który działa na kobiety jak feromony.
Ona jest jego szansą, ucieczką, jego last-minute.
Luksusem jak bidet, jak Fidel Castro potyka się ale ciągle stoi.
Ciągle stoi - tak brzmi na czacie jego login.

To jest ten zajazd, to kolejny love story.
Ciągną na siebie jak na ziemie meteoryt.
On dziki wąs metro osiemdziesiąt cztery,
Ona J.Lo, jego doping jak steryd. /x2

Ona ma dekold co pokazuje jak się kończą plecy, więc on zaciera ręce, kiedy widzi coś więcej, prześwit w sukience.
Sapie jak jelcz, kiwa się jak Jelcyn.
Teraz ma twarz wilgotną jak ręcznik, pożera ją wzrokiem jak monety automat, jeżdzi palcem po jej brzuchu jak ultrasonograf, jakby znaczył teren.
A w oczach ma piekło, miał być gładki jak David Haselhoff (?), jak młody bóg lat 27,a stary jest jak antyk.
Nalewa jej szampana co raczej z tych tanich, co ginie w torbie z zakupami, gdy wraca z kopińskiej hali.
Pali się czerwona lampka alarm.
On się stara, gnie się jak cięciwa.
Ona kokietuje go jak diwa i ginie w konfetti, bo to działa na kobiety tak jak działa Navaron.
On kładzie na jej kolanie dłoń, wypuszzcając feromon, jego broń numer jeden.
W zamian oferuje opłacony abonament, wyjazd na wakacje.
Ona wie, że są niekompatybilni ale w wolnej chwili będzie sobie mogła ściągać dzwonki, ale najpierw trzeba ściągnąc majtki.
Więc Panie Sponsorze na wszystko się godzę jak mapa rozłożę.
Kontraktu nie będzie, romansu, koniec.

To jest ten zajazd, to kolejny love story.
Ciągną na siebie jak na ziemie meteoryt.
On dziki wąs metro osiemdziesiąt cztery,
Ona J.Lo, jego doping jak steryd. /x2
Joł, dokładnie tak z tej strony BRO 2012,
Mamy początek nowego roku,
więc chyba trzeba go zacząć z hukiem, tak? JOOOł
Jakiś czas temu nagrałem kawałek „SZYBKO?”
minęło trochę czasu, zrobiłem duży progres ziom,
najwyższa pora pokazać Ci jak się strzela z broni maszynowej
to jest MACHINE GUN !

Wiesz, nie ma tego złego co nie wyszło na dobre,
Robię swój rap no i zaliczam progres,
mam mam formę, gram gram dobrze
robię to co robię, a Ty znasz tą mordę
Masz tą forsę? Spoko ziom,
przyjdzie taki czas to i ja zgarne ją ,
wyjdzie w praniu kto ma tutaj marne flow,
a kto napierdala i robi show.

Skąd się wziął ten BRO co nocą pisze wersy wciąż
ja nie wiem po co robi to, lecz dobry jest jak mało kto.
Tyle ile mogę to nawijam, wiesz?
Opowiem Ci o sobie to zawiła treść,
lubię takie wersy wiesz jak jest,
tym razem nie będzie przerwy na wdech.

Mogę tu nawijać o debilach a Ty zobacz ile mogę tego dać
i gra to moja droga ile mogę tego brać i grać
jak moja mowa a Ty możesz tylko stać, chlać i krytykować
Kiedy tylko mogę no to piszę teksty
i niszczę beksy, kiedy słyszę festy
jestem inny, wiesz stoję na powierzchni
nie pytaj czy to under czy to już mainstream
I co? i kto? i gdzie masz ten vibe
powoli stoisz w tle taki kraj,
to boli sorry, wiem dalej graj,
pozwolisz poledz? -Nie, goń ten hajs

Ja mam to flow co z grą ma pakty ,
i stąd Ty wgląd masz w ten mój rap.
I błąd że stąd nie ciśniesz brat
bo lont odpalam tu od lat .
I kto jest łak, a kto jest kot,
i znasz ten smak gorących zwrot.
Wysoki lot i lądowanie
ja robię to tak tu na zawołanie
i znowu będzie, że to rap o rapie
bo większość pewnie tego tu nie złapie.
Ja biorę papier, bo płyta w planie
i jak ją usłyszysz to zmienisz zdanie.
A jeśli powiesz, że kradnę bity,
poczekaj ziom do premiery płyty.
Bo będą featy i będą klipy
i powiesz jak Robert „nie ma lipy”.
Najwyższa pora tu wysoko mierzyć,
scena mnie chce no bo jestem świeży.
Czas uwierzyć zobacz resztę,
kogoś jak ja tu nie było wcześniej.

Jestem młody mój rap jest chory,
i wielu mi zarzuca brak pokory.
Spoko sorry, mogę was przeprosić,
nie będę udawał typa z innej osi.
Swoją cenę znam od Boga
by wyjść na scenę czeka długa droga.
Zobacz ziom to flow na majku,
Polska eej ! - czas na HIGH SCHOOL
[Cira]
Małolaty i starszyzna, bataty i szarzyzna
browaru kraty na boiskach to był klasyk przyznaj
pizgam jak opętany latami dzieciństwa
freestyle nad ranem i graby na gramofixach
gry: dwa odbicia, siódemki, jedno podanie
bojo na zwierzyńcu i meczyk, pozamiatane
talenty z tamtych lat, talenty rodem z filmu
teraz podłe patenty, alimenty i delirium
pilnuj się dzieciak, łatwo przechylić szalę
przepowiednie-bumerangi na bani zrobiły szaber
żaden z tych, co kozaczyli najbardziej
nie wychylił się na prostą, mówi o nowym starcie
łapcie czas, który ze wszechmiar ogarnia
kiedyś małolaty a dziś stara gwardia
łapcie ten czas, który nas dokarmia
kiedyś małolaty, a dziś stara gwardia

[Miuosh]
nie muszę wciskać rewind, przewijać żeby o tym wiedzieć
zlepek bloków i ludzi wokół z tradycją jak Wedel
to samo w innej butelce, moja ławka, moje miejsce
siedzę, ta sama gadka, dla nas Ronaldo był tylko jeden
reszta się zmienia, chuj że mieliśmy marzenia zawsze,
ręce opadają jak powieki po flaszce
każdy bierze wdech kaszle - ja wypluwam słowa
inni mieli mieć łatwo bo to ja chciałem rapować
od nowa od rana to samo, no chyba że masz na noc
ci z tamtej ławki rzadko się rozpoznają
werwę z nas wycisnął zajob
nie ważne gdzie chciałeś dobiec - ciągle w boksach trzymają nas
czas nie staje jak u Bisza, pogoń to zwyczaj
wyciągnij ręce i chwytaj daje ci ten chłód
to co przeżyłeś czasem znika, na pustych ulicach,
Katowice, ludzi widzę, chce pamiętać takie życie tu

[Hukos]
Magia liczb, 23, chciałem być jak Jordan.
Miałem talent, ale do wódki i jointa.
Ilu zmieni czas w Adamów Miauczyńskich?
Ilu z nas, mimo braku szans ma geny zwycięzcy?
Tyle różnych dróg, nawet nie ma dokąd pójść,
na każdej z nich stare ślady naszych stóp.
Maciek był skurwysynem, dokuczał mi w podstawówce.
Przestał, jak dostał w pierdol na męskiej solówce.
Spotkałem Anię, najlepsze cycki na osiedlu.
Widzę- piękni ludzie starzeją się bardzo brzydko.
Za blokiem boisko powoli zarasta trawa.
Jak było za dzieciaka, przy kielichu wracam.
Wtedy widzę wyraźnie jesteśmy zwierzętami.
Walczymy o mieszkanie, pokarm, dostęp do samic.
Wiatr zmian na lepsze rzadko wiał w naszą stronę.
Uwikłani w historię, pokolenie stracone.

[Onar]
Słyszałem Miuosh o tym tysiąc zwrotek, sam napisałem kilka,
wiem chłopie, mija czas i nie smakuje już tak przyjaźń,
smak się robi gorzki, zostaje zgaga,
żeśmy dorośli, gadka między nami sztuczna jest jak Lady Gaga,
nie chcę tego a-a, bo z czasem widzę dalej,
do ucha puste "Bla-Bla", to nie ja zostałem
na ławce pod blokiem, w sercu z egoizmem,
najebany co dzień myśląc, że właśnie to jest życie,
nie tęsknią za mną tam i to jest piękne,
gdyby tęsknili znaczyłoby to, że źle poszedłem,
to nie ja się zmieniam, to świat się zmienia,
ci co stoją w miejscu szukają mnie sprzed lat - mnie już nie ma,
nie mów, że zadzieram nosa, wiem skąd jestem,
gdzie byłeś gdy był brak żarcia i perspektyw na szczęście
ja na szczęście znalazłem szczęście,
mosty płoną, jestem z tobą i pierdolę konsekwencje.
Znowu piszę w nocy, ciepłe poczucie komfortu
Nie buntuję się, odeszły gdzieś miny gniewne
Dziś spokój, trąbka w radio przecież gra tak pięknie
Patrzyłem w lustro zły na to, co widziałem
Świadom błędów, lecz wciąż wśród uczestników pędu
Tour De Życie pali rubę, taka skala
Kocie łby, krew, pot, łzy ciągle się wywalasz
Obojętne jak się starasz dobro nie wraca
Bo wcale nie jest powiedziane, że dostaniesz coś od świata
Dlatego niczego nie pragnę, jest jak jest
Cokolwiek przyjdzie jutro wezmę za dobrą monetę
Chociaż wolę uciec stąd jak najdalej
Wiesz, świat jest piękny, życie też tylko ludzie nie
Jest problem, nikt go nie widzi jest ekstra
Chodź kochanie posłuchamy jak oddycha wszechświat

Zamiast bić się z losem wolę stanąć obok
Jestem, już za mostem wiem, że kolejny mam przed sobą
Obojętny, bo niewiele zależy ode mnie
Dałem spokój, trąbka w radio przecież gra tak pięknie

Zamiast bić się z losem wolę stanąć obok
Jestem, już za mostem wiem, że kolejny mam przed sobą
Obojętny, bo niewiele zależy ode mnie
Dałem spokój, trąbka w radio przecież gra tak pięknie

Telewizja jutro pokaże nam jak
Bomby made by ludzie spadają na jakiś Bagdad
W faktach pokażą znowu śmierć z bliska
A za rok wymyślą i kamerę zmieszczą w pociskach
Poznałem zasady gry, mam dość - ja odpadam
Nie chcę tego, a ktoś wciąż próbuje mnie zabawiać
Bój się, nowości kupuj, chodź jak po sznurku
A świat wychowa sobie pokolenie głupców
Wolę oglądać chmury, słuchać gwiazd
Wolę słuchać oddechów ulic w sercu pięknych miast
Wolę spacer po Nibylandii z nią za rękę
Wolę uciekać na oczu jej oceany bezkresne
Szczęście znajduję blisko jest w środku
Ja szukałem długo, ale w każdym kryje się ten skarb
Problem, rozwiązanie trzymam w rękach
Chodź kochanie posłuchamy jak oddycha wszechświat
Podnosisz gardę, zaciskasz pięści
Zaciskasz zęby, jesteś zawzięty
Wiesz co cię kręci i wiesz co napędza
Kochasz, gdy czujesz tą krew na swych zębach
Przeciwnik pęka, niszczysz go wzrokiem
Przez całe życie tu, pod jednym blokiem
Czujesz to w sobie i wiesz co potrafisz
Poszedłbyś w ogień dziś za swoich braci
Trud ciężkiej pracy, lata treningu
Wszystko to po to, by stanąć na ringu
Mnóstwo wysiłku i setki wyrzeczeń
Wiosna czy zima, czy lato, czy jesień
Wiesz co Cię niesie i co płynie w żyłach
To już nie krew, to adrenalina
Gong i zaczynasz, i wybuchła wojna
Pytanie tylko, czy dotrwasz do końca? Ej.

Nieważne gdzie, nawet gdy będziesz sam
Trzymaj gardę wysoko i po prostu walcz, walcz, walcz
Nawet, gdy czujesz strach, albo już nie masz sił
Musisz dotrwać do końca, choćbyś miał tu paść na ryj. x2

Nie masz już sił, serce Ci stuka
Masz na otuchę te słowa od Z.B.U.K'a
Dla mnie to sztuka te słowa na bicie
Mówię to głośno, rap to me życie
Dla Ciebie życie to walka, treningi
Spocone sale i błyszczące ringi
Dla mnie linijki, to studio, mikrofon
Kiedy nagrywam to czuję się sobą
Nie zawsze spoko, czasem się nie chce
Albo na trening, albo na sesję
Czujesz i wiesz, że warto to robić
Po to żeś w końcu się chyba urodził
Przeciwnik schodzi, hejter odpada
Od razu nokaut, nie ma co gadać
Taka jest sprawa hardcore bez lipy
Livio the fighter talent z ulicy

Nieważne gdzie, nawet gdy będziesz sam
Trzymaj gardę wysoko i po prostu walcz, walcz, walcz
Nawet, gdy czujesz strach, albo już nie masz sił
Musisz dotrwać do końca, choćbyś miał tu paść na ryj. x4
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo