Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Ej bejbe ej łania
jesteś dobrą sztuką do wydmuchania
Ej kotku weź walory pokaż
bo na moje oko niezła z ciebie foka
Ej bejbe ej łania,
jesteś dobrą sztuką do wydymania
ej kotku pokaż walory
bo na pukncie dobrych cipek jestem chory

1. Ej dziecino siemasz dziewczynka
Cicha woda, cnotka niewydymka
Poznałem Cię może ze dwa dni temu
zaliczona, odhaczona nie było z tym problemu
Pytasz czemu właśnie tak kobiety traktuję?
Bo zapach dobrej cipki z kilometra poczuję
Więc testuję, eksperymentuję, kolekcjonuję
Mam sex-foto album, a tam zaliczone niunie
się wiją aż je gdzieś ukłuję
tego nie wiem,
mistrz bara bara po nim przejąłem schedę
Romantyczny Wiedeń, na chuj to wolę w domu
Łap bejbe za kabel i śpiewaj do mikrofonu
Nie zamierzam zejść z tronu, tu moje miejsce
Cipki, cipki, chcę tego jak najwięcej
Wiesz rasowy kot jednej dziury nie pilnuje
Zalicz chinke, murzynkę, turczynkę, bądź...
Wtedy poczuję, życie jest sensowne
Codziennie inna dupa rozpina Ci spodnie
One mają na to wszystko tzw. motywy
Robią najlepsze lody w fabryce algidy
Zadowolony, szczęśliwy, po co z panną na stałe być
alfonsem jal sloob tego chciałem
mieć najlepsze dziwki, być pragnieniem wszystkich
mieć na te pizdeczki...
więc pozdro dziwki
nie ważne pogoda, te pnij się w strzelbę
zmiksuję Ci pieroga

Ref. Ej bejbe ej łania...

2. Beatka, mężatka, studentka, sąsiadka
Asia, Kasia, Barbara, Dagmara
Czyjaś córka, czyjaś stara, każda szpara
prostytutka, rozwódka, każda moja ofiara
Andżelika, Dominika, Mońcia, Karolcia
Alicja, Patrycja, wszystkie pchają się na bolca
Danka, Bianka, Iwona Aldona Lidka Edytka
potężne wymiona
Aneta, Żaneta, Eustacha, Arleta
Nie ważne imiona, chcę latać po kobietach
Karolina, Kinia, chcę urabiać, wykminiać
Małgorzata, Beata i cycata Renata
czy dupiata, czy nochata,
chuj nie ważne cipka cipką, byle nie był to pasztet
Wiesz, nie schodzę poniżej jakiegoś poziomu
Chcę twoją broszkę,
Chłopaka? To ty masz w domu
Twój tata ci powiedział trzymaj się od niego z dala
On przetrzepie ci dupsko, bo gotują mu się jaja
Ty tez tak wyglądasz, jakbyś była całkiem wdziana
Dam se głowę uciąć, że uklękniesz na kolana
i, że cały sprzęt pochłaniasz, twoja cipka też pochłania
Sex to twoja mania, jesteś suka a nie niania
Pociąg do ruchania, klepać tyłki...
on widzi sens życia w niepoprawnych zachowaniach
dlatego, ej łania kocham sex i to bez ćpania
Sex jest narkotykiem ty bądź czysta do kochania
od dziejów zarania w tej muzyce rzeczą ważną
czy dasz mi swojej dupy, bo to opcja jest poważna
często dość odważna, chcę zaśpiewać ci jak bitas
Jesteś bardzo śmiała, chciałbym dziś z tobą przeżywać
mega orgazm
wybacz, ale nie kupię kwiatów,
był tylko kiosk ruchu, dokonałem gumek zakup
Dojrzała nie dzieciaku naubliżam Ci, jak Too Short
będąc tak w tobie, szeptam Ci sto sprośnych głupot
nasapie Ci w ucho, myślę że wytrzymam długo
Lubie pisać te kawałki to zaprawa na sucho
A więc moja piękna suko, chodź do mnie, weź się rozbierz,
Zdejmij moje spodnie
Weź go w rękę cudownie
jak dotknij gdzie chcesz
no wiesz, ulżyło mi
to seksistowski styl
jak jebany cool king

Ref. Ej bejbe, ej łania...

Moje dziwki, moje dziwki
Moje suki moje suki
Moje dziwki, moje dziwki
jebać dziwki, wszystkie suki...
ta onomatoPeja
Rychu Pe
Massey ta
aaj eseluka właśnie tak
jebane suki, właśnie tak
huki puki, najebki
i te kobietki, i te podnietki, i te, i te minetki...
Jeśli patrzysz na realny świat
Założę się że nie widzisz tego to co ja
Bo ja spalony nie tylko po solarium
Tutaj słońce z rapu jest moją dozą valium
I tu nie chodzi jak zielone palisz worki
To stan umysłu, co jest blisko Kalifornii
Na fali zbrodni jaką jest świat dokoła
Ja patrzę w niebo, o nic nie wołam
Szkolni hipisi co żyli (czym?) Woodstockiem
Oglądają tylko czasem mój chód z okien
Ci byli luzacy pracują w kancelariach
I czasem pokazują mnie palcem – „wariat”
A ja pod, czasem na powierzchni
Nie wywarzam drzwi, robię tylko prześwit
Tu kilka przecznic nazywam swoim domem
I choć bloki szare, dla mnie pastelowe
Zanim zacznę robić o tym kilka notatek
Jeśli klaśniesz w dłonie podam Ci łapę
Nie szczekam, zostawiam to politykom
Idę do słońca, niekoniecznie z motyką

I kiedy to piwko sączę
Mam tylko drobne czy grubszą forsę
Zaczynam czy właśnie kończę
Wciąż jestem spalony innym słońcem
Siedzę tu i liczę mońce
Bo jakiś lamus dziś odwołał koncert
Panuje chłód ale bity mam gorące
...spalony innym słońcem

Mój kumpel powiedział mi: „jak to robisz?
Jak tak łatwo możesz się z tym godzić?”
Trzeba się urodzić z tym, kwestia podejścia
Przecież znasz ten numer, ile potrzeba do szczęścia
Bo mieszkam jeszcze w rodzinnym gnieździe
Wynajem? Nie chce, własny kąt to lepsze
Poczekam, odetchnę, ale nie wszystko na raz
Start starym meblem, potem Buckingham Palace
Nic od zaraz, wiem że Ty byś tak chciał
I tu właśnie jest ta różnica światła
Nie ponaglam, bardziej w stylu lay low
Inne słońce pali moją codzienność
I wiesz co, radze nie patrz za ocean
Bo reszta zależy od punktu odniesienia
Zdrowie się ma, ważniejsze od stanu konta
Nad 2Cztery7 wisi jakaś klątwa
Nie poddam się, jest tu Mes, Pjus mój człowiek
A słońce? Sam wybierz jak ma świecić Tobie

I kiedy to piwko sączę
Mam tylko drobne czy grubszą forsę
Zaczynam czy właśnie kończę
Wciąż jestem spalony innym słońcem
Siedzę tu i liczę mońce
Bo jakiś lamus dziś odwołał koncert
Panuje chłód ale bity mam gorące
...spalony innym słońcem

Mam słońce w oczach cały rok choć to Polska
I nie dlatego żebym oglądał Polsat
Bierz mnie za muzykometeoropatę
Fakt, nie puszcze raczej "Keep it Thoro" latem
Idę na przystanek, śnieg na butach i nogawkach (zimą)
Ale w słuchawkach nie Wu-Tang, Donna Cappa
Co mam? Pewnie Kurupta i Daza
już myślę mniej o szóstym z przykazań
Fredwreck - Palestyńczyk, Scott Storch a to Żyd
Więc nie mów: „Tylko czarny zrobi funky bit”
Bez kompleksów pisze i włączam preamp,
Te bity i mój flow przekraczają ocean
Ta ekipa ma coś na każdą okazję
Solo Mes emocje, Eldo wyobraźnie
Blef i Pezet obserwację, my pogodę
G-funk nie zbyt retro nie zbyt modern
Sprzedajemy bas na uncje, zrozumcie,
Ludzie muszą skumać jak włączać G-funkcje
Jak pojmą będzie im wciąż towarzyszyć
W łóżku, w samochodzie, nie potrzeba ciszy

I kiedy to piwko sączę
Mam tylko drobne czy grubszą forsę
Zaczynam czy właśnie kończę
Wciąż jestem spalony innym słońcem
Siedzę tu i liczę mońce
Bo jakiś lamus dziś odwołał koncert
Panuje chłód ale bity mam gorące
...spalony innym słońcem

Inne słońce świeci nam w ten upał
Pozbawione tych promieni UV
Na tych płytach ciągle mamy wiosnę
Spaleni innym słońcem
Wiadomo, świadomość kształtowana przez byt,
moja zbudowana przez setki rapowych płyt,
które miały na mnie wpływ, tak jak moje środowisko,
moje obserwacje, mój charakter, wszystko to.
Wyostrzało słuch coraz bardziej pobudzało zmysły,
dało wiarę w to, że świata nie trzeba niszczyć.
Dało energię aby zmieniać go, aby działać,
przekazywać treść w uzbrojonych rymów oddziałach.
Widzę świata piękno i widzę świata piekło
i widzę sprzeczność i odczuwam wielką wściekłość.
Wiesz co? Im więcej wiem, tym więcej nie wiem,
im więcej nie wiem, tym bardziej poznaje siebie.
Bo zdaję sobie coraz bardziej sprawę z trudu tej misji,
nie potrafię czynić cudów, ale mam spryt lisi.
Mały i wielki, śmiały jak Frodo,
wchodzę w ciemny Mordor i urządzam horror wrogom.

REF. Halo! Halo! Chciałbym nawiązać dialog,
przemówić do tych co mosty za sobą palą. (x2)
Mam prosty przekaz: otwórz oczy, odetkaj uszy,
przestań być głuchy!

2. Czy dzięki rewolucji świat będzie bardziej ludzki,
zmieniając się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
Nie sądzę, wątpię, nie mam nadziei,
na realizację absolutnych idei.
Nikt z nas nie chce świata stryczków i gilotyn,

to idiotyzm, ale jak przemówić tym językiem do tych
wyrzuconych na społeczny margines,
zamiast linę podaję im się brzytwę, to przykre.
Nie masz nic do stracenia, bierzesz bombę i bomba,
to rozkręca złą spiralę, mortal kombal i tak dalej.
Nie poprę tego ale w głębi serca będę to rozumiał,
tu potrzebny jest umiar.
By pokazać, że istnieje też kolor inny niż szarość, wiesz,
halo, chciałbym nawiązać dialog, wiesz.

REF. Halo! Halo! Chciałbym nawiązać dialog,
przemówić do tych co mosty za sobą palą. (x2)

3. Wyrównywanie szans, sprawiedliwość społeczna,
teoria z praktyką jest zupełnie sprzeczna.
Tak naprawdę nie mamy przecież równego startu,
w świecie kontrastów, kilkunastu finansowych gigantów.
I cała rzesza ludzi skazanych na walkę o ogień,
gdzie kultura jest wrogiem, a pieniądz wszystkim
Nie wiem czy to świat jeden,
gdzie większość w spadku dzieciom zapisać może tylko biedę.
Mogą odziedziczyć kurs życia na ulicy,
chcesz więcej dziczy? to siedź nadal w ciszy.
Zamknięty w swoim domu, odgrodzony murem,
trzymając się kurczowo tronu, będąc świata królem.
Zmień ton, bo twój tron może grom trafić,
potrzebujesz terapii, nauki empatii.
Nie dopuśćmy by pękł ten nadmuchany balon,
Halo, chciałbym nawiązać dialog!

REF. Halo! Halo! Chciałbym nawiązać dialog,
przemówić do tych co mosty za sobą palą. (x2)
Ref.
Patrz na mnie jak płaczę się śmieję i tracę co miałem czego nie już koniec patrz na mnie (2x)

Patrz na mnie i przyjrzyj się dokładnie tym rysom twarzy,
z kim to ci się kojarzy?
staram się robić naprawdę to dobrze,
może się uda choć wiem że nie zdąrzę,
wiem że popełniłem parę błędów-trudno,
na błędach się uczę, bez błędów jest trudno,
wyciągam wnioski by nie spaść na dno,
jak kiedyś spadłem wiem, że nie jest łatwo,
co powiesz na to, że ciągle myślałem,
że z bólu czułem w żołądku ssanie,
zamiast mi pomóc to znowu tylko ty,
twoje problemy, zmartwienia i życiowy syf,
chyba nigdy nie miałem szans - powiedz szczerze,
zawsze było to coś, co drze się,
trzeba to było powiedziec mi przecież,
więc patrz teraz na mnie przyjrzyj się oczom,
mokną codziennie bo widziały sporo,
widziały śmierć, kogoś porażkę-moją,
umrze kiedyś-zrozumie i twoją,
patrz na mnie-zrozumie i twoją

Ref. Patrz na mnie... (2x)

Było tak fajnie, ale to tylko głowa wyobrażała sobie co chciała,
co ja chciałem, chwile wielkie tak naprawdę to małe,
cały ten okres na żywca przespałem,
miałaś mnie w garści, uciekłem daleko, sam teraz jestem,
ale powiem ci że to dobrze robi na umysł, moją głowę,
na nowe chwile nowe no może na nowe,
narazie leżę nieprzytomny na podłodze,
Boże, ile jeszcze tego mam w drodze,
bólu, cierpienia i ran ciętych nożem,
nic nie dochodzi do mnie jak muzykę tworzę,
najlepiej to bym się przed światem teraz schował,
może będę tego wszystkiego żałował,
teraz nie ma wyjścia, wiesz dobrze że nie,
więc ten ostatni raz spojrzysz się na mnie

Ref. Patrz na mnie... (3x)
Zabezpieczony czysty towar szaleństwo na dzielnicach
Lód, WTK Soplica, Łódź duszę ma oddychaj
Tu wrócę mam ten zwyczaj sample cisza chłonie
To z tego pokoju taśmy życia koniec i początek za Polskę i prosper-
-owanie w genach różaniec bałuckie wychowanie
Czyli wyuczony manewr walki o przetrwanie
Znasz się na oszustach? nóż na gardle ustaw
Prawda kipi jak wulkan mam spokój w bibułkach
Zablokuj mi układ i tak będę człowiekiem
Podchodząc do lustra na sto procent nie z grubsza
Miasto doceń sen jutra da nam złote
W kolejnej epoce nie czas walki z Bogiem
Człowiek sam sobie wrogiem instynkt i wiedza zastąpiona logiem
Sukinsyn w szeregach armagedonu tonie
Unieś mnie jak pegaz znad akropolu w stronę nieba
Nie czas na rewanż czy licytację przewag
Zawsze w jednym punkcie jak w południe zegar
To jazz zapełnia pustkę pod lawiną domniemań

Nie czas na strach i ból miłość i nienawiść
Tu nikt nie chce życ jak i nikt nie chce zabić
Poszukiwany niczym na Saharze krople
Raj którego nie pokaże prospekt
(Planeta jazzu... planeta jazzu...)[x4]

Mam w ręku moc semafor premium
Strzał bębnów spod metafor milenium
Menciu ze sprzętu wyciskam opór rastamanom pokój
Z miasta kanon bloków warstwa z fazą shotów
Sampla z frazą notuj kłamstwa z podkopu od przystawionych glocków
Krew przedpokój gdzieś prowadzi szlak ten
Ślepy jak świat i sarkiew o świat się martwię
Póki we krwi mam tlen ej zobacz
Ślepy los łapie za rękę mówię prowadź
Mózg mój to sonar wizje gromadząc w oponach
Przetwarzają na myśl którą wypluwa przepona
x koma x lampa śle słowo po kablu
Na stół gdzie track tu na plus
ee to do wybawców których bogiem laptop
Chmurę ogień mam to zburzę to ten chłam ziom
To mój plan co stan co gram od lat do re mi fa
Sol la si do pod dźwięków piramidą ginie mędrców żywioł
Zwycięstwu idąc Kozioł, unik, pivot(pivot!)
Wedle zasad których nie odkryła NASA
Tu jazz zapełnia pustkę pod pokrywą wszechświata.

Nie czas na strach i ból miłość i nienawiść
Tu nikt nie chce życ jak i nikt nie chce zabić
Poszukiwany niczym na Saharze krople
Raj którego nie pokażę prospekt
(Planeta jazzu... planeta jazzu...)[x4]

(z pozdrowieniami dla wszystkich moich braci
od Pomorza po Tatry
prawdziwego hip hopu zastrzyk Jazzurekcja tak jest..)

Dwa cztery na dobę orbitalnie non-stop
reprezentuję kosmos pod laseru wiązką
Requiem dla snu paranoi nastrój
Dramat w roli nas tu oddaj świat mój
Nic więcej nie chcę by żyć by być
By oddychać powietrzem by iść by zysk nie oddalał co piękne
Jestem i będę na zawsze nazywam się człowiek
Gdzieś w drodze mlecznej na jednej z komet...
Halo brat! Co robisz, proszę Ciebie?
Sam nie wiem, na razie opijamy 7, jeden jest już nad zlewem
Czekaj na mnie ziom dojedziem,
To weź kup 3 litry plus ogóry, śledzie
Ziomek będzie pół godziny,
Brat, przyjedź szybciej, bo muszę uzupełnić płyny
Kwestia chwili, tylko załatwię koszulki
Weź bibułki
Oprócz wódki?
Ty, do jarania to mam tylko ustnik
Puszczę głuchego to podejdziesz do furtki?
Dobra czekam
Pełen luz dla człowieka
Zapal shreka, a ja czekam, dzwoń jakby coś nie tak
To się widzim, wliczy szaniec będzie dymić
To też ustalimy, wypijemy, potem na zagajnik
Zobaczymy co będzie
Ja się piszę na sjestę
Dziś opijamy 7, 7 to po pierwsze

Jeśli pić to z umiarem, jeśli palić to opór
Poczuj luz tu na oku, dla wszystkich rasta pokój
Prawo zbojkotuj, wywieś zieloną flagę
Jak świata nie zdobędę, chociaż sobie zapalę

Poczuj luz ziom, ten świat to kat jest naszych starych
Poczuj luz, bo ten fach to rap jest, a nie czary
Wiary brak tu, nie zdobędę celu po omacku
Mamy świat swój bez jupiterów, Grammy wynalazków
Choć przez to nie pamiętam poprzedniego dnia znów, ziom
Dzisiaj nie wariuj, kac kuje łeb jak kaktus
Mam na to plan swój, kolejna szklanka rano
Tak funkcjonuje miasto tu z nocy na noc
Łatwo zgubić tożsamość, brat raczej portfel
Bo tożsamość odzyskasz jak zdołasz oprzytomnieć, ziom
Ujmij to prościej, by zrozumiał typ tu
W mowie potocznej to odzyskanie filmu
Ale co się stanie dziś tu? Tego nie wiem,
Ale pewien jestem, że mam litr tu, bo znam siebie
I milion pomysłów by być w niebie
Brat to odbij, proszę brat odgwintuj to za 7

Jeśli pić to z umiarem, jeśli palić to opór
Poczuj luz tu na oku, dla wszystkich rasta pokój
Prawo zbojkotuj, wywieś zieloną flagę
Jak świata nie zdobędę, chociaż sobie zapalę

Moja głowa czuje ten bit
Bardzo dobrze czuję się w tym stylu,
Który tutaj promuję
Ja pierdolę, Ostry, Kochan
I.D.Ę. sam sobie, I.D.Ę. przez miasto
I.D.Ę. sam sobie, I.D.Ę.

Wstałem dziś o ósmej rano i przemyłem oczy
zjadłem sobie śniadanie przy muzyce je się lepiej
płatki kukurydziane wiadomo z mlekiem
Po posiłku czas na faję, nie na tą co daje baje
bo tych już nie palę, LM w ustach płonie
dobra wyrko zrobiłem, wykąpałem się, ubrałem
do zaczętego tekstu parę wersów dopisałem
Pisać skończyłem i na miasto ruszyłem
Deptając klatkę spotkałem akurat
wracającą z pracy matkę miała w ręce pełną siatkę
Pomogłem ją wnieś, dobra idę - mamo cześć
No i idę sam sobie w stronę przystanku
i 63 akurat uciekł mi
Następny za dwadzieścia minut, to pierwszy dzisiaj minus
No i wreszcie jedzie, bez biletu wsiadka
nie zgrywam tu kozaka nie miej mnie też za biedaka
tak po prostu strata sianka dla kanarów mada faka
w autobusie cała paka siedzi chłopaków na laka
każdy udaje cwaniaka, każdy to typ buraka
Dobra, dobra Bałtyk czas już mój wysiadać
o tym co dalej będę w drugiej zwrotce gadać, I.D.Ę.

I.D.Ę. sam sobie, I.D.Ę. przez miasto
I.D.Ę. sam sobie, I.D.Ę. przez miasto
I.D.Ę. sam sobie, I.D.Ę. przez miasto
I.D.Ę. sam sobie, I.D.Ę.

Wysiadłem z autobusu, szluga na [?] rzuciłem
I idę dalej sobie sam, apetyt mam
na coś dobrego, ale nie drogiego
O, podskoczę tam do budki z żarciem koło mostu
tam sobie zrobię postój, coś w siebie wrzucę
A więc idę przez kapo, nie we w myśli sobie nucę
moją nową rap sztukę, idę dalej łukiem
Patrzę a tu z hukiem biegnie trzech nieletnich
A za nimi dwie mendy, truchtem grube gęby
nieudolna władza za to też ChWDP
Dobra dalej rwę, doszedłem do budki
z kulturą się odnoszę - dzień dobry, poproszę
jedną zapiekankę tą za cztery pięćdziesiąt
kupiłem, zapłaciłem, zjadłem i dalej ruszyłem
Dobra idę do Empiku no, bo dawno tam nie byłem
no i sobie idę, chód pełen luz
czerwone światło stój, przejścia wybór mój
pstrykło zielone, dobra walę naprzód
na przystanku tramwajowym słyszę - weź mu zakurw
no się będzie patrzał na ciebie taki palant
taki do bójki powód to głupoty dowód
No i idąc dalej, przechodząc przez pasy
stłukły się dwa auta nienajlepszej klasy
w jednym drobna pani w drugim cztery Adidasy
przyjechała policja, karetka, tłum gapiów
mi nie chce się stać, patrzeć, będę spadać
o tym co dalej będę w trzeciej zwrotce gadać, I.D.Ę.

I.D.Ę. sam sobie, I.D.Ę. przez miasto
I.D.Ę. sam sobie, I.D.Ę. przez miasto
I.D.Ę. sam sobie, I.D.Ę. przez miasto
I.D.Ę. sam sobie, I.D.Ę.
[tylko tekstyhh.pl]
No i dalej walę kroki, idę przez miasta uroki
po lewej Long naprzeciwko okrąglak
tak kiedyś zajebisty targ
teraz tylko park szalonej młodzieży
Trzydzieści metrów dalej patrzę siedzi gniewny
żebra na chleb, dam mu, nie jestem wredny
nie musi mi dziękować, to ja mogę dziękować
że mogę dać a nie wołać, dać a nie wołać
Dalej inna sytuacja, punkowa akcja
brakuje nam na wino masz może dwa złote?
no kurwa co ty? masz mnie za idiotę?
nie będę dawał czubkom moich kurde monet
Doszedłem do Empiku, wchodzę, podchodzę
do półki z płytami aż tu nagle jakiś
koleś mnie zaczepia - ej, sorry ziomek
ej, sorry ziomek nie wiesz gdzie tu jest techniawka?
nie mam pojęcia stary, to nie moja jazda
Dobra wychodzę, idę się czegoś napić
usiadłem sie na placu, wkoło mnie gołębie
trzy ławki dalej ktoś dostaje po gębie
Patrzę na zegar już godzina czwarta
O tym co dalej powie ostatnia zwrotka - czwarta

I.D.Ę. sam sobie, I.D.Ę. przez miasto
I.D.Ę. sam sobie, I.D.Ę. przez miasto
I.D.Ę. sam sobie, I.D.Ę. przez miasto
I.D.Ę. sam sobie, I.D.Ę.

Wstałem z ławki w stronę starego walę
zrobiłem parę kroków, patrzę mendy na sygnale
gonią jakiś wozik a ja se idę dalej
legalnie pełen luzik w kieszeni zbiór nie duży
monet mi brzęczy, ale spoko jest
bo za trzy dni robota się święci
a czy wypali to wiadomo, że nie wiadomo
nadchodzi piąta piątkowego czasu
Będę powoli dreptał już do chaty
to znaczy do domu z Betonu na Grunwald
a więc idę sobie na przystanek koło młyna
przede mną dziewczyna w obcisłych dżinsach
zajebiście pupą rusza tak to do patrzenia zmusza
dobra Cienki buty wdusza, bo autobus jedzie
a przede mną dwie ulice do przejścia przecież
lecz ja głupim nie jest, ja nie hardcore-desperat
wolę się zatrzymać i na następny czekać
63 drugi raz mi spierdolił
a więc idę sobie na przystanek powoli
patrzę kto stoi - o, znajoma twarz
witam kurwa, jak się masz, co u ciebie słychać?
nic ciekawego, wszystko po staremu
cały miesiąc walczę o te kilka PLN'ów
wuchta problemów, przejebana sprawa
dobra, narka, trzymaj się, ja spadam
O kurwa wpadłeś pod autobus
Siedzę w słońcu mierzę świat
Karkołomnym pędem lat
W ustach krąży dymu smak
Ja płonę

Kolejne pokolenia zemsty
Życzę Ci powodzenia jeśli tożsamość zamieniasz w prestiż
Umysł tym tętni, agresja przynosi ulgę
Jeszcze sam się nie domyślasz czym tu grozi ten burdel?
Wybacz, że Cię karmię historiami niespełnionych karier
Sam nie wiem kiedy ziemia się tu pode mną zarwie
Kocham, robię rap, nie zabijam, nie kradnę
Powoli czas przepływa przez palce
W mediach mówią haruj, w pracy zapierdalaj
Dla tygodnia wakacji zdrowiem płacić za awans
Są tacy, których zbawia jeden tysiak na rękę
I są tacy, którzy widzą ten sam tysiak w t-shircie
Na tysiaka w kopercie również znajdziesz odbiorcę
I dla tego tysiaka ktoś Cię walnie pod kioskiem
I tak Twoim kosztem idzie postęp w tym mieście
Amerykański sen z zawałem po 30-stce

Wchodzi człowiek, mówi mi
Na ulicach gwałt i krzyk
Idzie nowe całe we krwi
Ja płonę

Jedno życie z jednym sercem, jedno bicie w jednym tempie
Póki los tętnice przetnie, te ulice we śnie nie bywają tak wrogie
Jak to, co spotkasz w mieście przez przypadek pod domem
Wybrani na co dzień, też chciałbym się tak czuć tu
Utrzymywać luz w chuj nawet gdy nie ma kruszcu
Znasz temat rachunków, śmierć zagląda w oczy
Przez presję rachunków niejeden z okna skoczył
Niewiele można zrobić wobec desperatów
A jeśli mam tu polec to wolę na hamaku
To nie Dziki Zachód raczej zimny Wschód
Gdzie młodość nam spierdala jak od sznycli głód
Masz policji smród, chcesz być mendą, zapomnij
Zamiast chronić te pizdy dają wpierdol bezdomnym
Ty nie pierdol, bo skończyć możesz tu dziś tak samo
A jest czas kiedy świat tylko raz mówi dobranoc

Wchodzi człowiek, mówi mi
Na ulicach gwałt i krzyk
Idzie nowe całe we krwi
Ja płonę

[x3]
Chcę być dobry
O tym wiem
Ale we mnie jeszcze płonie gniew

Chcę być dobry
O tym wiem
A więc muszę w sobie spalić cały gniew

(Nikodem po wizycie u matki udał się na spotkanie ze zwierzchnikami w celu dokonania transakcji, miało to miejsce w Łodzi na terenie opuszczonych zakładów Elty przy ulicy Szczecińskiej, nie jestem w stanie przedstawić państwu jak wyglądała ta wymiana i to spotkanie, możemy jedynie przypuszczać, że to co się tam wydarzyło miało kolosalne znaczenie nie tylko dla samego poszukiwanego, ale i dla zleceniodawców)
[Ref.] :
To nie truteń Gucio chociaż ostro bzyka
Żaden czeski krecik tutaj nie przyfika
Uszatkowi wciśnie towar
Wychla Koralgola browar
Pszczółce Maji strzeli gola, no bo kolec ma do kolan
On ma cel
Opierdalać się wciąż
Jest zawsze
Po kolędzie, jak ksiądz
W łóżku wali triki sixty nighty sixty
Trzy świnki, patrz
Wszyscy inni znikli

[Sokół] :
Idę po Sró Jerzy pod Witosem,
On nie jeździ tu,
Tylko leczy się browcem
Przy nim kilka sztuk, jak zwykle robi zamęt
Dmucha im balony, z prezerwatyw
Bawidamek
Idę dalej, mignął mi
Janek pożycz ilu takich Janów na tym świecie Bożym
Janek krewi sos, wszystkim ludziom dookoła
Tylko jeden Jerzy krewi, Jankowi stara szkoła

[Ero] :
Jeż pieprzy Maje, ja pieprze beef z Wodeckim
Dziś nawet grzeczne dzieci, będą się bić po lekcji
I niech nikt, nie kpi pod szkołą, jest nie wesoło
Bo Jeż przefiskał, szatnie i wyjarał wszystkim zioło
Podobno potem, gdzieś
Nieopodal kina Jeż
Napadł na poczte przebrany za murzyna
Uciekł, bo zatrzymał tramwaj
Zrobił grinda na szynach
Był szybszy od prądu, nikt go nie zatrzymał

[Ref.] :
To nie truteń Gucio chociaż ostro bzyka
Żaden czeski krecik tutaj nie przyfika
Uszatkowi wciśnie towar
Wychla Koralgola browar
Pszczółce Maji strzeli gola, no bo kolec ma do kolan
On ma cel
Opierdalać się wciąż
Jest zawsze
Po kolędzie, jak ksiądz
W łóżku wali triki sixty nighty sixty
Trzy świnki, patrz
Wszyscy inni znikli

[Ero] :
On bywa tu i tam, krążą o nim legendy
Mówią że france z pigalaka na nim, zjadły Swe zęby
I że ma ostre plecy kaca browcem leczy
Praca, edukacja, są to mu obce rzeczy
On Pottera, uczył latać na miotle
Moczem pościł Hitlera, gdy się ten kopcił w kotle
I nie wiem ile, w tym prawdy
Słyszałem tylko plotkę
Że jako jedyny, w Polsce, latał Katowickim Spodkiem

[Sokół] :
W klubie nocnym, cała bramka furczy
Jerzy, odlał się na bar i się utarg skurczył
Kiedyś na zamkowym, trzej B-Boy'e latem
Przetańczyli z Jeżem, całą swoją wypłate
Zatem ich, dziewczyny miały potem focha
Po kolei, zaliczyły Jerzego i, jego lokal
Idę po mieście, on kima na przystanku
Jerzy Jeż, nie wiejski kulfon w Teleranku

[Ref.] :
To nie truteń Gucio chociaż ostro bzyka
Żaden czeski krecik tutaj nie przyfika
Uszatkowi wciśnie towar
Wychla Koralgola browar
Pszczółce Maji strzeli gola, no bo kolec ma do kolan
On ma cel
Opierdalać się wciąż
Jest zawsze
Po kolędzie, jak ksiądz
W łóżku wali triki sixty nighty sixty
Trzy świnki, patrz
Wszyscy inni znikli
Ref. x2
Upadek, popatrz ludzie wokół upodleni
Jednym tak się ułożyło inni chyba tak chcieli
Opisuje sytuacje tu na naszej polskiej ziemi
Może jestem naiwny ale nie trace nadziei

1.
Mężatka z obcym zgredem po pijaku idą w bale
Zwiedzili w ten sposób wiele spelun i toalet
Nie widzą swego upadku , widzą w sobie dużo zalet
Mam się śmiać czy płakać ?
Czy to pogrzeb czy kabaret ?

Patrze na dzieciaka na gangstera mknie na fali
W podrubach naszych ubrań zajebani pseudo-fani
Małolatka rżnie się za kase bardzo tanio
Kilku równieśników w szkole poszło by w ogień za nią
Ona z obcym zgredem się ruchała dzisiaj rano
Co będzie o tym myśleć jak już będzie starszą panią
Piętnastolatkowie z dobrych domów ćpają koke
Przecież perspektywy mieli przed sobą szerokie
Młodsze dziewczyny są chętne i mają gardła głębokie
Może nie jest to mój problem lecz pisze bo spać nie moge
Ich rodzice z braku czasu wciąż nie mogą do nich dotrzeć
Nie chcą widzieć że ich dzieci już szykują własny pogrzeb
Oni swoje życie wciąż prowadzą rym kariery
Serce ich córeczki gubi rytm i łapie szmery
Gdzie indziej małolaci ostre ekipy tworzą
Jeden z nich się rozjebał, dalej razem z nim się wożą
Może oczy otworzą lecz jak dla mnie już za późno
Bez zastanowienia chuj w nich wbijam tu na lóźno
I choć jak o tym myślę to robi mi się smutno
To niektóre rzeczy trzeba skwitować krótko

Ref. x2
Upadek, popatrz ludzie wokół upodleni
Jednym tak się ułożyło inni chyba tak chcieli
Opisuje sytuacje tu na naszej polskiej ziemi
Może jestem naiwny ale nie trace nadziei

2.
Opowiem ci skąd ja to znam
Skąd się bierze tu ten chłam
Wyłam ludzi którzy mieli w życiu przecież wiele szans
Jeden raz możesz tylko stąd odejść
Nie prowokuj sytuacji które ciążą na tobie
Póki jesteśmy młodzi , nie czas taplać się w grobie
Stań na przeciw chorobie , porządek zrób w głowie
Życie cie testuje , ciebie tylko stać na mało
Ziomek omal nie dostrzegasz upadku , będzie bolało

Upadek , jaka droga do niego prowadzi ?
Z jakich powodów ziomek planuje cie zdradzić ?
Czemu matka zaczyna mieć gdzieś dzieci swe ?
Kiedy stają się dorosłe i czy wcześniej już są złe ?
Na jakiej jesteś drodze , czy upadek czeka Cie ?
Czy przyszłość widzisz jasno czy starasz dojrzeć we mgle ?
Kiedy z pożądnego gościa robi się ćpun i pijak
Kiedy masz wszystko gdzieś i wszystko odczuwasz nijak
już nie dla ciebie świeci moje słońce
już nie dla ciebie ta gorąca kąpiel
znajduję cię tutaj coraz rzadziej i rzadziej
i nie od ciebie mam tą nową bieliznę w szufladzie

już nie twój zapach kładzie się wieczorem na mojej poduszce
nie twoim głosem ktoś mówi mi potem 'zbudź się'
rano znów jest za mocna, ale nie twoja kawa
i nie ty mówisz do mnie mała

już nie ty

już nie moje płyty grają w twoich głośnikach
i nie moich palców twoje palce chcą dotykać
i to już nie to samo gdy już nic nie jest nasze
gdy na naszym stole stawiam tylko jedną herbatę

nie moja pralka pierze dziś twoje ubrania
nie moja walka ale twoja przegrana
nic nie jest twoje ale nic mi nie zostawiaj bo
cała ja jestem twoja nadal

to już nie ty
ref. [Bezczel, Sage]
Temperatura wysoka, niebo bez chmur, popatrz
Plaża, lokal, czy gruba biba na blokach
Otwórz browar, odpal blunta z ziomem
Zbij pionę to nie grzech daj się ponieść 2x

[Bezczel]
Yo, to będą grać w klubach, w tych w których ja będę chlać
Będę miał ubaw, będzie gruba rozruba to będzie fruwać
Po całym mieście całej Polsce, proszę Bezczel
Wejście ostre, zagramy koncert, tak zarabiamy mońce tu
Czterdzieści procent, wóda jedną z moich zboczeń
Ty doceń ten rap owocem pracy na codzień doceń to ziom
Jest najs tu, nastuk nas tu kilkunastu znawców
Stu piętnastu toastów, nastrój zwiastun baunsów
Mała baunsuj z nami, tequilla lansuj,
Skosztuj bruderszaftu z nami, he heej
Co złego to nie my, zawijasz z nami czy zostajesz z kolegą swym
To nie dla niego flm, dziewczęta ! temat gorący jak fiesta
Spijam z nich nektar w tekstach sprawdź tu jest tak
One, są jak zwrotki jedna, druga, następna
Ja pomiędzy nimi jak refren i chcę tak
Wyluzowany na leżaku w Miami
Oblewać nagie dziewczyny drogimi alkoholami
Z ziomami palić blunty, rapować grać w to i tańczyć
Spijać z gołych cyców słodki sok z pomarańczy
Słońce praży jak na plaży w Portsmouth
Uśmiech na twarzy, kojażysz pełen komfort
Walizki z forsą, osobisty sponsor
A w klipie lepsze dziwki niż (?)

ref. [Bezczel, Sage]
Temperatura wysoka, niebo bez chmur, popatrz
Plaża, lokal, czy gruba biba na blokach
Otwórz browar, odpal blunta z ziomem
Zbij pionę to nie grzech daj się ponieść 2x

[Sage]
Temperatura wzrasta, skurwysynu sprawdzaj
Wyjeżdżam dziś z miasta, jestem na wakacjach
Letni czas nastał, dupy pokazują ciałka
Typy się prężą, ale to nie moja działka
Ja prężę się do majka
Moje studio to moja treningowa salka
Jutro rozpoczynam dzień od browarka zimnego
Bo na dworze sauna kolego, ze mną ziomów cała banda
Dlaczego ten tego, nie wziąłem fullcapa
Napierdlala tak słońcem że aż dymi mi czacha
Nie ma co tutaj płakać, zimą dopiero jest chujnia
Więc zawijam sześciopaka i wypierdalam ze studia
Gdybyś ziomuś się wkurwiał jaki tu mamy dziś chill
Ja mogę razem z Fabułą zaśmiać ci się prosto w ryj
E!
Tak!
Skurwysynuu blaaauu

ref. [Bezczel, Sage]
Temperatura wysoka, niebo bez chmur, popatrz
Plaża, lokal, czy gruba biba na blokach
Otwórz browar, odpal blunta z ziomem
Zbij pionę to nie grzech daj się ponieść 2x
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo