Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Efieszet i jego bla bla bla styl
Efieszet i jego bla bla bla styl
Aha i jeszcze raz.

Ja nie mówię głośno o pieniądzach,
O pieniądzach nie mówię wcale,
Kiedy Ty otwierasz usta,
Ja do nosa pcham swój wielki i krzywy palec.
Efieszet jak tam pieniądze nie trzymają mnie się wcale
Opadają, wypadają stale, nie wlatują do kieszeni.
Ja czekam masując łeb,
Czekam, aż w tym temacie coś się zmieni.
Pytanie: dlaczego, gdy chcę być mi płacił
Ty spuszczasz wzrok, patrzysz się,
Wypatrujesz dziury w całym,
A płać mi za to, co robię,
Płać ja tym żyję, patrzę się krzywo,
Ja czystą wodę piję,
A mi potrzebne są najdroższe wina,
Ja czekam na deszcz, ludzie czekają na deszcz,
Co wzbogaci nas jak trzeba.
Wszyscy patrzą w górę z rękoma w kierunku nieba.
Dziś o godzinie dwunastej pieniądze będą lecieć z nieba.
Wyobraź sobie lecą dzień cały non stop, prawdziwa ulewa.
Pieniędzmi zasypane drogi, domy, zasypane drzewa.

Efieszet powiedz czy Ty wiesz,
Czy pieniądze będą spadać jak deszcz,
Będą wpadać prosto do kieszeni
Jak huragan jak deszcz .
Powiedz czy Ty wiesz.
Efieszet powiedz czy Ty wiesz,
Czy pieniądze będą spadać jak deszcz,
Będą wpadać prosto do kieszeni
Jak huragan jak deszcz .

A teraz brudno, syf na ulicach
Za szybami świecą klejnoty,
Wystają z gabloty, nawet kibel złoty.
A otwierają z hukiem szampana,
Przelewa, przelewa się wino czerwone,
Bawi się elita cała,
Wszyscy to zawsze nie ja, ja to nie wszyscy.
Chodzę drogami, które omijają Was z daleka.
Skromnie pije wodę z pogniecionej butelki,
Jakakolwiek złość uchodzi ze mnie jak z wody bąbelki.
Czekam, wystawiam kapelusz,
Gapię się w niebo, nie wiesz, dlaczego aha
Ty wiesz, dlaczego aha
Ja wiem dlaczego o o o

Efieszet powiedz czy Ty wiesz,
Czy pieniądze będą spadać jak deszcz,
Będą wpadać prosto do kieszeni
Jak huragan jak deszcz .
Powiedz czy Ty wiesz.
Efieszet powiedz czy Ty wiesz,
Czy pieniądze będą spadać jak deszcz,
Będą wpadać prosto do kieszeni
Jak huragan jak deszcz .
Jak huragan jak deszcz.

Pieniądze lecą z nieba.
Uwaga! Pieniądze lecą z nieba
Jak huragan jak deszcz.

A więc racja teraz mówię głośno o pieniądzach,
O pieniądzach, bo nie widzę ich wcale,
Choć wpatruje się w niebo,
Gapie się w niebo ładnych godzin parę.
Niech lecą, proszę niech spadną jak grad.
Niech spadają z nieba przez parę ładnych lat,
Rok może dwa, jak na razie nic nie pada
Nic nie leci z nieba, puste niebo.
Ja wznoszę swoje ręce, więc dlaczego
Niech leci ulewa, spada z nieba.
Proszę właśnie teraz.
Efieszet i wszyscy na raz błagalnie wznoszą swoje ręce,
Niech pada, niech leci na nas więcej, więcej.
Wpada w moje łapy, uwaga zaczyna się
Wszyscy z głowy czapy.

Efieszet powiedz czy Ty wiesz,
Czy pieniądze będą spadać jak deszcz,
Będą wpadać prosto do kieszeni
Jak huragan jak deszcz .
Powiedz czy Ty wiesz.
Efieszet powiedz czy Ty wiesz,
Czy pieniądze będą spadać jak deszcz,
Będą wpadać prosto do kieszeni
Jak huragan jak deszcz .
Jak huragan jak deszcz.

Chciałbym żeby kasa wypychała moja kieszeń. x8
Wypychała moją kieszeń. x3
To moja broń zaciśnięta dłoń na mikrofonie
Prosto w skroń pomyśl o obronie
Scena płonie jak mury w Babilonie
Odbite moje dłonie w betonie
Zachować świat dla przyszłych pokoleń
Niech będą symbolem
Jaką rolę w życiu odgrywa dążenie z uporem do celu
Takich jak my jest niewielu
Potrzebuję ich bardziej niż tlenu
Rozpoczęło się kilka lat temu
Przetrwać w systemie zanim czas nadzieje rozwieje
To Styl V.I.P., V.I.P., to Styl V.I.P.

Spowoduję skurcze i zatrzymam cię tak
Czujesz hamowanie, mayday tak
Zabawa się kończy z gerowanym winem
Ja Cham-pion w dwóch osobach, serio ja
Budza się co i my to jo
My nie, nie śpimy już nie, nie śpimy nie
Muczas gracja z Champion kabanos

Wychodzi ze mnie moje szatańskie oblicze
Po kilkunastu bongosach, fajkach, jointach, butelkach, fifce
Liczą się jazdy jak przy siódmym ostrym litrze
Wojtka mamy z powrotem na wolce, zajebiście
Jebać policję i cały ten skurwiony do dupy system
U.S., J.K., soczyście, krwiście, klasycznie, rozpiŹdziel, perfidnie
Nie jest to wszystko prosto, chociaż wygląda piknie
To jest ten czas TeWu Śląsk yo aktywnie

To jest wciąż ta chwila, to miejsce i czas
Zobacz jak A.N.Z. rozpierdala was
Przestroga nie, nie, tylko dobra zabawa
To bajka przepełniona magią jak fajka
Dobre rymy, pętle, bity i słowa
To wszystko o czym marzy moja stara głowa
Pii 14, kiedy wreszcie porno w Imaxie?
Może bania 3D za chwile zacznie się

Biały dzień plus chłopaków cień
Jazda przednia ławka, trawka
Jak coś to zmień lub sprawdŹ to
SprawdŹ też okolicę, pozwól, że wyliczę
2002 odsłaniam swe oblicze
Ponownie ma liryka jest jak wzgórze pięter
Rozpierdalam cię jak Osama World Trade Center
Do potęgi n-tej A.N.Z.
Nie dostaniesz więcej mnie, bo inny ziomal napierdalać chce

WyjdŹcie dzieciaki, wyjdŹcie ostro na ulicę
Czas pokazać siłę której nie widzę
Zróbcie coś z czego będziecie dumni
Okażcie radość, smutek, ból
WyjdŹcie dzieciaki, wyjdŹcie ostro na ulicę
Czas pokazać siłę której nie widzę
Zróbcie coś z czego będziecie dumni
Okażcie radość, smutek, ból

Bez smętów wyczekiwaliśmy tych momentów
Ty tera robisz w gacie, Te da znać o sobie nieraz
To jest ten czas, ile wlezie dawaj, dawaj
Na proste nogi stawaj szybciej
Takiej jazdy jak tu nie ma nigdzie
Te całe stado desperado
Słabo, dawaj bongo, spalmy to palonko
Problem masz, nie sap, (TeWu, TeWu, TeWu rap)
Nie zamykajcie jap, łap oferty te konkrety
Legal nakład i zakład przecięty

A ja nie zwracając uwagi na was
To jest ten czas, czekam, ból w pamięci
Te działam, chęci
Podejmowanie ryzyka mnie kręci
Wkręty pento niszczą wprowadzają w zamęt
Już mnie nie skusi ten twój pusty diament
Zwróć uwagę gdzie ty jesteś, co mu dasz
Kobieto przejrzyj na oczy, umyj twarz

Wbite pazury, szybszy do kabury
Znowu dała znać siła natury
Jest cel trafiony w kontury
Będzie boleć, nie czas na spowiedŹ
Szybka odpowiedŹ, szybki cios
Słychać głos, ma coś w sobie
Jeży się włos, akcja, akcja 24 h, rotacja
Jest motywacja, wychodzi na jaw, dochodzi praw
Rusza z cienia, rozjebać gmach
To twój finalny mach

To badzie pokręci bardziej, uważaj twardziel
Poszło po gardzie co w parze idzie
Nie chcesz na to patrzeć, musisz to widzieć
Nie chcesz musisz teraz to słyszeć
Tewu rapa, na kena zakładam kapa
Śląskie rapy, gówno na bok bier to
W drodze młode pokolenie - większy rozpierdol
W zapomnienie poszły pento
Ten tamto, tamten ten to
Ja tu żyję, ja to wiem to
Reling beto, nie podniecaj się tandetą
Macha, na policję kładziona lacha
Po całości wajcha, tamta ra ramta

Brudne południe, wdupiaj żetona w automat
Nasze życie to renoma, dobra marka Tewu rządek
Jaki był początek na czasie wszystko w miasto
Moje demo poszło, jakie hasło, szukaj hasła
Cios poniżej pasa, muszę zacząć je zadawać
Ty poznajesz mnie, z byka patrzysz nie udawaj
Nie mam sucho w ryju, raczej ty masz mokrą cipkę
Świony dla mnie West, czas na randkę z ciemnym typkiem

Chcę wykorzystać raz, bo mogę nie mieć szans
Powiedzieć wszystkim jak traktuję rap i was
To jest ten czas i tak będę na zawsze tam
Gdzie gra konkretny bas i melodyjny funk
Mój hip-hop to nie szpan, czemu go gram nie pytaj
Staję u bram swych snów, gdy kładę głos na bitach
Te kilka moich snów to dla mnie full wypas
CH-ów w Gliwicach, plus Tewu klika

Minęły czasy old-scholowe
Plastikowe granie na tym globie preferują
Nazywają się jak dawniej coś tam kombinują
Małolatów uczą gówna oszukują, czas to zmienić grać
Obudzone po to, żeby Virus old-school siać
Hola, na jabola, brak tu doktora Bola
Pora na zola wyjebać wora, come back mic czek
Wypierdalać na bok, wek, rzygać mi się chce człowiek, więc

WyjdŹcie dzieciaki, wyjdŹcie ostro na ulicę
Czas pokazać siłę której nie widzę
Zróbcie coś z czego będziecie dumni
Okażcie radość, smutek, ból

WyjdŹcie dzieciaki, wyjdŹcie ostro na ulicę
Czas pokazać siłę której nie widzę
Zróbcie coś z czego będziecie dumni
Okażcie radość, smutek, ból

WyjdŹcie dzieciaki, wyjdŹcie ostro na ulicę
Czas pokazać siłę której nie widzę
Zróbcie coś z czego będziecie dumni
Okażcie radość, smutek, ból

WyjdŹcie dzieciaki, wyjdŹcie ostro na ulicę
Wybija północ, wybija północ
Zróbcie coś z czego będziecie dumni
To jest ten czas, uderzenia czas
[Ref.] :
To nie truteń Gucio chociaż ostro bzyka
Żaden czeski krecik tutaj nie przyfika
Uszatkowi wciśnie towar
Wychla Koralgola browar
Pszczółce Maji strzeli gola, no bo kolec ma do kolan
On ma cel
Opierdalać się wciąż
Jest zawsze
Po kolędzie, jak ksiądz
W łóżku wali triki sixty nighty sixty
Trzy świnki, patrz
Wszyscy inni znikli

[Sokół] :
Idę po Sró Jerzy pod Witosem,
On nie jeździ tu,
Tylko leczy się browcem
Przy nim kilka sztuk, jak zwykle robi zamęt
Dmucha im balony, z prezerwatyw
Bawidamek
Idę dalej, mignął mi
Janek pożycz ilu takich Janów na tym świecie Bożym
Janek krewi sos, wszystkim ludziom dookoła
Tylko jeden Jerzy krewi, Jankowi stara szkoła

[Ero] :
Jeż pieprzy Maje, ja pieprze beef z Wodeckim
Dziś nawet grzeczne dzieci, będą się bić po lekcji
I niech nikt, nie kpi pod szkołą, jest nie wesoło
Bo Jeż przefiskał, szatnie i wyjarał wszystkim zioło
Podobno potem, gdzieś
Nieopodal kina Jeż
Napadł na poczte przebrany za murzyna
Uciekł, bo zatrzymał tramwaj
Zrobił grinda na szynach
Był szybszy od prądu, nikt go nie zatrzymał

[Ref.] :
To nie truteń Gucio chociaż ostro bzyka
Żaden czeski krecik tutaj nie przyfika
Uszatkowi wciśnie towar
Wychla Koralgola browar
Pszczółce Maji strzeli gola, no bo kolec ma do kolan
On ma cel
Opierdalać się wciąż
Jest zawsze
Po kolędzie, jak ksiądz
W łóżku wali triki sixty nighty sixty
Trzy świnki, patrz
Wszyscy inni znikli

[Ero] :
On bywa tu i tam, krążą o nim legendy
Mówią że france z pigalaka na nim, zjadły Swe zęby
I że ma ostre plecy kaca browcem leczy
Praca, edukacja, są to mu obce rzeczy
On Pottera, uczył latać na miotle
Moczem pościł Hitlera, gdy się ten kopcił w kotle
I nie wiem ile, w tym prawdy
Słyszałem tylko plotkę
Że jako jedyny, w Polsce, latał Katowickim Spodkiem

[Sokół] :
W klubie nocnym, cała bramka furczy
Jerzy, odlał się na bar i się utarg skurczył
Kiedyś na zamkowym, trzej B-Boy'e latem
Przetańczyli z Jeżem, całą swoją wypłate
Zatem ich, dziewczyny miały potem focha
Po kolei, zaliczyły Jerzego i, jego lokal
Idę po mieście, on kima na przystanku
Jerzy Jeż, nie wiejski kulfon w Teleranku

[Ref.] :
To nie truteń Gucio chociaż ostro bzyka
Żaden czeski krecik tutaj nie przyfika
Uszatkowi wciśnie towar
Wychla Koralgola browar
Pszczółce Maji strzeli gola, no bo kolec ma do kolan
On ma cel
Opierdalać się wciąż
Jest zawsze
Po kolędzie, jak ksiądz
W łóżku wali triki sixty nighty sixty
Trzy świnki, patrz
Wszyscy inni znikli
Ref.:
Powiedź po co się lampisz
Nie gap się
Powiedź po co obcinasz
Nie gap się x4

[Kris]
To jest jak poker, obrzucasz mnie wzrokiem
Spojrzenie głębokie, na twarzy pełen joker
Chyba mam tą kartę, którą chciała byś mieć
Chcesz to weź
Tylko zamiast patrzeć powiedź mi choć cześć
Ja nie gryzę
Chyba, że dasz mi na to wizę
Jak widze chcesz przekroczyć tą granice
I to ze mną czujesz się pewną
To podejdź bliżej, a marzenia się spełnią

[Doniu]
TeOeLIU na chodniku co dzień pełnym trików
Mierzymy się od A do Z
Wymiana spojrzeń to jak tenisowy set
Ej grasz bo czuje twój wzrok
Może zrobisz w końcu pierwszy krok
Dziewcze zabierz się za polowanie
Skończ z tym naiwnym obcinaniem

Ref.

[Doniu]
Dziesiątki ciał, wieczór klub
Na parkiecie trąbik dalej jak lód
Zimna Mona Lisa
Wylał bym na nią tekile, potem zlizał
W rozmowie jednak jak na dłoni
Jej facet w domu i ostre rogi
Nie, nie, nie gap się już więcej
Wole takie co mają wolne ręce

[Liber]
Co z tego, może jesteś fajna
Patrzysz na mnie jak na Frankensteina
Moja 626 możesz do niej wleźć
Ci pokaże jaka piękna jest wieś
Co, nie chcesz?
Znam fajny ciemny zaułek
Pewnie nie chcesz jeździć autem bez półek
Tak czułem, że nic nie będzie z tego
Obróć się w drugą stronę, życzę ci najlepszego

Ref.

[Kris]
W małym mieście kwiaty kany kwitną
Ja raz do roku jak widmo pojawiam się za wydmą
Za chwilę z ekipą stąd zniknę
Moja banda odwiedzi twoją impre
Za nami idzie skandal jak za Larym Flintem
Patrzysz na nas jak rasiści na Kunta Kinte
Po co, pozwól nam wejść i nie pytaj dokąd
Będzie spoko tylko ręką zasłoń oko

[Liber]
Tłumy się tłoczą na chodnikach w Obornikach
W pogodę uroczą te ulice już mnie niczym nie zaskoczą
Nie jestem uczniem, gęby słyszę darcie huczne
Wpadłem na jakąś alkoholową ucztę
Nie patrz się menelu bo będziesz miał nauczkę
Za to, że obcinasz, przeginasz tej na pinach
Prężysz się jak Popeye, który wpieprzył szpinak
Już nie będziesz się zaczynał
Po dwóch ciosach zginał

Ref. (2x)
Co to ma być tu ?!

Tego kwiata to pół świata więc na chuj mi jedna dziura
Lepsza kurwa niż domowa kura, ja tam wole kurwik
Bo po co mi w domu kurbik, baba przykładowej matki
Wole stukać Azjatki, murzynki, mulatki
Sram na twoje wydatki, nie dam ci tutaj nic
Nie zawracaj mi dupy, daj mi spokojnie żyć
Teraz wiem, pieniądze spierdoliły ci psychikę
Tacy jak ty kiedyś zostaną tu sami
Teraz chuj z wami i z tym tańcem z gwiazdami
Ja wam nie zazdroszczę, jestem ponad tym
Szczere wy penery, a gol dupę dla kariery
Tu na tych blokach siedzą większe talenty
Mają serce, zasady, ambicje i patenty
Nie jak te mendy, wielkie gwiazdy, to droga nie dla mnie
Jazdy, wasze są tu dla mnie śmieszne
Tyle lat już tutaj jestem, mam styl własny, idę tędy
Jebać trendy, sztuczne gęby, chuj wam w zęby pizdy!
Mama, tata, syn, córka - dosłownie wszyscy
Utalentowane w dupę jego mać całe rodzinki,
bo mają kurwa pieniążki i nagle wszyscy
Mają tutaj do wszystkiego talent
A gdyby nie taty fortuna, chuj by był nie balet
A najgorsze to jest to, że media ich promują
Albo pokazują jak pedały się całują, jak pedały się całują
A mojego rapu tam nie puszczą, bo jest wulgarny
Gdzie tu jest logika ? Szczera muzyka ?
Gdzie ta telewizja? Programy na poziomie
Kurwa dzieciakom robicie bajzel w głowie
To syf jak na ogniku ten stary pawilon
Nie chcę by dla mojej córki ideałem była Paris Hilton

Co to ma być tu ?! To jeden wielki syf
Ja nie chcę mieć tu do czynienia z tym
I pamiętaj jedno, nie pójdę tam gdzie ty
Bo modne jest bycie złym, zrobić dym tu dziś, ej !

Teraz to ten blisko ciebie chłopak
Na głośnikach, bitach, hitach za damkę
Nie za dużą bańkę, przechwałki, rymy
O dupie maryny, powróż sobie z giry
Wtedy będziesz wiedział czy jesteś prawdziwy
Tu kurewstwo spy, słabe programy w TV
W Vivie, MTV, jak matka z córką wybierają chłopca
Obierając kiwi, no proszę cię
Zamiast muzyki, płyt, lansowanie mózgów dzieciakom, kit
Leszki pieski odwieszą dwanaście, Kaziu Staszewski
Promowanie ludzi bez wartości , muzyki bez prawdziwości
(4Fun) powinna nosić nazwę "Telewizja down na paśmie trwam"
Teraz dojebiemy po całości psom, którzy płacą
By na płytach być dorośli, być donośni, głośni, znani fajnie
Lubiani, pożądani, bezwstydnicy, kłamcy - chuj z wami !
Jak z tym Tańcem z gwiazdami, homoseksualizm w modzie
Coraz bardziej bije z zachodu, przez morze
Komercjalizacja, miksy, plagiaty hitów starej daty
Beztalencia, szmaty, kraty, piję za was ścierwa, dalej piję szkło
Pluję na was, sram na was, jadę na was, bo
Towarzystwo adoracji zjadających własny ogon, o !

Co to ma być tu ?! To jeden wielki syf
Ja nie chcę mieć tu do czynienia z tym
I pamiętaj jedno, nie pójdę tam gdzie ty
Bo modne jest bycie złym, zrobić dym tu dziś /x2
S’check this out’uj to i posłuchaj FKS’a
stale wale rymy na miarę księgi guinessa
patrz choć pusta kiesa liryczny desant
śle jak smsa
nie jeden interesant odpada
wtedy kiedy gad gada wiem
że mówisz kumplom że to przesada
jak ten gość składa ja nadal
z liściem we fladze tak jak ma Kanada
patrz to się ciągnie jak Iliada
żaden fajans nie ma szans kiedy w trans wpada eFOKa
no kto przyjedzie i zbada akcje na blokach ?
co ? odpal socjologiczny nokaut
czterdzieści osiem metrów kwadratowych lokal
ja w nim jawnie patrzę memu miastu w oczy
jak skarabeusz każdy swoje gówno toczy
jak sokół patrze kto komu do gardła skoczy
jak pies wiesz jak jest więc nikt cię nie zaskoczy
twój człowiek, nie patrz spod zaciśniętych powiek
nie wierz w nic cokolwiek ten człowiek
ci powie, jak obiekt do zestrzelenia na polu rażenia
rakiet ziemia-ziemia nie masz już nic do stracenia.
Wiesz czasem jak Ka gubię się w labiryntach myśli
A dym i kofeina próbują mój świat zatrzymać
Czasem jak Ka boję się każdy się boi
Gdy sobie uświadomi że na krawędzi już stoi
Wiesz znasz to uczucie być samemu
Biec lecz nie móc
Prawda o życiu zawarta w sennym marzeniu
Szukam prawdy zaczynam królika śledzić
Wtedy budzę się nie poznając żadnych odpowiedzi
Mam tyle pytań lecz znam reakcję na nie
Nie mam czasu nie tym razem jutro jutro może coś się stanie
Pokolenie nie ludzi lecz danych z tabel
żadne ja zawsze wy więc po co ja tak naprawdę?

Łatwiej myśleć o rzeczach zupełnie obcych
Świat zwolnił bass drży wciągam dym zamykam oczy
Taki moment mógłby nigdy się nie skończyć
Myślę o niej piję kawę palę papierosy

Próbuję pomóc szczęściu
Spaceruję gdzieś w myślach
Zapominam przy tym co jest tu tak ważne i istotne
Dotykam tego co jest jak drzewo na wietrze wiotkie
To czego chcę może odejść bezpowrotnie
Leżę gdzieś twarz w zaciśniętych dłoniach chowam
A serce podpowiada mi jak powinienem żyć
Za horyzont skrywam się skąpany w morzu beznadziei
Tak wiele chcę dać lecz niewiele mogę zmienić
I stoję gdzieś na tej krawędzi życia
Podczas gdy ona smacznie swoje marzenia śni
Tak bardzo chcę skoczyć z tej stromej skały w otchłań
Sam nie wiem po co chyba by osuszyć łzy

Łatwiej myśleć o rzeczach zupełnie obcych
Świat zwolnił serce drży wtedy gdy zamykam oczy
Taki moment dla mnie chyba nigdy się nie skończy
Znów myślę o niej piję kawę palę papierosy
Wiadomo, świadomość kształtowana przez byt,
moja zbudowana przez setki rapowych płyt,
które miały na mnie wpływ, tak jak moje środowisko,
moje obserwacje, mój charakter, wszystko to.
Wyostrzało słuch coraz bardziej pobudzało zmysły,
dało wiarę w to, że świata nie trzeba niszczyć.
Dało energię aby zmieniać go, aby działać,
przekazywać treść w uzbrojonych rymów oddziałach.
Widzę świata piękno i widzę świata piekło
i widzę sprzeczność i odczuwam wielką wściekłość.
Wiesz co? Im więcej wiem, tym więcej nie wiem,
im więcej nie wiem, tym bardziej poznaje siebie.
Bo zdaję sobie coraz bardziej sprawę z trudu tej misji,
nie potrafię czynić cudów, ale mam spryt lisi.
Mały i wielki, śmiały jak Frodo,
wchodzę w ciemny Mordor i urządzam horror wrogom.

REF. Halo! Halo! Chciałbym nawiązać dialog,
przemówić do tych co mosty za sobą palą. (x2)
Mam prosty przekaz: otwórz oczy, odetkaj uszy,
przestań być głuchy!

2. Czy dzięki rewolucji świat będzie bardziej ludzki,
zmieniając się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
Nie sądzę, wątpię, nie mam nadziei,
na realizację absolutnych idei.
Nikt z nas nie chce świata stryczków i gilotyn,

to idiotyzm, ale jak przemówić tym językiem do tych
wyrzuconych na społeczny margines,
zamiast linę podaję im się brzytwę, to przykre.
Nie masz nic do stracenia, bierzesz bombę i bomba,
to rozkręca złą spiralę, mortal kombal i tak dalej.
Nie poprę tego ale w głębi serca będę to rozumiał,
tu potrzebny jest umiar.
By pokazać, że istnieje też kolor inny niż szarość, wiesz,
halo, chciałbym nawiązać dialog, wiesz.

REF. Halo! Halo! Chciałbym nawiązać dialog,
przemówić do tych co mosty za sobą palą. (x2)

3. Wyrównywanie szans, sprawiedliwość społeczna,
teoria z praktyką jest zupełnie sprzeczna.
Tak naprawdę nie mamy przecież równego startu,
w świecie kontrastów, kilkunastu finansowych gigantów.
I cała rzesza ludzi skazanych na walkę o ogień,
gdzie kultura jest wrogiem, a pieniądz wszystkim
Nie wiem czy to świat jeden,
gdzie większość w spadku dzieciom zapisać może tylko biedę.
Mogą odziedziczyć kurs życia na ulicy,
chcesz więcej dziczy? to siedź nadal w ciszy.
Zamknięty w swoim domu, odgrodzony murem,
trzymając się kurczowo tronu, będąc świata królem.
Zmień ton, bo twój tron może grom trafić,
potrzebujesz terapii, nauki empatii.
Nie dopuśćmy by pękł ten nadmuchany balon,
Halo, chciałbym nawiązać dialog!

REF. Halo! Halo! Chciałbym nawiązać dialog,
przemówić do tych co mosty za sobą palą. (x2)
(Gram żeby grać.. ahh z resztą,
ten co grał, a nie gra będzie grał,
tylko ten co pierdolił a..
już nie pierdoli ten nigdy.. pss!)

(Tak! Gadka oparta na faktach, sprawdź to gówno!)

1. Yo! PDG yo to moje inicjały,
Gural w stereo uderza na dwa kanały,
na polu chwały, PDG plan w trakcie,
nie abstrakcje, to rym na fakcie,
w trzecim akcie na kompakcie - sprawdź Gurala,
szala przechylą nadciąga fala,
rozpala gorączka złota świat oszalał,
balast odrzucam i wciąż trzymam balans,
skala rośnie jak napięcie w dniu szakala,
wyzwala energie, mity obala,
od graczy dla graczy, wciąż napierdalam,
chropowata technika robi hałas,
gdzieś z tyłu ktoś gwizda żeby dać mi znak,
powoli do przodu jak silnik Diesla,
chłone życie jak uchodźców Pakistan,
mam taki stan, trzymam wszystko na dystans,
mista Gural pizga, życie to fist style,
chwila nie uwagi i Asta La Vista,
pizgam, sypie iskra, pełna pizda,
istna, chwila soczysta potem pizgram,
życia sztuka jak Buena Vista,
dyplomacja jak pismak, obskórna jak bistra,
i straszna jak krzyk w ginących piskach - opon,
podpływam na wodę głęboką,
Poznań wita, na chuj mi ta sprzedajna polityka,
oparta na kitach z wrogami kita,
lecz ja jak pijak w chuj w to wbijam i tak,
nie chce jak Ikar polecieć zbyt wysoko,
tak podpowiada mi logika,
póki pikawa tyka, póki hula ma technika,
wiesz, bestia wciąż dzika zaklęta w głośnikach,
jade przez życie na ostrych bitach.

Ref. 2x
Oparta na faktach, paktach i kontaktach,
gadka idzie w miasto na kompaktach,
na kontraktach składam moje inicjały,
Gural w stereo uderza na dwa kanały!

(na dwa kanały, na dwa kanały..)

2. donGURALesko, jerzą się na głowie (co?!) - włosy,
zapiąć pasy, zgasić papierosy,
wchodze w kombosy, gładko jak Eddie w Tekkenie,
Grunwaldzkie podziemie, tu wyzwolenie drzemie,
jak Mortal Combat - Kartel kohorta,
zachodni wiatr wieje - dziesięć skali Beauforta,
mój portal? www.tłuste rymy.com - don -
GURALesko głos jak ostatni smok,
teraz przy sterach nawiguje Laska i Magiera,
pełna moc na Poznańskich panterach,
bit napiera, naciera, hardcorowa opera,
więcej magii niż w przygodach Harry'ego Pottera,
to Grunwaldzka riwiera podwoje swoje otwiera -
jak przygody Guliwera w krainie Lily Butów,
nacisk wywiera i do kumatych dociera,
głośniej niż Pavarotti, Domingo i Carreras -
razem wzięci, kręci jak karuzela,
jak bambus na adapterach chroni jak morski Keira,
błyszczy kaski azjiera puści jak kariera,
od pierdolonego bucy buta do milionera.

(Gadka oparta na faktach, gadka oparta na faktach..)

Ref. 2x
Oparta na faktach, paktach i kontaktach,
gadka idzie w miasto na kompaktach,
na kontraktach składam moje inicjały,
Gural w stereo uderza na dwa kanały!

(na dwa kanały, na dwa kanały..)

(Tak, pojebany Gural, donGURALesko, hardcorowy Papa,
bandyta mikrofonu, Killaz Group, PDG Kartel i K.A.S.T.A. Squad
Sprawdź to gówno! 2002, a saga trwa nadal sprawdź to gówno, sprawdź to gówno!)

(Dobrze kombinujesz, dobrze!)
Bausuj z nami, bausuj

[Onar]
Nie masz szans ani, ani trochę
Grać ze mną baus, platyna przysypana prochem
Baus jest dla nas, my go robimy
Ty z nas się śmiejesz, my cię pierdolimy
Bo nie wiesz co to są gorące cykacze
Gorący baus, zimny szampan zaraz go przychacze (raczej)
Proste Borix, ty masz pojęcie
Bausuj z nami, bausuj z nami

[Borixon]
Pozdrowienia dla wszystkich lansów
Dla wszystkich, którzy mają w sobie trochę bausu
Jak masz hajs to się wylansuj
Jeszcze raz poczuj to, czujesz to bausuj
Nie raz mam szampański nastrój
Pale wtedy tysiące ton blantów
Pozdrowienia z 2RX desantu
Z nienawiścią do wszystkich policjantów
Nie masz szans grać ze mną bausu
Nie masz szans wyprowadzić mnie z tego transu
Nie mam czasu mieć dystansu
Do takich spraw, bo lubię cyki bausu
Rusz, rusz dupą dla mnie
Tylko ja i ty, ty i ja będzie fajnie
Wykąpie cię w zimnym balantajnie
Ty mi dasz siebie, a tobie dam mnie

Ref.: Nie masz szans grać ze mną w baus
Nie masz szans raczej jechać pod moje cykacze, tak
Nie masz szans grać ze mną w baus
Nie masz szans raczej jechać pod moje cykacze, aaa
Nie masz szans grać ze mną w baus
Nie masz szans raczej jechać pod moje cykacze, tak
Nie masz szans grać ze mną w baus
Nie masz szans grać ze mną w baus

[Onar]
Onar tu jest h
Jak się czujesz h
Onar tu jest h
Jesteś jak h
Nie masz hajsu tyle co my
Dużo złota i diamentowe domy
To jest najgorętrze gówno w mieście
My je robimy, a wy je bierzcie
W zamian oblejemy was szampanem (tak)
Będę was oblewał jak nad wami stanę
Pytasz się czy są jakiekolwiek szanse
Przecież ty nie jarasz się bausem
Nie jarasz gorącem, letnimi, gorącymi koszulami
Nie jarasz się bausem i nie jesteś z nami
Nie jarasz się bausem i nie jesteś z nami
O nie, nie, nie, o nie, tak

Ref.

Bausuj z nami, bausuj
Jak lubisz to się z nami przylansuj x4

[Borixon]
Ten kawałek powstał dlatego
Że nikt nie potrafi grać bausu (bausu)
Nikt nie potrafi dać z siebie lausu (lausu)
Nikt nie ma na bausu w Polsce czasu
A ja mam mnóstwo czasu na dużo bausu
Pozdrawiam wszystkich moich ziomków, szalonych lausów
W wielkich domach, w drogich samochodach, aha
Bausuj z Gibon składem, ziom, bausuj
Ref.
Patrz na mnie jak płaczę się śmieję i tracę co miałem czego nie już koniec patrz na mnie (2x)

Patrz na mnie i przyjrzyj się dokładnie tym rysom twarzy,
z kim to ci się kojarzy?
staram się robić naprawdę to dobrze,
może się uda choć wiem że nie zdąrzę,
wiem że popełniłem parę błędów-trudno,
na błędach się uczę, bez błędów jest trudno,
wyciągam wnioski by nie spaść na dno,
jak kiedyś spadłem wiem, że nie jest łatwo,
co powiesz na to, że ciągle myślałem,
że z bólu czułem w żołądku ssanie,
zamiast mi pomóc to znowu tylko ty,
twoje problemy, zmartwienia i życiowy syf,
chyba nigdy nie miałem szans - powiedz szczerze,
zawsze było to coś, co drze się,
trzeba to było powiedziec mi przecież,
więc patrz teraz na mnie przyjrzyj się oczom,
mokną codziennie bo widziały sporo,
widziały śmierć, kogoś porażkę-moją,
umrze kiedyś-zrozumie i twoją,
patrz na mnie-zrozumie i twoją

Ref. Patrz na mnie... (2x)

Było tak fajnie, ale to tylko głowa wyobrażała sobie co chciała,
co ja chciałem, chwile wielkie tak naprawdę to małe,
cały ten okres na żywca przespałem,
miałaś mnie w garści, uciekłem daleko, sam teraz jestem,
ale powiem ci że to dobrze robi na umysł, moją głowę,
na nowe chwile nowe no może na nowe,
narazie leżę nieprzytomny na podłodze,
Boże, ile jeszcze tego mam w drodze,
bólu, cierpienia i ran ciętych nożem,
nic nie dochodzi do mnie jak muzykę tworzę,
najlepiej to bym się przed światem teraz schował,
może będę tego wszystkiego żałował,
teraz nie ma wyjścia, wiesz dobrze że nie,
więc ten ostatni raz spojrzysz się na mnie

Ref. Patrz na mnie... (3x)
Na krawedzi...
Następny dzień wspomnienie zmienia się
Nie znasz mego stylu i nie znasz mnie
Jeszce troche dymu
Zawsze głodny skurwysynu
Zrozum, że jonty jarać chce znasz ta gre
Twarze dwie pytań brak jak nie jak tak
Ja i mój skład ponad systemem
Życie na ścieme to nie Czesław Niemen
Leczysz glebe ave ewenement respekt duma w wiecznej potrzebie skuna
Kredyt nie umarł nie ważne jaka suma
Jeśli hajs na czas oddajesz a wtedy znowu na krawędzi stajesz
Czas wnioski wyciągnąć i podjąc ryzyko
Nocą bryką z ziomkami po rewirach śmigamy
Jaramy skręty i w prawdy gramy
Dobro i zlo dla mnie sa tym samym
Zrozum to nie oceniaj bo to ma znaczenie
Jak uosobienie wszystko wokół pochłaniam
Coś zajebać trza a potem sie najarać
Tak wygląda rzeczywistość szara
Z dala trzymaj sie jesli śmierdzi ci
Nie tykaj mnie bo prawdziwy jest mój syf
Wierzysz w to co chcesz co w twej głowie tkwi
Jak koszmarny sen gwałce swoje sny
A ty mówisz mi, że masz gdzieś każdż świętość
Pokaż swoją obojętność
Niczym piętno odciśnięte na twarzy
Czego chcesz - powiedz o czym marzysz
Czy odważysz sie by powiedzieć swe pragnienia
Jeśli nie masz nic nie masz nic do stracenia - życie śmierć to wszystko dla zrozumeinia

Ref:
Życie śmierć noc i dzień nie mów nic co jest dobre a co złe jeszcze w środku a już nie bij strzałe jeśli ci smierdzi ja i moi ludzie żyjemy na krawędzi
bij strzałe jeśli ci śmierdzi ja i moi ludzie żyjemy na krawędzi

Mówie do was z krawędzi szarej codzienności
Przekaz dla dobrych chłopaków wyłączności
Bila dla lamusów nie ma litości
Nowe mądrości nowe rozwiązania nowe możliwości
Nigdy nie polegam na farcie w gry w kości
Widze lepsze rozwiązanie w przeznaczenia powinności
Nie ukrywam ze mam w sobie sporo złości
Czy mówi to coś ci czy wiesz o czym mowa
Jestem w środku również dookoła
Stoje na krawędzi to rzecz przypadkowa
Różne warstwy podziały kurwa boli mnie od tego głowa
Przejdź przez ulice Mokotowa
A zrozumiesz szybko o czym moja mowa

Do słowa to mój syf
Więc mnie nie tykaj
Raz drzwi otwieram a raz je zamykam
Życie - od tego nikt sie nie wymiga
Bo tu na robocie nikt nie dyga
Wielu chłopaków bieda dotyka
Ale - sztywna ekipa nikt tu sie palcem nie wytyka
na koniec chciałbym pozdrowic Zipa
w każdej chwili WDZ Bili
nie fart gry w kości jeszcze wielu wielu charakter nie gości

Ref:
Życie śmierć noc i dzień nie mów nic co jest dobre a co złe jeszcze w środku a już nie bij strzałe jeśli ci smierdzi ja i moi ludzie żyjemy na krawędzi
bij strzałe jeśli ci śmierdzi ja i moi ludzie żyjemy na krawędzi

Nowe słońce ukazuje swe oblicza
Wilku dla ziomków i ludzi na ulicach
Dla kombinatorów i zipów na dzielnicach
Mówie o zielsku i tym co mnie zachwyca
To stolica w samym sercu Polski
Jakie wnioski?
Prosta sprawa - w mym sercu Warszawa
Zielona jak trawa szacunek nie sława
Spójrz chłopaki robią dobry chleba kawał
To hip hop to prawdziwa zajawa
Elo elo przeciw frajerom
Zagłebiem bursztynowym szlakiem a chmielną
Wilku Mario i kilku ziomków jest ze mną
Grasz ciemno nie mów mi, że ci wszystko jedno
Twarze bledna wiem uderzam w samo sedno
Tylko teraz jest rzeczą pewną
Konkretną jak ryzyko bez którego nie ma gry
tylko ja i ty- tylko ja i ty-
Dobry równowaga skręt mi w tym pomaga
Dzieciaki myślą tylko o dragach
W głowie bałagan Boże przebacz mi błagam
Uczyń mnie silnym być uczniem życia pilnym
Nikt nie jest nieomylny
Zapamiętaj Holocaust jest nie szukaj winy
Nie jestem - inny
Jak obcy jak chłopcy z Just 5
Nie robie słodkiej miny
Nie ma skutków bez przczyny
Chłopaczyny powiedzmy sobie szczerze być sobą - wierzysz w to?
Ja w to wierze.

Ref:
Życie śmierć noc i dzień nie mów nic co jest dobre a co złe jeszcze w środku a już nie bij strzałe jeśli ci smierdzi ja i moi ludzie żyjemy na krawędzi
bij strzałe jeśli ci śmierdzi ja i moi ludzie żyjemy na krawędzi
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo