Popularne piosenki. Polski Hip Hop

My, dorośli od 10 lat mamy kredyty, mamy kredyty
Ojciec zawsze mówił mi, na imprezach zbytnio się nie odurzaj
A w życiu nigdy się nie zadłużaj. Czasy się zmieniły.
Ojcze, z końcem PRL-u żyjemy w trochę innej Polsce
Tu nie ma nic za friko i nie ma nic,kto mnie wie co jest ryzyko
Mamo miej litość. Mamo, mieszkanie u was na poddaszu to nie to samo
Chcemy być już na swoim z Anią. Wiesz że to anioł.
Wiesz jak opiekuje się dzieckiem
Wiesz że chce dla niej wszystkiego co najlepsze
I chcemy mieć w końcu własny kąt
Przestań mówić że ta decyzja to poważny błąd
Na kiedy mam mamo odkładać marzenia? Na kiedy ?
W banku powiedzieli, ze mamy szansę na kredyt

My, Młodzi od 10 lat, w wolnej Polsce od 20 lat
Mamy kredyty na 30 lat, to tylko 360 rat /x2

Aniu, byłem właśnie w naszym nowym mieszkaniu
Cudne! Będę w domu późnym popołudniem
Musze jeszcze wlecieć na chwilę do banku
Doradca poleca nam kredyt we franku
I wiesz co? na 100% mamy zdolność
Doniosę kilka papierków i mamy wolność
Powiem ci, ze patrzę na to z optymizmem
Musze tylko wytargować niską prowizje
Nie wiem czemu matka jest taka rozżalona
Nasza gospodarka pędzi jak szalona
Z resztą: wiem już czego chcę i się nie wycofam
Ucałuj Antka, do zobaczenia, kocham

My, Młodzi od 10 lat, w wolnej Polsce od 20 lat
Mamy kredyty na 30 lat, to tylko 360 rat /x2

I co z tego, że mówiłaś że to się skończy tak?
Kto mógł przewidzieć, ze tak skoczy frank?
Kto mógł przewidzieć ten pieprzony kryzys?
Ta rata to jakiś koszmar, wyzysk!
Nie chcę, nie chcę od was żadnej pomocy
Mam pracę, zapierdzielam od rana do nocy
Wiem, ze macie parę groszy na książeczce
Ale nie chcę ich mamo, powtarzam: nie chcę!
Damy sobie radę z Anią: Mamy siebie
I naprawdę tak ją kocham, ze nawet nie wiesz jak
Przełożymy wakacje i to wszystko
Wyszarpiemy sobie wymarzona przys

My, Młodzi od 10 lat, w wolnej Polsce od 20 lat
Mamy kredyty na 30 lat, to tylko 360 rat /x2
Kochana mamo bardzo za Tobą tęsknie,
w nocy i we dnie, myślę o tym gdzie jesteś.
Ja mam się nieźle, lecz myśleć nie mogę przestać,
20 lat mija, od czasu gdy odeszłaś.
Wiem, że na mnie patrzysz czy jesteś ze mnie dumna,
mam nadzieje, że się śmiejesz nie jesteś smutna.
Bo tu na dole często rzeczywistość jest okrutna,
chciałbym mieć ten spokój, który mam nadzieje już masz.
U mnie raz pustka, czasem euforia, w pogoni za życiem
tak bywa co dnia, myślę iż można żyć godnie z fantazja
często jest hardcore wiem dobrze znasz to.
Idę przed siebie, choć czasem pękam,
próbuje se przypomnieć Twoja twarz, bo nie pamiętam.
Czasem też klękam, śle modlitwę w intencji.
Bardzo Cię kocham, to dla Ciebie chce być lepszy.

Ref.
Kochana mamo, trzymam się dzielnie.
Kochana mamo, chodź często cierpię.
Kochana mamo, życie jest wściekłe.
Kochana mamo, bardzo kocham Cię, tęsknie.

Byłem przerażonym dzieckiem kiedy przyszło Nam się żegnać,
nigdy tego nie zapomnę, dramat młodego człowieka.
Zapadłem w letarg, to gehenny początek,
Bieda i patologie, wierz mi, nie byłem kontent.
Kochana Mamo Ty znasz mą historie,
bo słyszysz, co mówię, bo widzisz co robię.
Staram się bowiem błędów nie popełniać uwierz,
chce być normalny, w miarę rozumiesz?
I wiem ze czujesz te prace co wykonałaś.
Bo twój mały Rysiu już dorósł i działa.
Za to Ci chwała, bo to dzięki Tobie Mama,
rozwijam talenty, które mi zaszczepiałaś.
Książki czytałaś ja pamiętam to dobrze,
to był dobry czas najgorszy był pogrzeb.
Mówiłaś mądrze ja chłonąłem jak gąbka
dla mnie wciąż żyjesz, wiem że kiedyś Cię spotkam.
Tęskni i ciotka często szklą nam się oczy,
trzymamy się razem jak belf co tworzy.
Chce długo pożyć, Ty nie miałaś tej szansy
na ramieniu Twój portret najważniejszy z tatuaży.
I mógłbym marzyć o Naszym wspólnym życiu.
Jak szykujesz mi kanapki bo na trasę leci Rysiu.
Wszystko bym oddał, bym mógł tego doświadczyć,
tymczasem składam ci hołd kochana to dla mnie zaszczyt.

2X Ref.
Kochana mamo, trzymam się dzielnie.
Kochana mamo, chodź często cierpię.
Kochana mamo, życie jest wściekłe.
Kochana mamo, bardzo kocham Cię, tęsknie.
REFREN
nie ma drugiej takiej lilu jak ja
nie ma drugiej takiej, nie ma drugiej takiej
nie ma drugiej takiej lilu jak ja
nie ma drugiej takiej, ja jestem tylko jedna

ZWROTKA
są ludzie, którzy nie potrafią przestać
wszystkiemu wokół etykietek przyczepiać
dla nich wszystko ma swoją szufladę
wszystko ma skutek, przyczynę, zasadę

a przecież każdy z nas jest niepowtarzalny
wyjątkowy i indywidualny
ten fakt jest prosty i
niepodważalny

nigdy nie chciałam się do kogoś upodabniać
nie próbowałam komuś stylu zabrać
mam swój pomysł na siebie
we mnie jest prawda

przyjmuję konstruktywne słowa krytyki
znam swoją wartość i siłę mojej muzyki
ale nie porównuj mnie z nikim
bo ja jestem tylko jedna

REFREN

PAN WANKZ
oryginalność, co? no niby mam ją, my
robimy z bandą winyl, stoimy twardo my
wolimy czarną płytę niż złotą
choć mnie oskarżą o bycie idiotą

no to co, mam na głowie tylko goorin bros
choć rejestruję moje ścieżki, czasem gubię trop
głupi snob, trudno muszę usnąć z myślą
że jestem oryginalny, jak rudebwoy z kingston

ty choć nosisz airforce'y, jak co drugi twój chłop
a twoja małpa lubi podróby louis vuitton
i masz fotobloga i profil na myspace
też jesteś oryginalny jak joint na dubplate

więc włącz adapter i klaśnij w dłonie
realizuj swój własny projekt
jest jeden wankz, nie ma drugiej lilu
nawet jak znajdę wydawcę to nie zgubię stylu

REFREN

nie ma drugiej takiej twarzy, jak ty
nie ma drugiej takiej sprawy jak styl
nie ma drugiej takiej fazy jak myśl
ja jestem tylko jedna
Ona mówi, że gdy złoszczę się to zamieniam się w wielki nadymany balon,
Jej wielkie, piękne oczy nie mogą kłamać.
Spoglądam w lustro jakby nie było na szyi wielki, czerwony balon,
Balon ogromny, wcale nie sympatyczny, a rozmiar wcale nie skromny
Nadyma się, nadyma i straszy,
Gdy wyszedłem na ulicę z tym balonem na karku
Nie wyróżniałam się wcale, bo wszyscy mają swoje balony,
W które wypompowują swój gniew i żale.
Miałem kiedyś kolegę, który przed wyjściem na ulicę
Ćwiczył przed lustrem groźne miny, aha... bo chciałby bały się go
Dzieci, mamusie, starsze panie i dziewczyny.
Widziałem go już z daleka, bo na swym karku
Nosił olbrzymią napuchniętą banię,
Lecz dumny był z siebie, gdy widział strach i przerażenie
W oczach napotkanych ludzi.
Ja mówię do niego, że mnie nie przestraszysz,
Bo to tylko moja litość wzbudza,
A on ćwiczył dalej swój twardzielski chód
I nadymał się i puszył jak najbardziej mógł,
Bo chciał zasłynąć z tego, że ma serce zimne jak lód.
Ja mówię: "Nie wtrącaj się, nie wracaj do moich nut."
Ja jak najszybciej mojego balonika chce wypuścić powietrze
Więc, po co mi ta sroga mina, wiem, że są takie dni,
Że coś we mnie się gotuje, by później gwizdać zupełnie jak czajnik,
A ja pytam:, "Dlaczego i po co?" Po co mi wredna gęba i ta sroga mina,
Twarz raz blada raz zupełnie sina, czerwona nadęta taki balon przypomina
To niczym efekty specjalne wyniesione prosto z kina,
Już bardziej życzliwa jest ta gęba manekina.

Po co mi ta sroga mina, a patrzę się w lustro
Moja twarz wielki nadymany balon przypomina
Oj oj oj oj
Oj oj oj oj
Po co mi ta sroga mina, patrzę się w lustro
Moja twarz wielki nadymany balon przypomina oj oj oj oj

Z mojego domu wyniosłem tyle miłości i ciepła,
Więc sroga mina tutaj jest zbędna, nie pasuje wcale, a wcale...
Więc gdy piszę swoje linijki, nie ma w nich złości nawet miedzy wierszami oj oj oj oj
Lecz tak wielu kopie nawet leżącego swoimi ciężkimi butami oj oj oj oj
Coraz łatwiej dostać w czerep chodząc nocami nieznajomymi osiedlami oj oj oj oj
Od tak zupełnie za nic, już się nie zna granic,
Więc dla ludzi poupychanych w blokach z betonowych płyt.
Ja tez tam byłem z rodziną klepałem biedę,
Lecz nigdy nie było we mnie zawiści dla tych, którym wiodło się lepiej, aha
Więc dla ludzi w betonowych blokach głowa do góry,
Więcej miłości, a wtedy cuda spadają z nieba jak deszcz z chmury.
Ja w to wierzę i zawsze wierzyłem, więc nie będę tylko prochem i pyłem
I chwastem, co przeszkadza innym wzrastać, ja nie jestem z tych ,
Lecz słyszę na roku jakiś hałas i zgrzyt,
Lecą butelki jakieś brzdęki, gwizd, łamane żebra,
Ja to widziałam, bo właśnie wtedy na przystanku po drugiej stronie stałem,
A tak sobie myślałem:, "Po co i dlaczego?"
F.I.S.Z. jak długo żyje nie zrozumie tego,
Ja jestem pełen miłości jak rasta,
Zamiast pięści używam mikrofonu czy flamastra,
Nie chcę za nic w świecie odgrywać roli chwasta,
A srogim mina mówię, więc stop i basta.
Nie mam jednak chęci oczyszczać z brudów jak do zębów pasta,
Niech robi to deszcz, co oczyści ulice mego miasta.
Nie używam pięści, noży, kijów nawet do wałka ciasta.
Srogim minom mówię stop i basta, aha
Srogim minom mówię stop i basta.

Po co mi ta sroga mina, a patrzę się w lustro
Moja twarz wielki nadymany balon przypomina oj oj oj oj
Po co mi ta sroga mina, a patrzę się w lustro
Moja twarz wielki nadymany balon przypomina oj oj oj oj
A cumulusy nad miastem płyną, a cumulusy nad miastem płyną...
A cumulusy nad miastem płyną, a cumulusy nad miastem płyną...
O tym jest yo, to o tym jest yo, aha
Wiesz, że ten Totem o tym jest, co? Yo!

Wiesz, że ten Totem o tym jest między innymi,
Z innymi ludźmi wiedzy głodnymi dziś będę robił rap,
Rap-paladyni, pała mi dymi, płać talary mi,
Szaleni, zalani, lecz balans w dyni mam,
Nikt nie wini nas za ten przekaz,
Jak masz czas i masz fart, to brat - na co czekasz?
To głupie jak chuj, jak newsy Faktów,
W tym roku pewnie se nie kupię jachtu za kupę hajsu,
Pierdolę myśli, wyścig ciągły, pościg chwil, wskazówek, myśli,
W nim ciut się trudzisz, czy TLL zwolni,
Wdech wciągnij, skąd jesteś nie zapomnij,
Patrz, ludzie w blokach kompletnie nieprzytomni,
Słuchają przenośni, przekładni z mojej kotłowni,
Ci żywi, ci pochowani i ci potomni,
Ci nienazwani skromni kontra źli postronni,
Poddani mają chodnik, niepokonani pomnik,
Każdy mądry rolnik wie, że gdy sieje - zbiera,
Wie, gdzie mieszka szkodnik, mu się opiera
Stan wyniku na parafii na dziś - jeden do zera,
Koniec przekazu - zabili konferansjera (ojjj)

Ref.
Słów majster, żmudny hustler, betonowych głów blockbuster
Pode mną brudny Chrysler, mam słów klajster,
Wchodzę znów za ster, w bani słów bajzel, GRU to mój zastęp
Żmudny hustler, betonowych głów blockbuster,
Pode mną brudny Chrysler, mam słów klajster,
Wchodzę znów za ster, w bani słów bajzel, to GRU, yo!

Druga tura, akurat pierwsza jak próbna matura,
Trudna słów kubatura, martwa brudna natura,
Brudne tagi na murach, czuwa wciąż kontrkultura,
W mediach dzisiaj news, jutro makulatura,
A panowie w garniturach suną w korku do biura,
Wczoraj spadł Tu, tam czarne wstążki na furach,
Pogoda bura, ponura nomenklatura,
Życie to edukacja a nie ciągłą tresura,
Dawno mamy tą wolność, każdy robi co chce,
Każdy ma swój kamuflaż, każdy gra własną grę,
Błaznom wbrew, planeta, kraj, miasto me,
Mówi pastor drzew, posyłam gwiazdom zew,
Czuję własną krew jak szumi, tak szumi las w skroni,
Szybami bass dzwoni, niech was ten trans chroni,
A niewidomi i głusi zobaczą pierwsi,
Nie lepsi ci bracia mniejsi, co z drzew nie zeszli

Ref.
Słów majster, żmudny hustler, betonowych głów blockbuster
Pode mną brudny Chrysler, mam słów klajster,
Wchodzę znów za ster, w bani słów bajzel, GRU to mój zastęp
Żmudny hustler, betonowych głów blockbuster,
Pode mną brudny Chrysler, mam słów klajster,
Wchodzę znów za ster, w bani słów bajzel, to GRU, yo!

Walę z mostu prosto wbrew Twoim wątpliwościom,
Robię to z łatwością, wiedza jest wolnością,
Historia człowieka, na pokornych victoria czeka,
Mówią sukces jak David i Victoria Beckham,
Hip - Gloria, Hop - Mekka, ciężka powieka,
Ludzie niby zdrowi, wciąż biegają po aptekach,
I nikt nie wini nas za ten przekaz,
Oni szukają w lekach, ja szukam w deckach źródeł człowieka,
We wdechach i wydechach, machach, marnych pociechach,
PO na blachach, hity na blokach i para w miechach,
Tutaj w cienistych murach, ciałami w autach na skórach,
Głowami w chmurach, myślami w górach trwamy

Ref.
Słów majster, żmudny hustler, betonowych głów blockbuster
Pode mną brudny Chrysler, mam słów klajster,
Wchodzę znów za ster, w bani słów bajzel, GRU to mój zastęp
Żmudny hustler, betonowych głów blockbuster,
Pode mną brudny Chrysler, mam słów klajster,
Wchodzę znów za ster, w bani słów bajzel, to GRU, yo!
Który to rok
Nakręca tłok
Ludzi głupot
Czy widzisz to.
Realny świat
Otacza mnie,
Gdzie człowiek bez wad
Nie istnieje.
Rzadko dobrze jest,
Los tu dziczeje
Uczy mnie życia problemów rejestr.
Mam swój bunt,
Wyjścia punkt,
Czuje grunt,
Choć źle jest znów.
Od chuja starań, by źle nie było,
Lepiej się żyło, zmieniło byt.
Za bitem bit, długopis, setki cyfr.
Przed czym ty tak uciekasz,
Chcesz, dają to bierz,
Biją to grzesz,
Chwyć w ręce treść
Swego życia,
Błędów mi nie podliczaj,
I znów stres,
Masz gest fortunę bierz,
I paszoł won,
Patrzę na kłopotów stos,
I widzę mój klon,
Twój klon
A gdzie schron,
Chuj z tą ideą,
Bo każdy chce wyjść na pierwszy plan,
A pomija tło,
Ja też tak mam,
Pierdolę to,
Reguły znam, walkę podjąłem,
Czy zwyciężę, jak w życiu ciężej i ciężej i ciężej, ciężej.

Tak od lat toczy się,
Dzień po dniu
By odkryć co i gdzie.
Ludzki rytm i miasta śpiew
By wiedzieć co i gdzie
Realizuje to co wiem

Tak od lat toczy się,
Dzień po dniu
By odkryć co i gdzie.
Ludzki rytm i miasta śpiew
By wiedzieć co i gdzie
Realizuje to co wiem

Zawiły tryb,
A życie jak szyfr,
Końcowy szlif,
Złamany kod to kit,
Non-stop i nikt uwierzyć nie chce,
Że fart jak tlen ulatuje z powietrzem.
Kolejny rok ucieka coś.
Dość, dość!
O litość proś,
Mówili mi, ja jako ten wredny,
A los mi zaległy, bywa przebiegły
Niby to pewne niepotrzebnie walczę,
Wytykając wciąż palcem,
Sto zmartwień tych dobrych i złych
Niby to godne,
A w sobotę miasto ma pijaną mordę
Mózgi toporne na świata euforię,
Ludzi, co z wad wysuwają teorie,
Idąc i widząc i słysząc i licząc na drugi tysiąc.
Żyję spokojnie, nie chcę przysiąc,
Że zmienię formę,
Do przodu idąc mam jakiś cel,
Do niego dążę, coś o życiu wiem,
Czy to dobrze, nie istotne,
Tak, za dniem płynie dzień...

Tak od lat toczy się,
Dzień po dniu
By odkryć co i gdzie.
Ludzki rytm i miasta śpiew
By wiedzieć co i gdzie
Realizuje to co wiem...

Tak od lat toczy się,
Dzień po dniu
By odkryć co i gdzie.
Ludzki rytm i miasta śpiew...
By wiedzieć co i gdzie
Realizuje to co wiem...
Już pora lej drinka, lej lady, kochanej śliskiej nuki
Pomiędzy nogami dwie zachęcające luki
Płoną lody patrz schody, kątem kukam tam trafię
W końcowym etapie za bata drapię, łapię uuu
Mokre tyłki tu, szeroko nogami
Dam, dami, dami, badice z koronami
DJ szura płytami tworzy atmosferę czaja
Colo and the gang no i zgraja
Parkiet D szaleje , cziksy ocierają tyłki
Kręcą mokrymi ciałami ty bez żadnej pomyłki
Orgie dozwolone, chwyty marzenia wybierasz
Chętnie obierasz, zbędne słowa puszczasz na bok
Niech się błąkają puste kapelusze z głów
W powietrzu szaleje rój hiszpańskich much
Łatwe cele, sztuczny dym, cudze cudo wpada w ręce
Do myślenia daje, hip-hop łączy - ma zwyczaje
Na wiele pozwala, niesie fala, setki odbić lala
Musisz podbić pa

No i śmiało podbij ty-łek
No i śmiało kuka-aj raj

No i śmiało podbij ty-łek
No i śmiało kuka-aj raj

No i śmiało podbij ty-łek
No i śmiało kuka-aj raj

No i śmiało podbij ty-łek
No i śmiało aaa

Gadki *****ki , żadne wpadki
Odpadają z mety małolatki
A zostają konkretne matki
Dwudziesto paro samotne latki
Widok to rzadki, podbijają zadki na raz
Niewinne lochy z oaz
Znajdą czas

Wyeksponowany tyłek nie podpieraj ściany zmyłek
Sporo mam na ciebie oko skoro wolna, łatwa
Zdobycz pewna, opalone ciało, spu przewiewna
Gołe stopy znaczą parkiet, koleś kosz, za niedzielę
Wet za wet, moja cziksa dziś konkret, masz chęć
Masz więc kręć, więc podejdŹ bliżej, schyl się niżej
Pomału wyżej, mamy całą noc, całą noc
Całą noc, chmielowy trunek da nam konkretną moc
Odpoczynek w rogu pufy, na mój znak ruchy, ruchy
Bububufy doszły mnie-e słuchy-y, że to ty, że to ja
Widzieli nas gdy za włosy w hotelu numery szły
G2E cieszy się, EneDe mikrofon, lochy dwie sty-yknie
Maniole na razie SW-CE
A ty podbij tyłek w rytmie TE

No i śmiało podbij ty-łek
No i śmiało kuka-aj raj

No i śmiało podbij ty-łek
No i śmiało kuka-aj raj

No i śmiało podbij ty-łek
No i śmiało kuka-aj raj

No i śmiało podbij ty-łek
No i śmiało aaa
Blanta, skręć blanta
Po to masz dwie sprawne ręce żeby sobie jakoś radzić,
Czy w mieście, czy w Alpach,
Cały świat jest zanurzony w dymie trzymam w ręce blanta. x2

To ten dzień ziomek skręcił blanta,
w takie pogodne dni zrywał się (?) w Alpach,
i lubię się bawić tak zabijam nudę,
w takie pogodne dni jak dziś tak się bawić lubię,
Ani na prywatce, ani w jakimś klubie,
w nocy sobie jestem, w nocy sobie lubię być
(???)
wolę się najarać, niż po alkoholu robić flagę,
młody ty wiem że dobrze jesz uśmiech jest też wiesz,
Wiem że też masz tak samo jak ja,
wiem że też nie obudzę się i nie będzie mała (?)wka,
Masz tak samo jak ja, jesteś taki sam,
lubisz dobry sport, i jest spalony gram.

Lubisz dobrą nutę jak moha metalic,
pokazał że jesteś koleś, pokazał wszystkim na sali,
jesteś tutaj ty a za tobą ludzi kilku,
razem macie siłę, rozj*biecie pół budynku w pył,
nigdy nie idziecie w tył,
choćbyś jaki był, zawsze podnieś ręce żeby walczyć o to by,
zawsze było dobrze i były wolne konopie,
żeby było dobrze i były wolne konopie ej, wolne konopie.
ze mną ludzi kilku, haha.
ze mną ludzi kilku razem rozj*biecie pół budynku w pył.

Po to masz dwie sprawne ręce by sobie jakoś radzić,
Czy w mieście, czy w Alpach,
Cały świat jest zanurzony w dymie trzymam w ręce blanta x3
Na krawedzi...
Następny dzień wspomnienie zmienia się
Nie znasz mego stylu i nie znasz mnie
Jeszce troche dymu
Zawsze głodny skurwysynu
Zrozum, że jonty jarać chce znasz ta gre
Twarze dwie pytań brak jak nie jak tak
Ja i mój skład ponad systemem
Życie na ścieme to nie Czesław Niemen
Leczysz glebe ave ewenement respekt duma w wiecznej potrzebie skuna
Kredyt nie umarł nie ważne jaka suma
Jeśli hajs na czas oddajesz a wtedy znowu na krawędzi stajesz
Czas wnioski wyciągnąć i podjąc ryzyko
Nocą bryką z ziomkami po rewirach śmigamy
Jaramy skręty i w prawdy gramy
Dobro i zlo dla mnie sa tym samym
Zrozum to nie oceniaj bo to ma znaczenie
Jak uosobienie wszystko wokół pochłaniam
Coś zajebać trza a potem sie najarać
Tak wygląda rzeczywistość szara
Z dala trzymaj sie jesli śmierdzi ci
Nie tykaj mnie bo prawdziwy jest mój syf
Wierzysz w to co chcesz co w twej głowie tkwi
Jak koszmarny sen gwałce swoje sny
A ty mówisz mi, że masz gdzieś każdż świętość
Pokaż swoją obojętność
Niczym piętno odciśnięte na twarzy
Czego chcesz - powiedz o czym marzysz
Czy odważysz sie by powiedzieć swe pragnienia
Jeśli nie masz nic nie masz nic do stracenia - życie śmierć to wszystko dla zrozumeinia

Ref:
Życie śmierć noc i dzień nie mów nic co jest dobre a co złe jeszcze w środku a już nie bij strzałe jeśli ci smierdzi ja i moi ludzie żyjemy na krawędzi
bij strzałe jeśli ci śmierdzi ja i moi ludzie żyjemy na krawędzi

Mówie do was z krawędzi szarej codzienności
Przekaz dla dobrych chłopaków wyłączności
Bila dla lamusów nie ma litości
Nowe mądrości nowe rozwiązania nowe możliwości
Nigdy nie polegam na farcie w gry w kości
Widze lepsze rozwiązanie w przeznaczenia powinności
Nie ukrywam ze mam w sobie sporo złości
Czy mówi to coś ci czy wiesz o czym mowa
Jestem w środku również dookoła
Stoje na krawędzi to rzecz przypadkowa
Różne warstwy podziały kurwa boli mnie od tego głowa
Przejdź przez ulice Mokotowa
A zrozumiesz szybko o czym moja mowa

Do słowa to mój syf
Więc mnie nie tykaj
Raz drzwi otwieram a raz je zamykam
Życie - od tego nikt sie nie wymiga
Bo tu na robocie nikt nie dyga
Wielu chłopaków bieda dotyka
Ale - sztywna ekipa nikt tu sie palcem nie wytyka
na koniec chciałbym pozdrowic Zipa
w każdej chwili WDZ Bili
nie fart gry w kości jeszcze wielu wielu charakter nie gości

Ref:
Życie śmierć noc i dzień nie mów nic co jest dobre a co złe jeszcze w środku a już nie bij strzałe jeśli ci smierdzi ja i moi ludzie żyjemy na krawędzi
bij strzałe jeśli ci śmierdzi ja i moi ludzie żyjemy na krawędzi

Nowe słońce ukazuje swe oblicza
Wilku dla ziomków i ludzi na ulicach
Dla kombinatorów i zipów na dzielnicach
Mówie o zielsku i tym co mnie zachwyca
To stolica w samym sercu Polski
Jakie wnioski?
Prosta sprawa - w mym sercu Warszawa
Zielona jak trawa szacunek nie sława
Spójrz chłopaki robią dobry chleba kawał
To hip hop to prawdziwa zajawa
Elo elo przeciw frajerom
Zagłebiem bursztynowym szlakiem a chmielną
Wilku Mario i kilku ziomków jest ze mną
Grasz ciemno nie mów mi, że ci wszystko jedno
Twarze bledna wiem uderzam w samo sedno
Tylko teraz jest rzeczą pewną
Konkretną jak ryzyko bez którego nie ma gry
tylko ja i ty- tylko ja i ty-
Dobry równowaga skręt mi w tym pomaga
Dzieciaki myślą tylko o dragach
W głowie bałagan Boże przebacz mi błagam
Uczyń mnie silnym być uczniem życia pilnym
Nikt nie jest nieomylny
Zapamiętaj Holocaust jest nie szukaj winy
Nie jestem - inny
Jak obcy jak chłopcy z Just 5
Nie robie słodkiej miny
Nie ma skutków bez przczyny
Chłopaczyny powiedzmy sobie szczerze być sobą - wierzysz w to?
Ja w to wierze.

Ref:
Życie śmierć noc i dzień nie mów nic co jest dobre a co złe jeszcze w środku a już nie bij strzałe jeśli ci smierdzi ja i moi ludzie żyjemy na krawędzi
bij strzałe jeśli ci śmierdzi ja i moi ludzie żyjemy na krawędzi
Chcę czy nie chcę to zmuszony jestem na to, żeby patrzeć
Jak nasza ziemia płacze, tych łez są ludzie winni
Niektórzy to naprawdę się urodzić nie powinni
Sami sobie zawdzięczamy to, co mamy i jak mamy
My sami sobie budujemy piekło na ziemi
Pomyślmy o tym, jak będą żyć nasze dzieci
Grzebiąc w wysypisku śmieci, szukając jedzenia
Nie pozwólmy na to, aby żył w takich mękach
Pamiętajmy, że ich przyszłość, leży w naszych rękach
Ja, ty, on - wszyscy lepszego chcemy
Lecz nic nie robimy w tym kierunku by to zmienić
Wyciągnięte dłonie kontra uśmiechnięte pyski
Ty dziś mówisz - się narąbie i zapomnę o tym wszystkim
Weź daj sobie i bliskim, tyle ile potrafisz
Uwierz stać cię na wiele, nie bądź jak te w stajni ciele
Mele, szanuj siebie, ziemie, nie mów, że żyje za karę
Niech rap da tobie siłę, nadzieję i wiarę
Cały czas się rozwijaj, bądź rezolutny
Idź przez życie tak, byś w kajdany nie był kuty
Niech radość zakryje smuty, to słowa ulicznej nuty
Świat struty, człowiek mądry, a zarazem głupi
Chora psycha, pycha nie jeden przez nią zdycha
Pusta micha w domu dzieci nie mają co jeść
Ich marzeniem jest iść zjeść, najeść się do syta
Co będzie dalej w bloku ukryte nie pyta, nie pyta

Zobacz! z każdym dniem maleją szanse
Spójrz! tracimy kontrolę nad tym wszystkim
Nie ma, na co czekać przekaż to swoim bliskim
Nie ma, na co czekać przekaż to swoim bliskim

Zobacz! z każdym dniem maleją szanse
Spójrz! tracimy kontrolę nad tym wszystkim
Nie ma, na co czekać przekaż to swoim bliskim
Nie ma, na co czekać przekaż to swoim bliskim

Dziś autorytetem są ci źli, a nie dobrzy
U wielu budzi podziw, fascynuje zła renoma
Człowiek pada na kolana przed ołtarzem szatana
Zero walki, chęci wstania, wpada w paszczę jego
Nie mów mi, że nie widzisz, ej, że nie słyszysz tego
Tego, co się dzieje tu, bo to nie możliwe
Włącz fakty - wyłącz Vive, znów podają media
Kolejna tragedia, sto osób nie żyje
A sześćdziesiąt cztery ranne, pełne zakłady karne
Kolejna debata o lepsze poszła na marne
Wojny, zamachy, życie ludzkie nic nie warte
Za oknem w bloku, widać życie w stresie
Życie na marginesie, znowu matka drze się
Na swojego syna za nic blok daje rodzina
Ojciec, matka, dwójka dzieci, nikt się nie zajmuje nimi
Nikt o nie nie dba, pełno takich rodzin
Na polskich osiedlach, tu na polskich osiedlach
Otwórz oczy na to, nie bądź przed tym zamknięty
Wczuj się w ból innych, nie bądź obojętny
Reifikacja ludzi, niech budzi widok wstrętny
Na każdym kroku jesteśmy złem kuszeni
Pilnuj swojej kieszeni, przed sobą i innymi
Masz klapki na oczach, to weź je w końcu zdejmij
Znów nie ma co robić - codziennie to słyszę
Gdy siedzę na ławce, to tak sobie patrzę, myślę
Co by gdyby nie rap, co bym robił teraz
Nie wiem, nie wiem, jak ty tam, ale ja do przodu cisnę
Wolę się pomęczyć czasem niż iść na łatwiznę
Dumę niech noszą za mnie rodzice nie bliznę, nie bliznę

Zobacz!
Zobacz! z każdym dniem maleją szanse
Spójrz! tracimy kontrolę nad tym wszystkim
Nie ma, na co czekać przekaż to swoim bliskim
Nie ma, na co czekać przekaż to swoim bliskim

Zobacz! z każdym dniem maleją szanse
Spójrz! tracimy kontrolę nad tym wszystkim
Nie ma, na co czekać przekaż to swoim bliskim
Nie ma, na co czekać przekaż to swoim bliskim
Dzisiaj rap w miasto puszczam jak Fenomen dekadę wstecz,
w czasach gdy wielcy albo śpią albo robią wieś,
wiesz jak jest ej, też byłeś na tym etapie,
pierwsze pokolenie wychowane na polskim rapie.
Gdzie jest Eis bracie, pewnie jak Joka znikł,
oddałbym każdy bit za Ostrego z tamtych dni.
"Jest jedna rzecz dla której warto żyć"
nie miało zmieniać się nic, pozmieniało się dziś,
w czasach bez MP3 pośród kaset i płyt,
miałem tak samo jak Ty, odnaleźć swoją drogę,
pamiętaj tamte dni, nie zapominaj ich,
bo choć przeżyłem już wiele lepszych znaleźć nie mogę.
Jestem bogiem, sam ze sobą zawarłem pakt,
jednoosobowy kościół nasza wiara to rap,
zmienił się wokół świat, przez tyle lat musiał,
w sercu wciąż ten sam dzieciak, to samo na uszach..

Byłem tu od początku do końca, zostanę na amen,
nie tylko własne zwrotki znam na pamięć,
zajawki chwilowe zmieniają się w te stałe,
Ty się ledwo urodziłeś ja już żyłem Skandalem,
wspierałem polski rap biznes, za pierwszy hajs i stres.
gdy z puchą w ręce miałem własny Men in Black i,
grało się w piłkę, odbiłem od tego,
jedyny sport jaki został mi to ten Tedego,
Wiesz, nie było nic lepszego niczego co większą moc ma,
pół osiedla znało na pamięć całą bitwę z Płocka,
włączyła się moda, rap wjeżdżał na szczyty,
każdy chciał robić bity, co drugi samplował Volta.
Folia, wszystko co chcesz w niej masz,
chcieliśmy zmienić świat, ten świat zmienił nas,
Blask świateł jasnych cieplejszych od słońca,
byliśmy tu od początku zostaniemy do końca brat..

Gdyby nie Pih nie widziałbym osiedla z góry,
za 10 lat miało pojebać świat który
nas wychował, a przynajmniej próbował.
Niektóre teksty to coś więcej niż słowa,
browar na ławkach, tagi po klatkach,
oddałbym wszystko żeby móc tak coś nagrać,
rap grał w paru miejscach tam był nasz dom,
trochę inaczej to słyszysz jeśli jesteś stąd,
ziom, w chuju miałem, co było w cenie,
wiedziałem że ja to ja i nie chce być biznesmenem,
Podziemie, wtedy to dla nas był mainstream,
po Ustach Miasta Kast, śląski rap był najlepszy,
Teraz składamy części w całość,
mamy prace i rodzinę, tak się poukładało,
życie wybrało nam schemat, przewodni temat,
pamiętaj czego się słuchało ziom, lepszych lat nie ma..
Mam w głowie rymy, mam w głowie synonimy
obadamy i zaczaimy, skumamy, rozkminimy
Wlaczę z padaką jak to w Kato coś za coś
Narrator: Deka Guga, Mega, Cogi, Inkubator. Oto
F do O do K do U do S trzęsie tą budą w sensie
rzucam zaklęcie - wrzucam napięcie ludziom. Oto
F do O do K do U do S, oto
tekst o tym co w nim takiego cudownego jest. Jeśli
masz w sobie seks, to to tańcz jeśli
znasz ten tekst to go dokańcz
aj-jeśli masz serce do tańca
to to tańcz, to tańcz, to tańcz, to to tańcz tańcz
happy sunshine, tak jak pomarańcza
włączam - jedziecie, kiedy dokańcza punchline
rymów Einstei. Spadam na was jak szarańcza
F do K do S wkracza i wykańcza. Oto
cisza przed burzą. Chwile się dłużą
z gór schodzi dużo chmur ku podnóżom
ptaki milczą, drogi suche jak wiór się kurzą
ptaki milczą, a drogi sie kurzą. Oto
plan jak stąd do Kyoto - o co loto
Standardowo to chodzę piechotą
Sztandarowo rymy moją flotą
teneryfy, auto-moto, złoto
szpan, taryfy to nie o to loto
być prawdziwym chodzi tylko o to
żyć na prawdę nie na niby. mieć
perspektywy, nie być fałszywy jak botoks
wchodzę - pękają szyby, głośniki toshiby
biła honda, POKAHONTAZ i wszywy
Jak La Onda więzy krwi. Pomiędzy
nimi my - wyjminimy, gdzie są pokrzywy
reprezentant w stu procentach
zapamiętaj tego delikwenta
puenta - tonę w rymów odmętach
płynów procentach, nie wymiękam
cicho bo echo...
jadę z tobą i z tą zawiechą
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo