Popularne piosenki. Polski Hip Hop

SZAD
W imię ojca i rapu spowiedź syna
Nie pamiętam, ale chyba tak to się tak zaczyna.
Ojcze ja Szad,
Zawsze trzymałem się zasad własnych.
Cel mam jasny, nie być jak insekty w mieście umarłej nadziei.
Szukać perspektyw, rapowe projekty, wprowadzać korekty i czekać na efekty,
A za plecami szepty, wyszczerzone kły kundli.
Moim grzechem to, że nie okradam kumpli, Ojcze
Moich ludzi, którzy przy mnie mimo że żaden z nich nie musi diabeł kusił,
Ale nas nie skusił.
Moim grzechem,
że rapowa stopa dla mnie cenniejsza niż ropa,
Że 24 godziny ma moja doba.
To choroba,
Że rozdwoić się nie umiem i że nie rozumiem ludzi bez ambicji.
Błędne oczy zakłamanych niewolników fikcji.
Jestem winny ojcze, bo buduje zamiast burzyć w imię hip hopowej róży,
Żaden ze mnie murzyn.
Przeciw mnie, bo ta intryga, bo Szad to nie nigga
Dla mnie to nie California, New York czy New Jersey.
Robię rap'a w takiej wersji, merci, moim grzechem, że nie wchodzę w dupę innym.
Widzisz sam ojcze, że jestem winnym.

Refren:
Więcej grzechów nie pamiętam, za żaden nie żałuję,
Jeśli w twoich oczach to grzech odpokutuje.
Jestem tu ja, moi ludzie i mój rap tu jest.
Więcej grzechów nie pamiętam, za żaden nie żałuję.

NULLO
Znam parę grzechów, żyją w człowieku
Ojcze wysłuchaj, bo mam parę tu
Jestem pyszny, bo bywa, że pycha wypycha mój mózg
Kiedy słyszę dobre rymy z ust, a to atut Nullizmatyka
Słuchaj grzesznika, chciwego męczennika
Który non-top do notatnika wtyka rymów giga
Pragnę więcej, dokładnie więcej pragnę
Ojcze skaż mnie, bo wyraŹnie na tej taśmie
Zakaziłem w całym paśmie bity brudem
Moja nieczystość cudem, robię to z wielkim trudem
Mówisz, że jestem czubem - Null chce tu zabić nudę
Nie kończę, bo poddaję się próbie
Tu gdzie ludzie mają języki długie
Ojcze mój gniew to dla ludzi grzech
Gdy robię muzę to o spokój walczę jak lew!
Ej wy sąsiedzi przestańcie mi tu bredzić
Że za dużo decybeli na waszych głowach siedzi
Nie musicie mnie już śledzić jak banda ludożerców
Bo ja mam to w sercu!
Ojcze powiedz co byś zrobił na moim miejscu?
Na moim miejscu

Refren:
Więcej grzechów nie pamiętam, za żaden nie żałuję,
jeśli w twoich oczach to grzech odpokutuje.
Jestem tu ja, moi ludzie i mój rap tu jest.

Więcej grzechów nie pamiętam, za żaden nie żałuję.
jeśli w twoich oczach to grzech odpokutuje.
Jestem tu ja, moi ludzie i mój rap tu jest.
Zabezpieczony czysty towar szaleństwo na dzielnicach
Lód, WTK Soplica, Łódź duszę ma oddychaj
Tu wrócę mam ten zwyczaj sample cisza chłonie
To z tego pokoju taśmy życia koniec i początek za Polskę i prosper-
-owanie w genach różaniec bałuckie wychowanie
Czyli wyuczony manewr walki o przetrwanie
Znasz się na oszustach? nóż na gardle ustaw
Prawda kipi jak wulkan mam spokój w bibułkach
Zablokuj mi układ i tak będę człowiekiem
Podchodząc do lustra na sto procent nie z grubsza
Miasto doceń sen jutra da nam złote
W kolejnej epoce nie czas walki z Bogiem
Człowiek sam sobie wrogiem instynkt i wiedza zastąpiona logiem
Sukinsyn w szeregach armagedonu tonie
Unieś mnie jak pegaz znad akropolu w stronę nieba
Nie czas na rewanż czy licytację przewag
Zawsze w jednym punkcie jak w południe zegar
To jazz zapełnia pustkę pod lawiną domniemań

Nie czas na strach i ból miłość i nienawiść
Tu nikt nie chce życ jak i nikt nie chce zabić
Poszukiwany niczym na Saharze krople
Raj którego nie pokaże prospekt
(Planeta jazzu... planeta jazzu...)[x4]

Mam w ręku moc semafor premium
Strzał bębnów spod metafor milenium
Menciu ze sprzętu wyciskam opór rastamanom pokój
Z miasta kanon bloków warstwa z fazą shotów
Sampla z frazą notuj kłamstwa z podkopu od przystawionych glocków
Krew przedpokój gdzieś prowadzi szlak ten
Ślepy jak świat i sarkiew o świat się martwię
Póki we krwi mam tlen ej zobacz
Ślepy los łapie za rękę mówię prowadź
Mózg mój to sonar wizje gromadząc w oponach
Przetwarzają na myśl którą wypluwa przepona
x koma x lampa śle słowo po kablu
Na stół gdzie track tu na plus
ee to do wybawców których bogiem laptop
Chmurę ogień mam to zburzę to ten chłam ziom
To mój plan co stan co gram od lat do re mi fa
Sol la si do pod dźwięków piramidą ginie mędrców żywioł
Zwycięstwu idąc Kozioł, unik, pivot(pivot!)
Wedle zasad których nie odkryła NASA
Tu jazz zapełnia pustkę pod pokrywą wszechświata.

Nie czas na strach i ból miłość i nienawiść
Tu nikt nie chce życ jak i nikt nie chce zabić
Poszukiwany niczym na Saharze krople
Raj którego nie pokażę prospekt
(Planeta jazzu... planeta jazzu...)[x4]

(z pozdrowieniami dla wszystkich moich braci
od Pomorza po Tatry
prawdziwego hip hopu zastrzyk Jazzurekcja tak jest..)

Dwa cztery na dobę orbitalnie non-stop
reprezentuję kosmos pod laseru wiązką
Requiem dla snu paranoi nastrój
Dramat w roli nas tu oddaj świat mój
Nic więcej nie chcę by żyć by być
By oddychać powietrzem by iść by zysk nie oddalał co piękne
Jestem i będę na zawsze nazywam się człowiek
Gdzieś w drodze mlecznej na jednej z komet...
Sunę z opaską na oczach, po pierścieniu Saturna
opuściłem Ziemię na chwilę, bo jest za trudna
śpisz? lunatykuj, zgiń w mym dotyku
chodź ze mną w noc, jedno co warte świtu
to Ty kobiet-nadzieja, Kometa Halleya
meta? bezmiar, jeśli idzie o marzenia
do usłyszenia, choć nie za bardzo chce się ocknąć
Cira, 012, Plastikowy Kosmos
Siemasz ziom, to znów ja czyli brzydki zły i szczery
Ten co lubi wpierdalać frytki i hamburgery, oliwki do mozzarelli
dla wszystkich kielich, czysta prawda
Za fundamenty bloków, które wzniósł do góry asfalt
Pełen luzik czternasta, wiesz nie budzę się na budzik
Bo do miasta rano napierają tłumy
Ja wole naboje do próby, przebojem napoje te chmury
Na stole, na dole bibuły
Bo blanty mnie nie trują, jak nigdy mnie nie truły
Tu mi skrusz to jaramy

Ziom ty ciągle o tym samym
Siemasz ziom to znów ja czyli ćpun, cham nie dzieciak
Moim marzeniem to spalić więcej niż w Księdze Guinnessa
Tobie potrzebny lekarz! Raczej hajs na kilogram
To bierz 5 złotych za każdym razem gdy dajesz autograf
Cztery autografy torba to jest... pomyśl!
Weź nie dołuj i co mam podpisywać kurwa płyty ze stadionu?
Boże pomóż, bo mi sumienie pieprzy
Jak mam na siłę sobie świat tandetą ulepszyć
Jestem tym co chce spać, a nie węszyć za szczęściem
Dla Ciebie hajs, dla mnie czas, treści są piękne
Dlatego nic mi się nie chce, szczęście wchłaniam z powietrzem
Takiego świata ja nie chcę, wiec go sobie ulepszę.

Siemasz ziom to znowu ja czyli ósma część krzyku
Ten co się nie może uwolnić od specyfiku typu zieleń
A więc mielę, dzielę to na milimetry
Płoną w jednej chwili bletki
To jest proste Ostry i jointy jak krewetki i czosnek
Jak bletki nie ma jointa skręcę ci z serwetki
Ziombel nie mamy jak żyć w nas siła wyobraźni
Czas nie da drugiej szansy bo rządzą nami kaczki
Ciągle kwa kwa, kurwa kwa kwa, przestań gmatwać,
Chujnia ta trwa,a tu kwa kwa kwa kwa kwa kwa....
Mam już dość cię! Jesteście nam potrzebni jak głuchemu walkman
Jeśli w Was moja przyszłość, to do niej nie dorosłem
Chciałbym być osłem i na wszystko robić 'i ooooo'
Pewnie zrozumiałbym kaczkę co dziobie ma [?]
Boże wybacz, zamiast słuchać tych zwierząt, wolę polecieć na zmywak
Wiesz ja nie wybrzydzam ale..
Tutaj tą kurwę Zytę dziwkę spalę, Panie wybacz
To zbyt piękne jak Lerek z Doniem w jednej piosence
Zgarnij pulę i razem ze mną uwierz w ten duet
Siemasz ziom to znów ja, kup płytę - olej koszty
Choć nie mam kontaktów jak Marek Borowski
Wypluwam do taktów głoski z beztroski luzu,
Witaj w świecie łobuzów ponabijanych guzów,
Prosto z miasta, gdzie na mordę wpuszczają do klubu
Czysta rap gra, weź zobacz, poczuj w sobie energię
Jak ja, jak ty, jak cały świat plus to osiedle!

Jakbym miał osiem razy przebiec Ziemię bym umarł,
A tak po raz ósmy już kręcę tego skuna
Chcesz wiedzieć co jest u nas w roku 2007?
Zrób vibovit, zapal lolka, a pierdolniesz na glebę!
ref. [Bezczel, Sage]
Temperatura wysoka, niebo bez chmur, popatrz
Plaża, lokal, czy gruba biba na blokach
Otwórz browar, odpal blunta z ziomem
Zbij pionę to nie grzech daj się ponieść 2x

[Bezczel]
Yo, to będą grać w klubach, w tych w których ja będę chlać
Będę miał ubaw, będzie gruba rozruba to będzie fruwać
Po całym mieście całej Polsce, proszę Bezczel
Wejście ostre, zagramy koncert, tak zarabiamy mońce tu
Czterdzieści procent, wóda jedną z moich zboczeń
Ty doceń ten rap owocem pracy na codzień doceń to ziom
Jest najs tu, nastuk nas tu kilkunastu znawców
Stu piętnastu toastów, nastrój zwiastun baunsów
Mała baunsuj z nami, tequilla lansuj,
Skosztuj bruderszaftu z nami, he heej
Co złego to nie my, zawijasz z nami czy zostajesz z kolegą swym
To nie dla niego flm, dziewczęta ! temat gorący jak fiesta
Spijam z nich nektar w tekstach sprawdź tu jest tak
One, są jak zwrotki jedna, druga, następna
Ja pomiędzy nimi jak refren i chcę tak
Wyluzowany na leżaku w Miami
Oblewać nagie dziewczyny drogimi alkoholami
Z ziomami palić blunty, rapować grać w to i tańczyć
Spijać z gołych cyców słodki sok z pomarańczy
Słońce praży jak na plaży w Portsmouth
Uśmiech na twarzy, kojażysz pełen komfort
Walizki z forsą, osobisty sponsor
A w klipie lepsze dziwki niż (?)

ref. [Bezczel, Sage]
Temperatura wysoka, niebo bez chmur, popatrz
Plaża, lokal, czy gruba biba na blokach
Otwórz browar, odpal blunta z ziomem
Zbij pionę to nie grzech daj się ponieść 2x

[Sage]
Temperatura wzrasta, skurwysynu sprawdzaj
Wyjeżdżam dziś z miasta, jestem na wakacjach
Letni czas nastał, dupy pokazują ciałka
Typy się prężą, ale to nie moja działka
Ja prężę się do majka
Moje studio to moja treningowa salka
Jutro rozpoczynam dzień od browarka zimnego
Bo na dworze sauna kolego, ze mną ziomów cała banda
Dlaczego ten tego, nie wziąłem fullcapa
Napierdlala tak słońcem że aż dymi mi czacha
Nie ma co tutaj płakać, zimą dopiero jest chujnia
Więc zawijam sześciopaka i wypierdalam ze studia
Gdybyś ziomuś się wkurwiał jaki tu mamy dziś chill
Ja mogę razem z Fabułą zaśmiać ci się prosto w ryj
E!
Tak!
Skurwysynuu blaaauu

ref. [Bezczel, Sage]
Temperatura wysoka, niebo bez chmur, popatrz
Plaża, lokal, czy gruba biba na blokach
Otwórz browar, odpal blunta z ziomem
Zbij pionę to nie grzech daj się ponieść 2x
Ej bejbe ej łania
jesteś dobrą sztuką do wydmuchania
Ej kotku weź walory pokaż
bo na moje oko niezła z ciebie foka
Ej bejbe ej łania,
jesteś dobrą sztuką do wydymania
ej kotku pokaż walory
bo na pukncie dobrych cipek jestem chory

1. Ej dziecino siemasz dziewczynka
Cicha woda, cnotka niewydymka
Poznałem Cię może ze dwa dni temu
zaliczona, odhaczona nie było z tym problemu
Pytasz czemu właśnie tak kobiety traktuję?
Bo zapach dobrej cipki z kilometra poczuję
Więc testuję, eksperymentuję, kolekcjonuję
Mam sex-foto album, a tam zaliczone niunie
się wiją aż je gdzieś ukłuję
tego nie wiem,
mistrz bara bara po nim przejąłem schedę
Romantyczny Wiedeń, na chuj to wolę w domu
Łap bejbe za kabel i śpiewaj do mikrofonu
Nie zamierzam zejść z tronu, tu moje miejsce
Cipki, cipki, chcę tego jak najwięcej
Wiesz rasowy kot jednej dziury nie pilnuje
Zalicz chinke, murzynkę, turczynkę, bądź...
Wtedy poczuję, życie jest sensowne
Codziennie inna dupa rozpina Ci spodnie
One mają na to wszystko tzw. motywy
Robią najlepsze lody w fabryce algidy
Zadowolony, szczęśliwy, po co z panną na stałe być
alfonsem jal sloob tego chciałem
mieć najlepsze dziwki, być pragnieniem wszystkich
mieć na te pizdeczki...
więc pozdro dziwki
nie ważne pogoda, te pnij się w strzelbę
zmiksuję Ci pieroga

Ref. Ej bejbe ej łania...

2. Beatka, mężatka, studentka, sąsiadka
Asia, Kasia, Barbara, Dagmara
Czyjaś córka, czyjaś stara, każda szpara
prostytutka, rozwódka, każda moja ofiara
Andżelika, Dominika, Mońcia, Karolcia
Alicja, Patrycja, wszystkie pchają się na bolca
Danka, Bianka, Iwona Aldona Lidka Edytka
potężne wymiona
Aneta, Żaneta, Eustacha, Arleta
Nie ważne imiona, chcę latać po kobietach
Karolina, Kinia, chcę urabiać, wykminiać
Małgorzata, Beata i cycata Renata
czy dupiata, czy nochata,
chuj nie ważne cipka cipką, byle nie był to pasztet
Wiesz, nie schodzę poniżej jakiegoś poziomu
Chcę twoją broszkę,
Chłopaka? To ty masz w domu
Twój tata ci powiedział trzymaj się od niego z dala
On przetrzepie ci dupsko, bo gotują mu się jaja
Ty tez tak wyglądasz, jakbyś była całkiem wdziana
Dam se głowę uciąć, że uklękniesz na kolana
i, że cały sprzęt pochłaniasz, twoja cipka też pochłania
Sex to twoja mania, jesteś suka a nie niania
Pociąg do ruchania, klepać tyłki...
on widzi sens życia w niepoprawnych zachowaniach
dlatego, ej łania kocham sex i to bez ćpania
Sex jest narkotykiem ty bądź czysta do kochania
od dziejów zarania w tej muzyce rzeczą ważną
czy dasz mi swojej dupy, bo to opcja jest poważna
często dość odważna, chcę zaśpiewać ci jak bitas
Jesteś bardzo śmiała, chciałbym dziś z tobą przeżywać
mega orgazm
wybacz, ale nie kupię kwiatów,
był tylko kiosk ruchu, dokonałem gumek zakup
Dojrzała nie dzieciaku naubliżam Ci, jak Too Short
będąc tak w tobie, szeptam Ci sto sprośnych głupot
nasapie Ci w ucho, myślę że wytrzymam długo
Lubie pisać te kawałki to zaprawa na sucho
A więc moja piękna suko, chodź do mnie, weź się rozbierz,
Zdejmij moje spodnie
Weź go w rękę cudownie
jak dotknij gdzie chcesz
no wiesz, ulżyło mi
to seksistowski styl
jak jebany cool king

Ref. Ej bejbe, ej łania...

Moje dziwki, moje dziwki
Moje suki moje suki
Moje dziwki, moje dziwki
jebać dziwki, wszystkie suki...
ta onomatoPeja
Rychu Pe
Massey ta
aaj eseluka właśnie tak
jebane suki, właśnie tak
huki puki, najebki
i te kobietki, i te podnietki, i te, i te minetki...
I.D.Ę. sam sobie, I.D.Ę. przez miasto
I.D.Ę. sam sobie, I.D.Ę.

Wstałem dziś o ósmej rano i przemyłem oczy
zjadłem sobie śniadanie przy muzyce je się lepiej
płatki kukurydziane wiadomo z mlekiem
Po posiłku czas na faję, nie na tą co daje baje
bo tych już nie palę, LM w ustach płonie
dobra wyrko zrobiłem, wykąpałem się, ubrałem
do zaczętego tekstu parę wersów dopisałem
Pisać skończyłem i na miasto ruszyłem
Deptając klatkę spotkałem akurat
wracającą z pracy matkę miała w ręce pełną siatkę
Pomogłem ją wnieś, dobra idę - mamo cześć
No i idę sam sobie w stronę przystanku
i 63 akurat uciekł mi
Następny za dwadzieścia minut, to pierwszy dzisiaj minus
No i wreszcie jedzie, bez biletu wsiadka
nie zgrywam tu kozaka nie miej mnie też za biedaka
tak po prostu strata sianka dla kanarów mada faka
w autobusie cała paka siedzi chłopaków na laka
każdy udaje cwaniaka, każdy to typ buraka
Dobra, dobra Bałtyk czas już mój wysiadać
o tym co dalej będę w drugiej zwrotce gadać, I.D.Ę.

I.D.Ę. sam sobie, I.D.Ę. przez miasto
I.D.Ę. sam sobie, I.D.Ę. przez miasto
I.D.Ę. sam sobie, I.D.Ę. przez miasto
I.D.Ę. sam sobie, I.D.Ę.

Wysiadłem z autobusu, szluga na [?] rzuciłem
I idę dalej sobie sam, apetyt mam
na coś dobrego, ale nie drogiego
O, podskoczę tam do budki z żarciem koło mostu
tam sobie zrobię postój, coś w siebie wrzucę
A więc idę przez kapo, nie we w myśli sobie nucę
moją nową rap sztukę, idę dalej łukiem
Patrzę a tu z hukiem biegnie trzech nieletnich
A za nimi dwie mendy, truchtem grube gęby
nieudolna władza za to też ChWDP
Dobra dalej rwę, doszedłem do budki
z kulturą się odnoszę - dzień dobry, poproszę
jedną zapiekankę tą za cztery pięćdziesiąt
kupiłem, zapłaciłem, zjadłem i dalej ruszyłem
Dobra idę do Empiku no, bo dawno tam nie byłem
no i sobie idę, chód pełen luz
czerwone światło stój, przejścia wybór mój
pstrykło zielone, dobra walę naprzód
na przystanku tramwajowym słyszę - weź mu zakurw
no się będzie patrzał na ciebie taki palant
taki do bójki powód to głupoty dowód
No i idąc dalej, przechodząc przez pasy
stłukły się dwa auta nienajlepszej klasy
w jednym drobna pani w drugim cztery Adidasy
przyjechała policja, karetka, tłum gapiów
mi nie chce się stać, patrzeć, będę spadać
o tym co dalej będę w trzeciej zwrotce gadać, I.D.Ę.

I.D.Ę. sam sobie, I.D.Ę. przez miasto
I.D.Ę. sam sobie, I.D.Ę. przez miasto
I.D.Ę. sam sobie, I.D.Ę. przez miasto
I.D.Ę. sam sobie, I.D.Ę.
[tylko tekstyhh.pl]
No i dalej walę kroki, idę przez miasta uroki
po lewej Long naprzeciwko okrąglak
tak kiedyś zajebisty targ
teraz tylko park szalonej młodzieży
Trzydzieści metrów dalej patrzę siedzi gniewny
żebra na chleb, dam mu, nie jestem wredny
nie musi mi dziękować, to ja mogę dziękować
że mogę dać a nie wołać, dać a nie wołać
Dalej inna sytuacja, punkowa akcja
brakuje nam na wino masz może dwa złote?
no kurwa co ty? masz mnie za idiotę?
nie będę dawał czubkom moich kurde monet
Doszedłem do Empiku, wchodzę, podchodzę
do półki z płytami aż tu nagle jakiś
koleś mnie zaczepia - ej, sorry ziomek
ej, sorry ziomek nie wiesz gdzie tu jest techniawka?
nie mam pojęcia stary, to nie moja jazda
Dobra wychodzę, idę się czegoś napić
usiadłem sie na placu, wkoło mnie gołębie
trzy ławki dalej ktoś dostaje po gębie
Patrzę na zegar już godzina czwarta
O tym co dalej powie ostatnia zwrotka - czwarta

I.D.Ę. sam sobie, I.D.Ę. przez miasto
I.D.Ę. sam sobie, I.D.Ę. przez miasto
I.D.Ę. sam sobie, I.D.Ę. przez miasto
I.D.Ę. sam sobie, I.D.Ę.

Wstałem z ławki w stronę starego walę
zrobiłem parę kroków, patrzę mendy na sygnale
gonią jakiś wozik a ja se idę dalej
legalnie pełen luzik w kieszeni zbiór nie duży
monet mi brzęczy, ale spoko jest
bo za trzy dni robota się święci
a czy wypali to wiadomo, że nie wiadomo
nadchodzi piąta piątkowego czasu
Będę powoli dreptał już do chaty
to znaczy do domu z Betonu na Grunwald
a więc idę sobie na przystanek koło młyna
przede mną dziewczyna w obcisłych dżinsach
zajebiście pupą rusza tak to do patrzenia zmusza
dobra Cienki buty wdusza, bo autobus jedzie
a przede mną dwie ulice do przejścia przecież
lecz ja głupim nie jest, ja nie hardcore-desperat
wolę się zatrzymać i na następny czekać
63 drugi raz mi spierdolił
a więc idę sobie na przystanek powoli
patrzę kto stoi - o, znajoma twarz
witam kurwa, jak się masz, co u ciebie słychać?
nic ciekawego, wszystko po staremu
cały miesiąc walczę o te kilka PLN'ów
wuchta problemów, przejebana sprawa
dobra, narka, trzymaj się, ja spadam
O kurwa wpadłeś pod autobus
[Gural]
Yo
Saluto DonGuralEsko bandyta mikrofonu
Biały Dom dwa tysiące dwa
Sprawdź to gówno ej ej

Hip hopowy filozof PDG mafiozo
Z nową rymów dozą hardcorową hipnozą
O zgrozo pokój wszystkim obozom
Rozpylonym w betonie jak aerozol
Łamie konwencję jak Jackass łamie nakaz
Zakaz obalam jak Chaveza w Karakas
Mam mocy zapas słabi emces nogi za pas
Bo w rymologii ja czarny mam pas
Pełen wypas sieję spustoszenie jak Apache
Rymów pokaz rymów popas sam popatrz
Bit daje kopa wali stopa
Wali werbel synkopa czujesz bit daje kopa
Rymów kopa byłoby fopa byłaby wtopa
Gural to nie gwiazda to zwykły chłopak
Rymów dopał będe kopał będe bronxy żłopał
Do pieca dojebywał mych rymów opał
Będe rymy rypał rymy pykał na przypał
PDG yoo wybuchowy jak niewypał
Słabych Emces będe połykał
Będe sypał rymy z rękawa

Będe dął z płuc miecha kazania rymów jak klecha
Palił THC i chlał Lecha
na jeden rym jechał zawistnym dawał orzecha
do zgryzienia: Gural was pojechał
Macie pecha czeka was długa reha
bilitacja dłuższa niż u dila krecha
Zawiecha bedę jechał na bezdechach
Na rymów bezdroże
Lecz to nie pomoże każdy orze jak może
Choć skurwysyny mają problem że się woże
No i co że rymóje nienajgorzej
W tej walki ferworze w bezdechowej komorze
To walka na rymy jak walka na noże
Hawana G.R.U tu zapuściłem korzeń
Rymy siekam pal-secam w kolorze
Wkurwia cię to że widzisz mnie w telewizorze

Ref: x2
Gural rymmajster wchodzę znów za ster
Bit Rym git z tym kleję jak plaster
Lascah bitmaster dymi soundblaster
P.D.G styl yoo idzie nad miastem

[Gural]
Rada rymów ministrów na blokowisku
Na linii ognia jak Clint Eastwood
Idź w chuj Gural jest tu z porcją wersów
P.D.G klika to załoga rejsu
Interes tu zespół rozkręca wespół
Dyktatura rymów jak Ceausescu
Testuj nas nie stój tak
Inwestuj w rap skurwysynu Gural gra
Nie uciszy mnie nikt z was ani tam ani tu
Zgrani w chuj jak stado Caribu wali w chuj
Nie panikuj Manitu czuwa nad moim Crew
Wali znów jak Canibus a garnitur
W szafie mam radę dam w płucach Amsterdam
Rap gram napierdalam sprawdź Gurala

Ref. x2
Ej! Men, Kazek, Arek, Adrian.
Wszyscy dobrzy ludzie, trzymajcie się.

[Bosski Roman]
To dla wszystkich dobrych ludzi,
Niech was nie opuszcza wena,
To dla tych, których tu nie ma,
To dla Kazka i dla Mena.
Pozdrowienia do więzienia,
Wszystkim ziomkom te życzenia.
Firma grana zawsze dla was
No i tyle na ten temat.

To jest rap, a nie kicho,
Przekaz dla Ciebie bandyto,
Przekaz dla Ciebie człowieku dobry,
A nie hipokryto.
Ufasz wielu różnym typom,
Na ich słowie też polegasz,
Czujesz pewny sie, bo wiesz,
Jesteś typem co nie sprzeda.

To na faktach, teraz ta gadka,
Leci ode mnie prosto do Ciebie.
Nie wiadomo, kiedy będzie dobrze,
Ale będzie na pewno,
źle nawet w niebie.
Nie wiadomo kiedy będzie koniec,
Ale będzie na pewno, tego jestem pewien.
Nie wiadomo jaki tłum, jaki skun,
Ale Firma na żywo znowu rozjebie.
Pozdrówki dla Mena dla Kazka
Ta nuta leci do więzienia.
Ten styl się nie zmienia.
Pedały naraska, psy do widzenia.
Jednak uderzenia dla dobrych ludzi,
Ulice podziemia. Kiedy nie ma wykupienia,
Poczuje na skórze to coś ma hiena.

[Bilon]
Zabrana wolność, ale nigdy honor.
W więzieniu brat, już grzejesz pajdę sporą.
Nadejdzie dzień, gdy zerwą się kajdany,
Otworzą bramy i znów coś zajaramy.
Jebane psy, jebać ten syf.
Kryminalny rym dla tych,
Których system ma za złych.
My ponad tym, plując policji w ryj.
JLB ekipa, czeka na braci swych. ELO.

[Wilku WDZ]
Uliczny styl życia to nie zabawa
Na dzielnicy gończe psy, hasło: obława.
Śledczy będzie Cię namawiał
Byś jak dziwka dupy dawał
Morda gada, morda odpowiada, prosta sprawa.
Taka zasada, bo tu są ludzie z zasadami.
Przez bajkopisarzy, bracia siedzą za kratami. {słychać okrzyk: CHWDP}
System zjebany, więzi niewinnych latami.
FIRMA, HG, to dla was o wolność wołamy.

[Kali]
To dla was od lat to robimy,
Tak, jest, aby dodawać otuchy,
By tęsknoty nadszedł kres.
Żaden fest, ani pies z tego nie zrozumie, durnie.
Ja i moi ludzie z bania uniesioną dumnie.
Robimy to na przekór kratom i granicom,
Bo wiem, że są ludzie, którzy liczą na ten rap.
Im tyle słońca ile opisanych strat.
To dla was, nie bez wad, za kratami mordy.
Chcę na publice widzieć dobrych ludzi hordy,
Jebać rekordy, niech płyną akordy,
Płyną kilometry, kursują tempometry.
To specjalnie dla was, tu na dole te projekty.
Płyną dni, płyną lata i choć czasem niedola,
Nie zabiła mojej weny nawet niewola, ani głód,
Ani myśli czarne jak coca-cola.
To jest moje życie, a nie oskarowa rola.

[Tadek]
Są jeszcze ludzie, ksyw nie chcę wymieniać,
Ważne dla nich są zasady, nie najgrubsze rozliczenia.
To dla tych, którym hajs widzenia nie zmienia.
Nie pierdoli im po głowie w biedzie i od wzbogacenia.
To dla was dobrzy ludzie, dzięki wam istniejemy,
To dla was rap, z niezależnej sceny
I choć każdemu, bogactwo się marzy,
To dla was koncerty i płyty bez gaży.
Firma ma moc, dlatego pełno buban-guran.
To dla dobrych ludzi gramy, a nasz przekaz to nie bzdura.
Więc jak słuchałeś starą, płytę Firmy ziomek,
To weź teraz wysłuchaj, przekaz na tej nowej.
Staramy się poważnie, przekazać coś panowie.
Nikt nie zarzuci mi ściemniania w żadnym moim słowie.
Bo to nas dobrzy ludzie, szanując za nasz przekaz,
Więc jak wierzysz w zasady, naszej roli nie lekceważ.
Blanta, skręć blanta
Po to masz dwie sprawne ręce żeby sobie jakoś radzić,
Czy w mieście, czy w Alpach,
Cały świat jest zanurzony w dymie trzymam w ręce blanta. x2

To ten dzień ziomek skręcił blanta,
w takie pogodne dni zrywał się (?) w Alpach,
i lubię się bawić tak zabijam nudę,
w takie pogodne dni jak dziś tak się bawić lubię,
Ani na prywatce, ani w jakimś klubie,
w nocy sobie jestem, w nocy sobie lubię być
(???)
wolę się najarać, niż po alkoholu robić flagę,
młody ty wiem że dobrze jesz uśmiech jest też wiesz,
Wiem że też masz tak samo jak ja,
wiem że też nie obudzę się i nie będzie mała (?)wka,
Masz tak samo jak ja, jesteś taki sam,
lubisz dobry sport, i jest spalony gram.

Lubisz dobrą nutę jak moha metalic,
pokazał że jesteś koleś, pokazał wszystkim na sali,
jesteś tutaj ty a za tobą ludzi kilku,
razem macie siłę, rozj*biecie pół budynku w pył,
nigdy nie idziecie w tył,
choćbyś jaki był, zawsze podnieś ręce żeby walczyć o to by,
zawsze było dobrze i były wolne konopie,
żeby było dobrze i były wolne konopie ej, wolne konopie.
ze mną ludzi kilku, haha.
ze mną ludzi kilku razem rozj*biecie pół budynku w pył.

Po to masz dwie sprawne ręce by sobie jakoś radzić,
Czy w mieście, czy w Alpach,
Cały świat jest zanurzony w dymie trzymam w ręce blanta x3
Znowu piszę w nocy, ciepłe poczucie komfortu
Nie buntuję się, odeszły gdzieś miny gniewne
Dziś spokój, trąbka w radio przecież gra tak pięknie
Patrzyłem w lustro zły na to, co widziałem
Świadom błędów, lecz wciąż wśród uczestników pędu
Tour De Życie pali rubę, taka skala
Kocie łby, krew, pot, łzy ciągle się wywalasz
Obojętne jak się starasz dobro nie wraca
Bo wcale nie jest powiedziane, że dostaniesz coś od świata
Dlatego niczego nie pragnę, jest jak jest
Cokolwiek przyjdzie jutro wezmę za dobrą monetę
Chociaż wolę uciec stąd jak najdalej
Wiesz, świat jest piękny, życie też tylko ludzie nie
Jest problem, nikt go nie widzi jest ekstra
Chodź kochanie posłuchamy jak oddycha wszechświat

Zamiast bić się z losem wolę stanąć obok
Jestem, już za mostem wiem, że kolejny mam przed sobą
Obojętny, bo niewiele zależy ode mnie
Dałem spokój, trąbka w radio przecież gra tak pięknie

Zamiast bić się z losem wolę stanąć obok
Jestem, już za mostem wiem, że kolejny mam przed sobą
Obojętny, bo niewiele zależy ode mnie
Dałem spokój, trąbka w radio przecież gra tak pięknie

Telewizja jutro pokaże nam jak
Bomby made by ludzie spadają na jakiś Bagdad
W faktach pokażą znowu śmierć z bliska
A za rok wymyślą i kamerę zmieszczą w pociskach
Poznałem zasady gry, mam dość - ja odpadam
Nie chcę tego, a ktoś wciąż próbuje mnie zabawiać
Bój się, nowości kupuj, chodź jak po sznurku
A świat wychowa sobie pokolenie głupców
Wolę oglądać chmury, słuchać gwiazd
Wolę słuchać oddechów ulic w sercu pięknych miast
Wolę spacer po Nibylandii z nią za rękę
Wolę uciekać na oczu jej oceany bezkresne
Szczęście znajduję blisko jest w środku
Ja szukałem długo, ale w każdym kryje się ten skarb
Problem, rozwiązanie trzymam w rękach
Chodź kochanie posłuchamy jak oddycha wszechświat
[Łona]
SprawdŹ, to jest piękny wieczór, zima w mieście
Gdzie tak łatwo jest się natknąć na pielgrzyma
Czy na nas, bo w czynach jasność
A my zagraliśmy koncert i ruszamy wreszcie na śródmieście
W oddali widać klasztor
skłoni jesteśmy jednak bardziej ku jakiejś gastronomi
Bo głód nas pędzi na czczo
my bladzi jak płótna, bo nie widać żarcia
Nawet obiektywnie patrząc
Pytamy ludzi, czy jest wiadome im gdzie można coś zjeść
albo chociaż w którą stronę iść
Pierwszy tubylec chce pomóc ma ambicje
lecz nic z tego, bo promile mu niweczą dykcję
Reszta chyba jakieś miejsce zna
bo, wszyscy mówią idŹcie prosto i skręcie w prawo
Idziemy tam i, że się tak wyrażę do diaska
bo o - ja *****ę - trudno, kiedy to co widzę mnie przerasta
I wierzę z trudem to wszystko stoi
Jedna koło drugiej, jakieś siedem budek typu Bistro
Granicząca z absurdem jednorodność
Frytki, hamburger, zapiekanka, hot-dog
A propo frytek, kpisz z nich? nie kpij, klękaj
tutaj frytka to prawdziwa broń w krwawej wojnie o klienta
Której żołnierzom dumping przyrzekł przepaść
bo frytki stoją tutaj grubo niżej zeta
Nawet troszkę więcej wyrżnął, się wyśle im przez pocztę więcej
Ale zaraz, jedna z budek zdaje się być odszczepieńcem
Przecieram oczy ze zdziwienia
ale na pewno widzę napis który głosi - frytek nie ma
Pytam czemu nie ma, co to za sztuczka?
Babka patrzy na mnie jak filozof na ucznia
i odpowiada równie filozoficznym zdaniem
Nie można mieć wszystkiego drogi panie

[Smarki]
To był piękny wieczór choć nie pamiętam okazji
I w ogóle mało pamiętam i tego piękna w wyobraŹni szukam
Wiem, że była ze mną ziomków trupa
W lokalu gdzie dziewczyny chcą pierścionków z Kruka
DJ gra z iPoda, bo to DJ Jem Piguły
A goście napinają muskuły kiedy lecą kanikuły
Słyszę, nie musimy tu być, są przecież inne kluby
Więc poszliśmy stając na krzyżówce ulic
Tu stali pijani, siebie pytali, że dokąd iść mamy
Stali pijani, dywagowali, był problem z kierunkami
I w sumie to chciałem im pomóc rozkminić zagadkę
Ale miałem tyle myśli ile metro ma linii w Wawce
Także olałem frakcję czy iść na prawo czy lewo
Bo w głowie miałem jedno - którędy za potrzebą
Drogie panie przepraszam, że tak prosto z mostu
to nie eleganckie, chciało mi się lać po prostu
Wypatrzył obok kiosku miejscówkę na ten postój
Myślę, aha, kroi się podwórkowy old-school
W związku z czym oderwałem się od stada ziomów
I wbiłem się szybciorem za ten kiosk na rogu
Wtedy to nadjechał radiowóz
Po oczach świecił jego kogut
Czy ja jestem jakimś niedorozwiniętym bucem?
Czemu stoję tu? w lokalu był piękny WC
Wtedy sobie pomyślałem, że odwrócę ich uwagę
Jeśli sięgnę po telefon i nim zrobię sztuczek parę
Słyszę - proszę podejść, w co pan tu sobie gra?
Do dziewczyny dzwonię - świecąc mu telefonem w twarz
Koledzy są za głośno, pan wie jakie są fruzie
I albo nie wiedział albo tekst go nie urzekł
Dłużej już mnie nie pytał, wziął tylko mój plastik
Wsiadł do wozu, a mnie te przemyślenia naszły
Pięć dych pożegna portfel, przywita je fiskus
Coś mi mówiło, że już nie popiję w tym odcinku
I tak stałem bez słowa, do tego pełen stresu
Bo w wyniku rwetesu nawet nie zacząłem biznesów
Nie mieli co robić, tylko mnie tropić w nocy
I podawać mój opis przez to ich walkie-talkie
Bez kitu, nasłuchiwali tych smerfnych hitów
Grubo pół godziny gdy zdychałem na chodniku
Byłem jak dawaj mandat, zaraz pęknę jak balon
W końcu wyszedł i mówi mi ten dowód oddając
Że wszystko gra, to twarde prawo ale prawo
Byłem jak wow, brawo, dobranoc panie władzo

[x4]
Mijam ich, jestem świadkiem naocznym
Jak nie Hagel w windzie to Platon w nocnym
Kant wiezie mnie taksówką, Nietzsche mieszka w każdym bloku
Świat jest pełen filozofów
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo