Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Idę idę idę idę idę na wyprawę,
Na nocną wyprawę, na rynku zabawę,
Idę idę idę idę idę na wyprawę,
W mieście gdzie stoi Wawel,
i zadymy są krwawe,
Jest masa tajniaków
I Labrador jest nawet
Są ludzie zajebiści,
Ale i mendy plugawe
Ja nie z tych co piją banie,
popijając przy tym kawę
Wszędobylski Bosski,
Może czasem pali trawę.

Ide ide ide ide ide na wyprawę,
idę idę idę idę idę na wyprawe,
Lecę lecę lecę lecę lecę na wyprawę,
Płynę płynę płynę płynę płynę na wyprawe,
idę idę idę idę idę na wyprawę,
lecę lecę lecę lecę lecę na wyprawę,
płyne płyne płyne płyne płyne na wyprawę,
bo na nocnej wyprawie bardzo dobrze się bawie.

Moje drinki zawsze są mocnę,
Jak zamulisz - poczęstuje Cię koksem,
Trzecia część wyprawy nocnej,
Wypij za lepsze jutro - i za tych co nie mogą,
Jak się bawię - to się bawię hardcorowo,
Firmowe słowo pada wszędzie,
JP słychać na koncercie,
Będzie co będzie
[Będzie co będzie]

Ide ide ide ide ide na wyprawę,
idę idę idę idę idę na wyprawe,
Lecę lecę lecę lecę lecę na wyprawę,
Płynę płynę płynę płynę płynę na wyprawe,
idę idę idę idę idę na wyprawę,
lecę lecę lecę lecę lecę na wyprawę,
płyne płyne płyne płyne płyne na wyprawę,
bo na nocnej wyprawie bardzo dobrze się bawie.

Nie wiem co się dzieje, ja się chyba już starzeje
kluby otwierają geje, cyperpunki,
I królewny odstawiają beznadzieje,
Snobistyczne towarzycho to nie moi przyjaciele,
I zatrute lane piwo które poczujesz w niedziele,
Tak jak bóg by Cię pokarał,
Czy zostajesz dziś w kosciele?
O Aniele
[O Aniele]
Tak się kończy trzecia wyprawa nocna,
Firma JP.

Ide ide ide ide ide na wyprawę,
idę idę idę idę idę na wyprawe,
Lecę lecę lecę lecę lecę na wyprawę,
Płynę płynę płynę płynę płynę na wyprawe,
idę idę idę idę idę na wyprawę,
lecę lecę lecę lecę lecę na wyprawę,
płyne płyne płyne płyne płyne na wyprawę,
bo na nocnej wyprawie bardzo dobrze się bawie.
Kurwa, jaki fart, przysięgam sobie
To ostatni raz niebezpieczeństwa człowiek
Czas ulotnić się, to sprawa cierpliwych
Bo mrok spływa na dzień, jak para na szyby
Muszę pozbyć się płyty, tych papierów, bo przez nie
Nie chcę nikogo spotkać, lepiej nie mów gdzie jestem
Szybko przez jezdnię, by za zakrętem zniknąć
Opanować swój ból, nie przeraża mnie nic
Co może zesłać znów moje plany do piekła
Nie bój, wiem gdzie biegnę, znam te ściany od dziecka
Od pasażu po centra, Sienkiewicza pod prąd
Łączeniami podwórek Łódź przybliża mi wolność
Tak ukrywam się non-stop idąc w cieniu tych murów
Pragnienie o taryfie, styl myślenia anuluj
Kwestia rozumu, każdy ruch każdy krok
Daj mi Bóg siłę, bo dla mych nóg to jest koszmar
Między budynkami ciemna postać
Gdzie miłość i nienawiść to dla serca rozłam
Trzymam kontakt co za mną
Jak popełnimy błąd kiedyś to nam wygarną
Dowody zbrodni, ich trzeba się pozbyć
Czyli płytę, papierów by nikt nie udowodnił
Złych zamiarów agonii tego świata i zła
Jakby co nie mów nic i tak szatan nas zna

[x2]
Tego nie można nazwać
Nikt nie może (zajebiemy)
Chłopiec o tym wie (nie używa słów)

Po co mi było to bagno jak teraz
Przyjdzie mi kurwa tu za darmo umierać
Masz życia poemat o wyprawie po raj
Zamiast słuchać tylko zostanie mi garb
To jest myśl, podrzucę płytę w sklepie
Pośród miliona CD szybko zniknie, bo przecież
To z nią wyjdzie w markecie, to ruchomy towar
Parkingiem z góry chwila na stromych schodach
Tajemnicy dochować i pozbyć się ścierwa
Jeszcze zmienię ubrania, mam już dosyć tu piekła
Ciche kroki do miejsca gdzie sterty katalogów
Włożyć płytę między wkładki koperty, Boże pomóż
Jaka to płyta, O.S.T.R., nie znam
Ale wielkość pudełka będzie niezła na manewr
Proste detale włożyć do okładki płytek
Ktoś będzie miał przypał w stylu randki na grypie
Styczeń, zbyt zimno na zwłokę czy sprzeciw
Spakowana rodzina czeka w Locie naprzeciw
Zaraz odleci ostatnia prosta skrzydła
Żegnaj przypale, wita słodka Brazylia

[x3]
Tego nie można nazwać
Nikt nie może (zajebiemy)
Chłopiec o tym wie (nie używa słów)

(Podejrzany o morderstwo na tle rabunkowym Nikodem R. porzuca płytę, a także dokumenty na jednym ze stoisk muzycznych niemieckiej sieci marketów ze sprzętem AGD i RTV, najprawdopodobniej ukrył on kompakt wkładając do okładki innej płyty, niestety, są to tylko nasze przypuszczenia, w ten sposób Nikodem R. tymczasowo zaciera ślady, aby udać się z rodziną na lotnisko, chce szybko wylecieć poza granice kraju i w tym miejscu urywają się wszystkie tropy dotyczące tej sprawy, podejrzewamy, że Nikodem R. przebywa w którymś z państw Ameryki Łacińskiej)
Siemasz ziom, to znów ja czyli brzydki zły i szczery
Ten co lubi wpierdalać frytki i hamburgery, oliwki do mozzarelli
dla wszystkich kielich, czysta prawda
Za fundamenty bloków, które wzniósł do góry asfalt
Pełen luzik czternasta, wiesz nie budzę się na budzik
Bo do miasta rano napierają tłumy
Ja wole naboje do próby, przebojem napoje te chmury
Na stole, na dole bibuły
Bo blanty mnie nie trują, jak nigdy mnie nie truły
Tu mi skrusz to jaramy

Ziom ty ciągle o tym samym
Siemasz ziom to znów ja czyli ćpun, cham nie dzieciak
Moim marzeniem to spalić więcej niż w Księdze Guinnessa
Tobie potrzebny lekarz! Raczej hajs na kilogram
To bierz 5 złotych za każdym razem gdy dajesz autograf
Cztery autografy torba to jest... pomyśl!
Weź nie dołuj i co mam podpisywać kurwa płyty ze stadionu?
Boże pomóż, bo mi sumienie pieprzy
Jak mam na siłę sobie świat tandetą ulepszyć
Jestem tym co chce spać, a nie węszyć za szczęściem
Dla Ciebie hajs, dla mnie czas, treści są piękne
Dlatego nic mi się nie chce, szczęście wchłaniam z powietrzem
Takiego świata ja nie chcę, wiec go sobie ulepszę.

Siemasz ziom to znowu ja czyli ósma część krzyku
Ten co się nie może uwolnić od specyfiku typu zieleń
A więc mielę, dzielę to na milimetry
Płoną w jednej chwili bletki
To jest proste Ostry i jointy jak krewetki i czosnek
Jak bletki nie ma jointa skręcę ci z serwetki
Ziombel nie mamy jak żyć w nas siła wyobraźni
Czas nie da drugiej szansy bo rządzą nami kaczki
Ciągle kwa kwa, kurwa kwa kwa, przestań gmatwać,
Chujnia ta trwa,a tu kwa kwa kwa kwa kwa kwa....
Mam już dość cię! Jesteście nam potrzebni jak głuchemu walkman
Jeśli w Was moja przyszłość, to do niej nie dorosłem
Chciałbym być osłem i na wszystko robić 'i ooooo'
Pewnie zrozumiałbym kaczkę co dziobie ma [?]
Boże wybacz, zamiast słuchać tych zwierząt, wolę polecieć na zmywak
Wiesz ja nie wybrzydzam ale..
Tutaj tą kurwę Zytę dziwkę spalę, Panie wybacz
To zbyt piękne jak Lerek z Doniem w jednej piosence
Zgarnij pulę i razem ze mną uwierz w ten duet
Siemasz ziom to znów ja, kup płytę - olej koszty
Choć nie mam kontaktów jak Marek Borowski
Wypluwam do taktów głoski z beztroski luzu,
Witaj w świecie łobuzów ponabijanych guzów,
Prosto z miasta, gdzie na mordę wpuszczają do klubu
Czysta rap gra, weź zobacz, poczuj w sobie energię
Jak ja, jak ty, jak cały świat plus to osiedle!

Jakbym miał osiem razy przebiec Ziemię bym umarł,
A tak po raz ósmy już kręcę tego skuna
Chcesz wiedzieć co jest u nas w roku 2007?
Zrób vibovit, zapal lolka, a pierdolniesz na glebę!
Jeśli patrzysz na realny świat
Założę się że nie widzisz tego to co ja
Bo ja spalony nie tylko po solarium
Tutaj słońce z rapu jest moją dozą valium
I tu nie chodzi jak zielone palisz worki
To stan umysłu, co jest blisko Kalifornii
Na fali zbrodni jaką jest świat dokoła
Ja patrzę w niebo, o nic nie wołam
Szkolni hipisi co żyli (czym?) Woodstockiem
Oglądają tylko czasem mój chód z okien
Ci byli luzacy pracują w kancelariach
I czasem pokazują mnie palcem – „wariat”
A ja pod, czasem na powierzchni
Nie wywarzam drzwi, robię tylko prześwit
Tu kilka przecznic nazywam swoim domem
I choć bloki szare, dla mnie pastelowe
Zanim zacznę robić o tym kilka notatek
Jeśli klaśniesz w dłonie podam Ci łapę
Nie szczekam, zostawiam to politykom
Idę do słońca, niekoniecznie z motyką

I kiedy to piwko sączę
Mam tylko drobne czy grubszą forsę
Zaczynam czy właśnie kończę
Wciąż jestem spalony innym słońcem
Siedzę tu i liczę mońce
Bo jakiś lamus dziś odwołał koncert
Panuje chłód ale bity mam gorące
...spalony innym słońcem

Mój kumpel powiedział mi: „jak to robisz?
Jak tak łatwo możesz się z tym godzić?”
Trzeba się urodzić z tym, kwestia podejścia
Przecież znasz ten numer, ile potrzeba do szczęścia
Bo mieszkam jeszcze w rodzinnym gnieździe
Wynajem? Nie chce, własny kąt to lepsze
Poczekam, odetchnę, ale nie wszystko na raz
Start starym meblem, potem Buckingham Palace
Nic od zaraz, wiem że Ty byś tak chciał
I tu właśnie jest ta różnica światła
Nie ponaglam, bardziej w stylu lay low
Inne słońce pali moją codzienność
I wiesz co, radze nie patrz za ocean
Bo reszta zależy od punktu odniesienia
Zdrowie się ma, ważniejsze od stanu konta
Nad 2Cztery7 wisi jakaś klątwa
Nie poddam się, jest tu Mes, Pjus mój człowiek
A słońce? Sam wybierz jak ma świecić Tobie

I kiedy to piwko sączę
Mam tylko drobne czy grubszą forsę
Zaczynam czy właśnie kończę
Wciąż jestem spalony innym słońcem
Siedzę tu i liczę mońce
Bo jakiś lamus dziś odwołał koncert
Panuje chłód ale bity mam gorące
...spalony innym słońcem

Mam słońce w oczach cały rok choć to Polska
I nie dlatego żebym oglądał Polsat
Bierz mnie za muzykometeoropatę
Fakt, nie puszcze raczej "Keep it Thoro" latem
Idę na przystanek, śnieg na butach i nogawkach (zimą)
Ale w słuchawkach nie Wu-Tang, Donna Cappa
Co mam? Pewnie Kurupta i Daza
już myślę mniej o szóstym z przykazań
Fredwreck - Palestyńczyk, Scott Storch a to Żyd
Więc nie mów: „Tylko czarny zrobi funky bit”
Bez kompleksów pisze i włączam preamp,
Te bity i mój flow przekraczają ocean
Ta ekipa ma coś na każdą okazję
Solo Mes emocje, Eldo wyobraźnie
Blef i Pezet obserwację, my pogodę
G-funk nie zbyt retro nie zbyt modern
Sprzedajemy bas na uncje, zrozumcie,
Ludzie muszą skumać jak włączać G-funkcje
Jak pojmą będzie im wciąż towarzyszyć
W łóżku, w samochodzie, nie potrzeba ciszy

I kiedy to piwko sączę
Mam tylko drobne czy grubszą forsę
Zaczynam czy właśnie kończę
Wciąż jestem spalony innym słońcem
Siedzę tu i liczę mońce
Bo jakiś lamus dziś odwołał koncert
Panuje chłód ale bity mam gorące
...spalony innym słońcem

Inne słońce świeci nam w ten upał
Pozbawione tych promieni UV
Na tych płytach ciągle mamy wiosnę
Spaleni innym słońcem
Znowu piszę w nocy, ciepłe poczucie komfortu
Nie buntuję się, odeszły gdzieś miny gniewne
Dziś spokój, trąbka w radio przecież gra tak pięknie
Patrzyłem w lustro zły na to, co widziałem
Świadom błędów, lecz wciąż wśród uczestników pędu
Tour De Życie pali rubę, taka skala
Kocie łby, krew, pot, łzy ciągle się wywalasz
Obojętne jak się starasz dobro nie wraca
Bo wcale nie jest powiedziane, że dostaniesz coś od świata
Dlatego niczego nie pragnę, jest jak jest
Cokolwiek przyjdzie jutro wezmę za dobrą monetę
Chociaż wolę uciec stąd jak najdalej
Wiesz, świat jest piękny, życie też tylko ludzie nie
Jest problem, nikt go nie widzi jest ekstra
Chodź kochanie posłuchamy jak oddycha wszechświat

Zamiast bić się z losem wolę stanąć obok
Jestem, już za mostem wiem, że kolejny mam przed sobą
Obojętny, bo niewiele zależy ode mnie
Dałem spokój, trąbka w radio przecież gra tak pięknie

Zamiast bić się z losem wolę stanąć obok
Jestem, już za mostem wiem, że kolejny mam przed sobą
Obojętny, bo niewiele zależy ode mnie
Dałem spokój, trąbka w radio przecież gra tak pięknie

Telewizja jutro pokaże nam jak
Bomby made by ludzie spadają na jakiś Bagdad
W faktach pokażą znowu śmierć z bliska
A za rok wymyślą i kamerę zmieszczą w pociskach
Poznałem zasady gry, mam dość - ja odpadam
Nie chcę tego, a ktoś wciąż próbuje mnie zabawiać
Bój się, nowości kupuj, chodź jak po sznurku
A świat wychowa sobie pokolenie głupców
Wolę oglądać chmury, słuchać gwiazd
Wolę słuchać oddechów ulic w sercu pięknych miast
Wolę spacer po Nibylandii z nią za rękę
Wolę uciekać na oczu jej oceany bezkresne
Szczęście znajduję blisko jest w środku
Ja szukałem długo, ale w każdym kryje się ten skarb
Problem, rozwiązanie trzymam w rękach
Chodź kochanie posłuchamy jak oddycha wszechświat
Ej! Men, Kazek, Arek, Adrian.
Wszyscy dobrzy ludzie, trzymajcie się.

[Bosski Roman]
To dla wszystkich dobrych ludzi,
Niech was nie opuszcza wena,
To dla tych, których tu nie ma,
To dla Kazka i dla Mena.
Pozdrowienia do więzienia,
Wszystkim ziomkom te życzenia.
Firma grana zawsze dla was
No i tyle na ten temat.

To jest rap, a nie kicho,
Przekaz dla Ciebie bandyto,
Przekaz dla Ciebie człowieku dobry,
A nie hipokryto.
Ufasz wielu różnym typom,
Na ich słowie też polegasz,
Czujesz pewny sie, bo wiesz,
Jesteś typem co nie sprzeda.

To na faktach, teraz ta gadka,
Leci ode mnie prosto do Ciebie.
Nie wiadomo, kiedy będzie dobrze,
Ale będzie na pewno,
źle nawet w niebie.
Nie wiadomo kiedy będzie koniec,
Ale będzie na pewno, tego jestem pewien.
Nie wiadomo jaki tłum, jaki skun,
Ale Firma na żywo znowu rozjebie.
Pozdrówki dla Mena dla Kazka
Ta nuta leci do więzienia.
Ten styl się nie zmienia.
Pedały naraska, psy do widzenia.
Jednak uderzenia dla dobrych ludzi,
Ulice podziemia. Kiedy nie ma wykupienia,
Poczuje na skórze to coś ma hiena.

[Bilon]
Zabrana wolność, ale nigdy honor.
W więzieniu brat, już grzejesz pajdę sporą.
Nadejdzie dzień, gdy zerwą się kajdany,
Otworzą bramy i znów coś zajaramy.
Jebane psy, jebać ten syf.
Kryminalny rym dla tych,
Których system ma za złych.
My ponad tym, plując policji w ryj.
JLB ekipa, czeka na braci swych. ELO.

[Wilku WDZ]
Uliczny styl życia to nie zabawa
Na dzielnicy gończe psy, hasło: obława.
Śledczy będzie Cię namawiał
Byś jak dziwka dupy dawał
Morda gada, morda odpowiada, prosta sprawa.
Taka zasada, bo tu są ludzie z zasadami.
Przez bajkopisarzy, bracia siedzą za kratami. {słychać okrzyk: CHWDP}
System zjebany, więzi niewinnych latami.
FIRMA, HG, to dla was o wolność wołamy.

[Kali]
To dla was od lat to robimy,
Tak, jest, aby dodawać otuchy,
By tęsknoty nadszedł kres.
Żaden fest, ani pies z tego nie zrozumie, durnie.
Ja i moi ludzie z bania uniesioną dumnie.
Robimy to na przekór kratom i granicom,
Bo wiem, że są ludzie, którzy liczą na ten rap.
Im tyle słońca ile opisanych strat.
To dla was, nie bez wad, za kratami mordy.
Chcę na publice widzieć dobrych ludzi hordy,
Jebać rekordy, niech płyną akordy,
Płyną kilometry, kursują tempometry.
To specjalnie dla was, tu na dole te projekty.
Płyną dni, płyną lata i choć czasem niedola,
Nie zabiła mojej weny nawet niewola, ani głód,
Ani myśli czarne jak coca-cola.
To jest moje życie, a nie oskarowa rola.

[Tadek]
Są jeszcze ludzie, ksyw nie chcę wymieniać,
Ważne dla nich są zasady, nie najgrubsze rozliczenia.
To dla tych, którym hajs widzenia nie zmienia.
Nie pierdoli im po głowie w biedzie i od wzbogacenia.
To dla was dobrzy ludzie, dzięki wam istniejemy,
To dla was rap, z niezależnej sceny
I choć każdemu, bogactwo się marzy,
To dla was koncerty i płyty bez gaży.
Firma ma moc, dlatego pełno buban-guran.
To dla dobrych ludzi gramy, a nasz przekaz to nie bzdura.
Więc jak słuchałeś starą, płytę Firmy ziomek,
To weź teraz wysłuchaj, przekaz na tej nowej.
Staramy się poważnie, przekazać coś panowie.
Nikt nie zarzuci mi ściemniania w żadnym moim słowie.
Bo to nas dobrzy ludzie, szanując za nasz przekaz,
Więc jak wierzysz w zasady, naszej roli nie lekceważ.
1. Linia a lina b linia c basta
kazda jedna zajebista laska
takie sa tysiące w naszych miastach
apetyczne słodziutkie ciastka : opalone ,wypielęgnowane,pachnące ,na maxa zadbane.
Tam gdzie trzeba wydepilowane , wytatuowane , wytapetowane.
Prowokują i namiętnie kuszą chcą zawładnąć twym ciałem i duszą
Rozchwalają zbytnie omamiają wokół palca cie owijają
Pójdą nawet z byle frajerem by sie z kumać z jego grubym portfelem. Sukcesywnie brną do samotności bo nie wiedzą nic o miłości ...

ref . Co to miłość nie każda wie to nie tylko namiętny seks
nie impreza na tydzień dwa nie pieniędzy i złota blask
To miliardy cudownych chwil to miliony szczęśliwych dni spróbuj tego zaufaj mi ...

2. Ej dziewczynko powiem ci jak to jest choć zaprzeczysz wiem że to ruszy cie , twoja bajka twoja wizja twój sen
Przyznaj bejbe rozgryzłem cie
Bmwunia lesio albo klasa s super z relaxem on już dobrze jest
Automatycznie właściciel kręci cie , drzwi otwiera na baunsik wbijasz sie : wypasiony ekskluzywny super klub dla zarobasów ty nie byłaś nigdy tu drin za drinem i robisz sie otwarta
Cieszy twoje oczka jego złota karta
Po imprezie koleś bierze cie na chate
Figle migle bo koleś ma sałate
Rano sen sie kończy ' Żegnaj Bejbe ' i zasuwasz tramwajem na osiedle...

Ref. Co to miłość nie każda wie to nie tylko namiętny seks
nie impreza na tydzień dwa nie pieniędzy i złota blask
To miliardy cudownych chwil to miliony szczęśliwych dni spróbuj tego zaufaj mi ...

3. Ja to wiem ja to znam ja to kocham moja bejbe nie jest ze mną dla złota , nie dla chajsu i nie dla BMW'u nie dla pałacu
rodem ze snu nasza miłość trwa od wielu lat choć nie zawsze kolorowy był nasz świat ej dziewczynko słuchaj tu i teraz ja rodzine i miłość wybieram !

Ref. Co to miłość nie każda wie to nie tylko namiętny seks
nie impreza na tydzień dwa nie pieniędzy i złota blask
To miliardy cudownych chwil to miliony szczęśliwych dni spróbuj tego zaufaj mi ...
- Tak słucham?
- Chciałbym dać Ci tę miłość której nikt nie zakłóci
platynową kolię, na metkach napis Gucci
wiem, często jestem chamem
lecz jednym słowem jest mi wybaczane.
Musisz uwierzyć, że to wszystko dla Ciebie
Ty i ja, ja i Ty, mamy siebie
jesteś mym światem, kocham błysk w twoich oczach,
jesteś moim pragnieniem,
jak mógłbym Ciebie nie kochać?
Cały mój świat to ten uśmiech, czułe gesty
Ty potrafisz sprawić, że humor miewam lepszy
wiem, że potrafię zadać ból
lecz musisz uwierzyć, że cały jestem twój
wszystko co mam, tylko ty, cały świat
miłość w moich oczach tylko tyle mogę dać
musisz uwierzyć, że pozostanę tu
nam wystarczy spojrzenie, rozumiemy się bez słów

Please don't leave me, please don't go
Please don't leave me, please don't go
Please don't leave me, please don't go
Please don't leave me, please don't go

Świecą gwiazdy nad nami, my wciąż w objęciach nocy
choć jesteś tak blisko ja wciąż czuję niedosyt
gdy patrzę w Twoje oczy - dobrze wiem, że mam szczęście
kocham cię za to, że po prostu ze mną jesteś
to jest ta miłość, kilka pięknych chwil
najpiękniejsze uczucie, wiem po co mam żyć
dla kogo żyć, dla Ciebie bije to serce
wiem, że martwisz się gdy gram gdzieś w innym mieście
jesteś mym skarbem, kocham smak Twoich ust
jesteś moim pragnieniem dlatego pozostanę tu,
pozostanę, bo odnalazłem swoje miejsce,
małe enklawe, która daje mi szczęście
wiesz, dajesz mi szczęście
dajesz mi szczecie wiesz
dajesz mi szczęście.

Please don't leave me, please don't go
Please don't leave me, please don't go
Please don't leave me, please don't go
Please don't leave me, please don't go
Ona mówi, że gdy złoszczę się to zamieniam się w wielki nadymany balon,
Jej wielkie, piękne oczy nie mogą kłamać.
Spoglądam w lustro jakby nie było na szyi wielki, czerwony balon,
Balon ogromny, wcale nie sympatyczny, a rozmiar wcale nie skromny
Nadyma się, nadyma i straszy,
Gdy wyszedłem na ulicę z tym balonem na karku
Nie wyróżniałam się wcale, bo wszyscy mają swoje balony,
W które wypompowują swój gniew i żale.
Miałem kiedyś kolegę, który przed wyjściem na ulicę
Ćwiczył przed lustrem groźne miny, aha... bo chciałby bały się go
Dzieci, mamusie, starsze panie i dziewczyny.
Widziałem go już z daleka, bo na swym karku
Nosił olbrzymią napuchniętą banię,
Lecz dumny był z siebie, gdy widział strach i przerażenie
W oczach napotkanych ludzi.
Ja mówię do niego, że mnie nie przestraszysz,
Bo to tylko moja litość wzbudza,
A on ćwiczył dalej swój twardzielski chód
I nadymał się i puszył jak najbardziej mógł,
Bo chciał zasłynąć z tego, że ma serce zimne jak lód.
Ja mówię: "Nie wtrącaj się, nie wracaj do moich nut."
Ja jak najszybciej mojego balonika chce wypuścić powietrze
Więc, po co mi ta sroga mina, wiem, że są takie dni,
Że coś we mnie się gotuje, by później gwizdać zupełnie jak czajnik,
A ja pytam:, "Dlaczego i po co?" Po co mi wredna gęba i ta sroga mina,
Twarz raz blada raz zupełnie sina, czerwona nadęta taki balon przypomina
To niczym efekty specjalne wyniesione prosto z kina,
Już bardziej życzliwa jest ta gęba manekina.

Po co mi ta sroga mina, a patrzę się w lustro
Moja twarz wielki nadymany balon przypomina
Oj oj oj oj
Oj oj oj oj
Po co mi ta sroga mina, patrzę się w lustro
Moja twarz wielki nadymany balon przypomina oj oj oj oj

Z mojego domu wyniosłem tyle miłości i ciepła,
Więc sroga mina tutaj jest zbędna, nie pasuje wcale, a wcale...
Więc gdy piszę swoje linijki, nie ma w nich złości nawet miedzy wierszami oj oj oj oj
Lecz tak wielu kopie nawet leżącego swoimi ciężkimi butami oj oj oj oj
Coraz łatwiej dostać w czerep chodząc nocami nieznajomymi osiedlami oj oj oj oj
Od tak zupełnie za nic, już się nie zna granic,
Więc dla ludzi poupychanych w blokach z betonowych płyt.
Ja tez tam byłem z rodziną klepałem biedę,
Lecz nigdy nie było we mnie zawiści dla tych, którym wiodło się lepiej, aha
Więc dla ludzi w betonowych blokach głowa do góry,
Więcej miłości, a wtedy cuda spadają z nieba jak deszcz z chmury.
Ja w to wierzę i zawsze wierzyłem, więc nie będę tylko prochem i pyłem
I chwastem, co przeszkadza innym wzrastać, ja nie jestem z tych ,
Lecz słyszę na roku jakiś hałas i zgrzyt,
Lecą butelki jakieś brzdęki, gwizd, łamane żebra,
Ja to widziałam, bo właśnie wtedy na przystanku po drugiej stronie stałem,
A tak sobie myślałem:, "Po co i dlaczego?"
F.I.S.Z. jak długo żyje nie zrozumie tego,
Ja jestem pełen miłości jak rasta,
Zamiast pięści używam mikrofonu czy flamastra,
Nie chcę za nic w świecie odgrywać roli chwasta,
A srogim mina mówię, więc stop i basta.
Nie mam jednak chęci oczyszczać z brudów jak do zębów pasta,
Niech robi to deszcz, co oczyści ulice mego miasta.
Nie używam pięści, noży, kijów nawet do wałka ciasta.
Srogim minom mówię stop i basta, aha
Srogim minom mówię stop i basta.

Po co mi ta sroga mina, a patrzę się w lustro
Moja twarz wielki nadymany balon przypomina oj oj oj oj
Po co mi ta sroga mina, a patrzę się w lustro
Moja twarz wielki nadymany balon przypomina oj oj oj oj
już nie dla ciebie świeci moje słońce
już nie dla ciebie ta gorąca kąpiel
znajduję cię tutaj coraz rzadziej i rzadziej
i nie od ciebie mam tą nową bieliznę w szufladzie

już nie twój zapach kładzie się wieczorem na mojej poduszce
nie twoim głosem ktoś mówi mi potem 'zbudź się'
rano znów jest za mocna, ale nie twoja kawa
i nie ty mówisz do mnie mała

już nie ty

już nie moje płyty grają w twoich głośnikach
i nie moich palców twoje palce chcą dotykać
i to już nie to samo gdy już nic nie jest nasze
gdy na naszym stole stawiam tylko jedną herbatę

nie moja pralka pierze dziś twoje ubrania
nie moja walka ale twoja przegrana
nic nie jest twoje ale nic mi nie zostawiaj bo
cała ja jestem twoja nadal

to już nie ty
Ta.Pasja.

I powiedz mi czy wciąż go kochasz?
Gdy wiesz, że nic nie jest takie jak chcesz.
I nie będzie już jak chcesz by było.
I teraz gdy już wiesz, że on nie jest tym kim chcesz.
Czy wierzysz w miłość?
I gdy poślą go do piekła niech płonie
I nim lawa strawić go zdoła,
To czy skoczysz za nim w ogień
Lub chociaż pójdziesz by mu otrzeć pot z czoła?
I gdy upadnie to będziesz przy nim zawsze?
Nawet mimo zdania tłumu, cóż.
I wciąż będziesz z niego dumna,
Gdy wiesz, że on dziś chla na umór znów.
A kiedy pójdzie na dno i zdasz sobie sprawę, że już nie ma szans
To czy pójdziesz za nim w bagno
Czy raczej odejdziesz tak jak Eva Hart?

Wiem, że wymarzyłaś przyszłość mu,
Nie szukaj winnych na przymus.
To złośliwy los zniszczył wszystko znów,
Gdy on obrał inny azymut.

Patrzysz jak podąża dziś za pasją,
Mówią, że to dziwki, koks, melanż.
Do celu dojdzie jeden z nich na sto,
Najczęściej ci co przyszli coś sprzedać.
I wiem, że to łamie ci serce,
Gdy szukasz go przy niedzielnym stole.
Bo chcesz dla niego czegoś więcej niż ,
Kac, depresja i zmarszczki na czole.
Czujesz z nim ból i radość,
Czujesz moc i słabość,
I choć nie dorósł do twych marzeń,
Czy jesteś z niego dumna, co mamo?
Lesson twenty one...

Kto pierdoli tabu narzucając reguły? OeSTeeR!
Kto mówi co myśli nie uznając cenzury? OeSTeeR!
Kto porusza tłumy? Kto szarpie za struny? OeSTeeR!
Po to, by dalej to szło i dalej to szło i dalej szło. OeSTeeR!

O jak grupowy Orgazm pederastów.
eS jak Szacunek oddany memu miastu.
Te jak Tendencje by szufladkować hip-hop.
eR jak Relikwie czczone modlitwą.
eN jak Narkotyk co wciąga i wyniszcza.
A jak Antybiotyk co ciało oczyszcza.
Zet tak jak Zgliszcza żywiołu masakry.
A jak z Akcji fakty ukazujące straty.
Wu jak Własny pogląd na otoczenie.
eS jak sumienie co w twarz się śmieje.
Zet jak Złodzieje co wykorzystują moment.
E jak Energia za mikrofonem.

Kto pierdoli nabór narzucając reguły? OeSTeeR!
Kto mówi co myśli nie uznając cenzury? OeSTeeR!
Kto porusza tłumy? Kto szarpie za struny? OeSTeeR!
Po to, by dalej to szło i dalej to szło i dalej szło. OeSTeeR!

Ce jak Centymetr mierzący świata wartość.
Zet jak Zażartość by jak najwięcej zgarnąć.
Y to niewiadoma naszej przyszłości.
Wu jak Warunki życia w teraźniejszości.
I jak Ironia losu w której się obracam.
E jak Etyka której założenia skracam.
eS jak sytuacje w których brak odwrotu.
Zet jak Zwykli ludzie stroniący od potu.
Ka jak tysiąc Kopów oddanych przez świat.
Te jak ta Twarz pod naporem spraw.
O jak Oskarżenia w których sensu brak.
Te niczym Troski od strat, a gdzie wnioski?
O jak Obóz TA, w szczególności Ostrowski.

Kto pierdoli nabór narzucając reguły? OeSTeeR!
Kto mówi co myśli nie uznając cenzury? OeSTeeR!
Kto porusza tłumy? Kto szarpie za struny? OeSTeeR!
Po to, by dalej to szło i dalej to szło i dalej szło. OeSTeeR!
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo