Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Eldo
Jestem wolny, dzięki temu piszę teksty na kartce,
Obdarzony szczęściem, bo ktoś zapalił latarnię,
To siedzi w nas jak drugie ja, jak szósty zmysł,
Delikatne jak puch i pył, relacje
Między tymi, którzy wchodzą w reakcje,
Kompromisy, bo często tylko jeden ma rację,
Dwie osobowości, może z różnych światów,
Może z różnych miejsc, ale ufam mu jak bratu,
Głowa pełna gratów, serce pełne brudu,
Lata na scenie, a my wciąż gadamy do szuru,
Sprzątam graty, GRM rap, nic poza tym,
Świat kusi, ważne żeby umieć być ponad tym,
Łączę razem fakty, werbel, sampel, basy,
Kasy nie ma co liczyć, ważne żeby kawałek był klasyk,
Studio 3-3 - tam wiele godzin przy pracy,
Grammatik "3", Jotuze, Eldo, DJ, taśmy, trzaski.

Jotuze
Coś na obraz La Ondy i to nie tylko w rapie,
W życiu różne postawy, choć czasem ten sam charakter,
Z dwóch różnych światów, nie wiadomo skąd się wzięli,
Grammatik to nie tylko zespół z warszawskich peryferii,
To ten okręt, który nie cumuje w porcie,
Ciągle wiatr w plecy, czas trzeba wykorzystać mądrze,
Szacunek i przyjaźń to fundament tej relacji,
Pewnie zmierzamy do celu nie poddając się stagnacji,
Wiadomo, są rzeczy, o których nie mówi się głośno,
Czasem są potrzebne chwile, by od siebie odpocząć, wiesz?
To nie idylla jak to w życiu przecież bywa,
Może być różnie, ale kompromis to nasza siła,
To historia prawdziwa, nie ma tu żadnej przesady,
Dwóch odmieńców z tłumu, którzy walczą z realiami,
Gdybym miał cofnąć czas i pomyśleć nad wyborem,
Nawet drugi raz obrałbym tę samą drogę.
Siedzę w słońcu mierzę świat
Karkołomnym pędem lat
W ustach krąży dymu smak
Ja płonę

Kolejne pokolenia zemsty
Życzę Ci powodzenia jeśli tożsamość zamieniasz w prestiż
Umysł tym tętni, agresja przynosi ulgę
Jeszcze sam się nie domyślasz czym tu grozi ten burdel?
Wybacz, że Cię karmię historiami niespełnionych karier
Sam nie wiem kiedy ziemia się tu pode mną zarwie
Kocham, robię rap, nie zabijam, nie kradnę
Powoli czas przepływa przez palce
W mediach mówią haruj, w pracy zapierdalaj
Dla tygodnia wakacji zdrowiem płacić za awans
Są tacy, których zbawia jeden tysiak na rękę
I są tacy, którzy widzą ten sam tysiak w t-shircie
Na tysiaka w kopercie również znajdziesz odbiorcę
I dla tego tysiaka ktoś Cię walnie pod kioskiem
I tak Twoim kosztem idzie postęp w tym mieście
Amerykański sen z zawałem po 30-stce

Wchodzi człowiek, mówi mi
Na ulicach gwałt i krzyk
Idzie nowe całe we krwi
Ja płonę

Jedno życie z jednym sercem, jedno bicie w jednym tempie
Póki los tętnice przetnie, te ulice we śnie nie bywają tak wrogie
Jak to, co spotkasz w mieście przez przypadek pod domem
Wybrani na co dzień, też chciałbym się tak czuć tu
Utrzymywać luz w chuj nawet gdy nie ma kruszcu
Znasz temat rachunków, śmierć zagląda w oczy
Przez presję rachunków niejeden z okna skoczył
Niewiele można zrobić wobec desperatów
A jeśli mam tu polec to wolę na hamaku
To nie Dziki Zachód raczej zimny Wschód
Gdzie młodość nam spierdala jak od sznycli głód
Masz policji smród, chcesz być mendą, zapomnij
Zamiast chronić te pizdy dają wpierdol bezdomnym
Ty nie pierdol, bo skończyć możesz tu dziś tak samo
A jest czas kiedy świat tylko raz mówi dobranoc

Wchodzi człowiek, mówi mi
Na ulicach gwałt i krzyk
Idzie nowe całe we krwi
Ja płonę

[x3]
Chcę być dobry
O tym wiem
Ale we mnie jeszcze płonie gniew

Chcę być dobry
O tym wiem
A więc muszę w sobie spalić cały gniew

(Nikodem po wizycie u matki udał się na spotkanie ze zwierzchnikami w celu dokonania transakcji, miało to miejsce w Łodzi na terenie opuszczonych zakładów Elty przy ulicy Szczecińskiej, nie jestem w stanie przedstawić państwu jak wyglądała ta wymiana i to spotkanie, możemy jedynie przypuszczać, że to co się tam wydarzyło miało kolosalne znaczenie nie tylko dla samego poszukiwanego, ale i dla zleceniodawców)
Ref...
Kiedy upada kolos, wzbija się kurz,
kurz który gryzie te kłamliwe gardła,
wielu mówiło, że nia ma nas tu już,
wielu z nich chciało nas bezczelnie ponaglać,

Już nie wiem sam ile minęło dni,
ile minęło chwil i ile wylało się wódy
każdy bliski mówi mi, że to co mam to jest nic,
a co drugi wokół mnie już się zgubił
(ja pluję na to man, ja pluję na to man)

Ziomek, mówiłem nie raz, że wrócę tu,
ja ten - co za wodę wziął z sobą cząstkę nas dwóch,
mówiłem nie raz, że ten ogień w nas nie zgaśnie
ja - weteran kursu lotu zero dziewiętnaście,
ja syn śląskiej ziemi w dyliżansie
co wiózł setkę dzieci na zesłanie na Marsie,
ja ten co tam dał sobie szanse
i tam tylko czekał na to co tu miał od zawsze
bo tu jest dom, stary znów na nowo mi się śnią
czuję tą współzależność każdej ze stron
czuję swąd drugiej szansy, którą daje mi ten ląd,
odkąd wiem, że jest czas co biegnie donikąd
chwilo trwaj, powiedz im, że oto przybył znowu
twój posłaniec zadaniem by dać Tobie dowód
ta bajka jest ciekawsza kiedy pisze ją nas obu,
kolos spada by móc potem powstać zza grobu

Ref...
Kiedy upada kolos, wzbija się kurz,
kurz który gryzie te kłamliwe gardła,
wielu mówiło, że nia ma nas tu już,
wielu z nich chciało nas bezczelnie ponaglać,

Już nie wiem sam ile minęło dni
ile minęło chwil i ile wylało się wódy
każdy bliski mówi mi, że to co mam to jest nic,
a co drugi wokół mnie już się zgubił
(ja pluję na to man, ja pluję na to man)

Czasem życie nie potrafi biec już chyba prędzej,
każdy oczekuje od ciebie już tylko więcej,
każdy wyciąga po Twoje wspomnienia ręce,
i ostro drapie, a ty czujesz ból,
bo każde słowo może stać się legendą,
znajdą się tacy co je powtórzą na pewno,
znajdą się chwile które rozjebią jedność,
bo życie czasem dzieli wszystko na pół.
Pamiętasz nas sprzed lat,
ja i mój prze brat przez wszechświat
masz zeszytu w stertach kręcący swój spektakl na chama,
najebani i spowici w planach,
kolejne daty wpisują swój własny almanach,
na łamach czasu pozmieniali szczytu zamach,
na tą przyszłość w której bliskość była nam dana,
a ta wielka kulowana meta,
dopada nagle przecina kable i ogarnia letarg...

Ref...
Kiedy upada kolos, wzbija się kurz,
kurz który gryzie te kłamliwe gardła,
wielu mówiło, że nia ma nas tu już,
wielu z nich chciało nas bezczelnie ponaglać,

Już nie wiem sam ile minęło dni,
ile minęło chwil i ile wylało się wódy
każdy bliski mówi mi, że to co mam to jest nic
a co drugi wokół mnie już się zgubił
(ja pluję na to man, ja pluję na to man)
Sunę z opaską na oczach, po pierścieniu Saturna
opuściłem Ziemię na chwilę, bo jest za trudna
śpisz? lunatykuj, zgiń w mym dotyku
chodź ze mną w noc, jedno co warte świtu
to Ty kobiet-nadzieja, Kometa Halleya
meta? bezmiar, jeśli idzie o marzenia
do usłyszenia, choć nie za bardzo chce się ocknąć
Cira, 012, Plastikowy Kosmos
Jak Ken i Barbie na imprezę wypadli
W ciuchy za trzy moje wypłaty poubierani, odjebani
Ken zostawił na parkingu nowe Audi
Ma już trzy tygodnie, mówisz, że jest stare
No i troche dużo pali,
W poniedziałek kupi sobie Porshe białe,
Tuningowane tak, że będzie rwało asfalt
Zobaczycie Kena w zajebistym cacku w centrum miasta
Jak kręci blachary, nie oprze się mu żadna laska
"Jazda!" w kółko będzie krzyczeć chłop z manieczek?
Nagrany na kompakt obowiązkowo musi lecieć
W aucie gdzie się wozi ziom, co mu tata wybudował
trzypiętrowy dom
Wyszukany, niedostępny jakby jakiś schron
Są na imprezie Ken i Barbie
Barbie co stawia jak Viagra,
Ken za ojca hajs się bawi.
Oszukani myślą, że są elitą
On jest zwykłym dupkiem, ona pospolita dziwką

Chłopcy wysmarowani samoopalaczem,
Banelowa subkultura pod pieprzonym krawatem
Nastoletnie kurwy wytapetowane, wycackane
Wracające na czworaka z dyskoteki nad ranem 2x

Plastikowa rura, maska na pysku, nie pyskuj
Masz tu stówę idz w pizdu Barbie
Jesteś zajebista laska, ale trochę za często ustami mlaskasz
Siedzisz chłopakom w oku
Tak jak w palcu drzazga. Racja mała
To co mówią na dzielnicy, że masz ładną
Buźkę i podszycie spódnicy
Cycki silikonowe ugniecione tak, że już opadły na podłogę
Musisz nosić specjalne staniki usztywnione
To na głowie naturalny blond, utleniony głąb
Poskręcane loki.
Poruszasz się tak pięknie tylko za szeroko Stawiasz kroki. Co ty? Jakbys
prostowała beczki Taki motyw wkręcasz na obroty
Nie rozmawiasz z normalnymi kolesiami
Całe życie z bogatymi frajerami
Na tylnym siedzeniu wożąc dupsko sportowymi samochodami
Szczyt ambicji, ty i twoje pojebane podobizny
Głupie pizdy

Chłopcy wysmarowani samoopalaczem,
Banelowa subkultura pod pieprzonym krawatem
Nastoletnie kurwy wytapetowane, wycackane
Wracające na czworaka z dyskoteki nad ranem x2
Ramię w ramię
Ten kawałek dedykuję wszystkim moim przyjaciołom
Na których zawsze mogę liczyć
Prawdziwym wojownikom
Ramię w ramię

Ty wiesz o co walczysz (ty wiesz)
Ja wiem o co walczę (ja wiem)
Razem zwyciężymy w tej nierównej walce
Przyjaźń i lojalność stanowią największą tarczę

Tu, gdzie każdy na błędach się wychował
Dobrze wiemy, że życie to gra zespołowa
Dlatego dbamy by skład, w którym gramy od lat
Był zgrany i zbudowany z samych ludzi zaufanych
Bo nie potrzeba nam stu koleżków od melanżu
Ale kilku prawdziwych ludzi bez fałszu

Takich na których zawsze można polegać
Masz swoją ekipę typie to wiesz o co biega
Tu nikt nie ucieka jak kolega ma kłopoty
Bez kitu, to skład prawdziwych wojowników
Tych kilku, którzy stanowią siły zbrojne
To dla nich jest pokój z widokiem na wojnę
Na własnym froncie każdy walczy o marzenia
Ja i moi ludzie, dążymy do ich spełnienia
Czy zdążymy nim zatrzyma się ziemia?
Zobaczymy, nie boimy się stromych schodów
Bo w razie kłopotów ramię w ramię jak Spartanie
Jeden chroni drugiego i nic złego się nie stanie

Ty wiesz o co walczysz (ty wiesz)
Ja wiem o co walczę (ja wiem)
Razem zwyciężymy w tej nierównej walce
Przyjaźń i lojalność stanowią największą tarczę

Mamy cel, więc połowa sukcesu jest już za nami
Dobrze się znamy, więc trudniej jest nas omamić
Zakręcić, skłócić, żebyśmy przeciw sobie stali
Widziałem wielu, którzy się na tym przejechali
I widzę wciąż tych co są marionetkami
Bratobójczej walki, chęć wszczepić sobie dali
Sterował ludźmi tak kiedyś Józef Stalin
I niejeden pies ze ściemnionymi zeznaniami
Dzielcie się, a będziecie słabsi i sami
Tylko przez to, że kogoś chcieliście osłabić
Ramię w ramię idziemy tam gdzie prawda rządzi
Żaden z nas nie ma czasu i ochoty mącić
Nie żyjemy po to by komu coś udowodnić
Idziemy razem i wiemy dokąd wiedzie chodnik
Tu nawet wojownicy, walczą przede wszystkim głową
ZIP styl, bez matrycy, nie myślimy sztampowo
Nie udajemy tu przed sobą ***** wie kogo
To nie ten lokal, Gra Pozorów jest obok

Ty wiesz o co walczysz (ty wiesz)
Ja wiem o co walczę (ja wiem)
Razem zwyciężymy w tej nierównej walce
Przyjaźń i lojalność stanowią największą tarczę

Tu, gdzie miejski syf uderza bezpośrednio
Zawsze od jednostki silniejsza była jedność
W tym nie szkoda czasu na bierność i niepewność
Bliscy to świętość, reszta to codzienność
Tymczasem wspólny cel nas jednoczy
Idziemy razem patrząc prawdzie w oczy
Tu nie pali się głupa jak komuś potrzeba pomocy
Już nie raz wystawiano nas na próbę
Ale każda porażka wzmacnia tą grupę
Przypominam coś co trwało tyle lat
Nie da się zdmuchnąć tak jak domek z kart
Szczelny skład to skarb więcej wart niż materialny świat
W którym wielu zatraciło sens walki
Walczą by walczyć, my nie używamy kalki
Niektórzy podpisują między sobą lojalki
Tą grupę zbudowano przede wszystkim na przyjaźni
Chcesz ją rozbić? trochę wyobraźni
Łatwo się zbłaźnić, bądźmy poważni

Ty wiesz o co walczysz (ty wiesz)
Ja wiem o co walczę (ja wiem)
Razem zwyciężymy w tej nierównej walce
Przyjaźń i lojalność stanowią największą tarczę tu
Nie nadaję się na bohatera. Życie jest walką,
ale nie chcę przedwcześnie umierać jak Malcolm.
Jak polski Żyd, warszawski powstaniec,
jak kamienie rzucone przez Boga na szaniec.
Nie wiem czy byłbym w stanie być tak twardy;
Żyć i umierać młodo w czasach pogardy.
Widziałem film Benigniego „Życie jest piękne"
i wiem, kochać innych możesz nawet w piekle.
I walczyć zaciekle o wolność i mieć cały czas
swoją godność, choć ceną jest śmierć.
Dramatyczne wybory, bo nigdy nie wiesz
co zrobisz, gdy historia zapyta o Ciebie.
Obym nigdy nie musiał przechodzić tego testu
i znał te historie tylko z filmów i lektur...
Dziś oddycham wolnym powietrzem
i składam hołd i zapalam świeczkę.

Ref.
Zanim cały ten świat nam się przeje,
a jesienny wiatr rozwieje nadzieje:
Jestem dobrej myśli i śmieje się
ŻYCIE JEST PIĘKNE -
niech co ma dziać - dzieje się

Widziałem na własne oczy pola śmierci w Kambodży.
Można zwątpić czy kierował tym jakiś plan Boży?
Dziś stoi tylko pomnik, a w nim nagie czaszki -
symbole zła - jak las w Katyniu i brama w Auschwitz.
Niepojęte jakie demony budzi wojna.
Nadzieja w człowieczeństwo spalona w krematoriach,
zasady rozmyte przez fale jak wzory na piasku.
Jak żyć w świecie w którym rządził absurd?
Zło czai się w zakamarkach duszy,
zmienia się tylko forma, historia nie uczy.
Jak uwierzyć znów, że życie może być piękne
i dalej wspinać się, choć z obawą i lękiem?
W bardzo mroźny poranek pisałem tą piosenkę,
gdy największa ciemność zwiastowała jutrzenkę.
Po chwili ujrzałem wschód słońca nad Kilimandżaro
i patrzyłem na świat znów z wiarą.

Ref.
Zanim cały ten świat nam się przeje,
a jesienny wiatr rozwieje nadzieje:
Jestem dobrej myśli i śmieje się
ŻYCIE JEST PIĘKNE -
niech co ma dziać - dzieje się / x2

Ref.
Zanim cały ten świat nam się przeje,
a jesienny wiatr rozwieje nadzieje:
Jestem dobrej myśli i śmieje się
ŻYCIE JEST PIĘKNE -
niech co ma dziać - dzieje się.

Jestem dobrej myśli i śmieję się. / x6
ref. [Bezczel, Sage]
Temperatura wysoka, niebo bez chmur, popatrz
Plaża, lokal, czy gruba biba na blokach
Otwórz browar, odpal blunta z ziomem
Zbij pionę to nie grzech daj się ponieść 2x

[Bezczel]
Yo, to będą grać w klubach, w tych w których ja będę chlać
Będę miał ubaw, będzie gruba rozruba to będzie fruwać
Po całym mieście całej Polsce, proszę Bezczel
Wejście ostre, zagramy koncert, tak zarabiamy mońce tu
Czterdzieści procent, wóda jedną z moich zboczeń
Ty doceń ten rap owocem pracy na codzień doceń to ziom
Jest najs tu, nastuk nas tu kilkunastu znawców
Stu piętnastu toastów, nastrój zwiastun baunsów
Mała baunsuj z nami, tequilla lansuj,
Skosztuj bruderszaftu z nami, he heej
Co złego to nie my, zawijasz z nami czy zostajesz z kolegą swym
To nie dla niego flm, dziewczęta ! temat gorący jak fiesta
Spijam z nich nektar w tekstach sprawdź tu jest tak
One, są jak zwrotki jedna, druga, następna
Ja pomiędzy nimi jak refren i chcę tak
Wyluzowany na leżaku w Miami
Oblewać nagie dziewczyny drogimi alkoholami
Z ziomami palić blunty, rapować grać w to i tańczyć
Spijać z gołych cyców słodki sok z pomarańczy
Słońce praży jak na plaży w Portsmouth
Uśmiech na twarzy, kojażysz pełen komfort
Walizki z forsą, osobisty sponsor
A w klipie lepsze dziwki niż (?)

ref. [Bezczel, Sage]
Temperatura wysoka, niebo bez chmur, popatrz
Plaża, lokal, czy gruba biba na blokach
Otwórz browar, odpal blunta z ziomem
Zbij pionę to nie grzech daj się ponieść 2x

[Sage]
Temperatura wzrasta, skurwysynu sprawdzaj
Wyjeżdżam dziś z miasta, jestem na wakacjach
Letni czas nastał, dupy pokazują ciałka
Typy się prężą, ale to nie moja działka
Ja prężę się do majka
Moje studio to moja treningowa salka
Jutro rozpoczynam dzień od browarka zimnego
Bo na dworze sauna kolego, ze mną ziomów cała banda
Dlaczego ten tego, nie wziąłem fullcapa
Napierdlala tak słońcem że aż dymi mi czacha
Nie ma co tutaj płakać, zimą dopiero jest chujnia
Więc zawijam sześciopaka i wypierdalam ze studia
Gdybyś ziomuś się wkurwiał jaki tu mamy dziś chill
Ja mogę razem z Fabułą zaśmiać ci się prosto w ryj
E!
Tak!
Skurwysynuu blaaauu

ref. [Bezczel, Sage]
Temperatura wysoka, niebo bez chmur, popatrz
Plaża, lokal, czy gruba biba na blokach
Otwórz browar, odpal blunta z ziomem
Zbij pionę to nie grzech daj się ponieść 2x
Są chwile, które chciałbym zatrzymać tak
Tych kilka suwenirów,
Zmienionych dawno lat jak
Jak fotografie w wysokiej rozdzielczości,
zbliżać, oddalać, szukać w nich doskonałości.
Są chwile, które chciałbym wymazać lecz,
Ktoś numerował strony - oszukać nie da się.
I dzień po dniu jest częścią mnie niezmiennie,
Zdarzeń zbiór napędzających się wzajemnie.
Pomiędzy nimi ja, w centrum tworzeń dat,
Chciałbym pojąć jak, działa cały świat.
Przyszłość wiarę daję, póki jest nieznana
Wieczność puchem wielkich planów wysłana.

Kilka chwil, jak wybranych z setek dni
wspomnień posklejany film
Mówi mi
Mówi jak mam dalej żyć
Którą drogę wybrać dziś...

Ręce dwie, rozum, które dał mi dobry Bóg
Przydział na cuda - dla mnie jeden spełnić mógł
Jestem więc dostałem oręż żeby walczyć
Marzeń w brud, na każdy życia dzień wystarczy
Śnie by znów zbudzić się rano z przeświadczeniem
To jest ten czas - dziś na lepsze wszystko zmienię
Otworzę folder nazwany doświadczeniem
To jest recepta, jak tu jest natchnienie
Tu jest złudzenie, że życie jak gobelin
Szyć można wiecznie, oglądać jak się mieni
Że starczy czasu i w końcu ktoś doceni
że sens ma wszystko, że zły los się odmieni
Ocean wspomnień, nie chcę ich zapomnieć ,
Upadki, wzloty, czas triumfów i czas potknięć.
Dają naukę, wytykają błędy
Krzyczą: do przodu lub: droga nie tędy!

Kilka chwil
(tylko kilka krótkich chwil)
Jak wybranych z setek dni
Wspomnień posklejany film
Mówi mi
(właśnie dzisiaj powie mi)
Mówi jak mam dalej żyć
Którą drogę wybrać dziś...

Pamiętam za małolata było różnie
zbyt wiele rzeczy chciałem odłożyć na później
Pamiętam: nie zrobię dziś zrobię jutro
nigdy nie nadeszło, wiesz - mówi się trudno
Pamiętam czasem myślałem, kim zostanę
Piękne marzenia, co zdawały się być planem
Pamiętam i nagle wszystko w moich rękach
koniec snu, świat konfrontuje siłę piękna
Dni zatopione w szczęściu lekarstwem
gdy, robi się źle w przeszłość patrzę
Tam, pewne wszystko tu nie zawsze
nie ma takiej siły, która te wspomnienia zatrze
Kilka chwil, całe życie w paru kratkach
Kilka dni, tam jest cała o mnie prawda
Krótki film, ja jedyny jego znawca
Wstaje świt, kolejny dzień krzyczy akcja!

Kilka chwil
(tylko kilka krótkich chwil)
Jak wybrany z setek dni
Wspomnień posklejany film
Mówi mi
(właśnie dzisiaj powie mi)
Mówi jak mam dalej żyć
Którą drogę wybrać dziś...

Kilka chwil, jak wybranych z setek dni
wspomnień posklejany film
Mówi mi
Mówi jak mam dalej żyć
którą drogę wybrać dziś...
Mówiłeś "Jesteś pojebany, jesteś kurwa pojebany
Nic z ciebie nie będzie, nic z ciebie nie wyrośnie"
Spójrz gdzie teraz stoje, skąd do ciebie przemawiam!
I powiedz mi co takiego sprawia
Że nie mam po tobie żadnych dobrych wspomnień
Nie pamiętam żebyś kiedyś powiedział coć innego do mnie
Niż "Ty tempaku, pierdolony skurwysynu
Ty idioto, pierdolony debilu"
Całe lata cierpień, koszmar rodzinny
Ciche umieranie bez pomocy ze strony innych
Woda w usta, zimno w około, powiedziałem że stawie temu czoło
Zajrzałem diabłu w oczy nie raz i nie sto
Poznałem co to dobro i co to jest zło
Postanowiłem wymazać cie ze snu
Wykasować z pamięci, gdybym tylko mógł
Moje wspomnienia po tobie to flaszki o twe oczy przekrwione

W alkoholu zatopione
Nic w nich nie widziałem oprócz pustki, nienawiści, hektolitrów wódki
Całe życie starałem sie być twardy
Nie przegrać tak jak ty swego życia w karty
Z uzależnieniem nie przegrać z własnym cieniem
Starałem sie być inny od ciebie
Lecz jedno musze przyznać - pokazałeś mi jak żyć
Czego mam unikać by człowiekiem być
Powiedziałeś mi kiedyś, gdy miałem pare lat
"Bóg dał ci pięści skorzystaj z nich i walcz"
Więc walcze od wtedy kopie życie z glana w ryj
Szanuje mych przyjaciół, na wrogów trzymam kij
baseball'owy, zawsze chętny do rozmowy
Widzisz - jestem gotowy

Ref: Jaki ojciec taki syn - gówno prawda
Jaki ojciec taki syn
Jaki ojciec taki syn - gówno prawda
Jaki ojciec nie zawsze taki syn x2

Od kiedy odszedłeś o matke sie nie boje
Nie martwie sie o siostre, obdarzyłeś nas spokojem
Skończyły sie koszmary, nastał normalny sen
Noża spod poduszki wreszcie pozbyłem sie
Nie potrafie ot tak wymazać tego co było
Zbyt dużą szramę to na duszy zostawiło mej
Twej winy nie jestem w stanie chyba wykasować
Wymazać z pamięci rodziny mej
Mam nadzieje że tam gdzie teraz jesteś
Dobrze ci jest i znalazłeś spokój wreszcie
Wierzę ojcze także że słyszysz mój rym
Nie zawsze prawda jest jaki ojciec taki i syn
[ref. Borixon & Julita Woś]
Ja chcę mieć marynarki Boss'a, bo tą całą resztę mam już w worach.
Interesują mnie butiki i w tych kręgach szukam sponsora.
[x2]

[Borixon]
Zaczynamy historię klasyk:
Nike, Reebok'i, Adidasy.
Darmowa dawka od sponsora,
MORO wynosiło się kiedyś w worach.
Bluzy kaptur, same kangurki,
baggy jeansy, czasami rurki.
Opaski, frotki, smycze, full-cap'y
kurtki zimowe dwie szafy.
Towar składuje na strychu Boro,
jak na sponsoring mam tego sporo.
Niejeden kiedyś ciuchami dzielił
i kręcił się biznes jak w karuzeli.
Obwoźny handel, pełen legal,
dobry stuff, obsługa na medal.
Puma obuwie, zeszły sezon,
wujka narciarski kombinezon.
Jaskrawy welur w dobrej cenie,
dwa razy na sobie w studio i na scenie.
Plecaki, nerki, torby, saszety,
pełna oferta, wszystkie gadżety.
skiety, badejki dla kupca przypał,
dla mnie to chuj tam, promocja wita.
4XL opaski, futra,
dla uliczników sprawa smutna.
Odbiorcy mają różne gusta,
ale każdy z nich zna odbicie lustra.
Czapki wełniaki, Error, Syndrom,
do Etyliny się wjeżdżało windą.
StoPro banda zawsze szczodra,
siemano Wini, pozdro morda.
Nie to, że szło na zjebane cele,
jointy, szamka, paliwo, przelew.
Dobry biznes, satysfakcja duża,
dzieciaki w mieście, w naszych bluzach.
Dresy świetnie, był popyt,
z dnia na dzień rosły obroty.
Juicey Juice anno domini,
świętej pamięci dla mnie w tej chwili.
Zoo York, Mass, PLNy, PROSTO.
sporadycznie, ale coś tam poszło.
Wszystko gotówka, odpada kredyt,
z ciuchów zawsze dobre tantiemy.
Wpadasz do mnie, masz luźny papier?
Zawsze coś znajdziemy w szafie.
Wieczna promocja, t-shirt'y gratis,
wchodzisz, sprawdzasz, wybierasz, płacisz.
Z powodu, iż konkurencja spora
teraz gdzie indziej szukam sponsora.

[ref. Borixon & Julita Woś]
Ja chcę mieć marynarki Boss'a, bo tą całą resztę mam już w worach.
Interesują mnie butiki i w tych kręgach szukam sponsora.
[x2]

[Ten Typ Mes]
Druga strona orderu, a-a, yo
w jednym z najszczerszych numerów.
W moim rapie nie ma tajemnic, w życiu też nie więcej niż 3,
na nowym Borixonie nie wypada ściemnić, żyłem BRX inaczej niż Ty.
Kiedy szef MORO zadzwonił, chce dać mi ubrania, mam w nich zaiwaniać, to jakiś żart.
Miałem 19 lat, jak jebana Chiquita mój rap był już wtedy coś wart.
Magazyn MORO, to był istny sezam, stare szaty rozdarłem jak Rejtan,
wyszedłem nowy na miasto z dumą, pierwsza hybryda dresa i sk8'a.
Nigdy nic nie sprzedałem, rozdałem kilka bluz,
teraz mam swoją markę, z szefami tamtej luz
i chodzę ubrany jak lovelas, czy pimp, a ktoś się spina,
nie mogę wyglądać wiecznie jak dziecko Teletubisia i murzyna.
Nie bluźnię na product placement, skąd niby brać na klipy?
Bluźnią, a potem jest śmiesznie rapujące logotypy.
Nie ma wstydu, przecież każdy tak żyje, jak żyje z rapu,
zawodowi artyści, a nie hobbyści którym mama nakłada papu.
Szczerość to atut, patrz jak stary lis niszczy ten kurnik,
ma pomysł na siebie, propsuję Bory, ale ten zaraz się wkurwi -
lubię South (South) kocham beat'y Donatana, zbijam beczkę,
nagrałem to, choć ta piszczała brzmi kurwa jak z wesołego miasteczka.

Yo, te bębny, tak
cykacze, tak
a bass, hell yeah!
ale ta piszczała,
gdybyś mógł ją chociaż na sekundkę wyłączyć...
dziękuję.
1. Linia a lina b linia c basta
kazda jedna zajebista laska
takie sa tysiące w naszych miastach
apetyczne słodziutkie ciastka : opalone ,wypielęgnowane,pachnące ,na maxa zadbane.
Tam gdzie trzeba wydepilowane , wytatuowane , wytapetowane.
Prowokują i namiętnie kuszą chcą zawładnąć twym ciałem i duszą
Rozchwalają zbytnie omamiają wokół palca cie owijają
Pójdą nawet z byle frajerem by sie z kumać z jego grubym portfelem. Sukcesywnie brną do samotności bo nie wiedzą nic o miłości ...

ref . Co to miłość nie każda wie to nie tylko namiętny seks
nie impreza na tydzień dwa nie pieniędzy i złota blask
To miliardy cudownych chwil to miliony szczęśliwych dni spróbuj tego zaufaj mi ...

2. Ej dziewczynko powiem ci jak to jest choć zaprzeczysz wiem że to ruszy cie , twoja bajka twoja wizja twój sen
Przyznaj bejbe rozgryzłem cie
Bmwunia lesio albo klasa s super z relaxem on już dobrze jest
Automatycznie właściciel kręci cie , drzwi otwiera na baunsik wbijasz sie : wypasiony ekskluzywny super klub dla zarobasów ty nie byłaś nigdy tu drin za drinem i robisz sie otwarta
Cieszy twoje oczka jego złota karta
Po imprezie koleś bierze cie na chate
Figle migle bo koleś ma sałate
Rano sen sie kończy ' Żegnaj Bejbe ' i zasuwasz tramwajem na osiedle...

Ref. Co to miłość nie każda wie to nie tylko namiętny seks
nie impreza na tydzień dwa nie pieniędzy i złota blask
To miliardy cudownych chwil to miliony szczęśliwych dni spróbuj tego zaufaj mi ...

3. Ja to wiem ja to znam ja to kocham moja bejbe nie jest ze mną dla złota , nie dla chajsu i nie dla BMW'u nie dla pałacu
rodem ze snu nasza miłość trwa od wielu lat choć nie zawsze kolorowy był nasz świat ej dziewczynko słuchaj tu i teraz ja rodzine i miłość wybieram !

Ref. Co to miłość nie każda wie to nie tylko namiętny seks
nie impreza na tydzień dwa nie pieniędzy i złota blask
To miliardy cudownych chwil to miliony szczęśliwych dni spróbuj tego zaufaj mi ...
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo