Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Nie nadaję się na bohatera. Życie jest walką,
ale nie chcę przedwcześnie umierać jak Malcolm.
Jak polski Żyd, warszawski powstaniec,
jak kamienie rzucone przez Boga na szaniec.
Nie wiem czy byłbym w stanie być tak twardy;
Żyć i umierać młodo w czasach pogardy.
Widziałem film Benigniego „Życie jest piękne"
i wiem, kochać innych możesz nawet w piekle.
I walczyć zaciekle o wolność i mieć cały czas
swoją godność, choć ceną jest śmierć.
Dramatyczne wybory, bo nigdy nie wiesz
co zrobisz, gdy historia zapyta o Ciebie.
Obym nigdy nie musiał przechodzić tego testu
i znał te historie tylko z filmów i lektur...
Dziś oddycham wolnym powietrzem
i składam hołd i zapalam świeczkę.

Ref.
Zanim cały ten świat nam się przeje,
a jesienny wiatr rozwieje nadzieje:
Jestem dobrej myśli i śmieje się
ŻYCIE JEST PIĘKNE -
niech co ma dziać - dzieje się

Widziałem na własne oczy pola śmierci w Kambodży.
Można zwątpić czy kierował tym jakiś plan Boży?
Dziś stoi tylko pomnik, a w nim nagie czaszki -
symbole zła - jak las w Katyniu i brama w Auschwitz.
Niepojęte jakie demony budzi wojna.
Nadzieja w człowieczeństwo spalona w krematoriach,
zasady rozmyte przez fale jak wzory na piasku.
Jak żyć w świecie w którym rządził absurd?
Zło czai się w zakamarkach duszy,
zmienia się tylko forma, historia nie uczy.
Jak uwierzyć znów, że życie może być piękne
i dalej wspinać się, choć z obawą i lękiem?
W bardzo mroźny poranek pisałem tą piosenkę,
gdy największa ciemność zwiastowała jutrzenkę.
Po chwili ujrzałem wschód słońca nad Kilimandżaro
i patrzyłem na świat znów z wiarą.

Ref.
Zanim cały ten świat nam się przeje,
a jesienny wiatr rozwieje nadzieje:
Jestem dobrej myśli i śmieje się
ŻYCIE JEST PIĘKNE -
niech co ma dziać - dzieje się / x2

Ref.
Zanim cały ten świat nam się przeje,
a jesienny wiatr rozwieje nadzieje:
Jestem dobrej myśli i śmieje się
ŻYCIE JEST PIĘKNE -
niech co ma dziać - dzieje się.

Jestem dobrej myśli i śmieję się. / x6
Kurwa, jaki fart, przysięgam sobie
To ostatni raz niebezpieczeństwa człowiek
Czas ulotnić się, to sprawa cierpliwych
Bo mrok spływa na dzień, jak para na szyby
Muszę pozbyć się płyty, tych papierów, bo przez nie
Nie chcę nikogo spotkać, lepiej nie mów gdzie jestem
Szybko przez jezdnię, by za zakrętem zniknąć
Opanować swój ból, nie przeraża mnie nic
Co może zesłać znów moje plany do piekła
Nie bój, wiem gdzie biegnę, znam te ściany od dziecka
Od pasażu po centra, Sienkiewicza pod prąd
Łączeniami podwórek Łódź przybliża mi wolność
Tak ukrywam się non-stop idąc w cieniu tych murów
Pragnienie o taryfie, styl myślenia anuluj
Kwestia rozumu, każdy ruch każdy krok
Daj mi Bóg siłę, bo dla mych nóg to jest koszmar
Między budynkami ciemna postać
Gdzie miłość i nienawiść to dla serca rozłam
Trzymam kontakt co za mną
Jak popełnimy błąd kiedyś to nam wygarną
Dowody zbrodni, ich trzeba się pozbyć
Czyli płytę, papierów by nikt nie udowodnił
Złych zamiarów agonii tego świata i zła
Jakby co nie mów nic i tak szatan nas zna

[x2]
Tego nie można nazwać
Nikt nie może (zajebiemy)
Chłopiec o tym wie (nie używa słów)

Po co mi było to bagno jak teraz
Przyjdzie mi kurwa tu za darmo umierać
Masz życia poemat o wyprawie po raj
Zamiast słuchać tylko zostanie mi garb
To jest myśl, podrzucę płytę w sklepie
Pośród miliona CD szybko zniknie, bo przecież
To z nią wyjdzie w markecie, to ruchomy towar
Parkingiem z góry chwila na stromych schodach
Tajemnicy dochować i pozbyć się ścierwa
Jeszcze zmienię ubrania, mam już dosyć tu piekła
Ciche kroki do miejsca gdzie sterty katalogów
Włożyć płytę między wkładki koperty, Boże pomóż
Jaka to płyta, O.S.T.R., nie znam
Ale wielkość pudełka będzie niezła na manewr
Proste detale włożyć do okładki płytek
Ktoś będzie miał przypał w stylu randki na grypie
Styczeń, zbyt zimno na zwłokę czy sprzeciw
Spakowana rodzina czeka w Locie naprzeciw
Zaraz odleci ostatnia prosta skrzydła
Żegnaj przypale, wita słodka Brazylia

[x3]
Tego nie można nazwać
Nikt nie może (zajebiemy)
Chłopiec o tym wie (nie używa słów)

(Podejrzany o morderstwo na tle rabunkowym Nikodem R. porzuca płytę, a także dokumenty na jednym ze stoisk muzycznych niemieckiej sieci marketów ze sprzętem AGD i RTV, najprawdopodobniej ukrył on kompakt wkładając do okładki innej płyty, niestety, są to tylko nasze przypuszczenia, w ten sposób Nikodem R. tymczasowo zaciera ślady, aby udać się z rodziną na lotnisko, chce szybko wylecieć poza granice kraju i w tym miejscu urywają się wszystkie tropy dotyczące tej sprawy, podejrzewamy, że Nikodem R. przebywa w którymś z państw Ameryki Łacińskiej)
[Młody M]
Spójrz na nas zobacz co się dzieje dookoła
tu wkurwienie daje siłę której nie zmierzysz w newtonach
Kilka setek dziennie tak toczy się historia
zgorzknienie i żal których nie przynosi szkoła
Odpalam papierosa ziom też nic nie mówi
wypuszczam dym i patrze jakbym chciał z niego wróżyć
To na nic panie proszę dodaj mi odwagi
abym mógł zmieniać to z czym nie umiem sobie radzić
Agresja stres pośpiech wciąga życia szybkość
pieniądze wymagające suki nie bistro
Nie poczujemy ulgi bo chcemy mieć to szybko
choć mimo wszystko wiemy tak być nie powinno
Dziś z moimi ludźmi gramy żeby wygrać
zwycięstwami prowadzeni w kolejnych gonitwach
Nienawidzą nas wytrzymamy to na dystans
zepsucie brak ciepła my tylko chcemy wygrać

[REF]
Wiesz że chcemy wygrać
My tylko chcemy wygrać
Chcemy wygrać
My tylko chcemy wygrać

[Pyskaty]
Rzucam kośćmi w górę a czas się zatrzymuje w miejscu
widzę swe życie jakby ktoś mi miał umieścić kulę w sercu
Wiesz te kilka wersów to jak dialog szyi z liną
bo to los mi daje wybór muszę wygrać lub zginąć
Wiesz jak to jest otwierać browar o ósmej z rana
nie szukaj outsaiderów weź spójrz się na nas
Nie każdy ma sielankę w domach wielu tu ma dramat
więc nie dziw się że mój rap nie jest słodki jak ananas dla nas
Ciosy od życia są jak panczlajn
znowu kolejna moja była lada chwila chce się hajtać
To nie historia z brukowca o gwiazdkach na dnie,
zginę w walce gdy oni wolą ciąć się kablem
Żyję szybko nie spocznę ryzyko się liczy
gdybym chciał zasnąć wybrałbym poduszkę w kierownicy
I tylko moi bliscy wiedzą co jest grane
dzięki wam to nie jest mój testament Amen

[REF]
Wiesz że chcemy wygrać
My tylko chcemy wygrać
Chcemy wygrać
My tylko chcemy wygrać

[Ero]
Żeby wygrać zdarza mi się igrać z ogniem
są tu skazani na sukces z resztą widać po mnie
Ziomuś już jako plemnik wiedziałem że chcę wygrywać
dziś gram rap dla dzielnic i fanów stale przybywa
Chyba znasz to fortuna kołem się toczy
dziś trafie wszystko na czysto a jutro wszystko umoczysz
I chuj to tylko pieniądz a pieniądz to rzecz nabyta
gorzej jak przez głupotę sobie biedy napytasz
Znów słyszę kiedy ta płyta wkrótce ziom nie jedna
tylko nie bądź głupcem i weź jej nie przegraj
Pnę się po szczeblach i szanuję to co mi dane
nauczały mnie osiedla wiem co znaczy przejebane
Muszę wygrać wy grać nie umiecie
los to bestia chytra gdy gram na dużym becie
Ale się nie poddaję porażka mnie nie zraża
wiem że wyrwę to co moje jak dziś kartkę z kalendarza
(O.S.T.R.)
Wydaj mnie to Ci się przyda wiem,
nie, to Ci się wydaje.
Nagrałeś jeden numer co z chujem zgina się, frajerze,
gdy ja robiłem rap wytwórnie o rapie chciały nie wiedzieć.
Myślisz eden to hajs, ee ktoś, co ty bredzisz?
Nie masz jeszcze płyty, a masz pomysł na teledysk.
Twoje ziomy i BeEMy, syf, porno laski,
palone opony z pieniędzmi, styl nowobogacki.
Śpiewane refreny, - ee Hryta, strzelać zacznij.
Słowo po słowie, tu gdzie stoisz człowiek,
jeden strzał raz na dobre, wyrwie Ci wątrobę,
drugi strzał na torbę, wyżre ci śledzionę,
trzeci strzał po Tobie, w tą stronę zerknij,
jeszcze ziomek na koniec to sprzedam twoje nerki.
Taki byłeś wielki, to zobaczymy jutro,
jak Cię znajdą i orzekną, popełnił Ty samobójstwo.
Trudno pojąć, odpowiedzi nas szokują od lat.
Spłonąłeś we własnym domu podpisując kontrakt,
pech, przeznaczenie dla mnie bez problemu,
jak do tego kim byłeś muszą dojść po uzębieniu.
Teraz przemów, jak chciałeś wydać płytę, pętak?
Jak tylko potrafisz jarać przy muzyce skręta.

Za kradzione bębny i z hip-hopu sample,
Oscar dla wszystkich gwiazd filmu wydaj mnie!
Za ksero w bitach i chęci by mieć kabzę,
Oscar dla wszystkich gwiazd filmu wydaj mnie! x2

(Hryta)
Wydaj mnie, ale na moich warunkach,
deko dla podwórka 9, dla mnie stówka.
Druga na wydatki, studio z dobrym sprzętem,
mów co myślisz bez ściem, z ukrytym aneksem.
A bity najlepsze wybrane prze ze mnie,
pod nie nagram płytę i wiesz co, ej?
Bez śpiewanych refrenów, skurwiałych haremów,
dziwek, które wolą hajs zamiast tlenu.
Lans, nawet nie mów ,nie muszę być sławny,
świat bez problemów - świat bez wydawcy.
Rap dla zabawy, nie rób ze mnie gwiazdy,
nie mam takiej jazdy, tylko nagrać daj mi.
Pamiętaj, bądź poważny jak mówisz o ruchach,
chcesz podpisać kontrakt? Nie wiem co to skrucha.
Łapię bucha, myślę zanim złożę podpis,
byli Ci co nie myśleli, dali kicz i poszli.
Dla nich w ryj chłopcy, weźcie swój fortepian,
jesteście żałośni jak moja była kobieta.
Wasza broń to tandeta, moja styl rodem z Bałut,
idę z tym pomału, żeby nie dostać szału.

Za kradzione bębny i z hip-hopu sample,
Oscar dla wszystkich gwiazd filmu wydaj mnie!
Za ksero w bitach i chęci by mieć kabzę,
Oscar dla wszystkich gwiazd filmu wydaj mnie! x2

(O.S.T.R.)
Minie milion lat, zanim odnajdziesz takie sample,
Nie pytam Cię o werble, bo wiem że je ukradłeś.
Z NAS-a na kompakcie, słyszałem intro,
werbel plus stopa stąd samplowane wszystko.
Wyskocz, pokaż jaki nosisz w sobie prestiż,
jeśli samplujesz z CD domowej kolekcji.
Pokaż gdzie masz brejki, czy wiesz co to siódemki?
Chcesz wydać dźwięki, typ "okazja piosenki".
Wiem, jesteś najlepszy, a ja szerzę oszustwo,
jesteś gorętszy niż TOY-TOY co obsługiwał woodstok.
Chcesz gorące gówno to zostań szambonurkiem,
słowo, tam też będziesz robił gówniane anonimiwo hip-hop.
Nie radio Eske, ani coco jumbo,
Elo, tu nie mówi lektor co mówił głosem Rambo.
Jak wydać to powiedz mi to przytłacza,
nie włączę obojętnie, jaki by MC nie zapraszał.
Ta planeta jest nasza, więc nasz wolny wybór,
dla prawdziwych hip-hop dla lewych ostry dyżur.
To koniec filmu, o puencie chyba wiesz,
pomyśl dwa razy zanim powiesz "wydaj mnie".
Wiesz, co się stało?
PDG, przyjebało come back
Te rymy idą te rymy płyną

Wiesz ze to gówno jest przejebane
To Rock Małpy Drewnianej
Wiesz, co jest grane?
Jestem chuliganem mikrofonu
To nie pic jak komuny powrót
Ja będę mówił znowu
A ty od komunI w domu siedzisz
Twierdzisz ze wszystko widzisz
Z wszystkiego szydzisz?
Chcesz być fajny, ale się wstydzisz
Teraz pewnie moje punchliny liczysz
I myślisz ze ten Góral robi rap dla korzyści
Spoko, rób co chcesz, mów, co chcesz
Moje życie to nieustanny test jak na razie
Jadę na pełnym gazie, na pełnej piździe
A ty i twoi pazie pewnie nic nie słyszeliście o tym
Ploty to wasz narkotyk zawiść
Nikt tego nie naprawi jak sam tego nie naprawisz
Nie potrafisz? To weź się naucz
Nie wyzywaj ludzi od pedałów - to budzi żałość
Wiesz, co się stało? PDG przyjebało come back
Mam w chuj rym gadżetów jak bym był Jamesem Bondem
DJ'a Hondę będę miał za plecami
Jestem tu z kuzynami idzie tsunami fala
Robimy hałas, z nami sala cala
Zrzucamy balast, PDG napierdala

Ref.x2
POMP POMP superflow hula
Drewnianej Małpy Rock yo wiesz ze to buja
POMP POMP POMP trenuj karkiem
Tłuste gówno dla ulicy i na parkiet

Powrót na planetę,
Powrót, powrót, na planetę,
Powrót na planetę,
Powrót, powrót, na planetę,
Powrót na planetę,
Powrót, powrót na planetę,
Powrót na planetę małp.

Yo, Sabasan, sam sobie pan,
Mocny jak Dżin Kazaam
Fame mam jak Czyngis Khan
I bez zmian yo, bo w gadaniu mam 7 dan
To, co mam wam dam robię BUM jak naboje Dum-Dum
Robię szum. Liryczny wandal
To rusza tłum nie zagłuszy nas propaganda.
Jedziemy stale yo masz jakieś, ale?
To weź się wpisz do książki skarg i zażaleń
Ja pojadę dalej tej dalej pojadę
Wiem ze dam radę będę kontynuował Sagę
Bujał głowę, mam rymy twarde, stalowe
Hardkorowe, znają mnie nawet w Hradac Kralowe
Bujam się jak Land Rover, bo mam ogień, ja gram sobie
To idzie jak blant w obieg
Ja potrafię tak potrafić. Lubię się napić
Braci się nie traci te słowa mówią wszystko jesteśmy blisko.

Ref. x2
POMP POMP superflow hula
Drewnianej Małpy Rock yo wiesz ze to buja
POMP POMP POMP trenuj karkiem
Tłuste gówno dla ulicy i na parkiet

Przekraczam formy pierdole normy
Mam skillu pełne torby
Atmosferę mam jak u Grega Zorby
Mam jointy, mam rymów kohorty
Jak Poznań ma forty wiec stulcie zawistne mordy
Mam style patenty mam inne, co chwile
Mam skille rozprowadzam je jak diler
Wciągam jak thriller mówi Rymmajster
Komponenty mam własne
To proste ze tne jak Kostek, jak kastet
To Rymmajster jak ciuchy robi Master
Mam rap pierwiastek w sobie
To idzie w obieg PDG na flankach
Wiesz, co robię? W dłoni oszroniona szklanka
Dla Larwy pozdro PDG fokstrot tańczę
Walczę jak Komancze. Rzucam punche.

[x2]
To ten styl z Killaz Group
I to ten styl z PDG Kartel
A teraz jeszcze z GTW
Ej YO i z KASTA Składu
Sprawdź mnie.
Parapety tarapatów naporu toporu rapu nie zniosą
Po to te topory są, by te tarapaty pociąć
Ci-Ci-Cira naciera na Ciebie, bo ciary na ciele Cie cieszą
99990 w przeciągu sekundy mam myśli
Stań w przedsionku lub przyćmij mnie
(przyćmij mnie, przyćmij mnie)

Parapety tarapatów naporu toporu rapu nie zniosą
Po to te topory są, by te tarapaty pociąć, no co?
To podoba się, to po domach ślę, bo to potok osiedli
Bo to pośrednik, sięgnij, mic'a złap
Uświetni, tętnij, wbiegnij w rap
Łap apetyty na te epitety typie
Tak, tu tapety brak, ja prawdę sypię
Sobie zapal, zobacz zapierdalam
Styl taram taram, tak jak taran
Ja staram się, stawać się coraz lepszym
Z dnia na dzień, za nadzieją węszę...
węszę... niucham... tak... tak... szukam, szukam
Słowotok, słów potok powiedzianych, ale z sensem
Namotane na amen, ale chcesz tego, więcej
Chcesz więcej, chcesz kurwa tego więcej? Yo
Słowotok, słów potok powiedzianych, ale z sensem
Namotane na amen, ale chcesz tego, więcej
Chcesz więcej, chcesz kurwa tego więcej? Yo
Ci-Ci-Cira naciera na Ciebie, bo ciary na ciele Cie cieszą
99990 w przeciągu sekundy mam myśli
Stań w przedsionku lub przyćmij mnie,
Krzyknij: „Weź przymknij się Cirson, idź stąd, już lepiej”
Co Ty chłopie, dalej kopie zwroty w eter
weteran wo wo wojny o wolny wybór, bogobojny MC
Pojmij, nie chcę wygód
Atrybut rymów, starczy dla mnie, tarczy twardej
Twórczy dar ten, ej
Ten czy tamten, męczy tandetę
Te raźniejszość chwytam
Nie możliwe, co?
Nie dożyję tego chyba,
Kiedy między mną, a mną będzie spoko
Maj zero cztery, rap szczery słowotok
Kto kto kto kto kto kto?
C do P, C do P, C do P, C do P, C do P do P do P do P do P, tak, tak, tak
Słowotok, słów potok powiedzianych, ale z sensem
Namotane na amen, ale chcesz tego, więcej
Chcesz więcej, chcesz kurwa tego więcej? Yo
Słowotok, słów potok powiedzianych, ale z sensem
Namotane na amen, ale chcesz tego, więcej
Chcesz więcej, chcesz kurwa tego więcej? Yo
Yo, Yo, bla bla bla bla bla
- Tak słucham?
- Chciałbym dać Ci tę miłość której nikt nie zakłóci
platynową kolię, na metkach napis Gucci
wiem, często jestem chamem
lecz jednym słowem jest mi wybaczane.
Musisz uwierzyć, że to wszystko dla Ciebie
Ty i ja, ja i Ty, mamy siebie
jesteś mym światem, kocham błysk w twoich oczach,
jesteś moim pragnieniem,
jak mógłbym Ciebie nie kochać?
Cały mój świat to ten uśmiech, czułe gesty
Ty potrafisz sprawić, że humor miewam lepszy
wiem, że potrafię zadać ból
lecz musisz uwierzyć, że cały jestem twój
wszystko co mam, tylko ty, cały świat
miłość w moich oczach tylko tyle mogę dać
musisz uwierzyć, że pozostanę tu
nam wystarczy spojrzenie, rozumiemy się bez słów

Please don't leave me, please don't go
Please don't leave me, please don't go
Please don't leave me, please don't go
Please don't leave me, please don't go

Świecą gwiazdy nad nami, my wciąż w objęciach nocy
choć jesteś tak blisko ja wciąż czuję niedosyt
gdy patrzę w Twoje oczy - dobrze wiem, że mam szczęście
kocham cię za to, że po prostu ze mną jesteś
to jest ta miłość, kilka pięknych chwil
najpiękniejsze uczucie, wiem po co mam żyć
dla kogo żyć, dla Ciebie bije to serce
wiem, że martwisz się gdy gram gdzieś w innym mieście
jesteś mym skarbem, kocham smak Twoich ust
jesteś moim pragnieniem dlatego pozostanę tu,
pozostanę, bo odnalazłem swoje miejsce,
małe enklawe, która daje mi szczęście
wiesz, dajesz mi szczęście
dajesz mi szczecie wiesz
dajesz mi szczęście.

Please don't leave me, please don't go
Please don't leave me, please don't go
Please don't leave me, please don't go
Please don't leave me, please don't go
Ref...
Kiedy upada kolos, wzbija się kurz,
kurz który gryzie te kłamliwe gardła,
wielu mówiło, że nia ma nas tu już,
wielu z nich chciało nas bezczelnie ponaglać,

Już nie wiem sam ile minęło dni,
ile minęło chwil i ile wylało się wódy
każdy bliski mówi mi, że to co mam to jest nic,
a co drugi wokół mnie już się zgubił
(ja pluję na to man, ja pluję na to man)

Ziomek, mówiłem nie raz, że wrócę tu,
ja ten - co za wodę wziął z sobą cząstkę nas dwóch,
mówiłem nie raz, że ten ogień w nas nie zgaśnie
ja - weteran kursu lotu zero dziewiętnaście,
ja syn śląskiej ziemi w dyliżansie
co wiózł setkę dzieci na zesłanie na Marsie,
ja ten co tam dał sobie szanse
i tam tylko czekał na to co tu miał od zawsze
bo tu jest dom, stary znów na nowo mi się śnią
czuję tą współzależność każdej ze stron
czuję swąd drugiej szansy, którą daje mi ten ląd,
odkąd wiem, że jest czas co biegnie donikąd
chwilo trwaj, powiedz im, że oto przybył znowu
twój posłaniec zadaniem by dać Tobie dowód
ta bajka jest ciekawsza kiedy pisze ją nas obu,
kolos spada by móc potem powstać zza grobu

Ref...
Kiedy upada kolos, wzbija się kurz,
kurz który gryzie te kłamliwe gardła,
wielu mówiło, że nia ma nas tu już,
wielu z nich chciało nas bezczelnie ponaglać,

Już nie wiem sam ile minęło dni
ile minęło chwil i ile wylało się wódy
każdy bliski mówi mi, że to co mam to jest nic,
a co drugi wokół mnie już się zgubił
(ja pluję na to man, ja pluję na to man)

Czasem życie nie potrafi biec już chyba prędzej,
każdy oczekuje od ciebie już tylko więcej,
każdy wyciąga po Twoje wspomnienia ręce,
i ostro drapie, a ty czujesz ból,
bo każde słowo może stać się legendą,
znajdą się tacy co je powtórzą na pewno,
znajdą się chwile które rozjebią jedność,
bo życie czasem dzieli wszystko na pół.
Pamiętasz nas sprzed lat,
ja i mój prze brat przez wszechświat
masz zeszytu w stertach kręcący swój spektakl na chama,
najebani i spowici w planach,
kolejne daty wpisują swój własny almanach,
na łamach czasu pozmieniali szczytu zamach,
na tą przyszłość w której bliskość była nam dana,
a ta wielka kulowana meta,
dopada nagle przecina kable i ogarnia letarg...

Ref...
Kiedy upada kolos, wzbija się kurz,
kurz który gryzie te kłamliwe gardła,
wielu mówiło, że nia ma nas tu już,
wielu z nich chciało nas bezczelnie ponaglać,

Już nie wiem sam ile minęło dni,
ile minęło chwil i ile wylało się wódy
każdy bliski mówi mi, że to co mam to jest nic
a co drugi wokół mnie już się zgubił
(ja pluję na to man, ja pluję na to man)
Ona mówi, że gdy złoszczę się to zamieniam się w wielki nadymany balon,
Jej wielkie, piękne oczy nie mogą kłamać.
Spoglądam w lustro jakby nie było na szyi wielki, czerwony balon,
Balon ogromny, wcale nie sympatyczny, a rozmiar wcale nie skromny
Nadyma się, nadyma i straszy,
Gdy wyszedłem na ulicę z tym balonem na karku
Nie wyróżniałam się wcale, bo wszyscy mają swoje balony,
W które wypompowują swój gniew i żale.
Miałem kiedyś kolegę, który przed wyjściem na ulicę
Ćwiczył przed lustrem groźne miny, aha... bo chciałby bały się go
Dzieci, mamusie, starsze panie i dziewczyny.
Widziałem go już z daleka, bo na swym karku
Nosił olbrzymią napuchniętą banię,
Lecz dumny był z siebie, gdy widział strach i przerażenie
W oczach napotkanych ludzi.
Ja mówię do niego, że mnie nie przestraszysz,
Bo to tylko moja litość wzbudza,
A on ćwiczył dalej swój twardzielski chód
I nadymał się i puszył jak najbardziej mógł,
Bo chciał zasłynąć z tego, że ma serce zimne jak lód.
Ja mówię: "Nie wtrącaj się, nie wracaj do moich nut."
Ja jak najszybciej mojego balonika chce wypuścić powietrze
Więc, po co mi ta sroga mina, wiem, że są takie dni,
Że coś we mnie się gotuje, by później gwizdać zupełnie jak czajnik,
A ja pytam:, "Dlaczego i po co?" Po co mi wredna gęba i ta sroga mina,
Twarz raz blada raz zupełnie sina, czerwona nadęta taki balon przypomina
To niczym efekty specjalne wyniesione prosto z kina,
Już bardziej życzliwa jest ta gęba manekina.

Po co mi ta sroga mina, a patrzę się w lustro
Moja twarz wielki nadymany balon przypomina
Oj oj oj oj
Oj oj oj oj
Po co mi ta sroga mina, patrzę się w lustro
Moja twarz wielki nadymany balon przypomina oj oj oj oj

Z mojego domu wyniosłem tyle miłości i ciepła,
Więc sroga mina tutaj jest zbędna, nie pasuje wcale, a wcale...
Więc gdy piszę swoje linijki, nie ma w nich złości nawet miedzy wierszami oj oj oj oj
Lecz tak wielu kopie nawet leżącego swoimi ciężkimi butami oj oj oj oj
Coraz łatwiej dostać w czerep chodząc nocami nieznajomymi osiedlami oj oj oj oj
Od tak zupełnie za nic, już się nie zna granic,
Więc dla ludzi poupychanych w blokach z betonowych płyt.
Ja tez tam byłem z rodziną klepałem biedę,
Lecz nigdy nie było we mnie zawiści dla tych, którym wiodło się lepiej, aha
Więc dla ludzi w betonowych blokach głowa do góry,
Więcej miłości, a wtedy cuda spadają z nieba jak deszcz z chmury.
Ja w to wierzę i zawsze wierzyłem, więc nie będę tylko prochem i pyłem
I chwastem, co przeszkadza innym wzrastać, ja nie jestem z tych ,
Lecz słyszę na roku jakiś hałas i zgrzyt,
Lecą butelki jakieś brzdęki, gwizd, łamane żebra,
Ja to widziałam, bo właśnie wtedy na przystanku po drugiej stronie stałem,
A tak sobie myślałem:, "Po co i dlaczego?"
F.I.S.Z. jak długo żyje nie zrozumie tego,
Ja jestem pełen miłości jak rasta,
Zamiast pięści używam mikrofonu czy flamastra,
Nie chcę za nic w świecie odgrywać roli chwasta,
A srogim mina mówię, więc stop i basta.
Nie mam jednak chęci oczyszczać z brudów jak do zębów pasta,
Niech robi to deszcz, co oczyści ulice mego miasta.
Nie używam pięści, noży, kijów nawet do wałka ciasta.
Srogim minom mówię stop i basta, aha
Srogim minom mówię stop i basta.

Po co mi ta sroga mina, a patrzę się w lustro
Moja twarz wielki nadymany balon przypomina oj oj oj oj
Po co mi ta sroga mina, a patrzę się w lustro
Moja twarz wielki nadymany balon przypomina oj oj oj oj
Mam w głowie rymy, mam w głowie synonimy
obadamy i zaczaimy, skumamy, rozkminimy
Wlaczę z padaką jak to w Kato coś za coś
Narrator: Deka Guga, Mega, Cogi, Inkubator. Oto
F do O do K do U do S trzęsie tą budą w sensie
rzucam zaklęcie - wrzucam napięcie ludziom. Oto
F do O do K do U do S, oto
tekst o tym co w nim takiego cudownego jest. Jeśli
masz w sobie seks, to to tańcz jeśli
znasz ten tekst to go dokańcz
aj-jeśli masz serce do tańca
to to tańcz, to tańcz, to tańcz, to to tańcz tańcz
happy sunshine, tak jak pomarańcza
włączam - jedziecie, kiedy dokańcza punchline
rymów Einstei. Spadam na was jak szarańcza
F do K do S wkracza i wykańcza. Oto
cisza przed burzą. Chwile się dłużą
z gór schodzi dużo chmur ku podnóżom
ptaki milczą, drogi suche jak wiór się kurzą
ptaki milczą, a drogi sie kurzą. Oto
plan jak stąd do Kyoto - o co loto
Standardowo to chodzę piechotą
Sztandarowo rymy moją flotą
teneryfy, auto-moto, złoto
szpan, taryfy to nie o to loto
być prawdziwym chodzi tylko o to
żyć na prawdę nie na niby. mieć
perspektywy, nie być fałszywy jak botoks
wchodzę - pękają szyby, głośniki toshiby
biła honda, POKAHONTAZ i wszywy
Jak La Onda więzy krwi. Pomiędzy
nimi my - wyjminimy, gdzie są pokrzywy
reprezentant w stu procentach
zapamiętaj tego delikwenta
puenta - tonę w rymów odmętach
płynów procentach, nie wymiękam
cicho bo echo...
jadę z tobą i z tą zawiechą
Witam w Dolinie Klaunoow, tu każdy jest kim chce
Jak w filmie Jarmush, wybierasz, tylko wizje swe
Kostiumy błaznów wiszą w rozmiarze XXL
Ludzki kalambur, tu każdy wbić się chce
/2x

Mała prośba – weź nie śpiewaj
Co ty k***w zszedłeś z drzewa?
Zamknij ryj, bo się pogniewam
Prawa lewa, dywan szefa
Dałbym ci na imię Niefart
Ksywę dałbym Lewar
C***a nie wart, co mi lata i powiewa
Klaun, Whateva

Powiedz: co to za artysta
Przed którym jest kartka czysta?
Co najwyżej wokalista,
Co stepuje jak zagwizdasz
Jak im Cygan nie napisze, będzie blada p***a
Wróżę im, jak fatalista, że ich zje branża zawistna
Każdy mały skandalista węszy – ile na czym zyska
Kolorowa prasa, pisma, nie tam - no to na walizkach
Wasz talizman, klasa wyższa, wasza przystań
Jak się wysra telewizja, zostanie wam hipokryzja

Ścierać makijaż, hańbi was każdy ruch
Ścierać to z ryja, farby i czarny tusz
Bo pozabijam, wrzucę do klatki lwów
Klaunów uf, gówno w dolinie małych głów

Witam w Dolinie Klaunoow, tu każdy jest kim chce
Jak w filmie Jarmush, wybierasz, tylko wizje swe
Kostiumy błaznów wiszą w rozmiarze XXL
Ludzki kalambur, tu każdy wbić się chce
/2x

Kiedyś kolo słuchał techno, dziś jest rastamanem
Choć nie jest fanem, nosi dready bo ma dużo fanek
Nie opiera się tabletką, woli to niż marihuanę
Myśli, że otworzył zamek, lecz te drzwi nie mają klamek
Wchodzi z buta, jego rasta dusza to boruta
Sam nie wiesz czego w reggae szuka i po co tego słucha
Uchachany biorę w płuca, bucha, jakbym widział ducha
Jeżeli on jest rastamanem to ja jestem k***a Tupac
Tutaj, każdy jest glamour w Dolinie Klaunoow
Wspina się na mur do raju po linie fałszu
W ręku samurajów, nikt to nie kuma nic,
Wyp***dalać do Bombaju – tam możecie dalej śnić

Dopóki kul zapas mam w magazynkach
Będę pluł wam w twarz za fałsz, jak w ”Psach” Linda
Przez lunapark, gdzie gra w kółko katarynka
Przejdzie słów huragan i zostawi zgliszcza

Witam w Dolinie Klaunoow, tu każdy jest kim chce
Jak w filmie Jarmush, wybierasz, tylko wizje swe
Kostiumy błaznów wiszą w rozmiarze XXL
Ludzki kalambur, tu każdy wbić się chce
/2x

Kiedyś ziomuś był hejterem a dziś jest raperem
Robi muzyczny bestseler, chce wyjść przed szereg
Chce być rapu Guliwerem, słyszeć brzdęk pereł pięknej Mercedes
Tam gdzie Seszele, i żeby tylko seks celem był
Chcę czuć w grze szelest, być na topie jak Jack Herrer
Na koncie zer wiele, choć to nie New York czy L.A.
Chce jeździć Bentleyem, nie na ośle, jak w Betlejem
Lecz jeśli on jest raperem, synu ja jestem hejterem

Bo ona była studentką, lecz chciała być modelką
Piękną Europejką, by żyć poza koleją
Jej lusterko to je***y profil na Facebooku
Choć jej zdjęcia to fake, ziom, w połowie zrzutu
I tak poznała tego gościa, teraz jest seks friend
I załatwia pierwsze super sesje za dupę
Jej przyjaciele to Photoshop i skalpel
Jeśli ona jest modelką, ziom, ja jestem harcerz

Witam w Dolinie Klaunoow, tu każdy jest kim chce
Jak w filmie Jarmush, wybierasz, tylko wizje swe
Kostiumy błaznów wiszą w rozmiarze XXL
Ludzki kalambur, tu każdy wbić się chce
/2x
My, ja to wiem, żyję tu, widzę że widzą nas, słyszą nas. Wiedzą co, jak i gdzie

Pewnie myślisz, że nie widzą cię jak cienie między blokami
Razem z kolegami robisz to co karane latami
Kamerami oczy ich, mackami służby, chodzą za tobą całymi dniami
Jakbyś był im coś dłużny, a gdy w próżni po kablach ślesz treści tony
Oprócz adresatów ślesz też te treści do nich.
Oni wiedzą, widzą, słyszą wszystko, są obok ciebie
Nawet nie wiesz jak blisko,
nawet nie wiesz jak często, gęsto na mapie znaczą twój cały dzień, etap po etapie
nawet nie wiesz, że każdy podpisany przez ciebie papier
zanim poleci gdzieś wyżej oni dzierżą w łapie
to pozorny zapieprz, to wszystko pięknie działa
u nich wroga cisza gdy gdzie indzieś hałas
sponiewierała naszą prywatność ów klika,
bo pluskwami naszpikowała nas technika

My, ja to wiem, żyję tu, widzę że widzą nas, słyszą nas. Wiedzą co, jak i gdzie

Wolność to tylko jedno słowo z wielu
dawno pozapominali oni w pędzie do celu
złamali, co zapowiadali lata temu
dali nam ten sam chłam, co za PRL-u
dali komy, łącza i karty do rąk
dali coś tam, a więc teraz coś nam biorą
biorą słowa, myśli i czyny, ponoć po to tylko, by zapobiec pedofilom i homo
To nie prawda i wie o tym cała nacja
to kontrola, to przecież istna inwigilacja
to jakaś korporacja tutaj ciąga za sznurki
bawiąc się nami, obserwując jak szczurki
Już czas by to wszystko powstrzymać
Już niech zatrzyma się maszyna
zabili w trybach klina niech system się powygina
niech znów będą musieli od nowa zaczynać.

My, ja to wiem, żyję tu, widzę że widzą nas, słyszą nas. Wiedzą co, jak i gdzie
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo