Popularne piosenki. Polski Hip Hop

REFREN
nie ma drugiej takiej lilu jak ja
nie ma drugiej takiej, nie ma drugiej takiej
nie ma drugiej takiej lilu jak ja
nie ma drugiej takiej, ja jestem tylko jedna

ZWROTKA
są ludzie, którzy nie potrafią przestać
wszystkiemu wokół etykietek przyczepiać
dla nich wszystko ma swoją szufladę
wszystko ma skutek, przyczynę, zasadę

a przecież każdy z nas jest niepowtarzalny
wyjątkowy i indywidualny
ten fakt jest prosty i
niepodważalny

nigdy nie chciałam się do kogoś upodabniać
nie próbowałam komuś stylu zabrać
mam swój pomysł na siebie
we mnie jest prawda

przyjmuję konstruktywne słowa krytyki
znam swoją wartość i siłę mojej muzyki
ale nie porównuj mnie z nikim
bo ja jestem tylko jedna

REFREN

PAN WANKZ
oryginalność, co? no niby mam ją, my
robimy z bandą winyl, stoimy twardo my
wolimy czarną płytę niż złotą
choć mnie oskarżą o bycie idiotą

no to co, mam na głowie tylko goorin bros
choć rejestruję moje ścieżki, czasem gubię trop
głupi snob, trudno muszę usnąć z myślą
że jestem oryginalny, jak rudebwoy z kingston

ty choć nosisz airforce'y, jak co drugi twój chłop
a twoja małpa lubi podróby louis vuitton
i masz fotobloga i profil na myspace
też jesteś oryginalny jak joint na dubplate

więc włącz adapter i klaśnij w dłonie
realizuj swój własny projekt
jest jeden wankz, nie ma drugiej lilu
nawet jak znajdę wydawcę to nie zgubię stylu

REFREN

nie ma drugiej takiej twarzy, jak ty
nie ma drugiej takiej sprawy jak styl
nie ma drugiej takiej fazy jak myśl
ja jestem tylko jedna
Ona mówi, że gdy złoszczę się to zamieniam się w wielki nadymany balon,
Jej wielkie, piękne oczy nie mogą kłamać.
Spoglądam w lustro jakby nie było na szyi wielki, czerwony balon,
Balon ogromny, wcale nie sympatyczny, a rozmiar wcale nie skromny
Nadyma się, nadyma i straszy,
Gdy wyszedłem na ulicę z tym balonem na karku
Nie wyróżniałam się wcale, bo wszyscy mają swoje balony,
W które wypompowują swój gniew i żale.
Miałem kiedyś kolegę, który przed wyjściem na ulicę
Ćwiczył przed lustrem groźne miny, aha... bo chciałby bały się go
Dzieci, mamusie, starsze panie i dziewczyny.
Widziałem go już z daleka, bo na swym karku
Nosił olbrzymią napuchniętą banię,
Lecz dumny był z siebie, gdy widział strach i przerażenie
W oczach napotkanych ludzi.
Ja mówię do niego, że mnie nie przestraszysz,
Bo to tylko moja litość wzbudza,
A on ćwiczył dalej swój twardzielski chód
I nadymał się i puszył jak najbardziej mógł,
Bo chciał zasłynąć z tego, że ma serce zimne jak lód.
Ja mówię: "Nie wtrącaj się, nie wracaj do moich nut."
Ja jak najszybciej mojego balonika chce wypuścić powietrze
Więc, po co mi ta sroga mina, wiem, że są takie dni,
Że coś we mnie się gotuje, by później gwizdać zupełnie jak czajnik,
A ja pytam:, "Dlaczego i po co?" Po co mi wredna gęba i ta sroga mina,
Twarz raz blada raz zupełnie sina, czerwona nadęta taki balon przypomina
To niczym efekty specjalne wyniesione prosto z kina,
Już bardziej życzliwa jest ta gęba manekina.

Po co mi ta sroga mina, a patrzę się w lustro
Moja twarz wielki nadymany balon przypomina
Oj oj oj oj
Oj oj oj oj
Po co mi ta sroga mina, patrzę się w lustro
Moja twarz wielki nadymany balon przypomina oj oj oj oj

Z mojego domu wyniosłem tyle miłości i ciepła,
Więc sroga mina tutaj jest zbędna, nie pasuje wcale, a wcale...
Więc gdy piszę swoje linijki, nie ma w nich złości nawet miedzy wierszami oj oj oj oj
Lecz tak wielu kopie nawet leżącego swoimi ciężkimi butami oj oj oj oj
Coraz łatwiej dostać w czerep chodząc nocami nieznajomymi osiedlami oj oj oj oj
Od tak zupełnie za nic, już się nie zna granic,
Więc dla ludzi poupychanych w blokach z betonowych płyt.
Ja tez tam byłem z rodziną klepałem biedę,
Lecz nigdy nie było we mnie zawiści dla tych, którym wiodło się lepiej, aha
Więc dla ludzi w betonowych blokach głowa do góry,
Więcej miłości, a wtedy cuda spadają z nieba jak deszcz z chmury.
Ja w to wierzę i zawsze wierzyłem, więc nie będę tylko prochem i pyłem
I chwastem, co przeszkadza innym wzrastać, ja nie jestem z tych ,
Lecz słyszę na roku jakiś hałas i zgrzyt,
Lecą butelki jakieś brzdęki, gwizd, łamane żebra,
Ja to widziałam, bo właśnie wtedy na przystanku po drugiej stronie stałem,
A tak sobie myślałem:, "Po co i dlaczego?"
F.I.S.Z. jak długo żyje nie zrozumie tego,
Ja jestem pełen miłości jak rasta,
Zamiast pięści używam mikrofonu czy flamastra,
Nie chcę za nic w świecie odgrywać roli chwasta,
A srogim mina mówię, więc stop i basta.
Nie mam jednak chęci oczyszczać z brudów jak do zębów pasta,
Niech robi to deszcz, co oczyści ulice mego miasta.
Nie używam pięści, noży, kijów nawet do wałka ciasta.
Srogim minom mówię stop i basta, aha
Srogim minom mówię stop i basta.

Po co mi ta sroga mina, a patrzę się w lustro
Moja twarz wielki nadymany balon przypomina oj oj oj oj
Po co mi ta sroga mina, a patrzę się w lustro
Moja twarz wielki nadymany balon przypomina oj oj oj oj
Na krawedzi...
Następny dzień wspomnienie zmienia się
Nie znasz mego stylu i nie znasz mnie
Jeszce troche dymu
Zawsze głodny skurwysynu
Zrozum, że jonty jarać chce znasz ta gre
Twarze dwie pytań brak jak nie jak tak
Ja i mój skład ponad systemem
Życie na ścieme to nie Czesław Niemen
Leczysz glebe ave ewenement respekt duma w wiecznej potrzebie skuna
Kredyt nie umarł nie ważne jaka suma
Jeśli hajs na czas oddajesz a wtedy znowu na krawędzi stajesz
Czas wnioski wyciągnąć i podjąc ryzyko
Nocą bryką z ziomkami po rewirach śmigamy
Jaramy skręty i w prawdy gramy
Dobro i zlo dla mnie sa tym samym
Zrozum to nie oceniaj bo to ma znaczenie
Jak uosobienie wszystko wokół pochłaniam
Coś zajebać trza a potem sie najarać
Tak wygląda rzeczywistość szara
Z dala trzymaj sie jesli śmierdzi ci
Nie tykaj mnie bo prawdziwy jest mój syf
Wierzysz w to co chcesz co w twej głowie tkwi
Jak koszmarny sen gwałce swoje sny
A ty mówisz mi, że masz gdzieś każdż świętość
Pokaż swoją obojętność
Niczym piętno odciśnięte na twarzy
Czego chcesz - powiedz o czym marzysz
Czy odważysz sie by powiedzieć swe pragnienia
Jeśli nie masz nic nie masz nic do stracenia - życie śmierć to wszystko dla zrozumeinia

Ref:
Życie śmierć noc i dzień nie mów nic co jest dobre a co złe jeszcze w środku a już nie bij strzałe jeśli ci smierdzi ja i moi ludzie żyjemy na krawędzi
bij strzałe jeśli ci śmierdzi ja i moi ludzie żyjemy na krawędzi

Mówie do was z krawędzi szarej codzienności
Przekaz dla dobrych chłopaków wyłączności
Bila dla lamusów nie ma litości
Nowe mądrości nowe rozwiązania nowe możliwości
Nigdy nie polegam na farcie w gry w kości
Widze lepsze rozwiązanie w przeznaczenia powinności
Nie ukrywam ze mam w sobie sporo złości
Czy mówi to coś ci czy wiesz o czym mowa
Jestem w środku również dookoła
Stoje na krawędzi to rzecz przypadkowa
Różne warstwy podziały kurwa boli mnie od tego głowa
Przejdź przez ulice Mokotowa
A zrozumiesz szybko o czym moja mowa

Do słowa to mój syf
Więc mnie nie tykaj
Raz drzwi otwieram a raz je zamykam
Życie - od tego nikt sie nie wymiga
Bo tu na robocie nikt nie dyga
Wielu chłopaków bieda dotyka
Ale - sztywna ekipa nikt tu sie palcem nie wytyka
na koniec chciałbym pozdrowic Zipa
w każdej chwili WDZ Bili
nie fart gry w kości jeszcze wielu wielu charakter nie gości

Ref:
Życie śmierć noc i dzień nie mów nic co jest dobre a co złe jeszcze w środku a już nie bij strzałe jeśli ci smierdzi ja i moi ludzie żyjemy na krawędzi
bij strzałe jeśli ci śmierdzi ja i moi ludzie żyjemy na krawędzi

Nowe słońce ukazuje swe oblicza
Wilku dla ziomków i ludzi na ulicach
Dla kombinatorów i zipów na dzielnicach
Mówie o zielsku i tym co mnie zachwyca
To stolica w samym sercu Polski
Jakie wnioski?
Prosta sprawa - w mym sercu Warszawa
Zielona jak trawa szacunek nie sława
Spójrz chłopaki robią dobry chleba kawał
To hip hop to prawdziwa zajawa
Elo elo przeciw frajerom
Zagłebiem bursztynowym szlakiem a chmielną
Wilku Mario i kilku ziomków jest ze mną
Grasz ciemno nie mów mi, że ci wszystko jedno
Twarze bledna wiem uderzam w samo sedno
Tylko teraz jest rzeczą pewną
Konkretną jak ryzyko bez którego nie ma gry
tylko ja i ty- tylko ja i ty-
Dobry równowaga skręt mi w tym pomaga
Dzieciaki myślą tylko o dragach
W głowie bałagan Boże przebacz mi błagam
Uczyń mnie silnym być uczniem życia pilnym
Nikt nie jest nieomylny
Zapamiętaj Holocaust jest nie szukaj winy
Nie jestem - inny
Jak obcy jak chłopcy z Just 5
Nie robie słodkiej miny
Nie ma skutków bez przczyny
Chłopaczyny powiedzmy sobie szczerze być sobą - wierzysz w to?
Ja w to wierze.

Ref:
Życie śmierć noc i dzień nie mów nic co jest dobre a co złe jeszcze w środku a już nie bij strzałe jeśli ci smierdzi ja i moi ludzie żyjemy na krawędzi
bij strzałe jeśli ci śmierdzi ja i moi ludzie żyjemy na krawędzi
Ej! Men, Kazek, Arek, Adrian.
Wszyscy dobrzy ludzie, trzymajcie się.

[Bosski Roman]
To dla wszystkich dobrych ludzi,
Niech was nie opuszcza wena,
To dla tych, których tu nie ma,
To dla Kazka i dla Mena.
Pozdrowienia do więzienia,
Wszystkim ziomkom te życzenia.
Firma grana zawsze dla was
No i tyle na ten temat.

To jest rap, a nie kicho,
Przekaz dla Ciebie bandyto,
Przekaz dla Ciebie człowieku dobry,
A nie hipokryto.
Ufasz wielu różnym typom,
Na ich słowie też polegasz,
Czujesz pewny sie, bo wiesz,
Jesteś typem co nie sprzeda.

To na faktach, teraz ta gadka,
Leci ode mnie prosto do Ciebie.
Nie wiadomo, kiedy będzie dobrze,
Ale będzie na pewno,
źle nawet w niebie.
Nie wiadomo kiedy będzie koniec,
Ale będzie na pewno, tego jestem pewien.
Nie wiadomo jaki tłum, jaki skun,
Ale Firma na żywo znowu rozjebie.
Pozdrówki dla Mena dla Kazka
Ta nuta leci do więzienia.
Ten styl się nie zmienia.
Pedały naraska, psy do widzenia.
Jednak uderzenia dla dobrych ludzi,
Ulice podziemia. Kiedy nie ma wykupienia,
Poczuje na skórze to coś ma hiena.

[Bilon]
Zabrana wolność, ale nigdy honor.
W więzieniu brat, już grzejesz pajdę sporą.
Nadejdzie dzień, gdy zerwą się kajdany,
Otworzą bramy i znów coś zajaramy.
Jebane psy, jebać ten syf.
Kryminalny rym dla tych,
Których system ma za złych.
My ponad tym, plując policji w ryj.
JLB ekipa, czeka na braci swych. ELO.

[Wilku WDZ]
Uliczny styl życia to nie zabawa
Na dzielnicy gończe psy, hasło: obława.
Śledczy będzie Cię namawiał
Byś jak dziwka dupy dawał
Morda gada, morda odpowiada, prosta sprawa.
Taka zasada, bo tu są ludzie z zasadami.
Przez bajkopisarzy, bracia siedzą za kratami. {słychać okrzyk: CHWDP}
System zjebany, więzi niewinnych latami.
FIRMA, HG, to dla was o wolność wołamy.

[Kali]
To dla was od lat to robimy,
Tak, jest, aby dodawać otuchy,
By tęsknoty nadszedł kres.
Żaden fest, ani pies z tego nie zrozumie, durnie.
Ja i moi ludzie z bania uniesioną dumnie.
Robimy to na przekór kratom i granicom,
Bo wiem, że są ludzie, którzy liczą na ten rap.
Im tyle słońca ile opisanych strat.
To dla was, nie bez wad, za kratami mordy.
Chcę na publice widzieć dobrych ludzi hordy,
Jebać rekordy, niech płyną akordy,
Płyną kilometry, kursują tempometry.
To specjalnie dla was, tu na dole te projekty.
Płyną dni, płyną lata i choć czasem niedola,
Nie zabiła mojej weny nawet niewola, ani głód,
Ani myśli czarne jak coca-cola.
To jest moje życie, a nie oskarowa rola.

[Tadek]
Są jeszcze ludzie, ksyw nie chcę wymieniać,
Ważne dla nich są zasady, nie najgrubsze rozliczenia.
To dla tych, którym hajs widzenia nie zmienia.
Nie pierdoli im po głowie w biedzie i od wzbogacenia.
To dla was dobrzy ludzie, dzięki wam istniejemy,
To dla was rap, z niezależnej sceny
I choć każdemu, bogactwo się marzy,
To dla was koncerty i płyty bez gaży.
Firma ma moc, dlatego pełno buban-guran.
To dla dobrych ludzi gramy, a nasz przekaz to nie bzdura.
Więc jak słuchałeś starą, płytę Firmy ziomek,
To weź teraz wysłuchaj, przekaz na tej nowej.
Staramy się poważnie, przekazać coś panowie.
Nikt nie zarzuci mi ściemniania w żadnym moim słowie.
Bo to nas dobrzy ludzie, szanując za nasz przekaz,
Więc jak wierzysz w zasady, naszej roli nie lekceważ.
1. Chada
Ja nie ulegam groźbom, wychodzę ci naprzeciw
Ty sam przyniesiesz linę bym wziął cię powiesił
Nic ponad moje siły, nic mnie nie ogranicza
Mam pierdolony upór, jebaną wolę życia
Wciąż na ulicach, posłuchaj co ci powiem
Zrób listę za i przeciw, spuść głowę, w ciszy odejdź
Przecieram oczy i idę przez to życie
Rzeczywistość to suka, witamy się o świcie
Ty patrzysz w moje oczy, widzisz pieprzoną pewność
Dziś mogę grać o wszystko, lecz nie wszystko mi jedno
Wygrywasz lub przegrywasz, trzeciego wyjścia nie ma
To Chada skurwysynu i wszystko na ten temat
Nic ponad moje siły, przeżyję nawet w piekle
I czuję się dziś lepiej niż kiedykolwiek przedtem
Chwile zwątpienia? Ja do nich już nie wracam
Tak samo do pomysłów by własne życie skracać

Ref. x2
Nic ponad nasze siły, nic ponad nasze siły
Tu gdzie liczą się zawsze nie słowa a czyny
Od kołyski aż do mogiły
Bóg wybacza, my nie wybaczymy

2. Pih
Nic ponad moje siły, nigdy nie uklęknę
To jak utnij głowię, wyrosną dwie następne
Idę po swoje, nigdy więcej brachu
Gołą dupą nie zaświecę do kamery bankomatu
Nie zobaczysz mnie nigdy pod sklepem z piwem
Trzęsącego się w delirce jak Shakin' Stevens
Nic ponad moje siły, nawet kiedy pod górkę
Jadę z zaciągniętym ręcznym hamulcem
Coś nie wypali? Nie chcę tego słyszeć
Ty srasz po kontach leszczu, to skołuj lepiej kliszę
Nic ponad moje siły, konflikt mi zawsze służył
Cisza przed burzą, cisza po burzy
Idę jak w ogień, nie stoję w cieniu
Na koniec nie zostaje kamień na kamieniu
Zwycięski return, nie myślę o pechu
Życiowa garda, samiec alfa, ziomek
Tu życie na co dzień, po głowie głaszcze łomem
Przejdę po wodzie, rozstąpi się morze
Reprezentuje każdy blok, gdzie kiepski los
Moje wersy to jak opał na twój stos

Ref. x2
Nic ponad nasze siły, nic ponad nasze siły
Tu gdzie liczą się zawsze nie słowa a czyny
Od kołyski aż do mogiły
Bóg wybacza, my nie wybaczymy

3. Chada
Nic nie jest ponad moje siły, tu w grę nie wchodzi skrucha
Gdybym miał długie włosy to może i bym cię słuchał
Wychowany na błędach, moja wiara to wszystko
Nie raz spoliczkowała mnie już ta rzeczywistość
Nie podetniesz mi skrzydeł, cały czas tu oddycham
Raz już brat pierdolnąłem jak ten pieprzony Ikar
Wciąż szacunek do Piha, ziomuś uwierz, bo warto
Rap pisany w afekcie, bezdyskusyjny hardcore

Pih
Nic ponad nasze siły, rap Piha i Chady
Za nas mówią te wersy a nie śmieszne wywiady
Popatrz na siebie, chcesz być życia królem?
Czy tym łykającym w kondomach narkotyki mułem
To tylko głupiec, nie czuje strachu
Lecz nigdy dzieciak, jak chorągiewka na dachu
Nic ponad moje siły, biała flaga nie dla mnie
Popatrz na mnie, ja nigdy się nie zhańbię

Ref. x2
Nic ponad nasze siły, nic ponad nasze siły
Tu gdzie liczą się zawsze nie słowa a czyny
Od kołyski aż do mogiły
Bóg wybacza, my nie wybaczymy
Pójdźmy dziś wieczorem do Knajpy Upadłych Morderców,
Wypaliła się naiwność, nie gadajmy o szczęściu.
Weźmy stolik w kącie sali, będziemy na swoim miejscu,
Tacy jak my już nie siadają w przejściu.
W tej knajpie nie gra orkiestra, wszystko jest inne,
Piwo pachnie dzieciństwem, a czas biegnie tu szybciej.
Biegnie czas na miłość, gdy w oczach tylko zaraza,
Jej definicja postać iksa w naszych równaniach.
Ja i Ty wiemy już, ten świat nie działa,
piękne dusze są zamknięte, w brzydkich ciałach.
Nie wskazujmy innych, zżółkłym od papierosów palcem,
historię piszą zwycięzcy, tak było zawsze.
Trzeba czasu by zrozumieć, bardzo lubię milczeć z Tobą,
oni z byt wielką wartość nadają słowom.
Jedno co wiemy na pewno, to są dwie strony lustra,
W knajpie upadłych morderców doczekamy jutra.
Witam w Dolinie Klaunoow, tu każdy jest kim chce
Jak w filmie Jarmush, wybierasz, tylko wizje swe
Kostiumy błaznów wiszą w rozmiarze XXL
Ludzki kalambur, tu każdy wbić się chce
/2x

Mała prośba – weź nie śpiewaj
Co ty k***w zszedłeś z drzewa?
Zamknij ryj, bo się pogniewam
Prawa lewa, dywan szefa
Dałbym ci na imię Niefart
Ksywę dałbym Lewar
C***a nie wart, co mi lata i powiewa
Klaun, Whateva

Powiedz: co to za artysta
Przed którym jest kartka czysta?
Co najwyżej wokalista,
Co stepuje jak zagwizdasz
Jak im Cygan nie napisze, będzie blada p***a
Wróżę im, jak fatalista, że ich zje branża zawistna
Każdy mały skandalista węszy – ile na czym zyska
Kolorowa prasa, pisma, nie tam - no to na walizkach
Wasz talizman, klasa wyższa, wasza przystań
Jak się wysra telewizja, zostanie wam hipokryzja

Ścierać makijaż, hańbi was każdy ruch
Ścierać to z ryja, farby i czarny tusz
Bo pozabijam, wrzucę do klatki lwów
Klaunów uf, gówno w dolinie małych głów

Witam w Dolinie Klaunoow, tu każdy jest kim chce
Jak w filmie Jarmush, wybierasz, tylko wizje swe
Kostiumy błaznów wiszą w rozmiarze XXL
Ludzki kalambur, tu każdy wbić się chce
/2x

Kiedyś kolo słuchał techno, dziś jest rastamanem
Choć nie jest fanem, nosi dready bo ma dużo fanek
Nie opiera się tabletką, woli to niż marihuanę
Myśli, że otworzył zamek, lecz te drzwi nie mają klamek
Wchodzi z buta, jego rasta dusza to boruta
Sam nie wiesz czego w reggae szuka i po co tego słucha
Uchachany biorę w płuca, bucha, jakbym widział ducha
Jeżeli on jest rastamanem to ja jestem k***a Tupac
Tutaj, każdy jest glamour w Dolinie Klaunoow
Wspina się na mur do raju po linie fałszu
W ręku samurajów, nikt to nie kuma nic,
Wyp***dalać do Bombaju – tam możecie dalej śnić

Dopóki kul zapas mam w magazynkach
Będę pluł wam w twarz za fałsz, jak w ”Psach” Linda
Przez lunapark, gdzie gra w kółko katarynka
Przejdzie słów huragan i zostawi zgliszcza

Witam w Dolinie Klaunoow, tu każdy jest kim chce
Jak w filmie Jarmush, wybierasz, tylko wizje swe
Kostiumy błaznów wiszą w rozmiarze XXL
Ludzki kalambur, tu każdy wbić się chce
/2x

Kiedyś ziomuś był hejterem a dziś jest raperem
Robi muzyczny bestseler, chce wyjść przed szereg
Chce być rapu Guliwerem, słyszeć brzdęk pereł pięknej Mercedes
Tam gdzie Seszele, i żeby tylko seks celem był
Chcę czuć w grze szelest, być na topie jak Jack Herrer
Na koncie zer wiele, choć to nie New York czy L.A.
Chce jeździć Bentleyem, nie na ośle, jak w Betlejem
Lecz jeśli on jest raperem, synu ja jestem hejterem

Bo ona była studentką, lecz chciała być modelką
Piękną Europejką, by żyć poza koleją
Jej lusterko to je***y profil na Facebooku
Choć jej zdjęcia to fake, ziom, w połowie zrzutu
I tak poznała tego gościa, teraz jest seks friend
I załatwia pierwsze super sesje za dupę
Jej przyjaciele to Photoshop i skalpel
Jeśli ona jest modelką, ziom, ja jestem harcerz

Witam w Dolinie Klaunoow, tu każdy jest kim chce
Jak w filmie Jarmush, wybierasz, tylko wizje swe
Kostiumy błaznów wiszą w rozmiarze XXL
Ludzki kalambur, tu każdy wbić się chce
/2x
W domu mnie nauczono wierzyć świętej trójcy,
po prawej stronie było dobro, po lewej oszuści,
Miałem do starych pretensje, że niedotrwali z sobą,
teraz wiem, że niewystarczy być dojrzałym jak owoc.
Skończyłem studia , wybacz mi edukacjo,
że zdradzałem cię z lolkami, grami video i flaszką,
Byłaś nieciekawa, pełna problemów bez blasku,
jakby ktoś nawrócił życiu mojemu scenariusz.
Kto wątpił, że nic nie da grunt osiedli i ulic,
nie są mi obce bieda, głód, problemy i długi.
Wiem z czym idę do ludzi i co dostaję wzamian,
bloki potrafią mówić, to oddaje ich dramat.
Podsłuchy uszy w ścianach, kamery na mieście,
mają nas za margines, sprawa celując nam w serce,
To my wyrzut sumienia w społeczeństwie,
nasze pięści z żelaza, lecz czy zmienia to sens?
Ej, co robić, jak żyć, wybacz też chciałbym wiedzieć,
czasem pytam Boga ile jest prawdy w niebie.
Ile mam prawdy w sobie , o tym powie ci hip-hop
nie muszę mieć dolarów, by wiedzieć , że mam styl bo...

Ref : [x2]
Jak stany mają Recks'a,
Anglicy mają reeds'a,
To my DJ Decks'a
White House na kodeksach.
Nie znana nam komercja,
Raczej w rapie detale,
Gdy całe życie w wersach streszcza atrament.

Rakotwórczy jak szlugi nasze życie,
nie zmienie tego wiem, zaciągam się i idę,
Gniew powraca do liter, nie wiesz jak szczerym być,
bo ludzie nie wierzą ludziom, a chcą uwierzyć w przyszłość.
Iść na skróty, niektórzy życie by oddali życie,
za silnik w jajach i siedmiomilowe buty,
Nie wszystko można kupić, bo nie wszystko ma cene,
paradoksalnie możesz zmierzyć liczbą sam siebie.
Jakie rymy, co jak reggae wciąz wybijają puls,
w głowie rym, tworzy ziemie widzianą u stóp,
To nie historie na sprzedaż, gdzie ilość siłą trendu,
każdy wers tu popiera szczera miłość do blendu.
Prosta kwestia wyboru by przetrwać,
wnosimy sobą 100% honoru do piekła,
Nie zabronisz mi pisać o tym co w naszych myślach,
odbierając mi życie, nie zdołasz zabić pisma.
Zaciągnij się tym z rymami skrętem,
choć życie jest krótkie, bywa chwilami piękne,
Żyjąc chwilami wiem, że łatwo odlecieć,
bo wiem co jest fikcją, a co prawdą o świecie.

Ref : [x2]
Jak stany mają Recks'a,
Anglicy mają reeds'a,
To my DJ Decks'a
White House na kodeksach.
Nie znana nam komercja,
Raczej w rapie detale,
Gdy całe życie w wersach streszcza atrament.
Eldo
Jestem wolny, dzięki temu piszę teksty na kartce,
Obdarzony szczęściem, bo ktoś zapalił latarnię,
To siedzi w nas jak drugie ja, jak szósty zmysł,
Delikatne jak puch i pył, relacje
Między tymi, którzy wchodzą w reakcje,
Kompromisy, bo często tylko jeden ma rację,
Dwie osobowości, może z różnych światów,
Może z różnych miejsc, ale ufam mu jak bratu,
Głowa pełna gratów, serce pełne brudu,
Lata na scenie, a my wciąż gadamy do szuru,
Sprzątam graty, GRM rap, nic poza tym,
Świat kusi, ważne żeby umieć być ponad tym,
Łączę razem fakty, werbel, sampel, basy,
Kasy nie ma co liczyć, ważne żeby kawałek był klasyk,
Studio 3-3 - tam wiele godzin przy pracy,
Grammatik "3", Jotuze, Eldo, DJ, taśmy, trzaski.

Jotuze
Coś na obraz La Ondy i to nie tylko w rapie,
W życiu różne postawy, choć czasem ten sam charakter,
Z dwóch różnych światów, nie wiadomo skąd się wzięli,
Grammatik to nie tylko zespół z warszawskich peryferii,
To ten okręt, który nie cumuje w porcie,
Ciągle wiatr w plecy, czas trzeba wykorzystać mądrze,
Szacunek i przyjaźń to fundament tej relacji,
Pewnie zmierzamy do celu nie poddając się stagnacji,
Wiadomo, są rzeczy, o których nie mówi się głośno,
Czasem są potrzebne chwile, by od siebie odpocząć, wiesz?
To nie idylla jak to w życiu przecież bywa,
Może być różnie, ale kompromis to nasza siła,
To historia prawdziwa, nie ma tu żadnej przesady,
Dwóch odmieńców z tłumu, którzy walczą z realiami,
Gdybym miał cofnąć czas i pomyśleć nad wyborem,
Nawet drugi raz obrałbym tę samą drogę.
Siemasz ziom, to znów ja czyli brzydki zły i szczery
Ten co lubi wpierdalać frytki i hamburgery, oliwki do mozzarelli
dla wszystkich kielich, czysta prawda
Za fundamenty bloków, które wzniósł do góry asfalt
Pełen luzik czternasta, wiesz nie budzę się na budzik
Bo do miasta rano napierają tłumy
Ja wole naboje do próby, przebojem napoje te chmury
Na stole, na dole bibuły
Bo blanty mnie nie trują, jak nigdy mnie nie truły
Tu mi skrusz to jaramy

Ziom ty ciągle o tym samym
Siemasz ziom to znów ja czyli ćpun, cham nie dzieciak
Moim marzeniem to spalić więcej niż w Księdze Guinnessa
Tobie potrzebny lekarz! Raczej hajs na kilogram
To bierz 5 złotych za każdym razem gdy dajesz autograf
Cztery autografy torba to jest... pomyśl!
Weź nie dołuj i co mam podpisywać kurwa płyty ze stadionu?
Boże pomóż, bo mi sumienie pieprzy
Jak mam na siłę sobie świat tandetą ulepszyć
Jestem tym co chce spać, a nie węszyć za szczęściem
Dla Ciebie hajs, dla mnie czas, treści są piękne
Dlatego nic mi się nie chce, szczęście wchłaniam z powietrzem
Takiego świata ja nie chcę, wiec go sobie ulepszę.

Siemasz ziom to znowu ja czyli ósma część krzyku
Ten co się nie może uwolnić od specyfiku typu zieleń
A więc mielę, dzielę to na milimetry
Płoną w jednej chwili bletki
To jest proste Ostry i jointy jak krewetki i czosnek
Jak bletki nie ma jointa skręcę ci z serwetki
Ziombel nie mamy jak żyć w nas siła wyobraźni
Czas nie da drugiej szansy bo rządzą nami kaczki
Ciągle kwa kwa, kurwa kwa kwa, przestań gmatwać,
Chujnia ta trwa,a tu kwa kwa kwa kwa kwa kwa....
Mam już dość cię! Jesteście nam potrzebni jak głuchemu walkman
Jeśli w Was moja przyszłość, to do niej nie dorosłem
Chciałbym być osłem i na wszystko robić 'i ooooo'
Pewnie zrozumiałbym kaczkę co dziobie ma [?]
Boże wybacz, zamiast słuchać tych zwierząt, wolę polecieć na zmywak
Wiesz ja nie wybrzydzam ale..
Tutaj tą kurwę Zytę dziwkę spalę, Panie wybacz
To zbyt piękne jak Lerek z Doniem w jednej piosence
Zgarnij pulę i razem ze mną uwierz w ten duet
Siemasz ziom to znów ja, kup płytę - olej koszty
Choć nie mam kontaktów jak Marek Borowski
Wypluwam do taktów głoski z beztroski luzu,
Witaj w świecie łobuzów ponabijanych guzów,
Prosto z miasta, gdzie na mordę wpuszczają do klubu
Czysta rap gra, weź zobacz, poczuj w sobie energię
Jak ja, jak ty, jak cały świat plus to osiedle!

Jakbym miał osiem razy przebiec Ziemię bym umarł,
A tak po raz ósmy już kręcę tego skuna
Chcesz wiedzieć co jest u nas w roku 2007?
Zrób vibovit, zapal lolka, a pierdolniesz na glebę!
Ref...
Kiedy upada kolos, wzbija się kurz,
kurz który gryzie te kłamliwe gardła,
wielu mówiło, że nia ma nas tu już,
wielu z nich chciało nas bezczelnie ponaglać,

Już nie wiem sam ile minęło dni,
ile minęło chwil i ile wylało się wódy
każdy bliski mówi mi, że to co mam to jest nic,
a co drugi wokół mnie już się zgubił
(ja pluję na to man, ja pluję na to man)

Ziomek, mówiłem nie raz, że wrócę tu,
ja ten - co za wodę wziął z sobą cząstkę nas dwóch,
mówiłem nie raz, że ten ogień w nas nie zgaśnie
ja - weteran kursu lotu zero dziewiętnaście,
ja syn śląskiej ziemi w dyliżansie
co wiózł setkę dzieci na zesłanie na Marsie,
ja ten co tam dał sobie szanse
i tam tylko czekał na to co tu miał od zawsze
bo tu jest dom, stary znów na nowo mi się śnią
czuję tą współzależność każdej ze stron
czuję swąd drugiej szansy, którą daje mi ten ląd,
odkąd wiem, że jest czas co biegnie donikąd
chwilo trwaj, powiedz im, że oto przybył znowu
twój posłaniec zadaniem by dać Tobie dowód
ta bajka jest ciekawsza kiedy pisze ją nas obu,
kolos spada by móc potem powstać zza grobu

Ref...
Kiedy upada kolos, wzbija się kurz,
kurz który gryzie te kłamliwe gardła,
wielu mówiło, że nia ma nas tu już,
wielu z nich chciało nas bezczelnie ponaglać,

Już nie wiem sam ile minęło dni
ile minęło chwil i ile wylało się wódy
każdy bliski mówi mi, że to co mam to jest nic,
a co drugi wokół mnie już się zgubił
(ja pluję na to man, ja pluję na to man)

Czasem życie nie potrafi biec już chyba prędzej,
każdy oczekuje od ciebie już tylko więcej,
każdy wyciąga po Twoje wspomnienia ręce,
i ostro drapie, a ty czujesz ból,
bo każde słowo może stać się legendą,
znajdą się tacy co je powtórzą na pewno,
znajdą się chwile które rozjebią jedność,
bo życie czasem dzieli wszystko na pół.
Pamiętasz nas sprzed lat,
ja i mój prze brat przez wszechświat
masz zeszytu w stertach kręcący swój spektakl na chama,
najebani i spowici w planach,
kolejne daty wpisują swój własny almanach,
na łamach czasu pozmieniali szczytu zamach,
na tą przyszłość w której bliskość była nam dana,
a ta wielka kulowana meta,
dopada nagle przecina kable i ogarnia letarg...

Ref...
Kiedy upada kolos, wzbija się kurz,
kurz który gryzie te kłamliwe gardła,
wielu mówiło, że nia ma nas tu już,
wielu z nich chciało nas bezczelnie ponaglać,

Już nie wiem sam ile minęło dni,
ile minęło chwil i ile wylało się wódy
każdy bliski mówi mi, że to co mam to jest nic
a co drugi wokół mnie już się zgubił
(ja pluję na to man, ja pluję na to man)
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo