Popularne piosenki. Polski Hip Hop

1. Linia a lina b linia c basta
kazda jedna zajebista laska
takie sa tysiące w naszych miastach
apetyczne słodziutkie ciastka : opalone ,wypielęgnowane,pachnące ,na maxa zadbane.
Tam gdzie trzeba wydepilowane , wytatuowane , wytapetowane.
Prowokują i namiętnie kuszą chcą zawładnąć twym ciałem i duszą
Rozchwalają zbytnie omamiają wokół palca cie owijają
Pójdą nawet z byle frajerem by sie z kumać z jego grubym portfelem. Sukcesywnie brną do samotności bo nie wiedzą nic o miłości ...

ref . Co to miłość nie każda wie to nie tylko namiętny seks
nie impreza na tydzień dwa nie pieniędzy i złota blask
To miliardy cudownych chwil to miliony szczęśliwych dni spróbuj tego zaufaj mi ...

2. Ej dziewczynko powiem ci jak to jest choć zaprzeczysz wiem że to ruszy cie , twoja bajka twoja wizja twój sen
Przyznaj bejbe rozgryzłem cie
Bmwunia lesio albo klasa s super z relaxem on już dobrze jest
Automatycznie właściciel kręci cie , drzwi otwiera na baunsik wbijasz sie : wypasiony ekskluzywny super klub dla zarobasów ty nie byłaś nigdy tu drin za drinem i robisz sie otwarta
Cieszy twoje oczka jego złota karta
Po imprezie koleś bierze cie na chate
Figle migle bo koleś ma sałate
Rano sen sie kończy ' Żegnaj Bejbe ' i zasuwasz tramwajem na osiedle...

Ref. Co to miłość nie każda wie to nie tylko namiętny seks
nie impreza na tydzień dwa nie pieniędzy i złota blask
To miliardy cudownych chwil to miliony szczęśliwych dni spróbuj tego zaufaj mi ...

3. Ja to wiem ja to znam ja to kocham moja bejbe nie jest ze mną dla złota , nie dla chajsu i nie dla BMW'u nie dla pałacu
rodem ze snu nasza miłość trwa od wielu lat choć nie zawsze kolorowy był nasz świat ej dziewczynko słuchaj tu i teraz ja rodzine i miłość wybieram !

Ref. Co to miłość nie każda wie to nie tylko namiętny seks
nie impreza na tydzień dwa nie pieniędzy i złota blask
To miliardy cudownych chwil to miliony szczęśliwych dni spróbuj tego zaufaj mi ...
Wszystko się zmienia
Wszystko się zmienia
Wszystko się zmienia
Wszystko się zmienia
Strumień życia zmiennie płynie ścigając się z czasem
Myśli biją się z hałasem, już dwadzieścia lat za pasem
Nasuwa podpowiedź, wybieram prawidłową trase (Fenomen)
Przemyślenia naszedł jak byś skręcił miksa z haszem
Czy musimy się zmieniać, to problem tego pokolenia
Czy zdołamy zachować siebie przynajmiej w jakiejś części
Nie każdemu się poszczęści, rzeczywistość często się mści
Więc wyostrzam wzrok i zaciskam pięści mocno
Z nadzieją by droga w życiu nie była bezowocną
Czy pozwoli zawsze twardo stać na swoim
Nie wiem, idę powoli, a koleje losu zmienne
Zadaje pytanie (pytanie) kim w przyszłości będe
Bo nieustanne zmiany mają wpływ na nasze plany
Świat przezemnie postrzegany, rozumiany nie w całości
Świat bez równości, prawdy i sprawiedliwości
Ale będą stale zmiany z góry narzucone
Teraz wszyscy razem, później każdy w swoją strone
Wspomnienia utrwalone o drodze, którą przeszliśmy
I te wszystkie wydarzenia, które razem przeżyliśmy

Ref.:
Wszystko się zmienia
To już nie jest ten świat
Wszystko się zmienia
Chciałbym to wyrazić, ale nie wiem jak x2

Wszystko jest zależne od czasu i od zmiany
Inaczej brzmi po latach ten sam tekst znów rymowany
Inaczej rozumiany jest i inaczej akcentowany
Jak znoszony ciuch, który zmienia swoje barwy
A nie zmieni swojej marki, swojej nazwy
Swego logo, Fenomen, tyle lat minęło
Wciąż z tą samą załogą, ale zmiany zaszły
Każdy z nas jest starszy, przybij beke
Wcześniej własny pokój, teraz studio efekt
Wcześniej tylko Fenomen, teraz Fenomen z dużym echem
Posłuchaj tej płyty orzeźwisz się jak zimnym Lechem
A po kolejnych, dokładnie wszystko się zmienia
Smak odczucia i spojrzenia, właśnie to doceniaj
Właśnie to doceniaj, właśnie to doceniaj

Ref.:
Wszystko się zmienia
To już nie jest ten świat
Wszystko się zmienia
Chciałbym to wyrazić, ale nie wiem jak x2

To co było kiedyś, uwierz mi nie wróci już nigdy
To odeszło jak uczucie, które nagle ostygły
Zmiana wizji na świat krzywdy już nie patrzysz jak dzieciak
I co się wściekasz, przecież to normalne czas ucieka
Gdzieś tam pewnie jest meta, my do niej zmierzamy wszyscy
Po co, taka jest kolej rzeczy jak dzień za nocą
Żyjemy właśnie po to by po nas ktoś inny miał szanse
Właśnie po to pędzimy przed siebie jak Evo Lancer
Nie (nie) ja chce z dystansem, po swojemu, powoli
Nie chce się szkolić jak żyć we własnej pracy niewoli
Za bardzo boli to wszystko, lecz zobaczysz to potem
Życie to wielki samolot, jesteś jego pilotem
I to jest dla mnie kłopotem
Że tak jak dzisiaj już nie będzie, bo świat się zmienia
Ty zmuszony by w tym pędzie łapać swoje szczęście (ta!)
Sam ulegasz zmianom
Codziennie w lustro patrzysz, gdy się budzisz rano
I czy widzisz to samo, czy może jakąś inną postać
Na szczęście to ty, ale spróbuj temu sprostać
Przecież ze swojego okna widzisz inny świat codziennie
Tak jak jest teraz napewno nigdy już nie będzie

Ref.:
Wszystko się zmienia
To już nie jest ten świat
Wszystko się zmienia
Chciałbym to wyrazić, ale nie wiem jak x2

Wszystko się zmienia
Wszystko się zmienia
Wszystko się zmienia
Wszystko się zmienia
Ref. x2
Upadek, popatrz ludzie wokół upodleni
Jednym tak się ułożyło inni chyba tak chcieli
Opisuje sytuacje tu na naszej polskiej ziemi
Może jestem naiwny ale nie trace nadziei

1.
Mężatka z obcym zgredem po pijaku idą w bale
Zwiedzili w ten sposób wiele spelun i toalet
Nie widzą swego upadku , widzą w sobie dużo zalet
Mam się śmiać czy płakać ?
Czy to pogrzeb czy kabaret ?

Patrze na dzieciaka na gangstera mknie na fali
W podrubach naszych ubrań zajebani pseudo-fani
Małolatka rżnie się za kase bardzo tanio
Kilku równieśników w szkole poszło by w ogień za nią
Ona z obcym zgredem się ruchała dzisiaj rano
Co będzie o tym myśleć jak już będzie starszą panią
Piętnastolatkowie z dobrych domów ćpają koke
Przecież perspektywy mieli przed sobą szerokie
Młodsze dziewczyny są chętne i mają gardła głębokie
Może nie jest to mój problem lecz pisze bo spać nie moge
Ich rodzice z braku czasu wciąż nie mogą do nich dotrzeć
Nie chcą widzieć że ich dzieci już szykują własny pogrzeb
Oni swoje życie wciąż prowadzą rym kariery
Serce ich córeczki gubi rytm i łapie szmery
Gdzie indziej małolaci ostre ekipy tworzą
Jeden z nich się rozjebał, dalej razem z nim się wożą
Może oczy otworzą lecz jak dla mnie już za późno
Bez zastanowienia chuj w nich wbijam tu na lóźno
I choć jak o tym myślę to robi mi się smutno
To niektóre rzeczy trzeba skwitować krótko

Ref. x2
Upadek, popatrz ludzie wokół upodleni
Jednym tak się ułożyło inni chyba tak chcieli
Opisuje sytuacje tu na naszej polskiej ziemi
Może jestem naiwny ale nie trace nadziei

2.
Opowiem ci skąd ja to znam
Skąd się bierze tu ten chłam
Wyłam ludzi którzy mieli w życiu przecież wiele szans
Jeden raz możesz tylko stąd odejść
Nie prowokuj sytuacji które ciążą na tobie
Póki jesteśmy młodzi , nie czas taplać się w grobie
Stań na przeciw chorobie , porządek zrób w głowie
Życie cie testuje , ciebie tylko stać na mało
Ziomek omal nie dostrzegasz upadku , będzie bolało

Upadek , jaka droga do niego prowadzi ?
Z jakich powodów ziomek planuje cie zdradzić ?
Czemu matka zaczyna mieć gdzieś dzieci swe ?
Kiedy stają się dorosłe i czy wcześniej już są złe ?
Na jakiej jesteś drodze , czy upadek czeka Cie ?
Czy przyszłość widzisz jasno czy starasz dojrzeć we mgle ?
Kiedy z pożądnego gościa robi się ćpun i pijak
Kiedy masz wszystko gdzieś i wszystko odczuwasz nijak
Ona mówi, że gdy złoszczę się to zamieniam się w wielki nadymany balon,
Jej wielkie, piękne oczy nie mogą kłamać.
Spoglądam w lustro jakby nie było na szyi wielki, czerwony balon,
Balon ogromny, wcale nie sympatyczny, a rozmiar wcale nie skromny
Nadyma się, nadyma i straszy,
Gdy wyszedłem na ulicę z tym balonem na karku
Nie wyróżniałam się wcale, bo wszyscy mają swoje balony,
W które wypompowują swój gniew i żale.
Miałem kiedyś kolegę, który przed wyjściem na ulicę
Ćwiczył przed lustrem groźne miny, aha... bo chciałby bały się go
Dzieci, mamusie, starsze panie i dziewczyny.
Widziałem go już z daleka, bo na swym karku
Nosił olbrzymią napuchniętą banię,
Lecz dumny był z siebie, gdy widział strach i przerażenie
W oczach napotkanych ludzi.
Ja mówię do niego, że mnie nie przestraszysz,
Bo to tylko moja litość wzbudza,
A on ćwiczył dalej swój twardzielski chód
I nadymał się i puszył jak najbardziej mógł,
Bo chciał zasłynąć z tego, że ma serce zimne jak lód.
Ja mówię: "Nie wtrącaj się, nie wracaj do moich nut."
Ja jak najszybciej mojego balonika chce wypuścić powietrze
Więc, po co mi ta sroga mina, wiem, że są takie dni,
Że coś we mnie się gotuje, by później gwizdać zupełnie jak czajnik,
A ja pytam:, "Dlaczego i po co?" Po co mi wredna gęba i ta sroga mina,
Twarz raz blada raz zupełnie sina, czerwona nadęta taki balon przypomina
To niczym efekty specjalne wyniesione prosto z kina,
Już bardziej życzliwa jest ta gęba manekina.

Po co mi ta sroga mina, a patrzę się w lustro
Moja twarz wielki nadymany balon przypomina
Oj oj oj oj
Oj oj oj oj
Po co mi ta sroga mina, patrzę się w lustro
Moja twarz wielki nadymany balon przypomina oj oj oj oj

Z mojego domu wyniosłem tyle miłości i ciepła,
Więc sroga mina tutaj jest zbędna, nie pasuje wcale, a wcale...
Więc gdy piszę swoje linijki, nie ma w nich złości nawet miedzy wierszami oj oj oj oj
Lecz tak wielu kopie nawet leżącego swoimi ciężkimi butami oj oj oj oj
Coraz łatwiej dostać w czerep chodząc nocami nieznajomymi osiedlami oj oj oj oj
Od tak zupełnie za nic, już się nie zna granic,
Więc dla ludzi poupychanych w blokach z betonowych płyt.
Ja tez tam byłem z rodziną klepałem biedę,
Lecz nigdy nie było we mnie zawiści dla tych, którym wiodło się lepiej, aha
Więc dla ludzi w betonowych blokach głowa do góry,
Więcej miłości, a wtedy cuda spadają z nieba jak deszcz z chmury.
Ja w to wierzę i zawsze wierzyłem, więc nie będę tylko prochem i pyłem
I chwastem, co przeszkadza innym wzrastać, ja nie jestem z tych ,
Lecz słyszę na roku jakiś hałas i zgrzyt,
Lecą butelki jakieś brzdęki, gwizd, łamane żebra,
Ja to widziałam, bo właśnie wtedy na przystanku po drugiej stronie stałem,
A tak sobie myślałem:, "Po co i dlaczego?"
F.I.S.Z. jak długo żyje nie zrozumie tego,
Ja jestem pełen miłości jak rasta,
Zamiast pięści używam mikrofonu czy flamastra,
Nie chcę za nic w świecie odgrywać roli chwasta,
A srogim mina mówię, więc stop i basta.
Nie mam jednak chęci oczyszczać z brudów jak do zębów pasta,
Niech robi to deszcz, co oczyści ulice mego miasta.
Nie używam pięści, noży, kijów nawet do wałka ciasta.
Srogim minom mówię stop i basta, aha
Srogim minom mówię stop i basta.

Po co mi ta sroga mina, a patrzę się w lustro
Moja twarz wielki nadymany balon przypomina oj oj oj oj
Po co mi ta sroga mina, a patrzę się w lustro
Moja twarz wielki nadymany balon przypomina oj oj oj oj
Ej! Men, Kazek, Arek, Adrian.
Wszyscy dobrzy ludzie, trzymajcie się.

[Bosski Roman]
To dla wszystkich dobrych ludzi,
Niech was nie opuszcza wena,
To dla tych, których tu nie ma,
To dla Kazka i dla Mena.
Pozdrowienia do więzienia,
Wszystkim ziomkom te życzenia.
Firma grana zawsze dla was
No i tyle na ten temat.

To jest rap, a nie kicho,
Przekaz dla Ciebie bandyto,
Przekaz dla Ciebie człowieku dobry,
A nie hipokryto.
Ufasz wielu różnym typom,
Na ich słowie też polegasz,
Czujesz pewny sie, bo wiesz,
Jesteś typem co nie sprzeda.

To na faktach, teraz ta gadka,
Leci ode mnie prosto do Ciebie.
Nie wiadomo, kiedy będzie dobrze,
Ale będzie na pewno,
źle nawet w niebie.
Nie wiadomo kiedy będzie koniec,
Ale będzie na pewno, tego jestem pewien.
Nie wiadomo jaki tłum, jaki skun,
Ale Firma na żywo znowu rozjebie.
Pozdrówki dla Mena dla Kazka
Ta nuta leci do więzienia.
Ten styl się nie zmienia.
Pedały naraska, psy do widzenia.
Jednak uderzenia dla dobrych ludzi,
Ulice podziemia. Kiedy nie ma wykupienia,
Poczuje na skórze to coś ma hiena.

[Bilon]
Zabrana wolność, ale nigdy honor.
W więzieniu brat, już grzejesz pajdę sporą.
Nadejdzie dzień, gdy zerwą się kajdany,
Otworzą bramy i znów coś zajaramy.
Jebane psy, jebać ten syf.
Kryminalny rym dla tych,
Których system ma za złych.
My ponad tym, plując policji w ryj.
JLB ekipa, czeka na braci swych. ELO.

[Wilku WDZ]
Uliczny styl życia to nie zabawa
Na dzielnicy gończe psy, hasło: obława.
Śledczy będzie Cię namawiał
Byś jak dziwka dupy dawał
Morda gada, morda odpowiada, prosta sprawa.
Taka zasada, bo tu są ludzie z zasadami.
Przez bajkopisarzy, bracia siedzą za kratami. {słychać okrzyk: CHWDP}
System zjebany, więzi niewinnych latami.
FIRMA, HG, to dla was o wolność wołamy.

[Kali]
To dla was od lat to robimy,
Tak, jest, aby dodawać otuchy,
By tęsknoty nadszedł kres.
Żaden fest, ani pies z tego nie zrozumie, durnie.
Ja i moi ludzie z bania uniesioną dumnie.
Robimy to na przekór kratom i granicom,
Bo wiem, że są ludzie, którzy liczą na ten rap.
Im tyle słońca ile opisanych strat.
To dla was, nie bez wad, za kratami mordy.
Chcę na publice widzieć dobrych ludzi hordy,
Jebać rekordy, niech płyną akordy,
Płyną kilometry, kursują tempometry.
To specjalnie dla was, tu na dole te projekty.
Płyną dni, płyną lata i choć czasem niedola,
Nie zabiła mojej weny nawet niewola, ani głód,
Ani myśli czarne jak coca-cola.
To jest moje życie, a nie oskarowa rola.

[Tadek]
Są jeszcze ludzie, ksyw nie chcę wymieniać,
Ważne dla nich są zasady, nie najgrubsze rozliczenia.
To dla tych, którym hajs widzenia nie zmienia.
Nie pierdoli im po głowie w biedzie i od wzbogacenia.
To dla was dobrzy ludzie, dzięki wam istniejemy,
To dla was rap, z niezależnej sceny
I choć każdemu, bogactwo się marzy,
To dla was koncerty i płyty bez gaży.
Firma ma moc, dlatego pełno buban-guran.
To dla dobrych ludzi gramy, a nasz przekaz to nie bzdura.
Więc jak słuchałeś starą, płytę Firmy ziomek,
To weź teraz wysłuchaj, przekaz na tej nowej.
Staramy się poważnie, przekazać coś panowie.
Nikt nie zarzuci mi ściemniania w żadnym moim słowie.
Bo to nas dobrzy ludzie, szanując za nasz przekaz,
Więc jak wierzysz w zasady, naszej roli nie lekceważ.
Raz, dwa, trzy kurwa
Napierdalać raz, dwa trzy, kurwa!

Kto kłamie tu jak z nut
Ktoo kłamie tu jak z nut
Kto kłamie tu jak z nut
Ktoo kłamie tu jak z nut
Kto kłamie tu jak z nut
Ktoo kłamie tu jak z nut
Kto kłamie tu jak z nut
Ktooo kłamie tu jak z nut

1. Hans
Głos ma Dębiec
Na wstępie cię zgnębię
Więc lepiej zejdź ze mnie
Wiesz, że szczerze nie chcę
Bym na nerwach łeb tak zdeptał żebyś nie wstał
Zemsta z Dębca słuchaj Frencla
Rapowy przestępca z pięć dwa
Niech tekst starczy
Chcesz to też mogę zawalczyć
Przejście! Bo to wejście na pełnym łonykejsie
Miej się na baczności
Wiadomości z kraju antymoralności
Spójrz na otoczenie, tam drzemie zagrożenie
Żyjąc w gniewie, widząc siebie w niebie
Karmiony kłamstwem, zbrojny w prawdę walczę
RAP do wstępnych negocjacji
Pięści do dalszych i to wystarczy
Gdy siła argumentów się skończyła
Pozostaje tylko siła
Jesteś dobry w fristajlach?
Chodź sprawdź się w realiach!
Gdy się zbliżę, spodnie opadną ci niżej
Gdy ubliżę upadniesz jak Jezus pod krzyżem
Puszcza ci zwieracze gdy popatrzę
Ile ci zapłacić by zobaczyć jak się szmacisz?
Ile znaczysz, gdy się płaszczysz
Ile tracisz w naszych oczach Rap o życiu, cieciu
Nie życie według rapu, kapujesz?
W ryj ci napluję, a ty nawet nie poczujesz co żujesz
Bo tak się zapatrujesz w to na co pozujesz
Nie grożą mi fobie, nawet jak się dorobię
Nie wypierdolę w klipie ze złotym orłem na głowie
Jego miejsce jest na polskim godle
To RAP Polski godny, polski więc dobry
Głodny? Wyjdź na chodnik, weź to od nich

SKI, SLU, A, EMCEDWA
5-2, MEZ i BLAZE jeszcze chcesz?
To bierz! I wierz w to bo to jest to

2. Peja
Jak mam zagrać czysto kiedy wszyscy inni brudzą
Koleżeński układ przy biznesie tak się trudzą
Chcąc mnie przekonywać o swych uczciwych zamiarach
Przejrzałem na oczy więc faszystów czeka kara
Więc nara, nara! Jesteś łeb, wypierdalaj!
Dla ciebie nie ma czasu i miejsca wewnątrz stada
Intruzów nam nie nada a do takich cię zaliczam
Najpierw sprawdź port a potem zakotwiczaj
Zwyczajnie będziesz ryczał bo abordaż offical
Po legalu ci wytnie niezły numer będziesz kwiczał
Jak ten gwiazdor nadęty, dla mnie kamuflaż, brezenty
Ty mówisz nie tędy, ja ci mówię pierdolnięty
A ty w sposób pokrętny chciałeś Peji wytłumaczyć
Że pojęcie komercji w tym wymiarze nic nie znaczy
Bo tak naprawdę pogląd zależeć ma od gaży?
W dużej mierze tej żołnierze
Czy w to wierzę? Znam swą cenę
Wiem na co mnie stać, ale z tobą się kurwienie
Zostawiam konkurencji, tym którym zawsze jadę
Im daj fejm i pomadę
Nie masz sztamy z mym składem
Bo jesteś zwykłym gadem, który chciałby się nachapać
Rychu jest czujny w porę zdążył cię przyłapać
Jestem w tym zbyt długo byś się mógł ze mną dogadać
Z mego stołu tylko wierni mym zasadom będą jadać
Judasze spierdalać, spadać judasze
Dziś swój słomiany zapał w zarodku zgaszę
Dam ci plagę nie paszę, masz ugór, nie czarnoziem
Chcesz uprawiać to proszę, zapracuj i to poczuj
Nie wierzę w twą znajomość i uczucie do hip hopu

Kto kłamie tu jak z nut
Ktoo kłamie tu jak z nut
Kto kłamie tu jak z nut
Ktoo kłamie tu jak z nut
Kto kłamie tu jak z nut
Ktoo kłamie tu jak z nut
Kto kłamie tu jak z nut
Ktooo kłamie tu jak z nut

3. Wiśniowy
Oto twoja postawa dla mnie a la Zygmunt Freud
Całe życie o seksie rzadko uprawiając go
Chciałbyś dużo powiedzieć lecz nie bardzo wiesz co
Zejdź na dno, poczuj, zrozum zapach zgnilizny
Powalcz co dzień z życiem, chcę zobaczyć twoje blizny
Nie wybrałem łatwizny idę, swoją droga kroczę
Zbuntowanym głosem zostawiając ślady mocne
Co dzień zabiegany, łapię życie pełną garścią
Ty należysz do tych co przed nami się garbią
Radzę się pospieszyć póki czasu ci zostało
Przeterminowanych hiphopowcow w kraju tym jest mało
Zrób se dziecko, póki jeszcze możesz
Jeśli masz problemy ja z załogą ci pomogę
Ty Don Kichot z tępą włócznią przeciw miotom
Gdzieś to widziałem to na stówę mogę przysiąc
Mam powodów chyba z tysiąc żeby rap swój nagrywać
Jestem stąd tak ci co nie lubią przegrywać
Ten co piórem walczy, tego pióro musi skarcić
Bierz swoje zabawki, wypierdalaj, wszystko starczy

E ty bismarck
To ja wiśnia
Chcesz to słyszeć
Masz to z bliska
Weź posłuchaj
My na całość
Wy na malucha

Bang, Bang, pudło!

Kto kłamie tu jak z nut
Ktoo kłamie tu jak z nut
Kto kłamie tu jak z nut
Ktoo kłamie tu jak z nut
Kto kłamie tu jak z nut
Ktoo kłamie tu jak z nut
Kto kłamie tu jak z nut
Ktooo kłamie tu jak z nut

Kto kłamie tu jak z nut
Ktoo kłamie tu jak z nut
Kto kłamie tu jak z nut
Ktoo kłamie tu jak z nut
Kto kłamie tu jak z nut
Ktoo kłamie tu jak z nut
Kto kłamie tu jak z nut
Ktooo kłamie tu jak z nut

Jak bardzo skurwisz się by sprzedać swą muzykę?
Ramię w ramię
Ten kawałek dedykuję wszystkim moim przyjaciołom
Na których zawsze mogę liczyć
Prawdziwym wojownikom
Ramię w ramię

Ty wiesz o co walczysz (ty wiesz)
Ja wiem o co walczę (ja wiem)
Razem zwyciężymy w tej nierównej walce
Przyjaźń i lojalność stanowią największą tarczę

Tu, gdzie każdy na błędach się wychował
Dobrze wiemy, że życie to gra zespołowa
Dlatego dbamy by skład, w którym gramy od lat
Był zgrany i zbudowany z samych ludzi zaufanych
Bo nie potrzeba nam stu koleżków od melanżu
Ale kilku prawdziwych ludzi bez fałszu

Takich na których zawsze można polegać
Masz swoją ekipę typie to wiesz o co biega
Tu nikt nie ucieka jak kolega ma kłopoty
Bez kitu, to skład prawdziwych wojowników
Tych kilku, którzy stanowią siły zbrojne
To dla nich jest pokój z widokiem na wojnę
Na własnym froncie każdy walczy o marzenia
Ja i moi ludzie, dążymy do ich spełnienia
Czy zdążymy nim zatrzyma się ziemia?
Zobaczymy, nie boimy się stromych schodów
Bo w razie kłopotów ramię w ramię jak Spartanie
Jeden chroni drugiego i nic złego się nie stanie

Ty wiesz o co walczysz (ty wiesz)
Ja wiem o co walczę (ja wiem)
Razem zwyciężymy w tej nierównej walce
Przyjaźń i lojalność stanowią największą tarczę

Mamy cel, więc połowa sukcesu jest już za nami
Dobrze się znamy, więc trudniej jest nas omamić
Zakręcić, skłócić, żebyśmy przeciw sobie stali
Widziałem wielu, którzy się na tym przejechali
I widzę wciąż tych co są marionetkami
Bratobójczej walki, chęć wszczepić sobie dali
Sterował ludźmi tak kiedyś Józef Stalin
I niejeden pies ze ściemnionymi zeznaniami
Dzielcie się, a będziecie słabsi i sami
Tylko przez to, że kogoś chcieliście osłabić
Ramię w ramię idziemy tam gdzie prawda rządzi
Żaden z nas nie ma czasu i ochoty mącić
Nie żyjemy po to by komu coś udowodnić
Idziemy razem i wiemy dokąd wiedzie chodnik
Tu nawet wojownicy, walczą przede wszystkim głową
ZIP styl, bez matrycy, nie myślimy sztampowo
Nie udajemy tu przed sobą ***** wie kogo
To nie ten lokal, Gra Pozorów jest obok

Ty wiesz o co walczysz (ty wiesz)
Ja wiem o co walczę (ja wiem)
Razem zwyciężymy w tej nierównej walce
Przyjaźń i lojalność stanowią największą tarczę

Tu, gdzie miejski syf uderza bezpośrednio
Zawsze od jednostki silniejsza była jedność
W tym nie szkoda czasu na bierność i niepewność
Bliscy to świętość, reszta to codzienność
Tymczasem wspólny cel nas jednoczy
Idziemy razem patrząc prawdzie w oczy
Tu nie pali się głupa jak komuś potrzeba pomocy
Już nie raz wystawiano nas na próbę
Ale każda porażka wzmacnia tą grupę
Przypominam coś co trwało tyle lat
Nie da się zdmuchnąć tak jak domek z kart
Szczelny skład to skarb więcej wart niż materialny świat
W którym wielu zatraciło sens walki
Walczą by walczyć, my nie używamy kalki
Niektórzy podpisują między sobą lojalki
Tą grupę zbudowano przede wszystkim na przyjaźni
Chcesz ją rozbić? trochę wyobraźni
Łatwo się zbłaźnić, bądźmy poważni

Ty wiesz o co walczysz (ty wiesz)
Ja wiem o co walczę (ja wiem)
Razem zwyciężymy w tej nierównej walce
Przyjaźń i lojalność stanowią największą tarczę tu
[Rychu Peja Solufka]
Kochana mamo bardzo za tobą tęsknie
W nocy i we dnie myśle o tym gdzie jesteś
Ja mam się nieźle lecz myśleć niemoge przestać
20 lat mija od czasu gdy odeszłaś
Wiem że na mnie patrzysz, czy jesteś ze mnie dumna?
Mam nadzieje że się śmiejesz, nie jesteś smutna
Bo tu na dole rzeczywistość jest okrutna
Chciałbym mieć ten spokój który mam nadzieje już masz
U mnie raz pustka, czasem euforia w pogoni za życiem
Tak bywa co dnia
Myśle iż można żyć godnie z fantazją
Często jest hardcore wiem dobrze znasz to
Idę przez siebie choć czasem pękam
Próbuje se przypomnieć twoją twarz bo nie pamiętam
Czasem też klękam ślę modlitwe w intencji
Bardzo cię kocham to dla ciebie chce być lepszy

[Ref]
Kochana mamo, trzymam się dzielnie
Kochana mamo, choć często cierpie
Kochana mamo, życie jest wściekłe
Kochana mamo, bardzo kocham cię tęsknie

[Rychu Peja Solufka]
Byłem przerażonym dzieckiem kiedy przyszło nam się żegnać
Nigdy tego nie zapomne dramat młodego człowieka
Zapadłem w letarg to gehenny początek
Bieda i patologie wiesz mi nie byłem kątem
Kochana mamo, ty znasz mą historię ?
Bo słyszysz co mówię bo widzisz co robię
Staram się bowiem błędów nie popełniać również
Chce być normalny w miare, rozumiesz ?
I wiem że czujesz tę prace co wykonałaś
Bo twój mały Rysiu już dorósł i działa
Za to ci chwała bo to dzięki tobie mama
Rozwijam talęty które mi zaszczepiałaś
Książki czytałaś ja pamiętam to dobrze
Był dobry czas najgorszy był pobrzeb
Mówiłaś mądrze ja chłonołem jak gąbka
Dla mnie wciąż żyjesz wiem że kiedyś cię spotkam
Tęskni i ciotka czasem szklą nam się oczy
Trzymamy się razem jak Band co tworzy
Chce długo pożyć ty nie miałaś tej szansy
Na ramieniu twój portret najważniejszy z tatuaży
I mógłbym marzyć o naszym wspólnym życiu
Jak szykujesz mi kanapki bo na trase leci Rysiu
Wszystko bym oddał bym mógl tego doświadczyć
Tym czasem składam ci hołd, kochana to dla mnie zaszczyt

[Ref]
Kochana mamo, trzymam się dzielnie
Kochana mamo, choć często cierpie
Kochana mamo, życie jest wściekłe
Kochana mamo, bardzo kocham cię tęsknie
Ref.
Patrz na mnie jak płaczę się śmieję i tracę co miałem czego nie już koniec patrz na mnie (2x)

Patrz na mnie i przyjrzyj się dokładnie tym rysom twarzy,
z kim to ci się kojarzy?
staram się robić naprawdę to dobrze,
może się uda choć wiem że nie zdąrzę,
wiem że popełniłem parę błędów-trudno,
na błędach się uczę, bez błędów jest trudno,
wyciągam wnioski by nie spaść na dno,
jak kiedyś spadłem wiem, że nie jest łatwo,
co powiesz na to, że ciągle myślałem,
że z bólu czułem w żołądku ssanie,
zamiast mi pomóc to znowu tylko ty,
twoje problemy, zmartwienia i życiowy syf,
chyba nigdy nie miałem szans - powiedz szczerze,
zawsze było to coś, co drze się,
trzeba to było powiedziec mi przecież,
więc patrz teraz na mnie przyjrzyj się oczom,
mokną codziennie bo widziały sporo,
widziały śmierć, kogoś porażkę-moją,
umrze kiedyś-zrozumie i twoją,
patrz na mnie-zrozumie i twoją

Ref. Patrz na mnie... (2x)

Było tak fajnie, ale to tylko głowa wyobrażała sobie co chciała,
co ja chciałem, chwile wielkie tak naprawdę to małe,
cały ten okres na żywca przespałem,
miałaś mnie w garści, uciekłem daleko, sam teraz jestem,
ale powiem ci że to dobrze robi na umysł, moją głowę,
na nowe chwile nowe no może na nowe,
narazie leżę nieprzytomny na podłodze,
Boże, ile jeszcze tego mam w drodze,
bólu, cierpienia i ran ciętych nożem,
nic nie dochodzi do mnie jak muzykę tworzę,
najlepiej to bym się przed światem teraz schował,
może będę tego wszystkiego żałował,
teraz nie ma wyjścia, wiesz dobrze że nie,
więc ten ostatni raz spojrzysz się na mnie

Ref. Patrz na mnie... (3x)
E, Torae, bracie, mam tu w torbie dla nas
Kilograma i flow co robi konkret zamach
Menu co roz*****la każdy kotlet w barach
Potem wrócisz i opowiesz ziom o Polsce w Stanach
Styl rozbuja jak hamak każdą literę w wersie
To flow przenika bit jak dwutlenek powietrze
Jestem każdym procentem inteligencji w bębnach
Mój mózg ma milion giga ChWDPamięci pendrive
Zamienić ten świat nigdy
Choć raperzy dziś widzą w wersach ekstra cyfry

To nie Eska piknik, ekran cycki, ***** dla płytkich
Przestań być w tym gównie, bo cię ten rap zniszczy
My mamy głos, my mamy broń z Bałut na Brooklyn
Many to tło wybrane flow, ty propaguj swój kurnik
Przez prostaków jak Kukiz piersi cię pizdo bolą
Bo ich każdy tekst śmierdzi fest disco polo
Oddany słowom jak szczytom nikotyna
***** innych raperów, im teksty szyto w Chinach
Nowy Jork, ŁDZ tak dźwięk śmiga ziom
So we didn't join together [?]

Kto jest szatanem tej sceny, ucieleśnieniem diabła
Przez uszy do mózgu pną korzenie jak Afgan
To my złodzieje światła, prom do czasoprzestrzeni
Pomyśl to nie jest walka, choć tu taką bym przeżył
Demoluję wnętrze czaszki, chcesz tej prawdy
Wiesz, że dam ci sens tej taśmy
Przez ten zastrzyk w serce sampli, przejdź nie drażnij
Nie damy przeżyć nawet twojej wyobraźni
Każdym wersem demoluję trwale kontakt dwóch półkul
Poza dźwiękiem nie dociera żaden kontrast subkultur
W żyłach kontra jak kung-fu, to zakażenie krwi
Przez kolumny globem miną prosto kamieniem na ryj
Nie wiem czy to wyścig, niecierpliwość niszczy
Mózg to swoich pragnień nie zdoła siłą ziścić
Ty zobacz ilość chinchy, niepotrzebny mi żaden
Dźwięk opanowuje wszystkie nerwy przekazem
To wbija w fotel, łapie mięśnie paraliż
Temperatura ciała rośnie w tempie Tsunami
Nic nie chcę poza gamy dźwiękiem do stylu
Jestem nosicielem flow, ukradł serce mi wirus

[x2]
Dla braci to duma, a dla frajerów zło
Jestem nosicielem flow
...Od słów do czynów...
...Roz*****lam *****ysynów...

-Dzień dobry panie doktorze
Ostrowski z tej strony się kłania
Ja w sprawie wyników dzwonię
-Panie Ostrowski obawiam się, że mam dla pana smutną nowinę
Może lepiej by było gdyby pan usiadł
Obawiam się, że...naprawdę nie wiem jak to powiedzieć
Ale podejrzewam, że jest pan nosicielem flow

Bez pieprzonych podtekstów, żadnych nieporozumień
Jestem muzyką, chwilą, prawdy zwiastunem
Wystarczy szarpnąć za strunę by odpłynąć
W fotelu wygodnie ze skunem odpal piwo
To ten tlen jak paliwo, każdy dźwięk wchodzi skórą
Zamykam oczy, wyobraźni, cień chłodzi kurort
To jak sen, chociaż czują moje nogi podłogę
By się nie narobić, myślę co zrobić człowiek
Chcę być wolny przez moment niczym w powietrzu Jordan
Unieść się nad blokami, odnaleźć w sercu otchłań
Pomiędzy ćwierć-nutami płynie zwrotka w to tempo
To flow co wywołuje od środka roz*****
Jestem rześki jak Mentos, to słychać w każdej pauzie
Bo ten styl tu oddycha swoim vibem na zawsze na relaksie
Nawet kiedy kaszlę żyję chwilą
I potrafię pod te bębny to co widzę nawinąć
Nie gram w lidze czy Rio, weź Tabasko i ten brat
Jestem muzyką, zsyłam na miasto dźwięk jak
W upale cień, czy przy mrozie ogień
Niech ten wirus będzie teraz twoim ziomem na co dzień

[x4]
Dla braci to duma, a dla frajerów zło
Jestem nosicielem flow
...Od słów do czynów...
...Roz*****lam *****ysynów...
[ref. Borixon & Julita Woś]
Ja chcę mieć marynarki Boss'a, bo tą całą resztę mam już w worach.
Interesują mnie butiki i w tych kręgach szukam sponsora.
[x2]

[Borixon]
Zaczynamy historię klasyk:
Nike, Reebok'i, Adidasy.
Darmowa dawka od sponsora,
MORO wynosiło się kiedyś w worach.
Bluzy kaptur, same kangurki,
baggy jeansy, czasami rurki.
Opaski, frotki, smycze, full-cap'y
kurtki zimowe dwie szafy.
Towar składuje na strychu Boro,
jak na sponsoring mam tego sporo.
Niejeden kiedyś ciuchami dzielił
i kręcił się biznes jak w karuzeli.
Obwoźny handel, pełen legal,
dobry stuff, obsługa na medal.
Puma obuwie, zeszły sezon,
wujka narciarski kombinezon.
Jaskrawy welur w dobrej cenie,
dwa razy na sobie w studio i na scenie.
Plecaki, nerki, torby, saszety,
pełna oferta, wszystkie gadżety.
skiety, badejki dla kupca przypał,
dla mnie to chuj tam, promocja wita.
4XL opaski, futra,
dla uliczników sprawa smutna.
Odbiorcy mają różne gusta,
ale każdy z nich zna odbicie lustra.
Czapki wełniaki, Error, Syndrom,
do Etyliny się wjeżdżało windą.
StoPro banda zawsze szczodra,
siemano Wini, pozdro morda.
Nie to, że szło na zjebane cele,
jointy, szamka, paliwo, przelew.
Dobry biznes, satysfakcja duża,
dzieciaki w mieście, w naszych bluzach.
Dresy świetnie, był popyt,
z dnia na dzień rosły obroty.
Juicey Juice anno domini,
świętej pamięci dla mnie w tej chwili.
Zoo York, Mass, PLNy, PROSTO.
sporadycznie, ale coś tam poszło.
Wszystko gotówka, odpada kredyt,
z ciuchów zawsze dobre tantiemy.
Wpadasz do mnie, masz luźny papier?
Zawsze coś znajdziemy w szafie.
Wieczna promocja, t-shirt'y gratis,
wchodzisz, sprawdzasz, wybierasz, płacisz.
Z powodu, iż konkurencja spora
teraz gdzie indziej szukam sponsora.

[ref. Borixon & Julita Woś]
Ja chcę mieć marynarki Boss'a, bo tą całą resztę mam już w worach.
Interesują mnie butiki i w tych kręgach szukam sponsora.
[x2]

[Ten Typ Mes]
Druga strona orderu, a-a, yo
w jednym z najszczerszych numerów.
W moim rapie nie ma tajemnic, w życiu też nie więcej niż 3,
na nowym Borixonie nie wypada ściemnić, żyłem BRX inaczej niż Ty.
Kiedy szef MORO zadzwonił, chce dać mi ubrania, mam w nich zaiwaniać, to jakiś żart.
Miałem 19 lat, jak jebana Chiquita mój rap był już wtedy coś wart.
Magazyn MORO, to był istny sezam, stare szaty rozdarłem jak Rejtan,
wyszedłem nowy na miasto z dumą, pierwsza hybryda dresa i sk8'a.
Nigdy nic nie sprzedałem, rozdałem kilka bluz,
teraz mam swoją markę, z szefami tamtej luz
i chodzę ubrany jak lovelas, czy pimp, a ktoś się spina,
nie mogę wyglądać wiecznie jak dziecko Teletubisia i murzyna.
Nie bluźnię na product placement, skąd niby brać na klipy?
Bluźnią, a potem jest śmiesznie rapujące logotypy.
Nie ma wstydu, przecież każdy tak żyje, jak żyje z rapu,
zawodowi artyści, a nie hobbyści którym mama nakłada papu.
Szczerość to atut, patrz jak stary lis niszczy ten kurnik,
ma pomysł na siebie, propsuję Bory, ale ten zaraz się wkurwi -
lubię South (South) kocham beat'y Donatana, zbijam beczkę,
nagrałem to, choć ta piszczała brzmi kurwa jak z wesołego miasteczka.

Yo, te bębny, tak
cykacze, tak
a bass, hell yeah!
ale ta piszczała,
gdybyś mógł ją chociaż na sekundkę wyłączyć...
dziękuję.
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo