Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Ref...
Kiedy upada kolos, wzbija się kurz,
kurz który gryzie te kłamliwe gardła,
wielu mówiło, że nia ma nas tu już,
wielu z nich chciało nas bezczelnie ponaglać,

Już nie wiem sam ile minęło dni,
ile minęło chwil i ile wylało się wódy
każdy bliski mówi mi, że to co mam to jest nic,
a co drugi wokół mnie już się zgubił
(ja pluję na to man, ja pluję na to man)

Ziomek, mówiłem nie raz, że wrócę tu,
ja ten - co za wodę wziął z sobą cząstkę nas dwóch,
mówiłem nie raz, że ten ogień w nas nie zgaśnie
ja - weteran kursu lotu zero dziewiętnaście,
ja syn śląskiej ziemi w dyliżansie
co wiózł setkę dzieci na zesłanie na Marsie,
ja ten co tam dał sobie szanse
i tam tylko czekał na to co tu miał od zawsze
bo tu jest dom, stary znów na nowo mi się śnią
czuję tą współzależność każdej ze stron
czuję swąd drugiej szansy, którą daje mi ten ląd,
odkąd wiem, że jest czas co biegnie donikąd
chwilo trwaj, powiedz im, że oto przybył znowu
twój posłaniec zadaniem by dać Tobie dowód
ta bajka jest ciekawsza kiedy pisze ją nas obu,
kolos spada by móc potem powstać zza grobu

Ref...
Kiedy upada kolos, wzbija się kurz,
kurz który gryzie te kłamliwe gardła,
wielu mówiło, że nia ma nas tu już,
wielu z nich chciało nas bezczelnie ponaglać,

Już nie wiem sam ile minęło dni
ile minęło chwil i ile wylało się wódy
każdy bliski mówi mi, że to co mam to jest nic,
a co drugi wokół mnie już się zgubił
(ja pluję na to man, ja pluję na to man)

Czasem życie nie potrafi biec już chyba prędzej,
każdy oczekuje od ciebie już tylko więcej,
każdy wyciąga po Twoje wspomnienia ręce,
i ostro drapie, a ty czujesz ból,
bo każde słowo może stać się legendą,
znajdą się tacy co je powtórzą na pewno,
znajdą się chwile które rozjebią jedność,
bo życie czasem dzieli wszystko na pół.
Pamiętasz nas sprzed lat,
ja i mój prze brat przez wszechświat
masz zeszytu w stertach kręcący swój spektakl na chama,
najebani i spowici w planach,
kolejne daty wpisują swój własny almanach,
na łamach czasu pozmieniali szczytu zamach,
na tą przyszłość w której bliskość była nam dana,
a ta wielka kulowana meta,
dopada nagle przecina kable i ogarnia letarg...

Ref...
Kiedy upada kolos, wzbija się kurz,
kurz który gryzie te kłamliwe gardła,
wielu mówiło, że nia ma nas tu już,
wielu z nich chciało nas bezczelnie ponaglać,

Już nie wiem sam ile minęło dni,
ile minęło chwil i ile wylało się wódy
każdy bliski mówi mi, że to co mam to jest nic
a co drugi wokół mnie już się zgubił
(ja pluję na to man, ja pluję na to man)
Nie nadaję się na bohatera. Życie jest walką,
ale nie chcę przedwcześnie umierać jak Malcolm.
Jak polski Żyd, warszawski powstaniec,
jak kamienie rzucone przez Boga na szaniec.
Nie wiem czy byłbym w stanie być tak twardy;
Żyć i umierać młodo w czasach pogardy.
Widziałem film Benigniego „Życie jest piękne"
i wiem, kochać innych możesz nawet w piekle.
I walczyć zaciekle o wolność i mieć cały czas
swoją godność, choć ceną jest śmierć.
Dramatyczne wybory, bo nigdy nie wiesz
co zrobisz, gdy historia zapyta o Ciebie.
Obym nigdy nie musiał przechodzić tego testu
i znał te historie tylko z filmów i lektur...
Dziś oddycham wolnym powietrzem
i składam hołd i zapalam świeczkę.

Ref.
Zanim cały ten świat nam się przeje,
a jesienny wiatr rozwieje nadzieje:
Jestem dobrej myśli i śmieje się
ŻYCIE JEST PIĘKNE -
niech co ma dziać - dzieje się

Widziałem na własne oczy pola śmierci w Kambodży.
Można zwątpić czy kierował tym jakiś plan Boży?
Dziś stoi tylko pomnik, a w nim nagie czaszki -
symbole zła - jak las w Katyniu i brama w Auschwitz.
Niepojęte jakie demony budzi wojna.
Nadzieja w człowieczeństwo spalona w krematoriach,
zasady rozmyte przez fale jak wzory na piasku.
Jak żyć w świecie w którym rządził absurd?
Zło czai się w zakamarkach duszy,
zmienia się tylko forma, historia nie uczy.
Jak uwierzyć znów, że życie może być piękne
i dalej wspinać się, choć z obawą i lękiem?
W bardzo mroźny poranek pisałem tą piosenkę,
gdy największa ciemność zwiastowała jutrzenkę.
Po chwili ujrzałem wschód słońca nad Kilimandżaro
i patrzyłem na świat znów z wiarą.

Ref.
Zanim cały ten świat nam się przeje,
a jesienny wiatr rozwieje nadzieje:
Jestem dobrej myśli i śmieje się
ŻYCIE JEST PIĘKNE -
niech co ma dziać - dzieje się / x2

Ref.
Zanim cały ten świat nam się przeje,
a jesienny wiatr rozwieje nadzieje:
Jestem dobrej myśli i śmieje się
ŻYCIE JEST PIĘKNE -
niech co ma dziać - dzieje się.

Jestem dobrej myśli i śmieję się. / x6
Już pora lej drinka, lej lady, kochanej śliskiej nuki
Pomiędzy nogami dwie zachęcające luki
Płoną lody patrz schody, kątem kukam tam trafię
W końcowym etapie za bata drapię, łapię uuu
Mokre tyłki tu, szeroko nogami
Dam, dami, dami, badice z koronami
DJ szura płytami tworzy atmosferę czaja
Colo and the gang no i zgraja
Parkiet D szaleje , cziksy ocierają tyłki
Kręcą mokrymi ciałami ty bez żadnej pomyłki
Orgie dozwolone, chwyty marzenia wybierasz
Chętnie obierasz, zbędne słowa puszczasz na bok
Niech się błąkają puste kapelusze z głów
W powietrzu szaleje rój hiszpańskich much
Łatwe cele, sztuczny dym, cudze cudo wpada w ręce
Do myślenia daje, hip-hop łączy - ma zwyczaje
Na wiele pozwala, niesie fala, setki odbić lala
Musisz podbić pa

No i śmiało podbij ty-łek
No i śmiało kuka-aj raj

No i śmiało podbij ty-łek
No i śmiało kuka-aj raj

No i śmiało podbij ty-łek
No i śmiało kuka-aj raj

No i śmiało podbij ty-łek
No i śmiało aaa

Gadki *****ki , żadne wpadki
Odpadają z mety małolatki
A zostają konkretne matki
Dwudziesto paro samotne latki
Widok to rzadki, podbijają zadki na raz
Niewinne lochy z oaz
Znajdą czas

Wyeksponowany tyłek nie podpieraj ściany zmyłek
Sporo mam na ciebie oko skoro wolna, łatwa
Zdobycz pewna, opalone ciało, spu przewiewna
Gołe stopy znaczą parkiet, koleś kosz, za niedzielę
Wet za wet, moja cziksa dziś konkret, masz chęć
Masz więc kręć, więc podejdŹ bliżej, schyl się niżej
Pomału wyżej, mamy całą noc, całą noc
Całą noc, chmielowy trunek da nam konkretną moc
Odpoczynek w rogu pufy, na mój znak ruchy, ruchy
Bububufy doszły mnie-e słuchy-y, że to ty, że to ja
Widzieli nas gdy za włosy w hotelu numery szły
G2E cieszy się, EneDe mikrofon, lochy dwie sty-yknie
Maniole na razie SW-CE
A ty podbij tyłek w rytmie TE

No i śmiało podbij ty-łek
No i śmiało kuka-aj raj

No i śmiało podbij ty-łek
No i śmiało kuka-aj raj

No i śmiało podbij ty-łek
No i śmiało kuka-aj raj

No i śmiało podbij ty-łek
No i śmiało aaa
Morda wkurzonego Lorda to PA
Nie podoba się, słowa płyną BA
Cisza ty się nie odzywaj, nie ŚMIEJ
Dobra mina do złe(hehe)j

Morda wkurzonego Lorda to PA
Nie podoba się, słowa płyną BA
Cisza ty się nie odzywaj, nie ŚMIEJ
Dobra mina do złe(hehe)j

Tajny plan wychodzi na jaw, masz przejebane
Od lat ukartowane, obsesyjnie najebane
W łebie w łebie, kasa sypie
Występ dupnie, obkrada cię
Nie jest mu Źle, wystroi się
Pożre wysra, niska wysoka tzw. wydmuszka
Wsza ich w dupę kop, jeb, stop
Stop analog ocierasz o bok oooooo
Profit szkodzi wiesz o co chodzi i bum i zum i do gardła rum
I bluza firmy Lumpexs, morda w kubeł Rex
Morda wkurzonego Lorda

Morda wkurzonego Lorda to PA
Nie podoba się, słowa płyną BA
W tłumie giną A warte majątek dwa grosze
Wątek jest taki cięte buraki
Znajdę w kuble pierdolone duble
Zero, prowodero kto wchodzi tero ero mniej niż zero
Racja foto rewelacja i stop
Do góry głowy do góry i dumny krok

Morda wkurzonego Lorda to PA
Nie podoba się, słowa płyną BA
Cisza ty się nie odzywaj, nie ŚMIEJ
Dobra mina do złe(hehe)j

Morda wkurzonego Lorda to PA
Nie podoba się, słowa płyną BA
Cisza ty się nie odzywaj, nie ŚMIEJ
Dobra mina do złe(hehe)j

Morda w kubeł, ,szmal wymianka na grube
Nedziol G-2 TEWUrap next bubel
W dwóch buch bez ściem z Naja na Pumę
Nic nie ratuje, palcie gumę
Nowe twarze, widać jumę, zbliżenie 200 razy zoomem
No co ty jeszcze nie wylane siódme poty
Centrum tu chłopaki od czarnej roboty
Gwiazda czwarta wyrósł niezły kawał idioty
Narko-alko-hardcorowe loty
W uszy rapy wybór CD Tapy
Ty czasem ty nie jesteś chłopak z waty
Trzecia możliwość proś się kurwo o batyl
Berza czwarty czasem dla sportu też tam włażę
Bugla omijam garaże wolę przy hangarze
Jaki był tok taki jest tok tych wydarzeń
Ka-ce nasze miasto, co drugi pajac głupoty gada
Telewizja: nie oglądam, jude gad popycha, jude gada
Faka mada, władca ten kto blachą włada
Dzisiaj rap w miasto puszczam jak Fenomen dekadę wstecz,
w czasach gdy wielcy albo śpią albo robią wieś,
wiesz jak jest ej, też byłeś na tym etapie,
pierwsze pokolenie wychowane na polskim rapie.
Gdzie jest Eis bracie, pewnie jak Joka znikł,
oddałbym każdy bit za Ostrego z tamtych dni.
"Jest jedna rzecz dla której warto żyć"
nie miało zmieniać się nic, pozmieniało się dziś,
w czasach bez MP3 pośród kaset i płyt,
miałem tak samo jak Ty, odnaleźć swoją drogę,
pamiętaj tamte dni, nie zapominaj ich,
bo choć przeżyłem już wiele lepszych znaleźć nie mogę.
Jestem bogiem, sam ze sobą zawarłem pakt,
jednoosobowy kościół nasza wiara to rap,
zmienił się wokół świat, przez tyle lat musiał,
w sercu wciąż ten sam dzieciak, to samo na uszach..

Byłem tu od początku do końca, zostanę na amen,
nie tylko własne zwrotki znam na pamięć,
zajawki chwilowe zmieniają się w te stałe,
Ty się ledwo urodziłeś ja już żyłem Skandalem,
wspierałem polski rap biznes, za pierwszy hajs i stres.
gdy z puchą w ręce miałem własny Men in Black i,
grało się w piłkę, odbiłem od tego,
jedyny sport jaki został mi to ten Tedego,
Wiesz, nie było nic lepszego niczego co większą moc ma,
pół osiedla znało na pamięć całą bitwę z Płocka,
włączyła się moda, rap wjeżdżał na szczyty,
każdy chciał robić bity, co drugi samplował Volta.
Folia, wszystko co chcesz w niej masz,
chcieliśmy zmienić świat, ten świat zmienił nas,
Blask świateł jasnych cieplejszych od słońca,
byliśmy tu od początku zostaniemy do końca brat..

Gdyby nie Pih nie widziałbym osiedla z góry,
za 10 lat miało pojebać świat który
nas wychował, a przynajmniej próbował.
Niektóre teksty to coś więcej niż słowa,
browar na ławkach, tagi po klatkach,
oddałbym wszystko żeby móc tak coś nagrać,
rap grał w paru miejscach tam był nasz dom,
trochę inaczej to słyszysz jeśli jesteś stąd,
ziom, w chuju miałem, co było w cenie,
wiedziałem że ja to ja i nie chce być biznesmenem,
Podziemie, wtedy to dla nas był mainstream,
po Ustach Miasta Kast, śląski rap był najlepszy,
Teraz składamy części w całość,
mamy prace i rodzinę, tak się poukładało,
życie wybrało nam schemat, przewodni temat,
pamiętaj czego się słuchało ziom, lepszych lat nie ma..
Siemasz ziom, to znów ja czyli brzydki zły i szczery
Ten co lubi wpierdalać frytki i hamburgery, oliwki do mozzarelli
dla wszystkich kielich, czysta prawda
Za fundamenty bloków, które wzniósł do góry asfalt
Pełen luzik czternasta, wiesz nie budzę się na budzik
Bo do miasta rano napierają tłumy
Ja wole naboje do próby, przebojem napoje te chmury
Na stole, na dole bibuły
Bo blanty mnie nie trują, jak nigdy mnie nie truły
Tu mi skrusz to jaramy

Ziom ty ciągle o tym samym
Siemasz ziom to znów ja czyli ćpun, cham nie dzieciak
Moim marzeniem to spalić więcej niż w Księdze Guinnessa
Tobie potrzebny lekarz! Raczej hajs na kilogram
To bierz 5 złotych za każdym razem gdy dajesz autograf
Cztery autografy torba to jest... pomyśl!
Weź nie dołuj i co mam podpisywać kurwa płyty ze stadionu?
Boże pomóż, bo mi sumienie pieprzy
Jak mam na siłę sobie świat tandetą ulepszyć
Jestem tym co chce spać, a nie węszyć za szczęściem
Dla Ciebie hajs, dla mnie czas, treści są piękne
Dlatego nic mi się nie chce, szczęście wchłaniam z powietrzem
Takiego świata ja nie chcę, wiec go sobie ulepszę.

Siemasz ziom to znowu ja czyli ósma część krzyku
Ten co się nie może uwolnić od specyfiku typu zieleń
A więc mielę, dzielę to na milimetry
Płoną w jednej chwili bletki
To jest proste Ostry i jointy jak krewetki i czosnek
Jak bletki nie ma jointa skręcę ci z serwetki
Ziombel nie mamy jak żyć w nas siła wyobraźni
Czas nie da drugiej szansy bo rządzą nami kaczki
Ciągle kwa kwa, kurwa kwa kwa, przestań gmatwać,
Chujnia ta trwa,a tu kwa kwa kwa kwa kwa kwa....
Mam już dość cię! Jesteście nam potrzebni jak głuchemu walkman
Jeśli w Was moja przyszłość, to do niej nie dorosłem
Chciałbym być osłem i na wszystko robić 'i ooooo'
Pewnie zrozumiałbym kaczkę co dziobie ma [?]
Boże wybacz, zamiast słuchać tych zwierząt, wolę polecieć na zmywak
Wiesz ja nie wybrzydzam ale..
Tutaj tą kurwę Zytę dziwkę spalę, Panie wybacz
To zbyt piękne jak Lerek z Doniem w jednej piosence
Zgarnij pulę i razem ze mną uwierz w ten duet
Siemasz ziom to znów ja, kup płytę - olej koszty
Choć nie mam kontaktów jak Marek Borowski
Wypluwam do taktów głoski z beztroski luzu,
Witaj w świecie łobuzów ponabijanych guzów,
Prosto z miasta, gdzie na mordę wpuszczają do klubu
Czysta rap gra, weź zobacz, poczuj w sobie energię
Jak ja, jak ty, jak cały świat plus to osiedle!

Jakbym miał osiem razy przebiec Ziemię bym umarł,
A tak po raz ósmy już kręcę tego skuna
Chcesz wiedzieć co jest u nas w roku 2007?
Zrób vibovit, zapal lolka, a pierdolniesz na glebę!
My, ja to wiem, żyję tu, widzę że widzą nas, słyszą nas. Wiedzą co, jak i gdzie

Pewnie myślisz, że nie widzą cię jak cienie między blokami
Razem z kolegami robisz to co karane latami
Kamerami oczy ich, mackami służby, chodzą za tobą całymi dniami
Jakbyś był im coś dłużny, a gdy w próżni po kablach ślesz treści tony
Oprócz adresatów ślesz też te treści do nich.
Oni wiedzą, widzą, słyszą wszystko, są obok ciebie
Nawet nie wiesz jak blisko,
nawet nie wiesz jak często, gęsto na mapie znaczą twój cały dzień, etap po etapie
nawet nie wiesz, że każdy podpisany przez ciebie papier
zanim poleci gdzieś wyżej oni dzierżą w łapie
to pozorny zapieprz, to wszystko pięknie działa
u nich wroga cisza gdy gdzie indzieś hałas
sponiewierała naszą prywatność ów klika,
bo pluskwami naszpikowała nas technika

My, ja to wiem, żyję tu, widzę że widzą nas, słyszą nas. Wiedzą co, jak i gdzie

Wolność to tylko jedno słowo z wielu
dawno pozapominali oni w pędzie do celu
złamali, co zapowiadali lata temu
dali nam ten sam chłam, co za PRL-u
dali komy, łącza i karty do rąk
dali coś tam, a więc teraz coś nam biorą
biorą słowa, myśli i czyny, ponoć po to tylko, by zapobiec pedofilom i homo
To nie prawda i wie o tym cała nacja
to kontrola, to przecież istna inwigilacja
to jakaś korporacja tutaj ciąga za sznurki
bawiąc się nami, obserwując jak szczurki
Już czas by to wszystko powstrzymać
Już niech zatrzyma się maszyna
zabili w trybach klina niech system się powygina
niech znów będą musieli od nowa zaczynać.

My, ja to wiem, żyję tu, widzę że widzą nas, słyszą nas. Wiedzą co, jak i gdzie
Szad:
Białasy nie wierzę w nic już! Może łykać to nowicjusz!
Zamiast kurwa na Mauritius najpierw idź już pit złóż w pizdu!
Znów miał być Lexus z zysków, to go sobie wrzuć w cudzysłów!
Czuwa nad tym Jezus Fiskus, zostaje nam skuć turystów!
Chcesz podleczyć stan umysłu, a tu chuj co łaska zgarnia!
Parafialna kancelaria, ale czasem dom rozpusty..!
Patrzy Dżizus! Patrzy Maria jak w nich wierzy kondom pusty!
Ślad wiary na genitaliach ! Chcesz do nieba - bądź posłuszny!
Dajesz... Biorą! Bóg ma oddać! Czekaj, patrz jak kukła w obraz!
Potem patrz jak kukła z okna, co, łaska była za drobna?!
To może być długa modła... Jak chcesz szybciej tu masz konta!
Nie chcesz trafić do ognia, to się lepiej kurwa popraw!
Przede wszystkim płać podatki... Pozwól panom stać ponad kimś!
Lubią oddychać tym tlenem - skurwysynów stać na statki..!
Wpadają na kawior cwele..! My możemy wpaść do żabki..!
Masz marzenia, wiarę, cele..? To je sobie wsadź w pośladki!

Ref: Mówili ciągle co godne, że godłem jest krzyż,
Że w Polsce wciąż postęp, pieniądze i zysk.
To obłęd i wstyd, jak godnie tu żyć?
Wypowiadamy wojnę, bo już nie wierzymy w nic!

Pores:
Dziś już Wedel nie jest polski, a szwedzkie nie jest Volvo.
Niech Belweder zbierze wnioski, może mniej się wtedy modląc.
Polityka gryzie kostki, kogo ma wzbogacić godło.
Wzrasta nienawiść do Rosji, Katyń, gaz, mięso i godność.
Schodzi co raz więcej ostryg, działa prężnie branża porno.
Ludzie kłamią, palą mosty bo im wraca karma wolno.
Ludzie skamlą, walą koksy w ciuchach od Armaniego.
Inni wróżą nalot obcych i pieprzony Armagedon.
Dziś ludzie żyją jeszcze mocniej, lubią robić w mieście wioskę,
życia sobie nie spieprz chłopcze, dziś ludzie to bezkręgowce.
Widzę ten bezsens poprzez ten bezkres, przez betonowe kopce
bezsens jak expres w trójwymiarowej zwrotce płynie.
Idę jakbym był pieprzonym androidem, czarno widzę
kraj ten synek, choć nie jestem czarnowidzem.
A gdy patrze na ten świat krzywy, każde jest miejsce obce,
jakbym zamiast szyby miał wsadzoną pleksę w oknie.
Jeden biegł samotnie, powinęli go za to, że lał do stawu,
a co zrobił koncern BP? - Nalał do oceanu!
Gdzie jest sprawiedliwość czynów, może podcinam swą gałąź,
daj nam piwa, wódki, ginu, synu, jak kiedyś Indianom!

Ref: Mówili ciągle co godne, że godłem jest krzyż,
Że w Polsce wciąż postęp, pieniądze i zysk.
To obłęd i wstyd, jak godnie tu żyć?
Wypowiadamy wojnę, bo już nie wierzymy w nic!

Nullo:
Witam w świecie pełnym spisków, niekoleżeńskich przysług,
Gdzie miłość jest dla zysków, wiesz nic tu nie działa Chrystus,
Dziś biskup tak jak fiskus nie przepuści Cię bez kwitków,
Dasz plik trzystu stów i płyniesz na drugą stronę Styksu
Ty wiesz, że nie wierzę w sny znów, w cel, gdy z panoramy znikł już
W sens wypowiadanych przysłów i wytypowanych mistrzów
Znam sam parę starych grypsów - już wiesz, że nie wierzę w nic już,
Uwierz, że nie mamy 'many, many' za to przejebany mamy styl swój.
Idę, widzę ideały zrzucone ze skały,
Dookoła oceany szyderstw, ludzie lubią dziś banały,
Tydzień cały słuchałem te dyrdymały z kiczem
Znów zalały media syfem, nie dam wiary tej muzyce
Wiem, że nie wierzysz w nic już, weź wdech i poczuj beat puls
Jak intruz graj synku, niech Ci patrzy z oczu pitbull
Od dziś siebie tylko pilnuj, by wyjść z tego labiryntu
Niewiara może być wiarą większą niż imperium Inków.

Ref: Mówili ciągle co godne, że godłem jest krzyż,
Że w Polsce wciąż postęp, pieniądze i zysk.
To obłęd i wstyd, jak godnie tu żyć?
Wypowiadamy wojnę, bo już nie wierzymy w nic!
[Łona]
SprawdŹ, to jest piękny wieczór, zima w mieście
Gdzie tak łatwo jest się natknąć na pielgrzyma
Czy na nas, bo w czynach jasność
A my zagraliśmy koncert i ruszamy wreszcie na śródmieście
W oddali widać klasztor
skłoni jesteśmy jednak bardziej ku jakiejś gastronomi
Bo głód nas pędzi na czczo
my bladzi jak płótna, bo nie widać żarcia
Nawet obiektywnie patrząc
Pytamy ludzi, czy jest wiadome im gdzie można coś zjeść
albo chociaż w którą stronę iść
Pierwszy tubylec chce pomóc ma ambicje
lecz nic z tego, bo promile mu niweczą dykcję
Reszta chyba jakieś miejsce zna
bo, wszyscy mówią idŹcie prosto i skręcie w prawo
Idziemy tam i, że się tak wyrażę do diaska
bo o - ja *****ę - trudno, kiedy to co widzę mnie przerasta
I wierzę z trudem to wszystko stoi
Jedna koło drugiej, jakieś siedem budek typu Bistro
Granicząca z absurdem jednorodność
Frytki, hamburger, zapiekanka, hot-dog
A propo frytek, kpisz z nich? nie kpij, klękaj
tutaj frytka to prawdziwa broń w krwawej wojnie o klienta
Której żołnierzom dumping przyrzekł przepaść
bo frytki stoją tutaj grubo niżej zeta
Nawet troszkę więcej wyrżnął, się wyśle im przez pocztę więcej
Ale zaraz, jedna z budek zdaje się być odszczepieńcem
Przecieram oczy ze zdziwienia
ale na pewno widzę napis który głosi - frytek nie ma
Pytam czemu nie ma, co to za sztuczka?
Babka patrzy na mnie jak filozof na ucznia
i odpowiada równie filozoficznym zdaniem
Nie można mieć wszystkiego drogi panie

[Smarki]
To był piękny wieczór choć nie pamiętam okazji
I w ogóle mało pamiętam i tego piękna w wyobraŹni szukam
Wiem, że była ze mną ziomków trupa
W lokalu gdzie dziewczyny chcą pierścionków z Kruka
DJ gra z iPoda, bo to DJ Jem Piguły
A goście napinają muskuły kiedy lecą kanikuły
Słyszę, nie musimy tu być, są przecież inne kluby
Więc poszliśmy stając na krzyżówce ulic
Tu stali pijani, siebie pytali, że dokąd iść mamy
Stali pijani, dywagowali, był problem z kierunkami
I w sumie to chciałem im pomóc rozkminić zagadkę
Ale miałem tyle myśli ile metro ma linii w Wawce
Także olałem frakcję czy iść na prawo czy lewo
Bo w głowie miałem jedno - którędy za potrzebą
Drogie panie przepraszam, że tak prosto z mostu
to nie eleganckie, chciało mi się lać po prostu
Wypatrzył obok kiosku miejscówkę na ten postój
Myślę, aha, kroi się podwórkowy old-school
W związku z czym oderwałem się od stada ziomów
I wbiłem się szybciorem za ten kiosk na rogu
Wtedy to nadjechał radiowóz
Po oczach świecił jego kogut
Czy ja jestem jakimś niedorozwiniętym bucem?
Czemu stoję tu? w lokalu był piękny WC
Wtedy sobie pomyślałem, że odwrócę ich uwagę
Jeśli sięgnę po telefon i nim zrobię sztuczek parę
Słyszę - proszę podejść, w co pan tu sobie gra?
Do dziewczyny dzwonię - świecąc mu telefonem w twarz
Koledzy są za głośno, pan wie jakie są fruzie
I albo nie wiedział albo tekst go nie urzekł
Dłużej już mnie nie pytał, wziął tylko mój plastik
Wsiadł do wozu, a mnie te przemyślenia naszły
Pięć dych pożegna portfel, przywita je fiskus
Coś mi mówiło, że już nie popiję w tym odcinku
I tak stałem bez słowa, do tego pełen stresu
Bo w wyniku rwetesu nawet nie zacząłem biznesów
Nie mieli co robić, tylko mnie tropić w nocy
I podawać mój opis przez to ich walkie-talkie
Bez kitu, nasłuchiwali tych smerfnych hitów
Grubo pół godziny gdy zdychałem na chodniku
Byłem jak dawaj mandat, zaraz pęknę jak balon
W końcu wyszedł i mówi mi ten dowód oddając
Że wszystko gra, to twarde prawo ale prawo
Byłem jak wow, brawo, dobranoc panie władzo

[x4]
Mijam ich, jestem świadkiem naocznym
Jak nie Hagel w windzie to Platon w nocnym
Kant wiezie mnie taksówką, Nietzsche mieszka w każdym bloku
Świat jest pełen filozofów
JOPEL
Wychodzę z domu, idę zajebać dla życia
Bo pluje mi w marzenia, nie skończyłem ich pisać
Stopa na bitach, ulicach, stawiana twardo
Słońce oślepia ślepia żebym mijał się z prawdą
Idziemy przez bagno, i Ty i ja
Tu gdzie szczęście ma rzadko rozpoznawaną twarz
Nie chodzi mi o hajs, a o paragon
Za poświęcony czas na którym mnie oszukano
Kochana mamo, nie o tym pewnie marzyłaś
Kochana mamo, nie spełniam się w roli syna
Życia rutyna, rzuciłem studia
Życie przeklinam, wchodzę do studia
Jeżeli ugram tych parę punktów więcej
Lepszym niż synem byłem, być może ojcem będę
Marzenia spełnię, mieć je to nie wstyd
Dopóty, dopóki serce mówi mi "idź"

REFREN
Za parę buchów, (za) za kilka ruchów
Za kilka miesięcy, (za) za parę snów
Dopóty, dopóki jestem w stanie poświęcić
Wiele więcej niż poświęcić bym mógł
Za kilka godzin, (za) za parę lat (lat)
Dopóty, dopóki chodzi tylko o rap (rap)
Za kilka zwrotek, (za) za parę płyt
Dopóty, dopóki serce mówi mi "idź"

KOMAR
Dopóki czuję się jak palec, ból czując w rękach
Życie zostawia Ci ślad na Twoich zniszczonych kręgach
W momentach rozbicia czujesz gniew ale nic nie mów
Ludzie mają dosyć Cię, mają dość swoich problemów
Dopóki czujesz, że niewielu słyszysz przyjaciół
Przyjacielu to tylko kolej pędzącego czasu
A brak drogowskazu świadczy o tym, że Twe miejsce
Nie jest tam gdzie pokazują, lecz tam gdzie Twoje serce
Dopóki łza po powiece spływa w dół,
Dopóty będziesz czuł a nie rozbity mur
Będzie nabierał znaczenia
Że to kto ile mógł już poświęcił za marzenia
Moje pragnienia za parę lat zapalę znów
Czy po prostu ich tu nie ma, czy wkładam za mały trud
Kilka słów szczerych za kilka trafionych rad
Dopóty, dopóki wciąż chodzi tylko o rap

REFREN (X2)
Za parę buchów, (za) za kilka ruchów
Za kilka miesięcy, (za) za parę snów
Dopóty, dopóki jestem w stanie poświęcić
Wiele więcej niż poświęcić bym mógł
Za kilka godzin, (za) za parę lat (lat)
Dopóty, dopóki chodzi tylko o rap (rap)
Za kilka zwrotek, (za) za parę płyt
Dopóty, dopóki serce mówi mi "idź"
Po co to mówisz ja zawsze mam na mic'u hipe
Nie chcę mi się mówić o innych mam już dość
Ich rap mówi sam za siebie słyszysz coś
Moje flow jak piramidy w Gizie
Powiedz jak zbudowanie czegoś takiego było ***** możliwe
Nie mów mi, że wypadam z bitu
Ty wypadasz z balkonu jak to na*****la z głośników
Mam szacunek mainstream'u to prawda
W podziemiu nie muszę już nic udowadniać
Podziemie każdy tu kapituluje
A codziennie ktoś nowy ci powie, że jest królem
Ty "Na szlaku po czek" ciągle daję mi kwit
Swoje CD wrzuć do kosza jak Miami hit
Palę kładę lawę na bit
Mówisz, że nie to weź ***** zamknij ryj
Nie myśl, że jesteś ze mną w stanie coś nagrać
to kosztuje i nie jest takie tanie jak viagra
O kim teraz jest najgłośniej
Chyba nie o twoim kumplu, co pisze jeden tekst na wiosnę
Myspace pewnie boli ich to,
Że mam dwa razy więcej wejść przez miesiąc niż oni przez rok
Robson mamy tu fame do zrobienia
To nie podziemie to jest ***** mainstream podziemia ta

Weź zrozum to w końcu koleś, że twoja niunia woli mnie
Weź zrozum to w końcu, bo mam te flow którego ona chce
Weź zrozum to w końcu jestem tym co zrobił NSPC
Weź zrozum to w końcu na bicie jadę jak Lex jadę jak Emnes cex Vnm yes

Piszę teksty na komputerze tylko tak to robić mogę
Zapytasz czemu to ci ziomek powiem
Zawsze w pisaniu na kartkach braki miałem,
Bo jak brałem pióro atrament
Zamieniał się w ogień i palił to, co napisałem
Mam styl i pieprzę ice
A twoja niunia wie, że jestem nice
Twoja niunia mnie kocha możesz nawet mieć extra hajs,
Ale kiedy wchodzę do klubu TO jesteś dla niego ex jak files
Internet się tnie na www.myspace.com/vnmnspc
Przy mnie masz perspektyw brak widzę ciebie na dnie
"Brak perspektyw" wie o tym W.E.N.A. Demen to wie ta
Mam każdy kanał promocji
TV radio gazeta net weź mały się ocknij
Fani w burdelu widzą swych idoli,
Bo jak ja wchodzę idole idą się *****ić
Poprzeczka nisko lepiej na to nie liczcie
Partyka musiałby ***** skakać o tyczce
V N M flow demon
Jak gram NSPC sram na twoje demo

Weź zrozum to w końcu koleś, że twoja niunia woli mnie
Weź zrozum to w końcu, bo mam te flow którego ona chce
Weź zrozum to w końcu jestem tym co zrobił NSPC
Weź zrozum to w końcu na bicie jadę jak Lex jadę jak Emnes cex Vnm yes
[Młody M]
Spójrz na nas zobacz co się dzieje dookoła
tu wkurwienie daje siłę której nie zmierzysz w newtonach
Kilka setek dziennie tak toczy się historia
zgorzknienie i żal których nie przynosi szkoła
Odpalam papierosa ziom też nic nie mówi
wypuszczam dym i patrze jakbym chciał z niego wróżyć
To na nic panie proszę dodaj mi odwagi
abym mógł zmieniać to z czym nie umiem sobie radzić
Agresja stres pośpiech wciąga życia szybkość
pieniądze wymagające suki nie bistro
Nie poczujemy ulgi bo chcemy mieć to szybko
choć mimo wszystko wiemy tak być nie powinno
Dziś z moimi ludźmi gramy żeby wygrać
zwycięstwami prowadzeni w kolejnych gonitwach
Nienawidzą nas wytrzymamy to na dystans
zepsucie brak ciepła my tylko chcemy wygrać

[REF]
Wiesz że chcemy wygrać
My tylko chcemy wygrać
Chcemy wygrać
My tylko chcemy wygrać

[Pyskaty]
Rzucam kośćmi w górę a czas się zatrzymuje w miejscu
widzę swe życie jakby ktoś mi miał umieścić kulę w sercu
Wiesz te kilka wersów to jak dialog szyi z liną
bo to los mi daje wybór muszę wygrać lub zginąć
Wiesz jak to jest otwierać browar o ósmej z rana
nie szukaj outsaiderów weź spójrz się na nas
Nie każdy ma sielankę w domach wielu tu ma dramat
więc nie dziw się że mój rap nie jest słodki jak ananas dla nas
Ciosy od życia są jak panczlajn
znowu kolejna moja była lada chwila chce się hajtać
To nie historia z brukowca o gwiazdkach na dnie,
zginę w walce gdy oni wolą ciąć się kablem
Żyję szybko nie spocznę ryzyko się liczy
gdybym chciał zasnąć wybrałbym poduszkę w kierownicy
I tylko moi bliscy wiedzą co jest grane
dzięki wam to nie jest mój testament Amen

[REF]
Wiesz że chcemy wygrać
My tylko chcemy wygrać
Chcemy wygrać
My tylko chcemy wygrać

[Ero]
Żeby wygrać zdarza mi się igrać z ogniem
są tu skazani na sukces z resztą widać po mnie
Ziomuś już jako plemnik wiedziałem że chcę wygrywać
dziś gram rap dla dzielnic i fanów stale przybywa
Chyba znasz to fortuna kołem się toczy
dziś trafie wszystko na czysto a jutro wszystko umoczysz
I chuj to tylko pieniądz a pieniądz to rzecz nabyta
gorzej jak przez głupotę sobie biedy napytasz
Znów słyszę kiedy ta płyta wkrótce ziom nie jedna
tylko nie bądź głupcem i weź jej nie przegraj
Pnę się po szczeblach i szanuję to co mi dane
nauczały mnie osiedla wiem co znaczy przejebane
Muszę wygrać wy grać nie umiecie
los to bestia chytra gdy gram na dużym becie
Ale się nie poddaję porażka mnie nie zraża
wiem że wyrwę to co moje jak dziś kartkę z kalendarza
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo