Popularne piosenki. Polski Hip Hop

[Pezet]
No fajnie tylko się nie śmiej bo to jest wiesz
To jest full opcja- Big L
Zastanawiać się to rozkminiać
Sztuka to świnia, muka to kiła
Przyglądać się to obcinać
Spać to kimać, wąchać to kirać
Chodzić - poginać, lipa to przypał
Atmosfera to klima
Jaźwa to morda, wóda to gouda
Lufa to bomba, suka to zołza
Jointów sztuka to torba
Laska to szmula albo spoko niunia
Trawka czasem zamula
A jeśli czaisz to kumasz
Jak palisz skuna to możesz mówić jaram gibony
Może wiesz co to pula, albo czym są bidony
Dobrze wiesz czym jest fura jeśli siadasz za kółkiem
Dziwka, szlauf, szmata wiesz tak powiesz o kurwie
Gówno to kaka, stary to tata
Jarasz to bakasz, koka to posyp albo nosy lub katar
Pióra to włosy, mówisz styka to mówisz dosyć
Hajs to flota, byłbym zapomniał kokosy koka
Wiesz marker to flama, żarcie to szama
Plota to fama, bilety zawsze sprawdza ci kanar
Klama to spluwa, mówisz dzięki mówisz dziękówa
Trawa to siuwaks, możesz mówić kiepy o szlugach

Ref.:

Gadam tym slangiem tak jak gadał Big L
Dobrze wiesz, że ten kawałek mógł by być skitem

[Pezet]
Mam tyle energii, że w szoku jesteś, joł
Witka to nara, dilpaks - samara
Kieszeń - kiermana, zapalniczka - zapalar
Bogaty leser to banan, lupa to fifka
Chować to kitrać, słowa - nawijka
Browar to piana, gdy go pijesz to łykasz bryka
Głowa to bania, wiesz że brauniarz znaczy helupiarz
Zgoda to sztama, gdy ci dupa robi gałę - ssie fiuta
Impra to balet, sikor - zegarek, kopsasz to dajesz
Chcesz na gwizdku poszaleć to mówisz obstaw pojare

Ref.

[Pezet]
W tym kawałku objawia się to, że jestem chłopakiem z osiedla
I podobno mówię, nie rapuję ja mówię
Wiesz i tu nie ma drugiej części, a może jest?
Możesz wiesz co to pula albo czym tą
Zesrałem się
Laska to szmula jeszcze raz do chuja
Teraz sprawdź bo nie sprostasz temu co się nadażyło
Dużo rymów, yo (co za gówno)
Możesz mówić kiepy o ślubach, o szlubach
Zajebiście stary, nic
Jest za, jest fajnie
(A kurwa nie włączyłem ci tego, dobra cze jedź już bomba)
A nie, nie, nie, nie, nie
Ja mam dosyć
Już nie chce więcej
Ty wypuszczasz dym z papierosa a ja rozkładam bezlitośnie ręce
Mam ranę na wylot
Na wylot ranę mam
Ktoś chwyta mnie za ramie marszczę czoło idę dalej sam
Trzymam kurczowo bebechy
Układam je niezdarnie
Przecieram zmęczone oczy widzę coraz marniej
Podpieram się o ścianę którą dawno pokrył brud, kurz
Padam
Podnoszę się idę proszę przestań już
Już nie mogę dłużej
To boli rani na wylot tnie jak żyletka
Uleciała rozmowa przyjemna i lekka
Na wylot mnie rani pani
Niech pani ma litość już nie chce nie mogę słuchać dłużej
Ja chce rozpłynąć się po ścianach powrócić niewidziany
Powrócić droga na skrót
I rozejść się po katach jak smród
Jak smród
Jak smród

Ref.: Mam ranę na wylot na wylot ranę mam
Mam ranę na wylot na wylot ranę mam
Mam ranę na wylot na wylot ranę mam
Słowa tną jak chcą, uwierają w boku
Słowa tną jak chcą, uwierają w boku

Krakowskie przedmieście nowy świat
Przedzieram się przez tłum ludzi
Ty idziesz za mną
Krok w krok ja w bok ty w bok
Dziurę na wylot na wylot mnie już znasz
Patrzysz się na mnie z politowaniem
Zacząłeś to sam
Wiec masz co masz
Ktoś wpada na mnie śmieje mi się prosto w twarz
Jestem trafiony trafiony pociskiem który wyleciał o tak niechcący prosto z twoich ust
Patrzyłem ci w oczy prosząc o spokój kiedy ty pociągnęłaś za spust
Na wylot
Wkładam rękę gdzieś w okolicach brzucha i drapie się po plecach
Pochylam się i zerkam przez dziurę na świat
Budowany przeze mnie przez parę ładnych lat
Znasz mnie na wylot
Wiec wiesz jak dotknąć mnie od środka i ścisnąć za bebechy
Nie mów nic rozpłyńmy się w fotelu topmy tam duże małe grzechy
Ja nawlekam nitkę na igle by zszyć ciągle świeża ranę
Na wylot
Na wylot dziurę
Trzymam się kurczowo ściany
Obwiązuje ranę sznurem
Obwiązuje ranę sznurem
Obwiązuje ranę sznurem
Obwiązuje ranę sznurem

Ref.: Mam ranę na wylot na wylot ranę mam
Mam ranę na wylot na wylot ranę mam
Mam ranę na wylot na wylot ranę mam
Słowa tną jak chcą, uwierają w boku
Słowa tną jak chcą, uwierają w boku
[Żółf]
Każdy szatan ma dwie twarze i potrzebuje ognia
Zobacz ćwiara to płonąca pochodnia
Podpalasz skały i już kropla cieknie
Wciągasz ten dym i od razu bledniesz
Kiedy to przerwiesz od razu moja zachęta
Niby brązowa skała, ale inteligentna
Niejednego wyjebała już przekręta
Zobacz chłopak pęka
Bo najpierw dziabał żeby się pobawić
Teraz dziabie po to żeby ślad zostawić
Kawał folii nie pytaj, na czym
Odpowiedzi się raczy
Ale zaznaczy po cichu nie jest kotem
Teraz na brązowe wydaje całą flotę
I możesz mieć mnie a nie jego za idiotę
Że uważam, że szatan robi dobrą robotę
Bo wiem, że to boli kiedy patrzy się że
Kolejny łepek łapie folię i razem z nią łamie się
Ale wiem też, że ćwiara pomaga
Komu? Nie palącym pokazując tego, co nie domaga
Uwaga zostanie sam na życiowym szlaku
Wciąż w trwającym obłędzie mijany na deptaku
Jako powietrze istniejący bez setek chłopaków
Kiedyś mający cos do powiedzenia
A dzisiaj nikt z nich go nie usłyszy
Choćby nie wiem jak krzyczał
Przecież pytają się czy pali on powiedział, że nie
I dalej w to brnie nie odmawiając diabelskiej sile
Naiwnie kłamiąc, że nie pali już tyle a tyle
A co dzień rozwijając nowe mile alufolii
Zatracając się nie powoli tylko w zawrotnym tempie
Ze smakiem zdechłej ryby w gębie niepewnie idąc
Chwiejnym krokiem z prawdziwych szydząc
Widząc, że ludzie z okien niby nic nie widzą a to błąd
Biega za kroplą to urywaj się stąd
Co za przyjemność wymiotuje kiedy czuje ten swąd
Swój błąd chcesz naprawić cofnąć ten krok nie da rady
Już za późno dla ciebie to szok to trudno
Takie jest życie to nie jest przesada
Mówisz biały chuj prawda brązowy śnieg pada
Więc kryj się, bo kogo zasypie ten odpada

[Ekonom]
To dla mnie kurwa abstrakcja
Dlaczego dla ciebie jedynie ćwiara to atrakcja
To zła transakcja
Płacisz zdrowiem za przyjemność
Nic nie możesz zyskać
Najwyżej bezsenność
Stracisz osobowość cenną
Właśnie taka jest kolejności coraz bardziej się wciągasz
Z niedowierzaniem później w lustro spoglądasz
Zobacz jak ty wyglądasz
Przegrywasz wniosków nie wyciągasz
Wyrywaj to alternatywa
Kropla pływa po folii
A chłopaków to boli
Musisz sam chcieć się wyrwać spod jej władzy i kontroli
Wybierz tę dobra stronę cały czas ostrożnie idź
Szare bloki pogrążone przez aluminiowy kicz
Będziesz jarał to twój koniec z tym się licz
Licz się z tym
Ja na twoim miejscu nie chciałbym być w cugu
Nie mieć koleżków tylko masę długów
Chcesz przestać to próbuj hera przeciw tobie zmowa
Widzisz, co robi folia aluminiowa
Nie każda osoba z tego wychodzi na pewno
Nie widzi ile to trwa a lata biegną
Twarze bledną człowiek cień
Nie chcesz tracić życia to się zmień

[Ziaja]
Nie mogę patrzeć jak Hera
Coraz więcej ludzi mi zabiera
Widzę jak brązowa era zawładnęła tym światem
Tego gówna nie dotykają tylko głowy kumate
A ci, co dotknęli raz srebra spisani są na stratę
Brąz robi z ciebie szmatę i charakter wyniszcza
Pożera twoją osobowość aż zostają tylko zgliszcza
Lepiej zapalić blanta bo w każdej kropli bestia drzemię
Zrobisz z siebie niewolnika wdychając diabelskie nasienie
To nie tylko pouczenie historia z życia wyjęta
Być może sam słyszałeś, co blacha zrobiła z nie jednego klienta
Patrzysz na pacjenta i co widzisz żywego trupa
To człowiek bez przyszłości za ćwiarę obciągnąłby druta
Czy jeszcze ci nie mało czy nie zrzędła ci mina
Zapamiętaj heroina to zagłada jak Hiroszima
Pochłania tyle ofiar, że aż przechodzą mnie dreszcze
Boże chroń mnie i ziomków przed śmiercią i brązowym deszczem
Który leje nad miastami i szare bloki zalewa
Po tym ludzie padają szybko i łatwo jak drzewa
Nigdy nie zechce spróbowania, bo mam instynkt przetrwania
Widzę jak zaszczepionym kropla oczy zasłania
Potrzeba szprycowania zasłania wszystkie twoje myśli
Wielu w to weszło zauważ, że już z tego nie wyszli
Opada aluminiowa krata a za nią ty stoisz
To więzienie tego świata powiedz, dlaczego to wolisz
Potem szlochasz na ramieniu, gdy ziomek pyta cię jak leci
Pozostajesz w odosobnieniu zaplatany w srebrne sieci
Na zawsze będziemy trzymać się z tymi co trzeba
Z tymi co pomogą, gdy zabraknie chleba
Nigdy z innymi ludźmi nie stuprocentowymi
Lecz niestety do czynienia mamy z takimi
Ale ten tekst dla tych z którymi na co dzień spoko żyję
Kiedy mi serce bije źle im tak samo
Z nimi mi żyć dano i tu łzy szczęścia kapią
I tego nie schlapią i ci co się głupio gapią
Nikt tego nie zniszczy, o tym tekst piszczy
Na zawsze z wami, wierzę, że życie to da mi...

Szacunek za szacunek, frajerstwo za frajerstwo
To nasza zasada, którą nam życie pokazało
Z kim żyć a z kim nie to znaczy za kim iść kiedy trzeba
To za tymi co pomogą gdy zabraknie chleba
Tylko im rękę podać trzeba, bo oni cię wspierają
Kochają, szanują, poważają, ufają
Na nich można polegać, nic tylko oni się liczą
I dlatego swoich ludzi szanuję, podziwiam, im dziękuję
Za to, że są ze mną, w każdych chwilach pomagają
Tych dobrych, tych złych, ten utwór o was, dla was właśnie
Razem już od dawna i mam nadzieję, że to nie zgaśnie
Niech zostanie tak na zawsze, wy ze mną ja z wami
Wierzę, że życie to da mi, wierzę, że życie to da mi
Rap wciąż wszędzie gra mi jak otworzę z chłopakami
Którzy tak samo myślą, tak samo na życie patrzą
Jak bieda czasem w oczy boli oni nie płaczą
Bo moje teksty tłumaczą, do przodu, bez załamka
Otwarte drzwi, wolna klamka będzie zawsze dla ludzi
Których mój krzyk budzi, których mój krzyk budzi
Dla innych nie ma i nigdy nie będzie
I to jest piękne jak morze, jeśli istniejesz
To właśnie za tych co są ze mną, za to dziękuję ci Boże
Nogę podłożę tylko tym co się głupio patrzą
Oni dla mnie znaczą tyle co bateria zużyta
Nienawiść do nich na zawsze grubą nicią zszyta
Na bloku spray'em napis - są zasady
Zapisz sobie to i nie kpij, nie kpij sobie z tego
Z tego co dla mnie ma cenę wysoką
Środkowy palec na zawsze wszystkim naszym wrogom
Umrzeć musi każdy, ale ja nie chcę narazie
Bo mam dla kogo żyć, bo mam dla kogo żyć
Dla swojej muzyki, którą kocham jak dziki
Dla prawdziwych ludzi, nie dla tych co uniki
Na zawsze razem powtarzam jeszcze raz teraz
Z wami do przodu i niech ta droga się nie łamie
Mamo ciebie kocham, ty dobrze wiesz, że nie kłamię
To właśnie oni, oni, ludzie, w których wierzę
Z nimi wiele przeżyłem i jeszcze wiele przeżyję
Na nich się nie zawiodę, stawiam 100% pewności
Levy dasz radę, tylko więcej cierpliwości
Szacunek dla [?] za malownicze zdolności
To talent warty zazdrości, tyle szczerości
Na zawsze z wami, wierzę, że życie to da mi...

Na zawsze będziemy trzymać się z tymi co trzeba
Z tymi co pomogą, gdy zabraknie chleba
Nigdy z innymi ludźmi nie stuprocentowymi
Lecz niestety do czynienia mamy z takimi
Ale ten tekst dla tych z którymi na co dzień spoko żyję
Kiedy mi serce bije źle im tak samo
Z nimi mi żyć dano i tu łzy szczęścia kapią
I tego nie schlapią i ci co się głupio gapią
Nikt tego nie zniszczy, o tym tekst piszczy
Na zawsze z wami, wierzę, że życie to da mi...

W moim sercu miejsce tylko dla tych co tego warci
I ten tekst napisany płynie dla tych co ze mną
W porządku ludzi nawet za plecami
I niech tak zostanie w porzo, zawsze blisko siebie
Nigdy na dystans, jesteś w porzo to dla ciebie
Choć trudno jest poznać na pierwszy rzut oka człowieka
Łatwiej jest poznać to kiedy pies zaszczeka
Ale trzeba się przypatrzeć mu, dobrze zobaczyć
Stwierdzić jaki jest czy ziomek czy gra
Czy warto mu zaufać, ty mówisz tak, tak
Ty mówisz tak, tak, bo z oczów dobrze patrzy
Gówno prawda, może to dobra mina do złej gry
Takich ludzi wkoło ciebie jest przyjacielu
Więc nie daj się oszukać miłym, ale fałszywym ryjom
Oni mają dwie twarze z czego jedną kryją
Więc nie daj się omamić, nadzieję w sobie zabić
Że są ludzie jeszcze gdzieś, którym warto podać rękę
Że są ludzie jeszcze gdzieś, którym warto podać rękę
Niestety tam gdzie w kieszeni monety
Przyjaciół nie znajdziesz, nie znajdziesz niestety
Niestety tam gdzie w kieszeni monety
Przyjaciół nie znajdziesz, nie znajdziesz niestety
Prawdziwych przyjaciół w biedzie się poznaje
Ale jeszcze to trochę do myślenia daje
Z tymi co od dawna do dziś nie zatarte twarze
Piątki przybijam, tak, piątki przybijam
Fałszywych ludzi, unikam, omijam
Tak jak z imprez zawsze *****owych się zwijam
Szacunek dla bliźniego, o tym w rapie nawijam
Akceptacja ze strony mego środowiska
Wysoka nie niska choć klasa społeczna niska
Ale to blokowiska są przecież nie pałace
Ale najważniejsze, że za przyjaźń nie płacę
Ona wzięta od siebie, a nie z portfela
Nie liczy się to co kto robi, jak żyje
Najważniejsze, że przyjaźni za plecami nie kryje
To dla was te dźwięki za to, że ze mną, dzięki
To dla was te dźwięki za to, że ze mną, dzięki

Na zawsze z wami, wierzę, że życie to da mi
Onar...
Chcesz kurwa beefu, to chodź i mnie zdissuj, ej
2006, kurwa mać, O.N.A.R.

Ej, chcesz kurwa beefu to chodź i mnie zdissuj
Uważaj, bo wchodzisz w krainę ostrych długopisów
Celnych punchline'ów, ognistych ripost
Przekleństw, wszystko to będzie, mogę przysiąc
Jestem z bloków wampirem a ty balasem
Krew z wack'ów pije a ty z podpasek
Z czasem twój czas się skończy ziomek
Nawet ci go nie pokaże twój plastikowy Rolex
Bit to pistolet, wersy to naboje, beng
Lubisz wąchać? mam dla ciebie proch ze szkłem
Jeszcze chwilka, do popicia masz drinka
Twoje łzy plus arszenik plus moja nawijka
W beefach najlepszym sędzią są podwórka
Ty ćwiczysz usta, robiąc z dymu kółka
W chuj mam tego gówna dla takich jak ty
Którzy spadli nisko i rozjebali sobie ryj

[x2]
O, uważaj z kim tańczysz
Bo parkiet śliski jest od punchy
Możesz być królem parkietu
Ale najlepiej kurwa nic nie mów

Każdy punchline dla ciebie to koszmar jak Freddy Kruger
To gryzie cię jak pitbull, twoje teksty śmieszne jak pudel
Jebać nudę, ten burdel trzeba ożywić
Beef to wojna kurwa, a nie beef na niby
Chcesz beefu na żarty, możesz wyjść zaskoczony
Ja mam ostrą amunicję, ty masz tylko kapiszony
Ze słów karabin maszynowy mam, padnij
Twoje teksty są puste jak metale majki
Beef to skok na bungee, tu trzeba odwagi
Zjadłem cię i szczerze nawet nie mam zgagi
Kolejna runda? spoko, daj tylko czas i miejsce
I będę kurwa, tylko weź ze sobą sznur i pętlę
Masz do wyboru jeszcze trumnę i szpadel
Nie wziąłeś nic? mam prezent, mam knebel i kabel
Nie krzycz cii, tu cię nikt nie usłyszy
(Sam mówiłeś, że bardzo lubisz beefy)

[x2]
O, uważaj, z kim tańczysz
Bo parkiet śliski jest od punchy
Możesz być królem parkietu
Ale najlepiej kurwa nic nie mów
-Tuni, ty jesteś gówno nie żyd
-A Ty kurwa jesteś gówno nie arab
-A Ty się pierdol
-To chodź na kebaba
-dobra...

To DGE! Dj tuniziano!
Jak mam nie przeklinać? To DGE skurwysyny
Hajs omotał ten świat jak pierdolony zwój grubej liny
Wale znów z grubej rury, chuj nie perfumy
Maluchy czują smród super fury
Mówi Bóg uwertury Piotr "Gural" Górny
Pompuje rap brudny i chuj wam w dupy kurwy
Widzisz te ruchy żuchwy, z lufy buchy buchy
Zuchy bez podpuchy znów robią ruchy
Miałem w domu karaluchy jak Włodi, dziś mam kupę hajsu
Milion szajsu, Ty wciąż szukasz winowajców!
Wyga rapu robi wygar na tracku, ciągle śmiga rap tu
Po sieci śle milion gigabajtów
Zróbcie hałas, na dwa i na raz
Tuni! I "NasGuralAz" dajcie hajs mu zaraz
Wreszcie mam swój garaż i mam swój taras
Robie łyk łyk łyk ginu i nastuk na raz
Ciągle mam swój balast, wciąż rap kocham
Wciąż na misji jak kawalarz Zohan
Z podziemi jak kanalarz Socha
Dla mnie radocha to bajera jak katana ostra!
Prosta, co sieje postrach jak La Coka Nostra
Twoja żałosna, zazdrosna postawa
To nie jest Polak, to biały murzyn, on nie ma prawa!
To mnie napawa jeszcze większą dumą
Wiesz o czym w trawie piszczy? Wiem o czym wierzby szumią
Zobacz, dziś robię mixtejpy dla ludzi
Jeszcze jedno, rapowanie rąk nie brudzi
Wątpliwości budzi, ludzi brak zrozumienia
Tłumaczony stanem konieczności stopień upodlenia
W dawnych czasach, słuchałem Nasa, ja i kilku gości
Mieliśmy nowojorski stan świadomości
Życie było dziwką, ale świat był nasz
Niedługo przed tym, zanim przyszła koka i hasz
Pokaż twarz, jak ją masz, miałem uliczne sny
Gdybym to ja kręcił światem to by nie zszedł na psy
Nie wiem jak Ty, nie wiem jak ci ludzie na fejsie
Przysługa za przysługę uczył Nas ze Scarfacem
Pieniądze to dziwka, taki wtedy był mój styl
Chuj w gusty, hip hop zmarł w 2006
Mikrofon czek mikro-mikrofon czeka
Jak Gil Scott Heron składam części człowieka
Jak AZ co mówił ludziom zrób, lub zgiń
On tak mówić mógł, miał przed sobą 9 żyć
Chce mi się pić, zgarniam teraz cash i szlus
Na produkcji plus to wszystko jazz i blues
Weź poczekaj chwile, liczą się skille
Mamy swoją wille, Ty masz tylko piętę jak Achilles
I rozkminy debilne, niestabilne, nierealne
Wyciągasz wnioski zbyt banalne, w skutkach fatalne
Nieobliczalne, te legendarne, nielegalne rapu wylęgarnie dziś
Hotele fajne, w nich walne narady
Znów zdalne roszady, żaden klaun nie da rady
Mamy nagłe napady weny, ten track tniemy
Który cechuje brak tremy i brak ściemy
I hajs niemy, niby poważanie mamy
I niby wiemy, niby, że coś z tego mamy
Niby niby wiemy, nie upadniemy, nie zegniemy karku
Po zmroku, lecimy w każdym zakamarku
Chodź nie mamy zegarków za dwadzieścia koła
Mamy ten rap swój, to najważniejsza jest szkoła
To rejs dookoła rapu, w cztery minuty, mam siedmiomilowe buty
Gram przez myślowe skróty, gram bez podpuchy sztuki
Rym, farby, bit sztalugi
Jak Man Ten tańczę podwórkowe boogie
Narkotykowe długi, wjebały kilku kumpli
W te ujadanie kundli, tak bywa w dżungli
Mam w głowie bank sampli i w uszach szum winyli
Pierwsza część homilii w super willi.
"cuty"
dene hastu projekt całe centrum objął
bo robię to jak ja chce nie jak inni robią
i widzę jak chłopaki drogę srebra zdobią
ja patrzę i przyswajam widzę jak swe szanse łowią
racje niebieskie pytam się gdzie tu sens jest ?
jeden za wszystkich a i tak wszyscy liczą pensję
liczy się kapucha chłopaki o tym wiedzą
a nie potrafią słuchać sami bredzą
na dupach siedzą w domach a gdy ochotę masz na romans
jedną sprawę zajmą ci innymi dwoma
za mikrofonami postać w głowie siedzi pomysł
pozwól mu się wydostać robię to co mówi mi mama
mój szef i dwie szefowe projekt przechodzi przez mą głowę
gładko jak pullover
w łeb jak pole minowe kto wie ? co gdzie ?
akcje osiedlowe papier pamiętasz ten dzień
jak nic chcesz być duży to ćwicz
jestem duży to kić prohibited 2000
pomysł w głowie się tli

za mikrofonami postać w głowie siedzi pomysł pozwól mu się wydostać [x2]

zostać w tym klimacie
na tej chacie dostać majka
to bajka ja jako z tej bajki postać
rano wstać nagrać spać na dysku pozostać
wdech - wydech thc dzisiaj sprostać
czekając na telefon śląc smsy
odrzucając stresy zostawić marginesy
na poważne tematy kładę rymy na tym
a poza tym kazi zieleń służy mi jak stewardessy
w chmurach akurat dziś pełna kultura
robię swoje jak gore aparatura za oknami pada
lecz temperatura ponad podziałami
kiedy gadam szura jak wichura
która myśli turla to w smaku dla ciebie jak wór dla chłopaków czy nie ?
no o te sprawy trzeba dbać z polotem
wypierdalam z butów jak kopnięcie z obrotem

ja wcinam się w liryczną akcję tak jak reporter
walczę o kasę w momencie kiedy pusty portfel
pilnuj swoich spraw nie wyjdziesz na idiotę wchodzę
styl hiphop miasta jak bruce z obrotem
ha ha i er jest prawdziwym powodem
nie walczę o finanse nie walczę o nagrodę
jak kapitan kloss na straży stawki stoję
prawdziwy hiphop i dziwne nastroje
w mieście gdzie każdy pilnuje interesu
łatwy zarobek szybki jak przesłanie smsu
prawdziwa jazda dokładać do biznesu
nie sztuka gdy każdy na mieście kasy szuka łepek
pełna kontrola w ręku motorola
otwiera drzwi od merola i myślisz skąd ta kasa się wzięła ?
lewy interes tak akcja się zaczęła
ludzie po głowie drapią się skąd on kasę bierze
zarabia na zieleni lub papierze
na ten temat nie mówię otwarcie i szczerze
bo w solidarność wśród tych ludzi wierze

za mikrofonami postać w głowie siedzi pomysł pozwól mu się wydostać [x2]
Jestem na poziomie szczerości który zawstydza innych,
Twój faworyt, ledwo wiesz jak ma na imię,
Gdy odpalam majka, nagrywam wokal,
Czuję że mógłbym zamiast hantla użyć całego bloku,
Sąsiad, nie mył się, moją windą jechał,
Ciekawe do którego piętra mogę stać bez wdechu,
Do trzeciego, zatykam nos i myślę,
To w sumie też jakiś rodzaj haju, lecz wolę whiskey,
Śmierć, zmiana, miłość i kara, biorę wszystko,
Bo kto żyje jak żółw z poezją nie ruszy z piskiem,
Muzyka jest rajem, być lub sparing,
Z ambicją, oczekiwaniami którym nie sprostają,
Gdy chodzi o Muzykę to nie idę na przeciw,
Flacha? Odpal flachę, mogę siedzieć i siedzieć,
Cała reszta, Kochanie reszta to pułapka,
Choć serwują ją na słodko i zapragniesz dokładkę,
Reszta to pułapka, choć serwują ją na słodko i zapragniesz dokładki..

Ref:
W deszczu i w upale, rozrabiamy, dalej,
Sto protestów i zażaleń ściga nas, uciekajmy,

W deszczu i w upale, rozrabiamy (rozrabiamy dalej) dalej,
Sto protestów i zażaleń ściga nas..

Parki inspirują, knajpy chronią przed chłodem,
Nie usłyszę "gorzko gorzko" bo Kobiet chcę dla osłody,
Chmury zbierają się nade mną, ale trzymam się z dala od ćpania, to cenne,
Choć kuszą ślady kresek które widuję w klubowych kiblach,
Ale jest jeden Keith Richards na stu Ryśków Riedlów,
Toast! Za ten rok by był zwycięską walką,
Za starszego pana z łóżka obok, szary alkon,
Za kolegów z tych sal we wszystkich szpitalach,
Siostro! Do kroplówki więcej ketonalu!
I nie, nie mam apetytu, schab jest za twardy,
Gdybym miał dwa i sznurek zrobiłbym z nich klapki,
Jebać laptopy, tutaj czytam książki,
Mogłem trafić gorzej, życie nie jest tak szorstkie,
Jak stąd wyjdę, będę grzmocił i chlał za trzech,
A na razie se w głowie nucę taki wers (se) :

Ref:
W deszczu i w upale, rozrabiamy, dalej (stale),
Sto protestów i zażaleń ściga nas, uciekajmy,

W deszczu i w upale, rozrabiamy (rozrabiamy dalej) dalej,
Sto protestów i zażaleń ściga nas..
(Nas)

Ruszam na ulicę po składniki na nową płytę,
Piekę ją na ruszcie, nie starczy mi kaloryfer,
Nałóżcie moją powłokę osłonną, nareszcie,
Na mieście dostrzegam twarze za punktów dwieście,
Wbijam na czyjąś osiemnastkę nierozpoznany,
Dlaczego "twist again again" dudni przez ściany,
Ojciec jubilata wściekły - 'impreza zamknięta',
Matka jest niezła, mogłaby mi pokazać entrance,
Moja kompanka zwija im jakiś trunek i nara,
Zaraz spojrzymy na nich z góry tak jak oni na nas,
Wchodzimy na dach bloku śmiejąc się głośno,
To miasto w budowie sześćdziesiątą piątą wiosnę,
Stolica rapu jak as albo stąd kicaj,
Nie nasycę się bicem jak z kalki lub z matrycy,
Mój rap rozrzedza dźwięki tych bitches, ich rap też,
Ale zapomnieli że ziewnięcie się nie liczy,
Ej, ej, ej, ziewniecie się nie liczy,

Ref:
W deszczu i w upale, rozrabiamy, dalej,
Sto protestów i zażaleń ściga nas, uciekajmy,

W deszczu i w upale, rozrabiamy dalej,
Sto protestów i zażaleń ściga nas..
(Nas)

(W deszczu i upale..x3)
Parapety tarapatów naporu toporu rapu nie zniosą
Po to te topory są, by te tarapaty pociąć
Ci-Ci-Cira naciera na Ciebie, bo ciary na ciele Cie cieszą
99990 w przeciągu sekundy mam myśli
Stań w przedsionku lub przyćmij mnie
(przyćmij mnie, przyćmij mnie)

Parapety tarapatów naporu toporu rapu nie zniosą
Po to te topory są, by te tarapaty pociąć, no co?
To podoba się, to po domach ślę, bo to potok osiedli
Bo to pośrednik, sięgnij, mic'a złap
Uświetni, tętnij, wbiegnij w rap
Łap apetyty na te epitety typie
Tak, tu tapety brak, ja prawdę sypię
Sobie zapal, zobacz zapierdalam
Styl taram taram, tak jak taran
Ja staram się, stawać się coraz lepszym
Z dnia na dzień, za nadzieją węszę...
węszę... niucham... tak... tak... szukam, szukam
Słowotok, słów potok powiedzianych, ale z sensem
Namotane na amen, ale chcesz tego, więcej
Chcesz więcej, chcesz kurwa tego więcej? Yo
Słowotok, słów potok powiedzianych, ale z sensem
Namotane na amen, ale chcesz tego, więcej
Chcesz więcej, chcesz kurwa tego więcej? Yo
Ci-Ci-Cira naciera na Ciebie, bo ciary na ciele Cie cieszą
99990 w przeciągu sekundy mam myśli
Stań w przedsionku lub przyćmij mnie,
Krzyknij: „Weź przymknij się Cirson, idź stąd, już lepiej”
Co Ty chłopie, dalej kopie zwroty w eter
weteran wo wo wojny o wolny wybór, bogobojny MC
Pojmij, nie chcę wygód
Atrybut rymów, starczy dla mnie, tarczy twardej
Twórczy dar ten, ej
Ten czy tamten, męczy tandetę
Te raźniejszość chwytam
Nie możliwe, co?
Nie dożyję tego chyba,
Kiedy między mną, a mną będzie spoko
Maj zero cztery, rap szczery słowotok
Kto kto kto kto kto kto?
C do P, C do P, C do P, C do P, C do P do P do P do P do P, tak, tak, tak
Słowotok, słów potok powiedzianych, ale z sensem
Namotane na amen, ale chcesz tego, więcej
Chcesz więcej, chcesz kurwa tego więcej? Yo
Słowotok, słów potok powiedzianych, ale z sensem
Namotane na amen, ale chcesz tego, więcej
Chcesz więcej, chcesz kurwa tego więcej? Yo
Yo, Yo, bla bla bla bla bla
GRU, sprawdź to

tri, dwa, adin, grunwaldzki Alladyn
mikrofon mój karabin a FUBU to mój habit.
Przekrój społecznych drabin od najwyższych gabinetów
do porno-kabin, tak jak Icchak Rabin.
Ogarniam spojrzeniem tę betonową ziemię
Poznańskie podziemie, tu wyzwolenie drzemie.
Byt twardy, wokół kloszardy.
Kwitną komisy, kwitną lombardy
kryzysy gonią kryzysy
wzajemne dissy i dissów bisy,
z rejestrów wpisy, jestem z GRU,
pierdole WKU i już i nie ma mowy nawet
gdy na gardle nóż by nie usłyszeli tej odmowy z moich ust.
Pełen luz mają spokojni, Ci szmalu rządni.
Ci władzy rządni dla nich wolni to podsądni.
Ci praworządni łażą napuszeni jak pawie,
tworzą głupią gawiedź zatopioną w tej zabawie
Ale ja wiem i każdy prawie
co piszczy w trawie,
kiła i mogiła jak zapisy w polskim prawie,
a w szczególności w ustawie o zwalczaniu przestępczości, niszczeniu wolności, tępieniu niezależności, braniu Twej indywidualności, rozpoczął się pościg - Babilon sobie rości,
możliwości, zagrabienia mej własności,
tylko płać, pracuj albo lepiej płać pracą.
Powiedz tylko za co a zaraz potem na co,
powiedz to Polakom, spytaj co oni na to.

ref:
Powiedz to betonowym lasom,
ludzkim masom,
nie grzeszącym kasą.

Społeczeństwo rozbite jak na stole bile
widać to na mile, niemożliwe jest możliwe, pytanie za ile.
Nic nie poradzę, że nie śmieszy mnie Kiler
ani co Monika robi z Billem.
Jestem Emirem.

W telewizji znowu Miller, kup do dobrobytu bilet,
czasem są takie chwile, że czuje się debilem.
Łapcie za portfele,
dzwońcie na Audiotele,
dajcie na tace w niedziele, na kampanie w kościele.
I co? macie niewiele, lecz przegięli skurwiele
kiedy zakazali ziele.
Tak się wyśpi jak se pościele.
Obywatele niezborni jak ciele co stoi i wpierdala
trawę i ogonem miele,
nawet gdy błyszczy jak alufele to nie jest złotem,
wiesz co będzie potem. PDG!

ref:
Powiedz to betonowym lasom,
ludzkim masom,
nie grzeszącym kasą.

Społeczeństwo rozbite jak na stole bile
widać to na mile, niemożliwe jest możliwe, pytanie za ile.
Nic nie poradzę, że nie śmieszy mnie Killer
ani co Monika robi z Billem.
Jestem Emirem.

GRU, sprawdź to.
(Siwers BC)
Ja zostawiam po sobie ślady, których ty nigdy nie zatrzesz,
Wielu raperów marnie kończy tak jeszcze zanim zacznie,
Ja pierdolę biały towar i pierdolę media,
Fałszywa, cukierkowa, jebana skurwysyneria .
Na to punchy artyleria, gdzie pruderia nie istnieje,
To ten arcymateriał, seria tracków na twój teren,
To nie rap terefere ten z ładnym refrenem,
To rap z numerem jeden co po nim poryty beret.
To skillsy, intelekt, to rym z charakterem,
To styl, flow z powerem, to nie czysty interes,
Bo to pasja, zajawa, ten level to Chumulungma ,
Ty jeszcze o tym nie wiesz, ale wie to miejska dżungla.
Mam kumpla - nawet dwóch od tych liter: B i C
Robimy tu harmider i ty wiesz już OCB,
To naszej natury zew, ty lepiej tego nie kopiuj,
Bo to ten rap nie dla idiotów, słabych MC zamienia w popiół .

(Łysol BC)
Zasiadam do stołu, puszczasz bit, i znowu wiemy, że to umiem,
Bo co numer, rodzę się jak feniks z popiołu po skunie,
U mnie pite - długi weekend, jak i wszystkie urlopy,
Nie jestem alkoholikiem, częściej z czystej głupoty.
Tak czy owak, to stilow i zwroty krążą po mieście,
To metoda byś z tą chwilą zczaił co w rapie najświeższe,
Popieszczę się z niunią i biorę się do pracy,
Nie dostaję hajsu z Western Union, tym bardziej z tacy.
Ej wiem, że są tacy, którzy mówią ciągle lipa,
Ale kiedy Łysol wchodzi na bit to wchodzi na Vip'a ta i nie masz pytań,
Jest rodzaj typa, który często nas obraża,
Moja ekipa śle im kwiaty, potem więdną na cmentarzach.
Się zdarza, choć nie robię Boom Boom Boom z prawdziwych klamek,
Po prostu z tłumu jakiś chamek może mieć przejebane,
I gdy zadaję Ci pytanie czy chcesz dziś krew na scenie,
Nie zdążysz odpowiedzieć, bo dostaniesz z wyprzedzeniem .

Teraz Bez Cenzury uderza z precyzją snajpera rap jest brutalny
Mam celu dla kilku zawodników to, to ostrzeżenie

(Miki JWP)
Najlepszy Hip-Hop mam we krwi, wraz z nim straszne promile,
A ten kto z nas se kpi jest dziś daleko w tyle,
Z nich takie to style co nie znają słowa 'Basta',
Wolne chwile, umila im zrzucanie bomb z flamastra.
Spotkasz nas tam gdzie toczy się historii treść,
My siedzimy sobie w loży, ktoś Ci nie pozwolił wejść,
Weź, nie pomoże płacz, ani tym bardziej szantaż,
Jesteś jak łatwa piłka, rzadko puszcza Cię bramkarz.
Kumacie - nasz czas trwa, a wasz nie nadszedł,
Jak volume dasz na max to sprawdzasz najciekawsze,
Zawszę gdy daję słowo na mnie możesz liczyć,
Zawszę gdy dają słowo tworzą nowe hity.
Jak BC, JWP - Prosto Mixtape trzecia część,
Mordko daj jakiś scratch, nie każ im czekać Kebs,
Wszedł jak punch wyprzedzający,
Ktoś wpadł, potem padł na twarz i nie ma mocnych .

(Foster JWP)
Słuchasz nas tu i teraz, znaczy WWA i dziś,
Mam w zwyczaju pić, słowem bić,
Bo to często lubie w parze iść,
Jak JWP, BC i morderca bit - wkręca nowy hit.
Znów wypierdalam wam na łby, werbalne parafuso,
Moje teksty się nie nudzą jak powieści Mario Puzo,
Znudzą zapały wrogów, kurwy idą bramą,
Kiedy my wjeżdżamy - ciosem wyprzedzamy.
Znowu się z tym pogódź, jak ten co nie chce wyjść z nałogu,
Pierdole silną wole - weź to jebnij, strać kontrole,
Puść to nagranie, zapal kątem pole ,
I zapamiętaj kolejność, żeby Cie nie ścięło z nóg.
Byś nie powiedział sobie dość, bo cios spada Ci na kask,
W postaci tych szesnastu wersów,
Nie jesteś gotów, by być gotów na morderców,
I czy słuchając naszych tekstów to łapiesz się za serce.
Ty lepiej wypij se melisę lub łyknij sobie Persen.

Teraz Bez Cenzury uderza z precyzją snajpera
Raz, dwa, raz, dwa, to, to

(Ero BC JWP)
Biore puchy i znów piszę ważne rzeczy po rewirze,
Dzięki temu nawet głuchy może poznać moją ksywę,
We mnie zajawki wciąż żywe jak szacunek do Oldschool'u,
Gdy gra BC, DJ Kebs to katujesz to do bólu.
Twój sąsiad też to zna, nie ważne czy lubi..słucha,
To prawdziwe gówno, na którym nie siada..mucha,
Dobra dawaj bucha, ujaram się jak Ryś Siwiec*,
Za każdym razem gdy mi daje bit Siwers.
Dziś widzę jak bardzo ma ekipa jest potrzebna,
Bo co drugi squad to lipa, a flow chyba mają z drewna,
Ero zapewnia słuchaczom najświeższy towar,
Bo tak upycham te rymy, że to się nie mieści w głowach.
Sekcja alkoholowa - Kosi, Miki, Siwy, Łysol,
Dodaj Ero to się równa grube melo,
W klubie terror, mimo to kochają nas barmanki,
Gorzej z ochroną, gdy wale wódę na szklanki .

(Kosi JWP)
Kiedy ja złapie za mikrofon, ziom ty wiesz co tu jest grane,
Młodzi, gniewni, głodni rapu - zjadłem ich przed śniadaniem,
Przelewamy myśli na papier, wypluwam zabójczy styl,
Ty zanim się tym połapiesz wyłapiesz punch'em na pysk.
Zysk rośnie z każdą chwilą, tak jak rosną nasze skille,
Wielu by chciało naszej krwi, a brną w gównie po szyje,
Ja żyję po to, żeby grać, ja gram po to, żeby wygrać,
Bez sensu jest w miejscu stać, to gorsze niż z ogniem igrać.
Eeny, meeny, miny, moe** ziom, sprawdź moje flow ,
JWP - to jest to, Warszawa - to jest nasz dom,
Na lini w chuj naszych bomb, w chuj naszych bomb na mieście,
Znów wrzucam coś na ząb i zjadam Cię jednym wersem.
Po pierwsze dla show, po drugie dla przyjaciół,
Chcesz podbić do mnie z rymami to jak wbić z drewnem do lasu,
Dobrze wiem kto jest kto, sprawdź styl najlepszej kliki,
To Siwers, Łysol i Kosi, to Foster, Eros i Miki , Ziom.

* Ryszard Siwiec - dokonał samopalenia na Stadionie Dziesięciolecia przy blisko 100 tys. ludzi. Mówiąc najogólniej był to protest przeciwko decyzjom rządu i polityków.
** Angielska wyliczanka. W Polsce odpowiednikiem jest np.: Eneduerabe czy Ele mele dudki.
[Nullo]
Ziom, ja potrzebuję tylko długopis plus czysty papirus
By czuć znów puls, odciąć się tak jak Big Szug
Nad kartką, tu wena karmą, ja w genach mam ją
Znikam jak fantom, gdy piszę w ciszy moje esperanto
Fakt faktem kocham rap, ale także sport
Jak Charles Barkley mam czas na basketball
Tam gdzie park na wrocławskiej stoi zawsze kosz
Tam zawsze 12 godzin mogłem w basket ciąć
Na ławce zawsze ktoś siedział z kim mogłem się napić
Na klatce spalić cannabis, gadkami z kumplami czas zabić,
za nic nie zamieniłbym tych chwil spędzonych z wami
Tych chorych bani, tych wojen między podwórkami
Dlatego wracam tu, palimy bata znów, czeka wataha głów
Czeka krata browarów, na co dzień padasz z nóg
W kółko praca, dom, rodzina
By nie zwariować czasem trzeba się odcinać.

[Ref.]
Kiedy życie przypomina ci czeski film
A ciśnienie ścina z nóg jak polski drin
Polsko-czeski styl, Headdy czas wyluzować
Weź czeski browar, my weźmiemy z Polski towar
Kiedy życie przypomina ci polski film
A ciśnienie ścina z nóg jak czeski drin
Czesko-polski styl, Headdy czas wyluzować
Weź czeski towar, my weźmiemy z Polski browar

[Headdy]
Ted’ nechci myslet na všechny ty věci co nas tahnou dolů
Nenechám se stáhnout ani parem volů
Babylon je plný hoven, denně v tom, dává školu
Nenechám se tím sežrat jako svetr od molů
Tak sednu napíšu si text anebo složim beat
zapnu technikz, dám set a pouštím si samý hit
To mě dostavá ven, když potřebuju klid
A když nechci být sám, jsou tu mý fellaz, a je čas pít,
Vytáhnu projektor,dvd a basu piv
Uklidím humus ze stolu, odvolám celý chlív
Kdy bylo líp, probereme staré nové časy
Holky,prachy,pitky,muziku,bitky a životní trasy,
A jindy chci být raději se svou milou, man
Taky znáš to, že? pocitit jemnost žen
To je můj chill ten co mi dodává mi sil do žil, mamen
můj styl mamen, tohle je real mamen.

[Ref.]
Kiedy życie przypomina ci czeski film
A ciśnienie ścina z nóg jak polski drin
Polsko-czeski styl, Headdy czas wyluzować
Weź czeski browar, my weźmiemy z Polski towar
Kiedy życie przypomina ci polski film
A ciśnienie ścina z nóg jak czeski drin
Czesko-polski styl, Headdy czas wyluzować
Weź czeski towar, my weźmiemy z Polski browar

[Szad]
Miałeś coś zrobić, weź to odłóż, się otwórz
Może czeka cię podróż przez ogród szarych podwórz
Chodź już, weź zapomnij czasem i zwolnij piasek
Nie żebym w nocy miał sen, ale ci mówię popłyń z basem
Kiedy nie wiem co dalej lubię się poczuć Escobarem
Wtedy te dni nie są szare, choć trzeba mieć niezłą pamięć
Nie żebym przez to nawet zmarnował w Tesco talent
Mam jazz to palę, często lubię w sobie dziecko znaleźć

[Ver.3]
Ej ty weź i oczy przetrzyj też
Nie ważne to kto pierwszy jest, jak to, że węszy pies
A większy bejc, to większy stres, nie wiesz czy biec?
Nie wiem czy wiesz, życie i rap ma głębszy sens
Kiedy wokół wszystko ci kojarzy się z Wietnamem
I chuj z planem, a pięści same biją w ścianę
Kiedy jesteś wulkanem, a blady strach nadjeżdża karawanem
Zamiast nie spać nad ranem miej wyjebane

[Ref.]
Kiedy życie przypomina ci czeski film
A ciśnienie ścina z nóg jak polski drin
Polsko-czeski styl, Headdy czas wyluzować
Weź czeski browar, my weźmiemy z Polski towar
Kiedy życie przypomina ci polski film
A ciśnienie ścina z nóg jak czeski drin
Czesko-polski styl, Headdy czas wyluzować
Weź czeski towar, my weźmiemy z Polski browar

[Pork]
Lubię te sto sześćdziesiąt nocą, kiedy tak autem tnę trasę
Nie chcę osiąść jak posąg, muszę się odciąć czasem
Mam takie miejsce, gdzie dym za miastem z grilla
Smakuje jak najlepszy drin gdzieś na Malediwach
Tam się odcinam, tam ten miejski huk armat
Milknie jak grób, tam sam sobie diler i barman
Czytaj, barman, diler pod lasu baldachimem
Mamy z braćmi K bazę jak w Alpach Fuhrer
Zmieniamy miejsca i cele, częściej niż snajper w Peru
Ja i mój kumpel Burton czekamy na taflę śniegu
Jadę ją kantem i na każdym pipe'e
Albo latasz w chuj lub zaliczasz karkiem
Życie mi beret ryje, lubię te rzezie w 3D
Gdy w teren idę, ja i mój kumpel Desert Eagle
Nie ma to jak wyluzowany na bani headshot man
Poza tym gęsto gram, z resztą chcesz to sprawdź yo !
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo