Popularne piosenki. Polski Hip Hop

[Rychu Peja Solufka]
Kochana mamo bardzo za tobą tęsknie
W nocy i we dnie myśle o tym gdzie jesteś
Ja mam się nieźle lecz myśleć niemoge przestać
20 lat mija od czasu gdy odeszłaś
Wiem że na mnie patrzysz, czy jesteś ze mnie dumna?
Mam nadzieje że się śmiejesz, nie jesteś smutna
Bo tu na dole rzeczywistość jest okrutna
Chciałbym mieć ten spokój który mam nadzieje już masz
U mnie raz pustka, czasem euforia w pogoni za życiem
Tak bywa co dnia
Myśle iż można żyć godnie z fantazją
Często jest hardcore wiem dobrze znasz to
Idę przez siebie choć czasem pękam
Próbuje se przypomnieć twoją twarz bo nie pamiętam
Czasem też klękam ślę modlitwe w intencji
Bardzo cię kocham to dla ciebie chce być lepszy

[Ref]
Kochana mamo, trzymam się dzielnie
Kochana mamo, choć często cierpie
Kochana mamo, życie jest wściekłe
Kochana mamo, bardzo kocham cię tęsknie

[Rychu Peja Solufka]
Byłem przerażonym dzieckiem kiedy przyszło nam się żegnać
Nigdy tego nie zapomne dramat młodego człowieka
Zapadłem w letarg to gehenny początek
Bieda i patologie wiesz mi nie byłem kątem
Kochana mamo, ty znasz mą historię ?
Bo słyszysz co mówię bo widzisz co robię
Staram się bowiem błędów nie popełniać również
Chce być normalny w miare, rozumiesz ?
I wiem że czujesz tę prace co wykonałaś
Bo twój mały Rysiu już dorósł i działa
Za to ci chwała bo to dzięki tobie mama
Rozwijam talęty które mi zaszczepiałaś
Książki czytałaś ja pamiętam to dobrze
Był dobry czas najgorszy był pobrzeb
Mówiłaś mądrze ja chłonołem jak gąbka
Dla mnie wciąż żyjesz wiem że kiedyś cię spotkam
Tęskni i ciotka czasem szklą nam się oczy
Trzymamy się razem jak Band co tworzy
Chce długo pożyć ty nie miałaś tej szansy
Na ramieniu twój portret najważniejszy z tatuaży
I mógłbym marzyć o naszym wspólnym życiu
Jak szykujesz mi kanapki bo na trase leci Rysiu
Wszystko bym oddał bym mógl tego doświadczyć
Tym czasem składam ci hołd, kochana to dla mnie zaszczyt

[Ref]
Kochana mamo, trzymam się dzielnie
Kochana mamo, choć często cierpie
Kochana mamo, życie jest wściekłe
Kochana mamo, bardzo kocham cię tęsknie
E, Torae, bracie, mam tu w torbie dla nas
Kilograma i flow co robi konkret zamach
Menu co roz*****la każdy kotlet w barach
Potem wrócisz i opowiesz ziom o Polsce w Stanach
Styl rozbuja jak hamak każdą literę w wersie
To flow przenika bit jak dwutlenek powietrze
Jestem każdym procentem inteligencji w bębnach
Mój mózg ma milion giga ChWDPamięci pendrive
Zamienić ten świat nigdy
Choć raperzy dziś widzą w wersach ekstra cyfry

To nie Eska piknik, ekran cycki, ***** dla płytkich
Przestań być w tym gównie, bo cię ten rap zniszczy
My mamy głos, my mamy broń z Bałut na Brooklyn
Many to tło wybrane flow, ty propaguj swój kurnik
Przez prostaków jak Kukiz piersi cię pizdo bolą
Bo ich każdy tekst śmierdzi fest disco polo
Oddany słowom jak szczytom nikotyna
***** innych raperów, im teksty szyto w Chinach
Nowy Jork, ŁDZ tak dźwięk śmiga ziom
So we didn't join together [?]

Kto jest szatanem tej sceny, ucieleśnieniem diabła
Przez uszy do mózgu pną korzenie jak Afgan
To my złodzieje światła, prom do czasoprzestrzeni
Pomyśl to nie jest walka, choć tu taką bym przeżył
Demoluję wnętrze czaszki, chcesz tej prawdy
Wiesz, że dam ci sens tej taśmy
Przez ten zastrzyk w serce sampli, przejdź nie drażnij
Nie damy przeżyć nawet twojej wyobraźni
Każdym wersem demoluję trwale kontakt dwóch półkul
Poza dźwiękiem nie dociera żaden kontrast subkultur
W żyłach kontra jak kung-fu, to zakażenie krwi
Przez kolumny globem miną prosto kamieniem na ryj
Nie wiem czy to wyścig, niecierpliwość niszczy
Mózg to swoich pragnień nie zdoła siłą ziścić
Ty zobacz ilość chinchy, niepotrzebny mi żaden
Dźwięk opanowuje wszystkie nerwy przekazem
To wbija w fotel, łapie mięśnie paraliż
Temperatura ciała rośnie w tempie Tsunami
Nic nie chcę poza gamy dźwiękiem do stylu
Jestem nosicielem flow, ukradł serce mi wirus

[x2]
Dla braci to duma, a dla frajerów zło
Jestem nosicielem flow
...Od słów do czynów...
...Roz*****lam *****ysynów...

-Dzień dobry panie doktorze
Ostrowski z tej strony się kłania
Ja w sprawie wyników dzwonię
-Panie Ostrowski obawiam się, że mam dla pana smutną nowinę
Może lepiej by było gdyby pan usiadł
Obawiam się, że...naprawdę nie wiem jak to powiedzieć
Ale podejrzewam, że jest pan nosicielem flow

Bez pieprzonych podtekstów, żadnych nieporozumień
Jestem muzyką, chwilą, prawdy zwiastunem
Wystarczy szarpnąć za strunę by odpłynąć
W fotelu wygodnie ze skunem odpal piwo
To ten tlen jak paliwo, każdy dźwięk wchodzi skórą
Zamykam oczy, wyobraźni, cień chłodzi kurort
To jak sen, chociaż czują moje nogi podłogę
By się nie narobić, myślę co zrobić człowiek
Chcę być wolny przez moment niczym w powietrzu Jordan
Unieść się nad blokami, odnaleźć w sercu otchłań
Pomiędzy ćwierć-nutami płynie zwrotka w to tempo
To flow co wywołuje od środka roz*****
Jestem rześki jak Mentos, to słychać w każdej pauzie
Bo ten styl tu oddycha swoim vibem na zawsze na relaksie
Nawet kiedy kaszlę żyję chwilą
I potrafię pod te bębny to co widzę nawinąć
Nie gram w lidze czy Rio, weź Tabasko i ten brat
Jestem muzyką, zsyłam na miasto dźwięk jak
W upale cień, czy przy mrozie ogień
Niech ten wirus będzie teraz twoim ziomem na co dzień

[x4]
Dla braci to duma, a dla frajerów zło
Jestem nosicielem flow
...Od słów do czynów...
...Roz*****lam *****ysynów...
Wciąż się zadaję z tymi samymi ludźmi
Wciąż skurwysynom nie pozostaję dłużny
Wciąż pragnę szczęścia dążę do bycia lepszym
dla ludzi być ludzkim resztę frajerstwa pieprzyć
Wciąż tutaj jestem związany z osiedlem
statystyczny cham, który działa przebiegle
Wciąż taki sam na krzywdę ludzką wyczulony
dla kurestwa obojętny obowiązkiem przytłoczony
Wciąż brak zadumy bo sukcesy są złudne
Wciąż to samo życie choć już nie takie smutne
Wciąż nowe kłótnie o swoje trza się upomnieć
Chciałem więcej miłości ale czas jest na wojnę
Wciąż nie spokojne myśli
Wciąż wiele zawiści
Wciąż ludzie którzy chcą czerpać tylko korzyści
Wciąż wierze że się ziści marzenie żyć w spokoju
Wciąż sporo gnoju na ulicach rozbojów
Wciąż szanowany przez tych co byli zawsze
Wciąż dla nich pisze nagrywam bo to ważne
Wciąż te same przyjaźnie i miejsca w których bywam
Wciąż jestem Rychu Peja tak się nazywam
Wciąż przywiązany do miejsc lat młodzieńczych
Wciąż mam prawdziwe teksty
Wciąż kocham pisać wersy
Wciąż z ambicjami na początki nie stawiam
Wciąż jestem swój chociaż więcej zarabiam
Wciąż was namawiam do zmian na lepsze wyjdzie
Wciąż jak wy błądzę upadam ludzi krzywdzę
Wciąż mam swą listę ulubionych longplay’i
Wciąż możesz słuchać do bólu rapu Peji
Wciąż bez układów kompromisom mówię wyjazd
Wciąż walczę fair nawet gdy los nie sprzyja
i wciąż przepita szyja nawet jeśli trunek droższy
Wciąż pełen obaw że sytuacja się pogorszy
Wciąż bezustannie nie zaspokajam swych pragnień
Wciąż jestem tego świadom jak łatwo skończyć w bagnie
Wciąż okłamuję bliskich w sklepach detal ukradnę
Wciąż przeklinam życie które często bywa bagnem

Ref.x2
Wciąż niebezpieczny dla wrogów odwiecznych
Wciąż niezbyt grzeczny dla wrogów odwiecznych
przez ludzi kochany ja za to wam wdzięczny
Wciąż napierdalam o sprawach społecznych

Wciąż mam tę siłę na zmagania z niecodziennym
Wciąż bardziej kozak niż tchórz warto być dzielnym
Wciąż wyjebane ma banały i podpuchy
Wciąż dobre nuty na salonów sygnał głuchy
Wciąż godne życie nie straciłem wyobraźni
Wciąż bardziej zły częste rozdwojenie jaźni
Wciąż nadal poważny albo raczej posępny
Wciąż jestem z tobą
Wciąż jestem bezdzietny
Wciąż bardziej skurwiel i zgnilizna tak sadzę
Wciąż nadal walczę żyje zarabiam pieniądze
Wciąż na zmianę liczę choć wysoko zaszedłem
Wciąż pamiętam przeszłość i wspominam życie biedne
Wciąż jak ty więdnę i bez uczucia zdycham
Wciąż będą ...dzwonił do ...
Wciąż pod sklepami lipa tylko ja się wyróżniam
Wciąż nie mam wózka nadal grozi mi puszka
Wciąż spore chęci by zapisać nowy zeszyt
Wciąż cena kręci
Wciąż rap nie dla dzieci
Wciąż jakoś leci
W ciąż wynajmuję studio
tak jak mieszkanie w którym rzadko jest nudno
Wciąż to samo gówno kocham tego epicentrum
Wczoraj dzisiaj jutro nadal wciąż bez patentu
(Wczoraj dzisiaj jutro nadal wciąż bez patentu)

Wciąż mam tę siłę na zmagania z niecodziennym [x4]
Wczoraj dzisiaj jutro nadal wciąż bez patentu)[x3]
Parapety tarapatów naporu toporu rapu nie zniosą
Po to te topory są, by te tarapaty pociąć
Ci-Ci-Cira naciera na Ciebie, bo ciary na ciele Cie cieszą
99990 w przeciągu sekundy mam myśli
Stań w przedsionku lub przyćmij mnie
(przyćmij mnie, przyćmij mnie)

Parapety tarapatów naporu toporu rapu nie zniosą
Po to te topory są, by te tarapaty pociąć, no co?
To podoba się, to po domach ślę, bo to potok osiedli
Bo to pośrednik, sięgnij, mic'a złap
Uświetni, tętnij, wbiegnij w rap
Łap apetyty na te epitety typie
Tak, tu tapety brak, ja prawdę sypię
Sobie zapal, zobacz zapierdalam
Styl taram taram, tak jak taran
Ja staram się, stawać się coraz lepszym
Z dnia na dzień, za nadzieją węszę...
węszę... niucham... tak... tak... szukam, szukam
Słowotok, słów potok powiedzianych, ale z sensem
Namotane na amen, ale chcesz tego, więcej
Chcesz więcej, chcesz kurwa tego więcej? Yo
Słowotok, słów potok powiedzianych, ale z sensem
Namotane na amen, ale chcesz tego, więcej
Chcesz więcej, chcesz kurwa tego więcej? Yo
Ci-Ci-Cira naciera na Ciebie, bo ciary na ciele Cie cieszą
99990 w przeciągu sekundy mam myśli
Stań w przedsionku lub przyćmij mnie,
Krzyknij: „Weź przymknij się Cirson, idź stąd, już lepiej”
Co Ty chłopie, dalej kopie zwroty w eter
weteran wo wo wojny o wolny wybór, bogobojny MC
Pojmij, nie chcę wygód
Atrybut rymów, starczy dla mnie, tarczy twardej
Twórczy dar ten, ej
Ten czy tamten, męczy tandetę
Te raźniejszość chwytam
Nie możliwe, co?
Nie dożyję tego chyba,
Kiedy między mną, a mną będzie spoko
Maj zero cztery, rap szczery słowotok
Kto kto kto kto kto kto?
C do P, C do P, C do P, C do P, C do P do P do P do P do P, tak, tak, tak
Słowotok, słów potok powiedzianych, ale z sensem
Namotane na amen, ale chcesz tego, więcej
Chcesz więcej, chcesz kurwa tego więcej? Yo
Słowotok, słów potok powiedzianych, ale z sensem
Namotane na amen, ale chcesz tego, więcej
Chcesz więcej, chcesz kurwa tego więcej? Yo
Yo, Yo, bla bla bla bla bla
Umierasz gnoju, twój pieprzony czas się kończy
za chwile twa rodzina w bólu się połączy
przed przeznaczeniem nie uciekniesz o nie, o nie!

Prędzej czy później śmierć i tak dopadnie cię
co czujesz i przeżywasz gdy twa szansa przepada
ostatni oddech zabiera ci śmierć gdy do domu twego wpada
strata brata to coś więcej niż jebane nieszczęście
kostucha wyciąga swe łupy i śmieje się w podzięce
żujemy otoczenie podziałami i wojnami
nawzajem sobie kurwa życie odbierała
umrzeć w strzelaninie to nie jest żaden wstyd
teraz leżysz w grobie i lądujesz wszystkich bit?
garstka piachu, łzy i kilka wieńców
wszystko to dla ciebie, to jest prezent od szaleńców
którzy niestety wygarnęli w twoją stronę
zostawiłeś swego syna i zrozpaczoną żonę

Umierasz gnoju, twój pieprzony czas się kończy
za chwile twa rodzina w bólu się połączy
przed przeznaczeniem nie uciekniesz o nie, o nie!

Ta kurewska współzależność oraz chęć dominacji
każdy z giwerą próbuje bronić swoich racji
strzelasz raz, drugi, trzeci, czwarty
twój wróg pada na ryj, skończyły się żarty
łeb przestrzelony, brzuch rozdarty od kul
stoisz nad ofiarą i wyszydzasz gnój
bezcześcisz zwłoki, te pieprzoną kupę gówna
jesteś w tym dobry, nikt nie może ci dorównać
to nie jest jak domino czy pieprzona gra w kości
trzeba wiedzieć co i jak gdy zabija się gości
ten Białas co oberwał nie wyliże się już z ran
huj mu w dupę niech mu ziemia lekką będzie
wkrótce na cmentarzu więcej ciał przybędzie

Umierasz gnoju, twój pieprzony czas się kończy
za chwile twa rodzina w bólu się połączy
przed przeznaczeniem nie uciekniesz o nie, o nie!

Nic ci nie zrobią gdy nie mają dowodów
skurwiele umierają przecież z różnych powodów
pociągasz za spust mówiąc żegnaj skurwielu
zapewne w ten sposób zginie jeszcze wielu frajerów
morderstwo bez powodów to nas wszystkich intryguje
wystarczy, że cię ktoś potrąci albo zignoruje
wtedy pada wyrok, już nie żyjesz Białasie
kończysz swoje życie na tym świecie ty kutasie
zdychasz powoli i nic już nie czujesz
przypominasz sobie życie i powoli żałujesz
za takie błędy płaci się wysoką cenę
trafiłeś do piekła a marzyłeś o niebie

Jeśli ktoś wkurwia twój styl życia, sposób bycia
To ten ktoś z bronią w ręku chce pozbawić ciebie życia
To on jest twą wyrocznią, jebanym fatum
Gdy zmieni zdanie i nie strzeli to podziękuj mu za to

Umierasz gnoju, twój pieprzony czas się kończy
za chwile twa rodzina w bólu się połączy
przed przeznaczeniem nie uciekniesz o nie, o nie!
(Gram żeby grać.. ahh z resztą,
ten co grał, a nie gra będzie grał,
tylko ten co pierdolił a..
już nie pierdoli ten nigdy.. pss!)

(Tak! Gadka oparta na faktach, sprawdź to gówno!)

1. Yo! PDG yo to moje inicjały,
Gural w stereo uderza na dwa kanały,
na polu chwały, PDG plan w trakcie,
nie abstrakcje, to rym na fakcie,
w trzecim akcie na kompakcie - sprawdź Gurala,
szala przechylą nadciąga fala,
rozpala gorączka złota świat oszalał,
balast odrzucam i wciąż trzymam balans,
skala rośnie jak napięcie w dniu szakala,
wyzwala energie, mity obala,
od graczy dla graczy, wciąż napierdalam,
chropowata technika robi hałas,
gdzieś z tyłu ktoś gwizda żeby dać mi znak,
powoli do przodu jak silnik Diesla,
chłone życie jak uchodźców Pakistan,
mam taki stan, trzymam wszystko na dystans,
mista Gural pizga, życie to fist style,
chwila nie uwagi i Asta La Vista,
pizgam, sypie iskra, pełna pizda,
istna, chwila soczysta potem pizgram,
życia sztuka jak Buena Vista,
dyplomacja jak pismak, obskórna jak bistra,
i straszna jak krzyk w ginących piskach - opon,
podpływam na wodę głęboką,
Poznań wita, na chuj mi ta sprzedajna polityka,
oparta na kitach z wrogami kita,
lecz ja jak pijak w chuj w to wbijam i tak,
nie chce jak Ikar polecieć zbyt wysoko,
tak podpowiada mi logika,
póki pikawa tyka, póki hula ma technika,
wiesz, bestia wciąż dzika zaklęta w głośnikach,
jade przez życie na ostrych bitach.

Ref. 2x
Oparta na faktach, paktach i kontaktach,
gadka idzie w miasto na kompaktach,
na kontraktach składam moje inicjały,
Gural w stereo uderza na dwa kanały!

(na dwa kanały, na dwa kanały..)

2. donGURALesko, jerzą się na głowie (co?!) - włosy,
zapiąć pasy, zgasić papierosy,
wchodze w kombosy, gładko jak Eddie w Tekkenie,
Grunwaldzkie podziemie, tu wyzwolenie drzemie,
jak Mortal Combat - Kartel kohorta,
zachodni wiatr wieje - dziesięć skali Beauforta,
mój portal? www.tłuste rymy.com - don -
GURALesko głos jak ostatni smok,
teraz przy sterach nawiguje Laska i Magiera,
pełna moc na Poznańskich panterach,
bit napiera, naciera, hardcorowa opera,
więcej magii niż w przygodach Harry'ego Pottera,
to Grunwaldzka riwiera podwoje swoje otwiera -
jak przygody Guliwera w krainie Lily Butów,
nacisk wywiera i do kumatych dociera,
głośniej niż Pavarotti, Domingo i Carreras -
razem wzięci, kręci jak karuzela,
jak bambus na adapterach chroni jak morski Keira,
błyszczy kaski azjiera puści jak kariera,
od pierdolonego bucy buta do milionera.

(Gadka oparta na faktach, gadka oparta na faktach..)

Ref. 2x
Oparta na faktach, paktach i kontaktach,
gadka idzie w miasto na kompaktach,
na kontraktach składam moje inicjały,
Gural w stereo uderza na dwa kanały!

(na dwa kanały, na dwa kanały..)

(Tak, pojebany Gural, donGURALesko, hardcorowy Papa,
bandyta mikrofonu, Killaz Group, PDG Kartel i K.A.S.T.A. Squad
Sprawdź to gówno! 2002, a saga trwa nadal sprawdź to gówno, sprawdź to gówno!)

(Dobrze kombinujesz, dobrze!)
Ref: Zróbmy więc imprezę, jakiej nie przeżył nikt
Nich sąsiedzi walą, walą, walą do drzwi
Sztuczne ognie niech się palą, palą, a ty
Tańcz i browar pij
Niech cały wiruje świat, ha, ha, ha

Jest piątek, tygodnia koniec i początek
Na tarczy kilka minut po dziewiątej
Stoję pod drzwiami, słyszę, że jest ciekawie
Chłopaki na pewno nie siedzą przy kawie
Pukam z całych sił, ale nikt mnie nie słyszy
Muza napierdala, jeden przez drugiego krzyczy
Jestem w środku i co widzę! Co?
Twarze znajome, luźna atmosfera
Wszystko idzie w dobrą stronę
Procenty i skręty, a ja wniebowzięty
Jedno wiem - wieczór będzie przegięty
Ale, ale nie przejmuje się tym wcale
Zabawa trwa cały rok jak w karnawale
Się, masz Liroy, jak jest? Jest dobrze!
No, bo to impreza, a nie pogrzeb
Tak, tak, to impreza a nie pogrzeb
Więc ja bawię się dobrze, bez kitu
Świnie kwiczą z zachwytu
Jest "sikalafą", albo O.K., jak kto woli
No moich imprezach nikogo głowa nie boli
Więc O'Neal, walnij haka i zapraszam
To jest Marta, a to Kasia, to sypialnia wasza
Szaka-L zaprasza na imprezę w rytmie ha-ha
Nigdy w rytmie cza-cza

Ref.

Imprezy u znajomych wzmocnią twoje siły
Różne wibracje, style, jesteśmy jak krokodyle
Z O'Nealem na imprezie podziwiamy piękne panie
Wiesz, mam wielką ochotę na nie
Misie, Dominik, dupeczki w kolorze Afryki
Słyszę w głośnikach niezłe triki
Jak małpka Fiki-Miki tańczę na parkiecie
Słyszę Styczeń, luty, marzec, kwiecień
Raj, tak, czuję się naj, kiedy jestem tu
Wtedy mam ochotę na scoobie doobie doo
Impreza jakich mało, przełomowa 2000
Wokoło mnie muza, browar i świnie gorące
Ciśnienie rosnące, nigdy malejące
Zimne drinki, mocno rozweselające
Tak, jak ja kocham te klimaty
Ciśnienie jest tak duże, mało nie rozjebie chaty

Ref. 2x

Witam ponownie na drugiej części meczu
Widzę niezłe sztuki, są też fani skreczu
Są Yaro i Szaka-L oraz grono fachowców
Nastrój imprezowy po wypiciu dwóch browców
Jeśli słyszysz ten numer, dla DJ-a 1:0
Witam koleżanki, pojedziemy na stereo
Bity dają w banię, jak kocham ten stan
Jeśli chodzi o to, to nie jestem tu sam
Nie, jest nas wielu
Y.A.R.O., mój stary przyjacielu
Impreza zapierdala, browar się leje
Kobiety dookoła, stary co się dzieje!
Co? Budynek się chwieje, każdy się śmieje
Z głośnika napierdala je je je je
Ha, ha ha i oto stary chodzi
Impreza u Szaka-L'a nikomu nie zaszkodzi

Ref. 3x
1.Nigdy nie chciałem sprzedać się dla muzyki,
To do mnie dzwonili chociaż byłem nikim
Dalej jestem nikim, nie walczę o wyniki
Ciągle chce iść do przodu, ciągle chce być jak wiking
Odkrywać lady, być wolnym, jak Ikar co zbłądził
Chce sam doświadczyć do czego Odys tak dążył
Chce znaleźć swoje miejsce, dotknąć tego domu
Poszukać kątów potem przekazać je komuś
Tych kropli potu chce być warty nie sposób
Nie wylać, nie chce być ludkiem po prostu
wbrew fala płynę i trzaskam o brzeg
wiem jak to jest być jak zbity pies, wiesz?
Nigdy serca nie oddam bez walki o nie
Wiem ze czasem jest źle to me serce tak plonie
Nie jestem z pokolenia gdzie muzyka w gramofonie
Grala, ja gram przestane wiem to jest moment

Nigdy nie zrobiłbym tego co kiedyś
Te rzeczy, wspomnienia, czasem kupa biedy
Chociaż nigdy bym nie chciał być innym człowiekiem
Bo to moje Zycie moje błędy ale z wiekiem

Dojrzewam do życia do walki o mój sen
mój dzień, o to by być wielki jak big Ben
By stać się legenda, co krąży po wiekach
chociaż nigdy na sile, ten sen na powiekach

2.Ciągle kulam do przodu szuram trzymam połap
Choć kompas mnie zwodzi ma mnie za ciula
Nie hulam po balach bo mam samo respekt
Mam wartości od których skacze ci gula
Nigdy bym nie sprzedał swoich wspomnień
Choć często bolą jak jakieś zbrodnie
Sumienie mi mówi ze mam czuć się okropnie
ja mam spokój duszy i jest mi z tym dobrze
Nigdy bym nie szedł wiedząc ze zbłądzę
Nie sadze bym chciał się spalić ponownie
Nigdy bym nie wbił noża Ci w plecy
Dosłownie w przenośni, i tak jakoś leci
Nawet jak bym dostał od ciebie złe wieści
To chleb mój powszedni, wszystko się zmieści
Nie zawsze jestem happy nie zawsze jestem rześki
Ale Nigdy nie zmienię swojej opowieści

Nigdy nie zrobiłbym tego co kiedyś
Te rzeczy, wspomnienia, czasem kupa biedy
Chociaż nigdy bym nie chciał być innym człowiekiem
Bo to moje Zycie moje błędy ale z wiekiem

Dojrzewam do życia do walki o mój sen
mój dzień, o to by być wielki jak big Ben
By stać się legenda, co krąży po wiekach
chociaż nigdy na sile, ten sen na powiekach (x2)
Szad:
Białasy nie wierzę w nic już! Może łykać to nowicjusz!
Zamiast kurwa na Mauritius najpierw idź już pit złóż w pizdu!
Znów miał być Lexus z zysków, to go sobie wrzuć w cudzysłów!
Czuwa nad tym Jezus Fiskus, zostaje nam skuć turystów!
Chcesz podleczyć stan umysłu, a tu chuj co łaska zgarnia!
Parafialna kancelaria, ale czasem dom rozpusty..!
Patrzy Dżizus! Patrzy Maria jak w nich wierzy kondom pusty!
Ślad wiary na genitaliach ! Chcesz do nieba - bądź posłuszny!
Dajesz... Biorą! Bóg ma oddać! Czekaj, patrz jak kukła w obraz!
Potem patrz jak kukła z okna, co, łaska była za drobna?!
To może być długa modła... Jak chcesz szybciej tu masz konta!
Nie chcesz trafić do ognia, to się lepiej kurwa popraw!
Przede wszystkim płać podatki... Pozwól panom stać ponad kimś!
Lubią oddychać tym tlenem - skurwysynów stać na statki..!
Wpadają na kawior cwele..! My możemy wpaść do żabki..!
Masz marzenia, wiarę, cele..? To je sobie wsadź w pośladki!

Ref: Mówili ciągle co godne, że godłem jest krzyż,
Że w Polsce wciąż postęp, pieniądze i zysk.
To obłęd i wstyd, jak godnie tu żyć?
Wypowiadamy wojnę, bo już nie wierzymy w nic!

Pores:
Dziś już Wedel nie jest polski, a szwedzkie nie jest Volvo.
Niech Belweder zbierze wnioski, może mniej się wtedy modląc.
Polityka gryzie kostki, kogo ma wzbogacić godło.
Wzrasta nienawiść do Rosji, Katyń, gaz, mięso i godność.
Schodzi co raz więcej ostryg, działa prężnie branża porno.
Ludzie kłamią, palą mosty bo im wraca karma wolno.
Ludzie skamlą, walą koksy w ciuchach od Armaniego.
Inni wróżą nalot obcych i pieprzony Armagedon.
Dziś ludzie żyją jeszcze mocniej, lubią robić w mieście wioskę,
życia sobie nie spieprz chłopcze, dziś ludzie to bezkręgowce.
Widzę ten bezsens poprzez ten bezkres, przez betonowe kopce
bezsens jak expres w trójwymiarowej zwrotce płynie.
Idę jakbym był pieprzonym androidem, czarno widzę
kraj ten synek, choć nie jestem czarnowidzem.
A gdy patrze na ten świat krzywy, każde jest miejsce obce,
jakbym zamiast szyby miał wsadzoną pleksę w oknie.
Jeden biegł samotnie, powinęli go za to, że lał do stawu,
a co zrobił koncern BP? - Nalał do oceanu!
Gdzie jest sprawiedliwość czynów, może podcinam swą gałąź,
daj nam piwa, wódki, ginu, synu, jak kiedyś Indianom!

Ref: Mówili ciągle co godne, że godłem jest krzyż,
Że w Polsce wciąż postęp, pieniądze i zysk.
To obłęd i wstyd, jak godnie tu żyć?
Wypowiadamy wojnę, bo już nie wierzymy w nic!

Nullo:
Witam w świecie pełnym spisków, niekoleżeńskich przysług,
Gdzie miłość jest dla zysków, wiesz nic tu nie działa Chrystus,
Dziś biskup tak jak fiskus nie przepuści Cię bez kwitków,
Dasz plik trzystu stów i płyniesz na drugą stronę Styksu
Ty wiesz, że nie wierzę w sny znów, w cel, gdy z panoramy znikł już
W sens wypowiadanych przysłów i wytypowanych mistrzów
Znam sam parę starych grypsów - już wiesz, że nie wierzę w nic już,
Uwierz, że nie mamy 'many, many' za to przejebany mamy styl swój.
Idę, widzę ideały zrzucone ze skały,
Dookoła oceany szyderstw, ludzie lubią dziś banały,
Tydzień cały słuchałem te dyrdymały z kiczem
Znów zalały media syfem, nie dam wiary tej muzyce
Wiem, że nie wierzysz w nic już, weź wdech i poczuj beat puls
Jak intruz graj synku, niech Ci patrzy z oczu pitbull
Od dziś siebie tylko pilnuj, by wyjść z tego labiryntu
Niewiara może być wiarą większą niż imperium Inków.

Ref: Mówili ciągle co godne, że godłem jest krzyż,
Że w Polsce wciąż postęp, pieniądze i zysk.
To obłęd i wstyd, jak godnie tu żyć?
Wypowiadamy wojnę, bo już nie wierzymy w nic!
Siemasz ziom, to znów ja czyli brzydki zły i szczery
Ten co lubi wpierdalać frytki i hamburgery, oliwki do mozzarelli
dla wszystkich kielich, czysta prawda
Za fundamenty bloków, które wzniósł do góry asfalt
Pełen luzik czternasta, wiesz nie budzę się na budzik
Bo do miasta rano napierają tłumy
Ja wole naboje do próby, przebojem napoje te chmury
Na stole, na dole bibuły
Bo blanty mnie nie trują, jak nigdy mnie nie truły
Tu mi skrusz to jaramy

Ziom ty ciągle o tym samym
Siemasz ziom to znów ja czyli ćpun, cham nie dzieciak
Moim marzeniem to spalić więcej niż w Księdze Guinnessa
Tobie potrzebny lekarz! Raczej hajs na kilogram
To bierz 5 złotych za każdym razem gdy dajesz autograf
Cztery autografy torba to jest... pomyśl!
Weź nie dołuj i co mam podpisywać kurwa płyty ze stadionu?
Boże pomóż, bo mi sumienie pieprzy
Jak mam na siłę sobie świat tandetą ulepszyć
Jestem tym co chce spać, a nie węszyć za szczęściem
Dla Ciebie hajs, dla mnie czas, treści są piękne
Dlatego nic mi się nie chce, szczęście wchłaniam z powietrzem
Takiego świata ja nie chcę, wiec go sobie ulepszę.

Siemasz ziom to znowu ja czyli ósma część krzyku
Ten co się nie może uwolnić od specyfiku typu zieleń
A więc mielę, dzielę to na milimetry
Płoną w jednej chwili bletki
To jest proste Ostry i jointy jak krewetki i czosnek
Jak bletki nie ma jointa skręcę ci z serwetki
Ziombel nie mamy jak żyć w nas siła wyobraźni
Czas nie da drugiej szansy bo rządzą nami kaczki
Ciągle kwa kwa, kurwa kwa kwa, przestań gmatwać,
Chujnia ta trwa,a tu kwa kwa kwa kwa kwa kwa....
Mam już dość cię! Jesteście nam potrzebni jak głuchemu walkman
Jeśli w Was moja przyszłość, to do niej nie dorosłem
Chciałbym być osłem i na wszystko robić 'i ooooo'
Pewnie zrozumiałbym kaczkę co dziobie ma [?]
Boże wybacz, zamiast słuchać tych zwierząt, wolę polecieć na zmywak
Wiesz ja nie wybrzydzam ale..
Tutaj tą kurwę Zytę dziwkę spalę, Panie wybacz
To zbyt piękne jak Lerek z Doniem w jednej piosence
Zgarnij pulę i razem ze mną uwierz w ten duet
Siemasz ziom to znów ja, kup płytę - olej koszty
Choć nie mam kontaktów jak Marek Borowski
Wypluwam do taktów głoski z beztroski luzu,
Witaj w świecie łobuzów ponabijanych guzów,
Prosto z miasta, gdzie na mordę wpuszczają do klubu
Czysta rap gra, weź zobacz, poczuj w sobie energię
Jak ja, jak ty, jak cały świat plus to osiedle!

Jakbym miał osiem razy przebiec Ziemię bym umarł,
A tak po raz ósmy już kręcę tego skuna
Chcesz wiedzieć co jest u nas w roku 2007?
Zrób vibovit, zapal lolka, a pierdolniesz na glebę!
Zawsze widziałem sens w tym ciągłym graniu bracie
naiwny człowiek ze szlabanem na te stacje raczej
nikt mi nie mówił, że zamiast zyskam wszystko strace
więc zagram tak, byś mówił dka na bank wziął za to kase
chyba to czas byś wiedział kim jestem i co tu znacze
mam prawo chciec mieć to co minister ma na etacie
Mam dość tych bzdur, że jaką w to mogę wkładać pracę
mam gdzies już to ze stracisz do mnie sympatie, jasne

REF.
Chce słyszeć ten kawałek na rotacji jak chcesz płacę
komu mam dać i ile lub co nagrać mam inaczej
do kogo dzwonić, lub komu dać do ręki kase
by zrobić z tego hicior, w twoim radiu bracie

2. Ile wydałeś płyt? Fajnie pewnie na bogato
tylko czemu ciebie nie ma w tv no powiedz jak to?
Nie badz komercyjny, w końcu po co ci to radio
siedz w tym podziemu, pokaz finger tym pajacom
tymczasem radiuamowia, nie pasujesz tu klimatem
bo wiesz może da się zrobić to inaczej - zatem:

REF.
Chce słyszeć ten kawałek na rotacji jak chcesz płacę
komu mam dać i ile lub co nagrać mam inaczej
do kogo dzwonić, lub komu dać do ręki kase
by zrobić z tego hicior, w twoim radiu bracie

3.
Jak mogą ciebie nie grać, masz hity na wypasie
masz tluste bity, madre teksty, takie wersy ze ja cie!
o co tu chodzi, czemu nie chcesz być na czasie
nie bądź odludek, idz do radia pokaz się
więc cisne tam lece z tym moim materiałem
niech guru w radiu powie ze ten track się nadaje

REF.
Chce słyszeć ten kawałek na rotacji jak chcesz płacę
komu mam dać i ile lub co nagrać mam inaczej
do kogo dzwonić, lub komu dać do ręki kase
by zrobić z tego hicior, w twoim radiu bracie
Posiadam 67 593 pojazdy.
Porsche, Ferrari, Renault, Mitsubishi, Toyoty,
...... , Trabanty, Żuki, małe Fiaty i Mazdy x2

Rozbijam się po pustym mieście,
rozbijam się po pustym mieście,
nareszcie permanentnie 200,
rozbijam się po pustym mieście,
nareszcie permanentnie 200,

Wożę się tak i sobie myślę
ludzi już nie ma, reklama, ciągle śmieci.
Reklama, gówno, śmieci zostaną po nas,
gdy nasze dzieci powybijają sobie zęby bombami.
Nie róbmy sobie wstydu przed bogiem i kosmitami.
Ruchajmy się z hipopotami, kotami albo przynajmniej z prezerwatywami!
Yyyyyy... Czy nie?
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo