Popularne piosenki. Polski Hip Hop

GRU, sprawdź to

tri, dwa, adin, grunwaldzki Alladyn
mikrofon mój karabin a FUBU to mój habit.
Przekrój społecznych drabin od najwyższych gabinetów
do porno-kabin, tak jak Icchak Rabin.
Ogarniam spojrzeniem tę betonową ziemię
Poznańskie podziemie, tu wyzwolenie drzemie.
Byt twardy, wokół kloszardy.
Kwitną komisy, kwitną lombardy
kryzysy gonią kryzysy
wzajemne dissy i dissów bisy,
z rejestrów wpisy, jestem z GRU,
pierdole WKU i już i nie ma mowy nawet
gdy na gardle nóż by nie usłyszeli tej odmowy z moich ust.
Pełen luz mają spokojni, Ci szmalu rządni.
Ci władzy rządni dla nich wolni to podsądni.
Ci praworządni łażą napuszeni jak pawie,
tworzą głupią gawiedź zatopioną w tej zabawie
Ale ja wiem i każdy prawie
co piszczy w trawie,
kiła i mogiła jak zapisy w polskim prawie,
a w szczególności w ustawie o zwalczaniu przestępczości, niszczeniu wolności, tępieniu niezależności, braniu Twej indywidualności, rozpoczął się pościg - Babilon sobie rości,
możliwości, zagrabienia mej własności,
tylko płać, pracuj albo lepiej płać pracą.
Powiedz tylko za co a zaraz potem na co,
powiedz to Polakom, spytaj co oni na to.

ref:
Powiedz to betonowym lasom,
ludzkim masom,
nie grzeszącym kasą.

Społeczeństwo rozbite jak na stole bile
widać to na mile, niemożliwe jest możliwe, pytanie za ile.
Nic nie poradzę, że nie śmieszy mnie Kiler
ani co Monika robi z Billem.
Jestem Emirem.

W telewizji znowu Miller, kup do dobrobytu bilet,
czasem są takie chwile, że czuje się debilem.
Łapcie za portfele,
dzwońcie na Audiotele,
dajcie na tace w niedziele, na kampanie w kościele.
I co? macie niewiele, lecz przegięli skurwiele
kiedy zakazali ziele.
Tak się wyśpi jak se pościele.
Obywatele niezborni jak ciele co stoi i wpierdala
trawę i ogonem miele,
nawet gdy błyszczy jak alufele to nie jest złotem,
wiesz co będzie potem. PDG!

ref:
Powiedz to betonowym lasom,
ludzkim masom,
nie grzeszącym kasą.

Społeczeństwo rozbite jak na stole bile
widać to na mile, niemożliwe jest możliwe, pytanie za ile.
Nic nie poradzę, że nie śmieszy mnie Killer
ani co Monika robi z Billem.
Jestem Emirem.

GRU, sprawdź to.
1. Niech ta historia odbije się szerokim echem,
ta opowieść o gościu który miał jedną szczególną cechę.
Mówiąc ściśle, przeraźliwie bał się myśleć,
Tak przynajmniej napisał w pożegnalnym liście.
Miał na imię Zbigniew, wiedział, że życie płata figle,
Wiedział, że to ciężar którego on nie udźwignie.
Więc wpisywał nudne treści do życia kartoteki,
Nie lubił płynąć pod prąd, wolał z biegiem rzeki.
Miał matkę, która sterowała jego życiem,
Pieczołowicie dbała by synek nie zrobił sobie...krzywdy,
By grzywny nie zapłacił, by był bezpieczny,
To niestety miało przynieść efekt odwrotny.
Złowieszczy w skutkach, okropny dla Zbycha,
Wychowanego w przeświadczeniu, że wciąż coś na niego czyha.
Nie dotykaj ryzyka brzmiało jego motto,
Nie narażaj się, uważaj byś się nie potknął.
Tak dorastał stając się niemal zupełnie niemy,
Ale przecież... siedź cicho, za dużo nie myśl.

REF. Zbych był z tych co się boją myśleć,
Zbyt dużo złych miał nawyków,
On żałuje tego po dziś dzień,
Ty nie musisz żyć tak jak żył Zbychu.

2. Zbyszek, nie chce słyszeć żadnych pytań,
żadnych... zobacz jaki ten świat jest ładny,
gdy przyjmujesz go takim jaki jest, bez zastrzeżeń,
nie do Ciebie należy wybór, nie masz na to wpływu.
Przemilcz trudne tematy, to rady szczere,
nie wychylaj się, nie pchaj się przed szereg
Tak jest wygodniej, żyj spokojnie, bezproblemowo,
Kiwaj głową na tak, po co Ci osobowość.
Wobec ogromu świata jesteś bezradny,
Człowiek jest zwierzęciem stadnym, walić indywidualizm,
Nie liczy się krytycyzm, on tylko Ci zaszkodzi,
To się kłóci z twoim interesem, lepiej to odrzucić,
Opozycja to ucisk, ucisz głos buntu,
Po co ci to, sam nic nie zdziałasz, załóż mundur,
Upodobnij się do nas, razem przecież tego pragniemy,
Ale przecież.... siedź cicho, za dużo nie myśl.

3. Czasem lepiej nie wiedzieć, być głupcem,
z niewyszukanym gustem, oszustem samego siebie,
Dostaniesz wtedy szóstkę za grzeczność,
Dostaniesz wtedy jedynkę za niezależność.
Zbych chciał być sportowcem za młodu,
matka skłoniła go do konkretniejszego zawodu.
Chciała by synek skończył medycynę,
Tak się stało, dzisiejszym narzekaniom sam sobie winien.
Na studiach poznał pannę, ale nie chciał się wiązać,
Potem gdy już chciał, ona powiedziała "ciał".
On bał się straszliwie podejmować decyzje sam,
Zamknięty w obszarze swoich czterech ścian
Stał się maszyną i choć jego serce wciąż biło,
jego właściwie już nie było.
Miłość, wartości, nie pozwól by je zagłuszano...
Wciąż się zadaję z tymi samymi ludźmi
Wciąż skurwysynom nie pozostaję dłużny
Wciąż pragnę szczęścia dążę do bycia lepszym
dla ludzi być ludzkim resztę frajerstwa pieprzyć
Wciąż tutaj jestem związany z osiedlem
statystyczny cham, który działa przebiegle
Wciąż taki sam na krzywdę ludzką wyczulony
dla kurestwa obojętny obowiązkiem przytłoczony
Wciąż brak zadumy bo sukcesy są złudne
Wciąż to samo życie choć już nie takie smutne
Wciąż nowe kłótnie o swoje trza się upomnieć
Chciałem więcej miłości ale czas jest na wojnę
Wciąż nie spokojne myśli
Wciąż wiele zawiści
Wciąż ludzie którzy chcą czerpać tylko korzyści
Wciąż wierze że się ziści marzenie żyć w spokoju
Wciąż sporo gnoju na ulicach rozbojów
Wciąż szanowany przez tych co byli zawsze
Wciąż dla nich pisze nagrywam bo to ważne
Wciąż te same przyjaźnie i miejsca w których bywam
Wciąż jestem Rychu Peja tak się nazywam
Wciąż przywiązany do miejsc lat młodzieńczych
Wciąż mam prawdziwe teksty
Wciąż kocham pisać wersy
Wciąż z ambicjami na początki nie stawiam
Wciąż jestem swój chociaż więcej zarabiam
Wciąż was namawiam do zmian na lepsze wyjdzie
Wciąż jak wy błądzę upadam ludzi krzywdzę
Wciąż mam swą listę ulubionych longplay’i
Wciąż możesz słuchać do bólu rapu Peji
Wciąż bez układów kompromisom mówię wyjazd
Wciąż walczę fair nawet gdy los nie sprzyja
i wciąż przepita szyja nawet jeśli trunek droższy
Wciąż pełen obaw że sytuacja się pogorszy
Wciąż bezustannie nie zaspokajam swych pragnień
Wciąż jestem tego świadom jak łatwo skończyć w bagnie
Wciąż okłamuję bliskich w sklepach detal ukradnę
Wciąż przeklinam życie które często bywa bagnem

Ref.x2
Wciąż niebezpieczny dla wrogów odwiecznych
Wciąż niezbyt grzeczny dla wrogów odwiecznych
przez ludzi kochany ja za to wam wdzięczny
Wciąż napierdalam o sprawach społecznych

Wciąż mam tę siłę na zmagania z niecodziennym
Wciąż bardziej kozak niż tchórz warto być dzielnym
Wciąż wyjebane ma banały i podpuchy
Wciąż dobre nuty na salonów sygnał głuchy
Wciąż godne życie nie straciłem wyobraźni
Wciąż bardziej zły częste rozdwojenie jaźni
Wciąż nadal poważny albo raczej posępny
Wciąż jestem z tobą
Wciąż jestem bezdzietny
Wciąż bardziej skurwiel i zgnilizna tak sadzę
Wciąż nadal walczę żyje zarabiam pieniądze
Wciąż na zmianę liczę choć wysoko zaszedłem
Wciąż pamiętam przeszłość i wspominam życie biedne
Wciąż jak ty więdnę i bez uczucia zdycham
Wciąż będą ...dzwonił do ...
Wciąż pod sklepami lipa tylko ja się wyróżniam
Wciąż nie mam wózka nadal grozi mi puszka
Wciąż spore chęci by zapisać nowy zeszyt
Wciąż cena kręci
Wciąż rap nie dla dzieci
Wciąż jakoś leci
W ciąż wynajmuję studio
tak jak mieszkanie w którym rzadko jest nudno
Wciąż to samo gówno kocham tego epicentrum
Wczoraj dzisiaj jutro nadal wciąż bez patentu
(Wczoraj dzisiaj jutro nadal wciąż bez patentu)

Wciąż mam tę siłę na zmagania z niecodziennym [x4]
Wczoraj dzisiaj jutro nadal wciąż bez patentu)[x3]
Ja jestem słów dilerem, opychanie ich mym celem
Grupę w której działam prasa zwykła nazywać kartelem
Jestem słów szmuglerem, zwykłych zwrotów eksporterem
Nieskończone źródło głowa, w niej ważę, mierzę, dzielę
Jestem pasjonatem, swojej branży wielbicielem
Generacja szarej strefy, jestem jej przedstawicielem
Jestem, później znikam, patrz, liryczna bomba tyka
Zegar nastawiony, czeka tylko na znak zapalnika
Gówna nie dotykam, jara mnie rymów technika
Pozbawione sensu zdania szybko wrzucam do śmietnika

Nokaut przeciwnika, pędzę ja, reszta kuśtyka
Uzależniam cały naród, rozprowadzam po głośnikach
Rym mój plus muzyka duszę słuchacza przenika
Opór nie jest przewidziany podpowiada mi logika
Widzę po wynikach, że opłaca się praktyka
Pakowane do pudełek, towar z półek sklepów znika

[x2]
Masz to, bierz to, sprawdź to właśnie teraz
Włącz to, podgłoś, ciszę zamknij w kierat
Dźwiękiem karm tych co nie wiedzą jak wybierać
Membran ruch niech twoje ciało sponiewiera

Ja jestem gry liderem, twym najlepszym przyjacielem
Bez skrupułów kruszę schemat, mi podobnych jest niewiele
Jestem desperatem, zaplecionym liter batem
Tych po mojej stronie wielbię, dla zawistnych jestem katem
Jestem jak fabryka co lubuje się w wynikach
Na paletach grzeję tracki zanim trafią do głośnika
Potem jak z czajnika, w którym grzeje się muzyka
Para bucha po sam sufit, w parze znika wnet publika
Masz tu zawodnika co namiętnie w temat wnika
Aerobik na parkiecie, parkiet nieba już dotyka
Seria bez tłumika znów przerywa ciszę, wzdycham
Popyt na mój towar rośnie, cały kraj już nim oddycha
To jak kość Rubika z modą wieczną polemika
Niekończąca się opowieść która z czasem nie zanika
To jak show magika, w kapeluszu królik znika
Na pytanie jak to zrobił odpowiada - lat praktyka

[x2]
Masz to, bierz to, sprawdź to właśnie teraz
Włącz to, podgłoś, ciszę zamknij w kierat
Dźwiękiem karm tych co nie wiedzą jak wybierać
Membran ruch niech twoje ciało sponiewiera

Ja jestem koneserem, zapełnionym słów klaserem
Z przyjemnością na mych kontach witam sumy z szóstym zerem
Jestem trend seterem, stoję za biznesu sterem
Nie do pokonania graczem, doskonałym kusicielem
Jestem akrobatą, wygłuszonym akumatą
Karkołomne ewolucje rusza rynku penetrator
To jak hator, hator, ósmy cud w gorące lato
Nie do zatrzymania żołnierz jak liryczny terminator
Popatrz, chłonę branżę, kojarz dźwięki te z melanżem
Zanim inni zaczną myśleć ja tu przejmę całą transzę
Potem plany dalsze opanować tej gry planszę
Po kolei każde pole zdobyć pełnym siły marzeń
Widzisz, wszystko jasne, ja tu będę reszta zgaśnie
Z monopolem na rozrywkę w ręce swe z zachwytu klasnę
Oto chodzi właśnie, ludzie chłoną to jak baśnie
Świeży towar co powstaje na Lotników 18

[x2]
Masz to, bierz to, sprawdź to właśnie teraz
Włącz to, podgłoś, ciszę zamknij w kierat
Dźwiękiem karm tych co nie wiedzą jak wybierać
Membran ruch niech twoje ciało sponiewiera
Pih
Mama i tato się o moje życie modlą
Syn na melanżu ma niekiepski odlot
Po dwóch latach znów wie co to samotność
Wieczny katar, po ściankach szklanki spływa alkohol
Twarz ma głodną, nie chce jeść, woli pić
To przemyślenia - być czy nie być?
Wspomnienia z tamtych dni
Zawróciłbym czas gdybym mógł
Teraz już po wszystkim, koniec, zwód
Proszę pani, walczyłem o lepsze jutro
Ona była nie poważna, nie chcę żyć z tą pani córką
Fałsz, obłudy, fałszywie grała muza
Plany, moje plany, wszystkie legły w gruzach
O czym mam mówić, o czym? O zwycięstwie?
Ponosisz klęskę kiedy nie masz z kim dzielić się szczęściem
To jest jak zejście, spełnia się plan
Życie to życie, rodzisz się i umierasz sam

Ref. x2
Rodzisz się i umierasz sam, i umierasz sam

Pih
Wyrzucony na out, sam w czterech ścianach
Jak zwał tak zwał, pamiętasz? Teraz rana
Budzę się, patrzę na miejsce obok tam
Codziennie rodzę się i umieram sam
Tracę grunt, czuję, klepię, to mnie przerasta
Przypływ podły, fundamenty tego miasta
Pójść się zapić, pójść się zaćpać
Nie pozostawia zbyt wyboru sytuacja
Po kropli kropla daje upust goryczy
Jesteś obok mnie czy nie? Ciągle milczysz
Coś dla ciebie znaczę, czy te gesty są na niby?
Któreś z nas nie należy już do świata żywych
Umysł wspomina noc, cierpki owoc
Przed faktem stań, rodzisz się, umierasz sam
Staram się przetrwać, człowiek nie śmieć
Ten ogień jednym daje życie, drugim śmierć

Ref. x2
Rodzisz się i umierasz sam, i umierasz sam

Chada
Weź otwórz oczy i spójrz na szare domy
Posłuchaj, dziś zapraszamy wszystkich w nasze strony
Pozostań wolny i ciesz się tą wolnością
Kiedy kolory mieszają się z szarością
Ty żyj z godnością i miej na życie plan
Bo tu się rodzisz i tu umierasz sam
Ja w to gram, a los kręci kołem
Realia, dzieciaku dają ci najlepszą szkołę
Pamiętasz ojca? Powinien stać przy dzieciach
Lecz nie miał czasu, bo robił z siebie śmiecia
Strach cię obleciał, ja też to znam
Bo tu się rodzisz i tu umierasz sam
Daję to wam więc proszę wy to bierzcie
Niech ta muzyka dziś zagra w twoim mieście
Teraz nareszcie mamy dla was płytę
To nasze więzi grubą nicią szyte
Słyszysz tą muzykę? Stoję tu na scenie
Uwierz w przeznaczenie, a może to coś zmieni
Pamiętaj, zawsze twardo stój na ziemi
Pamiętaj, zawsze twardo stój na ziemi

Ref. x5
Rodzisz się i umierasz sam, i umierasz sam
[Rychu Peja Solufka]
Kochana mamo bardzo za tobą tęsknie
W nocy i we dnie myśle o tym gdzie jesteś
Ja mam się nieźle lecz myśleć niemoge przestać
20 lat mija od czasu gdy odeszłaś
Wiem że na mnie patrzysz, czy jesteś ze mnie dumna?
Mam nadzieje że się śmiejesz, nie jesteś smutna
Bo tu na dole rzeczywistość jest okrutna
Chciałbym mieć ten spokój który mam nadzieje już masz
U mnie raz pustka, czasem euforia w pogoni za życiem
Tak bywa co dnia
Myśle iż można żyć godnie z fantazją
Często jest hardcore wiem dobrze znasz to
Idę przez siebie choć czasem pękam
Próbuje se przypomnieć twoją twarz bo nie pamiętam
Czasem też klękam ślę modlitwe w intencji
Bardzo cię kocham to dla ciebie chce być lepszy

[Ref]
Kochana mamo, trzymam się dzielnie
Kochana mamo, choć często cierpie
Kochana mamo, życie jest wściekłe
Kochana mamo, bardzo kocham cię tęsknie

[Rychu Peja Solufka]
Byłem przerażonym dzieckiem kiedy przyszło nam się żegnać
Nigdy tego nie zapomne dramat młodego człowieka
Zapadłem w letarg to gehenny początek
Bieda i patologie wiesz mi nie byłem kątem
Kochana mamo, ty znasz mą historię ?
Bo słyszysz co mówię bo widzisz co robię
Staram się bowiem błędów nie popełniać również
Chce być normalny w miare, rozumiesz ?
I wiem że czujesz tę prace co wykonałaś
Bo twój mały Rysiu już dorósł i działa
Za to ci chwała bo to dzięki tobie mama
Rozwijam talęty które mi zaszczepiałaś
Książki czytałaś ja pamiętam to dobrze
Był dobry czas najgorszy był pobrzeb
Mówiłaś mądrze ja chłonołem jak gąbka
Dla mnie wciąż żyjesz wiem że kiedyś cię spotkam
Tęskni i ciotka czasem szklą nam się oczy
Trzymamy się razem jak Band co tworzy
Chce długo pożyć ty nie miałaś tej szansy
Na ramieniu twój portret najważniejszy z tatuaży
I mógłbym marzyć o naszym wspólnym życiu
Jak szykujesz mi kanapki bo na trase leci Rysiu
Wszystko bym oddał bym mógl tego doświadczyć
Tym czasem składam ci hołd, kochana to dla mnie zaszczyt

[Ref]
Kochana mamo, trzymam się dzielnie
Kochana mamo, choć często cierpie
Kochana mamo, życie jest wściekłe
Kochana mamo, bardzo kocham cię tęsknie
Możesz myśleć, że złoto daje szpan przy kolegach
Możesz myśleć, że oto cały rap w tym zalega
Możesz myśleć, że po to mamy czas by go sprzedać
Ludziom mego pokroju imponuje wiedza (x2)

Nic mi nie jest, nie ja odczuwam zawiść
Uważaj co myślisz, może obłuda zabić
Widzisz czy mamy sami zdobyć tą wiedzę
Jak za informacjami gramy w chory intelekt
Nie wiesz nic poza tym, że jest bajzel wokół
By zareagować syf musisz bardziej poczuć
Nie mów mi, że to łaska się poddać
Kurwa taka łaska to jak mlaskać przy jądrach
Zostaw, fobia nie dla mnie, nie chcę się zastanawiać
Czy kolejny raz przewali nas ten plan,
Który zabija tu prawdę
Każdego dnia co pół godziny tylko tyle byś w chuj bał się
Patrz, nie szukaj, jeden strzał by upadł
Jeden drań, niby spoko póki tu nie postrzelisz siebie sam
To sztuka czy też fart, nauka czy też dar
Mój skarb to intelekt, tyle mam

Możesz myśleć, że złoto daje szpan przy kolegach
Możesz myśleć, że oto cały rap w tym zalega
Możesz myśleć, że po to mamy czas by go sprzedać
Ludziom mego pokroju imponuje wiedza (x2)

Urodzeni by przegrać, pochowani by wygrać
Przecież chcemy tu przetrwać, tacy sami mi przyznasz
Nasza religia to bunt i w to wierzę
Bo mam mózg co ponad wszelką cenę chciałby wszystko wiedzieć
Jeśli to szelest to tylko ortalion
Albo tekst co powoli w rytmie pływa nad kartką
Prestiż, podziemie - to wszystko w nas
Bo tak już jest, los pozwoli, przyjdzie chwila by zasnąć
Nie ufam stacjom, nieważne jaki program
Mówię co myślę, nie znam się na poglądach
Klątwa w młodzieżowych prądach czy trendach
Moskwa czy Belgrad ktoś zawsze sieje postrach w tych kręgach
Nie ma zmiłuj!
Choć wiedza jeśli boli z reguły zmienia świrów
Jak masz dylemat, przemyśl sobie zdanie
Ile kabzy trzeba mieć by wiedzieć co jest grane

Możesz myśleć, że złoto daje szpan przy kolegach
Możesz myśleć, że oto cały rap w tym zalega
Możesz myśleć, że po to mamy czas by go sprzedać
Ludziom mego pokroju imponuje wiedza (x2)

Ogłupieni przez radio, telewizję, prasę
Kurwa masz syfu chłonnych jak w reklamie podpasek
Przekażesz to w czasie pokoleniom dalej
Czyli gołe dupy, koko i ten jebany kabaret
Pierdolę Mam Talent przez talent i dumę
Widzisz skrzypce na mordzie chuje rozwalę instrument
Tu masz brzytwę i z informacji pizdę
Daj czadu! Zrobimy żywe show plus transmisję przekazu
Postaw zarzut, ja ich mam całe multum
Chociażby, że za drobne sprzedali panie trueschool
Chcieli hajsu nie wiedzy, wynalazków i przeżyć
I odblasków, czy śledzisz jak im świat skąpi kunsztu?
Raperzy dzisiaj dissują się sami
Nie mów, ich flow i teksty jak 10 lat temu
Bez problemu, jebać rap oparty na bredniach
Moje tracki to ja a nie łatwik i pewniak

Możesz myśleć, że złoto daje szpan przy kolegach
Możesz myśleć, że oto cały rap w tym zalega
Możesz myśleć, że po to mamy czas by go sprzedać
Ludziom mego pokroju imponuje wiedza (x2)
Bemer:
Czasem trzeba obrać inną drogę
Więc pod poziomem, tak długo jak mogę
Robię, to co robić mam na co dzień
Płonie, choć już nie ten sam płomień
Mimo to w ruch poszło to co trzeba
Długopis, kartka i flow które sprzedam
Widocznie za grosz sumienia nie mam
Widocznie jakoś przerosła potrzeba
Teraz czas się grzebać w tym ciągu liter
Witać dzień o zmierzchu, no a żegnać świtem
I tempem rozliczeń, tak jak wszystko w tempie
Uderzać tak, jak kiedyś niechętnie
Czyli łatwym numerem który nic nie znaczy
Za łatwe pieniądze, dla łatwych słuchaczy
Wystarczy jak wskazówka tarczy
Wskazać drogę do monet o które czas walczyć
W stylu raz, dwa, trzy, złapać na haczyk
I zagrać jak gracz niejeden raczy
Jak będzie się zobaczy, sobie mówię
Na razie tu już sam się w tym gubię
W sumie pora na skończenie dzieła
Ale jak mam to zrobić gdy mice'a nigdzie nie ma?

Gdzie, gdzie, gdzie mikrofon? /x8

Miuosh:
Zawsze coś ginie jak czegoś potrzeba
Chyba ktoś całe miasto z mice'ów objebał
Same kable, ej, może ktoś coś sprzeda?
W domach nie ma, w studiach nie ma, bieda
To spisek istny, fakt oczywisty
Bo pewnie jakieś trzy wredne, zawistne pizdy
Chciały pozbawić nasz szans wyładowań
Ktoś pozbierał sprzęty i gdzieś je pochował
Mic'e zdobył rangę rangi `najlepszy towar`
Bo ile można w końcu do dyktafonu freestylować?
Trzeba się zebrać i szukać od nowa
W miejscach gdzie jeszcze nie było ludzka głowa
To też na browar ustawiło się paru chłopaków
Stu producentów, stu MC i stu śpiewaków
Zamiast poszukiwań, tak z braku laku
Zaczęli wspominać co ostatnio pozostawiali na tracku
Poczerwienieli bo aż wstyd im było
Przypomnieli sobie że chcieli sprzedać swoją miłość
Ilość zastąpiła jakoś owych akcji
Przesyt pod publicznych publikacji
`Podliczmy się i spadajmy stąd zaraz`
Rzekł jeden na co reszta przystała na raz
Przez dni siedem każdy znowu chciał się starać
Znów w ruch poszła każda komórka szara
Znów każdy napierdalał do rozpuku
Znów jaraj się każdym z owych stuków
Puqu - rzekłem `już im tego starczy ziomuś`
No i mic'i zaczęły wracać do domów

Gdzie, gdzie, gdzie mikrofon? /x8
Szósta rano żółta taśma dzieli na dwa ulice
W karetce obok nieustanna walka o życie
Diabeł w nas to żywiciel pierwotnych instynktów
Kolejne tajemnice ciszej zbrodni w budynku
Choć te ściany nic nie mówią to wymowna jest krew
Podziurawione mięśnie tu od biorda po rdzeń
Nie ma odcisków palców, ślady zbrodni czy łusek
Jebać mendy, ich świat to świat lobem wymuszeń
Złoto łowi te dusze na chciwość i ciśnienie
Bo każdy skurwysyn swej próżność ma cenę
Nic nie znajdą, nikt nie robi za darmo
Po prostu tak miało być pieniądz tu rodzi bezkarność
Centrum Łodzi to miasto juz zna taki scenariusz
Przyjedzie CBŚ, wyczyści znaki wypadku
Aresztowany bez świadków, nikt hałasu nie słyszał
Nawet nie widziała sprawcy tego zamachu ulica
Już nikt nie oddycha bez koleżki z karetki
W plastikowym worku bo odwieźli niebiescy
Odrysowane kreski to drugie ciało obok
I tak zbyt długo leżał tu z odjebaną głową
To tylko prolog dla ludzi starej daty
Pięć metrów obok serca wyrwane jak kwiaty
Wiesz, mamy świadomość to nie alfabet mafii
Tu chodzi o honor więc złap jak potrafisz

Co czai się za rogiem?
To walka z wrogiem

Bzdurny zamach
osiedle pierdoliło że to przez tego cwaniaka co kradł kury dla cygana
Byli też łysi w glanach
I zawodowy kiler co też ponoć miał wykończyć tu za pięć tysi drania pod kasynem
Mówiono dwóch nie żyje albo trzech
Ktoś pierdolnął, że ten cygan jest pod maską CBŚ
Chyba miasto czuje stres jak ? z nieba
Tylko szkoda że naprawdę to cygana nie ma
Ktoś wymyślił historie że to ruska mafia
Prędzej many to bys dostał tu do jutra raka
W grubych futrach, czapach mieli przylecieć z Moskwy
Kurwa jak dla mnie to brzmi jak przeciek od siostry
Miało wyjść przyzwolenie w zamian złoto alkohol
Niby tych dwóch miało podpierolić boso monopol
Zdobądź boso Akropol, tyle co do bajek
Jeden mówił że ich znał ale to ponoć frajer
Zostawił wiadomość, na niej adres zamieszkania
Ale kogo no i gdzie jak nic nie było przy ofiarach
Ulica lubi kłamać i robi przy tym hałas
A duma z tych wydarzeń tylko te mity scala
Nic bez nas dla nas, nic o nas bez nas
Bądź spokojny o prawdy ona na pewno przetrwa
Od małego w oczach niepojęty świat
pierwsze kroki w otoczeniu i w oczach piach
krzywda go dotknęła, płacz, oczy w łzach
krzyk w mieszkaniu i pijana matka
na podwórku stary fiat, przyrdzewiała huśtawka
jedna ta sama zabawka, ta sama lalka
głód, przerażenie, ze strachem w oczach walka
gdy cierpi dziecko za błędy rodziców
sprzeciw daję temu ja, nigdy w życiu
koniec, wyrwana ostatnia kartka z zeszytu
ten temat nie daje powodu do zachwytu
ten kawał musiał powstać, tak było bez kitu

Ref.x2
głód, łzy i dziecka rozpacz (nie ma!)
brud, koszmarne sny (tego nie ma!)
wszystko pod dostatkiem (tego nie ma!)
chęć miłości i ojcostwa (nie ma!)

Kolorowe rysunki i na ścianie cegła
to świat oczyma dziecka, rodzinna sprzeczka
to śliczne dzieciństwo dla szkraba tyle znaczy
gdy pijany ojciec wraca do domu z pracy
mały człowiek nie ma wpływu na to, co będzie
bieda w domu, szare ściany, z komiksu zdjęcie
młoda psychika zapamiętuje te wszystkie chwile
schowany pod stołem ściska rączki za nic
wyobraŹnia w takich chwilach nie zna granic
stara kamienica, tu echo odbija się od ściany
nie dociera tu słońce, to chłodne pustostany
świat oczyma dziecka to świat niezrozumiany

Ref.x2
głód, łzy i dziecka rozpacz (nie ma!)
brud, koszmarne sny (tego nie ma!)
wszystko pod dostatkiem (tego nie ma!)
chęć miłości i ojcostwa (nie ma!)

Sam kiedyś byłem przecież małym dzieckiem
w domu się nie przelewało, teraz olewam tą kwestię
tamte czasy, ludzie gdzieś tam jeszcze są
zależy jak na to patrzeć, mówię ci ziom
śródmiejskie uliczki, garaże, boisko, drugi dom
to był mój świat, moja cała rzeczywistość
nie patrząc w przyszłość, życie pisze rożne scenariusze
dziecka tamten świat, na kartce ci to zduszę
hart ducha przetrwał małolata wspomnienia
chudy dzieciak swój świat na lepszy zamieniał
tyle małych rzeczy, a tak cieszyły nas
tamte czasy powracają juz teraz tylko w snach

Ref.x2
głód, łzy i dziecka rozpacz (nie ma!)
brud, koszmarne sny (tego nie ma!)
wszystko pod dostatkiem (tego nie ma!)
chęć miłości i ojcostwa (nie ma!)
Marzy o tym każdy chłopaczyna z bloków
mieć mieszkanie, kozacki samochód
Hajsu pełna kieszeń, w pliku nowa seria
sztuka uśmiechnięta, na jej dłoni biżuteria. x2

25 lat wstecz z tornistrami idą chłopcy
mama mówi nie bierz słodyczy od obcych
Z workiem na kapcie mijam matematyce
do dziś pamiętam zgrzyt jej paznokci o tablice
Dawno temu i nie prawda, czasy podstawówki
chcieliśmy wrzucić żabę do sokowirówki
Mieliśmy coś z szarańczy,
czasy kiedy w sklepach nie było pomarańczy
Frajdą było przejechanie się taksówką
Białostocki projekt suko, nie wakacje w Akapulko
Z orbity marzeń prosto o ziemię po sprawie
dziś życie koncentruje się w osiedlowym pubie
Tyle pijanych dusz, tuu
egoizm do szczęścia klucz, już
Nie jeden chłopaczyna jedyne co może
to po pijaku terroryzować bankomat nożem
Inni życie za pysk trzymają krótko
pieprzyć marny los pod gołą żarówką
Żadne głód i chłód i nie piją na smutno
Gorzałe golą idą z dolą na solo

Marzy o tym każdy chłopaczyna z bloków
mieć mieszkanie, kozacki samochód
hajsu pełna kieszeń, w pliku nowa seria
sztuka uśmiechnięta, na jej dłoni biżuteria. x2

Bezsporny fakt, tu nie lubi się policji
za to przywiązanie do tradycji
Chociaż bida czasem piszczy
twarze dumne, cieżko tu żyć ale szkoda umrzeć
Na balkonach suszy się pranie
sznur ludzi idzie na niedzielne kazanie
Kochane sąsiadki okupują ławki
jeszcze wczoraj młode, jutro grożą im gerbera papki
Czasami spełnia się tu polskie marzenie
mieć przynajmniej na własność m1
Nie ma tu miejsca na zaniechania grzech
na ludzi którzy mają w żyłach wodę a nie krew
Ja słyszę, ktoś komuś znów ubliża
stara babina przed sobą robi znak krzyża
Tu tylko bloki, nigdy tego nie zrozumiesz
pić piwo na melanżu to jak pierdolić w gumie!

Marzy o tym każdy chłopaczyna z bloków
mieć mieszkanie, kozacki samochód
hajsu pełna kieszeń, w pliku nowa seria
sztuka uśmiechnięta, na jej dłoni biżuteria. x2

Jedni w konfesjonale dają upust swoim smutkom
inni spowiadają się ospałym prostytutkom
Ktoś straszy dupę, że skoczy z mostu
możesz się śmiać, tak jest po prostu
Jak wredne skrzypienie, nocą zakłóca ciszę
na wietrze pusta huśtawka się kołysze
Nie ma jak betonu dotyk
kiedy umrę rozrzuć nad osiedlem moje prochy
Oglądanie witryn w sklepach czasem jest tu wszystkim
na wystawach plastikowe anorektyczki
Brakuje do pierwszego, nic jakoś będzie
w piątek już się mówi o kolejnym weekendzie
Cały czas życie w jakąś akcję cię pakuje
tu w wielu spojrzeniach, tęsknota za rozumem
Ty tego nie wiesz, lecz część z nich już wie
jak się je jajko Faberge

Marzy o tym każdy chłopaczyna z bloków
mieć mieszkanie, kozacki samochód
hajsu pełna kieszeń, w pliku nowa seria
sztuka uśmiechnięta, na jej dłoni biżuteria. x4
Uniwersytet życia, nie szukam śladów bestii...
Niejeden talent wśród nas sam się unicestwił.
Cmentarz, rozpaczy, miłości to bloki...
Jak rozlane wnętrzności.
Nikt nie czyta horoskopów, nie interpretuje zodiaków.
Wisi fatum, z deszczu pod rynnę dzieciaku!
Seria dramatów, nie dla potrzeb rapu.
Byłbyś zarobiony, lecz tragedia nie nosi karatów.
Dochodzi swego metodą prób, błędów,
Przedzierając się przez opary wódy, skrętów.
Piekło niby z cementu, wybrukowane z przekrętów...
Nie wyrwiesz się jak nie posiadasz talentu.
Wola, determinacja, silne dłonie.
Jedyne klejnoty w Twojej koronie.
Nie jest cudownie, lecz nie chcesz tego zamienić,
Czemu? Nie ma drugiej obiecanej ziemi.

Ref: Nie ma miejsca jak dom,
(nie ma, nie ma)
Nie ma miejsca jak dom,
(nie ma, nie)
Gdziekolwiek byś nie był nic tego nie zmieni
To dla tych co zjedli chleb betonowych osiedli
2x

Paranoja trzyma w szponach...
Życie w wytapetowanych inkubatorach.
Jak na dzień dzisiejszy, mało dobrych informacji,
Świat skaleczonych nadziei, zdławionych aspiracji
Co zgotuje los?
To dobry kucharz, na zimne dmuchasz,
Metr siedemdziesiąt dziewięć.
Dużo przedsięwzięć, lecz nigdy za wiele,
Czasami trudy mogą wynieść ponad ideę.
Pogoda dla bogaczy, o rzut kamieniem,
Parszywy ryj patrzy, drwi w oczy się śmieje.
W samochodach za szmal starych czują się lepsi,
Nigdy nie byli z bloków...
Każdy z nich tu tylko węszy.
Chcą wkupić się, lecz przepaść jest zbyt spora.
Nie zmienią się, zapomną kim byli wczoraj....
Na progach, felgach tu rdzy a nie chrom...
Co było, nie minie, nie ma miejsca jak dom....

Ref: 2x

Mam tu witaminy, a mistrza cera ziemista....
Chudzina, chłopaczyna inwestuje w slim-fast.
Obok ci, ich życie nie ma czaru...
Ręce czarne od smaru.
W pocie czoła od rana do wieczora...
Część siedzi w domach.
Przyszłość da im szkoła...
Przyjdzie czas, zabłysną jak supernowa.
Są też Ci, którym nikt nic nie da, sami wezmą,
Będzie lepiej? Nie sądzą, wiedzą jedno...
Że w przyrodzie nic nie ginie, zmienia właściciela.
Okazja to nadzieja, potrzeba coś do jedzenia.
Ulegają słabościom, bliskość pożądanej rzeczy kusi.
Ucisk dusi, wcześniej czy później zmusi.
Skracają życie, gwałtownych zmian, tracą wątek...
Zdrowy rozsądek, pada plan.
Nic nie jest proste, tym bardziej logiczne...
Alkohol partnerem, nie wymagaj tężyzny psychicznej.
Codzienne życie, a nie słodycze....
Chłopaczyny, których nie liczę, a na których liczę.
Rzeczywistość razem w cuglach nas trzyma.
Co jak co, przeszłość nie runie jak lawina...

Ref: 2x
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo