Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Siemanko, cześć z tej strony B.R.O. Jeśli słuchasz tego numeru to prawdopodobnie oznacza to że zamówiłeś limitowaną edycję mojego albumu Next Level. Stoję teraz w kabinie, tutaj nagrywam swoje numery, z tego właśnie miejsca chciałbym Ci serdecznie podziękować za to że jesteś ze mną, za to że mnie wspierasz, za to że doceniasz moją muzykę na tyle żeby była u Ciebie na półce obok ulubionych artystów. Uwierz że znaczy to dla mnie na prawdę dużo i biorę se to głęboko do serca, a ten kawałek? (he) ten kawałek został nagrany specjalnie dla Was, dla takich ludzi jak Ty, dlatego wsłuchaj się! Dokładnie tak ziom! Wiesz, wiesz?

Ostatni rok dał mi wiarę wiesz, daję Ci słowo
Uwierzyłem w to że żeby być kimś, trzeba być sobą
Dziś, w moje marzenia wierzę 100 procentowo
Bo wiem że jestem w stanie je spełniać bez warunkowo
I robię muzykę, daję skille na fulla
Fani dają mi skrzydła więc nie piję Red Bulla
Moje życie się zmieniło tu ostatnio akurat
Spełniam sny, choć mówili że marzenia to bzdura
Dzięki ludziom jak ty, mam wiarę jak nikt
Znam te zasady gry, więc nie zrobię jej krzywdy
Wielu gości Ci powie ten BR jest dziwny
Ale to zwykły typ lepiej nie bądź naiwny
Wiesz, ostatni rok, sam nie wierzę w to wszystko
Bo zrobiłem krok i zdołałem zabłysnąć
Mijam dziś ten sam blok, to samo boisko
Ale pada inny wzrok na mnie, tutaj przez hip - hop
Tak już wyszło, to Twoja zasługa
Nie myślałem że lista fanów będzie tak długa
Płyta musi być gruba, czy to w sklepie czy w necie
Jeśli lubisz Next Level no to High School Cie zmiecie!

Ref.
Ta muzyka jest dla mnie jak tlen (jak tlen)
Moje życie przypomina dziś sen (dziś sen)
Ja od Boga otrzymałem ten gen
A po co tu jestem? Ja wiem, wiem, wiem! x2

Wiem że ludzie są ze mną, mocno czuję ich wsparcie
Widzisz propsy i piątki to buduje tym bardziej
Nic nie miałem na starcie, oprócz kartek i majka
A o mojej muzyce, raczej mówiło się w żartach i
Może miałem farta, cokolwiek to znaczy
lecz nie wielu kurwa wie ile włożyłem w to pracy więc
Musisz wybaczyć, bo jestem pewny siebie
Nie dostałem nic na tacy, ktokolwiek tego nie wie
Dziś mam te plany, nie kobiety czy pieniądze
A mój rap będzie znany przez koncerty w całej Polsce
Uwielbiam publikę nie chodzi tu o forsę,
Wpadnę do Twojego miasta, to zbije z Tobą piątkę
Podpalam lont, ej moje włosy blond, gej?
Jeśli tak uważasz, lepiej wypierdalaj stąd, wiem
Moi fani chcą ten, rap tutaj najlepiej
Jeśli jara ich Next Level no to High School ich zmiecie!

Ref.
Ta muzyka jest dla mnie jak tlen (jak tlen)
Moje życie przypomina dziś sen (dziś sen)
Ja od Boga otrzymałem ten gen
A po co tu jestem? Ja wiem, wiem, wiem! x2

Wiem, że znów na mnie liczysz, z tym rap pisze w cudy
Byś po płycie mógł powiedzieć 'BR nie daje dupy'
Piszę to w lutym, to coś jak obietnica więc
Do premiery płyty, Ty możesz już odliczać
Wiem, że oddycham dziś muzyką, to chore
Jestem dumny, że mogę być dla kogoś idolem, wiesz?
Idę po swoje, pomimo, że jestem gnojem
I stoję na scenie w porę, więc nie pytaj się co jest. (Co jest?)
To nie przeboje, które lecą na stacjach
I na razie mnie nie znajdziesz mnie na najlepszych rotacjach
YouTube wybucha, co racja to racja,
Ilość odsłuchań mam więcej niż nie jedna pop gwiazdka
I to namiastka, choć mocny bonus track
I dzięki ziomuś ze chciałeś wspomóc rap
Bracia i siostry, teraz BRO musi lecieć
Idę pisać High School, a ta płyta Was zmiecie!

Ref.
Ta muzyka jest dla mnie jak tlen (jak tlen)
Moje życie przypomina dziś sen (dziś sen)
Ja od Boga otrzymałem ten gen
A po co tu jestem? Ja wiem, wiem, wiem! x4
Wiesz, co się stało?
PDG, przyjebało come back
Te rymy idą te rymy płyną

Wiesz ze to gówno jest przejebane
To Rock Małpy Drewnianej
Wiesz, co jest grane?
Jestem chuliganem mikrofonu
To nie pic jak komuny powrót
Ja będę mówił znowu
A ty od komunI w domu siedzisz
Twierdzisz ze wszystko widzisz
Z wszystkiego szydzisz?
Chcesz być fajny, ale się wstydzisz
Teraz pewnie moje punchliny liczysz
I myślisz ze ten Góral robi rap dla korzyści
Spoko, rób co chcesz, mów, co chcesz
Moje życie to nieustanny test jak na razie
Jadę na pełnym gazie, na pełnej piździe
A ty i twoi pazie pewnie nic nie słyszeliście o tym
Ploty to wasz narkotyk zawiść
Nikt tego nie naprawi jak sam tego nie naprawisz
Nie potrafisz? To weź się naucz
Nie wyzywaj ludzi od pedałów - to budzi żałość
Wiesz, co się stało? PDG przyjebało come back
Mam w chuj rym gadżetów jak bym był Jamesem Bondem
DJ'a Hondę będę miał za plecami
Jestem tu z kuzynami idzie tsunami fala
Robimy hałas, z nami sala cala
Zrzucamy balast, PDG napierdala

Ref.x2
POMP POMP superflow hula
Drewnianej Małpy Rock yo wiesz ze to buja
POMP POMP POMP trenuj karkiem
Tłuste gówno dla ulicy i na parkiet

Powrót na planetę,
Powrót, powrót, na planetę,
Powrót na planetę,
Powrót, powrót, na planetę,
Powrót na planetę,
Powrót, powrót na planetę,
Powrót na planetę małp.

Yo, Sabasan, sam sobie pan,
Mocny jak Dżin Kazaam
Fame mam jak Czyngis Khan
I bez zmian yo, bo w gadaniu mam 7 dan
To, co mam wam dam robię BUM jak naboje Dum-Dum
Robię szum. Liryczny wandal
To rusza tłum nie zagłuszy nas propaganda.
Jedziemy stale yo masz jakieś, ale?
To weź się wpisz do książki skarg i zażaleń
Ja pojadę dalej tej dalej pojadę
Wiem ze dam radę będę kontynuował Sagę
Bujał głowę, mam rymy twarde, stalowe
Hardkorowe, znają mnie nawet w Hradac Kralowe
Bujam się jak Land Rover, bo mam ogień, ja gram sobie
To idzie jak blant w obieg
Ja potrafię tak potrafić. Lubię się napić
Braci się nie traci te słowa mówią wszystko jesteśmy blisko.

Ref. x2
POMP POMP superflow hula
Drewnianej Małpy Rock yo wiesz ze to buja
POMP POMP POMP trenuj karkiem
Tłuste gówno dla ulicy i na parkiet

Przekraczam formy pierdole normy
Mam skillu pełne torby
Atmosferę mam jak u Grega Zorby
Mam jointy, mam rymów kohorty
Jak Poznań ma forty wiec stulcie zawistne mordy
Mam style patenty mam inne, co chwile
Mam skille rozprowadzam je jak diler
Wciągam jak thriller mówi Rymmajster
Komponenty mam własne
To proste ze tne jak Kostek, jak kastet
To Rymmajster jak ciuchy robi Master
Mam rap pierwiastek w sobie
To idzie w obieg PDG na flankach
Wiesz, co robię? W dłoni oszroniona szklanka
Dla Larwy pozdro PDG fokstrot tańczę
Walczę jak Komancze. Rzucam punche.

[x2]
To ten styl z Killaz Group
I to ten styl z PDG Kartel
A teraz jeszcze z GTW
Ej YO i z KASTA Składu
Sprawdź mnie.
Nigdy nie odbieraj nadziei drugiej osobie
Powiedz czemu tyle nienawiści tkwi w tobie
Źle nikomu nie życz, może ty miałeś wiele złych przeżyć
Ale to nie powód, żeby drugą osobę dręczyć
Konsekwentnym być, umieć żyć to jest sztuka
Pamiętaj, że szczęście do drzwi ci nie zapuka
Musisz sam sobie szukać, nie daj się oszukać
Nie uda ci się coś, rozprowadź dalej cios
Próbuj a się w końcu uda, a się w końcu uda
Niech nie rządzi tobą nuda, nie poddawaj się

Wszyscy się rodzimy, bo mamy misję do spełnienia
Nie wszystkie rzeczy łatwe są do zrozumienia
Nie wszystkie marzenia łatwe do zrealizowania
Pamiętaj, że nie wszystko łatwo zrobić da się
Czasem życie popędza, trzeba zmieścić się w czasie
Nie pozwól się zbłaźnić, nie daj sobą pomiatać
Pamiętaj człowieku bądź swego życia pilotem
Dla najbliższych nigdy nie bądź kłopotem
Zawsze kieruj się rozsądkiem, nie miej bujnej wyobraźni
Tylko z tymi się przyjaźnij co czujesz do nich respect
Nie bądź miękki, zastraszony, zagubiony
Niepewne życie, możesz być z niego zwolniony
Zwolniony w każdej chwili, w każdej chwili
Ludzie mili mogą okazać się pomyłką
Fałszywi są zmyłką dla wszystkich naiwnych
Wiele sytuacji dziwnych w życiu można zobaczyć
Bardzo łatwo można z drogi dobrej na złą zboczyć
Ja chcę kroczyć moim obranym kierunkiem
Wiem, że nie zawsze będę spotykał się z szacunkiem
Ale pogodziłem się z tym jeszcze przed wyborem
Zawsze kochaj tych co cię na świat wydali
Pokochali, co życie by za ciebie oddali
Może czasem cię wkurwiali, ale wciąż się starali
Byś nie zbłądził w tej życiowej wędrówce
Żebyś nie zbłądził w tej życiowej wędrówce

[x4]
Pamiętaj o tym, pamiętaj o tym
Pamiętaj o tym, o życiu szarym, ale złotym

Pamiętaj o tym, o życiu szarym, ale złotym
Życie jest złotem, rób tak by nie było błotem
Uważaj byś nie spędził resztę życia za płotem
Nie uciekaj nigdy jak mysz przed kotem
Nie załamuj się każdym kolejnym kłopotem
Nie bądź młotem dla przyjaciół, rodziny
Rób tak byś nie miał na twarzy podłej miny
Mijające godziny staraj się jak najlepiej wykorzystać
Patrz jak jest teraz, myśl co może być
Sobą być, innych nie naśladować to się ceni
I to się nie zmieni, i to się nie zmieni
Ile życie kosztuje nas pracy, wysiłku
Wie o tym każdy człowiek, który myśli
Nie każdy przemyśli, postara się zrozumieć
Że takie jest życie, takie a nie inne
Ja jak każdy jestem kowalem swego losu
Nie pochwalam ciosu poniżej pasa
Środowisko w którym się obracam nie pierwsza klasa
Nie wierz we wszystko co pisze prasa
Życiowa trasa pełna niespodzianek
Co dzień nowy przystanek, nikt nie wie co go czeka
Przed życiem ucieka ten kto słaby i miękki
Nie podawaj ręki pamiętaj byle komu
Żyj [?] siebie, nie patrz jak patrzą na ciebie

[x4]
Pamiętaj o tym, pamiętaj o tym
Pamiętaj o tym, o życiu szarym, ale złotym

Każdy kto się rodzi to na walkę rusza
Życie do niej zmusza, teraz prawo dżungli
Kto słabszy przegrywa, kto silniejszy wygrywa
Ale dla obu stron gra i tak się nie kończy
Nie bądź sugestywny, dla znajomych agresywny
W tym co robisz bądź aktywny to przekaz pozytywny
Jak najbliżej przyjaciół, jak najdalej od wrogów
Nie wystawiaj rogów, strzeż się od wyroków
Obiekcja to z życia wzięta do głowy lekcja
Perfekcja, żeby ją opanować trzeba ćwiczyć
Nerwy w to wliczyć, że się uda liczyć
Nigdy się nie ma stuprocentowej pewności
Wszyscy my tutaj wkoło to ludzie prości
Należysz do większości, nie zazdrość mniejszości
Korzystaj z młodości, z życia przyjemności
Nie sprawiaj przykrości, nie wypominaj życia
Nie przeklinaj, nie zapominaj o tych co odeszli
Na drugą planszę życia przeszli
Kiedyś światło z tobą nieśli, teraz niosą inni
Więc kochaj tych co kochani być powinni
Niewinni? wszyscy jesteśmy kurwa czegoś winni
Każdy ma na sumieniu coś, nikt nie jest czysty
Grzechy z uciechy jeżeli z radości to nie grzechy
Szybkie oddechy, bicie serca
Kiedy podejmujesz ryzyko, albo czujesz zagrożenie
Już za głupie spojrzenie już można dostać w paszczę
Czasem w życiu się klaszcze, czasem opadają dłonie
Że lepsze twoje życie będzie - niech nadzieja twa nie spłonie
Pamiętaj o tym o życiu szarym, ale złotym

[x4]
Pamiętaj o tym, pamiętaj o tym
Pamiętaj o tym, o życiu szarym, ale złotym
-Tuni, ty jesteś gówno nie żyd
-A Ty kurwa jesteś gówno nie arab
-A Ty się pierdol
-To chodź na kebaba
-dobra...

To DGE! Dj tuniziano!
Jak mam nie przeklinać? To DGE skurwysyny
Hajs omotał ten świat jak pierdolony zwój grubej liny
Wale znów z grubej rury, chuj nie perfumy
Maluchy czują smród super fury
Mówi Bóg uwertury Piotr "Gural" Górny
Pompuje rap brudny i chuj wam w dupy kurwy
Widzisz te ruchy żuchwy, z lufy buchy buchy
Zuchy bez podpuchy znów robią ruchy
Miałem w domu karaluchy jak Włodi, dziś mam kupę hajsu
Milion szajsu, Ty wciąż szukasz winowajców!
Wyga rapu robi wygar na tracku, ciągle śmiga rap tu
Po sieci śle milion gigabajtów
Zróbcie hałas, na dwa i na raz
Tuni! I "NasGuralAz" dajcie hajs mu zaraz
Wreszcie mam swój garaż i mam swój taras
Robie łyk łyk łyk ginu i nastuk na raz
Ciągle mam swój balast, wciąż rap kocham
Wciąż na misji jak kawalarz Zohan
Z podziemi jak kanalarz Socha
Dla mnie radocha to bajera jak katana ostra!
Prosta, co sieje postrach jak La Coka Nostra
Twoja żałosna, zazdrosna postawa
To nie jest Polak, to biały murzyn, on nie ma prawa!
To mnie napawa jeszcze większą dumą
Wiesz o czym w trawie piszczy? Wiem o czym wierzby szumią
Zobacz, dziś robię mixtejpy dla ludzi
Jeszcze jedno, rapowanie rąk nie brudzi
Wątpliwości budzi, ludzi brak zrozumienia
Tłumaczony stanem konieczności stopień upodlenia
W dawnych czasach, słuchałem Nasa, ja i kilku gości
Mieliśmy nowojorski stan świadomości
Życie było dziwką, ale świat był nasz
Niedługo przed tym, zanim przyszła koka i hasz
Pokaż twarz, jak ją masz, miałem uliczne sny
Gdybym to ja kręcił światem to by nie zszedł na psy
Nie wiem jak Ty, nie wiem jak ci ludzie na fejsie
Przysługa za przysługę uczył Nas ze Scarfacem
Pieniądze to dziwka, taki wtedy był mój styl
Chuj w gusty, hip hop zmarł w 2006
Mikrofon czek mikro-mikrofon czeka
Jak Gil Scott Heron składam części człowieka
Jak AZ co mówił ludziom zrób, lub zgiń
On tak mówić mógł, miał przed sobą 9 żyć
Chce mi się pić, zgarniam teraz cash i szlus
Na produkcji plus to wszystko jazz i blues
Weź poczekaj chwile, liczą się skille
Mamy swoją wille, Ty masz tylko piętę jak Achilles
I rozkminy debilne, niestabilne, nierealne
Wyciągasz wnioski zbyt banalne, w skutkach fatalne
Nieobliczalne, te legendarne, nielegalne rapu wylęgarnie dziś
Hotele fajne, w nich walne narady
Znów zdalne roszady, żaden klaun nie da rady
Mamy nagłe napady weny, ten track tniemy
Który cechuje brak tremy i brak ściemy
I hajs niemy, niby poważanie mamy
I niby wiemy, niby, że coś z tego mamy
Niby niby wiemy, nie upadniemy, nie zegniemy karku
Po zmroku, lecimy w każdym zakamarku
Chodź nie mamy zegarków za dwadzieścia koła
Mamy ten rap swój, to najważniejsza jest szkoła
To rejs dookoła rapu, w cztery minuty, mam siedmiomilowe buty
Gram przez myślowe skróty, gram bez podpuchy sztuki
Rym, farby, bit sztalugi
Jak Man Ten tańczę podwórkowe boogie
Narkotykowe długi, wjebały kilku kumpli
W te ujadanie kundli, tak bywa w dżungli
Mam w głowie bank sampli i w uszach szum winyli
Pierwsza część homilii w super willi.
"cuty"
27 grudzień, dochodzi świt
W tłumie pijani ludzie, my pośród nich
Odnalazłaś mnie w tym tłumie nie mówiąc nic
Do dziś pojąć nie umiem dlaczego my
Świat nie zostawił złudzeń, nie mówię nic
Chciałbym powiedzieć, a w sumie nie mówię nic
Czas, by wskazówki zegara już dla nas zaczęły bić
Zatańcz ze mną jeszcze raz, jak wtedy, nie mówiąc nic

I chcę tylko z Tobą iść, jak wtedy, gdy było ciemno
Mógłby nie nadchodzić świt, byle byś była już ze mną
Grudniowy deszcz ze śniegiem sypał nam w oczy gęsto
Szliśmy piechotą do Ciebie, nie licząc się z całą resztą
Ukryte sny, nadałaś mym marzeniom tempo
Gdy mówiłaś wzrokiem swym - Tylko Ty - idę w to w ciemno
Wewnątrz, wiesz nie jestem zły z natury
Ale byłem różny będąc tylko człowiekiem z natury
Dla mnie zapach Twojej skóry, dużo więcej niż fetysz
Gdy twe ciało rozmawiało ze mną za pomocą dreszczy
Tak jak i moje, wierz mi, gdy szeptałaś me imię
Delikatnie i namiętnie, przygryzając małżowinę

Karol - chcę to jeszcze raz usłyszeć, potem niech wali się świat
Albo przeżyć jeszcze raz to co wtedy, tam w tym kinie
Tego nie zabiorą nam, nawet jeśli któreś zginie

Znam Cię na tyle, na tyle ile Ty mnie znasz
Chciałbym świat zostawić w tyle, by już nie przeszkadzał nam
Nawet jak w oczy wiatr, czy pod prąd, czy jakkolwiek
Razem jednością Ty i ja, a osobno dwojgiem
Słowa nie są istotne przy tym, przez co idziemy
Nasze drogi się nie przetną, one już się przecięły
Niebo płacze i jest ciemno, gehenną ulice
Idziesz na spacer ze mną? Spacer przez życie?
Słoń :
Pih, Ero, Słoń to przejebany Line Up
Twoja opinia o nas zwisa mi jak trup Husseina
To pijacka ferajna, łaki to nasz target
Mam wyrobioną markę jak jebany Nightstalker
Czuję tylko pogardę, nic innego we mnie nie ma
Ryby zdychają w jeziorach, a ptaki spadają z nieba
Czarna jak heban gleba zostaje na palcach
Jebać Step Up, zatańczysz dziś ostatniego walca
Zapraszam do tańca, nowy pożar wzniecam
Aplikując w nos proch z krematoryjnego pieca
Dzieciak, słysząc mnie robisz gały jak Gollum
Jakbyś z płetwami na girach biegał po minowym polu
Uderzam jak piorun, nie graj nam na nerwach
Zostanie po tobie tylko kupa zwęglonego ścierwa
Kolejny oberwał, konsoleta dymi
A ja z uśmiechem na twarzy zamykam drzwi od kabiny

Ref.
Każdy kojot wie, która jest godzina
Nie ma na nas skurwysyna
66.6 FM to co słyszysz
Radio Killa, Radio Killa, Radio Killa
66.6 FM

Pih :
Usiądz skromniej, dziś nie idziesz do roboty
Rozkładasz się jak kurwa po przeharowanej nocy
Za tą muzę stara cię zajebie w domu, ziomuś
Jak żona pijaka, wiecznie spadasz ze schodów
Co gdyby nie my? Co byś zrobił teraz?
Łoił patelachę pod lot trzmiela
Jedyny taki skład to alkoterapia
Po porady dzwoni do mnie twój pieprzony psychiatra
Bóg kręci ziemią? Ja poruszam niebo
To on kłóci się o wynik przy rzucie monetą
Napierdalają bębny, zaciskasz zęby
Dla gamoni już spływają tatuaże z henny
Maska Halloween na twarzy, zły do kości szpiku Pihu
Skąpa ździro - cukierek czy psikus ?
Nasza mała gra w pochowanego
Gaszę światło dźgam na oślep, inferno terror
Ze mną są zwyrole, twoja córka niech ucieka z domu
Chyba, że chce robić za dodatek do kondomów
Wcześniej czy później i tak skończysz w worku
Póki co twój krzyk, partytura tortur

Ref.
Każdy kojot wie, która jest godzina
Nie ma na nas skurwysyna
66.6 FM to co słyszysz
Radio Killa, Radio Killa, Radio Killa
66.6 FM

Ero :
Ero, Pih, Słoń ty słyszysz to Radio Killa
Każdy z nas tylko na psach się z prawdą mija
W rozgłośniach hip-hop o Mamma Mia
Dziś to wszystko nie sięga nam do kija
Nawijam, co? Nie trafiam lamusom w gusta?
Im spust w usta, na nich patrzy chuj z lustra
Twoja kochana znów nie wpuszcza cię do łóżka?
Jest jak twoje nagrania, po cichu się puszcza
Do zdeptania pluskwa, chuj wbijam w to jak się czujesz
Ty nie słuchasz rapu, ty go tylko podsłuchujesz
Ktoś cię opluje ty powiesz, że pada deszcz
Chcesz być grubą rybą, a cię dupą zjada leszcz
Wiesz to 66.6 FM
Dla upadłych MC chłodny, żałobny tren
Znów odcinam wam tlen, co się dusisz
Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz

Ref. (x2)
Każdy kojot wie,która jest godzina
Nie ma na nas skurwysyna
66.6 FM to co słyszysz
Radio Killa radio killa radio killa
66.6 FM
Wieść się niesie wieczorami przy skręcie
po betonowym lesie, życie w pełnym pędzie
w każdym względzie przekręt na przekręcie
tak ma być, niech tak będzie - to zaklęcie
cięcie Gural na PDG okręcie
na bocianim gnieŹdzie w mieście pod napięciem
przegięcie, weŹcie sprawdŹcie to orędzie
jesteście we śnie właśnie w tym momencie
nareszcie wiatru zachodniego nadejście
wejdŹcie, posłuchajcie i doceńcie
przejście bez ściem życie na zakręcie
wierzcie lub nie, ale przekaz ten odbierzcie
bierzcie tekst ten, słyszcie przestrzeń w tekście
wers za wersem ciągle piszę wierszem
przeprze leprze gorsze czy nie przeprze
ja to pieprzę, wiem, że kuzyn wesprze mnie
bez przerw jeszcze bit budzi dreszcze
wreszcie chwyta w kleszcze, koniec streszczeń
wiesz, że zachodnie wiatry najsilniejsze są zawsze
to po pierwsze i najważniejsze
zawsze wchodzę w bit, nie ma żebym nie wszedł
to po pierwsze i najważniejsze
wieść się niesie
to po pierwsze i najważniejsze
Powitajcie człowieka, którego wiatr słów powiewa jak kajdan
Czy to ptak, samolot ruch głów a to ja i mikrofon duet jak Doda i Majdan
Co naciera bez oporu paradonu jak łajdak
Powiedz że wróciłem i nadciągam z mikrofonem po ulicach jak z Oskarem Wajda
Jak wariat ja i ma ferajna
Na swoim miejscu bez testu jak na Nowym Świecie palma
Kiedy mnie zobaczysz salutuj
przygotuj ogień z armat
Na szyję krawat
I strzał na niebo jak Balak
Kiedy chodze po obcyche terytoraich ktoś krzyczy "spier..."
A ja inaczej mam na imie więc nie wiem o czym frustrat gada
Zacina się jak Michnik Adam
Pomylił się jak instytut badań
Moje imię to fenomenalny, super unikalny wieje zieje mi zgęby jak Halny
Więc ogień
Ogień mam jak palnik
Jestem strzał w dziesiątkę a ty przykro mi niewypał
Zanim mnie obrazisz to mamusi swej zpaytaj
Podobno był dis co sam się zdisował
Toż to fenomen na światową skalę jak minister Roman

Jeżeli jestem małpą to jestem gorylem
Dzień dobry państwu i rzucam się na szyję

Jestem naładowany jak karta miejska, skrzydła mam jak Redbull
Ja potrzebuje jak soku potu krwi
a ty na zdjęciach zyczysz sobie retusz
Jak do portretu wytrenowana mina
A ja nie jestem debiutant jak na mundialu Tabago i Trynided
To widać jednym okiem tak jak pirat
Ja nie skończę
jak reżyser "Pasji" co krzyczy jak nazi
Bo uruchamiam gwiezdne wrota mej pyskatej wyobraźni
Pisanej mikrofonem
Mam głowę twardszą niż Zidan
nakład większy niż Wamp
Jestem mega jak avans a ty mini jak Van
rozpoczynam wyścig
Na liście bestellerów jak "Kod Leonarda da Vinci"
Mam słowiańską dusze kuszę napieta jak Wilhem Tell
To nie inwazja muszek, kaktusów z irokezem na żel
To inwazja barbarzyńców z żyletkami na językach
Kroje mym jęzorem jak gnojek z portfelika
Jak minister da amanestje to może będzie złota płyta

Jeżeli jestem małpą to jestem gorylem
Dzień dobry państwu i rzucam się na szyję

A ktoś mówi że wypaliłem się jak łebki zapałek
Ma dziure w głowie, stopery w uszach jak w cieście zakalec
Gdyby wojny toczyć na słowa
Byliby zwycięzcy ale nie było by ofiar
3,2,1 pal
ten pocisk ma miłośc jak T.love
Wygrani toną w powodzi braw
Przegrani w gwizdach
Lecą kartki w kalendarzu w tempie Allegro
Brzuch co rósł spuchł jak kokos a mięśnie mi więdną
Pisane mikrofonem wersy podniesione z chodnika
To nie piracki materiał tylko legalny towar na laserowych płytach
Od potu błyszczę się jak rosa
Tnę jak kosa, bombarduję jak Mosad
Niezniszczalny jak mak gajwer
Młody gniewny jak miszel pfajer
Co serce ma dziki jak lyncz
A nie miękkie jak harlekin
Miłośc to recepta jak recepta na refundowane leki
Słabych emce biorę w zęby mojej szczęki tak jak rekin
Jeśli masz wątpliwości to przynieś wariograf
Zrobimy test i stestujemy moje słowa
Jak wyjdzie że kłamię to płyte do sklepu oddaj
A ja spłone jak pochodnia

Jeżeli jestem małpą to jestem gorylem
Dzień dobry państwu i rzucam się na szyję
Widzę świat, w którym chaos wiedzie prym
Trzymam władze
Krzycze w snach
Nawet dialog teraz to nie znany dialekt
Czuje strach w nas
Czuje gniew
Czuje ból
Pożywka dla mas
Tu na dnie to chlew
Tutaj głód
Tutaj grób
Pczuj ten smród, chłód
Spojrzeń ludzi widm
Na cud nie liczy nikt
Umykł w kolejny konflikt
Litość!? - Zapomnij, podaj dłoń i chodź do Getta
Dopada Stanin Soni czujesz chodź to Vendetta
Nienawiść, która pali ducha trawi
Zawiść w ludziach!
Okuta ze stali nie do przebicia skorupa
Symbol upadł został schemat
Non stop sie powiela
Ojciec chla, synek ćpa
To ten przekaz w genach
Czekaj!
Jebać świat!
Jebać rząd!
Weźmy bron to rewolta
Mamy dość
Mamy moc
Mamy głos to Polska!
Nasz dom, a traktują nas tutaj jak zwykłe ścierwo
Jedność to nasz sektor niesiemy ze sobą terror!

Mimo ze na dnie nad nami sie zebrały chmury
Pokonamy sztorm, jednorazowa szansa
Agresja niech spadnie nie pomogą żadne sznury
Spadł z nieba grom w postaci tego chamstwa [x2]

Nazwij mnie bandytą wykon
Za mój żywot nałóż więzy
Sympton wyleczysz, błyszczą oczy jadowitych węży
Damy rade przezwyciężyć
Każda burzę , każdą zamieć
Ruszamy w eskapade
Jesteś tchórzem, a ja chamem
Sennym koszmarem, katem
Po mnie pozostanie popiół
Gramy opór!
Nasz kopuł, posiadamy antidotum
Wojenny topór, na wojennym szlaku
W słusznej sprawie
W porze mroku dla dzieciaków
Ukradliśmy alfabet - Dla nich!
Dla tych bitych
Wychowanych w nie ludzkich warunkach
System przegnity
Widać skutki na podwórkach
Kolejna runda
Nerwy na wodzy, trwa batalia
W tych warunkach o dobrobyt
Dla tych co polegli w salwach
Chwila ciszy...

Ojczyzny wojownicy,
Buntownicy!
Bronili Polski bronili stolicy,
Męczennicy złożyli ofiarę
Ich duszom szalą
Do grobowej deski pamięć
Oni pokonali chaos!

Mimo ze na dnie nad nami sie zebrały chmury
Pokonamy sztorm, jednorazowa szansa
Agresja niech spadnie nie pomogą żadne sznury
Spadł z nieba grom w postaci tego chamstwa [x2]

Bez opieki , bez miłości
Pamięta z młodości traumę!
Zażyte leki mdłości
Non stop najebaną matkę
Budził sie z krzykiem - Tato!
Jestem bardzo głodny!
Synku, tata ma maraton
Ten świat jest często podły
Nie pomogły modły, więc pomogą pięści
Prawo dżungli,
Stał sie podły!
Załogą agresja dodaje ulgi
Z kosą w łapie
Posłaniec niesie śmiertelne nowiny
Nie zatrzymasz tej machiny
Pod wpływem heroiny!
Bez skaliny, kokainy
Tylko Bóg wie po czym jeszcze
To są ruiny,
Słońca wchód
Melanholijny szepcze
Jesteś ślepcem!
Ilu z nas potrzebuje wsparcia
Matka z dzieckiem
Wózek pcha jak ten pies szuka żarcia
Grzebiąc.. Po śmietnikach
Dla nas stała sie widmem
Jedząc resztki z talerzyka skóry, betonowy pigment
To boli w niewoli
W paranoji trupów z szafy
To życie na krawędzi, a w nim ciągłe dylematy!

Mimo ze na dnie nad nami sie zebrały chmury
Pokonamy sztorm, jednorazowa szansa
Agresja niech spadnie nie pomogą żadne sznury
Spadł z nieba grom w postaci tego chamstwa [x2]
Kiedyś grono ludzi się zebrało
To mało
Kasety wymieniało
Z muzyką wspaniałą
Wszędzie naokoło grało i huczało
Wszystko w dwóch słowach się zawierało
Potem spotkania na rynku
Miłe towarzystwo, ciepło jak przy domowym kominku
Mini koncerty na świeżym powietrzu
Na ławce, te większe na scenie w budynku
Bity podawane przez Baka za pomocą ust
Dla każdego, trafiające w każdy gust
Moje rymy prosto z bani dla odbiorców kompanii
Wokół skejci z dekami i przechodnie nieznani
Wszyscy zgrani niemożliwie
Jeden tok myślenia
Ten sam punkt zaczepienia
Pierdolnął ciężki bas!! bas!!
Wszystko pozmieniał
Osoby zwątpiły, nastąpiły wykruszenia
Ucieczka w dragi bez zastanowienia
Cóż, słabe charaktery są nie do ocalenia
Już wielu znikło jak widziadło
W gówno wpadło
W moich kręgach już wielu odpadło
W moich kręgach już wielu odpadło
Oni już odpadli
Niczym bombka z choinki spadli
W kiepskie klimaty popadli
I obce towarzycho, a wszycho
Było zajebicho
Każdy bujał się z ucieszoną michą
To na imprę, to na ognicho
Zawsze spokens, nigdy nie było licho
Potem coś na przeszkodzie stanęło
Braterstwo runęło
Chujowe akcje wszczęło
To co w sercach płonęło
Z wiatrem przeminęło
Słabe osobowości zgięło
Dzieło wspólnej więzi zsunęło
Z krawędzi
Chwile ulotne są, czas zbyt szybko pędzi
Szkoda tych, którzy już poodpadali
Żal mi tych, którzy już poodpadali
I choć żal mi ich, nie jestem po to, by się żalić
Lecz ustalić
Więzy musiały się spalić
Bezsprzecznie, nic nie trwa wiecznie
Mimo iż oni odpadli, Rah dalej walecznie
W moich kręgach już wielu odpadło
W twoich kręgach już wielu odpadło
W moich kręgach już wielu odpadło
W naszych kręgach już wielu odpadło
Tak, tak, tak dzisiaj z wami się policzę
Wasza pieprzona tożsamość ma tu gówno do gadania
Rozpierdolę wasze karty, nie obejdzie się bez bójki
Będę mocno bił i strzelał wy jebane gnojki
Jeśli nie jarzysz synu to będziesz musiał zginąć
Jeśli chodź trochę mnie zrozumiesz to obejdzie się bez dymu
Ale jeśli mnie wkurwisz, naprawdę rozpierdolisz
Na siebie wydasz wyrok, zastanów się co robisz
Uwierz mi, bo nie będę się pierdolił
Jesteś jednym z tych odpadków, których ja nie trawię
Rozpierdolę ci łeb, przy tym nieźle się zabawię
Najgorzej jest z tymi co złorzeczą dranie
Mają nas w dupie i nasze rapowanie
Z nami naprawę nie jest najgorzej
Jedynie wóda nas wykańcza
Lecz to gówno nie pomoże nam w niczym

Spójrz na lewo, zerknij też w prawo
Policz do trzech, to nie pierdolony pech
Bo do ciebie jest mowa, nie jestem kurwa zjawą
Pierdolona rymowanka ma być niezłą zabawą
Napierdalam niczym Uzi, nic mnie nie powstrzyma
Pokonamy tekstami każdego skurwysyna
Sprawdź to gówno, spróbuj złożyć to do kupy
By wyjść z tego cało i nie stracić swojej dupy
Jesteś taki twardy, skończyły się żarty
Jestem całkiem poważny, jestem wściekle uparty
Więc zabieraj białą dupę z naszego terenu
Bo możesz więcej nie usłyszeć pieprzonego refrenu
Bum, bum, bum to muzyka dla uszu
Czuję się w tym gównie jak w gangsterskim buszu

Jest to naprawdę gówniana sytuacja
Po czyjej stronie wina, a po czyjej racja?
Wykańcza nas pomału ta gówniana sytuacja
Wasze podłe ryje niszczy nasza dominacja

Znaleźli się cwaniacy, którzy chcieli z nami skończyć
Chcieli nas zajebać, ze śmiercią nas połączyć
Ta pieprzona ekspedycja na pieprzony koniec świata
By przywrócić komuś życie, by ratować twego brata
Który znalazł się w jatce, przeżył tę jebaną strzelaninę
Stracił w tym gównie kuzyna i dziewczynę
Teraz jest naprawdę w gównianym stanie
Staramy mu się pomóc pierdolnięty baranie

Jest to naprawdę gówniana sytuacja
Po czyjej stronie wina, a po czyjej racja?
Wykańcza nas pomału ta gówniana sytuacja
Wasze podłe ryje niszczy nasza dominacja

Udało nam się wyjść bez szwanku
Nie straciłem swojej dupy
Lecz padło kilka ofiar, posypały się trupy
Więzienie nie, ścierwo nigdy mnie nie fascynowało
Nie widzieliście nas trochę, nie wiecie co się działo
Pozmieniało się trochę, nie mówię, że na lepsze
Trochę się powłóczę, trochę jeszcze gdzieś popieprzę
Straciliśmy trochę pychy i pewności siebie
Kiedy znaleźliśmy się na pieprzonym pogrzebie
Kara precyzyjnie wymierzona w naszą stronę
Mocno nas boli, oczy błądzą przerażone
My przecież żyjemy, nadal nieźle się bujamy
Lecz kilku z naszej paki pogrzebano dzisiaj stary
Dlatego spuszczam z tonu i pierdolę tę przemoc
Nawet gdy rapuję, ogarnia mnie niemoc
Więc odłóżcie giwery, zróbmy zawieszenie broni
By nikt z zwaśnionych stron nie musiał strzelać by się bronić

Jest to naprawdę gówniana sytuacja
Po czyjej stronie wina, a po czyjej racja?
Wykańcza nas pomału ta gówniana sytuacja
Wasze podłe ryje niszczy nasza dominacja
Otwieram drzwi, klucz przekręcam w zamku
to śniło się mi, znów serca zastój.
Otwarte, klucz w drzwiach, ja na drzwi
daj tu klamkę, zalepiony wizjer plastrem
ja znam te szczegóły umysł mój te osiedla zepsuły,
co Tobie, więc wiem jak to rozegra fachowiec.
Klucz do kieszeni, schodzę na półpiętro, telefon
co zmieni ten obiekt, będzie piekło. Nadchodzę,
razem ze mną tego nie powiem, swoje wiesz ziom,
tylko ze spokojem wejdź do mieszkania,
dojedź hama, bo czym to jest dla nas?
Nie dam się okradać
Do przejścia jeszcze kilka metrów, tu wyłania się ekipa
zza winkla, z projektu tych kilku rzezimieszków
Trzymamy kij w rękach, tak idziemy do koleżków
dać w ryj i po nerkach, do wind i na piętra.
Chcesz być tu? nie stękaj. W takim budynku tych mieszkań
panie setki. Gdy jedni nie mają nic, drudzy całe sejfy.
Element strategii, z czterech stron na raz, góra dół balkon
front co to dla nas. Dzwoń do sąsiada tam balkony się łączą
jest okno otwarte więc to ułatwiony skok do salonu zrozum
szybko po cichu jedziesz z dziwką bez krzyku.
Dwóch osłania górę na półpiętrze, dwóch na parterze,
czterech stoi przed wejściem, jedziem. Masz drzwi otwarte
bo los całe życie zsyła mi atrakcje

Sła-by punkt przemyśl dwa razy koniec,
za nim znów te drzwi wywarzysz,
to jest sła-by punkt przemyśl dwa razy koniec,
za nim znów te drzwi wywarzysz,
Sła-by punkt przemyśl dwa razy koniec,
za nim znów te drzwi wywarzysz,
to jest sła-by punkt przemyśl dwa razy koniec,
za nim znów te drzwi wywarzysz,

To jest... nasze kilka minut by zakończyć kwestię
mówię sobie kombinuj by nie zaskoczyć wejściem
bezszelestnie, przedpokój patrz w lewo,
jakiś typ w kominiarce w worek pcha pieniądz
dojazd, przywitanie z glebą, po sprawie, ale
to tylko start. Tu Cię pobłogosławię,
my tu ponad prawem, chodź nie podoba się mi to.
Ten typ co dostał w banie upuścił kopyto,
już po zabawie, czas na incognito,
jeszcze kilku kradnie, nam wzrasta ryzyko.
Jestem z miasta to wszystko ponoć nie jest tu obce
tak mówią lecz nie ufaj słowom tu chłopcze,
bądź sobą, bo dziś z załogą idziesz w najgorsze.
Spokojnie przyklejeni do ściany. Krok za krokiem,
nie chcę grać na zwłokę, mam zamysł.
Dajesz w lewo, kolejny pokój jedziesz następnego, leży.
Został jeszcze jeden co dotychczas przeżył.
Światła brak, cicha noc, ja nic nie widzę bracie,
akcja trwa, słychać go zanim przewiniesz pacierz
wspomnij o bliskich i idź z tym. Myślę sobie
jak będzie po wszystkim zrobię spowiedź.
Tylko wyjdźmy stąd cało, nie na co dzień się robi
na własny dom nalot. Cii widzę go, on nas nie
robi bajzel. Myśli, że coś znajdzie by dobić
na handel zioom, kto nie kradnie? Dojeżdżamy typa,
gość na podłodze już ledwo oddycha. żelazkiem po głowie
to sprawy sedno niech zdycha. Ty zapal światło,
sprawdźmy kto jest tu sprawcą, ciekawość zżera mój umysł.
W sekundę zrobiło się jasno, ziom po tym zasnąć,
to czysty stres. To było przeszukanie bystrych z CBŚ

[To jest prawdziwy hip-hop. Reprezentacja 2007
i 354 miliardy dla was wszystkich. HWDP]
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo