Popularne piosenki. Polski Hip Hop

51 stan Polska, realizm nie fikcja oparta na paradoksach,
sterowany handel naszymi uczuciami,
dozwolony owoc, przechodzimy przez to sami,
koncertowy dumping praca na własny rachunek,
kicz prowokacyjny który psuje wizerunek,
rakotwórcze środowisko, ostry balet w kuluarach,
musisz radzić sobie sam, wiara w nich przestała działać,
uwłaszczenie, wywłaszczenie, dociążenie co jest grane?
Starasz się jak możesz, a tu znowu przejebane,
triumf zbiera ignorancja, populizm, pieniądz guru,
51 stan emancypacja rozumu,
spisane dzieje głupot, przesiane są miłością,
nasze własne inferno, bardziej przesiane nicością,
mocniejsze raporty, iskra za iskra na stykach,
płacąc za błędy elity pytasz z czego to wynika,
teatralizacja osób na najwyższych stanowiskach,
szukasz na to metafory, niema takiego zjawiska,
krótki sen o miłości, w jednej chwili nas zamyka,
51 stan taka polska Ameryka.

Żyjesz tu ,widzisz to, nic nie jest ci obce,
nie po to aby ogrzać tyłki co dzień wschodzi słońce,
mieszkam tu, widzę to, nic nie jest mi obce,
chyba za te wszystkie dni tak kochamy nasza Polskę.

To nie sen, wszystko na twoich oczach,
rozgrywa się tu dramat, musisz dobrze się przyglądać,
możesz być zaślepiony i nie widzieć tych ran,
taka polska Ameryka 51 stan,
ej w całej Polsce mnóstwo obojętnych osób,
jeszcze więcej idiotów, których dopuszcza do glosu,
świąt zepsucia chaosu, ty próbujesz znaleźć sposób,
w kraju pełnym patosu wszyscy idą w stronę sztosu,
kraina smutnych ballad, beznadziei, krętactwa,
bawiąca do łez dramaturgia prostactwa,
kryzys ponad wszystko, krwawe prawo bez honoru,
które zatrzymuje wiarę tworząc siec rożnych zatorów,
zdrowa terapia bez ofiar, ile masz ze zwierzęcia,
najpierw do własnej kieszeni retuszując jako ciecia, b
rak zajęcia, frustracja, lustracja, defraudacja,
kumoterstwo, nominacja, schorowana biurokracja,
po której stronie racja, ile tych trafionych planów,
ile nieudanych prób, robiąc z nas ludzi baranów,
fikcja a gdzie fakty? Wasze polityczne chęci?
Wszystko dawno martwe, jak dawno martwi prezydenci,
niema co się obrażać, żalem nie zmyjesz tej plamy,
po raz kolejny witamy, polskie zjednoczone stany.

Żyjesz tu ,widzisz to, nic nie jest ci obce,
nie po to aby ogrzać tyłki co dzień wschodzi słońce,
mieszkam tu, widzę to, nic nie jest mi obce,
chyba za te wszystkie dni tak kochamy nasza Polskę.

Znowu ściemniony bilans, który ma zataić wszystko,
te wszystkie procedery które są bliżej niż blisko,
zaostrzenie fikcji, przeciw korupcji reklamy,
mówią i obiecują a to puste slogany,
atmosfera skandalu, wszystko z przymrużeniem oka,
polski bazar z dyplomami, nieświadomość w miejskich blokach,
główni aktorzy dramatu, chcą koordynować ruchy,
nasza władza bez wiedzy, każdy coraz bardziej głuchy,
każdy kreci jak może, jak nie widzisz przetrzyj oczy,
już nie raz to widziałeś, i nie raz cię to zaskoczy, z nadzieja bez żalu,
słuchasz kłamliwych relacji, cyka kolejna bomba siejąc ziarno prowokacji,
nie ta rzeczywistość piękna ukształtowana w sondażach,
51 stan który miłością zaraza, polski eksport optymizmu,
zubożała strefa cienia, obietnica- będzie lepiej,
nie jest w stanie nic pozmieniać, napychając kieszenie,
myślą mamy jeszcze czas, witam w ukochanym kraju,
Rzeczypospolitej lewych kas.
Ref. x2
Gdy już tępe społeczeństwo da się zakuć w dyby
I zaczną palić książki, i zaczną łamać płyty
Tacy jak my będą żyć gdzieś tam pod powierzchnią
Tłocząc jak żyły spod ulicy dawne człowieczeństwo

1. To ja, wolnomyśliciel - #Cira,
kto to gra non stop na Vivie? Wbijam
Moja muzyka ma skrzydła - #Ikar,
nawet, gdy wosk reszcie uszy zatyka
Omijam mainstream, to słychać od drzwi
Nie tykam komercji, merci, nie słodź mi
Wypełniam szczelnie marginesy i nie pcham się na resztę kartek
Tak marnie, nachalnie, byle by grać co czwartek
To, co robimy, jest bardziej e-litarne, nie myl mnie z resztą
I może nie nazywajmy artem tych wędlin z Tesco, koleżko
Moje flow depcze raperom czaszki, pęka ci łeb na pół
Pozakładacie podpaski pod czapki, hashtag - #red skull
Moja wada jest ze mną od lat i złapię cię, szujo, za twarz
Sam nie wiem, dlaczego pełno chorągiewek tu, które się czują jak maszt
Ja jestem z innej gliny, możecie mówić mi Mr. Underground
Albo dawka he-he-roiny, nie wiem, co w chacie ćpasz
Niewiele mam poza talentem i pasją, co się zrodziły w mózgu
Ty możesz próbować wjechać tu S-klasą, a wyjedziesz na wózku

Ref. x2
Gdy już tępe społeczeństwo da się zakuć w dyby
I zaczną palić książki, i zaczną łamać płyty
Tacy jak my będą żyć gdzieś tam pod powierzchnią
Tłocząc jak żyły spod ulicy dawne człowieczeństwo

2. Kiedyś jarał mnie styl wolny, dziś wolę wolny umysł
Nie wierzę w poczucie misji telewizji, sorry, nie wierzę w bzdury
Nie wiem, czy Bóg mi dał mózg, lecz formuuję myśli w nim
I patrząc na zrzutkę pod kościółkiem mogę być wilkiem lub/i myśliwym
Moi koledzy piją i bluźnią, i mają blizny na twarzach
A jednocześnie widzą i czują o wiele więcej niż sza-szara masa
Rozpoznasz mnie po tatuażach na przedramionach
Wierz mi lub nie, ale zła fama oraz grubo jest przesadzona
Czy jestem antysocjal, skoro mam serce dla ludzi?
Lub wizualnie wbijam się ciut w konwencję, która tu lęk budzi?
Okej, okej, może nie jestem potulny tak jak mój brat - #rebel
Myślę co chcę i jestem jednym z tych, którzy potrafią zrobić tu z krat szczebel
Pnę się po równoległej ścieżce do góry
I wyjście w dresie na osiedle mi nie zabierze przeczytanej literatury
Nieważne jak mnie widzą, nie jestem głupi na pewno
I chyba lubię się burzyć i bunt jest zawsze ze mną, hash Matt Damon

Ref. x2
Gdy już tępe społeczeństwo da się zakuć w dyby
I zaczną palić książki, i zaczną łamać płyty
Tacy jak my będą żyć gdzieś tam pod powierzchnią
Tłocząc jak żyły spod ulicy dawne człowieczeństwo

3. Jeżeli znajdziesz to w zamurowanym pokoju
Zanim tam wpadnie ekipa, co się pozbywa śladów dawnego chaosu
W imię nowego porządku po kryjomu schowaj to CD pod kurtką
Nie mów nikomu, wróć do domu i wtedy puść to swoim synom i córkom
To, jak wygląda jutro zależy głównie od nas
Jeśli cię media ogłupią, później cię kupią za dolca, za grosza
Historia to nie fakty, to tylko wersja zwycięzców
W świecie manipulacji i nieświadomych, podatnych na to jeńców
[Łona]
SprawdŹ, to jest piękny wieczór, zima w mieście
Gdzie tak łatwo jest się natknąć na pielgrzyma
Czy na nas, bo w czynach jasność
A my zagraliśmy koncert i ruszamy wreszcie na śródmieście
W oddali widać klasztor
skłoni jesteśmy jednak bardziej ku jakiejś gastronomi
Bo głód nas pędzi na czczo
my bladzi jak płótna, bo nie widać żarcia
Nawet obiektywnie patrząc
Pytamy ludzi, czy jest wiadome im gdzie można coś zjeść
albo chociaż w którą stronę iść
Pierwszy tubylec chce pomóc ma ambicje
lecz nic z tego, bo promile mu niweczą dykcję
Reszta chyba jakieś miejsce zna
bo, wszyscy mówią idŹcie prosto i skręcie w prawo
Idziemy tam i, że się tak wyrażę do diaska
bo o - ja *****ę - trudno, kiedy to co widzę mnie przerasta
I wierzę z trudem to wszystko stoi
Jedna koło drugiej, jakieś siedem budek typu Bistro
Granicząca z absurdem jednorodność
Frytki, hamburger, zapiekanka, hot-dog
A propo frytek, kpisz z nich? nie kpij, klękaj
tutaj frytka to prawdziwa broń w krwawej wojnie o klienta
Której żołnierzom dumping przyrzekł przepaść
bo frytki stoją tutaj grubo niżej zeta
Nawet troszkę więcej wyrżnął, się wyśle im przez pocztę więcej
Ale zaraz, jedna z budek zdaje się być odszczepieńcem
Przecieram oczy ze zdziwienia
ale na pewno widzę napis który głosi - frytek nie ma
Pytam czemu nie ma, co to za sztuczka?
Babka patrzy na mnie jak filozof na ucznia
i odpowiada równie filozoficznym zdaniem
Nie można mieć wszystkiego drogi panie

[Smarki]
To był piękny wieczór choć nie pamiętam okazji
I w ogóle mało pamiętam i tego piękna w wyobraŹni szukam
Wiem, że była ze mną ziomków trupa
W lokalu gdzie dziewczyny chcą pierścionków z Kruka
DJ gra z iPoda, bo to DJ Jem Piguły
A goście napinają muskuły kiedy lecą kanikuły
Słyszę, nie musimy tu być, są przecież inne kluby
Więc poszliśmy stając na krzyżówce ulic
Tu stali pijani, siebie pytali, że dokąd iść mamy
Stali pijani, dywagowali, był problem z kierunkami
I w sumie to chciałem im pomóc rozkminić zagadkę
Ale miałem tyle myśli ile metro ma linii w Wawce
Także olałem frakcję czy iść na prawo czy lewo
Bo w głowie miałem jedno - którędy za potrzebą
Drogie panie przepraszam, że tak prosto z mostu
to nie eleganckie, chciało mi się lać po prostu
Wypatrzył obok kiosku miejscówkę na ten postój
Myślę, aha, kroi się podwórkowy old-school
W związku z czym oderwałem się od stada ziomów
I wbiłem się szybciorem za ten kiosk na rogu
Wtedy to nadjechał radiowóz
Po oczach świecił jego kogut
Czy ja jestem jakimś niedorozwiniętym bucem?
Czemu stoję tu? w lokalu był piękny WC
Wtedy sobie pomyślałem, że odwrócę ich uwagę
Jeśli sięgnę po telefon i nim zrobię sztuczek parę
Słyszę - proszę podejść, w co pan tu sobie gra?
Do dziewczyny dzwonię - świecąc mu telefonem w twarz
Koledzy są za głośno, pan wie jakie są fruzie
I albo nie wiedział albo tekst go nie urzekł
Dłużej już mnie nie pytał, wziął tylko mój plastik
Wsiadł do wozu, a mnie te przemyślenia naszły
Pięć dych pożegna portfel, przywita je fiskus
Coś mi mówiło, że już nie popiję w tym odcinku
I tak stałem bez słowa, do tego pełen stresu
Bo w wyniku rwetesu nawet nie zacząłem biznesów
Nie mieli co robić, tylko mnie tropić w nocy
I podawać mój opis przez to ich walkie-talkie
Bez kitu, nasłuchiwali tych smerfnych hitów
Grubo pół godziny gdy zdychałem na chodniku
Byłem jak dawaj mandat, zaraz pęknę jak balon
W końcu wyszedł i mówi mi ten dowód oddając
Że wszystko gra, to twarde prawo ale prawo
Byłem jak wow, brawo, dobranoc panie władzo

[x4]
Mijam ich, jestem świadkiem naocznym
Jak nie Hagel w windzie to Platon w nocnym
Kant wiezie mnie taksówką, Nietzsche mieszka w każdym bloku
Świat jest pełen filozofów
widziałem cię z innym chłopcem
a mówiłaś, że jedziesz na wakacje
gdzieś na południe francji
odwiedzić z pracy koleżankę

widziałem cię z innym chłopcem
co długie miał włosy jak dziewczyna
mówiłaś mi, że się brzydzisz
on bluzkę ci rozpinał

wyszedłem sobie na spacer
bo kumpel uczy się do sesji
pożyczyłem mu linijkę
by podzielił równo kreski
on zawsze mnie ostrzegał
bo to kumpel jest prawdziwy
że wszystkie się puszczają
że wszystkie to są..

widziałem cię z innym chłopcem
co długie miał włosy jak dziewczyna
mówiłaś mi, że się brzydzisz
on bluzkę ci rozpinał

zapaliłem szybko szluga
choć mówiłem, że nie palę
ale co to teraz znaczy
kiedy was tam widziałem
miałaś na sobie bluzkę
prezent na imieniny
on karminowe miał policzki
cały był od szminki

pojechalibyśmy na wakacje
na wycieczkę do tunezji
koleżanki by umarły
spaliłoby ci plecy

widziałem cię z innym chłopcem
co długie miał włosy jak dziewczyna
mówiłaś mi, że się brzydzisz
on bluzkę ci rozpinał

widziałem cię z innym chłopcem
a mówiłaś, że jedziesz na wakacje
gdzieś na południe francji
odwiedzić z pracy koleżankę
Jestem na poziomie szczerości który zawstydza innych,
Twój faworyt, ledwo wiesz jak ma na imię,
Gdy odpalam majka, nagrywam wokal,
Czuję że mógłbym zamiast hantla użyć całego bloku,
Sąsiad, nie mył się, moją windą jechał,
Ciekawe do którego piętra mogę stać bez wdechu,
Do trzeciego, zatykam nos i myślę,
To w sumie też jakiś rodzaj haju, lecz wolę whiskey,
Śmierć, zmiana, miłość i kara, biorę wszystko,
Bo kto żyje jak żółw z poezją nie ruszy z piskiem,
Muzyka jest rajem, być lub sparing,
Z ambicją, oczekiwaniami którym nie sprostają,
Gdy chodzi o Muzykę to nie idę na przeciw,
Flacha? Odpal flachę, mogę siedzieć i siedzieć,
Cała reszta, Kochanie reszta to pułapka,
Choć serwują ją na słodko i zapragniesz dokładkę,
Reszta to pułapka, choć serwują ją na słodko i zapragniesz dokładki..

Ref:
W deszczu i w upale, rozrabiamy, dalej,
Sto protestów i zażaleń ściga nas, uciekajmy,

W deszczu i w upale, rozrabiamy (rozrabiamy dalej) dalej,
Sto protestów i zażaleń ściga nas..

Parki inspirują, knajpy chronią przed chłodem,
Nie usłyszę "gorzko gorzko" bo Kobiet chcę dla osłody,
Chmury zbierają się nade mną, ale trzymam się z dala od ćpania, to cenne,
Choć kuszą ślady kresek które widuję w klubowych kiblach,
Ale jest jeden Keith Richards na stu Ryśków Riedlów,
Toast! Za ten rok by był zwycięską walką,
Za starszego pana z łóżka obok, szary alkon,
Za kolegów z tych sal we wszystkich szpitalach,
Siostro! Do kroplówki więcej ketonalu!
I nie, nie mam apetytu, schab jest za twardy,
Gdybym miał dwa i sznurek zrobiłbym z nich klapki,
Jebać laptopy, tutaj czytam książki,
Mogłem trafić gorzej, życie nie jest tak szorstkie,
Jak stąd wyjdę, będę grzmocił i chlał za trzech,
A na razie se w głowie nucę taki wers (se) :

Ref:
W deszczu i w upale, rozrabiamy, dalej (stale),
Sto protestów i zażaleń ściga nas, uciekajmy,

W deszczu i w upale, rozrabiamy (rozrabiamy dalej) dalej,
Sto protestów i zażaleń ściga nas..
(Nas)

Ruszam na ulicę po składniki na nową płytę,
Piekę ją na ruszcie, nie starczy mi kaloryfer,
Nałóżcie moją powłokę osłonną, nareszcie,
Na mieście dostrzegam twarze za punktów dwieście,
Wbijam na czyjąś osiemnastkę nierozpoznany,
Dlaczego "twist again again" dudni przez ściany,
Ojciec jubilata wściekły - 'impreza zamknięta',
Matka jest niezła, mogłaby mi pokazać entrance,
Moja kompanka zwija im jakiś trunek i nara,
Zaraz spojrzymy na nich z góry tak jak oni na nas,
Wchodzimy na dach bloku śmiejąc się głośno,
To miasto w budowie sześćdziesiątą piątą wiosnę,
Stolica rapu jak as albo stąd kicaj,
Nie nasycę się bicem jak z kalki lub z matrycy,
Mój rap rozrzedza dźwięki tych bitches, ich rap też,
Ale zapomnieli że ziewnięcie się nie liczy,
Ej, ej, ej, ziewniecie się nie liczy,

Ref:
W deszczu i w upale, rozrabiamy, dalej,
Sto protestów i zażaleń ściga nas, uciekajmy,

W deszczu i w upale, rozrabiamy dalej,
Sto protestów i zażaleń ściga nas..
(Nas)

(W deszczu i upale..x3)
Brahu :
Mimo wszystko jadę przed sie
na zakręcie driftem to życie przypomina bitwę,
żaden bif nie powstrzyma mnie za ambitnie
cisnę, chuj wie wszystkie japy zawistne,
opad dla bliskich, liczymy zyski
Ci co zbierają dowody niech się walą na cycki,
wszystkich, chcieli by nas tu, w świetle oklasków,
pozbawić sznurowadeł i pasków,
jest jak jest, recyklesing norma,
hartuje się co dnia by nie spadła forma
możesz nie wierzyć ale czuje że żyję
zawsze gdy kolejny produkt ściska mnie tu za szyję
życia proza zamiast sielanki groza,
jeśli ma z tym kurwa problem nie pomoże proza
oryginał nie z kartki, mam serce do walki,
zabiera dziwkom głos jak dziewczynką zapałki, ta.

Refren:
Pomimo kłód na drodze mej,
pomimo bólu stresu wiem
przejść muszę przez to całe kurestwo i ..
i radę sobie dać.

VNM :
Mimo że tyle lat nie grali na Vivie MTV mnie,
VNM sam nawijałem imię te,
mimo że wanderzy nim zobaczyli mnie, zabiłem tylu co Steven Segal w Multikinie ej,
mimo że nawet jak masz chore flow i podwojone rymy za show masz kolombro,
ziom ma jakiś fame to foki wolą go
a ty przemierzasz te bloki solo bo
te skillsy to nie fame koleś
masz skillsy ale nie masz promocji, nie fame'u to jest game over,
mimo że to wszystko jest popierdolone
i te hajsy, pytasz kiedy będą one ?
I może że czasu brak, kasy też, czasem brak cały czas grałem ten jebany rap
i synu na dobre mi to wyszło
robiłem to mimo co?
Mimo wszystko!

Refren:
Pomimo kłód na drodze mej,
pomimo bólu stresu wiem
przejść muszę przez to całe kurestwo i ..
i radę sobie dać.

Brahu :
Są tacy co chcą zniszczyć Cię, wyczyścić Cię,
oczernić gdy za bardzo błyszczysz się, piździ, wiem
to zimny świat nie ma litości tutaj,
w moim sercu mróz nawet gdy na zewnątrz jest upał,
ilu chce abyś upadł, nie da im satysfakcji
gdy klękają do fiuta w dworcowej ubikacji,
nie pozwól by niedorozwój wpływał na przyszłość
to wszystko patrz w oczy wszystkim fałszywym pyskom
życie nie bajka jak mini mini,
masz włączonego majka to nie mili vanili
mam tylko jedno życie, którego jestem pewien,
kilkadziesiąt problemów za nimi nowy level
muszę przejść przez to, stawić czoła testom
kolejny dzień kolejny problem
coś mi mówi 'kreśl go'
łeb w górę, odpulam te myśli które mulą mnie, jebać je, mam recepturę, ej

Refren:
Pomimo kłód na drodze mej,
pomimo bólu stresu wiem
przejść muszę przez to całe kurestwo i ..
i radę sobie dać.
Szad:
Białasy nie wierzę w nic już! Może łykać to nowicjusz!
Zamiast kurwa na Mauritius najpierw idź już pit złóż w pizdu!
Znów miał być Lexus z zysków, to go sobie wrzuć w cudzysłów!
Czuwa nad tym Jezus Fiskus, zostaje nam skuć turystów!
Chcesz podleczyć stan umysłu, a tu chuj co łaska zgarnia!
Parafialna kancelaria, ale czasem dom rozpusty..!
Patrzy Dżizus! Patrzy Maria jak w nich wierzy kondom pusty!
Ślad wiary na genitaliach ! Chcesz do nieba - bądź posłuszny!
Dajesz... Biorą! Bóg ma oddać! Czekaj, patrz jak kukła w obraz!
Potem patrz jak kukła z okna, co, łaska była za drobna?!
To może być długa modła... Jak chcesz szybciej tu masz konta!
Nie chcesz trafić do ognia, to się lepiej kurwa popraw!
Przede wszystkim płać podatki... Pozwól panom stać ponad kimś!
Lubią oddychać tym tlenem - skurwysynów stać na statki..!
Wpadają na kawior cwele..! My możemy wpaść do żabki..!
Masz marzenia, wiarę, cele..? To je sobie wsadź w pośladki!

Ref: Mówili ciągle co godne, że godłem jest krzyż,
Że w Polsce wciąż postęp, pieniądze i zysk.
To obłęd i wstyd, jak godnie tu żyć?
Wypowiadamy wojnę, bo już nie wierzymy w nic!

Pores:
Dziś już Wedel nie jest polski, a szwedzkie nie jest Volvo.
Niech Belweder zbierze wnioski, może mniej się wtedy modląc.
Polityka gryzie kostki, kogo ma wzbogacić godło.
Wzrasta nienawiść do Rosji, Katyń, gaz, mięso i godność.
Schodzi co raz więcej ostryg, działa prężnie branża porno.
Ludzie kłamią, palą mosty bo im wraca karma wolno.
Ludzie skamlą, walą koksy w ciuchach od Armaniego.
Inni wróżą nalot obcych i pieprzony Armagedon.
Dziś ludzie żyją jeszcze mocniej, lubią robić w mieście wioskę,
życia sobie nie spieprz chłopcze, dziś ludzie to bezkręgowce.
Widzę ten bezsens poprzez ten bezkres, przez betonowe kopce
bezsens jak expres w trójwymiarowej zwrotce płynie.
Idę jakbym był pieprzonym androidem, czarno widzę
kraj ten synek, choć nie jestem czarnowidzem.
A gdy patrze na ten świat krzywy, każde jest miejsce obce,
jakbym zamiast szyby miał wsadzoną pleksę w oknie.
Jeden biegł samotnie, powinęli go za to, że lał do stawu,
a co zrobił koncern BP? - Nalał do oceanu!
Gdzie jest sprawiedliwość czynów, może podcinam swą gałąź,
daj nam piwa, wódki, ginu, synu, jak kiedyś Indianom!

Ref: Mówili ciągle co godne, że godłem jest krzyż,
Że w Polsce wciąż postęp, pieniądze i zysk.
To obłęd i wstyd, jak godnie tu żyć?
Wypowiadamy wojnę, bo już nie wierzymy w nic!

Nullo:
Witam w świecie pełnym spisków, niekoleżeńskich przysług,
Gdzie miłość jest dla zysków, wiesz nic tu nie działa Chrystus,
Dziś biskup tak jak fiskus nie przepuści Cię bez kwitków,
Dasz plik trzystu stów i płyniesz na drugą stronę Styksu
Ty wiesz, że nie wierzę w sny znów, w cel, gdy z panoramy znikł już
W sens wypowiadanych przysłów i wytypowanych mistrzów
Znam sam parę starych grypsów - już wiesz, że nie wierzę w nic już,
Uwierz, że nie mamy 'many, many' za to przejebany mamy styl swój.
Idę, widzę ideały zrzucone ze skały,
Dookoła oceany szyderstw, ludzie lubią dziś banały,
Tydzień cały słuchałem te dyrdymały z kiczem
Znów zalały media syfem, nie dam wiary tej muzyce
Wiem, że nie wierzysz w nic już, weź wdech i poczuj beat puls
Jak intruz graj synku, niech Ci patrzy z oczu pitbull
Od dziś siebie tylko pilnuj, by wyjść z tego labiryntu
Niewiara może być wiarą większą niż imperium Inków.

Ref: Mówili ciągle co godne, że godłem jest krzyż,
Że w Polsce wciąż postęp, pieniądze i zysk.
To obłęd i wstyd, jak godnie tu żyć?
Wypowiadamy wojnę, bo już nie wierzymy w nic!
Mój ból, nic o nim nie wiesz leszczu,
Gdybyś go czuł, nie gadałbyś bez sensu,
Mój ból, żyjemy jak pies z kotem,
Przychodzi do mnie zawsze, kiedy ma ochotę,
Mój ból, jak nieproszony gość,
Wbija się na krzywy ryj, chociaż nie chce tu go,
Jak pozbyć się go mam, nie wiem,
Jesteśmy zdani na siebie, mój ból.

Jest jak cień, całe życie w cieniu mnie,
Jak płomień płonie wciąż, owijamy jak wąż,
Jest tu kiedy chcę, zanim przychodzi stres,
Raz jak brat, raz jak kat, kiedy przyciska mnie,
Zdejmuje uśmiech, nakłada ból i nawet w półśnie chce żebym go czuł,
Nigdy nie zniknie jak na ciele blizna,
Mój pierdolony, osobisty terrorysta, mój ból,
To najgorsze co ma jak płynąca krew prosto z rozdrapanych ran,
Jest jak przyjaciel z którym blisko,
Gdy leże w jego towarzystwie spadam nisko
Kosa pokazał mi jak ciągnąć mam nosem żar,
Sensem był, każdy gram, który dawał mi hart,
Nie dziw się, kiedy milczę jak grób,
Zabiłbym tą kurwę gdybym tylko mógł

Mój ból, nic o nim nie wiesz leszczu,
Gdybyś go czuł, nie gadałbyś bez sensu,
Mój ból, żyjemy jak pies z kotem,
Przychodzi do mnie zawsze, kiedy ma ochotę,
Mój ból, jak nieproszony gość,
Wbija się na krzywy ryj, chociaż nie chce tu go,
Jak pozbyć się go mam, nie wiem,
Jesteśmy zdani na siebie, mój ból.

Kurwa mać, to jest życia syf,
A nie żadem celuloidowy kit,
Mój ból, chcę go zabić lecz zawsze tu będzie,
Dlatego rąk nie mam we krwi a w atramencie,
Czuję się jak pod ścianą, ty widzisz dobro w ludziach,
Świat jest w porządku, dla mnie to iluzja,
I wybacz, że za dużo nałożę sobie na talerz,
Bo wiesz, nie zawsze szanse miałem,
Wiem jak to jest chodzić boso, życia błoto,
Wiem jak potrafi przylgnąć fałszywy osąd,
Po bliznach na skórze, jak po fakturze mapy,
Zapisane życie, nie jeden losu kaprys,
Nikt z nas nie jest zły, nikt nie jest doskonały,
Każdy z nas jest w coś uwikłany,
Idź swoją drogą, w wrogów wbijam chuj
Kto uratuje mnie przed samym sobą, mój ból.

Mój ból, nic o nim nie wiesz leszczu,
Gdybyś go czuł, nie gadałbyś bez sensu,
Mój ból, żyjemy jak pies z kotem,
Przychodzi do mnie zawsze, kiedy ma ochotę,
Mój ból, jak nieproszony gość,
Wbija się na krzywy ryj, chociaż nie chce tu go,
Jak pozbyć się go mam, nie wiem,
Jesteśmy zdani na siebie, mój ból.
Możesz myśleć, że złoto daje szpan przy kolegach
Możesz myśleć, że oto cały rap w tym zalega
Możesz myśleć, że po to mamy czas by go sprzedać
Ludziom mego pokroju imponuje wiedza (x2)

Nic mi nie jest, nie ja odczuwam zawiść
Uważaj co myślisz, może obłuda zabić
Widzisz czy mamy sami zdobyć tą wiedzę
Jak za informacjami gramy w chory intelekt
Nie wiesz nic poza tym, że jest bajzel wokół
By zareagować syf musisz bardziej poczuć
Nie mów mi, że to łaska się poddać
Kurwa taka łaska to jak mlaskać przy jądrach
Zostaw, fobia nie dla mnie, nie chcę się zastanawiać
Czy kolejny raz przewali nas ten plan,
Który zabija tu prawdę
Każdego dnia co pół godziny tylko tyle byś w chuj bał się
Patrz, nie szukaj, jeden strzał by upadł
Jeden drań, niby spoko póki tu nie postrzelisz siebie sam
To sztuka czy też fart, nauka czy też dar
Mój skarb to intelekt, tyle mam

Możesz myśleć, że złoto daje szpan przy kolegach
Możesz myśleć, że oto cały rap w tym zalega
Możesz myśleć, że po to mamy czas by go sprzedać
Ludziom mego pokroju imponuje wiedza (x2)

Urodzeni by przegrać, pochowani by wygrać
Przecież chcemy tu przetrwać, tacy sami mi przyznasz
Nasza religia to bunt i w to wierzę
Bo mam mózg co ponad wszelką cenę chciałby wszystko wiedzieć
Jeśli to szelest to tylko ortalion
Albo tekst co powoli w rytmie pływa nad kartką
Prestiż, podziemie - to wszystko w nas
Bo tak już jest, los pozwoli, przyjdzie chwila by zasnąć
Nie ufam stacjom, nieważne jaki program
Mówię co myślę, nie znam się na poglądach
Klątwa w młodzieżowych prądach czy trendach
Moskwa czy Belgrad ktoś zawsze sieje postrach w tych kręgach
Nie ma zmiłuj!
Choć wiedza jeśli boli z reguły zmienia świrów
Jak masz dylemat, przemyśl sobie zdanie
Ile kabzy trzeba mieć by wiedzieć co jest grane

Możesz myśleć, że złoto daje szpan przy kolegach
Możesz myśleć, że oto cały rap w tym zalega
Możesz myśleć, że po to mamy czas by go sprzedać
Ludziom mego pokroju imponuje wiedza (x2)

Ogłupieni przez radio, telewizję, prasę
Kurwa masz syfu chłonnych jak w reklamie podpasek
Przekażesz to w czasie pokoleniom dalej
Czyli gołe dupy, koko i ten jebany kabaret
Pierdolę Mam Talent przez talent i dumę
Widzisz skrzypce na mordzie chuje rozwalę instrument
Tu masz brzytwę i z informacji pizdę
Daj czadu! Zrobimy żywe show plus transmisję przekazu
Postaw zarzut, ja ich mam całe multum
Chociażby, że za drobne sprzedali panie trueschool
Chcieli hajsu nie wiedzy, wynalazków i przeżyć
I odblasków, czy śledzisz jak im świat skąpi kunsztu?
Raperzy dzisiaj dissują się sami
Nie mów, ich flow i teksty jak 10 lat temu
Bez problemu, jebać rap oparty na bredniach
Moje tracki to ja a nie łatwik i pewniak

Możesz myśleć, że złoto daje szpan przy kolegach
Możesz myśleć, że oto cały rap w tym zalega
Możesz myśleć, że po to mamy czas by go sprzedać
Ludziom mego pokroju imponuje wiedza (x2)
(Eldo)
Grali tak pięknie że sam Hrabal pewnie płakał ze szczęścia,
piszę płytę Anioł Stróż niesie mi pomysły w rękach,
rap pokochałem dzięki Bognie Świątkowskiej,
dawno temu nim mogłem go oglądać w Vivie Polskiej,
mineło kilka ruchów wskazówek Grammatik w nowej wytwórni
na ostatniej stawiam stówe...
zardzewiałe huśtawki gmina sprzedała boisko
dwadzieścia procent dało mandat Euro populistom,
autobus ruszył ten z płyty kolegi Adama,
nie wiem gdzie trafi ale wiem że będą jaja,
w kraju panuje moda... nawet Blue Cafe robi rap,
wszyscy robią rap tylko że żaden z nich nie wie jak...
płyty leżą w sklepach sprzedają się buble...
ja choć prawie krzyczę to mój głos trafia w próżnię,
przecież ziomy grają rap robią muzykę poważną,
nic dziwnego efekt gry w studio na żywo sprawdź to...
Trzask w drzwi, klucze w zamkach, czwarty hak,
pośpiech na dół by pokazać się dziś światu
na podwórku od wariatów na wejściu słyszę "ratuj!"
oczekują drobniaków, mam tylko kartę z pinem
i dyche w papieżaku, odpalam to co mam, marszo-bieg do bankomatu
Pod sklepem widzę zwadę, ZK dwóch z Szamaków
w głowię koncert mam Kraków, wokale u Donia
jakiś chuj do skurwienia umową chciał przekonać
telefony wykonam, lista połączeń spora
Rycha codzienna zmora, Internet czeka poczta
myślę ile można kiedy relaks odskocznia
jeszcze nie teraz, menadżmen mnie wykończy
skurwiały serwer z netem nie mogę się połączyć
wreszcie jest, wklepne hasło mam zaliczkę na jasło
puszczam raider techniczny na ten koncert i fiasko
kolejny błąd na stronie, przez zęby cedzę bluzgi
zaciskam pięści w dłonie, dobra zrobię to później
bo na spotkanie ważne nie mogę się spóźnić
za 5 minut 13-sta jest ciasno w centrum miasta
pora biznes lunchu, skończę będzie z 17-sta
mam swój mały stolik, mały browar nie zaszkodzi
nie jestem alkoholik mimo ze się powodzi
wreszcie wchodzi promotor z twarzy podobny do nikogo
nażre się na moje konto, ze mam klasę się dziwi
jest amatorem, nie posiada swego CV
raczej mu nie ufam weź polowe wypłać z góry
reszta to small talki, wiesz o pogodzie bzdury
do widzenia kończę gościa, teraz pani redaktorka
chce znać kulisy pracy, ja obcinam jej tyłek
który z gracja prezentuje, poszukując dyktafonu
raczej się rozczaruje, parę słów do mikrofonu
ile z rapem? Czemu hip hop? dlaczego wogle wyszło?
banały to wszystko, cos tam gadam, wodze wzrokiem
ona noga na nogę, myślę Rychu ty świnio,
ona zlizuje z warg zmysłowo piankę z cappuccino
odmulam z ta dziewczyna, już dziś raczej nic nie zdziałam
zostawię wizytówkę, wywiad będę poprawiał
ciężkie Zycie rapiera, tak mam kurwa pracy nawal
a depresja rapera w tym temacie to nie banał

Mój rap to ma profesja przez ten rap wielka presja
Wielka depresja większa niż u DMX'a
Oto ma kwestia nie dać się usunąć w cień
Wkurwiony na depresje, kolejny szalony dzień!

Mój rap to ma profesja przez ten rap wielka presja
Wielka depresja większa niż u DMX'a
Oto ma kwestia nie dać się usunąć w cień
Wkurwiony na depresje, kolejny szalony dzień!

Kilka godzin mi zleciało szybko jak moment chwila
drugie danie o tej porze wiadomo kasa mija
jestem tu codziennie często jemy to co chcemy
w lokalu ex wydawca wypłaca nam tantiemy
odbiór kwitujemy, swój procent zwija Darek
wsiada do passata i tyle go widziałem
nie lubię takich dni a to dopiero poniedziałek
z tego wszystkiego o siłowni zapomniałem
skocze tam wieczorem jeśli w ogóle się wyrobie
dziś nie będzie przyjemności poza tym ze cos zarobię
znów chwile na powietrzu o znajomy szamanko
jak leci powolutku idę sprawdzić przelew w banku
legendy już krążą o tym jakie mam saldo
coś w końcu trzeba zrobić by nie upaść znów na dno
WuBeK kolejka gorąco wymiękam
Pani od kredytów życzliwie na mnie zerka
każda sekunda zwłoki to dla Ryszarda męka
jeszcze 3 lata temu to nie realna scenka
wreszcie jest moja kolej, dzwoni ?Budy?
„Weź to olej!” nie mogę to eliksir na tym stracimy wszyscy
zaraz mnie szczyści przez te interesy
w pogoni dla korzyści przezywamy nowe stresy
wychodzę załatwione radio taxi dzwonie
smsy jak szalone, jeden po drugim lecą
a trzeci telefon alarmem przypomina
że pan gwiazdor na fochu ma wizytę u fryzjera
kurwa afera czas robić się na bóstwo
w lusterka auta zerkam rzeczywiście lecz za późno
I życiowy dramat w chorej głowie się zaczyna
gdy łapie się na tym ze wolnego czasu nie mam
przed siódmą a już ziewam czas zmienić okolice
w taryfie hajs liczę przy popowej muzyce
Power play’owym hicie z wytwórni u MC
Pan zmieni mi te stacje nie chce słuchać gówna więcej
dowozi mnie na miejsce przeznaczenia tu wysiadam
tak klient godowy to za kurs na razie spadam!

Mój rap to ma profesja przez ten rap wielka presja
Wielka depresja większa niż u DMX'a
Oto ma kwestia nie dać się usunąć w cień
Wkurwiony na depresje, kolejny szalony dzień!

Mój rap to ma profesja przez ten rap wielka presja
Wielka depresja większa niż u DMX'a
Oto ma kwestia nie dać się usunąć w cień
Wkurwiony na depresje, kolejny szalony dzień!

Tu na swoich starych śmieciach, człek ma chwile na oddech
zrobię tu zakupy, Jeżyce najwygodniej,
kosmetyki, lewiatan koszul w Sun secie,
na wagę w łodzi wiecie pleh bielizna w komplecie
o 3 najgorzej, ludzie wracają z cyrki
wrzucam kamuflaż proforma dla zmyłki
zyskam więcej czasu gdy oleje dwa spotkania
siedzę w perfumerii, testy z Dolce Gabbana
ale kanał takie życie to banał,
chce do kina, do parku, na ławkę tak bym gadał,
z chłopakami nic nie robił tak jak kiedyś
jeszcze nie dawno w czasie klepania biedy
a tu życie chce mnie zmienić o tym kolejny tekst
zaszła nie oczekiwana dla Rycha zmiana miejsc
dzwoni ktoś z TVN-u czy się pisze na rozmowę?
tylko się uśmiecham, musi przełknąć odmowę
jaka gala w Sheratonie a w jakim charakterze?
Że niby jestem trendy Pani mówi to szczerze
olewam takie spędy w sens idei nie wierzę
zresztą tego dnia mam koncert, nie chodzi pieniądze
tam ludzie czekają i dla mnie to proste
znów ktoś na linii słyszę ciepły damski glos
można się rozmarzyć, ona cala noc i szlos
na ziemie zejdź bo tu lipa jest akurat
laska z telefonii nie zapłacona faktura
i tak co chwila, stale ktoś coś zwariowałem
marze by chenezi się najebać w karnawale
uciec choć na moment od życia które nie zwalnia
tępa które powoduje niezły rozgardiasz!
Przepraszam bardzo chciałbym kupić Catsa
Dowodzik
Ale ja tu nie mieszkam
Nie szkodzi, dowodzik
Czy zawsze jest tak?
Zawsze
Nie od dziś?
Jesteś seksu głodny dawaj dowód, bo nie dam
Jak ja dowodu nie mam
Trudno nie sprzedam
Spójrz babo na mnie, starszego nie znajdziesz, proszę Catsa
Panie dowód albo won, bo robi się kolejka
Co za chamstwo, ty głupia pało, zrozum babo
Co zboczeńcu pornosów się zachciało?
Albo dajesz dowód lub nie masz czego szukać
Masz babo dowód
Dzięki panie Psikuta

Do wszystkich sprzedawców Sauna Solution w całej Polce
I w całej galaktyce
Pozdrawiamy wszystkich tych co cierpią na chroniczną wadę wymowy
Bo przyjechali właśnie ze Stanów Zjednoczonych
Bardzo mają kiepski akcent
I bardzo staram się udowodnić
Że im 120 CD's na łotnisko zgrało
Ale proszę bardzo wszystkich bardzo teraz o uwagę
Ja chciałem wszystkim zakomunikować że w tym momencie
Odjeżdża już nasz ostatni pociąg, pociąg na Alaskę
Na Alaskę, znaczy się Alaska, wiecie tam w TV nie
Te różowe tęcze nie, słońca nie i wszystko tam
Dlatego przepraszam bardzo wszystkim teraz dziękuję i do widzenia
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo