Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Mam już swoje lata,przespałem kilka nocy
Mam już swój warsztat,nikt mnie nie ozłocił
Chodź człowiek zapieprza,człowiek się poci
Nawet nie licz że udzielą ci pomocy idioci
Oddałem mej muzyce dwadzieścia lat życia
A tak naprawdę widzę tylko grymas
Widzę bunt w rymach,podobno ze mnie dziwak
Nie złapałem w butli dżina,cóż tak bywa
Niektórych muzyka gości w swych progach
A ja ją kocham,a ona widzi we mnie wroga
Ludzie są oporni na moje zwrotki
Wchodzi to do krwi i jak tu nie zwątpić

Ref:
Od początku wierzyłem że zmienię tę świadomość
Że można robić coś co wygra z ciemnotą
Od początku ze mną te trzy litery
DKA tylko po to byście w końcu zrozumieli
Lata mijały,te lata piękne,wiele razy traciłem wenę
Chodź zostałem sam z całym tym bagażem
Te trzy litery DKA dostałem w darze

Nie szanuje mnie wielu i dobrze wiem to
Mają mózg z papieru i język strzępią
Od zarania dziejów,tacy tylko smęcą
Kij wam do tego czy gram rap czy flamenco
Oddałem życie tym kilohercom
Takich co łechcą innych jest pełno zewsząd
Ciągle węszą,ciągle słyszę bełkot
Że byłbym czempion gdybym słuchał argumentów
Jest jedna prawda ,hm.. niekoniecznie
I żeby było śmiesznie dam wam wulgar na odczepne
Idę w dresie, założę biżuterie, zniosę te ciśnienie
Wtedy będę rap żołnierzem

Ref:
Od początku wierzyłem że zmienię tę świadomość
Że można robić coś co wygra z ciemnotą
Od początku ze mną te trzy litery
DKA tylko po to byście w końcu zrozumieli
Lata mijały,te lata piękne,wiele razy traciłem wenę
Chodź zostałem sam z całym tym bagażem
Te trzy litery DKA dostałem w darze

Ref:
Od początku wierzyłem że zmienię tę świadomość
Że można robić coś co wygra z ciemnotą
Od początku ze mną te trzy litery
DKA tylko po to byście w końcu zrozumieli
Lata mijały,te lata piękne,wiele razy traciłem wenę
Chodź zostałem sam z całym tym bagażem
Te trzy litery DKA dostałem w darze
SZAD
W imię ojca i rapu spowiedź syna
Nie pamiętam, ale chyba tak to się tak zaczyna.
Ojcze ja Szad,
Zawsze trzymałem się zasad własnych.
Cel mam jasny, nie być jak insekty w mieście umarłej nadziei.
Szukać perspektyw, rapowe projekty, wprowadzać korekty i czekać na efekty,
A za plecami szepty, wyszczerzone kły kundli.
Moim grzechem to, że nie okradam kumpli, Ojcze
Moich ludzi, którzy przy mnie mimo że żaden z nich nie musi diabeł kusił,
Ale nas nie skusił.
Moim grzechem,
że rapowa stopa dla mnie cenniejsza niż ropa,
Że 24 godziny ma moja doba.
To choroba,
Że rozdwoić się nie umiem i że nie rozumiem ludzi bez ambicji.
Błędne oczy zakłamanych niewolników fikcji.
Jestem winny ojcze, bo buduje zamiast burzyć w imię hip hopowej róży,
Żaden ze mnie murzyn.
Przeciw mnie, bo ta intryga, bo Szad to nie nigga
Dla mnie to nie California, New York czy New Jersey.
Robię rap'a w takiej wersji, merci, moim grzechem, że nie wchodzę w dupę innym.
Widzisz sam ojcze, że jestem winnym.

Refren:
Więcej grzechów nie pamiętam, za żaden nie żałuję,
Jeśli w twoich oczach to grzech odpokutuje.
Jestem tu ja, moi ludzie i mój rap tu jest.
Więcej grzechów nie pamiętam, za żaden nie żałuję.

NULLO
Znam parę grzechów, żyją w człowieku
Ojcze wysłuchaj, bo mam parę tu
Jestem pyszny, bo bywa, że pycha wypycha mój mózg
Kiedy słyszę dobre rymy z ust, a to atut Nullizmatyka
Słuchaj grzesznika, chciwego męczennika
Który non-top do notatnika wtyka rymów giga
Pragnę więcej, dokładnie więcej pragnę
Ojcze skaż mnie, bo wyraŹnie na tej taśmie
Zakaziłem w całym paśmie bity brudem
Moja nieczystość cudem, robię to z wielkim trudem
Mówisz, że jestem czubem - Null chce tu zabić nudę
Nie kończę, bo poddaję się próbie
Tu gdzie ludzie mają języki długie
Ojcze mój gniew to dla ludzi grzech
Gdy robię muzę to o spokój walczę jak lew!
Ej wy sąsiedzi przestańcie mi tu bredzić
Że za dużo decybeli na waszych głowach siedzi
Nie musicie mnie już śledzić jak banda ludożerców
Bo ja mam to w sercu!
Ojcze powiedz co byś zrobił na moim miejscu?
Na moim miejscu

Refren:
Więcej grzechów nie pamiętam, za żaden nie żałuję,
jeśli w twoich oczach to grzech odpokutuje.
Jestem tu ja, moi ludzie i mój rap tu jest.

Więcej grzechów nie pamiętam, za żaden nie żałuję.
jeśli w twoich oczach to grzech odpokutuje.
Jestem tu ja, moi ludzie i mój rap tu jest.
[Fu]
zawiść na twarzach, ta, kłótnie w bazach
ta słyszę dŹwięk wojny w rozbitych wazach
ta, uważaj człowieku epidemia nazar
ta, wojna o hajs zawinięty w gazach
tracisz rozsądek puszczając złote w hazard
biada temu co nie uważa
polityka w Polsce ludziom zagraża
propaganda, kłamstwo się rozmraża
*****ć pedałów na ryj kamienie
teraz zamienię w proch te kurewskie nasienie
ta, hardkor jest i był zawsze ze mną
nie próchnieje jak szlachetne drewno
skarabeusz jest sprawą pewną
imperium zła to jest ogniwo jedno
symbol niszczący zło to wiem na pewno teraz
tam rządzą gangi raskols nowa gwinea
dzieci z bronią w ręku to nie Montreal
tam kokaina rządzi krwawa mery hera
wszyta w mozgi jak wszyty jest esperal
to świat gdzie Boga dotyk nie dociera
skala przestępczości wciąż cyfry nabiera
śmierć, śmierć swoje żniwo zbiera
na tamten świat zabiera
denat ponad prawem desperat degenerat
Sokół, Fu, Rocca, Fu o treści złej referat!

złość teraz przelewam na papier
imperium zła na rozwojowym etapie
wirus ludzki w gardło drapie
mentalność ludzka zawarta w naszym rapie

złość teraz przelewam na papier
imperium zła na rozwojowym etapie
wirus ludzki w gardło drapie
mentalność ludzka zawarta w naszym rapie

[zwrotka Rocca]

[Sokół]
było ciężko, paru z góry założyło
że są straconymi ludŹmi, ludzie są różni
bierz to, co ci podsuwa Bóg
zamiast myśleć wciąż, co byś mógł, gdybyś mógł
patrz Wojtuś, Sokołku, nie jest Źle
tak mówiłem do siebie, nie mając gdzie przekimać się
dziś wciąż przy swoich tkwię poglądach
jakiś grosz mam na ciuchach, więc muzyka jest wolna
jak zwykle nie interesuje mnie, czy łykniesz
czy skrytykujesz nas, jak recenzje, przywykłem
jakimś cudem ZIP Skład jest, wielu padło
czy jest ktoś, kto przeszedł suchą nogą bagno?
też czyniłem zło, Boże przebacz
niech wybaczą nam ci, którzy dali się wy...
za*****lam wciąż z saperką
przekopuję front, wielu Zipów jest ze mną
każdy z nas położy cegłę następną
i zbudujemy mur, dziadostwo na zewnątrz
niech rozwija się każdy dobry chłopak, ta
niech zarabia się sos na tych blokach, ta
niech przyjaŹń na tym nigdy nie ucierpi, nie
normalni nie znaczy przeciętni
nie łudŹ się, ten rząd rozwój *****i
weŹ nie *****, bo zostaniesz jak oni

złość teraz przelewam na papier
imperium zła na rozwojowym etapie
wirus ludzki w gardło drapie
mentalność ludzka zawarta w naszym rapie

złość teraz przelewam na papier
imperium zła na rozwojowym etapie
wirus ludzki w gardło drapie
mentalność ludzka zawarta w naszym rapie

[Olsen]
choć wcale nie chcę, moja dłoń sięga po pilot
mamy problem znów: kilka ton przerzuciło kilku
po kilka kilo przez nasze lotnicho
tylko cicho! cśś! nic nie może się wydać
kolejne wieści to temat Ameryka
tam ktoś wzdycha, a kogoś cieszy ten potop
Nowy Orlean zalany głęboką wodą
czarnoskóra społeczność traci dachy nad głową
getta chłoną ofiary nieszczęść
jak sekta robią im w bani sieczkę
ulice dają pracę, trudnią przestępstwem
potem już niekoniecznie jest czas na ucieczkę
zmieniam kanał: znów wybierzcie marionetkę
by została nowym prezydentem
a pretendentem na to miejsce prawie całe byłe SB
lecę dalej, nie chcę słuchać obietnic
co jeszcze zdążyło się od wczoraj spieprzyć?
w kraju klęski, ciągłej politycznej wojny
czuję się osaczony, a przecież jestem wolny
na szczęście w tym momencie wy*****ło korki
Na zawsze będziemy trzymać się z tymi co trzeba
Z tymi co pomogą, gdy zabraknie chleba
Nigdy z innymi ludźmi nie stuprocentowymi
Lecz niestety do czynienia mamy z takimi
Ale ten tekst dla tych z którymi na co dzień spoko żyję
Kiedy mi serce bije źle im tak samo
Z nimi mi żyć dano i tu łzy szczęścia kapią
I tego nie schlapią i ci co się głupio gapią
Nikt tego nie zniszczy, o tym tekst piszczy
Na zawsze z wami, wierzę, że życie to da mi...

Szacunek za szacunek, frajerstwo za frajerstwo
To nasza zasada, którą nam życie pokazało
Z kim żyć a z kim nie to znaczy za kim iść kiedy trzeba
To za tymi co pomogą gdy zabraknie chleba
Tylko im rękę podać trzeba, bo oni cię wspierają
Kochają, szanują, poważają, ufają
Na nich można polegać, nic tylko oni się liczą
I dlatego swoich ludzi szanuję, podziwiam, im dziękuję
Za to, że są ze mną, w każdych chwilach pomagają
Tych dobrych, tych złych, ten utwór o was, dla was właśnie
Razem już od dawna i mam nadzieję, że to nie zgaśnie
Niech zostanie tak na zawsze, wy ze mną ja z wami
Wierzę, że życie to da mi, wierzę, że życie to da mi
Rap wciąż wszędzie gra mi jak otworzę z chłopakami
Którzy tak samo myślą, tak samo na życie patrzą
Jak bieda czasem w oczy boli oni nie płaczą
Bo moje teksty tłumaczą, do przodu, bez załamka
Otwarte drzwi, wolna klamka będzie zawsze dla ludzi
Których mój krzyk budzi, których mój krzyk budzi
Dla innych nie ma i nigdy nie będzie
I to jest piękne jak morze, jeśli istniejesz
To właśnie za tych co są ze mną, za to dziękuję ci Boże
Nogę podłożę tylko tym co się głupio patrzą
Oni dla mnie znaczą tyle co bateria zużyta
Nienawiść do nich na zawsze grubą nicią zszyta
Na bloku spray'em napis - są zasady
Zapisz sobie to i nie kpij, nie kpij sobie z tego
Z tego co dla mnie ma cenę wysoką
Środkowy palec na zawsze wszystkim naszym wrogom
Umrzeć musi każdy, ale ja nie chcę narazie
Bo mam dla kogo żyć, bo mam dla kogo żyć
Dla swojej muzyki, którą kocham jak dziki
Dla prawdziwych ludzi, nie dla tych co uniki
Na zawsze razem powtarzam jeszcze raz teraz
Z wami do przodu i niech ta droga się nie łamie
Mamo ciebie kocham, ty dobrze wiesz, że nie kłamię
To właśnie oni, oni, ludzie, w których wierzę
Z nimi wiele przeżyłem i jeszcze wiele przeżyję
Na nich się nie zawiodę, stawiam 100% pewności
Levy dasz radę, tylko więcej cierpliwości
Szacunek dla [?] za malownicze zdolności
To talent warty zazdrości, tyle szczerości
Na zawsze z wami, wierzę, że życie to da mi...

Na zawsze będziemy trzymać się z tymi co trzeba
Z tymi co pomogą, gdy zabraknie chleba
Nigdy z innymi ludźmi nie stuprocentowymi
Lecz niestety do czynienia mamy z takimi
Ale ten tekst dla tych z którymi na co dzień spoko żyję
Kiedy mi serce bije źle im tak samo
Z nimi mi żyć dano i tu łzy szczęścia kapią
I tego nie schlapią i ci co się głupio gapią
Nikt tego nie zniszczy, o tym tekst piszczy
Na zawsze z wami, wierzę, że życie to da mi...

W moim sercu miejsce tylko dla tych co tego warci
I ten tekst napisany płynie dla tych co ze mną
W porządku ludzi nawet za plecami
I niech tak zostanie w porzo, zawsze blisko siebie
Nigdy na dystans, jesteś w porzo to dla ciebie
Choć trudno jest poznać na pierwszy rzut oka człowieka
Łatwiej jest poznać to kiedy pies zaszczeka
Ale trzeba się przypatrzeć mu, dobrze zobaczyć
Stwierdzić jaki jest czy ziomek czy gra
Czy warto mu zaufać, ty mówisz tak, tak
Ty mówisz tak, tak, bo z oczów dobrze patrzy
Gówno prawda, może to dobra mina do złej gry
Takich ludzi wkoło ciebie jest przyjacielu
Więc nie daj się oszukać miłym, ale fałszywym ryjom
Oni mają dwie twarze z czego jedną kryją
Więc nie daj się omamić, nadzieję w sobie zabić
Że są ludzie jeszcze gdzieś, którym warto podać rękę
Że są ludzie jeszcze gdzieś, którym warto podać rękę
Niestety tam gdzie w kieszeni monety
Przyjaciół nie znajdziesz, nie znajdziesz niestety
Niestety tam gdzie w kieszeni monety
Przyjaciół nie znajdziesz, nie znajdziesz niestety
Prawdziwych przyjaciół w biedzie się poznaje
Ale jeszcze to trochę do myślenia daje
Z tymi co od dawna do dziś nie zatarte twarze
Piątki przybijam, tak, piątki przybijam
Fałszywych ludzi, unikam, omijam
Tak jak z imprez zawsze *****owych się zwijam
Szacunek dla bliźniego, o tym w rapie nawijam
Akceptacja ze strony mego środowiska
Wysoka nie niska choć klasa społeczna niska
Ale to blokowiska są przecież nie pałace
Ale najważniejsze, że za przyjaźń nie płacę
Ona wzięta od siebie, a nie z portfela
Nie liczy się to co kto robi, jak żyje
Najważniejsze, że przyjaźni za plecami nie kryje
To dla was te dźwięki za to, że ze mną, dzięki
To dla was te dźwięki za to, że ze mną, dzięki

Na zawsze z wami, wierzę, że życie to da mi
Marzy o tym każdy chłopaczyna z bloków
mieć mieszkanie, kozacki samochód
Hajsu pełna kieszeń, w pliku nowa seria
sztuka uśmiechnięta, na jej dłoni biżuteria. x2

25 lat wstecz z tornistrami idą chłopcy
mama mówi nie bierz słodyczy od obcych
Z workiem na kapcie mijam matematyce
do dziś pamiętam zgrzyt jej paznokci o tablice
Dawno temu i nie prawda, czasy podstawówki
chcieliśmy wrzucić żabę do sokowirówki
Mieliśmy coś z szarańczy,
czasy kiedy w sklepach nie było pomarańczy
Frajdą było przejechanie się taksówką
Białostocki projekt suko, nie wakacje w Akapulko
Z orbity marzeń prosto o ziemię po sprawie
dziś życie koncentruje się w osiedlowym pubie
Tyle pijanych dusz, tuu
egoizm do szczęścia klucz, już
Nie jeden chłopaczyna jedyne co może
to po pijaku terroryzować bankomat nożem
Inni życie za pysk trzymają krótko
pieprzyć marny los pod gołą żarówką
Żadne głód i chłód i nie piją na smutno
Gorzałe golą idą z dolą na solo

Marzy o tym każdy chłopaczyna z bloków
mieć mieszkanie, kozacki samochód
hajsu pełna kieszeń, w pliku nowa seria
sztuka uśmiechnięta, na jej dłoni biżuteria. x2

Bezsporny fakt, tu nie lubi się policji
za to przywiązanie do tradycji
Chociaż bida czasem piszczy
twarze dumne, cieżko tu żyć ale szkoda umrzeć
Na balkonach suszy się pranie
sznur ludzi idzie na niedzielne kazanie
Kochane sąsiadki okupują ławki
jeszcze wczoraj młode, jutro grożą im gerbera papki
Czasami spełnia się tu polskie marzenie
mieć przynajmniej na własność m1
Nie ma tu miejsca na zaniechania grzech
na ludzi którzy mają w żyłach wodę a nie krew
Ja słyszę, ktoś komuś znów ubliża
stara babina przed sobą robi znak krzyża
Tu tylko bloki, nigdy tego nie zrozumiesz
pić piwo na melanżu to jak pierdolić w gumie!

Marzy o tym każdy chłopaczyna z bloków
mieć mieszkanie, kozacki samochód
hajsu pełna kieszeń, w pliku nowa seria
sztuka uśmiechnięta, na jej dłoni biżuteria. x2

Jedni w konfesjonale dają upust swoim smutkom
inni spowiadają się ospałym prostytutkom
Ktoś straszy dupę, że skoczy z mostu
możesz się śmiać, tak jest po prostu
Jak wredne skrzypienie, nocą zakłóca ciszę
na wietrze pusta huśtawka się kołysze
Nie ma jak betonu dotyk
kiedy umrę rozrzuć nad osiedlem moje prochy
Oglądanie witryn w sklepach czasem jest tu wszystkim
na wystawach plastikowe anorektyczki
Brakuje do pierwszego, nic jakoś będzie
w piątek już się mówi o kolejnym weekendzie
Cały czas życie w jakąś akcję cię pakuje
tu w wielu spojrzeniach, tęsknota za rozumem
Ty tego nie wiesz, lecz część z nich już wie
jak się je jajko Faberge

Marzy o tym każdy chłopaczyna z bloków
mieć mieszkanie, kozacki samochód
hajsu pełna kieszeń, w pliku nowa seria
sztuka uśmiechnięta, na jej dłoni biżuteria. x4
51 stan Polska, realizm nie fikcja oparta na paradoksach,
sterowany handel naszymi uczuciami,
dozwolony owoc, przechodzimy przez to sami,
koncertowy dumping praca na własny rachunek,
kicz prowokacyjny który psuje wizerunek,
rakotwórcze środowisko, ostry balet w kuluarach,
musisz radzić sobie sam, wiara w nich przestała działać,
uwłaszczenie, wywłaszczenie, dociążenie co jest grane?
Starasz się jak możesz, a tu znowu przejebane,
triumf zbiera ignorancja, populizm, pieniądz guru,
51 stan emancypacja rozumu,
spisane dzieje głupot, przesiane są miłością,
nasze własne inferno, bardziej przesiane nicością,
mocniejsze raporty, iskra za iskra na stykach,
płacąc za błędy elity pytasz z czego to wynika,
teatralizacja osób na najwyższych stanowiskach,
szukasz na to metafory, niema takiego zjawiska,
krótki sen o miłości, w jednej chwili nas zamyka,
51 stan taka polska Ameryka.

Żyjesz tu ,widzisz to, nic nie jest ci obce,
nie po to aby ogrzać tyłki co dzień wschodzi słońce,
mieszkam tu, widzę to, nic nie jest mi obce,
chyba za te wszystkie dni tak kochamy nasza Polskę.

To nie sen, wszystko na twoich oczach,
rozgrywa się tu dramat, musisz dobrze się przyglądać,
możesz być zaślepiony i nie widzieć tych ran,
taka polska Ameryka 51 stan,
ej w całej Polsce mnóstwo obojętnych osób,
jeszcze więcej idiotów, których dopuszcza do glosu,
świąt zepsucia chaosu, ty próbujesz znaleźć sposób,
w kraju pełnym patosu wszyscy idą w stronę sztosu,
kraina smutnych ballad, beznadziei, krętactwa,
bawiąca do łez dramaturgia prostactwa,
kryzys ponad wszystko, krwawe prawo bez honoru,
które zatrzymuje wiarę tworząc siec rożnych zatorów,
zdrowa terapia bez ofiar, ile masz ze zwierzęcia,
najpierw do własnej kieszeni retuszując jako ciecia, b
rak zajęcia, frustracja, lustracja, defraudacja,
kumoterstwo, nominacja, schorowana biurokracja,
po której stronie racja, ile tych trafionych planów,
ile nieudanych prób, robiąc z nas ludzi baranów,
fikcja a gdzie fakty? Wasze polityczne chęci?
Wszystko dawno martwe, jak dawno martwi prezydenci,
niema co się obrażać, żalem nie zmyjesz tej plamy,
po raz kolejny witamy, polskie zjednoczone stany.

Żyjesz tu ,widzisz to, nic nie jest ci obce,
nie po to aby ogrzać tyłki co dzień wschodzi słońce,
mieszkam tu, widzę to, nic nie jest mi obce,
chyba za te wszystkie dni tak kochamy nasza Polskę.

Znowu ściemniony bilans, który ma zataić wszystko,
te wszystkie procedery które są bliżej niż blisko,
zaostrzenie fikcji, przeciw korupcji reklamy,
mówią i obiecują a to puste slogany,
atmosfera skandalu, wszystko z przymrużeniem oka,
polski bazar z dyplomami, nieświadomość w miejskich blokach,
główni aktorzy dramatu, chcą koordynować ruchy,
nasza władza bez wiedzy, każdy coraz bardziej głuchy,
każdy kreci jak może, jak nie widzisz przetrzyj oczy,
już nie raz to widziałeś, i nie raz cię to zaskoczy, z nadzieja bez żalu,
słuchasz kłamliwych relacji, cyka kolejna bomba siejąc ziarno prowokacji,
nie ta rzeczywistość piękna ukształtowana w sondażach,
51 stan który miłością zaraza, polski eksport optymizmu,
zubożała strefa cienia, obietnica- będzie lepiej,
nie jest w stanie nic pozmieniać, napychając kieszenie,
myślą mamy jeszcze czas, witam w ukochanym kraju,
Rzeczypospolitej lewych kas.
Raperzy gromadzą rzeczy, ja gromadzę flow
kupię now the tass słabych down low
w oceanie szarych bloków jak Inespe
pamiętasz raperzy chcieli kiedyś mieć respekt
przejdź się po parku spotkaj mnie piję króla
staram się tylko nabić jakąś bitch na harpun
ci sami ludzie wokół mnie co 6 lat temu
lojalni wreszcie chuja pod palnik
więcej niż wódki zużywają kremu do rąk
smutni może od dawna chcieli uciec stąd
utnij sobie dłoń nim przykleisz mi łatkę
że bycie radykałem musi być łatwe
słucham starych kawałków Mes to nie narcyzm
sprawdzam czy sobie sam nie zaprzeczam
z wiarygodności zawsze piątka nie dwója
żeby pokazać ludziom kto ma grę owiniętą małym sobie chujem

[x2]
Owinąłem sobie tą grę wokół trzeciej nogi i nic nie zrobisz ziom
żaden aerobik twojej japy nie powygina ci flow
na takich jak nas choćbyś absynt pił litrami
a nocami nam złorzeczył nie da się zaprzeczyć, że

Zobacz, gdzie prawda panuje relatywizm
mówią płuca to czasem są skrzela widzisz
wokół lansują jakieś pseudo-utopie
ja nie pływam w gównie więc się w nim nie utopię
i tu w Europie gdzie inni sprzedają duszę
ja stary poganin już nic nie muszę
nie powiem ci jak jest teraz - skończę studia
powiem jak wydać rentę na sprzęt do studia
spędzam pół dnia by mieć hajs i czyste bity
drugie pół nawijam te wersy pod bity
niewiele słyszę, mam na to sposób
D.O.C. nagrał płytę nie mając głosu tak
jest parę spraw i osób mi bliskich
grunt to mieć swoje zdanie od kołyski aż po grób
biorę swoje w kobietach i książkach wiesz
Pjus książę Karol a.k.a. [?]

Owinąłem sobie tą grę wokół trzeciej nogi i nic nie zrobisz ziom
żaden aerobik twojej japy nie powygina ci flow
na takich jak nas choćbyś absynt pił litrami
a nocami nam złorzeczył nie da się zaprzeczyć, że

Jestem niekonwencjonalną komórką społeczną
i dbam o to byś naszej płyty nie nazwał grzeczną
koleżko chcesz dom, żonkę, dzieci i nianię
dziś lepiej nie wchodź do studia tylko idź na nie
widziałem to gdy napisałem pierwszy wers
pół miliona sprzedał jeden raper Liroy z Kielc
cała reszta sprzedawać będzie coraz mniej
tylko niektórzy są w szoku ja od zawsze to wiem
chcę tworzyć klasyki reszta mi wisi
jak okna mam w domu czy felgi w Mitsubishi
druga sprawa ważna niezależność
żadna kobieta ani kredyt nie dadzą mi sczeznąć
rodzina widziałem rozpad zbyt wielu
ojców którzy pijani sami potrzebują pieluch
i dzieci i żony modlą się o stabilizację
ja po libacji szczam na ich elewacje
tydzień temu trzecia rano dzwonek do drzwi
wysyłam najebaną panią na zwiady czy to psss
ja z nimi nie gadam podsyłam im jeszcze drugą
wynurzają się całe mokre zza drzwi jak u-bot
nic nie płace psy obślinione odjeżdżają
z niczym poza kicem jeszcze mogę na coś liczyć
czasem to kobiety nigdy życie w stadzie
Otto von Saal motto życie z dnia na dzień

Aby grać w tą grę nie potrzebuję instrukcji
znam zasady od Warszawy aż po Brooklyn
smutni chłopcy biadolą w każdym tracku
nudne albumy nudnego rapu
do tego nakłuć chcę twoje czułe punkty
bo jak kogoś nie lubię to lubię go wkurwić
to nie jakiś bunt i nie teoria rewolucji
to rap którego nie wstydzisz się puścić
wyniki 2cztery7 z Warszawy
nie znamy się, bo rapujemy, rapujemy, bo się znamy
nie jest ot tak po prostu trzech koleżków
wielu zapomniało to nazywa się zespół
nie chcę psuć wizerunków, nie chcę ich sprzedać
ale najebani chętnie jadą po kolegach
przestrzegam najebany wiem co gadam
owijam rap wokół [?]

Owinąłem sobie tą grę wokół trzeciej nogi i nic nie zrobisz ziom
żaden aerobik twojej japy nie powygina ci flow
na takich jak nas choćbyś absynt pił litrami
a nocami nam złorzeczył nie da się zaprzeczyć, że
Mój ból, nic o nim nie wiesz leszczu,
Gdybyś go czuł, nie gadałbyś bez sensu,
Mój ból, żyjemy jak pies z kotem,
Przychodzi do mnie zawsze, kiedy ma ochotę,
Mój ból, jak nieproszony gość,
Wbija się na krzywy ryj, chociaż nie chce tu go,
Jak pozbyć się go mam, nie wiem,
Jesteśmy zdani na siebie, mój ból.

Jest jak cień, całe życie w cieniu mnie,
Jak płomień płonie wciąż, owijamy jak wąż,
Jest tu kiedy chcę, zanim przychodzi stres,
Raz jak brat, raz jak kat, kiedy przyciska mnie,
Zdejmuje uśmiech, nakłada ból i nawet w półśnie chce żebym go czuł,
Nigdy nie zniknie jak na ciele blizna,
Mój pierdolony, osobisty terrorysta, mój ból,
To najgorsze co ma jak płynąca krew prosto z rozdrapanych ran,
Jest jak przyjaciel z którym blisko,
Gdy leże w jego towarzystwie spadam nisko
Kosa pokazał mi jak ciągnąć mam nosem żar,
Sensem był, każdy gram, który dawał mi hart,
Nie dziw się, kiedy milczę jak grób,
Zabiłbym tą kurwę gdybym tylko mógł

Mój ból, nic o nim nie wiesz leszczu,
Gdybyś go czuł, nie gadałbyś bez sensu,
Mój ból, żyjemy jak pies z kotem,
Przychodzi do mnie zawsze, kiedy ma ochotę,
Mój ból, jak nieproszony gość,
Wbija się na krzywy ryj, chociaż nie chce tu go,
Jak pozbyć się go mam, nie wiem,
Jesteśmy zdani na siebie, mój ból.

Kurwa mać, to jest życia syf,
A nie żadem celuloidowy kit,
Mój ból, chcę go zabić lecz zawsze tu będzie,
Dlatego rąk nie mam we krwi a w atramencie,
Czuję się jak pod ścianą, ty widzisz dobro w ludziach,
Świat jest w porządku, dla mnie to iluzja,
I wybacz, że za dużo nałożę sobie na talerz,
Bo wiesz, nie zawsze szanse miałem,
Wiem jak to jest chodzić boso, życia błoto,
Wiem jak potrafi przylgnąć fałszywy osąd,
Po bliznach na skórze, jak po fakturze mapy,
Zapisane życie, nie jeden losu kaprys,
Nikt z nas nie jest zły, nikt nie jest doskonały,
Każdy z nas jest w coś uwikłany,
Idź swoją drogą, w wrogów wbijam chuj
Kto uratuje mnie przed samym sobą, mój ból.

Mój ból, nic o nim nie wiesz leszczu,
Gdybyś go czuł, nie gadałbyś bez sensu,
Mój ból, żyjemy jak pies z kotem,
Przychodzi do mnie zawsze, kiedy ma ochotę,
Mój ból, jak nieproszony gość,
Wbija się na krzywy ryj, chociaż nie chce tu go,
Jak pozbyć się go mam, nie wiem,
Jesteśmy zdani na siebie, mój ból.
Możesz myśleć, że złoto daje szpan przy kolegach
Możesz myśleć, że oto cały rap w tym zalega
Możesz myśleć, że po to mamy czas by go sprzedać
Ludziom mego pokroju imponuje wiedza (x2)

Nic mi nie jest, nie ja odczuwam zawiść
Uważaj co myślisz, może obłuda zabić
Widzisz czy mamy sami zdobyć tą wiedzę
Jak za informacjami gramy w chory intelekt
Nie wiesz nic poza tym, że jest bajzel wokół
By zareagować syf musisz bardziej poczuć
Nie mów mi, że to łaska się poddać
Kurwa taka łaska to jak mlaskać przy jądrach
Zostaw, fobia nie dla mnie, nie chcę się zastanawiać
Czy kolejny raz przewali nas ten plan,
Który zabija tu prawdę
Każdego dnia co pół godziny tylko tyle byś w chuj bał się
Patrz, nie szukaj, jeden strzał by upadł
Jeden drań, niby spoko póki tu nie postrzelisz siebie sam
To sztuka czy też fart, nauka czy też dar
Mój skarb to intelekt, tyle mam

Możesz myśleć, że złoto daje szpan przy kolegach
Możesz myśleć, że oto cały rap w tym zalega
Możesz myśleć, że po to mamy czas by go sprzedać
Ludziom mego pokroju imponuje wiedza (x2)

Urodzeni by przegrać, pochowani by wygrać
Przecież chcemy tu przetrwać, tacy sami mi przyznasz
Nasza religia to bunt i w to wierzę
Bo mam mózg co ponad wszelką cenę chciałby wszystko wiedzieć
Jeśli to szelest to tylko ortalion
Albo tekst co powoli w rytmie pływa nad kartką
Prestiż, podziemie - to wszystko w nas
Bo tak już jest, los pozwoli, przyjdzie chwila by zasnąć
Nie ufam stacjom, nieważne jaki program
Mówię co myślę, nie znam się na poglądach
Klątwa w młodzieżowych prądach czy trendach
Moskwa czy Belgrad ktoś zawsze sieje postrach w tych kręgach
Nie ma zmiłuj!
Choć wiedza jeśli boli z reguły zmienia świrów
Jak masz dylemat, przemyśl sobie zdanie
Ile kabzy trzeba mieć by wiedzieć co jest grane

Możesz myśleć, że złoto daje szpan przy kolegach
Możesz myśleć, że oto cały rap w tym zalega
Możesz myśleć, że po to mamy czas by go sprzedać
Ludziom mego pokroju imponuje wiedza (x2)

Ogłupieni przez radio, telewizję, prasę
Kurwa masz syfu chłonnych jak w reklamie podpasek
Przekażesz to w czasie pokoleniom dalej
Czyli gołe dupy, koko i ten jebany kabaret
Pierdolę Mam Talent przez talent i dumę
Widzisz skrzypce na mordzie chuje rozwalę instrument
Tu masz brzytwę i z informacji pizdę
Daj czadu! Zrobimy żywe show plus transmisję przekazu
Postaw zarzut, ja ich mam całe multum
Chociażby, że za drobne sprzedali panie trueschool
Chcieli hajsu nie wiedzy, wynalazków i przeżyć
I odblasków, czy śledzisz jak im świat skąpi kunsztu?
Raperzy dzisiaj dissują się sami
Nie mów, ich flow i teksty jak 10 lat temu
Bez problemu, jebać rap oparty na bredniach
Moje tracki to ja a nie łatwik i pewniak

Możesz myśleć, że złoto daje szpan przy kolegach
Możesz myśleć, że oto cały rap w tym zalega
Możesz myśleć, że po to mamy czas by go sprzedać
Ludziom mego pokroju imponuje wiedza (x2)
[Żółf]
Każdy szatan ma dwie twarze i potrzebuje ognia
Zobacz ćwiara to płonąca pochodnia
Podpalasz skały i już kropla cieknie
Wciągasz ten dym i od razu bledniesz
Kiedy to przerwiesz od razu moja zachęta
Niby brązowa skała, ale inteligentna
Niejednego wyjebała już przekręta
Zobacz chłopak pęka
Bo najpierw dziabał żeby się pobawić
Teraz dziabie po to żeby ślad zostawić
Kawał folii nie pytaj, na czym
Odpowiedzi się raczy
Ale zaznaczy po cichu nie jest kotem
Teraz na brązowe wydaje całą flotę
I możesz mieć mnie a nie jego za idiotę
Że uważam, że szatan robi dobrą robotę
Bo wiem, że to boli kiedy patrzy się że
Kolejny łepek łapie folię i razem z nią łamie się
Ale wiem też, że ćwiara pomaga
Komu? Nie palącym pokazując tego, co nie domaga
Uwaga zostanie sam na życiowym szlaku
Wciąż w trwającym obłędzie mijany na deptaku
Jako powietrze istniejący bez setek chłopaków
Kiedyś mający cos do powiedzenia
A dzisiaj nikt z nich go nie usłyszy
Choćby nie wiem jak krzyczał
Przecież pytają się czy pali on powiedział, że nie
I dalej w to brnie nie odmawiając diabelskiej sile
Naiwnie kłamiąc, że nie pali już tyle a tyle
A co dzień rozwijając nowe mile alufolii
Zatracając się nie powoli tylko w zawrotnym tempie
Ze smakiem zdechłej ryby w gębie niepewnie idąc
Chwiejnym krokiem z prawdziwych szydząc
Widząc, że ludzie z okien niby nic nie widzą a to błąd
Biega za kroplą to urywaj się stąd
Co za przyjemność wymiotuje kiedy czuje ten swąd
Swój błąd chcesz naprawić cofnąć ten krok nie da rady
Już za późno dla ciebie to szok to trudno
Takie jest życie to nie jest przesada
Mówisz biały chuj prawda brązowy śnieg pada
Więc kryj się, bo kogo zasypie ten odpada

[Ekonom]
To dla mnie kurwa abstrakcja
Dlaczego dla ciebie jedynie ćwiara to atrakcja
To zła transakcja
Płacisz zdrowiem za przyjemność
Nic nie możesz zyskać
Najwyżej bezsenność
Stracisz osobowość cenną
Właśnie taka jest kolejności coraz bardziej się wciągasz
Z niedowierzaniem później w lustro spoglądasz
Zobacz jak ty wyglądasz
Przegrywasz wniosków nie wyciągasz
Wyrywaj to alternatywa
Kropla pływa po folii
A chłopaków to boli
Musisz sam chcieć się wyrwać spod jej władzy i kontroli
Wybierz tę dobra stronę cały czas ostrożnie idź
Szare bloki pogrążone przez aluminiowy kicz
Będziesz jarał to twój koniec z tym się licz
Licz się z tym
Ja na twoim miejscu nie chciałbym być w cugu
Nie mieć koleżków tylko masę długów
Chcesz przestać to próbuj hera przeciw tobie zmowa
Widzisz, co robi folia aluminiowa
Nie każda osoba z tego wychodzi na pewno
Nie widzi ile to trwa a lata biegną
Twarze bledną człowiek cień
Nie chcesz tracić życia to się zmień

[Ziaja]
Nie mogę patrzeć jak Hera
Coraz więcej ludzi mi zabiera
Widzę jak brązowa era zawładnęła tym światem
Tego gówna nie dotykają tylko głowy kumate
A ci, co dotknęli raz srebra spisani są na stratę
Brąz robi z ciebie szmatę i charakter wyniszcza
Pożera twoją osobowość aż zostają tylko zgliszcza
Lepiej zapalić blanta bo w każdej kropli bestia drzemię
Zrobisz z siebie niewolnika wdychając diabelskie nasienie
To nie tylko pouczenie historia z życia wyjęta
Być może sam słyszałeś, co blacha zrobiła z nie jednego klienta
Patrzysz na pacjenta i co widzisz żywego trupa
To człowiek bez przyszłości za ćwiarę obciągnąłby druta
Czy jeszcze ci nie mało czy nie zrzędła ci mina
Zapamiętaj heroina to zagłada jak Hiroszima
Pochłania tyle ofiar, że aż przechodzą mnie dreszcze
Boże chroń mnie i ziomków przed śmiercią i brązowym deszczem
Który leje nad miastami i szare bloki zalewa
Po tym ludzie padają szybko i łatwo jak drzewa
Nigdy nie zechce spróbowania, bo mam instynkt przetrwania
Widzę jak zaszczepionym kropla oczy zasłania
Potrzeba szprycowania zasłania wszystkie twoje myśli
Wielu w to weszło zauważ, że już z tego nie wyszli
Opada aluminiowa krata a za nią ty stoisz
To więzienie tego świata powiedz, dlaczego to wolisz
Potem szlochasz na ramieniu, gdy ziomek pyta cię jak leci
Pozostajesz w odosobnieniu zaplatany w srebrne sieci
Jeśli jesteś złodziejem to się tym nie chwal
Nie ma co się kurwa chwalić lepiej zarobić i przestać
Chcesz być bandytą, nie bądź groźny dumny
Nadgorliwość zazwyczaj pierwszy stopień do trumny
Jesteś dilerem to nie rób sobie filmu
Takich jak Tony Montana na świecie tylko kilku
Żyjąc nielegalnie, pamiętaj o zasadach
Bo ten świat swym kurewstwem, małe umysły zjada
Jesteś z nami w JP, walczysz o zmiany
Aby groteskowy system przestawał zadawać rany
Jeśli w JP chodzisz by się wozić, luzik
Za dużo masz energii pomóż ofiarom powodzi
Zasady, uliczny rap, dawać mają silę
Aby wspinać się i lepszy stawać a nie szerzyć kiłę
Zatem przemyśl sobie sam co Ty robisz na ulicy
To nie pokazówa w kinie, elegancja to się liczy

Zejdź na ziemie ziom,
Nie ma nic od razu, nie ma nic za darmo uwierz w to
Zejdź na ziemie ziom,
Zdeterminujemy Ciebie abyś trzymał tu fason
Zejdź na ziemie bracie
Jeśli możesz żyć legalnie nie narażaj się w temacie
Zejdź na ziemie weź głęboki oddech
Zapytaj sam siebie co dla Ciebie w życiu dobre

Zatrzymaj się na chwile, popatrz co się dzieje wokół
Według planu, krok po kroku, weź co swoje i daj spokój
Idź przed siebie, w grząskiej glebie łatwo zostać
Namysł, prawda wokół działaj krok po kroku działaj zgodnie z planem
Tego co już zabrane nie da wziąć się na nowo
Ufaj intuicji, nie zawsze warto ufać słowom
Jeśli szanse masz przed sobą, poznaj tych co stoją obok
Może różnie się ułożyć nawet z najbliższą osobą
To się zdarza, wypuszczaniem się na straty się narażasz
A po czasie bimbasie, problem sam się namnaża
To co mówi o Tobie, to, to co sam masz w głowie
Wież słowo po słowie a nie korzyści i gaża
Nie bierz tyle ile możesz, bierz tyle ile potrzebujesz
Wiesz, nadmierny dobytek z reguły prowokuje
Ten kto dłużej kalkuluje, już pewnie dobrze to wie
Trzeba czasem zejść na ziemie kiedy myśli się o sobie
Właśnie tak

Zejdź na ziemie ziom,
Nie ma nic od razu, nie ma nic za darmo uwierz w to
Zejdź na ziemie ziom,
Zdeterminujemy Ciebie abyś trzymał tu fason
Zejdź na ziemie bracie
Jeśli możesz żyć legalnie nie narażaj się w temacie
Zejdź na ziemie weź głęboki oddech
Zapytaj sam siebie co dla Ciebie w życiu dobre
Ołłł. Aha. Dokładnie tak, BRO
Propaganda Records. Aha. 2011
Coś przed Next Levelem, po Next Levelu rozumiesz ?
Aha, ich zdanie pozostanie ich zdaniem, joł ołł

Moich lokalnych wrogów strasznie to boli
Że jako jedyny z nich się wybijam powoli
Czasami dzwonią z prywatnego, robią świetne żarty
Śmieszne jak ich rap, który jest gówno warty
Przepraszam, że sukces jest blisko mnie
Powiedz, gdzie jest twój sukces, no dziwko, gdzie?
Jestem wysoko, ty dalej jesteś nisko, wiesz?
Zazdrość boli i wiem, że jesteś blisko łez
Czuję stres, to naprawdę przykre
Bo na twarzy jesteś twardy, a w majtkach masz cipkę
Ja mam ikrę i gram w innej wadze
Złożyłeś kiedyś podwójnego, chyba przez przypadek
Nic nie poradzę, lubię być bezczelny
Ty udajesz rapera grając jak Zakościelny
Patrz na mnie teraz, kiedy grają te bębny, widzisz scenę?
Ja wiem kto będzie na niej następny

Ref. x2
Złe komentarze nie zapadły mi w pamięć
Choć niektóre twarze piszą mi już testament
Ja biorę kartkę i wylewam atrament
Bo ich zdanie pozostanie tylko ich zdaniem

Mówi, jeden z tych, który lepi styl
Kiedy wchodzę na bit jestem happy jak meal
Biorę muzykę w garść, bo wysoki mam skill
Jeśli dajesz mi szacunek, to przybywa mi sił
Hej, to nowy styl, dla niektórych zbyt fresh
Bo zamyka ryj, kiedy biorę dziś też
Oni zamknęli głowy 2005 wiesz, albo wcześniej
Dlatego mają problem i stres, hej
Mnie chuj obchodzi co mówią ci chłopcy
Mój rap łączy ludzi, to synonim Nokii
Żebym to rzucił, póki co nie ma opcji
Jak Cola 0 nie mam cukru, a jestem słodki
Olewam plotki, mam dobrą pozycję
I nie ulegam zmianom jak waluta na Litwie
Coś ci nie pasi, to wzywaj policję
Ty dzwonisz po posiłki, to dla mnie weź pizzę

Ref. x2
Złe komentarze nie zapadły mi w pamięć
Choć niektóre twarze piszą mi już testament
Ja biorę kartkę i wylewam atrament
Bo ich zdanie pozostanie tylko ich zdaniem

Czemu mu wyszło? To pytanie ciągle ich męczy
Bo zamiast szarych, piszę wersy w kolory tęczy
Nie mam wielkiej ekipy i twarzy przestępcy
Normalny gość, pełen wiary i szczerych chęci
Rap się rozkręcił jak winyl pod igłą
Razem z nim tu hejterzy się kręcą jak śmigło
Siedzą na forach, czy ciemno czy widno
Kompleksy, jakby w więzieniu spadło im mydło
Ja robię hip-hop i to jest niezmienne
Zazdrość u wrogów to naprawdę bezcenne
Jestem solą w oku, oni mówią 'daj spokój'
Bo na to flow nie mogą znaleźć antidotum, joł
Tokuję w serce ambicje tych gości
Bo ja czuję więcej niż otworzę ich głośnik
Ten chory pościg, nie było go w planie
Bo ich zdanie pozostanie tylko ich zdaniem

Ref. x2
Złe komentarze nie zapadły mi w pamięć
Choć niektóre twarze piszą mi już testament
Ja biorę kartkę i wylewam atrament
Bo ich zdanie pozostanie tylko ich zdaniem
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo