Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Uniwersytet życia, nie szukam śladów bestii...
Niejeden talent wśród nas sam się unicestwił.
Cmentarz, rozpaczy, miłości to bloki...
Jak rozlane wnętrzności.
Nikt nie czyta horoskopów, nie interpretuje zodiaków.
Wisi fatum, z deszczu pod rynnę dzieciaku!
Seria dramatów, nie dla potrzeb rapu.
Byłbyś zarobiony, lecz tragedia nie nosi karatów.
Dochodzi swego metodą prób, błędów,
Przedzierając się przez opary wódy, skrętów.
Piekło niby z cementu, wybrukowane z przekrętów...
Nie wyrwiesz się jak nie posiadasz talentu.
Wola, determinacja, silne dłonie.
Jedyne klejnoty w Twojej koronie.
Nie jest cudownie, lecz nie chcesz tego zamienić,
Czemu? Nie ma drugiej obiecanej ziemi.

Ref: Nie ma miejsca jak dom,
(nie ma, nie ma)
Nie ma miejsca jak dom,
(nie ma, nie)
Gdziekolwiek byś nie był nic tego nie zmieni
To dla tych co zjedli chleb betonowych osiedli
2x

Paranoja trzyma w szponach...
Życie w wytapetowanych inkubatorach.
Jak na dzień dzisiejszy, mało dobrych informacji,
Świat skaleczonych nadziei, zdławionych aspiracji
Co zgotuje los?
To dobry kucharz, na zimne dmuchasz,
Metr siedemdziesiąt dziewięć.
Dużo przedsięwzięć, lecz nigdy za wiele,
Czasami trudy mogą wynieść ponad ideę.
Pogoda dla bogaczy, o rzut kamieniem,
Parszywy ryj patrzy, drwi w oczy się śmieje.
W samochodach za szmal starych czują się lepsi,
Nigdy nie byli z bloków...
Każdy z nich tu tylko węszy.
Chcą wkupić się, lecz przepaść jest zbyt spora.
Nie zmienią się, zapomną kim byli wczoraj....
Na progach, felgach tu rdzy a nie chrom...
Co było, nie minie, nie ma miejsca jak dom....

Ref: 2x

Mam tu witaminy, a mistrza cera ziemista....
Chudzina, chłopaczyna inwestuje w slim-fast.
Obok ci, ich życie nie ma czaru...
Ręce czarne od smaru.
W pocie czoła od rana do wieczora...
Część siedzi w domach.
Przyszłość da im szkoła...
Przyjdzie czas, zabłysną jak supernowa.
Są też Ci, którym nikt nic nie da, sami wezmą,
Będzie lepiej? Nie sądzą, wiedzą jedno...
Że w przyrodzie nic nie ginie, zmienia właściciela.
Okazja to nadzieja, potrzeba coś do jedzenia.
Ulegają słabościom, bliskość pożądanej rzeczy kusi.
Ucisk dusi, wcześniej czy później zmusi.
Skracają życie, gwałtownych zmian, tracą wątek...
Zdrowy rozsądek, pada plan.
Nic nie jest proste, tym bardziej logiczne...
Alkohol partnerem, nie wymagaj tężyzny psychicznej.
Codzienne życie, a nie słodycze....
Chłopaczyny, których nie liczę, a na których liczę.
Rzeczywistość razem w cuglach nas trzyma.
Co jak co, przeszłość nie runie jak lawina...

Ref: 2x
GRU, sprawdź to

tri, dwa, adin, grunwaldzki Alladyn
mikrofon mój karabin a FUBU to mój habit.
Przekrój społecznych drabin od najwyższych gabinetów
do porno-kabin, tak jak Icchak Rabin.
Ogarniam spojrzeniem tę betonową ziemię
Poznańskie podziemie, tu wyzwolenie drzemie.
Byt twardy, wokół kloszardy.
Kwitną komisy, kwitną lombardy
kryzysy gonią kryzysy
wzajemne dissy i dissów bisy,
z rejestrów wpisy, jestem z GRU,
pierdole WKU i już i nie ma mowy nawet
gdy na gardle nóż by nie usłyszeli tej odmowy z moich ust.
Pełen luz mają spokojni, Ci szmalu rządni.
Ci władzy rządni dla nich wolni to podsądni.
Ci praworządni łażą napuszeni jak pawie,
tworzą głupią gawiedź zatopioną w tej zabawie
Ale ja wiem i każdy prawie
co piszczy w trawie,
kiła i mogiła jak zapisy w polskim prawie,
a w szczególności w ustawie o zwalczaniu przestępczości, niszczeniu wolności, tępieniu niezależności, braniu Twej indywidualności, rozpoczął się pościg - Babilon sobie rości,
możliwości, zagrabienia mej własności,
tylko płać, pracuj albo lepiej płać pracą.
Powiedz tylko za co a zaraz potem na co,
powiedz to Polakom, spytaj co oni na to.

ref:
Powiedz to betonowym lasom,
ludzkim masom,
nie grzeszącym kasą.

Społeczeństwo rozbite jak na stole bile
widać to na mile, niemożliwe jest możliwe, pytanie za ile.
Nic nie poradzę, że nie śmieszy mnie Kiler
ani co Monika robi z Billem.
Jestem Emirem.

W telewizji znowu Miller, kup do dobrobytu bilet,
czasem są takie chwile, że czuje się debilem.
Łapcie za portfele,
dzwońcie na Audiotele,
dajcie na tace w niedziele, na kampanie w kościele.
I co? macie niewiele, lecz przegięli skurwiele
kiedy zakazali ziele.
Tak się wyśpi jak se pościele.
Obywatele niezborni jak ciele co stoi i wpierdala
trawę i ogonem miele,
nawet gdy błyszczy jak alufele to nie jest złotem,
wiesz co będzie potem. PDG!

ref:
Powiedz to betonowym lasom,
ludzkim masom,
nie grzeszącym kasą.

Społeczeństwo rozbite jak na stole bile
widać to na mile, niemożliwe jest możliwe, pytanie za ile.
Nic nie poradzę, że nie śmieszy mnie Killer
ani co Monika robi z Billem.
Jestem Emirem.

GRU, sprawdź to.
Marzy o tym każdy chłopaczyna z bloków
mieć mieszkanie, kozacki samochód
Hajsu pełna kieszeń, w pliku nowa seria
sztuka uśmiechnięta, na jej dłoni biżuteria. x2

25 lat wstecz z tornistrami idą chłopcy
mama mówi nie bierz słodyczy od obcych
Z workiem na kapcie mijam matematyce
do dziś pamiętam zgrzyt jej paznokci o tablice
Dawno temu i nie prawda, czasy podstawówki
chcieliśmy wrzucić żabę do sokowirówki
Mieliśmy coś z szarańczy,
czasy kiedy w sklepach nie było pomarańczy
Frajdą było przejechanie się taksówką
Białostocki projekt suko, nie wakacje w Akapulko
Z orbity marzeń prosto o ziemię po sprawie
dziś życie koncentruje się w osiedlowym pubie
Tyle pijanych dusz, tuu
egoizm do szczęścia klucz, już
Nie jeden chłopaczyna jedyne co może
to po pijaku terroryzować bankomat nożem
Inni życie za pysk trzymają krótko
pieprzyć marny los pod gołą żarówką
Żadne głód i chłód i nie piją na smutno
Gorzałe golą idą z dolą na solo

Marzy o tym każdy chłopaczyna z bloków
mieć mieszkanie, kozacki samochód
hajsu pełna kieszeń, w pliku nowa seria
sztuka uśmiechnięta, na jej dłoni biżuteria. x2

Bezsporny fakt, tu nie lubi się policji
za to przywiązanie do tradycji
Chociaż bida czasem piszczy
twarze dumne, cieżko tu żyć ale szkoda umrzeć
Na balkonach suszy się pranie
sznur ludzi idzie na niedzielne kazanie
Kochane sąsiadki okupują ławki
jeszcze wczoraj młode, jutro grożą im gerbera papki
Czasami spełnia się tu polskie marzenie
mieć przynajmniej na własność m1
Nie ma tu miejsca na zaniechania grzech
na ludzi którzy mają w żyłach wodę a nie krew
Ja słyszę, ktoś komuś znów ubliża
stara babina przed sobą robi znak krzyża
Tu tylko bloki, nigdy tego nie zrozumiesz
pić piwo na melanżu to jak pierdolić w gumie!

Marzy o tym każdy chłopaczyna z bloków
mieć mieszkanie, kozacki samochód
hajsu pełna kieszeń, w pliku nowa seria
sztuka uśmiechnięta, na jej dłoni biżuteria. x2

Jedni w konfesjonale dają upust swoim smutkom
inni spowiadają się ospałym prostytutkom
Ktoś straszy dupę, że skoczy z mostu
możesz się śmiać, tak jest po prostu
Jak wredne skrzypienie, nocą zakłóca ciszę
na wietrze pusta huśtawka się kołysze
Nie ma jak betonu dotyk
kiedy umrę rozrzuć nad osiedlem moje prochy
Oglądanie witryn w sklepach czasem jest tu wszystkim
na wystawach plastikowe anorektyczki
Brakuje do pierwszego, nic jakoś będzie
w piątek już się mówi o kolejnym weekendzie
Cały czas życie w jakąś akcję cię pakuje
tu w wielu spojrzeniach, tęsknota za rozumem
Ty tego nie wiesz, lecz część z nich już wie
jak się je jajko Faberge

Marzy o tym każdy chłopaczyna z bloków
mieć mieszkanie, kozacki samochód
hajsu pełna kieszeń, w pliku nowa seria
sztuka uśmiechnięta, na jej dłoni biżuteria. x4
Są chwile, które chciałbym zatrzymać tak
Tych kilka suwenirów,
Zmienionych dawno lat jak
Jak fotografie w wysokiej rozdzielczości,
zbliżać, oddalać, szukać w nich doskonałości.
Są chwile, które chciałbym wymazać lecz,
Ktoś numerował strony - oszukać nie da się.
I dzień po dniu jest częścią mnie niezmiennie,
Zdarzeń zbiór napędzających się wzajemnie.
Pomiędzy nimi ja, w centrum tworzeń dat,
Chciałbym pojąć jak, działa cały świat.
Przyszłość wiarę daję, póki jest nieznana
Wieczność puchem wielkich planów wysłana.

Kilka chwil, jak wybranych z setek dni
wspomnień posklejany film
Mówi mi
Mówi jak mam dalej żyć
Którą drogę wybrać dziś...

Ręce dwie, rozum, które dał mi dobry Bóg
Przydział na cuda - dla mnie jeden spełnić mógł
Jestem więc dostałem oręż żeby walczyć
Marzeń w brud, na każdy życia dzień wystarczy
Śnie by znów zbudzić się rano z przeświadczeniem
To jest ten czas - dziś na lepsze wszystko zmienię
Otworzę folder nazwany doświadczeniem
To jest recepta, jak tu jest natchnienie
Tu jest złudzenie, że życie jak gobelin
Szyć można wiecznie, oglądać jak się mieni
Że starczy czasu i w końcu ktoś doceni
że sens ma wszystko, że zły los się odmieni
Ocean wspomnień, nie chcę ich zapomnieć ,
Upadki, wzloty, czas triumfów i czas potknięć.
Dają naukę, wytykają błędy
Krzyczą: do przodu lub: droga nie tędy!

Kilka chwil
(tylko kilka krótkich chwil)
Jak wybranych z setek dni
Wspomnień posklejany film
Mówi mi
(właśnie dzisiaj powie mi)
Mówi jak mam dalej żyć
Którą drogę wybrać dziś...

Pamiętam za małolata było różnie
zbyt wiele rzeczy chciałem odłożyć na później
Pamiętam: nie zrobię dziś zrobię jutro
nigdy nie nadeszło, wiesz - mówi się trudno
Pamiętam czasem myślałem, kim zostanę
Piękne marzenia, co zdawały się być planem
Pamiętam i nagle wszystko w moich rękach
koniec snu, świat konfrontuje siłę piękna
Dni zatopione w szczęściu lekarstwem
gdy, robi się źle w przeszłość patrzę
Tam, pewne wszystko tu nie zawsze
nie ma takiej siły, która te wspomnienia zatrze
Kilka chwil, całe życie w paru kratkach
Kilka dni, tam jest cała o mnie prawda
Krótki film, ja jedyny jego znawca
Wstaje świt, kolejny dzień krzyczy akcja!

Kilka chwil
(tylko kilka krótkich chwil)
Jak wybrany z setek dni
Wspomnień posklejany film
Mówi mi
(właśnie dzisiaj powie mi)
Mówi jak mam dalej żyć
Którą drogę wybrać dziś...

Kilka chwil, jak wybranych z setek dni
wspomnień posklejany film
Mówi mi
Mówi jak mam dalej żyć
którą drogę wybrać dziś...
Wiesz jak to jest w życiu czasem
Kiedy starasz się nie być kutasem
Robić zawsze to co trzeba
Ale zadowolić się wszystkich nie da
I nie da się być na czasie
Zawsze na wszystkim najlepiej znać się
Bywa tak, że mimo starań zachowujesz się ja baran
O Jezu, o Jezu słodki sumienie męczy cię jak łaskotki
Stłumienie go, cel uświęca środki
Hulta Bull's Eye jak w grze w lotki wymyka się
A wraz z nim twoja reputacja niczym pojazd
Ciągnie w tył, gdy chcesz do przodu
A ty pytasz skąd? skąd ten odór?

Odór...
Odór...
Więc lepiej zamknij otwór...
Bo czuję odór

Czy ty wiesz jaka tego przyczyna?
Ludzie sądzić chcą ciebie po czynach
Nie po słowach, nie po twarzy
Więc kiedy się smrodek przydarzy
Powiedz mu czym prędzej dozo!
Bądź jak ten Brise aerozol
I nie łudź się, że na zawsze
Bo każdy cosik czasem spaprze
Ważne jest by móc się postarać
Naprawić nie na innych zwalać
Ludzka rzecz to błądzić, wiem to
Nie wierzysz? to rzuć kamień, yo
Wielki smród nagle miastem zawładnął
Czyżby na miasto gówno spadło
Swąd jak siarkowodór
A ty pytasz skąd? skąd ten odór?

Odór...
Odór...
Więc lepiej zamknij otwór...
Bo czuję odór

Chciałeś wszystko dobrze ogarnąć
A z tego wyszło końskie łajno
Tak zwana końska spierdolina
I nie wiesz teraz jaka tego przyczyna
Zrzedła ci mina, bo już capi, capi
Całe osiedle a ty zabić, zabić
Nie wiesz jak, oj, jak mi żal ciebie brat
Doświadczenie chyba tobie brak
Z góry patrzy na to cały świat
A ty nawet nie wyciągniesz pały nad
Nim, oj, jaki z ciebie nieborak uwierz mi
Tak to jest kiedy idzie wszystko jak z płatka
A tu nagle wyskoczy ci bączek i jatka
Wtedy zaczyna się
Wszystko co dobre zamienia się w złe
Znowu nadepnąłeś na kolejną minę
Dopiero co zacząłeś, a i tak jesteś w tyle
O Boże, Boże, nie, ja chcę iść do przodu
Ale jak mam iść jak dookoła mnie tyle smrodu
Wali równo, wali równo
A jak nie ma walić jak przecież to gówno
Nie cud, bo ma rodowód i to nie bez powodu
Z daleka to czuć od wschodu do zachodu, bo to

Odór...
Odór...
Więc lepiej zamknij otwór...
Bo czuję odór

Ej Dab, ludzie pytają mnie znów
Czy to z dup czy to z głów
Cz to usta czy to rów
Powodują ten smród
Ludzie po co tyle słów
Wystarczy zamknąć otwór i już

Odór...
Odór...
Więc lepiej zamknij otwór...
Bo czuję odór
Nieskażona polityką, to uliczna barykada
Hardcorowa muzyka, poważanie a nie sława
Nad problemów morzem stoi nasza wielka estakada
Rozpierdala uliczna fala, gorąca niczym lawa
Na poziomie ziomie, bo inaczej nie wypada
Liczył bym, odrzucił się, ale i powaga
Nie tak być powinno, że człowiek się wciąż zmaga
Nic z tego nie ma i szybko wysiada

Czy tak być powinno?
Ktoś bardzo ci bliski ostry numer ci wywinął
Twój najlepszy
ziomek śpi z twoją dziewczyną
Czy tak być powinno?
W waszych wielkich wojnach małe dzieci giną
Pojebani politycy są tego przyczyną
Czy tak być powinno?
Znam paru studentów, którzy siedzą za niewinność
Dostali po trzy lata, sędzia zrobił swą powinność
Takie jest życie, a czy takie być powinno?
Żeby przetrwać do jutra
Musisz wyjść na ulicę i po prostu coś ukraść
Wszyscy dobrze wiecie jak tu nisko można upaść
Nikt się tym nie martwi, do celu po trupach
Czy tak być powinno, że każdy rżnie głupa?
Pięć razy nie mówi moja grupa
Pięć razy nie mówi moja grupa

Nieskażona polityką, to uliczna barykada
Hardcorowa muzyka, poważanie a nie sława
Nad problemów morzem stoi nasza wielka estakada
Rozpierdala uliczna fala, gorąca niczym lawa
Na poziomie ziomie, bo inaczej nie wypada
Liczył bym, odrzucił się, ale i powaga
Nie tak być powinno, że człowiek się wciąż zmaga
Nic z tego nie ma i szybko wysiada

Teraz patrzę na tych ludzi co się zamuleni snują
Na przyćpanych feto-studentów co w kółko kują
Nas z kolei społeczniacy jak wyrzutków traktują
Nie tak być powinno choć nie wszyscy o tym mówią
Chłopak co go znałem, okazał się szują
Osrane małolaty na policji kablują
Pseudo hip-hopowe błazny sławę zyskują
Nie tak być powinno choć nie wszyscy o tym mówią
Ci co grubo zarabiają, wszystko szybko przebalują
Nie mogę się już patrzeć jak dragi ziomków psują
Kurestwa coraz więcej, a ludzie się marnują
Nie tak być powinno choć nie wszyscy o tym mówią
Mundurowe ścierwa nieraz życie ci zatrują
Chcesz innym dać zarobić to okraść cię próbują
Często ci porządni grubo tu biedują
Nie tak być powinno choć nie wszyscy o tym mówią

Nieskażona polityką, to uliczna barykada
Hardcorowa muzyka, poważanie a nie sława
Nad problemów morzem stoi nasza wielka estakada
Rozpierdala uliczna fala, gorąca niczym lawa
Na poziomie ziomie, bo inaczej nie wypada
Liczył bym, odrzucił się, ale i powaga
Nie tak być powinno, że człowiek się wciąż zmaga
Nic z tego nie ma i szybko wysiada

Nie tak być powinno
Długo się nie widzę ze swoją rodziną
Konfident mnie sprzedał z uśmiechniętą miną
Nie tak być powinno
A ludzie siedzą i kminią co było tego przyczyną
Frajer podał łapę z niebieską gliną - tacy niech zginą
Nie ma litości, my ludzie z krwi i kości
Z ulicznej rzeczywistości
Dla ludzi z kryminału, ludzi z wolności
Nawijam krótko, zwięźle i na temat
Lamusowi na okrętę kręcona afera
Firma, jechane dłuższy czas, na ulicy przekazane
Zmień o mnie zdanie
Bo to co słyszysz następne Firmowe nagranie

Nieskażona polityką, to uliczna barykada
Hardcorowa muzyka, poważanie a nie sława
Nad problemów morzem stoi nasza wielka estakada
Rozpierdala uliczna fala, gorąca niczym lawa
Na poziomie ziomie, bo inaczej nie wypada
Liczył bym, odrzucił się, ale i powaga
Nie tak być powinno, że człowiek się wciąż zmaga
Nic z tego nie ma i szybko wysiada

Nie tak być powinno, że sie nogę wciąż podkłada
Pochopnie wbija nóż zamiast najpierw pogadać
Nie tak być powinno, że debil ogniem włada
Nie tak być powinno, elegancja wciąż upada
Nie tak być powinno, że podkłada się wciąż nogę
Czasami pozornie wróg wcale nie jest wrogiem
Jak Kaczy nawijał ja odpowiem przed Bogiem
Otwórzcie oczy, Firma, JP, ogień

Nieskażona polityką, to uliczna barykada
Hardcorowa muzyka, poważanie a nie sława
Nad problemów morzem stoi nasza wielka estakada
Rozpierdala uliczna fala, gorąca niczym lawa
Na poziomie ziomie, bo inaczej nie wypada
Liczył bym, odrzucił się, ale i powaga
Nie tak być powinno, że człowiek się wciąż zmaga
Nic z tego nie ma i szybko wysiada
51 stan Polska, realizm nie fikcja oparta na paradoksach,
sterowany handel naszymi uczuciami,
dozwolony owoc, przechodzimy przez to sami,
koncertowy dumping praca na własny rachunek,
kicz prowokacyjny który psuje wizerunek,
rakotwórcze środowisko, ostry balet w kuluarach,
musisz radzić sobie sam, wiara w nich przestała działać,
uwłaszczenie, wywłaszczenie, dociążenie co jest grane?
Starasz się jak możesz, a tu znowu przejebane,
triumf zbiera ignorancja, populizm, pieniądz guru,
51 stan emancypacja rozumu,
spisane dzieje głupot, przesiane są miłością,
nasze własne inferno, bardziej przesiane nicością,
mocniejsze raporty, iskra za iskra na stykach,
płacąc za błędy elity pytasz z czego to wynika,
teatralizacja osób na najwyższych stanowiskach,
szukasz na to metafory, niema takiego zjawiska,
krótki sen o miłości, w jednej chwili nas zamyka,
51 stan taka polska Ameryka.

Żyjesz tu ,widzisz to, nic nie jest ci obce,
nie po to aby ogrzać tyłki co dzień wschodzi słońce,
mieszkam tu, widzę to, nic nie jest mi obce,
chyba za te wszystkie dni tak kochamy nasza Polskę.

To nie sen, wszystko na twoich oczach,
rozgrywa się tu dramat, musisz dobrze się przyglądać,
możesz być zaślepiony i nie widzieć tych ran,
taka polska Ameryka 51 stan,
ej w całej Polsce mnóstwo obojętnych osób,
jeszcze więcej idiotów, których dopuszcza do glosu,
świąt zepsucia chaosu, ty próbujesz znaleźć sposób,
w kraju pełnym patosu wszyscy idą w stronę sztosu,
kraina smutnych ballad, beznadziei, krętactwa,
bawiąca do łez dramaturgia prostactwa,
kryzys ponad wszystko, krwawe prawo bez honoru,
które zatrzymuje wiarę tworząc siec rożnych zatorów,
zdrowa terapia bez ofiar, ile masz ze zwierzęcia,
najpierw do własnej kieszeni retuszując jako ciecia, b
rak zajęcia, frustracja, lustracja, defraudacja,
kumoterstwo, nominacja, schorowana biurokracja,
po której stronie racja, ile tych trafionych planów,
ile nieudanych prób, robiąc z nas ludzi baranów,
fikcja a gdzie fakty? Wasze polityczne chęci?
Wszystko dawno martwe, jak dawno martwi prezydenci,
niema co się obrażać, żalem nie zmyjesz tej plamy,
po raz kolejny witamy, polskie zjednoczone stany.

Żyjesz tu ,widzisz to, nic nie jest ci obce,
nie po to aby ogrzać tyłki co dzień wschodzi słońce,
mieszkam tu, widzę to, nic nie jest mi obce,
chyba za te wszystkie dni tak kochamy nasza Polskę.

Znowu ściemniony bilans, który ma zataić wszystko,
te wszystkie procedery które są bliżej niż blisko,
zaostrzenie fikcji, przeciw korupcji reklamy,
mówią i obiecują a to puste slogany,
atmosfera skandalu, wszystko z przymrużeniem oka,
polski bazar z dyplomami, nieświadomość w miejskich blokach,
główni aktorzy dramatu, chcą koordynować ruchy,
nasza władza bez wiedzy, każdy coraz bardziej głuchy,
każdy kreci jak może, jak nie widzisz przetrzyj oczy,
już nie raz to widziałeś, i nie raz cię to zaskoczy, z nadzieja bez żalu,
słuchasz kłamliwych relacji, cyka kolejna bomba siejąc ziarno prowokacji,
nie ta rzeczywistość piękna ukształtowana w sondażach,
51 stan który miłością zaraza, polski eksport optymizmu,
zubożała strefa cienia, obietnica- będzie lepiej,
nie jest w stanie nic pozmieniać, napychając kieszenie,
myślą mamy jeszcze czas, witam w ukochanym kraju,
Rzeczypospolitej lewych kas.
[Fu]
zawiść na twarzach, ta, kłótnie w bazach
ta słyszę dŹwięk wojny w rozbitych wazach
ta, uważaj człowieku epidemia nazar
ta, wojna o hajs zawinięty w gazach
tracisz rozsądek puszczając złote w hazard
biada temu co nie uważa
polityka w Polsce ludziom zagraża
propaganda, kłamstwo się rozmraża
*****ć pedałów na ryj kamienie
teraz zamienię w proch te kurewskie nasienie
ta, hardkor jest i był zawsze ze mną
nie próchnieje jak szlachetne drewno
skarabeusz jest sprawą pewną
imperium zła to jest ogniwo jedno
symbol niszczący zło to wiem na pewno teraz
tam rządzą gangi raskols nowa gwinea
dzieci z bronią w ręku to nie Montreal
tam kokaina rządzi krwawa mery hera
wszyta w mozgi jak wszyty jest esperal
to świat gdzie Boga dotyk nie dociera
skala przestępczości wciąż cyfry nabiera
śmierć, śmierć swoje żniwo zbiera
na tamten świat zabiera
denat ponad prawem desperat degenerat
Sokół, Fu, Rocca, Fu o treści złej referat!

złość teraz przelewam na papier
imperium zła na rozwojowym etapie
wirus ludzki w gardło drapie
mentalność ludzka zawarta w naszym rapie

złość teraz przelewam na papier
imperium zła na rozwojowym etapie
wirus ludzki w gardło drapie
mentalność ludzka zawarta w naszym rapie

[zwrotka Rocca]

[Sokół]
było ciężko, paru z góry założyło
że są straconymi ludŹmi, ludzie są różni
bierz to, co ci podsuwa Bóg
zamiast myśleć wciąż, co byś mógł, gdybyś mógł
patrz Wojtuś, Sokołku, nie jest Źle
tak mówiłem do siebie, nie mając gdzie przekimać się
dziś wciąż przy swoich tkwię poglądach
jakiś grosz mam na ciuchach, więc muzyka jest wolna
jak zwykle nie interesuje mnie, czy łykniesz
czy skrytykujesz nas, jak recenzje, przywykłem
jakimś cudem ZIP Skład jest, wielu padło
czy jest ktoś, kto przeszedł suchą nogą bagno?
też czyniłem zło, Boże przebacz
niech wybaczą nam ci, którzy dali się wy...
za*****lam wciąż z saperką
przekopuję front, wielu Zipów jest ze mną
każdy z nas położy cegłę następną
i zbudujemy mur, dziadostwo na zewnątrz
niech rozwija się każdy dobry chłopak, ta
niech zarabia się sos na tych blokach, ta
niech przyjaŹń na tym nigdy nie ucierpi, nie
normalni nie znaczy przeciętni
nie łudŹ się, ten rząd rozwój *****i
weŹ nie *****, bo zostaniesz jak oni

złość teraz przelewam na papier
imperium zła na rozwojowym etapie
wirus ludzki w gardło drapie
mentalność ludzka zawarta w naszym rapie

złość teraz przelewam na papier
imperium zła na rozwojowym etapie
wirus ludzki w gardło drapie
mentalność ludzka zawarta w naszym rapie

[Olsen]
choć wcale nie chcę, moja dłoń sięga po pilot
mamy problem znów: kilka ton przerzuciło kilku
po kilka kilo przez nasze lotnicho
tylko cicho! cśś! nic nie może się wydać
kolejne wieści to temat Ameryka
tam ktoś wzdycha, a kogoś cieszy ten potop
Nowy Orlean zalany głęboką wodą
czarnoskóra społeczność traci dachy nad głową
getta chłoną ofiary nieszczęść
jak sekta robią im w bani sieczkę
ulice dają pracę, trudnią przestępstwem
potem już niekoniecznie jest czas na ucieczkę
zmieniam kanał: znów wybierzcie marionetkę
by została nowym prezydentem
a pretendentem na to miejsce prawie całe byłe SB
lecę dalej, nie chcę słuchać obietnic
co jeszcze zdążyło się od wczoraj spieprzyć?
w kraju klęski, ciągłej politycznej wojny
czuję się osaczony, a przecież jestem wolny
na szczęście w tym momencie wy*****ło korki
Lubię słuchać, gdy jest już późno, gdy wszyscy śpią
Kiedy gwiazdy lśnią
I jest cichy cały dom, wtedy piszę
I zagłębiam się w tą ciszę
To, co słyszę, to jedynie wyobraźnia
Cienie straszą, odchodzą, kiedy się przejaśnia
Jest już ciemno, spokojnie, tak jest tylko w baśniach
Gdzieś za oknem w oddali jakiś pies ujada
Zapewne ktoś stoi teraz na rozdrożach świata
Ktoś odkrywa niepojęte sprawy
Jest już późno, piszę...
(Jeszcze nie śpisz mały?)
Jeszcze nie śpię
To nie są rzeczy, które widzę we śnie
Jak odgłosy w mieście, hałasy, zgiełk tłumu
Kolorowe litery gdzieś na wyłomach murów
Czasy królów odeszły, nastały czasy pełne bólu
Piszę o tym wszystkim, by poezji stać się bliskim
Jak ci którzy odeszli, tysiące ludzi
Jest już późno, czas iść spać, z nie marudzić
Czekam, kiedy znowu muza do mnie wróci

Światła miasta już dawno zgasły, jest ciemno
Z długopisem nad kartką spędzam moja noc bezsenną
Warszawy echo, echo wydarzeń z dni ubiegłych
Jak z DVD obrazki, to telinie tekstu z kartki
Noc bez dźwięków żadnych, zupełna cisza
Tylko nierówny oddech słychać i znów
Godzina duchów, by oddać hołd muzie
Nocnych pisarzy, co w dnia nudzie inspirację znajdują
I opisują to później, może być różnie
Może ładnie to wszystko dzisiaj się poskłada
A może nie i finałem będzie kartka podarta, jak Bóg da
Wiem, że ta cisza daje mi komfort, nieźle
Potem nagra się teraz płynie wyraz po wyrazie
Na kartce, a we śnie szukam ukojenia
Teraz wylewam tutaj, co mnie wnerwia
Chwila relaksu, przerwa
I dalej, choć zaschło w gardle
Wieczór, to pora rzeczy poważnych, pieprzę banały
Pisane nocą myśli, nacechowane melancholią
Wiem, że teraz ktoś, gdzieś zostawia myśl się niekończącą
Stawiając pomnik słowem, co od spichrzu trwalszy
Jak Horacy piszę, by czasu upływanie zwalczyć
Mój sposób, by od szarości dnia gdzieś odejść
Swoja krainę z marzeń, budować swoim słowem
Odskocznia od tego, co czeka mnie rano
Nocne pisanie, dobranoc
Powitajcie człowieka, którego wiatr słów powiewa jak kajdan
Czy to ptak, samolot ruch głów a to ja i mikrofon duet jak Doda i Majdan
Co naciera bez oporu paradonu jak łajdak
Powiedz że wróciłem i nadciągam z mikrofonem po ulicach jak z Oskarem Wajda
Jak wariat ja i ma ferajna
Na swoim miejscu bez testu jak na Nowym Świecie palma
Kiedy mnie zobaczysz salutuj
przygotuj ogień z armat
Na szyję krawat
I strzał na niebo jak Balak
Kiedy chodze po obcyche terytoraich ktoś krzyczy "spier..."
A ja inaczej mam na imie więc nie wiem o czym frustrat gada
Zacina się jak Michnik Adam
Pomylił się jak instytut badań
Moje imię to fenomenalny, super unikalny wieje zieje mi zgęby jak Halny
Więc ogień
Ogień mam jak palnik
Jestem strzał w dziesiątkę a ty przykro mi niewypał
Zanim mnie obrazisz to mamusi swej zpaytaj
Podobno był dis co sam się zdisował
Toż to fenomen na światową skalę jak minister Roman

Jeżeli jestem małpą to jestem gorylem
Dzień dobry państwu i rzucam się na szyję

Jestem naładowany jak karta miejska, skrzydła mam jak Redbull
Ja potrzebuje jak soku potu krwi
a ty na zdjęciach zyczysz sobie retusz
Jak do portretu wytrenowana mina
A ja nie jestem debiutant jak na mundialu Tabago i Trynided
To widać jednym okiem tak jak pirat
Ja nie skończę
jak reżyser "Pasji" co krzyczy jak nazi
Bo uruchamiam gwiezdne wrota mej pyskatej wyobraźni
Pisanej mikrofonem
Mam głowę twardszą niż Zidan
nakład większy niż Wamp
Jestem mega jak avans a ty mini jak Van
rozpoczynam wyścig
Na liście bestellerów jak "Kod Leonarda da Vinci"
Mam słowiańską dusze kuszę napieta jak Wilhem Tell
To nie inwazja muszek, kaktusów z irokezem na żel
To inwazja barbarzyńców z żyletkami na językach
Kroje mym jęzorem jak gnojek z portfelika
Jak minister da amanestje to może będzie złota płyta

Jeżeli jestem małpą to jestem gorylem
Dzień dobry państwu i rzucam się na szyję

A ktoś mówi że wypaliłem się jak łebki zapałek
Ma dziure w głowie, stopery w uszach jak w cieście zakalec
Gdyby wojny toczyć na słowa
Byliby zwycięzcy ale nie było by ofiar
3,2,1 pal
ten pocisk ma miłośc jak T.love
Wygrani toną w powodzi braw
Przegrani w gwizdach
Lecą kartki w kalendarzu w tempie Allegro
Brzuch co rósł spuchł jak kokos a mięśnie mi więdną
Pisane mikrofonem wersy podniesione z chodnika
To nie piracki materiał tylko legalny towar na laserowych płytach
Od potu błyszczę się jak rosa
Tnę jak kosa, bombarduję jak Mosad
Niezniszczalny jak mak gajwer
Młody gniewny jak miszel pfajer
Co serce ma dziki jak lyncz
A nie miękkie jak harlekin
Miłośc to recepta jak recepta na refundowane leki
Słabych emce biorę w zęby mojej szczęki tak jak rekin
Jeśli masz wątpliwości to przynieś wariograf
Zrobimy test i stestujemy moje słowa
Jak wyjdzie że kłamię to płyte do sklepu oddaj
A ja spłone jak pochodnia

Jeżeli jestem małpą to jestem gorylem
Dzień dobry państwu i rzucam się na szyję
Akurat nie wiem ile wad posiadasz brat tu
znam wszystkie swoje, to je wyraża nastrój
Znów żona mówi mi - Adam nie wariuj
nie było mnie dwa dni i taki bałagan masz tu
Mówiąc pokrótce - się lenię
mogę siedzieć w fotelu tak długo aż zapuszczę korzenie
wtedy czuję jak spada co sekundę ciśnienie
luz mam od rana, może pojutrze się zmienię
Nie muszę siedzieć, mogę poleżeć
wchłaniam niewiedzę z małych torebek
dlatego lenię się w dobrej wierze
ruch jest problemem, oczami zwiedzę
pokój ten teren, czy wstanę? nie wiem
Mogę tylko spać jak na dnie morza płaszczka
z czasu marnotrawstwa wynika boża łaska
Żyje jak miś panda - jem, sram, zasypiam
wybacz jeśli chrapię przez sen - tak oddycham
I co, że mnie słychać? taki się urodziłem
godzin, które przesypiam nie liczę na siłę
Noc? dzień? nieważne póki nie obudzą nas
dedykowane wszystkim tym co lubią spać

[x2]
Mógłbym całe życie tylko leżeć w łóżku
śniadania, obiady, kolacje do stóp tu
A jeśli się okaże, że mam na to czas
podróżuję w snach, no, bo kocham spać

Krzycz hoou jeśli kluby lubisz brat
albo śśśśśś jak kochasz spać
Krzycz hoou jeśli kluby lubisz brat
albo śśśśśś

Kiedy zaczynam ziewać - wiem czego mi trzeba
to przez tlen i ogień co niemoc podgrzewa
Przelot do nieba i to w przyśpieszonym tempie
powieki ciężkie, jestem zawieszony we mgle
Nic mi się nie chce, to chyba dobrze
bo nic nie muszę dzisiaj, gibam na pościel
to mi da troszkę relaksu, mam nastrój
po co mi gnać tu na złamanie karku?
Na zegarku trzecia i znów mam apetyt
na sny nie z tej planety
nieważna odległość czy punkt czasowy strefy
ja mogę się tam znaleźć, bez pomocy rakiety
wyjść nocy naprzeciw
Nim się obudzę wierzę w tę chwile
co dają mi luz, by jeszcze poleżeć godzinę
poleżę - nie zginę, jeśli mam na to czas
dedykowane wszystkim tym co lubią spać

[x2]
Mógłbym całe życie tylko leżeć w łóżku
śniadania, obiady, kolacje do stóp tu
A jeśli się okaże, że mam na to czas
podróżuję w snach, no, bo kocham spać
Ja jestem słów dilerem, opychanie ich mym celem
Grupę w której działam prasa zwykła nazywać kartelem
Jestem słów szmuglerem, zwykłych zwrotów eksporterem
Nieskończone źródło głowa, w niej ważę, mierzę, dzielę
Jestem pasjonatem, swojej branży wielbicielem
Generacja szarej strefy, jestem jej przedstawicielem
Jestem, później znikam, patrz, liryczna bomba tyka
Zegar nastawiony, czeka tylko na znak zapalnika
Gówna nie dotykam, jara mnie rymów technika
Pozbawione sensu zdania szybko wrzucam do śmietnika

Nokaut przeciwnika, pędzę ja, reszta kuśtyka
Uzależniam cały naród, rozprowadzam po głośnikach
Rym mój plus muzyka duszę słuchacza przenika
Opór nie jest przewidziany podpowiada mi logika
Widzę po wynikach, że opłaca się praktyka
Pakowane do pudełek, towar z półek sklepów znika

[x2]
Masz to, bierz to, sprawdź to właśnie teraz
Włącz to, podgłoś, ciszę zamknij w kierat
Dźwiękiem karm tych co nie wiedzą jak wybierać
Membran ruch niech twoje ciało sponiewiera

Ja jestem gry liderem, twym najlepszym przyjacielem
Bez skrupułów kruszę schemat, mi podobnych jest niewiele
Jestem desperatem, zaplecionym liter batem
Tych po mojej stronie wielbię, dla zawistnych jestem katem
Jestem jak fabryka co lubuje się w wynikach
Na paletach grzeję tracki zanim trafią do głośnika
Potem jak z czajnika, w którym grzeje się muzyka
Para bucha po sam sufit, w parze znika wnet publika
Masz tu zawodnika co namiętnie w temat wnika
Aerobik na parkiecie, parkiet nieba już dotyka
Seria bez tłumika znów przerywa ciszę, wzdycham
Popyt na mój towar rośnie, cały kraj już nim oddycha
To jak kość Rubika z modą wieczną polemika
Niekończąca się opowieść która z czasem nie zanika
To jak show magika, w kapeluszu królik znika
Na pytanie jak to zrobił odpowiada - lat praktyka

[x2]
Masz to, bierz to, sprawdź to właśnie teraz
Włącz to, podgłoś, ciszę zamknij w kierat
Dźwiękiem karm tych co nie wiedzą jak wybierać
Membran ruch niech twoje ciało sponiewiera

Ja jestem koneserem, zapełnionym słów klaserem
Z przyjemnością na mych kontach witam sumy z szóstym zerem
Jestem trend seterem, stoję za biznesu sterem
Nie do pokonania graczem, doskonałym kusicielem
Jestem akrobatą, wygłuszonym akumatą
Karkołomne ewolucje rusza rynku penetrator
To jak hator, hator, ósmy cud w gorące lato
Nie do zatrzymania żołnierz jak liryczny terminator
Popatrz, chłonę branżę, kojarz dźwięki te z melanżem
Zanim inni zaczną myśleć ja tu przejmę całą transzę
Potem plany dalsze opanować tej gry planszę
Po kolei każde pole zdobyć pełnym siły marzeń
Widzisz, wszystko jasne, ja tu będę reszta zgaśnie
Z monopolem na rozrywkę w ręce swe z zachwytu klasnę
Oto chodzi właśnie, ludzie chłoną to jak baśnie
Świeży towar co powstaje na Lotników 18

[x2]
Masz to, bierz to, sprawdź to właśnie teraz
Włącz to, podgłoś, ciszę zamknij w kierat
Dźwiękiem karm tych co nie wiedzą jak wybierać
Membran ruch niech twoje ciało sponiewiera
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo