Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Jeśli jesteś złodziejem to się tym nie chwal
Nie ma co się kurwa chwalić lepiej zarobić i przestać
Chcesz być bandytą, nie bądź groźny dumny
Nadgorliwość zazwyczaj pierwszy stopień do trumny
Jesteś dilerem to nie rób sobie filmu
Takich jak Tony Montana na świecie tylko kilku
Żyjąc nielegalnie, pamiętaj o zasadach
Bo ten świat swym kurewstwem, małe umysły zjada
Jesteś z nami w JP, walczysz o zmiany
Aby groteskowy system przestawał zadawać rany
Jeśli w JP chodzisz by się wozić, luzik
Za dużo masz energii pomóż ofiarom powodzi
Zasady, uliczny rap, dawać mają silę
Aby wspinać się i lepszy stawać a nie szerzyć kiłę
Zatem przemyśl sobie sam co Ty robisz na ulicy
To nie pokazówa w kinie, elegancja to się liczy

Zejdź na ziemie ziom,
Nie ma nic od razu, nie ma nic za darmo uwierz w to
Zejdź na ziemie ziom,
Zdeterminujemy Ciebie abyś trzymał tu fason
Zejdź na ziemie bracie
Jeśli możesz żyć legalnie nie narażaj się w temacie
Zejdź na ziemie weź głęboki oddech
Zapytaj sam siebie co dla Ciebie w życiu dobre

Zatrzymaj się na chwile, popatrz co się dzieje wokół
Według planu, krok po kroku, weź co swoje i daj spokój
Idź przed siebie, w grząskiej glebie łatwo zostać
Namysł, prawda wokół działaj krok po kroku działaj zgodnie z planem
Tego co już zabrane nie da wziąć się na nowo
Ufaj intuicji, nie zawsze warto ufać słowom
Jeśli szanse masz przed sobą, poznaj tych co stoją obok
Może różnie się ułożyć nawet z najbliższą osobą
To się zdarza, wypuszczaniem się na straty się narażasz
A po czasie bimbasie, problem sam się namnaża
To co mówi o Tobie, to, to co sam masz w głowie
Wież słowo po słowie a nie korzyści i gaża
Nie bierz tyle ile możesz, bierz tyle ile potrzebujesz
Wiesz, nadmierny dobytek z reguły prowokuje
Ten kto dłużej kalkuluje, już pewnie dobrze to wie
Trzeba czasem zejść na ziemie kiedy myśli się o sobie
Właśnie tak

Zejdź na ziemie ziom,
Nie ma nic od razu, nie ma nic za darmo uwierz w to
Zejdź na ziemie ziom,
Zdeterminujemy Ciebie abyś trzymał tu fason
Zejdź na ziemie bracie
Jeśli możesz żyć legalnie nie narażaj się w temacie
Zejdź na ziemie weź głęboki oddech
Zapytaj sam siebie co dla Ciebie w życiu dobre
Ołłł. Aha. Dokładnie tak, BRO
Propaganda Records. Aha. 2011
Coś przed Next Levelem, po Next Levelu rozumiesz ?
Aha, ich zdanie pozostanie ich zdaniem, joł ołł

Moich lokalnych wrogów strasznie to boli
Że jako jedyny z nich się wybijam powoli
Czasami dzwonią z prywatnego, robią świetne żarty
Śmieszne jak ich rap, który jest gówno warty
Przepraszam, że sukces jest blisko mnie
Powiedz, gdzie jest twój sukces, no dziwko, gdzie?
Jestem wysoko, ty dalej jesteś nisko, wiesz?
Zazdrość boli i wiem, że jesteś blisko łez
Czuję stres, to naprawdę przykre
Bo na twarzy jesteś twardy, a w majtkach masz cipkę
Ja mam ikrę i gram w innej wadze
Złożyłeś kiedyś podwójnego, chyba przez przypadek
Nic nie poradzę, lubię być bezczelny
Ty udajesz rapera grając jak Zakościelny
Patrz na mnie teraz, kiedy grają te bębny, widzisz scenę?
Ja wiem kto będzie na niej następny

Ref. x2
Złe komentarze nie zapadły mi w pamięć
Choć niektóre twarze piszą mi już testament
Ja biorę kartkę i wylewam atrament
Bo ich zdanie pozostanie tylko ich zdaniem

Mówi, jeden z tych, który lepi styl
Kiedy wchodzę na bit jestem happy jak meal
Biorę muzykę w garść, bo wysoki mam skill
Jeśli dajesz mi szacunek, to przybywa mi sił
Hej, to nowy styl, dla niektórych zbyt fresh
Bo zamyka ryj, kiedy biorę dziś też
Oni zamknęli głowy 2005 wiesz, albo wcześniej
Dlatego mają problem i stres, hej
Mnie chuj obchodzi co mówią ci chłopcy
Mój rap łączy ludzi, to synonim Nokii
Żebym to rzucił, póki co nie ma opcji
Jak Cola 0 nie mam cukru, a jestem słodki
Olewam plotki, mam dobrą pozycję
I nie ulegam zmianom jak waluta na Litwie
Coś ci nie pasi, to wzywaj policję
Ty dzwonisz po posiłki, to dla mnie weź pizzę

Ref. x2
Złe komentarze nie zapadły mi w pamięć
Choć niektóre twarze piszą mi już testament
Ja biorę kartkę i wylewam atrament
Bo ich zdanie pozostanie tylko ich zdaniem

Czemu mu wyszło? To pytanie ciągle ich męczy
Bo zamiast szarych, piszę wersy w kolory tęczy
Nie mam wielkiej ekipy i twarzy przestępcy
Normalny gość, pełen wiary i szczerych chęci
Rap się rozkręcił jak winyl pod igłą
Razem z nim tu hejterzy się kręcą jak śmigło
Siedzą na forach, czy ciemno czy widno
Kompleksy, jakby w więzieniu spadło im mydło
Ja robię hip-hop i to jest niezmienne
Zazdrość u wrogów to naprawdę bezcenne
Jestem solą w oku, oni mówią 'daj spokój'
Bo na to flow nie mogą znaleźć antidotum, joł
Tokuję w serce ambicje tych gości
Bo ja czuję więcej niż otworzę ich głośnik
Ten chory pościg, nie było go w planie
Bo ich zdanie pozostanie tylko ich zdaniem

Ref. x2
Złe komentarze nie zapadły mi w pamięć
Choć niektóre twarze piszą mi już testament
Ja biorę kartkę i wylewam atrament
Bo ich zdanie pozostanie tylko ich zdaniem
Jak nie teraz to, kiedy? Weźmiesz się w garść
Jak nie teraz to, kiedy? Będzie cię stać
Jak nie teraz to, kiedy? Na co liczysz?
To dla ziomów spod klatek dla tych z ulicy [x2]

[Żółf]
Biorę w garść się
Biorę w garść je
Chce mieć hajs wiesz
Chcesz mieć hajs też
To nasz czas jest nie?
To, kiedy? Gdzie? Jak nie dziś tu
Kiedy on straty liczy już maminsynku idź mi w pizdu
Trzeba zaryzykować żeby zyskać
Trzeba coś kreować żeby przetrwać iść tak
Żyć jak chce się
Złotą karta kupisz ciuch na złotą jesień
Lexa auto znać jak własną kieszeń pełną monet
Trzeba na to robić już ostatni dzwonek
Co jest słysz mnie to jest dziś ten dzień
Dziś ten dzień twojej osoby a ja błyszcze
Na tle klatek ze swoimi dziwne od zawsze tu stoimy inne
Marki na ciuchach niż wiesz kiedyś teraz kminisz
Do przodu ze swoimi finisz
Licz się by z tobą się liczyli chcesz mieć, czyli być
Wiesz trzeba się wysilić wtedy git jest

Ref
Jak nie teraz to, kiedy? Weźmiesz się w garść
Jak nie teraz to, kiedy? Będzie cię stać
Jak nie teraz to, kiedy? Na co liczysz?
To dla ziomów spod klatek dla tych z ulicy [x2]

[Ekonom]
E do k do o do nom
To ziom
Chyba znasz mnie
Myślisz trochę jak nie?
To, kiedy zaczniesz
Wychodzić myślami poza tą osiedlowa ławkę
Zamykasz krąg to błąd no i to jest straszne wierz mi
Bo ja się patrzę na tych, co od niej odeszli i zrozumieli to
Po to by móc popłynąć z prądem
A ty brodzisz dalej głąbie
Nie rozumiesz nic a w ogóle to chyba nie chcesz wiesz
Wydaje ci się, że pieniądze spadną z deszczem nie?
Ty nie masz alternatyw to raczej śmieszne
Sam pokonałem drogę spod bloku dotąd gdzie jestem
I dzięki temu nagrywamy trzecią płytę wreszcie ziom
Ty może też coś zrobisz zmierz się, co?

Jak nie teraz to, kiedy? Weźmiesz się w garść
Jak nie teraz to, kiedy? Będzie cię stać
Jak nie teraz to, kiedy? Na co liczysz?
To dla ziomów spod klatek dla tych z ulicy [x2]
Mogę pokazać ze ten świat z biegiem lat siebie zna coraz gorzej,
Poradź boże jak z tym żyć tu?
Pokaż co jest warte zmysłów?
A gdzie granica żartem w czyśćcu?
Jak chcesz być złu oddany raczej pysk stul.
Wygrzany naród chce dolarów i euro bo tylko w tym widzi cel ziom.
Nie pierdol ze przeszłość nie gra roli.
Tu alkoholizm miłość do aureoli.
Woli zbawców nie twoich.
Stworzył nas bóg nie komis.
Trzeba myśleć bo z nieba nic nie spadnie.
Proporcjonalnie do nieba to jesteśmy na dnie.
Raz daj mi szanse a ją wykorzystam!
Choć to zabrzmi łatwiej niż ci co dają wykład,
jak wytrwać gdy sami kładą łapę na zasiłkach.
Ten kicz ma granice przyznasz?
To my młoda wiara domniemani przestępcy.
Ze szczęściem na ogół pogrzebani na jezdni.
Pojebany wierz mi jest ten świat pełen stwórców.
Życia smak wciąż ten sam na podwórku
mmm.. ten sam, inny dotknij.
Czujesz powietrze to tlen bezrobotnych,
czas monotonnie i jak tu istnieć?
Płynie litr za litrem w końcu na swoje wyjdzie.
Wierzę w to ja, ty pokolenie wszyscy!
Tu chce żyć będąc spokojny o siebie i bliskich !

To czas..
To pieniądz ..
Więc nie drzyj ryja
Jak pieniądz to killer
A czas nas zabija..
Z odzysku…

Oddam życie za to co kocham za to co bliskie.
Poddam misje swoją tej próbie by istnieć.
To jest twój hajs czas go pobiera z odzysku.
Przecież nikt nie chce mieć skurwiela w nazwisku.
Dziś umiera fiskus rządzi prawo pięści!
Bądź mądry na co prestiż niewolniczej agresji?
To my młoda wiara domniemani przestępcy,
pierwsi do życia a ostatni do śmierci.
Tu dziury nie wywiercisz w poszukiwaniu złota,
bo ten kraj jest najlepszy w oszukiwaniu chłopak.
Daj mi szanse tak jak chce nic więcej.
Wynajmij kawalerkę po chuj mi basen, bejce (BMW)
Potem z czasem na piętrze.
M4 podejście, szczerym być to po pierwsze!
Stres ten towarzyszy nam od lat.
Bo życie niczym boks lecz chuj kogo nasz knock down!
Tego co kocham nie oddam moja duma, honor .
Cokolwiek bądź sobą i świat zdobądź...

To czas..
To pieniądz ..
Więc nie drzyj ryja
Jak pieniądz to killer
A czas nas zabija..
Z odzysku…
Yo, aha ,ta!
VNM, Yo

W mikrofonie dziś, moją całą legendę spisz
Książki autor VNM Denver bit
Nie braknie weny mi
W Polsce jestem number one jak Public Enemy
Kumasz? one one one
Ciągle chuja kładę na chłam
Pije właśnie za sample i dźwięki na midi
Siadaj ze mną i pij jak [?]
Twoi kumple to najlepsi raperzy? wbij na krzywy
Ci raperzy wgrali się mi na CD
Ze mną Smarki, W.E.N.A kilku ich jeszcze mam
Ty jesteś jak ten kurwa strażak, jesteś Sam
Kiedyś była Molesta i Skandal wiesz?
Później 3H Warszafski Deszcz
Później podwójne jebnął, Pezet na Volcie lał bodziec
Wiesz projekt jest w drodze, projekt jest w drodze
Później Eis i Mes
Później jeszcze kilku, którzy zrobili gorszy rap ale lepszy cash
Albo dobry rap i kiepski cash
Ten cash każdy chce go tu mieć
Ty pierdolisz, że twój rap nie jest na sprzedaż, ty głupi
Jesteś cipką weź lepiej idź się upić(wypierdalaj)
Czemu nie jest na sprzedaż? twoje CD z dupy
Nie jest na sprzedaż, bo i tak go kurwa nikt nie kupi
Fani rapu chcą metafor, a nie pierdolenia
Ale nie kradnie metafor ode mnie Peja, nie
Nie kradnie metafor od [?]
Twoje metafory jak twoi fani, ty ich nie masz
Twój rap to teatr cienkich aktów
Artysto ja wystawie ciebie do wiatru
Spale twój teatr, przywyknij do tego tu faktu
Że jesteś artystą ze spalonego teatru
Puenta książki, jak byś chciał tu beef
Dziś diss na mnie to jest auto diss
I nie pytaj mnie czy jeszcze oddech ci na tracku zabiorę
Możesz na mnie liczyć jakbym był kalkulatorem

Ta, ta książka to jest moje osiem płyt
osiem płyt na nielegalu
osiem płyt kurwa przez osiem lat, aha ta
To jest moja ostatnia płyta na nielegalu, rozumiesz?
kocham to ale nie mam czasu na to stary, ta
są w życiu ważniejsze sprawy niż to, ta
teraz jest czas żeby poważnie myśleć o życiu
zadbać o rozwój, ogarnąc hajs kurwa, kumasz?
może kiedyś to skumasz
na razie zamknij książkę, odłóż ją na półkę
za kilka lat zetrzyj kurz, przeczytaj ją znowu
VNM Na Szlaku Po Czek
Nara
[Gural]
DJ płytami szur-szura, morze owacji
W ręku trzymam sure Shure'a, mistrz celebracji
Podgryza szczur szczura w rapowej nacji
Pogonię ich jak Stuhr Stuhra w "Mistyfikacji"
Rządzi purpura u nas na stacji
Mówi Gural lub burak, pan afirmacji
Płonie gruda, pachnie kurkuma tu na kolacji
Robimy bunt w murach, robimy boom w furach
Kurwa! My robimy ciężki gnój
To dla ludu, dla mejdżersów wielki chuj
Wielki ból, wielki pumpers
My zbieramy wielki plon z miejskich pól
Muzyka miast, to dla osiedli Tour de Pologne
Kurde balans skąd ten skurwiel bierze ten flow
Pierdolę tani lans, bo wynik znam z góry
To siła kultury! To kolor purpury!

Na pewno nie jestem wielkim mięśniem
Nie jestem również tym, kim wydaję ci się
Pierdolę po złote runo wyścig
Za to kolor purpury wciąż kusi mnie
Na pewno nie jestem wielkim mięśniem
Nie jestem również tym, kim wydaję ci się
Pierdolę po złote runo wyścig
Za to kolor purpury wciąż kusi mnie
Kusi mnie...

[Rafi]
Mamy rap koloru purpury, chcesz to go bierz
Bo wokół chłam, który ma kolor szikoszarobeż
Ten wyrobiony styl spada z góry na was z deszczem
Jestem wieszczem, a każdy tu rym jest jak dziki zwierz
Jak kładę go na bit, kto tu robi gnój? A co?
I chuj ci do tego czy mi za to kurwa płacą
Nie lada ladaco, muzyka życiem i pracą
Powinieneś o tym wiedzieć jeśli jesteś takim znawcą
Słowa nad głowami świszczą jak kule
Piszczą szmule i tym z zawiścią w oczach skaczą gule
Podpowiem czule, że zgarniamy tu całą pulę
Szpadyzorzy z PDG loży, którzy nie śpią w ogóle!

[Sheller]
Kiedy oni się boją - stają, my dusimy na gaz
Słabi raperzy są jak prawo - łatwo ich złamać
To my robimy hałas, SLAM! niczym Onyx
Wiesz o co chodzi, nikt nam tego nie zabroni
Nie od dziś twój faworyt psuje głowy jak ten teges
A jak to robię? To już nie twój interes
Wjeżdżam jak Mercedes, jak pierdolony Ghost Rider
Uprawiam szpadyzorstwo niczym Mass Cypher
PDG za majkiem, to hula pośród ulic
To rap bez barier, co kręci bardziej niż Mila Kunis
Mały urwis, hultaj, huncwot
P O Z N A N z kreską, wali w twój boombox

[Gural]
Na pewno nie jestem wielkim mięśniem
Nie jestem również tym, kim wydaję ci się
Pierdolę po złote runo wyścig
Za to kolor purpury wciąż kusi mnie
Na pewno nie jestem wielkim mięśniem
Nie jestem również tym, kim wydaję ci się
Pierdolę po złote runo wyścig
Za to kolor purpury wciąż kusi mnie
Kusi mnie...

[Ramona23]
To kolor purpury, mówi RY, władca pióra
Jak Gural zaklinam deszcz skacząc po chmurach
Ty chcesz towar z górnej półki czy z pod lady?
Nie dajesz rady, dziś wjechał styl Szpady-Szpady
Pióro w mojej ręce jest jak katana
Tnę nim, siekam, tym flow ocieka twoja brama
Każdy dżentelmen i każda dama
Wie, że ten tlen ma zły wpływ na nas
Jedziesz, jedź z nami, bujamy blokami
Ranimy szpadami, Szpadyzorzy z tego znani
Zanim dotrze do ciebie o czym pierdolę
Wyryję ci moim szponem wielkie "R" na czole

[Koni]
Ja nie jestem tym kim myślisz, na pewno
To gówno już dawno weszło nam w krew ziom
Tego stylu nie kupisz na allegro
To PDG yo, czytaj - czyste srebro
No i pizgam tu na blokowiskach
Rap a prima vista, wjeżdżam znów na piskach
Choć droga śliska, kręta, wyboista
To twardo naginam, więc nie otwieraj pyska
W chuju mam co pomyśli ogół
Nadal w chuj nałogów, które wciągną mnie do grobu
Nadal paru przyjaciół i w chuj wrogów
I za chuj nie powstrzymasz mnie bym brnął wciąż do przodu

[Qlop]
Słońce zachodzące, typy wchodzące na bity
Tu gdzie joie płonące i gorące kobity
I choć nie styka mi na bieżące ty ty
Bez stypy witam w kraju kwitnącej lipy
Tutaj daję na wiwat, czaisz? Szach i mat
Coś w stylu Shyheima, szybko zjebię ci klimat
To nie jak cisza mima, budzę tego co kima
To nie ten co nie kuma, wybacz tak bywa
Brać co swoje, problem w czym znów?
Szybki plan i zmiana w czyn słów
Tu, gdzie podwyżkę mogę dostać tylko czynszu
Chcesz mieć lepiej - nie zazdrość, a winszuj
Nie złoty rulon, a purpury chociaż deko
Jak ja to rozgryzłem, Pluton jeszcze był planetą
Prosta zasada: czyje krowy, tego mleko
I cię życie wkręci bardziej niż w lego

[Gural]
Na pewno nie jestem wielkim mięśniem
Nie jestem również tym, kim wydaję ci się
Pierdolę po złote runo wyścig
Za to kolor purpury wciąż kusi mnie
Na pewno nie jestem wielkim mięśniem
Nie jestem również tym, kim wydaję ci się
Pierdolę po złote runo wyścig
Za to kolor purpury wciąż kusi mnie
Kusi mnie...
Nieskażona polityką, to uliczna barykada
Hardcorowa muzyka, poważanie a nie sława
Nad problemów morzem stoi nasza wielka estakada
Rozpierdala uliczna fala, gorąca niczym lawa
Na poziomie ziomie, bo inaczej nie wypada
Liczył bym, odrzucił się, ale i powaga
Nie tak być powinno, że człowiek się wciąż zmaga
Nic z tego nie ma i szybko wysiada

Czy tak być powinno?
Ktoś bardzo ci bliski ostry numer ci wywinął
Twój najlepszy
ziomek śpi z twoją dziewczyną
Czy tak być powinno?
W waszych wielkich wojnach małe dzieci giną
Pojebani politycy są tego przyczyną
Czy tak być powinno?
Znam paru studentów, którzy siedzą za niewinność
Dostali po trzy lata, sędzia zrobił swą powinność
Takie jest życie, a czy takie być powinno?
Żeby przetrwać do jutra
Musisz wyjść na ulicę i po prostu coś ukraść
Wszyscy dobrze wiecie jak tu nisko można upaść
Nikt się tym nie martwi, do celu po trupach
Czy tak być powinno, że każdy rżnie głupa?
Pięć razy nie mówi moja grupa
Pięć razy nie mówi moja grupa

Nieskażona polityką, to uliczna barykada
Hardcorowa muzyka, poważanie a nie sława
Nad problemów morzem stoi nasza wielka estakada
Rozpierdala uliczna fala, gorąca niczym lawa
Na poziomie ziomie, bo inaczej nie wypada
Liczył bym, odrzucił się, ale i powaga
Nie tak być powinno, że człowiek się wciąż zmaga
Nic z tego nie ma i szybko wysiada

Teraz patrzę na tych ludzi co się zamuleni snują
Na przyćpanych feto-studentów co w kółko kują
Nas z kolei społeczniacy jak wyrzutków traktują
Nie tak być powinno choć nie wszyscy o tym mówią
Chłopak co go znałem, okazał się szują
Osrane małolaty na policji kablują
Pseudo hip-hopowe błazny sławę zyskują
Nie tak być powinno choć nie wszyscy o tym mówią
Ci co grubo zarabiają, wszystko szybko przebalują
Nie mogę się już patrzeć jak dragi ziomków psują
Kurestwa coraz więcej, a ludzie się marnują
Nie tak być powinno choć nie wszyscy o tym mówią
Mundurowe ścierwa nieraz życie ci zatrują
Chcesz innym dać zarobić to okraść cię próbują
Często ci porządni grubo tu biedują
Nie tak być powinno choć nie wszyscy o tym mówią

Nieskażona polityką, to uliczna barykada
Hardcorowa muzyka, poważanie a nie sława
Nad problemów morzem stoi nasza wielka estakada
Rozpierdala uliczna fala, gorąca niczym lawa
Na poziomie ziomie, bo inaczej nie wypada
Liczył bym, odrzucił się, ale i powaga
Nie tak być powinno, że człowiek się wciąż zmaga
Nic z tego nie ma i szybko wysiada

Nie tak być powinno
Długo się nie widzę ze swoją rodziną
Konfident mnie sprzedał z uśmiechniętą miną
Nie tak być powinno
A ludzie siedzą i kminią co było tego przyczyną
Frajer podał łapę z niebieską gliną - tacy niech zginą
Nie ma litości, my ludzie z krwi i kości
Z ulicznej rzeczywistości
Dla ludzi z kryminału, ludzi z wolności
Nawijam krótko, zwięźle i na temat
Lamusowi na okrętę kręcona afera
Firma, jechane dłuższy czas, na ulicy przekazane
Zmień o mnie zdanie
Bo to co słyszysz następne Firmowe nagranie

Nieskażona polityką, to uliczna barykada
Hardcorowa muzyka, poważanie a nie sława
Nad problemów morzem stoi nasza wielka estakada
Rozpierdala uliczna fala, gorąca niczym lawa
Na poziomie ziomie, bo inaczej nie wypada
Liczył bym, odrzucił się, ale i powaga
Nie tak być powinno, że człowiek się wciąż zmaga
Nic z tego nie ma i szybko wysiada

Nie tak być powinno, że sie nogę wciąż podkłada
Pochopnie wbija nóż zamiast najpierw pogadać
Nie tak być powinno, że debil ogniem włada
Nie tak być powinno, elegancja wciąż upada
Nie tak być powinno, że podkłada się wciąż nogę
Czasami pozornie wróg wcale nie jest wrogiem
Jak Kaczy nawijał ja odpowiem przed Bogiem
Otwórzcie oczy, Firma, JP, ogień

Nieskażona polityką, to uliczna barykada
Hardcorowa muzyka, poważanie a nie sława
Nad problemów morzem stoi nasza wielka estakada
Rozpierdala uliczna fala, gorąca niczym lawa
Na poziomie ziomie, bo inaczej nie wypada
Liczył bym, odrzucił się, ale i powaga
Nie tak być powinno, że człowiek się wciąż zmaga
Nic z tego nie ma i szybko wysiada
W związku ze stwierdzonym faktem bezprawnego użycia postaci z książki Stanisława Pagaczewskiego „ Porwanie Baltazara gąbki ” na wulgarnej płycie Los Vatos Locos nieznanego zespołu muzycznego Carramba nie posiadającego wyrobionej marki w kraju i za granicą , zgodnie z prawem dżungli spadkobiercy podmioty produkujące muzikal widowisko TV, film fabularny oraz producent margaryny skazują zespół muzyczny Carramba na karę śmierci .

Ref:Mama mija ija ija, mama mija ija ija, mama mija ija ija...

1. A tu kurwa chuj Baltazar w Meksyku jak Boni i Klaid po co zaraz tyle krzyku. To nie czar par to Baltazar Car zakupił sobie Baltazar nowy niespotykany 10 biegowy BMK 8 jak się pewnie domyślacie , nie znacie prawdy o naszym bohaterze w eterze przepadł jak pisały gazety gówno prawda siaba-daba-daba-da mądry ten kto prawdę zna . Meksyk teraz tu Baltazar urzęduje zakopuje tego kto stanie mu na drodze , srodze - każe każdego przeciwnika więc nie zapomnij modlitewnika gdy na twojej drodze Baltazar stanie wieczne odpoczywanie racz ci dać Panie.

Ref: Mama mija ija ija, mama mija ija ija, mama mija ija ija...

2. Sawiecki sajans od Meksyku kawał drogi , ostrogi - przy butach raczej tutaj nieprzydatne, bezpłatnie zdradzę wam co z Bartolinim przekręcił wszystkich na całej linii . Wtedy nad Wisłą z amunicją w głowie to nie był kucharz panie i panowie, to zwykły sobowtór duplikat, falsyfikat jak murzyn na pasach pojawia się i znika - Bartolini nie do podjebania opanował do perfekcji sztukę zabijania S-klasa Mercedes magnum ciemne okulary teraz kucharz ludzkie życia zamienia na dolary.

Ref: Mama mija ija ija, mama mija ija ija, mama mija ija ija...

3. O mamma mija jakie kurwa zamieszanie kto się nie schowa ten kulkę w łeb dostanie , piękne panie - zmyjcie tapety z ryja nadchodzi Karramba nie podchodź bez kija . Baltazar Gąbka "puzon gąbka trąbka" żyje Baltazar i dobrze się ma powiem jak Liroy "karwa fuck", a pro po bajki to zostałem oskarżony za to, że w moim tekście został znieważony bohater narodowy laureat Nobla Baltazar Gąbka dobra, dobra, dobra i chuj wali mnie to bezgranicznie każdy dobrze wie, że jestem chory psychicznie, fizycznie, historycznie, matematycznie pamiętaj choć kurewsko się namęczysz to nigdy z gówna bata nie ukręcisz ha ha ha ha ha ha ha ha.

Ref: Mama mija ija ija, mama mija ija ija, mama mija ija ija...
Kolejny ranek, leci kawałek singla Dilated Peoples
Wychodzę - winda - parter, jadę po tytoń
Jest chyba czwartek lecz wiesz wisi mi to
Koski otwarte, wchodzę, błyszczy lastrico
Jak mam wierzyć pierwszym stronom
Jak do końca nie wierzę sobie?
Nie ufam pierwszym stronom, może mam fobię
Mam wierzyć mentorom, że mają świat pod kontrolą
Dopóki na kolejny moloch nie spadnie samolot?
Za ladą kolo stał tak jak za Colą Sprite
Wyglądał jakby wczoraj zderzył się z nim Bolo Young
Lub przeżył holocaust - proszę Marlboro Light
Kończę monolog, biorę Marlboro, wychodzę, jest maj
Mija mnie grupa zalana w trupa, z okna gra Tupac
Jest upał, czarny nekrolog wciąż wisi na słupach
Ten kolo przeżył niewiele ponad czterdzieści lat
Cywilizacja mas umiera powiedziałby Szad
Wracam - klucz, drzwi, winda, w mękach na jedenaste
Nie jestem sam, obok panienka, w jej rękach Hustler
Gdzieś z czwartego piętra słyszę gra Basket
Winda stop - żegnam laskę, jadę na jedenaste

Siedzę i gin na tury piję, w mroku oddycha cisza
Jak film w ponurym kinie płynie leniwie czas dzisiaj
Ludzka natura hien każe nam biec po trupach
W miasta konturach ginie wiara, Bóg nas oszukał
Jest po 24 - znów nie mogę zasnąć
W CD'ku grają sample, znów widokiem miasto
Światła pod blokiem gasną, kończy się pościg
Dziesięć pięter, parter, zostają wątpliwości

Jest środek dnia, z bólem głowy, z pełną wody szklanką
Skacowany wychodzę na balkon
Tak witam znowu dzień między trzecią a czwartą
Za dużo alkoholu, wiem, chyba nie było warto
Po prawej miasto przypomina piekło
Po lewej dym z komina - myśli biegną
Mam tyle pytań, gdy wspominam przeszłość
Wtedy godzina przypomina wieczność
Biorę łyk wody, poczym łapię oddech
Zamykam oczy, lecz ciągle czuję pośpiech
Kolejny łyk wody, na drogach korki
Czy to za hajsem pościg jak na Wallstreet?
Po co mi miliony parszywej gotówki?
Gdzie kupię bony na szczęście za złotówki?
Po co mi miliony co nie wypełnią pustki?
Ile jest takich z kasą co żyją w próżni
Po lewej sąsiad wygląda z okna
Pod klatką słodka idiotka znów na plotkach
Już prawie piąta, kończę ten show-time
Czasem nie rozumiem ludzi - wracam do środka

Siedzę i gin na tury piję, w mroku oddycha cisza
Jak film w ponurym kinie płynie leniwie czas dzisiaj
Ludzka natura hien każe nam biec po trupach
W miasta konturach ginie wiara, Bóg nas oszukał
Jest po 24 - znów nie mogę zasnąć
W CD'ku grają sample, znów widokiem miasto
Światła pod blokiem gasną, kończy się pościg
Dziesięć pięter, parter, zostają wątpliwości

Zabieram rękę spod podpartej szczęki
Wstaję, gaszę sprzęt i wyłączam ten bit
Obok łazienki ubieram stare buty i krótkie panterki
Do ręki biorę klucz i dwie puste butelki
Klucz do zamka - przekręcam - klamka
Szara firanka na korytarzu prawie nie wpuszcza światła
Schody, klatka - jakbym to przeczuł - w kieszeni kartka
W ten długi wieczór czeka mnie rejs po przystankach
Bo czasem są dni, że jestem tylko ja i chodnik
To dni kiedy czas płynie jak w samotni
Bo czasem są dni, kiedy zaczynam wątpić
Zbyt wiele pytań, zbyt wiele brakujących ogniw
Czy rzeczywiście instynkt zabójcy w nas jest?
Czeka mnie wolność, czy ten zabójczy azbest?
Kiedy odnajdę wenę, a kiedy znów przygasnę
I czy zostanie po mnie ten twórczy aspekt?
Boże daj spokój, spójrz już po dwunastej
Chcę poznać prawdę, zginę od kul czy zasnę?
Jak się zakończy mój lot nad kukułczym gniazdem
I czy na końcu odnajdę ból czy pasję?

Siedzę i gin na tury piję, w mroku oddycha cisza
Jak film w ponurym kinie płynie leniwie czas dzisiaj
Ludzka natura hien każe nam biec po trupach
W miasta konturach ginie wiara, Bóg nas oszukał

Jest po 24 - znów nie mogę zasnąć
W CD'ku grają sample, znów widokiem miasto
Światła pod blokiem gasną, kończy się pościg
Dziesięć pięter, parter, zostają wątpliwości
Tak się nie robi.
Nie wiesz o tym ?
Tak się nie robi.

Ej !

Pele:
Ziomek podał ci dłoń kiedy byłeś na zakręcie,
A gdy on się potknął obróciłeś się na pięcie.
Nie kiwniesz palcem, jeśli nie dostaniesz czegoś w zamian,
Z takimi jak Ty ja się nie utożsamiam.

Vienio
Współczucia nie ma oszust wspólnika.
Pijany ksiądz znów dzieci dotykał.
Tak się nie robi matka dziecko porzuca.
Ludzkie uczucia, kto tak naucza ?!

Włodi
Żył na krawędzi i lina pękła, spada,
Myśli czy ktoś o mnie pamięta ?
Pisze z piekła listy, czeka na odzew.
Dzwoni słyszy: Ziom nie o tej porze.

Wilku
Nie wiesz ? Czy po prostu nie chcesz wiedzieć,
Co trzeba robić by przetrwać w tym świecie.
Przecież każdy z nas na tym samym wózku jedzie,
Będziesz przegrany jak nie spojrzysz sam na siebie.

Pele
Zerwałeś z szyi pamiątkę kobiecie,
Potem grzałeś srebro w publicznej toalecie.
Suko, prędzej czy później to cię zgubi,
Gdy jednemu mówisz kocham, piszesz smsy z drugim.

Vienio
Otworzył wino z nieswoją dziewczyną.
Alkohol był tej zdrady przyczyną.
Tak się nie robi znowu szukasz zmiany.
Wracałeś furą kompletnie pijany.

Włodi
Tylko spoko dzieciak, gangsterem nie jestem,
A widok Policji napawa mnie stresem,
Bo nielegalnie puszczam dym w eter,
A nie parę z gemby co, kto i kiedy !

Wilku
Nie kłuć się o to co nie warto.
Ugryź się w język bo pycha to marność.
Nie bardzo rozumiesz jak ogarnąć całość ?
Nie tykaj gówna to nie będzie śmierdziało !

Tak się nie robi.
Co Ty o tym nie wiesz ?
Tu każdy odpowiada sam za siebie.
Tak się nie robi.
Nie próbuj zaprzeczyć.
Tak łatwo dziś jest siebie okaleczyć.

Pele
Wysyłasz smsy na swoje czerstwe traki.
Potem pretensje, że pokazują ci faki.
Ej, nie jestem tu od pouczania,co nie znaczy,
Że nie mogę mieć własnego zdania.

Włodi
Bez pracy, ambicji kombinujesz słabo.
U mnie na dzielnicy otoczony złą sławą.
Przypał ! tak o tobie się mówi,
Pożycza hajs, ma problem a oddać nie lubi.

Vienio
Pieszych na pasach faszerują z lękiem.
Chciał podnieść na własną matkę rękę.
Ej siostro brata strzeż sie kurestwa.
Sam trzymasz klucz do bram królestwa.

Włodi
Wyłudzasz pieniądze, udajesz kalekę?
To już nie przekręt. Tfuu. Niech Cię przeklnę.
Mówi o sobie dzielnic bohater.
Znany raper nie znanym podpierdala patent.

Wilku
Łżesz bo się boisz, kłamiesz by mieć spokój,
Pleciesz 3 po 3, fałsz na każdym kroku.
Nie patrz kto gorszy, chcesz lepiej się poczuć.
Tylko nie licznym pieniądz nie przesłoni oczu !

Vienio
Tak się nie robi, przecież znasz dekalog.
Najwyższy z tobą nawiązał dialog.
Miliony ludzi codziennie sie stacza,
Zło które czynisz lubi powracać.

Pele
Zaczepiałeś młodszych, zadzierałeś nosa
W końcu trafiła na kamień kosa.
Przebił się przez garde, przeciął wargę,
A ty poszedłeś do KRP na skargę.

Wilku
Wiedz, że narkotyk i alkohol to zguba ludzkości.
WDZ wita was w rzeczywistości.
Rozpusta, rozwiązłość jak rana gnijąca,
Rób co masz robić i zrób to do końca.

Tak się nie robi.
Co Ty o tym nie wiesz ?
Tu każdy odpowiada sam za siebie.
Tak się nie robi.
Nie próbuj zaprzeczyć.
Tak łatwo dziś jest siebie okaleczyć.
Brahu :
Mimo wszystko jadę przed sie
na zakręcie driftem to życie przypomina bitwę,
żaden bif nie powstrzyma mnie za ambitnie
cisnę, chuj wie wszystkie japy zawistne,
opad dla bliskich, liczymy zyski
Ci co zbierają dowody niech się walą na cycki,
wszystkich, chcieli by nas tu, w świetle oklasków,
pozbawić sznurowadeł i pasków,
jest jak jest, recyklesing norma,
hartuje się co dnia by nie spadła forma
możesz nie wierzyć ale czuje że żyję
zawsze gdy kolejny produkt ściska mnie tu za szyję
życia proza zamiast sielanki groza,
jeśli ma z tym kurwa problem nie pomoże proza
oryginał nie z kartki, mam serce do walki,
zabiera dziwkom głos jak dziewczynką zapałki, ta.

Refren:
Pomimo kłód na drodze mej,
pomimo bólu stresu wiem
przejść muszę przez to całe kurestwo i ..
i radę sobie dać.

VNM :
Mimo że tyle lat nie grali na Vivie MTV mnie,
VNM sam nawijałem imię te,
mimo że wanderzy nim zobaczyli mnie, zabiłem tylu co Steven Segal w Multikinie ej,
mimo że nawet jak masz chore flow i podwojone rymy za show masz kolombro,
ziom ma jakiś fame to foki wolą go
a ty przemierzasz te bloki solo bo
te skillsy to nie fame koleś
masz skillsy ale nie masz promocji, nie fame'u to jest game over,
mimo że to wszystko jest popierdolone
i te hajsy, pytasz kiedy będą one ?
I może że czasu brak, kasy też, czasem brak cały czas grałem ten jebany rap
i synu na dobre mi to wyszło
robiłem to mimo co?
Mimo wszystko!

Refren:
Pomimo kłód na drodze mej,
pomimo bólu stresu wiem
przejść muszę przez to całe kurestwo i ..
i radę sobie dać.

Brahu :
Są tacy co chcą zniszczyć Cię, wyczyścić Cię,
oczernić gdy za bardzo błyszczysz się, piździ, wiem
to zimny świat nie ma litości tutaj,
w moim sercu mróz nawet gdy na zewnątrz jest upał,
ilu chce abyś upadł, nie da im satysfakcji
gdy klękają do fiuta w dworcowej ubikacji,
nie pozwól by niedorozwój wpływał na przyszłość
to wszystko patrz w oczy wszystkim fałszywym pyskom
życie nie bajka jak mini mini,
masz włączonego majka to nie mili vanili
mam tylko jedno życie, którego jestem pewien,
kilkadziesiąt problemów za nimi nowy level
muszę przejść przez to, stawić czoła testom
kolejny dzień kolejny problem
coś mi mówi 'kreśl go'
łeb w górę, odpulam te myśli które mulą mnie, jebać je, mam recepturę, ej

Refren:
Pomimo kłód na drodze mej,
pomimo bólu stresu wiem
przejść muszę przez to całe kurestwo i ..
i radę sobie dać.
Ja mam dosyć
Już nie chce więcej
Ty wypuszczasz dym z papierosa a ja rozkładam bezlitośnie ręce
Mam ranę na wylot
Na wylot ranę mam
Ktoś chwyta mnie za ramie marszczę czoło idę dalej sam
Trzymam kurczowo bebechy
Układam je niezdarnie
Przecieram zmęczone oczy widzę coraz marniej
Podpieram się o ścianę którą dawno pokrył brud, kurz
Padam
Podnoszę się idę proszę przestań już
Już nie mogę dłużej
To boli rani na wylot tnie jak żyletka
Uleciała rozmowa przyjemna i lekka
Na wylot mnie rani pani
Niech pani ma litość już nie chce nie mogę słuchać dłużej
Ja chce rozpłynąć się po ścianach powrócić niewidziany
Powrócić droga na skrót
I rozejść się po katach jak smród
Jak smród
Jak smród

Ref.: Mam ranę na wylot na wylot ranę mam
Mam ranę na wylot na wylot ranę mam
Mam ranę na wylot na wylot ranę mam
Słowa tną jak chcą, uwierają w boku
Słowa tną jak chcą, uwierają w boku

Krakowskie przedmieście nowy świat
Przedzieram się przez tłum ludzi
Ty idziesz za mną
Krok w krok ja w bok ty w bok
Dziurę na wylot na wylot mnie już znasz
Patrzysz się na mnie z politowaniem
Zacząłeś to sam
Wiec masz co masz
Ktoś wpada na mnie śmieje mi się prosto w twarz
Jestem trafiony trafiony pociskiem który wyleciał o tak niechcący prosto z twoich ust
Patrzyłem ci w oczy prosząc o spokój kiedy ty pociągnęłaś za spust
Na wylot
Wkładam rękę gdzieś w okolicach brzucha i drapie się po plecach
Pochylam się i zerkam przez dziurę na świat
Budowany przeze mnie przez parę ładnych lat
Znasz mnie na wylot
Wiec wiesz jak dotknąć mnie od środka i ścisnąć za bebechy
Nie mów nic rozpłyńmy się w fotelu topmy tam duże małe grzechy
Ja nawlekam nitkę na igle by zszyć ciągle świeża ranę
Na wylot
Na wylot dziurę
Trzymam się kurczowo ściany
Obwiązuje ranę sznurem
Obwiązuje ranę sznurem
Obwiązuje ranę sznurem
Obwiązuje ranę sznurem

Ref.: Mam ranę na wylot na wylot ranę mam
Mam ranę na wylot na wylot ranę mam
Mam ranę na wylot na wylot ranę mam
Słowa tną jak chcą, uwierają w boku
Słowa tną jak chcą, uwierają w boku
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo