Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Szósta rano żółta taśma dzieli na dwa ulice
W karetce obok nieustanna walka o życie
Diabeł w nas to żywiciel pierwotnych instynktów
Kolejne tajemnice ciszej zbrodni w budynku
Choć te ściany nic nie mówią to wymowna jest krew
Podziurawione mięśnie tu od biorda po rdzeń
Nie ma odcisków palców, ślady zbrodni czy łusek
Jebać mendy, ich świat to świat lobem wymuszeń
Złoto łowi te dusze na chciwość i ciśnienie
Bo każdy skurwysyn swej próżność ma cenę
Nic nie znajdą, nikt nie robi za darmo
Po prostu tak miało być pieniądz tu rodzi bezkarność
Centrum Łodzi to miasto juz zna taki scenariusz
Przyjedzie CBŚ, wyczyści znaki wypadku
Aresztowany bez świadków, nikt hałasu nie słyszał
Nawet nie widziała sprawcy tego zamachu ulica
Już nikt nie oddycha bez koleżki z karetki
W plastikowym worku bo odwieźli niebiescy
Odrysowane kreski to drugie ciało obok
I tak zbyt długo leżał tu z odjebaną głową
To tylko prolog dla ludzi starej daty
Pięć metrów obok serca wyrwane jak kwiaty
Wiesz, mamy świadomość to nie alfabet mafii
Tu chodzi o honor więc złap jak potrafisz

Co czai się za rogiem?
To walka z wrogiem

Bzdurny zamach
osiedle pierdoliło że to przez tego cwaniaka co kradł kury dla cygana
Byli też łysi w glanach
I zawodowy kiler co też ponoć miał wykończyć tu za pięć tysi drania pod kasynem
Mówiono dwóch nie żyje albo trzech
Ktoś pierdolnął, że ten cygan jest pod maską CBŚ
Chyba miasto czuje stres jak ? z nieba
Tylko szkoda że naprawdę to cygana nie ma
Ktoś wymyślił historie że to ruska mafia
Prędzej many to bys dostał tu do jutra raka
W grubych futrach, czapach mieli przylecieć z Moskwy
Kurwa jak dla mnie to brzmi jak przeciek od siostry
Miało wyjść przyzwolenie w zamian złoto alkohol
Niby tych dwóch miało podpierolić boso monopol
Zdobądź boso Akropol, tyle co do bajek
Jeden mówił że ich znał ale to ponoć frajer
Zostawił wiadomość, na niej adres zamieszkania
Ale kogo no i gdzie jak nic nie było przy ofiarach
Ulica lubi kłamać i robi przy tym hałas
A duma z tych wydarzeń tylko te mity scala
Nic bez nas dla nas, nic o nas bez nas
Bądź spokojny o prawdy ona na pewno przetrwa
W związku ze stwierdzonym faktem bezprawnego użycia postaci z książki Stanisława Pagaczewskiego „ Porwanie Baltazara gąbki ” na wulgarnej płycie Los Vatos Locos nieznanego zespołu muzycznego Carramba nie posiadającego wyrobionej marki w kraju i za granicą , zgodnie z prawem dżungli spadkobiercy podmioty produkujące muzikal widowisko TV, film fabularny oraz producent margaryny skazują zespół muzyczny Carramba na karę śmierci .

Ref:Mama mija ija ija, mama mija ija ija, mama mija ija ija...

1. A tu kurwa chuj Baltazar w Meksyku jak Boni i Klaid po co zaraz tyle krzyku. To nie czar par to Baltazar Car zakupił sobie Baltazar nowy niespotykany 10 biegowy BMK 8 jak się pewnie domyślacie , nie znacie prawdy o naszym bohaterze w eterze przepadł jak pisały gazety gówno prawda siaba-daba-daba-da mądry ten kto prawdę zna . Meksyk teraz tu Baltazar urzęduje zakopuje tego kto stanie mu na drodze , srodze - każe każdego przeciwnika więc nie zapomnij modlitewnika gdy na twojej drodze Baltazar stanie wieczne odpoczywanie racz ci dać Panie.

Ref: Mama mija ija ija, mama mija ija ija, mama mija ija ija...

2. Sawiecki sajans od Meksyku kawał drogi , ostrogi - przy butach raczej tutaj nieprzydatne, bezpłatnie zdradzę wam co z Bartolinim przekręcił wszystkich na całej linii . Wtedy nad Wisłą z amunicją w głowie to nie był kucharz panie i panowie, to zwykły sobowtór duplikat, falsyfikat jak murzyn na pasach pojawia się i znika - Bartolini nie do podjebania opanował do perfekcji sztukę zabijania S-klasa Mercedes magnum ciemne okulary teraz kucharz ludzkie życia zamienia na dolary.

Ref: Mama mija ija ija, mama mija ija ija, mama mija ija ija...

3. O mamma mija jakie kurwa zamieszanie kto się nie schowa ten kulkę w łeb dostanie , piękne panie - zmyjcie tapety z ryja nadchodzi Karramba nie podchodź bez kija . Baltazar Gąbka "puzon gąbka trąbka" żyje Baltazar i dobrze się ma powiem jak Liroy "karwa fuck", a pro po bajki to zostałem oskarżony za to, że w moim tekście został znieważony bohater narodowy laureat Nobla Baltazar Gąbka dobra, dobra, dobra i chuj wali mnie to bezgranicznie każdy dobrze wie, że jestem chory psychicznie, fizycznie, historycznie, matematycznie pamiętaj choć kurewsko się namęczysz to nigdy z gówna bata nie ukręcisz ha ha ha ha ha ha ha ha.

Ref: Mama mija ija ija, mama mija ija ija, mama mija ija ija...
Akurat nie wiem ile wad posiadasz brat tu
znam wszystkie swoje, to je wyraża nastrój
Znów żona mówi mi - Adam nie wariuj
nie było mnie dwa dni i taki bałagan masz tu
Mówiąc pokrótce - się lenię
mogę siedzieć w fotelu tak długo aż zapuszczę korzenie
wtedy czuję jak spada co sekundę ciśnienie
luz mam od rana, może pojutrze się zmienię
Nie muszę siedzieć, mogę poleżeć
wchłaniam niewiedzę z małych torebek
dlatego lenię się w dobrej wierze
ruch jest problemem, oczami zwiedzę
pokój ten teren, czy wstanę? nie wiem
Mogę tylko spać jak na dnie morza płaszczka
z czasu marnotrawstwa wynika boża łaska
Żyje jak miś panda - jem, sram, zasypiam
wybacz jeśli chrapię przez sen - tak oddycham
I co, że mnie słychać? taki się urodziłem
godzin, które przesypiam nie liczę na siłę
Noc? dzień? nieważne póki nie obudzą nas
dedykowane wszystkim tym co lubią spać

[x2]
Mógłbym całe życie tylko leżeć w łóżku
śniadania, obiady, kolacje do stóp tu
A jeśli się okaże, że mam na to czas
podróżuję w snach, no, bo kocham spać

Krzycz hoou jeśli kluby lubisz brat
albo śśśśśś jak kochasz spać
Krzycz hoou jeśli kluby lubisz brat
albo śśśśśś

Kiedy zaczynam ziewać - wiem czego mi trzeba
to przez tlen i ogień co niemoc podgrzewa
Przelot do nieba i to w przyśpieszonym tempie
powieki ciężkie, jestem zawieszony we mgle
Nic mi się nie chce, to chyba dobrze
bo nic nie muszę dzisiaj, gibam na pościel
to mi da troszkę relaksu, mam nastrój
po co mi gnać tu na złamanie karku?
Na zegarku trzecia i znów mam apetyt
na sny nie z tej planety
nieważna odległość czy punkt czasowy strefy
ja mogę się tam znaleźć, bez pomocy rakiety
wyjść nocy naprzeciw
Nim się obudzę wierzę w tę chwile
co dają mi luz, by jeszcze poleżeć godzinę
poleżę - nie zginę, jeśli mam na to czas
dedykowane wszystkim tym co lubią spać

[x2]
Mógłbym całe życie tylko leżeć w łóżku
śniadania, obiady, kolacje do stóp tu
A jeśli się okaże, że mam na to czas
podróżuję w snach, no, bo kocham spać
[Żółf]
Każdy szatan ma dwie twarze i potrzebuje ognia
Zobacz ćwiara to płonąca pochodnia
Podpalasz skały i już kropla cieknie
Wciągasz ten dym i od razu bledniesz
Kiedy to przerwiesz od razu moja zachęta
Niby brązowa skała, ale inteligentna
Niejednego wyjebała już przekręta
Zobacz chłopak pęka
Bo najpierw dziabał żeby się pobawić
Teraz dziabie po to żeby ślad zostawić
Kawał folii nie pytaj, na czym
Odpowiedzi się raczy
Ale zaznaczy po cichu nie jest kotem
Teraz na brązowe wydaje całą flotę
I możesz mieć mnie a nie jego za idiotę
Że uważam, że szatan robi dobrą robotę
Bo wiem, że to boli kiedy patrzy się że
Kolejny łepek łapie folię i razem z nią łamie się
Ale wiem też, że ćwiara pomaga
Komu? Nie palącym pokazując tego, co nie domaga
Uwaga zostanie sam na życiowym szlaku
Wciąż w trwającym obłędzie mijany na deptaku
Jako powietrze istniejący bez setek chłopaków
Kiedyś mający cos do powiedzenia
A dzisiaj nikt z nich go nie usłyszy
Choćby nie wiem jak krzyczał
Przecież pytają się czy pali on powiedział, że nie
I dalej w to brnie nie odmawiając diabelskiej sile
Naiwnie kłamiąc, że nie pali już tyle a tyle
A co dzień rozwijając nowe mile alufolii
Zatracając się nie powoli tylko w zawrotnym tempie
Ze smakiem zdechłej ryby w gębie niepewnie idąc
Chwiejnym krokiem z prawdziwych szydząc
Widząc, że ludzie z okien niby nic nie widzą a to błąd
Biega za kroplą to urywaj się stąd
Co za przyjemność wymiotuje kiedy czuje ten swąd
Swój błąd chcesz naprawić cofnąć ten krok nie da rady
Już za późno dla ciebie to szok to trudno
Takie jest życie to nie jest przesada
Mówisz biały chuj prawda brązowy śnieg pada
Więc kryj się, bo kogo zasypie ten odpada

[Ekonom]
To dla mnie kurwa abstrakcja
Dlaczego dla ciebie jedynie ćwiara to atrakcja
To zła transakcja
Płacisz zdrowiem za przyjemność
Nic nie możesz zyskać
Najwyżej bezsenność
Stracisz osobowość cenną
Właśnie taka jest kolejności coraz bardziej się wciągasz
Z niedowierzaniem później w lustro spoglądasz
Zobacz jak ty wyglądasz
Przegrywasz wniosków nie wyciągasz
Wyrywaj to alternatywa
Kropla pływa po folii
A chłopaków to boli
Musisz sam chcieć się wyrwać spod jej władzy i kontroli
Wybierz tę dobra stronę cały czas ostrożnie idź
Szare bloki pogrążone przez aluminiowy kicz
Będziesz jarał to twój koniec z tym się licz
Licz się z tym
Ja na twoim miejscu nie chciałbym być w cugu
Nie mieć koleżków tylko masę długów
Chcesz przestać to próbuj hera przeciw tobie zmowa
Widzisz, co robi folia aluminiowa
Nie każda osoba z tego wychodzi na pewno
Nie widzi ile to trwa a lata biegną
Twarze bledną człowiek cień
Nie chcesz tracić życia to się zmień

[Ziaja]
Nie mogę patrzeć jak Hera
Coraz więcej ludzi mi zabiera
Widzę jak brązowa era zawładnęła tym światem
Tego gówna nie dotykają tylko głowy kumate
A ci, co dotknęli raz srebra spisani są na stratę
Brąz robi z ciebie szmatę i charakter wyniszcza
Pożera twoją osobowość aż zostają tylko zgliszcza
Lepiej zapalić blanta bo w każdej kropli bestia drzemię
Zrobisz z siebie niewolnika wdychając diabelskie nasienie
To nie tylko pouczenie historia z życia wyjęta
Być może sam słyszałeś, co blacha zrobiła z nie jednego klienta
Patrzysz na pacjenta i co widzisz żywego trupa
To człowiek bez przyszłości za ćwiarę obciągnąłby druta
Czy jeszcze ci nie mało czy nie zrzędła ci mina
Zapamiętaj heroina to zagłada jak Hiroszima
Pochłania tyle ofiar, że aż przechodzą mnie dreszcze
Boże chroń mnie i ziomków przed śmiercią i brązowym deszczem
Który leje nad miastami i szare bloki zalewa
Po tym ludzie padają szybko i łatwo jak drzewa
Nigdy nie zechce spróbowania, bo mam instynkt przetrwania
Widzę jak zaszczepionym kropla oczy zasłania
Potrzeba szprycowania zasłania wszystkie twoje myśli
Wielu w to weszło zauważ, że już z tego nie wyszli
Opada aluminiowa krata a za nią ty stoisz
To więzienie tego świata powiedz, dlaczego to wolisz
Potem szlochasz na ramieniu, gdy ziomek pyta cię jak leci
Pozostajesz w odosobnieniu zaplatany w srebrne sieci
[Fu]
zawiść na twarzach, ta, kłótnie w bazach
ta słyszę dŹwięk wojny w rozbitych wazach
ta, uważaj człowieku epidemia nazar
ta, wojna o hajs zawinięty w gazach
tracisz rozsądek puszczając złote w hazard
biada temu co nie uważa
polityka w Polsce ludziom zagraża
propaganda, kłamstwo się rozmraża
*****ć pedałów na ryj kamienie
teraz zamienię w proch te kurewskie nasienie
ta, hardkor jest i był zawsze ze mną
nie próchnieje jak szlachetne drewno
skarabeusz jest sprawą pewną
imperium zła to jest ogniwo jedno
symbol niszczący zło to wiem na pewno teraz
tam rządzą gangi raskols nowa gwinea
dzieci z bronią w ręku to nie Montreal
tam kokaina rządzi krwawa mery hera
wszyta w mozgi jak wszyty jest esperal
to świat gdzie Boga dotyk nie dociera
skala przestępczości wciąż cyfry nabiera
śmierć, śmierć swoje żniwo zbiera
na tamten świat zabiera
denat ponad prawem desperat degenerat
Sokół, Fu, Rocca, Fu o treści złej referat!

złość teraz przelewam na papier
imperium zła na rozwojowym etapie
wirus ludzki w gardło drapie
mentalność ludzka zawarta w naszym rapie

złość teraz przelewam na papier
imperium zła na rozwojowym etapie
wirus ludzki w gardło drapie
mentalność ludzka zawarta w naszym rapie

[zwrotka Rocca]

[Sokół]
było ciężko, paru z góry założyło
że są straconymi ludŹmi, ludzie są różni
bierz to, co ci podsuwa Bóg
zamiast myśleć wciąż, co byś mógł, gdybyś mógł
patrz Wojtuś, Sokołku, nie jest Źle
tak mówiłem do siebie, nie mając gdzie przekimać się
dziś wciąż przy swoich tkwię poglądach
jakiś grosz mam na ciuchach, więc muzyka jest wolna
jak zwykle nie interesuje mnie, czy łykniesz
czy skrytykujesz nas, jak recenzje, przywykłem
jakimś cudem ZIP Skład jest, wielu padło
czy jest ktoś, kto przeszedł suchą nogą bagno?
też czyniłem zło, Boże przebacz
niech wybaczą nam ci, którzy dali się wy...
za*****lam wciąż z saperką
przekopuję front, wielu Zipów jest ze mną
każdy z nas położy cegłę następną
i zbudujemy mur, dziadostwo na zewnątrz
niech rozwija się każdy dobry chłopak, ta
niech zarabia się sos na tych blokach, ta
niech przyjaŹń na tym nigdy nie ucierpi, nie
normalni nie znaczy przeciętni
nie łudŹ się, ten rząd rozwój *****i
weŹ nie *****, bo zostaniesz jak oni

złość teraz przelewam na papier
imperium zła na rozwojowym etapie
wirus ludzki w gardło drapie
mentalność ludzka zawarta w naszym rapie

złość teraz przelewam na papier
imperium zła na rozwojowym etapie
wirus ludzki w gardło drapie
mentalność ludzka zawarta w naszym rapie

[Olsen]
choć wcale nie chcę, moja dłoń sięga po pilot
mamy problem znów: kilka ton przerzuciło kilku
po kilka kilo przez nasze lotnicho
tylko cicho! cśś! nic nie może się wydać
kolejne wieści to temat Ameryka
tam ktoś wzdycha, a kogoś cieszy ten potop
Nowy Orlean zalany głęboką wodą
czarnoskóra społeczność traci dachy nad głową
getta chłoną ofiary nieszczęść
jak sekta robią im w bani sieczkę
ulice dają pracę, trudnią przestępstwem
potem już niekoniecznie jest czas na ucieczkę
zmieniam kanał: znów wybierzcie marionetkę
by została nowym prezydentem
a pretendentem na to miejsce prawie całe byłe SB
lecę dalej, nie chcę słuchać obietnic
co jeszcze zdążyło się od wczoraj spieprzyć?
w kraju klęski, ciągłej politycznej wojny
czuję się osaczony, a przecież jestem wolny
na szczęście w tym momencie wy*****ło korki
51 stan Polska, realizm nie fikcja oparta na paradoksach,
sterowany handel naszymi uczuciami,
dozwolony owoc, przechodzimy przez to sami,
koncertowy dumping praca na własny rachunek,
kicz prowokacyjny który psuje wizerunek,
rakotwórcze środowisko, ostry balet w kuluarach,
musisz radzić sobie sam, wiara w nich przestała działać,
uwłaszczenie, wywłaszczenie, dociążenie co jest grane?
Starasz się jak możesz, a tu znowu przejebane,
triumf zbiera ignorancja, populizm, pieniądz guru,
51 stan emancypacja rozumu,
spisane dzieje głupot, przesiane są miłością,
nasze własne inferno, bardziej przesiane nicością,
mocniejsze raporty, iskra za iskra na stykach,
płacąc za błędy elity pytasz z czego to wynika,
teatralizacja osób na najwyższych stanowiskach,
szukasz na to metafory, niema takiego zjawiska,
krótki sen o miłości, w jednej chwili nas zamyka,
51 stan taka polska Ameryka.

Żyjesz tu ,widzisz to, nic nie jest ci obce,
nie po to aby ogrzać tyłki co dzień wschodzi słońce,
mieszkam tu, widzę to, nic nie jest mi obce,
chyba za te wszystkie dni tak kochamy nasza Polskę.

To nie sen, wszystko na twoich oczach,
rozgrywa się tu dramat, musisz dobrze się przyglądać,
możesz być zaślepiony i nie widzieć tych ran,
taka polska Ameryka 51 stan,
ej w całej Polsce mnóstwo obojętnych osób,
jeszcze więcej idiotów, których dopuszcza do glosu,
świąt zepsucia chaosu, ty próbujesz znaleźć sposób,
w kraju pełnym patosu wszyscy idą w stronę sztosu,
kraina smutnych ballad, beznadziei, krętactwa,
bawiąca do łez dramaturgia prostactwa,
kryzys ponad wszystko, krwawe prawo bez honoru,
które zatrzymuje wiarę tworząc siec rożnych zatorów,
zdrowa terapia bez ofiar, ile masz ze zwierzęcia,
najpierw do własnej kieszeni retuszując jako ciecia, b
rak zajęcia, frustracja, lustracja, defraudacja,
kumoterstwo, nominacja, schorowana biurokracja,
po której stronie racja, ile tych trafionych planów,
ile nieudanych prób, robiąc z nas ludzi baranów,
fikcja a gdzie fakty? Wasze polityczne chęci?
Wszystko dawno martwe, jak dawno martwi prezydenci,
niema co się obrażać, żalem nie zmyjesz tej plamy,
po raz kolejny witamy, polskie zjednoczone stany.

Żyjesz tu ,widzisz to, nic nie jest ci obce,
nie po to aby ogrzać tyłki co dzień wschodzi słońce,
mieszkam tu, widzę to, nic nie jest mi obce,
chyba za te wszystkie dni tak kochamy nasza Polskę.

Znowu ściemniony bilans, który ma zataić wszystko,
te wszystkie procedery które są bliżej niż blisko,
zaostrzenie fikcji, przeciw korupcji reklamy,
mówią i obiecują a to puste slogany,
atmosfera skandalu, wszystko z przymrużeniem oka,
polski bazar z dyplomami, nieświadomość w miejskich blokach,
główni aktorzy dramatu, chcą koordynować ruchy,
nasza władza bez wiedzy, każdy coraz bardziej głuchy,
każdy kreci jak może, jak nie widzisz przetrzyj oczy,
już nie raz to widziałeś, i nie raz cię to zaskoczy, z nadzieja bez żalu,
słuchasz kłamliwych relacji, cyka kolejna bomba siejąc ziarno prowokacji,
nie ta rzeczywistość piękna ukształtowana w sondażach,
51 stan który miłością zaraza, polski eksport optymizmu,
zubożała strefa cienia, obietnica- będzie lepiej,
nie jest w stanie nic pozmieniać, napychając kieszenie,
myślą mamy jeszcze czas, witam w ukochanym kraju,
Rzeczypospolitej lewych kas.
Posiadam 67 593 pojazdy.
Porsche, Ferrari, Renault, Mitsubishi, Toyoty,
...... , Trabanty, Żuki, małe Fiaty i Mazdy x2

Rozbijam się po pustym mieście,
rozbijam się po pustym mieście,
nareszcie permanentnie 200,
rozbijam się po pustym mieście,
nareszcie permanentnie 200,

Wożę się tak i sobie myślę
ludzi już nie ma, reklama, ciągle śmieci.
Reklama, gówno, śmieci zostaną po nas,
gdy nasze dzieci powybijają sobie zęby bombami.
Nie róbmy sobie wstydu przed bogiem i kosmitami.
Ruchajmy się z hipopotami, kotami albo przynajmniej z prezerwatywami!
Yyyyyy... Czy nie?
Jak nie teraz to, kiedy? Weźmiesz się w garść
Jak nie teraz to, kiedy? Będzie cię stać
Jak nie teraz to, kiedy? Na co liczysz?
To dla ziomów spod klatek dla tych z ulicy [x2]

[Żółf]
Biorę w garść się
Biorę w garść je
Chce mieć hajs wiesz
Chcesz mieć hajs też
To nasz czas jest nie?
To, kiedy? Gdzie? Jak nie dziś tu
Kiedy on straty liczy już maminsynku idź mi w pizdu
Trzeba zaryzykować żeby zyskać
Trzeba coś kreować żeby przetrwać iść tak
Żyć jak chce się
Złotą karta kupisz ciuch na złotą jesień
Lexa auto znać jak własną kieszeń pełną monet
Trzeba na to robić już ostatni dzwonek
Co jest słysz mnie to jest dziś ten dzień
Dziś ten dzień twojej osoby a ja błyszcze
Na tle klatek ze swoimi dziwne od zawsze tu stoimy inne
Marki na ciuchach niż wiesz kiedyś teraz kminisz
Do przodu ze swoimi finisz
Licz się by z tobą się liczyli chcesz mieć, czyli być
Wiesz trzeba się wysilić wtedy git jest

Ref
Jak nie teraz to, kiedy? Weźmiesz się w garść
Jak nie teraz to, kiedy? Będzie cię stać
Jak nie teraz to, kiedy? Na co liczysz?
To dla ziomów spod klatek dla tych z ulicy [x2]

[Ekonom]
E do k do o do nom
To ziom
Chyba znasz mnie
Myślisz trochę jak nie?
To, kiedy zaczniesz
Wychodzić myślami poza tą osiedlowa ławkę
Zamykasz krąg to błąd no i to jest straszne wierz mi
Bo ja się patrzę na tych, co od niej odeszli i zrozumieli to
Po to by móc popłynąć z prądem
A ty brodzisz dalej głąbie
Nie rozumiesz nic a w ogóle to chyba nie chcesz wiesz
Wydaje ci się, że pieniądze spadną z deszczem nie?
Ty nie masz alternatyw to raczej śmieszne
Sam pokonałem drogę spod bloku dotąd gdzie jestem
I dzięki temu nagrywamy trzecią płytę wreszcie ziom
Ty może też coś zrobisz zmierz się, co?

Jak nie teraz to, kiedy? Weźmiesz się w garść
Jak nie teraz to, kiedy? Będzie cię stać
Jak nie teraz to, kiedy? Na co liczysz?
To dla ziomów spod klatek dla tych z ulicy [x2]
Mogę pokazać ze ten świat z biegiem lat siebie zna coraz gorzej,
Poradź boże jak z tym żyć tu?
Pokaż co jest warte zmysłów?
A gdzie granica żartem w czyśćcu?
Jak chcesz być złu oddany raczej pysk stul.
Wygrzany naród chce dolarów i euro bo tylko w tym widzi cel ziom.
Nie pierdol ze przeszłość nie gra roli.
Tu alkoholizm miłość do aureoli.
Woli zbawców nie twoich.
Stworzył nas bóg nie komis.
Trzeba myśleć bo z nieba nic nie spadnie.
Proporcjonalnie do nieba to jesteśmy na dnie.
Raz daj mi szanse a ją wykorzystam!
Choć to zabrzmi łatwiej niż ci co dają wykład,
jak wytrwać gdy sami kładą łapę na zasiłkach.
Ten kicz ma granice przyznasz?
To my młoda wiara domniemani przestępcy.
Ze szczęściem na ogół pogrzebani na jezdni.
Pojebany wierz mi jest ten świat pełen stwórców.
Życia smak wciąż ten sam na podwórku
mmm.. ten sam, inny dotknij.
Czujesz powietrze to tlen bezrobotnych,
czas monotonnie i jak tu istnieć?
Płynie litr za litrem w końcu na swoje wyjdzie.
Wierzę w to ja, ty pokolenie wszyscy!
Tu chce żyć będąc spokojny o siebie i bliskich !

To czas..
To pieniądz ..
Więc nie drzyj ryja
Jak pieniądz to killer
A czas nas zabija..
Z odzysku…

Oddam życie za to co kocham za to co bliskie.
Poddam misje swoją tej próbie by istnieć.
To jest twój hajs czas go pobiera z odzysku.
Przecież nikt nie chce mieć skurwiela w nazwisku.
Dziś umiera fiskus rządzi prawo pięści!
Bądź mądry na co prestiż niewolniczej agresji?
To my młoda wiara domniemani przestępcy,
pierwsi do życia a ostatni do śmierci.
Tu dziury nie wywiercisz w poszukiwaniu złota,
bo ten kraj jest najlepszy w oszukiwaniu chłopak.
Daj mi szanse tak jak chce nic więcej.
Wynajmij kawalerkę po chuj mi basen, bejce (BMW)
Potem z czasem na piętrze.
M4 podejście, szczerym być to po pierwsze!
Stres ten towarzyszy nam od lat.
Bo życie niczym boks lecz chuj kogo nasz knock down!
Tego co kocham nie oddam moja duma, honor .
Cokolwiek bądź sobą i świat zdobądź...

To czas..
To pieniądz ..
Więc nie drzyj ryja
Jak pieniądz to killer
A czas nas zabija..
Z odzysku…
Lubię słuchać, gdy jest już późno, gdy wszyscy śpią
Kiedy gwiazdy lśnią
I jest cichy cały dom, wtedy piszę
I zagłębiam się w tą ciszę
To, co słyszę, to jedynie wyobraźnia
Cienie straszą, odchodzą, kiedy się przejaśnia
Jest już ciemno, spokojnie, tak jest tylko w baśniach
Gdzieś za oknem w oddali jakiś pies ujada
Zapewne ktoś stoi teraz na rozdrożach świata
Ktoś odkrywa niepojęte sprawy
Jest już późno, piszę...
(Jeszcze nie śpisz mały?)
Jeszcze nie śpię
To nie są rzeczy, które widzę we śnie
Jak odgłosy w mieście, hałasy, zgiełk tłumu
Kolorowe litery gdzieś na wyłomach murów
Czasy królów odeszły, nastały czasy pełne bólu
Piszę o tym wszystkim, by poezji stać się bliskim
Jak ci którzy odeszli, tysiące ludzi
Jest już późno, czas iść spać, z nie marudzić
Czekam, kiedy znowu muza do mnie wróci

Światła miasta już dawno zgasły, jest ciemno
Z długopisem nad kartką spędzam moja noc bezsenną
Warszawy echo, echo wydarzeń z dni ubiegłych
Jak z DVD obrazki, to telinie tekstu z kartki
Noc bez dźwięków żadnych, zupełna cisza
Tylko nierówny oddech słychać i znów
Godzina duchów, by oddać hołd muzie
Nocnych pisarzy, co w dnia nudzie inspirację znajdują
I opisują to później, może być różnie
Może ładnie to wszystko dzisiaj się poskłada
A może nie i finałem będzie kartka podarta, jak Bóg da
Wiem, że ta cisza daje mi komfort, nieźle
Potem nagra się teraz płynie wyraz po wyrazie
Na kartce, a we śnie szukam ukojenia
Teraz wylewam tutaj, co mnie wnerwia
Chwila relaksu, przerwa
I dalej, choć zaschło w gardle
Wieczór, to pora rzeczy poważnych, pieprzę banały
Pisane nocą myśli, nacechowane melancholią
Wiem, że teraz ktoś, gdzieś zostawia myśl się niekończącą
Stawiając pomnik słowem, co od spichrzu trwalszy
Jak Horacy piszę, by czasu upływanie zwalczyć
Mój sposób, by od szarości dnia gdzieś odejść
Swoja krainę z marzeń, budować swoim słowem
Odskocznia od tego, co czeka mnie rano
Nocne pisanie, dobranoc
Nieskażona polityką, to uliczna barykada
Hardcorowa muzyka, poważanie a nie sława
Nad problemów morzem stoi nasza wielka estakada
Rozpierdala uliczna fala, gorąca niczym lawa
Na poziomie ziomie, bo inaczej nie wypada
Liczył bym, odrzucił się, ale i powaga
Nie tak być powinno, że człowiek się wciąż zmaga
Nic z tego nie ma i szybko wysiada

Czy tak być powinno?
Ktoś bardzo ci bliski ostry numer ci wywinął
Twój najlepszy
ziomek śpi z twoją dziewczyną
Czy tak być powinno?
W waszych wielkich wojnach małe dzieci giną
Pojebani politycy są tego przyczyną
Czy tak być powinno?
Znam paru studentów, którzy siedzą za niewinność
Dostali po trzy lata, sędzia zrobił swą powinność
Takie jest życie, a czy takie być powinno?
Żeby przetrwać do jutra
Musisz wyjść na ulicę i po prostu coś ukraść
Wszyscy dobrze wiecie jak tu nisko można upaść
Nikt się tym nie martwi, do celu po trupach
Czy tak być powinno, że każdy rżnie głupa?
Pięć razy nie mówi moja grupa
Pięć razy nie mówi moja grupa

Nieskażona polityką, to uliczna barykada
Hardcorowa muzyka, poważanie a nie sława
Nad problemów morzem stoi nasza wielka estakada
Rozpierdala uliczna fala, gorąca niczym lawa
Na poziomie ziomie, bo inaczej nie wypada
Liczył bym, odrzucił się, ale i powaga
Nie tak być powinno, że człowiek się wciąż zmaga
Nic z tego nie ma i szybko wysiada

Teraz patrzę na tych ludzi co się zamuleni snują
Na przyćpanych feto-studentów co w kółko kują
Nas z kolei społeczniacy jak wyrzutków traktują
Nie tak być powinno choć nie wszyscy o tym mówią
Chłopak co go znałem, okazał się szują
Osrane małolaty na policji kablują
Pseudo hip-hopowe błazny sławę zyskują
Nie tak być powinno choć nie wszyscy o tym mówią
Ci co grubo zarabiają, wszystko szybko przebalują
Nie mogę się już patrzeć jak dragi ziomków psują
Kurestwa coraz więcej, a ludzie się marnują
Nie tak być powinno choć nie wszyscy o tym mówią
Mundurowe ścierwa nieraz życie ci zatrują
Chcesz innym dać zarobić to okraść cię próbują
Często ci porządni grubo tu biedują
Nie tak być powinno choć nie wszyscy o tym mówią

Nieskażona polityką, to uliczna barykada
Hardcorowa muzyka, poważanie a nie sława
Nad problemów morzem stoi nasza wielka estakada
Rozpierdala uliczna fala, gorąca niczym lawa
Na poziomie ziomie, bo inaczej nie wypada
Liczył bym, odrzucił się, ale i powaga
Nie tak być powinno, że człowiek się wciąż zmaga
Nic z tego nie ma i szybko wysiada

Nie tak być powinno
Długo się nie widzę ze swoją rodziną
Konfident mnie sprzedał z uśmiechniętą miną
Nie tak być powinno
A ludzie siedzą i kminią co było tego przyczyną
Frajer podał łapę z niebieską gliną - tacy niech zginą
Nie ma litości, my ludzie z krwi i kości
Z ulicznej rzeczywistości
Dla ludzi z kryminału, ludzi z wolności
Nawijam krótko, zwięźle i na temat
Lamusowi na okrętę kręcona afera
Firma, jechane dłuższy czas, na ulicy przekazane
Zmień o mnie zdanie
Bo to co słyszysz następne Firmowe nagranie

Nieskażona polityką, to uliczna barykada
Hardcorowa muzyka, poważanie a nie sława
Nad problemów morzem stoi nasza wielka estakada
Rozpierdala uliczna fala, gorąca niczym lawa
Na poziomie ziomie, bo inaczej nie wypada
Liczył bym, odrzucił się, ale i powaga
Nie tak być powinno, że człowiek się wciąż zmaga
Nic z tego nie ma i szybko wysiada

Nie tak być powinno, że sie nogę wciąż podkłada
Pochopnie wbija nóż zamiast najpierw pogadać
Nie tak być powinno, że debil ogniem włada
Nie tak być powinno, elegancja wciąż upada
Nie tak być powinno, że podkłada się wciąż nogę
Czasami pozornie wróg wcale nie jest wrogiem
Jak Kaczy nawijał ja odpowiem przed Bogiem
Otwórzcie oczy, Firma, JP, ogień

Nieskażona polityką, to uliczna barykada
Hardcorowa muzyka, poważanie a nie sława
Nad problemów morzem stoi nasza wielka estakada
Rozpierdala uliczna fala, gorąca niczym lawa
Na poziomie ziomie, bo inaczej nie wypada
Liczył bym, odrzucił się, ale i powaga
Nie tak być powinno, że człowiek się wciąż zmaga
Nic z tego nie ma i szybko wysiada
Rap nas zmienia, kreuje, ocenia, wibruje, rap naucza - kapujesz?!

Miasto - makieta, ja przez to jak beta -
rejestrując każdy detal - beton, szkło i metal.
Nie kumają o co nam chodzi ci starszej daty.
Pytają "jakie składy...klimaty...układy?"
To klimaty dla kumatych - tych prawdziwych - dla tych!
Piję za tych! Ja tych ludzi cenie, a ty na tym chcesz się stać bogaty! Ja
tym żyję!
Na tym latam jak Aladyn i zostawiam tym kumatym dylematy lirycznego
akrobaty!
Wkomponowany w rap Szad, Szadego parę rad -
Ej ty! Nie mają umiejętności - miej ty! Nie mają w sobie skromności - miej
ty!
Nie mają godności i litości - miej ty!
Oni nie mają przyszłości na planszy tej nie fair play gry!
Klej słowa - ej - lepiej nie piej - ej - miej litość!!!

Przyszliśmy z nikąd - każdy z własną kliką, oddani bitom i to nas łączy!
Mocna rapowa dawka płonie jak nafta,
gra ta przez te lata sprawia, że trzymam fason lecąc trasą jak Yokohama.
Kolejny etap - nadzieja pijana, by nie popaść w letarg -
to nie talentów przetarg - raczej rajd lemingów!
Wierzę w moc słowa jak w topór wikingów!
Wierzę w umiejętności bez próżności - ta wiara daje mi siłę, rymy
alternatywę.
Idę tym trendem! Każdy ma własną legendę. Nigdy nie będę żył wbrew
sumieniu!
Błędem zbudować eden - gdzie będę sam jeden!
Rap nas łączy. Rap mym lekiem - po trucku wycieczką.
Jestem tylko człowiekiem - rap ucieczką!

Rap nas zmienia, kreuje, ocenia, wibruje, rap naucza - kapujesz?!

Teraz konfederacja absolwentów szkoły patentów - eksperymentów,
słów do waszych głów - orientuj! Zapamiętuj! Tak nie stój - manifestuj!
Wielowymiarowy rap do twoich uszu płynie - testuj!
Jak u Fokusa fenomenalne powierzchnie tnące -
moja pokusa - czwarty wymiar - jasne jak słońce,
ukryte gdzieś w przestrzeni - intrygujące!
Możesz znaleźć go w rapie tu - interesujące!
Razem z trójwymiarowym składem tematy wciąż frapujące,
Z trójwymiarowym składem na trucku sprawy bieżące.
Dolnośląski rap - elementy zwykle pasujące
jak molekularne cząstki swobodnie krążące,
podróżujące by łączyć coś w materiał zwarty!
Nigdy nie byłem zamknięty - jestem otwarty!
W czasoprzestrzeni podróże - nieznane karty,
każdy nowego może odkryć coś - gdy jest tego warty!

Razem z rapem tu jestem, rapem zabijam bezsens,
Null rapem przepity - moje miejsce to bity!
Dwudziestolatek nadal ćwiczy żywy rap z ulicy - na płyty i poprzez klipy
do Was.
To czas na trójwymiarowy towar z pierwszej ręki,
czwórka emce w jednej więzi widzi w rapie sens i zapasy potencji
na czasy kadencji dolnośląskiej konferencji.
Mówię czas na Trzeci Wymiar no i basta! Mówię KASTA - południowy styl
dorasta!
Mówię dobra passa, wciąż rotacja styli!
Nominacja nasza czyli - kim byśmy byli gdyby nie było rapu?
Kim byśmy byli gdyby nie było tego co daje nam satysfakcji gro?
Rap nas zmienia, rap kreuje, rap ocenia, rap wibruje,
nie ma rapu i nas nie ma - kapujesz!?

Zrozumie to cała Polska
Jesteśmy raperami z Dolnego Śląska.
Mówimy o tym, że chodź jest nas tylu,
Każdy ma prawo do własnego stylu.
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo