Popularne piosenki. Polski Hip Hop

[Gural]
Yo
Saluto DonGuralEsko bandyta mikrofonu
Biały Dom dwa tysiące dwa
Sprawdź to gówno ej ej

Hip hopowy filozof PDG mafiozo
Z nową rymów dozą hardcorową hipnozą
O zgrozo pokój wszystkim obozom
Rozpylonym w betonie jak aerozol
Łamie konwencję jak Jackass łamie nakaz
Zakaz obalam jak Chaveza w Karakas
Mam mocy zapas słabi emces nogi za pas
Bo w rymologii ja czarny mam pas
Pełen wypas sieję spustoszenie jak Apache
Rymów pokaz rymów popas sam popatrz
Bit daje kopa wali stopa
Wali werbel synkopa czujesz bit daje kopa
Rymów kopa byłoby fopa byłaby wtopa
Gural to nie gwiazda to zwykły chłopak
Rymów dopał będe kopał będe bronxy żłopał
Do pieca dojebywał mych rymów opał
Będe rymy rypał rymy pykał na przypał
PDG yoo wybuchowy jak niewypał
Słabych Emces będe połykał
Będe sypał rymy z rękawa

Będe dął z płuc miecha kazania rymów jak klecha
Palił THC i chlał Lecha
na jeden rym jechał zawistnym dawał orzecha
do zgryzienia: Gural was pojechał
Macie pecha czeka was długa reha
bilitacja dłuższa niż u dila krecha
Zawiecha bedę jechał na bezdechach
Na rymów bezdroże
Lecz to nie pomoże każdy orze jak może
Choć skurwysyny mają problem że się woże
No i co że rymóje nienajgorzej
W tej walki ferworze w bezdechowej komorze
To walka na rymy jak walka na noże
Hawana G.R.U tu zapuściłem korzeń
Rymy siekam pal-secam w kolorze
Wkurwia cię to że widzisz mnie w telewizorze

Ref: x2
Gural rymmajster wchodzę znów za ster
Bit Rym git z tym kleję jak plaster
Lascah bitmaster dymi soundblaster
P.D.G styl yoo idzie nad miastem

[Gural]
Rada rymów ministrów na blokowisku
Na linii ognia jak Clint Eastwood
Idź w chuj Gural jest tu z porcją wersów
P.D.G klika to załoga rejsu
Interes tu zespół rozkręca wespół
Dyktatura rymów jak Ceausescu
Testuj nas nie stój tak
Inwestuj w rap skurwysynu Gural gra
Nie uciszy mnie nikt z was ani tam ani tu
Zgrani w chuj jak stado Caribu wali w chuj
Nie panikuj Manitu czuwa nad moim Crew
Wali znów jak Canibus a garnitur
W szafie mam radę dam w płucach Amsterdam
Rap gram napierdalam sprawdź Gurala

Ref. x2
Mój ból, nic o nim nie wiesz leszczu,
Gdybyś go czuł, nie gadałbyś bez sensu,
Mój ból, żyjemy jak pies z kotem,
Przychodzi do mnie zawsze, kiedy ma ochotę,
Mój ból, jak nieproszony gość,
Wbija się na krzywy ryj, chociaż nie chce tu go,
Jak pozbyć się go mam, nie wiem,
Jesteśmy zdani na siebie, mój ból.

Jest jak cień, całe życie w cieniu mnie,
Jak płomień płonie wciąż, owijamy jak wąż,
Jest tu kiedy chcę, zanim przychodzi stres,
Raz jak brat, raz jak kat, kiedy przyciska mnie,
Zdejmuje uśmiech, nakłada ból i nawet w półśnie chce żebym go czuł,
Nigdy nie zniknie jak na ciele blizna,
Mój pierdolony, osobisty terrorysta, mój ból,
To najgorsze co ma jak płynąca krew prosto z rozdrapanych ran,
Jest jak przyjaciel z którym blisko,
Gdy leże w jego towarzystwie spadam nisko
Kosa pokazał mi jak ciągnąć mam nosem żar,
Sensem był, każdy gram, który dawał mi hart,
Nie dziw się, kiedy milczę jak grób,
Zabiłbym tą kurwę gdybym tylko mógł

Mój ból, nic o nim nie wiesz leszczu,
Gdybyś go czuł, nie gadałbyś bez sensu,
Mój ból, żyjemy jak pies z kotem,
Przychodzi do mnie zawsze, kiedy ma ochotę,
Mój ból, jak nieproszony gość,
Wbija się na krzywy ryj, chociaż nie chce tu go,
Jak pozbyć się go mam, nie wiem,
Jesteśmy zdani na siebie, mój ból.

Kurwa mać, to jest życia syf,
A nie żadem celuloidowy kit,
Mój ból, chcę go zabić lecz zawsze tu będzie,
Dlatego rąk nie mam we krwi a w atramencie,
Czuję się jak pod ścianą, ty widzisz dobro w ludziach,
Świat jest w porządku, dla mnie to iluzja,
I wybacz, że za dużo nałożę sobie na talerz,
Bo wiesz, nie zawsze szanse miałem,
Wiem jak to jest chodzić boso, życia błoto,
Wiem jak potrafi przylgnąć fałszywy osąd,
Po bliznach na skórze, jak po fakturze mapy,
Zapisane życie, nie jeden losu kaprys,
Nikt z nas nie jest zły, nikt nie jest doskonały,
Każdy z nas jest w coś uwikłany,
Idź swoją drogą, w wrogów wbijam chuj
Kto uratuje mnie przed samym sobą, mój ból.

Mój ból, nic o nim nie wiesz leszczu,
Gdybyś go czuł, nie gadałbyś bez sensu,
Mój ból, żyjemy jak pies z kotem,
Przychodzi do mnie zawsze, kiedy ma ochotę,
Mój ból, jak nieproszony gość,
Wbija się na krzywy ryj, chociaż nie chce tu go,
Jak pozbyć się go mam, nie wiem,
Jesteśmy zdani na siebie, mój ból.
Jesteśmy w sytuacji kiedy każdy patrzy na ręce,
coraz więcej pytań, coraz szerzej rękami się przepycham
kiedyś start był tam, teraz start jest na mecie
nikt nie wita i nikt Cię nie chce,
teraz wszyscy widzą sens w tych liczbach
dziesięć lat temu jeszcze każdy gdybał
jak by to było wkrótce każdy się dowie, wybacz.
Gdzie się podział Daniel ten optymista?
Za bardzo poznałem smak tego życia
miałem marzenia przecież każdy to widział
każdy to słyszał i każdy to nucił,
teraz jestem na skraju dróg i tych zgliszczach
patrząc w otchłań szukam Świat w tych pół litrach
tak czasem to pozwala uciec przed codziennością
czuje jak mnie ludzie osądzą, taa!

Ref.
Na skraju dróg stoję ja nie żałując
żadnego dnia który na mnie splunął
przecież wiemy że te dni się nie powtórzą
Na skraju dróg stoję sam do siebie mówiąc
2x

Na skraju dróg nie ma budek z gadżetami
z tąd nie ma powrotu nawet jak zapłacisz dolarami
tutaj koniec tego nad czym człowiek pracuje
nie ma banknotów, nie ma nic poza nami
tutaj nie ma bramy, bo to żadne Niebo
tutaj nie ma diabła, bo to żadne piekło
docierają tutaj Ci którzy są wytrwali
to ostatni pocałunek z tymi co mnie znali.
nie wiem czy coś jeszcze za tymi drogami
cierpliwie czekam co dalej będzie zemną
między nami mówiąc tam stoję nagi
tam nie ma whisky, nie ma brandy i nie ma baniek
tam jest cisza i spokój końcowy egzamin
tam już nie ma modlitw nie ma fajki do kawy
tam jest wielkie czekanie co się stanie z nami.
na skraju dróg czekam zbuntowany!

Ref.
Na skraju dróg stoję ja nie żałując
żadnego dnia który na mnie splunął
przecież wiemy że te dni się nie powtórzą
Na skraju dróg stoję sam do siebie mówiąc
3x
Kto w życiorysie nieudany dzień zaliczy
Te telefon milczy niezależny odemnie ten fakt
Puść kompakt ileż można track stop zajob
Wytykane wady nic nie dają
Nie zdziałają brak brygady brak gotówki
Urok miasta to urok złotówki
Gdzie jest tłok gdzie zjebane główki może drink?
Od swego nie odmawiam ja nie z tych
W górę kolejny kielich zdrowie ich
Na które dziś nie wyszło mi same straty
Środek ulicy nie ten sam przed laty
Było tak że kikedy planu nie mam to i tak go mam
Poszu-poszu-poszukam-am, poszukam
Liczę tylko na lite równo z bitem
Zawsze razem i, i z codziennym żytem
Może wieczór zaliczę do udanego - nie licz na to
Racja chujnia, nic ciekawego

Nic ciekawego styka na łyk
U mnie nic ciekawego nie
Nic ciekawego styka na łyk
U mnie nic ciekawego nie

Nic ciekawego styka na łyk
U mnie nic ciekawego nie
Nic ciekawego styka na łyk
U mnie nic ciekawego nie

Struny-y głosowe-e zaniedbane-e, zdarte-e
Herbata-a dla mnie-e pozbawione-e
Wolności i fusy-y nie odbierają mi pokusy
Za oknem omnibusy nacierają do szkół
Wędrówka kończy się w pół do
Do kogo kto idzie kiedy gdzie
I tak powtarza się jak co roczna wiosna
Do samochodu, do samochodu droga prosta
Ostatni etap twego snu kończy się na parkingu-u
Zakładu pracy zabiegani rodacy
Dzień za dniem porównują tą sytuację z dnem
Dlatego siedzę macham z maniolami
Jojami nokaut i po bani
Na ślepo po puchar polskich szos
I koniec i każdy zna swój los i numer drzwi ,spada
Ale za to wpada rodzinna gromada
Babcia kuzyn i chrześniaki i tak w kółko i do paki
Rok po roku telewizor, dym idziesz z nim sięgasz wyżej
Do tego świata łatwiej, przyjemniej i bliżej

Nic ciekawego styka na łyk
U mnie nic ciekawego nie
Nic ciekawego styka na łyk
U mnie nic ciekawego nie

Nic ciekawego styka na łyk
U mnie nic ciekawego nie
Nic ciekawego styka na łyk
U mnie nic ciekawego nie
Wieść się niesie wieczorami przy skręcie
po betonowym lesie, życie w pełnym pędzie
w każdym względzie przekręt na przekręcie
tak ma być, niech tak będzie - to zaklęcie
cięcie Gural na PDG okręcie
na bocianim gnieŹdzie w mieście pod napięciem
przegięcie, weŹcie sprawdŹcie to orędzie
jesteście we śnie właśnie w tym momencie
nareszcie wiatru zachodniego nadejście
wejdŹcie, posłuchajcie i doceńcie
przejście bez ściem życie na zakręcie
wierzcie lub nie, ale przekaz ten odbierzcie
bierzcie tekst ten, słyszcie przestrzeń w tekście
wers za wersem ciągle piszę wierszem
przeprze leprze gorsze czy nie przeprze
ja to pieprzę, wiem, że kuzyn wesprze mnie
bez przerw jeszcze bit budzi dreszcze
wreszcie chwyta w kleszcze, koniec streszczeń
wiesz, że zachodnie wiatry najsilniejsze są zawsze
to po pierwsze i najważniejsze
zawsze wchodzę w bit, nie ma żebym nie wszedł
to po pierwsze i najważniejsze
wieść się niesie
to po pierwsze i najważniejsze
Zachodnia część Polski, grubo po 17.00
Dziś związany z mym miastem, rozmyślania nad relaksem
Te wszystkie sprawy poważne na bok odstawić można
I nie bawić się po kosztach, tylko VIPem jak La Costa
By unosił się dokoła brudny zapach pieniądza
Jak na gangsterskich filmach ten przepych dobry deal ma
W głośnikach tick still ma zabawa sprawa pilna
Czy ekscesy przy henesi czarna łycha czy jingi
Nie Ed Ched king ping tylko rozmarzony Rychu
Wytrawny płyn w kielichu, bruda na stoliku
By zapomnieć o odwyku abstynencja nie wskazana
By bounce'owców na kolana zwalić ceną szampana
W którym kąpią się lolity, które tańczą pod te bity
By obalić wszystkie mity to pora licytacji
Ceny ciuchów wakacji, robię przerzut do Francji
W nowej kolekcji Kangola i to nie od sponsora
Rychu wybecalował i to wyobraźnia chora
Podpowiada cenę dolar mocne euro to nie szkodzi
Przecież jesteśmy młodzi dziś apetyt mam straszny
Za 2000 sikor? zbyt tani przecież znasz mnie
Jak lans przez duże L no to kurwa na poważnie
Niejednego rozdrażnię który chciał mieć to na zawsze
A na razie to wyraźnie w atrapach śmiga wariat
Bo dla niego szczyt lans, druga liga kawiarnia
Za 8 koła garniak jakoś mogę się pokazać
Spróbować coś nadać, przecież Rychu to gwiazda
Na niego leci każda zobacz co ma na palcach
Na kciukach odciski od liczenia kapusty
7 lat tłustych nowa era rozpusty
Osaczony przez biusty czyhające na upusty po chirurgicznej korekcji
Chcą wywołać stan erekcji, na korzyść protekcji tani dodatek do pensji
Wsiadam do taryfy i spisuję nowe wersy
Moc monety i presji czy pożarła mnie pycha?
Wiele sugestii, chcesz zapytaj Rycha
P pamięta jak było bez sukcesów wianuszka
Niełatwej drodze do nich bez maminego garnuszka
Póki, co nie grozi puszka mogę dziś się nawalić
Tym sukcesem upić, stać mnie się chwalić
Czy wypada mi tak żyć? nigdy taki nie byłem
Wiem ile przeżyłem, to demonstracja siły
Na siłę zaślepione oślepiłem-oślepiły
Materialne tricki, których ja nie nazwę blefem
Mógłbym tak żyć z życia zrobić uciechę
Podbić od ziomali którzy na ulicy z Lechem
Z nowym na sumieniu grzechem w poszukiwaniu szczęścia
Żyją codziennością, ja nie bawię się w księcia

Rychu Ochudzki pierdolę lans i nadęcia
Prawdziwy R A P ten lans mnie nie nakręca
Prawdziwy R A P ten lans mnie nie nakręca
Rychu Ochudzki pierdolę lans i nadęcia
Taa lans przez duże L
Robię lans ziom…
Robię lans ziom…
Robię lans ziom…
Robię lans…
Robię lans ziom…
Robię lans ziom…
Robię lans ziom…
Robię lans…
Dj BPP,
Kali, Kali, Kali, Kali, Kali, Kali, Kali, Kali.

Kiedy ja kocham Ciebie wtedy nie kochasz mnie
Kiedy Ty kochasz mnie ja nie kocham Ciebie
Kiedy ja kocham Ciebie wtedy nie kochasz mnie
Kiedy Ty kochasz mnie ja nie kocham Ciebie

[Bilon]
Brak równowagi zasiewa ferment duży
Słońce i tak musi wyjść po burzy
Promień osuszy, wilgoć poleci w eter
Jak gorzej być nie może, na pewno będzie lepiej
Znam dobrze stan ten, upadków uniesień
Namiętne lato, też depresyjną jesień
Serce nie sługa, jest ważne czy się ufa
Myślisz nie ona za chwilę będzie druga
To żadna sztuka, dziś szukam zrozumienia
Kochamy się znów, znów kręci się ziemia
Spełnia się sen, spełniają się marzenia
W dobie oszołomienia powróciła chemia
Czystego tchnienia bez przebaczenia nie ma
Bolesna prawda niż cukierkowe kłamstwa
Za pięć dwunasta by była sprawa jasna
Miłość jak czkawka każdego czasem targa

Kiedy ja kocham Ciebie wtedy Ty kochasz mnie
Kiedy Ty kochasz mnie wtedy ja kocham Ciebie
Kiedy ja kocham Ciebie wtedy Ty kochasz mnie
Kiedy Ty kochasz mnie wtedy ja kocham Ciebie

Sytuacja jedna, w odbiorze myśli różne
Ty widzisz kwadratowo, ja widzę podłużnie
Na jednym świecie przyszło i tak nam żyć
Lecz życie bez miłości nic nie jest warte, nic
Sytuacja jedna, w odbiorze myśli różne
Ty widzisz kwadratowo, ja widzę podłużnie
Na jednym świecie przyszło i tak nam żyć
Lecz życie bez miłości nic nie jest warte, nic

[Wilku]
Prawdziwa miłość przetrwa wszystko
Jeśli grasz w te grę, to musisz grać czysto
Wiesz, nie przelicza się wszystkiego na monetę
Pamiętaj, tylko leszcz podnosi rękę na kobietę
Nie czaję tych, co trwają w dziwnych związkach
Kochasz to jesteś, nie to nara piątka
Czas posprzątać bałagan na strychu
Trzeba przeżyć to samemu jak powiedział Rychu
Szczeniacka miłość, to nie dojrzała miłość
Zaufanie, zrozumienie są prawdziwą siłą
Jakby nie było wciąż będę się starał
Przeszłość minęła, dziś już nie nawalam
Cóż takie czasy, dzieci mają dzieci
Porno w sieci z monitorów nęci
Prawdziwa miłość, to nie miłość chora
Masz dość, zmień to, wolna twoja wola

Kiedy ja kocham Ciebie wtedy nie kochasz mnie
Kiedy Ty kochasz mnie ja nie kocham Ciebie
Kiedy ja kocham Ciebie wtedy nie kochasz mnie
Kiedy Ty kochasz mnie ja nie kocham Ciebie

[Kali]
Kiedy ja kocham Ciebie Ty mówisz to nie ma sensu
Co było wypalone jak popiołka pełna skrętów
Za dużo zakrętów, za dużo przykrych słów
Nie chcesz dzielić ze mną życia, nie mamy podobnych snów
Kiedy Ty kochasz mnie ja mówię 'daj spokój skarbie'
Brakuje mi już sił, przez Ciebie wyglądam marnie
Nad nami chmury czarne dawno po zachodzie słońca
Wiem, chcieliśmy dobrze lecz zbliżamy się do końca
Nagle mówisz kocham Cię a ja czuję to samo
Te dwa proste słowa dają ukojenia ranom
Wczoraj nienawiść wyznaliśmy koszmarną
To dziś poranione dwie połówki znowu w tango
I bądź tu mądry, synchronizuj dwa serca
Bo to co cię uskrzydla potrafi być jak morderca
Się nie nakręcam już więcej nie rozkminiam
Bo prawdziwe uczucie co by się nie działo nie przemija

Kiedy ja kocham Ciebie wtedy Ty kochasz mnie
Kiedy Ty kochasz mnie ja kocham Ciebie
Kiedy ja kocham Ciebie wtedy Ty kochasz mnie
Kiedy Ty kochasz mnie ja kocham Ciebie

Sytuacja jedna, w odbiorze myśli różne
Ty widzisz kwadratowo ja widzę podłużnie
Na jednym świecie przyszło i tak nam żyć
Lecz życie bez miłości nic nie jest warte, nic
Sytuacja jedna, w odbiorze myśli różne
Ty widzisz kwadratowo ja widzę podłużnie
Na jednym świecie przyszło i tak nam żyć
Lecz życie bez miłości nic nie jest warte, nic

Prawdziwa miłość przetrwa wszystko
Na pewno będzie lepiej, by była sprawa jasna
Zaufanie jest pra-pra prawdziwą siłą
To co czuję to jest pewniak

Prawdziwa miłość przetrwa wszystko
Napewno będzie lepiej, by była sprawa jasna
Prawdziwa miłość przetrwa wszystko
To co czuję to jest pewniak
Szósta rano żółta taśma dzieli na dwa ulice
W karetce obok nieustanna walka o życie
Diabeł w nas to żywiciel pierwotnych instynktów
Kolejne tajemnice ciszej zbrodni w budynku
Choć te ściany nic nie mówią to wymowna jest krew
Podziurawione mięśnie tu od biorda po rdzeń
Nie ma odcisków palców, ślady zbrodni czy łusek
Jebać mendy, ich świat to świat lobem wymuszeń
Złoto łowi te dusze na chciwość i ciśnienie
Bo każdy skurwysyn swej próżność ma cenę
Nic nie znajdą, nikt nie robi za darmo
Po prostu tak miało być pieniądz tu rodzi bezkarność
Centrum Łodzi to miasto juz zna taki scenariusz
Przyjedzie CBŚ, wyczyści znaki wypadku
Aresztowany bez świadków, nikt hałasu nie słyszał
Nawet nie widziała sprawcy tego zamachu ulica
Już nikt nie oddycha bez koleżki z karetki
W plastikowym worku bo odwieźli niebiescy
Odrysowane kreski to drugie ciało obok
I tak zbyt długo leżał tu z odjebaną głową
To tylko prolog dla ludzi starej daty
Pięć metrów obok serca wyrwane jak kwiaty
Wiesz, mamy świadomość to nie alfabet mafii
Tu chodzi o honor więc złap jak potrafisz

Co czai się za rogiem?
To walka z wrogiem

Bzdurny zamach
osiedle pierdoliło że to przez tego cwaniaka co kradł kury dla cygana
Byli też łysi w glanach
I zawodowy kiler co też ponoć miał wykończyć tu za pięć tysi drania pod kasynem
Mówiono dwóch nie żyje albo trzech
Ktoś pierdolnął, że ten cygan jest pod maską CBŚ
Chyba miasto czuje stres jak ? z nieba
Tylko szkoda że naprawdę to cygana nie ma
Ktoś wymyślił historie że to ruska mafia
Prędzej many to bys dostał tu do jutra raka
W grubych futrach, czapach mieli przylecieć z Moskwy
Kurwa jak dla mnie to brzmi jak przeciek od siostry
Miało wyjść przyzwolenie w zamian złoto alkohol
Niby tych dwóch miało podpierolić boso monopol
Zdobądź boso Akropol, tyle co do bajek
Jeden mówił że ich znał ale to ponoć frajer
Zostawił wiadomość, na niej adres zamieszkania
Ale kogo no i gdzie jak nic nie było przy ofiarach
Ulica lubi kłamać i robi przy tym hałas
A duma z tych wydarzeń tylko te mity scala
Nic bez nas dla nas, nic o nas bez nas
Bądź spokojny o prawdy ona na pewno przetrwa
Ołłł. Aha. Dokładnie tak, BRO
Propaganda Records. Aha. 2011
Coś przed Next Levelem, po Next Levelu rozumiesz ?
Aha, ich zdanie pozostanie ich zdaniem, joł ołł

Moich lokalnych wrogów strasznie to boli
Że jako jedyny z nich się wybijam powoli
Czasami dzwonią z prywatnego, robią świetne żarty
Śmieszne jak ich rap, który jest gówno warty
Przepraszam, że sukces jest blisko mnie
Powiedz, gdzie jest twój sukces, no dziwko, gdzie?
Jestem wysoko, ty dalej jesteś nisko, wiesz?
Zazdrość boli i wiem, że jesteś blisko łez
Czuję stres, to naprawdę przykre
Bo na twarzy jesteś twardy, a w majtkach masz cipkę
Ja mam ikrę i gram w innej wadze
Złożyłeś kiedyś podwójnego, chyba przez przypadek
Nic nie poradzę, lubię być bezczelny
Ty udajesz rapera grając jak Zakościelny
Patrz na mnie teraz, kiedy grają te bębny, widzisz scenę?
Ja wiem kto będzie na niej następny

Ref. x2
Złe komentarze nie zapadły mi w pamięć
Choć niektóre twarze piszą mi już testament
Ja biorę kartkę i wylewam atrament
Bo ich zdanie pozostanie tylko ich zdaniem

Mówi, jeden z tych, który lepi styl
Kiedy wchodzę na bit jestem happy jak meal
Biorę muzykę w garść, bo wysoki mam skill
Jeśli dajesz mi szacunek, to przybywa mi sił
Hej, to nowy styl, dla niektórych zbyt fresh
Bo zamyka ryj, kiedy biorę dziś też
Oni zamknęli głowy 2005 wiesz, albo wcześniej
Dlatego mają problem i stres, hej
Mnie chuj obchodzi co mówią ci chłopcy
Mój rap łączy ludzi, to synonim Nokii
Żebym to rzucił, póki co nie ma opcji
Jak Cola 0 nie mam cukru, a jestem słodki
Olewam plotki, mam dobrą pozycję
I nie ulegam zmianom jak waluta na Litwie
Coś ci nie pasi, to wzywaj policję
Ty dzwonisz po posiłki, to dla mnie weź pizzę

Ref. x2
Złe komentarze nie zapadły mi w pamięć
Choć niektóre twarze piszą mi już testament
Ja biorę kartkę i wylewam atrament
Bo ich zdanie pozostanie tylko ich zdaniem

Czemu mu wyszło? To pytanie ciągle ich męczy
Bo zamiast szarych, piszę wersy w kolory tęczy
Nie mam wielkiej ekipy i twarzy przestępcy
Normalny gość, pełen wiary i szczerych chęci
Rap się rozkręcił jak winyl pod igłą
Razem z nim tu hejterzy się kręcą jak śmigło
Siedzą na forach, czy ciemno czy widno
Kompleksy, jakby w więzieniu spadło im mydło
Ja robię hip-hop i to jest niezmienne
Zazdrość u wrogów to naprawdę bezcenne
Jestem solą w oku, oni mówią 'daj spokój'
Bo na to flow nie mogą znaleźć antidotum, joł
Tokuję w serce ambicje tych gości
Bo ja czuję więcej niż otworzę ich głośnik
Ten chory pościg, nie było go w planie
Bo ich zdanie pozostanie tylko ich zdaniem

Ref. x2
Złe komentarze nie zapadły mi w pamięć
Choć niektóre twarze piszą mi już testament
Ja biorę kartkę i wylewam atrament
Bo ich zdanie pozostanie tylko ich zdaniem
Peja z Ajsmenem,
Rap to nasz byt
Pamiętam dobrze, 80 lata chude, Ajsmen po Staszica wtedy latał, mijały całe lata ja uznałem go za brata...
Dużo się przeszło razem, dużo się przeżyło
Dymy się robiło, dużo się piło, do tyłu się chodziło, tak było! Tak wtedy nam się żyło, dobrze było, ta
dobrze było, tak wtedy nam się żyło,
dobrze było
Ale czegoś jeszcze brakowało, czegoś w życiu było mało, muzy tylko się słuchało, to nam nie wystarczało, nie! Czegoś w życiu brakowało
brakowało...
brakowało...
brakowało...
Nasze życie się zmieniło kiedy Peja dostał z góry znak, pozytywny jak zbawienie, Hip-Hopowej muzy poczuł brzmienie, ym radość w serce, coś pięknego,
Słuchajcie dalej tego, tego, tego, tego! Na pytanie dlaczego się skończyło, co przyczyną było? Ajsmen odpowiada:
- Poznaliśmy gada, nasz wydawca kozak, frajer,
Myśleliśmy że to zbawca, kopalni gówna wynalazca
Taki śmieć co ma twarze dwie, wiesz?!tu coś powie, dupę liże tam zaprzeczy, dobrze było a przez H** się skończyło, no no,
Dlaczego tak się stało? Czego było mało?
Nie o pieniądze tu chodziło
bo tych zawsze brakowało...
Tak się stało, Tak się stało ale czy tak być musiało?
O tym co było no i o tym co jest teraz Peja z Ajsmen'em u donia muzyczny relax
O tym co było no i o tym co jest teraz Peja z Ajsmen'em u donia muzyczny relax
O tym co było no i o tym co jest teraz Peja z Ajsmen'em u donia muzyczny relax
O tym co było no i o tym co jest teraz Peja z Ajsmen'em u donia muzyczny relax
W pewnym momencie sytuacje się zrobiły
że twoi znajomi niebyli moimi znajomymi
Moi kumple to nie twoi i odwrotnie spory dystans
o tym jak było i jest chciałem dawno już napisać
powiedzieć, cicho nie siedzieć raz przy wspólnym obiedzie, Moje twoje, Twoje moje, Wiem że bywało tak często, Złośliwi sądzili że byliśmy jak małżeństwo
Wiem też że miałem na ciebie nie najlepszy wpływ
W domu mieliśmy inaczej ale wspólny z chaty zryw, namioty, duperele, deskorolki i włóczęga,
Muzyczne doświadczenia, mój rap dużo pozmieniał
napizgane małolaty, krzyczeli, śpiewali, takie rzeczy że jeszcze dzisiaj mi wstyd, rap to nasz byt, Pierwsi z grzechem oldschoolowcy, Pierwsi słuchacze rapu z stolicy wielkopolski...
Czas nas zmienił?
Nie sądzę...
Pieniądze?
Nie sądzę...
Na palcach, po obrączce?
Bez wpływu na to skończę z pozytywnym akcentem, bo na to mam wkręte, relnie rzeczy święte dla starego słuchacza
93 i wcześniej - Ajsmen wie co to oznacza,
czy ktoś nas rozpaczał gdy się rozsypały?
nie wiem...
A może nie pamiętam, za całe 97 nikt znas nie przepraszał
kto komu co wybaczał, trudny temat, zobacz! że jeden z drugim gada, co było i co jest... i nikt nie musi się spowiadać
i nikt nie musi się spowiadać i nikt nie musi się spowiadać
O tym co było no i o tym co jest teraz Peja z Ajsmen'em u donia muzyczny relax
O tym co było no i o tym co jest teraz Peja z Ajsmen'em u donia muzyczny relax
O tym co było no i o tym co jest teraz Peja z Ajsmen'em u donia muzyczny relax
O tym co było no i o tym co jest teraz Peja z Ajsmen'em u donia muzyczny relax
I legal studio
Oborniki Wlkp drużyna A
ha
ha
ta
ta
[Gural]
DJ płytami szur-szura, morze owacji
W ręku trzymam sure Shure'a, mistrz celebracji
Podgryza szczur szczura w rapowej nacji
Pogonię ich jak Stuhr Stuhra w "Mistyfikacji"
Rządzi purpura u nas na stacji
Mówi Gural lub burak, pan afirmacji
Płonie gruda, pachnie kurkuma tu na kolacji
Robimy bunt w murach, robimy boom w furach
Kurwa! My robimy ciężki gnój
To dla ludu, dla mejdżersów wielki chuj
Wielki ból, wielki pumpers
My zbieramy wielki plon z miejskich pól
Muzyka miast, to dla osiedli Tour de Pologne
Kurde balans skąd ten skurwiel bierze ten flow
Pierdolę tani lans, bo wynik znam z góry
To siła kultury! To kolor purpury!

Na pewno nie jestem wielkim mięśniem
Nie jestem również tym, kim wydaję ci się
Pierdolę po złote runo wyścig
Za to kolor purpury wciąż kusi mnie
Na pewno nie jestem wielkim mięśniem
Nie jestem również tym, kim wydaję ci się
Pierdolę po złote runo wyścig
Za to kolor purpury wciąż kusi mnie
Kusi mnie...

[Rafi]
Mamy rap koloru purpury, chcesz to go bierz
Bo wokół chłam, który ma kolor szikoszarobeż
Ten wyrobiony styl spada z góry na was z deszczem
Jestem wieszczem, a każdy tu rym jest jak dziki zwierz
Jak kładę go na bit, kto tu robi gnój? A co?
I chuj ci do tego czy mi za to kurwa płacą
Nie lada ladaco, muzyka życiem i pracą
Powinieneś o tym wiedzieć jeśli jesteś takim znawcą
Słowa nad głowami świszczą jak kule
Piszczą szmule i tym z zawiścią w oczach skaczą gule
Podpowiem czule, że zgarniamy tu całą pulę
Szpadyzorzy z PDG loży, którzy nie śpią w ogóle!

[Sheller]
Kiedy oni się boją - stają, my dusimy na gaz
Słabi raperzy są jak prawo - łatwo ich złamać
To my robimy hałas, SLAM! niczym Onyx
Wiesz o co chodzi, nikt nam tego nie zabroni
Nie od dziś twój faworyt psuje głowy jak ten teges
A jak to robię? To już nie twój interes
Wjeżdżam jak Mercedes, jak pierdolony Ghost Rider
Uprawiam szpadyzorstwo niczym Mass Cypher
PDG za majkiem, to hula pośród ulic
To rap bez barier, co kręci bardziej niż Mila Kunis
Mały urwis, hultaj, huncwot
P O Z N A N z kreską, wali w twój boombox

[Gural]
Na pewno nie jestem wielkim mięśniem
Nie jestem również tym, kim wydaję ci się
Pierdolę po złote runo wyścig
Za to kolor purpury wciąż kusi mnie
Na pewno nie jestem wielkim mięśniem
Nie jestem również tym, kim wydaję ci się
Pierdolę po złote runo wyścig
Za to kolor purpury wciąż kusi mnie
Kusi mnie...

[Ramona23]
To kolor purpury, mówi RY, władca pióra
Jak Gural zaklinam deszcz skacząc po chmurach
Ty chcesz towar z górnej półki czy z pod lady?
Nie dajesz rady, dziś wjechał styl Szpady-Szpady
Pióro w mojej ręce jest jak katana
Tnę nim, siekam, tym flow ocieka twoja brama
Każdy dżentelmen i każda dama
Wie, że ten tlen ma zły wpływ na nas
Jedziesz, jedź z nami, bujamy blokami
Ranimy szpadami, Szpadyzorzy z tego znani
Zanim dotrze do ciebie o czym pierdolę
Wyryję ci moim szponem wielkie "R" na czole

[Koni]
Ja nie jestem tym kim myślisz, na pewno
To gówno już dawno weszło nam w krew ziom
Tego stylu nie kupisz na allegro
To PDG yo, czytaj - czyste srebro
No i pizgam tu na blokowiskach
Rap a prima vista, wjeżdżam znów na piskach
Choć droga śliska, kręta, wyboista
To twardo naginam, więc nie otwieraj pyska
W chuju mam co pomyśli ogół
Nadal w chuj nałogów, które wciągną mnie do grobu
Nadal paru przyjaciół i w chuj wrogów
I za chuj nie powstrzymasz mnie bym brnął wciąż do przodu

[Qlop]
Słońce zachodzące, typy wchodzące na bity
Tu gdzie joie płonące i gorące kobity
I choć nie styka mi na bieżące ty ty
Bez stypy witam w kraju kwitnącej lipy
Tutaj daję na wiwat, czaisz? Szach i mat
Coś w stylu Shyheima, szybko zjebię ci klimat
To nie jak cisza mima, budzę tego co kima
To nie ten co nie kuma, wybacz tak bywa
Brać co swoje, problem w czym znów?
Szybki plan i zmiana w czyn słów
Tu, gdzie podwyżkę mogę dostać tylko czynszu
Chcesz mieć lepiej - nie zazdrość, a winszuj
Nie złoty rulon, a purpury chociaż deko
Jak ja to rozgryzłem, Pluton jeszcze był planetą
Prosta zasada: czyje krowy, tego mleko
I cię życie wkręci bardziej niż w lego

[Gural]
Na pewno nie jestem wielkim mięśniem
Nie jestem również tym, kim wydaję ci się
Pierdolę po złote runo wyścig
Za to kolor purpury wciąż kusi mnie
Na pewno nie jestem wielkim mięśniem
Nie jestem również tym, kim wydaję ci się
Pierdolę po złote runo wyścig
Za to kolor purpury wciąż kusi mnie
Kusi mnie...
Komar:
Poczuj zapach tego miasta, spójrz mu w oczy
Chociaż Twoja lampka zgasła, światło pali się tej nocy,
Migające od przemocy, czy bezsenności
W domu nawet wśród rodziny, możesz żyć jak w samotności.
Wieczny pościg, biegnę i czującej oparcie
Nie dotkniemy swoich marzeń, inni mają to na starcie
Spójrzmy prawdzie w oczy, jak mojemu miastu
Jeśli urośnie w siły, poczujesz to po zapachu
Brak odwagi czy strachu twarze pochowane w dłoniach
Ludzi dotkniętych problemem , zamkniętych w swoich pokojach
Zgubieni na swoich torach, przed załamaniem
Nie są w stanie, dostrzec cudu który widzieli w ekranie.
I daj nadzieje dla mnie, a dam Ci słowo,
Że jeśli mi się uda zabiorę Cię stad ze sobą,
Odejdę z tobą, będąc pewnym, ze jutro
Słońce wstanie by nas ogrzać a nie
Schować się za chmurą

Ref:
Niebo płacze przebacz
Woda wznieca dym
Po tych których lubi grzebać
Matka, ziemia, syn
Który żyjąc w beznadziei
Goryczy ten kielich pił
Myśląc, ze coś dla nich zmieni
Nim ona go zmieni w pył

Niebo płacze przebacz
gleba wznieca dym
Po tych których lubi grzebać
Matka, ziemia, syn
Który żyjąc w beznadziei
Goryczy ten kielich pił
Myśląc, ze coś dla nich zmieni
Nim ona go zmieni w pył

Jopel:
To jak bilet w jedną stronę, ziomek
Poczuj to sex monet
Świat Bez atestu chłonę, ale z akcyzą
Mijam i stoją w miejscu, chociaż też idą
I kolejna kolej o niej
Też mówią cicho
Nim doszukałem się sensu, wzrosła wątpliwość
Jak przy zapachu jej perfum moje libido
Czuje cienki chłód cementu, gorzkie piwo
Zaciskanych zębów z nerwów, zdarte szkliwo
Stoją za moją ksywą, nazwiskiem i imieniem
Ci co idąc po horyzont, minęli się z przeznaczeniem
Brali na siebie cały syf, dziś są silni
Bo miasta brzemię, ćwiczy lepiej niż Up Gimni
Ujmijmy to w kilku prostych słowach
Sieje ziarno, zbiorę plon, ale nie chce go żałować
Każdego droga to krzywa na kardiogramie
Z czasem się stanie prosta i ustanie pikanie

Ref x2:
Niebo płacze przebacz
Woda wznieca dym
Po tych których lubi grzebać
Matka, ziemia, syn
Który żyjąc w beznadziei
Goryczy ten kielich pił
Myśląc, ze coś dla nich zmieni
Nim ona go zmieni w pył

Niebo płacze przebacz
Gleba wznieca dym
Po tych których lubi grzebać
Matka, ziemia, syn
Który żyjąc w beznadziei
Goryczy ten kielich pił
Myśląc, ze coś dla nich zmieni
Nim ona go zmieni w pył.
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo