Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Ołłł. Aha. Dokładnie tak, BRO
Propaganda Records. Aha. 2011
Coś przed Next Levelem, po Next Levelu rozumiesz ?
Aha, ich zdanie pozostanie ich zdaniem, joł ołł

Moich lokalnych wrogów strasznie to boli
Że jako jedyny z nich się wybijam powoli
Czasami dzwonią z prywatnego, robią świetne żarty
Śmieszne jak ich rap, który jest gówno warty
Przepraszam, że sukces jest blisko mnie
Powiedz, gdzie jest twój sukces, no dziwko, gdzie?
Jestem wysoko, ty dalej jesteś nisko, wiesz?
Zazdrość boli i wiem, że jesteś blisko łez
Czuję stres, to naprawdę przykre
Bo na twarzy jesteś twardy, a w majtkach masz cipkę
Ja mam ikrę i gram w innej wadze
Złożyłeś kiedyś podwójnego, chyba przez przypadek
Nic nie poradzę, lubię być bezczelny
Ty udajesz rapera grając jak Zakościelny
Patrz na mnie teraz, kiedy grają te bębny, widzisz scenę?
Ja wiem kto będzie na niej następny

Ref. x2
Złe komentarze nie zapadły mi w pamięć
Choć niektóre twarze piszą mi już testament
Ja biorę kartkę i wylewam atrament
Bo ich zdanie pozostanie tylko ich zdaniem

Mówi, jeden z tych, który lepi styl
Kiedy wchodzę na bit jestem happy jak meal
Biorę muzykę w garść, bo wysoki mam skill
Jeśli dajesz mi szacunek, to przybywa mi sił
Hej, to nowy styl, dla niektórych zbyt fresh
Bo zamyka ryj, kiedy biorę dziś też
Oni zamknęli głowy 2005 wiesz, albo wcześniej
Dlatego mają problem i stres, hej
Mnie chuj obchodzi co mówią ci chłopcy
Mój rap łączy ludzi, to synonim Nokii
Żebym to rzucił, póki co nie ma opcji
Jak Cola 0 nie mam cukru, a jestem słodki
Olewam plotki, mam dobrą pozycję
I nie ulegam zmianom jak waluta na Litwie
Coś ci nie pasi, to wzywaj policję
Ty dzwonisz po posiłki, to dla mnie weź pizzę

Ref. x2
Złe komentarze nie zapadły mi w pamięć
Choć niektóre twarze piszą mi już testament
Ja biorę kartkę i wylewam atrament
Bo ich zdanie pozostanie tylko ich zdaniem

Czemu mu wyszło? To pytanie ciągle ich męczy
Bo zamiast szarych, piszę wersy w kolory tęczy
Nie mam wielkiej ekipy i twarzy przestępcy
Normalny gość, pełen wiary i szczerych chęci
Rap się rozkręcił jak winyl pod igłą
Razem z nim tu hejterzy się kręcą jak śmigło
Siedzą na forach, czy ciemno czy widno
Kompleksy, jakby w więzieniu spadło im mydło
Ja robię hip-hop i to jest niezmienne
Zazdrość u wrogów to naprawdę bezcenne
Jestem solą w oku, oni mówią 'daj spokój'
Bo na to flow nie mogą znaleźć antidotum, joł
Tokuję w serce ambicje tych gości
Bo ja czuję więcej niż otworzę ich głośnik
Ten chory pościg, nie było go w planie
Bo ich zdanie pozostanie tylko ich zdaniem

Ref. x2
Złe komentarze nie zapadły mi w pamięć
Choć niektóre twarze piszą mi już testament
Ja biorę kartkę i wylewam atrament
Bo ich zdanie pozostanie tylko ich zdaniem
[Gural]
DJ płytami szur-szura, morze owacji
W ręku trzymam sure Shure'a, mistrz celebracji
Podgryza szczur szczura w rapowej nacji
Pogonię ich jak Stuhr Stuhra w "Mistyfikacji"
Rządzi purpura u nas na stacji
Mówi Gural lub burak, pan afirmacji
Płonie gruda, pachnie kurkuma tu na kolacji
Robimy bunt w murach, robimy boom w furach
Kurwa! My robimy ciężki gnój
To dla ludu, dla mejdżersów wielki chuj
Wielki ból, wielki pumpers
My zbieramy wielki plon z miejskich pól
Muzyka miast, to dla osiedli Tour de Pologne
Kurde balans skąd ten skurwiel bierze ten flow
Pierdolę tani lans, bo wynik znam z góry
To siła kultury! To kolor purpury!

Na pewno nie jestem wielkim mięśniem
Nie jestem również tym, kim wydaję ci się
Pierdolę po złote runo wyścig
Za to kolor purpury wciąż kusi mnie
Na pewno nie jestem wielkim mięśniem
Nie jestem również tym, kim wydaję ci się
Pierdolę po złote runo wyścig
Za to kolor purpury wciąż kusi mnie
Kusi mnie...

[Rafi]
Mamy rap koloru purpury, chcesz to go bierz
Bo wokół chłam, który ma kolor szikoszarobeż
Ten wyrobiony styl spada z góry na was z deszczem
Jestem wieszczem, a każdy tu rym jest jak dziki zwierz
Jak kładę go na bit, kto tu robi gnój? A co?
I chuj ci do tego czy mi za to kurwa płacą
Nie lada ladaco, muzyka życiem i pracą
Powinieneś o tym wiedzieć jeśli jesteś takim znawcą
Słowa nad głowami świszczą jak kule
Piszczą szmule i tym z zawiścią w oczach skaczą gule
Podpowiem czule, że zgarniamy tu całą pulę
Szpadyzorzy z PDG loży, którzy nie śpią w ogóle!

[Sheller]
Kiedy oni się boją - stają, my dusimy na gaz
Słabi raperzy są jak prawo - łatwo ich złamać
To my robimy hałas, SLAM! niczym Onyx
Wiesz o co chodzi, nikt nam tego nie zabroni
Nie od dziś twój faworyt psuje głowy jak ten teges
A jak to robię? To już nie twój interes
Wjeżdżam jak Mercedes, jak pierdolony Ghost Rider
Uprawiam szpadyzorstwo niczym Mass Cypher
PDG za majkiem, to hula pośród ulic
To rap bez barier, co kręci bardziej niż Mila Kunis
Mały urwis, hultaj, huncwot
P O Z N A N z kreską, wali w twój boombox

[Gural]
Na pewno nie jestem wielkim mięśniem
Nie jestem również tym, kim wydaję ci się
Pierdolę po złote runo wyścig
Za to kolor purpury wciąż kusi mnie
Na pewno nie jestem wielkim mięśniem
Nie jestem również tym, kim wydaję ci się
Pierdolę po złote runo wyścig
Za to kolor purpury wciąż kusi mnie
Kusi mnie...

[Ramona23]
To kolor purpury, mówi RY, władca pióra
Jak Gural zaklinam deszcz skacząc po chmurach
Ty chcesz towar z górnej półki czy z pod lady?
Nie dajesz rady, dziś wjechał styl Szpady-Szpady
Pióro w mojej ręce jest jak katana
Tnę nim, siekam, tym flow ocieka twoja brama
Każdy dżentelmen i każda dama
Wie, że ten tlen ma zły wpływ na nas
Jedziesz, jedź z nami, bujamy blokami
Ranimy szpadami, Szpadyzorzy z tego znani
Zanim dotrze do ciebie o czym pierdolę
Wyryję ci moim szponem wielkie "R" na czole

[Koni]
Ja nie jestem tym kim myślisz, na pewno
To gówno już dawno weszło nam w krew ziom
Tego stylu nie kupisz na allegro
To PDG yo, czytaj - czyste srebro
No i pizgam tu na blokowiskach
Rap a prima vista, wjeżdżam znów na piskach
Choć droga śliska, kręta, wyboista
To twardo naginam, więc nie otwieraj pyska
W chuju mam co pomyśli ogół
Nadal w chuj nałogów, które wciągną mnie do grobu
Nadal paru przyjaciół i w chuj wrogów
I za chuj nie powstrzymasz mnie bym brnął wciąż do przodu

[Qlop]
Słońce zachodzące, typy wchodzące na bity
Tu gdzie joie płonące i gorące kobity
I choć nie styka mi na bieżące ty ty
Bez stypy witam w kraju kwitnącej lipy
Tutaj daję na wiwat, czaisz? Szach i mat
Coś w stylu Shyheima, szybko zjebię ci klimat
To nie jak cisza mima, budzę tego co kima
To nie ten co nie kuma, wybacz tak bywa
Brać co swoje, problem w czym znów?
Szybki plan i zmiana w czyn słów
Tu, gdzie podwyżkę mogę dostać tylko czynszu
Chcesz mieć lepiej - nie zazdrość, a winszuj
Nie złoty rulon, a purpury chociaż deko
Jak ja to rozgryzłem, Pluton jeszcze był planetą
Prosta zasada: czyje krowy, tego mleko
I cię życie wkręci bardziej niż w lego

[Gural]
Na pewno nie jestem wielkim mięśniem
Nie jestem również tym, kim wydaję ci się
Pierdolę po złote runo wyścig
Za to kolor purpury wciąż kusi mnie
Na pewno nie jestem wielkim mięśniem
Nie jestem również tym, kim wydaję ci się
Pierdolę po złote runo wyścig
Za to kolor purpury wciąż kusi mnie
Kusi mnie...
Tak, tak, tak dzisiaj z wami się policzę
Wasza pieprzona tożsamość ma tu gówno do gadania
Rozpierdolę wasze karty, nie obejdzie się bez bójki
Będę mocno bił i strzelał wy jebane gnojki
Jeśli nie jarzysz synu to będziesz musiał zginąć
Jeśli chodź trochę mnie zrozumiesz to obejdzie się bez dymu
Ale jeśli mnie wkurwisz, naprawdę rozpierdolisz
Na siebie wydasz wyrok, zastanów się co robisz
Uwierz mi, bo nie będę się pierdolił
Jesteś jednym z tych odpadków, których ja nie trawię
Rozpierdolę ci łeb, przy tym nieźle się zabawię
Najgorzej jest z tymi co złorzeczą dranie
Mają nas w dupie i nasze rapowanie
Z nami naprawę nie jest najgorzej
Jedynie wóda nas wykańcza
Lecz to gówno nie pomoże nam w niczym

Spójrz na lewo, zerknij też w prawo
Policz do trzech, to nie pierdolony pech
Bo do ciebie jest mowa, nie jestem kurwa zjawą
Pierdolona rymowanka ma być niezłą zabawą
Napierdalam niczym Uzi, nic mnie nie powstrzyma
Pokonamy tekstami każdego skurwysyna
Sprawdź to gówno, spróbuj złożyć to do kupy
By wyjść z tego cało i nie stracić swojej dupy
Jesteś taki twardy, skończyły się żarty
Jestem całkiem poważny, jestem wściekle uparty
Więc zabieraj białą dupę z naszego terenu
Bo możesz więcej nie usłyszeć pieprzonego refrenu
Bum, bum, bum to muzyka dla uszu
Czuję się w tym gównie jak w gangsterskim buszu

Jest to naprawdę gówniana sytuacja
Po czyjej stronie wina, a po czyjej racja?
Wykańcza nas pomału ta gówniana sytuacja
Wasze podłe ryje niszczy nasza dominacja

Znaleźli się cwaniacy, którzy chcieli z nami skończyć
Chcieli nas zajebać, ze śmiercią nas połączyć
Ta pieprzona ekspedycja na pieprzony koniec świata
By przywrócić komuś życie, by ratować twego brata
Który znalazł się w jatce, przeżył tę jebaną strzelaninę
Stracił w tym gównie kuzyna i dziewczynę
Teraz jest naprawdę w gównianym stanie
Staramy mu się pomóc pierdolnięty baranie

Jest to naprawdę gówniana sytuacja
Po czyjej stronie wina, a po czyjej racja?
Wykańcza nas pomału ta gówniana sytuacja
Wasze podłe ryje niszczy nasza dominacja

Udało nam się wyjść bez szwanku
Nie straciłem swojej dupy
Lecz padło kilka ofiar, posypały się trupy
Więzienie nie, ścierwo nigdy mnie nie fascynowało
Nie widzieliście nas trochę, nie wiecie co się działo
Pozmieniało się trochę, nie mówię, że na lepsze
Trochę się powłóczę, trochę jeszcze gdzieś popieprzę
Straciliśmy trochę pychy i pewności siebie
Kiedy znaleźliśmy się na pieprzonym pogrzebie
Kara precyzyjnie wymierzona w naszą stronę
Mocno nas boli, oczy błądzą przerażone
My przecież żyjemy, nadal nieźle się bujamy
Lecz kilku z naszej paki pogrzebano dzisiaj stary
Dlatego spuszczam z tonu i pierdolę tę przemoc
Nawet gdy rapuję, ogarnia mnie niemoc
Więc odłóżcie giwery, zróbmy zawieszenie broni
By nikt z zwaśnionych stron nie musiał strzelać by się bronić

Jest to naprawdę gówniana sytuacja
Po czyjej stronie wina, a po czyjej racja?
Wykańcza nas pomału ta gówniana sytuacja
Wasze podłe ryje niszczy nasza dominacja
Marzy o tym każdy chłopaczyna z bloków
mieć mieszkanie, kozacki samochód
Hajsu pełna kieszeń, w pliku nowa seria
sztuka uśmiechnięta, na jej dłoni biżuteria. x2

25 lat wstecz z tornistrami idą chłopcy
mama mówi nie bierz słodyczy od obcych
Z workiem na kapcie mijam matematyce
do dziś pamiętam zgrzyt jej paznokci o tablice
Dawno temu i nie prawda, czasy podstawówki
chcieliśmy wrzucić żabę do sokowirówki
Mieliśmy coś z szarańczy,
czasy kiedy w sklepach nie było pomarańczy
Frajdą było przejechanie się taksówką
Białostocki projekt suko, nie wakacje w Akapulko
Z orbity marzeń prosto o ziemię po sprawie
dziś życie koncentruje się w osiedlowym pubie
Tyle pijanych dusz, tuu
egoizm do szczęścia klucz, już
Nie jeden chłopaczyna jedyne co może
to po pijaku terroryzować bankomat nożem
Inni życie za pysk trzymają krótko
pieprzyć marny los pod gołą żarówką
Żadne głód i chłód i nie piją na smutno
Gorzałe golą idą z dolą na solo

Marzy o tym każdy chłopaczyna z bloków
mieć mieszkanie, kozacki samochód
hajsu pełna kieszeń, w pliku nowa seria
sztuka uśmiechnięta, na jej dłoni biżuteria. x2

Bezsporny fakt, tu nie lubi się policji
za to przywiązanie do tradycji
Chociaż bida czasem piszczy
twarze dumne, cieżko tu żyć ale szkoda umrzeć
Na balkonach suszy się pranie
sznur ludzi idzie na niedzielne kazanie
Kochane sąsiadki okupują ławki
jeszcze wczoraj młode, jutro grożą im gerbera papki
Czasami spełnia się tu polskie marzenie
mieć przynajmniej na własność m1
Nie ma tu miejsca na zaniechania grzech
na ludzi którzy mają w żyłach wodę a nie krew
Ja słyszę, ktoś komuś znów ubliża
stara babina przed sobą robi znak krzyża
Tu tylko bloki, nigdy tego nie zrozumiesz
pić piwo na melanżu to jak pierdolić w gumie!

Marzy o tym każdy chłopaczyna z bloków
mieć mieszkanie, kozacki samochód
hajsu pełna kieszeń, w pliku nowa seria
sztuka uśmiechnięta, na jej dłoni biżuteria. x2

Jedni w konfesjonale dają upust swoim smutkom
inni spowiadają się ospałym prostytutkom
Ktoś straszy dupę, że skoczy z mostu
możesz się śmiać, tak jest po prostu
Jak wredne skrzypienie, nocą zakłóca ciszę
na wietrze pusta huśtawka się kołysze
Nie ma jak betonu dotyk
kiedy umrę rozrzuć nad osiedlem moje prochy
Oglądanie witryn w sklepach czasem jest tu wszystkim
na wystawach plastikowe anorektyczki
Brakuje do pierwszego, nic jakoś będzie
w piątek już się mówi o kolejnym weekendzie
Cały czas życie w jakąś akcję cię pakuje
tu w wielu spojrzeniach, tęsknota za rozumem
Ty tego nie wiesz, lecz część z nich już wie
jak się je jajko Faberge

Marzy o tym każdy chłopaczyna z bloków
mieć mieszkanie, kozacki samochód
hajsu pełna kieszeń, w pliku nowa seria
sztuka uśmiechnięta, na jej dłoni biżuteria. x4
Walę tu do moich ziomali z wódą,
Będzie balet, będzie grubo.
Najpierw pierwszą potem zrobimy drugą,
Będzie balet będzie grubo.

Walę tu do moich ziomali z wódą,
Będzie balet, będzie grubo.
Najpierw pierwszą potem zrobimy drugą,
Będzie balet będzie grubo.

Lubie kłęby dymu, zimną wódę i kobiety,
Jest lans skurwysynu to sypią się monety.
Palimy non stop lolki jak pety,
Inne gadżety, nas tu cztery sety.
Mamy sekrety, lubimy konkrety,
Banknoty w rolety, dupy szorują parkiety.
Zwyrol na salonach, odpalam rakiety
Kontrabanda, Brahu kozackie balety.

To jest balet nie szalet, więc nie sraj się,
Nie wiesz co to do picia talent? Przeżegnaj się.
Jestem z ekipą, tego typu typów nie wpuszczamy,
Ulizanych leszczy, tranwestytów.
Sami swoje jak HG, wóda jak kawa na ławie,
Ogarniam kiedy ogarnię, jak się bawie to bawię.
Nie ma nic złego w zabawie, mówisz studiujesz na prawie,
To zapraszam Cię na lewo, mam super zabawę.

Walę tu do moich ziomali z wódą,
Będzie balet, będzie grubo.
Najpierw pierwszą potem zrobimy drugą,
Będzie balet będzie grubo.

Walę tu do moich ziomali z wódą,
Będzie balet, będzie grubo.
Najpierw pierwszą potem zrobimy drugą,
Będzie balet będzie grubo.

Waletudo sztuką walki, lej wujitsu do szklanki
Nowe pseudonimy wymyślają nam barmanki.
Jeszcze nikt nie tańczy, co chwilę toasty,
Zdrowie Brahu brat, zdrowie Kontrabandy.
Blanty, alkohol, kobiety, melanże,
Nie podoba się? Idź mamie poskarżyć.
Zażyć możesz sobie co wymarzysz,
Potem Cię podliczą no i grzecznie zapłacisz.

Niszczenie czaszki przy pomocy flaszki,
W bibułkach maszki, na głowach daszki.
Z winylu trzaski, dupy i wirażki,
Po (?), kieliszkiem trzaśnij.
Tak się bawi miasto to,
Brahu-brat, Kontrabanda Crew.
Jeden na stu ten melanż przetrwa,
Nie ma litości, nie ma weź przestań.

Walę tu do moich ziomali z wódą,
Będzie balet, będzie grubo.
Najpierw pierwszą potem zrobimy drugą,
Będzie balet będzie grubo.

Walę tu do moich ziomali z wódą,
Będzie balet, będzie grubo.
Najpierw pierwszą potem zrobimy drugą,
Będzie balet będzie grubo.
Komar:
Poczuj zapach tego miasta, spójrz mu w oczy
Chociaż Twoja lampka zgasła, światło pali się tej nocy,
Migające od przemocy, czy bezsenności
W domu nawet wśród rodziny, możesz żyć jak w samotności.
Wieczny pościg, biegnę i czującej oparcie
Nie dotkniemy swoich marzeń, inni mają to na starcie
Spójrzmy prawdzie w oczy, jak mojemu miastu
Jeśli urośnie w siły, poczujesz to po zapachu
Brak odwagi czy strachu twarze pochowane w dłoniach
Ludzi dotkniętych problemem , zamkniętych w swoich pokojach
Zgubieni na swoich torach, przed załamaniem
Nie są w stanie, dostrzec cudu który widzieli w ekranie.
I daj nadzieje dla mnie, a dam Ci słowo,
Że jeśli mi się uda zabiorę Cię stad ze sobą,
Odejdę z tobą, będąc pewnym, ze jutro
Słońce wstanie by nas ogrzać a nie
Schować się za chmurą

Ref:
Niebo płacze przebacz
Woda wznieca dym
Po tych których lubi grzebać
Matka, ziemia, syn
Który żyjąc w beznadziei
Goryczy ten kielich pił
Myśląc, ze coś dla nich zmieni
Nim ona go zmieni w pył

Niebo płacze przebacz
gleba wznieca dym
Po tych których lubi grzebać
Matka, ziemia, syn
Który żyjąc w beznadziei
Goryczy ten kielich pił
Myśląc, ze coś dla nich zmieni
Nim ona go zmieni w pył

Jopel:
To jak bilet w jedną stronę, ziomek
Poczuj to sex monet
Świat Bez atestu chłonę, ale z akcyzą
Mijam i stoją w miejscu, chociaż też idą
I kolejna kolej o niej
Też mówią cicho
Nim doszukałem się sensu, wzrosła wątpliwość
Jak przy zapachu jej perfum moje libido
Czuje cienki chłód cementu, gorzkie piwo
Zaciskanych zębów z nerwów, zdarte szkliwo
Stoją za moją ksywą, nazwiskiem i imieniem
Ci co idąc po horyzont, minęli się z przeznaczeniem
Brali na siebie cały syf, dziś są silni
Bo miasta brzemię, ćwiczy lepiej niż Up Gimni
Ujmijmy to w kilku prostych słowach
Sieje ziarno, zbiorę plon, ale nie chce go żałować
Każdego droga to krzywa na kardiogramie
Z czasem się stanie prosta i ustanie pikanie

Ref x2:
Niebo płacze przebacz
Woda wznieca dym
Po tych których lubi grzebać
Matka, ziemia, syn
Który żyjąc w beznadziei
Goryczy ten kielich pił
Myśląc, ze coś dla nich zmieni
Nim ona go zmieni w pył

Niebo płacze przebacz
Gleba wznieca dym
Po tych których lubi grzebać
Matka, ziemia, syn
Który żyjąc w beznadziei
Goryczy ten kielich pił
Myśląc, ze coś dla nich zmieni
Nim ona go zmieni w pył.
Spójrz człowieku, jak topnieją sople sekund
zatrzymaj się na chwilę
wiedz, że nie ujrzysz tego w biegu

Ludzie niesądzeni, a skazani
bo karą dla nich, że już nie czekają na nic
Podam przykład pewnej pani
wokół ludzie zaganiani byli
i tylko ona szła powoli niewolniczka własnej doli
opuchnięte bolą nogi i kręgosłup przygarbiony
laska w dłoni, to towarzysz każdej drogi
Ciało pokryte zmarszczkami hodowanymi latami
dla niej miasto bastion granic
krawężniki są schodami, a schody Himalajami
Ilu takich między nami na świat są przywoływani
ciągle nowi, twarze młode
oni ostatni świadkowie odejścia swoich pokoleń
zanim możesz spytaj, ona chętnie ci opowie
nim spiszę do końca swą opowieść

[x2]
Spójrz człowieku, jak topnieją sople sekund
zatrzymaj się na chwilę
wiedz, że nie ujrzysz tego w biegu

Siada przed lustrem chustkę mokrą od łez odkłada
zastyga w bezruchu, zaczyna w duchu opowiadać
pamiętam, jak byłam mała, miałam lat parę
nie mogłam wyobrazić sobie siebie starej
co było dalej? wolność była mi bliska
Los, blask niósł, a nie troską tryskał
ale iskra dzieciństwa prysła, koniec
Wczesna młodość, dość często tęsknię do niej
powiew lat dorosłych zapoczątkował ślub mój
związek, cieszę się, choć przeszedł wiele prób już
prócz prób w trud różnych momentów szczęścia
mój cud, w końcu narodziny dziecka - to córeczka
Reszta nie tak ważna wtedy
gdy była tym słońcem na nękające biedy
Kiedy się obejrzałam, sama stała się dojrzała
suknia, welon, kłótnia, przełom maja
ja namawiam ich żeby zamieszkali u mnie
majątku szczątki, początki bywają trudne
Stało się, cztery osoby pod jednym dachem
wkrótce pięć i sześć bliŹniacze wnuki za jednym zamachem
Ja ze strachem zerkałam w przyszłość
mimo tego, że powodzić się zaczęło szybko
fart fortuny, niewart otrutych więzi
dystans moc zyskał w połyskach pieniędzy
między innymi temu po paru latach w marcu
wszystko zgasło, transport do domu starców
(Spójrz człowieku, jak topnieją sople sekund)
Dom spokojnej starości, kto mu dał takie miano
chory schron samotności, czemu tak go nie nazwano?
Halo, mamo, to ja twoja miłość
raz na dwa lata odwiedzin częstotliwość
zażyłość prysła, wraz z obrazą do mego dotyku
Odstawiona, jak eksponat do skupu antyków
to jak artykuł o zapomnianym Bogu
oddany miastu zwiastun gorzkiego nekrologu

[x4]
Spójrz człowieku, jak topnieją sople sekund
zatrzymaj się na chwilę
wiedz, że nie ujrzysz tego w biegu
Młody M:
gdyby świat był mój a gdyby tak świat był mój
gdyby ten świat był mój żyłbym jak król
ten świat był mój żyłbym jak król

sprawdź pod palmą dom na Karaibach
niebo pełne gwiazd plaża ona i cohiba
tak drink bar nalej rumu do syta hooo
poszukiwaczom skarbów niech żyje Atlantyda
chciałbym być panem świata tylko na chwilę
żeby móc przez tę chwilę nakarmić całą Afrykę
abdykowałbym potem na rzecz Dalajlamy
bo nie ma miłości tu są tylko kłute rany
i brud i proszę wybacz mi panie
gdyby tylko świat był mój rozbroiłbym Izrael
poszedłbym w balet choć umiałbym odmawiać
zrobił domem Hiszpanię a dokładniej Costa Brava
jadł lepiej mieszkał lepiej żył lepiej
zapierdalał ciągle uśmiechnięty jak ci z miejskiej
stare problemy anegdoty przy butelce
a jak mówimy o nowych to na co wydam benge

ref.
gdyby świat był mój żyłbym jak król
gdyby świat był mój żyłbym jak król
gdyby świat był mój piłbym jak król
jadłbym jak król żyłbym jak król
gdyby świat był mój żyłbym jak król
gdyby świat był mój żyłbym jak król
gdyby świat był mój piłbym jak król
jadłbym jak król żyłbym jak król

przyjdzie taki dzień wiesz że przestanę się martwić
moje jedno spojrzenie i wiesz że to się sprawdzi
wchodzę na scenę w górę wszystkie łapy
to dla tych dla których ten rap też coś znaczy
świat jest mój pies więcej się nie pastwi
wybijam im argument legalizuję blanty
zdejmuję drogówkę z każdej większej trasy
połowa traci etat wreszcie biorą się do pracy
pomyśl ziomie problemy rozwiązywać telefonem
być panem życia wyspy na tropikach znać jak żonę
jutro może przynieść tylko przygodę
moi ludzie piją whisky z lodem ale pieprzyć już te drinki ziomek
jutro maluje się różowym kolorem czuje moc i niczego się nie boję
polej niunie chodzą wzrokiem jak wychodzę na wolne pole
tylko pomyśl ziomie

ref.
gdyby świat był mój żyłbym jak król
gdyby świat był mój żyłbym jak król
gdyby świat był mój piłbym jak król
jadłbym jak król żyłbym jak król
gdyby świat był mój żyłbym jak król
gdyby świat był mój żyłbym jak król
gdyby świat był mój piłbym jak król
jadłbym jak król żyłbym jak król

Hukos
mówią świat jest nasz nie wierzę w takie slogany
bo mamy co sami zgarniamy własnymi rękami
nakładam kaptur podwijam rękawy
mówiłeś głupcy walczą z systemem my go omijamy
wyspy na tropikach ej brachu to brzmi dobrze
etos marynarza dziwka w każdym porcie
konflikty z samotności teraz żegluję co piątek
w knajpach upadłych morderców pod banderą Jolly Rogers
zgaga po Dom Perignonie mdli mnie po kawiorze
za ten projekt zdrowie szampańskoje igristoje
pewnie miło trafić royal flusha w Cassino Bellagio
i zgarnąć jak za deal kokainą na Cargo
i nie mam marzeń z ligi ferrari pininfarini
wystarczy bym po pijaku nie dotykał kierownicy
mogę zazdrościć sześciu cyfr milionerom
ale suma szczęścia i tak zawsze wychodzi na zero
W związku ze stwierdzonym faktem bezprawnego użycia postaci z książki Stanisława Pagaczewskiego „ Porwanie Baltazara gąbki ” na wulgarnej płycie Los Vatos Locos nieznanego zespołu muzycznego Carramba nie posiadającego wyrobionej marki w kraju i za granicą , zgodnie z prawem dżungli spadkobiercy podmioty produkujące muzikal widowisko TV, film fabularny oraz producent margaryny skazują zespół muzyczny Carramba na karę śmierci .

Ref:Mama mija ija ija, mama mija ija ija, mama mija ija ija...

1. A tu kurwa chuj Baltazar w Meksyku jak Boni i Klaid po co zaraz tyle krzyku. To nie czar par to Baltazar Car zakupił sobie Baltazar nowy niespotykany 10 biegowy BMK 8 jak się pewnie domyślacie , nie znacie prawdy o naszym bohaterze w eterze przepadł jak pisały gazety gówno prawda siaba-daba-daba-da mądry ten kto prawdę zna . Meksyk teraz tu Baltazar urzęduje zakopuje tego kto stanie mu na drodze , srodze - każe każdego przeciwnika więc nie zapomnij modlitewnika gdy na twojej drodze Baltazar stanie wieczne odpoczywanie racz ci dać Panie.

Ref: Mama mija ija ija, mama mija ija ija, mama mija ija ija...

2. Sawiecki sajans od Meksyku kawał drogi , ostrogi - przy butach raczej tutaj nieprzydatne, bezpłatnie zdradzę wam co z Bartolinim przekręcił wszystkich na całej linii . Wtedy nad Wisłą z amunicją w głowie to nie był kucharz panie i panowie, to zwykły sobowtór duplikat, falsyfikat jak murzyn na pasach pojawia się i znika - Bartolini nie do podjebania opanował do perfekcji sztukę zabijania S-klasa Mercedes magnum ciemne okulary teraz kucharz ludzkie życia zamienia na dolary.

Ref: Mama mija ija ija, mama mija ija ija, mama mija ija ija...

3. O mamma mija jakie kurwa zamieszanie kto się nie schowa ten kulkę w łeb dostanie , piękne panie - zmyjcie tapety z ryja nadchodzi Karramba nie podchodź bez kija . Baltazar Gąbka "puzon gąbka trąbka" żyje Baltazar i dobrze się ma powiem jak Liroy "karwa fuck", a pro po bajki to zostałem oskarżony za to, że w moim tekście został znieważony bohater narodowy laureat Nobla Baltazar Gąbka dobra, dobra, dobra i chuj wali mnie to bezgranicznie każdy dobrze wie, że jestem chory psychicznie, fizycznie, historycznie, matematycznie pamiętaj choć kurewsko się namęczysz to nigdy z gówna bata nie ukręcisz ha ha ha ha ha ha ha ha.

Ref: Mama mija ija ija, mama mija ija ija, mama mija ija ija...
Akurat nie wiem ile wad posiadasz brat tu
znam wszystkie swoje, to je wyraża nastrój
Znów żona mówi mi - Adam nie wariuj
nie było mnie dwa dni i taki bałagan masz tu
Mówiąc pokrótce - się lenię
mogę siedzieć w fotelu tak długo aż zapuszczę korzenie
wtedy czuję jak spada co sekundę ciśnienie
luz mam od rana, może pojutrze się zmienię
Nie muszę siedzieć, mogę poleżeć
wchłaniam niewiedzę z małych torebek
dlatego lenię się w dobrej wierze
ruch jest problemem, oczami zwiedzę
pokój ten teren, czy wstanę? nie wiem
Mogę tylko spać jak na dnie morza płaszczka
z czasu marnotrawstwa wynika boża łaska
Żyje jak miś panda - jem, sram, zasypiam
wybacz jeśli chrapię przez sen - tak oddycham
I co, że mnie słychać? taki się urodziłem
godzin, które przesypiam nie liczę na siłę
Noc? dzień? nieważne póki nie obudzą nas
dedykowane wszystkim tym co lubią spać

[x2]
Mógłbym całe życie tylko leżeć w łóżku
śniadania, obiady, kolacje do stóp tu
A jeśli się okaże, że mam na to czas
podróżuję w snach, no, bo kocham spać

Krzycz hoou jeśli kluby lubisz brat
albo śśśśśś jak kochasz spać
Krzycz hoou jeśli kluby lubisz brat
albo śśśśśś

Kiedy zaczynam ziewać - wiem czego mi trzeba
to przez tlen i ogień co niemoc podgrzewa
Przelot do nieba i to w przyśpieszonym tempie
powieki ciężkie, jestem zawieszony we mgle
Nic mi się nie chce, to chyba dobrze
bo nic nie muszę dzisiaj, gibam na pościel
to mi da troszkę relaksu, mam nastrój
po co mi gnać tu na złamanie karku?
Na zegarku trzecia i znów mam apetyt
na sny nie z tej planety
nieważna odległość czy punkt czasowy strefy
ja mogę się tam znaleźć, bez pomocy rakiety
wyjść nocy naprzeciw
Nim się obudzę wierzę w tę chwile
co dają mi luz, by jeszcze poleżeć godzinę
poleżę - nie zginę, jeśli mam na to czas
dedykowane wszystkim tym co lubią spać

[x2]
Mógłbym całe życie tylko leżeć w łóżku
śniadania, obiady, kolacje do stóp tu
A jeśli się okaże, że mam na to czas
podróżuję w snach, no, bo kocham spać
Częsty brak reakcji doprowadza do frustracji
Piętno biurokracji doprowadza do wariacji
Na chama nie załatwisz, bądź grzeczny może zyskasz
Panie będą tak uprzejme na zajętych stanowiskach
Wolno dopijając kawę w urzędowym czasie pracy
Z łachy wydają oferty i do pracy rodacy
Za sześć stów zapierdalasz, na opłaty ci nie starcza
Nie dożyjesz 60 zmarszczysz się jak pomarańcza
W ten sposób nic nie trafisz, ususzysz się jak śliwka
A więc stoi cham małolat w ręku browar, w drugiej fifka
Dzień za dniem taka rozrywka, monotonie musi zabić
Życia spieprzonego nikt z młodych nie chce naprawić
Ta, jeszcze nie dzisiaj, może jutro się rozejrzę
Za legalną pracą, ewidencją i urzędem
Za pieniądze zarobione się ubiorę i zdobędę
Serce pięknej kobiety, jeszcze wszystko się odmieni
A na razie w urojeniach pogrążeni, środek bagna
To codzienna rzeczywistość polskiego nastolatka

To mój rap, to moja rzeczywistość
To mój rap, to moja rzeczywistość
Jakie życie taki rap, w nim zawarte jest wszystko
Jestem z tych MC co pieprzą jak człowiekowi ciężko x2

Chwile, chwile, chwile, jedną małą chwile
W dzisiejszych czasach praca stanowi przywilej
Jadę w miasto, mijam światła, patrzę ma problemy typ
Psy chcą udaremnić jego prace, mycie w furach szyb
I odbiorą mu chleb, jego sposób na kasę
Jadę w MPK, z nudów czytam cudzą prasę
Wojny, bomba, coś o wąsach w uniformach
Prawybory, strajki, rządowa platforma
To normalka, jak to, że przy każdej większej krzyżówce
Znajdziesz biedotę zbierającą drobne w puszkę
Pomóż, daj na zupkę, nie trudno zauważyć
Nikt nie wie jak siły, możliwości zrównoważyć
Od zawsze tak było, nędza nigdy się nie skończy
Trzeba przetrwać wszystko tak jak plakat przedwyborczy
Ślad zostawię po sobie, daj mi bańkę więcej zrobię
Chcesz wiedzieć co mi się marzy?
Stworzenie nowych miejsc pracy
Żeby nie nie musiał iść kraść, chłopak ciągle się narazić
By utrzymać rodzinę, dziecku nie wytłumaczysz
Dlaczego nie ma co do garnka włożyć, jarzysz?
Jarzysz, jarzysz, kurwa jarzysz?

To mój rap, to moja rzeczywistość
To mój rap, to moja rzeczywistość
Jakie życie taki rap, w nim zawarte jest wszystko
Jestem z tych MC co pieprzą jak człowiekowi ciężko x2

Monotematyczność tekstów, życie nie jest lajtowe
Zmieni się na lepsze, coś innego ci opowiem
Tylko pozornie wtórnie bo krzyk ciśnie się na usta
Rozwój w prawidłową stronę, nowa rapowa produkcja
Możliwość wypowiedzi, to przeważnie w głowie siedzi
Życie daje po dupie, nie przestanę o tym ględzić
Jak pętla na gardle bieda zaciska swe sidła
Rytm jeżycki z tym wygrał i będzie trzymał dystans (Dystans)
Podtrzymam tu na duchu każdego, który zbłądził
Wyprowadzę cię bez mapy, życia przeciwnik nie godny
Wszędzie szum niepokorny na to gówno odporny
To codzienna normalka więc weź to wreszcie pojmij

To mój rap, to moja rzeczywistość
To mój rap, to moja rzeczywistość
Jakie życie taki rap, w nim zawarte jest wszystko
Jestem z tych MC co pieprzą jak człowiekowi ciężko x2
Brahu :
Mimo wszystko jadę przed sie
na zakręcie driftem to życie przypomina bitwę,
żaden bif nie powstrzyma mnie za ambitnie
cisnę, chuj wie wszystkie japy zawistne,
opad dla bliskich, liczymy zyski
Ci co zbierają dowody niech się walą na cycki,
wszystkich, chcieli by nas tu, w świetle oklasków,
pozbawić sznurowadeł i pasków,
jest jak jest, recyklesing norma,
hartuje się co dnia by nie spadła forma
możesz nie wierzyć ale czuje że żyję
zawsze gdy kolejny produkt ściska mnie tu za szyję
życia proza zamiast sielanki groza,
jeśli ma z tym kurwa problem nie pomoże proza
oryginał nie z kartki, mam serce do walki,
zabiera dziwkom głos jak dziewczynką zapałki, ta.

Refren:
Pomimo kłód na drodze mej,
pomimo bólu stresu wiem
przejść muszę przez to całe kurestwo i ..
i radę sobie dać.

VNM :
Mimo że tyle lat nie grali na Vivie MTV mnie,
VNM sam nawijałem imię te,
mimo że wanderzy nim zobaczyli mnie, zabiłem tylu co Steven Segal w Multikinie ej,
mimo że nawet jak masz chore flow i podwojone rymy za show masz kolombro,
ziom ma jakiś fame to foki wolą go
a ty przemierzasz te bloki solo bo
te skillsy to nie fame koleś
masz skillsy ale nie masz promocji, nie fame'u to jest game over,
mimo że to wszystko jest popierdolone
i te hajsy, pytasz kiedy będą one ?
I może że czasu brak, kasy też, czasem brak cały czas grałem ten jebany rap
i synu na dobre mi to wyszło
robiłem to mimo co?
Mimo wszystko!

Refren:
Pomimo kłód na drodze mej,
pomimo bólu stresu wiem
przejść muszę przez to całe kurestwo i ..
i radę sobie dać.

Brahu :
Są tacy co chcą zniszczyć Cię, wyczyścić Cię,
oczernić gdy za bardzo błyszczysz się, piździ, wiem
to zimny świat nie ma litości tutaj,
w moim sercu mróz nawet gdy na zewnątrz jest upał,
ilu chce abyś upadł, nie da im satysfakcji
gdy klękają do fiuta w dworcowej ubikacji,
nie pozwól by niedorozwój wpływał na przyszłość
to wszystko patrz w oczy wszystkim fałszywym pyskom
życie nie bajka jak mini mini,
masz włączonego majka to nie mili vanili
mam tylko jedno życie, którego jestem pewien,
kilkadziesiąt problemów za nimi nowy level
muszę przejść przez to, stawić czoła testom
kolejny dzień kolejny problem
coś mi mówi 'kreśl go'
łeb w górę, odpulam te myśli które mulą mnie, jebać je, mam recepturę, ej

Refren:
Pomimo kłód na drodze mej,
pomimo bólu stresu wiem
przejść muszę przez to całe kurestwo i ..
i radę sobie dać.
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo