Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Po raz trzeci nie jak kaleka
Liryczny poeta kielecka ekipa
Dla was dla wszystkich marna incognito
Teraz po raz trzy w uszy poruszy cie system
Potrójna moc języka
Hip Hop to muzyka która nigdy nie zginie
Dla mnie na pierwszym miejscu od lat
Nie jestem maniakiem nosisz szerokie spodnie
Za duże trzy razy bo tak jest wygodnie
I chuj mnie obchodzi czy modnie
Systemy olewam trzy razy potrójnie
Taaak znam ludzi którzy mówią również

Ref.:
Trzy, kolejna produkcja z przesłaniem
Wzgórze w tym klimacie na zawsze pozostanie
Nasz styl rymowania wiesz co to znaczy
Czego słuchacie Wzgórza Ya Pa 3 x2

To moje kilka słów o samym sobie
Wzgórze Ya Pa 3 w trzeciej osobie liczby mnogiej
To co mam w głowie przelewam na papier
Tak jak drukarka powiela kolejna kartke
Pierwszy raz brzmienie Wzgórze Ya Pa 3
95 liryka trzech młodych krzykaczy
Kontrakt z tamtych dni dziś nie wiele znaczy
Wzgórze Ya Pa 3 czytaj Ya Pa 3 Wzgórze
Centrum dla ludzi po raz drugi
Dedykowane Wembley'owi który jest w podróży
Nasz styl traktuj pół żartem pół serio
Trzy wypełnione jest nową C.K. poezją
Zmiana stylu byłaby niewybaczalna
Na zawsze z V.E.T.O. i to ci bida sztama
To było kilka słów o samym sobie
To co mam w głowie przelewam na papier

Ref.
Trzy, kolejna produkcja z przesłaniem
Wzgórze w tym klimacie na zawsze pozostanie
Nasz styl rymowania wiesz co to znaczy
Czego słuchacie Wzgórza Ya Pa 3 x2

Wzgórze Ya Pa 3 jak zawsze po polsku
Wojtas Zajka Marna Hans wnioskuj
V.E.T.O. Pęku Radoskór i ludzie od Hip Hopu co klimat znają
My robimy trzy płyty oni nas wspierają
Nabita faja muzyka rymowaniem
Robimy produkcje z konkretnym przesłaniem
Bez ściemniania i fikcyjnych zdarzeń
Prawdziwych jak rekonstrukcja wydarzeń
A.G.R.O. styl spełnionych marzeń
Wiesz kim jesteśmy dla kogo to robimy
Wąskie grono osób Hip Hopowej rodziny

Ref. x2
Trzy, kolejna produkcja z przesłaniem
Wzgórze w tym klimacie na zawsze pozostanie
Nasz styl rymowania wiesz co to znaczy
Czego słuchacie Wzgórza Ya Pa 3 x2
Słoń :
Pih, Ero, Słoń to przejebany Line Up
Twoja opinia o nas zwisa mi jak trup Husseina
To pijacka ferajna, łaki to nasz target
Mam wyrobioną markę jak jebany Nightstalker
Czuję tylko pogardę, nic innego we mnie nie ma
Ryby zdychają w jeziorach, a ptaki spadają z nieba
Czarna jak heban gleba zostaje na palcach
Jebać Step Up, zatańczysz dziś ostatniego walca
Zapraszam do tańca, nowy pożar wzniecam
Aplikując w nos proch z krematoryjnego pieca
Dzieciak, słysząc mnie robisz gały jak Gollum
Jakbyś z płetwami na girach biegał po minowym polu
Uderzam jak piorun, nie graj nam na nerwach
Zostanie po tobie tylko kupa zwęglonego ścierwa
Kolejny oberwał, konsoleta dymi
A ja z uśmiechem na twarzy zamykam drzwi od kabiny

Ref.
Każdy kojot wie, która jest godzina
Nie ma na nas skurwysyna
66.6 FM to co słyszysz
Radio Killa, Radio Killa, Radio Killa
66.6 FM

Pih :
Usiądz skromniej, dziś nie idziesz do roboty
Rozkładasz się jak kurwa po przeharowanej nocy
Za tą muzę stara cię zajebie w domu, ziomuś
Jak żona pijaka, wiecznie spadasz ze schodów
Co gdyby nie my? Co byś zrobił teraz?
Łoił patelachę pod lot trzmiela
Jedyny taki skład to alkoterapia
Po porady dzwoni do mnie twój pieprzony psychiatra
Bóg kręci ziemią? Ja poruszam niebo
To on kłóci się o wynik przy rzucie monetą
Napierdalają bębny, zaciskasz zęby
Dla gamoni już spływają tatuaże z henny
Maska Halloween na twarzy, zły do kości szpiku Pihu
Skąpa ździro - cukierek czy psikus ?
Nasza mała gra w pochowanego
Gaszę światło dźgam na oślep, inferno terror
Ze mną są zwyrole, twoja córka niech ucieka z domu
Chyba, że chce robić za dodatek do kondomów
Wcześniej czy później i tak skończysz w worku
Póki co twój krzyk, partytura tortur

Ref.
Każdy kojot wie, która jest godzina
Nie ma na nas skurwysyna
66.6 FM to co słyszysz
Radio Killa, Radio Killa, Radio Killa
66.6 FM

Ero :
Ero, Pih, Słoń ty słyszysz to Radio Killa
Każdy z nas tylko na psach się z prawdą mija
W rozgłośniach hip-hop o Mamma Mia
Dziś to wszystko nie sięga nam do kija
Nawijam, co? Nie trafiam lamusom w gusta?
Im spust w usta, na nich patrzy chuj z lustra
Twoja kochana znów nie wpuszcza cię do łóżka?
Jest jak twoje nagrania, po cichu się puszcza
Do zdeptania pluskwa, chuj wbijam w to jak się czujesz
Ty nie słuchasz rapu, ty go tylko podsłuchujesz
Ktoś cię opluje ty powiesz, że pada deszcz
Chcesz być grubą rybą, a cię dupą zjada leszcz
Wiesz to 66.6 FM
Dla upadłych MC chłodny, żałobny tren
Znów odcinam wam tlen, co się dusisz
Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz

Ref. (x2)
Każdy kojot wie,która jest godzina
Nie ma na nas skurwysyna
66.6 FM to co słyszysz
Radio Killa radio killa radio killa
66.6 FM
taa przystaneek...
za 15 min mamy autobus
yo przystanek
nałuszczone pestki
elo

Przystankersi, chipsy i snacki
Przystankersi, hardcorowe dzieciaki
Przystankersi, w noce i w dnie
Przystankersi, H.W.D.P

Przystankersi 04 rok,
W spodniach nisko mamy krok
Jesteśmy zajebiści kurwa,
Żadna rozkmina na przystanku nie jest nudna
Przystankowo ławka pełna pod nogami pestki nałuszczone
A na głowie kaptury nałożone
Stare babki nie usiądą
Odwracają w naszą stronę głowy
Patrzę na nie, są mocno wkurwione
Napalone na siedzenie ale my tam siedzimy
Przy przystanku ludzie nigdy nie ustąpimy
Szybciej na stronę weźmiemy i babce torebkę opierdolimy
Wiem, są to haniebne czyny
Przystankersi - z przystanku skurwysyny

Przystankersi, chipsy i snacki
Przystankersi, hardcorowe dzieciaki
Przystankersi, w noce i w dnie
Przystankersi, H.W.D.P

Ławeczka pod blokiem, stary to nie dla mnie
Ja siedzę na przystanku a Ty spokój daj mi
Stare wapno gania mnie stamtąd bo nie ma gdzie siedzieć
Kostnica tam ich miejsce, powinni o tym wiedzieć
A nie wcinać mi się w trans, lansu na przystanku
Siedzimy z kumplami tam w naszym nowym ubranku
Nawet jak coś zaskoczy nas, na przykład deszcz...
To nic, na przystanku daszek jest
Nakręcili już Klatkę, nakręcili Blokersów,
Teraz przyszedł czas na nas - na przystankersów
Prawdziwa rapo-skmina,
Yo chłopaki, nie oblegajcie klatek
Oblegajcie przystanki
Tam prawdziwa rozkmina toczy się
10:11 autobus przyjedzie
Sokółka, dwie linie autobusowe
Jedynka i dwójka [dwa] neoplany nowe
Przeładowane starym wapnem
Gdy będę kierowcą to staruszkę drzwiami zatnę
W autobusie też klima powoli tworzy się
Lecz ja pozostanę na przystanku,
Tam położę się.
Przystanek - miejsce dla tych biednych i bogatych
Przystanek - miejsce dla prawdziwych tylko dla tych
Przystankersi, chipsy i snacki

Przystankersi, chipsy i snacki
Przystankersi, hardcorowe dzieciaki
Przystankersi, w noce i w dnie
Przystankersi, H.W.D.P

Czy to wieczór, południe, o poranku
Urodzeni i wychowani na przystanku
My i cała klima dawaj dyma bo godzina 11 się zaczyna
A my pod wpływem wina...
Siedzimy... i wiecie jak to w lecie
Jedyne schronienie to przystanku ukojenie
Zawsze z kolegami rozkminiam dylemat
Z miejscowy patrolami jesteśmy już na "Siema!"
Raz se na zmułę do monopola wpadłem
"Proszę dwa wina" - postawiła je na ladę
Odwróciłem się i wystawiłem dupę
Ona pomyślała sobie, że jestem jakiś głupek
Zapytała "ocb ?"i ta jej zdziwiona mina
Później odrzekłem "Kto wypina, tego wina!"
Wybrałem wina tak, jak powiedziane
Z powrotem, z kranem, do domu na przystanek
Przystankersi - to my pełni poków
Dziwisz się?
W końcu czekamy na autobus
Czekamy - czy śnieg, deszcz czy grad
Czekamy już tak, około 10 lat

Przystankersi, chipsy i snacki
Przystankersi, hardcorowe dzieciaki
Przystankersi, w noce i w dnie
Przystankersi, H.W.D.P

by Mo0nster
Miał bym ze sobą skończyć z rozpaczy
wisieć na gzymsie, żegnać wspaniałe życie
piękne jak diesele w bycie, chociaż jestem wrażliwcem
to czasem krzywdzę i błądzę, obłęd najlepszym wyjściem?,
nie sądzę, łeb otępiały od wódy i smutny niczym Hank Moody
musiało troszeczkę minąć bym na dobre odmulił,
wiem, wieczne szaleństwo żyć się odechciewało
coś jak Tone Manelo na moście w Erezano,
wciąż gadają o wolności nie wiedząc czym jest ta wolnośc,
raperzy są z niewoleni, walczą, z prochami gołdą,
wiem o czym mówię, przecież jestem raperem,
i z definicji penerem i to me wyznanie szczere,
sprawujesz nad tym kontrolę koleś szczerzę w to wątpię,
tak uciekają by się poczuć swobodnie
ile tych potknięć, nie zamierzam nawracać,
ale pierdole, nie wracam do baletu i kaca,
bo nie popłaca brak zasad.

Ref.
Taki z niego szczery typ ... taki taki
taki z niego szczery typ , a zaliczył gzyms x 4

Taki z niego szczery typ kopary by wam opadły,
gdyby odpowiadał na pytania w momencie prawdy,
za grosz skromności w sobie, co z ciebie za człowiek,
kiedyś za ostatni grosz jak putka, radziłeś sobie,
ohyda jak (???) ćpasz biały proszek i puszczasz się te grosze,
myśląc czy ciąże donoszę, odpowiedzialność ponoszę
za swoje czyny nie lubią te biedne dziewczyny
co gubią sens swego życia na bardzo długo,
jebani Mala - Amigos i niezły bigos z kurwami,
tak przecinamy znajomość której się nie da naprawić,
wychodzisz z dragów i walisz maraton to więcej wódy,
tak prowadzisz do zguby bo nasączony jak głupi,
czy może chory hardkory i w końcu wracasz po towar,
tak krzyżowo wjebany zdesperowany chorobą,
nie wiedząc jak sobie pomóc wspominasz diesele w bycie,
w minute za wist na gzymsie, minutę później jest w piździe,
taki z niego szczery typ...

Ref.
Taki z niego szczery typ ... taki taki
taki z niego szczery typ , a zaliczył gzyms x 4
To był ten dzień, w którym po wstaniu rano
Pomyślałem, że dziś nie stanie się to samo
Odmawiam chmury, bo chcę mieć umysł czysty
W sposób oczywisty cel osiągam
Z pracą się nie ociągam, bo nie należy
Jak chcesz coś zdziałać - musisz w to wierzyć
I dążyć do tego jak by niczego nie było innego
Powracam myślą do roku owego
91 w końcu którego zapragnąłem być jak
Chuck D DMC
Wypuszczać z siebie słowa jak broń maszynowa kule
Początki przyszły z bólem i od nowa
Nikt nie mówił, że droga będzie kolorowa i usłana różami
Więc graliśmy z Punkami
A pomiędzy koncertami sprawa była jedna
Mówić, rymować i trafiać do sedna
Zabawa przyjemna - choć zabawa podziemna
Grono słuchaczy było małe jak kminek
Trzeba wydać płytę aby rozbudować rynek
Zapotrzebowanie jest czy go nie ma
Mnie to jebie - proszę tylko posłuchajcie tego dema
Jestem w niebie - składanka SP jest w sklepie
Cel numer 1 osiągnięty, wszystkim frayerom, niedowiarkom poszło w pięty
Nie jeden mówił potem, że AbradAb jest pierdolnięty
Nie szkodzi mi to, jeden woli piwo drugi żyto
Wracam do starych biznesów jak Carlito
Ty płacisz my to dając poparcie, tak potrzebne tym na starcie
Bo nie kończy się na farcie i nikt nie studzi zapału
Gdy trafiasz do ludzi pomału, złość budzi wytrwałość
Jak nie wierzysz to się załóż
Ja od tych wszystkich lat jako MM
Potem AbradAb tak ja ha opanowuje cały świat
I mam zasady i jest ich coraz więcej
Jak MC - nie wystarczy palców w jednej ręce
Nie napierdalaj na kolesiów jak kalibus
Pierdol przymus zwłaszcza durny jak armia
Wiedz gdzie Mazury są i Warmia
Nie bądź obcy jak malaria - głodnych rymem swym dokarmiaj
I przede wszystkim - nie rób chujstwa swym bliskim
Gdy tak się staje - nikt się z chujem nie zadaje

Pytasz co robić - powiem to Ci

Rób co najlepiej Ci wychodzi ! Rób co najlepiej Ci wychodzi!
Rób co najlepiej Ci wychodzi ! Rób co najlepiej Ci wychodzi!
Kolejny ranek, leci kawałek singla Dilated Peoples
Wychodzę - winda - parter, jadę po tytoń
Jest chyba czwartek lecz wiesz wisi mi to
Koski otwarte, wchodzę, błyszczy lastrico
Jak mam wierzyć pierwszym stronom
Jak do końca nie wierzę sobie?
Nie ufam pierwszym stronom, może mam fobię
Mam wierzyć mentorom, że mają świat pod kontrolą
Dopóki na kolejny moloch nie spadnie samolot?
Za ladą kolo stał tak jak za Colą Sprite
Wyglądał jakby wczoraj zderzył się z nim Bolo Young
Lub przeżył holocaust - proszę Marlboro Light
Kończę monolog, biorę Marlboro, wychodzę, jest maj
Mija mnie grupa zalana w trupa, z okna gra Tupac
Jest upał, czarny nekrolog wciąż wisi na słupach
Ten kolo przeżył niewiele ponad czterdzieści lat
Cywilizacja mas umiera powiedziałby Szad
Wracam - klucz, drzwi, winda, w mękach na jedenaste
Nie jestem sam, obok panienka, w jej rękach Hustler
Gdzieś z czwartego piętra słyszę gra Basket
Winda stop - żegnam laskę, jadę na jedenaste

Siedzę i gin na tury piję, w mroku oddycha cisza
Jak film w ponurym kinie płynie leniwie czas dzisiaj
Ludzka natura hien każe nam biec po trupach
W miasta konturach ginie wiara, Bóg nas oszukał
Jest po 24 - znów nie mogę zasnąć
W CD'ku grają sample, znów widokiem miasto
Światła pod blokiem gasną, kończy się pościg
Dziesięć pięter, parter, zostają wątpliwości

Jest środek dnia, z bólem głowy, z pełną wody szklanką
Skacowany wychodzę na balkon
Tak witam znowu dzień między trzecią a czwartą
Za dużo alkoholu, wiem, chyba nie było warto
Po prawej miasto przypomina piekło
Po lewej dym z komina - myśli biegną
Mam tyle pytań, gdy wspominam przeszłość
Wtedy godzina przypomina wieczność
Biorę łyk wody, poczym łapię oddech
Zamykam oczy, lecz ciągle czuję pośpiech
Kolejny łyk wody, na drogach korki
Czy to za hajsem pościg jak na Wallstreet?
Po co mi miliony parszywej gotówki?
Gdzie kupię bony na szczęście za złotówki?
Po co mi miliony co nie wypełnią pustki?
Ile jest takich z kasą co żyją w próżni
Po lewej sąsiad wygląda z okna
Pod klatką słodka idiotka znów na plotkach
Już prawie piąta, kończę ten show-time
Czasem nie rozumiem ludzi - wracam do środka

Siedzę i gin na tury piję, w mroku oddycha cisza
Jak film w ponurym kinie płynie leniwie czas dzisiaj
Ludzka natura hien każe nam biec po trupach
W miasta konturach ginie wiara, Bóg nas oszukał
Jest po 24 - znów nie mogę zasnąć
W CD'ku grają sample, znów widokiem miasto
Światła pod blokiem gasną, kończy się pościg
Dziesięć pięter, parter, zostają wątpliwości

Zabieram rękę spod podpartej szczęki
Wstaję, gaszę sprzęt i wyłączam ten bit
Obok łazienki ubieram stare buty i krótkie panterki
Do ręki biorę klucz i dwie puste butelki
Klucz do zamka - przekręcam - klamka
Szara firanka na korytarzu prawie nie wpuszcza światła
Schody, klatka - jakbym to przeczuł - w kieszeni kartka
W ten długi wieczór czeka mnie rejs po przystankach
Bo czasem są dni, że jestem tylko ja i chodnik
To dni kiedy czas płynie jak w samotni
Bo czasem są dni, kiedy zaczynam wątpić
Zbyt wiele pytań, zbyt wiele brakujących ogniw
Czy rzeczywiście instynkt zabójcy w nas jest?
Czeka mnie wolność, czy ten zabójczy azbest?
Kiedy odnajdę wenę, a kiedy znów przygasnę
I czy zostanie po mnie ten twórczy aspekt?
Boże daj spokój, spójrz już po dwunastej
Chcę poznać prawdę, zginę od kul czy zasnę?
Jak się zakończy mój lot nad kukułczym gniazdem
I czy na końcu odnajdę ból czy pasję?

Siedzę i gin na tury piję, w mroku oddycha cisza
Jak film w ponurym kinie płynie leniwie czas dzisiaj
Ludzka natura hien każe nam biec po trupach
W miasta konturach ginie wiara, Bóg nas oszukał

Jest po 24 - znów nie mogę zasnąć
W CD'ku grają sample, znów widokiem miasto
Światła pod blokiem gasną, kończy się pościg
Dziesięć pięter, parter, zostają wątpliwości
Sięgając nieba, wyrażając pragnienia
Moment nie do przewidzenia, czy to coś zmienia?
Szukam mocnego uosobienia, to trwa chwilę
Albo wieczność jak perpetuum mobile
Pe Ce Zet eŁ style prezentacja punkt pierwszy,
Zasięg tych fal jeszcze szerszy
Szybki jak Pershing środek przekazu
Atak w uszy od razu jak w obronę Lizarazu.
Bazując na tym, wskazując dwa światy
Nie szukam aprobaty, własne graty.
Jest mi dobrze, nie narzekam
Od łódzkiego człowieka O-S-T-R-Y
Płyną słowa jak browar
A nad każdym zdaniem batalia naukowa
Atmosfera grobowa mnie nie dotyczy
Bo mam dookoła ludzi, na których liczyć
Mogę zawsze i w każdej okoliczności
W grupie nieznośni, ale tak bywa
Nie chcę spędzić życia na ławce kar jak Oliwa
W stylu wolnym treściwa gadka tylko w tym gronie
Niezapomniane wieczory na zachodniej stronie
Teofilowa - katharsis i Obóz by wspólne słowa propagować
By zastosować w odpowiednim momencie
Teraz O.S.T.R. solo i nowe przedsięwzięcie

ref.
A więc bądź przy tym jak tworzy się historia
Bez zbędnych sporów typu Dawid i Goliat
R-A-P euforia na przełomie wieków
To wszystko zawarte w O eS Te eR Ygreku

Sięgając nieba, czego więcej mi trzeba
Wystarczy się nie bać i do przodu iść
Nie masz respektu dla S.I.M.I. to buty czyść
Kolo zżółkł jak liść i po kłopocie
Chociaż presja rośnie jak kac po sobocie
Drobna sugestia, kwestia wygląda tak
Skrzypek co XXL ubiorem zastąpi frak
By nie skończyć jak tic-tac w programie dla świrów
Tu bałucki wyrób, ściślej tam gdzie Teofilów
Efekt negocjacji przy playstacji z F.A. Sinatrą
Wniosek: hip-hop dla nas jak patron
eR A Pe ratunkową tratwą na nudę
Dołącz do tego jeszcze Uniejów ogródek
I wspólne grillowanie, humoru nakręcanie
Wzajemne, stopniowe pozytywów nastawianie
Wieczorne rymowanie Czizz, Mizone, Spinache
Wesoła mina, bo ktoś wolny podtrzymał
Wtedy znikł ten świat, który ze mnie siły wyzymał
Gdyby czas się zatrzymał nie było by kłopotów
Sprawy nie przyjęły by złego obrotu
A teraz co gdzie jest czai się problemów zlot,
Który chciałby bym skończył jak Aerofłot
Za pomocą plot, a ja wolę wyluzować
Poobserwować i dopiero atakować
Wiem gdzie chcę zaparkować, ee - mój teren
Ale czy ktoś robi z tego aferę?
Takie myśli szczere, nie przypadkiem powiedziane
O.S.T.R. solo teraz już wiesz co jest grane.

ref.
A więc bądź przy tym jak tworzy się historia
Bez zbędnych sporów typu Dawid i Goliat
R-A-P euforia na przełomie wieków
To wszystko zawarte w O eS Te eR Ygreku
(Miki MDM)
Nie raz byłem głodny doceniam każdą szamę,
nie dam sobie wmówić że mam przejebane,
przez picie bo życie to niby dziwka tania,
złudzeń pozbawia nawet zimnego drania.
Serdecznie pozdrawiam ludzi na oriencie,
nie daj sobie wmówić zeznań na komendzie,
co ma być to będzie, PKU się kłania,
przez doświadczenia ten rap bez zakłamania.
Bez pierdolenia grania na uczuciach,
Ganja Mafia styl rozpierdala płuca,
pół na pół słuchaj solo Kali,
wygrali ci co chcieli,bo wiedzieli w co grali.
Raj się pali chodź dym szczypie w oczy,
uważaj na mendy nie daj się zaskoczyć,
nie dam sobie wmówić przegranej na starcie,
scena się jednoczy przy farcie coraz bardziej.

Ref.
4x
Nie daj sobie wmówić że dla takich jak my,nie ma przyszłości.

(Kali)
Pamiętam ich maski w obliczu mej zajawki,
słowa laski kali to się nie uda,
ja uwierzyłem w cuda i chodź droga była długa,
teraz zbieram oklaski a im huj między uda.
Bo są tacy ludzie co by chcieli abym zniknął,
zamknął usta na wieki w kalendarz kipnął,
ja idąc ciemną doliną zła się nie ulęknę,
jak,wczoraj tak i dzisiaj a ni jutro nie uklęknę.
Nie wymięknę dopóki są tu ludzie,
którzy jak ja czują tą muzę,jak ja nie mają złudzeń,
że wartości które nosimy w sercach,
są cenne jak złoto i droższe od merca.
Dawaj bletkę bo nie ma takiej siły,
by mi palić zabronili i namówili na fetke,
chodź moje drogi kręte jak spirali gruby
lolek pali się z szacunkiem wyciągam rękę.

Ref.
4x
Nie daj sobie wmówić że dla takich jak my,nie ma przyszłości.

(Mara MDM)
Charakter ma,imiona różne,czasem robię,myślę później,
chociaż bez poczucia dumy to ja za huja nie usnę,
wiedz, że zwycięskie mety często mają starty trudne,
a będą chcieli wmówić że to zaganianie chlubne.
Będą nazywać durniem mówią tobie jakąś bujdę,jestem sobą to nie trudne.
chociaż film czasem utnę,według nich to niechlujne,
ja żyję w zgodzie z sobą aż po trumnę,dusza rozum są tu spójne.
Nie daj sobie wmówić że jesteś z gorszej gliny,
są odpały, są przyczyny a monopol jak z kantyny,
narzucają skurwysyny,chcą żebym był jak oni,
ich po prostu ich boli że ja nie płaczą na zoli.
Chodź czyny czasem opłakane w skutkach są problemy,
dodaj wódka to para bardzo zgubna,ścieżka jak pochyła równa,
Ważne serce a nie stówka,jak najdalej od gówna stawiam kroki swoje,
mam charakter nie naboje,wiem że poważną teorie,
może wykuć bliski koleś,dlatego grono moje dziś już dobieram rozważnie,
boso ale w ostrogach w środku zimy ciągle marznę,
wiesz co jest dla mnie ważne nie pozbywać się marzeń
niech serce drogę wskaże i nie myl Mary z marazmem
to prawdziwy psychodeliczny odlot
jak pink floyd
więc proszę zapiąć pasy
choć nie jestem roger waters
który pożarł kwasik
witamy raczej w podrzędnej restauracji
spelunie
pachnie spalonym tłuszczem
koszmar
jak freddy krueger
siedzimy sobie skromnie
żaden batman i robin
wspominamy znajomych z podstawowej szkoły
stolik w samym rogu
żadne sensacji
odmiennej orientacji
każdy żonaty, ma to wpisane w dowód
to tu, gdzie znają się na modzie
bo ciągle noszą wąsy
jak freddie mercury
albo pijanowski wojciech
a my wsłuchujemy się w miejscowy dialekt
bez winy palimy śmieszne papieroski
z naturalnym wkładem
w złym miejscu, o złym czasie
witamy w piekle, gdzie telefon traci zasięg

666 to numer bestii
666 to numer bestii
666 to numer bestii
666 to numer bestii

koszmar to dopiero się zaczyna
to nie Freddy Krueger
tylko martwica mózgu
która zmieniła panom mózg w sflaczały muskuł
bo kiedy dwóch dżentelmenów sobie siedzi
to ci, co czują się mniej pewni
bo podświadomie marzy im się męski seksik
wietrzą sensację, jakiś skandal
oni już wiedzą jaki masz plan
jaki jest twój zamiar
rozrywka lepsza niż nintendo
tylko w trójwymiarze pełną gębą
666 jak Venom
a my palimy śmieszne papieroski
z naturalnym wkładem
oni są predator, my jesteśmy alien

666 to numer bestii
666 to numer bestii
666 to numer bestii
666 to numer bestii

patrz, kto idzie w naszą stronę
to belzebub, co brzuch ma 26 cali
to pewne jak taktowy bęben emada
firmy premier
wytarł chusteczką spocone czoło
sunie do nas jak wodolot, solo
choć na imię nie ma han
ten diabeł nie ubiera się u Prady
bo to nie Paryż
ma taki nawyk
że lubi pięść całą wpychać w nie swoje sprawy
więc proszę nie straszyć mnie ekskomuniką
bo piekło jest nad Wisłą
gdzieś na krańcu warszawy
666 to numer
dodaj 22 jak chcesz rozmawiać przez komórkę
a my palimy śmieszne papieroski
z naturalnym wkładem
oni są predator, my jesteśmy alien

666 to numer bestii
666 to numer bestii
666 to numer bestii
666 to numer bestii
1.Nigdy nie chciałem sprzedać się dla muzyki,
To do mnie dzwonili chociaż byłem nikim
Dalej jestem nikim, nie walczę o wyniki
Ciągle chce iść do przodu, ciągle chce być jak wiking
Odkrywać lady, być wolnym, jak Ikar co zbłądził
Chce sam doświadczyć do czego Odys tak dążył
Chce znaleźć swoje miejsce, dotknąć tego domu
Poszukać kątów potem przekazać je komuś
Tych kropli potu chce być warty nie sposób
Nie wylać, nie chce być ludkiem po prostu
wbrew fala płynę i trzaskam o brzeg
wiem jak to jest być jak zbity pies, wiesz?
Nigdy serca nie oddam bez walki o nie
Wiem ze czasem jest źle to me serce tak plonie
Nie jestem z pokolenia gdzie muzyka w gramofonie
Grala, ja gram przestane wiem to jest moment

Nigdy nie zrobiłbym tego co kiedyś
Te rzeczy, wspomnienia, czasem kupa biedy
Chociaż nigdy bym nie chciał być innym człowiekiem
Bo to moje Zycie moje błędy ale z wiekiem

Dojrzewam do życia do walki o mój sen
mój dzień, o to by być wielki jak big Ben
By stać się legenda, co krąży po wiekach
chociaż nigdy na sile, ten sen na powiekach

2.Ciągle kulam do przodu szuram trzymam połap
Choć kompas mnie zwodzi ma mnie za ciula
Nie hulam po balach bo mam samo respekt
Mam wartości od których skacze ci gula
Nigdy bym nie sprzedał swoich wspomnień
Choć często bolą jak jakieś zbrodnie
Sumienie mi mówi ze mam czuć się okropnie
ja mam spokój duszy i jest mi z tym dobrze
Nigdy bym nie szedł wiedząc ze zbłądzę
Nie sadze bym chciał się spalić ponownie
Nigdy bym nie wbił noża Ci w plecy
Dosłownie w przenośni, i tak jakoś leci
Nawet jak bym dostał od ciebie złe wieści
To chleb mój powszedni, wszystko się zmieści
Nie zawsze jestem happy nie zawsze jestem rześki
Ale Nigdy nie zmienię swojej opowieści

Nigdy nie zrobiłbym tego co kiedyś
Te rzeczy, wspomnienia, czasem kupa biedy
Chociaż nigdy bym nie chciał być innym człowiekiem
Bo to moje Zycie moje błędy ale z wiekiem

Dojrzewam do życia do walki o mój sen
mój dzień, o to by być wielki jak big Ben
By stać się legenda, co krąży po wiekach
chociaż nigdy na sile, ten sen na powiekach (x2)
Lubię słuchać, gdy jest już późno, gdy wszyscy śpią
Kiedy gwiazdy lśnią
I jest cichy cały dom, wtedy piszę
I zagłębiam się w tą ciszę
To, co słyszę, to jedynie wyobraźnia
Cienie straszą, odchodzą, kiedy się przejaśnia
Jest już ciemno, spokojnie, tak jest tylko w baśniach
Gdzieś za oknem w oddali jakiś pies ujada
Zapewne ktoś stoi teraz na rozdrożach świata
Ktoś odkrywa niepojęte sprawy
Jest już późno, piszę...
(Jeszcze nie śpisz mały?)
Jeszcze nie śpię
To nie są rzeczy, które widzę we śnie
Jak odgłosy w mieście, hałasy, zgiełk tłumu
Kolorowe litery gdzieś na wyłomach murów
Czasy królów odeszły, nastały czasy pełne bólu
Piszę o tym wszystkim, by poezji stać się bliskim
Jak ci którzy odeszli, tysiące ludzi
Jest już późno, czas iść spać, z nie marudzić
Czekam, kiedy znowu muza do mnie wróci

Światła miasta już dawno zgasły, jest ciemno
Z długopisem nad kartką spędzam moja noc bezsenną
Warszawy echo, echo wydarzeń z dni ubiegłych
Jak z DVD obrazki, to telinie tekstu z kartki
Noc bez dźwięków żadnych, zupełna cisza
Tylko nierówny oddech słychać i znów
Godzina duchów, by oddać hołd muzie
Nocnych pisarzy, co w dnia nudzie inspirację znajdują
I opisują to później, może być różnie
Może ładnie to wszystko dzisiaj się poskłada
A może nie i finałem będzie kartka podarta, jak Bóg da
Wiem, że ta cisza daje mi komfort, nieźle
Potem nagra się teraz płynie wyraz po wyrazie
Na kartce, a we śnie szukam ukojenia
Teraz wylewam tutaj, co mnie wnerwia
Chwila relaksu, przerwa
I dalej, choć zaschło w gardle
Wieczór, to pora rzeczy poważnych, pieprzę banały
Pisane nocą myśli, nacechowane melancholią
Wiem, że teraz ktoś, gdzieś zostawia myśl się niekończącą
Stawiając pomnik słowem, co od spichrzu trwalszy
Jak Horacy piszę, by czasu upływanie zwalczyć
Mój sposób, by od szarości dnia gdzieś odejść
Swoja krainę z marzeń, budować swoim słowem
Odskocznia od tego, co czeka mnie rano
Nocne pisanie, dobranoc
(Gram żeby grać.. ahh z resztą,
ten co grał, a nie gra będzie grał,
tylko ten co pierdolił a..
już nie pierdoli ten nigdy.. pss!)

(Tak! Gadka oparta na faktach, sprawdź to gówno!)

1. Yo! PDG yo to moje inicjały,
Gural w stereo uderza na dwa kanały,
na polu chwały, PDG plan w trakcie,
nie abstrakcje, to rym na fakcie,
w trzecim akcie na kompakcie - sprawdź Gurala,
szala przechylą nadciąga fala,
rozpala gorączka złota świat oszalał,
balast odrzucam i wciąż trzymam balans,
skala rośnie jak napięcie w dniu szakala,
wyzwala energie, mity obala,
od graczy dla graczy, wciąż napierdalam,
chropowata technika robi hałas,
gdzieś z tyłu ktoś gwizda żeby dać mi znak,
powoli do przodu jak silnik Diesla,
chłone życie jak uchodźców Pakistan,
mam taki stan, trzymam wszystko na dystans,
mista Gural pizga, życie to fist style,
chwila nie uwagi i Asta La Vista,
pizgam, sypie iskra, pełna pizda,
istna, chwila soczysta potem pizgram,
życia sztuka jak Buena Vista,
dyplomacja jak pismak, obskórna jak bistra,
i straszna jak krzyk w ginących piskach - opon,
podpływam na wodę głęboką,
Poznań wita, na chuj mi ta sprzedajna polityka,
oparta na kitach z wrogami kita,
lecz ja jak pijak w chuj w to wbijam i tak,
nie chce jak Ikar polecieć zbyt wysoko,
tak podpowiada mi logika,
póki pikawa tyka, póki hula ma technika,
wiesz, bestia wciąż dzika zaklęta w głośnikach,
jade przez życie na ostrych bitach.

Ref. 2x
Oparta na faktach, paktach i kontaktach,
gadka idzie w miasto na kompaktach,
na kontraktach składam moje inicjały,
Gural w stereo uderza na dwa kanały!

(na dwa kanały, na dwa kanały..)

2. donGURALesko, jerzą się na głowie (co?!) - włosy,
zapiąć pasy, zgasić papierosy,
wchodze w kombosy, gładko jak Eddie w Tekkenie,
Grunwaldzkie podziemie, tu wyzwolenie drzemie,
jak Mortal Combat - Kartel kohorta,
zachodni wiatr wieje - dziesięć skali Beauforta,
mój portal? www.tłuste rymy.com - don -
GURALesko głos jak ostatni smok,
teraz przy sterach nawiguje Laska i Magiera,
pełna moc na Poznańskich panterach,
bit napiera, naciera, hardcorowa opera,
więcej magii niż w przygodach Harry'ego Pottera,
to Grunwaldzka riwiera podwoje swoje otwiera -
jak przygody Guliwera w krainie Lily Butów,
nacisk wywiera i do kumatych dociera,
głośniej niż Pavarotti, Domingo i Carreras -
razem wzięci, kręci jak karuzela,
jak bambus na adapterach chroni jak morski Keira,
błyszczy kaski azjiera puści jak kariera,
od pierdolonego bucy buta do milionera.

(Gadka oparta na faktach, gadka oparta na faktach..)

Ref. 2x
Oparta na faktach, paktach i kontaktach,
gadka idzie w miasto na kompaktach,
na kontraktach składam moje inicjały,
Gural w stereo uderza na dwa kanały!

(na dwa kanały, na dwa kanały..)

(Tak, pojebany Gural, donGURALesko, hardcorowy Papa,
bandyta mikrofonu, Killaz Group, PDG Kartel i K.A.S.T.A. Squad
Sprawdź to gówno! 2002, a saga trwa nadal sprawdź to gówno, sprawdź to gówno!)

(Dobrze kombinujesz, dobrze!)
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo