Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Posiadam 67 593 pojazdy.
Porsche, Ferrari, Renault, Mitsubishi, Toyoty,
...... , Trabanty, Żuki, małe Fiaty i Mazdy x2

Rozbijam się po pustym mieście,
rozbijam się po pustym mieście,
nareszcie permanentnie 200,
rozbijam się po pustym mieście,
nareszcie permanentnie 200,

Wożę się tak i sobie myślę
ludzi już nie ma, reklama, ciągle śmieci.
Reklama, gówno, śmieci zostaną po nas,
gdy nasze dzieci powybijają sobie zęby bombami.
Nie róbmy sobie wstydu przed bogiem i kosmitami.
Ruchajmy się z hipopotami, kotami albo przynajmniej z prezerwatywami!
Yyyyyy... Czy nie?
Syreni gród jest fest tu życie mija z beaglem
Szczególnie jeśli wiesz co kryje się za winklem
Cięte typy piją czterdziestkę pod sklepem
Mówią mieliśmy ambicje ale mijało nas szczęście
Zawraca kontrafaude więc daje mu grosza w łapę
Idę przed siebie i swoje szczęście znajdę nape
Szuka tu szczęścia nie jeden
Chce mieć piter pełen dzindziorów i wyjechać do siebie
Ćmy nocne rozkładają uda
Za dwie stówy i myślą, że kiedyś zapomnieć się uda
Lewarek śmieje się z gabloty
Bo wziął czerstwiaka pod bajer zarobi na nim parę złotych
Możesz mieć boya, to miasto wciąż baletuje
Tu antki szybko przyklejają fanara na truje
Miasto zostało to samo, język się zmienił
I są ziomki z podwórek zamiast ferejny z kamienic

To warszawskie ballady
Czarna mańka, księżyc frajer, jadziem na Bielany
Warszawa da się lubić, ja ją kocham to pewne
I w ogóle i w szczególe i pod każdym innym względem

Na różycu baba krzyczy pyzy prosto z gara
Skower majchra używa gdzieś w bramach
Tego nie ma możesz usłyszeć to w balladach
Mentalność została, kpiarz, wieczny cwaniak, warszawiak
Spalił nam miasto w ząbek czesany kolo
Strączku łuskany klapa stolica żyje na nowo
W krótkich abcugach wyrosły nowe czynszówki
Fioraje znów sprzedają kwiaty na rynku starowki
Andrusy zamiast oprychówek czapki na uszy
I galant lalunie co wyróżniają się w tłumie
Trzeba miastu spojrzeć w oczy
Schylić głowę nieujarzmione miasto pełne historii mrocznych
Bohaterowie śpią na cytadeli stokach
W grobach pod brzozowym krzyżem na Powązkach
I wkurzają się na nasz charakter strączku różany
Spytasz skąd jestem? Powiem z dumą: z Warszawy

To warszawskie ballady
Czarna manka, księżyc frajer, jadziem na Bielany
Warszawa da się lubić, ja ją kocham to pewne
I w ogóle i w szczególe i pod każdym innym względem
[DGE]
Cisnę cessną, lecę awionetką.
Pilot nadaje kurs manetką.
Lepie Staff bletką, lekką rąsią.
Przelatując nad Polską. /2x

[ej ej ej]

[Matheo]
Jeśli chcesz mieć więcej niż masz hajsu bierz go,
bierz to, cały czas, wierz w to koleżko
patrz ja mam progres, gdy nawet regres ma kryzys
i wiem przy tym że nie pale głupa jak Syzyf
jadę z tym, za sobą słyszę małych stóp tupot
tych co chcą za darmo, z cała swoja grupą
nie gadam jak oni głupot, znam swoją cenę
chociaż dla większości jest to problemem.
Z innej epoki mentalni biurokraci,
choć każdy dobrze wie że za jakość się płaci.
I patrząc na nich dawno postawiłem miastu sprawę
nie płacisz, nie lecisz, nie wzbijesz się nawet.
Ja lecę, mam się dobrze jak by ktoś pytał,
sprawdź sobie która to już z kolei płyta.
Odpal liczydło jeśli masz belkę w oku,
i oblicz, ile będę prał w tym roku.

[Ref]
10 tysięcy piorę, 10 tysięcy piorę,
300 tysięcy piorę, 300 tysięcy piorę,
500 tysięcy piorę, 500 tysięcy piorę,
Piorę pierdolony milion.

[DGE]
Mam ten flow zaczarowany, mam ten głos zdarty,
lot wyczarterowany, mają swoje plany czarty.
Los uparty, warty spory zamysł chodź
pędza harty karty odkrywamy i
nagrywamy, gramy wydajemy płyty wiemy że
ryzykujemy ale po swoje idziemy bez tremy.
Brniemy, króla szachujemy wieżą,
bierzemy pieniądz, reprezentujemy świeżość.
Matuzalemy nie wierzą w to co słyszą,
i siedzą cicho pod miotłą jak by byli myszą.
Niech napiszą, list do Kasi wyślą
miało być pięknie, ale jak zwykle nie wyszło.
I niech przemyślą, cele swe określą
zresztą żeby im wyszło co weszło.
Niech odkreślą przeszłość grubą kreska,
niech uwierzą w przyszłość jutro wesprą,
wezmą, westchną, zyskają lub stracą.
Lece cessną, jestem rap bacą, dziwko.

[Ref]
10 tysięcy piorę, 10 tysięcy piorę,
300 tysięcy piorę, 300 tysięcy piorę,
500 tysięcy piorę, 500 tysięcy piorę,
Piorę pierdolony milion.

[DGE]
Twoja zawiść, twoją własną głupotą.
Ja czego nie dotknę, zamienia się w złoto, jak Midas.
Co ty w ogóle możesz im dać i mi dać?
Bez lupy kurwa w ogóle cię nie widać, jak widać.
A ja ciągle stoję jak piramida w Gizie,
tak to idzie ja i mój Adidas
Ja i mój adidas...
Ja i mój adidas...

[DGE]
Cisne cessną, lecę awionetką
Pilot nadaje kurs manetką
Lepie Staff bretką, lekką rąsią
Przelatując nad Polską
taa przystaneek...
za 15 min mamy autobus
yo przystanek
nałuszczone pestki
elo

Przystankersi, chipsy i snacki
Przystankersi, hardcorowe dzieciaki
Przystankersi, w noce i w dnie
Przystankersi, H.W.D.P

Przystankersi 04 rok,
W spodniach nisko mamy krok
Jesteśmy zajebiści kurwa,
Żadna rozkmina na przystanku nie jest nudna
Przystankowo ławka pełna pod nogami pestki nałuszczone
A na głowie kaptury nałożone
Stare babki nie usiądą
Odwracają w naszą stronę głowy
Patrzę na nie, są mocno wkurwione
Napalone na siedzenie ale my tam siedzimy
Przy przystanku ludzie nigdy nie ustąpimy
Szybciej na stronę weźmiemy i babce torebkę opierdolimy
Wiem, są to haniebne czyny
Przystankersi - z przystanku skurwysyny

Przystankersi, chipsy i snacki
Przystankersi, hardcorowe dzieciaki
Przystankersi, w noce i w dnie
Przystankersi, H.W.D.P

Ławeczka pod blokiem, stary to nie dla mnie
Ja siedzę na przystanku a Ty spokój daj mi
Stare wapno gania mnie stamtąd bo nie ma gdzie siedzieć
Kostnica tam ich miejsce, powinni o tym wiedzieć
A nie wcinać mi się w trans, lansu na przystanku
Siedzimy z kumplami tam w naszym nowym ubranku
Nawet jak coś zaskoczy nas, na przykład deszcz...
To nic, na przystanku daszek jest
Nakręcili już Klatkę, nakręcili Blokersów,
Teraz przyszedł czas na nas - na przystankersów
Prawdziwa rapo-skmina,
Yo chłopaki, nie oblegajcie klatek
Oblegajcie przystanki
Tam prawdziwa rozkmina toczy się
10:11 autobus przyjedzie
Sokółka, dwie linie autobusowe
Jedynka i dwójka [dwa] neoplany nowe
Przeładowane starym wapnem
Gdy będę kierowcą to staruszkę drzwiami zatnę
W autobusie też klima powoli tworzy się
Lecz ja pozostanę na przystanku,
Tam położę się.
Przystanek - miejsce dla tych biednych i bogatych
Przystanek - miejsce dla prawdziwych tylko dla tych
Przystankersi, chipsy i snacki

Przystankersi, chipsy i snacki
Przystankersi, hardcorowe dzieciaki
Przystankersi, w noce i w dnie
Przystankersi, H.W.D.P

Czy to wieczór, południe, o poranku
Urodzeni i wychowani na przystanku
My i cała klima dawaj dyma bo godzina 11 się zaczyna
A my pod wpływem wina...
Siedzimy... i wiecie jak to w lecie
Jedyne schronienie to przystanku ukojenie
Zawsze z kolegami rozkminiam dylemat
Z miejscowy patrolami jesteśmy już na "Siema!"
Raz se na zmułę do monopola wpadłem
"Proszę dwa wina" - postawiła je na ladę
Odwróciłem się i wystawiłem dupę
Ona pomyślała sobie, że jestem jakiś głupek
Zapytała "ocb ?"i ta jej zdziwiona mina
Później odrzekłem "Kto wypina, tego wina!"
Wybrałem wina tak, jak powiedziane
Z powrotem, z kranem, do domu na przystanek
Przystankersi - to my pełni poków
Dziwisz się?
W końcu czekamy na autobus
Czekamy - czy śnieg, deszcz czy grad
Czekamy już tak, około 10 lat

Przystankersi, chipsy i snacki
Przystankersi, hardcorowe dzieciaki
Przystankersi, w noce i w dnie
Przystankersi, H.W.D.P

by Mo0nster
widziałem cię z innym chłopcem
a mówiłaś, że jedziesz na wakacje
gdzieś na południe francji
odwiedzić z pracy koleżankę

widziałem cię z innym chłopcem
co długie miał włosy jak dziewczyna
mówiłaś mi, że się brzydzisz
on bluzkę ci rozpinał

wyszedłem sobie na spacer
bo kumpel uczy się do sesji
pożyczyłem mu linijkę
by podzielił równo kreski
on zawsze mnie ostrzegał
bo to kumpel jest prawdziwy
że wszystkie się puszczają
że wszystkie to są..

widziałem cię z innym chłopcem
co długie miał włosy jak dziewczyna
mówiłaś mi, że się brzydzisz
on bluzkę ci rozpinał

zapaliłem szybko szluga
choć mówiłem, że nie palę
ale co to teraz znaczy
kiedy was tam widziałem
miałaś na sobie bluzkę
prezent na imieniny
on karminowe miał policzki
cały był od szminki

pojechalibyśmy na wakacje
na wycieczkę do tunezji
koleżanki by umarły
spaliłoby ci plecy

widziałem cię z innym chłopcem
co długie miał włosy jak dziewczyna
mówiłaś mi, że się brzydzisz
on bluzkę ci rozpinał

widziałem cię z innym chłopcem
a mówiłaś, że jedziesz na wakacje
gdzieś na południe francji
odwiedzić z pracy koleżankę
(Miki MDM)
Nie raz byłem głodny doceniam każdą szamę,
nie dam sobie wmówić że mam przejebane,
przez picie bo życie to niby dziwka tania,
złudzeń pozbawia nawet zimnego drania.
Serdecznie pozdrawiam ludzi na oriencie,
nie daj sobie wmówić zeznań na komendzie,
co ma być to będzie, PKU się kłania,
przez doświadczenia ten rap bez zakłamania.
Bez pierdolenia grania na uczuciach,
Ganja Mafia styl rozpierdala płuca,
pół na pół słuchaj solo Kali,
wygrali ci co chcieli,bo wiedzieli w co grali.
Raj się pali chodź dym szczypie w oczy,
uważaj na mendy nie daj się zaskoczyć,
nie dam sobie wmówić przegranej na starcie,
scena się jednoczy przy farcie coraz bardziej.

Ref.
4x
Nie daj sobie wmówić że dla takich jak my,nie ma przyszłości.

(Kali)
Pamiętam ich maski w obliczu mej zajawki,
słowa laski kali to się nie uda,
ja uwierzyłem w cuda i chodź droga była długa,
teraz zbieram oklaski a im huj między uda.
Bo są tacy ludzie co by chcieli abym zniknął,
zamknął usta na wieki w kalendarz kipnął,
ja idąc ciemną doliną zła się nie ulęknę,
jak,wczoraj tak i dzisiaj a ni jutro nie uklęknę.
Nie wymięknę dopóki są tu ludzie,
którzy jak ja czują tą muzę,jak ja nie mają złudzeń,
że wartości które nosimy w sercach,
są cenne jak złoto i droższe od merca.
Dawaj bletkę bo nie ma takiej siły,
by mi palić zabronili i namówili na fetke,
chodź moje drogi kręte jak spirali gruby
lolek pali się z szacunkiem wyciągam rękę.

Ref.
4x
Nie daj sobie wmówić że dla takich jak my,nie ma przyszłości.

(Mara MDM)
Charakter ma,imiona różne,czasem robię,myślę później,
chociaż bez poczucia dumy to ja za huja nie usnę,
wiedz, że zwycięskie mety często mają starty trudne,
a będą chcieli wmówić że to zaganianie chlubne.
Będą nazywać durniem mówią tobie jakąś bujdę,jestem sobą to nie trudne.
chociaż film czasem utnę,według nich to niechlujne,
ja żyję w zgodzie z sobą aż po trumnę,dusza rozum są tu spójne.
Nie daj sobie wmówić że jesteś z gorszej gliny,
są odpały, są przyczyny a monopol jak z kantyny,
narzucają skurwysyny,chcą żebym był jak oni,
ich po prostu ich boli że ja nie płaczą na zoli.
Chodź czyny czasem opłakane w skutkach są problemy,
dodaj wódka to para bardzo zgubna,ścieżka jak pochyła równa,
Ważne serce a nie stówka,jak najdalej od gówna stawiam kroki swoje,
mam charakter nie naboje,wiem że poważną teorie,
może wykuć bliski koleś,dlatego grono moje dziś już dobieram rozważnie,
boso ale w ostrogach w środku zimy ciągle marznę,
wiesz co jest dla mnie ważne nie pozbywać się marzeń
niech serce drogę wskaże i nie myl Mary z marazmem
Walę tu do moich ziomali z wódą,
Będzie balet, będzie grubo.
Najpierw pierwszą potem zrobimy drugą,
Będzie balet będzie grubo.

Walę tu do moich ziomali z wódą,
Będzie balet, będzie grubo.
Najpierw pierwszą potem zrobimy drugą,
Będzie balet będzie grubo.

Lubie kłęby dymu, zimną wódę i kobiety,
Jest lans skurwysynu to sypią się monety.
Palimy non stop lolki jak pety,
Inne gadżety, nas tu cztery sety.
Mamy sekrety, lubimy konkrety,
Banknoty w rolety, dupy szorują parkiety.
Zwyrol na salonach, odpalam rakiety
Kontrabanda, Brahu kozackie balety.

To jest balet nie szalet, więc nie sraj się,
Nie wiesz co to do picia talent? Przeżegnaj się.
Jestem z ekipą, tego typu typów nie wpuszczamy,
Ulizanych leszczy, tranwestytów.
Sami swoje jak HG, wóda jak kawa na ławie,
Ogarniam kiedy ogarnię, jak się bawie to bawię.
Nie ma nic złego w zabawie, mówisz studiujesz na prawie,
To zapraszam Cię na lewo, mam super zabawę.

Walę tu do moich ziomali z wódą,
Będzie balet, będzie grubo.
Najpierw pierwszą potem zrobimy drugą,
Będzie balet będzie grubo.

Walę tu do moich ziomali z wódą,
Będzie balet, będzie grubo.
Najpierw pierwszą potem zrobimy drugą,
Będzie balet będzie grubo.

Waletudo sztuką walki, lej wujitsu do szklanki
Nowe pseudonimy wymyślają nam barmanki.
Jeszcze nikt nie tańczy, co chwilę toasty,
Zdrowie Brahu brat, zdrowie Kontrabandy.
Blanty, alkohol, kobiety, melanże,
Nie podoba się? Idź mamie poskarżyć.
Zażyć możesz sobie co wymarzysz,
Potem Cię podliczą no i grzecznie zapłacisz.

Niszczenie czaszki przy pomocy flaszki,
W bibułkach maszki, na głowach daszki.
Z winylu trzaski, dupy i wirażki,
Po (?), kieliszkiem trzaśnij.
Tak się bawi miasto to,
Brahu-brat, Kontrabanda Crew.
Jeden na stu ten melanż przetrwa,
Nie ma litości, nie ma weź przestań.

Walę tu do moich ziomali z wódą,
Będzie balet, będzie grubo.
Najpierw pierwszą potem zrobimy drugą,
Będzie balet będzie grubo.

Walę tu do moich ziomali z wódą,
Będzie balet, będzie grubo.
Najpierw pierwszą potem zrobimy drugą,
Będzie balet będzie grubo.
Teraz D A R I O
Najbardziej wyrośnięty DJ pomiędzy płytami
Rzadko wie czego chce
Najgłodniejsza bestia nawet pomiędzy swymi setami
Terror 2KFC
On to kręci panienkami po parkietach jak boczkami
Gdy powietrze w klubie wre
Gdy zaczyna serdelkami operować westaksami
Cała sala, aż się drze
Siemandero oto mixtape numer trzy
Otwórz łeb i leć na parkiet tu wyrywać jakąś szparkę
DJ Serla napierdala ty mnie słuchasz
Od głośników bije fala, aż się rozpierdala skala

Słuchaj, słuchaj, słuchaj, bo to jest to
Hip-Hop mixtape od Dario!
Słuchaj, słuchaj, słuchaj, bo to jest to
Hip-Hop mix i kalaho!

Czujesz to, wiem, drużyna A w komplecie
Doniu, Kris, Liber to spotkamy się na mecie
Cel klub, a przy dekach czeka na nas duży człowiek
Dario Invader poznasz go po łysej głowie
Imprę rozkręci igiełki połamie, winyle pogubi
Ale zagra dla nas w pełnej gamie swoich możliwości tak
A więc rzuć się za nim w pościg mixtape numer trzy
Mnóstwo zajebistych gości

Słuchaj, słuchaj, słuchaj, bo to jest to
Hip-Hop mixtape od Dario!
Słuchaj, słuchaj, słuchaj, bo to jest to
Hip-Hop mix i kalaho!

Fotograf jest księciem zdjęć, Decks jest królem cięć
Niech się trzęsie ziemia oto mixtape trzecia część
Trzecia część, trzecia część, trzecia część (musisz to mieć)
Trzecia część trików dla dziewczyn dla chłopczyków
Trzecia część trików, szykuj miejsce dla klasyku
Liber, jedna trzecia A część wyjęta z kompleciku
Trzy zaciśnięte pięści trójki Ascetoholików
Nigdy stop, Decks to nasz jest chłop
To Wielkopolska all star Poznań
Zapamiętaj to usłysz to
To triki dzikie jak dziki zachód numer szybki
To jest przynęta na wszystkie rybki
Więc to stestuj i naucz się tego tekstu
Tylko jeden jest Decks nie ma dwóch Decks’ów
Nie protestuj i naucz się tego tekstu
Tylko jeden jest Decks nie ma dwóch Decks’ów

Słuchaj, słuchaj, słuchaj, bo to jest to
Hip-Hop mixtape od Dario!
Słuchaj, słuchaj, słuchaj, bo to jest to
Hip-Hop mix i kalaho!

Oto Dario muzyczne anumalium
Wykręcone, zmiksowane, niczym w radiu nadawane
Już gromadzi tłumy fanek
Pod głośnikiem stanę, co jest grane?
DJ Decks planet, wnet prosimy o zamęt
Hardkorowców i o bauns każdą damę
Nie bądź głupią trzęś pupą z całą grupą
Lewo prawo, prawo lewo
Góra dół zaraz złapię cię w pół
I ruszymy jak te rymy
Jednym ciałem nie zwolnimy, bo tam ciałek
Całe swoje już pakuję w ten kawałek
Miałeś coś do niego? ssij pałę durniu
To na wschodzie, na zachodzie, na północy i południu
Leci przez kraj i obejmuje go jak strajk
Jak shark który wdarł się w gardło opalaczy kan
To Wielkopolski stan, a przy stole jego pan
Tam najlepsza imprezka i największa sjesta
Tris cannabis mixtape DJ Decksa

Słuchaj, słuchaj, słuchaj, bo to jest to
Hip-Hop mixtape od Darioo!
Słuchaj, słuchaj, słuchaj, bo to jest to
Hip-Hop mix i kalaho!

Słuchaj, słuchaj, słuchaj, bo to jest to
Hip-Hop mixtape od Darioo!
Słuchaj, słuchaj, słuchaj, bo to jest to
Hip-Hop mix i kalaho!

Słuchaj, słuchaj, słuchaj, bo to jest to
Hip-Hop mixtape od Darioo!
Słuchaj, słuchaj, słuchaj, bo to jest to
Hip-Hop mix i kalaho!
Na zawsze będziemy trzymać się z tymi co trzeba
Z tymi co pomogą, gdy zabraknie chleba
Nigdy z innymi ludźmi nie stuprocentowymi
Lecz niestety do czynienia mamy z takimi
Ale ten tekst dla tych z którymi na co dzień spoko żyję
Kiedy mi serce bije źle im tak samo
Z nimi mi żyć dano i tu łzy szczęścia kapią
I tego nie schlapią i ci co się głupio gapią
Nikt tego nie zniszczy, o tym tekst piszczy
Na zawsze z wami, wierzę, że życie to da mi...

Szacunek za szacunek, frajerstwo za frajerstwo
To nasza zasada, którą nam życie pokazało
Z kim żyć a z kim nie to znaczy za kim iść kiedy trzeba
To za tymi co pomogą gdy zabraknie chleba
Tylko im rękę podać trzeba, bo oni cię wspierają
Kochają, szanują, poważają, ufają
Na nich można polegać, nic tylko oni się liczą
I dlatego swoich ludzi szanuję, podziwiam, im dziękuję
Za to, że są ze mną, w każdych chwilach pomagają
Tych dobrych, tych złych, ten utwór o was, dla was właśnie
Razem już od dawna i mam nadzieję, że to nie zgaśnie
Niech zostanie tak na zawsze, wy ze mną ja z wami
Wierzę, że życie to da mi, wierzę, że życie to da mi
Rap wciąż wszędzie gra mi jak otworzę z chłopakami
Którzy tak samo myślą, tak samo na życie patrzą
Jak bieda czasem w oczy boli oni nie płaczą
Bo moje teksty tłumaczą, do przodu, bez załamka
Otwarte drzwi, wolna klamka będzie zawsze dla ludzi
Których mój krzyk budzi, których mój krzyk budzi
Dla innych nie ma i nigdy nie będzie
I to jest piękne jak morze, jeśli istniejesz
To właśnie za tych co są ze mną, za to dziękuję ci Boże
Nogę podłożę tylko tym co się głupio patrzą
Oni dla mnie znaczą tyle co bateria zużyta
Nienawiść do nich na zawsze grubą nicią zszyta
Na bloku spray'em napis - są zasady
Zapisz sobie to i nie kpij, nie kpij sobie z tego
Z tego co dla mnie ma cenę wysoką
Środkowy palec na zawsze wszystkim naszym wrogom
Umrzeć musi każdy, ale ja nie chcę narazie
Bo mam dla kogo żyć, bo mam dla kogo żyć
Dla swojej muzyki, którą kocham jak dziki
Dla prawdziwych ludzi, nie dla tych co uniki
Na zawsze razem powtarzam jeszcze raz teraz
Z wami do przodu i niech ta droga się nie łamie
Mamo ciebie kocham, ty dobrze wiesz, że nie kłamię
To właśnie oni, oni, ludzie, w których wierzę
Z nimi wiele przeżyłem i jeszcze wiele przeżyję
Na nich się nie zawiodę, stawiam 100% pewności
Levy dasz radę, tylko więcej cierpliwości
Szacunek dla [?] za malownicze zdolności
To talent warty zazdrości, tyle szczerości
Na zawsze z wami, wierzę, że życie to da mi...

Na zawsze będziemy trzymać się z tymi co trzeba
Z tymi co pomogą, gdy zabraknie chleba
Nigdy z innymi ludźmi nie stuprocentowymi
Lecz niestety do czynienia mamy z takimi
Ale ten tekst dla tych z którymi na co dzień spoko żyję
Kiedy mi serce bije źle im tak samo
Z nimi mi żyć dano i tu łzy szczęścia kapią
I tego nie schlapią i ci co się głupio gapią
Nikt tego nie zniszczy, o tym tekst piszczy
Na zawsze z wami, wierzę, że życie to da mi...

W moim sercu miejsce tylko dla tych co tego warci
I ten tekst napisany płynie dla tych co ze mną
W porządku ludzi nawet za plecami
I niech tak zostanie w porzo, zawsze blisko siebie
Nigdy na dystans, jesteś w porzo to dla ciebie
Choć trudno jest poznać na pierwszy rzut oka człowieka
Łatwiej jest poznać to kiedy pies zaszczeka
Ale trzeba się przypatrzeć mu, dobrze zobaczyć
Stwierdzić jaki jest czy ziomek czy gra
Czy warto mu zaufać, ty mówisz tak, tak
Ty mówisz tak, tak, bo z oczów dobrze patrzy
Gówno prawda, może to dobra mina do złej gry
Takich ludzi wkoło ciebie jest przyjacielu
Więc nie daj się oszukać miłym, ale fałszywym ryjom
Oni mają dwie twarze z czego jedną kryją
Więc nie daj się omamić, nadzieję w sobie zabić
Że są ludzie jeszcze gdzieś, którym warto podać rękę
Że są ludzie jeszcze gdzieś, którym warto podać rękę
Niestety tam gdzie w kieszeni monety
Przyjaciół nie znajdziesz, nie znajdziesz niestety
Niestety tam gdzie w kieszeni monety
Przyjaciół nie znajdziesz, nie znajdziesz niestety
Prawdziwych przyjaciół w biedzie się poznaje
Ale jeszcze to trochę do myślenia daje
Z tymi co od dawna do dziś nie zatarte twarze
Piątki przybijam, tak, piątki przybijam
Fałszywych ludzi, unikam, omijam
Tak jak z imprez zawsze *****owych się zwijam
Szacunek dla bliźniego, o tym w rapie nawijam
Akceptacja ze strony mego środowiska
Wysoka nie niska choć klasa społeczna niska
Ale to blokowiska są przecież nie pałace
Ale najważniejsze, że za przyjaźń nie płacę
Ona wzięta od siebie, a nie z portfela
Nie liczy się to co kto robi, jak żyje
Najważniejsze, że przyjaźni za plecami nie kryje
To dla was te dźwięki za to, że ze mną, dzięki
To dla was te dźwięki za to, że ze mną, dzięki

Na zawsze z wami, wierzę, że życie to da mi
Wciskam escape, play w kompakcie męczę.
Wierszem, rejestruję to, za co ręczę,
Odnajduję metr po metrze siebie, bez list pisma i praw,
W ręku skunk, jaki właściwie jest rap?
Jak mam żyć tu? Niby spokój umysłu
Panowanie nad bólem jak w jujitsu,
Na szyi Chrystus, wiara w duszy wzrasta,
Choć pcha nas w gruzy chamstwa larwa zbytku.
Fałsz goni za fałszem przybitych turystów,
Świat jak z komiksów, sen z powiek spędza,
Człowiek i nędza cel; dowieźć ten ciężar,
Z nożem przy węzłach, czy z Bogiem od serca?
Pod nogami betonowa preria Ryzyko,
O wzbudzana litość, g y kat nad potylicą wisi
Nie ma tak, by coś działo się bez przyczyn,
Wzrasta tylko ilość zniczy

Sekunda, koniec, wbite ostrze,
Płonie krew, znika śmiech z życia nonsens
Podróż w otchłań jak na północnej ścianie Lhotse
Zbyt późno by zostać, zbyt wcześnie by mówić, że jest dobrze.
Łatwo się zgubić, gdzieś między marzeniami,
Otaczani szarymi problemami, osądzani pochopnie,
Jeden na sto się wyrwie,
Jeden na sto kogoś potnie,
Jeden na sto dorośnie,
Jeden na sto do czegoś dojdzie,
Tak jest, nie jeden strugał mafię, awantury, połamane ręce,
Biografie streszczone w paragrafach, język na więziennych cytatach,
Kolejny zatarg; dług, gdzie jest Bóg? Nie! Gdzie jest kasa?
Dwa strzały znikąd jak w Manhattan.
Koniec, finisz, po co płacz i skrucha?
Płomień chwili, wolność złap i nie daj się oszukać.

Niby każdy ma świadomość tego, jak jest na dnie.
Nim upadnę, swoje odbiorę, lub zagarnę,
Mam się wstydzić? Zobacz, świat jak z nas szydzi,
Nóż przy gardle skruszy, nawet najtwardszy image.
Życie uczy ustalając wynik od tak od razu.
Non-stop w defensywie jak Lizarazu
Sztuka wizażu po nic, jak odchodzą znajomi
A miało być tak pięknie jak Naomi,
Wierzysz w to? - miło mi, szerzysz zło? - mnie pomiń.
Tylko prawda życie zdobi, zdobyć ją,
to jak otworzyć oczy czyste od utopii,
Od krzywd się nie odłączy nikt,
Za żadne skarby, zbrodnia poczucie winy karmi,
Nie ważne, elitarny, czy zwykły,
W każdym strach zmusza do modlitwy,
W obliczu śmierci nie ma sprytnych, nie ma odważnych,
Straszy brak uzyskania drugiej szansy...

Jedno na sto, zło tło
W loży od do dno tworzy,
Jeden na sto pozostanie zamulony. x4
Jimson ***** na tracku z tobą, co to za pała
Nie mogłeś sam się ośmieszyć, musiałeś do tego wziąć pedała
Nie znam geja, ten gej to jest beznadzieja
***** z nim nie wypromuje go jak Mes Masseya
To jakbyś na solówe wziął ziomka na wsparcie
Ale od*****łem go bombą w mordę na starcie
Bombę wziął na japę
Ty on chyba sam ***** szukał tej bomby jak saper
Zostawmy go, nie będę robił chłopcu reklamy
Czas na ciebie Jimson dwulicowcu *****ny

Dwa i pół roku temu nie znałem nikogo z podziemia
Ktoś cię polecił żebym z tobą *****nął temat
Wysłałem maila i track
Ty słodziłeś coś, ale małolatem ci zajeżdża mój rap
Napisałeś spoko, pozdro yo
Ja i tak wtedy nagrywałem z Boxim moje flow
A kilka dni później ktoś mówił, że dissujesz mnie na blogu
Na mnie klniesz na blogu, widziałem to dzięki Bogu
Napisałem ci, że jeszcze o mnie usłyszysz
I właśnie ***** o mnie słyszysz
Dziś znam najlepszych z podziemia i nawet nie ściemniaj, że nie wiesz
Że jak pijemy wódkę *****o śmiejemy się z ciebie
Król podziemia, samozwaniec, się jebnij w głowę
Jesteś królem, czemu cię nie było w Częstochowie
Za to ja odwiedziłem dom Webera
Tam nagrywałeś, zaplułeś 3/4 Bob killera
W kabinie wiało nudą po twoim flow
To było twoje pole walki byłem tam odkryłem twój poligon
Tam gdzie ja nagrywam nie wpuszczają takich jak ty
Bo tacy jak ty są dla nas jak psy
Nie ufamy im jak tobie, bo po co kłamiesz na temat mój
Na twoje kłamstwa ty ja kładę tu teraz *****
Nie dzwoniłem nigdy do wytwórni co tam playa
Za to ty pisałeś maila do Wankeya
Chciałeś nagrać z nim, on wyczuł leszcza z dala
Powiedział zostaw mic'a i weź s*****laj
Pewnie cierpisz na insomnię
Bo ja nie musiałem pisać do Wankeya, sam napisał do mnie
I ekshibicjonista z ciebie ***** super
Internet wie nawet, jaką ruchasz dupę
Tryptyk, sryptyk, neptyk co ty *****
Jak wertujesz słownik musisz latać jak epileptyk
Chciałeś sprowokować Sokoła żeby wziąć se fame
Dziś ja nagrywam track z Sokołem, on osrał cię
Wytykałeś mu Heyah, a co było w woodoo
Sam się rozprułeś, że za hajs dałbyś dupy bez trudu
Ej, Jimson co słychać, jesteś siny
Kumple już wołają nazwę twojego singla Jimson oddychaj
I nie wołaj Boga o pomoc, to ściema
Sam mówiłeś pedale, że go nie ma
1. Hifi Banda
Gdy wychodziła z klubu patrzył na nią ukradkiem
Zawsze odprowadzał ją wzrokiem pod klatkę
Był z nią zawsze za rękę myślami
Gdy zamykała drzwi myślał, że się zapali
Znikał za rogiem, każdego dnia tak samo
I myślał, ile jeszcze dni czekając na nią
Będzie stał i myślał i co będzie jak przyjdzie
Lub co zrobi sam jeśli nigdy nie wyjdzie
Za każdym razem, gdy patrzył w jej okno
Wiedział, że ostatnie piętro jest wysoko
Szukał nadziei w księżycu
Który odbijał blask w jej szybach
Gdy chyba chodziła spać
Gasło tam światło regularnie o drugiej
Lecz tej nocy nikt nie zasłonił zasłon na górze
Stała hajs skurwysynom za dragi
Więc wypadła przez okno z szybą i zasłonami

Noc nie daje snu, życie toczy się wciąż
Jednym daje, innym zabiera, to jeden krok

2. Hifi Banda
Na jej pogrzebie był tylko ksiądz i on
Bo przyjaciółka dzień wcześniej grzała szkło
Czuł złość, smutek i wkurwienie
Rzucił na jej trumnę ziemię, położył wieniec i poszedł przed siebie
Czarne chmury mieszały łzy z deszczem
Dawno nie było takiej burzy w tym mieście
Wyciągnął zdjęcie, krople spadały na jej uśmiech
Ona była dzieckiem, on szedł z wózkiem
Kupił butlę, wrócił do domu
Wypił ją duszkiem, poszedł spać, obudził go piorun
Wstał pijany i wsiadł do samochodu
Jechał na melinę do tych skurwysynów z jej bloku
Wszedł na klatkę, wyważył drzwi łomem
Oni śćpani jak gówno, leżeli na podłodze
Bił ich po głowach do chwili gdy
Nie poczuł na swoich ustach ich gorzkiej krwi
Odwrócił wzrok i otrzeźwiał w moment
Zobaczył dziecko, trzymał w dłoni pistolet
Myślał o córce i żonie przez chwilę
Dopóki tępy huk nie zamienił się w ciszę

Noc nie daje snu, życie toczy się wciąż
Jednym daje, innym zabiera, to jeden krok

3. Chada
Gdy wracał z miasta wynosili ich w workach
Kilka psów, sanitariusze, prokuratorka
Widział ów dziecko, tulące się do misia
Jeszcze nigdy nie było tak blisko utraty życia
Akcja rodzi reakcje, wbiega wyżej w amoku
Przecież goni tu towar wszystkim ćpunom w tym bloku
Nagle zamiera słysząc jak jego ziom
Na pół pietrze, półszeptem wyświetla wszystko psom
Wtedy sobie poprzysiągł, że na zemstę ma chęć
A to w filmach Scorsese oznacza pewną śmierć
Plan miał głupi i prosty, tak jak wszystko co robił
Jutro w prasie wypełnią rubrykę nekrologi
Wziął nawąchał się trochę, by odwagi se dodać
I gdy psy odjechały, wbił na górę po schodach
Bez wahania zapukał, a gdy tamten otworzył
Już po chwili wyglądał jakby wpadł w zamieć noży

Noc nie daje snu, życie toczy się wciąż
Jednym daje, innym zabiera, to jeden krok
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo