Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Ja używam kartki by pokazać swój gniew
Kto inny idzie z Montaną w ręku system zgładzać
W tym miescie jest duża scena w pełni niezależna
Daleka od salonu i koła adoracyjnego piekła
Nic nie widzisz a my na kolejnym koncercie
Mamy gorace przyjęcie, gwiazdy
Tak jest kilka gdzies tam się zapalaja
Widze je co noc one galaktyki układaja
Ja jestem zwykłym prostym chłopakiem z pewnym darem
Z życiem wygrałem i cała drogę opisałem
Klik klik to cyka bomba którą odpalę
Mała ale skuteczna dobry hip hop ją nazwałem
Kupujcie te płyty bo to wasz wkład
Po to co kochamy naładować moca od co
Wielu dzieciaków gdyby nie rap
Nie miała by szansy teraz co drugi zamiast szkoły
Łatwiejsze drogi wybiera posłuchaj
Pomimo przywiązania do schodowej klatki i ławki
Każdy ze zdrowym rozsądkiem
Będzie chciał wyrwać się z matni

[...To mikrofon rozpalony rymy i bity
Te rzeczy pokazuja mi sens życia...]

Gdy wstanie słońce czas obudzić to miasto
Klik klik klik czas kończyć odliczanie
I wstać nim ten świat nam na łeb spadnie
[Gdy swiat nam na łeb spadnie...]

Wielu chciało byukryć tego istnienie
Zbyć to milczeniem
Dla wielu jestśmy zwyczajnym zagrożeniem
Czymś niebezpiecznym egzotycznym
Taka liryczna mafia a mnie szlag trafia
Bo traktują nas jak okazy dzikie
Możesz obejrzeć ale nie podchodź pod szybę
Ignorancja jak wiadomo której zródłem jest niewiedza
Jak możesz wiedzieć jak nie słuchasz
Co jest w naszych sercach
Więc przestań się przypieprzać
Bo klik klik i znikniesz z bólem
Przeszyja cię liryczne kule
Wielu próbuje definicje ukuć na tym
Co opisy socjologiczne mówią o młodych
Lecz co wiecie wielcy docenci
Jak tylko z TV znacie bloki
One są tu i mają mnóstwo do powiedzenia
Kilkadziesiąt tysięcy odbiorców
Jest głodna słyszenia prawdy
Z miejsc gdzie niemal dziewicza puszcza
Wojenne barwy to metafory
Popierajcie polskie rady

Gdy wstanie słońce czas obudzić to miasto
Klik klik klik czas kończyć odliczanie
I wstać nim ten swiat nam na łeb spadnie
[Nim tem swiat nam na łeb spadnie...]

[...To mikrofon rozpalony rymy i bity
Te rzeczy pokazują mi sens życia...]
Nie ma, nie ma, nie ma nas x2

Zwykły dzień jakich tysiąc.
Mam chytry cel aby słysząc,
jak wyje budzik
trochę ten świt ostudzić,
albo w ogóle go wyciąć, ale to uparty bydlak
i w tym tygodniu chyba po raz czwarty wygra,
więc z trudem wstaję, choć jutrzenki blask nieco wyblakł.
Wychodzę z domu by spostrzec,
że znowu jest postęp
w tym ogólnonarodowym ruchu torów, gdzie rozpęd
biorą tylko po to, żeby w coś jebnąć jak piorun na oślep.
Codziennie włączam stoper, po czym
liczę ile minut minie, nim ktokolwiek obcy spojrzy mi w oczy,
albo nim przemknie jemu lub jej
choćby półgębkiem, czemu by nie,
uśmiech co wstępnie trzymał,
ale wygrał z nim podstępnie wykrzywiony grymas.
Czekam na dzień, który uczyni,
że poczuję, że łączy mnie z nimi
więcej niż to brnięcie w przód po jednej linii.
Jakiś gest, można rzec że to pusty gest,
ale to słuszny test,
jeśli z tych pustych gestów możesz więź jakąś kreślić.
I idę obcy wśród swoich,
przez tłum co obcość prawdopodobnie w genach ma i szukam symboli,
czy chociażby pustych gestów, bo bez tego nie ma nas.

Nie ma, nie ma, nie ma nas x2

Patrzę od dawna, jeszcze nie jak pitbull, już jak wilczur,
bo do diabła jestem u siebie, wśród nieprzyjaznych tubylców.
Jest prawda w tym jakaś o nas,
że na ogół tak suniemy ponad
tymi, co nam przecinają drogę w tłumie, czy w domach,
swój staję się obcy; przy czym byle co nas umie przekonać:
że kiedy mówi, możesz stawiać że ma w tym interes spokojnie,
kiedy milczy gardzi bezspornie,
kiedy patrzy deklaruje wojnę.
Codziennie staram się scalać ten skrzętnik z całością, co taki już wdzięk jej,
że w najlepszym razie patrzy obojętnie,
a że oczy ma na ogół wilcze,
to konflikt wisi w powietrzu jak na żyłce.
Nie musimy ze sobą gadać, ale moglibyśmy sympatyczniej milczeć.
Nie musimy oczekiwać cudu. W tej materii raczej bym entuzjazm studził,
ale nie musimy sobie nic mówić,
żeby dostrzec w ludziach choćby odrobinę ludzi
Czekam bezwiednie,
na jakiś znak chociaż nadzieja blednie,
bo ten stoper. co w poprzedniej zwrotce odpaliłem, ciągnie biegnie,
bo jak go wyłączyć, kiedy każdy bez celu z pustym wzrokiem brnie na czas?
A wystarczyłby odruch, jakikolwiek ludzki odruch, bo bez tego nie ma nas.

Nie ma, nie ma, nie ma nas x4
Mówiłaś mi, że mam się zmienić
Lecz jak to zrobić gdy od lat sami jesteśmy w sobie uwięzieni
Komu mam wierzyć, co nazwać zaufaniem?
Czym jest honor, szacunek, duma, prawda ponad prawem
Nasza wieża Babel, problemów himalaje
Hipokryzja co nam żyć bez systemu nie daje
Witaj w teatrze lalek, elita w pierwszych rzędach
Choć wiedzę to my mamy, ale w cudzych rękach
Prawda debeściak ty o tym wiesz najlepiej
Głupotę to tu możesz kupić nawet jak chcesz w sklepie
Sprzedawca cię poklepie po ramieniu bo ty płacisz
Jak chcesz, mamy w promocji tu kopa w dupę gratis
Mówiłaś mi o marnotrawstwie
Ażebym patrząc w talerz miał w myślach Somalię zawsze
Jest ktoś kto pragnie tego bardziej od ciebie
Ile szczęścia może dać jedna chmura na niebie?

Ile deszczu musi spaść by brat oczyścić ziemię?
Ile wersów musisz znać by raz spojrzeć na siebie?
Ile grzechów kusi nas by świat spełnił marzenie?
Ile szczęścia może dać jedna chmura na niebie?

Ile deszczu musi spaść by brat oczyścić ziemię?
Ile wersów musisz znać by raz spojrzeć na siebie?
Ile grzechów kusi nas by świat spełnił marzenie?
Ile szczęścia może dać jedna chmura na niebie?

Mówiłaś mi, bym przestał palić
Że za dużo śpię, a w modzie energia na fali
I wszystko sięga granic, nawet styl życia jak mój
Wybacz nie chcę być inny by iść po omacku
Mikrofon jak harpun choć fach mój producent
Nie mówmy o blasku, bo brak tu go w sztuce
Póki co wciąż się uczę, ogarniam człowieczeństwo
Choć czasami najpiękniejsza prawda to szaleństwo
Gdzie kłamca i szyderstwo?
Mówiłaś mi, że takim wszystko jedno
Ból, gniew, agresja
Ja wiem zazwyczaj dobro przyciąga przeciwieństwa
Tak wygląda ta mekka, ludzkich obyczajów, wad
To nie prawda że ludzie lubią z tego kraju kraść
Żaden strach nie zatrzyma tego co mamy w umysłach
To nasz fach, pierdol niemoc nie trzeba magistra
Bo żadna szkoła wyższa nie da tyle dla ciebie
ile spragnionym szczęścia jedna chmura na niebie

Ile wersów musisz znać by raz spojrzeć na siebie?
Ile grzechów kusi nas by świat spełnił marzenie?
Ile szczęścia może dać jedna chmura na niebie?

Ile deszczu musi spaść by brat oczyścić ziemię?
Ile wersów musisz znać by raz spojrzeć na siebie?
Ile grzechów kusi nas by świat spełnił marzenie?
Ile szczęścia może dać jedna chmura na niebie?
Brahu :
Mimo wszystko jadę przed sie
na zakręcie driftem to życie przypomina bitwę,
żaden bif nie powstrzyma mnie za ambitnie
cisnę, chuj wie wszystkie japy zawistne,
opad dla bliskich, liczymy zyski
Ci co zbierają dowody niech się walą na cycki,
wszystkich, chcieli by nas tu, w świetle oklasków,
pozbawić sznurowadeł i pasków,
jest jak jest, recyklesing norma,
hartuje się co dnia by nie spadła forma
możesz nie wierzyć ale czuje że żyję
zawsze gdy kolejny produkt ściska mnie tu za szyję
życia proza zamiast sielanki groza,
jeśli ma z tym kurwa problem nie pomoże proza
oryginał nie z kartki, mam serce do walki,
zabiera dziwkom głos jak dziewczynką zapałki, ta.

Refren:
Pomimo kłód na drodze mej,
pomimo bólu stresu wiem
przejść muszę przez to całe kurestwo i ..
i radę sobie dać.

VNM :
Mimo że tyle lat nie grali na Vivie MTV mnie,
VNM sam nawijałem imię te,
mimo że wanderzy nim zobaczyli mnie, zabiłem tylu co Steven Segal w Multikinie ej,
mimo że nawet jak masz chore flow i podwojone rymy za show masz kolombro,
ziom ma jakiś fame to foki wolą go
a ty przemierzasz te bloki solo bo
te skillsy to nie fame koleś
masz skillsy ale nie masz promocji, nie fame'u to jest game over,
mimo że to wszystko jest popierdolone
i te hajsy, pytasz kiedy będą one ?
I może że czasu brak, kasy też, czasem brak cały czas grałem ten jebany rap
i synu na dobre mi to wyszło
robiłem to mimo co?
Mimo wszystko!

Refren:
Pomimo kłód na drodze mej,
pomimo bólu stresu wiem
przejść muszę przez to całe kurestwo i ..
i radę sobie dać.

Brahu :
Są tacy co chcą zniszczyć Cię, wyczyścić Cię,
oczernić gdy za bardzo błyszczysz się, piździ, wiem
to zimny świat nie ma litości tutaj,
w moim sercu mróz nawet gdy na zewnątrz jest upał,
ilu chce abyś upadł, nie da im satysfakcji
gdy klękają do fiuta w dworcowej ubikacji,
nie pozwól by niedorozwój wpływał na przyszłość
to wszystko patrz w oczy wszystkim fałszywym pyskom
życie nie bajka jak mini mini,
masz włączonego majka to nie mili vanili
mam tylko jedno życie, którego jestem pewien,
kilkadziesiąt problemów za nimi nowy level
muszę przejść przez to, stawić czoła testom
kolejny dzień kolejny problem
coś mi mówi 'kreśl go'
łeb w górę, odpulam te myśli które mulą mnie, jebać je, mam recepturę, ej

Refren:
Pomimo kłód na drodze mej,
pomimo bólu stresu wiem
przejść muszę przez to całe kurestwo i ..
i radę sobie dać.
Pih
Mama i tato się o moje życie modlą
Syn na melanżu ma niekiepski odlot
Po dwóch latach znów wie co to samotność
Wieczny katar, po ściankach szklanki spływa alkohol
Twarz ma głodną, nie chce jeść, woli pić
To przemyślenia - być czy nie być?
Wspomnienia z tamtych dni
Zawróciłbym czas gdybym mógł
Teraz już po wszystkim, koniec, zwód
Proszę pani, walczyłem o lepsze jutro
Ona była nie poważna, nie chcę żyć z tą pani córką
Fałsz, obłudy, fałszywie grała muza
Plany, moje plany, wszystkie legły w gruzach
O czym mam mówić, o czym? O zwycięstwie?
Ponosisz klęskę kiedy nie masz z kim dzielić się szczęściem
To jest jak zejście, spełnia się plan
Życie to życie, rodzisz się i umierasz sam

Ref. x2
Rodzisz się i umierasz sam, i umierasz sam

Pih
Wyrzucony na out, sam w czterech ścianach
Jak zwał tak zwał, pamiętasz? Teraz rana
Budzę się, patrzę na miejsce obok tam
Codziennie rodzę się i umieram sam
Tracę grunt, czuję, klepię, to mnie przerasta
Przypływ podły, fundamenty tego miasta
Pójść się zapić, pójść się zaćpać
Nie pozostawia zbyt wyboru sytuacja
Po kropli kropla daje upust goryczy
Jesteś obok mnie czy nie? Ciągle milczysz
Coś dla ciebie znaczę, czy te gesty są na niby?
Któreś z nas nie należy już do świata żywych
Umysł wspomina noc, cierpki owoc
Przed faktem stań, rodzisz się, umierasz sam
Staram się przetrwać, człowiek nie śmieć
Ten ogień jednym daje życie, drugim śmierć

Ref. x2
Rodzisz się i umierasz sam, i umierasz sam

Chada
Weź otwórz oczy i spójrz na szare domy
Posłuchaj, dziś zapraszamy wszystkich w nasze strony
Pozostań wolny i ciesz się tą wolnością
Kiedy kolory mieszają się z szarością
Ty żyj z godnością i miej na życie plan
Bo tu się rodzisz i tu umierasz sam
Ja w to gram, a los kręci kołem
Realia, dzieciaku dają ci najlepszą szkołę
Pamiętasz ojca? Powinien stać przy dzieciach
Lecz nie miał czasu, bo robił z siebie śmiecia
Strach cię obleciał, ja też to znam
Bo tu się rodzisz i tu umierasz sam
Daję to wam więc proszę wy to bierzcie
Niech ta muzyka dziś zagra w twoim mieście
Teraz nareszcie mamy dla was płytę
To nasze więzi grubą nicią szyte
Słyszysz tą muzykę? Stoję tu na scenie
Uwierz w przeznaczenie, a może to coś zmieni
Pamiętaj, zawsze twardo stój na ziemi
Pamiętaj, zawsze twardo stój na ziemi

Ref. x5
Rodzisz się i umierasz sam, i umierasz sam
Syreni gród jest fest tu życie mija z beaglem
Szczególnie jeśli wiesz co kryje się za winklem
Cięte typy piją czterdziestkę pod sklepem
Mówią mieliśmy ambicje ale mijało nas szczęście
Zawraca kontrafaude więc daje mu grosza w łapę
Idę przed siebie i swoje szczęście znajdę nape
Szuka tu szczęścia nie jeden
Chce mieć piter pełen dzindziorów i wyjechać do siebie
Ćmy nocne rozkładają uda
Za dwie stówy i myślą, że kiedyś zapomnieć się uda
Lewarek śmieje się z gabloty
Bo wziął czerstwiaka pod bajer zarobi na nim parę złotych
Możesz mieć boya, to miasto wciąż baletuje
Tu antki szybko przyklejają fanara na truje
Miasto zostało to samo, język się zmienił
I są ziomki z podwórek zamiast ferejny z kamienic

To warszawskie ballady
Czarna mańka, księżyc frajer, jadziem na Bielany
Warszawa da się lubić, ja ją kocham to pewne
I w ogóle i w szczególe i pod każdym innym względem

Na różycu baba krzyczy pyzy prosto z gara
Skower majchra używa gdzieś w bramach
Tego nie ma możesz usłyszeć to w balladach
Mentalność została, kpiarz, wieczny cwaniak, warszawiak
Spalił nam miasto w ząbek czesany kolo
Strączku łuskany klapa stolica żyje na nowo
W krótkich abcugach wyrosły nowe czynszówki
Fioraje znów sprzedają kwiaty na rynku starowki
Andrusy zamiast oprychówek czapki na uszy
I galant lalunie co wyróżniają się w tłumie
Trzeba miastu spojrzeć w oczy
Schylić głowę nieujarzmione miasto pełne historii mrocznych
Bohaterowie śpią na cytadeli stokach
W grobach pod brzozowym krzyżem na Powązkach
I wkurzają się na nasz charakter strączku różany
Spytasz skąd jestem? Powiem z dumą: z Warszawy

To warszawskie ballady
Czarna manka, księżyc frajer, jadziem na Bielany
Warszawa da się lubić, ja ją kocham to pewne
I w ogóle i w szczególe i pod każdym innym względem
Miałem być dobry i miły lecz korby wróciły
W kraju ospy i kiły końcem ostrym do żyły
Przeciskam wasze zardzewiałe normy i mity,
Leki mi nie pomogły, wołaj siostry co by mi
mogły dać coś na tą oryginalność,
Bo talent mam, a nie pasuję tutaj jak na złość.
Co gorsza, nie żałuję za grosz, mam was za stado pajaców.
Ponad to z premedytacją oddaję mocz na środku placu.
Wśród wariatów, tu mnie mają za czubka
Więc mnie nie próbuj łapać za słówka.
Bo lubię się ubrać serio, jak mało który
A na ten sezon mi pasuje kurtka z twojej skóry.
Z natury jestem słodki tak to mnie wychowała mama,
Lecz ten pierdolony świat przerobił anioła na chama.
Chcą bym odwiedzał dwa kościoły co weekend.
Prędzej wpadnę do szkoły obwieszony plastikiem.

Ref.: Jeżeli wszyscy wokół mnie tu są normalni
I to oznacza, że mam być taki jak oni
Może od razu mnie zakujcie w kajdanki,
Bo ja to będę konsekwentnie pierdolił.
Jeżeli wszyscy żyją tak, jak musi każdy
A każdy inny jest tępiony jak wirus
Możecie poduszkami mi obłożyć ściany
I wymontować klamki, i zamknąć wśród świrów.

Czasami myślę, że mi nie potrzeba skrzydeł
Stoję nad wami nawet jak odwiedzam kibel.
Mógłbym podcierać się tym waszym płaskim, szarym życiem,
Bo w waszej galaktyce nawet wynik lotto łatwo jest przewidzieć.
Macie mnie za kosmitę, bo nie myślę jak wy.
Pieprzone liczby w statystyce przy mnie nie znaczycie nic.
Jak dla mnie moglibyście gryźć ziemię,
Moje IQ starczyłoby na całe wasze pokolenie.
Mnie nie porównuj do siebie to mnie obraża.
Jesteś zerem, burkiem na łańcuchu u gospodarza.
Nie wykształciła ci się w mózgu wyobraźnia ("parobie?")
I nawet brama przed domem ci się nie mieści w głowie.
Ja latam jak po psychotropie na trzeźwo.
Wywracam ludziom świat na lewą stronę (łapiesz to?)
Może traktować jak chorobę moje akcje są,
Lecz czy ktokolwiek jeszcze pewny jest, kto tu ma rację?

Ref.: Jeżeli wszyscy wokół mnie tu są normalni
I to oznacza, że mam być taki jak oni
Może od razu mnie zakujcie w kajdanki,
Bo ja to będę konsekwentnie pierdolił.
Jeżeli wszyscy żyją tak, jak musi każdy
A każdy inny jest tępiony jak wirus
Możecie poduszkami mi obłożyć ściany
I wymontować klamki, i zamknąć wśród świrów.

Myślisz, że ja chcę kontrowersji jeden z drugim idiota.
Kontrowersyjna to jest, kurwa, dla mnie wasza głupota.
To co podoba się wam, ja szczerze pieprzę,
Bo to co świeże traktujecie tak jak Mamoń w "Rejsie".
Ja mam obiekcje, tak łatwo je łączę z odwagą.
Czasem się czuję tak jakbym tu wpadł na rekolekcje nago.
Tak łatwo, kurwa, was wprowadzić w osłupienie.
Że support powinienem mieć przed każdym numerem.
Śmieszą mnie wasze idee dla mnie to jest parodia.
Jestem z przyszłości wam bliżej do wynalezienia ognia.
Twój dziadek to pieprzony, prosty aminokwas.
Przestań słuchać zdejmij spodnie, bo je srasz.
Bo wchodzę z butami na ołtarz z bluzgami w wierszach.
I koło chuja lata mi, czy to potępiasz
czy to potencjał, czy perwersja to przyszłość oceni.
Bo dla mnie wszyscy tu jesteście zdrowo popierdoleni.

Ref.: Jeżeli wszyscy wokół mnie tu są normalni
I to oznacza, że mam być taki jak oni
Może od razu mnie zakujcie w kajdanki,
Bo ja to będę konsekwentnie pierdolił.
Jeżeli wszyscy żyją tak, jak musi każdy
A każdy inny jest tępiony jak wirus
Możecie poduszkami mi obłożyć ściany
I wymontować klamki, i zamknąć wśród świrów.
(Hans)
REF.
Za późno już, gdy widzisz, że jesteś w matni
Nie pierwszy, i nie ostatni taki x4

(Hans)
Kolejny w paszczy szaleństwa, dowodzi męstwa
Całując w usta niebezpieczeństwa, szyja pieszczona przez pętle
Nóż na gardle ponętnie, stal chłodzi tak pięknie
Namiętne pieszczoty, w odmętach piekła
W zakrętach umysłu szaleńca, to gra wstępna - wstęp do przestępstwa
Ze stępa w galop, z galopu w cwał, amok i szał
Znasz takiego? Każdy kiedyś takiego znał
Dla ciebie mężczyzna to duma, honor i blizna
Ja już rozumiem, że dumę czasem trzeba umieć stłumić i przełknąć ją jak kęs
Prosto z "P-ń 6", blizny szpecą, robią psychicznym kaleką
Dla mnie męstwem jest zająć się swoją kobietą i dzieckiem
Żyć bezpiecznie, z myślą o następstwie czynów
Z dala od przestępstw, synu. Ilu tak nie chce? Ilu?!
Mówisz, że ty? Jesteś bardziej zły niż ci najbardziej źli
Nie udowadniaj mi! Na słowo wierzę ci!
Ja chcę normalnie żyć, i mieć spokojne sny
Nie chcę w więzieniu zgnić, patrząc na matki łzy
Ty się śmiejesz, wiesz najlepiej co się dzieje, wokół ciebie
Nie dasz się zaskoczyć, oczy masz wokół głowy
Nerwowy wzrok i krok, to twój odruch bezwarunkowy
Twój wybór, twoje życie, o zmianach nie ma mowy...

(Hans)
REF.
Za późno już, gdy widzisz, że jesteś w matni
Nie pierwszy, i nie ostatni taki x4

(Deep)
Młodzi żyją jak żmije, syczą, nie jeden więc zabije
Urwany z smyczą, by płakać skazany pod pryczą
Odgrywać cwela po celach, czasem robienie lach
Zgrywasz penera w tych celach, żyć tak Tobie nie strach?
Nienawiść więzi na krawędzi
Nie ma nic kiedy zerwiesz łańcuch, testosteron w moment cię napędzi
Zaatakujesz wściekle, w tym piekle, jakbyś miał deklem
Piana i krew z pyska, ból to takie piękne
Chuj, przecież nie pękniesz, nie klękniesz, nie dasz się pobić
Temu szczurowi nie starczy - musisz go dobić
Czas sprawdzić się w realiach, niech leży chuj w swych fekaliach
Bum, bum! Dwa ciosy, pizgasz jak wariat
Kumple krzyczą zostaw, czy coś tam, bo gość już dość ma
Desperat - Tak cię wychował konglomerat
Syreny wyją, rwą amok, chuj w dupę chamom
Trzeba uciekać, biec ile masz sił, bo cię dostaną
Serce wali jak młot, na dłoniach krew i pot
Słyszysz: Stop! Bo strzelam!
Z daleka kurwa się nadziera
Nie stajesz, bum bum! Strzały. Pocisk rozrywa ci bark
Chcesz biec, lecisz na kark, niech to szlag!
Dostałeś postrzał, kumple krzyczą: Kurwa, dostał!
Pech czuwa, to jego riposta - ostatnia prosta

Ref.
1. Chada
Ja nie ulegam groźbom, wychodzę ci naprzeciw
Ty sam przyniesiesz linę bym wziął cię powiesił
Nic ponad moje siły, nic mnie nie ogranicza
Mam pierdolony upór, jebaną wolę życia
Wciąż na ulicach, posłuchaj co ci powiem
Zrób listę za i przeciw, spuść głowę, w ciszy odejdź
Przecieram oczy i idę przez to życie
Rzeczywistość to suka, witamy się o świcie
Ty patrzysz w moje oczy, widzisz pieprzoną pewność
Dziś mogę grać o wszystko, lecz nie wszystko mi jedno
Wygrywasz lub przegrywasz, trzeciego wyjścia nie ma
To Chada skurwysynu i wszystko na ten temat
Nic ponad moje siły, przeżyję nawet w piekle
I czuję się dziś lepiej niż kiedykolwiek przedtem
Chwile zwątpienia? Ja do nich już nie wracam
Tak samo do pomysłów by własne życie skracać

Ref. x2
Nic ponad nasze siły, nic ponad nasze siły
Tu gdzie liczą się zawsze nie słowa a czyny
Od kołyski aż do mogiły
Bóg wybacza, my nie wybaczymy

2. Pih
Nic ponad moje siły, nigdy nie uklęknę
To jak utnij głowię, wyrosną dwie następne
Idę po swoje, nigdy więcej brachu
Gołą dupą nie zaświecę do kamery bankomatu
Nie zobaczysz mnie nigdy pod sklepem z piwem
Trzęsącego się w delirce jak Shakin' Stevens
Nic ponad moje siły, nawet kiedy pod górkę
Jadę z zaciągniętym ręcznym hamulcem
Coś nie wypali? Nie chcę tego słyszeć
Ty srasz po kontach leszczu, to skołuj lepiej kliszę
Nic ponad moje siły, konflikt mi zawsze służył
Cisza przed burzą, cisza po burzy
Idę jak w ogień, nie stoję w cieniu
Na koniec nie zostaje kamień na kamieniu
Zwycięski return, nie myślę o pechu
Życiowa garda, samiec alfa, ziomek
Tu życie na co dzień, po głowie głaszcze łomem
Przejdę po wodzie, rozstąpi się morze
Reprezentuje każdy blok, gdzie kiepski los
Moje wersy to jak opał na twój stos

Ref. x2
Nic ponad nasze siły, nic ponad nasze siły
Tu gdzie liczą się zawsze nie słowa a czyny
Od kołyski aż do mogiły
Bóg wybacza, my nie wybaczymy

3. Chada
Nic nie jest ponad moje siły, tu w grę nie wchodzi skrucha
Gdybym miał długie włosy to może i bym cię słuchał
Wychowany na błędach, moja wiara to wszystko
Nie raz spoliczkowała mnie już ta rzeczywistość
Nie podetniesz mi skrzydeł, cały czas tu oddycham
Raz już brat pierdolnąłem jak ten pieprzony Ikar
Wciąż szacunek do Piha, ziomuś uwierz, bo warto
Rap pisany w afekcie, bezdyskusyjny hardcore

Pih
Nic ponad nasze siły, rap Piha i Chady
Za nas mówią te wersy a nie śmieszne wywiady
Popatrz na siebie, chcesz być życia królem?
Czy tym łykającym w kondomach narkotyki mułem
To tylko głupiec, nie czuje strachu
Lecz nigdy dzieciak, jak chorągiewka na dachu
Nic ponad moje siły, biała flaga nie dla mnie
Popatrz na mnie, ja nigdy się nie zhańbię

Ref. x2
Nic ponad nasze siły, nic ponad nasze siły
Tu gdzie liczą się zawsze nie słowa a czyny
Od kołyski aż do mogiły
Bóg wybacza, my nie wybaczymy
Po raz trzeci nie jak kaleka
Liryczny poeta kielecka ekipa
Dla was dla wszystkich marna incognito
Teraz po raz trzy w uszy poruszy cie system
Potrójna moc języka
Hip Hop to muzyka która nigdy nie zginie
Dla mnie na pierwszym miejscu od lat
Nie jestem maniakiem nosisz szerokie spodnie
Za duże trzy razy bo tak jest wygodnie
I chuj mnie obchodzi czy modnie
Systemy olewam trzy razy potrójnie
Taaak znam ludzi którzy mówią również

Ref.:
Trzy, kolejna produkcja z przesłaniem
Wzgórze w tym klimacie na zawsze pozostanie
Nasz styl rymowania wiesz co to znaczy
Czego słuchacie Wzgórza Ya Pa 3 x2

To moje kilka słów o samym sobie
Wzgórze Ya Pa 3 w trzeciej osobie liczby mnogiej
To co mam w głowie przelewam na papier
Tak jak drukarka powiela kolejna kartke
Pierwszy raz brzmienie Wzgórze Ya Pa 3
95 liryka trzech młodych krzykaczy
Kontrakt z tamtych dni dziś nie wiele znaczy
Wzgórze Ya Pa 3 czytaj Ya Pa 3 Wzgórze
Centrum dla ludzi po raz drugi
Dedykowane Wembley'owi który jest w podróży
Nasz styl traktuj pół żartem pół serio
Trzy wypełnione jest nową C.K. poezją
Zmiana stylu byłaby niewybaczalna
Na zawsze z V.E.T.O. i to ci bida sztama
To było kilka słów o samym sobie
To co mam w głowie przelewam na papier

Ref.
Trzy, kolejna produkcja z przesłaniem
Wzgórze w tym klimacie na zawsze pozostanie
Nasz styl rymowania wiesz co to znaczy
Czego słuchacie Wzgórza Ya Pa 3 x2

Wzgórze Ya Pa 3 jak zawsze po polsku
Wojtas Zajka Marna Hans wnioskuj
V.E.T.O. Pęku Radoskór i ludzie od Hip Hopu co klimat znają
My robimy trzy płyty oni nas wspierają
Nabita faja muzyka rymowaniem
Robimy produkcje z konkretnym przesłaniem
Bez ściemniania i fikcyjnych zdarzeń
Prawdziwych jak rekonstrukcja wydarzeń
A.G.R.O. styl spełnionych marzeń
Wiesz kim jesteśmy dla kogo to robimy
Wąskie grono osób Hip Hopowej rodziny

Ref. x2
Trzy, kolejna produkcja z przesłaniem
Wzgórze w tym klimacie na zawsze pozostanie
Nasz styl rymowania wiesz co to znaczy
Czego słuchacie Wzgórza Ya Pa 3 x2
1. Niech ta historia odbije się szerokim echem,
ta opowieść o gościu który miał jedną szczególną cechę.
Mówiąc ściśle, przeraźliwie bał się myśleć,
Tak przynajmniej napisał w pożegnalnym liście.
Miał na imię Zbigniew, wiedział, że życie płata figle,
Wiedział, że to ciężar którego on nie udźwignie.
Więc wpisywał nudne treści do życia kartoteki,
Nie lubił płynąć pod prąd, wolał z biegiem rzeki.
Miał matkę, która sterowała jego życiem,
Pieczołowicie dbała by synek nie zrobił sobie...krzywdy,
By grzywny nie zapłacił, by był bezpieczny,
To niestety miało przynieść efekt odwrotny.
Złowieszczy w skutkach, okropny dla Zbycha,
Wychowanego w przeświadczeniu, że wciąż coś na niego czyha.
Nie dotykaj ryzyka brzmiało jego motto,
Nie narażaj się, uważaj byś się nie potknął.
Tak dorastał stając się niemal zupełnie niemy,
Ale przecież... siedź cicho, za dużo nie myśl.

REF. Zbych był z tych co się boją myśleć,
Zbyt dużo złych miał nawyków,
On żałuje tego po dziś dzień,
Ty nie musisz żyć tak jak żył Zbychu.

2. Zbyszek, nie chce słyszeć żadnych pytań,
żadnych... zobacz jaki ten świat jest ładny,
gdy przyjmujesz go takim jaki jest, bez zastrzeżeń,
nie do Ciebie należy wybór, nie masz na to wpływu.
Przemilcz trudne tematy, to rady szczere,
nie wychylaj się, nie pchaj się przed szereg
Tak jest wygodniej, żyj spokojnie, bezproblemowo,
Kiwaj głową na tak, po co Ci osobowość.
Wobec ogromu świata jesteś bezradny,
Człowiek jest zwierzęciem stadnym, walić indywidualizm,
Nie liczy się krytycyzm, on tylko Ci zaszkodzi,
To się kłóci z twoim interesem, lepiej to odrzucić,
Opozycja to ucisk, ucisz głos buntu,
Po co ci to, sam nic nie zdziałasz, załóż mundur,
Upodobnij się do nas, razem przecież tego pragniemy,
Ale przecież.... siedź cicho, za dużo nie myśl.

3. Czasem lepiej nie wiedzieć, być głupcem,
z niewyszukanym gustem, oszustem samego siebie,
Dostaniesz wtedy szóstkę za grzeczność,
Dostaniesz wtedy jedynkę za niezależność.
Zbych chciał być sportowcem za młodu,
matka skłoniła go do konkretniejszego zawodu.
Chciała by synek skończył medycynę,
Tak się stało, dzisiejszym narzekaniom sam sobie winien.
Na studiach poznał pannę, ale nie chciał się wiązać,
Potem gdy już chciał, ona powiedziała "ciał".
On bał się straszliwie podejmować decyzje sam,
Zamknięty w obszarze swoich czterech ścian
Stał się maszyną i choć jego serce wciąż biło,
jego właściwie już nie było.
Miłość, wartości, nie pozwól by je zagłuszano...
Powitajcie człowieka, którego wiatr słów powiewa jak kajdan
Czy to ptak, samolot ruch głów a to ja i mikrofon duet jak Doda i Majdan
Co naciera bez oporu paradonu jak łajdak
Powiedz że wróciłem i nadciągam z mikrofonem po ulicach jak z Oskarem Wajda
Jak wariat ja i ma ferajna
Na swoim miejscu bez testu jak na Nowym Świecie palma
Kiedy mnie zobaczysz salutuj
przygotuj ogień z armat
Na szyję krawat
I strzał na niebo jak Balak
Kiedy chodze po obcyche terytoraich ktoś krzyczy "spier..."
A ja inaczej mam na imie więc nie wiem o czym frustrat gada
Zacina się jak Michnik Adam
Pomylił się jak instytut badań
Moje imię to fenomenalny, super unikalny wieje zieje mi zgęby jak Halny
Więc ogień
Ogień mam jak palnik
Jestem strzał w dziesiątkę a ty przykro mi niewypał
Zanim mnie obrazisz to mamusi swej zpaytaj
Podobno był dis co sam się zdisował
Toż to fenomen na światową skalę jak minister Roman

Jeżeli jestem małpą to jestem gorylem
Dzień dobry państwu i rzucam się na szyję

Jestem naładowany jak karta miejska, skrzydła mam jak Redbull
Ja potrzebuje jak soku potu krwi
a ty na zdjęciach zyczysz sobie retusz
Jak do portretu wytrenowana mina
A ja nie jestem debiutant jak na mundialu Tabago i Trynided
To widać jednym okiem tak jak pirat
Ja nie skończę
jak reżyser "Pasji" co krzyczy jak nazi
Bo uruchamiam gwiezdne wrota mej pyskatej wyobraźni
Pisanej mikrofonem
Mam głowę twardszą niż Zidan
nakład większy niż Wamp
Jestem mega jak avans a ty mini jak Van
rozpoczynam wyścig
Na liście bestellerów jak "Kod Leonarda da Vinci"
Mam słowiańską dusze kuszę napieta jak Wilhem Tell
To nie inwazja muszek, kaktusów z irokezem na żel
To inwazja barbarzyńców z żyletkami na językach
Kroje mym jęzorem jak gnojek z portfelika
Jak minister da amanestje to może będzie złota płyta

Jeżeli jestem małpą to jestem gorylem
Dzień dobry państwu i rzucam się na szyję

A ktoś mówi że wypaliłem się jak łebki zapałek
Ma dziure w głowie, stopery w uszach jak w cieście zakalec
Gdyby wojny toczyć na słowa
Byliby zwycięzcy ale nie było by ofiar
3,2,1 pal
ten pocisk ma miłośc jak T.love
Wygrani toną w powodzi braw
Przegrani w gwizdach
Lecą kartki w kalendarzu w tempie Allegro
Brzuch co rósł spuchł jak kokos a mięśnie mi więdną
Pisane mikrofonem wersy podniesione z chodnika
To nie piracki materiał tylko legalny towar na laserowych płytach
Od potu błyszczę się jak rosa
Tnę jak kosa, bombarduję jak Mosad
Niezniszczalny jak mak gajwer
Młody gniewny jak miszel pfajer
Co serce ma dziki jak lyncz
A nie miękkie jak harlekin
Miłośc to recepta jak recepta na refundowane leki
Słabych emce biorę w zęby mojej szczęki tak jak rekin
Jeśli masz wątpliwości to przynieś wariograf
Zrobimy test i stestujemy moje słowa
Jak wyjdzie że kłamię to płyte do sklepu oddaj
A ja spłone jak pochodnia

Jeżeli jestem małpą to jestem gorylem
Dzień dobry państwu i rzucam się na szyję
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo