Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Ej, sprawdź to dzieciaku
Kiedyś i teraz
Onar - Kociołek, ej - Pod prąd, pamiętaj o tym

Pamiętam kiedyś te szczeniackie imprezki
Każdy weekend był gorący, żaden nie był kiepski
Alkohol wtedy płynął i szczerze nadal płynie
Choć już nikt nie jest takim szalonym *****ysynem
Szczanie z balkonu, rzyganie z balkonu
Ktoś miał w kieszeni słuchawkę od domofonu
Rozbite lustro i krew na klatce
Na wycieraczce ktoś zostawił prezent sąsiadce

Bo jak było za głośno zadzwoniła po psy
Na szczęście jeszcze nie ma ich
Ktoś chowa łup w plecak
Właściciel kwadratu płacze, bo ktoś coś za*****ł
Whisky do akwarium, coś zniknęło z baru
Parę ziomów pierwszy raz dostało kataru
Jointy w hurcie i detalu - wiele zmian tu nie ma
Są ci co jarają i ten co z tym biega
Picie na rekordy, dziewczyny na rekordy
Nikt rano nie pamiętał imienia ani mordy
Kiedyś byłem inny zmądrzałem czy dojrzałem
Nie wiem, ale nadal lubię dobry balet

[x2]
Już słychać psy
Oni chcą się bić
Każdy gracz chce grać
A sąsiedzi? a sąsiedzi chcą spać

Teraz jest inaczej, oficjalnie przy butelce
Jedni już nie mogą pić, inni mogą pić więcej
Ziom ma brudne ręce, bo liczy brudne setki
Ale to nie jego wina, że chcą żreć te tabletki
Te setki za kreski, każdy ma swój świat
Tu się robi dobry hajs albo robi dobry rap
Każdy bezpowrotnie swoją drogę wybrał
Niektórych od rana do wieczora męczy tyrka
Jeszcze kilka osób stąd śmiga na studia
Kiedy ja śmigam do studia, oni siedzą do popołudnia w ławce
A ja na ławce siedzę na rejonie
Tu jest płomień, tu można wypić browar z ziomem
Ale psy tego nie chcą
Baba się skarży, że nie może spać jej dziecko
Prosi o szybką interwencję na te ławki
Bo się boi wyjść z własnej klatki
Kilkunastu młodych, to my, alkohol i hałas
Ona nie rozumie nas bo za szybko zgrzybiała
Może zapomniała i kiedyś było pięknie
Melanż wtedy, melanż teraz ja zawsze chętnie

[x4]
Już słychać psy
Oni chcą się bić
Każdy gracz chce grać
A sąsiedzi? a sąsiedzi chcą spać
Komar:
Poczuj zapach tego miasta, spójrz mu w oczy
Chociaż Twoja lampka zgasła, światło pali się tej nocy,
Migające od przemocy, czy bezsenności
W domu nawet wśród rodziny, możesz żyć jak w samotności.
Wieczny pościg, biegnę i czującej oparcie
Nie dotkniemy swoich marzeń, inni mają to na starcie
Spójrzmy prawdzie w oczy, jak mojemu miastu
Jeśli urośnie w siły, poczujesz to po zapachu
Brak odwagi czy strachu twarze pochowane w dłoniach
Ludzi dotkniętych problemem , zamkniętych w swoich pokojach
Zgubieni na swoich torach, przed załamaniem
Nie są w stanie, dostrzec cudu który widzieli w ekranie.
I daj nadzieje dla mnie, a dam Ci słowo,
Że jeśli mi się uda zabiorę Cię stad ze sobą,
Odejdę z tobą, będąc pewnym, ze jutro
Słońce wstanie by nas ogrzać a nie
Schować się za chmurą

Ref:
Niebo płacze przebacz
Woda wznieca dym
Po tych których lubi grzebać
Matka, ziemia, syn
Który żyjąc w beznadziei
Goryczy ten kielich pił
Myśląc, ze coś dla nich zmieni
Nim ona go zmieni w pył

Niebo płacze przebacz
gleba wznieca dym
Po tych których lubi grzebać
Matka, ziemia, syn
Który żyjąc w beznadziei
Goryczy ten kielich pił
Myśląc, ze coś dla nich zmieni
Nim ona go zmieni w pył

Jopel:
To jak bilet w jedną stronę, ziomek
Poczuj to sex monet
Świat Bez atestu chłonę, ale z akcyzą
Mijam i stoją w miejscu, chociaż też idą
I kolejna kolej o niej
Też mówią cicho
Nim doszukałem się sensu, wzrosła wątpliwość
Jak przy zapachu jej perfum moje libido
Czuje cienki chłód cementu, gorzkie piwo
Zaciskanych zębów z nerwów, zdarte szkliwo
Stoją za moją ksywą, nazwiskiem i imieniem
Ci co idąc po horyzont, minęli się z przeznaczeniem
Brali na siebie cały syf, dziś są silni
Bo miasta brzemię, ćwiczy lepiej niż Up Gimni
Ujmijmy to w kilku prostych słowach
Sieje ziarno, zbiorę plon, ale nie chce go żałować
Każdego droga to krzywa na kardiogramie
Z czasem się stanie prosta i ustanie pikanie

Ref x2:
Niebo płacze przebacz
Woda wznieca dym
Po tych których lubi grzebać
Matka, ziemia, syn
Który żyjąc w beznadziei
Goryczy ten kielich pił
Myśląc, ze coś dla nich zmieni
Nim ona go zmieni w pył

Niebo płacze przebacz
Gleba wznieca dym
Po tych których lubi grzebać
Matka, ziemia, syn
Który żyjąc w beznadziei
Goryczy ten kielich pił
Myśląc, ze coś dla nich zmieni
Nim ona go zmieni w pył.
Trzask w drzwi, klucze w zamkach, czwarty hak,
pośpiech na dół by pokazać się dziś światu
na podwórku od wariatów na wejściu słyszę "ratuj!"
oczekują drobniaków, mam tylko kartę z pinem
i dyche w papieżaku, odpalam to co mam, marszo-bieg do bankomatu
Pod sklepem widzę zwadę, ZK dwóch z Szamaków
w głowię koncert mam Kraków, wokale u Donia
jakiś chuj do skurwienia umową chciał przekonać
telefony wykonam, lista połączeń spora
Rycha codzienna zmora, Internet czeka poczta
myślę ile można kiedy relaks odskocznia
jeszcze nie teraz, menadżmen mnie wykończy
skurwiały serwer z netem nie mogę się połączyć
wreszcie jest, wklepne hasło mam zaliczkę na jasło
puszczam raider techniczny na ten koncert i fiasko
kolejny błąd na stronie, przez zęby cedzę bluzgi
zaciskam pięści w dłonie, dobra zrobię to później
bo na spotkanie ważne nie mogę się spóźnić
za 5 minut 13-sta jest ciasno w centrum miasta
pora biznes lunchu, skończę będzie z 17-sta
mam swój mały stolik, mały browar nie zaszkodzi
nie jestem alkoholik mimo ze się powodzi
wreszcie wchodzi promotor z twarzy podobny do nikogo
nażre się na moje konto, ze mam klasę się dziwi
jest amatorem, nie posiada swego CV
raczej mu nie ufam weź polowe wypłać z góry
reszta to small talki, wiesz o pogodzie bzdury
do widzenia kończę gościa, teraz pani redaktorka
chce znać kulisy pracy, ja obcinam jej tyłek
który z gracja prezentuje, poszukując dyktafonu
raczej się rozczaruje, parę słów do mikrofonu
ile z rapem? Czemu hip hop? dlaczego wogle wyszło?
banały to wszystko, cos tam gadam, wodze wzrokiem
ona noga na nogę, myślę Rychu ty świnio,
ona zlizuje z warg zmysłowo piankę z cappuccino
odmulam z ta dziewczyna, już dziś raczej nic nie zdziałam
zostawię wizytówkę, wywiad będę poprawiał
ciężkie Zycie rapiera, tak mam kurwa pracy nawal
a depresja rapera w tym temacie to nie banał

Mój rap to ma profesja przez ten rap wielka presja
Wielka depresja większa niż u DMX'a
Oto ma kwestia nie dać się usunąć w cień
Wkurwiony na depresje, kolejny szalony dzień!

Mój rap to ma profesja przez ten rap wielka presja
Wielka depresja większa niż u DMX'a
Oto ma kwestia nie dać się usunąć w cień
Wkurwiony na depresje, kolejny szalony dzień!

Kilka godzin mi zleciało szybko jak moment chwila
drugie danie o tej porze wiadomo kasa mija
jestem tu codziennie często jemy to co chcemy
w lokalu ex wydawca wypłaca nam tantiemy
odbiór kwitujemy, swój procent zwija Darek
wsiada do passata i tyle go widziałem
nie lubię takich dni a to dopiero poniedziałek
z tego wszystkiego o siłowni zapomniałem
skocze tam wieczorem jeśli w ogóle się wyrobie
dziś nie będzie przyjemności poza tym ze cos zarobię
znów chwile na powietrzu o znajomy szamanko
jak leci powolutku idę sprawdzić przelew w banku
legendy już krążą o tym jakie mam saldo
coś w końcu trzeba zrobić by nie upaść znów na dno
WuBeK kolejka gorąco wymiękam
Pani od kredytów życzliwie na mnie zerka
każda sekunda zwłoki to dla Ryszarda męka
jeszcze 3 lata temu to nie realna scenka
wreszcie jest moja kolej, dzwoni ?Budy?
„Weź to olej!” nie mogę to eliksir na tym stracimy wszyscy
zaraz mnie szczyści przez te interesy
w pogoni dla korzyści przezywamy nowe stresy
wychodzę załatwione radio taxi dzwonie
smsy jak szalone, jeden po drugim lecą
a trzeci telefon alarmem przypomina
że pan gwiazdor na fochu ma wizytę u fryzjera
kurwa afera czas robić się na bóstwo
w lusterka auta zerkam rzeczywiście lecz za późno
I życiowy dramat w chorej głowie się zaczyna
gdy łapie się na tym ze wolnego czasu nie mam
przed siódmą a już ziewam czas zmienić okolice
w taryfie hajs liczę przy popowej muzyce
Power play’owym hicie z wytwórni u MC
Pan zmieni mi te stacje nie chce słuchać gówna więcej
dowozi mnie na miejsce przeznaczenia tu wysiadam
tak klient godowy to za kurs na razie spadam!

Mój rap to ma profesja przez ten rap wielka presja
Wielka depresja większa niż u DMX'a
Oto ma kwestia nie dać się usunąć w cień
Wkurwiony na depresje, kolejny szalony dzień!

Mój rap to ma profesja przez ten rap wielka presja
Wielka depresja większa niż u DMX'a
Oto ma kwestia nie dać się usunąć w cień
Wkurwiony na depresje, kolejny szalony dzień!

Tu na swoich starych śmieciach, człek ma chwile na oddech
zrobię tu zakupy, Jeżyce najwygodniej,
kosmetyki, lewiatan koszul w Sun secie,
na wagę w łodzi wiecie pleh bielizna w komplecie
o 3 najgorzej, ludzie wracają z cyrki
wrzucam kamuflaż proforma dla zmyłki
zyskam więcej czasu gdy oleje dwa spotkania
siedzę w perfumerii, testy z Dolce Gabbana
ale kanał takie życie to banał,
chce do kina, do parku, na ławkę tak bym gadał,
z chłopakami nic nie robił tak jak kiedyś
jeszcze nie dawno w czasie klepania biedy
a tu życie chce mnie zmienić o tym kolejny tekst
zaszła nie oczekiwana dla Rycha zmiana miejsc
dzwoni ktoś z TVN-u czy się pisze na rozmowę?
tylko się uśmiecham, musi przełknąć odmowę
jaka gala w Sheratonie a w jakim charakterze?
Że niby jestem trendy Pani mówi to szczerze
olewam takie spędy w sens idei nie wierzę
zresztą tego dnia mam koncert, nie chodzi pieniądze
tam ludzie czekają i dla mnie to proste
znów ktoś na linii słyszę ciepły damski glos
można się rozmarzyć, ona cala noc i szlos
na ziemie zejdź bo tu lipa jest akurat
laska z telefonii nie zapłacona faktura
i tak co chwila, stale ktoś coś zwariowałem
marze by chenezi się najebać w karnawale
uciec choć na moment od życia które nie zwalnia
tępa które powoduje niezły rozgardiasz!
To był ten dzień, w którym po wstaniu rano
Pomyślałem, że dziś nie stanie się to samo
Odmawiam chmury, bo chcę mieć umysł czysty
W sposób oczywisty cel osiągam
Z pracą się nie ociągam, bo nie należy
Jak chcesz coś zdziałać - musisz w to wierzyć
I dążyć do tego jak by niczego nie było innego
Powracam myślą do roku owego
91 w końcu którego zapragnąłem być jak
Chuck D DMC
Wypuszczać z siebie słowa jak broń maszynowa kule
Początki przyszły z bólem i od nowa
Nikt nie mówił, że droga będzie kolorowa i usłana różami
Więc graliśmy z Punkami
A pomiędzy koncertami sprawa była jedna
Mówić, rymować i trafiać do sedna
Zabawa przyjemna - choć zabawa podziemna
Grono słuchaczy było małe jak kminek
Trzeba wydać płytę aby rozbudować rynek
Zapotrzebowanie jest czy go nie ma
Mnie to jebie - proszę tylko posłuchajcie tego dema
Jestem w niebie - składanka SP jest w sklepie
Cel numer 1 osiągnięty, wszystkim frayerom, niedowiarkom poszło w pięty
Nie jeden mówił potem, że AbradAb jest pierdolnięty
Nie szkodzi mi to, jeden woli piwo drugi żyto
Wracam do starych biznesów jak Carlito
Ty płacisz my to dając poparcie, tak potrzebne tym na starcie
Bo nie kończy się na farcie i nikt nie studzi zapału
Gdy trafiasz do ludzi pomału, złość budzi wytrwałość
Jak nie wierzysz to się załóż
Ja od tych wszystkich lat jako MM
Potem AbradAb tak ja ha opanowuje cały świat
I mam zasady i jest ich coraz więcej
Jak MC - nie wystarczy palców w jednej ręce
Nie napierdalaj na kolesiów jak kalibus
Pierdol przymus zwłaszcza durny jak armia
Wiedz gdzie Mazury są i Warmia
Nie bądź obcy jak malaria - głodnych rymem swym dokarmiaj
I przede wszystkim - nie rób chujstwa swym bliskim
Gdy tak się staje - nikt się z chujem nie zadaje

Pytasz co robić - powiem to Ci

Rób co najlepiej Ci wychodzi ! Rób co najlepiej Ci wychodzi!
Rób co najlepiej Ci wychodzi ! Rób co najlepiej Ci wychodzi!
Ten kraj znowu trawi susza,
Ty modlisz się o deszcz a ja wiem, że się zbliża burza.
Mój czas, już z ulic brudnych zmył każdy szczegół,
To miasto dziesiątkuje dżuma i potrzebujecie leku.
Ten kraj nie kuma, że nie może być łatwo,
Wy zeszliście tak nisko, że trzeba wam przypomnieć światło.
Wracam tu, chcesz czy nie, spokorniejesz,
Wracam tu, szykuj łódź, bo was potop zaleje,
Wyrzucił wam nadzieje, serc i chrap, ich syf,
Dał Ci tylko stres i strach i nic, nic po za tym,
Bo to tylko poza, nic po za tym,
Albo się na tym poznasz albo poznasz straty.
My mamy czas i znamy prawdę i jest okrutna,
Dziś puszczasz się tam a jutro wrócisz do źródła.
My mamy ubaw i progres w kieszeni,
Dziś Cię oczyści burza, jutro oddam Ci słońce byś je docenił.

I właśnie dzisiaj tego dnia,
Pytam się: Jesteś z nami czy przeciwko nam?
Bo dzisiaj przyszedł czas, o którym mówiłem,
I to czas, by pokazać jaką mam siłę.
Jutro już nic tutaj nie będzie takie samo,
I będą pisać o tym co się tutaj stało,
Jeśli nie jesteś pewien zostaw to i wróć,
To nasza wojna Europa, Bałuty, Polska, HollyŁódź!

Prawie rok, zrobił się mrok, już kołowały sępy,
Lecz dziś powraca boss, sznurować gęby,
Te mendy wiedzą już, Armagedon tuż tuż,
Wam nie pomoże dziecko, nawet anioł stróż.
Ja mam tą ksywkę jak bóg nie bez powodu,
Mam w sobie siłę, by przebić to co zrobiłem znowu,
By znowu wkurwić ich i dać im powód do stresu,
Wolisz te kurwy i syf, od tak bez interesu.
Panteon charakterów wątpi, wierzą rozsądni,
Jutro najlepsi będą tu bezbronni.
Wy macie papierowy mur, papierowy plan,
Trzyma wasz papierowy król, gdy wróg jest z ogniem u bram.
Życie to sztuka, sztuka wyborów, nie wiem czego tu szukasz,
Ziomuś to dla hip-hopu,
Dla wszystkich, którzy nie zwątpili jeszcze.
Czas tą ziemię oczyścić, podnieś ręce w powietrze!

I właśnie dzisiaj tego dnia,
Pytam się: Jesteś z nami czy przeciwko nam?
Bo dzisiaj przyszedł czas, o którym mówiłem,
I to czas, by pokazać jaką mam siłę.
Jutro już nic tutaj nie będzie takie samo,
I będą pisać o tym co się tutaj stało,
Jeśli nie jesteś pewien zostaw to i wróć,
To nasza wojna Europa, Bałuty, Polska, HollyŁódź!
OSTeR mówisz? Co to, kurwa, za cwel?
Nadciąga ironiczna prawda jak za czasów PRL.
Kielicha strzel, bo ciężko będzie przełknąć tą pigułę.
Zepsuję tym wszystko, chyba że już wszystko zepsułem.
Syf zebrany ogółem jak w rumuńskim burdelu,
A w środku zamiast lasek banda poprzebieranych gejów.
Ej stary, a tabu? Tabu? Walić cenzurę.
Pierdolić polityków i tych, co wciskają bzdurę.
Masz tu świata karykaturę jak z ruskiego komiksu.
Poznaj wulgaryzmów miksturę jak skazany sens grypsów.
Czuję się w tym jak zboczeniec w krainie cycków.
Dlatego robię hip-hop na wzór domowych Tape-Mix'ów.
Nadciąga OSTeR sprawiając ból jak kac kupa
Temu, co dzień wcześniej był zalany w trupa.
A więc zamiast walić głupa, kielicha strzel.
Tak O plus S plus T plus R
O plus S plus T plus R plus U plus J plus FUNK
Plus O plus B plus O z kreską, Zet, a jak...

O plus S plus T plus R plus U plus J plus FUNK
Plus O plus B plus O z kreską, Zet, a jak...

Chcesz zobaczyć miliony złotych monet, pełne sejfy,
Chcesz zobaczyć laseczki pod bikini duże piersi.
Chcesz zobaczyć las posesji w kwadratowych milach,
A zobaczysz, ale porno w konwencji Radia Maryja.
Nadciąga OSTeR budząc u krytyków wstręt;
Jesteś chujowy, bo nie dorastam ci do pięt.
Jak wdeptany kent w chodnik,
Choć myślę, że mój mózg wielkością adekwatny jest do spodni.
To udowodnij, chciałoby się.
Wszak myśli po długopisie,
Kręcę rapa, a nie kwiczę. Dla mnie słodycze HaCe,
Po których to w panice laski uciekają z płaczem.
Pełen luzik, tak to robię, tak to widzę, tak to kręcę.
Bit pod sampler, rytm na pętlę,
A ty bądź impotentem,
Albo pokaż jaja większe.
Mówisz, że przeginam?
Dla mnie nic nie jest święte.
Prosto z Łodzi, Bałut klimat. Staje serce.
Puszczam chmurę, więc ją podtrzymaj.

O plus S plus T plus R plus U plus J plus FUNK
Plus O plus B plus O z kreską, Zet, a jak...

O plus S plus T plus R plus U plus J plus FUNK
Plus O plus B plus O z kreską, Zet, a jak...

...Paranoja...
...I koniec...
Czy są tu moje ziomy...?

A więc giń skurwysynu w rzece wpierdalać glony
Jesteś łakomy, pycha nabija ci portfel
Takich typów na tej ośce to się zabija za drobne
Pokaż telefonów mordę, wybór należy do Ciebie
Jesteś frajerem czy kołkiem, chuj ci w 997
Dzwoń po taryfę jak masz mnie siłę szukać
Tylko jak Cię spotkam znowu będziesz piszczeć jak suka
Nie masz nic, a ten lans i ojca auto
Przecież widzę jak nim wozisz tego porta za banknot
Tak się składa, że znam ją, jej znakus najebana
Zna ją tu całe osiedle, bo to kurwa jebana
Gdy śpiewasz jej jak Maanam twoje słodkie pierdzenie
Kiedy całujesz jej język pewnie czuć przyrodzeniem
Toju, chuj ci w jedzenie, ty taki jesteś twardy
A w tańcu zjebanym to widział bym cię z Isis
Co w kieszeniach daj mi albo połamię ci palce
Do grania na pianinie pozostawię pauzę
Od małego zacznę i tak powoli do końca
Więc lepiej otwórz oczy, bo to tylko twój koszmar

Jeśli napierdalasz żonę, bo zupa była za słona
Bym cię dorwał, zapierdolił i pod domem pochował
Prosto z Teofilowa chwila moralnego kaca
Jak gówno z siebie dajesz to do ciebie wraca
x2

Chuju płacisz za kurwę i przynosisz jej kwiaty
W sumie nie wiem czym się różni twarz idioty od szmaty
Stary, pryszczaty, dzieci po studiach dawno
Więc czemu nie jak żona wkurwia go w tango
Ten sam postój,taxa,taksówkarz i burdel
Poczekaj ta historia jeszcze jaja ci urwie
Dla mnie spać możesz w trumnie ogrzany świecami
Albo w urnie na fali porwany jak Bali, bez granic
Nie ma żadnych, to nasze społeczeństwo
Czyli wóda, koko, dance plus co ma się pod ręką
Ty mi nie pierdol, że co drugi to Al Bundy
Co do Niemców to się zgodzę, co drugi był w Tajlandii
Ale takich jak ty- frajerów biorą w ramki
Z kurwami chodzić na randki, brzmi jak country szaszłyk
Co się lampisz na klamkę? Otwieraj te drzwi
Za nimi sex, bogactwo, bo tu umiera wstyd
Lubisz żyć pełną gębą, niby nic, ale przyjemność
Chwila w windzie wieżowca, wjazd na szóste piętro
Kto powiedział, że piekło jest pod ziemią? Żartował.
Miał być burdel na kółkach, a w drzwiach stanęła żona...

Jeśli napierdalasz żonę, bo zupa była za słona
Bym cię dorwał, zapierdolił i pod domem pochował
Prosto z Teofilowa chwila moralnego kaca
Jak gówno z siebie dajesz to do ciebie wraca
x2
Raperzy są niedobrzy
Proszę, nie no, zaraz, chwilka, jak to?
Słuchaj co mówię, przecież jestem twoją matką
Nie zaprzeczysz faktom, to najzwyklejsze szczeniactwo
Żuć to, zajmij się wreszcie edukacją
Mamo proszę, przestań, usiądź, zobacz
Doceniam twoją troskę, ale to nie tędy droga
Mamo, rap to nie to samo co przemoc i dragi - o nie
Jak można ubierać całe zło świata w dżinsy typu baggy
Pokaż mi mamo gdzie jest ta agresja
Chłopaki spokojni jak baranki, chociaż każdy w twoich oczach to bestia
Nie wierzysz? Jeśli ja nie mogę cię przekonać niech to zrobi KRS-ONE
" Rapers are in danger "
O właśnie, ap-ropo, zobacz mamo jak ten pan zaszedł wysoko
Mając przede wszystkim hip-hop jako do rozwoju bodziec
Aa...ty widzisz w nas tylko bezmyślność i luźną odzież
Mamo powiedz skąd ta niechęć?
Czemu przypisujesz nam każdą złą cechę?
Przecież rap jest w dechę

( aaa..aaa....aaa)

Ref. ( 4x )

Mamo zrozum że rap nie tak straszy jest jak go malujesz
Mamo zrozum wreszcie, apeluję !!!

Synu, zajmij się czymś, słyszę codziennie od nowa
A ja nie narzekam mamo na brak zainteresowań
Cieszę się, widząc twoją troskę o moją przyszłość
Ale patrz to proste, nie da się zrobić nic by to ze mnie wyszło
Mówisz że to: głupie, niedobre, ułomnie, kalekie, monotonne, że sensu mało
To nie jest sposób mamo, by nawiązać dialog
Jeszcze nikomu się to siłą nie udało
Dobrze w domu być z mamą
Ale w domu gdzie rap stał się rzeczą zakazaną
Porozumienia zero
Stosunki między nami, jak 10 lat temu między jedną i drugą Koreą
Konflikt jaskrawy jak neon
Nie użalam się nad sobą, tylko irytuje mnie to ciągłe łapu-capu
Kocham cię i boli mnie, że tak mało między nami porozumienia w kwestii rapu

Ref. ( 4x )

Mamo zrozum że rap nie tak straszy jest jak go malujesz
Mamo zrozum wreszcie, apeluję!
Słoń :
Pih, Ero, Słoń to przejebany Line Up
Twoja opinia o nas zwisa mi jak trup Husseina
To pijacka ferajna, łaki to nasz target
Mam wyrobioną markę jak jebany Nightstalker
Czuję tylko pogardę, nic innego we mnie nie ma
Ryby zdychają w jeziorach, a ptaki spadają z nieba
Czarna jak heban gleba zostaje na palcach
Jebać Step Up, zatańczysz dziś ostatniego walca
Zapraszam do tańca, nowy pożar wzniecam
Aplikując w nos proch z krematoryjnego pieca
Dzieciak, słysząc mnie robisz gały jak Gollum
Jakbyś z płetwami na girach biegał po minowym polu
Uderzam jak piorun, nie graj nam na nerwach
Zostanie po tobie tylko kupa zwęglonego ścierwa
Kolejny oberwał, konsoleta dymi
A ja z uśmiechem na twarzy zamykam drzwi od kabiny

Ref.
Każdy kojot wie, która jest godzina
Nie ma na nas skurwysyna
66.6 FM to co słyszysz
Radio Killa, Radio Killa, Radio Killa
66.6 FM

Pih :
Usiądz skromniej, dziś nie idziesz do roboty
Rozkładasz się jak kurwa po przeharowanej nocy
Za tą muzę stara cię zajebie w domu, ziomuś
Jak żona pijaka, wiecznie spadasz ze schodów
Co gdyby nie my? Co byś zrobił teraz?
Łoił patelachę pod lot trzmiela
Jedyny taki skład to alkoterapia
Po porady dzwoni do mnie twój pieprzony psychiatra
Bóg kręci ziemią? Ja poruszam niebo
To on kłóci się o wynik przy rzucie monetą
Napierdalają bębny, zaciskasz zęby
Dla gamoni już spływają tatuaże z henny
Maska Halloween na twarzy, zły do kości szpiku Pihu
Skąpa ździro - cukierek czy psikus ?
Nasza mała gra w pochowanego
Gaszę światło dźgam na oślep, inferno terror
Ze mną są zwyrole, twoja córka niech ucieka z domu
Chyba, że chce robić za dodatek do kondomów
Wcześniej czy później i tak skończysz w worku
Póki co twój krzyk, partytura tortur

Ref.
Każdy kojot wie, która jest godzina
Nie ma na nas skurwysyna
66.6 FM to co słyszysz
Radio Killa, Radio Killa, Radio Killa
66.6 FM

Ero :
Ero, Pih, Słoń ty słyszysz to Radio Killa
Każdy z nas tylko na psach się z prawdą mija
W rozgłośniach hip-hop o Mamma Mia
Dziś to wszystko nie sięga nam do kija
Nawijam, co? Nie trafiam lamusom w gusta?
Im spust w usta, na nich patrzy chuj z lustra
Twoja kochana znów nie wpuszcza cię do łóżka?
Jest jak twoje nagrania, po cichu się puszcza
Do zdeptania pluskwa, chuj wbijam w to jak się czujesz
Ty nie słuchasz rapu, ty go tylko podsłuchujesz
Ktoś cię opluje ty powiesz, że pada deszcz
Chcesz być grubą rybą, a cię dupą zjada leszcz
Wiesz to 66.6 FM
Dla upadłych MC chłodny, żałobny tren
Znów odcinam wam tlen, co się dusisz
Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz

Ref. (x2)
Każdy kojot wie,która jest godzina
Nie ma na nas skurwysyna
66.6 FM to co słyszysz
Radio Killa radio killa radio killa
66.6 FM
Kto w życiorysie nieudany dzień zaliczy
Te telefon milczy niezależny odemnie ten fakt
Puść kompakt ileż można track stop zajob
Wytykane wady nic nie dają
Nie zdziałają brak brygady brak gotówki
Urok miasta to urok złotówki
Gdzie jest tłok gdzie zjebane główki może drink?
Od swego nie odmawiam ja nie z tych
W górę kolejny kielich zdrowie ich
Na które dziś nie wyszło mi same straty
Środek ulicy nie ten sam przed laty
Było tak że kikedy planu nie mam to i tak go mam
Poszu-poszu-poszukam-am, poszukam
Liczę tylko na lite równo z bitem
Zawsze razem i, i z codziennym żytem
Może wieczór zaliczę do udanego - nie licz na to
Racja chujnia, nic ciekawego

Nic ciekawego styka na łyk
U mnie nic ciekawego nie
Nic ciekawego styka na łyk
U mnie nic ciekawego nie

Nic ciekawego styka na łyk
U mnie nic ciekawego nie
Nic ciekawego styka na łyk
U mnie nic ciekawego nie

Struny-y głosowe-e zaniedbane-e, zdarte-e
Herbata-a dla mnie-e pozbawione-e
Wolności i fusy-y nie odbierają mi pokusy
Za oknem omnibusy nacierają do szkół
Wędrówka kończy się w pół do
Do kogo kto idzie kiedy gdzie
I tak powtarza się jak co roczna wiosna
Do samochodu, do samochodu droga prosta
Ostatni etap twego snu kończy się na parkingu-u
Zakładu pracy zabiegani rodacy
Dzień za dniem porównują tą sytuację z dnem
Dlatego siedzę macham z maniolami
Jojami nokaut i po bani
Na ślepo po puchar polskich szos
I koniec i każdy zna swój los i numer drzwi ,spada
Ale za to wpada rodzinna gromada
Babcia kuzyn i chrześniaki i tak w kółko i do paki
Rok po roku telewizor, dym idziesz z nim sięgasz wyżej
Do tego świata łatwiej, przyjemniej i bliżej

Nic ciekawego styka na łyk
U mnie nic ciekawego nie
Nic ciekawego styka na łyk
U mnie nic ciekawego nie

Nic ciekawego styka na łyk
U mnie nic ciekawego nie
Nic ciekawego styka na łyk
U mnie nic ciekawego nie
[Sokół]
Myślę pozytywnie, lekarz kazał myśleć pozytywnie
Myślę pozytywnie, nic mnie nie wkurwi dzisiaj
Idę, po prostu idę, spacer to dobry zwyczaj
Wdech i kurwa wydech, i do dziesięciu zliczam
Tlen rzekomo uspokaja, więc się nim upajam
Śmiech to zdrowie, więc chodzę z uśmiechem na mordzie jak pajac
Wiem, mam myśleć dobrze i tak się też nastrajać
Chęć całkiem mnie ogarnia, jebana chęć działania
Pozytywne hasła na kartkach mam na ścianach
Życie jest kurwa piękne, to nieśmiertelny banał
Nie przeklinam wcale i nie czuję agresji
Powtarzam sobie mantrę i nie odczuwam presji
Jestem wyciszony i całkiem pozbawiony nerwów
Ta noga skacze mi wyłącznie z muzycznych kurwa względów
Ludzie są cudowni, więc ciepło myślę o nich
I tylko lekarzowi chętnie bym dopierdolił...

[Marysia Starosta]
I co się by nie działo ty myśl pozytywnie

[Sokół]
Uciekam przed samym sobą głęboko

[Marysia Starosta]
Myśl pozytywnie co się by nie działo ty

[Sokół]
Uśmiecham się na zewnątrz szeroko

[Marysia Starosta]
I co się by nie działo ty myśl pozytywnie

[Sokół]
Ja nie umiem już inaczej

[Marysia Starosta]
Myśl pozytywnie co się by nie działo ty

[Sokół]
Walczę sam ze sobą i całym światem

[Marysia Starosta]
I co się by nie działo ty myśl pozytywnie

[Sokół]
Popatrz, życie jest piękne

[Marysia Starosta]
Myśl pozytywnie co się by nie działo ty

[Sokół]
Nie myśl co będzie jutro bo pęknie ci serce

[Marysia Starosta]
I co się by nie działo ty myśl pozytywnie

[Sokół]
Ja nie umiem już inaczej

[Marysia Starosta]
Myśl pozytywnie co się by nie działo ty

[Sokół]
Walczę sam ze sobą i całym światem
Młody M:
gdyby świat był mój a gdyby tak świat był mój
gdyby ten świat był mój żyłbym jak król
ten świat był mój żyłbym jak król

sprawdź pod palmą dom na Karaibach
niebo pełne gwiazd plaża ona i cohiba
tak drink bar nalej rumu do syta hooo
poszukiwaczom skarbów niech żyje Atlantyda
chciałbym być panem świata tylko na chwilę
żeby móc przez tę chwilę nakarmić całą Afrykę
abdykowałbym potem na rzecz Dalajlamy
bo nie ma miłości tu są tylko kłute rany
i brud i proszę wybacz mi panie
gdyby tylko świat był mój rozbroiłbym Izrael
poszedłbym w balet choć umiałbym odmawiać
zrobił domem Hiszpanię a dokładniej Costa Brava
jadł lepiej mieszkał lepiej żył lepiej
zapierdalał ciągle uśmiechnięty jak ci z miejskiej
stare problemy anegdoty przy butelce
a jak mówimy o nowych to na co wydam benge

ref.
gdyby świat był mój żyłbym jak król
gdyby świat był mój żyłbym jak król
gdyby świat był mój piłbym jak król
jadłbym jak król żyłbym jak król
gdyby świat był mój żyłbym jak król
gdyby świat był mój żyłbym jak król
gdyby świat był mój piłbym jak król
jadłbym jak król żyłbym jak król

przyjdzie taki dzień wiesz że przestanę się martwić
moje jedno spojrzenie i wiesz że to się sprawdzi
wchodzę na scenę w górę wszystkie łapy
to dla tych dla których ten rap też coś znaczy
świat jest mój pies więcej się nie pastwi
wybijam im argument legalizuję blanty
zdejmuję drogówkę z każdej większej trasy
połowa traci etat wreszcie biorą się do pracy
pomyśl ziomie problemy rozwiązywać telefonem
być panem życia wyspy na tropikach znać jak żonę
jutro może przynieść tylko przygodę
moi ludzie piją whisky z lodem ale pieprzyć już te drinki ziomek
jutro maluje się różowym kolorem czuje moc i niczego się nie boję
polej niunie chodzą wzrokiem jak wychodzę na wolne pole
tylko pomyśl ziomie

ref.
gdyby świat był mój żyłbym jak król
gdyby świat był mój żyłbym jak król
gdyby świat był mój piłbym jak król
jadłbym jak król żyłbym jak król
gdyby świat był mój żyłbym jak król
gdyby świat był mój żyłbym jak król
gdyby świat był mój piłbym jak król
jadłbym jak król żyłbym jak król

Hukos
mówią świat jest nasz nie wierzę w takie slogany
bo mamy co sami zgarniamy własnymi rękami
nakładam kaptur podwijam rękawy
mówiłeś głupcy walczą z systemem my go omijamy
wyspy na tropikach ej brachu to brzmi dobrze
etos marynarza dziwka w każdym porcie
konflikty z samotności teraz żegluję co piątek
w knajpach upadłych morderców pod banderą Jolly Rogers
zgaga po Dom Perignonie mdli mnie po kawiorze
za ten projekt zdrowie szampańskoje igristoje
pewnie miło trafić royal flusha w Cassino Bellagio
i zgarnąć jak za deal kokainą na Cargo
i nie mam marzeń z ligi ferrari pininfarini
wystarczy bym po pijaku nie dotykał kierownicy
mogę zazdrościć sześciu cyfr milionerom
ale suma szczęścia i tak zawsze wychodzi na zero
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo