Popularne piosenki. Polski Hip Hop

W ręku Mieszko I, co za to mogę kupić?
Wiesz już prędkość dręczy, poratuj Boże tu dziś
Znam pewien monopol lecz sam już nie wiem po co
Dziesięć, ćwierć i zagrycha łykam ćwierć
Czy różnica dzisiaj jest?
Cyrulica pita fest, my ulica i ta więź
W ręku Chrobry w miejscu dobrym
Za 2-0 kupisz G konopi
E nie kumasz? to nasze 20 polskich złotych
Ucieczka w lody po tym, w ręku Kazimierz Wielki
Zabije wszelkich wątpliwości smak
Ja wiem dziś, że mam te pięć dych na bank skunk i browar
Wódzia, cola, udział to nasz, ej Kochan dzisiaj skonam
Więc pokaż mi ziom co mam w ręku
Władek Jagiełło i leci po nas centrum w szponach dźwięku
Z nami zielony banknot zmielony jak to w konopi miasto
Plus
alkohol pod stacją CPN 24 na h z klimatyzacją
Ja wiem dla szczerych ta gra więc ziomek gram w nią
Stówka poszła, ale za to alkohol mam
W ręku Zygmuś Stary został, my tu miary do dna
Bałuty i Piotrkowska dwie bomby w ręce
Co za to mogę dostać? hmm
Ziomek nie opowiem ci o kosztach tej rozgrywki
Dwie bomby dla holenderskiej dyszki
Tak działa mój przelicznik w życiu
Hałas dla was wszystkich
I nie zostało nic mi...
To mój łeb moje dragi a ty zostaw to
Noszę dres, noszę baggy nonstop
Nie podoba się zabij mnie Had ma głos
Nie okaże się, że jestem klawisz jak Rick Ross
Wyjdź stąd bo to pokój czarnych płyt dziwko
Załóż stanik idź pod most łykać rzeczywistość
Wysyp proch i włóż w to nos
Nie podoba ci się haj trudno rzuć to.
Rzuć tym ej ten skurwysyn ma broń
Pęka szkło, będziesz stękać całą noc
Do utraty tętna nikt nie pozbiera zwłok.
Zostaw to, bo nie umyłeś brudnych rąk.
Paskudny swąd, ktoś rzyga bo chyba ma dość
Zrobią z tego spot, telewizja sprzedaje zło.
Obejrzysz to. Kręci co?
Wejdź na ręcznym, wrzuć leysy na ząb, zostaw to!

Najlepiej to zostaw
Nie można tak żyć
Dla ciebie to koszmar
Oddaj go mi

Najlepiej to zostaw
Nie można tak żyć
Dla ciebie to koszmar
Oddaj go mi

Nie można zostaw to nie twój rozmiar
Kingsize a nie krótka bletka do jointa
W twojej furze jest bomba
Wyłącz klimę, otwórz okna i odpal kompakt.
Ej, nie podoba się to zmień program
Skoro nie możesz znieść, że kasy ci nie oddam.
Nie zobaczysz jej, tak to wygląda
Się nie przyglądaj, gnoju to nie Wyborcza
Bo co? Już z mikrofonem było trudno się przedostać.
To nie zabawa, sprawa dla zawodowca
Jak coś zaczynasz doprowadź to do końca.
Masz inne zamiary lepiej to zostaw.

Najlepiej to zostaw
Nie można tak żyć
Dla ciebie to koszmar
Oddaj go mi

Najlepiej to zostaw
Nie można tak żyć
Dla ciebie to koszmar
Oddaj go mi
Urodziliśmy się w szpitalach, na białych salach
Z dala od świata gdzie ojcem marazm a matką wiara
Nikt nas nie pytał, nikt nic nie ustalał
Choć każdy dobrze wiedział, że ten świat dawno oszalał

Idę ciężkim krokiem duszony miejskim smogiem
Wokół mnie setki okien, mijam blok za blokiem
Tutaj ludzie patrzą błędnym wzrokiem
przez tyle wylewanych łez na co dzień
spróbuj wejść im w drogę
pode mną asfalt, przede mną wyrasta krajobraz ruin miasta
tu życie dusi, jak dusi astma
tu musisz być jak hustla
bo w świecie kłamstwa poradzi sobie tylko garstka
Już jedenasta, na uszach Gangstarr
idę, wtulony w blask lamp
widzę zniszczony nasz kraj totalnie
zdewastowane, pozamykane kopalnie
ten kto tu ma najlepiej, skumaj, to ten co najwięcej kradnie
delikatnie świecą latarnie, wciąż idę
mija kolejny rok, tydzień, kolejna noc i dzień
nienawidzę monotonii, która za mną jak cień idzie
dlatego piszę - to miasto samych gangsterów
na bank wielu z nich odczuwa brak celu
szukając szczęścia w portfelu
tu pieniądz jest bogiem, człowiek zaś wrogiem
skręcam tuż za rogiem, wszędzie czarny kurz na drodze

[x2]
Urodziliśmy się w szpitalach, na białych salach
Z dala od świata gdzie ojcem marazm a matką wiara
Nikt nas nie pytał, nikt nic nie ustalał
Choć każdy dobrze wiedział, że ten świat dawno oszalał

Miasto, które kiedyś było barwnym niebem
dziś jest dla wielu martwym stepem, pokrytym czarnym śniegiem
tu wielu chce być tylko zwyczajnym człowiekiem
zwyczajnie witać dzień białym mlekiem i czarnym chlebem
Pomyśl, żyję w mieście, w którym szczęście
Przeliczane jest na tony, całe domy tutaj żyją z węgla
Pomyśl, w prywatnych przeręblach plony
Piętra stromych dziupli kryją węgla tony
Ej, kto zna tę dziuplę posłodzi dziś herbatę cukrem
Posłodzi żona, dzieci, dzieci kumpli, kumple
Ziemia jest źródłem, strach przed niepewnym jutrem
Dla jednych grobem, dla innych domem, smutne
Ludzie, którzy umarli jako ludzie
A jednak są tu minuta po minucie
A jednak żyją z tym uczuciem, że ich pociąg uciekł
Peron pokryty czarnym śniegiem, mam złe przeczucie
To szara niepokolorowana ta kolorowanka mikropoli
Ta szara niepokolorowana kolorowanka z tej historii
To moje miasto, a w nim ludzie moi
Miasto w letargu o poranku a w nim ja i oni

[x2]
Urodziliśmy się w szpitalach, na białych salach
Z dala od świata gdzie ojcem marazm a matką wiara
Nikt nas nie pytał, nikt nic nie ustalał
Choć każdy dobrze wiedział, że ten świat dawno oszalał

Kiedyś to miasto kibiców, skinów i punków
dziś bieda szybów i pustych kont w banku
kiedyś to miasto blasku czynów i faktów
Tu dziś nadzieja szuka głupców, bieda swych skalpów
Tu po 23 zasypia nawet wróg na streecie
Umiera każda z dróg, każdy klub
A życie jak lód topi się jak loop na bicie
Co dzień to samo, wciąż te same sample to samo rano
Tutejsze wampy straszą na planszy jak Banshee
A w rynku knajpy to plajty za bójki i kanty
Tutejsze lampy jak zmory świecą nie dając światła
Samotne tory zjada rdza i ciszy aplauz
A w tle uśpione szyby, kominy z nimi na linii
Puste magazyny, stare kopalnie
Jak zabawki z plasteliny w rękach Boga
Który już dorósł więc je zostawił
Zostawił także zawiść, nienawiść i zdrady

[x2]
Być może to miasto to twoje miasto
Ono nas budzi i nie daje zasnąć, nie daje zgasnąć
Może to miasto to twoja własność
Wciąż walczymy, jest wiele szans, yo, trzymamy bastion
Daj mi ten bit synek, a ja pokażę ci jak z tym płynę.
Trzysta na godzinę zamieniam na mile.
Winner, pierdolony killer na majku.
Otaczam fearem jak Führer i tyle, zawijam ci IQ.
Nie podoba się? Oka, zajeb focha!
Albo zajeb w nocha. Livin' la vida KOKA! Chłopak,
Chyba topa da ci kopa, co fuck?
Kopara opada ci na opa.
Łap dropa, cyka tu achtung na blokach,
One wokal, nie ma tu nas dwóch na lokal,
Masz coś to poka, ja to alko jak pokal,
Wlewam ci to w gardło, polegaj na wymiotach.
What the fuck tak mota fakt to Bedoka, jaka wtopa,
Rap skunk to na bank się podoba,
Jak commando nie foka, jak to rambo ty popa,
Zmieniam ci tożsamość jak tylko zabrzmi stopa.

[Ref. x2]
Bo ja jestem alkoholem, którym się upijasz.
Jak amfetamina robię tobie w głowie miraż.
Zmieniam nastroje i klimat, i nie możesz mnie powstrzymać.
Uzależniam cię na dobre, może lepiej nie zaczynać.

Jestem jak twarde narkotyki i totalnie w rytm muzyki.
Flow jak z ameryki Biggie ziom, nie marne typy widzisz joł,
Jak fajne bity milijon mi dał nie mylić z tymi co,
Tu mini limit są jak mini mou mani na linii yo.
A wali to po dyni, co i jak mogę rozkminić ziom.
Ty gapisz się jak Dede Down, to wali Cie jak di di dong.
Dzwonek do drzwi i widzisz, straszy Cie jak hong-kong (Bu!)
Potomek Godzilli Dimitri z nabitą bombą!
Skurwysyny, bom bom tu w tom tom ja z formą,
Ty się możesz zdziwić jak to można kminić non stop.
Tak prosto jak Ibisz zadziwiająco jak Jesus Christ.
Ostro jak chilli nice na mili hajs vanilla ice,
A really size, mam tu double XL jak O'neal i patrz tu.
Tematy tabu pieprzę jak Hundini masz tu łap klucz.
Teraz tu nas czuć limit wypełnia powietrze.
Wreszcie możesz to rozkminić na konkrecie w każdym mieście.

[Ref.]
Bo ja jestem alkoholem, którym się upijasz.
Jak amfetamina robię tobie w głowie miraż.
Zmieniam nastroje i klimat, i nie możesz mnie powstrzymać.
Uzależniam cię na dobre, może lepiej nie zaczynać.

Bo ja jestem alkoholem, którym się upijasz.
Jak amfetamina robię tobie w głowie miraż.
Zmieniam nastroje i klimat, i nie możesz mnie powstrzymać.
Uzależniam cię na dobre, może lepiej, może lepiej nie zaczynać.
Słoń :
Pih, Ero, Słoń to przejebany Line Up
Twoja opinia o nas zwisa mi jak trup Husseina
To pijacka ferajna, łaki to nasz target
Mam wyrobioną markę jak jebany Nightstalker
Czuję tylko pogardę, nic innego we mnie nie ma
Ryby zdychają w jeziorach, a ptaki spadają z nieba
Czarna jak heban gleba zostaje na palcach
Jebać Step Up, zatańczysz dziś ostatniego walca
Zapraszam do tańca, nowy pożar wzniecam
Aplikując w nos proch z krematoryjnego pieca
Dzieciak, słysząc mnie robisz gały jak Gollum
Jakbyś z płetwami na girach biegał po minowym polu
Uderzam jak piorun, nie graj nam na nerwach
Zostanie po tobie tylko kupa zwęglonego ścierwa
Kolejny oberwał, konsoleta dymi
A ja z uśmiechem na twarzy zamykam drzwi od kabiny

Ref.
Każdy kojot wie, która jest godzina
Nie ma na nas skurwysyna
66.6 FM to co słyszysz
Radio Killa, Radio Killa, Radio Killa
66.6 FM

Pih :
Usiądz skromniej, dziś nie idziesz do roboty
Rozkładasz się jak kurwa po przeharowanej nocy
Za tą muzę stara cię zajebie w domu, ziomuś
Jak żona pijaka, wiecznie spadasz ze schodów
Co gdyby nie my? Co byś zrobił teraz?
Łoił patelachę pod lot trzmiela
Jedyny taki skład to alkoterapia
Po porady dzwoni do mnie twój pieprzony psychiatra
Bóg kręci ziemią? Ja poruszam niebo
To on kłóci się o wynik przy rzucie monetą
Napierdalają bębny, zaciskasz zęby
Dla gamoni już spływają tatuaże z henny
Maska Halloween na twarzy, zły do kości szpiku Pihu
Skąpa ździro - cukierek czy psikus ?
Nasza mała gra w pochowanego
Gaszę światło dźgam na oślep, inferno terror
Ze mną są zwyrole, twoja córka niech ucieka z domu
Chyba, że chce robić za dodatek do kondomów
Wcześniej czy później i tak skończysz w worku
Póki co twój krzyk, partytura tortur

Ref.
Każdy kojot wie, która jest godzina
Nie ma na nas skurwysyna
66.6 FM to co słyszysz
Radio Killa, Radio Killa, Radio Killa
66.6 FM

Ero :
Ero, Pih, Słoń ty słyszysz to Radio Killa
Każdy z nas tylko na psach się z prawdą mija
W rozgłośniach hip-hop o Mamma Mia
Dziś to wszystko nie sięga nam do kija
Nawijam, co? Nie trafiam lamusom w gusta?
Im spust w usta, na nich patrzy chuj z lustra
Twoja kochana znów nie wpuszcza cię do łóżka?
Jest jak twoje nagrania, po cichu się puszcza
Do zdeptania pluskwa, chuj wbijam w to jak się czujesz
Ty nie słuchasz rapu, ty go tylko podsłuchujesz
Ktoś cię opluje ty powiesz, że pada deszcz
Chcesz być grubą rybą, a cię dupą zjada leszcz
Wiesz to 66.6 FM
Dla upadłych MC chłodny, żałobny tren
Znów odcinam wam tlen, co się dusisz
Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz

Ref. (x2)
Każdy kojot wie,która jest godzina
Nie ma na nas skurwysyna
66.6 FM to co słyszysz
Radio Killa radio killa radio killa
66.6 FM
Nigdy kiedy piszę nie zastanawiam się co chcesz usłyszeć
Nigdy kiedy piszę nie zastanawiam się co chcesz usłyszeć
Nigdy kiedy piszę nie zastanawiam się co chcesz usłyszeć

[zwrotka angielska]

Nigdy kiedy piszę nie zastanawiam się co chcesz usłyszeć
Nigdy kiedy piszę nie zastanawiam się co chcesz usłyszeć
Nigdy kiedy piszę nie zastanawiam się co chcesz usłyszeć

Już nie śpię od tygodni, muszę udawać ziom
Że jest kurwa sympatycznie jak mnie napierdala ząb
Już nie śpię od tygodni, jak na ironię mam to
Jebany stan zapalny i mordę jak żelazko
Daj mi lekarstwo, mus prosi o Ketanol
Chciałbym dziś zasnąć, otworzyć oczy rano

Co ty, amok już mi zabrał kontrolę nad sobą
Nie mów mi o dentyście od konsolet i jak robot
Zjadłem w szkole ten owoc i mam teraz w chuj fobię
Szkoda, że mi nie pomoże żaden Theraflu w torbie
Zabieraj ten szrot, ty kurwa wiesz ej co dobre
Daj mi siekierę, nóż, a odetnę se mordę
To ból gorszy od pałowania psów
Jak masz tu morfinę to zamawiam dla dwóch
I chuj, że to ściema, ale tekst przećwiczę
Nigdy kiedy piszę nie zastanawiam się co chcesz usłyszeć

Nigdy kiedy piszę nie zastanawiam się co chcesz usłyszeć
Nigdy kiedy piszę nie zastanawiam się co chcesz usłyszeć
Nigdy kiedy piszę nie zastanawiam się co chcesz usłyszeć

[zwrotka angielska]
Rap realistyczny, niezawiły, tematyczny
To mój środek wyrazu jak los apokaliptyczny
Hip-hop to pół środek przekazu zarodek
Pozostawiam więcej pytań niż latający spodek
A co Tobie do tego stylu używam jakiego
Chcę i rozwijam swoją uliczną grę
Niepodobną do innych, nieściągniętą oryginalną
Reprezentuję moich braci a nie tych co mną gardzą
Fajnie mówić o rzeczach dotąd niezbadanych
Dobrze jest wśród swoich, lepiej niż w grupie nieznanych
Ciekawe jaki los chciałby? sam sobie zgotować
Ile jesteś w stanie zrobić by się komuś przypodobać
Rymy o niczym to nie moja domena
Mam tu swój konkretny przekaz chociaż słona jego cena
Ściema? jej nie ma chcesz się wyrwać z mego cienia
Ja nikomu nie przeszkadzam, nie wyprzedzam, nie przedrzeźniam
Może tylko mi się zdaje, dobra mina do złej gry
Gówno prawda nigdy się nie ścigam wiesz kto i Ty
Ja nie bawię się rymami, to co robię to walka
Ścisłe grono odbiorców jak pieprzona wyliczanka
To nie są jakieś żarty jak gra w trzy karty
Mój los mi dobrze znany, niczym papier ścierny zdarty
Gdy Ty bawisz się w mc ja przekazuje swoją wiedzę
Bardzo częste analizy niepodobne do schizy
Konkretne rozmowy na różne sposoby
Swoisty to przekaz i nie jednoosobowy
Zajebiście wyzwolony bardzo podobny do zmowy
Jak jedyna opozycja do ogólnie przyjętych zasad
Nadal jestem i tworzę pozostawiając swój ślad
Bo wraz z moją załogą oni wiedzą oni tworzą
Chcemy przekazać konkret a nie jakieś pustosłowie
Nie działami w ścisłej zmowie bo na legalne to co robię
Jak prawdziwa spowiedź - realistyczna wypowiedź.

Musisz uwierzyć, jeśli chcesz to z nami przeżyć
Musisz uwierzyć, jeśli chcesz to z nami przeżyć
Musisz uwierzyć, jeśli chcesz to z nami przeżyć
Musisz, musisz uwierzyć, jeśli chcesz to z nami przeżyć

Musisz uwierzyć, jeśli chcesz to z nami przeżyć
Musisz uwierzyć, jeśli chcesz to z nami przeżyć
Musisz uwierzyć, jeśli chcesz to z nami przeżyć
Musisz, musisz uwierzyć, jeśli chcesz to z nami przeżyć

Musisz uwierzyć, ale zawsze masz wybór
Nie zmuszamy do niczego, ale Ty na siłę nie rób
Tego wiesz, czego jeśli rzeczy nie czujesz
Odpierdalasz nie wiesz co, kaleczysz, pajacujesz
To co ja kocham łączy mnie i moich braci
Jedna wspólna idea, muzyka przyjaźń znaczy
Więcej dla mnie niż zdajesz sobie sprawę
Więc wykładam dalej problem jak kawę na ławę
89' rok a nie jak młodzi 98' wchodziłem z hip-hopem w zmowę
Więc nie mów tu o modzie
Swobodna wypowiedź wprowadza Cię w temat z każdym razem jest inna
Od schematu odmienna
Wiem, że kręci Cię ulica to sprawa niewymierna
Poetyka z rynsztoka tak wielu o tym mówi
Lepiej bawić się rymami, przy okazji przekaz gubić
Po co się trudzić można rytmicznie mówić
Bardzo dużo kojarzyć za to bardzo mało lubić
Jedno do drugiego jak czarne do białego
Mało ładu mało składu dużo nietolerancji
Śladu od wschodu do zachodu przez południe i północ
Jest na styk, nie zakręć konkurencji rośnie spójność
I tak już chyba będzie. Nie, nie jestem w błędzie
Już niedługo spore grono nowych mc tu przybędzie
I trzymać tak dalej niech stworzy się potęga
Nie zapomnij jednak bracie słowa message czyli przekaz

Musisz uwierzyć, jeśli chcesz to z nami przeżyć
Musisz uwierzyć, jeśli chcesz to z nami przeżyć
Musisz uwierzyć, jeśli chcesz to z nami przeżyć
Musisz, musisz uwierzyć, jeśli chcesz to z nami przeżyć

Musisz uwierzyć, jeśli chcesz to z nami przeżyć
Musisz uwierzyć, jeśli chcesz to z nami przeżyć
Musisz uwierzyć, jeśli chcesz to z nami przeżyć
Musisz, musisz uwierzyć, jeśli chcesz to z nami przeżyć
I co ty na to? ja na to jak na lato
Bombarduję twoją głowę jak Kosowo
Jest bombardowane przez bojowe samoloty NATO
To nie seria książeczek dla dzieci
"Poczytaj mi mamo, poczytaj mi tato"
To zadane przez 52 bardzo proste pytanie
Co się stanie, gdy 52 wygra pierwsze spotkanie?
Co wy na to panowie i panie?
Jak wam się podoba takie granie?
Nawijanie z zachodniego krańca Polski
Poznań! - nasze miasto, stolica Wielkopolski
Naszym terytorium Dębiec, a konkretnie jego zachodnia połowa
Nasza liryka jest ciężka tak, jak życia towarowa
Nie zrozumiałeś nas za pierwszym razem
To posłuchaj tego wszystkiego od nowa
Tak długo, aż będziesz wiedział, że tak, tak to my
Że 52 to my, że spełniamy swoje sny
Że jesteśmy latarnią wyprowadzającą twój statek z gęstej mgły
Pomyśl, czy świat tak naprawdę umiera
Czy każdy z nas własne sumienie pożera
Czy to koniec, czy początek?
Koniec początku, początek końca
Twarzą zwracam się do słońca
Koniec tej kasety, początek nowej przygody
To dopiero mały "siup" do wielkiej wody
Słuchaj nas tak długo, aż się dowiesz kim jesteśmy
Jak żyjemy, co nas wali, kogo szanujemy, że nie udajemy
O kim zawsze pamiętamy, o czym nigdy nie zapominamy
Właśnie tacy zostajemy, na razie się nie zmieniamy
Tak gramy! tak będziemy grać, jak myślisz, czy wygramy?
I co ty na to? jak ci się teraz podobamy? (ja ci się teraz podobamy?)

I co ty na to?!
I co ty na to?! (co ty na to?!)
I co ty na to?! (co ty na to?!)
I co ty na to?!

Gdy straciłeś orientację, pamiętaj 52 ma zawsze rację
Na swe teksty dajemy gwarancję
Bo 52 reprezentuje najwyższą instancję
Pojawiają się pytania, czy to jest dowód słuchania?
Czy podoba wam się styl naszego rymowania?
Zresztą zrozumiałe, dla was nasze długie
I piekielnie zagmatwane zdania, chyba tak
Bo co inaczej robiłbyś teraz na ziemi z głową przy głośniku?
Nie oczekiwałem innego wyniku
W co mierzyłem, w to trafiłem
Z nóg niejednego zwaliłem
Tak jak chciałem, swoje pokazałem
Wielu głupkom ryj zapchałem
Teraz nikt nie powie, że 52 to sezonowa grupa
W końcu Poznań miasto najpiękniejsze, bez dwóch zdań
Nigdzie nie ma takiego klimatu, hip-hopu i pań
I dwóch MC rzucających swe zaklęcia z taką gracją
Potrafiących sobie radzić z najtrudniejszą sytuacją
Piąteczka, dwójeczka, wyciągnięta już zawleczka
Czuję, że za chwilę wybuchniemy tak, jak prochu beczka
OSTeR mówisz? Co to, kurwa, za cwel?
Nadciąga ironiczna prawda jak za czasów PRL.
Kielicha strzel, bo ciężko będzie przełknąć tą pigułę.
Zepsuję tym wszystko, chyba że już wszystko zepsułem.
Syf zebrany ogółem jak w rumuńskim burdelu,
A w środku zamiast lasek banda poprzebieranych gejów.
Ej stary, a tabu? Tabu? Walić cenzurę.
Pierdolić polityków i tych, co wciskają bzdurę.
Masz tu świata karykaturę jak z ruskiego komiksu.
Poznaj wulgaryzmów miksturę jak skazany sens grypsów.
Czuję się w tym jak zboczeniec w krainie cycków.
Dlatego robię hip-hop na wzór domowych Tape-Mix'ów.
Nadciąga OSTeR sprawiając ból jak kac kupa
Temu, co dzień wcześniej był zalany w trupa.
A więc zamiast walić głupa, kielicha strzel.
Tak O plus S plus T plus R
O plus S plus T plus R plus U plus J plus FUNK
Plus O plus B plus O z kreską, Zet, a jak...

O plus S plus T plus R plus U plus J plus FUNK
Plus O plus B plus O z kreską, Zet, a jak...

Chcesz zobaczyć miliony złotych monet, pełne sejfy,
Chcesz zobaczyć laseczki pod bikini duże piersi.
Chcesz zobaczyć las posesji w kwadratowych milach,
A zobaczysz, ale porno w konwencji Radia Maryja.
Nadciąga OSTeR budząc u krytyków wstręt;
Jesteś chujowy, bo nie dorastam ci do pięt.
Jak wdeptany kent w chodnik,
Choć myślę, że mój mózg wielkością adekwatny jest do spodni.
To udowodnij, chciałoby się.
Wszak myśli po długopisie,
Kręcę rapa, a nie kwiczę. Dla mnie słodycze HaCe,
Po których to w panice laski uciekają z płaczem.
Pełen luzik, tak to robię, tak to widzę, tak to kręcę.
Bit pod sampler, rytm na pętlę,
A ty bądź impotentem,
Albo pokaż jaja większe.
Mówisz, że przeginam?
Dla mnie nic nie jest święte.
Prosto z Łodzi, Bałut klimat. Staje serce.
Puszczam chmurę, więc ją podtrzymaj.

O plus S plus T plus R plus U plus J plus FUNK
Plus O plus B plus O z kreską, Zet, a jak...

O plus S plus T plus R plus U plus J plus FUNK
Plus O plus B plus O z kreską, Zet, a jak...

...Paranoja...
...I koniec...
1. Lilly, Lilly nasza mała Lilly. Lilly, Lilly gotowa w każdej chwili. Lilly oh Lilly do wyrywania była zawsze w każdej chwili. Osiedlowi kowboje ją lubili, bo z Lilly się zawsze dobrze bawili. Imprezy i prywatki alkoholu zawsze pełne siatki, sałatki i inne takie rzeczy. Do rzeczy Yu men do rzeczy, do rzeczy. Obecność Lilly obowiązkowa wygłodniałych kolesi ponad połowa Lilly grała porządną i z zasadami do wypicia pierwszej głębszej bani.

Ref: A.i.d.s - A.i.d.s ! Lilly bardzo dobrze wie co to jest.

2. Ciąg dalszy rymów o grzecznej niewiaście zaczynając miała lat 14. Wystarczyły jej dwa lata żeby znudzić się osiedlowymi kowbojami -się wie! Meku-up, bielizna, krótka sukienka. Uderza na pigalak panienka z okienka. Po części dla kasy przede wszystkim dla atrakcji, dla zaspokojenia swoich sex fascynacji nowymi obleśnymi starymi kolesiami. W szkole górowała nad innymi panienkami. A była z takim po 40 tłustym biznesmenem oh! jak zapaskudził tylne siedzenie.

Ref: A.i.d.s - A.i.d.s ! Lilly bardzo dobrze wie co to jest.

3. Pruła się Lilly na prawo i na lewo. Miała lepsze utargi od domu publicznego- niejednego nie dwóch i nie trzech i nagle ah! co za pech. Trafiła w szpony uwodziciela Araba -hifa nosiciela . Nieświadomie zaraziła połowę miasta. Liczba chorych niestety ciągle wzrasta więc uważaj na siebie młody przyjacielu, bo przez taką jak Lilly nie żyje już wielu. Uważaj na siebie i na tego z kim to robisz, naprawdę uważaj z kim w "extaze" wchodzisz.

Ref: A.i.d.s - A.i.d.s ! Lilly bardzo dobrze wie co to jest.
Ziaja]
Myślę rapem chyba tak mi się wydaje
Bo gdy rano wstaje zawsze jakiś nowy rym powstaje
Na zegarek patrzę
Znów ta akcja, co zawsze
Z godziną dziesiąta dziesięć rymy płyną i powstają
Moją głowę napełniają
Zaraz eksploduję
Jak nie zarymuje czuję że zwariuje zaraz
Tyle rymów naraz
Teraz telefon i trasę wykonać do Mazsy albo Ekonoma
Już stawka ustawiona jest
Mikrofonu test na pewno mam dziś w planach
Godziny nagrywania
Parę skrętów do zjarania
Nie odparta mania rymowania bez zahamowania po oporach w głowie
Dawka rapu spora
Wychodzę myślę rapem w drodze, gdy schodzę po schodach
Rymów liczba mnoga
Na przystanek droga
Łącze słowa jestem w samą porę
Podjechał transport, którym się zabiorę
Za chwilę stoję w miejscu gdzie się ustawiłem właśnie
Patrzę na zegarek-jedenasta jedenaście

Normalnie myśleć nie potrafię
Bo przecież myślę rapem
Ja tą muzyką żyje powiem, zatem powiem
Normalnie myśleć już nie mogę
Wybrałem taką drogę
Opisuje życie rymowanym słowem [x2]

[Ekonom]
Nie wiem, dlaczego
Ty widzisz tylko negatywne strony tego
Nie rozumiem inaczej spojrzeć nie umiesz?
No powiedz podobno jesteś szanowany człowiek w branży
Znasz temat od podszewki lepiej cię nie drażnić
Piszesz artykuły, których hip hop jest tematem
Nie masz o tym pojęcia a ja naprawdę żyje rapem
Rapem myślę, gdy rano wstaje znika to, co wyśnię
Wtedy każde spojrzenie na świat jest bardzo rzeczywiste
Naprawdę to wszystko dla mnie jest ważne
Może mam chorą jazdę
Chce być chory
Gdziekolwiek się nie ruszam w głowię tworze metafory, słowa płyną
Odbieram telefon chłopaku wpadnij cos nawinąć
Będę proste
Bo przecież jestem rapo-nałogowcem
To są najlepsze opcje a ja się pisze na to zawsze
Nie tylko rapem myślę, ale nawet patrzę
I słyszę coś zobaczę zaraz w głowie to opisze wersem
Z większa prędkością niż w pentium`ie megaherce
Wyraźnie widzę więcej, więcej mi nie trzeba
Bez tej muzyki żyć się nie da, żyć się nie da

Normalnie myśleć nie potrafię
Bo przecież myślę rapem
Ja tą muzyką żyje powiem, zatem powiem
Normalnie myśleć już nie mogę
Wybrałem taką drogę
Opisuje życie rymowanym słowem [x2]

[Żółf]
Jestem lepszy od ciebie jestem pełen dumy
Jestem lepszy od ciebie i nie mogę tego stłumić
Bo mam rap pomysł rap rap to jest to, co słyszę
Opiszę dyszę, po czym odpisze
Będziesz gadał jak najęty
Bo nie zrozumiałeś, kto ja jestem pierdolnięty?
Coś ci powiem
Jestem twoim bogiem
To ci mówię prosto w oczy
A ty i tak nie zaskoczysz, o co kaman
Myślę rapem od śniadania do śniadania
Dwa cztery na ha
Pijąc browar łażąc po dachach
Kupując sztuki za hajs albo biorąc credo
Są ludzie, co to wiedzą
Są też totalnie głupi
Rusz głową każde twoje słowo mogę wrzucić do rap sztuki
A nie chcesz chyba muki
Zapomniałeś dudki temat krótki
Są bibułki albo trochę wódki
Skutki picia i palenia słychać na przestojach tracków
Zastanów się chłopaku
Nie myślę rapem w tym kawałku, słysz się
Rapem myślę dwa cztery na dobę całe życie

Normalnie myśleć nie potrafię
Bo przecież myślę rapem
Ja tą muzyką żyje powiem, zatem powiem
Normalnie myśleć już nie mogę
Wybrałem taką drogę
Opisuje życie rymowanym słowem [x2]
Mam 5 gram zajebistego szuwaksu
To znaczy że ten dzień będzie dniem super relaksu
Mam 5 gram zajebistego szuwaksu
To znaczy że ten dzień będzie dniem super relaksu

Nasz kraj to Polska
Pijemy wódkę Bolsa
To co chcemy to forsa
I nie pierdol ze zgorszam
Nazywam się 5 kilo jointów
I jestem gotów
Odbywam lot, jeden z najlepszych lotów
Pozdrawiam wszystkich improwkretów
Antytalentów
Delikatesowych sępów
Dosyć kurwa sentymentów
Mam 5 gram zioła
W płucach smoła
W oczach czerwień
Pale sobie cygaro w przerwie

Mam 5 gram zajebistego szuwaksu
To znaczy że ten dzień będzie dniem super relaksu
Mam 5 gram zajebistego szuwaksu
To znaczy że ten dzień będzie dniem super relaksu

Mój kraj to Polska
Ja mieszkam w Kielcach
I wiesz co robię jak mam gieksa
Zajebistego zielska
Wiesz jak przy zielsku
Powstanie kilka całkiem nowych tekstów
Wyjdę na miasto kierunek centrum
Balkon na nim paru znajomych klientów
Bez zakrętów 15 sekund w rynek
Na intelekt czyli wiele rozkminek
Parę złotych chyba dzisiaj popłynie
Czas leci jak wózki na Colinie
Miasto nie śpi
Ty nie zasypiaj
Wiesz jak to bywa jak jest dobra ekipa
Szybki plener chwila w knajpie na dole
Najlepszy mix, gordon z mentolem
Po pięćdziesiątce za starą szkolę rapu
5 G zajebistego tematu

Mam 5 gram zajebistego szuwaksu
To znaczy że ten dzień będzie dniem super relaksu
Mam 5 gram zajebistego szuwaksu
To znaczy że ten dzień będzie dniem super relaksu

Jaram gibony te od Dzinka ziomek
Mam THC
Mam bity i mam pomysł
Mam bletki
Świniom rozdaję tabletki
Jaram Marlboro setki
Jaram towar
Pozdrawiam tych którzy piją browar
Mam humor
Pod blokami słyszę rumor
Sto procent
Wychodzę po oligocen
Często marzę
Często blaci was marze
Mam 5 gram zajebistego szuwaksu
To znaczy że ten dzień będzie dniem super relaksu
Mam 5 gram zajebistego szuwaksu
To znaczy że ten dzień będzie dniem super relaksu
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo