Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Lubisz to suko!
Let's go!

Kiedy wchodzę na ten bit w ręce mam Tyskie w puszce
W dupie mam jeszcze kilka piw a już mikrofon na muszce
Robię dla chłopaków hit Śląski shit poznasz mnie po łusce
F do O do K do U do S na wizytówce
Popuszczam to w obieg to będzie chodzić Ci po głowie
Będzie chodzić ci po głowie w domu w klubie w samochodzie
I wszędzie indziej, co dzień w windzie i na imprze
W sensie że jako dziś dzień miliony mignięć
Ej, wolę być chamem wiesz, co pochytane jest
To pochytane będzie w przyszłości zapewne też
Nieprzewidziane, chcesz wiedzieć co jest grane?
Nie wierzę w to, że to jest zapisane w ruchu planet
Gdzieś być losu panem chcesz, przestań mnie wielbić
Ja nie przestanę mieć przejebane aż do śmierci
Ja nie przestanę nieść przejebanie wielki diament
To spływa z ręki, upływa czas, ubywa z butelki atrament
Jak wchodzę na bit to jakbym miał wszystko
Za to kocham Hip-Hop
Lub kiedy wchodzę na bit to jakbym miał wszystko wysadzić
Kiedy wchodzę na bit to po to by zabić
Jestem terrorystą, yo, mam przejebane flow
I z braku laku mogę za sobą pozostawić cmentarzysko łaków
Będę się dalej piął, pływał po tracku
Dla rapu robię to tak sobie bez tematu
To tylko słowa, mogę nimi czarować
Twoja w tym głowa, burzyć i budować od nowa
Coś zaryzykować, nie chować głowy w piasek
Zachować klasę, spróbować zrobić coś przed czasem
Sprawdź to! Musi się udać!
Dziś wierzę w cuda, masz to jak w banku, stówa!
Ej, sprawdź to! Trzeba zasuwać jak Hayabusa.
Jakby się walił świat w gruzach

Lubisz to suko, lubisz to suko, lubisz to, lubisz to, lubisz to suko 2x
Kiedy wchodzę na ten bit lubisz to suko x3
Lubisz to suko, lubisz to suko
Ej,Ej,

Jak zwykle wstał rano,koło 9 nie śmigał codzień do pracy ,
więc można powiedzieć miał wolne,jego myśli nigdy nie były,
zawsze martwił się na wyrost,prawie zawsze bez przyczyny,
miał nadciśnienie ,nie dbał o siebie nad wyraz,
dentysty bał się bardziej, niż tego na końcu życia,
wstał padał deszcz,widział po horyzont bloki,
To miejsce skąd pochodził,to jego kula u nogi,
często już nie miały sił na spacer,
więc siadał otwierał kolejne piwo na ławce,
teraz było inaczej było kilka lat później
coś obejrzał w telewizji i z dziewiątej było już południe,
włączał muzyke ona dawała mu smutek,
którego tak potrzebował gdy siadał z ołówkiem,
niebo pochmurne białe zbite jak cukrowa wata,
tylko nie było słodkie jak jej usta tamtego lata,
wziął się w garść czuł się coraz lepiej ,
miał siłę przegonić chmury,zobaczyć niebieskie sklepienie,
kartka ciągła emocje jak dzieci złe wzorce,
on chciał jeszcze wiele zrobić przed końcem,

Ref.

To był piękny dzień ,x5
ale skończył się źle, x2

Tak minęły godziny, bloki ogrzały się w promieniach,
na balkonach anteny błyszczały jak wspomnienia,
których miał głowę pełną,jak często pusty portfel,
często mówił bierz to ale było już za horyzontem.
szanował drobne bo hajs ucisza krzyk,
bo zawsze jest ktoś z kim możesz się po dzie lić ,
zbierał się do wyjścia był pełen energii,
czuł poddenerwowanie jak by szykował przemyt,
czuł że musi jej to powiedzieć poraz setny,
abonent dostępny ale rozmawiała był zajęty,
jak jego myśli gdy zjeżdżał na dół w windzie,
spotkał sąsiada pytał go na temat rapu,
wyszedł z bloku jak wychodził codzień mijał ludzi,
oni go ich sprawy normalny przechodzień,
ciepły letni wiatr grał na lisciach melodie,
tym razem ciało to zanim miało zniknąć za horyzontem,
kilometr od miejsca które nazywał domem ,
potrącony przez samochód jak ugodzony nożem,
wokół przechodnie światła karetki majaczą,
tylko dlaczego moja żona i najbliżsi płaczą,

Ref.

To był piękny dzień ,x5
ale skończył się źle, x2
TADEK
Zmowa milczenia a dla ziomkow szczerosc calkowita
wita , co jest , w krakowie nielegal rozkwita
i niech nikt nie zapomina
by nie wtykac kichawy w nie swoje sprawy
nie psuc zabawy bo tu w oparach trawy
talenty sie ksztaltuja interesy finalizuja
lecz nie dla wszystkich slowa na ulicy
wsrod zaufanych powtarzane
nie dla wszystkich pieniadze zarabiane
skrety rolowane ,
bo do wszystkich tylko to , co w kawalkach przewijane
( na ulicach )

BOSKI ROMAN
Z ulicy to rymy
na ulicy twardy tego nie lekcewazymy
bo tutaj bohater ginie
wez sie nie wyglupiaj bo nie jestes w kinie
niefart to minuta tutaj chociaz nie chcesz musisz isc po trupach
rozum to w przenosni , brak sprawiedliwosci
walka o zycie w godnosci
wielu gosci pozbawila juz wolnosci
nie oczekuj litosci
przegrywasz przy braku madrosci i lojalnosci
moralnosci niepokoju i tak sie nie wyzbedziesz
za duzo kurestwa jest wszedzie
gwiazdy muzyki , polityki , sportu
nie jak my palacze sortu
w obliczu wielkich fortun sprzedaja honor dla profitu
jednak wartosci sprytu
nie wyrazisz w ilosci zlotych blitow
z ulicy rym do bitu
narobi wiele szumu
bo ocena czlowieka to nie tlumu wrzawa , slawa
ocena czlowieka to jego postawa
oskarzonych lawa to miejscowka nie wygoda
tutaj ludzki dramat rozgrywa sie co dnia
Firma zaufania godna nigdy sie nie podda
za dobrych co nie moga pije banie do dna
slowo z ulicy wysylam dla otuchy
hardkoru nie przerwiecie , tak , jebac policyjne grupy
jebac policyjne grupy "
( CBS jebac , UOP , na ulicach chuj im w dupe )

POPEK
W moim zyciu wiele niezgodnosci
siedem lat pozbawiony wolnosci
dlaczego nawijam w zlosci
ulica nie zna litosci
chlopak , chlopak nie daj sobie wmowic ,
ze dla takich jak my nie ma przyszlosci
slowo na ulicy ma blaski cienie
slowo na ulicy , dla Ludzi ma znaczenie
z ulicy ostrzezenie
bojcie sie chemicy na morde wam kaganiec
nadejdzie wasz kraniec
malolaci dorastaja , zasady znaja ,
mlodszych nauczaja jak sie zachowac
z glowa do gory nie bedziesz musial sie nigdzie chowac
starsze pokolenie bedzie was informowac
zebys mogl nas nasladowac , prawdy dochowac
zeby zrozumiec musisz na ulicy sie wychowac
musisz na ulicy sie wychowac , wychowac.. "
( na ulicach slowa pisze , zaciskam piesc zeby dalej dumnie zyc )

POMIDOR
Na ulicy szczerosc do kolezki sie liczy
a nie pseudo ziomale co sie smieja za plecami stale
co , zwatpili , pieniazkow przy nas nie zarobili
nie pamietaja tej chwili
dobrze , wszyscy zli od nas odbili
bo w sercu zlodzieja jest jedna bajera
ukarac frajera , rzucil slowa na wiatr
polozyl sie dostal szach mat , dostal szach mat
dowiedzialem sie jednego
zawsze ufac kolegom
nie pucowac sie do niczego
, ze to nie ja i nie moja reka
lamusowi na innej ulicy pekla szczeka
a zaczelo sie od tego gdy 13 lat skonczylem
smaku wolnosci z pierwszej wagi doswiadczylem
przeciez ulica prosperuje to nie sa zadne bajki
posluchajcie chlopakow ktorym nie obce sa kajdanki
przesuwaja sie dni i lata
ulica wychowujwe w niej nastepnego brata
kolej rzeczy jest taka i taka powinna byc
nastepny malolat sie uczy madrze zyc
wiem o tym , racja jest po naszej stronie
ulica jeszcze w kurwe hajsu bananowcom pochlonie
jesli chcesz dumnie po niej chodzic
miej otwarte oczy by niczego nie przeoczyc
bo u nas nie widzisz zadnych brakow
bo to sa slowa dobrych jumakow,
dobrych jumakow "

KALI
Slowo ci daje
na tej plycie nie uslyszysz zadnych bajek
dzielimy sie z wami
naszymi przemysleniami , spostrzezeniami
masz tu nasz punkt widzenia
nasz tok myslenia
oponentow doprowadzi to do stanu wrzenia
zaden z nas za swe grzechy nie chce odkupienia
nasze slowa streszczaja opowiesci nie wesolej tresci
kto wporzadku a kto fesci
to z pierwszej reki wiesci
poki co w kiermanie nie za grubo szelesci
jesli twoim bogiem pieniadz to czesc ci
tak , to czesc ci "
( na ulicach zawsze nielegalnie, chcesz czy nie bierzesz udzial w grze )
To pieniądz skurwysyn mamona to dziwka
Możesz stracić wszystko albo wszystko zyskać
Uwielbiam karierę robisz w teledyskach
Kocham banknoty Co? Co? x2

Wtedy jak go zdobył po raz pierwszy szybko kupił dużo mocno dzierżył.
Plecak pod ręką szedł ul. Piękną mówili inni słyszał silni nie wymiękną.
Zerknął jeszcze w lewo przed wejściem do klatki zamiast ręki skroń wyczuła zimno klamki
Ułamki sekundy minuty godziny tacy przyjaciele jego rodziny

Komponuje się z barem rozpuszczona (seson de bich) najbardziej pożądanym towarem przez wszystkich wszędzie w objęciach tych których karmi w zimie w Zakopcu w lecie w Jastarnii. Dziwka dążąca do megalomanii jej pośladki jedynymi walorami ta cipa Ci ciągnie i ciągle Cię mami wiesz o co chodzi many-many-many

To pieniądz skurwysyn mamona to dziwka
Możesz stracić wszystko albo wszystko zyskać
Uwielbiam karierę robisz w teledyskach
Kocham banknoty Co? Co? x2

Nawet najtwardszych zawodników zmienia w niewolników uzależnia bardziej od narkotyków daje możliwość do wygód przyzwyczaja gdy jej nie ma bezsenność to ona daje pewność. Jeden nie ma wcale inny cały (harem)
Traktują ją z pogardą stawiają na piedestale niektórzy poza nią świata nie widzą zarazem każdy ją kocha i wszyscy nie nawidzą

Zimne oblicze spogląda ze środka jak nie wiadomo to jego zamotka bóstwo kawał papierus hologramem często odwiedza też (kopa kabane).Nie jestem fanem jego aż do tego stopnia głupotą płonąć dla niego jak pochodnia herby godła układy Las Vegas jestem gotów spotkać go jeszcze nie raz.

To pieniądz skurwysyn mamona to dziwka
Możesz stracić wszystko albo wszystko zyskać
Uwielbiam karierę robisz w teledyskach
Kocham banknoty Co? Co? x2

Szef wszystkich szefów który nie jednego zmienił w strzępek nerwów jeśli towarzyszy blefom. Ze go brak bo nie jeden gach będzie chciał mieć swój udział 100%to wykluczam i rzucam wyzwanie wszystkim durniom co zazdrości Ci go ujmą chętnie w konsekwencji kielni płótno pęknie sczyszczą Cię doszczętnie chodz nie biegnie Foster za nim ślepo wiem że z życiem ma wspólnego multum więc nie chce deptać grząskiego gruntu lecz pamiętać nie wyznawać jego kultu

Szmalu dziędziora waluty zybli
Halsu floty dolców kwitu
Siana kapusty sałaty i sosu
Kabony beclu mamony szelestu

To pieniądz skurwysyn mamona to dziwka
Możesz stracić wszystko albo wszystko zyskać
Uwielbiam karierę robisz w teledyskach
Kocham banknoty Co? Co? x2
( Jędker )
Ile o tym, owym. Niemały bagaż doświadczeń życiowych wpadło mi do głowy ile kurwa kłopotów którym będę musiał sprostać znowu nie dać po sobie poznać ilekroć w witrynie przemknie moja postać ile razy będziesz tego słuchać wiedz, że Zipy jak brat każdy z nich dla mnie. Nie najważniejsze kto ile hajsu zagarnie. Myślisz tak? Pomyłka fatalnie spróbuj zrobić coś oryginalnie, tak jak człowiek ze służewca, który mówi realnie. Ile wkrętek czyha na mnie? Nie eureka, na haju ile razy widziałem w tramwaju, twarze Hollywoodu, pełne nienawiści zamiast miłości, ślepej pychy na której mogą się sparzyć jak na razie nie mam co marzyć, co najwyżej skuna wysmażyć, doprawić chmielem, z ziomkiem i przyjacielem. Zawsze.

refren ( Jędker i Sokół )
Dokąd ten świat płynie? Co jeszcze się zdarzy? Ile dekad minie? Zanim ludzkość ochłonie... Przy tym ile spłonie tysięcy blantów? Bez żadnych kantów. Wstręt, samotność, bezradność, świadomość jaką życie ma wartość? Przemija kropla w morzu marność, co wkurwia? Działalność przy ogólnym przyzwoleniu systemu przekroczonych dawno norm, skurwiałych technik, zabijania form, ile?

( Jędker )
Znów pustak, wszystko poszło na długi po raz drugi wkraczam na arenę, jak w noce bezsenne słyszysz policyjną syrenę? Dygasz, czujesz tremę? Nie wiesz skąd mam taką wenę? Jestem Zipem i jaram zioło. Nie wiesz co się na tym świecie dzieje? Bywa niewesoło, mówię to bardzo prosto jak zwyciężę to będzie zawodostwo. Podkreślam: zdania nie zmieniam niech inni się mylą ja nie oceniam przestrzegam cię tylko kurwa dzieciak ile masz do stracenia żebyś nie dał się zwieść, tuz za rogiem czyha na ciebie śmierć, powolny kres to ćwierć, sami sobie kupują śmierć, bez sentymentów, ile zatraciło się w ten sposób talentów?

ref. ( Jędker )
ZIP na zawsze, przemyśl to: nie wszystko da się kupić.
Lubię gdy ze mną palisz fajki
Słuchamy Biggiego i Junior Mafii
Włączam dubstep, zapinam pasy
Jedziemy przed siebie bez celu i trasy
Lubię gdy w dzień jesteś hipsterką
Nosisz sportowe majtki i często
Chodzisz po domu w moich bokserkach
I to jak patrzysz kiedy kręcisz skręta
Lubię twoje słodkie miny
Gdy pijemy wino i oglądamy filmy
Lubisz to, że jestem z osiedla
I gadam jak hustler, obejrzyjmy Kasyno
I nie mówisz, że czas na to już minął
Gdy zakładam czapkę daszkiem do tyłu
I lubię to, że lubisz moje głupie żarty
I nie mówisz jak barbie bardzo mi miło
Wkurwiają cię firmowe bankiety
Sztywne, sztampowe, nudne komplementy
Wieszasz mi się na szyi wtedy
I czuję, że mogę być sobą jak kiedyś
Jestem pewny siebie, gdy w nocy
Tylko dla mnie zakładasz pończochy
Łapię cię wtedy mocno za włosy
A po wszystkim palimy papierosy
Wiesz, że czasem muszę wyjść z kolegami
I nie pytasz co robię nocami
Gdy wracam rozchylasz nogi
Przez chwilę czuję się jakbym był w Amsterdamie
Gdy pochylasz się bardziej
Dotykasz podłogi
Robisz dla mnie te rzeczy
Jak dziewczyny z dzielnicy czerwonych latarni
I myślę, że jesteśmy stworzeni dla siebie

Jesteś moją supergirl, jesteś moją cat woman
Chciałbym z tobą uciec gdzieś
I wiem, że tak czujesz też
Jesteś moją supergirl, jesteś moją cat woman
Zawsze chcę być z tobą fair
I wiem, że tak czujesz też

Trochę skacowani jemy śniadanie
Lubię to, że twoje mieszkanie
Nie jest sterylnie czyste
Masz wszystkie bliskie mi cechy i zachowania
Później bierzemy na wynos kawę
Idziemy przez chwilę, leżymy na trawie
A twoje rzęsy łaskoczą mnie w szyję
I czuję, że żyję, nigdy cię nie zostawię
Palimy skręta na dwoje
Ty mówisz mi o swoich ulubionych piosenkach
Lubisz moje blizny i tatuaże
Sama masz kilka i chcesz zrobić następny
Wszystkie błache sprawy zostają w tyle
Jak jacyś wack mc's
W niebo błękitne jak nigdy w Warszawie
Gapimy się ciągle jak pierdolnięci
Wciągam dym, wypuszczam kółka
Wtedy ty całujesz mnie w usta
Lubię gdy jesteś naturalna i luźna
I nie wstydzisz się tego pokazać przy ludziach
Bujamy się tak do wieczora
Póżniej dwa razy wódka i cola
Lubię to, że masz w sobie trochę rock and rolla
Pijemy zdrowie, śpiewając sto lat
Chwilę tańczymy na stole
A puste kieliszki lądują na dole
Wyciągasz mnie stamtąd za rękę
Nim ktoś życzliwy wezwie ochronę
Biegniemy przez moment ulicą
I śmiejesz się do mnie i czuję, że wszystko
Co było przedtem już nie istnieje
I myślę, że jesteśmy stworzeni dla siebie

Jesteś moją supergirl, jesteś moją cat woman
Chciałbym z tobą uciec gdzieś
I wiem, że tak czujesz też
Jesteś moją supergirl, jesteś moją cat woman
Zawsze chcę być z tobą fair
I wiem, że tak czujesz też

Jesteś moją supergirl, jesteś moją cat woman
Chciałbym z tobą uciec gdzieś
I wiem, że tak czujesz też
Jesteś moją supergirl, jesteś moją cat woman
Zawsze chcę być z tobą fair
I wiem, że tak czujesz też

Jesteś moją supergirl, jesteś moją cat woman
Chciałbym z tobą uciec gdzieś
I wiem, że tak czujesz też
Jesteś moją supergirl, jesteś moją cat woman
Zawsze chcę być z tobą fair
I wiem, że tak czujesz też

Jesteś moją supergirl, jesteś moją cat woman
Chciałbym z tobą uciec gdzieś
I wiem, że tak czujesz też
Jesteś moją supergirl, jesteś moją cat woman
Zawsze chcę być z tobą fair
I wiem, że tak czujesz też
Znali się od małolata, on ciągle za nią latał
Żywiła go uczuciem, lecz nie trawił go jej tata
Niedostępna jak śnieg tego lata
Padał deszcz gdy kłamała że kocha go jak brata
Niespełniona miłość w jego oczu toni
Słona przelana kropla pocałunkiem dla jej dłoni
Zrozumiała że nie umie się już bronić
Oddali się sobie pośród suchej trawy woni
Kogo ta miłość obchodzi? Tylko ciebie i mnie
Nuciła pod nosem pakując walizkę
On czekał już na dworcu w jedną stronę bilet
Bo za chwile uciekną stąd jak najdalej byle
On nie miał nic ona zostawiła wszystko w tyle
Czekała na te chwile słodkie jak daktyle
Zakochani aż po kres powiedz czy już wiesz kogo ta miłość zabije
Póki żyje na zawsze tylko twój
Szeptał czule jej do ucha, ale czy to czuł
Ona wniebowzięta w błękitnej sukience
Czuła że to ten jemu odda nawet serce
Splecione ręce, spokój, dom, rodzina
Dają sobie rade ona marzy dać mu syna
On ma tego dość, on tego nie wytrzyma
Bo ciągnie go ulica, kusi go inna dziewczyna
Samotne wieczory, ból na twarzy w oknie
Błękitna sukienka raz po raz słono moknie
Przecież obiecał jej ale kiedyś z rana
Gdy wróciła po klucze on za inną klęczał na kolanach
To koniec, to tragedia, to dramat
Boże wybacz mi, wyszlochała kiedy stała nad przepaścią
Spadający liść, dryfujący w otchłań aby na wieki zasnąć

Znali się od małolata oboje głodni świata
Co by się nie działo będziesz mieć we mnie brata
Klnę się na te krople krwi i dłoń do dłoni
Ja i ty towarzyszu broni
Uderzyli w miasto gdzie światła nie gasną
Na pełnej kurwie niedopuszczalne fiasco
Ostrzy jak tabasco, cięli jak nóż masło
Czy już wiesz który z nich jak Doni Brasco
Póki co ciągle razem ramie w ramie
Lajla lajla
Jumanie spierdalanie
Siupanie i bakanie
Kiranie i jebanie
Szampanem polewane na żetony panie
Zdali sobie sprawę że to już nie małolaci
Szacunek poważanie na ulicy kumaci
Wielka siła w oczach tych dwojga braci
Ta sama siła już wkrótce ich zatraci
Zaczęli lecieć troszkę za ostro
Nie chcieli liczyć z lokalną cosanostrą
Kosy się ostrzą, przeładowują gnaty
Płytki dół czeka zimny jak Apallachy
Strachy na lachy niech się bratku pierdolą
Jeszcze się okaże kto dojedzie kogo
W drodze do dziupli, gdy pchali to co łupli
Natrafili na obławę policyjnych trutni
Spojrzał na brata który u jego boku
Chciał odnaleźć spokój ale przeraziła go pewność w okół
Psy wokół poddaj się nie ma wyjścia
To ta chwila gdy karaluch wychodzi z ukrycia
Wysiada, to nie brat to zdrajca
Boże wybacz mi, wyszeptał kiedy sięgał po dziewiątkę
Honorowa salwa, na wylot,
na wieki zamykają się powieki
Smażę, borcham, bakam, palę, turlam, kręcę, roluję dalej...

Ref.x2
O nie znowu płonie, sobie jaram przy mikrofonie.
O tak wielbię życia smak, wierzysz we mnie brat?
WWO, Zip Skład.

Widać kapustę, widać rozpustę.
W zjednoczonej Europie ciężko być oszustem.
Szóste- nie bądź dla przyjaciół nim,
każdy ponad każdym skurwysyn...
Mordy upalone z dala od glin,
dzielcie się pecyną, trzymam waszą stronę.
Pięknym dziewczynom dobrym chłopaczynom poświęcone wiersze
Polacy tym zasłyną to po pierwsze:
bal to nasz drugi dom,
tak było przed wojną ciężko było trzymać pion,
melanż trwał kilka nocy.
Warszawę nazywano Paryżem północy,
dopóki nie wkroczył ten co ją rozjebał.
Przy okazji nie bał się zagarnąć pół świata.
Piekła nie ma a on diabła miał za brata
i tak nas wyswatał z komunizmem,
przez lata rodacy rzuceni na mieliznę...

Ref.x2
O nie znowu płonie, sobie jaram przy mikrofonie.
O tak wielbię życia smak, wierzysz we mnie brat?
WWO, Zip Skład.

Po czym się nie duszę ? Jasne.
W największą suszę roluj bo nie zasnę,
byle czemu nie przyklasnę.
Hulaj dusza co ma własne patenty.
Piekła nie ma czy to schemat to nie tędy.
To nie trendy czytać biblię Koran inne mądre księgi?
Wiedza rośnie wtedy do potęgi entej.
Zip nawigator wciskasz enter albo play,
zwroty klej wiesz?
Co dzień życia test jest.
Hej hej niezwyciężony,
zarobiłeś wiej wiej, żebyś nie czuł się upokorzony.
Mówi hulajdusza w policyjne dusze kusza,
wcale się nie zmuszam by tłumem poruszać.
Umiesz prawdy słuchać zacznij ruszać komórą swą,
biorę ciuchy prosto- dobrze leżą.
Podkreślam ostro, wybieram opcję tą.
To nie komercyjny shit, chujowe flow.

Ref.x2
O nie znowu płonie, sobie jaram przy mikrofonie.
O tak wielbię życia smak, wierzysz we mnie brat?
WWO, Zip Skład.

Smażę, borcham, bakam, palę, turlam, kręcę, roluję dalej...
[Rak]
Ten smak, to daje miasta lot,
jeżeli nie poznajesz ty, to ta surowość,
nie tani bajer ziom, mi sie nie wydaje
to nie słabe flow,
stopy i werble co uzależniają,
ja, full control mam leci głośno,
dobre ścierwo wjeżdża na słodko,
chcesz tego więcej? Nie wystarczy poproś,
ja zajęte ręce mam, to sie kręci non stop.
Czujesz? Pale mikrofon, lawą pluje,
z jajem, z ikra, tego potrzebuje,
to świeży kawał mięsa, który smakuje,
bo grać nie zaprzestał, ten system pracuje,
niezależnie od miejsca, wszystko pasuje kolo,
reprezentuje hałas poza kontrolą,
tu siła jest wolą moja wola jest silna,
przechora nawijka umiejętności co zwiększają dystans.

[Diox]
Mam 16 wersów i nie zamienię ich na złoto,
choć z precyzja architektów dobieramy każde słowo,
robimy coś z niczego,
pustego nie naleje ci salomon
to, słodki nektar z życia w kilometrach,
tras ???metkach, setkach z lodem, imprezka,
przy dźwiękach wbitych na płyty winylowe my,
wychowani na błędach powtarzanych od pokoleń,
budujemy nową szkołe,
ty, ocknij sie w porę nim będzie za późno,
życie bywa słodkie ale raczej krótko,
Rak Raczej, Had Hades, Diox na podkładzie,
z Tomasem, widownia sra pod siebie i skacze,
wyluzuj ziomek, skręć, opierdol miodem, odpal!

[Hades]
Tu gdzie betonu słodki smak, rap w słuchawkach,
chodnik pod stopami, pod nim rytm miasta,
kolejny dzień to dla nas satysfakcja,
i co to za wkręt, co to za jazda.
Kolejna kartka obdarta z kłamstwa,
choć słodkie to, to lepszy smak ma gorzka prawda,
prosty wariant - zostajemy tu na dobre,
pieniądze? Poczekaj najpierw nagram nowa zwrotkę.
Zdrowy rozsądek, nic więcej ziombel,
bo hip hop wypełnia moje serce a nie portfel,
to konkret tłusty klasyk z osiedla,
z dwóch miast esencja wypływa z dwóch membran,
tu na projektach życie doprowadza do szaleństwa,
dlatego skupiam sie na wersach
i wciąż słucham, brudny styl w miejskim bagnie,
wciskam play, puszczam w obieg 12stkę.

[Tomasina]
Wyobraźmy sobie słodko kwaśny humor,
najlepiej jak od razu byś sie odsunął,
nie wiesz o czym ludzie mówią, o czym mówią serce krzyczy,
słyszysz?
Za dużo was, odejdźcie.
Dosyć goryczy, słodycz nadejdzie,
nie tani chwyt jak w markecie, ani kit z okiennicy,
najlepiej jak zamkniesz ryj,
jak nie widzisz tego samego co ja.
Adrenalina, niepotrzebne we krwi,
kup batonika, złap energie i przeklnij,
mój film, mój klimat, moje kredki,
niejedni jedli to samo,
musieli sie wyrzygać,
chyba nie przypinasz etykietki, co?
To wolne, bez konserw, bez kopii,
zwrotkę dalej ciągnę jak toffi
byś zrozumiał, uszy sie trzęsą,
bo jesz to, łap umiar!
Ludzie to wpieprza, bo widzę po ludziach ze głodni,
wole mięso na grilla, niż do chłodni,
nie czekam, zaczynam, wchodzę do gry bez dzień dobry,
znowu rzygam, to zły smak tej zwrotki,
to mdły smak dla mnie słodki,
to my tak jedziemy,
Tomasina, Rak, DwaZera - styl północny,
Diox, Hades, Hi-Fi Banda - PROSTO z centralnej Polski,
sprawdzaajjj!
[O.S.T.R.]
Brak medycznego wyjaśnienia faktu
Ty daj mi tylko mikrofon by rozjebać track dziś
Nie wyłonił nas casting, oklaski czy turniej
Nie znam Parszywej 13, jak Polański nie bluźnię
Na kurwę ci problem jak swędzi berło?
To płać, 3 miliony grubej pęki w Euro
Mamy flavour, więc co głębiej to przełom
Ty nie pierdol, zamiast stylu to masz w ręce pół ksero
Jak żal ci na winyl, chociaż kup se kompakt
Ten syf zainfekuje tobie gównem kompa
To co z jutrem, prostak, klon za klonem
Za te scary na głowie, mózgu zgon za zgonem
To ofiary mych powiek, bo gdy opadają na dół
Zabijam tandetę, człowiek popadając w nałóg
Ten rap pokazał światu produkcję, intrygi
I tak przez kable płyną jazzu funkcje z Amigi
Świeży oddech jak Mentol
Nieistotne co myślisz, nam nie grozi tu syndrom
Podpierdalania wersów, weź wyjdź stąd leszczu
Bo mordujesz tlen tylko w naszym powietrzu
Tak to się kręci: pobudka, marsz do robót,
Akordy, nadgodziny! Bez ZUSu, bez wolnych sobót!
Zamknięty obwód, w różnym wieku chłopów!
Opór! Budowlanka – obóz Robocup’ów!
Połowa bez rokowań! Na dachach zabudowań,
Chcą coś zaplanować, chcę coś wyprostować!
Zobacz z rusztowań szczytu, nie widać drogi do profitu!
Bez sprytu! Nie widać rent, nie widać emerytur
Na tym rysunku – zero szacunku, zero ubezpieczeń!
Wypłaty cięte jak skretche, jak głowy ścięte mieczem!
Anorektyczna kieszeń, stos wyrzeczeń,
Bez urlopów i wycieczek!

Ospali! Ich praca nie pozwala pospać!

Eliminowani! Los nierówno rozdał!

Niektórzy nie są zdolni by wziąć duży rozmach!
Niektórzy nie chcą wiedzieć! Zamiast leżeć stanąć można w pionie!

A ci co mają chęci, ich szansa tonie!
Stworzeni żeby żyć w ogonie! Gryząc kromkę chleba gdzieś w wagonie!
Popadając w agonię! Pogoda dla bogaczy nie jest po ich stronie!
Ale nie wszyscy! Nie każdy tutaj wystygł, chociaż
Gaża statysty nie wystarcza na żywot zajebisty!
Bywa chłodno, zmarzną dłonią, nie zamarznie godność.

Gdy zbudzi nas dźwięk potłuczonego szkła
Gdy przejdą fosę i dorwą się do bram
Mamy coś czego nie zabiorą nam
Gdy wzrok przesłoni gęsta mgła
Mamy swoje skarby
Mamy coś czego nie zabiorą nam

Tniesz zmęczonym autem polską szosę, a w głowie bitwa!
Rzeczywistość nie jest aksamitna, jak gonitwa!
Żeby tu wytrwać odsuniesz od pyska dzieci.
Potomkowie ludzi bez nazwiska, bez pozycji!
Skryci, gdy się nie ma czym poszczycić!
Młody dostaje psychiczny wycisk od koleszków, którzy mają dzianych rodziców!
Co się starają, o to jak ich w mieście postrzegają!
Za rasę wyższą, wywyższą przez dorobek!
Ojciec nosi sztywno kark i uniesioną głowę i twarz kamienną i szyderczy uśmiech!
Świni przy korycie od niego nie odróżnię! I bywa różnie!
Ale nie przesadź w interesach, w roli prezesa, nowobogackiego szefa,
Który się znalazł w swoich wymarzonych strefach!
Na głównym forum, gdy na mszy wymienia się sponsorów
i dobrodziei I złodziei, co od poniedziałku przędą swej idei!Ej!

Robactwo robi na twej glebie! Znają ciebie ludzie,
Tylko to łączy mnie i ciebie, ale miej świadomość
Dla nich jesteś nikim, sprawiedliwość dorwie cię jak wiking
Weź od córki tę płytę, posłuchaj tej muzyki!
Kiedy ci wlecą po długi panowie z ciemnej bryki, wszystko wezmą!

My mamy coś co zostanie na pewno, skarby, których nie dosięgną!

To są skarby, których nie dosięgną!

Skarby, których nie dosięgną!

Gdy zbudzi nas dźwięk potłuczonego szkła
Gdy przejdą fosę i dorwą się do bram
Mamy coś czego nie zabiorą nam
Gdy wzrok przesłoni gęsta mgła
Mamy swoje skarby
Mamy coś czego nie zabiorą nam
Ludzie w moim mieście walczą z żywiołem
I nie ma nudy, życie jest wesołe
Żywiołów cztery mamy tu co najmniej
I fajnie, jest więcej jaj, mniej zwyczajnie
Ta młoda dama czuje się okropnie
Jej chłop jest majętny i działa roztropnie
Nie umie jej dotykać jednak, a gdy już dotknie
Jej spodni pot nie zalewa ani nic wogle
I cały dzień, choć zrobiło się chłodniej
Ta dama walczy ze swoim wewnętrznym ogniem
Ktoś by do ognia mógł się odnieść i od niej
Uzyskać płomienne konfiguracje podniet
Lecz jest lojalna, więc gorący żywioł
Spala ją opala i ze skupieniem podrywa
I co dzień haruje jak strażak
Choć w jej naturze jest raczej pożar wytwarzać

Ref.:
Ooooooo
Nasze dni tym są, walką my kontra żywioł łołoło

Moc natury jest większa, niż w reklamach soku
Kłopotu dostarcza ciecz, nie tylko ta z obłoków
Od dni dziecięcych po lata męstwa
Walczysz tu z żywiołem wodo(lejstwa)
Wiedza, cóż, może smakować jak słodycz
Ale w polskiej szkole zwykle ma smak wody
Radio, telewizja, jedno dno
Bo szczypta witamin na wiadro h2o
To proporcje, zresztą czytaj to dosłownie
I nie płać za nią, gdy w kranie masz za drobne
Nudne laski, nudne maski, w nich goście nudni
Leją wodę jak z pękniętej studni
Wisła tu przybiera pomału, ale mimo wałów
Tam skąd całość wydobywa się chaos
I wodór z tlenem gwałcą Cię w ucho
I wolałbyś usłyszeć łamanych kości gruchot

Ref. x2

Ziemia - droga, wiatr Cię wypiździ
O tym tutaj wiedzą wszyscy
Jeźdźcy apokalipsy mają dresy i tipsy
Każdy Ci chętnie żywot uprzykrzy
Solą tej ziemi jest akt własności
Jak nie kredyt – 30 lat i podpis
Jeśli jesteś z gór i kochałeś wiatr
Tutaj wiatr pachnie jak Mały Fiat
Kocham to miasto, pieprzony Żoliborz
Ogień wygasły i ulewę za szybą
Muranów z parkietem z poległych Żydów
Napisy na murach, za które się wstydzę
Puste place zabaw i przepełnione szkoły
Każdego, kto zmaga się z jakimś żywiołem
Ogień, woda, ziemia, wicher, coś jeszcze
Upadek wieszcze, upadek wieszcze
Każdy As i Dama pik
Chcą tego bytu złamać szyfr
I gdy przed byt wstawicie od
Skumacie, prosty jest żywiołów kod
I pośród tych sejsmicznych drgań
Życie to dziwka lub jak wolisz drań
Lecz uśmiech na twarzy do dzisiaj mam
Chodź zostanę sam, zostanę sam
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo