Popularne piosenki. Polski Hip Hop

TADEK
Zmowa milczenia a dla ziomkow szczerosc calkowita
wita , co jest , w krakowie nielegal rozkwita
i niech nikt nie zapomina
by nie wtykac kichawy w nie swoje sprawy
nie psuc zabawy bo tu w oparach trawy
talenty sie ksztaltuja interesy finalizuja
lecz nie dla wszystkich slowa na ulicy
wsrod zaufanych powtarzane
nie dla wszystkich pieniadze zarabiane
skrety rolowane ,
bo do wszystkich tylko to , co w kawalkach przewijane
( na ulicach )

BOSKI ROMAN
Z ulicy to rymy
na ulicy twardy tego nie lekcewazymy
bo tutaj bohater ginie
wez sie nie wyglupiaj bo nie jestes w kinie
niefart to minuta tutaj chociaz nie chcesz musisz isc po trupach
rozum to w przenosni , brak sprawiedliwosci
walka o zycie w godnosci
wielu gosci pozbawila juz wolnosci
nie oczekuj litosci
przegrywasz przy braku madrosci i lojalnosci
moralnosci niepokoju i tak sie nie wyzbedziesz
za duzo kurestwa jest wszedzie
gwiazdy muzyki , polityki , sportu
nie jak my palacze sortu
w obliczu wielkich fortun sprzedaja honor dla profitu
jednak wartosci sprytu
nie wyrazisz w ilosci zlotych blitow
z ulicy rym do bitu
narobi wiele szumu
bo ocena czlowieka to nie tlumu wrzawa , slawa
ocena czlowieka to jego postawa
oskarzonych lawa to miejscowka nie wygoda
tutaj ludzki dramat rozgrywa sie co dnia
Firma zaufania godna nigdy sie nie podda
za dobrych co nie moga pije banie do dna
slowo z ulicy wysylam dla otuchy
hardkoru nie przerwiecie , tak , jebac policyjne grupy
jebac policyjne grupy "
( CBS jebac , UOP , na ulicach chuj im w dupe )

POPEK
W moim zyciu wiele niezgodnosci
siedem lat pozbawiony wolnosci
dlaczego nawijam w zlosci
ulica nie zna litosci
chlopak , chlopak nie daj sobie wmowic ,
ze dla takich jak my nie ma przyszlosci
slowo na ulicy ma blaski cienie
slowo na ulicy , dla Ludzi ma znaczenie
z ulicy ostrzezenie
bojcie sie chemicy na morde wam kaganiec
nadejdzie wasz kraniec
malolaci dorastaja , zasady znaja ,
mlodszych nauczaja jak sie zachowac
z glowa do gory nie bedziesz musial sie nigdzie chowac
starsze pokolenie bedzie was informowac
zebys mogl nas nasladowac , prawdy dochowac
zeby zrozumiec musisz na ulicy sie wychowac
musisz na ulicy sie wychowac , wychowac.. "
( na ulicach slowa pisze , zaciskam piesc zeby dalej dumnie zyc )

POMIDOR
Na ulicy szczerosc do kolezki sie liczy
a nie pseudo ziomale co sie smieja za plecami stale
co , zwatpili , pieniazkow przy nas nie zarobili
nie pamietaja tej chwili
dobrze , wszyscy zli od nas odbili
bo w sercu zlodzieja jest jedna bajera
ukarac frajera , rzucil slowa na wiatr
polozyl sie dostal szach mat , dostal szach mat
dowiedzialem sie jednego
zawsze ufac kolegom
nie pucowac sie do niczego
, ze to nie ja i nie moja reka
lamusowi na innej ulicy pekla szczeka
a zaczelo sie od tego gdy 13 lat skonczylem
smaku wolnosci z pierwszej wagi doswiadczylem
przeciez ulica prosperuje to nie sa zadne bajki
posluchajcie chlopakow ktorym nie obce sa kajdanki
przesuwaja sie dni i lata
ulica wychowujwe w niej nastepnego brata
kolej rzeczy jest taka i taka powinna byc
nastepny malolat sie uczy madrze zyc
wiem o tym , racja jest po naszej stronie
ulica jeszcze w kurwe hajsu bananowcom pochlonie
jesli chcesz dumnie po niej chodzic
miej otwarte oczy by niczego nie przeoczyc
bo u nas nie widzisz zadnych brakow
bo to sa slowa dobrych jumakow,
dobrych jumakow "

KALI
Slowo ci daje
na tej plycie nie uslyszysz zadnych bajek
dzielimy sie z wami
naszymi przemysleniami , spostrzezeniami
masz tu nasz punkt widzenia
nasz tok myslenia
oponentow doprowadzi to do stanu wrzenia
zaden z nas za swe grzechy nie chce odkupienia
nasze slowa streszczaja opowiesci nie wesolej tresci
kto wporzadku a kto fesci
to z pierwszej reki wiesci
poki co w kiermanie nie za grubo szelesci
jesli twoim bogiem pieniadz to czesc ci
tak , to czesc ci "
( na ulicach zawsze nielegalnie, chcesz czy nie bierzesz udzial w grze )
Mam już dosyć pięknych, słodkich kłamstw,
odrzucam je, nie mają u mnie szans.
Możesz dalej wciskać pierdolony kit,
nie pomożesz sobie ani jemu ni mi.
Mam już dość toastów i pieprzonych wspomnień,
one leją się bez umiaru za kołnierz.
Chcę dziś zamknąć ten temat bo czas mija,
nie ma co wybaczać bo to nie wigilia.
Mam już dosyć krętów, zakrętów, fam,
kasuje je, oznaczam jebany spam.
Mam już dosyć gadania ciągle o tym samym,
zamykam ten etap, mam inne plany.
Mam dość robienia tego samego w kółko,
trzaskam takim akcjom przed nosem furtką.
Dosyć bycia w tym samym miejscu,
ale wciąż coś trzyma mnie tu.

Ref.2x
Kiedy czuje że coś jest nie tak,
to mam szczere, dosyć,
nie wpierdalaj mi kitu,
tylko zapierdalaj z biedy do dobrobytu.

Dość pierdolenia panów nieciekawych mord,
jednorękich bandytów od „zarzekanych” rąk,
To elita kółek wzajemnej adoracji,
koncertowych przydupasów od przyznawania racji.
Nocnych telefonów co urywają film,
niesłownych ziomów nieszanujących świń.
I z tych chwil pustych Salomon szczęścia nie poleje,
ale mam jeszcze czas, póki co z tego się śmieję
dzięki tobie więc przestań mnie wzruszać.
Wiem jak wygląda zaprzedana dusza
i nie pierdol , że mam cię szanować.
Jak widać rap nie zdążył cię wychować
Spokój, cichy pokój gdzieś na przedmieściu,
nie teraz, mam dosyć planów bez sensu,
mam dosyć sensu dziwnej codzienności.
Łapię kolory szarych bloków rzeczywistości.

Ref.2x
Kiedy czuje że coś jest nie tak,
to mam szczere, dosyć,
nie wpierdalaj mi kitu,
tylko zapierdalaj z biedy do dobrobytu.

Mam dosyć upadków, dość wzlotów,
głupich zakończeń, miłych powitań,
kto ma więcej, kto lepiej wygląda,
i kto tu jest lepszy markowy bandyta.
Dość kreowania swoich wizerunków,
łyka to tylko baran albo głupiec.
Nie jesteś bogiem, niektórzy chcieli,
ale musieli przymusowo uciec.
Dość fałszywych mord, kłamliwych,
i tych co nie potrafią się im sprzeciwić.
Za to wkrótce los ich rozliczy,
zatem jebać ich, nie ma się co silić.
Dość prostaków i tych co nie dorośli,
morze kiedyś trafią do nich te słowa.
Na razie żyją sobie w niewiedzy,
i trzeba ich tu zaakceptować.
Lubię gdy ze mną palisz fajki
Słuchamy Biggiego i Junior Mafii
Włączam dubstep, zapinam pasy
Jedziemy przed siebie bez celu i trasy
Lubię gdy w dzień jesteś hipsterką
Nosisz sportowe majtki i często
Chodzisz po domu w moich bokserkach
I to jak patrzysz kiedy kręcisz skręta
Lubię twoje słodkie miny
Gdy pijemy wino i oglądamy filmy
Lubisz to, że jestem z osiedla
I gadam jak hustler, obejrzyjmy Kasyno
I nie mówisz, że czas na to już minął
Gdy zakładam czapkę daszkiem do tyłu
I lubię to, że lubisz moje głupie żarty
I nie mówisz jak barbie bardzo mi miło
Wkurwiają cię firmowe bankiety
Sztywne, sztampowe, nudne komplementy
Wieszasz mi się na szyi wtedy
I czuję, że mogę być sobą jak kiedyś
Jestem pewny siebie, gdy w nocy
Tylko dla mnie zakładasz pończochy
Łapię cię wtedy mocno za włosy
A po wszystkim palimy papierosy
Wiesz, że czasem muszę wyjść z kolegami
I nie pytasz co robię nocami
Gdy wracam rozchylasz nogi
Przez chwilę czuję się jakbym był w Amsterdamie
Gdy pochylasz się bardziej
Dotykasz podłogi
Robisz dla mnie te rzeczy
Jak dziewczyny z dzielnicy czerwonych latarni
I myślę, że jesteśmy stworzeni dla siebie

Jesteś moją supergirl, jesteś moją cat woman
Chciałbym z tobą uciec gdzieś
I wiem, że tak czujesz też
Jesteś moją supergirl, jesteś moją cat woman
Zawsze chcę być z tobą fair
I wiem, że tak czujesz też

Trochę skacowani jemy śniadanie
Lubię to, że twoje mieszkanie
Nie jest sterylnie czyste
Masz wszystkie bliskie mi cechy i zachowania
Później bierzemy na wynos kawę
Idziemy przez chwilę, leżymy na trawie
A twoje rzęsy łaskoczą mnie w szyję
I czuję, że żyję, nigdy cię nie zostawię
Palimy skręta na dwoje
Ty mówisz mi o swoich ulubionych piosenkach
Lubisz moje blizny i tatuaże
Sama masz kilka i chcesz zrobić następny
Wszystkie błache sprawy zostają w tyle
Jak jacyś wack mc's
W niebo błękitne jak nigdy w Warszawie
Gapimy się ciągle jak pierdolnięci
Wciągam dym, wypuszczam kółka
Wtedy ty całujesz mnie w usta
Lubię gdy jesteś naturalna i luźna
I nie wstydzisz się tego pokazać przy ludziach
Bujamy się tak do wieczora
Póżniej dwa razy wódka i cola
Lubię to, że masz w sobie trochę rock and rolla
Pijemy zdrowie, śpiewając sto lat
Chwilę tańczymy na stole
A puste kieliszki lądują na dole
Wyciągasz mnie stamtąd za rękę
Nim ktoś życzliwy wezwie ochronę
Biegniemy przez moment ulicą
I śmiejesz się do mnie i czuję, że wszystko
Co było przedtem już nie istnieje
I myślę, że jesteśmy stworzeni dla siebie

Jesteś moją supergirl, jesteś moją cat woman
Chciałbym z tobą uciec gdzieś
I wiem, że tak czujesz też
Jesteś moją supergirl, jesteś moją cat woman
Zawsze chcę być z tobą fair
I wiem, że tak czujesz też

Jesteś moją supergirl, jesteś moją cat woman
Chciałbym z tobą uciec gdzieś
I wiem, że tak czujesz też
Jesteś moją supergirl, jesteś moją cat woman
Zawsze chcę być z tobą fair
I wiem, że tak czujesz też

Jesteś moją supergirl, jesteś moją cat woman
Chciałbym z tobą uciec gdzieś
I wiem, że tak czujesz też
Jesteś moją supergirl, jesteś moją cat woman
Zawsze chcę być z tobą fair
I wiem, że tak czujesz też

Jesteś moją supergirl, jesteś moją cat woman
Chciałbym z tobą uciec gdzieś
I wiem, że tak czujesz też
Jesteś moją supergirl, jesteś moją cat woman
Zawsze chcę być z tobą fair
I wiem, że tak czujesz też
[Rak]
Ten smak, to daje miasta lot,
jeżeli nie poznajesz ty, to ta surowość,
nie tani bajer ziom, mi sie nie wydaje
to nie słabe flow,
stopy i werble co uzależniają,
ja, full control mam leci głośno,
dobre ścierwo wjeżdża na słodko,
chcesz tego więcej? Nie wystarczy poproś,
ja zajęte ręce mam, to sie kręci non stop.
Czujesz? Pale mikrofon, lawą pluje,
z jajem, z ikra, tego potrzebuje,
to świeży kawał mięsa, który smakuje,
bo grać nie zaprzestał, ten system pracuje,
niezależnie od miejsca, wszystko pasuje kolo,
reprezentuje hałas poza kontrolą,
tu siła jest wolą moja wola jest silna,
przechora nawijka umiejętności co zwiększają dystans.

[Diox]
Mam 16 wersów i nie zamienię ich na złoto,
choć z precyzja architektów dobieramy każde słowo,
robimy coś z niczego,
pustego nie naleje ci salomon
to, słodki nektar z życia w kilometrach,
tras ???metkach, setkach z lodem, imprezka,
przy dźwiękach wbitych na płyty winylowe my,
wychowani na błędach powtarzanych od pokoleń,
budujemy nową szkołe,
ty, ocknij sie w porę nim będzie za późno,
życie bywa słodkie ale raczej krótko,
Rak Raczej, Had Hades, Diox na podkładzie,
z Tomasem, widownia sra pod siebie i skacze,
wyluzuj ziomek, skręć, opierdol miodem, odpal!

[Hades]
Tu gdzie betonu słodki smak, rap w słuchawkach,
chodnik pod stopami, pod nim rytm miasta,
kolejny dzień to dla nas satysfakcja,
i co to za wkręt, co to za jazda.
Kolejna kartka obdarta z kłamstwa,
choć słodkie to, to lepszy smak ma gorzka prawda,
prosty wariant - zostajemy tu na dobre,
pieniądze? Poczekaj najpierw nagram nowa zwrotkę.
Zdrowy rozsądek, nic więcej ziombel,
bo hip hop wypełnia moje serce a nie portfel,
to konkret tłusty klasyk z osiedla,
z dwóch miast esencja wypływa z dwóch membran,
tu na projektach życie doprowadza do szaleństwa,
dlatego skupiam sie na wersach
i wciąż słucham, brudny styl w miejskim bagnie,
wciskam play, puszczam w obieg 12stkę.

[Tomasina]
Wyobraźmy sobie słodko kwaśny humor,
najlepiej jak od razu byś sie odsunął,
nie wiesz o czym ludzie mówią, o czym mówią serce krzyczy,
słyszysz?
Za dużo was, odejdźcie.
Dosyć goryczy, słodycz nadejdzie,
nie tani chwyt jak w markecie, ani kit z okiennicy,
najlepiej jak zamkniesz ryj,
jak nie widzisz tego samego co ja.
Adrenalina, niepotrzebne we krwi,
kup batonika, złap energie i przeklnij,
mój film, mój klimat, moje kredki,
niejedni jedli to samo,
musieli sie wyrzygać,
chyba nie przypinasz etykietki, co?
To wolne, bez konserw, bez kopii,
zwrotkę dalej ciągnę jak toffi
byś zrozumiał, uszy sie trzęsą,
bo jesz to, łap umiar!
Ludzie to wpieprza, bo widzę po ludziach ze głodni,
wole mięso na grilla, niż do chłodni,
nie czekam, zaczynam, wchodzę do gry bez dzień dobry,
znowu rzygam, to zły smak tej zwrotki,
to mdły smak dla mnie słodki,
to my tak jedziemy,
Tomasina, Rak, DwaZera - styl północny,
Diox, Hades, Hi-Fi Banda - PROSTO z centralnej Polski,
sprawdzaajjj!
Za każdym razem kiedy wrzucasz na słuchawki ten track
To jakbyś w garści trzymał dwie grube bańki, a jak
Ty weź to zgadnij, ja mógłbym dziś ogarniać ten hajs
Gdyby nie fakt, że byłbym w dupę pięć z dwudziestu trzech lat
Za każdym razem myślę tak brat zanim coś zrobię
Że, chyba że, ryzyko jest jeszcze mniejsze niż stres
Więc za każdym razem kiedy łapię wdech
Wiem, że to jeden wdech mniej, a nie jeden wdech więcej
To żaden sekret, ja mam takie podejście
Lepszy smak ma powietrze za każdym razem kiedy zechcesz
Żaden ze mnie sensei, raczej rap ekspert
Wydobywam swe wnętrze na powierzchnię
Tu wers po wersie, więc pięść podnieście
Czujecie tą więź za każdym razem na koncercie
To proste, poczułeś respekt, zachowaj odstęp
Za każdym razem, tym razem to do Was dotrze

Ref. Za każdym razem x4

Szanuj mój czas, jakby był Twoim hajsem
Oddaj mojej kobiecie szacun, jak swojej matce
Dbaj o imię, jakbym był Twoim bratem
Puszczaj tą zwrotkę, brat, za każdym razem
Pamiętaj co jest cenne, nie bierz przykładów z błaznów
Choć życie bywa chwiejne Ty trzymaj pion w tańcu
Trzymaj się z tych, z którymi warto iść w przód
Nie stój w miejscu, pamiętaj jest tylko jeden Bóg
Jedna nadzieja zapewni dzieciom byt
I niech będą kim chcą, niech nie będzie Ci wstyd
To nie ulotny styl, który przemija, jak czas
Choć ten jest najcenniejszy tu, obok Was
Daje słowo, wiem jak iść za każdym razem
Wiem z kim, doskonale wiem dokąd.

Ref. Za każdym razem x4
Ludzie w moim mieście walczą z żywiołem
I nie ma nudy, życie jest wesołe
Żywiołów cztery mamy tu co najmniej
I fajnie, jest więcej jaj, mniej zwyczajnie
Ta młoda dama czuje się okropnie
Jej chłop jest majętny i działa roztropnie
Nie umie jej dotykać jednak, a gdy już dotknie
Jej spodni pot nie zalewa ani nic wogle
I cały dzień, choć zrobiło się chłodniej
Ta dama walczy ze swoim wewnętrznym ogniem
Ktoś by do ognia mógł się odnieść i od niej
Uzyskać płomienne konfiguracje podniet
Lecz jest lojalna, więc gorący żywioł
Spala ją opala i ze skupieniem podrywa
I co dzień haruje jak strażak
Choć w jej naturze jest raczej pożar wytwarzać

Ref.:
Ooooooo
Nasze dni tym są, walką my kontra żywioł łołoło

Moc natury jest większa, niż w reklamach soku
Kłopotu dostarcza ciecz, nie tylko ta z obłoków
Od dni dziecięcych po lata męstwa
Walczysz tu z żywiołem wodo(lejstwa)
Wiedza, cóż, może smakować jak słodycz
Ale w polskiej szkole zwykle ma smak wody
Radio, telewizja, jedno dno
Bo szczypta witamin na wiadro h2o
To proporcje, zresztą czytaj to dosłownie
I nie płać za nią, gdy w kranie masz za drobne
Nudne laski, nudne maski, w nich goście nudni
Leją wodę jak z pękniętej studni
Wisła tu przybiera pomału, ale mimo wałów
Tam skąd całość wydobywa się chaos
I wodór z tlenem gwałcą Cię w ucho
I wolałbyś usłyszeć łamanych kości gruchot

Ref. x2

Ziemia - droga, wiatr Cię wypiździ
O tym tutaj wiedzą wszyscy
Jeźdźcy apokalipsy mają dresy i tipsy
Każdy Ci chętnie żywot uprzykrzy
Solą tej ziemi jest akt własności
Jak nie kredyt – 30 lat i podpis
Jeśli jesteś z gór i kochałeś wiatr
Tutaj wiatr pachnie jak Mały Fiat
Kocham to miasto, pieprzony Żoliborz
Ogień wygasły i ulewę za szybą
Muranów z parkietem z poległych Żydów
Napisy na murach, za które się wstydzę
Puste place zabaw i przepełnione szkoły
Każdego, kto zmaga się z jakimś żywiołem
Ogień, woda, ziemia, wicher, coś jeszcze
Upadek wieszcze, upadek wieszcze
Każdy As i Dama pik
Chcą tego bytu złamać szyfr
I gdy przed byt wstawicie od
Skumacie, prosty jest żywiołów kod
I pośród tych sejsmicznych drgań
Życie to dziwka lub jak wolisz drań
Lecz uśmiech na twarzy do dzisiaj mam
Chodź zostanę sam, zostanę sam
Smażę, borcham, bakam, palę, turlam, kręcę, roluję dalej...

Ref.x2
O nie znowu płonie, sobie jaram przy mikrofonie.
O tak wielbię życia smak, wierzysz we mnie brat?
WWO, Zip Skład.

Widać kapustę, widać rozpustę.
W zjednoczonej Europie ciężko być oszustem.
Szóste- nie bądź dla przyjaciół nim,
każdy ponad każdym skurwysyn...
Mordy upalone z dala od glin,
dzielcie się pecyną, trzymam waszą stronę.
Pięknym dziewczynom dobrym chłopaczynom poświęcone wiersze
Polacy tym zasłyną to po pierwsze:
bal to nasz drugi dom,
tak było przed wojną ciężko było trzymać pion,
melanż trwał kilka nocy.
Warszawę nazywano Paryżem północy,
dopóki nie wkroczył ten co ją rozjebał.
Przy okazji nie bał się zagarnąć pół świata.
Piekła nie ma a on diabła miał za brata
i tak nas wyswatał z komunizmem,
przez lata rodacy rzuceni na mieliznę...

Ref.x2
O nie znowu płonie, sobie jaram przy mikrofonie.
O tak wielbię życia smak, wierzysz we mnie brat?
WWO, Zip Skład.

Po czym się nie duszę ? Jasne.
W największą suszę roluj bo nie zasnę,
byle czemu nie przyklasnę.
Hulaj dusza co ma własne patenty.
Piekła nie ma czy to schemat to nie tędy.
To nie trendy czytać biblię Koran inne mądre księgi?
Wiedza rośnie wtedy do potęgi entej.
Zip nawigator wciskasz enter albo play,
zwroty klej wiesz?
Co dzień życia test jest.
Hej hej niezwyciężony,
zarobiłeś wiej wiej, żebyś nie czuł się upokorzony.
Mówi hulajdusza w policyjne dusze kusza,
wcale się nie zmuszam by tłumem poruszać.
Umiesz prawdy słuchać zacznij ruszać komórą swą,
biorę ciuchy prosto- dobrze leżą.
Podkreślam ostro, wybieram opcję tą.
To nie komercyjny shit, chujowe flow.

Ref.x2
O nie znowu płonie, sobie jaram przy mikrofonie.
O tak wielbię życia smak, wierzysz we mnie brat?
WWO, Zip Skład.

Smażę, borcham, bakam, palę, turlam, kręcę, roluję dalej...
[Pezet]
Czasem myślę, że nie wygrałem
Czasem myślę, że były plamy
Ale wiem, że to wszystko dla nich
A dla mnie tylko ten marzeń świat
Czasem myślę, że nie wygrałem
Samochody, ciuchy marki Armani
Czy rzeczywiście to wszystko dla nich
A ja tylko bez twarzy tak

Całkiem incognito, niech sobie kartel weźmie handel
Gdzieś znikło wszystko i tylko ja ze swoim funkiem
Jak szare myszki mam swoją maskę tak jak Ipkiss
Soundblaster, bity, ten świat to science fiction
Ja człowiek bez twarzy, już nikt mnie nie namierza
Stopieni jak parmezan, dziś odmieni ich amnezja
Nie myślę o kamerach, reklamowych banerach
Kariera w tym przemyśle z precyzją sapera ją niszczę
Pezet to zwykły chłystek, to pisklę wśród orłów
Nie walczę z błyskiem istnień, za dużo tu sztormów
I choć dni się dłużą ja ciągle jestem zwykły
Sam ciągnę swoje nitki spokojnie
Problemy znikły, sam żyje skromnie
Jestem nieznany dla nich
Na życia plamy mam Vanisch, lecz świat ma wiele granic
Pieprzyć wybranych, niech sobie świecą jak halogen
My tu znikamy, a razem z nami każdy problem, yo

Czasem myślę, że nie wygrałem
Czasem myślę, że były plamy
Ale wiem, że to wszystko dla nich
A dla mnie tylko ten marzeń świat
Czasem myślę, że nie wygrałem
Samochody, ciuchy marki Armani
Czy rzeczywiście to wszystko dla nich
A ja tylko bez twarzy tak
Urodzeni by przegrywać,
Żyjemy by zwyciężać
Brać na bary żywot swój,
Dźwigać jego ciężar
Bo życie tu to nie film, kolorowa maskarada
Raczej skup się na łapaniu chwil,
Oto moje motto, rada bracie
Życie to talia kart, którą trzyma w rękach los
Co oszukuje już, kiedy tasuje
Próbujesz znów schować w rękach coś
I na żadnym zegarze nie ma do życia wskazówek
Śmierć jest punktualna zawsze
Nie licz na obsuwę

Z czarnych róż lecą płatki
Jak kartki z kalendarza
Cichy płacz matki
I głuchy szept cmentarza
Przywilejami los nierówno nas obdarza
Chociaż żyjemy tutaj według przykazań
/2x

Śpiesz się kochać ludzi, tak szybko odchodzą
Niektórych nie ma tu dziś, jeszcze wczoraj byli z tobą
Bierz życie garściami, idź zabieraj ze sobą
Życie to nie teatr, a nie raz tu się umiera młodo
Nie myślimy o śmierci, ona pamięta o nas
Życie namiętną kochanką, ale śmierć to wierna żona
To ta ostatnia jest - podróż nad podróże
Na końcu tunelu światło
Pod stopami czarne róże

Z czarnych róż lecą płatki
Jak kartki z kalendarza
Cichy płacz matki
I głuchy szept cmentarza
Przywilejami los nierówno nas obdarza
Chociaż żyjemy tutaj według przykazań
/2x

21 gram szybuje nad nami tam, gdzieś na niebie
Wiesz, ja nie wiem, gdzie jest ten Eden obiecany nam
Dziś na przedramieniu, po tobie została dziara
Okrutna zima cię nam zabrała
Zabrała Oskara na zawsze
Choć w naszych sercach już będziesz na zawsze
Niektórym bez ciebie nic już nigdy nie będzie jak zawsze
Byłeś wierny swojej pasji do samego końca
Czy cokolwiek jest w stanie ugasić ból twojego ojca
Matka kocha wciąż, w jej sercu ogień płonie
I szlocha wciąż, do modlitwy składa obie dłonie
Wobec przemijania życia jesteśmy bezsilni
Z grzechem pierworodnym rodzimy się z góry winni
Zycie bywa krótkie, sztuka wieczną pozostanie
Mówię to w myślach do ciebie codziennie tu,
kiedy spoglądam na swoje przedramię
Wieczny odpoczynek racz mu dać Panie
A światłość wiekuista nich mu świeci
Na wieki wieków. Amen.

Z czarnych róż lecą płatki
Jak kartki z kalendarza
Cichy płacz matki
I głuchy szept cmentarza
Przywilejami los nierówno nas obdarza
Chociaż żyjemy tutaj według przykazań
/2x
[O.S.T.R.]
Brak medycznego wyjaśnienia faktu
Ty daj mi tylko mikrofon by rozjebać track dziś
Nie wyłonił nas casting, oklaski czy turniej
Nie znam Parszywej 13, jak Polański nie bluźnię
Na kurwę ci problem jak swędzi berło?
To płać, 3 miliony grubej pęki w Euro
Mamy flavour, więc co głębiej to przełom
Ty nie pierdol, zamiast stylu to masz w ręce pół ksero
Jak żal ci na winyl, chociaż kup se kompakt
Ten syf zainfekuje tobie gównem kompa
To co z jutrem, prostak, klon za klonem
Za te scary na głowie, mózgu zgon za zgonem
To ofiary mych powiek, bo gdy opadają na dół
Zabijam tandetę, człowiek popadając w nałóg
Ten rap pokazał światu produkcję, intrygi
I tak przez kable płyną jazzu funkcje z Amigi
Świeży oddech jak Mentol
Nieistotne co myślisz, nam nie grozi tu syndrom
Podpierdalania wersów, weź wyjdź stąd leszczu
Bo mordujesz tlen tylko w naszym powietrzu
Jak każdy z nas, mam los we własnych rękach
Co by się nie działo, dzieciaku weź nie pękaj
I zapamiętaj, co by się nie działo
Zawsze będzie mało, zawsze będzie brakowało
Pytasz co u mnie? Trochę się pozmieniało
Swoje rozjebane życie powoli układam w całość
Idę do przodu Ten Styl mówi za mnie
Ty też bądź dobrej myśli a wszystko się ogarnie
Pamiętasz "O Nas dla Was"? To były czasy
Jak wtedy tak i teraz, ja nigdy dla kasy
Jedno ci powiem wysoko trzeba mierzyć
Dzieciaku, będzie dobrze, pomogę ci w to wierzyć
Krytyka mnie pierdoli, szkoliłem się na blokach
Od zawsze na projektach, tu gdzie wóda i koka
Dzieciaku ja to kocham i z dumą że tu żyję
Wciąż będę szedł do przodu, tak jak Michał Gabriel

Ref.
Na pewno? Ja chcę spokojnie żyć
Na pewno? Wczoraj, jutro, dziś
Wiem Jedno. Wiem, w którą stronę iść
Co by się nie działo to. x2

CHADA i Ariel musisz to z testować
Nie ma problemu, możesz brać i to kopiować
Do góry głowa co by się nie działo
Wiedz, że każda walkę możesz wygrać tu przez K.O
Daj jeszcze chwilę chłopakowi z Pragi
Żyj i daj żyć albo kurwa weź się zabij
Chwila uwagi jeszcze tylko kilka wersów
Tu mam swoich ludzi, tak bliskich memu sercu
Nadejdzie czas rozliczeń to podziękuje wrogom
Co by się nie działo, to ziomki mi pomogą
Z Bogiem dzieciaku, jeśli nie to będzie cienko
Ja kocham te osiedla i dostrzegam w nich piękno
I co by się nie działo, ty znajdziesz mnie na bicie
I wbrew wszystkiemu ziomuś, gram tu na śmierć i życie
I jestem tu od zawsze z ulicą tworzę całość
I wiem że będzie dobrze, co by się nie działo

Ref.
Na pewno? Ja chcę spokojnie żyć
Na pewno? Wczoraj, jutro, dziś
Wiem Jedno. Wiem, w którą stronę iść
Co by się nie działo to. x2

Od prawej do lewej, od lewej do prawej
Reprezentuję siebie, swój styl i Warszawę
Nie wracam do przeszłości, nie grzebię w starych brudach
I co by się nie działo, ja wiem, że mi się uda
Wciąż pozostaje sobą i wiem, że się nie zmienię
Pierdolę wszystkich leszczy, którym przeszkadzam na scenie
Ja piszę wersy i daje je ulicy
Ty jesteś tylko pionkiem na planszy szachownicy
Idę o zakład, że wszystko będzie grało
Ułoży się kochanie, co by się nie działo
Teraz z ulgą oddycham
Co by się nie działo wiem, że mam wsparcie Piha
Zaciskam pięści przepędzam czarne chmury
Szacunek SNS, szacunek bez cenzury
I co by się nie działo, kolejne wersy nagram
Niech głowa cię nie boli, ty śpij, ja o to zadbam

Ref.
Na pewno? Ja chcę spokojnie żyć
Na pewno? Wczoraj, jutro, dziś
Wiem Jedno. Wiem w którą stronę iść
Co by się nie działo to. x2
Elo, elo, elo, elo...
Kto jest, kto?, rozwiązanie zagadki
Posłuchaj synu śródmiejskiej gadki
Przyjaźń - To jest to, co nas trzyma
Nie wchodzi się tu łatwo, chodź bywa
Czyste sumienie, wzajemnie wobec siebie więź
Jesteś w porządku nie ma, co się trzęść
Mówie jak jest, więc opowiem Ci historie
Był sobie Grześ, który miał dziewczynę Glorię
Owa była jedną klasę niżej
On dorabiał jako DJ
Jak ją brał od tyłu to jej mówił, żeby była ciszej
Kochał ją ponad życie(ta), ona była gorąca
Każdy chłopiec puszczał wzrok, gdy patrzyła się na chłopca
Miała mieć maturę z geografii,fart taki
że Grzesiek pisał ją rok wcześniej
przecież zna koleżkę, który da jej korki
I by było lepiej gdyby to był to tej historii finał
i dla Grzesia i dla Glorii się tak jednak nie zdarzyło była zima,
Grześ pod blokiem czekał w furze, aż godzina się skończyła
Ukochana wychodziła, mądrzejsza o lekcje
Trwało to pół roku może trochę więcej
nim Grześ poznał prawdę o tym douczaniu
geografia polegała na dymaniu
Podczas gdy Grzegorz palił szlugi w samochodzie
korepetytor ruchał Glorie na komodzie
bodziec to i impuls by się zastanowić
co zrobić, gdy Cię bliscy robią w chuj
dajesz im serce, a dostajesz gnój
ziomku mój, ty zawsze przy mnie stój
i na koniec kilka linijek epilogu
Ona z uczycielem w ciąży, 5 miesięcy do porodu
skruchę do Grzesia, bo geograf ją pogonił
i zapyta tutaj każdy, co Grześ zrobił
przyjął ją z powrotem, wyjątkowo bardzo dobrze
pocałował i rozebrał na podłodze
wyglądało to na miłość,(ooh) mój Boże!
nie uciszał jej, gdy jęczała srodze
jak ją wziął? jak bladź pancerną
na jednej nodze,
migdał w kopiejke tak jak modne
a jak skończył powiedział"Ubierz się" i podle
rzucił jej 100 złotych na odchodne
morał? jak chcesz kurwo takich monet to mów
bo to Twój ostatni moment
taaa to Twój ostatni moment
ZIP Skład 2006, Mixtape Prosto, Deszczu Strugi, Sokół
Co to za imię Glorię jest w ogóle?
Chyba pseudonim z agentury
Elo, Gloria to znaczy chwała
(Juras)
Ostatni moment zamykasz drzwi
gdy bliski człowiek z miłości drwi
jak dupa, która niby ma intencje szczere
a za plecami rucha sie z frajerem
jak wredna kurwa zdracja ideałów
co udaje kumpla, a wpierdala Cię po mału
to koniec, niech odbija w swoją stronę
bo to jest już ostatni moment
Sródmieście Południe elo, Juras, WSP, Sokół
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo