Popularne piosenki. Polski Hip Hop

A pa pa ra ra
Pa pa ra ra yhym...
A pa pa ra ra
Pa pa ra ra
A pa pa ra ra
Pa pa ra ra yhym

A tyle dźwięków, tyle słów
Zamieniam Cię w słuch, odpowiadasz:
Mów do mnie mów,
Mów do mnie mów.
Pozbieranych przez tyle lat,
By wszystkie je Tobie dać
Mów do mnie mów,
Mów do mnie mów.
I bit, który wybija rytm
Czaruje, pływa trudno rozstać się z nim
Mów do mnie mów,
Mów do mnie mów.
I słowa tworzą misternie polepiony rym
Pływają, czarują trudno rozstać się z nim
Mów do mnie mów,
Mów do mnie mów.

F.I.S.Z. nadciąga jak huragan jak deszcz,
Co obmywa nas z brudów i łez.
F.I.S.Z. nadciąga jak huragan jak deszcz,
Bo przykazano mu solidną nieść treść.
F.I.S.Z. nadciąga jak huragan jak deszcz,
Co obmywa nas z brudów i łez.
F.I.S.Z. nadciąga jak huragan jak deszcz,
Bo przykazano mu solidną nieść treść.
Aha, aha

Mikrofon przede mną, a ja nie mam leku czy tremy,
Bo solidną treść, treść wam niesiemy,
Nie pouczam, nie próbuje nawracać na słuszną drogę,
Spisuję jedynie obserwacje, a czas pokaże, kto tu ma rację,
Choć stąpam twardo po ziemi, jestem raczej optymistą,
Wierzę, że wszystko się na dobre zmieni, odmieni się,
Otwieram się przed wami, bo nie mam nic do ukrycia,
Więc wylewam na papier obserwacje,
Wiem, że tak łatwo o banał, walczę z banałem,
Lecz jestem człowiekiem, czekam na doświadczenie,
Które przychodzi wraz z wiekiem,
Jak ten wiatr - huragan robię trochę zamieszania,
Lecz stoję skromnie z boku i robię swoje,
Nie czekam na wasz dowód uznania.
Krytyk muzyczny to bardzo brzydki zawód,
Takie ocenianie i za to płacą,
A Ty, kim jesteś by oceniać mnie,
Nie chcę byś rozumiał mnie źle, lecz nie rozumiem,
Wystawiasz gwiazdki jak nauczyciel w szkole pały,
Chcesz by każdy czuł się przy Tobie taki mały,
Lecz nie ja, F.I.S.Z. lecz nie ja, F.I.S.Z lecz nie ja aha

F.I.S.Z. nadciąga jak huragan jak deszcz,
Co obmywa nas z brudów i łez.
F.I.S.Z. nadciąga jak huragan jak deszcz,
Bo przykazano mu solidną nieść treść.
F.I.S.Z. nadciąga jak huragan jak deszcz,
Co obmywa nas z brudów i łez... aha
F.I.S.Z. nadciąga jak huragan jak deszcz,
Bo przykazano mu solidną nieść treść... właśnie tak
Posłuchaj zapętlony dźwięk, który wibruje,
Który rozbuja mnie, odpowiadasz:
Mów do mnie mów,
Mów do mnie mów.
I wszystkie myśli, które zaśmiecają ciężki łeb,
Ulatują uwolnione ponad dach... ponad dach... Mów do mnie mów,
Mów do mnie mów ... aha.
Gdy wstaje póznym rankiem
Przywitam sie z śniadankiem będąc w poziomie
Słysząc dobry bicik w magnetofonie
Zacieram dłonie oto idzie fajny dzionek
Nie będzie dzisiaj żadnych dzikich świń skarbonek
Sprawdzam szufladkę tam baciki już skręcone
Widze gałeczkę oto idzie w moją strone
Zrobić coś jeszcze dzięki wszystko już zrobione
Teraz jest czas na spotkanie z mikrofonem
Skleić dobry bit przed obiadem
Potem wbić się do fury razem ze składem
Skapa
Jest JOKA obecny
Zakręcajmy zabakajmy potem dalej lećmy
Jest tyle chat dziś do odwiedzenia
Nie jeden bat dziś do wypalenia
Jest tyle płyt dziś do przesłuchania
I tyle świń dziś do stagowania
Bądzmy szczerzy mikrofon leży w kącie koło wieży
Ja go uruchomie lubie wisieć na mikrofonie
Skoro wisze nie utone
Więc pontonem nie popłyne
Wole z dymem
Co ty robisz?
Wale rymy wale niebywale
Podoba sie to
Podoba sie wcale
Jedni spoko drudzy mają żale ale
Jedno i drugie robie stale dalej
Kolega z osiedla lubi jezdzićna rowerze
Ja wierze od czasu do czasu mnie też to bierze
Wtedy jeżdże - przejebane mają ludzie na spacerze
Gdy wypadam z kumplami i mieszkam na kwaterze
Zielone pale, rymy składam w dobrej atmosferze
Gadam, gadam, gadam o deserze
Lecą bity w komputerze niezależne
Jak w pokerze, ful tak ful rymów jest u mnie szczerze
(puszczanie dymu)
No a jak przecierz Dab o tym mówie cały czas
Ej ej Dab! Ej nie rób scen
Jak ty mnie słuchasz?

Ref:
Ja się wcale nie chwale poprostu mam talent
A co ty robisz?
Pale
Ja się wcale nie chwale poprostu mam talent
Dab co ty robisz?
Rymy wale niebywale
A co ty robisz
(zielone) Pale
Rymy wale niebywale
(zielone) Pale
Bo do tego mam talent

Co ja robie?
Co ja robie niebywale
Ja pale , ja rymy wale na wysoką skale
Nie tańcze breka tańczy mój kumpel pare bloków dalej
Podkłady na TeDekach (jeden mach, drugi mach)
Kartka na mnie czeka to dobry znak
Bat (bat) Bata
Tak tak
Potem od lat wprowadzam nowy ład
Słysze jakiś podkład
Słysze go z okna
Jest całkiem OKa spróbuje się dopchać
Zaraził mnie tak jak angina ropna
Różnica drobna angina jest okropna
Ja Joka widze wrzuty na moich blokach
Ja to kocham ale farba mnie nie kocha
Nie zaczynam to nie moja dziedzina
Pale, rymy wale niebywale i sie wspinam
Ref.
(DKA), DKA.
Więc urodziłem się po ciężkich bojach jakoś,
mama dała rade, a ja jej dałem radość.
Był to rok zimny ‘81, ktoś powiedział, że będzie kiedyś lepszy.
Potem przyszedł rok tamten spędzony w wojsku,
mama sama z dwójką dzieci na karku dwóch smarków,
parę lat później życie nabrało kształtów, ludzie do siebie nabrali dystansu,
los chciał że chodziłem do szkół dwóch, rano pierwsza, później uczyłem się nut,
odkrywałem świat muzyki i harmonii brzmień, wszystko inne wtedy poszło w cień.
Opisy, koncerty, muzyczne elementy, przyjemność czasem, czasem też zakręty,
fajne to czasy były aż łza się kręci w oku,
ty te dźwięki z klarnetu wypełniały pokój.
Potem szkoła muzyczna drugi stopień, tam już nie było tak beztrosko było gorzej,
zabili we mnie miłość do klasyki, kto lepszy kto gorszy wypadł,
tyle pozostało z mej muzyki.

I tak lata szły, ja to mam we krwi, pozostawię sobie pomnik tutaj.
Możesz nie chcieć tutaj wrzeszczeć pozostawię sobie pomnik tutaj.

Rzuciłem muzykę chwyciłem się za sport, nie wiem jakoś wyszło znowu działał los,
czy w tył czy w przód postawiłem na przyszłość, w jej rękach było to co przyszło.
Mama w szmateksie znalazła pierwszą parę kolców, cieszyłem się jak dziecko,
nie chciałem tego popsuć, od mistrzostw szkoły do mistrzostw świata,
kij wszystko strzelił bo tam też mieszał szatan.
Byłem nie ważny w tym gąszczu ważnych, którzy każdy sukces odwrócili w miazgi,
to nie koniec lecz dopiero początek, bo pokazało to że plusy są też.
Dostałem szansę chwyciłem w garść ją, spakowałem torbę studia powiązałem z pasją,
Tysiące mil od domu każdy dzień jak horror, tyle razy myślałem by zacząć to na nowo,
ale poddać się to jak zabić siebie, to jak marsz weselny grać na swym pogrzebie,
więc walczyłem dalej, zacząłem pisać wiersze, tak te teksty to pamiętnik życia w stresie.
Mimo ludzkiej głupoty tak teraz mam co chciałem, pełen dumy kolej rzeczy jednak
przyniosła plusy, Bóg dał mi jeszcze do tego wszystkiego kompana mojej duszy.
Ten Anioł to człowiek, ten człowiek to Anioł pomaga mi w życiu więc modlę się za nią,
za rodziców za ludzi trzeba myśleć o nich, przez to wszystko stawiam sobie pomnik.

I tak lata szły, ja to mam we krwi, pozostawię sobie pomnik tutaj.
Możesz nie chcieć tutaj wrzeszczeć pozostawię sobie pomnik tutaj. /x2

(DKA)
To rapgra człowiek
Przypominam rapgra

[Vienio]
To rapgra człowiek więc nie drażnij moich nerwów
Już za pierwszym razem nie odbierzesz moich serwów
Celność i bezbłędność tak jak armaty Serbów
Stop! Jestem za szybki byś zrozumiał gry reguły
Obycie rośnie powoli tak jak na siłce muskuły
To ze środka molekuły szansa ty wiesz z kim zagrać seta
Kawałki nic innego jak uliczna gazeta
Wyluzuj to nie meta długi dystans
Profesjonalista zawsze wpada w trans
Znajdź miedzy siłą balans
Rapgra
Licz się z tym że nie każdy bije brawo
Ze sportową postawą wyjdziesz z potyczki bezkrwawo
U swoich kompromis to przecież żadna krzywda
Bo konstruktywna krytyka prawie zawsze się przyda
Zawsze i na wieki to liryczny fenomen
Oto słowa mesjasza amen amen amen amen amen amen

Ewenement i uliczny rap ex aequo
Piszesz sie na to Vieniu? Proste
Słowo się rzekło
Ewenement uliczny rap ex aequo
Piszesz się na to Włodi? Proste
Słowo się rzekło

[Włodi]
Z okrzykiem zwycięstwa Ave
Na betonową murawę
Wchodzę za sobą mam Warszawę
Pierwszy krok był a teraz biegnę
Ślad się zmył a ja działam przebiegle
Wedle własnych reguł idziemy w bój
Tej ekipie nieobcy ból
Umarł król niech żyje król
Nie wchodzi w rachubę porażka
Idąc na zgubę i na wszystko zważka
Nieśmiertelną chlubę dla mojej drużyny
Przyniosę jak głowy tych co nienawidzimy
Smak zwycięstwa skrętem ochrzcimy
Potem wykpimy lamusów to zły(?) rywale
Na starcie myślą już o piedestale
Z taką postawą nie mają szans wcale
Mówią że z chłopakami niższe morale
A ja własną krwią sztandar ocalę
I wezmę nagrodę bo człowiekiem jestem
To rapgra i pogoń za szelestem
Dla innych przestępstwem dla mnie naturalna
Jak nawinął Mor WA legalnie-nielegalna
Przypominam rapgra niekonwencjonalna
Zagrywka sędziów straszy
Czy rap tu wystarczy?
Nie? Wrócę na tarczy
Wrócę na tarczy

Ewenement i uliczny rap ex aequo
Piszesz sie na to Vieniu? Proste
Słowo się rzekło
Ewenement uliczny rap ex aequo
Piszesz się na to Włodi? Proste
Słowo się rzekło

[Vienio]
Specjaliści od promocji najlepsi znawcy rapu
Super doradcy w sprawach pierwszego etapu
Śmieszne są dla mnie wasze teorie
Bo traktujecie naszą kulturę jak szczeniacką euforię
To nie wasze historie więc precz
Sięgam pamięcią pół roku wstecz
To rzecz o niespełnionych obietnicach
Przekroczonych granicach
Ty jesteś przecież osobą o dwóch obliczach
Co? Co? Milczysz. Twoja robota to jest partactwo
Mój talent traktujecie tak jak sposób na bogactwo
Nie wierzę ci że chciałeś zrobić dokładnie starannie
Patrz mi prosto w oczy ty clownie! (pajacu)
Za chwilę się okaże komu włos z głowy spadnie
Ta rapgra zanadto jest ważna dla mnie
Żebyś mógł w niej oszukiwać i łżeć jak pies
Ty wiesz (?) gdzie twoje miejsce jest

Ewenement i uliczny rap ex aequo
Piszesz sie na to Vieniu? Proste
Słowo się rzekło
Ewenement uliczny rap ex aequo
Piszesz się na to Włodi? Proste
Słowo się rzekło
Nigdy kiedy piszę nie zastanawiam się co chcesz usłyszeć
Nigdy kiedy piszę nie zastanawiam się co chcesz usłyszeć
Nigdy kiedy piszę nie zastanawiam się co chcesz usłyszeć

[zwrotka angielska]

Nigdy kiedy piszę nie zastanawiam się co chcesz usłyszeć
Nigdy kiedy piszę nie zastanawiam się co chcesz usłyszeć
Nigdy kiedy piszę nie zastanawiam się co chcesz usłyszeć

Już nie śpię od tygodni, muszę udawać ziom
Że jest kurwa sympatycznie jak mnie napierdala ząb
Już nie śpię od tygodni, jak na ironię mam to
Jebany stan zapalny i mordę jak żelazko
Daj mi lekarstwo, mus prosi o Ketanol
Chciałbym dziś zasnąć, otworzyć oczy rano

Co ty, amok już mi zabrał kontrolę nad sobą
Nie mów mi o dentyście od konsolet i jak robot
Zjadłem w szkole ten owoc i mam teraz w chuj fobię
Szkoda, że mi nie pomoże żaden Theraflu w torbie
Zabieraj ten szrot, ty kurwa wiesz ej co dobre
Daj mi siekierę, nóż, a odetnę se mordę
To ból gorszy od pałowania psów
Jak masz tu morfinę to zamawiam dla dwóch
I chuj, że to ściema, ale tekst przećwiczę
Nigdy kiedy piszę nie zastanawiam się co chcesz usłyszeć

Nigdy kiedy piszę nie zastanawiam się co chcesz usłyszeć
Nigdy kiedy piszę nie zastanawiam się co chcesz usłyszeć
Nigdy kiedy piszę nie zastanawiam się co chcesz usłyszeć

[zwrotka angielska]
To wtedy kiedy wiara spotyka klęskę.
Nadzieja mija sukces raj znajdziesz w piekle.
Uśmiech to marazm i...I nie jest wieczny.
Brak snu to kara za to jacy jesteśmy. x2

[Komar]
Noc jest za krótka tak by uspokoić nerwy,
Nawet szlug o 3 rano nie rozwiąże twe problemy.
Mimo wszystko to co ocieramy sobą,
już nie zmieni nasze życie tak by móc zacząć na nowo.
Jedno słowo 'kocham' może znaczyć wiele,
dla twych bliskich i dziewczyny czy rodziny, przyjaciele.
Słowa szczere zawsze będę pod wrażeniem,
I obrałem swoją drogę, sam nie mogę i nie zmienię.
Szare cienie pod tym oświetleniem świateł,
w nich zapomnieć chwile przykre jak to co nie było łatwe.
Twarze martwe, które spotykam na co dzień,
Fałsz wbija to, to ostrze tak byś nie mógł już zapomnieć.
Chwile wspomnień zaciskają pięści obie,
by w tej walce bohatera znaleźć tylko w samym sobie.
To o Tobie, wiem że ciężko jest to przeżyć,
jednak to co niszczy wiarę zmusza nas by w coś uwierzyć.

To wtedy kiedy wiara spotyka klęskę.
Nadzieja mija sukces raj znajdziesz w piekle.
Uśmiech to marazm i...I nie jest wieczny.
Brak snu to kara za to jacy jesteśmy. x2

[Jopel]
Wiem, że mogę kiedyś już byłem tak blisko,
miałem obraną drogę, doborowe towarzystwo.
Tak wyszło mam dość o tym pisania,
o tym, że zjebałem wszystko, słuchałeś do wyrzygania.
Chce się poprawiać a nie wciąż o tym pierdolić,
zamiast dziewczynę zdradzać, chcę z nią wychodzić w wieczór.
Mam dosyć chlania, chcę napisać trochę wersów,
przystanąć w miejscu, zastanowić się na chwile.
Bo po co żyję, trzeba rozgraniczyć życie,
bo nie ma nic dobrego z takiego na kredycie.
Słyszeć na bicie swoje liryczne 'ja',
Po innych widzę, czego bym nie widział w snach.
A nawet jak przyjdzie mi się z prawdą zmierzyć,
wtedy nie będę sam bo mam za sobą plecy.
Są nimi doświadczenia, na fundamentach przeżyć,
Choć życie to choroba, nie chcę się na nią leczyć.!

To wtedy kiedy wiara spotyka klęskę.
Nadzieja mija sukces, raj znajdziesz w piekle.
Uśmiech to marazm i...I nie jest wieczny.
Brak snu to kara za to jacy jesteśmy. x2
[KAER]
Każdy uścisk dłoni kryje w sobie zawiść,
Twarzą w twarz z nami, jednak nami gardzisz,
Przetarg na życie, windykacja szczęścia,
Twardo w betonie stoję, nie zamienię miejsca...

Nie zamienię miejsca.

(Aha... Sprawdź...)
Wolę błysnąć sam, niż być jak Stoiczkow,
Wózek pchamy jak Syzyf, głaz, stromą uliczką,
Serce gna, nigdy nie da mu zniknąć,
Bije w nas echo dnia, gdy koniec blisko,
Pieprzę tych, co wokół znak uznają za wyższość,
Bez smaku trwać, uczucia pogrzebać dla zysków,
Szkoda słów, dziś wybrałem inną drogę,
W kraju, gdzie marzenia niegdyś były zabronione,
Żyję wciąż, potrafię temu stawić czoło,
Choć z roku na rok coraz bardziej hard core'owo,
Gdzie cały profit zgarnia bezlitosny Moloch,
Nowy wiek, obudź się, wyjdź z letargu, żyj na nowo,
Walczę o swoje, pieprzę życie z lumpeksu,
Z kim, o co gram, to nie wybór testu,
Wygra lepszy,
Co zrobić, gdy przeciwnik nie zna reguł,
Spuścisz głowę, zajmiesz miejsce w drugim szeregu,
Wątpię...

[KAER & ELDO]
Każdy uścisk dłoni kryje w sobie zawiść,
Twarzą w twarz z nami, jednak nami gardzisz,
Przetarg na życie, windykacja szczęścia,
Twardo w betonie stoję, nie zamienię miejsca,
Tu nasze podwórko, ziom za ziomem stanie,
Krzyknę głośniej, gdy założą mi kaganiec,
Sztuczna oprawa, świat z lumpeksu nie dla mnie,
Bo tylko rap bez ściemy da prawdy gwarancję,
Tylko rap bez ściemy, tylko rapem żyć chcemy,
Rap bez ściemy, tylko rapem żyć chcemy,
Rap bez ściemy, tylko rapem żyć chcemy...

[ELDO]
Nigdzie nie odszedłem, więc to nie żaden powrót,
Robię swoje, jak Common w 2006 roku,
Dotrzymasz kroku?
Słuchawki i , klik, czarne noce, B-bletki,
Tak kradnę dni, i życie pędzi,
Gra się nie zmienia bo ja jestem ten sam,
Życie zachęca, by łatwego wziąć kęsa,
Ręka dotyka serca w imię Boga, i pamiętam,
Na drodze ku przeznaczeniu które gdzieś tam czeka,
Myśleć co mi wolno, bo mogę wszystko,
Zwariować dla oklasków lub przegrać wszystko,
Eldo w studio, nad kartką lub w trasie,
Eldo co w bluzie 5G pali 5g w hotelu na tarasie,
Wątpisz? Uda się,
Szczekasz? Buda psie,
Eldo, Juzek, Dany Drumz, światła miasta wciąż świecą się,
Rap trwa, szacunek ludzi, nie sława,
Nasz rap, Kaer, Eldo Grammatik Warszawa...

(Aha... Kaer... Kto jeszcze..?
Eldo... Grammatik, Świat z Lumpexu,
Sprawdź to, chłopak...)
Czy znasz taka krainę bez slangu osiedli
Force one'ów, dunków, jordanów, new ery
Bez mic'ów, DJ'i, vestax'ów i sceny, szuwaksu
Co zmienić może nastrój w poezji?
Nie ma tu tekstów
, ni zwrotek i wersów
Nie ma projektów, od plotek szyderców
Bez producentów, MPC, sampli, innego sprzętu
Bez raperów z LA, brytyjskiego akcentu
Super stary dres, tego tu raczej nie ma
Nie znajdziesz tu łańcucha ze znakiem Volkswagena
Tego nikt tobie nie sprzeda, się nie da - zapomnij
Nie ma Rolex'ów o cenach zawrotnych

Nie ma emocji przy bitwach b-boy'i
Nie gra tu żaden chyba bit dla łakomych
Nie ma swingu, rymów, rytmu
Jak i szokujących ludzi w świeżym stylu pomysłów
Bez bagi jeansów, graffiti na PKP
Beat-box'ów, gdzie bębny łączą skills'y z tematem
Odczuwasz stratę? Ty z tego piekła ratuj
Ten świat by był dziwny gdyby nie było rapu

Czy znasz taką krainę, gdzie nie ma zła i dobra
Nie nazwałbyś odjazdem to co byś tutaj spotkał
Nie ważne, rozpoznasz to po oczach bynajmniej
I nie wiem jakbyś chciał u nas złota nie znajdziesz
Nie ma prezydentów tu, nie czai się żaden w powietrzu wróg
Nie znany jest tu głód, choć też nie perfum smród
Inteligentów chłód, bez samolotów, aut, znaczy jebanych czterech kół
Nie ma tu bloków, kamienic, podwórek
Tanich dziwek za wino i agresji, uwierz
Nie ma klubów zajebanych neonami
A w nich nie ma już Ken'ów i niedoruchanych Barbie
Nie ma kłamstwa i prawdy, morderstw i narodzin
Nie ma chamstwa, pogardy, jak i odstępstw w przyrodzie
Nie znajdziesz tu sejmu czy senatu, tym się nie przejmuj brachu
Nie ma projektów bogatych biedaków
Kumatych prostaków, mądrali, idiotów
Nie ma kontrastu z Taj Mahali do squat'ów
Nie brak ci bloków, czy prawilnych wariatów
Kto o tym by wspominał gdyby nie było rapu

Odnajdź to, brat, wewnętrzną siłę

Tak by iść przez życie jak nasi rodzice
Patrz, te same ulice, na nich znajome mordy
Bałuckie okolice, mam braci, jestem spokojny
Gdzie biegniesz? tam gdzie hajs i przepych?
Już na pierwszym demo mówiłem - nie bądź ślepy
Weź zadbaj o swe dzieci, prezent ich nie wychowa
Za późno będzie jak poleci w melanż, wódę, towar
Ten świat jest nasz, o niego zadbaj
Posegreguj śmieci i biednych podokarmiaj
Jak tego nie ogarniasz to czas wziąć się w garść
Gdzie się podziejesz wariat jak rozjebiesz ten świat
Mamy tą wolność w nas i mamy siebie
Moja kobieta, ja, rodzina, przyjaciele
Kiedyś u nieba bram staniemy, mocno w to wierzę
Prosto przed siebie, bez lipy i uprzedzeń

[x2]
Mamy tą wolność w nas, cały świat
Jak i czas za ten rap
Jedna miłość, jeden cel, miasto, kraj
Tutaj bogactwem jest ten naturalny haj

Daj mi ten bit, a z nim odpłynę
Nasze życie, nasz film, chwila prawdy w tym kinie
Ja nie widzę w nas nic, cię ten zaszczyt ominie
Bycia wyżej niż dziś każdy brat być powinien
Odnajdź w tym sens, kochamy mieć (milion)
Kochamy seks (z biblią) wciąganych krech (ilość)
Wciąż mamy gdzieś (pijąc) co z nami jest (bilon)
Kochamy stres żyjąc chwilą bez imion
Czy tak ma tu być? proszę odpowiedz
Czy musi naszym dzieciom chodzić proszek po głowie
W tej epoce to człowiek znaczy mniej niż kołek
Co całe życie jeździ, pieprzy i pierdzi w stołek
Nie chcę tak żyć, weź to rozgłoś
A tych frajerów wypierdoliłbym na pewno w kosmos
Niejedną zwrotką płynie frustracja z bloków
Brat tu nie potrzeba nam w tych miastach proroków
Ref. (x2)
Ulice - piekło,
tu spadasz na dno.
A ja wiem jedno,
że to jest nasz dom

[Kajman]
Dzieci. Godzinami bawią się w podchody z psami,
już nie jeżdżą na rowerach lecz jumanymi furami.
Chcą być rycerzami nocy, ale nie Robinami
nie chcą być parobkami za tysiąc złoty z groszami.
Dzieci, ej czy mam ich winić?
Że w TV widzą piękną przez które, są bardziej chciwi?
Ich matki nie mają na opłaty, w serialach koją stres,
a dzieciaki co noc gdzieś przelewają swoją krew.
Podobno ten co nie miał chce dwa razy bardziej,
one widzą w tym rzemiosło, chcą Iphone'a na kartę,
najnowsze kolekcje Tomiego, tatuaże.
Te dzieciaki myślą prosto, idą za złym przykładem.
Jestem dowodem, że nie zawsze
identyfikuję się z tym miastem, gdzie masa kasy pragnie,
gdzie dzieciaki sprowadzają na parter.
Reguły są takie: dawaj hajs, ja schowam kastet.

Ref. (x2)
Ulice - piekło,
tu spadasz na dno.
A ja wiem jedno,
że to jest nasz dom

[Kaczor]
To dzieci tych metropolii w niewoli agresji i zła,
żyją jakby miało nie być jutrzejszego dnia.
Przedstawienie - gra trwa. Życie losy gmatwa, niełatwa
jest egzystencja w klatkach, betonowych matniach.
To galimatias, widzę go co dnia.
Tu litość nie jest modna, litość to zbrodnia mówi napis na murze.
Jak wilk w owczej skórze czai się gdzieś nadzieja na zmiany.
Czy potrwa to dłużej, czy też naszym potomkom coś damy?
Tą lepszą przyszłość? W tunelu światło,
by kilkuletnie dziecko nie szło za w sztok pijaną matką.
Szok tą gadką wzbudzę. Nie niestety, choć chciałbym,
już dawno się nie łudzę, widzę czarno białe barwy.
Jest jeszcze czerwień - kolor przemocy i walki.
Dzieciaki mrocznych podwórek żyjących, lecz jakby martwi.
Martwisz się tą sytuacją? Czy przymykasz oczy?
Ulica ma ścieżki, po których sam diabeł kroczy, skurwysynu.

Ref. (x2)
Ulice - piekło,
tu spadasz na dno.
A ja wiem jedno,
że to jest nasz dom

[Paluch]
Nie mają na to wpływu, w której rodzinie się rodzą,
choć nie ma lekko, z dumą mówią skąd pochodzą
bez narzekania, oni nie czują się lepsi,
choć pierwsze w życiu kroki stawiali przez pinezki.
Musieli być dorośli w wieku kilkunastu lat,
dla nich to rzeczywistość, a dla Ciebie straszny świat.
Nie chcą wiele jeść, pić i przeżyć,
a z drugiej strony krzywdzone hajsem bananowe dzieci
z prywatnych szkół i z osiedli strzeżonych
produkty swoich starych wyobraźni pozbawionych.
Bękarty hajsu znają życie tylko z książek,
chcą mieć, brać i kupować, wydawać forsę.
Kto ma lepiej? Jako widz temat oceń.
I gdzie byłeś ty jako mały chłopiec?
Sam jestem ojcem i wiem kurwa jedno
wartości nie kupisz nawet najdroższą monetą.

Niełatwa jest egzystencja

Ulice - piekło,
tu spadasz na dno.
A ja wiem jedno,
że to jest nasz dom
Ja skonczyłem podstawowke za to ty jesteś po studiach
i chciałbys mi dorownac wyzywajac mnie od durnia
w Gdyni na Bruku pilem wode nie na smutno
z Ostaszem co cie ruchał wiec nazwe cie kurwą
twoj kontrakt z TVN to przypadek banalny
zapamietaj odstąpiłem tobie role w Kryminalnych
wiec nie pusz sie zbytnio ze pracujesz w tej stacji
bo to ja dalem ci fuche wiec Pede ryj zamknij
banan to banan wiec lamusie przestań śmieszyc
twoja pokojowka mowi: panicz Jacek zaraz zejdzie
chcialem napisac ci eske swiadomie nie po omacku
w T9 wyszło KABLU gdy chcialem napisac JACKU
spoleczniaku szczeniaczku wnet poczujesz sie super
gdy moi psychofani z tuningują ci dupe
czy kiedyś dzwonil do nas? o raz telefonował
że jest u nas w miescie pytał gdzie kupic towar

ref:
Juz sie rozbił o kant dupy spadajaca gwiazda Tede
kto go wykonczył? typ spod ciemnej gwiazdy nie wiesz
nie od dzis polski hip hop zna zasady wie jak karac
takich typow jak Tede ktory wciaz sie przypierdala
Zmieniam oblicze hip hopu twoja Epka jest wadliwa
jak ty twoja ksywa i geba twa parszywa
jesteś tylko głupią krową co prowadzam za łancuch
to ja poznanski pitbull twoj pech że nie w kagancu


Szydzisz z miłosci zazdroscisz weź possij
super beemka przedluzeniem twej meskosci
twe przydupasy bez kasy graja te trasy
wez o nich zadbaj wtedy bedziesz coś znaczył
tak nie mam prawka wiem zapierdalam z buta
po ulicach Emokah nikt nie pruje sie tutaj
bo to dla nich ta nuta bo Mokotow dzis ze mna
bo wstyd im za ciebie i znow wyłapiesz wpierdol
w Toruniu Teduniu koluniu cwierkałes
jako jedyny z Warszawy do nas sie nie pucowałes
by grac w naszym miescie ześ szuja pojałem
jak smiałes sie ze mną z marzanny z Sokołem
numerujesz albumy jak Jigga wiec sie pozygam
jesteś pizdzielcem bo sie Tede nazywasz
jak Jay-z brzydki to jedyna spojnosc chłopcze
tylko [?] Beyonce Psycho Stach i na tym skoncze

ref:
Juz sie rozbił o kant dupy spadajaca gwiazda Tede
kto go wykonczył? typ spod ciemnej gwiazdy nie wiesz
nie od dzis polski hip hop zna zasady wie jak karac
takich typow jak Tede ktory wciaz sie przypierdala
Zmieniam oblicze hip hopu twoja Epka jest wadliwa
jak ty twoja ksywa i geba twa parszywa
jesteś tylko głupią krową co prowadzam za łancuch
to ja poznanski pitbull twoj pech że nie w kagancu

Przesluchales moją plyte a ja twojej dupo zadnej
bo od zawsze twoja tworczosc brałem pol serio poł zartem
do domu z całej Polsce Ryszard ma drzwi otwarte
ty masz szlaban na rewirach nawet gdy masz mediow wsparcie
jestes artysta jakich mało na tej scenie
jesteś swym cieniem boli niezrozumienie
nagana za naganą od twych fanow no i w pyte
w koncu po tylu latach dostaniesz te złotą plyte
ja szczery mam ze cztery i dorzucam platyne
ty mozesz pomarzyc o tej jednej jedynej
bo to pierwsza i ostatnia taka szansa skurwysynie
by moim kosztem zdobyc ten cenny kruszec winien
sie wkurwił wydurnił jest nikim niedobry
fleja o kształtach obłych dzis peja cie skonczył
tys krol parkietu tys gwiazda z fantazja
za hajs bys sie przespal najpewniej z każda
lecz nie kazda gustuje w takich jak ty rzecz przykra
dla ciebie celebrytka do pary to bedzie Frytka

ref:
Juz sie rozbił o kant dupy spadajaca gwiazda Tede
kto go wykonczył? typ spod ciemnej gwiazdy nie wiesz
nie od dzis polski hip hop zna zasady wie jak karac
takich typow jak Tede ktory wciaz sie przypierdala
Zmieniam oblicze hip hopu twoja Epka jest wadliwa
jak ty twoja ksywa i geba twa parszywa
jesteś tylko głupią krową co prowadzam za łancuch
to ja poznanski pitbull twoj pech że nie w kagancu

Na luzie i na spince moge nagrac i cie niszcze
bo na twą ekipe gwizdze poznasz moją i tak myśle
że chetnie bym wjechał tej pizdzie na koncert
odebrał reszte fanow godnosc zdrowie i pieniadze
tylko jest jedno ale twa trasa niewypałem
gdybym wbiegł na przypale wcisniesz czerwony alert
wtedy kumple ze stacji ci pomga z tym skandalem
wrzuca filmu z telefonow do newsow i mam przesrane
ja bede mial sprawe ito wylacznie moaj sprawa
Tede swiadkiem oskarzenia jak ten oskarzyciel gadam
i jebac tego gada bo gdy dojebią cie z gunem
to bez wahania wydasz od kogo masz to chamie
pedał jak chuj bez dwoch zdan jestes scierwem
przerobie twoje tłuste dupsko na miesna konserwe
dla psow rzecz jasna rap grany w polskich miastach
spotkasz Tedego to te kurwe potrzaskaj
Jakiś czas temu dwa lata katalizatorem strata
Odnaleziona rzecz poszukiwana prawda
Od dawna historia prosta uliczne życie
I miłość do poezji budującej słów liryke
Realizacja marzeń to co słyszysz to
Te pare prostych rzeczy a w moim życiu wszystko
Bóg hip-hop kumple potrzeba szczęścia
Szukania dobrych rzeczy spoko i upragnienia
Od lat się nie zmienia jak skała trwa
To spiżowy pomnik i twórczość autentyczna
Uliczna lecz bez sprzecznie głębia liryczna
Wizja obrazów plastyczna
Pytają ile procent
O czym plotę
Przedstawiam myśli istotę
Wśród tandetnych lśnić jak diament z podniesionym czołem
Moja historia ogień płonie

(Jesteś prawym człowiekiem)
(Jesteś ty uważnie idąc za tymi słowami w głąb siebie)
(Odnajdziesz się wraz z sobą żywą nieśmiertelność)

Jesteś moim końcem i ciągle moim początkiem
Przynosisz smutek dnia i wieczoru myśli słodkie
Ciągle ty 24 365
Wieki planety i galaktyk ścieżki
Bez końca każdy oddech oddany tu
Sprawiający chwile życia i potęge moich słów
Mów a usłysze karz nigdy nie zawacham się
Odpowiedzialność potęga słów wypowiedzianych
Szczęście wyboru i szukanie równowagi
Jak jing jang pokój
Ten jedyny czysty dźwięk
Jak aksamitu dotyk i subtelny jego brzęk
Estetyka uliczna liryka poetyka
W ptasich skrzydłach i w bólu krzykach
W lirycznych uniesieniach w poezji euforii
W prawym życiu w mojej historii
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo