Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Ej, ej, po co ta histeria?
Potrzebna tu jak w telewizji serial!
Grzech, na co idzie Twa energia
Gniew - tak padają imperia

Eh, po co znowu taka lipa,
Ach ten gniew, to u nas rzecz pospolita
Pytasz "Skąd agresja? Czy mamy ją w nawykach
I czy wystarczy miejsca na trochę serca?" Czy tak?

Klikasz, prowadzisz dialog albo furę,
Coś nie styka i emocje biorą górę
Mógłbyś tego typa, co zawinił wziąć za bary,
W głowie honor lub talary, "kurwy" cisną się na wary

Stary - znasz Ty gest ten? To jest western,
Pewien jestem i spojrzenie jest pretekstem
Dobrze jest, men, Ci? Będzie gorzej
Trzeba chęci by przejść od słów na noże

Dobry Boże! Słodka matko!
Mów co chcesz, póki mówisz to nie hardkor,
Ej ziomie, sprawdź czy stoisz jeszcze w pionie,
Głowa płonie, mówię: koniec!

Ej yo brat, nie daj się emocjom tak ponieść
Flaga nienawiści nie może się tu podnieść
Walka ze złem trwa jak życiowa powieść
Wiemy to po sobie, rudeboy

Często bluźnię, żeby poczuć się trochę luźniej
Ale później z moim sumieniem bywa różnie
Gniew, rozładowanie i iskra
Zapalił się ogień, eksplozja była bliska

Puszczają mi nerwy od nadmiaru werwy
O szesnastej zaczyna się miejskie derby
Każdy jest głodny, a głodny jest zły
Gniew spowodował kolejne łzy

Przepraszam ilekroć przeklinam
Złe nawyki wychodzą ze mnie jak się spinam
Wszędzie stres sprawia, że człowiek tak przegina
Poszedł impuls, a za nim adrenalina

Niestety są ludzie gniewni
I bardzo często wydają się być niepewni, nawet krewni
Mogą w pełni nie zapewnić Ci, że się spełnisz,
A nienawiścią Twoją głowę zapełnić

Ej, ej, po co ta histeria?
Potrzebna tu jak w telewizji serial!
Grzech, na co idzie Twa energia
Gniew - tak padają imperia

Ej yo brat, nie daj się emocjom tak ponieść
Flaga nienawiści nie może się tu podnieść
Walka ze złem trwa jak życiowa powieść
Wiemy to po sobie, rudeboy

Impertynent, imperator czuje presję
Pod presją prezentuje swe koneksje
Koniec końców przyjdzie na to, że obrońców
Atakować będą w pełnym słońcu

Hurra! Jest kolejna awantura
Frustrat szura, a postura jak u szczura
Dobry ten, kto sam wywoła sztormy
Niepozorny też wyrabia normy formy

I jak tragarz każdy nosi gniewu bagaż
Kiedy biadasz, wcale sobie nie pomagasz
Stój z boku, nie rób żadnego kroku
Nie prowokuj, myślisz że będzie spokój?

Pewnie będzie, ale nie zanim kojfniesz
Póki co trącisz tym, czym nasiąkniesz
Przy czym przyczyn szukaj w przyczynach własnych,
W zdarzeniach zaszłych śladu protoplasty

Ej yo brat, nie daj się emocjom tak ponieść
Flaga nienawiści nie może się tu podnieść
Walka ze złem trwa jak życiowa powieść
Wiemy to po sobie, rudeboy
Ref:
Co się stało z tymi którzy byli przy moim boku?
Co się stało z nimi, dla nich łza w oku
Dla nich rap, ale teraz świat jest szybszy, bo
Pieniądz i czas to najwięksi terroryści ...

Co się stało z tymi którzy byli przy moim boku?!
Co się stało z nimi, dla nich łza w oku
Dla nich rap, ale dzisiaj hajs ważniejszy, bo
Pieniądz i czas to najwięksi terroryści ...

Nigdy nie myślałem że to kiedyś, któregoś z nas dotknie
Póki nie spotkałem zioma po detoksie
Stałem, patrzyłem pamiętałem jak był gościem
A on, heh, nie pamiętał mnie wcale co gorsze
Mówię, pamiętasz gnojka, który nie mógł się pozbierać
A on, załatw mi ćwiarę, teraz, proszę prężył się jak Banderas
Ja mówię idź mamie wyjeb w domu toster i spierdzielaj
Wiesz, tak wyglądają resztki starych towarzystw
Jedna laska była sex, teraz wiesz jak się prowadzi
Spójrz w kalendarz, patrz jak mija kolejny miesiąc
Non stop kolęda, to nie Gawęda dzieciom
To prawdziwe życie a nie koncert życzeń z Polsatu
To nazywam tym ukrytym w mieście krzykiem, chłopaku
Niektórzy z ziomów już mają dzieci, już nie ma rapu
Jest kołyska, wózek, becik
Pryskam na własne śmieci, ziomy własne ścieżki, domy
A jeden z was chce sprzedawać gdzieś gibony
Wciąż pełni obaw o przyszłe żony, hajsy
Na nowych drogach, lecz czy rap wystarczy?

Ref;

Co się stało z tymi którzy byli przy moim boku?
Co się stało z nimi, dla nich łza w oku
Dla nich rap, ale teraz świat jest szybszy, bo
Pieniądz i czas to najwięksi terroryści ...

Co się stało z tymi którzy byli przy moim boku?
Co się stało z nimi, dla nich łza w oku
Dla nich rap, ale dzisiaj hajs ważniejszy, bo
Pieniądz i czas to najwięksi terroryści ...
Mam swoje prawa,
nikt nie zabroni mi się zastanawiać,
co sprawia,
że ludzie nigdy nie przestaną kłamać menciu
Od alimentów rzędu pięciu stów
wiesz już chuj trafił, łatwowierców na ten cud.
Pod nogami lód cienki,
znów pierwsi ostatnich nie przestają męczyć,
a miało być na odwrót.
Co ty! Na ostrzu kopii
sprawy ujęte przez długopis
w dymie konopi odpalam myśl jak trotyl,
by ziścić to, co daje narkotyk,
indyjskich łodyg liści, motyw na boku brzytwy,
głupich i brzydkich,
dziś każdy taki tyrając non stop 12 za marne cztery paki.
Rząd chuja kładzie na tym rozumiem
to im jestem starszy dokładniej,
prawdziwa miłość tkwi w tym bagnie
tragedii jak Scarlet wierz mi chciałbym żeby ten świat był lepszy.

Kiedyś się obudzę i znikną problemy wiem to,
ciągłe wkurwianie stanie się legendą,
żyje nadzieją, że da się świat uleczyć,
czyli syf i ubóstwo witaj w 2003. [x2]

Dosyć bredni niby każdy król strategii,
jednych ratują wyjazdy na Berlin,
paradoks jak Manson i Merlin
czyli miasto i jego manewry
odczuwane jak po gumie pręgi,
full wolumen Enefis stoję w tłumie wśród tych,
których rozumiem, bez naciągania jak bumer,
marzysz o gumie w prostej skali inny
marzy by wyjarać tyle ile Tony Halik.
Mowie o życiu, po chuj mi Ferrari do klipu,
nie mam i nie chce nie śmierdzę szelestem jak Hollywood western,
to Hollyłódź regres, co zmusza do przestępstw,
nas za to nie wiń, wiń tych, co tu rządzą,
mam swoje prawa, prawa by zachować godność,
rap jest moją ripostą na to, co wkurwia,
problemów studnia, to nie kraina win jak Burgundia,
syf nam utrudnia do pierwszego dorównać,
dziwne? To biznes jak olimpiada w Sydney,
a ja na swoje wyjdę,
mam taką nadzieję mówisz nadzieja matką głupich cóż chyba nigdy nie zmądrzeje,
bo wciąż się łudzę, że wiem gdzie, co jest.

Kiedyś się obudzę i znikną problemy wiem to,
ciągłe wkurwianie stanie się legendą,
żyje nadzieją, że da się świat uleczyć,
czyli syf i ubóstwo witaj w 2003. [x2]

Kiedyś się obudzę i znikną problemy wiem to,
wiem to, wiem, wiem, wiem to
kiedyś się obudzę i znikną problemy wiem to,
wiem to, wiem, wiem, wiem to
ciągłe wkurwianie stanie się legendą,
wiem to, wiem to, wiem to, wiem to
ciągłe wkurwianie stanie się legendą
wiem to, wiem to, wiem to
Ref.
Firma, Firma uliczny HardCore, pamiętacie starą Firme ?
My robimy dalej swoje choć pogłoski chodzą dziwne
Tu w tym mieście pełnym szuj, z nową płytą idę w bój
Dalej tu o prawdę walczę chodź niektórym pęka gul

Pamiętacie starą Firmę ? Małolaci z doliny grali
Chcieliśmy cisnąc z kurestwem, nie by ludzie się nas bali
Przez tych co chcą być Bogami, jazda tu się robi chora
Ty pamiętasz HardCore dolina , nie żadna gangówa ani bandziora
System dalej jest skurwiały, dalej ludzi biednych w kurwe
Na zdrajców i chachmęciarzy w wyborach głosuje społeczeństwo durne
Więc powstań choćby ze zgliszczy, znajdź siłę która zło niszczy
Choć wokół lipa aż piszczy Firma naprawdę dobrze ci życzy
Dużo takich co od dawna naszych płyt w kółko słuchali
Teraz ci co na nich żerują z zawiści do nas beret im sprali
Czy pamiętasz pasje zasad, wieku, kultu, lat, młodości
Teraz wokół w chuj zepsucia z głupoty, biedy, (?) , zazdrości
Gdy przychodzą rozliczenia szybko się znajdują preteksty
Żeby ze swoich zrobić frajerów, cisną z wami teraz te teksty
Narkotyki psują młodzież, naszą młodzież polską, zdolną
Honor swój powoli tracą, robią to czego nie wolno

Firma x4
Krzyczcie z nami, łapcie przekaz
Uważajcie na tych co chcą kurwe zrobić tu z człowieka
Z dala od nich dla praw innych, dla prawdziwych naszych fanów
Bijcie z dala od tych dzbanów i wożących się bananów

Ref.
Firma, Firma uliczny HardCore, pamiętacie starą Firmę ?
My robimy dalej swoje choć pogłoski chodzą dziwne
Tu w tym mieście pełnym szuj, z nową płytą idę w bój
Dalej tu o prawdę walczę chodź niektórym pęka gul

Stara Firma - dobra Firma
Nowa Firma - dalej silna
10 lat Firmy rap i znów nowa kadencja
Bo my mamy potencjał, masę, siłę i męstwa
Bo to nowy etap, agresywna konwencja
Nie możemy już przestać, mordujemy kurestwa
To uliczny rap, to szczera prawda
Nie szpan, patologia, kult zbrodni i diabła
Mówimy o tym że system niszczy
Pozornym rozwojem tu żyją wyzyski
JP - Jestem Porządny i kropka !
Bez zasad parówo jebanie psów zostaw
Gnoje się wożą, JP bez podstaw
Niszczy was moja rymowana riposta

Jeśli jesteś jednym z ludzi, co zasady noszą w sercu
Nie daj zepsuć się tym czasom, nie zgub się w tym szumnym skercu
Nie daj sobą tu pomiatać, byś odwalał pracę brudną
Ja chce swym wyzwaniom sprostać, chociaż misję mamy trudną

Ref.
Firma, Firma uliczny HardCore, pamiętacie starą Firmę ?
My robimy dalej swoje choć pogłoski chodzą dziwne
Tu w tym mieście pełnym szuj, z nową płytą idę w bój
Dalej tu o prawdy walczę chodź niektórym pęka gul
Nie wystarczy się w*****ić i palnąć pięścią w stół
Nie wystarczy wypowiadać wściekle tysięcy słów
Nie wystarczy już obrać jednej z miliona dróg
Co będzie z naszym krajem wie tylko jeden - Bóg

Nie wystarczy się w*****ić i palnąć pięścią w stół
Nie wystarczy wypowiadać wściekle tysięcy słów
Nie wystarczy już obrać jednej z miliona dróg
Co będzie z naszym krajem wie tylko jeden - Bóg

Beznadzieja, znieczulica, brak perspektyw, zła ulica
W desperacji, na krawędzi, żyjąc w nędzy, o tym teksty
Wróg odwieczny, niebezpieczny, polityka, jej patenty
*****nięty ten kto myślał, że zgodzę się na to jak jest choćby w myślach

...Polska...system samowolka...
...niech każde polityczne kłamstwo zginie...
...wiesz co jest najgorsze?...
...w *****onej bezczynności się pogrążać...
...praw***** słowa muszą mieć pokrycie...
...sam już nie wiem co widzę, gdy na was patrzę debile...

Nie wystarczy się w*****ić i palnąć pięścią w stół
Nie wystarczy wypowiadać wściekle tysięcy słów
Nie wystarczy już obrać jednej z miliona dróg
Co będzie z naszym krajem wie tylko jeden - Bóg

Nie wystarczy się w*****ić i palnąć pięścią w stół
Nie wystarczy wypowiadać wściekle tysięcy słów
Nie wystarczy już obrać jednej z miliona dróg
Co będzie z naszym krajem wie tylko jeden - Bóg
Yoooł!
Tutaj pierwszy raz moje serce zabiło
tu pierwszy raz wypiłem pierwsze piwo
to pierwszy raz zasmakowałem miłość
to pierwszy raz płakałem za dziewczyną

to o Śląsku gdzie w bród kopalni
gdzie czarne złoto jest jak w górach halny
dla tej czarnej ziemi zrobił bym wszystko
to nie Polska żadna to Śląsk i to wszystko
to nie północ, zachód, wschód to południe
tu jest jak jest, ale to właśnie jest cudne
tutaj czuje, że żyję bo mam to w żyłach
to nie Warszawa gdzie sprawa (czasami?) się bywa
to jest ziemia o której nikt nie pamięta
oprócz nas mieszkańców to ziemia święta
po mimo dymu ta ziemia jest tak piękna
wyssali z niej wszystko ja to pamiętam

Ref:
Czy chcesz, czy nie ja będę krzyczał
ta ziemia jest święta Silesia wita
Silesia piękna, która chwyta za serce
poprostu się przypatrz x2

Możesz mówić co chcesz ja najlepiej wiem
czym jest ta ziemia, jak smakuje ten chleb
jestem hanys i za nic w świecie nie muszę się tym chwalić
nie lubię (?) polski i mamy to za nic
moje góry to hałdy ten stos kopalni
to mój krajobraz codziennej walki
koksownie, węgiel, sztolnie i szyby
kilometr pod ziemią ludzie wypruwają żyły
by żyło sie lepiej nie słuchaj już partii
one mają nas gdzieś widzą tylko hajsik
one mają swoje bajki a my jesteśmy hardzi
nasze problemy dla góry to wyssane żarty
nie raz tu byłem raz był wypad
ale będę tu wracał, bo to Silesia nie (?)
przywita mnie albo Ciebie ona nie pyta
zawsze jest gościnna, i tą gościnność chwytaj
Yoł!

Ref:
Czy chcesz czy nie ja będę krzyczał
ta ziemia jest święta Silesia wita
Silesia piękna, która chwyta za serce
poprostu się przypatrz x6
27 grudzień, dochodzi świt
W tłumie pijani ludzie, my pośród nich
Odnalazłaś mnie w tym tłumie nie mówiąc nic
Do dziś pojąć nie umiem dlaczego my
Świat nie zostawił złudzeń, nie mówię nic
Chciałbym powiedzieć, a w sumie nie mówię nic
Czas, by wskazówki zegara już dla nas zaczęły bić
Zatańcz ze mną jeszcze raz, jak wtedy, nie mówiąc nic

I chcę tylko z Tobą iść, jak wtedy, gdy było ciemno
Mógłby nie nadchodzić świt, byle byś była już ze mną
Grudniowy deszcz ze śniegiem sypał nam w oczy gęsto
Szliśmy piechotą do Ciebie, nie licząc się z całą resztą
Ukryte sny, nadałaś mym marzeniom tempo
Gdy mówiłaś wzrokiem swym - Tylko Ty - idę w to w ciemno
Wewnątrz, wiesz nie jestem zły z natury
Ale byłem różny będąc tylko człowiekiem z natury
Dla mnie zapach Twojej skóry, dużo więcej niż fetysz
Gdy twe ciało rozmawiało ze mną za pomocą dreszczy
Tak jak i moje, wierz mi, gdy szeptałaś me imię
Delikatnie i namiętnie, przygryzając małżowinę

Karol - chcę to jeszcze raz usłyszeć, potem niech wali się świat
Albo przeżyć jeszcze raz to co wtedy, tam w tym kinie
Tego nie zabiorą nam, nawet jeśli któreś zginie

Znam Cię na tyle, na tyle ile Ty mnie znasz
Chciałbym świat zostawić w tyle, by już nie przeszkadzał nam
Nawet jak w oczy wiatr, czy pod prąd, czy jakkolwiek
Razem jednością Ty i ja, a osobno dwojgiem
Słowa nie są istotne przy tym, przez co idziemy
Nasze drogi się nie przetną, one już się przecięły
Niebo płacze i jest ciemno, gehenną ulice
Idziesz na spacer ze mną? Spacer przez życie?
Łooho!
Paradamtatamtamtam

Ej, przy stole na kolacji rytuały
Ty ciągle mówisz: „Wracaj!”
Bo ja w głowie gdzieś hen daleko
Na spacer chodzę hen
Ty mówisz „Wracaj! Wracaj!”
Jestem miód, Pan Miód
Hrabia Miód
Który teraz chce przy Twoim sercu
Jak miedziany gwóźdź
Przy kolacji wypad
Przy kolacji jestem teraz trup
Łapię bloki jak koszykówka
Blok ciągnie się jak toffi krówka
Albo jak łamigłówka, nie do rozwiązania
I nie ma ze mną kontaktu
Bo ja przyblokowany
Jak cała pula faktur, niepodpisanych
Dla Ciebie chcę być na podniebieniu miód
Tup tup, na podniebieniu miód

Jestem pan, hrabia miód
Który nieruchomy jest jak trup
Jestem Hrabia Sen
Jestem Twój miód
Jak nie posprzątam jak coś wyleje
Siedzę jak trup
Jestem w Twoim sercu gwóźdź
Puchnę, albo dwa
Patrz tu przed Twoim czołem chylę się ja
Chcę być dla Ciebie góra toffi
Bez pretensji do garbatej filozofii
Bez pretensji, choć bez wielkiej pensji
Jestem tu, Twój Hrabia Miód
Jestem nie chłopak cud jak z reklamy
Ale dbam o to co mamy, by nie wypadło bokiem
Łypię okiem i wiem, że raz miód, raz gwóźdź
Raz bliżej, raz dalej
Raz trzymaj mnie, raz puść
Raz trzymaj mnie, raz puść

Jestem gwóźdź (gwóźdź!)
Jestem miód (miód!)
Jestem anioł (anioł!)
Jestem trup (trup!)

Gwóźdź (gwóźdź!)
Miód (miód!)
Anioł (anioł!)
Trup (Trup!)

Raz mi Ty tak
Raz ja Tobie jak głupi
Choć wyraz twarzy trupi mam
Bo bloki łapię jak bydło na lasso
Jak Picasso maluję sobie w głowie obrazy sam
I kontakt halo, halo, mejdej
Kontakt urwany, o ścianę „łup, łup”
A blok trwa jak seriale
Mejdej, mejdej i urwane fale
Łapię bloki, ale nie te z wielkiej płyty
Choć gabaryty podobne ma mój blok
Moja klatka stop, stop klatka
Pauza, to trwa wieki
Jestem przyblokowany, siedzę jak manekin
Wypuszczam z ust rosół
Woda z wanny zalewa przedpokój
Mógłbym bloki na twarzy sprzedawać hurtowo
Albo Internetem
Bloki, a nie blogi w sieci
Gdzie analfabeci stroszą swe pióra
W sprawie bloków na twarzy jestem autorytetem
Jak doktor habilitowany
Do sklepu z workiem na śmieci
Do kosza na śmieci z zakupami
Jestem trup co łapie bloki na kolacji i przy stole
Raz słodki jak miód
Raz zblokowany jak trup
Raz święty jak anioł
Raz ranię jak gwóźdź

Gwóźdź (gwóźdź!)
Miód (miód!)
Anioł (anioł!)
Trup (trup!)
A pa pa ra ra
Pa pa ra ra yhym...
A pa pa ra ra
Pa pa ra ra
A pa pa ra ra
Pa pa ra ra yhym

A tyle dźwięków, tyle słów
Zamieniam Cię w słuch, odpowiadasz:
Mów do mnie mów,
Mów do mnie mów.
Pozbieranych przez tyle lat,
By wszystkie je Tobie dać
Mów do mnie mów,
Mów do mnie mów.
I bit, który wybija rytm
Czaruje, pływa trudno rozstać się z nim
Mów do mnie mów,
Mów do mnie mów.
I słowa tworzą misternie polepiony rym
Pływają, czarują trudno rozstać się z nim
Mów do mnie mów,
Mów do mnie mów.

F.I.S.Z. nadciąga jak huragan jak deszcz,
Co obmywa nas z brudów i łez.
F.I.S.Z. nadciąga jak huragan jak deszcz,
Bo przykazano mu solidną nieść treść.
F.I.S.Z. nadciąga jak huragan jak deszcz,
Co obmywa nas z brudów i łez.
F.I.S.Z. nadciąga jak huragan jak deszcz,
Bo przykazano mu solidną nieść treść.
Aha, aha

Mikrofon przede mną, a ja nie mam leku czy tremy,
Bo solidną treść, treść wam niesiemy,
Nie pouczam, nie próbuje nawracać na słuszną drogę,
Spisuję jedynie obserwacje, a czas pokaże, kto tu ma rację,
Choć stąpam twardo po ziemi, jestem raczej optymistą,
Wierzę, że wszystko się na dobre zmieni, odmieni się,
Otwieram się przed wami, bo nie mam nic do ukrycia,
Więc wylewam na papier obserwacje,
Wiem, że tak łatwo o banał, walczę z banałem,
Lecz jestem człowiekiem, czekam na doświadczenie,
Które przychodzi wraz z wiekiem,
Jak ten wiatr - huragan robię trochę zamieszania,
Lecz stoję skromnie z boku i robię swoje,
Nie czekam na wasz dowód uznania.
Krytyk muzyczny to bardzo brzydki zawód,
Takie ocenianie i za to płacą,
A Ty, kim jesteś by oceniać mnie,
Nie chcę byś rozumiał mnie źle, lecz nie rozumiem,
Wystawiasz gwiazdki jak nauczyciel w szkole pały,
Chcesz by każdy czuł się przy Tobie taki mały,
Lecz nie ja, F.I.S.Z. lecz nie ja, F.I.S.Z lecz nie ja aha

F.I.S.Z. nadciąga jak huragan jak deszcz,
Co obmywa nas z brudów i łez.
F.I.S.Z. nadciąga jak huragan jak deszcz,
Bo przykazano mu solidną nieść treść.
F.I.S.Z. nadciąga jak huragan jak deszcz,
Co obmywa nas z brudów i łez... aha
F.I.S.Z. nadciąga jak huragan jak deszcz,
Bo przykazano mu solidną nieść treść... właśnie tak
Posłuchaj zapętlony dźwięk, który wibruje,
Który rozbuja mnie, odpowiadasz:
Mów do mnie mów,
Mów do mnie mów.
I wszystkie myśli, które zaśmiecają ciężki łeb,
Ulatują uwolnione ponad dach... ponad dach... Mów do mnie mów,
Mów do mnie mów ... aha.
Bo to historia bo to marzenia Bo to historia
godna przypomnienia Bo to są gwiazdy spuszczone z
nieba Bo to są prawdy których bierz ile trzeba
Wtedy kiedy wołasz człowiek zimno cię olewa 2x

Dookoła ludzie chcą mnie oceniać Nie widzą serca
nie widzą duszy Nie widzą tego co w mej głowie
huczy Co moje usta mówią a co moje odbierają uszy
Kiedy już dojdzie kiedy innych poruszy Najlepiej
przymknąć oko Najlepiej zamknąć słowo Zamilknie
ktoś na wieki Wtedy będziesz wielki Jak powietrze
będziesz lekki Żyjąc pośród baśni płaczesz ale
widać łez Wciąż nie rozumie już nigdy nie
zrozumie Czemu nie umie nie odnaleźć się w tłumie
Sam jak palec czy to ważne w sumie Każdy ma swoje
problemy swoje idee swoje sny swoje złote góry
Marzenia warte świeczki poświęcenia Co to daje
mam nadzieję dużo Nie po to umieramy aby pyłem
zostać Ale śmiać się i żyć nie myśleć jaka czeka
jutro chłosta Ile kasy ile wrogów ile przyjaciół
ile wozów Ile bólu ile nałogów ile podniecenia
wokół Ile ludzi widzę w środku Dopóki wierzysz że
może być inaczej Że będziesz walczył jak ja
walczę Będziesz panem świata królem siebie
właśnie Trzymaj to na pulsie wiara nie ugaśnie
(Obudź znurzający) zanim na wieki nam zaśnie
Przez pryzmat widzę jak ludzie tracą rozum Ja
opuszczają wizję niszczą wokół i strzelają wokół
A ja pragnę (jedno_ i spokój Łaskawie patrzę
pochylam głowę w swoim lokum Wyskok w niebo a ja
łatam gwiazdy zapalam świece Tak jak w nocy
świeci każdy światło świeci Potem sobie
(przeszli) coś człowiek planuje Wiesz dobrze że
to kreśli

Bo to historia bo to marzenia 5x Bo to historia
godna przypomnienia
Kiedys przyjdzie taki dzien
ja wiem to na sto procent
kiedy spełnie swe marzenia
kiedy plon wydadza moje wszystkie
ciezkie nie przespane noce.
Kiedy z kretej na prostą zmieni sie
ma sciezka którą krocze
a jak? wiez to doskonale ze ja zrobie to tak
własnie tak jak ja
chce nikt mnie nie zatrzyma i nit mi nie przeszkodzi
nie ma takiej opcji zebys mogł mi przeszkodzic
ja wiem ze kiedys przyjdzie taki dzien
kiedys przyjdzie taka chwila
doprowadze wszystkie swoje plany do samego konca
A to tylko chwila chwila chwila
a potem juz tylko chillout chillout chillout
jestem panem swego losu
tak i mam na zycie sposób
nie uznaje totolotka losu
biore sprawy w swoje dłonie los w swoje rece
nie martwie sie o jutro bo bardzo dobrze wiem ze

kiedys przyjdzie taki dzień, przyjdzie taka chwila
w tedy tylko chillout chillout chillout
kiedys przyjdzie taki dzień, przyjdzie taka chwila
w tedy tylko chillout chillout chillout
kiedys przyjdzie taki dzień, przyjdzie taka chwila
w tedy tylko chillout chillout chillout
kiedys przyjdzie taki dzień, przyjdzie taka chwila
w tedy tylko chillout chillout chillout

kiedys wszystko mozesz miec wystarczy tylko chec
wystarczy tylko tego tak naprawde chciec
swe marzenia pielegnowac jak zborze
czy jest lepiej czy gorzej nie istotne
płynac przez fale jak okret
tam gdzie zamierzałem
bez watpienia dotre
nic mnie nie zatrzyma
problemom sie opre (opre tak)
wejde na sam szczyt
pot z czoła otre
tak ja wiem to
zycie bywa drogą kreta
mimo przeciwnosci losu nie poddaje sie zakretom
stoje z miną usmiechnietą sprostam wszystkich
napotkanym testom ja wiem to
kiedys przyjdzie taki dzien na pewno
jesli w to nie wierzysz skoryguj to predko
bo ja zrobie to do konca ja osiagne swój cel
uwierz w to sprawdz to ty trzymasz ster

kiedys przyjdzie taki dzień, przyjdzie taka chwila
w tedy tylko chillout chillout chillout
kiedys przyjdzie taki dzień, przyjdzie taka chwila
w tedy tylko chillout chillout chillout
kiedys przyjdzie taki dzień, przyjdzie taka chwila
w tedy tylko chillout chillout chillout
kiedys przyjdzie taki dzień, przyjdzie taka chwila
w tedy tylko chillout chillout chillout - czyt cilaut
ZGR, właśnie tak
ej, mądrala, wiesz co, wy*****laj

Więc nie mów mi co mam robić, wiem o co chodzi
sam sobie mogę pomóc, ty możesz zaszkodzić
nie mów mi jak mam żyć, co z czym pogodzić
jest PiH'u, ZGR, 4P i Onil

Czujesz się lepszy, mądrzejszy patrząc z góry na wszystko
tylko dlatego, że nie martwisz się o przyszłość
tylko dlatego mam uznać twoją wyższość
wiesz kim dla mnie jesteś po prostu zwykłą pizdą
jestem typ typem, który spędza ci sen z powiek
każdej nocy przychodzę jak Rugen z Wiązowej
irytuję ciebie to, że nadal robię swoje
i od lat potrafię odnaleŹć się przy mikrofonie
jestem Onil z ZGR kliki
z każdym nowym trackiem widać lepsze wyniki
z każdym nowym dniem podnoszę poziom techniki
a ty mądralo zacznij zbierać hajs na nasze płyty
i podciągnij wyżej swoje wąskie spodenki
włóż koszulę w środek i za*****laj na dancing
to jest rap, który robi w głowach mętlik
niczym adwokaci o dziejach przysięgli

Więc nie mów mi co mam robić, wiem o co chodzi
sam sobie mogę pomóc, ty możesz zaszkodzić
nie mów mi jak mam żyć, co z czym pogodzić
jest PiH'u, ZGR, 4P i Onil

Wy*****lam cię za drzwi polski Salman Rushdi
wiesz to te wersy za które życzą mi śmierci
40 % w kielni, nigdy na sucho
mój rap jest pajęczyną, ty *****oną muchą
4P, Onil anty-obywatel Piszczyk
na naszych fiutach waszych kobiet błyszczyk
chciałeś mi mówić co z kim mam robić
na gołą ścianę rzucasz, chcesz wychodzić
fakt, to gorące gówno
jest dla ciebie złą wróżbą a na zegarku póŹno
nawijka koloru haki, fruwają fuck'i
pozbierają cię na nosze i do szatni
czy można być bardziej martwym niż trup
wytknąłbyś mnie palcem gdybyś mógł
jedni sypią towar, gdzieś złapany buch
Koszalin, Białystok, pełny klub

Więc nie mów mi co mam robić, wiem o co chodzi
sam sobie mogę pomóc, ty możesz zaszkodzić
nie mów mi jak mam żyć, co z czym pogodzić
jest PiH'u, ZGR, 4P i Onil

Więc nie mów mi, *****, co jest dobre a co złe
jarzysz jaki mam rap robić, co mam w nim poprawić
co zrobić, z kim bujać się, jak się prowadzić
ni *****a nie będę słuchał żadnej twojej rady
nie będę rymował grzecznie, nie mam ochoty, wiesz
nie są to rapy grzeczne, nie ma na to zgody
no co ty, *****ić młody wchodzę na obroty
sam sobie jestem szefem, mam parę złoty
jak koty surowy chłodny najlepiej jasny
pomysły własne najlepsze, najciekawsze
to ważne by trzymać fason jak przejdziesz miastem
zapytaj [?] co jest dla mnie ważne
to kąty własne cztery czyste papiery
nikt mi nie może nic zarzucić tu frajery
szczere numery, yo, taki jest werdykt
zły chłopak w złym świecie, koniec bajery, ciach

Więc nie mów mi co mam robić, wiem o co chodzi
sam sobie mogę pomóc, ty możesz zaszkodzić
nie mów mi jak mam żyć, co z czym pogodzić
jest PiH'u, ZGR, 4P i Onil
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo