Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Ooo what you do, what you do to me
Came into my life and set my whole world free
Ooo what a change, change in my life
Now before I do something once I must think twice

I heard that, that was him knocking at my door
So I opened up, and now I have so much more
I got a life I could live, I got some things to do next
I finally let go, and got some things off out of my chest
And now I look back and see others acting like I did
Picking up the bottle, putting down the lid
Picking up the blunt, putting down to roast but
Where is the coach that they need the most so
They decide to coast through life, and a way that
Ain't right for them, why would twenty five to life sentence
I don't understand, someone help me comprehend the hustle
It like thinking hard about chosing nike over russel
If you live it right and do the things you need to do
In the end you see everything will come out cool

Ooo what you do, what you do to me
Came into my life and set my whole world free
Ooo what a change, change in my life
Now before I do something once I must think twice

People always judge my life before it gets messed up
Once it happens there is no one to save life
My life, my dreams, my music so deep
You don't see soul that cries my bloody tears
What I see is usually agony and pain
Going nuts, yes I am going insane
So what that I am lost and look for the way
God makes me pray he told me to wait
Show me the right track D to K to A
Look at Tony he got his cross on his shoulders
It made him stronger, no faces no covers
It's him it's so real no face almost perfect deal
It is true that messed up mind can be healed
Aaa deal with God and how he feels?
There are many people that know completely nothing
They cocky, they stuck like Rocky fighting
The whole life, fuck it, no cursing to express my soul
I pay this price for all my words

Ooo what you do, what you do to me
Came into my life and set my whole world free
Ooo what a change, change in my life
Now before I do something once I must think twice

Ooo what you do, what you do to me
Came into my life and set my whole world free
Ooo what a change, change in my life
Now before I do something once I must think twice
Znam ludzi, którzy myślą, że oni Bóg wie kim są
We mnie to litość budzi bo są jak Homer Simpson
Myślą, że hajs to wszystko, albo znane nazwisko
Nie pomyśleli czy są zapaleni Bożą iskrą

Bardzo by chcieli, jeśli wiedzą, że tak nie jest
Ale nic się nie zmieni, bo tylko poklask ma znaczenie
Przyszykowana dla ich osobowości trumna
Pozlepiana cała z kawałeczków gówna

Gdzie garść talentu, przy tym nadmiar ambicji
Tam dość elementów żeby stworzyć obraz fikcji
Własną wyższością w oczy kłują
Ale zastanów się: za co ludzie ich szanują?

Sposób na życie, którego nie zazdroszczę
Zajebiste są te kicie, ale kręci je Twe Porsche
Będą wsiadać i będzie zabawa,
A na chuju wyrośnie Ci pozdrowienie od sąsiada

To jest parada psycholi
Od największego zadupia do stolic
Mówią, że głupota nie boli
Przejdź się po mojej nekropolii, dalej

Śmierć wielu serc,
To jest śmierć młodych serc

Znam ludzi, którzy żyją jedną minioną chwilą,
Kręcą się tylko wkoło, tak jak włosy papilot,
Myślę, że to niezdrowo, by żyć tym co już było
Kiedy przed nami ciągle nowe szansy giną

Nie złapią ich, jeśli będą patrzyć w próżnię
A gdy kłamią, że ich nie ma to, hm, widać to durnie
Może opinia obcych jest ich największym dobrem
Jeśli tak jest w istocie, mają ze sobą problem

Widzę jak ludzie ciągle patrzą na siebie okiem
Co można by poprawić, żeby wyglądać okej
Dziewczynom puchną wary, cyce i dupy, stary
Mówię Ci nie do wiary, to żywe awatary

Doprawdy nie wiem jak mógłbym zapomnieć,
Że to, z czym się urodziłem należy tylko do mnie
Mówię dosłownie, wiesz moje ciało
To jest jedna pierdolona całość

To jest parada psycholi
Od największego zadupia do stolic
Mówią, że głupota nie boli
Przejdź się po mojej nekropolii, dalej
Szad
Odbija światło szyba, przedpokój, dywan
Twarz przemywam, kolejna kropla po umywalce spływa
Na parapecie ostatni kwiat usycha
A ojciec już zasnął chyba, ciężko oddycha
Cyk, cyk, cyk, cyk, zegar cyka
W ciszy oddycha rytmika
Moje myśli gonią igłę sekundnika
Nie zasypiam, myślę o tym
Przemijanie nas dotyka, poczułem dziś ten dotyk
Myślę o tych, w których ta muzyka nigdy już nie błyśnie
O tych, którzy tkają niczym pająk nić tęsknoty
Czas to bezlitosny sędzia
Dobre chwile ci zostawia tylko na nieostrych zdjęciach
I kim byś nie był, ile byś nie miał nie ma znaczenia
Wytropi cię by wręczyć ci bilet milczenia
Masz jedno życie, dobrze go pilnuj synu
Wystarczy jeden zły ruch, może zabraknąć kilku minut
Ktoś miał matkę, dziś ból w sercu nosi
Ja byłem świadkiem
Parę niepotrzebnych słów i nie przeprosił
Potem pędził co sił ale wybił czas na osi
Jeden Bóg wie ile lat ten ciężar będzie nosił

Pieniądz podzielił nas a i tak wszystko zabierze czas
A kiedy tak przemijamy biegnąc ulicami miast
Zbyt często zapominamy kim jesteśmy w sieci kłamstw
Patrz jak czas nam zmienił twarz

Nullo
Czasem trzeba umrzeć by znów narodzić się jak Pelson
Zrobić szum wizerunkiem jak to zrobił Marylin Manson
Lecz zawszę wierny wersom będę, jak Berlin Niemcom będzie
Znam swoje miejsce w rzędzie, niech niewierni klęczą w błędzie
Trzeba się zmieniać by jakim jest się pozostać
Ciągle się zmieniam tą samą mam postać
Wczoraj byłem koszykarzem, dzisiaj jestem raperem
Jutro jako starzec spojrzę w lustro z czystym sumieniem
Znam cenę, cele mam niezwiązane z portfelem
Sam wolę mieć kontrolę nad tym co na scenie gram
Koleś, nie zmienisz biegu rzeki
Bo rzeki budują to przez wieki
To wraca jak Flashbacki
Wczoraj chciałeś być bogatym dzisiaj biednym musisz być
Jutro prawie jak lunatyk będziesz szedł, byleby tylko iść
Nie wiadomo komu do domu zapuka bieda więc się nie daj
Ja umiem żyć bez kasy, wiesz? A ty się sprzedaj.

Pieniądz podzielił nas a i tak wszystko zabierze czas
A kiedy tak przemijamy biegnąć ulicami miast
Zbyt często zapominamy kim jesteśmy w sieci kłamstw
Patrz jak czas nam zmienił twarz

Pork
Witam cię w czasach gdzie depresja jest częstsza niż przeziębienie
Wciąż obsesją jest pensja, wciąż krew rodzi pragnienie
Witam w czasach gdzie trzynastki robią laski w bramach
A ich matki w stanach wstrzykują botox dla nas
Świat na ekranach, zobacz ten czas wychował własnych synów
Wśród gęstych dymów, pestycydów, martwych rymów
Zobacz, świat kreują mass media, nas ogłupia blask reklam
Kiedyś symbolem wolności Gdańsk, dziś Amsterdam
Czy to nie dziwne że ludzie zmieniają się przez jeden dzień?
Po co? A no by na końcu stanąć w słońcu i dać większy cień
A może nigdy nie byli takimi jakimi mówili że byli do końca
By dostać czego nie mogli mieć więc wzięli to od nas
W tej sieci kłamstw milion ról, każdy tu jest aktorem
A dzieci bram idą w bój wciąż tracąc kontrolę
Każdy jest kłamcą, znasz to? Łatwiej na to machnąć ręką
To jakbyś mówił diabłom że w śmierdzi im siarką piekło
Jest środa setka zginęła, w zamieszkach wczoraj
Jutro setka urodzi się by zamieszkać w domach
Kiedyś Romeo i Julia, Don Juan grali swe tournee
Dziś Julia ma Alfa Romeo, a Juan burdel.
Ref.:
Nie chce być mitem
Skurwielu pracuje nad bitem
Chce mieć z tego pożytek i porządną płytę
Nie chce być mitem
Obietnice porośnięte pajęczyną
Nie kojarz tego z moją drużyną (z naszą drużyną)
Nie chce być mitem
Skurwielu pracuje z zeszytem
Chce mieć z tego pożytek i porządną płytę
Nie chce być mitem
Obietnice porośnięte pajęczyną
Nie kojarz tego z moją drużyną

[Doniu]
Pieprzeni ściemniacze
Czasami mam omamy, że żyję w starożytnej Grecji
Same bożki, figurki, co jeden to lepszy
Jeden wałki kręci, inny ma układy
Kombinuje dragi, telefony w myśl zasady
Powie ci za ile, kiedy i zadzwoni jutro
(he he he wyjebiemy go)
Tydzień se poczekasz i telefon
- halo, trudno nie da się wiesz
jeszcze nie mam, innym razem
musze lecieć, zadzwoń jeszcze
- to narazie
Takich to na pęczki widuje codziennie
Obiecują, kombinują (pierdoleni mitomani)
Tak banał za banałem naiwniakom ładują stale
Nie daj się omamić (nie) to właśnie chwale (ta)
Nie obiecuję, ale staram się najmocniej
By zaufanie nam było pomostem
I kiedy mały DeOeNIU mówi, że się stara
Chce przez to powiedzieć właśnie, że

Ref.

[Liber]
Ja z zeszytem a ty z fifką
Ja łącze rym z bitem, ty używkę z jeszcze jedną używką
Co dziwko, może nie mam racji, przecz
Ale wiedz, że ja biegnę a ty cofasz się wstecz
Jesteś mitem, niestety znikniesz jak komety
Wolisz kreski fety, a ja wole linie mety
Znowu mówisz, że niedługo spadną nam z głów berety
Czekam na twoje płyty, na kasety
Premiera się przeciąga
Kuchta dymu i biała mąka stoją w pierwszym rzędzie
Ta piosenka będzie bajką o tonącym okręcie
Jesteś główną postacią
Twoje obietnice nic nie znaczą
Znam cie z wódki synu
Twój styl to dużo słów i brak czynu
Zawieszony jak komórka bez pinu
Może boli cię to, że my stoimy tam gdzie ty byś chciał
Gdybyś działał nie ćpał to może też byś tu stał

Ref.

[Kris]
I jeszcze jeden przykład, to historia dość zwykła
O typach, którym praca uczciwa już zbrzydła
Oraz wszelkie prawidła łącznie z ręką Bożą
Worzą się i worzą, tu przyłożą tam pogrożą
Świadkowie są i nawet widzą i słyszą
Myślę sobie pewnie ci goście już wiszą
A tu o nich piszą na pierwszych stronach gazet (co?)
Pismak miał fazę w rekonstrukcji wydarzeń same błędy
Nie ma pojęcia, że sam stworzył legendy
Nowa gwiazda wschodzi, wśród ludzi budzi podziw
Do cholery o co chodzi?
On jest zwykłym skurwielem
Łatwiej o wiele być mitycznym bohaterem
Tak niż obywatelem artystą
Potrafisz tak jak my, no to wystąp
Ja kryminalistą, co ja podobny tobie?
Koleś jest jedna różnica, ja naprawdę coś robię

Ref.
Patrz na mnie!
To nie ja pannie w wannie
po twoim drinku
wycierałem starannie
twarz bo aż
porzygała sie
dasz jej dropsa
dupniesz na reszte srasz
nie strasz mnie synku
bo morda nie szklanka
wiesz?
nazywa sie Anka
to moja koleżanka
chcesz wiedzieć?
twoja fanka to była
była była była
tym zawiniła
nie?
te! e! cziki-cziki bą-bą
szczęście w nieszczęściu
że wiesz co to kondom
może powiesz
też tym swoim głąbom
skoro je tak y!
na okrągło
jak rondo
żal dla ciebie niczym
za spuszczoną bombą
ściemniłeś kiedyś laske mądrą
na gadkę?
a nie na klatkę
to fantom
bo głupie dupy
będą dawały dupy palantom
ja mam to
i nie ma to tamto
y! esperanto /X3

to on ją swą
dłonią objął
i dawał jej ciepło
lecz była pochodnią
to straszne jednakże
zauważ
że zdarzenie każde
ma skutki poważne
więc
stał się tym kim nie chciał
wręcz udowadniał
że nie zniewieściał
w końcu skumał
i zaakceptował
już nie musiał przed nią
chować się za słowa

definitywnie jestem kim jestem
znam rento-espe
swą powagą
wyluzowany jak chester
pieprzę że pieprzę
to lepsze niż przester
ty ty i ty a ty na deser
se se se se ssie jak deeser
gdy
f.o.k.u.s.m
koneser
niesie w sobie klasę
niczym neseser
by
oszalała za tym
u! po to jestem jestem
tu do tchu utraty
bóg!
niegrzeczna dziewczynka
lub z twoich nóg
cieknie mi ślinka
masz dług madame ją
sprowadzam na ziemię
i ziemi trzęsienie
gdzie siła drzemie
chyba nie w BMie
nie ufaj samcom
a emocjom w oczach
ESPERANTO.
Gość 1 - Wypas, dosłownie największy wypas jaki miałem w życiu. Ale.. tak, ale Ty normalnie byłeś żywy?
Gość 2 - Znaczy samochodem był.
OSTR - łooa... Wariat! Normalnio no, jak zwykle.
Gość 1 - Odwiozłem go kurwa do domu, pooglądaliśmy chwile reklamy I kurwa pojechałem do domu spowrotem.
OSTR - Jak po jednym, tylko cztery razy mocniej.
Gość 3 - TV Market sobie włączyli. Dzwonili.
Gość 2 - Mango Gdynia, kurwa.
Gość 1 - Byłem 3 razy w Arturówku, z czego raz pamiętam
Gość 3 - Nie no, to ja po jednym miałem takie oczy, kurwa że...
Gość 2 - Oczy to Twoje skrzywienie rodzinne, kurwa oczy, co mnie Twoje oczy?
OSTR - Co Ty kurwa z Afganistanu jesteś, ej?
Gość 2 - Czarny Abba.
Gość 3 - Nie no, ale w czterech to...
Gość 2 - Ta kurwa, czterech pancernych.
Wszyscy - Śmiech -
Gość 2 - Stary, Nie no jest, kurwa, po prostu poezja.
Gość 1 - Ziewana
OSTR - Ziewana
Gość 3 - Ej, stary, masz kurwa na piwo?
Gość 2 - "Nie", no to chuj, to pogadamy o dragach.
OSTR - Fajnie się gada o dragach, gdy się ich nie jest.
Gość 3 - Nic więcej, I nagraj to teraz
Kiedyś były nasze tagi na ciężarówkach
teraz nasze tracki są na ustach
nie na potańcówkach, bo jest za dużo przekleństw
a ja to pierdolę, to nie w target to bezsens
twoja nauczycielka mówi o rapie brzydko
powiedz trzymaj rap z daleka od mordy dziwko
bo to nie dla ciebie więc komentarz schowaj w kieszeń
to jest rap skurwysynu tym żyją rzesze
nie baba w cukierni i typ w kiosku
i tak nie kumają tego choć nawijam po polsku
dlaczego, bo mają w głowie przeświadczenie
że każdy z nas jest pijakiem, złodziejem lub dilerem
jak chodzę po sklepie czuję wzrok na plecach
a to ze mną ich córka mamy wywiady w gazetach

[x3]
To dla was nie dla nas rap jest modny
trzy-trzymaj moją ksywkę z daleka od swej mordy

Wiesz, aha, aha O-O-Onar
tak, moja nowa płyta, twoje nowe kłopoty
moja nowa płyta, twoje nowe kłopoty

Moja ksywka dobrze, twoja morda kiepsko
ojciec kupił ci samochód to jedź stąd dziecko
spierdalaj i nie słuchaj tego na głośnikach
bo ktoś jeszcze pomyśli, że się znamy i lipa
widzisz nas w klipach ciebie nigdzie nie widać
my jesteśmy źli, ale to ciebie nikt nie chce wydać
sam pracuję na ksywkę, z ziomem dzielę się zyskiem
a ty odpalasz wroty i spierdalasz stąd z piskiem
z pyskiem pełnym piany, gość ma wściekliznę
mój rap to życie, a życie to biznes
kombinuję w nim jak mogę a ty koleś spadaj
zazdrość cię zżera jak ja zjadam big maca
idę do przodu i pierdolę to, że na mnie psioczysz
moja nowa płyta, twoje nowe kłopoty
wiesz, aha, dokładnie tak
moja nowa płyta, twoje nowe kłopoty

[x2]
To dla was nie dla nas rap jest modny
trzy-trzymaj moją ksywkę z daleka od swej mordy

Wiesz, aha, aha, O-O-Onar
tak, moja nowa płyta, twoje nowe kłopoty
moja nowa płyta, twoje nowe kłopoty

[x2]
To dla was nie dla nas rap jest modny
trzy-trzymaj moją ksywkę z daleka od swej mordy

Wiesz, aha, aha, O-O-Onar
tak, moja nowa płyta, twoje nowe kłopoty
moja nowa płyta, twoje nowe kłopoty
To nie czas by rozmyślać nad decyzjami, przebacz
Każdy z nas chciałby zyskać, od ziemi się oderwać
Ponad dach wszystkie miejsca, z nadziei i pragnienia
Aby świat w końcu żyć dał, ten syf zamienił w teatr
Mamo, zgubiłem się, kajdanki, drzwi bez klamek
Powiedz na co w lodówie te psy od kominiarek
"Pff, ale masz przejebane" - pocieszył jeden z nich
Wolę mieć przejebane, a Ty psie zamknij pysk
No i w ryj - jeden cios, drugi, trzeci, czwarty
Choć nie mam wolnych rąk, pluć sobie nie dam
Mimo to do posadzki, cios z tyłu na nerkę
Szkoda, że nie widzę twarzy, tylko na ryju bawełnę
Skurwysynu masz szczęście, że dziś chroni cię blacha
Jak spotkamy się na mieście jeszcze wspomnisz ten atak
Jeden wyciągnął gnata i wycelował w mózg
Mi mówiąc: "ej pajacu, chcesz żyć to bez kłótni"
Jebane kurwy, myślę: "tak ma być mamo?"
Nim spojrzę Tobie w oczy muszę zabić ten amok
Zamiast marzyć by kawior ozdobił nam stół
Nie chcę stać się ofiarą pierdolonych psów

[x6]
To wolność dla ryzyka, ryzyko dla wolności

Mamo wiesz, że chciałem zadbać o rodzinę i Ciebie
Marzenia moich dzieci, nie wyżywię ich chlebem
Za to morda o glebę, znów mam nad sobą psa
No chyba dojechaliśmy, skoro wstał
Wziął broń, wymierzył w bark - "Ty idziesz ze mną"
"Kurwa, na pewno", nie brzmiało to jak przyjemność
No to jeszcze raz wpierdol, tu nie ma sprzeciwów
A władza absolutna, na tym polega wirus
Myślę - kombinuj jak wyjść z sytuacji
Co powiedzieć, jak skłamać, by żyć z tym co mam dziś
Czuć dramat jak patrzysz tu na rozwój wydarzeń
Błagam jeszcze raz zabić, nie pozwól mi Panie
Wyciągnęli mnie z auta, pałą dali po plecach
Głową otworzyli drzwi, znów zlali bym nie wstał
Potłuczone żebra utrudniają mi oddech
Nie pozwól bym przestał, daj mamo się podnieść

[x6]
To wolność dla ryzyka, ryzyko dla wolności

Jesteśmy w środku, "hehe, pewnie wiesz co się stanie"
Myślę - wpierdol plus wpierdol, cel - przesłuchanie
Z rozpoznaniem, na sercu kamień sieje panikę
Dobrze chociaż ból nadał skrzywienie mimice
Strachu po mnie nie poznasz, nawet jeśli chcesz
To wszystko przez ten ryj opuchnięty i krew
Jebać ból, jebać stres i tak im nic nie powiem
Nagle słyszę - "weź go wypuść, to kurwa nie ten człowiek"

(Jak państwo słyszą Nikodema R. szczęście nie opuściło nawet w beznadziejnej sytuacji, po pomyłce naszych organów ścigania został on przeproszony i wypuszczony na wolność. Podejrzewamy, że Nikodem właśnie wtedy uświadomił sobie, że jego wygląd jest anonimowy i tylko skradzione dokumenty i płyta może stanowić dla niego zagrożenie, więc postanawia pozbyć się tych dowodów. Niestety to, co usłyszą państwo dalej, to tylko jedynie nasze przypuszczenia, jednak bardzo prawdopodobne)
W piątek 13-tego bez mrugnięcia okiem wyszłaś z domu
Wiedziałem - nie zaufam już nikomu
Spojrzałem tylko w smutne oczy psa i ciszę domu
Wiedziałem - nie zaufam już nikomu
Bezsens, bezkres, bezmiar, bezład
Jak ten świat wyglądał będzie bez nas
Jak poskładać to wszystko na nowo?
Jak zostawić to wszystko za sobą?
Jacek Żakowski by chyba nie ogarnął tego
Jan Kułakowski by chyba nie ogarnął tego
Sam Kołakowski by nie chyba ogarnął tego
Nie ogarniam także ja, co w tym złego, że
Siedzę tutaj sam pogrążony w INTER REGNUM
Czekam tutaj sam bo coś wisi w powietrzu
Na ciele dreszcze, w sercu bezkrólewie
Idę po nowe i lepsze, przed siebie

Powiedz mi - ile potrwa bezkrólewie
Pomóż mi - dzisiaj jestem w potrzebie
Na zbyt wiele pytań odpowiadam nie wiem
Nie wiem, nie wiem, nie wiem!

Coś się kończy, coś zaczyna się - trzymam się
Czas mija i jakoś nie zabija mnie
Nie jest źle, łapię się, na tym że
Musiałem chyba potknąć się, aby w końcu ocknąć się
Teraz ostrożnie stawiam każdy krok
Badam każdy trop, to był ważny rok
Płynę dalej przez życia wody wezbrane
Stawiam przed sobą kolejne wyzwanie
Chcę się odrodzić jak Feniks
Chcę jeszcze bardziej docenić
Ilość przestrzeni, blasków i cieni tego świata
Co czasem obezwładnia jak Lewiatan
Daje ostro popalić nam często
Jest nie fair, to jego przekleństwo
Ale znajdziemy tu swoje miejsce i wiesz co?
I nadejdzie królestwo!

Powiedz mi - ile potrwa bezkrólewie
Pomóż mi - dzisiaj jestem w potrzebie
Na zbyt wiele pytań odpowiadam nie wiem
Nie wiem, nie wiem, nie wiem!
1. To miejski delikates, tu grzech, to Twój pasterz
Rzadko który dzieciak wie jak odmawiać pacierz
Idą na skróty i wiedzą czym jest kradzież
A siła i przemoc to ich jedyny pancerz
Każde podwórko to tematów basen
Mój rap leci tam, częstuje ludzi basem
Swój pozna swego, wrogów witają kutasem
Lamusy lecą w chuja, bo witają się z lasem
Wódka i browar to osiedlowy bankiet
Tylko własna saszeta jest bezpiecznym bankiem
Trudne sprawy na podwórku rozwiązuje bagnet
A stare dzielnice to psiarni główny target
Ulice miasta to popularny market
Tylko gotówka, chowaj swoją kartę
Masz swoją bandę i ja mam swoją bandę
Ceny do negocjacji chyba, że płacisz fantem

Ref. To miejski delikates 24h
Przez całą dobę dostawa trwa
Stali klienci mają najlepszy staff (ee oo)
To miejski delikates 24 h
Przez całą dobę dostawa trwa
Stali klienci mają najlepszy staff (ee oo)

2. Podwojone patrole na wszystkich blokowiskach w mieście
Bogaci skurwiele, oni mijają się z aresztem
Dają Tobie nic, ale oddaj resztę
Dla nich jesteś śmieciem, jak do dragów tester
Pogłębiony dystans, kamery i ochrona
Bogata władza mówi kogo obejmie kontrola
Dbają o siebie, nie pamiętają o nas
Nie chcą wiedzieć czyja krew spływa po ich dłoniach
To potwór intelektu z przerzutem na sumienie
Wyjdź na ulicę polityku, dostaniesz kamieniem
Pierdolę Twoją partię i każdą Twoją ściemę
Państwowe instytucje są dla przygłupów ściegiem
Miejski delikates to ich towar na półkach
Ukrain kitami i zielone topy w lufkach
Towar spod lasy zawsze idzie po łapówkach
A najlepsze posady nie są dla Ciebie na zakupach

Ref. To miejski delikates 24h
Przez całą dobę dostawa trwa
Stali klienci mają najlepszy staff (ee oo)
To miejski delikates 24 h
Przez całą dobę dostawa trwa
Stali klienci mają najlepszy staff (ee oo)

3. Standardowo psy patrolują miasto, węszą każde gniazdo
Ja jestem gdzieś w terenie z flaszką, lub widzę las rąk
Jak w Compton za niespłacone długi masz wpierdol
Drugi raz nie przejdziesz łatwo tą przejebaną alejką
To miejski delikates, plątanina krwawych ulic
W każdej bramie widzisz dragi i śpiących żuli
To mówi Śliwa tu, z centrum bez nerwów szpagat w tej dżungli
Ty masz tu piekło, bo masz konfidentów za kumpli
Małolaty jak Big Show przepiszą na ciężkie jadki
Wybite palce i jucha zalewająca kajdanki
Pod szkołą kopcą się lumpy, społeczniaki w oknach
Godziny szczytu w tygodniu, co drugi ma już tu odpał
Los Ci nieźle poplątał te niecne plany przeciwnik
Jesteś alfonsem, nie sądzę- powiedz gdzie Twoje dziwki?
Ja teraz ręce zacieram z Paluchem zbieram tu pracy
Muzyka miasta skurwielu, w którym czujemy zaszczyt

Ref. To miejski delikates 24h
Przez całą dobę dostawa trwa
Stali klienci mają najlepszy staff (ee oo)
To miejski delikates 24 h
Przez całą dobę dostawa trwa
Stali klienci mają najlepszy staff (ee oo)
Wiesz, czasem jak K. gubię się w labiryntach
I odnajduję za moment, spacer po myślach godzina
Między demonami z szafy, każdy coś przypomina
Demony i ja, tytoń i kofeina
Na ekranie Bill wędruje ze Scarlett po Tokio
Jedna z chwil kiedy chciał byś być tam z nią
Może w nocy w całość ułożą się fragmenty
Może, kto wie, na razie piję kawę, palę skręty
Znasz to uczucie być samemu? znasz, nic nie boli
Wystarczy zwalczyć tylko swój strach
Oswoić duchy, by broiły tylko w snach
I iść przed siebie, świat nie zapłacze gdy się poddasz
Puste pokoje wciąż są puste, co z tego
Wciąż uśmiech mimo, że w tonacji e-mol
Nie umiem się skarżyć i nie chcę o coś prosić
Cisza, myślę o niej, piję kawę, palę papierosy

Palę papierosy
Palę papierosy

Myślę o niej, piję kawę, palę papierosy

Po szybie płyną krople, głośny, choć pusty dom
A chciał byś na tę szybę patrzeć z nią
Widzisz ich w parku, dwoje, szczęśliwi na ławce
Chciał byś tak siedzieć, swojej Scarlett w oczy patrzeć
Miasto nocą, mokre szyby i nie ma jej
A chciał byś czuć się jakby nie odeszła nigdy
Deszcz gra swoje nuty
A jej nie ma w szybie, a ty wciąż jesteś smutny

Widzisz ja już nie bardzo widzę sensu w tym wszystkim
Ja już chyba powinnam sobie pójść
No, to na razie, cześć

Myślę o niej, piję kawę, palę papierosy
Jest to kawałek dla kosmitów
Wszystkich przybyszów z obcej planety
Żeby wiedzieli, że jak tu przybędą na nasz koszt...
...cztery litery..

Co było na początku? Ziomek, rządził chaos
Ze zmienną stałą zagiętą jak pałąg
Stąd powstała narośl zakłócając proporcję
Dziś popularnie nazywają to słońcem
Masz promieni kolce błyszczące jak dolce
Zaoszczędzisz poznaj wszechświata promocje
Jazda, coś kilka kilo od Marsa
Jedna jej nazwa to planeta matka
Kto zesłał nas tam? Nie pytaj!
Przepychać się - jak widać - trzeba nie od dzisiaj
W kronikach jak lubię ziom po mojemu
Bez domieszki tlenu narodziny Wenus
Menciu abstrakt ku pojęciu Asfalt
Jak na zdjęciu w redakcjach na miejscu pierwszym,
Jazz, tu będzie specjał
Zabieram was na orbitalny marsz
Za kilka lat nas Ziemia nie zechce
Znajdź więc następce
Planetę matkę
Z czystym powietrzem

To kosmos plus prom co nas tam zabierze
Prosto ku związkom rap na CDe eRze
Intergalaktyczny przekaz dla przybyszy
szy szy w nasłuchiwaniu ciszy
x2

Nie gnocia, nie łamiocia konstrukcja, aeroplan
W płucach konopia żeby wyzwaniu sprostać
Brukowa kostka zdobi trasę do pojazdu CCCP
Dopij flachę, kolo startuj
Nas tu ziom chyba nikt nie ocali
Siedzę ja, obok Ham, dalej hmmm... Gagarin
Zapalim, wypijem, naciśniem ten przycisk
Byle być lepszym ziom od Ameryki
Mam energię jak Wiking i zniszczę klepsydrę czasu jak Disney
Mam zasób pomysłem, mych katów egzystent
Nie ma to tamto, nas, tu gwiazd
Wszystkie zgasną ja będę pchać ziom nas
Na trasę międzyoribalną gdzie hardcore i funk co noc gubią nieważkość
Robię to z pasją jak Mann do Materny, mam to
Rozstań się z klasyfikacją
Wysyłam to w kosmos
Tak powstaje życie
Ponad werbalnością językiem tu ostrość
Wyrażeń, gestów na międzygalaktycznej stacji obiektów

To kosmos plus prom co nas tam zabierze
Prosto ku związkom rap na CDe eRze
Intergalaktyczny przekaz dla przybyszy
szy szy w nasłuchiwaniu ciszy
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo