Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Heej!
Wypijmy na zdrowie – jeden, drugi, trzeci
Niech żyje nam, tak to jakoś leci
Zagrycha śledzie, przewijka z chłopcami
Barman podbija z nowymi lufami
Dobra muzyka, dwa lolki na stole
Pomału śliczne stają się największe trole
Zakończe w parterze, więc coś jakby Judo
Jak się bawić to się bawić, lubię jak jest grubo
Pokaż mi udo, unieś spódnicę
Najpierw za dupę, potem za cyce cię chwycę
Na parkiecie śmigam choć tańczyć nie potrafie
A przez chwile tak myślałem gdy kończyłem drugą flache
Ostry nawija, znasz tego chama
Jedno jest pewne dziś nie zostaniesz sama
Z niejednej imprezy znasz tego typa
Walę, bujam, bujam, walę, Ty udawaj VIP’a
Dobra ekipa na dobrym balecie
Pije swoje, twoje, nasze, wasze zdrowie, o tym wiecie
W klubie czy w chacie, bas trzęsie gacie
Rap od ekipy, którą dobrze znacie
Pamięć zawodzi najczęściej w niedziele
Z dzieciństwa też pamiętam niewiele
Morał jest taki i miej go zawsze w głowie
Póki masz zdrowie, pij innych zdrowie

Ref:
Niech żyje nam, niech żyje nam
Sto lat sto lat niech żyje nam
Niech żyje nam, niech żyje nam
Sto lat sto lat niech żyje nam
Niech żyje nam, niech żyje nam
Sto lat sto lat niech żyje nam
Niech żyje nam, niech żyje nam
Sto lat sto lat niech żyje nam
Co dziś pijemy?!
Wódę!
Co dziś pijemy?!
Browar!
Co dziś pijemy?!
Łychę!
Co dziś pijemy?!

Dziś nawet nie dotrwałem do „niech żyją nam”
Zamiast tańczyć i się bawić spałem pod ławką sam
Pocą mi się ręce, z baru zaś idzie gorzoł
Chyba nie chce więcej, kumpel Kaś trzyma poziom
Jak na górze piwo z pyska, szajs ci się pieni
Nie zesrać się, nie zeszczać się, nie spać na ziemi
Rano piwo, kac chudy, Hast, Bezimienni
Lubimy się najebać i już nic tego nie zmieni
Rano łeb jak kibel, piliśmy bimber
Normalnie o tej porze, jak kiedyś śpiewał Kaliber
Po raz kolejny zgon, znów spierdolił mi bibę
A patologii zew działa wszystkim na pohybel

Ref:
Niech żyje nam, niech żyje nam
Sto lat sto lat niech żyje nam
Niech żyje nam, niech żyje nam
Sto lat sto lat niech żyje nam
Niech żyje nam, niech żyje nam
Sto lat sto lat niech żyje nam
Niech żyje nam, niech żyje nam
Sto lat sto lat niech żyje nam
Co dziś pijemy?!
Wódę!
Co dziś pijemy?!
Browar!
Co dziś pijemy?!
Łychę!
Co dziś pijemy?!
Wstaję (wstaję), nowy dzień, miałem dobry sen dzień dobry,
nie nadaje się do gry głodny, bije się i cos zjem bo nie czaję,
rzeczywiście rzeczywisty w rzeczy samej mam warstwy jak bobry,
zaczyna się wyścig, miliony myśli na linii startu staję,
dodaje gazu od razu jak czysty projekt pokazuje pazur, bo mam zajebisty
środek wyrazów artysty wyrazów dojebany, przezroczysty,
mam szklisty lazur, tam pływam w milionach myśli,
mam blizny, doświadczenia w bagażu i znam mielizny,
mam instynkt póki nie żyję sam czy słyszę gwizdy,
znam te pizdy, mam je na końcu listy tam,
to oczywisty stan, musze być czysty i strzec bram,
bo barany mają tarany i balisty,
setki kłamstw, lekki lans miliony myśli,
wpadam w trans, składam je jak egoiści,
chodź nie jestem sam, często bywamy lekkomyślni,
ja nadal trwam, to moi ludzie reszta to statyści,
mam biznes plan, mój mózg jest jak naładowany gun uwaga strzelam,
posiedziałbym z jointem, pisząc tekst zamota z fotela,
w piątek zawartość portfela, nie ma czasu na relaks,
poniedziałek, wtorek, środa, czwartek, piątek, sobota, niedziela,
sprawdź to teraz, jeszcze nie raz weźmie w kleszcze bez stopera nasz czas,
który zbieram miliony rapu, a piski ja was
pozdrawiam bliskich, mój rap niszczy niczym kask, wiesz,
nie opieraj się, wiem ze miliony myśli masz też.
Paluch:
Społeczeństwo jest jak szambo, ale nie ma oczyszczalni,
żeby oczyścić umysł, a wieczór dajemy w palnik,
nieważne, czy biedni, czy średni, czy Ci bogaci,
różne są tylko trunki, kto ile za picie płaci.
Rano wkurwieni do pracy, w tramwajach, furach z szoferem,
na umowie w korporacjach, posady nie są pewne,
niepewność jutra, to nasza wspólna choroba,
może oszukać Cię kumpel lub państwo dla wspólnego dobra.
Nieważne ile masz, tutaj wszyscy grają w totka
marzą o spełnieniu marzeń, czekają co im rozda,
a los wszystko rozda i ominie ich na pewno,
znowu wrócą do swych żon i do romansu z butelką.
Kraj [?] miast, tej kochana Polska,
tutaj jedyną rozrywką jest pierdolony Polsat,
w blokach tęsknią za komuną, ex-funkcjonariusze w wąsach
a jak wyjdziesz przed szereg to czeka Ciebie chłosta.

Ref: A teraz krzycz razem ze mną, niech usłyszą nas niebiosa
nasz głos, poruszy fundamenty w blokach,
razem walczmy o zmiany, bo system jest chory,
zacznijmy od siebie, naprawmy nasze głowy. [2x]

Miuosh:
Tu brudzisz sobie ręce nawet gdy trzymasz je w kieszeniach
i nieważne co byś zrobił, jakie miał marzenia, nic tu się nie zmienią ziom,
z pokolenia na pokolenie, złudne, brudne i chore myślenie,
wydrwienie to coś czego brak tu, pośrodku głosu, główna i faktu.
O patrz tu, każdy miał tu swój moment, potem każdy się musiał pozbierać,
nie wybierasz miejsca, które jest domem, a tym akurat jest i będzie ta ziemia,
masz coś do powiedzenia, zamknij ryj! i tak nikt nie posłucha,
żyjesz w kraju, w którym ciężko jest żyć, a co drugi tu chce Ciebie ruchać.
Nie słuchaj plotek, lepiej tu ma być co rok, a co rok i tak gówno się dzieje
rządzą krajem Ci co mają flotę, a głowy mają puste jak nasze portfele,
do szczęścia trzeba nam nie wiele, ale wiedz czego zrobić żeby tego niewiele złapać,
raz dziennie kończy Ci się zapas, a boki zrywa do skóry jak napar.
Nie jeden ściany drapał, czego mógł to się łapał i tak wyszła gapa,
zasada, atrapa, lepiej zacisnąć zęby, podjechać windą i skakać,
z niektórych dróg nie da się wracać, jesteś tu mówi Bóg że zostaniesz,
to dociera dopiero po latach jeśli tym kim być nie ma prawa.

Ref: A teraz krzycz razem ze mną, niech usłyszą nas niebiosa
nasz głos, poruszy fundamenty w blokach,
razem walczmy o zmiany, bo system jest chory,
zacznijmy od siebie, naprawmy nasze głowy. [2x]

Junior Stress:
Żebyś nie był, zawsze tak jest, wszędzie tak jest..
Jeden nie ma nic, drugi ma wszystko,
jeden wybija się, drugi spada na dno,
pierwszy topi w wódce samotność, drugi w tam nigdy nie zatapia złość.
Taka jest to zależność, oddana jej nasza społeczność
tutaj rządzi niepewność, obojętność, sprzeczność.
Interesów ludzkich nie znajdziesz w nim
Szacunku za grosz, na kolanach proś
jeżeli chcesz odmiennych coś na czym zarobić można.
Szacunek ponad hajs, kobieca ponad hajs
honor ponad hajs, jeżeli wierzysz w to co wierzysz w nas,
przyjaźń ponad hajs, miłość ponad hajs,
rodzina ponad hajs, pomylić możesz się tylko jeden raz.

Ref: A teraz krzycz razem ze mną, niech usłyszą nas niebiosa
nasz głos, poruszy fundamenty w blokach,
razem walczmy o zmiany, bo system jest chory,
zacznijmy od siebie, naprawmy nasze głowy. [2x]
Diil gang, diil gang.
Na zawsze JLB.
Teraz my uderzamy.
W tej ekipie.
Chodzi o jedność i godność człowieka.
Diil gang, diil gang.
Na zawsz JLB.
Teraz my uderzamy.
W tej ekipie.
Nie, nie potrzeba złota dla otuchy.

[Wilku]
Dill gang familia, nic na pokaz,
sami swoi więc szacunek okaż,
dla nas to całe życie dla innych to moda,
hip hop, ziemia, ogień, powierze i woda.
My tworzymy [ziom], to co słyszysz [ziom],
to co widzisz [ziom], to co nosisz,
do perfekcji wciąż dążymy,
jesteś mistrzem, elo, wiesz gdzie się zgłosić.

[Żary JLB]
Ja kiedy mówię diil gang, to głośno i wyraźnie,
jesteśmy bractwem, my mamy w sobie wsparcie,
jeden za wszystkich wiemy to dokładnie,
jak wszyscy za jednego by nie lądował na dnie.
Postępuj lojalnie wobec swoich braci,
a każdy z twoich braci szacunkiem ci zapłaci,
niczego nie tracisz, dziś dając z siebie wszystko,
diil gang jest dla nas niczym domowe ognisko.

[Jasiek MBH]
To jest diil gang, jedyny słuszny wybór,
przybyliśmy tu żeby zniszczyć wszystkich skurwysynów,
moc ułożonych w sposób zwinny, słusznym stylu,
obudzi tych co pisząc przywykli do twórnych rymów.
Diil gang, diil palacz,
każdy z nas tu dziś gra i nie chce nic w zamian,
to, to esencja i wjeżdza w bit stara moc,
lepiej przestań jak na przekór nam chcesz działać.

[Hudy HZD]
Ja jestem tu od bezy zajawy ziom a nie z korzyśći,
bądź czysty, daję ci hip hop byś zabił swe myśli,
tutaj wszyscy, oddali tej grze krew swą,
ten krąg, zwmacnie mnie, ejj ziom, wiedz to.
Że mamy każdy element, serce bije dla kultury,
to diil gang, lojalnie zjednoczone style z ulic,
mówię, rzuć bzdury ziom idź za bogiem,
drugie solo tuż za rogiem, to historie z dna człowiek.

[Szczurek JLB]
Diil gang, to mój świadomy wybór,
lojalność, podstawą tu w oparach dymu,
niewidzialny diil, daje naturalny haj,
dobrze wiedz że w tych zyłach płynie jedna krew.
Znów przy jednym stole, szczerość liczy się w tej grze,
w świecie bez litośći, nie ma miejsca dla łez,
trzymam się hemp armii, braterstwo wspiera mnie,
znowu na głośniku, słyszysz Jot eL Be.

[Paluch]
De I eL, G.A.N.G,
dożylnie oponentą z uśmiechem daję tlen,
jebać legendy co skurwiły się za drobne,
to czysty rap jak ludzie, krk należy do mnie.
Huj hejterom w klawiaturę i w internetowy burdel,
ich życie to podwórzę między youporn a facebookiem,
my co jesień lecimy w trasę z nowiutkim albumem,
Diil gang, for live, chyba już wszystko rozumiesz.

Diil gang, diil gang.
Na zawsze JLB.
Teraz my uderzamy.
W tej ekipie.
Chodzi o jedność i godność człowieka.
Diil gang, diil gang.
Na zawsze JLB.
Teraz my uderzamy.
W tej ekipie.
Nie, nie potrzeba złota dla otuchy.

[Bas Tajpan]
Diil gang, jedność, lojalność, braterstwo,
hemp armia nowy ład, nowe społeczeństwo,
nowy system, nowy człowiek,
obudź swiadomość pamiętamy o tobie.
Bwoy, diil gang karcel,
bwoy, czysty jak tlen,
bwoy, Goudi bay, bay, Bas Tajpan,
pozdrawiam moich ludzi od wolnego majka.

[Jongmen]
Jeden bóg, jeden rap, jeden sens, jedna miłość,
jedność, lojalność, braterstwo naszą siłą,
chodź wielu nie wierzyło ja daje rap dla dzielnic,
z miejsca gdzie dziewięćdziesiąt procent marzeń się nie spełni.
Jestem pewny swego póki nie zakmnię się trumna,
jak tego że Żyradowska gleba ze mnie dumna jest,
braciszku unieść pięśći i podnieść syf na barkach,
Jongmen, diil gang na zawsze dobra marka.

[Fuso RRI]
Dill gang rośnie w siłę brat sprawdź całą ekipę,
Fuso razem ze Szwedem dbamy tu o muzykę,
jak chcesz nas zapamiętać skojarz z najlepszym bitem,
w rodzinie nic nie ginie a twój props jest profitem.
Wiesz że w jednośći siła dlatego dostajesz monolit,
lojalność i braterstwo są jak perły w koronie,
za bratem pójdę w ogień bo oni znaczę dla mnie wszystko,
bo diil gang ziom równa się prawdziwy hip hop.

[Szwedo]
To diil gang jest na ulicy konwencja,
surowa stylistyka, najszystsza esencja,
wciąż większy potencjał w działaniu konsekwencja,
cały czas w jednośći siła i twórcza inwencja.
Zapoznał nas mikrofon, marbel, gibon i kielon,
dziękóweczka za to że z nami idziesz przyjacielu,
od problemu do problemu od weekendu do weekendu,
obyśmy kiedyś mieli takie konta ile poszło skrętów.
Wspólne cele łączą, dzięki tym mordom wiem to,
nigdy stop, dobry towar, diil gang reprezentant,
razem żeśmy dali radę wielu farta przeciwieństwo,
w najtrudniejszych sytuajach pokazali człowieczeństwo.

[Bilon]
Diil gang, sportowo mocny team,
serferzy, fighterzy, deskarze też są w nim,
często porażka przybliża do zwycięstwa,
poddać się bez walki to jest dopiero klęska.
I tak nie działa te twarze są z charyzmą,
ha i hsem, ka o wu, wiedzą też o tym wszytko,
kłaniam się nisko, ulicznym arytstą,
Fuso oraz SWD Szwed muzyce bardzo blisko.
Jest młoda gwardia, słychacie diil radia,
jest Paluch, jest Jasiek, Żary no i Bas Tajpan,
młode talenty dziś jeszcze noname'y,
otwarte wrota i na bok sentymenty.
Szlachetni dj skreczami niszczą mendy,
ja znowu uśmiechnięty,
pełen nadzieji i wiary w swoich ludzi,
dzięki za tą siłę tu nigdy się nie nudzi.

Diil gang, diil gang.
Na zawsz JLB.
Teraz my uderzamy.
W tej ekipie.
Chodzi o jedność i godność człowieka.
Diil gang, diil gang.
Na zawsz JLB.
Teraz my uderzamy.
W tej ekipie.
Nie, nie potrzeba złota dla otuchy.
[O.S.T.R.]
2002...
Gdzieś daleko od błysków fleszy
Bit w uszach duszę leczy.
Nad kartką umysłowy stretching.
Po to żyję, po to się budzę,
Po to palce tuszem brudzę.
Z tym się urodziłem i z tym chcę umrzeć.
Taki mam patent na rzeczywistość.
Masz za dobrze? Czar może prysnąć.
Lepiej ostrożnie iść z tą myślą,
Że może zdarzyć się wszystko;
Łącznie z katastrofą á la Boston-San Francisco.
Mam to przed oczyma:
Radio, redaktor i krwawy finał;
Niczym Izrael - Palestyna.
Nie da się świata zatrzymać, czasu cofnąć,
Pozostaje płacz nad niesprawiedliwością.
Co z ludzką godnością, pytam.
Zamiast śmiać się na płytach
Muszę za szczęściem wzdychać.
Patrząc na chmury nad miastem
Powoli zamykam oczy.
Daj spokój z bólem
I tak zbyt wiele czuję.

Ból doświadczeń sprawia, że śmiech znika.
Mówili nie patrz, mówili nie dotykaj.
Mówili nie myśl, co zdarzyć się może.
Terror, za nim człowiek,
A w człowieku odpowiedź.

Ból doświadczeń sprawia, że śmiech znika.
Mówili nie patrz, mówili nie dotykaj.
Mówili nie myśl, co zdarzyć się może.
Terror, za nim człowiek,
A w człowieku odpowiedź.

[Vienio]
Odkąd pamiętam na szklanym ekranie,
Zbrojnego konfliktu w pamięci mam znamię.
Matka mówiła, co teraz się stanie;
81 jakieś skrzyżowanie,
centrum miasta, pamiętam jakieś wojska.
Stan wojenny, to skrzywdzona Polska.
Rozkaz wydany i następne wydarzenia;
Też inne kraje doznały cierpienia.
Zdarzenia. Dzieje się dużo złych rzeczy.
Komuś naprawdę tutaj zależy.
Środki przekazu szukają wciąż okazji;
Konflikty w Azji, na życie zamach.
Dwie wieże w Stanach, płonie Pentagon,
W dzień z bronią wagon opuszcza granice.
Kościoły, kaplice, apeluje Watykan.
Przybywa wciąż pytań, źle znowu sypiam,
Odliczam godziny do dnia spokoju,
Gdy cały świat w końcu zazna pokoju.

[O.S.T.R.]
Ból doświadczeń sprawia, że śmiech znika.
Mówili nie patrz, mówili nie dotykaj.
Mówili nie myśl, co zdarzyć się może.
Terror, za nim człowiek,
A w człowieku odpowiedź.

Ból doświadczeń sprawia, że śmiech znika.
Mówili nie patrz.

Kurwy, trochę pokory;
Mówicie rap jest zły,
To jaki jest terroryzm? Hę?
Niby o tym się nie mówi, wiem.
Ważniejsza pensja, wyścig do szczęścia,
By mieszkać jak pan, jeść jak pan,
Chodzić jak pan, jak pan mieć szpan.
Nie kłam, że nie nakręca ciebie lans, bo nie uwierzę.
Lepiej wytłumacz mi zjawisko rasowych uprzedzeń,
Zbrodni w imię głupoty.
Co świat chce udowodnić?
Trupy, filozofia z dupy,
Spójrz prawdzie w oczy;
Rządzą nami przygłupy.
Nawet patrząc na Bałuty,
Oddając im swą miłość,
Na Helen przyszła, widzę ilu ubyło.
Pozamykani w domach, pokojach,
Skazani na klęskę,
Wiesz kim jest człowiek?
Głównym niebezpieczeństwem.
Możesz gadać, że pieprzę farmazony,
Ale proszę cię o jedno;
Pokaż mi te szklane domy,
Bym wiedział, że się mylę,
Bym zmienił światopogląd
Na życie oddane pieniądzom.
Pokaż mi to dotknę, uwierzę, przemyślę,
Bo dosyć już człowiekowi ciśnień.
Wszyscy dokoła mówią: mamy kryzys
A Ty się dziwisz jakby mówili w jidysz
Co ważne dla nich wcale Ciebie nie dotyczy
Bo wiem, że póki jesteś nigdy nie zostanę z niczym

Pamiętaj o mnie gdybym ja kiedyś zapomniał
To dzięki Tobie rozpocząłem nowy rozdział
Ten, którym żyję co dnia, który dla mnie jest
Jak dla ognia tlen, unosi w górę jak lotnia mnie

Wiem, choć nie pamiętam już jak dawno
Żyłem z Tobą mając się za jarzmo, na szczęście
To inny czas i inne miejsce, ono
Nie wróci już, nie wróci więcej

Zobacz, nowe życie jest wkoło nas, rozkwita
Świeża ekipa z mojego plemnika
Niektórzy łączą to z Bogiem, nie wnikam
Ale ja wolę podziękować za to Tobie

Słyszysz o sobie tyle słów pięknych,
Przecież masz swój język, mówią - zawsze zwyciężysz
Pokonasz mężczyzn, nie oprze się kobieta
A mówią wszak, że jest ślepa!

Jeśli tak, to wiele mi to tłumaczy
Choćby czemu nie ma Cię tam, gdzie powinnaś trafić
Ludzie idą za Twym przykładem
I tak błądzimy sobie razem

Jest tyle miejsc, w których Cię nie było dotychczas
Chciałbym zmienić to natychmiast, lecz wiem, że
Wiele miejsc jest też, w które nie wejdziesz,
Bo tam Cię mają za powietrze, wiesz

A dla tak wielu jesteś tarczą,
Za którą się chowają, a nie z nią walczą, sprawdź to
Tak to jest, czasem łatwiej o czymś mówić
A dużo trudniej jest wyjść z tym do ludzi

Tak być nie musi, rzecz jasna,
Dla mnie Ty to wszechświat, ja to teleskop Hubbla
I choć obserwuję Cię od dawna
Nie mogę nadziwić się, że to jest rzeczywiście prawda

Ale Cię czuję całym sobą, słowo
Biorę Cię więcej niż ręce unieść mogą
A Ciebie nigdy nie zabraknie, nie
Bo jesteś większa niż ten świat jest

Więc, więc wiedz i zapamiętaj
Dla Ciebie rap ten gra i instrumental
Nie znam na świecie ja większego piękna
Niż to, co dotknie Twoja ręka

Więc, więc wiedz i zapamiętaj
Dla Ciebie rap ten gra i przysięgam
Nie znam na świecie ja większego szczęścia
I wiem, że Tobie to zawdzięczam, tak

[Cadillac Dale]
I wanna thank you girl
For loving me
I wanna thank you baby

I wanna thank you for our family
I wanna thank you baby

The love you're giving me is energy
I wanna thank you baby

I wanna thank you girl
For loving me
I wanna thank you baby
Zip Skład /x5

Sokół, Deszczu Strugi, Mixtape Prosto 2006 elo

Kto jest kto rozwiązanie zagadki,
posłuchaj synu śródmiejskiej gadki,
przyjaźń to jest to co nas trzyma,
nie wchodzi się tu łatwo choć bywa
czyste sumienie, wzajemnie wobec siebie więź,
jesteś w porządku, nie ma co się trzęść,
mówię jak jest, więc opowiem ci historię,
był sobie Grześ, który miał dziewczynę Glorię.
Owa była jedną klasę niżej, on dorabiał jako Dee Jay,
jak ją brał od tyłu to jej mówił żeby była ciszej,
kochał ją ponad życie (ta),
ona była gorąca, każdy chłopiec spuszczał wzrok,
gdy patrzyła się na chłopca,
miała mieć maturę z geografii,
fart taki, że Grzesiek pisał ją rok wcześniej,
przecież zna koleżkę, który da jej korki.
I by było lepiej gdyby to był tej historii finał
i dla Grzesia i dla Glorii, tak się jednak nie zdarzyło.
Była zima, Grześ pod blokiem czekał w furze aż godzina się skończyła,
ukochana wychodziła mądrzejsza o lekcję,
trwało to pół roku, może trochę więcej
nim Grześ poznał prawdę o tym douczaniu,
geografia polegała na dymaniu.
Podczas gdy Grzegorz palił szlugi w samochodzie,
korepetytor ruchał Glorię na komodzie.
Bodziec to i impuls, by się zastanowić,
co zrobić, gdy cię bliscy robią w chuj,
dajesz im serce, a dostajesz gnój,
ziomku mój, ty zawsze przy mnie stój.
I na koniec kilka linijek epilogu.
Ona z uczycielem w ciąży,
pięć miesięcy do porodu.
Skruchę do Grzesia, bo geografią pogonił
i zapyta tutaj każdy co Grześ zrobił.
Przyjął ją z powrotem wyjątkowo bardzo dobrze,
pocałował i rozebrał na podłodze.
Wyglądało to na miłość, och mój Boże,
nie uciszał jej, gdy jęczała srodze
jak ją wziął jak ? pancerną na jednej nodze,
migdał w ? tak jak modne.
Jak skończył powiedział: "ubierz się"
i podle rzucił jej 100 złotych na odchodne.
Morał. Jak chcesz kurwo takich monet
to mów, bo to twój ostatni moment.
Ta, to twój ostatni moment.

Zip Skład 2006, Mixtape Prosto, Deszczu Strugi, Sokół

Co to za imię Gloria jest w ogóle?
Chyba pseudonim z agentury elo
Gloria to znaczy chwała.

Ostatni moment, zamykasz drzwi,
gdy bliski człowiek z miłości drwi,
jak dupa, która niby ma intencje szczere,
a za plecami rucha się z frajerem jak wredna kurwa,
zdrajca ideałów co udaje kumpla,
a wpierdala cię pomału.
To koniec, niech odbija w swoją stronę,
bo to jest już ostatni moment.

Śródmiejskie południe elo
Juras, WSB, Sokół
Wiem, że muszę zadbać o rodzinę - żonę ,syna , matkę,
Nie mów o białym złocie, tylko czym ja ją wykarmię,
To mój honor...
To dane Bogu słowo...
Brat, się budzę cztery razy w ciągu nocy do pieluchy,
Rap nie zrobi Cię człowiekiem, jak życie Cię nie nauczy,
Taka prawda...
Lenistwo zabija tu świat w nas...
Każdy by chciał wszystko naraz zamiast starać się o trochę,
Niby nikt tu nic nie pali, a by zjarał Europę,
Powiedz....
Czy wystarczy nam spowiedź....?
Nieistotne, się dowiem, jeśli będzie mi pisane,
Bo wiarę mam w sobie, kiedy klęczę nie kłamię,
Panie...
To tylko jedna z planet...
Mały w przestrzeni kamień, który nazywamy Ziemią,
Od jej zaniedbania
Tu przemoc rodzi pieniądz.,
Bo ludzie nie zmądrzeją...
Powiedz komu dałeś władzę? Tajnym służbom?
Nie widzisz, że te służby w sposób jawny się kurwią?
Daj usnąć...
Rap gra jedyną furtką...
Przecież widzisz jak się staram, by być dobrym ojcem,
Takich jak ja miliony, chcę być mądry w tej trosce,
Ale...
Tu cenią spryt, nie talent...
Czy Ty dbasz o detale? Na co ta zwłoka, Panie?
Szacunek mam do ludzi, tu z każdym z lolka spalę,
Ramię w ramię...
Dzięki nim rodzinę karmię...
Wierze w Ciebie z całych sił, oddałbym Tobie co mam,
To, że wkręciłeś mi film prosty - człowiek i rap,
To mój szlak...
Niczym ostateczna msza...
Pilnuj Nas przez ten czas, traktuj to jak modlitwę,
Wiem, że gdy mam Ciebie, moja dusza nie zniknie,
To jest fakt...
W życiu ostateczny blask...
Jak do siebie chcesz mnie zabrać, to proszę Ciebie spróbuj,
Zrobisz to fachowo, szybko, przez sen, bez bólu...
Powiedz ile życie ludzkie warte jest
Powiedz ile jeszcze spadnie słonych łez
Powiedz ile jeszcze będzie tak jak jest
Wiesz - to powiedz ile, powiedz, powiedz. (2x)

(Ziaja)
Ty powiedz ile wart jest człowiek
Ile masz go w sobie - sam sobie odpowiedz
Między prawdą a bogiem, niejeden był bychowiec
Wieczorem miasto wrogie strach mu bije spod powiek
Zaciśnięte pięści obie zasypia metropolia
W starciu ma nierówne szanse jak Dawid i Goliat
Jest sam a ich trzech to już pech, oddech wstrzymany
Nic nie zrobią, nie zabiorą przecież jestem spłukany
A może jednak się pomylił nagle w oczach trwoga
Zwiskali go, skopali, odebrali czucie w nogach
Więc może powiesz jako człowiek teraz
Dlaczego nasza wartość ciągle spada w strone zera?
Śmierć nie wybiera życie czasem krótkie i ulotne
Przez głupotę ludzką są tragiczne punkty zwrotne
Alkohol, fura mknie przed siebie jak wichura
Jaźwa mu się cieszy, pewnie gdzieś się spieszy
A po drodze zabił dwójkę dzieci na przejściu dla pieszych
To świata podłość odbiera nam oddech, wolność
Naszą godność której każdy potrzebuje
A niejeden ojciec jest co syna katuje
Poczekaj syn podrośnie później też odreaguje
To świat tak nas wychowuje, czy tylko my
Działamy tak na na siebie w tłumie tam gdzie ja i ty, ja i ty.

Ref.
Powiedz ile życie ludzkie warte jest
Powiedz ile jeszcze spadnie słonych łez
Powiedz ile jeszcze będzie tak jak jest
Wiesz - to powiedz ile, powiedz, powiedz. (2x)

(Ekonom)
Ostatni dzwonek ze szkoły znów wybiega jakiś chłopak
To przesądzone jeszcze nie wie jaki pech go dopadł
Szedł w swoją stronę nie myślał wcale o kłopotach
Nie wie że na plecach ma spojrzenia pogrążone w gniewie
To dwóch typów starszych on parę groszy ma to im wystarczy
Odwdzięczą się za to że los ich karcił, kamienie w garści
On dostał w głowę raz, drugi strumienie farby
Hajsu tyle że se kupią szlugi
Nie przetrwał tej próby czasu ten niewinny chłopak
Karetka się spóźniła bo błądziła gdzieś po blokach
Chwila trwogi w oczach bliskich jedna myśl w głowie
Teraz powiedz ile tak naprawdę warty jest człowiek?
Ile ludzkie życie warte, co jest na serio co jest żartem?
Wrócisz bezpiecznie do domu i to jest fartem
Zastanów się chwile jak to wszystko łatwo przegrać
Życie to jest przywilej zobacz jak łatwo go odebrać.

Ref.
Powiedz ile życie ludzkie warte jest
Powiedz ile jeszcze spadnie słonych łez
Powiedz ile jeszcze będzie tak jak jest
Wiesz - to powiedz ile, powiedz, powiedz. (2x)

(Żółf)
Dobrze wiesz jak jest dziś nie ma nic za darmo
Trzeba się o wszystko bić, trzeba
Ludzie biją się jak o kawałek nieba o kromkę chleba
Boże przebacz ale czy widzisz morderstwo na ulicy
Nie za pensje, nie za więcej - za grosze
Prosi cię to nie oddasz bo to twoje
Ugodzi cię i wtedy wiesz że jak swoje
Czy to tyle jest warte?
Życie ludzkie za kredytową kartę?
Czy telefon? Czy za sikor? Powiesz mi to?
Dlaczego krzyczą nocami bezbronne kobiety?
Dlaczego - i to w środku dnia niestety
Nekrolog, bo przycieli go z motorolą
Coś nie tak
Kto nie kradnie, nie zabija - bieda
To pętak który myśli że się dorobi jak sprzeda
Znaleziono ciało - morderstwo na tle rabunkowym
To zginęło 200 zł a nie samochody
Nie biżuteria chuj wie ile warta
To pięniądze na komorne które przykitrała matka.

Fenomen, tak, tak.

Ref.
Powiedz ile życie ludzkie warte jest
Powiedz ile jeszcze spadnie słonych łez
Powiedz ile jeszcze będzie tak jak jest
Wiesz - to powiedz ile, powiedz, powiedz. (4x)
ref.
Gdy mi zimno Ciebie nie ma by ogrzać mnie
teraz mówię, Ty nie słuchasz, nie obchodzę Cię
Kiedy pragnę, kiedy wołam, uciekasz gdzieś
Kiedy proszę nie ma Cię przy mnie
Kiedy pragnę, kiedy wołam, uciekasz gdzieś
Kiedy proszę nie ma Cię przy mnie

Sandra:
1.Nie mogę wierzyć w to co obiecałeś mi,
każde słowo zamienia się w pył.
Nie mogę liczyć choć kiedyś powiedziałeś mi,
że w każdej chwili mogę podnieść krzyk.
Wtedy przybędziesz, obietnice spełnisz.
Wymażesz żal, pustkę mą wypełnisz.
A teraz Ty widzisz moje łzy,
zapominasz, że kiedyś z dna wyciągnęłam Cię.
A teraz dziką satysfakcję czujesz,
że moje serce zazdrością trujesz.
zdeptałeś dawno całe zaufanie,
to dla mnie znaczy jedno Kochanie.

ref.
Gdy mi zimno Ciebie nie ma by ogrzać mnie
teraz mówię, Ty nie słuchasz, nie obchodzę Cię
Kiedy pragnę, kiedy wołam, uciekasz gdzieś
Kiedy proszę nie ma Cię przy mnie
Kiedy pragnę, kiedy wołam, uciekasz gdzieś
Kiedy proszę nie ma Cię przy mnie

Sandra:
Jak to zrobić żebyś zmienił się,
ze wszystkich sił tak powstrzymać ten bieg.

Kiedy pragnę, kiedy wołam, uciekasz gdzieś
Kiedy proszę nie ma Cię przy mnie

2.Siły gasną już nie myślę jasno,
zatracam się, uwięziłeś mnie.
Już nie pojmuję po co prowokujesz.
Zatrzymaj się, przeżyj taki stres.

Myślę, czuję, wszystko tu jest
Myślę, czuję, wszystko na nie.

Kiedy pragnę, kiedy wołam, uciekasz gdzieś
Kiedy proszę nie ma Cię przy mnie
(nie ma Cię...)

Peja:
3.Ty znów zaczynasz, jesteś dobra dziewczyna.
Nie zdołasz mnie powstrzymać, trzaskam drzwiami, już mnie nie ma.
Wiem, obiecywałem wiele a to wszystko ma swą cenę.
Przy mnie gdzieś przyjaciele lecz wesoło mi z tym nie jest.
Nie jestem prorokiem lecz wiem, że pójdziesz bokiem.
Znów mijam Cię pod blokiem, gdy obcinasz mnie z okien.
Niszczyliśmy to sprawnie, ale wszystko ma być na mnie.
Dziś recenzją twą wzgarnę, notowania me marne.
A gdzie ja w tym wszystkim jestem, gdzie na me uczucia miejsce?
Znów ponoszę klęskę, widząc łzy, drżące ręce.
Takiego piekła nie chcę, nie chcę życia w udręce.
Ja też mam przecież serce, którego często nie chcesz.

(nie ma, nie ma, nie ma, nie ma Cie
znika, znika, znika cały gniew x2)

Wychodzę czy wrócę? Nie słucham, powtórzę.
Nie tchórzę, się wkurzę, odurzę, zyskam spokój.
Twój bardziej niepokój, bilans życia we dwoje.
U mego boku miewałaś zmienne nastroje.
Ja wcale nie uciekam, po prostu duszę się.
Wychodzę by gdzie indziej, wyładować swój gniew.
Chciałbym móc Cię tulić, wysłuchać i przeprosić,
lecz słowa, które padły w tym domu - to mi szkodzi.
Urażona duma, złość to nie rozczula,
Ty też nie chciałaś słuchać, tym jadem się zatrułaś.
I jeszcze raz mnie uraź, powiedz jesteś okropny.
Do tego wkurwiony, jak nikt inny, samotny.

ref.
Gdy mi zimno Ciebie nie ma by ogrzać mnie
teraz mówię, Ty nie słuchasz, nie obchodzę Cię
Kiedy pragnę, kiedy wołam, uciekasz gdzieś
Kiedy proszę nie ma Cię przy mnie
Kiedy pragnę, kiedy wołam, uciekasz gdzieś
Kiedy proszę nie ma Cię przy mnie
Kiedy pragnę, kiedy wołam, uciekasz gdzieś
Kiedy proszę nie ma Cię przy mnie
Jeden dla kłopotów dwa rodzi się bas ( bassss )
Uderzenia już nadszedł czas ( czassss )
Nie ważne ile dziś mamy słuchacz ( nie )
Coś do powiedzenia ma ( ma ) Wzgórze Ya-Pa 3
Początek końca i koniec początku
Wszystko po kolei w należytym porządku
AGRO styl uderza ci do głowy
W sedno środek jak zwykle do połowy
Już wiesz co to jest ( jest ) rodzina że Wzgórza
A.G.R.O. nie jest ona duża ( nie )
Te kilka słów które umiem rymować to
Sadzić palić zalegalizować to:

Ref. X4
Sadzić palić zalegalizować to
Te kilka słów które umiem rymować!

Już jestem szczęśliwy nieprzenikliwy
Dziwny skuteczny albo wrażliwy a o
Kim ( o kim ) o czym ( o czym ) była rozmowa
Już mi została tylko połowa (połowa )
Drogi lub rymów przemocy lub płynu
Kobiety w płomieniach żrących się dymów
A o kim a o czym była rozmowa
Czy ktoś się zbliża muszę ją schować
Do ( do ) kieszeni już nic mnie nie zmieni
Jedynie ona ( ona ) w moim mózgu się pieni
Wyłącznik że rowy ( ta ) wyłącznik rymować
Sadzić palić zalegalizować to:

Ref. X4
Sadzić palić zalegalizować to
Te kilka słów które umiem rymować!

Przełożenie mózgu na drugą stronę
Koniec ( koniec ) świata koniec walki z ozonem
Drzwi są otwarte zapraszamy do zabawy
Ja tu januje ustalam zasady
Gramy ale bez przemocy ( przemocy )
Czterdzieści siedem mózgów wybuchło tej nocy ( nocy )
Marihuana marihuana ( marihuana )
Ciężka twoja głowa czyli mocno ujarana
Od rana ( rana ) od późnego wieczora
Marihuana to jest bardzo dziwna pora
Na to żeby wstać ( wstać ) na to aby rymować
Sadzić palić zalegalizować to:

Ref. X7
Sadzić palić zalegalizować to
Te kilka słów które umiem rymować!
Jeszcze trochę, trotylem i prochem nie straszę
Ale od tej klasy odbił się każdy po kilka razy
Łyk Afryki, szczypta Azji, egzotyka
Tym okazom nie brak okazji, nie dotykaj
Paniusia tańczy solo, rusza się bosko
O sto stopni w cieniu wzrosło, kosmos
Pozwoli podejść, bo woli ruch bioder
Po chwili rzucili się gęsiego przodem po nagrodę
Upał poraża ciepłem wulkanicznym, ona chłodem
Wprawia w szok termiczny i liczny tłum pada
Teraz ty masz szansę wstań i ruszaj jak husarz
Bit w uszach, dym w płucach
Jeszcze trochę, pora już zapolować
Jeszcze trochę, zrób to, idź i zdejmij towar
Jeszcze trochę, czas na krok ostateczny
Się nie cofnij, już za późno, już za późno

Jeszcze parę kroków, jeszcze i zobaczysz więcej
I ucichną głosy tych co chcieli być tu
Jeszcze parę kroków, jeszcze i zobaczysz więcej
I ucichną głosy tych co chcieli być tu

W oczach ognie, nie, nie niepewnie jak amator
Stary Escort '89 pożyczony, ale ma to (ma to)
Chwila jeszcze i będzie żył na wierzchu
Wakacje, dupa, słońcu, zapomnij o polskim deszczu
Który wali w szybę, czeka reszta działa w środku
Mięli wejść wypierdalać, w zarodku klękł plan
Zły omen, myśl o dziewczynie
Widzi ją przed sobą, miała dzisiaj siedzieć w kinie
Ale weszła tam gdzie oni właśnie kradną
Huk, szkło pada na chodnik, na nich światło
Kominiary są na miejscu, ktoś padł na wejściu
Czy to ona czy to ziomy na przepięciu
Stać? uciekać? a było już tak blisko
Jeden krok, dwa, w źrenicach całą przyszłość miał
Teraz nic już czysta próżnia, już za późno, już za późno

Jeszcze parę kroków, jeszcze i zobaczysz więcej
I ucichną głosy tych co chcieli być tu
Jeszcze parę kroków, jeszcze i zobaczysz więcej
I ucichną głosy tych co chcieli być tu

(Tak) cel środki uświęca, ten cel nas nakręca
Krępuje z tyłu dłonie i prowadzi nas jak jeńca
Też głowę zwieszam, patrzę z byka i uderzam
Dość ryzyka bym tu leżał, poległ z honorem rycerza
Zgarniam dolę, biorę głupców jest mi nie żal
Torem swoim gnoi gnoić, kroić
To nic, że wszystko gorzkie jest jak tonik
Jak Riddick mam wiele swoich kronik
Widzisz, stoisz i zawadzasz
Przeszkadzasz mi jak władza, bo słabości twe obnażam
Kroków już nie cofnę albo teraz swego dopnę
Albo zgarnę tylko to co nie istotne
Minuty, godziny i dni są ulotne
Dotrę do ziemi obiecanej, jest mi dane
Idę z Panem, niewiele mnie dzieli od wygranej
Kamienie węgielne zostały już wkopane w fundament
Tej budowli, którą podzieli testament, amen

Jeszcze parę kroków, jeszcze i zobaczysz więcej
I ucichną głosy tych co chcieli być tu
Jeszcze parę kroków, jeszcze i zobaczysz więcej
I ucichną głosy tych co chcieli być tu
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo