Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Aha... Nie mam Ci tego za złe PMM, Kajman, Paluch... Prosto, Diil Gang

Dzięki nic się nie stało ziom, nie ma sprawy,
to dla Ciebie pogardy uśmiech na mojej twarzy,
teraz graj przede mną z miną zbitego psa,
powiedz jak Ci ciężko, że znów dotykasz dna.
Aktor, manipulator, to Twój synonim,
ja nie wiem o co chodzi,zamień sobie pseudonim
Palisz jana w rap grze , palisz jana na ławce,
pozujesz na gwiazdę, z obcymi przy flaszce
Tysiące dni i godzin dwadzieścia parę lat właśnie tyle Cię znam i nie znam Cię w ogóle,
mówię o tym z bólem powiedz ile masz masek,
dla obcych chcesz być ziomem, dla swoich jesteś kutasem,
to nie trzyma się kupy, nie mam Ci tego za złe,
nie obrobię Ci dupy choć mam ochotę krzyczeć prawdę,
w żyłach inna krew nie nazywaj mnie bratem,
nie mam Ci tego za złe, więc mimo wszystko z fartem.

Zobacz jak lecę w tym świecie, w którym nie trzyma mnie nic,
jeśli mnie dziś stąd zabierzesz, Boże nie pozwól na łzy moich bliskich,
na śmiech zawistnych mi i im wszystkim z wiarą w ludzi wybaczam dziś
Nie chcę byś cierpiała mamo, spokojny sen przyniosę Ci z góry gdzieś na dobranoc
Wiem to nie to samo nie będzie jak było wcześniej, ale spokój ducha zapewnię bliskim jeśli odejdę
co najlepsze we mnie człowiek będę chciał oddać, wszystkim tym którzy będą musieli tu zostać
by móc spełniać sny, uwierz mi w jutrzejsze lepsze dni, chciałeś mi zaszkodzić? nie mam tego za złe idź
Swoim pomagam dziś i zawsze kiedy zdołam, nie wierzę, że to koniec i nic nie zostanie po nas
pot na skroniach, gdy jesteśmy na scenie, mam miłość dla najbliższych, dla całej reszty sumienie
też będą poddani ocenie ich zdanie tu nic nie zmienia, uwierz to jedyne takie uczucie innego nie ma
czułem to wcześniej gdy sądny dzień nadejdzie, będę żałował że odchodzę i cieszył się że nareszcie.

Nie ma nic co sprawiłoby, że chciałbym Cię zabić, dziś miłość silniejsza jest niż nienawiść!!!

Nie mam Ci tego za złe, że jesteś spragniony, chociaż na pustyni ratuje Cię nawet kropla wody,
Nie mam Ci za złe, że wciąż jesz, choć tylu głodnych jest, chudych ratuje tu nawet kęs (sorry ej),
Powszedni chleb, chcesz nim posilić się, poszukiwany jak real, kto wyciągnie ze skały miecz,
o co tu ten cały zgiełk, czy na pewno jest już ok? mówi O.S.T.R, PMM płyń dalej z tym
nie jest ok, choć mówię cześć i nie gniewam się i nie mam Ci tego za złe
co zrobiłeś sam wiesz, co zrobiłeś sam wiesz, sam wiesz i wiesz co? w sumie jest ok
gdzie indziej ok, no i przyjdzie ten dzień, kiedy spotkamy się gdzieś na stricie Face to Face,
cześć bo tak robi życie wiesz, ta historia ryje mi moja chorą psychikę jak klej
Butapren.

Co sprawia że nadal uważam z kim siadam do stołu,
nie działa przepraszam judaszom już nie mogę pomóc, zachłysnąłeś się sobą,
żyjesz w Utopii to powód, komu zrobiłeś krzywdę wiesz, to zabierzesz do grobu.
Wchodząc na taflę, czuje wyraźnie, lód pod moimi nogami nie pęknie, tylko zamarznie
nie ważne, że nagle chciałeś widzieć mnie na dnie, rzeczywistość jak bagnet wbija Ci się w wyobraźnie,
Tamte tanie przyjaźnie, przepadły nie mam Ci za złe, dalej siedź w złotej klatce niech w około ktoś klaszcze,
wszystko jasne, wiem na co patrze, wziąłem poprawkę, dawniej bym nie odpuścił, byłaby krew na posadzce,
też bywałem nieskromny, za to zawsze przytomny i nie z tych co za życia sobie budują pomnik
u szczytu formy, wolny, od tych co poszli mącić, ludziom tej kategorii dzisiaj mówię spokojnie.


Nie ma nic co sprawiłoby, że chciałbym Cię zabić, dziś miłość silniejsza jest niż nienawiść!!!
W pustym świecie nie miłości, echo nienawiści
nie rodzice sadyści dziecku łamią nawet myśli
gdyby potrafiło chodzić lub wypowiadać myśli
to definicje bólu wszyscy usłyszeli byśmy
tu nie ma granic, gdzie duchowy rynsztok
ten co życie ma za nic pierwszy powinien zawisnąć
chcą zdobywać planety, czują że są blisko
choć na ziemi śmieci sterty, ludzkie wysypisko
chce poznać Twoje imię, system chce Twój numer
chce iść z Tobą przez życie, dla nich jesteś trupem
cel jest niewidoczny, dzisiaj nie będzie ich łupem
prawdę zabiorą do grobu, tylko fałsz puszczają hurtem
promienie Najwyższego Światła przebijają chmury
niewiara upadła, Pan uderza w życia struny
wysychają oceany, lewitują góry
wszyscy podziwiają naraz moc Najwyższego Stwórcy
wyrównanie różnic, rdzewieje szczere złoto
wypełnienie próżni, dla duszy święty botoks
ci co rzucali bluzgi, ręce do nieba wznoszą
suma istnień ludzkich otoczona jego troską
bliscy co odeszli, żywi stoją obok Ciebie
wszystkie zbłąkane dusze odnajdują domy w ciele, ta
jeśli wątpiłeś to dzisiaj jesteś pewien
on wrócił na ziemie i wszystkim prawym daje Eden
darmowy prezent, boska sztuka na żywo
znikają stygmaty, to dzisiaj wybawienie przyszło
w towarzystwie świętych ostatnie widowisko
nie musisz tłumaczyć przecież o Tobie wie wszystko
znów karmi głodnych, spragnionych poi z ulgą
ucichły modły, nasze serca biją równo
wszyscy zwyrodnialcy czują ból swoich ofiar
a sprawiedliwość dla tych, których sąd nie dopadł
brudne sumienia niszczą niewiernych tchórzy
z przerażeniem w oczach dzisiaj chcą Jemu służyć
materialne dobro obraca się w gruzy
Jego łza jest życia kroplą, nawilża Saharę duszy
resetuje pamięć poniżanych kobiet
pamiętają tylko dobro, znika opuchlizna z powiek
daje nam szanse na ostatnią szczerą spowiedź
zdejmij z sumienia maskę i całą prawdę powiedz
pojawił się Pasterz, stada ślepych owiec
daje nowy początek, bądź pewien to nie koniec
właściwy porządek, dziś cywilizacja płonie
prawdziwy Król na tronie w rękach topi koronę
zło miesza się z dobrem, równowaga wraca
przestaje być istotne to co na kościelnych tacach
w pył obraca zbędne kościelne bogactwa
wyczekiwana ulga we wszystkich warstwach
nie podała daty żadna znana przepowiednia
dzisiaj wszyscy mają dzień, świeci blaskiem cała Ziemia
największe tajemnice świata stają się jasne
nie musisz ich rozumieć, to co ludzkie nie jest ważne
otwiera dla nas złote bramy boskich komnat
w pierwszej kolejności idą wysłannicy dobra
słychać anielski chór we wszystkich świata zakątkach
męczennicy, pierwsi żywi w nieba progach
za nimi idą ci którzy karmili się wiarą
świadomie i w niewiedzy przestrzegali boskie prawo
nie widzieli Go za życia, żywi przed nim stają
choć niewiedza Cie osłabia to jest wiary podstawą
ostatnimi będą ci co brak wiary wynieśli z domu
lub wierzyli w jego siłę ale negowali Kościół
wiedzą co istotne przez wyciąganie wniosków
idę z nimi dumnie przez kilometry złotego mostu
nic więcej się nie liczy, czas w miejscu staną
słodkie łzy, słona krew, świat zalany zimną lawą
ginie chaos, bo tym było życie ludzkie
nie szukaj schronienia, teraz nie masz dokąd uciec
nie ma znaków zapytania, odpowiedzi też są zbędne
Ziemia wraca do początku, życie zatoczyło pętle
nie widziałeś tego nigdy nawet jeśli patrzysz sercem
zostało tylko piękno, tylko to i nic więcej.
[Ref.]
Ja zamykam się na weekend w domu,
nie odbieram od nikogo telefonu
jeżeliby chcieli coś ode mnie,
powiem im po weekendzie, że siedziałem w domu
bo musiałem napisać komuś, to co nawinę do mikrofonu,
o tym, że przejebię cały hajs, bawię się cały czas,
pierdolę cały świat, nawet jak nienawidzi mnie,
bo jestem sobą, jestem sobą, uwierz mi na słowo,
że nie obchodzi mnie, to co myślisz o mnie,
zaufaj mi, pierdolę to, zaufaj mi, pierdolę to,
i przejebie ten cały hajs,bawię się cały czas,
pierdolę cały świat, nawet jak nienawidzi mnie.

[VNM]
Bo jestem sobą i pierdolę to, że nie umiem śpiewać,
i wezmę te lekcje śpiewu jak po tej płycie parę tu wezmę przelewów,
parę już było, sprzedał się nieźle tu debiut,
nie chce mi się pić już, to wylewam te resztki do zlewu,
banalne - kiedyś nie wylałbym,
wyjebałbym do końca, nawet, jakbym się zrzygał tym,
bo mam przed oczami, kiedy wyciągam ręce,
po paredziesiąt groszy tańszy pasztet,
po to, żeby wziąć jednego bronksa więcej,
przed oczami, kiedy kładę się spać w ciszy,
a do trzeciej tu widzę sufit, bo muszę ten hajs liczyć,
w ciszy, a marsza grają te kiszki, ja nie słyszę ich,
piętro poniżej stukają kieliszki, nienawidzę ich.
Tych sąsiadów, mimo, że nie widzę ich,
i nie wiem kim są, i za swoją złość tu się wstydzę.
I wiem, prędko nie zasnę tu, popołudniu wstanę,
dam na kartki tusz, widzę w tunelu światło już,
ta zajebana fatamorgana, każe na trackach mi latać,
od rana, do nocy, ta fatamorgana, jak na Saharze,
w upale, z dala, majacze ta plama,
czarna jak Barack Obama, łapie ją.

A ona mi spierdala, jak zwykle mi spierdala,
przyzwyczaiłem się do tego już..

Ale wierzyłem w to, że kiedyś wreszcie,
ją złapię i zgadnij kurwa mać, tak, zrobiłem to !
Dlatego nie dziw się, że nawinę najczęściej, że
zarabiam tą pegę nie będę zły tu na Ciebie,
nie, jeżeli będziesz zły na mnie,
za to jestem wobec Ciebie szczery przynajmniej,
piramida Maslowa, u mnie to kończy się na pędze,
bo nigdy jej nie miałem, więc pierdolę transcendencję,
zaufasz sumieniu swemu,
jak powie 'marzeń nie miej' to nie wierz jemu,
sam już powinieneś wiedzieć czemu.

[Ref.]
Ja zamykam się na weekend w domu,
nie odbieram od nikogo telefonu,
jeżeli by chcieli coś ode mnie,
powiem im po weekendzie, że siedziałem w domu.
bo musiałem napisać komuś,to co nawinę do mikrofonu,
o tym, że przejebię cały hajs, bawię się cały czas,
pierdolę cały świat, nawet jak nienawidzi mnie.
A Ty bądź sobą, bądź sobą
Też bądź sobą , uwierz mi na słowo
Niech nie obchodzi Cię, co tu myślą o Tobie,
zaufaj mi, pierdol to, zaufaj mi, pierdol to,
i przejeb ten cały hajs baw się cały czas
i pierdol cały świat, nawet jak nienawidzi Cię
Bądź sobą, bądź sobą.
Ja zamykam się na weekend w domu,
Ja zamykam się na weekend w domu
Piszę i zamykam się na weekend w domu
Wracając do dni uwolnionych od chwil godnych modlitw
O.S.T.R.'y podłych niszczy wciąż by być rozsądnym
orły nim szyfr odsłoni rebus, błyszczy klamka
na biegu zamka pysk, załamka
Czyż byś miał tak, tamtam parampam
Dla zwycięzców szampan, przegrani na sankach, prawda
są rzeczy które nie wyjdą z gardła bez tortur
bo niejednemu psychika padła, skosztuj
jak tu zwał, nas rap pcha przez życie, mózg więzy sitem
aby zlać z bitem to co do głowy weszło
bo przestojom dam radę zawsze, rymów pasterz
zastępstw tych srogich jak kastet także spotkasz
jak chcesz dostać po nozdrzach, ot tak za matkę
bo znam i wiem jak jest z szacunkiem
blokowy skun sen, prysł jak w coffee shopach gulden
toffie prozak później ze snu złego zbudź mnie
bym mógł trzymać rękę na pulsie
Trzy sześć pięć po za tym nic nie chcę

[x2]
Wehikuł czasu goni popyt banał
sceptyków kasy niczym Kofi Annan
I tak ziom ktoś zgarnie toffi za nas
Pokaż mi teraz tego, co na bloki stawiał

Gdzieś w miejscu, które ukrywają wieżowce
masz bit, teksturę używaną w Polsce
uwikłano postęp zagadki kosztem rotacji
pop tu z folkiem powróćmy
widzisz wieżowce w nich sztuka mieszka
stopa, hit, werbel stuka po kafelkach
popatrz, zysk czerpie suka, co ci merda
zużyta jak kiermasz
chcesz ziom underground, to zapamiętaj
ten mały pokój, zestaw tłoków, PC trotus
Przecież w toku to co niezależne
Ja wybrałem Asfalt ktoś inny bieżnię
Los winnym beef śle, to twoja liga
Dla mnie luz zyga, zyga, zyga, zyga
W dół idzie szyba, zyg zag na gwizdku
zig zap dla chłystków
tic tac i nic już tu po nas
i znów ten sam pokój daje
Diadora power w oporach napierdala jak koniak
to metafora tego co w tajemnicy
w najskrytszych zakamarkach ulicy

[x2]
Wehikuł czasu goni popyt banał
sceptyków kasy niczym Kofi Annan
I tak ziom ktoś zgarnie toffi za nas
Pokaż mi teraz tego, co na bloki stawiał
Kto Patrzy, Kto Widzi, Kto Czuje I Rozumie
W Tym Całym Motłochu Znaleźć Się Nie Umie!
Pętla!
Dla Zrozumienia Sluchaj Tych
Słow One Nie Są Bez Znaczenia!
Wiele Do Zrobienia Chodź Powiązane
Ręce Kurestwa Z Każdej Strony Coraz Więcej!
I Więcej!
Robi Się Goręcej! Afera Za Aferą!
Kurwy Się Na Stołkach Dzielą!
Norma Zachowanie!
Szkoda Że Na Oczach Świata
I Telewizyjnych Kamer!
Co Dla Ludzi To Zabrane
Na Rządowy Talerz W Zamian Obietnice Zalet
Jak Przyniesie Ustawa Jak Dla Nas Chuja Warta
Pętle Zaciśnięta, Paragrafy Na Fartach!
Tylko Dobry Wałek, Tutaj Sukces Jak As W Kartach!
Nie Każdy Ma Farta! Wyroki Zawieszone!
Areszty Przepełnione Za 2 Lizaki Sankcja!
W Kasie Kiedy Budżet Państwa Topnieje W Miliardach!
Zarobionych Ludzi Garstka, Cała Reszta Po Zasiłek
Z Ciekawą Teorią Że Powietrzem Też Wyżyjesz!
No Bo Robota Jak Do Raju Bilet!
Zarzucona Pętla Na Szyje Temu Co Nie Kryje
Że Mu Nie Za Dobrze Się Tu Żyje!
Oddziały Prewencji, Na Starych Co Za Głośno Huczy
Rap Z Kraju Co Historia Uczy
Że Się Nikt Z Niej Niczego Nie Nauczył!
Całe Stado Ludzi Co Się Lepszym Jutrem Łudzi!
Z Plakatach Wyborczych Uśmiechnięte Gęby!
Na Bilbordach Nowej Mody Trendy!
Walą Ci Do Głowy Jak Z Dobrym Basem Bębny!
Każdy Mówi Droga Tędy!
Ja Ci Podam Rękę Ominiesz Zakręty!
Dookoła Mendy, Bezprawne Zatrzymania!
Tu Prawo Do Milczenia Znaczy Masz Chuj Do Gadania!
Głebo-Głebo-Głeboki Oddech!
Głeboki Oddech! Głęboki Oddech!
Stań Na Nogi! Zaślepiony Chlopak
Szuka Swej Powrotnej Drogi!
Czemu Czlowiek Zaufał Temu
Co Miał Wkurwe PLN'ów
A On Biednym Nie Dał Tlenu!
Przyduszony Przez Dyrektora Krawat
Firmy Co Budynki Stawia!
Jawa Jawa Tego Smrodu
Na Czyn Skurwysyna
Nie Da Znaleźć Się Sposobu
Tyle Kruszących Lodów Spada Na Twą Głowę
On Powie Pomoge A Jedynie Skruci Droge
Zobacz, Posłuchaj, Skruć Dystans
Pomyśl Troche Głową
Może Znajdziesz Swoją Przystań!
Nie Daj Sie Rolować!
Po Tym Możesz Sie Pochować!
Chcesz Się Schować!
Nie Ma Nawet Gdzie!
Bo Oszuści, Prawo Zaciskają Na Nas Pętle
Nie Dadzą Chłopaczynie Zostać Przy Rodzinie!
Bo Chciał Zarobić Na Nią Ale Wjebał Się Na Minę!
Niestey! Tak Niekiedy Bywa!
Że Wrzucą Chłopca W Wodę
Który Nie Umie Pływać!
Bezimienni Bywaj, Bywaj!
Wokół Moje Szyji Pętla Się Zaciska!
Ten Temat Na Temat Przyjżyj Się Mu Z Bliska!
Ile Bym Mógl Zdziałać Gdby Nie Ręce Związane!
Na Każdym Kroku Jest Coś Zakazane!
Prawo To Fikcja I Nie Możes Mi Zaprzeczyć!
Ten Jebany System Nie Da Się Wyleczyć!
Kłamstwa, Kontrowersje I Chujowe Argumenty,
Pierdolone Natręty, Sraj Na To!
Patenty, Non Stop Przekręty!
Polityczne Wkręty, Wygłodniałe Jak Sępy,
Co Drugi Bardziej Tępy!
Zobacz Co Się Dzieje!
Legalni Złodzieje! Świadomi Bandycji!
Hajsu Nigdy Sycij! Przez Ich Własny Twór
Bardzo Dobrze Są Kryci!
Ratujący Kraj! Jacy Oni Znakomici!
A My Związane Ręce! Ilu Żyje W Męce!
Przez Wasze Ustawy Coraz Większe Obawy!
Aby Człowiek Taki Chciał Pozostać!
Nic Nie Mógl Dostać, Musiał Jakoś Sprostać!
W Tej Sytuacji Musiał Się Wydostać!
I Co? Stworzył Nową Postać!
Los Sie Śmieje Ze Społeczeństwa
Masz Tu Problem Głowny!
Bezimienni Każdy Sobie Równy!
Kto Patrzy, Kto Widzi I Rozumie
W Tym Całym Otłoku Znaleźć Się Nie Umie!
Pętla!
Dla Zrozumienia Sluchaj Tych
Słow One Nie Są Bez Znaczenia!
Wiele Do Zrobienia Chodź Powiązane
Ręce Kurestwa Z Każdej Strony Coraz Więcej!
I Więcej!
Wysiadasz z tramwaju na pętli, mróz Ci uderza w twarz
Pchasz zapaloną fajkę do gęby - buch!
Przecinasz pusty plac
W drodze do klatki w taki ponury dzień
Nie wykopie Cię za drzwi nikt
Zwłaszcza że i w takie dni ruszasz dupe
I uruchamiasz sobie tryb dostawca
Ding dong tak dzwoni do drzwi
Ten dzwonek co go znasz na pamięć już
Ktoś wie że to ty a ty wiesz kogo ty
We framudze tych drzwi zobaczysz znów
Miałeś tu nie wrócić już ale
Znów Cię ściągnęły jej wdzięki
Lubisz czuć ją słodką jak miód i cukierki
Nie chcesz się wyplątać z pętli, huh?!

Ref. Dwa aniołki w niebie
Piszą list do siebie
Piszą, pisza i rachują
Ile kredek potrzebują
Dwa diabełki w piekle
Wiążą dla nich pętle
Na ich wiotkie szyjki
Owce to nie wilki

Zaciskasz tą pętlę na przedramieniu
Czekasz aż zsinieje
Skóra blada i sucha od wielu miechów
Ale jednak masz nadzieję
Pada śnieg, pada deszcz, jest środek zimy
A ty szukasz rzek na pustyni
Kiedy dopadasz cel wtedy otacza cię biel
I spadasz lekki jak ten śnieg
W centrum lawiny czujesz że jest coś nie tak
Nie jest tak jak zawsze
I gdy próbujesz wstać pojmujesz jak można paść
Bez siły po za dużej dawce
Walisz kolanami w posadzkę a potem łbem
Miesza z wymiocinami krew
Wyciągasz rękę lecz wiesz, nikt nie złapie tej ręki
Już się nie wyszarpiesz z pętli

Ref. Dwa aniołki w niebie
Piszą list do siebie
Piszą, piszą i rachują
Ile kredek potrzebują
Dwa diabełki w piekle
Wiążą dla nich pętle
Na ich wiotkie szyjki
Owce to nie wilki

2. Zrobiłaś tą pętlę z paska
I teraz ją zakładasz na szyję
Jest zimna klamra i żeliwna wanna
I ty w której się już nikt nie umyje
Mama Cię woła zza mgły
Gdy wysilasz pamięć
Ludzie są źli i nie tylko dziś
Grzeszą i myślą, i mową, i czynem, i zaniedbaniem
Ojciec leży na posadzce w kuchni
Nawet nie burknie
Jak w każde dni
Kiedy typ co przynosił mu towar
Próbował Ci zdejmować koszulkę
Już nie poczujesz jaki był silny
Bo ślady twojej drobnej ręki
Prowadzą od jego pachwiny
Przez kuchenny nóż do łazienki - do pętli...

Ref. Dwa aniołki w niebie
Piszą list do siebie
Piszą, piszą i rachują
Ile kredek potrzebują
Dwa diabełki w piekle
Wiążą dla nich pętle
Na ich wiotkie szyjki
Owce to nie wilki x2
Jeszcze trochę, trotylem i prochem nie straszę
Ale od tej klasy odbił się każdy po kilka razy
Łyk Afryki, szczypta Azji, egzotyka
Tym okazom nie brak okazji, nie dotykaj
Paniusia tańczy solo, rusza się bosko
O sto stopni w cieniu wzrosło, kosmos
Pozwoli podejść, bo woli ruch bioder
Po chwili rzucili się gęsiego przodem po nagrodę
Upał poraża ciepłem wulkanicznym, ona chłodem
Wprawia w szok termiczny i liczny tłum pada
Teraz ty masz szansę wstań i ruszaj jak husarz
Bit w uszach, dym w płucach
Jeszcze trochę, pora już zapolować
Jeszcze trochę, zrób to, idź i zdejmij towar
Jeszcze trochę, czas na krok ostateczny
Się nie cofnij, już za późno, już za późno

Jeszcze parę kroków, jeszcze i zobaczysz więcej
I ucichną głosy tych co chcieli być tu
Jeszcze parę kroków, jeszcze i zobaczysz więcej
I ucichną głosy tych co chcieli być tu

W oczach ognie, nie, nie niepewnie jak amator
Stary Escort '89 pożyczony, ale ma to (ma to)
Chwila jeszcze i będzie żył na wierzchu
Wakacje, dupa, słońcu, zapomnij o polskim deszczu
Który wali w szybę, czeka reszta działa w środku
Mięli wejść wypierdalać, w zarodku klękł plan
Zły omen, myśl o dziewczynie
Widzi ją przed sobą, miała dzisiaj siedzieć w kinie
Ale weszła tam gdzie oni właśnie kradną
Huk, szkło pada na chodnik, na nich światło
Kominiary są na miejscu, ktoś padł na wejściu
Czy to ona czy to ziomy na przepięciu
Stać? uciekać? a było już tak blisko
Jeden krok, dwa, w źrenicach całą przyszłość miał
Teraz nic już czysta próżnia, już za późno, już za późno

Jeszcze parę kroków, jeszcze i zobaczysz więcej
I ucichną głosy tych co chcieli być tu
Jeszcze parę kroków, jeszcze i zobaczysz więcej
I ucichną głosy tych co chcieli być tu

(Tak) cel środki uświęca, ten cel nas nakręca
Krępuje z tyłu dłonie i prowadzi nas jak jeńca
Też głowę zwieszam, patrzę z byka i uderzam
Dość ryzyka bym tu leżał, poległ z honorem rycerza
Zgarniam dolę, biorę głupców jest mi nie żal
Torem swoim gnoi gnoić, kroić
To nic, że wszystko gorzkie jest jak tonik
Jak Riddick mam wiele swoich kronik
Widzisz, stoisz i zawadzasz
Przeszkadzasz mi jak władza, bo słabości twe obnażam
Kroków już nie cofnę albo teraz swego dopnę
Albo zgarnę tylko to co nie istotne
Minuty, godziny i dni są ulotne
Dotrę do ziemi obiecanej, jest mi dane
Idę z Panem, niewiele mnie dzieli od wygranej
Kamienie węgielne zostały już wkopane w fundament
Tej budowli, którą podzieli testament, amen

Jeszcze parę kroków, jeszcze i zobaczysz więcej
I ucichną głosy tych co chcieli być tu
Jeszcze parę kroków, jeszcze i zobaczysz więcej
I ucichną głosy tych co chcieli być tu
To nie tak, Had nie gada byle jak
Po to, żeby prać, jeść, spać, srać, ćpać kurwa mać
Weź się w garść, weź się odmul
Ta gra się tylko dla długodystansowców
Chcesz to odleć, pofruń jak ptak
I za pięć północ H do I do F i Tomasin
Biedni, bogaci, kto ma zysk, kto traci
Wygrasz kiedy wiesz o co walczysz
Uważaj, bo zapłacisz
Patrz jak tańczysz mała
Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana
Wstawaj, bierz się do roboty
Chcesz zarobić sos
Włóż swój czas, włóż pare złoty
Spójrz prawdzie w oczy, dorośnij szczeniaku
Życie nie jest proste jak sądzisz Ty i Twój tatuś
Prawie nigdy nie zawsze
Nic nie dzieje się dwa razy
I nic nie jest przypadkiem

Ref:
Nigdy nie mów nigdy,
Nigdy nie mów zawsze
To co się uniesie kiedyś na bank spadnie
Nie szukaj pesymisty we mnie to zbyt łatwe
Świat jest inny niż chcesz, to straszne

Nigdy nie wiesz co dzieje się za parawanem
Ostrożnie, skoro można trafić na ścianę
Biegaj wolniej, bo to do chuja nie podobne
Się potkniesz ,to wstań, przy okazji podnieś forsę
Nie obchodzi mnie co masz na horyzoncie
Nie gadaj co zrobisz, dopóki tego nie osiągniesz
Nie bój się drogi, nawet gdy rosną kolce
Odwieczne wybory pomiędzy złem a dobrem
Ja, nie zapomnę, a Ty niekoniecznie
Tresuj psa, inaczej skurwiel ucieknie
Do pewnych spraw mam trudne podejście
Życie nigdy nas nie traktowało bezboleśnie
Nie dogonisz tego od czego nie uciekniesz
Prosty algorytm, ale działa bezbłędnie
Pomyśl, albo nie rób tego nigdy więcej
Na zawsze wolni, to tyle na wstępie

Ref:
Nigdy nie mów nigdy,
Nigdy nie mów zawsze
To co się uniesie kiedyś na bank spadnie
Nie szukaj pesymisty we mnie to zbyt łatwe
Świat jest inny niż chcesz, to straszne
Mówię na nich opakowani w folię
Całe ich życie wszystko wokół jest pozorne
Nic na prawdę świat na niby, nibylandia
Pełna bezsensu, pozorów i kłamstwa, farsa
Przyjęli świat jak głupcy bez namysłu
Mądrość biorąc z przysłów, prawdę z domysłów
Pędzą łapczywie po lepszą przyszłość
Pędzą chciwie zagarniając wokół wszystko
I gdzie sens jest tu? wiesz, w tym nie ma sensu
Dobrze wiesz, przecież chciwość nie ma swego kresu
Ile zrobisz by zarobić parę złotówek
Ile w kieszeń spodni, schowasz honor i dumę
Godność nawet bo robisz coś pustego
Udawaj dalej, pozoruj, pompuj ego

Oni, mówię na nich opakowani w folię
Oni, ich życie, wszystko wokół nich jest pozorne
Oni, nawet miłość zapakują w torbę
Głupcy co pokochali nie treść, ale formę

Oni, mówię na nich opakowani w folię
Oni, ich życie, wszystko wokół nich jest pozorne
Oni, nawet miłość zapakują w torbę
Głupcy co pokochali nie treść, ale formę

Ktoś promuje ten styl życia nachalnie
Odnieś sukces, miej ambicję, dobrą pracę
Pnij się po drabinie hierarchii społecznej
Kupuj i gromadź żebyś miał coraz więcej
Domek, samochód, na parkingu firmy miejsce
Często się uśmiechaj, ciało trenuj na fitnessie
Jest wielu ludzi, którzy wpadli w ten układ
Gonili sukces, a teraz gonią ścieżki z lustra
Nie jestem zły, nie mam kompleksów, wiem przecież
Że w ich świecie to, co robię ja, nie ma sensu
Jestem tylko klaunem ze sceny dla nich
Chłopcem od wersów, a oni czują się wygrani
Ja wstaję gdzie i kiedy chcę, jestem wolny
Oni już od szóstej muszą szlifować swój do metra chodnik
Po trzech latach, do emocji już nie zdolni
Roboty, ich serca uwięzione w folii

Oni, mówię na nich opakowani w folię
Oni, ich życie, wszystko wokół nich jest pozorne
Oni, nawet miłość zapakują w torbę
Głupcy co pokochali nie treść, ale formę

Oni, mówię na nich opakowani w folię
Oni, ich życie, wszystko wokół nich jest pozorne
Oni, nawet miłość zapakują w torbę
Głupcy co pokochali nie treść, ale formę

Znam wielu ludzi, którzy wpadli w ten układ
Szczebli kariery, bali się odbicia z lustra
Poszukiwani, korporacyjne bonusy
Mówią - chcemy twego szczęścia
A naprawdę chcą cię zmusić do pracy
Zbrodnią dla mnie jest widzieć człowieka
I użyć go jak przedmiot, łatwy środek do szczęścia
To nie wyścig szczurów, szczury są mądre
To wyścig baranów, które pod topór same niosą swoją głowę

Oni, mówię na nich opakowani w folię
Całe ich życie, wszystko wokół jest pozorne
Mamy problem roboty opanują ziemię
Brodzi je system, moda, presja, otoczenie
Dzieci ambicji wydziałów karier, bez żadnych barier
Ekspertów w posługiwaniu się kłamstwem
Werbowani precyzyjnie, metodycznie, i po cichu
Siły robotów coraz bardziej liczne

Oni, mówię na nich opakowani w folię
Oni, ich życie, wszystko wokół nich jest pozorne
Oni, nawet miłość zapakują w torbę
Głupcy co pokochali nie treść, ale formę

Oni, mówię na nich opakowani w folię
Oni, ich życie, wszystko wokół nich jest pozorne
Oni, nawet miłość zapakują w torbę
Głupcy co pokochali nie treść, ale formę

Oni
REF.
(Joker)
Oni chcą mieć to wszystko, co dla ciebie złotem jest
Zostaniesz tu i zimny deszcz, zły sen
(borixon)
Chcą mieć wszystko co jest, największym twoim dobrem x2

(Jogas)
Chcę być wolny jak styl, który zapierdala
Wolność co daję żyć, oddychać pozwala
Czujesz? biorę ją, testuje każdego dnia
Dobry czas sprzyja, szczery przekaz, przyjaźń
O tym nawijam, jadę, zbędnych omijam
Rade sobie daje, przyswajam temat
"bluźnierca" tu teraz, ta etykieta
"Lazurowy Grad", Kielecki rap, ścieka
Dla miasta w mieście, namiastka szaleństwa
Oni chcą to mieć wszystko, splunąć to pestka
Na nic tych tanich, zawistnych skurwieli
Co wycyckać by chcieli, cię na każdym kroku
Zamknąć, zniewolić, pozwolić nie można
Dopuścić by kiepy rosły w siłę
To nasza pierwsza piątka, muzyka i przyjaźń
Marzenia są przy nas, ty zachowuj ten wyraz

REF.
(Joker)
Oni chcą mieć to wszystko, co dla ciebie złotem jest
Zostaniesz tu i zimny deszcz, zły sen
(borixon)
Chcą mieć wszystko co jest, największym twoim dobrem x2

(Janek)
Głęboki wdech, służy jak przed skokiem w wodę
by wydobyć prawdę co mam w sobie, tak jak każdy człowiek
Wolność, nieuchwytne sztuczne ognie, jednak parzy
Tych przy władzy, tych co chcieliby nasz łeb na tacy
Studio "Radź se sam", prace efektów masz tu pełny obraz
100% barwa, jasność, kontrast
Mam cel, i raczej bardziej niż pewna kwestia
Moje życie, mój sposób na nie, a nie obca sugestia
"NS" esencja, poziom nad manipulacją
but w ryj, społecznym wszelkim rewelacją
Co w TV drażnią, jak głuchy telefon o szóstej rano
Znów, malowana lala ze śpiewką tą samą
Promocją specjalną, wersją, edycją limitowaną
Pierdole to, niżej podpisany:
"ZZ Jano"
Między przyszłością nieznaną, a faktem dokonanym
Największym dobrem, moja wolność i te kilka osób ukochanych

REF.
(Joker)
Oni chcą mieć to wszystko, co dla ciebie złotem jest
Zostaniesz tu i zimny deszcz, zły sen
(borixon)
Chcą mieć wszystko co jest, największym twoim wrogiem x2

(Kajman)
wystawiam głowę gdy jadę samochodem
bo kocham ten powiew wolności, tak jak każdy człowiek
Kocham życie, jak "Małolat" i "Sokół"
To jest, gwiazda na płytę, na bluźnierce roku
Ej, długie światła[?]przód, but na gaz, but gorąca maska, gorąco się topi asfalt
I muza, rap gra, ludzi na trasie wkurzasz
Szczególnie tych w "taksach", radość i złotówa[?]
Na blacie ledwo stówa, [?????????????????????????]
Dla nas największa kara tu synu
To pozamykać w czterech ścianach, nie dać pisać rymów
Ale zaraz, przecież jadę i mam wszystkich z tyłu
Z wystawioną głową na zewnątrz i nogą na gazie, na pewno

REF.
(Joker)
Oni chcą mieć to wszystko, co dla ciebie złotem jest
Zostaniesz tu i zimny deszcz, zły sen
(borixon)
Chcą mieć wszystko co jest, największym twoim dobrem x2
Nie lubisz mnie...x4

Donguralesko:
Słyszysz te klaskacze no raczej
Od nich puls skacze
Co cię wkurwia jebane wąchacze
Jak zjebane wahacze w aucie
SiedŹ na chacie albo siedŹ na aucie
Nie wydaje mi się żebym znał cię
Chcesz żebym bał się tego, czego
Niewiadomego hejtujesz mnie
Hejtuj grę nie DGE
Wiesz, że wisi mi to
Tak jak wisi mi mój wisior
Włącz telewizor ja robię syf
Psy przyniosą schizol
A ty walcz ze swą shizą
I z moich tekstów analizą
To kolejny epizod
Mam w studiu garnizon
Jak żyto bizon koszę rymy
I czy to widzą skurwysyny się nie zastanawiam
Rolę uprawiam jak rolnik
Mogę zwolnić mogę przyspieszyć
I w parę chwil zapisać zeszyt
Nie lubisz mnie, proszę bardzo
Znielub moje siano
Tych ludzi, tą grę
To miejsce gdzie to nagrano
Siemano, reguły gry, hip-hop witam
Ja jadę grubo na bitach a za niedługo płyta
I kolejne nie lubisz mnie? ustaw sie w kolejkę
Obgryzaj paznokcie, zedrzyj w tramwaju naklejkę
Jak nikt nie patrzy pokaz fucka
Dostań ze złości raka
Zerwij plakat, pobij młodszego brata
Wyżyj się klnij
Zajeb banią w powałę
Napizgaj się towarem
I tak nie będziesz Guralem

Kaczor:
Nienawidzisz mnie hmm niech pomyślę dlaczego
Dlatego że chciał byś a nie jestem twym kolegą
Dlatego że jestem ze składu PDG kartel
Ja dla ciebie bulterierem ty dla mnie tylko chartem
Posługuję się fartem by moje było na górze
Mam PDG szajkę kartel i jemu służę
Nawijam dłużej niż większość tych słabych pajaców
Co brzmią na mikrofonie gorzej niż dziwka na kacu
Nienawidzisz chłopaku, leczysz swoje kompleksy
Mojego rapu słuchasz non-stop studiując teksty
Ty robisz z chłopakami meksyk nie pizgaj beksy
PogódŹ się z tym faktem i tak będę najlepszy
Będę policję pieprzył za to też mnie nie lubisz
Jak pakt NATO więŹ łączy mnie i moich ludzi
Jak szampan Dorato jesteś tylko tanim chwytem
I nudzisz, zrób sobie z nienawiści sznytę
My tu tworzymy elitę dla nas hip-hop to życie
Chciał byś tak brzmieć na bicie, nie da rady, żal mi cię
Gdy mój styl będzie lśnił niczym słońce w zenicie
Ty będziesz gnił w jakieś norze gdy do trzech policzę
Jeden, dwa, trzy (trzy, trzy)
Chuj w dupę tym, co wciągają kokainę,
ja wybrałem młynek z dymem plus cholinex.
I tego nie ominiesz, to wybucha jak napalm,
gdybym to nie był mc to strzelałbym jak apacz.
[?] wypłata to wymienie mi w dukatach,
pro wyeliminowania przeciwników jak Hamas.
Bo mój flow to hamak, rym na wietrze buja,
od Kujaw przez Shure’a hałas dla was u nas.
Jak Jamajka i Puma tak ja mam czas by fruwać,
gdyby w samplach był szuwaks, to bym umarł na ubaw.
Znasz to, gdybym nie robił rapu, pewnie pracowałbym w Makro,
na przykład pomógłbym ci wybrać żyrandol.
Dziś gram, bo hasło moje to hip-hop,
z wybitą jedynką ruszam zwoje pod bit, co
liczbą uderzeń nakłada na synchron.
Wszystko co szczerze, wyrabia z pozycją,
rozgrywką tu umysł i znak jego jakości.
Jeśli nie dość Ci, nieba rękami dotknij,
nieba rękami dotknij.

Mam coś co w sercu jest – prawdziwy hip-hop,
rap spod podestu przez – prawdziwy hip-hop,
miasto po deszczu łez – prawdziwy hip-hop,
to niszczy frajerom psychikę jak Hitchcock. x2

Obiecywali nam złote góry zamiast kaszy.
Naszemu światu naprzeciw grad apaczy skład.
Plakaty tej impry nie ma w planie,
wkład bogatych tnę zyski przekazywane.
Sukcesywnie na nasz manewr i ambicję,
pojadę pod bit ten, jak hammer po biznes.
Którego nie dostanę nigdzie, mam wyjście?
Kocham styl nie pieniądze (fakt)
Kocham riff na tej zwrotce (fakt)
Kocham rytm ponad normę (fakt)
To nie kamera, klaps, zero, akcja, sprawdźm
płonie arena gwiazd, dzieląc nas na dwa światy.
W polu ci co giną i my wśród obserwatorów,
Poznaj smak hardcoru, jedna z tych chorób,
co dominuje nas tu, w sloganach toastu.
Nastrój czas wstrzymał,
Łódzka krew w moich żyłach – nie,
krótka więź ziom to komitywa.
Wciąż po sam finał jak Popaj i szpinak,
gram hip-hop, nawijam to moja alternatywa.

Mam coś co w sercu jest – prawdziwy hip-hop,
Rap spod podestu przez – prawdziwy hip-hop,
Miasto po deszczu łez – prawdziwy hip-hop,
To niszczy frajerom psychikę jak Hitchcock x2
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo