Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Na krawędzi krawędzi balansuję jak śnięty
Wysokie bloki dach napędził strach wewnętrzny
Jeden błędny krok to jak samobójczy skok szok
Coraz bliżej ziemia i brak uderzenia
Nagle ocknąłem się wokół ciemno lecz dostrzegam
Że to mój prywatny kąt mój dom moja kwatera
Cały w nerwach chcę zasnąć ale boję się swych snów
Przytomny na wpół słyszę ogromny huk
Chyba tylko cud sprawił że znów jestem gdzie indziej
Jeden ruch a tu trup koleżki w windzie
Zmywam się na schody nogi jak z waty
Grzęznę jak w galarecie za mną lecą wariaty
Tacy chcą mnie dopaść myślę czy nie skoczyć z okna
To jak błędne koła gdy kolejny raz lecę
Prawie poczułem jak plecy wgniatają się w ziemię
Na wygrzewce przecieram oczy przebudzenie
Kurwa idę pierdyknę herbe
Ciepłe Airway potrzebne i wezmę się w garść
Może koszmar ten przejdzie i da spokojnie spać
Póki co kończę werset a ty miałeś tak?

Ref.x2
Między jawą a snem pierwszy plan staje się tłem
Między dobrem a złem wypośrodkuj swój cel
Między górą a dnem toczymy twardą grę
Między nami WNB Chada ZIP

Chada Proceder na zawsze WGW
Czy chcesz czy nie ja wyrywam cię ze snu
Zamykam oczy i już mnie tutaj nie ma
Zamykam oczy bo nie chcę żyć w problemach
Nie dbam o ryzyko bo nic nie ryzykuję
Uciekam w zapomnienie po prostu nic nie czuję
Los prowokuje i ciągle kusi hajsem
Nie mam złudzeń gdy się zbudzę wykorzystam szansę
Między jawą a snem tu nic mi nie zagraża
Między jawą a snem tu nikt nie upokarza
Ucieknijmy od refleksji zróbmy to
Poznajmy co to dobro poznajmy co to zło
Otarłem się o dno i nie chcę już tam wracać
Tu gdzie rzeczywistość tu czeka ciężka praca
Nie chce nic tłumaczyć i niczego wyjaśniać
Nasza muzyka przewija się przez miasta
Masz dzieciak bierz dzieciak graj dzieciak
I stawiaj życiu czoła chociaż strach ciebie obleciał
Jak masz dość zamknij oczy masz do tego prawo
Między jawą a snem między snem a jawą

Ref.x2
Między jawą a snem pierwszy plan staje się tłem
Między dobrem a złem wypośrodkuj swój cel
Między górą a dnem toczymy twardą grę
Między nami WNB Chada ZIP

Budzę się zlany zimnym potem
Zimną twarz przykrywam ciepłym kocem
Nie wiem czy to rzeczywistość czy to sen
Czy to jej mały procent czy to tlen
Nie dociera do mózgu
Chciałbym odpocząć leżąc w swoim łóżku
Odciąć się od świata kłamstw kłopotów bluzgów
Niestety w tych czasach to codzienności ustrój
Mój umysł odtwarza ten sam film nie mam na to wpływu
Przed oczami mam obrazy jak z negatywu
Boże daj mi proszę proszę jeszcze więcej rymów
Żebym mógł opisać tą chwilę jak to czuję bez sprzeciwu
Obleciał mnie strach pytam czy mam jakiś wybór
Myślę wtedy o bliskich o sytuacjach wszystkich
Zamknięty w czterech ścianach licząc straty zyski
Te bolesne trafiają we mnie jak pociski
Chcę zapaść w boski sen chwilowo uśpić zmysły

Ref.x2
Między jawą a snem pierwszy plan staje się tłem
Między dobrem a złem wypośrodkuj swój cel
Między górą a dnem toczymy twardą grę
Między nami WNB Chada ZIP
Wigor:
Bądź mądry i wtocz ten głaz na sam szczyt,
trzeba mieć pare w łapach i olej w głowie, to żaden mit.
Tylko nasza intencja, żelazna konsekwencja,
dają nadzieję na to, że w końcu będzie git.
Chcemy realizować się, i spełniać swoje sny,
szczęściu trzeba pomóc wiem, reszta to już tylko my.
W rękach mamy swoje dni, uwierz użyjemy ich,
by w końcu złapać za chabety ten właściwy rytm.
Zamiast rzucać swe marzenia w przepaść, by ze zmęczenia nie paść,
rzućmy głaz, by na dobre przepadł.
Dziś nie czuję już psychicznego obciążenia,
może dlatego, że separuję utrapienia.
Człowiek z czasem zagląda w rozum coraz dalej,
a świadomość przypomina, nie żyjemy za karę.
Uwierz wiem co znaczy przejebany kryzys,
któż z nas nie miewał, choć na krótki czas, na drugie Syzyf.

Cały czas, Syzyfowy ten oto głaz, toczy w górę się,
nowy dzień szansą na zmiany, szansę zawsze mamy.
Cały czas, Syzyfowy ten oto głaz, toczy w górę się,
nowy dzień szansą na zmiany, szansę zawsze mamy.

KaeN:
Coraz lepiej się układa, załamanie znika,
coraz więcej się wymaga, planowanie życia.
Przeczucie tego, że to co złe powoli mija,
masa złudzeń, dopada Cię niedoli chwila.
Moja skóra to poczuła wiele razy już,
wiele razy tu, objął moje plany kurz.
Byłem pewny, że w końcu dotykam marzeń,
nagle znowu z góry spadł Syzyfa kamień.
I tak w kółko i w kółko życie uczy mnie,
znowu pudło mi smutno robi w duszy się.
Źle się działo, bo byłem egoistą, i ,
jakby należało się na świecie wszystko mi.
Widziałem winę wszędzie, tylko nie w samym sobie,
poznałem przyczynę, czasem mało mamy w głowie.
Może nigdy się nie uda, żebym wtoczył kamień na szczyt,
wiara czyni cuda, każda próba dla mnie zaszczyt.

Cały czas, Syzyfowy ten oto głaz, toczy w górę się
nowy dzień szansą na zmiany, szansę zawsze mamy
Cały czas, Syzyfowy ten oto głaz, toczy w górę się
nowy dzień szansą na zmiany, szansę zawsze mamy

KaeN:
Nieważne co by się działo,
nieważne, ile przeszkód by się pojawiło.
Na naszej drodze, dopóki mamy zdrowie,
możemy wszystko, możemy wszystko zmienić.
Zacząć od nowa, nie ma rzeczy niemożliwych,
i tylko śmierć może nas zatrzymać (tylko ona).
Mamy jedno życie (jedno),
i to od nas zależy jak je przeżyjemy, zrozum.
Prywatnie poniosłem i nadal ponoszę serię porażek,
to jest mój pierdolony kamień Syzyfa.
We mnie mam muzykę, która daje mi siłę i wiarę (kocham to),
w pogoni za marzeniami, trzymam je przy życiu, ty matole.
Zrozum, wierzę, że każdy z nas w końcu wtoczy,
ten kamień na sam szczyt, z Bogiem.

Cały czas, Syzyfowy ten oto głaz, toczy w górę się
nowy dzień szansą na zmiany, szansę zawsze mamy
Cały czas, Syzyfowy ten oto głaz, toczy w górę się
nowy dzień szansą na zmiany, szansę zawsze mamy
ref 2x
A ty
znasz to samo co oni
grasz tak samo co oni
masz to samo co oni
a i tak ich nie dogonisz

Pierwsza zwrotka

Ja nie wiem kto to tak poukładał
kto to zwrot temu nadał
gdy inni się pną
to los chce byś spadał (na dnoo)
z nią nie ważne to co gadam
MaxFlo versus maksymalna zagłada
tam zdrada i chamstwo zazdrość i kłamstwo
tu ziomki i majki i kable i las rąk
tam całe dnie z tą niby jedną nastą
godzina z hakiem by opanować miasto
i ta niejasność
i znów na łbie tyle
innych by to nie ruszyło
a Ty znów jesteś w tyle (wiesz?)
niczym latami przesłuchiwane winyle
zaczynasz się szyć w tych miejscach
w których słucha się najmilej
w dobra fikcji głęboko aż niezdrowo
bez werwy i bez przerwy z pustą głową
nerwy że aż grzmisz mową
patrząc na tych co dwójkami budują świat na nowo

ref 2x
A ty
znasz to samo co oni
grasz tak samo co oni
masz to samo co oni
a i tak ich nie dogonisz

Druga zwrotka

I tak patrzysz na ogół
że zamiast przyjaciół dostrzegasz wrogów (psycho!)
że nie ufasz nawet własnemu bogu (cicho!)
bo jakże głośno mógłbyś być teraz
i przedzierać się przez to przez co próbowałeś nieraz
tam lekki świat i niepamięć dla niej
tu dni które pogłębiają twoją manię (tam)
nowy start i przecieków multum
tu pogarszanie swojego wizerunku (Ty)
versus procent jednej z subkultur
pragniesz buntu by krzyknąć
"Na chuj mi ten tłum tu!"
bo gdzieś tam dalej poza tłumem
jest ten ktoś o którym myślisz
że potrafi cię zrozumieć
I znowu runiesz jak posąg
zero wart, innych osąd
niczym dziecko ulegasz tym ze środka głosom
myślisz że to ukojenie
opierasz tu swe marzenie
choć najbliżsi ostrzeżenie Ci niosą

ref 2x
A ty
znasz to samo co oni
grasz tak samo co oni
masz to samo co oni
a i tak ich nie dogonisz

Trzecia zwrotka

I znów się w tym tracisz
znów czujesz ten nacisk
znów ziemia pod tobą drży
znów zaczynasz liczyć dni
znów czujesz ten stres
znów czujesz to zło
znów źle Ci tu jest
no po co Ci to (co?)

Poprawki mile widziane :)
Pięć lat ciężkiej charówy, jak w gazecie
historia jeden siedem, na życia marginesie
Przede mną obraz, skakanie po kanałach,
program z ludźmi, bit rekord, firma się rozkręcała
Być tam z nimi - marzenie, byc tam z nimi - nierealne nieporozumienie
Lokalnie dla siebie, jak rano bez specjalnych planów, fanów
może coś się nagra, będzie dobrze, wreszcie wrocimy do klanu
Wreszcie data, której nigdy nie zapomnę - jak Japońcy na Hiroszimę zrzucili bombę
9 stycznia - ruch na osiedlowych kortach,
w miescie człowiek ktorego bity daja innym żyć jak krew w aortach
Dobre słowo - rzecz bezcenna, dało kopa potem w małych krokach, ale prędkość pełna jak senna
umiera produkcji, zaproszenie do stodoły, skromna prezentacja białostockiej szkoły
danie szansy dla tych ktorzy sie odwrocili, o 180 stopni obrot w jednej chwili
wywiad w stylu wolnym, raport w pronecie, kilka miesięcy później 600 kilo wolt na tapecie
Po drodze Kędzierzyn Koźle, Kraków , Olsztyn, Katowice
dzieki gg sie zaczelo , wyraznie widze
w innej lidze, zauwazeni przez 2rx,
przedwczoraj nie uwierzylbnym w nic, w nic
Nawet nie wiecie, jak to dużo dla mnie znaczy
lata temu ten dzieciak inaczej na to patrzył
Bez pracy nie ma kołaczy, straciłem troche zdrowiapoczuj to w nogach to byla, daleka droga...

zmudna droga dzieciaku, przelane na papier życie
nie lustrzane odbicie, z perspektywy lat widze przejrzyscie
niezrozumiale, z czasem przeszlo w oczywiste - jak zjawicko holocaustu, liscie szinglera,
gdziekolwiek sie odwroce, przekrwione spojrzenia,
zwiastuny zagrozenia, jak na morzu galea
fabuła prosto z bescelera, naoczny swiadek zdarzenia
relacjonuje, z minionych lat spostrzezenia
demaskuje ludzi ktorych zazdrosc szczera zmienia
pochlania jak ocean tych co usneli przy sterach
idac przez oskarzenia, nic dla aplauzu,
to fucha modelek, z rozkladowek penhauzu
dezaprobata jak klatwa, na projekcie zaciazyla,
rozbierzne mozliwosci, alternatywa
chce plynac pod prad, jak smieci az pradem nie splywac,
choryzonty rozwijac , akceptowac paradoksy
byc o krok przed maratonem, jak Korzeniowski
realizacja w toku niezaleznie czy chcesz
kiedy ty pauzowałeś ja kontynuowałem bieg
nie ma innej mozliwosci, trzeba stracic troche zdrowia,
poczuj to w nogach, juz wiesz, daleka droga
1.[Hades]
Nie kupuje tego co nie bedzie mi potrzebne,
Sam zdecyduje co jest dla mnie najlepsze
Skurwysyny próbują mi zabrac energię,
Nie kontaktuja bo to z deka niedorzeczne
Knują, zwęsze ich, chuj w dupe chujom
Wbijam w ich oferte nie inwestując
Gram bezbłednie, czym była by ta gra beze mnie
Wazniejsze chyba czym był bym bez niej
I jak widac liczy sie podejscie
To raz dwa to respekt
Teraz pokaz na co cie stać
Widze że bierzesz tylko to co w cenie
Hajs bedzie zawsze tylko brudnym papierem
Elementem element jest, niczym ponad to
Nie kupuje ściem ukrytych pod zdrapką
Nie biore nic za darmo jeśli masz słaby towar
Wole łeb ogarnąć, aby sie orientować
Co i jak kto, kiedy i za ile to istotne,
Żeby oddzielić pierdolnik i porządek
To jasne jak słonce
Biznes nas spycha na drugą stroną
Ciemna część księżyca
Zresztą słychać więc się przyzwyczaj
Będę pisał dopóki oddycham... taa

Ref:
Ja nie kupuję kłamstwa, bo nie stać mnie na to
Nie daję w zastaw bo potem nie płacą
Kolaboracja 022 i Kato
Miłość za hajs? Chcesz to graj na bogato x2

2.[Fokus]
Pozdrawiamy wszystkich, oto lecą rymowane pociski
Co rozniecą, co nie co pyski jak błyski
Żar w sercu meliski whiskey
Johnny’ch i Walker’sów, Jacków i Danielsów na miski
Myśmy tutaj przyszli bo jesteśmy na misji
Lirycznie was zniszczyć tak żebyście wyszli czyści
Dzwoń pod 112 to są własnie terroryści
eF do Ka do eS i Hades my kradniemy myśli
Nawet jeśli nie myślisz
Nie kupujemy wszystkich
Podaję grabę, nie musimy być identyczni
Zdaję se sprawę, ale ktoś tutaj mówi chińskim
Kawa na ławę twój mandaryński znają nieliczni
Napadam zatem na ten temat rapem
Kłade na to łape, gdyby były tańczyłyby dziwki
Nie kupuje, nie płace za ten patent
Jestem tu dla bliskich
Pozdrawiamy wszystkich

Ref:
Ja nie kupuję kłamstwa, bo nie stać mnie na to
Nie daję w zastaw bo potem nie płacą
Kolaboracja 022 i Kato
Miłość za hajs? Chcesz to graj na bogato x2

3.[Hades]
Chowam mój hajs do kieszeni
Nie kupuje kłamstw, nie kupuje ściemy
Nie chce sie targować, to nic nie zmieni
Zobacz moja decyzja nie zależy od ceny
Jestem tego pewny jak własnych krewnych
Jak tego że Wisła nie przepływa przez Berlin
Jak konsekwencji życia na krawędzi
Jak tego, że czarne złoto zamieni się w diamenty
Nie ma co sie pieścić, na bok sentymenty
Nie kupuje sterty błędnych ekspertyz
Znam smak zemsty V jak Vendetta, H jak Hades
Ścierwa nawet nie próbuj mi sprzedać
Nie ma znaczenia przypał czy przewał
Wiedz, że nie da sie zrobić w chuja tego skurwiela
Ostrzegam, bo nie potrzeba mi badziewia
Teraz sie nie wypieraj, o nie
Kiedy słyszę plotki
wszędzie czytam plotki
ej lamusy bez kitu
***** zmieńcie temat

Ej, ty powiedz co cię w*****ia
że szanse wyjść z cienia dała mi wytwórnia
że ten legal jest kolejnym krokiem do celu
że zamiast hustlować na streecie mogę żyć z koncertów
jesteś żałosna *****o jak cała twa ekipa
w*****iasz się gdy tylko widzisz tego typa
który turla fele gdy ten na busa czeka
po prostu robię swoje podczas gdy ty narzekasz
pytasz się skąd jestem, skąd się wziąłem
*****ysynu przypomnij sobie starą szkołę
spytaj brata jak to było w tamtych latach
Razon skład Rsd na plakatch
Rude koty, modżawa, capoeira klasyk
tam dudniły pierwsze bity, rymy i basy
pamiętasz los melinos 69 bloków
przewijało się tam 400 osób w roku
10 lat melanżu i dobrych nagrywek
tysiące ludzi których do dziś znam z ksywek
kilka *****k runęło jak domy z kart
przez *****nych konfidentów ziomki patrzą zza krat
pozdro Marceli gdy wyskoczysz spod celi
znowu zapodamy dobre rapy ze sceny
'07 ja w '98 pierwsze nielegale
jak na tamte czasy tłuste

Lamusy się prują i świrują od lat
myślą że wokół nich kręci się świat
Krytykują oh to fakt
każdy z nich lepiej mnie zna

Lamusy się prują we wszystkich ich sram
jestem w grze ziom więc dalej gram
Robię swoje, bo tak
za mną niejeden prawdziwy brat

Nie od*****ło mi człowiek jestem tym samym ziomem
z którym możesz ponawijać zawsze kiedy masz problem
bliski dla bliskich kto ma wiedzieć ten wie
nie usłyszysz tego gówna na RMF FM
nie moim celem vabank ziomek doceń dobry rap
łatwo w*****ć się w to jak łatwo w*****ć się w krat
jeśli nie trawisz tego co nagrywam od lat
wyłącz radio albo przewiń to zupełnie ot tak
nie musi mnie gonić kraj ani nawet się znać
nikt nie każe ci na koncercinie pod sceną stać
nie tobie mnie oceniać brać pod lupę
zamiast pruć się *****o zamknij dupę
wielu nie czai wciąż czym jest dystans
jak radzę sobie z tym ty mnie wciąż pytasz
powiem to teraz i to po raz ostatni
kocham to, robię swoje, rozwiązanie zagadki

Lamusy się prują i świrują od lat
myślą że wokół nich kręci się świat
Krytykują oh to fakt
każdy z nich lepiej mnie zna

Lamusy się prują we wszystkich ich sram
jestem w grze ziom więc dalej gram
Robię swoje, bo tak
za mną niejeden prawdziwy brat
(Emil Blef)
Dzień mijał w dobrym tempie
I omijam to co zwykle daję się na wstępie
Zestaw słów wokół obudzę w swoim łóżku i bez kaca
Zdrowy, bez obrażeń i potłuczeń, nastrój standard
Świat: - Ty huju!, i promienie słońca w oczy
Żebym zaczął dzień od bólu
Twarz mam taką że przyciągam wszystkich starców którzy pobłądzili
No i lumpów którzy żyją tylko tym kim byli
Jest dziesiąta rano i na horyzoncie biegł patrząc na mnie, zdążył się przywiązać kapot
Podbił: - Czy ja mógłbym spytać, pan udzielić odpowiedzi? I projekcje
Polityka, spisek, życie abo będzie bredzić
Za tą puentę przyznał bym mu gdybym mógł wysoką rentę
Bo pierwszy raz tego dnia się śmiałem, co się kurwa dzieje?
Co dziś jest? Niedziela? Poniedziałek?

Ref.
Są takie wydarzenia które tak z pozoru nieistotne
Mogą stać się w mgnieniu oka mostem
Gdzieś na drugą stronę albo w nicość
Jest mi źle - niemów rodzicom

(Emil Blef)
Utknąłem w samochodzie pod hurtownią "Odzież i obuwie"
Patrzałem na ten szyld i zachciałem umrzeć tak po prostu, uwierz
Może bladość tych kolorów, może setna furgonetka która rusza w kółko
Może ukłon Tego Typa tak żałosny i niezdarny
Wszyscy nadciągali jakby w hali był ukryty jakiś wielki kernit
Bezsens siedział zemną, bałem się że w nieskończoność
Jestem tu, siedzę i czuję się jak brudny pornos
Przechlany głos w radiu śpiewał o niebiosach
I jakoś wiem że mimo tej piosenki poznam smaku prozak
Nie było żartu czy rubasznej puenty, był koszmar w nocy
Niszczący umysł na centymetry, powód? Powód trzeba znaleźć
Rzeczywistość ma ten mankament...
Jechałem Ikarusem i nie było to "522"
Nie ta płyta, nie to życie, nie ta garda
Dzień minął w dobrym tempie i już miał kończyć się dyskretnie
Być może przeoczyłem jakiś zwiastun
Czasem jest tak gdy za bardzo dasz się ponieść miastu
Z mostu nie dojrzysz siły prądu w którym wszystko tonie
Więc spojrzałem dalej...na oświetlone linie uczepione na pylonie
I nagle zrozumiałem, nie miałem żalu, żadnych pretensji
Wszystko było jasne i klarowne jakby moje IQ było w spisie MENSY
Oceniłem swoje życie z perspektywy i na chłodno
: - To dobre życie
Powiedział spokój zanim mnie dotknął
Ta pewność jutra, świadomość co jest ważne
Jechały zemną jeszcze kilka krótkich minut
Aż ten most nie skończył się na drugim brzegu
Do końca swoich dni będę pamiętał ten autobus
I miejsce w którym stałem - przegub

Ref.

(Eldo)
Nie jestem pesymistą, jestem smutny
Lecz świat niema w tym udziału choć jest okrutny
Mijają mnie autobusy, ludzie gdzieś biegnący
Odepchnęli od siebie myśl że życie się skończy kiedyś
Czasami czuje ten stan, wtedy wyciągam kartkę i łzy chowam w litery
Umiem być tylko szczery i wtedy myślę że chcę żyć
Dla następnej chwili, przeżyć ją najintensywniej
I karmić brzuch swoich namiętności
Sam w sobie, od ludzi nigdy nie chciałem litości
Nigdy nie chciałem by mnie rozumiano
Wolę by brano za kogoś innego i ignorowano
I nie trać ani chwili snu dzisiaj w nocy
Jestem pewien że wkrótce wszystko dobrze się ułoży
Może jestem naiwny by marzyć jak dziecko
Jest mi źle, ale czuję spokój i bezpieczeństwo
Rodacy i rodaczki, czworacy i czworaczki, dość już tych kabaretów politycznych, tych kawałów abstrakcyjnych, tych sztuczek podejrzanych, tych absurdalnych kojarzeń, i całego tego memłania!

***

było już przed północą, łóżko ciągnęło mnie jak magnes
już się prawie kładłem kiedy zadzwonił telefon nagle "halo słucham"
- cześć tu Kula, co robisz dziś wieczór?
- a nic...
- to świetnie, jest impreza na Bezrzeczu
- u Ani?
- no jasne! słuchaj będę wozem
- a co to ma wspólnego z imprą?
- o dwunastej bądź pod Malinką to cię zawiozę
uuu... kochany Kula!
odłożyłem słuchawkę pewny że dziś jeszcze będę hulać
więc robiąc wszystko by być już tam a nie tutaj
wybiegłem z chaty na śmierć zapominając o butach
"o kurcze! do domu nie wrócę by nie budzić matki
dojdę w tym co mam na nogach" a na nogach miałem klapki
ale i tak to mi nie napędzało pietra
wszak do miejsca ustawki miałem mniej niż ćwierć kilometra
wierząc że nic tam się beze mnie nie rozpocznie
czekałem godzinę, w kapciach, bezowocnie
lecz że noc mnie pcha do czynów heroicznych
rzekłem - dojdę w klapkach! - więc słuchaczu powodzenia życz mi
ten dystans przyćmił by każdego, ale dla mnie to nic jest
więc przedsięwziąłem ekspedycję

ref: 2x
do ciebie szłem, choć stopy krwawiły!
do ciebie szłem. cel wracał mi siły

a więc szłem tak, a wysiłek już odebrał mnie głos
oni tam, ja tu, a między nami ta odległość
swoją drogą dziesięć kilometrów przejść bezwiednie
wiem że to biedne, ale szłem kurwa szedłem!
na skraju lasu, i nagle dzięki Bogu
zatrzymałem mijający mnie autobus - stop! stop! chwileczkę!
- a co się pan tak nocą w lesie wleczesz?
- aaa... panie kierowco idę pohulać na Bezrzecze
- na Bezrzecze? w klapkach? chłopie zwariowałeś? jadę na zajezdnię to podwiozę cię kawałek
ten dobry człowiek jak przystało na chrześcijanina
podwiózł mnie gdzieś do granic Szczecina
- ziomek! jak bardzo chcesz to idź, nie będę się kłócił, szerokiej drogi, ja na twoim miejscu bym zawrócił
na pustym odludziu, coraz bardziej zwiędły
spotkałem kogoś i spytałem:
- na Bezrzecze tędy?
- tak tędy
- a daleko?
on popadł w rozkminę, obejrzał mnie i rzekł:
- w kapciach będzie gdzieś z godzinę
spacerkiem, czując że klapek jeden z drugim mi się zedrze
o Aniu z Bezrzecza proszę wiedz że

ref: 2x
do ciebie szłem, choć stopy krwawiły!
do ciebie szłem. cel wracał mi siły

już na Bezrzeczu dotarło do mnie
że pamiętam jak wygląda dom Ani, lecz nie pamiętam gdzie on jest
i warto wspomnieć żeby zrezygnował każdy z was tu
"a ty?" skądże przecież miałem imprezowy nastrój
więc na odludziu sam, trzecia była gdzieś tam
jąłem wolno, acz skutecznie w stronę impry się przemieszczać
i tu jest czas na skrecze
Grzesiek ty sobie poskreczuj, ja w tym czasie przeszukam Bezrzecze
"szkoda czasu", "przecież znasz"
stary nie zrezygnuję skoro przeszedłem całe miasto
ciężko znaleźć dom Ani, ale ja tego dokonam!
"nie wygłupiaj się", "Łona"
więc szukałem imprezy w kapciach jak jakiś mutant
i nagle: "o kurcze to tutaj!"
i co? światła pogaszone, nie leci żaden rap tam
nie ma imprezy... mogę wracać w klapkach...

ref: 2x
do ciebie szłem, choć stopy krwawiły!
do ciebie szłem. cel wracał mi siły
Mes:
Niczego tak nie kocham, jak poużalać się nad sobą.
Aż zakłuje mnie w dołku, zakłuje srogo.
Tysiące poetów z Metropolii i znikąd,
siedziało w tej samej pozycji z identyczną mimiką.
W jeszcze mniejszych mieszkaniach, z cieplejszą wódką,
z przytępionym dzisiaj, czekając na ostrzejsze jutro.
Więc nie czuję się wyjątkowy, pije ich zdrowie (sto lat)
mijając ozdobione wlepkami znaki drogowe.
Najważniejsze w szermierce jest ukłucie.
Dziś w nocy pojedynek między mną, zamkiem i kluczem.
W końcu trafię, wejdę z hukiem, krzyknę: Honey I'm home!
Roztocza w moim materacu na to: Pierdol się ziom!
Nie usłyszę ich jednak, tylko wskazówki zegara.
Woda w rurze od kibla, też odburknie mi: Nara!
Kandydaci na szaleńców w swoich ciasnych klitach,
nie chcą orderów i wieńców, pytają gdzie jest popita.

Gdzie jest popita, hmm?
Gdzie jest popita?

Ref:
Kandydaci na szaleńców!
Krew, pot i łzy, skandal, absurd i nonsens!
Kandydaci na szaleńców!
Muzycy poważni, sportowcy, pośród nich błądzę!
Kandydaci na szaleńców!
To ja i Ty, bez kapci z Podhala, twarzy zdobionej wąsem
Kandydaci na szaleńców!
Wieczorem zmęczeni jutrem, dokarmiani śledziem z Zakąsek.

Theodor:
Nie chcę uwierzyć w to, że pieniądz rządzi światem
i w to, że kielon życzy Ci gorzej niż opłatek.
Poddam wątpliwość, uczciwość panów w kitlach,
jak i Twoje oburzenie na pieprzone "Hi Hitla!"
Będę głodny, biedny, gruby i pijany w szrankach,
O rękę damy pokonam Armani garniak.
Prawdziwa wartość nie liczy się w ich przymiotach i markach
ich pensjach, gdzie połowa spierdala na cześć Bismarcka,
w miarę definiuje szczęście, bez ciężkiego bagażu,
rzeczy co wiążę z miejscem.
Bez roszczeń stapianych światu tym gorzkim tonem,
bo wymagania stawiam przed lustrem, nie na balkonie.
Tym kandyduję na szaleńca!
Szczególnie że ty odwrotnie!

Ref:
Kandydaci na szaleńców!
Krew, pot i łzy, skandal, absurd i nonsens!
Kandydaci na szaleńców!
Muzycy poważni, sportowcy, pośród nich błądzę!
Kandydaci na szaleńców!
To ja i Ty, bez kapci z Podhala, twarzy zdobionej wąsem
Kandydaci na szaleńców!
Wieczorem zmęczeni jutrem, dokarmiani śledziem z Zakąsek.

Mes:
Usiadłbym na ławce, lecz jeszcze ktoś się przysiądzie!
A dziś do kontaktu z ludźmi nie dążę!
Dyskusja z głupcem
Wolę obserwować jak wysycha pasta w niezakręconej tubce.
Znów chcę (czyżby ) umknąć śmierci, a przynajmniej kalectwu.
Jak gdy wyszedłem ze szpitala myśląc, Boże jak jest tu
dobrze być. Tanatos już miał mój adres.
To jakby wlali ci w żyłę dopaminę wiadrem.
Nie wiesz czym jest chandra i przez jakie HA,
a teraz pusty kwadrat mnie ponagla by chlać.
W niczym... tak dobrze się nie odnajduję jak w kryzysie
gdy atmosfera hardkoru jest gęsta jak kisiel.
Staję do walki... dziś siedzę jako widz.
Zaglądam do wnętrza i nie widzę nic.
Staję do walki... dziś siedzę jako widz.
Zaglądam do wnętrza i nie widzę nic.
Kiedy wszystkich nagle sen ten ogarnie?
Kogo będziesz się liczył o zdanie?
Co by było, gdyby świat był pusty?
Co by było, gdyby diabeł nie kusił?
Jak by to było, gdyby Nietzsche miał rację?
Ilu z nas miało by satysfakcję?
Żeby popełnić błąd, cofnąć się w czasie
Walczyć odważnie to chyba jest patent
Kto by mi pomógł, jakbym upadł nagle?
Kto by zwinął za mną te żagle?
Ile ludzi podniosłoby rękę
Że znało mnie i, że znało takich setkę?
Jeszcze wetknę w twą głowę parę przesłań
Wiem, że stanie się to zanim złamiesz mnie jak bletkę
Jak marionetkę chciałbyś mnie trzymać
100, 1000 myśli moich cię zatrzyma

Tylko, tylko widzę to
Tylko, tylko widzę to
Tylko, tylko widzę to
Tylko, tylko widzę to

Co by było, gdyby ludzie byli gorsi?
Gdyby swoje życie hodowali w złości?
Świat runął by trupem w sekundzie
Choć teraz jeszcze z nadzieją nucę
Jak by tak żyło się wiecznie?
Ilu z nas modliłoby się o śmierć?
Jakoś tak myślę, że byłyby rzesze
Bo co za dużo to nie zdrowo przecież
Ile z nas wierzy w koniec świata?
Ilu z nas to obojętnie lata?
Jaka to data? dzisiaj czy jutro?
Dzisiaj jest cicho, jutro będzie smutno
Każdy dzień przecież jest taki sam
Pytam was, pytając gram
Słuchaj, masz szansę? ja mam
Nie oddam, nigdy nie oddam wam

Tylko, tylko widzę to
Tylko, tylko widzę to
Tylko, tylko widzę to
Tylko, tylko widzę to
Proszę dziadka, mam pytanie, dziadek pozwoli,
powiedz jak ty mogłeś wszystko tak spierdolić?!
- Otóż wnuczku, masz tu dowód, rapowany
już pół wieku temu mówiłem, że do nikąd zmierzamy."

"Kiedy czas nam będzie słodko mijał,
kiedy w radiu będzie już tylko Radio Maryja,
kiedy dobrzy Polacy, okazując dobrą wolę,
spalą Olgę Lipińską na stosie (albo w stodole!),
kiedy gwiazdorem baunsu będzie można zostać w miesiąc...
Jezus, co to będzie? Rok dwa tysiące pięćdziesiąt...
A ja, starszy pan z gazetą na dwóch fotelach,
będę strzelał sobie relaks,
będę spokojnie czytał o bezkarnych bandytach,
a sześcioletni wnuczek na moich kolanach spyta:
- Dziadku, my tu sobie "gadu-gadu",
ale powiedz, czy w twoich czasach też strzelano do sąsiadów?
Czy na ulicach było tylu z bronią panów?
I powiedz, co to było - ten zachodni brzeg Jordanu?
Bo widzisz dziadku, ja to pierdolę,
dziś w przedszkolu kolega pokazał mi pistolet.
Czy to, kurcze, było zawsze tak, jak teraz,
żeby szkołę nazywać imieniem Andrzeja Leppera?
Dziadku, to wy spierdoliliście świat mój,
że aż po prostu mieszkać strach tu.
Moi koledzy z emblematami Wehrmachtu raczą się baunsem.
Gdzie wy byliście kiedy jeszcze były szanse?
- Mądre dziecko, oto jest utwór.
Masz klucz tu i się ucz mój wnuczku,
jak się robiło kiedyś rzeczy nie najprostsze.
Widzisz, miałem ambicję, żeby ludzi ostrzec.
Ta piosenka to dowód, że ilekroć
ja i mi podobni ostrzegaliśmy, że będzie piekło,
widzisz, ludzie, nie wiedzieć czemu
pół wieku temu nie widzieli dzisiejszych problemów.

Widzisz, ludzie to taki przedziwny gatunek,
że można mu tłumaczyć i nikt nic nie rozumie,
że Afganistan to była tylko iskra
do wojny, która dziś jest tak oczywista.
Zachodni brzeg Jordanu? Wnuczku, wierz mi,
jedna bomba wystarczyła, by zniknął z powierzchni.
Czemu nie ma dzisiaj lasów? Zaraz ci powiem:
Spalono wszystkie, bo chowali się w nich Talibowie.
Widzisz wnuczku, ja robiłem co mogłem,
ale myślenie u ludzi to już wtedy był spory problem.
Chociaż kiedy to pisałem, co ciekawe,
jedna rzecz pozwalała mi zachować równowagę.
Miałem nadzieję, że gdy będę starszym panem,
zamiast tego numeru, będziesz słuchał kołysanek.
1. Chada
Masz tu uliczny hardcore i wiesz co jjest 5
Możesz nie wierzyć w życie, my nie wierzymy w śmierć
Jak chcesz to leć ponad poziom chodnika
Lecz życzę Ci chłopaku byś ścierwa już nie tykał
Chada, Sobota - spływa po nas krytyka
Od zawsze u dzieciaków i w sercach i głośnikach
Jestem zepsuty - potwierdza to liryka
Wyszło na to kochanie, że źle wybrałaś typa
Ciągle oddycham, na życie mam apetyt
A z nami skurwysynu te najlepsze kobiety
One to wiedzą, że nawijamy z piekła
I nie chcą liczyć w sentymentach, lecz w centymetrach
Zakańczam spektakl, to kurwa koniec
Pierdole te docinki i złośliwe ironie
Na mikrofonie wjeżdżamy na twój rejon
Rap dedykuje ludziom, dealer'om i złodziejom

2. Chada
Na tych osiedlach ulica zbiera żniwo
To tu mam swoich ludzi, co wciąż idą na żywioł
Mówię o typach, na których codzień liczę
Nie jakieś kurwy w stylu 'nadstaw drugi policzek'
Prawdziwe życie, nie teatr marionetek
To tu dzieciaki kradną i wąchają tą fetę
Otwórz gazetę i uważnie poczytaj
Sporo się o nas dowiesz w policyjnych kronikach
Serdecznie witam, nie pytaj mnie dlaczego
Choć teraz się uśmiecham, wzrok mówi co innego
To kurwa koniec, podpalam wszystko w pizdu
Kurtyna prawdy spada, my pełni optymizmu
Idziemy przez te zgliszcza, a moje serce krwawi
Wciąż na krawędzi wojny - mogę przyjść i cię zabić
Bóg błogosławi, my ciągle po swojemu
Nie dziewięćdziesiąt dziewięć, lecz tysiące problemów

3. Sobota
Znów uliczny projekt - Sobota, Chada
Dla ciebie to koniec, już puls sobie badasz
Jeśli nas nadasz, kurwo Ci biada
Upadasz, nigdzie się nie poukładasz
Więc zważ co gadasz kolo i komu
Bo psychofana możesz mieć w domu
Będzie żenada i zamiast ci pomóc
To tylko ziomuś wpędzi cię do grobu
Rzucam na bit znowu i znowu
To przystwarza mi kolejnych wrogów
Jeden z nałogów, któremu dam upust
Strzelam do twych Bogów, już czuć odór trupów
Stuku, puku, akuku. Zdziwione?
To napad, nie sapać i nie tym tonem
W górę ręcę, chcę widzieć wszystkie dłonie
Kto nie jest z nami z tym koniec !
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo