Popularne piosenki. Polski Hip Hop

1.[Hades]
Nie kupuje tego co nie bedzie mi potrzebne,
Sam zdecyduje co jest dla mnie najlepsze
Skurwysyny próbują mi zabrac energię,
Nie kontaktuja bo to z deka niedorzeczne
Knują, zwęsze ich, chuj w dupe chujom
Wbijam w ich oferte nie inwestując
Gram bezbłednie, czym była by ta gra beze mnie
Wazniejsze chyba czym był bym bez niej
I jak widac liczy sie podejscie
To raz dwa to respekt
Teraz pokaz na co cie stać
Widze że bierzesz tylko to co w cenie
Hajs bedzie zawsze tylko brudnym papierem
Elementem element jest, niczym ponad to
Nie kupuje ściem ukrytych pod zdrapką
Nie biore nic za darmo jeśli masz słaby towar
Wole łeb ogarnąć, aby sie orientować
Co i jak kto, kiedy i za ile to istotne,
Żeby oddzielić pierdolnik i porządek
To jasne jak słonce
Biznes nas spycha na drugą stroną
Ciemna część księżyca
Zresztą słychać więc się przyzwyczaj
Będę pisał dopóki oddycham... taa

Ref:
Ja nie kupuję kłamstwa, bo nie stać mnie na to
Nie daję w zastaw bo potem nie płacą
Kolaboracja 022 i Kato
Miłość za hajs? Chcesz to graj na bogato x2

2.[Fokus]
Pozdrawiamy wszystkich, oto lecą rymowane pociski
Co rozniecą, co nie co pyski jak błyski
Żar w sercu meliski whiskey
Johnny’ch i Walker’sów, Jacków i Danielsów na miski
Myśmy tutaj przyszli bo jesteśmy na misji
Lirycznie was zniszczyć tak żebyście wyszli czyści
Dzwoń pod 112 to są własnie terroryści
eF do Ka do eS i Hades my kradniemy myśli
Nawet jeśli nie myślisz
Nie kupujemy wszystkich
Podaję grabę, nie musimy być identyczni
Zdaję se sprawę, ale ktoś tutaj mówi chińskim
Kawa na ławę twój mandaryński znają nieliczni
Napadam zatem na ten temat rapem
Kłade na to łape, gdyby były tańczyłyby dziwki
Nie kupuje, nie płace za ten patent
Jestem tu dla bliskich
Pozdrawiamy wszystkich

Ref:
Ja nie kupuję kłamstwa, bo nie stać mnie na to
Nie daję w zastaw bo potem nie płacą
Kolaboracja 022 i Kato
Miłość za hajs? Chcesz to graj na bogato x2

3.[Hades]
Chowam mój hajs do kieszeni
Nie kupuje kłamstw, nie kupuje ściemy
Nie chce sie targować, to nic nie zmieni
Zobacz moja decyzja nie zależy od ceny
Jestem tego pewny jak własnych krewnych
Jak tego że Wisła nie przepływa przez Berlin
Jak konsekwencji życia na krawędzi
Jak tego, że czarne złoto zamieni się w diamenty
Nie ma co sie pieścić, na bok sentymenty
Nie kupuje sterty błędnych ekspertyz
Znam smak zemsty V jak Vendetta, H jak Hades
Ścierwa nawet nie próbuj mi sprzedać
Nie ma znaczenia przypał czy przewał
Wiedz, że nie da sie zrobić w chuja tego skurwiela
Ostrzegam, bo nie potrzeba mi badziewia
Teraz sie nie wypieraj, o nie
Ja znowu jestem sam, piszę tekst i popijam whisky z colą
Bo w życiu jak w muzyce, wiesz, ciągle jestem solo gdzieś
Poza kontrolą widzę kres, skoro ciebie nie ma obok
Nie ma łez, nie ma słów, które bolą
Czuję stres, a zarazem ukojenie
Bo mimo wszystko wiem, że ja mam czyste sumienie
A ty co możesz powiedzieć, skoro dawno wyszło na jaw
Kto ciągle udawał, no a kto się kurwa starał
Pytasz gdzie jest wiara? Pomińmy to pytanie
Ej, kochanie, ten kawałek traktuj jak ostatni taniec
Trzymam cię w ramionach ale na koniec wypuszczam
Muzyka przestaje grać, gasną światła, milkną usta
Sala jest pusta, trzymasz mnie za rękę, ale puszczam twoją dłoń
I nie złapię nigdy więcej. Mocno bije serce, lecz nie wymieniamy zdania
Więc odwracam się na pięcie odchodząc bez pożegnania

Ref.
Sam na sam, tylko ja i ten stan
Kiedy wdycham samotność
Kiedy wdycham samotność
Sam na sam, tylko ja i ten stan
Kiedy nie mogę cię dotknąć
Kiedy nie mogę cię dotknąć
O nie

Ja znowu jestem sam, piszę tekst, no a whisky już wypiłem
Patrzę wstecz i oceniam, czy tak bardzo się zmieniłem
Nalewam drugą szklankę, żeby nie była pusta
Jak pokój, moje serce i słowa w twoich ustach
Jedynie gościu z lustra pije ze mną dzisiaj
Nie wygląda najlepiej, jeśli mam ci to opisać
Wokół tylko cisza i moje wątpliwości
Czy naprawdę już przywykłem do jebanej samotności?
Nie wiem, może dla mnie to jedyna droga
Bo uczucia w moim ciele zamarzają tak jak woda
Chciałbym je rozpuścić i z Tobą uciec gdzieś
Więc potrzebuję obok 36 i 6
Ja biorę głęboki wdech, ale nic to nie daje
Nie widzę już kolorów, teraz wszystko jest szare
Hip-Hop jest darem i nigdy mnie nie zdradził
Zostaję z nim we dwójkę, bo mam tyle odwagi

Ref.
Sam na sam, tylko ja i ten stan
Kiedy wdycham samotność
Kiedy wdycham samotność
Sam na sam, tylko ja i ten stan
Kiedy nie mogę cię dotknąć
Kiedy nie mogę cię dotknąć
O nie
Spytaj o pensje - powiemy chętnie, o tych trzech czy czterech trzystu wręcz
i że nam fiskus tyle zabiera, że ledwo wystarcza na wystrój wnętrz.
Zapytaj nas o kredyt - mamy tu pasmo przeżyć wartkich.
Zapytaj, ile kosztuje by śledzić jak nam rośnie w siłę frank szwajcarski.
Spytaj nas jak się mieszka, spytaj o koszty ciepła,
i czy oświetla nasze okna słońce rano. Spytaj o metraż.
Spytaj o pracę, czy ona perspektywy nam dawa.
Zapytaj nas, ile to czasu trzeba żeby tam dostać awans.
Spytaj nas o ostatni melanż, czy może szerzej weekend,
czy był relaks, czy też może, było jak zwykle mocno pite.
Spytaj o muzykę - nie ma w niej dla nas zjawisk obcych.
Zapytaj nas o nowy trend, a chętnie powiemy tobie o znacznie nowszym.
Spytaj nas o znajomych - to cię zgubi, bo jest ich
dwa tysiące czworo, a każde z nich lubi to. Wierz mi...
Dowiedz się od nas więcej, o tym co pod napięciem, co jest w cenie.
Zapytaj nas o wszystko, niemal z takim zastrzeżeniem, że:

Nie pytaj dokąd i skąd, nie pytaj dokąd i skąd idziemy.
Nie pytaj dokąd i skąd, nie pytaj dokąd i skąd idziemy.
Nie pytaj dokąd i skąd, nie pytaj dokąd i skąd idziemy.
Nie pytaj dokąd i skąd, nie pytaj dokąd i skąd idziemy.

Nie pytaj nas o przeszłość - jakbyś nie wiedział, że nie było nic przed nami.
Nie pytaj o przyszłość, bo nawet jutro jest czymś, co niknie w dali.
Nie pytaj o świat, o ludzi, o sedno, czy bo ja wiem, o deficyt.
Nie pytaj nas o nic, co nas bezpośrednio nie dotyczy.
Nie pytaj nas o miłość - mamy to przećwiczone,
bo to pokolenie ją zgubiło na melanżu, razem z telefonem.
Nie pytaj o pustkę, nie pytaj o strach gdzieś w nas ukryty -
widzisz, od tych pytań jest nasz psychoanalityk.
Nie pytaj o słowa - nie wiesz? Niedopatrzenie -
znamy wprawdzie cztery języki, ale są to obraz, ruch, rytm i brzmienie.
Nie pytaj o ciszę - nie sprzyja nam ta cisza nijak,
co niedługo pojmiesz, bo z natury lubimy drzeć ryja.
Nie pytaj o życie, o sens, o żadną z tych dziedzin.
Nie pytaj co w nas siedzi - to raczej nie jest pokolenie odpowiedzi.
Nie zadawaj nam pytań w których problem czyha, bo kto wie co wzniecisz,
a jeśli już musisz - zapytaj nas co słychać? "-Aaa, jakoś leci!"

I tylko nie pytaj dokąd i skąd nie pytaj dokąd i skąd idziemy.
Nie pytaj dokąd i skąd nie pytaj dokąd i skąd idziemy.
Nie pytaj dokąd i skąd nie pytaj dokąd i skąd idziemy.
Nie pytaj dokąd i skąd nie pytaj dokąd i skąd idziemy.
Proszę dziadka, mam pytanie, dziadek pozwoli,
powiedz jak ty mogłeś wszystko tak spierdolić?!
- Otóż wnuczku, masz tu dowód, rapowany
już pół wieku temu mówiłem, że do nikąd zmierzamy."

"Kiedy czas nam będzie słodko mijał,
kiedy w radiu będzie już tylko Radio Maryja,
kiedy dobrzy Polacy, okazując dobrą wolę,
spalą Olgę Lipińską na stosie (albo w stodole!),
kiedy gwiazdorem baunsu będzie można zostać w miesiąc...
Jezus, co to będzie? Rok dwa tysiące pięćdziesiąt...
A ja, starszy pan z gazetą na dwóch fotelach,
będę strzelał sobie relaks,
będę spokojnie czytał o bezkarnych bandytach,
a sześcioletni wnuczek na moich kolanach spyta:
- Dziadku, my tu sobie "gadu-gadu",
ale powiedz, czy w twoich czasach też strzelano do sąsiadów?
Czy na ulicach było tylu z bronią panów?
I powiedz, co to było - ten zachodni brzeg Jordanu?
Bo widzisz dziadku, ja to pierdolę,
dziś w przedszkolu kolega pokazał mi pistolet.
Czy to, kurcze, było zawsze tak, jak teraz,
żeby szkołę nazywać imieniem Andrzeja Leppera?
Dziadku, to wy spierdoliliście świat mój,
że aż po prostu mieszkać strach tu.
Moi koledzy z emblematami Wehrmachtu raczą się baunsem.
Gdzie wy byliście kiedy jeszcze były szanse?
- Mądre dziecko, oto jest utwór.
Masz klucz tu i się ucz mój wnuczku,
jak się robiło kiedyś rzeczy nie najprostsze.
Widzisz, miałem ambicję, żeby ludzi ostrzec.
Ta piosenka to dowód, że ilekroć
ja i mi podobni ostrzegaliśmy, że będzie piekło,
widzisz, ludzie, nie wiedzieć czemu
pół wieku temu nie widzieli dzisiejszych problemów.

Widzisz, ludzie to taki przedziwny gatunek,
że można mu tłumaczyć i nikt nic nie rozumie,
że Afganistan to była tylko iskra
do wojny, która dziś jest tak oczywista.
Zachodni brzeg Jordanu? Wnuczku, wierz mi,
jedna bomba wystarczyła, by zniknął z powierzchni.
Czemu nie ma dzisiaj lasów? Zaraz ci powiem:
Spalono wszystkie, bo chowali się w nich Talibowie.
Widzisz wnuczku, ja robiłem co mogłem,
ale myślenie u ludzi to już wtedy był spory problem.
Chociaż kiedy to pisałem, co ciekawe,
jedna rzecz pozwalała mi zachować równowagę.
Miałem nadzieję, że gdy będę starszym panem,
zamiast tego numeru, będziesz słuchał kołysanek.
Na krawędzi krawędzi balansuję jak śnięty
Wysokie bloki dach napędził strach wewnętrzny
Jeden błędny krok to jak samobójczy skok szok
Coraz bliżej ziemia i brak uderzenia
Nagle ocknąłem się wokół ciemno lecz dostrzegam
Że to mój prywatny kąt mój dom moja kwatera
Cały w nerwach chcę zasnąć ale boję się swych snów
Przytomny na wpół słyszę ogromny huk
Chyba tylko cud sprawił że znów jestem gdzie indziej
Jeden ruch a tu trup koleżki w windzie
Zmywam się na schody nogi jak z waty
Grzęznę jak w galarecie za mną lecą wariaty
Tacy chcą mnie dopaść myślę czy nie skoczyć z okna
To jak błędne koła gdy kolejny raz lecę
Prawie poczułem jak plecy wgniatają się w ziemię
Na wygrzewce przecieram oczy przebudzenie
Kurwa idę pierdyknę herbe
Ciepłe Airway potrzebne i wezmę się w garść
Może koszmar ten przejdzie i da spokojnie spać
Póki co kończę werset a ty miałeś tak?

Ref.x2
Między jawą a snem pierwszy plan staje się tłem
Między dobrem a złem wypośrodkuj swój cel
Między górą a dnem toczymy twardą grę
Między nami WNB Chada ZIP

Chada Proceder na zawsze WGW
Czy chcesz czy nie ja wyrywam cię ze snu
Zamykam oczy i już mnie tutaj nie ma
Zamykam oczy bo nie chcę żyć w problemach
Nie dbam o ryzyko bo nic nie ryzykuję
Uciekam w zapomnienie po prostu nic nie czuję
Los prowokuje i ciągle kusi hajsem
Nie mam złudzeń gdy się zbudzę wykorzystam szansę
Między jawą a snem tu nic mi nie zagraża
Między jawą a snem tu nikt nie upokarza
Ucieknijmy od refleksji zróbmy to
Poznajmy co to dobro poznajmy co to zło
Otarłem się o dno i nie chcę już tam wracać
Tu gdzie rzeczywistość tu czeka ciężka praca
Nie chce nic tłumaczyć i niczego wyjaśniać
Nasza muzyka przewija się przez miasta
Masz dzieciak bierz dzieciak graj dzieciak
I stawiaj życiu czoła chociaż strach ciebie obleciał
Jak masz dość zamknij oczy masz do tego prawo
Między jawą a snem między snem a jawą

Ref.x2
Między jawą a snem pierwszy plan staje się tłem
Między dobrem a złem wypośrodkuj swój cel
Między górą a dnem toczymy twardą grę
Między nami WNB Chada ZIP

Budzę się zlany zimnym potem
Zimną twarz przykrywam ciepłym kocem
Nie wiem czy to rzeczywistość czy to sen
Czy to jej mały procent czy to tlen
Nie dociera do mózgu
Chciałbym odpocząć leżąc w swoim łóżku
Odciąć się od świata kłamstw kłopotów bluzgów
Niestety w tych czasach to codzienności ustrój
Mój umysł odtwarza ten sam film nie mam na to wpływu
Przed oczami mam obrazy jak z negatywu
Boże daj mi proszę proszę jeszcze więcej rymów
Żebym mógł opisać tą chwilę jak to czuję bez sprzeciwu
Obleciał mnie strach pytam czy mam jakiś wybór
Myślę wtedy o bliskich o sytuacjach wszystkich
Zamknięty w czterech ścianach licząc straty zyski
Te bolesne trafiają we mnie jak pociski
Chcę zapaść w boski sen chwilowo uśpić zmysły

Ref.x2
Między jawą a snem pierwszy plan staje się tłem
Między dobrem a złem wypośrodkuj swój cel
Między górą a dnem toczymy twardą grę
Między nami WNB Chada ZIP
Prawdziwy hardcore dla łódzkich osiedli
Prawdziwy hardcore z bałuckich osiedli
Prawdziwy hardcore dla polskich osiedli
Tak jest aha aha ej (od początku do końca)
Raz dla mych braci, dwa dla bałuckich ulic
Rap - byś nie stracił dna w sieci tarantuli
Świeci świętych blask przeciw przepych mas
Gdzie ty? Grzechy wczas przesyt przelicz nam
Potem ochłoń, kwotę pochłoń, bij pan pokłon
Bo nie wpierdalam zwierząt jak Ozzy Osbourne
Znak � ziomy z formą to złodziei ponton
By znać na bieżąco fakt nad ideologią
Strach � ciśnie w oczach, patrzy byś nie opadł
Jak system total pcham życie w blokach
Wspak jak potrafię, trwam, idę, cofam
[Fam?] na etapie gram tam ta ram tam
Tego typu melodii nie mąć szczytu euforii
Osiedli, konopi w jednej z posesji Europy
Stwory w maskach powykrzywianych z głupoty

Nie szastam hajsem, szacunek daję matce
Boga mam za władcę, nie konta proroków
Bo mam rap na zawsze, a nie tylko z doskoku

Ludzie dziś nie są tacy sami jak kiedyś
Poukrywani za różnymi maskami
Wstydzą się biedy
Idące w przemyt morale zastąpione
Portale, nalej ziom witaj na reality channel
Zakompleksionych panien, nastawionych na bajer
Wystarczy manewr idziesz panel na panel
Skradzionego wozu
Tylko ty ziom na razie wiesz, że kłamiesz
Powód � zamień słowo zrozumiesz
Co cię różni od innych
Masz władcę Findy ?
Kraju purpurowych singli, same pierwsze rakiety
Jak swego czasu Hingis
Silikon, tapety plus wyeksponowane tyłki
Nadchodzą posiłki, słoma z butów wystaje
Dla wybranki taniec, wieniec róż plus
Porsche Carrer Maniek ma gest � proste
Zakopane zimą, tyle możliwości ile kłamstwo ma imion
Ile wrażliwości w chwile hasło � zaginąć nie wrócić
Ziom spójrz na ludzi, prawda z nimi się kłóci
Ile dałbyś (by) tu nie wrócić eej
To życie � łapiesz?
Kilka wersów do ludzi
Co palą franka jak do skunka szlugi

Nie szastam hajsem, szacunek daję matce
Boga mam za władcę, nie konta proroków
Bo mam rap na zawsze, a nie tylko z doskoku
Ej yo L!
Ten bit przypomina mi jak byłem w ’97
W Nowym Jorku na 125, yeeah
I tego samego roku wykompałem matkie (jee)
To było jakoś tak, że wpadłem do niej
Ona mi mówi: „Ej wiesz co? Kompe siee!”
A ja odpowiedziałem jej: „Ej wiesz co? Wykopem ciee.”

Daj mi swoją matie, daj mi swoją matkie
Pierdole twoją gadkię, wykompe ci matkie
Daj mi swoją matie, daj mi swoją matkie
Pierdole twoją gadkię, wykompe ci matkie

Abrakadabra, mmm czary-mary
Liroy ten skurwysyn coraz bliżej szpary
Staaary, a twój stary to nekrofil
Twój dziadek to cieplaczek, a twój brat to nekrofil
Daj mi matkie! Tak daj mi swoją matkie!
Zaproszę ją do domu i ogolę jej klatkie
Ja ją kocham, ja po nocy za nią szlocham
Taa, pójdę z nią na spacer do zoo
Pooglądać jak to robi koooń
Przytulę twoją matkie mocno do siebie
Twoja matka ponoć dobrze się…
Pukam do jej drzwi, krzyczę „Otwórz mi!”
Ja tu stoję, chcę ogolić ci brwi
Chcę namydlić twoje piękne ciało
Powiedz twojej matce, że będzie się działo
To nie plotka, chcę namydlić twojej matki kotka
I ogolić jej peeeejs
To nie plotka, mam na jej punkcie hopla
I tu nie chodzi o seeex
Chcę wziąć z nią wspólny ciepły prysznic
Chcę całą ją dokładnie namydlić
Chcę ogolić jej całe plecy
Nawilżę jej cycki i przejdę do rzeczy
Chcę wyskrobać jej dokładnie pięty
I nie mów mi tylko, że jestem pierdolnięty
Bo urwę ci łeb i nasram do środka
Hehe, to nie jest plotka…

Daj mi swoją matie, daj mi swoją matkie
Pierdole twoją gadkię, wykompe ci matkie
Daj mi swoją matie, daj mi swoją matkie
Pierdole twoją gadkię, wykompe ci matkie

Bukkake Warriorz
Spierdolimy cię chłopaku!
Jak mówi afrykańskie powiedzenie
Kiedyś w zamieć szedłem pół godziny z buta bo był korek,
naglił czas, nie było szans, by bus dojechał w porę,
Nie przygotowany byłem w chuj na tą pogodę,
-10, zero czapki, lód miałem na głowie,
Bo padał grad, padał grad, padał, padał grad,
I do tego raz po raz zawiał halny wiatr,
Myślałem "kurwa mać zamarznę tam",
ledwo zdążyłem tam, gdzie miałem dojść - farta mam,
I czuję się zimny jak wtedy tu teraz kiedy to piszę,
Mimo, że działa kaloryfer, mam dresy i t-shirt,
Bo tam gdzie Ty masz swoje wnętrze, ja mam klitkę,
Tam gdzie masz swój moralny kręgosłup ja mam nitkę,
I to przykre, może być dla Ciebie ta, ale nie dla mnie,
Zanim mi za coś będzie przykro prędzej sete walnę,
Jest Ci przykro, chętnie z Tobą sete walnę
Dziewczyno chcesz być ze mną i nie pić to jest nierealne

Jeśli naprawdę chcesz to zobaczyć, to masz mnie teraz, jestem tu
Tylko nie pytaj mnie co to znaczy,
Jak odejdę kiedy powiesz, ze pić nie chcesz już,
Może kiedyś spotkasz mnie na mieście znów ,
Gdzieś gdzie już, widziałaś mnie wcześniej,
Może jeszcze uśmiechniesz się do mnie,
Myśląc, że może tez się uśmiechnę,
Tu jedyne czego możesz być pewna, parę rozpieprzę stów(ta)

Nie wiem nawet co czuje, wiem tylko, ze pada śnieg,
I nie wiem czego potrzebujesz, wiem tylko, ze jest mi zimno,
Jest mi zimno, ale nie jest mi przykro,
Bo nie robię Ci nic złego, a kiedy będziesz, chciała mnie ogrzać,
Musisz pamiętać, że może twoje serce zamieni się w lód

Bo głęboko płynę, krew kapie z nosa,
Zabiłem serotoninę i już nie potrafię kochać
Chcesz mnie wypróbować, chcesz to weź mnie za rękę,
Ale, wiedz, że za siebie nie ręczę, pewnie serce pęknie ci prędzej (o)
To ja, tak i de nekst best jest, nie odsłaniaj rolet, weź nie świeć,
Chcesz mnie tu mieć-bierz, nie chcesz, chyba ze jara Cie ten seks eksces

Na backstage'u fotografka chciała zrobić zdjęcie,
Później chciała czegoś jeszcze, ale po koncercie,
Dałem jej to, widziałem ją później w moim mieście,
I zrobiliśmy to raz jeszcze, raz jeszcze,
Później pisała sms'y niewinnie radosna,
Nie odpisałem, tak jakbym ich nigdy nie dostał,
Ale chyba nie braknie mnie w jej uchu,
Bo dawno już polubiła mój fanpage na facebook'u.
Powiedz o chodzi, w sumie po co to mnie nie obchodzi,
Smak ambrozji, kurwa mać jesteśmy wiecznie młodzi
To cena za to, że te uczucie uciekło,
Bo gdy siedzę w komorze kriogenicznej jest mi ciepło wciąż,
Powiedz gdzie jest piekło, bo dzisiaj zimny eden mam,
Siedzę i piszę, za parę godzin wchodzę na scenę,
Gram ogień jak rapuje ty to wiesz,
Ale jak mój ziomek pióro, czuje tylko śnieg

Nie wiem nawet co czuje, wiem tylko, że pada śnieg,
I nie wiem czego potrzebuje, wiem tylko, ze jest mi zimno,
Jest mi zimno, ale nie jest mi przykro,
Bo nie robię Ci nic złego, a kiedy będziesz, chciała mnie ogrzać,
Musisz pamiętać, ze może twoje serce zamieni się w lód
Mezostan jara mnie to prostan
Lubię jego posmak
Myślisz podobnie?
Miło mi Cię poznać.
Zostaw teksty że "życie to koszmar"
Że na ulicy swojej budzisz postrach
Zostaw skromność, poznaj
Czym jest wolność.
Wolno na posesję wjeżdża Volvo
Twoje życie, ciekawe życie
Masz tyle hajsu,
Że aż chce Ci się krzyczeć
Jedyna trudność to policzyć zera
I tonie tajemnica Poliszynela, że
Masz tego trochę, bo
Masz tej roboty,
Masz tę ochotę iść dziś tropem
Zabawy do świtu.
Szalonego tańca
Do bitu.
Bo Twoim ziomem jest Epikur
Dopóki jesteśmy nie ma śmierci,
Gdy ona przychodzi nie ma nas.
To jest Twój czas.

Ref.
Tak wolę to co mnie uwolni,
Widzisz jak,
Wolę wolne sny.
Tak wolę mocno, a powoli,
Wolę wolne sny.

Zdaję sobie sprawę,
Że życie jest dla mnie łaskawe.
Pozwala mi przynieść nawet najczęstszy upadek,
To nieś naukę ze skrajnych wpadek.
Dziś robię to dla
Fajnych jadek,
Fajnych babek,
Fajnych stawek.
Pieniążek nie rozwiąże wszystkich problemów,
Ale lepiej jest go mieć, wszyscy wiemy czemu.
Więc nie lubię nam się monety, żeby było jasne
Wybieram te momenty jak tęcza nad miastem.
Jak wschód słońca na sześciu tysiącach,
Jak dobry koncert przy sześciu tysiącach,
Jak mój wers który powtarza cała Polska.
To jest to co mogłoby trwać bez końca.
Chcę pić whisky, realizować zyski.
Nikt nie chce być na straconej pozycji
Rano kosić trawnik przed domem,
Wieczorem sprawdzić się na mikrofonie.
Być wolnym.

Ref.
Tak wolę to co mnie uwolni,
Widzisz jak,
Wolę wolne sny.
Tak wolę mocno, a powoli,
Wolę wolne sny.

Do startu, do mety
Ścina wszystkie zakręty.
Pod górę nie wchodzę,
Ślizgam się jak po lodzie.
Nie czekam na zgodę,
Sam dobrze wiem co mogę.
Ten stan, te radość dnia -
Dobrze znam.

Ref.
Tak wolę to co mnie uwolni,
Widzisz jak,
Wolę wolne sny.
Tak wolę mocno, a powoli,
Wolę wolne sny.

Ja wolę wolne sny.| x2
Aj Gary Glu

Masz do czynienia z chodzącym ideałem
wiesz z psem prawdziwie doskonałym
ma odznaczenie i nagrodę kolor złoto
białe zębiska i ogonek przystrzyżony.
Pan dumny ze swego psa siada na fotel
nie rozpala w kominku jak to zwykle bywa
a rozpala skręta że Lolek jest ciężki jak 1000MB
Mówi po cichutku:

Aj Gary Glu so łi bi ołrajt.

Trzyma w zamrażarce swego kudłatego psa
o psa lico w ten oryginalny sposób sobie dba
gdy go rozmrozi to ten chodzący psi ideał
taki namoknięty i oszołomiony
siada na fotel sobie obok pana i nóżka na nóżkę
a pan rozpala skręta a że Lolek pojemny jest jak 1000MB
pan psu zaczyna nucić:

Aj Gary Glu so łi bi ołrajt.

Gdy pan ze swoją żonką wyszli raz do kina na kolorowy superfilm
pies potajemnie zaprasza młode jamniczki z rodowodem na popcorn i program MTV
tańczą sobie na stole, palą skręty i pijąc wódkę i punk rock i szabada
wraca nagle pan i jego żona co jak łodyga się dyga
otwierają drzwi, a w mieszkaniu zastają istny burdel
jamniczki, samba i w strzępach cała biblioteka
pan z piana na ustach swoim okiem wycelował psa
a pies jak gdyby niby nigdy nic szybko siada na kanapie
i nóżka na nóżkę i rozpala wielkiego, ogromnego lolka
co ciężki jest jak 1000Mb.
mruga oczkiem, otwiera pysk i mówi:

Aj Gary Glu so łi bi ołrajt.
Widziałem upadek czułem jak budzi nienawiść
Spotkałem miłość tak silną że może zabić
Znałem przyjaciół którzy potrafili ranić
Wykorzystując to że ktoś ufał im bez granic
Byli tumani którzy zgubili swą pasje
Zdawało im się że ich sukces przyjdzie łatwiej
Znałem gangsterów którzy trzęśli tym miastem
Za dużo hałasu, wpadli we własną pułapkę
Spotkałem matkę na pogrzebie jej syna
Zabrał go w aucie alkohol i kokaina
Zarobiłem tu już 100tysięcy na wałku
Dzisiaj mam w kiermanie 100złoty do czwartku
Zawiódł mnie brat już, a ratował kolega
Poznałem sukces i jak niewiele trzeba
żeby przy wódce wylądować tam gdzie bieda,
jest tak ogromna że kurwa żyć się nie da
Wiesz o co biega? Nie jest mi wszystko jedno
PMM niech ta muzyka niesie jedność
Przetrwamy na pewno, nie ma innej drogi
jestem z miejsc gdzie człowiek pomaga człowiekowi

Kilka razy czułem jak grunt leci z pod nóg
Niestabilny puls, w klatce zaczęło kuć
Skórcz ścisnął mi brzuch, był moment prawdy
Gdybym wtedy się nie zbudził duchowo mógłbym być martwy
Widziałem ludzi którzy stracili tożsamość
Rodzinę, własne ja wyszli i wrócili rano
też by źle się działo, mogłem wbijać się w melanż
usiąść gdzieś na bocianie wóde pić [?]
Zakochać się teraz w jakiejś rasowej suce
sypać hajs jak automat, ślepo wierzyć w uczucie
W zamian mam kobietę życia, spokojny dom,
Suki omijam jak małolat szerokim łukiem stop
Mogłem wziąć trefny towar, lepiej poznać kryminał
Robić biznes na przypał, cela to byłby finał
Wzrok matki na odwiedzinach by mnie przeszywał
Dołożyłbym troski, nie starczyłoby słowo "wybacz"
Zabił miłość i przyjaźń, wiódł życie samotne
Palił most za mostem, wiedząc że się nie cofnę
Widział tylko pieniądze, a ideały sprzedał
nie nie jest mi wszystko jedno jaki finał mnie czeka

Nie o to chodzi by brać,
lecz o to chodzi by żyć
Prawdę krzyczeć przez łzy
odważnym być, lecz wiedzieć co znaczy strach
Nie zamknij oczu, bo żal zasypiać podczas dnia
Nie gaśnij puki świat, na wbrew otępieniu,
proszę cię trwaj
Jeszcze będę widział kiedyś zachód Słońca, plażę
Gdzie, gdy wychodzisz z kąpieli poprawiając stringów pasek
Pod nami piasek, woda mieni się w błękicie
Balsamuje twój pośladek, ciało wycieram ręcznikiem
Póki co, życie tak to, w którym mnie poznałaś
Chujowym raz chodnikiem, ja z buta cię odprowadzam
Ulica szara, breja sól i jak na jezdni
I nie piękne jest to gdzie, ale że w ogóle jesteśmy
Momenty, które utkwiły w psychice
Nie skreślisz ich, jak można skreślić życie
Dlatego piszę, by zachować wspomnień ciągłość
Dlatego piszę, myślę o tym na okrągło
Kochana Polsko, będę krzyczał tak jak Ostry
Otocz młodych ludzi troską, by ich Polską nie był Londyn
Co znaczą modły, kiedy Bóg nas nie chce słuchać
Na ciszy piszę, choćby nawet jeśli ta jest głucha.

Dlatego piszę, żeby wykorzystać wolność
Dlatego piszę, daję upust swym emocjom
Dlatego piszę, by zachować wspomnień ciągłość
Dlatego piszę - życie spisano historią.
Dlatego piszę, żeby wykorzystać wolność
Dlatego piszę, by zachować wspomnień ciągłość
Dlatego piszę, daję upust swym emocjom
Dlatego piszę - życie spisano historią.

Nie ma bólu i cierpienia - to nie ma łez
Inne niż telenowela życie temat daję mi na tekst
Jak dziwka sex, kobieta miłość
Pierwsze kupię, jeśli chcę - drugie oby się zdarzyło
Lata płyną, zamiast więcej - mniej rozumiem
To świat popierdoliło, czy też może ja fiksuję
Ze strachu, jakoś przejdę przez tą zamieć
Mam sentyment do tych tracków, jak do starych czasów pamięć
Chłopaku, to nie tak, że mam gadane
Nigdy nie szukam tematów, one znajdują mnie same
I dalej, pozostawiam ślad jak Zorro
Każde słowo zapisane, każdą przeżytą historią
Świateł i neonów blask mijam, choć nie mieszkam w Tokio
Mieszkam tu gdzie ludzi las żyje, a każdy osobno
Kręci na ripidzie tak, niski bass jest stopą pomocną
Piszę, aż kolejny raz ujrzę blask przez swoje okno.

Dlatego piszę, żeby wykorzystać wolność
Dlatego piszę, daję upust swym emocjom
Dlatego piszę, by zachować wspomnień ciągłość
Dlatego piszę - życie spisano historią.
Dlatego piszę, żeby wykorzystać wolność
Dlatego piszę, by zachować wspomnień ciągłość
Dlatego piszę, daję upust swym emocjom
Dlatego piszę - życie spisano historią.
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo