Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Łap oddech zanim skończysz płynąć z prądem i wysiądziesz
postęp wymaga odstępstw od setek takich samych dossier
pośpiech dobry dla szczura, jesteś szczur to goń się
sprzedać co ty, kurwa, zrobisz jak jej nie masz?
albo miewasz tylko wtedy kiedy ładnie zaśpiewasz?
więc nie patrz nawet lepiej w stronę cienia
tam, gdzie scena ma brud, jest tylko loop i perka
tam, gdzie brzmienia to szum, groove i kilo mięcha
łap oddech, bo piętnuje się odmieńców
bez procesu, lincz i nie ma jeńców
nie ma zmiłuj dla straceńców
tych, co za ideały dali się spalić
wytrwali sami ile dali rady, nie bali się zdrady
łap oddech, śliscy są wszędzie
nawet blisko ciebie taki będzie
fałszywy uśmiech, zbiera się na wymioty
czeka aż czujność uśnie i będziesz bezbronny
można ufać a potem rzygać widząc jak dałeś się robić
więc lepiej czuwać i patrzeć gdzie stawiasz nogi
tych prawdziwych zobaczysz w biedzie
lojalni gdy jesteś w potrzebie
skopany na glebie kiedy nic nie wiesz
biegniesz na oślep aż się wyjebiesz
telefon dzwoni, ktoś wie, że trzeba ci pomocnej dłoni
to tylko oni są i byli
będą kiedy inni będą odchodzili
więc łap oddech
abyś w tej gorszej chwili
mógł pozostać dla nich silny
dla nich, a nie innych, inni chociaż byli
chyba nigdy się naprawdę nie liczyli
i taki wynik po roku chyba najgorszym ze wszystkich

[x4]
łap oddech, odbij się od dech
od dech, odbij się od dech, od dech

samotność jest bezduszna, musisz przełknąć ją jak ocet
łap oddech, gdy pamięć wyprowadza cios za ciosem
to podłe, nie można się jej pozbyć, wypluć w kibel
wyrzygać całej w kanalizę z przetrawionym piwem
łap oddech zanim oszaleją neurony, z nimi ty
nim krwi tlenu zabraknie, udusisz erytrocyty
dwutlenek węgla truje, serce czad toczy
ciśnienie skoczy, zabije nim przejrzysz na oczy
i po co znów składasz nocą ręce aż ci się pocą
natrętne myśli nieustannie w głowie się szamoczą
gdziekolwiek idziesz, one kroczą i szepczą (zabij się, zabij, zabij)
więc siedzisz jak posąg gdy pieprzą
nim cię dopadnie obłęd, wstań i odbij od dech
nie daj się grzebać
mówiłeś sobie, by nigdy się nie dać
mówiłeś sobie, że dla bab jest płacz
teraz łamiesz kołem pamięć, oddech łap i patrz
jak ściany zaciskają klatkę, robi się duszno
otwierasz okno, aby poczuć wiatr na próżno
powietrze nawet nie drgnie
czas tej nocy nie biegnie
wódka cię nie ustrzegnie
to nie odejdzie nawet we dnie
zapalasz papierosa, bucha żar zapałki
powoli się unosi wokół woń płomieni i siarki
umysł już płata figle, czujesz zimny pot i ciarki
zrzucisz poczucie winy gdy weźmiesz winy za barki
ten świat wokoło jest groteskowym teatrem
rozbijasz o mur czoło, on rozwiewa wiarę z wiatrem
tu żyją gnidy, wszystko na niby, ufni giną
skurwysyny tylko przyglądają się zza szyby
łap oddech dopóki jeszcze ciemna gwiazda bije
zanim strawi cię obłęd, nim założysz sznur na szyję
łap oddech, tlen z płuc do żył abyś do świtu dożył
to nie ostatni raz dusisz się w królestwie bożym

[x4]
łap oddech, odbij się od dech
od dech, odbij się od dech, od dech
Mówię co widzę
Niektórzy twierdzą że mózg mój spłonął
mnóstwu ponoć zawadza luz tu skoro
swój kunszt biorą jako standard
Wole dać bit jak samba gdy sauna
na samplach szaleje na lampach
lala Anglia i lampa w dankach czy pampach flow kręci salta
klon treści jak ta
w dłoń zamieści sztandar
to miejski traktat rap sens i warsztat
sprawdź jak zamieszki w miastach
smakują beczki z dziećmi kontra pawulon
ciernie znów kują
lecz pod nimi nie Chrystus wtedy zabijał Piłat
dzisiaj zabija fiskus zaklinacz zysków
zaczyna zbyt tu chamy
podani poddanych też mamy plany
na nich serce zanim zechcesz
gadać zabij przestrzeń
zabij tlen ten siadaj to lekarstwo
którym oddycha miasto -mam je na własność

REF
raczej nie wierze w żadne obietnice
mówią co słyszę słyszę różnice
mówię co widzę raczej nikt nie ma frajera w metryce
raczej nie wierze w żadne obietnice
mówią co słyszę słyszę różnice
mówię co widzę raczej nikt nie ma frajera w metryce

Chce być wolny jak serce i dusza
jest czas który nas żyć seksem naucza
od przekleństw na Bautach
po cały ten horror za nami
danymi drogami damy rap full kolor
sprawdź uliczne życie duma i honor
zamiast za wolność zginąć wolą za ilość spłonąć
mój styl jak albinos jeden na milion kurwy
płynie jak cannabinol i zabija jak rugby
nie uciekniesz od kurwy
21 wiek wiem
umiesz być wielki przez sen
tu jest dygresji sens ej
znika niczym sensej i reali dotykasz na projekcie
te same koneksje te same układy
nawyki wywiady uniki przekazy
ulicy i plany
tubylcy to dla nich tu
widzisz te wady tu by żyć trzeba być cwanym
i nie marzyć za nic ci nikt nie da złotych piastów
jedyne co zostaje to kilka mocnych piastów
mówisz raj Panie poślij nas tu proszę
zamiast tsunami cierpienia aktu oszczędź
od landku proste poprzez dzielnice
[przecież to trujące]

REF
raczej nie wierze w żadne obietnice
mówią co słyszę słyszę różnice
mówię co widzę raczej nikt nie ma frajera w metryce
raczej nie wierze w żadne obietnice
mówią co słyszę słyszę różnice
mówię co widzę raczej nikt nie ma frajera w metryce
Reprezentuję Warszawę nie pytaj mnie po co,
kiedy słyszę bit to rymy mi się złocą,
trzymam mikrofon w ręce, nie jestem chłopak złoty,
mówisz hip-hop to kłopoty! no co ty!
Reprezentuję Warszawę i całe Feno,
mikrofon nie złotówa, jest! jest mą domeną.
Co jest prawdziwą ceną a co twoją zwykłą fuchą,
Ekonom z chłopakami, nie dorównasz naszym grupom.
Koledzy nie od dzisiaj od rozrywki i kłopotów,
w razie czego mogę liczyć, każdy z nich będzie gotów:
do pomocy, bez oporów, z własnej woli,
a nie jednego klepią, a drugiego to pierdoli,
prosto z Woli, człowiek zajaranych robiących swoje,
idę do przodu, jak endemam rycerza zbroje,
każdy z nas dopowie swoje, jakiś pomysł przytoczy,
pokaże coś nowego i w konkretną gadkę wskoczy,
ja nie idę po blask sławy, zakres szmalu, dużo floty,
proste jest jak drut to są tylko kłopoty,
uzależnia jak narkotyk, kłamstwo drugie kłamstwo rodzi,
nie obchodzi mnie koleżka, który się godzi,
na to wszystko, ludzie żyją dzięki wyzyskom,
kto się stara być w porządku kłaniam mu się nisko.
Wiem, że trudno jest dziś o stanowisko,
jeszcze niebieskie wysypisko, tracisz wszystko.
Policja już zadba o to byś nie szastał flotą,
wielu już było handlujących dawką złotą,
oni poszli na dno, tylko po co? masz z tym problem?
nikt nie służy ci pomocą!

Reprezentuję Warszawę,
Reprezentuję Warszawę.

Reprezentuję Warszawę to przecież jest proste,
nie kwestionuj mego zdania, bo słowa mam ostre,
ja i całe Feno znamy pewne reguły: honor, szacunek, skun i bibuły,
takie samo prawo panuje na wszystkich ulicach,
nie jest zapisane jak na mojżeszowych tablicach, (a jak?),
poparciu moich ludzi to przecież jest rutyna,
jeszcze mam swój czas, więc nie opada kurtyna.
Fenomen znów zaczyna i nigdy nie umoczy,
jeśli mnie obrażasz, spróbuj to powiedzieć prosto w oczy,
spuszczasz głowę a ja ciągnę moją mowę,
bo mam przewagę, chcę utrzymać równowagę.
Ktoś mnie przewróci-ja wstanę! Podniosę się na nogi,
bez względu na przeszkody, będę się trzymał swojej drogi,
tracę rymy przy skręcie, nagrywam na chójowym sprzęcie,
bo nie zależy mi żeby być nadzianym lamusem,
chodzić cały w złocie i jeździć Lexusem,
to nie jest przymusem, robię to dla przyjemności.
Tak samo jak kilku ze mną tu gości, mamy duże możliwości,
ale niewielu to doceni, wiesz to nic nie zmieni,
bo nie myślę o kontrakcie, będę dalej sobą przy swoim pakcie,
jestem z moją ekipą, to fakt oczywisty,
miejsce dla prawdziwych, frajerów skreślam z listy,
przekaz(...)przejrzysty, lecz nie każdy go rozumie,
nie jeden skurwysyn słucha ale myśleć nie umie,
do układania rymów nie potrzebny mi schemat,
wystarczy jakiś temat bo mikrofon to emblemat.
To co najlepsze to hip-hop kultura:
break dance, rymowanie i wrzuty na murach.
Nie nawijam o bzdurach, ale o tym co czuje,
mikrofon kontroluje, tam teraz mój człowiek ląduje.

Reprezentuję Warszawę,
Reprezentuję Warszawę.
Reprezentuję Warszawę,
Reprezentuję Warszawę.

Kocham Warszawę, nie liczę na sławę,
usiądź na ławę i patrz na zabawę, widzisz?
Tak właśnie bawi się stolica,
siadasz, słuchasz naszych rymów i się zachwycasz.
Nic dziwnego: słuchasz hip-hopu amatorskiego,
z najlepszego materiału chłopaka warszawskiego,
nie kumasz hasła hip-hopowego, to twoja sprawa,
bit, rym, mikrofon i zielone to zabawa.
Szalik, spodnie, duża bluza to tylko oprawa,
kiedy trzymam mikrofon, wtedy rządzą moje prawa,
ukochane miasto: oczywiście Warszawa!
Moja sprawa co ja robię z mikrofonem,
Teraz Fenomen wali rymy prosto w twoją stronę,
Metafory niezliczone, a bitów wciąż przybywa,
Warszawa w hip-hopie jak ryba w wodzie pływa,
czasem chójowe kapele ze stolicy ale bywa,
trzeba wykluczyć takie ewentualności,
kasować chójowych reportaży, pozujących gości,
(spierdalaj!) jeśli jesteś pełen złości to mikrofon chwyć,
i rymuj jakbyś pod wiatr próbował iść,
bo trudno iść pod wiatr z oczami otwartymi (ale!),
ale robię to od lat z kumplami tymi samymi,
braćmi osiedlowymi z Warszawy, bloków szarych,
dla nas swoistych, dla wieśniaków jak koszmary,
to nie wojskowe koszary tylko miasto wspaniałe
i choćby mieli mnie zabić, to zostaje tu na stałe
i choć kłopoty niemałe to wybij z głowy sobie,
żebym przestał rymować, bo ja kocham to co robię.
Bo jestem z Fenomen i myślę sobie, moje rymy są złote,
przyjemnością nie kłopotem, kręcę nimi tak ja tylko lizarazu,
nie rozumiesz przekazu, mnie to nie obchodzi,
robię to dla swoich ludzi, o nic więcej mi nie chodzi,
będę chciał żebyś zrozumiał postawię kilka grosów,
każdy ma swój styl rymowania, swój sposób,
broń godności warszawiak, trzeba niech się leje krew,
reprezentuj ją godnie a wszystko będzie EFEKT!!
1.[Hades]
Nie kupuje tego co nie bedzie mi potrzebne,
Sam zdecyduje co jest dla mnie najlepsze
Skurwysyny próbują mi zabrac energię,
Nie kontaktuja bo to z deka niedorzeczne
Knują, zwęsze ich, chuj w dupe chujom
Wbijam w ich oferte nie inwestując
Gram bezbłednie, czym była by ta gra beze mnie
Wazniejsze chyba czym był bym bez niej
I jak widac liczy sie podejscie
To raz dwa to respekt
Teraz pokaz na co cie stać
Widze że bierzesz tylko to co w cenie
Hajs bedzie zawsze tylko brudnym papierem
Elementem element jest, niczym ponad to
Nie kupuje ściem ukrytych pod zdrapką
Nie biore nic za darmo jeśli masz słaby towar
Wole łeb ogarnąć, aby sie orientować
Co i jak kto, kiedy i za ile to istotne,
Żeby oddzielić pierdolnik i porządek
To jasne jak słonce
Biznes nas spycha na drugą stroną
Ciemna część księżyca
Zresztą słychać więc się przyzwyczaj
Będę pisał dopóki oddycham... taa

Ref:
Ja nie kupuję kłamstwa, bo nie stać mnie na to
Nie daję w zastaw bo potem nie płacą
Kolaboracja 022 i Kato
Miłość za hajs? Chcesz to graj na bogato x2

2.[Fokus]
Pozdrawiamy wszystkich, oto lecą rymowane pociski
Co rozniecą, co nie co pyski jak błyski
Żar w sercu meliski whiskey
Johnny’ch i Walker’sów, Jacków i Danielsów na miski
Myśmy tutaj przyszli bo jesteśmy na misji
Lirycznie was zniszczyć tak żebyście wyszli czyści
Dzwoń pod 112 to są własnie terroryści
eF do Ka do eS i Hades my kradniemy myśli
Nawet jeśli nie myślisz
Nie kupujemy wszystkich
Podaję grabę, nie musimy być identyczni
Zdaję se sprawę, ale ktoś tutaj mówi chińskim
Kawa na ławę twój mandaryński znają nieliczni
Napadam zatem na ten temat rapem
Kłade na to łape, gdyby były tańczyłyby dziwki
Nie kupuje, nie płace za ten patent
Jestem tu dla bliskich
Pozdrawiamy wszystkich

Ref:
Ja nie kupuję kłamstwa, bo nie stać mnie na to
Nie daję w zastaw bo potem nie płacą
Kolaboracja 022 i Kato
Miłość za hajs? Chcesz to graj na bogato x2

3.[Hades]
Chowam mój hajs do kieszeni
Nie kupuje kłamstw, nie kupuje ściemy
Nie chce sie targować, to nic nie zmieni
Zobacz moja decyzja nie zależy od ceny
Jestem tego pewny jak własnych krewnych
Jak tego że Wisła nie przepływa przez Berlin
Jak konsekwencji życia na krawędzi
Jak tego, że czarne złoto zamieni się w diamenty
Nie ma co sie pieścić, na bok sentymenty
Nie kupuje sterty błędnych ekspertyz
Znam smak zemsty V jak Vendetta, H jak Hades
Ścierwa nawet nie próbuj mi sprzedać
Nie ma znaczenia przypał czy przewał
Wiedz, że nie da sie zrobić w chuja tego skurwiela
Ostrzegam, bo nie potrzeba mi badziewia
Teraz sie nie wypieraj, o nie
E, krytyk, wciąż gadasz powiedz ofermo w sumie
Jak możesz coś oceniać czego nie rozumiesz?
Masz ego i kierunek w sumie w rapie nie jesteś
Na swoim odbioniku jedyne co łapiesz Eskę
Pokażesz co jeszcze jaką masz tu płytę
W twoim wydaniu hip-hop to 2 unlimited
Nas dwóch ja z tym bitem płyniemy wśród liter
Żyjemy tu w przemycie jak sample na technicsie
Ale co ty wiesz o samplach?
Jedyne co posiadasz to z dyskiem winampa
Sześć moich płyt pewnie wszystkie masz tam
Jeszcze pyskiem paplasz jeszcze w pizdę Wam dam
Mój mózg to Maybach wasz nie zna sie na autach
Tu klucz do wayba na peryferiach mista
Znajdź nas E-ekspert od poetów wiesz co?
Nie znajdziesz nas bo Twój świat to Internet społeczność
Intelekt pod kreską witaj w świecie klawiatur
Leonów co nie odróżniają reggae od rapu
Nie wiem chłopaku pewnie znów nie zrozumiesz
Póki nie dopadnie jakiś chuj Cię pod klubem
Stracisz w bójce dwie dwóje, jedynki i honor
Dalej twierdząc, że te teksty są o niczym, rzekomo.

To mój czas. By. Żyć, iść własną drogą
Słowem nadając siłę i jasną wiadomość
Ten rap. W nas. Tli, to wyrażam w zwrotkach
E, krytyk, zapomnij ta zasada jest prosta.

"To są wlaski nie pisenki,
przez te wszystkie tranzystory
jestem już zupełnie chory"

Ej, krytyk zbyt trudne to by się odnaleźć
Wśród tekstów co przekrój sceny pchają w szalet
Stanąć na niej, czy iść stąd? Nie mój problem.
Grają tanie tu disco, wszystko na opaloną mordę
Głodne pigół źrenice, toples klipów, kibice
To chcę tych tu co widzę parę cycków
Co słyszę tani wytwór na morzu spermy strefy marketingu
Co jest krytyk, Ty lubisz mocne klipy.
Twój mózg zjadły media, kluby i koks z Ibizy
Na widok co po niektórych to proch się krzywi
Co nocne ksywy a co ty chcesz od nich?
I jak chcesz oceniać nie czując doby ironii?
Co ty zapomnij nie dla ciebie ten hip-hop
Bo rozum twój został gdzieś pod sklepem z dziwką.
Raz! Dwa! Po trzecie wyjdź stąd
Masz! Rap! Co zmiecie Cię pizdo!
Jak w duecie Kliczko szybkość ciosu plus siła
To dla osłów drabina pełna boksów, kabina
Dla fachowców orbita co wiesz many ob rękach
Dla ciebie słuchachać bębnów samych to udręka
My luz mamy w dźwiękach póki co mamy nie pękaj
To tylko pisenka w kategorii rap hip-hop
Mówię tak, byś zrozumiał, że to o tobie wszystko.

"Jak to można tak bez przerwy
szarpiąc struny szarpać nerwy?"
[Kajman]
Podaj mi rękę, prędzej nie marnujmy czasu
Ja chcę i Ty też chcesz
Żeby ten tajfun co dziś w nas drzemie
Pokazał światu jak oddech na karku porywa jak twister
Spotkajmy się w labiryncie
Jak brzmi Twoje imię? Dorota? dziwne
i pewnie masz kota, Tota
i mieszkasz w Krainie Oz, dzisiaj tam przyjdę
Noc gorąca jak miss fitness
Wyjdę o świcie stąd jak Depeche Mode
Tora, tora, tora przysięgam Ci,
że zobaczysz niżej drozda na drożdżach
Całuj mnie! od szyi w dół
Unosi biodra tym obnażył jej cud
Mamy to tylko dziś i tylko tu
Jej cichy jęk, jestem w nich już

Ref. [x2]
Podejdź, dotknij, daj mi poczuć Twój smak
Złap tą jedną chwilę to jest ten czas
Mamy w sobie siłę, wezmę Cię tam
Gdzie zostanie tylko to co jest w nas
Mamy to tylko dziś

[Karaz]
W Twoich oczach widzę siebie (patrzysz)
Teraz biorę Cię za rękę ( walczysz)
Przecież wiem, to jest to o czym marzysz
Ten zapach za uchem i ten uśmiech na twarzy (Ej)
Jeden film z wyobraźni
Te motyle zanim pierwszy cut waśni
Daj mi rękę i chodź do sypialni
Otwórz się dla mnie, po czym przytul i zaśnij (wiem)
Delikatny mruk nocy
Pójdziesz za mną, w otchłań skoczyć
LSB na głośnikach mi włączysz
Wezmę to i tak to się skończy
Teraz wiem już, teraz masz to
Czyste dobro kontra zło
I patrzysz na mnie i to co Cię boli
Bym wziął Cię za rękę i zaczął się pocić

Ref. [x2]
Podejdź, dotknij, daj mi poczuć Twój smak
Złap tą jedną chwilę to jest ten czas
Mamy w sobie siłę, wezmę Cię tam
Gdzie zostanie tylko to co jest w nas
Mamy to tylko dziś

[Luka]
Jeden uśmiech
Słodko-kwaśna igraszka
i wiem już i czuję jej smak już na palcach
Coś jak podmuch, reakcja zapalna
Nie utniesz jej Ty czy ja, taka karma
Gramy va bank
Nie cofnę się metra setną część nawet
Ja, Ty, my razem spalmy się w pył i zmieńmy go w diament
Ja, Ty, my, gwiazdy i w nich zapisane
Dzika mantra złota karta w bibliotece marzeń
i snów już od dawna oczy krzyczą i milkną realia
Wymyślmy ten jeden oparty na faktach
Jesteś piękna, otwarta, inteligentna, odważna
i siebie pewna i chcę Cię tu teraz
Dotknąć, zastygnąć bez tchnienia
Do ostatniej kropli krwi męki serca

Ref. [x2]
Podejdź, dotknij, daj mi poczuć Twój smak
Złap tą jedna chwile to jest ten czas
Mamy w sobie siłę, wezmę Cię tam
Gdzie zostanie tylko to co jest w nas
Mamy to tylko dziś
Specjalny syf specjalna edycja
Strefa uliczna przydałaby się rewolucja
Patrz wokoło Big Brothery kamery na 24
Wciąż nowe bariery i wieczne statystki
Dziś wszczepiają chipy poprawiają swe wyniki
Brak reakcji z ich strony jest na ludzkie krzyki
Już nie jeden chuj dopadł się do kranu
Nogi grzeją mu jak cielęciem był już zapomniał wół
Dalej znów ta sama historia
Jeden odchodzi o jego miejsce wojna
Kolejna kreatura o tron swój nie spokojna
Kolejny błąd nie wiadomo skąd
Ciemnota telewizji maskuje ich swąd
Doktor joint wyleczy cię bez słów
Ja pozostanę zdrów
Chodź odebrać chcą mi zdrowie
Hemp Gru ulicy front niszczy negatyw projekt

Powiedz bliźniemu swemu żeby się szanował
Sługusy sytemu chcą byś się podporządkował
Masz być cicho i na śmierć się zaharować
Wódę pić to legalny towar
Podatki płacić bo za zwłokę grzywna
Czy muszą sprzedać Polskę aby była inna
Twarz zimna urzędnika biurokraty
Odprawi cię z kwitkiem a to że nie masz pracy
Dziś nikogo nie dziwi
Każdy następny coraz bardziej chciwy
Coraz większą ironię w oczach wyczytuję
Stoen wyjmie ci światło
ZTM eksmituje na bruk
Twój rodak twój wróg na miły Bóg
Co się dzieje z tym krajem korupcja plaga narkomanii
Nie opowiadam bajek
Rap daję z serca dzieciak
Brak ci wiary leżysz
Uwierzysz że jesteś zły i łykniesz ziarno
Nie ma nic za darmo wszystko widzisz czarno
Jak bardzo sytuację marną mają ludzie biedni
Zamiast hipermarket odwiedzają śmietnik
Los starszych nikogo nie obchodzi
Za to młodzi dookoła wszystkim przeszkadzają
Posrane mass media sztuczny obraz przedstawiają
System robi ludziom z mózgów siano
Od wieków wciąż to samo trzeba zapłacić czynsz
Jak co rano dać dzieciom jeść i pić
Powiedz mi jak tu godnie żyć
Ja daję ci klucz ty sam otwórz drzwi

Moda na ciuchy moda na kłamstwo moda na zidiocenie
Hemp Gru i Pablopavo mówią bronią jest myślenie
Moda na ciuchy moda na kłamstwo moda na zidiocenie
Hemp Gru mówi tobie tak bronią jest myślenie

Ciągle strajkują górnicy pielęgniarki
Zmuszeni są do podjęcia walki
Zmuszeni są by wybiec na ulice
Skurwiały rząd rozszerza źrenice
Oddałeś głos teraz to cię gryzie
Nie bij się w nos zajmij się swym życiem
Co da nam los może Argentynę
Rozkradli już kraj sprzedają kokainę
Niczym warzywami handlują ustawami
Kto da więcej w łapę czuje się wygranym
Policja na obstawę
Polityków pachołkami obwieszonych orderami
Bojkot na rząd powtarzam to stale
Wszystko co mamy to te ulice szare
Nie odejdziemy stąd chociaż nieraz są koszmarem
Nie odejdziemy stąd chociaż nieraz są koszmarem
Chociaż nieraz są koszmarem

Politycy sto lat świetlnych ponad ulicami
Czasem tylko przekleństwami ulic doganiani
Teledurnawizja dobrami mami
Dla małolata nie od zdobycia legalnymi środkami
Potem zdziwieni że są napadani
Chowają się za bramami za strzeżonymi osiedlami
Gdy osłabiają rzucanymi na ulicę narkotykami
Chcą panować nad mentalnymi niewolnikami
Realna rewolucja jest dzieciak w twojej głowie
Zobacz sam spal negatyw projekt
Bo to tam toczą się prawdziwe boje
Twoja wiara kałasznikow twoje myśli to naboje

Moda na ciuch moda na kłamstwo moda na zidiocenie
Hemp Gru i Pablopavo mówią bronią jest myślenie
Moda na ciuch moda na kłamstwo moda na zidiocenie
Hemp Gru mówi tak wiarą jest myślenie

Ja myślę i działam tak jak mi dusza podpowiada
Jedność i konsekwencja do sukcesu zasada
Idę tam gdzie plugawość i zdrada
Dla mnie odpada kolejnego polityka tyrada

Moda na ciuchy moda na kłamstwo moda na zidiocenie
Hemp Gru i Pablopavo mówią bronią jest myślenie
Moda na ciuchy moda na kłamstwo moda na zidiocenie
Hemp Gru mówi tobie tak bronią jest myślenie
To nie tak, Had nie gada byle jak
Po to, żeby prać, jeść, spać, srać, ćpać kurwa mać
Weź się w garść, weź się odmul
Ta gra się tylko dla długodystansowców
Chcesz to odleć, pofruń jak ptak
I za pięć północ H do I do F i Tomasin
Biedni, bogaci, kto ma zysk, kto traci
Wygrasz kiedy wiesz o co walczysz
Uważaj, bo zapłacisz
Patrz jak tańczysz mała
Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana
Wstawaj, bierz się do roboty
Chcesz zarobić sos
Włóż swój czas, włóż pare złoty
Spójrz prawdzie w oczy, dorośnij szczeniaku
Życie nie jest proste jak sądzisz Ty i Twój tatuś
Prawie nigdy nie zawsze
Nic nie dzieje się dwa razy
I nic nie jest przypadkiem

Ref:
Nigdy nie mów nigdy,
Nigdy nie mów zawsze
To co się uniesie kiedyś na bank spadnie
Nie szukaj pesymisty we mnie to zbyt łatwe
Świat jest inny niż chcesz, to straszne

Nigdy nie wiesz co dzieje się za parawanem
Ostrożnie, skoro można trafić na ścianę
Biegaj wolniej, bo to do chuja nie podobne
Się potkniesz ,to wstań, przy okazji podnieś forsę
Nie obchodzi mnie co masz na horyzoncie
Nie gadaj co zrobisz, dopóki tego nie osiągniesz
Nie bój się drogi, nawet gdy rosną kolce
Odwieczne wybory pomiędzy złem a dobrem
Ja, nie zapomnę, a Ty niekoniecznie
Tresuj psa, inaczej skurwiel ucieknie
Do pewnych spraw mam trudne podejście
Życie nigdy nas nie traktowało bezboleśnie
Nie dogonisz tego od czego nie uciekniesz
Prosty algorytm, ale działa bezbłędnie
Pomyśl, albo nie rób tego nigdy więcej
Na zawsze wolni, to tyle na wstępie

Ref:
Nigdy nie mów nigdy,
Nigdy nie mów zawsze
To co się uniesie kiedyś na bank spadnie
Nie szukaj pesymisty we mnie to zbyt łatwe
Świat jest inny niż chcesz, to straszne
Na krawędzi krawędzi balansuję jak śnięty
Wysokie bloki dach napędził strach wewnętrzny
Jeden błędny krok to jak samobójczy skok szok
Coraz bliżej ziemia i brak uderzenia
Nagle ocknąłem się wokół ciemno lecz dostrzegam
Że to mój prywatny kąt mój dom moja kwatera
Cały w nerwach chcę zasnąć ale boję się swych snów
Przytomny na wpół słyszę ogromny huk
Chyba tylko cud sprawił że znów jestem gdzie indziej
Jeden ruch a tu trup koleżki w windzie
Zmywam się na schody nogi jak z waty
Grzęznę jak w galarecie za mną lecą wariaty
Tacy chcą mnie dopaść myślę czy nie skoczyć z okna
To jak błędne koła gdy kolejny raz lecę
Prawie poczułem jak plecy wgniatają się w ziemię
Na wygrzewce przecieram oczy przebudzenie
Kurwa idę pierdyknę herbe
Ciepłe Airway potrzebne i wezmę się w garść
Może koszmar ten przejdzie i da spokojnie spać
Póki co kończę werset a ty miałeś tak?

Ref.x2
Między jawą a snem pierwszy plan staje się tłem
Między dobrem a złem wypośrodkuj swój cel
Między górą a dnem toczymy twardą grę
Między nami WNB Chada ZIP

Chada Proceder na zawsze WGW
Czy chcesz czy nie ja wyrywam cię ze snu
Zamykam oczy i już mnie tutaj nie ma
Zamykam oczy bo nie chcę żyć w problemach
Nie dbam o ryzyko bo nic nie ryzykuję
Uciekam w zapomnienie po prostu nic nie czuję
Los prowokuje i ciągle kusi hajsem
Nie mam złudzeń gdy się zbudzę wykorzystam szansę
Między jawą a snem tu nic mi nie zagraża
Między jawą a snem tu nikt nie upokarza
Ucieknijmy od refleksji zróbmy to
Poznajmy co to dobro poznajmy co to zło
Otarłem się o dno i nie chcę już tam wracać
Tu gdzie rzeczywistość tu czeka ciężka praca
Nie chce nic tłumaczyć i niczego wyjaśniać
Nasza muzyka przewija się przez miasta
Masz dzieciak bierz dzieciak graj dzieciak
I stawiaj życiu czoła chociaż strach ciebie obleciał
Jak masz dość zamknij oczy masz do tego prawo
Między jawą a snem między snem a jawą

Ref.x2
Między jawą a snem pierwszy plan staje się tłem
Między dobrem a złem wypośrodkuj swój cel
Między górą a dnem toczymy twardą grę
Między nami WNB Chada ZIP

Budzę się zlany zimnym potem
Zimną twarz przykrywam ciepłym kocem
Nie wiem czy to rzeczywistość czy to sen
Czy to jej mały procent czy to tlen
Nie dociera do mózgu
Chciałbym odpocząć leżąc w swoim łóżku
Odciąć się od świata kłamstw kłopotów bluzgów
Niestety w tych czasach to codzienności ustrój
Mój umysł odtwarza ten sam film nie mam na to wpływu
Przed oczami mam obrazy jak z negatywu
Boże daj mi proszę proszę jeszcze więcej rymów
Żebym mógł opisać tą chwilę jak to czuję bez sprzeciwu
Obleciał mnie strach pytam czy mam jakiś wybór
Myślę wtedy o bliskich o sytuacjach wszystkich
Zamknięty w czterech ścianach licząc straty zyski
Te bolesne trafiają we mnie jak pociski
Chcę zapaść w boski sen chwilowo uśpić zmysły

Ref.x2
Między jawą a snem pierwszy plan staje się tłem
Między dobrem a złem wypośrodkuj swój cel
Między górą a dnem toczymy twardą grę
Między nami WNB Chada ZIP
Lubisz duże rzeczy - dla mnie to wcale nie jest dziwne,
Więc urosnę w Twoich oczach tym jinglem,
Ruszę tym na bibie, będę błyszczeć, wiesz przecież
Na imprezce nie trzęsę tyłkiem lecz parkietem!
To ta natura każe mi grać do rana w chuja
Z typami, którzy myślą, że Lilu to tamta ruda...
Ale nie będę niczyim one night standem.
Wkurwia Cię to? to mnie zdissuj przez Internet!
Nie szukam sponsora, bo choć mój dochód nie powala
To trzydziestego nadal stać mnie na browara,
Na dupie nie noszę reklam i mam w dupie bluzy moro
I nie daję dupy tych głupich dup amatorom.
Co słychać? podbij, tego imienia nie zapomnisz,
Jak Ci powiem, że ostatnio było słychać w Fenology
Liceum skończyłam, gimnazjum mnie ominęło
A i tak na maturze miałam średnią 5.0

Mogę być Twoją supersztuką (od zaraz)
Chyba, że nie wiesz czego szukasz (to nara)
Ty wiesz, nie wszystko złoto co się świeci
A ja wiem, że na mnie lecisz../
Mogę być Twoją sweet baby (od zaraz)
Tylko Ty nie jesteś fejkiem
Ty wiesz, że nie zadowolisz się one night standem
Chcesz ode mnie czegoś więcej

Kolejne zera, chcę na koncie mieć tak jak Ty,
Bo też lubię cyferki, chociaż miałam dobry z matmy.
Masz styl to odpuść, sama je zarobię,
A jak myślisz, że chcę ich od Ciebie to z Bogiem!
Rookie roku tylko sztuki wokół,
Luz, nie jestem zazdrosna, jak te głupie dupy z bloków.
Pokój, więcej niż dla Empiku podbija klientów,
Ale każdy z nich odpada gdy jesteś tu, testuj
Kultura Ci wisi, ale jeszcze Ci stanie
Jak mnie widzisz i mówisz, że Ci wisi - kłamiesz!
Rok temu się widziałeś, jak za rok walisz drinki,
Wykmiń, nie spodziewałeś się takiej dziewczynki...
Widzisz, wszystkie inne przy mnie to dziwki,
Choć pijany mówisz najwyżej w życiu jak w fifty,
Żyjmy chwilą, tu powtórek nie ma, halo,
Olej bilon, to ja jestem jak milion dolarów.

Mogę być Twoją supersztuką (od zaraz)
Chyba, że nie wiesz czego szukasz (to nara)
Ty wiesz, nie wszystko złoto co się świeci
A ja wiem, że na mnie lecisz
Mogę być Twoją sweet baby (od zaraz)
Tylko Ty nie jesteś fejkiem
Ty wiesz, że nie zadowolisz się one night standem
Chcesz ode mnie czegoś więcej

Mów mi bejbe i nie mów mi co mam robić,
A gwarantuję, że dorobisz się nowego hobby.
Seksu głodny? Chyba się dogadamy, widzisz
Dam Ci go więcej niż nowy wamp z pornolem na DVD
Naturę ludzką, zrobimy szybciej niż tą whisky,
Częstuję wódką, wpadaj będziemy jak naturyści.
Wypierdolisz niż R.Kelly więcej szesnastek,
A z których nas słuchają, będziemy się razem śmiać, wiesz...
Ja chcę diamentów i wiem jak zrobić rosół z kury
ale testuj, rap znam nie tylko z Rap Fury
Wiesz, już nie seks i kasa będą rządzić światem,
My będziemy nim rządzić, gdy zrobimy tę kasę.
Ja też się nie znam na flircie towarzyskim,
Ale cycki mam ponoć lepsze niż Lil Kim
A ten frajer co się gapi jak skąd cię znam,
Jakby był Tobą też mógłby mieć taką jak ja.

Mogę być Twoją sweet baby (od zaraz)
Tylko Ty nie jesteś fejkiem
Ty wiesz, że nie zadowolisz się one night standem
Chcesz ode mnie czegoś więcej

Ej, mamy styl, nie trzepią nas na wjazd tu
Wjazd za free dla capo di tutti capi rapu,
Kiedy trzeba dobrze mam trochę kultury,
Ale poczekam w wozie, gdy będziesz szczał na mury.
Jesteś T do H do U do G
Ale jak mnie widzisz, to skacze Ci tętno, wiem/
Jak chcesz to coś zrób z tym, a jak się boisz to nie rób.
I Tak Lilu to ulubiona sztuka Twoich ulubionych raperów...

[x2]
Mogę być Twoją supersztuką (od zaraz)
Chyba, że nie wiesz czego szukasz (to nara)
Ty wiesz, nie wszystko złoto co się świeci
A ja wiem, że na mnie lecisz
Mogę być Twoją sweet baby (od zaraz)
Tylko Ty nie jesteś fejkiem
Ty wiesz, że nie zadowolisz się one night standem
Chcesz ode mnie czegoś więcej
Ja znowu jestem sam, piszę tekst i popijam whisky z colą
Bo w życiu jak w muzyce, wiesz, ciągle jestem solo gdzieś
Poza kontrolą widzę kres, skoro ciebie nie ma obok
Nie ma łez, nie ma słów, które bolą
Czuję stres, a zarazem ukojenie
Bo mimo wszystko wiem, że ja mam czyste sumienie
A ty co możesz powiedzieć, skoro dawno wyszło na jaw
Kto ciągle udawał, no a kto się kurwa starał
Pytasz gdzie jest wiara? Pomińmy to pytanie
Ej, kochanie, ten kawałek traktuj jak ostatni taniec
Trzymam cię w ramionach ale na koniec wypuszczam
Muzyka przestaje grać, gasną światła, milkną usta
Sala jest pusta, trzymasz mnie za rękę, ale puszczam twoją dłoń
I nie złapię nigdy więcej. Mocno bije serce, lecz nie wymieniamy zdania
Więc odwracam się na pięcie odchodząc bez pożegnania

Ref.
Sam na sam, tylko ja i ten stan
Kiedy wdycham samotność
Kiedy wdycham samotność
Sam na sam, tylko ja i ten stan
Kiedy nie mogę cię dotknąć
Kiedy nie mogę cię dotknąć
O nie

Ja znowu jestem sam, piszę tekst, no a whisky już wypiłem
Patrzę wstecz i oceniam, czy tak bardzo się zmieniłem
Nalewam drugą szklankę, żeby nie była pusta
Jak pokój, moje serce i słowa w twoich ustach
Jedynie gościu z lustra pije ze mną dzisiaj
Nie wygląda najlepiej, jeśli mam ci to opisać
Wokół tylko cisza i moje wątpliwości
Czy naprawdę już przywykłem do jebanej samotności?
Nie wiem, może dla mnie to jedyna droga
Bo uczucia w moim ciele zamarzają tak jak woda
Chciałbym je rozpuścić i z Tobą uciec gdzieś
Więc potrzebuję obok 36 i 6
Ja biorę głęboki wdech, ale nic to nie daje
Nie widzę już kolorów, teraz wszystko jest szare
Hip-Hop jest darem i nigdy mnie nie zdradził
Zostaję z nim we dwójkę, bo mam tyle odwagi

Ref.
Sam na sam, tylko ja i ten stan
Kiedy wdycham samotność
Kiedy wdycham samotność
Sam na sam, tylko ja i ten stan
Kiedy nie mogę cię dotknąć
Kiedy nie mogę cię dotknąć
O nie
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo