Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Ważne że wiesz co od życia chcesz
mów i bierz - bo to ważne
tak jak czyny odważne
ich konsekwencje ważne
żeby z nich lekcje czerpać
warto chwilę poczekać - chłopaku
o kondycje dbać, żeby nie bać się ruszyć do kontrataku
być uczynnym, niezależnym, w świecie niebezpiecznym
gdzie zło ma tysiące oblicz
co ma największą wartość - sam oblicz całość
stawiam nie na ilość, tylko na jakość.

Jakoś tak szybko minęły nam
i oddalają się te chwile
pamiętasz jak staliśmy na boiska tyle
kilku już nie ma wśród nas dziś choć tak
nie ważne ile - ważne jak
pamiętam o koleżkach
na zawsze ZIP skład, Molesta, Hemp
oraz również kilka innych gęb
ja wiedziałem że tak będzie
słyszysz tę nutę tutaj?
ten czas jest ważny dla mnie - więc posłuchaj!
pozdrawiam tych którzy musieli odejść – na pewno wrócą
i razem z nami zanucą...

Ważne żeby wyciągać wnioski własne
mieć własną jazdę
nie powtarzać błędu pasmem
kolejnych błędów, choć to nie łatwe
mam kilka ważnych patentów (tak jak ja menciu)

Ważne jest tempo,
żeby się w nim mieścić
powaga nawijki i zawarte w niej treści
ważne dla mnie - kiedy gram pierwsze skrzypce
moja dziedzina - dla mnie najważniejsza
tak jak moja rodzina - Z.I.P, WWO
ważny poziom, ważne że nie mówię do byle kogo "ziom\"
jak ważne dla katolików święte relikwie
kto nie wierzy - niechaj zniknie
ważne żeby wszystko było po naszej myśli
Jędker - realista, ważne że słuchasz moich myśli.
Waco Studio 2002!
Tańcz, gdy w klubie błyszczy ultrafiolet
widać po oczach, że kochasz czasem tracić kontrolę
Nie da ci tego twój chłopak, o czym marzysz po nocach
o tych sobotach, w które chciałabyś tańczyć na stole
Patrz, zobacz we mnie granat bez zawleczki
jak zrywam z twojego ciała kabaretki
Moje dłonie na twojej szyi zamiast pętli
tracisz oddech, ale wcale nie chcesz wzywać karetki
Zliż koleżance sól z pępka i z szyi
I obejmij ustami kieliszek Tequili
Nie pomagaj sobie dłońmi, wystarczy przechylić
Zliż z jej palca kilka kropli soku z cytryny
Wiesz w tym świetle przez spódnice widać ci pośladki
Zsuń ją trochę, owiń na palcu majtki
Zapytaj mnie na ucho czy lubię niespodzianki
jeśli tak to idź do kibla i je zdejmij tam
Zapisz mi na nich swój numer swoją szminką
Dając mi je powiedz, że chcesz być moją dziwką
Nie czuj się źle, nie jesteś nią
Po prostu mówisz to wszystko, bo ja lubię jak bluźnisz

[x2]
Szukam złej dziewczynki
nie cnotki nie wydymki, prawdziwej maszynki
jeśli chcesz tego to polecisz ze mną
to polecisz ze mną, to polecisz ze mną

Znasz mnie nie od dziś wiec spójrz mi naprawdę w oczy
Wszystkie inne są dla mnie nawet nie warte nocy
Mam fetysz na twój kolczyk i na twoje stopy
pochyl się, pokaż gdzie się kończą twoje pończochy
Wiesz, wezmę do ust kostkę lodu, odsłoń trochę biust
pozwól mi zlizać twoje soki z twoich ud
Wiem, że twoje myśli są teraz tam gdzie mój fiut
a mój język na twej szyi jest szybszy niż twój puls
Czuję twój krótki oddech na moich wargach
Twoje stringi zostawiają wilgoć na moich palcach
Pokaż co umiesz, nagram to na DV'kach
zostawię ślady moich dłoni na twoich pośladkach
zakuję cię w kajdanki, zasłonię wstęgą powieki
Chce usłyszeć, że chcesz żebym cię zerżnął i nie zaprzeczyć
Przy żółtym świetle ciasnej toalety
na chłodnej posadzce rozcinam nożem twoje palmersy
Czujesz zęby na udach, moją ślinę na sutkach
Twe paznokcie kradną cześć mojego naskórka
Potem lubrykant twoje opory rozpuszcza
później ciężko oddychasz z ostatnią chwilą na ustach

[x2]
Szukam złej dziewczynki
nie cnotki niewydymki, prawdziwej maszynki
jeśli chcesz tego to polecisz ze mną
to polecisz ze mną, to polecisz ze mną
Niech zostaną tu same nimfy i seksoholiczki
perwersyjne szmule nie cichodajne romantyczki
Bo jak wpadam do klubu wiem czego tu szukam
to nie wodniste piwo, nie wpadłem się pobujać
Obcinam twoja dupę i cycki, teraz decyduj
Ja szukam tej nastawionej na kręcenie figur
Wiem, że polecisz ze mną w niebo jak petarda
lubisz smak siarki spróbuj smaku diabła
Przygodowy seks jest jak weekendowe ćpanie
mam swoje życie, ciebie nie widzę w tym planie
Ale odskoki na nocki zawsze były w cenie
pod warunkiem, że chodzi wyłącznie o pierdolenie
Zacznijmy od początku, wyglądasz całkiem ładnie
Jak dla mnie to wyglądasz nawet zajebiście fajnie
Chcesz zostać tu i frajerów dalej czesać na drinki
Czy pozwolisz maestro grać melodię twojej cipki
Przełóżmy gadkę mam ochotę na wariatkę
Lubisz te gierki, zrobię to bez fuszerki
I nie raz do rana będziesz zmolestowana
69, Y.A., będziesz dla mnie szczekać suko
Już tylko zimny pot oblewa mi skronie
I zimny bols płynie po stole
I migają światła, i wirują pokoje
(Boję się postawić krok jakbym stał na balkonie)
Jak szaleni tańczymy oboje
I nie mogę złapać tchu, i łapię paranoję
I unoszę się nad tłum, co zostaje na dole
I znowu chyba gdzieś łączą się nasze dłonie
Razi mnie światło i padam na ziemię
I robi się biało jak w Boże Narodzenie
I chyba mam zegarek, i kurwa mam nadzieję
Że mam też portfel, ale zupełnie nic nie wiem
Ciśnienie rozsadza mi głowę i chcę pić
I wiem, że nie wiem co robię
Nie czuję nic i nie wiem co robię
(A serce bije 3 razy szybciej niż w normie)
Twoje ciało się zlewa ze ścianą
A ja odleciałem jak w Las Vegas Parano
I chyba pada, i chyba jest rano
I myślę że chyba nic się nie stało

[Ref]
Znikam gdzieś, noc i dzień
Zlewa się w jedną całość kiedy nie ma Ciebie
Tonę znów, milion słów
Dotyk twój i niczego już nie jestem pewien

Już tylko zimny dreszcz przeszywa Cię całą
I zimny deszcz obmywa me ciało
Mijam tyle dziwnych miejsc, a światła migają
Ludzie znowu pędzą gdzieś, a ja zostaję
Wstaje dzień, ja upadam i wstaję
Całujesz mnie, robisz to nawet fajnie
Cucisz mnie, budzę się, zmartwychwstaję
Podnoszę się - nie przestajesz
Cały świat jak w kolorach tęczy
Mieni się, staje czas i znikają lęki
Ej, Ty i ja tak jak Sid i Nancy
Cały świat jest jak Dirty Dancing
Światła neonów coś majaczą do nas
Problemy nic nie znaczą, zobacz
Cały świat trzymam w moich dłoniach
I zamieniam w drobny mak, i upadam, konam
Mam wrażenie, że oddalam się od Ciebie
Odpływam i chyba jestem w niebie
Chyba nic szczególnego się nie dzieje
Tylko nie wiem już czy naprawdę istniejesz

[Ref]
Znikam gdzieś, noc i dzień
Zlewa się w jedną całość kiedy nie ma Ciebie
Tonę znów, milion słów
Dotyk twój i niczego już nie jestem pewien

Z baru już kolejną lufę wypijam
Ale już dostaję świra i mijam się z nią
Jej szyja pachnie Kenzo, nie wiem czy to Kenzo
Nie wiem czy wypijam, ale mijam się z nią
Nie wiem czy tu jest moja dziewczyna
Ale chyba jest, bo ktoś ją właśnie podrywa
Nie wiem co wypiłem, ale czuję to w żyłach
Może zjadłem pigułę (to serotonina)
Szukam Cię wzrokiem i nie mogę znaleźć
Może tyle już wypiłem, że cię wcale nie widziałem
Miałem wrażenie, że dziś nad ranem
Patrzyłaś na mnie, czule cię całowałem
Chyba już czułem to Kenzo na twoim ciele
Chyba zwariowałem (jeśli to urojenie)
Chyba właśnie wpadam na Ciebie
I mówisz coś, że czułaś się jak w siódmym niebie
Tracę zmysły, trzymasz mnie za rękę
Tańczę z tobą w ręku z Jackiem Danielsem
Patrzę na Ciebie, myśli mam tylko grzeszne
Chciałbym Cię mieć, robić to nawet w piekle
W łazience obmywam twarz zimną wodą
I nie wiem już czy jesteś, zaczynam wariować

[Ref]
Znikam gdzieś noc i dzień
Zlewasz się w jedną całość kiedy nie ma Ciebie
Tonę znów, milion słów
Dotyk twój i niczego już nie jestem pewien
(Jędker)
Kto mieczem wojuje od miecza ginie, krytyczna sytuacja minie szybciej niż nastąpi. Nie bezpowrotnie, bo kiedyś się przypomni. Wtedy moje słowa wspomnisz, zwątpisz, czy samemu się obronisz? Nie mam racji? Własny rozum i siła koncentracji, odpierania tego rodzaju sytuacji, pamiętam co nagle po diable, wcale nie oczekuje przyjścia, zawsze trzeba szukać z twarzą wyjścia, chyba że siła wyższa, nic się nie da zrobić, do wesela zdąży się zagoić.
refren (Sokół)
Problem problemowi nie równy. Po co na własne życzenie kłaść się do trumny? Jesteś rozumny? To unikaj krytycznych. To farmazon, że talent do wpierdalania się w nie jest dziedziczny.

(Jędker)
Bez przebaczenia, pokutę. Proste wnioski wysnute: Viktorię, porażki smutek zdarzało się widzieć tak wiele sytuacji wszystkich nie da się przewidzieć, zapomnieć też nie łatwo, używać najlepszych chwytów i uników, na ulicy nie wybiera się przeciwników. Szybki moment jak zdjęcie ZIP przez życie, odbicie w witrynie prawilniakom część tłumaczy, nie papierowym krytykom na nich szkoda słów, dla nich nic nie znaczy...

(Fu)
Drastyczny moment, zły omen nosisz w sobie niesamowity dar fenomen. Wir wydarzeń jak w Euronews'ie no comment, nad głowami znaki zapytania wiszą, krytyczna obsesja walczysz z głuchą ciszą... Krytyczne zdarzenia są nieprzewidziane, tak jak ja mam to utrwalone, wredne sytuacje to one zalewają me życie jak potop, gdy widzę przezroczyste spojrzenie wroga jak potok, kłopoty każdy miewa teraźniejszość, rzeczywistość nas zalewa. To wróg się czai w zatęchłym polu, nastaw basy do oporu 2000 lata czasy, mało humoru, dużo przykrości, chociaż żyję na wolności nie robię nic po złości nikomu z zazdrości, krytyczna sytuacja wśród nas gości, miasto w tłoku, a ty jesteś w szoku, jesteś w amoku, opętany w depresji obłoku, przejścia nie blokuj, ruszaj w swoją stronę, sytuacje te są źle potoczone, jak płaczące dziecko, w śmietniku porzucone decyzje matek urojone. Stan nerwowy męczy, wciąż mnie dręczy jedno zastanowienie: czy Bóg stworzył człowieka? A kto stworzył zagrożenie? Czy wiecie? Każdy coś tworzy na tym świecie.

ref...
1.Ja się już pierdoli to pierdoli się wszystko na raz
nie chce się już starać
rzeczywistość szara ci pokaże setki zdarzeń
mnóstwo nie spełnionych marzeń
znów podłapałem grubą fazę
pierwsza rzecz to śmierć dobrego chłopaka
wiele razy KaeN płakał i płacze kurwa nadal
nadal ból nadal smutek pamięć nigdy nie zginie
spotkamy się chłopaku kiedy śmierć się zawinie
jedna suka głupia suka twierdziła ze jest w ciąży
wiedziała że chciałem dzieciaka chciała mnie pogrążyć
co? zabiłaś mnie i jak się teraz czujesz
kiedy w twarz ci pluje zamknij sobie japę chujem
trzecia sprawa mama dzwoni ze był wjazd na chatę
w głowie szybki pacierz kiedy kurwa zamkną kratę
zrozum mój własny ojciec życzył mi śmierci
to masakra bo te obrazy zostaną w pamięci

Ref:
Jak każdy na tym pierdolonym globie nosze w sercu ból
miłość dla przyjaciół a dla kurew dół tchu
kwestii odbieranych lekcji
życiowych projekcji dążenie do perfekcji

2.Rap kaleka głupia kurwo zdychaj i nie szczekaj
Kurwo ssij głupi psie dojedź mnie bo ja czekam nie uciekam
wydygana Pisko dziwko ja gram czystko
nie słuchaj kozaka bo jest ślisko
cipko wiem o co chodzi ciebie zazdrość zżera
wiesz ze mam cię za frajera
wiesz poniewieram wiesz gram w otwarte karty
wiesz te twoje rymy żarty nie jesteś synek ważny
nie jesteś synek twardy
jestem dobry w te klocki wiec lepiej leszczu spocznij
wiec lepiej Se odpocznij
klękaj pana dotknij łosiu co tak sapiesz
daj Se spokój bo mikrofon chlapiesz
nie stękaj klękaj jestem w pizdu lepszy ty to wiesz
łapiesz zwałe bo cię szmato pojechałem
byłem zawsze sobą i na takich jak ty szczałem
na chuj przypierdalasz przecież to ty nie masz szacunku
takie jak ty cioty są daleko w tyle głupi chujku
BUKA:
Tylko morza fale odpływają coraz dalej,
a w Tobie pożar stale… Palę mój talent!
Może na domiar dziś, tak doskonale,
nie ma miłości, ni wątpliwości wcale, i…
Zależności, bo pościg ustaje
z prochu do kości, odnośniki szaleństw.
Kiedy, ośle? I kim być? Wiesz? Ciągle udajesz...
Gdy ci los ciągnie cyngiel, niknie płomień zapałek.
Zwykle chłonę to w szale, jednak dziś nie tknę.
Przymknę oko dojrzale, potem w okno wetknę,
aby moknąć w piekle, chłonąć motłoch wściekle,
by się ocknąć wreszcie i napomknąć to wierszem.
Gdy fosfor mi depcze przez wyniosłe serce,
nim wyłączą go wreszcie i oślepnę.
Tak bardzo prosto odpłynąć w bezkres.
Czemu nie chce iść prostą linią po szczęście?
Nie chcę - cierpieć więcej. Wiesz - więcej łez.
Nie chce serce też. Bierzcie, jedzcie je!
To tylko chwile rozdrapane przez dreszcze,
gdzieś tylko tyle nie udźwigną ich mięśnie.
Chcesz? Oddam na chwile Ci me wnętrze,
abyś poczuł sztylet wbity w poczet nieszczęść.
Gdzie brocząc w mogile szaleństwem
sens zboczył na chwile, by runąć następnie…
/ sens zboczył na chwile, by runąć następnie…
// sens zboczył na chwile, by runąć następnie…
/// sens zboczył na chwile, by runąć następnie…
////sens zboczył na chwile, by runąć następnie…

BUKA:
A fale - dalej w balet - mętne,
nikną jak domek dla lalek, namalowane we mgle.
Miliony baniek, ich pęknięć.
Obojętne dla fali, zanim stanie się tętnem.
Piorunami bijąc wściekle,
zniszczy to co między nami, przeszłość więdnie.
By w oddali nucić szeptem,
za nami tętent wokali, podkuwany talentem.
Wbrew orszakom stali, tsunami,
na przeciw sztormami, gnani tyrani oręży.
To my! Ci sami od lat przymierzy,
nie zdławi nas zawiść czy grad moździerzy.
By zabić i ranić. I zazdrości szerzyć slogany
i z radością kamień wymierzyć w twarz.
Ci sami, choć blakną portrety
i blask wymazały nam lata, niestety.
A na cyferblatach debata i szepty.
Na palcach Ci sen podpowiada piosenki.
Niepojęta strata - postradać te dźwięki,
gdy skończy się baśń, happy endy.
Ostatni raz daj mi skraść księżyc,
nim zburzy go brzask i zgnębi błękit.
Układać z gwiazd obrazki, pamiętnik,
nim skończy się czas i piaski klepsydr…
/ piaski klepsydr…
//piaski klepsydr…
///piaski klepsydr…
////piaski, piaski, piaski, piaski, piaski…

BISZ:
Czuję ciśnienie, a moje myślenie skupia się na tym,
żeby nie zacząć strzelać do ludzi, ziomuś.
Myślę, że lepiej stąd wyjdę, nie?
Zanim te krzesła zaczną latać bez widocznego powodu.
W klepsydrze wbrew logice ciśnie się
pod górę przebrana miara straconych dni.
I nie starczy mi sił, by je wstrzymać, nim wybije
godzina prawdy jak szambo. Czik, czik, brrrech!
Logiki tu brak, dopóki moje życie jest zbieraniem gówna
do kupy. Chce być kim jestem i nie chce nic więcej.
Lecz mój krzyk rozedrze mi wnętrze, nie przestrzeń.
Biegnę na oślep, choć coś ciągle wiąże
mi ręce i nogi. Lecę na mordę.
Goni mnie wskazówka i raczej nie zwolni.
Popychadło wahadła, wieczny czasu niewolnik
-BISZ!
1. Chada
Kurwa, nie ma to tamto, słuchaj co teraz powiem
Bardzo cienka jest linia między ziomkiem a wrogiem
Dzisiaj razem z Sokołem krążę nad Twoim grobem
Z miłą chęcią skurwielu spędzimy Ci sen z powiek
Tu się dowiesz kto walczy, a kto wraca na tarczy
Patrzę w oczy dopóki cierpliwości mi starczy
Zamiast pieprzyć trzy po trzy idź ze starą na spacer
Twoje życie jest warte tyle ile zapłacę
Jakiś frajer się nudzi i wymyśla absurdy
W sumie ten świat jest piękny tylko ludzie to kurwy
Jeden taki co paplał, później szczękę drutował
Nie ma co, właśnie takich trzeba eliminować
Chcesz się dowartościować no to nie moim kosztem
Żeby później nie było, że Cię nie chciałem ostrzec
Dla mnie rap i ulica ciągle znaczy to samo
Przyjdź i powiedz mi w oczy, że mnie słusznie skazano

Ref. Brahu
Jebać wszystkich tych, którzy sieją ferment
Na osiedlach i przez jebany internet
Autorów afer, plotek i toksyn
Prowokatorów, zer które nie mają dosyć
Jebać wszystkich tych, którzy sieją ferment
Za plecami gdy tylko od nich odejdziesz
Autorów afer, plotek i toksyn
Którzy sieją zamęt, co dzień wieszają psy

2. Sokół
Obrabianie dupy , disy i choroby
Obrażone żony i zawracanie głowy
To nie dla mnie, ja pozostaję zdrowy
Ty stracisz zdrowie jak będziesz taki nerwowy
Jebać tych, co za plecami sieją ferment
Na audiencję i w czoło berłem
Ja tego nie śledzę, bo nie jestem z policji
Za mało życia żeby się przejmować wszystkim
Mam swoje sprawy i daje sobie radę
Chuj kładę na całą tą dziecinadę
Masz tu Chadę z Sokołem w tym temacie
I nim coś powiesz to zastanów się bracie
Ciężko na mnie jest zrobić wrażenie
Uwierz głęboko osadzone mam korzenie
Dbaj o rodzinę, przyjaciół i kieszenie
I jak masz taką samą kolejność to Cię cenię

Ref. Brahu
Jebać wszystkich tych, którzy sieją ferment
Na osiedlach i przez jebany internet
Autorów afer, plotek i toksyn
Prowokatorów, zer które nie mają dosyć
Jebać wszystkich tych, którzy sieją ferment
Za plecami gdy tylko od nich odejdziesz
Autorów afer, plotek i toksyn
Którzy sieją zamęt, co dzień wieszają psy

3. Chada
Znasz mnie lepiej niż ja sam, o kurwa oszaleję
Jak masz jakieś wątpliwości to ja je tu rozwieję
Pieprzony ferment, słyszę go często
Nie chowam głowy w piasek na wasze podobieństwo
U mnie to samo, wciąż długopis i papier
Ty wpisujesz znowu jakieś bzdury w moją biografię
Wiesz co jest cięte, znasz moje imię
Konfidenta stara kurwo to se poszukaj w rodzinie
Tutaj noc nie daje snu kiedy nawijam
Pragniesz zemsty bo się twoja żona ze mną zborsuczyła ?
Ja wymijam takich jak ty i szanują mnie tłumy
A prawda to jest taka, że mam znów powód do dumy

Ref. Brahu
Jebać wszystkich tych, którzy sieją ferment
Na osiedlach i przez jebany internet
Autorów afer, plotek i toksyn
Prowokatorów, zer które nie mają dosyć
Jebać wszystkich tych, którzy sieją ferment
Za plecami gdy tylko od nich odejdziesz
Autorów afer, plotek i toksyn
Którzy sieją zamęt, co dzień wieszają psy
JP , JP na sto procent , firma prosto na sto procent , w górę ostro na sto procent , zapamiętaj to na sto procent { x 2 }

Elo elo Bosski Roman, Wojtek Sokół a jak Firma, ZiP Skład .. elo

[ Bosski ] :
To co robię , czy zarobię , czy nie robię na sto procent
Gram szum , zbieram tłum , jest full na sto procent
I co byś ty nie robił też rób to na sto procent
W stu procentach o talentach rozwijanych mowę doceń
Mijają dnie , mijają noce , starzejesz się , więc żyj na sto procent
Musisz wierzyć w siebie ! Po co ci tajemne moce ?
W pierwszej lidze chcesz grać ? Musisz grać na sto procent
Po to się umęczę po to się upocę bym miał satysfakcję że gram na sto procent
Jaka będzie przyszłość ? Nie wiem , nie jestem prorokiem , ale na pewno lepsza jeśli dasz z siebie sto procent
[ Nasz świat musi przetrwać na sto procent , Jesteśmy w porządku na sto procent , jesteśmy wariatami na sto procent , nienawidzimy psów na sto procent x 2 ]
Wszystkie akcje fachowe robimy na sto procent bo nikomu nie smak chyba na dołku spędzone noce : rzeczy w depozycie a w zamian zatęchłe koce , muszę myśleć dobrze bo mam dziecko ziomek w drodze
To co robie, czy zarobie, czy nie robie na sto procent
Gram szum, zbieram tłum, jest full na sto procent
I co byś ty nie robił też rób to na sto procent
W 100% o talentach rozwijanych mowę doceń (2x)

[ Sokół ] :
Ziomek jeśli jestem z tobą to stówę, jeśli wchodzę w coś to na stówę, jeśli mówię to na stówę możesz pewien być..
Ziomek jak jesteś ze mną to na stówę, jeśli wchodzisz w coś to na stówę, jeśli mówisz to, to na stówę mogę pewien być.
Na tym polega życie człowieka, musisz polegać i dawać pewność, jak ktoś da dupy to z niego dupa, dana dupa może pęknąć.
Jak się uda to co chcemy przyjacielu będzie święto, jak nie wyjdzie nie płaczemy na 100% nie tak prędko.
Ziomek bo jak wchodzę w coś to na stówę probuje wciąż aż to wyjdzie, probuje wciąż aż osiągam cel i biorę nowy.Wiem, że ty też chcesz dalej iść, wchodzę budzę na stówę i byłoby dobrze gdybyś tak jak my atakował te schody.

Przeciwko kurewstwu na sto procent , dla dobrych ludzi na sto procent , prawdziwy hip-hop na sto procent , JP, JP na sto procent % (2x)
To co robie, czy zarobie, czy nie robie na sto procent
Gram szum, zbieram tłum, jest full na sto procent
I co byś ty nie robił też rób to na sto procent
W 100% o talentach rozwijanych mowę doceń(2x)
Firma to słowa z dedykacją dla ulicy raz tutaj dupę sprzedasz-całe życie się to liczy, jedno musisz wiedzieć odrazu od początku-zadawaj się tu z tymi co naprawdę są w porządku .
W ostatniej zwrotce jest to ostatecznym wnioskiem , możesz być na topie chłopie albo stać pod kioskiem , nie osiągniesz wiele jeśli myślisz tylko nosem do cudności nigdy nie ma sto procent .

Ziomek jeśli jestem z tobą to stówę, jeśli wchodzę w coś to na stówę, jeśli mówię to na stówę możesz pewien być..
Ziomek jak jesteś ze mną to na stówę , jeśli wchodzisz w coś to na stówę , jeśli mówisz to , to na stówę mogę pewien być .
JP, JP na sto procent , Firma PROSTO na sto procent , w górę ostro na sto procent -zapamiętaj to na sto procent .
W którym roku żyjesz?
weź się nie afiszuj,
nie bądź taki do przodu,
bo wymiękniesz na finiszu,
powiadają,że szczęscie ma tylko głupi,
rozum ma kontrole,jak znasz uczucie furii,
rap Cie męczy,ciągle denerwuje?
przez Twój ochłap,ślą na rap chuje,
moje teksty pełne metafor tysięcy,
kiedy Ty dla pieniędzy - robisz dosłownie wszystko,
afiszanci dla mnie nierozłączni ze skiską,
opowieści z dżungli,dla mnie tak powszednie,
jak to,że do nowych kumpli podchodzę niechętnie,
wierze w moich ludzi,wątpisz w to? niepotrzebnie [pierdolisz]że z Ciebie kozak niewiadomo,pochodze z rzeźni gdzie pecyny na bogato płoną,
wiadomo o co chodzi,jeśli o co chodzi - niewiadomo za bardzo,afiszanci nami gardzą..

To afisz,kleisz? albo pojmiesz
jak haszysz,którym się zaciagniesz
[kleisz?] brak prywatności penthous'e,limuzyny,
góry kokainy i cytryny [pojmiesz]
To afisz,kleisz? albo pojmiesz,
jak haszysz,którym się zaciagniesz.
[kleisz] brak prywatności,penthous'e
limuzyny,góry kokainy i cytryny..[pojmiesz!]

Na blokowiskach tak samo jak codziennie,
lunety,obcinki,dyskretnie i my i oni..
nie afiszuj sie,bo wszystko roztwonisz,
w naszym kraju,gdzie absurdy są w zwyczaju,
nie mówie na haju,a zupełnie trzeźwo,
nie centrum zainteresowań w moich snach koleżko,
spokojne życie,mówisz i masz - bierz to,
masz drogie buty,brylantynę i koszulę Gucci i Saint Laurant, Tobie w głowie zawrócił,
w parku whisky minimum - dwunastoletnie,
przy Twojej furze,każda dziewucha blednie,
i co podły lovelasie,czujesz się na czasie?
zabieraj swe wartości i szoruj golasie!
na miare możliwości,na skale trudności,
życiu dajesz się stale - po całości,
elo ziomki eS eŁ Żet!

To afisz,kleisz? albo pojmiesz
jak haszysz,którym się zaciagniesz
[kleisz?] brak prywatności penthous'e,limuzyny,
góry kokainy i cytryny [pojmiesz]
To afisz,kleisz? albo pojmiesz,
jak haszysz,którym się zaciagniesz.
[kleisz] brak prywatności,penthous'e
limuzyny,góry kokainy i cytryny..[pojmiesz!]

To afisz,kleisz? albo pojmiesz
jak haszysz,którym się zaciagniesz
[kleisz?] brak prywatności penthous'e,limuzyny,
góry kokainy i cytryny [pojmiesz]
To afisz,kleisz? albo pojmiesz,
jak haszysz,którym się zaciagniesz.
[kleisz] brak prywatności,penthous'e
limuzyny,góry kokainy i cytryny..[pojmiesz!]
Gruby, czarny kot wlazł na płot i mruga
Gruby, czarny kot będzie to bajeczka nie długa

Raz, dwa, trzy, cztery !

Mag:
Więc spoglądasz w repertuar
Sprawdzasz co jest grane
A tam kot, gruby, czarny o kurwa przejebane
A na domiar złego, premiera w piątek 13-tego
Sekstyn, Marsa z Saturnem
Nabyć trumnę może urnę?
Spisać w testamentach
W imię ojca, syna, ducha, amen
Ostatnia krew, blef
Logice wbrew
Czujesz krwi zew
Kot znów czyha jak lew,
By porwać cię w tany
Choć wyimaginowany
Tańczy z gracją jak Fred Astaire
A ten taniec czy to czcza,
W którym kruszy, kosteczki na cząsteczki
Z siłą łamacza
Znów rozpaczasz, gdy tłusty cię przytłacza
Za 15 do roboty, trzeba użyć wybielacza
Lub kwitnie takowy, czarny wykwit na twarzy
Waży twą okazję, co od dawna się marzy
A żeby zdechł, pech co wygląda jak kot
W kształcie obsesji
Co powodem jest depresji !

Gruby czarny kot, on przebiegł nam drogę
A chuj mu w dupę nawet 13-tego w piątek x4

Dab:
Niespodziewanie
Gruby czarny kot przemyka
Od krawężnika do krawężnika i za rogiem znika
Gonić skurczybyka, bo przynosi mi chochlika (Ihahaha)
Gra nie warta świeczki
Ludzie i człowieczki, wyszukują ścieżki
Bez skrótów czarnej jak porzeczki
A laseczki, na studnióweczki
Ubierają czerwone majteczki
Choć miały cztery lata haróweczki
Piotrusie, Michałeczki, Marcusie i Basteczki
Wierzę, że nie wierzę w nic i tutaj pieska grzebią
Mości panie, nic się nam nie stanie
Przesad to głupota, dla plebsu i chłopa
Minie zima złotko, wszystko będzie spoczko
Jak nie będzie O.Ka
Gonić będziem kota bo tak

Gruby czarny kot przebiegł nam drogę
A chuj mu w dupe nawet 13-tego w piątek x4

Joka:
Co się stało?
Gruby czarny kot spróbował
I mu się udało
Przebiegł drogę i się schował
Mało brakowało
Żeby był dobry dzień
Trzy kroki w tył, jest nadziei cień
Ale ze mnie leń
Nie wiem czy to zmieni coś
Jak na złość, nie cofnę się nawet o włos
Zabobony śmieszą mnie jak Tadeusz Broś
Zabobonom mówię nie, zabobonom dość
Czuję się dobrze i jebie mnie jaka jest pogoda
Która godzina i jaki dzień tygodnia
Pech, to świnia na dodatek niewygodna
Wdech i wydech, to metoda dzisiaj modna
Każdy tu ma jazdę to jasne
Ujrzę grubego, czarnego nim zasnę
A potem w sobotę
Pożegnam się z kotem
Chuj mu w dupę nawet 13-tego w piątek

Gruby, czarny kot przebiegł nam drogę, chuj mu w dupę nawet 13-tego w piątek
Gruby, czarny kot przebiegł nam drogę, chuj mu w dupę nawet 13-tego w piątek
Gruby, czarny kot przebiegł nam drogę, chuj mu w dupę nawet 13-tego w piątek
Gruby, czarny kot przebiegł nam drogę, chuj mu w dupę nawet 13-tego w piątek
Gruby, czarny kot przebiegł nam drogę, chuj mu w dupę nawet 13-tego w piątek
Gruby, czarny kot przebiegł nam drogę, chuj mu w dupę nawet 13-tego w piątek
Gruby, czarny kot przebiegł nam drogę, chuj mu w dupę nawet 13-tego w piątek
Gruby, czarny kot przebiegł nam drogę, chuj mu w dupę nawet 13-tego w piątek
OD WCZORAJ W ŁODZI ZATRZYMANO 20 OSÓB
POWIĄZANYCH Z NARKO-BIZNESEM; HANDLARZY I ICH KLIENTÓW.
ZNALEZIONO PRZY NICH TABLETKI EXTASY, AMFETAMINĘ I MARIHUANĘ.

Miejsce: Łódź Fabryczna
Wyjście: podziemiami
Czas: 0:10
Świadek: kloszard pijany
Czyn: zabójstwo, trzeba by gadać ze specem,
a spec dwie przecznice dalej spisuje czyjś PESEL.
No przecież to w jego interesie dobro miasta
kwadrans dwunasta przez radio informacja pokuta, applaus
tylko by nikogo nie zastać.
Wpisane w policyjne akta w rubryce zabójstwo.
Sprawa do wyjaśnienia jutro masz oszustwo.
Dorwą sprawce? Nie!
Ale trzeba wziąć poprawkę,
że w takich sytuacjach lepiej unikać wyjaśnień.
Jasne? Sprawa zamknięta, nikt nie pamięta.
Gość w zaświatach straty nikłe; człowiek.

Powiedz cokolwiek, będziesz winien,
podpisany anonimem.
ćććśśś niech życie płynie...
ćććśśś niech życie płynie... ćććśśś...

Winny czy niewinny efekt będzie zawsze taki sam
jak każdy, wystarczy zobaczyć, wystarczy pomyśleć
Winny czy niewinny efekt będzie zawsze taki sam
jak każdy wystarczy zobaczyć, wystarczy pomyśleć...
Jedno co zostaje to yebać policję
ściśnięty w tłoku szarych ulic,
chwytając to, co na oku,
by chociaż grosza przytulić,
farta nie zgubić w tranzycie na niebieskich blachach.
Nie ważne jaki zawód, nie ważne jaka praca.
Ważna wypłata no i masz cały przekrój ludzkich obowiązków,
ja z tą sprawą nie mam związku.
Mieszkam w Polsce, więc żyję po polsku,
w polskiej rzeczywistości, bez litości, bez skrupułów tak do bólu.
Kto ma kasę, ten ma władzę.
Miej na uwadze wnioski,
to się tyczy ludzkich naiwności i pozornej ofiarności,
gdy ktoś jest w potrzebie,
ale pies jak to pies chowa ogon pod siebie,
jeśli czuje zagrożenie
Tak życie jest słodkie.
Zamiast cieszyć się z rekina,
lepiej upolować płotkę.
Niby to proste spytać bohaterów akcji, ale

POLICJA NIE UDZIELA SZCZEGÓŁOWYCH INFORMACJI
Każdy przynajmniej raz w życiu ma taki sen ,
wydaje Ci się, że latasz w powietrzu jak ptak,
albo pływasz pod wodą jak ryba,
a potem musisz się obudzić
i okazuje się, że znowu ktoś Cię walnął wrogi.

Typ z domu dziecka, bez ojca i matki,
Chciał widzieć wzloty, widział tylko upadki .
Jego życie pojebane jak martrix, oczy puste jak studnia,
A portfel? Sam zgadnij..
Ona typowy scenariusz na film, w domu patologia ojciec tylko ćpał i pił,
Brat podobno umarł po porodzie,
brat niby żył, tony łez bo ojciec wciąż ubliżał i pił,
On nie miał brudnych rąk, studiował,
choć nie miał hajsu nigdy nie handlował.
Gdy jego koleżcy mieli flotę za towar,
on na kawałek chleba ciężko sam pracował.
Ona szukała szczęścia jako modelka,
częściej niż mózgu niestety używała lusterka , los..
Los ją zdeptał lecz miał coś wynagrodzić, więc jemu i jej pokrzyżował drogi, ej..

On wyszedł z uczelni, miał na kawę ochotę nie z automatu,
choć zaoszczędził by flotę polskie złote jeśli je masz jesteś fajny,
Ona akurat zaczeła pracowac w kawiarni,
On wszedł bo nie przeraził go cennik,
miał budżet jak z drewna w którym grasował termit .
Patrzy na dużą czarną mu styka więc szybkim krokiem poszedł do stolika.
Pyta o kelnerkę wtedy zjawia się ona,
ma na sobie sukienkę jest biało czerwona.
Poczuł cos czego nie czul nigdy wcześniej,
czekając na nią ledwo siedział na krześle.
Ona sama nie szukała miłości lecz,
gdy zobaczyła go nie miała wątpliwości ,
chciała tylko jego oczu i ramion on patrząc na nią chyba czuł to samo.

Jej przygody miłosne to szukanie sponsora,
dzieciństwo takie jak ona znajdziesz tylko w horrorach,
On niedawno miał dziewczynę, nie wyszło,
Mówiła, że nie ma z nim perspektyw na przyszłość.
Dobra wróćmy do historii w kawiarni.
Zamiast zamawiać zapytał czy jest księżniczką z bajki,
Ona mówi, że nie ale zna księcia, siedzi przed nią, szybko biły im serca.
Mówi może wyjdziemy teraz razem stąd,
nie wiem kim jesteś, ale chyba czujesz to.
Ona kiwnęła głową szybko zdjęła uniform,
szef krzyczał co robisz, lecz olała go.
Wybiegli ale tutaj cos wisiało w powietrzu,
zaczęli się całować zapomnieli o deszczu.
stali na pasach, to było złe miejsce,
bo na żółtym chciał zdążyć jakiś typek w BMC.

Chociaż na chwile odnaleźli szczęście, życie byłoby koszmarem, bo byli rodzeństwem.
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo