Popularne piosenki. Polski Hip Hop

BUKA:
Tylko morza fale odpływają coraz dalej,
a w Tobie pożar stale… Palę mój talent!
Może na domiar dziś, tak doskonale,
nie ma miłości, ni wątpliwości wcale, i…
Zależności, bo pościg ustaje
z prochu do kości, odnośniki szaleństw.
Kiedy, ośle? I kim być? Wiesz? Ciągle udajesz...
Gdy ci los ciągnie cyngiel, niknie płomień zapałek.
Zwykle chłonę to w szale, jednak dziś nie tknę.
Przymknę oko dojrzale, potem w okno wetknę,
aby moknąć w piekle, chłonąć motłoch wściekle,
by się ocknąć wreszcie i napomknąć to wierszem.
Gdy fosfor mi depcze przez wyniosłe serce,
nim wyłączą go wreszcie i oślepnę.
Tak bardzo prosto odpłynąć w bezkres.
Czemu nie chce iść prostą linią po szczęście?
Nie chcę - cierpieć więcej. Wiesz - więcej łez.
Nie chce serce też. Bierzcie, jedzcie je!
To tylko chwile rozdrapane przez dreszcze,
gdzieś tylko tyle nie udźwigną ich mięśnie.
Chcesz? Oddam na chwile Ci me wnętrze,
abyś poczuł sztylet wbity w poczet nieszczęść.
Gdzie brocząc w mogile szaleństwem
sens zboczył na chwile, by runąć następnie…
/ sens zboczył na chwile, by runąć następnie…
// sens zboczył na chwile, by runąć następnie…
/// sens zboczył na chwile, by runąć następnie…
////sens zboczył na chwile, by runąć następnie…

BUKA:
A fale - dalej w balet - mętne,
nikną jak domek dla lalek, namalowane we mgle.
Miliony baniek, ich pęknięć.
Obojętne dla fali, zanim stanie się tętnem.
Piorunami bijąc wściekle,
zniszczy to co między nami, przeszłość więdnie.
By w oddali nucić szeptem,
za nami tętent wokali, podkuwany talentem.
Wbrew orszakom stali, tsunami,
na przeciw sztormami, gnani tyrani oręży.
To my! Ci sami od lat przymierzy,
nie zdławi nas zawiść czy grad moździerzy.
By zabić i ranić. I zazdrości szerzyć slogany
i z radością kamień wymierzyć w twarz.
Ci sami, choć blakną portrety
i blask wymazały nam lata, niestety.
A na cyferblatach debata i szepty.
Na palcach Ci sen podpowiada piosenki.
Niepojęta strata - postradać te dźwięki,
gdy skończy się baśń, happy endy.
Ostatni raz daj mi skraść księżyc,
nim zburzy go brzask i zgnębi błękit.
Układać z gwiazd obrazki, pamiętnik,
nim skończy się czas i piaski klepsydr…
/ piaski klepsydr…
//piaski klepsydr…
///piaski klepsydr…
////piaski, piaski, piaski, piaski, piaski…

BISZ:
Czuję ciśnienie, a moje myślenie skupia się na tym,
żeby nie zacząć strzelać do ludzi, ziomuś.
Myślę, że lepiej stąd wyjdę, nie?
Zanim te krzesła zaczną latać bez widocznego powodu.
W klepsydrze wbrew logice ciśnie się
pod górę przebrana miara straconych dni.
I nie starczy mi sił, by je wstrzymać, nim wybije
godzina prawdy jak szambo. Czik, czik, brrrech!
Logiki tu brak, dopóki moje życie jest zbieraniem gówna
do kupy. Chce być kim jestem i nie chce nic więcej.
Lecz mój krzyk rozedrze mi wnętrze, nie przestrzeń.
Biegnę na oślep, choć coś ciągle wiąże
mi ręce i nogi. Lecę na mordę.
Goni mnie wskazówka i raczej nie zwolni.
Popychadło wahadła, wieczny czasu niewolnik
-BISZ!
1.Ja się już pierdoli to pierdoli się wszystko na raz
nie chce się już starać
rzeczywistość szara ci pokaże setki zdarzeń
mnóstwo nie spełnionych marzeń
znów podłapałem grubą fazę
pierwsza rzecz to śmierć dobrego chłopaka
wiele razy KaeN płakał i płacze kurwa nadal
nadal ból nadal smutek pamięć nigdy nie zginie
spotkamy się chłopaku kiedy śmierć się zawinie
jedna suka głupia suka twierdziła ze jest w ciąży
wiedziała że chciałem dzieciaka chciała mnie pogrążyć
co? zabiłaś mnie i jak się teraz czujesz
kiedy w twarz ci pluje zamknij sobie japę chujem
trzecia sprawa mama dzwoni ze był wjazd na chatę
w głowie szybki pacierz kiedy kurwa zamkną kratę
zrozum mój własny ojciec życzył mi śmierci
to masakra bo te obrazy zostaną w pamięci

Ref:
Jak każdy na tym pierdolonym globie nosze w sercu ból
miłość dla przyjaciół a dla kurew dół tchu
kwestii odbieranych lekcji
życiowych projekcji dążenie do perfekcji

2.Rap kaleka głupia kurwo zdychaj i nie szczekaj
Kurwo ssij głupi psie dojedź mnie bo ja czekam nie uciekam
wydygana Pisko dziwko ja gram czystko
nie słuchaj kozaka bo jest ślisko
cipko wiem o co chodzi ciebie zazdrość zżera
wiesz ze mam cię za frajera
wiesz poniewieram wiesz gram w otwarte karty
wiesz te twoje rymy żarty nie jesteś synek ważny
nie jesteś synek twardy
jestem dobry w te klocki wiec lepiej leszczu spocznij
wiec lepiej Se odpocznij
klękaj pana dotknij łosiu co tak sapiesz
daj Se spokój bo mikrofon chlapiesz
nie stękaj klękaj jestem w pizdu lepszy ty to wiesz
łapiesz zwałe bo cię szmato pojechałem
byłem zawsze sobą i na takich jak ty szczałem
na chuj przypierdalasz przecież to ty nie masz szacunku
takie jak ty cioty są daleko w tyle głupi chujku
Już tylko zimny pot oblewa mi skronie
I zimny bols płynie po stole
I migają światła, i wirują pokoje
(Boję się postawić krok jakbym stał na balkonie)
Jak szaleni tańczymy oboje
I nie mogę złapać tchu, i łapię paranoję
I unoszę się nad tłum, co zostaje na dole
I znowu chyba gdzieś łączą się nasze dłonie
Razi mnie światło i padam na ziemię
I robi się biało jak w Boże Narodzenie
I chyba mam zegarek, i kurwa mam nadzieję
Że mam też portfel, ale zupełnie nic nie wiem
Ciśnienie rozsadza mi głowę i chcę pić
I wiem, że nie wiem co robię
Nie czuję nic i nie wiem co robię
(A serce bije 3 razy szybciej niż w normie)
Twoje ciało się zlewa ze ścianą
A ja odleciałem jak w Las Vegas Parano
I chyba pada, i chyba jest rano
I myślę że chyba nic się nie stało

[Ref]
Znikam gdzieś, noc i dzień
Zlewa się w jedną całość kiedy nie ma Ciebie
Tonę znów, milion słów
Dotyk twój i niczego już nie jestem pewien

Już tylko zimny dreszcz przeszywa Cię całą
I zimny deszcz obmywa me ciało
Mijam tyle dziwnych miejsc, a światła migają
Ludzie znowu pędzą gdzieś, a ja zostaję
Wstaje dzień, ja upadam i wstaję
Całujesz mnie, robisz to nawet fajnie
Cucisz mnie, budzę się, zmartwychwstaję
Podnoszę się - nie przestajesz
Cały świat jak w kolorach tęczy
Mieni się, staje czas i znikają lęki
Ej, Ty i ja tak jak Sid i Nancy
Cały świat jest jak Dirty Dancing
Światła neonów coś majaczą do nas
Problemy nic nie znaczą, zobacz
Cały świat trzymam w moich dłoniach
I zamieniam w drobny mak, i upadam, konam
Mam wrażenie, że oddalam się od Ciebie
Odpływam i chyba jestem w niebie
Chyba nic szczególnego się nie dzieje
Tylko nie wiem już czy naprawdę istniejesz

[Ref]
Znikam gdzieś, noc i dzień
Zlewa się w jedną całość kiedy nie ma Ciebie
Tonę znów, milion słów
Dotyk twój i niczego już nie jestem pewien

Z baru już kolejną lufę wypijam
Ale już dostaję świra i mijam się z nią
Jej szyja pachnie Kenzo, nie wiem czy to Kenzo
Nie wiem czy wypijam, ale mijam się z nią
Nie wiem czy tu jest moja dziewczyna
Ale chyba jest, bo ktoś ją właśnie podrywa
Nie wiem co wypiłem, ale czuję to w żyłach
Może zjadłem pigułę (to serotonina)
Szukam Cię wzrokiem i nie mogę znaleźć
Może tyle już wypiłem, że cię wcale nie widziałem
Miałem wrażenie, że dziś nad ranem
Patrzyłaś na mnie, czule cię całowałem
Chyba już czułem to Kenzo na twoim ciele
Chyba zwariowałem (jeśli to urojenie)
Chyba właśnie wpadam na Ciebie
I mówisz coś, że czułaś się jak w siódmym niebie
Tracę zmysły, trzymasz mnie za rękę
Tańczę z tobą w ręku z Jackiem Danielsem
Patrzę na Ciebie, myśli mam tylko grzeszne
Chciałbym Cię mieć, robić to nawet w piekle
W łazience obmywam twarz zimną wodą
I nie wiem już czy jesteś, zaczynam wariować

[Ref]
Znikam gdzieś noc i dzień
Zlewasz się w jedną całość kiedy nie ma Ciebie
Tonę znów, milion słów
Dotyk twój i niczego już nie jestem pewien
(Jędker)
Kto mieczem wojuje od miecza ginie, krytyczna sytuacja minie szybciej niż nastąpi. Nie bezpowrotnie, bo kiedyś się przypomni. Wtedy moje słowa wspomnisz, zwątpisz, czy samemu się obronisz? Nie mam racji? Własny rozum i siła koncentracji, odpierania tego rodzaju sytuacji, pamiętam co nagle po diable, wcale nie oczekuje przyjścia, zawsze trzeba szukać z twarzą wyjścia, chyba że siła wyższa, nic się nie da zrobić, do wesela zdąży się zagoić.
refren (Sokół)
Problem problemowi nie równy. Po co na własne życzenie kłaść się do trumny? Jesteś rozumny? To unikaj krytycznych. To farmazon, że talent do wpierdalania się w nie jest dziedziczny.

(Jędker)
Bez przebaczenia, pokutę. Proste wnioski wysnute: Viktorię, porażki smutek zdarzało się widzieć tak wiele sytuacji wszystkich nie da się przewidzieć, zapomnieć też nie łatwo, używać najlepszych chwytów i uników, na ulicy nie wybiera się przeciwników. Szybki moment jak zdjęcie ZIP przez życie, odbicie w witrynie prawilniakom część tłumaczy, nie papierowym krytykom na nich szkoda słów, dla nich nic nie znaczy...

(Fu)
Drastyczny moment, zły omen nosisz w sobie niesamowity dar fenomen. Wir wydarzeń jak w Euronews'ie no comment, nad głowami znaki zapytania wiszą, krytyczna obsesja walczysz z głuchą ciszą... Krytyczne zdarzenia są nieprzewidziane, tak jak ja mam to utrwalone, wredne sytuacje to one zalewają me życie jak potop, gdy widzę przezroczyste spojrzenie wroga jak potok, kłopoty każdy miewa teraźniejszość, rzeczywistość nas zalewa. To wróg się czai w zatęchłym polu, nastaw basy do oporu 2000 lata czasy, mało humoru, dużo przykrości, chociaż żyję na wolności nie robię nic po złości nikomu z zazdrości, krytyczna sytuacja wśród nas gości, miasto w tłoku, a ty jesteś w szoku, jesteś w amoku, opętany w depresji obłoku, przejścia nie blokuj, ruszaj w swoją stronę, sytuacje te są źle potoczone, jak płaczące dziecko, w śmietniku porzucone decyzje matek urojone. Stan nerwowy męczy, wciąż mnie dręczy jedno zastanowienie: czy Bóg stworzył człowieka? A kto stworzył zagrożenie? Czy wiecie? Każdy coś tworzy na tym świecie.

ref...
W którym roku żyjesz?
weź się nie afiszuj,
nie bądź taki do przodu,
bo wymiękniesz na finiszu,
powiadają,że szczęscie ma tylko głupi,
rozum ma kontrole,jak znasz uczucie furii,
rap Cie męczy,ciągle denerwuje?
przez Twój ochłap,ślą na rap chuje,
moje teksty pełne metafor tysięcy,
kiedy Ty dla pieniędzy - robisz dosłownie wszystko,
afiszanci dla mnie nierozłączni ze skiską,
opowieści z dżungli,dla mnie tak powszednie,
jak to,że do nowych kumpli podchodzę niechętnie,
wierze w moich ludzi,wątpisz w to? niepotrzebnie [pierdolisz]że z Ciebie kozak niewiadomo,pochodze z rzeźni gdzie pecyny na bogato płoną,
wiadomo o co chodzi,jeśli o co chodzi - niewiadomo za bardzo,afiszanci nami gardzą..

To afisz,kleisz? albo pojmiesz
jak haszysz,którym się zaciagniesz
[kleisz?] brak prywatności penthous'e,limuzyny,
góry kokainy i cytryny [pojmiesz]
To afisz,kleisz? albo pojmiesz,
jak haszysz,którym się zaciagniesz.
[kleisz] brak prywatności,penthous'e
limuzyny,góry kokainy i cytryny..[pojmiesz!]

Na blokowiskach tak samo jak codziennie,
lunety,obcinki,dyskretnie i my i oni..
nie afiszuj sie,bo wszystko roztwonisz,
w naszym kraju,gdzie absurdy są w zwyczaju,
nie mówie na haju,a zupełnie trzeźwo,
nie centrum zainteresowań w moich snach koleżko,
spokojne życie,mówisz i masz - bierz to,
masz drogie buty,brylantynę i koszulę Gucci i Saint Laurant, Tobie w głowie zawrócił,
w parku whisky minimum - dwunastoletnie,
przy Twojej furze,każda dziewucha blednie,
i co podły lovelasie,czujesz się na czasie?
zabieraj swe wartości i szoruj golasie!
na miare możliwości,na skale trudności,
życiu dajesz się stale - po całości,
elo ziomki eS eŁ Żet!

To afisz,kleisz? albo pojmiesz
jak haszysz,którym się zaciagniesz
[kleisz?] brak prywatności penthous'e,limuzyny,
góry kokainy i cytryny [pojmiesz]
To afisz,kleisz? albo pojmiesz,
jak haszysz,którym się zaciagniesz.
[kleisz] brak prywatności,penthous'e
limuzyny,góry kokainy i cytryny..[pojmiesz!]

To afisz,kleisz? albo pojmiesz
jak haszysz,którym się zaciagniesz
[kleisz?] brak prywatności penthous'e,limuzyny,
góry kokainy i cytryny [pojmiesz]
To afisz,kleisz? albo pojmiesz,
jak haszysz,którym się zaciagniesz.
[kleisz] brak prywatności,penthous'e
limuzyny,góry kokainy i cytryny..[pojmiesz!]
Tańcz, gdy w klubie błyszczy ultrafiolet
widać po oczach, że kochasz czasem tracić kontrolę
Nie da ci tego twój chłopak, o czym marzysz po nocach
o tych sobotach, w które chciałabyś tańczyć na stole
Patrz, zobacz we mnie granat bez zawleczki
jak zrywam z twojego ciała kabaretki
Moje dłonie na twojej szyi zamiast pętli
tracisz oddech, ale wcale nie chcesz wzywać karetki
Zliż koleżance sól z pępka i z szyi
I obejmij ustami kieliszek Tequili
Nie pomagaj sobie dłońmi, wystarczy przechylić
Zliż z jej palca kilka kropli soku z cytryny
Wiesz w tym świetle przez spódnice widać ci pośladki
Zsuń ją trochę, owiń na palcu majtki
Zapytaj mnie na ucho czy lubię niespodzianki
jeśli tak to idź do kibla i je zdejmij tam
Zapisz mi na nich swój numer swoją szminką
Dając mi je powiedz, że chcesz być moją dziwką
Nie czuj się źle, nie jesteś nią
Po prostu mówisz to wszystko, bo ja lubię jak bluźnisz

[x2]
Szukam złej dziewczynki
nie cnotki nie wydymki, prawdziwej maszynki
jeśli chcesz tego to polecisz ze mną
to polecisz ze mną, to polecisz ze mną

Znasz mnie nie od dziś wiec spójrz mi naprawdę w oczy
Wszystkie inne są dla mnie nawet nie warte nocy
Mam fetysz na twój kolczyk i na twoje stopy
pochyl się, pokaż gdzie się kończą twoje pończochy
Wiesz, wezmę do ust kostkę lodu, odsłoń trochę biust
pozwól mi zlizać twoje soki z twoich ud
Wiem, że twoje myśli są teraz tam gdzie mój fiut
a mój język na twej szyi jest szybszy niż twój puls
Czuję twój krótki oddech na moich wargach
Twoje stringi zostawiają wilgoć na moich palcach
Pokaż co umiesz, nagram to na DV'kach
zostawię ślady moich dłoni na twoich pośladkach
zakuję cię w kajdanki, zasłonię wstęgą powieki
Chce usłyszeć, że chcesz żebym cię zerżnął i nie zaprzeczyć
Przy żółtym świetle ciasnej toalety
na chłodnej posadzce rozcinam nożem twoje palmersy
Czujesz zęby na udach, moją ślinę na sutkach
Twe paznokcie kradną cześć mojego naskórka
Potem lubrykant twoje opory rozpuszcza
później ciężko oddychasz z ostatnią chwilą na ustach

[x2]
Szukam złej dziewczynki
nie cnotki niewydymki, prawdziwej maszynki
jeśli chcesz tego to polecisz ze mną
to polecisz ze mną, to polecisz ze mną
Niech zostaną tu same nimfy i seksoholiczki
perwersyjne szmule nie cichodajne romantyczki
Bo jak wpadam do klubu wiem czego tu szukam
to nie wodniste piwo, nie wpadłem się pobujać
Obcinam twoja dupę i cycki, teraz decyduj
Ja szukam tej nastawionej na kręcenie figur
Wiem, że polecisz ze mną w niebo jak petarda
lubisz smak siarki spróbuj smaku diabła
Przygodowy seks jest jak weekendowe ćpanie
mam swoje życie, ciebie nie widzę w tym planie
Ale odskoki na nocki zawsze były w cenie
pod warunkiem, że chodzi wyłącznie o pierdolenie
Zacznijmy od początku, wyglądasz całkiem ładnie
Jak dla mnie to wyglądasz nawet zajebiście fajnie
Chcesz zostać tu i frajerów dalej czesać na drinki
Czy pozwolisz maestro grać melodię twojej cipki
Przełóżmy gadkę mam ochotę na wariatkę
Lubisz te gierki, zrobię to bez fuszerki
I nie raz do rana będziesz zmolestowana
69, Y.A., będziesz dla mnie szczekać suko
1. Masz tu 40 wersów, każdy z nich zaboli
Najchętniej ruro widziałbym cię w ciuchach z czarnej folii
Chuj z tobą i z twoją żałosną gadką
Wiem, że za pieniądze przespałbyś się z własną matką
Mam żal do Boga, że takie ścierwo żyje
Nie bez powodu chodzisz z tym pochlastanym ryjem
Miej tą świadomość, że moja czarna lista
Zaczyna się, ty kurwo od twojego nazwiska
Los takich jak ty z reguły bywa krótki
Powinieneś pod uwagę wziąć karierę prostytutki
Kurwo, zasrańcu wiesz co się mówi w mieście?
"Słyszałem, że znów wyjebałeś swojego koleżkę"
Masz to we krwi, wiem, że się nie zmienisz
Nie zasługujesz łajzo by chodzić po tej ziemi
Ty farmazonie kłamiesz nawet gdy mówisz "dzień dobry"
Weź te pieniądze i wsadź je sobie w odbyt
(Ja jestem górą) Nie jestem już tak ślepy
Ty prowadzasz się z pedałem, który bije swe kobiety
Zostaniesz sam jak śmieć, bez swoich pseudo-kumpli
Jeszcze się spotkamy i wyrównamy rachunki

Nadejdzie czas rozliczeń to podziękuję wrogom
Tu miłość i nienawiść sypiają wciąż ze sobą
Poczekaj kurwa, jeszcze się odkuję
Mówię co czuję, niczego nie żałuję
(Poczekaj kurwa)

2. Frajerskie zagrywki wciąż idą z tobą w parze
Nie marnuj czasu, rozejrzyj się za cmentarzem
Pierdolę ciebie i te twoje szantaże
To moje wersy co podlegają karze
Obrażę cię nie raz, bo na to zasługujesz
Ty kurwo, farmazonie, robiony miękkim chujem
Frajer to frajer, więc zostaniesz frajerem
Ziomki śmieją się, że twoja żona stała pod hotelem
Ja mam nadzieję, że dotrze to do ciebie
Mam również cichą nadzieję, że cię wkrótce ktoś odjebie
Ty dla mnie jesteś pała
Twoja matka w chuj żałuje, że cię w czas nie wyskrobała
Póki nie zdechniesz, ja będę ci źle życzył
Gdy się noga podwinęła, ty mnie zostawiłeś z niczym
Mówię co czuję, niczego nie żałuję
Gdy podajesz komuś rękę, mów mu wprost, że jesteś chujem
Nie lubię szmat, lecz w temacie szmaty
Nie wiem czy wiesz, że twój szwagier to mordziaty
Puszczam to w eter, jak zawsze pewny siebie
Do zobaczenia wkrótce, u ciebie na pogrzebie !
OD WCZORAJ W ŁODZI ZATRZYMANO 20 OSÓB
POWIĄZANYCH Z NARKO-BIZNESEM; HANDLARZY I ICH KLIENTÓW.
ZNALEZIONO PRZY NICH TABLETKI EXTASY, AMFETAMINĘ I MARIHUANĘ.

Miejsce: Łódź Fabryczna
Wyjście: podziemiami
Czas: 0:10
Świadek: kloszard pijany
Czyn: zabójstwo, trzeba by gadać ze specem,
a spec dwie przecznice dalej spisuje czyjś PESEL.
No przecież to w jego interesie dobro miasta
kwadrans dwunasta przez radio informacja pokuta, applaus
tylko by nikogo nie zastać.
Wpisane w policyjne akta w rubryce zabójstwo.
Sprawa do wyjaśnienia jutro masz oszustwo.
Dorwą sprawce? Nie!
Ale trzeba wziąć poprawkę,
że w takich sytuacjach lepiej unikać wyjaśnień.
Jasne? Sprawa zamknięta, nikt nie pamięta.
Gość w zaświatach straty nikłe; człowiek.

Powiedz cokolwiek, będziesz winien,
podpisany anonimem.
ćććśśś niech życie płynie...
ćććśśś niech życie płynie... ćććśśś...

Winny czy niewinny efekt będzie zawsze taki sam
jak każdy, wystarczy zobaczyć, wystarczy pomyśleć
Winny czy niewinny efekt będzie zawsze taki sam
jak każdy wystarczy zobaczyć, wystarczy pomyśleć...
Jedno co zostaje to yebać policję
ściśnięty w tłoku szarych ulic,
chwytając to, co na oku,
by chociaż grosza przytulić,
farta nie zgubić w tranzycie na niebieskich blachach.
Nie ważne jaki zawód, nie ważne jaka praca.
Ważna wypłata no i masz cały przekrój ludzkich obowiązków,
ja z tą sprawą nie mam związku.
Mieszkam w Polsce, więc żyję po polsku,
w polskiej rzeczywistości, bez litości, bez skrupułów tak do bólu.
Kto ma kasę, ten ma władzę.
Miej na uwadze wnioski,
to się tyczy ludzkich naiwności i pozornej ofiarności,
gdy ktoś jest w potrzebie,
ale pies jak to pies chowa ogon pod siebie,
jeśli czuje zagrożenie
Tak życie jest słodkie.
Zamiast cieszyć się z rekina,
lepiej upolować płotkę.
Niby to proste spytać bohaterów akcji, ale

POLICJA NIE UDZIELA SZCZEGÓŁOWYCH INFORMACJI
Przepraszam za wszystkie swoje błędy,
przepraszam za wszystkie swoje słowa

Przepraszam ja pisze do was teraz ten list, przedarłem sumienia już
ważny kwit, siedziałem całą noc aż po świt, gdy coś zmieniło całe moje życie w mig to wkurwiony stan lepiej nie pytaj dlaczego mam do siebie żal, chociaż mam nie wiem od czego, jest mi głupio, bardzo źle, gdy sumienie moje dręczy mnie, patrząc na fotografie ludzi których kocham, nie wiem czy potrafię powiedzieć to jak ich spotkam, że są dla mnie najważniejsi na świecie, istnieje ja póki wy istniejecie, chrzczeni na wiarę jak Święte dziecię, każdy z nas ma swoje życie nie zaprzeczam, które Bóg strzeże wiernie i ubezpiecza, słowa piro-rap są silniejsze od miecza, te słowa są dla was płyną prosto z serca, bo przekonanie mądrze mnie to utwierdza, że rodzina to twierdza, którą musze chronić i Święty krzyż który musi mnie obronić...

Przepraszam za wszystkie swoje błędy,
przepraszam za wszystkie swoje słowa

Czasem są chwile, ze czuje się sam jak palec, wyrzutów sumienia to mój stały bywalec, to palec który przejeżdża po mojej świadomości, nerwy tożsamości, które chciałbym się pozbyć, odkryć w sobie te lepsze cechy, mięć nad nimi kontrole od dechy do dechy, Boże odpuść mi wszystkie moje grzechy, zobacz siostro bracia szybko rosną pociechy, dzieci które kochamy jak najbardziej, one dają nam powód do radości, bez nich świat byłby wielką pustką z ust to wyrwane spostrzeżenie: Bo to mamie kochanej daje uśmiech na twarzy, niech spełni się to mama to o czym marzysz, co przeżyłem jaki jestem wiesz Ty tylko jedna, niech te słowa dadzą Ci w prezencie dużo szczęścia i nie masz pojęcia jak to dobrze, że jesteś a gdy jestem daleko sercem jestem z wami, całymi dniami żyjąc wspomnieniami całymi dniami przekazując te słowa...

Przepraszam za wszystkie swoje błędy,
przepraszam za wszystkie swoje słowa
Gruby, czarny kot wlazł na płot i mruga
Gruby, czarny kot będzie to bajeczka nie długa

Raz, dwa, trzy, cztery !

Mag:
Więc spoglądasz w repertuar
Sprawdzasz co jest grane
A tam kot, gruby, czarny o kurwa przejebane
A na domiar złego, premiera w piątek 13-tego
Sekstyn, Marsa z Saturnem
Nabyć trumnę może urnę?
Spisać w testamentach
W imię ojca, syna, ducha, amen
Ostatnia krew, blef
Logice wbrew
Czujesz krwi zew
Kot znów czyha jak lew,
By porwać cię w tany
Choć wyimaginowany
Tańczy z gracją jak Fred Astaire
A ten taniec czy to czcza,
W którym kruszy, kosteczki na cząsteczki
Z siłą łamacza
Znów rozpaczasz, gdy tłusty cię przytłacza
Za 15 do roboty, trzeba użyć wybielacza
Lub kwitnie takowy, czarny wykwit na twarzy
Waży twą okazję, co od dawna się marzy
A żeby zdechł, pech co wygląda jak kot
W kształcie obsesji
Co powodem jest depresji !

Gruby czarny kot, on przebiegł nam drogę
A chuj mu w dupę nawet 13-tego w piątek x4

Dab:
Niespodziewanie
Gruby czarny kot przemyka
Od krawężnika do krawężnika i za rogiem znika
Gonić skurczybyka, bo przynosi mi chochlika (Ihahaha)
Gra nie warta świeczki
Ludzie i człowieczki, wyszukują ścieżki
Bez skrótów czarnej jak porzeczki
A laseczki, na studnióweczki
Ubierają czerwone majteczki
Choć miały cztery lata haróweczki
Piotrusie, Michałeczki, Marcusie i Basteczki
Wierzę, że nie wierzę w nic i tutaj pieska grzebią
Mości panie, nic się nam nie stanie
Przesad to głupota, dla plebsu i chłopa
Minie zima złotko, wszystko będzie spoczko
Jak nie będzie O.Ka
Gonić będziem kota bo tak

Gruby czarny kot przebiegł nam drogę
A chuj mu w dupe nawet 13-tego w piątek x4

Joka:
Co się stało?
Gruby czarny kot spróbował
I mu się udało
Przebiegł drogę i się schował
Mało brakowało
Żeby był dobry dzień
Trzy kroki w tył, jest nadziei cień
Ale ze mnie leń
Nie wiem czy to zmieni coś
Jak na złość, nie cofnę się nawet o włos
Zabobony śmieszą mnie jak Tadeusz Broś
Zabobonom mówię nie, zabobonom dość
Czuję się dobrze i jebie mnie jaka jest pogoda
Która godzina i jaki dzień tygodnia
Pech, to świnia na dodatek niewygodna
Wdech i wydech, to metoda dzisiaj modna
Każdy tu ma jazdę to jasne
Ujrzę grubego, czarnego nim zasnę
A potem w sobotę
Pożegnam się z kotem
Chuj mu w dupę nawet 13-tego w piątek

Gruby, czarny kot przebiegł nam drogę, chuj mu w dupę nawet 13-tego w piątek
Gruby, czarny kot przebiegł nam drogę, chuj mu w dupę nawet 13-tego w piątek
Gruby, czarny kot przebiegł nam drogę, chuj mu w dupę nawet 13-tego w piątek
Gruby, czarny kot przebiegł nam drogę, chuj mu w dupę nawet 13-tego w piątek
Gruby, czarny kot przebiegł nam drogę, chuj mu w dupę nawet 13-tego w piątek
Gruby, czarny kot przebiegł nam drogę, chuj mu w dupę nawet 13-tego w piątek
Gruby, czarny kot przebiegł nam drogę, chuj mu w dupę nawet 13-tego w piątek
Gruby, czarny kot przebiegł nam drogę, chuj mu w dupę nawet 13-tego w piątek
Elo, Elo WWO Hemp Gru,
Mówie znów,
Nie fabryka snów,
Dajesz rade żółw,
Masz talent więc zrób,
Żeby cały trud,
Miał mocny grunt,
Nie poszedł na marne,
Widzieć tylko czarne,
Zostaw - nie zależnie od podstaw,
Jak wariujesz po wódzie to ją odstaw,
Zostaw - jak zwykłą dziwkę z Argentury,
Jak zbędne pierduły,
Których sam chcesz się pozbyć,
Wyrzuć to najdalej precz,
Podnieś głowę rany, lecz,
Powiedz tym na których Ci zależy,
Że ich kochasz szczerze okaż,
Pokaż też co potrafisz,
Radość bliskim swym sprawisz,
W czasach braku tradycji
Braku zasad więcej fasad,
Niż od podstaw budynku,
Zamiast odnawiania bloków,
Odpadania tynków,
Ale mam tam wielu kumpli,
ZiP pozdrówki z betonowej dżungli.

WWO Hemp Gru,
Zostaw to - nie ma co roztrząsać,
Patrz przed siebie, zamiast ciągle się oglądać,
Zostaw to patrz pod nogi na kłody i miny,
Oszczędź siły w imię czarnej godziny,
Zostaw to nie szukaj problemów we wszystkich,
Znajdź szczęście i daj je swym bliskim,
Zostaw to mija cenny czas za kilka lat,
Znów w tym samym miejscu powiesz : miałem zły start.

Zostaw to by złe myśli nie wróciły,
Rychło wszyscy wyszli i zostałeś sam - tak wyszło,
Każda myśl tworzy naszą przyszłość -
To twoja rzeczewistość,
Mój rap już żeś poznał,
Zamknięty rozdział,
Cała reszta to przeszłość,
Przed nami wieczność,
Hemp Gru to jedność,
Szukasz ucieczki,
Świat - niebezpieczny moment,
Szukasz pomocy ziomek,
Mie oddawaj swej mocy nikomu i niczemu,
Krocząc prostą ścieżką samemu,
Legende piszesz
Upragniony cel coraz bliżej,
Skup się na tym,
Jak przed laty jako dzieciak,
Przeszkód żadnych nie miałeś,
W śmieciach umysłu nie grzebałeś,
Nie czas na to,
Zajmij się pracą,
Eliminuj stres -
Dziś już wiesz,
Co było błędem,
Nigdy więcej,
Nie garb się lękiem,
Zostaw to zostaw,
W domu nie buduj na mostach -
Zrozum to od podstaw,
By problemom sprostać,
Aby prawda choć gorzka,
Była sprzymierzeńcem,
Wóda, proch człowiek - zostaw to, nic więcej.

Zostaw to - nie szukaj problemów we wszystkim,
Znajdź szczęście i daj je swym bliskim,
Zostaw to mija cenny czas za kilka lat
Znów w tym samym miejscu powiesz miałem zły start
Zostaw to lepiej.
Zostaw to, Zostaw to, Zostaw to, Zostaw to
Hemp Gru

Odrzuć temat który ciąży na twej duszy,
Sparzyłeś raz się więc musisz go odrzucić,
Kolejny stopień w górę do mety coraz bliżej
stanąłeś w miejscu, czy schodzisz coraz niżej?
Zostaw to - czego nie chcesz znać,
Umocnij się zanim zaczniesz brać,
Naucz dawać się coś od siebie,
Sam nie staniesz w potrzebie.
To codzienność -
Wiara zwycięży niepewność,
Cały czas bądzcie z Bogiem -
Złodzieje, dilerzy walczący z nałogiem.
Jednym krokiem z tropu nie zbici,
Matki z dziećmi, rodzina, emeryci -
Podpowiedź dla was zrobicie jak chcecie,
Zostawić smutki,a dalej sami wiecie.

Elo HG WWO
Rap przyszłości - cały czas,
Zostaw to - nie ma co roztrząsać,
Patrz przed siebie, zamiast ciągle się oglądać,
Zostaw to - patrz pod nogi na kłody i miny,
Oszczędź siły w imię czarnej godziny,
Zostaw to - nie szukaj problemów we wszystkim,
Znajdź szczęście i daj je swym bliskim,
Zostaw to mija cenny czas za kilka lat,
Znów w tym samym miejscu powiesz miałem zły start.

WWO
Na tym świecie jest wiele pięknych planszy,
I podświatów miliardy,
Ale nie każdy jest dla Ciebie otwarty,
Jeśli sam jesteś mentalnie martwy,
Otwórz umysł, rozjeb kraty własnej wyobraźni,
Nie jest łatwo ale efekt jest warty,
Zostaw to - zamiast robić sobie jazdy,
Nie umiesz szczęścia zauważyć -
Może za wysoko patrzysz,
Niżej, niżej tu gdzie chodnik, ulice, domy,
Nie o to chodzi spójrz na ludzi - chodzi o nich
Nie jeden już poważnie zapętlony
Robi żeby wydać i wydaje
By pokazać że jest zarobiony
Nie myśl nawet o tym po czym stałbyś sie spalony powtórzymy jedną rzecz
Za nim powiemy wszystkim ,,Cześć,,.
Jesteś w porządku nie ma co się trzęść.
WWO, HG
Każdy przynajmniej raz w życiu ma taki sen ,
wydaje Ci się, że latasz w powietrzu jak ptak,
albo pływasz pod wodą jak ryba,
a potem musisz się obudzić
i okazuje się, że znowu ktoś Cię walnął wrogi.

Typ z domu dziecka, bez ojca i matki,
Chciał widzieć wzloty, widział tylko upadki .
Jego życie pojebane jak martrix, oczy puste jak studnia,
A portfel? Sam zgadnij..
Ona typowy scenariusz na film, w domu patologia ojciec tylko ćpał i pił,
Brat podobno umarł po porodzie,
brat niby żył, tony łez bo ojciec wciąż ubliżał i pił,
On nie miał brudnych rąk, studiował,
choć nie miał hajsu nigdy nie handlował.
Gdy jego koleżcy mieli flotę za towar,
on na kawałek chleba ciężko sam pracował.
Ona szukała szczęścia jako modelka,
częściej niż mózgu niestety używała lusterka , los..
Los ją zdeptał lecz miał coś wynagrodzić, więc jemu i jej pokrzyżował drogi, ej..

On wyszedł z uczelni, miał na kawę ochotę nie z automatu,
choć zaoszczędził by flotę polskie złote jeśli je masz jesteś fajny,
Ona akurat zaczeła pracowac w kawiarni,
On wszedł bo nie przeraził go cennik,
miał budżet jak z drewna w którym grasował termit .
Patrzy na dużą czarną mu styka więc szybkim krokiem poszedł do stolika.
Pyta o kelnerkę wtedy zjawia się ona,
ma na sobie sukienkę jest biało czerwona.
Poczuł cos czego nie czul nigdy wcześniej,
czekając na nią ledwo siedział na krześle.
Ona sama nie szukała miłości lecz,
gdy zobaczyła go nie miała wątpliwości ,
chciała tylko jego oczu i ramion on patrząc na nią chyba czuł to samo.

Jej przygody miłosne to szukanie sponsora,
dzieciństwo takie jak ona znajdziesz tylko w horrorach,
On niedawno miał dziewczynę, nie wyszło,
Mówiła, że nie ma z nim perspektyw na przyszłość.
Dobra wróćmy do historii w kawiarni.
Zamiast zamawiać zapytał czy jest księżniczką z bajki,
Ona mówi, że nie ale zna księcia, siedzi przed nią, szybko biły im serca.
Mówi może wyjdziemy teraz razem stąd,
nie wiem kim jesteś, ale chyba czujesz to.
Ona kiwnęła głową szybko zdjęła uniform,
szef krzyczał co robisz, lecz olała go.
Wybiegli ale tutaj cos wisiało w powietrzu,
zaczęli się całować zapomnieli o deszczu.
stali na pasach, to było złe miejsce,
bo na żółtym chciał zdążyć jakiś typek w BMC.

Chociaż na chwile odnaleźli szczęście, życie byłoby koszmarem, bo byli rodzeństwem.
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo