Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Ref:
Byłaś serca biciem x2
Wiosną , zimą , życiem x2
Marzeń twoich echem x2
Winem , wiatrem , śmiechem x2

1. (Liber):
Nie byłaś pierwszą , drugą , nie trwało to długo,
Nie byłaś , trzecią , wpadłaś , wypadłaś stąd jak przeciąg
Byłaś mi całkiem cenną , przyjemną rzeczą ,
Ja byłem tym z kim chciałaś żyć grzesząc
Nie było płaczu , żalu , skrawek czasu ,
We własnym , ciasnym , nieznanym światu terminalu
Piliśmy drinki z rajskich barów ,
Było piekielnie ciepło , nie mogłaś tak stać w szalu
Serce biegnie , zmiennie , w lekkiej arytmii
Wytnij , wklej , wytnij , wklej , wytnij
Szybki świat nie dał szans dogrywki , krótki epizod ,
Słodki akcent , ulotny jak wspólny takt
Byłaś pieśnią , częścią życia , dzisiaj
Na nowych dźwiękach muzyka gra , musical trwa
Byłaś marzeń moich echem ,
Winem , wiatrem , śmiechem

Ref:
Byłam serca biciem
Wiosną , zimą , życiem
Marzeń twoich echem ,
Winem , wiatrem , śmiechem x2

Ktoś pyta jak się mam i jak się czuję ,
Z kim rok wojnę gram i wyczekuję
Ktoś kto nocami , ulicami , tramwajami ,
Pod me okno mknie i spotyka Cię

2. (Mezo):
Byłaś serca biciem , szczęścia odbiciem w lustrze,
Bez Ciebie życie było puste.
Byłaś moim gustem , moim bóstwem ,
Byłaś najcenniejszym kruszcem , wkrótce.
Okazało się byłem głupcem , grałaś ze mną ,
Mało tego , miałaś z tego przyjemność.
A ja byłem oszustem wobec siebie ,
Codziennie na nogach od szóstej bo bez Ciebie.
Nie widziałem sensu , uciekałem w pracę ,
Nie byłem już w stanie żyć inaczej.
Przeczekać to?? Zupełnie dla świata przepaść?
Nie chciałem zrozumieć , że coś jest nie tak.
Miłość bywa ślepa , bywa żywiołem,
Może i w końcu to pojąłem.
Ale na myśl o Tobie w sercu czuje ucisk
I rzucił bym wszystko gdybyś chciała abym wrócił.

Ref:
Byłam serca biciem
Wiosną , zimą , życiem
Marzeń twoich echem ,
Winem , wiatrem , śmiechem x2
Prawdziwy hardcore dla łódzkich osiedli
Prawdziwy hardcore z bałuckich osiedli
Prawdziwy hardcore dla polskich osiedli
Tak jest aha aha ej (od początku do końca)
Raz dla mych braci, dwa dla bałuckich ulic
Rap - byś nie stracił dna w sieci tarantuli
Świeci świętych blask przeciw przepych mas
Gdzie ty? Grzechy wczas przesyt przelicz nam
Potem ochłoń, kwotę pochłoń, bij pan pokłon
Bo nie wpierdalam zwierząt jak Ozzy Osbourne
Znak � ziomy z formą to złodziei ponton
By znać na bieżąco fakt nad ideologią
Strach � ciśnie w oczach, patrzy byś nie opadł
Jak system total pcham życie w blokach
Wspak jak potrafię, trwam, idę, cofam
[Fam?] na etapie gram tam ta ram tam
Tego typu melodii nie mąć szczytu euforii
Osiedli, konopi w jednej z posesji Europy
Stwory w maskach powykrzywianych z głupoty

Nie szastam hajsem, szacunek daję matce
Boga mam za władcę, nie konta proroków
Bo mam rap na zawsze, a nie tylko z doskoku

Ludzie dziś nie są tacy sami jak kiedyś
Poukrywani za różnymi maskami
Wstydzą się biedy
Idące w przemyt morale zastąpione
Portale, nalej ziom witaj na reality channel
Zakompleksionych panien, nastawionych na bajer
Wystarczy manewr idziesz panel na panel
Skradzionego wozu
Tylko ty ziom na razie wiesz, że kłamiesz
Powód � zamień słowo zrozumiesz
Co cię różni od innych
Masz władcę Findy ?
Kraju purpurowych singli, same pierwsze rakiety
Jak swego czasu Hingis
Silikon, tapety plus wyeksponowane tyłki
Nadchodzą posiłki, słoma z butów wystaje
Dla wybranki taniec, wieniec róż plus
Porsche Carrer Maniek ma gest � proste
Zakopane zimą, tyle możliwości ile kłamstwo ma imion
Ile wrażliwości w chwile hasło � zaginąć nie wrócić
Ziom spójrz na ludzi, prawda z nimi się kłóci
Ile dałbyś (by) tu nie wrócić eej
To życie � łapiesz?
Kilka wersów do ludzi
Co palą franka jak do skunka szlugi

Nie szastam hajsem, szacunek daję matce
Boga mam za władcę, nie konta proroków
Bo mam rap na zawsze, a nie tylko z doskoku
Kiedy wszystkich nagle sen ten ogarnie?
Kogo będziesz się liczył o zdanie?
Co by było, gdyby świat był pusty?
Co by było, gdyby diabeł nie kusił?
Jak by to było, gdyby Nietzsche miał rację?
Ilu z nas miało by satysfakcję?
Żeby popełnić błąd, cofnąć się w czasie
Walczyć odważnie to chyba jest patent
Kto by mi pomógł, jakbym upadł nagle?
Kto by zwinął za mną te żagle?
Ile ludzi podniosłoby rękę
Że znało mnie i, że znało takich setkę?
Jeszcze wetknę w twą głowę parę przesłań
Wiem, że stanie się to zanim złamiesz mnie jak bletkę
Jak marionetkę chciałbyś mnie trzymać
100, 1000 myśli moich cię zatrzyma

Tylko, tylko widzę to
Tylko, tylko widzę to
Tylko, tylko widzę to
Tylko, tylko widzę to

Co by było, gdyby ludzie byli gorsi?
Gdyby swoje życie hodowali w złości?
Świat runął by trupem w sekundzie
Choć teraz jeszcze z nadzieją nucę
Jak by tak żyło się wiecznie?
Ilu z nas modliłoby się o śmierć?
Jakoś tak myślę, że byłyby rzesze
Bo co za dużo to nie zdrowo przecież
Ile z nas wierzy w koniec świata?
Ilu z nas to obojętnie lata?
Jaka to data? dzisiaj czy jutro?
Dzisiaj jest cicho, jutro będzie smutno
Każdy dzień przecież jest taki sam
Pytam was, pytając gram
Słuchaj, masz szansę? ja mam
Nie oddam, nigdy nie oddam wam

Tylko, tylko widzę to
Tylko, tylko widzę to
Tylko, tylko widzę to
Tylko, tylko widzę to
Wszyscy co nam źle życzyli, mówili byśmy skończyli
to w tej chwili zobaczyli jak bardzo się pomylili
połączyliśmy siły słowami ponad granicami
między nami są sami nazwani przez świat słowianami
mamy moc, przebicie i jak nikt łeb do picia
nie lekceważ nas, ponieważ cały świat jest do zdobycia

Som pater jote, koko kokop zastupułem katarja sinus
to kokot u tihapu
nepsani doces sisum besne hahopo
stokuru mi kryje herbaty dewo depo

Mulj boze, zele bone, oudezy noi wsys
slowiany, poljaki, serbo, chorwaty, bohare, rosyjany
ktos kto wiezy, tech to pjany, je dzentelmeny, hoolihany
tomokraszy, dalaj dale, chouaj sfo i nahany
nas zna to bahato, piervoj moze z niebujte sjarane
mie a hraf czaso tea, bo na to Pilzno albo zarany
mojto domena to vizno połahoj, poszlano
poko ce pisac, bolilu nate mit dolo dasiano

My mamy niko znewu co bys chtial
trenim, rokokonda kati dieł
kak di smiele makni binaoli frewu cze
elamento zefripevi czi zapojnicze
glok timurka szuraku Bjarusin se
mes nażda vretymy tu efendo we
umekfija nikidama ena musi da mi znasz
kak mie ne wiesz nie zdłako ot mani sparasz

Direktor, papo Kotasweto
diblisgo do getto, karlo treko
o te pożnysz kołodzenia ta na tyszkoto
horodna ta grudka na humanizmo terrorizmo
pajos keta dispinos kosmopolitizmo
od Vagar do Karpaty te posel sleviansky odbiern
jeden za wsyte, wsyte za jeden
asaf żeżi picze kako wreo obo
dwilem di sedmo leto gospodoło

Skorka puj, mi rosci ta naszy gra
wsio parjat, et fua, i szto beżit tak stat
nie puscy mojkie, nie moga sul bystroje
puzin razem piera możem, slava bohu
niszoj sile, niszoj nie a stalitienie
z cisztym sercem zgiereci korwiu pierem
is Bielarus, is fiet, nie sfora faraskas
znaj, nie wzadi dacenio et nas

[x4]
Nie lekceważ nigdy nas

Sany skosztowany slovany sokeles brany
czio se do podreo semoje woje da szidu doje
dubirori mero dinu zaszwi jota nurdimo
skupo projekt, jek kartko powiecie
efekt semer be czworka nas bostiszla dana glasi neo tiszla
nos podpira nistisza, nekadanycz e proje
to je zeczity numer, slovansky nabiza fundament
i cze soje bolboke zdany na waszich nogach kucemen

I zaszłujs boka znamy caly kraj
prooga cemo swoi ja sabali odo dwaj
nielicze sinej, PROSTO sine
sesy zartresy czum chwilem sto posto sine

Co na to rządy, co węszący, bo napewno
niejednego z nich dziś boli nasza jedność
kryminalne kraje wykrwawiają się od lat
masz słowiański rap, nie radzę lekceważyć nas
sme sloviansky buch, widisz?
mi serce tepre pum pum, cejkisz?
widisz to, kam patszisz, segisz, ażwanisz
smetu, poczitaj snama, slyszysz?
bichodni witre a wichodni steo
steo zapahu juda, a smrad mao seo
zna ma newy jebesz, na stedo stanesz
wiec udzielam ci bresz, mie niewu nie biesz

Dis gustwa, slowa, nawyk, umienie
pabiedy, a szybkie, rabota, cierpienie
striemlenie, blysk, paezja, muzyka
hetenie pri koloże, wsie sierozna ciustrwo
i szre, skrecz, ritm, rifmo
mudrosc, molodosc, stawan, stiło
ligalaj zbie maskwa, dwa ci z piervem wieg
reprezent rassija, na sloviansky trek

Frentei tenkiei kej twoi dedi
repirigi gustwa kupiesłi kaukeni
stil tiela zhelka spija ceribokum
we kriminal wisok, Evropa i stop
nomaji kusi mosz, se jak? aha
ja prestam na Bosnu Haucheva, merhaki sevda
a kusy budrush, medro stradasz smetno
kraj Bosnii, a na predko

[x4]
Nie lekceważ nigdy nas

Psenkar winka zdam drua
sentoje moje i teke ne da a a a
nezepawa ce zna, nezepawa ce zna
dokusam pralużny, doktuimi i zda
dopapra epotizwa, slovianska nawejza
czak de noje dolutimo szeto wos
odpil te klube neh se party zeczne
porsistamy zaba aba raewo enegre

I de czesko skousimy zajebala swoje rymy
no swoje miny tituzimy mija zame slovanskimy
swoje tekstu de prauda ulica pricze
krimimena medli noskozwu komu wida skrivic

Ne slovieny joty zhimy bahti zhiwy joszu nama
mizmo bra czasami kryje baztu plynie potoczkama
oprocz te je segie dosne za to prawo swiłu
nabane getleku swisa dole nek doslausky zhiwis knaga

kto wytycza nowy szlak? to ZIP Skład, a jak
ten pakt przypieczętował w słowach, ten słowiański rap
zobacz ile flag przez jeden track, jeden świat
jest obok siebie jak brat, tak rap jednoczy nasz świat

Josu mahah ote hroho cum horek koko
som intelektualny lerek seroz broko
nem te sasnamy sum legendai grofo
to jes slovansky kompo o o, o o

Każdy weekend wtisze syna naszych pare
piasta germane, u mienia wsio pariadet
ktojto pari, ekseldiluks
tam gdzie uczy bier mienu sumi nafsi gra plus
show time szwajmi tu sa neże naj
cagrij keżdiele i gra predo żraj
se deejay Max Czerny, deejay Max Czerny
widi es taj, budysz me grou

Skonczyl to Hitler, skonczyl to i Shwer
kagito nehalinum sloze ja tuakra to dwes
skonczyl to Lacoste, mil bignij fols
oenasz papa Szwejk, odo pierdala kols
niwzy slovany nie poczeniu i nas
jebanas komołż lainy zlome landlas
muzite poczitac, sami cela Evropa us
steczi kidwra gra porwali joł po was potopa

[x4]
Nie lekceważ nigdy nas

Opsa czeli jeto tekla no peokrata do Warszawy
siku jednoł, czwor dezolismo zastawy
dostem czosnem minem szalim da simi prominim
toutajmy dolite wjebo rikolenem

Chłopaków od Belgradu przez Warszawę do Moskwy
doceń (doceń) wcześniej stajemy się dorośli
a jak widzisz słowiańską dziewczynę od razu jej chcesz
jak ją miałeś to wiesz, jak z nią jest, jak nie to cześć

I spezata kaza tochu bije prijato
estestwe no, sztese tolka madekwato, wtozi drak
prostujama kak, nelisnom rapat
e nauczimi chemii trawo deam na fahwed
no so siczki, i mojta a tateosz te brodi
fuszitene sloviansky te narody
zdrawo brat, jesli se bouisz zkadat
tuaj samalopop, pogniż tokusom bradat
zreorganizowany, oddany wułany
odwutlany robi matu zmeczo wohany, to
to mamy ewsiko na żre ne u mamy
sahszti żeba to na spetna folna ejak cunamy

zesfenasz e ze mnie, pesni segorek
zapompe tu besme, swinekste mole
aj musamol toko swizo jedna bieda za swet
sezłuczykiem na łonie poczi nie predama nie

buida bu serce wiera datom christiem
piszu pasa ne zażyzna z twajom listjem
nie dieta moszto be pozać, pazaloda
kłospital, nie staaa, ludzie na baodzie
i slawa boguż toszla żilis naszy dni tak
diecki geodet, echni szitata
was spominanija użenie takia smen
gorkich bilju i nada prie choliat wsiem

jedziem, bouu, ja rodam z ni Rassiji
sztalminia, hip-hap palisi
slavianski kisti padojgie di minesti ki
prusaka luckiera a paczusti silu słała
kak de jon mikrofone roz kalender biła zała
esta dziewone, mnie nie można karone
poczuby slabady, ja robem sulec tu despet
pakoje moje nagrada

[x4]
Nie lekceważ nigdy nas
róż zachodzącego słońca tłucze właśnie w jego szyby
on mieszkał to od dzieciństwa, przezroczysty dla dzielnicy
nie zakłócając spokoju, wtopił się w asfalt
świat leżał tam u dole, on zaś był hen, u stóp miał sypialnię tego miasta,
pośród sklejanych modeli, rozklekotanych mebli
żegnał sie ze światem, by zawrzeć pakt z samym diabłem
wśród kurzu, sterty gazet, tak oto jest najpiękniejsza kobieta w mieście
to przy niej drżą wargi i pocą się ręce, w gardle stoi jak kość cały alfabet
pani szanowna w aureoli - diabeł, co serce nosi w pudełku zapałek
spija krew z warg tych co spłonęli w różnym wieku mężczyźni miejscowych elit
najpiękniejsza kobieta w mieście
on robi w myślach jej zdjęcie, układa do snu wyblakły polaroid
w samotnym wielkim łóżku mózg tu to projektor ekranem powieki
nie dbając o luksus, sztywny jak manekin

tęskni za tobą dzień i noc
ogromne miasto, każdy blok
tęskni za tobą aż po świt,
każdą ulicą płyną słone łzy

Najpiękniejsza kobieta w mieście, nowe możliwości, nowe neuronalne pętle,
czyli prąd co stymuluje serce
spoglądał kątem oka na nią z okna na piętrze, bo mieszkała w sąsiedztwie
przekrwione po nieprzespanej nocy oczy, spocone ręce
szorstkie niczym pumex, marszczy kępy brwi, gryzie ołówek
nerwowo skrobiąc kciuka naskórek.
Ona nigdy nie spojrzała w jego stronę, wybierała zawsze takich co spogladają na świat rozporek.
On wie, że jego miłość jest jak góry morza oceany
mknie ekstraklasą nad płonącymi wieżowcami
dobrze wiedziała, że gdy idzie korytarzem patrzy widzów więcej niż na filmie Matrix
młodzi chłopcy, co za drzwiami opowiadali, co by zrobili, gdyby dorwali
jak smakowali ją, perwersje
kiedy wracała słychać było klaksonów całą orkiestrę
spoconych kolesi, którzy byli gotów ujażmić bestię
on widział te sceny z okna na piętrze
w zazdrości swojej tłukł jej zdjęcie, w spoconej ręce, najpiękniejsza kobieta w mieście

tęskni za tobą dzień i noc
ogromne miasto, każdy blok
tęskni za tobą aż po świt,
każdą ulicą płyną słone łzy

miłość wszystkiego się spodziewa, wszystko znosi, jak pacierz klepał te słowa
gdy zaczynał w wilgotnej pościeli pościg za snem lepkim jak złodzieja palce
zapisywał te sny, kartka po kartce, które po głowie toczyły się jak kropelki rtęci
to bezpieczeństwa wentyl na złe chwile,
gasił światło więc czytał mniej książek, wspominał ją czule kładł rączkę na kołdrze
z kolegami dzielił swe libido pragnąc jej dziko, dyrygował nimi choć jego imię to nie
Lutosławski Witold, bezwarunkowa reakcja wrodzona, wszystko stoi, basta !
kiedy przechodzi gdzieś blisko najpiękniejsza kobieta miasta,
kiedy wyjeżdżała pod rękę z panem tego świata, chłopcy skapitulowali,
poddali się zamiast odpierać atak
miasto bez najpiękniejszej to nie to samo miasto, ogień nie pozwala ciągle zasnąć
płaczą wieżowce, całe osiedla
tęsknią wiatrem, burzą w rozpalonych sercach

tęskni za tobą dzień i noc
ogromne miasto, każdy blok
tęskni za tobą aż po świt,
każdą ulicą płyną słone łzy
- Jakbym ci powiedział, że jesteś dobry to co byś zrobił?
- Co?
- Byś przestał teksty pisać
- Jak by co?
- Jak bym ci powiedział, że jesteś dobry
- Co ty gadasz... Właśnie bym wtedy dopiero zaczął pisać
No i mnie wkurwiasz, zawsze mi mówisz, że kurwa... źle jest... łajzo!
- Hahaha.
- Dobra cicho. Heh, zamknij się nie będzie tego na żadnym skicie, chuju jeden. Nie będzie żadnych takich skitów.
- Miały być spontan skity, kurwa...
- Zamknij się, chce nagrać kurwa, ja ci dam spontan...

[Pezet]
Ej seniorita sprawdź nasz nakład na kompaktach
Lecisz na V.I.P.-a, jesteś mokra jak Bonaqua
W klipach błyszczy twoja pomadka
Gdy w weekend witam publikę słyszysz aplauz
Tańcz gdy w klubie błyszczy ultrafiolet
Znów trafione, jesteś gorąca jak plaże Floret
Obiekt marzeń milionów jak kiedyś Sofia Loren
To dwie twarze, ja i ty na stole w barze
Mój ralfloren to trzeźwiące sole dla nas
Pieprze te sole, dziś poszła fama, że mieszkasz sama
I mam cię na oku, odurzasz mnie jak opium
Pokaż mi lokum, moje myśli to kaszmir kotku
Zanim popiół nocy spadnie wiesz co dasz mi
Ten ogień o północy zajmie wszystkie laski
Wiesz, że mam styl gorętszy niż Etna
Nie mów przestań, bardzo lubisz ten lepki nektar
Znam cię z reklam choć staż masz krótki
Mój szklany ekran prawie wybiły twoje sutki
Wódka, tekla, Jose Quervo, długa setka
To dobre ścierwo, gorąca krew w nas

Refren:

Ej seniorita, tańcz
Jesteś laską ostrą jak tabasco non stop
Lubisz brak tlenu
Brawa to za najlepszy rap w podziemiu
Ej seniorita

[Pezet]
Yo lala błyszczysz jak szmaragd mój styl cię porwie
Czerwony alarm, rozgrzewasz mnie jak Coldrex
Jesteś jak karma, zróbmy sobie tutaj orgię
Wiesz o co chodzi jeśli oglądałaś Show Girls
Jesteś laską ostrą jak tabasco non stop
Jesteś gorącą salsą, moją szansą, odsłoń tamto
Zróbmy to tańcząc, miga stroboskop
Niech inni patrzą, wyglądasz bosko
Jesteś słodka jak wendeta, gorzka jak mokka
Chłodna jak metal, seksu głodna jak Carmen Electra
Masz super biodra, płonie w nich iskra
Charyzma to mój talizman, uwierz we mnie jak w islam
To pierwsza liga, kotku pieprzyć celibat
Porywa nas ta korrida, seks to nasza religia
Ta balanga to skandal, masaż plus body louschon
W twoich wargach magia, chłodny łyk wody sączysz
Brawa to za najlepszy rap w podziemiu
Lubisz smak kremu, lubisz brak tlenu
Mówisz rap trenuj, fanta plus Polmos Premium
Masz dziare na ramieniu, dasz wiarę nie mam haremu

Ref.
Kiedy zło tętni na ulicy czy w radiu
wszędzie elokwentni ludzie niczym George W.
kiedy zwariowali wszyscy razem w jednym tempie
nie rozpaczaj tylko zrób herbatę a następnie
Reż te herbę, reż te herbę
ona reże mocniej niż soczki Gerber
masz herbę, która wali w twarz jak Airbag
nawet perwers robi sobie na herbę przerwę
zobacz jaki postęp, wczoraj tylko bajzel
dzisiaj herbata jutro herba a pojutrze herbaliser
ah, daj żesz spokój innym używkom
bierz herbę i reż herbę ino szybko
ja noszę termos i nie ważne, że ludzie krzywo patrzą
ważne żem w dobrą herbę zaopatrzą
na czczo na ulicy na zaś wiadomo w czym rzecz
dobra herbata walczy ze złym złem
leżą tuż, tuż, reż ją hen daleko, reż ją w łóżku
ja tu ranny detox herba to prawdziwy trueschool
jeśli nie wiesz to musisz wiedzieć te rzecz (no musisz wiedzieć)
dziś nawet berbeć bierze herbę i ją reże
smutne dni pozbawione herby odejdą w przeszłość
tylko na litość boską reż ją

Reż te herbę, reż te herbę
reż te herbę, reż te herbę
herbata to do lepszego świata jest bilet
więc pierwej sporządŹ herbę a potem ja wyreż

Reż te herbę, reż te herbę
reż te herbę, reż te herbę
herbata to do lepszego świata jest bilet
więc pierwej sporządŹ herbę a potem ja wyreż

Reż te herbę, reż ją na przestrzał
i reż też resztę jeśli będzie jakaś reszta herby
ja na przykład bez reszty robię się żywszy
odrobinę dobrej herby wyreżywszy
Łona i herba, jak Stalin i Beria
reżę ją seriami i zapewniam, że to dobra reżyseria
reż te herbę, czyli herbaj herbident kto herbę wielbi
herbaj skoro nawet hancook już herbi
przerwij tylko gdy wyreżysz z herby całe piękno
i tylko po to by zrobić następną
umówmy się nawet jeślisz bezzębny
ty tę herbę strzel bez filozofii zbędnych
w telewizorze rząd na ulicy nierząd
nie boli tych, którzy dobrą herbę reżą
jeśli masz już dość niepewnych jutr oraz pojutrz
to z przeciwnikiem wyreż herbę pokoju
i od Alaski po Melbourne
świat piękniejszy będzie tylko reż te herbę

Reż te herbę, reż te herbę
reż te herbę, reż te herbę
herbata to do lepszego świata jest bilet
więc pierwej sporządŹ herbę a potem ja wyreż

Reż te herbę, reż te herbę
reż te herbę, reż te herbę
herbata to do lepszego świata jest bilet
więc pierwej sporządŹ herbę a potem ja wyreż
To nie opera lecz słowa O.S.T.R.'a
Do dupy jak zakłady wera
Nie dla mnie wyższa sfera
Coś mi doskwiera szczerość czy kariera
Ale przecież obydwu tych stanów nie podzielam
Zagubiony w papierach
Jak w kochankach Pamela Anderson
To popiera mój mikrofon
A miasto chce talentu typu Picasso
Ostrego jak tabasco w nowym dagrasso
Co rzuca rymy jak lasso wyjątkowym wdziękiem
Zostaw jak uważasz hip-hop za udrękę
Rób co piękne według ciebie istotne
Ta zrobię matce na złość i żyły se potnę
Okropne, ale cóż czasem tak bywa
Że sie tanim trikiem nie do rurki przygrywa
Nie ma co przeżywać Eude ze blednę
Chce coś mądrze powiedzieć a tu brednie
Tak właśnie OSTR'y taki mocny w gębie
A głos mi drga jak membrana na bębnie
R.A.P. Hip, Eudezet choby z zasad
Moja masa zbyt słaba by użyć atlasa
Całe życie na wczasach by tak biegła trasa
Taki skrzypek w adidasach P, Cezet, eŁ Klasa

[x4]
Hip-hip, muzyka, stary, tym się kieruj
Chwyć za mikrofon i O.S.T.R.-uj

Kawałków jak ten już było setki
Wiem, że to jest bezsensu jak porno z udziałem Smerfetki
Ale mózg mi sie pogniótł jak serwetki
OSTR'y się popisuje ale przed kim
Dobra jestem kiepski lecz mam swoją profesję
Właśnie w ten sposób wyładowywuję agresję
Więc weŹ nie rób sesje nie temu prostemu
Nie wiesz któremu no temu z PLN'ów
W natarciu Ostrowski
Dęba stają nawet na żelu włoski
A OSTR'y jesteś boski
Co za bzdura ktoś podbija moja cenę
Od ściemnionych komplementów popadam w migrenę
Znam innych klientów więc reprezentuj swoje poglądy
Bo nie ja sprawuję sady
Dokuczliwy jak trądzik czy wrzód na dupalu
O tym jak to wchodzi w nawyk już wiedzą na Podhalu
Nie miej żalu (lalu lali)
Pasuje mi bycie po*****onym
non-stop się śni, w końcu nadeszły te dni
(a kukuraciu kukuracia kukaracza kukaracza)
Coś prawdę jak deskę pleśniową wyparza
Zaznaczam to nie m*****ne
Jak O.S.T.R. i jego teksty wulgarne
Paranormalne jak esencja wariatkowa
O.S.T.R. tam gdzie lala by romansować

[x7]
Hip-hip, muzyka, stary, tym się kieruj
Chwyć za mikrofon i O.S.T.R.-uj
Specjalny syf specjalna edycja
Strefa uliczna przydałaby się rewolucja
Patrz wokoło Big Brothery kamery na 24
Wciąż nowe bariery i wieczne statystki
Dziś wszczepiają chipy poprawiają swe wyniki
Brak reakcji z ich strony jest na ludzkie krzyki
Już nie jeden chuj dopadł się do kranu
Nogi grzeją mu jak cielęciem był już zapomniał wół
Dalej znów ta sama historia
Jeden odchodzi o jego miejsce wojna
Kolejna kreatura o tron swój nie spokojna
Kolejny błąd nie wiadomo skąd
Ciemnota telewizji maskuje ich swąd
Doktor joint wyleczy cię bez słów
Ja pozostanę zdrów
Chodź odebrać chcą mi zdrowie
Hemp Gru ulicy front niszczy negatyw projekt

Powiedz bliźniemu swemu żeby się szanował
Sługusy sytemu chcą byś się podporządkował
Masz być cicho i na śmierć się zaharować
Wódę pić to legalny towar
Podatki płacić bo za zwłokę grzywna
Czy muszą sprzedać Polskę aby była inna
Twarz zimna urzędnika biurokraty
Odprawi cię z kwitkiem a to że nie masz pracy
Dziś nikogo nie dziwi
Każdy następny coraz bardziej chciwy
Coraz większą ironię w oczach wyczytuję
Stoen wyjmie ci światło
ZTM eksmituje na bruk
Twój rodak twój wróg na miły Bóg
Co się dzieje z tym krajem korupcja plaga narkomanii
Nie opowiadam bajek
Rap daję z serca dzieciak
Brak ci wiary leżysz
Uwierzysz że jesteś zły i łykniesz ziarno
Nie ma nic za darmo wszystko widzisz czarno
Jak bardzo sytuację marną mają ludzie biedni
Zamiast hipermarket odwiedzają śmietnik
Los starszych nikogo nie obchodzi
Za to młodzi dookoła wszystkim przeszkadzają
Posrane mass media sztuczny obraz przedstawiają
System robi ludziom z mózgów siano
Od wieków wciąż to samo trzeba zapłacić czynsz
Jak co rano dać dzieciom jeść i pić
Powiedz mi jak tu godnie żyć
Ja daję ci klucz ty sam otwórz drzwi

Moda na ciuchy moda na kłamstwo moda na zidiocenie
Hemp Gru i Pablopavo mówią bronią jest myślenie
Moda na ciuchy moda na kłamstwo moda na zidiocenie
Hemp Gru mówi tobie tak bronią jest myślenie

Ciągle strajkują górnicy pielęgniarki
Zmuszeni są do podjęcia walki
Zmuszeni są by wybiec na ulice
Skurwiały rząd rozszerza źrenice
Oddałeś głos teraz to cię gryzie
Nie bij się w nos zajmij się swym życiem
Co da nam los może Argentynę
Rozkradli już kraj sprzedają kokainę
Niczym warzywami handlują ustawami
Kto da więcej w łapę czuje się wygranym
Policja na obstawę
Polityków pachołkami obwieszonych orderami
Bojkot na rząd powtarzam to stale
Wszystko co mamy to te ulice szare
Nie odejdziemy stąd chociaż nieraz są koszmarem
Nie odejdziemy stąd chociaż nieraz są koszmarem
Chociaż nieraz są koszmarem

Politycy sto lat świetlnych ponad ulicami
Czasem tylko przekleństwami ulic doganiani
Teledurnawizja dobrami mami
Dla małolata nie od zdobycia legalnymi środkami
Potem zdziwieni że są napadani
Chowają się za bramami za strzeżonymi osiedlami
Gdy osłabiają rzucanymi na ulicę narkotykami
Chcą panować nad mentalnymi niewolnikami
Realna rewolucja jest dzieciak w twojej głowie
Zobacz sam spal negatyw projekt
Bo to tam toczą się prawdziwe boje
Twoja wiara kałasznikow twoje myśli to naboje

Moda na ciuch moda na kłamstwo moda na zidiocenie
Hemp Gru i Pablopavo mówią bronią jest myślenie
Moda na ciuch moda na kłamstwo moda na zidiocenie
Hemp Gru mówi tak wiarą jest myślenie

Ja myślę i działam tak jak mi dusza podpowiada
Jedność i konsekwencja do sukcesu zasada
Idę tam gdzie plugawość i zdrada
Dla mnie odpada kolejnego polityka tyrada

Moda na ciuchy moda na kłamstwo moda na zidiocenie
Hemp Gru i Pablopavo mówią bronią jest myślenie
Moda na ciuchy moda na kłamstwo moda na zidiocenie
Hemp Gru mówi tobie tak bronią jest myślenie
Ref.
Krew, zło, przemoc, nienawiść, gwałt, wojna, korupcja, śmierć - patrz.
Łzy, płacz, lament, wstrząs.
Człowieku dość, człowieku dość, człowieku dość...

Lucyfer, oczy dobrane te.
To ma złą, czasem dobrą zaletę.
Fu i Olsen ujawnia tą tandetę,
Jaka astrolog (?) ujawniam szczegółów trzymanym oddechem
Spójrz na ten świat, który spada na psy.
Wielki świat, o którym Ty śnisz koszmarne sny.
Przemijam po drodze jak czarna kareta
Bługozna planeta, przerażliwa wendeta, tandeta.
Na wielikim polu walki, zło swoje żniwo zbiera.
Dobro umiera, śmierć ręce wciąż zaciera.
To nie rozpacz, jak ciężar Tony Hamera.
Na asfalcie odciski, jak na papierach w kartotece.
Dwa (dwa) zgnieć, tak (tak).
My urodzeni by żyć, żeby przetrwać.
Po niczym zdeptać te ścierwa, które nie chcą poprzestać.
Zaprzestać wojny, zobacz CNE powtórki.
Kto pociąga za sznurki. Subordynacja, manipulacja.
Między światowa, taa (taa) izolacja.
O ciemnych interesów przykryłka by osiągnąć sukces.
Poczujesz forsę, jeszcze więcej chcesz.
Lecz hola, hola, uważaj bo wkrótce,
Zatopisz się we własnej łodce.
Poczujesz pustkę, ktoś oszacował Twoje zarobki.
Ludzie, interesy, zasady.
Próżno rzuca porządki, wedle fałszywych praw ludzkich.
Powaga kłamie, tak mi dopomóż Bóg.
Mam własne zdanie, prawdy szukanie w tym całym bałaganie.
Mam swoje miejsce, mam swoje powołanie.
Bo widzę i słysze, krzyk o pomoc wołanie.
Patrze na planete zła i widzę...

Ref.
Krew, zło, przemoc, nienawiść... itd.

Strach przed wojną rośnie jak w Iraku.
Spakuj wszystko, uciekaj stąd dzieciaku.
Prawdy z moich ust teraz posmakuj.
Twoje oczy zło z telewizji wchłaniają.
Przedostają się bezpośrednio do mózgu.
Wyrzuć to z siebie, po to daję ciekawości po pysku.
Słuchaj władzy, ukrytej za maską.
Nie dyskutuj. Możesz popatrzeć lecz nie dotykaj.
Możesz zdechnąć lecz nie uciekaj.
Nikt i tak Ci by, nie będzie Ciebie pamietać.
Mogą Cię zdeptać, na tym niepoprzestać.
To bolesne, prawo świata, musisz sie z tym przespać.

Ref.
Krew, zło, przemoc, nienawiść... itd.

Tu gdzie życie kręci się wokół zeta.
Brat Twoim wrogiem, bogiem moneta.
Zza krat spogląda nie jeden dobry chłopak.
Przekleństwo, co wydaje sie nigdy nie mieć końca.
Tu gdzie wojna, najlepszym biznesem
Czeczenia, Afganistam, Irak, co jeszcze?
Ilu matkom odjebią syna, zrobia kalekę.
Od miecza zginął ten, kto wojował mieczem.
Tu gdzie przy korycie, post komunistyczna partia.
Korupcja za korupcją, rząd, policja, mafia.
Feragonia, fere, aż słuchać się nie chce.
Ślepcem ten, co powiedział, że zycie jest piękne.
O koleszcze co wybrał dilerkę, by pomóc matce.
Psy go pizdnęły, gdy kręcił joefa na klatce.
Trzy dni temu stracił pracę przez redukcję tatu.
Nie właściwe miejsce w niewłaściwym czasie, czy fatum.
Przykładów więcej o kims? Już na Afrykę.
Tam już dzieciaki z kałachami walczą o życie.
Tu żal, część ludności zarażona hivem.
Brak żywności, głód, nie jest mitem.
Wiadomości wciskają lipę. Bośnia, Kosowo, Grozdny
Ludobójstwo, gwałty, mordy, masowe groby.
Kobiety z dziećmi z dziurami w tyle głowy w rowie.
Planeta, w którą piekło zamienił człowiek.

Ref.
Krew, zło, przemoc, nienawiść... itd.

Rozejżyj się, co człowiek robi.
To zło, konflikty, niepewność jutra.
Decyzje nieroztropne, a co dalej?
Rozejżyj się, co człowiek robi.
Miłość sprzedawana, pieniądz kochany.
Świat prokreacji, brak tolerancji.
Weś się zastanów.
Gdy zmrok zapadnie wzrok odnajdzie marzeń skok w nicość,
ilu juz bylo tych co próbowali przysiądz mi do serca
Erka spóznia się znów już godzine czas suszy sline,
straciło sens imie wiesz ginie wszystko klatka po klatce film jak żyć
mi przyszło akcja w abstakcie, strach ciśnie to nie strach a ciśnienie
nie nie nie zmieni nic już tylko bym umarł z uśmiechem na pysku o tak widze
niebo ile to jeszcze potrwa może do bram się dopcham. Spotkać Piotra postać
a jak bialo-niebieski zajazd za Panem Bóg nie pajac co najwyżej może senków
nalać niech gra gitara jestem w domu piątka z aniołem stróżem był ze mną tam
na dole jest ze mną i na górze oby był jak najdłużej joint za nasze zdrowie
bo samemu sie nudze a tak to wedruje na chmurze czlowiek w kapturze o białych
skrzydłach w powietrzu jak wilga niebo to wille a nie paranoje Willas.

Widze niebo nie myśle. Widze niebo nie myśle.

Noc ciemno w oczach coś jak awaria w blokach to tak chwila w żyłach krew
znowu sie miota nie mów o kłopotach widze niebo nie myśle nie drażni nic
mnie daj irche szkła wytrze się siemasz disney ten czar nie pryśnie nie wierze
wzrokiem od chłanieze żaden pieprzony pokój zwierzeń tylko eden jeden w swoim
rodzaju jak tam tam mam blanty w paczkach sauna non stop dam wam plan i jazda
boskość z napisem "welcome" tak ze wstrząsał rła pekła widze dwóch lekarzy słysze
na sygnale erka leci przez Włókniaży trząsąc jak tyłkiem modelka oj ból czuje ból oj ból czuje ból oj ból

Widze niebo nie myśle widze niebo nie myśle
E dzień dobry państwu to PEJA
E dzień dobry państwu to CNE
E dzień dobry państwu to DJ DECKS
(To to) wujek samo zło WSZ

WSZ, CNE, SLU i decks toczy wgie??
Peja Syku Trudny Dzieciak otwiera pyska
Trudny się wszędzie wciska
Pozdrowione blokowiska
I wszystkie ludziska
Właśnie tak rymami błyskam

Nasze znajomości powstały w pewnym momencie tak
Tak szybciutko że własnych słów mi brak
Wbiliśmy się do Poznania na scenie zagraliśmy
Potem z Peją poznaliśmy i od tej pory poszło tak
Spotykamy się w różnych miejscach
Czy nie ważne z której stromy miasta
Ważne że muzyka taka w nas wyrasta
Jak zielone liście oczywiście
Wszyscy szerzy i na temat tego
Co się dzieje na około niego
Ha spędzałem wakacje w 99 w Jastrzębiej Góre
Pare akcji było takich że byłem w szoku
Je tam były wyjebki graliśmy tam
Spotkaliśmy b-boyi bo meze jest

Chujowo ty ale bojowo byliśmy tez w Gdyni tam
Nie tylko na regularnej imprezie
Bo mówię wam że była też impreza gdzie chłopaki grali w rugby
A my tam trochę tam od niechcenia
Bo wczoraj mieliśmy przecież przejebany dzień
A dzisiaj mikrofony, gramofony, słońce w cień
Czy trzeba zawsze umieć napierdalać to
Nawet jak wiatr w twarz wieje bo
Szczególnie wtedy kiedy wiatr wieje w plecy
Lubię hip-hop'owej dostawać hecy
I wtedy wzywam swych koleszków bo
Teraz by Peja zatopił się w to

I będe dalej teraz dawał i co tutaj mnie poprosisz
Przecież do rymu mnie zaprosisz
Mijam także ciebie
Nie jest jak na pogrzebie
I to nie żadna stypa
Kto o mnie zapyta
Jak było na wczasach
99 powraca
I był Bambata i całe składy z polski
Turki bliści rymerzy i wnioski
B-boye się kręcili z żywą kapelą na ulicy
To my Wujek i Peja kolędnicy
Do jednej tacy
Zbieraliśmy sianko kozacy
Właśnie tak hajs zarabiamy
Wakacje kto przyzna racje
Kto tam był? Pieprzę policyjna prowokacje
I jak Wiśnia inwigilacje
Właśnie tak omijam swoją frustracje
Próbuje się luzować właśnie tak przy adapterach
Na zabawie właśnie tak na wycieczce
Zobacz zobacz zobacz to jest to
Wakacje odlotowe zjawisko
Przecież zapierdalam tam blisko
Ślisko
Błyskam
Tryskam
Własnych rymów
Pozdrawiam wszystkich skurwysynów
Dr Pager się rozpędził rozkręcił
Nie wie co zapierdala wszystkie trudne dzieci są pozdrowione
I co i co zawsze je przyciągam do siebie
I nie klepie biedę
Tylko zawsze przed siebie zawsze przed siebie
Tak na wakacjach idziemy

Ile się da ze swojego życia bierzemy
A jeśli bierzemy to i tez oddajemy
W tym wypadku jest to muzyka to jest atrakcyjne
Posłuchaj zdania kontrowersyjne
Z różnych stron tego kraju
Bo nie żyjesz w raju
Teraz SLU Wujek Samo Zło i CNE zapodaje swoje rymy mocne
Sprawdź na wakacjach 99 roku
Kiedy my byliśmy wszyscy w szoku
Zaćmienie słońca
Miało świadczyć o światu końca
Lecz go nie było bo na scenie była Africa Bambata
I żadnego końca świata
Póki co wszystko się rozwija
Co i ile a ile na razie sto a może będzie tysiąc
Mógł bym przysiądź
Że będzie wszystko się rozwijało
Tak jak do tej pory i w tej chwili
Posłuchajcie SLU Wujek CNE

Wujek Wujek Wujek juz się wybija
Nie wiem która godzina teraz wybija
Ale to jak by było następne wejście okrążenie
MC każdy może spróbować swoje brzmienie
Teraz zapierdalamy do takich sampli że
Znowu Peja zebrał uza beja
Robimy dalej teraz muzyke na przykład w Gniźnie
Wujek Samo Zło mówi ci że jest nieźle
I tak samo mówi ci Peja EJAAAA
I tak samo mówi ci CNE EEEEEE
I tak samo mówi ci Decks EEEKS
Wszyscy tacy co YO jak trzeba
Pójdziemy prosta drogą do nieba

Gdy zachodzi potrzeba
I tysiąc razy ci powtarzałem że nie jest to na sprzedaż
Bo to jest to w sercach i w duszach
Właśnie tak to ciebie rusza
I co? Podpuszca cię żebyś zrobił to samo
Nie nazywaj nikogo idiotą tylko rób swoje
Właśnie tak pierdol przeboje
Idź prosta drogą to jest właśnie to
Dla mnie to wyznaczone
Właśnie tak ja tu mało uzbrojony gnojek stoję
Przy mikrofonie
Właśnie tak myśli mam wyzwolone
Anda anda Conection
Właśnie tak tutaj stoje
Na zawsze czyli forever
Nigdy na sprzedaż tak
Właśnie tak nie zależny daje znak
Wschodnie czy zachodnie
I nigdy wygodnie
2000 żyć godnie
Żyć godnie i po swojemu

Pomóc w potrzebie
Temu i tamtemu jeśli trzeba
Ta droga wiesz już do kąd prowadzi
CNE ci radzi
By trzymać się razem i nie sprzeczać
Bo muzyka ta ma łączyć a nie oddzielać
Coś dawać a nie zabierać
To jest hip-hop czyli wiele zjawisk się łączących
Nie dzielących
Posłuchaj tak juz będzie do końca CNE
Droga prowadząca mnie
Prosto z wujkiem
Robimy to teraz nie w dwójkę
Tylko w trójkę
Razem z Peją i z Decksem
Posłuchaj co jest kolejnym pretekstem
A pretekstem jest to że np. się znaliśmy
A ze sobą nic nie nagraliśmy
Już robimy właśnie to w tej chwili i to się nagrywa
Każdy swój głos dogrywa
A jest nas trzech

Kolejny wydech i wdech i chcecie
I wstecznego zakończenia
To bez cienia ściemnienia
Teraz pora mojego uderzenia
Chwila przypomnienia
I rymy daje z głowy
Od początku jestem świeży i nowy
Bo polowy zgnity
Diffcult ta kity
Idę przejrzysty
Właśnie tak z rymem terrorysty
Się zawsze zmierzam
Słuchaj gadki wolnej Peji zwierza
Tak tak SLU, WSZ, CNE pod jedna banderą
Wyłączam się siemandero!
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo