Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Kiedy słyszę plotki
wszędzie czytam plotki
ej lamusy bez kitu
***** zmieńcie temat

Ej, ty powiedz co cię w*****ia
że szanse wyjść z cienia dała mi wytwórnia
że ten legal jest kolejnym krokiem do celu
że zamiast hustlować na streecie mogę żyć z koncertów
jesteś żałosna *****o jak cała twa ekipa
w*****iasz się gdy tylko widzisz tego typa
który turla fele gdy ten na busa czeka
po prostu robię swoje podczas gdy ty narzekasz
pytasz się skąd jestem, skąd się wziąłem
*****ysynu przypomnij sobie starą szkołę
spytaj brata jak to było w tamtych latach
Razon skład Rsd na plakatch
Rude koty, modżawa, capoeira klasyk
tam dudniły pierwsze bity, rymy i basy
pamiętasz los melinos 69 bloków
przewijało się tam 400 osób w roku
10 lat melanżu i dobrych nagrywek
tysiące ludzi których do dziś znam z ksywek
kilka *****k runęło jak domy z kart
przez *****nych konfidentów ziomki patrzą zza krat
pozdro Marceli gdy wyskoczysz spod celi
znowu zapodamy dobre rapy ze sceny
'07 ja w '98 pierwsze nielegale
jak na tamte czasy tłuste

Lamusy się prują i świrują od lat
myślą że wokół nich kręci się świat
Krytykują oh to fakt
każdy z nich lepiej mnie zna

Lamusy się prują we wszystkich ich sram
jestem w grze ziom więc dalej gram
Robię swoje, bo tak
za mną niejeden prawdziwy brat

Nie od*****ło mi człowiek jestem tym samym ziomem
z którym możesz ponawijać zawsze kiedy masz problem
bliski dla bliskich kto ma wiedzieć ten wie
nie usłyszysz tego gówna na RMF FM
nie moim celem vabank ziomek doceń dobry rap
łatwo w*****ć się w to jak łatwo w*****ć się w krat
jeśli nie trawisz tego co nagrywam od lat
wyłącz radio albo przewiń to zupełnie ot tak
nie musi mnie gonić kraj ani nawet się znać
nikt nie każe ci na koncercinie pod sceną stać
nie tobie mnie oceniać brać pod lupę
zamiast pruć się *****o zamknij dupę
wielu nie czai wciąż czym jest dystans
jak radzę sobie z tym ty mnie wciąż pytasz
powiem to teraz i to po raz ostatni
kocham to, robię swoje, rozwiązanie zagadki

Lamusy się prują i świrują od lat
myślą że wokół nich kręci się świat
Krytykują oh to fakt
każdy z nich lepiej mnie zna

Lamusy się prują we wszystkich ich sram
jestem w grze ziom więc dalej gram
Robię swoje, bo tak
za mną niejeden prawdziwy brat
Moi ludzie są ze mną
Moi ludzie są ze mną
zawsze kiedy jest Źle
kiedy stres wchodzi w grę
wiem to na pewno
Że moi ludzie są ze mną
wciąż wszyscy mamy wstręt do
fałszu i obłudy i dla tych *****ysynów
dla których nie liczy się jedność

Chłopak wiem jedno nie ma ważniejszej sprawy
niż przyjaŹni piękno, instynkt, którym gramy
choć życie w *****a wali tak jak stary szuler
to zawsze dzielę się bez względu ile sam przytulę
dobro zawsze działa w obie strony
jeśli chcesz przekręcać swoich jesteś już stracony
pamiętaj o tym kiedy ktoś wyciąga tobie dłoń na pomoc
nie wykorzystuj tego Źle, bo zapłacisz słono
jeden za wszystkich, wszyscy za jednego, proste
za wszystkich moich ziomków z którymi tu wyrosłem
skaczę w ogień gdy płonie, walczę dopóki stoję
skusisz do moich ludzi zaraz o mnie się dowiesz
kręcisz dym, musisz zapłacić za to
mój rym działa na leszczy jak paralizator
to dla moich ludzi wszystkie szczere słowa
ten rap, *****ysyny, to najlepszy towar

Moi ludzie są ze mną
Moi ludzie są ze mną
zawsze kiedy jest Źle
kiedy stres wchodzi w grę
wiem to na pewno
Że moi ludzie są ze mną
wciąż wszyscy mamy wstręt do
fałszu i obłudy i dla tych *****ysynów
dla których nie liczy się jedność

Gdy rodzice się rozwiedli adoptowała mnie ulica
to tu z wyróżnieniem skończyłem szkołę życia
tuzin lat na hip-hop scenie, to korzenie
dbam tu o podziemie razem z tymi których cenię
na terenie całej Polski moi ludzie są ze mną
miejski rym ćwiczy spryt amen to jedność
tętnią serca, serca w pasma herca, człowiek
dla moich ludzi wsparcie czynne całą dobę słowem
chłopaki z Pomorza to gruba loża
to za ludzi z Gdańska i klimat tego miasta toast
graffiti ponad prawem, respekt ponad sławę
ponad podziałami z Brahem nacisk na to kładę
razem raŹniej, znam ten stan jak KRS One
Piece of unity and having fun
dedykuję wam tym którzy byli i będą
tej zwrotki sens to jedność i przyjaŹni piękno

Moi ludzie są ze mną
Moi ludzie są ze mną
zawsze kiedy jest Źle
kiedy stres wchodzi w grę
wiem to na pewno
Że moi ludzie są ze mną
wciąż wszyscy mamy wstręt do
fałszu i obłudy i dla tych *****ysynów
dla których nie liczy się jedność
Ref.: x2
Pamiętam wszystkie te sytuacje śmieszne
Robienie rapu było śmieszne
Dla ciebie teraz patrz gdzie jestem wreszcie
Teraz drzesz się na rapowych koncertach
Teraz mnie znasz, ja teraz ciebie nie pamiętam

[Ekonom]
Ciągle pamiętam te złośliwe uśmiechy, ty raper
Wielu się śmiało gdy byliśmy na pierwszym etapie
Po podwórku krążące nagrania pierwsze
Dla siebie, nie dla publiki szerszej
Łapiesz co w rezultacie miało miejsce
Wtedy długo by o tym mówić
(Dyktafon na pufie, nas trzech)
To się dało lubić, wiesz
To dla młodych ludzi gdzieś pół roku później
Marzenie mieć wytwórnie, która wyda ten materiał wspólnie
Z nami praca poszła konkret (konkret)
Widziałem jak z dnia na dzień Feno znajdował odbiorcę
Potem był efekt, pierwsze koncerty w Polsce
A jednak to wyszło całkiem dobrze
I teraz w szoku są ci, którzy w nas nie wierzyli
Co umieli tylko wątpić, to dla was teraz
Bo to nie rap kariera tylko szczera prawda w oczy prosto
Ty gryziesz się w język, ja stoję na ziemi mocno
Ot co nadzieje rosną na to, że me słowa jeszcze
Nie są nad i kropką, usłyszycie znowu rap w mieście
Rap wreszcie, to jest rap za którym stoję
To co już osiągnąłem, a to co jeszcze będzie moje

Wiem, że to nie koniec, to nie jest "Sezon Na Leszcza"
Słyszysz teraz Fenomen, który wciąż nie może przestać

Ref. x2

[Żułf]
Nie pamiętam ciebie wtedy, pamiętam to
Załóż vansy, lenary i na imprezkę won
Rapową, hip-hopową, hahahi
Teraz widzisz klip, słyszysz typ zajarany
Mówisz mu ty z nami
Taki cwany, słyszysz gwizd tak na ciebie chuj wywalamy
Poparcie mamy mamy, taty, rap gramy a ty
Nagle taki Fenomen fanatyk, nagle taki
Zajebiste są te rapy bo co, jesteśmy w mediach
Dla ciebie to coś, ty byłeś pewniak
Że na twojej drodze leży złoto
Że z nami będzie jak z Gołotą sezon
Polski rap coraz lepszy, niektórzy wciąż nie wierzą
Niejedni pieprzą (widziałem w tym coś)
Nie rób z siebie idioty, idź stąd
Teraz być mną chciałbyś
Na moim miejscu, żeby pożyć tak jak gwiazdy
Prawdy nie znasz, nie widzisz, unikasz
Wypierdalaj na Oneta klikać
Żułf Fenomen nie omieszkasz się podpisać
Tak naprawdę to cię nie ma, znikasz

Ref. x2
Ref.
Dzisiaj wszystko się pierdoli raczej
Nie jest tak jak trzeba
Dzisiaj wszystko jest inaczej

Otwieram oczy z rana
Za kołnierz złoty […]
Spanie do późna to wykańcza
Wstaję do przepony dołączam tlen
[…]Nie wyłączam
Źle się spało boli mnie szyja wnet
Słyszę pukanie do drzwi
Ktoś się dobija to pisarska żmija
Puka przez wizjer luka
Olać nie otwieram
Słyszę u Cinków pukanie
Zostawili w zamku do drzwi kolejne wezwanie
Sranie w banie
Odsłaniam żaluzje światło wpada
Promień razi jak ogień
Po głowie chodzi wiele pomysłów
Rozkład planów dzisiejszych
Za ścianą słyszę dziecka płacz
Coraz to głośniejszy
Żeby ten dzień należał do najlepszych
Z deczko zapowiada się kiepsko
Ruszaj dupsko koleżko
Patrz ulica słońce ludzie skwar
Słychać hałas dużego miasta
Uliczny gwar opon pisk
Słyszę w uszach gwizd
Szok adrenalina daje w pysk
Nie mogę się dzisiaj znaleźć
Ziomków nie mogę znaleźć
Wziąć się w garść się zechce
Pojechałbym do studia ale mi się nie chce
Pierdyknął bym na piechotę skręcę w tę i we w tę
Dziś wkurwia mnie cały świat tego nie chcę
Nic na to nie poradzę że tak się wyrażę
Co będzie dalej się okaże się okaże

Ref.
Dzisiaj wszystko się pierdoli raczej
Nie jest tak jak trzeba
Dzisiaj wszystko jest inaczej
Nie jest tak słodko i nie jest tak pięknie
Wielka niewiadoma która dzisiaj jest we mnie

Dziś wyleczyć może mnie tylko huki puki
Dzwonię do sztuki znów afera bo nie odbiera
Fu bez zamułki nie mogę się dodzwonić
Nie moja wina czas mija następna godzina
To złej gry zła mina
W tym wątku kurwa nigdy nic nie może być w porządku
Ale nie można się dołować chować
We własnym cieniu
Bo przelecisz życie w oka mgnieniu
W moim imieniu przepraszam bliskich
Za swoje niektóre zagrywki
Lecz to tylko chwilowe przebłyski
Elo elo dla wszystkich

Ref.
Dzisiaj wszystko się pierdoli raczej
Nie jest tak jak trzeba
Dzisiaj wszystko jest inaczej

Nie raz jest tak że wszystko się pierdoli
Raz w dobrej raz w złej sytuacji finansowej się stoi
Wszystko się kroi bez forsy jest jak w niewoli
Zamknięty nic nie możesz zrobić
Tylko czekać co cię jeszcze może dzisiaj dobić
Jestem święcie przekonany że los mój jest poukładany
Jeszcze czas niezmarnowany
W dokonanym stoję fakcie
W rezultacie obserwuje w trakcie
Jak ludzie wokół mnie się zmieniają
O swoją własną dupę dbają
Stają się inni
A ja według własnych zasad staję się silny
Bo nie zawsze jest bosko
Nie trzeba nigdy było dostrzegać błędów jak przez mikroskop
Nie zawsze żyło się beztrosko
Lecz sprawy zawsze mijają jak kalejdoskop
Pamiętam miesiące gdy królował mój horoskop
Zawsze będę odtąd pisał moje motto
Ważny optymizm na tym polega ten mechanizm
To realizm z mojego własnego świata

Nie jest tak słodko nie jest tak pięknie
Wielka niewiadoma która dzisiaj jest we mnie
Wysiadasz z tramwaju na pętli, mróz Ci uderza w twarz
Pchasz zapaloną fajkę do gęby - buch!
Przecinasz pusty plac
W drodze do klatki w taki ponury dzień
Nie wykopie Cię za drzwi nikt
Zwłaszcza że i w takie dni ruszasz dupe
I uruchamiasz sobie tryb dostawca
Ding dong tak dzwoni do drzwi
Ten dzwonek co go znasz na pamięć już
Ktoś wie że to ty a ty wiesz kogo ty
We framudze tych drzwi zobaczysz znów
Miałeś tu nie wrócić już ale
Znów Cię ściągnęły jej wdzięki
Lubisz czuć ją słodką jak miód i cukierki
Nie chcesz się wyplątać z pętli, huh?!

Ref. Dwa aniołki w niebie
Piszą list do siebie
Piszą, pisza i rachują
Ile kredek potrzebują
Dwa diabełki w piekle
Wiążą dla nich pętle
Na ich wiotkie szyjki
Owce to nie wilki

Zaciskasz tą pętlę na przedramieniu
Czekasz aż zsinieje
Skóra blada i sucha od wielu miechów
Ale jednak masz nadzieję
Pada śnieg, pada deszcz, jest środek zimy
A ty szukasz rzek na pustyni
Kiedy dopadasz cel wtedy otacza cię biel
I spadasz lekki jak ten śnieg
W centrum lawiny czujesz że jest coś nie tak
Nie jest tak jak zawsze
I gdy próbujesz wstać pojmujesz jak można paść
Bez siły po za dużej dawce
Walisz kolanami w posadzkę a potem łbem
Miesza z wymiocinami krew
Wyciągasz rękę lecz wiesz, nikt nie złapie tej ręki
Już się nie wyszarpiesz z pętli

Ref. Dwa aniołki w niebie
Piszą list do siebie
Piszą, piszą i rachują
Ile kredek potrzebują
Dwa diabełki w piekle
Wiążą dla nich pętle
Na ich wiotkie szyjki
Owce to nie wilki

2. Zrobiłaś tą pętlę z paska
I teraz ją zakładasz na szyję
Jest zimna klamra i żeliwna wanna
I ty w której się już nikt nie umyje
Mama Cię woła zza mgły
Gdy wysilasz pamięć
Ludzie są źli i nie tylko dziś
Grzeszą i myślą, i mową, i czynem, i zaniedbaniem
Ojciec leży na posadzce w kuchni
Nawet nie burknie
Jak w każde dni
Kiedy typ co przynosił mu towar
Próbował Ci zdejmować koszulkę
Już nie poczujesz jaki był silny
Bo ślady twojej drobnej ręki
Prowadzą od jego pachwiny
Przez kuchenny nóż do łazienki - do pętli...

Ref. Dwa aniołki w niebie
Piszą list do siebie
Piszą, piszą i rachują
Ile kredek potrzebują
Dwa diabełki w piekle
Wiążą dla nich pętle
Na ich wiotkie szyjki
Owce to nie wilki x2
Utraciły słowa dawną moc, uczę się od nowa dzień i noc.
(Edward Hulewicz - Zgubiłem się po drodze)

Hades:
Zdejmij mundur, ale broni nie oddawaj wrogom.
Najbardziej rani słowo, mam ich parę ze sobą.
I rzucam tym, to wraca, gdy
Po 10 latach praca przynosi efekty.
Nie oznacza braku marzeń, brak perspektyw.
Nie wybaczam sobie porażek, to moje błędy.
Słowa, to tatuaże. Czarny tusz we krwi.
Po pewnym czasie zawsze stanie się niebieski.
Nadal niepotrzebny mi świat nowoczesny,
Gdzie nikt z was nie rozumie słów. Co bez nich?
Łatwizna, można na nią pójść od ręki.
Nie korzystam z takich promocji, dzięki.
Nie kwestionuj potęgi słowa,
Nie próbuj traktować poezji jak towar.
Słów nie pokonasz, nie zabijesz tych liter.
Jeśli zdepczesz mi mózg, będą żyły swym życiem.

Utraciły słowa dawną moc, uczę się od nowa dzień i noc.

Noce i dni kładę słowa na bit,
To owoce chwil, które przeżywałem wczoraj i dziś.
Żadnej z nich nie żałowałem w ogóle nic, a nic.
Jeden czas, jeden rytm, jeden jego syn.
Hades Had, to nie mit, w dłoni mam dynamit.
Puszczam psa, szarpie smycz, życzę mu bon apetit.
To te słowa, które gryzą do krwi i do mięsa,
Wbijam swoje kły w underground.
My nie dajemy reklam w przerwach.
Moje słowa mogą bez nich przetrwać, przysięgam.
To dopiero przedsmak tego, co napiszę.
10 lat wstecz zaczynałem z pustym zeszytem.
Puść tą płytę u siebie na osiedlu.
Na życie zmień taktykę, gdy twoje nie ma sensu.
Nie bój się przeszkód, dotrzymuj słowa,
Inaczej nikt Cię nie będzie szanował.

Utraciły słowa dawną moc, uczę się od nowa dzień i noc.
Jeszcze trochę, trotylem i prochem nie straszę
Ale od tej klasy odbił się każdy po kilka razy
Łyk Afryki, szczypta Azji, egzotyka
Tym okazom nie brak okazji, nie dotykaj
Paniusia tańczy solo, rusza się bosko
O sto stopni w cieniu wzrosło, kosmos
Pozwoli podejść, bo woli ruch bioder
Po chwili rzucili się gęsiego przodem po nagrodę
Upał poraża ciepłem wulkanicznym, ona chłodem
Wprawia w szok termiczny i liczny tłum pada
Teraz ty masz szansę wstań i ruszaj jak husarz
Bit w uszach, dym w płucach
Jeszcze trochę, pora już zapolować
Jeszcze trochę, zrób to, idź i zdejmij towar
Jeszcze trochę, czas na krok ostateczny
Się nie cofnij, już za późno, już za późno

Jeszcze parę kroków, jeszcze i zobaczysz więcej
I ucichną głosy tych co chcieli być tu
Jeszcze parę kroków, jeszcze i zobaczysz więcej
I ucichną głosy tych co chcieli być tu

W oczach ognie, nie, nie niepewnie jak amator
Stary Escort '89 pożyczony, ale ma to (ma to)
Chwila jeszcze i będzie żył na wierzchu
Wakacje, dupa, słońcu, zapomnij o polskim deszczu
Który wali w szybę, czeka reszta działa w środku
Mięli wejść wypierdalać, w zarodku klękł plan
Zły omen, myśl o dziewczynie
Widzi ją przed sobą, miała dzisiaj siedzieć w kinie
Ale weszła tam gdzie oni właśnie kradną
Huk, szkło pada na chodnik, na nich światło
Kominiary są na miejscu, ktoś padł na wejściu
Czy to ona czy to ziomy na przepięciu
Stać? uciekać? a było już tak blisko
Jeden krok, dwa, w źrenicach całą przyszłość miał
Teraz nic już czysta próżnia, już za późno, już za późno

Jeszcze parę kroków, jeszcze i zobaczysz więcej
I ucichną głosy tych co chcieli być tu
Jeszcze parę kroków, jeszcze i zobaczysz więcej
I ucichną głosy tych co chcieli być tu

(Tak) cel środki uświęca, ten cel nas nakręca
Krępuje z tyłu dłonie i prowadzi nas jak jeńca
Też głowę zwieszam, patrzę z byka i uderzam
Dość ryzyka bym tu leżał, poległ z honorem rycerza
Zgarniam dolę, biorę głupców jest mi nie żal
Torem swoim gnoi gnoić, kroić
To nic, że wszystko gorzkie jest jak tonik
Jak Riddick mam wiele swoich kronik
Widzisz, stoisz i zawadzasz
Przeszkadzasz mi jak władza, bo słabości twe obnażam
Kroków już nie cofnę albo teraz swego dopnę
Albo zgarnę tylko to co nie istotne
Minuty, godziny i dni są ulotne
Dotrę do ziemi obiecanej, jest mi dane
Idę z Panem, niewiele mnie dzieli od wygranej
Kamienie węgielne zostały już wkopane w fundament
Tej budowli, którą podzieli testament, amen

Jeszcze parę kroków, jeszcze i zobaczysz więcej
I ucichną głosy tych co chcieli być tu
Jeszcze parę kroków, jeszcze i zobaczysz więcej
I ucichną głosy tych co chcieli być tu
My robimy mixtape z Mateo w studiu
Jakoś tak popołudniu
W 2006 roku, dokładnie w grudniu
W połowie, dokładnie 15-ego
A skończymy go 7-ego lutego

Mam ten kozacki chłód
Nie ma trzech takich jak takich dwóch
Wiesz, że jadę wierzchem jak Lucky Luck
To problem jak taki dług, że to jest chuj
Jestem farmerem, mam te chodaki i taki puch
Fajne kozaki dla fajnych dup
Weź się wypnij
Chcesz coś wstrzyknąć, to weź coś wstrzyknij, co
To DGE z PDG Kliki, mam te wyniki
Mam te wyniki, yo

Siema koluniu, cześć niuniu
Aha, yo, a my znowu w studiu
Niejeden chciał, lecz nie uniósł
Byliśmy tu wieczorem, będziemy popołudniu
Bo mam ten kozacki chłód
Mam ten kozacki chłód
Nie ma trzech takich jak takich dwóch
Wiesz, że jadę wierzchem jak Lucky Luck
To problem jak taki dług, że to jest chuj
Jestem farmerem, mam te chodaki i taki puch
Fajne kozaki dla fajnych dup
Weź się wypnij
Chcesz coś wstrzyknąć, to weź coś wstrzyknij, co
Chcesz coś wstrzyknąć, to weź coś wstrzyknij, co
Chcesz coś wstrzyknąć, to weź coś wstrzyknij, co

[2x]
My robimy mixtape z Mateo w studiu
Jakoś tak popołudniu
W 2006 roku, dokładnie w grudniu
W połowie, dokładnie 15ego
A skończymy go 7ego lutego
Co pozostanie po mnie (co pozostanie po tym)
miłość do ludzi (nigdy nie idę na skróty)

ludzie to taki nieludzki gatunek
nawzajem wbijamy sobie w plecy sztylet
a marzenia jak krew czerwona płynie w mojej żyle
nie dam sie temu, mam powód wiary, żyje
nie przestanę nawet kiedy inni nie chcą
nie upadnę chociaż czuję porażki swąd
widzę stąd grunt widzę ląd, widzę los
mówi won stąd z tego świata z nikąd umrę jak niką
nie dam się nabrać już raz sie dałem
skończyło się to marnie, ale żyję dalej
stale chwale w swojej głowie małej
bo to widzisz tylko
ja mam w środku universum
rzeczy tyle się tam dzieje
tyle gwiazd, tyle myśli, wieje
tyle marzeń, tyle deszczu strugi leje
Boże daj mi wiarę w siebie
Boże daj nadzieję żeby me westchnienie
miało jakiś sens w tym refrenie

co pozostanie po mnie (co pozostanie po tym)
miłość do ludzi (nigdy nie idę na skróty)
co pozostanie po mnie (co pozostanie po tym)
miłość do ludzi (nigdy nie idę na skróty)

załamani poszukiwacze wiesz to konkret
szukają życia toną jak ten okręt
szukają marzeń, szukają swych przyjaciół w drodze
do lepszego bytu, bez kitu
a ja tu wzdycham bo nie ma przyszłości
jest tylko przeszłość, teraźniejszość która prosi
by zrozumieć na czym ludzkość teraz stoi
jaki grunt pod nogami, kogo los bardziej woli
Bóg był na tyle hojny, bym był wolny
bym nie mieszał się w rzaden konflikt zbrojny
bym żył bez wojny, bym robił to co kocham
żebym na tym punkcie był zdrowo chory
wolny, sory jestem młody, ale mądry
wiem gdzie mam iść wiem gdzie jest zapas poryw
wtórne spory między ludźmi życie daje fory
z góry obserwują święci jak pot wylewają moje pory
a pory roku zmieniają się jakby z kory odpadają spód
nie to nie układ dają życia tory

co pozostanie po mnie (co pozostanie po tym)
miłość do ludzi (nigdy nie idę na skróty)
co pozostanie po mnie (co pozostanie po tym)
miłość do ludzi (nigdy nie idę na skróty)
co pozostanie po mnie (co pozostanie po tym)
miłość do ludzi (nigdy nie idę na skróty)

ile jeszcze słów pozostawie po sobie
jak dobiegnie końca uczta liryczna zowie się to
jak etna wybucham z tekstu na tekst
słodki hip hop
sentymentalne danie zostawiam hektar dźwięków
nektar, pętla opętla twoje myśli
ten zestaw bitów meteorytów, kar, spada z nieba
szybko jak stąd do nieba droga długa senna
męcząca teraz eraz spokój przeszło,
zbieraj owoce strachu, apokalipsa przyjdzie jeszcze
Helaz walczył mieczem ja konfident nie jestem, przecież teraz

co pozostanie po mnie (co pozostanie po tym)
miłość do ludzi (nigdy nie idę na skróty)
co pozostanie po mnie (co pozostanie po tym)
miłość do ludzi (nigdy nie idę na skróty)
co pozostanie po mnie (co pozostanie po tym)
miłość do ludzi (nigdy nie idę na skróty)
co pozostanie po mnie (co pozostanie po tym)
miłość do ludzi (nigdy nie idę na skróty)
co pozostanie po mnie (co pozostanie po tym)
miłość do ludzi (nigdy nie idę na skróty)
Rodacy i rodaczki, czworacy i czworaczki, dość już tych kabaretów politycznych, tych kawałów abstrakcyjnych, tych sztuczek podejrzanych, tych absurdalnych kojarzeń, i całego tego memłania!

***

było już przed północą, łóżko ciągnęło mnie jak magnes
już się prawie kładłem kiedy zadzwonił telefon nagle "halo słucham"
- cześć tu Kula, co robisz dziś wieczór?
- a nic...
- to świetnie, jest impreza na Bezrzeczu
- u Ani?
- no jasne! słuchaj będę wozem
- a co to ma wspólnego z imprą?
- o dwunastej bądź pod Malinką to cię zawiozę
uuu... kochany Kula!
odłożyłem słuchawkę pewny że dziś jeszcze będę hulać
więc robiąc wszystko by być już tam a nie tutaj
wybiegłem z chaty na śmierć zapominając o butach
"o kurcze! do domu nie wrócę by nie budzić matki
dojdę w tym co mam na nogach" a na nogach miałem klapki
ale i tak to mi nie napędzało pietra
wszak do miejsca ustawki miałem mniej niż ćwierć kilometra
wierząc że nic tam się beze mnie nie rozpocznie
czekałem godzinę, w kapciach, bezowocnie
lecz że noc mnie pcha do czynów heroicznych
rzekłem - dojdę w klapkach! - więc słuchaczu powodzenia życz mi
ten dystans przyćmił by każdego, ale dla mnie to nic jest
więc przedsięwziąłem ekspedycję

ref: 2x
do ciebie szłem, choć stopy krwawiły!
do ciebie szłem. cel wracał mi siły

a więc szłem tak, a wysiłek już odebrał mnie głos
oni tam, ja tu, a między nami ta odległość
swoją drogą dziesięć kilometrów przejść bezwiednie
wiem że to biedne, ale szłem kurwa szedłem!
na skraju lasu, i nagle dzięki Bogu
zatrzymałem mijający mnie autobus - stop! stop! chwileczkę!
- a co się pan tak nocą w lesie wleczesz?
- aaa... panie kierowco idę pohulać na Bezrzecze
- na Bezrzecze? w klapkach? chłopie zwariowałeś? jadę na zajezdnię to podwiozę cię kawałek
ten dobry człowiek jak przystało na chrześcijanina
podwiózł mnie gdzieś do granic Szczecina
- ziomek! jak bardzo chcesz to idź, nie będę się kłócił, szerokiej drogi, ja na twoim miejscu bym zawrócił
na pustym odludziu, coraz bardziej zwiędły
spotkałem kogoś i spytałem:
- na Bezrzecze tędy?
- tak tędy
- a daleko?
on popadł w rozkminę, obejrzał mnie i rzekł:
- w kapciach będzie gdzieś z godzinę
spacerkiem, czując że klapek jeden z drugim mi się zedrze
o Aniu z Bezrzecza proszę wiedz że

ref: 2x
do ciebie szłem, choć stopy krwawiły!
do ciebie szłem. cel wracał mi siły

już na Bezrzeczu dotarło do mnie
że pamiętam jak wygląda dom Ani, lecz nie pamiętam gdzie on jest
i warto wspomnieć żeby zrezygnował każdy z was tu
"a ty?" skądże przecież miałem imprezowy nastrój
więc na odludziu sam, trzecia była gdzieś tam
jąłem wolno, acz skutecznie w stronę impry się przemieszczać
i tu jest czas na skrecze
Grzesiek ty sobie poskreczuj, ja w tym czasie przeszukam Bezrzecze
"szkoda czasu", "przecież znasz"
stary nie zrezygnuję skoro przeszedłem całe miasto
ciężko znaleźć dom Ani, ale ja tego dokonam!
"nie wygłupiaj się", "Łona"
więc szukałem imprezy w kapciach jak jakiś mutant
i nagle: "o kurcze to tutaj!"
i co? światła pogaszone, nie leci żaden rap tam
nie ma imprezy... mogę wracać w klapkach...

ref: 2x
do ciebie szłem, choć stopy krwawiły!
do ciebie szłem. cel wracał mi siły
1. Jeszcze nie raz zapłaczesz z innego powodu.
Życie ostro przecina cię jak szogun.
Mam serdecznie dosyć nierządów,
ucinam to wszystko i bez prądu.
Co to się dzieje wielki Mez
a palantów laszcz
Zdięcia te łapią, czym świat jest.
ciągle słyszę „God's bless”
Wierz w co chcesz, a co chcesz to bierz.
Przez to wszystko pytasz: w czym jest sens?
Wiem że Nobel obróciłby się w grobie,
bo pokojowa nagroda znalazła swój pogrzeb.
Jak raz wybuchnie będzie koniec na dobre.
Kim stał się człowiek? Zakochał się w sobie.
Myśli, że władza czyni go mistrzem,
takie mistrzostwo prędzej go zniszczy.
Iskrzy to wszystko, słyszę to w ciszy.
Aparat pełny od zdjęć na tej kliszy.

Ref. Czy jest tam ktoś? Pytam wciąż.
Proszę przyjdź i ocal to. (2x)

2. Czasami ludzie myślą, że są kimś więcej,
lecz na koniec będą stać w tym samym rzędzie.
Nie będzie głupców, nie będzie trzęsień,
nie będzie chłamu, polityki smętnej,
halabard w rękach i AK,
ślepych reżimów, śladów od bata,
nie będzie tak zwanych pokojowców świata,
próbujących dziury w systemie łatać,
nikt nigdy nikomu nie naskoczy,
nie będziesz musiał śpiewać już Roty,
nikt nie będzie cię trzymał za poglądy,
nie będzie żadnych najazdów w nocy.
Ewidentnie niektórzy biorą to wszystko na serio
nie wiedząc, że są dwa wyjścia, góra inferno.
Chcesz nie chcesz wybiorą cię w ciemno.
Jak powypieprzać te sygnały w niebo?
Kto mi zabroni być tym kim jestem?
Mówić o tym co kiedyś przeszedłem.
Nie stałem w miejscu, bo to by był wielki ból.
Ci co stali umarli od srebrnych kul.
Zycie może być jak złocisty miód.
Jak tesu mówiło, że to jest cud.

Ref. Czy jest tam ktoś? Pytam wciąż.
Proszę przyjdź i ocal to. (2x)
Ref:
Chcesz tu być ? ej ej walcz o szczęście
Chcesz tu żyć ? ej ej daj z siebie więcej
Witaj na podwórku i nie pytaj mnie co dalej
Jestem nie pewny jutra ale ja tutaj zostaje właśnie tu

Witaj na podwórku włącz ten kompakt
Niech leci na podwórku a resztę już nam zostaw
Całą resztę i chodzi o życie nie odrobne
Jestem stąd od dzieciaka o tym nigdy nie zapomnę
Jak zarobić trudno forsę jak łatwo ją wydać
Każdy tutaj dobrze wie aż czasem chce się żygać
Tyrać w geantcie ustawiać płyny i proszek
Wolałbym chyba żyć tu niż śmigać z prochem
Gdybym miał na gardle kosę ale mam farta
Niektórzy go nie maja i nie znają się na żartach
Ja mogę iść do tego Geanta i stać mnie na szame
Dziękuję Bogu za szczęście i za talent
I za miejsce gdzie się wychowałem witaj w blokach
Tu się nosi ciuchy sto procent a nie croppa
Zobacz tu się odkłada na oldschoolowe buty
Jak ktoś jest zagranica za swój hajs to ci kupi
Uwielbiam ten brudny ursynowski chodnik
I białe reebok klasy tak białe do dżinsowych spodni
I ten smak alkoholu i zapach drogich perfum
Witaj na podwórku tu wszystko jest bez sensu

Ref:
Chcesz tu być ? ej ej walcz o szczęście
Chcesz tu żyć ? ej ej daj z siebie więcej
Witaj na podwórku i nie pytaj mnie co dalej
Jestem nie pewny jutra ale ja tutaj zostaje właśnie tu

Witaj na podwórku w pogoni za luksusem
Wkurwiam się gdy się kładę wkurwiam się gdy budzę
Gdy hajsu nie mam luzem wszystko na styk
Życie to nie zawodówka tu nie masz praktyk
To są fakty po których leje się henesys
120 black czasem lubię zgrzeszyć
Nie smak(?) smakosza w pękatych koniakówkach
U nas jest prostota pijemy w plastikowych kubkach
Jesteśmy z podwórka nas nie zmienisz
Naszej mentalności tego czego chcemy
Gdybyś był w mojej skórze robiłbyś to samo
Nie wytrzymałbyś dłużej ze inni więcej maja
Odkładałbyś na szkole mieszkanie i samochód
Niee chciałbyś żyć bo cale życie jesteś z bloku
Chciałbyś popić pojeść i pożyć i wyjąć garść hajsu do rękę do kieszeni włożyć
Tu masz bród i złoto narkotyki i alkohol
Witaj na podwórku rób to co inni robią

Ref:
Chcesz tu być ? ej ej walcz o szczęście
Chcesz tu żyć ? ej ej daj z siebie więcej
Witaj na podwórku i nie pytaj mnie co dalej
Jestem nie pewny jutra ale ja tutaj zostaje właśnie tu (x2)
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo