Popularne piosenki. Polski Hip Hop

-Łona! Woda się gotuje!
-Już idę, już idę!
Nie próbuj pić kawy tak jak ja!
Bo co ci da?
Nie dla ciebie ta kawa. Ha!
Mam jeden niewinny nawyk - codziennie pije niezliczone ilości kawy. Ta!
Bo rzadko kiedy sięgam do innych trunków.
Kawa jest dla mnie lepsza od Świętego Mikołaja z workiem pełnym podarunków.
Ona prowadzi mnie w dobrym kierunku,
Albowiem jedyny sposób na zabicie stresu to dwie łyżeczki rozpuszczalnej,
Albo z ekspresu.
Absolutnie czarny napój nie wymagający frazesów,
Potrzebny jak nogi krzesłu.
Czasem zdarzają się sytuacje cholerne,
Mówię:
-Poproszę kawę.
-Nie ma kawy. - mówi kelner, wtedyL
-Jak to kurwa nie ma kawy?
Mówię oczywiście, kawiarnie bez kawy są na mojej czarnej liście.

Ref: Kawa, moja wspaniała kawa!
Nikt zabierać jej nie ma mi prawa! (x4)

Pedros, Jacobs czy Nescafe - kawy mam zawsze pełną szafę.
A nawet jeżeli nie mam, to znam takich obywateli,
Którzy kawę mogą mi udzielić.
Ludzie na mój widok chowają głowę w piasek jak strusie,
Bo wiedzą, że wyciągnę od nich forsę na kawusię.
Bo Łona musi pić tego ilości znaczne.
Marnowanie kawy jest dla mnie świętokradztwem!

Ref.

W hurtowniach i sklepach na terenie całego kraju w tajemniczych okolicznościach zaczęła znikać kawa. Co się z nią dzieje, kto się za tym kryje?

Ha ha ha ha ha ha ha ha ha!
Ha ha ha ha ha ha ha ha ha!
Ej yo L!
Ten bit przypomina mi jak byłem w ’97
W Nowym Jorku na 125, yeeah
I tego samego roku wykompałem matkie (jee)
To było jakoś tak, że wpadłem do niej
Ona mi mówi: „Ej wiesz co? Kompe siee!”
A ja odpowiedziałem jej: „Ej wiesz co? Wykopem ciee.”

Daj mi swoją matie, daj mi swoją matkie
Pierdole twoją gadkię, wykompe ci matkie
Daj mi swoją matie, daj mi swoją matkie
Pierdole twoją gadkię, wykompe ci matkie

Abrakadabra, mmm czary-mary
Liroy ten skurwysyn coraz bliżej szpary
Staaary, a twój stary to nekrofil
Twój dziadek to cieplaczek, a twój brat to nekrofil
Daj mi matkie! Tak daj mi swoją matkie!
Zaproszę ją do domu i ogolę jej klatkie
Ja ją kocham, ja po nocy za nią szlocham
Taa, pójdę z nią na spacer do zoo
Pooglądać jak to robi koooń
Przytulę twoją matkie mocno do siebie
Twoja matka ponoć dobrze się…
Pukam do jej drzwi, krzyczę „Otwórz mi!”
Ja tu stoję, chcę ogolić ci brwi
Chcę namydlić twoje piękne ciało
Powiedz twojej matce, że będzie się działo
To nie plotka, chcę namydlić twojej matki kotka
I ogolić jej peeeejs
To nie plotka, mam na jej punkcie hopla
I tu nie chodzi o seeex
Chcę wziąć z nią wspólny ciepły prysznic
Chcę całą ją dokładnie namydlić
Chcę ogolić jej całe plecy
Nawilżę jej cycki i przejdę do rzeczy
Chcę wyskrobać jej dokładnie pięty
I nie mów mi tylko, że jestem pierdolnięty
Bo urwę ci łeb i nasram do środka
Hehe, to nie jest plotka…

Daj mi swoją matie, daj mi swoją matkie
Pierdole twoją gadkię, wykompe ci matkie
Daj mi swoją matie, daj mi swoją matkie
Pierdole twoją gadkię, wykompe ci matkie

Bukkake Warriorz
Spierdolimy cię chłopaku!
Jak mówi afrykańskie powiedzenie
Żaden ze mnie hatboj choć wożę się po klubach
Choć żaden ze mnie hatboj na wrogów spluwam
Rap to ma spluwa więc nie wkurwiaj mnie po prostu
Żadna kurwa nie zrobi z nas gorących chłopców
Wysmarowanych w wosku w reklamach na pokaz
Zyskują hajs, tracą szacunek w słuchaczy oczach
Mam respekt na blokach choć nie mam wielkich mięśni
Dziewczynki chcą się ze mną pieprzyć, żaden ze mnie piękniś
Mówię, że palę i chleję na rozmowach o pracę
To jest szczere przez to więcej zyskuję niż tracę
Talent rzucam na tacę, on jest moim asem
Unikatem zatem ten gorący rap rusza w trasę
Bo choć żaden ze mnie hatboj mam gorące rytmy
To rytmy w rytm których rozbieram dziewczyny
Zobaczymy czy trzymając się tej liny dam radę
Wspiąć się na szczyt swoich marzeń

Hatboj wyjaśnij mi slang, nie do końca wiem
Kim jest hatboj spytałem Głowę z SZN
Niech moje tłumaczenie to dobitnie pokaże
To gejowaty z irokezem lans inspektor gadżet
Styl, zadbaj o to żeby nie był chłopięcy
A ty zastanów się czy za te parę miesięcy
Magazyn mody, który ci ustala rytm życia
Nie będziesz śmiał się z tego co właśnie kupiłeś dzisiaj
Wystylizowany lans bounce'ki
Raczej wolę trzymać się przymiotnika elegancki
Faceci natapirowani w '85
Myśleli, że są ikonami stylu, dziś wstydzą się swoich zdjęć
Dlatego nie płynę z nurtem choćby sam
Gdy dzieci mówią o lansie podgłaśniam funk
Objaśniam wam różnice między klasą a trendy
Jak soul z winyla kontra plastikowe R'n'B
Bierz co potrzebne zamiast brać hurtem
Dopiero po maturze kupiłem pierwszą komórkę (a co?)
Nie sprzedawałem towcu, dziś jest mi potrzebna
Kiedy dzwoni Głowa mówi zdisujmy ciepłych chłopców

Nie mam włosów na żel, mordy zjaranej na solarium
Pseudo tuningu w furze, dobrze wiem, że gram hardcore
Oddasz mi się za darmo, na chuj uszczuplać portfel
I tak wszystko co chcesz znajduje się za rozporkiem
Usiądź wygodnie, poczekaj, zrobię ci drinka
Mam ten szarmancki gest, wiem, twój facet to pizda
Tombak na palcach, na szyi, w lombardzie pożyczka
Jest panem sytuacji gdy od kurew cię zwymyśla
Żaden ze mnie ciepły chłopiec zawód syn swego ojca
Jego jedyna praca to wybranie hajsu z konta
Rap zapierdalam co dnia by móc znów podpisać kontrakt
Byś mógł odpalić lonta, wsłuchać się w treść tego krążka
Nikt tu nie pląsa, nikt nie giba się jak Rezus
Nawet jak kłamię to prawda, a szmule i tak w to wierzą
Ci ze Wschodu mają klucz do tajnego ogrodu
Ci z Zachodu potem za ten klucz dziękują Bogu
Ci z Południa - dla nich rzeczywistość brudna
Ci z Północy biegają, szukają celu w nocy
Ci ze Wschodu mają klucz do tajnego ogrodu
Ci z Zachodu potem za ten klucz dziękują Bogu
Ci z Południa - dla nich rzeczywistość brudna
Ci z Północy biegają, szukają celu w nocy

A dokąd, a dokąd, a dokąd tak gnasz?
A powiedz, dokąd tak gnasz? A dokąd gnasz?
Dokąd, a dokąd, a dokąd tak gnasz?
A powiedz, dokąd tak gnasz? A dokąd gnasz?

Na górze wojny bogów z przeciwnych obozów
Na dole wojny bonzów z epoki brązu
Wojny interesów, wojny poglądów
Wojny klas, wojny rządów, wojny koni i wielbłądów
Wojny tych, co mówią ciągle o zdrowym rozsądku
Z tymi, co mówią o porządku, tak od początku
Wojny barw, wojny wątków, wojny przodków
Wojny potomków, wojny łowców majątków
Wolnoć Tomku w swoim domku
Wojny Gawła z Pawłem i Pawła z Gawłem - to nie w porządku
W każdym zakątku wojny mas, wojny mediów
Wojny nazajutrz, wojny w przededniu
A wszystko tylko by odwrócić twoją uwagę
Od tego, co naprawdę wzbudza twoją obawę
Masz kosz zabawek i baw się beztrosko
Jak usłyszysz łoskot, to weź to za szmer

Ci ze Wschodu mają klucz do tajnego ogrodu
Ci z Zachodu potem za ten klucz dziękują Bogu
Ci z Południa - dla nich rzeczywistość brudna
Ci z Północy biegają, szukają celu w nocy
Ci ze Wschodu mają klucz do tajnego ogrodu
Ci z Zachodu potem za ten klucz dziękują Bogu
Ci z Południa - dla nich rzeczywistość brudna
Ci z Północy biegają, szukają celu w nocy

Wojny klonów, wojny dziś wrogów, niegdyś ziomów
Wojny na ulicach, wojny w domu
Wojny wszczynane z radością
Wojny ciała z krwią, a krwi z kością, przyszłości z przeszłością
Wojny z własną małością i bezradnością
Wojny nienawiści z miłością, oj
Wojny w Paryżu, wojny w Londynie
Betonowy las płonie, skalę zniszczeń oceń po dymie
Walka o profity jest tutaj pierwszą rzeczą
Ich wiertła jak moskity kąsają beton
Kują, burzą, budują, wiecznie złorzeczą
Dużo klną buzią tworząc nowy urząd
Przychodząc burzą
By sprać po pysku idiotów
A ty licz od błysku do grzmotu
Pęd do zysku do grobu, bez tchu
Jak tych trzystu u kanionu wylotu

A dokąd, a dokąd, a dokąd, a dokąd (tak gnasz?)
A dokąd, a dokąd, a dokąd, a dokąd (a powiedz, dokąd tak gnasz?)
A dokąd, a dokąd, a dokąd, a dokąd (a powiedz, dokąd tak gnasz?)
A dokąd, a dokąd, a dokąd (a dokąd gnasz?)

Ci ze Wschodu mają klucz do tajnego ogrodu
Ci z Zachodu potem za ten klucz dziękują Bogu
Ci z Południa - dla nich rzeczywistość brudna
Ci z Północy biegają, szukają celu w nocy
Ci ze Wschodu mają klucz do tajnego ogrodu
Ci z Zachodu potem za ten klucz dziękują Bogu
Ci z Południa - dla nich rzeczywistość brudna
Ci z Północy biegają, szukają celu w nocy
[x2]
Czym oddychasz? hip-hopem
A co pijesz? hip-hop
Kogo kochasz? hip-hop
Dobra, dobra starczy, stop

Sobotnie popołudnie siedzimy sami w chacie
nuda nas zabija na pewno to uczucie znacie
Po raz setny przesłuchane wciąż i wciąż te same płyty
Mam dekiel już od tego zryty
Ochota na imprezę spada na nas tak jak wiosenna ulewa
myśl o pannach alkoholu bardzo mocno nas rozgrzewa
Lecz niestety nic się nie szykuje. Jak mnie to dołuje
Ja chcę imprezy ja imprezy potrzebuję
Nagle znienacka słychać odgłos telefonu
wzbudza w nas nadzieję, wzywa tak jak brzmienie kościelnego dzwonu
Szybciej niż Carl Luis dobiegam do słuchawki:
Halo kto mówi? to ja, odzywa się znajomy głos
Idziecie na imprezę? to pytanie nokautuje jak Tysona cios
Jasne stary spadłeś nam z nieba
to było czego nam trzeba jak głodnemu kromki chleba
Gdzie i kiedy? tu i tam
masz alkohol? mam, a masz jointy? mam
A dasz nam? jasne, że wam dam
To już wiem czemu cię znam
Już dzwonimy po taryfę będziemy lada chwila
trafiłeś w sedno sprawy jak Daewoo debila
Dwa, dwa, dwa, trzy, trzy, trzy, my wozimy płacisz ty
Pół godziny i spełnią się dzisiejsze sny

Czym oddychasz? hip-hopem
A co pijesz? hip-hop
Kogo kochasz? hip-hop
Dobra, dobra starczy, stop

Wchodzimy, kark na karku a na karku kark
Co jeden jeszcze większa łapa, większa klata jeszcze większy bark
Po drugiej stronie sali siedzą nasi ludzie
próbują tu wytrzymać w wielkim trudzie
Co za dolina jeszcze bardziej zrzedła mi mina
Wolał bym już iść do multikina. Pytam się co jest grane
to dopiero 9 godzina a towarzystwo całe najebane
Kierunek Bar kino Superstar, cztery 50-siątki ja cztery 50-siątki ty
Rozglądamy się dookoła, ruszamy do gry
Mój Boże tutaj chyba już nic nie pomoże
bieda jak na bliskim wschodzie
jak w więzieniu o chlebie i wodzie
Ale lepsze to niż grzanie dupy w domu
nie muszę tego tłumaczyć nikomu
Do stolika wracamy, wypijemy, pogadamy, zajaramy
Ekipę rozkręcić się staramy
Możemy to zrobić tylko tym co mamy a co mamy?
mikrofony, więc je wyciągamy, idziemy do DJ'a
Pieniądze do ręki, zaraz tu polecą hip-hopowe dźwięki
Podłączamy no i zaczynamy

Prosto z Poznania rewolucja nie do zatrzymania
wielka epidemia rymowania. Pojawiamy się tu z nikąd
52 w drodze na sam szczyt, jak to Hans powiedział
Tak zabłyśnie o nas w mig, uwierz, bo to żaden kit
Dajemy tłumom to czego im trzeba
rymy opadają na twą głowę tak jak manna z nieba
Dwie magiczne cyfry zaczynają świecić w mroku
zbliżamy się do celu. Krok po kroku
Tego roku zaczęliśmy i już nigdy nie skończymy
Hip-hopem przesycone wszystko co robimy
Jesteśmy właśnie tacy i już się nie zmienimy. Nie...

Leję słowami dobrymi tak jak [?]
rozświetlam opływającą całą salę mrok
Pierwszy krok już za mną, teraz prę przed siebie prostą drogą
Każdego kto a niej stanie poczęstuję nogą
trzymam swój mikrofon w garści tak jak twoją dupę grawitacja
Kopne cię tam a zobaczysz jak wygląda z bliska orbitalna stacja
Gracja, zaraz wyłaniam się z dymu, wprawiam wszystkich w osłupienie
Oniemienie pozwala mi zawładnąć tumem
który porusza się właśnie tak jak ja tego chcę
Gra według moich zasad gry, w moją grę
teraz wszyscy wyrzucacie ręce w górę i śpiewacie razem z nami chórem
Czym oddychasz?
A co pijesz?
Kogo kochasz?
Dobra, dobra starczy, stop
Hip-hopem, hip-hop, hip-hop, hip-hop, hip-hop

Yyy, czym oddychasz? hip-hopem

Kolejna relacja Zachodnia Strona Dębca
Dzisiaj w studio Doktor Wiktor Wektor
powie nam coś na temat oddychania
O dzień dobry państwu
No więc oddychanie tlenowe to biologiczne
utlenienie substratów organicznych
w celu uwolnienia i zmagazynowania ATP
zawartych w nich energii
Proces ten zachodzi w komórkach większości organizmów
Składa się z trzech etapów
W pierwszym etapiu yhhyhm przepraszam was etapie
yhyhm ten tak zwany tchyyyyyyyy chyyyyyyy
Zachodnia Strona Dębca Radio żegnamy Do usłyszenia
Jeszcze chciałem kilka słów do tych młodych ludzi którzy słuchają 52
Ludzie no przecież jak oddychać hip-hopem
No przecież to jest niemożliwe
Po prostu wciskają wam jakieś kity
W ogóle słuchacie jakichś głupi durnych piosenek, że hip-hopy
Potem się duszą ludzie na ulicach padają normalnie
jeden przy drugim pada, tu pada, tam pada
Wszyscy słuchają 52 nie wiem o co chodzi
Wszyscy co nam źle życzyli, mówili byśmy skończyli
to w tej chwili zobaczyli jak bardzo się pomylili
połączyliśmy siły słowami ponad granicami
między nami są sami nazwani przez świat słowianami
mamy moc, przebicie i jak nikt łeb do picia
nie lekceważ nas, ponieważ cały świat jest do zdobycia

Som pater jote, koko kokop zastupułem katarja sinus
to kokot u tihapu
nepsani doces sisum besne hahopo
stokuru mi kryje herbaty dewo depo

Mulj boze, zele bone, oudezy noi wsys
slowiany, poljaki, serbo, chorwaty, bohare, rosyjany
ktos kto wiezy, tech to pjany, je dzentelmeny, hoolihany
tomokraszy, dalaj dale, chouaj sfo i nahany
nas zna to bahato, piervoj moze z niebujte sjarane
mie a hraf czaso tea, bo na to Pilzno albo zarany
mojto domena to vizno połahoj, poszlano
poko ce pisac, bolilu nate mit dolo dasiano

My mamy niko znewu co bys chtial
trenim, rokokonda kati dieł
kak di smiele makni binaoli frewu cze
elamento zefripevi czi zapojnicze
glok timurka szuraku Bjarusin se
mes nażda vretymy tu efendo we
umekfija nikidama ena musi da mi znasz
kak mie ne wiesz nie zdłako ot mani sparasz

Direktor, papo Kotasweto
diblisgo do getto, karlo treko
o te pożnysz kołodzenia ta na tyszkoto
horodna ta grudka na humanizmo terrorizmo
pajos keta dispinos kosmopolitizmo
od Vagar do Karpaty te posel sleviansky odbiern
jeden za wsyte, wsyte za jeden
asaf żeżi picze kako wreo obo
dwilem di sedmo leto gospodoło

Skorka puj, mi rosci ta naszy gra
wsio parjat, et fua, i szto beżit tak stat
nie puscy mojkie, nie moga sul bystroje
puzin razem piera możem, slava bohu
niszoj sile, niszoj nie a stalitienie
z cisztym sercem zgiereci korwiu pierem
is Bielarus, is fiet, nie sfora faraskas
znaj, nie wzadi dacenio et nas

[x4]
Nie lekceważ nigdy nas

Sany skosztowany slovany sokeles brany
czio se do podreo semoje woje da szidu doje
dubirori mero dinu zaszwi jota nurdimo
skupo projekt, jek kartko powiecie
efekt semer be czworka nas bostiszla dana glasi neo tiszla
nos podpira nistisza, nekadanycz e proje
to je zeczity numer, slovansky nabiza fundament
i cze soje bolboke zdany na waszich nogach kucemen

I zaszłujs boka znamy caly kraj
prooga cemo swoi ja sabali odo dwaj
nielicze sinej, PROSTO sine
sesy zartresy czum chwilem sto posto sine

Co na to rządy, co węszący, bo napewno
niejednego z nich dziś boli nasza jedność
kryminalne kraje wykrwawiają się od lat
masz słowiański rap, nie radzę lekceważyć nas
sme sloviansky buch, widisz?
mi serce tepre pum pum, cejkisz?
widisz to, kam patszisz, segisz, ażwanisz
smetu, poczitaj snama, slyszysz?
bichodni witre a wichodni steo
steo zapahu juda, a smrad mao seo
zna ma newy jebesz, na stedo stanesz
wiec udzielam ci bresz, mie niewu nie biesz

Dis gustwa, slowa, nawyk, umienie
pabiedy, a szybkie, rabota, cierpienie
striemlenie, blysk, paezja, muzyka
hetenie pri koloże, wsie sierozna ciustrwo
i szre, skrecz, ritm, rifmo
mudrosc, molodosc, stawan, stiło
ligalaj zbie maskwa, dwa ci z piervem wieg
reprezent rassija, na sloviansky trek

Frentei tenkiei kej twoi dedi
repirigi gustwa kupiesłi kaukeni
stil tiela zhelka spija ceribokum
we kriminal wisok, Evropa i stop
nomaji kusi mosz, se jak? aha
ja prestam na Bosnu Haucheva, merhaki sevda
a kusy budrush, medro stradasz smetno
kraj Bosnii, a na predko

[x4]
Nie lekceważ nigdy nas

Psenkar winka zdam drua
sentoje moje i teke ne da a a a
nezepawa ce zna, nezepawa ce zna
dokusam pralużny, doktuimi i zda
dopapra epotizwa, slovianska nawejza
czak de noje dolutimo szeto wos
odpil te klube neh se party zeczne
porsistamy zaba aba raewo enegre

I de czesko skousimy zajebala swoje rymy
no swoje miny tituzimy mija zame slovanskimy
swoje tekstu de prauda ulica pricze
krimimena medli noskozwu komu wida skrivic

Ne slovieny joty zhimy bahti zhiwy joszu nama
mizmo bra czasami kryje baztu plynie potoczkama
oprocz te je segie dosne za to prawo swiłu
nabane getleku swisa dole nek doslausky zhiwis knaga

kto wytycza nowy szlak? to ZIP Skład, a jak
ten pakt przypieczętował w słowach, ten słowiański rap
zobacz ile flag przez jeden track, jeden świat
jest obok siebie jak brat, tak rap jednoczy nasz świat

Josu mahah ote hroho cum horek koko
som intelektualny lerek seroz broko
nem te sasnamy sum legendai grofo
to jes slovansky kompo o o, o o

Każdy weekend wtisze syna naszych pare
piasta germane, u mienia wsio pariadet
ktojto pari, ekseldiluks
tam gdzie uczy bier mienu sumi nafsi gra plus
show time szwajmi tu sa neże naj
cagrij keżdiele i gra predo żraj
se deejay Max Czerny, deejay Max Czerny
widi es taj, budysz me grou

Skonczyl to Hitler, skonczyl to i Shwer
kagito nehalinum sloze ja tuakra to dwes
skonczyl to Lacoste, mil bignij fols
oenasz papa Szwejk, odo pierdala kols
niwzy slovany nie poczeniu i nas
jebanas komołż lainy zlome landlas
muzite poczitac, sami cela Evropa us
steczi kidwra gra porwali joł po was potopa

[x4]
Nie lekceważ nigdy nas

Opsa czeli jeto tekla no peokrata do Warszawy
siku jednoł, czwor dezolismo zastawy
dostem czosnem minem szalim da simi prominim
toutajmy dolite wjebo rikolenem

Chłopaków od Belgradu przez Warszawę do Moskwy
doceń (doceń) wcześniej stajemy się dorośli
a jak widzisz słowiańską dziewczynę od razu jej chcesz
jak ją miałeś to wiesz, jak z nią jest, jak nie to cześć

I spezata kaza tochu bije prijato
estestwe no, sztese tolka madekwato, wtozi drak
prostujama kak, nelisnom rapat
e nauczimi chemii trawo deam na fahwed
no so siczki, i mojta a tateosz te brodi
fuszitene sloviansky te narody
zdrawo brat, jesli se bouisz zkadat
tuaj samalopop, pogniż tokusom bradat
zreorganizowany, oddany wułany
odwutlany robi matu zmeczo wohany, to
to mamy ewsiko na żre ne u mamy
sahszti żeba to na spetna folna ejak cunamy

zesfenasz e ze mnie, pesni segorek
zapompe tu besme, swinekste mole
aj musamol toko swizo jedna bieda za swet
sezłuczykiem na łonie poczi nie predama nie

buida bu serce wiera datom christiem
piszu pasa ne zażyzna z twajom listjem
nie dieta moszto be pozać, pazaloda
kłospital, nie staaa, ludzie na baodzie
i slawa boguż toszla żilis naszy dni tak
diecki geodet, echni szitata
was spominanija użenie takia smen
gorkich bilju i nada prie choliat wsiem

jedziem, bouu, ja rodam z ni Rassiji
sztalminia, hip-hap palisi
slavianski kisti padojgie di minesti ki
prusaka luckiera a paczusti silu słała
kak de jon mikrofone roz kalender biła zała
esta dziewone, mnie nie można karone
poczuby slabady, ja robem sulec tu despet
pakoje moje nagrada

[x4]
Nie lekceważ nigdy nas
Ty masz swoje, ty masz swoje
Ty grasz swoje, ty grasz swoje
Razem to robimy dalej z jednej rodziny stale
Gdy zgasną światła pobudzimy całą salę
Żeby energia nie zgasła

Ty masz swoje, ty masz swoje
Ty grasz swoje, ty grasz swoje
Razem to robimy dalej z jednej rodziny stale
Gdy zgasną światła pobudzimy całą salę
Rap powie dalej, dalej

Ja mam to od zawsze, Borixon rozpoznasz mnie
Akcję porównawcze, Kielce się palą
Kto porusza salą, kto porusza salą
Szalone halo, to akcje jakich jest mało
Ja mam swoje, gram swoje tutaj od lat
Każdy małolat słyszał, bo jest to słychać

Projekt Hamas to pozwala mi oddychać
LWWL motywuje by pisać
To za osiedla gdzie bloki szumią dla nas
Za mój taras gdzie pieczę się mięso
Dla was żaden na raz normalnie z sercem
Osiedlami pędzę, za chłopaków ręczę
Zapisz to w księdze, ja piszę na kartkach
Kolejna ustawka, posłuchaj jak rap gra
Borixon, BRX, G.R.U., yo, ej, ej, baunsuj ziom

Ty masz swoje, ty masz swoje
Ty grasz swoje, ty grasz swoje
Razem to robimy dalej z jednej rodziny stale
Gdy zgasną światła pobudzimy całą salę
Żeby energia nie zgasła

Ty masz swoje, ty masz swoje
Ty grasz swoje, ty grasz swoje
Razem to robimy dalej z jednej rodziny stale
Gdy zgasną światła pobudzimy całą salę
Rap powie dalej, dalej
[tylko tekstyhh.pl]
Żyję w Kielcach, w miejscu gdzie rap tętni
To potwierdzam głosem na tej pętli
Niektórzy wymiękli, inni nie wymiękli
Może dlatego, że usłyszeli palące się dźwięki
Ja myślę tak, że damy radę razem
Rada tu w tle gada USB przekazem
Razem z wariatami *****ysynu jadę dalej
Piszę stale, kruszę, skręcam, palę
Rap gram pięć mam tyle samo lamo
Zamknij drzwi mamo, biorę klucze, pewnie przyjdę rano
Gram koncert w Kielcach z ekipą znaną
Z tego, że lubimy wszyscy na*****ić się
A na poważnie gdy zgasną światła
Znasz mnie, powiem wyraźnie do tych co już wymiękli
Że rap kazał mi krzyczeć do pętli
Bo żyję w Kielcach w miejscu gdzie rap tętni

Ty masz swoje, ty masz swoje
Ty grasz swoje, ty grasz swoje
Razem to robimy dalej z jednej rodziny stale
Gdy zgasną światła pobudzimy całą salę
Żeby energia nie zgasła

Ty masz swoje, ty masz swoje
Ty grasz swoje, ty grasz swoje
Razem to robimy dalej z jednej rodziny stale
Gdy zgasną światła pobudzimy całą salę
Rap powie dalej, dalej

[x2]
I nawet gdy zgasną światła
We mnie cały czas będzie rap grał
Projekt Hamas, Vendetta Vasquez
BRX, hałas mam też
REF.
(Joker)
Oni chcą mieć to wszystko, co dla ciebie złotem jest
Zostaniesz tu i zimny deszcz, zły sen
(borixon)
Chcą mieć wszystko co jest, największym twoim dobrem x2

(Jogas)
Chcę być wolny jak styl, który zapierdala
Wolność co daję żyć, oddychać pozwala
Czujesz? biorę ją, testuje każdego dnia
Dobry czas sprzyja, szczery przekaz, przyjaźń
O tym nawijam, jadę, zbędnych omijam
Rade sobie daje, przyswajam temat
"bluźnierca" tu teraz, ta etykieta
"Lazurowy Grad", Kielecki rap, ścieka
Dla miasta w mieście, namiastka szaleństwa
Oni chcą to mieć wszystko, splunąć to pestka
Na nic tych tanich, zawistnych skurwieli
Co wycyckać by chcieli, cię na każdym kroku
Zamknąć, zniewolić, pozwolić nie można
Dopuścić by kiepy rosły w siłę
To nasza pierwsza piątka, muzyka i przyjaźń
Marzenia są przy nas, ty zachowuj ten wyraz

REF.
(Joker)
Oni chcą mieć to wszystko, co dla ciebie złotem jest
Zostaniesz tu i zimny deszcz, zły sen
(borixon)
Chcą mieć wszystko co jest, największym twoim dobrem x2

(Janek)
Głęboki wdech, służy jak przed skokiem w wodę
by wydobyć prawdę co mam w sobie, tak jak każdy człowiek
Wolność, nieuchwytne sztuczne ognie, jednak parzy
Tych przy władzy, tych co chcieliby nasz łeb na tacy
Studio "Radź se sam", prace efektów masz tu pełny obraz
100% barwa, jasność, kontrast
Mam cel, i raczej bardziej niż pewna kwestia
Moje życie, mój sposób na nie, a nie obca sugestia
"NS" esencja, poziom nad manipulacją
but w ryj, społecznym wszelkim rewelacją
Co w TV drażnią, jak głuchy telefon o szóstej rano
Znów, malowana lala ze śpiewką tą samą
Promocją specjalną, wersją, edycją limitowaną
Pierdole to, niżej podpisany:
"ZZ Jano"
Między przyszłością nieznaną, a faktem dokonanym
Największym dobrem, moja wolność i te kilka osób ukochanych

REF.
(Joker)
Oni chcą mieć to wszystko, co dla ciebie złotem jest
Zostaniesz tu i zimny deszcz, zły sen
(borixon)
Chcą mieć wszystko co jest, największym twoim wrogiem x2

(Kajman)
wystawiam głowę gdy jadę samochodem
bo kocham ten powiew wolności, tak jak każdy człowiek
Kocham życie, jak "Małolat" i "Sokół"
To jest, gwiazda na płytę, na bluźnierce roku
Ej, długie światła[?]przód, but na gaz, but gorąca maska, gorąco się topi asfalt
I muza, rap gra, ludzi na trasie wkurzasz
Szczególnie tych w "taksach", radość i złotówa[?]
Na blacie ledwo stówa, [?????????????????????????]
Dla nas największa kara tu synu
To pozamykać w czterech ścianach, nie dać pisać rymów
Ale zaraz, przecież jadę i mam wszystkich z tyłu
Z wystawioną głową na zewnątrz i nogą na gazie, na pewno

REF.
(Joker)
Oni chcą mieć to wszystko, co dla ciebie złotem jest
Zostaniesz tu i zimny deszcz, zły sen
(borixon)
Chcą mieć wszystko co jest, największym twoim dobrem x2
To jeszcze nie finał, historie toczą się ciągle
Czas będzie mijał, lata, miesiące, tygodnie
W tym wszystkim rozsądnie, bez pośpiechu decyzje
Bo jestem świadomy, że mam tylko jedno życie

Jedno w lustrze odbicie, taki sam tylko ja jeden
Dookoła plener tu uzupełnia siebie jak niebo ziemię
Jak wiele zmienię swoim istnieniem nie wiem
Wszyscy walczą, ludzkości plemię
Własne skupienie, by zaskoczenie nie miało miejsca
Błąd, dobry plener niejeden cię z błotem zmiesza
Jeszcze akcja przyśpiesza, szybsze bicie serca
Są ludzie co pomogą, chuj mnie obchodzi cała reszta
Czy to orzeł był tu reszka jak rosyjska ruletka
Masz pech to tracisz wszystko, nawet nie masz gdzie mieszkać
Chcę tu być, chcę tu żyć, zapisywać te historię
Na spokojnie przemyślenia, czas nie będzie płynął wolniej
Czas nie będzie płynął wolniej

Chcę tu być, chcę tu żyć, zapisywać te historię
Na spokojnie przemyślenia, czas nie będzie płynął wolniej
BUKA:
Tylko morza fale odpływają coraz dalej,
a w Tobie pożar stale… Palę mój talent!
Może na domiar dziś, tak doskonale,
nie ma miłości, ni wątpliwości wcale, i…
Zależności, bo pościg ustaje
z prochu do kości, odnośniki szaleństw.
Kiedy, ośle? I kim być? Wiesz? Ciągle udajesz...
Gdy ci los ciągnie cyngiel, niknie płomień zapałek.
Zwykle chłonę to w szale, jednak dziś nie tknę.
Przymknę oko dojrzale, potem w okno wetknę,
aby moknąć w piekle, chłonąć motłoch wściekle,
by się ocknąć wreszcie i napomknąć to wierszem.
Gdy fosfor mi depcze przez wyniosłe serce,
nim wyłączą go wreszcie i oślepnę.
Tak bardzo prosto odpłynąć w bezkres.
Czemu nie chce iść prostą linią po szczęście?
Nie chcę - cierpieć więcej. Wiesz - więcej łez.
Nie chce serce też. Bierzcie, jedzcie je!
To tylko chwile rozdrapane przez dreszcze,
gdzieś tylko tyle nie udźwigną ich mięśnie.
Chcesz? Oddam na chwile Ci me wnętrze,
abyś poczuł sztylet wbity w poczet nieszczęść.
Gdzie brocząc w mogile szaleństwem
sens zboczył na chwile, by runąć następnie…
/ sens zboczył na chwile, by runąć następnie…
// sens zboczył na chwile, by runąć następnie…
/// sens zboczył na chwile, by runąć następnie…
////sens zboczył na chwile, by runąć następnie…

BUKA: A fale - dalej w balet - mętne,
nikną jak domek dla lalek, namalowane we mgle.
Miliony baniek, ich pęknięć.
Obojętne dla fali, zanim stanie się tętnem.
Piorunami bijąc wściekle,
zniszczy to co między nami, przeszłość więdnie.
By w oddali nucić szeptem,
za nami tętent wokali, podkuwany talentem.
Wbrew orszakom stali, tsunami,
na przeciw sztormami, gnani tyrani oręży.
To my! Ci sami od lat przymierzy,
nie zdławi nas zawiść czy grad moździerzy.
By zabić i ranić. I zazdrości szerzyć slogany
i z radością kamień wymierzyć w twarz.
Ci sami, choć blakną portrety
i blask wymazały nam lata, niestety.
A na cyferblatach debata i szepty.
Na palcach Ci sen podpowiada piosenki.
Niepojęta strata - postradać te dźwięki,
gdy skończy się baśń, happy endy.
Ostatni raz daj mi skraść księżyc,
nim zburzy go brzask i zgnębi błękit.
Układać z gwiazd obrazki, pamiętnik,
nim skończy się czas i piaski klepsydr…
/ piaski klepsydr…
//piaski klepsydr…
///piaski klepsydr…
////piaski, piaski, piaski, piaski, piaski…

BISZ: Czuję ciśnienie, a moje myślenie skupia się na tym,
żeby nie zacząć strzelać do ludzi, ziomuś.
Myślę, że lepiej stąd wyjdę, nie?
Zanim te krzesła zaczną latać bez widocznego powodu.
W klepsydrze wbrew logice ciśnie się
pod górę przebrana miara straconych dni.
I nie starczy mi sił, by je wstrzymać, nim wybije
godzina prawdy jak szambo. Czik, czik, brrrech!
Logiki tu brak, dopóki moje życie jest zbieraniem gówna
do kupy. Chce być kim jestem i nie chce nic więcej.
Lecz mój krzyk rozedrze mi wnętrze, nie przestrzeń.
Biegnę na oślep, choć coś ciągle wiąże
mi ręce i nogi. Lecę na mordę.
Goni mnie wskazówka i raczej nie zwolni.
Popychadło wahadła, wieczny czasu niewolnik
-BISZ!
Mówię na nich opakowani w folię
Całe ich życie wszystko wokół jest pozorne
Nic na prawdę świat na niby, nibylandia
Pełna bezsensu, pozorów i kłamstwa, farsa
Przyjęli świat jak głupcy bez namysłu
Mądrość biorąc z przysłów, prawdę z domysłów
Pędzą łapczywie po lepszą przyszłość
Pędzą chciwie zagarniając wokół wszystko
I gdzie sens jest tu? wiesz, w tym nie ma sensu
Dobrze wiesz, przecież chciwość nie ma swego kresu
Ile zrobisz by zarobić parę złotówek
Ile w kieszeń spodni, schowasz honor i dumę
Godność nawet bo robisz coś pustego
Udawaj dalej, pozoruj, pompuj ego

Oni, mówię na nich opakowani w folię
Oni, ich życie, wszystko wokół nich jest pozorne
Oni, nawet miłość zapakują w torbę
Głupcy co pokochali nie treść, ale formę

Oni, mówię na nich opakowani w folię
Oni, ich życie, wszystko wokół nich jest pozorne
Oni, nawet miłość zapakują w torbę
Głupcy co pokochali nie treść, ale formę

Ktoś promuje ten styl życia nachalnie
Odnieś sukces, miej ambicję, dobrą pracę
Pnij się po drabinie hierarchii społecznej
Kupuj i gromadź żebyś miał coraz więcej
Domek, samochód, na parkingu firmy miejsce
Często się uśmiechaj, ciało trenuj na fitnessie
Jest wielu ludzi, którzy wpadli w ten układ
Gonili sukces, a teraz gonią ścieżki z lustra
Nie jestem zły, nie mam kompleksów, wiem przecież
Że w ich świecie to, co robię ja, nie ma sensu
Jestem tylko klaunem ze sceny dla nich
Chłopcem od wersów, a oni czują się wygrani
Ja wstaję gdzie i kiedy chcę, jestem wolny
Oni już od szóstej muszą szlifować swój do metra chodnik
Po trzech latach, do emocji już nie zdolni
Roboty, ich serca uwięzione w folii

Oni, mówię na nich opakowani w folię
Oni, ich życie, wszystko wokół nich jest pozorne
Oni, nawet miłość zapakują w torbę
Głupcy co pokochali nie treść, ale formę

Oni, mówię na nich opakowani w folię
Oni, ich życie, wszystko wokół nich jest pozorne
Oni, nawet miłość zapakują w torbę
Głupcy co pokochali nie treść, ale formę

Znam wielu ludzi, którzy wpadli w ten układ
Szczebli kariery, bali się odbicia z lustra
Poszukiwani, korporacyjne bonusy
Mówią - chcemy twego szczęścia
A naprawdę chcą cię zmusić do pracy
Zbrodnią dla mnie jest widzieć człowieka
I użyć go jak przedmiot, łatwy środek do szczęścia
To nie wyścig szczurów, szczury są mądre
To wyścig baranów, które pod topór same niosą swoją głowę

Oni, mówię na nich opakowani w folię
Całe ich życie, wszystko wokół jest pozorne
Mamy problem roboty opanują ziemię
Brodzi je system, moda, presja, otoczenie
Dzieci ambicji wydziałów karier, bez żadnych barier
Ekspertów w posługiwaniu się kłamstwem
Werbowani precyzyjnie, metodycznie, i po cichu
Siły robotów coraz bardziej liczne

Oni, mówię na nich opakowani w folię
Oni, ich życie, wszystko wokół nich jest pozorne
Oni, nawet miłość zapakują w torbę
Głupcy co pokochali nie treść, ale formę

Oni, mówię na nich opakowani w folię
Oni, ich życie, wszystko wokół nich jest pozorne
Oni, nawet miłość zapakują w torbę
Głupcy co pokochali nie treść, ale formę

Oni
Wolę respekt u chłopaków (kiwam głową)
nie chcę ciągle się martwić
czy sił do końca starczy
i na gorsze chwile zachowaj siłę

Za każdym razem, kiedy łapię za mikrofon świat żyje
sprawdź, jaką ma siłę ten rap skunk w kabinie
chociaż nie widział mnie jubiler
mam gang no i funk, co na bank z czasem płynie
znajdź ziom centymetr, to joint na pół metra
coś, co nie jest przewidziane dla chłopaków w getrach
myślę jak każdy, co mieszka w jedenastu piętrach, wyczaj
z braćmi to się dzieli, a frajerów nalicza
to ulica witaj brat, to nie fach mieć bajerę
na dziesięciu pięciu jara crack a czterech helen
Bałucki teren stracił niejeden, masz promocja
tu za stówę dostaniesz kamerę i boom boxa
ziomek forsa, chcę ją ja, ty i każdy
a regułą jest to, że zawsze płaci słabszy
płacisz jesteś zdatny, by płacić co miesiąc
widzisz na frajera tu się bierze Seicento w leasing
płacąc raz, cannabis kręci bletkę
w tym mieście moda jest na to, co niebezpieczne
i wiem, że sam jestem w tym, nic nie poradzę
pcham w płuca dym, by zysk mieć na uwadze

[x2]
Wolę respekt u chłopaków (kiwam głową)
nie chcę ciągle się martwić
czy sił do końca starczy
i na gorsze chwile zachowaj siłę

Obiecana ziemia, gdy miasto ścieli noc już
biznes kręci życiem burdeli i koksu
tuneli i kiosków z szamą całą dobę
tu nie wyjmuj portfela, bo stracisz całość ziomek
witaj w świecie sajgonek na ostro w polewie
dla Imperium codzienność, a dla żebraków Eden
chodź z biedaków chlebem, sprawdź to mały Wietnam
wydajność biznesu tu poznasz po gołębiach
sam tu uczęszczam i wpierdalam Gumbao
po pierwsze, bo szybko, po drugie, bo tanio
obok anioł, funty, dolary, euro, jeny, farnki
na lewo wszystko co oferują ziom tobie banki
noc jak chcesz tańczyć? bo dzień się przesypia
czas podejrzenia znikać, by zysk dalej oddychał
lipa daruj, każdy ma swój arsenał czarów
incognito jak pasażer w maluch konkret
Piotrkowska, czyli lato i stringi
dziewczyny, miłość? daruj to sponsoringi
prywatnie z dojazdem, to firmy profesja
od tyłu, na jeźdźca, chcesz w dupę płać ekstra
stąd uciec, weź przestań, hajs na ulicy leży
czego ty nie znajdziesz, to naliczy rewir
nie my, nie wy, nie ty, oni
sztuką wszystko widzieć i być niewidomym
ten świat nam znajomy nie tylko z opowieści
tak zysk życiem kręci z Bałut do przedmieści
to czysty biznes...

[x2]
Wolę respekt u chłopaków (kiwam głową)
nie chcę ciągle się martwić
czy sił do końca starczy
i na gorsze chwile zachowaj siłę
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo