Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Jeżeli miłość to ból, wiemy tu coś o miłości
I wiemy tu co to trud i co to brak możliwości
Co ciągnie w dół, nawet jak umiesz latać
Żeby wydostać się z chmur musisz się sporo namachać
Bo dla nas nie ma łatwo, a płakać nie ma co
Miasto HollyŁódź z obranym kursem na dom
To tylko tło, olej metafory
Ten projekt zżera nas, ziomy
Nie mów, że uczy pokory
Pokaż, co robisz, to miejsce nam przesuwa granice
To miejsce zmienia podejście i wreszcie zmienia całe życie
Budzicie się któregoś dnia w kłopotach
I już za dużo ich brat żeby się z tego wycofać
Tu jest tak, decyduje czasem parę sekund
I czasem to nie ty decydujesz o ich przebiegu
W tym miejscu w człowieku łatwo odnaleźć zło
Możesz wierzyć lub nie, nikogo nie obchodzi to

Zabierz mnie stąd, zabierz mnie stąd
Zabierz mnie stąd, zabierz mnie stąd
Unieś mnie do góry, unieś mnie do góry
Unieś mnie do góry, unieś mnie do góry

Najpierw tu gracie w gałę na jednym boisku
Potem się spotykacie na ławce, obaj po piwku
I nie jest tak jak dawniej, dziś to robi różnicę
Że wychowały was tu inne klatki i ulice
Jak nie wiesz po co żyjesz, wokół szukasz problemów
Co rusz myślisz jak dopiec drugiemu, ziomuś czemu?
A czemu nie powiedz, tak to nam ryje banię
Że tutaj to odpowiedź na każde pytanie
Łapię się na tym sam, myślę jak to w sobie zabić
Ogromne serce mam, ale czasem je wypełnia zawiść
Tutaj dzieciaki gnoją dzieciaki, a gdy dorosną
Budzi się to co rosło latami, nie jest słodko
Co drugą noc tu się tłuką butelki
Co drugą noc pod nocnym ktoś traci zęby
Każdy ma swoje grzechy, ja też
Ale po latach nie miej mi za złe
Za bardzo nie chcę tam wracać

Zabierz mnie stąd, zabierz mnie stąd
Zabierz mnie stąd, zabierz mnie stąd
Unieś mnie do góry, unieś mnie do góry
Unieś mnie do góry, unieś mnie do góry

Ja jestem złem dla ciebie, bo wciąż się drę w kawałkach
Lecz ja co dzień tu jestem, niejeden znalazł się w slumsach
I ta frustracja zjada mnie i zatruwa umysł
I ciągle wmawiam sobie, że jest okej u góry
Słyszę populizm, nic więcej
Każdy by przyniósł tutaj złote góry, ale ma zajęte ręce
I to do ciebie, przykro mi
Inni jeszcze łykają te brednie, ale mnie mdli
Za dużo takich dni, jak ten, gdy miotam się po pokoju
Za dużo płyt, sam wiesz, za długo siedzę w tym gnoju
I nie mam kolejnego roku, nie mogę czekać
I nie zamierzam się już więcej na to wściekać, przyrzekam
Ostatkiem sił na nagrodę patrzę
Zanim jak inni tu uwierzę tylko w myśli o porażce
Ty musisz dać mi szansę, musisz zabrać mnie stąd
Albo to skończę na zawsze, zamknę się i podpalę lont

[x2]
Zabierz mnie stąd, zabierz mnie stąd
Zabierz mnie stąd, zabierz mnie stąd
Unieś mnie do góry, unieś mnie do góry
Unieś mnie do góry, unieś mnie do góry
[x2]
Czym oddychasz? hip-hopem
A co pijesz? hip-hop
Kogo kochasz? hip-hop
Dobra, dobra starczy, stop

Sobotnie popołudnie siedzimy sami w chacie
nuda nas zabija na pewno to uczucie znacie
Po raz setny przesłuchane wciąż i wciąż te same płyty
Mam dekiel już od tego zryty
Ochota na imprezę spada na nas tak jak wiosenna ulewa
myśl o pannach alkoholu bardzo mocno nas rozgrzewa
Lecz niestety nic się nie szykuje. Jak mnie to dołuje
Ja chcę imprezy ja imprezy potrzebuję
Nagle znienacka słychać odgłos telefonu
wzbudza w nas nadzieję, wzywa tak jak brzmienie kościelnego dzwonu
Szybciej niż Carl Luis dobiegam do słuchawki:
Halo kto mówi? to ja, odzywa się znajomy głos
Idziecie na imprezę? to pytanie nokautuje jak Tysona cios
Jasne stary spadłeś nam z nieba
to było czego nam trzeba jak głodnemu kromki chleba
Gdzie i kiedy? tu i tam
masz alkohol? mam, a masz jointy? mam
A dasz nam? jasne, że wam dam
To już wiem czemu cię znam
Już dzwonimy po taryfę będziemy lada chwila
trafiłeś w sedno sprawy jak Daewoo debila
Dwa, dwa, dwa, trzy, trzy, trzy, my wozimy płacisz ty
Pół godziny i spełnią się dzisiejsze sny

Czym oddychasz? hip-hopem
A co pijesz? hip-hop
Kogo kochasz? hip-hop
Dobra, dobra starczy, stop

Wchodzimy, kark na karku a na karku kark
Co jeden jeszcze większa łapa, większa klata jeszcze większy bark
Po drugiej stronie sali siedzą nasi ludzie
próbują tu wytrzymać w wielkim trudzie
Co za dolina jeszcze bardziej zrzedła mi mina
Wolał bym już iść do multikina. Pytam się co jest grane
to dopiero 9 godzina a towarzystwo całe najebane
Kierunek Bar kino Superstar, cztery 50-siątki ja cztery 50-siątki ty
Rozglądamy się dookoła, ruszamy do gry
Mój Boże tutaj chyba już nic nie pomoże
bieda jak na bliskim wschodzie
jak w więzieniu o chlebie i wodzie
Ale lepsze to niż grzanie dupy w domu
nie muszę tego tłumaczyć nikomu
Do stolika wracamy, wypijemy, pogadamy, zajaramy
Ekipę rozkręcić się staramy
Możemy to zrobić tylko tym co mamy a co mamy?
mikrofony, więc je wyciągamy, idziemy do DJ'a
Pieniądze do ręki, zaraz tu polecą hip-hopowe dźwięki
Podłączamy no i zaczynamy

Prosto z Poznania rewolucja nie do zatrzymania
wielka epidemia rymowania. Pojawiamy się tu z nikąd
52 w drodze na sam szczyt, jak to Hans powiedział
Tak zabłyśnie o nas w mig, uwierz, bo to żaden kit
Dajemy tłumom to czego im trzeba
rymy opadają na twą głowę tak jak manna z nieba
Dwie magiczne cyfry zaczynają świecić w mroku
zbliżamy się do celu. Krok po kroku
Tego roku zaczęliśmy i już nigdy nie skończymy
Hip-hopem przesycone wszystko co robimy
Jesteśmy właśnie tacy i już się nie zmienimy. Nie...

Leję słowami dobrymi tak jak [?]
rozświetlam opływającą całą salę mrok
Pierwszy krok już za mną, teraz prę przed siebie prostą drogą
Każdego kto a niej stanie poczęstuję nogą
trzymam swój mikrofon w garści tak jak twoją dupę grawitacja
Kopne cię tam a zobaczysz jak wygląda z bliska orbitalna stacja
Gracja, zaraz wyłaniam się z dymu, wprawiam wszystkich w osłupienie
Oniemienie pozwala mi zawładnąć tumem
który porusza się właśnie tak jak ja tego chcę
Gra według moich zasad gry, w moją grę
teraz wszyscy wyrzucacie ręce w górę i śpiewacie razem z nami chórem
Czym oddychasz?
A co pijesz?
Kogo kochasz?
Dobra, dobra starczy, stop
Hip-hopem, hip-hop, hip-hop, hip-hop, hip-hop

Yyy, czym oddychasz? hip-hopem

Kolejna relacja Zachodnia Strona Dębca
Dzisiaj w studio Doktor Wiktor Wektor
powie nam coś na temat oddychania
O dzień dobry państwu
No więc oddychanie tlenowe to biologiczne
utlenienie substratów organicznych
w celu uwolnienia i zmagazynowania ATP
zawartych w nich energii
Proces ten zachodzi w komórkach większości organizmów
Składa się z trzech etapów
W pierwszym etapiu yhhyhm przepraszam was etapie
yhyhm ten tak zwany tchyyyyyyyy chyyyyyyy
Zachodnia Strona Dębca Radio żegnamy Do usłyszenia
Jeszcze chciałem kilka słów do tych młodych ludzi którzy słuchają 52
Ludzie no przecież jak oddychać hip-hopem
No przecież to jest niemożliwe
Po prostu wciskają wam jakieś kity
W ogóle słuchacie jakichś głupi durnych piosenek, że hip-hopy
Potem się duszą ludzie na ulicach padają normalnie
jeden przy drugim pada, tu pada, tam pada
Wszyscy słuchają 52 nie wiem o co chodzi
Te wersy omijają tych grzecznych chłopaków
Nie o tych co na ulicy srają ze strachu
To o tych co jarają się tym z blizną na twarzy
Nie próbuj się pucować, bo na pewno się sparzysz
Hermetyczna grupa, która ma swoje rewiry
Słyszałeś o nich w TV i gazety też mówiły
Żyją obok ciebie również na twoim osiedlu
Mieli w życiu prze*****ne, teraz po trupach do celu
Zbrodnia i kara to dla nich obce pojęcie
Zbrodnia popłaca i to drugie już prędzej

Od małego wychowani dobrze znają swoją pracę
Dla akceptacji w grupie wymuszenia i haracze
Potem było grubo kradzieże samochodów
Przemyt koksu do Francji z klamką u boku
Wpadka przy akcji, biorą na siebie wszystko
Dziesięć lat wyrok, żaden z nich nie sypnął
Wyszli warunkowo za dobre sprawowanie
Szacunek dla nich na dzielnicy pozostanie
Wrócili do biznesu, dalej ciągną ten wózek
Kiedyś byli tacy mali dzisiaj stoją na górze
Oni ustalają reguły kryminalnej gry
Złapali kontakty, niedawno przekupione psy
Za ich konkurencją wysłali listy gończe
Jakby co to nic nie wiem i na tym zakończę

[x2]
Kryminalna gra teraz o tym nasz rap
Kryminalna gra Poznań i WWA
Miasta dwa gdzie istnieje czarna strefa
Tutaj odpada ten, który pierwszy pęka

Aifam, Aifam, Bilet, Diil Mafia
Tu nie pchaj łap gdzie nie twoja bajka
Ulicy realia to kryminalna gra
Poker zakamarków konspiracyjny świat
[?] gdy w pobliżu kat
Choć szczerze mówiąc brat, ha
To tak jak chodzenie po linie
Wiatr mocniej zawieje a spaść ci nie ominie
Wbij sobie to w koszta, pamiętaj co to honor
Ja stawiam na siebie i moich bliskich dobro, elo

[x4]
Kryminalna gra teraz o tym nasz rap
Kryminalna gra Poznań i WWA
Miasta dwa gdzie istnieje czarna strefa
Tutaj odpada ten, który pierwszy pęka
Specjalny syf specjalna edycja
Strefa uliczna przydałaby się rewolucja
Patrz wokoło Big Brothery kamery na 24
Wciąż nowe bariery i wieczne statystki
Dziś wszczepiają chipy poprawiają swe wyniki
Brak reakcji z ich strony jest na ludzkie krzyki
Już nie jeden chuj dopadł się do kranu
Nogi grzeją mu jak cielęciem był już zapomniał wół
Dalej znów ta sama historia
Jeden odchodzi o jego miejsce wojna
Kolejna kreatura o tron swój nie spokojna
Kolejny błąd nie wiadomo skąd
Ciemnota telewizji maskuje ich swąd
Doktor joint wyleczy cię bez słów
Ja pozostanę zdrów
Chodź odebrać chcą mi zdrowie
Hemp Gru ulicy front niszczy negatyw projekt

Powiedz bliźniemu swemu żeby się szanował
Sługusy sytemu chcą byś się podporządkował
Masz być cicho i na śmierć się zaharować
Wódę pić to legalny towar
Podatki płacić bo za zwłokę grzywna
Czy muszą sprzedać Polskę aby była inna
Twarz zimna urzędnika biurokraty
Odprawi cię z kwitkiem a to że nie masz pracy
Dziś nikogo nie dziwi
Każdy następny coraz bardziej chciwy
Coraz większą ironię w oczach wyczytuję
Stoen wyjmie ci światło
ZTM eksmituje na bruk
Twój rodak twój wróg na miły Bóg
Co się dzieje z tym krajem korupcja plaga narkomanii
Nie opowiadam bajek
Rap daję z serca dzieciak
Brak ci wiary leżysz
Uwierzysz że jesteś zły i łykniesz ziarno
Nie ma nic za darmo wszystko widzisz czarno
Jak bardzo sytuację marną mają ludzie biedni
Zamiast hipermarket odwiedzają śmietnik
Los starszych nikogo nie obchodzi
Za to młodzi dookoła wszystkim przeszkadzają
Posrane mass media sztuczny obraz przedstawiają
System robi ludziom z mózgów siano
Od wieków wciąż to samo trzeba zapłacić czynsz
Jak co rano dać dzieciom jeść i pić
Powiedz mi jak tu godnie żyć
Ja daję ci klucz ty sam otwórz drzwi

Moda na ciuchy moda na kłamstwo moda na zidiocenie
Hemp Gru i Pablopavo mówią bronią jest myślenie
Moda na ciuchy moda na kłamstwo moda na zidiocenie
Hemp Gru mówi tobie tak bronią jest myślenie

Ciągle strajkują górnicy pielęgniarki
Zmuszeni są do podjęcia walki
Zmuszeni są by wybiec na ulice
Skurwiały rząd rozszerza źrenice
Oddałeś głos teraz to cię gryzie
Nie bij się w nos zajmij się swym życiem
Co da nam los może Argentynę
Rozkradli już kraj sprzedają kokainę
Niczym warzywami handlują ustawami
Kto da więcej w łapę czuje się wygranym
Policja na obstawę
Polityków pachołkami obwieszonych orderami
Bojkot na rząd powtarzam to stale
Wszystko co mamy to te ulice szare
Nie odejdziemy stąd chociaż nieraz są koszmarem
Nie odejdziemy stąd chociaż nieraz są koszmarem
Chociaż nieraz są koszmarem

Politycy sto lat świetlnych ponad ulicami
Czasem tylko przekleństwami ulic doganiani
Teledurnawizja dobrami mami
Dla małolata nie od zdobycia legalnymi środkami
Potem zdziwieni że są napadani
Chowają się za bramami za strzeżonymi osiedlami
Gdy osłabiają rzucanymi na ulicę narkotykami
Chcą panować nad mentalnymi niewolnikami
Realna rewolucja jest dzieciak w twojej głowie
Zobacz sam spal negatyw projekt
Bo to tam toczą się prawdziwe boje
Twoja wiara kałasznikow twoje myśli to naboje

Moda na ciuch moda na kłamstwo moda na zidiocenie
Hemp Gru i Pablopavo mówią bronią jest myślenie
Moda na ciuch moda na kłamstwo moda na zidiocenie
Hemp Gru mówi tak wiarą jest myślenie

Ja myślę i działam tak jak mi dusza podpowiada
Jedność i konsekwencja do sukcesu zasada
Idę tam gdzie plugawość i zdrada
Dla mnie odpada kolejnego polityka tyrada

Moda na ciuchy moda na kłamstwo moda na zidiocenie
Hemp Gru i Pablopavo mówią bronią jest myślenie
Moda na ciuchy moda na kłamstwo moda na zidiocenie
Hemp Gru mówi tobie tak bronią jest myślenie
Ci ze Wschodu mają klucz do tajnego ogrodu
Ci z Zachodu potem za ten klucz dziękują Bogu
Ci z Południa - dla nich rzeczywistość brudna
Ci z Północy biegają, szukają celu w nocy
Ci ze Wschodu mają klucz do tajnego ogrodu
Ci z Zachodu potem za ten klucz dziękują Bogu
Ci z Południa - dla nich rzeczywistość brudna
Ci z Północy biegają, szukają celu w nocy

A dokąd, a dokąd, a dokąd tak gnasz?
A powiedz, dokąd tak gnasz? A dokąd gnasz?
Dokąd, a dokąd, a dokąd tak gnasz?
A powiedz, dokąd tak gnasz? A dokąd gnasz?

Na górze wojny bogów z przeciwnych obozów
Na dole wojny bonzów z epoki brązu
Wojny interesów, wojny poglądów
Wojny klas, wojny rządów, wojny koni i wielbłądów
Wojny tych, co mówią ciągle o zdrowym rozsądku
Z tymi, co mówią o porządku, tak od początku
Wojny barw, wojny wątków, wojny przodków
Wojny potomków, wojny łowców majątków
Wolnoć Tomku w swoim domku
Wojny Gawła z Pawłem i Pawła z Gawłem - to nie w porządku
W każdym zakątku wojny mas, wojny mediów
Wojny nazajutrz, wojny w przededniu
A wszystko tylko by odwrócić twoją uwagę
Od tego, co naprawdę wzbudza twoją obawę
Masz kosz zabawek i baw się beztrosko
Jak usłyszysz łoskot, to weź to za szmer

Ci ze Wschodu mają klucz do tajnego ogrodu
Ci z Zachodu potem za ten klucz dziękują Bogu
Ci z Południa - dla nich rzeczywistość brudna
Ci z Północy biegają, szukają celu w nocy
Ci ze Wschodu mają klucz do tajnego ogrodu
Ci z Zachodu potem za ten klucz dziękują Bogu
Ci z Południa - dla nich rzeczywistość brudna
Ci z Północy biegają, szukają celu w nocy

Wojny klonów, wojny dziś wrogów, niegdyś ziomów
Wojny na ulicach, wojny w domu
Wojny wszczynane z radością
Wojny ciała z krwią, a krwi z kością, przyszłości z przeszłością
Wojny z własną małością i bezradnością
Wojny nienawiści z miłością, oj
Wojny w Paryżu, wojny w Londynie
Betonowy las płonie, skalę zniszczeń oceń po dymie
Walka o profity jest tutaj pierwszą rzeczą
Ich wiertła jak moskity kąsają beton
Kują, burzą, budują, wiecznie złorzeczą
Dużo klną buzią tworząc nowy urząd
Przychodząc burzą
By sprać po pysku idiotów
A ty licz od błysku do grzmotu
Pęd do zysku do grobu, bez tchu
Jak tych trzystu u kanionu wylotu

A dokąd, a dokąd, a dokąd, a dokąd (tak gnasz?)
A dokąd, a dokąd, a dokąd, a dokąd (a powiedz, dokąd tak gnasz?)
A dokąd, a dokąd, a dokąd, a dokąd (a powiedz, dokąd tak gnasz?)
A dokąd, a dokąd, a dokąd (a dokąd gnasz?)

Ci ze Wschodu mają klucz do tajnego ogrodu
Ci z Zachodu potem za ten klucz dziękują Bogu
Ci z Południa - dla nich rzeczywistość brudna
Ci z Północy biegają, szukają celu w nocy
Ci ze Wschodu mają klucz do tajnego ogrodu
Ci z Zachodu potem za ten klucz dziękują Bogu
Ci z Południa - dla nich rzeczywistość brudna
Ci z Północy biegają, szukają celu w nocy
-Łona! Woda się gotuje!
-Już idę, już idę!
Nie próbuj pić kawy tak jak ja!
Bo co ci da?
Nie dla ciebie ta kawa. Ha!
Mam jeden niewinny nawyk - codziennie pije niezliczone ilości kawy. Ta!
Bo rzadko kiedy sięgam do innych trunków.
Kawa jest dla mnie lepsza od Świętego Mikołaja z workiem pełnym podarunków.
Ona prowadzi mnie w dobrym kierunku,
Albowiem jedyny sposób na zabicie stresu to dwie łyżeczki rozpuszczalnej,
Albo z ekspresu.
Absolutnie czarny napój nie wymagający frazesów,
Potrzebny jak nogi krzesłu.
Czasem zdarzają się sytuacje cholerne,
Mówię:
-Poproszę kawę.
-Nie ma kawy. - mówi kelner, wtedyL
-Jak to kurwa nie ma kawy?
Mówię oczywiście, kawiarnie bez kawy są na mojej czarnej liście.

Ref: Kawa, moja wspaniała kawa!
Nikt zabierać jej nie ma mi prawa! (x4)

Pedros, Jacobs czy Nescafe - kawy mam zawsze pełną szafę.
A nawet jeżeli nie mam, to znam takich obywateli,
Którzy kawę mogą mi udzielić.
Ludzie na mój widok chowają głowę w piasek jak strusie,
Bo wiedzą, że wyciągnę od nich forsę na kawusię.
Bo Łona musi pić tego ilości znaczne.
Marnowanie kawy jest dla mnie świętokradztwem!

Ref.

W hurtowniach i sklepach na terenie całego kraju w tajemniczych okolicznościach zaczęła znikać kawa. Co się z nią dzieje, kto się za tym kryje?

Ha ha ha ha ha ha ha ha ha!
Ha ha ha ha ha ha ha ha ha!
Za każdym razem, kiedy rytm łapie blok mój
W tym łapie krok tu jak było na początku jest i teraz
Skrzypce, futerał, rap światowa premiera, zczaj
Co popiera fal prób ziom zamiast utknąć w martwym punkcie?
Wolę krótko, ale z gustem
Przekraczać próg ten, tannoye na kurwie
Nie zapanujesz nad tym smak wódki fanty plus
Whisky nastyk tu, instynkt prawdy znów
Impry barwnik to alko stan, w którym łatwo
Pomylić lambadziarę z lalką, gdy las rąk
Pokazuje klaszcząc, co to, hardcore
Sraj ziom na system, bez niego da się istnieć
Myślę o tym za każdym razem, gdy jebną mi listwę z auta
W pizdę jak tak można, buce
Nastaw kontrast powrócę jak Bruce Lee czy Bruce Lee
Nie ważne jak mówisz po czym zdobi mózg dziś cikicikicikiaaa
Haem szoruje Vestaxa, intonuje sampla głos
Przez preampa cios, gniecie lampa skosztuj eliksir
Prosto z duszy i serca jebać przerost ambicji
Aha, środkowy dla policji

Międzygalaktyczny spacer głupoty, stabat mater
Epoki zamach na ten temat strach jest katem
Melanż euro-afer w rejonie gdzie szaleje fenomen zła
Jako oponent mam ich skafander mix na taśmie
Z trzaskiem salwę cyfr, z których kod wyłania nazwę
Prąd wytwarza barwę nut tu po łódzku
Niezależny jak loop-troop tok myśli
Ilość ich niczym w łóżku pozycji
To luksus pomińmy puentę opowiadań o miastowych układach
Z doświadczenia wiem nimi podszyty dramat
Dla mnie lamp lamp i sagat płyty to mój bagaż
Którego nigdy przenigdy nigdzie nie zostawiam
W drodze na księżyc bez pieniędzy i prawa
To magia sprawia, że podążam w ten pył
Który odsłania sekwencji pejzaż
Wolność duszy zwycięża
Ten dar w imię umysłu i serca, aha

Rynek chciałby wygryźć nas
Co do nazwy ile dałbyś by ją znać?
To dinozaury, wystarczy mi, że nie mam tolerancji
I nie mam zamiaru się skarżyć by
Nadrobić brak wyobraźni tym
Co mnie kurwo drażnisz pysk
Od szajsu odetchnąć daj mi dziś
Mam jazz z Holandii i nie chcę zamulać
Mój styl to tarantula
Umierać będziesz długo i w bólach
Flow na trackach hula paruratamtam
To po blantach spod protekcji skafandra
Wyłania się dawka rap gra, graj pan, ale z serca
Lub przestań na zawsze, bo to już jest tak
Że niewiadomo o co chodzi - zawsze chodzi o pieniądze
Więc skurwysyny wypierdalać
Tak jest, to Bałuty dzielnica
Ten sam zwyczaj, ten sam kodeks
Skracamy a nie robię
Gdy wychodziła z klubu patrzył na nią ukradkiem
Zawsze odprowadzał ją wzrokiem pod klatkę
Był z nią zawsze za rękę myślami

Gdy zamykała drzwi myślał, że się zapali
Znikał za rogiem każdego dnia tak samo
I myślał ile jeszcze dni czekając na nią
Będzie stał i myślał i co będzie jak przyjdzie
Lub, co zrobi sam, jeśli nigdy nie wyjdzie
Za każdym razem, gdy patrzył w jej okno
Wiedział, że ostatnie piętro jest wysoko
Szukał nadziei w księżycu

Który odbijał blask w jej szybach gdy chyba chodziła spać
Gasło tam światło regularnie o drugiej
Lecz tej nocy nikt nie zasłonił zasłon na górze
Stała hajs *****ysynom za dragi
Więc wypadła przez okno z szybą i zasłonami

Noc nie daje snu, życie toczy się wciąż
Jednym daje, innym zabiera to jeden krok

Na jej pogrzebie był tylko ksiądz i on

Bo przyjaciółka dzień wcześniej grzała szkło
Czuł złość, smutek i w*****ienie
Rzucił na jej trumnę ziemie, położył wieniec i poszedł przed siebie
Czarne chmury mieszały łzy z deszczem
Dawno nie było takiej burzy w tym mieście
Wyciągnął zdjęcie, krople spadały na jej uśmiech
Ona była dzieckiem, on szedł z wózkiem
Kupił butle, wrócił do domu
Wypił ją duszkiem, poszedł spać, obudził go piorun
Wstał pijany i wsiadł do samochodu
Jechał na melinę do tych *****ysynów z jej bloku
Wszedł na klatkę wyważył drzwi łomem
Oni zćpani jak gówno leżeli na podłodze
Bił ich po głowach do chwili, gdy
Nie poczuł na swoich ustach ich gorzkiej krwi
Odwrócił wzrok i otrzeźwiał w moment
Zobaczył dziecko, trzymało w dłoni pistolet
Myślał o córce i żonie przez chwile
Dopóki tępy huk nie zamienił się w cisze

Noc nie daje snu, życie toczy się wciąż
Jednym daje, innym zabiera to jeden krok

Gdy wracał z miasta wynosili ich w workach
Kilka psów, sanitariusze, prokuratorka
Widział ów dziecko, tulące się do misia
Jeszcze nigdy nie było tak blisko utraty życia
Akcja rodzi reakcje wbiega wyżej w amoku
Przecież gonił ten towar wszystkim ćpunom w tym bloku
Nagle zamiera słysząc jak jego ziom
Na półpiętrze półszeptem wyświetla wszystko psom
Wtedy sobie poprzysiągł że na zemstę ma chęć
A to w filmach Skorceze oznacza pewną śmierć
Plan miał głupi i prosty tak jak wszystko co robił
Jutro w prasie wypełnią rubrykę nekrologi
Wziął nawąchał się prochem, by odwagi se dodać
I gdy psy pojechały wbił na górę po schodach
Bez wahania zapukał a gdy tamten otworzył
Już po chwili wyglądał jakby wpadł w zamieć noży

Noc nie daje snu, życie toczy się wciąż
Jednym daje, innym zabiera to jeden krok
Mamy tu funk...dla ciebie
Damy tu rap...jak nie wiesz
Cały ten świat...on jest tu dla nas
Ty mu to daj...na full od rana

Czasami łapie cię dół, życie cię łamie na pół
Czy się załamiesz? ja wiem, że tu to jedna ze szkół

Czasami nie chce ci się budzić nawet
I kiedy budzik dzwoni, dostaje z buły w japę
Ja też to miałem więc się nie łam nic
I zanim zaczniesz testament, łykniesz cyjanek
I ze sznurowadeł zaczniesz robić pętlę
Posłuchaj, co się stało, że tu teraz jestem

Miałem tak z dziesięć lat, z dziesięć kilo nadwagi
Może więcej, nie przywiązujmy do szczegółów wagi
Nie byłem może tak wspaniały, jak teraz
Ale miałem potencjał na super-bohatera
Choć na WF-ach często stałem na bramce
I kiepski byłby ze mnie harcerz
I chociaż na matmie, czasem, wolniej łapałem temat
Dotrwałem do teraz, i teraz

Mamy tu funk...dla ciebie
Damy tu rap...jak nie wiesz
Cały ten świat...on jest tu dla nas
Ty mu to daj...na full od rana

Po paru latach, już w liceum, bracie
Spędzałem więcej czasu na wagarach niż w klasie
Wiedziałem, że to głupie, lecz jak głupie dziecko

Myślałem, że i tak umrę przed trzydziestką
Siedziałem więc na dupie, na krześle
I rosłem wszerz, jakbym miał sponsoring Nestle
Całe szczęście, ziomy, któregoś dnia
W czytniku mojej konsoli nie zawitała gra
Nie mam pojęcia do dat, sorry
I nie pamiętam jak brzmiał ten pierwszy bit z Sony
Pamiętam, że latałem wystrzelony, jak z procy
Z niedowierzaniem przecierając oczy
I gdybyś dziś mnie poprosił o opis tego dnia
Żebym się cofnął do przeszłości
To ja powiedziałbym ci tak - o Bogu wiem niewiele
Lecz był na pewno tam, jeśli tylko istnieje

Mamy tu funk...dla ciebie
Damy tu rap...jak nie wiesz
Cały ten świat...on jest tu dla nas
Ty mu to daj...na full od rana

Przez jakiś czas miałem nowy powód
Żeby nie chodzić do szkoły, być zagrożonym, znowu
Więc, w oczach moich wrogów, z wtedy
Miałem kolejny problem niestety
Do tego dołóż kompleksy, co-weekendowy melanż
Pokłady agresji, której wyżyć gdzie nie ma
I masz tego rapera tylko z dawnych dni
Rodzice
byli źli, czy się dziwić im?
Potrzeba lat, żeby dojrzeć
Żeby zrozumieć, co jest dla nas dobre
Czasu nie cofniesz, lecz jutro i dziś
To to, na co masz jeszcze wpływ
Więc mówię tobie spełniaj sny, olej zawiść i złość
To zawsze wraca i nam daje w kość
Zrób sensownego coś, w całym zalewie gówna
Niech twoja matka będzie z ciebie dumna

Mamy tu funk...dla ciebie
Sheller:
Siedze w fotelu, nogi wyciągnięte

Gural:
Tu pali się, pali się, pali się

Sheller, daj mi to tu mam na myśli ten weed
to ten typ co pali w mig, kolejny joint jak Cypress Hill
ty płoniesz z nim, ta baba była z deka mocna
to sól sieka mocna jak piosenka wielkanocna
tysiące B(?), kiedy jest OCB, kiedy płoną jointy
i są chłopaki z PDG, taranem o 6 nad ranem
przyjdziemy z planem: albo palisz jointa
albo ci porwiemy mamę (zrobimy to).
Wiesz co jest grane
on musi płonąć więc płonie
u mnie w bibułcę u ciebie w magnetofonie
ja mknę pod koniec lub lewituje w oparach
gdy palę ten towiec, strzelam jak szeregowiec Ryan
widzisz ręce uniesione, teksty nawijane, wyciągane dłonie
to Gural na mikrofonie, na "I got 5 on it"
bo to w chuj fajny bit
czemu nie miałbym ten puszczać panczlajnów z nim
zobacz kolejna piątka od Piotrka,
kolejna szesnastka albo coś tam, kolejna zwrotka
Rafi siedzi w dymie, ja w kabinie, Larwa za konsolą
yo dymi lolo, ja robie ej ty kolo
to mi pomaga ty dobrze wiesz, że mam astmę
mam rymy własne, choć dla niektórych to jest wciąż niejasne
ja robię tylko to na czym się znam, taki mam plan
płonie blant, ja robię tamtaramtam

Rafi Degustator sprawdź to gówno.!

Rafi:
5 element Studio, wchłaniają dym ściany
5 element Studio, wchłaniają dym ściany
5 element Studio, wchłaniają dym ściany
5 element Studio, wchłaniają dym ściany

Mamy plany spalić tutaj tyle kany, że o rany
normalnie nie do wiary, że tyle można wypalić
bo jaramy wąsy dłuższe nawet niż miał Józef Stalin
Nie wierzysz? a co jeszcze nie poznajesz, człowiek
do majka teraz nawija Pan ołowianych powiek
typ co Rafi się zowie, siedzi teraz w twojej głowie
i steruje w niej ruchem, kiedy ty się karmisz buchem
między jednym buchem, a drugim buchem
siedzę ja, i słowo za słowem, puszczam gaduche
i puszczam dym i odlatuję razem z nim
myślisz, że z kim tu jaram i dopijam płyn
z Larwą, Guralem i Shellerem, płonie ziele
jest tego wiele, jest tego mnóstwo przyjaciele
by leżeć brakuje mi niewiele, więc kończę
idę na bata bo tutaj czym chata bogata.

To DGE mixtape.
Top 3008 rok przymierza z kosmosem
Zmieniam stan rzeczy wedle natchnienia
Czarne chmury nad miastem, ziemia zapewni atrakcję
(To tu kto tam? szczyle, smak)
Klaun jak Beavis i Butt-head, znak w kulturze moderna
Rozsiany po tawernach, tak zmienia się kalendarz
Tak zmieniają się ludzie idąc przez tunel
każdy szorstki jak pumeks
Jest wiele rzeczy których nie zrozumiem
Czy zrozumieć nie chcę
Jeden trafi jak w szermierce, rap to jest Bentley
Którą kierowcą jest MC, wiesz?
(Gram co stanie się, mam to gram w eter)
Pcham go twardo jak z Atlanty Falcon
To plan do bram, obrał go fakt, zło, strach
Coś jeszcze? niczym klimat mafii alko i lata 30-te
Niebezpieczne - czaisz? jestem człowiekiem z przyszłości
Z przeszłością przenośni Polmos konflikt
Paradoksów wzmacnia, gra aglomeracja w snach
(3, 2, 1, 0 - giełdowy crack)
Poszło w sferę, nie jestem Jupiterem
3-0-0-0-8 cofnięty w 2003, syf nie bestseller płyt
tworzę jazz, jest z tym jazda, na czele armii ludzi z nikąd
to ja i moje ziomy i z tym związane ryzyko
zapoznaj się z rubryką nazwaną - nieznani
to my z otchłani jak w płucach kranik

Człowiek z przyszłości - mówi to coś ci?
Człowiek z nikąd - tzw. incognito
Ryzyko? - wszystko jest wliczone w koszta
Kto, gdzie, jak chce, byle sam sprostał!

Człowiek z przyszłości - mówi to coś ci?
Człowiek z nikąd - tzw. incognito
Ryzyko? - wszystko jest wliczone w koszta
Kto, gdzie, jak chce, byle sam sprostał!

Byłem, będę, jestem, być muszę
zero wykluczeń, ja nie ten co falsetem szyby tłucze
każdy wers to strzała, mikrofon mym łukiem
wiesz jak to działa? jak 3000-0-8 z muzyką, laser, garaż
DJ na świetnych plackach tłucze tricki
Jak sala krzyczy - tak zieleń zastąpiły monolity
(Dlatego tu jestem stres, dzień, noc i...)
Dzień w dzień tak to samo, tak to trend zer niczym Serrano
U boku anioł u drugiego diabeł (diabeł) wiem, że damy radę!
Dziś sen ten na patencie brygadę niesie, rap opanowuje eter
Tu niemożliwy przeciek przecież uderzam z impetem

Człowiek z przyszłości - mówi to coś ci?
Człowiek z nikąd - tzw. incognito
Ryzyko? - wszystko jest wliczone w koszta
Kto, gdzie, jak chce, byle sam sprostał!

Człowiek z przyszłości - mówi to coś ci?
Człowiek z nikąd - tzw. incognito
Ryzyko? - wszystko jest wliczone w koszta
Kto, gdzie, jak chce, byle sam sprostał!
Fenomen i P i H
Co nie słychać?
Podejdź bliżej
Nie jeden za to, że się na wtykał już się nie wyliże
Nie jeden też nie wyjdzie, choć, bez ubliżeń poszło
To nie życie na gorąco to życie na dorosło
Znasz siłę słowa?
Po kilku wypowiedzianych nie jednego się pochowa
Nie jeden będzie zajarany tym samym zestawem prawie
W rap się bawię
Ty też na siłę tekstu słuch wytęż
Nie jeden żyje według twoich wersów, więc się skup
Pomyśl jesteś tu jesteś świadomy
To my fenomy odpowiadam za to
Co opowiadam
Pozdrawiam
No sprawiam
Z tym nie gadam z kim nie chce jeszcze
Uważam na słowa jeszcze więcej
Wiedz, że co powiedziane za plecami słyszane też jest
Bo uszy nie oczy dookoła głowy słyszą
Ci, co piszą mówią
Kreślą się gubią
To teksty a na żywo już nie skreślisz
Uwierz mi
Jak nie rozkminiasz to się z tym prześpij
Jak nie rozkminiasz to idź z tym kimać

Ref: Powinieneś wiedzieć
Rób tak żeby było dobrze
To nie życie na gorąco
Powinieneś wiedzieć
Rób tak żeby było dobrze
To życie na dorosło x2

Pih
Rzucasz słowo na wiatr a ono leci
Słuchają ziomki słuchają dzieci
To jak choroby, na które nie ma lekarstw
W końcu możesz wszystko odszczekać
Parę słów na poczekaniu potem blady jak ściana
Pozostał niewielki margines działania
Język trzymaj za zębami morda na kłódkę
Nie umiesz zgłupiałeś to, po co pijesz wódkę
Po kościach się rozejdzie jakoś przejdzie
Pękasz gówno nawet w puchu się trzęsie
Za dużo mówisz popełniasz nie takt
Na jakiś czas potem znikasz zapadasz w letarg
Masz stracha się wahasz niepokój cię przeszywa
Na tym od dawna lacha a ty przeżywasz
Długi język bezczelna gęba
Po cichu trzeba poruszać się w twoich kręgach
Wciskasz kit dla głodnych uszu PiH
Własnych słów zakładnik nikt
Posłucham jeszcze powiedz, co chcesz powiedzieć, kim jesteś?
To ty powinieneś wiedzieć

Ref: Powinieneś wiedzieć
Rób tak żeby było dobrze
To nie życie na gorąco
Powinieneś wiedzieć
Rób tak żeby było dobrze
To życie na dorosło x2

Ziaja
Ludzka mowa zdania w słowach wartość chowa każdy z nich Fenomen, Pih
Jedni z tych
Którzy znają słowa wagę
Mają tą zasadę masz przewagę, jeśli kontrolujesz to, co mówisz
Bo słowa zostawiają blizny ślady już zostają wpływ maja duży
Kłują jak kolec róży
Wszystko mogą zburzyć i zrujnować
Słowo ostre
Później odbudować to nie jest takie proste
Nie rzucaj słów na wiatr rób tak żeby było dobrze
Trzymaj język za zębami a daleko dojdziesz
Choć niektórzy mają to gdzieś
Staram się w życie to wnieść
To wiem
By nie rzucać każdym słowem
To wiem
Co dzień z życia wnioski nowe i zmagania
A wartość słowa ciągle pozostaje taka sama..

Ekonom
Jak gwóźdź do trumny wbite słowo w moją pamięć
Jak to się mogło stać myślałem niedoczekanie
Trwać trzeba dalej uraz, chociaż mniejszy pozostanie
Jak na sercu blizna pierwsza miłość i rozstanie
Przyznaj wiesz, że możesz trzymać mnie za słowo proste
Honor mam jeden, jeden stracę drugi nie odrośnie
Jedna tylko jest prawda wszystko wkoło to jest podstęp
Ruszaj głową od tego masz ją taki los ten
Robisz postęp w rzucaniu słów na wiatr? Od życia chłostę
Życie jak kat cię skarci, bo do prawdy nie dorosłeś
Chuja warci wszyscy w Polsce, co fałszywy rap robią
Dzieciakom mącą tylko w głowach a pieniądze to ich logo
Zgroza nie mogę na was patrzeć więcej no kurwa
Wielka banda oszołomów farmazonów wytwórnia
Nie myślisz wcale, ale wciąż dalej kłamiesz wytrwale
Ku chwale hajsu więcej szajsu małolatom sprzedajesz pedale

Ref: Powinieneś wiedzieć
Rób tak żeby było dobrze
To nie życie na gorąco
Powinieneś wiedzieć
Rób tak żeby było dobrze
To życie na dorosło x2
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo